Niech bedzie LOVE STORY...musimy je napisac dla urzednikow imigracyjnych wiec dla Was tez......
Moj wydzial mial wymiane z Bauhaus Universitat wiec oczywiscie sie zapisalam- glownie chyba dla
jezyka, mniej na studia.Pojechalysmy tam razem z kolezanka- wysadzono nas w obcym miescie o
godzinie 5 nad ranem.poczatki byly tragiczne- ale jakos sie zaaklimatyzowalysmy- zreszto wymiana
byla zorganizowana w ten sposob ze mialysmy kontakt z innymi erasmusami z calego (doslownie)
swiata.Oczywiscie obracalysmy sie tylko wsrod ludzi z dawnego "bloku"- czesi, rumuni+brazylijczyk,
norwezka i grek. Jakos brakowalo mi odwagi aby podejsc do kogos innego, a jak do kogos podeszlam
okazywal sie srednio zainteresowany rozmowa. W tym "towarzystwie" zdecydowanie wybijali sie
kanadyjczycy- Christiaan+Andrew + hiszpan- Angel+jeden Belg i Szwed. Ale przez okolo 6 miesiecy
bylismy takimi przeciwnymi obozami (nie w sesie rywalizacji ale po prostu nie spedzalismy ze soba
czasu i chodzilismy na inne imprezy- kontakty konczyly sie na "czesc"-tak Andrew wpil mi sie w glowe
bo mowil czesc po polsku.)Ale w koncu sie spotkalismy na kolejnej imprezie pozegnalnej (zla strona
bycia erasmusem) i zaczelismy ze soba gadac- przedstawil mi sie z tym swoim seksownym
kanadyjskim akcentem - ja oczywiscie powiedzialam ze wiem jak sie nazywa (glupia baba!) on sie
zapytal jak ja sie nazywam (pozniej sie przyznal ze wiedzial- co za typ

stwierdzil ze mowi 4
jezykami- angielski, niemiecki, wegierski i...francuski(takie male klamstewko) ja rozniez stwierdzialam
ze mowie 4 (a co!) angielski, polski, niemiecki i...francuski (klamstewko- tego jezyka sie nie
nauczylam) Troche jeszcze pogadalismy ale wydawal mi sie strasznym bufonem.
Na kolejnej imrezie (jakis miesiac pozniej) juz tanczylismy ze soba- on dobrze tanczyl a mnie
napastowal jakis Niemiec ktory mi mowil ze to ja jestem ta jedyna (widzialam go 3 razy w
zyciu..koszmar). A. wzial nawet moj numer telefonu- oczywiscie nie zadzwonil. Do czasu.
zorganizowano nam wycieczke do Hamburga- pojechalysmy razem z kolezanka- oczywiscie A. tez.
I wyobrazcie sobie ze siedze sobie w autobusie od strony przejscia i nagla czuje ze ktos sie na mnie
intensywnie gapi. Popatrzylam sie w bok- nikogo nie ma...popatrzylam sie w dol i co widze?
Andrew z buzia rozwarta i zebiszczami wystawionymi na zewnatrz, w pelnym przygotowaniu do
gryzienia obok mojej lydki.....po prostu podpelz do mojego siedzenia i chcial mnie ugrysc!!!!
Bylo to bardzo smieszne ale stwierdzialam ze zachowam pelna kontrole i zapytalam tylko:Are you ok???
I tak zaczelismy gadac, gadac az do Hamburga i tak juz nam zostalo.
ten zwiazek ma jeszcze jeden wymiar- moja mama jako prezent gwiazdkowy umowila mnie z wrozka.
Poszlam- dowiedzialam sie ze w niemczech poznam swojego przyszlego meza ale niemcem on nie
bedzie. Znam go z widzenia ale nie mamy blizszych kontaktow. Bedzie mowic lepiej po angielsku ode
mnie ale gorzej po niemiecku, bedzie pochodzic z kraju za woda, inicjaly A,T i bedzie starszy ode mnie.
Z tymi sensacjami wrocialam do Niemiec, powiedzialam kolezanka a te zaczely "dopasowywac
kandydatow"- na polu bitwy zostalo 2: Ted G. ze Szwecji i Andrew K. z Kanady.
No i sprawdzilo sie- za jednym wyjatkiem- A. jest mlodszy. Pewnie zastanawiacie sie co sie stalo z
literka T? Ja doszlam do tego pozniej- drugie imie A. zaczyna sie na T, nosi nazwisko swojego ojczyma,
natomiast prawdziwe jego nazwisko, po ojcu (czyli to ktore ma na birth certificate- notabene na
kazdym dokumencie ma inne nazwisko a czasami ma rozne kombinacje dlatego tez ja sama nie wiem
jak sie nazywam) zaczyna sie rowniez na magiczna literke T.
Nigdy wczesniej nie spotkalam sie z czyms takim!!!!!
--
just married