11.06.06, 13:05
Mnie ten temat osobiscie nie dotyczy natomiast interesuje.
W Norwegii , Francji , DE adoptowanie dzieci z najrozniejszych egzotycznych
krajow jest na porzadku dziennym.
Jakie jest Wasze zdanie czy adoptowanie dziecka skosnookiego czy o czarnym
kolorze skory to egoizm czy tez normalnosc w naszej kulturze ?
Mozna zapewnic takiemu dziecku dobry rozwoj i przyszlosc ?
--
Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
Edytor zaawansowany
  • 11.06.06, 13:31
    Znajomi adoptowali dwoje dzieci z Azjii. Jezdza z nimi co rok na wakacje do ich
    kraju rodzinnego. Ucza historii, kultury. Z jezykiem troche gorzej. Ale sa
    szczesliwi zarowno dzieci jak i rodzice.

    --
    Pozdrawiam Gosia

    Forum Norwegia
  • 11.06.06, 15:44
    Adopcji dzieci z "egzotycznych" krajow nie nazwalabym moda, ale czasami jest to
    koniecznosc ze wzgledow finansowych. Adopcja dziecka z krajow europejskich jest
    kilkakrotnie drozsza i czesto czasowo dluzsza.
    Moi znajomi adoptowali dziecko z Dominikany i wzgledy finansowe adopcji
    odegraly bardzo duza role. Znam chlopaka i jego siostre z Sri Lanki
    adoptowanych przez wloskie malzenstwo. W dalszej rodzinie mam przypadki adopcji
    dzieci z Ukrainy.
    Nikogo nie dziwi, a chyba najmniej inne dzieci ze rodzice maja inny kolor skory
    itd. We Wloszech adopcja dzieci o innym kolorze skory nie jest "moda" ostatnich
    lat. Pamietam, ze 20 lat temu mowilo sie o tym sporo, a teraz nikt sobie tym
    nie zaprzata glowy.

    --
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • 11.06.06, 16:00
    Mamy znajoma pare Norwegow ktorzy zdecydowali sie na adopcje dzieci z Chile.
    dzieci sa w wieku okolo 5-8 lat. Ta para nie zna hiszpanskiego, a dzieci
    norweskiego. Adopcja dzecka norweskiego jest w zasadzie niemozliwa, bo tu jest
    legalna aborcja i jak ktos dziecka nie chce to ja przeprowadza. Zapytalam ich
    dlaczego nie zaadoptuja dziecka np z Rosji, Ukrainy itd w koncu to blizsze
    kulturowo. Powiedzieli, ze adopcja z Chile trwa 2-3 lata a z innych krajow jest
    to duzo dluzszy proces..
    --
    Ględzę jak baba z wozu!!!
  • 11.06.06, 17:05
    Ja mam wielu znajomych, ktorzy adopotowali dzieci o innym kolorze skory. Moja
    przyjaciolka ze studiow ma siostre i brata adoptowanego z Korei. Tak sie tez
    zlozylo, ze w lutym moja znajoma wrocila z Chin i adoptowala poltoraroczna
    dziewczynke (ma wlasnych 2 synow w wieku 8 i 6 lat). Inna znajoma adoptowala 3
    azjackich dzieci (miala 2 wlasnych + 1 adoptowane z Syberii). Pare innych
    czeka na dziecko z Dominikany, inna z Filipin. Wsrod moich znajomych tutaj to
    dziwne nie miec adoptowanego dziecka....
    Z tych starszych, dzieci sa szczesliwe i maja zapewniony normalny byt.
    Wyjatkiem jest znajoma, ktora ma kilkoro adoptowanych. Ona adoptowala jedno
    uposledzone i jedno niewidome, to trzecie jest normalne i nawet pilnowala moje
    dzieci. Bardzo fajna dziewczyna smile
    Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w USA jest to uwarunkowane finansowo.
    Jest limit wieku rodzicow oraz ilosci posiadanych wlasnych dzieci i zarobkow.
    Kazda firma ma inne wymagania oraz poszczegolne kraje tez. Ta rodzina, ktora w
    lutym adopotowala wolalaby mlodsze dziecko niz poltoraroczne, ale nie mogli
    adoptowac takiego ponizej roku ze wzgledu na swoj wiek (sa pow.
    czterdziestki). NA dziewczynke czekali ok. roku. Ta ktora chce z Dominikany
    mowila, ze roczny dochod musi byc min. 10,000 dolcow na osobe. Ona czeka juz 2
    czy 3 lata. Kraje afrykanskie maja nizszy prog i krocej sie czeka.

  • 11.06.06, 20:10
    kiedy chodzilem do podstawowki to kiedy dzieci mowili o swoich rodzicach to
    wtedy siedzialem cicho bo co wtedy moglem powiedziec jak odpowiedziec na
    pytania itp...ehhh

  • 11.06.06, 20:39
    Ja generalnie uwazam, ze adopcja to cos wspanialego. Dac dziecku szanse na
    normalna rodzine.
    U mojego chlopa w rodzinie sa dwie siostry, ktore zostaly zaadoptowane z Indii.
    Ich rodzice mieli bardzo duzo dzieci i postanowili oddac je i ich brata do
    adopcji. Wujowstwo mojego zaadoptowalo dwie dziewczzynki. Potem jak sie okazalo,
    ze rodzina chce oddac rowniez jednego z synow ich przyjaciele go zaadoptowali.
    Ja uwazam, ze to wspaniale.
    Na pewno na poczatku jest trudno. No i szczegolnie jak sie pojawiaja pytania o
    rodzine biologiczna. Ale i tak sie nad tym zastanawiam. Moze w przyszlosci sie
    zdecyduje. Mysle o tym juz od dosyc dawna.
    Jak latalam w Eurolocie to bardzo czesto lecialy z nami pary maleznskie ze
    Stanow do Lwowa po odbior dziecka. Byl tylko jeden lot dziennie z Warszawy do
    Lwowa wiec oni wychodzili na lotnisko odebrac dziecko i tym samym samolotem w
    racali do Warszawy. Pamietam, ze spalil w Sheratonie w wawie, bo Shertaton ma
    specjalne ceny dla rodzin adopcyjnych.


    --
    Czas odsłania prawdę.
  • 11.06.06, 21:59
    Janie, moze to troche niefortunnie postawione przez ciebie pytanie, ale:
    dlaczego uwazasz, ze dziecku skosnookiemu czy kolorowemu nie mozna byloby
    zapewnic dobrego rozwoju i przyszlosci, jesli mozna dziecku bialemu czy
    wlasnemu zwyczajnie?

    A ogolnie odpowiadajac, to podam jedynie przyklad najblizszego kolegi z pracy,
    ktorego zona nie moze miec dzieci. Postanowili adoptowac dziecko. Od poczatku
    chcieli dziecko hiszpanskie. Termin oczekiwania byl baaaardzo dlugi.
    Postanowili wiec adoptowac chinska dziewczynke (z tego co wiem, Hiszpania jest
    jednym z krajow, ktory najwiecej adoptuje chinskich dzieci). Po dwoch latach
    proces dobiegl konca i wrocili z Chin z coreczka. Po ok pol roku po tym
    zdarzeniu, zadzwonili z osrodka adopcyjnego tutejszego, ze maja dla nich
    dzieciaczka. Pojechali bo, zona kolegi zawsze marzyla o wiecej niz jednym
    dziecku. Na miejscu okazalo sie, ze ich synek jest...czarnoskory. Nie
    zastanowili sie nawet chwili. Dopelnili formalnosci i maja teraz czarnoskorego
    chlopczyka i chinska dziewczynke. Ich dzieciaczki sa cudowne, maja wspanialych
    rodzicow, dojrzalych, madrych i inteligentynych i czasami jak patrze na nich,
    to staje sie zwolenniczka teorii srodowiskowych a nie genetycznychsmile
    Sama nie mam jeszcze dzieci, natomiast adocja dzieci 'kolorowych' to moim
    zdaniem nie zaden egoizm ani nienormalnosc. To po prostu potrzeba serca, duszy
    i ciala. Nie widze roznicy miedzy taka adopcja a adopcja dziecka bialego.
    --
    Najlepsi z 1976
    Porozmawiajmy
  • 11.06.06, 22:33
    Janie, moze to troche niefortunnie postawione przez ciebie pytanie, ale:
    dlaczego uwazasz, ze dziecku skosnookiemu czy kolorowemu nie mozna byloby
    zapewnic dobrego rozwoju i przyszlosci, jesli mozna dziecku bialemu czy
    wlasnemu zwyczajnie?

    -------> Conejito, to jest temat na osobny watek ktory zaloze niedlugo. Na
    sasiednim forum spotkalam sie z pewna nietolerancja i niezrozumieniem dotyczcym
    dzieci z malzenstw mieszanych.
    Sporo mysle na ten temat i zaczelam od adopcji bo ten temat mnie interesuje
    ale niedlugo porozmawiamy o tolerancjismile))
    Kran
    --
    Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
    Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
  • 11.06.06, 22:36
    czasami spotyka sie powiedzienie ze to sa moi rodzice adopcyjni tzn takie osoby
    ktore przyjmuja dana osoba(obca) jak swoja ,....
  • 12.06.06, 08:51
    No to czekam w takim raziesmile
    Ja to pytanie zrozumialam nieco inaczej, ale w sumie...to ma do siebie slowo
    pisanesmile
    A z ta tolerancja, to... tak wyswiechtane ostatnio slowo, ze az strach
    podejmowac jakikolwiek temat, zeby nie byc posadzonym o jej brakwink
  • 11.06.06, 22:35
    A co myslicie o adopcji przez pary homoseksualne ?
    Kran

    --
    Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
    Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
  • 12.06.06, 02:18
    drazliwy temat wink
    gdybym miala dwie podobne (chodzi mi o wyksztalcenie, sytuacje materialna itp)
    rodziny do wyboru ale jedna bylaby hetero, a druga homo, powierzylabym dziecko
    parze hetero.
    a to dlatego ze do prawidlowego rozwoju dziecka wazne sa obydwa wzorce
    (oczywiscie, ze mozna wychowac szczesliwe i zdrowe dziecko zarowno w rodzinie
    niepelnej jak i w rodzinie homo) ale latwiej jest to osiagnac w rodzinie gdzie
    rodzice sa roznej plci (zakladam, ze nie jest to rodzina patologiczna, nie mam
    na mysli wyjatkow, bo takie tez sie zdarzaja, uogolniam)

    ale gdyby dziecko mialo sie wychowywac w domu dziecka, lub w patologicznej
    rodzinie nie rokujacej zadniej poprawy, to uwazam, ze pary homoseksualne jak
    najbardziej moglyby sie starac o adopcje takiego dziecka.
    k.
  • 12.06.06, 06:47
    Pola , na razie znalazłam dwa problemy na które nie odpowiedziałam i już lecę
    się ustosunkować.
    Podzrzuć mi trzeci bo nie wiem o co chodzi ale chętnie napiszę na ten temat
    również.

    Jestem za adopcją przez pary homoseksualne dlatego że po pierwsze znam z
    autopsji bardzo udaną taką sytuację a także spotkałam się w mediach z pozytywną
    stona takich adopcj.
    Przyjaciel mojego Brata zaadoptował kilkudniowe niemowlę które było skazane na
    śmierć w oblężonym Sarajewie. Zawsze gdy ktoś Go chwali że taki humanitarny i że
    uratował stnienie ludzkie odpowiada że zrobił to tylko i wyłącznie dla siebie bo
    to był jedyny sposób żeby mógł zostać ojcem.
    Nie ma stałego związku także jest w zasadzie od początku samotnym ojcem. Rodzice
    dziecka raczej na pewno nie żyją.
    Jego córka jest już młodą kobietką i wychował Ją bardzo dobrze. Kochają się ,
    kłocą ... tak jak w zwycajnej rodzinie.
    Nie zauważyłam do tej pory żeby miała jakiekolwiek problemy z tego powodu że Jej
    ojciec jest gejem. Dla Niej jest to zupełnie naturalne. Na [pierwszym miejscu
    jest Jej Tatą i już.
    Wszyscy znajomi zaakceptowali tę sytuację i traktują ją kompletnie naturalnie ,
    zero komentarzy. Myślę że jest to istotne.
    W Norwegii homoseksualizm jest odbierany bez sensacji. Mam kolegów którzy wzięli
    ślub, kupili mieszkanie, żyją dokładnie tak samo jak pary heteroseksualne.
    Mogę sobie wyobrazić że adopcja w takim związku nie będzie problemem dla nikogo.
    Kran

    --
    Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
    Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
  • 12.06.06, 07:01
    Z adopcją dzieci z innego kręgu kulturowego zetknęłam się już w DE. W Norwegii
    taka opcja jest dośc popularna.
    Myślę że każda historia jest inna i że posiadanie dziecka o innych korzeniach
    nie jest proste.
    Rozmawiałam sporo z dziewczyną poznaną przez internet która ma dwoje dzieci
    adoptowanych , z dwóch różnych azjatyckich krajó.
    Serce rośnie jak się Ją słyszy ale nie zmienia to faktu że tego typu rodzina
    nie ma łatwo.
    Pojawia się pytanie na ile można tym dzieciom przekazać ich pochodzenie ,
    język , kulturę mieszkając w kraju mającym zupełnie inną historię i kulturę.
    Widzę czasem w Norwegii że stosunek do dzieci z małżeństw mieszanych lub dzeici
    adoptowanych przez norweskie pary ale wyglądających inaczej ma drugie dno.
    Jestem jak najbardziej za adopcją i tolerancją ale wiem ze to nie zawsze jest
    proste.
    Kran
    Nie jest to wcale takie proste.
    --
    Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
    Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
  • 16.06.06, 20:40
    > a to dlatego ze do prawidlowego rozwoju dziecka wazne sa obydwa wzorce

    a ja nie jestem przekonana
    co to maja byc te "wzorce"? ze mama gotuje obiady, a tata przybija gwozdzie?
    mama przytuli, a ojciec zleje pasem? wybacz ze ironizuje, ale widzisz...
    mnie sie "wzorce" kojarza ze stereotypami. marzy mi sie swiat, w ktorym kazdy
    jest odrebna jednostka, z wlasnym zestawem cech, i nikt mi nie powie, ze czegos
    nie rozumiem bo jestem kobieta, albo ze jestem wkurzona bo pewnie mam okres.
    wedlug twojego myslenia my z mezem nie nadajemy sie na rodzicow, bo jestesmy
    dalecy od klasycznego wzorca malzenstwa i nie mamy zamiaru na sile go
    wprowadzac. [hehe a maz mi mowi ze traktuje mnie jak BRATA i cos w tym jest wink))]
    aha: stereotypy uwazam za szkodliwe, i moze adopcja przez pary homoseksualne
    jest jakims rozwiazaniem? moze pomoglaby stworzyc naprawde rownosciowe,
    tolerancyjne spoleczenstwo?

    --
    "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
    wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
    drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
    alfabetycznej."
  • 17.06.06, 04:59
    <co to maja byc te "wzorce"? ze mama gotuje obiady, a tata przybija gwozdzie?>

    jezeli wzorce bycia kobieta lub mezczyzna kojaza ci sie jedynie z gwozdziami i
    obiadem, to juz nie moj problem. twoj post jest jak na moj gust zbyt agresywny
    zebysmy sie mogly dogadac.

    nigdzie nie napisalam, ze jestem przeciw adopcji dziecka przez pare homo.

    <oczywiscie, ze mozna wychowac szczesliwe i zdrowe dziecko zarowno w rodzinie
    niepelnej jak i w rodzinie homo>

    <ale gdyby dziecko mialo sie wychowywac w domu dziecka, lub w patologicznej
    rodzinie nie rokujacej zadniej poprawy, to uwazam, ze pary homoseksualne jak
    najbardziej moglyby sie starac o adopcje takiego dziecka>

    a juz wogole nie rozumiem co co ci chodzi w tym zdaniu:

    <wedlug twojego myslenia my z mezem nie nadajemy sie na rodzicow, bo jestesmy
    > dalecy od klasycznego wzorca malzenstwa i nie mamy zamiaru na sile go
    > wprowadzac.>

    chyba faktycznie masz okres.
  • 17.06.06, 11:31
    > jezeli wzorce bycia kobieta lub mezczyzna kojaza ci sie jedynie z gwozdziami i
    > obiadem, to juz nie moj problem. twoj post jest jak na moj gust zbyt agresywny
    > zebysmy sie mogly dogadac.

    nie wiem czy jest agresywny, w kazdym razie nie bylo to zamierzone
    moze wg ciebie mam problem ale naprawde nie wiem co to sa "wzorce bycia kobieta
    lub mezczyzna". i swietnie sobie bez tego radze w zyciu.

    > nigdzie nie napisalam, ze jestem przeciw adopcji dziecka przez pare homo.

    nie, ja tylko zapytalam o te wzorce. bo dlugo myslalam i nie wymyslilam zadnego
    wzorca plci, na ktorego powielaniu by mi zalezalo. zamiast sie wsciekac moglabys
    podac jakis przyklad takiego wzorca. albo chociaz ustosunkowac sie do meritum,
    czyli tego, co napisalam o stereotypach.

    (a moze to moja sygnaturka tak dziala na ludzi?)

    --
    "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
    wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
    drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
    alfabetycznej."
  • 17.06.06, 11:39
    > <ale gdyby dziecko mialo sie wychowywac w domu dziecka, lub w patologicznej
    >
    > rodzinie nie rokujacej zadniej poprawy, to uwazam, ze pary homoseksualne jak
    > najbardziej moglyby sie starac o adopcje takiego dziecka>

    czyli traktujesz rodziny homoseksualne jak rodziny gorszej kategorii. "lepsze"
    tylko od rodzin patologicznych, ale para "niepatologicznych" homoseksualistow
    przegrywa w konkurencji z para "niepatologicznych" hetero. tak?

    --
    "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
    wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
    drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
    alfabetycznej."
  • 18.06.06, 03:47
    Kiedyś gej który zresztą nie myśli o adopcji dzieci a żyje w udanym i stabilnym
    zwiazku napisał mniej więcej to samo co Sol.
    Mnie też razi przykładanie podwójnej miary, para hetero może zadoptować jakie
    dziecko chej to co pozostanie ?

    --
    Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
    siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
    Kransię dostosował.
  • 18.06.06, 03:49
    miało być... jakie chce a gej to co pozostanie.

    --
    Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
    siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
    się dostosował.
  • 18.06.06, 04:59
    Pamietam dyskusje na ten temat podczas konferencji na Uniw. Wroclawskim "Europa
    bez homofobii". Wlasciwie wszystko rozbilo sie o jedno- prawdziwym wskaznikiem
    spoleczenstwa pozbawionego homofobii nie jest zezwolenie na malzenstwa
    homoseksualne,ale na adopcje dzieci. Nikt tego co zaraz napisze nie
    wypowiedzial, ale ja to tak rozumiem: skoro ktos deklaruje sie, ze nie jest
    homofobem i gej/lesbijka sa normalnymi, pelnoprawnymi czlonkami spoleczenstwa,
    to skad uprzedzenia w stosunku do tych LGBT ktorzy chcieliby wychowywac
    dzieci??? I stojaca za tym byc moze obawa,ze lesbijka wychowac moze kolejna
    lesbijke? To oczywiscie nieprawda, ale jesli nawet (hipotetycznie)???Skoro LGBT
    jest OK, to co w tym zlego?

    Zgadzam sie z Sol_bianca. Istnieje jakas drabinka widocznie. Na gorze jest para
    hetero, potem para homoseksualna, a na 3 miejscu patologiczna rodzina.
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • 18.06.06, 09:33
    tak jest wszedzie na swiecie ze sa podzialy bo mozna by napisac o roznych
    aspektach zycia i chyba tego sie nie rozgryzie.
  • 18.06.06, 15:26
    Przyznam, ze po wielu dyskusjach ze znajomymi gays zaczynam powoli zmieniac
    zdanie na temat adopcji przez takie pary. Dawniej uwazalam, ze powinni
    adoptowac bez ograniczen wlasnie dokladnie dlatego, ze wszyscy jestesmy rowni
    itd. I zaskoczona bylam ile razy znajomi gays obruszali sie na takie pomysly.
    Poczatkowo myslalam, ze to ci jednostkowi ludzie po prostu nie chca adopcji i
    swoje niechcenie naciagaja jako teorie smile A potem zaczelam sluchac. Mamy sporo
    znajomych gays, pojedynczych i w parach. Tak sie jakos zlozylo, zupelnie
    przypadkiem. To sa wszystko wyksztalceni ludzie, bardzo szanowani w swoich
    zawodach i silnie wlaczeni w rozne formy "walki" o gay rights. I znakomita
    wiekszosc wyraza duzo watpliwosci na temat adopcji przez pary gays. Wlasnie z
    powodu tego, co Sol Bianca tak skrytykowala jako stereotyp czyli pojecia
    wzorcow damskich i meskich. Smiem twierdzic, ze moi znajomi postrzegaja te
    wzorce glepiej niz gotowanie obiadu vs. wbijanie gwozdzi. To jest raczej
    kwestia stosunku do swiata a przede wszystkim stosunku do wlasnej plci i plci
    przeciwnej. Sprowadzanie tego do zagadnien wylacznie zwiazanych z pracami
    domowymi jest swiadectwem braku zrozumienia i braku szacunku dla roznic plci.
    Jestesmy rowni - kobiety i mezczyzni - ale nie jestesmy tacy sami!!!!!! I
    dlatego, miedzy innymi, idealnym domem dla nowego czlowieka jest ten, w ktorym
    obie plcie maja wplyw na jego ksztaltowanie. Zalozenie, ze albo ktos jest za
    adopcja przez gay couples, albo jest homofobem przypomina Stalina albo Busha,
    ktorzy publicznie glosili, ze kto nie z nami, ten przeciw nam. I z dyskusja to
    wtedy juz nie ma nic wspolnego. Mnie sie wydaje, ze z prawami homosexuals i
    heterosexuals jest podobnie - jestesmy rowni ale nie jestesmy tacy sami. Bo to
    wlasnie komunizm, ktory mamy szczesliwie za soba glosil, ze sprawiedliwie
    znaczy tyle samo, co rowno. Teraz juz wiemy, ze to nigdy nie jest takie proste.
    I wydaje mi sie, ze w przypadku adopcji przez pary homoseksualne nalezy brac
    pod uwage np. to jak w wychowanie potencjalnego dziecka sklonni beda
    zaangazowac sie czlonkowie rodziny, szczegolnie ci odmiennej plci (np. gdy chca
    adoptowac mezczyzni, jak obecne w zyciu dziecka beda ich matki lub siostry i
    odwrotnie) aby stworzyc ten zdrowy balans wzrocow. Bo przciez chodzi nie tylko
    o prawa gays do adopcji a rowniez o prawa tego dziecka do wzrastania w jak
    najbardziej pozadanych warunkach. Oczywiscie, para gays wydaje sie byc zawsze
    lepsza opcja niz biedny sierociniec na koncu swiata ale tu z kolei mozna
    dyskutowac na temat pomocy samym sierocincom, stwarzania warunkow dla rozwoju
    systemu rodzin zastepczych. Naprawde warto sluchac innych ludzi a nie tylko
    zapierac sie, ze albo-albo. Ja sama czuje sie w tej kwestii bardzo na rozdrozu.
    Bylam i jestem zaskoczona opiniami rozwaznych i krytycznie myslacych gays z
    mojego srodowiska. Dowiedzialam sie sama dla siebie, ze musze sobie to wszystko
    jeszcze raz przemyslec i ze odpowiedzi w tak skomplikowanych kwestiach nie moga
    byc proste ani jednoznaczne. Elka
    PS. A w Toronto zaczyna sie Pride Week wiec happy gays beda wszedzie na ulicach
    szczegolnie w Downtown i bedzie duzo rainbow flags smile Happy Pride Week! El
  • 18.06.06, 19:09
    > Sprowadzanie tego do zagadnien wylacznie zwiazanych z pracami
    > domowymi jest swiadectwem braku zrozumienia i braku szacunku dla roznic plci.

    to byl tylko przyklad.
    ja bym naprawde chciala wiedziec, i jakos dotad nikt mi na tym forum nie
    dopowiedzial, JAKIE sa te roznice plci, ktore sa tak wazne i cenne, ze trzeba je
    kultywowac i wdrazac za pomoca wychowania/socjalizacji/whatever. bo naprawde
    (moze napisalam do niejasno i nie zostalo zrozumiane) kiedy patrze np. na mojego
    meza i na siebie to widze a) roznice JEDNOSTKOWE (np. zainteresowania) i b)
    roznice wynikajace z wychowania (np. odnosnie owych prac domowych - on nie umie
    gotowac, a ja tak; ale odkad razem mieszkamy, i tak gotujemy wspolnie wiec on
    sie uczy). kurcze, nie twierdze ze jestesmy identyczni i ze mezczyzni i kobiety
    nie roznia sie miedzy soba. ale jesli te roznice sa wrodzone, to i tak beda. a
    jesli sa nabyte, to kto powiedzial, ze jest obowiazek je nabywac?
    gdybym miala napisac 10 zdan o sobie, to zdanie "jestem kobieta" by sie w tych
    10 nie zmiescilo; a "stosunek do wlasnej plci i plci przeciwnej" mam chyba mniej
    wiecej taki sam, i nie czuje sie przez to ani nieprzystosowana, ani
    nieatrakcyjna, ani nieszczesliwa.
    naprawde chcialabym sie dowiedziec, jakie roznice macie na mysli. prosze nie
    dobierac tego jako atak.

    --
    "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
    wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
    drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
    alfabetycznej."
  • 18.06.06, 19:53
    Solbianko, ja akurat bardzo lubie twoja stanowczosc smile)
    Roznice miedzy plciami widac golym okiem, wiec nie o tym chcialam.
    Jesli chodzi zas o wychowanie na okreslona plec, to zawsze od wczesnego
    dziecinstwa strasznie sie buntowalam, bylam wrecz niemozliwa dziewczynka do
    ksztaltowania na "prawdziwa" kobiete. Nie cierpialam prostowania chrakteru, co
    bylo cecha chalterystyczna, obowiazkowego wtedy systemu wychowania. Od zarania
    swojej swiadomosci wiedzialam, ze kazdy jest indywidualnoscia od chwili
    urodzenia i tak nalezy kazdego traktowac. Niestety mzonki to, nadal straszne
    mzonki. Mamy zakodowane cos w rodzaju poczucia komfortu jesli uda nam sie
    rozroznic plec osobnika, z ktorym mamy doczynienia. Jest to na tyle odruchowe
    ze zakrawa wrecz na absurd.
    Wyobraz sobie, ze idziesz gdzies samotnie ulica pozna noca lub nad ranem i
    slyszysz za soba kroki, odwracasz sie i widzisz wyraznie ze idzie za toba
    kobieta. Acha, myslisz sobie, wraca sobie kobitka z nocnej zmiany tak jak ja.
    Teraz, jesli widzisz za soba mezczyzne, myslisz odruchowo: acha, wraca sobie
    nieborak z nocnej zmiany, czy tez wraca z balangi zawiany i moze mnie zaczepic,
    czy nie lepiej skrecic do pobliskiego oswietlonego miejsca, czy nie
    przyspieszyc kroku itd. Teraz jesli odwrocisz sie i zobaczysz kogos
    nieokreslonego: spodnie, dlugie wlosy, meski krok i zaluzmy typowe babskie
    apsik, co wtedy?? Rany boskie kto to jest? Uciekac czy poratowac papierowa
    husteczka . wink)
    Wiem, ze to pierwszy lepszy dosc absurdalny przyklad tych wypracowanych
    nabytych cech, strasznie niesprawiedliwych schematow.
    Chodzi o to ze potrzeba dwoch pokolen aby te ustalone z gory roznice socjalno-
    nawykowe tez zlikwidowac. Zycie bedzie lepsze i swiat bedzie cudowny.
    Poki co, trzeba sie starac aby postrzegac idywidualnosc w czlowieku a nie
    okreslac go z gory wedlug plci.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    i po chmielewsku
  • 18.06.06, 20:49
    Na poczatek polecam ksiazki Ursula la Guin - kilka jest na temat wymiennosci
    plci. To takie science-fiction bajki ale milo sie czyta i mozna sobie o roznych
    rzeczach pomyslec.
    Nie bardzo rozumiem Wasze posty - Sol Bianca i Asia. Czy Wy byscie chcialy zeby
    nie bylo roznic plci i zebysmy byli dokladnie tacy sami w obie strony? Czy to
    jest Wasza idealna wersja przyszlosci? No to ja tu oficjalnie protestuje i
    prosze o zanotowanie mojego protestu smile
    Wydaje mi sie, ze roznice pomiedzy plciami podkreslane wielokrotnie przez
    oczekiwania spoleczne, czego nie nalezy mylic z okreslaniem przez oczekiwania
    spoleczne, mozna widziec na wielu plaszczyznach. Dla przykladu - podejscie do
    czasu. Kobiety maja malo czasu, jakies 25-30 lat na rodzicielstwo, mezczyzni
    maja wlasciwie nieskonczona ilosc czasu na spelnienie tej samej biologicznej
    roli - moga z tym czekac i do setki. Biologia poza tym dzieli nasze zycie na
    cykle miesieczne, dla facetow takie podzialy w ogole nie istnieja. Biologia
    determinuje nasze mozliwosci rozrodcze i seksualne, determinuje tez nasze
    mozliwosci fizjologiczne w innych dziedzinach. Wiaze sie to z poziomem agresji
    determinowanym przez hormony, poziomem empatii itd. Oczywiscie mozna podawac
    jednostkowe przyklady osob, ktore dzialaja jakby "wbrew" swojej plci ale
    wyjatki pozostaja wciaz wyjatkami i marginesem. Ksztaltowanie wzorcow to czesc
    wychowania - wychowujemy dzieci zeby zyly w okreslonym spoleczenstwie i zeby
    sie w nim czuly dobrze i bezpiecznie. Oczywiscie, kazdy ma prawo poddac wlasne
    dziecko eksperymentowi wychowywania go bez odniesien do plci ale czy jest to w
    ogole mozliwe i jaka z tego mialaby byc korzysc? Sol Bianca piszesz, ze bycie
    kobieta jest dla Ciebie malo-istotnym detalem. Naprawde? Spojrz uczciwie na
    siebie i na zycie jakie prowadzisz, na swoj stosunek do innych ludzi i na to
    jak reszta ludzi Ciebie postrzega. Jak chcesz byc przez Nich postrzegana - jako
    BEZPLCIOWA masa jakiegos nieokreslonego human sapiens? Kwestia roznicy plci,
    ta "drobna" roznica miedzy nami jest najbardziej fascynujaca sila, dzieki
    ktorej powstala wiekszosc dziel sztuki, ludzie zaczeli podrozowac, pisac i grac
    na instrumentach smile Chec zniwelowania tej roznicy jest dla mnie w ogole
    niezrozumiala - istnienie dwoch swiatow "kobiecego" i "meskiego" pozostaje
    niezmienna motywacja do rozwoju jednostek i spoleczenstw. I ja nawet nie wiem,
    czy niwelowanie wszystkich roznic socjalno-nawykowych faktycznie uczyni swiat
    cudownym. Cala kultura oparta na chronieniu "slabszej" plci wcale nie byla az
    tak bezsensowna - przez stulecia dawala kolejnym pokoleniom zarowno mezczyzn
    jak i kobiet poczucie bezpieczenstwa i stabilnosci. Gdy patrze na nasz obecny
    swiat mam czesto poczucie obserwowania wylewania dziecka z kapiela -
    zrownalismy prawa, ktorych nikt juz nie chroni ani nie przestrzega wiec jaki
    zysk z tej rownosci? Przy okazji zreszta, zrownujac prawa wcale nie zrownalismy
    obowiazkow!
    Ja wiem, ze to zabrzmi trywialnie ale to naprawde nie jest wszystko jedno czy
    sie jest kobieta, czy mezczyzna - ha ha ha. I w zwiazku z tym nie jest tak
    dokladnie wszystko jedno przez jaki uklad damsko-meski, mesko-meski lub damsko-
    damski wychowywane sa dzieci. Przypomnial mi sie taki pan Kazik, z ktorym
    kiedys pracowalam. On byl taki prosty, czesto nieco chamski w swoich odzywkach
    ale najczesciej trafial w sedno, jedna z Jego ulubionych odzywek bylo "gdyby
    bylo wszystko jedno to by sie krawat wiazalo na fiucie" (Sorry!!!!)
    A moze ja tylko tak gadam, bo jest goraco i upal uderza do glowy obu plciom po
    rowno - ha ha ha. Elka
  • 18.06.06, 21:12
    > Na poczatek polecam ksiazki Ursula la Guin - kilka jest na temat wymiennosci
    > plci. To takie science-fiction bajki ale milo sie czyta i mozna sobie o
    > roznych pomyslec.

    Ogladalam program dokumentalny o ludziach ,ktorym zmieniono na sile plec z
    roznych powodow...i tego sie nie da zrobic ...plec jest w mozgu.



    Ela, na mnie upal chyba dziala otepiajaco i ma prawo tongue_out
    Chodzilo mi ze oprocz czysto biologiczno-fizjologicznych roznic plci ( i to
    jest dobre, powiedzial Pan Bog)
    mamy caly szereg wklepanych przez wychowanie cech. Moze to nawet nie musza byc
    cechy, ale sposob myslenia, oceniania okolicznosci, odnajdywania schematu oceny
    czlowieka za pomoca okreslenia jego plci. Jest to naogol krzywdzace bo, co
    wolno chlopcom , dziewczynkom nie wypada i odwrotnie. Juz od przedszkola te
    roznice sa zauwazalne.
    Zeby nie przesilac mojego ugotowanego kobiecego jestestwa: gdyby oceniac
    czlowieka nie wedlug plci lecz ze wzgledu na jego wlasna indywidualna wartosc,
    swiat bylby piekniejszy.
    O to mi chodzilo.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    i po chmielewsku
  • 19.06.06, 01:47
    elagrubabela napisała:

    > Na poczatek polecam ksiazki Ursula la Guin
    Znam smile))

    > Nie bardzo rozumiem Wasze posty - Sol Bianca i Asia. Czy Wy byscie chcialy zeby
    > nie bylo roznic plci i zebysmy byli dokladnie tacy sami w obie strony? Czy to
    > jest Wasza idealna wersja przyszlosci?

    wrecz przeciwnie. ja bym chciala, zeby kazdy byl inny. bo jest inny, a nie bo
    jest mezczyzna/kobieta.

    co do roznic, o ktorych wspominasz: jesli sa biologiczne, to czy naprawde
    potrzebne jest wychowanie w "tradycyjnej rodzinie"? chyba o tym, ze np. kobieta
    przechodzi menopauze, ucza w szkole na lekcji biologii?
    kurcze, akceptuje swoje cechy biologiczne, nie dzialam "wbrew" swojej plci (jak
    to okreslilas), ale widzisz, te cechy biologiczne po prostu sa. nie musze sie
    ich uczyc, nie musze dostosowywac do nich swojego zachowania. mam miesiaczke,
    owulacje, poziom agresji determinowany przez hormony moze tez, i mialabym je
    rowniez wtedy, gdybym miala dwoch tatusiow smile

    > Spojrz uczciwie na
    > siebie i na zycie jakie prowadzisz, na swoj stosunek do innych ludzi i na to
    > jak reszta ludzi Ciebie postrzega. Jak chcesz byc przez Nich postrzegana - jako
    > BEZPLCIOWA masa jakiegos nieokreslonego human sapiens?

    postrzegana jestem roznie. nie dokonca moge miec na to wplyw. jak chce byc
    postrzegana? jako sol_bianca smile)) bardzo okreslona postac homo sapiens wink))
    posiadajaca zestaw cech tworzacych niepowtarzalna jednostke.

    dalej dlugi akapit na ktory trudno mi odpowiedziec, bo owszem, kultura, historia
    i sztuka swoja droga sporo bylo tworcow homoseksualnych, widac nie potrzebowali
    te "drobnej roznicy" wink) a ja po prostu nie wiem jak by wygladal swiat
    androgyniczny, nie moge ci udowodnic ze lepiej a ty nie mozesz mi udowodnic ze
    gorzej. nie twierdze tez ze jest "dokladnie wszystko jedno przez jaki uklad
    damsko-meski, mesko-meski lub damsko-damski wychowywane sa dzieci" - wrecz
    przeciwnie. ja nie jestem za NIWELOWANIEM roznic, ja jestem za roznicami! a
    stawiajac "kobiecosc" na pierwszym miejscu w opisie siebie wlasnie staje sie
    czescia masy (polowy populacji ziemi). mam wpojone, ze kobieta powinna
    zachowywac sie tak-i-tak. i dalej nie rozumiem po co uncertain

    --
    "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
    wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
    drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
    alfabetycznej."
  • 19.06.06, 02:28
    <ale widzisz, te cechy biologiczne po prostu sa. nie musze sie
    ich uczyc, nie musze dostosowywac do nich swojego zachowania. mam miesiaczke,
    owulacje, poziom agresji determinowany przez hormony moze tez, i mialabym je
    rowniez wtedy, gdybym miala dwoch tatusiow smile>

    zgadza sie, ale jako kobieta wychowywana przez dwoch tatusiow, mialabys w nich
    mniejsze oparcie niz gdybys byla wychowywana w rodzinie mama + tata. i to wcale
    nie ze wzgledu na zle checi czy intencje opiekunow, a jedynie dlatego, ze ci
    panowie nigdy tej miesiaczki, owulacji itp nie mieli i nawet jezeli podejma sie
    rozmowy na ten temat, to nigdy nie beda mogli w tym kontekscie tak cie
    zrozumiec jak kobieta. to troche tak jak porady malzenskie przekazywane przez
    ksiezy.
    oni nie beda wychowywali doroslej kobiety ktora rozumie swoj organizm, a mala
    dziewczynke wchodzaca w wiek dojrzewania, czesto wystraszona budzaca sie
    seksuanoscia.
    i nie oszukujmy sie, informacje na biologii sa zwykle ograniczone jedynie do
    anatomii, przekazywane przez zaczerwieniona ze wstydu pania (pana) i wsrod
    smiechow i pochrzakiwan uczniow.


  • 19.06.06, 22:21
    Mysle, ze z parami homoseksualnymi jest tak samo jak z heteroseksualnymi, jedni
    sa lepszymi inni gorszymi rodzicami ot, jak to z rodzicami bywa.
    Po przeczytaniu tych postow zaczelam bawic sie mysla czy chcialabym miec dwoch
    ojcow albo dwie matki i "klonowalam" w myslach moich rodzicow. Inna mam
    intymnosc z mama, inna mialam z ojcem, kazdej z nich by mi brakowalo, jakos sie
    uzupelnialy.
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • 19.06.06, 22:29
    A propos bycia kobieta/mezczyzna - roznia sie fizycznie i psychicznie, jest to
    raczej chyba udowodnionewink: Ale zeby byc rownym nie trzeba byc chyba
    jednakowym? Mnostwo lat temu wpislam sobie do zeszytu z madrymi myslami (tak,
    tak, mialam taki bedac egzaltowana nastolatka) mysl bodajze Hirszfelda "Rasizm
    to nie stwierdzanie roznicy cech to ich wartosciowanie". Pewnie cytuje
    niedokladnie ale minelo ponad trzydzisci lat i zeszyt juz dawno temu poszedl na
    makulature.
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • 18.06.06, 22:28
    moj punkt widzienia nie zawsze byl taki, kiedys myslalam podobnie, rowne prawa
    dla kazdego. ale mysle sobie ze poprawnosc polityczna za wszelka cene nie
    zawsze idze w parze z rozsadkiem.
    w tym wypadku, wyzej stawiam potrzeby dziecka.

    <czyli traktujesz rodziny homoseksualne jak rodziny gorszej kategorii. "lepsze"
    tylko od rodzin patologicznych>

    to sa dla mnie bardzo mocne slowa, (to troche moze nie ladne porownanie, ale
    nic innego nie przychodzi mi do glowy zeby przekazac ci co mysle)to troche tak
    jak test, egzamin, na ktorym maksymalnie mozna otrzymac 100 punktow. para
    hetero dostaje 100 a homo 99 a patologiczna gdzies w na samiutkim dole.
    te 99 nadal swiadczy o tym ze zdajacy jest dobrze przygotowany.

    ten jeden punkt wiecej dla hetero to roznorodnosc. (wyjasnie dalej)
    kobieta - mezczyzna, rozni - rowni.
    (jezeli komus pasuje model mama gotuje tata zarabia i sa w tym szczesliwi,
    dobrze, jezeli gdzie indziej para jest szczesliwa z tata w domu a mama robiaca
    kariere - drugie dobrze. wszystko jest kwestia ustalen miedzy dwojgiem ludzi,
    bez narzucania sobie szczescia z zewnatrz.)

    na podstawie przeczytanej literatury z jaka do tej pory sie spotkalam (zalacze
    tu jeszcze nizej ciekawy artykul o roznicach plci, jedna z bardziej znanych,
    ciekawych ksiazek to "plec mozgu" Moir A, Jessel D - wydaje mi sie ze nie
    natknelam sie jeszcze nigdzie na literature dowodzaca ze kobiete i mezczyzna sa
    tacy sami. uwazam, ze jestesmy rozni. budowa naszych mozgow jest inna, nasze
    hormony graja inaczej, inaczej przezywamy nasze emocje, radzimy sobie w
    sytuacjach stresu.
    w jednym jestesmy troche gorsze, w innych dziedzinach lepsze.
    ale to kompletnie nie swiadczy o tym, ze nie mozemy miec takich samych praw.
    w dziedzinach do ktorych wieksze predyspozycje teoretycznie maja kbiety,
    mezczyzni rowniez moga sie sprawdzic swietnie i odwrotnie. to sa jedynie
    uwarunkowania ogolne. w kazdym z nas hormony graja indywidualnie.
    i powinnismy to szanowac.
    oj. mam nadzieje ze zrozumiale o napisalam.

    teraz jezeli chodzi o dzieci i pary hetero,
    nigdy nie wiemy tak naprawde kogo wychowujemy. wychowujac dziewczynke, moze byc
    tak, ze jej mozg bedzie meski, dziewczynka zapragnie zmiany plci. dlatego moge
    sie z toba zgodzic, ze wychowanie "do pelnienia okreslonej roli w przyszlosci"
    nie jest dobrym rozwiazaniem. rozumiem tutaj twoje oburzenie nieszczesnym
    slowem "wzorce"

    chodzilo mi o to, ze dziecko obcujac na codzien w domu z kobieta i mezczyzna,
    ma szanse obserwowac reakcje plci "przeciwnej" a takze swojej (tak jak
    napisalam wyzej nigdy na 100% nie wiadomo ktora to plec przeciwnawink.
    uczy sie radzic sobie z wlasnymi emocjami.
    ma szanse uczyc sie tych roznic z pierwszej reki. te roznice sa juz zakodowane
    w naszych mozgach. i nie wystarczy powiedziec sobie, ja nie chce zeby dziecko o
    nich wiedzialo bo one sa i juz. udajac ze ich nie ma zrobimy dziecku krzywde.
    to tak jak rodzice dziewczynki z umyslem meskim, odrzucala ja w pozniejszych
    latach i probuja ja leczyc z transsksualizmu. a tego sie zrobic nie da. nie
    chodzi o to zeby roznic sie pozbyc, ale o to zeby nauczyc sie wzajemnego
    szacunku do nich.

    to co mnie przekonuje do tego ze roznice istnieja i ze sa wazne w zyciu ludzi
    to min desperacja transeksualistow . czesto poswiecaja cale swoje zycie,
    rodzine, po to, zeby zyc w zgodzie ze swoja pluciowoscia.
    zaprzeczanie temu nie ma sensu dla mnie. powinnismy sie jedynie uczyc szacunku
    do tych roznic, do nas samych.

    dziecko wychowane w rodzinie hetero ma po prostu wiecej szans dowiedzenia sie o
    roznicach i obcowania z nimi na codzien.

    co oczywiscie zupelnie nie przekresla par homo. madra para homo napewno
    znalazla by sposob, aby dostarczyc potrzebna wiedze dziecku i nauczyc go z niej
    korzystac. nauczylaby tez szacunku dla odmiennosci (w tym wypadku plci) ale w
    rodzinie hetero przebiega to latwiej, w naturalnych warunkach.

    dlaczego jezeli moge ulatwic cos dziecku, w imie poprawnosci politycznej, mam
    to utrudniac? dlaczgo dziecko zwykle juz po ciezkich przejsciach ma byc tu
    katrta przetargowa?

    k.
  • 18.06.06, 22:36
    ma szanse uczyc sie tych roznic z pierwszej reki. te roznice sa juz zakodowane
    <w naszych mozgach. i nie wystarczy powiedziec sobie, ja nie chce zeby dziecko
    o
    nich wiedzialo bo one sa i juz. udajac ze ich nie ma zrobimy dziecku krzywde.
    to tak jak rodzice dziewczynki z umyslem meskim, odrzucala ja w pozniejszych
    latach i probuja ja leczyc z transsksualizmu. a tego sie zrobic nie da. nie
    chodzi o to zeby roznic sie pozbyc, ale o to zeby nauczyc sie wzajemnego
    szacunku do nich.
    >

    zeby ubiec ewentualne pytania. nie mam namysli narzucaniu dziecku info o
    roznicach, dziecko samo przebywajac w rodzinie decyduje jakie zachowanie jest w
    zgodzie z nim samym.
  • 18.06.06, 20:23
    bardzo dziekuje ci elu za tego posta, o to wlasnie mi chodzilo.
  • 18.06.06, 21:58
    Elu to nie o to chodzi że pary homoseksualne MUSZĄ adoptować dzieci tylko o to
    żeby MOGŁY. Społeczeństwo mające taką opcję jest zdrowsze i bardziej sprawiedliwe.
    A teksty typu: lepiej dwa pedały niż sierociniec to dla mnie masakra.
    Kran
    --
    Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
    siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
    się dostosował.
  • 18.06.06, 22:40
    <A teksty typu: lepiej dwa pedały niż sierociniec to dla mnie masakra.>

    jezeli mnie mialas tu na mysli, to uwazam ze potraktowalas mnie
    niesprawiedliwie. zawsze pisalam o parach homo z szacunkiem. bo i mam dla nich
    szacunek.
    co do reszty napisalam juz na ten temat caly elaborat. przeczytaj.
  • 18.06.06, 22:50
    Nie Tora , nie miałam absolutnie na myśli nikogo z KP. Raczej teksty z jakimi
    można sie spotkać w życiu niekiedy.
    Uważam ten wątek za bardzo ciekawy i róznorodny i wiele z niego skorzystałam.
    Tak się złożyło że zarówno osobiście jak i medialnie ( gazety, TV , net )
    poznałam wiele gejowskich par które są o wiele lepszymi małżenstwami niż
    niejedna para heteroseksualna.
    Z moich obserwacji dzieci wychowane przez gejów mają o wiele mniej problemu z
    orientacją seksualną ich rodziców niż otoczenie.
    Kran

    --
    Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
    siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
    się dostosował.
  • 20.06.06, 07:03
    no to przyznam ze ulzylo mi smile
  • 20.06.06, 08:17
    A to się cieszęsmile))))
    Ja raczej jestem znana ze szczerości i jakbym chciała coś osobiście do kogoś to
    po imieniu:pppp
    Kran
    --
    Teoria ewolucji nie istnieje. Tylko lista stworzeń, którym Chuck Norris pozwolił
    żyć...
    ...na polecenie Jarosława Kaczyńskiego.
  • 20.06.06, 10:08
    O rany! NIe było mnie raptem 4 dni a tu takie gorące dyskusje!
    WIecie, mysle sobie o tych wzorcach w rodzinach homo i hetero. Oczywiście nie
    bee pisać o takich jak gotowanie i gwoździe bo to sie zmienia i w kazdej niemal
    rodzinie jest teraz inaczej. ALe opowiem Wam coś - moi rodzice sie rozwiedli
    (nie z powodu alkoholu) i kiedyś moja siostra spytała Mamę jak to jest w
    małżeństwie z pieniędzmi. Jak to się robi i dzieli itd. Bo Ona nie wie. Wie jak
    to jest jak jedna osoba zarabia i zarzadza a jak są dwie to co? Ja wiem, ze to
    teraz tez sie róznei rozwiązuje, ale chodzi o to, ze osobom z rodzin rozbitych
    lub homo moze brakować pewnych wzorców relacji - zwłaszcza jeśli dziecko będzie
    hetero. W jaki sposób ma się nauczyć adorować kobietę i rozumieć np., że
    jest "niedysponowana", albo skąd ma potem wiedzieć, ze kobieta w ciąży wymaga
    specyficznego podejścia? A przeciez tego potem wymagamy. Jak pozatym sama
    dziewczynka ma się postrzegac jako kobieta? I vice wersa. Duzym problemem w
    naszej rodzinie bylo wychowac najmlodszego brata tak, zeby nie był "sierotą"
    ale jednoczesnie nie chamem. Miałyśmy ciekawą sytuację, bo poniewąz w domu były
    trzy kobiety i on to on o sobie mówił "zrobił-AM" itd. Albo mój synek - uczymy
    go siusiac na stojąco - ale co ja o tym wiem??? ciągle mial posiusiane
    majteczki, dopiero jak zaczęłam stanowczo posyłać męza z nim do łazienki
    problem się zaczął rozwiązywac. ITD. Tylko sie na mnie nie rzućcie zaraz,
    zauważcie, ze piszę nie tylko o problemie rodzin homo ale i rozbitych - problem
    jest podobny - brak pewnych wzorców, poza gotowaniem i gwoździami. Nie
    wszystkiego można się nauczyć z ksiazek czy w szkole.
    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • 18.06.06, 22:46
    jan.kran napisała:

    > Elu to nie o to chodzi że pary homoseksualne MUSZĄ adoptować dzieci tylko o
    to
    > żeby MOGŁY. Społeczeństwo mające taką opcję jest zdrowsze i bardziej
    sprawiedli
    > we.

    Kranie - sprawiedliwe dla kogo i w jaki sposob to udowodnic? Ja wcale nie wiem,
    czy tak wlasnie jest a mam wrazenie, ze wiele osob przyjmuje takie wlasnie
    stwierdzenie jako aksjomat z obawy przed dyskusja lub, co gorsza, z obawy przed
    byciem uznanym za homofoba. Z jakiegos powodu, od pewnego czasu zadawanie pytan
    i zglaszanie watpliwosci bywa postrzegane jako homofobia, co dla mnie osobicie
    uraga jakiejkowiek demokratycznej wymianie pogladow. Ale to tylko tak na
    marginesie.
    Sa rozne opcje rodzinne - jedne lepsze, inne gorsze. Czasem nie ma innego
    wyjscia gdy np. jedno z rodzicow umiera albo para sie rozstaje i sila rzeczy
    dzieci wychowywane sa w rodzinie niepelnej. I moga byc w takiej rodzinie
    wychowane wspaniale choc jakies tam statystyki zbierane od lat w roznych
    krajach wciaz wskazuja, ze np. samotne matki maja mniejsze sukcesy wychowawcze
    niz samotni ojcowie, ci z kolei mniejsze niz rodziny pelne 9przez mniejsze
    sukcesy wychowawcze nalezy rozumiec procent potomstwa konczacego jako
    kryminalisci, ludzie uzaleznieni od roznych substacji lub korzystajacy z pomocy
    spolecznej dluzej niz 5 lat). Zalozenie, ze dwie kobiety lub dwoch mezczyzn
    beda statystycznie dorownywac w sukcesach wychowawczych rodzinom tradycyjnym
    jest narazie nie do udowodnienia - za malo materialu. I na dwoje babka wrozyla -
    moze byc i tak i siak. A jesli bedzie zle to co? Przeglosujemy odebranie praw
    do adopcji przez pary homoseksualne? To jest ryzyko spoleczenstwa -
    przeglosowanie prawa dopuszczajacego adopcje przez pary homoseksualne. Ryzyko
    podejmowane ze swiadomoscia, ze mozna zrobic wiele dobrego ale mozna zrobic tez
    bardzo wiele zlego nastepnym pokoleniom. Mnozenie kolejnych nieprzystosowanych,
    zbuntowanych, nieszczesliwych ludzi, ktorzy maja klopot ze znaleziem swojego
    miejsca w swiecie nikomu nie sluzy. Oczywiscie tak byc nie musi - moze byc
    wrecz odwrotnie, moze sie okazac, ze pary homoseksualne sa wrecz lepszymi
    rodzicami niz pary heteroseksualne ale tego narazie nie wie nikt. I dlatego
    ZANIM prawo bedzie wprowadzone trzeba ze soba rozmawiac i powaznie traktowac
    argumenty i watpliwosci obu stron. Moj niepokoj budzi zakladanie z gory, ze
    mama i tata albo tata i tata czy mama i mama to DOKLADNIE TAK SAMO dobry wstep
    do wychowania szczesliwego, dobrze funkcjonujacego w swiecie czlowieka. Bo taki
    teraz jest trend w postrzeganiu par homoseksulanych vs. pary heteroseksualne.
    Ale czy to naprawde jest dokladnie TAK SAMO to sie dopiero moze okazac po
    dluzszym czasie gdy mowa bedzie nie o wybiorczych przykladach ale o faktycznych
    porownaniach dokonanych zgodnie ze wszystkimi zasadami statystyki-nauki.

    > A teksty typu: lepiej dwa pedały niż sierociniec to dla mnie masakra.

    Nikt tu dotad nie uzywal slowa "pedal" - nie wiem czemu po nie siegasz.
    Natomiast duch takiej wypowiedzi jest zgodny z tym, ze wiele osob uwaza, ze
    lepszy jeden rodzic niz sierociniec - dlatego moga adoptowac single choc
    czekaja czesto dluzej niz pary; lepsi rodzice innej rasy niz sierociniec
    chociaz w tej kwestii wiele organizacji skupiajacych Afro-Amerykanow i Natives
    zglasza duze watpliwosci. Adopcja to jest bardzo skomplikowana sprawa, wiele
    ludzi ma z tym problem przez cale zycie. Ontario otworzylo ostatnio mozliwosc
    znajdowania dzieci i rodzicow przez osoby adoptowane i przez rodzicow, ktorzy
    oddali dzieci do adopcji bez zadnych ograniczen. Juz sa pierwsze negatywne i
    pozytywne skutki tej mozliwosci prawnej. Nic nie jest w tej sprawie ani
    jednoznacznie zle, ani jednoznacznie dobre. To samo bedzie najprawdopodobniej
    dotyczyc adopcji przez pary homoseksualne. Zachodzi tylko pytanie jaki bedzie
    balans pomiedzy pozytywami i negatywami. W kwestii dzieci, ktore trafily do
    sierocinca, dopoki sa dziecmi, zawsze mozna mowic tylko o mniejszym zle lub o
    roznych odcieniach dobra - idealne rozwiazania sa nieprawdopodobne.
    Mam nieprzyjemne poczucie, ze zwolennicy prawa do adopcji przez pary
    homoseksulane chca zamknac usta wszystkim watpiacym oskarzajac ich jawnie badz
    w podtekstach o homofobie i przestarzalosc pogladow. A to nie tedy droga.
    Rozwiazanie mama+tata funkcjonowalo calkiem skutecznie jako JEDYNE prawne
    rozwiazanie od czasow mamy malpy i taty malpy. Jesli chcemy wlasnie teraz
    dokonac zasadniczych zmian w tym rozwiazaniu musimy byc swiadomi potencjalnych
    konsekwencji. Te konsekwencje beda najprawdopodobniej i dobre, i zle -
    zalozenie, ze moze byc tylko lepiej wydaje mi sie sporym naciaganiem i takim
    troche tupaniem noga "bo ja tak chce". A my tymczasem mamy w Toronto juz
    kolejny gay rozwod chociaz prawo do zawierania zwiazkow ma niecale 2 lata sad((
    Szczesliwie narazie nie ma kwestii custody. I juz do widzenia na dzis, bo
    jedziemy na BBQ z okazji Dnia Ojca - moze jakos wytrzymamy ten upal na patio u
    szwagrow smile Elka
  • 11.06.06, 22:04
    Ciotka mojego meza adoptowala Brazylijke ponad 20 lat temu. Kwestia ta dotyczy
    wielu par we Wloszech nie mogacych dorobic sie wlasnego potomstwa. W kazdym
    badz razie kuzynka mojego wyrosla na 100 procentowa Wloszke o ciemnej skorze.
    Sliczna dziewczyna ale z niewiadomych mi przyczyn nigdy nie wykazala
    zainteresowana swoim krajem ani nie wykazala checi spedzenia wakacji w Ameryce
    Poludniowej. Wiem, ze wiele malzenstw decyduje sie na dzieci latynoskie ze
    wzgledu na uproszczona procedure adopcyjna.
    Inna sprawa to rasizm ktoryl dotknal i odcial pietno na psychice Anny. Niby sie
    wydaje ze Wlochy to kraj toleracyjny a jednak
  • 11.06.06, 22:12
    cuciolo szkoda ze doznala takich przykrosci,bardzo trudno jest z takich spraw
    wychodzic i wazne na kogo sie potem trafi.
  • 12.06.06, 09:12
    Wiem ze trudno, z jakis tam napomknien wnioskuje ze w liceum miala problemy a
    to bardzo zdolna dziewczyna wiec kto wie czy to nie byl odwet za dobre stopnie.
    Wydoroslala i zakochala sie. Teraz stapa mocno po ziemi
  • 11.06.06, 23:41
    Dla osoby, ktora nie czytala rzeczonego watku, na ktory sie powolujesz, to moze
    byc zupelnie niezrozumiale - bo wg mnie adopcja i egoizm zupelnie nie ida w
    parze. Poza tym chyba to jeden z celow adopcji - zapewnienie dziecku dobrej
    przyszlosci, wiec niezrozumiale pytanie - czy mozna zapewnic takiemu dziecku
    itd..
    Popieram adopcje, podziwiam ludzi, ktorzy adoptuja, sama bym sie w tym momencie
    nie zdecydowala, chociaz kilka lat temu i owszem. Balabym sie genow i tego, ze
    na pewne rzeczy nie mialabym wplywu, jesli chodzi o wychowanie. Moze mi sie
    kiedys odmieni, nie wiem.
    Poza tym Kranie nie wiem czy zauwazylas, ale rzucilas juz ze trzy tematy do
    rozmowy, sama rozpoczynajac watek i na zaden z tych tematow w sumie sie nie
    wypowiedzialas.
    Pozdrawiam
    Pola




  • 12.06.06, 08:59
    conejito13 a dlaczego nie przyjac tego ze kazdy ma inny sposob myslanie ,czy ja
    musze sie ze wszystkim zgadzac aby byc potem uznawanym za toleracyjnego ,chyba
    nie o to chodzi.
  • 12.06.06, 09:44
    z Ukrainy. Bo nam emocjonalnie tam najblizej, a z Polski z pewnych formalnych
    wzgledow nie mozemy.

    Decyzja wymagala zastanowienia i nie byla taka hop-siup, bo to nie prosta
    sprawa, ani dla nas, ani dla dziecka. Ale teraz czekamy - wlasnie w czerwcu
    papiery polecialy do Kijowa, po ponad roku procedury w Niemczech - i jeszcze
    poczekamy, bo obecnie na dziecko z Ukrainy czeka sie 2 lata mniej wiecej.
  • 12.06.06, 09:48
    Aha - to, ze dziecko adoptujemy z Ukrainy, wbrew pozorom nie oznacza, ze
    bedzie 'slowianskie'. Prawie na pewno nie smile - raczej o rysach tatarskich,
    cyganskich. Szczerze mowiac - jest to dla nas po prostu nieistotne.

    Wybralismy Ukraine, bo chcemy by dziecko znalo swoje korzenie, rozumialo
    kulture - a ze nam do Ukrainy blizej niz do np. Brazylii - stad Ukraina.
    Kwestia finansowa tez tu ma pewne znaczenie - na Ukraine jest blizej, a
    bedziemy tam latac i tam jakies 6-8 tygodni mieszkac.
  • 12.06.06, 09:52
    Olvi, wielkie ciumaski i powodzenia !
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    i po chmielewsku
  • 12.06.06, 09:53
    Dziekuje Asiu smile
  • 12.06.06, 10:17
    We Wloszech mamy, ktore adoptuja dzieci nazywa sie mamami od serca (mamma di
    cuore), a mamy ktore urodzily dziecko sa mamami brzusznymi (mamma di pancia).Po
    polsku nie brzmi zbyt milo to tlumaczenie, ale po wlosku tak.

    --
    Nie bierzcie życia tak poważnie
    i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
  • 12.06.06, 23:01
    daisy123 napisała:

    > We Wloszech mamy, ktore adoptuja dzieci nazywa sie mamami od serca (mamma di
    > cuore), a mamy ktore urodzily dziecko sa mamami brzusznymi (mamma di pancia).Po
    >
    > polsku nie brzmi zbyt milo to tlumaczenie, ale po wlosku tak.
    >
    Po wlosku to brzmi przepieknie. W ogole to najpiekniejszy jezyk na swiecie.

    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • 12.06.06, 22:31
    i zakochala sie.........
    ------------------
    a to fajnie smile

  • 12.06.06, 22:40
    Zakochala sie znaczy odnalazla i uwierzyla w siebie. Jest w zwiazku od 2lat i
    czuje sie bezpiecznie.
    smile))))
  • 12.06.06, 22:42
    uu lubie takie historie ,,hm chyba jest jakas dla mnie nadzieja ?
  • 13.06.06, 15:34
    Milosc przychodzi wredy gdy jest najmniej oczekiwana
    To wiem po sobie. A budowanie i utrzymanie zwiazku to juz zupelne inna para
    kaloszy
    Ja wierze ze Ty sie odnajdziesz w zyciu
  • 12.06.06, 23:14
    Sylwku, a moze ty za bardzo przebierasz?

    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • 12.06.06, 23:25
    babiana to dlugaaaaaaaaa historia
  • 12.06.06, 23:31
    wracajac do tematu to kiedy nalezy dziecku powiedziec ze nie jest sie Ich
    rodzina(biologiczna)...
  • 13.06.06, 00:10
    Tu gdzie mieszkam, w zachodnim stanie USA, wszedzie sie widzi bialych rodzicow
    z chinskimi coreczkami. Adopcja z Chin jest tu bardzo popularna - sierocince w
    Chinach maja dobra opinie - dzieci sa przewaznie zdrowe, i dobrze zaopiekowane.
    Chiny tez pozwalaja adopcje przez "starsze" osoby - to znaczy po 40tce - i
    takze przez starsze samotne matki. Mam sasiadke ktora majac 50 lat zaadaptowala
    corke, a rok potem pojechala po druga. Obie dziewczynki chodza w soboty
    do "chinese school" i rodzina takze nalezy do klubu rodzin z adaptowanymi
    dziecmi z Chin.
  • 13.06.06, 00:54
    Czesc Katlia
    Tez widze te chinskie dzieci w naszym miescie (sasiadko moja wink ) zawsze je
    zauwazam bo byl moment kiedy do tej agencji adopcyjnej skladalam papiery.
    Wprawdzie nie mam mojec chinskiej corki, ale zawsze serce mi sie raduje na
    widok innych rodzin.

    Co do gejow to znam pare mesko-meska (w zwiazku od 12 lat)ktora zaadoptowala 2
    corki. Swietni ludzie i stanowia super rodzine. Moje dziecko chodzilo do tej
    samej szkoly co ich dziewczynki i bardzo sie siesze ze ich poznalam.

    --
    Well behaved women don't make history
  • 13.06.06, 13:44
    W Irlandii widze ale dopiero od niedawna - adoptowane dzieci z azjatyckiego
    kontynentu.
    W Jonathan'a klasie jest piecioletni Eion, ktory pomimo irlandzkiego imienia
    bardziej wyglada na Tajlandczykawink
    Niedawno rozmawialam z jedna mama, ktorej syn chodzi do szkoly z moim starszym
    dzieckiem. Na reku miala 2-letnia Chinke. Zaadoptowali ja po Gwiazdce. Sami
    maja 3 synow i ona zawsze chciala miec corke. Stwierdzila, ze nie
    chce "ryzykowac" i zachodzic w ciaze 4 raz - bo moze znowu trafi sie chlopakwink
    wiec z mezem postanowili zaadoptowac dziewczynke i sa bardzo szczesliwi - ona
    ma corke, ktora zawsze bardzo chciala miec, a dziewczynka ma dom pelen rodziny,
    ktora stanie na glowie by Jej wszystko zapewnic - uczuciowo i finansowowink)

    W Irlandii tez od dobrych 15 lat jest bardzo silny strumien adopcji dzieci z
    okolic Czarnobyla - glownie tych chorych. Na mojej ulicy mieszka 13-latka chora
    na bialaczke adoptowana 10 lat temu. W Irlandii ma zapewniona kochajaca
    rodzine, ktora lata z nia do szpitala na leczenia, zapewnia wszelkiego rodzaju
    przyjemnosci, by ulzyc w chorobie, a na Bialorusi byla w sierocincu porzucona
    przez rodzicow, ktorzy nie mogli sie nia zajac. Takze w sierocincu nie bylo
    podstawowych lekarstw dla niej.

    Sama za pare lat tez chcialabym zaadoptowac dziecko potrzebujace pomocy i
    milosci - na razie sie przygotowuje...przez 11 lat zylam z rakiem w najblizszej
    rodzinie, wiec wiem, ze nie jest to latwa decyzja.
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 13.06.06, 14:00
    wiecie co mi sie podoba ze chcecie cos dac obcym dzieciom bo tak naprawde to co
    One zawinily ze maja taki los i chwala takim osobom ..

  • 13.06.06, 14:34
    Od 3 lat jestesmy tzw "outreach family" dla tego projektu:
    www.chernobyl-international.com/abouttheproject/default.asp
    Wlasnie przez siasiadke sie wciagnelismy. Co roku na wakacje przyjezdza do nas
    jedna dziewczynka, ktorej rodzice nie sa wstanie zapewnic pomocy, takiej jaka
    dostaje w Irlandii - my to nazywamy, ze przyjezdza do nas na "oddech"wink)
    Co roku z tego projektu przyjezdza okolo 60 dzieci z Czarnobyla. W tym roku
    przyjezdzaja 20 lipca i beda do konca wakacji. Moj maz bierze zawsze urlop
    bezplatny na ta okolicznoscwink

    Niektore rodziny zaadoptowaly dzieci, niektore pomagaja tylko wakacyjne, a
    niektore jedno i drugie, bo czasami ludzie maja calkiem pojemne sercawink)
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 13.06.06, 14:39
    maja92 moje gratulacje smile
    szkoda ze tych osob jest tak malo sadno ale trzeba sie cieszyc z tego co jest
  • 13.06.06, 14:45
    mozna tez wspierac dzieci w inny sposob tzn wspierac organizacje itp i to tez
    jest wazna pomoc.
  • 13.06.06, 16:58
    Adopcja - popieram bez wzgledu na kulture i kolor skory, ale roznica wieku
    miedzy dzieckiem i rodzicem nie powinna byc wiecej niz 45 lat. Bo jak jest
    wiecej to jest to adopcja wnukow. I mnie to przeraza.

    Adopcja moze byc czasem zwiazana zegoizmem - tak jak wszystko - znalam
    przypadki, gdy rodzice adopcyjny przebierali w rosyjskich dzieciach tak jakby
    kupowali samochod. "Nie chce tego dziecka, bo grube".
  • 13.06.06, 17:44
    Temat jest trudny, bo "kazdy kij ma dwa konce". Znam wiele rodzin, ktore
    adoptowaly dzieci spoza Europy, decyduje chyba glownie fakt, ze o dziecko
    europejskie jest bardzo trudno, ze wzgledu na uatawodawstwo w europejskich
    krajach. Mojej kolezance udalo sie zaadoptowac chlopca z polskiego domu
    dziecka, przeszla gehenne, to na dluzsze opowiadanie o bezdusznosci. W koncu
    wywalczyli tylko dlatego, ze chlopiec byl juz starszy (trzy lata) i do tego
    inwalida z wykoslawiona noga, ktora zreszta w Szwecji pieknie zoperowali. Znam
    te pare adoptowanych, juz doroslych dzeci - z Korei, Chin i Ameryki Poludniowej.
    Opowiadaja jak dziwna jest ich sytuacja, gdy wychowani w rodzinach szwedzkich
    sa stuprocentowymi Szwedami ze szwedzkimi tradycjami i szwedzkim jako jezykiem
    ojczystym ,podczas gdy otoczenie traktuje ich czesto jak obcych .Skad jestes,
    kiedy przyjechales itd. Okropne w wieku dorastania, czuli sie jak ni to ni owo.
    Pomogla im przynaleznosc do stowarzyszenia adoptowanuych dzieci gdzie mogli
    podzielic sie swoimi przezyciami z innymi w podobnej sytuacji, bo najczesciej
    nie chcieli o tym rozmawiac z rodzicami, zeby ich nie ranic.
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • 14.06.06, 02:42
    Temat nie jest prosty, a kazdy kij ma dwa konce jak slusznie zauwazyla Mon.
    Ja mam rozne przemyslenia na ten temat i bardzo mi sie np nie podoba gdy ktos
    mowi "od zawsze chcialam zaadoptowac Chineczke malutka" Bo dla mnie to jest
    bardzo przedmiotowe traktowanie dziecka, jak kupowanie nowej kanapy donowych
    zaslon.. Oczywiscie super wyglada parka: ona super laska, on przystojny brunet,
    obydwoje rozesmiani, opaleni, a za raczke idzie ladna skosnooka dziewczynka (lub
    zgarbna ciemnoskora ze slicznymi loczkami) w rozowej sukieneczce. Niestety nie
    zawsze ludzie zdaja sobie sprawe z tego jak czarnoskore dziecko na przyklad
    bedzie sie czulo otoczone przez samych bialej rasy blodynkow w przedszkolu czy
    szkole....
    Bardzo popieram adopcje - do dzis mam przed oczami placzece dzieci w Domach
    dziecka, ktore czepialy mi sie do rak i nie chcialy wypuscic i ta nadzieja w
    ich oczach, ze moze to ja bede ich mama...
    Ale.. no wlasnie - jedna z Was napisala o wystepujacycm czasami elemencie
    karmienia wlasnego egoizmu - i ja tez to zauwazylam, oczywiscie nie u wszytskich
    i nie w kazdym przypadku, rodzicow ktorzy maja zaadoptowane dziecko.
    Proces adopcji w niektorych krajach trwa tak dlugo poniewaz "sprawdza sie"
    rodzicow. Oni musza przejsc pewne spotkania z psychologami, spelniac pewne
    warunki itd. W krajach typy Chiny czy Filipiny te procesy zdaja sie prawie nie
    istniec - oczywiscie nie daje sie dziecka w "ciemno", ale zasady sa duzo prostsze.
    --
    Ględzę jak baba z wozu!!!
  • 14.06.06, 03:24
    To jest na pewno piekne, ze ludzie adoptuja dzieci wszystko jedno jakiego
    koloru skory ale ja mam zawsze takie rozne watpliwosci. Na przyklad: jaka mozna
    miec pewnosc, ze dziewczynka z Chin zostala faktycznie porzucona przez matke
    lub rodzicow? A moze ta matka zostala do tego porzucenia zmuszona przez rodzine
    czy okolicznosci i gdzies liczy na to, ze za rok lub dwa odzyska dziecko? Nie
    mam zadnego zaufania do biurokracji chinskiej, ukrainskiej czy wielu innych.
    Jezeli w jakims kraju matki porzucaja dzieci z biedy lub sa do tego zmuszane
    przez jakies bezsensowne tradycje to czy faktycznie slusznym jest
    przeszczepianie takich dzieci na inny kontynent zamiast zainwestowania sil i
    srodkow w edukacje i pomoc tym matkom na miejscu? Ja wiem, ze pragnienie
    posiadania dziecka jest bardzo silnym bodzcem i na pewno adoptujacy rodzice
    maja jak najlepsze intencje ale tak czasem mysle, ze ten nasz wysoko-rozwiniety
    swiat tylko bierze od tych ubozszych. A jesli juz cos daje to na bardzo
    ograniczonych warunkach dostosowanych wylacznie do wlasnych potrzeb a nie do
    tego, co moze mogloby byc lepsze dla biednych ludzi, ktorzy zmuszeni sytuacja
    zyciowa sprzedaja lub porzucaja swoje dzieci. I do tego dopisuje sie piekna
    otoczke "ratowania" lub "pomocy". Te wszystkie tysiace dolarow wydane na
    sprowadzenie ilus tam dzieci z Chin lub Haiti moze zebrane do kupy mogloby dac
    wiekszy pozytek lokalnym spolecznosciom niz indywidualne adopcje? Jakos nie
    potrafie takich adopcji widziec jako wylacznie pozytywne zjawisko. Elka
  • 14.06.06, 03:58
    Ela podpisuje sie pod tym co napisalas!
    --
    Ględzę jak baba z wozu!!!
  • 14.06.06, 04:17
    elagrubabela napisała:
    > jak mozna miec pewnosc, ze dziewczynka z Chin zostala faktycznie porzucona
    przez matke
    > lub rodzicow? A moze ta matka zostala do tego porzucenia zmuszona przez
    rodzine
    > czy okolicznosci i gdzies liczy na to, ze za rok lub dwa odzyska dziecko? Nie
    > mam zadnego zaufania do biurokracji chinskiej, ukrainskiej czy wielu innych.


    W Chinak obowiazuje polityka kontroli populacji i prawo ktore zaklada ze para
    powinna miec tylko JEDNO dziecko. Jesli splodza drugie to musza zaplacic
    astronomiczna dla wiekszosci kare (rownowartosc sredniej pesji krajowej za 2
    lata) Rodziny chca miec chlopcow poniewaz wedle odwiecznych zwyczajow to syn a
    nie corka zajmuje sie rodzicami na starosc. Tam nie ma systemow emerytalnych w
    europejskim znaczeniu, wiec dla rodzicow posiadanie syna to sprawa zycia lub
    smierci na starosc. Tak wiec o ile nam sie to nie miesci w glowach,
    dizewczyneki sa porzucane/wyrzucane. W ubogich chiskich sierocincach jest ich
    ponad 2 miliony.


    Adopcja miedzynarodowa to nie jest prosta sprawa i nie wyglada to jak wycieczka
    na zakupy do Tajlandii. Zaadoptowanie dziecka z Chin do USA trwa prawie 2 lata.
    Grube teczki papierow zawieraja wywiady srodowiskowe, wydajnosc finansowa
    rodzicow, badania lekarskie calej rodziny i stosy papierow emigracyjnych.
    koszty tez moga wielu odstraszyc. Mowimy o 15-20 tysiacach dolarow. Z tej sumy
    jakies 4-5 tysiecy trzeba dac w gotowce temu domowi dziecka, zeby mogli inne
    dzieci wykarmic. A to dopiero poczatek, bo koszty wychowywania i wyksztalcenia
    dzieci ida w gore z roku na rok.

    To tyle moich wywodow. Mam nadzieje ze rzucilam troche swiatla na sprawe smile


    --
    Well behaved women don't make history
  • 14.06.06, 15:18
    alex113 napisała:


    > W Chinak obowiazuje polityka kontroli populacji i prawo ktore zaklada ze para
    > powinna miec tylko JEDNO dziecko. Jesli splodza drugie to musza zaplacic
    > astronomiczna dla wiekszosci kare (rownowartosc sredniej pesji krajowej za 2
    > lata) Rodziny chca miec chlopcow poniewaz wedle odwiecznych zwyczajow to syn
    a
    > nie corka zajmuje sie rodzicami na starosc. Tam nie ma systemow emerytalnych
    w
    > europejskim znaczeniu, wiec dla rodzicow posiadanie syna to sprawa zycia lub
    > smierci na starosc. Tak wiec o ile nam sie to nie miesci w glowach,
    > dizewczyneki sa porzucane/wyrzucane. W ubogich chiskich sierocincach jest ich
    > ponad 2 miliony.

    Wybacz Alex ale to sa takie troche sensacyjne historie z roznych artykulow i
    filmow para-dokumentalnych, ktore sa tylko czescia prawdy a czesto wrecz sa
    mocno-naciagana prawda. Ze wzgledow zawodowych sporo wiem o prawach czlowieka w
    Chinach i to co piszesz jest wybitnym uproszczeniem. Owaszem, zalecane jest
    posiadanie jednego dziecka ale nawet w najbardziej radykalnym momencie
    stosowania takiego ograniczenia (lata 70-te i 80-te), nigdy nie dotyczylo to
    mieszkancow wsi ani... Tybetu! Po drugie, nie placi sie kary tylko placi sie za
    wszystko zwiazane z 2 badz 3 dzieckiem duzo wiecej niz za 1 dziecko. To dotyczy
    szkoly, opieki medycznej itd. Tak wiec zamozniejsi ludzie zawsze mogli sobie
    pozwolic na wiecej niz 1 dziecko a teraz, gdy w Chinach coraz wiecej ludzi
    zamoznych rowniez to ograniczenie powstrzymuje coraz mniej osob. Nie wolno tez
    zapominac, ze aborcja byla i jest w Chinach na zyczenie. Oczywiscie, sa
    drastyczne sytuacje i mozna je cytowac ale w Chinach w ogole prawa czlowieka sa
    lamane notorycznie pod kazdym wzgledem wiec to jest tylko czesc bardzo
    dramatycznej calosci.
    To, ze w USA czy Kanadzie sprawdza sie potencjalnych rodzicow adopcyjnych w
    zaden sposob nie przekonuje mnie do pokladania zaufania w jakiekolwiek
    dzialania strony chinskiej. Im wiecej mam do czynienia z ich biurokracja tym
    mniej ufam czemukolwiek, co stamtad jest przysylane (mam na mysli dokumenty,
    nie ludzi - ha ha ha). Tragedia krajow takich jak Chiny jest hipokryzja
    polityki krajow wysoko-rozwinietych ale to temat na inna rozmowe. Elka
  • 14.06.06, 08:58
    Nie wypowiadam sie na temat Chin, ale na Ukrainie nikt nikomu nie odbiera
    dzieci. Dziecko 14 miesiecy czeka na adopcje krajowa, zanim w ogole ktokolwiek
    je zakwalifikuje do zagranicznej. Przypominam: legalnie adoptuje sie prawie
    tylko dzieci chore - ktore w kraju pochodzenia wiekszych szans na adopcje nie
    maja. Adopcja z Ukrainy dziecka mlodszego niz 14 miesiecy jest nielegalna. Jak
    myslicie, ile na Ukrainie jest chetnych do adopcji chorych, starszych dzieci?

    Dzieci, ktorych matki chca sie nimi opiekowac, a nie moga, nie sa do adopcji.
    Rodzice nie maja odebranych praw rodzicielskich.

    Ja za to mam inny przyklad: jutro lece z moim M do Bulgarii, odwiedzic 2
    siostry, ktore sponsorujemy od 5 lat. Byly kiedys w domu dziecka, a kiedy
    starsza skonczyla 18 lat, z dnia na dzien powiedziano jej 'do widzenia' i
    wystawiono za drzwi, nie pytajac, dokad pojdzie. Razem z nia wyslano jej
    siostre - wowczas lat 10. I ja pytam: czy to normalne, by dziewietnastolatka
    miala na glowie szkole, prace, byla prawnym opiekunem mlodszej siostry i miala
    dom nad glowa tylko dlatego, ze mieszka ze starszymi bracmi, ktorzy sa
    sympatyczni i mili, ale wola napic sie niz pracowac? Moim zdaniem, byloby im
    lepiej, gdyby te 6 lat temu, kiedy zmarla ich mama, trafily do adopcji. Bracia
    przez te 6 lat sie nimi nie interesowali. Tylko ze wowczas mialy juz 5 i 13
    lat, a w Bulgarii nikt nie adoptuje takich dzieci. Dziewczynki maja za soba
    jedna taka probe lokalna - rodzina z nich 'zrezygnowala'.

    A na Ukrainie dziecko 'wystawia' sie z domu dziecka gdy ma lat 16.
  • 14.06.06, 09:04
    Drugi przyklad. Moj maz wczoraj wrocil z Kazachstanu, byl w stolicy.
    Zastanawialismy sie wczesniej, skad tyle adopcji z Kazachstanu, skoro tam jest
    np. w porownaniu z poziomem zycia Ukrainy czy Rosji, calkiem, calkiem.

    A otoz: na ulicach Almaty widac wiele par: ale zawsze kazachskich lub
    europejskich. NIE WIDAC mieszanych, co zreszta mezowi potwierdzila jego
    kolezanka z pracy. Adopcje sa, ale ludzie NIE ADOPTUJA mieszanych dzieci. Tak
    jak nie adoptuja dzieci z turecka krwia w Bulgarii czy tatarska/cyganska na
    Ukrainie.

    Gdyby w tych krajach byl dobrze rozwiniety system rodzin zastepczych - ktore
    dziecku zapewnia rozwoj i rodzinne srodowisko, to okej - dziecko powinno przede
    wszystkim miec szanse zostac w kraju urodzenia. Ale jesli takiej szansy nie ma?

    Ostatnio na Ukrainie przeprowadzono badanie: 19% rodzin jest gotowych adoptowac
    dziecko... jesli im sie za to zaplaci. Jesli IM sie za to zaplaci.
  • 14.06.06, 09:38
    Hej!
    Z zainteresowaniem sledze ten wątek i mam taką sprawę właśnie do CIebie. W
    przyszłym tygodniu wraca do Kijowa moja koleżanka Ania (z Polski), która jest
    tu niedawno (pół roku) i planuje adoptować dziecko na Ukrainie. Widze, że Ty
    juz masz doświadczenia w tej materii, więc czy mogłabym Was skontaktować?
    Dzwoniłam juz do środka adopcji międzynarodowej, ale oni w styczniu zmienili
    siedzibe i wszelkich informacji beda udzielac dopiero po 20 czerwca smile)))
    Jesli jednak juz coś takiego przerabiałaś moze pomożesz Ani przejśc przez te
    ich procedury?
    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • 14.06.06, 09:46
    BIELINKA!

    Kocham Cie za te wiadomosc! Bo daje mi nadzieje, ze ten nowy osrodek naprawde
    od 20 czerwca ruszy!!! Ta plotka juz krazy po swiecie adopcji od maja, mieli
    ruszyc w maju (po tym jak sie zamkneli w lutym do reorganizacji) i ciagle jako
    plotka smile

    Oczywiscie, skontaktuj mnie z Twoja kolezanka, ale pamietaj, ze jesli ona
    mieszka na Ukrainie, to prawie na pewno moze adoptowac krajowo, a nie z
    zagranicy. W adopcji liczy sie przede wszystkim wywoz dziecka za granice a nie
    obywatelstwo rodzicow. Wiec np. ja nie moge z PL adoptowac krajowo, bo na stale
    mieszkam za granica, ale gdybysmy oboje z M mieszkali w PL, to moglibysmy w PL
    adoptowac (no, u nas byla inna przeszkoda, ale taka jest teoria przynajmniej).
  • 14.06.06, 10:48
    olvi napisała:
    > Kocham Cie za te wiadomosc! Bo daje mi nadzieje, ze ten nowy osrodek naprawde
    > od 20 czerwca ruszy!!! Ta plotka juz krazy po swiecie adopcji od maja, mieli
    > ruszyc w maju (po tym jak sie zamkneli w lutym do reorganizacji) i ciagle
    jako
    > plotka smile

    DO czegoś się komuś przydałam smile Ale ja bym sie tym terminem tak nie
    ekscytowala ... znając Ukraińców... smile

    > Oczywiscie, skontaktuj mnie z Twoja kolezanka, ale pamietaj, ze jesli ona
    > mieszka na Ukrainie, to prawie na pewno moze adoptowac krajowo, a nie z
    > zagranicy. W adopcji liczy sie przede wszystkim wywoz dziecka za granice a
    nie
    > obywatelstwo rodzicow. Wiec np. ja nie moge z PL adoptowac krajowo, bo na
    stale
    >
    > mieszkam za granica, ale gdybysmy oboje z M mieszkali w PL, to moglibysmy w
    PL
    > adoptowac (no, u nas byla inna przeszkoda, ale taka jest teoria przynajmniej).

    Ania jest na Ukrainie "za chłopem". Czyli generalnie jest z Polski. Ma taki
    problem ze nie ma slubu ze swoim chlopem (mają syna 2,5 lat) i chciala sie
    dowiedziec czy w ogole jako samotna matka ma szanse, ale ... po 20 czerwca smile
    moze dostanie odpowiedz, a moze Ty wiesz? Bo oni sa gotowi szybko wziac slub,
    no chyba ze konieczny jest jakis staz, to gorzej ....


    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • 14.06.06, 11:15
    Oj, znam ukrainskie rozumienie 'terminu'...

    Dla nas w Niemczech byl wymog min. 3 lat razem (wymaganie osrodka adopcyjnego),
    tyle oficjalnie, nieoficjalnie chciano min. 2 lata malzenstwa.

    Tyle Niemcy - to wystarcza do adopcji z Ukrainy. Single tez moga adoptowac, ale
    czekaja DUUUUUZO dluzej.
  • 14.06.06, 03:46
    > Niestety nie
    > zawsze ludzie zdaja sobie sprawe z tego jak czarnoskore dziecko na przyklad
    > bedzie sie czulo otoczone przez samych bialej rasy blodynkow w przedszkolu czy
    > szkole....

    Zalezy gdzie sie mieszka. W Europie to sie zgadza ze ta "innosc" rdzennych w
    oczy kole, ale w Hameryce to biali czesto wydaja sie byc mniejszoscia. Patrze
    na szkolny album mojej corki i jest cala tecza kolorow skory.
    Malzensta "mieszane" tez nie budza juz sensacji wiec jak sie biala kobieta
    pojawia gdzies z "kolorowym" dzieckiem to jej nikt od k.... nie wyzywa jak to
    jeszcze bywa w kraju nad Wisla sad

    --
    Well behaved women don't make history
  • 14.06.06, 03:30
    *Opowiadaja jak dziwna jest ich sytuacja, gdy wychowani w rodzinach szwedzkich
    sa stuprocentowymi Szwedami ze szwedzkimi tradycjami i szwedzkim jako jezykiem
    ojczystym ,podczas gdy otoczenie traktuje ich czesto jak obcych .Skad jestes,
    kiedy przyjechales itd. Okropne w wieku dorastania, czuli sie jak ni to ni owo.

    ---------> Mon wyraziłaś to ja czuję. Pracuję z chłopakiem adoptowanym jako
    niemowlę z Indonezji i młodą pielęgniarką o azjatyckich rysach ( nie odważyłam
    się zapytać z jakiego kraju pochodzi ). Oboje są stuprocentowymi Norwegami w
    mowie i mentalności. Natomiast jest silny kontrast między tym kim są duchowo a
    tym jak wyglądają.
    Zanim otworzą usta i powiedzą słowo po norwesku są często traktowni jako
    cudzoziemcy choć nimi nie są.
    Myślę że to trudna sytuacja zarówno dla nich jak i ich rodziców...
    Kran
    --
    W domu Chucka Norrisa nie ma drzwi. Tylko ściany, przez które przechodzi.
    Jarosław Kaczyński nie przechodzi przez ściany. One się przed nim rozstępują
  • 14.06.06, 17:32
    <Zanim otworzą usta i powiedzą słowo po norwesku są często traktowni jako
    cudzoziemcy choć nimi nie są.
    Myślę że to trudna sytuacja zarówno dla nich jak i ich rodziców...

    Ja mysle, ze jest to bardzo mala "cena" za to, ze te dzieci mogly miec normalne
    dziecinstwo i kochajacych rodzicow, oraz godne zycie w normalnym kraju.
    Znam Dunke (teraz juz ponad trzydziestoletnia), ktora adoptowana zostala przez
    dunska rodzine z Korei jako czterolatka. Sliczna dziewczyna, owszem o
    egzotycznych rysach, ale mentalnie Dunka. Przez te cztery lata ma tak
    traumatyczne wspomnienia z sierocinca, ze przesladuja ja one do tej pory.
    Nie czuje sie dyskryminowana w Europie ze wzgledu na swoj wyglad. Przeciez to
    XXI wiek!

    Kranie, co masz na mysli mowiac: "traktowani jako cudzoziemcy"?
  • 14.06.06, 17:43
    To że osoby które z nimi rozmawiają nie są przygotowane na to że ludzie o takim
    wyglądzie mówią perfekt po norwesku i są Norwegami.
    Przepraszam za lakoniczność ale mam trochę róznych spraw w życiu realnym i
    kłopoty ze zdrowim na szczęście chwilowe.
    Natomiast cały czas chodzą mi różne myśli po głowie na temat rasizmu ,
    tolerancji i poprawności politycznej.
    Jak mi się poukłada to coś napiszę.
    Kran
    --
    W domu Chucka Norrisa nie ma drzwi. Tylko ściany, przez które przechodzi.
    Jarosław Kaczyński nie przechodzi przez ściany. One się przed nim rozstępują
  • 15.06.06, 23:18
    jan.kran napisała:

    > To że osoby które z nimi rozmawiają nie są przygotowane na to że ludzie o taki
    > m
    > wyglądzie mówią perfekt po norwesku i są Norwegami.

    Wiesz, Kranie, ja sobie to gdzies z rok temu uswiadomilam, ze wlasnie tak bywa.
    Poznalam kilka osob z rodzin azjatyckich urodzonych i wychowanych w NZ (wiec nie
    adoptowane, tylko imigranckie) - mowia i zachowuja sie jak kazdy inny
    Nowozelandczyk, jezyka kraju pochodzenia nie znaja, a jednak przy kazdym
    poznawaniu nowej osoby musza przejsc ten moment, kiedy ktos ich pyta, skad
    pochodza, spodziewajac sie odpowiedzi w lamanym angielskim. Pamietacie moj watek
    o tych wiecznych pytaniach zadawanych imigrantom? Wydaje mi sie, ze sytuacja
    tych dziewczyn jest jeszcze gorsza, bo to jest ich kraj, stad pochodza i tu sie
    wychowaly i cale zycie musza to udowadniac.

    Pamietam scene z jakiejs imprezy, gdzie facet zapytal jednej z tych dziewczyn,
    skad pochodzi, mowiac po angielsku baardzo powoli. Ale nie wydaje mi sie, zeby
    to byl przejaw rasizmu, raczej myslenie stereotypami. Bo z drugiej strony w NZ
    jest olbrzymia liczba imigrantow z krajow azjatyckich, ktorzy czesto angielski
    znaja slabo albo prawie wcale.

    Zeby tak zupelnie nie zkrecac watku, to przytocze historie adopcji pewnego
    dziecka z Polski do Stanow, ktora widzialam kiedys w Teleekspresie. Otoz rodzice
    adopcyjni zmarli, kiedy ten chlopiec byl juz doroslym, trzydziesto- czy
    czterdziestoletnim facetem i wtedy okazalo sie, ze przy adopcji (te 30 czy 40
    lat wczesniej) nie dopelnili jakichs formalnosci i facet nie mial obywatelstwa
    US ani nawet prawa pobytu - byl nielegalnym imigrantem i zostal deportowany do
    Polski! Nie mial tam zadnej rodziny, slowa po polsku nie znal, no i zamieszkal w
    przytulku dla bezdomnych... Nie wiem, jak sie jego historia skonczyla, mam
    nadzieje, ze sobie jakos poradzil uncertain
    --
    Jak się piszesz, tak cię widzą.
  • 16.06.06, 05:09
    abere8 napisała:
    > Zeby tak zupelnie nie zkrecac watku, to przytocze historie adopcji pewnego
    > dziecka z Polski do Stanow, ktora widzialam kiedys w Teleekspresie. Otoz
    rodzic
    > e
    > adopcyjni zmarli, kiedy ten chlopiec byl juz doroslym, trzydziesto- czy
    > czterdziestoletnim facetem i wtedy okazalo sie, ze przy adopcji (te 30 czy 40
    > lat wczesniej) nie dopelnili jakichs formalnosci i facet nie mial obywatelstwa
    > US ani nawet prawa pobytu - byl nielegalnym imigrantem i zostal deportowany do
    > Polski! Nie mial tam zadnej rodziny, slowa po polsku nie znal, no i
    zamieszkal
    > w
    > przytulku dla bezdomnych... Nie wiem, jak sie jego historia skonczyla, mam
    > nadzieje, ze sobie jakos poradzil uncertain

    Ciezko mi w to uwierzyc. On sam mogl sobie wystapic o zielona karte, nawet po
    smierci rodzicow.
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • 14.06.06, 05:45
    Przeczytalam wszyskie wypowiedzi i praktycznie ze wszystkimi sie zgadzam ,macie
    bardzo podobne zdanie.
    Sylwek ,Twoje wypowiedzi brzmia jakbys chcial cos nam powiedziec cos wiecej o
    sobie.Czy Twoje dziecinstwo nie bylo z tych najnajzabawnieszych?
    Sorki , ale mowisz polslowkami.
    Gdy mialam nascie lat ,zawsze mowilam ze jak bede"duza", adoptuje jakies
    dziecko ,niewazne jakiej rasy i z jakiego kraju.
    Teraz jestem "duaza" i ....Kranie poruszylas temat ktory gdzies tam na dnie
    mojej duszy i pamieci ,tylko do mnie powraca.
    Mam parke,16 i 9, nie chce pieluch i nadal pamietam o moich obietnicach z przed
    lat.
    Nie wiem tylko czy starczy mi odwagi i determinacji na ich spelnienie.
    Suma sumarum- Adopcja wielka,piekna rzecz.
    inna rasa, kolor,kultura nie ulatwia dzieciom zycia,ale pozwala im je
    przezyc.Moze nie mialyby innej szansy.
    --
    every mother is a working mother
    Zamosc.Naperville.USA
  • 14.06.06, 18:33
    Trudno mi odpowiedzieć na to, co napisałyście, bo temat adopcji w rzeczy samej
    jest bardzo, bardzo skomplikowanym tematem. Pobieżnie jednak zgadzam się z
    waszymi wypowiedziami na temat.

    Co do tematu Chin - rok temu pisałam artykuł o "planowaniu rodziny" w tym
    kraju, więc musiałam przeczytać całe stosy dokumentów na ten temat, i za każdym
    razem nóż w kieszeni mi się otwierał. To jest po prostu _nienormalne_, co tam
    się wyrabia, i nie piszę tego w czasie przeszłym, nie, w dalszym ciągu panują
    tam dość anormalne przepisy... Rząd oczywiście zaprzecza ewidentnemu łamaniu
    praw człowieka, hehe, a jakże!, ale tak z drugiej beczki, rząd USA również nie
    widzi problemu związanego z istnieniem Guantanamo... I to w ponoć wysoce
    rozwiniętym kraju za jaki się mają USA i to w XXI wieku! Same anomalia... Dodam
    jeszcze, że ten artykuł był częścią projektu na kurszach j. angielskiego przy
    Seattle U, w której to szkole studenci to w ok. 95% Azjaci - z Chin oczywiście
    nikogo nie było, ale za to dużo osób z Tajwanu (bardzo kontrolowanego przez
    Chiny), Korei (Południowej oczywiście), Tajlandii, Japonii itd. itp.

    Rok temu czytałam również artykuł w Newsweeku, gdzie przedstawiono kobietę po
    60., która właśnie zaadoptowała swoje n-te dziecko o kolorowej skórze. Moim
    zdaniem to było bardzo nieroztropne z jej strony, aby nie powiedzieć szkodzące
    dzieciom, które _już były_ jej adoptowanymi dziećmi, gdyż ta kobieta ledwo się
    ruszała, więc kto de facto będzie się zajmował jej nieletnimi dziećmi
    adocyjnymi oraz tym dopiero co zaadoptowanym niemowlakiem, jesli jej
    zabraknie??? Kto pozwala na takie anomalia? Moim skromnym zdaniem powinno się
    wziąć pod uwagę _dobro_ dzieci zaadoptowanych oraz ograniczyć ich ilość tak,
    aby to oni mieli zapewniony na przyszłość odpowiedni rozwój... Powinno się
    również wprowadzić ograniczenia wiekowe rodziców adopcyjnych (obu!), nie
    powinni oni mieć więcej niż 45 lat, tak aby zaadoptowane dzieci miały rodziców
    _przynajmniej_ do czasu swojej pełnoletności. Wydaje mi się lekkomyślnym
    narażanie dziecka na wtórną utratę rodziców, to może przecież katastrofalnie
    odbić się na ich psychice!
  • 15.06.06, 05:37
    monika_a_b napisała:
    > zabraknie??? Kto pozwala na takie anomalia? Moim skromnym zdaniem powinno się
    > wziąć pod uwagę _dobro_ dzieci zaadoptowanych oraz ograniczyć ich ilość tak,
    > aby to oni mieli zapewniony na przyszłość odpowiedni rozwój... Powinno się
    > również wprowadzić ograniczenia wiekowe rodziców adopcyjnych (obu!), nie
    > powinni oni mieć więcej niż 45 lat, tak aby zaadoptowane dzieci miały
    rodziców

    NO właśie - temat rzeka. A z drugiej strony jak sie RODZĄ dzieci ludziom w
    starszym wieku albo i n-te z kolei w warunkach "mało rozwojowych"??? Przy
    adopcji warunki czesto sa tak wyostrzone, ze zakrawa to na obsesje. Ale szkoleń
    i pozwoleń na urodzenie nie stosujemy... Ja nie chce podważać Twoich
    argumentów, bo są słuszne i sama sie z nimi zgadzam, ale krew mnie zalewa jak
    odmawiana jest adopcja ludziom, którzy jak by sobie urodzili to moze i klepali
    by biedę ale nikt by się nie czepiał... Albo jak ktoś "wybrzydza" przy adpocji
    (albo częściej komentuje adopcje innych) - bo "wiadomoa co z niego wrośnie?" -
    jakby wiadomo było co wyrośnie z naszego własnego dziecka. Jak by naszych
    dzieci miały nie omijać ani choroby ani problemy psychologiczne na róznym tle.
    Z drugiej strony... trudno się dziwić ... itd. Dlatego to temat rzeka bez dna i
    podziwiam osoby które adoptują świadomie chore dzieci. Bo dla mnie to jest
    prawdziwe dzielenie się miłością. Bo biorę Ciebie dla Ciebie a nie dla tego
    jakie jestes. ALe wszystkim życze zdrowych dzieci bo to samo szczęście dla
    rodzica! Ot tak rzucilam kilka refleksji nie zupełanie na temat o 6.30 rano smile

    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • 15.06.06, 08:36
    Ja akurat znam troche realia adopcji w USA - i nie tylko z serialu "Desperate
    Housewives".wink Zawsze najbardziej cenione sa biale dzieci i to plci zenskiej.
    Biale dziewczynki blondyneczki to marzenie wielu rodzin adopcyjnych. Dla
    spelnienia tego marzenia gotowi sa do wyjazdu do Rosji, zaplacenie 35 tysiecy
    dolarow i przygotowania sterty dokumentow adopcyjnych. Jesli chcieliby
    adoptowac dziecko w USA to skazani byliby na mloda matke adopcyjna. I to matka
    adopcyjna, wlascicielka bialego plody stawialaby warunki rodzinie, ktore moze
    zaadoptowac jej dziecko. Taka mloda matka moze przebierac - i moim zdaniem
    bardzo dobrze. Jesli ma kogos obdarowac dzieckiem, to niech to bedzie na jej
    warunkach.

    Napisalam wczesniej, ze poperam adopcje bez wzgledu na kolor skory. I tak
    jest. Ale nie czarujmy sie - ze wszystkich ras swiata rasa czarna jest chyba
    najmniej pozadana, przynajmniej w realiach USA. Bedac w USA w wielu duzych
    osrodkach miejskich czesto widzi sie biale pare z azjatyckim dzieckiem. To
    prawie jest trendy. Biela pary z latynoskim dzieckiem tez mozna nie tak rzadko
    zobaczyc. Jednak widok bialych rodzicow z czarnym dzieckiem byl niezmiernie
    rzadki.
  • 14.06.06, 07:38
    iwo19 przyznaje sie do tych polslowek bo juz mialem wiele razy napisac cos
    wiecej.

  • 15.06.06, 14:25
    Adopcje rodzinne sa bardzo czeste spotykane ,np
    Wujek ,Ciocia,Brat,Siostra ,Dziadkowie przejmuja role rodzicow ktorzy z roznych
    przyczyn nie moga lub nie potrafia zadbac nalezycie o swoje dzieci..takim
    przypadkiem ja jestem.
  • 15.06.06, 14:29
    Ja mysle, ze adpocja rodzinna jest jednym z lepszych rozwiazan. Szczegolnie ja
    dzieci juz troche starsze. Znaja przynajmniej rodzine, w ktorej beda zyc. I sa
    pozbawione stersu dostowania sie do kompletnie obcych ludzi. I tak przezywaja
    wystarczajaco duzo w tym momencie.
    Takie moje przemyslenia na ten temat. Ty Sylwek na pewno wiesz lepiej.

    --
    Czas odsłania prawdę.
  • 15.06.06, 14:42
    masz racje i niewink))

    Mnie wychowywala Babcia. Zaczela sie mna opiekowac go Ona miala 52 lat, a ja
    rok. W rodzinie to roznie byla - wszyscy chcieli brac za mnie odpowiedzialnosc,
    a szczegolnie rodzina mamy (brat i siostra, no i dziadkowie) Dziadkow bardzo
    kocham(lam) i respektuje, ale nienawidzilam rodzinnych sesji, gdyz kazdy
    poczuwal sie do "obowiazku" wychowywania mnie. Gdy bylam nastolatka wcale do
    nich nie chodzilam. "rodzinne adopcje" chyba zaleza od rodzinny - moga okazac
    sie katastrofa w relacjach rodzinnych, gdy rodzina za bardzo sie przejmuje...
    Od wieku 7 lat zamieszkalam z rodzina taty - tu bylo super. Dziadek mial 77 lat
    i byl dla mnie wiekszym autorytetem niz moj tatus mlodzik i wariat...

    Dla mnie wiek dla ludzi, kiedy moga zajac sie dziecmi nie powinien miec
    znaczenia. Patrzac na mojego ojca i meza: mezczyzna do 29 roku zycia powinnie
    mniec zawiazany hmhm na supelek, bo nie powinien miec dzieci az dojrzeje,
    inaczej glupi, narwany i do ojcostwa umyslowo nieprzystosowanywink)

    No!
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 15.06.06, 14:46
    Maju no ja mialem te 7 miesiecy.a Twoi rodzice byli pozbawieni praw
    rodzicielskich?bo moi byli.
  • 15.06.06, 15:06
    Sylwek - nie nie byli, ale czy to ma jakies znaczenie? To tylko papier dla
    mnie, w moim przypadku Dziadkowie mnie wychowywali legalnie czy nie. Taki byl
    stan faktyczny.
    Mama byla chora i umierala na raka, a ojciec za spodniczkami po Polsce gonil.
    Widzialam go rzadziej niz mojego wujka, brata mojej mamy. Uspokoil sie dopiero
    jak ja mialam 14 lat, a on 39 - ozenil sie drugi raz i kobieta Go do porzadku
    doprowadzila....a ja dalej mieszkalam z Dziadkami....
    I wyszlo mi to na dobrewink)

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 15.06.06, 15:40
    <mezczyzna do 29 roku zycia powinnie
    mniec zawiazany hmhm na supelek, bo nie powinien miec dzieci az dojrzeje,
    inaczej glupi, narwany i do ojcostwa umyslowo nieprzystosowanywink)

    Ojej jak ja nie znosze takich stereotypow. Moze Twoj ojciec taki byl, ale nie
    krzywdz innych mezczyzn. Moj kuzyn zostal ojcem w wieku 22 lat(teraz ma 30) i
    ze swieca takiego ojca szukac. Dla kontrastu ojciec mojego meza zostal nim po
    40-tce i po roku sie ulotnil. Zreszta potem zostal ojcem ponownie, po 50-tce i
    rowniez sie ulotnil.
    Znam jeszcze kilku mlodych ojcow, moj maz tez sie do nich zalicza, niektorzy
    super, niektorzy do dooooopy, ale to nie ma nic wspolnego z ich wiekiem.
    wink To samo jesli chodzi o panow, ktorzy zostaja ojcami w pozniejszym wieku.
  • 15.06.06, 17:46
    Widzisz - ten stereotyp Ci sie nie podobawink)
    Pare postow nizej, ktos wyglosil inny stereotyp, ze rodzice adopcyjni nie
    powinni byc starsi niz 45 lat...
    dla mnie to samo - nie wiek, a dojrzalosc umyslowa powinna decydowac o tym, czy
    mozemy zostac rodzicami czy nie.

    Ta decyzja jest trudna - bez znaczenia z jakiej strony sie na nia patrzy.

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 15.06.06, 17:57
    W tym wypadku to jednak nie stereotyp tylko szansa dla dziecka adopcyjnego na
    to, zeby ponownie stracic rodzicow. Wiadomo, ze takie wymogi budza przeciw, ale
    poniewaz nie mamy zadnego wplywu na to, kiedy ludzie sie rozmnazaja w
    sposob "normalny", ani w jakich warunkach wychowuja dzieci. Czasem wychowuje je
    ulica jak wiemy, nie mowiac juz o ekstremalnych przypadkach, o ktorych donosza
    media.
    Jednak w wypadku dzieci adopcyjnych musza byc wymogi dla przyszlych rodzicow,
    bo inaczej to by je rozdawano chetnym na jakims rynku.
  • 15.06.06, 17:58
    zeby nie stracic rodzicow
    pisze z niemowleciem na kolanie wink
  • 15.06.06, 18:16
    Mozna miec szanse nawet jezeli rodzice sa w wieku piecisieciu paru.
    Moja Babcia zmarla w marcu tego roku w wieku 85 lat. Malam Ja dla siebie przez
    34 lat.
    Takich przypadkow jest wiele. Kobiety zyja dlugo (a co, mocne jestesmy!!)
    Przypadki chodza po ludziach. Mozna miec 35 lat adoptowac dziecko. W wieku 40
    lat dopada rak i nie ma osoby po dwoch latach....co wtedy? Pozew do sadu, ze
    nie przepowiedzialo sie raka w najblizszych latach i zapewnio matke adopcyjna
    dziecku tylko przez 7 lat?
    Wszystko i wszyscy powinni byc traktowani indywidualnie. Na to nie ma recepty.
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 15.06.06, 19:12
    <Przypadki chodza po ludziach. Mozna miec 35 lat adoptowac dziecko. W wieku 40
    lat dopada rak i nie ma osoby po dwoch latach....co wtedy? Pozew do sadu, ze
    nie przepowiedzialo sie raka w najblizszych latach i zapewnio matke adopcyjna
    dziecku tylko przez 7 lat?
    Wszystko i wszyscy powinni byc traktowani indywidualnie. Na to nie ma recepty.

    Oczywiscie, ze tak, ale tu chodzi o szanse wedlug statystyk a nie o gwarancje.
  • 15.06.06, 19:37
    Wyjątki potwierdzają regułę...

    Porównywanie rodzienia dzieci przez matki 50-latki do adopcji przez osoby w
    takim samym wieku nie jest na miejscu. O ile nikt nie może decydować o tym, czy
    osoba w tym wieku ma prawo rodzić (być może nawet n-te) dziecko, o tyle w
    przypadku adopcji _należy_ brać pod uwagę fakt, iż prawdopodobnieństwo nagłej
    śmierci lub ciężkiej choroby (wymagającej opieki prze osoby trzecie) u osoby
    około 50 jest dużo większe niz u osoby około 30-letniej. Pojedyńcze przypadki,
    tak jak ten Maji, nie mogą być brane pod uwagę, gdy chodzi _o dobro dziecka_,
    które już w jakiś sposób zostało pozbyte rodziców! To tak, jakbym wychodziła z
    założenia, że mężczyźni dożyją ponad 91 lat, powołując się na mojego własnego
    dziadka, który zmarł krótko przed swoimimi 92. urodzinami! To, że wypadki
    chodzą po ludziach, to inna sprawa, na to nie ma rady ani też nie da sie tego
    przewidzieć. Jednakże wszystkie przewidywalne elementy muszą być brane pod
    uwagę, gdy chodzi o adopcję dziecka. Przy adopcji dziecka powinno się kierować
    _dobrem_ tegoż dziecka, a nie jego przyszłych rodziców!

    Wiecie, przy okazji przypomniałam sobie o czymś, co mnie osobiście bardzo
    zbulwersowało i pokazało pewną perfidię. Otóż jesienią zajęłam się dość
    intensywnie poszukiwaniem pracy, m.in. szukałam jej na stronach internetowych
    craigslist. Bardzo mnie zdziwiło, gdy to właśnie tam, w dziale dla
    poszukujących pracę, znalazłam ogłoszenie o donację jajeczka. Dokładnie
    opisano, jak taka kobieta powinna wyglądać: wzrost taki a taki, waga taka a
    taka, jasne oczy, jasne włosy, bez chorób genetycznych czy jakichkolwiek do n-
    tej generacji, no pełny katalog! Hallo! W dziale dla poszukujących pracy?!
    Oczywiście trzeba zapewnić całkowitą dyskrecję rodzinie odbiorcy bla bla bla...
    Szkoda tylko, że _ani słowem_ nie wspomniano o tym, jakie ryzyko niesie za sobą
    oddawanie jajeczka! Przecież to nie tak jak u mężczyzny kilka ruchów, wytrysk i
    po krzyku, ale kilkumiesięczna terapia hormonalna, z całym arsenałem ryzyka z
    tym związanego dla kobiety, która przed oddaniem jajeczek musi ją przejść. To
    nieetyczne, moim zdaniem.
  • 15.06.06, 20:47
    monika_a_b napisała:

    >Szkoda tylko, że _ani słowem_ nie wspomniano o tym, jakie ryzyko niesie za
    >sobą
    >oddawanie jajeczka! Przecież to nie tak jak u mężczyzny kilka ruchów, wytrysk
    >i po krzyku, ale kilkumiesięczna terapia hormonalna, z całym arsenałem ryzyka
    >z tym związanego dla kobiety, która przed oddaniem jajeczek musi ją przejść.
    >To nieetyczne, moim zdaniem.

    Monia, informacje o ryzyku jakie niesie ze soba bycie dawczynia jajeczek sa na
    stronach agencji posredniczacych w takich "transakcjach". Wlasnie za ponoszenie
    takiego ryzyka dawczynie sa wynagradzane kilkoma do kilkunastu tysiecy dolarow
    i wlasnie dlatego takie ogloszenia znajduja sie w dzialach z ogloszeniami o
    pracy. Nikt nie wrobi cie w taka procedure bez upewnienia sie,ze zdajesz sobie
    sprawe z ryzyka,jakie za nia stoi. Nie tutaj :o))


    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • 16.06.06, 20:09
    Ja w dalszym ciągu uważam, że takie ogłoszenia _nie powinny_ być w dziale o
    poszukiwaniu pracy. Może za to w dziale o sprzedaży? tongue_outPP Dodać do tego
    ogłoszenie o sprzedaży nerki czy oka i już! tongue_out
    A tak bardziej serio, ja (jak zapewne więcej osób bezskutecznie starających się
    o pracę) poczułam się urażona taką ofertą, bo ogólnie byłam dość zdesperowana.
    Jendakże niewystarczająco, aby sprzedać część siebie. wink Pewnie i tak nie
    dostałabym legalnego pozwolenia na to, haha, bo w końcu nie mam pozwolenia na
    pracę. tongue_out Jeśli takie coś można w ogóle uznać za pracę. wink
    To niemoralne i już.
  • 17.06.06, 05:56
    monika_a_b napisała:

    > Ja w dalszym ciągu uważam, że takie ogłoszenia _nie powinny_ być w dziale o
    > poszukiwaniu pracy. Może za to w dziale o sprzedaży? tongue_outPP Dodać do tego
    > ogłoszenie o sprzedaży nerki czy oka i już! tongue_out
    > A tak bardziej serio, ja (jak zapewne więcej osób bezskutecznie starających
    się
    >
    > o pracę) poczułam się urażona taką ofertą, bo ogólnie byłam dość
    zdesperowana.
    > Jendakże niewystarczająco, aby sprzedać część siebie. wink Pewnie i tak nie
    > dostałabym legalnego pozwolenia na to, haha, bo w końcu nie mam pozwolenia na
    > pracę. tongue_out Jeśli takie coś można w ogóle uznać za pracę. wink
    > To niemoralne i już.

    Ale co w tym widzisz niemoralnego??? Wedle jakiej moralnosci?

    Ogloszenie jest w dziale o pracy, bo tam zagladaja kobiety ktore potrzebuja
    pieniedzy.Do dzialu "sprzedaz" zagladaja te,ktore maja kase na zbyciu. Te nie
    sa targetem agencji egg donors.
    Organy oddajesz za darmo kiedy nie sa ci juz potrzebne.Jajka to samo. Rodzina
    nie placi ci za jajko, tylko rekompensuje czas, jaki spedzasz na badaniach,
    zabiegach,zastrzykach itd- a tego czasu spedzasz niemalo.

    A czym ty sie poczulas urazona czytajac takie ogloszenie, bo nie rozumiem??

    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • 17.06.06, 09:41
    maja92 chcialem kiedys zaczac wszystko od nowa jak to piszesz i nie udalo mi
    sie bo zabraklo bezpieczenstwa i dlatego czasami stoje w miejscu bo nie chce
    byc juz wiecej raniony.nie wiem czy sie dobrze wyrazilem i czy dobrze napisalem
    bo to tez trzeba umiec pisac i wyrazac swoje emocje itp,no nic...

    zycze milego weekendu



  • 15.06.06, 14:43
    no wiesz sa plusy i sa pewne minusy (przebywanie czasami w obecnosci Ojca i
    Matki)z ktorym sie wcale nie mialo kontaktu ...
    znam taki przypadek ze chlopak zostal adoptowany przez swoja Ciocie do Kanady.


  • 15.06.06, 14:55
    odniose sie do tych plusow,wiec zeby nie Dziadkowie to moglbym skonczyc w
    jakims osrodku dla osob nie przystosowanych bo do 4 roku zycia nic nie mowilem
    i mialem zanizone IQ (ponizej normy jak na 4 latka)ale z pomoca psychologa i
    logopedy no i Dziadkow jakos z tego wyszlem ze moglem pojsc do szkoly
    podstawowej a potem byla szkola zawodowa no i srednia bez matury .
  • 15.06.06, 18:16
    No wlasnie o taki eopnie mi chodzilo jak sylwkowe i majowe. Bo ja nie mam
    pojecia jak to jest. Takie mam tylko wyobrazenie,ze to lepiej przez rodzine byc
    zaadoptowanym niz przez obcych ludzi. Nigdy wczesniej nie pomyslalam o tym, ze
    cala rodzina sie moze poczuwac do wychowyania i to moze byc uciazliwe. A wrecz
    myle, ze brakuje wtedy tej osoby co to powinna troche rozpieszczac. Tak jak
    dziadkowie w przypadku pelnej rodziny.
    No ale z tego co widze (czytam) to maja i sylwek wyrosli na madrych i wrazliwych
    ludzi. A to chyba najwazniejsze.
    Pozdrawiam
    --
    Czas odsłania prawdę.
  • 15.06.06, 18:21
    marjanna1 napisała:

    >
    > No ale z tego co widze (czytam) to maja i sylwek wyrosli na madrych i
    wrazliwyc
    > h
    > ludzi.
    *****************
    Wypowiadam sie za siebie (co by Sylwek po glowie czerwonym gozdzikiem mi nie
    dal)- wrazliwych to sie zgodza, ale z ta madroscia to nie wiem.....
    wink))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 15.06.06, 18:23
    No prosze i skromna jeszcze do tego smile))))))))))))
    --
    Czas odsłania prawdę.
  • 15.06.06, 21:05
    Maju wlasnie wrazliwych,czasami dostaje sie po tylku za to ze sie ufa ..Pewnie
    nie masz zalu do Mamy bo choroba no ale co ja mam powiedziec ,czasami od tego
    glowa mnie boli sad(

    a Ty masz przyrodnie rodzenstwo?
  • 16.06.06, 11:18
    sylwek07 napisał:

    > Maju wlasnie wrazliwych,czasami dostaje sie po tylku za to ze sie
    ufa ..Pewnie
    > nie masz zalu do Mamy bo choroba no ale co ja mam powiedziec ,czasami od tego
    > glowa mnie boli sad(
    >
    > a Ty masz przyrodnie rodzenstwo?
    ***************
    Oczywiscie, ze nie mam zalu. Szczerze - nie mam tez zalu do mojego ojca. To, ze
    byl babiarz i nie opiekowal sie swoja chora zona - to jest sprawa miedzy Nim a
    moja Mama. Moze kiedys Mu Mama w niebie walnie torebka przez lebwink)))))
    Uwarzam, ze bedzac wychowywana przez dziadkow, a przede wszystkim ojca mojego
    ojca, wyszlam na tym lepiej, niz gdybym musiala mieszkac z moim tata. Dziadek
    byl wspanialym i madrym czlowiekiem i to kim jestem teraz zawdzeczam glownie Mu
    i Babci.
    Nie wiem jak bym wyladowala, gdybym musiala mieszkac z moim ojcem. Ojciec teraz
    jak ma 60 na karku robi sie sentymentalny i czasami wspomina, ze zle w zyciu
    zrobil, ale jestem Mu za to wdzieczna. Taka przekora losu - z dzadkami mialam o
    niebo lepsze dzecinstwowink

    Mam przyrodniego brata, mlodszego o 14 lat. Nasze stosunki rodzine sa na
    zasadzie daleka ciotka-siostrzeniec. Teraz ma 20 lat. Jak wychodzilam za maz to
    On mial 9 lat. Gdy mial 12 ja wyjechalam do Irlandii i widzial mnie moze z 4
    razy przez ten okres. Nigdy razem nie mieszkalismy.

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 16.06.06, 12:00
    maja92 dziekuje Ci za odpowiedz i fajnie ze Twoj Ojciec teraz o tym mowi,moj
    tego nie doczekal chociaz chcialem z nim w ostatnim czasie porozmawiac na ten temat.
  • 16.06.06, 13:24
    Sylwku moze szkoda a moze i dobrzewink) Patrz w przyszlosc - przestan probowac
    rozgrysc przeszloscwink))
    Bardziej skomplikowane dziecinstwo robi ludzi wrazliwymi na los innych, bo
    jakos tak latwiej sie postawic w ich sytuacji, ale tez robi ludzi mocniejszymi
    wink)
    Jak to mowil moj Dziadek: co cie nie zabije, to cie wzmocniwink))

    Twoje zycie do tej pory jakie bylo takie bylo i zadna dyskusja tego nie zmieni.
    Patrz w przyszlosc - zrob mocny plan i sie go trzymaj. Tobie bedzie latwiej
    zagryzc zeby niz innej osobie, bo jestes zahartowany na przeciwnosci losu....

    Hej, szable w dlon!!!
    wink))))))))))))))))

    (skopiowane od Asiwink))
    Buzka i uchylam za Ciebie musztardowkiwink))
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • 15.06.06, 23:38
    Przypadkiem trafiłam dzisiaj w People na wzmiankę o zagranicznych adopcjach w
    USA. W przeciągu ostatnich 10 lat wzrostła również trzykrotnie (!) liczba
    adopcji międzynarodowych z 7000 do 21000 rocznie.

    Najczęściej adoptuje się... z Chin! wink

    Oto liczby z 2005:

    Chiny: 7906
    Rosja: 4639
    Gwatemala: 3783 (dla mnie to niezła niespodzianka)
    Korea Południowa: 1630
    Ukraina: 821
    Kazahstan: 755
    Etiopia: 441

  • 16.06.06, 00:27
    W Norwegii bardzo popularnai niestety "trendy" jest adopcja z Chin. Mielismy o
    tym dluga dyskusje na kursach jezykowych.
    --
    Ględzę jak baba z wozu!!!
  • 16.06.06, 19:33
    byc moze i my bedziemy sie starali o adopcjie, jeszcze nie taraz ale moze
    wkrotce bo moja cierpliwosc w walce z nieplodnoscia sie konczy, juz o tym
    rozmawialismy i my zdecydujemy sie na adopcje dziecka z rosji lub ukrainy
  • 16.06.06, 20:19
    Problem adopcji jest dla mnie kompletnie obcy - ale chcialam powiedziec, ze
    czapki z glow dla tych osob, ktore sie poswieca wychowaniu dzieci, ktore nie sa
    ich (przepraszam za platanie sie - ale chodzi mi wiadomo o co).

    Mialam kiedys kolege w pracy, ktory z zona zaadoptowal trzy dziewczynki z
    zespolem Downa. Cudowny czlowiek - zreszta nic dziwnego bo wygladal jak
    sw.mikolajsmile
    Wielu amerykanow "celowo" wyszukuje do adopcji dzieci nieszczesliwe, chore, z
    powaznymi wadami - coz za poswiecenie ze strony takich ludzi. Ogromnie to
    szanuje.
  • 22.06.06, 12:42
    Dzwoniłam! Juz zaczyna działać - to znaczy zaczęli udzielać informacji ogólnych
    przez telefon smile Prosili, zeby zadzwonić 5 lipca czy można juz przyjśc i z
    nimi bezpośrednio porozmawiać smile Podaję telefon : +380 44 270-53-33, pani mówi
    czystym ukrainskim ale rozumie oczywiśćie po rosyjsku smile Z angielskim nie
    próbowałam. Pozdrowionka!
    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • 11.07.06, 20:28
    Nowe wiadomosci! Nowe procedury adopcyjne - nowe wnioski o adopcje mozna
    skladac dopiero w styczniu. Teraz trwają tylko rozpoczete wczesniej. NIe mozna
    sie z nikim spotkac ani nic. Jedyna informacja jaka jest to spis numerów ustaw,
    które obowiazują przy adopcjach dla rodziców z danych krajów. I tyle. Jka sie
    komus uda do nich przebic to prosze o info... My tu bedziemy probowac, ale rece
    opadają ....
    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • 11.07.06, 22:26
    Wiem... na stronach www.mms.gov.ua jest prezentacja powerpoint. Pelna dosc
    ciekawych informacji. No trudno, zagryzamy zeby i czekamy do stycznia.

    Do dzis mialam nadzieje, ze idzie ku lepszemu - wiemy, ze wprowadzono sporo
    zmian formalnych, zmniejszajacych ilosc okazji do korupcji.
    Ale biorac pod uwage nowa koalicje... jesli za tym pojda zmiany personalne
    (znowu) i wroci 'stare' to sad

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.