Dodaj do ulubionych

Co to znaczy "być gospodarnym"?

01.10.12, 12:51
Lektura tutejszych wątków po raz kolejny mi uświadomiła, że ja nie jestem, mimo bycia wielodzietną (mam trzech synów).
I że warto by było się tego nauczyć. (Chyba że to cecha charakteru, nie do zmiany) wink

Podpowiecie?
Edytor zaawansowany
  • tjoanna 01.10.12, 12:53
    Aha, mniej zależy mi na charakterystyce takiej osoby, a bardziej na konkretnych wskazówkach, co kobieta gospodarna robi, żeby zasłużyć na to miano smile
  • guderianka 01.10.12, 13:15
    Od lat oszczędzam-na początku z konieczności, teraz weszło to mi/nam w krew.wink Od lat spisujemy wydatki w tabeli w exelu, na bieżąco kontrolujemy budżet. W kwestiach zaleznych ode mnie staram się gospodarowac rozważnie w kuchni. Sami pieczemy chleb, sama robię wędliny (czasem kupię gotowe żeby zmienic smak), sama piekę ciasta, czasem robię lody, stosuje recykling w kuchni i staram się nie wyrzucać jedzenia. MójMąż zimą odgruzował piwnicę, zrobił totalne porządki i m.in. rozebrał na drobne cześci wiele przedmiotów-ze sprzedaży w skupie złomu wpadło w kieszeń jakieś 300zł. Nie kupuję samych nowych ubrań-z założenia i od lat, lubię szperać w second handach, wymieniać sie ubraniami, szukam okazji, promocji i wyprzedaży.
    wink
    jestem ciekawa innych definicji i przykładów wink
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • agni71 01.10.12, 15:32
    Ja pewnie nie zasługuje na miano gospodarnej, bo jednak jakaś tam ilośc pieniędzy przecieka mi przez palce wink

    Natomiast co robię:
    Staram sie nie marnowac jedzenia, m.in. tak planujac posiłki, żeby wykorzystac, to co mam w lodówce. Do pewnego stopnia, aczkolwiek nie bardzo rygorystycznie, planuje posiłki. Jesli sie da, bez znaczącego obniżania jakości, stosuje tańsze produkty zamiast droższych. Wykorzystuję plony ogródka, więc jesli teraz mam urodzaj jabłek, to w ograniczonym stopniu kupuję inne owoce. Większe cotygodniowe zakupy robimy w tanim hipermarkecie (Auchan). Zbieram i zamrażam lub suszę niektóre rzeczy z ogródka (zioła, mięta, czy gotowe potrawy np. leczo zrobione latem, kiedy warzywa sa albo z ogrodu albo w sklepie tanie). Mogłabym robic więcej przetworów, ale nie bardzo mamy warunki do przechowywania (dom niepodpiwniczony, w pomieszczeniu gospodarczym za ciepło, a zamrażarka nieduża).

    Ubrania: dla dzieci kupuje w 90% na wyprzedażach, a jak nie na wyprzedażach to w promocjach,z kuponami rabatowymi itp. Ubrania dla siebie: jak sie da to równiez korzystam z wyprzedazy i kuponów rabatowych. Jak nie, to potrafie sobie odmowić zakupu który nie jest konieczny, lub kupić cos tańszego (np. torebke ze sztucznej skóry Ecco zamiast z naturalnej w Vip Collection smile. Buty noszę latami. Mąż jest minimalistą ilosciowym, jesli chodzi o ciuchy, ale za to raczej nie poluje na wyprzedażach (chociaz ostatnio zdarza mu się)....

    zabawki dla dzieci - równiez staram się kupowac z glową, szukając okazji, kupując nawet na zapas jak jest dobra cena.

    Wyposazenie domu: jak juz cos kupujemy to takie które nam sie w 100% podoba, więc nie mamy potrzeby zmiany wystroju co 3 lata.
  • jolusia77 01.10.12, 15:56
    Ja staram się utrzymywać wydatki pod bardzo ścisłą kontrolą. Nie kupuję nowych ubrań, wyłącznie markowe, ale używane (nearly new sales, car boots sales, charity, eBay....)- takie są sprawdzone. Nie piorę w proszku do prania, bo przy sześciu osobach zbankrutowałabym na proszku i płynie do płukania. Piorę wyłacznie w orzechach piorących (wychodzi niezwykle tanio i przy tym zdrowiej oraz o wiele ekologiczniej) a za zapach używam olejków nauralnych. Nie kupuję żadnych odplamiaczy- robię je sama głównie z sody oczyszczonej i octu białego.
    Często robię sama płyn do mycia naczyń i uniwersalny (są o wiele zdrowsze i ekologiczniejsze).
    Pellingi do twarzy robię sama ze wspomnianych orzechów piorących.
    Planuję dokładnie jadłospis. Wszystko gotuję od podstaw, kupuję w promocjach. Najczęściej sama piekę pieczywo.
    Trzymam rzeczy po dzieciach dla kolejnych swoich (teraz mamy czwarte w drodze) oraz wymieniam się z siostrami, które też mają maluchy.
    Czego już nie potrzebuję- sprzedaję na eBay-u i zyskuję środki.

    Jedyne na czym nie oszczędzam- gatunek jedzenia. Musi być dobry i warzywa oraz owoce staram się kupować ekologiczne, bo dla dzieci to ważne.

  • eps 01.10.12, 17:29
    ja robię w zasadzie identycznie jak poprzedniczki.
    W 99% nie kupuję nowych ubrań i nie dlatego że mnie nie stać ale ze względów ideowych i ekologicznych.
    Staramy sie nie marnować niczego.
    Zanim coś kupie to zastanawiam się czy mi to jest naprawdę potrzebne.
    Jedyne na czym nie oszczędzam i wydaje dużo to jedzenie.
    nie ma żadnych półśrodków. Jedzenie musi być zdrowe ale i pozbawione chemii.
    Czasami takie jedzenie jest tańsze a czasem sporo droższe.

    --
    "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

    Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
  • dzieciata.renata 01.10.12, 19:41
    Mam rozplanowany budżet miesięczny i roczny (podręczniki, wyprawki, obozy, wycieczki szkolne, prezenty itp.) i różne myki stosuję np. odkładam co miesiąc określoną kwotę, żeby mieć na wyższe rachunki w miesiącach grzewczych. Zawsze najpierw odkładam pieniądze na zobowiązania, a jeśli coś zostanie jest na przyjemności. Na jedzenie mam określoną kwotę i muszę się w tym zmieścić.
    Zakupy ubraniowo-butowe planuję, w jednym miesiącu to temu i tamto tamtemu w drugim co innego komu innemu - kupuję tylko to, co potrzebne. Zakupy jedzeniowo-chemiczne robię z kartką. Kupuję tylko tyle, ile wykorzystujemy. Gotuję tyle, ile zjemy, a nawet ciut mniej, bo nie lubię wyrzucać. Korzystam z promocji ,chociaż wolałabym wszystko kupować w sklepie koło domu, żeby nie tracić czasu (np. teraz w nd mąż kupił 5 kg buraków, marchwii, cebuli i 10 ziemniaków po 2,99 w tesco). Nie kupuję słodyczy poza czekoladą, sama piekę ciasta, drożdżówki, babeczki, chociaż wolałabym kupić a w tym czasie odpocząć. Gotuję w domu, nie jemy na mieście ani zamawianego jedzenia. W miarę możliwości wszystko robię sama twarożki, surówki, nawet makaron czasami. Gotuję tanie rzeczy np. wątróbkę, fasolę, kapustę, kalafior, buraki, marchew, rzodkiewka, ogórki, kasze, ziemniaki, a z mięsa głównie kurczak i schab. Pomagamy mamie w uprawie ogródka, dzięki czemu dostajemy trochę niektórych produktów prawie za darmo.
    Mam dwie taryfy na prąd, piorę, gotuję i piekę w tańszej. Piorę tylko pełny skład. Zmywając naczynia leje wodę do miski, później zlewam do wiadra i spłukuję toaletę. Tak samo postępuję z wodą po myciu podłogi - jest trochę oszczędności. Kupuję tanie proszki do prania, zamiast odplamiacza stosuję płyn do mycia naczyń. Do czyszczenia mam tylko mleczko i wodę z octem i proszek do pieczenia. Zamiast kąpieli bierzemy prysznic, szybciej i mniej wody się zużywa.
    Dogaduję się z mamą, teściami i chrzestnymi w sprawie prezentów, kupują to co cieszy ale i w danym momencie jest potrzebne.
    Chętnie przyjmuję pomoc w postaci używanych ubrań dla dzieci i jeśli dana rzecz pasuje nie kupuję drugiej. Pozostałe rzeczy, buty kupuję tanie, bo i tak po kilku miesiącach są za małe, nie modne, dzieci chcą już mieć inne. Ceruję dziury, naszywam łaty w ciuchach, nie wywalam od razu.
    Na większe rzeczy oszczędzam np. teraz na zmywarkę, angielski dla dziewczyn na przyszły rok szkolny, obozy w ferie itp. Nie kupuję nowych rzeczy do domu póki obecne są jeszcze dobre, nawet jak widzę gdzieś tanie i bardzo mi się podobają, np. pościel, ręczniki.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • maly_ksiaze 01.10.12, 20:34
    Dziękuje autorce za bardzo ciekawy i inspirujący wątek. Niestety nie mam nic do dodania ale za to dzięki za zachęte do żołędzismile

    i jeszcze

    dzieciata.renata napisała:

    "Kupuję tanie proszki do prania, zamiast odplamiacza stosuję płyn do mycia naczyń"

    Z naszego doświadczenia wynika, że takie postępowanie jest bez sensu. Swego czasu bardzo dokładnie to obliczałem i wyszło, że najtaniej wychodzi proszek w płynie o nazwie persil small and mighty - w zakupie bardzo drogi ale tez bardzo wydajny no ale po przeczytaniu poprzednich postów chyba przerzucimy się na żołędziesmile

    --
    filcowanka.blogspot.com/
  • basha 01.10.12, 23:02
    Co to orzechy piorące?
    --
    Maja forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=6837087&a=12616983
    Julka forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=34295124&v=2&s=0
  • mamumilu 02.10.12, 01:40
    zamiast orzchow pioracych czy kul do prania, ktore rowniez na bardzo dlugo wystarczja, mozna zrobic samemu proszek - zetrzec szare mydlo na tartce, dodac boraxu i sody - mozna kupic na allegro, wymieszac i jest. Amerykanki robia plyn do prania w podobny sposob, ale moim zdaniem latweij jest z proszkiem. Robilam tez z mydelkiem dla dzieci.
    Nie uzywam zadnych plynow do plukania - najwyzej jakis olejek zapachowy i troche octu dla zmiekczenia. Niestety w naszych warunkach klimatycznych musimy uzywac suszarki do prania i wtedy do suszenia wrzucam szmatke nasaczona olejkiem zapachowym.
    Najlepeij by bylo zrobic jeszcze mydlo samemu, bo wtedy jest najlepsze a nie kosztuje takiej masy pieniedzy jak w sklepach - ale to juz tylko dla chetnych. Zrobienie mydla w domu, to rowniez sposob na zaoszczedzenie pieniedzy na prezenty swiateczne - super prezent takie wlasnorecznie zrobione mydlo ( moga byc tez przetwory, slodycze) - moje juz lezakuje - trzeba zrobic minimum 6 tyg przed Swietami, zeby nadawalo sie do uzytku gdyby ktos chcial wykorzystac pomysl.
  • agni71 02.10.12, 10:35
    Próbowałam orzechów (co to jest mozna sie dowiedziec wpisujac w Google'a wink, ale u mnie sie nie sprawdziły, dobre były do odświeżenia, ale do doprania rzeczywistego brudu, plam - nie dawały rady. Poza tym, bałam sie prac białe i bardzo jasne ubrania w tych orzechach... Zdecydowanie lepiej sprawdza mi sie dobry niemiecki proszek (uzywam Persila), a żeby bylo oszczędniej, to wystarczy sypać go tyle ile kaze producent, a nawet przy slabo zabrudzonych rzeczach sypię ciut mniej niz zalecane.
    Płyn do płukania i mydlo w kostce to akurat dla mnie tak znikomy procent wydatków (płynu leję dosłownie tyle, co na dnie zakretki i wystarcza, ubrania są zmiękczone, mniej wymięte i bardzo delikatnie pachną, a mydlo w kostce jest kosztuje ile - 1-2 zł?), ze zabawa we wlasnoręczny wyrób tych produktów wydaje mi sie kompletną stratą czasu.
  • dzieciata.renata 03.10.12, 11:30
    maly_ksiaze napisał:

    > Dziękuje autorce za bardzo ciekawy i inspirujący wątek. Niestety nie mam nic do
    > dodania ale za to dzięki za zachęte do żołędzismile
    >
    > i jeszcze
    >
    > dzieciata.renata napisała:
    >
    > "Kupuję tanie proszki do prania, zamiast odplamiacza stosuję płyn do mycia nacz
    > yń"
    >
    > Z naszego doświadczenia wynika, że takie postępowanie jest bez sensu. Swego cza
    > su bardzo dokładnie to obliczałem i wyszło, że najtaniej wychodzi proszek w pły
    > nie o nazwie persil small and mighty - w zakupie bardzo drogi ale tez bardzo wy
    > dajny no ale po przeczytaniu poprzednich postów chyba przerzucimy się na żołędz
    > iesmile
    >
    Piorę w proszku z Rossmana, daje tyle ile pisze na opakowaniu, na plamy po ściągnieciu ciucha leje trochę płynu do zmywania z Biedronki i później do prania też dodaję. Mam wszystko doprane, nie sądzę, żeby wychodziło drożej niż Tobie. Kiedyś używałam Vanisha, Oxy i innych takich, prałam w Vizirze i Persilu, teraz zrezygnowałam z powodu oszczędności. Z czegoś muszę, a wolę z droższego proszku niż z dezodorantu czy pasty do zębów np.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • plater-2 02.10.12, 06:53
    My też używamy kul do prania i oszczędzamy wodę. Na wannie jest zrobiona kreska. Wodę po praniu, kąpieli trzymamy w wiadrach i używamy do spłukiwania toalety.

    Biorę wszystkie odcinki z kas przy zakupach i w domu porównuję ceny. Mam listę, gdzie co kosztowało i robimy zakupy w kilku sklepach. Na przykład w naszym mieście najtaniej wychodzi papier toaletowy "Melodia" - biały w "Biedronce". Tańszy jest ECO, ale rwie się i zapycha toaletę. Chusteczki do nosa "Floralys". "Delikatne" i "A-psik" są tańsze, ale rwą się. Zresztą w domu wycieramy nos w papier toaletowy, chusteczki tylko na wyjście. Wodę mineralna kupujemy w Biedronce, kosztuje tylko ok. 0,60 zł i jest naprawdę smaczna.

  • 2007e 02.10.12, 11:00
    A ta woda w Biedronce to jest mineralna czy zrodlana, bo nie wszyscy zwracaja na to uwage?
  • plater-2 02.10.12, 19:34
    Napisane jest "woda żródlana" jest wersja gazowana i niegazowana. Nam smakuje.
  • 2007e 02.10.12, 21:40
    Ja staram sie kupowac mineralna, wiec nie zaoszczedze na tym.
  • dzieciata.renata 04.10.12, 11:30
    2007e napisała:

    > Ja staram sie kupowac mineralna, wiec nie zaoszczedze na tym.

    Ja też kupuję tą wodę, ma wystaczająco dużo składników do codziennego picia dla normalnych zdrowych ludzi. Mi pediatra powiedziała kiedyś, że mineralne mogą szkodzić dzieciom, jeśli mają je często pić, a moje piją praktycznie tylko wodę, oprócz mleka, kawy zbożowej rano i heraty owocowej do kolacji.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • monhann2 02.10.12, 14:06
    > My też używamy kul do prania i oszczędzamy wodę. Na wannie jest zrobiona kreska
    > . Wodę po praniu, kąpieli trzymamy w wiadrach i używamy do spłukiwania toalety.

    Mysle, ze tez jestem w miare oszczedna (nie wyrzucam jedzenia, gasze swiatlo kiedy nikogo nie ma w pokoju, staram sie wlaczac zmywarke/pralke/suszarke w czasie tanszej taryfy) ale to, co opisalas to jest ekstrema, moim skromnym zdaniem. Jak Ty spuszczasz ta wode z pralki do wiader? Gdzie te wiadra trzymasz? Nie chcialabym tak zyc!! No chyba, ze sytuacja materialna by mnie zmusila..... Na szczescie nie musze oszczedzac az do tego stopnia. Pracujemy oboje z mezem zbyt ciezko aby miec ten "luksus" i normalnie spuszczac wode w toalecie i nie trzymac pomyj w wiadrzewink
  • plater-2 02.10.12, 19:37
    Na Zachodzie montuje sie w łazienkach systemy przechwytywania wody z pralki i kapieli do spłuczki i nikomu to nie wadzi. Wodę oszczedzam nie z biedy a z przyczyn ideowych. Kubły z pomyjami nie stoja, bo wody od zmywania naczyń nie gromadzimy.
  • monhann2 02.10.12, 20:24
    Plater-2, mnie tez nie wadzi, bo to nie moje mieszkanie/dom. Pisalam jedynie, ze ja bym tak nie chciala, nawet dla idei. Mieszkam na Zachodzie od 25 lat i nigdzie czegos takiego nie widzialam, chyba nie jest to powszechne. Choc moze, gdyby bylo to urzadzenie niewidoczne i automatycznie przechwytujace ta wode, to czemu nie? Nie chcialabym jedynie wiader i "bolu glowy" zwiazanego z przelewaniem wody z wanny do wiader, potem do toalety. Nie wspomne juz o tym, ze jest to dzwiganie a ja nie moge dzwigac, wiec odpadasmile Nadmienie jeszcze, ze dla idei i oszczednosci na miare XXI wieku wlasnie zainwestowalismy w energooszczedna pralke, ktora pobiera bardzo malo wody, do tego stopnia, ze czasem nam sie zdaje, ze pierze "na sucho".
  • dzieciata.renata 04.10.12, 11:14
    monhann2 napisała:

    > > My też używamy kul do prania i oszczędzamy wodę. Na wannie jest zrobiona
    > kreska
    > > . Wodę po praniu, kąpieli trzymamy w wiadrach i używamy do spłukiwania to
    > alety.
    >
    > Mysle, ze tez jestem w miare oszczedna (nie wyrzucam jedzenia, gasze swiatlo ki
    > edy nikogo nie ma w pokoju, staram sie wlaczac zmywarke/pralke/suszarke w czasi
    > e tanszej taryfy) ale to, co opisalas to jest ekstrema, moim skromnym zdaniem.
    > Jak Ty spuszczasz ta wode z pralki do wiader? Gdzie te wiadra trzymasz? Nie chc
    > ialabym tak zyc!! No chyba, ze sytuacja materialna by mnie zmusila..... Na szcz
    > escie nie musze oszczedzac az do tego stopnia. Pracujemy oboje z mezem zbyt cie
    > zko aby miec ten "luksus" i normalnie spuszczac wode w toalecie i nie trzymac p
    > omyj w wiadrzewink
    Ja nie przetrzymuje wody tylko zlewam przy najbliższej wizycie w toalecie. Zmywam naczynia dwa razy dziennie, rano i wieczorem. W jednej komorze zlewu mam wodę z płynem, w której myje, w drugiej miskę, do której zlatuje woda ze spłukiwania i tą wodę zlewam do wiadra. Po jednym zmywaniu mam zwykle całe wiadro wody, które od razu spłukuję w toalecie. Po wieczornej kąpieli maluchów tą wodą spłukuję toaletę (zawsze po kąpieli dzieci załatwiaja się przed snem), ale nabierając miską bezpośrednio z wanny, sedes jest obok. Podobnie robie po swojej kąpieli. Resztę wody z wanny spuszczam normalnie. W ten sposób oszczędzam 5 "spuszczeń" wody w toalecie dziennie. Oszczędności z tego pewnie nie są duże, ale nawet 5 zł miesięcznie daje 60 zł w roku, a za to mam jedno dodatkowe wyjście ze starszakami do kina. Dla mnie warto.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • simonkapl 02.10.12, 14:32
    Jestesmy bardzo oszczedni,z musu z jednej strony, z przyzwyczajenia z drugiej.
    -lapiemy wode deszczowke, maz opracowal system, leci do beczki, mamy filtr, w tej wodzie pierzemy i do kibelka uzywamy
    -nie grzejemy domu przesadnie, raz ze jest zimny nasz dom, po drugie dzieci od malego przyzwyczajone do tego, max 16 -17 stopni zima, ale w sumie i tak nam sporo kasy idzie na ogzrewanie, bo taki klimat i taki dom
    -nie wyrzucamy jedzenia
    -chlopaki nosza ciuchy po sobie, jesli kupuje to z pzrecen (czesto na zapas jak super okazja), buty podobnie.Corka nosi ciuchy po corkach znajomych, ja sama im ciuchy tez daje dla dzieci.
    -zabawkami bawia sie tymi samymi
    -mamy zarowki energooszczedne, dzieci pilnuja zeby swiatla gasic
    -cala trojka kapie sie razem i nie w calej wannie wody, latem czesto woda ta sluzy nam do podlania ogrodka, maz jezdzi tez do rzeki, zwozi wode do podlewania
    -sama scinam chlopcom wlosy, zainwestowalismy w dobra maszynke do wlosow, maz i chlopcy sa moimi klientami wink
    -piore w dobrych plynach, duzo mamy plam, ale zawsze poluje na promocje, na przyklad 2 w cenie jednej
    -jesli jakis moj ciuch wisi w szafie nieuzywany od lat, sprzedaje
    -nie palimy
    -prasuje zawsze duza ilosc ciuchow, nie gzreje zelazka dla paru ciuszkow
    -maz wykorzystuje palety, stare deski do zrobienia polek dzieciom, sam wszystko naparwia, remontuje
    ...;
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/wff2x1hpjb4i8jnf.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/82doj44jaag5402d.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/gyxwf71xkqk29ajj.png
  • julita165 02.10.12, 16:21
    Ja tak przypadkiem tu trafiłam ( nie jestem wielo, czytam sobie o oszczędzaniu i tak trafiłam na wątek bo w rodzinie 2 + 1 nie dajemy rady wyżyć za 8-9 tys ) ale naprawdę w nielichym szoku jestem jak można oszczędzać ! Ale Wy chyba nie pracujecie zawodowo ? Bo jak ja mam robić te przetwory, mydła, odplamiacze, jeździć po całym mieście ( na marginesie paliwo to też nielichy koszt więc jak mam zrobić 20 km żeby oszczędzić parę zł to nie wiem czy się opłaca ) w poszukiwaniu tańszych produktów, wyprzedaży itp jak wychodzę do pracy o 8.30 i wracam o 17.30; mąż to w ogóle z reguły od pon do pt pracuje do 22 i po pracy jestem sama z szalejącym roczniakiem i daję radę co najwyżej jego ogarnąć, a jak pójdzie spać koło 21.30 to starcza mi energii na kąpiel i parę stron w książce. A w weekendy to staramy się ogarnąć dom z ogrodem plus jakieś przyjemności w życiu też mieć.
  • monhann2 02.10.12, 17:10
    Julita165, ja tez jestem w szoku! Mysle, ze cos za cos wlasnie. Ja tez bym nie miala czasu a nawet gdybym miala to nie wiem czy by mi sie chcialo. Oszczednosc do pewnego stopnia, jak najbardziej tak, tez staram sie kupowac na wyprzedazach ale raczej z przypadku a nie jezdzac i szukajac gdzie taniej i sprawdzajac ulotki. Mysle, ze zaraz sie tutaj posypia gromy, ze jak to 9 tysiecy Wam nie starcza a rodziny wielodzietne maja mniej i musza jakos sobie radzic. To jest tak, ze w miare wyzszych dochodow rosna apetyty i poziom zycia sie podnosi. Wiem to po sobie, bo kiedys zylismy z pensji trzy razy nizszej a teraz, majac wiecej nie moge powiedziec, ze sie przelewa. Oszczednosc oszczednoscia ale to, co niektore z Was tutaj opisuja to juz mi podchodzi pod ekstreme/ubostwo/skapstwo. Nie wiem z czego to wynika? Bez urazy, po prostu dzielimy sie przemysleniami, prawda?
  • jolusia77 02.10.12, 18:33
    Ja jestem bardzo oszczędna, ale nie z biedy. Owszem kiedy byłam mała moja rodzina jej doświadczyła i może oszczędzanie weszło mi w krew.
    To, co ja robię, oprócz kwestii o0szczędnościowych wiąże się też w moimi przekonaniami zdrowotnymi, ekologicznymi, przyszłościowymi globalnie itd. Każdy mały uczynek u jednej osoby składa się w coś większego, jeśli takich osób jest więcej.
    Co do założenia, że osoby robiące większość rzeczy od podstaw, to pewnie pozostające w domu mamy, czy też tatusiowie sprostuję. W moim, i nie tylko miom przypadku wcale tak nie jest.
    Jestem po prostu ektremalnie zorganizowana.
    W tej chwili, mimo że jestem w czwartej ciąży, pracuję jeszcze (samozatrudnienie, więc godziny dobieram samasmile oraz przekwalikowuję się (jestem na rocznym kursie przygotowującym do studiów medycznych za granicą). Ponadto gotuję wegańsko, uczę w domu najstarszą córkę i zajmuję się na spółkę z mężem dwójką maluchów.
    Mam jeszcze niewiele czasu, ale zawsze, na poczytanie książki, napisanie czegoś na forum smile)
    Oczywiście zrezygnowaliśmy z pewnych rzeczy na tym etapie- pozbyliśmy się telewizora, nie wychodzimy do kina/teatru ani restauracji. Niezwykle rzedko widujemy się z kimkolwiek. Ten rok, ze względu na mój kurs, musi tak wyglądać. Ale mam nadzieję to nadrobić.
    Generalnie, jak mawiała moja babcia- im mniej czasu, tym więcej czasu, ale tylko przy odpowiedniej organizacji i samozaparciu.
  • mama.rozy 02.10.12, 19:17
    jesteście ED?to możemy sobie rękę podacsmile
    jakiego masz maila?można do Ciebie jakoś na priva?
    --
    www.zakatek21.pl/portal/
  • jolusia77 02.10.12, 20:44
    możesz pisać na gazetowego jolusia77@gazeta.pl.
  • tjoanna 02.10.12, 21:05
    Założyłam ten wątek a teraz chodzę z poczuciem winy, bo wychodzi, że nie jestem niegospodarna, jestem ekstremalnie rozrzutna. I tak jak niektóre z Was absolutnie nie wyobrażam sobie wielu wymienionych sposobów na oszczędzanie.
    Mam nadzieję, że będą inspiracją dla kogoś innego.

    Jolusia to, co piszesz o swoim trybie życie tylko potęguje moje poczucie winy wink Mam trójkę dzieci, pracuję też w dogodnych dla siebie porach (w domu) i wciąż mam za mało czasu na różne ważne dla mnie sprawy. Nie wyobrazam sobie, jak to wszystko godzisz i bardzo Cię podziwiam. Owszem, czytam, udaje mi się czasem wyjść, spotkać się ze znajomymi, bywamy w kinie czy restauracji, ale to wszystko niezbyt często. Codzienność składa się głównie z różnych obowiązków, i jeśli miałabym do tego dołożyć pieczenie chleba czy coś podobnego to nie wiem, chyba musiałabym zrezygnować ze snu. Nawiasem mówiąc - jeśli to nie tajemnica - ile snu potrzebujesz?
    Przecież musi być jakieś racjonalne wytłumaczenie, że Ty możesz a ja nie! wink
  • tjoanna 02.10.12, 21:09
    I nie jesteś permanentnie zmęczona? Bo ja tak, od dłuższego czasu, a plan dnia, w porównaniu z Twoim - luźny...
  • tjoanna 02.10.12, 21:17
    Aha, może dla jasności powinnam napisać, że to kino czy restauracja to tylko z dziećmi... a znajomi przychodzą do nas na wieczór, kiedy dzieci śpią...
  • jolusia77 02.10.12, 21:34
    Nie miałam zamiaru wpędzać nikogo w poczucie winy...
    Ja ciężko pracowałam nad sobą przez kilka lat, zaliczając po drodze depresję poporodową i związane z nią zupełne zdezorganizowanie. To był jeden z najcięższych okresów w moim życiu.
    Potem zawzięłam się podwójnie i organizację doprowadziłam do stanu, z jakiego jestem zadowolona.
    Zyskuję na tym i i ja, i cała moja rodzina.
    Organizacja, oszczędność, ekologia (w tym codzienne sortowanie odpadków), zdrowe żywienie- to dla mnie podstawy (oczywiście nie wliczam w to kwestii związanych z rodziną bo to odrębny wątek i zawsze priorytetowa sprawa).

    To może brzmi jak słowa nawiedzonej aktywistki, ale ja jestem i czuję się zupełnie normalna. Po prostu zapanowałam nad kilkoma swoimi słabościami i tak to się potoczyłosmile

    co do snu- sypiam między 6 a 8 godzin, zależy od dnia. W weekendy raczej 8, w tygodniu, zwłaszcza gdy mam jakieś zaliczenie, zdarza się 6.
  • tjoanna 02.10.12, 21:50
    Szacun! smile

    Choć nadal nie wiem, jak to robisz. Ja mam wrażenie, że przez cały długi dzień zajmuję się dziećmi - kiedy starszaki są w szkole to najmłodszym (niecałe 2 latka), kiedy wracają, zawsze mamy jakieś sprawy i rozmowy. A w przerwach i z doskoku gotuję obiad, myję naczynia, piorę, ogarniam mieszkanie itp, wiadomo. Jak maly śpi w dzień, przeważnie pracuję albo też śpię. No i tak, nic więcej się nie wciśnie i już.
    Chociaż śmieci też segregujemy, i wędlin nie kupuję ani słodyczy (chyba że koleżanka wpadawink bo niezdrowe. Też staramy się zdrowo jeść, ale obiadu nigdy nie przygotowuję dłużej niż pół godziny. Niestety czasami wyrzucamy jedzenie, ale osobno i wiem, że ktoś dla zwierząt je zabiera, bo zawsze znika szybko.

    Najśmiejsze jest to, że uważam się za osobę super zorganizowaną, a przynajmniej uważałam się aż do dziś wink

    Pozdrawiam!
  • guderianka 03.10.12, 09:23
    tjoanna-im więcej czasu tym mniej..parafrazując słowa piosenki wink)
    serio serio
    im więcej zajęć, im więcej do zrobienia tym lepsza organizacja czasu wink
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • tjoanna 03.10.12, 12:18
    Ale to przeczy prawom fizyki smile

    Pewnie część rzeczy mogłabym robić w te wieczory, kiedy nie pracuję, ale wówczas co z czasem dla męża, na film czy książkę? I tak jest go za mało.

    Choć prawdą jest, że pamiętam siebie z czasów niewielu obowiązków i czas przelatywał wtedy między palcami, niepotrzebny i rozwleczony - ile można czytać? Ale posprzątane miałam lepiej niz teraz wink
  • guderianka 03.10.12, 16:41
    czy ja wiem ?
    raczej potwierdzeniem domowej teorii względności czasu big_grin
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • undoo 04.10.12, 01:41
    To mamy tak samo. Nie umiem funkcjonowac w degrengoladzie, wiec sie zorganizowalam i jest duzo lepiej.
  • tjoanna 04.10.12, 21:11
    A co to jest degrengolada?
    Czy jak ktoś leży w wannie i myśli o tym, co nie tu i nie teraz, to już degrengolada?

    To oczywiste, że im więcej się ma obowiązków, tym mniej czasu na zajęcia nie-pilne, takie jak czytanie gazety (bo lubię wiedzieć, co się dzieje w świecie, nawet jeśli to nie ma znaczenia dla naszej rodziny), czytanie książki, zadbanie o kondycję fizyczną itd. To także mniej czasu dla każdego z dzieci i na małżeńskie sprawy (niekoniecznie seks).
    Piszę o tym, bo czytając wypowiedzi niektórych z Was zaczynałam się zastanawiać, gdzie w swoim codziennym życiu popełniam błąd, ale myślę, że po prostu mam inne potrzeby. Nie lubię żyć w biegu, lubię powoli.

    Oczywiście nadal podziwiam te z Was, które mieszczą w swoim dniu ileś tam czynności, któtych ja nie mieszczę, ale jednak pójdę swoją drogą smile
  • guderianka 05.10.12, 09:00
    Nie lubię żyć w biegu, lubię powoli.


    No właśnie. Ja mam chyba jakieś ADHD bo im więcej tym lepiej wink I mam czas na dodatkową pracę i czytanie książek i ćwiczenia. Nie umiem odpoczywać leżąc -czy to w wannie (nie mam wanny ale to taka przenośnia) czy to na kanapie. Czasem Mąż przychodzi zmęczony po pracy i silowni, je obiad i kladzie się na chwilę. Ciągnie mnie ze sobą żebym polezała i odpoczęła. Kończy sie to tak, że on zapada w drzemkę a ja wstaje podlać kwiaty wink Jak nie ma zajęcia to i tak je znajdę wink Dodam, że mój Mąż nie potrafi mnie zrozumieć, on mógłby zasnąć wszędzie i w każdej chwili wink-ja muszę padać z nóg żeby zasnąć i to tylko wieczorem wink
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • tjoanna 05.10.12, 11:02
    Rozumiem Twojego męża wink
  • simonkapl 05.10.12, 12:12
    hehe , skad ja to znam?wink
    ale najgorsze jest to, ze moje dzieciaki sa takie same wink
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/wff2x1hpjb4i8jnf.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/82doj44jaag5402d.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/gyxwf71xkqk29ajj.png
  • undoo 05.10.12, 15:37
    Ale kto napisal, ze ja nie czytam, czy nie mam czasu na przyjemnosci, albo wspolny czas z rodzina, czy tez jej pojedynczymi czlonkami?

    Sek w tym, ze chyba jak Guderianka mam ADHD, a do tego wszystko robie szybko, bo tak lubie. Wycwiczylam sie w tym. Szybko i dokladnie, zeby nie bylo.

    Nie ma nic zlego w powolnym zyciu. My zyjemy w duzym stopniu w mysl ruchu slow parenting, slow food itd.
    Nie ma nic zlego w Twoim trybie zycia, ale tez nie znaczy to, ze moj jest zly. Ja tak lubie, Ty lubisz inaczej. Kwestia temperamentow pewnie.

    Degrengolada to bajzel i niezorganizowanie.
  • tjoanna 05.10.12, 15:55
    Hej, przecież to ja żyję w duchu slow parenting! wink

    Nie piszę, że nie masz czasu na wymienione czynności, napisałam tylko, że im więcej obowiązków, tym mniej czasu na sprawy niepilne, temu nie da się chyba zaprzeczyć?

    Dla mnie obowiązki są bo są, też wykonuję je szybko i sprawnie, nie medytuję przy obieraniu marchewki i dlatego szukam czasu, kiedy mogę się zatrzymać. Dla mnie bieg jest przy okazji, sens życia to kiedy stoję i patrzę (oczywiście metaforyczniewink)
  • tjoanna 05.10.12, 16:08
    Jeszcze dla jasności, w kwestii temperamentów, jestem takim typem co szybko mówi i szybko chodzi i szybko różne rzeczy robi. I też nie lubię niezrorganizowania.
    Ale z drugiej strony, miałam taki czas (nadal trwa, choć w mniejszym stopniu), kiedy nie było nawet kiedy przeanalizować rzeczywistość. Byłam zbyt mocno osadzona na ziemi i tylko tu i to mnie bolało. Nie sugeruję oczywiście, że żyjecie bezmyślnie wink żeby nie było, ale ja w warunkach tylu zająć, ile Wy macie, z całą pewnością nie potrafiłabym znaleźć w sobie tego spokoju czy chwili potrzebnej mi po prostu do ogarnięcia rzeczywistości bliższej i dalszej, istniejącej i potencjalnej smile
  • undoo 05.10.12, 17:33
    To jeszcze pociagne ten watek. Tjoanna, ja maksymalnie uproscilam nasza rzeczywistosc, dzieki czemu nie ma tego wszystkiego az tyle do ogarniecia, ale tez sposob, w jaki konkretnie moja rodzina zyje, stawia przed nami pewne wymagania. I tez nie znaczy to, ze nie zatrzymuje sie nad pewnymi aspektami rzeczywistosci i nie zastanawiam sie, czy tez duchowo stoje w miejscu, albo wrzucam sobie do kalendarza tone zajec. Wrecz przeciwnie. Jest czas na zwijanie sie przy obowiazkach, ale jest tez czas na kontemplowanie opadajacych z drzew lisci, czy kamieni na plazy.
    Zajec mam duzo, bo moje plus dzieciowe, plus mezowe i niemowle na stanie. Ale da sie. No i pytanie, co sie lubi, bo ja autentycznie lubie spedzac czas z synem cwiczacym gre na instrumencie i czas sie dla mnie wtedy zatrzymuje, ale tez zwykle mam w reku robotke albo niemowle, bo tak lubie.
  • tjoanna 05.10.12, 18:02
    To może o takie szczegóły właśnie chodzi: że ja w takich momentach - kiedy robię coś z jednym dzieckiem - nie chcę mieć robótki w rękach.
    A niemowlęcia w ogóle juz nie mam, tylko dwulatka, zazdrosnego i domagającego się uwagi, czytania, bawienia liskiem, patrzenia jak robi miny itp itd...
    Nie lubię dzielić uwagi na więcej spraw, jeśli nie jest to, powiedzmy, jednoczesne zmywanie i picie kawy i planowanie dnia. Takie czynności jeszcze ogarniam wink

  • undoo 05.10.12, 19:19
    No widzisz, a u mnie kawa i zmywanie nie wyjdzie, ale robotka i instrument - tak, bo nadmiar mojej uwagi, to niepotrzebna presja dla dziecka, jak kiedys zauwazylam. Przy ich lekcjach musze miec w reku robotke. Musze miec zajete rece, tak mam i juz. Ale ja mam w profilu psychologicznym wysoka podzielnosc uwagi i lepiej sobie radze z dwiema rzeczami na raz niz koncentrujac sie na jednej. To sa roznice charakterologiczne, taki specyficzny, a mi b potrzebny dar od losu, mam.
  • tjoanna 05.10.12, 21:21
    Szczerze mówiąc to gra na instrumentach jest dla mnie na razie pewną abstrakcją, bo jeden synek jest po pierwszej lekcji, a drugi zaczyna za tydzień.
    A jak robią lekcje, to jestem przeważnie dochodząca, chyba że mają jakiś problem, a przeważnie na razie nie mają... Starszy czasami robi zupełnie sam i nawet nie pozwala, żeby mu sprawdzić.

    Za to kiedy rozmawiamy, nie lubię jednocześnie sprzątać czy wieszać pranie, czasem muszę, ale czuję wtedy dyskomfort - trochę jakbym ignorowała dziecko. Wolę usiąść z synkiem na sofie, przytulić go i słuchać...
  • guderianka 06.10.12, 08:03
    Wolę
    > usiąść z synkiem na sofie, przytulić go i słuchać...



    to ja cały dzien bym nic nie zrobiła tylko tuliła i słuchała wink Serio. Mam w domu dwie gaduły-STarsza większa ale Młodsza też sie wyrabia. Starsza gada non-stop, ciągle opowiada, o szkole, o koleżankach, o lekcjach, co kto powiedział co kto zrobił kogo widziała jaka bluzka by sie jej przydała itp. NIemożliwością byloby słuchać jej tak jak piszesz. wink Zwłaszcza, że często jak coś robię w kuchni, przychodzi Starsza i gada, potem Młodsza i gada, gadają obie, czasami kłócąc sie która której przerwała wink Sytuacje o ktorych piszesz występuja rzadko, zazwyczaj gdy Starsza ma problem. Wtedy zawsze kładzie sie do łóżka i buczy. No i wtedy faktycznie siadam, przytulam i rozmawiamy, pocieszam-ale rzadko sie to zdarzawink
    Poza tym-najciekawszych rzeczy dowiaduję sie podczas wspólnego robienia ciasta wink-czasem tez od koleżanek które wielokrotnie uczestniczą z nami w teg typu zajęciach wink
    p.s. w kuchni tez między marchewką a kotletem odbyła sie rozmowa o antykoncepcji, kluczowa, przed wyjściem Starszej na impreze, zakończona pokazem zakladaia condoma na banana wink--
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • tjoanna 06.10.12, 09:28
    Omamo. Takie tematy jeszcze przede mną...

    Fakt, trochę się zapędziłam, bo moi też non stop gadają, zwłaszcza starszy. Miałam na myśli poważniejszą rozmowę, choć niekoniecznie problem. Wtedy wolę spacer lub sofę. A przy okazji to my dużo gadamy przy jedzeniu...
    A tak w ogóle w ogóle to oni dużo czasu spędzają w swoim towarzystwie, we dwóch, w swoim pokoju, najchętniej bez najmłodszego, może dlatego, jak już poruszą poważniejszy temat ze mną to czuję się zobligowana wszystko rzucać smile
  • undoo 06.10.12, 18:31
    Moi gadaja bez przerwy, ja bym nic nie robila ino ciegiem na tej sofie, dlatego wiele rozmow u nas odbywa sie przy stole, przy robieniu czegos razem (wazna lekcja wychowawcza, ze pranie z suszarki samo nie laduje w szufladach). Jest czas jeden na jeden i na powazne rozmowy, ale moje dzieci sa jeszcze dosc male na takie rozmowy jak u Guderianki. I jest ich wiecej niz u Ciebie TJoanno, zatem dynamika zycia rodzinnego jest inna. No i ja mniej wierze w rozmowy wychowawcze, a bardziej w wychowanie przez przyklad, przez pokazanie, oczywiscie rozmawiac trzeba i to robimy, ale tez nauczanie zycia odbywa sie przez osmoze.
    Moje dzieci widza, ze ich rodzice doskonala sie zawodowo i spedzaja sporo czasu przy ksiazkach, wiec same tez to robia. Ot tak sie przeciez robi smile
  • guderianka 07.10.12, 08:05
    No i ja mniej wierze w rozmowy wychowawcze,
    > a bardziej w wychowanie przez przyklad, przez pokazanie, oczywiscie rozmawiac t
    > rzeba i to robimy, ale tez nauczanie zycia odbywa sie przez osmoze



    o to to smile
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • tjoanna 07.10.12, 18:50
    To jest oczywiste smile

    Ale pogadać czasami jednak trzeba, moi, mimo młodego wieku, miewają różne problemy natury filozoficznej i egzystencjalnej i nie wypada przy wieszaniu prania ich opędzić.
  • tjoanna 07.10.12, 19:05
    Po chwili dotarło do mnie, że znajdujecie czas na czytanie w ciągu dnia, kiedy Wasze dzieci nie śpią. JAK? Ja wiem, świetna organizacja itd, ale jak konkretnie?
  • undoo 07.10.12, 19:19
    Normalnie, mowie dzieciom, ze teraz mama musi poczytac i czytam. Oni sami kochaja czytac, wiec rozumieja. Poza tym maja swoje zycie, swoje wzajemne relacje, ja im nie jestem potrzebna non stop.
    U nas problemy filozoficzne i egzystencjalne oraz rozmowy sa ciagle. Im sie buzie nie zamykaja, wiec ja tez musze jakos przetrwac i dom oporzadzac na biezaco.
  • tjoanna 07.10.12, 20:34
    Aha, no tak, mój niespełna dwulatek nie chce czytać sam. Zdecydowanie woli ze mną lub z tatą i to najchętniej całymi dniami.

    Właściwie to nie ma już o czym pisać. Nigdy nie byłam gospodynią z powołania, nie nadaję się do robienia proszków do prania i przetworów na zimę, do szukania promocji i oszczędzania na czym się da, do pożytecznego wykorzystywania każdej minuty, a ten wątek tylko mnie w tym utwierdził. Nie będę próbować, rezygnuję smile
    Jestem jednak czułą, uważną matką, atrakcyjnym towarzystwem dla męża, dobrze wykonuję swoją twórczą i trudną pracę, i mam jeszcze kilka umiejętności, które, jak sądzę, usprawiedliwiają moje istnienie na tym świecie.

    Pozdrawiam Was!
  • guderianka 08.10.12, 09:16
    Jestem jednak czułą, uważną matką, atrakcyjnym towarzystwem dla męża, dobrze wy
    > konuję swoją twórczą i trudną pracę, i mam jeszcze kilka umiejętności, które, j
    > ak sądzę, usprawiedliwiają moje istnienie na tym świecie.



    smile)
    co do czytania
    jedna książka jest w wcwink
    druga przy lózku (doczytuje wieczorem)
    Maly zsypia przed 20, starszaki mają wtedy swój czas na relaks-wieczorna zabawa, książka,Starsza lubi oglądac Discovery, Mąz gra w swoją grę na kompie a ja czytam (trzecią książke lub tę z wc wink
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • undoo 08.10.12, 16:30
    Lo matko. Ales pojechala. 'Czytanie' w wydaniu dziecka kilkuletniego to lezenie sobie milo z ksiazeczka z ciekawymi ilustracjami big_grin 5 czy 10 minut zawsze jakis bonus i lekcja wyciszenia dla dziecka.
    Ja nie mam wyboru musze byc zaradna gospodynia, co nie znaczy, ze nie jestem swietna matka i arcyciekawym towarzystwem dla meza smile Jedno drugiego naprawde nie wyklucza. A dom mozna zorganizowac tak, by dzialal sprawnie, wlasnie jestem na tej drodze i ten cel osiagne. I nie zapominajmy, ze kazda z nas ma inne oczekiwania od zycia, co nie znaczy, ze Twoje sa z definicji lepsze od moich, a moje od Twoich. Sa inne. I to jest slowo-klucz. Bo swietne ogarnianie codziennosci wielodzietnej rodziny w temacie sprzatania, gotowania i pranie nie czyni z nas automatycznie swietnych albo zlych matek. Mozna super to ogarniac i byc zla mama, albo ogarniac i byc swietna mama. Duzo zalezy od dynamiki rodziny i profilow psychologicznych czlonkow rodziny.
  • tjoanna 08.10.12, 19:24
    Hej ho! A tak się starałam, żeby nie stawiać "dobrej gospodyni" oraz "wspaniałej kobiety" w opozycji wink Nie ma jej tam, naprawdę, przeczytaj mój post jeszcze raz.
    To był wpis przypominający dla mnie samej, że nie muszę być we wszystkim taka świetna jak inni, a i tak jestem fajna wink Że to, co mam, wystarczy. Mam taką tendencję, że jak widzę, że coś DA SIĘ lepiej, to może ja też powinnam. A wcale nie powinnam i nie muszę smile

    A co do samodzielnego "czytania", to jest to albo cecha osobnicza, albo kwestia rozpieszczenia najmłodszego, bo choć starsi pasjami "czytali" intonując, nawet jak jeszcze nie mówili, to najmłodszy tylko chodzi i jęczy i prosi i nie da rady, żebym czytała w tym czasie coś swojego.
  • undoo 08.10.12, 20:06
    Oj tam, juz tam smile Kazdy czlowiek jest inny, a i dzieci tez. Powinnas zobaczyc, ile mam sprzatania tylko po jednym z moich dzieciatek.

    Kazdy odpuszcza co innego, a na czym innym sie koncentruje. Wolalam napisac, co napisalam, zeby nie bylo zero-jedynkowo.

    Nikt nie musi byc we wszystkim swietny. Mam taka sama tendencje. Tylko w mojej sytuacji musze sie zwijac, zeby wszystko zrobic i nie ma zmiluj, za pare tygodni bedzie lzej, gdy dzieci przywykna do szkolnego rytmu dnia.
  • alusia351 11.10.12, 16:55
    Witam jestem położna, obecnie pracuje w szpitalu św. Anny w Piasecznie i studiuje położnictwo. Pisze prace mgr na temat: ,, Częstość występowania poporodowych zaburzeń nastroju oraz ich przyczyny'' . Mam do świeżo upieczonych mam prośbe o wypełnienie anonimowej ankiety, oczywiście jeśli któraś z Pań ma jakieś wątpliwości oraz pytania to chętnie udziele odpowiedzi.
    Pozdrawiam
    Alicja
    link do strony z ankietą:

    www.ankietka.pl/ankieta/96951/czestosc-wystepowania-poporodowych-zaburzen-nastroju-oraz-ich-przyczyny.html
  • miwah 08.10.12, 18:03
    mama.rozy napisała:

    > jesteście ED?to możemy sobie rękę podacsmile


    I my smile
    x6- wszystkie od urodzenia
    Ale w UK
  • miwah 08.10.12, 18:00
    no coz...sa dwie drogi: zarabiac wiecej pieniedzy albo rozwazniej wydawac te ktore sie juz masmile
    Ja nie widze sensu uganiania sie za wiekszymi zarobkami w sytuacji kiedy moge bez problemu ograniczyc zbedne wydatki, a przy okazji wychodzi to na zdrowie i rodzinie i srodowisku.
    Stad decyzja o pracy w domu ktora, tak sie sklada ze kocham i ktora m in polega na gospodarowaniu smile
    Wiec nie ma sie co dziwic, patrzec z gory czy, dla odmiany, zazdroscic. Mysle ze to kwestia priorytetow. Kazdy wybiera co dla niego wygodne i co mu sprawia przyjemnosc ( i oby z tymi wyborami sam byl szczesliwy)
    Maz nie haruje po 12h dziennie ( alternatywa w przypadku przypadku naszej wiekszej rozrzutnosci). Nie ma stresu ze musi dostac podwyzke bo na to i owo nie wystarczy. A ja mam czas dla rodziny i na ww rzeczy oraz sporo innych (oboje mamy).
    Moge tez zadbac o zdrowa diete, komfort rodziny bo to inwestycja na cale zycie.
    I tak nam dobrze.
    Ale nic mi do innych wyborow i preferencji.
    Nie oceniam, nie potepiam i tego samego oczekuje z drugiej strony.
    To samo nalezy sie autorkom powyzszych wypowiedzi wiec hola z haslami o skapstwie i ubostwie oraz innych takich ( bo to juz nie jest `po prostu dzielenie sie przemysleniami`)

    A w temacie: ja, oprocz wielu wymienionych (choc przyznam ze czytalam pobieznie)
    kupuje tez w miare mozliwosci, lokalnie. Mieszkamy na wsi angielskiej, w dosc rolniczym rejonie, wiec dostep do bezposrednich zrodel bardzo latwy i nie trzeba sie najezdzic i naszukac smile
    Sporo rzeczy z mozliwoscia dostawy do domu bez dodatkowych wydatkow, ekologiczne, swieze i zdrowe.
    Wlasne jaja ( chociaz to bardziej hobby niz oszczednosc), kozie mleko, mieso czesciowo (drob, wieprzowina), warzyw troche, bywa ze i miod - hobby meza i dzieci.

    Reszte zamawiam przez i-net, mam ulubione miejsca z dobrymi cenami i dostawa nast dnia.
    Zwykle mi sie uzbiera tyle ze przesylka gratis.
    Na tzw chemii pewnie szczegolnie nie oszczedzam ( poza kulami) ale wole wydac wiecej na ekologiczne, zdrowsze niz pozniej na leki.
    Lubie gotowac, piec, wszelkie robotki reczne, tudziez pchle targi tubylcze smile

  • tjoanna 08.10.12, 19:28
    No właśnie mnie jest chyba łatwiej więcej zarabiać... ale niestety poświęcam temu głównie wieczory, właśnie za chwilę zaczynam...
  • miwah 08.10.12, 22:08
    tez mamy zamiar sprobowac smile ( wlasnie sie przymierzamy do zalozenia dzialalnosci) ale osobiscie wolalabym nie kosztem czasu ktory na inne rzeczy w tej chwili przeznaczam wiec zobaczymy jak to bedzie.
    W kazdym razie jesli zaskoczy, to z planem ze maz zlozy wymowienie i bedziemy oboje z domu pracowac.
  • tjoanna 08.10.12, 22:22
    To powodzenia!

    A jeśli to będzie kosztem cerowania skarpet, to moim zdaniem warto wink

    Pozdr z pracy smile
  • miwah 08.10.12, 22:39
    Dziekowac smile

    cerowanie sie nie oplaca smile
    Natomiast inne niezastapione typu domowe obiadki `tailor made` wink zdecydowanie nie pole do kompromisu dla nas smile
  • monhann2 12.10.12, 15:45
    "Nie oceniam, nie potepiam i tego samego oczekuje z drugiej strony.
    To samo nalezy sie autorkom powyzszych wypowiedzi wiec hola z haslami o skapstwie i ubostwie oraz innych takich ( bo to juz nie jest `po prostu dzielenie sie przemysleniami`)"

    Nie chcialam nikogo urazic. Jesli urazilam uzywajac slow: ubostwo itp, to przepraszam. Nie oceniam i nie potepiam, bo jak napisalam kazdy prowadzi swoje gospodarstwo jak mu wygodnie i na co go stac. I jesli chce trzymac wiadra w lazience, to jego sprawa. Ja nie chcewink Napisalam przeciez, ze "mi to podchodzi pod..." a takze, ze "nie wiem z czego to wynika" a wiec tylko glosno sie zastanawialam, co jest powodem takiego, ekstremalnego, moim zdaniem, postepowania. Dalej uwazam, ze definicja gospodarnosci (tytul watku w koncu) jest innasmile))
  • miwah 08.10.12, 21:35
    To jest tak,
    > ze w miare wyzszych dochodow rosna apetyty i poziom zycia sie podnosi.

    cos w temacie ( rowniez generowania potrzeb wink )

    extremum ale dajace do myslenia smile
    www.facebook.com/photo.php?fbid=389856734416115&set=a.284935181574938.65677.138267619575029&type=1&theater
  • jolusia77 08.10.12, 22:14
    No niestety tak jest. My, jak na razie, szczęśliwie unikamy tej pułapki. Dzieci mamy małe i wolimy zarobić mniej, a więcej czasu poświęcić im. Rosną tak szybko...
    Generalnie należymy do minimalistów. Oszczędzamy na czym się da i nie tylko z przyczyn ekonomicznych, ale i ideowych/ekologicznych... (z wyjątkiem jedzenia, jako weganie kupujemy sporo orzechów, owoców i warzyw ekologicznych itd).
    Nie mamy w domu telewizora, więc dzieci nie są nakręcane przez reklamy.
    My sami przyzwyczajeni jesteśmy do skromnego ubierania się. Ja nie używam makijażu ani perfum, nigdy nie lubiłam i nie czuję potrzeby (taka jestem niekobieca...). Z domu wyrugowaliśmy całą możliwą chemię. I to się tak kumuluje. Potrzeby utrzymujemy na stabilnym poziomie, pieniądze wpływają co miesiąc podobne. Nie potrzebujemy więcej (poza tym, aby troszkę odłożyć na czarną godzinę i dla dzieci), więc nie zwiększamy godzin pracy (szczęśliwi samozatrudnieni). I ten czas to nasza rodzinna premiasmile Rozwalamy wspólnie salon pełen zabawek, książek i płytek z muzyką...

  • monhann2 12.10.12, 15:51
    Mnie sie link za nic nie chce otworzycsad Wyswietla sie wiadomosc, ze "this page is currently unavailable". Probowalam juz kilka razy.
  • dzieciata.renata 04.10.12, 11:20
    julita165 napisała:

    > Ja tak przypadkiem tu trafiłam ( nie jestem wielo, czytam sobie o oszczędzaniu
    > i tak trafiłam na wątek bo w rodzinie 2 + 1 nie dajemy rady wyżyć za 8-9 tys )
    > ale naprawdę w nielichym szoku jestem jak można oszczędzać ! Ale Wy chyba nie p
    > racujecie zawodowo ? Bo jak ja mam robić te przetwory, mydła, odplamiacze, jeźd
    > zić po całym mieście ( na marginesie paliwo to też nielichy koszt więc jak mam
    > zrobić 20 km żeby oszczędzić parę zł to nie wiem czy się opłaca ) w poszukiwani
    > u tańszych produktów, wyprzedaży itp jak wychodzę do pracy o 8.30 i wracam o 17
    > .30; mąż to w ogóle z reguły od pon do pt pracuje do 22 i po pracy jestem sama
    > z szalejącym roczniakiem i daję radę co najwyżej jego ogarnąć, a jak pójdzie sp
    > ać koło 21.30 to starcza mi energii na kąpiel i parę stron w książce. A w weeke
    > ndy to staramy się ogarnąć dom z ogrodem plus jakieś przyjemności w życiu też m
    > ieć.
    Ja pracuję, właśnie niedługo wychodzę. Dwa razy w tygodniu od 12 do 20 i po razie od 9-17, 10-18, 11-19. Przed pracą odprowadzam córkę do przedszkola (dzisiaj nie, bo chora). Wstaję o 7 lub 7.15, większość rzeczy robię rano, po pracy zmywam, składam wysuszone ubrania, 2 razy w tygodniu piekę ciasto.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • misia_7 02.10.12, 21:35
    simonkapl napisała:


    > -nie grzejemy domu przesadnie, raz ze jest zimny nasz dom, po drugie dzieci od
    > malego przyzwyczajone do tego, max 16 -17 stopni zima, ale w sumie i tak nam sp
    > oro kasy idzie na ogzrewanie

    to nie jest "przesadnie" chyba


    maz jezdzi tez do rzeki, zwozi wode do podlewania

    tego nie rozumiem, a paliwo? to sie raczej średnio oplaca?


  • simonkapl 02.10.12, 22:01
    No nie jest przesadnie, wlasnie to napisalam.
    Rzeke mamy jakies pol kilometra od domu.


    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/wff2x1hpjb4i8jnf.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/82doj44jaag5402d.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/gyxwf71xkqk29ajj.png
  • eps 03.10.12, 09:09
    A co to są ludzie ED? bo ja z tych nieoświeconych sad
    --
    "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

    Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
  • pa-trynka 03.10.12, 11:03
    edukacja domowa, inaczej homeschooling, czyli dzieci nie chodzą do szkoły tylko uczą się w domu tj nauczycielem jest rodzic. ale pewnie mamaróży zgrabniej to wyjaśnismile
  • mama.rozy 03.10.12, 11:12
    uczymy w domu i mniemam,że znalazłam kolejną osobę w jolusi,która też podąża tym szlakiem dziwolągówwink
    jakby co,zapraszam na maila,bo mnie tu znowu zjedzą oświatowcysmile
    --
    www.zakatek21.pl/portal/
  • jolusia77 03.10.12, 12:49
    nie mam dzisiaj polskich znakowsad ale mam nadzieje, ze mnie zrozumiecie.
    Zabralam corke ze szkoly sredniej, uzyskanie zgody zajelo mi okolo dwoch miesiecy i teraz jestesmy bardzo zadowolenismile corka robi wielkie postepy w bardzo szybkim tempie. Mieszkamy za garnica i corka wybiera sie na medycyne na Cambridge. w domu uczy sie o wiele wiecej niz w szkole i nie marnuje czasu na zbedne przedmioty. ma od 3 lat ustabilizowane cele zyciowe. uczymy sie razem, choc ponad cztery godziny dziennie pracuje tez sama. do tego dochodza kursy internetowe (polecam Oxford Open Learning).
    Z kolezankami spotyka sie poza szkola, pisza maile, dzwonia do siebie, wiec nie jest odludkiemsmile
    Edukacja domowa bardzo mi sie podoba, mimo ze jestem nauczycielka polskiego (teraz nie pracuje juz w zawodzie i przekwalifikowuje sie w zupelnie inym kierunku).

    Jesli ktos chcialby porozmawiac na ten temat wiecej- moze zalozymy odrebny wateksmile
  • mama.rozy 03.10.12, 13:08
    zakładaj i czekaj na biciewink
    --
    www.kresy.pl/
  • jolusia77 03.10.12, 13:13
    wyslalam Ci mailasmile
  • mama.rozy 03.10.12, 14:13
    biegnę odpisacsmile
    --
    www.zakatek21.pl/portal/
  • mama_trzech 03.10.12, 15:06
    Ja na początku każdego miesiąca planuje wydatki, tak żeby wystarczylo do "pierwszego". Dzielę je na opłaty stałe, jedzenie/chemię, odziez/obuwie itd.

    Zakupy spożywcze oraz chemiczne robię 2x w tygodniu w dużych sklepach z kartką w ręku, w sklepiku osiedlowym natomiast zaopatruję się doraźnie tylko w pojedyncze rzeczy.
    Używam mydła w kostkach (a nie w płynie), taniego proszku do prania, jako odplamiacza płynu do mycia naczyń, a jako wybielacza proszku do pieczenia lub sody oczyszczonej. Blaty, podłogi oraz szyby myję roztworem wody z octem. Płyn do mycia naczyń kupuję w 5l bańce, podobnie ocet - również 5l - taki zestaw wystarcza mi średnio na miesiąc.
    Korzystam z promocji, jednak nie jeżdżę po całym mieście w kółko, ani też 20km od miejsca zamieszkania (jak wspomniała któraś z przedmówczyń) gdyż byloby to najzwyczajniej w świecie nieopłacalne. Poprostu robiąc zakupy w markecie uwzględniam gazetki promocyjne, a marketów "na miejscu" mam kilka.
    Zakupy ubrań planuje wcześniej, często kupuję odzież z drugiej ręki, dzieci noszą ubrania po sobie. Niepotrzebne rzeczy rownież ubrania, sprzedaję na serwisach aukcyjnych.
    Do jazdy po mieście mam malutkie autko - niewiele pali i wszędzie się wciśnie. Drugie duże 7 osobowe na wycieczki, czy dalsze podróże całą rodziną, albo gdy trzeba przewieźć coś dużych gabarytów. A czy jestem gospodarna - nie wiem smile
  • undoo 04.10.12, 01:49
    Oszczedzam, bo nie znosze marnotrawienia posiadanych zasobow, a takze nie lubie zasmiecania srodowiska zbednymi gratami. Kazda rzecz, zanim przekroczy prog naszego domu, jest sprawdzana pod katem potrzebnosci, uzytecznosci itd. Ciuchy dzieci kraza wsrod przyjaciol. Ksiazki tez, szczegolnie te dzieciowe.
    Nie kupuje polproduktow lub gotowcow.
    Stare ciuchy przerabiam i wychodza calkiem fajne rzeczy.
    Lubie takie zycie. Jest dosc proste, pelne wyzwan, ale b satysfakcjonujace. Im mniej czasu, tym go wiecej, bo jest lepiej zorganizowany.
  • nowi-jka 12.10.12, 08:01
    wg mnie gospodarnosc to niekoneicznie kupowanie rzeczy w biedronce i ciucholandzie
    Ale: niewyrzucanie jedzenia, niekupowanie 3 identycznej bluzki, butów co pasuja tylko do jednego stroju albo torebki na jedno wyjscie - juz tak.
    Zrobienie zakupów za jednym podejsciem a nie jezdzenei codziennie po 3 rzeczy i marnowanie paliwa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka