Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Polonia   Kobieca Polonia   polsko-finska :) dlugie strasznie

polsko-finska :) dlugie strasznie

Autor: suomen_poro 02.02.05, 17:33
Dodaj do ulubionych zarchiwizowany
jako, ze partyjny regulamin wymaga coby klawiatury nie oszczedzac to pisze.
zanim przejde do wlasciwej polsko-finskiej love story kilka slow o mnie,
cobyscie wiedzialy jakie ze mnie ziolko smile
urodzona w roku malpy, znaku strzelca w malej miescinie na Dolnym Slasku. w
wieku lat 15 zaparlam sie, ze chce do LO we Wroclawiu. rodzice rozwaznie sie
nie sprzeciwiali, a wrecz zachecali. wyladowalam w szkole siostr urszulanek...
ehem. spuszczam zaslone milczenia na moje wybryki tamze smile
po maturze stwierdzilam, ze Wroclaw jest fajny, ale 4 lata to wystarczajaco
dlugo i wyjechalam na studia do Krakowa. ah, oczywiscie przez lata LO
zakochiwalam sie z czestoliwoscia raz na pol roku. rzecz jasna chlopak owczesny
na krakow sie nie zgadzal- plakal, krzyczal grozil... rozpadl sie ten zwiazek
(jak i poprzednie)- mialam szczescie do panow, ktorych marzeniem najwiekszym
bylo zamknac mnie w zlotej klatce, zakneblowac (bo pyskata feministka ze mnie)
i pokazywac kolegom jako przyklad poskromienia zlosnicy... w krakowie tez sie
platalam w rozne przygody erotyczno-milosne, az w polowie drugiego roku
zamieszkalam w bardzo studencko-dekadenckim mieszkaniu opanowanym przez dwie
nieustannie zwalczajace sie frakcje filozofow (gwoli scislosci: analityczni vs
cala reszta). tamze uleglam zgubnej fascynacji filozofia egzystencjalna,
zaczelam sie ubierac na czarno i robic inne balwanstwa jak np. zakochanie sie w
jednym z egzystencjalnych. a mieszkalismy pod jednym dachem. matusia
ostrzegali, ale nie sluchalam. mniej wiecej po roku z hakiem przejrzalam na
oczy (no bo ile mozna dyskutowac o heidegerze?) i okazalo sie, ze chlopak jest
zupelnie przecietny, a wrecz niezyciowy. nie interesowalo go zycie prawdziwe-
marzyl, snul sie, a glownym zajeciem bylo marudzenie. a ja chcialam inaczej-
podrozowac, poznawac ludzi, swiat... wiedzialam, ze z nim sie nie uda (a samej
nudnawo), ale szkoda mi bylo chlopiny- tak po prostu go porzucic. nie moglam
sie zebrac i mu powiedziec. dalej razem mieszkalismy, a ja myslalam jak z nim
zerwac. wreszcie nadarzyla sie okazja, zeby troszke odmienic swoje zycie: w
polowie III roku dostalam roczne stypendium do szwecji- wyjazd w sierpniu.
oczywiscie chlop (juz byl watek nt toksycznych z polski) bardzo sie
sprzeciwial, szantazowal i co tam jeszcze. ale ze szwecja byla moja wymarzona
od dzieciectwa to sie zaparlam i pojechalam. jak tylko wyladowalam w szwecji
rozstalismy sie- za porozumieniem stron.
szwecja odurzyla mnie pierwszego dnia. z mojego uniwerku pojechalo 5 osob, po
wspolnej 40-to godzinnej podrozy autobusem, promem i pociagiem moglismy juz
konie ze soba krasc. zakwaterowano nas w akademiku- fantastyczna miedzynarodowa
(pewnego dnia policzylismy ze bylo nas tam 35 narodowosci. na niecale 90
osob...) atmosfera, wode mozna pic z kranu, sauna... no po prostu rewelacja
kompletna. oczywiscie od poczatku bardzo intensywnie sie zapoznawalismy i
uczylismy sie jezykow (glownie "na zdrowie". do tej pory pamietam chyba z
dwadziescia)...
na kolejnej z imprez "zapoznawczych" wyszlam sobie zapalic i troche
przewietrzyc glowke. stala tam dosc spora i glosna grupka- dolaczylam do nich,
rozmawiali w jakims tajemniczym i cudownie brzmiacym jezyku- okazalo sie ze
finski. nauczyli mnie kilku przeklenstw (a jakze, najlepsza zabawa na
wieczorkach zapoznawczych u erasmusowcow), posmialismy sie. wszystko dosc
halasliwe i malo wyrafinowane generalnie. po chwili wiekszosc weszla do srodka,
a ja zostalam z nietypowo przystojnym blondynem, ktory przez czas tych wyglupow
byl raczej cichy. zaczelismy sobie rozmawiac- czarowal mnie po wlosku, jakie to
mam piekne oczy itp. po wlosku, bo kilka lat tam pracowal a teraz mu sie
zamarzyla zmiana profesji i zdecydowal sie na dalsze studia. no i tak sobie
gaworzylismy przyjemnie, coraz bardziej mi sie podobal i kombinowalam jakby go
tu naprowadzic na trop jakiejs randki. nagle podchodzi do nas jakas koszmarnie
brzydka i nieksztaltna dziewczyna (no, przynajmniej wtedy tak mi sie wydawalo.
generalnie to chyba nie byla taka straszna...) i pyta czy moga juz wracac do
domu, bo jej sie nudzi... no i popatrzyla na mnie takim wzrokiem koszacym, wiec
bylam pewna, no wiecie... na co moj blondyn skwapliwie zakonczyl konwersacje,
zawinal kite i poszedl z Nieksztaltna. uh. normalnie bym sie nie przejela, ale
nie tym razem...
na dzis koniec, przynajmniej dotarlam do poczatkow. jutro bedzie o spotakniu
3go stopnia po treningu Takewon Do.
pozdrawiam i mam nadzieje ze nie zanudzilam smile

--
when was the last time you did something for the first time?
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie (1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-235
(101-200)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.