Dodaj do ulubionych

jak zyje wam sie w blokach?

05.02.14, 11:02
ja czasami dostaje do glowy. sasiedzi z naprzeciwka czesto skarza sie bo corka za glosna jest na korytarzu, bo za glosno drzwi zamyka bo za glosne sa jak kolezanki po nia przychodza. to fakt, majac male dzieci nie da rady by byly calkiem cicho. staram sie je jednak uczyc by autkami nie jeszdzic w przedpokoju (tam mamy panele i slychac pewnie stukanie u sasiadow). na korytarzu tez prosze corke by nie trzaskala drzwiami, moze jej sie to z 3 razy zdarzylo, ale sasiadom przeszkadza za kazdym razem gdy wychodzi. kiedys przyszla do mnie na chwile znajoma z dzieckiem, stalysmy kilka minut pd drzwiami i rozmawialysmy, sasiadka po chwili juz wyskoczyla. widzialam po minie, ze byla pewna, ze moja corka z kims tam gada i chciala ja ochrzanic. widzac dorosle osoby, weszla zaraz do srodka. wiem, ze to pierdoly, ale czasem mam dosyc. dzieci o 8 wiedzorem sa w lozkach, wieczorm jest cicho, w nocy cicho. po 7 dopiero staja, corka idzie do szkoly i wraca po 14. maz to ignoruje i mowi, bym sie nie denerwowala i dala sobie spokoj, ale do niego nikt jeszcze nie przyszedl i marudzil. wczoraj krotko po 8 sasiad do mnie pylecial w pizamie bo ponoc ktos u nas drzwiami trzasnal...
Edytor zaawansowany
  • verdana 05.02.14, 13:28
    Ja zawsze mieszkałam w blokach. Świetnie mi się mieszka - sąsiedzi czasem hałasują, no, ale i my kiedyś hałasowaliśmy. Poza tym na klatce sami mili, zyczliwi ludzie.
    --
  • luxnordynka 05.02.14, 14:03
    tez mielismy kiedys takich sasiadów-zabronili na nawet uzywać odkurzacza, twierdzili, ze jest wyjatkowo głosny. Nie wytrzymalismy tego i wynajelismy dom, ten czas wspominam jak traumę. Powodzenia, rozumiem Cie.
  • kajka271 05.02.14, 14:10
    hmmm... u mnie raczej z uśmiechem komentują, że Ewcia jest ich budzikiem jak płacze idąc do przedszkola smile Teraz już jej się to rzadko zdarza to prawie z rozrzewnieniem wspominają smile
    I że słychać jak dzieci biegają... ale u nas ich też słychać... jakos problemu z tym nie ma smile Może mam ugodowych sąsiadów?

    aAA, w starym mieszkaniu rzeczywiście jeden sąsiad zwracał nam uwagę, żeby naoleić drzwi w łazience smile bardzo mnie to wtedy bawiło, że 2 pietra wyżej słyszy nasze drzwi smile Albo żeby przestawić auto, bo on lubi to miejsce parkingowe, bo z okna widzi wtedy kontrolki w swoim samochodzie smile
    --
    Grzesiu
    Ewcia
    Piotrus
  • awtorek 05.02.14, 22:01
    O rany! Z tego wynika, że ja mam wyjątkowo tolerancyjnych sąsiadów! A mieszkam w duuużym bloku (20 piętrowym). Sąsiad z piętra niżej stukał tylko szczotką w sufit jak dzieci jeździły po mieszkaniu na hulajnogachwink Ale moja średnia córka przechodziła chyba przez 2 lata bunt dwulatka i dzień w dzień były dzikie awantury (bo mama każe mi się ubrać...) i to naprawdę były takie wrzaski, że dziwiłam się, że jeszcze nikt nie wezwał policji, że dziecko jest maltretowane. Ten, kto nie słyszał wrzasków mojej córki nie pomyśli, że człowiek potrafi tak głośno krzyczeć. Teraz ma już 4 lata i jest ciszejsmile Ale nikt mi nigdy nie zwrócił uwagi.
  • e-milia1 06.02.14, 08:40
    mozliwe, ze u nas problemem jest wiek lokatorw. sasiedzi w wiekszosci sa na emeryturach. mamy 16 pieter i bardzo malo mlodych ludzi. sa tylko dwie rodziny z dziecmi, w tym my. mysle, ze to jest glowny problem. ludzie coraz bardziej sie starzeja i wszystko zaczyna im przeszkadzac...
  • melikoto 06.02.14, 10:16
    Jak dla mnie to masz 2 wyjścia : albo sie wyprowadzić albo w olać sąsiadów. Przecież to co oni robią to jest skontrolowanie twojego życia i życia twoich dzieci. Dzieci maja prawo sie bawić, rozmawiać, biegać i ogolnie rozwijać . Dlatego ja bym w ramach rozsądku dała wolność dzieciom a przy skargach sąsiadów po prostu powiedziała kulturAlnie ze to są tylko dzieci i tez maja prawo żyć.
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/f2w33e3kuzpivo7d.png
  • luxnordynka 06.02.14, 10:33
    nasi też właśnie starsi byli. Moze spróbuj dotrzec do regulaminow w Waszym bloku/osuiedlu. Tam pewnie jest napisane w jakich godzinach jest cisza nocna itd. Czasem trzeba się posunąć do tego co jest napisane.
  • poranna_zorza 06.02.14, 10:34
    My się wyprowadziliśmy 4 mce temu ale ostatnie 10 lat mieszkaliśmy w bloku. Mieiśmy takich sąsiadów z boku że głowa mała. Pani po leczeniu psychiatrycznym.....I wyglądało to tak że nas mieli obok a nad sobą również rodzinę z trójką . Pani potrafiła wyjść na korytarz z zakreślonym regulaminem spółdzielni które punkty która rodzina łamie. Albo jak dzieci z balkonów do siebie komentowały burzę i błyskawice to już paluchem przez szybę groziła....Ale jak oni wychodząc zamykali psa w łazience który ujadał to było ok, a sąsiadka z dołu młoda dziewczyna kiedyś w złości jej powiedziała że tego jak jej syneczek po imprezie zwymiotował im z góry na balkon to już nie pamięta hehe. Także radzę olewać jasne w granicach rozsądku uczyć dzieci że inni ludzie też tu mieszkają ale bez przesady....to tylko dzieci. Nasi sąsiedzi którzy wtedy mieszkali pod nami nigdy nic nam nie powiedzieli....może bo mają małą wnuczkę która też urwisowała?
    Teraz mamy spokój mieszkamy w domu i wreszcie nie gadam ciągle dziewczynkom nie skacz, nie biegaj pozostało tylko nie krzyczsmile
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/km5sdf9h5fyzgztw.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/dxomvcqgg32ciq7t.png
    http://www.suwaczki.com/tickers/ex2bcwa1rg5up0l8.png
  • babaqba 17.03.14, 15:31
    melikoto napisała:

    > (...) Dlatego
    > ja bym w ramach rozsądku dała wolność dzieciom a przy skargach sąsiadów po pro
    > stu powiedziała kulturAlnie ze to są tylko dzieci i tez maja prawo żyć.

    A ja bym, w ramach rozsądku puszczał mój ulubiony metal co wieczór i rano a na twoje skargi odpowiedział kulturalnie, że też mam prawo żyć. Mieszkasz w bloku i nie możeż hałasować ani ty ani twoje dzieci, bo to przeszkadza innym. I tyle. Koniec. Period. Nie rozumiem takiej postawy jak twoja - mam prawo zatruwać innym życie, bo tak, a jak im się nie podoba, to już ich problem i ich wina. Liczebność tak myślących ludzi jest jednym z przyczyn tego, że Polska jest aż tak złym miejscem do życia.
  • makoc 17.03.14, 18:39
    a roczne dziecko to najlepiej zakneblować i przywiązać do kaloryfera, żeby nie płakało, nie krzyczało i przypadkiem nie biegało.

    Najwięcej na ten temat mają do powiedzenia osoby, które nigdy nie miały małych dzieci albo ich pamięć działa wybiórczo.
  • beatulek 06.02.14, 17:12
    O matko. Ja gram na pianinie, córka jedna na flecie poprzecznym druga na skrzypcach. Sąsiad się zaklina, że nic nie słyszy a chciałby bardzo bo lub muzykę. Inni sąsiedzi twierdzą (ale nie złośliwie tylko pytani przeze mnie), że słychać jak się jest na klatce schodowej ale w mieszkaniach nic nie słychać. Chwała Bogu, że mieszkam w bloku z lat 80. W nowych budownictwach to nawet wody w wc spuścić nie można.
  • jojoe 06.02.14, 18:34
    Serdecznie Ci współczuję sytuacji.
    Swoją drogą to jakaś masakra, że człowiek dzieciom musi mówić żeby nie skakały, nie biegały, klockami nie stukały itp. potem kurna takie rośnie sfrustrowane i zakompleksione społeczeństwo.
  • undoo 06.02.14, 20:04
    Wszystko od ludzi zalezy, tzn. sasiadow.
    W pierwszym bloku przeszkadzalo, ze mialam wozek dla dziecka (trzymany w domu, nie na klatce). Wozek musialam znosic po schodach, a nie moglam, bo sasiedzi poustawiali swoje rzeczy przeniesione z balkonow na zime i MUSIALAM ich prosic o przeniesienie tych gratow, bo blokowaly mi przejscie. Grzecznie i uprzejmie, to uslyszalam, ze sie mlodym matkom w glowach poprzewracalo(!) Obraza byla taka, ze przestaly na "dzien dobry" odpowiadac.

    W kolejnym bloku byla kiepska akustyka, wiec sasiedzi kazdy halas niesiony z bloku odbierali, jak osobisty afront od nas. Bo tak u nich bylo slychac. Najbardziej im moje dzieci halasowaly w czasie, gdy spaly. Byli straszni. Teraz sami maja dziecko i im lyso, hehehe.

    Potem mialam sasiadke-wariatke, jak ja nazywalismy. Baba byla tak o cos zla na swiat, ze w sklepie tak machala torebka, ze prawie przylozyla mojemu dziecku w twarz. Jej dziecko uprawialo polowanie na moje. Przeszkadzalo jej wszystko. Omijalam szerokim lukiem, bo sie jej balam.

    I finalnie - sasiedzi sa normalni. Kazdy ma prawo do zycia, swietowania swoich waznych wydarzen i czystej klatki schodowej. Dzieci sa dziecmi i maja prawo chodzic po domu, a jak sie czasem glosniej bawia, to, gdy przepraszam za nich, slysze, ze kazdy z nas byl dzieckiem i trzeba byc wyrozumialym. Moje dzieci pomagaly sasiadce sprzatac klatke po remoncie, sasiadka zawsze ma oko na nasze mieszkanie. Jest milo i sympatycznie.

    Zaznaczam, ze moim dzieciom nie wolno w domu biegac, drzec sie i halasowac. Dom, to nie jest plac zabaw, muzeum tez nie, ale nie ma u nas dzikich harcow. Uwazam, ze dzieci powinny sie uczyc szanowac innych i ich prawo do wypoczynku.
  • e-milia1 07.02.14, 10:04
    dzieci moga sie bawic i zyc, ale nie musza trzaskac i latac w przedpokoju bo przez te panele tak niesie, ze i mnie to przeszkadza. corka gra na pianinie, na flecie wiec po jej powrocie ze szkoly u nas nie jest cicho. czasem i ja krzykne i mnie pewnie slychac w calym domu. ostatnio jak syn wrzeszczal, to maz slyszal go kilkanascie metrow od domu. sasiedzi slysza jak dzieci biegaja, ale raczej mowia nam to z usmiechem. kilka razy sasiadka z dolu przylatywala i na corke jeczala lata temu, teraz syn jest glosniejszy, ale jakos nic nie mowi bo w koncu to chlopak i chlopaki sa glosniejsze, nieraz mi mowila, chlopcy tak maja.... najgorzej jest aktualnie z tymi mieszkajacymi naprzeciw. nic im nie przeszkadza, tylko te drzwi. zyjemy z nimi w zgodze, "dzien dobry", jakies pogaduszki przy windzie. na kazde swieta jakis drobny prezent, po porodzie dzieci podobnie, gdy corka poszla do szkoly tez dostala mnostwo upominkow od sasiadow. staramy sie zyc z wszstkimi w zgodzie i jak trzeba to i pomagamy. szczegolnie maz co chwile ktorejs sasiadce cos zrobi. ten sasiad z naprzeciwka to sie kiedys nawet zbulwersowal bo kolezanka corki zostawila buty w korytarzu i boso poszla do domu. latal wiec z tymi butami po placu zabaw i szukal dziecka... ja mysle, ze im sie tez nudzi i jedyna ich atrakcja to szukanie dziury w calym....
  • melikoto 07.02.14, 12:40
    Trochę nie rozumiem. Zakładasz wątek i piszesz jakie masz problemy z sąsiadki. kilka osób pisze żebyś cos z tym zrobiła a stwierdzisz ze w sumie to jednak jest ok?
    --
    http://www.suwaczki.com/tickers/f2w33e3kuzpivo7d.png
  • e-milia1 07.02.14, 14:00
    ze nie prowadzimy jakiejs wojny sasiedzkiej z tego powodu. po przeczytaniu tego co pisza dziewczyny, stwierdzila, ze olewam i zyje dalej. corka wie, ze trzaskac drzwiami nie powinna i ze w lorytarzu moze chichrac sie ciszej, ale ze jest dzieckiem to pewnie nieraz jej sie jeszcze zapomni i walnie drzwiami lub glosna bedzie. to w koncu nie dom starcow... chociaz ostatnio bylam w jednym domu starcow i ciho to tam tez nie bylo smile
  • leniuszek4 11.03.14, 13:11
    undoo napisała:

    > Wszystko od ludzi zalezy, tzn. sasiadow.
    > W pierwszym bloku przeszkadzalo, ze mialam wozek dla dziecka (trzymany w domu,
    > nie na klatce). Wozek musialam znosic po schodach, a nie moglam, bo sasiedzi po
    > ustawiali swoje rzeczy przeniesione z balkonow na zime i MUSIALAM ich prosic o
    > przeniesienie tych gratow, bo blokowaly mi przejscie. Grzecznie i uprzejmie, to
    > uslyszalam, ze sie mlodym matkom w glowach poprzewracalo(!) Obraza byla taka,
    > ze przestaly na "dzien dobry" odpowiadac.
    >

    Ciekawe to, co piszesz. U mnie problem jest odwrotny. Sąsiedzi wystawili na klatkę 3 wózki i rowerek dziecięcy. Miałam problem, żeby przejechać z rowerem, ale stwierdziłam, że szkoda się denerwować, niech sobie mają.
    Do czasu, gdy kupiliśmy nowe meble i mieliśmy je wnosić do domu. Poprosiłam sąsiadów, żeby na ten dzień zabrali wózki, bo nie sposób przejść z szafą i usłyszałam, że w domu nie mają miejsca i że korytarz to część wspólna i mogą trzymać co chcą.
    Jakoś poupychaliśmy te wózki po kątach, meble wnieśliśmy, dało radę, choć było trudno, ciągle coś musieliśmy przestawiać.
    Ale gdy w najbliższą sobotę sąsiedzi wzięli wózki i poszli na spacer my wystawiliśmy na klatkę nasze 4 rowery. Po paru godzinach sąsiad wpadł z dziką awanturą, że nie ma gdzie postawić wózków. Więc mu grzecznie odpowiedziałam jego cytatem, że w korytarzu mogę trzymać co chcę. Na dźwięki awantury wyszła sąsiadka obok i powiedziała, że jeśli jeszcze raz jakiś wózek wyląduje pod ich drzwiami to będą go szukać na allegro.
    Teraz na klatce stoi maks jeden wózek i jest spokój.
    Tylko nie wiem po co była ta awantura, przecież zawsze można się dogadać. Rozumiem, że ktoś ma małe mieszkanie, ale można się tak zorganizować, żeby nie utrudniać przejścia innym.
  • zebra12 09.03.14, 20:57
    Źle mi się mieszka w bloku. Jest ciasno (36 m na 4 osoby), nie ma gdzie suszyć prania - brak balkonu, trzymać gratów np rowerów, hulajnóg, nart itp. Dlatego musiałam zrezygnować z tych sprzętów sad W koło mało zieleni, przestrzeni, wolności, choć mamy łąki, i duży skwerek. Nie lubię miasta, samochodów, spalin, zamieszania, wszechobecnych ludzi, tłumów. Nie lubię wrzeszczących dzieci, ujadających psów, trąbiących aut i zawodzących pijaków. Wiele bym dała za własny dom z dala od miasta.
    --
    http://2.bp.blogspot.com/-uznAu7jDqXc/UTlAAG8ZYgI/AAAAAAAAO8E/iK4aGVpqEKQ/s1600/Zebrinha+animada.gif
  • muraszka1 11.03.14, 13:09
    Blokowiska to koszmar. W ciągu dnia wszystko da się znieść.Najkoszmarniej jest nocą.
    Za ścianą głucha jak pień sąsiadka.Wraca około 23:00 i natychmiast,włącza TV na miarę swoich chorych uszu. Nad nami wynajmowane mieszkania .Tam są na podłodze gołe panele .Facet rozwozi pizzę rawioli,wraca po 23:00. I zaczyna ,mieszkać' ,zwykle do 1:30 ,czasem do 3:00.Koszmar. A jeszcze po przekątnej,nad głuchą sasiadką ,zamieszkali chyba studenci.Mają na głowach dredy.Boże ,co to za rodzaj ludzi?
  • dery13 11.03.14, 21:51
    "Mają na głowach dredy.Boże ,co to za rodzaj ludzi?"

    Rzeczywiście, ludzie z dredami na głowie to pomioty diabła. A ty jaka masz fryzurę?
  • w_iika 13.03.14, 09:42
    Mnie sie zyje bardzo dobrze. Cale dziecinstwo i liceum spedzilam na wsi w duzym domu z ogrodem. Ma to zalety, glownie w lecie, jak dla mnie mnostwo wad. Odkad wyjechalam na studia, mieszkam w blokach i bardzo to sobie chwale. Brakuje jajka - na boso do sasiadki drzwi obok, trzeba wyskoczyc do sklepu na minutke - dzieci na chwile do sasiadow, sasiadce zabraklo mleka - w pizamie puka do moich drzwi.
    Sasiedzi nie imprezuja, studenci chyab tylko sie ucza, nie moge narzekac, naprawde. Za nic w swiecie nie wrocilabym na wies, lubie miec 2 min do tramwaju i 14 min do centrum, w nocy taksowka albo powrot piechota, nie mam daleko. Wies kocham w lecie i na max 2 tygodniesmile
  • muraszka1 25.03.14, 10:18
    Dery13,okazało się ,że po rozmowach z tymi ,dredowcami, ucichły nocne śpiewy i głośne bieganie po schodach w nocy.Ale ten typ rozwożący pizze wraca codziennie po 23:00 i jest bardzo głośny do póżnych godzin nocnych. Nic do niego nie dociera,że ma panele ,że zbyt głośno zachowuje się nocą . Już była rozmowa z właścicielem mieszkania/jest wynajmowane/ ale znośnie było tylko kilka nocy.Pozostaje już tylko droga prawna.
    A jaką mam fryzurę ? Mam krótko ścięte włosy smile
  • leniuszek4 11.03.14, 13:00
    Niestety często obie strony ( i ci lubiący ciszę i ci hałasując ) przeginają.
    Każdy, kto decyduje się mieszkać w bloku powinien moim zdaniem zdawać sobie sprawę, że w jednej strony nie może liczyć na absolutną ciszę, ale też musi ograniczać własne hałasy.

    Ja mam nad sobą sąsiadów z małym dzieckiem, które używa w mieszkaniu czegoś w stylu rowerko-chodzika. W związku z tym, że sąsiedzi mają panele słychać do u nas. Ale słychać niezbyt głośno i tylko gdy u nas jest cisza. Jedyny problem, gdy my jeszcze śpimy, a ich dziecko już jeździ. Poszłam więc do sąsiadów i poprosiłam, żeby w soboty i niedziele, gdy my śpimy dłużej ich dziecko używało rowerka w innym pokoju niż sypialnia. I jest OK, można się dogadać. A gdy nie śpię, to mi ten hałas nie przeszkadza.

    Z drugiej strony poniżej mam sąsiadów, którzy urządzili swoim dwóm synom plac zabaw na balkonie. Chłopcy bawiąc się nie potrafią ze sobą normalnie, drą się na siebie, wyzywają i tak potrafią przez kilka godzin. Moim zdaniem to jest przegięcie. Gdy mam otwarte okno nie słyszę telewizora. Co więcej zauważyłam, że gdy z chłopcami jest opiekunka to bawią się spokojnie. Zaś przy rodzicach jeden wielki ryk i wrzask.

    Moim zdaniem to jest normalne, że dzieci bawią się głośniej, nawet czasem biegają po domu, mówią głośniej, krzyczą czy płaczą. Pod warunkiem, że nie jest ryk, wrzask i pisk przez dłuższy czas.
    Nigdy nie zwróciłabym uwagi sąsiadom, których niemowlak ryczy, nawet pół nocy. Ale myślę, że jednak 4 latka należy już wychować tak, żeby nie wyło przez godzinę.

  • makoc 13.03.14, 16:48
    ja się ostatnio zastanawiałam kiedy zapuka policja, bo syn kopał piłką w ścianę, a córka w drugim pokoju ćwiczyła na skrzypcach. Ale nic takiego się nie stało. Mamy wyrozumiałych sąsiadów, albo to te ściany w bloku z lat 80-tych rzeczywiście grube. Pod nami mieszkają jacys studenci chyba, albo młodzi ludzie wynajmują, nigdy nikt nie zwrócił uwagi. Sąsiedzi zza ściany to znajomi. twierdzą że lubią słuchac jak córka gra. Kiedys pod nami mieszkała jakas kobieta w średnim wieku, córka miała wtedy roczek i ledwie nauczyła się chodzić (czytaj:biegac), a że zdjęliśmy dywany, bo było podejrzenie alegrii, więc jej tupot na panelach zaczął sasiadce przeszkadzac. Przychodziła kilka razy, ale raz trafiła na mojego męza i już więcej się nie pokazała wink
  • mati.pati 14.03.14, 12:27
    Jak mieszkaliśmy w bloku, to nasze mieszkanie była bardzo akustyczne. Można było rozmawiać przez ściany z sąsiadami. Pamiętam, że budziło mnie jak sąsiad korzysta z toalety smile Zamiast mieć halo do sąsiada smile(jak sąsiadka do swojego sąsiada z góry) wyciszyliśmy sobie całe mieszkanie płytami akustycznymi.
    Zanim jednaj to zrobiliśmy mieliśmy bardzo dziwny dźwięk, dość denerwujący. Okazało się, że dziecko sąsiadów bawi się kauczukową piłeczką, zrzuca ją i ona coraz częściej się odbija aż do zatrzymania. Wystarczyła jedna prośba, dziecko przestało rzucać piłeczką smile Skąd ci ludzie mogli wiedzieć, że ten dźwięk aż tak bardzo się niesie i jest aż tak denerwujący smile
  • meimei 14.03.14, 15:54
    My nie mieszkamy wprawdzie w bloku, ale kiedy odwiedzamy moją mamę mam zawsze stres, żeby chłopcy nie zachowywali się głośno, żeby któryś nie krzyknął na klatce albo nie zrzucił przypadkiem piłki ze schodów. Albo żeby nasz pies czasem nie szczeknął. Zawsze się boję, że obudzimy jakieś śpiące dziecko, bo przecież może mieć właśnie drzemkę albo że zdenerwujemy jakąś starszą panią. Cudze dzieci i ich hałasy mi nie przeszkadzają, ale już wrzaski rodziców bardzo.
    --
    moja pozytywna strona
    projektowanie CODZIENNOŚCI
  • e-milia1 14.03.14, 20:17
    ostatnio przyniosl nam paczke (w czasie naszej nieobecnosci odebral od listonosza) i mial pretensje, ze mamy wylaczony dzwonek. mowimy mu, ze wiele osob przychodzilo pozno i dzwonilo do drzwi (sasiedzi na ogol) i budzili nam syna. potem nie dalo sie juz go uspac. wiec sasiad na to, ze najwzszy czas juz ten dzwonek wlaczyc bo czasem jak ktos do naszych drzwi puka to slychac nawet u nich w mieszkaniu....
  • meimei 14.03.14, 21:08
    Ja miałam taki problem kiedyś z sąsiadami. Też wyłączyli sobie dzwonek, żeby dzieci nie budził. I co? I listonosz, kurier, dosłownie każdy kto przychodził do nich (łącznie z ich rodziną i starszymi dziećmi, kiedy nie miały swojego klucza) dzwonił do nas, żeby im otworzyć i budził moje dzieci... Listonosza poprosiłam, żeby tego nie robił, ale w przypadku innych osób co miałam zrobić? A oni jeszcze się wkurzali, że dostają awizo, choć są w domu.

    Czasem dobrze jest postarać się zrozumieć drugą stronę, porozmawiać o problemie, dopytać. Może Twój sąsiad często odbiera paczki do Was i go to wkurza? Może wystarczy porozmawiać z listonoszem, żeby nie dzwonił do niego, tylko awizo zostawiał?

    --
    moja pozytywna strona
    projektowanie CODZIENNOŚCI
  • e-milia1 15.03.14, 09:30
    domofon mamy wlaczony wiec z dolu mozna do nas domofonem zadzwonic. kazdy wiec kto do nas przychodzi, moze zadzwonic domofonem. przy drzwiach mamy tylko wylaczony dzwonek bo niektorzy z meszkancow bloku sa w stanie podskoczyc do nas o np. 21.30 lub wczesnie rano i budza mi dzieci. sasiad paczki odbiera sporadycznie, moze dwa razy do roku. kurierzy zostawiaja paczki po sasiadach jak kogos w domu nie ma....
  • w_iika 15.03.14, 10:38
    Ojej, to niefajnych macie sasiadow... Jesli komus przeszkadza pukanie do drzwi, to faktycznie az strach sie ruszyc w wlasnym domusmile U nas jest niepisana zasada,ze dzwonka sie nie uzywa, kazdy puka do drzwi, zreszta, bardzo delikatnie - wiaemy przeciez, ze kto w jakim wieku ma dzieci, wiec nie chcemy ich budzic.
  • meimei 15.03.14, 10:46
    oj, to współczuję sąsiada uncertain
    --
    moja pozytywna strona
    projektowanie CODZIENNOŚCI
  • dzieciata.renata 15.03.14, 20:45
    Wiecie co dziewczyny, jak piszecie że pozwalacie swoim dzieciom w mieszkaniu odbijać piłkę czy na klatce schodowej to ja się nie dziwię że nie jesteście lubiani i sąsiedzi mają pretensje. Jeździć na rowerze i hulajnodze w domu też pozwalacie? Dla mnie to niewiarygodne. Ja nie pozwalam nawet głośno mówić na klatce, skakać po schodach ani schodzić w rolkach na nogach i wydaje mi się to zupełnie normalne. Uczmy nasze dzieci dostrzegania innych ludzi wokół a nie tylko siebie.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • anna.wasil 14.03.14, 23:57
    Hej
    Zazdroszczę fajnej,dużej rodzinki smile
    Sąsiadów "olej" i motto 'Wolność Tomku w swoim domku".Cisza nocna to pora od 22do 06
    A jak mają jakieś pytania...uprzedź,że przez miesiąc masz remont i będzie w pracy potrzebna wiertarka smile udarowa...ale będzie hałas smile)))
    Pozdrawiam Was i ...sąsiadów smile
  • lena.162 16.03.14, 04:38
    Pojęcie ciszy nocnej nie jest uregulowane w żadnej ustawie, wynika jedynie z regulaminu spółdzielni/wspólnoty, a policji czy straży miejskiej to nie interesuje. Tak jak pisałam - art.51 kw.
  • maksimum 31.03.14, 23:14
    lena.162 napisał(a):

    > Pojęcie ciszy nocnej nie jest uregulowane w żadnej ustawie, wynika jedynie z re
    > gulaminu spółdzielni/wspólnoty, a policji czy straży miejskiej to nie interesuj
    > e. Tak jak pisałam - art.51 kw.

    Wiadomo Polska.
    W Stanach jak sasiad za glosno imprezuje to dzwonisz na policje i jak policja slyszy ten halas to mandat jest wypisywany od reki.
    Jak beda musieli drugi raz przyjechac w to samo miejsce,to juz kogos aresztuja.
  • jacek226315 04.04.14, 13:11
    guzik prawda. Nade mna mieszkalo malzenstwo Murzyni z dwiema dziewczynkami,biegaly ,graly w pilke,jezdzily rowerkami do 3 rano i policja nie pomogla
  • lena.162 16.03.14, 04:36
    Mam 22 lata i mieszkam w blokach (wielka płyta, nowe budownictwo) od urodzenia. Niezależnie od budownictwa, niestety od sąsiadów słychać większe hałasy (nie czepiam się o odgłosy życia codziennego, typu odkurzanie, trzaskanie drzwiami przez dzieci itd.), ale gdy uczyłam się do matury i dziecko sąsiadów za ścianą biegało przez cały dzień w mieszkaniu i w kółko słyszałam TUP, TUP, TUP, można było oszaleć. Albo place zabaw pod oknem i krzyczące (nie bawiące się , tylko wrzeszczące dzieci) cały dzień... Moi drodzy - to, że wy macie dzieci, nie oznacza, że inni je muszą słyszeć. Jest chore i płacze - okej, bawi się, śmieje - okej. Ale rzucanie zabawkami, hulajnogi (WTF?! zwłaszcza, jak nie mieszkacie na parterze i pod wami mieszkają sąsiedzi) są niedopuszczalne. Zresztą wszelkie zakłócanie spokoju podlega pod art. 51 kw. I widzicie, nie mówi tego stara czepialska baba, tylko młoda dziewczyna.
    Ps. Zaraz pewnie mi powiecie, że jak ja byłam dzieckiem to też hałasowałam, od razu zatem powiem, że wychowywałam się w latach 90 i wówczas całe dnie spędzało się na dworze, a nie w domu.
  • lena.162 16.03.14, 04:37
    ... zresztą rodzice od małego mnie uczyli, że wokół mieszkają inni ludzi i nie wychowuję się w buszu, Nie ucierpiałam na tym. Blok to nie przedszkole, naprawdę.
  • budhalinka 16.03.14, 10:12
    Zakłócanie "miru domowego" podlega pod kk. Jeśli się to powtarza- można wezwać policję. Kilka wezwań i kara finansowa. to najlepszy sposób na hałasy. Pozostawianie sprzętów n korytarzu niesie ryzyko ich zniknięcia. wystarczy raz np w nocy wyniesć taki wózek np do sąsiedniej klatki i na drugi raz już na pewno go nie zostawią na korytarzu. W blokach do tego celu są wózkownie.
  • ewagorak 16.03.14, 13:09
    budhalinka napisała:

    > Zakłócanie "miru domowego" podlega pod kk. Jeśli się to powtarza- można wezwać
    > policję.

    Za drugiem razem jest mandat wink warunkiem jest by osoba zgłaszająca podała swoje dane.
  • e-milia1 16.03.14, 14:32
    mam pozwolenie na trzymanie wozka pod drzwiami. mamy pomieszczenie na rowery, ale tam nie mozna wozkow trzymac. dla mnie paradoks jakis. musimy wiec pod drzwiami. drugi wozek na balkonie.
  • roksanka_3 27.03.14, 19:35
    lena.162 napisał(a):

    > Mam 22 lata i mieszkam w blokach (wielka płyta, nowe budownictwo) od urodzenia.
    > Niezależnie od budownictwa, niestety od sąsiadów słychać większe hałasy (nie c
    > zepiam się o odgłosy życia codziennego, typu odkurzanie, trzaskanie drzwiami pr
    > zez dzieci itd.), ale gdy uczyłam się do matury i dziecko sąsiadów za ścianą bi
    > egało przez cały dzień w mieszkaniu i w kółko słyszałam TUP, TUP, TUP, można by
    > ło oszaleć. Albo place zabaw pod oknem i krzyczące (nie bawiące się , tylko wrz
    > eszczące dzieci) cały dzień... Moi drodzy - to, że wy macie dzieci, nie oznacza
    > , że inni je muszą słyszeć. Jest chore i płacze - okej, bawi się, śmieje - okej
    > . Ale rzucanie zabawkami, hulajnogi (WTF?! zwłaszcza, jak nie mieszkacie na par
    > terze i pod wami mieszkają sąsiedzi) są niedopuszczalne. Zresztą wszelkie zakłó
    > canie spokoju podlega pod art. 51 kw. I widzicie, nie mówi tego stara czepialsk
    > a baba, tylko młoda dziewczyna.
    > Ps. Zaraz pewnie mi powiecie, że jak ja byłam dzieckiem to też hałasowałam, od
    > razu zatem powiem, że wychowywałam się w latach 90 i wówczas całe dnie spędzało
    > się na dworze, a nie w domu.

    normalne funkcjonowanie dziecka uważasz za zakłócanie miru domowego podlegającego pod kw???? ciekawe kiedy ja dostane mandat za to ze moje dziecko chodzi po domu (tak chodzenie tez może przeszkadzać) lub kiedy korzystam z toalety (tak to tez slychac)

    strach się bac ruszyc we własnym domu. owszem należy uczyc dzieci pewnych zasad i nie powinno być samowolki w mieszkaniu...ale nie zamierzam wpadac w paranoje i zaklejać dziecku buzi lub kazac mu się czolgac żeby czasem nie tupnelo sasiadowi
  • k1a1r1o1l1a 11.04.14, 20:55
    roksanka_3 nie popadaj w paranoję smile. Dziecko funkcjonuje na tyle"normalnie" na ile pozwolą mu rodzice. Myślę że za chodzenie nikt nie będzie miał do Was pretensji ale za skakanie..... smile Ja też uważam że są pewne granice bo sami w bloku nie mieszkamy i zgadzam się z Leną w100%.
  • socrates11 11.04.14, 22:04
    Mieszkałem w blokach w Kanadzie. Wszystko podporządkowane prostemu codziennemu komfortowi ludzi. Czyli korytarze wyłożone wykładziną dywanową. Stropy grube. Przez 2 lata ani razu nie słyszałem przejścia sąsiada po korytarzu.... To ogromny komfort, jakość życia, człowiek czuje się w domu jak w swoim domu, bez intruzji hałaśliwych odgłosów...Sielanka i pełniutki relaks. Coś cudownego...
  • iszaki 18.03.14, 14:08
    Mieszkam w jednopiętrowym budynku na pierwszym piętrze, w klatce 6 mieszkań.
    Przeważnie jest spokojnie, ale czasem bywa głośno.

    Jedni na okrągło mają uruchomioną jakąś starą rozjechaną pralkę w trybie wirowania - czasem się zastanawiam czy pralni nie otworzyli, bo chodzi non stop. Wiruje już od 7 rano, w soboty i niedziele to samo, często i późnym wieczorem. Nie wiem skąd dwoje emerytów bierze tyle brudnego prania... Chyba dla wszystkich dzieci i wnuków pranie robią.

    Drudzy mają psa, który jak zostaje sam nawet na pięc minut, wyje i szczeka. To i tak dobrze że tylko jeden, bo kiedyś były dwa. Jak się cieszę, że ten drugi zdechł... Lubię zwierzęta, ale te zamknięte w bloku są nie do zniesienia.

    Sąsiadka na dole - przygłucha, uzależniona od telewizji, posiadaczka wrednego szczekacza.
    Kiedyś musieliśmy zrobić z nią porządek tak na poważnie, bo jej programy telewizyjne leciały na okrągło, przez całą noc do białego rana. Kilka razy zrobiliśmy jej nocne naloty - nieważne czy była 23.45, 1.30, czy 4.15. Ostatecznie pomogła informacja - ostrzeżenie na temat postępowania eksmisyjnego w stosunku do osób uporczywie łamiących regulamin i utrudniających innym nocny spoczynek. Pomogło, pani nagle cudownie odzyskała słuch. Tylko szczekacz został.

    Pozostali dwaj sąsiedzi są bez zarzutu. Sami staramy się zachowywać cicho i szanować prawo innych do spokoju. Podczas remontu hałasy też poważnie ograniczyliśmy godzinowo, żeby nie przeszkadzać sąsiadom.
  • loppe 19.03.14, 08:38
    Bo na korytarzu, wspólnym korytarzu w bloku, należy dbać o ciszę jako dobro wspólne i dzieciaczki też mogą nauczone przez rodziców się ogarnąć przez tę minutkę kiedy są na korytarzu. To wk... dla ludzi ceniących ciszę (hałas jest klasyfikowany jako zanieczyszczenie środowiska naturalnego, jak smród! - tylko wielu tego niestety tak nie odczuwa). Nagły hałas!

    U nas się zresztą także za głośno mówi w wielu miejscach publicznych, ludzie przemawiają zamiast... mówić do osób z którymi siedzą przy stoliku czy jadą autobusem... Niska kultura.
  • malinka_w_szkocji 20.03.14, 22:03
    Moja sąsiadka wzywała policję ilekroć robiłam pranie - to nie żart. Denerwował ją mój automat. A taką skarżącą się na dzieciaki miałam w bloku jak byłam dzieckiem - żadnego hałasowania czy biegania po klatce, trzaskania drzwiami, grania w piłę czy cokolwiek innego pod blokiem - olewaliśmy jej narzekania i robiliśmy swoje smile
    --
    Wojtuś (*+3.08.2006), Lolek (20.09.2008), Tosia (*+12.10.2009), Leon (8.04.2011), Lilka lub Antoś (czerwiec/lipiec 2014)
  • dzieciata.renata 21.03.14, 22:13
    malinka_w_szkocji napisała:

    żadnego hałasowania czy biegania po klatce, trzaskania drzwiami, grania
    > w piłę czy cokolwiek innego pod blokiem -
    Naprawdę uważasz, że to są jakieś nadzwyczajne wymagania? Twoje dzieci we własnym domu też trzaskają drzwiami, biegają po schodach, hałasują? Pod Twoimi oknami dzieci grają w piłkę? Po raz kolejny napiszę, że dla mnie to niewiarygodne, że można na coś takiego dzieciom pozwalać.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • elisabe 21.03.14, 11:16
    A jak się bronić przed sąsiadami z dołu,którzy robią naloty i dzikie awantury, bo dzieci hałasują?
    Kolezanka ma problem, bo ma dzieciaki 5 i 6 lat,nie grajłą w piłkę, nie jeżdżą na rolkach, nie rzucają ciężkimi przedmiotami, ale to dzieci, czasem biegają. Jest zoraz bardziej zestresowana we własnym domu, że znów przylecą...
  • malinka_w_szkocji 21.03.14, 17:44
    Niech im powie, że taki urok mieszkania w bloku i jak im sie nie podoba to nich sobie kupią domek w środku lasu
    --
    Wojtuś (*+3.08.2006), Lolek (20.09.2008), Tosia (*+12.10.2009), Leon (8.04.2011), Lilka lub Antoś (czerwiec/lipiec 2014)
  • monikaj21 21.03.14, 23:32
    Świetnie smile Mamy wyrozumiałych sąsiadów i sami również jesteśmy wyrozumiałymi sąsiadami. Raz tylko byliśmy z wizytą o 4 rano u sąsiadów - studentów smile No i raz naoliwiliśmy im zawiasy w drzwiach zewnętrznych, bo ich skrzypienie strasznie mnie wkurzało, a mimo obietnic naoliwienia, tego nie robili smile
    Staramy się dzieci uświadamiać, że pod nami mieszkają ludzie i nie można im skakać po głowie, ale nie popadamy w paranoję, każdy ma prawo żyć i robić to co lubi w granicach zdrowego rozsądku (również sąsiad z góry, który właśnie skacze przed PS3 smile Nawet piłkę da się czasem w domu pokopać pod warunkiem, że znajdzie się odpowiednią piłkę (kupiłam piłkę z pianki, której nie słychać).
  • ali_ali 22.03.14, 16:54
    Od razu zaznaczam, że sama mam 2 dzieci (9lat i 3). Moje dzieciaki też potrafią dać w kość, ale kiedy jest przegięcie zostają postawione do pionu wink Nie gramy w piłkę (no chyba, ze taką pluszową), głośno nie słuchamy tv, nie biegamy bo wydaje mi się, że akurat moje dzieci są już w takim "rozumnym" wieku, ze wiedzą dlaczego nie. Za to 2 pietra nad naszym mieszkaniem mam studentów (he he najgorszy gatunek sąsiadów) imprezy co sobotę-słychać ich ale nie, ze jakoś szalenie głośno. Najgorzej jak ferajna 30osob chodzi o 2-3-4 w nocy na góre i na dół (mieszkam na 1 pietrze) ogólnie są bardzo grzeczni-dzień dobry, przytrzymam drzwi więc nic nie mówię wink) Mam też sąsiadkę z synem 3lata i takim 10miesiące-współczuje kobiecie strasznie bo ten starszy to tragedia... Schodzi 6.30 rano z nimi do niani a ten starszy tak sie drze (nie płacze tylko się drze-nie wiedzialam nawet , ze takie dziecko może TAK MOCNO SIĘ WYDZIERAĆ) Rozumiem że wpadki sie zdarzają-ale on to robi codziennie a ona nie reaguje mija go na schodach i czeka przed klatką a on sam schodzi 10minut i się drze. Sytuacja trwa już ponad pół roku i jest codziennie. Kurcze z 1 strony rozumiem, ale mam tez syna w tym wieku wiem ze raczej można coś z tym zrobić ew. sprowadzić go szybko bo budzi wszystkich w bloku (starsza córka ma codziennie na 9-9,45 do szkoly a mąż do pracy na 10.00 nie musimy wstawać o 6.20-6.30 codziennie (powinniśmy wstawać 8-8.30). Na chwilkę obecną wiem, że innym sąsiadom też to ciąży i musimy coś z tym zrobić. To nie jest tak, że dzieci mają byc cicho, ale jesteśmy zwierzyną stadną-mieszkając w bloku respektujmy też prawo do odpoczynku innych osob (nie mówie tu o nie używaniu odkurzacza czy pralki bo to parodia), ale o ogarnięciu trochę dzieci kiedy przesadzają. Rozbawił mnie post o przywiązaniu niemowlaka do kaloryfera bo większość osob udzielających sie tutaj ma już dzieci duzo starsze i rozumne. To, że my mamy dzieci nie musi być problemem sąsiada wink Pozdrawiam
  • makoc 22.03.14, 20:20
    > eci kiedy przesadzają. Rozbawił mnie post o przywiązaniu niemowlaka do kaloryfe
    > ra bo większość osob udzielających sie tutaj ma już dzieci duzo starsze i rozum
    > ne. To, że my mamy dzieci nie musi być problemem sąsiada wink Pozdrawiam
    post a'propo przywiązania dziecka do kaloryfera był w odpowiedzi na wypowiedzi m.in. młodej dziewczyny " gdy uczyłam się do matury i dziecko sąsiadów za ścianą biegało przez cały dzień w mieszkaniu i w kółko słyszałam TUP, TUP, TUP, można było oszaleć. Albo place zabaw pod oknem i krzyczące (nie bawiące się , tylko wrzeszczące dzieci) cały dzień... "
    i jeszcze jednego Pana, który napisał "Mieszkasz w bloku i nie możeż hałasować ani ty ani twoje dzieci, bo to przeszkadza innym. I tyle. Koniec. Period."
    ale całkowicie zgadzam się z tym, że to , że mamy dzieci nie musi być problemem sąsiada. Nie można pozwolić na uporczywe zakłócanie ciszy. Jednak czasem są sytuacje, ze nie robisz nic nadzwyczajnie głośnego, a innym to przeszkadza (jak ktoś sie uczy, w cichym mieszkaniu, to wszelkie odgłosy dobiegajace od sasiadów moga byc denerwujace - dzieci, odkuracz, pralka). Chodzi o trochę wyrozumiałości dla innych. Mam pod sobą sąsiadów, młodych ludzi, którzy w weekendy zapraszają 2-3 znajomych i do późna słychać rozmowy towarzyskie, czasem śmiechy dokładnie pod nasza sypialnią. Nie śmiałabym im zwracać uwagę, że mi to przeszkadza w zaśnięciu, bo nie robią nic karygodnego. Jak mam z tym problem, to mogę sobie wyciszyć mieszkanie, albo wyprowadzić się z bloku. Jak mi koszą trawę pod oknem, a akurat musze pracować, to mam powiedzieć Panu, żeby przyszedł później z tą kosiarą?
  • e-milia1 23.03.14, 10:51
    naszemu sasiadowi juz zanim mielismy dzieci przeszkadzalo, ze my np. zamykamy wejsciowe drzwi do mieszkania za glosno. sam nie zamyka ciszej. sasiedzi jeszcze jakis czas temu, dwa, trzy lata temu, prowadzili bardzo towarzyski tryb zycia. na weekend albo wychodzili lub mieli gosci. wracali czesto pozno i nieraz mnie budzili. gdy mieli gosci, odprowadzali ich pod winde i tam jeszcze sobie po cichu (bylo slychac u nas) jeszcze troche plotkowali pod winda. nie czepialam sie bo po co? dlaczego wiec sami sie czepiaja?
  • ewagorak 23.03.14, 15:49
    e-milia1 napisała:

    sasiedzi jeszcze
    > jakis czas temu, dwa, trzy lata temu, prowadzili bardzo towarzyski tryb zycia.
    > na weekend albo wychodzili lub mieli gosci. wracali czesto pozno i nieraz mnie
    > budzili. gdy mieli gosci, odprowadzali ich pod winde i tam jeszcze sobie po ci
    > chu (bylo slychac u nas) jeszcze troche plotkowali pod winda. nie czepialam sie
    > bo po co? dlaczego wiec sami sie czepiaja?

    E-milia1 to porozmawiaj z tym upierdliwym sąsiadem, przypomnij mu te rozmowy pod windą, bo tu jak sama widzisz nie rozwiążesz tego. My nie wiemy jaki on jest, dlaczego tak się zachowuje? Szkoda tracić czas na rozmyślanie, lepiej zagadnij go i ustalcie jakieś zasady.

  • ol-dom 28.03.14, 21:34
    Ja mieszkam krótko w bloku i mam niewielkie doświadczenie ale żałuję zakupu tego mieszkania. Pracuję przeważnie w domu, jest to związane z pisaniem i czytaniem literatury fachowej. Wymaga skupienia.Nade mną mieszka taksówkarz wracający do domu w nocy, hałasuje, głośno trzaska drzwiami, puszcza wodę , włącza telewizor itp. W ciągu dnia jego żona tłucze kotlety schabowe, chyba na handel, bo przez kilka godzin. Ponadto chodzi po domu w drewniakach pewnie po panelach, bo u mnie powoduje to straszny hałas. Próbowałam rozmawiać z nimi, przedstawiając sytuację - zostałam jedynie zelżona.Administrator ograniczył się do wywieszki o ciszy nocnej, a w dzień każdy może robić co chce.Odrębną sprawą są wieczne remonty w jakimś lokalu.Co to znaczy,wszyscy wiemy.Nie mogę korzystać z biblioteki, gdyż opiekuję się ciężko chorą, 90-letnią osobą.Czarna rozpacz!
  • bariss_offee 31.03.14, 01:03
    A to my w takim razie mamy szczęście, bo mamy za sąsiadów głównie starsze osoby, a wśród nich - ani wśród tych młodszych - ani jednej wrednej. Panie z uśmiechem poblazania komentują, że "synek tej nocy dał popalić... " wink (6 m-cy). A na sporadyczne "wybryki" starszego (czasem głośny na klatce, zrzuca piłkę ze schodów itp) też się nie skarżą. Może to też faktycznie kwestia budownictwa - mieszkamy w bloku z końca lat 60.

    Z drugiej strony, jakiś czas temu młodzi sąsiedzi z dołu robili kilka razy w tygodniu szalone imprezy z bardzo głośną muzyką. Wiem że lokatorzy spod nich wyprowadzili się bo nie mogli tego zdzierżyć. Teraz jest już generalnie cicho - pewnie była interwencja u właściciela mieszkania (ci imprezowicze to byli najemcy).

    Zdecydowanie najwiekszą masakrą w bloku jest... robactwo... Jeszcze niedawnonasz pion zmagał się z plagą karaluchów uncertain Nadal mną wzdryga gdy o tym pomyślę... Na szczęście problem zażegnany - na razie. ..
  • makoc 31.03.14, 10:17
    u nas bez robactwa. z tym, że nie ma też zsypów na śmieci w użyciu.
  • maksimum 01.04.14, 16:24
    Mnie sie zyje dobrze.100m2 mieszkanie+duzy taras.Z kazdego okna widok na ocean.
    Sciany i podlogi takie ze sasiadow nie slychac.
    Jak sasiad urzadzi dyskoteke to dzwonie po security i za 10 min jest po dyskotece i na najblizszym zebraniu ma do zaplacenia 100 doll kary za zaklocanie spokoju.
    Mieszkam tuz przy Brooklyn Aquarium i codziennie jezdze rowerem po boardwalk'u.
  • mro.owa 02.04.14, 22:13
    Olej ich albo zmień mieszkanie. Proste smile
  • merrigold30 04.04.14, 11:41
    Kupiłam mieszkanie w kamienicy na przekór tym wszystkim developerskim ofertom.
    Zdrowe, grube mury z cegły, dobra izolacja, przestronne, niebanalne.
    Ludzi wokół słyszę sporadycznie. Trochę się bałam, bo przeniosłam się z domku na peryferiach.
    Co wspaniałe wszędzie jadę kilka minut tramwajem, nie jestem już kierowcą dzieci,
    wyjście do kina to nie jest wyprawa, powrót taksówką to nie majątek, mam bibliotekę pod nosem...Szkoda, że tyle pięknych kamienic niszczeje i raczej są taktowane jako socjalne lokale.
  • maksimum 05.04.14, 01:11
    Bo developerskie oferty w Polsce to jedna wielka beznadzieja.
    Po pierwsze mieszkania sa niewykonczone,czyli trzeba wydac kupe szmalu na wykonczenie.
    Zbudowane najtanszym kosztem,czyli jak sasiad kichnie to go slychac,a jak gotuje kapusniak to tez go slychac.
    Najlepsze sa grube mury z cegly i podlogi betonowe a na nich klepka,co kiedys bylo standardem a teraz jest przepychem.
  • frotka2424 05.04.14, 14:02
    My nie mamy dzieci, ale w nagrodę wprowadził się do kobitki pod nami facet (stary dziad, koło 70 lat) no i sielanka się skończyła. O ile nic nikomu nie przeszkadzało (dosłownie nic i dosłownie nikomu), to od momentu wprowadzenia się BinLadena (a tak go sobie nazwaliśmy) zaczęło przeszkadzać dosłownie wszystko. Mało, że każde stuknięcie w bloku (w jego mniemaniu) pochodzi od nas z mieszkania, to za każdym razem robi dziką awanturę. Albo wali czymś w kaloryfer, albo przychodzi na nasze piętro i wali (czy kopie) w nasze drzwi, łapie mnie na schodach i chętnie by się ze mną poawanturował, albo zmiatata wsztstkie śmieci ze swojego balkonu i wysypuje nam na próg, twierdząc, że wszystko co przyniesie wiatr też jest z naszego polecenia, o awanturach balkonowych już nie wspomnę - kurzy mu się od nas, kapie mu od nas...
    Wybrał sobie mnie, czy nas bo widocznie wpadliśmy mu w oko i ma na nas ochotę.
    Nie wolno mi ubić schabowych na obiad, nie wolno mi odkurzać, wbić w ścianę gwoździa do obrazka, suszyć prania na balkonie... W zasadzie awantura przy każdej okazji, bo wszystko jest okazją, żeby zrobić awanturę.
    Pozwalał sobie na coraz więcej, aż do chęci bójki ze mną - czara się przelała.
    Wysłałam do niego dzielnicowego na rozmowę wychowawcza. Jedna nie pomogła, to była druga, podczas której dzielnicowy postraszył go sądem i czymś tam jeszcze, a ponieważ to były kryminalista karany niejednokrotnie, to skutek był prima sort.
    Zapomieć do końca o mnie nie może, czasami zdarza się walenie w kaloryfer, wyzywanie mnie - ale drze się w swoim mieszkaniu i ma nadzieję, że słyszę.
    Na chwilę obecną tylko mnie śledzi, odprowadza wzrokiem, ale już nie staje na klatce i nie zagradza mi swoim cielskiem drogi, nawet zdarzyło mi się kilka razy minąć go bezdotykowo.
    Olewanie - i pomaga i nie. Mój sąsiad był jeszcze bardziej rozwścieczony jak przechodziłam obok niego i udawałam, że mijam powietrze.

    Nic na to nie poradzimy, że zdarzy się czasami sąsiad - świr.
    Trzeba sobie radzić wszelkimi dostępnymi sposobami i w końcu trafi się na słaby punkt takiego delikwenta.
    Zawsze można mieć nadzieję, że będzie niezadowolony faktem, że jest olewany i znajdzie sobie inny obiekt zainteresowania.
  • iwo02 11.04.14, 16:44
    Na górze mam studentów. Notorycznie robili imprezy w środku tygodnia,
    jak była impreza dzwoniłam do właściciela. Raz wezwałam policję i oddałam telefon policjantowi gdy na drucie był już zaspany i z pretensjami właściciel.
    Policja poinformowała gościa o procedurze, od tej pory jak amen w pacierzu.

    U góry mam ąę bułkę przez bibułkę wielkopańskie małżeństwo.
    Pan potrafi wylewać wodę z żelazka na moją pościel, a pani obrywa pelargonie i całe kwiatostany rzuca mi na balkon. Raz się wściekłam zmiotłam cały syf, zadzwoniłam do drzwi i sypnęłam pani do mieszkania z uśmiechem mówiąc: spadło pani. Skończyło się.

    Obok starszy dziadek. Gość dzień i noc wali młotkiem,
    nie wiem może to jakaś trauma po Słodowym.
    W wakacje gdy nas nie było włączył nam się alarm, pech bo wył 3 dni i 3 noce.
    Dziadek raczył nas poinformować o zajściu oczekując przeprosin.
    Więc mu powiedziałam że ja czuję się tak samo jak on nap ...la młotkiem dniami i nocami. Skończyło się.

    Na dole socjal i gość z wyrokiem. Przez 4 lata raz wezwałam policję gdy przez cały weekend na full serwowali mi disco polo. No nie zdzierżyłam.

    Wszelkie próby ugodowego załatwiania spraw spełzały na niczym.
    Więc nie dyskutuję z sąsiadami, szkoda mi czasu i nerwów.
    Każdy ma prawo do ciszy i odpoczynku w czasie wolnym od pracy
    i nie ważne która jest godzina NIKT nie ma prawa zakłócać miru domowego innym.
    I dla jasności mam dziecko i kota. a koledzy młodego do cichych nie należą.
    Kot orientalny więc raczej z tych głośnych.

    Mimo to jak trzeba coś załatwić w spółdzielni to sąsiedzi wszyscy się do mnie zlatują
    pisze pisma, załatwiam remonty balkonów, malowanie klatki,
    wycinkę drzew stwarzających zagrożenie.
    Więc już teraz z naprawdę małymi wyjątkami jakoś dajemy radę smile.
  • sengas 12.04.14, 10:44
    W temacie pralki u sąsiada to akurat mi jest nie do śmiechu... Ot pralka, taki banał przeszkadza nie?
    Miałam sąsiadów dwa (!) piętra wyżej którzy notorycznie prali - codziennie od rana do wieczora po kilka prań, w weekendy i w święta to już non stop, w nocy często też. Co oni tak prali? Nie wiem. Mąż się w końcu przeszedł bo mieliśmy małe dziecko na etapie bania się dziwnych dźwięków które dostawało histerii na dźwięk wirowania (przypominał lądujący odrzutowiec- bez ściemy!). Mówi że może trzeba tę pralkę naprawić (łożysko, poziomy...) - Panie to jest dobra pralka - ma dopiero 11 lat i 2 lata temu była w naprawie... Ręce nam opadły. Jakoś ze wszystkich pięter u nikogo innego pralki nie słychać.... Ale potem się okazało że to jakaś patologia, krzyki, wrzaski nocami, raz sąsiadka biegała po korytarzu z rozwalonym nosem (bo on mnie bije). W końcu się wyprowadziliśmy choć dzieciak jeszcze przez parę miesięcy się bał jak samolot leciał wink Ale współczuję innym co tam zostali...
  • agulha 13.04.14, 01:02
    Dużo zależy od budownictwa i akustyki, boleśnie dużo. Mieszkam obecnie w trzecim miejscu na stałe - wszystkie można nazwać blokami. Tu są dwie klatki, na każdym piętrze po trzy mieszkania (zresztą chyba nie wszystkie zajęte), cicho jak w grobie. Przez ścianę mam sympatyczne, tolerancyjne małżeństwo z kilkuletnim dzieckiem, z rzadka w ogóle słyszę jakikolwiek odgłos życia od nich, chociaż spędzam 98% czasu przy ścianie dzielącej nasze mieszkania. Z drugiej strony mieszkania max co słyszę, to czasem, że chyba ktoś odkręcił wodę (cichutki dźwięk). Najgłośniejszy i najbardziej znienawidzony dźwięk pochodzi natomiast z domku ("ach mieć dom!" - wzdychacie). Obok są segmenty z ogródkami i właściciel skrajnego segmentu sprawił sobie wyjątkowo jazgotliwego psa, który godzinami przebywa na dworze i zajadle, długo szczeka na każdego przechodnia, koszmar.
    Poprzednie miejsce zamieszkania - blok z końca lat '60. Czasem było słychać rozmowę piętro niżej, oczywiście słuchanie muzyki (niekoniecznie dawało się zlokalizować źródło - raz mi się udało, uczyłam się wtedy do specjalizacji i muzyka działała mi na nerwy, ugodziliśmy się zresztą bez problemu). Pamiętam także, jak raz późnym wieczorem (po 22, ale nie noc) rozmawiałyśmy z koleżankami (było nas chyba trzy, żadnej muzyki, żadnych śpiewów, krzyków, głośnego ryczenia ze śmiechu, ot rozmowa, ale nie szeptem) i ktoś nam walił w kaloryfer. Początkowo nie byłam pewna, o co chodzi, czy o naszą rozmowę? Co to za architektura do bani, żeby rozmowa wewnątrz mieszkania (okno chyba było zamknięte) dawała poziom hałasu przeszkadzający innym?
    Tu w obecnym mieszkaniu zdarzyło się jeden raz, że ktoś nam zwrócił uwagę - kilka osób wypiło toast szampana, rozmawiając swobodnie (w biały dzień, chyba o 17) - ale to było na tarasie, więc przynajmniej rozumiem, że można było usłyszeć rozmowę. Inna rzecz, że nieznana mi do tej pory osoba coś do nas ryknęła chyba o usypianiu swoich dzieci - nie wiem, skąd taka agresja na wstępie? Skąd ja miałam wiedzieć, że w ogóle mieszka w pobliżu ktoś z małymi dziećmi i o której godzinie one śpią? To tak Wam pod rozwagę smile.
    Trzymanie rzeczy na korytarzu - generalnie nienawidzę, ale to też różnie bywa. U rodziców cały korytarz zagracony przez sąsiadów różnymi ohydnie wyglądającymi sprzętami z demobilu i zbędnymi rzeczami, był okres, że było trudno przejść. Tu u mnie sąsiedzi trzymają często rower/y i(lub) rowerek dziecięcy. Wygląda irytująco, ale przejścia nie uniemożliwia, a sąsiedzi sympatyczni, więc milczę smile.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka