No to i chyba ja cos naskrobie...
Ponad 2 lata temu bylam, zdawalobysie, w szczesliwym zwiazku, nawet zareczona.
Tylko nie wiem jakim cudem przez kilka lat moglam nazywac szczesciem plakanie
co drugi dzien albo i czescie, bo to, bo tamto. Az w koncu oczy mi sie
otworzyly i z bolami, ale zakonczylam ten toksyczny zwiazek. I zdecydowanie nie
mialam ochoty na zadnych mezczyzn wokol siebie.
Pewnego dnia jednak odwiedzilam przyjaciolke w domu Jej rodzicow (Ona sama
wyprowadzila sie z naszego miasta) i tam przypadkiem spotkalam nasza wspolna
psiapsiolke, ktora to "powrocila" z Anglii a wlasciwie nie byla do niej
wpuszczona. Zostawila tam jednak Swojego Mezczyzne - Hiszpana.
Teraz pae slow jak przyjaciolka trafila do UK. Otoz Jej szwagier dostal prace
(i wize oczywiscie)i wraz z rodzina sie przeprowadzil na Wyspy. Przyjaciolka
wyjechala rowniez aby pomoc w opiece nad Swoim chrzesniakiem. I tam poznal
Swego (obecnego) Meza!
W kazdym badz razie, przyjaciolka cierpiala, gdyz Ona tu a On tam. Na otarcie
lez pozostawaly maile, telefony i ...zdjecia. I takowe mialam przyjemnosc
ogladac. Przyjemnosc o tyle wieksza, ze na zdjeciach tych byl takze kolejny
Hiszpan.... No co za cudo.. Tak nic nie myslac poprosilam przyjaciolke o email
owego przystojniaka. I sie zaczelo.... mailowanie, czatowanie, smsy. A ze
Hiszpan ciekawy swiata i ludzi wystrzelil ktoregos dnia z pytaniem czy moze
przyjechac do Polski, no bo jeszcze nigdy nie byl. Wiec przyjechal.... I mimo
iz mieszkam na Mazurach pojechalismy do Krawowa. Bylo fantastycznie!!!
Potem byl raz jeszcze w Polsce, a ja w UK. I mimo iz bronilam sie, aby bylo cos
powaznego miedzy nami... jakos nie wyszlo.
Mielismy pare powaznych spiec, nieporozumien ale... postanowilam powalczyc.
Przyjechalam na Wyspy jako operka i powoli, pomalu staralam sie wykreowac
normalny zwiazek, i sie... udalo! W dniu swoich urodzin (kilka miesiecy temu)
dostalam najpiekniejszy prezen - Moj Hiszpan mnie kocha! I teraz wiem co to
znaczy szczesliwy zwiazek. Juz nie placze, ciagle sie smieje, czuje sie zawsze
piekna i madra. I emocjonalnie bezpieczna. I wszystko to dal mi Moj Hiszpan.
A teraz mieszkamy razem, juz prawie kupilismy wlasne mieszkanie i nie planujemy
bardzo dalekiej przyszlosci, czujemy sie jednak bardzo, bardzo szczesliwi.
I to chyba tyle. Oj rozmarzylam sie wspominajac...