Tak jak w USC wszystko zalezy od Pani Jadzi tak w kosciele wszystko
w gestii konkretnego ksiedza w konkretnej parafii, w ktorej bedzie
slub. Nie ma jednego patent ani jedynej slusznej metody "obejscia"
nauk.
My bralismy slub konkordatowy w Krakowie w 2001. Maz jest Grekiem,
wyznania greckiego ortodoksyjnego

, ja katoliczka. Nie mowil po
polsku, nauk po angielsku nie bylo pod Wawelem (teraz ponoc sa).
Mimo wielu udogodnien i luzackiego ogolnie podejscia ksiedza na
nauki chodzic musialam sama, pieczatki nazbierac, poszlismy wspolnie
na pierwsze ze spotkan w parafialnej poradni malzenskiej. Pani nie
dala sobie wytlumaczyc ze symultaniczne tlumaczenie na angielski
rownic w fizjologii kobiety i mezczyzny mija sie z celem. Zato ja
wytlumaczylam ksiedzu, ze kolejne takie spotkanie grozi mi rozwodem
jeszcze przed slubem i ksiadz w trosce o nowa polsko-grecka komorke
spoleczna parafowal nam kolejne wyklady wlasnorecznie odgrazajac
sie, ze kiedys zrobi sobie greckie wakacje
Najrozsadniej bedzie obgadac zawczasu temat w parafii, w ktorej
bedzie slub, z ksiedzem, ktory bedzie go udzielal.
Zaoszczedzi to wielu dociekan, niespodzianek, rozczarowan bo jak co
to trudno bedzie tlumaczyc "bo na forum to wszyscy twierdzili, ze
sie da".

))
Powodzenia.