Dodaj do ulubionych

Zadam pytanie lekko dryfujace ...

02.11.10, 04:46
.....od tematyki glownej PiG. O co chodzi?
Chodzi mi o osoby ( nie pokaze paluchem) ktore mieszkaja w USA i jednoczesnie maja, powiedzmy umownie, trzezwe podejscie do polityki pienieznej oraz ekonomii i polityki USA. Trzezwe dalem bez cudzyslowiu, rozumiem ze dyskutanci zrozumieja, ze oznacza to podejscie krytyczne.
Teraz: Panowie, a moze i Panie: Co zamierzacie? Odlozmy na bok dywagacje nt. KIEDY upadna USA, skupmy ( a fe...) sie na problemie, co WY macie zamiar robic? No bo przeciez pozostanie na tonacym statku to nonsens i nie ma to nic wspolnego ze wiadomymi "szczurami", po prostu kazdy chce w zyciu zrobic tak, zeby bylo dobrze?
Wiec- CO?
Wyjazd z USA? Do Ameryki Poludniowej, Europy, Polski? trzepanie kasy takiej, zeby kryzys nie zagladnal w oczy nawet gdyz statek utonie? Le- czy jest to mozliwe?

--
“Man, I see in fight club the strongest and smartest men who’ve ever lived. I see all this potential, and I see squandering. God damn it, an entire generation pumping gas, waiting tables; slaves with white collars. Advertising has us chasing cars and clothes, working jobs we hate so we can buy shit we don’t need. We’re the middle children of history, man. No purpose or place. We have no Great War. No Great Depression. Our Great War’s a spiritual war… our Great Depression is our lives. We’ve all been raised on television to believe that one day we’d all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won’t. And we’re slowly learning that fact. And we’re very, very pissed off.”
Edytor zaawansowany
  • przycinek.usa 02.11.10, 05:46
    czekaj, zaraz, piszesz do mnie w liczbie mnogiej? A o jakim ty upadku piszesz?
  • kadi-lak 02.11.10, 14:05
    No, nie bylo to zdresowane tylko do Ciebie, ale z drugiej strony skoro odebrales to pytanie jako skierowane do siebie, to moze cos w tym jest smile

    Niestety, do tej pory jak widze pisza w temacie tylko "niezainteresowani" bezposednio .
    --
    “Man, I see in fight club the strongest and smartest men who’ve ever lived. I see all this potential, and I see squandering. God damn it, an entire generation pumping gas, waiting tables; slaves with white collars. Advertising has us chasing cars and clothes, working jobs we hate so we can buy shit we don’t need. We’re the middle children of history, man. No purpose or place. We have no Great War. No Great Depression. Our Great War’s a spiritual war… our Great Depression is our lives. We’ve all been raised on television to believe that one day we’d all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won’t. And we’re slowly learning that fact. And we’re very, very pissed off.”
  • rumun_navigator 02.11.10, 10:03
    Bo dotyczy tak naprawdę kondycji wiary w scenariusz ogólnej rozpierduchy. Niby tych piewców zagłady trochę jest, ale łatwo można zauważyć, że to wszystko funkcjonuje na tej samej zasadzie co np. wiara w horoskopy. Czyli sporo ludzi deklaruje, że wierzy, ale zarazem mało która z tych osób jakoś nie jest skłonna do tego żeby podejmować jakieś poważne decyzje w oparciu o ruchy planet.

    Ps: Ja tam nie wierze, ale jeśli bym wierzył to Ameryka Południowa chyba wypada najlepiej.
  • tartaczek 02.11.10, 10:17
    Moj amerykanski kolega od lat mieszkajacy w Europie wlasnie wrocil z Kalifornii i jest zaskoczony poziomem kontroli spoleczenstwa.
    Wynika z jego opowiesci , ze ponizej 18 lat nie mozna przebywac na ulicy samotnie po godzinie 22 , czyli odpowiednik naszej godziny policyjnej. Cos tam jeszcze o wyprowadzaniu psow opowiadal , gdzie i kiedy mozna (poblize plazy).
    Ja unikam latania przez Stany ze wzgledu na drobizgowe kontrole i cala mase absurdalnych pytan , nie mowiac o skanowaniu czesci ciala na miejscu . Ostatnim razem przed wylotem przepytywano nas chyba z pol godziny, o malo sie nie spoznilismy na lot. I bynajmniej nie wylatywalismy z Warszawy.
  • dorota_3 02.11.10, 10:09
    i cała ekonomia w nim jest zawarta.

    Przede wszystkim kapitalna stopka, to sama prawda. Jak na razie Ameryka próbuje eksportować na resztę swiata model życia, w którym "we can buy shit we don’t need". Niestety w samych Stanach ten model się wyczerpuje - nierównowaga wymiany handlowej pogłębia sie katastrofalnie i świat ma już po grdykę dolarowych papierów. Wasza nadzieja w tym, że Wasz model przejmą teraz Chińczycy, a Wam uda się cokolweik im sprzedać smile (żartuję, oczywiście, ta nadzieja jest płonna).

    A najgorsze jest to, że Wasze dylematy stają się dylematami reszty świata również. I to mnie wkurza nie mniej niż próba wprowadzenia u nas Waszego gównianego Haloween.

    No własnie, co zrobicie?
  • demergis 02.11.10, 10:39
    I to mnie wkurza nie mniej niż próba wprowadzenia u nas Waszego gównianego Haloween.

    chyba nie masz dzieci, a szkoda, bo wiele problemów by zniknęło a wiele innych prezedstawiło by się w zupełnie innym świetle. Oczywiście kilka kłopotów by przybyło, ale to są słodkie kłopoty. Ja mam 3 synów, przed HW jedziemy kupowac dynie (oczywiście 3) jak najwieksze, rzecz jasna. Potem w necie szukamy wzorów do wycięcia na dyni jakiejs ładnej gęby, wycinamy, smiejemy się, z części miąższu robię tortellini z ricotą i z dużą ilością gałki. Jest wesoło i przyjemnie. Oczywiście wnerwia mnie "amerykańska plastikowość", ale jesli słuzy integracji rodziny, bycia razem i śmiechom wspólnym, to czegóż tu jeszcze chcieć od zycia? Niektórzy za "wszystko inne" zapłacą kartą mastercard - dla mnie smiech dzieci jest bezcenny......
  • rumun_navigator 02.11.10, 10:49
    dla mnie smiech dzieci jest bezcenny......
    A dla mnie w sumie ważniejsze jest poczucie tożsamości i zakorzenienia w jakiejś tradycji.
  • demergis 02.11.10, 10:58
    a czy masz dzieci? jesli nie masz to ok - rozumiem inne potrzeby, jesli masz to chyba ich za bardzo nie kochasz skoro poczucie "tożsamości" i "zakorzenienia" jest ważniejsze. Idź w tym poczuciu tożsamości na groby z dziecmi, miej smutna minę i kontempluj jak nakazuje polska tradycja. Szkoda, że one nie za bardzo wiedzą o co chodzi wówczas. My przy tych zabawach modlimy sie równiez za zmarłych z naszych rodzin, to przeciez logo.
    Ale każda szkoła dobra szkoła
  • rumun_navigator 02.11.10, 11:08
    W sumie to offtop, więc może nie ciągnijmy tego dalej, ale dodam tylko, że jednym z większych problemów współczesnego wychowania jest to, ze w tym procesie dorośli coraz bardziej upodabniają się do dzieci, nie zaś na odwrót. Znakomicie widać to po Twojej postawie,

    My przy tych zabawach modlimy sie równiez za zmarłych z naszych rodzin
    Modlitwa z dynią na łbie!!!??? Brak słów.
  • demergis 02.11.10, 11:19
    nie będę reagował impulsywnie, bo wiem juz z poprzednich twoich postów że bezpodstawne przypier....lanie się wyssałes z mlekiem matki. Jakbyś troche znał podstawy religii katolickiej (modlic mozna sie w każdych okolicznosciach!) i wiedział na czym polega HW (dynia stoi nie na łbie, tylko w oknie) to bys nie pier...ił takich żenujących głupot. Ale skoro nic innego nie potrafisz spłodzic, no to sorry - wspólczuje
  • demergis 02.11.10, 11:23
    i nie odpisuj juz nic więcej, bo z chamstwem nie dyskutuje. Dorotka na ten przykład jest denerwująca, ale nie jest chamska, ucz sie od niej.
  • lohicon 02.11.10, 11:37
    IMHO demergis nie masz racji. Nikt do ciebie się nie przy***** tylko ostro skrytykował, a to oczywiście boli. Dla mnie jasne jest, że dzieci pewnych spraw nie rozumieją. Dlatego je uczymy. Najpierw proste rzeczy (często przez naśladownictwo) bez wyjaśniania szczegółów a potem dopiero bardziej skomplikowane. (np pokazywanie na paluszkach ile lat ma dwulatek).
    IMHO nasze odwiedzanie grobów ma o wiele głębszy sens niż dość prymitywne amerykanizmy.
    Wspominanie osób które odeszły (nie koniecznie na smutno ale zawsze z pewną melancholią) kontra "święto z ameryki". Melancholia konta zabawa. Głębszy sens kontra proste reguły.
    Powinniśmy edukować dzieci (co jest trudnym zadaniem) a nie serwować im lekkostrawną papkę.
  • tartaczek 02.11.10, 11:58
    A ja sie zgadzam z demergisem. Odkad bylam dzieckiem nie znosilam chodzenia na cmentarz i wrecz unikalam go pozniej juz jako osoba dorosla. Potem sie to zmienilo, ale dlugo to trwalo. Pamietam do tej pory, jak otworzono na cmentarzu trumne kolegi z sasiedniej klasy z podstawowki, ktory zginal w wieku chyba 12 lat w wypadku samochodowym. Teraz zwyczaj otwierania trumien na cmentarzu zanika, ale nie chcialabym aby moim dzieciom czy wnukom takie widoki serwowano.To tez byla tradycja. Male dzieci maja wiecej radosci z wydrazonej dyni niz z chodzenia po cmentarzu, ale zgadzam sie ,ze nalezy ich edukowac. I do tej edukacji zalicza sie rowniez wytlumaczenie ,ze w roznych krajach sa rozne tradycje. W Meksyku sie piknikuje na cmetarzu nierzadko z muzyka , w innych krajach katolickich w Wigilie je sie kolacje i imprezuje ze znajomymi do rana , a za to Nowy Rok sie wita wspolnie z rodzina. Czy jest cos niewlasciwego w ich podejsciu?
    Dzisiaj z mojej dyni mam zamiar zrobic zupe krem, bo pestki juz skonsumowalismy.
  • demergis 02.11.10, 19:08
    po pierwsze troche się wymądrzasz
    po drugie zrobiłeś sobie durne założenia nie wiadomo w opraciu o jakie przesłanki, że ja świetuje z dziecmi HW, natomiast 1 i 2 listopada urządzam huczny bal masakowy. Pouczasz mnie jak ortodoksyjnego ateiste co i jak sie robi - daruj sobie
    po trzecie wymądrzasz się znowu jak nalezy wychowywac dzieci - chcesz swoim serwowac zatęchłe i ciężkostrawne kotlety w oparciu o tradycje i zwyczaje sprzed wieków - twoja sprawa. Równie dobrze możesz im zamiast notebooka i netu wręczyć drewniane liczydło i "sztandar młodych" - twoje prawo. A jesli ja mam ochote swoim 3, 5 i 7 letnim dzieciom serwować papke lekkostrawną, bo uważam, że tak jest słusznie w swiecie smutku pogrady, zawiści i kłamstwa, to jest to moje prawo i nic tobie do tego
  • dorota_3 02.11.10, 13:00
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • tartaczek 02.11.10, 13:17
    Nie widze powodu ,zeby sie stale umartwiac. O zmarlych sie pamieta nie tylko we Wszystkich Swietych. Zreszta ta data rozni sie w roznych krajach.
  • kadi-lak 02.11.10, 14:03
    > A najgorsze jest to, że Wasze dylematy stają się dylematami reszty świata równi
    > eż. I to mnie wkurza nie mniej niż próba wprowadzenia u nas Waszego gównianego
    > Haloween.

    Nie wprowadzenia. To Wy sami malpujecie co sie da, byle bylo anlgosaskie a najlepiej amerykanskie...St Patricki, Halloweeny, Walentyny etc. Plus programy TV, niektore legalnie, niektore podejrzewam rzniecie na zywca. Zaklad samochodowy Jurek's i czikeniki w przydroznej budzie. Ale po angieleslku ciagle trudno sie dogadac gdziekolwiek.
    Jak sie blizej temu przyjrzec to jest to bardziej scary niz halloween, przynajmniej dla Waszej tozsamosci .....
    > --
    “Man, I see in fight club the strongest and smartest men who’ve ever lived. I see all this potential, and I see squandering. God damn it, an entire generation pumping gas, waiting tables; slaves with white collars. Advertising has us chasing cars and clothes, working jobs we hate so we can buy shit we don’t need. We’re the middle children of history, man. No purpose or place. We have no Great War. No Great Depression. Our Great War’s a spiritual war… our Great Depression is our lives. We’ve all been raised on television to believe that one day we’d all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won’t. And we’re slowly learning that fact. And we’re very, very pissed off.”
  • lastboyscout 02.11.10, 14:15

    Znakomita, wyjatkowo celna odpowiedz!
    Amerykanie winni sa wszystkiemu.
    Nawet temu, ze europejscy idioci bezkrytycznie nasladuja tego czego nie rozumieja.

    --

    "Jestem przekonany, że AntyCokolwiek zawsze bierze się z bezsilności i braku
    chęci zrozumienia drugiej strony. Antyamerykanizm również"
    Vice_Versa
  • trackermaly 02.11.10, 14:29
    tak tak, w Fucktach wczoraj pokazywali jak się bawią Amerykanie w Halloween. podobno chodzi o to aby się wzajemienie straszyć - więc jedna laska w ramach tego straszenia przebrała się za Lady Guga ( dobrze napisałem ? ) a hitem podobno jest przebieranie się za chilijskiego górnika. to tak w ramach zabawy karnawałowej, tfu Haloweenowej
  • lastboyscout 02.11.10, 14:53


    Nie, drodzy, smutni panstwo...

    Halloween nie jest straszeniem sie smiercia.

    Halloween jest swietem/uklonem wobec radosci istnienia, zycia, swiadomosci szczescia,
    To jest cos odwrotnego do umierania za zycia, strachem przed smiercia,
    skladaniem jej holdu ...

    www.facebook.com/album.php?aid=42185&id=1818444544&l=0bb165948b


    --
    www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • trackermaly 02.11.10, 16:57
    jak trzeba być przeraźliwie samotnym człowiekiem aby smutek przykrywać przyklejonym usmiechem
  • lastboyscout 02.11.10, 17:04

    jak trzeba być przeraźliwie samotnym człowiekiem aby smutek przykrywać przyklejonym usmiechem

    To mowisz Profesorre, ze to nie usmiech, chec zycia i zyczliwosc wobec innych a zgryzliwosc, zgorzknialosc i zlosliwosc jedna ludziom przyjaciol?

    Polacam wiec ten filmik, zwlaszca jego ostatnia czesc wink

    www.youtube.com/watch?v=JfpaQpGJ-8M
    --
    www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • trackermaly 02.11.10, 17:55
    Chodzić po Nowym Jorku ze szczerą twarzą to jakby z fiutem na wierzchu

    Dobre smile

    A moje ulubione filmy to American Beauty i American Psycho.

    Ale coś w tym jest że ta Polonia w USA się odróżnia, moje 2 kuzynki które siedza tam z rodzinami ( legalnie ) za cholerę nie mogą nauczyć się tego sztucznego uśmiechu.




  • lastboyscout 02.11.10, 18:06

    Ale coś w tym jest że ta Polonia w USA się odróżnia,

    Nie, to nie Polonia to tylko lomzyniaki odrozniaja sie od cywilizowanych.


    za cholerę nie mogą nauczyć się tego sztucznego uśmiechu

    Nic nie zrozumiales i nigdy tego nie zrozumiesz, profesorre...

    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • trackermaly 02.11.10, 18:36
    "o czym myślisz tym się stajesz"
  • lastboyscout 02.11.10, 18:48

    "o czym myślisz tym się stajesz"

    Pelna zgoda!

    Rowniez co do tych co w ogole nie mysla wink

    Vice_versa bardzo interesujaco pisal o tym tutaj:
    forum.gazeta.pl/forum/w,17007,109851894,118222845,Prawdopodobienstwo_inteligenta.html
    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • trackermaly 02.11.10, 19:30
    lastboyscout, nie bronie polskich przywar, ale tez nie uważam że amerykańska kultura jest wspaniała.

    a odnośnie Polski, poziom flustracji rośnie i to widać na ulicach np. podczas jazdy samochodem.

    osatnio zdarzyła mi się taka sytuacja, jadę trzypasmową jezdnią 100 km/h ( ograniczenie do 70 ). wyprzedzam taksówkarza ( jedzie 85/90)
    na skrzyżowaniu wybiega ten taksówkarz do mnie i wyzywa mnie od najgorszych bo ... przekroczyłem prędkość. mówie mu.. odwal się Pan. a tego tak rozjuszyło że wali mi pięściami po szybie i dachu.

    druga sytuacja przechodzę na zielonym świetle na przejściu dla pieszych. samochód co skręca bo ma zieloną strzałke otwiera okno i wyzywa od najgorszych bo on nie może przejechać, bo przechodzisz właśnie przez pasy.
    mam kulturę przepuszczania ludzi na przejściach dla pieszych, to wyobraź sobie że ludzie są tak wystraszeni przechodząc przez pasy że je... przebiegają, dziekując mi przy okazji że ich przepuściłem. a ja myślałem że to pieszy ma pierszeństwo na przejściach dla pieszych....ale nie w Polsce.

    takich sytuacji jest setki i w tym kraju naprawdę coraz trudniej się żyje

    Inna sytuacja- Niemcy Zachodnie - Hamburg - centrum miasta- zostawiamy ze znajomym przez zupełny przypadek dzwi samochodu otwarte ( tak jak wchodzisz ). samochód naszpikowany gadżetami ( laptop, GPS, telefony komórkowe ). nie ma nas pół godziny- nie zginęło NIC!
    Jeszcze inna sytuacja - Małe miasteczko pod Hanoverem- przechodzisz ulicą i ludzie się do Ciebie uśmiechają, i mówią dzień dobry! I to większosć! Myślisz sobie czego Ci ludzie ode mnie chcą, przecież nawet mnie nie znają, a tam poprostu jest taka kultura.

    OT różnica w kulturze.
  • lastboyscout 02.11.10, 20:40

    a tez nie uważam że amerykańska kultura jest wspaniała.

    Ja tez nie.
    Wiem jednak na pewno, ze polska "kultura" (jakiej przyklady sam podales) to juz zupelnie nie sa moje klimaty na zycie.
    Dlatego mnie tam nie ma. Dlatego mnie dla nich nie ma.

    Jest jednak wielkim bledem obwiniac za swoja malosc innych (np.Amerykanow).
    I trzeba pamietac, ze to co adoptuje sie z Ameryki jest w Ameryce przeznaczone tylko dla najnizszych klas.
    Bo Ameryka to spoleczenstwo klasowe.
    I to dobrze.
    Bo wtedy zachowuje sie naturalne roznice pomiedzy ludzmi, konkurencje, sens staran i ... pasje zycia
    Odwrotnie niz w spolecznstwie bolszewickim.
    Pozdrawiam.


    ---
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • trackermaly 02.11.10, 20:41
    z serii o Adasiu Miauczyńskim, film genialny, ale przygniębiający

    www.youtube.com/watch?v=aEtIsKGdMmM
  • dorota_3 02.11.10, 15:11
    Nie mam poczucia, że "małpujemy". To raczej kultura masowa (mój ulubiony oksymoron) próbuje nam wmówić pewne zachowania. A "kultura" masowa to wynalazek czysto amerykański, nie zaprzeczysz chyba.
    Trzy godziny temu jechałam przez miasto, przed cmentarzami już teraz jest duży ruch, wieczorem znów będą tłumy - jak wczoraj. Ludzie nie kupują Haloween.

    Ja widzę ekspansję kultury masowej jako specyficzny przejaw imperialnej polityki Stanów. Ujednolicić, wykorzenić, sprzedać własne wzorce (których niezrównaną kuźnią jest Hollywood i cały przemysł rozrywkowy).
  • lastboyscout 02.11.10, 15:19

    sprzedać własne wzorce

    To niemozliwe i nielogiczne aby mozna bylo sprzedac gorsze wzorce kulturowe komus kto posiada lepsze wzorce kulturowe.

    Chyba, ze sugerujesz, ze madrzy ludzie sa glupsi od idiotow z Ameryki.

    Wtedy jednak powinnas zastanowic sie nad soba ... wink

    --

    "Jestem przekonany, że AntyCokolwiek zawsze bierze się z bezsilności i braku
    chęci zrozumienia drugiej strony. Antyamerykanizm również"
    Vice_Versa
  • lohicon 02.11.10, 15:35
    > To niemozliwe i nielogiczne aby mozna bylo sprzedac gorsze wzorce kulturowe kom
    > us kto posiada lepsze wzorce kulturowe.

    Gorszy "pieniądz" wypiera "lepszy"? Może na tej zasadzie wink
  • lastboyscout 02.11.10, 15:44

    Gorszy "pieniądz" wypiera "lepszy"? Może na tej zasadzie wink

    Potwierdzasz tymsamym, ze lepiej byc glupszym niz madrzejszym?

    A ja sadze, ze to tylko glupi nigdy nie bedzie w stanie pojac madrzejszego i dlatego ... takim pozostanie.
    Zreszta przeczytaj ponizej wink

    --
    "Jestem przekonany, że AntyCokolwiek zawsze bierze się z bezsilności i braku
    zdolnosci
    zrozumienia drugiej strony. Antyamerykanizm również"
  • jack79 02.11.10, 15:54
    > Nie wprowadzenia. To Wy sami malpujecie co sie da, byle bylo anlgosaskie a najl
    > epiej amerykanskie...St Patricki, Halloweeny, Walentyny etc. Plus programy TV,
    > niektore legalnie, niektore podejrzewam rzniecie na zywca. Zaklad samochodowy J
    > urek's i czikeniki w przydroznej budzie. Ale po angieleslku ciagle trudno sie
    > dogadac gdziekolwiek.

    to jest normalna sprawa, tak było zawsze gdy jakies imperium podbijało inne terytoria
    tak było gdy rzym podbijał europę
    tak było gdy portugalia i hiszpania odwiedzały amerykę południową
    tak jest gdy USA podbiło europę wschodnią

    tak było
  • sendivigius 02.11.10, 20:55
    dorota_3 napisała:

    > A najgorsze jest to, że Wasze dylematy stają się dylematami reszty świata równi
    > eż. I to mnie wkurza nie mniej niż próba wprowadzenia u nas Waszego gównianego
    > Haloween.


    Coz, niewiele rozumiesz, stad bierze sie wkurzenie. W panstwie wielokulturowym nie moze byc swiat religijnych, bo sa ludzie roznych religii i by sie pozabijali, dlatego tez Boze Narodzenie jest o sw. Mikolaju a nie o Jezusie i dlatego obchodza je Hindusi, Chinczycy i inni niechrzescijanie, pomijajac juz ze tych chrescijan jest 1000 odmian a wiec i pojec czym powinny byc Swieta.

    A dlaczego w Polsce przyjmuje sie Hallowen - jak mnie poprosisz to ci opowiem dowcip o karpiu i Milicjancie.
  • vice_versa 02.11.10, 22:10
    Ten o zabijaniu karpia? Fuj. Ten jest lepszy>>>

    Na zakończenie wizyty Tuska w Moskwie Putin żegnając się mówi:
    - Słuchaj Donek, teraz wreszcie macie fajnie... spokój... pełna kulturka... Konkurs Chopinowski wygrany... stosunki między naszymi krajami mają świetlaną przyszłość.
    Tusk słucha pochlebstw, uśmiecha się, rumieni.
    Putin ciągnie: - Ale jedna sprawa nie daje nam spokoju...-
    Tusk pobladł, a Putin ciągnie:
    - Doniesiono mi, że Wasz poeta zamiast «Rosjo» pisał «Litwo, ojczyzno moja?!». Słuchaj Donek, naprawdę musicie coś z tym zrobić!"
    Na to Tusk z wyraźnym poczuciem ulgi:
    -Ale słuchaj,daj spokój, to był Mickiewicz, ale on już dawno nie żyje.
    Putin się rozpromienia:
    -I za to cię lubię, Donek, za to cię lubię!


    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • tartaczek 03.11.10, 20:54
    Ja ten dowcip slyszalam w polaczeniu z Brezniewem.
  • vice_versa 03.11.10, 21:09
    > Ja ten dowcip slyszalam w polaczeniu z Brezniewem.

    Racja!
    Widać czasy się zmieniają, a niektóre dowcipy zyskują drugą szansę i jeszcze potworniejszy sens. Tylko czy to nie oznacza czasem, że tak naprawdę system się NIE ZMIENIŁ?
    I czy nie o tym tu mówimy?

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • tartaczek 03.11.10, 21:21
    Alez oczywiscie. W tym tygodniu napisalam w ktoryms watku , ze tylko zmieniaja ubarwienie od czerwonego ,poprzez rozowy do zielonego (eko -wiesz co..), ale to sa caly czas te same sily przy wladzy. Jak system sie zuzyl to, wprowdza sie inny dla gawiedzi. I tak od kryzysu do kryzysu ,skubiac do golej skory, tych co zapitalaja na okraglo. I dlatego ja tez podobnie jak Ty wylamalam sie juz z tego systemu. Nie mam ochoty wiecej pracowac niz musze , bo i tak w pewnym momencie mnie oskubia. A to co wydalam na podroze i wspomnien z nich, nie sa w stanie mi odebrac, ani mnie ani moim bliskim.
  • lastboyscout 02.11.10, 14:41

    Co zamierzacie?

    Zyc, Kadilak, po prostu zyc ...
    Nie ma czasu na pogon za czymkolwiek innym niz ... zycie!

    W koncowce tego filmu jest troche o tym:
    www.youtube.com/watch?v=YifJ85wTwkU
    --
    www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • kadi-lak 03.11.10, 00:31
    lastboyscout napisał(a):



    > Nie ma czasu na pogon za czymkolwiek innym niz ... zycie!
    >


    sprzedać własne wzorce

    To niemozliwe i nielogiczne aby mozna bylo sprzedac gorsze wzorce kulturowe komus kto posiada lepsze wzorce kulturowe.

    Chyba, ze sugerujesz, ze madrzy ludzie sa glupsi od idiotow z Ameryki.

    Wtedy jednak powinnas zastanowic sie nad soba ...
    No Ty to widze masz dzisiaj przyplyw weny, same madre rzeczy piszesz , co niekoniecznie zawsze Ci sie zdarza smile

    --
    “Man, I see in fight club the strongest and smartest men who’ve ever lived. I see all this potential, and I see squandering. God damn it, an entire generation pumping gas, waiting tables; slaves with white collars. Advertising has us chasing cars and clothes, working jobs we hate so we can buy shit we don’t need. We’re the middle children of history, man. No purpose or place. We have no Great War. No Great Depression. Our Great War’s a spiritual war… our Great Depression is our lives. We’ve all been raised on television to believe that one day we’d all be millionaires, and movie gods, and rock stars. But we won’t. And we’re slowly learning that fact. And we’re very, very pissed off.”
  • lastboyscout 03.11.10, 02:52

    same madre rzeczy piszesz ,

    Nie moge uwierzyc, ze ty to piszesz, Kadilak!
    To bardzo mile. Dziekuje.


    co niekoniecznie zawsze Ci sie zdarza

    Istnieje jeszcze jedna opcja:
    ja zawsze pisze madre rzeczy ale madre rzeczy nie zawsze sa madrze rozumiane wink

    Pozdrawiam!


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • tartaczek 03.11.10, 21:03
    Samochwala w kacie stala. Ale zgadzam sie z Toba , ze masz specyficzny skrotowy spoob wyrazania swoich mysli. Z jakiegos powodu nie wszyscy go lapia, ale ja w wiekszosci wypadkow ,wiem co poeta mial na mysli.
  • szczurek.polny 02.11.10, 20:05
    Pytanie fajne, a z wątku i tak zrobiła się napieprzanka dynią.
    (A komu udało się celnie rzucić dynią i rozwalić dyskusję? No komu?)

    Nie mieszkam co prawda w Ameryce, ale napiszę tak: staram się nie trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku. Tu gdzie jestem jest co prawda OK, ale jakby się zaczęło robić syfiasto to jestem w stanie jutro rano wyjechać z rodziną w inne miejsca i spędzić tam pół roku albo i rok bez bólu. Również aktywa dywersyfikuję, w tym także w aktywa w postaci fizycznej i metalowej.

    Plan średnioterminowy: siedzieć bez zmian, kosić kasę i być gotowym spie..ać w razie czego.
  • tartaczek 02.11.10, 20:33
    Pytanie tylko czy sie zdazy. Jak znowu jakis wulkan wybuchnie i zamkna przestrzen powietrza, czy tez wymysla epidemie i zrobia kwarantanne. A jesli bedzie mozna latac, to skaner wykryje ile kruszcu masz przy sobie, kasy tylko do 10 tys dolarow wolno wywiesc. Przelewy i wyplaty zamroza ,a na wylotach miast ustawia rogatki i kontrole i beda pytac o przepustke. A po 22.OO godzina policyjna. SI-FI? Czy to juz kiedys bylo ,czy mi sie snilo? A tuz przed wybuchem wojny ludzie zyli jak zwykle.
  • lastboyscout 02.11.10, 20:44

    ale jakby się zaczęło robić syfiasto to jestem w stanie jutro rano wyjechać z rodziną w inne miejsca i spędzić tam pół roku albo i rok bez bólu. Również aktywa dywersyfikuję, w tym także w aktywa w postaci fizycznej i metalowej.
    Plan średnioterminowy: siedzieć bez zmian, kosić kasę i być gotowym spie..ać w razie czego.


    Podpisuje sie calkowicie pod takim rozumieniem/traktowaniem rzeczywistosci !!! smile


    > Pytanie fajne, a z wątku i tak zrobiła się napieprzanka dynią.
    > (A komu udało się celnie rzucić dynią i rozwalić dyskusję? No komu?)


    Odpowiedz:
    "Jestem przekonany, że AntyCokolwiek zawsze bierze się z bezsilności i braku
    chęci zrozumienia drugiej strony. Antyamerykanizm również"
    Vice_Versa


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • vice_versa 02.11.10, 21:27
    Szczurek napisał:
    > Plan średnioterminowy: siedzieć bez zmian, kosić kasę i być gotowym spie..ać w
    > razie czego.[/i]

    LBS napisał:
    > Podpisuje sie calkowicie pod takim rozumieniem/traktowaniem rzeczywistosci !!!
    > smile

    vice_versa pisze:

    Brzmi SMUTNO a tak osobiście to nawet przerażająco.
    Dlaczego?
    Bo na moje wyczucie kłóci się z "ŻYJ, PO PROSTU ŻYJ!"

    1. "Siedzieć bez zmian".
    Życie to SĄ ZMIANY. Ciągłe. Nieustanne.
    Wprowadzane przez innych. Wprowadzane przez nas.
    Adaptacja i/lub innowacja.
    Szukanie i znajdowanie W SOBIE odwagi i dróg do ich R.E.A.L.I.Z.A.C.J.I.

    2. "Kosić kasę"

    Pewnie! Sama przyjemność!

    Zawsze pozostaje pytanie: czy warto było odkładać na później, iść na kompromisy z rzeczywistością/realnością do której przywykliśmy ZAMIAST wytężyć wyobraźnię, pójść za ciosem i przesunąć granice wyobrażalnego/znanego.
    Ja "koszę kasę" niejako przy okazji frajdy z moich pasji. Jednej, dwóch z kilku.
    I czasem choleeernie trudno przeskoczyć mi na czas z jednej w drugą...
    Bo ostatecznie: co nam po tej kasie kiedy będziemy UMIERALI?
    Niektórzy umierają każdego dnia, niektórzy całe życie, a inni dopiero na sam koniec. Ci ostatni ŻYJĄ.

    3. " i być gotowym spie..ać w razie czego."

    Heh. Zapytałbym prosto: "w razie" czego?
    W razie kiedy komuś przyjdzie zrobić kolejny 11.09 a będziemy mieli appointment w biurze?
    W razie kiedy drogi będą już tak dziurawe i zapchane, że rocznie ginąć będzie 50tys a jedyną metodą będzie dojenie kierowców za prędkość???
    W razie gdyby pojawiło się zagrożenie fizyczne lub pieniężne?
    A JUŻ się nie POJAWIA czy tylko NIE WIDAĆ?
    Jeśli nie widać - to zdecydowanie lepiej- pozwala więcej i odważniej.
    A że czasem może to oznaczać: GŁUPIEJ to już inna inszość.
    W razie czego więc?

    BO "w razie czego" jest DZIŚ. To jedyne co mamy.
    Pozdrawiam
    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • tartaczek 02.11.10, 22:04
    Vice_versa jak ja ciebie lubie. Pieknie to ujales.
    Pytanie kochani jest, gdzie mozna uciec od tej rzeczywistosci, zanim nie bedzie za pozno. Caly czas siedzi we mnie przeswiadczenie ,ze trzeba to zrobic juz teraz ,albo sie mocno przygotowac .Gdyby to tylko ode mnie zalezalo...
    Moj ulubiony kolega od kosmitow ,wyemigrowal ze swojego kraju w 2002 roku ,bo gdzies tam w przewidywaniach mu wyszlo , ze wojna podchodzaca w poblize jego domu , bedzie w 2006 roku .Nawet sie o to z kims zalozyl i przegral. Przegral rownowartosc 40 zl , ale zmienil los swoj i swojej rodziny. Czesc sie zaadaptowala do zmian , czesc nie. Ekonomicznie nie stracil. Poznal nowych ludzi. I swietnie sobie poradzil w nowych realiach. Zona tez .Problem jest z dziecmi i czasami tez ze wspolmalzonkami.. Jedni sie adoptuja ,a inni nie.
    Ja podziwiam Twoja pasje V-v i odwage ,ze zmieniles tzw.prestizowy zawod na hobby i potrafisz dzieki temu utrzymac rodzine, ale zawsze sie ponosi jakies koszty za swoje wybory. Czasami sa to koszty emocjonalne, czasami inne .Ale do odwaznych swiat nalezy.
    Ja juz sie szwendalam tu i tam po swiecie i miejscem upatrzonym przeze mnie jest Am Pld.Moj kolega od kosmitow ma sentyment do Afryki. Pytanie tylko ,gdzie da sie zyc. Biurokracja w krajach Tzw.Trzeciego swiata przyprawia o obled. Nawet nie trzeba Trzeciego Swiata. Niektore tereny mojej ulubionej Hiszpanii ,tez moga Cie zalamac. Moja znajoma tam mieszkajaca , nie mowi Hiszpan przyszedl i powiedzial , tylko mowi- Maniana powiedziala. Bo,zeby Hiszpan przyszedl, to tez musi sporo wody uplynac. Ale w koncu przyjdzie. Tylko powie Maniana. Maniana zmieni sie na kolejna maniane ,ale kiedys tam jest szansa .W Am.Pld. jak mowi ,ze przyjdzie to i tak nie przyjdzie. Ale i tak lubie ten kontynent. Mam znajomych ,ktorzy kupili domy w Tajlandii , ale tam nie ma chyba prawa do gruntu-dzierzawa. Cos tam sie mialo zmienic, ale nie sledzilam tego.
  • lastboyscout 02.11.10, 22:09

    Brzmi SMUTNO a tak osobiście to nawet przerażająco.

    Dlaczego otwartosc na zmiany/eksploracja brzmia smutno a nawet przerazajaco?
    To przeciez tylko to daje emocje, pasje zycia.
    (nieco orginalna analogia: dotykasz ciala kobiety, czujesz je, smakujesz jego wszelkie walory, cieszysz sie nim. co sie stanie jezeli pozostawisz reke w tym samym miejscu na dluzej? NIC.
    musisz odkrywac nowej miejsca jej ciala, improwizowac, byc gotowym na nowe odczucia... ale mnie dzisiaj kreca klimaty, no moja blondynko ...szykuj sie na bardzo specjalne bum, bum, bum dzisiaj wieczorem! smile )


    Bo na moje wyczucie kłóci się z "ŻYJ, PO PROSTU ŻYJ!"

    Nie kloci sie poniewaz to sa zupelnie inne tematy.
    "Zyj, po prostu zyj" mowi o niepotrzebnych zmianach, ktore kreujemy sami i bez zadnej racjonalnej przyczyny, najczesciej tlumaczac wlasne zagubienie czy nieudacznictwo zlym miejscem, zlymi ludzmi, zmym klimatem itp. ktore zmiany same w sobie rzekomo odmienia.
    To najczestsza choroba emigrantow. WSZEDZIE nieszczesliwi a tak faktycznie nigdzie nie beda szczesliwi bo sa nieszczesliwi ze soba samymi i zadna fizyczna zmiana temu nie zaradzi sad

    Gotowosc zmiany w efekcie zmiany rzeczywistosci na ktora nie mamy najmniejszego wplywu (jestem pewny, ze o tym pisal Szczurek.Polny) moze swiadczyc wylacznie o madrosci, wlasciwej ocenie zmian rzeczywistosci, wyzszej od innych swiadomosci.
    Oczywiscie jezeli bedzie pozytywnie zweryfikowana w przyszlosci

    Oczywiscie mozna wierzyc, ze rzeczywistosc ma nas w jakiejkolwiek uwadze ale jezeli wyzbedziemy sie tak naiwnego/szkodliwego przekonania/zludzen musimy potrafic wyprzedzac rzeczywistosc, oczywiscie ponoszac ryzyko pomylki.
    Nie rozni sie to niczym od inwestowania zawsze zwiazanego z ryzykiem.

    Czy to oznacza, ze zmiana musi nastapic? Absolutnie nie. Bezwladnosc stanu rzeczy jest zdumiewajaca.
    DLATEGO posadzilem dzisiaj magnolie.
    Pewnie dobrze rozkwitnie dopiero za w przyszlej dekadzie wink


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • tartaczek 02.11.10, 23:10
    @LSB
    Mnie sie wydaje , ze V-v nie chce zalowac , ze w momencie kiedy jeszcze mial wplyw na sytuacje, nic nie zrobil. Ma rodzine, dzieci i mysli o ich przyszlosci. I tu go bardzo rozumiem , bo mnie podobne mysli chodza po glowie. Poza tym z tego, co pisze ,tez cos go gdzies gna po swiecie .Juz taka chyba jego natura. Jak ktos juz zapuscil korzenie i mu dobrze , to chcialby zachowac status quo. I stad Wasza niezgodnosc.
    V-v jak wymyslisz co i jak i gdzie ewentualnie chcialbys sie udac ,to zaleznie od kierunku jaki obierzesz ,moze bede mogla sluzyc jakimis wskazowkami czy informacjami. Moze sama skorzystam z twoich przemyslen.
  • lastboyscout 02.11.10, 23:27

    V-v jak wymyslisz co i jak i gdzie ewentualnie chcialbys sie udac ,to zaleznie
    od kierunku jaki obierzesz ,moze bede mogla sluzyc jakimis wskazowkami czy informacjami


    Mam juz nawet pierwsza propozycje.
    My juz sie umowilismy w knajpie na 40-tej w Playa Del Carmen.
    Niech wiec i Vice_versa tam podjedzie i tam przy twoim ulubionym mariscos obgadamy wszystkie pozostale tematy ! smile smile smile
    Ktos jeszcze ?

    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • tartaczek 02.11.10, 23:37
    V-v to moglby przyplynac , ale obawiam sie ,ze troche by mu z tym zeszlo .
  • vice_versa 03.11.10, 00:03
    Disclaimer: nie polemizuję z odczuciami, wyborami, słowami Szczurka, mam nadzieję, że zupełnie się mylę, a większość wniosków jest nieuprawnionych i przesadzonych.
    Niniejszy i poprzedni wpis są ABSOLUTNIE SUBIEKTYWNE i mają na celu jedynie przedstawienie MOJEGO subiektywnego poglądu, nieadekwatnego do Waszych przygód z życiem. Ludzie mają różne ścieżki, różne powody podejmowania/ niepodejmowania działań i głęboko wierzę, że KAŻDY podejmuje właściwe decyzje i one mu służą.
    Nie potrafię odnaleźć sensu MOJEGO życia w słowach Szczurka, ale to nie znaczy, że Szczurek nie odnajdzie w tym szczęścia, ani że zamierzam kogokolwiek namawiać do przyjęcia mojego punktu widzenia. Prawdopodobnie będzie dokładnie odwrotnie...
    Słowa Szczurka są tu tylko i wyłącznie figurami.

    > Plan średnioterminowy: siedzieć bez zmian

    To LBS nazywasz "otwartością na zmiany"?

    Aż do momentu kiedy się nie da wytrzymać(obojętne w jakim wymiarze)?

    A po drodze "kosić kasę"?

    Jak dla mnie to jest strategia straceńca prowokującego nieuchronne zmiany aż do tego czasu gdy zima znów zaskoczy drogowców.
    Wiem oczywiście, że dojrzałeś nutę "przyzwolenia na emigrację" i utożsamiłeś z "otwartością na zmiany". Wrrrrrrong! Pozory.
    To strategia odkładania w czasie tego co "by się chciało" i podporządkowywania tego "co się może". Dla mnie to zaprzeczenie woli zmian, improwizacji, nieznanego. Plus marzenia odkładane ad calendas graecas, o czym świadczy enigmatyczny punkcik TRZECI "w razie czego".
    Kluczowym elementem układanki jest to czego nie widać a co determinuje brak możliwości zmiany. Ale nie o tym miało być...

    > Gotowosc zmiany w efekcie zmiany rzeczywistosci na ktora nie mamy najmniejszego
    > wplywu (jestem pewny, ze o tym pisal Szczurek.Polny)

    Pewnie zupełnie się nie znam, ale...
    Jeśli MÓWIMY o ROZWIĄZANIU ale odkładamy ten POMYSŁ na KIEDY INDZIEJ, to znaczy że MAMY POMYSŁ, wiemy czego chcemy ale nie wiemy JAK TO URZECZYWISTNIĆ. Znacie to?
    To poczucie hmmm.... bezradności i braku odwagi... oswajamy aprobatą "status quo" znajdując ZASTĘPCZE "kosić kasę". A życie mija, cyk, cyk, cyk...

    > moze swiadczyc wylacznie o madrosci, wlasciwej ocenie zmian rzeczywistosci, wyzszej od > innych swiadomosci

    Gotowość na zmiany (o których już dziś się mówi/podejrzewa/zdaje sobie sprawę) odkładana do tego czasu aż przyjdą zdarzenia "na które nie mamy najmniejszego wpływu" to trudność podążania za NASZYMI WŁASNYMI pragnieniami/pomysłami na życie. Bo funkcjonujemy wśród INNYCH, a bycie niepokornym oznacza... no właśnie: ryzyko czy szansę?

    > Oczywiscie mozna wierzyc, ze rzeczywistosc ma nas w jakiejkolwiek uwadze ale je
    > zeli wyzbedziemy sie tak naiwnego/szkodliwego przekonania/zludzen musimy
    > potrafic wyprzedzac rzeczywistosc, oczywiscie ponoszac ryzyko pomylki.

    W wolnym tłumaczeniu: Oczywiście można wierzyć, że rzeczywistość nas potrzebuje bardziej niż my jej, ale taki twórczy optymizm domaga się AKCJI, stwarzając oczywiście szanse sukcesu i powodzenia.

    Tyle o "Końskich mordach".
    A konkretnie polecam:

    1.Zmiana planów:
    2. jadę sam.
    3. Karaiby
    4. Może murzynka, może latynoska a może europejka
    5. Sukces przyjdzie sam
    6. Wymyślę coś
    7. smile
    Ale nie musisz.Tylko napisz jak było.
    Pozdrowienia.
    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • lastboyscout 03.11.10, 14:52

    Vice_versa, musze cie najpierw przeprosic, ze nie zawsze zdolam odpowiedziec na wszystkie twoje wypowiedzi, tak szerokie tematy (sa lepsze metody rozmawiania na takie tematy)
    Poswiecam czas swojej pracy na to forum i naturalnie najpierw zalatawiam najprostsze dyskusje... Czy ja napisalem najprostsze ?!!! A tak, napisalem najprostsze wink dyskusje z dorota, chcac pozniej poswiecic nalezny czas czemus wartosciowemu.
    Dochodze jednak do wniosku, ze powinienem odpuscic sobie powyzsze i skupic sie tylko na jakosci (mam kilka szkicow odpowiedzi /np. o kapitaliscie/ wiec pewnie jeszcze do tego powrocimy)

    > Plan średnioterminowy: siedzieć bez zmian
    To LBS nazywasz "otwartością na zmiany"?
    Aż do momentu kiedy się nie da wytrzymać(obojętne w jakim wymiarze)?


    Tutaj sie mowi: “nie naprawiaj niczego dopoki sie nie zepsuje”
    (to dokladnie odwrotnie niz lubi wstretnie pruski Kurt. Brrrrr!…wink

    Tak dyskusja musi byc z uwagi na swoja pisana forme niebezpiecznie uproszczona wiec tym razem, zle sie zrozumielismy:
    Zmiany nadchodza wtedy, kiedy TY uznajesz, ze juz sie zepsulo/kiedy TY masz pomysl na zmiany/kiedy TY jstes zdolny do wziecia odpowiedazialnosci za tych z twojego otoczenia, ktorzy jeszcze nie wiedza a nie wtedy kiedy sie juz calkiem zepsulo wiec mogly juz to oglosic media.


    A po drodze "kosić kasę"?

    Tak kosic kase aby fajnie zyc i aby miec amortyzator kiedy trzeba bedzie sfinansowac zmiany


    > Gotowosc zmiany w efekcie zmiany rzeczywistosci na ktora nie mamy najmniejszego
    > wplywu (jestem pewny, ze o tym pisal Szczurek.Polny)
    Pewnie zupełnie się nie znam, ale...
    Jeśli MÓWIMY o ROZWIĄZANIU ale odkładamy ten POMYSŁ na KIEDY INDZIEJ, to znaczy że MAMY POMYSŁ, wiemy czego chcemy ale nie wiemy JAK TO URZECZYWISTNIĆ. Znacie to?



    Zamy, bardzo dobrze ale to co piszesz oznaczy tylko tyle ze tak naprawde nie mamy pomyslu bo tak naprawde nie mozemy pogodzic sie z ta czescia swojego pomyslu, ze wlasny pomysl bedzie bolal, malo tego, ze wlasny pomysl niesie ze soba ryzyko.


    A życie mija, cyk, cyk, cyk...

    Zycie mija tylko kiedy nie robisz NIC (ale te podwojne polskie zaprzeczenia sa logicznie bez sensu!)
    Zycie nie mija kiedy uwazasz, ze pora na zmiany albo uwazasz, ze pora na brak zmian.


    > moze swiadczyc wylacznie o madrosci, wlasciwej ocenie zmian rzeczywistosci, wyzszej od > innych swiadomosci
    Gotowość na zmiany (o których już dziś się mówi/podejrzewa/zdaje sobie sprawę) odkładana do tego czasu aż przyjdą zdarzenia "na które nie mamy najmniejszego wpływu" to trudność podążania za NASZYMI WŁASNYMI pragnieniami/pomysłami na życie. Bo funkcjonujemy wśród INNYCH, a bycie niepokornym oznacza... no właśnie: ryzyko czy szansę?
    > Oczywiscie mozna wierzyc, ze rzeczywistosc ma nas w jakiejkolwiek uwadze ale je
    > zeli wyzbedziemy sie tak naiwnego/szkodliwego przekonania/zludzen musimy
    > potrafic wyprzedzac rzeczywistosc, oczywiscie ponoszac ryzyko pomylki.
    W wolnym tłumaczeniu: Oczywiście można wierzyć, że rzeczywistość nas potrzebuje bardziej niż my jej, ale taki twórczy optymizm domaga się AKCJI, stwarzając oczywiście szanse sukcesu i powodzenia.


    Przypominam, ze akcja moze byc tez brak fizycznej akcji.
    Z tym ze musisz byc pewny takiego wyboru (ja np. z przekonaniem siedzialem w jaruzelskiej Polsce cale lata 80-te, mimo, ze inni robili rozne akcje)


    ylko napisz jak było.

    Wlasciwie juz wiem jak bedzie, bo lubie te miejsca.
    Playa del Carmen = tam mozna wyjsc z getta resortu do fajnego downtown, bardzo miedzynarodowe towarzystwo, mozliwosc zobaczenia super siatkowki super chudych Brazylijczykow.
    Cancun = Sex, Drugs and RockAndRoll ! wink

    Rowniez pozdrawiam.


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • tartaczek 03.11.10, 20:59
    Amerykanie popelniaja ten blad ,ze mieszkaja na Playa Car (all inclusive) .Duzo traca. Ja zwykle mam kupiony tylko bilet lotniczy ,a reszte zalatwiam na miejscu. Liczne podroze nauczyly mnie , ze trzeba miec zarezerwowany hotel na pierwsza noc. A potem na wlasna reke szukac tego, co sie lubi.
  • szczurek.polny 03.11.10, 00:01
    Vice,
    Nie jestem dobrym kandydatem na bohatera, a już szczególnie nie widzę siebie w roli tego, co by poległ z honorem za słuszną sprawę. Dzięki, to nie dla mnie - ja wolę życie nudne.

    Uznałem Polskę za "kraj nie nadający się do zamieszkiwania" z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na wydarzenia po 10 kwietnia. Po drugie ze względów, nazwijmy to długoterminowych. O ile jeszcze jakoś mogę uwierzyć, że dane mi by było w pokoju dożyć końca dni moich w Polsce, o tyle nie bardzo wierzę w taką przyszłość dla moich dzieci. Innymi słowy: być może w ciągu najbliższych 30 - 40 lat nie dojdzie do działań zbrojnych na terenie Polski, ale w perspektywie najbliższych 100 lat raczej tak. Po prostu uważam, że tamta część świata jest z natury swojej, ze względu na swoje położenie, niestabilna i wcześniej czy później rozpierducha jakaś dosięgnie albo moje dzieci, albo moje wnuki. A nie bardzo mi się marzy, żeby musiały one chodzić do jakiegoś kolejnego powstania.

    Tak więc przeniosłem się tam, gdzie póki co jest mi dobrze. Koszę kasę robiąc to co lubię, a sporą część tego co skoszę wydaję na bieżąco. Można się realizować tu i tam, i jeszcze tam. Można kosić kasę z przyjemnością tu i tam, i jeszcze tam. (Dla mnie czysto zawodowo nawet łatwiej się jest realizować poza Polską - moją specjalność zwykle uprawia się w kwaterze głównej firmy, a nie ma zbyt wielu firm z kwaterą główną w Polsce). Można kasę wydawać w różnych ciekawych miejscach tu, i tam, i tam też.

    Nie oznacza to, że zawsze będzie mi dobrze tu gdzie jestem. Być może lokalna młodzież którejś nocy zacznie uprawiać ulubiony francuski sport zwany paleniem samochodów. Być może nieco starsi związkowcy zaczną palić cysterny z paliwem lub stacje benzynowe. Nie bardzo mam ochotę to oglądać z bliska. Raczej wolałbym sprawozdania z gwałtownych zamieszek obejrzeć w telewizji. Nie będę czekał do ostatniej chwili. Jak mi pod moją nieobecność puszczą z dymem tutejszą chatę - trudno, i tak jest wynajmowana, a obrazów starych mistrzów na ścianach nie mam.

    Ryzyko jest wszędzie i nie da się go w całości wyeliminować. Nawet nie byłoby to wskazane. Nie oznacza to jednak, że za wszelką cenę musiałbym mieszkać w jakimś kraju, gdzie dzieją się rzeczy dziwne: na przykład bez większej przyczyny rozbijają się rządowe samoloty, nad śmiercią prezydenta przechodzi się do porządku dziennego nie wnikając w szczegóły a nad krajem wisi chmura niewidzialnego czarnego pyłu, którego nikt nie widział mimo iż jest czarny.

    Właśnie ważna jest ta gotowość, przede wszystkim mentalna, porzucenia miejsca, które już przestało się nadawać do zamieszkiwania i przeniesienia się na inne, lepsze pastwisko. To nie jest łatwe - tym bardziej, że decyzja zwykle nie należy wyłącznie do ciebie, ale do całej rodziny. Ja mam ten komfort, że mamy to już za sobą. Możemy to zrobić jeszcze raz. Porzucić jedno miejsce, zostawić (prawie) wszystko za sobą i mieć pewność, że w innym miejscu też się uda, że nie będzie gorzej.

    W pewnym sensie jest to jedyna metoda obrony przed światem polityków, jaka mi jeszcze została. Głosowanie nogami. I mam zamiar z tej metody aktywnie korzystać.
  • vice_versa 03.11.10, 00:27
    Napisałeś strasznie fajny, prostolinijny post i bardzo się cieszę, że to tak się sprawy mają.
    A najbardziej się cieszę, że się myliłem, naprawdę smile
    Szczere gratulacje.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • kurt76 03.11.10, 08:25
    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
  • lastboyscout 03.11.10, 15:01

    O ile jeszcze jakoś mogę uwierzyć, że dane mi by było w pokoju dożyć końca dni moich w Polsce, o tyle nie bardzo wierzę w taką przyszłość dla moich dzieci. Innymi słowy: być może w ciągu najbliższych 30 - 40 lat nie dojdzie do działań zbrojnych na terenie Polski, ale w perspektywie najbliższych 100 lat raczej tak

    Optymista !wink

    > W pewnym sensie jest to jedyna metoda obrony przed światem polityków, jaka mi j
    > eszcze została. Głosowanie nogami. I mam zamiar z tej metody aktywnie korzystać


    Tak. Do czasu kiedy nie zastapi sie glosowania na obietnice rzadow zatrudnianiem rzadow jedyne co mozna robic to glosowac nogami prowadzacymi do mniejszego zla.


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • przycinek.usa 04.11.10, 08:23
    "Właśnie ważna jest ta gotowość, przede wszystkim mentalna, porzucenia miejsca, które już przestało się nadawać do zamieszkiwania i przeniesienia się na inne, lepsze pastwisko. To nie jest łatwe - tym bardziej, że decyzja zwykle nie należy wyłącznie do ciebie, ale do całej rodziny. Ja mam ten komfort, że mamy to już za sobą. Możemy to zrobić jeszcze raz. Porzucić jedno miejsce, zostawić (prawie) wszystko za sobą i mieć pewność, że w innym miejscu też się uda, że nie będzie gorzej."



    wydaje mi sie, ze zostales zle zrozumiany, a dalsza czesc dyskusji wskazuje, ze nawet na pewno zle przyjeto twoja opinie. Musze jednak zgodzic sie z Toba, poniewaz nikt tego lepiej nie zrozumie jak inny emigrant. Ja wyrazilbym to troszke inaczej, powiedzialbym, ze na emigracji czlowiek dojrzewa, nabiera skrzydel, zaczyna zyc zyciem wlasnym, a nie cudzym.
    Nagle czlowiek czuje sie lepiej, zyje pelnia zycia z poczuciem pelnej wolnosci i odpowiedzialnosci. Widzi sie wlasne decyzje i efekty tych decyzji. Nasze zycie nabiera wartosci. Gotowosc i mozliwosc wyjazdu zawsze i wszedzie, bez strachu i obawy o jutro jest wlasnie jedna z korzysci mieszkania za granica. Dzis Rzym, jutro w Nowym Yorku, wystarczy spakowac torbe, dezodorant i kupic bilet lotniczy. Podoba mi sie Venecja, Florencia?
    To nie problem! Jutro podanie, pojutrze praca i mieszkanie. Osoba z poczuciem wolnosci poradzi sobie wszedzie i w kazdych warunkach. Niezaleznie od tego, czy dostanie prace w deli przy garach, czy w jakims banku na Manhattanie (dostalem kiedys taka prace w firmie brokerskiej w wielkim wiezowcu blisko Wall Street, moim szefem byl Rosjanin, mial biurko obite zlotem a praca byla dosyc stresujaca, po czym ja piepsznalem i przenioslem sie do innego miasta, mieszkalem w wielu miejscach i nigdy sie dlugo nie zastanawialem nad tymi wyborami) Nie przejmuj sie komentarzami. Ludzie, ktorzy ,mieszkali tylko w jednym miejscu przez cale zycie nigdy tego nie zrozumieja. Oni sa jak zamknieci w klatce. Zupelnie nie rozumieja co traca. Dla mnie osobiscie przyjazd do Polski jest jak wizyta w obcym miejscu. Niby te same katy, ale ludzie jakby z innej planety. Niby maja po 50-60 lat, a sa jak dzieci. Polska nie nadaje sie do zycia, niestety. Polacy tego jednak zupelnie nie rozumieja. Oni nawet tego nie widza, bo nie maja perspektywy.
  • sendivigius 02.11.10, 21:04
    kadi-lak napisał:

    > Teraz: Panowie, a moze i Panie: Co zamierzacie? Odlozmy na bok dywagacje nt. KI
    > EDY upadna USA, skupmy ( a fe...) sie na problemie, co WY macie zamiar robic?


    Nic, ale to zupelnie nic, bo po pierwsze USA sie nie zawala. I tyle. Ten kraj ma wszystko, moze prowadzic pelna autarkie przez 20 lat, a na jej strazy stoja chlopcy z Marines.

    Nawet jesli rzady zdecyduja inaczej - to zawsze USA moga zlozyc innym krajom "propozycje nie do odrzucenia". Ludzi umiejacych to robic jest tu oporowo, nawet u ciebie w NY.
  • dorota_3 03.11.10, 10:35
    Czytam dyskusję szanownych Forumowiczów i szczęka mi opada ze zdziwienia. Więc ci ludzie, myślący tylko o samorealizacji, poszukiwaniu szczęscia etc. pierdołach - oczywiście gdzieś w innych lepszych krajach - mają w dyskusjach gęby ociekające frazesami o Polsce??? To oni mienią się być patriotami???

    A kompletnie rozwalił mnie Szczurek tym wyznaniem:
    "Właśnie ważna jest ta gotowość, przede wszystkim mentalna, porzucenia miejsca, które już przestało się nadawać do zamieszkiwania i przeniesienia się na inne, lepsze pastwisko." big_grin Spadłam z krzesła.

    Szczurku, masz absolutną rację - to jest właśnie to na co zasługujesz: jak najlepsze pastwisko. Życzę Ci, żebyś znalazł swoje idealne, z soczystą zieloną trawą...

    Wobec tego, co czytam w tym wątku, dyskusje o Polsce z Wami były... absolutną stratą czasu. Tylko Kurt wydaję się nie być "toczącym się kamieniem".

  • tartaczek 03.11.10, 11:24
    Tobie zwykle cos opada ,ale w niewlasciwych momentach.
    Postu kurta prawie sie nie daje czytac. Frustracja wychodzi wszelkimi otworami i zyczenia innym tego samego.
    Sa ludzie ,ktorzy moga byc mobilni ze wzgledu na wykonywany zawod/hobby ,ktore moga realizowac gdziekolwiek. V-v nawet porzucil zawod, ktory nie dosc , ze go uziemial to jego wykonywanie zaczelo sie klocic z jego swiatopogladem. Niewiele osob jest stac na taka wolte.
    To , ze urodzilam i wychowlam sie w Polsce, to nie znaczy, ze mam byc przywiazana jak pies do budy. Jesli moje dziecko przez przypadek urodzilo sie np.w Rosji czy Niemczech ,a mieszka np.w Danii ,a tatus dajmy na to jest Francuzem, a matka Polka to gdzie powinien sie kierowac jego patriotyzm, jesli mowi do tego 6-oma jezykami ,z czego piecioma biegle ? Przyklad wcale nie abstrakcyjny. No, moze dla niektorych. Najmlodsze dziecko w rodzinie -przedszkolak mowi trzema jezykami ,uczy sie czwartego i tylko gdzies w jednej czwartej jest Polakiem.Takie sytuacje tez bywaja i bedzie ich wiecej. Wazne ,zeby mowil po polsku. Ja juz mieszkalam tu i tam i przenosiny nie sa dla mnie problemem. Tez wynajmuje, zeby nie bawic sie potem w szukanie kupca.
    Czlowiek jest Polakiem , jesli sie nim czuje, bez wzgledu na to gdzie sie urodzil i gdzie mieszka. Do tego nalezy wziac pod uwage w jakim jezyku mowi sie w domu.
    Czlowiek myslacy o przyszlosci rodziny stara sie przewidziec wypadki i zareagowac z wyprzedzeniem.
    Na polityke wplywu nie mam , ale narazie mam wplyw na rodzine i jej dobrem przede wszystkim sie kieruje. Jesli dla ciebie samorealizacja i szukanie szczescia, to sa pierdoly to umartwiaj sie sama ,ale nie oczekuj tego od wszystkich wokol.
  • kurt76 03.11.10, 12:17
    Tartaczek, prosze nie analizuj mojego stanu, bo mylisz sie wrecz doskonale!
    Nie ma we mnie zadnej frustracji, moge nawet powiedziec, ze wszystko mi sie udaje. Zarowno, jezeli chodzi o sfere uczuciowa i materialna, ale dosc chwalenia.

    Poprostu znudzil mnie juz ten typ: czlowiek sukcesu, ktory brzydzi sie tym przyslowiowym polskim gnojem po kostki, on wlasciwie nie jest Polakiem, dawno juz wyjechal, tam gdzie jest juz nikt nie pamieta skad jest, ale oczywiscie wszyscy go uwielbiaja.... owszem na facebooku i biznes lunchach wink

    dobrze, ze nie slyszy co sie dzieje za jego plecami...
    ludzka natura jest mniej wiecej znana, mozna ja przypudrowac....

    Tartaczek, oddziel robote od zycia towarzyskiego. Ty chyba tylko tyrasz i latasz samolotami, tez ci wspolczuje.

    Żebys mnie o cos nie posadzala, to napisze, ze tez juz bylem na emigracji i wrocilem (UK). Pracowalem w miedzynarodowym gronie w branzy reklamowej.

    ps. A ten opis rodziny, ktory przytoczylas to istne kuriozum
    --
    kurt
  • tartaczek 03.11.10, 12:38
    @kurt
    No wiec to istne kuriosum fukcjonuje w rzeczywistosc , odrobine tylko ubarwilam. Rzeczywistosc jest jeszcze badziej pokrecona. I zwykle Ci co mnie nie znaja mysla, ze zartuje. Samolotami latam dla przyjemnosci -tzn. na urlopy. Sluzbowo -tylko wtedy kiedy chce. W ubieglym roku moglam leciec na Kube - gratis ,ale mi sie niec hcialo ,bo Am.Pld i tak mialam w prywatnych planach miesiac pozniej. A zmiany stref czasowych strasznie mnie mecza. Jedna czesc rodziny (kuzyni) tez zdecydowala wrocic podobnie jak Ty z UK mimo, ze biedy nie cierpieli , rodzenstwo tejze rodziny postanowilo narazie kontynuowace emigracje. Moja znajoma kiedys powiedziala ,ze sa ludzie - ptaki i ludzie - krzaki.I stad te roznice w podejsciu. W nowym kraju ma sie zwykle znajomych. Przyjaciol to ma sie zwykle takich od dziecka.
    Obrzucanie Polski blotem przez niektorych to jedna sprawa, a niezgoda na to co Polska funduje swoim obywatelom to jest inna sprawa. Sa ludzie i ludziska.
  • tartaczek 03.11.10, 13:29
    @kurt
    Nie wiem dlaczego Ci sie wydaje sie, ze emigrant to odpowiednik szczura korporacyjnego. Ja jestem tu gdzie jestem, wlasnie ze wzgledu na mnostwo wolnego czasu. I pracuje znacznie mniej niz kiedys. Moglabym pracowac extra w swoim wolnym czasie, ale mi sie juz nie chce. Wole robic to co lubie. I dlatego tu jestem. Jak mi sie nie podoba miejsce pracy, to zmieniam na inne.
  • kurt76 03.11.10, 14:30
    Ty reprezentujesz nieznosna lekkosc bytu, nie mozesz tego lansowac jako postawe zyciowa. Ona jest dla 97% ludzi abstrakcja. Co to znaczy: "Moglabym pracowac extra w swoim wolnym
    czasie, ale mi sie juz nie chce. Wole robic to co lubie. I dlatego tu jestem. Jak mi sie nie podoba miejsce pracy, to zmieniam na inne."


    Do kogo z takim tekstem? Nawet przedstawiciel amerykanskiej klasy sredniej ze swoimi dziesiatkami nadgodzin by sie popukal w czolo...

    Cz Ty jestes dziedzicem jakiejs fortuny, rentierem?
    Robisz co chcesz, a pieniadze nie maja znaczenia?
    Dobrze rozumiem?
    --
    kurt
  • kurt76 03.11.10, 14:34
    "Samolotami latam dla przyjemnosci -tzn. na urlopy. Sluzbowo -tylko wtedy kiedy chce. W ubieglym roku moglam leciec na Kube - gratis ,ale mi sie niec hcialo ,bo Am.Pld i tak mialam w prywatnych planach miesiac pozniej."
    --
    kurt
  • tartaczek 03.11.10, 20:37
    @kurt
    W swoim poscie wspolczules mi ,ze musze latac samolotami. Nie musze . Ale jak chce gdzies wyskoczyc, to wlasnie latam , bo to najszybciej i najwygodniej. Nie mieszkam w Stanach , natomiast moi znajomi nalezacy do klasy sredniej z USA ,maja duzo wiecej pieniedzy niz ja i wyzszy standart zycia . Ale maja malo wolnego czasu na podroze.
    Ja wynajmuje mieszkanie, zamiast kupowac dom na kredyt, jak to zrobili wszyscy moi znajomi w okolicy i wszyscy sie pukaja w czolo .bo to sie ponoc nie oplaca wynajmowac. Ale ja jestem wolna, a oni uwiazani. I nie mam dlugu na karku.
    Wiedzialam ,ze nie uwierzysz i dlatego i tak pisalam oglednie.
    To co osiagnelam zawdzieczam tylko sobie. Oczywiscie rodzice zadbali o edukacje. W tzw.PRL- kazdy kto chcial sie uczyc -mogl, nawet najbiedniejszy. Wiec ja tez inwestuje w edukacje moich dzieci. Dlatego nie ma problemu z praca , ani z osiedlaniem sie gdziekolwiek. Znajomosc kilku jezykow obcych to podstawa - ulatwia zycie .Wtedy kiedy moje kolezanki wydawaly pieniadze na kolejny ciuch , ja wolalam zaplacic kurs jezykowy. Kwestia wyboru. Jak ktos woli kupic kolejna sofe do domu , albo jak niektorzy krzesla po 200 euro za sztuke to jego wybor. Ja wole wyskoczyc na weekend np. do Alicante czy Barcelony. Sprawa priorytetow.
    Ja po prostu nie potrzebuje wiecej pieniedzy i dlatego nie chce mi sie pracowac wiecej.Na to co potrzebuje mi wystarcza. Moja pasja sa podroze i na nie jestem w stanie wydac ostatni grosz. Akurat Kuba mnie nie pociaga. Nie mam ochoty ogladac PRL-u bis, tyle ,ze w wersji tropikalnej.
    Jak sie ma marzenia to zawsze mozna osiagnac to co sie chce. Trzeba tylko bardzo chciec.
  • tartaczek 03.11.10, 20:49
    Ja nie zyje po to zeby pracowac tylko pracuje po to , aby zyc i z tego zycia korzystac. Zycie jest zbyt krotkie , zeby sie w kolko umartwiac.
    Przeczytaj post nizej. Po prostu jesli ktos jest niezadowolony z tu i teraz to nalezy to zmienic. Jesli zdrowie dopisuje.
    Dawno temu bylam na wycieczce z kolezanka w Hiszpanii. Troche objazdowki, wiekszosc stacjonarna. Spotkalam pare, starszych znacznie ode mnie Slazakow i pan powiedzial tak: jak ktos chce to szuka sposobu ,a jak nie chce to szuka powodu. I to jest moje motto zyciowe. Z pesymistycznym nastawieniem niewiele sie zwojuje. Mieszkalam juz w paru krajach i zawsze dlatego ,ze chcialam cos zmienic. Moj znak zodiaku powoduje ,ze mam duzo energii, moze to mi ulatwia zycie.
  • kurt76 03.11.10, 20:58
    dobrze Tartaczku, zostawmy ten watek, ja nie chce sie klocic.
    co prawda jestem w szoku, ze domniemujac zaleznosc wysokie dochody = odpowiedzialne stanowisko = uwiazanie, dyspozycyjnosc jest to dziwne co piszesz, ale ok... moze jestes uznana artystka smile

    zostawmy to...
    --
    kurt
  • tartaczek 03.11.10, 21:37
    Wysokie dochody, to nie zawsze dyspozycyjnosc. Ale czesto tak bywa. Poza tym to co wydaje sie wysokimi dochodami w Polsce , gdzie indziej juz wyglada inaczej. Trzeba isc za marzeniem. Zapytaj sam siebie, co bys chcial robic w zyciu, gdybys nie musial martwic sie o pieniadze. A jak juz sobie na to odpowiesz , to znajdziesz sposob, aby to zrealizowac. Tylko trzeba byc otwartym .
    Jak gielda zawitala do Polski, to w duzym domu maklerskim, mialam numer rachunku dobrze ponizej tysiaca. Po prostu czytam i interesuje sie tym co sie wokol mnie dzieje. Moja szansie na lepsze zycie znalazlam po roku czytania ogloszen dzien w dzien. No i wypalilo. Kolejne ogloszenia (w innym kraju)znalazlam juz w necie. Chciec to moc. Koncze dyskusje zgodnie z Twoim zyczeniem.
  • demergis 03.11.10, 11:25
    obruszasz się jakbys była praojcem i prapradziadem. To wówczas był kult ziemi, kult ojcowizny, kult kontynuacji tych samych imion w rodzinach i rodach, kult zawodów tych samych. To było niepodważalne i bezdyskusyjne. Niepodważalna pozycję miał kościól JAKO INSTYTUCJA. Majątek był NARODOWY a nie obcy. Kapitał był najczesciej w formie gotówki dolarowej, w krugerrandach albo dwudziestkach. Był skrzętnie ukrywany przed fiskusem, milicją, sąsiadami. Udziały w firmach? fuzje? przejęcia? kupno zakładu? rzeczowe inwestycje zagraniczne? inwestycje w cukier kakao i bawełnę? za to można było trafić na badania psychiatryczne. Co z tego zostało NIC ALBO PRAWIE NIC. Człowiek widzi teraz za kliknięciem klawisza jak można żyć, czego nie bardzo dostrzegał za praojców, porusza się znacznie szybciej i sprawniej, mopzliwości formalnego zalegalizowania pobytu są znacząco łatwiejsze. Dlaczego nie mamy paść się tam, gdzie pastwisko lepsze, słońce lepiej i dłużej grzeje (to bardzo ważne dla psychiki), wiatr jest cieplejszy, słów "pospiech" "muszę zdążyć" i "spiesze sie" nie ma w słownikach a sąsiedzi są normalni i sympatyczni? życie jest ultrakrótkie i nie warto go z byle powodu marnować. Nie rozumiem dlaczego drwisz z kogoś, kto chce poprawic sobie warunki zycia, czy to cos złego? chesz tutaj być- twoja wolna wola i osobista decyzja. Szczur chce paść sie gdzie indziej - jego wolna wola i osobista decyzja. On może przysporzyć sie twojej Polsce znacznie wydajniej i znacznie lepiej jak ty tutaj stąd
  • dorota_3 03.11.10, 11:41
    > Dlaczego nie mamy paść się tam, gdzie pastwisko lepsze
    > Szczur chce paść sie gdzie indziej - jego wolna wola i osobista decyzja

    Ależ jak najbardziej. Na zdrowie i smacznego smile Mnie chodzi o to, żeby - jak się tak pasiecie - nie wyciekały wam z ust frazesy o Polsce. To mnie zniesmacza.
  • demergis 03.11.10, 11:52
    rozumiem, czyli frazesy wyciekjące na Polska ziemię z polskich ust są mniej jadowite jak frazesy zza granicy wyciekjące na zagraniczne pastwisko? dorotko - wiadomo, ze w pewnym wieku mobilnośc juz nie ta sama co za młodu, ale to nie powód zeby jad z ust wyciekał pod ardesem tych co jeszcze szybcy, mobilni i chetni nowych wrażeń i doznań. Poza tym jak mówiłem - nie tylko pracą ustawiczną łopatą na polskiej ziemi mozna realizowac umiłowanie ojczyzny. Często jeden gest, jeden podpis zza granicy więcej dla Polsi wart niz przerzucenie ziemi z jedenego województwa do drugiego
  • dorota_3 03.11.10, 12:58
    ja nie p... o patriotyzmie, ja tu po prostu żyje. I powiem Ci, że mniej mierzi krytyka Polski przez Kadiego (on ma prawo krytykować po tym, co tu przeżył) niż frazesy o polskości z gęby ludzi, którzy pasą się daleko stąd...

    BTW - dlaczego praca tutaj miałaby polegać tylko na machaniu łopatą? Nie znasz bardziej wyrafinowanych sposobów zarabiania na chleb?
  • vice_versa 03.11.10, 20:55
    > Mnie chodzi o to, żeby - jak się tak pasiecie - nie wyciekały wam z ust frazesy o Polsce.

    Już wiesz czemu to NIE SĄ FRAZESY?
    Jak nie to Ci powiem: to nie są frazesy gdyż NAPRAWDĘ (gdybyś nie zrozumiała wyjaśniam: naprawdę, w życiu a nie w słowach) ani trawa nie jest WYSTARCZAJĄCO ZIELONA ani KROWY nie są wystarczająco uprzejme/miłe/interesujące/rozsądnie zorganizowane.

    W DODATKU większość z tych których nie rozumiesz i z którymi się spierasz potrafi nie godzić się na to, bo ich życie nie jest warte TAKIEJ Polski. I to co Tobie tu żyjącej wydaje się już normalne i do czego przywykłaś dla niektórych NIGDY nie będzie normalne, bo oznacza nienormalność i patologię.

    I to jest wystarczający powód żeby móc o Polsce mówić w kategoriach patriotyzmu.
    Patriotyzm nie oznacza chwalenia własnego podwórka. Patriotyzm to chęć efektywnego zmieniania rzeczywistości poprzez robienie tego co się robi najlepiej. I jeśli nie rozumiesz, że patriotami są również Ci którzy EFEKTYWNEGO zmieniania rzeczywistości tutaj nie odnaleźli i mają o to SŁUSZNE pretensje a INNE PASTWISKA mogą im to zapewniają, to... pozdrów Kubusia Puchatka i Alicję w Krainie Czarów.
    Pretensje o to że Polska nie jest taka jaką chcielibyśmy ją widzieć i w jakiej chcielibyśmy mieszkać są słuszne, bo poparte DOŚWIADCZENIEM a nie propagandą sukcesu i marketingiem politycznym partii rządzącej, z jednoczesną akceptacją jej nieodpowiedzialnych działań i hucpy robienia idiotów z własnych obywateli. Jak się do tego przyzwyczaiłaś to nawet nie podejrzewasz że może być inaczej...

    Każdy emigrant powinien być WASZYM WRZODEM NA D... ale zamiast tego wolicie jeszcze ich w swojej bezczelności oskarżać że wybrali inne pastwisko!!! Najpierw przyp...lić na miejscu, a potem przyp...lić za wyjazd.

    Był taki dowcip: Siedzi milicjant i pałuje żabę. Przechodzi obywatel i mówi: O! Widzę że władza znęca się nad zwierzątkami, ładnie to tak? Jakie tam zwierzątko-odpowiada gliniarz- nie dość, że w zielonym moro, to jeszcze podskakuje! Najpierw Kadi obrywa za brak patriotyzmu, a potem chcecie żeby o patriotyzmie nie mówili emigranci.
    Morał: jak nie wiadomo o co chodzi, to o wszystko i do każdego można się przy...czepić.

    > To mnie zniesmacza.

    Każdy ma taką zgagę na jaką sobie wymarzy.
    Niektórzy mają z patriotyzmem i to mnie wcale nie dziwi.
    Ja mam zgagę od nadmiaru śniegu.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • lastboyscout 03.11.10, 13:00

    > Czytam dyskusję szanownych Forumowiczów i szczęka mi opada ze zdziwienia
    ... oczywiście gdzieś w innych lepszych krajach...


    Praktycznie wszyscy najwieksi Polacy byli emigrantami i zrobili dla Polski wiecej niz wszyscy, ktorzy myla Polske z ... miejscem.

    To oni mienią się być patriotami???

    Tak.
    Najwieksi Polacy byli emigrantami patriotami.

    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • dorota_3 03.11.10, 13:09
    Problem w tym, że emigracja - przynajmniej niektórych z Was (a może większej części) - wynikała tylko ze szczytnej pobudki znalezienia lepszego pastwiska. Co Szczurek przyznał otwartym tekstem.
    Jedyne, co dobrego dla Polski tacy ludzie robią to to, że... wyjeżdżają. W tym sensie zgoda.
  • lastboyscout 03.11.10, 13:10

    Problem w tym, że emigracja - przynajmniej niektórych z Was (a może większej części) - wynikała tylko ze szczytnej pobudki znalezienia lepszego pastwiska

    Problem w tym, ze TY tak to chcesz widziec.


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • dorota_3 03.11.10, 13:22
    nie, nie ja.

    "Właśnie ważna jest ta gotowość, przede wszystkim mentalna, porzucenia miejsca, które już przestało się nadawać do zamieszkiwania i przeniesienia się na inne, lepsze pastwisko."Szczurek.polny
  • lastboyscout 03.11.10, 13:55

    "Właśnie ważna jest ta gotowość, przede wszystkim mentalna, porzucenia miejsca, które już przestało się nadawać do zamieszkiwania i przeniesienia się na inne, lepsze pastwisko."

    Twoja interpretacja tego cytatu najbardziej ujawnia sposob w jaki ty sama myslisz o ... sposobie na zycie.

    Moze wiec najprosciej.

    Jest piekny kwiat , ktory ma tego pecha, ze burza wyplukuje spod niego zyzna glebe niezbedna tej roslinie aby wykorzystac swoj potencjal.
    Ogrodnik proponuje temu kwiatu przesadzenie w zaciszne miejsce z zyzna gleba nalezna kwiatowi jak ten.

    Piekny kwiat moze:

    a) odmawia i ginie nie wnoszac czegokolwiek do rodziny kwiatkow podobnych sobie a w najlepszym razie sie schwaszczaja w starym miejscu nie nadajacym sie do rozwoju kwiatow jegom potencjalu.

    b) zgadza sie, ponosi wszelkie niedogodnosci adaptacji w nowym miejscu a jego rozwoj daje znakomity material dla przyszlych pokolen/zachowuje gatunek pieknych kwiatow.

    Mozna zrozumiec, Dorota, ze nie wyszlo ci w Stanach, nie wyszla ci emigracja, jestes przepelniona flustracja i zawiscia ale wyluzuj, daj zyc innym, JAK CHCA.

    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • dorota_3 03.11.10, 14:00
    "Mozna zrozumiec, Dorota, ze nie wyszlo ci w Stanach, nie wyszla ci emigracja, jestes przepelniona flustracja i zawiscia ale wyluzuj, daj zyc innym, JAK CHCA. "

    Ależ niech żyją, nie o to mi chodzi przecież (nie chce mi sie tłumaczyć kolejny raz).
    Tylko skąd pomysł, że wogóle kiedykolwiek byłam w Stanach - nie mówiąc już o emigracji??? Nawet turystycznie sie nie wybieram.
  • lastboyscout 03.11.10, 14:07

    > Tylko skąd pomysł, że wogóle kiedykolwiek byłam w Stanach - nie mówiąc już o em
    > igracji??? Nawet turystycznie sie nie wybieram.

    Pisalas o tym ale OK nie pisalas.
    Jezeli wiec nie bylas w Stanach, nie emigrowalas na jakiej podstawie dajesz sobie prawo mowic, krytykowac innych w sprawach o ktorych nie mozesz miec najmniejszgo pojecia?!!!!!!!



    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • vice_versa 03.11.10, 14:37
    > Jezeli wiec nie bylas w Stanach, nie emigrowalas na jakiej podstawie daj
    > esz sobie prawo mowic, krytykowac innych w sprawach o ktorych nie mozesz mie
    > c
    najmniejszgo pojecia?!!!!!!!

    Jak to, nie wiesz?
    Bo krytykanctwo, przywalanie innym i mentorstwo jest głównym sposobem SAMOREALIZACJI, udowadniania sobie słuszności własnych wyborów i absolutyzowania tego z pozycji "obowiązków patriotycznych". Oraz wkrrrwienie, że inni zrobili INACZEJ.
    O przepraszam, nie INACZEJ tylko ŹLE.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • demergis 03.11.10, 13:23
    dorotko, jak zwykle w zaawansowanej dyskusji u ciebie argumenty ida w kat a pojawia się jad. dlaczego? na jakiej podstawie wydajesz tak jednoznaczne i daleko idące opinie? dlaczego zmiana pastwiska jest az taka naganna? nie rozumiem zupełnie. Co ty wiesz o tych ludziach którzy wyjechali? masz jakieś szczątkowe informacje a budujesz całe historie - oczywiście negatywne dla emigranta. Nie potrafisz zaakceptowac odmienności? jeden lubi piwo inny w ogóle nie lubi, jeszcze inny pije codziennie sechserpack. i co z tego?????na Boga! przerabiasz po pewnym czasie dyskusje w magiel, zlituj się!!! czy jestes juz tak nieodwarcalnie stara mentalnie?
  • dorota_3 03.11.10, 13:29
    mnie chodzi tylko o to, żeby tacy ludzie jak Szczurek nie p... mi o patriotyzmie. A poza tym wszystkiego najlepszego, niech żyją długo i szczęśliwie smile
  • lastboyscout 03.11.10, 13:59

    mnie chodzi tylko o to, żeby tacy ludzie jak Szczurek nie p... mi o patriotyzmie

    Moze zamiast nas tu bezproduktywnie obrazac powinnas wreszcie zrobic cos produktywnego i zaczac zbierac podpisy po projektem ustawy sejmowej wykreslajacej z polskiej historii Polski wszystkich emigrantow i ich dokonania i pozostawienie tam tylko dokonania podobnych tobie dorot?

    ---
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • vice_versa 03.11.10, 14:52
    dorota_3 napisała:
    Cytat mnie chodzi tylko o to, żeby tacy ludzie jak Szczurek nie p... mi o patriotyzmie.

    Dodajmy, że to PiSiory odmawiają Wam patriotyzmu i chcą go zawłaszczyć.

    Bezcenne!

    Z bezczelnością żądasz MONOPOLU na Twoje rozumienie patriotyzmu, a potem się dziwisz że niektórzy sp>>>>>lają od takiego państwa. Rozkoszne!

    Lubisz Miłosza, to proszę:

    Cytat Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma co się szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co by powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak.

    Naucz się czytać i daj znać jak zrozumiesz co napisałaś.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • dorota_3 03.11.10, 14:59
    Masz 100% racji smile
  • kurt76 03.11.10, 15:05
    To raczej Ty w tym miejscu reprezentujesz, ze tak powiem brak elastycznosci myslowej.
    Ktos pisze, ze "PiS zawlaszcza patriotyzm", nie oznacza, ze chce wskoczyc momentalnie w te same buty (zastapic na pozycji).

    On moze wzywa do wiekszej dyskrecji, nie obnoszeniem sie ostentacyjnym ze swoja postawa.
    Ta sama sytuacja wystepuje w tym watku, myslcie sobie co chcecie, ale nie robcie z opluwania sposobu na zycie/polemike.

    Nie musze tlumaczyc, ze bedac na emigracji negatywne opinie wypowiadane przez was maja propagacje sie po tysiackroc wieksza?
    Bo nie wierze, ze nie psioczysz tak samo w rozmowie z sasiadem Jankesem...
    --
    kurt
  • vice_versa 03.11.10, 15:47
    > Ktos pisze, ze "PiS zawlaszcza patriotyzm", nie oznacza, ze chce wskoczyc momentalnie w
    > te same buty (zastapic na pozycji).

    Ciekawe!
    A mi się wydawało, że właśnie WSKAKUJE i głosi to wprost:
    Cytatżeby tacy ludzie jak Szczurek nie p... mi o patriotyzmie.

    Że to Dorota Szczurkowi odmawia prawa do mówienia o patriotyzmie, a nie Szczurek Dorocie życia w tym kraju.
    Że Szczurek na temat życia Doroty nijak się nie wypowiedział, a Dorota i Ty OWSZEM.

    Więc przyjmijcie do wiadomości: LUDZIE SĄ RÓŻNI. Najwyraźniej macie z tym problem.

    > Bo nie wierze, ze nie psioczysz tak samo w rozmowie z sasiadem Jankesem...

    Naprawdę? Nie wyobrażasz sobie pozytywnej wymiany myśli?

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • lastboyscout 03.11.10, 15:49

    Nie wyobrażasz sobie pozytywnej wymiany myśli?

    Wiesz co by to dla nich oznaczalo? wink


    --
    www.youtube.com/watch?v=Bkjv9SscotY&feature=related
  • kurt76 03.11.10, 20:43
    > Nie wyobrażasz sobie pozytywnej wymiany myśli?
    >
    > Wiesz co by to dla nich oznaczalo? wink
    >
    >
    LBS, prosze postaraj sie troche bardziej.
    A wiesz, ze majac 50 dni slonecznych w roku, masakryczne zmiany cisnienia pare razy na dzien, ludy skandynawskie, srodkowo i wschodnio europejskie nie naleza do milych, potulnych?

    Byles w skandynawii?
    --
    kurt
  • lastboyscout 03.11.10, 21:10

    > LBS, prosze postaraj sie troche bardziej.

    Alez ja juz staram troche bardziej skoro w ogole prowadze rozmowy z flustratami z ciemnogordu.

    > A wiesz, ze majac 50 dni slonecznych w roku, masakryczne zmiany cisnienia pare
    > razy na dzien, ludy skandynawskie, srodkowo i wschodnio europejskie nie naleza
    > do milych, potulnych?


    No wiem, Kazik z Bartosiewicz to tutaj tlumacza:
    www.youtube.com/watch?v=P3XEbx5MSgM
    Ale co mnie obchodza wasze problemy klimatyczne ?
    Wezcie sie do roboty i zafundujcie sobie dluzsze wakacje na Arubie i stamtad do mnie piszcie.


    > Byles w skandynawii?


    Fuuuuj!!! Bron mnie przed tym do konca zycia, Panie Boze !!!

    --
    www.youtube.com/watch?v=Bkjv9SscotY&feature=related
  • vice_versa 03.11.10, 21:51
    > Fuuuuj!!! Bron mnie przed tym do konca zycia, Panie Boze !!!

    Heh, a jeszcze jakoś w sierpniu w Funchal siedząc w barze w marinie oglądałem jakiś meczyk Pucharu Świata w siatkówkę plażową. Prosto z Norwegii. Słoneczko jak na Arubie.

    Z resztą generalnie: palnąłeś jak łysy grzywką. I lodowce, i fiordy, i fantastyczne widoki, i nawet plaże jak marzenie, przepiękny archipelag Alandów, przepiękne szkiery w Szwecji, pojezierza i zorze w Finlandii, gejzery Islandii, obłędne klify, niesamowite ilości ptaków, 24h jasnego dnia w lecie, kosmiczne klimaty ośnieżonego Svalbardu, morsy, niedźwiedzie, foki, ptaki i te przeeeeestrzeeeeeeeenie... Ludzie mili choć trochę zbyt mało zakręceni. Fakt, czasem trzeba poczekać, aż się przejaśni albo przestanie kapać.

    I to wszystko CIĘ OMINIE. A co jak zamarzysz o tym tuż przed tym jak odwalisz kitę?
    Szkoda by było, LBS.

    Na szczęście rzeczy rzadkie nie są, nie mogą i nie powinny być dla wszystkich.
    I tak powinno pozostać.

    W zeszłym roku pojechałem na łykend w Tatry, chyba pierwszy raz od jakichś 6-7lat. Tłumy jak w Auchan. Fajnie było tylko jak stamtąd uciekałem. Z Kasprowego w dół 40min, 2.30h wg znaków - to było fajne wink

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • tartaczek 04.11.10, 00:16
    Zgadza sie .Fiordy sa bajkowe.
  • vice_versa 03.11.10, 22:09
    A teraz Twoja Aruba, strasznie te baseny wylewają wink
    www.flickr.com/photos/vintagevictuals/2966820065/
    www.flickr.com/photos/fotocastor/2942410864/
    www.flickr.com/photos/darrellcouch/2411381883/
    www.flickr.com/photos/vintagevictuals/2967664810/in/photostream/
    a palmy do słońca widać wygina
    www.flickr.com/photos/arubabeaches/2944959786/
    No to teraz optymistycznie Jarek:

    www.youtube.com/watch?v=SncMsbr5JwY&feature=related
    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • lastboyscout 03.11.10, 22:46

    Ooooch te Arube podalem tylko jako przyklad, dla Kurta bo mu zimno i ciemno.

    Osobiscie Aruby nie cierpie.
    Za duzo emerytow, za malo siatkowki, jeden (!!!) klub nocy i w dodatku zamkniety, panienki topless nie paraduja tylko leza.
    Na kazdym rogu strajk a czarna obsluga zdemoralizowana powiewem komunizmu z powodu bliskosci Chaveza.

    TAK, w tropikach zazwyczaj mocno wieje i mocno pada wink

    --
    www.youtube.com/watch?v=Bkjv9SscotY&feature=related
  • tartaczek 03.11.10, 21:11
    Oj Kurt ,ale teraz palnales.
    Widac ,ze nie masz kompletnie pojecia o Skandynawii. Zdradz mi, ile tam czasiu spedziles , bo az mi sie nie chce wierzyc , ze mowisz o wspolczesnych Skandynawach. Chyba Ci sie z Vikingami pomylilo.
  • kurt76 03.11.10, 22:09
    Fakt, troche przedobrzylem, bo wszystko co wiem to przeczytanych troche wspomnien, uciekinierow z Polski w 45-47 i 68, ale glownie na podstawie relacji brata, ktory byl barmanem na szwedzkich promach baltyckich....
    --
    kurt
  • tartaczek 04.11.10, 00:08
    No to dobrze ,ze sie poprawiles. Na promach to mozna mowic o upitych Skandynawach. I byc moze ,ze wtedy jakies slady vikingow sie w nich odzywaja, ale bez przesady. A potem z podkulonym ogonem wracaja na swoje smieci.
  • kurt76 03.11.10, 20:38
    > Że Szczurek na temat życia Doroty nijak się nie wypowiedział, a Dorota i Ty OWS
    > ZEM.
    >
    > Więc przyjmijcie do wiadomości: LUDZIE SĄ RÓŻNI. Najwyraźniej macie z tym prob
    > lem.

    Nie, nie..... nie tak. Ja do zycia i wyborow szczurka nic nie mam, sam z siebie nigdy bym nie komentowal. Poczulem sie zaczepiony. Sprobuje skonkludowac:

    Sluchajcie Polacy, sprobujmy wyjezdzajac z kraju, na zawsze badz nie, kierowac sie taka niepisana zasada, aby zadbac o PR, nie rozglaszajmy na lewo i prawo, ze tutaj taki syf. Bo jest wielce prawdopodobne, ze w duzej mierze sa to subiektywne opinie, szkodzace i przeszkadzajace, demotywujace tubylcow probujacych cos zmienic na lepsze, probujacych przemyslec pewne sprawy.... PROSIMY NIE PRZESZKADZAC.... I MOWIC JANKESOM, ZE WYJECHALISCIE BO KLIMAT JEST ZA CHLODNY, ZA DUZO PADA!

    I uprzedzajac pewne dygresje: prosze nie mylic patriotyzmu i potrzebe szanowania wlasnej osoby z nacjonalizmem. Amen.

    --
    kurt
  • vice_versa 03.11.10, 13:23
    Kilka rzeczy w tych wpisach Doroty i Kurta są uderzające:
    1. Kompletny brak zdolności AKCEPTACJI innych ludzi i ich sposobów na życie
    2. Samorealizacja, poszukiwanie szczęścia jako PIERDOŁY
    3. Państwo jako widziane jako OBOWIĄZEK (u Doroty "dyskusje o Polsce", u Kurta oskarżanie o zubażanie ojczyzny ), a jednostka jako PIERDOŁA. Człowiek w ich wydaniu ma obowiązki nie tyle wobec SIEBIE co WOBEC KOLEKTYWU.

    To nie są wartości mojej kultury.

    Wasze posty są kwaśne, przykre i zwyczajnie upierdliwe w stosunku do Szczurka i do JEGO sposobu na życie. To własnie sprawia, że w tym kraju zamiast uśmiechu i otwartości czynicie życie w tym kraju beznadziejnie pustym, jałowym, bez-nadziejnym.
    Oskarżenia, pomówienia, wyrzuty, strofowania, napominania...Tak Was wychowano i obnosicie się z tym pokracznym grymasem na twarzy jak z fiutem po Manhattanie i przekazując dalej jak jakąś chorobę weneryczną.
    Z waszych postów widać NAJLEPIEJ czemu tutaj nie warto żyć i co robi z CZŁOWIEKA ten kraj. Ci którzy się na to życie tutaj decydują zmuszeni są do obcowania z natrętnym, smrodkowatym mentorstwem, obrywaniem po łbie zamiast życzliwego uśmiechu.
    Żadne pieniądze i żadna "Polska" Was tego nie oduczy, bo ta Polska wykrzywia Wasze twarze w grymas, z twarzy robi mordy, a z Was zawistników.
    I nigdzie na Zachodzie tego się nie doświadczy, absolutnie nigdzie.
    Jesteście żywymi skamielinami wschodniej kultury, like a rolling stone.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • dorota_3 03.11.10, 13:36
    no to zostałam "żywą skamieliną" smile

    A mój post o "rolling stones" był tylko reakcją na Wasze "natrętne, smrodkowate mentorstwo", jak to ładnie ująłeś. Mentorstwo zderzone z prostym przyznaniem faktu: szukamy pastwiska, nic więcej.

    Co do poszukiwania szczęścia - każdy jakoś to robi, życzę powodzenia. Ale jeżeli skupiasz się w życiu na tym, to go nie znajdziesz.
    Szczęście jest cudownym "produktem ubocznym" smile I to do tego stopnia, że kiedy je osiągasz, to wogóle nie zdajesz sobie z tego sprawy.
  • sendivigius 03.11.10, 14:02
    Dorotko, o emigracji zawsze najlepiej pisal StaryWiarus. Jak nie znasz to poczytaj, ot chocby tu. Trudno cokolwiek dodac.

    obczyzna.wordpress.com/2007/01/05/je-ne-regrette-rien/
  • dorota_3 03.11.10, 15:21
    to samo Kadi gada, niemal dokładnie. I domyśliliśmy się już przecież, dlaczego on tak gada... (samo to, że obaj Panowie mają potrzebę wykrzyczenia dużymi literami tego "merde" już o czymś świadczy).

    Zauważ coś, Sendi. Zadowolenie z emigracji ma istotny kontekst materialny (to nie jest zarzut bynajmniej). Ale kiedy przyjdzie większy kryzys (a przyszedł), albo jeszcze większy, kiedy w kilku krajach zacznie się emigrantów szykanować, to przestanie być raj.

    Żyjemy w świecie, którego dobrobyt się kończy, zostają długi do popłacenia. A to może zmienić bilans emigranta, prawda?
  • lastboyscout 03.11.10, 15:34

    Ale kiedy przyjdzie większy kryzys (a przyszedł), albo jeszcze większy, kiedy w kilku krajach zacznie się emigrantów szykanować, to przestanie być raj.

    Marne metoda pocieszanie sie, artykuowania zawisci...
    Sadzisz wiec, ze ten wiekszy kryzys bedzie zbawieniem dla krajow pochodzenia emigrantow? wink


    --
    httf://www.forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118003200,118205357,Strach_oblecial_ZUCZKI_.html
  • sendivigius 03.11.10, 18:30
    dorota_3 napisała:

    > Zauważ coś, Sendi. Zadowolenie z emigracji ma istotny kontekst materialny (to n
    > ie jest zarzut bynajmniej). Ale kiedy przyjdzie większy kryzys (a przyszedł), a
    > lbo jeszcze większy, kiedy w kilku krajach zacznie się emigrantów szykanować, t
    > o przestanie być raj.


    Malo uwaznie czytasz Dorotko ( trzy przyklady):

    Zamieszkać w kraju, gdzie nikogo nie interesują realia, a wszystkich tematy zastępcze? W kraju, w którym wre permanentna debata o sposobach rozwiązywania problemów, jakie tu rozwiązano przed pierwszą wojną światową?

    Czy też zarobić się na śmierć usiłując znaleźć i utrzymać pracę w kraju agresywnych, płaskogłowych gówniarzy około trzydziestki, którzy wszystko wiedzą lepiej, a jak chcą się zabawić, to się zabawiają wyrzucaniem na śmietnik ludzi po pięćdziesiątce?

    Wszystko to przy akompaniamencie chihotu życzliwych rodaków, których nic tak nie cieszy, jak to, że ktoś inny w gówno wdepnął?


    Nie moja Dorotko, kraj w ktorym narodowym sportem jest kopanie lezacego, w ktorym pojecie spoleczenstwo ogranicza sie do "mlodych, wyksztalconych z wielkich miast", ktorego jezyk zawiera nieprzetlumaczalne pojecia jak "zalatwic", "ustawic sie" i "odkuc" oraz "na Zachodzie", w ktorym sa dwie klasy: szlachty i kmiotow, z tym ze wszyscy czuja przynalznosc do tej pierwszej, w ktorym "prawo" rozumie sie tak jak za caratu itd, to chocby mial wybrukowane zlotem ulice po ktorych przechadzaja sie tylko klony Naomi Cambell nie bedzie sie nadawal do normalnego zycie a jesli juz kogos sciagnie kasa to tylko mety, szumowine i przewalaczy.

    I nie zachowuj sie Dorotko jak alkoholik co mowi ze wszyscy pija, owszem inni tez pija, ale alkoholik robi to nalogowo i jego pierszym krokiem ktory zaleca AA jest stanac przed lustrem i sie do tego przyznac.

    A kiedy przyjdzie kryzys to mniej sie boje dyskryminacji imigrantow w cywilizowanym kraju niz tego co rodacy w Polsce potrafia zrobic sobie sami; Churchill, Bismark i inni zauwazyli to bardzo trafnie.
  • dorota_3 04.11.10, 11:02
    OK, ja nie twierdzę, że żyję w raju, pod wieloma, naprawdę wieloma względami to paskudny kraj. Ale - pozwól to sobie powiedzieć - Ty też nie żyjesz w raju.

    Powrócilismy jednak do głównego tematu wątku, do pytania Kadiego:
    "Teraz: Panowie, a moze i Panie: Co zamierzacie? Odlozmy na bok dywagacje nt. KIEDY upadna USA, skupmy ( a fe...) sie na problemie, co WY macie zamiar robic? No bo przeciez pozostanie na tonacym statku to nonsens i nie ma to nic wspolnego ze wiadomymi "szczurami", po prostu kazdy chce w zyciu zrobic tak, zeby bylo dobrze? "

    Jeżeli jeden z Was, emigrantów mówi o tonącym statku, to ma to inny ciężar, niż gdybym to ja powiedziała, prawda? Co Ty na to?
  • vice_versa 03.11.10, 14:22
    > no to zostałam "żywą skamieliną" smile

    Bolszewickiego barbarzyństwa: emocjonalnego i światopoglądowego. Bezapelacyjnie!


    > Co do poszukiwania szczęścia - każdy jakoś to robi,

    Nie, niektórzy nie robią tego "jakoś", niektórym na tym zależy i do tego dążą. I na tym polega odpowiedzialność za swoje życie.

    > Ale jeżeli skupiasz się w życiu na tym, to go nie znajdziesz.

    Piszesz kolejne prawa Murphy'ego? To jest myśl warta Nobla!
    Jak wiadomo skupianie się na czymś przynosi odwrotne rezultaty.
    Większej głupoty nie słyszałem.
    Zachwalanie ziarenka które trafiło się ślepej kurze to przejaw bezradności.

    > Szczęście jest cudownym "produktem ubocznym" smile I to do tego stopnia, że kiedy
    > je osiągasz, to wogóle nie zdajesz sobie z tego sprawy.

    Szczerze współczuję. Niektórzy mają inaczej.

    > Mentorstwo zderzone z prostym przyznaniem faktu: szukamy pastwiska, nic więcej.

    Pobudka "znalezienia lepszego pastwiska" JEST SZCZYTNA, tylko Ty ją sprowadzasz do fizjologii (czyli tzw pobudek niskich, heh, jak to u zakłamanych inteligentów). A niektórym chodzi o samorealizację, uśmiech, życzliwość bliźnich a "trawa" jest tylko środkiem, bo jest właśnie "produktem ubocznym" a nie celem samym w sobie. Ty tego nie zrozumiesz, dlatego z resztą jestem spokojny bo z taką mentalnością musisz mało zarabiać. Więc chwalisz własne podwórko całą energię życiową poświęcając na szukanie ziarenek na ślepo...

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • dorota_3 03.11.10, 14:56
    Jest taki profesor psychologii, który się Czapiński nazywa i bada problem szczęścia. Przypomniało mi się, że kiedyś kiedyś czytałam jego artykuł. Ja nie odkrywam żadnego prawa Murphy'ego oczywiście.

    "Teza o stałości szczęścia wyjaśnia, dlaczego ludzie, którzy za cel życia postawili sobie zdobycie szczęścia, zawsze będą sfrustrowani. Taki cel stawiają sobie tylko ludzie, którzy są mało szczęśliwi (gdyby byli szczęśliwi, nie byłoby powodu, aby taki cel stawiać). A skoro poziomu szczęścia nie można sobie podnieść, więc czeka ich niepowodzenie. Nie dość, że będą tak samo nieszczęśliwi, jak na początku, to ponadto będzie im towarzyszyła świadomość nieosiągnięcia postawionego celu. To dopiero nieszczęście! "
    www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=35
    Cytuję to, bo koresponduje z moimi własnymi odczuciami. Nawet jeżeli nie robisz tego "jakoś" tylko z całych sił, to i tak to nie od Twoich starań zależy...

    Wczoraj odbierałam mojego Ojca ze szpitala. wszystko jest OK, wyglądał doskonale i świetnie się czuł. Wioząc go do domu miałam ochotę śpiewać.
    Prawdopodobnie byłam szczęśliwa smile
  • dorota_3 03.11.10, 14:57
    PS. a poszukiwanie pastwiska to jednak nie jest szczytny cel. No, chyba że dla krowy smile
  • vice_versa 03.11.10, 15:23
    To TY zaproponowałaś metaforę poszukiwania pastwiska.
    To TY mówisz o poszukiwaniu szczęścia i samorealizacji jako o pierdołach.
    To TY sprowadzasz życie (i dyskusję) do dylematów krowy.

    Nie dziw się, że myśląc i patrząc na życie w takich kategoriach BĘDZIE BOLAŁO.

    Fajnie, że tatusiowi lepiej.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • dorota_3 03.11.10, 15:29
    > To TY zaproponowałaś metaforę poszukiwania pastwiska.

    Nieprawda:
    forum.gazeta.pl/forum/w,17007,118224909,118263048,Re_Pytanie_fajne_.html
  • vice_versa 03.11.10, 16:04
    Masz rację metaforę zaproponował Szczurek. Tylko pisał O SOBIE.
    A wg Ciebie Szczurek jest Krową, bo cele Szczurka są celami dobrymi dla Krów.
    Zrozumiałem sugestię, a teraz proponuję Ci złożenie donosu na siebie samą pod regulaminem forum. Z przyzwoitości.

    --
    Małe świństwa mówi się głośno... Wielkie szeptem. Prawdy natomiast nie mówi się w ogóle. Kto wie czy każda prawda nie jest w gruncie rzeczy największym świństwem?

    Marek Hłasko "Ósmy dzień tygodnia"
  • kurt76 03.11.10, 13:51
    V_V poza zbytecznymi epitetami, musze Ci przyznac racje, co jednak znaczy precyzyjny jezyk! Tak, przyznaje racje, wlasnie taki jestem. Fascynuje mnie silna przynaleznosc do okreslonej grupy, interesuje mnie porzadek i tzw. "pruski dryl". Wtedy sie dobrze czuje, gdy wszystko dziala jak w zegarku.

    A styl anglosaski to dla mnie "dziadostwo", prowizorka.
    --
    kurt
  • jack79 03.11.10, 16:07
    Emigranci zawsze bedą sie upierać że lepiej na emigracji (Ci co zamierzają emigrować tez tak zrobią), Ci co zostają w kraju beda się upierać że lepiej w Polsce.
    Tak naprawdę warto przede wszystkim posłuchać kogoś kto na emigracji zachwala życie w Polsce, oraz kogoś kto nie zamierza nigdy emigrować ale opowiada o zaletach życia poza Polską - to dowodzi obiektywizmu.
    Niestety w innych przypadkach to głównie bronienie własnych wyborów przed innymi ale i przed sobą
  • lastboyscout 03.11.10, 16:16

    Tak naprawdę warto przede wszystkim posłuchać kogoś kto na emigracji zachwala życie w Polsce, oraz kogoś kto nie zamierza nigdy emigrować ale opowiada o zaletach życia poza Polską - to dowodzi obiektywizmu.


    Genialnie wymyslone ! smile

    To znaczy, ze wyrocznia maja byc akurat ci, ktorzy nie moga miec zadnego pojecia o czym mowia i w dodatku robia zyciu to co jest bez sensu skoro sens widza w czyms innym.

    --
    www.youtube.com/watch?v=Bkjv9SscotY&feature=related"
  • jack79 03.11.10, 16:36
    > To znaczy, ze wyrocznia maja byc akurat ci, ktorzy nie moga miec zadnego pojeci
    > a o czym mowia i w dodatku robia zyciu to co jest bez sensu skoro sens widza w
    > czyms innym.

    jak to nie mają pojęcia?
    Ci co żyli w Polsce a teraz np. od 5 lat w Anglii to oni nie maja pojęcia?
    jeśli taki ktoś nie ma obecnie zamiaru wracac, a mówi co było dobre w Polsce (90% emigrantów zapiera się że nic, że dobre jest tylko tu na miejscu na emigracji) a co mu w Anglii przeszkadza to warto posłuchać, a jak pitoli tylko w kółko że tam jest super hiper cudownie i że pobyt w Anglii nie ma wad to nie ma o czym z kims takim gadać

    ja np. znam człowieka który wracając na swieta mówil "Polska jest niczym, tu nie ma nic, zachód - tam jest życie" po czym na następne świeta już byl w Polsce i z zapałem poszukiwal pracy na miejscu, takie coś mnie wku...a nieprawdopodobnie
    no znam też takich co to szydzili z emigrantów po czym sami wyjeżdżali i zaczynali szydzic z tych co wyjechac nie chcieli

  • jack79 03.11.10, 16:46
    i predzej uwierze że na emigracji dobrze temu:

    > jeśli taki ktoś nie ma obecnie zamiaru wracac, a mówi co było dobre w Polsce (9
    > 0% emigrantów zapiera się że nic, że dobre jest tylko tu na miejscu na emigracj
    > i) a co mu w Anglii przeszkadza to warto posłuchać,

    niż temu:

    >a jak pitoli tylko w kółko
    > że tam jest super hiper cudownie i że pobyt w Anglii nie ma wad
  • tartaczek 03.11.10, 23:53
    @kurt
    No to juz widze ,ze sie nie dogadamy. Byla taka organizacja w Niemczech , tez byli soba zafascynowani. Sami Niemcy sa zmeczeni tym "pruskim drygiem" i emigruja.
    Ja jestem sobie sterem ,zeglarzem i okretem i przynaleznosc do jakiejkolwiek grupy nie jest mi do szczescia potrzebna, wrecz odwrotnie, hamuje mnie w rozwoju i dla tego unikam jak ognia.
  • damkon 03.11.10, 22:11

    > Czytam dyskusję szanownych Forumowiczów i szczęka mi opada ze zdziwienia. Więc
    > ci ludzie, myślący tylko o samorealizacji, poszukiwaniu szczęscia etc. pierdołach -
    > oczywiście gdzieś w innych lepszych krajach - mają w dyskusjach gęby ociekające
    > frazesami o Polsce??? To oni mienią się być patriotami???


    Wydaje mi się Doroto, że trochę nieuprawniona jest ta Twoja opinia. Czy rzeczywiście jedno wyklucza drugie? Czy nie sądzisz, że to właśnie emigracja bardzo często każe nam zupełnie inaczej spojrzeć na kraj z którego się wyemigrowało? W wielu przypadkach to dopiero będąc zagranicą dostrzega się piękno tego co zostawiło się u siebie w Polsce.
    Emigracja z jednej strony hartuje ducha, lecz z drugiej uczy nas dość specyficznego patriotyzmu. Co mam przez to na myśli może zrozumieć tylko ten, kto sam kiedyś emigrował. Wiem coś na ten temat, ponieważ sam sporą część życia spędziłem w Austrii. Wróciłem rok temu, jak zauważyłem, że moje dzieci między sobą rozmawiają już tylko po niemiecku.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • sevenseas 03.11.10, 23:47
    "W wielu przypadkach to dopiero będąc zagranicą dostrzega się piękno tego co zostawiło się u siebie w Polsce ".

    W kilku przypadkach to dopiero bedac za granica dostrzega sie piekno ktorego w Polsce brakuje. Czlowiek jest potem zly na siebie ze stracil tyle czasu w tym ...... Ogladanie tych igrzysk z dystansu lub jak kto woli z innej perspektywy jest poprostu smutne i zarazem zaskakujace. Zaskakujace w tym sensie ze sie zastanawiasz: jak moglem tego nie zauwazyc ? Moze dlatego ze nie mailo sie do czego porownac zycia tu i tam?
    Szkoda ze ludzie ktorzy zyja w Polsce i nie mieli nic wspolnego z emigracja nie maja szansy tego zobaczyc. Nie mowiac juz nawet o zrozumieniu tego jakie przyjemne moze byc zycie. Bez naszego polskiego szufladkowania ludzi i idiotycznych podzialow. To jest po prostu bardzo przykre. I macie racje mowiac ze najwieksi polacy byli emigrantami i nie tylko mu tak sadzimy. Sa ludzie na zachodzie ktorzy uwazaja ze polska ma ogromne zasoby kapitalu/ludzkie za granica.

    --
    " A journey of a thousand miles begins with a single step" - Lao Tzu.
  • demergis 03.11.10, 16:54
    objawia sie tym, że akurat w tym watku wypowiedziała się 17 razy (około 17% całego wątku) sa to zazwyczaj wpisy zgorzkniałe i konserwatywne atakujące "emigrantów" lub ludzi myślących inaczej jak ona. I na nic persfazje, że po prostu pieprzy - ona trwa dalej w żelaznym postanowieniu ustawienia porządku świata według siebie. Tylko gdyby taki porządek zapanował, to laptop byłby za 20 lat, net za 30 a płatne loty w kosmos dla zwykłych obywateli za 150. chwała inaczej myslącym!!!!
  • demergis 04.11.10, 06:41
    lubie cie, ale w tym akurat watku nie popisałas sie........
    dumnie i pewnie oswiadczasz, ze to Twój i tylko Twój sposób na zycie jest the best one i the specjal one (nie mylić z Mourinho). zabrakło troche skromności, którą zawsze miałaś. Wynajęcie domu vs kupno wcale nie jest takim genialnym i jedynym w swoim rodzaju rozwiązaniem. Przecież miejsca nie zmienia się z dnia na dzień (chociazby z powodu szkół). Tak samo wszystko co robisz wydaje sie, że jest sto razy lepze od tego co robią inni. Zawsze miałas szacun dla innych, tutaj gdzieś się zagubił. pozdrawiam Cię
  • lastboyscout 04.11.10, 13:13

    Zgoda.
    Tymbardziej, ze ... Tartaczek nie przedstawia calosci swojego obrazka.

    --
    www.youtube.com/watch?v=Bkjv9SscotY&feature=related
  • tartaczek 04.11.10, 15:04
    @demergis
    Chyba sie nie zrozumielismy. Po pierwsze, ja zyje tak jak chce i absolutnie nie naklaniam do tego innych. I nie mowie ,ze jest the best. To jest the best dla mnie. Ty patrzysz ze swojego punktu widzenia ,czyli rodzica posiadajacego dzieci w wieku szkolnym. Ja nie mam dzieci w wieku szkolnym. Te ,ktore sa ,sa w rodzinie. Bedac sama dzieckiem, mialam zmieniana szkole podstawowa trzy razy z powodu przeprowadzek rodzicow. Nie plakalam z tego powodu. Sa ludzie ,ktorzy lubia byc uziemieni , ale ja nie. Juz takim jestem niespokojnym duchem. Dlatego, jak mi sie praca nie podoba, to ja zmieniam bez zalu. W mojej obecnej pracy, jak sie zrobilo zawirowanie , to po prostu zlozylam wymowienie nie majac nic w zanadrzu. Poproszono mnie, zebym wycofala wypowiedzenie. Zgodzilam sie i sytuacja sie unormowala. Jak mi cos bardzo nie odpowiada, to zmieniam nie tylko miasto, ale czasami i kraj chwilowego zamieszkania, ale nie zmieniam przyjaciol. Jak pracodawca wyczuje ,ze sie boisz utraty pracy to w zyciu nie doczekasz sie podwyzki. I znowu mowie o moich wlasnych doswiadczeniach.
    Nigdy nie bylam falszywie skromna ,ale i tak napisalam tylko czesc , bo w reszte mialbys klopot uwierzyc.
    Wczoraj rozmawialam przez skypa z kolega , ktory wedruje podobnie jak ja ,mimo,ze ma dzieci w wieku szkolnym.
    Jesli idzie o podroze, to bez nich czulabym ,ze powoli umieram. To jest silniejsze ode mnie . Pieniadze sa mi potrzebne wlasnie po to, zeby realizowac to co lubie. Bo swoje obowiazki juz odrobilam. Jestesmy po prostu na roznym etapie rozwoju.
    Ja odpowiadalam na zarzuty Kurta , ktory wspolczul mi ,ze tak duzo musze latac samolotami.
    Moj sposob bycia i zycia dosc czesto wkurzal innych ludzi i wcale mnie twoja reakcja nie dziwi. Ja po prostu nie mam potrzeby posiadania i zmieniania co chwile przedmiotow (domu, super mebli). Jestem zatem kiepskim konsumentem. Ale potrzebuje za to przestrzeni zyciowej, spotykania innych ludzi, poznawania nowych miejsc. Siedzac w tym samym miejscu spotykasz stale tych samych ludzi i nie masz motywacji do robienia czegos wiecej. Mnie inspirowali czesto ludzie napotkani przypadkiem. Jesli idzie o finanse, to swobode finansowa uzyskalam dopiero od paru lat, ale podrozowalam od czasu uzyskania pelnoletnosci, czyli od momentu kiedy moglam na swoje podroze zarobic.
    I to co pisze nie ma zwiazku z brakiem szacunku do innych. Kazdy wybiera taki sposob zycia jaki mu pasuje. Ale najpierw trzeba wiedziec czego sie chce i starac sie do tego dazyc.
    Ja nawet czasami nie umiem wytlumaczyc komus co mna kieruje. Moich kolegow z pracy zdziwilo np. ze mam prawo jazdy na motocykl, bo oni wlasnie zamierzaja robic. A jedno i drugie zrobilam w szkole sredniej .No i sie pozniej w zyciu przydalo.
  • tartaczek 04.11.10, 15:36
    A i tak dla rownowagi - nie umiem zeglowac , ale bardzo bym chciala i mam nadzieje ze kiedys uda mi sie zalapac chociaz podstawy i dlatego podziwiam wyprawy V-v.
    Prawie nie umiem jezdzic na nartach i caly czas mi sie wydaje , ze to nie dla mnie.
    I nie jestem zbyt biegla w technice komputerowo-cyfrowej.
    A i nie nauczylam sie jeszcze nurkowac. Tak ,ze jeszcze mi pare rzeczy zostalo do zrobienia, jesli Opatrznosc pozwoli.
    Podziwiam ludzi ,ktorzy maja pasje i je realizuja. Bo wychodze z zalozenia, ze dla chcacego nie ma nic trudnego.
    Takie jest moje credo zyciowe. I z trudem mi przychodzi sluchanie ludzi mowiacych ,ze chcieli cos zrobic, ale wyszlo jak zwykle. Chciec to moc.
  • trackermaly 04.11.10, 17:57
    mobilność to nie tylko stan umysłu- nie podoba mi się to się przeprowadzam, zmieniam pracę- jesli ma się rodzinę gdzie dzieci chodzą do przedszkola i szkoły a zona ma pracę z której nie zamierza rezygnować ( bo ją lubi i dobrze jej płacą ) to wtedy nie jest tak łatwo wsiąść samolotu byle jakiego...

    wtedy decyzja wyjazdu to decyzja rodziny a nie mojego widzimisie

    przy częstej zmianie pracy czy miejsca zamieszkania trzeba też sie zastanowić czy tak naprawe nie ucieka się od życia ( i wyzwań które stawiają ) i od...samego siebie.
  • tartaczek 04.11.10, 21:31
    I przedszkola i szkoly i prace mozna zmieniac. Ale niech kazdy zyje jak chce. Kazda zmiana zwykle jest zmiana na lepsze. Nikt nie jest masochista, zeby sobie pogarszac. W niektorych krajach place i warunki pracy znaczaco mozna podniesc praktycznie tylko przez zmiane pracodawcy lub przez zasygnalizowanie, ze rozgladasz sie za nowym miejscem. Rozmawiam ze znajomymi przez skypa, ktorych poznalam przez internet i tez przemieszczaja sie, nawet z kontynentu na kontynent. Bo to jest tak jak w tej piosence - najtrudniejszy pierwszy krok.
    To chyba duzo zalezy od tego z czym sie czlowiek w zyciu zetknal. Moi znajomi albo ich dzieci sa rozsiani po swiecie. I tez troche sie nawedrowali zanim gdzies tam w koncu zakotwiczyli na dluzej ,co nie znaczy na stale. Jak pisalam sa ludzie ptaki i ludzie krzaki. Jedni drugich raczej nie zrozumieja. Problem odnosnie wspolmalzonka faktycznie istnieje i pare par sie rozstalo poniewaz zadne nie chcialo odpuscic.
  • demergis 04.11.10, 21:50
    z Twoich ostatnich tekstów coraz bardziej wyłania sie taki dwubiegunowy obraz rzeczywistości: ci co sie przemieszczaja to zuchy a ci siedza w miejscu to pierdoły. Zapewniam cię, że można wieść BARDZO CIEKAWE I NIEZWYKLE INTERESUJĄCE ŻYCIE nie przemieszczjąc się permanentnie i ni będąc pierdołą. Takie osoby ani nie są gorsze ani też nie boją się bardziej zycia niz inne, ani nie sa leniwe. Są po prostu INNE - ALE NIE GORSZE!!!!
    dla Ciebie wartością ponadczasową jest nowe miejsce, a dla mnie przyjaciele, znajomi i rodzina. Ja nowe miejsca zwiedzam bez konieczności osiedlenia się od razu, czy tylko w ten sposób mozna zdobywac swiat?
  • tartaczek 06.11.10, 18:19
    @demergis
    Przykro mi, ale nie zrozumiales moich wypowiedzi. I jeszcze wmawiasz mi cos czego nie powiedzialam , ani nawet nie zasugerowalam:

    "ci co sie przemieszczaja to zuchy a ci siedza w miejscu to pierd
    > oły

    "Są
    > po prostu INNE - ALE NIE GORSZE!!!!"

    Wskaz mi, gdzie cos takiego chocby wspomnialam. Bardzo nie lubie przekrecania sensu moich wypowiedzi. Wiec jeszcze raz.
    Odpowiedzialam na posty kurta , ktory bardzo wspolczul mi mojej ciezkiej doli emigranta i czestych lotow samolotem - mialam niby padac ze zmeczenia jako domniemany szczur korporacyjny. Dalam sie sprowokowac i odpowiedzialam.
    To ,ze jednej czy piatej osobie emigracja nie odpowiada lub ze cos poszlo nie po ich mysli w zwiazku z wyjazdem, to nie znaczy ,ze nie ma ludzi ,ktorzy sa z tego zadowoleni. Moich przyjaciol widuje przecietnie 8 razy w roku. Mieszkajac w Polsce tez czesciej nie wychodzilo, biorac pod uwage charakter mojej pracy.
    Ja jestem typem obiezyswiata i absolutnie nie narzucam innym takiej wizji.
    Natomiast przy porownywalnych cenach jak w Polsce , zarabia sie znacznie wiecej i w zwiazku z tym podroze kilka razy w roku nie sa zadnym problemem. Wyksztalcenie i utrzymanie dzieci nie kosztuje praktycznie nic.
    Tak dla przykladu - elektryk czy pomoc pielegniarki (troche wiecej niz nasza salowa) -zarabiaja przecietnie 7 tys zl netto. Biorac pod uwage , ze pracuja dwie takie osoby to daje 14 tys zl polskich. I teraz, albo wynajmuja np. 4-pokojowe mieszkanie za 2200zl, albo kupuja dom na kredyt ,czyli mozna powiedziec ,ze wynajmuja go od banku i placa miesieczne raty 3200zl + wyzsze koszty utrzymania niz mieszkania. Nadal zostaje imi sporo pieniedzy.
    Co do dzieci, to jedne sie latwo adoptuja , a inne nie , podobnie jak dorosli.

    A propos wyjazdow. Rozmawialam wczoraj z kolezanka, ktora wrocila z Indii we wrzesniu i odpowiadala jak z jednego z zabytkow pospiesznie wypraszali turystow , z powodu wizyty naszego "slonca Peru" z ekipa towarzyszaca. Musialam przeoczyc wzmianke w mediach na temat tej oficjalnej czy nieoficjalnej wizyty.
  • tartaczek 06.11.10, 18:26
    To po prostu w Polsce wiele rzeczy stoi na glowie , a proporcje oficjalnych zarobkow do kosztow utrzymania sa absurdalne. Do tego dochodza co roku zmieniajace sie podreczniki dla dzieci , gdzie ceny sa z sufitu. Poziom nauczania jezykow tragiczny, wiec koniecznosc doksztalcania poza szkola, zeby pociecha jako tako dawala sobie rade w jezyku Szekspira - czyt.kolejne koszta. Na szczescie niektore ogolniaki zaczynaja zatrudniac nativ speakers co jest pewnym swiatelkiem w tunelu.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka