Dodaj do ulubionych

Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.05, 18:37
"Nie gwarantują bezpieczeństwa" Mój Boże - w pełni bezpieczny, to człowiek jest po śmierci. Ale na
dziś sytuacja jest taka, że na osiedlu bez płota i ochroniarzy giną samochody a na osiedlu z płotem i
ochroniarzami giną rowery. Per saldo wolę stracić rower niż samochód. Kiedyś architekci i urbaniści
przekonywali, jak to będzie świetnie, jak powstaną bloki w stylu osiedla za Żelazną Bramą. Dziś
wiadomo, że to kanał. Naprawdę, niech inżynierowie od budowania domów nie zajmują się inżynierią
społeczną, socjologią, psychologią etc. Bo zamknięte osiedla to reakcja na konkretne zjawiska i
konkretne zagrożenia. I guzik mnie obchodzi, że jakiemuś Niemcowi czy Francuzowi to się nie
podoba. Bo on za dwa dni wróci do swojego apartamentu w centrum Paryża albo domu pod Berlinem,
gdzie porządku pilnuje dobrze opłacany policjant, a ja zostaję tu, gdzie policjant boi się wyjść na
ulicę a straż miejska koncentruje się na gonieniu przekupek...
Obserwuj wątek
    • Gość: gosc Litosc dla mieszkancow gett? IP: *.molgen.mpg.de 24.06.05, 18:48
      Bareja rulez. Zamiast narzekac na miasto z chaszczami na trawnikach, narzeka
      na zamkniete osiedla ze strzyzonymi trawnikami.

      Autor kreci jak moze, zeby nie przyznac ze Warszawa NAPRAWDE przypomina miasta
      Trzeciego Swiata a nie niemieckie miasteczka bez osiedli zamknietych.

      Moze zamiast liczyc osiedla zamkniete policzcie lepiej miejsca, gdzie
      spotykaja sie zule, sektory gdzie w nocy lepiej sie nie pokazywac, mape
      kwartalow z najbardziej obdrapanym tynkiem? Jesli miasto to zlikwiduje,
      problem zamknietych osiedli sam zniknie.

      Tak, mieszkancom osiedli zamknietych (i otwartych) powinno sie wspolczuc, ze
      mieszkaja w getcie ludzi porzadnych otoczonych balaganem.

      • Gość: Enola Gay co uk Warszawa jest najbardziej zalosnym miastem swiata IP: *.in-addr.btopenworld.com 24.06.05, 18:56
        Gdybym za darmo nawet dostal mieszkanie w Warszawie,to bym tam nie
        zamieszkal.To jest miasto syfilis,miasto malaria.Najbardziej nieprzyjazni
        ludzie na swiecie,kakafonia architektoniczna,tragiczne ulice,zly transport
        miejski,bezpieczenstwo jak na wiejskiej zabawie...No,po prostu Moldawia albo
        Mongolia.Ktos,kto decyduje sie na mieszkanie w Warszawie jest chory.
        • Gość: pablo Re: Warszawa jest najbardziej zalosnym miastem sw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.05, 19:34
          Ta się składa że mieszkam w Wsrszawie urodziłem się tu (z dziada pradziada,
          bynajmniej nie jestm chory).
          Odnośnie brudu i kakafoni architektonicznej jak to ujołeś to sie zgadzam, i
          właśnie dlatego ludzie wybierają "osidla zamknięte" bo jest brudno
          niebezpiecznie itp.
          Ile GW płacą za pisanie takich artykułów??? Bo do pewnego czasu pojawiają się
          tego typu piętnując osiedla zamknięte.
          Pierwsza wypowiedż na forum właśnie oddaje powody dlaczego ludzie kupują
          mieszkania tego typu, ale zamiast jęczeć to niech władze wreszcie coś zrobią z
          mentami i wandalami to wtedy problem zniknie

          Pzdr pablo
            • Gość: M&M BIEDAKI MAJĄ OBSESJĘ, IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.06.05, 23:21
              że wszędzie czai się złodziejstwo, huligaństwo, żulerstwo itd. Za pozbycie się
              tego złudzenia płacą ogromne pieniądze. Ale tylko za pozbycie złudzenia, bo za
              murem tak samo mogą zostać napadnięci i okradnięci. Chciażby przez znajomych
              ochroniarzy, którzy wiedzą wszystko o swoich "klientach". Mieszkam w
              śródmieściu, nie boje się chodzić wieczorem po ulicach, nie boje się parkować
              samochodu przed domem, ani trzymać roweru w piwnicy. A dlaczego? Bo mieszkam w
              tej kamienicy od urodzenia, znam innych mieszkańców kamienicy, znam mieszkańców
              okolicznych kamienic. Wychodząc na ulicę czuję, że jestem u siebie. Raz w życiu
              ukradli mi radio z samochodu. I gdzie to było - oczywiście w jednym z
              zamkniętych osiedli na Kabatach, w którym mieszkają przyjezdni "warszawiacy"
              bojący się miasta.
              • Gość: drpawelek Re: BIEDAKI MAJĄ OBSESJĘ, IP: *.res.east.verizon.net 26.06.05, 00:08
                Warszawe lubie i kocham, ale po dziesieciu latach pobytu w USA trudno mi czuc
                sie w niej bezpiecznie podczas wizyt tutaj. W Warszawie stracilem dwa samochody
                (dawno temu). Kiedys na ulicy Batorego sila odebrano mi portfel. Nawet sie
                zdziwilem, ze przyjechal wtedy radiowoz z dwoma panami uzbrojonymi w kalsznikowa...
                I bardzo zazdroszcze mozliwosci zycia w jednej i tej samej kamienicy od
                urodzenia. Ja urodzilem sie w przedwojennej willi moich dziadkow na Sluzewcu.
                Obecnie na jej miejscu stoi blok... Zamierzam kupic w Warszawie mieszkanie, ale
                bedzie ono prawdopodobnie wlasnie w strzezonym budynku. Nie widze w tym niczego
                niezwyklego.
              • Gość: gnom A tymczasem W SZWAJCARII.... IP: *.plusgsm.pl 26.06.05, 10:35
                Mieszkałem kiedyś w Szwajcarii kilka dni u jednego z wysoko postawionych
                managerów bardzo duzego i bardzo znanego koncernu farmaceutycznego. Zwykłe (acz
                duże) mieszkanie w zwykłym, trzypiętrowym bloku/kamienicy bez windy przy ulicy w
                centrum miasta.

                Facet nie mial nawet samochodu, jeździliśmy po mieście rowerami. Wieczorem nie
                pozwolił wstawić roweru do mieszkania, zostawiliśmy zapięte NA ULICY (i to NA
                JEZDNI, a nie na chodniku) obok kilkudziesięciu podobnych jednośladów. Rowery
                zapięte były nie do jakiegoś stojaka, tylko same do siebie, zatrzaskiem koła i
                kłódką koło-rama.

                Zero jakiejkolwiek ochrony, zwykły zamek Yale w drzwiach, w mieszkaniu sprzęt
                audiofilski Bang Oluffsen, obrazy na ścianach itp. itd. A wszystko niemalże
                otwarte na przestrzał. I tak było we wszystkich mieszkaniach, jakie odwiedziłem
                w Szwajcarii (i nie tylko tym kraju na tzw. Zachodzie).

                Oczywiście, rowerów zostawionych na ulicy nikt nie tknął.

                I to właśnie jest klasa.

                A nie jakieś ruskie fortece warszawskich (i nie tylko warszawskich, bo problem
                nie dotyczy oczywiscie tylko Warszawy) nowobogackich wieśniaków. Warszawa NIGDY
                nie będzie Szwajcarią, nigdy nie będzie Berlinem czy Paryżem.

                Polska zawsze pozostanie nowobogackim prymitywem zamkniętym w fortecy przed tzw.
                motłochem. Niestety, Warszawa przypomina Moskwe a Polska Rosję (nie tylko przez
                Uniwersytet Łomonosowa, tfu: Pałac Kultury) ale przez to, co w głowie :-//////////
                  • Gość: gnom Re: pytanie: dlaczego? IP: *.plusgsm.pl 26.06.05, 11:22
                    Lubie pytania "dlaczego". No właśnie.

                    Bo wszystko zaczyna sie (i konczy) w głowie.

                    Dlatego Polska NIGDY nie będzie Zachodem.

                    Co najwyżej będzie żałosną karykaturą Zachodu. Okcydentalną wersją Rosji, taką
                    Rosją z Unii Europejskiej, w dodatku oowiniętą w amerykańską flagę :-)))

                    Tak czy siak - będzie zwyczajną PROWINCJĄ. Z histerycznymi aspiracjami i
                    pretensjami. A w rzeczywistości będzie przypominać III świat.

                    Takie ogrodzone, strzeżone osiedla to typowy wyznacznik właśnie krajów III
                    świata, a nie Zachodu.
                    • akszi Zamkniętych osiedli jest najwięcej w USA. 26.06.05, 20:53
                      Czy to trzeci świat ? Poza tym jak napisano w artykule obecnie powstaje ich
                      wiele w W. Brytanii. Wszędzie na świecie zmierza w kierunku separacji
                      najzamożniejszycj mieszkańców.
                      A co do przestępczości to w wielu europejskich miastach zamieszkanych przez
                      imigrantów jest ona bardzo wysoka. W Paryżu i Amsterdamie jest wiele dzielnic
                      do których policja boi się nawet wjeżdżać.
                      Nie porównuj Polski di Rosji bo to zupełnie inny świat. Mieszkałem przez kilka
                      lat w Moskwie więc wiem coś na ten temat.
                      • Gość: gnom Re: Zamkniętych osiedli jest najwięcej w USA. IP: *.plusgsm.pl 26.06.05, 22:08
                        akszi napisał:

                        > Czy to trzeci świat ? Poza tym jak napisano w artykule obecnie powstaje ich
                        > wiele w W. Brytanii. Wszędzie na świecie zmierza w kierunku separacji
                        > najzamożniejszycj mieszkańców.

                        Najwięcej grubasów na świecie (powyżej 150 kilogramów) tez jest właśnie w USA.
                        Co najmniej jedna katastrofa lotnicza w USA w ostatnich latach zdarzyła się z
                        powodu przeciążenia samolotu przez pasażerów - obecnie są przeciętnie ok 30
                        proc. ciężsi, niż kiedy projektowano samoloty i ustalano standardy dla masy
                        użytecznej. Czy z tego należy wnioskowac, że wszystko co amerykańskie (otyłość,
                        strzeżone kondominia itp.) to najlepsze na świecie?

                        Ja wysnuwam wniosek przeciwny: wiele amerykańskich rozwiązań to katastrofa.

                        Nieprawdziwa jest również teza, jakoby "wszędzie na świecie zmierza do
                        separacji..." itp.

                        Są społeczeństwa egalitarne i dumne z własnego egalitaryzmu. I tak się składa,
                        że są to jedne z najbogatszych i najwyżej rozwiniętych społeczeństw globu.

                        > A co do przestępczości to w wielu europejskich miastach zamieszkanych przez
                        > imigrantów jest ona bardzo wysoka. W Paryżu i Amsterdamie jest wiele dzielnic
                        > do których policja boi się nawet wjeżdżać.

                        Co nie zmienia faktu, że w USA przestępczość (w tym np. liczba morderstw na
                        milion mieszkańców) jest wielokrotnie wyższa, niż w Europie. Powiedz, o których
                        konkretnie dzielnicach Paryża a zwłaszcza Amsterdamu piszesz, bo oba miasta znam
                        na wylot, szczególnie A'dam. I nic podobnego nie zauważyłem. Szczególnie owego
                        rzekomego lęku policji.

                        > Nie porównuj Polski di Rosji bo to zupełnie inny świat. Mieszkałem przez kilka
                        > lat w Moskwie więc wiem coś na ten temat.

                        Równie dobrze mógłbyś mieszkać nawet na Marsie, ale nic z tego by najwyraźniej
                        nie wyniknęło. Też byś tam nosa nie wyściubiał poza ogrodzone i strzeżone osiedle.
                • Gość: jaM Re: A tymczasem W SZWAJCARII.... IP: *.zax.pl / *.zax.pl 26.06.05, 13:17
                  no super tylko wiesz minimalna placa w szwajcarii to 3000 chf (okolo 8000 pln) w
                  polsce jak sie nie myle to jest jakies 500 pln. Ale to jeszcze nie jest
                  smieszne, smieszne jest to ze auto w szwajcarii jest tansze niz w polsce
                  (mniejsze podatki).
                  Wiesz i teraz mi powiedz po jaka cholere mieli by ci ludzie ci krasc rower jak
                  moze sobie kupic za powiedzmy 5% swojej pensii ?? hmm. A tak by the way to
                  szwajcarzy uzywaja rowerow zeby : - oszczedzac na paliwie, chociaz troche w
                  czasie dnia sie poruszac, nie zatruwac srodowiska no ale to oni maja takie
                  rzeczy wpajane od dziecka tutaj niestety wpaja sie od dziecinstwa ze jest
                  beznadziejnie i nic sie nie udaje. A warszawka to zawsze byl syf i nie ma sie
                  czemu dziwic.
                  • Gość: Goyo69 Re: A tymczasem ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.11, 23:00
                    Warszawka to syf. Ale nie Warszawa. Ja urodziłem się i mieszkam w Warszawie. I lubię ją. Włącznie z przyjezdnymi, co po miesiącu są już z Warszawki. Mieszkam bez płotu. Samochód parkuje na ulicy, rower pod domem. Jeżdżę tramwajem, metrem i autobusem. Nie boje się Targowej ani Brzeskiej. Warszawa to normalne miasto choć musi codziennie bronić się przed Warszawką. Fakt, jest biedna, jak ją porównać do Amsterdamu, Londynu czy Madrytu. Ale czy ktoś z Was kiedyś widział Warszawę w 1970 roku? A w 1981? porównujmy ją i oceniajmy z tej perspektywy. To bardziej realistyczne i uczciwe.
              • Gość: xxx Re: BIEDAKI MAJĄ OBSESJĘ, IP: *.acn.waw.pl 26.06.05, 14:14
                > Bo mieszkam w
                > tej kamienicy od urodzenia, znam innych mieszkańców kamienicy, znam mieszkańców
                > okolicznych kamienic. Wychodząc na ulicę czuję, że jestem u siebie.

                Aby rzucić nieco światła na zaistniałą sytuację, dodam, że mieszkania w tych
                kamienicach dostawał po wojnie rasowy element bolszewicki. Ogradzamy się teraz
                właśnie przed potomstwem tego "czystego klasowo" elementu "z dziada pradziada".
              • Gość: staro_ochocka Re: niech sobie burżuje kiszą się w swoich gettach IP: *.proxy.astra-net.com 26.06.05, 15:05
                i żyją w złudnym poczuciu bezpieczeństwa, nieświadomi tego, co się dzieje za
                murem. Oni bardzo często boją się "prawdziwej" Warszawy, bo prawie nic o niej
                nie wiedzą - „warsiawiacy”, poruszający się w trójkącie praca – dom -
                "świątynia konsumpcji". Warszawa nie jest ich miejscem, a to co się tu dzieje
                zupełnie ich nie obchodzi. To smutne, ale prawdziwe.
                Ja się do nich nie przyłączę, jest mi dobrze na mojej Starej Ochocie. Nie boję
                się chodzić nocą po ulicach, bo jestem tu u siebie. Nie zamierzam spędzić
                reszty życia chowając się po kątach.
              • stilusfractus Ludzie zawsze wybiorą ułudę... 18.11.15, 10:56
                ...wbrew wszelkim statystykom. Z tego samego powodu grają w Lotto. Jedna czwarta przyznaje się w badaniach, że traktuje to jako sposób na zabezpieczenie emerytury. Kara śmierci, dostęp do broni - to samo. Najbezpieczniej jest tam, gdzie wszyscy się znają i gdzie jest najmniej nierówności. Tam, gdzie jest ich najwięcej, bogate dzieci jeżdżą do szkoły opancerzonymi limuzynami w towarzystwie uzbrojonych ochroniarzy.

                --
                blog Stilus Fractus
          • Gość: stefan_usa warszawa to jest tragedia IP: 192.5.109.* 26.06.05, 19:57
            trzeci swiat w sercu europy. prowincja czuc z kazdego kata tej dziury gdzies na
            mazowszu. tak to juz jest, ze im bardziej prowincjonalne miasto tym bardziej
            chce pokazac, ze prowincjonalnym nie jest. stad bezmyslne kopiowanie zachodu.
            szkoda, ze tych najgorszych rzeczy. napis "happy new year" na jednym z budynkow
            nie zminia jednak oczywistych faktow. dodac trzeba, ze mieszkalem/bywalem w
            kilku wielkich miastach, zarowno po tej jak i po dugiej stronie atlantyku...
            krotko mowiac, warszawa coraz bardziej upodabnia sie do kiszyniowa, jak pisal
            poeta...
        • Gość: DeathEnder Re: Warszawa jest najbardziej zalosnym miastem sw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.05, 21:12
          W 100% zgadzam się z autorem tematu. Mieszkałem w Warszawie 3 lata i coś niecoś
          wiem o tym. Najlepsze jest to że ludzi których tam poznałem są zafascynowani tym
          miastem. W większości są to osoby których rodzice dorobili się na lukach
          prawnych powstałych w skutek upadku komuny i wykorzystali to dla swoich celów.
          Są to zwykli dorobkiewicze którzy maja wielkie klapki na oczach i nic nie widzą
          poza żadzą pieniądza. Sami nazywają się Warszawiakami choć nawet się tam nie
          urodzili - i jeszcze na dodatek śmiali się ze mnie że z takimi pogladami to ja
          nigdy sie nie dopasuje do Warszawskich klimatów - Ja!, rdzenny Warszawiak, który
          urodził się w Żoliboskim szpitalu. Ludzie to jest po prostu paranoja. Wole
          mieszkać tam gdzie zamiast 2500 złotych zarobie 900 ale za to bedę i jestem
          szczęśliwym człowiekiem, a nie zagonionym pieskiem który zapieprza 24/7. Żegnam.
          • Gość: bernie brednie i uogolnienia IP: *.acn.waw.pl 24.06.05, 23:51
            Na moim zamknietym osiedlu mieszka sporo fajnych ludzi którzy wcale tak
            strasznie nie zapieprzają. Ja np. zarabiam sporo więcej niż te PLN 2500 i jakoś
            nie czuję żebym się przepracowywał (30 godzin w tygodniu to raczej nie jest
            amerykanskie tempo). Nie czuję atmosfery getta, wiem natomiast że dzieci mogą
            spokojnie wyjść pobawić się na podwórku, wózek będzie rano stał tam gdzie go
            wieczorem zostawiłem, samochodu nie porysują mi gwozdziem tylko dlatego że jest
            4-letni a nie 20-letni i kłuje w oczy, a sąsiedzi przychodzą w odwiedziny żeby
            pogadać np. o nowej serii 'Rodziny Soprano', a nie po to żeby wysępić 5 zlotych
            na bełta.

            Francuzi nie muszą się grodzić bo życie w 'dobrej' dzielnicy sporo kosztuje.
            Mają za to tzw. 'banlieu' czyli podmiejskie getta imigrantów do których boi
            zaglądać się francuska policja.

            Jeśli zaś chodzi o 'zagonione pieski' to sporo ich pośród tych którzy zarabiają
            owe 900 PLN. Bo jeśli kogoś nie stać na samochód czy opiekunkę (a przy 900 PLN
            raczej nie stać), to wtedy rzeczywiście jest niezły zapieprz...

            Bycie szczęśliwym natomiast niekoniecznie musi być związane z pieniędzmi,
            miejscem zamieszkania, czy intensywnością wykonywanej pracy...
          • Gość: zmysł słuchu Ender,a ja jestem melomanem. I gdzie mam mieszkać? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.06.05, 01:44
            Mam w tzw. głębokim poważaniu "warszawskie klimaty" i nuworyszy.

            Ale jestem miłośnikiem muzyki klasycznej.
            A tak się składa, że w tej "branży" to w Warszawie dzieje się najwięcej.

            I dlatego będę mieszkał właśnie w Warszawie.
            Warszawa nie jest bynajmniej muzycznym centrum świeata, ale w porównaniu z nią
            reszta Polski jest naprawdę nudną prowincją.
            Przynajmniej jeśli chodzi o to, co ja lubię.

        • 1gadacz12 Re: Warszawa jest najbardziej zalosnym miastem sw 25.06.05, 09:06
          Slownik, ktorego uzywasz swiadczy o tym, ze jestes Polka (Polakiem). Nikt nie moze Ci zabronic srania
          we wlasne gniazdo. Taka jest cena zycia w wolnym kraju. Akceptujemy! Jakkolwiek Warszawa nie jest
          idealna to nie nalezy zapominac, ze zyja w tym miescie ludzie, ktorzy sa dobrzy, przyjazni, kulturalni i
          cywilizowani i ponad wszytko kochaja swoje miasto. Obrazasz uczucia tych ludzi. Warszawa bedzie
          coraz lepsza i piekniejsza z czasem. Nie mam watpliwosci. Przyczyny budownia otoczonych murem
          osiedli ma liczne przyczyny. Owszem, zycie w Warszawie nie jest zupelnie bezpieczne (gdzie jest???) ale
          jesli czyta sie gazety i oglada TV to zaczyna sie odnosic wrazenie, ze miasto jest pieklem na ziemi.
          Nasz gejek (albo nasza gejka - nie wiem) jest bez watpienia ofiara tej negatywnej propagandy. Oprocz
          tego istnieje jeszcze gra psychologiczna deweloperow. Osiedla za murem sa dobrze sprzedajacym sie
          produktem i dlatego m.in. sa budowane - wcale nie koniecznie dlatego, ze jest na nie faktyczne
          zapotrzebowanie. Nie zapominajmy, ze nasz swiat jest w duzej mierze iluzja i gra emocji. Trzezwe
          myslenie nie jest w modzie. Podp. Gadacz - Mieszkaniec Trojmiasta dumny z Warszawy.
        • Gość: zula Re: Warszawa jest najbardziej zalosnym miastem sw IP: *.xtra.pl 25.06.05, 10:15
          nieprawda piekne miasto ,ale to stare ,jak stara praga, ochota ,sródmiescie.ale
          prawda ze warszawiacy to pozerzy smieszne dyzmy ale to dlatego ze duzo tam
          władzy ,polityków.grodzonym miastom nalezy zrobić stop ,to nie jest trendy i
          wtedy warszawiacy nie beda grodzić.swoja drogą izplacja doprowadzi ich dp
          psychiatry.byłam bizneswomen 12 ostatnich lat.znam wielu nikodemów dyzmów tylko
          nikt nie chce napisac porzadnej ksiazki na ten temat.
        • Gość: gosc Nie tylko Warszawa IP: *.molgen.mpg.de 25.06.05, 23:00
          Bajzel architektoniczny jest w KAZDYM polskim miescie ktore zniszczono i
          odbudowywano po wojnie. Co do chamstwa, zlego transportu - to masz wszedzie. Z
          tym, ze Warszawa wychodzi na plus - nie ma przynajmniej kompleksow nizszosci i
          upierdliwego pytania "a z jakiego miasta jestes?".
        • Gość: 25 czerwca 2005 TYLKO NIE MONGOLIA; CHAMIE! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.06.05, 23:57
          zanim cos napiszesz, to sie lepiej zastanow, prostaku! w moldawii nie bylem, ale w mongolii owszem:
          super kraj, mili ludzie, calkowiecie bezpieczny, nie kradna i o wszytsko sami dbaja.

          NIE OBRAZAJ MI TU MOICH MONGOLOW!!!



          > Gdybym za darmo nawet dostal mieszkanie w Warszawie,to bym tam nie
          > zamieszkal.To jest miasto syfilis,miasto malaria.Najbardziej nieprzyjazni
          > ludzie na swiecie,kakafonia architektoniczna,tragiczne ulice,zly transport
          > miejski,bezpieczenstwo jak na wiejskiej zabawie...No,po prostu Moldawia albo
          > Mongolia.Ktos,kto decyduje sie na mieszkanie w Warszawie jest chory.
          • mazerfaka Re: TYLKO NIE MONGOLIA; CHAMIE! 26.06.05, 01:15
            Niestety nie miałem wyboru i od urodzenia mieszkam w Warszawie i jestem chory coraz bardziej bo Warszawa coraz bardziej przypomina mi wysypisko śmieci gdzie zmiata sie rożne odpady ludzkie. pora wyprowadzic sie na prowincje gdzie trawa jeszcze zielona, nieobsrana i słychać ptaki a nie bełkot pijanego albo zaćpanegp narodu.
        • Gość: lolek Gadasz takie glupoty, jakie masz w glowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.05, 12:33
          Zapewne z Polski prawie nigdy nie wyjechales a piszesz takie durnoty. Skad twoj
          mozdzek moze wymyslec takie bajery? Byles w Kairze? Byles w Bejrucie? Byles
          nawet w Bratyslawie? Te miasta to 100x wiekszy syf niz Warszawa, do tego jest
          tam 10x wieksza bieda, nie ma tylu swietnych centr handlowych czy zadbanych
          parkow i placow.

          Twoja wypowiedz brzmi jak rozpieszczonego nastolatka zyjacego na codzien w
          Beverly Hills rodem z Polski.
      • Gość: Ethelen Re: Litosc dla mieszkancow gett? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.06.05, 09:59
        Całkowicie się zgadzam. Mieszkam już 1,5 roku w takim właśnie "gettcie". I
        dzięki tej wyrwanej części stolicy spokojnie mogę po zmroku wyskoczyć do
        znajomych, czy sklepu. Mieszkając wcześniej na Dolnym Mokotowie cztery razy już
        mnie skroili. Ale cóż. Autor pewnie mieszka na brudnym, zaśmieconym osiedlu "z
        wielkiej płyty" i skoro sam nie może mieszkać wśród przystrzyzonych trawników,
        to dlaczego, w imie sprawiedliwości, mają mieszkać tam inni???
        • Gość: pj Re: Litosc dla mieszkancow gett? IP: *.chello.pl 26.06.05, 12:13
          Też się zgadzam. Przez ponad 20 lat mieszkałam w eleganckiej (a wtedy, kiedy
          powstała czyli przed wojną, wręcz ekskluzywnej - ponoć były wtedy wiśniowe
          chodniki na schodach, a windą nikt nie jeździl po 22) kamienicy blisko centrum
          Krakowa. W tejże kamienicy zostałam napadnięta w środku dnia. Potem zamontowano
          domofon, ale i tak wracając w nocy bałam się okolicznych dresiarzy, którzy
          wchodzili niedomykającą się tylną furtka.

          Nieco póżniej miałam do wyboru mieszkanie w starej kamienicy w samiutkim centrum
          - wszystko pięknie, tylko na klatke nieustannie włamują się narkomani, strach
          wracac wieczorem, no i nie ma gdzie blisko zaparkować samochodu (a gdybym
          jezdziła na rowerze, to niewiele by pomogło, bo musiałabym go za każdym razem
          taszczyć na drugie piętro, oczywiście bez windy, bo w tej klatce zginie wszystko
          na niej pozostawione) - albo nowe mieszkanie w apartamentowcu z ogrodem i ochroną.

          Nie wiem, czy to takie strasznie dziwne, że wybrałam "getto" apartamentowca?
          Teraz nie mam problemu z powrotami późnym wieczorem (nie, nie z pracy w
          biurowcu, pracuje na wyższej uczelni i dochody mam bardzo budżetówkowe - teraz
          bez strachu i wydawania pieniędzy na taksówkę, która podwiezie mnie pod bramę,
          żeby zminimalizować niebezpieczeństwo "skrojenia" idę wieczorem na imprezę, do
          kina itd.), samochód (w czasach mieszkania w kamienicy kilka stłuczonych szyb,
          dwa włamania, rozwalone radio) stoi bezpiecznie na wewnętrznym parkingu, a
          mieszkańcy zostawiają na klatce parasole, rowery, zakupy... Hałasujący studenci,
          którzy wynajmują tu mieszkanie, wylądowali parę razy w sądzie grodzkim i ekscesy
          się skończyły. Róż w ogródku nikt nie łamie, a ławek i ścian nikt nie rysuje.
          Dzieci mówią wszystkim dzień dobry, otwierają drzwi i lubią pogadać z sąsiadami.

          A przede wszystkim - w mieszkańcach wyrobiło się poczucie, że to jest nasze,
          własne. Problem w Polsce nie polega na różnicy między przestrzenią prywatną i
          publiczną, ale prywatną i niczyją. A raczej publiczną postrzeganą jako niczyja -
          co jest dziedzictwem komunizmu. A to na przestrzeni niczyjej ludzie się
          wzajemnie unikają, boją się obcych, rodzi się przestępczość.

          Uciekanie do kondominiów (dlaczego artykuł w GW operuje tylko metaforyką
          twierdz, zamiast wspólnot? żeby judzić i tworzyc podziały?) jest ucieczką do
          normalności. Gwarantuję, że u nas dostępną także dla osób bardzo średnio zamożnych.
      • Gość: Wlochacz Re: Litosc dla mieszkancow gett? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.05, 10:03
        Urodzilem sie w tym miescie, wychowalem sie na Woli. Pozniej rodzice uciekli z
        Wawy na Jure, ze wzgledu na moj wiek rowniez musialem wyjechac. Wracalem na
        kazde wakacje i ferie, na stale wrocilem na warszawski Targowek. Miejsce w opini
        wielu ludzi niezbyt przyjazne. Na Targowku spedzilem ok 5lat, nigdy nic mi sie
        nie stalo, gorsza przygoda spotkala mnie na pewnym osieldu na Kabatach, gdy
        odbierano mi portfel z nozem przy gardle... Generalnie "nowa" Warszawa mi sie
        nie podoba, za duzo warszafki, nie ma klimtatu :( Wrocilem na Jure, studiuje w
        Krakowie.
      • Gość: ant-anty-anty Sami wspolczujacy wymagaja wspolczucia IP: *.onlink.net 26.06.05, 15:51
        osiedla odgrodzone od reszty miasta to nie fanaberia bogatych lecz potrzeba
        naszych czasow. Ich mieszkancow laczy to , ze bardzo ciezko pracuja. Noc ich z
        domu wygania i noc ich przygania. Po powrocie do domu pragna ciszy i spokoju a
        tu ciagle ktos nieproszony robi puk, puk i oferuje cos zbednego do kupienia.
        Cos w rodzaju " kup pan cegle" albo mam " do sprzedania kolumne Zygmunta".
        Zanim u nas bedzie sie szanowalo prywatne posesje wiele wody upynie w Wisle.
        Jesli juz autor artykulu tak chetnie powoluje sie na Francje, Niemcy to niech
        chociaz przez moment pomysli o tym co w tych krajach znaczy slowo "prywatny" i
        czy ktos to naruszy. U nas tak. Jesli jest to teren prywatny to koniecznie
        trzeba go naruszyc. Kiedys i we Francji i w Niemczech tez stawialo sie ploty az
        wychowalo sie spoleczenstwo swiadome tego co to znaczy prywatna wlasnosc i ze
        nie wolno jej naruszyc. Puki co stawiajamy ploty i wychowujmy wlasne
        spoleczenstwo.Bogaci to tez ludzie i tez maja prawa ,nie tylko placenie
        podatkow.
    • misza1000 Wystarczy ograniczyc komunikacje publiczna 24.06.05, 19:32
      Amerykanskie przedmiescia (tak "na poczatek", zanim postawia mury) bronia sie
      przed biedniejszymi ograniczajac najpierw komunikacje publiczna. Najchetniej w
      ogole wyrzuciliby autobusy i/lub kolej podmiejska oraz metro ze swojej okolicy,
      ale gdy to zrobia to zaraz przekonuja sie, ze nie ma kto pracowac w
      tzw. "uslugach". A poniewaz wygodnie jest miec w poblizu miejsca zamieszkania
      male restauracyjki, bary, pralnie, male butiki spozywcze, przerozne masaze,
      terapie, itp., itd. oraz nie placic za to wszystko masy pieniedzy, wiec trzeba
      jakos zapewnic dowoz byla roboczego w dnich "pracujacych", zwykle pon-pt.,
      czasmi tez w soboty. W weekendy niczym sie tam nie dojedzie za wyjatkiem
      samochodu, ale jak sie pokaze w takich dzielnicach w weekend prowadzac 10-letni
      samochod albo nie bedac bialej rasy to zaraz lokalna policja cie zatrzyma i
      wypyta po co tutaj? do kogo? itd. Spoleczenstwo atomow, nawet nie czasteczek o
      zwiazkach polimerowych zapominajac...
    • Gość: smyk Re: Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych IP: *.nb.aliant.net 24.06.05, 19:55
      Gated Communities czyli odgrodzone osiedla powstaja w krajach gdzie prepasc
      pomiedzy bieda i zamoznoscia jest zbyt wielka. Tak jest w RPA, w Polsce i w
      uwielbianej Hameryce.
      <p>
      Nie ma tak w krajach ktore zapewniaja jako taki byt nawet najbiedniejszym np w
      "starej" Unii czy w Kanadzie. Te kraje poradzily sobie z problemami spolecznymi
      lepiej niz te ktore postawily na dziki zachod i chociaz czesto maja nizsze PNB
      od USA to jest to preferowany kompromis.
      <p>
      Ja kocham moja Kanade gdzie prawie nikt nie ma plotu dookola swojego domu a
      statystycznie 50% regularnie zapomina zamknac domu/samochodu na klucz. Nie jest
      tu tak bogato jak w niektorych miejscach USA ale nie ma tez tak desperackiej
      biedy jak w innych miejscach USA.
    • Gość: Gatita Osiedla... IP: 201.130.203.* 25.06.05, 01:13
      takie w meksyku sa dostepne dla przecietnie zarabiajacego meksykanina...nie
      wiem skad to przekonanie, ze zaczelo sie od najbogatszych. Sama wlasnie
      wynajmuje dom w czyms takim i nie widze, zeby moi sasiedzi wyrozniali sie
      szczegolnie duzym dobytkiem. Ale rzeczywiscie jest bezpieczniej, nikt obcy nie
      wejdzie..
        • Gość: tolip amkniete osiedla... IP: *.143.233.200.Dial1.Chicago1.Level3.net 25.06.05, 06:42
          Ciekawe to wszystko. Swoja droga bylo to oczywiste juz w 1989 roku w ktorym
          kierunku zmierza Wwa, kiedy to warszawiacy wystawili na ulice i place lozka,
          taborety itp. jako stoiska handlowe a w centrum stolicy na owczesnym Placu
          Defilad powstaly hiper gigantyczne stragany w postaci "hal". Teraz Ci
          handlarze "nobilituja" sie kupujac mieszkania na osiedlach ogrodzonych,
          zamykanych, tak jak ich wczorajsze i dzisiejsze " miejsca pracy". Tylko patrzec
          jak ktos wymysli mieszkanio-szczeki.
          Trudno oprzec sie wrazeniu ze to wszystko to styl azjatycki. Strzezone osiedla,
          wypicowane budynki biurowe w srodmiesciu(City) a dookola brud, smrod i
          przestepstwo.
          Szkoda tej Warszawy, lza sie kreci... Moze jednak to sie kiedys zmieni ?
        • Gość: dziennikarz Polskie dziennikarstwo IP: *.acn.waw.pl 25.06.05, 08:44
          A może by tak panowie "dziennikarze" poświęcili malutki akapicik na refleksje
          dlaczego to w Afryce, Ameryce Środkowej i Polsce się grodzą, a w Europie
          Zachodniej , Kanadzie, Stanach nie? Oczywiście o ile to wszystko prawda, a nie
          przefiltrowane pod tezę główną.
          Ja myślę, że panowie "dzinnikarze" nawet nad tym rozmyślali, ale refleksje które
          ich naszły (bo przecież wnioski są jednoznaczne) nie pasowały do z góry
          założonej wymowy tekstu.
          • Gość: żyd Re: Polskie dziennikarstwo IP: *.roemd1.lb.home.nl 25.06.05, 22:00
            W Europie Zachodniej już zaczynają się grodzić, widzę to w Holandii, gdzie
            akurat mieszkam. Zaczynają od miejsc, takich jak porty jachtowe. Już raczej
            nigdzie nie da się wejść na pomost bez klucza. Mocne, stalowe drzwi i druty
            dookoła, żeby nikt nie przelazł bokiem. Domy też pewnie niedługo zaczną,
            szczególnie w dużych miastach. W mniejszych miasteczkach i wsiach "system
            informacji sąsiedzkiej", u nas wciąż nazywany donosicielstwem, działa bez
            zarzutu. Policja też.
            • Gość: adam drogi zydzie, w holandii tak poza wszystkim IP: 83.238.200.* 26.06.05, 10:16
              jest jedna negatywna sprawa: wszystko na kupie, zepchnięte, ściśnięte, tłum,
              gmin, wrzask

              to mnie strasznie męczyło jak byłem w R-dam i A-dam choć może poza tymi
              miastami jest inaczej

              holendrzy których poznałem mówili że kiedyś możnaby było nie tylko rower
              zostawić nieprzypięty ale nawet samochód otwarty i nikt by nie ruszył (przez
              marokańczykami) ale nie wiem czy im wierzyć bo taki "mit" słyszałem też już o
              Szwecji, Finlandii, Norwegii itp
              • Gość: żyd Re: drogi zydzie, w holandii tak poza wszystkim IP: *.roemd1.lb.home.nl 26.06.05, 20:18
                Ścisk jest wszędzie, nawet na wsi są pola, a dookoła nich domy upchane jeden
                przy drugim. Z opowieści dowiedziałem się, że w dużych miastach rowery kradli
                zawsze. Jeden z moich znajomych opowiadał, że w swoich studenckich czasach,
                kiedy ukradziono mu rower, on sam kradł inny. Z samochodami inna sprawa -
                podobno kiedyś , przed falami imigracji z dawnych kolonii, rzeczywiście można
                było zapomnieć o zamknięciu auta i było duże prawdopodobieństwo, że nic się nie
                stanie. Teraz w Holandii bezpiecznie jest w małych wioskach, ja sam mieszkałem w
                takiej; rower można było zostawić pod supermarketem bez blokady i wszystko było
                OK. W mieście to już się tak nie da. Zamek + przypięcie łańcuchem do czegoś
                solidnego.
          • Gość: alef zero Re: Polskie dziennikarstwo IP: *.trw.com 25.06.05, 22:22
            W USA tez sa "gated communities", moze nie zawsze ogrodzone wysokim murem, ale
            sa. Tylko straznik stoi przy bramce. Zreszta, tu i tak nawet bandziory jezdza
            samochodami, natomiast pieszego widac z daleka i czsem nawet policja sie
            takowym zainteresuje. Ale przeciez jesli ktos ma wlasny dom i parcele, to tez
            moze takowa ogrodzic i wpuszczac tylko tych, ktorych sobie zyczy widziec - co w
            tym zlego? Wiec taka "gated community" moze byc rozumiana jako wspolny teren
            kiludzesieciu czy kilkuset rodzin, ktory i tak jest mniejszy niz gdyby kazda
            rodzina miala wlasny dom z osobna. Tyle tylko, ze powinny byc jakies prawa
            miejskie zapewniajace, ze ten teren nie blokuje w istotny sposob miejskich
            arterii komunikacyjnych. Ale jesli komus przeszkadza wlasnosc prywatna jako
            taka... to taki poglad tez ma swoja nazwe.
    • Gość: statystyczny Re: Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych IP: *.lerkins.com / 195.46.43.* 25.06.05, 12:24
      Sranie w banie! Mieszkam na osiedlu zamkniętym z ochroniarzem i kamerkami. I nie
      jest to Warszawa ani ja nie jestem żadną elitą i milionerem podobnie jak
      większość na tym mini osiedlu. Cisza, spokój, bezpiecznie, estetycznie, zielono,
      rower na klatce można zostawić, ludzie sympatyczni Żal dupę ściska tym co
      mieszkają w wielkiej płycie, w oszczanych i pomazianych klatkach ot co!
      • morsa Re: Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych 25.06.05, 13:30
        Nie wyobrazam sobie miasta
        z zamknietymi osiedlami.
        Mieszkam w Szwecji i tutaj
        ten "fenomen" nie jest znany.
        Prywatne firmy ochraniaczy
        prawie nie istnieja.
        --
        Osiedle "Marina" powstaje
        na bylych polach. Mieszkalam
        na Etiudy Rew. i trudno mi sobie
        wyobrazic, ze tam powstaje
        zamkniete osiedle. Dobrze, ze moja
        Mama wyprowadzila sie z mieszkania
        3 lata temu. Widzialam poczatki budowy
        osiedla - nie wiedzialam, ze bedzie zamkniete
        i obwarowane murami. Koszmar!!
    • Gość: JaWa Re: Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych IP: *.ip.pop.e-wro.net.pl 25.06.05, 13:22
      Wiele lat mieszkałam w 10-piętrowym bloku, który zajmował pół ulicy. Wiele lat
      jako jedyna lokatorka walczyłam z gnojkami dewastującymi klatki schodowe,
      zamieniającymi je w chlew. Wiele lat myłam brudną windę, bo wolałam jeździć
      czystą. Interes reszty lokatorów ograniczał sie do ich małego mieszkanka M-
      ileś. Z biegiem lat z gnojków powyrastali dilerzy narkotyków, złodzieje i
      bandziory, lepiej niż ja znający prawo i konstytucję. Lada moment wyprowadzam
      się do osiedla niskich domków, które postanowiliśmy ogrodzić, aby nikt, kto nie
      płaci na naszą własność pieniędzy, nie dewastował i nie śmiecił. Odcinam się
      świadomie od nie chronionego niczym i przez nikogo świata. Nie chcę już pouczać
      i walczyć - za to biorą pieniądze inni. Włączę się na nowo, gdy wszyscy
      obywatele naszego kraju uświadomią sobie ważność prospołecznej postawy i
      ważność walki o świat, w którym żyjemy.
    • infidel.wierzacy BU(J)DY NA RESORACH 25.06.05, 14:51
      Dzień dobry!

      Chciałbym zapytać, czym szczególnym się wyróżnił "zespół jednego z najlepszych
      polskich architektów"?
      Zgodzę się ze stwierdzeniem, że zespołowi przewodzi dobry nauczyciel akademicki.

      Co do sukcesów ... nagroda Stowarzyszenia Architektów RP jest nagrodą
      rozdawaną "w rodzinie", obawiam się, że głównie za inne osiągnięcia niż za
      projekty, bo nagrodzone projekty zwykle nie są w stanie przetrwać próby czasu.

      Znam wyroby tego zespołu i kojarzę je z tanimi mieszkaniami, budowanymi przez
      J.W. Construction.
      Zespół próbuje coś "rzeźbić" w budynkach użytkowych i mieszkaniówce z wyższej
      półki, ale z efektem, który wraz z upływem czasu rodzi więcej krytyki niż
      zachwytu.
      Bo czymże jest "Obrona Wału Pomorskiego" inaczej zwana Rapsodia, czy jak jej
      tam, albo ten "Kaloryferowiec" obok? Trzeba wybitnych zdolności i nielada
      zacięcia, by w każdym pomieszczeniu z porfenetami władować grzejnik w świetle
      tego okna!

      Prawdą jest, że ten zespół ma możliwość uzyskania wszelkich pozwoleń w dość
      trudnych lokalizacjach, jak wspomniany powyżej "Eko Park" vis a vis Pól
      Mokotowskich, czy cytowana w artykule Marina. Obydwa projekty są dla mnie dość
      kontrowersyjne i słabe jakościowo i architektonicznie w stosunku do prestiżu
      lokalizacji, który został tymi projektami sprowadzony do przyziemia sztuki
      architektonicznej.

      W latach 60-ych i 70-ych Oś Saską spaprano wielgachnymi blokami, czyżby
      następował renesans twórców osiedla "Za Żelazną Bramą"?

      Kuriozalne jest porównywanie Polski do stosunków amerykańskich, co dowodzi, że
      autorzy artykułu nie wiele wiedzą na temat "zoning", popytu i zasad budowania w
      USA.

      Architektura w Polsce stoi na takim poziomie na jakim stoi, co widać gołym
      okiem.
      Nie wspomnę o sztuce aranżacji wnętrz, bo jest ona traktowana podrzędnie do
      założeń związanych z architekturą zewnętrzną (okna) i programem obsługi
      komunikacyjnej (windy i klatki schodowe).

      Nieliczni architekci "czują" to zagadnienie, cieszę się, że mam przyjemność
      znać takich właśnie architektów, bo gdyby wszystkim uderzała woda sodowa po
      nagrodzie przyznanej przez kolegów i przyjaciół, pozostałaby mi wyemigrować.

      Współautorowi, Panu J.S.M, uprzejmie dziękuję, w znaczeniu "temu panu już
      dziekujemy" - muszę zmartwić, ale za 59 zł wolę kupić album ze zdjęciami
      przyrody.


      Pozdrawiam trzeźwo myślących jak i tych o zapatrywaniach zależnych od kierunku
      wiatru.

      Infidel Wielki
    • Gość: warszawka Re: Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych IP: *.spray.net.pl 25.06.05, 14:53
      Podobno ludzie zamknieci w wiezieniu w końcu sie do krat przyzwyczajają. I
      spacerniaczek tez uwazają za super miejsce do wychodzenia. Ale ja sie na taka
      rzeczywistość nie zgadzam. I niestety nie jest to tylko wybór tych co w gettach
      zamieszkują. Wszyscy pozostali na zewnątrz również zostaja zamknięci, tyle że
      pomiedzy. Wychodzenie na spacery miedzy płotami osiedli, wzdłuż głównych ulic,
      ruchem konika szachowego odbijając sie od wiezyczki sytazniczej do wiezyczki.
      Przepustki, karty magnetyczne, piloty, uzbrojeni straznicy, książka wejść i
      wyjść, goryle przy baramch wypytujacy szczegółowo gdzie idę, do kogo i po co,
      spisujacy moj numer rejestracyjny i decydujacy gdzie mam postawic mój samochód,
      od kiedy do kiedy. Ludzie, czy wy nie widzicie jaka to jest potworna paranoja?
      Jak niewiele brakuje by otoczyc osiedle drutem kolczastym i ominować? Zgadzam
      sie, że to co sie dzieje jest reakcja na słabość państwa, na niewydolność służb
      miejskich, samorzadu, policji, rządu, sejmu i tak dalej. Rozumiem, ze sie
      boicie o samochód, rower czy dzieci. Ale zamykanie do niczego nie prowadzi.
      Jest krótkowzroczne i na dłuższą metę destrukcyjne. Miasto nie jest miastem
      jesli jest w taki sposób podzielone. Nie podoba wam sie Warszawa, to wracajcie
      na wieś na swoje podwórka. I pozwólcie zyc tym, którzy miasto lubią i
      rozumieją. Ja tu mieszkam ponad 30 lat (od zawsze)i zamknać sie nie dam,
      niezaleznie od tego ile bede mieć pieniedzy, jaka prace i standard zycia. Stać
      mnie na getto. Sęk w tym, że kto się więzniem urodził, jako więzień umrze.
      Fizycznie i mentalnie.
      • Gość: sl Re: Zamknięte osiedla, czyli getta dla bogatych IP: *.spray.net.pl 26.06.05, 00:47
        Nasze osiedle nie było sprzedawane przez dewelopera jako zamknięte, ale po ponad
        roku ciągłych włamań do samochodów w garażach, kradzieżach drzewek z ogrodu i
        tym podobnych wyskokach większość mieszkańców zadecydowała o budowie ogrodzenia.
        I teraz jest. Faktycznie, ceną za to są niedogodności w postaci kart
        magnetycznych, szlabanów, furtek i ochroniarzy, ale w zamian zniknęły
        wcześniejsze nieprzyjemności. Samochód można bezpiecznie postawić pod blokiem,
        menele nie wystają pod klatkami, domokrążcy nie włóczą się po korytarzach.
        Reasumując - więcej pozytywów niż negatywów. Oczywiście idealnie by było
        mieszkać w bezpiecznym mieście, gdzie samochód zostawiony na ulicy nie traci
        szyby ani radia, drzewka nie są wykopywane, itp, ale nie żyjemy w idealnym
        świecie. Ogrodzenie nie chroni tylko przed jednym: aspołecznymi
        współmieszkańcami osiedla. Ale to temat na osobny wątek.
      • wdeszczurosne Re: strach ma wielkie oczy 26.06.05, 13:21
        Ladnie powiedziane. Akurat mialam wyslac podobny post, ale mnie wyprzedziles.
        Wg mnie to tez swoista paranoja. Poza tym skad ten lek przed "zurami" i ludzmi
        biednymi? Z nimi mozna pogadac o zyciu, pograc na gitarze i pospiewac, posmiac
        sie prawdziwie i napic sie wina. Jestem mloda kobieta i akurat stac mnie na
        kupno wlasnego M. I mam dylemat, bo za nic nie chce dac sie odgrodzic od
        rzeczywistosci, jakakolwiek by byla. Gdybym urodzila sie w Afganistanie, tez
        nie probowalabym zamknac sie w pancernym bunkrze. Gdziekolwiek zyjemy,
        powinnismy otwierac sie na ludzi i otaczajacy nas swiat. Tchorzostwo nie jest
        dobra cecha.
        Kiedys pewien mlody mezczyzna chcial mnie okrasc, a moze mial inne zamiary, nie
        wiem. W kazdym razie spojrzalam sie zdziwiona na niego i mowie z usmiechem: no
        nie gadaj, ty chcesz mnie skrzywdzic? Przeciez ja jestem takim samym
        czlowiekiem jak ty! Jeszcze troche do niego pogadalam i facet byl tak
        zdezorientowany i zdziwiony moja reakcja, ze nadzwyczajniej sobie poszedl.
        Kiedys tez ide wieczorowa pora sama przez park, az nagle pewien ekshibicjonista
        obnaza sie w calej swej urodzie i czeka az uciekne w poplochu. Ale nie mialam
        zamiaru uciekac, wiec zaczelam rozmowe: prosze pana, tak nie mozna.. nastepnie
        zaczelam zadawac pytania i dowiedzialam sie bardzo ciekawych rzeczy. Ten mlody
        chlopak okazal sie byc studentem, zwiedzil cala Europe autostopem, kiedy byl
        maly byl mocno bity przez ojca. On mi wytlumaczyl czemu sie obnaza w parku a ja
        mu wytlumaczylam czemu nie jest to ani mile ani dobre z jego strony.
        Jeszcze jedna historyjka: moja ciocia, dosc zamozna osoba, mieszka sama
        samiutka w 3 pokojowym mieszkaniu w centrum miasta (nie wawy), ma dobry
        samochod i czesto wraca pozno do domu. Wokol niej jest mase starych
        poniemieckich kamienic, w ktorych mieszkaja ludzie wyjatkowo ubodzy i
        zdegradowani. Ale cioci nic nie zrobia. Czasem z nimi pogada, przyniesie
        skrzynke piwa czy wina a jej samochod odkad tam mieszka, nawet jednego
        zadrasniecia nie zaznal. Widzialam kiedys tych pijaczkow stojacych w bramach.
        Jeszcze zadowoleni mowia: my tu pilnujemy, nikt tu nie podejdzie do pani
        samochodu. Zas drugie moje wujostwo wraz z dziecmi mieszkaja w ogrodzonej
        strzezonej willi z basenem w pieknej stolicy i sa wg mnie rownie zdegradowani
        jak ci "zule" spod bramy. Tyle, ze na inny sposob. Moje wujostwo wszedzie weszy
        podstep, boja sie wielu ludzi i najchetniej zamieszkaloby w miescie
        odizolowanym od reszty marnego swiata.
        Zamiast budowac mury, wyjdzmy do ludzi i rozmawiajmy. Potrzebujemy ludzi a
        ludzie potrzebuja nas. Dopiero wtedy mozna zachowac rownowage i normalnosc. ;)
        • Gość: Gmer Re: strach ma wielkie oczy IP: *.infovide.pl 26.06.05, 15:19
          Ładnie to napisałaś. Z tych samych powodów mieszkam w zwyklym blokowisku pod
          Wawa i jeżdże zwyklym pociagiem do pracy w Wawie. Trzeba miec w zyciu konktakt
          z roznymi ludzmi. Cena jaka ludzie placa za tzw. ochrone jest dla mnie do
          przyjecia, nie tylko w wymiarze finansowym.
          • Gość: staro_ochocka Re: strach ma wielkie oczy IP: *.proxy.astra-net.com 26.06.05, 17:06
            Zgadzam się, Warszawa musi zostać miastem dla ludzi, zamykanie się w „oazach
            spokoju” do niczego dobrego nie doprowadzi. Nie mam nic przeciwko zamkniętym
            osiedlom budowanym na obrzeżach miasta w szczerym polu. Ale budowanie więzienia
            w rodzaju "Mariny Mokotów" w środku miasta to absurd. Tę przestrzeń można było
            wykorzystać w lepszy sposób.