jak na wiosnę wątek znów wypłynął, to się pochwalę. w okresie jesienno-zimowym,
kiedy wszyscy mi mówili, żebym nawet nie zaczynała, bo słońca mało, więc apetyt
rośnie, deprecha i chęć na czekoladę, i to mi chyba pomogło, bo ja przekorna
jestem i z tej przekory 7 kilo straciłam, mam nadzieję bezpowrotnie. przepis?
proszę bardzo. najpierw ostra dieta - winko won, piwko won, słodycze won, parę
dni bez kolacji, klasyczne ważenie porcji - makaronu 50 gr, a ryżu 30 gr (takie
ograniczenia węglowodanów miała moja szwagierka przy cukrzycy ciążowej). jak
aperitif jakiś się trafił, to potem już bez kolacji. tak było parę tygodni,
efekty od razu (wiem, pierwsze kilosy najłatwiej się traci, ale u mnie posłużyło
to lepszej motywacji). następny sekret - gacie obciskowe. jak się w taki gacie
wbiłam, co mi wszystkie oponki ładnie wyrównały, to od razu wzrósł mi zapał,
coby świetną robotę kontynuować. a teraz chyba clou programu, bo potem dietę
odpuściłam, choć porcje ogólnie zmniejszyłam (ale w stosunku do początku
zwiększyłam, bo tamte są na prawdę głodowe), bo wyrobiło mi się oko (choć np
spaghetti dalej ważę, bo w garści biorę ze 200 gr na osobę, a teraz jem 100gr).
jakim cudem nie utyłam z powrotem? basen 3 razy w tygodniu (z tego 2 ostry kurs
z instruktorem) i co weekend narty. teraz narty zamienię na rower albo
parogodzinny spacer niedzielny. no i od czasu do czasu brak kolacji. i tego będę
się trzymać, czego i wam życzę.
odchudzające się i chudnące wszystkich krajów łączcie się!
a przy okazji wyciągnęłam książkę anthony robbinsa "obudź w sobie olbrzyma" i
muszę przyznać, że na motywację jest świetny. znacie? polecam serdecznie!