Dodaj do ulubionych

koszmar wspólnego wychodzenia z domu

20.09.04, 13:32
Jestem ciekawa jakie Wy macie doświadczenia i refleksje...
Bo u nas wspólne wychodzenie z domu przypominało koszmar, lub tragikomedię,
jak kto woli. Zwykle scenariusz powtarzał się przy okazji wychodzenia na
rozmaite uroczystości (chrzest synka przyjaciół, 1-go listopada na cmentarz,
odwiedziny Cioci Czesi itp.)
Wyglądało to tak, że każdy miał się ubrać i pokazać do akceptacji w
ostatecznej wersji mamie. Bałagan tworzył się niesamowity. Bo co jakieś
zostało już zatwierdzone do wyjścia, okazywało się, że „ona zabrała moje
rajstopy!!!!!!!!!!” „nie mam drugiej rękawiczki!!!!!” i inne.
Ci, którzy gotowali się już w kurtkach – sukcesywnie byli wypychani za drzwi,
co by nie blokowali przedpokoju i nie sprawiali wrażenia, że jest większy
bałagan niż w rzeczywistości. Ale i tak tworzył się istny kołowrotek.
Rodzice poganiali tych co jeszcze w bieliźnie biegali po garderobie, a z
korytarza dobiegało wołanie „mamooooo, jest już wiiiiiiiiinda”. Co kilka
minut inne obrażało się, że nigdzie nie idzie, bo ma wieśniackie buty i tak
właściwie to „po co my tam idziemy?”.
Teraz wspominam to z uśmiechem, ale jako najstarsza byłam prawą ręką mamy w
oddelegowywaniu młodszych - myślałam, że wyzionę wówczas ducha.
Najgorzej, jak któreś „wypchnięte” wracało po kilku minutach brudne jak
święta ziemia, bo wpadło do kałuży pod blokiem. Albo przychodziła sąsiadka
mówiąc, że nasz najmłodszy pokłada się na ziemi na korytarzu.
A jak u was? Jesteście bardziej zorganizowani? A może dopracowaliście się
jakichś systemów?
pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • jol5.po 20.09.04, 17:06
    rhynox, czyzbyś była moją córką - nie, pisałaś, że na dniach rodzisz, a Ola płaska i na nic się nie zanosi, poza tym jest jeszcze za młodawink
    Tak, u nas tak wygląda wychodzenie, jakkolwiek śmiesznie się to czyta, bedąc w oku tego cyklonu jest się naprawdę wyczerpanym. Prawda też jest taka, że ja jestem osobą wielce niezorganizowaną, ale gdybym była bardziej, to może nie podjęłabym decyzji o takiej dużej rodzinie.
    Jestem niezorganizowana i przekłada się to własnie na chwile o których napisaś rhynox.
    Ostatni przykład - wychodzimy na święcenie tornistrów (już o tym gdzieś pisałam, ale się powtórzę), oczywiście nikt dokładnie nie sprawdził na którą jest impereza. Wersje są dwie - wybieramy dla bezpieczeństwa tą wcześniejszą. Stroje wierzchnie jakś poszły, problem zaczała się przy rajstpach i skarpetka. Zmienił się sezon, dziewczyny zaczynaja sobie wyrywać, te które wydają się im akurat ich, ja ubieram małego, który akurat robi kupę, Jaś ma problemy ze skarpetkami.
    Jeszcze mamy szansę zdążyć, kiedy okazuje się, że Małgosia nie ma jednego buta (a widziałam go dzień wcześniej w pokoju dzieci - bo to niedziela, a dzień wcześniej była sobota, a w sobote, kiedy wszyscy w domu porządek całego tygodnia przestaje istnieć).
    Miotamy się więc z mężem po domu, czas mija, przez okno słychać jak sytuacja między rodzeństwem się zaognia (im zdenerwowanie też się udzieliło), zaraz zaczną się bić i wywalać na ziemię.
    Daliśmy sobie spokój, mimo, że padał deszcz Małgosia na grube rajstopki założyła sandałki, potem jeszcze zobaczyliśmy tył autobusu odjeżdżającego z przystanku, wtedy wiedziałam, że nie mamy już szansy, ale... dzięki naszemu braku zorganizowania wybieraliśmy się o pół godziny za wcześnie. Dzięki temu spóźniliśmy się tylko 10 minut, a nie 40. O nastroju jaki panował po drodze nie wspomnę.
    Tak więc pozdrawiam rhynox Twoją mamę, towarzyszkę w niedolismile)))
    Ale myślę, że nie wszyscy aż, tak mają, chociaż pojedyncze elementy występują pewnie u wszystklich wielodzietnych, pewnie niektórzy rodzą się bardziej, a inni mniej zorganizowani, pewnie też można wyrobić sobie jakieś systemy na okoliczność takich ekstremalnych sytuacji, ale ja jeszcze do tego nie doszłamsad Jola
  • jol5.po 20.09.04, 17:08
    oczywiście wychodzenie w zimie jest jeszcze gorsze, dokładnie tak jak napisałaś, zawsze brakuje drugiej rękawiczek itd.
  • rhynox 20.09.04, 17:31
    jasne, że można to zorganizować. np ustawić wszystkich w szeregu. na raz
    zakładamy uprasowane bluzki, na dwa skarpetki, na trzy kurtki itd. Ale inaczej
    tego nie widzę.
    a ilu członków rodziny się w międzyczasie obrazi, że ono nigdzie nie idzie, bo
    z jakiej racji ma iść w tym swetrze? A w tej czapce wygląda głupio..."i oddaj
    moją spinkę, mamo, ona wzięłą moją spinkę" A jak mama każe oddać, to spinka
    znika i znajduje się za kilka dni za szafką od butów...
    no i zawsze też się wszędzie spóźnialiśmy. szczytem wszystkiego było jak się
    spóźniliśmy na chrzciny naszego najmłodszego brata. ale przed kazaniem
    byliśmy... smile
    pozdrawiam
  • jol5.po 20.09.04, 18:06
    ja też miałam problem z wyjściem na chrzest mojego ostatniego dziecka, na szczęscie był już marzec i nie musieliśmy szukać przynajmniej tych cholernych rękawiczek.
    A z wrześniowych aktualności spóźniliśmy się na urodziny dziecka kuzynki około godziny, ja bardzo sie starałam wyjść wcześniej, ale tak wyszło i jakkolwiek by brzmiało smiesznie, było mi strasznie głupio.
    Ale nie wyszło tak źle, ona powiedziała: przecież wiedziałam, ze się spóźnicie, a inni zaproszeni (rodzice jedynaka z tymże), jak dowiedzieli się, że ma być jeszcze rodzina z 5. dzieci zrejterowali z placu boju i wymówili się katarem.
  • praktycznyprzewodnik 20.09.04, 21:27
    Tak, spóźnilismy sie na chrzest członka własnej rodziny. I nie mielismy w
    zwiazku z tym w kosciele miejsca siedzacego. Musielismy stac z boku cała mszę.
    Omineło nas tez procesjonalne wchodzenie do koscioła.
    Ale dziecko zostało ochrzczone.

    Od tego czasu na imprezy koscielne i nie tylko (bo były tez mittingi
    poltyczne) wychodzilismy grupami. Najpierw dwie Trzecie i Czwarte, pieknie
    wystrojone, ida pół godziny naprzód zając miejsca na balkonie przy
    balustradzie, potem Najstarsza z Najmłodszym. Potem Tatus z Bohaterem
    Uroczystości taksówką. Ostatni (Mama) sciele łózka, wietrzy pokoje, gasi
    swiatło.

    W kosciele oddajemy sie modlitwie. W tym czasie przyjezdza samochodem Pani
    Wiesia - Mistrz Patelni - własnym kompletem kluczy otwiera mieszkanie,
    przysposabia stół (sałatki, napoje...), wiesza girlandy .
    Wracamy razem na gotowe ! Uff.
  • jol5.po 20.09.04, 21:47
    i to jest chyba system adekwatny do sytuacji smile)
    Radzicie sobie wspaniale, ale zdradź praktyczny przewodniku ile dzieci "poświęciliście", zanim opanowaliście system i zaczęliście gładko chrzcić następnych członków rodziny?? wink))
  • praktycznyprzewodnik 20.09.04, 22:01
    Lepsze czasy caczeły sie poczynając od I Komunii Czwartej.
    Złozyło się na to wiele spraw:
    - przeprowadzka do nowego, wiekszego mieszkania;
    - duzo bliżej do kościoła, zaczelismy do kościoła chodzić grupami wiekowymi
    ( z wyjątkami dla tych oczywiście, którzy byli aktualnie niewierzacy);
    - dzieci podrosły i można im było juz wieczorem polecic, ze mają sobie
    przyzgotowac strój galowy na jutro i pokazac się zawczasu do kontroli
    jakości;
    - pojawiła się w naszym zyciu kobieta-instytucja, wspomniana pani Wiesia,
    której po prostu zaczełam płacić za niektóre usługi gastronomiczne i pomoc
    w uroczystościach (oczywiscie bardzo rzadko, bo to wielki luksus, ale nie
    dało się inaczej);

    Po urodzeniu Piątego, mielismy juz-juz zatrudnić choć na pół roku niankę -
    Ukrainkę, ale jakoś się udłao bez. Ale jesli miałabym komuś radzić: jesli
    tylko Cie stać - bierz pomoc do dzieci, nawet okazjonalną, nawet na godziny. W
    kapitalizmie jest to realne i sie sprawdza. Niestety część moich dzieci
    urodziła się jeszcze przed era rządu Mazowieckiego.

    .
    ;

  • agnieszka_azj_edziecko 20.09.04, 18:30
    ... a jak juz wszystkie cztery jesteśmy gotowe (czasem nawet udaje mi się
    umalować choć trochę wink) to Pan Tatuś schodzi z góry i zaczyna w
    najelegantszym garniturze i białej koszuli czyścić buty...
    --
    Agnieszka, mama Ani, Zosi i Julki
  • praktycznyprzewodnik 20.09.04, 21:28
    Z chodzeniem na próby do komunii tez były problemy. A o białym tygodniu już
    nie wspomnę !
  • jol5.po 20.09.04, 23:31
    rhynox, tematy do rozwinięcia, jak będziesz miała czas (szczególnie miedzy skórczami porodowymi polecam, bo śmiech i dobre (!) wspomnienia rozładowywują napięciesmile: odrabianie lekcji w jednym pokoju (z naciskiem na niekończącą się wymianę zdań), spacerki - nie te wieklkie wyprawy, szumnie zapowiadane, a te przykładowo u nas krótkie, po kościele, kiedy ja i mąż chcemy obgadac plany na niedzielę, jęki dzieci niosa się hen daleko, atmosfera gęstnieje z minuty na minutę i albo nastąpi przełamanie i ruszą się bawić w chowanego, albo my się łamiemy i zarządzamy odwrót do domu.
    Jak sobie coś przypomnę to dopiszę,
    pozdrawiam ciepło Ciebie i Franka smile)
  • jol5.po 21.09.04, 08:06
    no i jeszcze poranne wychodzenie
  • praktycznyprzewodnik 21.09.04, 15:45
    Z porannym jest prościej, bo nie wychodza wszyscy na jedna godzine. Ale czasem
    sie zdarza, ze na jedna. Taka sytuację warto w przeddzień namierzyc i ustalic,
    kto NIE BEDZIE blokował garderoby ani urzadzał porannej kapieli.
    No i stroje mniej wyszukane !
  • aska1972 21.09.04, 11:07
    ja sobie wypracowałam taki system, że zaczynam ubieranie 1,5 god przed wyjściem.
    najpierw duze (m.in. ja i mąż) na końcu najmniejsze. Skupiam się na tym w 200% i
    zazwyczaj się udaje smile
    --
    Joanna z Krakowa
  • mama_kasia 22.09.04, 00:19
    Mimo, że piszecie o koszmarze, uśmiałam się bardzo smile)))
    Przy mojej trójce na razie jako tako sobie radzę, ale to może
    dlatego, że najmłodszą i tak muszę ubrać sama, a najstarszy
    nie jest zbytnio wymagający jeśli chodzi o strój. Jest w stanie
    szybko coś na siebie wrzucić smile
  • mama5plus 22.09.04, 13:22
    Rhynox, przykro mi wink ale czytajac o tym koszmarze poplakalam sie ze smiechu smile
    Podobnie to wygladalo w moim domu a np do kosciola jezdzilismy maluchem ha ha.
    Wszyscy na jedna msze. Przewaznie jednak mama z babcia zostawaly w domu bo 5
    osob do malucha to i tak scisk byl a do kosciola 5 km.

    Ale u nas byly tez dosc duze odstepy wiekowe (3,3 i 4 lata) wiec jakby latwiej)

    A teraz jestem koszmarnie zorganizowana mamusia. Ja inaczej nie umiem. Jesli to
    wiekszego kalibru wyjazd (ale jednodniowy ha ha ha) to od paru dni
    przygotowuje, gromadze to co trzeba, piore wczesniej. Dzien przed ustalamy
    garderobe( z mozliwoscia modyfikacji przy zmianie pogody czyli 2 wersje) i
    kazdy ma swoja na wieszaku (od stop do glow). I rano choc to z glowy. Nawet
    stol zastawiam do sniadania zanim pojde spac i kosz z prowiantem gotuje. I co
    trzeba. Pampersy, potrzebne i niepotrzebne rzeczy, caly kosz ubran na zmiane.


    Inna rzecz, ze mieszkamy na wsi i zawsze gdzies dalej (czyli poza spacerami
    przez okoliczne pola i przejazdzka rowerowa) jedziemy busem. To taki nasz dom
    na kolkach. Jest tam butla z woda i pojemnik z naczyniami, nocnik wink, miska na
    wode dla psa, papier kuchenny, paczka pampersow, szczotka do wlosow, kosz z
    kaloszami , parasolami i odzieniem przeciwdeszczowym,pare reklamowek na smieci,
    chusteczki nawilzane, krem przeciwsloneczny, dodatkowe swetry, koc, zawsze choc
    jedne porcieta unisex w srednim rozmiarze na zmiane, wozek, nosidlo na plecy no
    i apteczka wink Dzieki temu przy normalnych wyjazdach nie musze myslec o
    podstawowych szpargalach.

    Ale fakt, bus jest wielki smile Z tylu jeszcze miejsce na podwojny materac wink
    I gdy nie zdazymy przed wyjsciem to zawsze w drodze mozna kogos obuc albo
    uczesac.

    Wieczorem przed dniem zero ustawiam wszystko w holu (albo juz w busie) i
    dopinam na ostatni guzik.
    Rano wstaje jakies 2 godz wczesniej, biore prysznic, parze herbate i staram sie
    nikogo nie obudzic wink. Oprocz Matta. Kiedy on gotowy budzi towarzystwo (wlacza
    skoczna muzyczke wink ), pilnuje mycia i przyprowadza do kuchni. Po sniadaniu
    wszyscy biora swoje z wieszaka i sie `gotuja`. Matt w tym czasie zanosi do
    busa to co w holu.
    Buty na nogi (wiekszosc ma na rzepy wiec najwyzej jest dylemat czy prawy na
    lewa) i kolejno kazdy wychodzi do busa, przypina sie i czeka cierpliwie smile
    Ja sie szybko oporzadzam (ubieram sie ostatnia, malowac sie nie cierpie wiec
    szybko idzie wink ), nienawidze zostawiac balaganu a raczej wracac do balaganu
    wiec dzien wczesniej jest wysprzatane he he. Najwyzej w zlewie cos zostanie.
    Sprawdzam czy wszystko wylaczone (mam obsesje)
    Wszyscy na pokladzie, muzyczka..
    Otwieramy brame i odjazd. Staramy sie miec z godzine przewagi jesli dluzsza
    trasa... No wiem, ze to tez choroba, ale ja inaczej nie umiem. Chyba bym cala
    noc nie spala gdybym nie wiedziala gdzie sa skarpetki i ze buty wszystkie w
    gotowosci stoja wink
    Oczywiscie inaczej to wyglada przy spontanicznych, niespodziewanych wyjazdach,
    ale te to juz na krotsze trasy i wtedy zaplecze busowe nas ew ratuje.

    Zaleta busa jest jeszcze to, ze mozna sie w nim swobodnie poruszac, sprawdzic
    czy kazdy przypiety, kogos przebrac albo posadzic na nocnik, nakarmic.. i gdy
    pada albo trzeba czekac czy cos zjesc (a pada) to mozna gawiedz spuscic z
    pasow, rozlozyc koc z tylu i miec piknik albo pograc w jakas zabrana gre czy w
    `I spy` np. I jak przytulnie he he smile





  • praktycznyprzewodnik 22.09.04, 14:45
    Wpadam w kompleksy....

    Swego czasu byłam tez dobrze zorganizowana.
    To było "jak nie pracowałam".

    Taki minibus był moim marzeniem około roku 1992, wyobrazałam sobie nawet rózne
    wycieczki, potem jakoś samo mi przeszło.

  • mama5plus 23.09.04, 10:32
    Przewodniku nie ma powodu smile
    Zawsze sa plusy i minusy. Wazne by bilans na plus wychodzil.
    Ja czasem sie wsciekam na sama siebie, ze tak na luz wlaczyc nie umiem przed
    wyjsciem z domu i siedze do pozna z tym wszystkim, ale z drugiej strony
    przypominam sobie co bywalo jesli nie posiedzialam. A bywalo bo a to na
    ostatnia chwile bieganie za czyms i wszyscy w nerwach i humory zwazone, a to
    juz w drodze okazalo sie ile zapomnialam i stres albo powrot. A to pieluch
    zabraklo, ktos mokry czy upacial sie i placze i reszta tez nie w sosie i trzeba
    wracac albo w najlepszym wypadku znalezc najblizszy sklep itd itd. No i mi
    akurat wyszlo, ze sie oplaca ale nie kazdemu musi, nooo smile
    Moja mama troche podobnie robila.
    Jeszcze dodatkowo szyla wiec zawsze cos np na zakonczenie roku szkolnego czy na
    wystep jakas nowa bluzke do pozna konczyla. Za czasow naszego wczesnego
    dziecinstwa jeszcze jej siostra w tym pomagala i moj kuzyn ktory tez szyl ale
    pozniej na siebie byla zdana (dopoki moja siostra nie zaczela szyc wink )
    Kiedy bylismy starsi to wczesniej uprzedzala zeby znalezc i przyniesc do
    prania co kto wlozy. I pozniej kazdy mial sobie sam przygotowac bo mama tez
    miala i prace i ciagle budowe, pozniej chora babcia, no i nas czworo. My z
    siostra zawsze trzymalysmy sie tego, ale chlopaki zwykle byli sklonni nosic
    `cokolwiek` wiec zeby sie za nich nie wstydzic tongue_out i nie spoznic, zawsze i dla
    nich przygotowalysmy.
    Pozniej nawet przed kosciolem z wlasnej inicjatywy fiacika pucowalismy i inne
    takie
    I tak to chyba pozostalo.

    Mowisz, ze z czasem odejdzie w zapomnienie? smile
    No trudno. Ale jesli wraz z pojsciem do pracy to u mnie jeszcze mam nadzieje
    `troche` potrwa a pozniej dzieci beda starsze (nie wiem czy to akurat na plus
    czy na minus wink )
  • mama5plus 23.09.04, 10:41
    Dodam jeszcze, ze ja juz trzecie pokolenie wielodzietne wiec pocieszam sie, ze
    moze mi co nieco w genach pozostalo wink) Zahartowana nieco jestem wink

    Tato mial czworo rodzenstwa- piecioro wlasciwie ale jeden z braci zmarl jako 2
    miesieczne niemowle. Mama czworo. Babcia ze strony mamy byla tak zaradna, ze
    sama sobie porody odbierala wink Byla akuszerka (chyba z przypadku bo nie z
    wyksztalcenia wink ) i nie dosc, ze z pol okolicy odebrala, przemierzala (no ten
    zwichniety obojczyk czy jakos) i roznymi ziolkami leczyla tyfusy i te rzeczy to
    moja mame urodzila bedac sama w domu, wlozyla do fartucha i weszla na krzeslo
    by siegnac nozyczki z szafy surprised
    (do odciecia pepowiny)
    A kiedy miala ostre zapalenie piersi i byla prawie umierajaca to sama sobie
    operacje na ta piers zrobila surprised

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.