znacie doskonale moa emigracyna historie, wlacznie z tym, ze po
ostatnim powrocie z PL zastalam zalany dom. zalanie ciag dalszy
brzmi plesn wylazi mi w kazdym pomieszczeniu. u dzieci w sypialniach
byla prawie opanowana ale... teraz wylazi w innych miejscach, a
wczoraj o 0100 odkrylam radosnie cala zaplesniala sciane za sofa w
salonie. masakra od 0130 do 0400 rano bawilam sie w "dekoratora
wnetrz" czyli odsuwalam od scian meble i staralam sie w miare usunac
to swinstwo ze scian. rece opadaja mi uz ponizej stop.
bilans strat na dzien dzisiejszy: dywan u mlodej, polowa pluszakow
mlodej i skrzynia na zabawki, drewniane puzzle, lozeczko dla lalek,
moja skrzynia wiklinowa, prawdopodobnie dywan z salonu, koc, i
jeszcze czekam co na sofie wyjdzie, aaaaaaaa drukarke ktora stala
kolo sciany plesniowej znalazlam wczoraj wilgotna wiec nie wiem czy
bedzie teraz dzialac, nie wspomne o tym ze jak w koncu wyjdzie
slonce to musze przeprowadzic gruntowne suszenio-wietrzenie i ...
wymalowanie scian farba przeciwplesniowa, a potem oczywiscie
kolorem. ja juz chyba nie mam sily, wczoraj sprzatalam to wszystko
ryczac i klnac pod nocem siarczyscie.
po roku mialo byc lepiej, a znowu zczyna sie kolejna fala przypadkow
malo fajnych. chyba wysiadam z tego pociagu, moze pomylilam wagon,
moze stacje, moze bilet wykupilam nie w te strone, nie wiem ale
czuje ze juz mnie to przeroslo ze w calym tulowiu mam nawieksze
plecy, zeby to jeszcze jakos dzwignac.
a tlumaczenia typu nie ma rynien bo tu nigdy tak nie padalo, no
wilgoc jest bo tu sie tak buduje, a takiej zimy to juz daaaawno nie
bylo, bo wszyscy maja problem z plesnia wywracaja moje flaki na
lewo. nie mam juz sily. chyba tyle czlowiek zniesc moze, bo juz
wiecej nie da rady
--
"Żadna noc nie może być aż tak czarna, żeby nigdzie nie można było
odszukać choć jednej gwiazdy. Pustynia też nie może być aż tak
beznadziejna, żeby nie można było odkryć oazy." P.B.