Dodaj do ulubionych

Palę lektury!

IP: 213.216.95.* 19.07.11, 21:54
Brawo,brawo dla autora tekstu.Wreszcie ktoś miał odwagę napisać to co myśli większość. Mam 42 lata,więc niech nikt nie pomyśli,że jestem gimnazjalistą któremu nie chce się czytać.
Edytor zaawansowany
  • Gość: iskram IP: *.dynamic.chello.pl 19.07.11, 22:04
    Nie chcą lektur, dać im do pustych łebków erotykę i mamy omulaki. brawo!!!!!!!!!!!!
  • Gość: Maxx IP: 173.233.201.* 19.07.11, 22:30
    Zgadzam sie z autorem... Spora czesc lektur szkolnych w Polsce to pozycje zniechecajace dzieci
    do czytania!

    P.S. Mature z jezyka polskiego zdalem w r. 1976 (z ocena "5")...
  • asiazlasu 19.07.11, 23:21
    Ja rowniez (mature itd). I w dalszym ciagu bardzo duzo czytam. Usmialam sie zdrowo czytajac artykul, sama przyjemnosc. Literatura polska w ogromnym stopniu jest niestrawna. Zwykla (niezwykla ?) grafomania. W moich wspomnieniach Pan Tadeusz trwal przez rok, a przez trzy walkowalo sie romantykow ktorzy sa prawdziwa katastrofa narodowa :-)
    Zdalam sobie sprawe z tego juz w szkole...ale co robic...Nie wynioslam traumy bo zadne lektury nie sa w stanie mnie zniechecic do czytania. Ale trzeba przyznac ze jest sie czego bac :-)

    > Zgadzam sie z autorem... Spora czesc lektur szkolnych w Polsce to pozycje zniec
    > hecajace dzieci
    > do czytania!
    >
    > P.S. Mature z jezyka polskiego zdalem w r. 1976 (z ocena "5")...





    --
    www.amauryvassili.com
  • eryn_7 20.07.11, 02:50
    Przeczytaj "Pana Tadeusza" dziś. Przkonasz się, że to dowcipna i interesująca historia. Tylko do tego trzeba umieć czytać trzynastozgłoskowca ze zrozumieniem. Kto nie przeczytał odpowiedniej ilości lektur raczej sobie nie poradzi.
    Autor artykułu bzdury wypisuje, licząc na poklask i glorię taniego odszczepieństwa. Lektury czyta się w szkole nie dla czystej przyjemności, tylko, co się może nie mieścić w głowie nałogowca gier komputerowych, by poznać rozmaite punkty widzenia, rzeczywistość dawniejszą, zjawiska kulturowe do których z racji oddalenia w czasie lub miejscu, nie mamy dostępu. Czytelnictwo rozwija zdolność do samodzielnego myślenia, a nie na odwrót. Im więcej różnych wzorów myślowych przejdzie nam - mniej lub bardziej świadomie - przez umysł, tym nasze myślenie będzie bardziej giętkie, gdy będziemy dorośli.
    Polska z czasów Konopnickiej w "Co słonko widziało" to użyteczna lekcja historii kultury.
    Zastąpienie literatury rodzimej obcymi tłumaczeniami na lekcjach polskiego, to też chybiony pomysł: z natury rzeczy tłumacze z mniejszą maestrią operują językiem niż pisarze oryginalni (gdyby było inaczej to też by pewnie pisali od siebie).
    A jeśli się komuś wydaje, że zastąpienie analizy lektur można z pożytkiem zastąpić zachęcaniem uczniów do wynurzeń na tematy współczesne i formułowania poglądów własnych, to muszę go zasmucić, że dzieci, którym stawia się takie wymagania, zamiast rzeczywiście wymyślać coś oryginalnego, zwykle piszą pod nauczyciela i jego rozumienie politycznej poprawności. Takie mam obserwacje z kanadyjskiej szkoły, gdzie naukę geografii i historii zarzucono już dawno, a literatury uczy się wyłącznie na przykładach współczesnych, wybranych według uznania nauczyciela. Rezultatem jest hermetyczna zaściankowość i ubóstwo intelektualne przeciętnego absolwenta.
  • Gość: P IP: *.iitis.gliwice.pl 20.07.11, 11:30
    Czytałem Pana Tadeusza "dziś", a raczej parę lat temu. Rzeczywiście dowcipna, lekka lektura.
    Jednak z Januszem Rudnickim się zasadniczo zgadzam. Rzecz nie w pojedynczej lekturze, jak to wytykasz (czy próbuje wytykać w nowszym tekście Zofia Kortas), ale w proporcjach.

    Niestety, lektury cementują świat dla dzisiejszej młodzieży obcy -- świat wsi, w dodatku dziewiętnastowiecznej i bogoojczyźnianej. Oczywiście, coś z takich lektur powinno zostać dla nauki kultury i historii języka polskiego, ale nie powinny być wyłącznie skansenem -- a nim są. I nie wiem, czy zostawiałbym "Pana Tadeusza", gdyż podkreślanie patriotyzmu i piękna opisów przyrody są najlepszymi sposobami na to, by przesłonić piękno języka i humoru autora.

    Przeciwstawiasz luz, zabawę, grę, nauce, analizie i wyciąganiu wniosków.

    Po pierwsze, zapominasz o ideale nauki przez zabawę, a mogę się założyć, że jeśli lubisz czytać, to nie dla szkolnych analiz, ale dla kilku tytułów, które w swoim czasie zachwyciły. Dlaczego książka nie może zostać lekturą w odpowiedzi na zainteresowanie uczniów? Dlaczego musi odczekać jedno pokolenie (przynajmniej) zanim trafi do kanonu, a potem w nim pozostaje mimo anachroniczności?

    Pamiętam z czasów szkolnych, że były książki wśród młodzieży modne -- a to Lem, a to "Mistrz i Małgorzata", a to Kafka (nie wchodzący wówczas do kanonu). Nie wiem, co dzisiaj pociąga młodzież najbardziej -- może coś z fantasy? Dlaczego po to nie sięgać? To bywa całkiem dobra literatura, a przynajmniej nie gorsza od Sienkiewicza :)

    Po drugie, gdzież te analizy? Miałem okazję nie tak dawno zerknąć do publikacji polskich polonistów, w której podkreślali mądrość przeróżnych "wielkich pisarzy". Czasami słusznie, ale czasami ze straszliwie wąskimi horyzontami -- pisali oni z pozycji kapłanów kultu wieszczów, a przy tym kompletnych ignorantów dla kultury światowej tego samego okresu. W przypadku nauki szkolnej jest jeszcze gorzej, bo mamy uproszczone wzorce wyciągnięte z tych analiz. W dodatku analiz sytuacji dla dzisiejszej młodzieży zupełnie abstrakcyjnych.
  • Gość: kokieteria IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.11, 11:53
    Jeden z mądrych głosów w tej dyskusji.
    Przykładów palenia książek w historii ludzkości było już wiele. Zawsze kończyły się paleniem ludzi. Po bzdurnych hasłach zachodniego futuryzmu nie zostało śladu. Mądre narody wiedzą, że wielkość w ogromnej mierze zawdzięczają historii i tradycji. Bez ciągłości i czerpania z doświadczeń poprzednich pokoleń zachowujmy się jak na poły wyzwolony motłoch wbiegający do pałacu i niszczący wszystko, co jest przedmiotem zazdrości, zawiści, ale też niezrozumienia. Jeść można ciężkimi, srebrnymi sztućcami, ale po co się tak męczyć (szykując odpowiednie nakrycie, siedząc prosto, bawiąc współbiesiadników rozmową, etc.), skoro można zgarbić się przed telewizorem i wkładać sobie aluminium do gęby. Banalny przykład, ale niestety propozycja autora do tego zmierza. Do zrzucenia z siebie ciężaru, jaki narzuca nam wysoka kultura. Czytanie lektur (które owszem bywają nudne i sama bym wiele z nich pozamieniała) jest zaledwie jednym z elementów, z których budowana jest nasza tożsamość. Bycie swobodnym, pewnym siebie i obytym w świecie zawsze wiąże się z rozumieniem i szanowaniem własnej kultury i tradycji. Tylko mentalni nuworysze palą to, co zastali na swojej drodze, a czego nie zrozumieli i uznali za niepotrzebne. Jak widać po większości wypowiedzi, polskie społeczeństwo (nawet to coś tam czytające) ma mentalność pańszczyźnianych chłopów w chwili uwłaszczenia i rzeszy podjudzanych robotników w momencie buntu. Nie w tym nic nowoczesnego. W nowoczesność można wejść tylko stopniowo, rozumiejąc procesy historyczne, społeczne, kulturowe i mentalne ludzkości. Spalenie podwalin równa się z powrotem do początków, których tak bardzo Autor i przyklaskująca mu większość się wypiera. To jest właśnie największy absurd takich postulatów.
    A mówiąc szczegółowiej, na kolejne lektury jest odpowiedni czas. Większość lektur serwowanych w liceum jest niestrawna, bo jest podawana za późno. W przygodach z Trylogii powinni się zaczytywać 12-latkowie, a w liceum czytać choćby Potockiego czy Choromańskiego. Owszem, zdecydowanie za mało jest literatury powszechnej. Ale dlatego w szkole jest nauczyciel, by podpowiadać, do czego warto sięgnąć, co jest podrzucić uczniom - ot tak, mimochodem. Nie ma lepszej inspiracji niż wzmianka o genialnym tekście, pokazanie wyjątkowego fragmentu i porzucenie go. Lektury są przez uczniów znienawidzone nie dlatego, że są głupie, puste i nudne, ale dlatego, że są obowiązkowe. Nie znaczy to, że trzeba zlikwidować listę lektur. Nie. Żyjemy w jednej kulturze, posługujemy się tym samym językiem i właśnie dlatego musimy mieć wspólną bazę, do której się odnosimy. Jeżeli chcemy być częścią danej społeczności, musimy rozumieć wspólne odniesienia. Im więcej wiemy, tym swobodniej i pewniej poruszamy się po świecie.

    P.S. Kilka tygodni temu byłam na spotkaniu z Autorem i niestety do autorytetu jakiegokolwiek mu szalenie daleko. Owszem, zdarzy mu się od czasu do czasu napisać zabawne opowiadanko, ale nie ma w ogóle przenikliwości, jeśli chodzi o literaturę. Podczas spotkania nie odpowiedział na żadne rzeczowe pytanie, unikając jakiejkolwiek refleksji. Poza tym miał ogromną trudność ze zbudowaniem jednego poprawnego zdania. Nie sądzę, by był to wynik stresu, bo Autor nie od dziś spotyka się z czytelnikami. Ogólnie bardzo przykro czyta się futurystyczne w duchu wypowiedzi osób, które z erudycją i elokwencją są sporo na bakier.
  • stanwewnetrzny 20.07.11, 13:14
    Nie wiem czy coś brał, czy może trzeba to zrzucić na karb molestowania seksualnego przez woźną w głębokich piwnicach id ale tego się nie da czytać.
    Styl fatalny! Słów za dużo, bełkotliwe jakieś i pourywane. Nadprodukcja wyrazów.
    Po przeczytaniu tego tekstu aż trudno uwierzyć, że alfabet ma 24 litery, a w Wyborczej pracują normalni ludzie.

    --
    stanwewnetrzny.blox.pl
  • polska_baba 20.07.11, 03:43
    Czytanie to moja pasja od dzieciństwa, więc szkolne lektury mnie nie zniechęciły, ale zgadzam się z autorem artykułu - lektury szkolne to głównie niestrawne ramoty, mające się nijak do współczesnego życia.
  • 2lkad1 20.07.11, 09:19
    Bo jakkolwiek zgadzam się w ogólnej wymowie z autorem, to przecież nie do końca. Czytając prozę i poezję dziewiętnastowieczną, gdzie się nie rozumie (no, chyba, że się ma przypisy) wielu kontekstów, wielu archaicznych wyrazów, etc. etc. młody umysł nie tylko się męczy, ale też GIMNASTYKUJE.
    Moją pasją są języki, a być może dzięki lekturze tych staroci potrafię, znając tylko literacką wersję danego języka (bo takiej się uczyłem) zrozumieć intencję człowieka niepiśmiennego, mówiącego tylko dialektem, mającego na dodatek dziwaczny tok rozumowania i mało zrozumiałe poczucie humoru. Zupełnie jak autorzy i bohaterowie przeklinanych przez artykuł pozycji.
    A zatem - zgoda, nie męczmy jakimiś "Starymi Baśniami" - fatalnie, przyznaje "archaizowanymi" przez stachanowca Kraszewskiego - całej klasy.
    Ale grupki dzieci o zainteresowaniach lingwistyczno - humanistycznych - dlaczego nie?
    Przy czym nie bójmy się im powiedzieć prawdy, dlaczego Dąbrowska nudzi w "Marcinie Kozerze" tak, jak nudzi, nie bójmy się wskazać im jej potwornego produkcyjniaka "Na wsi wesele" i pozwolić im się z tego pośmiać.
    Zgadzam się z autorem artykułu, że nie wolno traktować naszego bagażu (garbu?) literackiego jako świętości i nienaruszalnego kanonu.
    Ale nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Kto z obcokrajowców, chcący zrozumieć, o co tym Polakom w ogóle chodzi, a traktujący swoją misję poważnie nie zmusi się do lektury wymienionych "strasznych pozycji"? Chyba żaden.
    A że się ma to nijak do wspólczesnego życia? Właśnie, że nieprawda.
    Kto zrozumie choćby dętą histerię z Krakowskiego Przedmieścia AD 2010/2011 bez lektury romantyków?

    polska_baba napisała:

    > Czytanie to moja pasja od dzieciństwa, więc szkolne lektury mnie nie zniechęcił
    > y, ale zgadzam się z autorem artykułu - lektury szkolne to głównie niestrawne r
    > amoty, mające się nijak do współczesnego życia.
  • wisarionowicz 20.07.11, 00:41
    Gość portalu: Maxx napisał(a):
    > Zgadzam sie z autorem... Spora czesc lektur szkolnych w Polsce to pozycje zniechecajace dzieci
    > do czytania!

    Nie zgadzam sie z autorem. To nie lektury sa zniechecajace, tylko mloziez ich nie rozumie, bo nie rozumie slowa pisanego, a nikt nie potrafi ich tego nauczyc.

    > P.S. Mature z jezyka polskiego zdalem w r. 1976 (z ocena "5")...

    Matura z j. polskiego na "5" w 1978
  • nikodem123 20.07.11, 00:45
    A co tu jest do rozumienia.
    Orzeszkowa i Mickiewicz nadają się jedynie do studiów nad historią literatury.

    Taka jest prawda.

    150 lat minęło jak jeden dzień.
  • ar.co 21.07.11, 17:31
    Chyba nad historią grafomanii.... Przecież to, co wyprawia Mickiewicz w "Panu Tadeuszu" to czysta grafomania! Te rymy częstochowskie! (sznurek - mazurek, oblicze - rolnicze) I to ma być poezja?
  • nchyb 20.07.11, 09:38
    > Spora czesc lektur szkolnych w Polsce to pozycje zniec
    > hecajace dzieci do czytania!
    święta prawda.
    Dodatkowo, w zależnosci od nauczyciela - sposób ich omawiania potrafi obrzydzić najpiękniejszą książkę...
  • Gość: Soze74 IP: *.202.159.178.ip4.galileusz.pl 19.07.11, 22:14
    Chodziłem do szkół w czasach gdy nie było netu/xero/streszczeń. Nie czytając lektur zrobiłem maturę i studia. Dziś 60% lektur to "dinozaury": tak samo potrzebne, tak samo atrakcyjne. Czas poświęcony na lektury (Polski która zanika/jest ziarenkiem w kulturze i historii europy) jest stracony - lepiej się uczyć języków. Zawsze się przydadzą, zawsze się dogadasz. Nikt w pracy (holender, włoch czy węgier) nie spyta co robiła "Pani Dulska" - spytają czy odebrałeś fax/maila i czy kumasz co z nim zrobić.
  • Gość: a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.11, 22:39
    Tak, tak! Tylko języki obce! Żadnej fizyki, matematyki, biologii i co tam jeszcze było! jeśli geografia to tylko państw zachodnich, nasza jest taka nudna. W ogóle rozwalić szkoły i od razu posłać dzieci do Europy, niech wrastają tam w wielkie kultury, ach. Czyż nie?
  • nikodem123 20.07.11, 00:01
    Szkoda, że nie przeczytałeś żadnej z książek krytykowanych w tym felietonie. Mógłbyś coś sensownego powiedzieć w sprawie lektur.
  • Gość: a IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.07.11, 23:37
    Przeczytałam wszystkie. A nawet jeszcze wiecej. Także pisma mistyczne Słowackiego - już na studiach.
  • Gość: osioł IP: *.opera-mini.net 20.07.11, 06:31
    tak,tak....MASZ RACJE !!!ale po co ci ONA?
  • Gość: q-ku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.11, 22:44
    wszystko zajarzyłem
    no to nara
  • Gość: mgr IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 00:33
    No jasne - do sortowania śmieci wystarczy przecież podstawowe wykształcenie.
    A szkoła w ogóle jest niepotrzebna:
    Po co komu fizyka, chemia, biologia?
    Na matematyce powinni tylko nauczyć tabliczki mnożenia i wypełniania PITów!
    Geografia i historia to przeżytek - w końcu jesteśmy w UE, a od kiedy - czy to ważne?
    WF - po co to komu - przecież i tak w pracy nie będziesz potrzebował pamiętać jak się robi przewrót w tył albo skok przez kozła!
    Niech uczą tylko informatyki, języków obcych i obsługi urządzeń biurowych/maszyn, a najlepiej to obsługi od razu po niemiecku, bo teraz można tam wyemigrować!
  • nikodem123 20.07.11, 00:42
    Ciekawa teoria.
    Jak z kanonu lektur wyleci Mickiewicz i Orzeszkowa, to dzieciaki przestaną być nauczane chemii i matematyki.
    Zaczną natomiast pojmować informatykę.
    Czyżby Konopnicka blokowała przyswajanie zasad pisania programów w języku C++?
    Bardzo ciekawa teoria!
  • Gość: mgr IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 01:03
    Nie zrozumiałeś mnie.
    Według mnie autor wpisuje się w zauważalny wśród współczesnej młodzieży trend, że "a po co mi xxx potrzebne". Idąc tym tropem, można by zminimalizować szkołę do formy kursu na konserwatora powierzchni poziomych, urzędnika niższego szczebla, itp. zajęć, niewymagających wykorzystania kreatywności, wiedzy o świecie, itp.
    A co tam, im więcej młodych będzie pracować, zamiast się uczyć, tym lepiej dla budżetu państwa i ZUSu (odwlecze się trochę w czasie moment ich upadku) - tak sobie tłumaczę ostatnie decyzje ws. edukacji - włączając w to posyłanie sześciolatków do pierwszej klasy...
  • nikodem123 20.07.11, 01:22
    Zrozumiałem Cię doskonale, ale odpowiedziałem hiperbolicznie.

    Nie dla wszystkich, tak jak dla mnie, czytanie książek jest przyjemnością.

    Zaraz! Iwaszkiewicza nie jestem w stanie przebrnąć! Nawet "Panny z Wilka" czytam, brnę już drugi rok, bo chciałbym porównać film (palce lizać) z książką.

    "Tatarak" dla mnie gniot i jako film i jako opowiadanie.

    Ale do rzeczy! Serwowanie takie zestawu lektur jest bez sensu. One nie są trudne, bo autor zastosował jakieś niezrozumiałe tricki. One są trudne, bo one są nudne.

    Te "Dziady" i ten nieudacznik "Kordian", i ta nieśmieszna "Zemsta", nie mówiąc już o grafomanach Orzeszkowej i Sienkiewiczu.

    To nie jest trudna literatura. To jest literatura MĘCZĄCA!
  • Gość: mgr IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 01:44
    Odpowiem Ci tak:
    Nie dla wszystkich czytanie Sienkiewicza jest męczące.
    Jeden z nauczycieli w liceum (wcale nie polonista:P) powiedział nam, że wykształcony Polak nie chwali się, ŻE przeczytał "Trylogię" tylko - KIEDY OSTATNIO. To oczywiście lekka przesada, ale nie uważam, żeby przeczytanie tego stanowiło jakąś wielką trudność...
    "W pustyni i w puszczy" nie uważam za aż tak wybitne, podobnie "Quo vadis" czy "Krzyżaków", ale nie uważam też, żeby były szczególnie trudne w odbiorze.

    Bardzo podobała mi się w liceum "Lalka" Prusa, natomiast reszcie mojej klasy nie koniecznie i pewnie dlatego jej nie przeczytali... Gdyby nie była lekturą, podejrzewam, że nie przeczytałbym do dzisiaj. I wydaje mi się, że właśnie czas szkoły jest czasem czytania lektur (książek potrzebnych do znajomości takiego minimum polskiej literatury i kultury). Na studiach czyta się już bardziej pod kątem specjalności, jaką się wybrało. A gdy się zacznie pracę, niestety, na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że bardzo brakuje czasu na czytanie JAKICHKOLWIEK książek...
    (pewnie zamiast siedzieć tutaj i wypisywać komentarze, mógłbym przeczytać kilka stron książki, której nie mogę skończyć od raku:P)

    Pozdrawiam i dobrej nocy!
  • emilly_davisson 20.07.11, 11:06
    Ja z kolei Iwaszkiewicza uważam za jednego z największych polskich twórców. Jego proza jest nieporównywalna z żadną inną. To czyste piękno. Tak jak Juliana Stryjkowskiego - genialna "Austeria" czy Bohumila Hrabala - nieporównywalne z niczym innym "Auteczko". I nie chodzi mi to o treść ale o język, którymi ci twórcy operują. Chociaż akurat za "Pannami z Wilka" niekoniecznie przepadam.

    Ale wracając do realiów: sęk w tym, że młodzież szkolna od lat tych wielkich dzieł nie czyta, tylko czyta streszczenia i opracowania. A lekcje szkolne polegają na dokładnym odpytaniu z treści lektury i udowodnieniu, że młodzież nie czytała (młodzież stara się udowodnić coś przeciwnego, oczywiście). Po czym następuje wspólne dochodzenie do z góry założonej tezy, że dzieło wielkie jest, a autor miał to , nic innego na myśli.

    Moim zdaniem nie ma to zbyt wielkiego sensu, i może słuszniej byłoby zrezygnować z wszystkich tych wielotomowych lektur na rzecz bardziej współczesnych. I zostawić tylko pewne fragmenty w ramach nauki historii literatury. Bo, jakby nie było te lektury to już historia !!!
  • eryn_7 20.07.11, 03:04
    Nie przeczytałeś, to się nie rozsmakowałeś. Tak jak muzykę poważną, kuchnię indyjską jarską, operę chińską czy sery francuskie po obiedzie, trzeba konsumawać przez czas jakiś, zanim się je zrozumie i doceni tak i literaturę starej, wyrafinowanej kultury jaką jest polszczyzna trzeba poznawać z kluczem.
    Czytając po polsku dużo i z różnych źródeł pomagamy sobie również w późniejszym poznawaniu języków obcych. A języka obcego też nie da się porządnie nauczyć w oderwaniu od literatury danego języka.
  • asteroida2 20.07.11, 13:16
    > Tak jak muzykę poważną, kuchnię indyjską jarską, operę chińską czy sery francuskie po
    > obiedzie, trzeba konsumawać przez czas jakiś, zanim się je zrozumie i doceni tak i
    > literaturę starej, wyrafinowanej kultury jaką jest polszczyzna trzeba poznawać z kluczem.

    To może lepiej wprowadźmy lekcje smakowania kuchni indyjskiej, słuchania opery chińskiej i próbowania serów francuskich?

    Bo czemu koneserstwo w dziedzinie literatury polskiej ma być bardziej wartościowe od koneserstwa w jakiejkolwiek innej dziedzinie? Przecież gdy wszyscy są koneserami tego samego, staje się to zwykłym banałem. Historyczna literatura Polski to obecnie wyłącznie obiekt kpin. Każdy, kto do tego podchodzi inaczej, jest przez społeczeństwo traktowany jako dziwak. I jest to właśnie zasługą kanonu lektur szkolnych.
  • eryn_7 20.07.11, 16:16
    Bo czemu koneserstwo w dziedzinie literatury polskiej ma być bardziej wartościowe od koneserstwa w jakiejkolwiek innej dziedzinie? Przecież gdy wszyscy są koneserami tego samego, staje się to zwykłym banałem.

    Dlatego, że materią naszych myśli jest język, logika jest zawarta w języku, a nie poza nim, myślenie wyłącznie obrazami jest poza sferą racjonalności. Trzeba znać język nie tylko współczesny, ale i historyczny, żeby dobrze zrozumieć jego struktury i możliwości. Przypominam, że te rzadkie przypadki zaniedbanych dzieci, do których nie mówiono w odpowiednim wieku i nie nauczyły się mówić, pozostają niedorozwinięte umysłowo. Podobnie i Ci, którzy nie poznali języka ojczystego na odpowiednio wysokim poziomie obrazowania, pozostają upośledzeni w swoich zdolnościach rozumowania i myślenia. Czytanie różnorodnej i bogatej literatury w języku, którym zaczęło się mówić pozwala w pełni rozwinąć umysł.
    Inne zjawiska kulturowe można, rzecz jasna, też poznawać, zdając sobie przy tym sprawę, że są ze swojego kontekstu kulturowego wyrwane, i przez to nie człkiem dla nas dostępne.
  • aegis_of_heart 20.07.11, 21:08
    Nie, nie trzeba.

    Wręcz przeciwnie, znacznie lepszą formą nauki byłyby tak teksty z Kabaretu Starszych Panów, jak dobra poezja, wybrane najlepsze felietony, reportaże, przekłady czy teksty bardziej współczesne.
  • eryn_7 21.07.11, 18:21
    Warto by było zobaczyć, jak Twoją propozycję zastąpienia czytania klasyków literatury polskiej czytaniem przekładów i oglądaniem transmisji telewizyjnych Kabaretu Starszych Panów skomentowano by w owym kabarecie... Na pewno odpowiedni doceniono by tam swój awans na pozycję szkolnego bryku... Mogło by być śmiesznie!
    No bo same teksty, wyrwane z kontekstu i odczytywane drętwo znad katedry szkolnej też mogą niektórych nudzić! Zwłaszcza, że kto nie umie, przebijając się z wysiłkiem przez tekst, docenić subtelnego humoru np. "Pana Tadeusza", też nie doceni wyszukanych żartów Starszych Panów.
    Czyli żeby przybliżyć młodemu odbiorcy tekst literacki, najlepiej słowo pisane, i wysiłek związany z przebrnięciem przez tekst drukowany zastąpić łatwiej strawnym i nie męczącym umysłu przekazem audio-wizualnym?
    Polecam książkę "The Disappearance of Childhood" ("Zanik zjawiska dzieciństwa") Neila Postmana, w której poruszone są zjawiska związane z zacieraniem się różnicy pomiędzy dorosłym i dziecięcym sposobem komunikacji, oraz zanik zjawiska dojrzewania intelektualnego w społeczeństwie, w związku z bezrefleksyjną i bezwysiłkową naturą środków masowego przekazu wizualnego. Średniowieczny analfabeta był równie dobrym odbiorcą przedstawiającej sztuki kościelnej (malarstwo, rzeźba, misteria) gdy miał lat siedem, jak i gdy miał lat dwadzieścia czy siedemdziesiąt. I tak samo był traktowany społecznie - często pracując. Podobnie do odbioru przekazu telewizyjnego nie potrzeba długotrwałego okresu uczęszczania do szkoły... Wraz z pojawieniem się druku zaczęło rozwijać się pojęcie dzieciństwa, jako okresu zdobywania edukacji i dojrzałości mentalnej. Według autora powyższej książki trend ten jest obecnie w zaniku i społeczeństwo w swojej masie osuwa się z powrotem w przedracjonalny sposób odbierania świata i bezrefleksyjne uczestnictwo w życiu społecznym. Ma to swoje plusy w społeczeństwie konsumpcyjnym, bo indoktrynowany obrazami, bezmyślny odbiorca, to lepszy konsument.
  • Gość: eee.e.e..e.e IP: *.farmacol.com.pl 20.07.11, 15:05
    ...to była zwyczajna strata czasu. Od razu do roboty trzeba iść było.
  • zabrzanin 19.07.11, 22:31
    Cały problem z kanonem lektur polega na tym, że idiotycznym pomysłem jest istnienie kanonu lektur... To taki zabieg urzędników, którzy nie wierząć w połączoną mądrość uczniów i prowadzącego ich nauczyciela/nauczycielki, bazując na powstałym w XIX wieku fundamencie, roszczą sobie prawo do stwierdzeń: my wiemy najlepiej, czego potrzebuje młoda dusza, by w przyszłości być szczęśliwą...
    Brak kanonu lektur musiałby wyzwolić dialog pomiędzy uczniami i nauczycielami o tym, czego potrzebuję, w oparciu o co, co jest dla nich inspirujące, zgłebią dorobek literaccki ludzkości (i tak zapewne w sposób po pierwsze polskocentryyczny, po drugie europocentryczny). No, zapewne część uczących sobie nie bedzie potrafiła z tym radzić - ale to ci, co i dziś raczej krzywdzą w procesie nauczania...
    A do autora tekstu - niech nie wrzuca wszystkich uczących do jednego worka, bo to nieładna stereotypizacja
    zabrzanin - bynajmniej nie nauczyciel-polonista
  • Gość: mgr IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 00:43
    Zgadzam się co do dwóch rzeczy - nie powinno się wrzucać wszystkich uczniów do jednego worka oraz tego, że kanon lektur to szkodliwy wymysł urzędniczy.
    Wydaje mi się, że zbliżonym do idealnego, byłaby możliwość wybierania przez nauczyciela lektur, ale jak w takim wypadku przeprowadzono by ogólnopolską maturę, taką samą dla wszystkich? Pewnie zabrzaninie uważasz, że nie powinno jej być. Ja nie mam na ten temat zdania.
    A co do "dialogu między uczniami i nauczycielem" to chyba zaszło jakieś nieporozumienie, ale nie wyobrażam sobie skąd uczniowie podstawówki (którzy zaczynają swoją "przygodę" z czytaniem książek) mogą wiedzieć, czego potrzebują od książek???
    A oprócz polsko- i euro-centrycznego dorobku literackiego jest jeszcze np. młoda, ale bogata literatura amerykańska...

    Pozdrawiam
  • eryn_7 20.07.11, 06:38
    Nie zgadzam się. Programy nauczania powinny istnieć, bo zdając się na wybory nauczycieli moglibyśmy mieć zbyt duży rozrzut w jakości nauczania.
    A co do literatury amerykańskiej, to nie jest ona systematycznie nauczana w szkołach powszechnych w Ameryce, nie mówiąc już o literaturach innych.
    Propozycje, by literaturę rodzimą zastąpić zagraniczną na lekcjach języka polskiego nie uwzględniają prawdy, że by naprawdę docenić dany utwór literacki trzeba go przeczytać w oryginale, bo przekład, nawet najlepszy, nie jest w stanie oddać wszystkich niuansów dzieła. Język sam w sobie niesie pewne pojęcia, odnośniki kulturowe, które są nieprzekładalne dosłownie. Nie da się uczyć języka polskiego wyłącznie na literaturze obcej. Trudno, naprawdę, o większy nonsens.
  • frog1 19.07.11, 22:36
    "Buszujący w zbożu" był kultową powieścią mniej więcej w tych czasach, kiedy kultowe były flamastry oraz znaczki z małpą i Papuasem.
  • Gość: Shadowthrone IP: *.les.ar.krakow.pl 19.07.11, 22:37
    Na szczęście znakomitą większość pierdół, do których czytania byłem zmuszany, zapomniałem totalnie. Nawet już nie pamiętam z jakiego to wybitnego dzieła pisałem maturę. A tyle jest świetnych książek...
  • Gość: X. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.11, 23:17
    "Dobrze napisane" - HAHAHAHAHA!
  • nikodem123 19.07.11, 23:57
    Ja pamiętam swoje pytania maturalne! :-) 1986r.
    1. "Dworek szlachecki jako znamię życia Polaków na przestrzeni wieków". Stały motyw do dzisiaj: wieś, szlachta wiejska jako skarbnica polskości. Temat zapamiętany dosłownie.
    2. "Potop walka o godność istnienia ojczyzny" - jakoś tak.
    3 "Próba ratowania godności człowieka w literaturze z II Wojny Światowej" - ten temat wybrałem

    Wojna, wiocha, szlachta... dość takich lektur!
  • shadowthrone 20.07.11, 07:51
    Przeczytałem do końca artykuł na temat, który mało mnie obchodzi - oznacza to, że jest bardzo dobrze napisany. Pozdrawiam
  • Gość: Janusz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.11, 22:37
    Brawo!
    W średniej szkole miałem genialną polonistkę, która za wypracowanie w którym jak święty Michał diabła - zjechałem "Nad Niemnem", dostałem pozytywną ocenę, poniewaz moje wypociny były umotywowane i poparte znajomością tej paskudnej powieści. Kiedy Pani Tkaczykowa kilka miesięcy przebywała na zwolnieniu i na zastępstwo przyszła do nas młoda nauczycielka , za kilka uwag o grafomanii Mickiewicza w "Dziadach" omal nie wylądowałem na dywaniku u dyrektora (fakt... może moje pytanie przy klasie: "czego on sie nachlał?" było na lekcji troszke nie na miejscu).
  • Gość: 1958 IP: *.dynamic.chello.pl 19.07.11, 22:57
    Rzeczywiście Nad Niemnem nie da się czytać, a szczególnie rozwlekłych wielostronicowych opisów przyrody podczas męczenia których usypiałem. Nie przeczytałem tych babskich wypocin bo po 1/3 części żucia tego horroru zrezygnowałem. Byłem tak zrażony do tej lektury, że nawet wersji filmowej nie chciałem widzieć.
    Reymont, Wyspiański i jeszcze kilku rustykalnych pismaków o których nikt w świecie nie słyszał też dali popalić.
    Autor ma rację, większość tych tzw. lektur to literackie śmiecie i czas najwyższy by je zweryfikować
  • Gość: asiante IP: *.adsl.inetia.pl 19.07.11, 23:13
    Jasne, bo Nobel to polska nagroda.

    Przy czym Reymont konkurował o Nobla z Gorkim i Mannem (ale nie Wojciechem).
  • nikodem123 20.07.11, 00:07
    Nobla w tamtych czasach dostało również "Quo vadis". Powieść w dzisiejszym odbiorze: 'harlekin'
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 00:15
    Sienkiewicz NIE DOSTAŁ Nobla za "Quo Vadis", lecz za całokształt twórczości; można o tym przeczytać nawet na dyplomie w Oblęgorku. No, ale jak waćpan czytać nie lubisz, to skąd masz takie rzeczy wiedzieć, prawda?
  • nikodem123 20.07.11, 00:37
    Sienkiewicz jest dla mnie nieczytalnym, więc nie śledzę za co mu tą nagrodę przyznano.

    Nobel dla Sienkiewicza za CAŁOKSZTAŁT! Całe szczęście, że po 100 latach komitet noblowski nie jest już tak niefrasobliwy.

    Jedyny Nobel dla Polaka, który mnie śmieszy.
  • nazikomunista_back 20.07.11, 12:21
    Tak to już jest, że koprofagowi smażone pieczarki niemiło pachną.
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 13:01
    > Sienkiewicz jest dla mnie nieczytalnym, więc nie śledzę za co mu tą nagrodę przyznano.

    Ale napisać bzdurki nie omieszkasz. Polskie to.
  • Gość: q-ku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.11, 22:43
    pan autor grubo przesadza, ale jasne
    lektura nie powinna zanadto męczyć
    powinna być przyjemna
    i nie daj Boże żeby niepokoiła albo zmuszała do zastanowienia
  • eryn_7 20.07.11, 05:59
    Rewolucja, terroryzm, czerwona i nie zaraza, proletariat i burżuazyjne świnie - w rezultacie rewolucja kulturalna i czerwona książeczka jako jedyna lektura. Palę Paryż! i palę Dziady...
    Czyżby artykuł ten był przewrotnym protestem przeciw odebrania Brunonowi Jasieńskiemu tytułu patrona jednej ze szkół?
  • aegis_of_heart 20.07.11, 21:04
    Bez przesady i patosu, q-ku - sądząc po Twoich wpisach rozsądny z Ciebie człowiek.

    Powiedz mi, do jakiego to zastanowienia miałaby "zmusić" lektura "Starej Baśni" (zwłaszcza nastolatka) - poza zastanowieniem nad zupełnie marnowanym czasem?

    Jeśli ktoś chce się zacząć zastanawiać, to są znacznie lepsze książki niż polska literatura bogoojczyźniana (chyba, że nad lichością bogoojczyźnianizmu, ale to przyjdzie później).

    Osobiście wolałbym, by nauczanie nie zniechęcało uczniów do czytania i samodzielnego myślenia, nie "zmuszało" ich tylko zachęcało czy ostatecznie wymuszało, a w wieku późniejszym stawiało przed nimi poważne pytania z nieoczywistą odpowiedzią: jak w tylko literaturze wojennej "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka", |Rzeźnia nr pięć" czy "Paragraf 22".
  • Gość: rick.deckard IP: *.kielce.hypnet.pl 19.07.11, 22:44
    Artykuł równie kiepski, co krytykowane tytuły. Taka grafomania nigdy nie będzie przyczynkiem do poważnej debaty, która *jest* potrzebna.
  • Gość: asiante IP: *.adsl.inetia.pl 19.07.11, 23:06
    Dzieki za głos rozsądku. Nie wiem jak autor tak tragiczngo tekstu może rościć sobie prawo do krytykowania kogokolwiek.
  • nikodem123 19.07.11, 22:45
    Brawo!
    Zgadzam się z Panem.
    Nie przeżyłem może tak dużej traumy, gdyż w liceum lektury uzupełniające wybierali sobie sami uczniowie. Nauczycielka przedstawiała każdą pozycję i uczniowie wybierali.

    Wyrzucić Orzeszkową. "Gloria Victis" (bo krótsze), a szczególnie "Nad Niemnem" (bo dłuższe) są nie do przejścia. W dodatku zupełnie niepotrzebne.

    Wyrzucić Sienkiewicza! "Krzyżaków" w siódmej klasie podstawówki jakoś się czytało, w liceum "Potop" był nie do przejścia. Nudna książka.

    Pomysł z wyrzuceniem Klasyków - Mickiewicza i Słowackiego w pierwszej chwili bulwersuje. Po chwili zastanawia. Po przemyśleniu - przekonuje.

    Część polaków karmi się tą martyrologią męczeństwa z dawnych lat. Dziś to jest już nie potrzebne! Rzeczywiście! Te wszystkie opowieści o sybirze są anachroniczne. Chyba, że chcemy podgrzewać nastroje, że Rosja Carska nam zagraża.
    Tylko, gdzie tu car?
  • nazikomunista_back 20.07.11, 12:48
    Na Kremlu, nazywa się Putin. Ma sporą zgraję pomocników, to te chłopczyki co jeżdża na wojnę a to do Gruzji, a to do Czeczenii i ogólnie przypominają światu, że dogorywający niedźwiedź może być niewiele mniej groźny od "zdrowego".

    Całe to twoje jechanie po Sienkiewiczu tylko pokazuje, że jesteś snobującym się na intelektualistę gó...żerem. Nasza "trylogia narodowa" jest genialnym czytadłem, przy którym Hary Portier odpada w przedbiegach. Ma świetne, przekonujące postaci, sensacyjną nieraz akcję, świetny humor. Taki Alistair McLean podniesiony półkę wyżej. Ale, jak już pisałem wcześniej, koprofagowi zwykle smażone pieczarki podejrzanie pachną, tudzież wydają się niezwykle prostackie i nudne, no chyba że podane razem z nawozem.
  • ar.co 21.07.11, 17:39
    Ale ileż można czytać te same odgrzewane kotlety z Sienkiewicza? Kiedyś wzruszali mnie ludzie, którzy czytali w kółko Trylogię, teraz - tylko śmieszą i wzbudzają politowanie. Jest tyle świetnych książek, jak można tracić życie na ciągłe wracanie do tej samej, banalnej książki na poziomie średnio inteligentnego ucznia podstawówki?
  • bolek_i_jego_worek 19.07.11, 22:54
    Przy fragmencie o woźnej widać, że radiatorowi alkohol uderzył w tętnicę. Nic nowego na Czerskiej
  • emilly_davisson 19.07.11, 22:59

    Ja osobiście uwielbiałam całego Sienkiewicza, Żeromskiego, Orzeszkową, Reymonta itd. Ale przeczytałam te książki przed omówieniem ich w szkole jako lektur w ramach przedmiotu "język polski". Po ich omówieniu lekko mnie wzdraga na widok nazwiska "Żeromski". Resztę klasyków mam w poważaniu, ale też się do nich raczej nie zbliżam. Mickiewicza i Słowackiego czytałam już w ramach obowiązku szkolnego. Wkuwałam w tych ramach wskazane części na pamięć, omawiałam inne, dumałam nad wielkością razem z resztą klasy. Dlatego też muszę się przyznać: głęboko podziwiam wielkość tych wieszczów. Z dużej odległości.

    Poza tym czytam nałogowo.

    Tak sobie myślę, że dla poprawienia zdrowia społeczeństwa MEN powinno wprowadzić obowiązek picia alkoholu w szkołach na lekcjach polskiego. I omawiania tego. Wyrosłoby nam społeczeństwo abstynentów.
  • Gość: fijjja IP: *.upc-d.chello.nl 19.07.11, 23:14
    O, jakbym swoje słowa przeczytała! :-)
    Pozdrawiam!
  • polakzidaho 19.07.11, 23:06
    bo inaczej jest jak kłoda niesiona z prądem. Myślę, że autor nie bardzo rozumie (być może podobnie jak sporo nauczycieli) czemu właściwie lektury mają służyć. Oprócz wzbogacania słownika i zasobu pojęć, lektura dawnych tekstów pomaga w zrozumieniu motywów i pragnień naszych przodków; pokazuje sposób widzenia świata, oparty na innej aksjologii; pomaga w zrozumieniu historii. Być może liczba lektur jest nadmierna, i Orzeszkową możnaby odstawić - ale "Janko Muzykant" pokazuje z całą ostrością, jak wygląda krańcowa forma kapitalizmu i jak się żyje, gdy pozycja społeczna jest dziedziczona niezależnie od zasług. Co jest niedobrego w "Kamieniach na szaniec"? A sonety Mickiewicza są wspaniałe - choć może byłoby lepiej, gdyby oprócz "przestworów oceanu" uczniowie usłyszeli także perły humoru, jak w sonecie o wizycie. Myślę, że ten artykuł jest pomieszaniem z poplątaniem. Można lekturom wiele zarzucić, ale rezygnacja z czytania? Bo jest trudne i wymaga wysiłku? A to nieszczęście... Ale ktoś zapoznany z "Panią Dulską" i innymi arcydziełkami Zapolskiej łatwiej sobie poradzi w konfrontacji z problemami społecznej egzystencji. A przynajmniej będzie potrafił nazwać to co widzi, nawet jak nie będzie mógł wiele zmienić - a to też coś warte.
  • Gość: q-ku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.11, 23:23
    nie rozumie czegoś
    i nie rozumieją wszyscy mu przyklaskujący

    tego że tracą łączność ze swą kultura

    nawet zresztą nie wiedzą co to jest ta "ich" kultura

    dziczeje nam społeczeństwo, hedoniści z nich i lenie
  • Gość: Kushishu IP: *.play-internet.pl 19.07.11, 23:29
    Zgadzam się ze stanowiskiem, że warto przejrzeć kanon lektur. Jest wiele pozycji typu Sienkiewicz czy Orzeszkowa, które nie są łatwe, przejrzyste i przyjemne. Trzeba wielu wyrzeczeń, czasu, aby przebrnąć przez "Potop" czy też "Nad Niemnem". Jednak przecież książki te były pisane w takiej, a nie innej, epoce, w konkretnej konwencji itd. Może nie należy zupełnie wykreślać dzieł "ciężkich", tylko zaproponować do omówienia kokretne obszerniejsze fragmenty? Jeśli ktoś zechce, sam przeczyta. W moim liceum polonistka starała się realizować program, tzw. niezbędne minimum programowe, mimo że czasami sama nie zgadzała się z pozycjami. A oprócz tego "minimum" raz na jakiś czas robiła głosowanie, jaką książkę chcielibyśmy przeczytać i omówić na lekcjach. Coś ze współczesnych pozycji, polskich albo zagranicznych. Wychodziła z założenia, że ona też może się od nas czegoś ciekawego dowiedzieć. W ten sposób powstawały wspaniałe dyskusje. A przecież o to chodzi, prawda? O rozwój intelektualny. Zatem, tak, zmieńmy kanon lektur, tak, dodajmy nowe pozycje, ale nie, nie wyrzucajmy wszystkiego, co tylko trąci chrześcijaństwem, wsią, zaściankowością. Tego nie trzeba się wstydzić. Wszak 3/4 Polaków mieszka, pochodzi, pracuje na wsi. To nie żadna hańba.
  • nikodem123 20.07.11, 00:16
    Proszę!
    "Potop" i Orzeszkowa to się nadają tylko dla uczniów należących do kółek literackich.

    Książki nudne i głupie. Archaiczne.
  • Gość: mgr IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 01:20
    Według mnie, co do Orzeszkowej - zgoda absolutna!
    Ale jeżeli chodzi o "Potop" to przypomnę tylko taki cytat, nie wiem czy dokładnie (znalezione na szybko w necie), ale wydaje mi się, że nadaje się do opisania rzeczywistości walki politycznej w Polsce:
    [...]„Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami ciągniemy.”[...]

    Że nie wspomnę o licznych określeniach, które weszły do mowy potocznej, jak chociażby używana często przez komentatorów sportowych "obrona Częstochowy"...
  • nikodem123 20.07.11, 01:30
    Do mowy potocznej weszła "obrona Częstochowy".

    Do mowy potocznej weszło na przykład, znaczniej częściej używane przez polityków coś takiego: "próba zmiany kanonu lektur to jest >walka z wiatrakami< - nie mam takiej wiedzy, aby obecny parlament był gotowy na to ".

    Ten problem według mojej wiedzy to jest "puszka z pandorą".

    Przywracamy jako lekturę obowiązkową, niesłychanie nudnego "Don Kichota"?

  • Gość: rtr IP: *.promax.media.pl 20.07.11, 00:46
    Trudne, bo język uciążliwy, archaiczny. Czy warto? Wątpię. "Potop" i podobne wypociny Sienkiewicza to mało ambitna, płytka literatura, na poziomie przeciętnych hollywoodzkich produkcji. Rozruba, panowie z gorącymi głowami i panna w tle. Może to poprawiało morale podczas zaborów i tylko tyle.
  • nikodem123 20.07.11, 00:56
    W XiXw nie było telewizji. Sienkiewicz zastępował seriale: "M jak miłość", "Klan". Robił to perfekcyjnie, więc Nobel mu się należał.
    Czy jednak trzeba go dzisiaj czytać. Może lepiej obejrzeć polskiego tasiemca "W labiryncie" z lat dziewiędziesiątych?
  • Gość: magda IP: *.adsl.inetia.pl 19.07.11, 23:07
    Tak... motłochem łatwiej się rządzi... zróbmy sobie najgłupsze społeczeństwo jakie jest na ziemi, w sumie i tak jesteśmy już najbardziej inwigilowanym państwem w Europie. Matury idą z roku na rok coraz gorzej, chociaż ich poziom jest łatwiejszy. Przecież ktoś musi sprzątać, gotować i być robolem. Brawo dla autorów takich tekstów, jak i dla ludzi to popierających. Zróbmy z Naszych dzieci debili !!! Głosujcie na PiS - z nimi do średniowiecza!
  • sir_fred 19.07.11, 23:13
    3/4 lektur spokojnie można wymienić na świeższe lub po prostu lepsze pozycje.
    Rozdmuchane Mickiewiczostwo i Sienkiewiczostwo. Kilogramy Żeromskiego. Cały barok można swobodnie skrócić do dwugodzinnego przeglądu pt. "tak kiedyś było". Bo wartości to nie ma żadnej. Te Orzeszkowe, Konopnickie - do worka i w ślad za Marzanną. Dać ludziom trochę ze świata. Jak to jest, że młody, ponoć wykształcony człowiek, nie zetknie się w szkole z Twainem, Bułhakowem, Dickiem, Vonnegutem. Nie pozna "Paragrafu 22" czy "Lotu nad Kukułczym Gniazdem"? Z naszego genialnego Lema przeczyta może urywki z "Bajek robotów". Gdzie kurna są "Kwiaty dla Algernona"? Gdzie "Kariera Nikodema Dyzmy" - rzecz zawsze aktualna, niezbędna do właściwego spojrzenia na demokratyczną politykę. Skąd mogą się dowiedzieć, że literatura bywa piękna i mądra, jeśli czytają archaiczne, uwikłane w minione realia skwary czy wręcz agitki propagandowe, które powinny być co najwyżej dodatkiem do lekcji historii, i to czytanym we fragmentach, bo życia na to szkoda.

    --
    "Zdążycie jeszcze pojąć, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która choć psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • frog1 19.07.11, 23:55
    A gdzie człowiek ma nabyć choćby pobieżną wiedzę o historii literatury, jeśli nie w szkole?
    Tacy autorzy jak Vonnegut, Dick, Heller plus jeszcze paru innych - Asimov, Strugaccy, Herbert itp., to były rzeczy, które za moich nastoletnich czasów czytało się z własnej inicjatywy. To są lektury z czasów młodości obecnego średniego pokolenia, do których po prostu mamy sentyment. Nie wszystkie są perłami stylu, np. taki Ph. K. Dick miał niesamowite pomysły, ale pisał słabo (wyjątkiem jest może "Człowiek z wysokiego zamku", który za to jest trudny i zanudzi przeciętnego nastolatka nie mniej niż "Nad Niemnem").
    Obecnie modne jest fantasy i znam młodych ludzi, którzy pochłaniają tego tony - też nie widzę konieczności omawiania takiej literatury w szkole, kto lubi czytać sam znajdzie do niej drogę, jest wystarczająco promowana.
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 00:18
    Asimov - wielka literatura. Nic, tylko do szkół wprowadzać. To samo Herbert (rozumiem, że o Franku mowa?). Nie można nastoletnich i pre-nastoletnich szczeniaków wychowywać na książkach, które są dla nich za łatwe. Takie obniżanie wymagań poprawia samopoczucie, ale produkuje matołów.
  • Gość: mgr IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 02:00
    Zgodne z tym tokiem myślenia można by zamiast książek, kazać czytać blogi (np. Janusza P.) - bo to przecież taki "znak naszych czasów", "nowa, świecka tradycja" i codziennie, czasem nawet kilka razy aktualizowane. A zanim książka z księgarni trafi w nasze ręce, to przecież już jest dawno nieaktualna...
    Wiek XX - tak kiedyś było...
    Normalnie, tak żeś Pan napisał, jakby kazali czytać całość twórczości Mikołaja Reya:P

    Według mnie natomiast szczęśliwe jest czytanie dramatów (jako rodzaju literackiego: dramat, komedia, tragedia). O ile lepiej byłoby, gdyby można to pokazać młodzieży w teatrze...

    P.S. Nie wiem jak jest teraz, ale ja miałem w liceum jako lekturę "Mistrza i Małgorzatę" (polecam!).
  • apas13 19.07.11, 23:14
    Genialne! Brawo!
    Nie dziwię się, że Polacy nie czytają. Bo się ich do tego zniechęca. Mnie też zniechęcano, ale ja nie miałem innego świata poza książkami. I miałem książki zakazane, a to pociągało. Teraz już nic nie pociąga a świat od tej nudy odciąga...
  • gownos 19.07.11, 23:18
    Po co pan autor pisze takie wypociny. Tego sie nie da czytac. Pan autor pokazal swoj poziom intelektualny. Radze sprobowac swoich sil demagogicznych w W.Brytanii ( wycofanie Shakespeara) lub we Francji (przegonic Balzaca). Lze lelity witamy w grajdole.
  • Gość: rtr IP: *.promax.media.pl 20.07.11, 00:53
    No tak, bo tam (UK i FR) żyją ludzie mądrzejsi i powinniśmy ich wiernie naśladować we wszystkim. Słowem: kompleks i wieczne naśladownictwo.
  • aussie1inc 19.07.11, 23:20
    Czytanie tych wszystkich lektur jest bardzo wazne, gdyz skutecznie zniecheca wiekszosc uczniow do czytania czegokolwiek. Mnie osobiscie bardzo bawily pytania nauczycielki - kretynki "co Mickiewicz mial na mysli" i setki podobnych. Odpowiadalo sie na takie pytania podobnym belkotem i wszyscy byli zadowoleni. Problem polegal jednak na tym ze zdecydowana wiekszosc uczniow miala poziom umyslowy tych nauczycieli, co sprawialo ze mnozyly sie pokolenia cwiercinteligentow i efekty tych staran pedagogicznych widac i czuc.
  • eryn_7 20.07.11, 06:57
    Składnia mowy wiązanej bywa nieoczywista, a czasem dwuznaczna. Pytanie co autor miał na myśli pomaga w zrozumieniu tekstu, jak i odpowiedź: zrelacjonowanie prozą myśli autora. Aby własnymi pomysłami wzbogacić dorobek ludzki, trzeba najpierw poznać pomysły i poglądy innych, tych, których współcześni i potomni już docenili.
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 13:03
    > Problem polegal jednak na tym ze zdecydowana wiekszosc uczniow miala poziom umyslowy
    > tych nauczycieli, co sprawialo ze mnozyly sie pokolenia cwiercinteligentow i efekty tych staran
    > pedagogicznych widac i czuc.

    I skrocenie listy lektur, tudziez dostosowanie jej do gustow wspolczesnej mlodziezy, ma zapobiec mnozeniu sie cwiercinteligentow? Z kim ty sie na lby pozamieniales?
  • Gość: gosciu IP: 178.73.49.* 19.07.11, 23:22
    wtórny analfabetyzm się szerzy, zrezygnujmy więc z obowiązku szkolnego, niech uczą się ci, którzy chcą, a może wręcz ci, których na to stać. większości i tak większość wiedzy zdobytej w szkole, czy na studiach jest nieprzydatna - lepiej niech idą do roboty od 16 roku życia albo i wcześniej, i tak na jedno wyjdzie. szkoła albo jej brak nic w ich życiu nie zmieni. dorobek kultury pochodzący z XIX wieku i wcześniej jest nic nie wart ... spalić to bo niepotrzebne, zawala tylko, a czasem wręcz szkodzi ...
  • Gość: Janusz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.11, 23:23
    A co powiecie Państwo na sformułowanie tematu pracy domowej który podejrzałem w zeszycie mojej kuzynki licealistki: "Dla czego Wielka Improwizacja jest genialna"
    Chciało by się odpowiedzieć: " Wielka Improwizacja jest wielka ponieważ jest wielkim Dziadostwem"
  • Gość: lol IP: *.oska.nt.ngn.ppp.infoweb.ne.jp 20.07.11, 04:34
    Wystarczyłoby jedno(?) słowo: "Dla tego".
  • nibywroclawianin 20.07.11, 11:55
    Zrobił pan dwa błędy w tych dwóch zdaniach: "Dla czego" zamiast "Dlaczego" i "wielkim Dziadostwem" zamiast "wielkim dziadostwem".
  • Gość: Janusz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.11, 20:01
    Zgadzam się z "dlaczego"- to efekt mojego niedbalstwa, natomiast "Dziadostwo" było celowym zabiegiem mającym podkreślić związek z "Dziadami". Proponowałbym by próbował Pan rozumieć treść nie skupiając się na formie.
  • Gość: Poetria IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.07.11, 23:25
    He he autor artykułu jest bardziej amerykański niż Amerykanie. "Buszujący z zbożu" był przecież zakazany. Przpraszam, że cytat z Wiki, ale nie mam niczego lepszego pod ręką:
    The book's initial success was followed by a brief lull in popularity, but by the late 1950s, according to Ian Hamilton, it had "become the book all brooding adolescents had to buy, the indispensable manual from which cool styles of disaffectation could be borrowed."[58] Newspapers began publishing articles about the "Catcher Cult,"[58] and the novel was banned in several countries—as well as some U.S. schools—because of its subject matter and what Catholic World reviewer Riley Hughes called an "excessive use of amateur swearing and coarse language."[59] One diligent parent counted 237 appearances of the word "goddam" in the novel, along with 58 of "bastard", 31 of "Chrissake" and 6 of "fuck."[59]


    A zatem oddaję głos wieszczowi :) :) :

    Człecze! Lecz ciebie błyskotkami łudzą;
    Pawiem narodów jesteś i papugą,
  • sir_fred 19.07.11, 23:35
    Jak na kraj z I Poprawką do Konstytucji, mają zadziwiające skłonności do wręcz kretyńskiego zakazywania bardzo wielu rzeczy... Oczywiście po to, by lepiej się sprzedawały ;)


    --
    "Zdążycie jeszcze pojąć, że PAŃSTWO jest takim rodzajem organizacji, która choć psuje wielkie rzeczy, potrafi też psuć małe".
  • Gość: gość IP: *.aster.pl 20.07.11, 13:53
    I słusznie była to książka zakazana - ja, po jej przeczytaniu w wieku nastu lat o mało co szkoły nie rzuciłam ;).
  • Gość: jussek IP: *.oswiecim.vectranet.pl 19.07.11, 23:40
    1. Autor ma rację niektórych lektur czytać się nie da. Np. wspomniane prez forumowiczów "Nad Niemnem"
    2. Autor nie ma racji- pewna część lektur musi być czytana- "dziedzictwo narodowe" nielubiane jak sam naród przez GW. Książki te to historia, kultura, które determinują nas "teraz" i "dziś", czy się to komuś podba czy nie i jest to podstawowa wiedza socjologiczna. Autor nie wie?
    3. Autor nienawidzi słowa naród, a polski w szczególności- nawet nie trzeba się wgłębiać- widać i czuć.
    4. Autor nie wie, że hodujemy społedzeństwo "kopiuj/wklej", bo sam jest tego przykładem- nie czytajcie lektur, nie czytajcie nic oprócz instrukcji obsługi i tekstów obcojęzycznych. Bo po co. Ten naród wyginie i nie potzeba, żebyście znali np. Mickiewicza.
    5. Autor mnie rozśmieszył, kiedy jako argument podał nieprzetłumaczalność niektórych twórców. Potem przyszła refleksja, że to wcale śmieszne nie jest, a dobijające, że publicysta naczelnej gazety naszego kraju (nie napiszę, że Polski), nie rozumie specyfiki losów kraju, ich twórców i specyfiku geniuszu.
    5. Reasumując- tylko łycha, łatwo i przyjemnie, europejsko i gazeciano.
  • Gość: Janusz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.07.11, 23:53
    Chyba trochę przesadza autor poprzedniego postu, twierdząc jakoby GW nienawidziła narodu. Można interpretować każdą wypowiedź na wszelkie możliwe sposoby, ale nieco krytycyzmu wobec tzw. świętości nikomu nie zaszkodzi.
    Pokolenie kopiuj/wklej... hmmm- za naszych czasów mozolnie przepisywało się z książek. Wydaje mi się ze to kwestia technologii i frustracji osób nie nadążających za jej rozwojem. Każde odchodzące pokolenie wzdycha "ach ta dzisiejsza młodzież" i każde wchodzące na scenę mówi mniej więcej coś takiego (wybaczcie cytuję z głowy, czyli z niczego) "Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę"
  • Gość: sfuj IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 00:28
    Zgadzam się.
    Autor artykułu zastosował niekonstruktywną krytykę.
    Wyszydził polskich autorów, nie podając _co_ należy uznać za pożądany wg niego kanon lektur szkolnych.

    Niech zgadnę, że są to wiekopomne dzieła wybitnych autorów takie jak: 'Mendel gdański' Konopnickiej, 'Zdążyć przed Panem Bogiem' H. Krall, 'Rozmowy z katem' Moczarskiego, 'Medaliony' Nałkowskiej, 'Pożegnanie z Marią' Borowskiego, no i jeszcze od bidy można dać coś Gombrowicza.
    Z literatury światowej wystarczą pamiętniki Anny Frank, a za podręcznik historii mogą służyć dzieła Grossa.
  • nikodem123 20.07.11, 00:50
    'Medaliony' Nałkowskiej, 'Pożegnanie z Marią' Borowskiego, no i j
    > eszcze od bidy można dać coś Gombrowicza.

    To są lektury szkolne.
    I wydaje mi się, że to są autorzy polscy. Chyba że obywatele Wolski mają inne zdanie.
  • Gość: sfuj IP: *.dynamic.chello.pl 20.07.11, 01:24
    No brawo Panie Nikodemie!
    Ma Pan rację - niektórzy z podanych przeze mnie autorów są Polakami i niektóre dzieła należą do kanonu lektur szkolnych.
    Ale moje pytanie dotyczyło tego jaki zbiór lektur, jeżeli wywalimy autorów piszących o polskości: Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza, Orzeszkową, Krasińskiego, Kasprowicza itd, byłby odpowiedni dla naszych dzieci?
  • nikodem123 20.07.11, 01:44
    Dla mnie wszyscy niżej wymienieni są Polakami.

    Mickiewicz pisał coś o Polsce jako męczennicy narodów - to było krzepiące 150lat temu. Dzisiaj jest to głupie. Dobranoc.

    Słowackiego Konrad jest zwykłym nieudacznikiem. Dobranoc.

    Orzeszkowa grafomanka - jej powieści tendencyjne (tak się ten gatunek profesjonalnie nazywa) robiła, co mogła, aby idee pozytywizmu zilustrować powieścią. Dobranoc. Szybko dobranoc.

    Sienkiewicz - XiX wieczna Łebkowska. Pisał czytadła, tak jak Łebkowska dzisiaj pisze scenariusze do tamsiemcowych seriali. Czytelnikowi się podoba - to się pisze. Dobranoc. Szybko dobranoc
    Krasiński - kolejny romantyk. Dobranoc, dobranoc!

    Kasprowicz - wreszcie jedyny godny zauważenia. Może dla tego, że miał dosyć tego irracjonalnego romantyzmu, a jednocześnie nachalność pozytywizmu - w stylu Orzeszkowej - też mu się przejadła.

    P.S.
    Wszyscy autorzy piszący po polsku piszą o polskości.
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 13:09
    > > Słowackiego Konrad

    ?????

    Konrad u Słowackiego? Czyżbyś to jednak ty był większym nieudacznikiem niż udajesz?
    A Sienkiewicz w odróżnieniu od Łe_P_kowskiej umiał pisać.
  • nibywroclawianin 20.07.11, 11:59
    Czytał pan nieuważnie. Pan Janusz Rudnicki zaleca "Dziennki" Gombrowicza. Ze skromności zapewne nie zaleca własnych książek. A ja po lekturze jednej z nich też bym ich nie polecał.
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 13:07
    > 1. Autor ma rację niektórych lektur czytać się nie da. Np. wspomniane prez forumowiczów
    > "Nad Niemnem"
    Ocena subiektywna, nic nie warta. Pojscie na latwizne w doborze lektur to prosta droga do spoleczenstwa matolow.

    > 2. Autor nie ma racji- pewna część lektur musi być czytana
    Pelna zgoda. Tylko dlaczego wyrzuciles z tej listy akurat "Nad Niemnem"? Bo wymaga za duzo skupienia? Wspolczuje...

    > 3. Autor nienawidzi słowa naród
    Brednie.

    > 4. Autor nie wie, że hodujemy społedzeństwo "kopiuj/wklej"
    Abstrahujac od tego co autor wie, a czego nie - dostosowywanie listy lektur do gustow mlodziezy do prosta droga do "spoleczenstwa kopiuj/wklej".
  • solix2010 19.07.11, 23:52
    Nikt nikogo nie zmusza do zdobywania wykształcenia ogólnego i zdawania matury. Nie chcesz czytać to nie idź do liceum, jak poszedłeś to nie marudź.
  • Gość: zz IP: 94.40.14.* 20.07.11, 00:08
    Po lekturze kanonu lektur szkolnych chciałbym podziękować swojemu nauczycielowi j. polskiego za to, że dzięki niemu dane mi było zetknąć się z twórczością 8 laureatów literackiej nagrody Nobla nie-Polaków. Proszę sprawdzić, w kanonie dla szkół ponadgimnazjalnych nie ma żadnej międzynarodowej pozycji noblowskiej. kanon to w sumie jakieś zmurszałe muzeum historii Polski (41 lektur polskich i 16 obcych, w tym takie dziwactwo jak Robinson Crusoe).
    Po co jednocześnie Potop, Quo Vadis i Krzyżacy, skoro pod względem literackim każde z tych dzieł reprezentuje poziom Winnetou? Po co fragmenty dzieł (np. tylko 1 tom Chłopów)?
    Patrzę na ten kanon i widzę, że w swoim czasie wciągnęła mnie i jakoś uformowała lektura Norwida, Żeromskiego, Borowskiego, Herlinga-Grudzińskiego - reszta weszła jednym uchem wyszła drugim. Natomiast z literatury obcej "współczynnik sukcesu" to ok. 50%!
    Po co w kanonie "29. abp Kazimierz Majdański - „Będziecie Moimi świadkami" lub kardynał Stefan Wyszyński - „Zapiski więzienne", "?
    Po co "27. Jan Paweł II - „Pamięć i tożsamość", "?
    To naprawdę tak wybitna literatura?
  • nikodem123 20.07.11, 00:24
    Gość portalu: zz napisał(a):


    > Po co jednocześnie Potop, Quo Vadis i Krzyżacy, skoro pod względem literackim k
    > ażde z tych dzieł reprezentuje poziom Winnetou?

    Bo Sienkiewicz pisał dla "pokrzepienia serc" - należy mu się coś.

    >Po co fragmenty dzieł (np. tylko 1 tom Chłopów)?

    Bo trzeba przerobić Orzeszkową.

    > Po co w kanonie "29. abp Kazimierz Majdański - „Będziecie Moimi świadkami
    > " lub kardynał Stefan Wyszyński - „Zapiski więzienne", "?
    > Po co "27. Jan Paweł II - „Pamięć i tożsamość", "?
    > To naprawdę tak wybitna literatura?

    To jest literatura poświęcona. Ona nie podlega krytyce.
  • ar.co 21.07.11, 17:47
    Sienkiewicz przede wszystkim pisał za grubą kasę. A że pisał z dnia na dzień i poganiany przez wydawców gazet, w których swoje "pokrzepienia" z dnia na dzień drukował - to i wyszedł mu taki ówczesny "Klan" czy inni "Złotopolscy".
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 00:13
    Możemy nie czytać. Ale wtedy nie nauczymy się też używać więcej niż trzystu słów, które na co dzień wystarczają, zwłaszcza ze k*rwa ma dziś tyle znaczeń... Czy o to właśnie chodzi Rudnickiemu? Żeby mieć społeczeństwo, które poza chędożeniem i ewentualnie zrobieniem prostych zakupów do niczego nie będzie zdolne?
  • Gość: Janusz IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.07.11, 00:23
    Tak,tak! Lektura Nad Niemnem na przykład może nauczyć ciemne społeczeństwo zrywania kwiatów polnych, a Dziadów wprowadzi w stan podobny do stanu po spożyciu mocnego alkoholu, jeno wątroba zdrowsza się ostanie. Mózg nie koniecznie...
  • Gość: le Ming IP: 178.73.49.* 20.07.11, 13:11
    > Lektura Nad Niemnem na przykład może nauczyć ciemne społeczeństwo zrywania kwiatów polnych

    Lektura "Nad Niemnem" może nauczyć ciemne społeczeństwo wysławiania się po polsku, a nie po wolsku.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka