Dodaj do ulubionych

Polki w Quebec

18.12.05, 12:23
Witam sie ze wszystkimi na forum i pozdrawiam cieplutko z Francji.Zakladam
ten watek z nadzieja nawiazania swietnych znajomosci i poszerzenia swojej
wiedzy o Quebecu o Wasze doswiadczenia i spostrzezenia.Piszcie Kochane jak
Wam sie tam zyje,co Wam sie podoba a co nie.Ja prawdopodobie wyjade tam za
rok z mezem i 2 dzieci.Staramy sie o wyjazd przez Fr.
Pozdrawiam,pa
Edytor zaawansowany
  • 18.12.05, 13:02
    Witaj raz jeszcze !
    O Kanadzie lec czytac do naszego Sylwka, o tu
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=23005
    a nasza sekcja kanadyjska tez cos ci dopowie...jak sie obudzi i przy niedzieli
    przedswiatecznej zdazy poforumowac. Wszyscy strasznie zalatani ostatnio jakos.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
  • 18.12.05, 14:28
    Ja juz tam bylam i przeczytalamsmile))Nie wiem dlaczego jakos tu zaczelam watek na
    kobiecym.Poczekam spokojniejsza o twoja odpowiedz,mam duuuuzo czasuwinkpa
  • 18.12.05, 15:41
    nie jestem w Quebec ale serdecznie cie witam na forum, ja mieszkam
    troche "nizej" w Massachusetts ale Kanade bardzo chetnie odwiedzam bo jest
    piekna.
  • 18.12.05, 16:15
    Bardzo mi milo,witam.Duzo slyszalam o urokach Kanady i juz chcialabym tam
    byc.Ale troche to potrwa zanim na wlasne oczy zobacze...ehhhh
  • 18.12.05, 16:34
    Ja słyszałam wiele pozytywów o Kanadzie ale nigdy tam nie byłam.
    Natomiast dawno , dawno temu jak miałam w domu telewizor to namiętnie słuchałam
    kandyjskich wiadomości po francusku.
    Bawiłam się świetniesmile)) Jeszcze lepsze jak belgijskifrancuski.
    --
    Forumrzadkich języków
  • 18.12.05, 17:39
    jan.kran napisała:

    > Ja słyszałam wiele pozytywów o Kanadzie ale nigdy tam nie byłam.
    > Natomiast dawno , dawno temu jak miałam w domu telewizor to namiętnie
    słuchałam
    > kandyjskich wiadomości po francusku.
    > Bawiłam się świetniesmile)) Jeszcze lepsze jak belgijskifrancuski.

    Witam,ja tez wiele pozytywow ale i negatywow.Wlasnie na tym forum.



  • 18.12.05, 15:38
  • 18.12.05, 15:54
    czesc Beata,
    dokad do Quebecu jedziesz? Ja mieszkam tylko przez rzeke bo w Ottawie a po
    drugiej stronie juz jest Quebec. Mnie osobiscie podoba sie Montreal i Quebec
    City, sa po prostu cudowne te miasta. A jesli mowisz po francusku, a zakladam
    ze tak bo jestes obecnie we Francji to nie bedziesz miala problemow z jezykiem.

    Ja w przyszlym miesiacu przeprowadzam sie do Toronto, ale i tak mam wiele
    znajomych W Montrealu i zamierzam tam bywac czesto.

    Pozrdawiam,

    eli
  • 18.12.05, 16:38
    Hej,eli_7 smile)) W planach mamy Montreal a gdzie w koncu wyladujemy to sie
    okaze.Lada moment bedziemy skladac dokumenty.Skoncza sie zarty i trzeba sie
    bedzie brac na powaznie do pracy a szczegolnie za.....francuski.Bo ja niestety
    nie mowie po fr.Tzn juz troche mowie ale smiesznie,jak to poczatkujacy wink))Cale
    szczescie,ze mam troche czasu i jestem tutaj,to jakos sie naucze.A i moj
    starszy syn poszedl tu w tym roku do szkoly do I klasy wiec uczymy sie razem.
    Poza tym najbardziej interesuje mnie w Quebecu poziom kosmetyki i
    kosmetologii,bo ja jestem z wyksztalcenia kosmetolog.Tylko kto bedzie mnie tam
    chcial???Z pl dyplomami.Szukalismy na ich stronach internetowych info o rynku
    uslug kosmetycznych to bardzo malo sie dowiedzialam.Ale mam nadzieje,ze w koncu
    poszerze wiadomosci.Pa
    pozdrawiam
  • 19.12.05, 20:45
    Witaj Beata,
    Myślę że masz naprawdę bardzo dobry zawód jak na warunki kanadyjskie. Z tego
    co słyszałam to tutaj kosmetyczki wykonują zabiegi, które w Polsce robią
    dermatolodzy i nieźle zarabiają. Życzę powodzenia.
  • 20.12.05, 13:37
    Czesc Paloma,zaskoczylas mnie bardzo taka wiadomoscia.Mozesz napisac cos
    wiecej,prosze.Bardzo chcialabym pracowac w zawodzie ale mam polskie
    dyplomy.Wiem,ze to troche utrudni moja sytuacje.Powiem ci,ze w PL kosmetologia
    jest na naprawde wysokim poziomie,ale jak potraktuja mnie w Quebecu???A moze
    znasz polskie kosmetyczki pracujace w Quebecu.Interesuje mnie wszysciutko na
    ten temat.Odezwij sie jeszcze,prosze.Pa
    Pozdrawiam serdecznie
  • 20.12.05, 14:01
    Jak masz polskie dyplomy, to nie mam dla Ciebe pocieszajacej wiadomosci...
    Tutaj w CA nie znacza one nic. Czlowiek z wyksztalceniem i doswiadczeniem
    zawodowym cofa sie niejako do etapu jakby konczyl wlasnie szkole podstawowa...
    Jak nie zna sie jezyka, to wskazane jest pojscie do szkoly na nauke tegoz.
    Mozna nie isc, ale wtedy innej pracy niz sprzatanie, wykladanie towarow w
    sklepie, ewentualnie pozniej praca kasjerki - nie dostanie sie...
    Jezeli zna sie jezyk to jest prosciej, bo mozna przetlumaczyc swoje dyplomy na
    ang. i pojsc do highschool, koledzu, na uniwersytet i zapytac jakie przedmioty
    zostana zaliczone na kierunku, ktory nas interesuje, ktory chcemy studiowac. I
    zaczynamy swoje "nowe zycie"...

    Pozdrawiam i zycze optymizmu!

    P.S. Np. tylko na wschodzie CA toleruja dyplomy lekarzy z pl (podejrzewam, ze z
    innych krajow tez), ale tam ludzie nie bardzo chca mieszkac...
  • 20.12.05, 14:11
    To moge pocieszyc sie chociaz tym,ze znam angielski.Na fr mam prawie rok czasu
    do nauki.I jestem urodzona optymistka.
    A propos tlumaczenia,czy orientujesz sie czy dyplomy przetlumaczone we Fr
    badzie trzeba jeszcze raz tlumaczyc w Quebecu czy beda jednak honorowane?
    Pozdrawiam
  • 20.12.05, 14:30
    To masz super, ze znasz jezyk smile
    Ja niestety nie znalam i obecnie, po roku nauki, chodze juz na ostatni level. A
    co bede robila dalej nie mam zielonego pojecia... tzn. mam za duzo pomyslow.
    Po nowym roku mam zamiar isc na uniwerek zapytac co moga mi zaliczyc, zebym
    mogla miec taki sam dyplom tutaj...
    No, ale jestem rowniez optymistka - dlatego jeszcze tutaj jestem smile))

    Niestety nie wiem jak jest z tlumaczeniami z Francji.

    Pozdrawiam! i lece do szkoly.
    a.
  • 20.12.05, 14:38
    Sloneczko,a gdzie Ty dokladnie jestes? Nie bede zbyt wscibska jesli zapytam co
    ukonczylas w PL? I milej nauki zycze,pa,pa.
  • 21.12.05, 03:20
    A propos tlumaczenia,czy orientujesz sie czy dyplomy przetlumaczone we Fr
    > badzie trzeba jeszcze raz tlumaczyc w Quebecu czy beda jednak honorowane?
    >
    Beata! Jesli nie przetlumaczylas jeszcze swoich polskich dyplomow we Francji to
    tego nie rob. Musisz zrobic to juz na miejscu w QC - jest tu takie
    stowarzyszenie tlumaczy przysieglych Ordre des Traducteurs Agrees (cos takiego)
    i tylko ich tlumaczenia sa uznawane przez wszelkie urzedy czy szkoly. Jest
    tutaj 2 tlumaczy jezyka polskiego (ostatnio nawet cos tlumaczylam, robia to
    dosc szybko). Jesli jednak zrobilas juz tlumaczenie we Francji to w OC bedziesz
    musiala je potwierdzic u w/w tlumacza i w ten sposob bedziesz placic drugi raz.
    Nie oplaca sie.
    Niestety nie znam nikogo w Twoim zawodzie tutaj, ale chetnie wybralabym sie do
    kosmetyczki, wiec sie pospiesz z ta przeprowadzka smile)

    Pozdrawiam - Monika
  • 21.12.05, 04:24
    Monika,
    Z tymi tłumaczeniami sprawa wygląda zupełnie inaczej w Ontario, więc w Quebec
    chyba też.
    1) W płn Ameryce i w Wielkiej Brytanii nie istnieje kategoria “tłumacz
    przysięgły”. Tłumacze przysięgli istnieją w Polsce i we Francji, natomiast
    tutaj są organizacje tłumaczy oraz w ramach tych organizacji tłumacze, którzy
    są “certified” i “non-certified”.
    2) Instytucje w Ontario prawie zawsze przyjmują bez problemu tłumaczenia
    zrobione przez tłumacza przysięgłego z innego kraju.
    3) W Ontario jest kilkunastu tłumaczy zrzeszonych w stowarzyszeniu tłumaczy
    ontaryjskich, z tego tylko kilku ma uprawnienia “certified” z polskiego na
    angielski. Jeżeli w Quebec nikt nie jest “certified” w tłumaczeniu z polskiego
    na francuski, to może się zdarzyć, że niektóre stowarzyszenia profesjonalne
    zaakceptują tłumaczenia zrobione we Francji, a odrzucą zrobione w Kanadzie.
    Wiem że to brzmi jak absurd, który trudno pojąć, ale taka jest sytuacja w
    tłumaczeniach z polskiego na angielski. Może w Quebec jest inaczej.
    Mimo tego co napisałam wyżej, to jeżeli tłumaczania jeszcze nie są zrobione i
    nie będą potrzebne do imigracji, to można się z tym wstrzymać do przyjazdu
    tutaj, bo można trafić na instytucję, która będzie wolała tłumaczenie zrobione
    w Quebec przez zrzeszonego tłumacza. Jeżeli natomiast Beata będzie robić
    tłumaczenia we Francji do celów imigracji, to najlepiej będzie jak poprosi
    tłumacza o zrobienie dodatkowych kopii.
    Pozdrawiam.
  • 21.12.05, 18:15
    Paloma!
    1)Wlasnie chodzilo mi o tlumaczy "certified" piszac <<traducteurs agrees>>.
    www.ottiaq.org/
    2)Instytucje w Quebec (ktore np. wydaja prawo jazdy czy robia ewaluacje dyplomu
    w/g standartow prowincji) nie uznaja tlumaczen z zadnego jezyka obcego jesli
    nie ma na dokumencie pieczatki jednego z tlumaczy OTTIAQ. Mozna sobie samemu
    przetlumaczyc, ale OTTIAQ musi potwierdzic (zdzieraja troche mniej wink
    3)Nie ma problemu ze zrobieniem tutaj tlumaczenia z polskiego, jest 2
    uprawnionych tlumaczy wlasnie "certified".
    Do emigracji nie ma wyjscia - trzeba zrobic gdzie sie da.
    Widze, ze sa roznice w wielu kwestiach formalnych pomiedzy ON i QC, ale
    przeciez frankofoni lubia byc odrebni i robic rzeczy po swojemu wink

    Pozdrawiam


  • 21.12.05, 18:57
    Witaj moja imienniczko! wink
    A słyszałaś o tym, że Quebec chce się usamodzielić? Wiem, mawiają o tym już od
    kilku dobrych lat, ale ponoć teraz ta sprawa robi się coraz bardziej możliwa...
    Mój mąż jest zaniepokojony...
    Sprawy emigrancyjne w Quebecku są z tego co wiem trochę bardziej skomplikowane
    niż w Ontario... Pewnie przez to, że wszyscy nowi pchają się do Montrealu...
    Rozumiem, miasto z wszystkich kandyjskich miast najbardziej europejskie, a więc
    tak jakby najbliższe naszemu gustowi... Toronto mi na przykład absolutnie nie
    przypadł do gustu, ale to tylko mój gust... Jedyne, co jest super w Toronto, to
    polska dzielnica... wink
    Najlepsze antidotum na zimowe nastroje to:
    www.scandinave.com/
    Polecam szczególnie czwartki: kobiety płacą połowę ceny wstępu...
  • 21.12.05, 20:34
    Tego mi wlasnie potrzeba smile Nigdy tam nie bylam, moze kiedys sie uda...?
    Co do separacji to mowia o tym od 30-tu lat, wiec to nic nowego. Na razie
    nalezymy do Kanady, choc nie wiem co zrobimy jakby doszlo do tego... Nie ma co
    panikow zawczasu wink
    QC sam sobie wybiera emigrantow, ale jest to z pewnoscia proces szybszy i
    tanszy - dlatego pewnie tyle tu nowych, zwlaszcza z dawnych kolonii francuskich.
    Bywalam wielokrotnie w Toronto, najbardziej lubilam Eaton's Center - jak
    jeszcze istnialo smile
    Z ta polska dzielnica to na serio czy sobie zartujesz? big_grinD

    Pozdrawiam
  • 20.12.05, 21:29
    Wiedzmo, tylko częściowo mogę się z Tobą zgodzić, nie strasz Beaty.
    W przypadku wielu zawodów dyplom z Polski ma takie samo znaczenie jak dyplom
    kanadyjski, i w jednym i w drugim przypadku trzeba jednak uzyskać licencję,
    jeżeli taka jest wymagana. Na ogół żeby uzyskać licencję trzeba zdać egzamin,
    dobra wiadomość dla osób z Polski jest taka, że najczęściej można wcześniej
    dostać przykłady testów z poprzednich lat i materiały do nauki oraz że egzamin
    można zdawać przy pomocy polskiego tłumacza, więc można go zdać nawet nie
    znając angielskiego czy francuskiego. Myślę że tak jest w przypadku
    kosmetyczki, ale na razie nie mam jeszcze na ten temat konkretnych informacji.
    Postaram się coś znaleźć. Acha, przy okazji, z tłumaczeniami z Francji nie
    powinno być żadnego problemu.
  • 20.12.05, 22:20
    Uff,troche mi lepiej smile))Dzieki
    Pa,pa
  • 20.12.05, 23:16
    Nie strasze... to tez moje obecne zycie...
    Ucze sie z ludzmi po roznych szkolach i naprawde ich dyplomy nic nie znacza...
    Mozna je oczywiscie probowac uzyskac, niejako jeszcze raz, tutaj, ale do tego
    potrzeba pouczyc sie jeszcze troche.

    Aby uzyskac licencje (zdac egzamin) trzeba rowniez najpierw pochodzic do
    szkoly, bo jednak kazdy kraj ma swoja specyfike zawodu, terminologie itd.

    Aha! Niektore zawody maja swoje stowarzyszenia i najpierw nalezy udac sie do
    takowego na rozmowe i dopiero oni polecaja jakies szkoly - zeby nie isc w
    ciemno.

    Pozdrawiam!
  • 21.12.05, 03:45
    Wiedźmo,
    W tym co piszesz jest bardzo dużo racji, na pewno pójście do szkoły daje okazję
    dobrego opanowania terminologii i obycia z językiem.
    Jednak różne drogi wiodą do Rzymu, każdy ma trochę inną sytuację i będzie brał
    pod uwagę różne rzeczy podejmując ważne życiowe decyzje.
    Na przykład mieszkająca we Francji Beata ma okazję pracować nad językiem zanim
    przyjedzie do Kanady, może nawet kupić podręczniki do kosmetologii po francusku
    i uczyć się z nich sama, może przygotowywać się do testów na licencję
    (zakładając że w jej zawodzie dzięki egzaminowi uzyska licencję).
    No i trzeba też wziąć pod uwagę sprawy finansowe. Rozważmy dwie sytuacje. 1)
    Po przyjeździe od razu robi licencję i idzie do pracy, zarabia powiedzmy 20
    tysięcy rocznie na rękę. 2) Idzie na dwa lata do szkoły i nigdzie w tym czasie
    nie pracuje.
    W tym drugim przypadku przez 2 lata nie zarabia nic, natomiast wydaje na szkołę
    i podręczniki, powiedzmy, 8 tysięcy. W pierwszym przypadku przez 2 lata
    zarabia 40 tysięcy, nie wydaje na szkołę 8 tysięcy, więc jest do przodu 48
    tysięcy, no i jeszcze w 3 i 4 roku przypuszczalnie ma więcej klientów, lepszą
    pracę, więc już nie zarabia 20 tysięcy, tylko, powiedzmy 30 tysięcy. Więc z
    tego wychodzi że w pierwszej sytuacji jej rodzina ma prawie 70 tysięcy dolarów
    więcej po 4 latach w Kanadzie. Oczywiście jest to tylko bardzo teoretyczny
    scenariusz i nie namawiam nikogo do rezygnacji ze szkoły. Szkoła to bardzo
    fajna rzecz jak się studiuje to co się lubi. W tej pierwszej sytuacji też nie
    musi rezygnować z nauki, tyle że będzie to wymagało samodyscypliny, poza tym
    będzie miała okazję udoskonalać swój angielski w pracy. Jeszcze jedna rzecz
    warta rozważenia to fakt, że w zawodzie kosmetyczki liczy się pewnie nie tylko
    znajomość terminologii, ale też umiejętność rozmawiania z klientem na różne
    tematy, żeby ta osoba chciała wracać do zakładu. Na pewno kontynuacja nauki
    francuskiego na kursach dla zaawansowanych będzie bardzo przydatna.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • 21.12.05, 07:31
    Jakby tak bylo jak piszesz, to moi znajomi po opanowaniu, badz nie, jezyka
    mogliby zdawac testy na licencje w danym zawodzie i byloby po problemie...
    Tylko jakos tak nie jest...
    Nie wystarczy samemu pouczyc sie do ewentualnego testu (wezmy np.lekarzy...),
    ale trzeba miec dokument potwierdzajacy zakonczenie danego kierunku/kursu w
    szkole tutaj na miejscu = uzyskaniu stosownej ilosci kredytow, ktore sa
    potrzebne do ukonczenia tegoz kierunku. Jezeli ma sie dyplom z zagranicy (swego
    kraju) na jego podstawie zostaje zaliczona czesc kredytow . Niektore przedmioty
    trzeba zdac jeszcze raz - na potwierdzenie rzeczywistej znajomosci tematu...

    Pracowalam w pl w zawodzie, ktory byl bardziej skomplikowany niz jest tutaj.
    Mam porownanie, poniewaz obecnie pracuje na identycznym stanowisku jako
    wolontariusz. Jednak nikt nie przyjmie mnie do pracy - pomimo, iz nie mam
    zadnych problemow z rozumieniem i wypelnianiem swych obowiazkow - bez
    zakonczenia szkoly i uzyskania stosownego wyksztalcenia tutaj, pomimo mego
    kilkuletniego doswiadczenia (ktore tutaj niestety sie nie liczy)...
    Ale jestem optymistka i wszystko bedzie ok smile

    Napewno gdybym miala mozliwosc zdania jakichs testow i uzyskania licencji w
    moim zawodzie zrobilabym to juz dawno, jednak nie ma takiej mozliwosci. Trzeba
    tutaj skonczyc szkole...

    Jezeli ktos sie uczy, to nie oznacza, ze ne moze pracowac.

    Pozdrawiam!
  • 21.12.05, 08:48
    Moim zdaniem Wiedźma ma dużo racji, i tu nie chodzi o straszenie kogoś, ale o
    realia, które niestety nie są takie różowe...
    Znam kilka przykładów potwierdzających to...
    Mój teść na przykład jest weterynarzem, w Meksyku miał własną (!) klinikę
    działającą wiele wiele lat, ponoć najlepszą (bo ciągle udoskonalaną) w jego
    milionowym mieście. Przyjechał do Kanady źle poinformowany, i co się okazało?
    Że musiał jeszcze raz przechodzić przez wszystkie egzaminy! Ani studia, ani
    wieloletni staż nikogo nie interesowały, jedyne na co mu pozwolono, to egzaminy
    eksternistyczne... Które kosztują kupę pieniędzy... I żeby było śmiesznie, te
    egzaminy musiał zdawać w innym stanie, niż ten, w którym mieszka, gdyż w
    przeciwnym razie nie mógłby pracować w danym stanie, takie jest prawo, które
    chce przymusić obcokrajowców do zamieszkania w odległych stanach (on z Ontario
    musiał lecieć aż na wschodnie wybrzeże na te egzaminy!). Egzaminów jest
    oczywiście kilka, na co również wypada kilka lat...
    Znajomy farmakolog miał podobne przejścia...
    Dwujęzyczność (francuski i angielski) w zawodzie usługowym w Montrealu jest
    ABSOLUTNYM MUSEM! Wiem, że dużo ludzi potrafi przeżyć w Montrealu ze
    znajomością jednego tylko języka, ale prawda jest taka, że coraz częściej jest
    wymagana dwujęzyczność nawet w mniej skomplikowanych zawodach. Wiem to, bo ja
    również mieszkałam przez jakiś czas w Montrealu, mój mąż nawet 8 lat.
    Wiele zawodów jest zrzeszonych, o tym również należy wspomnieć. Mój mąż jest
    inżynierem (ma magistra) i pomimo uzyskania obu dyplomów w Montrealu NIE MA
    PRAWA podpisywać się jako inżynier (np. podpisując projekty), jeśli nie jest
    członkiem ichnego zrzeszenia. Członkostwo oczywiście sporo kosztuje...
    Jeszcze a propos języka francuskiego: nastaw się na spory szok! wink Język
    francuski w Montrealu to nie ten sam język, którym operujesz we Francji. Ja
    jestem nauczycielką m.in. francuskiego, i gdy po roku pobytu we Francji
    (studiując w Toulouse, a później pracując w Messanges) poleciałam po raz
    pierwszy do Montrealu nie byłam w stanie zrozumieć, co tam do mnie mówią!
    Pocieszałam się tylko tym, że moi znajomi Francuzi, którzy wiedzieli o tym
    wylocie, już mnie trochę uprzedzili, bo oni sami mieli podobne przejścia - i to
    Francuzi, hehe... wink Dużo również zależy od tego, skąd pochodzi osoba, z którą
    rozmawiasz, w Montrealu na ogół nie jest tak źle, ale na przykład były
    współlokator mojego męża pochodził z Chicoutimi (nie przypominam sobie jak to
    się pisze) i za Chiny Ludowe nie dało się go zrozumieć! Wszystkie samogłoski
    dosłownie połykał, co we francuskim jest sporym utrudnieniem... Nawet mój mąż,
    bądź co bądź bardziej obcykany w quebeckim, miał ten sam problem...
    Jednakże, jeśli teraz masz czas na naukę języka, to zrób jakiś kurs, później
    możesz po prostu uzupełnić słownictwo o quebecki, no i wymowę z czasów Ludwika
    XIV, hehe... wink Jeśli przyjeżdzając do Montrealu nie masz pieniędzy na kurs
    językowy i nie zależy ci na czasie, to polecam ci La Maison de l'Amitie, tutaj
    podaję stronkę:
    www.maisondelamitie.ca/
    Kursy nie mają nic wspólnego z indokrynizacją menonitów! Sama sprawdziłam, bo
    chodziłam tam na angielski... wink Kursy te nota bene są prowadzone przez
    woluntariuszy i kosztują grosze...
    Tak więc, widzisz, że są dwie strony medalu, zatem poinformuj się dobrze u
    źródła (czyli w bardziej rzetelnych miejscach), co w twoim przypadku będzie
    potrzebne i nastaw się na ewentualne problemy - jeśli ich nie będzie, tym milej
    zostaniesz zaskoczona, prawda? Oby w twoim przypadku wszystko gładko
    poszło... wink
    Pozdrawiam serdecznie i w razie czego pytaj... wink
  • 21.12.05, 18:30
    > Jeśli przyjeżdzając do Montrealu nie masz pieniędzy na kurs
    > językowy i nie zależy ci na czasie, to polecam ci La Maison de l'Amitie,
    tutaj podaję stronkę:

    Legalni imigranci w QC maja prawo do darmowej nauki jezyka francuskiego, czy to
    przy Ministerstwie Imimgracji (czeka sie pare miesiecy na kurs, ale zwracaja
    pieniadze za np. przedszkole) czy przy Commission Scolaire de Montreal (czeka
    sie pare tygodni).
    Rzeczywiscie francuski tutaj brzmi troche "spiewajaco", ale jesli przyjazdza
    sie z Francji to po tygodniu mozna podobno wszystko zrozumiec wink I jeszcze Cie
    chwala ze masz ladny akcent big_grin

    Pozdrwaiam- Monika
  • 20.12.05, 15:43
    Witaj,
    Nie znam niestety kosmetyczek z Quebec, a moja wiedza na ten temat jest nieco
    chaotyczna i pochodzi z Ontario.
    Rozmawiałam parę miesięcy temu ze znajomą osobą, która pracuje jako agentka
    nieruchomości, bo chciałam się trochę dowiedzieć o tym zawodzie dla koleżanki,
    która chce robić licencję agenta. Własnie ta znajoma mówiła, że nie jest łatwo
    zacząć zarabiać przy sprzedaży nieruchomości, że najpierw sprzedaje się domy
    znajomym i że w przypadku niezamężnej koleżanki, to najlepiej mieć jeszcze
    jakiś inny zawód, bo w nieruchomościach są okresy przestoju, kiedy nic się nie
    zarabia. No i wtedy rozmowa zeszła na to jaki zawód byłby najlepszy i
    najlepiej płatny w przypadku samotnej kobiety w Toronto.
    Znajoma mówiła że gdyby teraz sama miała wybierać zawód dla siebie, to
    wybrałaby właśnie zawód kosmetyczki. Zna kogoś kto po skończeniu kursów zaczął
    zarabiać bardzo dobre pieniądze w tej branży, używając jakiegoś skomplikowanego
    sprzętu, niewiele się na tym znam, ale przypuszczam, że chodzi o obsługę
    sprzętu laserowego, no i ta osoba ma nie tylko bardzo dobry, ale także
    regularny dochód.
    Znam też osobę, która kończyła roczną szkołę dla estetyczek, ale już dawno nie
    miałam z nią żadnego kontaktu. Mówiono jej w szkole, że będzie miała dobry
    zawód, jak ją spotkam, to mogę popytać jak to jest w tej branży.
    Nie mam pojęcia jak to jest z dyplomem z Polski w przypadku kosmetyczki, jakbym
    się coś dowiedziała to napiszę.
    Pozdrawiam z pokrytego śniegiem Toronto, pa.
  • 20.12.05, 17:06
    Bylabym Ci niezmiernie wdzieczna.Bede czekac na wiadomosci od ciebie z
    niecierpliwoscia smile))Pa
  • 19.12.05, 05:30
    To bedzie nas wiecej w Toronto smile
    A gdzie bedziesz mieszkala?

    Pozdrawiam!
  • 19.12.05, 13:57
    co do mieszkania to okaze sie to w tym tygodniu, prawdopodobnie North York, ale
    czekam na zaakceptowanie oferty, wiec trzymaj kciuki. A jezeli nie to moze
    Mississagua (do ktorej nie mam ogromnego sentymentu, ale moze sie przekonam.
    A w ktorej okolicy mieszkasz wiedzma?

    pozdrawiam

    eli
  • 19.12.05, 05:39
    We wrzesniu bylismy 3 dni w Montrealu. Ladne miasto. Jak juz napisala Sylwia -
    z europejska zabudowa. Polozone na wzgorzach (a nie takie "plaskate" jak
    Toronto).
    W porownaniu z Toronto ceny sa nizsze (widzialam), ale i zarobki takze (Agni
    opowiadala). Ceny wynajecia mieszkan sa po prostu smiesznie niskie w porownaniu
    do Toronto (Agni powiedziala jakie sa u nich...)...
    Jest jeden minus - przynajmniej dla mnie - ludziska pala wszedzie! w
    restauracji, hotelu. Nie czuje sie smaku potraw, bo wszedzie pelno dymu,
    o "przyjemnosci" nocowania w okopconym pokoju nie wspomne...

    To chyba tyle wrazen.

    Pozdrawiam!
  • 18.12.05, 16:02
    beata0808 wyslalem Ci list na gazetowy adres.
  • 18.12.05, 16:32
    Hej! Ja mieszkam w Montrealu wink Juz ponad 3 lata i mozna powiedziec ze sie tu
    zadomowilam smile
    Duzo by opowiadac, od czego mam zaczac? smile)
    Od piatku mamy duuuuuzo sniegu wink
    Mozemy sie komunikowac przez priva albo gg (673480)

    Pozdrawiam

    Monika


  • 18.12.05, 16:51
    Rozpisali sie wszyscy na raz wink))))Swietnie,jak mnie to cieszy.Witam Cie
    serdecznie momo!Ja juz od przedwczoraj chyba cale forum czytam(i nawet
    archiwum).Dom i dzieci przez to zaniedbalam wink)Twoje posty tez czytalam)))
    Pisz,Kochana wszystko.Ja wszystko bede jak gabka chlonac i sto razy czytac.
    Duzo Polakow tam mieszka? Ja juz na tylu forach szukalam tam "naszych",ze
    szkoda gadac.Jedna sie do mnie odezwala a potem zniknela.Ja jej chyba nie
    wystraszylam?Ale skoro snieg spadl,to moze ja zasypalo tak wink))
  • 18.12.05, 17:11
    Blondynka jestem jeszcze na forum i jakos sie stalo,ze niedokonczylam pisac i
    sie wyslalo.
    Wracajac do tematu,chyba dobrze ci tam jest skoro do tej pory jestes?Ja sie
    troszke martwie,moze na zapas a moze mam racje,ze trudno mi bedzie znalezc
    prace w zawodzie.Moj M ciagle przeglada internet,czyta ksiazki,szuka kazdej
    przydatnej informacji.Tez najbardziej obawia sie o zatrudnienie.Ale on swietnie
    zna francuski,ten europejskiwink))Smial sie jak na spotkaniu w Marsylii
    prowadzaca kobietka mowila po qubekoizansku.
    Pozniej troszke wiecej napisze bo teraz musze dzieciom cos dac zjesc...w koncu
    mnie zjedza.
  • 18.12.05, 20:29
    Polakow "swiezych" tu nie za wielu, mowi sie ze jest nas tutaj 25-30tys. ale
    nie wiem w/g jakich kryteriow, pwenie licza sie tez osoby pochodzenia
    polskiego. Okolo 100 osob rocznie z Polski dostaje Certificat de Selection du
    Quebec, ale czy wszyscy rzeczywiscie tu sie osiedlaja to nie jestem pewna.
    Jest tu tez kilka Polek na tym forum, jedne na wizie pracowniczej, inne na
    stale. Jak bedziesz chciala to sa tu tez organizacje polinijne, kilka polskich
    sklepow, jakas gazeta.
    Jezyk francuski dobrze jest znac, mozna co prawda bez niego zyc, ale
    latwiej "z" - zwlaszcza jesli pracuje sie w uslugach (no chyba ze mieszka sie i
    pracuje z Polakami). Sa szkoly francuskiego dla emigrantow, sama sie dopiero
    tutaj nauczylam. Moj maz jest co prawda tubylec, ale w domu rozmawiamy po
    angielsku wink Ogladaj jak najwiecej telewizje i sluchaj radia po francusku!
    Bedzie Ci potem o wiele latwiej. Nie wiem w ktorej czesci miasta planujecie sie
    osiedlic, generalnie w zachodniej czesci mieszka wiekszosc anglofonow, na
    wschodzie i polnocy - frankofonow.
    Jesli sie tu przeprowadzicie to na pewno bedzie Ci brakowac ciepla big_grin Wyobrazam
    sobie ze w okolicach Marsylii jest dosc cieplo - tutaj raczej trzeba polubic
    snieg wink
    Czasem wyczuwa sie tu niechec do cudzoziemcow, ale Montreal jest wielokulturowy
    i kazdy to moze znalezc swoje miejsce. Duzo ostatnio przyjezdza ludzi w pn.
    Afryki - latwiej im jest tutaj na starcie, bo znaja juz francuski.
    Nie wiem co jeszcze...
    W kazdym razie wez sie za jezyk, po przyjezdzie bedzie wszystko o wiele
    prostsze!

    Pozdrawiam - Monika
  • 18.12.05, 21:30
    Zaluje,ze nie moge tu chodzic do jakiejs szkoly na nauke jezyka.Zawsze to cos
    wiecej.Ale za to razem z moim starszym synem przerabiam material szkolny
    doslownie od podstaw.Dziecina wystartowal tu do I klasy nie majac pojecia o
    francuskim.Wiec troche juz umiemy.I chcial nie chcial ucze sie tego jezyka,bo
    maz pracuje calymi dniami a tu nieraz sprawy trzeba zalatwic.W domu przewaznie
    bajki w TV ogladam z drugim synkiem albo wiadomosci.I ucze sie roznymi metodami.
    Ale odnosze wrazenie,ze albo ten jezyk taki ciezki albo moj mozg otepialy.Albo
    jeszcze za krotko sie ucze zeby tak od razu oceniac.
    O,ja tu do ciebie pisze a ty na gadu sie pokazujesz.Juz cie mam na swojej
    liscie smile))
    Co do czesci miasta,to zapewne fr.Duzo zalezec bedzie od czynszow,szkoly dla
    starszego syna.Powiedz,czy orientujesz sie ile kosztuje wynajecie 3-4
    pokojowego mieszkania.Oczywiscie,sa rozne dzielnice.I gdzie najlepiej szukac.
    Bedziemy musieli wybrac tez dobra szkole dla syna.

    Duzo ostatnio przyjezdza ludzi w pn.
    > Afryki - latwiej im jest tutaj na starcie, bo znaja juz francuski.
    Przyjezdzaja,bo quebec sciaga frankofonow.Oni to pewnie szoku termicznego tam
    doznaja brrrrr az mi sie zimno zrobilo.Jak tu w tamtym roku spadl snieg to
    sparalizowal ruch na ulicach,a raptem 15 min polezal!!!!Ciekawe czy i w tym
    roku zima ich/nas zaskoczy???
    pozdrawiam
  • 18.12.05, 18:40
    Witaj Beata! Macham raczka z mroznego Londynu.
    A przy okazji mam pytanie: jakie linie lotnicze lataja do Kanady? Czym mozna
    najtaniej tam poleciec (z Londynu najlepiej)?
    --
    Witaj Aniołku! + Czeska Praga
  • 18.12.05, 19:44
    nie wiem czy akurat najtansze ale Air Canada lata do Londynu bezposrednio i z
    Montrealu i z Toroto, i polecam te linie lotnicza. Lecialam i nie czulam sie
    jakbym spedzila za duzo czasu w zatloczonym autobusie..
  • 18.12.05, 19:57
    Witaj Beatkosmile
    Pozdrawiam z mroznego i wietrznego Wiedniasmile
  • 18.12.05, 20:40
    Halo,hej witam Wieden smile)))A u mnie cieplooooooo
  • 18.12.05, 20:39
    Oj,ja ci nie udziele odpowiedzi na to pytanie.Nie orientuje sie,przykro mi.
    pozdrawiam
  • 18.12.05, 22:14
    Od 13 lat w Montrealu= 13 lat w Qc. Dobrze jest, plusy i minusy jak wszedzie, z
    lekarzami roznie bywa, znajomosci sie przydaja, znajomosc francuskiego przydatna
    i ulatwia zycie, ale bez niego tez mozna sie obejsc ( nie polecam), zima zimna i
    sniezna (w pt spadlo 41 cm sniegu w Montrealu), wiekszosc ulic jest juz
    przyzwoicie odsniezona, koszty zycia nie przerazajace, komunikacja miejska
    niedroga i dojezdza prawie wszedzie,wiekszosc szkol podstawowych blisko, o
    jakosci edukacji nie dyskutuje bo moje starsze dopiero zacznie za rok, a sama
    zaliczylam tylko uniwerek, prace mozna znalezc, jest nawet jedna lokalna firma
    kosmetyczna Lise Watier (www.lisewatier.com)

    Tyle na razie, teraz jestem potwornie zajechana, ale po swietach moge
    odpowiedziec na bardziej szczegolowe pytania smile)))

    Wesolych Swiat wszystkim


    ----------------------------------------------------------
    Nie wystarczy szyja, trzeba miec jeszcze glowe na niej...(Zwirek do Muchomorka)
  • 18.12.05, 22:59
    Ag.ni, cieszę się, że się pojawiłaś. Zastanawiałam się, co się z Tobą dzieje, bo
    zniknęłaś nagle z forum, tego i tego drugiego. Wysłałam do Ciebie
    zaniepokojonego maila an priva (nie wiem, czy dostałaś), chciałam już Cię przez
    Wiedźmę szukać, bo Wy macie chyba pozaforumowy kontakt.

    Cieszę się, że to po prostu nawał zajęć i Tobie także życzę wspaniałych świąt smile.
    --
    Support bacteria. They're the only culture some people have.
  • 20.12.05, 13:53
    Czesc,dzieki za odzew.Po swietach zasypie Cie pytaniami nie gorzej jak snieg
    Was zasypal wink))Dziekuje za stronke firmy ))) I Wesolych Swiat zycze pa pa
  • 19.12.05, 20:38
    Ja bym nie wybrała Air Canada.
    Znajoma pojechała latem na wycieczkę do Europy z małym psem tymi liniami.
    Kilka dni przed wylotem pojechała na lotnisko upewnić się, że kupiła właściwą
    torbę do przewozu psa w kabinie pasażerskiej. Na lotnisku powiedziano jej, że
    torba jest dobra i że wszyscy takich używają. Gdy nadszedł dzień wylotu,
    pracownik Air Canada powiedział jej, że torba nie jest dobra i że nie zostanie
    wpuszczona na pokład ! Okazało się, że wszystkie linie oprócz Air Canada
    zaakceptowałyby tę torbę. Znajomej udało się kupić ostatnią odpowiednią torbę
    w sklepie na lotnisku, dzięki czemu wycieczka doszła do skutku. Podczas lotu
    okazało się, że jest zabronione dać psu nawet odrobinę wody. Załoga była
    niemiła, a pilot oszturchnął mocno znajomą przy wyjściu i był ordynarny, gdy
    powiedziała, że nie była zadowolona z usług Air Canada.
    Natomiast osoby podróżujące innymi liniami, również lotem, nie miały takich
    przygód.
    Przypominają mi się również sceny koczowania na lotnisku pokazywane w
    telewizji, gdy Air Canada strajkowała, chociaż wcześniej mówili że strajku nie
    będzie…

    Ja przyjechałam do Toronto po raz pierwszy Air Transatem, była to najtańsza
    linia jaką znalazłam. Gdy dotarłam na lotnisko w Londynie i zobaczyłam
    pasażerów Air Transatu to trochę się wystraszyłam, bo nie tak sobie wyobrażałam
    kanadyjski tłum. Myślałam że spotkam elegancko ubranych ludzi, a tam stał
    tłumek w szortach i T-shirtach. Więc w czasie lotu trochę się bałam, że
    wybrałam jakąś podrzędną linię i że podróż zamiast w Toronto może się zakończyć
    w falach Atlantyku. Ale wszystko skończyło się dobrze. Pilot wylądował po
    mistrzowsku i dostał brawa, a znajomi w Toronto powiedzieli mi, że Air Transat
    to całkiem szanowana linia.
  • 19.12.05, 20:52
    Zapomniałam dodać, że na miejscu okazało się, że szorty i T-shirt to tutaj
    niemal obowiązujący strój latem, więc ci ludzie co lecieli Air Transatem
    wyglądali po prostu jak zwyczajni ludzie na ulicy.
    A co do Air Canada, to od niedawna w ogóle przestali zabierać psy na pokład w
    lotach do Europy.
  • 20.12.05, 17:54
    Pozdrawiam z Toronto.

    Air Transat ma opinie bardzo 'ciasnego' przewoznika. Fotele sa tak ciasno
    ustawione, ze nie ma gdzie nog postawic. No coz, kazdy ma inne preferencje,
    jeden woli wygode, drugi dobre jedzenie (czy jest w ogole linia ktora dobrze
    karmi????) trzeci woli konkurencyjne ceny a jeszcze inny chce latac bez
    przesiadek.
  • 19.12.05, 22:03
    Ja osobiscie polecam holenderskie linie KLM. Naprawde dbaja o pasazerow.
    Jedzonko maja dobre. Dokarmiaja b.czesto - az bylam zdziwiona. Podobnie z
    napojami. Co jakis czas stewardesa przychodzi pytac czy wszystko ok czy czegos
    nie potrzebujesz. Piloci czesto opowiadaja cos pasazerom - np. co jest w danym
    momencie na dole, jakies ciekawostki itp. Lecialam pierwszy raz, ale naprawde
    bylam bardzo zadowolona z obslugi.
    Moj M. latal KLM i ma identyczne odczucia jak ja smile
    Raz lecial jakimis innymi liniami (nie pamietam, ale chyba Lot-em) i pozniej
    tylko KLM.

    Nie sa zle angielskie linie British Airways. Znajoma leciala wlasnie z Londynu
    do Toronto i byla zadowolona.

    Nie polecam (relacje kilku znajomych) Lot-u... Daja malo i niezbyt dobrze
    (znajoma zaliczyla zatrucie..) jesc - wskazane jest wziac kanapki. W samolocie
    bylo zimno. To opinie kilku moich znajomych.

    Pozdrawiam!
  • 19.12.05, 02:53
    Pozdrawiam z Torontosmile Montreal piekne miasto, wybralismy sie tam w lecie w
    weekend. Starowka bardzo mi przypomniala miasta europejskiesmile
    S.
    --
    Dolce vita!
  • 19.12.05, 23:21
    co do lotu to kiedys Air France mialo specjalne ceny biletow dla tych co leca
    do Quebecu (wiza emigracyjna)do tego lataja 2 razy dziennie smile.
    KLM lecialem do Montrealu i dobrze zostalem obsluzony .Tak jak Wiedzma pisala
    pilot mowil co teraz bedzie nad nami(Belfast)..
  • 20.12.05, 17:34
    Dzieki,juz tam zagladamsmile))
  • 21.12.05, 16:59
    Witam,
    Zajrzałam na stronę internetową www.labourmarketinformation.ca (oficjalna
    strona tutejszego urzędu pracy). Poniżej podaję namiar na stronę z informacjami
    o esthetician (wygląda na to, że to jest tytuł kosmetyczek tutaj), jeżeli się
    nie wyświetli to można zakreślić na niebiesko, wcisnąć Ctrl + c, a potem wejść
    np na Google i przycisnąć Ctrl + v, żeby to skopiować w odpowiednim miejscu.
    Można tę stronę czytać i po angielsku i po francusku (u góry można zmienić
    język). Jest tu trochę informacji o tym zawodzie i zarobkach, niestety
    większość informacji dotyczy tylko Ontario.

    www.labourmarketinformation.ca/standard.asp?ppid=95&lcode=E&prov=35&gaid=9219&occ=6482&search_key=1&search_type=1&prov_2=24&
    gaid_2=25154&all_key=1&other_related_info_key=0&local_key=0&provincial_key=0&nat
    ional_key=0&job_desc_key=1&essential_skills_key=1&nature_work_key=1&example_titl
    e_key=1&main_duties_key=1&empl_requirement_key=1&skill_requirement_key=1&additio
    nal_info_key=1&term_condition_key=1&indicator_key=0&other_related_occupation_key
    =1&emp_prospect_key=1&wage_key=1&union_key=0&training_key=1&blnCheckBox=1

    Nie ma, niestety, jasnych i konkretnych informacji dotyczących zdobywania
    licencji, poza tym żeby pytać w szkołach. Być może Wiedźma i Monika mają
    rację, że skończenie szkoły będzie nieuniknione. Wygląda na to, że trzeba
    będzie bardzo dokładnie zapoznać się z sytuacją i z całym systemem, żeby móc
    podjąć odpowiednie decyzje.

    A to druga rządowa stronka dotycząca tego zawodu, też można czytać po angielsku
    i po francusku.

    www.rcsec.org/servlet/ContentServer?cid=1106739781705&pagename=CBSC_FE%
    2Fdisplay&lang=fr&c=GuideHowto

    Pozdrowienia.
  • 24.02.06, 20:52
    Pragne bardzo goraco przeprosic Was wszystkich za moja tak dluga nieobecnosc na
    forum.Duzo sie na to zlozylo:najpierw choroba dzieci,pozniej moja,liczne sprawy
    urzedowe i rodzinne,w koncu padl nam internet i znow grypa zoladkowa u
    wszystkich po kolei...opadlam z sil pewnego dnia.Mam troche luzu teraz i
    zorganizowalam sie lepiej wiec bede znow pojawiac sie tu w miare
    regularnie.Jesli ktos tu jeszcze zajrzy bede bardzo wdzieczna.
    Bardzo mi zalezy na utrzymaniu kontaktu z Wami i kazdy post niezmiernie mnie
    cieszyl.Wroccie tu,prosze!
    Pozdrawiam Was wszystkich goraco.
  • 26.02.06, 14:25
    Witam smile))U mnie duzo zmian na lepsze.Z ciezkiej i dlugiej walki z tutejszymi
    wirusami wyszliszmy w koncu wygrani ale wykonczeni.Nauka francuskiego idzie
    calkiem niezle,mam coraz wiecej znajomych i szykuje mi sie praca!
    Czekamy tez na odpowiedz w sprawie emigracji.
    Skonczyly sie ferie w szkole syna i od jutra znow zaczna sie obowiazki.
    Na razie tyle.Pa pa
  • 21.12.05, 18:42
    Beata, na tej stronie sprawdz sobie czy Twoj zawod jest na liscie
    zawodow "licencjonowanych". Jesli nie to masz szczescie big_grin

    Widze, ze kobitki na forum wspolnymi silami ulozymy Ci zycie na emigracji smile

    Pozdrawiam - Monika
  • 25.02.06, 17:23
    Rozmawiałam w międzyczasie z kosmetyczką pracującą w Toronto. Mówiła że w
    dobrym salonie kosmetyczka wyciąga drugą pensję z napiwków, czyli zarabia dwa
    razy tyle niż w tych statystykach, które ci kiedyś wysłałam.
  • 31.03.06, 09:49
    Dziekuje serdecznie Paloma.Slowo daje,ze bylam przekonana,ze odpisalam na twoj
    post od razu po przeczytaniu.A tu plama.Dopiero teraz dziekuje smileOdezwij sie
    jeszcze jesli masz czas i ochote,pa
    pozdr

  • 04.05.06, 09:42
    podbijam ten watek poniewaz sa na forum 2 nowe dziewczyny z Quebecu smile

    witajcie ja_karola i babiana smile
  • 04.05.06, 15:03
    Ja_karola wlasnie poleciala do pracy.ja jestem ta mamcia, ktora wczoraj tak
    niezle opisala.Ciekawych rzeczy mozna dowiedziec sie z tych postow.Przede
    wszystkim witaj Sylwku i Beato. podaje ci namiary na ewaluacje dyplomow.Tel.
    (514)864 9191,adres 800 blv. de Maisonneuve Est, 2e etage, Montreal.najlepiej
    zadzwon i poinformuja cie dokladnie co masz zrobic.Jako kosmetyczka bedziesz
    miala duzo pracy. Na poczatku mozesz sobie otworzyc swoj zaklad w domu. Jest to
    tutaj powszechne. Sama znalam taka pania Polke(niestety nie zyje) przez lata
    miala u siebie w domu zaklad i liczyla pol ceny oficjalnej.Robila oczyszczanie
    twarzy, maseczki, woskowanie i.t.d Jesli jestes dobra to mozesz liczyc na to,
    ze przysle ci duzo klientek. A potem to juz jedna pani drugiej pani i nie
    bedziesz mogla sie wyrobic.Jak zrobisz uprawnienia to bez problemu poradzisz
    sobie ze znalezieniem pracy lub otworzysz zaklad oficjalnie. Jak bedziesz
    wynajmowala mieszkanie to licz sie z taka ewentualnoscia.Immigration Quebec
    wysle cie na kursy francuskiego.Wiem, ze sa za darmo i jeszcze Ci placa za to
    ze sie uczysz. Nie wiem dokladnie ile, ale okolo 400 dol. mies.Potem mozesz
    brac rozne kursy przyuczania do zawodu Tez placa za branie ich. Moze sa rowniez
    kosmetyczne.Znalam osoby, ktore braly najrozniejsze kursy komputerowe, biurowe,
    ksiegowe i.t.d. W La Maison D'amitie moja znajoma jest ksiegowa. To na razie na
    tyle pozdrowienia
  • 04.05.06, 17:00
    witam Mame Karoli smile
    babiana tez znalem taka osobe . Ona pracowala jako fryzjerka ktora jezdzila po
    domach spokojnej starosci ,miala tyle klientow ze sie czasami nie wyrabiala smile.
  • 08.05.06, 18:02
    (514)864 9191,adres 800 blv. de Maisonneuve Est, 2e etage, Montreal.najlepiej
    > zadzwon i poinformuja cie dokladnie co masz zrobic

    Robilam ewaluacje dyplomu w grudniu i jezdzilam na Cremazie (niedaleko stacji
    metra) - chyba ze sie ostatnio cos zmienilo? To zreszta szczegol, po
    przyjezdzie zadzwonisz i sie dowiesz gdzie to robia.

    > wysle cie na kursy francuskiego. Wiem, ze sa za darmo i jeszcze Ci placa za
    >to ze sie uczysz. Nie wiem dokladnie ile, ale okolo 400 dol. mies.Potem mozesz

    Tak, tylko na takie kursy czeka sie z 6 miesicy bo duzo jest chetnych. Te 400
    dolcow na tydzien placa tylko tym ktorzy nie maja zadnego dochodu w rodzinie
    (jesli wspolmalzonek pracuje to zwracaja tylko za przedszkole + z
    35/tygodniowo).
    Lepiej juz chyba zapisac sie na kursy francuskiego przy CSDM.
  • 04.05.06, 17:54
    Ja tez taka znalam, ale ona zrobila roczny kurs fryzjerski w takiej szkole
    zawodowej i po godzinach pracy czesala znajomych u siebie w domu.Na pewno sa
    tez takie kursy kosmetyczne.Co do kosmetyczek to przypomnialam sobie, ze znalam
    kiedys Polke ktora pracowala w salonie fryzjerskim w hotelu Sheraton jako
    kosmetyczka. Poza tym moja przyjaciolka robi sobie paznokcie u Polki, ktora ma
    swoje stanowisko w renomowanym zakladzie fryzjerskim. Poprosze ja aby zapytala
    ja o szczegoly jej kariery,Moja przyjaciolka(nie Polka) ma fiola na punkcie
    swoich paznokci i biega do niej co tydzien.Bardzo sobie ja chwali i bez przerwy
    pyta mnie o jakies polskie slowa aby skonfrontowac je z ta manikiurzystka.
  • 04.05.06, 21:07
    Mnie tez pytali o polskie slowa kiedy bylem w Montrealu smile
  • 04.05.06, 23:12
    Niesamowicie sie ciesze,ze moge przywitac sie z nowymi osobami.Bardzo mi
    milo smile))Sylwku,dziekuje ze tu jestes i wszystkim sie tak swietnie
    opiekujesz smile)
    Bardzo dziekuje za tyle ciekawych informacji.Przez moment watek
    troche "zaslabl" a ja nie mialam glowy do udzielania sie tutaj.Musze w koncu
    lepiej sie zorganizowac i poswiecic wiecej czasu na to rewelacyjne forum.
    Poza tym czas szybko leci a ja niedlugo wyladuje w Quebec...
    W miedzyczasie rozmawialam z kosmetyczka z Montrealu.Dowiedzialam sie duzo i
    nic.W zwiazku z moim wyksztalceniem mam tyle pytan i watpliwosci,ze juz moj
    wrodzony mega-optymizm troche oslabl wink
    Bardzo sie ciesze,ze dzieki temu forum mam mozliwosc poznania
    nowych,fantastycznych i pomocnych ludzi.Od jutra przeorganizuje sie tak,zebym
    miala czas pisac tu duzo,ciekawie i na temat...nie tak jak ostatnio,tylko z
    doskoku wink)
    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i dobranoc smile
  • 05.05.06, 00:26
    Nie trac optymizmu.Masz dobry zawod.Tutaj kobiety bardzo dbaja o swoj
    wyglad.Dowiem sie w tej szkole o ten kurs dla kosmetyczek. Jest niedaleko
    mojego domu.Wiem, ze to jest szkola panstwowa i duzo taniej kursy tam kosztuja
    poniewaz jest dofinansowana przez rzad Quebeku. Jak zaczniesz chodzic na kurs
    francuskiego to poznasz tyle potencjalnych klientek, ze nie bedziesz wiedziala
    gdzie rece wlozyc.
  • 05.05.06, 09:21
    beata0808 trzymaj sie smile
  • 07.05.06, 12:03
    Dziekuje bardzo.I jak tu tracic optymizm i wiare przy Was ???
  • 05.05.06, 17:29
    Przepraszam, że zwracam się tak bezpośrednio, ale z wcześniejszych wypowiedzi
    wynikało, że mieszkasz w Toronto i chodzisz od roku na zajęcia z języka,
    natomiast ja sama niedługo tam pojadę, myśle że nic się nie zmieni wink, no cóż
    narazie się wybieram.
    Chciałam zapytać jak wyglądają w praktyce darmowe lekcje angielskiego, jak
    często są zajecia, mnie się marzy na początek codzienna szkoła języka ale nie
    wiem czy to realne czy musiałabym ją sobie sama zafundować. Od kiedy mam do
    tych kursów prawo, zakładając że wyjadę na wizie turystycznej i pobiorę się z
    obywatelem Kanady i dopiero zacznę starać o innną wizę. Czy mam prawo do
    innych darmowych kursów, np. zawodowych, (słyszałam że można tylko wybrać albo
    język albo kurs zawodowy) czy kursu francuskiego, który znam dość dobrze w
    przeciwieństwie do angielskiego sad

    Pozdrawiam wszystkie Nowokanadyjki smile
  • 10.05.06, 21:47
    Nie zagladam na ten watek, bo nie jestem z Quebec... Dopiero Sylwek wyslal mi
    inf., ze mam pytanie. Trzeba bylo mailikiem...

    Praktycznie nie masz prawa do szkoly i pracy bedac na wizie turystycznej. Masz
    prawo do opieki medycznej - jak kazdy - w tzw. "work-in-clinic". Do innej
    niestety nie. Ale te kliniki sa bardzo dobre - w razie czego robia wszystkie
    badania itp.

    Jezeli chcesz chodzic do szkoly i uczyc sie angielskiego, to mozesz, ale musisz
    sobie sama za nia placic. Jedna godzina kosztuje ok.$7. Nie wiem jak jest z
    innymi kursami, ale to juz tzw. kredyt kursy (highschool). Angielskiego ucza w
    dwoch programach LINC i ESL. LINC to tzw. basic, a ESL jest na wyzszym poziomie.

    Z tego co wiem, to jedna szkola dla doroslych przyjmuje osoby, ktore sa w
    trakcie zalatwiania dokumentow. Ale jedynie pod warunkiem, ze maz/zona ma
    obywatelstwo kanadyjskie. W szole trzeba pokazac swiadectwo slubu, dokument
    nadajacy obywatelstwo wspolmalzonkowi i jakis swoj dokument.
    Ja na poczatku placilam za szkole, poniewaz dostawalam "swira" po 3 tyg.
    siedzenia w domu i musialam isc.
    Wszyscy, ktorym mowilam, ze chodze do szkoly pomimo, ze nie mam dokumentow
    bardzo sie dziwili, bo szkoly nie przyjmuja ludzi w trakcie zalatwiania papierow...
    Aha! Zajecia trwaja: Level 1-3 od 9am-1pm, level 4-5 9am-2.45pm.

    Pozdrawiam!
  • 10.05.06, 22:19
    Dziękuję za odpowiedź Wiedźmy i pomoc Sylwka.

    Właśnie o tym myślałam, że dostanę świra siedząc w domu wink a jak mam tak
    siedzieć przez cały czas załatwiania papierów (z tego co znalazłam 6 miesięcy)
    to się zastanawiam czy nie lepiej przeczekać to w Polsce, uczyć się w szkole,
    pracować itd
    7$ to nie tak dużo, nie wiem czemu szukając szkół na internecie widziałam dużo
    droższe. Czy mam rozumieć że zajęcia są codziennie?

    Bedąc na wizie turysycznej zawsze miałam wykupione ubezpieczenie zdrowotne
    jeszcze w Polsce. Nigdy nie słyszłam o "work-in-clinic".

    Dzięki za podpowiedzi, zawsze to trochę jaśniej smile
  • 10.05.06, 22:47
    Chyba nie napisalam, ze to $7 za godzine... Zajecia sa 5 dni w tyg.

    Skoro bedziesz w Toronto, to przeciez bedziesz mogla chodzic do szkoly po
    slubie... Napislam to.
    Chyba, ze planujecie slub za kilka m-cy, rok, to naprawde "zdziczejesz" w domku...
    Jakbys znala jezyk moglabys isc od razu do college-u, na uniwersytet, czy na
    jakies kursy... Ale to jest juz platne dla wszystkich.

    Trzeba miec wykupione ubezpieczenie, gdy nie ma sie prawa do tutejszego
    (tutejsze dostaje sie 3 m-ce po otrzymaniu prawa na pobyt staly) - jak to mowia
    - strzezonego...
    Polecam wykupienie ubezpieczenia tutaj (przyszly maz moze to zrobic), bo w razie
    czego jest szansa na to, ze pokryja koszty leczenia. Z firmami z PL trzeba sie
    dlugo "naciagac"...

    Pozdrawiam!
  • 11.05.06, 09:15
    Znam dobrze francuski i w tym języku mogłabym studiować ale to chyba w Ontario
    niemożliwe.
    Natomiast angielski mam na poziomie 1,5 roku nauki.

    Zrozumiałam, że jest jedna szkoła która przyjmuje wcześniej, zanim załatwi się
    wszystkie papiery, jak jedna to pewnie trudno się dostać i kolejki wink Wiesz
    może jaka to szkoła i gdzie szukać informacji.
    Jeśli ślub to od razu, ja mogłabym być w związku bez ślubu ale chodzi właśnie o
    papiery.

    Kiedyś sprawdzałam uniwersytety, są inne ceny dla Kanadyjczyków a inne dla
    obcokrajowców wink

    Pozdrawiam,
    Może nie powinnam zajmować miejsca na wątku o Quebec.
    Jeszcze raz dziękuję za pomoc i twój czas.

  • 11.05.06, 13:36
    Kolejek do szkoly nie zaobserwowalam (pesymistka z ciebie...), no chyba ze przed
    sala w ktorej prowadza testy/przyjecia w kazdy wtorek i czwartek, bo przechodze
    obok niej codziennie.

    A co oznacza poziom angielskiego >>na poziomie 1,5 roku nauki<<? Ja ucze sie 6
    semestr, co wlasnie daje ok 1,5 roku i uwazam ze siedze w szkole wlasnie za duzo
    o ten 6 semestr... Nudze sie straszecznie, ale teraz juz jest za pozno na
    pojscie do koledzu...

    Co do cen w uniwerkach i koledzach, to rzeczywiscie roznice w cenach sa
    kosmiczne... ok. czterokrotnie wyzsze... Ale jak bedziesz miala PR to liczysz
    sie jak "tutejsza" smile
  • 11.05.06, 14:46
    Co do pesymizmu wink chyba nie, chcę się tylko przygotować na różne
    scenariusze wink Ktoś tam wcześniej pisał, że do szkoły w Quebec gdzie płacą za
    to że się chodzi są długie zapisy i terminy oczekiwań i jeszcze inne warunki do
    spełnienia.

    Co to oznacza to 1,5 roku nauki? Chyba bardzo podstawowy poziom, jak nie
    zdawałam egzaminu to trudno mi określić. Uczę się od lutego 2005 najpierw dwa
    razy w tygodniu, teraz 3 razy. Oczywiście miałam przerwy na wakacje (b.długie)
    więc to napewno nie jest taki poziom jak 5 razy w tygodniu. Poziom podstawowy.

    Z tego co piszesz wynika, że semestr to kwartał, tak? Zawsze liczyłam semestr
    jako pół roku. Czyli uczyłaś się 1,5 roku, wszystko pewnie też zależy jaki masz
    poza szkołą kontakt z językiem.
    Czy w tych szkołach są jakieś uznawane egzaminy? Czy to już trzeba samemu
    załatwiać?

    Zamierzasz iść do koledżu? Czy przyjęcia są raz w roku?
    Cały czas się zastanawiam jak to wszystko planować i aż mnie głowa od tego
    boli wink
  • 11.05.06, 18:31
    Tutaj nie spotkalam sie z semestrami polrocznymi. Na ESL semestry sa
    11-tygodniowe. W highschool-kredyt kursy trwaja 8 tyg. W college trwaja 8 tyg.,
    16 tyg. Po prostu wszystko zalezy od kursu jaki chcesz wziac - nie od szkoly, bo
    nawet w szkolach sa rozne programy, ktore takze trwaja bardzo roznie.

    W sumie ucze sie 16-ty miesiac. Skonczylam 6 leveli - tyle bylo w tej szkole.
    Ponoc jest na wysokim poziomie (nie mowie ze nie, bo nie umialam nic, a teraz
    moge sobie podyskutowac smile poczytac itp). Skonczylam kurs przygotowujacy do
    TOEFL-a. Teraz jestem na kursie "mowienie i sluchanie". Beznadziejnym zreszta,
    bo poziom jest jak na levelu 2...
    Oprocz szkoly, sklepu, tv nie mam kontaktu z jezykiem... Niestety...

    Na wakacjach jest cos takiego jak "letnia szkola". Trwa 4 tyg. - lipiec.

    >> Czy w tych szkołach są jakieś uznawane egzaminy? Czy to już trzeba samemu
    >> załatwiać?
    Co chcesz przez to powiedziec? Co chcesz zalatwiac?

    Przyjecia do college sa na kazdy semestr.

    Pozdrawiam!

    P.s. A gdzie ty w ogole teraz mieszkasz?
  • 11.05.06, 23:45
    Teraz mieszkam w Krakowie. Potem Mississauga.

    Zastanawiałam się czy te kursy kończą sie przydatnym egzaminem czy muszę go
    szukać i opłacać gdzie indziej, jak ten TOEFL chyba przydatny do starania się
    na studia.

    Pozdrawiam,
  • 12.05.06, 01:52
    TOEFL jest egzaminem panstwowym i mozna go zdac jedynie w wyznaczonych miejscach
    - m.in. na uniwerku.
    Chyba nie myslisz ze za $25, ktore zaplacisz za szkole zdasz rowniez TOEFL-a...

    Pozdrawiam!
  • 12.05.06, 08:12
    Ja nie myślę wink ja pytam.

    Pozdrawiam, miłego wekendu
  • 12.05.06, 08:38
    Dzieki smile wzajemne

    Do weekendu mam jeszcze dzien wink))
  • 12.05.06, 14:31
    grandbleu napisała:

    > Teraz mieszkam w Krakowie. Potem Mississauga.

    Hej, nie wczytywalam sie za bardzo w watek, jako, ze nie jestem z Quebec a
    wlasnie z Mississuaga. Bedziemy wiec sasiadkamismile
  • 12.05.06, 16:13
    No właśnie rozpanoszyłam się na wątku o Quebec wink

    Bardzo mi miło, wprawdzie nie wiem kiedy to nastąpi, ten rok czy przyszły czy
    się nie rozmyślę wink ale i tak mi miło.
  • 12.05.06, 17:54
    Oj chyba sie jednka nie rozmyslisz. Bo jak w gre wchodzi milosc zycia to chyba
    nie mozna sie po prostu rozmyslicsmile
  • 13.05.06, 17:28
    Nie wiem skąd to wiesz wink ale tak jest to jest miłosć mojego życia. Do tej pory
    największa, i może mi się już nic takiego nie zdarzyć.

    Pozdrawiam,
  • 13.05.06, 17:47
    grandbleu to zycze szczescia w zyciu osobistym smile
  • 14.05.06, 00:18
    Skad to wiem? Przeciez nie wymyslilam sama. Byc moze zle sie wyrazilam, w
    kazdym razie gdzies pisalas, ze zycie bez tej osoby straciloby sens (czy cos w
    tym stylu) wiec tak myslalam.....
  • 14.05.06, 13:36
    Przepraszam, nie chciałam cię urazić, wcale źle się nie wyraziłaś, przeciwnie
    to co napisałaś sprawiło mi przyjemność.
    Ja już taka jestem, niby dyskretna i nic o sobie nie mówię, a potem robię
    maślane oczy wspominając coś o nim mimochodem i bardzo sie dziwię że wszyscy
    wiedzą wink

    Pozdrawiam,

    Bardzo dziękuję Sylwek za życzenia, dla Ciebie też najlepsze smile
  • 22.05.06, 16:15
    Wiedźmo, czy możesz podać mi jakieś namiary na tą szkołę która przyjmuje przed
    załatwieniem papierów? Adres lub nazwę, coś żebym ją znalazła na necie?
    Dzięki,
  • 25.05.06, 08:13
    Czy nie napisalam (kilka razy), ze chodze do niej?
    Co chcialabys jeszcze wiedziec?

    P.S. Komputer popelnil mi samobojstwo ponad tydzien temu, pozniej byl long weekend itp... Nadal nie jest ok... Czekam na informatyka, bo z pewnymi sparawami nie daje rady.
  • 25.05.06, 22:43
    Nigdzie nie widziałam adresu ani nazwy tej szkoły, może jest jakoś niewidoczny
    dla mnie.

  • 26.05.06, 03:27
    Nie powiedzialam, ze podalam adres i nazwe (nigdy tego nie robie publicznie...), tylko ze mowilam, ze chodze do niej i podalam ci wszelkie informacje...
  • 26.05.06, 12:34
    A niepuplicznie na maila mogę prosić?,
    Napisałam ci kedyś maila w tej sprawi ale może zginął.

    Zalezy mi na tym bo nie wiem czy siedzieć w Polsce i stąd załatwiać wszyskie
    papiery czy jechać i załatwiać będąc tam. Ale będąc tam bez dochodów...
  • 26.05.06, 12:44
    grandbleu a masz wize do Kanady?


  • 26.05.06, 13:15
    Mam turystyczną, byłam tam już.
  • 26.05.06, 13:30
    ok,zycze dobrego wyboru smile
  • 26.05.06, 13:50
    Dzięki, strasznie jesteś sympatyczny, pamiętam jak wieki temu pytałam coś na
    innym forum o wizę do USA, jakiś Sylwek mi odpowiedział bezinteresownie i
    pomocnie. To chyba byłeś ty smile

    Miłego dnia.
  • 10.05.06, 16:23
    up
  • 10.05.06, 20:44
    Moze wyslij maila do Wiedzmy
  • 12.05.06, 17:25
    Grandbleu, to sa walk-in-clinic, a nie work-in.To sa kliniki, w ktorych nie
    musisz zamawiac wizyty u lekarza.Po prostu idziesz tam jak cos ci dolega,
    odczekasz swoje i dostaniesz recepte. Nie polecam poniewaz przewaznie pracuja
    tam konowaly, ktore widza pacjenta tylko jeden raz. nastepnym razem jak sie
    udasz juz inny lekarz cie przyjmie. Dzialaja troche podobnie do pogotowia
    ratunkowego.Moja kolezanka jest lekarzem w takiej walk-in i sama mi odradzala
    korzystania z ich uslug.
  • 13.05.06, 18:56
    Nie wiem jak to wyglada z twego doswiadczenia, ale pomogli mojemu M (mial juz
    citizen - zeby nie bylo, ze to miejsce tylko dla bezdomnych i biednych...) jak
    mial problem z woreczkiem zol., pozniej z kamieniami w nerce... Jak czlowieka
    "lapie", to jedzie po pomoc gdzie ma najblizej. W clinice zrobili mu potrzebne
    badania od reki i pomogli.
    Ostatnio moja ciocia (urodzona tutaj i wychowana w kanadyjskim srodowisku)
    rowniez chodzila do takiej kliniki po pomoc. Zroblili jej wszystkie badania.
    Aha! miala problem z sercem.

    Tak, ze jak widzisz - nie mozna uogolniac... Moze akurat miejsce gdzie pracuje
    twoja znajoma z tymi "konowalami" to jakas beznadziejna klinika...
    Swoja droga nazywanie ludzi, ktorzy studiowali ponad 6 lat, non stop musza sie
    doksztalcac, zdawac przerozne egzaminy, byc "na fali" - "konowalami" to dla mnie
    jest deko nie na miejscu... Jakby byli "konowalami", to podejrzewam, ze juz
    dawno nie pracowaliby w zawodzie.
    Ale to jedynie moje refleksje...

    Pozdrawiam!

    P.S. Porownujac opowiesci znajomych o przezyciach na emergency i w
    walk-in-clinic musze stwierdzic, ze w takiej klinice opieka jest lepsza i
    szybsza. Co jednak w naglych przypadkach ma duze znaczenie...


  • 14.05.06, 00:05
    Ciesze sie wiedzmo, ze masz pozytywne doswiadczenia z klinika walk-in.Ja nigdy
    nie korzystalam z ich uslug, tak ze polegam na twojej opinii.Co do konowalow
    zdania jednak nie zmienie.Jest ich bardzo wielu.Obys tylko miala to szczescie i
    nigdy nie spotkala takowego na swojej drodze. Fakt, ze ktos skonczyl studia nie
    znaczy, ze jest dobry w swoim zawodzie. Mamy rowniez kiepskich ekonomistow,
    inzynierow pomimo, ze wszyscy oni sa rowniez po studiach.Tak sie zlozylo, ze
    pochodze z rodziny lekarskiej.Moj ojciec bardzo czesto tak okreslal swoich
    niedouczonych kolegow.Czego ja sie nie nasluchalam w domu jak razem dyskutowali
    z matka na temat owych konowalow. Medycyna polega na uczeniu sie przez cale
    zycie ale wielu po skonczeniu studiow za czesto do ksiazek juz nie zaglada.
    Kiedy jednak pewnego dnia zapytalam mego ojca czy zeznawalby w sadzie w
    przypadku ewidentnego zaniedbania powiedzial, ze nigdy w zyciu nie obciazylby
    zarzutami swojego kolegi. To jest zamkniety klan i trudno dobrac sie im do
    skory. W Kanadzie rowniez znajdziesz wielu nieukow czesto leni, ktorym zalezy
    glownie na przeciagnieciu karty.Ja jestem ofiara takiego konowala i to, ze zyje
    graniczy z cudem.Pozniej dolaczyla jeszcze jedna konowalka bardzo utytulowana,
    ktora wyprawilaby mnie na tamten swiat gdybym nie wyslala swoich cdromow z
    moich ctscanow do Polski. Profesor w Polsce myslal, ze to wszystko co mnie
    spotkalo to dzialo sie w kraju trzeciego swiata.Bylam leczona w teaching
    hospital przy McGill.Nawet juz jego koledzy konowala nr1 nie mogli powstrzymac
    sie od komentarzy co w tym swiatku zdarza sie b. rzadko.Od 1992 roku jestem
    leczona w tym systemie. Przeszlam kilka operacji i.t.d Tego co mnie tak
    urzadzil sadze. Sprawa toczy sie juz 3 rok.Moglabym napisac ksiazke i zarazem
    poradnik jak poruszac sie w tym systemie leczniczym.Z 20 lekarzy, ktorzy sie
    mna zajmowali niestety tylko pieciu zasluguje na miano lekarza z prawdziwego
    zdarzenia.Wlasnie teraz mna sie zajmuje i jestem szczesliwa z ich opieki. Ale
    droge do nich doslownie wywalczylam zahaczajac przy tym o Polske.Diagnoze mojej
    choroby otrzymalam telefonicznie z Polski od znajomego ordynatora neurologa.
    Tutaj przez rok wysylali mnie od Annasza do Kajfasza, badania i nie wiedzieli
    co ze mna jest, a ja na nogach sie slanialam.Powiedzialam o tej polskiej
    diagnozie no i oczywiscie potwierdzilo sie.Moj brat jest rowniez lekarzem w
    Ontario i niestety twierdzi, ze problemem tutejszych lekarzy(nie wszystkich na
    szczescie) jest to, ze nie mysla. Oni polegaja tylko na urzadzeniach i testach
    a niestety w tym zawodzie trzeba myslec i to intensywnie.Na koniec dam ci rade,
    oby tylko nie byla ci potrzebna. Zawsze zbieraj kopie kazdego testu i badania,
    ktoremu jestes poddana.sprawdzaj leki, ktore ci przepisuja. Ilez ja mialam
    niepotrzebnych zapisanych.Czasem to zakrawalo na cyrk , bo aptekarz moj
    interweniowal.Ja widuje kilku lekarzy i zawsze przy okazji podsuwam im moje
    wyniki(od innych lekarzy) i tym sposobem upewniam sie.W ogole w mojej rodzinie
    to jedynie ja nie jestem lekarzem i moj nr1.Nawet bratowe i szwagierki tez sa w
    tym fachu.I o konowalach to sie nasluchalam oj nasluchalam.Moj neurolog
    ordynator ostatnio powiedzial mi" dlaczego nie zapytasz dr X o powod ociagania
    sie z wyslaniem cie na biopsje. Przeciez on nie jest Bogiem." Tak myslacych
    jest jednak niewielu co stwierdzam z wielkim smutkiem Moi obecni cyrulicy cenia
    mnie bardzo za zaslugi poniesione w walce z tymi niedouczonymi kolegami.Czasem
    pytaja mnie skad ty to wszystko wiesz, na co skromnie odpowiadam, ze to juz
    rodzinne...
    ---
    rad durny, ze oszalal
  • 14.05.06, 00:28
    Na zakonczenie moich dywagacji przytocze taka sytuacja; pielegniarka aplikowala
    mi chemie, powiedzialam jej, ze konowalka nr2 wydala wlasciwie na mnie wyrok
    smierci. Ona na to dlaczego nie pojdzisz po second opinion, nie poddawaj sie.
    ja na to przeciez to chyba dobry lekarz?(tyle tytulow).Ona na to "maybe she is
    a good doctor but a bad human being".Ta wlasnie pilegniarka uratowala mi zycie.
    Od tamtego dnia minelo juz 6 lat.
  • 14.05.06, 03:49

    Zycze zdrowia i powodzenia smile)))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.