• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • 11.06.06, 13:05
    Mnie ten temat osobiscie nie dotyczy natomiast interesuje.
    W Norwegii , Francji , DE adoptowanie dzieci z najrozniejszych egzotycznych
    krajow jest na porzadku dziennym.
    Jakie jest Wasze zdanie czy adoptowanie dziecka skosnookiego czy o czarnym
    kolorze skory to egoizm czy tez normalnosc w naszej kulturze ?
    Mozna zapewnic takiemu dziecku dobry rozwoj i przyszlosc ?
    --
    Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
    Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
    • Znajomi adoptowali dwoje dzieci z Azjii. Jezdza z nimi co rok na wakacje do ich
      kraju rodzinnego. Ucza historii, kultury. Z jezykiem troche gorzej. Ale sa
      szczesliwi zarowno dzieci jak i rodzice.

      --
      Pozdrawiam Gosia

      Forum Norwegia
    • Adopcji dzieci z "egzotycznych" krajow nie nazwalabym moda, ale czasami jest to
      koniecznosc ze wzgledow finansowych. Adopcja dziecka z krajow europejskich jest
      kilkakrotnie drozsza i czesto czasowo dluzsza.
      Moi znajomi adoptowali dziecko z Dominikany i wzgledy finansowe adopcji
      odegraly bardzo duza role. Znam chlopaka i jego siostre z Sri Lanki
      adoptowanych przez wloskie malzenstwo. W dalszej rodzinie mam przypadki adopcji
      dzieci z Ukrainy.
      Nikogo nie dziwi, a chyba najmniej inne dzieci ze rodzice maja inny kolor skory
      itd. We Wloszech adopcja dzieci o innym kolorze skory nie jest "moda" ostatnich
      lat. Pamietam, ze 20 lat temu mowilo sie o tym sporo, a teraz nikt sobie tym
      nie zaprzata glowy.

      --
      Nie bierzcie życia tak poważnie
      i tak nie wyjdziecie z niego żywi.
      • Mamy znajoma pare Norwegow ktorzy zdecydowali sie na adopcje dzieci z Chile.
        dzieci sa w wieku okolo 5-8 lat. Ta para nie zna hiszpanskiego, a dzieci
        norweskiego. Adopcja dzecka norweskiego jest w zasadzie niemozliwa, bo tu jest
        legalna aborcja i jak ktos dziecka nie chce to ja przeprowadza. Zapytalam ich
        dlaczego nie zaadoptuja dziecka np z Rosji, Ukrainy itd w koncu to blizsze
        kulturowo. Powiedzieli, ze adopcja z Chile trwa 2-3 lata a z innych krajow jest
        to duzo dluzszy proces..
        --
        Ględzę jak baba z wozu!!!
        • Ja mam wielu znajomych, ktorzy adopotowali dzieci o innym kolorze skory. Moja
          przyjaciolka ze studiow ma siostre i brata adoptowanego z Korei. Tak sie tez
          zlozylo, ze w lutym moja znajoma wrocila z Chin i adoptowala poltoraroczna
          dziewczynke (ma wlasnych 2 synow w wieku 8 i 6 lat). Inna znajoma adoptowala 3
          azjackich dzieci (miala 2 wlasnych + 1 adoptowane z Syberii). Pare innych
          czeka na dziecko z Dominikany, inna z Filipin. Wsrod moich znajomych tutaj to
          dziwne nie miec adoptowanego dziecka....
          Z tych starszych, dzieci sa szczesliwe i maja zapewniony normalny byt.
          Wyjatkiem jest znajoma, ktora ma kilkoro adoptowanych. Ona adoptowala jedno
          uposledzone i jedno niewidome, to trzecie jest normalne i nawet pilnowala moje
          dzieci. Bardzo fajna dziewczyna smile
          Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w USA jest to uwarunkowane finansowo.
          Jest limit wieku rodzicow oraz ilosci posiadanych wlasnych dzieci i zarobkow.
          Kazda firma ma inne wymagania oraz poszczegolne kraje tez. Ta rodzina, ktora w
          lutym adopotowala wolalaby mlodsze dziecko niz poltoraroczne, ale nie mogli
          adoptowac takiego ponizej roku ze wzgledu na swoj wiek (sa pow.
          czterdziestki). NA dziewczynke czekali ok. roku. Ta ktora chce z Dominikany
          mowila, ze roczny dochod musi byc min. 10,000 dolcow na osobe. Ona czeka juz 2
          czy 3 lata. Kraje afrykanskie maja nizszy prog i krocej sie czeka.

    • kiedy chodzilem do podstawowki to kiedy dzieci mowili o swoich rodzicach to
      wtedy siedzialem cicho bo co wtedy moglem powiedziec jak odpowiedziec na
      pytania itp...ehhh

    • Ja generalnie uwazam, ze adopcja to cos wspanialego. Dac dziecku szanse na
      normalna rodzine.
      U mojego chlopa w rodzinie sa dwie siostry, ktore zostaly zaadoptowane z Indii.
      Ich rodzice mieli bardzo duzo dzieci i postanowili oddac je i ich brata do
      adopcji. Wujowstwo mojego zaadoptowalo dwie dziewczzynki. Potem jak sie okazalo,
      ze rodzina chce oddac rowniez jednego z synow ich przyjaciele go zaadoptowali.
      Ja uwazam, ze to wspaniale.
      Na pewno na poczatku jest trudno. No i szczegolnie jak sie pojawiaja pytania o
      rodzine biologiczna. Ale i tak sie nad tym zastanawiam. Moze w przyszlosci sie
      zdecyduje. Mysle o tym juz od dosyc dawna.
      Jak latalam w Eurolocie to bardzo czesto lecialy z nami pary maleznskie ze
      Stanow do Lwowa po odbior dziecka. Byl tylko jeden lot dziennie z Warszawy do
      Lwowa wiec oni wychodzili na lotnisko odebrac dziecko i tym samym samolotem w
      racali do Warszawy. Pamietam, ze spalil w Sheratonie w wawie, bo Shertaton ma
      specjalne ceny dla rodzin adopcyjnych.


      --
      Czas odsłania prawdę.
    • Janie, moze to troche niefortunnie postawione przez ciebie pytanie, ale:
      dlaczego uwazasz, ze dziecku skosnookiemu czy kolorowemu nie mozna byloby
      zapewnic dobrego rozwoju i przyszlosci, jesli mozna dziecku bialemu czy
      wlasnemu zwyczajnie?

      A ogolnie odpowiadajac, to podam jedynie przyklad najblizszego kolegi z pracy,
      ktorego zona nie moze miec dzieci. Postanowili adoptowac dziecko. Od poczatku
      chcieli dziecko hiszpanskie. Termin oczekiwania byl baaaardzo dlugi.
      Postanowili wiec adoptowac chinska dziewczynke (z tego co wiem, Hiszpania jest
      jednym z krajow, ktory najwiecej adoptuje chinskich dzieci). Po dwoch latach
      proces dobiegl konca i wrocili z Chin z coreczka. Po ok pol roku po tym
      zdarzeniu, zadzwonili z osrodka adopcyjnego tutejszego, ze maja dla nich
      dzieciaczka. Pojechali bo, zona kolegi zawsze marzyla o wiecej niz jednym
      dziecku. Na miejscu okazalo sie, ze ich synek jest...czarnoskory. Nie
      zastanowili sie nawet chwili. Dopelnili formalnosci i maja teraz czarnoskorego
      chlopczyka i chinska dziewczynke. Ich dzieciaczki sa cudowne, maja wspanialych
      rodzicow, dojrzalych, madrych i inteligentynych i czasami jak patrze na nich,
      to staje sie zwolenniczka teorii srodowiskowych a nie genetycznychsmile
      Sama nie mam jeszcze dzieci, natomiast adocja dzieci 'kolorowych' to moim
      zdaniem nie zaden egoizm ani nienormalnosc. To po prostu potrzeba serca, duszy
      i ciala. Nie widze roznicy miedzy taka adopcja a adopcja dziecka bialego.
      --
      Najlepsi z 1976
      Porozmawiajmy
      • Janie, moze to troche niefortunnie postawione przez ciebie pytanie, ale:
        dlaczego uwazasz, ze dziecku skosnookiemu czy kolorowemu nie mozna byloby
        zapewnic dobrego rozwoju i przyszlosci, jesli mozna dziecku bialemu czy
        wlasnemu zwyczajnie?

        -------> Conejito, to jest temat na osobny watek ktory zaloze niedlugo. Na
        sasiednim forum spotkalam sie z pewna nietolerancja i niezrozumieniem dotyczcym
        dzieci z malzenstw mieszanych.
        Sporo mysle na ten temat i zaczelam od adopcji bo ten temat mnie interesuje
        ale niedlugo porozmawiamy o tolerancjismile))
        Kran
        --
        Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
        Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
        • czasami spotyka sie powiedzienie ze to sa moi rodzice adopcyjni tzn takie osoby
          ktore przyjmuja dana osoba(obca) jak swoja ,....
        • No to czekam w takim raziesmile
          Ja to pytanie zrozumialam nieco inaczej, ale w sumie...to ma do siebie slowo
          pisanesmile
          A z ta tolerancja, to... tak wyswiechtane ostatnio slowo, ze az strach
          podejmowac jakikolwiek temat, zeby nie byc posadzonym o jej brakwink
      • A co myslicie o adopcji przez pary homoseksualne ?
        Kran

        --
        Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
        Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
        • 12.06.06, 02:18
          drazliwy temat wink
          gdybym miala dwie podobne (chodzi mi o wyksztalcenie, sytuacje materialna itp)
          rodziny do wyboru ale jedna bylaby hetero, a druga homo, powierzylabym dziecko
          parze hetero.
          a to dlatego ze do prawidlowego rozwoju dziecka wazne sa obydwa wzorce
          (oczywiscie, ze mozna wychowac szczesliwe i zdrowe dziecko zarowno w rodzinie
          niepelnej jak i w rodzinie homo) ale latwiej jest to osiagnac w rodzinie gdzie
          rodzice sa roznej plci (zakladam, ze nie jest to rodzina patologiczna, nie mam
          na mysli wyjatkow, bo takie tez sie zdarzaja, uogolniam)

          ale gdyby dziecko mialo sie wychowywac w domu dziecka, lub w patologicznej
          rodzinie nie rokujacej zadniej poprawy, to uwazam, ze pary homoseksualne jak
          najbardziej moglyby sie starac o adopcje takiego dziecka.
          k.
          • Pola , na razie znalazłam dwa problemy na które nie odpowiedziałam i już lecę
            się ustosunkować.
            Podzrzuć mi trzeci bo nie wiem o co chodzi ale chętnie napiszę na ten temat
            również.

            Jestem za adopcją przez pary homoseksualne dlatego że po pierwsze znam z
            autopsji bardzo udaną taką sytuację a także spotkałam się w mediach z pozytywną
            stona takich adopcj.
            Przyjaciel mojego Brata zaadoptował kilkudniowe niemowlę które było skazane na
            śmierć w oblężonym Sarajewie. Zawsze gdy ktoś Go chwali że taki humanitarny i że
            uratował stnienie ludzkie odpowiada że zrobił to tylko i wyłącznie dla siebie bo
            to był jedyny sposób żeby mógł zostać ojcem.
            Nie ma stałego związku także jest w zasadzie od początku samotnym ojcem. Rodzice
            dziecka raczej na pewno nie żyją.
            Jego córka jest już młodą kobietką i wychował Ją bardzo dobrze. Kochają się ,
            kłocą ... tak jak w zwycajnej rodzinie.
            Nie zauważyłam do tej pory żeby miała jakiekolwiek problemy z tego powodu że Jej
            ojciec jest gejem. Dla Niej jest to zupełnie naturalne. Na [pierwszym miejscu
            jest Jej Tatą i już.
            Wszyscy znajomi zaakceptowali tę sytuację i traktują ją kompletnie naturalnie ,
            zero komentarzy. Myślę że jest to istotne.
            W Norwegii homoseksualizm jest odbierany bez sensacji. Mam kolegów którzy wzięli
            ślub, kupili mieszkanie, żyją dokładnie tak samo jak pary heteroseksualne.
            Mogę sobie wyobrazić że adopcja w takim związku nie będzie problemem dla nikogo.
            Kran

            --
            Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
            Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
            • Z adopcją dzieci z innego kręgu kulturowego zetknęłam się już w DE. W Norwegii
              taka opcja jest dośc popularna.
              Myślę że każda historia jest inna i że posiadanie dziecka o innych korzeniach
              nie jest proste.
              Rozmawiałam sporo z dziewczyną poznaną przez internet która ma dwoje dzieci
              adoptowanych , z dwóch różnych azjatyckich krajó.
              Serce rośnie jak się Ją słyszy ale nie zmienia to faktu że tego typu rodzina
              nie ma łatwo.
              Pojawia się pytanie na ile można tym dzieciom przekazać ich pochodzenie ,
              język , kulturę mieszkając w kraju mającym zupełnie inną historię i kulturę.
              Widzę czasem w Norwegii że stosunek do dzieci z małżeństw mieszanych lub dzeici
              adoptowanych przez norweskie pary ale wyglądających inaczej ma drugie dno.
              Jestem jak najbardziej za adopcją i tolerancją ale wiem ze to nie zawsze jest
              proste.
              Kran
              Nie jest to wcale takie proste.
              --
              Chuck Norris zamówił big maca w Burger Kingu. I otrzymał.
              Jarosław Kaczyński nie musi niczego zamawiać. Energię czerpie z kosmosu.
          • > a to dlatego ze do prawidlowego rozwoju dziecka wazne sa obydwa wzorce

            a ja nie jestem przekonana
            co to maja byc te "wzorce"? ze mama gotuje obiady, a tata przybija gwozdzie?
            mama przytuli, a ojciec zleje pasem? wybacz ze ironizuje, ale widzisz...
            mnie sie "wzorce" kojarza ze stereotypami. marzy mi sie swiat, w ktorym kazdy
            jest odrebna jednostka, z wlasnym zestawem cech, i nikt mi nie powie, ze czegos
            nie rozumiem bo jestem kobieta, albo ze jestem wkurzona bo pewnie mam okres.
            wedlug twojego myslenia my z mezem nie nadajemy sie na rodzicow, bo jestesmy
            dalecy od klasycznego wzorca malzenstwa i nie mamy zamiaru na sile go
            wprowadzac. [hehe a maz mi mowi ze traktuje mnie jak BRATA i cos w tym jest wink))]
            aha: stereotypy uwazam za szkodliwe, i moze adopcja przez pary homoseksualne
            jest jakims rozwiazaniem? moze pomoglaby stworzyc naprawde rownosciowe,
            tolerancyjne spoleczenstwo?

            --
            "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
            wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
            drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
            alfabetycznej."
            • 17.06.06, 04:59
              <co to maja byc te "wzorce"? ze mama gotuje obiady, a tata przybija gwozdzie?>

              jezeli wzorce bycia kobieta lub mezczyzna kojaza ci sie jedynie z gwozdziami i
              obiadem, to juz nie moj problem. twoj post jest jak na moj gust zbyt agresywny
              zebysmy sie mogly dogadac.

              nigdzie nie napisalam, ze jestem przeciw adopcji dziecka przez pare homo.

              <oczywiscie, ze mozna wychowac szczesliwe i zdrowe dziecko zarowno w rodzinie
              niepelnej jak i w rodzinie homo>

              <ale gdyby dziecko mialo sie wychowywac w domu dziecka, lub w patologicznej
              rodzinie nie rokujacej zadniej poprawy, to uwazam, ze pary homoseksualne jak
              najbardziej moglyby sie starac o adopcje takiego dziecka>

              a juz wogole nie rozumiem co co ci chodzi w tym zdaniu:

              <wedlug twojego myslenia my z mezem nie nadajemy sie na rodzicow, bo jestesmy
              > dalecy od klasycznego wzorca malzenstwa i nie mamy zamiaru na sile go
              > wprowadzac.>

              chyba faktycznie masz okres.
              • > jezeli wzorce bycia kobieta lub mezczyzna kojaza ci sie jedynie z gwozdziami i
                > obiadem, to juz nie moj problem. twoj post jest jak na moj gust zbyt agresywny
                > zebysmy sie mogly dogadac.

                nie wiem czy jest agresywny, w kazdym razie nie bylo to zamierzone
                moze wg ciebie mam problem ale naprawde nie wiem co to sa "wzorce bycia kobieta
                lub mezczyzna". i swietnie sobie bez tego radze w zyciu.

                > nigdzie nie napisalam, ze jestem przeciw adopcji dziecka przez pare homo.

                nie, ja tylko zapytalam o te wzorce. bo dlugo myslalam i nie wymyslilam zadnego
                wzorca plci, na ktorego powielaniu by mi zalezalo. zamiast sie wsciekac moglabys
                podac jakis przyklad takiego wzorca. albo chociaz ustosunkowac sie do meritum,
                czyli tego, co napisalam o stereotypach.

                (a moze to moja sygnaturka tak dziala na ludzi?)

                --
                "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
                wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
                drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
                alfabetycznej."
              • > <ale gdyby dziecko mialo sie wychowywac w domu dziecka, lub w patologicznej
                >
                > rodzinie nie rokujacej zadniej poprawy, to uwazam, ze pary homoseksualne jak
                > najbardziej moglyby sie starac o adopcje takiego dziecka>

                czyli traktujesz rodziny homoseksualne jak rodziny gorszej kategorii. "lepsze"
                tylko od rodzin patologicznych, ale para "niepatologicznych" homoseksualistow
                przegrywa w konkurencji z para "niepatologicznych" hetero. tak?

                --
                "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
                wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
                drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
                alfabetycznej."
                • Kiedyś gej który zresztą nie myśli o adopcji dzieci a żyje w udanym i stabilnym
                  zwiazku napisał mniej więcej to samo co Sol.
                  Mnie też razi przykładanie podwójnej miary, para hetero może zadoptować jakie
                  dziecko chej to co pozostanie ?

                  --
                  Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
                  siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
                  Kransię dostosował.
                  • miało być... jakie chce a gej to co pozostanie.

                    --
                    Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
                    siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
                    się dostosował.
                  • 18.06.06, 04:59
                    Pamietam dyskusje na ten temat podczas konferencji na Uniw. Wroclawskim "Europa
                    bez homofobii". Wlasciwie wszystko rozbilo sie o jedno- prawdziwym wskaznikiem
                    spoleczenstwa pozbawionego homofobii nie jest zezwolenie na malzenstwa
                    homoseksualne,ale na adopcje dzieci. Nikt tego co zaraz napisze nie
                    wypowiedzial, ale ja to tak rozumiem: skoro ktos deklaruje sie, ze nie jest
                    homofobem i gej/lesbijka sa normalnymi, pelnoprawnymi czlonkami spoleczenstwa,
                    to skad uprzedzenia w stosunku do tych LGBT ktorzy chcieliby wychowywac
                    dzieci??? I stojaca za tym byc moze obawa,ze lesbijka wychowac moze kolejna
                    lesbijke? To oczywiscie nieprawda, ale jesli nawet (hipotetycznie)???Skoro LGBT
                    jest OK, to co w tym zlego?

                    Zgadzam sie z Sol_bianca. Istnieje jakas drabinka widocznie. Na gorze jest para
                    hetero, potem para homoseksualna, a na 3 miejscu patologiczna rodzina.
                    --
                    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
                    • tak jest wszedzie na swiecie ze sa podzialy bo mozna by napisac o roznych
                      aspektach zycia i chyba tego sie nie rozgryzie.
                      • Przyznam, ze po wielu dyskusjach ze znajomymi gays zaczynam powoli zmieniac
                        zdanie na temat adopcji przez takie pary. Dawniej uwazalam, ze powinni
                        adoptowac bez ograniczen wlasnie dokladnie dlatego, ze wszyscy jestesmy rowni
                        itd. I zaskoczona bylam ile razy znajomi gays obruszali sie na takie pomysly.
                        Poczatkowo myslalam, ze to ci jednostkowi ludzie po prostu nie chca adopcji i
                        swoje niechcenie naciagaja jako teorie smile A potem zaczelam sluchac. Mamy sporo
                        znajomych gays, pojedynczych i w parach. Tak sie jakos zlozylo, zupelnie
                        przypadkiem. To sa wszystko wyksztalceni ludzie, bardzo szanowani w swoich
                        zawodach i silnie wlaczeni w rozne formy "walki" o gay rights. I znakomita
                        wiekszosc wyraza duzo watpliwosci na temat adopcji przez pary gays. Wlasnie z
                        powodu tego, co Sol Bianca tak skrytykowala jako stereotyp czyli pojecia
                        wzorcow damskich i meskich. Smiem twierdzic, ze moi znajomi postrzegaja te
                        wzorce glepiej niz gotowanie obiadu vs. wbijanie gwozdzi. To jest raczej
                        kwestia stosunku do swiata a przede wszystkim stosunku do wlasnej plci i plci
                        przeciwnej. Sprowadzanie tego do zagadnien wylacznie zwiazanych z pracami
                        domowymi jest swiadectwem braku zrozumienia i braku szacunku dla roznic plci.
                        Jestesmy rowni - kobiety i mezczyzni - ale nie jestesmy tacy sami!!!!!! I
                        dlatego, miedzy innymi, idealnym domem dla nowego czlowieka jest ten, w ktorym
                        obie plcie maja wplyw na jego ksztaltowanie. Zalozenie, ze albo ktos jest za
                        adopcja przez gay couples, albo jest homofobem przypomina Stalina albo Busha,
                        ktorzy publicznie glosili, ze kto nie z nami, ten przeciw nam. I z dyskusja to
                        wtedy juz nie ma nic wspolnego. Mnie sie wydaje, ze z prawami homosexuals i
                        heterosexuals jest podobnie - jestesmy rowni ale nie jestesmy tacy sami. Bo to
                        wlasnie komunizm, ktory mamy szczesliwie za soba glosil, ze sprawiedliwie
                        znaczy tyle samo, co rowno. Teraz juz wiemy, ze to nigdy nie jest takie proste.
                        I wydaje mi sie, ze w przypadku adopcji przez pary homoseksualne nalezy brac
                        pod uwage np. to jak w wychowanie potencjalnego dziecka sklonni beda
                        zaangazowac sie czlonkowie rodziny, szczegolnie ci odmiennej plci (np. gdy chca
                        adoptowac mezczyzni, jak obecne w zyciu dziecka beda ich matki lub siostry i
                        odwrotnie) aby stworzyc ten zdrowy balans wzrocow. Bo przciez chodzi nie tylko
                        o prawa gays do adopcji a rowniez o prawa tego dziecka do wzrastania w jak
                        najbardziej pozadanych warunkach. Oczywiscie, para gays wydaje sie byc zawsze
                        lepsza opcja niz biedny sierociniec na koncu swiata ale tu z kolei mozna
                        dyskutowac na temat pomocy samym sierocincom, stwarzania warunkow dla rozwoju
                        systemu rodzin zastepczych. Naprawde warto sluchac innych ludzi a nie tylko
                        zapierac sie, ze albo-albo. Ja sama czuje sie w tej kwestii bardzo na rozdrozu.
                        Bylam i jestem zaskoczona opiniami rozwaznych i krytycznie myslacych gays z
                        mojego srodowiska. Dowiedzialam sie sama dla siebie, ze musze sobie to wszystko
                        jeszcze raz przemyslec i ze odpowiedzi w tak skomplikowanych kwestiach nie moga
                        byc proste ani jednoznaczne. Elka
                        PS. A w Toronto zaczyna sie Pride Week wiec happy gays beda wszedzie na ulicach
                        szczegolnie w Downtown i bedzie duzo rainbow flags smile Happy Pride Week! El
                        • > Sprowadzanie tego do zagadnien wylacznie zwiazanych z pracami
                          > domowymi jest swiadectwem braku zrozumienia i braku szacunku dla roznic plci.

                          to byl tylko przyklad.
                          ja bym naprawde chciala wiedziec, i jakos dotad nikt mi na tym forum nie
                          dopowiedzial, JAKIE sa te roznice plci, ktore sa tak wazne i cenne, ze trzeba je
                          kultywowac i wdrazac za pomoca wychowania/socjalizacji/whatever. bo naprawde
                          (moze napisalam do niejasno i nie zostalo zrozumiane) kiedy patrze np. na mojego
                          meza i na siebie to widze a) roznice JEDNOSTKOWE (np. zainteresowania) i b)
                          roznice wynikajace z wychowania (np. odnosnie owych prac domowych - on nie umie
                          gotowac, a ja tak; ale odkad razem mieszkamy, i tak gotujemy wspolnie wiec on
                          sie uczy). kurcze, nie twierdze ze jestesmy identyczni i ze mezczyzni i kobiety
                          nie roznia sie miedzy soba. ale jesli te roznice sa wrodzone, to i tak beda. a
                          jesli sa nabyte, to kto powiedzial, ze jest obowiazek je nabywac?
                          gdybym miala napisac 10 zdan o sobie, to zdanie "jestem kobieta" by sie w tych
                          10 nie zmiescilo; a "stosunek do wlasnej plci i plci przeciwnej" mam chyba mniej
                          wiecej taki sam, i nie czuje sie przez to ani nieprzystosowana, ani
                          nieatrakcyjna, ani nieszczesliwa.
                          naprawde chcialabym sie dowiedziec, jakie roznice macie na mysli. prosze nie
                          dobierac tego jako atak.

                          --
                          "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
                          wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
                          drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
                          alfabetycznej."
                          • Solbianko, ja akurat bardzo lubie twoja stanowczosc smile)
                            Roznice miedzy plciami widac golym okiem, wiec nie o tym chcialam.
                            Jesli chodzi zas o wychowanie na okreslona plec, to zawsze od wczesnego
                            dziecinstwa strasznie sie buntowalam, bylam wrecz niemozliwa dziewczynka do
                            ksztaltowania na "prawdziwa" kobiete. Nie cierpialam prostowania chrakteru, co
                            bylo cecha chalterystyczna, obowiazkowego wtedy systemu wychowania. Od zarania
                            swojej swiadomosci wiedzialam, ze kazdy jest indywidualnoscia od chwili
                            urodzenia i tak nalezy kazdego traktowac. Niestety mzonki to, nadal straszne
                            mzonki. Mamy zakodowane cos w rodzaju poczucia komfortu jesli uda nam sie
                            rozroznic plec osobnika, z ktorym mamy doczynienia. Jest to na tyle odruchowe
                            ze zakrawa wrecz na absurd.
                            Wyobraz sobie, ze idziesz gdzies samotnie ulica pozna noca lub nad ranem i
                            slyszysz za soba kroki, odwracasz sie i widzisz wyraznie ze idzie za toba
                            kobieta. Acha, myslisz sobie, wraca sobie kobitka z nocnej zmiany tak jak ja.
                            Teraz, jesli widzisz za soba mezczyzne, myslisz odruchowo: acha, wraca sobie
                            nieborak z nocnej zmiany, czy tez wraca z balangi zawiany i moze mnie zaczepic,
                            czy nie lepiej skrecic do pobliskiego oswietlonego miejsca, czy nie
                            przyspieszyc kroku itd. Teraz jesli odwrocisz sie i zobaczysz kogos
                            nieokreslonego: spodnie, dlugie wlosy, meski krok i zaluzmy typowe babskie
                            apsik, co wtedy?? Rany boskie kto to jest? Uciekac czy poratowac papierowa
                            husteczka . wink)
                            Wiem, ze to pierwszy lepszy dosc absurdalny przyklad tych wypracowanych
                            nabytych cech, strasznie niesprawiedliwych schematow.
                            Chodzi o to ze potrzeba dwoch pokolen aby te ustalone z gory roznice socjalno-
                            nawykowe tez zlikwidowac. Zycie bedzie lepsze i swiat bedzie cudowny.
                            Poki co, trzeba sie starac aby postrzegac idywidualnosc w czlowieku a nie
                            okreslac go z gory wedlug plci.
                            --
                            po prostu, prosto z mostu....
                            i po chmielewsku
                            • Na poczatek polecam ksiazki Ursula la Guin - kilka jest na temat wymiennosci
                              plci. To takie science-fiction bajki ale milo sie czyta i mozna sobie o roznych
                              rzeczach pomyslec.
                              Nie bardzo rozumiem Wasze posty - Sol Bianca i Asia. Czy Wy byscie chcialy zeby
                              nie bylo roznic plci i zebysmy byli dokladnie tacy sami w obie strony? Czy to
                              jest Wasza idealna wersja przyszlosci? No to ja tu oficjalnie protestuje i
                              prosze o zanotowanie mojego protestu smile
                              Wydaje mi sie, ze roznice pomiedzy plciami podkreslane wielokrotnie przez
                              oczekiwania spoleczne, czego nie nalezy mylic z okreslaniem przez oczekiwania
                              spoleczne, mozna widziec na wielu plaszczyznach. Dla przykladu - podejscie do
                              czasu. Kobiety maja malo czasu, jakies 25-30 lat na rodzicielstwo, mezczyzni
                              maja wlasciwie nieskonczona ilosc czasu na spelnienie tej samej biologicznej
                              roli - moga z tym czekac i do setki. Biologia poza tym dzieli nasze zycie na
                              cykle miesieczne, dla facetow takie podzialy w ogole nie istnieja. Biologia
                              determinuje nasze mozliwosci rozrodcze i seksualne, determinuje tez nasze
                              mozliwosci fizjologiczne w innych dziedzinach. Wiaze sie to z poziomem agresji
                              determinowanym przez hormony, poziomem empatii itd. Oczywiscie mozna podawac
                              jednostkowe przyklady osob, ktore dzialaja jakby "wbrew" swojej plci ale
                              wyjatki pozostaja wciaz wyjatkami i marginesem. Ksztaltowanie wzorcow to czesc
                              wychowania - wychowujemy dzieci zeby zyly w okreslonym spoleczenstwie i zeby
                              sie w nim czuly dobrze i bezpiecznie. Oczywiscie, kazdy ma prawo poddac wlasne
                              dziecko eksperymentowi wychowywania go bez odniesien do plci ale czy jest to w
                              ogole mozliwe i jaka z tego mialaby byc korzysc? Sol Bianca piszesz, ze bycie
                              kobieta jest dla Ciebie malo-istotnym detalem. Naprawde? Spojrz uczciwie na
                              siebie i na zycie jakie prowadzisz, na swoj stosunek do innych ludzi i na to
                              jak reszta ludzi Ciebie postrzega. Jak chcesz byc przez Nich postrzegana - jako
                              BEZPLCIOWA masa jakiegos nieokreslonego human sapiens? Kwestia roznicy plci,
                              ta "drobna" roznica miedzy nami jest najbardziej fascynujaca sila, dzieki
                              ktorej powstala wiekszosc dziel sztuki, ludzie zaczeli podrozowac, pisac i grac
                              na instrumentach smile Chec zniwelowania tej roznicy jest dla mnie w ogole
                              niezrozumiala - istnienie dwoch swiatow "kobiecego" i "meskiego" pozostaje
                              niezmienna motywacja do rozwoju jednostek i spoleczenstw. I ja nawet nie wiem,
                              czy niwelowanie wszystkich roznic socjalno-nawykowych faktycznie uczyni swiat
                              cudownym. Cala kultura oparta na chronieniu "slabszej" plci wcale nie byla az
                              tak bezsensowna - przez stulecia dawala kolejnym pokoleniom zarowno mezczyzn
                              jak i kobiet poczucie bezpieczenstwa i stabilnosci. Gdy patrze na nasz obecny
                              swiat mam czesto poczucie obserwowania wylewania dziecka z kapiela -
                              zrownalismy prawa, ktorych nikt juz nie chroni ani nie przestrzega wiec jaki
                              zysk z tej rownosci? Przy okazji zreszta, zrownujac prawa wcale nie zrownalismy
                              obowiazkow!
                              Ja wiem, ze to zabrzmi trywialnie ale to naprawde nie jest wszystko jedno czy
                              sie jest kobieta, czy mezczyzna - ha ha ha. I w zwiazku z tym nie jest tak
                              dokladnie wszystko jedno przez jaki uklad damsko-meski, mesko-meski lub damsko-
                              damski wychowywane sa dzieci. Przypomnial mi sie taki pan Kazik, z ktorym
                              kiedys pracowalam. On byl taki prosty, czesto nieco chamski w swoich odzywkach
                              ale najczesciej trafial w sedno, jedna z Jego ulubionych odzywek bylo "gdyby
                              bylo wszystko jedno to by sie krawat wiazalo na fiucie" (Sorry!!!!)
                              A moze ja tylko tak gadam, bo jest goraco i upal uderza do glowy obu plciom po
                              rowno - ha ha ha. Elka
                              • > Na poczatek polecam ksiazki Ursula la Guin - kilka jest na temat wymiennosci
                                > plci. To takie science-fiction bajki ale milo sie czyta i mozna sobie o
                                > roznych pomyslec.

                                Ogladalam program dokumentalny o ludziach ,ktorym zmieniono na sile plec z
                                roznych powodow...i tego sie nie da zrobic ...plec jest w mozgu.



                                Ela, na mnie upal chyba dziala otepiajaco i ma prawo tongue_out
                                Chodzilo mi ze oprocz czysto biologiczno-fizjologicznych roznic plci ( i to
                                jest dobre, powiedzial Pan Bog)
                                mamy caly szereg wklepanych przez wychowanie cech. Moze to nawet nie musza byc
                                cechy, ale sposob myslenia, oceniania okolicznosci, odnajdywania schematu oceny
                                czlowieka za pomoca okreslenia jego plci. Jest to naogol krzywdzace bo, co
                                wolno chlopcom , dziewczynkom nie wypada i odwrotnie. Juz od przedszkola te
                                roznice sa zauwazalne.
                                Zeby nie przesilac mojego ugotowanego kobiecego jestestwa: gdyby oceniac
                                czlowieka nie wedlug plci lecz ze wzgledu na jego wlasna indywidualna wartosc,
                                swiat bylby piekniejszy.
                                O to mi chodzilo.
                                --
                                po prostu, prosto z mostu....
                                i po chmielewsku
                              • elagrubabela napisała:

                                > Na poczatek polecam ksiazki Ursula la Guin
                                Znam smile))

                                > Nie bardzo rozumiem Wasze posty - Sol Bianca i Asia. Czy Wy byscie chcialy zeby
                                > nie bylo roznic plci i zebysmy byli dokladnie tacy sami w obie strony? Czy to
                                > jest Wasza idealna wersja przyszlosci?

                                wrecz przeciwnie. ja bym chciala, zeby kazdy byl inny. bo jest inny, a nie bo
                                jest mezczyzna/kobieta.

                                co do roznic, o ktorych wspominasz: jesli sa biologiczne, to czy naprawde
                                potrzebne jest wychowanie w "tradycyjnej rodzinie"? chyba o tym, ze np. kobieta
                                przechodzi menopauze, ucza w szkole na lekcji biologii?
                                kurcze, akceptuje swoje cechy biologiczne, nie dzialam "wbrew" swojej plci (jak
                                to okreslilas), ale widzisz, te cechy biologiczne po prostu sa. nie musze sie
                                ich uczyc, nie musze dostosowywac do nich swojego zachowania. mam miesiaczke,
                                owulacje, poziom agresji determinowany przez hormony moze tez, i mialabym je
                                rowniez wtedy, gdybym miala dwoch tatusiow smile

                                > Spojrz uczciwie na
                                > siebie i na zycie jakie prowadzisz, na swoj stosunek do innych ludzi i na to
                                > jak reszta ludzi Ciebie postrzega. Jak chcesz byc przez Nich postrzegana - jako
                                > BEZPLCIOWA masa jakiegos nieokreslonego human sapiens?

                                postrzegana jestem roznie. nie dokonca moge miec na to wplyw. jak chce byc
                                postrzegana? jako sol_bianca smile)) bardzo okreslona postac homo sapiens wink))
                                posiadajaca zestaw cech tworzacych niepowtarzalna jednostke.

                                dalej dlugi akapit na ktory trudno mi odpowiedziec, bo owszem, kultura, historia
                                i sztuka swoja droga sporo bylo tworcow homoseksualnych, widac nie potrzebowali
                                te "drobnej roznicy" wink) a ja po prostu nie wiem jak by wygladal swiat
                                androgyniczny, nie moge ci udowodnic ze lepiej a ty nie mozesz mi udowodnic ze
                                gorzej. nie twierdze tez ze jest "dokladnie wszystko jedno przez jaki uklad
                                damsko-meski, mesko-meski lub damsko-damski wychowywane sa dzieci" - wrecz
                                przeciwnie. ja nie jestem za NIWELOWANIEM roznic, ja jestem za roznicami! a
                                stawiajac "kobiecosc" na pierwszym miejscu w opisie siebie wlasnie staje sie
                                czescia masy (polowy populacji ziemi). mam wpojone, ze kobieta powinna
                                zachowywac sie tak-i-tak. i dalej nie rozumiem po co uncertain

                                --
                                "Podjął decyzję, że będzie lżył wszechświat. To znaczy: będzie obrzucać
                                wyzwiskami każdą istotę we wszechświecie. Indywidualnie, osobiście, jedną po
                                drugiej i (z tego powodu naprawdę radośnie zgrzytał zębami) w kolejności
                                alfabetycznej."
                                • 19.06.06, 02:28
                                  <ale widzisz, te cechy biologiczne po prostu sa. nie musze sie
                                  ich uczyc, nie musze dostosowywac do nich swojego zachowania. mam miesiaczke,
                                  owulacje, poziom agresji determinowany przez hormony moze tez, i mialabym je
                                  rowniez wtedy, gdybym miala dwoch tatusiow smile>

                                  zgadza sie, ale jako kobieta wychowywana przez dwoch tatusiow, mialabys w nich
                                  mniejsze oparcie niz gdybys byla wychowywana w rodzinie mama + tata. i to wcale
                                  nie ze wzgledu na zle checi czy intencje opiekunow, a jedynie dlatego, ze ci
                                  panowie nigdy tej miesiaczki, owulacji itp nie mieli i nawet jezeli podejma sie
                                  rozmowy na ten temat, to nigdy nie beda mogli w tym kontekscie tak cie
                                  zrozumiec jak kobieta. to troche tak jak porady malzenskie przekazywane przez
                                  ksiezy.
                                  oni nie beda wychowywali doroslej kobiety ktora rozumie swoj organizm, a mala
                                  dziewczynke wchodzaca w wiek dojrzewania, czesto wystraszona budzaca sie
                                  seksuanoscia.
                                  i nie oszukujmy sie, informacje na biologii sa zwykle ograniczone jedynie do
                                  anatomii, przekazywane przez zaczerwieniona ze wstydu pania (pana) i wsrod
                                  smiechow i pochrzakiwan uczniow.


                                • 19.06.06, 22:21
                                  Mysle, ze z parami homoseksualnymi jest tak samo jak z heteroseksualnymi, jedni
                                  sa lepszymi inni gorszymi rodzicami ot, jak to z rodzicami bywa.
                                  Po przeczytaniu tych postow zaczelam bawic sie mysla czy chcialabym miec dwoch
                                  ojcow albo dwie matki i "klonowalam" w myslach moich rodzicow. Inna mam
                                  intymnosc z mama, inna mialam z ojcem, kazdej z nich by mi brakowalo, jakos sie
                                  uzupelnialy.
                                  --
                                  Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
                                • 19.06.06, 22:29
                                  A propos bycia kobieta/mezczyzna - roznia sie fizycznie i psychicznie, jest to
                                  raczej chyba udowodnionewink: Ale zeby byc rownym nie trzeba byc chyba
                                  jednakowym? Mnostwo lat temu wpislam sobie do zeszytu z madrymi myslami (tak,
                                  tak, mialam taki bedac egzaltowana nastolatka) mysl bodajze Hirszfelda "Rasizm
                                  to nie stwierdzanie roznicy cech to ich wartosciowanie". Pewnie cytuje
                                  niedokladnie ale minelo ponad trzydzisci lat i zeszyt juz dawno temu poszedl na
                                  makulature.
                                  --
                                  Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
                          • 18.06.06, 22:28
                            moj punkt widzienia nie zawsze byl taki, kiedys myslalam podobnie, rowne prawa
                            dla kazdego. ale mysle sobie ze poprawnosc polityczna za wszelka cene nie
                            zawsze idze w parze z rozsadkiem.
                            w tym wypadku, wyzej stawiam potrzeby dziecka.

                            <czyli traktujesz rodziny homoseksualne jak rodziny gorszej kategorii. "lepsze"
                            tylko od rodzin patologicznych>

                            to sa dla mnie bardzo mocne slowa, (to troche moze nie ladne porownanie, ale
                            nic innego nie przychodzi mi do glowy zeby przekazac ci co mysle)to troche tak
                            jak test, egzamin, na ktorym maksymalnie mozna otrzymac 100 punktow. para
                            hetero dostaje 100 a homo 99 a patologiczna gdzies w na samiutkim dole.
                            te 99 nadal swiadczy o tym ze zdajacy jest dobrze przygotowany.

                            ten jeden punkt wiecej dla hetero to roznorodnosc. (wyjasnie dalej)
                            kobieta - mezczyzna, rozni - rowni.
                            (jezeli komus pasuje model mama gotuje tata zarabia i sa w tym szczesliwi,
                            dobrze, jezeli gdzie indziej para jest szczesliwa z tata w domu a mama robiaca
                            kariere - drugie dobrze. wszystko jest kwestia ustalen miedzy dwojgiem ludzi,
                            bez narzucania sobie szczescia z zewnatrz.)

                            na podstawie przeczytanej literatury z jaka do tej pory sie spotkalam (zalacze
                            tu jeszcze nizej ciekawy artykul o roznicach plci, jedna z bardziej znanych,
                            ciekawych ksiazek to "plec mozgu" Moir A, Jessel D - wydaje mi sie ze nie
                            natknelam sie jeszcze nigdzie na literature dowodzaca ze kobiete i mezczyzna sa
                            tacy sami. uwazam, ze jestesmy rozni. budowa naszych mozgow jest inna, nasze
                            hormony graja inaczej, inaczej przezywamy nasze emocje, radzimy sobie w
                            sytuacjach stresu.
                            w jednym jestesmy troche gorsze, w innych dziedzinach lepsze.
                            ale to kompletnie nie swiadczy o tym, ze nie mozemy miec takich samych praw.
                            w dziedzinach do ktorych wieksze predyspozycje teoretycznie maja kbiety,
                            mezczyzni rowniez moga sie sprawdzic swietnie i odwrotnie. to sa jedynie
                            uwarunkowania ogolne. w kazdym z nas hormony graja indywidualnie.
                            i powinnismy to szanowac.
                            oj. mam nadzieje ze zrozumiale o napisalam.

                            teraz jezeli chodzi o dzieci i pary hetero,
                            nigdy nie wiemy tak naprawde kogo wychowujemy. wychowujac dziewczynke, moze byc
                            tak, ze jej mozg bedzie meski, dziewczynka zapragnie zmiany plci. dlatego moge
                            sie z toba zgodzic, ze wychowanie "do pelnienia okreslonej roli w przyszlosci"
                            nie jest dobrym rozwiazaniem. rozumiem tutaj twoje oburzenie nieszczesnym
                            slowem "wzorce"

                            chodzilo mi o to, ze dziecko obcujac na codzien w domu z kobieta i mezczyzna,
                            ma szanse obserwowac reakcje plci "przeciwnej" a takze swojej (tak jak
                            napisalam wyzej nigdy na 100% nie wiadomo ktora to plec przeciwnawink.
                            uczy sie radzic sobie z wlasnymi emocjami.
                            ma szanse uczyc sie tych roznic z pierwszej reki. te roznice sa juz zakodowane
                            w naszych mozgach. i nie wystarczy powiedziec sobie, ja nie chce zeby dziecko o
                            nich wiedzialo bo one sa i juz. udajac ze ich nie ma zrobimy dziecku krzywde.
                            to tak jak rodzice dziewczynki z umyslem meskim, odrzucala ja w pozniejszych
                            latach i probuja ja leczyc z transsksualizmu. a tego sie zrobic nie da. nie
                            chodzi o to zeby roznic sie pozbyc, ale o to zeby nauczyc sie wzajemnego
                            szacunku do nich.

                            to co mnie przekonuje do tego ze roznice istnieja i ze sa wazne w zyciu ludzi
                            to min desperacja transeksualistow . czesto poswiecaja cale swoje zycie,
                            rodzine, po to, zeby zyc w zgodzie ze swoja pluciowoscia.
                            zaprzeczanie temu nie ma sensu dla mnie. powinnismy sie jedynie uczyc szacunku
                            do tych roznic, do nas samych.

                            dziecko wychowane w rodzinie hetero ma po prostu wiecej szans dowiedzenia sie o
                            roznicach i obcowania z nimi na codzien.

                            co oczywiscie zupelnie nie przekresla par homo. madra para homo napewno
                            znalazla by sposob, aby dostarczyc potrzebna wiedze dziecku i nauczyc go z niej
                            korzystac. nauczylaby tez szacunku dla odmiennosci (w tym wypadku plci) ale w
                            rodzinie hetero przebiega to latwiej, w naturalnych warunkach.

                            dlaczego jezeli moge ulatwic cos dziecku, w imie poprawnosci politycznej, mam
                            to utrudniac? dlaczgo dziecko zwykle juz po ciezkich przejsciach ma byc tu
                            katrta przetargowa?

                            k.
                            • 18.06.06, 22:36
                              ma szanse uczyc sie tych roznic z pierwszej reki. te roznice sa juz zakodowane
                              <w naszych mozgach. i nie wystarczy powiedziec sobie, ja nie chce zeby dziecko
                              o
                              nich wiedzialo bo one sa i juz. udajac ze ich nie ma zrobimy dziecku krzywde.
                              to tak jak rodzice dziewczynki z umyslem meskim, odrzucala ja w pozniejszych
                              latach i probuja ja leczyc z transsksualizmu. a tego sie zrobic nie da. nie
                              chodzi o to zeby roznic sie pozbyc, ale o to zeby nauczyc sie wzajemnego
                              szacunku do nich.
                              >

                              zeby ubiec ewentualne pytania. nie mam namysli narzucaniu dziecku info o
                              roznicach, dziecko samo przebywajac w rodzinie decyduje jakie zachowanie jest w
                              zgodzie z nim samym.
                        • 18.06.06, 20:23
                          bardzo dziekuje ci elu za tego posta, o to wlasnie mi chodzilo.
                        • Elu to nie o to chodzi że pary homoseksualne MUSZĄ adoptować dzieci tylko o to
                          żeby MOGŁY. Społeczeństwo mające taką opcję jest zdrowsze i bardziej sprawiedliwe.
                          A teksty typu: lepiej dwa pedały niż sierociniec to dla mnie masakra.
                          Kran
                          --
                          Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
                          siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
                          się dostosował.
                          • 18.06.06, 22:40
                            <A teksty typu: lepiej dwa pedały niż sierociniec to dla mnie masakra.>

                            jezeli mnie mialas tu na mysli, to uwazam ze potraktowalas mnie
                            niesprawiedliwie. zawsze pisalam o parach homo z szacunkiem. bo i mam dla nich
                            szacunek.
                            co do reszty napisalam juz na ten temat caly elaborat. przeczytaj.
                            • Nie Tora , nie miałam absolutnie na myśli nikogo z KP. Raczej teksty z jakimi
                              można sie spotkać w życiu niekiedy.
                              Uważam ten wątek za bardzo ciekawy i róznorodny i wiele z niego skorzystałam.
                              Tak się złożyło że zarówno osobiście jak i medialnie ( gazety, TV , net )
                              poznałam wiele gejowskich par które są o wiele lepszymi małżenstwami niż
                              niejedna para heteroseksualna.
                              Z moich obserwacji dzieci wychowane przez gejów mają o wiele mniej problemu z
                              orientacją seksualną ich rodziców niż otoczenie.
                              Kran

                              --
                              Bóg chciał stworzyć świat w 10 dni. Chuck Norris dał mu sześć. A tak naprawdę
                              siedem , ale Jarosław Kaczyński powiedział, że w niedzielę się nie pracuje i Bóg
                              się dostosował.
                              • 20.06.06, 07:03
                                no to przyznam ze ulzylo mi smile
                                • A to się cieszęsmile))))
                                  Ja raczej jestem znana ze szczerości i jakbym chciała coś osobiście do kogoś to
                                  po imieniu:pppp
                                  Kran
                                  --
                                  Teoria ewolucji nie istnieje. Tylko lista stworzeń, którym Chuck Norris pozwolił
                                  żyć...
                                  ...na polecenie Jarosława Kaczyńskiego.
                                  • O rany! NIe było mnie raptem 4 dni a tu takie gorące dyskusje!
                                    WIecie, mysle sobie o tych wzorcach w rodzinach homo i hetero. Oczywiście nie
                                    bee pisać o takich jak gotowanie i gwoździe bo to sie zmienia i w kazdej niemal
                                    rodzinie jest teraz inaczej. ALe opowiem Wam coś - moi rodzice sie rozwiedli
                                    (nie z powodu alkoholu) i kiedyś moja siostra spytała Mamę jak to jest w
                                    małżeństwie z pieniędzmi. Jak to się robi i dzieli itd. Bo Ona nie wie. Wie jak
                                    to jest jak jedna osoba zarabia i zarzadza a jak są dwie to co? Ja wiem, ze to
                                    teraz tez sie róznei rozwiązuje, ale chodzi o to, ze osobom z rodzin rozbitych
                                    lub homo moze brakować pewnych wzorców relacji - zwłaszcza jeśli dziecko będzie
                                    hetero. W jaki sposób ma się nauczyć adorować kobietę i rozumieć np., że
                                    jest "niedysponowana", albo skąd ma potem wiedzieć, ze kobieta w ciąży wymaga
                                    specyficznego podejścia? A przeciez tego potem wymagamy. Jak pozatym sama
                                    dziewczynka ma się postrzegac jako kobieta? I vice wersa. Duzym problemem w
                                    naszej rodzinie bylo wychowac najmlodszego brata tak, zeby nie był "sierotą"
                                    ale jednoczesnie nie chamem. Miałyśmy ciekawą sytuację, bo poniewąz w domu były
                                    trzy kobiety i on to on o sobie mówił "zrobił-AM" itd. Albo mój synek - uczymy
                                    go siusiac na stojąco - ale co ja o tym wiem??? ciągle mial posiusiane
                                    majteczki, dopiero jak zaczęłam stanowczo posyłać męza z nim do łazienki
                                    problem się zaczął rozwiązywac. ITD. Tylko sie na mnie nie rzućcie zaraz,
                                    zauważcie, ze piszę nie tylko o problemie rodzin homo ale i rozbitych - problem
                                    jest podobny - brak pewnych wzorców, poza gotowaniem i gwoździami. Nie
                                    wszystkiego można się nauczyć z ksiazek czy w szkole.
                                    --
                                    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
                          • jan.kran napisała:

                            > Elu to nie o to chodzi że pary homoseksualne MUSZĄ adoptować dzieci tylko o
                            to
                            > żeby MOGŁY. Społeczeństwo mające taką opcję jest zdrowsze i bardziej
                            sprawiedli
                            > we.

                            Kranie - sprawiedliwe dla kogo i w jaki sposob to udowodnic? Ja wcale nie wiem,
                            czy tak wlasnie jest a mam wrazenie, ze wiele osob przyjmuje takie wlasnie
                            stwierdzenie jako aksjomat z obawy przed dyskusja lub, co gorsza, z obawy przed
                            byciem uznanym za homofoba. Z jakiegos powodu, od pewnego czasu zadawanie pytan
                            i zglaszanie watpliwosci bywa postrzegane jako homofobia, co dla mnie osobicie
                            uraga jakiejkowiek demokratycznej wymianie pogladow. Ale to tylko tak na
                            marginesie.
                            Sa rozne opcje rodzinne - jedne lepsze, inne gorsze. Czasem nie ma innego
                            wyjscia gdy np. jedno z rodzicow umiera albo para sie rozstaje i sila rzeczy
                            dzieci wychowywane sa w rodzinie niepelnej. I moga byc w takiej rodzinie
                            wychowane wspaniale choc jakies tam statystyki zbierane od lat w roznych
                            krajach wciaz wskazuja, ze np. samotne matki maja mniejsze sukcesy wychowawcze
                            niz samotni ojcowie, ci z kolei mniejsze niz rodziny pelne 9przez mniejsze
                            sukcesy wychowawcze nalezy rozumiec procent potomstwa konczacego jako
                            kryminalisci, ludzie uzaleznieni od roznych substacji lub korzystajacy z pomocy
                            spolecznej dluzej niz 5 lat). Zalozenie, ze dwie kobiety lub dwoch mezczyzn
                            beda statystycznie dorownywac w sukcesach wychowawczych rodzinom tradycyjnym
                            jest narazie nie do udowodnienia - za malo materialu. I na dwoje babka wrozyla -
                            moze byc i tak i siak. A jesli bedzie zle to co? Przeglosujemy odebranie praw
                            do adopcji przez pary homoseksualne? To jest ryzyko spoleczenstwa -
                            przeglosowanie prawa dopuszczajacego adopcje przez pary homoseksualne. Ryzyko
                            podejmowane ze swiadomoscia, ze mozna zrobic wiele dobrego ale mozna zrobic tez
                            bardzo wiele zlego nastepnym pokoleniom. Mnozenie kolejnych nieprzystosowanych,
                            zbuntowanych, nieszczesliwych ludzi, ktorzy maja klopot ze znaleziem swojego
                            miejsca w swiecie nikomu nie sluzy. Oczywiscie tak byc nie musi - moze byc
                            wrecz odwrotnie, moze sie okazac, ze pary homoseksualne sa wrecz lepszymi
                            rodzicami niz pary heteroseksualne ale tego narazie nie wie nikt. I dlatego
                            ZANIM prawo bedzie wprowadzone trzeba ze soba rozmawiac i powaznie traktowac
                            argumenty i watpliwosci obu stron. Moj niepokoj budzi zakladanie z gory, ze
                            mama i tata albo tata i tata czy mama i mama to DOKLADNIE TAK SAMO dobry wstep
                            do wychowania szczesliwego, dobrze funkcjonujacego w swiecie czlowieka. Bo taki
                            teraz jest trend w postrzeganiu par homoseksulanych vs. pary heteroseksualne.
                            Ale czy to naprawde jest dokladnie TAK SAMO to sie dopiero moze okazac po
                            dluzszym czasie gdy mowa bedzie nie o wybiorczych przykladach ale o faktycznych
                            porownaniach dokonanych zgodnie ze wszystkimi zasadami statystyki-nauki.

                            > A teksty typu: lepiej dwa pedały niż sierociniec to dla mnie masakra.

                            Nikt tu dotad nie uzywal slowa "pedal" - nie wiem czemu po nie siegasz.
                            Natomiast duch takiej wypowiedzi jest zgodny z tym, ze wiele osob uwaza, ze
                            lepszy jeden rodzic niz sierociniec - dlatego moga adoptowac single choc
                            czekaja czesto dluzej niz pary; lepsi rodzice innej rasy niz sierociniec
                            chociaz w tej kwestii wiele organizacji skupiajacych Afro-Amerykanow i Natives
                            zglasza duze watpliwosci. Adopcja to jest bardzo skomplikowana sprawa, wiele
                            ludzi ma z tym problem przez cale zycie. Ontario otworzylo ostatnio mozliwosc
                            znajdowania dzieci i rodzicow przez osoby adoptowane i przez rodzicow, ktorzy
                            oddali dzieci do adopcji bez zadnych ograniczen. Juz sa pierwsze negatywne i
                            pozytywne skutki tej mozliwosci prawnej. Nic nie jest w tej sprawie ani
                            jednoznacznie zle, ani jednoznacznie dobre. To samo bedzie najprawdopodobniej
                            dotyczyc adopcji przez pary homoseksualne. Zachodzi tylko pytanie jaki bedzie
                            balans pomiedzy pozytywami i negatywami. W kwestii dzieci, ktore trafily do
                            sierocinca, dopoki sa dziecmi, zawsze mozna mowic tylko o mniejszym zle lub o
                            roznych odcieniach dobra - idealne rozwiazania sa nieprawdopodobne.
                            Mam nieprzyjemne poczucie, ze zwolennicy prawa do adopcji przez pary
                            homoseksulane chca zamknac usta wszystkim watpiacym oskarzajac ich jawnie badz
                            w podtekstach o homofobie i przestarzalosc pogladow. A to nie tedy droga.
                            Rozwiazanie mama+tata funkcjonowalo calkiem skutecznie jako JEDYNE prawne
                            rozwiazanie od czasow mamy malpy i taty malpy. Jesli chcemy wlasnie teraz
                            dokonac zasadniczych zmian w tym rozwiazaniu musimy byc swiadomi potencjalnych
                            konsekwencji. Te konsekwencje beda najprawdopodobniej i dobre, i zle -
                            zalozenie, ze moze byc tylko lepiej wydaje mi sie sporym naciaganiem i takim
                            troche tupaniem noga "bo ja tak chce". A my tymczasem mamy w Toronto juz
                            kolejny gay rozwod chociaz prawo do zawierania zwiazkow ma niecale 2 lata sad((
                            Szczesliwie narazie nie ma kwestii custody. I juz do widzenia na dzis, bo
                            jedziemy na BBQ z okazji Dnia Ojca - moze jakos wytrzymamy ten upal na patio u
                            szwagrow smile Elka
    • Ciotka mojego meza adoptowala Brazylijke ponad 20 lat temu. Kwestia ta dotyczy
      wielu par we Wloszech nie mogacych dorobic sie wlasnego potomstwa. W kazdym
      badz razie kuzynka mojego wyrosla na 100 procentowa Wloszke o ciemnej skorze.
      Sliczna dziewczyna ale z niewiadomych mi przyczyn nigdy nie wykazala
      zainteresowana swoim krajem ani nie wykazala checi spedzenia wakacji w Ameryce
      Poludniowej. Wiem, ze wiele malzenstw decyduje sie na dzieci latynoskie ze
      wzgledu na uproszczona procedure adopcyjna.
      Inna sprawa to rasizm ktoryl dotknal i odcial pietno na psychice Anny. Niby sie
      wydaje ze Wlochy to kraj toleracyjny a jednak
      • cuciolo szkoda ze doznala takich przykrosci,bardzo trudno jest z takich spraw
        wychodzic i wazne na kogo sie potem trafi.
        • Wiem ze trudno, z jakis tam napomknien wnioskuje ze w liceum miala problemy a
          to bardzo zdolna dziewczyna wiec kto wie czy to nie byl odwet za dobre stopnie.
          Wydoroslala i zakochala sie. Teraz stapa mocno po ziemi
    • Dla osoby, ktora nie czytala rzeczonego watku, na ktory sie powolujesz, to moze
      byc zupelnie niezrozumiale - bo wg mnie adopcja i egoizm zupelnie nie ida w
      parze. Poza tym chyba to jeden z celow adopcji - zapewnienie dziecku dobrej
      przyszlosci, wiec niezrozumiale pytanie - czy mozna zapewnic takiemu dziecku
      itd..
      Popieram adopcje, podziwiam ludzi, ktorzy adoptuja, sama bym sie w tym momencie
      nie zdecydowala, chociaz kilka lat temu i owszem. Balabym sie genow i tego, ze
      na pewne rzeczy nie mialabym wplywu, jesli chodzi o wychowanie. Moze mi sie
      kiedys odmieni, nie wiem.
      Poza tym Kranie nie wiem czy zauwazylas, ale rzucilas juz ze trzy tematy do
      rozmowy, sama rozpoczynajac watek i na zaden z tych tematow w sumie sie nie
      wypowiedzialas.
      Pozdrawiam
      Pola




    • conejito13 a dlaczego nie przyjac tego ze kazdy ma inny sposob myslanie ,czy ja
      musze sie ze wszystkim zgadzac aby byc potem uznawanym za toleracyjnego ,chyba
      nie o to chodzi.
      • 12.06.06, 09:44
        z Ukrainy. Bo nam emocjonalnie tam najblizej, a z Polski z pewnych formalnych
        wzgledow nie mozemy.

        Decyzja wymagala zastanowienia i nie byla taka hop-siup, bo to nie prosta
        sprawa, ani dla nas, ani dla dziecka. Ale teraz czekamy - wlasnie w czerwcu
        papiery polecialy do Kijowa, po ponad roku procedury w Niemczech - i jeszcze
        poczekamy, bo obecnie na dziecko z Ukrainy czeka sie 2 lata mniej wiecej.
        • Aha - to, ze dziecko adoptujemy z Ukrainy, wbrew pozorom nie oznacza, ze
          bedzie 'slowianskie'. Prawie na pewno nie smile - raczej o rysach tatarskich,
          cyganskich. Szczerze mowiac - jest to dla nas po prostu nieistotne.

          Wybralismy Ukraine, bo chcemy by dziecko znalo swoje korzenie, rozumialo
          kulture - a ze nam do Ukrainy blizej niz do np. Brazylii - stad Ukraina.
          Kwestia finansowa tez tu ma pewne znaczenie - na Ukraine jest blizej, a
          bedziemy tam latac i tam jakies 6-8 tygodni mieszkac.
    • i zakochala sie.........
      ------------------
      a to fajnie smile

      • Zakochala sie znaczy odnalazla i uwierzyla w siebie. Jest w zwiazku od 2lat i
        czuje sie bezpiecznie.
        smile))))
        • uu lubie takie historie ,,hm chyba jest jakas dla mnie nadzieja ?
          • Milosc przychodzi wredy gdy jest najmniej oczekiwana
            To wiem po sobie. A budowanie i utrzymanie zwiazku to juz zupelne inna para
            kaloszy
            Ja wierze ze Ty sie odnajdziesz w zyciu
    • Sylwku, a moze ty za bardzo przebierasz?

      --
      Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
      ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
    • wracajac do tematu to kiedy nalezy dziecku powiedziec ze nie jest sie Ich
      rodzina(biologiczna)...
    • 13.06.06, 00:10
      Tu gdzie mieszkam, w zachodnim stanie USA, wszedzie sie widzi bialych rodzicow
      z chinskimi coreczkami. Adopcja z Chin jest tu bardzo popularna - sierocince w
      Chinach maja dobra opinie - dzieci sa przewaznie zdrowe, i dobrze zaopiekowane.
      Chiny tez pozwalaja adopcje przez "starsze" osoby - to znaczy po 40tce - i
      takze przez starsze samotne matki. Mam sasiadke ktora majac 50 lat zaadaptowala
      corke, a rok potem pojechala po druga. Obie dziewczynki chodza w soboty
      do "chinese school" i rodzina takze nalezy do klubu rodzin z adaptowanymi
      dziecmi z Chin.
      • Czesc Katlia
        Tez widze te chinskie dzieci w naszym miescie (sasiadko moja wink ) zawsze je
        zauwazam bo byl moment kiedy do tej agencji adopcyjnej skladalam papiery.
        Wprawdzie nie mam mojec chinskiej corki, ale zawsze serce mi sie raduje na
        widok innych rodzin.

        Co do gejow to znam pare mesko-meska (w zwiazku od 12 lat)ktora zaadoptowala 2
        corki. Swietni ludzie i stanowia super rodzine. Moje dziecko chodzilo do tej
        samej szkoly co ich dziewczynki i bardzo sie siesze ze ich poznalam.

        --
        Well behaved women don't make history
        • 13.06.06, 13:44
          W Irlandii widze ale dopiero od niedawna - adoptowane dzieci z azjatyckiego
          kontynentu.
          W Jonathan'a klasie jest piecioletni Eion, ktory pomimo irlandzkiego imienia
          bardziej wyglada na Tajlandczykawink
          Niedawno rozmawialam z jedna mama, ktorej syn chodzi do szkoly z moim starszym
          dzieckiem. Na reku miala 2-letnia Chinke. Zaadoptowali ja po Gwiazdce. Sami
          maja 3 synow i ona zawsze chciala miec corke. Stwierdzila, ze nie
          chce "ryzykowac" i zachodzic w ciaze 4 raz - bo moze znowu trafi sie chlopakwink
          wiec z mezem postanowili zaadoptowac dziewczynke i sa bardzo szczesliwi - ona
          ma corke, ktora zawsze bardzo chciala miec, a dziewczynka ma dom pelen rodziny,
          ktora stanie na glowie by Jej wszystko zapewnic - uczuciowo i finansowowink)

          W Irlandii tez od dobrych 15 lat jest bardzo silny strumien adopcji dzieci z
          okolic Czarnobyla - glownie tych chorych. Na mojej ulicy mieszka 13-latka chora
          na bialaczke adoptowana 10 lat temu. W Irlandii ma zapewniona kochajaca
          rodzine, ktora lata z nia do szpitala na leczenia, zapewnia wszelkiego rodzaju
          przyjemnosci, by ulzyc w chorobie, a na Bialorusi byla w sierocincu porzucona
          przez rodzicow, ktorzy nie mogli sie nia zajac. Takze w sierocincu nie bylo
          podstawowych lekarstw dla niej.

          Sama za pare lat tez chcialabym zaadoptowac dziecko potrzebujace pomocy i
          milosci - na razie sie przygotowuje...przez 11 lat zylam z rakiem w najblizszej
          rodzinie, wiec wiem, ze nie jest to latwa decyzja.
          --
          Maja

          Rodzice w Irlandii
          • wiecie co mi sie podoba ze chcecie cos dac obcym dzieciom bo tak naprawde to co
            One zawinily ze maja taki los i chwala takim osobom ..

            • 13.06.06, 14:34
              Od 3 lat jestesmy tzw "outreach family" dla tego projektu:
              www.chernobyl-international.com/abouttheproject/default.asp
              Wlasnie przez siasiadke sie wciagnelismy. Co roku na wakacje przyjezdza do nas
              jedna dziewczynka, ktorej rodzice nie sa wstanie zapewnic pomocy, takiej jaka
              dostaje w Irlandii - my to nazywamy, ze przyjezdza do nas na "oddech"wink)
              Co roku z tego projektu przyjezdza okolo 60 dzieci z Czarnobyla. W tym roku
              przyjezdzaja 20 lipca i beda do konca wakacji. Moj maz bierze zawsze urlop
              bezplatny na ta okolicznoscwink

              Niektore rodziny zaadoptowaly dzieci, niektore pomagaja tylko wakacyjne, a
              niektore jedno i drugie, bo czasami ludzie maja calkiem pojemne sercawink)
              --
              Maja

              Rodzice w Irlandii
    • mozna tez wspierac dzieci w inny sposob tzn wspierac organizacje itp i to tez
      jest wazna pomoc.
      • Adopcja - popieram bez wzgledu na kulture i kolor skory, ale roznica wieku
        miedzy dzieckiem i rodzicem nie powinna byc wiecej niz 45 lat. Bo jak jest
        wiecej to jest to adopcja wnukow. I mnie to przeraza.

        Adopcja moze byc czasem zwiazana zegoizmem - tak jak wszystko - znalam
        przypadki, gdy rodzice adopcyjny przebierali w rosyjskich dzieciach tak jakby
        kupowali samochod. "Nie chce tego dziecka, bo grube".
    • 13.06.06, 17:44
      Temat jest trudny, bo "kazdy kij ma dwa konce". Znam wiele rodzin, ktore
      adoptowaly dzieci spoza Europy, decyduje chyba glownie fakt, ze o dziecko
      europejskie jest bardzo trudno, ze wzgledu na uatawodawstwo w europejskich
      krajach. Mojej kolezance udalo sie zaadoptowac chlopca z polskiego domu
      dziecka, przeszla gehenne, to na dluzsze opowiadanie o bezdusznosci. W koncu
      wywalczyli tylko dlatego, ze chlopiec byl juz starszy (trzy lata) i do tego
      inwalida z wykoslawiona noga, ktora zreszta w Szwecji pieknie zoperowali. Znam
      te pare adoptowanych, juz doroslych dzeci - z Korei, Chin i Ameryki Poludniowej.
      Opowiadaja jak dziwna jest ich sytuacja, gdy wychowani w rodzinach szwedzkich
      sa stuprocentowymi Szwedami ze szwedzkimi tradycjami i szwedzkim jako jezykiem
      ojczystym ,podczas gdy otoczenie traktuje ich czesto jak obcych .Skad jestes,
      kiedy przyjechales itd. Okropne w wieku dorastania, czuli sie jak ni to ni owo.
      Pomogla im przynaleznosc do stowarzyszenia adoptowanuych dzieci gdzie mogli
      podzielic sie swoimi przezyciami z innymi w podobnej sytuacji, bo najczesciej
      nie chcieli o tym rozmawiac z rodzicami, zeby ich nie ranic.
      --
      Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
      • Temat nie jest prosty, a kazdy kij ma dwa konce jak slusznie zauwazyla Mon.
        Ja mam rozne przemyslenia na ten temat i bardzo mi sie np nie podoba gdy ktos
        mowi "od zawsze chcialam zaadoptowac Chineczke malutka" Bo dla mnie to jest
        bardzo przedmiotowe traktowanie dziecka, jak kupowanie nowej kanapy donowych
        zaslon.. Oczywiscie super wyglada parka: ona super laska, on przystojny brunet,
        obydwoje rozesmiani, opaleni, a za raczke idzie ladna skosnooka dziewczynka (lub
        zgarbna ciemnoskora ze slicznymi loczkami) w rozowej sukieneczce. Niestety nie
        zawsze ludzie zdaja sobie sprawe z tego jak czarnoskore dziecko na przyklad
        bedzie sie czulo otoczone przez samych bialej rasy blodynkow w przedszkolu czy
        szkole....
        Bardzo popieram adopcje - do dzis mam przed oczami placzece dzieci w Domach
        dziecka, ktore czepialy mi sie do rak i nie chcialy wypuscic i ta nadzieja w
        ich oczach, ze moze to ja bede ich mama...
        Ale.. no wlasnie - jedna z Was napisala o wystepujacycm czasami elemencie
        karmienia wlasnego egoizmu - i ja tez to zauwazylam, oczywiscie nie u wszytskich
        i nie w kazdym przypadku, rodzicow ktorzy maja zaadoptowane dziecko.
        Proces adopcji w niektorych krajach trwa tak dlugo poniewaz "sprawdza sie"
        rodzicow. Oni musza przejsc pewne spotkania z psychologami, spelniac pewne
        warunki itd. W krajach typy Chiny czy Filipiny te procesy zdaja sie prawie nie
        istniec - oczywiscie nie daje sie dziecka w "ciemno", ale zasady sa duzo prostsze.
        --
        Ględzę jak baba z wozu!!!
        • To jest na pewno piekne, ze ludzie adoptuja dzieci wszystko jedno jakiego
          koloru skory ale ja mam zawsze takie rozne watpliwosci. Na przyklad: jaka mozna
          miec pewnosc, ze dziewczynka z Chin zostala faktycznie porzucona przez matke
          lub rodzicow? A moze ta matka zostala do tego porzucenia zmuszona przez rodzine
          czy okolicznosci i gdzies liczy na to, ze za rok lub dwa odzyska dziecko? Nie
          mam zadnego zaufania do biurokracji chinskiej, ukrainskiej czy wielu innych.
          Jezeli w jakims kraju matki porzucaja dzieci z biedy lub sa do tego zmuszane
          przez jakies bezsensowne tradycje to czy faktycznie slusznym jest
          przeszczepianie takich dzieci na inny kontynent zamiast zainwestowania sil i
          srodkow w edukacje i pomoc tym matkom na miejscu? Ja wiem, ze pragnienie
          posiadania dziecka jest bardzo silnym bodzcem i na pewno adoptujacy rodzice
          maja jak najlepsze intencje ale tak czasem mysle, ze ten nasz wysoko-rozwiniety
          swiat tylko bierze od tych ubozszych. A jesli juz cos daje to na bardzo
          ograniczonych warunkach dostosowanych wylacznie do wlasnych potrzeb a nie do
          tego, co moze mogloby byc lepsze dla biednych ludzi, ktorzy zmuszeni sytuacja
          zyciowa sprzedaja lub porzucaja swoje dzieci. I do tego dopisuje sie piekna
          otoczke "ratowania" lub "pomocy". Te wszystkie tysiace dolarow wydane na
          sprowadzenie ilus tam dzieci z Chin lub Haiti moze zebrane do kupy mogloby dac
          wiekszy pozytek lokalnym spolecznosciom niz indywidualne adopcje? Jakos nie
          potrafie takich adopcji widziec jako wylacznie pozytywne zjawisko. Elka
          • Ela podpisuje sie pod tym co napisalas!
            --
            Ględzę jak baba z wozu!!!
          • elagrubabela napisała:
            > jak mozna miec pewnosc, ze dziewczynka z Chin zostala faktycznie porzucona
            przez matke
            > lub rodzicow? A moze ta matka zostala do tego porzucenia zmuszona przez
            rodzine
            > czy okolicznosci i gdzies liczy na to, ze za rok lub dwa odzyska dziecko? Nie
            > mam zadnego zaufania do biurokracji chinskiej, ukrainskiej czy wielu innych.


            W Chinak obowiazuje polityka kontroli populacji i prawo ktore zaklada ze para
            powinna miec tylko JEDNO dziecko. Jesli splodza drugie to musza zaplacic
            astronomiczna dla wiekszosci kare (rownowartosc sredniej pesji krajowej za 2
            lata) Rodziny chca miec chlopcow poniewaz wedle odwiecznych zwyczajow to syn a
            nie corka zajmuje sie rodzicami na starosc. Tam nie ma systemow emerytalnych w
            europejskim znaczeniu, wiec dla rodzicow posiadanie syna to sprawa zycia lub
            smierci na starosc. Tak wiec o ile nam sie to nie miesci w glowach,
            dizewczyneki sa porzucane/wyrzucane. W ubogich chiskich sierocincach jest ich
            ponad 2 miliony.


            Adopcja miedzynarodowa to nie jest prosta sprawa i nie wyglada to jak wycieczka
            na zakupy do Tajlandii. Zaadoptowanie dziecka z Chin do USA trwa prawie 2 lata.
            Grube teczki papierow zawieraja wywiady srodowiskowe, wydajnosc finansowa
            rodzicow, badania lekarskie calej rodziny i stosy papierow emigracyjnych.
            koszty tez moga wielu odstraszyc. Mowimy o 15-20 tysiacach dolarow. Z tej sumy
            jakies 4-5 tysiecy trzeba dac w gotowce temu domowi dziecka, zeby mogli inne
            dzieci wykarmic. A to dopiero poczatek, bo koszty wychowywania i wyksztalcenia
            dzieci ida w gore z roku na rok.

            To tyle moich wywodow. Mam nadzieje ze rzucilam troche swiatla na sprawe smile


            --
            Well behaved women don't make history
            • alex113 napisała:


              > W Chinak obowiazuje polityka kontroli populacji i prawo ktore zaklada ze para
              > powinna miec tylko JEDNO dziecko. Jesli splodza drugie to musza zaplacic
              > astronomiczna dla wiekszosci kare (rownowartosc sredniej pesji krajowej za 2
              > lata) Rodziny chca miec chlopcow poniewaz wedle odwiecznych zwyczajow to syn
              a
              > nie corka zajmuje sie rodzicami na starosc. Tam nie ma systemow emerytalnych
              w
              > europejskim znaczeniu, wiec dla rodzicow posiadanie syna to sprawa zycia lub
              > smierci na starosc. Tak wiec o ile nam sie to nie miesci w glowach,
              > dizewczyneki sa porzucane/wyrzucane. W ubogich chiskich sierocincach jest ich
              > ponad 2 miliony.

              Wybacz Alex ale to sa takie troche sensacyjne historie z roznych artykulow i
              filmow para-dokumentalnych, ktore sa tylko czescia prawdy a czesto wrecz sa
              mocno-naciagana prawda. Ze wzgledow zawodowych sporo wiem o prawach czlowieka w
              Chinach i to co piszesz jest wybitnym uproszczeniem. Owaszem, zalecane jest
              posiadanie jednego dziecka ale nawet w najbardziej radykalnym momencie
              stosowania takiego ograniczenia (lata 70-te i 80-te), nigdy nie dotyczylo to
              mieszkancow wsi ani... Tybetu! Po drugie, nie placi sie kary tylko placi sie za
              wszystko zwiazane z 2 badz 3 dzieckiem duzo wiecej niz za 1 dziecko. To dotyczy
              szkoly, opieki medycznej itd. Tak wiec zamozniejsi ludzie zawsze mogli sobie
              pozwolic na wiecej niz 1 dziecko a teraz, gdy w Chinach coraz wiecej ludzi
              zamoznych rowniez to ograniczenie powstrzymuje coraz mniej osob. Nie wolno tez
              zapominac, ze aborcja byla i jest w Chinach na zyczenie. Oczywiscie, sa
              drastyczne sytuacje i mozna je cytowac ale w Chinach w ogole prawa czlowieka sa
              lamane notorycznie pod kazdym wzgledem wiec to jest tylko czesc bardzo
              dramatycznej calosci.
              To, ze w USA czy Kanadzie sprawdza sie potencjalnych rodzicow adopcyjnych w
              zaden sposob nie przekonuje mnie do pokladania zaufania w jakiekolwiek
              dzialania strony chinskiej. Im wiecej mam do czynienia z ich biurokracja tym
              mniej ufam czemukolwiek, co stamtad jest przysylane (mam na mysli dokumenty,
              nie ludzi - ha ha ha). Tragedia krajow takich jak Chiny jest hipokryzja
              polityki krajow wysoko-rozwinietych ale to temat na inna rozmowe. Elka
          • 14.06.06, 08:58
            Nie wypowiadam sie na temat Chin, ale na Ukrainie nikt nikomu nie odbiera
            dzieci. Dziecko 14 miesiecy czeka na adopcje krajowa, zanim w ogole ktokolwiek
            je zakwalifikuje do zagranicznej. Przypominam: legalnie adoptuje sie prawie
            tylko dzieci chore - ktore w kraju pochodzenia wiekszych szans na adopcje nie
            maja. Adopcja z Ukrainy dziecka mlodszego niz 14 miesiecy jest nielegalna. Jak
            myslicie, ile na Ukrainie jest chetnych do adopcji chorych, starszych dzieci?

            Dzieci, ktorych matki chca sie nimi opiekowac, a nie moga, nie sa do adopcji.
            Rodzice nie maja odebranych praw rodzicielskich.

            Ja za to mam inny przyklad: jutro lece z moim M do Bulgarii, odwiedzic 2
            siostry, ktore sponsorujemy od 5 lat. Byly kiedys w domu dziecka, a kiedy
            starsza skonczyla 18 lat, z dnia na dzien powiedziano jej 'do widzenia' i
            wystawiono za drzwi, nie pytajac, dokad pojdzie. Razem z nia wyslano jej
            siostre - wowczas lat 10. I ja pytam: czy to normalne, by dziewietnastolatka
            miala na glowie szkole, prace, byla prawnym opiekunem mlodszej siostry i miala
            dom nad glowa tylko dlatego, ze mieszka ze starszymi bracmi, ktorzy sa
            sympatyczni i mili, ale wola napic sie niz pracowac? Moim zdaniem, byloby im
            lepiej, gdyby te 6 lat temu, kiedy zmarla ich mama, trafily do adopcji. Bracia
            przez te 6 lat sie nimi nie interesowali. Tylko ze wowczas mialy juz 5 i 13
            lat, a w Bulgarii nikt nie adoptuje takich dzieci. Dziewczynki maja za soba
            jedna taka probe lokalna - rodzina z nich 'zrezygnowala'.

            A na Ukrainie dziecko 'wystawia' sie z domu dziecka gdy ma lat 16.
            • 14.06.06, 09:04
              Drugi przyklad. Moj maz wczoraj wrocil z Kazachstanu, byl w stolicy.
              Zastanawialismy sie wczesniej, skad tyle adopcji z Kazachstanu, skoro tam jest
              np. w porownaniu z poziomem zycia Ukrainy czy Rosji, calkiem, calkiem.

              A otoz: na ulicach Almaty widac wiele par: ale zawsze kazachskich lub
              europejskich. NIE WIDAC mieszanych, co zreszta mezowi potwierdzila jego
              kolezanka z pracy. Adopcje sa, ale ludzie NIE ADOPTUJA mieszanych dzieci. Tak
              jak nie adoptuja dzieci z turecka krwia w Bulgarii czy tatarska/cyganska na
              Ukrainie.

              Gdyby w tych krajach byl dobrze rozwiniety system rodzin zastepczych - ktore
              dziecku zapewnia rozwoj i rodzinne srodowisko, to okej - dziecko powinno przede
              wszystkim miec szanse zostac w kraju urodzenia. Ale jesli takiej szansy nie ma?

              Ostatnio na Ukrainie przeprowadzono badanie: 19% rodzin jest gotowych adoptowac
              dziecko... jesli im sie za to zaplaci. Jesli IM sie za to zaplaci.
              • Hej!
                Z zainteresowaniem sledze ten wątek i mam taką sprawę właśnie do CIebie. W
                przyszłym tygodniu wraca do Kijowa moja koleżanka Ania (z Polski), która jest
                tu niedawno (pół roku) i planuje adoptować dziecko na Ukrainie. Widze, że Ty
                juz masz doświadczenia w tej materii, więc czy mogłabym Was skontaktować?
                Dzwoniłam juz do środka adopcji międzynarodowej, ale oni w styczniu zmienili
                siedzibe i wszelkich informacji beda udzielac dopiero po 20 czerwca smile)))
                Jesli jednak juz coś takiego przerabiałaś moze pomożesz Ani przejśc przez te
                ich procedury?
                --
                Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
                • BIELINKA!

                  Kocham Cie za te wiadomosc! Bo daje mi nadzieje, ze ten nowy osrodek naprawde
                  od 20 czerwca ruszy!!! Ta plotka juz krazy po swiecie adopcji od maja, mieli
                  ruszyc w maju (po tym jak sie zamkneli w lutym do reorganizacji) i ciagle jako
                  plotka smile

                  Oczywiscie, skontaktuj mnie z Twoja kolezanka, ale pamietaj, ze jesli ona
                  mieszka na Ukrainie, to prawie na pewno moze adoptowac krajowo, a nie z
                  zagranicy. W adopcji liczy sie przede wszystkim wywoz dziecka za granice a nie
                  obywatelstwo rodzicow. Wiec np. ja nie moge z PL adoptowac krajowo, bo na stale
                  mieszkam za granica, ale gdybysmy oboje z M mieszkali w PL, to moglibysmy w PL
                  adoptowac (no, u nas byla inna przeszkoda, ale taka jest teoria przynajmniej).
                  • olvi napisała:
                    > Kocham Cie za te wiadomosc! Bo daje mi nadzieje, ze ten nowy osrodek naprawde
                    > od 20 czerwca ruszy!!! Ta plotka juz krazy po swiecie adopcji od maja, mieli
                    > ruszyc w maju (po tym jak sie zamkneli w lutym do reorganizacji) i ciagle
                    jako
                    > plotka smile

                    DO czegoś się komuś przydałam smile Ale ja bym sie tym terminem tak nie
                    ekscytowala ... znając Ukraińców... smile

                    > Oczywiscie, skontaktuj mnie z Twoja kolezanka, ale pamietaj, ze jesli ona
                    > mieszka na Ukrainie, to prawie na pewno moze adoptowac krajowo, a nie z
                    > zagranicy. W adopcji liczy sie przede wszystkim wywoz dziecka za granice a
                    nie
                    > obywatelstwo rodzicow. Wiec np. ja nie moge z PL adoptowac krajowo, bo na
                    stale
                    >
                    > mieszkam za granica, ale gdybysmy oboje z M mieszkali w PL, to moglibysmy w
                    PL
                    > adoptowac (no, u nas byla inna przeszkoda, ale taka jest teoria przynajmniej).

                    Ania jest na Ukrainie "za chłopem". Czyli generalnie jest z Polski. Ma taki
                    problem ze nie ma slubu ze swoim chlopem (mają syna 2,5 lat) i chciala sie
                    dowiedziec czy w ogole jako samotna matka ma szanse, ale ... po 20 czerwca smile
                    moze dostanie odpowiedz, a moze Ty wiesz? Bo oni sa gotowi szybko wziac slub,
                    no chyba ze konieczny jest jakis staz, to gorzej ....


                    --
                    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
                    • Oj, znam ukrainskie rozumienie 'terminu'...

                      Dla nas w Niemczech byl wymog min. 3 lat razem (wymaganie osrodka adopcyjnego),
                      tyle oficjalnie, nieoficjalnie chciano min. 2 lata malzenstwa.

                      Tyle Niemcy - to wystarcza do adopcji z Ukrainy. Single tez moga adoptowac, ale
                      czekaja DUUUUUZO dluzej.
        • > Niestety nie
          > zawsze ludzie zdaja sobie sprawe z tego jak czarnoskore dziecko na przyklad
          > bedzie sie czulo otoczone przez samych bialej rasy blodynkow w przedszkolu czy
          > szkole....

          Zalezy gdzie sie mieszka. W Europie to sie zgadza ze ta "innosc" rdzennych w
          oczy kole, ale w Hameryce to biali czesto wydaja sie byc mniejszoscia. Patrze
          na szkolny album mojej corki i jest cala tecza kolorow skory.
          Malzensta "mieszane" tez nie budza juz sensacji wiec jak sie biala kobieta
          pojawia gdzies z "kolorowym" dzieckiem to jej nikt od k.... nie wyzywa jak to
          jeszcze bywa w kraju nad Wisla sad

          --
          Well behaved women don't make history
      • *Opowiadaja jak dziwna jest ich sytuacja, gdy wychowani w rodzinach szwedzkich
        sa stuprocentowymi Szwedami ze szwedzkimi tradycjami i szwedzkim jako jezykiem
        ojczystym ,podczas gdy otoczenie traktuje ich czesto jak obcych .Skad jestes,
        kiedy przyjechales itd. Okropne w wieku dorastania, czuli sie jak ni to ni owo.

        ---------> Mon wyraziłaś to ja czuję. Pracuję z chłopakiem adoptowanym jako
        niemowlę z Indonezji i młodą pielęgniarką o azjatyckich rysach ( nie odważyłam
        się zapytać z jakiego kraju pochodzi ). Oboje są stuprocentowymi Norwegami w
        mowie i mentalności. Natomiast jest silny kontrast między tym kim są duchowo a
        tym jak wyglądają.
        Zanim otworzą usta i powiedzą słowo po norwesku są często traktowni jako
        cudzoziemcy choć nimi nie są.
        Myślę że to trudna sytuacja zarówno dla nich jak i ich rodziców...
        Kran
        --
        W domu Chucka Norrisa nie ma drzwi. Tylko ściany, przez które przechodzi.
        Jarosław Kaczyński nie przechodzi przez ściany. One się przed nim rozstępują
        • 14.06.06, 17:32
          <Zanim otworzą usta i powiedzą słowo po norwesku są często traktowni jako
          cudzoziemcy choć nimi nie są.
          Myślę że to trudna sytuacja zarówno dla nich jak i ich rodziców...

          Ja mysle, ze jest to bardzo mala "cena" za to, ze te dzieci mogly miec normalne
          dziecinstwo i kochajacych rodzicow, oraz godne zycie w normalnym kraju.
          Znam Dunke (teraz juz ponad trzydziestoletnia), ktora adoptowana zostala przez
          dunska rodzine z Korei jako czterolatka. Sliczna dziewczyna, owszem o
          egzotycznych rysach, ale mentalnie Dunka. Przez te cztery lata ma tak
          traumatyczne wspomnienia z sierocinca, ze przesladuja ja one do tej pory.
          Nie czuje sie dyskryminowana w Europie ze wzgledu na swoj wyglad. Przeciez to
          XXI wiek!

          Kranie, co masz na mysli mowiac: "traktowani jako cudzoziemcy"?
          • To że osoby które z nimi rozmawiają nie są przygotowane na to że ludzie o takim
            wyglądzie mówią perfekt po norwesku i są Norwegami.
            Przepraszam za lakoniczność ale mam trochę róznych spraw w życiu realnym i
            kłopoty ze zdrowim na szczęście chwilowe.
            Natomiast cały czas chodzą mi różne myśli po głowie na temat rasizmu ,
            tolerancji i poprawności politycznej.
            Jak mi się poukłada to coś napiszę.
            Kran
            --
            W domu Chucka Norrisa nie ma drzwi. Tylko ściany, przez które przechodzi.
            Jarosław Kaczyński nie przechodzi przez ściany. One się przed nim rozstępują
            • 15.06.06, 23:18
              jan.kran napisała:

              > To że osoby które z nimi rozmawiają nie są przygotowane na to że ludzie o taki
              > m
              > wyglądzie mówią perfekt po norwesku i są Norwegami.

              Wiesz, Kranie, ja sobie to gdzies z rok temu uswiadomilam, ze wlasnie tak bywa.
              Poznalam kilka osob z rodzin azjatyckich urodzonych i wychowanych w NZ (wiec nie
              adoptowane, tylko imigranckie) - mowia i zachowuja sie jak kazdy inny
              Nowozelandczyk, jezyka kraju pochodzenia nie znaja, a jednak przy kazdym
              poznawaniu nowej osoby musza przejsc ten moment, kiedy ktos ich pyta, skad
              pochodza, spodziewajac sie odpowiedzi w lamanym angielskim. Pamietacie moj watek
              o tych wiecznych pytaniach zadawanych imigrantom? Wydaje mi sie, ze sytuacja
              tych dziewczyn jest jeszcze gorsza, bo to jest ich kraj, stad pochodza i tu sie
              wychowaly i cale zycie musza to udowadniac.

              Pamietam scene z jakiejs imprezy, gdzie facet zapytal jednej z tych dziewczyn,
              skad pochodzi, mowiac po angielsku baardzo powoli. Ale nie wydaje mi sie, zeby
              to byl przejaw rasizmu, raczej myslenie stereotypami. Bo z drugiej strony w NZ
              jest olbrzymia liczba imigrantow z krajow azjatyckich, ktorzy czesto angielski
              znaja slabo albo prawie wcale.

              Zeby tak zupelnie nie zkrecac watku, to przytocze historie adopcji pewnego
              dziecka z Polski do Stanow, ktora widzialam kiedys w Teleekspresie. Otoz rodzice
              adopcyjni zmarli, kiedy ten chlopiec byl juz doroslym, trzydziesto- czy
              czterdziestoletnim facetem i wtedy okazalo sie, ze przy adopcji (te 30 czy 40
              lat wczesniej) nie dopelnili jakichs formalnosci i facet nie mial obywatelstwa
              US ani nawet prawa pobytu - byl nielegalnym imigrantem i zostal deportowany do
              Polski! Nie mial tam zadnej rodziny, slowa po polsku nie znal, no i zamieszkal w
              przytulku dla bezdomnych... Nie wiem, jak sie jego historia skonczyla, mam
              nadzieje, ze sobie jakos poradzil uncertain
              --
              Jak się piszesz, tak cię widzą.
              • 16.06.06, 05:09
                abere8 napisała:
                > Zeby tak zupelnie nie zkrecac watku, to przytocze historie adopcji pewnego
                > dziecka z Polski do Stanow, ktora widzialam kiedys w Teleekspresie. Otoz
                rodzic
                > e
                > adopcyjni zmarli, kiedy ten chlopiec byl juz doroslym, trzydziesto- czy
                > czterdziestoletnim facetem i wtedy okazalo sie, ze przy adopcji (te 30 czy 40
                > lat wczesniej) nie dopelnili jakichs formalnosci i facet nie mial obywatelstwa
                > US ani nawet prawa pobytu - byl nielegalnym imigrantem i zostal deportowany do
                > Polski! Nie mial tam zadnej rodziny, slowa po polsku nie znal, no i
                zamieszkal
                > w
                > przytulku dla bezdomnych... Nie wiem, jak sie jego historia skonczyla, mam
                > nadzieje, ze sobie jakos poradzil uncertain

                Ciezko mi w to uwierzyc. On sam mogl sobie wystapic o zielona karte, nawet po
                smierci rodzicow.
                --
                Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
    • 14.06.06, 05:45
      Przeczytalam wszyskie wypowiedzi i praktycznie ze wszystkimi sie zgadzam ,macie
      bardzo podobne zdanie.
      Sylwek ,Twoje wypowiedzi brzmia jakbys chcial cos nam powiedziec cos wiecej o
      sobie.Czy Twoje dziecinstwo nie bylo z tych najnajzabawnieszych?
      Sorki , ale mowisz polslowkami.
      Gdy mialam nascie lat ,zawsze mowilam ze jak bede"duza", adoptuje jakies
      dziecko ,niewazne jakiej rasy i z jakiego kraju.
      Teraz jestem "duaza" i ....Kranie poruszylas temat ktory gdzies tam na dnie
      mojej duszy i pamieci ,tylko do mnie powraca.
      Mam parke,16 i 9, nie chce pieluch i nadal pamietam o moich obietnicach z przed
      lat.
      Nie wiem tylko czy starczy mi odwagi i determinacji na ich spelnienie.
      Suma sumarum- Adopcja wielka,piekna rzecz.
      inna rasa, kolor,kultura nie ulatwia dzieciom zycia,ale pozwala im je
      przezyc.Moze nie mialyby innej szansy.
      --
      every mother is a working mother
      Zamosc.Naperville.USA
      • Trudno mi odpowiedzieć na to, co napisałyście, bo temat adopcji w rzeczy samej
        jest bardzo, bardzo skomplikowanym tematem. Pobieżnie jednak zgadzam się z
        waszymi wypowiedziami na temat.

        Co do tematu Chin - rok temu pisałam artykuł o "planowaniu rodziny" w tym
        kraju, więc musiałam przeczytać całe stosy dokumentów na ten temat, i za każdym
        razem nóż w kieszeni mi się otwierał. To jest po prostu _nienormalne_, co tam
        się wyrabia, i nie piszę tego w czasie przeszłym, nie, w dalszym ciągu panują
        tam dość anormalne przepisy... Rząd oczywiście zaprzecza ewidentnemu łamaniu
        praw człowieka, hehe, a jakże!, ale tak z drugiej beczki, rząd USA również nie
        widzi problemu związanego z istnieniem Guantanamo... I to w ponoć wysoce
        rozwiniętym kraju za jaki się mają USA i to w XXI wieku! Same anomalia... Dodam
        jeszcze, że ten artykuł był częścią projektu na kurszach j. angielskiego przy
        Seattle U, w której to szkole studenci to w ok. 95% Azjaci - z Chin oczywiście
        nikogo nie było, ale za to dużo osób z Tajwanu (bardzo kontrolowanego przez
        Chiny), Korei (Południowej oczywiście), Tajlandii, Japonii itd. itp.

        Rok temu czytałam również artykuł w Newsweeku, gdzie przedstawiono kobietę po
        60., która właśnie zaadoptowała swoje n-te dziecko o kolorowej skórze. Moim
        zdaniem to było bardzo nieroztropne z jej strony, aby nie powiedzieć szkodzące
        dzieciom, które _już były_ jej adoptowanymi dziećmi, gdyż ta kobieta ledwo się
        ruszała, więc kto de facto będzie się zajmował jej nieletnimi dziećmi
        adocyjnymi oraz tym dopiero co zaadoptowanym niemowlakiem, jesli jej
        zabraknie??? Kto pozwala na takie anomalia? Moim skromnym zdaniem powinno się
        wziąć pod uwagę _dobro_ dzieci zaadoptowanych oraz ograniczyć ich ilość tak,
        aby to oni mieli zapewniony na przyszłość odpowiedni rozwój... Powinno się
        również wprowadzić ograniczenia wiekowe rodziców adopcyjnych (obu!), nie
        powinni oni mieć więcej niż 45 lat, tak aby zaadoptowane dzieci miały rodziców
        _przynajmniej_ do czasu swojej pełnoletności. Wydaje mi się lekkomyślnym
        narażanie dziecka na wtórną utratę rodziców, to może przecież katastrofalnie
        odbić się na ich psychice!
        • monika_a_b napisała:
          > zabraknie??? Kto pozwala na takie anomalia? Moim skromnym zdaniem powinno się
          > wziąć pod uwagę _dobro_ dzieci zaadoptowanych oraz ograniczyć ich ilość tak,
          > aby to oni mieli zapewniony na przyszłość odpowiedni rozwój... Powinno się
          > również wprowadzić ograniczenia wiekowe rodziców adopcyjnych (obu!), nie
          > powinni oni mieć więcej niż 45 lat, tak aby zaadoptowane dzieci miały
          rodziców

          NO właśie - temat rzeka. A z drugiej strony jak sie RODZĄ dzieci ludziom w
          starszym wieku albo i n-te z kolei w warunkach "mało rozwojowych"??? Przy
          adopcji warunki czesto sa tak wyostrzone, ze zakrawa to na obsesje. Ale szkoleń
          i pozwoleń na urodzenie nie stosujemy... Ja nie chce podważać Twoich
          argumentów, bo są słuszne i sama sie z nimi zgadzam, ale krew mnie zalewa jak
          odmawiana jest adopcja ludziom, którzy jak by sobie urodzili to moze i klepali
          by biedę ale nikt by się nie czepiał... Albo jak ktoś "wybrzydza" przy adpocji
          (albo częściej komentuje adopcje innych) - bo "wiadomoa co z niego wrośnie?" -
          jakby wiadomo było co wyrośnie z naszego własnego dziecka. Jak by naszych
          dzieci miały nie omijać ani choroby ani problemy psychologiczne na róznym tle.
          Z drugiej strony... trudno się dziwić ... itd. Dlatego to temat rzeka bez dna i
          podziwiam osoby które adoptują świadomie chore dzieci. Bo dla mnie to jest
          prawdziwe dzielenie się miłością. Bo biorę Ciebie dla Ciebie a nie dla tego
          jakie jestes. ALe wszystkim życze zdrowych dzieci bo to samo szczęście dla
          rodzica! Ot tak rzucilam kilka refleksji nie zupełanie na temat o 6.30 rano smile

          --
          Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
        • Ja akurat znam troche realia adopcji w USA - i nie tylko z serialu "Desperate
          Housewives".wink Zawsze najbardziej cenione sa biale dzieci i to plci zenskiej.
          Biale dziewczynki blondyneczki to marzenie wielu rodzin adopcyjnych. Dla
          spelnienia tego marzenia gotowi sa do wyjazdu do Rosji, zaplacenie 35 tysiecy
          dolarow i przygotowania sterty dokumentow adopcyjnych. Jesli chcieliby
          adoptowac dziecko w USA to skazani byliby na mloda matke adopcyjna. I to matka
          adopcyjna, wlascicielka bialego plody stawialaby warunki rodzinie, ktore moze
          zaadoptowac jej dziecko. Taka mloda matka moze przebierac - i moim zdaniem
          bardzo dobrze. Jesli ma kogos obdarowac dzieckiem, to niech to bedzie na jej
          warunkach.

          Napisalam wczesniej, ze poperam adopcje bez wzgledu na kolor skory. I tak
          jest. Ale nie czarujmy sie - ze wszystkich ras swiata rasa czarna jest chyba
          najmniej pozadana, przynajmniej w realiach USA. Bedac w USA w wielu duzych
          osrodkach miejskich czesto widzi sie biale pare z azjatyckim dzieckiem. To
          prawie jest trendy. Biela pary z latynoskim dzieckiem tez mozna nie tak rzadko
          zobaczyc. Jednak widok bialych rodzicow z czarnym dzieckiem byl niezmiernie
          rzadki.
    • iwo19 przyznaje sie do tych polslowek bo juz mialem wiele razy napisac cos
      wiecej.

    • Adopcje rodzinne sa bardzo czeste spotykane ,np
      Wujek ,Ciocia,Brat,Siostra ,Dziadkowie przejmuja role rodzicow ktorzy z roznych
      przyczyn nie moga lub nie potrafia zadbac nalezycie o swoje dzieci..takim
      przypadkiem ja jestem.
      • Ja mysle, ze adpocja rodzinna jest jednym z lepszych rozwiazan. Szczegolnie ja
        dzieci juz troche starsze. Znaja przynajmniej rodzine, w ktorej beda zyc. I sa
        pozbawione stersu dostowania sie do kompletnie obcych ludzi. I tak przezywaja
        wystarczajaco duzo w tym momencie.
        Takie moje przemyslenia na ten temat. Ty Sylwek na pewno wiesz lepiej.

        --
        Czas odsłania prawdę.
        • masz racje i niewink))

          Mnie wychowywala Babcia. Zaczela sie mna opiekowac go Ona miala 52 lat, a ja
          rok. W rodzinie to roznie byla - wszyscy chcieli brac za mnie odpowiedzialnosc,
          a szczegolnie rodzina mamy (brat i siostra, no i dziadkowie) Dziadkow bardzo
          kocham(lam) i respektuje, ale nienawidzilam rodzinnych sesji, gdyz kazdy
          poczuwal sie do "obowiazku" wychowywania mnie. Gdy bylam nastolatka wcale do
          nich nie chodzilam. "rodzinne adopcje" chyba zaleza od rodzinny - moga okazac
          sie katastrofa w relacjach rodzinnych, gdy rodzina za bardzo sie przejmuje...
          Od wieku 7 lat zamieszkalam z rodzina taty - tu bylo super. Dziadek mial 77 lat
          i byl dla mnie wiekszym autorytetem niz moj tatus mlodzik i wariat...

          Dla mnie wiek dla ludzi, kiedy moga zajac sie dziecmi nie powinien miec
          znaczenia. Patrzac na mojego ojca i meza: mezczyzna do 29 roku zycia powinnie
          mniec zawiazany hmhm na supelek, bo nie powinien miec dzieci az dojrzeje,
          inaczej glupi, narwany i do ojcostwa umyslowo nieprzystosowanywink)

          No!
          --
          Maja

          Rodzice w Irlandii
          • Maju no ja mialem te 7 miesiecy.a Twoi rodzice byli pozbawieni praw
            rodzicielskich?bo moi byli.
            • Sylwek - nie nie byli, ale czy to ma jakies znaczenie? To tylko papier dla
              mnie, w moim przypadku Dziadkowie mnie wychowywali legalnie czy nie. Taki byl
              stan faktyczny.
              Mama byla chora i umierala na raka, a ojciec za spodniczkami po Polsce gonil.
              Widzialam go rzadziej niz mojego wujka, brata mojej mamy. Uspokoil sie dopiero
              jak ja mialam 14 lat, a on 39 - ozenil sie drugi raz i kobieta Go do porzadku
              doprowadzila....a ja dalej mieszkalam z Dziadkami....
              I wyszlo mi to na dobrewink)

              --
              Maja

              Rodzice w Irlandii
          • <mezczyzna do 29 roku zycia powinnie
            mniec zawiazany hmhm na supelek, bo nie powinien miec dzieci az dojrzeje,
            inaczej glupi, narwany i do ojcostwa umyslowo nieprzystosowanywink)

            Ojej jak ja nie znosze takich stereotypow. Moze Twoj ojciec taki byl, ale nie
            krzywdz innych mezczyzn. Moj kuzyn zostal ojcem w wieku 22 lat(teraz ma 30) i
            ze swieca takiego ojca szukac. Dla kontrastu ojciec mojego meza zostal nim po
            40-tce i po roku sie ulotnil. Zreszta potem zostal ojcem ponownie, po 50-tce i
            rowniez sie ulotnil.
            Znam jeszcze kilku mlodych ojcow, moj maz tez sie do nich zalicza, niektorzy
            super, niektorzy do dooooopy, ale to nie ma nic wspolnego z ich wiekiem.
            wink To samo jesli chodzi o panow, ktorzy zostaja ojcami w pozniejszym wieku.
            • Widzisz - ten stereotyp Ci sie nie podobawink)
              Pare postow nizej, ktos wyglosil inny stereotyp, ze rodzice adopcyjni nie
              powinni byc starsi niz 45 lat...
              dla mnie to samo - nie wiek, a dojrzalosc umyslowa powinna decydowac o tym, czy
              mozemy zostac rodzicami czy nie.

              Ta decyzja jest trudna - bez znaczenia z jakiej strony sie na nia patrzy.

              --
              Maja

              Rodzice w Irlandii
              • W tym wypadku to jednak nie stereotyp tylko szansa dla dziecka adopcyjnego na
                to, zeby ponownie stracic rodzicow. Wiadomo, ze takie wymogi budza przeciw, ale
                poniewaz nie mamy zadnego wplywu na to, kiedy ludzie sie rozmnazaja w
                sposob "normalny", ani w jakich warunkach wychowuja dzieci. Czasem wychowuje je
                ulica jak wiemy, nie mowiac juz o ekstremalnych przypadkach, o ktorych donosza
                media.
                Jednak w wypadku dzieci adopcyjnych musza byc wymogi dla przyszlych rodzicow,
                bo inaczej to by je rozdawano chetnym na jakims rynku.
przejdź do: 1-100 101-124
(101-124)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.