Dodaj do ulubionych

Problem złota.

17.05.17, 05:55
Dziś kolejny piękny dzień w naszym wspaniałym, spokojnym i radosnym świecie i pomyślałem, jak to byłoby fajnie, gdyby wszyscy byli piękni, uczciwi i bogaci. I jak byłoby fajnie siąść sobie razem gdzieś tam przy piwku i zgodzić się serdecznie nad wszystkimi bolączkami współczesności. Byłoby fajnie się zagadać i nie dostać w mordę, albo spotkać w knajpie była kobitę i nie zrobić awantury i przynajmniej nie stracić smaku do kolejnego piwa.

No ale tak nie będzie.

Nawet nad tytułem tego postu sam ze sobą zgodzić się nie mogę. Nawet po 3-cim piwie.
Najpierw chciałem „Polityka, giełdy chaos i głupota” a potem uświadomiłem sobie, że o polityce nie mam ochoty pisać, giełdy mnie się znudziły, o głupocie to najlepiej osobno i z przykładami, więc został sam chaos i temat wiodący, czyli złoto. Sytuacja rynku metali jest dręcząca. No, ale jak się do tematu złota odnieść bez przydługawego wstępu?

Bo tematu złota nie da się ruszy bez głupoty. Głupota jest zawsze tłem wszystkiego. Gdyby ludzie nie byli głupi to ilość problemów z wyborem, reklama i cale mnóstwo mediów byłyby zupełnie niepotrzebne. Nie potrzeba byłoby Michnika do ciągłego tłumaczenia, że w Smoleńsku był wypadek, nie potrzeba byłoby szefa FBI do tłumaczenia, że jedna kretynka nie jest przestępca na podstawie poszlak, że jest przestępca. Nie trzeba byłoby reklamować Unii Europejskiej, Tuska, pasty do zębów, samochodów amerykańskich, preparatów odchudzających ani usług adwokatów i domów pogrzebowych.

Bo to jest cały przemysł od przekręcania kota ogonem, od wskazywania kierunków ludziom, jakby sami nie wiedzieli co dla nich dobre. I gdyby ludzie nie byli głupi, to nie dawaliby się namówić na apartament kosztujący więcej jak cala jedna pensja w samych opłatach + druga pensja na spłatę kredytu. Nie byłoby popytu na usługi takich fenomenalnych firm jak amway, czy herbalife. Ludzie żyliby sobie cichutko i racjonalnie i bezkonfliktowo - bez rozwodów i awantur. No ale ta głupota jest wszechobecna… Ten bezmiar niemyślenia. Totalna i prymitywna głupota wszystkich naokoło.

Najważniejsza jest percepcja konsumencka, wrażenie, że jest się lepszym od innych. Pal licho fakty.
Np. jak się jest najmądrzejsza kobita na świecie, to siła rzeczy nikt nie dorasta do piet, nawet na centymetr. I nie przegadasz, nie przekonasz, bo to inna psychologia, inny poziom percepcji. Ta percepcja to poczucie pełnego obrazu świata – jasnego, prostego, wytłumaczonego – bez żadnych zgrzytów i konfliktujących informacji. Taki świat najlepiej najprostszy, aby człowiek się zanadto nie stresował myśleniem. Te percepcje trzeba utrzymywać. Musi być blisko ktoś, co ciągle podtrzymuje te fikcje podszeptami i pieprzeniem. Tak jak media. Musi być taki mały przybłęda-podszeptywacz.

Niezależność poglądów NIE ISTNIEJE. Ginie w zakrzywionym zwierciadle podłości i kłamstw.

Te miliony istnień pozbawionych wątpliwości egzystencjalnych i myśli refleksyjnej są zdecydowanie lepszymi wyborcami i konsumentami, od osób świadomych zagrożeń, świadomych złośliwości władz i pełnych obaw. Ci ostatni są fatalnymi i niewygodnymi obywatelami. Maja skłonność do kupowania metali szlachetnych, broni oraz zasobów żywności o przedłużonej trwałości, maja niską skłonność do lekkomyślnego zadłużania się i są kiepskimi klientami agentów nieruchomości w dużych miastach. A najgorsze – że lubią oszczędzać, a to jest w obecnych czasach politycznie niepoprawne.

Ci ludzie wierzą w coś i koniecznie trzeba to zmienić. Władza czuwa i władza na pewno o to zadba w pierwszej kolejności. Cały aparat władzy w państwie służy temu niecnemu celowi, aby zmienić to, co ci ludzie myślą – a jeśli nie uda się tego zmienić – to przynajmniej stworzyć wrażenie, że ci ludzie są wariatami, niewartymi utrzymywania kontaktów. Wyszydzić, skompromitować, zaszczuć, spałować. Choćby po to, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się tych poglądów i tej niepożądanej formy niezależności intelektualnej.

I co ciekawe, taki proces zachodzi wielowątkowo, równolegle, indywidualnie i na wielu płaszczyznach równocześnie.
To musi strasznie dużo kosztować. No np. obecne artykuły uderzające w Trumpa. No przecież walą w niego gazetami cały czas. Ze wszystkich stron. Dzisiaj, wczoraj, za mur, za nielegalnych, za Comeya, za clintonowe gówno, za „zdradę” i sto tysięcy innych pierdól, jak np. to, ze napisał na twiterze „my” i zaraz tysiące małolatów robi sobie z tego haha.
Dokładne powtórzenie metod KGB – zdemoralizować cale społeczeństwo – ogłupić, otępić, pozbawić rozsądku.

To jest wprost nie do wiary co oni wypisują cały czas. I cały świat się na to patrzy i nikt nie zada sobie pytania, dlaczego tak wala, ani po co? Nikt się nie stresuje tym, że dla władzy demokraci byli skłonni wysłać dwóch morderców i zastrzelić biednego Seth’a Rich’a. Nic najwyraźniej nie jest w stanie obniżyć poparcia demokratów - ani atak na Libię, ani podwyżki podatków, ani emaile z centrali. Po prostu ludzie kompletnie nie myślą i są wręcz niezdolni do rozumowego rozwiązania takich dylematów moralnych jak np. nieglosowanie na morderców. Ludzie nie są zdolni zaakceptować prostej i zweryfikowanej informacji, że emaile były przekazane przez młodego informatyka, a nie przez włam hackerów do sieci.
Co więcej – platforma porozumienia z polowa społeczeństwa praktycznie nie istnieje – to jest rozmowa z obrazem albo ściana. No bo jak przekonać kogoś, co nie myśli? Jak oceniać poziom inteligencji ściany? Kogoś kto cały czas wierzy w jedno, choćby nie wiem co się stało. Progresywna lewica jest po prostu banda półgłówków po lobotomii. Debili.

Trump symbolizuje zdrowe podejście do życia, z pewna doza sceptycyzmu i odwagi – co się tym gazetowym specjalistom strasznie nie podoba. Nagonka trwa, aby tylko nikt nie zaczął zadawać niewygodnych pytań – np. dlaczego wszędzie rosną ceny, np. czynsze i ceny usług medycznych. I innych równie ważnych pytań.

Taka dyskusja byłaby strasznie niebezpieczna, bo mogłoby się okazać, że nadrukowano za dużo pieniędzy i nie wiadomo jak mogłaby się potoczyć taka dyskusja, więc najlepiej będzie zaatakować kogoś ważnego, odwrócić uwagę i najlepiej tematu nie poruszać.

Zawsze jednak występuje taka możliwość, że ludzie niezależnie będą szukać potwierdzenia swoich podejrzeń inflacyjnych na podstawie choćby cen takich produktów jak złoto i srebro. To jest już szczególnie niebezpieczne. Każde dziecko wie, że banki to władza, banki wszystkim rządzą, a banki to rezerwa cząstkowa i jakiekolwiek wypłacanie pieniędzy z banku jest niebezpieczne i równoważne z rewolucją. Banki mają prawo przesłuchiwać klientów po co są im własne pieniądze i jeśli tylko klient chce wypłacić z konta gotówkę, to od razu FBI i policja musi wszystko wiedzieć i urząd skarbowy też.

Cały system jest oparty na prostym prawie własności – forsa w bankach należy do banków a nieruchomości też należą do banków.

Mając te prostą zasadę w rozumieniu bardzo szybko tez zrozumiemy, że gdyby tylko jakakolwiek inflacja odzwierciedliła w cenach złota, to konsumenci przenieśliby oszczędności z banków do złota.

No to przecież byłby Armagedon i koniec świata bankowego – kto to widział, aby bankom pieniądze zabierać?
To już nawet w Niemczech państwo świeckie nie odbierało księżom własności, a tu w samym centrum kapitalizmu ktoś śmiałby odebrać bankom pieniądze?! I to jeszcze właściciele? Mowy nie ma.

Dlatego jest cala armia bardzo mądrych ludzi, ludzi przewidujących, mających za sobą wiedze i kilkusetletnie doświadczenie bankowości. I ci ludzie mają wielka świadomość tego, co się może stać, gdyby konsumenci najpierw dostrzegli, że jest inflacja, zauważyli wzrost ceny złota a potem połączyli te dwie sprawy w jedno i zabrali bankom forsę.

Władza nie może do tego dopuścić. Władza nie reprezentuje obywateli. Władza reprezentuje banki. Dlatego to złoto nie idzie w górę.
Edytor zaawansowany
  • przycinek.usa 17.05.17, 05:55
    A jak to się ma do głupoty ludzkiej?
    Ano w prosty sposób. Ludzie nie wierzą w inflacje (zwłaszcza zarządzający funduszami obligacji) – w związku z tym ludzie nie kupują złota i trzymają w bankach depozyty na zero procent.

    To działanie powoduje, że rządy mogą bezkarnie dalej drukować pieniądze, co w dawnych czasach zawsze kończyło się katastrofami.

    Gdyby ludzie masowo zaczęli kupować złoto – to siła rzeczy banki nie mogłyby oferować ludziom kont, które nie dość ze nie przynoszą dochodu, to jeszcze trzeba za przywilej płacić. I może ktoś by zaczął wreszcie szanować pieniądze, a ich wartość przestałaby wreszcie spadać.

    Pozostaje teraz ostatnia kwestia – kwestia najważniejsza – jak to się dzieje, ze złoto „nie idzie”?
    99% ludzi tego nie rozumie. Czasem zastanawiam się nawet jak to jest możliwe, że dookoła panuje taka niemoc intelektualna i zbiorowy brak ciekawości. A to jest przecież takie proste.

    Złoto można sobie porównać do waluty. Np. do dolarów. Jeśli ktoś chce sobie iść do kantoru kupić sto dolarów to można bez problemu. To jest dobre porównanie - Każdy kantor ma sto dolarów, nie? No, ale co się stanie jak obywatel zechce kupić milion dolarów? To wtedy kantor musi iść do banku, nie? Proste - Każdy kantor ma w banku milion dolarów.
    A jeśli obywatel zechce kupić miliard dolarów? To wtedy kantor idzie do banku a bank idzie do banku centralnego.
    Bank centralny zawsze ma. Gdyby okresowo cos się podziało w gospodarce i nie byłoby dolarów – to wtedy bank centralny może iść do drugiego banku centralnego i wtedy oni robią tzw. Swap i nagle jest tyle dolarów ile się chce.
    Tak zrobił FED z ECB swojego czasu wiec to jest już sprawdzona metoda. SWAP = czyli zamiana. FED daje dolary w zamianę za EURO z ECB. No – a skąd się wzięły te dolary w FED? Wystąpił tzw. zapis elektroniczny, he he he. Mówiąc inaczej – ECB drukuje EURO a FED dolary. jeśli obywatel w Warszawie zechce dolarów, to dolary zawsze się znajda.

    A jak to się ma teraz do złota?
    Dokładnie tak samo. Jest tak, dlatego, ponieważ prawie wszyscy nie maja ochoty kupować złota fizycznie i ładować do szafy – tylko wystarcza im zapis elektroniczny na koncie. Mówiąc inaczej – zamiast złota kupują coś, co się nazywa futures. To taki sam papier jak dolar. I to jest klucz do całej wielkiej manipulacji rynku złota. Ten elektroniczny rynek to jest rynek kontraktów terminowych, czyli futursów. Zupełnie tak samo jak dolarów – futursow nigdy nie zabraknie. Obywatele chce za dużo kupić złota? Nie ma problemu – zawsze znajdzie się bank, który wyjdzie i powie – proszę bardzo – to jest milion uncji zlota w papierowych futursach. Obywatele chce kupić milion uncji? Proszę bardzo. Bank wtedy idzie do banku centralnego po pożyczkę. Nie ma problemu. Bierz frajerze tyle futursow ile udźwigniesz. Milion, dwa sto milionów uncji złota w papierze. Jak długo ludzie będą brali futursy, zamiast metalu, to ilość futursow w obrocie będzie rosła cały czas a złoto ani drgnie. I o to bankom chodzi.

    Ale ta fikcja nie będzie trwała wiecznie. Nie wszyscy kupują futursy. Sa tacy, co kupują metale fizyczne. Ja tak robię cały czas. I któregoś dnia malutki procent wszystkich wydrukowanych pieniędzy wykupi wszystkie metale a reszta pieniędzy straci wartość. I to będzie koniec tego całego systemu kłamstw, oszustw i niesprawiedliwych wojen. A przy okazji padną banki.













  • bagracz 17.05.17, 20:23
    Ja sobie te dwa posty, a szczególnie pierwszy, chyba oprawię w ramki. I będę dawał do przeczytania różnym znajomym z kisielem zamiast mózgu. Przykro mi Przycinek, że teraz na własnej skórze czujesz, jak wygląda polityka i metody waszego deep state. Nazwa jest też zresztą myląca. Co do Ukrainy, to właściwie miałeś rację. To nie byli Amerykanie. To było właśnie to, co teraz wykańcza Trumpa i was. Durnie widać na to zasługują.

    --
    Jestem kompletnym ignorantem we wszystkich sprawach jakich tyczy się to forum. Nie inwestuję. Moja pisanina nie może być podstawą do czegokolwiek, w szczególności do wydawania na coś własnej kasy.
  • przycinek.usa 18.05.17, 04:35
    Dzieki za dobre slowo - ale w gruncie rzeczy najwazniejsze sa wnioski, ktore z tego wszystkiego wynikaja. Otaczaja nas przestepcy. Na wszystkich szczeblach. Prawdziwi kryminalisci, ktorzy nie boja sie niczego. Zabijaja swoich wrogow - czyli osoby, ktore w ich ocenie dzilaja przeciwko ich interesom. Ten deep state - jest struktura spoleczna - wynikiem tolerowania gangreny spolecznej i objawem szczegolnym nierownego dzialania prawa.

    To jest w gruncie rzeczy wielki problem kontroli spolecznej nad wladza - kontroli, ktorej nie ma. My nadajemy na Rosje, bo sa zli, bo rozwalili Czeczenie, albo najechali Gruzje, Ukraine czy tez zrobili Kaczynskiemu psikusa. A tymczasem ta Rosja jest w wielkim niebezpieczenstwie.

    Polacy nie zdaja sobie zupelnie sprawy jak wielkie to jest niebezpieczenstwo.
    Gdyby Clintonowa byla prezydentem, to rakiety latalyby juz teraz.
    Obecnie - pomiedzy stanem pokoju na swiecie i stanem wojny stoi tylko jeden facet - w ktorego wlasnie wala wszystkie tuby propagandy w USA. I ten facet nie jest niestety wcale takim wielkim tuzem, jest zwyklym sfrustrowanym starym czlowiekiem, ktory sie stara, ale ktorego ten system powoli rozjezdza.

    A Polska ma za granica wielka potege militarna, gotowa do akcji - przy pierwszej okazji.
    I wyglada na to - ze jedyna sila powstrzymujaca Rosje od ataku - jest sam Putin, ktory rozwaza taka agresje i na razie wychodzi mu nieoplacalnosc tej operacji.

    To jest w gruncie rzeczy bardzo zla sytuacja, poniewaz sa to dwa wielkie mocarstwa, w ktorych jedno pcha sie do akcji samo z siebie wbrew Trumpowi, a drugie w zasadzie jest gotowe do konfliktu, ale nie ma takiej presji wojny jak tutaj. Ludzie w Rosji pamietaja czym jest wojna. Nikt tak naprawde nie chce wojny. Tylko u nas chca tej wojny.

    I jeszcze jedna rzecz tutaj wspomne pozniej, moze za kilka dni, - chodzi o te sprawde demokratow, emaili, Rosji i teg zabitego staffera DNC. Chce poczekac, bo moze sie cos wyjasni, ale wyglada na to - ze zachodzi podobna forma walki medialnej jak w Polsce o smolensk - jedna TV oskarzyla FBI i Policje o bezczynnosc w obliczy wyslania emaili tego staffera do wikileaks, a druga TV oskarzyla pierwsza o fake news, bo FBI nie mialo w rece tego komputera. Wypisz wymaluj to samo co bylo pomiedzy Gownem i GP o przyczyny rozpadu samolotu.

    Tutaj rozroba dopiero sie zaczyna i to byloby nawet smieszne, gdyby nie bylo tak przerazajace.
    To sie zaczyna rozroba na powaznie - i ja nie wiem co sie powinno z tym zrobic, ale jesli nie aresztowac tych wszystkich skurwieli - to co? Przeciez to jest dzialanie przeciw panstwu.
    To sa powazne konflikty personalne i kryminalne. Przeciez ktos za tym wszystkim stoi i zawiaduje tym zdalnie zza zaslony. Jak w Polsce. Tak samo.

    I gdybym ja byl na miejscu rosji - to ja teraz plulbym sobie w brode za te decyzje aby udupic Kaczynskiego, czy tez za krym.

    Teraz Putin, zamiast szukac strategicznych sojusznikow wsrod zbuntowanych panstw - takich jak Wegry i probowac pokojowo oderwac unii pol europy - to sie wpakowal w konflikt, z ktorego nie da sie wycofac, a na ktorym nic tak naprawde nie zyskuje. A bazy na Krymie i tak mial. I po co mu to bylo? A mogl miec Polske po swojej stronie, Wegry po swojej stronie - wystarzczylo nie przypominac wszystkim, ze sie jest panstwem agresywnym. I bylyby silniejsze argumenty na deep state i mozna byloby robic forum miedzynarodowe i byloby latwiej prowadzic walke propagandowa. Putin strasznie spiepszyl sprawe.

    A teraz jesli trump przegra te walke, to na Rosje poleca rakiety.
    Tak to wyglada.
  • oka_blysk 18.05.17, 18:46
    Mam odmienną opinię o Rosji. I to na wielu poziomach.

    Pamięć wojny.
    Wojsko jest jedyną dumą Rosjan i jest to niestety taka zwichrowana duma kibolska. Kibol nie jest dumny ze swoich talentów i umiejętności, a z tego że przynależy do grupy, która może komuś innemu dać wpierdol. Siedzi taki Seba na prowincji (czy przedmieściu) i nic nie ma poza tej kibolskiej dumy. Teraz ostatnio było święto 9 maja w Rosji - można obejrzeć w pełnej okazałości ten nacjonalistyczny wir dmuchany przez państwowe media.
    (I nie jest to tylko moja opinia, bo sami Rosjanie tak to postrzegają, trzeba sięgnąć do telewizji spoza głównego nurtu).
    Czym była II WŚ dla Rosji, to wie garstka historyków (zresztą odsuniętych od głównego nurtu) oraz jeszcze garstka żyjących byłych żołnierzy (którzy pamiętają, że w tej wojnie tylko 1 osoba z 10 wróciła z frontu do domu), ale oni są odsunięci od przekazu, bo to nie pasuje do przekazu. że to zwycięstwo, to była tak na prawdę porażka. Liczy się co innego. Teraz jest modne hasło "Możemy powtórzyć!" (w domyśle chodzi o II WŚ) i dmuchanie balonika.

    Rosja jako ostatnie imperium.
    Rosja ma przed sobą 2 daty: 2020 rok i 2025 rok (tak mniej więcej napisałem). W pierwszym roku dostaną szoku demograficznego (jeśli chodzi o ludność nadającą się do pracy), w kolejnej dacie dostaną szoku na surowcach (spadnie zyskowność z wydobycia ropy i gazu).
    Na razie Rosja wygląda całkiem dobrze demograficznie, ale tylko na dużych liczbach. W szczegółach można zobaczyć, że żyją tylko z zasysania etnicznych Rosjan z byłych republik radzieckich, które to źródła się kończą (została już tylko Ukraina i Kazachstan, ale pomimo dużej populacji, to jest to coraz mniejsza strużka). Rosja to nie jest kraj, który może spokojnie przeżyć kurczenie się populacji. Do tego dochodzi ogromna migracja wewnętrzna i powrót etnicznych Rosjan na tereny dawnego Księstwa Moskiewskiego. Kaukaz (który jest w obrębie Rosji, bo o tym piszę) został już zderusyfikowany etnicznie i będzie się rozlewało to na sąsiednie obwody (niech tylko się coś zdarzy tam na tle narodowościowym, a już następnego dnia wszyscy etniczni Rosjanie będą w Rostowie n/Donem).
    Do tego dochodzi rasizm. Już teraz jest zasada, że praca biurowa (ogólnie lepsza praca) jest dla Słowian. To jest oczywistość, o której się nie mówi, ale każdy tej reguły przestrzega. Krótkimi słowy: idą prostą ścieżką do Apartheidu. Jeszcze za czasów wczesnego Jelcyna można było zobaczyć trochę osób z innej grupy etnicznej niż rosyjskiej u władzy - teraz już nie.
    Jeśli czegoś Rosja nie zrobi do tego roku (jedna i druga data), to powróci dekompozycja kraju z czasów Jelcyna w wersji 2.0, czyli w wersji z dodatkiem nacjonalizmu w regionach. Dlatego teraz Rosja jest aktywna, bo później będzie już za późno (jak np. 40% nowopoborowych nie będzie jadło wieprzowiny). Anglicy, Francuzi po prostu porzucili swoje kolonie, ale Rosjanie nie będą mieli tej swobody, bo nie są za morzami, a w Azji granic nie ma.

    UE jako wróg.
    Wrogiem Rosji nie jest NATO, tylko UE (i Putin doskonale to wie i traktuje UE jako wroga). Może w ogólnym przekazie nie wydaje się to oczywiste, ale Rosja gra na rozbicie UE, więc opinia, że Rosja bez obecności NATO w pobliżu swoich granic zachowywałaby się spokojniej jest nieprawdziwa, bo Rosja celuje swoimi działaniami w UE.

    Putin jest przyczyną a nie lekarstwem problemów Rosji.
    Cała wierchuszka władz, to jeden rozdmuchany do absurdalnych rozmiarów układ mafijny żerujący na kraju. Powstało kilka dobrych opracowań o tym, np. na Youtubie o Stowarzyszeniu Jezioro, Czajce, Dimie. To nie amerykańskie Deep State, to mafia wykorzystująca wszystkie atrybuty władzy, żeby zrobić sobie dobrze, bez żadnego zażenowania. Jak komuś się nie podoba, to ginie w niewyjaśnionych okolicznościach 0 Ilu dziennikarzy śledczych zginęło za czasów Putina w Rosji? Dużo, bardzo dużo. Jak na razie w USA czegoś takiego nie ma.
  • przycinek.usa 19.05.17, 06:07
    Twoja opinia jest logiczna przemyslana i w gruncie rzeczy calkiem sluszna, ale ja nie o tym mowie. Popatrz na to - od strony Libii. Libia tez miala swoje wady. Na pewno tez mieli swoje filmy na youtube, swoja mafie i tak dalej. Ale kiedy Libie ktos zdecydowal sie rozwalic - to Kadafii w odpowiedzi zrobil to - co mogl - czyli po prostu poddal sie i chcial ten message przekazac do USA. USA ten message zignorowalo, poniewaz decyzje o zabiciu Kadafiego zostaly podjete. Zloto zostalo odebrane. I zadna forma obrony nie miala juz znaczenia.

    Podaje to tylko jako przyklad.

    Przyklad zle rozegranej obrony. Grasz w szachy? Polecam. To jest w zasadzie dosyc trudna gra. Mnie nauczyl w szachy grac dziadek. Wygralem z nim tylko 1 partie w zyciu. Nauczylem sie dzieki niemy swietnie grac w szachy. Ale nigdy nie osiagnalem poziomu, ktory zmusilby go do wiekszego wysilku. Po prostu nie wszyscy sa dobrzy. Kadafii - choc byl nieprzecietny i nieglupi - nie potrafil zrozumiec przeciwnika, ani nie zrozumial niebezpieczenstwa.

    Tak jak teraz Rosja nie rozumie niebezpieczenstwa. Putin jest bogaty i chce chronic to swoje bogactwo sprawdzonymi i starymi metodami.

    Ale te metody nie dzialaja w nowoczesnych czasach. Sytuacja militarna i polityczna swiata jest zbyt skomplikowana. Rosja po prostu nie rozumie polityki zachodu. Rosja jest dobra tylko w rozwiazaniach silowych. OK. To jest jedyna rzecz, ktora obecnie trzyma Putina i Rosja w kupie.

    Ale to jest niewystarczajace.
    Za KGB powstawaly zaawansowane strategie obalania wladz, zmiany pogladow calych spoleczenstw i wygrywania konfliktow, zanim one nastepowaly. Ale teraz te wszystkie strategie nie dzialaja. Rosja jest obecnie na przegranych pozycjach. Jedyne co moze zrobic, to rozwijac armie i bron, ale ten konflikt nie powinno sie tak rozwiazywac, poniewaz nieuchronnie prowadzi to do wojny. A woja nie jest celem dla Rosji, poniewaz burzy porzadek mafijny i Putina - jesli moge uzyc twojego sformulowania.

    Putin na wojnie straci. I dlatego Putin nie wjechal jeszcze na Ukraine.
    On te wojne w Ukrainie chwilowo powstrzymuje. Jemu sie to po prostu nie oplaca.

    I majac te swiadomosc - rozumiejac te sytuacje - widac wyraznie, ze Rosja przegrywa.
    Co wiecej - bardzo niewiele osob widzie, ze Rosja przegrywa. Rosja jest w defensywie i nie wie jak zaatakowac.

    Ja juz o tym pisalem - dotychczasowa strategi rosji byl zawsze atak - ukierunkowany we wrogow, zidentyfikowanych, lub wydumanych, rzeczywistych, lub wyprodukowanych medialnie.

    A tutaj Putin nie ma komu dac w morde. To jest wielki problem braku skutecznosci dotychczasowych metod ataku zarowno propagandy, jak i ukrytych dzialan wywiadu.
    Rosja jest pod tym wzgledem daleko w tyle za nami.

    I dlatego powiedzialem, ze Rosji potrzebna bylaby w tej chwili mobilizacja sojusznicza.
    Niestety w wyniku swojej wlasnej glupoty wyalienowali swoich sasiadow niepotrzebnie angazyjac sie w konflikty zbrojne z Ukraina, Gruzja i Polska. Smolensk jest wedlug mnie ewidentnym bledem polityki Putina. I teraz zamiast widziec wiecej, slyszac wiecej i umiec wiecej myslec, to Putin jest sam ze swoim wywiadem i swoja impotencja.

    I jesli oni tam nadal nierozumieja, co im grozi, to tym bardziej sa idiotami zaslugujacymi na to, co ich spotka.

    Rosja narawde nie rozumie, ze wygrywa sie nie poprzez zwyciestwo nad przeciwnikiem, lecz poprzez niestwarzanie sobie wrogow i utrzymywanie rownowagi w sasiedztwie i NIE tworzenie przeciwnikow.
  • oka_blysk 19.05.17, 19:20
    Tylko o Rosji (chociaż ja słyszałem wersję, że Kadafiego, to Francuzi zaczęli).

    To nie to, że mam przeciwstawną opinię - mam po prostu inną wizję. Uważam, że procesy i napięcia biegną w Rosji inaczej - inaczej to sobie tłumaczę.

    Duża wojna - nie; mała wojna - tak.
    Rosja ma niezwykłą umiejętność sprawnego funkcjonowania w stanie permanentnej (niewielkiej) wojny na swoim terytorium (i u swoich granic). Zaczęło się od Czeczeni, potem Dagestan, trwające do dziś "akcje antyterrorystyczne" w Azji, czy obecny Dombas itp. Wszystko w pobliżu granic lub już w ramach granic Rosji, a mimo to Rosja doskonale z tym żyje - po prostu bez problemu sobie radzi w takim niestabilnym środowisku. Żeby z rosyjskiego Kaukazu dostać się do Moskwy trzeba przejechać przez kilka wewnętrznych "sit" i "granic", których niby nie ma, ale one jednak są i zapewniają bezpieczeństwo, ludzie chętni do takiej służby wojskowo/ochroniarsko/najemniczej się znajdują i służą z bronią w tych mini-wojnach. Mają po prostu opracowany system, który pozwala im sobie radzić w takim środowisku. Bez wątpienia mają tu przewagę nad innymi krajami zachodu.
    I Rosja będzie takich małych wojen używać (bo ma tu przewagę). USA i EU nie będzie sobie organizować (bo nie potrafią) takich niby wojen. Niesymetryczna sytuacja tu jest - i Rosja będzie tego używać, aby sobie zrekompensować inne obszary (np. gospodarka), gdzie wygrać nie może. (Dużej wojny Putin nie chce - kiedyś miał nagraną taką przypadkową wypowiedź, zaraz po tym jak doszło do niebezpiecznego incydentu pomiędzy samolotem rosyjskim a okrętem amerykańskim - gdzie rzucił bluzgiem do generałów, żeby tego nie robili).


    Współpraca gospodarcza.
    Jak wspomniałem, nie wierzę w żadne możliwości pogłębionej współpracy pomiędzy Rosją a UE (bo UE jest zagrożeniem dla integralności Rosji). Nie będzie żadnej wspólnej przestrzeni gospodarczej, gdzie firmy z różnych krajów swobodnie by konkurowały. To Putin (znowu on) powiedział na jednej z konferencji (chyba w ostatnim miesiącu), że rosyjskie przedsiębiorstwa nie wytrzymałyby konkurencji z zachodnimi i on rynku nie będzie otwierał, bo to zniszczy rodzimy przemysł. Rzecz w tym, że UE dokładnie do tego dąży /dążyła, tj. przejmowała i wchłaniała (poprzez członkostwo lub traktaty o współpracy) kolejne sąsiadujące kraje. Na wspólnym obszarze gospodarczym firmy rosyjskie nie miałyby szans i tym samym Rosja sprowadzona byłaby przez to dość nisko. A nawet jakby Rosja chciała wejść do UE (zupełnie teoretyczne rozważania - członek, osobny traktat lub coś), to cała na raz nie byłaby w stanie wejść, a to oznacza koniec Rosji w tych granicach, jakie są obecnie.
    Dużo się mówi o współpracy gospodarczej Niemiec i Rosji, ale to nie jest jakaś pogłębiona współpraca gospodarcza. To prosty handel: my sprzedamy wam taniej gaz, wy postawicie nam w kraju fabrykę samochodów na nasze potrzeby (za każdym razem jest prosta wymiana: "coś za coś"). Handel, a nie żadne tworzenie jakiś wspólnych ponadregionalnych obszarów gospodarczych.

    =============================================================

    A poza tym jestem ostatnią osobą, która będzie się starała wykazać empatią w stosunku do Rosjan i wykazywała zrozumienie dla jakże trudnego położenia Rosji. Obecnie są w takiej sytuacji (Rosja), że jak chociaż poczują się trochę silniej, to albo USA, albo Chiny ją ich spacyfikuje - Zależy to od doraźnej konfiguracji sojuszy, jak się nie odwrócą i jak się z kimś nie sprzymierzą, to i tak, jak tylko urosną nieco, to ktoś z tej dwójki zaraz sprowadzi ich do niższego poziomu. (Przecież Chińczycy bezczynnie nie patrzą na to, jak USA chcą przekabacić Rosję na swoją stronę).
  • przycinek.usa 20.05.17, 18:47
    > Tylko o Rosji (chociaż ja słyszałem wersję, że Kadafiego, to Francuzi zaczęli).

    Rozwalili go wspolnie nasi z Katarem. Katar wyslal wojsko, tylko sie przebrali w mundury Kadafiego, zeby lepiej wygladac, ale bron mieli juz swoja. Clintonowa sie tak cieszyla, ze prawie jej sztuczna szczeka wypadla przed kamerami. Ciekawe tylko kto rabnal zloto. Ale chyba my.
    W koncu ktos za te bomby zaplacic musial.
  • oka_blysk 19.05.17, 19:21
    Pisząc klasykiem.

    Rosjanie są mistrzami gry w szachy. Świetnie. Teraz trzeba odpowiedzieć na pytanie, na czym polega gra w szachy - Polega na tym, że gracze kolejno eliminują zasoby swojego przeciwnika. Wygrywa ten, który na końcu tego pojedynku zostanie z jakimkolwiek zasobem, który mu się ostał z tej wymianie ciosów.
    Nie każdy chce podjąć rywalizację na takich warunkach. Niektórzy mogą chcieć narzucić reguły innej gry.
  • przycinek.usa 20.05.17, 05:57
    No wlasnie. Celowo dalem to jako przyklad. Szachy to kwintesencja konfliktu i upadku jednej ze stron. W sensie politycznym szachy sa niewygrywalne. Doktryna szachowa jest nieadekwatna do konfliktow nuklearnych. Dlatego ja mowie, ze w przypadku tej obecnej rozgrywki gra w szachy nie jest rozwiazaniem. A ty w odpowiedzi do mnie powyzej mowisz o jakiejs wspolpracy gospodarczej i ograniczonych konfliktach. Ja nic takiego nie sugerowalem. Wrecz przeciwnie. Ja juz niemalze otwartym tekstem powiedzialem co sie stanie. No juz jasniej nie moge mowic. Rosja moze i ma jakas swoja wizje-telewizje, ale ona sie zakonczy w momencie kiedy Trump zrobi deal z Arabia Saudyjska.

    Mnie juz nie dziwi nic. Mam wrazenie, ze ani w Polsce, ani w Europie nikt tak naprawde nie zdaje sobie sprawy z tego co sie dzieje dookola. Wy jestescie slepi wszyscy.

    A czytales news, ze dzis Trump znowu zbombardowal w Syrii wojsko syryjskie?
    A czytales o tym, ze podobno w okolicy Trumpa widziano starego Kissingera?

    Prawde mowiac zakladalem, ze przynajmiej tutaj na forum znajdzie sie przynajmiej 1 osoba, ktora zrozumie co mowie. Czy wy w Polsce w ogole zakladacie scenariusz nuklearny?

    Nie?
    To ja Ci powiem jak to moze wygladac:
    Na spotkaniu na szczycie Trump z Salmanem ustali podzial Syrii. I Trump uderzy w Syrie.
    Samoloty beda latac caly czas az Rosja uzyje rakiet i zbombarduje okrety USA. I rownoczesnie N Korea zaatakuje S Korea bronia konwencjonalna. I w tym momencie moja firma padnie, bo moi zasadniczy dostawcy sa w Korei. 3 lata temu wybralem monitory do swoich maszyn i kupuje je w Korei, konektory kupuje w Korei, wtyczki kupuje w Korei, i tak dalej. Leze.
    Rozumiesz?

    Wlasnie juz od kilku tygodni szukam kupca na swoj biznes.
    Bylo, nie bylo, mam juz tego i tak dosc. To sie w koncu po prostu tak skonczy.
    I ja oceniam, ze ten konflikt wisi na wlosku. Moja firma wisi na wlosku.

    Te wydarzenia podziela swiat na dwie osie.
    Po jednej stronie bedzie Trump plus Saudowie, Israel, UK a po drugiej stronie Rosja, Iran, N Korea.

    A na czym polega niebezpieczenstwo?
    Ano na tym, ze Moskwa ma rozbudowana siec bunkrow i schronow jadrowych, a Warszawa nie ma.

    A pomiedzy tymi miejscami jest tylko 1200 km i to jest 3-4 dni czasu na przemieszczenie opadu nuklearnego w warunkach wiatru o predkosci ponizej 20 km/h. Rozumiesz?

    I Rosja tez tego nie rozumie.

    PUTIN JEST JAK STALIN, KTORY NIE ROZUMIE, ZE HITLER GO ZAATAKUJE W 1941

    PUTIN NIE ROZUMIE, ZE RAKIETY SA JUZ GOTOWE A KOMENDA DO ICH ODPALENIA JUZ PRAWIE PADLA.

    W TYM MOMENCIE JEST LATO 1940 ROKU.
  • herr7 20.05.17, 12:16
    Postawię inną hipotezę. Rozgrywka pomiędzy Rosją a Stanami przypomina mi raczej partię pokera niż szachów. Przy czym jeden z graczy jest mistrzem (sam tę grę w końcu wymyślił), a drugi jest zdesperowanym amatorem. Mistrz ma nie tylko silne karty - kontroluje 80% światowej gospodarki, ale dysponuje też najlepszymi technologiami, przoduje w badaniach naukowych, a co najważniejsze, wie czego chce.

    Jego oponent to słabnący desperat, żyjący wspomnieniami o dawnej potędze, którą sam zmarnował. Porównanie tutaj Hitlera i Stalina nie jest prawidłowe, gdyż w 41 r dysproporcje pomiędzy Niemcami a ZSRR nie były aż tak ogromne. Obecna Rosja to 2% światowego PKB, na dodatek znajduje się od prawie 10 lat w stagnacji. Jest oczywiste, że z powodów czysto ekonomicznych nie jest w stanie konkurować z Zachodem nawet "asymetrycznie".

    Stawiam hipotezę, że elicie zachodniej zależy na zachowanie status quo w Rosji, czyli na tym, żeby słabnący Putin rządził Rosją przez kolejne sześć lat. Propaganda będzie oczywiście anty-putinowska na Zachodzie i pro-putinowska w Rosji, ale wszyscy wiedzą, że póki rządzi Putin Rosja podąża pewnym krokiem ku swojej zagładzie. Inaczej mówiąc, będzie jej można narzucić praktycznie wszystko. Zresztą już obecna polityka gospodarcza Rosji jest pod kontrolą Waszyngtonu - np. Rosyjski Bank Centralny.

    Starcia, takie jak w Syrii są grą pod publikę. Realna jest jedynie destrukcja tego kraju i śmierć setek tysięcy Syryjczyków. Ameryka chce jednak pokazać rosyjskiej elicie, kto rządzi światem oraz to, że Rosja nie potrafi obronić swojego ostatniego sojusznika. Bez względu co twierdzi rosyjska propaganda, podział Syrii jest faktem. Rosyjska elita musi do faktu, że się przestaje liczyć przywyknąć, co napotyka pewien opór. Dotyczy to również relacji Rosji z Chinami. Podczas niedawnej wizyty w Chinach Putin na tle chińskiego lidera sprawiał wrażenie ucznia, który nie odrobił lekcji. Rosjanie boleśnie odczuwają fakt, że tzw. kitajcy biją ich na głowę w praktycznie wszystkich dziedzinach.

    Biorąc to wszystko pod uwagę, czy grozi nam wojna jądrowa? Nie sądzę. Zachód wojnę z Rosją już wygrał, nawet jej nie zaczynając. A czy Putin zdecyduje się w chwili desperacji odpalić swoje rakiety? Zupełnie nieprawdopodobne. Będzie grał w hokeja, co najwyraźniej lubi robić, póki Rosjanie się nie zdenerwują i nie wyjdą na ulicę. Co wydaje się być bardziej prawdopodobne.
  • przycinek.usa 20.05.17, 18:12
    Najbardziej mi po drodze do tej opinii. Tak dokladnie jest. Zgadzam sie. Rosja jest calkowicie po przegranej stronie, ale najwyrazniej tego jeszcze nie widzi. I to jest problem przede wszystkim mentalny. Intelektualny. Ambicjonalny. Bo oni nie potrafia myslec. W gruncie rzeczy to jest sytuacja analogiczna do tej jaka sie widzi w Polsce. Ludzie nie widza jak jest w Chinach i nie rozumieja. Ludzie nie rozumieja jaka przepasc panuje pomiedzy przemyslem krajow rozwinietych i krajow 3 swiata. Polska jest nadal krajem 3 swiata. W Polsce jednak cos drgnelo. A w Rosji nic. Moze jest tak kilka firm majacych perspektywe rozwoju, ale generalnie to jest dno. Putin po prostu przesral caly swoj czas przy wladzy. Kompletnie nie zrozumial na czym polega rozwoj nowoczesnego, skomplikowanego kraju, ani nie zbudowal armii mogacej w jakikolwiek sposob przerwac pasmo najazdow na bliskim wschodzie. Putina interesowaly wlasnie tylko lokalne rzeczy. Jak zabic Anne Politkowska, albo jak zabic Borisa Niemcowa. Przeciez ten Putin jest idiota! Takie postepowanie zabija postep i doprowadza do dlugoterminowych strat w rozwoju panstwa. A oni sa tak glupi, ze tego nawet nie dostrzegaja. Glupota nas otacza i ona jest wszedzie. Jest uniwersalna. Rozni sie tylko tematycznie. Zeby uzyskac postep - trzeba najpierw byc madrym. Najpierw trzeba zwalczyc glupote. Do tego jednak trzeba zrozumiec perspektywe. Umiec ja dostrzec a potem nauczyc sie na nia patrzec. Zrozumiec perspektywe. Oni tego nie potrafia. Oni najpierw zabijaja perspektywe. Ich interesuje ropa naftowa i jak ja wydobyc i sprzedac. Jak cos wykopac i sprzedac. I dlatego to jest taki kraj, w ktorym panuje pelna impotencja. Kolos na glinianych nogach. Glupi, pozbawiony motoru postepu, zapatrzony w siebie, prymitywny kraj pelny wojska. Niebezpieczny kraj. Nie tylko dlatego, ze ma armie - ale dlatego ze glupi.

    Rakiety Putina nie moga nawet zestrzelic samolotow israelskich atakujacych Damaszek. Sluzby specjalne z zachodu robia w Syrii co chca. Putin nie jest w stanie nawet ochronic pustyni w Syrii. Najpierw mowia, ze beda chronic Asada, a potem przy pierwszej okazji zmieniaja zdanie i zabieraja Asadowi wojsko. I leca bomby na Asada. I ludzie sie smieja z Rosji na calym swiecie. System obrony Rosji jest moze i rozwojowy, ale w tym momencie Rosja nie odniosla ani jednego spektakularnego sukcesu militarnego. Najpierw zostawili Sadama na pastwe losu a potem Kadafiego. Swoich najlepszych klientow zostawili - a przez to nikt od nich nie ma ochoty kupowac broni. I na dodatek ta ich bron jest jak ten nowy czolg, ktory im sie zepsul na defiladzie. Jeszcze jakby sie gdzies z boku zepsul. Ale na defiladzie?

    Najazdy Ukrainy, Czeczenii i Gruzji byly przykladem prymitywnych dzialan wojskowych, w ktorych samo patrzenie klulo w oczy. Ich flagowy okret lotniskowy dymi tak, ze wzbudza smiech za granica i protesty ekologiczne.
    No i na dodatek ten zamach w smolensku. Rosja daje w eter pokaz prymitywnego panstwa, interesujacego sie prymitywnymi rzeczami, utrzymujacego stosunki dyplomatyczne z prymitywnymi krajami. W dzialaniach Rosji na kazdym kroku wychodzi sloma z butow. To sa prymitywni ludzie. I ci prymitywni ludzie sa pogardzani przez neoconow.

    I tu lezy glowna podstawa tezy dzialania neoconow. Oni chca te Rosje zrownac z ziemia. Neoconi widza Rosje jak kawal stepu pomiedzy Chinami i Korea PN. Neoconi nie odrozniaja Rosji od Mongolii. Co wiecej w kazdym roku Putin daje im powody do tego, aby to poczucie poglebiac. Putin sie pograza sam z siebie. Kazda glupia rzecz jaka robi - wykorzystuje nasz propaganda. A oni nic. Ich propaganda nie tylko nie dziala, ale jest niestety na tak niskim poziomie, ze ludzie TV wylaczaja, bo sie patrzec nie da. No i nic dziwnego, skoro najlepszych dziennikarzy zabili.
    Porownanie do Stalina jest jak najbardziej na miejscu, ze wzgledu na to - ze Stalin zabil swoich najlepszych generalow. No, a Putin zabil najlepszych dziennikarzy. I kto teraz bedzie Rosje bronil w mediach? No przeciez nie Kaczynski, nie?

    I jakby bylo tego malo - Putin kupuje zloto.
    Oni mogliby jeszcze jakos wybaczyc mu ten prymitywizm i jakos zyc w zgodzie, jakby tylko Putin sie zadluzal, ale Putin zaczal kupowac zloto - i tego to juz mu nie wybacza. Jesli jakiekolwiek panstwo kupuje zloto - to natychmiast jest na liscie panstw do odstrzalu, a ich wladze momentalnie zaczynaja znikac w rytm tajemniczych okolicznosci. Spadaja tam bomby w imieniu obrony demokracji, albo przyjezdzaja najemnicy mowiacy obcymi jezykami, mordowac lokalnych glupcow. A lokalna glupota jest zawsze obfita i teraz mamy od nowa pustynie libijska i zaraz bedziemy mieli pustynie w Syrii z rurociagami laczacymi Katar i Saudow z Europa.
    I znowu sie okaze, ze religijne debile z Arabii Saudyjskiej sa gora, pomimo udzialu w 9/11.
    I czy ta Rosja jest madra?
  • herr7 20.05.17, 23:32
    Obecna rosyjska elita (oligarchia) powstała w wyniku grabieży radzieckiego majątku. Prostaczkom mówiono o demokracji, podczas gdy chodziło o przejęcie rosyjskich bogactw. Tak na marginesie, obecny konflikt z Zachodem dotyczy tych właśnie bogactw- elity Zachodu nie uznały przejęcia rosyjskich bogactw i oczekują od tzw. Rosjan dostępu do nich. O nic innego w tym konflikcie nie chodzi.

    To co jest istotne to fakt, że obecna elita składa się z byłych poruczników, czy kapitanów KGB, którzy gdyby nie historyczny przypadek w postaci gorbaczowowskiej pierestrojki byliby dzisiaj emerytowanymi majorami i jeździli nadal zaporożcami. Inaczej mówiąc, nawet w czasach radzieckich nie byli więcej warci. Druga połowa to pospolici mafiozi wyrośli na rozboju. Znowu gdyby ZSRR nie upadł, większość z tych ludzi rąbałaby dzisiaj tajgę.
    Czym różni się obecna elita od np. elity bolszewickiej? Bolszewicy musieli się wykazać zdolnościami wojskowymi (wygrali w końcu wojnę domową) i organizacyjnymi, a ponadto praktycznie codziennie ryzykowali życie. Obecna rosyjska elita niczym takim nie musiała się odznaczać. Sam Putin zajmował podrzędne i raczej bezpieczne stanowisko w Dreźnie, a po upadku ZSRR stał się specjalistą od machlojek przy merze Petersburga Sobczaku, który zresztą był jednym z większych złodziei epoki Jelcyna.
    Kiedy jelcynowska "familia" wyciągnęła Putina z kapelusza, jego zadaniem była ochrona jej interesów. Reszta to kwestia piaru - propaganda zrobiła z Putina zbawcę Rosji, podczas gdy jest to człowiek co prawda inteligentny i sprytny, ale bez cech, które czynią z polityka męża stanu. Przede wszystkim, Putin nigdy nie miał żadnego spójnego programu dla Rosji, poza piarem.
    Ponieważ w Rosji stopa życiowa obniża się już czwarty rok z rzędu niedecyzyjność Putina zaczyna ludzi denerwować. Propaganda robi co prawda co może, ale sytuacja w Rosji robi się napięta i istnieje obawa, że tama niezadowolenia któregoś dnia pęknie. Wielu ludzi rozumie, że wybór Putina na kolejną kadencję będzie oznaczać zastój, przy którym czasy Breżniewa to były lata dynamicznego rozwoju. Po prostu, nawet spryciarz Putin nie może wiecznie udawać męża stanu. Z drugiej strony, wybór nowego człowieka może oznaczać kłopoty, szczególnie w republikach nad którymi Moskwa i tak traci kontrolę. Myślę więc, że Rosję czeka upadek, gdyż tak się zawsze dzieje, kiedy elita zajęta jest pilnowaniem swoich interesów i ma za nic dobro kraju.
  • przycinek.usa 20.05.17, 23:51
    "Tak na marginesie, obecny konflikt z Zachodem dotyczy tych właśnie bogactw- elity Zachodu nie uznały przejęcia rosyjskich bogactw i oczekują od tzw. Rosjan dostępu do nich. O nic innego w tym konflikcie nie chodzi."


    Nie jestem juz pewny o co chodzi "zachodowi", czy tez naszym elitom. Szczerze mowiac to co sie tutaj dzieje jest rownie zaskakujace, co nielogiczne. Nie chce zaglebiac sie w poglady niektorych debili, ktorzy trzymaja wladze, ale rozrzut pogladow jest potezny - od walki z bieda i ochrona srodowiska, po masowe ataki na ludnosc cywilna i eksterminacja ludnosci.

    Mysle, ze jednym z powazniejszych bledow jest zakladanie - co inni ludzie mysla.
    Zwlaszcza pogaci debile. Bogactwo daje debilom nowa forme ustrojowa - ustroj poglebiania debilizmow za pomoca niekonczoncego sie strumienia pieniedzy.

    Ludzie przecietni, pracownicy najemni, studenci, dzieci - maja lepiej rozwiniete poglady i bardziej zrownowazony obraz swiata, od niektorych bogatych debili.

    Mysle, ze konflikt z zachodem moze byc prawdziwa kulminescencja bezsensu, w ktorym konflikt podsycany jest prostym dazeniem okreslonej waskiej grupy ludzi do masakry.

    Racjonalizacja cudzych dzialan jest jak przewidywanie co zrobi inny kierowca na drodze podrzednej. Wyjedzie, czy nie wyjedzie? Glupi jest tylko, czy prawdziwy debil?

    A jak wyjedzie, to czy jego auto wazy tylko tone, czy jest to walec drogowy i jak oszacowac zagrozenie z tym zwiazane?

    Jest mgla i zamglenia i nie wiadomo czy z tej mgly wyleca mysliwce bombardujace, czy wyleci glowica jadrowa.

    A tego nie da sie przewidziec, bo decydenci nie sa racjonalni i nie wiadomo czym sie kieruja.
    Bo w patriotyzm i obronnosc nikt juz nie wierzy. Teraz mamy zderzenie dwoch religii - Mamony vs Barbarzyncow. I one sa na dodatek wymieszane ze soba.

    To jest Sci-Fi movie z brakiem prawdziwego leadu.
  • oka_blysk 20.05.17, 15:47
    Dałeś konkret:
    - W ciągu najbliższych 5 lat Donald Trump doprowadzi do wojny z Rosją.
    Zapisałem to w swoim kalendarzu i jak będzie okazja, to za pięć lat napiszę ponownie coś w tym wątku. (Kropka).

    ----------
    (A po kropce w nawiasie dodam, że już spotkałem się z takimi opiniami jak wyżej, i to u Dugina. Mówił w swoim przekazie dedykowanym Amerykanom, że amerykańskie ukryte elity dążą do wojny z Rosją, i że to jest niezależne od tego, kto będzie prezydentem Stanów. Jedyną nadzieją na powstrzymanie nadciągającej wojny z Rosją są sami Amerykanie, którzy muszą wystąpić przeciwko swoim elitom. W takim wąskim znaczeniu można powiedzieć, że Rosyjski Imperializm idzie ręka w rękę z amerykańskim ruchem antyestablishmentowym. Jak ja widzę takie zbieżności, to od razu reaguję wzmożoną podejrzliwością - tak mam).

    ============
    I z innej strony.
    Jeszcze raz podkreślę: Zupełnie, co innego jest dla nas istotne, co nie oznacza, że mamy sprzeczne opinie - po protu one żyją odrębnym życiem obok siebie i w niewielkim stopniu się stykają.

    Mój pierwszy wpis był reakcją na Twoje stwierdzenie, że Rosjanie nie chcą wojny, bo pamiętają czym była wojna.
    Odpowiedziałem i dalej podtrzymuję swoją opinię, że tak nie jest - Rosjanie nie mają pamięci, czym była wojna (zwykli ludzie), a Władimirowi Putinowi (elicie) nawet na moment ręka nie zadrżała jak trzeba było pacyfikować Czeczenów, wysłać wojska do Gruzji i rozpętać wojnę na Donbasie.

    I dalej. Podobnie, ale inaczej:
    Ja piszę, że w naszej części świata (bo piszę z polskiej perspektywy), to Rosja jest agresorem i używa każdego narzędzia do destabilizacji (także mikro-wojny). Jej agresja nie jest skierowana przeciwko USA (czy NATO), a przeciwko UE (ostatnie wydarzenia z Mołdawii i wypowiedzi prezydenta Dodona wykładają już kawę na ławę tak, że nie da się z tym polemizować). W naszym (polskim) interesie jest przeczekać najbliższe 5 lat w spokoju i nie robić sobie głupich problemów*, a później napięcie powinno samo spaść, bo spadnie ciśnienie ze strony Rosji (i opisałem dlaczego tak się stanie). Rosja ma 5 lat, aby cokolwiek osiągnąć, a jak tego nie zrobi (a próbuje), to zamknie jej się okienko możliwości w 2020 roku (czy trochę po tym roku). Jak będzie spokojniej na wschodzie (i np. nie będziemy kupować drogiego gazu z Rosji, nakłonimy może innych, aby też tego gazu nie kupowali), to się można zastanowić, co dalej. Mało to spektakularne, ale właściwe.



    *) głupi problem, to taki jak np. z uchodźcami w Europie - PiS zrobił z siebie głupka do bicia i narobił głupiego problemu wszystkim dookoła (tu nawet nie chodzi o to, kto ma rację, tylko aby nie robić niepotrzebnych burd jak nie trzeba). Litwini wzięli uchodźców, a po kilku tygodniach wszyscy oni spierdzielili od nich do Niemiec (nawet sobie busy wynajęli, żeby podróż była milsza). Oczywiście Niemcy im niby to wypomnieli, ale otrzymali odpowiedź, że przecież uchodźców nie można traktować, jak zwierząt, czy przestępców i trzymać na siłę w zamknięciu. I już sprawa się rozmyła. Litwini wzięli teraz prześladowanych homoseksualistów z Czeczeni do siebie - za parę miesięcy wszyscy oni będą w Niemczech, ale mają Litwini piękny przekaz do mediów (z którego jeszcze wielokrotnie będą korzystać). Była wojna w Czeczeni i przyjęliśmy uchodźców stamtąd - wyjechali oni do Niemiec, więc chyba my też tak potrafimy.
    "Dyplomacja nie polega tylko na głośnym krzyczeniu: Nie, nie, nie" - (to chyba słowa Szczerskiego - ale on na razie jest w 2. rzędzie PiS, w pierwszym jest za to Witold Waszczykowski, który akurat uważa, że trzeba krzyczeć).

  • przycinek.usa 20.05.17, 18:33
    Jakie 5 lat? Ja tak nie mysle. Ja mysle, ze to jest kwestia 2-3 miesiecy. Mnie sie wydaje, ze ten Trump jest jednak niebezpieczny. Uwierzylem mu jak mowil, ze jego interesuje pokoj.
    Czarownica byla pewna karta, wiadomo bylo, ze bedzie bombardowac, cale zycie sie do tego szykowala, Clinton jej nie dawal, to sie szykowala na wielkie bombardowanie. Ale Trumpa sie nie spodziewalem, ze bedzie bombardowal. I teraz ten wyjazd do Saudow. To bardzo zle wyglada.

    Szykuj sie na atak. Trump jedzie po zlecenie. Trump uwierzyl w siebie i jedzie zrobic nowy deal. Deal jego zycia - wziasc wielka forse za rozwalenie Syrii.

    Trup wlasnie jedzie do strzezonego hotelu, z kuloodpornymi szybami i bomboodpornymi scianami. Gadac o wielkim bombardowaniu.

    Jedyna metoda na pokojowe rozladowanie sytuacji - to jest doprowadzenie do tego, ze oni sie nie dogadaja. Tylko w ten sposob Syria nie bedzie podzielona. Dlatego, poniewaz jesli sie nie dogadaja, to Trump nie dostanie forsy i nie wysle wojska. Proste?

    A jak oni sie moga nie dogadac? To akurat tez jest proste. Debile maja tylko kilkaset miliardow dolarow rezerw i maja sufit budzetowy na wydatki. Zatem debilom moze nie wystarczyc forsy na zaplate dla Trumpa.

    Czyli kluczowa kwestia dla pokoju na swiecie jest to - zeby debilom albo zabraklo forsy, albo cena uslugi wzrosla.

    Czyli w interesie swiata jest, aby Trump zrozumial, ze musi zazadac przynajmiej 700 miliardow dolarow za te usluge rozawlenia Syrii. Czyli Trump musi rozumiec, ze to jest realne ryzyko taka wojna.

    No, ale jak on ma to zrozumiec, skoro rosja nic nie robi, tylko pozwala Assada bombardowac?

    Przeciez to jest jednoznaczne, jasne i oczywiste, ze te wszystkie ostatnie ataki - te bomby na wojsko Asada wczoraj - to jest wszystko przygotowanie negocjacyjne do rozmow w Riyadzie.

    Kiedy? TERAZ.

    Rosja zatem swoja bezczynnoscia dala wlasnie Trumpowi szanse na to, zeby zrobic deal zycia.
    Cena za akcje w Syrii moze osiagnie 100 miliardow dolarow, ale nie wiecej. Oni sie dogadaja.
    Wszystko ma wymierna cene, a debile jakies pieniadze jeszcze maja.

    Gdyby Rosja zestrzelila te bombowce wczoraj, to sytuacja wygladalaby inaczej. Mozliwe, ze cena wzroslaby do 150 miliardow i debile nie kupiliby uslugi. Wszystko zalezy od percepcji ryzyka.
    A od czasu zostawienia przez Rosje sojusznikow to ryzyko wydaje sie byc minimalne.

    Wszystko zalezy co oni ustala. A musza duzo gadac, bo przeciez musza tez omowic kwestie odpowiedzialnosci za 9/11. Wlasnie ich pozywaja do sadow w USA. To ich tez boli, nie?
    Tak wiec to jest wazna wizyta dla debili i kto wie jak to sie wszystko skonczy?
  • leny20-4-7 29.05.17, 08:55
    Piszesz: "głupi problem, to taki jak np. z uchodźcami w Europie - PiS zrobił z siebie
    głupka do bicia i narobił głupiego problemu wszystkim dookoła (tu nawet nie chodzi o to, kto ma rację, tylko aby nie robić niepotrzebnych burd jak nie trzeba). Litwini wzięli uchodźców, a po kilku tygodniach wszyscy oni spierdzielili od nich do Niemiec (nawet sobie busy wynajęli, żeby podróż była milsza). Oczywiście Niemcy im niby to wypomnieli, ale otrzymali odpowiedź, że przecież uchodźców nie można traktować, jak zwierząt, czy przestępców i trzymać na siłę w zamknięciu. I już sprawa się rozmyła.(...)

    Sprawa nie jest tak prosta.
    1. Litwa przyjęła 309 - słownie TRZYSTU DZIEWIĘCIU!!! - imigrantów/uchodźców w ramach swoich zobowiązań. 300! Polska ma przyjąc 7.000. Zanim oni będą mogli się "ulotnic" do RFNu, to...najpierw trzeba ich gdzieś w tenkraju osiedlic! zakwaterowac. Gdzie (poza parafiami) możesz wskazac takie lokalizacje? Z tego co mi wiadomo, to wspomiani przez Ciebie Czeczeni JUŻ zajmują wszystkie/większosc ośrodków przewidzianych do tego typu akcji. Jaki masz pomysł?
    2. Idźmy dalej...z tych 309 do Niemiec już uciekło 230 czyli jakieś 80%. Piszesz, że Niemcy pogrozili palcem i sprawa się rozmyła...czyżby? Zgodnie z decyzją Rady(UE) 2015/1601 Niemcy mogą ich wydalić do kraju przymusowej relokacji! Do tego mogą to zrobic w KAŻDEJ CHWILI. Mało tego, moga "wydalac" nieswoich uchodźców DO SKUTKU! Tutaj pytanie do Ciebie...na czyj koszt oni/Niemcy moga/będą to robic? Bo, że będą to dla mnie jak do 2 dodac dwa...
    3. Wydaje się, że do Wilna dotarła już ta "oczywista oczywistosc", bo szef ichniego MSZ zapowiedział "poprawę warunków" dla imigrantów, tak aby "chcieli oni pozostac na Litwie"!!!
    Tak, tak...zapewne znowu nawijają makaron na uczy. Ale pożywiom, uwidim.

    Co do samej kwestii/problemu.
    1. masz rację, że PiS zrobił z siebie...Z NAS(!)...chłopców do bicia, a przynajmniej do wytykania palcami. Można było przecież swój sprzeciw wyrazic bardziej dyplomatycznie.
    2. Problem jednak jest bardzo poważny.
    a. Niemcy, Włosi, Francuzi...dokunują preselekcji, trudno zatem oczekiwac, że nad Wisłę, trafią specjaliści, naukowcy, artyści, etc...nie ma co oczekiwac, że Warszawa będzie mogła sobie wybrac...to mrzonki.
    b. W RFN przemysł/usługi zassają/przemielą ich częsc, Francuzi łatwiej zintegrują, bo znajomosc francuskiego jest bardziej rozpowszechniona niż polskiego...nad Wisłą może dojsc do tego, że trzeba będzie postawic wieżyczki i otoczyc drutem kolczastym...bo nikt z uchodźców "za kuroniówkę" nie będzie chciał u nas zostac, a koszty odsyłania tysięcy z RFNu, będą wyższe niż "zabezpieczenie"ośrodków...to wprost sprowadzi na NAS oskarżenia o "polskie obozy"...co wówczas prononujesz?

    Generalnie, masz jakiś plan...zarys planu? Czy po prostu najprościej jest napisac ...pis zrobił z siebie głupka? Pytam, bo jestem ciekawy. Ty naprawdę masz dużą wiedzę i zdrowe spojrzenie (weług mnie of kors) na wiele kwestii (pamietam CIę sprzed roku/dwóch, gdy bardzo dobrze pisałeś o Chinach, teraz widzę, że z sensem piszesz o Rosji!), to może masz różniesz jakieś przemyślenia, jak rozciąc ten wezeł gordyjski, bo że będzie TRZEBA tak zrobic, to pewne.


  • oka_blysk 29.05.17, 19:15
    "Co do samej kwestii/problemu..... 2. Problem jednak jest bardzo poważny." - za leny20-4-7 piszącym o relokacji uchodźców.

    Faktycznie, złapałeś mnie za rękę,
    ale tylko odrobinę i tak łatwo się nie poddam.
    -----------------

    Piszę o "złapaniu mnie za rękę" przez Ciebie, bo nie znam tych ludzi (Syryjczycy, Arabowie, Turcy, Maghreb) i w ogóle całego tego obszaru - z ciekawością zawsze posłucham, ale nigdy nie dotknąłem problemu własną ręką.

    Jakbym miał tym zarządzić (bo: "masz jakiś plan...zarys planu?"), to od razu na myśl przychodzą mi pewne myśli. Dwie najbardziej ogólne przedstawię. Nie, nie jest to plan, bo nad nim trzeba by usiąść w kilka osób i po kawałeczku, po małym klocuszku rozpisać, co i jakimi zasobami chcemy zrobić. Na pewno nie należy dać się "zgłupieć" urzędnikom z ministerstwa, że "nie ma już zasobów, żeby ich (uchodźców) wchłonąć", bo ministerstwo (i podległe urzędy) może i nie mogą, ale to nie oznacza, że jak się nie sypnie kasą, to nie pojawią się nowe zasoby.

    Może za ogólnie na dole napisałem? Nie szkodzi. Jednoosobowo (ja) przecież całego programu reintegracji 7 tys. osób pochodzących z krajów arabskich tutaj nie napiszę i nie zrealizuję.
    Dałem pierwszy zarys odpowiedzi na: "masz jakiś plan...zarys planu?" i jak ktoś chce się w wątek merytorycznie włączyć, to możemy nasz plan tworzyć dalej (w wersji "ad acta" oczywiście, bo przecież nikt go nie wdroży).

    ==
    Znajomość problemu, czyli:
    - Syryjczycy
    - nie-Syryjczycy

    Oczywisty problem: Ile jest Syryjczyka w uchodźcy syryjskim - Czasem bardzo niedużo. Hasło "Syryjczyk" jest wytrychem, bo realnym problemem jest napływ tych ludzi, a nie czy faktycznie dana osoba jest Syryjczykiem. Dobrze by było jednak nad tym zapanować i wiedzieć na czym się stoi - czyli wiedzieć, z kim my tu pracujemy i w zależności od pochodzenia jednak ich traktować bardziej strict, albo mniej, tj. tych nie Syryjczyków możemy łatwiej wypychać z kraju, bez obawy o reakcję Brukseli, bo ... program jest dla Syryjczyków z obszarów objętych wojną, a reszta, to zwykła polityka imigracyjna itp.
    Czytam Twoje wypowiedzi (leny20-4-7) i ciekawie piszesz, o tym co tam się dzieje. Jakbym miał zgadywać (chociaż najpewniej niepotrzebnie idę w tę stronę), to powiedziałbym, że wiesz o czym piszesz, i że wiesz więcej niż piszesz (a jak napiszesz, to za bardzo skrótowo), ale to nie oznacza, że wiesz jak pracować z ludźmi (mam tu na myśli: pojawia się przed Tobą 50 uchodźców i trzeba coś z nimi zrobić - i nie to, że ich wyślesz do urzędu ds. cudzoziemców, a to, że sam coś musisz im zorganizować).
    Wracając do tematu tego podpunktu. Ta selekcja jest potrzebna - wszystkimi osobami trzeba się zająć (Syryjczykami i nie Syryjczykami), ale trzeba mieć w przygotowaniu różne narzędzia w zależności z kim mamy do czynienia (z jednymi możemy sobie pozwolić na takie zachowanie, a z innymi na inne). Wydaje mi się (wydaje), że mamy w Polsce trochę osób znających dobrze temat Syrii i nie musimy poruszać się po omacku. Jest trochę prawdziwych Syryjczyków w Polsce - od lat mieszkających i znających tych ludzi. Mamy sporo rodowitych Polaków, którzy poznali tamtejsze realia (bo PAH, bo misje ONZ), i z których część by się nadawała do pracy bezpośrednio z uchodźcami tu na miejscu (nie to, że non-stop, bardziej to, że daliby wiedzę i doraźną pomoc).

    ===
    Później mamy podział:
    a) społecznie ich zintegrować (i to w dwie strony, czyli ich przyzwyczaić i przyzwyczaić Polaków do nich) - łączę to też z zakwaterowaniem i podstawowymi potrzebami życiowymi.
    b) zawodowo ich zintegrować - gorzej.

    ad a)
    Sam problem zakwaterowania nie jest problemem (i podjęcie próby integracji społecznej). Ogólnie opiszę - jest to do zrobienia. Zbijmy liczbę 7 tys. do 5 tys., bo pewnie się da. I taka liczba nie jest problem techniczny/logistyczny - zespół 30 osób (pracujących a nie figurantów) postawiony przy jakimś ministerstwie (pewnie polityki społecznej) rozdysponuje 5 tys. osób po całej Polsce w rok od momentu powstania takiego zespołu (piszę o pełnoetatowych pracownikach, bo dodatkowo trochę ekspertów zewnętrznych (do rozwiązania konkretnego problemu) też się przyda - tylko piszę o osobach pracujących, a nie ciotkach wicedyrektora, które chciałyby sobie coś do cv wpisać i wziąć kasę przy okazji). Później trzeba by dodać jeszcze parę etatów na monitoring i "obsługę klienta" (czyli na bieżące dziwne zawracanie głowy przez uchodźców (bo każdy lubi pisać z każdym problemem do samego szefa szefów, co jest oczywiście istotne dla pojedynczych osób, ale nie dla całego przedsięwzięcia). Co do samej relokacji na miejscu, to trzeba oczywiście sięgnąć poza zasoby budżetówki i wspomóc się ngo'sami, ale problem jest do ogarnięcia. Nie ma jednak (obecnie!) woli politycznej ze strony rządu, aby zacząć to robić, a skoro przekaz jest "nie, nie, nie" oraz mając świadomość niechęci ministerstw do robienia czegokolwiek nowego, to stoimy w imposybilizmie. Wcale po parafiach nie trzeba ich wysyłać, a w pierwszej kolejności skupić się na najprostszych miejscach, czyli dużych miastach (duże miasto, dużo wchłonie. Mamy 38 miast powyżej 100.000 mieszkańców. Czyli 132 osoby na miasto, czyli jeden szkolny internat na miasto - trochę ich nam zostało, czy są jeszcze bursy. Oczywiście nie chciałbym ich tak komasować w jednym miejscu, bo to ostateczność - lepiej byłoby ich podzielić na jeszcze mniejsze grupy i bardziej rozsiać po mieście, ale też nie za bardzo smile.
    Pozwolisz, że budżetu nawet nie będę próbował szacować - ale pomimo, że będzie to imponujący przemiał pieniędzy, to jednak dałoby się to wygospodarować nawet tylko z naszych państwowych pieniędzy. Jako bonus (PR dla Brukseli) można by kwotę środków odpowiadającą kosztom utrzymania 2 tys. uchodźców w Polsce przekazać do jakiegoś obozu przy granicy Syryjskiej i powiedzieć - Widzicie? Zadbaliśmy o 7 tys. osób, a nawet lepiej, bo za te same pieniądze przy granicy z Syrią zapewniliśmy wsparcie dla 4 tys. osób.

    ad b)
    Integracja zawodowa. Jest problem, bo jeśli chcemy/musimy pozostawić ich na dłużej u nas w Polsce, to nie da się nieskończoność trzymać ich w punkcie a) "integracja społeczna". Bez zawodowej ani rusz. Jeszcze raz - nie znam tych ludzi, nie znam faktycznych ich problemów, a tylko to co czyta się prasie*. Jeśli ja miałbym przyjąć jakiś plan działania (na podstawie wiedzy, którą teraz mam), to postąpiłbym cynicznie (i niezbyt uczciwie w stosunku do nich), ale pewnie skutecznie, tj. wziął problem na przeczekanie. Jest to nieuczciwe w stosunku do tych ludzi, ale jednak jest to sposób ograniczający trud i pieniądze: oczywiście prowadzimy cały czas działania nakierowane na poszukiwaniu pracy dla nich, ale w niezbyt dużej intensywności, w pierwszym etapie liczymy i wprowadzamy metodę salami, aby się problemu po kawałku pozbyć: kogo możemy, to zawracamy do kraju pochodzenia; kogo możemy to wysyłamy do Niemiec; kogo możemy, to niech sam sobie pomoże i znajdzie zajęcie. Nawet jak 1000 osób uda się tak "zniknąć", to już dużo (tylko trzeba temu pomóc). Zostaje 4.000 - co ja poradzę? Będziemy się męczyć, coś się z nimi zrobi, jakoś się im czas zagospodaruje (jak Czeczenom).
    Tak zgadzam się z Tobą (leny20-4-7), że Niemcy, Francuzi mają lepsze rozeznanie i osoby posiadające przydatny zawód będą gdzieś wyłapywane przez nich w całym tym przesiewie, ale wydaje mi się (wydaje), że tylko na tym to polega ("Jaki Pan posiada zawód? Co Pan robił?" - na takich pytaniach cały przesiew się kończy) - żeby zrobić jakąś większą analizę predyspozycji i kompetencji, zdolności do asymilacji, to nie da się przy tym pierdolniku.


    ---
    *) i wyjątkowa, bo przypadkowa moja rozmowa z jednym Syryjczykiem - tylko takim nietypowym, bo chrześcijaninem, który wyjechał stamtąd chyba w latach '80 i był z tych z tej lepszej warstwy (a i teraz jest wykładowcą na uczelni w Polsce). I faktycznie źle się wypowiadał, o tych obecnych imigrantach, ale trzeba też mieć na uwadze tę pewną niechęć na linii religijnej, bo tam są utrwalone podziały klasowe z ty
  • oka_blysk 29.05.17, 19:19
    A co może zrobić rząd w tym całym rozgorączkowanym otoczeniu europejskim?
    - Wypowiadać się bardziej stonowanie - nie brakuje takich osób w PiS,
    - Nie próbować rozgrywać kwestii polityki zagranicznej na własnym krajowym podwórku (i odwrotnie) - bo to wiąże ręce i jeszcze nie przypominam sobie przypadku, aby takie ograniczenie wyszło jakiemuś krajowi na lepsze.
  • leny20-4-7 29.05.17, 23:49
    Niespotykana obecnie odpowiedź! Dawniej, gdy jeszcze forumowicze ze sobą rozmawiali, częściej na porządku dziennym...dziś od święta! Tym bardziej dziękuję, że Ci się zachciało!

    Ja ze swojej strony od razu przejdę do lakonicznego meritumsmile

    1. przyjęcie/zgoda na "przymusową relokację", to decyzja polityczna. W krótkim terminie PiS niewątpliwie zyskuje głośno(!) obnosząc się ze swoim sprzeciwem, niewątpliwie będzie go zatem NADużywał!

    Spodziewam się jednak, że to Veto, już niedługo będzie bardziej kosztowne i przeważy nad korzyściami!!!
    Na zewnątrz liczę, że większego znaczenia nabierze zasada - "Daję, aby brac" - jeśli Warszawa nie da od siebie, to niedługo nie będzie miała czego zabrac! Południe EU samo nie udzwignie ciężaru, zatem solidarnośc eurpejska zacznie byc wymagana w dwie strony, tym bardziej, że Włochy mają większy ciężar gatunkow niż Polska. Berlin i Paryż zwierają szeregi (ostatnie głosy, że Europa musi liczyc na siebie! że sojusz z USA nie może byc już traktowane as granted!) Byc może, zbliżające się wakacje,to ostatni moment, aby coś ugrac przez PiS, robiąc gest dobrej woli/solidarności.

    Wydaje się, że PiS stał się zakładnikiem własnej narracji...ani kroku w tył. Z jednej strony "postępowa, a niestety zdurniała" opozycja, a z drugiej własne zaplecze, budowane na sprzeciwie... noż fatum!

    W tej chwili nie oczekuję, żadnego przełomu. Może się jednak wszystko odwrócic, ale najwcześniej po wakacjach. Taka prognozasmile

    2. Jeśli "nowogrodzka" jednak się zdecyuje na zielone światło, to myślę, że poza tym co napisałeś TY, warto także wykorzystac doświadczenia z PRLu! Nie wiem, czy pamietasz, że Warszawa przyjęła w 1949 roku ok 14.000 Greków/Macedończyków po zakończeniu tamtejszej wojny domowej...POWTÓRZĘ w 1949 Polska w ruinie przyjęła (wówczas Moskwa narzuciła) 2x więcej(!!!) osób niż obecnie narzuca Bruxela. Oczywiście były wówczas inne realia, z któych najważniejsza "żelazna kurtyna" i brak mozliwości ucieczki na Zachód, ale tak jak piszesz, przy odrobinie dobrej woli, poradziliśmy sobie z tym tematem na tyle dobrze, że dziś Eleni, czy Kostrzewa-Zorbas w pełni się spolonizowali! Komunie się udało, może udac się i nam.

    3. Myślę, że dużo prościej byłoby nam przyjąc chrześcijan, niż muzułmanów. Pytanie, czy będzie nam dany jakikoliwek wybór.

    Zawsze trzeba miec wyjście awaryjne. PiS na wielu płaszczyznach robi wrażenie, jakby o tym zapomniał. Może się przebudzą.

  • leny20-4-7 30.05.17, 17:44
    w 2015 r. Polska przyznała status uchodźcy 348 osobom, a wobec kolejnych 289 osób wydała decyzję o ochronie uzupełniającej lub pobycie tolerowanym. Oznacza to, że 637 (w tym 206 obywateli Syrii, 216 obywateli Federacji Rosyjskiej i 48 obywateli Iraku) osób znalazło w Polsce schronienie.

    W pierwszym półroczu 2016 r. ochronę w Polsce przyznano niemal 150 osobom.
    W drugiej połowie 2016 r. Polska udzieliła schronienia (udzielając zgody na pobyt czasowy) ok. 200 Turkom związanym z Fethullahem Gulenem, którym w Turcji groziło więzienie.

    To są osoby, które same z siebie zwróciły się do władz polskich o pomoc/ochronę.
    Szczególnie ciekawe dane to tych 200 gulenistów! PiS przecież non stop "klepie się po... plecach" z Erdoganem i buuum. Przyjął 200 uciekinierów!

    PiS generalnie ma problem z komunikacją. Ani nie komunikuje tego co robi, a toczego nie robi, raczej kwituje "nie bo nie".
  • dorota_333 30.05.17, 08:35
    Jedno Wam w tej rozmowie całkowicie umyka, a jest to kwestia podstawowa, więc dopowiem. Polska w tej chwili w ogóle nie prowadzi polityki zagranicznej. Wszystko, co robi rząd jest skierowane na konsolidację elektoratu PiS. Dlatego tak ordynarnie gra się sprawą przyjęcia jakichkolwiek uchodźców.

    Szydło w ostatnim przemówieniu sejmowym wydała z siebie potężne pierdnięcie, którego nie może nie zauważyć Europa. Ale premier o to nie dba. Ponieważ jedynym słuchaczem, do którego przemawiała, był Jarosław Kaczyński. Szykuje się rekonstrukcja rządu, dlatego Szydło drze pyska na opozycję tonem baby z magla.

    Czy naprawdę rząd nie może sprawy uchodźców załatwić tak, jak zrobiły to Czechy? Wyrazić werbalnie gotowość, mnożyć procedury, w końcu przyjąć kilkanaście osób - ale robić wrażenie, że chce współpracować.
    My o to nie dbamy: pokazujemy Europie środkowy palec, bo Kaczyński już zdecydował, że z UE wychodzimy.

    I to jest clou sprawy - kwestia uchodźców jest świetnym pretekstem dla rzeczy dla Kaczyńskiego jedynie ważnych: konsolidacji własnego elektoratu i wyjścia Polski z UE. Takiego wyjścia, żeby naród był przekonany, że tego pragnie smile (bo broni się przed azjatycko-afrykańską dziczą).
  • fajnnyydammm 30.05.17, 13:17
    no cóz u mnie 50 tka coraz blizej czas zginąć za Polskę w walce przeciw lewackiej zarazie nawale germansko bolszewickiej by zapewnić sobie niesmiertelnośćsmile
    swoje juz sie przeżyłosmile!!!!
  • oka_blysk 30.05.17, 20:09
    Chyba nie da się zmienić polityki zagranicznej nie zmieniając Witolda Waszczykowskiego. Może i by potrafił, ale on jest jej twarzą (na dobre i na złe). Nie widzę żadnego postępu w tworzeniu V4 i ABC, a nawet jest regres, bo (np. ustami Konrada Szymańskiego) jest mowa o grupie V4 nie jako kontrze do UE (Brukseli), ale jako elementu wspólnoty UE (zupełna zmiana tony). Dobry zwyczaj nakazywałby przy zmianie polityki zmianę twarzy, która ją wdraża. Od dawna chodzą słuchy, że po uzyskaniu członka (niestałego) rady ONZ przez Polskę zamknie się pewien etap pracy WW. Jest to więc naturalny moment na jego wymianę. Konrad Szymański nieco ostatnio śmielej się wypowiada, więc może jest coś na rzeczy. Jak na razie polityka zagraniczna jest w regresie i reaktywna. Sami nic nie tworzymy (z wisienką na torcie, o tym jak Aleksander Łukaszenka ograł naszych polityków).

    ----------
    Ostatni wniosek o odwołanie Antoniego Macierewicza był pokazem cynizmu obu stron: i PO, i PiS.

    Antoni Macierewicz ma bardzo duże grono osób (wyborców) negatywnie do niego nastawionych. PiS może by w innych warunkach zmienił Antoniego Macierewicza, bo ciąży on im w sondażach (wyborcy), ale na pewno nie zdecyduje się tego zrobić na żądanie PO. Dlatego PO postanowiło teraz (pomimo braku większości sejmowej) złożyć wniosek o jego odwołanie, bo to zmusiło PiS do jego obrony przed PO (nie mogą przecież dać PO żadnego "zwycięstwa"). Wychodzi więc na to, że Antoni Macierewicz po ostatnim głosowaniu umocnił się na swoim stanowisku i to było od samego początku celem PO. AM dzięki swojemu negatywnemu elektoratowi będzie ciążył teraz sondażom całego PiS. Ten negatywny elektorat AM, to prawdziwy skarb dla PO, bo na tym można budować negatywny wizerunek PiS. Grzegorz Schetyna w swoim postępowaniu nie grał na poprawę w samym MON, a na świadome budowanie negatywnego elektoratu PiS, który może mu pomoc wygrać wybory.
    A pani premier w obronie ministra obrony narodowej zaczęła mówić o uchodźcach - Co to ma wspólnego z MON? Nic, ale straszenie uchodźcami bez względu na przedmiot dyskusji jest zawsze w modzie (nawet jak jest to z ucha wyjęte). Szkoda słów.

    Jak widzę takie gierki, to niedobrze mi się robi. Jedni i drudzy postąpili podle, ale jedni i drudzy będą udawać, że postąpili słusznie, bo postąpili tak, a nie inaczej w jakimś innym wyższym (w domyśle lepszym) celu. Jak ktoś postępuje w drobnych sprawach jak szuja, to i w większych też tak będzie postępował. Cyniczny populizm z oby stron.
  • dorota_333 31.05.17, 09:30
    opozycja jest w kwestii polityki zagranicznej zupełnie bezradna przecież.

    > Chyba nie da się zmienić polityki zagranicznej nie zmieniając Witolda Waszczykowskiego.
    To bez znaczenia, kto jest MSZ przecież. A nawet bez znaczenia, kto jest premierem.
    Twoja sugestia, że Kaczyński czeka z wyrzuceniem Waszczykowskiego na to, żeby wykopać go do ONZ tłumaczyłaby tą dziwną tolerancję dla kompletnej miernoty. Szymański będzie oczywiście sprawniejszy.
    Ale sprawniejszy też w granicach misji: a tą jest taki Polexit, który byłby wytłumaczalny opinii publicznej.

    > Ostatni wniosek o odwołanie Antoniego Macierewicza był pokazem cynizmu obu stron: i PO,
    > i PiS.
    To, co opisujesz, to jest normalna gra polityczna. Inteligentna, obliczona na to, żeby utrudnić Kaczyńskiemu rozgrywkę z Macierewiczem. Z kilku powodów im bardziej się obaj protagoniści wykrwawią, tym lepiej.
    Wszystko, co w rezultacie osłabi PiS jest per saldo korzystne dla Polski.
    Dobrze, że Schetyna doszedł do siebie na tyle, żeby zacząć uprawiać politykę smile



  • dorota_333 31.05.17, 09:33
    errata: obaj protagoniści -> obaj antagoniści.
  • fajnnyydammm 31.05.17, 13:09
    schetyna chce z Polaków zrobic arabskich cwelow!!!!
    nigdy grzes sp... do berlina albo moskwy bo to 2 stolice 1 szatana!!!!
  • dorota_333 22.05.17, 08:45
    Bardzo ciekawe te Twoje posty na temat Rosji. Czytam z przyjemnością.
  • bagracz 20.05.17, 15:08
    Ja myślę, że masz bardzo dużo racji co do ludzkiej głupoty i tego co się dzieje z Trumpem. Ale nie wyciągasz właściwych wniosków co do globalnej polityki. Po pierwsze, to nie Rosja jest celem a Chiny. Bo to Chiny są ośrodkiem krystalizacji międzynarodowego zagrożenia wobec obecnej dominacji elity finansowej. Te elity są również wrogiem Trumpa i połowy obywateli USA. Co jasno pokazał wybór Trumpa na urząd prezydenta USA i obecne, usilne próby wywalenia go z tego urzędu. To nie deep state to organizuje. Deep state jest tylko narzędziem. Rosja jest tu mało znaczącym pionkiem.
    Czy Rosja zajmie Krym czy nie zajmie, czy faktycznie angażuje się na Ukrainie, czy nie, itp. nie ma najmniejszego znaczenia dla jej sytuacji w kontekście winy, kary czy odbioru jako agresora, jak sugerujesz. To się zupełnie nie liczy.
    Liczy się tylko interes geopolityczny. Tylko to ma znaczenie.
    Co do słabnięcia w czasie, to wygląda na to, że Turcja, Filipiny, Australia, Korea Płd pokazują, na razie nieśmiało, rysujący się trend. Nie jest on miły dla obecnych elit na zachodzie. I właśnie dlatego tyle agresji z ich strony. Agresji, którą widzisz, ale nie umiesz wytłumaczyć. I dlatego masz jakieś śmieszne pretensje do Rosji o to czy tamto. Z.Brzeziński napisał parę miesięcy temu artykuł, w którym postawił diagnozę, że USA przegrało już rywalizację o utrzymanie pozycji światowego hegemona. To zostało zignorowane. Przynajmniej w przestrzeni publicznej. Jak tam jest faktycznie, nie wiem. My się tego wprost nigdy nie dowiemy. Bo albo będzie wojna, jak zwykle pod idiotycznym pretekstem, albo rozejdzie się po kościach, w postaci malejącego znaczenia obecnych elit, i rosnącego znaczenia Chin i okolic.



    --
    Jestem kompletnym ignorantem we wszystkich sprawach jakich tyczy się to forum. Nie inwestuję. Moja pisanina nie może być podstawą do czegokolwiek, w szczególności do wydawania na coś własnej kasy.
  • przycinek.usa 20.05.17, 19:08
    Mysle, ze nie sprawdziles tej teori pod katem ryzyka. To jest nierealne. Chiny maja dziesiatki tysiecy silosow nuklearnych. Oficjalnie mowia, ze maja 280 glowic nuklearnych. Zapomnij.

    Chiny sa nie do zaatakowania.

    Chiny sa takim panstwem, w ktorym wszystko musisz pomnozyc przez przynajmiej dwa rzedy wielkosci. Jesli Chiny mowia, ze maja 280 glowic nuklearnych, a potem robia pokaz sily i wysylaja lodz podwodna ktora wystrzeliwywuje rakiete balistyczna miedzykontynentalna z odleglosci 30 mil od plazy w Malibu, to ja Cie zapewniam, ze mozesz te wszystkie 280 sztuk wsadzic miedzy bajki.

    Chiny maja najwiecej glowic nuklearnych na swiecie. Tylko nikt nie wie ile. I nikt o tym nie mowi, bo wszyscy sie boja. Tajemnica. I tylko studenci musieli zrobic study na ten temat, bo nikt inny nie jest tak nierozwazny aby takie tematy poruszac.

    Atakuje sie tylko slabszych. Zawsze.
    Dlatego rosja zaatakowala Gruzje i Czeczenie.
    I dlatego Rosja maczala paluchy w zamachu na Kaczynskiego.
    I dlatego my rozjedziemy teraz Rosje na miekko.
    Bo sa slabi i glupi.

    Iraku juz nie wspominam, bo pokazywalismy w TV.
    Libie to nawet Kadafiego bez ubrania pokazala TV.

    Od tysiecy lat zawsze jest taki sam scenariusz wojskowy.
    Najpierw propaganda, potem bomby, a potem gonic golego wodza przeciwnika po polu minowym i filmowac, albo powiesic, albo jeszcze lepiej dac jakiemus nastolatkowi pistolet i strzelic golego wodza w dupe, a potem w leb, udowadniajac tym samym, ze wcale taki madry nie byl.

    Co ciekawe, lokalna glupota zawsze smieje sie i klaska w prawie kazdym przypadku.

    Nie. My nie zaatakujemy Chin. Obecna elita finansowa bedzie sie lasic do Chin. Usmiechac do Chin. Robic miny i plakac rzewnymi lzami jak ich Chiny oleja. I wtedy we frustracji i w ramach odreagowania wyslemy flote aby kogos dogodnie zbombardowac. Np. dymiace lotniskowce przeciwnika. W TV powiemy, ze juz od dawna trzeba bylo rozwiazac ten dymiacy problem ekologiczny.
  • bagracz 22.05.17, 20:41
    Jeśli jest tak jak piszesz, to Brzeziński miał rację. Straszenie Rosji, zaś, to próba siłowego przeciągnięcia jej na swoją stronę, bo kupić nie ma, najwyraźniej, za co. Był reset Obamy, ale coś za mało atrakcyjna, ta oferta się chyba okazała. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Jeśli Chiny wejdą do takiej wojny jako ostatnie, to dokładnie skopiują strategię USA z I i II wojny światowej. Chiny są świetne w kopiowaniu.

    --
    Jestem kompletnym ignorantem we wszystkich sprawach jakich tyczy się to forum. Nie inwestuję. Moja pisanina nie może być podstawą do czegokolwiek, w szczególności do wydawania na coś własnej kasy.
  • cojestdoktorku 17.05.17, 21:52
    ale tego złota wcale nie jest tak mało, po obecnych cenach to wychodz jakieś kilka bilionów dolarów
    więc sumaryczna wartość złota fizycznego jest kilkukrotnie wieksza niż wartosc fizycznie istniejących banknotów dolarowych
    to po ile powinno byc złoto skoro już teraz jest tyle warte?
  • cojestdoktorku 17.05.17, 22:19
    uważam że rozmowa o tym czy złoto tanie czy drogie powinan się zaczynac od obliczenia jego wartosc bo inaczej dyskusja opiera sie na emocjach a nie na faktach, to trochę jak z tym ostatnim skażeniem promieniotwórczym w Polsce, bez ogarniecia jak nikłe to były poziomy można było myślec że to coś groźnego

    no więc ze złotem jest tak:
    www.coslychacwbiznesie.pl/gospodarka/ile-jest-zlota-na-swiecie
    według tego linku wydobyto 171 300 ton złota
    żeby policzyć wartośc musimy z tego zrobić kilogramy, później uncje i pomnożyć przez dzisiejszy kurs:
    171300x1000x32,15x1260= 6,93 biliona dolarów (wartość złota)

    co do dolarów takie coś znalazłem, niezbyt świeże co prawda, ale chyba wystarcza do przybliżonej oceny sytuacji
    https://content.creditloan.com/wp-content/uploads/ve-value-currency-circulation.png
    0,85 biliona dolarów w banknotach
    są jeszcze monety, niech będzie bilion

    czyli wartośc fizycznego złota jest jakieś siedem razy wieksza niż wartość fizycznych dolarów
    co prawda dolarów elektronicznych jest nieporównanie wiecej ale złota elektronicznego też
    jeśli porównuję fizyczne istniejące złoto to trzeba z fizycznie istniejacymi dolarami

    nie wiem co myślicie o tym ale mi się wydaje ze złoto jest dość drogie skoro sumaryczna wartość światowego złota sięga siedmiu bilionów dolarów
  • przycinek.usa 18.05.17, 02:57
    Nie przejmuj sie. Moja wypowiedz byla ogolnie na temat tego calego gowna, ktore nas otacza.
    Zloto jest najwiekszym rynkiem na swiecie. To jest oczywista oczywistosc. Nawet nie wspominalem, ale ciekawe, ze zwrociles na to uwage. W sumie to jest dosyc interesujace - do jakiego stopnia ta informacja nie dociera do wiernych, nie? Temat zlota nie istnieje w zasadzie nigdzie - jest tematem niepopularnym, a w koncu to jest najwiekszy rynek na swiecie.
  • felusiak1 18.05.17, 05:24
    i to w zasadzie wszystko co można dodać aby sprowadzić dyskusję na ziemię.
    zacznijmy od tego, ze złoto to nie towar (commodity). to nie ropa, gaz, rudy, kawa, zboża itd.
    powyższe wywołuje aktywność gospodarczą, wymaga przetworzenia na całą gamę produktów z której powstają inne produkty. złoto służy jedynie do zabezpieczenia, na czarną godzinę, nie wywołuje aktywności gospodarczej poza drobnym ułamkiem stosowanym w przemyśle i rzemiośle.
    trendy gospodarcze fluktuują ze znacznie wiekszą częstotliwością a złoto jest jak slimak.
    powiedzmy ktoś kupił kilogram złota jako inwestycję w 2009 za 30 tys dolarów. dzisiaj można to sprzedać za 40 tys. zysk wyniósł 33%. ktoś inny kupił akcje amazon za identyczną sumę.
    dzisiaj sprzedaje te akcje za 339 tys. zysk 1130%.
    powiedzmy, ze ktoś inny kupił mniej szczęsliwe akcje, na przykład coca-cola. zysk na dzisiaj 100%.
    Może przestańmy już o złocie.
  • przycinek.usa 19.05.17, 06:12
    Masz racje. Zloto nie jest inwestycja. Nie bedzie przynosic satysfakcji spekulacyjnej. To juz widac po ostatnich kilku latach spadkow. Zloto jest pieniadzem. Tylko pieniadzem i az pieniadzem.
  • felusiak1 18.05.17, 05:46
    płytko nurkujesz. koniec systemu oznacza, że twoje zloto stanie się bezwartościowe. Władzę nad tobą bedzie miał ten, który ma wiecej pistoletów a ty za miskę szczawiowej oddasz całe swoje złoto a jak nie bedziesz chciał oddać to wyślą cię na łono Abrahama i zabiorą złoto rzecz jasna. to tyle na temat niesprawiedliwych wojen i oszustw i kłamstw.
  • przycinek.usa 18.05.17, 16:22
    Nie stanie sie bezwartosciowe. Mamy kilka przykladow. Np. w Indiach, kiedy odebrano ludziom forse - cena zlota wzrosla nawet do 20% ponad ceny spotu. W Wenezueli cena zlota nadal jest wysoka, chociac ceny towarow konsumpcyjnych sa czesto absurdalne.Duzo czesciej dochodzi na rynkach do przejsciowych zaklocen hiperinflacyjnych, niz spadkow cen zlota. Jesli juz starasz sie byc pragmatyczny - to przynajmiej badz obiektywny. O przewroceniu sie systemu bylo gadane w 2008. To nie jest nic kontrowersyjnego.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka