Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Polonia   Kobieca Polonia   Re: LOVE STORIES

Re: LOVE STORIES

Autor: myszka888 20.10.04, 21:47
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
Miło poczytać te historie, ile to różnych przeżyć po drodze trzeba było
doświadczyć, żeby w końcu znaleźć tego jedynegosmile
To i ja napiszę Wam moją małą historyjkę.
Zacznę od tego, że należałam raczej do tych dziewczątek, które zawsze miały
kogoś do wzdychania. Najczęściej, oczywiście, nieodwzajemnione, ba! nawet
często niezauważone westchnienia.
Ale tak naprawdę to moja druga miłość okazała się tą największą, najprawdziwszą
i w niej tkwię z ogromną radością do dziś.
Zacznę od nr.1ego.
U znajomych na nieplanowanej imprezce spotkało się kilka osób. Wcześniej nikogo
z tych ludzików nawet nie widziałam, nie słyszałam, więc tym bardziej było dość
ciekawie smile
Prawie wszyscy byli starsi ode mnie, dziewczęta i chłopcy. I tak naprawdę na W.
nie zwracałam kompletnie uwagi, będąc zaaferowana jakimś laniem wosku (to były
andrzejki) i innymi wróżbami.
Imprezka szybko się skończyła, niektórzy poszli do domku nad ranem, reszta
nocowała w mieszkanku znajomych. W. tez.
O poranku ja jako jedna z pierwszych zdecydowałam się już iść. Okazało się, że
W. chciał mnie odprowadzić do autobusu... I tak się zaczęło. Trwało krótko, był
to jednak bardzo absorbujący mnie związek, do czasu... aż poznałam mamę W.
Nie przypadłam jej do gustu. I już. Długo na efekty nie czekałam i bardzo
szybko przekonałam się, jak bardzo W. jest uległy maminym opiniom.
Moim błędem było jednak to, że zaangażowałam się w ten związek bardzo. Było
naprawdę ok. Ale po tym rodzinnym spotkaniu skończyło się równie gwałtownie,
jak się zaczęło.
Zostawił mnie.
Nie umiałam sobie poradzić przez pewien czas, potem ułożyłam sobie w głowie
jakoś wszystko, ustaliłam sobie reguły, wg których sama przed sobą tłumaczyłam
sobie sytuację i którymi sama siebie pocieszałam.
To była taka moja osobista psychologia smutku.
Zapominanie zajęło mi bardzo długo. Ale nigdy potem nie byłam już wiecznie
zauroczona. Moim mocnym postanowieniem było nie dać się tak zranić, nigdy
więcej.
Dodam tylko, że to był czas moich studiów, więc zagłębiłam się w naukę. A
mężczyzn zaczęłam traktować po przyjacielsku, jednocześnie od początku dając im
znać, że nie jestem zainteresowana związkiem.
Po jakimś czasie koleżanka wyciągnęła mnie na uczelnię (w mój dzień wolny od
zajęć) do laboratorium komputerowego i pokazała mi irc'a. Heh- pochłonęło mnie
zupełnie! Więc częściej i częściej zaglądałam na odkryte już kanały. Poznałam
dużo ludzi, ale raz ktoś zaczepił mnie, myląć z osobą, która pojawiała się na
tym samym co ja kanale i miała (!) takiego samego nicka jak ja! W taki sposób
trafiłam na nowy kanał.
Nowi ludzie, ale wszystko przez internet, więc nadal z rezerwą. Razem ze mną na
ten kanał trafiła wyżej wspomniana koleżanka. I miałam wrażenie, że ona czuła
się tam jak ryba w wodzie, a mi się wydawało, że ja jakoś tam nie przystaję...
Nie rozmawiałam więc ze wszystkimi, ale tylko z kilkoma osobami. Między innymi
z moim obecnym mężem. Czego wtedy nawet bym przez myśl nie przepuściła!!!
Zaczęliśmy rozmawiać częściej i częściej. W końcu wchodziłam na irc, żeby tylko
z nim rozmawiać- nadal traktując go jako przyjaciela. Z czasem zaczęliśmy
używać gadu-gadu. Bardzo swobodnie mi się z nim rozmawiało. Dziwne dla mnie
było to niesamowite uczucie, że mogę mu o wszystkim powiedzieć i on to
akceptuje, rozumie, wspóldoświadcza, jakby. Zresztą- to samo z mojej strony.
W pewien sylwestrowy dzionek rozmawialiśmy jak zwykle i on stwierdził,
że...zadzwoni do mniesmile Ojej, jaki miły glosik usłyszałam w słuchawce! Ale
nadal dla mnie to był świetny przyjaciel. On tamtego sylwestrowego dnia był
troszkę przygnębiony, bo dziewczyna, z którą jakieś tam nadzieje wiązał właśnie
zmieniła zdanie i wróciła do swojego poprzedniego chłopaka.
W ciągu następnego miesiąca nasza przyjaźń zaczęła ewoluować, co do mnie
dotarło dopiero po jakimś czasie.
Postanowiliśmy się spotkać. To był luty.
Spotkanie zostało wyznaczone w środku odległości między M. a K. (w tych
miejscowościach mieszkaliśmy). I wypadło na Warszawę!
Gdy zobaczyłam go zbliżającego się na dworcu centralnym, to czułam jakby mój
najbliższy przyjaciel właśnie nadchodził, jakbym miała spotkać się z tym
przyjacielem po długiej, długiej rozłące.
I wtedy w Warszawce coś zaczęło iskrzyć!
Po kilku dniach od powrotu do swoich światów M. przyznał mi się, że się
zakochał...
Od tego momentu wszystko miało inne znaczenie, a najważniejsze było to, żeby
się spotkać, choć na chwilkę.
Spotykaliśmy się na tyle często na ile mogliśmy sobie pozwolić. Razem
spędzaliśmy święta. Nie umieliśmy bez siebie żyć!
W pewnym momencie razem wyjechaliśmy do usa i już tutaj się pobraliśmy.
I wiem, że miłość jaką daje mi M. jest nieporównywalna do niczego. Sporo
przeszliśmy, życie nas trochę już doświadczyło, a wszystko to jedynie wzmocniło
nasze uczucia, wzmocniło nasz związek.
I nie żałuję ani jednego dnia spędzonego z M.!

uch, to się rozpisałam! Dziękuję, jeśli komuś wystarczyło cierpliwości, żeby
dotrzeć do końca. I z góry za błędy przepraszam...

A tak czytając posty pozostałych forumowiczek-> nie wszyscy PL są tacy bee i
fuuwink Przykre jednak jest, że niestety- wielu nie jest najłatwiejszym
materiałem na partnera.

--
Asia M.

@-->-------
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-235
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.