Dodaj do ulubionych

Czy mama wielodzietna powinna pracować zawodowo?

23.08.06, 12:54
Zainspirowana wypowiedzią w innym wątku chciałabym was zapytać co sądzicie o
pracy mamy wielodzietnej.
Edytor zaawansowany
  • neomama 23.08.06, 15:19
    Ciężko jest odpowiedzieć jednoznacznie. Wszystko zależy od sytuacji. Zresztą nie
    rozumiem tego stwierdzenia powinna. Jeżeli rodzina jest zmuszona finansowo, albo
    mama po prostu czuje taką potrzebę? Czemu nie. W moim przypadku nie musiałm isć
    do pracy, mąż zarabia tyle, że dzięki Bogu starcza nam pieniążków. Ale gdzieś
    podświadomie czułam potzrebę. Ale Pan Bóg miał inny plan, bo okazało się, że
    spodziewamy się kolejnego dzidziusia. Tak wię zostaję w domku. Ale poczytaj
    sobie na tym forum o tych wszystkim dzielnych wielomamach, które pracują,
    studiują i oczywiście wychowują swoje pociechy. Swoją drogą kiedyś na onecie
    spotkałam się z opinią, że jak ktoś ma "tyle dzieci", to powinien iść do pracy,
    żeby na nie zapracować, a nie wyciągać pieniądze po zasiłek rodzinny. I takie
    tam. Szkoda gadać. Uważam, że wybór powinien należeć do mamy. Bo raczej
    macierzyńskich obowiązków nikt jej nie ujmie. Pozdrawiam Ania



    --
    Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...
  • zuzanna56 23.08.06, 15:42
    Aniu, nie denerwuj sie. Może źle to sformułowałam. Chciałam zwyczajnie zapytać
    o waszą opinię. Da się pracować? Czy czujecie taką potrzebę? Od kiedy?

    Nie chodzi mi zupełnie o kwestie finansowe tylko raczej o potrzebę pracy i o to
    jak pogodzić wychowanie dzieci z pracą, o to czy praca przy kilkorgu dzieciach
    w ogóle ma sens.
  • neomama 23.08.06, 16:47
    Przepraszam, to chyba ja zbyt ostro zareagowałam. Ja czułam potrzebę psychiczną
    pójścia do pracy. Moja mama wyraziła chęć opieki na dwiema młodszymi córkami, a
    najstarsza pięcioletnia chodzi do przedszkola. Doszliśmy do wniosku z mężem, że
    jak najmłodsza skończy rok, to zaczniemy rozglądać się za czymś sensownym. Nie
    chciałam iść na siłę, gdziekolwiek, byle tylko wyrwać się z domu. Ale jak to w
    życiu bywa, człowiek planuje a Pan Bóg się śmieje. Tak więc pójście do pracy
    muszę odłożyć na bliżej nieokreślone później. Pozdrawiam serdecznie Ania
    --
    Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...
  • mac62 23.08.06, 15:47
    Pracowałam zawodowo przez dwa lata jako mama 5 dzieciaków.
    Kiedy wróciłam do pracy dziewczyny były w szkole ,dwóch chłopców było w
    przedszkolu a najmłodszy roczniak miał opiekunkę. Z mojej pensji po opłaceniu
    opieki nad dzieciakami , pozostawało 200 zł. I za taką kwotę wykonywałam
    najbardziej ogłupiajacą , mało ambitną pracę kontrolera ekonomiczno-
    finansowego.Koszmar.
    W tej chwili też jestem ciagle zatrudniona w tej koszmarnej firmie -na
    szczęście na zwolnieniu lekarskim.
    I jeśli miałabym wrócić do tej samej firmy, z takim samym wynagrodzeniem ,a
    przede wszystkim do tych samych zajęć - oszalałabym.
    Postanowiliśmy z mężem, że zrobię sobie co najmniej 2 lata urlopu i moze w tym
    czasie znajdziemy rozwiazanie.
    Jeśli wrócę do pracy to na 1/2 etatu. I jakoś tak ,praca harytatywna mnie nie
    bawi.
    Kiedy przyglądam się rozwiązaniom w krajach bardziej rozwiniętych niż Polska-
    kipię z zazdrosci i wsciekam się, że w naszym kraju nie ma "mądrych głów".
    Przecież decyzja o powrocie do pracy mamy wielodzietnej zazwyczaj podyktowana
    jest brakiem finansów lub , tak jak w naszym przypadku- grożącym zwolnieniem.
    Dla mnie osobiscie absurdalnym byłoby świadomie powoływać następne dzieciaki na
    świat i pozostawiać opiekę nad nimi obcym osobom (myślę o dzieciach w wieku
    przedprzedszkolnym).

    --
    bd.lilypie.com/90lop2.png
  • zuzanna56 23.08.06, 16:08
    Zgadzam się. Nie wyobrażam sobie pracy po 8 godzin dziennie plus dojazdy gdy
    dzieci nie mają co najmniej dwóch a najlepiej 3-4 lat. Ale na pół etatu, czemu
    nie.
  • jofin 23.08.06, 17:53
    A ja juz po 7 latach siedzenia w domu, choc nie dzieci o tym zadecydowaly, lecz
    zupelnie inne czynniki, mam juz serdecznie dosc. Typem kobiety, ktorej
    wystarcza rodzina i zajmowanie sie dziecmi, nie jestem. Interesuje mnie wiele
    roznorodnych spraw na swiecie i w pracy zawodowej, ktora wykonywalam jeszcze po
    urodzeniu sie drugiego dziecka, czulam sie bardzo dobrze i niezle sie tam
    realizowalam. Teraz najmlodsza od wrzesnia idzie do przedszkola, choc na
    niewiele godzin, ale jednak i zastanawiam sie, co dalej.... Naprawde ciagnie
    mnie do pracy. tylko nie mam pojecia jak mam zorganizowac opieke nad dziecmi,
    bo nikt nam w tej opiece nie pomaga. Nawet na meza niewiele moge liczyc, bo
    jego praca wymaga czestych wyjazdow. I przyznam sie, ze nie moge sobie z tym
    wszystkim poradzic. A wiem ze gdybym juz cos dla siebie znalazla, to bardzo ale
    to bardzo zmieniloby moje ogolne samopoczucie i nastawienie do swiata. Choc
    moze i stresu byloby wieciej. Ale nie chce calego zycia przesiedziec w domu,
    szczegolnie gdy i wyksztalcenie i fach mam w reku.
  • ansil 07.09.06, 16:47
    mac62 napisała:

    > Kiedy przyglądam się rozwiązaniom w krajach bardziej rozwiniętych niż Polska-
    > kipię z zazdrosci i wsciekam się, że w naszym kraju nie ma "mądrych głów".


    a powiedz mi, ktore to sa te bardziej rozwiniete i jakie maja rozwiazania? bo
    ja w pl nie mieszkam, ale w kraju gdzie jestem malo ktore dziecko nie idzie do
    zlobka w wieku ponad 6 m-cy.. a matka do roboty..
    --
    "Kobiety narzekają na zespół napięcia przedmiesiączkowego, a dla mnie do jedyny
    czas w miesiącu, kiedy mogę naprawdę być sobą."
  • mac62 08.09.06, 11:33
    ansil napisała:


    > ja w pl nie mieszkam, ale w kraju gdzie jestem malo ktore dziecko nie idzie
    do
    > zlobka w wieku ponad 6 m-cy.. a matka do roboty..

    byłoby mi łatwiej odpowiedzieć na Twoje pytanie , gdybym wiedziała w jakim
    kraju mieszkasz,
    w Polsce też jest wiele matek , które po macieżyńskim wracają "do roboty",bo
    tak chcą lub muszą (bo po odliczeniu kosztów opieki placówkowej) - pozostaje im
    jeszcze kawałek pensji;

    --
    bd.lilypie.com/90lop2.png
  • karolina_w_gazecie 24.08.06, 09:55
    Ja pracuję. Pełnoetatowo.
    Co myślę o pracy mamy wielodzietnej? (jeśli mogę się za taką uznać) - bardzo ją
    lubię. Wracam do niej po każdym porodzie, po jakiejś półrocznej przerwie.
    Myślę, że nie potrafiłabym nie pracować. Oczywiście aspekt finansowy jest nie
    bez znaczenia, ale po prostu dla mnie taki model jest naturalny. Pracujemy z
    mężem oboje i wspólnie opiekujemy się naszymi chłopakami. W równym stopniu
    dzielimy się zarówno aktywnością "domową", jak i "pracową".
    Jest nam z tym dobrze. Czuję się szczęśliwa i wierzę, że dzięki temu, nawet
    pracując jesteśmy w stanie stworzyć dzieciakom fajny dom. Zresztą - oni go
    współtworzą smile))

    --
    Antek
    Franek
    Ignac
  • torma 24.08.06, 13:21
    Wydaje mi się, że wszystko zależy od rodzaju pracy. Jeśli komuś udaje się
    pogodzić pracę zawodową z obowiązkami w domu (ma możliwość dzielenia się z
    mężem czy też pomaga ktoś z bliskich) i chce podjąć pracę, niech pracuje też
    zawodowo. Natomiast, jeśli praca zabiera całe dnie i uniemożliwia normalne
    funkcjonowanie rodziny, trzeba się zastanowić czy rzeczywiście jest taka
    konieczność. Czasem lepiej poszukać zajęcia w niepełnym wymiarze czasu pracy
    lub zaangażować się w życie społeczne.

    Wg mnie ważnym jest, by nasza praca nie ograniczała się do pracy zawodowej,
    byśmy pracowali również z dziećmi, które w ten sposób pracę poznają,
    doświadczają jej i uczą się współpracy.
  • mamajudo 25.08.06, 20:48
    Dobrze sie czuję w domu i dzięki mężowi (oraz jego rodzicom)
    na razie nie muszę pracować. Zresztą, żebym miała jakikolwiek zysk,
    to musiałabym sporo zarabiać... Dwójka dzieci do przedszkola
    lub zatrudnienie niani zabierałoby mi większość (albo i całą)
    pensji...
    Teraz problem pracy odpada znów na jakiś czas, bo w grudniu Maleństwo.
    Nie potrafiłabym oddać dziecka komuś obcemu i zabrać się za szukanie
    pracy.

    Poza tym mam problem. Bo nawet gdybym chciała rozpocząć pracę,
    to... nie wiem, co chciałbym robić. Na pewno nie wrócę do zawodów
    wyuczonych, z różnych względów.
    Marzy mi się bycie... księgową np. Uwielbiam liczyć, wypełniać druki,
    pracować z komputerem. Ale musiałbym zrobić kurs, a to też odpada
    w tej chwili. Może kiedyś smile

    Generalnie uważam tak:
    jeśli mama wielodzietna chce pracować - proszę bardzo!
    jeśli daje sobie ze wszystkim radę - chwała jej za to!!!
    jeśli ma własną firmę (lub nawet "firemkę") albo pracuje
    w domu - to powiem jej: "zazdroszczę" !

    Mam nadzieję, że za jakiś czas sama rozkręcę jakąś domową działalność
    i będę sobie sterem, żeglarzem, okrętem oraz... księgową smile
    --
    1 - 2 - 3
  • natkare 26.08.06, 11:34
    Mam troje dzieci w wieku 7, 3 i 17 mc.
    Jestem na wychowawczym a co do powrotu do pracy to chciała bym ale mi sie po
    prostu to nie opłaca.
  • kalafior_tez_kwiat 26.08.06, 12:36
    ja też byłam zawsze bardzo aktywna zawodowo. pracowałam całymi dniami jeżdżąc
    do pracy w sumie 80 km... Kiedy mieliśmy jedno dziecko jeszcze warto było, ale
    kiedy w firmie powiedziałam, że spodziewam się kolejnego dziecka to zablokowali
    mi podwyżkę, w mig zapomniałam o awansie więc po urodzeniu synka... poszłam na
    urlop wychowawczy. Dojazdy, żłobek dla dwojga lub opiekunka dla dzieci
    skonsumowałyby mi większość pensji... To tego totalny rozpad życia rodzinnego
    (z mężem pracowaliśmy całymi dniami) to za wysoka cena, którą musiałabym
    płacić. Dorabiam sobie w kierunku zgodnym z wykształceniem. Jakiś czas
    prowadziłam działalność, ale teraz nie mam na to czasu - za pracą trzeba trochę
    pobiegać w moim fachu... Może jak dzieci bedą większe (czyli najprędzej za
    jakieś 3 lata, bo przecie w marcu będzie nas trójka) pomyślę o kontunuowaniu
    swojej działalności, bo do mojej firmy nie wrócę za chiny ludowe!!!!!
    Poza tym zawsze w każdej chwili mogę jechać do mojej siostry mieszkającej na
    stałe w Niemczech. Ona tak kocha nasze dzieci, że chętnie nas tam będzie
    gościła z całym przychówkiem wink))))

  • barbie-torun 28.08.06, 10:47
    nie chcę już siedzieć na wychowawczym
    chcę być doceniana, pochwalona w pracy,
    byc komuś potrzebna, wykonywać zawodowe obowiązki
    może na jakiś kurs się zapiszę, jeśli starczy kasy
    po opłaceniu opiekunki
    wreszcie odetchnę innym powietrzem
    bo najlepsze lata życia spędziłam na gotowaniu, praniu i przewijaniu
    3/4 życia małżeńskiego to wychowawczy
    tylko dom i dzieci
    tak 2-3 lata było mi z tym dobrze
    ale nie na stałe

    podziwiam wybór kobiet, że na stałe zostają gospodyniami domowymi
    i jest im z tym dobrze
  • piastka 29.08.06, 09:51
    Pracuję od zawsze (już się boję nawet liczyć od kiedy).

    Nieraz miałam wielką ochotę pobyć z kolejnym dzieckiem jak najdłużej, ale
    przyznam, że tzw. siedzenie w domu potrafiło być frustrujące i prawie z
    przyjemnością wracałam do pracy, chociaż rozłąka z maleństwem też bolała.

    To tzw. siedzenie w domu to było przede wszystkim ogarnianie wszystkiego po
    wszystkich, gotowanie, pranie itp., i jednocześnie wrażenie, że tak mało się
    dzieje. Jedyną osłodą była możliwość przebywania non stop z maleństwem, ale i
    to nie zawsze było szczytem szczęścia, ponieważ bardzo źle psychicznie znosiłam
    np płacze kolkowe najmłodszej.

    Najsympatyczniejsze rozwiązanie widziałabym w pracy na 1/2 etatu - lub wolny
    zawód umożliwiający pracę w domu. Praca biurowa - nawet dobrze płatna w
    wymiarze 8-9 godzin - to nie mój ideał, choć moja rzeczywistość.
  • mamaanieli 29.08.06, 10:40
    a ja mam właśnie wolny zawód - dużo robie w domu, choć raz na trzy tygodnie
    właściwie codziennie jestem poza domem na (z dojazdami) osiem godzin. Nie czuję
    się wyrodną matkąwink, realizuję siebie nie tylko przez dzieci (nie potrafiłam
    się w domu do końca zrealizować, byłam wiecznie nieszczęśliwa i sfrustrowana),
    osiągam mniejsze lub większe sukcesy i nie wyobrażam sobie już siedzenia z
    dziećmi. MAtką nie jest się wtedy gdy sie nad dzieckiem siedzi 24 godziny na
    dobę i przez to ma sie schizywink Bo ja miałam.
    A w ogóle to pytanie nie powinno brzmięć "czy wielomama powinna pracować
    zawodowo" tylko czy "mama" powinna pracować zawodowo. Według mnie tak - o ile
    umie pogodzić pracę z domem, o ile chce i jest z tego więcej pożytku niż
    szkody. No i oczywiście jak ma normalnego chłopa, który jej aspiracje rozumiesmile

    BArba: wracaj do roboty, albo szukaj roboty jak masz taką porzebę. I nic się
    nie bój! Jak się chce, wszystko da się ułożyć. Co oczywiście nie oznacza, że
    będzie łatwosmile
    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • mamamonika 31.08.06, 17:54
    Mi aktywność poza domem jest potrzebna jak powietrze. Zajmując się jedynie
    domem bym się udusiła. A po co komu uduszona, sfrustrowana baba?
    Liczba dzieci nie ma najmniejszego wpływu na moja postawę w tej materii
  • agnieszkas72 31.08.06, 23:37
    Jesli chce i może-liczba dzieci nie ma znaczenia.W naszym przypadku choroba
    dziecka,którego nie ma z kim zostawić spowodowałaby sytuację bez
    wyjścia.Wychowując dzieci jestesmy zdani tylko na siebie a to oznacza,że jedno z
    nas(a lepiej,żeby to była nauczycielka,nie informatyk DD-z powodów oczywistych)
    musi zajmować się sprawami domowymi przede wszystkim.
    Moja świetna ginekolog jest także mamą czwórki,pracującą pełną parą ale
    wspierają ją i jej męża dwa pełne zestawy wspaniałych dziadków.
  • eliza34 09.09.06, 18:22
    ja też postanowiłam dorzucić swoje zdanie, bo temat mi bardzo bliski.Zawsze
    chciałam robić karierę i praca była dla mnie ważna...Po pierwszym dziecku
    wróciłam do pracy na cały etat 0,5 roku od urodzenia, 2-gie jak urodziłam to
    czułam się bardzo pokrzywdzona wiedząc,ze już mnie do firmy nie przyjmą z
    powrotem...musiałam szukać pracy też z powodów finansowych-budowaliśmy dom mój
    mąż mało zarabia, ja mogłam zarobić znacznie więcej.Ciężko było znależć pracę w
    2004,ale po poszukiwaniach znalazłam i kiedy rozkręciłam się , mały zaadoptował
    się dobrze w żłobku ...grom z jasnego nieba - byłam w 3-ciej ciązy... Nie
    mogłam zaakceptować tej ciąży przez prawie 7 miesięcy -pracowałam aż za
    ciężko...ale kiedy urodziłam córkę przywykłam do tego ,ze mam 3-kę dzieci.Ale
    nastąpił paradoks....odechciało mi się wracania do pracy. Coś jakby się we mnie
    wypaliło, poza tym zauważyłam,ze zajmowanie się 3-ką dzieci : prawie
    nastolatkiem i 2-ką maluchów pochłania prawie całe moje siły. Wróciłam do pracy
    na cały etat (9 godzin poza domem)i szczerze mówiąc prawie płakałam- czuję się
    zmęczona, zniechęcona, wieczorem padam już na pysk, nie ma we mnie radości
    życia.Rozgoryczenie powiększa jeszcze fakt,ze jestem właściwie głównym
    żywicielem rodziny,a jeszcze ciągle zamiast docenienia to słyszę pretensje od
    mego męża,ze forsa jest dla mnie najważniejsza.Okropne....Teraz rozumiem
    dlaczego większość mam 3-ki i więcej dzieci nie pracuje ...
  • malila 13.09.06, 12:28
    czy możesz zerknąć do skrzynki?
    --
    Małgosia
  • agnieszkas72 13.09.06, 15:30
    Odpisałamsmile.
  • aniaka71 23.09.06, 11:04
    Hej smile Jestem mamą czwórki dzieciaków (16, 15, 11 i 6 lat). Nigdy wcześniej nie
    pracowałam zawodowo i przez te wszystkie lata żyłam w przekonaniu że tak już
    będzie zawsze. Ale gdy dzieciaki podrosły zaczęłam myśleć o zmianie, ze
    względów czysto towarzyskich smilei z zazdrością słuchałam koleżanek
    opowiadających o pracy. I stało się: od roku pracuję, jest ciężko pogodzić to
    wszystko tym bardziej ze czasem wracam z pracy o 22, ale z pomoca rodziny jakos
    leci. Żałuje tylko czasu którego już nie moge poswiecic w takiej ilosci jak
    dawniej na kontakty z dzieciakami.
    Opierając się na swoim doświadczeniu uważam że najlepiej by było gdyby mamy
    same mogły podjać decyzję kiedy i czy idą do pracy. Aniasmile
  • mac62 23.09.06, 15:50
    Też chciałabym móc wrócić do pracy dopiero wtedy, kiedy moje najmłodsze dziecię
    osiągnie wiek szkolny, ale znając realia i ze względu na finanse będę musiała
    pracować zaraz po 2 latach od narodzin Aleksandra. Ale nawet ten czas (choć tak
    krótki),poświęcony dzieciakom mnie cieszy.
    --
    bd.lilypie.com/90lop2.png
  • natkare 25.09.06, 14:10
    Bardzo bym już chciała wrócić do pracy, jednak Nam się to po prostu nie opłaca.
    Tak więc pozostaje mi jeszcze z rok wychowawczego , bo najmłodszy synuś ma 18 mc, do żłobka za daleko a do przedszkola jeszcze za mały.
    A pozatym opłaty za przedszkole są dość wysokie.
    Mama Maćka 1999, Dominiki 2003 i Mikołajka 2005.
  • ola9664 31.10.06, 13:42
    Uważam, ze nie powinna pracować. Z mojego doswiadczenia wiem, że bardzo trudno
    pogodzić pracę, dzici i dom. Mam 4 dzieci 17,13 i bliznięta 3 lata . Pracuję
    zawodowo, mąż także, zajmuję się domem 280m2i jeszcze rok temu studiowałam.
    Teraz na szczęście już skończyłam. Nie mam nikogo do pomocy , rodzice nie żyją,
    teściowa daleko. Wieczorem padam. Pracuję tylko ze względów finansowych. Gdybym
    nie musiała napewno bym nie pracowała.
  • agnieszka35 02.11.06, 09:01
    Witam.To czy mama wielodzietna powinna pracować powinno zależać tylko od niej.I
    przedewszystkim powinna mieć wybór.To znaczy marzy mi się taka sytuacja że to
    nie względy finansowe decydują o tym czy mama wielodzietna pracuje czy nie tylko
    jej chęć.Poza tym powinna mieć możliwość pracy na np.pół etatu.Wiem po sobie że
    można pogodzić pracę na cały etat albo naukę(studia dzienne)z prowadzeniem
    wielodzietnego domu ale wiem też że zawsze jest coś kosztem czegoś.A najczęściej
    kosztem snu i wypoczynku mamy.Pozdrawiam-Agnieszka.
  • natkare 04.11.06, 18:48
    Gdy urodziłam Maćka do pracy wróciłam gdy miał 17 mc, po 4latach i 5 mc urodziłam Dominiczkę po kolejnych 18 mc Mikołajka.
    Tak więc staliśmy się malutką rodziną wielodzietnąsmile
    Dojrzewam do powrotu do pracy, po przemyśleniu za i przeciw w tym roku powrót po prostu nam się nie opłaca.
    Tak więc jeszcze rok siedzenia w domku.
    Od września-grudnia 2007 planuję powrót do pracy, jest to praca po 12 godzin, zmianowa z nockami itp.
    Bardzo lubię swoją pracę i myślę że nie chcę jej poświęcać.
    Po prostu nie nadaję się na kobietę siedzącą w domu.Tak więc w [przyszłym roku najstarszy synuś do 2 klasy, dwoje młodszych do przedszkola.
    Mam nadzieję że uda nam się pogodzenie wszystkiego.Dodam że na powrót do zawodu mam tylko 5 lat, za rokminie ponad 4 lata odkąd siedzę już w domu.
  • marzekal 04.11.06, 21:02
    Ja pracuję a odpoczynek od pracy miałam tylko w czasie ciąż. Zaraz po zajściu
    szłam na zwolnienie. Po macierzyńskim przeciąganym jak najdłużej się da (tzw.
    nielegalne zwolnienia) wracałam do pracy a Dzieci do Babci. Nie dlatego, że
    musiałam, czy chciałam. Poprostu uważałam to za coś naturalnego, że pracuję. Po
    coś przecież studiowałam smile Ponadto uwielbiam swoją prace smile)) Po powrocie
    bawiłam się na maxa z Dziećmi. Gorzej z praniem, sprzątaniem itd...
    Ale dobrze mi mówić - Dzieciaki zamiast do żłobka, czy przedszkola były
    przypisywane kochającej Babci (nie było łatwo, jeździłam do pracy 25km, ale tam
    też właśnie mieszkała Babcia)
    Teraz dwoje starszych do szkoły, najmłodsze do Babci jak zwykle (Babcia
    przeprowadziła się bliżej wnuków) a po powrocie wszyscy na świetlicę
    środowiskową (dwa w jednym - praca i spędzanie czasu ze swoimi Skarbami).
    Ponadto dorabianie wykonywaniem małego chałupnictwa (znowu coś co bardzo lubię
    robić, ale to już jak Dzieciaki śpią). Czasami szkolenie, w niedzielę rodzinne
    wyjazdy, czasami nie wiem jak się nazywam smile))
    Wczoraj nocowało u mnie 12 dzieciaków. Dzisiaj ledwo posprzątane ale cała
    rodzinka szczęśliwa, bo jutro znowu wyjazd do Prababci smile
    Ale z jednego zrezygnowałam... Dostałam propozycję kandydowania do Rady
    Miejskiej i tu powiedziałam stop! Owszem korciło, bo dodatkowe pieniądze, a
    jaki prestiż smile)) Ja matka wielodzietna i może zostanę Radną smile Ale cholera,
    Dzieciaków na sesję jednak nie wezmę smile))
    A przy okazji dowiedziałam się później, że to mąż mi nie pozwolił, bo się nie
    wyrabiam, tak dużo mam obowiązków wink))
    Ale mnie tu dawno nie było ... Buziaczki
    --
    Moja Strata
  • daggga 09.12.06, 12:16
    Witajcie, mam 31 lat, jestem mamą dwójki na razie (2,5 i 11 mscy). Myślę o
    trzecim, ale powstzrymują mnie sądy kultury dzisiejszej że nie dam moim
    dzieciom tego co potrzeba, może faktycznie coś im zabraknie? POczekamy więc
    trochę, pryznjamniej niech mąż zakończy edukację.
    Teraz do rzeczy:
    1. Są jakieś książki na zachodzie o tym, że można żyć oszczędniej i domowym
    sumptem rózńe rzeczy robić z dizecmi, uruchomić prawdziwy dom, wytwarzać wiele
    rzeczy i wtedy powinna starczyć 1 pensja. Ktoś czytał????
    2. Kobieta w domu może być jednocześnie: kucharką (mniam), fryzjerką, a przede
    wszystkim nauczycielką- każdego rodzaju, od matematyki po wuef(każda o tym
    marzyła...), piosenkarką (nareszcie ktoś mnei słucha!!, nie musze do Idola!!),
    artystą-plastykiem.... Szcególnie, kiedy dziecko nie musi "się tylko uczyć" ale
    uczymy je życia. Naturalne więc, że starsze pomaga.
    3. Dlaczego muszą nas chwalić inni (faceci)? Bycie dobrą mamą i pomysłową
    gospodynią powinno być cool. Kobiety powinny się wzajemnie motywować, tworzyć
    społęczeńswto kobiet! (to jest prawdziwa Partia KObiet)
    itd
    Co myślicie?
    Daga
  • mamamonika 09.12.06, 20:37
    Mi nie pasuje wink
  • zuzanna56 09.12.06, 21:20
    Mi też nie bardzo. Wolę pracować, choćby na pół etatu. Ale ja nie jestem mamą
    wielodzietną.
  • agnieszkas72 10.12.06, 16:47
    Gdybym musiała pracować,tak jak pracowałam przed urodzeniem dzieci i mój mąz
    pracowałby,tak jak pracuje teraz(a pracowałby,niezależnie od moich
    dochodów)),nie miałabym żadnego wpływu na wychowanie moich dzieci.W takiej
    sytuacji nie zdecydowałabym się na pewno na powiększanie rodziny.Nie jestem
    bardzo domowa z natury i jestem pewna,ze gdyby mi ktos przedstawił w czasach,gdy
    byłam licealistką lub studentką moje obecne życie,nie uwierzyłabym.Ale wtedy nie
    zastanawiałam się nad tym,w jaki sposób funkcjonuje rodzina.Nie wiem
    dziewczyny,co macie na myśli podkreslając:"mi to nie pasuje"..(bycie w
    domu).Podobne zdanie,które usłyszałam od koleżanki w realu sprawiło mi kiedyś
    wielką przykrość.Podtekst,o który was nie podejrzewam, był wtedy dla mnie
    jasny:"ja bym tak nie mogła,bo jestem taka aktywna,ambitna,twórcza,a ty
    widocznie nie,skoro możesz siedziec w domu....".Prawdę mówiąc,nie widzę na tym
    forum kobiet,które mogłabym sklasyfikowac jako kury domowe.Kura domowa kojarzy
    mi się z osobą,która obsesyjnie myje okna sadzając dziecko przed
    telewizorem,albo sama ogląda seriale, wrzeszcząc od czasu do czasu na dzieci
    bawiące się na podwórku.Umówmy się,że pracują te z nas,które mogą sobie na to
    pozwolić.Bo nie wyobrażam sobie rozwożenia gromadki po złobkach i przedszkolach
    i zbierania jej mocno późnym popołudniem,tylko po to,żeby się
    "zrealizować"-dyżury popołudniowe w mojej pracy kończyły się ok.17,nie
    zdązyłabym dotrzec do przedszkola przed jego zamknięciem.Albo zostawiania dzieci
    na cały dzień z obcą nianią.Nigdy nie zdecydowałabym się dobrowolnie życ w ten
    sposób,nie musząc zarabiac na chleb i dach nad głową.
  • mamaanieli 10.12.06, 17:23
    Bo w ogóle pytanie zostało postawione błędnie. Czy "powinna" pracować. Można po
    prostu zapytać czy "kobieta powinna", czy "matka powinna". I odpowiedź w każdym
    przypadku będzie taka sama: nie ma odpowiedzi generalnej. Wszystko zależy od
    konkretnej rodziny i konkretnej pracy. Ja kocham moją pracę i gdy pomyślę, że
    mogłabym np. ją stracić, to mam dreszcze. i zgadzam się: pracuję bo mogę sobie
    na to pozwolić. Bo moja praca - choć etatowa - nie wymaga siedzenia w biurze od
    rana do nocy. Bo mam cudowną nianię, której ufam, i która wychowuje dzieci
    mądrze i tak jak to razem ustalimy. Bo pracuję sporo w domu, itd. I Pozdrawiam
    wszystkie serdecznie. a.
    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • zuzanna56 10.12.06, 18:11
    Agnieszka, nie gniewaj się, please.....

    Miałam na myśli że nie do końca pasuje mi to co napisała dagga. Ja mam taką
    naturę że wolałabym jednak pracować ale nie mam nic przeciwko mamom które nie
    pracują.

    Gdy dzieci były małe, pracowałam 10 godzin w tygodniu a potem już stopniowo
    więcej. Taką mam pracę że było to możliwe. Moje dzieci były w przedszkolu 5
    godzin dziennie bo czasem odbierali je dziadkowie.

    Pozdrowienia.
  • mamamonika 10.12.06, 20:37
    Ze mną jest tak samo smile. Pracuję bo lubię i sobie to odpowiednio
    zorganizowałam, a zadałam sobie taki trud bo lubię smile
    Pisząc, że mi nie pasuje taki czy inny model nie chcę nikogo urazić, po prostu
    stwierdzam fakt.
    Ale bardzo by mnie zdenerwowało, gdyby ktoś napisał, że mama wielodzietna "nie
    powinna" tego czy tamtego. Nie lubię, gdy ktoś mnie szufladkuje czy ustawia mi
    życie.
    Faktycznie - pytanie tytułowe nie jest zbyt szczęśliwie zadane, ale porusza
    ciekawą kwestię...
  • neomama 12.12.06, 11:35
    "ja bym tak nie mogła,bo jestem taka aktywna,ambitna,twórcza,a ty
    widocznie nie,skoro możesz siedziec w domu...." Ja niestety również w ten sposób
    to odebrałam. Nie czuję się gorsza jako kobieta tylko dlatego, że siedzę teraz w
    domu. Może kiedyś jeszcze pójdę do pracy. Ale nie potępiam matek, które pomimo
    posiadania gromadki dzieci, pracują zawodowo, pod warunkiem, że praca nie staje
    się w życiu priorytetem. Pozdrawiam Ania
    --
    Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...
  • mamamonika 12.12.06, 12:43
    A dlaczego? Czy w życiu nie można mieć kilku priorytetów???
    Fantastycznie, że mnie nie potępiasz, lepiej mi wink
  • neomama 12.12.06, 14:26
    Nie rozumiem skąd ta ironia. Po prostu szanuję odmienne zdanie i poglądy innych
    ludzi. I owszem można mieć kilka priorytetów, a w tym przypadku miałam na myśli
    sytuacje, kiedy realizowanie się w pracy, odbywa się kosztem dzieci, kiedy się
    je zaniedbuje.
    --
    Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...
  • mamamonika 12.12.06, 14:39
    Niestety zawsze coś jest kosztem czegoś sad((
    Ja nieustannie szukam złotego środka, myślę, że jestem na dobrej drodze nie
    chwaląc się.
    Nie lubię jedynie słusznych recept i może jestem lekko uczulona.
  • neomama 12.12.06, 15:29
    No widzisz. Właśnie o to chodzi, że ja nie uważam, iż moja recepta jest jedyna
    słuszna. I powiem ci więcej, że podziwiam cię. Umiesz pogodzić pracę z opieką
    nad dziećmi. Ja również chciałabym pójść do pracy, kiedy podrośnie najmłodsza
    pociecha. I nie tylko z powodów finansowych, ale z kobiecej próżności.
    --
    Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...
  • mamamonika 12.12.06, 15:33
    smile
  • daggga 11.12.06, 19:25

    Dzięki dziewczyny, że się odniosłyście do moich propozycji. Tyle że Wam sie to
    nie widzi... Interesuje mnie, dlaczego? Co takiego jest w pracy zawodowej,
    czego nie ma w pracy domowej, szczególnie dziś, kiedy kobiety mogą sie dowolnie
    łączyć, pomagać sobie, tworzyć "społeczeństwo kobiet" i z pasją organizować
    sobie pracę w domu?
    Moje sugestie:
    1. Do pracy można się ładnie ubrać. Te wszystkie garsonki i kostiumy. W domu to
    nie zdaje egzaminu, niepraktyczne, podobnie jak makijaż
    2. To co któraś pisała: w domu szef nie pochwali. Nikt nie motywuje, raczej
    demotywacja zewsząd, bo nie ceni sie tej pracy. Kiedyś się kobiety chwaliły,
    jakie dżemy zrobiły itp., teraz w "wysokich kręgach" to niemodne raczej.
    Macie inne?
    Dodam, że mnie ciężko jest w domu wytrzymac, dlatego próbuję dorobić do tego
    ideologię, i wierzę, że się uda wink
    Daga
  • mamaanieli 11.12.06, 21:07
    no to powodzenia. ja też próbowałam dorabiać ideologię gdy nie pracowałam...
    nie nadaję się do siedzenia w domu i kropka. i gorzej było jak starałam się to
    polubić. po prostu schizofrenii można dostać. a ku pocieszeniu: życie zaskakuje
    i naprawdę możliwe jest otrzymanie takiej pracy, która daje satysfakcję, a nie
    rozwala rodziny. czego chcącym pracować wielomamom serdecznie życzęsmile
    --
    Największa stajenna ranga
    nie zmieni osła w mustanga...
  • zuzanna56 11.12.06, 21:34
    Przy dwójce całkiem już dużych dzieci praca nie jest takim problemem jak przy
    piątce całkiem małych.
    Pracuję bo
    mam fajną pracę
    mam wybór czy chcę pracować na pół etatu (tak kiedyś pracowałam) czy na ponad
    półtora (jak teraz)
    wciąż mam kontakt z językiem na wysokim poziomie (moi uczniowie z gimnazjum już
    zdali FCE)
    nie wiem co mogłabym robić w domu
    zarabiam
    mam kontakt z wieloma fajnymi osobami
  • ludkowa 12.12.06, 09:53
    Powiem tak: jej wybór ( mamy ma się rozumieć ). Chociaż czasami konieczność nas
    do czegoś zmusza. Nie pracuję już pięć lat ( na etacie ), jest to mój wybór,
    spowodowany koniecznością, miałam kłopoty z donoszeniem trzeciego dziecka,
    kończyłam studia. Urodzenie czwartego dziecka utrwaliło ten układ. Powiem
    szczerze, gdybym obowiązkami domowymi chciała wypełnić swoje życie, nie byłabym
    zadowolona, chociaż jest co robić.. Jednak w chwili obecnej pracy na etacie,
    poza domem, nie potrzebuję, nawet jej sobie nie wyobrażam, to co robię w domu mi
    wystarcza ( jestam plastykiem ). Zeby nie "zwariować", raz w tygodniu razem z
    mężem chodzę do kina i jedno popołudnie, ew. sobotnie przedpołudnie wychodzę
    sama, ot tak pobiegać po sklepach, zrobić zakupy, odpocząc od domu. Dodatkowo
    wystawy, koncerty razem z małżem, czasem dziećmi. i jest dobrze, pozdrawiam.
  • mamamonika 12.12.06, 11:30
    Jeszcze nie przyszedł taki moment, żeby robienie dżemów wypełniało mi dzień.
    Może gdzieś kole 80-tki albo jeszcze później...
    Praca to nie tylko zarobek, to robienie tego co lubię. Rodzina to dla mnie
    tylko jedno skrzydło, nie chcę się do tego ograniczyć. Ideologii do nieczego
    nie dorabiam, bo to bez sensu - od razu widać, że to co robisz jest wbrew Tobie.
    Poza tym jakos się buntuje przed zawężaniem mnie do "społeczeństwa kobiet" czy
    czegos takiego. Ja jestem człowiek, nie tylko kobieta wink
  • elgosia 12.12.06, 15:07
    Pozwalam sobie zabrać głos, bo choć mam dwoje dzieci, temat dla mnie bardzo
    świeży. Decyzje o powrocie do pracy zawodowej podjęłam w maju, bo okazało się,
    że bez moich dochodów nie mamy zdolności kredytowej, a w końcu mieszkać gdziś
    chcemy na swoim, a nie do końca życie wynajmowac za grube pieniądze. Wtedy
    ucieszyłam sie i latałam do pracy jak na skrzydłach przez wrzesień i październik
    (szkoła, 21 godz/tyg). Ostatnio zaczęłam się łamać, bo widzę że nie da się mieć
    dwóch priorytetów - zawsze coś ucierpi.Jak wracam po pracy, dzieci mnie
    potrzebują (chodzą do przedszkola i do żłobka), więc poswięcam im czas, a potem
    siedzę po nocach nad lekcjami i klasówkami - ledwo żyję, a i tak widzę, że nie
    przygotowuje lekcji tak, jakbym chciała - zawsze zabraknie mi czasu, żeby dopiąć
    wszystko na ostatni guzik. Poza tym dzieci zaczęły chorować, ja z braku babci
    brać zwolnienia - odbyłam w związku z tym niezbyt miłe rozmowy z dyrekcją. W
    jednej szkole nawet usłyszałam, że muszę wybrac między praca a dziećmi. Z
    drugiej strony praca pozwala mi oderwać sie od domowych obowiazków, spotkać ze
    znajomymi, pogadać nie o dzieciach - to też ważne.
    Reasumując praca czasem jest konieczna, żeby nie zwariować,żeby dorobić, ale
    trzeba dobrze rozważyc, w jakim wymiarze prace podjąć, żeby nie zaniedbac
    rodziny (priorytet) i dobrze wypełnić obowiązki w pracy. W moim przypadku - tak
    mysle - wziełam za duzo pracy, muszę ją zredukować, ale jeszcze nie w tym roku,
    bo musimy wząć kredyt. Lepszej pracy musi szukać mąż, bo ja - chcąc byc matką i
    to jeszcze kilkorga dzieci- podporą finansową rodziny nie bedę. Przynajmniej
    póki dzieci małe, a potem - czas pokaże.
    --
    Pozdrawiam...
    Gosia z Tomusiem (08.10.2003) i Martusią (12.05.2005)
  • zuzanna56 12.12.06, 17:04
    I tu Elgosiu widzę plus pracy w szkole. Jeśli dzieci są bardzo małe, można mieć
    np. 15 lekcji w tygodniu. Mniej pracy, mniej klasówek, mniej przygotowań do
    lekcji. Pensja też niższa ale jest. Kiedyś tam, kiedy urodzisz jeszcze jedno
    czy dwoje, bo wiem że kiedyś chciałabyś, i dzieci dorosną, będziesz mogła wziąć
    więcej godzin. Życzę ci powodzenia i żeby dzieci jak najmniej chorowały.
  • mamusiewa 12.12.06, 18:10
    jestem lekarzem, pracuję na oddziale dziennym, a więc jak na lekarza bardzo
    mało, bo tylko 8 godzin dziennie, bez dyżurów, sobót, niedziel i wigilii,
    obecnie spodziewam się czwartego dziecka, mam 31 lat, robię specjalizację,
    pomaga nam niania do najmłodszej córki, reszta w szkole i przedszkolu. Męża
    ciągle nie ma w domu(ktoś musi na nas zarobic). Nieźle sobie radzę
  • magda1206 27.12.06, 08:43
    ja nie powinnam, ale pracuję. 7-11 ogdzin dziennie, mam trójkę dzieciaczków 10-
    6-1 lat i czasem prawie ich nie widzę. poza tym jestem wykończona sad. mąż też
    pracuje, nie mamy żadnej rodziny w okolicy więc szansa na 5 minut relaksu jest
    nikła.
    mamusiewa, jak ty to robisz??? podziwiam
  • kaka73 28.12.06, 09:39
    Ja pracuję, bo chciałam. Czuję sie w domu z dziećmi nieszczęśliwa -
    zdecydowanie lepiej na mnie działa praca. Nie jest mi łatwo, ponieważ mąż
    pracuje w Warszawie, a my mieszkamy na Śląsku - przyjeżdża co tydzień na 5 dni
    do domu, wiec przez połowę miesiąca muszę dać sobie sama radę. Dzieci -
    najstarszy do szkoły, córeczka do przedszkola, a roczniak do opiekunki. pracuję
    na szczęście 8 godzin (teraz jeszcze 7), więc o godz 15 już jestem w domu.
    Od roku mieszkamy w swoim domu, więc obowiązków mam dużo, ale jestem
    szczęśliwsza pracując.
    Może jestem złą matką - mając wybór i wybierając pracę?
    Mam dosyć dobre stanowisko, realizuję się w pracy - a wydaje mi się, że dzieci
    wiele nie tracą, ale to mtylko moje zdanie.
    --
    Karina i moje szczęściasmirkzymek,Igorek i Karolinka
  • zuzanna56 28.12.06, 10:14
    kaka
    nie wydaje mi się żeby twoje dzieci coś traciły. Jesteś o 15.00 już z nimi.
    Poza tym piszesz że jesteś szczęśliwsza pracując.
  • mamusiewa 05.01.07, 10:12
    Odpowiedź dla Magdy 1206: To,że sobie radzę, to współudział kilku osób: moja
    niania do najmłodszej, 2-letniej córki, to osoba ze złota: oprócz opieki nad
    dzieckiem , bez dodatkowych opłat: sprząta( nawet łazienki), czasem gotuje,
    robi listę zakupów, jak dzieci są chore, to nawet opiekuje się trójką, karmi
    psy, i wszysto prasuje. Do domu przychodzę( po drodze zbierając starszaki ze
    szkoły i przedszkila), a tu porządek, obiad ugotowany, Emilka właśnie wstaje z
    drzemki, nic, tylko odpoczywac. Po drugie: mój mąż nie jada w domu, więc odpada
    problem poważnych obiadów, ja mogę zjeść w pracy, starszaki w szkole i
    przedszkolu, a poza tym mój mąż nie jest rozpieszczony, jeśli chodzi o
    jedzenie, więc wystarcza mu , łagodnie mówiąc ,byle co. Moja mama jeszcze
    pracuje zawodowo, ale ma nienor,mowany czas pracy, więc tak naprawdę jest na
    każde życzenie, liczy się to zwłaszca , gdy mam wyjazdy związane ze
    specjelizacją( np . tygodniowe kursy w Warszawie). No i ta specjalizacja.
    Normalnie trwa 5-6 lat, mi zajmie ok.8, ze względu na urlopy macierzyńskie,
    pewne opgraniczenia w wyjazdach itp. Aha, mam do dyspozycji własny samochód, co
    ułatwia funkcjonoiwanie, zwłaszcza, że mieszkamy 8 km od. miasdta. Dziecko
    posłaliśmy do szko0ły społecznej, bo tylko tam zajęcia są codziennie od 8-mej,
    więc łatwiej wszystko zorganizować, i mają w ramach zajęć wszystko to, na co
    trzeba przeznaczać dodztkowy czas: basen, dużo angielskiego itp. Ja osobiście
    mam sporo czas u na odpoczynek czy dokształcanie, bo : nie jestem
    przewrażliwiona na punkcie porządku, mam cudowną nianię, i zdyscyplinowane
    dzieci. Gdyby jeszcze mąż wracał o ludzkiej porze do domu( teraz jestem w 8
    miesiącu ciąży, to zdarza mu się przychodzic wcześniej, czyli ok. 19. )To by
    było na tyle.
  • heloiza74 04.01.07, 22:46
    Sytuacja każdej z nas jest praktycznie inna, więc trudno jednoznacznie ocenić czy matka powinna czy
    nie powinna pracować. Czasem musi ze wzgledów finansowych, a czasem po prostu żeby nie
    zwariowaćsmile Zajmowałam się domem i dziećmi przez 3 i pół roku i nie byłam specjalnie szczęśliwa z
    tego powodu. Zazdrościłam moim pracującym zawodowo koleżankom i niestety pozwoliłam się
    opanować opinii współczesnego świata - "siedzisz w domu = nic nie robisz". Tak więc kiedy córka
    miała pół roku wzięłam opiekunkę (starszy syn w przedszkolu) i poszłam do pracy. Ale ja mam sytuację
    wprost idealną. Mój mąż prowadzi firmę, więc "zatrudniłam się u niego" na pół etatu. Dodatkowo
    siedziba firmy znajduje się w domu moich rodziców, więc mała z opiekunką były na piętrze, a ja na
    parterze. Cały czas miałam kontrolę i nawet mogłam karmić piersią!!! Kiedy córka poszła do
    przedszkola mogłam pracować dłużej, ale i tak starałam się odbierać dzieci z przedszkola przed 15.
    Sytuacja powtórzyła się kiedy urodziłam trzecie dziecko. Pracowałam prawie do końca ciąży, bo
    sprawiało mi to przyjemność, na macierzyńskim trochę pracowałam w domu. Teraz spodziewam się
    czwartego dziecka. Starsze dzieci są w szkole i przedszkolu, najmłodszy z opiekunką, a ja wciąż
    pracuję, choć już tylko po 3-5 godzin dziennie, tym bardziej, że mój mąż pracuje coraz więcej i późno
    wraca do domu. Myślę, że po urodzeniu czwartego dziecka nadal będę pracowała, bo nie potrafię
    usiedzieć w domu dłużej niż miesiąc smile
  • bemari 06.01.07, 01:01
    Z dzieciakami siedziałam w domu po dwa lata, potem do pracy.Kryzys dopadł mnie
    teraz, gdy najstarszy skończył 18 lat.Czuję się zmęczona, chciałabym się zająć
    tylko dziećmi, domem i sobą.Zrobić rano kanapki, wyprawić towarzystwo, gotować
    spokojnie obiad i sprzątać, od 16 mieć czas na rozmowy z dziećmi i własne
    rozwijanie.A tak wpadam do domu razem z nimi, włączam pralkę, nastawiam zupę,
    ogarniam mieszkanie,był poniedziałek, jest piątek...Wszyscy mówią, że jestem
    taka zorganizowana!Niby dzieci już duże, a ja coraz bardziej gonię czas.Jak
    zwolnić tempo?
  • asia-ch 08.01.07, 22:14
    Ja pracuję. Teraz spodziewam się czwartego maluszka. Dobrze, ze czuje się w
    miarę dobrze, bo przy trojce maluchów(do lat sześciu), pracy na pół etatu co
    prawda, o leżeniu nie ma mowy. Wolałabym teraz nie pracować, ale niestety nie
    da rady.
    --
    Asia mama Marysi,Szczepanka (10.10.2000),Róży(31.01.2003) oraz maleństwa (lipiec
    2007)
  • kokko4 14.01.07, 08:09
    Zuzanna- ja od tygodnia znów pracuję na cały etat. Grun to dobra organizacja.
    Fakt, że duża częśc wyplaty oddaje niani, ale u mnie akurat to nie az tak duzy
    problem
    Ja czuje się o wiele lepiej jak dzielę swój czas na pracę , dom i dzieci. W domu
    jakoś czułam się niedoceniana, choc jak miałam tylko 3 dzieci to nie chciałam
    wracać do pracy i dobrze sie czułam w domu.teraz mi się zmienilo.

    wszytko zależy od organizacji, pieniędzy i osobistego punktu widzenia

    pozdrawiam
    b.
  • sampleee 27.01.07, 14:39
    to w tytule to raz
    dwa: mam bardzo male 4 miesieczne dziecko, siedze z nim w domu od poczatku, w
    ciazy ostatnie 2 msisiace tez malo wychodizlam
    praca w domu: ogolna organizacja, ogarniecie tego wszystkiego jest bardzo
    satysfakcjonujace, naprawde rozumiem osoby, ktore uwazaja ze sie w tym
    spelniaja, bo jest to spory trud i wysilek, zeby nad tym zapoanowac i bylo
    dobrze

    niestety inni widza to inaczej, do tego opieka nad malymi dziecmi w zaden
    sposob nie rozwija, to raczej jest wegetacja, przechodzenie przez pewnien okres
    razem z domem i dziecmi, nie ma z tego realnych korzysci, na przyszosc,
    to inwestycja w dzieci, dom, rodzine
    kobieta siedzaca w domu, tak czy siak, przy licznej gromadce staje sie taka kura
    brak wyjsc, kntaktu z szerszym gronem osob, urozmaicenia, siedzenie w kupkach i
    pieluchach staje sie rutyna, obiwazkiem i tak jak na poacztku to 'krecilo' tak
    pozniej staje sie zyciem codziennym
    odizolowana od swaita, nadajaca na innych falach czuje sie uboga: towarzysko,
    duchowo, emocjonalnie
    mysle,ze to jeszcze nadrobie, ale nie wypbrazam sobie 3 czy nawet 2 z ktorymi
    musialabym-bo nie chce zeby ktos robil to za mnie, siedziec w domu, gotowac
    obiadki, wychodzic na spacerki
    no i to czekanie do wieczora, kiedy wreszcie bede miala chwile dla siebie,
    kiedy odpoczne-moja mala zasypia o 22, spi z przerwami do 7 rano
    wole pojsc do kina, kupic sobie cos ekstra, miec duzo wolnego czasu i
    bezsensownie go tracic niz jewszcze raz przezywac dziecinstwo..
  • mac62 27.01.07, 16:55
    samplee - a dlaczego "przeżywać (tylko) dzieciństwo" ?
    Jako mama wielodzietna przeżywam(idąc Twoim tokiem ...)szaloną młodość moich
    córek , "dojrzewam" razem z nimi, rozpoczynam edukację szkolną z pierwszakiem i
    przypominam sobie jak bardzo trudne mogą być dni w przedszkolu (z autopsji).

    Te doświadczenia absolutnie mnie rozwijają i dają dosyć sporo satysfakcji.

    Co do wyjścia do kina- właśnie planujemy popłakać z dziewczynami na "Dlaczego
    nie".
    Ciuchy uwielbiamy wyszukiwać w second-sklepach i ewentualnie poprzerabiać
    trochę na swój styl.
    Jest jedna rzecz, której na pewno nie mam i mieć nie będę- dużo wolnego czasu i
    bezsensownego jego tracenia - i to chyba dobrze, że takiego czasu nie
    posiadam, bo to by mnie wcale nie ubogacało.
    --
    "<a href="b1.lilypie.com/gKcip1.png""
    target="_blank">b1.lilypie.com/gKcip1.png"</a>
  • sampleee 28.01.07, 16:13
    samplee - a dlaczego "przeżywać (tylko) dzieciństwo" ?
    > Jako mama wielodzietna przeżywam(idąc Twoim tokiem ...)szaloną młodość moich
    > córek , "dojrzewam" razem z nimi, rozpoczynam edukację szkolną z pierwszakiem

    ale ja wole zyc swoim zyciem i w moim jest duzo tego, czego jeszcze nie
    zdazylam przezyc i co warte jest zobaczenia i doznania, nie chce zyc zyciem
    dziecka, wystarczy mi jedno by sobie poprzypominac, nie lubie powtorek po 3 razy

    dziecko jest nowym doswiadczeniem, tez bardzo wzbogaca, widze po sobie jak
    bardzo dojrzalam, zmienilam sie, ale po co od razu fundowac sobie dawke
    zmeczenia, owszem jest i satysfakcja w jakiesjs 1/100 codziennego kieratu
    tylko czy warto

    mimo wszystko za pare lat-tak podejrzewamy, pewnie zdecydujemy sie na drugie
    dziecko
    moze dlatego, ze chcemy cos przeciagnac, do czegos wrocic, poczuc sie mlodo, bo
    pierwsze bedzie wieksze
    to jednak bardzo odlegle plany, na razie jest juz prawie 4 miesieczne dziecko,
    fajny wyjazd w wakacje, nasze-2 kursy do zrobienia i pewnie sie cos jeszcze
    pojawi
    nasze dziecko to element zycia, nie jego tresc, jest najwazniejsze, ale wiele
    innych rzeczy tez jest waznych, wsrod nich i my
    a nie wierze-co wiekszosc wielodzietnych tu twierdzi, naprawde nie wierze, ze
    da sie wszystko pogodzic
    zawsze jest to czyims kosztem, najczesciej naszym
  • neomama 29.01.07, 11:11
    sampleee napisał:


    > a nie wierze-co wiekszosc wielodzietnych tu twierdzi, naprawde nie wierze, ze
    > da sie wszystko pogodzic
    > zawsze jest to czyims kosztem, najczesciej naszym

    A według mnie małżeństwo i macierzyństwo to słuzba. Ale nie robię tego z mina
    cierpiętnicy. Mam czas dla męża, dzieci i siebie. I naprawdę, naprawdę jestem
    szczęśliwa w naszej wielodzietności. Pozdrawiam Ania.
    P.S. Kasiu fajne to co napisałaś.

    --
    Jeśli dziś usłyszycie Jego głos...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka