Dodaj do ulubionych

Emigracyjny blad - mysli samobojcze ...

12.11.06, 20:42
Mysle ze popelnilam blad decydujac sie na emigracje.
Moje zycie w Polsce rozpadlo sie , stracilam wszystkich bliskich, zostalam
tam sama. To prawda, bylam kompletnie zagubiona ... Rodzina w Austalii
zaczela namawiac na przyjazd, roztaczali wspaniale wizje tutejszego zycia w
dobrobycie, cudownego klimatu i brak trosk. Nie bardzo chcialo mi sie w to
wierzyc, ale wtedy bylam bardzo zalamana sytuacja osobista. Po kilku
miesiacach dalam sie namowic na wyjazd. Nie mialam tylu pieniedzy by
swobodnie zrealizowac plany, ale mialam dom. Rodzina australijska namawiala -
sprzedaj, to pozwoli ci swobodnie wyemigrowac, tutaj spokojnie szybko kupisz
sobie nowy .... Nie bylo duzo kupcow niestety, dom musialam sprzedac ponizej
wartosci, pieniadze po przyjezdzie wystarczyly na male zagospodarowanie sie.
Roznca w kursach walut okazala sie wyjatkowo niekorzystna dla mnie, niewiele
zostalo mi w kieszeni. Oszczednosci topnialy, ja jakos wbrew wszystkiemu nie
moglam znalezc dlugo pracy, dopadla mnie depresja. Dzis po kilku latach do
czego doszlam? Mam prace, nadal niestety moja pensja wystarcza mi tylko na
biezace zycie jako osoby samotnej. Nie udaje mi sie zaoszczeddzic, oplaty i
zycie pochlania wiekszosc mojego wynagrodzenia. Nie mam szans na wlasne lokum.
Wizja mojego bylego, wlasnego domu w Polsce stala sie moja obsesja. Nie
pamietam juz kiedy spalam normalnie chociaz jedna noc, zrywam sie w nocy i
placze nad fatalnym krokiem zyciowym jaki zrobilam. Coraz czesciej dopadaj
mnie mysli samobojcze, nie chce mi sie zyc ..
Skazalam sie na wegetacje z dnia na dzien bez jakiejkolwiej wizji przyszlosci.
Musze to z siebie wyrzucic ...
Edytor zaawansowany
  • bietka1 12.11.06, 21:18
    Droga Ravi, wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma. Myslisz, ze twoja pozytywna wizja przyszlosci
    zwiazana jest tylko z wlasnym domem. Moze najpierw upozadkowac trzeba cos w sobie, a
    pozniej woko siebie.
    Hmmm,..., mieszkanie i praca w Australii to jest naprawde nie byle co smile
    Jeszcze w przypadku emigranta to swietne osiagniecie smile
  • ravi10 12.11.06, 21:24
    Mysle , ze mieszkanie i praca w kazdym kraju na emigracji to jest bardzo duzo.
    Ale ja nie moge poradzic sobie z sytuacja, ze stracilam dom w Polsce, a tutaj
    zgotowalam sobie los beznadziejny. Dalabym wszystko, aby czas sie cofnal ...
  • sukiennica 12.11.06, 21:35
    Bedne brutalna. Czasu nie da sie cofnac. Kazdy "zostawil" cos za soba. Czy
    bedzie to dom, urastajacy do symbolu szczescia, czy najlepsi przyjaciele, czy
    rodzina, czy tez wiara i ufnosc, ze wszystko musi sie udac...

    Jedyne co pozostale Ci zrobic, to albo zaakceptowac swoja sytuacje, ktora
    przeciez nie jest taka zla, albo tez skoncentrowanie sie na...powrocie do kraju
    i odkupieniu swojego domu.

    Ja tez lubie swoj dom, ale to nie on daje mi szczescie, cieplo i poczucie
    bezpieczenstwa. Moze w Twoim zyciu brakuje jednak czegos innego niz "budynku"
    bedacego kiedys Twoja wlasnoscia?

    Ja to sie tu tak tylko bawie w domoroslego psychologa, wiec nie traktuj mnie
    zbyt powaznie wink

    A tak na powaznie, to nie lubie chandry, dolow i depresji.
    One za to lubia mnie sad

    ...ale im sie nie daje!

  • ravi10 12.11.06, 21:24
    Co powinnam uporzadkowac ze soba ?
  • bietka1 12.11.06, 21:47
    Sprobuj znalezc w sobie to, co nie pozwala ci cieszyc sie tym co masz, a pozwala tesknic za tym
    domem.
    Albo nadaj swemu zyciu cel, jakim bedzie odkupienie tego domu. Piekne, prawda winksmile
    Ale ja tez domoroslym psychologiem jestem, wiec moze poczekaj na rade kogos bardziej
    kompetentnego.
  • annah11 12.11.06, 23:18
    Ravi trzymaj sie. Gdy przyjechalismy do Australii tez bylo ciezko wlasnie
    psychicznie. Przez pierwszy rok myslalam ze sie naprawde nie pozbieram. Obcy
    kraj, nowe sytuacje. Trzymalo mnie tylko to ze mam male dziecko i ze nie wolno
    mi sie poddac. Po roku bylo lepiej, a teraz jestem 18 lat i uwazam ze Australia
    jest moim krajem. Przede wszystkim gdzie mieszkasz w Australii? Ja w Sydney w
    zachodnich dzielnicach.
    --
    Pozdrawiam cieplo a. smile
  • elagrubabela 12.11.06, 23:33
    Ravi, napisz gdzie w Australii mieszkasz, co lubisz robic, masz jakies hobby?
    Tu sa dziewczyny z Australii, na innych forach tez wiec moze chociaz spotkasz
    przez forum kogos geograficznie blisko z kim bedziesz mogla pogadac o
    australijskich konkretach. Mnie sie zdaje, ze jesli czujesz sie naprawde
    depresyjnie to warto zasiegnac rady i szukac pomocy fachowca. Faktyczna,
    zdiagnozowana depresja wymaga porzadnego leczenia i nie ma co tego odkladac.
    Jesli czujesz, ze to tylko takie codzienne smuteczki, to pisz tutaj, duzo tu
    jest roznych kobiet (i Sylwek i czasem Nocny Lot i chyba pan Ampolion?) z
    sercem na dloni chetnych do podnoszenia Cie na duchu przez morza i oceany smile
    Ze swojego doswiadczenia moge Ci polecic nieustawanie w poszukiwaniu
    tego "czegos", co stanie sie pasja Twojego zycia. Czasem sie trzeba niezle
    naszukac, mowie Ci. Ale warto. Dla mnie ucieczka jest kajak. Wszyscy tu wiedza,
    ze ja odkrylam kajaki dla siebie dopiero na emigracji. Dopiero na emigracji
    wlasciwie odkrylam to, ze ludzie niepelnosprawni moga uprawiac wiekszosc
    sportow i to bylo super odrycie a kajak to juz w ogole cud. Taka niby prosta
    rzecz, nic wielkiego a dla mnie to jak obudzenie sie ze snu. Ale nie przyszlo
    latwo ani nie pojawilo sie samo z siebie. Musisz szukac, musisz byc chetna zeby
    znalezc to "cos", co nagle uczyni Twoje zycie czekaniem od jednego kajakowania
    do nastepnego jak to jest dla mnie smile Dla Ciebie to pewnie bedzie cos
    kompletnie innego ale obiecuje Ci, jak sobie to znajdziesz, zapomnisz o smutku,
    bo nie bedziesz miec na niego czasu. Dobrze jest miec malo czasu smile
    Nie warto ogladac sie za siebie. Swiat, ktory pamietasz z Polski juz nie
    istnieje. Zmienily sie miejsca i zmienili sie ludzie, nawet jesli wrocisz to do
    innego swiata. I wcale niekoniecznie ten nowy swiat moze Ci sie spodobac! i
    wcale niekoniecznie mozesz chciec w tym nowym swiecie miec swoj dom! Dlatego
    warto jest miec to "cos" swojego, co Cie uchroni od szarosci cadziennosci, bo
    bedzie Ci dawac niesutajaca nadzieje na kolejne przygody i odkrycia. I to "cos"
    wcale nie musi kosztowac pieniedzy - to przeciez moze byc pasja w chodzeniu po
    okolicznych parkach albo byciu wolontariuszem w schronisku dlka zwierzat.
    Bardzo serdecznie Ci zycze zebys znalazla to swoje "cos", co zapewni Ci lagodna
    niespokojnosc duszy w Australii i gdziekolwiek na swiecie. Elka
  • kan_z_oz 13.11.06, 00:13
    Zgadzam się z Elą - warto abyś pomyślała o profesjonalnej pomocy bo my tutaj
    tylko 'domorośli' psychologowie.
    Znajdź jak najszybciej lokalnego psychologa i czekaj nawet dnia dłużej.
    Depresja jest bardzo poważnym stanem i naprawdę wymaga pomocy.

    Pozdrawiam
    Kan
  • babiana 13.11.06, 04:02
    Skoro masz mysli samobojcze z jakiegokolwiek powodu to jak njszybciej powinnas
    sie udac do specjalisty. Raczej do lekarza a nie do psychologa. Psycholog nie ma
    prawa do wypisywania lekow.
    Kilka lat temu moja przyjciolka w Polsce zwierzyla mi sie, ze rozmysla od
    dluzszego czasu nad popelnieniem samobojstwa. Zastanawiala sie czy podciac sobie
    zyly czy tez powiesicc sie na haku od hustawki nad drzwiami. Decyzje jej
    opoznialo istnienie dwojki dzieci. Wyobrazala sobie sytuacje, kiedy wracaja ze
    szkoly i znajduja ja niezywa. Rozwiodla sie z mezem, stracila prace i sens
    zycia. Zorientowalam sie ze ma gleboka depresje i zagonilam ja do lekarza
    psychiatry. Opierala sie poniewaz oczywiscie w Polsce to jest wielki wstyd i
    bala sie, ze moze ktos sie o tym dowie. W koncu zmusilam ja. Okazalo sie, ze ma
    za niski poziom litu. Oczywiscie dostala rowniez leki. Obecnie jest kobieta
    sukcesu, pania dyrektor ( z zawodu jest inzynierem i wydawaloby sie, ze to zawod
    dla silnych kobiet), kupila sobie wlasny domek i jest szczesliwa. Ilekroc
    spotykamy sie w Polsce wspominamy te nasza rozmowe i obecnie nie moze sie
    nadziwic, ze tak glupie mysli mogly jej przychodzic do glowy. Depresja jest
    ciezka choroba i nie leczona moze do nieszczescia doprowadzic. Przyczyna zawsze
    sie znajdzie. W twoim przypadku jest to dom. W przypadku mojej kolezanki utrata
    pracy. Jak najszybciej musisz isc do lekarza i zaczac sie leczyc. Nie dasz sobie
    sama rady z tym problemem.
    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • kan_z_oz 13.11.06, 05:23
    Ravi wchodzisz jeszcze na Forum? Daj znać gdzie mieszkasz - może być na
    skrzynkę.

    Pozdrawiam
    Kan
  • ravi10 13.11.06, 13:36
    Dziekuje Wam wszystkim za cieple slowa. Napewno cos powinnam ze soba zrobic,
    nie wiem jednak od czego powinnam zaczac. Domu w Polsce napewno nie uda mi sie
    teraz odkupic. Co do hobby .. jest mi ciezko znalezc cos dla siebie. Nie lubie
    tenisa, rugby, bowlingu, gamblingu, wedkowania i wyjazdow campingowych. A to
    wlasnie jest w Australii najpopularniejsze. Lubie sztuke, teatr, opere, muzea,
    malarstwo. A to niestety jest w Europie. Kocham (a raczej kochalam) podroze,
    niestety jest to kosztowne hobby.
    Mieszkam w Brisbane , tutaj wlasnie skierowalam swoje pierwsze kroki i tak juz
    zostalo. Nie mam przyjaciol, chociaz bardzo chcialam sie z kims zaprzyjaznic.
    Sa tylko pobiezne znajomosci, czasami wrecz dolujace mnie jeszcze bardziej.
    Przykladem jest jeden Australijczyk, ktory ciagle np zaprasza mnie do
    odwiedzania cmentarzy i wybieraniu miejsca, gdzie chcialabym byc pochowana.
    Po kazdej takiej wyprawie dopada mnie wieksze przygnebienie. Nie wiem gdzie
    chce byc pochowana i nie wiem czy chce wlasnie teraz kupowac plac na cmentarzu,
    a on nalega abym sie jakos konkretniej okreslila, bo przeciez jestem tutaj sama
    i nie mam ani rodziny ani przyjaciol, a przeciez jutro moge juz nie zyc.
    Tez i prawda .... i to prawda, ktora uswiadamia mi jak bardzo jestem
    osamotniona i praktycznie bez zadnego wsparcia ze strony bliskich. Wtedy wlasnie
    "umieram" z tesknoty za moim domem .... Moze nawet bym w nim umarla, ale tam
    ktos by jakos zareagowal, a tutaj nawet miesiacami nikt mnie nie odnajdzie.
    Nie wiem , czy to co pisze da sie jakos odebrac i zrozumiec, ale zrobilo mi sie
    troszke lzej na duszy , ze wreszcie to z siebie wyrzucilam.
    Jestescie juz tak dlugo na emigracji, macie wieksze doswiadczenie i
    przezycia ... co zrobilybscie w mojej sytuacji ? Jaki mam obrac sobie cel, bo
    jakos nie moge go okreslic jasno ? Kupienie domu w Polsc to baaardzo daleki
    plan, moze nawet nierealny , kto wie co bedzie za 10 czy 15 lat.
    Teraz wegetuje, i tak wlasnie moge wegetowac przez najblizsze cwiercwiecze.
    Co mam ze soba zrobic?
  • alex113 13.11.06, 17:02
    > Jaki mam obrac sobie cel, bo jakos nie moge go okreslic jasno?

    Taki ktory cie cieszy, dodaje ci energii i przy okazji jego realizacji jestes
    wsrod ludzi (bo chyba tego ci najbardziej obecnie brakuje)

    W Australii nigdy nie bylam, ale jakos nie wydaje mi sie zeby wszyscy tam
    uprawiali wylacznie sport. Jesli sie rozejzysz dookola to napewna sa tam tez
    mozliwosci poznawania innych tematow i spotkania ludzi o podobnych
    zainteresowaniach. Zamiast rugby proponuje garncarstwo, zbieranie motyli lub
    klub milosnikow ksiazki, a moze kolko teatralne skoro tak bardzo lubisz sztuke.
    Jak zaczniesz probowac roznych "zajec" to znajdzies cos co ci pasuje jako hobby
    a przy okazji nabedziesz tez nowych przyjaciol.
    Odmiany ci trzeba i nowej energii a nie dyskusji o cmentarzach.

    --
    Well behaved women don't make history
  • adriannna1 13.11.06, 19:48
    Jak juz ktos ma mysli samobojcze, to powinnien natychmiast isc do lekarza.
    Powod - przy takich sklonnosciach i slabym "psyche" moze byc kazdy - dla
    jednych jest to zawod milosny, dla innych emigracja - ale jest to tylko
    pretekst.
    W 99 procentach tacy ludzie nie maja ani sil, ani ochoty na "samodoskonalenie"
    i pomoc im moze tylko lekarz.
    Bo glownym powodem depresji jest chemical imbalance w mozgu, i bez odpowiedniej
    kuracji lekami nic innego nie pomoze.
  • alex113 13.11.06, 21:30
    > Bo glownym powodem depresji jest chemical imbalance w mozgu, i bez
    > odpowiedniej kuracji lekami nic innego nie pomoze.

    Farmakologia jest ostatnio bardzo popularna (i niezwykle dochodowa), czesto
    jest tak ze jakies braki w organizmie powoduja problemy psychologiczne,
    znacznie czesciej to imbalance emocjonalny powoduje zmiany fizyczne (ponoc 90%
    chorob ma podloze psycho-somatyczne) Pigulka nie jest rozwiazaniem na wszystko.

    Na poczucie beznadziejnosci jedni biora Prozak inni zmieniaja sposob zywienia i
    tryb zycia. Ta druga grupa zazwyczaj zyje dluzej i szczesliwiej.

    Naszej zdesperowanej kolezance proponuje wizyte u lekarza zeby zdiagnozowac
    badz tez wyeliminowac problemy chemiczne, nastepnie wizyte u psychologa zeby
    rozwiklac zagadke dlaczego i przed kim/czym najpierw uciekala od zycia z PL do
    Australii, teraz chce uciekac z Australii do PL, (albo w zaswiaty).
    A nastepnie znalezienie sobie jakiegos zajecia, z ktorego potrafila by czerpac
    radosc i satysfakcje. I absolutnie nie mowie tu o "samodoskonaleniu" tylko
    raczej o tworczej realizacji, antidotum na poczucie "beznadziejnosci" (a w tym
    wypadku rownierz osamotnienia). Radosc nie bierze sie z tego co posiadamy
    (piekny dom, zagraniczny paszport, przystojny facet itp) tylko z tego czy
    potrafimy sobie znalezc jakies zajecie ktore nas cieszy.

    --
    Well behaved women don't make history
  • alex113 13.11.06, 21:36
    jeszcze dodam, ze temat mysli samobojczych jest mi dobrze znany .... z autopsji
    Mam za soba wiele lat zmagan z takimi myslami.

    --
    Well behaved women don't make history
  • adriannna1 13.11.06, 22:09
    Skoro znasz te problem z autopsji, to na pewno wiesz co mowisz.
    Ja jego nie znam, nigdy takich problemow nie mialam - ale nie uwazam, ze
    pigulka jest dobra na wszystko. Oczywiscie ze tak nie jest. Ale komus, kto jest
    w tak ciezkiej depresji, ze chce sie targac na wlasne zycie polecenie zajecia
    sie np. hodowla kwiatkow, jest dosyc niepowazne.
    Gdyby to tylko bylo takie proste - zajac sie jakims ciekawym zajeciem i juz.
    Wizyta u lekarza jest jedyna rzecza, ktora ta kobieta moze dla siebie zrobic. I
    sie leczyc.
    Wydaje mi sie tez, ze kazdy - na "jej drodze" jej to radzil i ona doskonale o
    tym wie. Takie forumowe gadania w niczym jej nie pomoga.
  • elagrubabela 13.11.06, 23:19
    Adriannna, znakomita wiekszosc doroslych osob, ktore znam w miare dobrze,
    przechodzila w zyciu przynajmniej raz okres, w ktorym jedynym wyjsciem wydawalo
    sie skonczenie ze soba ostatecznie. Bardzo nieliczni z tej grupy zreszta
    skorzystali z profesjonalnej pomocy. My wszyscy pozostali po prostu powoli
    "wzielismy sie za siebie" wlasnie sadzac kwiatki, chodzac na spacery, hodujac
    rybki, robiac na drutach, grzebiac w silniku starego samochodu, remontujac dom -
    co czlowiek, to pomysl. Wcale nie uwazam, ze forumowe gadanie w niczym nie
    pomaga. Czasem wystarczy zobaczyc wlasne slowa napisane i ulozone w zdania zeby
    zaczac szukac wlasnych rozwiazan juz nawet bez pomocy innych. Wiara w to, ze
    obcy czlowiek - lekarz okaze sie lepsza pomoca niz grupa obcych ludzi w
    Internecie to tez troche taka wiara w magie profesji. Leczenie duszy to
    skomplikowany proces, zajmuje czas i wymaga roznych zabiegow przy czym wcale nie
    musza to zawsze byc zabiegi medyczne.
    Wiesz Ravi, weszlam na kilka stron z Brisbane - znalazlam troche roznych info o
    spotkaniach w Queenslad University, w Queensland Museum. Rozne tematy od
    polityki po parzenie herbaty po japonsku smile Wszystko za darmo. I zapewne na
    wiele takich spotkan przychodza rozni samotni, czasem dziwni ludzie, ktorzy moze
    nie tylko sa zainteresowani tematem ale po prostu chca byc wsrod innych ludzi.
    To normalna sprawa. Internet to super narzedzie - znajdziesz w nim duzo info o
    tym, co sie dzieje w Twoim community. Sprobuj sobie dobrac cos, co Cie nie
    zniecheci od pierwszego wejrzenia i sprobuj wyjsc do ludzi. Nie oczekuj, ze
    zaraz cos sie cudownego stanie i poczujesz sie lepiej ale daj sobie szanse.
    Poszukaj roznych form spedzania czasu poza domem, z innymi ludzmi, nawet obcymi.
    Zmus sie do tego zeby nie spedzac czasu tylko pomiedzy praca a samotnoscia.
    Tylko od Ciebie zalezy, naprawde tylko od Ciebie zalezy czym te samotnosc
    zaczniesz sobie wypelniac. I pisz tu do nas. Napisz moze co lubisz robic - tu sa
    milosniczki gotowania, remontowania, produkcji alkoholi i roznych innych
    wypelniaczy czasu smile Trzymaj sie dzielnie, odzywaj sie! Elka
  • adriannna1 13.11.06, 23:27
    elagrubabela napisała:

    > Adriannna, znakomita wiekszosc doroslych osob, ktore znam w miare dobrze,
    > przechodzila w zyciu przynajmniej raz okres, w ktorym jedynym wyjsciem
    wydawalo
    > sie skonczenie ze soba ostatecznie. Bardzo nieliczni z tej grupy zreszta
    > skorzystali z profesjonalnej pomocy
    ______________________________________________________

    Ogromnie smutne to co napisalas. Ogromnie.
    Po pierwsze - ja w swoim zyciu nie spotkaalm NIKOGO, ktory bym mial sklonnosci
    samobojcze. NIKOGO>
    Nie wiedzialam, ze jest to tak wielki problem, i jest tych ludzi tak wielu!!!!

    Druga sprawa - prawie nikt nie skorzystal z profesjonalnej pomocy - dlaczego?
    Zastanawialas sie - DLACZEGO???

    Elagrubabela - przerazajace jest to, co napisalas...
  • go.ga 15.11.06, 10:53
    > Ogromnie smutne to co napisalas. Ogromnie.
    > Po pierwsze - ja w swoim zyciu nie spotkaalm NIKOGO, ktory bym mial
    sklonnosci
    > samobojcze. NIKOGO>


    Moze spotkalas, tylko o tym nie wiesz.
  • go.ga 15.11.06, 10:54
    Chodzi mi o to, ze nie wiesz, czy ci ludzie mieli mysli samobojcze. To nie sa
    mysli, ktore z kazdym sie dzieli.
  • sylwek07 15.11.06, 12:27
    asia.sthm a ide jakos pod gore potem z gory i tak leci dzien za dniem..

  • ulkaa 13.11.06, 23:25
    Skoro ravi przyszla do nas , to widocznie uwaza, ze "forumowe gadanie" jest jej
    potrzebne.Adrianno, to swietnie, ze nie masz zadnych zlych przejsc za soba ani
    watpliwosci w zadnej prawie dyskutowanej tutaj dziedzinie, ale wlasnie na tym
    polega forumowa wolnosc mysli, zeby je swobodnie wypowiadac bez urazania
    innych. Kazda z nas ma swobodny wybor doradzic ravi taj,jak umie.I tu zgadzam
    sie z alex a takze z babiana, ze ravi moglaby zaczac od wizyty u lekarza a
    potem na pewno uda jej sie znalezc jasny cel w swoim zyciu.
    Ravi - za calego serca - powodzenia !
  • adriannna1 13.11.06, 23:31
    Czy uwazacie, ze te "forumeowe gadanie" to oblega na WAS rzucona???
    Przeciez chodzi o czyjes zycie.
    Za kogo wy sie uwazacie? Za zbawienie jakies???? Do czego pretendujecie?
    Ktos mysli powaznie o skonczeniu zycia, a wy uwazacie, ze dzieki paru waszym
    odpowiedziom - kobieta nareszcie zrozumie, puknie sie w glowe jaka byla
    nierozgarnieta, zapisze sie na japonistkie (free) i bedzie szczesliwa do konca
    zycia???
    Przeciez tej kobiecie potrzebna jest przede wszystkim profesfonalna porada i
    opieka!

    To gratuluje dobrego samopoczucia i samozadowolenia ulkaa.
  • ulkaa 13.11.06, 23:34
    Adrianno, ty masz chyba jakies problemy ze soba.
    Coraz wyrazniej to widac.
    Wybacz, ale nie mam zamiaru z toba wiecej dyskutowac.
  • marjanna1 13.11.06, 23:35
    A pomyslalas, ze moze jej jest potrzebne takie zwykle gadanie zwyklych ludzi? I
    moze to wlasnie spowoduje, ze zasiegnie porady lekarza rownoczesnie szukajacc
    jakis nowych zainteresowan dla siebie. Moze tego ravi wlasnie trzeba. I skoro
    dziewczyna pisze, ze ma sie potrzebe tutaj wygadac i posluchac naszych opinii to
    znaczy, ze tego potrzebuje i nie Tobie ani nikomu innemu oceniac czy jest to
    sluszne czy nie.
    --
    Czas odsłania prawdę.
  • adriannna1 13.11.06, 23:46
    Ulkaa - mam prawo odpowiadac na pytania tak jak ty. I dyskutowac z toba wcale
    nie mam zamiaru. Po prostu gratuluje dobrego samopoczucia.
    Marjanna - nie neguje nigdzie potrzeby zwyklego ludzkiego gadania.
    Po prostu nie akceptuje tej formy wylacznie jako sposobu na wyjscie z depresji
    i mysli samobojczych.
    Wpierw lekarz, diagnoza, leczenie specjalistyczne - a potem "rady forumowe"...
  • kan_z_oz 14.11.06, 00:30
    adriannna1 napisała:

    > Ulkaa - mam prawo odpowiadac na pytania tak jak ty. I dyskutowac z toba wcale
    > nie mam zamiaru. Po prostu gratuluje dobrego samopoczucia.
    > Marjanna - nie neguje nigdzie potrzeby zwyklego ludzkiego gadania.
    > Po prostu nie akceptuje tej formy wylacznie jako sposobu na wyjscie z
    depresji
    > i mysli samobojczych.
    > Wpierw lekarz, diagnoza, leczenie specjalistyczne - a potem "rady forumowe"...

    ODP: Kochanie nie ma prostej i jasno sprecyzowanej formuły na leczenie depresji.
    Dlatego dla wielu ludzi będą pracować różne rzeczy. Gadanie forumowe, jest
    tylko gadaniem jeśli Ty tak założysz. Jeśli ktoś jednak zdecydował się tutaj
    wejść i poprosić o radę, to najwidoczniej potrzebuje konkatku z ludźmi tak samo
    lub nawet więcej niż pigułki.
    Nie oznacza to, że pigułka nie działa tylko, że najwidoczniej Ravi potrzebuje
    usłyszeć to co tutaj Jej mówimy; Ze nie jest samotna w swoich odczuciach, że
    część z Nas też mogła mieć podobne myśli i że jest nadzieja dla Niej na
    wyzdrowienie o ile tylko Ona sama uwierzy w to.
    Pójście do lekarza jest oczywistą rzeczą i oczywistym krokiem ale Ravi tego
    jeszcze nie zrobiła.

    Ravi - proszę Cię bardzo, idź do lekarza jak najszybciej bo pigułka może pomóc
    Ci bardzo. Lekarz napewno też zarekomenduje inne możliwości.
    Zapisz się też koniecznie na jakiś kurs ,czy zajęcia - nawet jeśli nie bardzo
    masz ochotę. Yoga, pilatis, parzenie herbaty - wszystko co zdejmuje Twoją uwagę
    z obecnej sytuacji. To też jest leczenie i to jest leczenie duchowe, bo
    depresja nie jest tylko i wyłącznie dolegliwością fizyczną.

    Jesteś zbyt daleko abyśmy razem wypiły herbatę, ale pamiętaj, że jest wokół
    Ciebie mnóstwo ludzi, którzy Cię kochają i potrzebują tylko Ty tego w tej
    chwili nie jesteś w stanie czuć.
    Mogę Cię zapewnić, że napewno dotknęłaś moje serce. Przesyłam Ci więc miłość i
    zrozumienie.
    Trzymaj się i pisz.

    Kan
  • monika_a_b 14.11.06, 00:50
    Chciałam dodać jeszcze coś - w ubiegłym roku będąc w absolutnym dołku
    zwierzyłam sie z tego na łamach KP (nota bene szkoda, że sobie tego nie
    zalinkowałam, bo teraz już nie udaje mi się tego doszukać). I mogę cię
    zapewniec, droga Adrianno, że baaardzo mi to pomogło. Bardzo jestem wdzięczna
    wszystkim dziewczynom, które pomogły mi wtedy wydostać się z tego dołka bez
    dna, za okazaną mi przychylność, cierpliwość w wysłuchaniu moich problemów,
    podanie ręki choćby wirtualnie, za to, że mogłam sobie uzmysłowić, że _nie
    jestem sama_, że _wiele z nas przechodziło przez podobne sytuacje_, że _da sie
    z tego wyjść_! Za to, że podano mi pomysły na przynajmniej doraźną poprawę
    sytuacji. Za to, że okazaną mi empatię oraz zwykłe ludzkie współczucie. I że
    nikt nie stał nade mną, aby mnie zganić za to, że sama nie potrafię sobie
    poradzić z zaistaniałą sytuacją. I po to między innymi jest to forum - abyśmy
    mogły się nawzajem wspierać, kiedy to konieczne, nie odczuwając wstydu ani nie
    wywyższając się nad innymi, bo "ja sama nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie
    rozumiem, jak można do tego dopuścić". Życie płata różne figle. To wszystko.
  • adriannna1 14.11.06, 01:01
    Widze Moniko, ze nie mozesz spokojnie podejsc do mojej osoby.

    Chcialam ci tylko zwrocic uwage - nie chaotyczna, wiec moze ja zrozumiesz.

    Ktos, kto pisze slowo SAMOBOJSTWO - nie jest w DOLKU.

    Na dolek, to mozna sobie gadac dowoli.
    Na chandre - nie ma nic lepszego niz forumowe gadanie.

    Natomiast jezeli ktos przez 15 lat jest nieszczesliwy, nie ma przyjaciol, i
    chce sie ZABIC to jest to wg mnie olbrzymi problem, tak olbrzymi, na ktory
    nawet porada Moniki a-B nie ma recepty.
    ZROZUMIALA?
  • monika_a_b 14.11.06, 01:08
    Adrianno - aby coś zrozumieć, czasem trzeba najpierw samemu przez to przejść.
    Ja również miałam myśli samobójcze, niestety, czy to chciałaś usłyszeć? A ty
    sama pisałaś, że nigdy nie byłaś w podobnej sytuacji... To o czym tutaj
    rozmawiamy? Jesteś w stanie zrozumieć, przez co przechodzi Ravi? Moja porada
    nie jste receptą, a tylko pomocną dłonią, kilkoma wskazówkami, chęcią pomocy, o
    czym zresztą pisałam w tym dłuższym poście, ale ty raczej nie lubisz czytać
    dłuższych wypowiedzi, prawda?
  • jan.kran 14.11.06, 01:46
    Ravi napisz do mnie na gazetowy majl.
    Mogłabym tu napisać sporo na powyższy temat ale niestety są hieny które z
    bliżej niesnanych mi powodów łażą za mną po różnych forach i wyciągają moje posty.
    {ozdrawiam
    Ula
    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • monika_a_b 14.11.06, 00:37
    Adrianno, chcę ci zwrócic uwagę na to, że na tym forum nie krzyczymy, więc
    proszę cie zostaw sobie te wszystkie inwektywy na inne fora...
  • adriannna1 14.11.06, 00:40
    Rowniez pozdrawiam Moniko _a_b
  • kan_z_oz 14.11.06, 01:03
    adriannna1 napisała:

    > Rowniez pozdrawiam Moniko _a_b

    ODP: Adrianno, Ja wierzę w to, że każdy z Nas jest na tym Forum z jakiegoś
    powodu. Wierzę też, że podobnie jest w twoim przypadku.
    Zauważam też, że gdzieś tkwi w Tobie jakaś 'zadra', o której nawet możesz nie
    wiedzieć.
    Spędź trochę czasu, sama ze sobą patrząc sobie głęboko w oczy i postaraj sobie
    sama odpowiedzieć; co jest takiego na tym Forum, że wzbudza to u Ciebie
    niepokój?
    Gdy znajdziesz ten punkt i 'wyrzucisz' to z siebie, to Forum przestanie Cię
    denerwować.
    Takie są Moje praktyczne doświadczenia i jeśli spytasz kim jestem aby Ci dawać
    takie rady odpowiem prosto; jestem Kimś kto głęboko dba o drugą osobę i czuje,
    to co ta druga osoba czuje.
    U Ciebie czuje ból, który jest głęboko 'zakopany'.

    Kan
  • mformelbourne 29.12.06, 04:45
  • monika_a_b 14.11.06, 00:26
    Droga Ravi,

    podpisuję się pod radami co do wizyty u psychologa. Psychiatra nie zawsze jest
    dobrym wyjściem, a tobie po prostu ewidentnie brakuje jakiegoś wsparcia i
    pokierowania w życiu, prawda?
    Mam podobne przejścia za sobą, podobne co do uczucia zagubienia w życiu i to w
    takim stopniu, że chciałam, aby mnie nie było, myśląc naiwnie, że wtedy mój mąż
    nie musiałby mnie utrzymywać, więc nie byłabym już dla niego ciężarem (czego on
    nigdy w ten sposób nie odczuwał ani mi też nie dał odczuć, wręcz przeciwnie! ja
    po prostu zawsze byłam bardzo samodzielna, duuużo pracowałam, a tutaj wszystko
    mi sie wywróciło do góry nogami i nie potrafiłam sobie z tym poradzić).
    Chciałam wtopić się w ścianę, stać się częścią jej białości, kilkakrotnie nawet
    złapałam się na tym, że w kłopotliwych sytuacjach automatycznie zapominałam o
    oddychaniu. Zdawałam sobie z tego sprawę dopiero w momencie, gdy mój organizm
    raptownie upominał się o następny oddech.
    Moim problemem był brak odpowiedniego papierka pozwalającego mi tutaj legalnie
    pracować. Przyjechałam do Stanów, gdyż mój (wtedy jeszcze niedoszły) mąż dostał
    pracę w Seattle, a ja akurat byłam bezrobotna. Niestety, jak do tej pory
    wszystkie moje próby znalezienia legalnej i płatnej pracy spełzły na niczym, po
    prostu rozbijały się o szklana ścianę nieubłagalnej biurokracji. Jednakże nie
    oznacza to, że przez te półtorej roku tutaj siedziałam z założonymi rękami. A
    to pracowałam jako wolotariuszka ucząc języka polskiego w college'u i Szkole
    polskiej (jestem nauczycielką języków obcych: hiszpańskiego i francuskiego),
    bądź ucząc też prywatnie (uznaję to raczej jako hobby, ale lepsze to niż nic),
    czy też pracując w małej firmie (chociaż to też krótki epizod, gdyż
    nieprzychylne okoliczności sprawiły, że właściciel przeprowadził się na drugie
    wybrzeże) a od czasu do czasu tłumacząc przez internet dla pewnej firmy z
    Polski. Ponadto chodziłam najpierw na kurs angielskiego, a w ostatnie lato na
    kurs, który byłby mi potrzebny do studiów MBA. Taki był mój plan B, jako że
    Plan A - praca - nie wypalił - dalsze studia. Ten plan jednak odłożyłam na
    półkę, gdyż zaczęłam realizowac Plan C - przeprowadzkę do Kanady. Czekam
    jeszcze na pewien papierek do wizy emigrancyjnej (mam też na oku wariant
    specjalnej wizy rocznej, o której też się dopiero niedawno dowiedziałam), a w
    międzyczasie porządkuję papiery, które potrzebuję, aby dostać certyfikat
    nauczycielski w stanie BC. Zaczynam odżywać, wiedząc że to przymusowe
    bezrobocie w Stanach za niedługo sie skończy. Ale znając życie, kto wie, jak to
    wszystko jeszcze się potoczy...? Być może jeszcze tutaj zostanę, bo jednak
    znajdę pracę? Niczego nie wykluczam, ale otwieram przed sobą wszystkie mi
    dostępne drzwi... Zobaczymy, co się za nimi kryje... smile
    Dlaczego ci to wszystko piszę? Dlatego, abyś na moim przykładzie zobaczyła, że
    można wyjść z nawet najbardziej nieciekawej sytuacji. Przyjeżdżając do Stanów
    nie znałam oczywiście nikogo poza moim lubym. Było mi ciężko i czułam się
    bardzo zagubiona, i to do tego stopnia, że jeżdziłam naokoło naszego hotelu
    dobrych kilka rundek, zanim do niego trafiałam. A tak łatwo było do niego
    trafić... wink Ja, osoba, która już kilkakrotnie emigrowała na dłużej i na
    krócej, która zawsze umiała szybko odnaleźć sie w nowych realiach, tutaj byłam
    kompletnie zagubiona. Zaczęłam dochodzić do siebie, gdy to doznałam pewnego
    szoku: będąc u lekarza na okresowaych badaniach krwi itp. zapytałam się o
    jakieś instytucje, miejsca, gdzie mogłabym poinformować się, dostać jakieś
    praktyczne wskazówki... Tak byłam zdołowana i zawstydzona moją sytuacją i
    przede wszystkim tym, że sama nie potrafię sobie pomóc, że aż się u niego
    popłakałam... Lekarz wywnioskował z tego, że mam "anxiety" i dał mi
    wspaniałomyślnie (haha!) paczkę psychotropów. Na całe szczęście koleżanka z
    tego forum mnie ocuciła. smile Ten lekarz powinien był zaproponowac mi ewentualnie
    psychologa, a nie proszki, które przecież mają mnóstwo skutków ubocznych i
    których w zasadzie nie potrzebowałam. Ja potrzebowałam informacji,
    pokierowania, duchowego wsparcia... Dlatego przestrzegam przed nadużywaniem
    psychotropów, które tutaj, w Stanach (a tak też może być i w Australii) są
    przepisywane _zamiast_ rzetelnej rozmowy z psychologiem. Tutaj zdaje się
    panować zasada "tabletka szczęście ci da". uncertain A tobie wydaje mi sie najbardziej
    pomogłaby rozmowa z psychologiem, abyś z jego pomocą mogła odnaleźć siebie samą
    na nowo, poukładać sobie priorytety, znaleźć sens życia. Wnioskuję tak na
    podstawie tego, co do tej pory napisałaś, sama psychologiem nie jestem. smile
    Co jeszcze mogę ci zaproponować? Wychodzenie do ludzi, jak największy kontakt z
    nimi, abyś miała większą szansę na znalezienie pokrewnej ci duszy (i przy
    okazji pozbyła się tego toksycznego Australijczyka, gdyż rozmowy z nim wpływają
    na ciebie deprymująco)... Ja tak też robiłam i zapewniam ciebie, że łatwo mi
    nie było, czasami wręcz musiałam się zmuszać do wyjścia z domu... Czasami
    potrzbowałam kilku dni, aby właśnie zmusić się do wyjścia do ludzi... Ale
    robiłam to, bo wiedziałam, że tylko w taki sposób będę mogła lepiej się tutaj
    zaaklimatyzować. W Seattle działa dość prężnie Dom Polski - być może
    autralijska Polonia również ma jakies organizacje, które oferują jakieś
    kulturalne spotkania (vernisage? kurs tańca? Biblioteczka polska?) Sprawdź w
    internecie, czy nie ma jakichś innych organizacji polonijnych bądź
    australijskich. Ja również interesuję się sztuką, literaturą, kulturą, więc
    bardzo się ucieszyłam, gdy znalazłam Klub Książki Polskiej, gdzie raz w
    miesiącu zbieramy się na ciekawe dyskusje. Po półtorej roku pobytu tutaj mam
    już spore grono znajomych, ba, nawet potencjalnych przyjaciół... Staram się
    często przebywać między ludźmi, gdyż depresyjne nastroje w dalszym ciągu nie są
    mi całkiem obce, a skierowanie myśli na inne tory bardzo mi pomaga. Dlatego
    dobrze by było, abyś zastanowiła się nad tym, co ci sprawia przyjemność - tak
    jak to tutaj już sugerowano - i starała się sobie tę przyjemność sprawiać jak
    najczęściej. Lubisz muzea? Wyszukałam dla ciebie te stronki, może ci się
    przydadzą? A może je już znasz?
    www.about-australia.com/travel-guides/queensland/brisbane/attractions/museum/
    www.ourbrisbane.com/directory/atdw/categories/museum_192.html
    A może zapiszesz się na jakiś kurs? Nowy język? Malowanie na szkle?
    Fotografowanie? Doskonalenie zawodowe? Cokolwiek, co by ci sprawiło
    przyjemność... wink

    Przepraszam za chaotyczność tego postu... uncertain Spieszę się, bo zaraz muszę wyjść,
    ale chciałam dodać ci otuchy... Życzę ci duuużo miłych chwil i obyś jak
    najszybciej znalazła fachową pomoc, która pomoże ci poukładać sobie życie na
    nowo.. smile

    Moni
  • kinky5 14.11.06, 00:41

    RAVI-
    trzymaj sie.
    Mysle ze jestes we wlasciwym miejscu jesli chodzi o wszelkie porady jak przetrwac emigracje.
    gdyby nie malzenstwo pewnie nigdy bym sie na to nie zdecydowala.
    Wielokrotnie wracam myslami do Polski w ktorej zle mi nie bylo.....a tutaj...... czasami slow mi
    brakuje.....ale jakos zaciskam zeby i sie trzymam.

    Pozdrawiam Cie cieplo i wiedz jedno ze znalazlas ludzi ktorzy albo kiedys byli albo sa w podobnej
    sytuacji......


    mniej znaczy wiecej
  • mon101 14.11.06, 11:11
    Ravi, emigracja nie jest niestety uslana rozami, kazda z nas wpadala w rozne
    dolki, ale jakos sie z tych dolkow trzeba wygrzebywac. Zatkac nos, zacisnac
    usta i grzebac, grzebac zeby sie odbic od dna. Fakt,ze napisalas na tym forum
    swiadczy, ze masz wole wyjsc z tego kryzysu, bardzo ci tego zycze. Dziewczyny
    radza dobrze, pojdz do lekarza, moze potrzebujesz jakigos wspomagania, nawet
    moze farmakologicznego.Patrz do przodu, dom w Polsce jest dla ciebie symbolem
    utraconego raju, ale tak naprawde to Polsce do raju daleko.Masz prace, a to juz
    na emigracji bardzo wiele. Przestan dawac sie ciagac po cmentarzach, musisz
    raczej poznac kogos kto cie zabierze do parkuwink Australia to nie tylko sport,
    zycia kulturalnego tam napewno nie brakuje. Moze sa jakies kolka zainteresowan,
    kursy,wyklady? Wszedzie sa organizacje charytatywne , Czerwony Krzyz, Lions,
    Amnesty, gdzie ludzie sie spotykaja i gdzie mozna nawiazac jakies kontakty.
    Bedzie dobrze, pisz czesto, to tez pomaga.
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • babiana 14.11.06, 13:29
    Depresja dopada ludzi o slabszym systemie nerwowym. Stala sie choroba naszej
    cywilizacji. Na emigracji wygrywaja jednostki najsilniejsze psychicznie. Mysle
    Ravi 10, ze na twoj stan zdrowia wplynelo wiele czynnikow, a ten dom stal sie
    wlasciwie symbolem. Tak sie zlozylo, ze znam wielu ludzi dotknietych ta choroba
    i status materialny czy ilosc posiadanych domow nie maja tutaj zadnego
    znaczenia. Syn przyjaciol rodziny (ojciec jeden z wiekszych developerow w
    Montrealu) popadl w tak gleboka depresje, ze rowniez mial samobojcze mysli.
    Rodzina i bliscy nie mogli pojac jak czlowiek, ktory ma wlasciwie wszystko,
    domy, pieniadze, wyksztalcenie i urode moze miec depresje. Uwazali to za jakies
    fanaberie. W koncu udalo sie go przekonac do leczenia i obecnie jest calkiem
    innym czlowiekiem. Wizyty u psychiatry wspomagane psychoterapia postawily go na
    nogi. Problem polega na tym, ze osoby te bez pomocy kogos bliskiego same raczej
    nie zwroca sie o pomoc. One znajduja sie w jakims marazmie, niebycie. Ty pewnie
    z rozpaczy przywedrowalas na forum. I bardzo dobrze zrobilas. Jestes tam
    samotna. Choroba nie przyciaga do ciebie ludzi wesolych, radosnych, zyjacych
    pelnia zycia. Z reguly wrecz odrzuca. Dlatego pewnie cmentarny wedrownik trzyma
    sie ciebie poniewaz sam ma podobny problem. Podam ci drugi przyklad zwiazany z
    domami. Moja przyjaciolka wygrala 10mln dolarow w loterie. Ma te wymarzone domy
    i myslisz, ze zycie jej choc troche zmienilo sie na lepsze? Problemy pozostaly
    te same. Wygrana wrecz unieszczesliwila ja bardziej. Sklocenie z czescia rodziny
    z powodu pretensji, ze za malo pieniedzy im dala. Meza jakas sekta buddyjska
    zaczela wciagac w swoje sidla aby wyciagnac od niego pieniadze. Na szczescie po
    roku staran udalo sie go z tego ocalic. Przy okazji mial romans z czlonkinia
    sekty. Przyjaciolka jest chronicznie chora i zadne pieniadze nie sa w stanie
    poprawic jej stanu zdrowia. Obecnie jej ukochany ojciec umiera na raka. Maz
    wpadl do wymarzonego basenu i pogruchotal sobie kosci w piecie. Czeka go
    przynajmnie 6 miesiecy na wozku inwalidzkim. Ona przeklina obecnie ten wymarzony
    dom z basenem i te wszystkie posiadlosci, ktore nabyli w celu inwestycji. Ciagle
    remonty, designerzy, ludzie krecacy sie po domu po prostu koszmar. Ona zaczela
    chodzic do psychoterapetki aby poradzic sobie z tym wszystkim. Ja co rano mam
    telefon i wysluchuje calej litanii problemow. Wiem, ze dla ciebie te historie
    nie beda zbyt wielkim pocieszeniem, ale byc moze pomoga tobie w podjeciu decyzji
    o udaniu sie jak najszybciej do lekarza. Ja uwazam, ze szczescie istnieje wtedy
    kiedy po prostu nie ma nieszczescia. Jak dlugo jestesmy zdrowi nie zdajemy sobie
    sprawy z tego jak wielkie szcescie zostalo nam dane. Ciebie dotknelo
    nieszczescie depresji poniewaz jest to bardzo podstepna choroba. Ponadto wielu
    ludzi nie jest w stanie pojac zagrozen z niej wynikajacych. Dlatego tez musisz
    zaczac sie leczyc tak jak na zapalenie pluc czy tez inna przypadlosc i wroci ci
    chec do zycia i zajecia sie jakims hobby. Twoj stan obecnie juz jest tak
    zaawansowany, ze odwrotna kolejnosc jest niemozliwa. Trzymaj sie i nie poddawaj
    i zobaczysz, ze kiedy ty sama zmienisz sie wowczas rowniez zmieni sie cale twoje
    zycie.
    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • sylwek07 14.11.06, 13:49
    babiana ile osob ja takich spotkalem w osrodku gdzie bylem,,wiele takich
    bylo-kasa,mieszkania a szczescia i radosci brak.
    Jest wiele osob ktore nawet nie sa swiadome takich spraw i brna nadal w ta slepa
    i ciemna uliczke.
    Pamietam kiedy ja chcialem sobie zmienic zycie i zaczac wszystko od nowa w nowym
    miejscu ...ale mi sie nie udalo bo tak jak pisze babiana wszedzie dopadaja Nas
    te same sprawy,problemy i jesli ktos Nam nie pomoze a my nie jestesmy silni
    wtedy mozemy byc pewni depresji,nerwicy i innych takich przypadlosci...


    A czy nadal walcze o tzw moje zycie,sam nie wiem..czasami tak,czasami nie chce
    mi sie i wole juz nic nie robic....

  • asia.sthm 14.11.06, 13:57
    Sylwek, zmiana otoczenia moze pomoc, ale nie rozwiaze problemow.
    Nic nie rozwiaze tego rodzaju problemow.
    Problemy my musimy rozwiazywac.
    A to co rozwiazuje sie samo z siebie, to znaczy byla jakas drobnostka albo
    tylko zgarniecie problemu pod dywan.
    Sylwek , trzymaj sie mocno... nawet pod gore.
    smile))
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    TWCH
  • asia.sthm 14.11.06, 13:51
    babiana napisała:

    > i zobaczysz, ze kiedy ty sama zmienisz sie wowczas rowniez zmieni sie cale
    twoje zycie.

    Oto to wlasnie.

    Od siebie dodam, bo wlasnie dzis rano nasze METRO zapodalo na pierwszej
    stronie, ze drastycznie wzrosla liczba samobojstw w zakladach i w pierwszym
    okresie po wypisaniu do domu. Nasza psychiatria jest bardzo niewydolna.
    Srodki farmakologiczne daja tylko pozorne "bezpieczenstwo". Sa bardzo zwodne,
    maja cala mase dzialan ubocznych.
    Jedyne co jest niezbedne, to regularne pobieranie lithium w razie stwierdzonego
    niedoboru. Do reszty jestem bardzo sceptyczna.
    Otaczanie sie zyczliwymi ludzmi stawiam zawsze na pierwszym miejscu.
    Uciekac od tych ,ktorzy dzialaja na nas toksycznie wink) sily oszczedzac na
    poprawianie swojego zdrowia psychicznego.


    Ravi, sciskam cie mocno.
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    TWCH
  • balamuk 14.11.06, 18:38
    Ravi, trzymaj sie, dziewczyno, z lekarzem pogadaj, bo warto, ale oprocz tego
    moze uda Ci sie znalezc kogos, z kim mozna normalnie pogadac? I po polsku? Cos
    takiego znalazlam - www.wirtualnapolonia.com/australia/teksty.asp?
    TekstID=6738, moze do czegos Ci sie przyda. To juz Monika napisala, jakis Dom
    Polski albo inna organizacja polonijna, albo nawet nie organizacja (ja, na
    przyklad, uczulona jestem na wszelkie organizacje), ale mozliwosc kontaktu z
    ludzmi, ktorzy moga sie czuc rownie daleko od Polski, w jakis sposob
    odizolowani, zdolowani i ktorzy maja ochote pogadac o czymkolwiek - polityce,
    ksiazkach czy przepisie na bigos. Na przyklad przy piwie. Moi przyjaciele sa w
    Polsce, ale na takie gadane piwo moge sie umowic i tutaj, czasami sama
    swiadomosc na duchu podniosi. Sciskam mocno.
  • luiza-w-ogrodzie 15.11.06, 03:53
    Ravi,
    bardzo mna wstrzasnal Twoj post. Znam wiele osob, ktore na emigracji nie mogly
    sie odnalezc i w polaczeniu ze sklonnoscia do depresji wyszly na tym bardzo zle.
    Moge tylko powtorzyc rady dziewczyn: idz do lekarza (najlepiej psychologa) i
    wyjdz do ludzi. Zastanow sie co lubisz i znajdz ludzi o podobnych
    zainteresowaniach. Dom w Polsce to Twoj sen z przeszlosci. Nie mozesz wciaz sie
    na niego ogladac - znajdz sobie sen o przyszlosci, tam idziesz i tam dojdziesz,
    czego Tobie serdecznie zycze.

    Sciskam kciuki za Ciebie - jakby co, daj znac na priva.
    PS Mieszkam od kilkunastu lat w Sydney, uwielbiam Australie od dnia przyjazdu
    Luiza-w-Ogrodzie
    ·´¯`·.¸¸><crying(((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>
    Australia-uzyteczne linki
  • monie_pl 16.11.06, 07:42
    ...tsak wlasnie.

    Nibywydaje sie poukladana, ale pomimo tego i mnie ta choroba dopadla.
    Wyjechalam z ktraju jako osoba dojrzala i samodzielna z ustawionym zyciem
    zawodowym. Buduje zycie tutaj z moim mezem i moze z tego powodu jest latwiej,
    ale to ciagle walka.

    Nie tak dawno zaczelam malowac w takiej swego rodzaju szkolce niedzielnej, a
    nazywa sie to Swouthbay Adult School gdzie za jedyna $90 mozna uczesczac na
    malowanie akwarela. NIGDY nie myslalm, ze jest to tak relaksujace a takze
    pocieszajace! Wydaje mi sie, ze mozesz cos takiego znalezc takze w Australii.

    Jesli jednak jak piszesz masz mysli samobojcze to powinnas znalezc lekarza,
    ktory niestety na sam poczatek bedzie zalecal lekarstwa. Jesli nigdy wczesniej
    nie rbalas zar=dnych medykamentow na spanie i podniesienie nastroju to warto
    brac bardzo mala dawke. Ja zdecydowalam sie brac tylko 1/2 pigulki choc lekarz
    widzac mnie w tzw placzacym stanie powiedzial, ze moge wziac nawet 4 pigulki w
    ciagu dnia. Po 2 tygodniach brania 1/2 pigulki sa juz efekty i moj nastroj jest
    znacznie lepszy.

    Namawiam cie na na zadzonienie nawet po pogotowie, zeby dowiedziec sie o tzw
    linie zaufania dla samobojcow, bo tam cie skieruja do lekarza nawet za darmo!

    Napisz wiecej o sobie! Gdzie mieszkasz, jak zarabiasz na zycie, co lubisz
    robic, jakie jedzenie sprawa ci najwiecej przyjemnosci!

    Pozdrawiam
    Monika
  • katarzynams 17.11.06, 16:54
    monie_pl napisała:

    > Nibywydaje sie poukladana, ale pomimo tego i mnie ta choroba dopadla. <

    monie,

    ja obstaje, przy tym, ze osoba zyjaca swiadomie nie uniknie depresji.
    Oczywiscie sa rozne jej natezenia, dlatego pomoc fachowa czesto jest niezbedna
    ale to co napisalas Ty i wiele innych jess rownie wazne. Trzeba miec cel w
    zyciu i wtedy jest duzo latwiej.
    Dla mnie najgorsze jest to jak mam za duzo czasu, a ze ostatnio nie mam go
    wcale to jestem w swietnej formie psychicznej.
    Pozdrawiam wszystkie osoby z depresja i zycze powodzenia w zmaganiach.
    katarzyna
  • sylwek07 17.11.06, 19:00
    jest tzw Rodzina i jest rodzina i tak naprawde nie wiadomo co jest lepsze (czy
    sie do niej przyznawac czy tez dac sobie znia spokuj )...
  • kaszka13 17.11.06, 15:40
    Ravi,

    Widze, ze wiekszosc osob powyzej demonizuje terapie farmakologiczna, wiec
    opowiem Ci o sobie. Jestem po terapii atydepresyjnej. Nie byla ona zwiazana z
    wyjazdem, ale z sytuacja rodzinna. Wyjscie z dola zajelo mi duzo czasu. Na
    szczescie trafilam na fantastyczna pania psycholog i lekarza, ktory wspieral
    psychologiczne rozmowy tabletkami. W niektorych przypadkach na pewno udaje sie
    nie siegac po leki, ale moim przypadku bylo to niemozliwe. Od niektorych lekow
    mozna sie oczywiscie uzaleznic, ja mialam na tyle samozaparcia, ze gdy poczulam,
    ze sama dam rade, to zaczelam odstawiac leki. Oczywiscie nie wszystko od razu,
    ale stopniowo. Teraz, jakies 10 lat od tamtych wydarzen, patrze na swoje zycie i
    zdaje sobie sprawe, ze grunt to wziac sie za siebie. Znalezc cel w zyciu, bo to
    o niego glownie chodzi. Moze to byc dom, lepsza praca, znalezienie swojej
    drugiej polowki, czy cokolwiek innego, co sprawi Ci radosc. A realizacje zaczyna
    sie od malych krokow i tu polecam wizyte u psychologa. Zajecie mozna sobie
    znalezc bez probemu, moze byc wolontariat, moze byc jakis kurs zawodowy. Ja
    teraz siedze w domu z corcia i wlasnie przy kosciele znalazlam grupe rodzicow,
    ktorzy spotykaja sie przynajmniej raz w tygodniu. Nawet nie spodziewalam sie,
    jak szybko mozna znalezc zajecie.
    Poza tym z tego co piszesz, to masz jednak jakas rodzine w Australii, czyli nie
    jestes zupelnie sama. Znajomego od grobow raczej unikaj, przynajmniej na razie,
    bo on sam chyba zbyt optymistycznie o zyciu nie myslismile Jak wyjdziesz z dola, to
    bedziesz sie smiala jakiego unikatowego goscia znaszbig_grin Poza tym do ludzi trzeba
    wyjsc, bo nie wiedza, ze czujesz sie samotna, no i od od ludzi smutnych sie
    ucieka. Postaraj sie znalezc cos co Cie ucieszy i pokaz to innym.
    Pozdrawiam Cie goraco i zycze samych dobrych rzeczy, gdybys chciala pogadac, to
    pisz na gazetowego.

    Kaszka

    P.S. Polska sprzed Twojego wyjazdu i obecna to dwa rozne kraje. Zycie nie jest
    rozowe, wiec staraj sie nie idealizowac. Aha, nie wiem czy dobrze zrozumialam, w
    Australii masz mieszkanie, tak? Jesli tak to jak na emigranta masz swietna
    sytuacje i wielu ludzi, ktorzy wyjechali nigdy do tego nie dojdzie.



  • babiana 18.11.06, 01:59
    Objawy depresji

    Osoba cierpiąca na depresję jest smutna, nie jest w stanie wykrzesać z siebie
    energii do działania. A nawet jeśli potrafi, to robi to z dużym wysiłkiem.
    Zmusza się do wszystkiego. Nie umie się skoncentrować na wykonywanych
    czynnościach, co powoduje częste skargi na osłabioną pamięć. Podaje poczucie
    niskiej wartości, czuje się niepotrzebna. Czarno widzi swoją przyszłość. Może
    oskarżać się o niepowodzenia własne lub z osób z otoczenia. W stanach
    najgłębszego obniżenia nastroju może dojść wręcz do pojawienia się myśli i
    tendencji samobójczych.
    U ciebie Ravi 10 nastapilo juz najglebsze obnizenie nastroju. Musisz koniecznie
    ratowac sie i to jak najszybciej.Jak widzisz z opisu choroby jestes klasycznym
    przypadkiem. Posluchaj rad forumowiczek.
    --
    Jesli jeden czlowiek powie ci, ze masz osle uszy, nie przejmuj sie, jesli powie
    ci to dwoch ludzi, przygotuj sobie siodlo.
  • bielinka 21.11.06, 12:25
    hej Ravi!
    Znam to o czym piszesz, mi nawet nie potrzeban byla emigracja,z eby przez takie
    cos przechodzic. CO pocieszajace ze po urodzeniu syna przestalam miec mysli
    samobojcze. Mialam rozne dziwne pomysly - porzucic go, wyjechac uciec itd, ale
    juz bez tego horroru jakim jest racjonalne rozwazaie jak to zrobic zeby bylo
    pewne ale nie bolalo i bylo szybko. Tak ze rozumiem CIę dokladnie. Nie boj sie
    farmakoterapii. Mi ona bardzo poamgala i - nie ukrywam - poamaga dalej, dlatego
    miedzy innymi nie karmie syna piersia. Mialam wybor albo karmic i miec depresje
    albo nie karmic i nie miec depresji. Oczywiscie, ze ona nie rozwiazue
    problemow, ale daje sile zeby stawic im czola i nawet podjac terapie. Bo kiedy
    jestes w takim stanie nie jestes w stanie podjac zadnej decyzji. Wiec pozwol ze
    podejmiemy decyzje za CIebie - idz, zadzwon do lekarza, umow sie na wizyte i
    popros o leki bo MY CI KAZEMY! A potem bedziemy dzialac dalej. Gdybym byla na
    miejscu sama umowilabym CIe na wizyte. Moja madra Mama powiedziala mi gdy sie
    opieralam - jak masz grype to idziesz do lekarza i prosisz o leki, wiec o co
    chodzi? I poszlam. I zyje. I mam dziecko - nawet juz dwa. Zycie dalej nie jest
    zbyt proste, ale daje sie zjesc i moge sie usmiechac. Czekam na informacje
    kiedy masz spotkanie z lekarzem. Z mojego doswiadczenia wynika ze wystraczy sie
    umowic z psychiatra i powiedziec mu - mam mysli samobojcze prosze dac mi leki.
    ROzmawiac zaczyna z Toba na drugiej wizycie gdy juz jestes w stanie rozmawiac.
    SKoro tak jest w Polsce, tam powinno byc podobnie. Czekam na info kiedy masz
    lekarza. Nie musisz na forum. mozesz napisac na moj prywatny adres. Hej!
    --
    Odważni nie żyją wiecznie. Tchórze nie żyją wcale.
  • awrey 24.11.06, 22:41

    Ravi,

    Ty - no wez sie nie zabjaj.

    Skad Ty wogole tego przedsiebiore pogrzebowego wytrzasnelas? Gdzie sie kogos
    takiego spotyka? Wy na randki po tych cmentarzach chodzicie?
    Odstaw goscia na bok bo ci niedobrze robi i mu wytlumacz ze masz juz tak
    naprawde plac kupiony w Polsce ale chcialas zobaczyc Australiskie oferty i
    dlatego z nim chodzilas. Mysle, ze sama bym u lekarza wykupila prenumerate
    jakbym w ramach weekendu zaczela zwiedzac potencjalne miejsca "wiecznego
    odpoczynku".

    Idz do lekarza. Potrzebujesz pomocy. Twoj kumpel "pogrzebacz" zreszta
    tez...Let me guess, jakbys tonela to bys sie brzytwy chwytala, no nie?
    Duzo ludziom pomagaja tabletki - czemu nie sprobowac czy to by czegos nie
    zmienilo?

    Na temat Polsko fantazjujesz - poniewaz jest to inny kraj od czasu kiedy
    wyjechalas, po drugie z tego co piszesz bylas w Polsce tez nieszczesliwa. W
    koncu rodzinie udalo sie sklonic Cie do wyjazdu z jakiejs przyczyny.

    W Polsce przyczyna Twojej depresji byla sytuacja osobista jak piszesz,
    natomiast w Australii...well, jest Twoja sytuacja...osobista i finansowa?
    To znaczy, ze poprzez 15 lat, kilka lat i 2 kontynenty zmienilo sie...dokladnie
    nic?

    Ok, jestem przekonana ze u Ciebie to kliniczna depresja ktora zadne pogaduszki
    nie zmienia ani ewentualny powrot do Polski czy kupienie domu etc.
    Bedziesz w Polsce to tylko sie zmieni powod ktory Ty bedziesz odbierac jako
    przyczyne swojego zlego samopoczucia. Twoje pesymistyczne podejscie do swiata i
    ludzi ma zwyczajnie u podloza chemiczny imbalans - to sie da skorektorac.
    Jestem pewna, ze lekarz Ci pomoze. Ludzie biora Prozac, Lithium etc. i wielu
    dzieki temu potrafi kompletnie swoje zycie zmienic.

    Tak wogole czy konieczny jest dom "wlasnosciowy" do szczescia? To krucha
    podstawa, bo jak sie nie daj Boze spali to co...znowu sie trzeba wieszac
    bo "szczescie" poszlo z dymem?

    Lekarz, jeszcze raz lekarz i lekarstwa. Moze ktos moglby jakiegos polecic? Albo
    czy nie ma wogole w Brisbane jakiegos hotline dla potencjalnych samobojcow? Na
    pewno cos moga doradzic.

    Nie wiem ile masz lat, ale 15 lat mlodszy kuzyn mojego taty jeszcze, ktory
    groszem nie smierdzi wpadl na taki pomysl ze sie do Thailandii przeprowadzi i
    bedzie robil import-export membli z egzotycznego drzewa. Tej Polskiej emerytury
    duzo nie ma ale na minimalny start starczylo. Nie ma luksosow, ale za 50 centow
    mozna juz tam dobrze zjesc, poznal pania - nie zadna 18letnia letnia laske
    tylko wdowe niewiele od niego mlodsza (on tez jest wdowcem), domu nie ma ani w
    Polsce ani w Thailandii i jeszcze musi ciagle granice dla Malezji przekraczac
    zeby mu wiza nie wygasla a mimo to szczesliwy, ludzi poznal i o plac na grob
    sie nie martwi. Twierdzi, ze jak padnie to...wroci do natura w tej czy innej
    postaci.

    Mowie Ci, idz do lekarza. Dom w Polsce nie zrobi Cie szczesliwa. Jak uwazasz ze
    zycie w Australi jako samotna kobieta jest trudne to chyba masz amnezje na
    temat Polski jak taka sytuacja w kraju wyglada. No chyba ze masz 25 lat...
  • ravi10 25.11.06, 23:02
    Nie mam amnezji i jakos w Polsce nie mialam problemow. To znaczy byly , ale
    swietnie sobie z nimi radzilam. Poza tym, nie mialam zadnych problemow ze
    znajomosciami, bylam energiczna, zaradna, szybko nawiazywalam kontakty i ciagle
    bylam otoczona ludzmi. Osobista, tragiczna sytuacji pchnela mnie do zmiany w
    zyciu, ktora okazuje sie dla mnie "nie do przeskoczenia
    Odwiedzilam lekarza. Potem drugiego. Zaden nie
    wykazal "lekarskiego" zrozumienia. Inni pacjenci czekali w
    poczekalni, wiec jeden jak i drugi wykazywali niezbyt dobrze
    skrywane zniecierpliwienie i popedzali mnie, przerywali w polowie
    zdania. Kazda wizyta nie trwala dluzej jak 5 minut. Widocznie maja
    taki limit na "obsluge klienta".
    Dostalam jakies leki. Czulam sie po nich okropnie. Musialam wziac
    dzien wolny w pracy, nie bylam w stanie wstac z lozka. Objawy byly
    typowo fizyczne dla mnie, jesli chodzi o poprawe psychiczna - zero.
    NIe pojde juz wiecej do lekarza. Przy tak zlym leczeniu moge
    naprawde zle skonczyc finalnie
  • ravi10 25.11.06, 23:18
    Musze jeszcze uzupelnic ... w Polsce NIE MIALAM DEPRESJI PRZEZ CALE SWOJE
    ZYCIE !!!!! Depresja dopadla mnie tutaj kiedy uswiadomilam sobie jaki blad
    popelnilam pozbywajac sie domu, wypielegnowanego, ukochanego i zamieniajac na
    zalosne zycie , ale za to NA EMIGRACJI !
  • kan_z_oz 26.11.06, 08:34
    Ravi masz list w skrzynce.

    Kan
  • sylwek07 26.11.06, 15:19
    ravi10 co do lekow to czasami tak One dzialaja i zcasami trzeba czasu aby moglo
    byc lepiej lub tez musisz skontaktowac sie z lekarzem aby dobral Ci inny lek
    lub tez inna dawke..Ja kiedys bralem wiec musialem 2 dni byc w domu a potem
    bylo juz ok .
  • mvonlau 26.11.06, 16:28
    Droga Ravi,
    Wiem co czujesz. Emigracja moze byc przeklenstwem i rajem w roznych fazach
    zycia emigranta. Depresja trzymala mnie dwa lata. Pamietam ten czas jakby z
    filmu gdzie ja jestem glownym bohaterem ale tak napawde to nie ja. Czulam sie
    odizolowana obca w swiecie ludzi ktorzy dawali jakies rady ktore nie mialy do
    mnie zadnego odniesienia. Ba, mialam (mam) dwie corki ale one mialy matke
    wykomujaca rutynowe czynnosci. Wiesz, ja sie czulam jakby dusza ze mnie powoli
    uchodzila a cialo ciagle jeszcze zylo. Nie mialam pojecia ze to depresja.
    Wszyscy mi mowili ze to przejdzie. I co z tego ze kiedys przejdzie . Ja
    chcialam zyc teraz!!!. Bol psychiczny byl straszny. nie widzialam swojej
    przyszlosci i funkcjonowalam jak automat.Co ja robilam w tym obcym swiecie na
    emigracji ??? Spac sie balam bo przychodzily "nocne mary" wiec cala noc
    siedzialam przy swietle, usypialam jak dzieci poszly do szkoly. O pracy nawet
    nie bylo mowy, bylam na zasilku. Kiedy doszlam do momentu ze nie ma wyjscia z
    tego marazmu, zmusilam sie do pojcia do szkoly. Uczylam sie angielskiego.
    Trafilam do klasy dla samotnych mam (rozeszlam sie z mezem w pare miesiecy po
    przyjezdzie do wymazonej Kanady). Wiekszosc moich kolezanek z klasy bylo w
    podobnym stanie psychicznym. Okazalo sie ze depresja jest typowym stanem w
    procesie adaptacyjnym na emigracji, nie mniej wcle mnie to nie pomoglo ......-(
    Powoli powoli uczac sie nie tylko angielskiego ale rowniez odnajdowania swoich
    ukrytych talentow uczono nas przysposobienia do zycia w Kanadzie i jak odnalezc
    swoja wartosc jako czlowiek.Stan mojej deprescji zatrzymal sie i juz chyba nie
    chcialam umierac ALE CIAGLE BYLO JESZCZE CIEZKO.
    To bylo 12 lat temu. Teraz jestem executive director organizacji
    charytatywnej pomagajacej emigrantom z wychodzenia ze stresu, depresji jak
    rowniez zapobiegania depresji. Mam 23 pracownikow z roznych krajow z
    wyksztalceniem psychologicznym by mogli pomgac swoim klentom w jezyku ojczystym
    bez interwencji lekow . 90% emigrantow i regugees ma stress lub nawet depresje,
    leczymy dusze a nie cialo srodkami farmakologicznymi. Moje doswiadczenie tej
    ciezkiej klinicznej depresji dalo mi zrozumienie bolu drugiego emigranta a
    pozniej, no coz sama stworzylam ta maja prace i jestem szczesliwa z
    kazdego "uratowanedo" emigranta" mozesz wejsc na : www.needsinc.ca pozdrawiam i
    zycze wytrwania bo warto !
  • awrey 27.11.06, 11:46
    Ravi -

    Z tego co piszesz wyprobowalas lekarza, medykamenty - OK, nie dziala.

    No to nie ma sie co zastanawiac tylko z powrotem do Polski.
    W Polsce - dom czy bez domu - bedziesz jak sama napisalas:
    (parafrazuje) "zaradna, energiczna, bez problemow z nawiazywaniem kontaktow,
    otoczona ludzmi". Moze wlasnosciowego domu miec nie bedziesz ale przynajmniej
    wypelnione zycie osobiste.

    Zeby bylo jasne - ja uwazam, ze bardzo idealizujesz zycie w Polsce. Moja
    kolezanka ma 37 lat, ma dobre zycie zawodowe (nie jest bogata, villi nie
    kupila ale na wygodne zycie, dobry samochod, wakacje jej wystarcza).
    Dziewczyna jest inteligentna, tolerancyjna, mila i twierdzi, ze zycie
    kobiety "samotnej" (to znaczy bez meza i dzieci) w Polsce to "koszmar" - a Ty o
    tym marzysz. Zobacz jacy ludzie sa rozni...

    Emigracja jest nie dla kazdego. Ja sie w Polsce nie czulam nigdy dobrze,
    natomiast prawie wszedzie indziej gdzie nie bylam (a bylam w wielu miesjcach)
    to bylo super. Natomiast Ty piszesz o Polsce jak o raju utraconym.

    Ale jak Cie Polska czyni szczesliwa to na co czekasz? Po co sie kolejny rok w
    Australii meczyc? Wracaj do Polski i sprobuj tam. Z tego co piszesz to w
    zasadzie jestes w takiej sytuacji ze tylko sobie polepszyc mozesz.

    Nie ma sie co zastanawiac - nie wyglada na to ze Cie cokolwiek w Australii
    trzyma. Kupuj bilet i za pare miesiecy mozesz juz byc w PL bez tych tragicznych
    mysli. Przeszlosci nie mozesz zmienic ale przyszlosc tak.
  • cytrynka123 15.12.06, 15:01
    Nie wiem czy to Ci Ravi pomoze, ale ja tez mam depresje emigracyjna i mimo, ze
    faktyczna emigracja trwa u mnie tylko 2 miesiace, to i tak skacze ze zlosci po
    scianach. Czuje sie odizolowana od ludzi, chyba na wlasne zyczenie. Poza
    chlopem, ktory jest nadopiekunczy i pelza za mna non stop nawet do lazienki, i
    jego rodzina, nie znam nikogo. Na dworze zimno i ciemno, miasteczko male,
    jedynie maly market i sklepik rybny na kolkach, co przyjezdza 3 razy w
    tygodniu. Dzis nie poszlam po dorsza, to bede musiala sie obyc az do wtorku
    smakiem. Do centrum Goteborga nie jest daleko, ale jeszcze niezbyt dobrze
    opanowalam autobusy. Dotychczas jezdzilam samochodem z Rychem.
    Kolezanki z Polski sie rozjechaly po swiecie. Jedna poleciala do ONZ, do Nju
    Jorka, druga do Anglii pracowac w banku, inna we Wloszech serwuje pizze. A ja w
    Szwecji zabijam czas non stop gotujac. Mam siostry i mame, ale tak naprawde, to
    tylko z jedna z nich moge porozmawiac tak od serca i tez nie do konca.
    Mysli samobojcze czasem tez mi sie pojawiaja, ale dziwne rzeczy trzymaja mnie
    przy zyciu, chcocby fakt, ze chcialabym zwrocic pewna sumke mamie, za moje
    studia (nie jest to zadanie mamy, ale moja chec), wykonczyc sprawy ze studiami
    w Polsce, itd... Zawsze pojawi sie cos, co pozostawia te mysli gdzies w sferze
    teorii, na szczescie. A gdy poczuje sie lepiej, zastanawiam sie nad tym jeszcze
    raz i mysle, ze to by bylo glupio skonczyc zycie za pomoca zyletki, gdy tu
    kwiaty pachna i slonce swieci. Do nastepnego dolka.

    POzdrwaiam mocno öö
  • tamsin 15.12.06, 20:24
    no i Cytrynko tak sie zastanowilam przez moment, czy na sto procent masz
    depresje emigracyjna czy po prostu depresje? Piszesz, ze kolezanki z Polski
    rozjechaly sie po swiecie, a ty zabijasz czas w Szwecji non stop gotujac, a
    jakby twoj dzien wygladal w Polsce w takim razie?
  • cytrynka123 15.12.06, 21:22
    Nie siedzialabym w domu. POszlabym do pracy, w weekend studia, moze jakis klub.
    Przyznam, ze decyzja o emigracji bardzo duzo mnie kosztowala i nadal kosztuje.
    Niemoznosc podjecia pewnych decyzji, swiadomosc, ze czas utknal w miejscu.
    Pewne sprawy zaleza od biurokracji, za jakis czas dostane szwedzki pesel i
    pojde na kurs szwedzkiego. Bedac w Szwecji i studiujac w Polsce, zaraz jeszcze
    chodzac na intensywny szwedzki, nie jestem w stanie podjac pracy. Duzo zachodu,
    ktory moze zepsuc i tak napiety plan. Mam polskie ambicje o pracy i kazdy
    miesiac i rok w domu wciska mnie w coraz wiekszy dolek. I jeszcze przesladuja
    mnie mysli, ze w Szwecji daleko nie zajde, nie oczekuje pozycji CEO w jakims
    volvo, ale miloby bylo nie pakowac mortadeli w folie w sieci ICA. Opinie wielu
    forumek i znajomych o trudnym awansie zawodowym w Szwecji mnie przerazaja.
    POdczas, gdy w Anglii, Irlandii czy Stanach mozna sie jakos doczekac (aktywnie
    dzialajac) wzglednie satysfakcjonujaca pozycje zawodowa niezaleznie od
    narodowosci, w Szwecji obawiam sie, ze czeka mnie posadka w ramach programu
    interwencji przeciwko bezrobociu. Kolezanki roznie zaczynaly w krajach
    anglosaskich, ale dosc szybko doszly do pracy za biurkiem. To mnie przeraza...
    To chyba depresja... i cho.era ciagnie sie cala jesien z przerywnikami w
    postaci momentow zakupow na strawberrynet.com.
    Najgorsza rzecz to to, ze jestem tu kompletnie sama. Chlop z racji pracy poza
    domem, ale to nie towarzystwa swojego chlopa mi najbardziej brak. Brak
    znajomych i przyjaciol chyba najbardziej dokucza. Zadne mejle nie zastapia
    wspolnej kawy czy zakupow. A chlop nie jest w stanie, i nie oczekuje tego,
    wysluchiwac wszystkich moich opinii i uczestniczyc w dyskusjach filozoficzno-
    ekonomiczno-humanistycznych itp öö On jest chlop inteligentny, madry, zaradny,
    ale brak mu pewnych cech, oczywiste, ktoe ma kolezanka czy przyjaciolka.

    To sie wygadalam ö
  • asia.sthm 15.12.06, 21:56
    Kochana Cytrynko , natychmiast podaj mi na @ twoj numer i ja cie tak podbuduje
    ze zapomnisz o slowie depresja.
    Juz pisze do ciebie z golebnika. Kto to widzial, zeby dac sie zsiekac emigracji.
    Caluje, a ty zajrzyj do skrzynki .
    --
    po prostu, prosto z mostu....
    TWCH
  • mon101 16.12.06, 22:35
    Nie dawaj sie, cytrynko, my tu, emigrantki- weteranki, mozemy cie zapewwnic ze
    i w tym ciemnym kraju kariere da sie zrobic. Byleby do wiosny to i jasniej
    bedzie i optymistycznej. Napisz na poczte, jesli potrzebujesz wsparcia i rady.
    Stosuj metode malych kroczkow, zacznij od nauki jezyka. Pomysl jaki to plus, ze
    nie jestes sama, ze masz oparcie w bliskim ci czlowieku i napewno wielu innych
    zyczliwych ci ludziach.

    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • cytrynka123 19.12.06, 00:53
    Dziekuje zacna weteranko emigracji ö za pocieszke w udrece. Ja tez sobie mowie
    oby do wiosny. Male kroczki to strategia jak najbardziej sensowna i saa bym ja
    poradzila innym, jednak samej sobie trudno jest sie wziac do czegokolwiek, jak
    wszystko wydaje sie szaro-czarne. Dzis jest o wiele lepiej. Wczoraj zmusilam
    sie i przejechalam sie busem po zakupy do centrum handlowego. Po raz pierwszy
    sama. Wrocilam z kilkoma kieckami, puszkami zupy heinz, aniolkami i bombkami.
    Milo, ze istnieja zyczliwi ludzie. Wielu z nich nie widzi sie na co dzien lub w
    ogole nie dostrzega. Wiekszosc miesiaca jestm samiutka. Wiec jedyna rozmowa na
    jaka sobbie pozwalam, to w rybnym, na poczcie i przy kasie. I tez nie od razu
    chwale sie szwedczyzna, bo ludzie zaleja mnie potokiem slow, a tak przynajmniej
    powolutku cedza zdanko po zdanku. No i telefony do siostr i mejle.
    Boje sie troche o moja `kariere`. Nie mam jakichs chorych ambicji, jednak
    chcialabym, by te 5 lat na sgh nie zaprowadzilo mnie do miesnego za lade. Moge
    zmywac kubki, ale we wlasciwym miejscu, tak by to sluzylo czemus. Moj wiking
    zaczynal od majtka, teraz jest oficerem, a jak poplynie w tropiki i odwali
    formalnosci ma szanse na stopien kapitana i to w jednej firmie. I tam wwszyscy
    musza zaczac od majtkowania, jesli chca zajsc dalej. Ale pakowanie ryb i miesa
    w ICA wcale mnie nie zaprowadzi do biura, moze co najwyzej do szefowej nocnej
    zmiany öööö Jak czytam o mozliwosciach pracy dla obcokrajowcow w krajach
    anglosaskich i w Skandynawii, to tylko plakac sie chce. W Szwecji nic, tylko
    lekarze (nie jestem), pielegniarki (pielegnuje tylko wlasnego prywatnego
    pacjenta), opiekunki staruszkow, kucharzy i hydraulikow... no i do zbiorow
    owocow.
    POki co, to ten jezyk jest najwazniejszy. Swobodnie porozumiewam sie po
    szwedzku, ale nie jest to jeszcze slownictwo literackie, czasem pomagam sobie
    angielskim, ale coraz mniej. Za miesiac pewnie dostane personnummer, to zaczne
    wymachiwac szpadelka.

    Dzieki
  • mon101 19.12.06, 15:04
    Cytrynko, ja tez po SGH, choc to wtedy inaczej sie nazywalo. Kuznia dyrektorow,
    czy jakos takwink)Pzryjechalam do Szwecji wieki temu i pewnie wtedy bylo
    latwiej, ale zaczynalam tzw kariere od wklepywania faktur w komputer. Mialam
    szcescie, ze trafilam do duzej firmy, mozliwosci zmiany zajecia okazaly sie
    duze, trzeba bylo sie tylko troche wykazac. Wiem , ze teraz Biura posrednictwa
    pracy organizuje jakies kursy dla cudzoziemcow z wyzsczym wyksztalceniem m in
    ekonomistow. Nie mam zadnego doswiadczenia, ale moze to ma sens? Poza tym
    dobrze jest zrobic jakies pare punktow z företagsekonomi na Uniwersytecie, a
    potem jak sie zlapie jakas nawet mniej wykwalifikowana prace w dziale
    ekonomicznym mozna sie zapisywac na rozne kursy podnoszace kwalifikacje. Staraj
    sie szukac pracy w duzych firmach, one maja pieniade na ksztalcenie pracownikow.
    Zajrzyj tez na strone www.civilekonomerna.se
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • cytrynka123 19.12.06, 16:53
    Wielkie dzieki. Jak sie wykoncze z ostatnim rokiem w szkole i obronie, bede
    aktywnie chodzic za tym. Wiem tylko, ze istnieje mozliwosc doksztalcenia. Na
    poczatku zapisze sie na jezyk, udajac, ze nic nie umiem. Dla poczatkujacych
    jest za free i ciagnie sie go 40 tygodni okolo. POtem jest mozliwosc kursu
    jezykowego z konkretnej branzy. Na Uniwersytet tez sie udam, a najlepiej do
    Handelhogskolan. Ja sama juz nie mam sily sie dowiadywac, bo zeby sie
    dowiedziec, trzeba wiedziec, gdzie zapytac. Jak dobrze, ze sa rodaczki ööööö
    Moj chlop - Szwed, a sam nie wie, gdzie i co, choc zaradny zyciowo to jest
    bardzo. U niego kariera prosta i oczywista jak drut, tylko kwestia czasu, u
    mnie slalom za informacjami.

    Na koniec... mama mojego Rycha jest opiekunka osob starszych i, co uwazam za
    duza uprzejmosc, chce mnie w ten fach wciagnac. Nie bardzo mi sie to usmiecha,
    ze wzgledow przede wszystkim braku psychicznych predyspozycji, ale takze nie
    chce utknac w czyms na dobre, co mi nie odpowiada. Nie chce mamy urazic, wiec
    szybko bede sie starac o cokolwiek z 'branzy', by nie dostac konkretnej
    propozycji pracy jako opiekunka.

    Wielkie dzieki mon ööö
  • maja92 19.12.06, 17:23
    Cytrynko,
    uwazam, ze idealizujesz troche te kraje anglosaskie - jak to wszystko ladnie do
    jednego worka wpakowalaswink))
    Irlandia az takim rajem dla obcokrajowcow nie jest. Pamietaj to jest malutki
    kraj - taka powiekszona rodzina, gdzie wszyscy znaja wszystkich i prace ta na
    prawde dobra to dostaje sie nie dlatego, ze jest sie takim genialnym, tylko
    dlatego, bo zna sie Paddy Fitzgerald'a z Clontarfwink))
    A obcokrajowiec - nie wiem jak bardzo by sie staral - to jezyk i tak zna gorzej
    od lokalnego 6-latkawink)))
    Byle prace biurowa to i moze mozna i dostac - tylko czym taka praca z
    backpackerami w call centre rozni sie od pakowania martadeli w szweckim ICA?
    Niczym - tez na akord, masz 3 minuty na wysluchanie niezadowolonego klienta -
    rozwijajaca - bynajmniej nie. Tak w 70% wygladaja "kariery" biurowe Polakow w
    Eire zaobserwowane przez ostatnie 2 lata...

    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    Hello, XXX company, how can I help you?
    ......

    i tak caly dzien - 5 dni w tygodniu - 50 tygodni w roku.... za troche wiecej
    niz minimalna krajowa...o klubach i studiach zapomnij - kasy nie starczy...
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • tamsin 19.12.06, 17:32
    A ja myslalam, ze wszystkie call centers przeniosly sie juz do Indii, a tu
    popatrz, taka niespodzianka wink)

    maja92 napisała:
    > uwazam, ze idealizujesz troche te kraje anglosaskie - jak to wszystko ladnie
    Tak w 70% wygladaja "kariery" biurowe Polakow w
    > Eire zaobserwowane przez ostatnie 2 lata...
    >
    > Hello, XXX company, how can I help you?
    > ......
    >
    > i tak caly dzien - 5 dni w tygodniu - 50 tygodni w roku.... za troche wiecej
    > niz minimalna krajowa...o klubach i studiach zapomnij - kasy nie starczy...
  • maja92 19.12.06, 17:50
    Duzo europejskich jest w Eire - sporo na zachodzie i poludniu, gdzie sa
    specjalne strefy ekonomiczne. Tam tez zawsze bylo duzo mlodziezy w Europy
    (glwonie Hiszpanow i Francuzow) uczacej sie jezyka tanim kosztem (UK zawsze
    byla drozsza). Ostatnio ta mlodziez zostala glownie zastapiona przez Polakow,
    ktorzy za nizsze stawki niz studenci robia ta sama prace.
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • cytrynka123 19.12.06, 17:47
    Nie twierdze, ze w Anglii jest tac cudownie, zwlaszcza, ze Polakow tam
    najechalo, ze demografia im skoczyla. Znajomosci sa kluczem do kariery wszedzie
    na swiecie. Czesciowo sie zgadzam z opinia, ze lepiej zatrudnic kogos znajomego
    z przyczyny takiej, ze jest sie pewnym tej osoby. Co innego, gdy chodzi o
    wciskanie osoby niekompetentnej za najwyzsze biurko.
    Z angielskim to prawda, jednak jest to jezyk chyba najlatwejszy na swiecie i
    nie ma co porownywac nauki angielskiego i szwedzkiego... Choc nie mam jakichs
    problemow z przyswajaniem szwedzkiego, angielski to pikus w porownaniu z nim.
    Prawda jest taka, ze najbardziej literacki jezyk z podrecznikow nijak sie ma do
    rzeczywistosci....
    Nigdzie nie jest idealnie, ale gdzieniegdzie jest troche latwiej pod pewnymi
    wzdledami. Szwecja to kraj o bardzo odbiegajacej, ogolnie ujmujac, atmosferze i
    przyznam, ze nie jest latwo sie zaaklimatyzowac. Nie chce wartosciowac odczuc
    imigrantow w Anglii i twierdzic, ze ja tu mam gorzej... Nie o to chodzi.
    Anglosasi ciesza sie pewna roznorodnoscia, w Szwecji, trudno mi sie jasno
    wyrazic, mam wrazenie, ze jest odpowiedni model postepowania, ubierania,
    zachowania, gustow itd... kultura dosc kolektywna i kazde wyjscie poza model
    jest widoczne. Zatem nie problemem jest przyzwyczajenie sie do roznic, ale
    wpasowanie w rzeczywistosc, a nie jej kreowanie.
    Na marginesie, ciesze sie ze o pieniadze nie musze sie martwic, choc wolalabym
    sama je tutaj zarabiac. Do tego troszke dluzsza droga, ale jakby nie bylo,
    oplaca sie troche pokrecic sie, rozejrzec i starac.


    Byle prace biurowa to i moze mozna i dostac - tylko czym taka praca z
    > backpackerami w call centre rozni sie od pakowania martadeli w szweckim ICA?
    > Niczym - tez na akord, masz 3 minuty na wysluchanie niezadowolonego klienta -
    > rozwijajaca - bynajmniej nie. Tak w 70% wygladaja "kariery" biurowe Polakow w
    > Eire zaobserwowane przez ostatnie 2 lata...

    Ja widze roznice. NIe patrze przez pryzmat finansow, ale jako takiego prestizu.
    Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
    sklepu... Co innego czulam pracujac za biurkiem i nawet w strasznie stresowej
    atmosferze. Roznca zasadnicza w traktowaniu przez klientow. Pieniadze graja tu
    drugorzedne znaczenie. Zadna uczciwa praca nie hanbi i kazda taka jest
    pozyteczna, ale nie wszyscy ludzie maja predyspozycje do kazdej pracy. Liczy
    sie tez poziom ogolnej wrazliwosci w relacjach z innymi ludzmi.

  • maja92 19.12.06, 17:59
    cytrynka123 napisała:

    > Nie twierdze, ze w Anglii jest tac cudownie,
    ***********

    Ja tez nie mam zdania - bylam w Anglii tylko turystycznie 3 tygodnie zwiedzac
    stare kamieniewink)))
    ****************

    > Ja widze roznice. NIe patrze przez pryzmat finansow, ale jako takiego
    prestizu.
    *************

    Prestiz? Jak wnerwiony klient Della Ci dzwoni, ze twoja firma schrzanila jego
    zamowienie??? I co z tego, ze siedzisz za biurkiem metr na metr? Uszy Ci sie
    czerwienia tak samo, bo on po 5 minutach belkotu chce rozmawiac z twoim szefem,
    bo dla niego jestes niekompetentna....

    Pare miesiecy temu bylam w takim jednym call centre pracujac na business
    process re-engineering, by byl mniejszy kontakt pogaduszkowy z klientem -
    przecietna dlugosc zatrudnienia to 4 miesiace...dluzej ludzie nie wytrzymuja
    albo sa gruboskorni albo zdesperowani (tutaj nasi rodacy przoduja w
    statystykach)

    Wszedzie dobrze gdzie nas nie mawink)) Ciekawe po ilu tygodniach w takim call
    centre bys zaczela narzekac wink))))

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • cytrynka123 19.12.06, 18:30
    Zle traktowanie pracownika jest obecne na calym swiecie.

    Wszedzie dobrze gdzie nas nie mawink)) Ciekawe po ilu tygodniach w takim call
    > centre bys zaczela narzekac wink))))

    Nie do konca sie z Toba zgadzam. To, ze nie pracuje w call center nie znaczy,
    ze nie moge sobie wyobrazic warunkow pracy. Ja w kancelarii prawnej mialam
    niezly przemial psychiczny, ze do tej chwili mysle, ze gorzej juz trafic nie
    moge. Kontakty miedzypracownicze to jedna rzecz, a kontakty z
    klientami/petentami, to inna. O ile kontakty wynikajace z zaleznosci sluzbowych
    mozna jakos do pewnych granic ksztaltowac lub powiedziec adios amigos, o tyle
    standardowy klient traktuje nas zawsze z pozycji naszego stanowiska w firmie.
    Mozesz naklejac znaczki, xerowac dokumenty i zamawiac papier toaletowy, ale dla
    klienta jestes pania w zakiecie, inaczej jest z pania przy kasie w markecie. I
    jedna i druga ma oblesne szefostwo.... ale ta druga przeklada towary przez
    linie i klientowi nigdy by nie przyszlo do glowy, ze ta kasjerka czyta ksiazki,
    chodzi do kina, jak ma za co i interesuje sie kultura sumeryjaska czy jakichs
    tam innych sikhow. Klienci w sklepie czuja sie jak panowie, a kasjerki to
    serwis, nie ludzie. Przynajmniej w Polsce. W Szwecji jest na pewno troche
    lepiej, tam jest kult pracy jako takiej i wszyscy sa potrzebni dla
    spoleczenstwa. Jednak pani tjänsteman - urzedniczka, ktora nalepia znaczek
    skarbowy czy wydaje blankiety, to juz osoba z wyzszym prestizem. A i pani
    urzedniczka nie traktuje petentow jako zlo konieczne, tylko pomaga rozwiazac
    problem. Sama sie przekonalam.
  • jan.kran 20.12.06, 00:42
    Cytrynko , jesteś młoda a młodość jest chmurna i niecierpliwatongue_outPP
    Znam trochę sytuacje na rynku prace we Francji i DE oraz Skandynawii.
    Na pewno łatwiej jest o pracę w Szwecji niż w wielu innych krajach europejskich
    a jeszcze łatwiej w Norwegii.
    Moje obserwacje norweskie ,może koleżanki z frakcji szwedzkiej powiedzą czy
    można to przełożyć na Sverige są następujące.
    Młodzi ludzie zaczynają bardzo wcześnie pracować, finansują sobie sami studia ,
    często zmieniają kierunki. Okres studiów traktują jako zbieranie doświadczeń i
    wpisów do CV.
    W Norwegii bardzo się ceni doświadczenie. I to wcale niekoniecznie związane z
    kierunkiem studiów choć oczywiście takie też warto zdobywać.
    Ja pracuję w Domu Swawolnej Starości. Mamy tam studentów prawa , stosunków
    międzynarodowych , filologii , farmacji , medycyny. Często już kończących studia.
    Na początku się dziwiłam że chcą pracować tak ciężko i za w sumie niewielkie
    pieniądze w stosunku do wysiłku wkładanego w .
    Wytłumaczyli mi ze praca , zwłaszcza taka w której ma się kontakty z ludźmi ,
    socjalna , wymagająca dużej odpowiedzialności i samodzielności jest bdb widziana
    w CV. Dobre referencje z pracy tego typu są często istotne w oczach pracodawcy.
    Nie musi być to akurat opieka nad starszymi osobanmi . Ale generalnie Norwegowie
    mają szacunek do każdej pracy i są nauczeni ze zaczyna się od małego i idzie
    powoli do przodu.
    Poza tym bardzo popularne są wikariaty czyli praca na zastępstwo , często na
    telefon.
    Jeżeli jesteś gotowa pracować na każde zawołanie, jesteś chętna i masz
    inicjatywę to masz duże szanse na stałą pracę.
    Poza tym najlepszą metodą nauki języka jest jego codzienne używanie ,
    konwersacja z różnymi ludźmi w sytuacjach często stresowych.
    Ja przez pięciu lat przebywania w domu i zwiedzeniu wielu kursów nauczyłam się
    mniej niż w ciągu trzech lat pracy.
    Praca to nie tylko język ale też mentalność. Ja poznałam jak funkcjonuje
    Norweg , na co trzeba zwrócić uwagę w pracy jak się zachować. Jest to też bardzo
    istotne doświadczenie.
    Tutaj rzadko się zdarza żeby ktoś nie miał doświadczenia z okresu studiów i żeby
    dostał pracę z mety po dyplomie.
    Trzeba mieć cierpliwość, być giętkim, i odważnym.
    Poza tym wieloletnia emigracja nauczyła mnie że jako cudzoziemiec musisz starać
    się być lepsza od miejscowych żeby dostać równorzędną pracę i jak wejdziesz
    między wrony musisz krakać tak jak onesmile)
    Poznanie danego kraju , języka , kultury mentalności to proces zajmujący lata i
    emigrując trzeba to wliczyć w koszty.
    Pozdrawiam
    Kransmile

    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • cytrynka123 20.12.06, 20:42
    Co do chmurnosci i niecierpliwosci , to jest tu troche prawdy. tyle, ze ja nie
    oczekuje wysokich stolkow. Jestem raczej za modelem kariery po japonsku niz po
    amerykansku i uwazam, ze do wszystkiego trzeba dojsc stopniowo. Jednak lata mi
    uciekaja, szkola i czekanie na pesel uziemia, myslenie,jak i kiedy umiescic
    pierwszego potomka w swoim zyciorysie (polskie realia nieco studza moje zapedy
    prokreacyjne, ale mam nadzieje, ze tu jakos uda i sie to pogodzic) i inne takie
    tam. Chlop na morzu i sama jestem ze swoimi myslami. Doswiadczenie to kluczowa
    sprawa, takowe mam, ale z Polski. Obawiam sie, ze w relacjach opiekunka-
    pensjonariusz okazalabym sie totalna niezdara, poniewaz nie lubie rozmawiac o
    czymkolwiek milym (co moze byc odczytane jako niechec), a jak juz, to staram
    sie nie urazic... co moze znowu wygladac jak jakas niezgrabnosc. Opiekunka to
    taka menedzerka ludzkich emocji, a okazywanie uczuc i inne takie tam ööö , to
    najwieksza trudnosc. Moja siostra jest lekarzem i wszyscy pacjenci pchaja sie
    do niej, bo moga sie wygadac, a ona jest jak miod na dusze i na ich schorowane
    kosci, ktore leza w jej gestii. Ja wole cyferki, papiery, 'opiekowanie sie '
    martwymi przedmiotami i odpowiedzialnosc za rzeczy niz ludzi.
    Odnosnie szacunku do pracy, to sama to dostrzegam. Czasami miewam wrazenie, ze
    niektore stanowiska czy w urzedach, biurach czy domach towarowych sa zbedne, a
    jednak, tak w jak w Japonii, kazdy jest potrzebny i ideal pelnego zatrudnienia
    jakos dalej przyswieca poityce spolecznej. W Japonii nawet istnieja panie od
    wind, co tylko wciskaja guziczki lub chlopcy od garderoby wierzchniej w
    biurowcach...
    To, ze cudzoziemcom jest trudniej , to oczywiste... Nawet we wlasnym kraju nie
    jest latwo, co dopiero gdzies tam daleko. Nauka mentalnosci i wgryzienie sie w
    atosfere, skonczenie z porownywaniem jak to w Polsce, a jak tutaj... to bardzo
    wazne. Ostatnio nawet calkiem naturalnie stwierdzilam w sklepie, ze szwedzka
    pasztetowa jest najlepsza na swiecie, a pani ekspedientka razem ze mna sie
    skrzywila na widok takiej jednej 'szynki z przeszkodami' z importu. No to sie
    staje szwedzka patriotka pasztetowej öö I to dobre a poczatek. No i nie spedzam
    godziny przed lustrem przed wyjsciem, jak w Polsce, bo tu kobiety daja na luz.
    A koszty... zaczynam kalkulowac i szczerze, za jakies kilka lat bede mogla je
    dokladnie oszacowac. Poki co, to juz teraz wydaje mi sie, ze musialam
    zrezygnowac z 'kariery' w Polsce i zamrozic sie zawodowo na 2 lata.

    Dziekuje Kraniku. Doswadczenia innych sa najlepszym przewodnikiem.
  • samo 20.12.06, 10:39
    Ja pracowalam i w sklepie i w czyms w rodzaju call center (system rezerwacji
    dla parkow stanowych i narodowych) i zareczam ci, ze w call center nie ma nic
    prestizowego- ludzie sobie na o wiele wiecej pozwalaja przez telefon niz w
    twarz. Poza tym praca nudna jak flaki z olejem i o kant tylka potluc mozna te
    biurko, cubicle i "atmosfere pracy biurowej".

    Duma w kieszen i do roboty jakiejkolwiek, niewazne czy sklep czy karuzela, bo
    referencje musisz miec do tej swojej juz wymarzonej roboty.
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • samo 20.12.06, 10:42
    Aha i zgadzam sie z Mon- celuj w duze firmy, bo tam nawet zaczynajac od entry-
    level position masz szanse na awans. Poza tym korporacje czesto robia internal
    hiring- "zatrudniaja w ramach firmy". Powodzenia i nie badz taka kwasna ;o)
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • maja92 20.12.06, 11:28
    Samowink)
    Boj sie Bogawink) Co Ty o tej godzinie robisz on-line?
    wink))
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • samo 21.12.06, 04:04
    maja92 napisała:

    > Samowink)
    > Boj sie Bogawink) Co Ty o tej godzinie robisz on-line?
    > wink))

    Tak to jest jak czlowiek wroci z pracy, polozy sie spac "na krotka drzemke", a
    potem w nocy oczami swieci...
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • cytrynka123 20.12.06, 18:44
    Aha i zgadzam sie z Mon- celuj w duze firmy, bo tam nawet zaczynajac od entry-
    > level position masz szanse na awans. Poza tym korporacje czesto robia
    internal
    > hiring- "zatrudniaja w ramach firmy". Powodzenia i nie badz taka kwasna ;o)

    No wlasnie.. duze firmy, sma o tym myslalam. W takich, to awanse sie zdarzaja
    czesciej i czestsze sa rotacje wewnetrzne. Moj chlop ma tak. Zmywal deski na
    stakach i malowal rury, a teraz w krawacie po karaibach bedzie dryfowal.
    Problemem moze sie okazac tzw. rozdrabnianie na drobne ööö. Wazne sa
    doswiadczenia z innych prac, jednak tkwienie kolejno w roznych malo
    progresywnych pracach, poza zarobkiem nie przynosi nic. Moge zmywac kubki w
    Microsofcie po to, by po kilku/ -nastu latach doczekac sie swojej kanciapki z
    filizanka na stole, wlasna szafka, komputerem i bonusem na swieta. Zmywanie
    tychze kubkow w Burgerkingu raczej do biurka nie doprowadzi. Ot roznica.
    Pewnie bede podcierac nosy pensjonariuszom przez jakis czas, o ile nie olsni
    mnie i nie dorobie sie czegos lepszego. Oby to byly noski malych rozwydrzonych
    dzieciakow, niz skwasnialych babc. Mialam skwasniala babcie.... wiec kwas mam w
    genach.
  • elagrubabela 20.12.06, 19:41
    W sumie to szkoda, ze nie masz klopotow finansowych, bo juz bys musiala
    pracowac i juz bys sie czula lepiej a tak to jest Ci zle i jeszcze dlugo nie
    bedziesz czula poprawy ani duchowo, ani zawodowo. Pisze to bez zlosliwosci smile
    Ula czyli Jan Kran ma racje mowiac, ze wlasciwie tylko praca daje pelne
    mozliwosci poznania jezyka i pomaga w kulturowym zakotwiczeniu sie. Im dluzej
    bedziesz czekac na ten jakis papier, potem na szkole i inne takie, tym dluzej
    Ci zejdzie adaptacja. Mama Twojego faceta jest sklonna Ci pomoc ofiarowujac
    mozliwosc pracy, ja bym takiej oferty w zyciu nie odrzucila zwlaszcza na
    poczatku emigranckiego zycia. Przeciez to jest super sprawa taka praca przy
    starych ludziach: jezyk, zwyczaje, nowi ludzie, wyjscie z domu, nabywanie
    doswiadczenia do wpisania w resume. Zeby nie wspomniec o budowaniu wiezi z
    tesciowa, co tez nie jest bez znaczenia - ha ha ha. Czy moze byc cos lepszego?
    Elka
  • cytrynka123 20.12.06, 20:20
    Zgadzam sie z Toba calkowicie. Gdybym miala sprawy studiow za soba, juz dawno
    bym biegala z wywieszonym ozorkiem za praca. Mam kilka rzeczy do pogodzenia,
    wiele z nich jest wzajemnie od siebie uzaleznionych. W ciagu najblizszego
    polrocz, ew. do konca 2007 nie moge sobie stawiac wiekszych planow. Latam do
    Polski jak kot z pecherzem z powodu studiow, zaraz zaczne chodzic na szwedzki -
    chyba dosc intensywny, mam prace magisterska, ktora sama sie nie chce pisac i
    gonitwa za ksiazkami na sgh (wcale nie ma tu duzo dobrych ksiazek, w kazdym
    razie do wypozyczenia - szkola sukcesu.. phiii) i kombinowanie tu a miejscu.
    Szczerze, wolalabym, by problem szkolny mina mi szybko, ale niestety, nie mam
    na to wplywu, a i tak zostal mi ostatni semestr.

    Kontakty z mama chlopa mam bardzo dobre. Wpada do mnie czasem na kawe, a
    wczoraj zostawila mi psa na kilka dni, bo troche sie pochorowala ze swoim
    polowkiem. Nie marudze pod nosem, ciesze sie, ze mam jakas propozycje, ale
    chcialabym sie dyskretnie rozejrzec dookola z a czyms, co by choc sie odrobine
    zbiegalo z tym co lubie, i czego sie ucze. W przeciwnym razie czlowiek traci
    wiedze i nadzieje, jak sie zasiedzi tam, gdzie nie ma szans na wiecej. Cos
    trzeba robic i absolutnie sie z tym zgadzam. Na razie jestem uziemiona i to
    niejako odsuwa mnie od podejmowania kluczowych decyzji.
    Chyba zmonopolizowalam watek. jesli komus przeszkadza, to przepraszam öö smile)
    Ale chociaz deprecha mi przeszla, a moze po prostu przysnela.
  • a.polonia 22.12.06, 19:26
    Wlasciwie to nic nowego nie dodam do tej dyskusji oprocz tego, ze zgadzam sie z
    przedmowczyniami w kwestii, ze dobrze nauczysz sie jezyka TYLKO i wylacznie w
    kontaktach z tu(tam)bylcami i nie wystarcza tu pogaduszki z pania w sklepie czy
    na poczcie, tylko kontakt intensywny, kilka razy w tygodniu. A taki moze dac Ci
    tylko praca. Moze wolontariat? Nie wiem czy to popularne w Szwecji?
    Poza tym obawiam sie, ze z Twoim podejsciem Twoje zycie zawodowe bedzie
    zamrozone na dluzej niz 2 lata, bo tyle moze zajac Ci w miare dobre opanowanie
    jezyka (jesli ograniczysz sie tylko do kursow jezykowych). Juz sobie
    zaplanowalas, ze do konca 2007 nie podejmiesz sie pracy, wiec caly rok masz z
    glowy. Bedziesz siedziec i dalej popadac w depresje?
    Poza tym troche rozbawilo mnie Twoje stwierdzenie, ze praca w "call center" ma
    jakis tam prestiz. Mieszkam w Holandii, tu taka praca jest dosyc popularna
    wsrod studentow, tak jak ukladanie towarow na polkach w supermarkecie, czy tez
    siedzenie za kasa w tychze (sa to studenci kierunkow wszelakich). Tutaj nie
    spotkalam sie z brakiem szacunku do takiej pracy. Kazda praca moze sie przydac
    w CV, mysle, ze takie dorywcze prace wygladaja lepiej niz taka
    kilkuletnia "dziura" w zyciorysie.
    I jeszcze ponizsze wyglada, jakbys probowala sie tlumaczyc:
    Latam do Polski jak kot z pecherzem z powodu studiow, zaraz zaczne chodzic na
    szwedzki -> chyba dosc intensywny, mam prace magisterska, ktora sama sie nie
    chce pisac i gonitwa za ksiazkami na sgh (wcale nie ma tu duzo dobrych
    ksiazek, w kazdym razie do wypozyczenia - szkola sukcesu.. phiii) i
    kombinowanie tu a miejscu. Szczerze, wolalabym, by problem szkolny mina mi
    szybko, ale niestety, nie mam na to wplywu, a i tak zostal mi ostatni semestr."

    Mam znajoma, ktora ma polroczne dziecko i wlasnie postanowila skonczyc swoje
    studia w Polsce. Dojezdza wiec z Holandii na zjazdy (no nie wszystkie), uczy
    sie tu jezyka i jeszcze pracuje (chalupniczno), wiec jak sie chce, to mozna.
    Chociaz widac, ze Ty juz sobie wszystko zaplanowalas, wiec moze moje (nasze)
    gadanie i "rady" nie maja sensu.
  • cytrynka123 22.12.06, 20:04
    Juz sobie poukladalam w myslach kilka spraw. Zreszta bardzo przydatne rady mi
    zostaly udzielone tutaj. Depresja, moze mocno brzmi, z perspektywy kilku dni
    wyglada to inaczej. Tylko czasem zespol napiecia przedmiesiaczkowego myli mi
    sie z depresja. Co miesiac zapominam, ze zaraz humor opadnie i dolki znowu
    zaczna chwytac.
    Odnosnie prestizu.. kazdy ma jego inny obraz w glowie. Ja to traktuje raczej w
    kategoriach subiektywnych. dCo dla mnie jest wartosciowe z erspektywy budowania
    przyszlosci, cos co rozwinie pewne umiejetnosci i da jakies ukierunkowanie.
    Nuke bede kontynuowala jak tylko dostane numer personalny, bez tego ani rusz.
    Slyszalam, ze kursy jezyka w Szwecji sa nastawione na rzeczywiste potrzeby
    emigranta, tj. nastawienie na realia zycia codziennego, nie jak to kiedys bylo
    na rosyjskim w podstawowce... czytanka, cwiczenia, do domku i zapomniec.
    Wolontariat mi sie podoba, jezeli bedzie okazja skorzystam z rady.
    Odnosnie twojej znajomej.. Owszem mozna wszystko, jak sie juz ustali priorytety
    i plan. ja tu jestem drugi miesiac na stale z przerwami na loty do Polski i
    jeszcze nie weszlam w rutyne emigrancka.
    Co do call center.. moglam sie mylic, coz, pewne stereotypy myslowe sie
    utrzymuja w glowie. Coo do roznych prac, wspomnialam, ze nie mam nic przeciwko
    pracom 'niekolnierzykowym', z zanzaczeniem, ze nie wszedzie czuje sie zdatna.
    Kafelki ukladac lubie, wazyc miesa juz nie.... tak jak wolec peperoni od
    szynki, jezeli mozna porownywac.

    Na koniec... z psem musze tez rozmaiwac poszwedzku öö , bo kudlaty byl szkolony
    i reaguje na mase komend, coz zeby nie zapomnial. Do pani z poczty tez po
    szwedzku, na podworku do pana z kotem na smyczy tez. Z rodzinka w ogole duzo
    rozmawiam i angielski staje sie juz zbedny. Jednak trzeba wiecej nauki.
    Pozdrawiam i zycze wesolych smile)) dziekuje za pozyteczne rady. Czesc juz
    uwzglednilam i nawet sobie spisalam.
  • cytrynka123 22.12.06, 20:04
    Juz sobie poukladalam w myslach kilka spraw. Zreszta bardzo przydatne rady mi
    zostaly udzielone tutaj. Depresja, moze mocno brzmi, z perspektywy kilku dni
    wyglada to inaczej. Tylko czasem zespol napiecia przedmiesiaczkowego myli mi
    sie z depresja. Co miesiac zapominam, ze zaraz humor opadnie i dolki znowu
    zaczna chwytac.
    Odnosnie prestizu.. kazdy ma jego inny obraz w glowie. Ja to traktuje raczej w
    kategoriach subiektywnych. dCo dla mnie jest wartosciowe z erspektywy budowania
    przyszlosci, cos co rozwinie pewne umiejetnosci i da jakies ukierunkowanie.
    Nuke bede kontynuowala jak tylko dostane numer personalny, bez tego ani rusz.
    Slyszalam, ze kursy jezyka w Szwecji sa nastawione na rzeczywiste potrzeby
    emigranta, tj. nastawienie na realia zycia codziennego, nie jak to kiedys bylo
    na rosyjskim w podstawowce... czytanka, cwiczenia, do domku i zapomniec.
    Wolontariat mi sie podoba, jezeli bedzie okazja skorzystam z rady.
    Odnosnie twojej znajomej.. Owszem mozna wszystko, jak sie juz ustali priorytety
    i plan. ja tu jestem drugi miesiac na stale z przerwami na loty do Polski i
    jeszcze nie weszlam w rutyne emigrancka.
    Co do call center.. moglam sie mylic, coz, pewne stereotypy myslowe sie
    utrzymuja w glowie. Coo do roznych prac, wspomnialam, ze nie mam nic przeciwko
    pracom 'niekolnierzykowym', z zanzaczeniem, ze nie wszedzie czuje sie zdatna.
    Kafelki ukladac lubie, wazyc miesa juz nie.... tak jak wolec peperoni od
    szynki, jezeli mozna porownywac.

    Na koniec... z psem musze tez rozmaiwac poszwedzku öö , bo kudlaty byl szkolony
    i reaguje na mase komend, coz zeby nie zapomnial. Do pani z poczty tez po
    szwedzku, na podworku do pana z kotem na smyczy tez. Z rodzinka w ogole duzo
    rozmawiam i angielski staje sie juz zbedny. Jednak trzeba wiecej nauki.
    Pozdrawiam i zycze wesolych smile)) dziekuje za pozyteczne rady. Czesc juz
    uwzglednilam i nawet sobie spisalam.
  • amaroola 22.12.06, 20:28

    tak mnie naszlo, ze w swoim egocentryzmie, jestesmy czasami absolutnie
    niewrazliwi na sytuacje innych

    tak mi sie wydaje cytrynko, ze porownujac swoja sytuacje do Ravi popelnilas
    spory nietakt sad

  • cytrynka123 22.12.06, 20:47
    Na poczatku, rzeczywiscie mialam wielkiego dola. Nie chcialam zakladac
    podobnego watku, bo nie wiedzialam, ze dyskusja sie rozwinie. Ludzie maja rozne
    powody do smutku i zalu i trudno jest ocenic,ktory smutek jest silniejszy.
    Nigdy nie wartosciowuje niczyjego cierpienia i uwazam, ze kazdy ma prawo do
    wlasnych uczuc nawet tych negatywnych. Watki na forum maja to do siebie, ze
    albo gina, albo sie rozrastaja w podwatki, tak jak w tym przypadku. jak
    nakazuje netykieta niewlasciwe jest zakladanie watkow o podobnej teatyce.
    Zmonopolizowanie watku nie bylo moim zamiarem. Naprawde bylo mi zle, rowniez
    mam tragedie rodzinne i osobiste, o ktorych nie chce wspominac, bo to za
    daleko. Nie jestem egocentryczka. Z tego wlasnie powodu nie mnozylam watku..
    nie mam zamiarow gwiazdorskich i podbijania sobie postow. Nie tylko ja tutaj
    jestem, wiele osob dyskutowalo. Jezeli uwazasz, i inni tez, ze zle zrobilam
    piszac teraz i tutaj, to pozwolmy watkowi umrzec naturalna smiercia.
    na koniec.... czesc z osob po dluzszym czasie zapomina o swoich nickach i po
    prostu sie juz nie pojawia na forum. Nie chce twierdzic, ze I Ravi do takich
    nalezy, ale istnieje taka mozliwosc. Zapewniam Cie, ze ja tez nosze w sobie cos
    rowniez ciezkiego, jak smutek Ravi z powodu utraty domu i marzen. Wyrzucanie
    akurat tego na forum nie byloby fajne, zwlaszcza, ze nie zmieniam nikow i
    glupio by mi bylo po wym wynetrzeniu sie dalej rozmawiac. Nie porownuje
    niczyjego cierpienia, bo tego nie mozna nijak zmierzyc i wartosciowac. To
    pojecie subiektywne i kazdy musi sie z nim zmierzyc w pojedynke. Pozdrawiam
  • kobiecapolonia 22.12.06, 20:57
    > Jezeli uwazasz, i inni tez, ze zle zrobilam
    > piszac teraz i tutaj, to pozwolmy watkowi umrzec naturalna smiercia.
    > na koniec.... czesc z osob po dluzszym czasie zapomina o swoich nickach i po
    > prostu sie juz nie pojawia na forum. Nie chce twierdzic, ze I Ravi do takich
    > nalezy, ale istnieje taka mozliwosc.

    Cytrynko, nie miej wyrzutow. Prosze czuc sie jak wsrod swoich.
    Zakladaj nowe albo zagospodaruj stare watki. Nigdy nie wiadomo ktory watek sie
    rozwinie, a ktory padnie znienacka.
    Ravi pewnie zgodzi sie z derekcja wink
  • amaroola 22.12.06, 21:27
    ja tez nie porownuje cierpienia, tylko sytuacje

    nie twierdze tez, ze nie powinnas byla pisac

    tylko rzygnebila mnie sytuacja Ravi - bo tak sie sklada, ze wiem dokladnie o
    czym pisze sad

    Nie znam Twojej sytuacji - tylko to o czym piszesz
    i jakos trudno mi dojrzec w twojej sytuacji powod do przygnebienia czy depresjii
    Wybacz, ale z Twojego opisu wynika ze to po prostu jakies fanaberie...

    Kiedy dodajesz jednak, ze sa inne powody dla ktorych Twoje zycie jest przykre,
    przygnebiajace, czy moze nawet tragiczne , to nagle wszystko wyglada inaczej

    I, zadzam sie z Toba, nie o wszystkim mozna pisac - co nie znaczy ze nie boli

    Mam nadzieje, ze te prawdziwe powody przygnebienia mina, zalecza sie,
    przycichna ... zycze Ci tego z calego serca

    jednak ,nie bylabym zlosliwa soba, gdybym nie dodala, ze to co opisalas w
    poprzednich postach , to ... dyrdymaly rozpieszczonej zyciem panienki wink)
  • cytrynka123 22.12.06, 21:50
    Gdyby wszystko chcialoby sie opisac, to by niewiadomo od czego zaczac i na czym
    poprzestac i jak daleko sie posunac, wiec czasami pisze sie o czubku gory
    lodowej. Mam taka nature, ze musze przewakowac sama jakis problem, kilka razy
    przetasowac mozliwe rozwiazania zanim cos zrobie. Czasami mam problem z
    nazwaniem uczuc i ubraniem ich we wlasciwe slowa. Jednak zawsze, gdy powiem czy
    zrobie zle to przepraszam. Przyznam, ze czuje sie przygnebiona na zapas i
    tragizuje zawczasu (o ile to sie pisze razem). Zawsze sie nadmiernie martwilam
    i czesto nie wierzylam we wlasne sily. KOnkluzja jest taka, ze najlepiej nikomu
    niczego nie mowic, nie pisac, zdusic w sobie, a nie bedzie zali i
    nieporozumien. Lepiej jest pisac o kwiatach, ciastach, bombkach, pierwszych
    zabkach dziecka i wspanialych przyjeciach. Niezaleznie od intencji, zawsze ktos
    poczuje sie dotkniety.
    Rozkapryszona panienka nie jestem, czasem mam tylko PNSi swiat mi leci na
    glowe, a do tego szykuje sobie wiele zmian w zyciu i mleszcze i narzekam, na
    szczescie tylko na forum. Od tego forum jest by sie wyzalic. Nastepnym razem
    przyjde z czyms pozytywnym
    papa
  • tamsin 20.12.06, 19:59
    Cytrynko, a czy ty nie masz szansy na takim statku zatrudnic sie z polecenia
    swojego chlopa? ja chyba wiem o czym mowisz, rozmawialam kiedys z chlopakiem ze
    Slowacji ktory roznosil drinki na Royal Caribbean i czekal na awans dalej. Ta
    firma chyba nawet nie oglaszala nowych pozycji, bo co rusz ktos polecil swojego
    ziomka. I tak np. sprzatanie kabin bylo opanowane przez facetow z Jamaiki a
    bary, restarucje przez Europejczykow. Bylo to zdedycowanie dla osob nie
    zwiazanych obowiazkami rodzinnymi (dzieci) bo jak wyplywali to nie bylo ich
    przez kika miesiecy w domu.
  • cytrynka123 20.12.06, 20:09
    Dzieki za podsuniecie pomyslu.
    Tak tez sobie mysle. Moj viking niedlugo szykuje sie do pracy u norweskiiego
    armatora na jakims wypasjachcie. Jest mozliwosc zabrania bliskiej osoby na 3
    miechy w roku, a jego faktyczna praca to 6 miesiecy w roku. Nie wspominajac o
    urokach dzikich miejsc, Jamajek i innych Karaibow. Maja tam bardzo wielu
    pracownikow, ale moze znajdzie sie cos jeszcze. Poki co, jako polowka
    pracownika bede miala lepsze pole do zaprezentowania sie, jako potenjcalny
    staff. Jakby nie bylo, Rychu jeszcze tam nie pracuje, ale kapitan jachtu prosil
    kolege Rysia, by ten polecil kogos, kto sie zna na nawigacji. Zeby ten Rych to
    wzial, bo ja chce sie w koncu opalic ööö Moge serwowac drinki, dygac na
    powitanie i latac z odkurzaczem. Wazne by bylo ciekawie, no i moge byc z Rychem
    czesciej.
  • samo 21.12.06, 04:09
    Z ta kwasnoscia to raczej chodzilo mi o twoj nick, don't take it personal...

    Ja sobie czytam i czytam i nie kapuje zupelnie po kiego grzyba ty w ogole do
    tej Szwecji wyjechalas skoro twoj facet przez pol roku jest/bedzie w morzu, a
    ty jak sama mowisz z powodu Szwecji "zamrazasz" swoja kariere??? No i jeszcze
    nie masz skonczonych studiow...

    Moze zamiast sie pograzac w czarnych myslach i "popadac w depresje" po prostu
    zajmij sie pisaniem pracy magisterskiej, skoro warunki finansowe nie zmuszaja
    sie do wykonywania tych wszystkich prac, ktorymi chyba jednak troche
    pogardzasz. A ja jakos alergicznie reaguje na ludzi ktorzy maja pogardliwe
    nastawienie do pracy. Jakakolwiek praca by to nie byla.
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • cytrynka123 21.12.06, 12:51
    Nie gardze ani ludzmi, ani praca. Nie mozna zmuszac kogos do czegos, do czego
    ma dwie lewe rece. Wole szukac i sie rozgladac za czyms , co da mi zahaczenie
    na lepszy start, niz wdepniecie w cos, co mnie wciagnie na lata i skwasi humor
    na amen. Gdybym byla dziewczeciem po maturze, to bym inaczej do tego
    podchodzila. Pracowalam na zmywakach i za lada jak bylam 'mala', uwazam, ze
    tego juz wystarczy i nie sadze, ze mam jakies niestworzone oczekiwania. Pogardy
    nie zywie do nikogo ani do pan sprzataczek, ksiezy, prostytutek, narkomanow,
    filozofow czy bogatych prezesow.
    Pytasz dlaczego zamrazam kariere w Szwecji.. Moja chlop jest tutaj i nie
    wyobrazam sobie bym miala mieszkac jakies 1000 km dalej od niego. A to, ze
    plywa... Coz, niektore kobiety maja mezow upapranych papierkowa robota 18
    godzin na dobe i tez ich nie widza. Ja mam czysta sytuacje, kiedy on jest a
    morzu, to go nie ma ööö, a jak jest po pracy, to taki sam czas w domu 24 na
    dobe. Sa minusy, ale i plusy sie znajda.
    Studia ida ku koncowi, pracka sie pisze, ale zanim wszystko wykoncze znowu
    pojdzie roczek. Sa rzeczy nie do przeskoczenia i to czasami strasznie wkurza. A
    zal chwyta czlowieka, gdy wie, ze cos jest od niego sredniozalezne i nie ma
    sensu motyka na slonce sie rzucac, tylko czekac przesuwajac sie malymi
    kroczkami w przod. Ale czy nie mozna sobie ponarzekac?

    PO kiego grzyba w Szwecji???? Jesli jestes zagranica, to chyba sama rozumiesz
    dlaczego. Sa priorytety.. Nie wierze, ze Toba nie rzucaly zale, smutki i
    poczucie bezsensu. Wybor zagranicy niesie ze soba poniesienie kosztu
    alternatywnego, tj kosztu utraconych mozliwosci z pozostania w kraju. To ma sie
    w obie strony, bo w Polsce nie mialabym tego, co mam tutaj. Nie znaczy, ze chce
    wszystkiego, ja sie uwijam, by jak najbardziej zoptymalizowac sobie zycie i
    ustawic ster we wlasciwym kierunku. Chyba to nie jest zle? nie chce nikogo
    przepraszac za to, ze pewnych prac wykonywac nie chce. Kazdy jest stworzony
    bardziej lub mniej, ale do czegos innego. Meczenie sie w czyms dla samych
    pieniazkow, powoduje, ze koszty terapii przewyzsza przychody z nielubianej
    pracy. Oczywiste. Nie rozumiem, dlaczego ludzie dogaduja tym, ktorzy chca
    troche lepszego zycia. Nie ma zamiaru umartwiac sie za lada sklepu miesnego.
    Gdybym byla 8 lat mlodsza, to z pewnoscia potraktowalabym to jako szanse, teraz
    jako ostatecznosc.
    Jezeli masz alergie, zrob z tym cos. Ja biore zyrtec i krople otrivin do nosa.
    POmaga. Milego dnia


    samo napisała:

    > Z ta kwasnoscia to raczej chodzilo mi o twoj nick, don't take it personal...
    >
    > Ja sobie czytam i czytam i nie kapuje zupelnie po kiego grzyba ty w ogole do
    > tej Szwecji wyjechalas skoro twoj facet przez pol roku jest/bedzie w morzu, a
    > ty jak sama mowisz z powodu Szwecji "zamrazasz" swoja kariere??? No i jeszcze
    > nie masz skonczonych studiow...
    >
    > Moze zamiast sie pograzac w czarnych myslach i "popadac w depresje" po prostu
    > zajmij sie pisaniem pracy magisterskiej, skoro warunki finansowe nie zmuszaja
    > sie do wykonywania tych wszystkich prac, ktorymi chyba jednak troche
    > pogardzasz. A ja jakos alergicznie reaguje na ludzi ktorzy maja pogardliwe
    > nastawienie do pracy. Jakakolwiek praca by to nie byla.
  • maja92 21.12.06, 13:39
    cytrynka123 napisała:

    > Gdybym byla 8 lat mlodsza,

    A ile masz lat - jezeli mozna zapytac?

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • blue_ice1 21.12.06, 13:49
    ladnie napisalas : *Wybor zagranicy niesie ze soba poniesienie kosztu
    alternatywnego, tj kosztu utraconych mozliwosci z pozostania w kraju. To ma sie
    w obie strony, bo w Polsce nie mialabym tego, co mam tutaj. * mysle
    podobnie. No itez bardzo chcialabym byc mlodszasmile tyle,ze nie o 8 lat a ze
    20- na przykladsmile) inaczej sie startuje w zycie -m.in. za granica-
    gdy sie ma lat ze 20 a inaczej -gdy sie ma np 35 smile no i- tzw osobisty
    background sie liczy- ale tu mozna dulgo na ten temat..........


    --
    Na temat podrywania facetow. - Ja jedna metode znam, przekazala mi ja babcia
    mojej kolezanki. Brzmi ona:
    PODSYPAĆ ŻARCIA I NIE PŁOSZYĆ.
  • cytrynka123 21.12.06, 14:46
    Hej. Mam 27. Ja mysle o dziecku, na ktore pozostaje coraz mniej czasu. Ktos
    moze powiedziec, ze kobiety rodza grubo po 30-tce. Fakt, tylko wtedy nie kazda
    ma duze szanse na zajscie w pierwsza ciaze. Aby miec dzieci, trzeba sobie
    zapewnic dobry start. Wlasnie dlatego biegam wokol wlasnego ogona zagryzajac
    palce. Gdybym zostala w Polsce, o dzieciach pewnie bym nie myslala.
    Poswiecilabym sie 'karierze' i schowala instynkty do kieszeni. Ale wtedy
    bylabym single, a teraz jestem w zwiazku i zagranica na dodatek. jako wolny
    ptak mozna pracowac na zmywakach, jesc daktyle na sniadanie i tanczyc na plazy
    co noc. Co innego, jesli sie ma sie plany prokreacyjne. Wtedy sie chce lepiej.
    I nie ma sie co tu dziwic. Najwazniejsze to jest znalezc optimum miedzy
    zdolnosciami, checiami, mozliwosciami, a realiami.
    Jest watek tutaj na forum o nielubianej pracy i jedna forumka dziwi sie jak to
    fizyk kwantowy sprzedaje hamburgery trzeci rok... Gdyby to byl maturzysta,
    wszyscy by mu gratulowali pierwszej pracy, ale chlop po trudnych studiach....
    to chyba pomylka.
    Rady innych sa cenne, zreszta trudno tak kompletnie samemu zweryfikowac swoje
    racje. Co do wieku... nie boje sie zmarszczek, potencjalnej nadwagi, rozstepow
    i innych takich tam... Co bedzie to bedzie, a ja i tak dobry krem naloze i
    zadkiem poruszam na skakance. Tyle czlowiek moze zrobic. Co innego, gdy
    czlowiek ma jakies marzenia, oczekiwania bliskich na karku, plany i tkwi w
    miejscu po to, by po kilkunastu latach stwerdzic, ze zmarnowalo sie bezczynnie
    czas. No to lece lepic pierogi..... öööö Pozdrawiam Blue smile)
  • cytrynka123 21.12.06, 14:47
    27 ööö
  • maja92 21.12.06, 15:02
    cytrynka123 napisała:

    > 27 ööö
    **********

    wink))

    To masz co najmniej 30 lat pracy przed sobawink) Czy planujesz robic to samo
    przez caly czas? A na dodatek tylko to co zwiazane ze studiami?

    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • jan.kran 22.12.06, 02:52
    Idę się zabić. Mam 47 lat , wyższe wykształcenie i mówię kilkoma jezykami.
    Mam zamiar iść na studia albo do lepszej pracy a na razie zasuwam jako Prosta
    Fizyczna.
    I jestem super zadowolona z życia smile)) Bo mam w sobie radość i ciekawość życia
    i nie kombinuję jakby się urządzić najlepiej jak tylko można.

    Za bardzo liczysz i wymyślasz Cytrynko. Nawet nie masz skończonych studiów, nie
    znasz języka a zachowujesz się bardzo żądaniowo.
    Dopóki nie zrozumiesz że naprawdę nie jesteś nikim nadzywyczajnym tyko młodą
    cudzoziemką bez języka z POLSKIM wykształceniem to będzie Ci trudno w życiu ,
    zwłaszcza w Skandynawii.
    Tak naprawdę gdybyś miała gorsze wykształcenie ale szwedzkie byłabyś lepiej
    zaakceptowana. Poza tym z Twoich postów bije taka pewność siebie ze ja gdybym
    była Twoim potencjalnym pracodawcą zastanawiałabym się nad zatrudnieniem Ciebie.
    Radzę Ci poszukac przez szwedzki urząd dla bezrobotnych kursu szukania pracy.
    Tam może nauczysz sie jak się szuka pracy w Skandynawii i jak trzeba się
    prezentować w rozmowie kwalifikacyjnej żeby mieć szanse.
    Ja się napatrzyłam przez dziewięć lat pobytu w Norge na takie osoby ja Ty...
    daleko nie zaszły.
    Pardon za kubeł zimnej wody ale im wcześniej ktoś Ci powie prawdę prosto w oczy
    tym mniej doznasz rozczarowań.
    Serdecznie.
    Kran

    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • maja92 22.12.06, 10:53
    Kranie...paluszki wczoraj mnie swierzbily zeby to napisac, ale jakos sie
    powstrzymywalam. Widze, ze zrobilas to za mniewink))

    Polskie studia wszedzie sa gorzej traktowane, nie tylko w Skandynawii. Wiadomo
    kazdy swoje wyzej ceni. Tak samo jak Polacy z pogarda traktuja wszelkie studia
    zagraniczne - bo przeciez polskie uczelnie sa najlepszewink) - to po pierwsze.
    Po drugie - jaki czlowiek mysli ze skonczyl edukacje i wszystko juz wie po paru
    latach na uniwersytecie i to juz w wieku dwudziestuparu lat? Rozwijac sie i
    uczyc trzeba cale zycie, bo inaczej szybko wypada sie z traku i zostaje w tyle
    za Australopitkami.

    Cytrynka pisala, o kolezance w Angli robiaca prosta prace, a przeciez jest po
    prawie - przepraszam bardzo, a czego Ona sie spodziewala w UK po polskich
    studiach prawniczych? Stanowiska sedziego? To w Polsce ucza angielskiego
    kodeksu?

    Prestiz - kochana Cytrynko widac, ze poza regulkami wkutymi na pamiec na
    polskich studiach malo o zyciu wiesz! Ale to jest wybaczalne, bo mloda jestes.
    Niestety masz bardzo infantylne pojecie prestizu - bo kto zasluguje na wiekszy
    preztiz i bedzie bardziej podziwiany za swoja prace: osoba pracujaca w domu
    zlotej starosci pomagajaca i opiekujaca sie skorowanymi ludzmi, czy paniusia na
    recepcji odbierajaca telefony?
    Sorry, ale w firmie, siedzac na centrali, bedziesz traktowana jak mebel, ktory
    jeszcze na dodatek nie potrafi dobrze rozmow polaczyc. Prestiz? bo codziennie
    musisz w garniturze isc do pracy, ktora nie daje jakiegokolwiek spelnienia?

    PS. W Microsofcie nie mozna zaczynac od mycia garow - te prace - takze
    sprzatanie, jako prace niskoprestizowe sa outsourcingowane firmom zewnetrznym
    wink) W Irlandii takze obsluge recepcji Microsoft zlecil zewnetrznej firmie.

    Pozdrowienia,
    --
    Maja

    Rodzice w Irlandii
  • cytrynka123 22.12.06, 12:50
    > maja92 napisała
    Polskie studia wszedzie sa gorzej traktowane, nie tylko w Skandynawii. Wiadomo
    > kazdy swoje wyzej ceni. Tak samo jak Polacy z pogarda traktuja wszelkie
    studia
    > zagraniczne - bo przeciez polskie uczelnie sa najlepszewink) - to po pierwsze.
    > Po drugie - jaki czlowiek mysli ze skonczyl edukacje i wszystko juz wie po
    paru
    >
    > latach na uniwersytecie i to juz w wieku dwudziestuparu lat? Rozwijac sie i
    > uczyc trzeba cale zycie, bo inaczej szybko wypada sie z traku i zostaje w
    tyle
    > za Australopitkami.

    Wiedzy nie czerpie tylko ze studiow i ksiazek. Chyba to oczywiste. Nie naleze
    do grupy 'preznych, kreatywnych, ambitnych, odpornych na stres i gotowych na
    wyzwania' (jezeli widzialas plakaty, ulotki na sgh lub jesli bylas na jakis
    wykladach dla 'wszystkowiedzacych', to wiesz o czym mowie), ktorzy na pierwszym
    semestrze sa bardziej madrzejsi od Balcerowicza i bardziej profesjonalni od
    Gates'a.

    Cytrynka pisala, o kolezance w Angli robiaca prosta prace, a przeciez jest po
    > prawie - przepraszam bardzo, a czego Ona sie spodziewala w UK po polskich
    > studiach prawniczych? Stanowiska sedziego? To w Polsce ucza angielskiego
    > kodeksu?

    Ale ja opisuje to w kategoriach sukcesu poczatkujacej. Ona jako polska
    prawniczka moze najwyzej sluzyc swoja wiedza Polakom, ktorzy maja jakies
    problemy prawne, i tez nie z kazdej dziedziny, bo ze studiow pamieta sie
    najlepiej to, co lubi. Ona wiedziala, ze tak bedzie. Gdyby nie dziecko,
    staralaby sie isc na tamtejsze studia lub krotszy college. W Polsce miala prace
    biurowa i tam tez ma. Na poczatku sa to jakies sredniozaawansowane ö zadania,
    ale jest ona uwzgledniona na liscie do awansu (troche lepiej, lekko ambitniej i
    kilka funciakow na plus). Ja to uwazam za sukces.

    Prestiz - kochana Cytrynko widac, ze poza regulkami wkutymi na pamiec na
    > polskich studiach malo o zyciu wiesz! Ale to jest wybaczalne, bo mloda jestes.
    > Niestety masz bardzo infantylne pojecie prestizu - bo kto zasluguje na
    wiekszy
    > preztiz i bedzie bardziej podziwiany za swoja prace: osoba pracujaca w domu
    > zlotej starosci pomagajaca i opiekujaca sie skorowanymi ludzmi, czy paniusia
    nana
    >
    > recepcji odbierajaca telefony?
    Ja doceniam prace opiekunki spolecznej i nie odejmuje jej prestizu. Ja po
    prostu nie mam takich zdolnosci i jezeli moge, wole sie tam nie pchac. Sa rozne
    charaktery. Nie mam polotu do rozmow dzialajacych jak balsam na dusze. A
    opiekunka to tak jak terapeutka, musi rozmawiac, wczuwac sie, czasem
    wysluchiwac czegos tysiac razy. Ja pewnie bym robila to, co musze i poza dzien
    dobry i jaki ladny dzien nic wiecej bym z siebie nie wydusila. Nie jestem
    wylewna i nie okazuje uczuc, co w srodku, to tylko ja wiem. Ciezarowkom,
    paletom, ksiazkom, olowkom i papierom uczuc nie musze okazywac, a prace wykonam
    i tez bedzie dobrze.
    Odnosnie recepcji... Pracowalam przez dwa lata na zlecenia, o ile od szefostwa
    po glowie dostaje kazdy, od klientow nie mialam zadnych nieprzyjemnosci, co
    wiecej mialam pochwaly, ktore docieraly do przelozonych. Ja swoj prestiz widze
    tak jak widze. Nie jest on zwiazany ani z pieniedzmi (co jednak nie jest takie
    az obojetne), ani nie przypisuje go konkretnym stanowiskom. Kazdy sam wie, co
    mu przynosi prestiz osobisty i ma szanse przyniesc zadowolenie. Moje pojecie
    prestizu dalekie jest od uwielbienia otoczenia, to jest sprawa jak najbardzej
    osobista i dotyczy subiektywnych odczuc.

    Rozmowy polaczyc potrafilam, nie ma w tym nic trudnego. Malo wiesz o pracy na
    recepcji w koncernach. Tam sie nie parzy kawy szefuniom i nie usmiecha spod
    konsoli, ale czesto sie zasuwa w innych dzialach, gdy sa luki kadrowe. Nie ma
    asystentki, raport robi recepcjonistka, impreza sie zapowiada z waznymi goscmi,
    recepcjonistka razem z sekretarka ustala zamowienia i organizuje katering. I
    zadna szanujaca sie recepcjonistka nie piluje paznokci. A przyjemne jest
    uczucie, gdy po ciezkim diu wraca sie do domu i ma sie swiadomosc, ze wszystko
    sie udalo.

    PS. W Microsofcie nie mozna zaczynac od mycia garow - te prace - takze
    > sprzatanie, jako prace niskoprestizowe sa outsourcingowane firmom zewnetrznym
    > wink) W Irlandii takze obsluge recepcji Microsoft zlecil zewnetrznej firmie.

    Jezeli nie rozumiesz przenosni, to trudno. Rownie dobrze moglam napisac, ze
    zaczyna sie od naklejania znaczkow na koperty w Microsofcie lub przyjmowania
    reklamacji.

    Pozdrawiam rowniez
  • jan.kran 22.12.06, 13:18
    Cytrynko gdybym chciała być złośliwa w stosunku do Ciebie i podcinać Ci
    skrzydła z pewnością inaczej sformułowałabym swoje wypowiedzi.
    Znam Cię na tyle na ile piszesz o sobie i zwróć uwagę ze zarówno ja ja i Samo
    czy Maja osoby z o wiele większym doświadczeniem emigracyjnym od Ciebie
    odbierają Twoje wypowiedzi podobnie jak ja.
    Nie wiem czemu miałoby zależeć mi na robieniu Tobie przykrości. Aniś mi brat
    ani swat , po prostu odbieram Cię jak osobę szukająca swojej drogi. To forum jak
    wiele innych miejsc netowych to miejsce wymiany poglądów i doświadczeń i to ze
    ktoś ma inne poglądy i doświadczenia niż Ty jeszcze długo nie znaczy ze chce Ci
    sprawić przykrość.
    Mam wrażenie ze masz dość dokładnie poukładane w głowie jak powinna wyglądać
    Twoja droga zawodowa i jesteś dość hermetyczna na inne poglądy.
    Taki upór i brak dostosowania się nie wróży dobrze na przyszłość.
    Ale nie mam zamiaru przekonywać Cię do moich racji i dalej dyskutować jeżeli
    naprawdę życzliwe pokazanie Tobie że świat nie jest zawsze taki jaki sobie
    życzymy go widzieć odbierasz jako chęć dokopania.
    Może właśnie Ty masz racje ... ciekawa jestem jak dalej Twoje losy się potoczą.
    To co mnie najbardziej razi w Twoich wypowiedziach to pewność siebie i brak
    szacunku do pracy jako takiej.
    Może się mylę bo jak napisałam znam Cię na tyle na ile piszesz o sobie.
    Pozwól ze zakończymy tę dyskusję , przynajmniej z mojej strony bo rola dziada
    mówiącego do obrazu jakby mało mi pasujesmile)
    Powodzenia !!!
    Kran

    Słuchając osób które już zebarły pewne doświadczenia masz sznsę czegoś się
    nauczyć dowiedzięc i uniknąc pewnych typowych błedów.
    --
    Wielojęzyczność w rodzinie

    Forum rzadkich języków
  • cytrynka123 22.12.06, 13:42
    W jednym sie zgadzam na pewno, rady sa potrzebne i bardzo cenie sobie rady
    innch. Jednak sama jestem daleka od narzucania komus jedynie slusznego tonu i
    wartosciowania czyichs pogladow. Rada jest najlepsza, jezeli podsuwa pomysl ale
    nie zawiera w sobie jakiegos specyfucznego zabarwienia emocjonalnego
    wartosciowujacego rozmowce.
    Moze rzeczywiscie mam duzo niebieskich migdalow w glowie, sama sie lapie na
    bledach i caly czas probuje optymalizowac wybory, by jednak cos z tego wyszlo.
    Nie mam natury dokuczajacej wiedzmy i nie dogaduje innym, nawet, gdy sie nie
    zgadzam z inna opinia. Tak, szukam swojej drogi i znalezienie zlotego srodka
    miedzy tym, co sie chce, a tym, co moze jest trudne. Nigdzie nie jest latwo,
    ale czlowiek z natury jest istota ewoluujaca sie i jednak chce jak najleiej. To
    naturalne, ze ktos sie nie chce pchac tam, gdzie nie podola. Sa rzeczy, ktore
    moga sie wydac malo 'prestizowe' (nieszczesny wyraz), a jednak takie, ktore
    lubie i z checia bym wykonywala, gdybym tylko miala okazje. Lubie malowac,
    konserwowac, ustawiac palety, ukladac rzeczy, remontowac, gotowac i inne tego
    typu rzeczy. Zatem nie widze powodu, by ktos uwazal, ze gardze praca.
    Zapewniam, ze jesli dostane prace majtka na statku lub kucharki w pracowniczej
    kantynie , to z checia taka wezme i jeszcze sie pochwale. W helpdesku i opiece
    nijak sie nie odnajde i bedzie to tylko rozczarowanie dla obydwu stron.
    To prawda Kran, ze mnie nie znasz. Wszyscy z forum, nie tylko tego, znaja sie
    na tyle, na ile o sobie napisza oraz jak zostana odebrani. Prawda jest rowniez
    taka, ze w bezposredniej rzmowie przemilcza sie 90 procent rzeczy, zas
    papier/klawiatura wyssie wiecej. Nie uwazam,ze mam jakies nadmiernie
    rozbudowane ego, ale wierze, ze moglas to w taki sposob odebrac. Czasami,
    rzeczywiscie okazuje sie, ze am problem we wlasciwym sformulowaniu mysli.... co
    ewidentnie swiadczy o tym, ze lepiej bym sie sprwdzala w pracy nastawionej na
    efekt fizyczny, niz na ksztaltowanie wzajemnych stosunkow.

    Co do dziada i obrazu.... Jak widzialam w necie zniszczonego Muncha, to sama
    bym przemowila do biedaka, zeby wrocil jego dawny wyglad.

    Wybacz, jezeli Twoje rady odebralam jako chec dokopania. Sa rozne dobre rady,
    tylko czasem zawieraja w sobie bardzo emocjonalny ladunek, ktory przeslania ich
    cala wartosc. Jezeli to ma jakiekolwiek znaczenie, to sama jestem wobec siebie
    bardzo krytyczna i wymagam od siebie wiecej niz od innych. Moze gdybym nie
    nosia na sobie garbu oczekiwan wlasnych i rodziny, strugalabym sobie fujarke na
    laczce i pasala krowki w blogostanie. Tylko, ze problem jest taki, ze
    dzisiejsze krowy unijne siedza w oborach i widza tylko kafelki, a nie jakas tam
    laczke wink)))))
    Pozytywnym akcentem koncze dyskusje. POzdrawiam
  • mon101 22.12.06, 14:00
    Niestety, cytryno, mylisz sie piszac o pracy recepcjonistki w duzych
    koncernach. Recepcjonistka siedzi w recepcji i nigdy nikomu do glowy nie
    przyjdzie zeby ja poprosic o jakis raport. Najczesciej recepcja
    jest "outsourcad" podlega zupelnie innej firmie. Jesli zas chodzi o call center
    to tez na ogol sa "outsourcade"i siedza np w Kirunie lub w Indiach, nie majac
    zadnego kontaktu z firma zlecajaca. Jesli wiec recepcja, to w malej firmie -
    tam mozna i kawe zaparzyc, zamowic stol swiateczny a i moze po jakims czasie i
    jakis raport sie trafi, Niestety najczesciej do skopiowaniawink)
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • cytrynka123 22.12.06, 14:23
    MOn, ja nie tweirdze, ze to jest generalna zasada. Ja sie spotkalam z czyms
    takim i dlatego tak pisze. Gdy asystentka nagle wypada z obiegu (choroba lub
    cos pilnego) prace musi przejac grupa pozostalych dziewczyn. Jako
    recepcjonistka dostawalam 'spady' z gory i nie byly to rzeczy robione
    mechanicznie. Robialam rozne tlumaczenia, bo nadworny specjalista mial nawal
    pracy. Nadworny zreszta je sprawdzal, ale gdyby sam mial siedziec chocby
    godzine nad kilkoma kartkami tekstu, to by pilniejszych spraw nie zalatwil. Sa
    rzeczy, ktorych sie nie deleguje, ale sa pewne, ktore spadaja nizej.
    Kopiowanie, naklejanie znaczkow (moze to chore, ale to dziala na mnie
    terapeutycznie ää), parzenie kawy, sadzanie gosci w konferencyjnym, zmaiwanie
    taksowek i laczenie rozmow to podstawa, ale sa rowniez i inne zajecia, gdy
    koniecznosc nastanie. KOlezanka, dzieki temu, ze pracowala jako recepcjonistka,
    w sytuacji zwolnienia etatu przez asystentke, zajela jej miejsce automatycznie,
    bo dobrze znala czesc zakresu obowiazkow tamtej.
    Zreszta recepcjonistka w gabinecie urody pracuje troche inaczej niz ta z duzego
    biura. Ta pierwsza nawet tez jest kosmetyczka, taka hybryda 2w1, i ma inne
    standardy i warunki pracy.
    Rozne rzeczy sie robi.... czesto tez trzeba klamac przez sluchawke, co na
    poczatku wydaje sie trudne... potem to i w oczy mozna jak szef wymaga wink
    No ale roznie bywa w roznych miejscach. Stereotypowe recepcje tez istnieja i
    dziewczyna, jak nie ma nic do roboty musi albo blagac o zrzuty z gory, albo
    udawac, ze cos robi lub przyjac marsowa mine, ze czyta kodeksy lub instrukcje
    obslugi nowego ekspresu do kawy wink)))))
  • mon101 22.12.06, 19:32
    Nie wiem , cytrynko, gdzie pracowalas, chyba nie w Szwecji. Bo tu, jak juz
    pisalam wiekszosc recepcji i telefonistek jest wynajetych z innej firmy i mus
    sie scisle trzymac swoich obowiazko zawartych w umowie.Kazda usluga jest
    zidentyfikowana i platna. Wierz mi, negocjowalam wiele takich umow. W duzych
    koncernach. W malych kilku czy kilkudziesiecio osobowych firmach, wyglada to
    pewnie inaczej.
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • cytrynka123 22.12.06, 20:12
    W Szwecji mon nie pracowalam na recepcji lecz w Warszawie. Tutaj tez personel
    biurowy jest z agencji. Z realizowaniem zasad umow jest roznie, bo kiedys gosc -
    szef- zostwaial mnie bezplatnie dwie godziny poza czas w umowie w pracy, gdy
    stawka byla godzina, a ja z agencji posredniczacej, i kazal mi wcinac pizze z
    anchovies, ktorych nienawidze, rysowac kwadraciki i wczuwac sie w prace
    grafika, o godzinie 7 szukac firmy produkujacej pieczatki z realizacja na
    wczoraj i inne takie tam. W innym miejscu, tez z agencji, mialam oficjalna
    liste obowiazkow, ale w rzeczywistosci robilam wiecej roznych rzeczy, co mi nie
    przeszkadzalo, wrecz ratowalo mnie przed bezcyznnoscia.. ktora od czasu do
    czasu niezalenie sie pojawia. Biurka nie mozna sprzatac codziennie po 2
    godziny, a tak chociaz troche nowych rzeczy sie mozna nauczyc, wiec bezsensem
    byoby kurczowo trzymac sie wylacznie obowiazkow z umowy.
    Pozdrawiam swiatecznie. smile
  • cytrynka123 22.12.06, 12:24
    Dzieki Kraniku za zlosliwosc.
    Uwazam, ze i tak mam duzo pokory zyciowej w sobie. Nie bede tlumaczyc sie ze
    swoich trudnosci zyciowych z przeszlosci i tego ile sama wlasnymi lapami
    musialam sie nakopac. To oczywiste, ze nikt za mnie nic nie zalatwi.
    Nie rozumiem tej goryczy Twojej, jak i Samo, ze ja tu taka gowniara, a mam
    jakies aspiracje wyzsze niz dziewcze z nieskonczonej zawodowki krawieckiej. Mam
    ukonczone 2 kierunki, duzo inwestowalam w swoja nauke, obecnie zostal mi ten
    trzeci do wykonczenia. Nie mam noza finansowego na karku, ale nie znaczy, ze
    sobie lubie bimbac jak blekitny ptak. Mam czas za rozejrzeniem sie za czyms. W
    Polsce byym nie miala problemu z praca, lepsza lub gorsza, jak kto woli. Ale o
    decyzji wyjazdu przesadzily sprawy osobiste.
    Tak sie sklada, ze jak jedna forumka napisala, istnieje mozliwosc doksztalcenia
    sie na uniwersytecie szwedzkim i dorobienie kursow, to tez jest pozyteczny
    sposob na 'zabicie' czasu, i jak mowisz znaczy wiecej niz polskie
    wyksztacenie... Nie slyszalas o uznawaniu studiow???
    Co do pewnosci siebie... probuje jej nie stracic, a mialm sytuacje zyciowe,
    ktore naprawde mogly mi odebrac jej resztki. To, ze jestem mlodsza nie znaczy,
    ze mam zawsze wszystko i wszystkich przepraszac, a szczyt wszystkiego to to, ze
    zastanawiam sie, co zrobic by kontynuowac swoje 'hobby' na polu zawodowym,
    chocby od najnizszego pionka w chierarchii. Wole pracowac na magazynach jako
    fizyczna (ma zwiazek z logistyka), niz w masarni (to juz raczej technologia
    zywienia). I nie mam nic przeciwko ustawianiu palet, ale to cos, co moze mi sie
    przydac. Moze teraz zrozumiesz, co mialam na mysli, ze nie che robic czegos, co
    mnie oddala od mojej specjalizacji o setki lat swietlnych. A szacunek do pracy
    mam, ale wcale nie musze lubic kazdej, poki nie jestem zmuszona. To nie jest
    grzech, a prawo rynku. Moja siostra jest lekarzem po specjalizacji i w czasie
    wakacji sprzatala belgijskie chalupki i rowniez miala szacunek do pracy. Jednak
    nie dziwie sie jej , ze wcale nie ma zamiaru robic tego teraz. Druga kolezanka
    obronila doktorat i ukonczyla specjalizacje z anestezjologii i tez swoje kilka
    miesiecy letnich na miotle w USA wspomina jako chwilowa koniecznosc i nie chce
    do tego wracac, mimo, ze w Polsce jako lekarz nie zarobi tyle, co na jakiejs
    hali produkcyjnej zakretek do pasty do zebow (ogladalas Willego Wonka?, cool).
    Chyba to nie grzech, ze czlowiek chce robic to, na co nastawial sie latami i
    dazyl w tym kierunku??? To czy taki ktos ma szanse, to zweryfikuje zycie, bo
    kazdy moze sie mylic.
    Prezentowac sie na rozmowie kwalifikacyjnej potrafie, nie martw sie.

    Moje posty sa wynikiem moich przemyslen, a przemyslenia maja to do siebie, ze
    moga byc wlasciwe lub bledne. Jedna rzecz, ktorej nigdy nie robie, to nie
    mieszam nikogo z blotem i nie podcinam skrzydel. Szwedzki znam komunikatywnie,
    nie jestem calkiem zielona. Studia na ostatnim semestrze. Od nikogo niczego nie
    zadam, a konsekwencje swoich 'widzimisie' poniose sama. Pozwol mi na to i nie
    docinaj mi. Inna jest sytuacja obecnych 20-30latkow, a inna byla tychze wsrod
    Twoich rownolatkow. Teraz sa wieksze mozliwosci i dlaczego ma sie z nich nie
    skorzystac? Jeszcze kilka miesiecy sama swojemu wikingowi mowilam, ze bede
    pracowac w sklepie, a jak awansuje to moze w kiosku i ze bede sie cieszyc na
    poczatek. Ale szanse okazuja sie wieksze, choc ryzyko rowniez. Na koniec...
    gdybym miala wiecej lat i dzieci, to bym sie nie zastanawiala, bo mam rachunki
    i wyzsza koniecznosc. Majac rodzine rezygnujemy z wielu rzeczy, ale nie majac
    jej jeszcze mozemy sobie pozwolic na wiecej.

    Kubel zimnej wody opadl na mnie wielokrotnie, jeden wiecej nie zrobi roznicy.
  • samo 22.12.06, 04:19
    cytrynka123 napisała:

    >Nie wiem czy to Ci Ravi pomoze, ale ja tez mam depresje emigracyjna i mimo, ze
    >faktyczna emigracja trwa u mnie tylko 2 miesiace, to i tak skacze ze zlosci po
    >scianach. Czuje sie odizolowana od ludzi, chyba na wlasne zyczenie

    Chyba tak... Ale przynajmniej nie tracisz prestizu i nie podcierasz nikomu nosa.

    >A ja w Szwecji zabijam czas non stop gotujac.

    To o wiele lepsze niz pakowanie mortadeli.

    >Mysli samobojcze czasem tez mi sie pojawiaja

    Nie ma nic bardziej dobijajacego niz poczucie bezuzytecznosci kiedy dookola
    wszyscy pracuja. Niewazne co to za praca. Jak czlowiek siedzi na tylku to mu
    sie czesto w glowie nie tak uklada.

    >Mam polskie ambicje o pracy i kazdy miesiac i rok w domu wciska mnie w coraz
    >wiekszy dolek

    To przestan siedziec w domu.

    >To chyba depresja... i cho.era ciagnie sie cala jesien z przerywnikami w
    >postaci momentow zakupow na strawberrynet.com.

    J/w, dodatkowo bedziesz miala wiecej kasy na zakupy.

    >Najgorsza rzecz to to, ze jestem tu kompletnie sama. Chlop z racji pracy poza
    >domem, ale to nie towarzystwa swojego chlopa mi najbardziej brak. Brak
    >znajomych i przyjaciol chyba najbardziej dokucza

    Nie ma lepszego miejsca na poznanie ludzi za granica niz miejsce pracy. Ale
    ooops, zapomnialam ze pewnie nie wszystkich ludzi masz ochote poznawac.

    >Ja widze roznice. NIe patrze przez pryzmat finansow, ale jako takiego
    >prestizu.

    I to sie wlasnie w tym wszystkim rozchodzi!!! I ty nie czujesz pogardy dla
    pakowaczy mortadeli?

    >Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
    >sklepu...

    Co czuje? Wstyd?

    >Zadna uczciwa praca nie hanbi i kazda taka jest
    >pozyteczna, ale nie wszyscy ludzie maja predyspozycje do kazdej pracy. Liczy
    >sie tez poziom ogolnej wrazliwosci w relacjach z innymi ludzmi.

    I kolor krwi zapewne.

    >nie chce nikogo
    >przepraszac za to, ze pewnych prac wykonywac nie chce. Kazdy jest stworzony
    >bardziej lub mniej, ale do czegos innego.

    To juz wiemy.

    >Nie rozumiem, dlaczego ludzie dogaduja tym, ktorzy chca
    >troche lepszego zycia. Nie ma zamiaru umartwiac sie za lada sklepu miesnego

    Ja tez sama nie wiem czemu ci dogaduje. Chyba znowu zyrtecu zapomnialam wziac.


    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • cytrynka123 22.12.06, 13:21
    Jestes strasznie zlosliwa i kasliwie lapiesz za slowka. Oby Tobie bylo milutko
    w zyciu i zebys nigdy nie popelniala bledow, a wszystko takie cacy. Nigdy nie
    zastanawialas sie nad czyms dosc intensywnie? Oczywiscie, Ty jestes idealna i
    nic nie wymaga u Ciebie przemyslen, bo Ty po prostu idziesz do przodu i nie
    musisz sie zastanawiac, masz wszystko, co najlepsze, we krwi.

    > >Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
    > >sklepu...
    >
    > Co czuje? Wstyd?

    Nie nie wstyd... Ale takie lole, co operwaly dolarami czy z innej zagranicy öö,
    same czesto w poplamionych ciuchach z jadaczka na zgrzyt, dajace do
    zrozumienia, ze my to sluzba i zamiast po ludzku poprosic o cos, zapytac w
    zwykly uprzejmy sposob, dawaly upust swoim zalom kosztem staffu. Dziewczyny z
    pracy nie byly jakimis ciemnotami, co by im nawtykac i opluc. Na nieszczescie
    sklep byl specyficzny.. pamiatki, zakurzone stare meble, ikony, swiecidelka w
    samym centrum Starowki, wiec masa roznych ludzi sie przewinela. Byli mi mili
    ludzie, duzo tzw. celebrities, rodziny z dzieciakami przyklejajacymi jezyki do
    szklanych mebli (moze to zabawne, ale spreje do szkla trzeba bylo miec pod
    reka), zakochane pary, ale zdarzaly sie tez wstretni roszczeniowcy, co to tylko
    nawrzucac, zlodzieje tez (codziennie ktos cos probowal zwedzic, a ochrony szef
    nie zatrudnil), masa narkomanow (kilka metrow dalej jest murek, gdzie
    towarzystwo ma swoje posiedzenia na 'wzmacniaczach'), lokalni szalency (serio,
    kto nie widzial, ten nie uwierzy, jeden taki wskakiwal nagle do sklepu i zaczal
    wzywac szatana inny przeganiac zle moce ze sklepu), ciagle stanie 10 godzin bez
    mozliwosci chwili siedzenia, bo klient nie moze tego zobaczyc. Dziewczyna ze
    sklepu, wlasnie co konczyla historie sztuki, jak tylko znalazla okazje poszla
    pracowac do galerii sztuki z daleka od Starowki.

    Co do alergi polecam Bronchovaxon szczepionke o dzialaniu immunostymulujacym i
    kuracje lekami przeciwhistaminowymi na bazie cetyryzyny lub loratydyny oraz
    kromoglikan w aerozolu. Wdychanie naparow ziolowych tez udraznia nosek ööö
  • cytrynka123 22.12.06, 13:21
    Jestes strasznie zlosliwa i kasliwie lapiesz za slowka. Oby Tobie bylo milutko
    w zyciu i zebys nigdy nie popelniala bledow, a wszystko takie cacy. Nigdy nie
    zastanawialas sie nad czyms dosc intensywnie? Oczywiscie, Ty jestes idealna i
    nic nie wymaga u Ciebie przemyslen, bo Ty po prostu idziesz do przodu i nie
    musisz sie zastanawiac, masz wszystko, co najlepsze, we krwi.

    > >Pracowalam w sklepie jeszcze przed studiami i wiem, co czuje pracownik
    > >sklepu...
    >
    > Co czuje? Wstyd?

    Nie nie wstyd... Ale takie lole, co operwaly dolarami czy z innej zagranicy öö,
    same czesto w poplamionych ciuchach z jadaczka na zgrzyt, dajace do
    zrozumienia, ze my to sluzba i zamiast po ludzku poprosic o cos, zapytac w
    zwykly uprzejmy sposob, dawaly upust swoim zalom kosztem staffu. Dziewczyny z
    pracy nie byly jakimis ciemnotami, co by im nawtykac i opluc. Na nieszczescie
    sklep byl specyficzny.. pamiatki, zakurzone stare meble, ikony, swiecidelka w
    samym centrum Starowki, wiec masa roznych ludzi sie przewinela. Byli mi mili
    ludzie, duzo tzw. celebrities, rodziny z dzieciakami przyklejajacymi jezyki do
    szklanych mebli (moze to zabawne, ale spreje do szkla trzeba bylo miec pod
    reka), zakochane pary, ale zdarzaly sie tez wstretni roszczeniowcy, co to tylko
    nawrzucac, zlodzieje tez (codziennie ktos cos probowal zwedzic, a ochrony szef
    nie zatrudnil), masa narkomanow (kilka metrow dalej jest murek, gdzie
    towarzystwo ma swoje posiedzenia na 'wzmacniaczach'), lokalni szalency (serio,
    kto nie widzial, ten nie uwierzy, jeden taki wskakiwal nagle do sklepu i zaczal
    wzywac szatana inny przeganiac zle moce ze sklepu), ciagle stanie 10 godzin bez
    mozliwosci chwili siedzenia, bo klient nie moze tego zobaczyc. Dziewczyna ze
    sklepu, wlasnie co konczyla historie sztuki, jak tylko znalazla okazje poszla
    pracowac do galerii sztuki z daleka od Starowki.

    Co do alergi polecam Bronchovaxon szczepionke o dzialaniu immunostymulujacym i
    kuracje lekami przeciwhistaminowymi na bazie cetyryzyny lub loratydyny oraz
    kromoglikan w aerozolu. Wdychanie naparow ziolowych tez udraznia nosek ööö
  • samo 23.12.06, 06:13
    cytrynka123 napisała:

    > Jestes strasznie zlosliwa i kasliwie lapiesz za slowka. Oby Tobie bylo
    milutko
    > w zyciu i zebys nigdy nie popelniala bledow, a wszystko takie cacy. Nigdy nie
    > zastanawialas sie nad czyms dosc intensywnie? Oczywiscie, Ty jestes idealna i
    > nic nie wymaga u Ciebie przemyslen, bo Ty po prostu idziesz do przodu i nie
    > musisz sie zastanawiac, masz wszystko, co najlepsze, we krwi.
    >

    A co ty o mnie wiesz, moja droga, ze sie pokusilas o taka charakterystyke? :o)
    Milo mi od tych pochlebstw, chociaz daleko mi do idealu. I owszem, jestem
    kasliwa, zlosliwa i lapie ludzi za slowka. Dodatkowo anonimowosc internetu
    pozwala mi na pisanie bez "dosc intensywnego zastanawiania". Zadalas sobie
    chociaz trud przeczytania moich postow na tym forum? Bo ja sobie zajrzalam do
    wyszukiwarki i znalazlam rozne kwiatki, chociazby twoje zapytania na roznych
    forach jakie zasilki ci sie naleza. I tak jak juz ci napisali, jesli chcesz
    zaczynac kariere na emigracji od zycia na zasilku, to powodzenia. Nic a nic te
    twoje posty nie zmienily stosunku mojego do twoich wypowiedzi, chociaz jak ci
    Mon napisala ze powinnas zatrudnic sie w sklepie, to jednak przyznalas jej
    racje :o)) Zalezy jak wiatr powieje,ale co sie dziwic skoro PMS ci sie myli z
    depresja i myslami samobojczymi big_grin

    Nie nerwuj sie i bogom dziekuj ze mozesz sobie pozwolic na siedzenie w domu i
    przezywanie swojego napiecia przedmiesiaczkowego na forum, a nie w pracy krojac
    mortadele. Zeby ci tylko to nie zaszkodzilo, bo nic tak dobrze nie wplywa na
    kariere jak potrzeby materialne tongue_out
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • cytrynka123 23.12.06, 12:32
    MOje zapytania wynikaly ze strachy przed nowym. Teraz bogarsza o wiedze
    zmieniam zdanie na kilka tematow. Wtedy naczytalam sie straszliwych
    strasznosci, ze jest ciezko i wiele osob na poczatek (na innych forach i z
    zycia) mowilo, ze nalezy skorzystac z pomocyn na poczatek, jezeli sie nie uda.
    Better safe than sorry. Teraz juz sie tak nie boje przyszlosci, bo wiem, co mam
    robic. Otrzymalam kilka stosownych i pozytecznych rad. Z Twojej strony tylko
    kasliwosci. Najcenniejsze rady to: starac sie o uznanie dyplomu, pojsc na kursy
    przygotowawcze, w tym jezyka na poziomie ogolnym i branzowym, w razie potrzeby
    isc na studia i dorobic kilka przedmiotow, aby pasowalo do szwedzkich
    wymagania, potem isc do agencji pracownikow tymczasowych i brac co daja, moze
    wtedy znajdzie sie zajecie na dluzej. Nie bede sie plaszczyc i przepraszac i
    tlumaczyc, dlaczego, co i jak. Nie mysle o siedzeniu w domu, jestem tu dopiero
    2 miesiace z przerwami i czekam na decyzje formalna, a na mocy tego moge
    ubiegac sie o jezyk. To nie jest nicnierobstwo. W Polsce tez pracowalam, w
    roznych miejscach i i od pozcatku nauki. MOja znajoma, jak byla nipewna swojej
    pracy (grozilo jej zwolnienie w ramach redukcji), a miala trudnosci z mezem i
    male dzieci, rowniez poszla sie spytac czy w razie noza na gardle bedzie
    przyslugiwala jej jakas pomoc. Na szczescie nie musiala korzystac, ale wyszla
    bogatsza o wiedze.
    Na koniec, samo-uwielbienie, nie doczytalas do konca, wiec nie wiesz, ze mialam
    pewne braki wiedzy, jezeli chodzi o wszelkie nazwy pomocy finansowej itp, mi
    chodzilo o pomoc finansowa dla osob uczacych sie. Wiem teraz, ze istnieje
    mozliwosc wziecia pozyczki, gdy student sie uczy i wiem, ze to malo ciekawe z
    perspektywy dlugiego czasu, bo pozniej splaca sie latami, wiec lepiej zrobic
    cos innego niz sie zadluzac. Wiesz, w ramach zlosliwosci.... ja tez sobie
    pochodze i powybieram Twoje kwiatki, ale nie bede ich nigdzie referowac,
    poniewaz bardziej cenie sobie tworczosc Tolstoja, Nietzego i Friedmana.
    To ostatni raz odpowiadam na Twoja zjadliwosc. Wcale nie jest to cnota. To
    swiadczy o grubianstwie, braku umiejetnosci wspolzycia spolecznego i
    umiejetnosci prowadzenia konwersacji na poziomie. Adieu
  • cytrynka123 19.12.06, 17:51
    A tak w ogole, to przyjemosci w zyciu, przyjemniejsej pracy, duzo pieniazkow i
    innych fajnych rzeczy ööö nie tylko z okazji swiat.

    Zadna praca nie jest latwa, ale kazda moze byc latwiejsza, jezeli trafi na
    odpowiednia osobe ööö tak ku konkluzji. Kolezanka pakowala pieniazki w kasie na
    nocnej zmianie w Anglii, teraz pakuje je na dziennej w ramach awansu wink, ale ma
    na oku lepsza prace w tej samej firmie i ma na nia szanse. A tak w ogole to ona
    po prawie....
  • cytrynka123 19.12.06, 00:38
    Dzieki za pocieszke. Do skrzynki strach spojrzec, bo pocztowki i zalegle
    listy.... czekaja na odpowiedz ööö musze towarzystwo przegrabic ö

    Siedzisz w golebniku öö Ja uwilam sobie gniazdko z koldry, cos w rodzaju
    kokonu, samopoczucie sie od razu poprawia, jak w takie cos sie owijam do snu smile
    Troche mi lepiej. Zagrabilam chalupe, wyszorowalam, wyszczotkowalam, wypralam
    wszystko, chyba wypiore to drugi raz (pranie i mycie garow w zmywarce to moje
    obsesje... maly ruch a wielki efekt i cudna terapia), sloiki ze starymi
    sledziami w koszu, uschniete kaktusy tez, no i wszystkie ukryte, pokryte kurzem
    szklanki mojego zwierza tez blyszcza. Teraz wiem, jakie uczucie towarzyszy
    mojej madre, jak krazy ze szczota jak widmo ö

    Zle humorki na pewno wroca, ale dmucham by niezbyt szybko.
  • kaszka13 15.12.06, 22:28
    wez sie w garsc! w Polsce tez by tak rozowo nie bylo, takie jest przynajmniej
    moje zdanie. a jak nie masz co robic, to mozesz powysylac maile i pomoc jakiemus
    malemu choremu dziecku. jesli jestes zainteresowana, to daj znac!
    pozdrawiam Cie goraco,
    Kasia
    --
    Dla Ewci i Mateuszka
  • anka786 19.12.06, 16:57
    Czesc Ravi!ja uwazam ze nasz dom jest tam gdzie jest nam dobrze, nie wazne czy
    mieszkasz w polsce czy nie.Wiadomo ze ciagnie do kraju,ale jesli znajdziesz
    swoje miejsce na ziemi to "ciagniecie"jest juz inne.Tak jak np w moim
    przypadku.Moja siostra(29lat)mieszkala 10lat we wloszech,postanowila wrocic do
    polski-okazalo sie ze wszystkie jej kolezanki sie powyprowadzaly,powyjezdzaly
    za granice itd.-czyli teraz musi jej starczyc towarzystwo mojej mamy i dwoch
    siostr ktore maja swoje sprawy.Miala nadzieje na znalezienie pracy bo mowi
    bardzo dobrze po wlosku-a gdzie tam.Zaczyna zalowac ze wrocila.
    Po co ci to opowiadam? po to zebys nie myslala o przeszlosci, a moze to wlasnie
    bylo twoje przeznaczenie wyjechac?a moze w polsce byloby ci gorzej? ja wierze w
    przeznaczenie! musisz zaczac myslec POZYTYWNIE!!!pomysl o ludziach chorych albo
    tych ktorzy przezyli tragedie.Nie nalezy uzalac sie nad soba ale zareagowac bo
    zycie mamy tylko jedno i nie mozna go marnowac na zamartwianiu sie.Wiem ze
    latwo jest radzic komus,ale sprobuj!
    pozdrawiam cie serdecznie!!!ania
  • mon101 22.12.06, 14:16
    Cytrynko, jezel masz zamiar pracowac w zawodzie (nie rozumiem swietego
    oburzenia kolezanek forumowiczek, taki cel ma chyba kazdy)to musisz miec plan.
    a) jezyk b) ocena/zweryfikowanie dyplomu (w Szwecji robi to specjalna
    instytucja), c)uzupelnienie studiow kursem z företagsekonomi, najlepiej
    uniwersyteckim (zaden problem w Szwecji)d) zbadanie sprawy czy AMS ma kursy dla
    ekonomistow z wuzsczym wyksztalcenie, przystosowywujwce do pracu na szwedzkim
    rynku. Szukaj na poczatek pracy w firmach wynajmujacych asystentow
    ekonomicznych do innych firm (manpower, poolia etc), jest to bardzo dobre
    wejscie do firmy, wiele osob, zwlaszcza cudzoziemcw dostaje w ten sposob stala
    prace. A w miedzyczasie, zebys nie miala za duzo czasu na gotowanie (mysl o
    wadze, na Boga, czytalam wczoraj, ze Chinczycy nie zezwalaja grubym na adopcje;-
    ))znajdz sobie prace dorywcza, chociazby w sklepie. Szwedzi, na ogol, nawet jak
    zli ,to nie opierniczaja kasjerek) . Wesolych Swiat! Z
    --
    Niemożliwe jest tylko gołemu w kieszeń nasrać
  • cytrynka123 22.12.06, 14:48
    mon101 napisała:

    > Cytrynko, jezel masz zamiar pracowac w zawodzie (nie rozumiem swietego
    > oburzenia kolezanek forumowiczek, taki cel ma chyba kazdy)to musisz miec
    plan.
    > a) jezyk b) ocena/zweryfikowanie dyplomu (w Szwecji robi to specjalna
    > instytucja), c)uzupelnienie studiow kursem z företagsekonomi, najlepiej
    > uniwersyteckim (zaden problem w Szwecji)d) zbadanie sprawy czy AMS ma kursy
    dla
    >
    > ekonomistow z wuzsczym wyksztalcenie, przystosowywujwce do pracu na szwedzkim
    > rynku. Szukaj na poczatek pracy w firmach wynajmujacych asystentow
    > ekonomicznych do innych firm (manpower, poolia etc), jest to bardzo dobre
    > wejscie do firmy, wiele osob, zwlaszcza cudzoziemcw dostaje w ten sposob
    stala
    > prace. A w miedzyczasie, zebys nie miala za duzo czasu na gotowanie (mysl o
    > wadze, na Boga, czytalam wczoraj, ze Chinczycy nie zezwalaja grubym na
    adopcje;
    > -
    > ))znajdz sobie prace dorywcza, chociazby w sklepie. Szwedzi, na ogol, nawet
    jak
    >
    > zli ,to nie opierniczaja kasjerek) . Wesolych Swiat! Z


    Dzieki wielki Mon... O to mi chodzilo. Ja sie boje polskich metod zarzadzania
    personelem sklepowym i stad moj strach przed marketami.. ale skoro w szwecji
    nie gryza, to na jakis czas.... czemu nie. Dyplomy juz mam przetlumaczone,
    czekaja w skoroszycie. Tylko ten ostatni po obronie. Na studia pewnie znowu
    jakies sie wyszykuje, a w czasie tychze cos poszukam, oby to bylo cos
    pokrewnego z moimi paletami i ciezarowkami.
    Nie oburzam sie na wypowiedzi forumek, mam prawo byc niezrozumiana lub,
    rzeczywiscie.. nie mam prawa miec marzen o pracy choc troche skoligaconej z
    umiejetnosciami. Tak wiel sie mowi o charakterze, ktory kwalifikuje lub
    dyskwalifikuje w jakiejs konkretnej profesji. Ja sie przyznaje, ze do pewnych
    rzeczy mam lewe rece i chce oszczedzic zawodu sobie i pracodawcy. Mam
    nastawienie zadaniowe i uczucia schodza mi na dalszy plan, coz, a do
    bezposredniego i non-stop kontaktu z ludzmi trzeba miec pewne umiejetnosci,
    ktorych wolny strzelec nigdy nie nabierze. Moja jedna z trzech siostr jest taka
    sama. Chlodnia emocjonalna, ktora sie roztapia tylko w kontaktach z dziecmi.
    Jest mila, sympatyczna, ale bardzo zasadnicza. Pracuje z dziecmi i ceni sobie
    to, bo maluchy maja tyle dobroci i ciepla, ze nawet rozbrykane i dokuczliwe nie
    wkurzaja.

    Twoj post zachowam sobie pod reka, taki maly przewodnik dla zagubionej w
    biurokracji. MOja nauczycielka szwedzkiego mowila mi, ze jak tylko mam dyplomy,
    to od razu leciec do biura uznawania wyksztalcenia, wyrobic sobie szwedzki
    pesel i leciec na kurs jezyka, chocby od poczatku. Najwyzej bede udawala
    poczatkujaca, a potem powiem, ze mnie olsnilo.

    Gotowac... codziennie siedze w garach, moj zwierz jest wielkim fanem kuchni
    polskiej i eksperymentalnej. Ostatnio zywimy sie zydowskimi specjalami, ku
    mojej radosci, bo rybki sa cudowne. I jakis raz w tygodniu pieczemy swoj chleb,
    bo uznalismy wspolnie, ze chleb ze sklepu jest zbyt przeslodzony, a to jest
    pozywka dla bakterii i grzybow, ktore lubia zyc, tam gdzie zaglada tylko zwierz
    i pan doktor. A kilogramow nie mam w nadmiarze. Strasznie szybko i duzo chodze,
    wiec nawet nie maja sie gdzie i kiedy przyczepic. Adoptowac chyba nie bede ööö
    choc pewnie bym wolala, bo to tak, jakby obdarowac juz istniejace dziecko
    uczuciami, ktore ma mniejsze szanse na to. Takie troche zboczenie
    logistyczne... zagospodarowac to co jest i zobaczyc co sie jeszcze da. Zreszta,
    adoptowanie dziecka stawia inne wyzwania. Od rodzonego dziecka, zdarza sie, ze
    rodzice swiadomie, badz nie, wymagaja wiele maja wysokie ambicje, a w stosunku
    do adoptowanego.. daja mu zyc w swoim tempie i staraja sie zrekompensowac
    wszystkie smutki. Moze sie myle, ale tak mi sie wydaje.
    To sobie od tematu podreptalam w dal. Moze i lepiej. Wielkie dzieki Mon,
    pomoglas mi bardzo. Jezeli rzeczywiscie Szewdzi nie dra sie nakasjerki, to moze
    spotkamy sie w ICA lub w Willym, jezeli nie zalapie sie na poklad czy do
    wiezowca (wiezowce w Szwecji to takie krasnoludki w porownaniu z polskimi, lub
    lepiej hongkongskimi).
  • cytrynka123 22.12.06, 14:51
    Rowniez wesolych i smacznego renifera w bulce, jezeli jeszcze nie jadlas ööö W
    Liseberg - wesolymmiasteczku, byl kiermasz roznych roznosci swiatecznych.
    Prezenty, jedzenie, glögg, cygara, pub z lodu i szklankami na wodke z lodu...
    Fajnie bylo. renifer tez nie byl zly, tylko od wedzarki ciagnelo takim
    zapaszkiem, co to lubi we wlosach siedziec az do umycia.

    ÖÖÖÖÖ
  • monika_a_b 23.12.06, 17:41
    Droga Cytrynko - bardzo podoba mi sie twoje nastawienie, przede wszystkim
    dlatego, ze masz konkretne plany zyciowe, ktore probujesz zrealizowac, nie
    rezygnujesz z samej siebie i dotychczasowego doswiadczenia/skonczonych
    studiow/marzen zawodowych, przyjmujesz dobre rady jednoczesnie nie przejmujac
    sie zlosliwosciami co niektorych osob, ktore lubia tracic czas na szukanie
    innych Twoich wypowiedzi na roznych forach i podchwytywac kazde Twoje slowko.
    Bardzo mi sie podoba rowniez fakt, ze mimo wszystko nie tracisz humoru. wink

    Ja mam podobne do Twojego nastawienie do zycia oraz do pracy. Obecnie niestety
    pracowac nie moge ze wzgledu na brak pozwolenia na prace (mieszkam w USA), ale
    pocieszam sie, ze juz niedlugo bede mogla pracowac w zawodzie (jestem
    nauczycielka jez. hiszpanskiego i francuskiego, studiowalam w Niemczech) w
    kraju za miedza, czyli w Kanadzie. smile Nie musze wstydzic sie dyplomu, ktory tam
    zostanie uznany bezproblemowo. W planach mam wprawdzie dalsza nauke, ale
    wszystko w swoim czasie. smile

    Kazda z dziewczyn, ktore sie tutaj wypowiadaly, dawala Ci rady patrzac na twoja
    sytuacje przez pryzmat wlasnych doswiadczen, ktore byc moze nie w kazdym
    przypadku byly tak wspaniale. Ja akurat nie mieszkam w Szwecji, wiec
    tamtejszych reali nie znam i nie moge ciebie na nic nakierowac. Jednakze
    mieszkajac w Niemczech, Hiszpanii, Francji, Kanadzie oraz teraz w Stanach smiem
    twierdzic, ze realia te moga byc zgola odmienne w zaleznosci od kraju, w ktorym
    sie mieszka. Dlatego nie rozumiem zlosliwosci pod Twoim adresem. To, ze w
    jednym kraju nie uznaje sie wyksztalcenia/doswiadczenia z Polski, nie oznacza,
    ze w innym tez tak musi byc. Czasami okolicznosci zmuszaja nas do czesciowego
    badz czasowego zrezygnowania z pierwotnych planow zawodowych, czasami
    znajdujemy bardziej lub mniej satysfakcjonujacy nowy zawod. Najwazniejsze jest
    jednak to, zeby dobrze sie czuc z tym, co robimy, co wybralismy. Wydaje mi sie,
    ze co niektore z nas tutaj piszacych nie do konca sa zadowolone z wybranej
    drogi zawodowej i przez to zachowuja sie (byc moze nieswiadomie) zlosliwie w
    stosunku do osob, ktore uparcie daza do pierwotnie wybranego celu - i ktore ten
    cel kiedys osiagaja.
    Na emigracji istnieja dwie szkoly zycia: albo czlowiek sie poddaje, zakopuje
    marzenia zawodowe, biorac pierwsza lepsza prace, aby sie z niej utrzymac, albo
    wytrwale dazy droga do celu, jedynie modyfikujac ja w stosunku do nowych
    okolicznosci, ale nie zbaczajac z niej na calkiem inne pole. Ta druga droga
    moim skromnym zdaniem moze przyniesc wiecej satysfakcji osobistej, jednak
    kosztuje duzo wyrzeczen, nerwow, stresu. Ja rowniez wybralam ta druga i dobrze
    mi z tym. Wierze, ze dojde do celu, chociaz aby tak sie stalo musze znowu
    zmienic kraj zamieszkania. Moj maz ma dobry zawod i zarabia wystarczajaco duzo,
    aby nas z tego utrzymac oraz splacac dlugi szkolne, jednak ja rowniez chce
    pracowac, bo tylko wtedy czuje sie spelniona i dowartosciowana, nie wspominajac
    juz o tak waznej dla wlasnego samopoczucia niezaleznosci finansowej. Spotkalam
    sie juz ze strony bardzo roznych osob ze zdziwieniem, bo skoro on tak dobrze
    zarabia, to ja nie musze i moge zajac sie prokreacja... Ale dla mnie, osoby
    pracujacej praktycznie "od zawsze", obecna sytuacja jest na dluzsza mete nie do
    zaakceptowania. Czas przymusowego bezrobocia wykorzystalam wobec tego do
    lepszej nauki jezyka oraz pracy jako wolontariuszka (uczylam m.in. jez.
    polskiego wink). Do pracy w szpitalu czy nianczenia dzieci sie nie nadaje, wiec
    nie rozgladalam sie za takimi ofertami (zreszta to byloby pracowanie na czarno,
    a to tez nie dla mnie). Kazdy sam musi wiedziec, co jest w stanie robic w
    zyciu, a czego lepiej niech sie nie podejmuje. smile Bardzo cenie sobie prace jako
    taka i uwazam, ze kazdy powinien pracowac, jednak wedlug wlasnych
    mozliwosci/zdolnosci/koniecznosci/niepotrzebne skreslic. wink

    Pozdrawiam swiatecznie wszystkie KUPowiczki zyczac spelnienia wszystkich marzen
    tak osobistych jak i zawodowych. smile))

    Buziaki,
    Moni
  • samo 24.12.06, 23:48
    monika_a_b napisała:

    >Wydaje mi sie,
    >ze co niektore z nas tutaj piszacych nie do konca sa zadowolone z wybranej
    >drogi zawodowej i przez to zachowuja sie (byc moze nieswiadomie) zlosliwie w
    >stosunku do osob, ktore uparcie daza do pierwotnie wybranego celu - i ktore
    >ten cel kiedys osiagaja.

    Jesli to o mnie mialo byc, to moja droga zawodowa jest jeszcze niewybrana, wiec
    nie mam zrodla frustracji (nawet nieswiadomej tongue_outtongue_outtongue_out). Wiem jednak ze jak juz
    sobie te droge wybiore, to moj potencjalny wymarzony pracodawca spojrzy
    przychylniejszym okiem na ciaglosc zatrudnienia-nawet na "malo prestizowych"
    stanowiskach i bedzie mial do kogo zadzwonic po referencje, niz gdybym miala mu
    powiedziec, ze siedzialam 2 lata w domu, bo pewnych prac nie mialam zamiaru
    wykonywac. Ale wolna wola!

    >przyjmujesz dobre rady jednoczesnie nie przejmujac
    > sie zlosliwosciami co niektorych osob, ktore lubia tracic czas na szukanie
    > innych Twoich wypowiedzi na roznych forach i podchwytywac kazde Twoje slowko.

    Nie co niektorych, tylko moimi! Na szczescie istnieje wyszukiwarka i nie
    musialam tracic za wiele cennego czasu, dostalam wszystkie wypowiedzi na kupie
    i moglam sobie przeczytac wiecej wypowiedzi nowej forumowiczki- god bless
    wyszukiwarka tongue_out Jakbym miala tyle czasu co "co niektorzy niepracujacy", to moze
    i wiecej bym poczytala tongue_out

    Swoja droga z zaciekawieniem przeczytalam Twoj post Moniko o planach pracy jako
    nauczyciel, pamietajac Twoje zarzekania ze nie masz zamiaru uczyc w szkole
    podczas naszej pamietnej dyskusji.
    --
    Somewhere in Texas a village is missing its idiot.
  • barona 25.12.06, 10:02
    Tak czytam te posty uwagi na temat anglosaskich krajow.
    Powiem ze W Australii warunkiem pracy w call-centre jest tutejszy akcent
    (albo inny anglosaski). Mam Jugoslowianke kolezanke, ktora ma biurowa prace w
    oddziale rzadowym i czasem dostaje komentarze typu: jak dostalas prace
    telefoniczn amajac tak silny akcent?" Podobno Szwecja jest krajem bardzo
    tolerancyjnym, Australia nie jest. Powoli zaczyna byc bo nie ma wyboru, bo jest
    pelno obcokrajowcow teraz.

    Ravi nie ma depresji endogennej!!!! A jest ona spowodowana czynnikami z
    zewnatrz. Powinna wrocic do Polski, jest wiele ludzi ktorzy twierdza ze wsrod
    swoich najlepiej. W Australii znam Polakow, ktorzy wpadali tutaj w depresje.
    Mentalnosc jest zypelnie inna od polskiej. Psychologowie/ psychiatrzy w
    pierwszym rzedzie pytali czy maja kontakt ze swoim community. Bo wlasnie bycie
    wsrod swoich daje dobrostan!

    Ravi tez jest daleko od Polski ( w sumie 32 godzin z przesiadkami)
    Cytryna tylko pare godzin promem.
  • amaroola 25.12.06, 11:11
    "> Ravi tez jest daleko od Polski ( w sumie 32 godzin z przesiadkami)
    > Cytryna tylko pare godzin promem."


    jest cala masa roznic sytuacji obu pan - ale mysle, ze niektore osoby nie sa w
    stanie wyczuc bluesa - czyli roznicy ich i Ravi zycia

    troche mi to przypomina dyskusje na innym forum, gdzie mowiono
    o :"nietaktownosci" rozmawiania o radosciach macierzynstwa w obecnosci kobiety
    bezpoldnej (tudziez innych sytuacjach braku wrazliwosci na sytuacje innych :
    gadanie o braku pieniedzy na najnowsze perfumy przy osobie ktora ma problemy z
    placeniem za czynsz...przyklady mozna mnozyc)

    poza tym tzw. "szok kulturowy" dla przybyszow z Europy (i nie tylko) w
    Australii to fakt, cokolwiek by osoby akceptujace ten kraj w 100% nie napisaly.
    Mozna sie z nim pogodzic, mozna te innosc polubic, ale jak kazda innosc
    (spotegowana cala masa zmian zwiazanych z emigracja, jest dodatkowym czynnikiem
    stersogennym/ depresyjnym.

    szkoda, ze cytrynka i... moni ,zdaje sie, wybraly akurat ten watek by pisac o
    ich emigracyjnym przygnebieniu...

  • kan_z_oz 27.12.06, 09:07
    Przeczytałam ostatnie posty i nasunęło mi sie kilka własnych spostrzeżeń, czy
    myśli.

    Z mojego doświadczenia; depresja nie jest tylko i wyłącznie zasługą emigracji.
    Emigracja oraz związana z nią radykalna zmiana warunków życia może być tylko
    przyczyną, gdzie ujawnia się coś, co tak naprawdę zawsze gdzieś w głębi Nas
    drzemało. Oznacza to, że równie dobrze mogłybyśmy sobie tutaj gdybać czy
    depresja nie dopadłaby Nas, gdybyśmy pozostały w kraju.
    Ja twierdzę, że najprawdopodobniej tak by się stało.
    Każdy większy szok jak np; śmierć bliskiej osoby, czy utrata pracy, pieniędzy
    równie dobrze spowodowałaby to co powoduje 'osamotnienie' emigracyjne.

    To 'osamotnienie' jest tak naprawdę tylko rezultatem braku zaakceptowania zmian
    wynikających z emigracji. Postrzegamuy zmiany jako coś niekorzystnego, coś co
    Nas powstrzymuje od szansy na karierę, na spotkanie nowych ludzi.
    Tak naprawdę to My sami się powstrzymujemy. Owszem, może być krótszy, czy
    dłuższy okres czasu - nawet kilka czy kilkanaście miesięcy w nowym miejscu
    gdzie nie ma wiele kontaktów ale zawsze jest to przejściowy okres, po którym
    nawiązujemy nowe znajomości.
    Jeśli tak się nie dzieje to nie jest to błąd w emigracji. Jest to blokada w Nas
    samych, czyli brak możliwości widzenia rzeczy w inny sposób.

    Proszę nie bierzcie tego co piszę w kategoriach; źle/dobrze. Czas bez znajomych
    może być tak samo produktywny i wesoły jak ten z nimi. Nasz spokój jest
    naprawdę w głębi Nas samych - nie w ilości znajomych. Czas ze sobą samym jest
    ważny aby odnowić baterie, przemyśleć rzeczy, może zrobić dodatkowy kurs lub
    poprostu postać w kuchni. Ja nie widzę w tym nic złego i ten okres trwa tyle
    ile tak naprawdę Nasza psychika potrzebuje.
    Sugeruję więc aby wykorzystać ten czas jak najweselej, najproduktywniej bo nie
    ma powodu aby ktoś a Nas tkwił w jednym miejscu na całe życie.

    Co może Nas zatrzymać w miejscu to Nasz własny strach. Strach przed życiem i
    zmianami jakie ono przynosi.

    Pozdrawiam
    Kan

  • sylwek07 27.12.06, 11:00
    co do znajomych masz racje ze czasami warto zyc bez nich i samemu ale sa momenty
    ze potrzebujemy kogos kto Nas ochroni,pomoze itp i jesli tego kogos sie nie
    znajdzie wtedy pojawia sie duzy problem..Ja przez to przechodzilem i nie
    chcialbym wpasc znowu w takie cos bo nie wiem czym by sie to skonczylo nastepnym
    razem(nawet nie chce myslec o tym).
  • kata_rynka 27.12.06, 14:29
    Ja posty cytrynki tez odebralam jako biadolenie rozpieszczonej panienki, ktora
    od zycia w dooope nie miala okazji dostac.
    Ze ma ambicje to rozumiem, ze nie interesuja ja niektore prace rowniez, rowniez
    rozumiem, ze brak znajomych i brzydka pogoda moga byc niemilym doswiadczeniem.
    Ale nijak nie rozumiem, dlaczego to wszystko mialyby byc powody do zakonczenia
    zywota za pomoca zyletki? Moze ma jakas straszna depresje, ktora powoduje
    wyolbrzymianie problemow i powinna biec do lekarza. Jesli to nie to...to jak w
    pierwszym zdaniu.
  • kan_z_oz 28.12.06, 13:03
    Kobieca Polonia może wszystko. Po to przecież istnieje aby 'pobdubować'innych.
    Cytrynko - trzymaj się. Rozumiem, że jest Ci ciężko i boisz się nowej
    przyszłości.
    Wszystko jest w porządku a kwestia utraty czasu jest złudzeniam. Nic Cię nie
    ominie. Nie stracisz też czasu jeśli tylko zaczniesz 'płynąć z prądem' wydarzeń.
    Z życiem nie należy walczyć, bo jest to walka skazana z góry na niepowodzenie.
    Emigracja jest taka jaka jest i należy cieszyć się nią, akceptować rzeczy tak
    jak przychodzą i szukać nowych możliwości.
    Cisza pomaga i nie ma w niej nic złego.

    Kan
  • kajamama1 29.12.06, 14:46
    cytrynko,
    poszukuje Cie na forum, bo ja tez w gtbg. odezwij sie, prosze, to moze sie
    gdzie umowimy na kawe?
  • kajamama1 29.12.06, 14:48
    To jeszcze raz rodaczka z Gbg-a. podaje moj e-mail: patrjabl@yahoo.com (wpisz w
    temacie: cytrynka). Sciski
  • mformelbourne 29.12.06, 04:46
  • sylwek07 29.12.06, 12:18
    Powiedzialem znajomemu aby udal sie do psychologa no i zapisal sie na 1
    wizyte,wiec moze za jakis czas bedzie mogl wyjsc ze swojej przypadlosci.
  • kaszka13 30.12.06, 15:56
    Sylwku, to swietna wiadomosc, tylko, zeby kolega nie stchorzyl przed drzwiami
    gabinetu!

    --
    Dla Ewci i Mateuszka
  • sylwek07 30.12.06, 16:05
    ee raczej mu to nie grozi bo wie ze jesli nie zacznie tej sesji to bedzie nadal
    sie zle czul i widzi tego skutki.
  • bouquete 02.01.07, 03:16
    Ravi - jestem na emigracji 3 lata i tez mam mysli ze to byl wielki blad! Tylko
    ze ja mam tu meza, male dziecko i nie mam mozliwosci powrotu bo nawet jak mnie
    maz pusci to za co bede zyla z dzieckiem, pozatym kocham meza ale boje sie ze
    czasem moze to sie odwrocic przeciwko niemu bo jestem tu tylko dla niego.
    I mysle ze wolalabym byc w Twojej sytuacji bo jestes sama i nic Cie nie trzyma.
    Mozesz zaczac wszystko od nowa w Polsce.

    Ja dzis powiedzialam mojemu ze zrobie ze swojej strony wszytsko zeby byc tu
    szczesliwa i poznac ludzi, ale jak sie nic nie poprawi to on bedzie musial cos
    zmienic czyli wyjechac stad. Daje sobie rok i duzo mi z tym lepiej bo juz mam
    jakis cel, ale czasem mysle ze nawet tego mi sie nie chce, i ten rok zleci
    beznadziejny jak poprzedni i dalej bede w tym samym punkcie co jestem i tak juz
    zostane.

    Moze postaw przed soba podobny cel, zarob jak najwiecej, placuj po godz
    cokolwiek zeby troche zarobic i wrocic z czyms do Polski na poczatek, chyba ze
    masz tam oparcie i ktos Ci pomoze czego bardzo Ci zycze. Powodzenia!!!
  • zwykladziewczyna5 03.01.07, 04:26
    Nie rozumiem dlaczego nie mozesz niczym sie zainteresowac. W dobie Internetu
    nie mozesz winic miejsca, w ktorym mieszkasz. Nie mozesz otworzyc ksiazki, albo
    Internetowej encyklopedii Wikipedia i rozwijac swoje zainteresowania? Mozesz
    robic podroze wirtualne po muzeach, na DVD ogladac programy podroznicze. A co z
    nauka nowego jezyka? Ja znam kilka.
    Mysli samobojcze potraktuj powaznie. Ja nigdy nie bylam u psychiatry. Moze to
    blad. Probowalam kilkakrotnie sie zabic (wybralabym pewniejsze metody gdyby nie
    strach, a i tak nie wiem jak przezylam ).Bylam pare razy pasazerem samochodu,
    ktory mial wypadek i inni zgineli albo zostali powaznie ranni. Jakims cudem
    przezylam, nie bylam nigdy ranna. Nie przestalam bac sie jezdzic. Poszlam na
    tor wyscigowy i pojezdzialam naprawde szybko. Potem pracowalam pare miesiecy
    jako kierowca ciezarowek i jezdzilam w fatalnych warunkach pogodowych.
    Dwa razy (!) rozbily sie maly samoloty, ktorymi lecialam ze znajomymi i wszyscy
    oprocz mnie zgineli. Ja wyszlam z tego tylko ze zlamana reka, drugi raz ze
    zlamanymi zebrami. Nie dosc, ze nie zaczelam sie bac latac, to zrobilam
    uprawnienia pilota na male samoloty. Aha, gdy jeszcze nie umialam plywac
    topilam sie w oceanie i jakims cudem ktos mnie zobaczyl i uratowac. Zostalam po
    tym swietnym plywakiem, bralam nawet udzial w triatlonach (plywanie, rower,
    bieg) Doszlam do wniosku, ze nie jest mi dane zginac, ze jakas sila wyzsza chce
    zebym cos zrobila ze swoim zyciem, a nie rozczulala sie nad soba.
    Dzisiaj mam mnostwo zainteresowan i ciesze sie kazdym dniem.
  • adria231 03.01.07, 07:33
    Nie wiem,ile lat ma RAVI 10.Moge tylko napisac o tym,czego sama doswiadczylam w
    Australii.Dodam,ze mam +-60 i slaba znajomosc j.angielskiego.Wyjechalam na rok
    do rodziny w Melbourne.Poznalam tam wiele Polek w moim wieku i starszych
    mieszkajacych tam na stale od kilku,a nawet wielu lat.Niektore z nich w podobny
    sposob zachowywaly sie,jak Ravi10.Jedna z tych pan(ktora poznalam na kursie
    j.angielskiego dla Polakow) mawiala,ze gdyby miala w Polsce mieszkanie i jakies
    srodki utrzymania,to na nogach by do Polski wracala(mimo,ze wszystkie jej
    dzieci mieszkaja w Australii).Spędzilam tam rok.Byl to najwsanialszy rok mojego
    zycia.Duzo podrozowalam.Zwidzilam Tasmanie,Centralna Australie wraz z Uluru,a
    czesc australijskiej zimy spedzilam na Gold Cost.Mialam jednak swiadomosc,ze
    nie musze tam zostac na zawsze.To pozwolilo mi tak beztrosko spedzic te
    najwspanialsze wakacje swojego zycia.Dodam po cichu,ze nawet zakochalam sie w
    Australijczyku (a myslalam,ze to wszystko juz poza mna).Oczywiscie ,zdazylam
    sie odkochac i w zaplanowanym czasie wrocilam do Polski.Ja nie potrafilabym
    zamieszkac poza krajem.Wiem,dlaczego.Wspominalam o mojej slabej znajomosci
    j.angielskiego.Brakowalo mi swobodnych pogaduszek z przypadkowymi ludzmi,na
    ktore moge sobie u siebie pozwolic.Bylo mi szczegolnie przykro ,poniewaz ludzie
    mieszkajacy w Austalii sa bardzo otwarci,zyczliwi,sympatyczni.
    Wracajac do Ravi10-powinna zmienic otoczenie,a przynajmniej znajomych.A tego
    faceta z cmentarza gonic od siebie,jak najdalej.
  • asica74 03.01.07, 15:09
    o matko, a nie ugryzl cie krokodyl i potem nie zostalas poskramiaczem owych gadow?
    --
    dwa kota wink))
    i... - Co widzi optymista na cmentarzu? - Same plusy!
  • marjanna1 04.01.07, 10:55
    asica74 napisała:

    > o matko, a nie ugryzl cie krokodyl i potem nie zostalas poskramiaczem owych gad
    > ow?

    smile))))))))))))))
    --
    Czas odslania prawde
  • asia.sthm 03.01.07, 15:21
    zwykladziewczyna5 napisała:
    > ... Doszlam do wniosku, ze nie jest mi dane zginac, ze jakas sila wyzsza
    > chce zebym cos zrobila ze swoim zyciem, a nie rozczulala sie nad soba.

    Tez ten film widzialam . Unbreakable sie nazywa. Jest gdzies jakas inna
    zwykladziewczyna5, ktorej pewnie zebra pekaja nawet jak lekko kichnie.
    Powinnyscie sie spotkac i pogadac od serca.

    --
    po prostu, prosto z mostu....
    TWCH

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka