Dodaj do ulubionych

UE. Dotacje. Szkodzą.

03.07.19, 04:05
Ponieważ zetknąłem się z opinją na forum, że dotacje uratują coś w Polsce, co by się bez nich zawaliło, pozwolę sobie dać link do strony pana Cukiernika.

tomaszcukiernik.pl/
Ponieważ pepe nie lubi UE, podaję kawałek z pana Cukiernika o ogromie finansowych korzyści z UE. W rzeczywistości - o karzełku:

"...Według danych Ministerstwa Finansów prefinansowanie projektów unijnych z budżetu państwa w latach 2004-2019 wyniosło 13,4 mld złotych. Z kolei współfinansowanie projektów unijnych z budżetu państwa w latach 2004-2019 (do 31 marca) wyniosło ponad 105,4 mld złotych. Razem to niemal 119 mld złotych. Całkiem gruba kasa. Łącznie jest to ok. 0,5% PKB Polski w omawianym okresie czasu.

Jak podaje prowadzona przez Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju rządowa strona internetowa mapadotacji.gov.pl, przy współudziale funduszy z Unii Europejskiej do końca marca br. zrealizowano 244 175 projektów. Według danych z tego źródła w uproszczeniu i zaokrągleniu w ciągu 14 lat i 11 miesięcy polskiego członkostwa w Unii Europejskiej przy współfinansowaniu z funduszy unijnych zrealizowano projekty o wartości 1003,4 mld złotych, z czego dofinansowanie z Brukseli wyniosło prawie 590,6 mld złotych (59 proc.).


(dodatkowo) łącznie w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013 oraz Programu Operacyjnego Zrównoważony rozwój sektora rybołówstwa i nadbrzeżnych obszarów rybackich 2007-2013 z budżetu UE pochodziło 54,74 mld złotych, a współfinansowanie krajowych podmiotów publicznych i prywatnych wyniosło łącznie 49,89 mld złotych.

Oznacza to, że razem zrealizowano projekty o wartości 1108 mld złotych, z czego dofinansowanie z Brukseli wyniosło 645,3 mld złotych (58,2 proc.), a współfinansowanie z strony polskiej – 462,7 mld złotych (41,8 proc.)

Pamiętajmy jednak, że pieniądze z UE są częściowo polskie – w wysokości składki unijnej, która w latach 2004-2019 (do końca marca) wyniosła łącznie ok. 218,6 mld złotych (według danych Ministerstwa Finansów). W rezultacie oznacza to, że z Brukseli dostaliśmy netto 426,7 mld złotych, a polskich pieniędzy w tych projektach było łącznie 681,3 mld złotych.

Czyli te wszystkie unijne projekty i inwestycje Unia Europejska sfinansowała w zaledwie nieco ponad jednej trzeciej (38,5 proc.), a w prawie dwóch trzecich (61,5 proc.) to były pieniądze polskie!

W przeliczeniu na udział w PKB Polski (według informacji GUS PKB od początku maja 2004 do końca marca 2019 roku wyniósł 22,8 bln złotych),
w ciągu 14 lat i 11 miesięcy łączna wartość projektów dofinansowywanych z Brukseli wyniosła 4,86 proc. PKB w tym okresie, z czego unijne dotacje stanowiły 2,83 proc. PKB, w tym polska składka 0,96 proc. PKB, czyli netto 1,87 proc. PKB, a polski udział 2,99 proc. PKB.

Proszę Państwa! Sami żeśmy sobie sfinansowali te wszystkie mniej i bardziej potrzebne projekty i inwestycje „unijne”, przy których stoją propagandowe tablice z gwiazdkami na niebieskim tle!

...

Praca przy niezrealizowanych wnioskach i projektach (zwykle co najmniej połowa - pepe) jest realnym kosztem związanym z pozyskiwaniem dotacji unijnych, których nikt nie liczy. I dla gospodarki jako całości koszt ten należałoby policzyć jako część kosztów tych zrealizowanych projektów i inwestycji.
Podobnie jak koszty biurokratyczne związane z pozyskiwaniem dotacji. Przez to w rzeczywistości są one droższe niż wynika to z księgowych zapisów. Oznacza to ponadto, iż wartość pieniędzy z Unii Europejskiej w relacji do wartości zrealizowanych projektów z ich udziałem jest znacznie niższa niż wyliczona wyżej jedna trzecia."

Inny kawałek o tym samym:

"W połowie czerwca Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju, pochwalił się na Twitterze, że wartość inwestycji z dofinansowaniem Unii Europejskiej w Polsce to już 400 mld zł (chodzi o same inwestycje, nie o wartość wszystkich projektów unijnych). Nawet biorąc pod uwagę fakt, że dotyczy to długiego 15-letniego okresu, kwota ta może oczywiście niejednemu zawrócić w głowie. Jednak jeśli dobrze policzymy, jak to wygląda w relacji do PKB czy nawet w relacji do ogólnej wartości inwestycji w tym czasie w Polsce, to pieniądze z Brukseli na inwestycje są sumą, której brak trudno byłoby w ogóle zauważyć. Tym bardziej, że tylko ok. 1/3 z podanej przez ministra Kwiecińskiego kwoty to realnie pieniądze pochodzące spoza Polski, a ok. 2/3 są to środki krajowe (współfinansowanie projektów, wkład własny i polska składka).

Inwestycje z dotacji to grosze

Policzmy. 1/3 z 400 mld zł to 133 mld zł. PKB Polski w tym okresie wyniósł ok. 23 bln zł. Oznacza to, że udział pieniędzy pochodzących z Unii Europejskiej w polskich inwestycjach w tym okresie wyniósł zaledwie 0,6 proc. PKB Polski. Z kolei inwestycje w Polsce w latach 2004-2018 wynosiły średniorocznie 19,8 proc. PKB. Oznacza to, że pieniądze pochodzące z Brukseli stanowią w nich zaledwie 3 proc., czyli przez 15 lat członkostwa 97 proc. wartości inwestycji w Polsce zostało zrealizowanych za POLSKIE pieniądze! Nawet jeśli budowa i remonty dróg czy infrastruktury kolejowej przez państwo mogą być uzasadniona, to zrealizowano wiele inwestycji, które niekoniecznie są potrzebne, są droższe niż gdyby je robiono bez pieniędzy dotacyjnych, a na dodatek generują koszty, które już nie są finansowane przez Brukselę. ...

Minister Kwieciński ... utrzymuje też, że "fundusze unijne przyczyniły się do przyspieszenia rozwoju Polski i przyniosły wymierne korzyści". Jednak ja jestem przeciwnego zdania. Dotacje unijne są naszym przekleństwem. Po pierwsze, dlatego, że mimo tych miliardów, które Polska pozyskała z Brukseli, okazuje się, że po naszym wejściu do Unii Europejskiej doszło do spadku inwestycji w relacji do PKB. Będąc w Unii, inwestycje nigdy nie osiągnęły poziomu z lat 1998-2000, który – według danych GUS – wynosił wtedy 24 proc. PKB. Po wejściu do Unii Europejskiej było już tylko gorzej z najsłabszym rokiem 2017 (17,5 proc. PKB).

Po drugie, zmniejszył się udział inwestycji prywatnych w relacji do PKB, a znacznie wzrósł udział inwestycji publicznych. Z danych GUS wynika, że w latach 1998-2003 średnioroczny udział inwestycji sektora prywatnego w PKB wyniósł 15 proc., podczas gdy w latach 2004-2017 współczynnik ten spadł do poziomu 13,6 proc. Z kolei w przypadku inwestycji publicznych, porównując ostatnie lata sprzed naszego członkostwa (2001-2003), kiedy to inwestycje publiczne średniorocznie wynosiły poniżej 5,3 proc. PKB, w kolejnych latach rosły, osiągając swój szczyt 8 proc. PKB w 2011 roku i w latach 2004-2017 wyniosły średnio ponad 6,3 proc. PKB. Zwiększanie się inwestycji publicznych kosztem inwestycji prywatnych nie jest korzystnym zjawiskiem
... Jednym słowem, dotacje unijne napędzają wydatki publiczne i w efekcie powodują rozrost sektora publicznego kosztem kurczenia się sektora prywatnego.

Po trzecie, rezultatem konieczności prefinansowania (według Ministerstwa Finansów było to ok. 13,3 mld zł w latach 2004-2019) oraz współfinansowania dotacji unijnych z budżetu państwa (ok. 105,5 mld zł w latach 2004-2019) i wykładania wkładu własnego przez beneficjentów środków z Unii Europejskiej rośnie zadłużenie i budżetu krajowego, i budżetów samorządowych. Dane GUS mówią, że w latach 2004-2018 łączny deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł 795 mld zł, a średniorocznie było to 3,5 proc. PKB. W efekcie dług sektora instytucji rządowych i samorządowych zwiększył się – według GUS – z 394 mld zł w 2003 roku (ostatni rok poza Unią) do ponad biliona złotych już w 2016 roku. Samo zadłużenie samorządów, co bezpośrednio wiąże się z realizacją projektów współfinansowanych przez Brukselę, w latach 2003-2018 wzrosło o niemal 370 proc.! Z kolei w latach 2004-2018 łączne koszty obsługi zadłużenia publicznego wyniosły – według danych Ministerstwa Finansów – 480,5 mld złotych.

Czyli same koszty obsługi zadłużenia publicznego były wyższe niż łączna wartość inwestycji z dofinansowaniem Unii Eur
Edytor zaawansowany
  • sendivigius 03.07.19, 12:38
    pepe49 napisał:

    > Ponieważ zetknąłem się z opinją na forum, że dotacje uratują coś w Polsce, co b
    > y się bez nich zawaliło, pozwolę sobie dać link do strony pana Cukiernika.
    >
    > tomaszcukiernik.pl/

    Ten pan Cukiernik to zaiste ciekawy czlowiek. W innym artykule:

    Prostych ludzi można jeszcze zrozumieć

    o wynikach ostatnich wyborow, oprocz rytualnych bluzgow na komune i lewactwo pisze:

    Niestety, kilka czynników osłabiło wynik wyborczy tych stronnictw. Przede wszystkim antysystemowym ugrupowaniom wolnościowym zaszkodziła stosunkowo wysoka frekwencja,

    Jak widac z jego rozumowania "wolnosci" szkodzi frekwencja. Czyli im wiecej osob zapytac o zdanie tym mniej chca wolnosci, a wiec konsekwentnie przeciwienstwem wolnosci jest demokracja lub powszechny sufraz. Nadto pan Cukiernik wnosi ze za wynikem stoja po prostu "prosci ludzie" czyli, czego nie powie juz glosno, tacy nieogarnieci prostaczkowie. W domysle ci ludzie taka zakala "prawdziwej" demokracji ktora trzeba obejsc jakims sposobem albo zbalamucic. Fakt, gdyby glosowac bylo wolno tylko kibolom i panu Cukiernikowi to wygralby Liroy. Niestety.

    Dalej tego pana mozna czytac tylko dla beki, co w wolnym czasie uczynie i zapodam.

  • sendivigius 03.07.19, 13:34
    sendivigius napisał:


    > Ten pan Cukiernik to zaiste ciekawy czlowiek. W innym artykule:

    > Dalej tego pana mozna czytac tylko dla beki, co w wolnym czasie uczynie i zapod
    > am.

    Ah, oto najstepny przyklad. Wlasciwie caly tekst nadaje sie do zacytowania:

    Tomasz Cukiernik: jeśli się nie znasz, nie głosuj

    wsensie.pl/felieton/32669-tomasz-cukiernik-frekwencja-nie-jest-wazna

    Jaki jest sens, by ktoś, kto nie interesuje się polityką, nie ma zielonego pojęcia o polityce, gospodarce, procesach zachodzących w Polsce i w Unii Europejskiej zagłosował w eurowyborach?

    Pisze autor. Oczywiscie zaden. I dalej:

    Dlatego optymalna sytuacja nie jest wtedy, gdy wszyscy pójdą do urn wyborczych, "by potwierdzić wysoką jakość polskiej demokracji", ale wtedy, gdy wszyscy głosujący wybiorą kandydata w sposób przemyślany, po wcześniejszych głębokich analizach merytorycznych, po uprzednim zapoznaniu się ze ścieżką życiową i zawodową danej osoby. Ilu wyborców na to stać? Ilu wyborców tak robi? Myślę, że niewielu. Dlatego też niewielu powinno brać udział w wyborach, a pani, która była radiowym gościem, po prostu mówi głupoty i nie zależy jej na przyszłości kraju.

    Oczywiscie. Brac udzial w wyborach powinni tylko zweryfikowani czlonkowie Partii.

    Dalej proponuje wprowadzenie testow na kandydatow:

    "Jaki dana twarz ma iloraz inteligencji? Jaką osobowość? Jaką wiedzę dotyczącą funkcji, o którą się ubiega? Jaki i jak zna język obcy? Co osiągnął w życiu? Jaki jest jego poziom wiedzy ekonomicznej? Jaki jest jego status rodzinny? Jaki stan zdrowia? Itd."

    – Pisarek wymienia przykładowe zagadnienia.

    Jego zdaniem "kandydaci powinni być przeegzaminowani, a wyniki i podstawowe informacje o nich powinny znaleźć się na liście do głosowania i w materiałach wyborczych".

    "Cóż mi po kandydacie z nawet pierwszego miejsca jakiejś partii, jeśli ma inteligencję na poziomie idioty, nie wie, co to jest VAT i jakie są jego stawki, nie zna języka obcego?"


    Ten ostatni postulat jest szczegolnie ciekawy. Co by powiedzial o kandydacie ktory jezyk obcy owszem zna ale jest to rosyjski? A wynik testu na inteligencje pani Szydlo? Albo kto wyznaczy komisje egzaminacyjne - oczywiscie minister Ziobro.

    Mozna wiec dodac do sformulowanego przeze mnie prawa Parkinsona-Stalina kolejny lemat:

    "Wybory szkodza demokracji"

    Pan Cukiernik, jako prawnik z wyksztalcenia, ma naturalna w tym srodowisku pogarde dla natury. Uwaza ze mozna zadekretowac aby na przyklad kazdy silnik wykorzystywal 100% energii zawartej w paliwie, a to ze 100 lat wczesniej udowodniono ze tak natura nie moze dzialac do niego nie dociera.
  • zimna-wodka 03.07.19, 14:53
    A ja bym jednak posłuchał pepego . Tylko tym razem. I ogłosił, że w ramach troski o Polską Wieś (koniecznie z dużej litery) i Polskie Rodziny (tu każde litery są za małe) rezygnujemy z dopłat do rolnictwa.
    Takie coś należy ogłosić tuż przed wyborami. Koniecznie!

    PS. A to silnik nie może wykorzystywać 150% energii albo i więcej? To musi być jakiś lewacki silnik. Nasze, Narodowe i Polskie będą wykorzystywać ile zadekretuje prezes.

    --
    pepe napisał: Póki więc można, warto się starać.Już prawie nie można, nie zauważył Pan?

    kadi napisał:To staraj sie Pan.Bo ja to pierdole.
  • pepe49 03.07.19, 20:07
    > A ja bym jednak posłuchał pepego . Tylko tym razem. I ogłosił, że w ramach tros
    > ki o Polską Wieś (koniecznie z dużej litery) i Polskie Rodziny (tu każde litery
    > są za małe) rezygnujemy z dopłat do rolnictwa.
    > Takie coś należy ogłosić tuż przed wyborami. Koniecznie!

    Nikt tego nie ogłosi, bo by przegrał wybory.

    Tylko, że..

    Władze okupacyjne U. E. ogłosiły otwarcie swojego rynku na produkty rolnicze z państw Ameryki Południowej ze zrzeszenia Mercosur.
    Rolnicy zaczęli protestować.
    Dlaczego?
    Bo tamtejsze jedzenie jest tańsze i nasi rolnicy zbankrutują.

    Dlaczego jest tańsze?
    Bez dopłat?

    Więc może jednak to co piszę wolnościowcy gospodarczy o szkodliwości dopłat ma sens?

    (Południowokoreańskie samochody i statki są tańsze również - bez dopłat. Dlaczego? Dlaczego nasze muszą być droższe? Czyli, w końcowym rezultacie, dlaczego to oni mają mieć pieniądze a my nie?)

    Jeżeli w odpowiedzi ma Pan sobie tylko rytualnie poprzeklinać, to proszę, Pan zostawi jak jest.


    *

    U. E.
    Jak zwykle.
  • zimna-wodka 03.07.19, 21:57
    pepe49 napisał:

    > Bo tamtejsze jedzenie jest tańsze i nasi rolnicy zbankrutują.
    >
    > Dlaczego jest tańsze?
    > Bez dopłat?

    > (Południowokoreańskie samochody i statki są tańsze również - bez dopłat. Dlacze
    > go? Dlaczego nasze muszą być droższe? Czyli, w końcowym rezultacie, dlaczego to
    > oni mają mieć pieniądze a my nie?)

    Samochody nie są tańsze. Były jak KIA i Hyunday "podbijały" Europę i ciągnęły dumpingiem. Teraz już tańsze nie są. Może dlatego, że konstrukcje są niemieckie a produkcja jest ulokowana na Słowacji. Koreański jest tylko znaczek.

    Statków dawno nie kupowałem to nie wiem.

    Żarcie jest tańsze bo ziemia jest tańsza a i robole pracują wg recepty p. premiera - zapierdalają za miskę ryżu.

    Więc pepe... nie rób tego co ci robole.
    --
    pepe napisał: Póki więc można, warto się starać.Już prawie nie można, nie zauważył Pan?

    kadi napisał:To staraj sie Pan.Bo ja to pierdole.
  • pepe49 03.07.19, 19:54
    Na temat technik demokracji.
    W sumie - niezły pomysł.

    Pozwolę sobie dodać do tego tematu adres wątku z forum, który zapadł mi w pamięć:

    forum.gazeta.pl/forum/w,17007,136937262,136937262,Prawo_w_systemach_zlozonych_e_subversion_eu_.html
    *

    Natomiast do dyskusji na temat sensu dotacji nic od tego pisania nie przybyło.
    A szkoda. Ma Pan przemyślenia na ten temat. Pan napisze.

    *

    U. E.
    Jak zwykle.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka