Dodaj do ulubionych

duże nowe mieszkanie czy remont?

13.02.14, 23:16
Dobry wieczór, mam dylemat. Mam 3 dzieci (16, 11, 0.5),mieszkamy na 70m2, dobre miejsce, gdyby nie najmłodszy nawet nie myślałabym o zmianie. Ciasno nam trochę, ale mieszkanie ma 5 okien i po remoncie można by zrobić 4 sypialnie i kuchnio-jadalnię. Sypialnie małe (10,9,8,6m2). Mamy2kibelki, wiec ogólnie da się. I teraz mam pytanie do Mam starszych/doroslych dzieci: co lepsze? Kupno większego mieszkania, wygodnego dla nas, nastolatków i malucha? Mieszkanie "na kupie" i kupno kawalerki dla najstarszego?
Finansowo nowe mieszkanie znaczy mały kredyt i brak funduszy na kawalerkę, stare- to remont (poważny, tak aby upchnąć te 4 sypialnie) i fundusze na kawalerkę za 2/3 lata. Co myślicie? Pozdrawiam,
Edytor zaawansowany
  • alusia255 13.02.14, 23:45
    A po co szesnastolatkowi kawalerka?
  • stokrota113 14.02.14, 09:22
    ja bym zrobiła remont i zbierała na kawalerkę. Bo nawet jeśli w wieku 19 lat się nie wyprowadzi z domu to pewnie w wieku 25 już tak.....więc od 6 lat mielibyście kawalerkę, którą moglibyście wynajmować i łatwiej by było zbierać pieniądze na kolejne mieszkanie, dla obecnego 11latka. Ale dla mnie ważniejsze jest zabezpieczenie finansowe niż przestrzeń....ale są ludzie, którzy wolą przestrzeń i twierdzą, że jakoś to będzie.
  • monhann2 14.02.14, 16:41
    Widze, ze w Polsce wciaz pokutuje przekonanie, ze to rodzice sa odpowiedzialni za nowe lokum dla dziecka! A jak ma sie tych dzieci np 5tke to nic tylko tyrac cale zycie na mieszkania dla dzieci. Jak dla mnie to chore!
  • goscinnie_ino 14.02.14, 17:17
    a niby kto ma być odpowiedzialny za moje dzieci? sąsiad?
    nie wiem co w tym chorego?
    staram się tak żyć, żeby moim dzieciom zapewnić jak najlepszy start. Ty nie? to kto tu ma chore podejście?
    --
    Marta 16.03.2011
    Marysia 12.07.2012
  • monhann2 14.02.14, 18:57
    Zapewniam moim dzieciom "normalny" start. Nie rozumiem w tym przypadku okreslenia "jak najlepszy". No ale to dlatego, ze nie mieszkam w Polsce od wielu, wielu lat. A wiec prosze, oto jak ja zapewniam moim dzieciom ten normalny start: od malego odkladam im na specjalny fundusz edukacyjny pieniazki aby mieli za co sie ksztalcic. Do tego dorabiaja sobie w wakacje. Tutaj, niestety edukacja sporo kosztuje. W ten sposob zapewniam im mozliwosc aby uzyskali edukacje, znalezli godziwe, adekwatne do tejze uzyskanej edukacji zatrudnienie, za ktore bedzie ich stac najpierw wynajac mieszkanie a pozniej kupic swoje, najpierw male, potem wieksze itd. To jest tutaj normale. Dlatego uwazam wlasnie, ze podawanie wszsytkiego dzieciom na zlostej tacy jest chore. Ale tak naprawde to w Polsce sa inne, chore wlasnie realia wiec w sumie w chorym kraju - chore warunki - chore zachowaniasmile
  • dzieciata.renata 14.02.14, 21:54
    No widzisz, nie mieszkasz w Polsce. U Ciebie płatna jest edukacja, ale na pewno macie większą możliwość stałego, bezpiecznego, w rozsądnej cenie wynajmu lub kupna mieszkania przez młodego człowieka, dopiero zaczynającego pracę zawodową. W Polsce edukacja jest bezpłatna póki co, za to nie ma praktycznie komunalnych, państwowych mieszkań. Rynek wynajmu jest nie jest wcale taki tani, a kupno mieszkania nawet na rynku wtórnym bardzo drogie i często niemożliwe nawet przez mocno dorosłych ludzi z powodu braku zdolności kredytowej (obecnie chyba trzeba mieć minimum 10% wkładu własnego, odpowiednio wysokie zarobki i odpowiednią formę umowy o pracę).
    Do tego zwróć uwagę, że w Polsce w wielu rodzinach każde z dzieci nie ma oddzielnego pokoju, nadal często dzielą z rodzeństwem. Bardzo często rodzice nie mają oddzielnej sypialni tylko zajmują pokój, który w ciągu dnia jest użytkowany przez wszystkich domowników. Mieszkania w Polsce mają mały metraż, ciężko pomieścić rzeczy wszystkich. Często nawet w kilkupokojowych mieszkaniach jest jedna łazienka, ewentualnie oddzielne wc. W takich warunkach trudno, żeby mieszkała wraz z rodzicami i rodzeństwem dorosła osoba studiująca czy rozpoczynająca pracę czy nawet już żyjąca samodzielnie, ale z tak niską pensją, że nie stać jej na wynajem oddzielnego lokum (a tak zarabia wielu młodych ludzi). Nie jest to fajna perspektywa ani dla rodziców dorosłych już w końcu dzieci ani dla tych dzieci.
    Dlatego w Polsce nadal rodzice martwią się o przyszłość mieszkaniową swoich dzieci i każdy na swój sposób próbuje pomóc. Wiele osób ma w pamięci trudne warunki lokalowe swoje z dzieciństwa, ze swoich początków samodzielnego życia czy swoich rodziców i chce, by młode pokolenie miało lepiej. Co w tym złego? Ja cieszę się, że moi rodzice i teściowie, pamiętając o trudnościach, które były udziałem ich i wcześniejszych pokoleń pomyśleli o zabezpieczeniu nas w tym względzie i myślą też o wnukach, chociaż nie mają takiego obowiązku.
    Jeśli nie ma możliwości finansowych na jednoczesne świetne warunki mieszkaniowe obecne i pomoc w niezależności mieszkaniowej dorosłych dzieci, trzeba wybrać jedno albo drugie. Ja jestem za tym drugim, aczkolwiek w granicach rozsądku, bo w dzieciństwie mieszkanie "na kupie" może być fajne i wiele uczyć, a samodzielność, niezależność potrzebna jest dorosłym młodym ludziom, żeby układali sobie życie po swojemu. Własna przestrzeń jest podstawową bazą budowania dorosłego życia. Jak jej nie ma dorosłe dzieci pozostają dalej w fazie nastolatka/studenta.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • mali-nki 17.02.14, 21:44
    goscinnie_ino napisała:

    > a niby kto ma być odpowiedzialny za moje dzieci? sąsiad?
    > nie wiem co w tym chorego?
    > staram się tak żyć, żeby moim dzieciom zapewnić jak najlepszy start. Ty nie? to
    > kto tu ma chore podejście?

    moze wlasnie dlaczego ludzie nie decyduje sie na wiecej dzieci bo jest jakis ten spoleczny przymus ze wlasnie rodzice sa od tego. Jak slysze ze na slub dostaje sie juz ziemie czy mieszkanie to sie naprawde dziwie. Rozumiem jak rodzina jest bardzo bogata i i tak wszystko jedno bo maja. Ale sa to czesto rodziny przecietne, ktore sobie odejmuja od ust zeby wlasnie zapewnic ten "najlepszy start".
    Czyli przy jednym dziecku mozesz kupic te nieszczesna kawalerke ale przy 3plus? No ludzie wierzcie bardziej we wlasne dzieci, ze otrzymujac milosc, opieke, wiare w siebie i wyksztalcenie a potem dadza sobie rade po kolejnych szczebelkach dotrzec na te wyzyny posiadajacych.
  • dzieciata.renata 14.02.14, 21:27
    Ile m2 ma czy będzie miała ta kuchnio-jadalnia? Jeśli miałaby pełnić funkcję pokoju dziennego, w którym rodzina wspólnie spędza czas, musiałaby mieć z 15 m2. Moim zdaniem takie mieszkanie może być. Sypialnia 10 m2 dla rodziców, 9 dla najstarszego dziecka, 8 dla środkowego i 6 dla najmłodszego. To nie jest raczej mieszkanie "na kupie", każdy ma swój pokój. Nie pakowałabym się dobrowolnie, mając inną opcję w kredyt przy trójce dzieci. Nawet jeśli nie uda się z kupnem kawalerki, lepiej wyjdziecie na opłacaniu akademika studentowi lub pokoju we wspólnym wynajmowanym mieszkaniu z innymi rówieśnikami.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • eps 15.02.14, 09:53
    ja bym wolała odłożyć na większe mieszkanie i nie pakowałabym się w kawalerkę.
    po pierwsze to nie wiadomo gdzie dzieciaka życie rzuci i kawalerka w Krakowie a on chce/musi być w Gdańsku.
    Poza tym, ja mam jakoś inaczej poukładane priorytety i wolałabym obecnie komfort mieszkania niż składanie na kawalerkę dla dziecka. Mam takie wewnętrzne przekonanie że do moich obowiązków należy zapewnienie dziecku jedzenia, przyzwoitego startu w zycie i ma sobie radzić samo. Jak go będzie stać na mieszkanie to supera a jak nie to będzie musiał wynajmować - jego życie, jego wybory i jego sprawa.
    nie uważam że to ja mam obowiązek kupić dziecku mieszkanie. Jako kiedyś zaawansowana wiekiem staruszka chciałabym umrzeć w przeświadczeniu że jak mnie braknie to moje dzieci dadzą sobie radę. nie mogłabym spokojnie umrzeć zostawiając na świecie nieudacznika (przepraszam za to słowo) który jest zależny od kasy rodziców.
    Dzieci mają być samodzielne i samowystarczalne. co więcej jak by sie coś stało (np. niewypłacalność zusu smile ) to muszą jeszcze mnie utrzymywać, nigdy na odwrót.
    I moje dziecko nie musi być lekarzem czy prawnikiem, przyzwoite pieniądze może zarabiać takze mechanik samochodowy, stolarz, pielęgniarka. Kwestia wyborów i wpojonych zasad.


    --
    "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

    Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
  • marina2 15.02.14, 12:24
    pytanie do autorki wątki: czy najstarsze dziecko wyprowadzi się na studia ? zostanie z Wami? jak przypuszczasz?
    jeśli wyjedzie - zrobiłabym remont.jeśli masz mocne przypuszczenie,że zostanie rozważyłabym większe lokum.
  • anwojto 15.02.14, 22:34
    Najstarsze jest trochę dziecinne. Myślę, ze trzeba go będzie przymusić do samodzielności, uczy się, jest sumienny, ale nie lubi podejmować decyzji. Może wyjedzie, może nie. Nie chodzi o to aby juz sie wyprowadzał, oszczędności też od razu nie wydamy- dają bufor bezpieczeństwa, który mój maz bardzo ceni. Sama "wyszłam" z domu mając 21 lat, ale może teraz młodym trudniej.
    Inne pytania: kuchnio- pokój ma ok 15. Cale mieszkanie 70m2.
  • dzieciata.renata 16.02.14, 18:11
    anwojto napisała:

    > . Sama "wyszł
    > am" z domu mając 21 lat, ale może teraz młodym trudniej.
    A ile zarabiałaś? Miałaś pewność pensji, zatrudnienia? Gdzie mieszkałaś? Jeśli wynajmowałaś, ile Cię to kosztowało?

    > Inne pytania: kuchnio- pokój ma ok 15.
    No to okej, sprzęty kuchenne, stół na 5 osób i zgrabna kanapa, tv do wspólnego spędzania czasu się zmieści. Jeden pokój jako sypialnia dla Was i reszta dla dzieci, każdy będzie miał swoje terytorium. Jak dla mnie normalne mieszkanie.
    Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dziecko studiujące na miejscu miałoby mieszkać z rodzicami, jeśli jest możliwość kupienia dla niego kawalerki, o ile oczywiście rodziców stać na finansowanie jego oddzielnego zamieszkiwania. Przecież to super sytuacja, doskonale ucząca samodzielności, pełnej odpowiedzialności za siebie, planowania. Jak po studiach będzie chciał młody człowiek wyjechać, sprzeda kawalerkę lub wynajmie i będzie miał zysk.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • 3-mamuska 18.02.14, 15:56
    dzieciata.renata napisała:

    > anwojto napisała:
    >
    > > . Sama "wyszł
    > > am" z domu mając 21 lat, ale może teraz młodym trudniej.
    > A ile zarabiałaś? Miałaś pewność pensji, zatrudnienia? Gdzie mieszkałaś? Jeśli
    > wynajmowałaś, ile Cię to kosztowało?
    >
    > > Inne pytania: kuchnio- pokój ma ok 15.
    > No to okej, sprzęty kuchenne, stół na 5 osób i zgrabna kanapa, tv do wspólnego
    > spędzania czasu się zmieści. Jeden pokój jako sypialnia dla Was i reszta dla dz
    > ieci, każdy będzie miał swoje terytorium. Jak dla mnie normalne mieszkanie.
    > Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dziecko studiujące na miejscu miałoby mieszkać
    > z rodzicami, jeśli jest możliwość kupienia dla niego kawalerki, o ile oczywiści
    > e rodziców stać na finansowanie jego oddzielnego zamieszkiwania. Przecież to su
    > per sytuacja, doskonale ucząca samodzielności, pełnej odpowiedzialności za sieb
    > ie, planowania. Jak po studiach będzie chciał młody człowiek wyjechać, sprzeda
    > kawalerkę lub wynajmie i będzie miał zysk.

    Kawalera powinna zostac dla młodszych dzieci na czas studiów. A nie wyjedzie sprzeda i tyle go widzieli.
    >
    Ta doskonale ucząca samodzielności ??? Stac rodziców na jego oddzielne mieszkanie?

    I gdzie tu logika? Bedzie żył na koszt rodziców sieć jaka samodzielność?
    Moim zdaniem jesli sie wyprowadzi powinien utrzymywać sie sam.
    A rodzice zaczynaja składać na mieszkanie dla młodszych dzieci.


    Ja bym zrobiła remont i została na starym miejscu, ale ja nie lubie przenosić sie z miejsca na miejsce,jesli okolica wam odpowiada zostańcie.

    Kup kawalerkę i wynajmij, te pieniadze z wynajmu odłożyć na następna kawalerkę.
    Plus jeszcze cos zanim dziecko dorośnie.
    A jesli nie stac was na mieszkanie dla każdego dziecka to i najstarszy nie powinien dostać.

    Ta kawalerów to jedynie lokum dla całej 3 na czas studiów.
    Po skończeniu i znalezieniu pracy musieliby pójść dalej.


    Moja mama ma znajomych , budowali kupę lat dom duży bo dla dzieci (4 synów mieli) moze dla synowej 1 lub 2, taki 3 piętra piwnica, z każdego piętra moznabylo zrobić samodzielne mieszkanie, plus mieli mieszkanie w bloku.

    Wiele lat pózniej mieszkali sami grzali w 2 pokojach i kuchni łazience bo nie stac ich było na ogrzewanie wielkiej chałupy.
    Dzieci sie rozjechały po świecie.
    Oni sprzatalo dom i mieszkają w 4 pokojowym mieszkaniu.
    Dom piękny , na każdym pietrze łazienka i 5 pokoji ( z jednego kuchnie moznabylo zrobić)
    W piwnicy garaż wielki miałeś samodzielne mieszkanie bo pomieszczenia były łazienka i kuchnia tez.
    Wiec myśle ze kupno większego bo dla dzieci to bez sensu zwłaszcza dosc dużych dzieci.
    --
    -----------------
    ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
  • monhann2 18.02.14, 17:18
    A jaki problem sprzedac wielki dom i kupic w zamian cos mniejszego? Jak juz wielki niepotrzebny, bo dzieci poszly na swoje?

    A czemu to studiujace dzieci maja mieszkac w kawalerce? Nie moga w domu rodzinnym jesli jest w tym samym miescie co uczelnia? No i jesli studiuja, to nie pracuja wiec kto bedzie utrzymywal te kawalerke? Bo kupno to nie wszystko, sa jeszcze oplaty, wyzywienie itd wiec dalej na garnuszku u rodzicow? A jeszcze przeciez jakies meble potrzebne? Nie rozumiem takiego rozumowania???
  • marina2 18.02.14, 20:23
    obecnie w PL jest to duży problem sprzedać dom zwłaszcza ponad 200m2.
    w mojej dzielnicy można przebierać w ofertach jak w ulęgałkach.duże domy ,dzieci poszły na swoje,sporo z nich wyjechało z kraju i mnóstwo banerów wiszących od 3 lat oferujących sprzedaż domu.
  • dzieciata.renata 19.02.14, 21:19
    Są różne możliwości. Jeśli rodziców nie będzie stać na oddzielne zamieszkiwanie studiującego dziecka (czynsz, media), wynajmą kawalerkę na 5 lat i będą mieli zysk albo kupią ją dopiero po 5 latach, a przez ten czasu pieniądze na nią ulokują.
    Autorka po remoncie będzie miała oddzielny pokój dla każdego dziecka, więc nie można powiedzieć, żeby najstarsze nie miało warunków do życia w domu rodzinnym i musiało na gwałt się wynosić. Pamiętaj też, że student czy mieszka w domu rodzinnym czy we własnej kawalerce kosztuje. Musi jeść, musi się ubrać, zużywa kosmetyki, musi mieć bilet miesięczny, musi mieć podręczniki, musi mieć na czym spać, korzysta z tv i internetu itd.
    W Polsce wielu studentów dorabia w trakcie roku, np w weekendy. Wakacje studentów trwają 3 miesiące, przez ten czas młody człowiek może zarobić na czynsz w kawalerce na cały rok, a media i utrzymanie zapewnią rodzice tak jakby mieszkał w domu rodzinnym.
    Świadomość, że ma się możliwość mieszkania samodzielnego bez nadzoru rodziców daje energię do działania, zastanowienia się co mogę zrobić, by się utrzymać. Mogą rodzice uzgodnić, że stać ich na przelewanie kwoty X co miesiąc dziecku, a resztę musi sam zdobyć, jeśli chce mieszkać sam np. poprzez stypendium naukowe, jak nie będzie miał, musi mieszkać z rodzicami.
    Mieszkając samodzielnie trzeba samemu gospodarować dostępnymi środkami; dbać o rachunki; wyznaczać priorytety; znaleźć czas na wszystko: prace domowe, naukę, pracę, rozrywkę; gotować tanio, prać, prasować, zmywać, sprzątać; nauczyć się samosterowalności, robienia rzeczy bez dyktowania przez rodziców. Można prowadzić całkiem niezależne od potrzeb innych domowników życie towarzyskie, uczuciowe. Nie wiem jak można nie widzieć wielkich korzyści samodzielności.
    Nie uwierzę, że student mieszkający z rodzicami i młodszym rodzeństwem będzie w pełni samodzielny. Będzie udzielał się w domu, pomagał tak jak w czasach licealnych, ale nie będzie prowadził oddzielnego gospodarstwa. Wcześniejsze wyjście z domu daje większą szansę, że dziecko szybciej dojrzeje, poczuje się dorosłe i w pełni odpowiedzialne za swoje decyzje, poczynania.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • dzieciata.renata 19.02.14, 20:50
    3-mamuska napisała:

    > Moja mama ma znajomych , budowali kupę lat dom duży bo dla dzieci (4 synów miel
    > i) moze dla synowej 1 lub 2, taki 3 piętra piwnica, z każdego piętra moznabylo
    > zrobić samodzielne mieszkanie, plus mieli mieszkanie w bloku.
    >
    > Wiele lat pózniej mieszkali sami grzali w 2 pokojach i kuchni łazience bo nie s
    > tac ich było na ogrzewanie wielkiej chałupy.
    > Dzieci sie rozjechały po świecie.
    > Oni sprzatalo dom i mieszkają w 4 pokojowym mieszkaniu.
    > Dom piękny , na każdym pietrze łazienka i 5 pokoji ( z jednego kuchnie moznabyl
    > o zrobić)
    > W piwnicy garaż wielki miałeś samodzielne mieszkanie bo pomieszczenia były łazi
    > enka i kuchnia tez.
    > Wiec myśle ze kupno większego bo dla dzieci to bez sensu zwłaszcza dosc dużych
    > dzieci.

    Dla przeciwwagi mogę napisać o wujku mojego męża. Ożenił się, ale nie mieli własnego mieszkania, mogli się zapisać w kolejkę na przydział i czekać latami, na szczęście dostali od rodziców żony plac pod budowę. Mieszkali z rodzicami jego w 2-pokojowym mieszkaniu, pojawiła się dwójka dzieci z małą różnicą wieku - 2 lata, dalej tam mieszkali, budując jednocześnie dom. Postawili dom 2-piętrowy, wprowadzili się po kilku latach jak tylko był zrobiony na parterze jeden pokój, kuchnia i łazienka. Przez lata wykańczali resztę domu, mieszkając na parterze, gdzie były 3 pokoje. Jak dzieci dorosły i rozpoczęły pracę, przeniosły się na piętra, każdy na swoje i tam już się urządzali po swojemu. Każdy ma 3 pokoje, kuchnię i łazienkę. Założyli rodziny i tam mieszkają wszyscy. Nie mają kredytu, nie muszą wynajmować, mają ogród i dziadków pod nosem. Dziadkowie pracują, ale są na miejscu, więc w razie jakiejś sprawy do załatwienia wystarczy zejść na dół i zostawić dzieci na 1-2 godziny albo do rodzeństwa. Dziadkowie zadowoleni, że wnuki blisko, nie trzeba jeździć w odwiedziny. Wujostwo na starość będzie miało opiekę pod ręką, w swoim otoczeniu, nie będą musieli przeprowadzać się do dzieci albo przynajmniej bliżej nich. Oni są zadowoleni.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • marina2 17.02.14, 16:32
    nasz kuchnia ma 16m2 : meble w literę l plus wielki stół na 6 osób.w życiu codziennym super to funkcjonuje,ale w święta i większe imprezy rodzinne organizujemy w jadalni połączonej z salonem.mówię tu o imprezach na 30 plus osób.stół w kuchni na ścisk 10 osób.
    pomyśl o świętach,urodzinach itp.
  • mali-nki 17.02.14, 21:36
    dla mnie to tez jest dziwne jednak. Macie fundusze to zafundujcie sobie wiecej przestrzeni. Rozumiem jakby nie bylo zadnych dodatkowych pieniedzy ale tak? Zbierac juz teraz na kawalerke dla syna teraz zyjac w ciasnych warunkach za bardzo nie miesci mi sie w glowie.
    Podpisuje sie pod eps. to jest w Pl szalone wszystko.
    Renata dzieciata nie zgadzam sie z Toba co do lepszych warunkow teraz a kiedys. Teraz jak sie ma dobre wyksztalcenie i talent mozna naprawde zyc na lepszym poziomie niz kiedys, mozesz wyjechac za granice i legalnie pracowac w swoim zawodzie. kiedys to bylo wszystko bardzo trudne. Teraz mlodzi ludzie sie przemieszczaja, po co im w takim mlodym wieku kawalerka? Rozumiem inwestowac pieniadze, to jak najbardziej. Ale inwestowac w wyksztalcenie dzieci, w przestrzen, ktora tez jest waznym czynnikiem.
    Dla mnie byloby jasne, ze jak mozna sobie pozwolic i nie miec noza na gardle to przeniesc sie do wiekszego lokum i poprawic sobie warunki TERAZ.
  • zuzanna56 22.02.14, 19:01
    mali-nki napisała:

    > Macie fundusze to zafundujcie sobie wiecej
    > przestrzeni. Rozumiem jakby nie bylo zadnych dodatkowych pieniedzy ale tak? Zbi
    > erac juz teraz na kawalerke dla syna teraz zyjac w ciasnych warunkach za bardzo
    > nie miesci mi sie w glowie.


    Uważam tak samo.
  • dzieciata.renata 16.02.14, 17:58
    eps napisała:

    Jako kiedyś zaawans
    > owana wiekiem staruszka chciałabym umrzeć w przeświadczeniu że jak mnie braknie
    > to moje dzieci dadzą sobie radę. nie mogłabym spokojnie umrzeć zostawiając na
    > świecie nieudacznika (przepraszam za to słowo) który jest zależny od kasy rodzi
    > ców.
    I sądzisz, że jak dziecko dostanie na start kawalerkę, będzie dalej całe życie wisiał na rodzicach? Życie pokazuje inaczej. Ci co mieli łatwiejszy start, zachodzą dalej i dzieje się to szybciej. Znam wiele ludzi, nie tylko z mojego pokolenia, ale też moich rodziców i dziadków, którym ich rodzice czy dziadkowie pomagali w zdobyciu własnego lokum i w żadnym wypadku nie uzależniali później swego życia od nich. Mieszkanie jest podstawową rzeczą w życiu, to nie jest żaden luksus, to nie fundowanie samochodu czy wakacji zagranicznych czy utrzymywanie do 30-tki.

    > Dzieci mają być samodzielne i samowystarczalne. co więcej jak by sie coś stało
    > (np. niewypłacalność zusu smile ) to muszą jeszcze mnie utrzymywać, nigdy na odwró
    > t.
    Sądzisz, że ten co kupi dziecku kawalerkę na start, będzie musiał już do końca życia utrzymywać to dziecko? Wręcz odwrotnie wydaje mi się. Większe prawdopodobieństwo, że dziecko, które mieszka z rodzicami i ma u nich dobre warunki lokalowe, nie będzie się spieszyć do wyprowadzki i samodzielności, bo po co?




    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • eps 16.02.14, 22:07
    nie o to chodziło mi tak do końca.
    ja po prostu egoistycznie uważam, że liczy się w pierwszym rzędzie mój komfort a nie kawalerka dla dziecka. Jak ja będę mieszkała w takim miejscu jakie uznam za "końcowe" i wystarczy na kawalerkę to ok, ale nie uważam że kawalerka być musi.
    Ja z mężem startowaliśmy z wynajętej maleńkiej juz urzadzonej kawalerki, z metrem kurzu i nie mieliśmy nic swojego. Żyliśmy bardzo skromnie i powoli zmienialiśmy lokale na coraz większe.
    dlaczego moje dziecko nie mogłoby mieć podobnego startu?
    oczywiście jak ja bedę miała pieniądze to zamiast palić nimi w piecu smile kupię mieszkania dla dzieci.
    Ale nadal uważam że dziecko samo musi o siebie zadbać.
    Może mam wypaczony obraz ale mam znajomych co dostali od rodziców dom, rodzice opłacają wszystko, dają kasę na życie - i taki typ mnie bardzo drażni.

    --
    "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

    Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
  • dzieciata.renata 17.02.14, 15:13
    eps napisała:

    > nie o to chodziło mi tak do końca.
    > ja po prostu egoistycznie uważam, że liczy się w pierwszym rzędzie mój komfort
    > a nie kawalerka dla dziecka. Jak ja będę mieszkała w takim miejscu jakie uznam
    > za "końcowe" i wystarczy na kawalerkę to ok, ale nie uważam że kawalerka być mu
    > si.
    Ale autorka w obecnym mieszkaniu może remontem zafundować wszystkim komfort (sypialnia dla rodziców, oddzielny pokój dla każdego dziecka, przestrzeń wspólna kuchnio-jadalnio-salon, dwie łazienki) i do tego odkładać na kawalerkę, a koszt będzie mniejszy niż sprzedaż i wzięcie kredytu na większe/nowsze, ale już bez możliwości odkładania na kawalerkę. Dla mnie jako rodzica fajniejszy w tej sytuacji jest remont, mieszkanie jeszcze przez 3 lata w piątkę, a później wyekspediowanie najstarszego dziecka na swoje i ta sama przestrzeń dla czwórki ludzi.

    > Ja z mężem startowaliśmy z wynajętej maleńkiej juz urzadzonej kawalerki, z metr
    > em kurzu i nie mieliśmy nic swojego. Żyliśmy bardzo skromnie i powoli zmieniali
    > śmy lokale na coraz większe.
    Mnie się jednak wydaje, że dzisiaj młodzi mają trochę gorzej z pracą, umowami, godzinami pracy, koniecznością stałego dokształcania się.

    > dlaczego moje dziecko nie mogłoby mieć podobnego startu?
    > oczywiście jak ja bedę miała pieniądze to zamiast palić nimi w piecu smile kupię m
    > ieszkania dla dzieci.
    > Ale nadal uważam że dziecko samo musi o siebie zadbać.
    > Może mam wypaczony obraz ale mam znajomych co dostali od rodziców dom, rodzice
    > opłacają wszystko, dają kasę na życie - i taki typ mnie bardzo drażni.
    Bogaci ci Twoi znajomismile
    Ja na mieszkanie patrzę inaczej, dla mnie to inwestycja w samodzielność dziecka i też zabezpieczenie finansowe dla dziecka czy też dla rodziców, bo przecież kawalerka może być własnością rodziców do czasu aż dziecko będzie w stanie samodzielnie siebie i mieszkanie utrzymać a w razie poważnych kłopotów finansowych źródło gotówki. Może też być mieszkaniem przechodnim dla całej trójki dzieci zanim nie będą w stanie kupić/wynająć sobie czegoś sami a później dodatkowym źródłem dochodu z wynajmu dla rodziców.


    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • anwojto 17.02.14, 22:36
    Bardzo dziękuję za opinie. Oczywiście czasem myślę, a co mnie się nie należy? Kupmy większe. Ale potem wiem ilu starszych ( z pokolenia mamy) mieszka samych na ogromnej powierzchni, ilu ma problemy z czynszem,a ilu czeka aż dzieci wrócą. Kredyt to stres, wtedy nie łatwo jest mieć na wakacje, obozy, wolałabym najpierw nazbierać. Jeśli cudem mogłabym kupic w tej samej lokalizacji( szkoła, praca, brak dowożenia) 90m to pewnie bym kupiła. Ale są tylko 75 w płycie i ponad 140 w willach.
  • monhann2 18.02.14, 15:21
    ja po prostu egoistycznie uważam, że liczy się w pierwszym rzędzie mój komfort
    > a nie kawalerka dla dziecka. Bingo!!!

    Eps, myslimy podobnie. I to nawet juz nie to, ze nie mieszkam w Polsce, bo jak widac inni, bedacy w kraju tez moga myslec podobnie. Niestety wielu Polakow wychowuje sobie dzieci, doroslych ludzi, niezdolnych do samodzielnego zycia (czyt. utrzymania sie) w spoleczenstwie. Zeby nie napisac "kaleki zyciowe". Bo mamusia i tatus i tak kupia! I to wcale nie jest zapewnianie dzieciom lepszego startu w zycie, moim zdaniem. A utrudnianie go.

  • dzieciata.renata 19.02.14, 21:38
    monhann2 napisała:

    > Niestety wielu Polakow wyc
    > howuje sobie dzieci, doroslych ludzi, niezdolnych do samodzielnego zycia (czyt.
    > utrzymania sie) w spoleczenstwie. Zeby nie napisac "kaleki zyciowe". Bo mamusi
    > a i tatus i tak kupia! I to wcale nie jest zapewnianie dzieciom lepszego startu
    > w zycie, moim zdaniem. A utrudnianie go.
    Ja dostałam mieszkanie na start od mamy i nie czuję się bynajmniej kaleką życiową. Wręcz przeciwnie, wiedziałam, że będę musiała samodzielnie się o siebie troszczyć, sama będę odpowiedzialna za to co zrobię, więc muszę zawczasu nauczyć się wszystko ogarniać, jako młoda osoba a nie 24-latka czy jeszcze później. Mój mąż też dostał mieszkanie, co prawda przeprowadził się dopiero w wieku 24 lat po ukończeniu studiów, ale również nie nazwałabym go kaleką. Bardzo dużo mu dało samodzielne mieszkanie, nauczył się co to znaczy prowadzenie gospodarstwa domowego. Mógł zainwestować pieniądze w dokształcenie, samochód a nie płacić za wynajem. Mieszkanie malował, meblował, urządzał sam, sukcesywnie z pensji, miał motywację, że robi dla siebie. Nikt mu się nie wtrącał do układania sobie życia. Na pewno było nam łatwiej niż rówieśnikom, którzy nic nie dostali, nie mamy kredytu (dopiero teraz na samochód większy), mieliśmy świadomość, że w razie czego mamy zabezpieczenie, mogliśmy szybciej założyć rodzinę.


    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • zuzanna56 21.02.14, 16:17
    dzieciata.renata napisała:


    > Ja dostałam mieszkanie na start od mamy .Mój
    > mąż też dostał mieszkanie,
    > Na pewno było nam łatwiej niż rówieśnikom, którzy nic nie dostali, nie mamy kre
    > dytu (dopiero teraz na samochód większy), mieliśmy świadomość, że w razie czego
    > mamy zabezpieczenie, mogliśmy szybciej założyć rodzinę.

    Pozazdrościć smile ale nie każdy ma tak fajnie wink
    My nie dostaliśmy ani jednego mieszkania, mamy kredyt, co zrobić.
    Wzięliśmy ślub wcześnie, dzieci mieliśmy dużo później.
    Pracowaliśmy dużo, ja od lat na 1,5 - 2 etaty.
    Może gdybyśmy dostali 2 mieszkania na start to byśmy jednak mieli to trzecie dziecko? wink

    Tak tylko komentuję renato, nic do ciebie nie mam smile
    Różnie się ludziom układa.
  • dzieciata.renata 21.02.14, 23:17
    zuzanna56 napisała:


    > Różnie się ludziom układa.
    Są w życiu rzeczy, które same się układają, zrządzenie losu, sytuacje niezależne od nas, ale większość rzeczy w swoim życiu to my układamy, zależy od nas. Autorka ma sytuację, na którą ma wpływ. Życie nasze właśnie niesie niespodzianki. Czy mając taką świadomość lepiej pakować się w kredyt przy trójce dzieci by poprawić całkiem dobrą sytuację mieszkaniową? Czy nie lepiej jak rodzice kupią kawalerkę i będą mieli zabezpieczenie finansowe w razie potrzeby czy nawet możliwość przeniesienia się tam, gdyby była pilna potrzeba zdobycia dużej gotówki przez sprzedaż 70-metrowego mieszkania np. w razie ciężkiej choroby? Życie naszych dzieci też może przynieść niemiłe niespodzianki, czy nie lepiej mieć wtedy zabezpieczenie, gdzie mieszkać niż tego nie mieć?


    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • zuzanna56 22.02.14, 18:59
    U mnie kawalerka to 200 000 zł. Wolałabym dołożyć 100 000 a może 50 000 zł do większego mieszkania teraz czyli wydać mniej. Dla mnie 70m2 dla 5 osób to bardzo mało. Nie wydałabym 200 000 zł na kawalerkę mając 3 dzieci i wydatki na nie.
  • zuzanna56 23.02.14, 18:35
    eps napisała:

    .
    > Ja z mężem startowaliśmy z wynajętej maleńkiej juz urzadzonej kawalerki, z metr
    > em kurzu i nie mieliśmy nic swojego. Żyliśmy bardzo skromnie i powoli zmieniali
    > śmy lokale na coraz większe.
    > dlaczego moje dziecko nie mogłoby mieć podobnego startu?
    > oczywiście jak ja bedę miała pieniądze to zamiast palić nimi w piecu smile kupię m
    > ieszkania dla dzieci.


    Ja też.
  • mali-nki 17.02.14, 21:46
    podpisuje sie "obiema recami".
    Jedyne watpliwosci mam co do tej pieleniarki. Chyba nie jest tutaj tak rozowo....
  • eps 18.02.14, 08:11
    ja prowadzę biuro rachunkowe i rozliczam 6 pielęgniarek na kontrakcie i kobitki nie narzekają.
    średnio na rękę mają 5000-6000 tys. w małym mieście powiatowym. No ale ciężko pracują to fakt i dojeżdżają do pracy 50 km w jedną stronę, ale nikt nie mówi że pieniądze się powinno lekko zarabiać.

    --
    "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

    Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
  • kleo881 18.02.14, 22:47
    Ja bym kupila kawalerke - wynajela na najblize 2/3 lata (dodatkowy dochod), a potem po 18 oddala synowi ;-p
    --
    - I & J -
  • mali-nki 19.02.14, 13:40
    i tak kolejnym dzieciom kupowac "kawalerki"????
    W zamian za wiecej wygody i przestrzeni TERAZ?

    Przeciez nasze dzieci jak po nas cos odziedzicza to i tak juz bedzie dla nic pomoc, niekoniecznie jak beda mialy 18 lat ale moze wiele lat pozniej, moze jak beda mialy 60 lat. Ale to wiecej niz nasze pokolenie, czy pokolenie naszych rodzicow dostalo od swoich rodzicow.

    Moje przemyslenia nie dotycza oczywiscie ludzi bardzo zamoznych, dla ktorych kupno tej nieszczesnej kawalerki to pryszcz ale dla tych, ktorzy musza sobie odejmowac od ust, zeby pomoc dziecku na tzw. starcie. Dla mnie posiadanie kawalerki w takiej sytuacji w wieku 18 lat jest naprawde dziwne.
  • zuzanna56 19.02.14, 14:46
    Kupiłabym większe mieszkanie.
  • verdana 19.02.14, 14:57
    Egoistycznie uważam, ze dla mnie największym komfortem jest to, ze dziecko ma gdzie mieszkać. Porównywanie warunków polskich i nie polskich w tym wypadku mija sie z celem, bo mieszkania w Polsce są absurdalnie drogie i liczenie, że dam dziecku wykształcenie, a ono sobie kupi mieszkanie jest trochę z gatunku s-f.
    My kopiliśmy kawalerkę. Potem drugą. W rezultacie teraz starsze dzieci mają gdzie mieszkać, nie musieliśmy mieszkać z dorosłym dzieckiem, my nie musimy wymieniać mieszkania na mniejsze i wszyscy sa zadowoleni.
    --
  • mali-nki 19.02.14, 19:21
    Verdana przesadzasz i to grubo. Mieszkania sa w Pl drogie to fakt, ale gdzie indziej nie sa tanie. nie mowie o rumunskiej wsi czy bylym NRD, gdzie stoja pustostany. Popatrz na Londyn, Paryz, Stuttgart. Mlodzie ludzie nie mieszkaja tam we wslasnosciowych mieszkaniach (wylaczam w tej dyskusji rodziny bardzo bogate) w wieku 18-20 lat.
    Oczywiscie ze dziecko sobie to mieszkanie kupi, nie majac 18 lat ale majac 30 albo i 40. Dlaczego dziecko nie kupi, skoro Ty moglas kupic i to nie jedno?
  • monhann2 19.02.14, 21:27
    Dokladnie jest tak, jak piszesz. Tu, gdzie mieszkam (Toronto) tez sa bardzo, bardzo drogie ale jakos mlodzi daja rade, na poczatku gorszy standard, gorsza okolica, potem coraz lepsze odkladajac po trochu na wklad wlasny it tak sie to kreci. Do mamusi to owszem ale na obiadki w niedziele tacy mlodzi ludzie wpadajasmile W Polsce tez mozna sobie radzic na swoim, nie przesadzajmy i nie robmy z dzieci kalek. Dla dzieci poswiece sie w wielu kwestiach ale nie mam zamiaru kupowac im mieszkan. Mamy tych dzieci wspolnie z mezem troje i nie wyobrazam sobie abysmy tyrali tylko na ich 3 mieszkania, bo nam tez sie cos od zycia nalezy a oni mlodzi i zdrowi rade sobie dadza i bardziej docenia to, czego sie w zyciu dorobilismile Moze nie od razu ale w koncu ja tez od razu domu nie mialam i przez etep "biedy" jako takiej w zyciu przeszlam na samym poczatku.
  • dzieciata.renata 19.02.14, 21:25
    verdana napisała:

    > Egoistycznie uważam, ze dla mnie największym komfortem jest to, ze dziecko ma g
    > dzie mieszkać.
    Dokładnie. Czy nie lepiej dla rodziców w pewnym wieku już, po latach wychowywania dzieci, dla dobra ich związku, pracy zawodowej "uwolnić" się od DOROSŁEGO w końcu dziecka? Jeśli jest taka możliwość oczywiście.

    Porównywanie warunków polskich i nie polskich w tym wypadku mij
    > a sie z celem, bo mieszkania w Polsce są absurdalnie drogie i liczenie, że dam
    > dziecku wykształcenie, a ono sobie kupi mieszkanie jest trochę z gatunku s-f.
    Dokładnie po raz kolejnysmile Liczenie na to, że każdy wykształcony młody człowiek będzie miał pracę z godziwym wynagrodzeniem umożliwiającym wynajęcie czegoś jest w dzisiejszych czasach absurdalne.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • eps 19.02.14, 21:38
    Kurcze a ja nie wiem czemu uważam, że każdy może pracować i zapracować na własne utrzymanie. Jeden zarabia 10 000 zł i kupuje mieszkanie, drugi 1200 i wynajmuje jakąś małą klitkę.
    Moi rodzice nic mi nie dali, bo nie mieli możliwości, zresztą ja zawsze uważałam, że powinnam na wszystko sama zapracować.
    pragnienie posiadania własnego lokum zmusiło mnie do nauki po nocach, pracy ponad siły za grosze i ciągłego powolnego rozwoju zawodowego. Nie było lekko.
    nie wykluczam, że jakbym dostała na starcie mieszkanie od rodziców to osiadłabym na laurach i nie widziałabym potrzeby rozwoju zawodowego i ciężkiej pracy, aby coś osiągnąć.
    Teraz praktycznie mam co chciałam i jeszcze mam ogromną satysfakcję że zrobiłam to sama.


    --
    "Dzieci i szklanek w domu nigdy za wiele" by moja mama wink

    Dawid - 2006;Krystian - 2007; Zuza - 2010
  • w_iika 19.02.14, 23:58
    Kurcze, a my sie nosimy z zamiarem kupna mieszkania, na wynajem, zeby potem go ewentualnie sprzedac z zyskiem, i na emeryturze miec na wakacjesmile
    Nigdy nie myslalam w kategoriach kupna mieszkania dla dziecka. Ani ja, ani maz nic od rodzicow nie dostalismy i mysl,ze zyjemy tak jak zyjemy jest tylko i wylacznie nasza zasluga sprawia mi ogromna satysfakcje. Nie zamierzam tego pozbawiac moich dzieci. Wiem,ze gdybym na starcie dostala od rodzicow mieszkanie, zylabym teraz na duzo wyzszym poziomie. Ale ja wole liczyc na siebie i zyc skromniej.
    Kupno kawalerki,owszem, na wynajem. Jako inwestycja. Ale dawanie mieszkania dziecku, kosztem obnizania poziomu zycia wszystkich czlonkow rodziny? Stanowczo nie.
    Nie zakladam od razu,ze moje dzieci sobie w zyciu nie poradza, bo dlaczego mialyby sobie nie poradzic?
  • anwojto 20.02.14, 08:32
    Dlaczego zakładacie, ze kawalerka oznacza brak zaradności? Kawalerka ma służyć nauce samodzielności i być pomocą na starcie. Czy to w formie pieniędzy z wynajmu, sprzedaży. Nie wiadomo gdzie i jak " wylądują" nasze dzieci,nie wiadomo które może potrzebować ( o ile) wsparcia, nie wiadomo czy my też nie skorzystamy z kawalerki.
  • w_iika 20.02.14, 09:21
    Kawalerka jak najbardziej. W mieszkaniu wiecej miejsca, najstarsze dziecko wyprowadza sie i uczy samodzielnosci. Ale dla mnie nie jest to jednoznaczne z dawnaiem dziecku mieszkania. Gdy konczy studia i zaczyna pracowac, powoli zaczyna sie stamtad wyprowadzac i usamodzielniac jeszcze bardziej. Ta kawalerka nalezy do mnie i moge ja wynajac, sprzedac, dac innemu dziecku do mieszkania.
  • monhann2 20.02.14, 14:01
    Ja to w ogole widze inaczej niz niektore z Wassmile Kupna dziecku kawalerki nie utozsamiam w zaden sposob z nauka samodzielnosci. Pewnie, ze gdybym miala tych pieniedzy po kokardki, to bym mogla kupic kilka tych mieszkan na wynajem. Moje dzieci akurat studiuja dosc daleko od domu wiec sila rzeczy nie moga mieszkac w domu rodzinnym. Oboje wynajmuja. To ich uczy samodzielnosci. Syn wynajmuje pokoj u rodziny z domem a corka wynajela sobie z dwoma kolezankami z roku duze mieszkanie w bloku i wspolnie tam wszystko oplacaja. Jest to sytuacja tymczasowa dopoki nie pokoncza studiow. Potem albo wroca na troche do domu, albo pojda na swoje od razu. Zalezy od tego jak szybko znajda prace. Sa dorosli i moga robic co chca. Samodzielnosci sie naucza tak, jak ja sie nauczylam w swoim czasie. Nigdy nic nie dostalam od mamy, w sensie mieszkanie i sama tego nie zapewnie dzieciom. Dopiero po naszej smierci dostana, bo przeciez na cele charytatywne domu nie oddamsmile))
  • mali-nki 20.02.14, 17:28
    dzieciata.renata napisała:

    > Dokładnie. Czy nie lepiej dla rodziców w pewnym wieku już, po latach wychowywan
    > ia dzieci, dla dobra ich związku, pracy zawodowej "uwolnić" się od DOROSŁEGO w
    > końcu dziecka? Jeśli jest taka możliwość oczywiście.

    okropne podejscie, nawet jak to napisalas w cudzyslowiu. To chyba naturalne, ze dzieci sie usamodzielniaja, niektore szybciej i niektore wolniej. Dla tych, ktorzy wlasnie maja problemy z wyfrunieciem na swiat najglorszym rozwiazaniem byloby cos w tym stylu "synus, corus, musisz juz byc dorosla, rodzice tobie kupili kawalerke, przeprowadz sie tam, bedziesz samodzielna teraz" i mamy to z glowy? Nie pojmuje....
    >
    > Porównywanie warunków polskich i nie polskich w tym wypadku mij
    > > a sie z celem, bo mieszkania w Polsce są absurdalnie drogie i liczenie, ż
    > e dam
    > > dziecku wykształcenie, a ono sobie kupi mieszkanie jest trochę z gatunku
    > s-f.
    > Dokładnie po raz kolejnysmile Liczenie na to, że każdy wykształcony młody człowiek
    > będzie miał pracę z godziwym wynagrodzeniem umożliwiającym wynajęcie czegoś je
    > st w dzisiejszych czasach absurdalne.

    a wlasnie dla mnie nie. Absurdalnym byloby twierdzenie, ze jak ktos ma wyksztalcenie i olej w glowie, to trzeba zakladac, ze poradzi sobie gorzej niz jego rodzice i dziadkowie.
    >
  • zuzanna56 21.02.14, 16:09
    Może gdyby to dziecko miało lat 20 a nie 16 to kupiłabym kawalerkę. A tak mieszkacie w 5 osób, w tym nastoletnie dziecko i niemowlę na 70 m2. Nie jest to zbyt duże mieszkanie. Wolałabym TERAZ mieszkać w dużo większym mieszkaniu. Wolałabym aby TERAZ moim dzieciom było wygodnie, aby mieli miejsce do nauki i aby było gdzie zaprosić kolegów.

    Ja nie dostałam od rodziców mieszkania, ani moja siostra ani mój mąż i jego siostra. Teraz wszyscy mieszkamy we własnych domach. Oczywiście nie kupiliśmy ich w wieku 25 lat.

    Dla mnie ważna jest wygoda teraz, gdy dzieci chodzą do szkoły, gdy potrzebują przestrzeni.
  • verdana 21.02.14, 20:15
    16 lat oznacza, ze za dwa lata dziecko może się wyprowadzić, jeśli kawalerka będzie blisko. Duże mieszkanie to być może za 2-3-6 lat problem, co robić z dużym mieszkaniem po wyprowadzce dziecka. Mieszkanie to nie płaszcz - musi starczyć na więcej niż kilka lat.
    70 m na 5 osób, to nie 40 metrów - spokojnie da sie mieszkać w takim mieszkaniu w 5 osób.
    --
  • zuzanna56 22.02.14, 18:55
    Po wyprowadzce obecnie 16 latka za 3 lata lub za 8 lat może, zostaną na 70m2 w 4 osoby, w sam raz.
    A jeśli kupią teraz 90m2, najwyżej za 15 lat sprzedadzą, co za problem. Jest jeszcze półroczny maluch. On pomieszka z rodzicami jeszcze minimum 18 lat.
  • dzieciata.renata 21.02.14, 23:30
    Autorka napisała, że fundusze na kawalerkę będą dopiero za 3 lata, kiedy najstarsze skończy szkołę średnią, pójdzie na studia. Teraz nie ma jeszcze takich oszczędności. Jeśli kupią większe mieszkanie, będą mieli kredyt i nie będą mieli możliwości odkładać na kawalerkę.
    Nie rozumiem zupełnie Twojego podejścia. Pokój 9m dla jednego licealisty to nie jest klitka, zmieści się i łóżko i biurko i meble. Imprezy urządzić się nie da, ale kto ma takie metraże do dyspozycji dzieci? Pokój 8m dla dziecka w podstawówce tak samo, spokojnie można zaprosić gości na zabawę. Najmłodsze będzie miało 3-4 lata, kiedy najstarsze się wyprowadzi i może zająć jego trochę większy pokój. W 6-metrowym pokoju zmieści się i małe łóżko i mały stolik i szafa i regały na zabawki i miejsce do zabawy też jest, a jak zabraknie jest część wspólna kuchnio-jadalnio-salon albo sypialnia rodziców. W 10-metrowej sypialni zmieści się i łóżko małżeńskie i biurko do pracy i meble. Każdy ma swoją przestrzeń.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • zuzanna56 22.02.14, 19:02
    renata a ty zbierasz na 4 kawalerki?
  • dzieciata.renata 22.02.14, 22:16
    zuzanna56 napisała:

    > renata a ty zbierasz na 4 kawalerki?
    Nie, nie muszę właśnie dlatego, że 1) i ja i mąż dostaliśmy od rodziców mieszkanie na start (a wynika to z tego, że oboje jesteśmy jedynakami i rodzice tym bardziej chcieli, byśmy mieli lepszy start w dorosłe życie niż oni, no i wtedy mieszkania były trochę tańsze) oraz 2) nasi rodzice uważają kwestię pomocy młodym dzieciom w zdobyciu mieszkania za jedno z powinności starszych pokoleń i pomyśleli o wnuczkach, wykorzystali możliwości, które przyniosło im życie, by je zabezpieczyć w tym względzie, chociaż nie musieli, mogli o tym wcale nie pomyśleć. Dlatego moje dzieci będą miały bardzo dobry start w życie, tak jak i my mieliśmy i jeśli to zaprzepaszczą, to tylko na własne życzenie.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • zuzanna56 23.02.14, 18:28
    Czyli dzięki dziadkom wink smile
    Mało jest tak majętnych dziadków bo mówimy tu o wielu mieszkaniach. Pewnie że fajnie ale w wielu rodzinach ludzie pracują uczciwie i są w stanie kupić tylko jedno mieszkanie dla siebie a nie kilka dla dziecka i 4 wnucząt. I ludzie też sobie radzą, a jakie mają wyjście?

    Wy już możecie zbierać dla wnuków wink
  • martach0 23.02.14, 19:06
    "Pewnie że fajnie ale w wielu rodzinach ludzie pracują uczciwie i są w stanie kupić tylko jedno mieszkanie dla siebie a nie kilka dla dziecka i 4 wnucząt."
    Czyli sugerujesz że tylko ci którzy mają brudne pieniądze mogą kupić dzieciom mieszkanie a nikt uczciwie pracujący już nie, no nieźle.
    Swoją drogą to śledzę ten wątek od początku i z waszych odpowiedzi wnioskuję, że każdy kto dostał mieszkanie czy dom od rodziców to nierób i nieudacznik życiowy, a tylko ten kto kupił mieszkanie sam to może mieć do siebie szacunek bo zarobił na nie sam. Czyli wszyscy Ci którzy dostali nieruchomości powinni je oddać na cele charytatywne żeby zasłużyć na szacunek społeczeństwa. Przez wielu jednak zazdrość przemawia, bo inaczej tego wytłumaczyć się nie da.
  • zuzanna56 24.02.14, 16:32
    Marta, błagam nie o to mi chodziło. Nie jest nieudacznikiem ten kto otrzymał mieszkanie. Jest szczęściarzem smile Z tą uczciwością chodzi mi o to, że niektórzy zarabiają mało, inni dużo - wszyscy uczciwie smile Absolutnie nie sugeruję nieuczciwości tylko fajny zawód, dobre zarobki.
    Wielu ludzi pracuje ale zarabia za mało.
  • dzieciata.renata 26.02.14, 21:47
    zuzanna56 napisała:

    > Czyli dzięki dziadkom wink smile
    Poniekąd tak. Ale mieszkania które dostaliśmy od rodziców na start i z którymi weszliśmy do małżeństwa stały się naszą własnością, my decydowaliśmy co dalej. Mogliśmy sprzedać oba od razu i kupić nowe duże. Mogliśmy sprzedać oba, kupić ziemię, dobrać kredyt i postawić dom i do dzisiaj spłać dług. Nie zrobiliśmy tego, bo myśleliśmy o dzieciach, żeby i one dostały coś na start jak my. Dlatego tak sobie życie poukładaliśmy, zaplanowaliśmy, że teraz mamy i mieszkanie w którym mieszkamy i jedno z tych dwóch które dostaliśmy, czekające na dorosłość dzieci. Pomocy dziadków nigdy nie braliśmy pod uwagę w naszych planach.

    > Mało jest tak majętnych dziadków bo mówimy tu o wielu mieszkaniach. Pewnie że f
    > ajnie ale w wielu rodzinach ludzie pracują uczciwie i są w stanie kupić tylko j
    > edno mieszkanie dla siebie a nie kilka dla dziecka i 4 wnucząt. I ludzie też so
    > bie radzą, a jakie mają wyjście?
    Dziadkowie nigdy nie zbierali na mieszkania dla wnuków, zbierali za to dla swoich dzieci, czyli dla mnie mama odkładała 19 lat a dla męża teściowie z 14 lat, nie wiem dokładnie. Teściowie odziedziczyli mieszkania i zdecydowali się przekazać je wnukom (formalnie nam na razie). Nie musieli, nie musieli nawet dziedziczyć, mogli zrzec się na rzecz kogoś innego i mieć święty spokój. Mogli sprzedać i trzymać pieniądze na lokatach do śmierci, a nawet przekazać na cele charytatywne czy coś ufundować. Mogli wydać wszystko za życia. Mogli kupić sobie dom na stare lata. Nie zrobili tego, bo pamiętają jak im było ciężko na początku i że miało to wpływ na całe ich dalsze życie. Wiedzą że łatwo jest sprzedać istniejące już mieszkanie, a trudniej później uzbierać na kupno innego (zwłaszcza że ceny mieszkań nie stoją w miejscu).

    > Wy już możecie zbierać dla wnuków wink
    Nie, być może jak wszystkie dzieci pójdą na swoje będziemy odkładać coś dla wnuków, ale mamy swoje dość duże mieszkanie, które nie będzie nam potrzebne jak zostaniemy sami z mężem i pewnie odziedziczymy po rodzicach i na pewno to dostaną nasze wnuki, nie mam zamiaru się tego wyzbywać, by poprawić sobie warunki i patrzeć jak dorosłe wnuki nie mają własnego kąta.


    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • mali-nki 23.02.14, 20:41
    Renata szkoda, ze wczesniej nie wyjawilas tych informacji, bo one stawiaja ciebie i twoje wypowiedzi w zupelnie innym swietle...
  • martach0 23.02.14, 20:50
    To oznacza że fakt otrzymania mieszkania od rodziców zmienia postrzeganie konkretnej osoby?
  • zuzanna56 24.02.14, 16:37
    nie

    Renata tak pisała o tym jakby sama kupiła choć 1 mieszkanie dla dziecka. Okazuje się że sami z mężem nie kupili ani dla 4 dzieci ani nawet dla siebie. Wszystko zawdzięczają swoim rodzicom. Nie ma w tym nic złego, że ich rodzice i teściowie kupili kilka mieszkań, super że to zrobili. Tylko że renata wychwala model taki, że rodzice powinni kupić dzieciom mieszkania. A sama (chyba) nie kupi. Bo dziadkowie kupili dla dzieci i wnuków. Chyba o to chodzi.
  • mali-nki 24.02.14, 20:46
    zuzanna56 napisała:

    > nie
    >
    > Renata tak pisała o tym jakby sama kupiła choć 1 mieszkanie dla dziecka. Okazuj
    > e się że sami z mężem nie kupili ani dla 4 dzieci ani nawet dla siebie. Wszystk
    > o zawdzięczają swoim rodzicom. Nie ma w tym nic złego, że ich rodzice i teśc
    > iowie kupili kilka mieszkań, super że to zrobili.
    Tylko że renata wychwala
    > model taki, że rodzice powinni kupić dzieciom mieszkania. A sama (chyba) nie ku
    > pi. Bo dziadkowie kupili dla dzieci i wnuków. Chyba o to chodzi.

    dzieki zuzanna ze wytlumaczylas cos co wydawalo mi sie oczywiste. Renata wg mnie nie miala - po doinformowaniu nas - kompetencji w tym temacie. Wypowiadala sie na temat, ktory tylko polowicznie zna z autopsji. Wlasnie o to mi chodzilo, ze popierala wyposazenie dzieci na dobry start ale konswkwencji tego czynu w przypadku jej dzieci nie poniesie. Wydalo mi sie to takie nietrafne w obliczu tej calej dyskusji.
  • dzieciata.renata 26.02.14, 22:03
    zuzanna56 napisała:

    > nie
    >
    > Renata tak pisała o tym jakby sama kupiła choć 1 mieszkanie dla dziecka. Okazuj
    > e się że sami z mężem nie kupili ani dla 4 dzieci ani nawet dla siebie. Wszystk
    > o zawdzięczają swoim rodzicom. Nie ma w tym nic złego, że ich rodzice i teśc
    > iowie kupili kilka mieszkań, super że to zrobili.
    Tylko że renata wychwala
    > model taki, że rodzice powinni kupić dzieciom mieszkania. A sama (chyba) nie ku
    > pi. Bo dziadkowie kupili dla dzieci i wnuków. Chyba o to chodzi.

    Ja pisałam o sytuacji autorki tego wątku. Uważam, że jeśli ma możliwość kupić kawalerkę powinna to zrobić, bo będzie to z korzyścią dla jej dziecka lub dzieci. Nikomu kto ledwo wiąże koniec z końcem albo ma kredyt na własne mieszkanie albo po prostu chce wydawać teraz wszystko co ma nie każę oszczędzać czy brać kredytu na mieszkanie dla dziecka.
    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • makoc 17.03.14, 11:44
    nas było w domu 2+4, w dwóch pokojach, finansowo cienko i nie było szans nawet na zmianę mieszkania na większe, co dopiero kupno kawalerki dla któregoś dziecka. Rodzice wszystko inwestowali w naszą edukację, dzięki czemu pokończyliśmy najlepsze uczelnie w kraju i jesteśmy niezależni finansowo. Rodzice męża natomiast całe życie zbierali na mieszkania dla dwóch synów, zbudowali też duży dom. Synów wysłali na studia, było ich na to wszystko stać. Niestety zostali teraz w tym domu sami i jest im coraz ciężej, a szkoda im sprzedac dom po obecnych cenach rynkowych.
    Za to dzięki nim mamy mieszkanie i mogliśmy szybciej zdecydować się na załozenie rodziny. Nie mamy też obciazenia kredytowego i jest to fajne. Ale mysle, ze bez tego też dalibysmy rade. Mamy dobrą pracę, trochę oszczędzamy, ale nigdy na edukacji naszych dzieci (ja kładę duży nacisk na to), jezdzimy tez kilka razy w roku na wakacje, również za granice. Oszczędności, które odkładamy planujemy przeznaczyć na studia zagraniczne dzieci (jeśli będą tego chciały). NIe myślimy o powiększeniu mieszkania, a przydałoby sie, ani o kupnie kawalerek dla dzieci. Jeśli wszystko pójdzie dobrze nasze dzieci dostaną jakiś wkład finansowy od nas na poczatek dorosłego życia, ale same będą mogły zdecydować, czy przeznaczyć go np. na zagraniczną edukacje czy na mieszkanie.
    Dodam tylko, ze dzięki trudnej sytuacji mieszkaniowej w dziecinstwie nie miałam żadnego problemu z mieszkaniem w akademikach czy mieszkaniach studenckich, wręcz lubiłam to. umiałam się bardzo łatwo dostosowywac do kazdych warunków i tolerować róźne charaktery ludzi.
  • mali-nki 24.02.14, 20:49
    martach0 napisała:

    > To oznacza że fakt otrzymania mieszkania od rodziców zmienia postrzeganie konkr
    > etnej osoby?

    absolutnie mi o to nie chodzilo, nizej napisalam pod zuzanna
  • dzieciata.renata 26.02.14, 21:57
    mali-nki napisała:

    > Renata szkoda, ze wczesniej nie wyjawilas tych informacji, bo one stawiaja cieb
    > ie i twoje wypowiedzi w zupelnie innym swietle...
    Dlaczego? Wszystko, co pisałam odnosi się do sytuacji założycielki tego wątku, bo to ona prosiła o radę. Odnoszę się do jej sytuacji, jej liczby dzieci i różnicy wieku między nimi, metrażu jej mieszkania i liczby pokoi, jej możliwości wyboru (o czym pisała w pierwszym poście). Postawiłam się w jej sytuacji i napisałam, co ja bym zrobiła i dlaczego wydaje mi się to lepszym pomysłem.
    Nigdzie nie pisałam, że rodzice powinni wziąć kredyt na kawalerki dla swoich dzieci. Że powinni żyć o chlebie i wodzie byle odłożyć na mieszkanie. Że mają gnieździć się na 50 m2 w 2-pokojowym mieszkaniu w imię mieszkania na start dla dzieci. Uważam, że jeśli jest możliwość rodzice powinni pomyśleć o pomocy dzieciom w zdobyciu mieszkania a nie myśleć tylko o tym co tu i teraz.

    --
    D., 1999
    M., 2000
    W., 2009
    N., 2010
  • rycerzowa 22.02.14, 16:49
    monhann2 napisała:

    > Zapewniam moim dzieciom "normalny" start. Nie rozumiem w tym przypadku okreslen
    > ia "jak najlepszy". No ale to dlatego, ze nie mieszkam w Polsce od wielu, wielu
    > lat. A wiec prosze, oto jak ja zapewniam moim dzieciom ten normalny start: od
    > malego odkladam im na specjalny fundusz edukacyjny pieniazki aby mieli za co si
    > e ksztalcic

    No widzisz, a w Polsce nie ma potrzeby odkładać na edukację, dla wszystkich przeciętnie zdolnych dzieci są miejsca na państwowych uczelniach.
    Czyli widzisz, każdy kraj ma swoją specyfikę, w każdym co innego jest absurdalne, różni rodzice na co innego odkładają. Dla mnie absurdem byłoby uzależnienie możliwości edukacyjnych młodego człowieka od zasobności kieszeni i dobrej woli rodziców, dla ciebie - kupno im mieszkania.
    Zresztą przekazanie następnemu pokoleniu materialnego dorobku jest czymś absolutnie naturalnym, tak się buduje bogactwo narodów. To tylko u nas, wskutek zawirowań historycznych, każde pokolenie dorabiało się od nowa. To nie było zdrowe.
  • monhann2 24.02.14, 20:21
    Dla mnie absurdem byłoby uzależnienie
    > możliwości edukacyjnych młodego człowieka od zasobności kieszeni i dobrej woli
    > rodziców

    Kazdy student moze wziac pozyczke od rzadu, bardzo nisko oprocentowana i zaczyna splacac dopiero jak znajdzie prace. Albo z banku. Czesc tej pozyczki jest zwykle redukowana! Jeszcze nigdy nie slyszalam o przypadku, zeby dzieciak, ktory chce sie uczyc nie mogl, bo go stac nie bylo! Najzdolniejsze dzieci dostaja stypednia itp

    > Zresztą przekazanie następnemu pokoleniu materialnego dorobku jest czymś absolu
    > tnie naturalnym, tak się buduje bogactwo narodów.

    Alez, jak juz pisalam, tez przekaze spuscizne swoim dzieciom. Ale niekoniecznie 18-letnim studentomwink)) Troche dluzej na to poczekajasmile))


    Generalnie sama idea pomocy dzieciom nie jest mi obca i sie z nia jak najbardziej utozsamiam. Jedynie co mnie bulwersuje to to, ze rodzic sobie prawie, ze odejmuje od ust, po to by kazde dziecko dostalo "kawalerke". Znam osobiscie rodzine, ktora ciagle marzy o wlasnym domu z ogrodkiem ale nigdy to marzenie sie zapewne nie spelni, bo juz druga pociecha dostala wlasna kawalerke. Jak slysze, to jeszcze dzieciom mebluja te mieszkania. Maja ich czworo. Nie rozumiem takiego podejscia.
  • rycerzowa 24.02.14, 22:03
    monhann2 napisała:


    >
    > Kazdy student moze wziac pozyczke od rzadu, bardzo nisko oprocentowana i zaczyn
    > a splacac dopiero jak znajdzie prace. Albo z banku.

    No to po co im odkładasz na fundusz edukacyjny?

    U nas młodzi biorą pożyczki (konkretnie:kredyty) na mieszkania właśnie.
    I tak samo, jak ty, która odkładasz swoim na edukację, by potem oszczędzić im trudu spłacania rat, tak w tym samym celu u nas niektórzy odkładają młodym na kawalerkę.
  • monhann2 24.02.14, 23:36
    Akurat dla starszego nie starczyło z funduszu, bo późno zaczęliśmy odkładać. Musiał dobrać z pożyczki. Natomiast córka była jeszcze malutka i wiecej zdążyło sie odłożyć. Niektórzy zakładają takie fundusze noworodkomsmile na pewno założę jak juz wnuki bedą, w naszych realiach jest to bardzo popularny prezent!
    No nie wiem, jakoś nie potrafię postawić znaku równości pomiędzy inwestowaniem w edukacje dziecka a odkładaniem na mieszkanie dla niego. Inne priorytety. No, ale może to faktycznie kwestia realiów, w których przyszło nam żyć.
  • anaj75 25.02.14, 11:31
    Całkowicie inne realia.
    Tutaj po dobrych studiach i kilkunastoletnim doświadczeniu zawodowym, także na kierowniczych stanowiskach, nie mamy dalej szansy na mieszkanie zaspakajające potrzeby naszej rodziny. Niestety, z powodu strat wojennych i potem prześladowania w czasach komuny, w mojej rodzinie wszyscy startują od zera, a nawet poniżej zera. Bez żadnych funduszy na edukację, czy kawalerki. A dzieci korzystające z jednego lub drugiego, jednak korzystają tak, czy siak z dorobku rodziców. I to wydaje mi się normalne, świadczy o solidarności międzypokoleniowej. Wyraz tego tylko jest inny. Dlatego zabawny jest ten spór.
  • rycerzowa 25.02.14, 11:53
    monhann2 napisała:

    >
    > No nie wiem, jakoś nie potrafię postawić znaku równości pomiędzy inwestowaniem
    > w edukacje dziecka a odkładaniem na mieszkanie dla niego.

    Ależ Monahann, to jest idealnie symetryczna sytuacja!
    Wy odejmujecie sobie od ust i my odejmujemy sobie od ust na to samo - na coś, co młodzi mogą zdobyć sami poprzez kredyt czy pożyczkę. Zgadza się?

    Po co odkładałaś małej na studia od niemowlęctwa? Przecież moralnie wyższe byłoby, gdyby sobie sama kredyt studencki spłaciła, no nie? Tym bardziej, że są to kredyty preferencyjne.
    Więc jaki sens rezygnować ze swoich potrzeb, by młodym przesadnie mościć życie, hę?

    PS. Tak naprawdę układy rodzice-dzieci wszędzie są takie same, tylko przybierają różne formy.
    Onegdaj jednemu Arabowi przygadywałam, że kupują sobie żony. No to mi się odgryzł, że u nas kupuje się mężów (posag). Coś w tym jest. A tak naprawdę i tu i tu chodzi o wyposażenie młodych na tę przysłowiową nową drogę życia.
  • rycerzowa 22.02.14, 17:19
    anwojto napisała:

    > I teraz mam pytanie do Mam starszych/doroslych dzieci: co lepsze? Kupno większego
    > mieszkania, wygodnego dla nas, nastolatków i malucha? Mieszkanie "na kupie" i k
    > upno kawalerki dla najstarszego?

    Każdy wybór ma plusy i minusy.
    Ja powiem tak - osobny kąt dla każdego to konieczność, ale tez konieczna jest duża przestrzeń wspólna. U was będzie to ok 16 m. kw. łącznie z kuchnią, czyli o wiele za mało.
    Jeszcze przez kilka lat będzie w domu małe dziecko. Gdzie maluch będzie się bawił, biegał, jeździł autkami? Przecież nie sam w swoim pokoiku, ani nie miedzy krzesłami a kanapą, bo tam będzie za ciasno.

    Jeśli tryb życia rodziny jest taki, że do domu wraca się tylko na noc, coś się zjada i idzie do siebie spać, to ok, ale tu będzie duża rodzina. Nie będzie miejsca na integrację, nie będzie integracji. Młodsze dzieci długo jeszcze będą bawić się i odrabiać lekcje "w kuchni", przy mamie.

    Z drugiej strony nowe, duże mieszkania mają zwykle fatalny rozkład, za dużo przestrzeni wspólnej, za mało sypialni. Zaczynać znów od remontu?

    Czy koniecznie musicie mieć sypialnię dla siebie? Czy obecny tzw. duży pokój w dzień nie mógłby służyć jako przestrzeń wspólna razem z kuchnią-jadalnią, a na noc zamykany jako sypialnia dla was?

    Jeszcze jedno - po usamodzielnieniu się dzieci w dalszym ciągu potrzebne jest duże mieszkanie. Przecież dzieci was będą odwiedzać, a będzie ich minimum dwa razy więcej. Poza tym wtedy odnawia się stare przyjaźnie, kontakty rodzinne, ma się sporo gości. Życie towarzyskie na dwóch pokojach byłoby bardzo trudne.
    Mamy prawie 80 m. kw., łącznie ze spiżarnią i sienią, dzieci od lat na swoim, wcale nam nie jest za luźno. Mało tego - nie mamy możliwości przyjąć na raz wszystkich potomków, musimy kupić dużo większy stół.
  • elgosia 23.02.14, 00:26
    Myślę, że 70 mkw na 5os rodzinę to mało nie jest, ale - jak pisze Rycerzowa - wspólna przestrzeń musi być dużo większa. My mamy salon 26 m2 i przy dużych imprezach jest mały. A na co dzień to właśnie tu kwitnie życie rodzinne. Nie piszesz też, jakiej płci jest środkowe dziecko. Czy nie może dzielić pokoju z najstarszym? Czy możecie na parę lat odpuścić sobie sypialni? Choć właściwie to możecie jeszcze dwa lata mieszkać z najmłodszym. Opcji jest wiele. ja bym tam nie rozpaczała, że mały metraż. Została na swoim, mały remont zrobiła (koniecznie większy pokój dzienny nawet kosztem sypialni!), a jak się da odkładała na mieszkanko, ale najlepiej 2-pokojowe (niewiele droższe, a dla dwójki starczy, zawsze można podnająć koledze czy koleżance, no i dla młodego małżeństwa lepsze).
    A co do startu, to mnie nikt mieszkania nie dał, sami się dorobiliśmy (dorabiamy wciąż) i mam satysfakcję. Mój brat ma wszystko na tacy (najpierw mieszkanie po babci, potem teściowie kupili) i jakoś nie umie chyba gospodarzyć, rozrzutny jest i chyba mało ceni to, co ma, ale to może kwestia charakteru... Ja nie zamierzam a i nawet niemożliwe jest, żebym kupiła 5 mieszkań. Ale dla siebie, jako lokata kapitału i dla dzieci tak ogólnie to dwa pokoje bym kupiła, jakbym miała zbędną kasę. Ale nie mam tongue_out
    --
    Pozdrawiam...
    Gosia +5
  • zuzanna56 23.02.14, 18:32
    Czyli można mieć 5 dzieci i samemu zarobić na dom a nie wszystko dostać smile
    Jestem pewna że i twoje dzieci poradzą sobie w życiu bez mieszkań na start kupionych przez was czy dziadków, no bo co ludzie mają zrobić, takie życie.

    Jeśli ktoś ma dużo pieniędzy to super, niech kupuje, nie mówię że to źle.
  • heca7 25.02.14, 12:47
    Jestem za remontem i kawalerka. Za 5 lat syn i tak wyjedzie z domu. Zostanie dwójka dzieci.
    I nie mam zdania, że jak ja wynajmowalam to dzieci tez mogą. Zreszta nie wynajmowalam. Dostalam dom, nowy, wybudowany dla mnie i brata bliźniak. Dostalismy tez samochody zeby na przystankach nie marznac w drodze na studia. Czy jesteśmy leniami i osiedlismy na laurach? Nie! Po 15 latach mamy (pisze o sobie, brat tez sobie radzi doskonale) oprócz domu 3 mieszkania w Wawie i dwie dzialki. Naszym dzieciom też ma być łatwiej na starcie. Zamiast dorabiac sie latami na wlasny kat będą mogli zainwestowac spokojnie w swoją i wnuków przyszłość.
    Sorry za błędy ale tablet mi uparcie zmienia słowa smile

    --
    Dzieciaki 2002
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=21428
  • zuzanna56 25.02.14, 12:53
    No ale ty heca dostałaś dom i dalej oszczędzasz na mieszkania dla dzieci. Pozazdrościć tylko zarobków smile

    Zresztą nie ma co się spierać smile
    Każdy ma swoje priorytety.
  • monhann2 25.02.14, 18:47
    Heca, jak sie domyslam, nalezysz do tej grupy, ktorym sie po prostu dobrze powodzi a wiec czemu nie? Nikt na tym nie ucierpial przez to, ze Ty i brat dostaliscie domy i samochody, prawda? Caly ten watek powstal w odpowiedzi na post zalozycielki, ktora sie zastanawiala wieksze mieszkanie czy tez remont + kawalerka? A wiec cos kosztem czegos innego?

    A tak w ogole to nie jest spor! Wymiana pogladow, dzielenie sie osobistymi priorytetami itd
  • anwojto 25.02.14, 20:45
    Ciekawe te Wasze posty, czyta się doskonale. Chodzi mi o to jak szybko młodzież dorosleje. Straszą nas przecież wizją starych gniazdownikow. big_grin
    Stare miejsce to park za oknem, pętla tramwajowa niedaleko, winda, zadbana klatka(brak graffiti, odrapan) dużo dzieci w bloku, szkoła i przedszkole ok. No i zero problemów z parkowaniem.
    Znaleźć cos rownie fajnego...
  • zuzanna56 25.02.14, 20:55
    Jeśli kompletnie nie odczuwacie ciasnoty, to zostańcie tam bo jak piszesz wiele plusów jest. Może jak maluch zacznie raczkować, chodzić, potrzebować przestrzeni to poczujecie że jest ciasno. A może nie. Jeśli jesteście w stanie z 5 lat tak pomieszkać, to może faktycznie kupić kawalerkę.Za 5 lat syn będzie miał 21 lat i może sam zamieszkać.

    Dla mnie 65m2 to było mało dla 4 osób i wyprowadziliśmy się ale może wam takie mieszkanie pasować.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.