Dodaj do ulubionych

Należy zmienić zasady polityki pieniężno-finansowe

03.10.17, 14:29
NALEŻY ZMIENIĆ PARADYGMAT KREACJI I EMISJI PIENIĄDZA NIETOWAROWEGO!
0310
2017
12:31
Konsolidować dochody czy wydatki budżetowe?
Zamiast dywagować, należy zmienić paradygmat kreacji i emisji pieniądza nietowarowego!
1.„Obserwator Finansowy” udostępnił swym czytelnikom tekst pt.: „Konsolidacje oparte na dochodach są bardziej recesyjne niż te oparte na wydatkach” (od łac. consolido – uszczelnić, wzmocnić – zob.: Marian Plezia (red.) Słownik Łacińsko-Polski, Wyd. Nauk. PWN, Warszawa 2007, T. I, str. 710; oraz konsolidacja – zespolenie, ugruntowanie, umacnianie, np.: zamiana kredytów krótkoterminowych na długoterminowe o korzystniejszym oprocentowaniu dla kredytobiorcy – zob.: Witold Dobrowolski (red.) Słownik Języka Polskiego, PWN Warszawa 1964, T. III, str. 938) autorstwa:Roel Beetsma i Massimo Giuliodori, profesorów ekonomii oraz Oana Furtuna, doktorantki ekonomii, wszyscy z Uniwersytetu w Amsterdamie (www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/rynki-finansowe/konsolidacje-oparte-na-dochodach-sa-bardziej-recesyjne-niz-te-oparte-na-wydatkach/). Autorzy już w tytule tekstu sygnalizują, jaką tezę w nim uzasadniają.
W podsumowaniu tekstu komunikują, że mniejszym złem jest konsolidacja wydatków, czyli finansowanie z deficytu budżetowego, aniżeli konsolidacja dochodów, czyli powiększenie (przez rygorystyczne egzekwowanie) wpływów podatkowych. Stwierdzają bowiem: „W wielu pracach w dziedzinie badań empirycznych stwierdza się, że konsolidacje oparte na wydatkach są mniej recesyjne niż konsolidacje oparte na przychodach.” Jednak w dalszej części sformułowanego wniosku zastrzegają: „Stwierdzamy, że przynajmniej część zaobserwowanych różnic w reakcji ekonomicznej może być spowodowana różnicami w zakresie działań następczych między omawianymi dwiema strategiami (np. pomiędzy zmniejszeniem wydatków z deficytu budżetowego a zwiększeniem przychodów budżetowych z opodatkowania – LO). Oznacza to, że lepsze działania następcze ogłoszonych ograniczeń wydatków mogą spowodować negatywną reakcję keynesowską (w dalszym wpływie na przyszły rozwój koniunktury gospodarczej – LO), podobną do tej, jaka następuje po ogłoszonym zwiększeniu przychodów. Nie oznacza to, że plany ograniczenia wydatków muszą być koniecznie złym pomysłem. Mogą być zalecane z powodu stabilności budżetu publicznego lub w celu ograniczenia rozdętego sektora publicznego. Jednakże nie oznacza to, że nie mogą one stanowić tańszej drogi do konsolidacji budżetowej niż zwiększenie przychodów.”
Zastrzeżenie sformułowane w końcowej części podsumowania pozostawiają czytelnika w głębokiej rozterce, bo nie dowiedział się on, w jakim kontekście i dla kogo ograniczenia deficytowych wydatków budżetowych „mogą stanowić tańszą drogę do konsolidacji budżetowej niż zwiększenie przychodów.” Autorzy swymi końcowymi sprzecznymi dywagacjami dowiedli tego, czego prawdopodobnie nie zamierzali, iż w ramach obecnie obowiązującego paradygmatu, na którym jest oparta polityka pieniężno-finansowa, nie da rozwiązać się dylematu dynamizowania wzrostu gospodarczego oraz równoległego pożądanego stabilizowania finansów publicznych. Problemem jest bowiem to, że wydatki z deficytu budżetowego są najskuteczniejszym i podstawowym instrumentem nakręcania koniunktury oraz dynamizowania wzrostu gospodarczego. Ale kosztem jest wzrost długu publicznego i to paradoksalnie narastającego w tempie przyspieszonym w stosunku do tempa wzrostu dochodu. Skutkiem jest systematycznie wzrastający poziom długu do dochodu. To z kolei podnosi koszty obsługi długu publicznego i przekłada się na wzrost udziału tych kosztów w wydatkach budżetowych. Trudno więc odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób i czyim kosztem można w takiej sytuacji realizować „ograniczenia rozdętego sektora publicznego”.
Oto główny i jak dotąd nie do rozwiązania problem w ramach obowiązującego paradygmatu oraz doktryny realizowanej w sferze polityki pieniężno-finansowej. Tacy analitycy, jak autorzy w/w tekstu, wolą dywagować w granicach fałszywego paradygmatu i pozostawiać czytelnika w rozterce, bo faktycznie niczego mu w swoim tekście nie wyjaśniają, aniżeli stawiać sensowne pytania i doszukać się istotnej przyczyny w sprzeczności, jaka występuje w realnej gospodarce, niewątpliwie na skutek prowadzenia błędnej polityki pieniężno-finansowej.
2.Zbadajmy i wyjaśnijmy więc najpierw, jak z pieniądza towarowego, czyli z monet kruszcowych, wyewoluował i powstałpieniądz nietowarowy, czyli papierowe banknoty i bankowe depozyty, tj. pieniądze w postaci zapisów na rachunkach bankowych.
W napisanych i wydanych książkach: Pieniądz endogeniczny czy egzogeniczny (2006 r.) oraz Produkcja i sprzedaż towarów oraz obieg pieniężny w gospodarce dynamicznej (2013 r.) wykazałem, że w każdej gospodarce dynamicznej, czyli takiej, która znajduje się w fazie wzrostu produkcji i dostarcza na rynek coraz większą podaż towarów, przyrosty tej podaży w kolejnych latach stanowią nadwyżki wartości w stosunku do wartości równolegle wytwarzanych i realizowanych pieniężnych przychodów/dochodów przez podmioty gospodarcze. Pieniężne przychody/dochody zrealizowane za nakłady w produkcję w ubiegłym okresie rozliczeniowym określają wartość popytu w bezpośrednio następnym okresie. Ponieważ popyt na rynkową podaż towarów w danym przedziale czasu jest określony wartością pieniężnych przychodów/dochodów realizowanych w bezpośrednio wcześniejszym przedziale czasu a wydawane w następnym, więc sprzedaż, czyli upłynnienie realnego przyrostu podaży towarów w warunkach obiegu kruszcowego może nastąpić po stałych cenach tylko wtedy, gdy przyrost podaży/emisji monet kruszcowych co do wartości jest równa przyrostowi podaży masy towarowej. Jeżeli wartość przyrostu podaży pieniądza jest mniejsza od przyrostu towarów, to całą podaż towarów można wtedy upłynnić, sprzedać albo poprzez obniżenie cen wszystkich oferowanych na rynek towarów albo też przez sprzedaż całego przyrostu podaży na kredyt. Na sprzedaż towarów po obniżonej cenie mogą sobie pozwolić tylko ci producenci, którzy produkują po najniższych kosztach, czyli procesy produkcji realizują przy pomocy najnowocześniejszej techniki. Natomiast ci, którzy dysponują przestarzałą i niskowydajną techniką nie mogą obniżać cen sprzedaży swoich towarów, zwłaszcza gdy produkują w granicach wysokich kosztów krańcowych, czyli jednostkowych kosztów wytwarzanych towarów równych cenom ich sprzedaży, bo wpadliby w długi i musieliby zbankrutować. Przede wszystkim ci krańcowi producenci starają się więc sprzedawać swoje towary po stałych, niezmiennych cenach. I oni to najchętniej sprzedają swoje towary na kredyt, czyli z odroczonym terminem zapłaty. W rezultacie sami również muszą kupować na kredyt zaopatrzenie materiałowo-techniczne dla swoich zakładów, aby móc dalej produkować.
W ten sposób powstaje łańcuch współzależności sprzedaży towarów na kredyt. Jeszcze w niedalekiej przeszłości był on realizowany trasowanymi wekslami, to jest pisemnymi dokumentami wystawianymi przez pierwszych wierzycieli, czyli udzielających towarowego kredytu, w których zobowiązywali kredytobiorców do zapłaty określonej sumy i w terminie wyznaczonym na wekslach ich posiadaczom. Sprzedaż towarów na kredyt była obciążona taką sama stopą procentową, jaką pożyczka udzielana w pieniądzu. Jeżeli na przykład stopa procentowa pożyczki pieniężnej wynosiła w skali rocznej 10 procent, to sprzedawca towaru na kredyt z odroczonym rocznym terminem płatności wystawiał na kupującego weksel do zapłaty na sumę o 10 procent wyższą od wartości sprzedanego mu towaru. Weksle trasowane na zasadzie dyskonta krążyły w charakterze parapieniądza, to jest można było za nie kupować towary na zasadzie indosu, czyli cedować pisemnie na wekslu sumę wierzytelności do zapłaty kolejnemu sprzedawcy towaru.
Edytor zaawansowany
  • 03.10.17, 14:31
    Z biegiem czasu banki komercyjne wekslowy obieg zwalniania ze zobowiązań finansowych usprawniły w ten sposób, że poczęły emitować papierowe banknoty, które tym różniły się od weksli trasowanych, że ich kolejni nabywcy, czyli sprzedawcy towarów nie musieli już być na nich imiennie wymieniani, czyli indosowani, a mogli je nabywać i zbywać na takich samych zasadach jak monety kruszcowe, czyli płacić nimi za kupowane towary. Mogli też w każdej chwili posiadane banknoty wymienić na pełnowartościowe monety kruszcowe w banku, który je wyemitował. Niemniej przez kilka wieków, od włoskiego renesansu do początku XX stulecia, w obiegu równolegle krążyły weksle i banknoty. Ponieważ posługiwanie się banknotami było mniej uciążliwe od weksli, te ostatnie coraz częściej były redyskontowane, czyli wymieniane w banku na banknoty. Banki dyskontowały weksle bardzo chętnie, ponieważ banknoty, owe nietowarowe pieniądze krążył w obiegu na takich samych zasadach i prawach jak monety kruszcowe, czyli od swoich weksli/banknotów nie musiały ich posiadaczom płacić żadnego oprocentowania. Odwrotnie, to banki komercyjne pobierały oprocentowanie od udzielanych kredytów, które wypłacały nie w kruszcowych monetach a w wyemitowanych papierowych banknotach. W ten sposób banki komercyjne stały się kreatorami i emitentami nietowarowego pieniądza, zarówno w postaci depozytowej jak i gotówkowej.
    Banknoty były emitowane przez wiele banków, w tym też były emisje niewiarygodne, bez pokrycia w rezerwach pełnowartościowego pieniądza, co narażało podmioty gospodarcze na straty, gdy kontrahenci odmawiali przyjęcia płatności w niewiarygodnych banknotach. Różnorodność emitowanych banknotów charakteryzowała się tym, że ich nominały miały różną wartość realną, dlatego nadawały się do obiegu na ograniczonym terenie emitującego je banku. Powodowało to niebywały utrudnienia i chaos w obiegu pieniędzy nietowarowych. Powstała wiec konieczność zunifikowania obiegu pieniądza gotówkowego w poszczególnych krajach . W tym celu zostały powołane banki centralne, którym rządy udzieliły prawo monopolu emisji krajowego pieniądza gotówkowego.
    3.Banki komercyjne zachowały jednak prawo do kreacji całego nowego pieniądza obiegowego. Kreacja tego pieniądza odbywa się w ten sposób, że bank udzielając nadwyżkowego kredytu zapisuje wartość kwoty kredytowej na rachunku bankowym kredytobiorcy. Zostaje więc utworzony, czyli przez bank wyemitowany nowy pieniądz depozytowy. Kredytobiorca regulując swoje zobowiązania pieniężne, przekazuje bankowi swoje dyspozycje w sprawie przelewów odpowiednich kwot z jego rachunku na rachunki swych wierzycieli. W taki sposób odbywa się obieg pieniądza depozytowego w postaci bezgotówkowej.
    Jeżeli posiadacze rachunków zwrócą się do banku o wypłacenie im określonych kwot w pieniądzu gotówkowym, w banknotach i bilonie, a bank ten nie posiada wystarczająco wysokiej rezerwy w pieniądzu gotówkowym, to, aby wywiązać się ze zobowiązania, musi o powiększenie swych rezerw gotówkowych zwrócić się do banku centralnego, przelewając w tym celu na konto banku centralnego odpowiednią kwotę swego pieniądza depozytowego. Bank centralny dostarczając bankowi handlowemu dodatkowej gotówki, tym samym emituje do obiegu przyrost pieniądza gotówkowego. Natomiast w zamian przelany pieniądz depozytowy z banku handlowego bank centralny traktuje jako swój dochód z emisji pieniądza gotówkowego.
    Nadwyżka dochodów banku centralnego nad kosztami jego funkcjonowania podlega wpłacie do budżetu państwa. Niezależnie od tego, czy dochód z emisji pieniądza gotówkowego jest wydawany na finansowanie budżetu czy funkcjonowanie banku centralnego, jest to powtórne, zdublowane wydawanie pieniądza wykreowanego przez bankowość handlową. Pierwszego wydatku dokonują kredytobiorcy, gdy otrzymaną z banku gotówką regulują swoje płatności. Drugim wydatkiem jest finasowanie deficytowych wydatków budżetowych oraz kosztów funkcjonowania banku centralnego z tej części dochodu banku centralnego, która jest realizowana z emisji pieniądza gotówkowego. Nie byłoby dublowania wydatków z tej części wykreowanego pieniądza przez bankowość komercyjną, która kredytobiorcom wypłacana jest w gotowce, gdyby bank centralny przelewany w zamian z banku handlowego pieniądz depozytowy anihilował, czyli unicestwiał, zamiast traktować go jako dochód z emisji.
    Bezpośrednim skutkiem zdublowanej emisji wykreowanego przez bankowość komercyjną pieniądza jest i musi być zjawisko inflacji. Inflacja jest tym wyższa, im większy udział w obiegu jest pieniądza gotówkowego. Metodą trzymania tej inflacji w ryzach jest próba (?) wyznaczani tzw. celu inflacyjnego. Jako pierwszy wyznaczył sobie cel inflacyjny Europejski Bank Centralny: Rada Prezesów EBC postanowiła, by w średnim okresie utrzymać inflację poniżej, ale blisko 2% i w ten sposób zapewnić realizację Art. 127 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, tzw. Traktat z Maastricht, w którym stanowi się, że „Głównym celem Europejskiego Systemu Banków Centralnych, zwanego dalej ESBC, jest utrzymanie stabilności cen.” Jednak zastrzega się, że „Realizacja tego celu jest utrudniona z następujących przyczyn: 1. Oddziaływanie banku centralnego odbywa się pośrednio, reakcje w zachowaniach różnych podmiotów mają być wzbudzone poprzez wysłanie impulsów ku temu skłaniających, lecz prawidłowości tego mechanizmu nie do końca są przewidywalne. 2. Polityka pieniężna nie jest jedynym narzędziem wpływającym na cele ogólnogospodarcze. Obok niej występują inne czynniki, takie jak polityka fiskalna, socjalna, płacowa, a także stopień ich współdziałania z polityką pieniężna, który nie jest jeszcze do końca zbadany. 3. Dodatkowo, ustalenie celów ogólnogospodarczych nie jest zbyt dokładne, tak samo jak podstawowy cel polityki pieniężnej – stabilność cen. Wskaźnik ten bowiem może być prezentowany na wiele różnych sposobów i w różnych wariantach.” (Sławomir Bucki: Polityka pieniężna EBC. Funkcjonowanie, cele, instrumenty. Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu, 2015, str. 12 – 13). (www.euro.ue.wroc.pl/pdf/pracedycja6/Bucki-Polityka_pieniezna_EBC.pdf). Czyli cała polityka celu inflacyjnego, jaką przyjął i prowadzi Europejski Bank Centralny, jest realizowana na nierozpoznanych podstawach!
  • 03.10.17, 14:34
    W ślad za Europejskim Bankiem Centralnym realizowanie celu inflacyjnego zaczęły też przyjmować inne centralne banki: „Bezpośredni cel inflacyjny (w skrócie: BCI) przyjęły dwa z największych banków centralnych świata.W styczniu (2017 r.) taki bezpośredni cel przyjęła Rezerwa Federalna USA (wynosi on 2 proc.), a kilkanaście dni później – choć w mniej formalny sposób – Bank Japonii (przyjęto 1 proc.).” Natomiast „Narodowy Bank Polski ze swoim celem inflacyjnym (2,5 proc. plus/minus 1 pkt. proc.) ma od dłuższego czasu problem. Od 2007 r. średni poziom inflacji w Polsce wyniósł 3,1 proc., czyli wyraźne powyżej środka celu. W okresie tych pięciu lat, czyli 60 miesięcy, tylko przez 14 miesięcy inflacja była niższa lub równa 2,5 proc. Aż przez połowę tego okresu inflacja pozostawała powyżej górnej granicy celu.” (Cyt. z Ignacy Morawski „Po co bankom centralnym cel inflacyjny” – (www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/bankowosc/po-co-bankom-centralnym-cel-inflacyjny/) ). Autor cytowanego tekstu jest pesymistą co do skuteczności tej metody, bo stwierdza: „Ewidentnie jest zatem, że osiągnięcie celu jest wyjątkowo trudne.” Gdy więc cel inflacyjny jest przekraczany, banki centralne sięgają po wypróbowane już bardziej skuteczne metody; po prostu podnoszą stopę procentową. Ale aby zdusić rozwijającą się inflację, stopa procentowa musi zostać podniesiona tak bardzo, że wyhamowuje również realny wzrost produkcji i dochodu i pogrąża gospodarkę w stagnacji!
    4.Ale zasadnicze problemy z nietowarowym pieniądzem polegają przede wszystkim na tym, że jego kreacja absorbuje znikome koszty, a jego nominalna wartość i siła nabywcza jest adekwatna, równa sile nabywczej monet kruszcowych o analogicznych nominałach, czyli sile nabywczej pieniądza pełnowartościowego! Przypomnijmy, że na wartość pieniądza towarowego składają się koszty, jakie są ponoszone na wydobywanie w kopalniach kruszców szlachetnych i wybijania z nich monet w mennicach. Gdy państwo nakłada na kopalnie i mennice podatek, to jest on doliczany do kosztów emitowanych monet i dlatego nominały monet opiewają na większą wartość od realnych kosztów wydobycia kruszcu zawartego w monecie i jej wybicia. Materialne koszty produkcji i emisji pieniądza nietowarowego są znikome; ograniczają się do kosztów papieru i farby oraz amortyzacji urządzeń drukujących banknoty i wynagrodzenia pracowników. Adam Smith twierdził, że zastąpienie w obiegu pieniędzy kruszcowych tanimi papierowymi banknotami musi dać duże dodatkowe efekty w pomnożeniu społecznego dochodu. Pisze on: „Gdy pieniądz papierowy zastępuje pieniądz złoty i srebrny, to wówczas ilość materiałów, narzędzi i środków utrzymania, jaką dać może cały kapitał obrotowy, można powiększyć o całą wartość złota i srebra, którego używano zazwyczaj do tego, by te rzeczy zakupić. Całkowita wartość wielkiego koła obiegu i podziału zostaje dołączona do dóbr, które to koło wprowadzało w obieg i rozdzielało. (…) Gdy więc zastępując je (monety złote i srebrne – LO) pieniądzem papierowym zmniejsza się ilość złota i srebra potrzebnego do tego, by obieg mógł się odbywać np. do jednej piątej ilości poprzedniej, to jeśli nawet tylko większa część wartości pozostałych czterech piątych będzie dołączona do funduszów przeznaczonych na utrzymanie pracowników, musi to spowodować bardzo znaczny wzrost ilości pracy, a w następstwie i wartości rocznego produktu ziemi i pracy” (Adam Smith: Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, PWN Warszawa 1954, T. I, str. 368, 369).
    Co się więc stało, że po zastąpieniu pieniądza towarowego nietowarowym zamiast dodatkowych efektów powstały i narastają długi, a ich olbrzymia skala paraliżuje wzrost gospodarczy i ludzi żyjących z pracy wpędza w nędzę? Kto okrada społeczeństwo z efektów emisyjnych nietowarowego pieniądza i w jaki sposób? Jest to podstawowe pytanie, na które nauka ekonomii musi w końcu odpowiedzieć!
    Papierowe banknoty, ale i zapisy kwot na rachunkach bankowych, to jest pieniądz depozytowy, są traktowane, jeśli chodzi o ich siłę nabywczą, tak samo jak monety kruszcowe, czyli jak pełnowartościowe towary! Kwota zapisana na rachunku bankowym jest dla jego posiadacza pod względem wartości takim samym majątkiem jak własny dom mieszkalny, czy własność gruntu rolnego. Albowiem w każdej chwili posiadany dom i ziemię może sprzedać i je spieniężyć, i odwrotnie za „pieniądze” odnotowane na rachunku bankowym może kupić nowy dom i inną działkę ziemi.
    Z tego, co zostało w skrócie pokazane w punkcie 2. niniejszego tekstu wynika, że bankowość komercyjna „dopracowała się” kuriozalnego mechanizmu „kreacji oraz emisji pieniądza nietowarowego”. Oto banki komercyjne emitują obiegowy pieniądz w postaci bankowych depozytów, czyli zapisów na rachunkach bankowych klientów kwoty udzielonych im kredytów na takiej samej zasadzie, na jakiej w warunkach obiegu pieniądza kruszcowego były czynione zapisy po wydaniu kredytobiorcy złotych i srebrnych monet ze skarbca banku. Wtedy bank wypożyczał realny kapitał w postaci wydania kredytobiorcy złotych i srebrnych monet. W warunkach obiegu pieniądza nietowarowego bank kredytobiorcy niczego realnego nie wypożycza, a jedynie udzielając mu tzw. kredytu, daje upoważnienie do zakupu towarów na określoną kwotę. Powszechnie uważa się, że są to kredyty udzielane i pieniądze emitowane ex nihilo, czyli „z niczego”.
    Taki pogląd jest nieścisły, albowiem, jak to zostało pokazane w punkcie 2., realną bazą dla udzielanych przez banki komercyjne nadwyżkowych kredytów, dla których nie posiadają one pokrycia w terminowych lokatach z oszczędności w dochodach, jest nadpodaż z przyrostu produkcji wartości tych towarów, jakie gospodarka znajdująca się w fazie wzrostu dostarcza na rynek w stosunku do wartości równolegle realizowanego strumienia dochodów pieniężnych przez podmioty gospodarcze, który to strumień określa rozmiary wartości popytu wewnętrznego; można go określić też mianem popytu endogenicznego. W warunkach obiegu pieniądza pełnowartościowego nadwyżka podaży towarów była absorbowana przez koszty pozyskiwania szlachetnych kruszców i wybijania z nich monet. W warunkach obiegu pieniądza niepełnowartościowego nadwyżka ta jest upłynniana przez dodatkowych kredytobiorców, którzy są aktywizowani i pozyskiwani polityką niskiej stopy procentowej, powadzonej przez bank centralny.
    Jeżeli z nadwyżkowych kredytów są finansowane zakupy dóbr konsumpcyjnych, to realna nadwyżka podaży jest zużywana nieprodukcyjnie. Taki sam charakter i skutek mają wydatki z deficytu budżetowego finansowane środkami pozyskiwanymi z emisji państwowych papierów dłużnych. Natomiast, jeżeli z nadwyżkowych kredytów są finansowane inwestycje produkcyjne, to tworzą one dodatkowe i nadwyżkowe zdolności produkcyjne w stosunku do tych, które są finansowane z oszczędności ze zrealizowanych dochodów.
  • 03.10.17, 14:35
    Gdy wzrost gospodarczy dokonuje się w stałym zrównoważonym tempie, a prawa wolnego rynku nie są zakłócane ingerencjami rządu np. przez zmiany zasad opodatkowania oraz nadmierne emisje papierów dłużnych lub manipulacjami stopą procentową przez bank centralny, to wolny rynek w sposób spontaniczny dostosowuje podaż oszczędności z dochodów do potrzeb rozmiarów finansowania inwestycji produkcyjnych zapewniających wzrost produkcji i dochodu na poziomie kontynuowania realizowanej stopy wzrostu. Instrumentem dostosowującym podaż oszczędności do potrzeb finansowania inwestycji jest rynkowa stopa procentowa: gdy podaż oszczędności jest nadmierna, stopa procentowa obniża się i oddziałuje na zmniejszenie ich podaży do popytu na nie, i odwrotnie, gdy podaż oszczędności jest za mała, stopa procentowa odpowiednio podnosi się i stymuluje wzrost ich podaży.
    Powyższy instrument rynkowy działał skutecznie jednak wtedy, gdy w obiegu znajdowały się wyłącznie kruszcowe monety, czyli pełnowartościowy pieniądz. Gdy monety kruszcowe zostały zastąpione w obiegu pieniądzem nietowarowym, powstała dodatkowa nadwyżkowa podaż oszczędności, uzyskiwana z obniżenia kosztów emitowanego nietowarowego pieniądza w stosunku do jego nominalnej siły nabywczej adekwatnej wartości pieniądza kruszcowego. Otóż, gdy te nadmierne oszczędności na przyroście emitowanego do obiegu pieniądza nietowarowego są inwestowane, tworzą dodatkowe zdolności produkcyjne, które przyrastają w postaci pęczniejącej bańki inwestycyjnej i pękają, kiedy okazuje się, że powiększona nimi produkcja i podaż towarów jest nadmierna w stosunku do popytu i nie może być sprzedana po istniejących cenach, bo strumień popytu określony realizowanymi dochodami jest mniejszy od pęczniejącego w przyspieszonym tempie strumienia podaży towarów. Ceny więc spadają i cała gospodarka pogrąż się w recesji. Zjawisko to występowało regularnie przez cały XIX wiek aż do Wielkiego Kryzysu 1929 – 1933.
    5.Po Wielkim Kryzysie, też pod wpływem keynesowskiej doktryny interwencjonizmu rynkowego rządu, stopa procentowa przestała być narzędziem alokacji kapitału, czyli przesuwania kapitałów i lokowania ich w pierwszej kolejności do produkcji wyrobów, popyt na które wzrasta najdynamiczniej. Stała się przede wszystkim instrumentem banku centralnego do stymulowania wzrostu popytu na zaciąganie dodatkowych kredytów w celu pobudzania popytu na upłynnianie owej nadwyżki podaży towarów, którą tworzy gospodarka wzrostowa i która wcześniej w warunkach obiegu pieniądza kruszcowego była absorbowana przez koszty pozyskiwania kruszców i wybijania z nich monet. W warunkach przyjęcia powszechnie akceptowanego przez teoretyków pieniądza i finansistów paradygmatu, że nietowarowy pieniądz jest emitowany na bazie udzielanych dodatkowych kredytów w celu upłynniania nadwyżki podaży, jaką dają oszczędności na przyroście w obiegu pieniądza, powstał nie do rozwiązania dylemat: Jak dynamizować produkcję i dochód, aby nie pożerał ich rosnący dług, przede wszystkim z kreacji pieniądza?
    Aby odpowiedzieć na powyższe pytanie, trzeba najpierw wyjaśnić: dlaczego dług z powodu kredytowej kreacji pieniądza narasta szybciej od tempa wzrostu produkcji i dochodu? W realnej gospodarce fakty są takie, że cykle obrotów rezerw pieniężnych w poszczególnych rodzajach działalności są bardzo różne: bardzo krótkie w usługach i handlu detalicznym oraz długie w handlu zagranicznym i przemyśle wydobywczym. W statystyce można dokonać uśrednienia wszystkich faktycznych danych i obliczyć przeciętny cykl obrotu rezerw pieniężnych w danej gospodarce.
    Przeprowadźmy następujący eksperyment myślowy: do średniego cyklu obrotu rezerw pieniężnych dostosujmy okres sprzedaży towarów i rozliczeń dochodów/przychodów pieniężnych. Dla prawidłowego wyniku naszego rozumowania nie będzie miało znaczenia, czy tak ustalony okres obliczenia wyników sprzedaży i wszystkich innych parametrów jest równy, krótszy lub dłuższy od w praktyce stosowanego rocznego okresu bilansowania wyników działalności gospodarczej. Przyjmijmy, że w naszej abstrakcyjnej gospodarce produkcja i dochód wzrastają w tempie r. Oczywiście w takim samym tempie musi wzrastać emisja nowego pieniądza, jeżeli równowaga pieniężno-rynkowa ma się utrzymywać na jednakowym poziomie, czyli przy przeciętnie stałym poziomie cen. Z przyjętego założenia wynika, że również przyrosty produkcji i podaży towarów na rynek co do wartości są równe przyrostom wartości podaży pieniądza. Ponieważ przyrost pieniędzy do obiegu jest emitowany na bazie udzielanych dodatkowych nadwyżkowych kredytów, więc dług z tego tytułu przyrasta w analogicznym tempie jak wartość pieniądza w obrocie, produkcja i dochód. Ale udzielane dodatkowe kredyty są oprocentowane określonej wysokości dodatnią stopą, co powoduje, że zadłużenie tych kredytobiorców, z kredytów których jest kreowany nowy pieniądz przyrasta jeszcze dodatkowo o wartość kapitalizowanego oprocentowania, czyli w tempie wyższym, aniżeli przyrasta produkcja i dochód.
    Co prawda bank centralny swoją polityką luzowania ilościowego może zbić realną stopę procentową do wartości ujemnej, to jednak stopa nominalna pobierana przez banki komercyjne jest i będzie zawsze dodatnia. Ponieważ obok oprocentowania banki pobierają od udzielanych kredytów też prowizje, z których pokrywają swoje koszty funkcjonowania, więc dochód realizowany z oprocentowania, po jego opodatkowaniu, jest dzielony między udziałowców banku. Udziałowcy banków to podmioty zasobne w kapitał. Na pewno swych przyrastających dochodów od zainwestowanych w bankowości kapitałów w całości nie konsumują, a w znacznej części je kapitalizują. W ten sposób ich udziały, czyli wierzytelności w bankach systematycznie pomnażają się. Z drugiej strony kapitały ulokowane w bankach, w tym też udziałowców, są wypożyczane kredytobiorcom za oprocentowaniem. Znaczy to, że kapitalizowane oprocentowanie od długów, w tym też, jakie powstają z kredytów kreujących pieniądz obiegowy, pomnaża się na zasadzie procentu składanego, czyli w przyspieszonym tempie. Ponieważ, jak to stwierdziliśmy wyżej, dług z tytułu kreacji nowego pieniądza przyrasta w tempie wzrostu produkcji i dochodu, więc dołączane do niego kapitalizowane odsetki powodują, że również kapitał wierzycielski powstały na długu, z którego kreowany jest nowy pieniądz obiegowy przyrasta w tempie wyższym od tempa przyrostu produkcji i dochodu. Stąd systematyczny wzrost udziału długu w dochodzie. Udział tego długu w dochodzie szczególnie szybko wzrasta w okresie kryzysu, kiedy produkcja i dochód są w stagnacji, a naliczane oprocentowanie jest według stopy wyższej od tej, jaka pobierana jest w okresie pomyślnej koniunktury.
  • 03.10.17, 14:36
    6.Nie ma żadnego sposoby, aby w ramach przyjętego paradygmatu kreacji kredytowego pieniądza można było w ogóle zahamować dalsze narastanie długu z powodu kreacji pieniądza w stosunku do dochodu. Przy aktualnie obowiązujących zasadach polityki pieniężno-finansowej mogło by to nastąpić tylko wtedy, gdyby wartość spłacanych długów była większa od wartości zaciągania nowych kredytów. Ale skutkowało by to wycofywaniem pieniędzy z obiegu i recesją gospodarczą. Niemniej dalsze kontynuowanie tej polityki doprowadzi, bo musi doprowadzić, do tak wysokiego poziomu zadłużenia podmiotów gospodarczych, że nie będą one zdolne obsługiwać swych długów z bieżących dochodów. Taka sytuacja istnieje już w wielu krajach wysoko rozwiniętych. Impasu w zaciąganiu kredytów przez podmioty gospodarcze nie udaje się przezwyciężyć nawet prowadzoną przez największe banki centralne: Fed, EBC, BoJ, na szeroką skalę tzw. luzowania ilościowego. W tej sytuacji ostateczną dźwignią nakręcania popytu stają się wydatki z deficytu budżetowego oraz dalsze powiększanie długu publicznego i obciążanie podatników w jego obsłudze.
    Kuriozalność polityki nakręcania popytu przez wydatki z deficytu budżetowego i powodowanie rosnącego zadłużania państwa polega na tym, że poprzez luzowanie ilościowe, czyli przez zakupy długoterminowych państwowych papierów dłużnych bank centralny zasila rynek finansowy, czyli banki handlowe w wyemitowane pieniądze, a następnie za te pieniądze są wykupowane kolejne emisje państwowych papierów dłużnych. Wzrasta dług państwowy i powiększają się koszty jego obsługi z podatków płaconych przez obywateli. I tak to ten interes kręci się z korzyścią dla rekinów finansowych i banksterów a ze szkodą dla zdecydowanej większości obywateli! Okazuje się bowiem, że bank centralny skupujący papiery dłużne przed terminami ich zapadalności musi za nie płacić odpowiednio wyższa cenę, niżby wynikało to z dyskonta według stopy, po której były emitowane. Na tym polega operacja zbijania w dół rynkowej stopy procentowej metodą luzowania ilościowego.
    Nie ma też gwarancji, że nowe emisje państwowych papierów dłużnych uda się sprzedać po obciążonej stopie procentowej w wyniku luzowania ilościowego. Wielcy posiadacze kapitałów mogą bowiem zechcieć grać na zwyżkę rynkowej stopy procentowej i będą ograniczali zakupy emitowanych przez państwo papierów do momentu aż zostanie zaoferowana na tyle wyższa stopa, że uznają ją za korzystną, że na operacji przedterminowej sprzedaży bankowi centralnemu starych papierów dłużnych i zakupie nowych zrealizują dodatkowe zyski.
    Emisje i sprzedaże państwowych papierów dłużnych, z których budżet finansuje deficytowe wydatki w celu aktywizowania popytu i nakręcania koniunktury gospodarczej, to główny kanał, którym przepływa dochód narodowy od podatników do wielkich posiadaczy kapitałów i przyczynia się do pogłębiania rozwarstwienia w dochodach!
    Przyczyną wszystkich wyżej wymienionych mankamentów, które paraliżują gospodarkę, jest sposób, w jakim jest kredytowo kreowany pieniądz obiegowy. Jak to wyżej stwierdziliśmy, kreację całego przyrostu pieniądza obiegowego dokonują banki komercyjne poprzez udzielanie tzw. nadwyżkowych kredytów w celu upłynnienie, tj. spieniężenia przyrostu podaży towarów, który daje gospodarka dynamiczna. Część wyemitowanego na tej bazie pieniądza depozytowego w postaci zapisów kwot udzielonych kredytów na rachunkach bankowych jest wymieniana na emitowany przez bank pieniądz gotówkowy w postaci bilonu i papierowych banknotów. Pozostała część depozytów na rachunkach bankowych służy do rozliczeń i przelewów płatności pomiędzy właścicielami tych rachunków. Przelewy te traktuje się jako obieg pieniądza bezgotówkowego. Przyrosty tych pieniędzy na rachunkach podmiotów gospodarczych oraz w sakiewkach i portfelach dochodobiorców pochodzą z przyrostów sprzedaży towarów i usług. Wtłoczyli je do obiegu dodatkowi kredytobiorcy, którzy wyemitowanymi z ich kredytów pieniędzmi sfinansowali swe zakupy. Ich wydatki na zakupy towarów to kanały, przez które nowo wyemitowane pieniądze kredytowe są po raz pierwszy wtłaczane do obiegu.
    Czy rzeczywiście powyższy paradygmat kreacji i emisji pieniądza nietowarowego jest najlepszy z możliwych, mimo że jego „kapłani” zupełnie nie rozumieją, jak on faktycznie funkcjonuje? Nie są zdolni prognozować, a stać ich tylko na dywagowanie oraz bezsensowne wypowiedzi, w których najbardziej wyróżniał się Alan Greenspan prezes Fed w latach 1987 -2006. „Podczas przesłuchania przed Kongresem USA 24 października 2008 Greenspan (z rozbrajającą szczerością) przyznał, że to jego błędy przyczyniły się do nienotowanego od wielu lat kryzysu finansowego, jaki pojawił się w tym roku” (pl.wikipedia.org/wiki/Alan_Greenspan). (Notka w nawiasie cytatu – LO).
  • 03.10.17, 14:37
    7.Przeanalizujmy inny paradygmat, w którym bank centralny jest wyłącznym kreatorem i emitentem pieniądza obiegowego zarówno w postaci bezgotówkowej jak i gotówkowej. W systemie scentralizowanej kreacji i emisji pieniądza nietowarowego bank centralny przestaje być atrapą dla przewłaszczania sobie przez kapitał finansowy i jego stróżów „banksterów” tych oszczędności, jakie daje zastępowanie w obiegu drogich kruszcowych monet tanimi surogatami w postaci pieniędzy depozytowych oraz papierowych banknotów. Centralny bank staje się regulatorem oraz stróżem w przejmowaniu i wykorzystywaniu tych oszczędności dla dobra całego społeczeństwa.
    W obecnym paradygmacie funkcjonowania systemu pieniężno-finansowego rola banku centralnego jest niezrozumiałym absurdem, po prostu dziwolągiem! Oto np. w tzw. „luzowaniu ilościowym” bank centralny kreuje i emituje pieniądze, za które wykupuje z rynku finansowego państwowe papiery dłużne po to tylko, aby za te właśnie pieniądze skarb państwa mógł sprzedać nową transzę emitowanych papierów dłużnych i płacić ich nabywcom oprocentowanie. Pytanie: dlaczego bank centralny zamiast za wyemitowane przez siebie pieniądze ma wykupywać stare państwowe długi, a po prostu sam nie udziela państwu bezprocentowego kredytu na finansowanie jego części wydatków budżetowych. Korzyść z tego byłaby taka, że państwo nie płaciłoby oprocentowania tylko dlatego, że wykreowany przez bank centralny pieniądz na finansowanie wydatków budżetowych został przepuszczony przez rynek finansowy tylko po to, aby rekinom finansjery umożliwić przejęcie część dochodów, jakie państwo ściąga od podatników?!
    Gdyby kreacja całego pieniądza nietowarowego i jego emisje gotówkowe i bezgotówkowe były w wyłącznej gestii banku centralnego, wtedy z całego przyrostu podaży pieniądza bank centralny udzielałby państwu bezprocentowego kredytu na finansowanie części wydatków budżetowych. Taka forma kreacji i wtłaczania do obiegu nowego pieniądza będzie dawała ogromne społeczne korzyści: 1) W rozwijającej się gospodarce o wysokiej dynamice również wysoka jest wartość nadwyżki podaży towarów, która absorbowana w całości finansowaniem części wydatków budżetowych z kredytów udzielanych przez bank centralny z kreacji nowego pieniądza, pozwoli na znaczne obniżenie obciążeń podatkowych. 2) Bezprocentowy kredyt z banku centralnego również znacznie obniży wydatki budżetowe. 3) Inną korzyścią będzie to, że wydatki budżetowe nie koncentrują się na wąskich asortymentach, a są w zdecydowanej większości rozproszone, co utrudnia powstawaniu baniek spekulacyjnych. Bańki powstają przede wszystkim wtedy, gdy popyt skupia się na wąskim asortymencie i jest to popyt spekulacyjny. W warunkach kreacji nowego pieniądza przez bankowość prywatną powstawanie i napompowywanie baniek spekulacyjnych jest bardzo ułatwione, albowiem największy dostęp do kredytów mają posiadacze największych fortun i to właśnie oni spekulują pożyczonymi pieniędzmi.
    Klasycznym przykładem jest spekulacja Georga Sorosa na angielskim funcie: „W 1992 r. zaangażował ok. 10 mld dolarów, żeby doprowadzić funta do 25-procentowego spadku wartości. Zajęło mu to tylko kilka dni. (…). Mechanizm ataku był prosty. W połowie 1992 r. fundusz należący do Sorosa, Quantum, najpierw zaciągał pożyczki w funtach. Następnie Soros rozpowszechniał informację o przewartościowaniu brytyjskiej waluty, a jednocześnie zaczął sprzedawać posiadane funty. Bank Anglii, zmuszony przez warunki ERM (Mechanizm kursów walutowych - mechanizm wzajemnej stabilizacji walut krajów członkowskich Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej. Został on wprowadzony 13 marca 1979 roku, w ramach europejskiego systemu walutowego, za pomocą którego jego członkowie zgodzili się utrzymywać kursy swoich walut wewnątrz wąskiego przedziału. Waluty znajdowały się w „wężu walutowym”, dzięki utrzymaniu kursu każdej z walut wyrażonego w ECU w przedziale +/−2,25% ustalonego kursu parytetowego.
    - pl.wikipedia.org/wiki/Mechanizm_kurs%C3%B3w_walutowych-) do obrony sztywnego kursu, zaczął podnosić stopy procentowe i skupować funty, wyprzedając własne rezerwy walutowe. 16 września 1992 r. Bank Anglii poddał się i wartość funta obniżyła się do 2,2 DM (marki niemieckiej). (…). Soros tymczasem kupił tańsze funty i spłacił swoje kredyty. Nadwyżka walut była jego zyskiem. Soros zarobił na tej operacji ok. 1 mld dolarów.” (biznes.onet.pl/george-soros-alchemik-finansow/6wr3g) W warunkach kreacji pieniądza przez bank centralny, takie spekulacje są w ogóle niemożliwe, albowiem nowo kreowany pieniądz jest wtłaczany do obiegu tylko przez finansowanie wydatków budżetowych, czyli w sposób bardzo rozproszony.
    Wprawdzie zawodowi spekulanci też będą próbowali generować bańki spekulacyjne, bo w ten sposób się bogacą i z tego luksusowo żyją. Jednak proponowana zmiana zasad funkcjonowania polityki pieniężno-finansowej jakąkolwiek spekulację na dużą skalę będzie skutecznie uniemożliwiała. W obecnym systemie banki nie mają żadnych skutecznych barier, które ograniczałyby je w udzielaniu nawet tak ogromnych kredytów na cele spekulacyjne, jak to było w przypadku spekulacji Sorosa na angielskim funcie. W warunkach, gdy banki te kreują kredyt na bazie bardzo niskiego 3-5% zabezpieczenia własnego kapitału, który też może być wypożyczony z banku centralnego na niski procent, praktycznie ich ryzyko jest żadne. Natomiast gdy spekulantowi się powiedzie, zysk banku z oprocentowania udzielonego mu kredytu może być kilkakrotnie wyższy od kosztów i ryzyka. W proponowanym paradygmacie banki nie będą mogły udzielać dodatkowych kredytów „z niczego”. Będą natomiast wypożyczać tylko kapitał własny i deponentów, czyli muszą zadbać o to, aby wypożyczone kredytobiorcy pieniądze były dobrze zabezpieczone i zainwestowane w solidne i efektywne przedsięwzięcie, a nie w wielce ryzykowną spekulację. Spekulanci będą musieli więc ryzykować własnym kapitałem i ewentualnie tych naiwnych, których uwiodą i zwerbują do swojej oszukańczej gry. W tych warunkach, jeżeli spekulantom nawet uda się wygenerować jakiekolwiek bańki spekulacyjne, to będą one miały charakter lokalny i jako takie nie będą wyrastały do tak olbrzymich rozmiarów, jak to dzieje się w warunkach kreacji pieniądza kredytowego przez banki komercyjne. Gdy pęka olbrzymia bańka o zasięgu całej gospodarki kraju, która do swej budowy wciąga też środki pieniężne i materialne wielu podmiotów i z innych dziedzin gospodarki, to nic dziwnego, że gdy pęka, pogrąża w głębokim kryzysie całą gospodarkę. Doświadczeni spekulanci, tacy jak Thmas Aubrey, też autor książki: Koniec Wielkiego Mitu, czyli jak zarabiać na polityce monetarnej i cyklach koniunkturalnych (Fijorr Pulishing, Warszawa 2014), zbudowali już własne teorie, jak inwestować w bańki i kiedy wycofywać z nich swoje kapitały, aby ich nie stracić, a „zarabiać” na bańkach. Na bańkach natomiast tracą tylko ci, którzy nie znają takich teorii i kierując się zwierzęcymi instynktami chciwości, naśladując w sposób „stadny” tych pierwszych.
    Wspomniany wyżej Alan Greenspan twierdzi, że „Z rozwojem dziewiętnastowiecznego świata i przechodzeniem społeczeństw od samowystarczalnego rolnictwa do coraz bardziej złożonych i współoddziałujących miejskich gospodarek współczesnego świata pojawiły się cykle koniunkturalne. Wyraźnie napędzały je zwierzęce instynkty, te same, które obecnie obserwujemy u źródeł spekulacyjnych boomów. Ponieważ jednak rolnictwo, tracące na znaczeniu, lecz nadal ważne jeszcze w latach 50. XX wieku, było zależne od pogody raczej niż od zwierzęcych instynktów, nie było zsynchronizowane z cyklami koniunkturalnymi przemysłów nierolniczych, więc łagodziło przypływy i odpływy w działalności gospodarczej jako całości. (…) …zawsze uważałem, że owe zwierzęce instynkty, to skłonności ludzkie, którymi kierują głównie losowe irrac
  • 03.10.17, 14:59
    …zawsze uważałem, że owe zwierzęce instynkty, to skłonności ludzkie, którymi kierują głównie losowe irracjonalne odruchy, niedające się łatwo ująć w formalnych modelach funkcjonowania gospodarek rynkowych. Wrzesień 2008 roku był momentem przełomowym dla prognostów, wraz ze mną. Zmusił nas do szukania sposobów włączenia do naszych makromodeli tych zwierzęcych instynktów, które rządzą światem finansów” (Alan Greenspan: Mapa i terytorium. Ryzyko. Natura ludzka. Przewidywanie. Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014, str. 23 – 24; podkreślenia – LO).
    Wydaje się, że Alan Greenspan mocno kpi z ludzkiego rozumu? Chyba nie świadomie!?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.