Dodaj do ulubionych

„Plewa” w kościele katolickim!?

18.05.19, 17:32
„Plewa” w kościele katolickim!?
„Obchody stulecia urodzin Karola Wojtyły (18 maja 1920 r.) staną się, chcąc nie chcąc, okresem weryfikacji jego mitu” sygnalizuje Krzysztof Mazur w tekście pt.: „Papież w czyśćcu pamięci” („Rzeczpospolita” 18 – 19 maja 2019, str. 4). Niewątpliwie, tekst ten stanowi wstęp do odbrązowienia mitu „świętego”, za jakiego Kościół Katolicki uznał i obwołał Karola Wojtyłę. Jak stwierdza autor: „był on (Wojtyła) wielkim duszpasterzem, ale słabym administratorem. Tak naprawdę nie przywiązywał szczególnej wagi do spraw kurii. Do tego niespecjalnie umiał rządzić ludźmi, był dość łatwowierny, jak się później okazało, nie miał również dobrej ręki do awansów”. To, że Wojtyła „zostawiał sprawy administracyjne urzędnikom w sutannach” jest zrozumiałe i nie może być przedmiotem negatywnej oceny, bo każdy, kto kieruje dużą organizacją, a kościół jest przecież przeogromną organizacją, musi dobierać sobie do pomocy kompetentnych współpracowników oraz odpowiedzialnych realizatorów wypracowywanych kolektywnie koncepcji i wynikających z nich zadań. Natomiast niezrozumiałe i naganne jest to, co stwierdził ks. Adam Boniecki, „że sprawy administracyjne Wojtyły zupełnie nie interesowały”. Gdyby był rzeczywiście „wielkim i dobrym pasterzem dla swych owieczek, to powinien nie tylko karmić je strawą duchową, ale sprawdzać też, czy czyny jego pomocników wobec tych owieczek są zgodne z głoszonymi zasadami. Stała weryfikacja funkcjonariuszy w sutannach działających na różnych szczeblach kościelnej organizacji jest nieodzowna i konieczne! Tymczasem Wojtyła nawet, gdy się dowiadywał, że coś zgrzyta w wielkiej machinie kościoła, to nie chciał się tym w ogóle zająć. Taką negatywną postawę Wojtyły przypomniał nawet papież Franciszek, który „stwierdził podczas jednej z improwizowanych konferencji prasowych na pokładzie samolotu, że jego polski poprzednik nakazał odłożyć sprawy nadużyć do archiwum”.
Gdy autor tekstu stwierdza, że Wojtyła „Nie miał ambicji rządzenia kurią (watykańską), tylko chciał skupić się na tym, co robił najlepiej; na pielgrzymowaniu i głoszeniu Słowa”, to od razu rodzi się skojarzenie z jego rozpoczętą w młodości profesją aktora. Wojtyła w swym dorosłym życiu wcale nie wyzbył się nawyku grania roli aktora. Interesowały go tylko wielkie zgromadzenia i oklaski tłumów. Tylko dla tych oklasków starał się odgrywać i odgrywał swoją rolę tak, jak najlepiej potrafił. A potrafił dobrze, bo był bardzo dobrym aktorem! Nic bardziej go nie interesowało. Gdy kończył „dobre spotkanie z wiernymi”, to schodził ze sceny z uczuciem zadowolonego i szczęśliwego aktora. Nie miał więc ani potrzeby ani chęci dalszego zajmowania się skutkami głoszonego przez siebie „Słowa”! Czuł się po prostu spełnionym aktorem, który zrobił dobrze to, co do niego należało. Gdy kończył się „religijny spektakl” i Wojtyła schodził ze sceny, nic więcej i bardziej go nie interesowało jak to, gdzie i kiedy należy zrobić następny spektakl na „chwałę Bogu” i dla własnej satysfakcji i sławy! Słusznie więc autor tekstu stawia pytanie, czy Wojtyła to rzeczywiście „Człowiek wielkiej skromności, który stał się twarzą wielu dzieł zbyt pompatycznych, zbyt bijących po oczach swoim przepychem, by nie nabrać wobec nich wątpliwości?”
Roli aktora Wojtyła nigdy się nie wyzbył. Grał ją konsekwentnie do końca swego życia. Nawet ze swego umierania uczynił „przejmujący”, a raczej żenujący spektakl swego „odejścia do Pana”!
Autor tekstu dziwi się, że Wojtyła „został zupełnie zapomniany w sferze myśli, która odgrywała w jego życiu centralną rolę. Dziś personalizm chrześcijański , do którego się odwoływał, jest zupełnie martwy na rodzimych uniwersyteckich areopagach. W ostatnim dziesięcioleciu nie powstała u nas żadna szeroko komentowana książka, która rozwijałaby papieskie idee. (…). Nie ma żadnego udanego przykładu przeniesienia nauczania papieskiego na kulturę, zarówno tę wysoką, jak i popkulturę. Jakby ten pontyfikat nie pozostawił żadnej spuścizny w sferze ludzkiej myśli. Jakby wszystkie te piękne papieskie słowa, wypowiedziane w przemówieniach i encyklikach, padły między chwasty i przez chwasty zostały zagłuszone”.
Rzeczywiście, bardzo prawdziwe spostrzeżenie! Jednak nie ma się czego dziwić, że Wojtyła po swej śmierci został tak szybko zapomniany. Interesował i porywał tłumy jako genialny aktor, dopóki żył i celebrował swe spektakle. Uczestników przyciągały same spektakle, atrakcyjność ich oprawy i przebiegu, natomiast mniej lub wcale to, co głosił celebrant, bo nie przystawało to zupełnie do współczesnej rzeczywistości. Powtarzał bowiem i przypominał stare, zdyskredytowane przez życie „prawdy”, którym nie mogły i nie chciały się już podporządkować nawet najbardziej „wierne owieczki”. Dlatego teatr trwał i przyciągał widzów dopóty, dopóki żył jego aktor. Gdy zszedł ze sceny i umarł, szybko został zapomniany. Jest to los każdego nawet najgenialniejszego aktora, odtwórcy wypowiadającego cudze skostniałe już myśli i słowa. Tylko nieliczni nowatorzy są zapamiętani. Wojtyła do pozytywnych nowatorów Kościoła nie należał. Głosił i propagował wszystko to, co do współcześnie szybko zmieniającej się rzeczywistości już nie przystaje.
Czy po wstrząsie, jakiego w polskim kościele musi niewątpliwie dokonać film-dokument „Tylko nie mów nikomu”, Wojtyła też zostanie obarczony współodpowiedzialnością za ochranianie księży przestępców seksualnych wobec dzieci oraz dołączony do plew, które należy oddzielić od ziarna? Czy będą chcieli go bronić ci, którzy tak tłumnie przychodzili na celebrowane przez Wojtyłę spektakle?
Edytor zaawansowany
  • tade-k53 19.05.19, 23:20
    Mt 7:21 "Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie."
    tradycja2012.blogspot.com/


    --
    "A jeśli sprawiedliwy z trudnością dostąpi zbawienia, to bezbożny i grzesznik gdzież się znajdą?" 1P 4:18
  • 2leor1931 20.05.19, 13:25
    Kto tych słów moich słucha - Mt 7, 21-27
    „Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.

    Karol Wojtyła jako papież, zamiast wziąć się za wyplenienie pedofilii wśród kleru, o czym doskonale wiedział, bo był informowany, wolał problem bagatelizować. Nie miał po prostu na to czasu, bo cały swój wysiłek skupił na budowaniu własnej chwały, na organizowaniu ogromnych spektakli z "wiernymi owieczkami" pod swoją "batutą". Słowa, które na tych "celebrach" głosił, w ogóle nie przekładały się na działania kleru. Zamiast rzetelnie służyć Bogu, budował więc "swój dom chwały na pisku"!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.