Sześciolatka do szkoły... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Poradźcie bo mam dylemat od pewnego czasu. Moja córeczka będzie miała końcem lutego 6 lat. Mam też starszego synka który w tym roku poszedł do szkoły ,do pierwszej klasy, normalnie jako 7 latek. Mała odkąd syn zaczął chodzić do szkoły to tez strasznie chce chodzić. Rozmawiałam z nauczycielkami w przedszkolu i twierdzą że można śmiało posłać ją do szkoły od przyszłego roku jako 6 latke. Córka jest bardzo bystrą i mądrą dziewczynką jednak.....jest leworęczna i tu problemsad tzn. dla mnie to żaden problem tyle tylko że jeśli chodzi o szlaczki i pisanie literek to jest daaaleko za synem. Nie jest w stanie równo do końca w linijce dokończyć szlaczka a już nie mówiąc o napisaniu (przepisaniu) prawidłowo literki czy cyferki. pisze lustrzanym odbiciem, myli p z b, m z w itd.
    Czytałam trochę w internecie i generalnie piszą że dzieciom leworęcznym jest trudniej na początku( paradoks większy w tym że razem z mężem jesteśmy praworęczni i dwoje synów teżwink) i nie bardzo jest sens posyłać dziecko wcześniej do szkoły. Z drugiej strony zastanawiam się czy jest sens posyłać ją trzeci rok do tej samej grupy w przedszkolu, czy to dla niej nie jest brak szans na rozwój....sama niewiem.Rodzina obstaje za tym aby szła jako 7 latek....
    • wydaje mi się,że dopóki dziecko ma zapał do nauki,to trzeba to pielęgnowac.zawsze będzie coś,z czym będzie jej trudniej,takie życie.ale chce.a posyłac ją znowu w to samo miejsce,to po prostu ją cofnie.i potem na pewno będzie jej gorzej.tak myślęwink
      zobacz tylko,czy masz szkołę przygotowaną do takiego dziecka i jak nauczycielki podchodzą do leworęczności.i utwierdzaj dziecko w przekonaniu,że jest wspaniałesmile
      --
      www.dlaczego.org.pl/
      • No własnie problem w tym że mieszkamy na wsi i jak to na wsi panie nauczycielki raczej nie są zbytnio nastawione pozytywnie do leworęczności (a raczej jest im to obojętne :0() nie liczę na jakieś szczególne zainteresowanie moją córką tylko dlatego że jest leworęczna i chce iść do szkoły jako sześciolatek. Szkoła nie jest na jakimś szczególnie wysokim poziomie,przedszkole jest w szkole. Jak na początku byłam bardzo nastawiona na to aby szła do szkoły wcześniej tak teraz chyba coraz bardziej zaczynam wyznawać zasadę że lepiej aby była dobrym uczniem jako siedmiolatek niz słabym jako sześciolatek. Wiem też że ten jeszcze jeden rok w przedszkolu to raczej na zasadzie przechowania (? może się mylę). Sama niewiem ale chyba skłonię się do wizyty w poradni psychologiczno-pdagogicznej....
        • a może daj ją do szkoły do zerówki. Nie wiem czy wierz ale teraz są zerówki 8-godzinne, bezpłatne. Zawsze to jakaś zmiana, nowa PANI, nowe dzieci, książki itp. Ja tak właśnie zrobiłam z moim 6 latkiem i jestem bardzo zadowolona
          --
          http://fajnamama.pl/suwaczki/vhfhrc6.png
          • Zerówka w szkole pracuje 8 godzin dziennie, ale tylko podstawa programowa - 5 godzin - jest bezpłatna. Powyżej tego czasu jest naliczana stawka za każdą godzinę pobytu, wg ustaleń władz gminy (u nas to jest 2.30 zł/godzinę).
            Ja nie posłałabym córki na twoim miejscu. Mam negatywne doświadczenia w mojej własnej rodzinie (tak, prawdopodobnie z tego właśnie powodu jestem stronniczo negatywna); mój syn poszedł pełen potencjału, w przedszkolu intelektualnie wyprzedzał rówieśników, bogactwem słownictwa co najmniej o rok. Szkoła do której trafił zawiodła na całej linii, był mobbing wobec syna, za który nikt tak naprawdę się nie wziął jak należy. Zmieniliśmy szkołę w drugiej klasie, teraz syn jest w trzeciej. Patrząc na jego obecny sposób pracy widzę, że ten rok czasu przyspieszony do przodu to bardzo duża strata dla niego - siada do nauki zawsze w obliczu porażki, że chce się bawić a musi pracować nad książkami. I nic tu ma się do rzeczy potencjał, który nadal w nim jest (nadal zbiera pochwały za poziom słownictwa i opowiadania) , po prostu oboje z wychowawcą widzimy, że ten rok czasu w jego przypadku ma ogromne znaczenie.
            Takie moje doświadczenie, twoje oczywiście takie być nie musi - ale sama piszesz, że masz wątpliwości, co do pań nauczycielek, możliwości grafomotorycznych córki. Sama jej chęć, kiedy widzi brata przy nauce nie jest jeszcze gwarancją sukcesu, jaki dzisiaj zdaje się przed nią widnieć. Pójście do szkoły nie trwa tyle, co zapał młodszej siostry, tylko to morderczy (dla niektórych dzieci) regularny rytm wstawania, siedzenia na lekcji (45 minut, bez żadnych kącików tematycznych dla sześciolatków), głośne przerwy, rygor ogółu i konieczności podporządkowania się. Nie daj sobie wmówić, że posłanie dziecka w normalnym terminie to dla córki jakakolwiek strata, żyjemy w czasach dużej presji na rozwój, sukces już - tu i teraz. Jeżeli masz wątpliwości co do szans dziecka, z uwagi na jej leworęczność, a masz jednocześnie ambicje na wykorzystanie jej zapału - organizujcie mini lekcje w domu; ucz ją, zorganizujcie stały kącik pracy, zeszyty, czytanki. Nie zaszkodzi, a jedynie może pomóc.
            Powodzenia w podjęciu decyzji smile.

            „Wychowanie bez błędów jest mitem. Nic takiego nie istnieje. I nie tylko nie istnieje, ale wręcz nie powinno istnieć. Rodzice są ludźmi. Popełniają więc błędy i nie wiedzą wszystkiego. Natomiast odpowiedzialni rodzice nie są mitem. Przeciwnie. Dzieci mają prawo do odpowiedzialnych rodziców.”
            J.G.Woititz

            www.youtube.com/watch?v=AwBtJF19awA&feature=BFa&list=ALHTd1VmZQRNqmfQk6sGxhulLFMfQuRtDd

      • -- moja marcowa i poszla jako 6latka ,jest w 3 najlepszych
        to nie wiek tylko inteligencja waznasmile
        http://www.suwaczki.com/tickers/w5wqzbmhfmdvrbd5.png
    • W teorii 6-ściolatek nie ma gotowości szkolnej.. nawet najbardziej uzdolniony. co do praktyki to...pomyśl tak czy wolisz aby Twoje dziecko miało 1 rok zabawy więcej? czy wolisz aby weszło w machinę szkolnictwa wcześniej... z pedagogicznego mojego stricte prywatnego punktu widzeniasmile to...: powiedz mi co dziecko aktualnie rysuje? kiedy siada po południu do rysowania"dowolnego"...
      --
      filcowanka.blogspot.com/

      www.mhtmstudio.com
      • Moim zdaniem, niezależnie jaką decyzje podejmiesz, koniecznie powinnaś iść do poradni psychologiczno- pedagogicznej. I to nie tylko po to, żeby się dowiedzieć czy córka ma tę słynną gotowość szkolną, ale (na moje oko) PRZEDE WSZYSTKIM z tym problemem, który opisałaś, czyli mylenie liter podobnie wyglądających, pismo w lustrzanym odbiciu. Uwierz mi, prawdopodobnie i tak Cię do tej poradni wyśle szkoła, bo akurat te problemy, o których mowa wymagają diagnozy w poradni. Oczywiście piszę na podstawie własnej wiedzy, nie jestem specjalistą. Ale uważam, że zapisanie dziecka na badanie w poradni to świetny pomysł. Musiałabyś tam zadzwonić, umówić się sama, bez dziecka i porozmawiać osobiście. Dalej już Cię pokierują. Podobnie zrobiłam z synem kiedy był z nim problem, tyle, że on był w trzeciej klasie. Najpierw poszłam do pani psycholog porozmawiać, a potem wzięłam opinię nauczyciela, napisałam pismo i na badanie czekałam kilka tygodni bodajże. Im wcześniej, tym lepiej.
        --
        Krzyś-1.02.2001, Paweł-10.05.2002, Wojtuś-4.07.2005, Olga-25.06.2008, Madzia-3.10.2010 A tu są zdjęcia: ludzie.gazeta.pl/goska81-gryfino/0,0.html
        • Lustrzane odbicie i takie mylenie liter w tym wieku to norma. I właśnie dlatego warto poczekać rok. Przez rok to spokojnie, bez stresu przepracuje, na spokojnie, bez problemów w zerówce, czy przedszkolu. W szkole będzie presja i walczenie z tym na siłę. Poza tym sprawna motoryka mała jest podstawą stwierdzenia gotowości szkolnej, a sama piszesz, że mała nie jest w stanie dobrze szlaczków rysować - a to jest podstawa nauki pisania. może warto ten rok poświęcić na dopracowanie tego, a nie posyłać jej do szkoły gdzie będą tego wymagali. A jeśli chodzi o ćwiczenie ręki to najlepsze są nożyczki - oczywiście dla leworęcznych. Dużo wycinanek i za rok powinna robić szlaczki bez problemu.
    • Córka jest z kwietnia 2007 i również jest leworęczna, również pisze lustrzanym odbiciem, czytać nie potrafi wcale, jest trochę nadpobudliwa... ale jednocześnie inteligentna, bystra, z dużym zasobem słownictwa Zastanawiałam się, czy posłać ją do 1 klasy czy do zerówki i poszłam do poradni psychologiczno-pedagogicznej. A tam Pani po testach powiedziała mi, że w 1 klasie będzie się bardzo męczyła, że potrzebuje jeszcze roku, aby tak naprawdę zacząć pisać i czytać, będzie miała problemy z dłuższym usiedzeniem w ławce... i dla jej dobra mówi, żeby posłac ją do zerówki. Więc tak zrobimy, pójdzie do zerówki w szkole.
      --
      Joanna,
      Ania (2003), Lena (2007), Nina (2009)
      • Mój syn z lutego, leworęczny, został posłany do szkoły rok wcześniej, w tym roku ma maturę. Nie jest rewelacyjnym uczniem, ale nie byłby takze posłany rok później - choćby dlatego,z ę ma dysortografię i problemy dyslektyczne. Jednak i ja i psychologowie uwazają, zę była to dobra decyzja. Zdolen i inteligentne dzieci, posłane do szkoły w wieku 7,5 rokuy strasznie się nudszą, po prostu. A znudzone dziecko to zwykle zły uczeń.
        W ogóle nie rozumiem tu problemu leworecznosci - to naprawdę w niczym nie przeszkadza ani nie stwarza problemów.
        Ale zgadzam sie z tym, ze dziecko powinien przed pójściem do szkołuy zdiagnozować dobry psycholog, który nie ma uprzedzeń - bo spotkałam tez takich, którzy od razu mówili, że sa przeciwni skracaniu dzieciom dzieciństwa.
        --
        zpopk.blox.pl
    • zostaw ją w przedszkolu. Poczytaj jakiekolwiek opinie osób, któe posłały 6latka do szkoły. Wiele z tych osób pisząc o jakimś problemie mniejszym lub większym nie widzi tego, że popełniło duży błąd wysyłając dziecko w tym wieku do szkoły, że ów problemik lub problemiki właśnie z tego się biorą.
      • Zostawiłabym w przedszkolu, piszę i jako matka pierwszoklasisty (poszedł na 7 lat mimo,że wszyscy mówili, by szedł an 6 wink) i bliźniaków, które w lutym kończą 6 i też pójdą na 7lat, i jako nauczycielka klas I-III. Daj jej jeszcze ten rok, póki mamy wybór smile Rok to naprawdę dużo w rozwoju dziecka, a także jest to dodatkowy rok "wolności", potem już tylko szkoła....szkoła...szkoła... przez wiele wiele lat smile
        --
        nasz Tonio
        nasze bliźniaki Jaś i Tusia
        przed ślubem 4 lata, a po ślubie...
      • Wiele też osób nie widzi, jakie problemy biorą sie z tego, zę posłało sie do szkoły 7,5 latka, który nudzi sie na wszystkich lekcjach. Nie ma tu zadnej reguły - najlepiej byłoby zapytać o radę doświadczonego psychologa.
        --
        zpopk.blox.pl
        • Droga verdano - z całym szacunkiem dla twojego rodzicielskiego, życiowego i naukowego doświadczenia, nie spotkałam się kiedykolwiek z tym, żeby Twoim synom cokolwiek szło trudniej, a Ty sama przeżywałaś jakiejkolwiek treści rozterki matczyne. Możliwe, że taka Twoja natura - nie piszesz o sobie, udzielasz "rad". Owszem, napisałaś, że Twój najmłodszy syn nie należał może do najzdolniejszych uczniów, ale przecież i tak decyzja była dobra. Twoje wnioski. Niemniej jednak czytając Twoje wypowiedzi, mam wrażenie, że myślisz bardzo tendencyjnie ("wiele też osób nie widzi, jakie problemy biorą sie z tego, zę posłało sie do szkoły 7,5 latka, który nudzi sie na wszystkich lekcjach" - o jakich problemach możesz nam napisać? konkrety?) oraz patrzysz krótkowzrocznie ("w ogóle nie rozumiem tu problemu leworecznosci - to naprawdę w niczym nie przeszkadza ani nie stwarza problemów" - rozumiem, że to uogólnienie bierze się z doświadczenia Twojego syna, który "leworęczny, został posłany do szkoły rok wcześniej, w tym roku ma maturę. Nie jest rewelacyjnym uczniem" ?). Rzucasz słowa w charakterze wyroczni, a nie masz zaplecza do potwierdzenia Twoich (jedynie słusznych ?) twierdzeń.

          Do autorki wątku - obawiam się, że wsadziłaś kij w mrowisko rzucając na szalę dyskusji taki właśnie temat; to jeden z tych, które prędzej czy później kończą się zaciętą dyskusją (i nie tylko dyskusją ...), a to ty i mąż macie obowiązek podjąć decyzję. Oczywiście, forum służy wymianie doświadczeń, więc ja - pozostając nadal po ciemnej stronie mocy i będąc przeciwko posyłaniu sześciolatków do szkoły, zbieram co trafniejsze zdania, mogące pomóc w rozwiązaniu Twoich obiekcji:
          - Córka jest bardzo bystrą i mądrą dziewczynką - każde z naszych dzieci jest mądre, bystre i inteligentne - tylko to nie jest jedynym i ostatecznym wyznacznikiem jego możliwości wejścia w system edukacji (celowo nie piszę pójścia do szkoły - to jest wejście w system, na kilka długich lat, a nierzadko bez możliwości zmiany decyzji, w razie znaczących niepowodzeń ucznia);
          jest leworęczna i tu problem tzn. dla mnie to żaden problem tyle tylko że jeśli chodzi o szlaczki i pisanie literek to jest daaaleko za synem - córka to nie syn; różni ich etap rozwojowy adekwatny do wieku oraz płeć (rzecz oczywista wink), a z tym także związany jest dysonans szeroko rozumianych możliwości intelektualno - motoryczno - społeczno - emocjonalnych (i jeszcze paru innych też);
          Nie jest w stanie równo do końca w linijce dokończyć szlaczka a już nie mówiąc o napisaniu (przepisaniu) prawidłowo literki czy cyferki. pisze lustrzanym odbiciem, myli p z b, m z w itd. - jak już pisała jedna z mam, lustrzane odbicie w tym wieku (córka ma pięć lat i kilka miesięcy) jest zjawiskiem normalnym, mylenie liter wymienionych także; takie trudności zdarzają się jeszcze pierwszakom i też nie od razu jest to powód do wizyty w poradni pp; jest bogata literatura z psychologii rozwojowej i klinicznej dostępna w bibliotekach i czytelniach miejskich - trzeba po prostu poszukać, poczytać o nurtujących Cię obserwacjach
          - generalnie piszą że dzieciom leworęcznym jest trudniej na początku - internet to nie wyrocznia, fora dyskusyjne też (więc po co ja się tak produkuję wink), ale skoro masz wrażenie, że "generalnie" tak mówi doświadczenie zainteresowanych, może warto się nad tym zastanowić
          - Z drugiej strony zastanawiam się czy jest sens posyłać ją trzeci rok do tej samej grupy w przedszkolu, czy to dla niej nie jest brak szans na rozwój - o jakim braku, jakich szans mówisz? Że córka po powrocie z bezsensownego, po raz trzeci robionego roku przedszkolnego będzie mogła biec do pokoju się bawić, a nie z nosem na kwintę siadać do zeszytów na dwie np godziny? Ze do nauki z bratem usiądzie mając wybór czy chce, czy woli biegać po ogrodzie/podwórku/salonie - a do brata zajrzeć z (normalnej) dziecięcej ciekawości?
          - No własnie problem w tym że mieszkamy na wsi i jak to na wsi panie nauczycielki raczej nie są zbytnio nastawione pozytywnie do leworęczności (a raczej jest im to obojętne :0() nie liczę na jakieś szczególne zainteresowanie moją córką tylko dlatego że jest leworęczna i chce iść do szkoły jako sześciolatek - sama dałaś sobie odpowiedź
          - teraz chyba coraz bardziej zaczynam wyznawać zasadę że lepiej aby była dobrym uczniem jako siedmiolatek niz słabym jako sześciolatek - j.w.
          - Wiem też że ten jeszcze jeden rok w przedszkolu to raczej na zasadzie przechowania - a skąd to wiesz? kampania społeczna Co to powiedziała, czy mega bystre przeczucie o faktach jeszcze nie zaistniałych?
          - Sama nie wiem ale chyba skłonię się do wizyty w poradni psychologiczno - pedagogicznej - a po co z dzieckiem normalnie rozwijającym się iść do ppp?
          - pomyśl tak czy wolisz aby Twoje dziecko miało 1 rok zabawy więcej? czy wolisz aby weszło w machinę szkolnictwa wcześniej - bez komentarza
          - sprawna motoryka mała jest podstawą stwierdzenia gotowości szkolnej, a sama piszesz, że mała nie jest w stanie dobrze szlaczków rysować - a to jest podstawa nauki pisania
          - W szkole będzie presja - to pewne, że będzie; sześciolatek w klasie ma się dopasować do rytmu pracy grupy i tematów wyznaczonych nauczycielowi do zrealizowania, powtarzam - nauczyciel ma program, to wyznacza sposób jego pracy!!!
          - będzie miała problemy z dłuższym usiedzeniem w ławce - bo rozwojowo, nienaturalne dla sześciolatka jest przesiedzieć tyle na jednym miejscu; obserwuj córkę w domu, sprawdź czy wytrzyma bez herbatki, toalety, pluszaka bite 45 minut w absolutnym skupieniu
          - A znudzone dziecko to zwykle zły uczeń - uczeń zmęczony poziomem wymagań ponad swoje (szeroko rozumiane) możliwości również
          - Poczytaj jakiekolwiek opinie osób, któe posłały 6latka do szkoły. Wiele z tych osób pisząc o jakimś problemie mniejszym lub większym nie widzi tego, że popełniło duży błąd wysyłając dziecko w tym wieku do szkoły, że ów problemik lub problemiki właśnie z tego się biorą - bo "chaczyk" leży w tym, że przez pierwszą klasę dziecko ma szansę przejść na fali "zauroczenia" wieloma (no przecież !) fajnymi rzeczami w szkole; (potencjalne) problemy pojawiają się np w drugiej lub następnych klasach, bo - sześciolatek posłany rok wcześniej do szkoły otrzymuje także w przyspieszonym tempie bagaż oczekiwań szkolnych i społecznych adekwatnych dla rówieśników, z którymi jest w klasie (sam mając ciągle potencjał dziecka o rok młodszego); naturalnie bycie młodszym nie dyskwalifikuje - znacząco jednak może utrudnić rozwój potencjału tkwiącego w dziecku, które posłane w normalnym czasie "rozwojowym" jest w stanie lepiej i korzystniej dla siebie samego przyjmować trudności i niepowodzenia (bo i takich nie zabraknie)
          - piszę i jako matka pierwszoklasisty (...) i bliźniaków (...) i jako nauczycielka klas I-III. Daj jej jeszcze ten rok, póki mamy wybór Rok to naprawdę dużo w rozwoju dziecka, a także jest to dodatkowy rok "wolności", potem już tylko szkoła....szkoła...szkoła... przez wiele wiele lat - nic dodać nic ująć.
          Jeszcze raz życzę powodzenia w podjęciu decyzji i szczęśliwego nowego roku - tak przy okazji smile.

          --
          "Największe cierpienia sprowadzamy na siebie sami, chcąc uciec przed mniejszymi."
          Z pamiętnika Marka Smarta
          • jako 7 latka.

            umiałąm czytac jako 4-latka, w całej szkole podstawowej w pewnym sensie "nudziłąm się" tzn np. na matematyce nawet w ósmej klasie czytałam Przeminęło z Wiatrem a zerkając tylko na zadanie napisane na tablicy znałam wynik bo potrafiłam zazwyczaj obliczyć w pamięci. Bawiłam się na matmie robiąc mega kolorowe i wielki rysunki do zadań geometrycznych - bo miałam na to czas umiejąc wszystko, co większosc cwiczyła na kolejnych lekcjach.

            jestem z czerwca, moglam iśc jako 6-latek do szkoły, wtedy tez byla taka mozliwosci.
            Ale po co?
            zeby szybciej płacić skłądki? jaka korzysc byłąby z mojego wczesniejszego pojscia?
            ze moglabym czuc sie lepsza? zdolniejsza?
            i tak byłam :p
            mialam czas na zabawe, mialam kolezanki i kolegów z tego samego rocznika,

            kompletnie nie rozumiem tego szału posyłania coraz młodszych dzieci do szkoły.
            a tweirdzenia o nudzie w szkole są - jak dla mnie - debilizmem smile
            --
            picasaweb.google.com/marrienka
          • Mój najstarszy syn uczył się fatalnie. Przez całą podstawówkę i pierwsze liceum, z którego musiałam go odebrać, zanim wyleciał. Uczył się fatelnie m.in dlatego, zę sie nudził - i to nie moja opinia, to opnia psychologów, do których bezustannie chodziliśmy. Problem lezy w tym, ze dziecko, które doskonale rozumie program przestaje uwazać na lekcjach, gdy nauczyciel tłumaczy temat. Potem nauczyciel przechodzi do nowego, nieznanego tematu - ale dziecko nadal go nie słucha. Zadania domowe nie są żadnym wyzwaniem, stąd dziecko robi je byle jak, bo to, co robi absolutnie go nie interesuje. Poczytaj sobie o problemach zdolnych dzieci w szkole. O tym, co dzieje się z uczniami, którzy muszą uczyć sie poniżej swojego poziomu - literek, gdy płynnie czytają sobie ksiązki, czy cyferek, gdy sprawnie liczą. To nie jest mój wymysł - szkoła powinna byc jakimś wyzwaniem intelektualnym, jeśli nie jest - to mogą byc problemy.
            Jesli chodzi o leworęczność, to naprawdę, jedynym problemem są nożyczki. Jako, ze 9 lat byłam nauczycielką, a teraz pracuję na uczelni, 1/10 uczniów i studentów jest leworeczna - tyle, ile w całym społeczeństwie. Czyli nie mają jakiś szczególnych problemów, bo by na tej uczelni nie byli. Leworęczność jest taką samą normą, jak praworęczność - wymaga najwyżej innego ustawienia zeszytu. Owszem, jest problemem przy próbie przestawiania.
            Nie wiem zresztą co tendecnyjnego moze byc w opinii, ze dzieci są różne i najlepiej zasięgnąć fachowej opinii psychologa.

            --
            zpopk.blox.pl
            • Moja córka ze stycznia pojdzie do szkoly jako 6latka, czesciowo dlatego,ze od 2 lat chodzi do szkoly w UK i nie bardzo wyobrazam sobie jej teraz w przedszkolu...
              Ja poszlam do szkoly jako 7latek, moja siostra jako 6latek. Moi rodzice nie widzieli jakiejkolwiek roznicy.
              Dziwi mnie co piszecie o utracie dziecinstwa. Ja juz chyba nie pamietam, jak to jest, ale co tak strasznego w tej szkole jest? Dziecko przebywa tam chwilke (zerknelam na plan 1 klasy w wybranej przez nas szkole), krocej niz w przedszkolu. Bedzie zawierac nowe znajomosci z dziecmi w klasie, przeciez po szkole mozna sie zapraszac do domu i bawic, zwlaszcza ze lekcje trwaja krotko! ( W UK moje dzieci sa w szkole od 8.45 do 15.30)
              Rozumiem,ze sam obowiazek codziennego chodzenia i nauki moze byc przykry, ale dzieci, ktore chodza do przedszkola tez wstaja co rano i musza isc, nawet jesli wolalyby zostac z rodzicami w domu.
              Odrabianie lekcji to nie problem, robimy to od 2 lat, kwestia nawyku, to tak jak nauka poslugiwania sie sztuccami i dobrych manier, czy mycie zebow - nie chca,ale musza. Zreszta u nas dzieci to polubily, to elemant wieczornej rutyny - po kapieli siadamy i cwiczymy pisanie i liczenie,a potem czytamy.
              To, czy moje dziecko bedzie uczyc sie dobrze, czy przecietnie nie ma dla mnie wiekszego znaczenia, i oby moje dzieci nie dowartosciowywaly sie ocenami!!!
              Czuje sie zagubiona. Decyzja podjeta, do kraju wracamy, najstarsza cieszy sie, ze w koncu nauczy sie pisac po polsku, cieszy sie na szkole, a ja czytam tyle negatywnych opinii, nie ma mnie na miejscu, nie wiem, czego moge sie spodziewac, nie wiem, co potrafia polskie dzieci, jak sie rozwijaja i mam tu na mysli nie tylko umiejetnosc czytania, pisania i liczenia.
              Wiem,ze slownictwo moich dzieci jest bardzo ubogie, i tu polscy rowiesnicy ich mocno wyprzedzaja, ale z drugiej strony ang moich dzieci jest duzo lepszy niz przecietnego polskiego dziecka.
              Wiem,ze zdania sa podzielone. Pociesza mnie opinia mojej mamy i tesciowej, obie pracowaly w klasach mlodszych, ze moja mala jak najbardziej nadaje sie do szkoly, tego sie trzymam, ale dopoki corka szkoly nie zacznie, ja czytam i biore pod uwage opinie kazdej mamy.
              • Aaa...widzisz, w Anglii dzieci szybciej dojrzewaja do szkoły niz w Polsce. Nadgarstki tez angielskie dzieci mają bardziej rozwiniete niz polskie bo polskim dzieciom sie deformuja od wczesnego pisania wink
              • No własnie. Ja też nie widzę żadnej utraty dzieciństwa - wiele dzieci znacznie lepiej bawi się w pierwszych klasach, gdzie mają więcej swobody.
                --
                zpopk.blox.pl
              • z tego co wiem w Anglii nie chodzi się z ciężkim obciążającym kręgosłup tornistrem a zadań domowych nie ma lub jest mało. W dodatku nie am podziału na 45 minutowe zajęcia poprzeplatane przerwami tylko sposób nauczania wygląda dokładnie tak jak w naszych polskich zerówkach. Mylę się?

                Więc powiem Ci, że moja córka zdolna córka w wieku 7 lat poszła do pierwszej klasy i zmorą było i jest zaciągnięcie jej do odrabiania lekcji, których jest NIE MAŁO. Nie chodzi absolutnie o zdolności manualne, wiedzę, pisanie, czytanie itd. To umieją moi już 6letni synowie w zerówce choć ponoć ich tego nie uczą. Chodzi o to, że po pierwsze takie 6letnie dziecko znajduje się w klasie z 7latkami i jest podciągane emocjonalnie i ogólnie psychicznie pod dzieci 7letnie, które są bieglejsze, bardziej zorientowane. 6latek ma problem wysiedzieć te 45 minut, lekcje są monotonne dla nich. To jest nagły skok z nauki przez zabawę w samą naukę. Gorzej radzą sobie z przyjmowaniem zasad panujących w szkole, że jak zrobi siusiu to lepiej aby to trwało krótko i potem ma wrócić na lekcje. Wiele z tych dzieci dodatkowo sobie wędruje po szkole, bo siedzenie jest nudne. Poza tym taki 6latek spotyka się na korytarzu z dziećmi 12letnimi, konfrontacje bywają przykre dla tych 6latków. Pamiętam jak ukradkiem docinano córce, bo jest kotem, bo pierwsza klasa jest głupia i chodzą do niej głuptasy. Nieraz mi córa opowiada jak traktują starszaki właśnie te pierwszaki. To jest przykre. Córka jest teraz w drugiej klasie, jest silna emocjonalnie, przebojowa i naprawdę bystra. Broni tych pierwszaków przed starszymi kolegami. Jest tak zdolna, że potrafi w godzinie lekcyjnej "przerobić" dany materiał poruszany na lekcji jak i zadanie domowe co najmniej do połowy. Ma tą łatwość uczenia się po mnie i nie sądzę by wysłanie jej rok wcześniej cokolwiek pomogło. Sytuacja byłaby taka sama. Pamiętam z resztą jak ona reagowała na rygorystycznie przeprowadzane zajęcia w zerówce. Trafiły się jej służbistki, które prowadziły zajęcia podobnie jak w szkole. Ona płakała jak miała iść do zerówki. I niewiele tu miało do znaczenia, że była w stanie udźwignąć materiał lekcyjny i więcej..

                Porównując więc to jak wyglądała pierwsza klasa u niej a jak wyglądało roczne przygotowanie przedszkolne u moich synów w wieku 5lat, wiedziałam, że co najmniej jeden z nich nie da rady podołać szkole w wieku 6lat. Jestem niemal pewna, że problem będzie nawet w wieku 7lat, ale mam nadzieję, że z mniejszym natężeniem.

                P.S. Wiesz ile książek wszelkiej maści przerabiały dzieci w pierwszej klasie u córki? 29sztuk! Codziennie noszą co najmniej 5 + 2-4 zeszytów 16kartkowych i przybory w ilości na dwa piórniki.
                • Z tornistrami w UK sie nie chodzi, fakt.
                  Zadania domowe , malo, i czytanie, codziennie, maja dzieci 4letnie, 6latki sa juz wiec do tego przyzwyczajone.
                  Siusiu problemem nie jest, dzieci naprawde sa bystre i wiedza,ze do klasy trzeba wrocic, sama bylam zszokowana, gdy widywalam w szkole 4latki odnoszace dzienniki do sekretariatu...Nie spotakalm sie z przypadkiem wedrowania po szkole, sama bylam zdziwiona, ze te dzieci tak malo pomyslowe sa, ze nie wpadnie im do glowy,ze mozna sobie pozwiedzac.
                  Z dziecmi starszymi sie spotykaja, ale dopiero od klasy 1, czyli rocznikowo sa to dzieci, ktore ukonczyly 5 rok zycia, 4latki maja oddzielny plac zabaw, razem z 3latkami. Zdarzaja sie przykre sytuacje, moja najstarsza wie,ze wtedy trzeba zglosic to pani.
                  Obiady na wspolnej sali, cala szkola, z wyj 3latkow,bo te sa w szkole tylko na 3 godz.
                  Ja bylam przerazona, gdy o tym myslalam, przerazona. Nie docenialam wlasnych dzieci.
                  Przebieranie na wf cwiczyly przez pierwsze 2 miesiace, 4latki, potem przebieraja sie same.
                  Najbardziej jestem zaskoczona, gdy dziecko, a moje do wybitnych nie naleza, przychodzi do domu i oswiadcza mi, co trzeba przyniesc albo zrobic, nikt tego im nie zapisuje, maja pamietac i przekazac rodzicom. Ja zapominam, bom przyzwyczajona do systemu zapisywania wszystkiego, dziecko mi przypomina.
                  Apele. Dla mnie tortura, one co piatek maja apel, okolo 30 min, sama bylam swiadkiem apelu godzinnego, dzieci usiedzialy, byla cisza i dyscyplina.
                  Bloki sa 90minutowe, potem przerwa, bez wzgledu na pogode bieganie po podworku, no chyba ze rzesiscie pada, to wtedy w duzej sali, potem znow 90min.Moga rozmawiac, bo czesto ich slysze, pracuja w grupach, indywidualnie z nauczycielem, sami, roznie. Dzieci 4letnie nie maja tak sztywnych blokow godzinowych, jesli nei chca sie uczyc, to moga biegac po dworze, sa tylko wzywane na codzienne czytanie z pania, ale to nie trwa dlugo.
                  Ja nie wiem, jak to dziala. Nieodmiennie jestem pod wrazeniem przygotowania nauczycieli i podejscia do dzieci, umiejetnosci utrzymania dyscypliny, dzieci szkole uwielbiaja. Ja tam czesto bywam i bardzi czesto dziwie sie, ze tak male dzieci moga byc tak madre i samodzielne.
                  Jeszzce jedno - nie ma ocen, w zadnej postaci, gdy dziecko sie stara, dostaje naklejke. Za to ze sie stara w miare wlasnych mozliwosci, to jest bardzo piekna rzecz. Kazde dziecko czuje sie wyjatkowe, bez wzg na to, czy pisze wypracowania, czy tylko wlasne imie. Za specjalne osiagniecia co piatek na apelu jakies dziecko dostaje dyplom - moja np dostala dyplom za uzywanie w wypracowaniu onomatopeismile (wypracowanie bylo srednie, tylko onomatopei duzo)Dyplom moze tez byc za pomoc koledze, cokolwiek, czesto nie ma to sztywnego zwiazku z programem nauczania, wazny jest calosciowy rozwoj dziecka, nie tylko intelektualny.
                  Rozpisalam sie, przepraszam, bo to nie ma nic wspolnego z wacikiem,taka jest szkola moich dzieci, oby polska szkola mnie nie zawiodla!
                  Jeszcze jedno: pewna nie jestem, ale juz chyba 5latki (te z kl 1)nie moga sobie isc na siusiu kiedy chca. Pamietam to, bo corka kolezanki nie utrzymala i miala wypadek, pani nie pozwolila jej wyjsc do toalety, dziwne mi sie to wydalo, bo to sa naprawde malutkie dzieci!
                  • bądź pewna, że polska szkoła Cię zawiedzie i rozczaruje bardzo. Niby u nas wymagają tego samego, niby też nie ma ocen jako takich tylko opisowe (w pierwszej klasie dla 7latków i w zerówce). Też były naklejki, u córki w pierwszej klasie zbiera się kropki, za złe zachowanie czarną za dobre czerwoną. A jednak mimo to nic się kupy nie trzyma. Nie wiem dlaczego, pewnie wszyscy sobie jesteśmy winni, rodzice, bo rozpieszczają i buntują się i nauczyciele, bo nie wymagają, zakrzyczeni przez rodziców. Będziesz zdziwiona przebiegiem zebrań w szkole..

                    P.S. Pani nauczycielka wymyśliła u mojej córki w drugiej klasie, że aby zmobilizować dzieci do czytania to będzie stawiała oceny za to. Za 1 książkę wypożyczoną z biblioteki (z której potem bibliotekarka odpyta dziecko) dostanie 3jkę, za 2 4kę, za 3 5tkę a za 4 i więcej 6tkę. Za nie wypożyczenie żadnej JEDYNKĘ! Dowiedziałam się o tym na zebraniu na półrocze klasy po zdziwieniu tym że córa ma masę trójek! Bo wypożyczała po jednej książce na miesiąc! Za wiedzę ma wyższe oceny.
        • 02.01.13, 18:19
          mój poszedł na 7 lat i 4 miesiące i się wcale nie nudzi w szkole, liczy świetnie, czyta płynnie od dwóch lat. Jego wiedza i słownictwo od zawsze odbiegało od normy, tzn powyżej przeciętnej. Interesuje się wieloma rzeczami, jest ciekawy świat, to zapalony podróżnik. W szkole jest tyle ciekawych rzeczy, kółek zainteresowań. Poza tym to zależy nie tyle od wieku dziecka, co od podręczników, niektóre są po prostu bardzo łatwe i nudne sad wybierając szkołę, wybrałam tą, która ma ambitne podręczniki smile
          --
          nasz Tonio
          nasze bliźniaki Jaś i Tusia
          przed ślubem 4 lata, a po ślubie...
          • 02.01.13, 19:58
            Toteż piszę - dzieci są RÓŻNE. Różne. I nie ma reguły, czy posłać szesciolatka, czy siedmiolatka - trzeba dobrze znać dziecko, a najlepiej zwrócić się do specjalisty, aby stwierdził, czy dziecko się nadaje.
            Nie mozna ani przyjąć, że żaden szesciolatek sobie nie poradzi, ani ze każdy siedmiolatek nie bedzie się nudził.

            --
            zpopk.blox.pl
    • No to ja też podzielę się doświadczeniem.
      Mój najstarszy brat, "cudowne dziecko", posłany do szkoły wcześniej, i tak nudził się jak mops.
      Napotkał trudności w wieku 13 lat, gdy poszedł do dobrego liceum. Zabrakło dojrzałości emocjonalnej, czyli zwykłej dojrzałości. Dużo przez to przegrał.

      Syn poszedł normalnie do zerówki. Po 2 miesiącach zaproponowano nam przeniesienie go do szkoły, nawet do drugiej klasy. Chłopak spytany, czy chce, ciekawy był programu nauczania, w klasie pierwszej, drugiej, w kolejnych klasach. Zgodził się łaskawie na klasę siódmą, bo tam jest chemia.wink

      Pani psycholog z poradni powiedziała, że i tak się będzie nudził, co najmniej do IV klasy. Zostawić chłopaka w zerówce, dołożyć innych zajęć.
      I tak zrobiliśmy.

      Verdana - twój najstarszy syn, nawet posłany wcześniej, i tak by się nudził, przecież czytać już umiał. Dziecko zdolne to jest osobna kwestia, nie da się jej rozwiązać posłaniem go jedynie rok wcześniej do szkoły.(Skłodowską posłano dwa lata wcześniej a i tak się nudziła).
      Natomiast gdy dziecko ma jakiś problem, to lepiej by było emocjonalnie starsze, silniejsze, by mogło stawić czoło trudnościom.

      Sześciolatki mogą iść do szkoły. W wielu krajach idą, ale - z innymi sześciolatkami.
      U nas system każe im się uczyć razem z siedmiolatkami.

      Autorka wątku ma do wyboru:
      - posłać córeczkę do szkoły z dziećmi o rok starszymi,
      - pozwolić jej się jeszcze rok nudzić w przedszkolu.
      Oba wyjścia nie są dobre.
      Córka zawsze będzie miała rok do tyłu w rywalizacji o sukcesy, naukowe i inne.
      Z drugiej strony "robić" trzeci rok to samo w wieku intensywnego rozwoju intelektualnego to bez sensu. Radziłabym ograniczyć przedszkole do niezbędnego minimum i zająć się dzieckiem, zorganizować małej jakieś rozwijające zajęcia, np. artystyczne, sportowe, język obcy.
      Oby tylko nic "szkolnego"!
      • Dziecko zdolne, a uzdolnione to zupełnie coś innego smile zdolnych dzieci jest dużo, a uzdolnionych szczególnie, nie za wiele wink
        Poza tym świetnym rozwiązaniem są właśnie zajęcia dodatkowe, syn ma basen, kółko teatralne, plastyczne, origamii, wybrał to co lubi, w czym dobrze się czuje.
        Jeśli dziecko się nudzi, bo poszło jako 7latek, pewnie i jako dobry 6 latek też, by się pewnie nudziło wink

        --
        nasz Tonio
        nasze bliźniaki Jaś i Tusia
        przed ślubem 4 lata, a po ślubie...
      • Ależ nie, najstarszy jest z listopada i czytać nie umiał. I naprawdę, sadzisz , zę na studiach czy w pracy zawsze lepsi sa ci o rok starsi? To przecież nonsens...

        --
        zpopk.blox.pl
        • verdana napisała:

          > Ależ nie, najstarszy jest z listopada i czytać nie umiał.

          Zaraz zaraz, pisałaś kiedyś, że umiał w wieku 4 lat?

          > I naprawdę, sadzisz ,zę na studiach czy w pracy zawsze lepsi sa ci o rok starsi? To przecież nonsen
          > s...

          No tak, nonsens, szczególnie gdy o emerytów chodzi. wink

          Ale - w pierwszych latach życia ROK to jest spory ułamek całości.
          Do pewnego wieku inteligencję liczy jako iloraz wieku umysłowego do realnego.
          Czyli z założenia starszy równa się mądrzejszy.

          Zresztą praktyka jest kryterium prawdy. Mamy już "sześciolatków" w klasach czwartych.
          Już wiemy, że we wszelkich konkursach, np. kangurek, tych młodszych prawie nie ma.
          Oczywiście z wyjątkami, które zawsze były.

          Nie jestem przeciwna sześciolatkom w szkole.
          Jestem zdecydowanie przeciwna wysyłaniu sześciolatków razem z siedmiolatkami.
          To jest niesprawiedliwe.

          Kolejny przykład : moje dwie córki. Młodsza bardzo zdolna, dobrze do szkoły przygotowana, z pełną umiejętnością czytania i pisania. Posłana rok wcześniej, byłaby świetną uczennicą. Ale ta o rok starsza była równie zdolna i równie dobrze przygotowana. Młodsza zawsze przegrałaby ze starszą.
          Zawsze byłaby tą drugą.
          Posyłając zdolnego (ale nie genialnego) sześciolatka do szkoły razem z siedmiolatkami, pozbawiamy go szans bycia najlepszym (hasłowo mówiąc).
          W olimpiadach przedmiotowych na przykład gros stanowią maturzyści, nie ci młodsi.
          • jeszcze popracujcie... nad b,d g.... i inne tam
            i jako 6 latek - polecam
            przeciez macie jeszcze 8 miesiecy a dziecko jeszcze bardziej dojrzeje - kieruj się sobą a nie innymi...
            bedzie dobrze
          • Najmłodszy. I poszedł wczesniej do szkoły. Dobrze, że poszedł, bo inaczej byłaby masakra - i tak dogadywał sie lepiej z kolegami z wyższych klas - gdyby musiał zaczekać rok, nie miałby chyba żadnych znajomych w klasie...
            Dzieci nie rozwijają sie w takim samym tempie, naprawdę. Nie jest wazny wiek, tylko pewien rodzaj dojrzałości. Tak, też uważam, zę wysyłanie szesciolatków do szkoły z siedmiolatkami, bo rodzicom się wydaje, ze tak jest OK jest bez sensu. Jesli dziecko ma iść do klasy ze starszymi, powinno być zbadane przez specjalistę. Ale wtedy powinno iść zgodnie z rozwojem (nie dlatego, żewczesnie czyta), a nie zgodnie z rocznikiem.
            Znam co najmniej troje dzieci, które posłano do szkołuy rok wczesniej i były najlepsze w klasie. M.in. moja przyjaciółka od czasów niemowlęcych - była najlepsza w szkole, nie w klasie.
            --
            zpopk.blox.pl
    • Mam córkę 6-latkę w 1 klasie. Była zdiagnozowana, nadawała się, poszła większość jej przedszkolnej grupy. Ja miałam mieszane uczucia i dalej je mam, bo nie wiadomo tak naprawdę jakie będą tego efekty.
      ALE, przede wszystkim, zupełnie nie rozumiem o czym piszecie jeśli chodzi o to siedzenie w ławkach itd. W naszej szkole nie ma przerw dla klas 1-3. Dzieci uczą się w blokach tematycznych, pani sama widzi kiedy dzieci są zmęczone i potrzebują przerwy, wychodzą wtedy na dwór albo zostają w klasie i się bawią, grają w gry czy mają zajęcia ruchowe. Bloki te są krótsze niż 45 min. Cała klasa składa się z 6-latków.
      Nigdy nie posłałabym córki do 1 klasy gdyby to miała być taka sama 1 klasa jak dla 7-latków, chyba że byłaby wybitnie uzdolnionym dzieckiem (a nie jest) - tak jak to miało miejsce za naszych czasów - sama miałam w klasie dwóch 6-latków, którzy w każdej sferze wyprzedzali nas - 7latków i w zerówce by się pewnie zanudzili na śmierć.
      Dodam, że córka chodzi do zwykłej państwowej warszawskiej szkoły. Ogólnie uważam, że idea reformy jest dobra. Gorzej chyba z realizacją.
      • Mamo trojga - posłałaś córeczkę do takiej samej klasy, do jakiej chodzą siedmiolatki, tuż za ścianą. Ten sam program, te same wymagania, takie same konkursy przedmiotowe, te same egzaminy na koniec każdego etapu edukacji.
        Diagnoza była po to, by stwierdzić, czy dziecko nie ma opóźnień albo problemów rozwojowych, nie po to, by sprawdzić, czy dorównuje siedmiolatkom.

        Tak, kiedyś trzeba było mieć zaświadczenie z poradni, by iść do szkoły wcześniej - że się jest wystarczająco dojrzałym pod względem emocjonalnym i jednocześnie lepszym od średniej pod względem intelektualnym. Z tego powodu te "młodszaki" często były bardzo dobre w klasie starszych od siebie dzieci. Szkolny kolega córki, młodszy od klasy prawie o dwa lata, był najlepszy z matmy i informatyki nie tylko w szkole ale pewnie i w kraju, bo z każdej olimpiady ( nawet międzynarodowej) wracał ze złotym medalem.

        Zwykłe, zdrowe dziecko bez problemów rozwojowych, nawet o rok młodsze, da sobie radę w szkole, bo wymagania są wystarczająco obniżone, ale nie wykorzysta w pełni swoich możliwości, zawsze będzie takim średniaczkiem. Taki jest najbardziej prawdopodobny scenariusz.
        • Mamo trojga - gratuluję dobrej szkoły; praktyka w naszym mieście pokazuje wszakże, że w taki sposób funkcjonują klasy, owszem, ale klasy zero w szkołach podstawowych.
          Mam możliwość porównania dwóch szkół - np w tej, gdzie syn zaczął naukę wychowawca tak się przejął dyscypliną, że od mca października syn nie miał prawa wyjścia do toalety podczas lekcji (sześcioletni chłopczyk, ze szczególnymi potrzebami fizjologicznymi, rozwojowo jeszcze niedojrzały w zakresie pełnego kontrolowania tego typu potrzeb - to z konsultacji z pediatrą, którą ociemniałej pani nauczycielce musiałam wpisać do dzienniczka ucznia, żeby się dziecko po raz trzeci nie zmoczyło w szkole). Przykłady "przygotowania" szkoły i grona pedagogicznego mogłabym jeszcze mnożyć, ale nie chcę sprowadzić tematu wyboru koleżanki do skrajności. Druga szkoła okazała się na szczęście bardziej przyjazna dla naszego (i nie tylko) syna, ale pewnych faktów to już nie zmieni - rację ma rycerzowa, że sześciolatki kontynuując naukę z dziećmi o rok starszymi mają ZNACZĄCO mniejsze możliwości w pełnym zaprezentowaniu swego potencjału i nie startują w olimpiadach i konkursach tematycznych. I co z tego, że dziecko mam chwalone za bogate nad wiek słownictwo, za ogólny potencjał do pracy i umiejętność werbalnego radzenia sobie z pracą na lekcji - skoro motorycznie nie zdąża np z napisaniem sprawdzianu, a z wypracowań dostaje ocenę o stopień niższą za gorsze pismo (bo żeby zdążyć musi się spieszyć?). Kto wytypuje tak uzdolnione dziecko do konkursu przedmiotowego? jest to dla syna spory zawód, a to przecież nie pozostaje bez wpływu na jego samoocenę indywidualnie i na tle klasy, i znowu na (szeroko) rozumiany potencjał uczenia się. Koło się zamyka.
          Syn nie musi być doktorem, gwiazdą, noblistą - ale trafił na takich, a nie innych ludzi, na takim, a nie innym poziomie przygotowania - i to właśnie ci ludzie są po to, aby wydobyć z niego możliwie najlepszy wysoki potencjał, który będzie owocował przez lata.
          Odnoszę smutne wrażenie, że przemilczany jest odsetek podobnych sytuacji, a będących wszakże FAKTYCZNYM wyznacznikiem pomyślnego (?!) realizowania reformy.
          Pzdr srdcz smile.

          --
          "Największe cierpienia sprowadzamy na siebie sami, chcąc uciec przed mniejszymi."
          Z pamiętnika Marka Smarta
          • Problemem reformy sa niezreformowani nauczyciele, tacy skostniali, nie lubiący zmian a najchetniej korzystający z e swoich konspektów z przed 15 lat.
            Moje dzieci w każdej szkole trafiały na fajnych, otwartych nauczycieli ale wiem że na dinozaurów też mozna trafić.
        • Mylisz się - dziecko, które jest dojrzałe do szkoły raczej nie wykorzysta swoich możliwości, robiąc to, co jest dla niego za łatwe i za proste. Naprawdę, nie jest istotne, czy sie jest najlepszym uczniem w klasie, tylko to, czy szkoła rozwija pod względem intelektualnym. .
          --
          zpopk.blox.pl
          • Odnoszę wrażenie verdano, że stoimy na odległych biegunach i NIE spotkamy się po drodze. Nie mam parcia na rację jedynie słuszną, piszę o faktach. Tyle. Sądzę, że mój dalszy udział w dyskusji nie jest konieczny, bo Ty zdania formułujesz na zasadzie "naprawdę nie jest istotne ...", a ja mam praktykę reformy w domu i widzę, co jest istotne, a co nie, i jak bardzo "nieistotne" wpływa na rozwój intelektualny mojego syna.

            --
            "Największe cierpienia sprowadzamy na siebie sami, chcąc uciec przed mniejszymi."
            Z pamiętnika Marka Smarta
      • A mój siedział w ławcesmile Bo wtedy szesciolatki nie były wysyłane masowo do szkoły.
        Nie jest ważne, ile dziecko ma lat, tylko czy jest dojrzałe - nie intelektualnie, ale także, może przede wszystkim, społecznie. Jeśli jest, to naprawdę nie ma po co przetrzymywać w przedszkolu.
        Ja posłałam rok wczęśniej, bo w przedszkolu wezwała mnie na rozmowę pani woźna. Powiedziała, żebym zabrała dziecko jak najsdzybciej, bo nie dogaduje się z rówiesnikami, a tylko ze starszymi dziećmi i że nie ma po co przetrzymywać go w zerówce, bo w ogóle zostanie bez kolegów.
        Woźna okazała sie lepszym pedagogiem niź wychowaczyni i dyrektorka przedszkola.
        --
        zpopk.blox.pl
    • verdana napisała:

      >Bo wtedy szesciolatki nie były wysyłane masowo do szkoły.
      >Nie jest ważne, ile dziecko ma lat, tylko czy jest dojrzałe - nie intelektualnie, ale także, >może przede wszystkim, społecznie.

      O to to. Twój przykład pochodzi z dawnych czasów, z poprzedniej epoki, gdy sześciolatek, aby mógł uczyć się z siedmiolatkami, musiał przejść specjalne badanie, które miało wykazać, że jest on dojrzalszy od rówieśników, tak jak był twój syn.

      A teraz każe się sześciolatki wysyłać masowo do szkoły, przynajmniej te, które są bystre i dojrzałe. Ale one są bystre i dojrzałe jako sześciolatki, nie siedmiolatki, i dogadują się przede wszystkim ze swoimi rówieśnikami, nie ze starszymi.

      A rodzic bystrego i dojrzałego sześciolatka ma problem, bo wysłać go do szkoły, by rywalizował z bardziej bystrymi i bardziej dojrzałymi siedmiolatkami - szkoda,
      a zostawić kolejny raz w beznadziejnej zerówce - też szkoda.


      • A tak, całkowicie zgadzam sie z tym, ze mieszanie dowolnych szesciolatków z siedmiotatkami to wyjątkowo idiotyczny pomysł. Sama widziałam, jak na badanie do poradni babcia przyprowadziła bliźniaczki, które nawet nie chodziły do przedszkola. Chciano je posłać do szkoły wczesniej, bo "przedszkole to samo zło", a matka chciała iść do pracy. Dziewczynki nawet nie umiały wykonywać poleceń skierowanych do całej grupy, a nie do nich, nie umiały sie ubrać... I teraz wylądowałyby w szkole.
        --
        zpopk.blox.pl
    • Nie jestem rodziną wielodzietną, mam jednego synka - 6 lat skończy pod koniec sierpnia. I zamierzamy go puścić do pierwszej klasy. Co prawda uderzamy do szkoły społecznej, ale jeśli się nie dostanie - puścimy go zapewne do rejonowej (bardzo dobrej), wtedy pójdzie z sześciolatkami.

      Dodam, że syn ma zdiagnozowane niewielkie problemy z SI, chodzi na zajęcia. Przy ocenie szkolnej gotowości w październiku rysował na poziomie 3-4 latka. Po trzech miesiącach pracy (przedszkole, zajęcia z rysunku, rysowanie i kolorowanie w domu, do tego basen, gimnastyka ogólnorozwojowa) rysuje może nie na poziomie 5 latka uzdolnionego, ale przeciętnego na pewno. Przed nami jeszcze 8 miesięcy na usprawnienie motoryki małej i wyrównanie ew. deficytów.

      Powody dla których chcemy "iść do szkoły"?
      - syn bardzo chce
      - przedszkole wyczerpuje swoje możliwości rozwojowe, w dodatku organizacja i styl pracy naszego przedszkola kładzie nacisk niemal wyłącznie na swobodne zabawy dzieci, co sprowadza się w przypadku chłopców do zabaw w gonienie dziewczyn
      - poziom intelektualny dziecka został zdiagnozowany (jesienią) na ok. 7 lat i syn najzwyczajniej garnie się do wiedzy. Co prawda nie czyta (litery zna), ale wszystkie łamigłówki, zadania logiczne, liczenie - trzaska z małego palca. Słownictwo ma na poziomie 7-8 lat. Nie czyta, bo świadomie go tego nie uczyłam, być może za miesiąc-dwa podejmiemy próby (na luzie, nie mam ambicji żeby dziecko poszło do szkoły umiejąc to, czego powinno się uczyć w szkole, zgodnie z nową podstawą programową).
      - Nie uważam, żeby szkoła była zabieraniem dzieciństwa.
      - Nie wyobrażam sobie dziecka w siódmym roku życia w przedszkolu, dla mnie to uwstecznienie byłoby (mówię o swoim dziecku)
      - Syn społecznie jest gotowy, umie być w grupie, umie dogadywać się ze starszymi od siebie, młodszych szanuje. Uwielbia nowe towarzystwo, nie ma żadnego lęku separacyjnego, w każdą nową sytuację wchodzi jak w masło.
      • wrzesniowamama07 napisała:


        > - przedszkole wyczerpuje swoje możliwości rozwojowe, w dodatku organizacja i st
        > yl pracy naszego przedszkola kładzie nacisk niemal wyłącznie na swobodne zabawy
        > dzieci, co sprowadza się w przypadku chłopców do zabaw w gonienie dziewczyn

        I tu leży pies pochowany!
        Sześciolatek to już duży i myślący dzieciak, tymczasem nazywa się go "maluchem" i każe bawić w gonitwy dookoła sali albo stawiać babki z piasku.

        Ponoć jest zakaz uczenia literek w zerówce! W głowie się nie mieści!
        Na tym tylko miała polegać reforma, żeby skrócić nauczanie początkowe z lat czterech do trzech?!

        Program nauczania w klasie pierwszej faktycznie jest jak w dawnej zerówce, ale potem, od klasy czwartej - jak piszą e-matki - zaczyna się dla tych młodszych "sajgon".
        Można utworzyć pierwszą klasę z samych sześciolatków, ale wątpię, by były specjalne pierwsze gimnazjalne dla dwunastolatków. A przede wszystkim, by były podwójne testy na koniec szkoły podstawowej: dla tych młodszych i dla starszych.

        Nie mam pojęcia, jakie będą losy tej reformy. Do starego porządku wszak wrócić się już nie da.

        PS. Argumenty "za szkołą" dla sześciolatka" bywają różne. Zaskoczył mnie argument ekonomiczny, że za przedszkole trzeba zapłacić, często sporo, tymczasem dziecko w świetlicy kosztuje mniej.
    • Na pewno trzeba iść do poradni. U nas w Gdańsku to norma - chodzi sie na kompleksowe badania na Kołobrzeską.

      Moja sześciolatka z marca poszła w tym roku szkolnym do szkoły. Jest dobra, mimo że jest młodsza od większości dzieci w swojej klasie. Pisze bardzo ładnie i starannie, śmiga już w czytaniu książek, choć zaczynałam ją poduczać lekko dopiero w wakacje. Starsze rodzeństwo to naprawdę ważne natchnienie - moja starsza w grudniu skończyła 9 lat, ale książki czyta szybciej ode mnie (ma za sobą cały Baśniobór, teraz czyta książki Ricka Riordana). Róża próbuje ją dogonić wink

      Polecam różne książeczki edukacyjne firmy Aksjomat - przy robieniu kolorowych zadań i przyklejaniu naklejek wplata się szlaczki, ćwiczenie rączki - myślę, że to dużo może pomóc.
      • Ode mnie dodam, ze ja tez puscilam corke wczesniej do pierwszej klasy, bo uwazalam, ze bedzie sie nudzila w " zerowce". Umiala czytac i pisac, oraz jest dojrzala jak na swoj wiek. Nie pomylilam sie. Dzieci mialy swietna nauczycielke. Corka wzorowa. Ja bylam bardzo zadowolona. U nas nie byla klasa laczona z siedmiolatkami tylko klase tworzyly same szeciolatki. Nie mniej jednak trzeba dziecko obserowac, bo niektore z tych dzieci niestety ledwo dawaly sobie rade, bo program jest taki sam jak w " normalnej" klasie pierwszej. Mysle, ze dzieci ktore nie znaja literek np itp powinny jednak pojsc najpierw do " zerowki" i tam spokojnie wchodzic w szkolny obowiazek..
        • Podstawa programowa dla klasy pierwszej nie przewiduje, że dzieci mają znać literki, a co dopiero pisać i czytać. I z tego co wiem, żaden z podręczników z nową podstawą programową tego nie zakłada, różnią się one istotnie tempem wprowadzania poznawania liter oraz później - nauki czytania.

          Dotyczy to zarówno klas sześciolatków, jak i siedmiolatków
          • Oczywiscie, ze dzieci sie ucza dopiero w pierwszej klasie liter z tym, ze szybciej jak napisalas. Dzieci swiezo po przedszkolu, szescioletnie, ktore nie mialy wczesniej doswiadczenia z pisaniem itp maja o wiele trudniej niz te, ktore byly w zerowce, czy tez w szkole np za granica, ktora to rozpoczyna wczesniej edukacje. Moja corka akurat tego doswiadczyla. W kazdym razie roZnice miedzy dziecmi byly kolosalne, co podkreslala tez nauczycielka. Dla jednych wczesniejsze pojscie do szkoly jest ok, dla drugich nie. Autorka pytania powinna sama ocenic swoje dziecko badz przy pomocy psychologow i wtedy zdecydowac. Ja uwazam, ze dziecko moze isc wczesniej do szkoly pod warunkiem, ze jest do tego odpowiednio przygotowane. Teraz i w przedszkolach polskich bodajze zmienil sie ciut program i chyba juz tam dzieciaki poznaja literki.
            • Alusiu255 - dzieci ucza sie dopiero w pierwszej klasie liter?????
              Moje dziecko jako 5 - latek uczylo sie liter w przedszkolu , a teraz jako 6 - latek w przedszkolnej zerowce czyta i pisze, dodaje i odejmuje cyfry.
              Czy w polskich przedszkolach sa az takie dysproporcje nauczania????
              --
              - I & J -
              • Ja nie wiem, bo moje dziecko tez juz znalo o wiele wczesniej. To napisala kolezanka powyzej, ze znac nie musza w pierwszej klasie i ja sie zgadzam, ze moze i nie musza, bo tam sie ucza ale puszczajac dziecko jeszcze rok wczesniej warto byloby, zeby dziecko juz cos umialo.
      • Również jestem z Gdańska i takiej normy chodzenia na badania kompleksowe na ul. Kołobrzeską nie doświadczyłam smile Na Kołobrzeskiej była badana moja starsza córka, ale jako sześciolatka w zerówce szkolnej, no i teraz w 3 klasie (program 6-10-14) smile Ale nie bada się tam gotowości szkolnej, tylko wzrok, słuch, predyspozycje do chorób cywilizacyjnych, ewentualne wady postawy ciała itp
        --
        Joanna,
        Ania (2003), Lena (2007), Nina (2009)
    • Nie wdajac sie w dyskusje napisze o dwojce swoich dzieci, ktore poszly do szkoly jako 6-latki:

      - starsza corka poszla w 1. roku reformy, wszyscy sceptycznie nastawieni, krolik doswiadczalny itp, ona nie umiala ani czytac, ani pisac, znala drukowane litery , klecila slowa typ KOT. Obecnie jest w IV klasie, daje rade ze wszystkim, na poczatku dosc wolno pisala, ale to sie usprawnilo, wolne tempo pracy moze byc rowniez osobnicze (tak mi pedagog szkolny powiedziala).
      W pierwszej szkole, do ktorej poszla byla nauczycielka z minionej epoki, przeciwna reformie, wypalona zawodowo, nie lubiaca dzieci, rodzice kupili dywan, z ktorego nie korzystala na lekcjach, siedzenie w lawce, krzyki na dzieci. Po miesiacu zmiana szkoly na inna panstwowa - nauczycielka stosowala sie do zalecen programowych, dywan, czytanie dzieciom, rozmawianie w kole, zabawy integracyjne. Moja corka zalowala, ze do szkoly nie chodzi sie po poludniu i w weekend.

      - mlodsza corka poszla w tym roku, jest szczesliwa, ta sama nauczycielka, corka wykrzykuje po powrocie do domu: wiesz jaka cyfre dzisiaj poznalismy?! SIEDEM!

      Obie klasy mieszane, starsza jest jedyna 6-latka w swojej klasie, mlodsza w klasie pol na pol zlozonej z 6- i 7-latkow, klasy male. U ,lodszej najlepsza uczennica to 6-latka.
      Mlodsza corka chodzila do zerowki jako 4-latka (jest z 9.I wiec poszla probnie w II semestrze jako taki niespelna 5-latek), radzila sobie dobrze z dziecmi 6 i 7-letnimi, wszystko zalezy od spolecznych umiejetnosci, a te u niej byly dobrze rozwiniete.
      Takich cech niestety nie badaja poradnie, widza dziecko nie na tle innych, a w gabinecie, w oderwanej od zycia codziennego sytuacji i na podstawie takich krotkich obserwacji wysnuwaja czesto nieprawdziwe wnioski. Przynajmniej moje doswiadczenie z poradniami jest bardzo negatywne - przry pierwszej corce okazalo sie, ze moja wiedza na temat reformy znacznie przewyzsza wiedze pracownikow, nieprofesjonalizm, zaryzykowalabym nawet, ze nieuctwo.
      Lepiej pytac nauczyciela, ktory widzi dziecko codziennie jak ocenia jego funkcjonowanie w grupie. Wiedza ogolna zmienia sie po pojsciu do szkoly - dzieci w 1. miesiacu robia ogromny skok rozwojowy, ktory sie rodzicow w ogole nie snil w przedszkolu. Samodzielnosc rosnie, po miesiacu dzieci sie czuja we wlasnej szkole jak ryby w wodzie - umiejetnosc adaptacji do nowych warunkow jest u dzieci wieksza niz u doroslych i trzeba to wziac pod uwage.

      Podsumowujac najwazniejsze dla mnie jest funkcjonowanie spoleczne, na pewno niesmiale, zaleknione dziecko moze sie z trudem adaptowac i tu najbardziej bylabym ostrozna z posylaniem 6-latka do 1. klasy.
      Po drugie nalezy zebrac dobry wywiad dot. szkoly i przyszlego nauczyciela, bo wszystko zalezy od nauczyciela prowadzacego klase. Poziom wymagan w I klasie zalezy od tego nauczyciela, u nas byl podrecznik dosc latwy, I klase porownalabym do mojej zerowki w latach 70-tych. Sa nauczyciele bardzo ambitni, ktorzy realizuja trudny program i dzieci nie piszace wczesniej moga czuc sie sfrustrowane, ale to wina nauczyciela , nie dziecka, ani reformy. Na nauke czytania jest caly rok w I klasie, codziennie cwiczylam z corkami i sa postepy.

      Widze tez zagrozenie poslaniem opoznionym i nieuzasadnionym do szkoly "tylko zeby przedluzyc dziecinstwo" - dziecko nudzi sie, przyzwyczaja sie, zeby zajmowac na lekcji swoimi myslami, bo to co sie dzieje jest zbyt latwe, zbyt nudne. Moje corki wszystko chlonely, wszysto to byla nowosc, mialy poczucie, ze w szkole ucza sie nowych rzeczy i bardzo to lubily.

      Jeszcze o nieuczeniu w zerowkach liter, krytykowanym "zakazie".
      Moje corki chodzily do wiejskiego przedszkola, gdzie rodzice naciskali na przerabianie podrecznikow bardzo intensywne i dodatkowe karty pracy, pamietajac swoja droge przez meke w szkole - chcieli dzieci wyposazyc w wiedze dodatkowa, na zapas. Na moje prosby o wychodzenie codzienne na dwor patrzyli jak na wariactwo, nie rozumieli, ze dzieci sie musza rozwijac harmonijnie. Wiec ja ten zakaz popieram - musi byc czas, zeby dzieci sie bawily po prostu.

      Krytyka reformy wlasciwie nie powinna byc krytyka reformy, ale szkol. Bo sa szkoly, gdzie nauka 6-latkow idzie gladko, sa szkoly, w ktorych bylo tragicznie i dla 7-latkow. I tu jest duza rola, zeby naciskac na dyrekcje, z pieniedzmi nie ma to duzo wspolnego, tylko z dobra wola, z otwarciem na zmiany, z wymaganiem zmian dla dzieci od dyrekcji, z wymaganiem jakosci nauczania od nauczycieli. Mysle, ze sukces panstwowej szkoly moich corek wiaze sie z tym, ze rodzice sie znaja, organizuja, chodza z kazda sprawa do dyrekcji i nic nie pozostaje bez rozwiazania. Nie ma czekania na cud.

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.