Dodaj do ulubionych

Co będziecie robić jak dzieci odejdą?

12.08.13, 22:36
Ja mam mnóstwo planów. Na taniec towarzyski się zapiszemy. Do teatru będziemy chodzić, podróżować. Planujemy też z mężem zrobić patent żeglarski. Poza tym chcę długo pracować.
Tymczasem musimy coś zaplanować już na przyszłe wakacje, bo nasze dzieci już chyba nie będą chciały z nami jechać będą miały 12 i 8,5 lat. Może pojedziemy sami do Pragi , a oni na obóz.
Edytor zaawansowany
  • gepardzica_z_mlodymi 13.08.13, 06:27
    Podejrzewam, że nigdy to nie nastąpi. Mój średniak niepełnosprawny ma liche szanse na samodzielność.
  • guderianka 13.08.13, 08:08
    U nas jak u gepardzicy-staramy się jak najbardziej usamodzielniać córkę, mamy nadzieję że się uda ale bierzemy pod uwagę, że w jakimś sensie zawsze będzie przy nas
    --
    http://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/aj/bi/e83n/A8WTTObXAoZ7NOGD9X.jpg
  • verdana 13.08.13, 09:20
    W tym roku nasz 18-latek jeszcze z przyjemnością pojechał z nami na zagraniczną wycieczkę, więc nie jest tak, ze nastolatki nigdy nie chcą wyjeżdżać z rodzicami.
    Moje starsze dzieci się już wyprowadziły, 18-latek zaczyna studia. Nie widzę, abym jakoś zmieniła tryb życia. Zmienił się, gdy dzieci wydoroślały na tyle, ze mogły zostać same w domu, ale potem - już nie.
    --
    zpopk.pl
  • miacasa 13.08.13, 14:16
    jeśli zdrowie dopisze to planuję dłuuugo pracować, a właściwie uprawiać zawód, do wykonywania którego muszę najpierw zdobyć uprawnienia (został mi jeszcze rok dziennych studiów medycznych)
  • pola468 13.08.13, 15:02
    Będę pisać. Czytać trzy razy tyle co teraz. Odbędę wymarzone podróże.
    Albo będę siedzieć w górach i delektować się przyrodą. Zacznę jeździć konno i zrobię kilka kursów hobbystycznych.
    Albo udoskonalę umiejętność tworzenia z masy solnej i wyprodukuję kilka ciężarnych anielic wink.
    Szczerze - dużo mam planów. Na dziś mam nadzieję, że zachowam (kulejące obecnie) zdrowie, bo to podstawa aktywności. Na kurs tańca jednak nie liczę - mąż chętnie obejrzy ze mną musical, ale taniec to zdecydowanie nie jego konik.
    Fajny temat, pozdrawiam smile!

    --
    "Umieranie z tęsknoty za miłością może jest żałosne, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele się różni od innych rodzajów umierania."
    Cold Spring Harbor, R. Yates
  • blizniaki14 13.08.13, 16:10
    Będę wredną teściową i rozpieszczającą wnuki babcią wink hehehe a tak poważnie
    lubimy podróżować, więc jak tylko nas będzie na to stać to będziemy jeździć po Polsce, może po świecie... będziemy pracować, o ile praca nadal będzie, bo na emeryturę i tak się nie doczekamy wink będę dużo czytać, o ile nie stracę wzroku. Będę piec ciasteczka(bo uwielbiam) i wysyłać dzieciom w paczkach wink
    ....a kto wie, może dzieci będą potrzebowały jednak mojej pomocy... i nie będę miała czasu dla siebie ...
    byleśmy tylko zdrowi byle, to coś się zawsze wymyśli smile
    --
    nasz Tonio
    nasze bliźniaki Jaś i Tusia
    przed ślubem 4 lata, a po ślubie...
  • monhann2 13.08.13, 16:27
    U nas juz niejako to nastapilo, bo dzieci studiuja poza domem a wiec wieksza czesc roku nie ma ich w domu rodzinnym. Czytam duzo, wiecej podrozujemy, jest czas na wiecej przyjemnosci, wychodzimy czesciej do restauracji, bo po prostu nie ma juz dla kogo gotowac (brak motywacji) a takze w ten sposob mozemy sie relaksowac (nie trzeba w weekend stac przy garach!) Praktycznie moge robic to, co chce a nie to, co musze! Fajnie jest, choc tesknie za synem zwlaszcza, bo studiuje daleko i widzimy sie bardzo rzadko (mieszkamy w Kanadzie wiec 'daleko', oznacza naprawde daleko!) Natomiast jak bedziemy juz oboje na emeryturze, bo dopiero bedziemy "szalec"smile)) ale to jeszcze troche...
  • plater-2 13.08.13, 16:58
    I u nas zrobilo sie pusto, tylko najmlodsze studiuje, nawet na wakacje nie chcialo do domu. Starsze sa juz samodzielne lub prawie samodzielne.
    Mam duzo wolnego czasu, ale jazda konna odpada. Turystyka tez, brak kasy i z moja astma to lubie chodzic ale po plaskim. Gory na obrazku ogladam.

    Robie od lat na drutach, wszystcy znajomi wiedza, ze najbardziej ucieszy mnie stary sweter, ktory mozna spruc. Oczywiscie modele drobiazgowo omawiam z corka i synowa, nie wiem, co aktualnie dzieci nosza. Jak robic to cos fajnego. Wlasnie kupilam sobie maszynke do robienia pomponikow z welny. Coś wspanialego !
    Zrobie duzo kolorowych pomponikow do ozdobienia mieszkan na swieta. Mam wzor na szopke robiona z resztek wloczki - bardzo gustowna rzecz. Moze w przyszlym roku...

    Poza tym tłumacze rozne rzeczy na potrzebypotomstwa rodziny zamieszkalej za granica. Kilka osob z naszej rodziny dalo wywiad na "Muzeum historii mówionej" muzeum Powstania warszawskiego.

    Zeskanowalam wiekszosc zdjec rodzinnych. Spisalam wszystko co wiem o naszej rodzinie od zamierzchlych czasow az do 1990. Bo co za pozytek ze zdjec, jak sie nie wie, czym dla ludzkosci zapisaly sie te osoby.

    Raz w tygodniu (ale nie w czasie wakcji) chodze do chlopca, ktory jest czesciowo sparalizowany i jest to cos w rodzaju lekcji jezyka obcego.

  • andaba 13.08.13, 17:35
    W ogóle nie rozumiem, dlaczego 12 i 8-latek maja nie chcieć jechać na wakacje z rodzicami.
    oczywiście mogą jechać na obóz, ale dlaczego również nie na wczasy z rodzicami?

    Wiem, nie o to było pytanie, ale strasznie mnie zdziwiło to zdanie.

    A o to co po wyprowadzce dzieci będę się martwić jak się wyprowadzą, na razie się nie zapowiada, najmłodsze ma dopiero 6 lat, jeszcze 12 lat edukacji przed nim...
  • verdana 13.08.13, 17:40
    O, cisze się, zę nie jestem jedyna, która sie zdziwiła, bo już sądziłam, ze moje dzieci jakieś nienormalnesmile
    --
  • zuzanna56 14.08.13, 08:30
    Czemu mają nie jechać? My byliśmy w tym roku z 12 i 16 letnimi dziećmi. O dziwo, było sporo młodzieży (z rodzicami) w wieku 16-20 lat smile

    Jak moje odejdą? Będę kociarą smile większą niż jestem i będę miała psa.
  • zuzanna56 14.08.13, 08:32
    Na obozy też wyjeżdżają sami.
  • gaudencja74 13.08.13, 21:25
    Pewnie pojadą też z nami, nie wiadomo.Taka refleksja się pojawiła w tym roku. Na obóz chcieli już sami, z tym że cała trójka była w jednym pokoju a my trochę dojeżdżaliśmy do nich. Syn ma astmę, więc trochę się bałam go tak całkiem zostawić. Ale okazało się, że jesteśmy tam raczej zbędni. A potem pojechali do dziadków. No i zaczęliśmy się zastanawiać, co można robić samemu.
    Dziwne uczucie, po tylu latach.
  • pola468 13.08.13, 18:59
    Widzę plater, że Ty już sporo realizujesz smile. Zainteresowały mnie te pomponiki na święta ... big_grin. Czy można by ewentualnie złożyć zamówienie u Ciebie?

    --
    "Umieranie z tęsknoty za miłością może jest żałosne, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele się różni od innych rodzajów umierania."
    Cold Spring Harbor, R. Yates
  • plater-2 13.08.13, 19:26
    Na razie, na probe, kupilam zestaw - dwa aparaciki COVER do robienia pomponikow sr.2 cm i 2,5 cm.
    Umiem robic pomponiki na tekturce, ale aparacik okazal sie bardzo wydajny, zrobilam błyskawicznie kilkanascie pomponikow z zołtej włoczki. Jeden mniejszy, drugi wiekszy - zwiazujesz i wychodzi sliczny kurczaczek. Trzeba mu zrobic oczka (z pieprzu, koralikow, ziela angielskiego) dzióbek i nózki z czerwonej folii, filcu itd. (nie, jeszcze nie oszalalam !!!). Robilam to w szkole podstawowej i pamietam. Wydaje mi sie, ze kurczaczki wyszlyby ladniejsze , gdyby pomponiki mialy rozmiar 2,5 głowka i 3,5 brzuszek.

    Tak sie rozochocilam, ze chyba z wrzesniowej renty kupie sobie aparacik na pomponiki śr.3,5 cm - 4,5 cm, ewentualnie jeszcze wieksze rozmiary - 6 cm, 8 cm nawet 11 cm czyli wielkosci bombki.

    Kurczaczki na razie zostawiam na wielki post 2014, w adwencie moze rzeczywiscie porobie te bombki dla wnukow.

    Mysle ze w listopadzie bede wiedziec na pewno, czy bede to robic (aparacik "dwie maszynki w jednym opakowaniu" kosztuje okolo 30 zl. do tego dochodza niestety koszty wysylki.

    Potrafie tez robic ptaszki na drutach - sikorki, szczygly, zieby, wroble oraz gile. Ale to sie robi duzo dłużej, trzeba wypchac wata, zrobić nózki z drutu.

    Zrobilam mojemu Tacie (ktory jest wielkim znawca ptakow) taki koszyczek - siedza sobie te ptaszki z włóczki w koszyczku, wszystko ozdobione listkami robionymi na drutach i kwiatkami z wełny (mam specjalna ksiazke o robieniu takich rzeczy). Jak do takiej dekoracji doda sie roznobarwne pomponiki - efekt powali z nog.
    Jesli jestes zainteresowana odezwij sie na priva, to Ci podam moja poczte na wp.
    Ale mysle, ze duzo madrzej zrobisz, jak kupisz taki aparacik i dzieci same pomponiki porobia w adwencie. Ptaszki raczej nie dadza rady, to robotka dla bardzo doswiadczonej trykociarki.
  • pola468 14.08.13, 08:55
    Tak, ja też pamiętam te prace z tekturką z podstawówki. Dziękuję za wyczerpujący opis smile, odezwę się.

    --
    "Umieranie z tęsknoty za miłością może jest żałosne, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele się różni od innych rodzajów umierania."
    Cold Spring Harbor, R. Yates
  • plater-2 14.08.13, 10:42
    www.flickr.com/photos/46074984@N07/5828022238/
    www.colorfulstitchesblog.com/2013/06/the-knitted-flower-garden-now-on.html

    to jest link do ptaszkow robionych na drutach.

    W nocy przemyslalam problem: Jesli chcesz robic pomponiki-bombki, kup pompons maker o sr. 11,5 cm, ewentualnie 6-8 cm. Taka bombka z dowiazana kokarda wygladac moze naprawde pieknie. Jesli chcesz robic kurczaczki kup mniejszy aparacik, najlepiej dwa -2-2,5 i 3,5-4,5 . Kurczaczkowi trzeba dowiazac na szyi czerwona kokarde. Jesli dzieci sa bardzo male, beda mialy z tym mniejszym aparacikiem troche klopotu z nawijaniem, wymaga wiekszej bieglosci palcow. Duzy - spoko.
    Sa tez aparaciki do robienia pomponu w ksztalcie serca - chyba sie skusze... Takie czerwone pomponowe serca na choince moga wygladac naprawde ladnie.,

    Poza tym, dla dzieci polecam technike "flover loom". Wpisz sobie w google i przejedz na grafike, zorientujesz sie , o co chodzi. Urzadzenie takie na polskim rynku nosi nazwe handlowa HANA AMI.
    Uwazam, ze majsterkowanie i robotki reczne ksztalca myslenie techniczne.

    Mialam 12 lat, dostalam od ciotki wielkie pudlo. Warsztat tkacki ! Nie plastikowe g... ktore sie dziecku w rekach wygina, ale porzadny aparat na ktorym mozna bylo robic serwety szer 40 cm i dowolnej dlugosci. Pierwszy dywanik zrobilam w paski, nie mialam doswiadczenia. Ale nastepne (wszystkie ciotki podarowaly mi niepotrzebna welne) w zygzaki, a nastepny w chlopki-baby.

    Jak w szkole pani tlumaczyla, co to takiego uklad wspolrzednych, symetria - nie bylo to dla mnie juz nic trudnego. Sama zrozumialam na czym to polega.

    Tata z okazji I komunii, mi przywiozl z NRD maszyne do szycia dla dzieci - bardzo dlugo ja mialam, dopiero w LO oddalam "biednym dzieciom". Szycie to przeciez "dzialania na plaszczyznach" ...
  • pola468 14.08.13, 20:18
    Dziękuję Ci bardzo smile.

    --
    "Umieranie z tęsknoty za miłością może jest żałosne, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele się różni od innych rodzajów umierania."
    Cold Spring Harbor, R. Yates
  • plater-2 14.08.13, 20:36
    Fajna zabawka dla dziewczynek jest "laleczka dziewiarska" czyli "szpulka". To jest taka jakby raczka od skakanki ze sztyftami o ktore zaczepia sie wloczke i przeplata ja szydelkiem. Powstaje sznureczek.Mozna uzyc kolorowej włoczki, metalizowanej przedzy itd. Moje dziewczyny robily sobie zawiazywadelka do wlosow na tej laleczce.
  • rycerzowa 13.08.13, 21:37
    gaudencja74 napisał(a):

    > Ja mam mnóstwo planów. Na taniec towarzyski się zapiszemy. Do teatru będziemy c
    > hodzić, podróżować. Planujemy też z mężem zrobić patent żeglarski. Poza tym ch
    > cę długo pracować.

    A gdzie w tym wszystkim wnuki?

    > Tymczasem musimy coś zaplanować już na przyszłe wakacje, bo nasze dzieci już ch
    > yba nie będą chciały z nami jechać będą miały 12 i 8,5 lat.

    Hm, przecież teraz dopiero zaczyna się najfajniejszy czas prawdziwie wspólnych wakacji (oczywiście, oprócz tych "dzieciowych", jak kolonie, obozy).
    Z młodszymi nie dało się np. wędrować po górach.
    Nasze ostatni raz były z nami gdy miały 15, 16 i 19 lat. Wszyscy ten pobyt wspominamy super.
    Nawiasem mówiąc, teraz też jeździmy razem, ale to zupełnie z innych powodów...
  • verdana 13.08.13, 21:55
    A ja się w ogóle zastanawiam, w czym ograniczają starsze dzieci. Bo małe, to rozumiem. Ale już licealne czy studenckie - kompletnie w niczym.
    --
    zpopk.pl
  • mamapodziomka 14.08.13, 18:47
    Ja tam mam nadzieje, ze kiedys sie usamodzielnia takze finansowo i bede sobie mogla na niektore rzeczy wtedy pozwolic wink

    Chociaz na razie to i tej samodzielnosci czasowej nie potrafie sobie wyobrazic, no, ale moje trzecie na razie jeszcze nie opuscilo nawet macicy, wiec troche to potrwa wink))
  • pola468 14.08.13, 09:04
    Ja też tak sobie rozmyślam o tych wnukach w przyszłości. Moją obecność i w razie potrzeby pomoc, chłopcy z rodzinami maja zagwarantowaną, myślę że autorce wątku chodziło raczej o to, co chciałybyśmy robić tylko z myślą o sobie czy też dla siebie po latach oddanych (słusznie i z naturalnej oczywistości) dorastającym dzieciom. Ja z przyjemnością widzę oczami wyobraźni nasze wspólne wakacje z nastolatkami - bo to właśnie zupełnie inny kompan niż małe, wymagające ciągłego dozoru dziecko. Ale też właśnie ten nastoletni czas widzę jako początek tej nowej drogi (bo przecież z jazdą konną nie będę czekać do 60ciu kilku latek wink), kiedy spróbuje przynajmniej robić to wszystko co z pewnych względów musiało poczekać.

    --
    "Umieranie z tęsknoty za miłością może jest żałosne, ale w ostatecznym rozrachunku niewiele się różni od innych rodzajów umierania."
    Cold Spring Harbor, R. Yates
  • dzieciata.renata 13.08.13, 22:13
    Wychodzić i wyjeżdżać gdzieś samemu, wydawać pieniądze na ciuchy i kosmetykismile. Zamierzamy też sprzedać nasze mieszkanie i przeprowadzić się do domu mojej mamy. A tak realnie patrząc to, gdy moje młodsze skończą szkołę średnia, będą miały te 18 i 19 lat i się wyprowadzą to teściowe będą mieli 81 lat, a mama 76, a ponieważ oboje z mężem jesteśmy jedynakami, to na nas spadnie opieka nad nimi, a bardzo prawdopodobne że w tym wieku będą potrzebowali już przynajmniej dochodzącej pomocy. Po za tym starsze będą miały 29 i 28 lat i pewnie już zaczną rodzić dzieci, więc będę się sprawdzała jako babcia. No i praca zawodowa cały czas.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • mama.rozy 14.08.13, 13:45
    ja mam mało ambiten plany,zamierzam spac ile się dawink
    i pracowac dla przyjemności.o.tylko chyba nie da się tego pogodzicwink
    --
    blog.wiara.pl/Okno_na_cztery_strony
  • dzieciata.renata 14.08.13, 20:56
    Tfu, teściowie będą mieli 82, to ta godzina pisania odebrała mi zdolność liczeniasmile Ale właściwie zamierzam wyprowadzić młodsze od nas już jak będą miały 17 i 18 lat, wtedy teściowie będą mieli 81, a mama 75 lat, różnica nieznacząca. Najbardziej liczę na luźniejszy okres dla siebie i męża, kiedy młodsze będą w liceum, może w gimnazjum.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • verdana 14.08.13, 22:47
    Moi rodzice mają 80 i 82 - i sa nadal samowystarczalni, teściowie 81 i 87 - tak samo. Teraz ludzie wolniej sie starzeją, więc może będziesz miała trochę czasu dla siebiesmile
    --
  • gepardzica_z_mlodymi 15.08.13, 08:08
    Też miałam plan, że zajmę się rodzicami. Niestety, odeszli grubo przed 70-tką.
  • dzieciata.renata 15.08.13, 20:59
    Bardzo bym tak chciała, ale myślę że to mało możliwe, teściowie obecnie mają 67 lat i sprawność i zdrowie już gorsze niż 5 lat temu, mama jeszcze żwawa zupełnie, energiczna, zdrowa, ale wszyscy pracowali ciężko fizycznie od 17-18 rż, kilkuletnia opieka nad niedołężnymi starymi rodzicami też zrobiła swoje i dziedziczne obciążenia chorobowe różne mają. Napatrzyłam się na różne choroby naszych dziadków: demencja, zakrzepica żylna uniemożliwiająca chodzenie, Alzheimer, paskudny rak, cukrzyca, miażdżyca, serce i wiem, że może być nieciekawie. Oby jak najpóźniej.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • mruwa9 14.08.13, 20:17
    porzadnie sie wyspie. Chcilabym podrozowac.
    Ale raczej szanse na to sa mizerne, bo moje niepelnosprawne dziecko raczej nas tak szybko nie opusci (szanse na saodzielnosc zyciowa ma zerowe), wiec raczej bede mama z dzieckiem w domu pod opieka do konca zycia, albo dopoki starczy mi sil.
  • plater-2 14.08.13, 23:48
    Z tym spaniem, to cos w tym jest. Jak przestalam pracowac, to wysypialam sie za cale lata niedospania. To trwalo jakies poltora roku. Takie deficyty snu mialam.
  • rycerzowa 15.08.13, 01:04
    A jakie ja miałam plany?
    1. Długo spać.
    2. PISAĆ!

    I wiecie co? Nie mam absolutnie ochoty. Ani na jedno, ani na drugie.

    Co będę robić, jak wnusia pójdzie do przedszkola?
    To, co zawsze. Czytać.
  • plater-2 15.08.13, 10:00
    PISZ !!!
    Przyznalam sie kolezance, że piszę wspomnienia rodzinne, zaproponowala mi udzial w klubie literackim naszego miasta, ktorego jest czynnym czlonkiem. Przemysle. Zawsze przyjemnie być czlonkiem klubu literackiego nie jest to PEN CLUB, ale zawsze.

    Inna kolezanka mnie wysmiala - Chyba na glowe upadlabym, zebym o mojej szanownej rodzince pisala i jeszcze zdjecia rodzinne skanowala !!! Ja zbieram fotografie róż !

    Tymczasem moja Mama zawsze mowila "Jak tylko przyjde na emeruture, napisze wspomnienia z dziecinstwa i wojny oraz wszystko, co wiadomo o naszej rodzinie". A na to Ciotka "Kochana, wspomnienia sie pisze bardzo łatwo, po prostu tak , jakbys opowiadala, mozna rozne dygresje robic... Ja napiszę powieść. Powieść napisać jest dużo trudniej ! Nasza rodzina warta jest tego, żeby napisac o niej powieść ! Mam nawet tytuł - "Straszny dziadunio" (sic !)". Nie zdazyly. Juz obie nie zyją.

    Ja juz taka glupia nie jestem. Mam skaner i komputer. Wziełam się do roboty i mam wspomnienia gotowe do 1990. Opisane szczegolowo lata 80, cale "rodzinne kombatanctwo", az do 1990, gdy zdarzyl sie nie tylko upadek komunizmu, ale zaszly rozne zmiany w rodzinnym zyciu. Urodzilo sie czwarte dziecko, przenieslismy sie do wiekszego mieszkania.

    Od 1990 mam na razie notatki. Moze jesienia sie za to zabiore.

    Zaczelam od uporzadkowania papierow rodzinnych. Na ich podstawie odtworzylam, kiedy wydarzyly się różne fakty (choroby, szpitale, przeprowadzki, zmiany pracy, wysokosc zarobkow, smierc roznych osob). Wpisywalam te fakty do tabelki, kazda rubryka - jeden rok. W ten sposob ulozylo mi sie to w calosc, rok po roku. Pamiec dziecka jest inna, niektore rzeczy z dziecinstwa wydawalo mi sie, ze to wieki trwalo - dokumenty temu przecza, inne na odwrot. ... itd. Pisze sobie luźnym, narracyjnym stylem, staram sie, żeby bylo ciekawe i śmieszne, wszystsko to podac takze na szerszym tle roznych wydarzen historycznych w kraju i na swiecie (ale nie przesadnie). Stare listy rodzinne - wkleilam w calosci, nowsze - tylko fajniejsze kawalki.
  • natalia433 19.08.13, 19:37
    podróżować smile jeśli będziemy mieli możliwość to chcemy spełnić nasze największe marzenie i zobaczyć Nowy Jork oraz Las Vegas wink
    --
    Dawid(2003),Martynka(2005),Maja(2008)....czekamy na okruszka (luty 2014)
    nasz blog: www.natszl.blox.pl
  • rycerzowa 19.08.13, 22:32
    plater-2 napisała:

    > PISZ !!!

    Wychodzi na to, że teraz więcej ludzi pisze, niż czyta. wink
    Czas przywrócić równowagę.
  • plater-2 19.08.13, 23:41
    To dlatego, że ludzie pokupowali komputery.
  • rycerzowa 21.08.13, 21:54
    Wątek ten skłonił mnie z jednej strony do wspomnień, z drugiej - do obserwacji.

    Jak to drzewiej bywało, czyli jak wyglądały podobne plany znajomych matek -Polek przed ćwierćwieczem?
    A co naprawdę teraz robią?

    Plany miały podobne do waszych, dodatkowo niektóre marzyły o zamieszkaniu na prowincji, w ciszy i spokoju. Jedna nawet chciała hodować kozy...(Dotyczy niewiast wykształconych, z wielkiego miasta).

    A teraz?
    1. Przede wszystkim - chorują. Najczęściej poważnie. I marudzą. Strasznie marudzą.
    2. W większości pracują! Nawet te, które wiek emerytalny już przekroczyły. I marudzą. Strasznie.
    3. Wnukami zajmują się okazjonalnie, i z powodu wnuków nie marudzą.
    4. Zajmują się swoimi starymi i chorymi rodzicami.
    5. Ta koleżanka, której udało się zamieszkać na skraju dzikiej puszczy, pakuje już manatki i wraca do stolicy.
    6. Podróżują, czytają i chodzą na koncerty i wystawy tylko te, które robiły to zawsze.
    Czyli w tej materii niczego nie da się odłożyć na potem.
    (Pisania pewnie też).

    Najbardziej zadziwia mnie moja dość bliska znajoma, wydawało się kiedyś - osoba wykształcona i niezwykle inteligentna, humanistka w najlepszym sensie tego słowa, w życiu prywatnym matka samotna. Odeszła na emeryturę z Uniwersytetu wyjątkowo wcześnie, za wcześnie, niepotrzebnie wcześnie. Dzieci mają swoje życie daleko, w sensie zarówno terytorialnym jak i emocjonalnym, rodzice i jedyna siostra zmarli.
    A ona - rzuciła się w wir polityki, spod znaku pana Antoniego...
    Za nic nie można się z nią dogadać. Gdy brak beretu, to włos rozwiany, emocje aż kipią.
    Tak, że z tą wymarzoną emeryturą to różnie bywa.
  • gaudencja74 22.08.13, 15:14
    Dziękuję ci za tę odpowiedź. A ja znam parę osób, które są bardzo aktywne tańczą, chodzą do kina, do teatru i śmieją się, że to czasem wcale nie jest tak źle być starym dziadem. I tego się trzymam.
  • verdana 22.08.13, 15:18
    Moja matka piszesmile Ale ona pisała zawsze.
    --
  • dzieciata.renata 23.08.13, 17:42
    rycerzowa napisała:

    > Tak, że z tą wymarzoną emeryturą to różnie bywa.

    Ale dla większosci z nas tutaj chyba emerytura będzie od 67 rż, a dzieci raczej wcześniej pójdą na swoje, więc zostanie trochę takiego czasu pomiędzy "dziećmi" a "starością".


    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • marina2 23.08.13, 20:30
    będę robić to co teraz i z większą swobodą wyjeżdżać w czasie roku szkolnego.
    emerytury mogę nie dożyć.niczego zatem nie odkładam .na pewno będę mniej gotowaćwink)
  • rycerzowa 26.08.13, 12:23
    gaudencja74 napisał(a):

    > A ja znam parę osób, które są bardzo aktywne tańcz
    > ą, chodzą do kina, do teatru i śmieją się, że to czasem wcale nie jest tak źle
    > być starym dziadem.

    Też znam jedną starszą panią, która tańczy (Uniw. Trzeciego Wieku), i jednego dziadka, który żegluje z zapałem, ale oni zawsze byli pełni życia i energii; poza tym mieli po jednym dziecku, więc się nie przemęczyli.

    Tzw. "stare dziady", czyli ludzie na prawdziwej emeryturze, w wieku podeszłym ale ze względnie dobrą kondycją, już bez swoich rodziców, z odchowanymi wnukami (jeśli je mają) - to osobna kategoria ludzi. Oni często robią wiele ciekawych rzeczy zwyczajnie z nudów, dla zabicia czasu, bo bywają bardzo samotni.

    My tu piszemy chyba o latach 50-65, gdy to dzieci mają już nam dać "wolne", byśmy mogły się zająć przyjemnościami. Tymczasem z moich obserwacji wynika, że to najtrudniejszy okres w życiu, bo do problemów z dziećmi, potem wnukami, dochodzą problemy ze zdrowiem, z rodzicami, potrzebującymi opieki, i kłopoty w pracy.

    Wniosek - nie odkładajcie przyjemnościowych planów na potem.
    Dzieci w domu, gdy już podrosły, nie powinny być problemem ani w chodzeniu do teatru, ani w wyprawie na żagle. Młode nastolatki to nawet kolację zrobią, żeby rodzice po tańcach mogli się posilić...

    Posłużę się pewną analogią: czy jest np. sens odkładać małżeński seks na czas, gdy już się dzieci wyprowadzą? Przecież wszystkim wiadomo, że potem
    - już się raczej nie chce,
    - albo nie można, bo choroba, bo wdowieństwo,
    - albo któremuś małżonkowi odbije, i zapała afektem do znajomej 20-latki lub (co gorsze) partii pana Antoniego...

  • plater-2 26.08.13, 15:07
    W wieku 50-60 lat, to się najczęściej jeszcze pracuje zawodowo. Nie były to dla mnie najlepsze lata. Praca zawodowa w tym wieku zaczyna męczyć, ciągnie się resztkami sił, stosuje różne "sztuczki", żeby się nie przemęczyć i dociągnąć do emerytury.
  • verdana 26.08.13, 16:41
    Ale to zależy od osoby i zawodu. Mnie teraz pracuje się o wiele lepiej, nie muszę sie zastanawiać, co z dziećmi, mam mniej domowych obowiązków, mogę brać dodatkowe obowiązki zawodowe.
    --
  • dzieciata.renata 26.08.13, 20:10
    Dokładnie, wydaje mi się, że to bardzo dobry wiek na poświęcenie się pracy, bo dzieci już odchowane, mają swoje życie, nie wymagają obsługi, a jeszcze sporo pomogą w domu (o ile nadal mieszkają z rodzicami). Nie trzeba się martwić chorobami, wizytami u lekarzy, wywiadówkami, wożeniem na zajęcia dodatkowe, zapewnieniem opieki w wakacje i inne wolne. A zdrowie jeszcze chyba nie najgorsze, podobno dopiero od 60 rż leci w dół.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • plater-2 26.08.13, 20:24
    Racja ! Pomoga ! Gdy dzieci byly jeszcze w domu rozdzielalismy obowiazki, zeby bylo sprawiedliwie.
    Jak byli mlodsi wisiala rozpiska szczegolowa. Dialogi wygladaly: "Idz po chleb ! Dzis sroda, ja dzis nie chodze ! Ale jej nie ma i nie wiadomo, kiedy wroci, a chleb jest potrzebny na zaraz !!!! NO TO CO !!!"
    System, że codziennie kto inny zmywa nie sprawdzil sie. Zostawiali brudne garnki pod zlewem i umykali do kolegow. Zmiana co tydzien byla lepsza.Przekezywalo sie kuchnie, zagladajac we wszystkie zakamarki, czy nie stoi gdzies zaplesniala miska.

    Czasem obowiazkami zamieniali sie sami. Nie zawsze mi to odpowiadalo.

    Na przyklad syn mial przydzielone pranie. Bral sie za nie późno, ale mi to nie przeszkadzalo, najczesciej juz wtedy spalam. Potem zamienil sie z corka na zmywanie. I oczywiscie bral sie za zmywanie okolo 23. Doprowadzala mnie do furii zastawiona garami kuchnia !!!
  • verdana 26.08.13, 22:42
    Moj mąż zmywa. Około 2 w nocy. On zmywa, on decyduje. Mnie gary przeszkadzają , fakt. Ale uważam, że mnie nikt nie dyktuje, kiedy gotuję, to ja też nie dyktuję, kiedy się zmywa.
    --
  • plater-2 27.08.13, 01:43
    Nie jestem w stanie ugotowac, jak w kuchni pelno garow !
    Ale teraz jak dzieci nie ma gotujemy garnek zupy, wstawiamy do lodowki i odlewamy sobie po trochu do podgrzania.
  • verdana 27.08.13, 09:16
    To zmyj. Zwykle ludzie nie chcą pomagać, jak muszą pomagać na cudzych warunkach...
    --
  • marina2 27.08.13, 10:26
    dobre kobiety naprawdę zmywarka jest cudownym urządzeniem nawet na dwie osobywink))
    po co się umartwiać jak nie trzeba?
  • verdana 27.08.13, 13:57
    Bo mąż powiedział, ze jak kupię zmywarkę, to on już do niczego mi sie nie przydasmile Więc nie kupuję.
    Ale to on się umartwia, nie ja.
    --
  • plater-2 27.08.13, 15:18
    Zdecydowanie nie ! Skoro przedzielono komuś funkcję zmywania, to zastępowałam to dziecko tylko w wypadku wypadku. Lenistwa i cwaniactwa nie popiera się !
  • marina2 27.08.13, 15:49
    plater wiesz ile fajnych rzeczy można zrobić zamiast umartwiającego duszę zmywania /w nawiasie mam koleżankę ,którą to odpręża-czytaj co kto lubi/.nie idę z kijanką nad rzekę co by prać,nie piorę ręcznie więc wybór zmywarki jest dla mnie na tym samym poziomie.poza tym zawsze można dać dziecku zadanie zapakuj/odpakuj zmywarkę
    verdano: wink))
  • verdana 27.08.13, 18:28
    No tyak - ma zmywać, to niech zmywa. Nie dlatego, że musi, ale dlatego, że mama każe. Niech wie, smarkacz, że życie to nie bajka i ze jesli można ułatwić sobie życie, to nie należy tego robić. Ja sie nie dziwie, miałaś kłopoty z wyegzekwowaniem od dzieci czegokolwiek.
    --
    zpopk.pl
  • plater-2 28.08.13, 01:37
    Art. 91. § 1. Dziecko, które ma dochody z własnej pracy, powinno przyczyniać się do pokrywania kosztów utrzymania rodziny, jeżeli mieszka u rodziców.

    § 2. Dziecko, które pozostaje na utrzymaniu rodziców i mieszka u nich, jest obowiązane pomagać im we wspólnym gospodarstwie.
  • verdana 28.08.13, 09:32
    Miedzy "pomagać", a "wykonywać polecenia bez dyskusji" jest pewna różnica.
    --
    zpopk.pl
  • plater-2 28.08.13, 09:39
    "Nigdzie nie pójdziesz i nie ma dyskusji"

    "A właśnie zie pójdę i dyśkuśja jeśt" !
  • kajka271 30.08.13, 15:29
    Tak sobie pomyslałam o moich rodzicach czytające ten wątek... jest nas 4ka, 3ka juz z domu wyszła, najmłodszy ma 23 lata i studiuje, ale w subie samowystarczalny...
    No i moi rodzice odżyli... najpierw mama zaczęla dużo ćwiczyć, bo jej wyniki się popsuły, potem poznali grupę morsów i teraz co weekend rano ćwiczą na plaży i kapia się. |Przy pomyślnych wiatrach to i codziennie na plazy są. Morsy okazały się super towarzyskie i teraz rodzice więcej imprezuja niż my (na sylwestra nigdy nie mamy z kim dzieci zostawićsmile). Bale przebirańców, imieniny, urodziny... tata na urodziny w zeszłym tygodniu dostał lot balonem smile
    Dużo czytają i chodzą do kina, teatru, ale to zawsze robili, z nami też smile... i pracują i przy dzieciach też pomogą... Takie drugie zycie smile
    Taką 'starość' chcę smile choć do starości to im jeszcze hohoh... 60tkę mają (mama 57). smile
    --
    Grzesiu
    Ewcia
    Piotrus
  • plater-2 30.08.13, 17:36
    To mlodsza ode mnie !

  • monhann2 30.08.13, 17:58
    Super "starosc" ale to w sumie nie starosc, bo to i nawet nie wiek emerytalny przeciezsmile Mlodych masz rodzicow. Nie wiem czy pracuja jeszcze zawodowo czy nie ale nawet jesli tak, bo wspaniale, ze mimo pracy znajduja czas i checi na takie fajne zajecia i wysilek fizyczny (cwiczenia) Oby wiecej sie slyszalo o takich przykladach, zwlaszcza w Polsce, bo tam starsi ludzie jakos stronia od aktywnosci fizycznejsad Ja tez chce taka "starosc" i robie wszystko aby to marzenie sie ziscilo.
  • verdana 30.08.13, 19:39
    Bo oni jeszcze nie sa starsismile
    --
  • plater-2 02.09.13, 20:49
    A ja linia po dupskach bilam i na ludzi wyrosli wink.

    "Wszystkie alergie u dzieci i młodzieży biorą się z pyskowania rodzicom".
  • verdana 02.09.13, 21:37
    Brawo, jest sie czym chwalić. Moja mama siedziała w obozie i też wyrosła na człowieka.
    --
  • plater-2 03.09.13, 02:21
    Na grochu klęczeć kazałam z uniesionymi rękoma !
  • verdana 03.09.13, 09:18
    A przebierać kaszę i groch też kazałaś?
    --
  • plater-2 03.09.13, 13:08
    Mak z popiołem mieszałam...
  • plater-2 04.09.13, 14:02
    Kara w postaci polecenia wybierania grochu z kaszy ma sens tylko w przypadku, gdy kasza z grochem w wyniku niefrasobliwosci dziecka się nam pomieszała.

    W wersji nowoczesnej - skoro wyszedles z domu n trzy godziny i nie wylaczyles swiatla(komputer...) to prosze - oto rachunek z Enea - podobno masz piatkę z matematyki - oblicz, ile to nas będzie kosztowało.
  • verdana 04.09.13, 18:45
    Akurat niewyłączanie komputera jest ekonomiczne - przedłuża życie komputera i w sumie finansowo sie oplaca. Innymi słowy, dziecię rację ma.
    --
    zpopk.pl
  • plater-2 04.09.13, 19:40
    Na drzwiach kuchennych wisi kartka:
    "Przed wyjściem z domu SPRAWDZ czy wyłaczyłeś:
    prąd
    gaz
    wodę
    komputer

    Departament d/s zwalczania przestepczości zorganizowanej
  • verdana 04.09.13, 20:03
    To wykreśl ten komputersmile Racjonalne finansowo jest raczej wyłączenie monitora, nie całości. I naprawdę wyłączacie PRĄD przed wyjściem z domu? Jak wyłączycie prąd to komputer chyba już nie będzie działał, chyba że laptopsmile
    --
    zpopk.pl
  • plater-2 04.09.13, 21:03
    Sabotaż, dywersja, szpiegostwo oraz szkodnictwo gospodarcze kleru sa u nas zakazane.

    Ale to tylko teoria z tym szkodnictwem - dzieci pojawiaja sie w domu okazjonalnie, weekedowo - przylatuja i odlatuja jak ptaki.

    Ja tylko wyjasniam synowej, ktora kapie wnuka, ze "ta kreska na wannie pochodzi z czasow, kiedy zalozono w domu wodomierz" - nie bede jej przeciez nakazywac obliczen, ile wody zuzyla i na jaka kwote (nie wiem, czy miala piatke z matematyki) w sytuacji, kiedy dzieci skladaja sie niepracujacym rodzicom na nowy piec gazowy.

    Komputer jest prawie caly czas wlaczony, pracuję n nim kilka godzin dziennie, koresponduje, co jakiś czas dla odprężenia wchodzę na forum.

    Gaz - na noc przeklada sie - "dla zasady" wajche ogolną.

    Tzw. "światło" - po prostu "ostatni gasi światło". Zabronione jest wychodzenie z domu i niegaszenie żarówek, radia itd.

    Ale skoro dzieci nie ma, to ogloszenie departamentu chyba skierowane jest do psa.

  • gaudencja74 31.08.13, 20:37
    No to super masz rodziców Kajka i świetne wzorce. Tylko wiecie tak sobie myślę, że to jeszcze trzeba mieć świetne relacje z mężem mimo upływu lat, zmian niekoniecznie na lepsze, odchodzenia dzieci z domu. I to jest bardzo trudne, i na to potrzeba boskiej cierpliwości i świętego charakteru!
  • tjoanna 31.08.13, 21:56
    To moja mama jak mama Kajki, ale o tym za chwilę.

    Rycerzowa, znam Cię z innych postów i często podziwiam Twoją mądrość, ale tutaj nie rozumiem, dlaczego pytasz o wnuki. Dzieci są chyba odpowiedzialnością tych, którzy je powołali do życia?
    Moja mama wychowała czwórkę dzieci i nigdy nie miała czasu na swoje przyjemności, a teraz: chodzi na zumbę (także na maratony), pilates, podróżuje, chodzi o kina i teatru, jeździ do fryzjera w innym miescie i do kosmetyczki, czyta Prousta, śpiewa w chórze, jeździ na koncerty... Kiedy poproszę ją o pomoc przy dzieciach, owszem, jeśli nie ma swoich spraw, zawsze chętnie mi pomoże, ale wnuki absolutnie nie znajdują się w centrum jej codzienności.
    Jeśli teraz miałaby brać je pod uwagę planując swój czas, kiedy miałaby czas na SWOJE życie? Na swoje marzenia i zainteresowania?
  • verdana 31.08.13, 22:25
    Ja mam zamiar pomóc przy wnukach, jeśli takie się pojawią , ale pomóc. Absolutnie nie biorę pod uwagę zajmowania sie wnukami "na stałe", niezależnie od okoliczności. I dlatego, ze pracuję i dlatego, że nie mam ochoty i dlatego też, ze uważam to za szkodliwe. Rodzice są od wychowywania dzieci. Prędzej zapłacę zza nianię czy przedszkole, bo wtedy to nadal rodzice są głównymi wychowawcami dziecka. Gdy babcia zajmuje się dzieckiem codziennie wprowadza własne metody wychowawcze - a uważam, ze to nie jest dobre ani dla dziecka, ani przede wszystkim dla rodziców.

    --
    zpopk.pl
  • dzieciata.renata 11.09.13, 20:43
    verdana napisała:

    > Ja mam zamiar pomóc przy wnukach, jeśli takie się pojawią , ale pomóc. Absolutn
    > ie nie biorę pod uwagę zajmowania sie wnukami "na stałe", niezależnie od okolic
    > zności. I dlatego, ze pracuję i dlatego, że nie mam ochoty i dlatego też, ze uw
    > ażam to za szkodliwe. Rodzice są od wychowywania dzieci. Prędzej zapłacę zza ni
    > anię czy przedszkole, bo wtedy to nadal rodzice są głównymi wychowawcami dzieck
    > a. Gdy babcia zajmuje się dzieckiem codziennie wprowadza własne metody wychowaw
    > cze - a uważam, ze to nie jest dobre ani dla dziecka, ani przede wszystkim dla
    > rodziców.
    >
    Wiele zależy od rodziców i dziadków, od tego czy dadzą radę się dogadać, jakie mają relacje. Moja teściowa zajmowała się przez rok drugą córką jak miała 2 lata, oczywiście miała jakieś swoje wizje tego, ale my mieliśmy inne i dało radę się dogadać w ten sposób, że nasze poglądy zostały zakceptowane, choć nie były po myśli babci. Teraz przez rok moja mama zajmowała się najmłodszą, również 2-latką i bez problemu omówiliśmy wszystko, zresztą mama dość dobrze jest zaznajomiona z naszym codziennym życiem i wie, co my akceptujemy, a na co nie pozwalamy. Ona dostosowała się do naszych metod wychowawczych i mimo to myślę, że ten rok uważa za udany. One już wychowały swoje dzieci po swojemu, teraz my wychowujemy po swojemu, a z ich strony oczekujemy pomocy i dialogu z nami odnośnie problemów wychowawczych jakie dzieci sprawiają i tyle. Jeśli babcie nie są w stanie zaakceptować metod rodziców, to szuka się innej opieki. Jeśli dziecko jest w żłobku czy przedszkolu też obce osoby, w sensie nie rodzice, wprowadzają na ten czas własne metody i nie przekonuje mnie żadne gadanie, że rodzice na te osoby mają większy wpływ. Przeciwnie, na przedszkolanki i inny personel wpływu żadnego nie mam, wiadomo jakiś ogólnie przyjętych zasad, praw łamać nie mogą, np. bić dzieci, ale mogą stosować metody niezgodne z naszymi i jedyne, co można zrobić, to dziecko wypisać albo zmienić nianię, a to nie jest takie proste.


    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • rycerzowa 01.09.13, 16:09
    tjoanna napisała:

    >
    > Rycerzowa, znam Cię z innych postów i często podziwiam Twoją mądrość, ale tutaj
    > nie rozumiem, dlaczego pytasz o wnuki.

    Widzisz, jak to pozory mylą, z tą mądrością.wink

    Moje pytanie o wnuki - w aspekcie planów na czas po odejściu dzieci - brzmieć powinno tak:
    "Ho ho, a wnuki to co?"
    W tym sensie, że matki wielodzietne zwykle wnuki mają, i dla nich jakieś większe lub mniejsze miejsce zwykle się znajduje. Dlaczego na przykład nie pomarzyć, że się wnuki nauczy żeglować?

    > Dzieci są chyba odpowiedzialnością tych
    > , którzy je powołali do życia?

    Jasne, ale nie oznacza to, że rodzic powinien być z dzieckiem 24/24.
    Tak nigdy w historii nie było, a w opiece nad małymi dziećmi pomagali przede wszystkim krewni, tacy, którzy dziecko pokochają. Do "obcych" szło dopiero starsze dziecko.


    > Moja mama wychowała czwórkę dzieci i nigdy nie miała czasu na swoje przyjemnośc
    > i

    A dlaczego?
    Chcesz powiedzieć, że mama przez ćwierć tylko prała, sprzątała i gotowała?
    Nie czytała, nie słuchała muzyki, nie tańczyła, nie chodziła do fryzjera?
    Hm... Zwyczajnie trudno uwierzyć.

    > Jeśli teraz miałaby brać je pod uwagę planując swój czas, kiedy miałaby czas na
    > SWOJE życie? Na swoje marzenia i zainteresowania?

    Wydaje mi się, że człowiek zawsze przeżywa SWOJE życie, realizuje swoje marzenia, choćby te, związane z dziećmi. Jesteśmy wszak wielodzietnymi z wyboru, dzieci nie są dla nas dopustem bożym, o czym staramy się otoczenie przekonać.
    Pracować, chodzić do fryzjera, czytać, realizować swoje zainteresowania, jest możliwe i konieczne właśnie dlatego, że ma się dzieci, i wtedy, gdy ma się dzieci, bo to niejako wchodzi w zakres obowiązków wychowawczych.

    Tak - ja zajmuje się wnuczętami na pełen etat.
    Tak, wiem, że to obciach, że jestem wyjątkiem, i w środowisku, i w obu rodzinach.
    Jest mi to obojętne, bo to moje życie.
    Wnuki nie ograniczają mnie ani w marzeniach, ani zainteresowaniach; powiedziałabym, że są kopem w kierunku rozwoju, tak samo, jak kiedyś dzieci.
    Czytam, jak czytałam, bo lubię; Prousta już nie, bo dawno zaliczony, teraz mam ciekawsze lektury. Fryzjer jak zawsze, za rogiem, karnet do filharmonii odnawiany co roku.
    Po górach łazimy każdego lata, ostatnio z wnuczętami, oczywiście.

    Tak, mamy mniej czasu na spotkania towarzyskie z naszymi rówieśnikami. Mniej nie znaczy wcale, a poza tym oceniamy to na plus. Z wiadomych powodów.
  • tjoanna 02.09.13, 19:00
    > > Dzieci są chyba odpowiedzialnością tych
    > > , którzy je powołali do życia?
    >
    > Jasne, ale nie oznacza to, że rodzic powinien być z dzieckiem 24/24.
    U nas to się sprawdza, owszem, uważam, że w pierwszym czasie dziecko najbardziej potrzebuje mamy i taty.

    > Tak nigdy w historii nie było, a w opiece nad małymi dziećmi pomagali przede
    > wszystkim krewni, tacy, którzy dziecko pokochają. Do "obcych" szło dopiero st
    > arsze dziecko.
    >
    E tam w historii. Takie dzieciństwo na przykład przez całe wieki w ogóle nie istniało.

    > Chcesz powiedzieć, że mama przez ćwierć tylko prała, sprzątała i gotowała?
    Haha, no nie tylko, oczywiście. Kiedy myślę o tym, co robiła, to głównie pamiętam ją w kuchni albo zajmującą się dziećmi. Nie miała nikogo do pomocy. Tata pracował w domu i dużo wyjeżdżał.

    > Nie czytała, nie słuchała muzyki, nie tańczyła, nie chodziła do fryzjera?
    Do fryzjera pewnie chodziła. Czytała... Robiła to, co można zrobić w domu, kiedy dziecko śpi (czyli w sumie tak jak my teraz).
    Czyli nie miała możliwości robić niczego, co robi teraz i co ją tak bardzo cieszy. Po prostu widać, jak rozkwitła, wszyscy jej to mówią, i naprawdę nie miałabym serca oddawać jej pod opiekę swoich dzieci i zabrać to wszystko, co tworzy teraz jej codzienność.


    > Wydaje mi się, że człowiek zawsze przeżywa SWOJE życie, realizuje swoje marzen
    > ia, choćby te, związane z dziećmi. Jesteśmy wszak wielodzietnymi [b]z wyboru[
    > /b], dzieci nie są dla nas dopustem bożym, o czym staramy się otoczenie przeko
    > nać.
    Pewnie nieprecyzyjnie się wyraziłam. Miałam na myśli swobodne dysponowanie SWOIM czasem, nieoddawanie go przez całe życie komuś innemu, za kogo się jest non stop odpowiedzialnym.
    Czuję że w życiu jest czas na zajmowanie się dziećmi i jest czas na zajmowanie się sobą wink

    > Pracować, chodzić do fryzjera, czytać, realizować swoje zainteresowania, jest m
    > ożliwe i konieczne właśnie dlatego, że ma się dzieci, i wtedy, gdy ma się dziec
    > i, bo to niejako wchodzi w zakres obowiązków wychowawczych.
    Łatwo powiedziećsmile
    Owszem, czytam, pracuję, realizuję część zainteresowań, ale jest oczywiste jest że moje możliwości czasowe i logistyczne są mocno ograniczone.

    >
    > Tak - ja zajmuje się wnuczętami na pełen etat.
    > Tak, wiem, że to obciach, że jestem wyjątkiem, i w środowisku, i w obu rodzinac
    > h.
    Obciach? Mnie się raczej wydaje, że to bardzo częste rozwiązanie.

    > Jest mi to obojętne, bo to moje życie.
    > Wnuki nie ograniczają mnie ani w marzeniach, ani zainteresowaniach; powiedziała
    > bym, że są kopem w kierunku rozwoju, tak samo, jak kiedyś dzieci.
    Czyli masz marzenia, które możesz realizować mimo codziennego zajmowania się dziećmi. Jednak musisz przyznać, że jest wiele marzeń, których się nie da z tym połączyć. Choćby moje marzenie ściętej głowy o leniwych porankach przy kawie i lekturze. Albo o spontanicznej dalekiej wyprawie. Dużo rzeczy przychodzi mi do głowy. I dużo bym dała, żeby znowu chodzić z mężem do kina.
    Dlaczego dzieci kopem w kierunku rozwoju? Wydaje mi się, że ten kop ma się w sobie (albo i nie), i uwalnia, jak okoliczności sprzyjają.

    > Czytam, jak czytałam, bo lubię; Prousta już nie, bo dawno zaliczony, teraz mam
    > ciekawsze lektury.
    Moja mama by się oburzyła na te "ciekawsze"wink Też już skończyła "W poszukiwaniu...". Teraz czyta biografie Proustawink
    OT - A co jest ciekawsze wg Ciebie?


    > Tak, mamy mniej czasu na spotkania towarzyskie z naszymi rówieśnikami. Mniej n
    > ie znaczy wcale, a poza tym oceniamy to na plus. Z wiadomych powodów.

    Dla mnie te powody są absolutnie tajemnicze.

    Ech. Trudny to dla mnie temat, bo dzieci są dla mnie wielkim szczęściem z spełnieniem, a zarazem czuję, że właśnie nie mam możliwości realizowania się na polach, które są dla mnie też ważne. Brak mi czasami nawet samotności.
  • plater-2 02.09.13, 20:47
    Ja rowniez uwazam, ze nigdy tak nie bylo, ze dziecmi sie tylko matka (rodzice) zajmowali. Ani u biednych ani u bogatych.
    Na wsi starsi ludzie , rozne Jagustynki i strzy Bylicowie, ludzie starsi, ktorzy juz pracowac ciezko nie mogli, byli wolani do przypilnowania dzieci, a matka szla pracowac w pole, do obrzdku i tyle. Opiekowala sie dzieckiem, dopoki bylo to konieczne, gdy dziecko tylko pokarm matki moglo przyjmowac i co chwila go wołało.

    Podobnie bylo jak mieli sklep czy warsztat. Kazdy wie, ze najmlodszy uczen majstrowej musial dzieci bujac.

    Ludzie bogaci - podejrzewam ze nie spedzala pani dziedziczka wolnego czasu wylacznie na malowaniu akwarelek. Miala na glowie dom, sluzbe, cale wielkie gospodarstwo. Pomagala jej zwykle jakas niezmezna kuzynka, siostra, ochmistrzyni, zatrudniala nianki i bony.
  • plater-2 04.09.13, 21:08
    System sie zmienil o tyle, ze kiedys matka, która pracowala, nie byla zmuszona rozstawac sie z dzieckiem.
    Ojciec - roznie z tym bywalo, mogl byc nawet dlugo nieobecny. Matka raczej nie.

    W zwiazku z tym popieram wszelkie mozliwe rozwiazania umozliwiajace matkom malych dzieci prace i jednoczesnie zajmowanie sie wlasnymi dziecmi.
  • rycerzowa 04.09.13, 23:41
    tjoanna napisała:

    > U nas to się sprawdza, owszem, uważam, że w pierwszym czasie dziecko najbardzie
    > j potrzebuje mamy i taty.

    Ten "pierwszy" czas mija bardzo szybko. Jak tylko maluch wychyla się z wózeczka, trzeba go wyprowadzać do świata, do ludzi.
    >

    >
    > > Chcesz powiedzieć, że mama przez ćwierć tylko prała, sprzątała i gotował
    > Robiła to, co można zrobić w domu, kied
    > y dziecko śpi (czyli w sumie tak jak my teraz).

    Jesteście w szczególnej sytuacji - macie małe dziecko. Ten etap też nie trwa długo.
    Dzieci, poczynając od starszych lat szkoły podstawowej, nie wymagają pełnej obsługi, a nawet - o dziwo - bywają pomocne.
    Wierz mi - teraz np. trudniej jest mi sprzątnąć mieszkanie. To, co się przedtem dzieliło na pięć, teraz musimy zrobić we dwoje (a mamy duże mieszkanie).

    > nie miała możliwości robić niczego, co robi teraz i co ją tak bardzo cies
    > zy. Po prostu widać, jak rozkwitła, wszyscy jej to mówią, i naprawdę nie miałab
    > ym serca oddawać jej pod opiekę swoich dzieci i zabrać to wszystko, co tworzy t
    > eraz jej codzienność.

    Jednym słowem - dopiero teraz żyje pełnią życia, jak się wyraziłaś.
    Czyli ci, którzy złośliwie komentują wielodzietność (sąsiedni wątek), mają rację.
    Dzieci ograniczają, upupiaja, męczą, robią z kobiety kuchtę, nie pozwalają na realizację ambicji i zainteresowań.
    Dopiero, gdy odejdą z domu - się rozkwita.

    Wiem, że się źle wyraziłaś. Twoja mama jest po prostu zmęczona, i teraz odpoczywa.

    >>

    > Obciach? Mnie się raczej wydaje, że to bardzo częste rozwiązanie.

    Nie. Chociaż spotykam babcie na placach zabaw.
    Częściej opiekunki.
    Tak, zgadzam się, że mało która babcia nadaje się na pełny etat do dziecka.
    Tak samo, jak starsza opiekunka.
    Nie wybierajcie starszych pań jako opiekunek dla dreptusiów ( a raczej biegaczy).

    >

    > Czyli masz marzenia, które możesz realizować mimo codziennego zajmowania się dz
    > iećmi. Jednak musisz przyznać, że jest wiele marzeń, których się nie da z tym p
    > ołączyć.

    Wnuczę (lub wnuczęta) to jest kilka godzin dziennie. Pozostają popołudnia, wieczory , weekendy.
    Nie mam jeszcze pełnego wieku emerytalnego. Nie marzę jeszcze o odpoczynku.
    Akurat moje marzenia dotyczą innych spraw, nie życiowych atrakcji.

    > Choćby moje marzenie ściętej głowy o leniwych porankach przy kawie i l
    > ekturze.

    Tu cię ogranicza praca zawodowa, nie dzieci.
    A w weekendy nie możesz? Naprzemiennie z małżem?


    > Dlaczego dzieci kopem w kierunku rozwoju?

    Dzieci szybko potrzebują czegoś więcej, niż pokarmu i ubrania, opieki. Trzeba z nimi o czymś rozmawiać, trzeba być kimś w zawodzie, trzeba im czymś imponować. To dla dzieci czyta się Prousta, a dla wnuków poznaje się literaturę fantasy.


    > OT - A co jest ciekawsze wg Ciebie?

    Osobiście dla mnie teraz ciekawsze są problemy neurofizjologii, funkcjonowania mózgu, zaburzeń rozwojowych, ogólnie - problemu odpowiedzialności człowieka za czynione dobro i zło.
    Ogólnie z wiekiem coraz mniej się czyta literatury pięknej, na rzecz literatury faktu.
    Jeśli twoja mama tak kocha styl Prousta, to polecam jej naszego młodego autora, Jacka Dukaja, (np. "Lód"). Moim zdaniem to jest talent na miarę Prousta.


    > > Tak, mamy mniej czasu na spotkania towarzyskie z naszymi rówieśnikami. M
    > niej n
    > > ie znaczy wcale, a poza tym oceniamy to na plus. Z wiadomych powodów.
    >
    > Dla mnie te powody są absolutnie tajemnicze.

    Jak już gdzieś napisałam, ludzie od 50+ stają się bardzo marudni.
  • plater-2 05.09.13, 15:55
    1. W tym domu nie ma nigdy nic porządnego do jedzenia
    2. Aleś się wystroiła, wyglądasz zupełnie jak babcia .
    3. Ale żeście idiotycznie wyglądali !(oglądając ślubne zdjęcia rodziców)
    4. Mama Karoliny rozmawia z nią o wszystkim.
    5. Mama Karoliny jest dyskretna i nie wpycha nosa w nie swoje sprawy.
    6. Mama Karoliny przynajmniej umie się malować.
    7. Mama Karoliny umie się modnie ubrać.
    8. Mama Karoliny zna się na tajlandzkiej kuchni.
    9. Mama Karoliny ją rozumie.
    10. Skoro to taki miły chłopiec, to czemu za niego nie wyjdziesz ?
    11. Tato, pamiętasz to zadanie z matmy, które mi pomagałeś robić ? Dostałem pałę.
    12. Mamo, pamiętasz to wypracowanie, które pomagałaś mi pisać. Nauczycielka powiedziała, że jest na poziomie sześciolatka .
    13. Bardzo łatwo jest znaleźć dobrą pracę, tylko że wy nie macie znajomości jak należy.
    14. Wiem dlaczego chcecie, żebym poszedł na studia.
    Chodzi wam o dodatek rodzinny, prawda ?
  • tjoanna 06.09.13, 10:29

    > Ten "pierwszy" czas mija bardzo szybko.

    W moim przekonaniu trwa dopóki dziecko nie skończy 3-4 lat i nie pójdzie do przedszkola.

    > Jak tylko maluch wychyla się z wózeczka
    > , trzeba go wyprowadzać do świata, do ludzi.

    Oj nieładniewink demagogia. Bycie z mamą nie oznacza zamknięcia i niewyprowadzania dziecka do świata i ludzi.


    > Jesteście w szczególnej sytuacji - macie małe dziecko. Ten etap też nie trwa d
    > ługo.

    U rodzin wielodzietnym może trwać wiele, wiele lat!
    Nasze najmłodsze dziecko rusza w tym roku do przedszkola, na 4 godziny dziennie i mam nadzieję, że to coś zmieni w naszym rytmie dziennym, ale teraz chodził 4 dni po 2 godziny i dziś już został z katarem. Obawiam się, że tak może wyglądać ten cały pierwszy rok.

    > Dzieci, poczynając od starszych lat szkoły podstawowej, nie wymagają pełnej ob
    > sługi, a nawet - o dziwo - bywają pomocne.

    Obsługi może nie. Ale trzeba je zawieźć, przywieźć, szkoła, zajęcia dodatkowe, trzeba mieć czas na rozmowę, czasem zajrzenie do lekcji i to już wystarcza, żeby zapełnić popołudnie, nie trzeba sprzątać ani w ogóle robić niczego innego.

    > Czyli ci, którzy złośliwie komentują wielodzietność (sąsiedni wątek), mają racj
    > ę.
    > Dzieci ograniczają, upupiaja, męczą, robią z kobiety kuchtę, nie pozwalają na r
    > ealizację ambicji i zainteresowań.

    Ja tego tak nie widzę. Ale jestem pewna, że trzeba mieć specjalne predyspozycje, by być mamą wielodzietną, trzeba się spełniać w domu po prostu, przy dzieciach, przy precyzyjnej organizacji życia. Albo trzeba przyjąć, że teraz jest czas dla dzieci, a potem będzie czas na co innego (ja tam mam).
    Nie piszę, że dzieci męczą i upupiają, mnie dają coś, czego nie dałoby mi żadne realizowanie zainteresowań, dają spełnienie. Ale czasu na inne sprawy jest naprawdę, naprawdę bardzo mało.

    > Akurat moje marzenia dotyczą innych spraw, nie życiowych atrakcji.

    Ach. To przepraszam.

    >
    > > Choćby moje marzenie ściętej głowy o leniwych porankach przy kawie i l
    > > ekturze.
    >
    > Tu cię ogranicza praca zawodowa, nie dzieci.

    Nie, skąd ten pomysł? Pracę zawodową do tej pory wykonywałam wieczorami, kiedy dzieci już spały, albo z doskoku, jak się trafiła chwila w ciągu dnia.

    > Dzieci szybko potrzebują czegoś więcej, niż pokarmu i ubrania, opieki. Trzeba z
    > nimi o czymś rozmawiać, trzeba być kimś w zawodzie, trzeba im czymś imponować.

    Zasadniczo się zgadzam.
    Ale czy to znaczy, że matka tzw "niepracująca" jest dla dziecka mniej wartościowa?
    Moja mama najpierw pracowała, a potem przestała i zdecydowanie wolałam ten czas, kiedy była w domu, gdy wracało się ze szkoły.

    > To dla dzieci czyta się Prousta, a dla wnuków poznaje się literaturę fantasy.

    ???
    Ok, nie będę się kłócić, bo to pewnie zależy od konstrukcji psychicznej.
    Ale nigdy nie czytam niczego ze względu na dzieci, robię to tylko i wyłącznie dla siebie i z własnej potrzeby. I dodam - bo może ma to tu znaczenie - że nie jest to bynajmniej literatura popularna, czyli prosta rozrywkawink

    > Osobiście dla mnie teraz ciekawsze są problemy neurofizjologii, funkcjonowania
    > mózgu, zaburzeń rozwojowych, ogólnie - problemu odpowiedzialności człowieka za
    > czynione dobro i zło.
    > Ogólnie z wiekiem coraz mniej się czyta literatury pięknej, na rzecz literatury
    > faktu.

    Nie "się czyta" tylko Ty czytaszsmile
    A czytałaś "Sobotę" McEwana? To Twój temat. Powieść co prawda, ale solidnie udokumentowana.

    > Jeśli twoja mama tak kocha styl Prousta, to polecam jej naszego młodego autora,
    > Jacka Dukaja, (np. "Lód"). Moim zdaniem to jest talent na miarę Prousta.

    Dzięki za polecenie.

    > Jak już gdzieś napisałam, ludzie od 50+ stają się bardzo marudni.

    Nie czytam forum aż tak dokładnie, nie mam czasuwink
    Dzięki za wyjaśnienie, wierzę na słowo, bo doświadczeń nie mam wielu.

    Pozdrawiam!
  • plater-2 06.09.13, 13:15
    Zdania jakimi należy przemawiać do dzieci

    1. Jeśli tym razem mnie zawiedziesz, nigdy ci nie wybaczę.
    2. Możesz wyjść, ale żebyś nie przychodził z płaczem, jeśli ci się coś stanie...
    3. Gdzie byłeś wczoraj między 21.17 a 21.36 ?
    4. Wiesz, jak nam zależy na potrzymaniu tej tradycji rodzinnej. Jeśli nie zechcesz, dostanę chyba zawału i umrę. Ale oczywiście rób jak chcesz.
    5. Czy musisz zadawać się właśnie z tą dziewczyną ?
    6. Co ty masz za kolegów !! Ja w twoim wieku umiałem znaleźć sobie właściwe towarzystwo.
    7. Ubierz się ciepło, wystarczy moment, żeby się przeziębić.
    8. Nie opatulaj się tak, spocisz się i się przeziębisz.
    9. Chcesz się uczyć, gry na fortepianie ? Przecież nie masz za grosz słuchu !
    10.Chcesz się uczyć angielskiego ? Przecież ty ledwie po polsku umiesz się wysłowić !
    11.Dostałeś szóstkę z filozofii ? Jakich to głupot teraz uczą w szkołach !
    12. Ja z matematyki dostałam na maturze bardzo dobry.
    13. Nie kupię ci motorynki, bo wiem, że pierwszego dnia rozbiłbyś sobie głowę.
    14. Obcięłaś włosy ? Z długimi było ci dużo lepiej .
    15. Lepiej ci było z krótkimi.
    16. W twoim wieku byłam już mężatką i miałam dwoje
    dzieci !
    17. Ucz się ! Na zabawę masz czas...
    18. Baw się. Na naukę nigdy nie jest za późno.
  • rycerzowa 11.09.13, 12:33
    Do przejrzenia.
    Potwierdza się, jak ważna jest rodzina, dzieci.
    I żeby docenić każdą chwilę, nie odkładać życia na potem.
  • plater-2 11.09.13, 14:57
    Zadnia jakimi należy przemawiać do rodziców



    1. W tym domu nie ma nigdy nic porządnego do jedzenia
    2. Aleś się wystroiła, wyglądasz zupełnie jak babcia .
    3. Ale żeście idiotycznie wyglądali !(oglądając ślubne zdjęcia rodziców)
    4. Mama Karoliny rozmawia z nią o wszystkim.
    5. Mama Karoliny jest dyskretna i nie wpycha nosa w nie swoje sprawy.
    6. Mama Karoliny przynajmniej umie się malować.
    7. Mama Karoliny umie się modnie ubrać.
    8. Mama Karoliny zna się na tajlandzkiej kuchni.
    9. Mama Karoliny ją rozumie.
    10. Skoro to taki miły chłopiec, to czemu za niego nie wyjdziesz ?
    11. Tato, pamiętasz to zadanie z matmy, które mi pomagałeś robić ? Dostałem pałę.
    12. Mamo, pamiętasz to wypracowanie, które pomagałaś mi pisać. Nauczycielka powiedziała, że jest na poziomie sześciolatka .
    13. Bardzo łatwo jest znaleźć dobrą pracę, tylko że wy nie macie znajomości jak należy.
    14. Wiem dlaczego chcecie, żebym poszedł na studia !! Chodzi wam o dodatek rodzinny, prawda ?
  • rycerzowa 11.09.13, 20:28
    Plater, załóż może osobny wątek pt. "Dialogi i monologi w mojej rodzinie".
    Tymczasem napisz, co będziesz robić, jak dzieci odejdą.
    Ewentualnie, co już robisz.
  • plater-2 11.09.13, 21:13
    Wypowiedzialam sie juz wyczerpujaco.

    Poza tym:
    1.Zbieram nakretki
    2.Zbieram niteczki i wiosną wykładam w parku dla ptaszków
  • rycerzowa 19.09.13, 18:29
    Inne przykłady na marzenia, "co zrobię, jak dzieci odejdą".

    Dwie znajome zaklinały się, że gdy tylko odchowają dziecko/dzieci, to się rozejdą z mężami.
    Ludzie się dziwili, po co tyle czekać.
    Jednemu nieudacznikowi stosunkowo wcześnie się zmarło (jak to się mówi - na własne życzenie), a małżonka go czule wspomina i tęskni.
    Drugi ciężko zachorował, małżonka pielęgnuje go czule, troszczy się oń bardziej, niż kiedyś o dzieci.
    Inna rzecz, że przemocowiec, gdy zaniemógł, położył uszy po sobie.

    Inna moja znajoma przeciwnie - powtarzała, że po usamodzielnieniu się córki wyjdzie za mąż.
    (Wcześnie rozwiedziona, potem zaganiana, kariera, przelotne związki - nie było czasu).
    Dziesięciolecie 50-60 poświęciła na ten szczytny cel.
    Kandydatów przewinęło się kilku (znajoma jest atrakcyjną osobą, nie tylko materialnie), ale nic z tego nie wyszło. Żaden się nie sprawdził.

  • tjoanna 20.09.13, 11:27
    E, bo to głupie marzenia były.

    Przykład mojej mamy i mamy Kajki pokazuje, że MOŻNA z tym czasem, który się pojawia, zrobić coś fajnego i sensownego.
  • rycerzowa 28.09.13, 00:23
    A co robią młode babcie w innych krajach?
    Ja akurat znam trochę Danię, duńskie młode babcie osobiście znam dwie, resztę ze słyszenia, a obserwacje mam następujące:

    Duńscy rodzice szybko zostają sami, bo dzieciaki z reguły wyprowadzają się (i utrzymują samodzielnie ) od razu po maturze. Wnuki pojawiają się znacznie później, ale są, nawet więcej ich jest, niż w Polsce.

    1. Młode duńskie babcie, jak i polskie - chorują. Ale nie marudzą. Jak spytasz, co słychać, zawsze wszystko jest OK.
    2. Pracują na pełen etat, do ukończenia 67. roku życia. Nie marudzą. Od dawna tak mają.
    3. Też opiekują się wnukami i starymi rodzicami, jednak inaczej, niż u nas.
    4. DZIAŁAJĄ SPOŁECZNIE! Dla niektórych z nas trudne do pojęcia.

    Ad 3.
    Oczywiście duńskie babcie nie bywają nianiami wnucząt, bo to jest i niemożliwe i niepotrzebne.
    Niemożliwe, bo pracują. Niepotrzebne - bo matki mają roczny urlop macierzyński, a potem dla każdego dziecka jest miejsce w żłobku i przedszkolu.
    Jak wszystkie babcie na świecie, tak i duńskie swoje wnuki odwiedzają, zapraszają do siebie, pomagają dzieciom w sytuacjach awaryjnych.
    Ale mają też dodatkowy "obowiązek": w Danii nie ma zwolnień na chore dziecko, więc w razie niedyspozycji dziecka członkowie rodziny wybierają dni z urlopu. Dziadkowie też. Kilka miesięcy temu, z powodu lockoutu w szkołach, babcine urlopy zostały mocno okrojone.

    Opieka nad starymi rodzicami to częste odwiedziny, najpierw w samodzielnym mieszkaniu antenatów, potem w domach opieki. Te odwiedziny naprawdę są częste, nawet codzienne.
    Dla każdego potrzebującego seniora - jak na razie - jest miejsce w odpowiednim domu opieki.

    Ad 4. No i działalność społeczna, tzn. "obowiązek wobec społeczności lokalnej".
    Nam trudno zrozumieć, jak obciążona pracą i kontaktami z rodziną osoba ma jeszcze siły, by co tydzień np. organizować nordic walking albo gimnastykę dla emerytów z dzielnicy.
    Albo - gdy działa w Radzie Parafialnej, chociaż jest niewierząca.

    Chyba zmierzamy do podobnego modelu. Mamy już roczny urlop macierzyński, i taki sam, jak w Danii, wiek emerytalny. Jeszcze tylko te żłobki (w Danii mini), przedszkola i odpowiednie domy opieki.
    Ale czy z tą "działalnością na rzecz społeczności lokalnej" u nas się uda?
    Bo marudzić rodaczki raczej nie przestaną.
  • 3lina 28.09.13, 19:13
    Jest to dla mnie zbyt odlegla perspektywa. Na pewno bede aktywna. Mysle o malowaniu, dlubaniu, lepieniu, dlugich spacerach; mysle o kinie i o teatrze, o spontanicznych wyjsciach i wyjazdach. Co bedzie- zycie pokaze.
  • czesiula 03.10.13, 11:26
    A ja myślę o dzieciachsad(
  • gralinka3 19.11.13, 14:44
    Zrobie kurs odnawiania starych mebli i w końcu będę miała czas żeby to robić! Niestety teraz nie mam tyle luźnego urlopu żeby skorzystać z takiego kursu.
    Weekendy wolę spędzać z rodziną więc ....odkładam to na potemsmile
    --
    http://images46.fotosik.pl/2089/15e95f530c04da9cm.jpg
  • plater-2 15.04.14, 19:19
    Niniejszym donosi sie, ze zrobilam 50 (piecdziesiat ! ) zółtych kurczaczków z czerwonymi wstażeczkami. I własnie zastanawiam się, co z nimi zrobić. Część wysłałam wnukom.
  • stefania1939 15.04.14, 21:49
    To może ja jednego kupię. Możesz załączyć zdjęcie?
  • plater-2 16.04.14, 11:22
    Moge Ci wyslac jednego w prezencie, moze nic mu sie nie stanie, jak wloze do bąbelkowej koperty ?
  • stefania1939 16.04.14, 18:57
    Jeszcze lepiej wyślij te kurczaki na aukcje dla Elizy, chorej dziewczynki. Adres do wysyłki znajdziesz na facebooku Eliza Banicka. Na tej aukcji wiele szalonych rzeczy się sprzedaje, sama szyłam z dziećmi i wysyłałam.
  • plater-2 17.04.14, 00:05
    Usiłuje wstawić zdjecie, ale nie potrafię. Zapomniałam, jak to sie robi. A przeciez wstawiłam zdjęcie sikorki !!!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka