To i ja opowiem swoja.Lata temu grupa studentow z Wroclawia (moi przyjaciele)
wyjechali do pracy w Norwegii,rozbili namiot sasiadujac z sympatycznymi
Kanadyjczykami.Po wypiciu wspolnie kanadyjskiej whiskey i polskiej wodki
zostala zawarta przyjazn,ktora okazalo sie ,ze przetrwa lata.Jednym z tych
Kanadyjczykow byl najlepszy przyjaciel mojego M,ktory postanowil przyjechac do
Polski w odwiedziny.I tak go poznalam,jeden z najwspanialszych ludzi jakich
znam,pozniejszy swiadek na naszym slubie,ojciec chrzestny naszej
pierworodnej,dla moich dzieci po prostu uncle Buck.Jemu sie tak spodobala
Polska (i moja kolezanka),ze przyjezdzal jeszcze pare razy sam,az w koncu
zaciagnal i mojego M.W tym czasie obydwoje przebywali w Holandii i postanowili
spedziec swieta Bozego Narodzenia w Polsce.Autostopem z Holandii do POlski
zajelo im 2 dni,i z tego co opowiadaja ,gdzies na stacji kolejowej w
Dreznie,przyjaciel mojego M powiedzial,ze tam w POlsce jest dziewczyna dla
niego ,ze przeczuwa ,ze cos z tego bedzie(myslal o mojej skromnej osobie),na co
moj przyszly:A co ty tam gadasz ,znasz mnie itp.
Przyjechali do nas,mieszkali z nami w naszym malym pokoju akademickim gdzies
tak po 3 dniach moj M oswiadczyl,ze kiedys zostane jego zona,na co ja
oczywiscie popukalam sie w glowe.Okazalo sie ,ze mial racje,po paru latach
relacji na dystans wyjechalam do niego do Holandii,gdzie spedzilismy wspolnie 9
lat(a mowilismy,ze zostaniemy tylko na 2),3 lata temu przyjechalismy do Kanady
i (odpukac w niemalowane) do tej pory jestesmy szczesliwym malzenstwem.
--
Think for yourself
No one else is qualified