Dodaj do ulubionych

Michalkiewicz o górnikach

30.07.05, 19:01
Kto i tak musi do emerytur górniczych dokładać? W tym tygodniu związkowcy
domagali się od pana marszałka i pozostałych posłów przyznania górnikom
licencji na rabowanie pozostałych współobywateli. Dostali wszystko, czego
chcieli!

Ochlokracja. To słowo pochodzenia greckiego oznacza taki układ sił
politycznych w ustroju republikańskim, w którym władza należy do tłumu (gr.
ochlos). Ochlokracja jest bardzo podobna do demokracji, ale mimo tych
podobieństw są też istotne różnice, a właściwie jedna: zasadą demokracji jest
to, że...

Rację ma Większość

Im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja. W większości przypadków jest to
oczywiście nieprawda, ale przynajmniej wiadomo, czego się trzymać. W
przypadku ochlokracji o żadnej zasadzie porządkującej nie można mówić,
ponieważ tłum nie poddaje się zasadom, tylko nastrojom, które z kolei
wywoływane są przez wrażenia. Nigdy nie wiadomo, jakie wrażenie wywrze na
tłumie jeden i ten sam fakt, np. wystrzał; równie dobrze może wywołać
paniczną ucieczkę, jak i brawurowy, czy jak kto woli - furiacki atak.

Tłum jest nieprzewidywalny i dlatego stanowi wdzięczny obiekt manipulacji, w
demokracji politycznej bardzo przydatnych, ponieważ zmanipulowane reakcje
tłumu przedstawiane są jako wola społeczeństwa. Z taką manipulacją mieliśmy
do czynienia 26 lipca pod Sejmem w Warszawie, gdzie górnicy pobili się z
policją, w następstwie czego Sejm w całej rozciągłości przyjął ich żądania.

Najwyraźniej przedwyborcza atmosfera sprzyja przekształcaniu w tłum również
członków najwyższej władzy ustawodawczej, z marszałkiem na czele. Jest to
wdzięczny temat dla specjalistów, którzy chłodnym okiem naturalisty ("co
wykopuje i nazywa glisty"), powinni wszechstronnie zbadać ten przypadek
ochlokracji odgórnej.

Licencje na rabunek współobywateli

Manifestanci zorganizowani przez związki zawodowe przyjechali do Warszawy,
żeby wymusić na Sejmie uchwalenie ustawy bezterminowo przedłużającej górnikom
możliwość przechodzenia na emeryturę po przepracowaniu 25 lat bez względu na
wiek. Podnosili argument, że górnicy dołowi, tzn. pracujący pod ziemią, w
większości nie dożywają wymaganych 65 lat. Jeśli tak, to zmuszanie górników
do ubezpieczeń społecznych na tych warunkach jest oczywiście niesprawiedliwe.

Ale podobnie niesprawiedliwe jest zmuszanie kogokolwiek na tych warunkach do
ubezpieczeń społecznych, bo przecież nigdy z góry nie wiadomo, jak długo ktoś
będzie żył. Jednak górnicy nie domagali się zniesienia przymusu ubezpieczeń
społecznych, żeby, dajmy na to, mogli sobie kwotę odbieraną im obecnie
jako "składka" ubezpieczeniowa, odkładać do banku, a kiedy, po 25 latach
pracy, przyszłaby im ochota na odmianę, mogli oddać się rentierstwu lub zająć
drobnym biznesem.

Nic z tych rzeczy

Górnicy domagali się, by w ramach istniejącego systemu, płacili składki tylko
przez 25 lat, natomiast otrzymywali emeryturę taką jak ci, którzy płacą
składki przez lat 30. Nawet gdyby - jak w latach 60-tych - na jednego emeryta
przypadało 7 płacących składki, a nie - jak dzisiaj - niecałych dwóch, to i
tak ktoś musiałby do emerytur górniczych dokładać. A kto? Organizujący
manifestację związkowcy odpowiadają krótko - "państwo". Ale
przecież "państwo", tzn. władza publiczna, nie wytwarza żadnego
bogactwa! "Państwo" może tylko rozdzielać bogactwo wytworzone przez innych
ludzi, a następnie im odebrane.


W górnikach jest siła, której boją się politycy - zwłaszcza przed wyborami /
AFP
Oznacza to, że związkowcy tak naprawdę domagali się od pana marszałka
Cimoszewicza i pozostałych posłów przyznania górnikom licencji na rabowanie
pozostałych współobywateli. I pan marszałek Cimoszewicz, po krótkim pokazie
hamletyzowania poddał pod obrady Sejmu projekt stosownej ustawy, którą Izba
znaczną większością uchwaliła.

Jeśli wierzyć pani Agnieszce Chłoń-Domińczak z Ministerstwa Polityki
Społecznej (to jest ten urząd wydający licencje na rabunek współobywateli),
to każdy pracujący będzie zmuszony do zapłacenia na ten cel tysiąca złotych
rocznie. Kto nas zmusi? Ano - kolejny rząd, funkcjonujący w tych warunkach
jako fachowiec od mokrej roboty.

Korupcja jako zasada rządzenia

Widowisko, jakiego byliśmy świadkami dowodzi, że wbrew patetycznym
deklaracjom, korupcja wcale nie jest u nas patologicznym marginesem, ani w
ogóle patologią, ale fundamentalną zasadą rządzenia państwem. Czymże bowiem
jest korupcja, jeśli nie płaceniem za złamanie zasad sprawiedliwości?
Sprawiedliwość - jak przed dwoma tysiącami lat zauważył Ulpian -
jest "niezłomną i stałą wolą oddawania każdemu tego, co mu się należy".

Czy górnikom rzeczywiście "należy się" po 1000 zł rocznie od, dajmy na to,
prządek, chłopów, nauczycieli, czy kolejarzy? A niby z jakiej racji?
Tymczasem na takim właśnie absurdalnym domniemaniu ufundowany jest system
tzw. redystrybucji dochodu narodowego poprzez budżet. W takim razie korupcja
rozpoczyna się już na etapie kampanii wyborczej, kiedy to politycy obiecują
wyborcom rozmaite korzyści "z budżetu państwa".

Wódka polityczno-budżetowa


Kto powalczy z tłumem? / RMF FM
W swoim czasie media piętnowały przypadki nakłaniania wyborców do głosowania
na konkretnego kandydata w zamian za wódkę. Może to nie jest metoda godna
pochwały, ale z pewnością uczciwsza od nakłaniania do poparcia kandydata
obiecującego umożliwienie rabowania współobywateli za pośrednictwem władzy
publicznej. Kandydat, który stawia wyborcom wódkę, płaci za nią z własnej
kieszeni, albo z kieszeni swoich sponsorów. Gdyby partie polityczne nie były
finansowane z budżetu, współobywatele nigdy nie zostaliby obciążeni kosztami
tego poczęstunku.

Natomiast polityk "wrażliwy społecznie" to rodzaj złodzieja zuchwałego, który
nie tylko sam jest zdemoralizowany do szpiku kości, ale w dodatku
demoralizuje całe społeczeństwo. Skwapliwość, z jaką górnicy, podjudzeni
przez związkowców, poddali się tej demoralizującej perswazji, jest oczywiście
przykrym widowiskiem, ale skoro tak ochoczo potępiamy skutki, to dlaczego
starannie omijamy przyczynę, w postaci modelu państwa, jako jaskini zbójców,
w której ferajna raz po raz nie tylko zachęca poszczególne grupy społeczne
lub zawodowe, żeby porabowały sobie swoich bliźnich, ale jeszcze dostarcza im
pozorów legalności w postaci ustaw i rozporządzeń?

Miłość ci wszystko wybaczy?

"Gdybym wczoraj nie dopuścił do żadnego kompromisu, mielibyśmy tutaj
prawdopodobnie problemy na znacznie większą skalę i również ja byłbym za to
odpowiedzialny. Gdybym z kolei dopuścił do rozpatrzenia całej ustawy, jaka
była proponowana przez Sejm, byłbym oskarżony o to, że doprowadzam do
załamania finansów publicznych państwa" - powiedział marszałek Cimoszewicz,
komentując przebieg sejmowej debaty nad nieszczęsną ustawą.

Mam nadzieję, że nie mówił szczerze, bo w przeciwnym razie byłoby oczywiste,
że w ogóle nie zrozumiał, co się stało. Po pierwsze - jaki "kompromis"?
Górnicy dostali wszystko, czego chcieli, a burda pod Sejmem była (miała być?)
alibi, że w przeciwnym razie będzie jeszcze gorzej.

Po drugie - czy wskutek burdy zastrzeżenia podnoszone poprzednio przez samego
pana marszałka utraciły ważność? Oskarżenia by były, to jasne, podobnie jak i
to, że pan marszałek najwyraźniej się ich zląkł. Czyżby tylko udawał, że ma
duszę Rzymianina, a w gruncie rzeczy jest po prostu nadmiernie spragniony
miłości?

Stanisław Michalkiewicz
Edytor zaawansowany
  • Gość: mp IP: *.qdnet.pl 01.08.05, 17:03
    Bardzo trafne i b. mi sie podoba:
    "Natomiast polityk "wrażliwy społecznie" to rodzaj złodzieja zuchwałego, który
    nie tylko sam jest zdemoralizowany do szpiku kości, ale w dodatku
    demoralizuje całe społeczeństwo."
    Panie Stanislawie,dlaczego Pan i p.Janusz K.M tak rozsadnie mowicie i
    piszecie,a ludzie glosuja jak glosuja... Bo "ochlos" jest glupi?
    W kazdym razie ja nie zaglosuje na nikogo,kto glosowal za emeryturami dla
    tych rabusiow (z cimoszewiczem na czele)...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka