Dodaj do ulubionych

czy wasze nastolatki akceptują wielodzietność?

21.06.09, 22:28
Witajcie!

ostatnio rozmawiałam ze swoją mamą o przyszłości naszej, tj. mojej
rodzinki. Mama oczywiście ma przerażające wizje, że za kilka lat
będziemy żyć w jakimś brudnym, małym mieszkanku z dziesięciorgiem
wrzeszczących i głodnych dzieci. Nie będzie nas stać na nic,
jesteśmy nieodpowiedzialni i zdecydowanie zbyt optymistycznie
patrzymy w przyszłość. Tyle moja mama. Tymczasem ja sądzę, że idzie
nam nieźle. Dzieci mają, co trzeba. Czwarte, na które czekamy, też
pewnie głodem przymierać nie będzie.

Ale z drugiej strony martwię się czasami, jak dzieci podejdą do
faktu, że nie mają wszystkiego, co rówieśnicy. Na przykład osobnych
pokoi, żeby daleko nie szukać. Na razie najstarsza ma 5 lat, więc
jest za mała, żeby robić nam wyrzuty. Ale obawiam się, czy za 15 lat
nie bedzie miała pretensji, że ma liczne rodzeństwo zamiast
mozliwości wolnego wyboru miejsca studiów czy marki pierwszego
samochodu.

Mamy nastolatków, jak Wasze dzieci reagują na to, że mają siostry i
braci, a mniejsze kieszonkowe (lub brak takowego)? Czy podejście
do "tych spraw" i hierarchię wartości można przekazać? Bo z moich
rodzinnych obserwacji wynika, że jest wprost przeciwnie. Moja mama
ma troje rodzeństwa i cierpiała bardzo, że babci nie stać było na
zapewnienie wszystkim dzieciom tego, co mieli ich rówieśnicy. Pewnie
w związku z tym miałam tylko jedną siostrę. Ja z kolei jestem z
wyboru wielomamą. Jakoś przekazywanie wartości zawiodło dwukrotnie
na przestrzeni trzech pokoleń. A jak u mnie będzie podobnie?
Napiszcie, proszę, jak jest u Was?
Edytor zaawansowany
  • wierzba_placzaca 21.06.09, 23:19
    Ja znowu z pozycji osoby pochodzącej z rodziny wielodzietnej, nie matki. Z moich
    obserwacji wynika, że małe dzieci łatwo przyjmują jako naturalne - liczbę
    rodzeństwa, warunki, w jakich żyje rodzina i inne rzeczy. Natomiast nastolatki
    szybko kojarzą, z czym łączy się przychodzące na świat rodzeństwo: mniej kasy w
    domu (przynajmniej w przeliczeniu na członka rodziny), większa ciasnota,
    konieczność "podporządkowania się", przynajmniej czasowa, nowemu członkowi
    rodziny (cisza w czasie snu dziecka, konieczność pomocy rodzicom, inna
    organizacja czasu spędzanego wspólnie przez rodziną itd). Ten problem, i to w
    dość dużej skali, wystąpił w moim rodzinnym domu. U Was jest trochę inaczej, bo
    dzieci są jeszcze małe. Obstawiam jednak scenariusz, że Twoje dzieci nie będą
    chciały w przyszłości zakładać rodzin wielodzietnych smile Podobnie jak Twoja mama.
    Wiele jest takich rzeczy, które przeskakują, na zasadzie reakcji, na co drugie
    pokolenie. Jak dzieci podejdą do faktu, że miały/mają mniej niż rówieśnicy -
    tego teraz nie przewidzisz, ale raczej na pewno skojarzą te fakty.
  • andaba 22.06.09, 00:19
    Moje widac na razie nie kojarzą - zdecydowanie chyba są zadowolone z
    sytuacji. Najstarszy twardo planuje mieć co najmniej piątkę
    (optymista, gdzie on taka głupią znajdzie), a wszyscy i starsi, i
    młodsi pytają z wkurzającą (zwłaszcza mojego męża) regularnością,
    kiedy znowu będziemy mieć dzidzię (zostałam opieprzona nie dalej niż
    wczoraj, że dałam sukienkę po najmłodszej dla lalki - no bo dzidzia
    nie będzie miała - dopiero gdy wytłumaczyłam, że sukienka dla
    dziecka i tak się już nie nadaję, bo się wszystkie ozdóbki
    poodprurwały, zostawiając brzydkie slady, to mój zapobiegliwy
    nastolatek pozwolił wystroić siostrze lalkę.
  • chiyo28 22.06.09, 09:30
    za wiele nie pomogę, sama mam tylko brata, a dzieci 2 (na razie).
    Jednak myśle, ze to o czym piszesz da sie pogodzić. Np jeśli jest
    jeden duzy pokój można go jakoś fajnie przedzielić, tak żeby każde
    mialo swój kącik i prywatność. Gorzej z kieszonkowym... Jednak to,
    jak i brak markowych ciuchów da sie dzieciom wytłumaczyć.
    Ja na to patrzeę troszke z innej strony, chciałabym, zeby każde z
    moich dzieci zdobyło solidne wykształcenie, miało możliwość wyjazdów
    i poznawania świata, a to jak wiadomo kosztuje - zajecia dodatkowe,
    kursy jezykowe, wycieczki. Moje dzieci to lubią, często wyjeżdzamy
    na różne imprezy i wiem, ze przy wiekszej ilości dzieci nie było by
    mnie na to stać. Nie chce im tych przyjemności odbierać. Sama byłam
    właśnie w takiej atmosferze wychowana ( ciągle jeździliśmy z
    rodzicami w góry, tata je uwielbiał) i wiem, ze takie rodzinne
    poznawanie świata uczy wiecej niz szkoła. To taka mała szkoła życia,
    radzenia sobie poza domem. Przy wiekszej liczbie dzieci trzeba by
    byc chyba milionerem, zeby sobie na to pozwolić. Jednak nie każdy ma
    takie priorytety jak ja. Też chciałabym miec 8 dzieci, ale stawiam
    raczej na jakość życia tych dzieci, wiec wolę miec 4, którym zyje
    sie "lepiej i wygodniej", niż 8, którym żyje sie biedniej (co nie
    wyklucza, że nie są szczęśliwe). Może komuś sie wyda, że jestem
    materialistką. Nie jestem, po prostu chcę dac moim dzieciom, to co
    ja miałam.
    --
    raczki
  • luxnordynka 22.06.09, 11:39
    Ciekawy wątek, chnie poczytam. mam kolezanke, ktora wychowywała sie
    w rodzinie z 7 dzieci, teraz sama ma 5 i zawsze cioeplo mowi o
    swojej wielodzietnej rodzinie macierzystej, wszystkie dzieci
    sliczne, wykształcone, ale jej siostra (najstarsza), już po
    rozwodzie i kiedys w rozmowie powiedziala, ze ciezko jej bylo w tej
    wielkiej rodzinie i część jej dorosłych problemów bierze sie własnie
    z tego... Bardzo mi zależy, żeby nasze dzieci były z nami
    szczęśliwe, tak jak poprzedniczka pisze zależy nam przede wszystkim
    na wykształeniu i ciekawym życiu codziennym. Co do kieszonkowego-
    Marta i Krzys ostatnio spotkały sie z bogatą rodzinka, w ktorej
    dzieci dostaja miesiecznie 20 euro i musze przyznać, że nasze dzieci
    im zazdrościły. Jednak zupelnie nie wiążę tego z naszą
    wielodzietnośćia, my z wyboru nie dajemy dzieciom tyle kasy, choc
    Marta juz naciska czasem. Za to staramy sie, zeby mialy jakies
    gadzety, zwlaszcza jakieś "mądre" zabawki, rozwijajace sprawność
    fizyczną, tudzież magnetofon do sluchania dobrej muzyki. Przy okazji
    rozmawiamy, jak dobrze je wykorzystywać. No i dbamy o to, zeby
    fajnie spedzać czas, kazdego roku jezdzimy na wakacje i na szczęscie
    nie musimy podrzucac dzieci roznym placówkom, nianiom, nawet
    babciom, a sami w tym czasie zarabiać pieniądze... cenie sobie fakt,
    ze moge byc z dziecmi w domu, to jakby sprawia, ze one (choć uchodzą
    za nieśmiałe)utożsamiaja sie z naszym domem, lubią go. Nie
    przejmujemy sie w ogóle te niesmiałościa dziecięcą, bo widzimy po
    starszakach, że one ostatecznie wspaniale egzystuja w grupie i
    potrafia sie bawic z dziecmi w różnym wieku, i z tymi mlodszymi i ze
    starszymi. troche zboczylam z wątku, przepraszam, Ewa
    --
    picasaweb.google.pl/luxnordynka
  • tolka11 22.06.09, 15:25
    Mam w domu nastolatkę, normalną - z humorami, histeriami i
    wszystkim, co ten piekny wiek funduje. No cudnie jestwink
    Ale jednego jest entuzjastką - młodszego rodzeństwa, ma dwoje i nie
    ma nic przeciwko większej ilości. A w planach mamy jeszcze dwoje jak
    damy rade (damy radę w sensie kłopotów - jestem mamą wczesniaków,
    również skrajnego niepełnosprawnego).
    Nie jest dla niej problemem ani mniejsza ilość miejsca, ani mniejsza
    ilość pieniędzy. Może dlatego, że mamy inne priorytety i kasa nie
    jest najwazniejsza.
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • wierzba_placzaca 22.06.09, 20:03
    Masz dopiero troje dzieci, to zaledwie zalążek wielodzietności. Może m.in. stąd
    ta różnica w postrzeganiu. Nie twierdzę, że kasa jest najważniejsza, ale jednak
    bez kasy trudno chyba o komfort psychiczny, zwłaszcza jeśli dzieci wymagają
    specjalnej opieki. Oczywiście, że są ludzie, pochodzący z wielodzietnych rodzin,
    którzy sami na takie się decydują. Na przykład moi rodzice. Mam 30 kuzynów
    pierwszego stopnia. Pewnie, że jest fajnie, kiedy mam bliskie osoby, na których
    mogę liczyć. Wcale tego nie neguję. Jednak nie lubię udawania, że kasa jest mało
    istotna i wszystko jest kwestią organizacji. Widzę sens wielodzietności dopiero
    wtedy, jeśli ma się co najmniej 1 osobę do pomocy (nianię, kucharkę,
    sprzątaczkę). Inaczej to jest szarpanina, a wyjście z dzieckiem do lekarza staje
    się problemem. (Zaraz się pewnie dowiem, że znam tylko źle zorganizowane
    przykłady z własnego otoczenia). Pozdrawiam
  • chiyo28 22.06.09, 20:39
    tak jeszcze poza tematem mała dygresja: nie kasa nie jest
    najważniejsza, ale miłością dzieci nie nakarmi (nie ubierze, nie
    wykształci itd). Co do kwestii priorytetów, to istnieje coś takiego
    jak Piramida Maslowa. Jesli ktoś ma ochote pogrzebac w necie, to
    zobaczy wedle jakiej hierarchi sa ułozone potrzeby materialne i
    duchowe.

    Ps. kiedy uczyłam w szkole zauważałam, ze dzieci z rodzin
    wielodzietnych (niestety zawsze biednych) nie miały lekko. Zawsze w
    klasie na uboczu, zawsze problem jak wycieczka,... wiem, ze czuły
    sie momentami niezręcznie, nawet jeśli starały sie tego nieokazywać.
    W dzisiejszych czasach spora część nastolatków jest bezwzględna i
    potrafi takiemu rówieśnikowi nieźle dopiec (zreszta o tym juz na
    forum było).


    --
    raczki
  • mama3ania 22.06.09, 22:22
    Właśnie o ten konflikt mi chodzi: z jednej strony kasa nie jest
    najważniejsza, ale z drugiej żyć się bez niej po prostu nie da.

    Też chciałabym zapewnić dzieciom mozliwość zwiedzania Polski, Europy
    (świata - to już chyba przesada) i przede wszystkim wykształcić je,
    zapewnić szerokie horyzonty, możliwość samodzielnego kształtowania
    dorosłego życia. Sama otrzymałam to od rodziców. Bez studiów i
    podróży byłabym innym człowiekiem.
    Z drugiej strony lęk przed niemożnością zapewnienia im tego w
    przyszłości może zamknąć naszą rodzinę na przyjęcie kolejnego
    dziecka.

    Trudno mierzyć siły na zamiary w perspektywie kilkunastu -
    kilkudziesięciu lat. Tyle może sie wydarzyć, tyle zmienić.

    Pozostaje mieć nadzieję, że jakoś nam wszystkim uda się znaleźć
    złoty środek (pewnie dla każdej leży gdzie indziej).

    W każdym razie ja podpisuję się oburącz pod stwierdzeniem, że kasa
    nie jest najważniejsza (w sensie zaspokajania skrajnych fanaberii),
    ale wykształcenie dać trzeba.
  • tolka11 23.06.09, 11:28
    No i wyszło, zem patologiasmile
    Oboje z mężem pracujemy, ja w szkole (wiem, co to piramida maslowa,
    nawet o niej uczę). Starcza nam na rehabilitację dziecka, na zajecia
    dodatkowe dla pozostałych, na wyjazdy, wczasy, żeglowanie obozy.
    Czyli nie jest tragicznie. Jesli dziecko chce gadżet: PSP, laptp,
    cyfrówkę to musi uzbierać, my mozemy jedynie dołozyć coś tam, bo nie
    stać nas na zakup.
    Ale palnuje jeszcze dwoje dzieci (jakiś czas temu straciłam czwartą
    ciążę) i nikt na swiecie nie zagwarantuje mi, zxe zawsze będzie
    dobrze, ze zawsze będzie te minimum kasy.
    Dla mnie troje to też jeszcze nie wielodzietność, wszak wszystkie
    mieszczą się w zwykłym samochodziesmile
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • nikusia999 08.07.09, 13:36
    witaj, mam 3 dzieci (9,6,2 lata) i jeszcze bym chciała,
    ale....wydaje mi się że mam za mały dom, dzieci są w jednym pokoju -
    25m2, pracuję więc mam panią do pomocy w domu i siedzenia z małą,
    mam dziewczynkę, chłopca i dziewczynkę raczej się razem nie bawią,
    często kłócą. chiałabym jeszcze jedno...
  • agskaplus5 09.07.09, 17:35
    jak się ma kilkoro...w tym chętną(zawsze)do pomocy przy maluszku nastolatkę - zapewniam, rodzina daje radę.oczywiście nie kosztem Jej czasu wolnego, a tym bardziej naukismile...a jak włączają się również pozostałe dzieci - nic dodać, nic ująćsmile
  • wiga1968 22.06.09, 19:21
    Andaba, chyba musimy zapoznać ze sobą nasze starsze dzieci. Moja starsza córka
    też planuje co najmniej piątkę dzieci smile
  • wierzba_placzaca 22.06.09, 23:12
    Rzeczywiście spojrzenie z trochę innej strony. Ale nie zrozumcie mnie źle - ja
    naprawdę nie uważam, że wielodzietność to coś nieprawidłowego - ona wnosi do
    życia bardzo przydatne wartości i umiejętności. Ja również czerpię z tego do
    dzisiaj - np. dogadam się z prawie każdym, bo jestem przyzwyczajona do różnych
    ludzi wokół mnie, którzy czasem - o zgrozo- mają inne zwyczaje i upodobania,
    cenię to, co mam, w sensie materialnym( bo sama na to zarabiam) i to, że się
    wspieramy (w różny sposób) z rodzeństwem (bywało ciężko, ale się razem przez to
    przeszło). Jednak, z całym szacunkiem do postawy Tolki, nie zdecydowałabym się
    na pięcioro dzieci, mając jedno niepełnosprawne. Po prostu bałabym się, że
    resztę dzieci zaniedbam, skupiając się na najbardziej potrzebującym, które i tak
    mogłoby nie dostać tego, czego potrzebuje. Z moich obserwacji wynika, że w
    rodzinach z chorym dzieckiem, uwaga rodziców zazwyczaj skupia się na tym właśnie
    chorym, a reszta żyje trochę w cieniu (zazwyczaj stara się nie przeszkadzać
    swoim istnieniem)- siłą rzeczy. Im więcej dzieci, tym prawdopodobnie głębszy cień.
    Nigdy nie uważałam wielodzietności za patologię, choć jeszcze dotąd słyszę takie
    sugestie. Zabawne, że ostatnio od osoby, która - w moim przekonaniu- żyła w
    znacznie bardziej patologicznej sytuacji - jej mąż mieszkał z inną kobietą i
    miał z nią dziecko.
    Wg mnie, nie mniej ważny od finansowego, jest aspekt realizacji rodziców (a
    głównie matki, nie ma co ukrywać) w rolach innych niż wychowawczyni-opiekunka i
    gospodyni. Wspominałam już o tym w innym poście.
  • tolka11 23.06.09, 11:34
    Wierzba a pomyślałaś np o tak mało waznej rzeczy: być może to
    niepełnosprawne dziecko będzie potrzebowało po smierci rodziców
    opieki. I co wtedy? kto mu pomoże.Przyszło mi to do głowy, gdy
    planowałam czwarte. moim zadaniem jest mądrze wychować dzieci, tak,
    aby podjęły się pomocy bratu w przyszłości (jest samodzielny, ale co
    będzie?). dam im szansę na studiowanie, ale nie będę płacić za ich
    studia.
    nie spełniam ich zachcianek, bo mnie nie stać. mają dom, kochających
    rodziców, wyjazdy, zajęcia, przyjaciół. miłość, opiekę i opierunek.
    to za mało?
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • tolka11 23.06.09, 11:37
    A rodzin z niepełnosprawnymi dziecmi znam mnóstwo. Pracuję z takimi
    dziecmi.
    I raz jest tak, jak piszesz, a raz inaczej.
    jak w zyciu: jednych wielodzietność ubogaca, innych zuboża.
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • wierzba_placzaca 23.06.09, 12:07
    Nie neguje Twojej decyzji, chociaz sama uwazam, ze rodzenie dzieci "do opieki"
    za obciazajace dla tych dzieci, chyba takze za niezbyt etyczne (moim zdaniem).
    Poza tym, dwoje rodzenstwa to juz "cos", to nie jest sam jak palec dorosly po
    ewntualnej stracie rodzicow (jesli oczywiscie rodzenstwo sie dogaduje). Fajnie,
    ze sobie radzicie, wiele rodzin wielodzietnych sobie radzi, chociaz chyba czasem
    zbyt duzo biora na swoje barki. Nie chce sie rozpisywac, tym bardziej ze temat
    jest delikatny bardzo, szanuje zdanie odmienne od mojego.
  • tolka11 23.06.09, 12:29
    Wiesz, zawsze to tak wyglada. Jak uzyje tej mysli, ze młody (nota
    bene całkowicie samodzielny) może mieć w rodzeństwie pomoc i
    wsparcie to nawet mnie samej źle się kojarzy. Rodzenie dla samej
    opieki (poniekąd egoizm) jest nieetyczne i tu masz rację.
    Mnie ta myśl naszła przy czwartej ciąży (młody jest drugi) i
    przestraszyłam się jej. Ale z drugiej strony chcemy mieć 5 dzieci,
    taki mamy plan, a ze wspomogą one drugiego to już inna oczywistość.
    Wspomogą, o ile mądrze je wychowamy.
    A czemu pisałam, ze pieniadze nie są priorytetem?
    Ano mój mąż miał firmę, dobrze prosperującą (geodezja), ale
    wymagającą ogromnych nakładów czasu i poswięceń. Kasy mielismy
    ogrom. taty w domu nie było, ja pracowałam. I wtedy okazało się, ze
    kasa nie jest priorytetem. Tata zmnienił prace, kasy jest duuuuuuzo
    mniej, ale tata o 16 w domu. bezcenne, rzekłabym.
    nie na wszystko starcza, ale zyje się o niebo lepiej.
    Stąd te rozważania o kasie.
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • tolka11 23.06.09, 12:45
    A tak swoją droga zeszłysmy z głównego watkusmile
    Tak, moja nastolatka chce mieć rodzeńswto w ilosci kilku sztukwink
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • wierzba_placzaca 23.06.09, 12:50
    Mysle, ze chyba kazda matka wiecej niz jednego dziecka ma cicha nadzieje, ze jej
    dzieci beda sie fajnie dogadywac i wspierac w razie potrzeby. Czy odpowiednim
    wychowaniem ich do tego przygotujesz? Mysle, ze jest wiecej czynnikow: moga sie
    nie nadawac do tego ze wzgledu na charakter (np. artysta o nieustabilizowanym
    trybie zycia), moga sie wyprowadzic daleko, ich partner zyciowy moze nie byc
    zadowolony z koniecznosci sprawowania przez wspolmalzonka opieki nad bratem
    (znam taki przypadek i mysle ze to nierzadkie), moga niestety same zachorowac,
    wreszcie Twoje dzieci moga miec swoje dzieci rowniez wymagajace opieki. Pewnie
    jest jeszcze mnostwo innych czynnikow. Byc moze chcesz zdywersyfikowac ryzyko
    przez zwiekszenie liczby dzieci smile Swietnie, ze macie czas dla swoich dzieci. O
    to tez mi chodzilo - zeby sie nie zarzynac probujac wszystkiemu podolac.
    Podkreslam - absolutnie szanuje Twoja decyzje, po prostu przedstawiam swoj punkt
    widzenia. Tak jak nie wybiore dziecku kierunku studiow (albo profilu szkoly smile),
    tak samo nie organizuje mu przyszlego zycia w aspekcie : kim z rodzenstwa ma sie
    opiekowac i w jakim zakresie. Pozdrawiam i wracam do pracysmile
  • chiyo28 23.06.09, 14:45
    własnie o to mi chodziło z tą piramidą, kiedy cała rodzina ma
    zaspokojone podstawowe potrzeby i czuje sie bezpiecznie, myśli
    pozytywnie i stąd rodzą sie pragnienia typu posiadanie kolejnego
    dzieciecia. Pod pojeciem podstawowe potrzeby tez mozemy wpisac rózne
    rzeczy ( cytując: Starcza nam na rehabilitację dziecka, na zajecia
    dodatkowe dla pozostałych, na wyjazdy, wczasy, żeglowanie obozy.
    Czyli nie jest tragicznie ) - dla innych, którzy nie lubią żeglowac
    jest to drogi i zbedny wydatek - tak wiec mają niższe potrzeby
    podstawowe do zaspokojenia.
    Nie wiem w jakich Wy żyjecie środowiskach, ale ostatnio spotkałam
    sie z przypadkiem kobiety załamanej 4 ciążą, bo: ona nie pracuje,
    mieszkanie 2 pokojowe wynajete, maż zarabia 1400 zł na wszystkich...
    Jak myślicie, czy 4 dziecko to powód do radości... owszem kochane
    bedzie, ale zawsze będzie z zazdrością spoglądało na rówieśników,
    którzy mają troszke wiecej, niż donaszane po rodzeństwie buty i
    kurtki, wakacje pod blokiem, itd... Szkoda, że nie wypowiada sie
    tutaj nikt z takiej rodziny, ale niestety na tym forum nie
    zauważyłam jeszcze takiej naprawdę wielodzietnej rodziny, ktora
    boryka sie z problemami dnia codziennego. Wtedy widać było by jak
    naprawde wygląda wielodzietnosć z innej perspektywy.


    raczki
  • wiga1968 23.06.09, 15:42
    Czy 10 dzieci, to już naprawdę wielodzietność?? Wprawdzie rodzonych mam "tylko"
    8, a dwoje zastępczych. smile
    Myślę, że w tym zarchiwizowanym wątku celne uwagi napisała rynox. Moje odczucia
    (i moich dzieci)są bardzo podobne.
  • tolka11 23.06.09, 15:48
    Chylę czoła.
    Mam troje, 2 w planach najbliższych. Więcej nie udźwigniemy pracując
    oboje, a ja z pracy nie zrezygnuję.
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • wierzba_placzaca 23.06.09, 20:26
    Jeszcze raz ja - mam nadzieję, ze za bardzo Was nie stresuję swoimi wpisamismile
    Chciałam tylko dodać, że tak naprawdę mam dużo wspomnień podobnych do wspomnień
    Rhynox. Tak jakoś wyszło, że rozpisałam się głównie o negatywnych stronach
    wielodzietności, ale pozytywów też jest sporo. Ze względu na to, że my starsi w
    pewnym stopniu uczestniczyliśmy w wychowaniu młodszych, oni teraz są z nami
    związani. Takie rzeczy, jak wyprowadzki i remonty, organizuję od dawna z
    rodzeństwem, młodsza siostra zawsze chętna mi posprzątać mieszkanie czy upiec
    ciasto. Z mojej strony oczywiście - pełna pomoc i wsparcie. Do niedawna byłam
    jej idolemsmile, a nazwanie jej przez znajomych "moją kopią" spowodowało u niej
    ogromny wybuch szczęścia (tyle czasem dzieciom wystarczy). Z charakteru - bardzo
    do mnie podobna, z wyglądu - trochę.
    Widzę, że teraz rodzice odetchnęli, nie ma takiej szarpaniny jak kiedyś przy
    małych dzieciach - to co zapamiętałam z dzieciństwa. Inna rzecz, że teraz nie
    wystaje się rzeczy w kolejkach i nie zdobywa mieszkań, inne podobne atrakcje też
    odeszły w niebyt (mam nadzieję). Ogólnie - dzielę się z Wami moimi wspomnieniami
    i refleksjami, nie jestem misjonarzem z jakimś celem. Myślę, że najważniejsze,
    żeby jak najlepiej realizować sposób życia, jaki się wybrało, czy to wychowanie
    1 czy 5 dzieci, czy też bezdzietność czy zajmowanie się kotamismile Pozdrawiam
  • mama3ania 23.06.09, 22:09
    Nie wiedziałam, że taką burzę rozpętam swoim pytaniem wink

    Myślałam sporo nad głosami w tej naszej dyskusji i zestawiłam to
    jeszcze ze swoimi doświadczeniami nastoletnimi. Miałam jedną
    siostrę, starszą o 6 lat, która zmarła w momencie, gdy właściwie
    zaczęłyśmy się dogadywać. I mogłabym napisać mnóstwo o tym, jak
    fatalnie jest mieć starszą siostrę, doskonałą, pewną siebie i
    dorosłą, gdy człowiek sam jest takim nieopierzonym i wrażliwim
    podrostkiem. Jej wkraczanie w dorosłe życie zajmowało rodziców -
    siłą rzeczy - bardziej niż moje nastoletnie problemy. Ale czy to
    jest argument za tym, że 2+2 to zły model? Nie wydaje mi się.
    Każdemu nastolatkowi wydaje się, że ma straszną rodzinę - nieistotne
    czy jest jedynakiem, czy jednym z wielu rodzeństwa.

    Łapię się jak tonący brzytwy stwierdzenia wierzby płaczącej, że w
    końcu okazuje się że wielodzietność wiele dzieciom daje i że oprócz
    swoich wad ma też i zalety. Zresztą moim zdaniem zalety te są
    bardziej cenne niż wady dokuczliwe. Wypytałam mamę, co jej tak nie
    odpowiadało w tym, że miała troje rodzeństwa. I okazało się, że nie
    sytuacja finansowa, ale to, że była zmuszana do opieki nad młodszym
    rodzeństwem (jest najstarsza). Tego akurat mogę uniknąć, wychowując
    swoje córeczki.

    A z drugiej strony zdałam sobie sprawę, że na nasz model rodziny
    niesamowicie wpływa to, co przeżyliśmy (albo to, czego nie było nam
    dane przeżyć - jak w moim przypadku) w swoich macierzystych
    rodzinach. I cieszę się, że zdałam sobie z tego tak jasno sprawę. Bo
    nie chcę rodzić dzieci po to, żeby im rekompensować własny brak
    rodzeństwa. Trochę to chaotycznie zapisałam, ale trudno jasno opisać
    to uczucie. W każdym razie chcę rodzić dzieci, bo je kocham - każde
    z osobna jako najcenniejszy dar - a nie po to, żeby ich było dużo. I
    żeby ich liczba rozpraszała jakieś moje podświadome lęki.


    Tyle wniosków z dyskusji smile

    Pozdrawiam!
  • chiyo28 23.06.09, 22:36
    mi sie jeszcze tak przypomniało jak dzisiaj lodówkę rozmrażałam,
    rozmyślajac o tym temacie smile
    kolezanka ze szkoły sredniej miała 4 rodzeństwa, mieszkali w domu na
    skraju lasu. najbardziej zapamietałam atmosfere jak u nich panowała.
    nie potrafie jej opisać, ale to był dom, który sam przyciagał.
    czesto ja odwiedzałam, zwlaszcza w lecie i zazdrościłam tego gwaru i
    własnie dogadywania sie z rodzeństwem. z tego, co wiem w domu
    zostala tylko 2 najmłodszych - reszta w świecie , kolezanka we
    Francji... wtedy jakos nie zastanawiałam sie, ze są wielodzietni smile
    dom jak każdy inny, a nawet lepszy.
    --
    raczki
  • luxnordynka 24.06.09, 15:37
    fajnie ten wątek ewaluawał, od pytania, poprzez negatywy
    wielodzietności, a teraz znow optymizm smile. Pozdrawiam serdecznie, Ewa
    --
    picasaweb.google.pl/luxnordynka
  • urge 25.06.09, 00:46
    To i ja dodam swoje trzy grosze, z tych optymistyczniejszch smile
    Uważam że to jak będą swoją sytuację postrzegać Twoje dzieci zależy
    w głównej mierze od Was (ciebie i męża). Po pierwsze trzeba sobie
    zdać sprawę że nastolatki prawie zawsze się buntują i zawsze znajdą
    sobie jakiś powód do tego. Jeśli jednak rodzina jest kochająca się i
    dziecko dobrze się w niej czuje to owszem, może mieć czas że
    mniejsza ilość kasy będzie bolesna ale nie będzie chciało zamienić
    rodzeństwa na więcej kasy!
    Z mojego doświadczenia -sama mam 4 rodzeństwa, zawsze na coś tam
    brakowało chociaż nie powiem żeby była bieda, wszyscy skończyliśmy
    studia (najmłodsza siostra jeszcze studiuje tak dla ścisłości), nie
    zwiedziliśmy za dużo świata w dzieciństwie ale zawsze pływaliśmy na
    żaglówkach, kajakach, jeździliśmy na nartach, było co jeść i były
    prezenty pod choinką wink Teraz jako dorosła osoba uważam że rodzice
    nie mogli nam dać nic lepszego niż rodzeństwo (nawet mimo że sami
    musimy spłacać kredyt za nasze mieszkanie smile A w nioski jakie
    wyciągnęliśmy wszyscy co do dzietności:
    -najstarszy brat ma 3 dzieci, nie ma nic przeciwko kolejnym (za to
    bratowej wystarczy więc pewnie na tym poprzestaną smile
    -starsza siostra ma 4 dzieci i nie zarzeka się że powiedziała już
    ostatnie słowo, tu też główną przeszkodą jest szwagier który raczej
    się boi kolejnego'
    -my (ja i mój małż) mamy trójeczkę i na pewno będziemy mieć jeszcze
    min. jedno
    -młodze rodzeństwo jeszcze nie dzieciate, nie wiem jak brat ale
    siostra ma w planie całą gromadkę smile

    Tak więc uszy do góry, duża rodzinka to świetna sprawa smile

    ps: moje dzieciaki też się już kolejnego nie mogą doczekać, z tym że
    oni też młodociani jeszcze, najstarszy ma 7,5 roku.

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • mama3ania 26.06.09, 21:07
    Dzięki, urge! Na taka odpowiedź liczyłam smile

    Pozdrawiam i życzę realizacji dzieciatych planów smile
  • verdana 26.06.09, 21:14
    Sama nie jestem szczególnie wielodzietna, ale znam troche
    wielodzietnych rodzin i wobec tego wydaje mi sie, ze przede
    wszystkim nie ma reguł. Moje dzieci mają po prostu fatalne warunki
    mieszkaniowe (przedzielony malutki pokoj), a to im nie przeszkadza,
    choc ja bym zwariowala w takich warunkach. Ale one sa
    przyzwyczajone...
    Mysle, ze stosunek nastolatkow do rodzenstwa jest w pewnym sensie
    uzalezniony od tego, kiedy to rodzenstwo sie pojawilo. jesli dzieci
    nie pamietaja czasow wiekszego luzu w mieszkaniu i wiekszego
    dostatku, to chyba im to nie przeszkadza. Znam jednak rodzine, gdzie
    po osmiu latach jedynactwa zaczęło sie sypac rodzenstwo, dziecko
    kolejno tracilo wszystko co miało - pokoj, uwagę rodziców, cisze,
    dostatek, a wreszcie zostało "wyrzucone" jako wczesna nastolatka do
    wynajetego mieszkania. Wole nie pisac o efektach, ale mile nie byly.
    Wydaje mie się też, ze wszystko zależy, jak zmieni sie sytuacja
    materialna po urodzeniu kolejnego. Jesli nie bedzie nas stać na kurs
    jezykowy w Anglii, najnowszego laptopa itd, to nikomu nic zlegosie
    nie stanie i nie sadze, aby nawet dla zbuntowanych nastolatków
    rodzenstwo bylo wtedy przyczyna frustracji. jednak, gdy kolejne
    dziecko oznacza wyłacznie ubrania z lumpeksu, niemożnośc wyjechania
    na wycieczkę szkolna, a co moze najwazniejsze - studiow czy
    odpowiedniej szkoly, wtedy, jak podejrzewam, niechęć do
    wielodzietnosci będzie w dziecku silna.
    Znam rodzinę z osmiorgiem dzieci. Rodzice wykztałceni, ojcec dobrze
    zarabiał, ale nie az tak, aby starczało. Mieli trzy niewielkie
    pokoje. dzieci byly niezwykle inteligentne - ale gdy zaczęły
    dorastac okazało się, ze ich najwiekszym marzeniem sa pieniadze, a
    nie rodzina. Kolejno rzucali szkolę (jeden nie skonczyl nawet
    zawodowki) czy studia, wyprowadzali się i jedyne co ich
    interesowało, to zarabianie, jak najszybciej, jak najwiecej. Tak też
    nestety moze byc.
    Na razie tylko dwoje zalozylo rodzinę. reszta w ogole rodzin nie
    chce mieć.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • urge 26.06.09, 23:55

    > Mysle, ze stosunek nastolatkow do rodzenstwa jest w pewnym sensie
    > uzalezniony od tego, kiedy to rodzenstwo sie pojawilo. jesli
    dzieci
    > nie pamietaja czasow wiekszego luzu w mieszkaniu i wiekszego
    > dostatku, to chyba im to nie przeszkadza

    My zdecydowanie "pojawialiśmy się" w sporych odstępach (17 lat
    różnicy między najstarszym a najmłodszą) więc byliśmy w pełni
    świadomi jak ubywa nam środów finansowych i przestrzeni w
    mieszkaniu smile
    Moim zdaniem kluczem do sukcesu są rodzice -moi kochali się nawzajem
    i kochali nas wszystkich mocno. Były czasy że było im bardzo ciężko
    finansowo a zawsze potrafili podzielić się jeszcze nawet z zupełnie
    obcymi ludźmi. Czuliśmy się w naszej rodzinie bezpiecznie nie
    dlatego że była kasa ale bo była miłość. I uwierz mi że większość
    moich koleżanek którym ja zazdrościłam własnego pokoju czy lepszych
    ciuchów (tak, tak, takie uczucia też się pojawiały, jednak nie
    pozostawiały żadnej traumy i nie zmieniały hierarchii wartości smile
    lepiej się czuła w naszym domu niż we własnym.

    > Znam rodzinę z osmiorgiem dzieci. Rodzice wykztałceni, ojcec
    dobrze
    > zarabiał, ale nie az tak, aby starczało. Mieli trzy niewielkie
    > pokoje. dzieci byly niezwykle inteligentne - ale gdy zaczęły
    > dorastac okazało się, ze ich najwiekszym marzeniem sa pieniadze, a
    > nie rodzina. Kolejno rzucali szkolę (jeden nie skonczyl nawet
    > zawodowki) czy studia, wyprowadzali się i jedyne co ich
    > interesowało, to zarabianie, jak najszybciej, jak najwiecej. Tak
    też
    > nestety moze byc.
    > Na razie tylko dwoje zalozylo rodzinę. reszta w ogole rodzin nie
    > chce mieć.

    Smutne sad

    --
    Pozdrawiam -Marta mama Jurka, Jasia i Stefcia
  • wierzba_placzaca 27.06.09, 12:26
    Zgadzam sie z Verdana. Polowe swojego zycia przezylam w ogromnej ciasnocie (5
    osob w 1 pokoju, 6 osob w 2 malutkich) i nie przeszkadzalo mi to - nie znalam
    innych warunkow. Rodzenstwo mam od urodzenia, wiec mi tez nie przeszkadzalo
    specjalnie smile Ale chcialabym storzyc swoim dzieciom lepsze warunki, niz sama
    mialam. Najbardziej mi brakowalo wyjazdow (jak juz wczesniej wspominalam), no i
    wolalabym miec wiecej w pamieci zrelaksowanych rodziciow, a nie wiecznie
    zaganiana mame i nieobecnego tate.
  • marina2 27.06.09, 14:18
    Myślę,że jeśli chcecie ustalenia pewnych reguł,prawidłowości ,schematów w jakich
    żyją rodziny wielodzietne to błądzicie.
    Co rodzina to historia i inny model.Znam całkiem sporą ilość takich rodzin.Od
    biedujących,żyjących skromnie,przez "starcza do pierwszego" po "stać ich na
    wszystko".
    Patrząc na dorosłe dzieci tychże wielodzietnych też nie ma reguł nawet w obrębie
    jednej rodziny.
    U nas najstarsza córka nie wstydzi się,że ma więcej rodzeństwa.Wiem,że niekiedy
    koleżeństwo wyrażało zdziwienie co do ilości rodzeństwa np.koleżanka dała jej
    ulotkę o środkach antykoncepcyjnych dla mamywink))Kiedy przychodzi do niej
    koleżeństwo komentują "ale masz w domu wesoło","ale jajcarski ten twój brat".
    Syn ,który ma lat 13 twierdzi,że będzie miał dużą rodzinę-zobaczymy.11latek
    mówi,że nie ma pojęcia jaka będzie jego rodzina,bo temat jest dla niego zbyt
    odległy-kosmos po prostu.
    Nie prowadzimy tzw.otwartego domu.Ale jeśli jest potrzeba zrobienia imprezy na
    dużą ilość osób dzieciaki wiedzą ,że często się zgadzamy.
    Myślę,że nie zdecydowałabym się na dużą rodzinę gdybym nie miała możliwości
    zapewnienia dzieciom dość dobrych warunków.Udało się nam:mają swoje pokoje,swoją
    bawialnię,dostęp do nauki bardzo szeroki.
    Każde z nich ma inne pasje i mogą je realizować.
  • wierzba_placzaca 27.06.09, 16:12
    Mozna pokusic sie o ustalenie regul, chociaz odstepstwa od tych
    regul istnieja, oczywiscie smile Jako istota myslaca probuje powiazac
    ze soba pewne fakty, nie zakladam, ze sa one przypadkowe.
    Stwierdzenie, ze rodziny wielodzietne nie sa jednakowe, jest
    banalem. Ja tez sie nie wstydze, ze mam duzo rodzenstwa. Nigdy mi
    nie przyszlo do glowy, zeby sie tego wstydzic, nigdy tego nie
    ukrywam. U nas w domu tez bylo wesolo i ludzie uwielbiali tam
    przychodzic, co nie zmienia faktu, ze ciastnota byla nieziemska,
    zwlaszcza jak przyszlo np. 10 gosci.
    Chodzi mi raczej o fakt, ze przecietnie zarabiajaca polska rodzina,
    jesli zdecyduje sie na wielodzietnosc, to niestety zazwyczaj obniza
    standard zycia. Z reguly matka tych dzieci rezygnuje z pracy, co
    stawia w dosc stresujacej pozycji ojca rodziny. Zeby byla jasnosc:
    nie mowie o rodzinach z trojka czy nawet czworka dzieci. Nie
    twierdze tez, ze zawsze tak jest, ale ze jest tak w wiekszosci
    przypadkow. Kobiecie z pieciorgiem i wiecej dzieci (mowie o
    przecietnie sytuowanych polskich rodzinach) jest bardzo trudno
    rozwijac sie zawodowo, poniewaz wiele czasu poswica tym dziecom,
    poniewaz ma ograniczone srodki finansowe. A rozwoj zawodowy,
    samodzielnosc finansowa, to rowniez sa wartosci.
    Oczywiscie, ze znam wielodzitne rodziny, ktore sobie swietnie radza,
    dzieci maja prawie wszystko. Dlatego nigdzie nie mowie, ze
    wielodzietnosc jest ogolnie zlym rozwiazaniem. Po prostu uwazam, ze
    wielu rodzicow bierze sobie zbyt wiele na glowe, nie maja
    wystarczajaco czasu ani dla siebie, ani dla swoich dzieci, zyja
    (zwlaszcza kobiety) prawie wylacznie sprawami domowymi i to je
    ogranicza w znacznym stopniu.
  • wierzba_placzaca 27.06.09, 16:24
    Na forum "Zycie rodzinne" jest opisany przyklad 25-latka,
    ktory "planowal" z zona dziecko. Tylko ze nie bardzo kojarzyl to ze
    zmianami, ktore nastapia, w tym z rosnacym brzuchem zony i
    nadchodzacymi obowiazkami. Trznastolatek moze planowac duza rodzine,
    ale to naprawde moze sie zmienic jeszcze wielokrotnie smile
  • zebra12 28.06.09, 10:32
    Moja nastka lubi dzieci. Wciąż mnie namawia na następne. I rzeczywiście zajmuje
    się małą. Ale na warunki i tak narzeka. Najgorzej jej doskwiera brak własnego
    pokoju, który obecnie dzieli z 2 siostrami.
    Ogólnie najbardziej nam doskwiera brak własnego M i ciasnota - 36 metrów.
    --
    http://www.dziecionline.pl/grafika/animowane/zabka.gif
  • wierzba_placzaca 28.06.09, 13:17
    Narzeka na ciasnote i namawia na kolejnego potomka? - to dziecinna
    niekonsekwencja.
  • luxnordynka 29.06.09, 22:37
    Wierzba, a Ty to chyba jakas zakompleksiona jestes z powodu swojej
    macierzystej rodziny, taki żal wyczuwam... ja tez dlugo żylam w
    poczucie pewnej krzywdy w stosunku do swoich rodzicow, bylam
    przekonana ( w zasadzie jestem dalej), ze mam powody, ale czas goi
    rany i teraz bardziej ich rozumiem, usprawiedliwiam, doceniam. I
    żyje mi sie z tymi uczuciami o wiele lepiej... Moze sprobuj w koncu
    nie podkreslac wciaz ze nie planujesz wiecej dzieci, bo robisz to z
    uporem i w kazdym prawie watku a to dowod na to, ze jakoś sobie z
    tym nie radzisz. Nie pisze tego zlosliwie, tylko czuje sie troche
    osaczona Twoimi wypowiedziami, jakbys mnie chciala przekonać, że mam
    juz nie planowac dzieci (zreszta nie planuje), że 4 to za duzo. Niby
    piszesz o sobie, ale jakby uderzasz w innych, a może sie myle, może
    zbyt przewrazliwiona jestem. To tez mozliwe, zwlaszcza mąż mi to
    czasem powtarza, wiec przepraszam, jesli nie mam racji. Ewa
    --
    picasaweb.google.pl/luxnordynka
  • marina2 30.06.09, 10:16
    może wierzba chciała,żeby jej wypowiedzi były realistyczne,ale wychodzą gorzko.
    jest w tym nuta ataku.
    hmm tylko po co?
  • tolka11 30.06.09, 10:41
    Wiecie mam 37 lat, wiele doswiadczeń za sobą. Życie w bogatej
    rodzinie z 2 dzieci. Z takiej pochodzę, obrzydliwie bogatej, pełnej
    nieszczęścia, patologii i nienawiści.
    I mam w sobie ogromną radość i zachłanność życia, ogromny power, nie
    ma rzeczy niemozliwych.
    Wychowujemy z mężem tylko troje dzieci i mamy ochotę jeszcze na
    dwoje. mimo, ze to będą trudne ciąże, opupione wcześniactwem dzieci.
    Ale uda się. kropka.
    Nie jestesmy zacharowanymi rodzicami, mimo, że pracujemy. zamiast
    sprzątać wolę wsadzić dzieci na rowery i hulaj dusza do lasu.
    zamiast kwatery na 2 tygodnie, bierzemy namioty i szlajamy się 4
    tygodnie. zamiast ciuchów firmowych kupuje megapaki na Allegro i juz
    oszczędzę na rodzinną pasję : zeglowanie.
    Mój niepełnosprawny syn jest fajnym, lubianym chłopcem, którego
    niepełnosprawność nie ogranicza, bo dajemy mu takie mozliwości.
    Bywa trudno jak wszędzie. Ale nie zamieniłabym mojego zycia za nic w
    świecie.
    I dlatego obraz przedstawiany przez wierzbę (noooo, ale u mnie
    będzie tylko 5 dzieci) czy gorzki czy realistyczny mnie nie
    przekonuje. Bo nie jest mój.
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • luxnordynka 30.06.09, 11:13
    uwielbiam niepelnosprawnych, wiem, jaka radosc daja, jak ucza
    miłosci, ktorej nie sa w stanie zwerbalizowac, ale pokazuja ja w
    codziennosci. Wiem też ze ludzie, ktorzy nie obcowali z
    niepelnosprawnymi, wyolbrzymiaja problemy, demonizują. Jestem z Toba
    w Twoich planach i ciesze sie, ze pokazujesz normalność zycia i
    pragnien z niepelnosprawnym dzieckiem. Sciskam Cie mocno, Ewa
    --
    picasaweb.google.pl/luxnordynka
  • tolka11 30.06.09, 11:20
    Niepełnosprawność mojego syna jest uciążliwa, ale dla postronnych
    widoczna w niewielkim stopniu (patrz galeria).
    Pracuję z dziecmi niepełnosprawnymi i wiem jak niepełnosprawnośc
    moze rozwalić cały swiat, ale równoczesnie wiem, że bez miłosci nic
    by się nie udało.
    Masz rację czasem ludzie demonizują, a czasem zwyczajnie sobie nie
    radzą.
    My zyjemy zwyczajnie, po swojemu. jak zresztą większość na forum.
    I dlatego gorzkie w wymowie posty nie wpływaja na moje decyzje.smile
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • luxnordynka 30.06.09, 11:17
    no i obejrzalam wasze zdjecia, dzieci sliczne no i maja oryginalne
    klocki lego, hehe. To taki zart odnosnie tego watku smile), Ewa
    --
    picasaweb.google.pl/luxnordynka
  • wierzba_placzaca 30.06.09, 11:31
    Tolka, bardzo szanuje Twoja postawe (to tez juz pisalam wczesniej). Moja
    rodzina, chociaz po wojnie mocno zubozala, nigdy patologiczna nie byla. Dla mnie
    rowniez pieniadze nie sa najwazniejsze, o czym swiadczy chociazby fakt, ze
    pracuje na uczelni, chociaz jako inzynier moglabym "trzepac kase" w przemysle.
    Wielu niepelnosprawnych sobie swietnie radzi i jest szczesliwych (bo dlaczego
    nie). Zycze Ci, zeby wszystkie Twoje dzieci byly szczesliwe!
  • wierzba_placzaca 30.06.09, 11:14
    Czy jestem zakompleksiona na punkcie swojej macierzytej rodziny? Mysle, ze
    ponizej przecietnej (bez wzgledu na rodzaj rodziny). Napisalam tez sporo dobrych
    rzeczy o swojej rodzinie (co spotkalo sie z mniejsza liczba komantarzy). Nie
    lubie jednak postrzegania wielodzietnych rodzin jako sielskich srodowisk, gdzie
    wszyscy sie kochaja i ta milosc im do zycia wystarcza, bo bywa roznie. Ja wiele
    dobrego z domu wynioslam i to doceniam. Ale widze tez minusy i tego nie ukrywam.
    W moich postach odnosze sie do konkretnych zagadnien (np. rodzenie dzieci do
    "opieki" nad rodzenstwem). Nikogo tez nie namawiam do ograniczania liczby dzieci
    i nie jest tez moim zamiarem nikogo obrazic. Wierze, ze wielodzietnosc jest
    najlepszym rozwiazaniem dla niektorch i nienajlepszym dla innych. Osobiscie
    lubie rozmawiac z ludzmi o odmiennych pogladach i nie wydaje mi sie, zebym Was
    atakowala. Jesli powtarzam pewne zdania, do po to zebym byla jednoznacznie
    zrozumiana (zboczenie pracowanika naukowo-dydaktycznego). Wiadomo, ze jestescie
    tu "prodzietne" z zdecydowanej wiekszosci, wiec mozecie mnie zarzucic swoimi
    postami, prezentujacymi odmienne od moich poglady i duza liczbe znakow
    zapytania. Przeliczcie dokladnie, w ilu watkach napisalam, ile dzieci
    planuje/nie planuje. Wymiencie te dowody, ze sobie nie radze ze swoim
    pochodzeniem - serio, jest ciekawa (chyba, ze chodzi o to, ze planuje pewne
    odmiennosci w stosunku do moich rodzicow, ale to chyba dotyczy tez wiekszosci z
    Was - tez sobie z tym nie radzicie?). Sama uwazam, ze moja oryginalna
    wielodzietnosc sporo mi dala (znowu sie powtarzam z ktorym watkiem,
    przepraszam). W zyciu zawodowym mam do czynnienia z mnostwem ludzi z pogladami
    odmiennymi od moich (czasem skrajnie) i nie mam z tym problemu. Co wiecej,
    podoba mi sie to i doceniam te roznorodnosc. Nie bede jednak miala problemu,
    zeby sie wyniesc z tego forum, jesli moja obecnosc zaburza Wam spokojny swiat, w
    ktorym sobie ustalilyscie pewne sprawy. Nie doszkujcie sie tez podtekstow w
    moich wypowiedziach, bo ich tam nie. Jestem osoba prostolinijna. Nie znacie mnie
    tez od innych stron, wiec nie wsynuwajcie zbyt daleko idacych wnioskow z kilku
    czy kilkunastu postow. Milego dnia!
  • luxnordynka 30.06.09, 11:24
    zle mnie zrozumialas, fajnie miec glos sprzeciwu na takim forum,
    wtedy ono zyje wiec zostan z nami... nie ukrywam, bardzo mi tez
    pomoglas, jakby nakierowalas na dalsze zycie w wielodzietnej
    rodziniesmile, naprawde!!! Wiesz, nie wszyscy sa tu prodzietni. My
    planowalismy dwojke, hehe, mamy chworeczke i jestesmy z siebie i
    naszych dzieci dumni. Dojrzewamy jakby do takiej rodziny, a przede
    wszystkim do tego, żeby dzieci nie czuly zadnego nacisku z naszej
    strony jesli chodzi o ich zakladanie rodziny. Nasze zycie jest takie
    i czerpiemy z niego radosc, staramy sie nawet wtedy gdy jest ciezko,
    gdy sa sytuacje w ktorych latwiej by bylo z dwojka. Oni niech tworza
    wlasne zycie i niech beda szczesliwi przynajmniej tak, jak my
    jestemy, Ewa
    --
    picasaweb.google.pl/luxnordynka
  • tolka11 30.06.09, 11:24
    Przeż ci niczego nie zarzuciłam. napisałm, ze zyję po swojemu. Ot co.
    Ty zyjesz po swojemu. I dzięki temu obie jestesmy szczęśliwe.
    A doswiadczenia dzieciństwa mamy diametralnie różne.
    --
    Moja szarańcza: Judyta 40hbd, Miłosz 28hbd, Sara 33hbd
    fotoforum.gazeta.pl/5,2,tolka11.html
  • wierzba_placzaca 30.06.09, 12:51
    Jeszcze dodam, ze nie jestem typem hodujacym zale, a zdecydowanie racjonalnym,
    w sprawach prywatnych i zawodowych. Chociaz do ludzi z wielodzietnych rodzin mam
    autentyczna slabosc (tzn maja u mnie plus za sam ten fakt smile Pozdrawiam!
  • verdana 08.07.09, 15:23
    A ja uważam, ze bardzo dobrze, ze na takim forum jest głos "z
    drugiej strony" - chocby nawet nam się nie podobał... Ja tez jestem
    zadowolona z trójki dzieci, ale wybaczcie - moje zadowolenie i
    zadowolenie dzieci to moga być dwie zupelnie rózne sprawy. Rodzice
    moga czuc się szczęśliwi i spełnieni mając gromadkę dzieci, a dzieci
    mogą z trudem radzić sobie z koniecznoscią ograniczania potrzeb do
    miniumum, koniecznoscia opieki nad mlodszym rodzenstwem, brakiem
    czasu rodzicow dla kazdego dziecka indywidualnie...
    Nie musi tak byc, ale moze. I warto pamiętac o tym, ze marzenie o
    dużej rodzinie jest naszym marzeniem, a nie musi być wcale idealnym
    światem dla dzieci.
    tak sobie jeszcze myśle, ze gdyby to jedynaczka napisała, jak jej
    bylo ciężko - to wtedy wszystkie przyklasnęłybysmy z radoscią. Ale
    ciężko jest czasem czytac o tym, ze nie dla wszystkich dzieci
    wielodzietna rodzina jest idyllą.
    --
    Mops i kot

    img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
  • luxnordynka 08.07.09, 21:29
    fajnie to rozgraniczylas, dzieci i rodzice, ciekawe, nigdy tak na
    wielodzietność nie patrzylam. Masz racje, rodzice mogą być
    szczesliwi ale dzieci niekoniecznie. Zatem banał "szczesliwa mama to
    szczęsliwe dziecko" pozostaje tylko banalem smile, Ewa
  • jol5.po 08.07.09, 23:01
    podrzucę jeszcze jeden archiwalny watek. Bardzo go lubię, udało się tam zebrać trochę dłuższych wspomnień dorosłych dzieci z wielodzietnych rodzin. Rhynox w zacytowanym wątku odpowiadała zresztą na to samo pytanie (bawiłam się kiedyś w ankieterawink, tylko poleciała osobnym wątkiem.

    wątek

    --
    duże jest fajne
    mimo wszystkowink
  • luxnordynka 09.07.09, 09:55
    Jolu, dzieki za ten watek, jak bede miala chwile to chetnie poczytam
    a w planowaniu rodziny, czyje szczescie jest wazniejsze dzieci czy
    rodzicow? Jak sadzicie? Ewa
  • bazylia_am 09.07.09, 10:41
    Bardzo ciekawa dyskusja, dziękuję za nią.
    Podoba mi się trzeźwe spojrzenie Wierzby Płaczącej.
    Ja sama jestem mamą trzech córek i raczej nie planuję więcej dzieci. Aspekt
    finansowy, mieszkaniowy (2 pokoje), samozadowolenie rodziców, realne spojrzenie
    na to, ile czasu mogę poświęcić córkom (mam cały czas niedosyt) sprawiają, że
    chyba poprzestaniemy na trójeczce. Choć nie powiem, serce, instynkt podpowiadają
    czasem co innego.
    Ciekawa jestem jak się potoczą losy moich córek, jakie będą miały rodziny. Jak
    na razie dziewczynki cieszą się z większej rodziny, choć jak któraś z Was
    napisała to dopiero zalążek wielodzietności wink Troszkę mnie to rozbawiło, bo
    nie sądziłam, że jest się mniej lub bardziej wielodzietnym.
    W naszym otoczeniu mamy 6 rodzin wielodzietnych i jak na razie wygląda to tak,
    że rodziny z trójką dzieci (2 małżeństwa) radzą sobie świetnie - zarówno
    emocjonalnie (relacje między małżonkami, finanse), 4 rodziny (akurat wszystkie w
    neokatechumenacie)radzą sobie ... tak sobie. Dwie znajome mają zdiagnozowaną
    depresję, w innej rodzinie problemem jest alkohol, w kolejnej też coś szwankuje,
    ale nie chcę tu o tym pisać. Liczba dzieci jest u nich taka: 5, 5, 5, 7.
    Lubię zaglądać na to forum, z radością czytam o sukcesach wychowawczych
    rodziców, którzy mają większe niż moja rodziny. Miód na serce. A z drugiej
    strony widzę moje padające na twarz koleżanki i ich poirytowanych mężów. Bywa
    fajnie, wesoło, ale przy malutkich dzieciach jest też dużo goryczy i zmęczenia.
    Myślę, że nie powiem niczego nowego - jakość wychowania, miłość którą możemy
    ofiarować dzieciom, nie zależy od ich ilości. Ale samą miłością nie wszystko się
    da załatwić.
    Trochę odbiegłam od głównego wątku, wybaczcie.
    Chciałam tylko dodać, że dzieci znajomych (5 dzieci) mają żal do rodziców, że
    nie chodzą z nimi do kina, na basen, nie wyjeżdżają na wakacje bo ich na to nie
    stać.
    Pozdrawiam.
  • ulkad 09.07.09, 16:50
    Michal (13,5) zeznał, ze nie wie co ma myslec o ilosci swoich braci
    (3 mlodszych), czasem mu to przeszkadza, a czasem wrecz przeciwnie.
    Przy czym z moich obserwacji - nie sa to braki materialne itp. tylko
    raczej namolność modszego rodzenstwa, to, ze sie chca ciagle
    przytulac, ze np. drugi opowiadal co sie dzialo na obozie, na którym
    razem byli itp. Jest tez bardzo opiekunczy, martwi sie, ze cos
    któremus moze sie stac, ze któregos cos boli jak sie przewróci. Po
    za tym im sa starsi, tym maja wiecej obowiazków, a nie zawsze widza,
    ze maja tez prawa (np. kieszonkowe, komorka, gry adekwatne do wieku,
    poźniejsze kladzenie sie spac itp.) - staramy sie to uswiadamiac,
    zeby nie mieli jakiegos poczucia krzywdy. Sytuacja posiadania kilku
    braci, a nie jednego lub tylko rodziców, jest jednak dla nich chyba
    juz calkiem naturalna, no i tez ma zalety, bo zawsze znajdzie sie
    ktos do gier planszowych, parti szachów lub makao. CO do np. wlasnej
    przestrzeni - spia na razie razem i co dziwniejsze - chca tak spac,
    jak braci nie ma, to nie chca byc sami. Biurka maja swoje, czesc
    szafek tez, choc teraz myslimy nad bardziej radykalnym wydzieleniem
    czesci na razie dla najstaszego.
  • mama3ania 09.07.09, 22:16
    wydaje mi się, że trafiłaś w sedno. Że to właśnie o to chodzi w tym wątku i w
    cytowanych w linkach. Bo tak naprawdę nam - mamom wielodzietnym lub planującym
    więcej dzieci - chodzi nie stricte o to, co sądzi nastolatek, czy jakie są
    typowe błędy wychowawcze w rodzinach wielodzietnych, ale o to, żeby nasze dzieci
    były szczęśliwe. I gdzieś tam czasami rodzi się podejrzenie i obawa, ze nasze
    szczęście z posiadania licznej gromadki nie musi przekładać się automatycznie na
    szczęście każdego z dzieci.

    Że "szczęśliwa mama - szczęśliwe dzieci" ma drugą stronę medalu "nieszczęśliwe
    dzieci - nieszczęśliwa mama". A ponieważ z wiekiem szczęście naszych dzieci
    zaczyna zależeć od innych czynników niż nasza miłość (np. akceptacja
    rówieśników, możliwość wolnego wyboru zainteresowań), nasze przyszłe szczęście
    też jest sprawą niepewną. Bo nie wyobrażam sobie rodzinnej sielanki, gdy córki
    będą naburmuszone i niezadowolone z warunków życia, jakie im zafundowałam.

    Muszę przyznać, że lektura tego wątku i cytowanych w nim podobnych sprawiła, że
    inaczej patrzę teraz na moje pragnienia dotyczące licznej rodziny. Staram się
    rozgraniczyć moje idealistyczne marzenia (dzieci będą się tylko kochać i cieszyć
    jak ja dużą rodziną) od możliwych komplikacji. Nie chcę "pójść w ilość" i
    patrzeć potem jak moim dzieciom się to czkawką odbija. Nie znaczy to, że
    zmieniłam kompletnie światopogląd i żałuję, że jestem w czwartej ciąży smile Po
    prostu dotarło do mnie mocniej, że moje i męża decyzje nie spowodują tylko
    zmiany naszego życia, ale będą kształtować nasze dzieci, ich charaktery,
    oczekiwania, plany na przyszłość. I dlatego będę pewnie w stanie kiedyś
    powiedzieć "dość". Choć do niedawno w głowie mi to nie postało. Skutecznie
    podziałała na mnie wizja moich córek - matek jedynaków/czek.

    I jako ps.
    Niedawno najstarsza córeczka (5 lat) stwierdziła, przytulając się do mojego
    rosnącego brzuszka, że ona też tam kiedyś była i że po urodzeniu tego dzidziusia
    znowu nowy dzidziuś tam kiedyś będzie. Na to ja spytałam, czy chciałaby jeszcze
    mieć jednego braciszka/siostrzyczkę oprócz tego, który się na jesień urodzi. I
    odpowiedź brzmiała: "tak". Ale gdy spytałam: "Nawet jeśli wtedy mamusia będzie
    miała mniej czasu na zabawę z tobą?", zastanowiła się, uśmiechnęła i cicho
    odpowiedziała: "To chyba ten dzidziuś wystarczy." Wniosek: ona jeszcze nie jest
    świadoma tego, co pociąga za sobą przyjście na świat kolejnego dziecka. Dlatego
    ja muszę być tego świadoma i patrzeć na zmieniającą się sytuację w rodzinie nie
    tylko własnymi oczami szczęśliwej matki-rodzicielki, ale także oczami moich dzieci.
  • bazylia_am 10.07.09, 14:14
    Przypomniało mi się jak moja sześcioletnia córka płakała na wieść o tym, że
    będzie miała brata lub siostrę. Byliśmy tym zaniepokojeni, konsultowaliśmy się
    nawet z psychologiem. Psycholog uspokoiła nas mówiąc, że to bardzo dojrzała
    reakcja - córka zdaje sobie sprawę, że nie od razu zyska towarzysza zabaw, ale
    kogoś, kto zabierze jej uwagę rodziców. Oczywiście z tygodnia na tydzień Julka
    oswajała się z myślą o rodzeństwie smile
    Gdy zaszłam w kolejną ciążę, cieszyła się już bardzo.
    Zaskoczyła mnie, gdy mając już dwie siostry powiedziała, że następnym razem to
    ona wybierze imię wink
  • luxnordynka 11.07.09, 11:29
    ktore nie tylko służą wygadaniu i przedstawieniu swoich racji, ale
    też zmieniaja nasze myślenie, mobilizuja do refleksji,
    przewartosciowania swojego zycia i pragnień. Ten wątek, przynajmniej
    dla mnie (i mamy3ania) jest. Dziekuje Wam dziewczyny, Ewa
  • magduniar3 17.07.09, 17:36
    Mój najstarszy syn (15 lat) nie jest entuzjastą rodzeństwa, można powiedzieć, że
    od samego początku tak było. Jest typem chłopaka zamkniętego w sobie,
    wrażliwego, który najlepiej czuję się jak ma ciszę i spokój. A przy tym wcale
    nie ukrywa, że ma o 3 sztuki rodzeństwa za dużo. Jak muszę zostawić z nim
    młodsze rodzeństwo, to wiem, że maluchy będą robiły co chcą, a on będzie
    zajmował się sobą.
    Średni (prawie 14 lat) lubi młodsze dzieci, myślę, że nie przeszkadza mu to, że
    jest ich w sumie czworo. Czyli to nie jest jeszcze aż taka wielodzietność. W
    sprawach opieki nad młodszym rodzeństwem mogę mu zaufać.
    To co obu najbardziej przeszkadza to niepełnosprawność naszego najmłodszego syna
    (ale nie najmłodszego dziecka). NIe chodzi o to, że oni nie akceptują go, tylko
    jego zachowanie jest bardzo uciążliwe. Nie zawsze dzieci/osoby niepełnosprawne
    są takie "wdzięczne". Czasami naprawdę trudno się z nimi żyje - zwłaszcza z
    mocno zaburzonym autystą.
    Do tego mąż sporo pracuje i niestety często muszę zostawiać maluchy pod opieką
    nastolatków, aby zrobić chociażby zwykłe zakupy. Sama miałam tylko młodszego
    brata, ale też niestety odczułam fakt "ciągłej" opieki nad nim - tyle, że to
    były czasy kolejek w sklepach.
    Od strony finansowej nie jest najgorzej, byłoby znacznie lepiej gdyby nie
    rehabilitacja syna. Aczkolwiek naszym priorytetem nie są podróże i zajęcia
    pozalekcyjne.
    Jeśli chodzi o odpowiedź na pytanie tytułowe wątku, to chyba sporo zależy od
    samego dziecka. Najstarszy syn nie ma zbyt wygórowanych finansowych roszczeń -
    typu markowe ciuchy, wysokie kieszonkowe. Średni zupełnie inny jest pod tym
    względem. Obaj chcieli by telefony komórkowe - niestety dla nich naszym zdaniem
    są im do niczego nie potrzebne.
    W naszym przypadku to nie wielodzietność, a choroba ich brata rzutuje na ich
    postępowanie i na to jak patrzą na swoją przyszłość.
    --
    Mój blog

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka