Dodaj do ulubionych

Recesja w RP?

03.06.08, 11:52
Edytor zaawansowany
  • bush_w_wodzie 04.06.08, 00:50

    swiatowe rynki finansowe trzeszcza kryzys kredytow hipotecznych sie rozszerza
    ropa i zywosc drozeja i globalna koniunktura spada. te okolicznosci wygladaja
    niezbyt przyjaznie i spowolnienie mamy jak w narodowym banku polskim

    jaka szkoda ze na fotelu prezesa nbp nie siedzi leszek balcerowicz tylko jakis
    inzynier od mostow. gdyby tam urzedowal balcerowicz to mozna by od reki
    wytypowac winnego. a tak?

    trzeba chyba zmienic front i obciazyc rzad odpowiedzialnoscia za silna zlotowke

    no - jedna rzecz nas moze uchronic przed recesja - profity gospodacze z
    integracji europejskiej

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 04.06.08, 02:34
    "jaka szkoda ze na fotelu prezesa nbp nie siedzi leszek balcerowicz tylko jakis
    inzynier od mostow. gdyby tam urzedowal balcerowicz to mozna by od reki
    wytypowac winnego. a tak?"


    Jaja sobie robisz, prawda?
    Za stopy procentowe odpowiada Rada a na czele rady jest kto?
    Reakcja rynku jest zawsze dlugofalowa, czyli wplyw dzialalnosci poprzedniego
    prezesa i poprzednich czlonkow rady przeklada sie na sytuacje obecna.

    Stopy procentowe wplywaja na koszt pozyskania kapitalu i kurs pieniadza. Kurs
    pieniadza powoduje wzrost lub spadek atrakcyjnosci inwestycyjnej obszaru. Wysoka
    stopa procentowa przeklada sie na spadek produkcji, import i mizeryje
    zatrudnienia i w tym sensie odpowiedzialnosc spada na poprzednia Rade i
    prezesa. Dodatkowo umocnienie zlotego powoduje straty na rezerwach. Za
    inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes jedynie wykazuje brak kontroli
    i nadzoru. Czyli jest odpowiedzialnosc posrednia poprzedniego prezesa, ktory
    mial idiotow w dziale inwestycji i to tolerowal.

    Dodatkowo elementarna uczciwosc nakazuje wykazywac rzetelnie stan finansow
    instytucji publicznej jaka jest NBP niezaleznie od odpowiedzialnosc osob w
    zarzadzie. Z pewnym zdumieniem czytam, ze obecny prezes ujawnia straty z roznic
    kursowych. To niespotykane.
    Za poprzedniego prezesa bylo zamiatanie pod dywan.


    "trzeba chyba zmienic front i obciazyc rzad odpowiedzialnoscia za silna zlotowke"


    Ja dodatkowo dolozylbym PRZYMUS VAT wpisany w stosunki podatkowe w obrebie Unii.
    Ten VAT powoduje spadek wymiany w obrocie uslugowo- -towarowym, spadaja wplywy
    podatkowe i wzrasta popyt budzetu na pieniadze. To oznacza podwyzszona emisje
    obligacji co przy obecnej stopie wtornie wzmacnia PLN i oslabia produkcje. Przez
    to wszystko ludzie uciekaja za granice i przywoza walizkami pieniadze, co
    dodatkowo wzmacnia zlotego. Przeciez to jest paranoja!

    Polska rzadza dyletanci ekonomiczni na kazdym szczeblu.
    Wszyscy to wiedza, tylko jakims cudem nikt o tym publicznie nie pisze.

    A ja wkleilem tutaj jeden bardzo wazny artykul:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=78867154&a=80309052
    I nie ma zupelnie zadnej reakcji.
    Czy wy tam naprawde nie rozumiecie co sie moze na tym rynku wydarzyc?
    To nie jest jakas przypadkowa wymiana zdan na forum, tylko bardzo powazny
    problem, przez ktory obywatele IV RP moga zostan nagle bez portek!

    Jezeli FED-owi skoncza sie pieniadze na pozyczki dla bankow - to
    albo bedzie dodruk pieniedzy albo wzrost swiatowych stop procentowych powyzej
    10%, systemowa upadlosc bankow w USA i wszyscy ktorzy kupili na kredyt
    nieruchomosci w Europie straca domy a budzety takich krajow jak Polska przestana
    sie domykac.

    FED mial stan inwestycji na rynku na poziomie 267 miliardow USD i SPRZEDAL 232.7
    miliardow! To oznacza, ze wywalili 87% stanu obligacji w celu pozyczenia bankom
    pod zastaw smieciowych CDO!
    Cyt: "The Fed owns $34.3 billion of the securities, down from $267 billion, or
    27 percent of the market, in December."

    FED rozdaje bankom pieniadze, ktorych nikt nie zamierza oddawac, patrzy na to
    kongres, ktory tez rozdaje pieniadze (pakiet pomocowy), wzrasta zadluzenie,
    wszystcy sie na to patrza i nic.
    To wszystko stalo sie w ciagu kilku ostatnich miesiecy!
    FED jest malym bankiem i nie jest w stanie samodzielnie przejac obciazenia
    wynikajacego ze strat na subprime i pozostalych!
    Te straty szacowane sa obecnie w przedziale od 600 do 3000 miliardow dolarow.
    Pieniedzy ktore poszly z dymem! Ta druga kwota przekracza sume bilansowa FED. To
    nie jest sytuacja, ktora nalezy traktowac lekcewazaco. Sto razy juz pisalem, ze
    FED jest za maly i sam z siebie nie jest w stanie uratowac rynku - chyba, ze
    zaczna drukowac pieniadze.

    Jezeli zaczna drukowac - to bedzie po prostu kataklizm na rynku.
    Jak nie zaczna - to tez bedzie kataklizm. A ty sobie jaja robisz z nowego
    prezesa NBP, ktory ma odwage cywilna mowic publicznie o tych obligacjach i
    szykowac sie do ich wywalenia. Najwyzszy czas.
  • polarbeer 04.06.08, 21:16
    Ja sie zapytam czy przyjmowanie CDO przez Fed juz nie jest "dodrukiem" teraz...
    Przeciez jezeli rynek nie chce tych smieci to znaczy ze nie maja wartosci ktora
    sie im przypisuje. Czyli Fed drukuje i rozdaje dolary uzywajac zupelnej
    fabrykacji jako "zastawu"...

    W jaki sposob ma to sie roznic od "czystego dodruku"? Szczegolnie gdy bylby on
    tajemnica panstwowa? Nikt specialnie sie nie dziwil gdy "Karaibskie Centra
    Bankowe" kupowaly T-Bills na skale Japoni jakis czas temu... (Te biznes
    slomanych kapeluszy przynosi nieslychane zyski!)





  • przycinek.usa 05.06.08, 06:23
    "Ja sie zapytam czy przyjmowanie CDO przez Fed juz nie
    jest "dodrukiem" teraz"


    Dobre pytanie.
    FED ma pieniadze z racji swoich funkcji jako banku. I jako bank
    zarabia na odsetkach. Z drugiej jednak strony jest to dosyc
    specyficzny bank. I jak rozdaje te pieniadze, to filozoficznie na to
    patrzac - daje cos, czego inaczej na rynku nie byloby.
    Tyle, ze te pieniadze fizycznie sa. (w bilansie banku)
    W przeciwienstwie do operacji TOMO, kiedy ich w bilansie nie ma.

    Jezeli na rynku beda tak rznac te banki jak dotychczas (na przyklad
    teraz akcje Lehmana) to sie wkrotce przekonamy ile tych pieniedzy da
    nam FED. Ciekawe ile Lehman wezmie forsy z FED?
  • polarbeer 05.06.08, 13:52
    Jezeli rozumiem dobrze funkcje Fed-u to im zadne odsetki nie sa potrzebne -- Fed
    ma monopol na druk. Do grudnia zeszlego roku ten druk byl ograniczony iloscia
    dlugu rzadowego w depozycie Fedu. W tej chwili ta "rezerwa" zostala usunieta
    (prawdopodobnie w sposob ktory gwalci prawo -- ale to niedooczenie szybko
    zostanie usuniete retroaktywnie przez kongresmanow/senatorow/prezydentow ktorych
    Fed ma na utrzymaniu).

    Bez praktycznego istnienia rezerw Fed zaminil sie w prostego drukarza juz teraz
    -- na wlasne protzeby i potrzeby Musoliniego. To nie jest zaden bank, to prosta
    drukarna, a udawanie bankierow ma funkcje PR.

    Co do Lehmana -- ja tez to sledze... Podejrzewam ze "kreatywnosc" z jaka
    podarowano BearnStearn'sa Morganowi, rowniez bedzie widoczna i znowu ludzie
    otworza geby z podziwem wobec beszczelnosci i arogancji...
  • szczurek.polny 05.06.08, 00:13
    > Za inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes jedynie
    > wykazuje brak kontroli i nadzoru.
    Przecież wiceprezes do spraw rezerw został w końcu wywalony, mimo zmasowanej
    obrony ze strony "wiadomych kół". A co się prezesowi-inżynierowi z tej okazji
    oberwało od obrońców wiceprezesa-ekonomisty-i-ucznia-profesora-ekonomii...

    > A ja wkleilem tutaj jeden bardzo wazny artykul:
    > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=17007&w=78867154&a=80309052
    > I nie ma zupelnie zadnej reakcji.
    A co ma być? Z faktami się mamy kłócić? Patrzę sobie od czasu do czasu na ten
    wykres na Yahoo - teraz jest koło 4%, jak dojdzie do 6% to idę kupić konserwy.
    Co więcej mogę zrobić?

  • bush_w_wodzie 05.06.08, 00:48
    szczurek.polny napisał:

    > > Za inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes jedynie
    > > wykazuje brak kontroli i nadzoru.
    > Przecież wiceprezes do spraw rezerw został w końcu wywalony, mimo zmasowanej
    > obrony ze strony "wiadomych kół". A co się prezesowi-inżynierowi z tej okazji
    > oberwało od obrońców wiceprezesa-ekonomisty-i-ucznia-profesora-ekonomii...
    >


    gdyby ten prezes mial odrobine przyzwoitosci to budowalby mosty a nie bralby
    sie za cos o czym nie ma najmniejszego pojecia. no ale poniewaz ten facet jest
    sprytnym zerem to usiluje cos markowac i jak cala reszta kaczej bandy wyzywa sie
    w personalnych starciach - a realia panie kwicza



    > A co ma być? Z faktami się mamy kłócić? Patrzę sobie od czasu do czasu na ten
    > wykres na Yahoo - teraz jest koło 4%, jak dojdzie do 6% to idę kupić konserwy.
    > Co więcej mogę zrobić?
    >

    mozesz jeszcze strajkoac i wywiesic transparent: donald tusk musi odejsc


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • kel62 08.06.08, 09:56
    > gdyby ten prezes mial odrobine przyzwoitosci to budowalby mosty a
    nie bralby
    > sie za cos o czym nie ma najmniejszego pojecia.

    A jakie pojęcie ma wykładowca księżycowej ekonomii marksistowskiej?

    no ale poniewaz ten facet jest
    > sprytnym zerem to usiluje cos markowac i jak cala reszta kaczej
    bandy wyzywa si
    > e
    > w personalnych starciach - a realia panie kwicza

    Jak ulał pasują te słowa do Balcerowicza, którego słynny 'plan'
    (wobec którego rzekomo nie było alternatywy) wprowadzał wcześniejsze
    emerytury (ty pewnie nie chcesz tego pamiętać ale żyją jeszcze
    ludzie pamiętający, że wcześniejsze emerytury, podobnie
    jak 'kuroniówki', stanowiły element 'planu Balcerowicza') a dzisiaj
    autor tego 'planu' w wywiadzie dla GW z 2 czerwca mówi, że to co
    wprowadził musi zostać zniesione bo się system sypie. Taki to
    geniusz. Świetnie, w kilku słowach, podsumował to Gwiazdowski:

    "Leszek Balcerowicz udzielił wywiadu, w którym stwierdził, że
    przywileje emerytalne należy jak najszybciej zlikwidować. Całkowicie
    się zgadzam. Ze swej strony dodałbym tylko, że trzeba ich było nie
    wprowadzać"
    www.blog.gwiazdowski.pl/index.php?subcontent=1&id=412

    --
    "Płci może być tyle, ile sobie wyprodukujemy. Bo płeć jest rzeczą
    kultury, a nie biologii"
    Katarzyna Szustow, Gazeta Wyborcza
  • damkon 08.06.08, 10:09
    > A jakie pojęcie ma wykładowca księżycowej ekonomii marksistowskiej?

    Balcerowicz nigdy nie byl wykladowca ekonomii marksistowskiej.

    > Jak ulał pasują te słowa do Balcerowicza, którego słynny 'plan'
    > (wobec którego rzekomo nie było alternatywy)

    A jaka byla wowczas alternatywa wobec planu Balcerowicza?


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • deluc 09.06.08, 21:49
    damkon napisał:

    > > A jakie pojęcie ma wykładowca księżycowej ekonomii marksistowskiej?
    >
    > Balcerowicz nigdy nie byl wykladowca ekonomii marksistowskiej.
    Hym, był pracownikiem naukowym Instytutu Problemów-Marksizmu i Leninizmu
    i członkiem PZPR. Aha na którejś z konferencji prasowych jako prezes NBP
    powiedział, że "nigdy komunistą nie był" tzn. że był oportunistą i koniunkturalistą.

    Co do jego fachowości - był "cienkim" prognostykiem i prawie nigdy nie trafiał w
    cel inflacyjny. Lata 2002-2004 to były czasy "schładzania" gospodarki zwane
    przez mnie era "balcerszpanu". Pamiętam jak zaprzyjaźniony biznesmen, opowiadał
    jak to nagle (tzn. w przeciągu paru m-cy) przestali mu płacić wszyscy - od
    małych firm po duże.

    >
    > > Jak ulał pasują te słowa do Balcerowicza, którego słynny 'plan'
    > > (wobec którego rzekomo nie było alternatywy)
    >
    > A jaka byla wowczas alternatywa wobec planu Balcerowicza?

    Czeska droga? A Milton Friedman jakoś tak pare lat temu powiedział, że był w
    błędzie, że reformy należało zacząć od budowania państwa prawa a nie prywatyzacji.


  • damkon 10.06.08, 01:27
    > Hym, był pracownikiem naukowym Instytutu Problemów-Marksizmu i
    > Leninizmu i członkiem PZPR. Aha na którejś z konferencji prasowych
    > jako prezes NBP powiedział, że "nigdy komunistą nie był" tzn. że
    > był oportunistą i koniunkturalistą.
    >
    > Co do jego fachowości - był "cienkim" prognostykiem i prawie nigdy
    > nie trafiał w cel inflacyjny. Lata 2002-2004 to były czasy
    > "schładzania" gospodarki zwane przez mnie era "balcerszpanu".
    > Pamiętam jak zaprzyjaźniony biznesmen, opowiadał jak to nagle
    > (tzn. w przeciągu paru m-cy) przestali mu płacić wszyscy - od
    > małych firm po duże.

    Czyli inaczej mowiac "Balcerowicz musi odejsc".

    > > A jaka byla wowczas alternatywa wobec planu Balcerowicza?
    >
    > Czeska droga? A Milton Friedman jakoś tak pare lat temu
    > powiedział, że był w błędzie, że reformy należało zacząć od
    > budowania państwa prawa a nie prywatyzac

    Tzw. "czeska droga" jest doskonalym przykladem jak mozna bylo
    calkowicie zaprzepascic poczatkowe przyzwolenie spoleczne do
    dokonania reform w okresie transformacji ustrojowej. Nalezy
    pamietac, ze porownujac oba modele transformacyjne, tzn. polski i
    czeski musimy wziac pod uwage sytuacje startowa obu krajow, zeby
    dostrzec bardzo istotne roznice mogace miec decydujacy wplyw na
    powodzenie reform. Po pierwsze w 89 roku inflacja w Czechoslowacji
    wynosila niecale 2% gdy w Polsce przekroczyla 640% (mialo to ogromne
    znaczenie w momencie uwolnienia cen, gdzie w Polsce natychmiast
    wystapila hiperinflacja). Po drugie w Polsce mielismy bardzo wysoki
    poziom zadluzenia zagranicznego siegajacy prawie 50% PKB, ktory u
    naszego poludniowego sasiada wynosil tylko okolo 15%. Po trzecie
    deficyt budzetowy w Polsce wynosil prawie 10% zas w Czechoslowacji
    byla minimalna nadwyzka budzetowa. Po czwarte ogromna bolaczka
    naszej gospodarki byla bardzo duza nierownowaga gospodarcza, ktora
    znajdowala odbicie nie tylko w hiperinflacji, ale takze w
    powszechnych brakach rynkowych (w Czechoslowacji zrodla niedoborow
    mialy charakter tylko mikroekonomiczny). Na koniec nalezy wspomniec,
    ze w wyniku oddzielenia sie Slowacji, Czechy pozbyly sie balastu w
    postaci trudnoreformowalnego ciezkiego przemyslu nastawionego
    glownie na potrzeby zbrojeniowe Zwiazku Radzieckiego. Poza tym o
    wiele latwiej mozna reformowac wzglednie mala gospodarke czeska
    (dodatkowo graniczaca z dwoma Panstwami Zachodnimi: Austria i
    Niemcami) w odroznieniu od naszej stosunkowo duzej gospodarki.

    Na koniec wroce, do wypowiedzi Miltona Friedmana na temat budowania
    panstwa prawa. Otoz panstwo prawa nie moze istniec bez gospodarki
    rynkowej, dlatego tez w Polsce nalezalo zaczac transformacje
    ustrojowa od reform gospodarczych a nastepnie zajac sie zmiana
    systemu prawnego. Balcerowicz byl odpowiedzialny tylko za to
    pierwsze.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • sendivigius 16.06.08, 06:57
    Zwroce delikatnie uwage ze rok 89 nie nadaje sie do porownan. To
    wlasnie w 89 juz od wakacji rzadzil finansami ten na B. I to
    wlasnie on inflacje rozpetal (z powodow politycznych pod ktorymi
    sprytnie byly ukryte interesy ekonomiczne grupy kolesiow).
    Pozostale argumenty sa sobie a muzom. Poziom zadluzenia nie mial tu
    nic do rzeczy, zreszta obliczenie jego poziomu przy takiej inflacji
    to wrozba z fusow (przypomina mi sie komentator Gadomski ktory
    wyliczyl jakies bajki ze na obywatela przypadal majatek 500 dolarow
    czy cos takiego). Deficyt budzetowy jaki byl to wlasnie tez wynik
    dzialan tego na B. on budzet tworzyl i podpisywal, bo przeciez nie
    Mazowiecki ktory pewnie nie umialby poprowadzic rachunkowosci
    kiosku Ruchu.

    itd.

    Podsumowujac ten na B. zachowal sie jak strazak-piroman najpierw
    podpalil stodole aby potem wykazac sie przy gaszeniu, a to ze
    spalily sie przy tym czyjes zbiory to juz go nie obchodzilo.
  • damkon 16.06.08, 20:27
    > Zwroce delikatnie uwage ze rok 89 nie nadaje sie do porownan.

    Przyznaje racje, ze jak na "Starego Komuniste", to wyjatkowo
    delikatna forma zwracania uwagi, ale przechodzac do rzeczy, to
    zwroce uwage, ze kazdy rok nadaje sie do porownan i 89 nie stanowi
    tutaj zadnego wyjatku. Moje porownanie tyczylo sie dwoch krajow
    nalezacych do tego samego bloku polityczno-gospodarczego, wiec
    porownanie bylo jak najbardziej uzasadnione.

    > To wlasnie w 89 juz od wakacji rzadzil finansami ten na B. I to
    > wlasnie on inflacje rozpetal (z powodow politycznych pod ktorymi
    > sprytnie byly ukryte interesy ekonomiczne grupy kolesiow).

    Hiperinflacja, ktora nastapila w owym okresie nie byla
    spiskiem "grupy kolesiow", tylko efektem uwolnienia cen w sytuacji
    ogromnej nierownowagi rynkowej.

    > Poziom zadluzenia nie mial tu nic do rzeczy, zreszta obliczenie
    > jego poziomu przy takiej inflacji to wrozba z fusow (przypomina mi
    > sie komentator Gadomski ktory wyliczyl jakies bajki ze na
    > obywatela przypadal majatek 500 dolarow czy cos takiego).

    To absurdalne stwierdzenie, poniewaz poziom zadluzenia zagranicznego
    mial kluczowe znaczenie w momencie rozpoczecia transformacji
    gospodarczej. Zreszta fusy takze nie byly nam potrzebne do
    obliczenia wysokosci zadluzenia zagranicznego, poniewaz jego
    wielkosc nie byla liczona w walucie krajowej.

    > Podsumowujac ten na B. zachowal sie jak strazak-piroman najpierw
    > podpalil stodole aby potem wykazac sie przy gaszeniu, a to ze
    > spalily sie przy tym czyjes zbiory to juz go nie obccodzilo.

    Jak dobrze pamietam, to autorem tego porownania jest niejaki Pawlak,
    z tym tylko, ze nie tyczylo sie ono Balcerowicza. Z tego co rowniez
    pamietam, jego wersja byla zdecydowanie bardziej dopracowana.


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • sendivigius 17.06.08, 16:41
    damkon napisał:

    > zwroce uwage, ze kazdy rok nadaje sie do porownan i 89 nie
    stanowi tutaj zadnego wyjatku.

    Stanowi, bo porownujac transformacje nalezy porownywac analogiczne
    okresy, wiec np. Czechoslowacje z 89 do Polski z 88.



    > Hiperinflacja, ktora nastapila w owym okresie nie byla
    > spiskiem "grupy kolesiow", tylko efektem uwolnienia cen w
    sytuacji ogromnej nierownowagi rynkowej.

    Powodow bylo wiecej, samo uwolnienie cen by tego nie dalo,
    nastapilo zreszta tez w innych krajach ale bez hiperinflacji.

    > To absurdalne stwierdzenie, poniewaz poziom zadluzenia
    zagranicznego mial kluczowe znaczenie w momencie rozpoczecia
    transformacji gospodarczej. Zreszta fusy takze nie byly nam
    potrzebne do obliczenia wysokosci zadluzenia zagranicznego,
    poniewaz jego wielkosc nie byla liczona w walucie krajowej.

    Mowiles nie o zadluzeniu tylko o jego relacji do PKB a tego
    ostatniego wlasnie nie dalo sie wyliczyc. Ponadto np. Wegry per
    capita mialy wieksze zadluzenie itd.


    > > Podsumowujac ten na B. zachowal sie jak strazak-piroman najpierw
    > > podpalil stodole aby potem wykazac sie przy gaszeniu, a to ze
    > > spalily sie przy tym czyjes zbiory to juz go nie obchodzilo.
    >
    > Jak dobrze pamietam, to autorem tego porownania jest niejaki
    Pawlak,
    > z tym tylko, ze nie tyczylo sie ono Balcerowicza. Z tego co
    rowniez
    > pamietam, jego wersja byla zdecydowanie bardziej dopracowana.

    Jezeli osoby o roznych pogladach mowia to samo to znaczy tyle ze
    sprawa jest oczywista.
  • damkon 17.06.08, 22:59
    > Stanowi, bo porownujac transformacje nalezy porownywac analogiczne
    > okresy, wiec np. Czechoslowacje z 89 do Polski z 88.

    W powyzszym przykladzie mozna oczywiscie dokonac porownania danych z
    lat 89 i 88 lub analogicznie 90 i 89, tak zeby uchwicic okres przed
    rozpoczęciem transformacji.

    > Powodow bylo wiecej, samo uwolnienie cen by tego nie dalo,
    > nastapilo zreszta tez w innych krajach ale bez hiperinflacji.

    Zasadniczym powodem hiperinflacji w Polsce bylo uwolnienie cen w
    polaczeniu z bardzo duza nierownowaga rynkowa, ktorej przejawem byly
    powszechne niedobory rynkowe.

    > Mowiles nie o zadluzeniu tylko o jego relacji do PKB a tego
    > ostatniego wlasnie nie dalo sie wyliczyc. Ponadto np. Wegry per
    > capita mialy wieksze zadluzenie itd.

    Porownywalem sytuacje startowa Czechoslowacji i Polski, ale faktem
    jest, ze Wegry w momencie rozpoczecia transformacji, rzeczywiscie
    mialy bardzo wysoki poziom zadluzenia zagranicznego. Z tym tylko
    zastrzezeniem, ze gospodarka wegierska miala zdecydowanie lepsze
    pozostale parametry makroekonomiczne.


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 18.06.08, 03:30
    >>>Zasadniczym powodem hiperinflacji w Polsce bylo uwolnienie cen w
    polaczeniu z bardzo duza nierownowaga rynkowa, ktorej przejawem byly
    powszechne niedobory rynkowe.<<<

    Naprawde mnie ciekawi mechanizm w jaki sposob "uwolnienie cen" mialoby
    spowodowac hiperinflacje... Kto drukowal te wszystkie zera na banknotach? Rynek
    czy rzad?
  • damkon 18.06.08, 21:48
    > Naprawde mnie ciekawi mechanizm w jaki sposob "uwolnienie cen"
    > mialoby spowodowac hiperinflacje... Kto drukowal te wszystkie zera
    > na banknotach?

    Przed uwolnieniem cen mielismy sytuacje powszechnych brakow
    rynkowych, tzn. ludzie mieli duzo pieniedzy, za ktore nie mozna bylo
    w zasadzie nic kupic (czyli mowiac kolokwialnie, zera na banknotach
    byl juz nadrukowane przed uwolnieniem cen). Wczesniej mielismy ceny
    urzedowe, ktore w przypadku niektorych produktow stanowily zaledwie
    kilka procent ich rzeczywistej, czyli rynkowej wartosci. Rzecza
    oczywista jest, ze w takim przypadku mechanizm uwolnienia cen
    urzedowych musial doprowadzic do hiperinflacji.

    > Rynek czy rzad?

    Mowimy o okresie, w ktorym zasadzie mechanizm rynkowy nie wystepowal
    z wyjatkiem malej namiastki rynku w tzw. szarej strefie. Regulatorem
    gospodarki byl wowczas mechanizm nakazowo-rozdzielczy, czyli mowiac
    inaczej grupa pseudoplanistow.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 18.06.08, 23:10
    Cos jest nie tak z ta historia ostatniej hiperinflacji w Polsce... Mozna to
    latwo sprawdzic patrzaqc na daty emisji kazdego "nowego zera" -- Najwieksze nowe
    nominaly NBP wprowadzil w 93 (bez)wartosci 2.000.000 zl (w czym NBP znieslawil
    pamiec Paderewskiego)... Juz nawet wydrukowali 5 millionowki (hanbiac
    Pilsudskiego) ale nie weszly one w objeg...

    Patrzac na daty, ja bym powiedzial ze powodem tej hiperinflacji byl nieslychany
    deficyt budzetowy zostawiony po PRL-u ktory trzeba bylo "doddrukowywac", a nie
    zadne uwolnienie cen... Gdyby to bylo "uwolnienie cen" a nie dodruk, ceny
    poszlyby w dol (a 2/3 ludnosci uzaleznione od budzetu panstwa, prawdopodobnie
    umarloby z glodu). Podejrzewam nawet ze nadal ten spadek po komunizmie nadal
    powoduje male "dodrukowywanie".

    http://images.google.com/imgres?imgurl=http://upload.wikimedia.org/wikipedia/pl/thumb/4/4e/BanknotyPRL50gr1944r.jpg/200px-BanknotyPRL50gr1944r.jpg&imgrefurl=http://pl.wikipedia.org/wiki/Banknoty_polskie_przed_denominacj%25C4%2585_1995&h=131&w=199&sz=7&hl=en&start=8&um=1&tbnid=WKNb5HScZ1ERiM:&tbnh=68&tbnw=104&prev=/images%3Fq%3Dbanknoty%2Bprl-u%2Bemisja%26um%3D1%26hl%3Den%26sa%3DG

  • przycinek.usa 21.07.08, 00:53
    dzieki za ten link. Z przyjemnoscia obejrzalem te banknoty. Latwo zapomniec jak
    te banknoty wygladaly. Pamietam, ze te 50,000 strasznie smierdzialy. 200,000
    byly chyba bardzo rzadkie.
  • damkon 19.06.08, 00:42
    > Cos jest nie tak z ta historia ostatniej hiperinflacji w Polsce...
    > Mozna to latwo sprawdzic patrzaqc na daty emisji kazdego "nowego
    > zera" -- Najwieksze nowe nominaly NBP wprowadzil w 93 (bez)
    > wartosci 2.000.000 zl (w czym NBP znieslawil pamiec
    > Paderewskiego)... Juz nawet wydrukowali 5 millionowki (hanbiac
    > Pilsudskiego) ale nie weszly one w objeg...

    Nie do konca tak bylo. Swiadczy o tym chociazby fakt malejacej
    inflacji w okresie 90 – 93 (inflacja w roku 90-tym wynosila prawie
    600%, w 91 r. – 70%, w 92 r. – 43% zas w 93 r. - 35%). Widac z tego
    wyraznie, ze najwiekszy poziom inflacji mial miejsce w momencie
    uwolnienia cen. Teza z inflacja wynikajaca z emisji pieniadza jest
    tylko w czesci prawdziwa, poniewaz do tego rodzaju inflacji musimy
    dodac tzw. inflacje tlumiona, ktora polegala na ogromnej
    nierownowadze gospodarki centralnie-planowanej majacej odbicie w
    powszechnych brakach rynkowych. To wlasnie zlikwidowanie niedoborow
    rynkowych polegajace na niczym innym jak uwolnieniu cen znalazlo
    swoje ujscie w postaci dodatkowego zrodla inflacji.

    > Gdyby to bylo "uwolnienie cen" a nie dodruk, ceny poszlyby w dol

    To calkowicie nieprawdziwe stwierdzenie, poniewaz ceny w gospodarce
    PRL-u byly sztucznie utrzymywane na zanizonym poziomie, wiec
    uwolnienie cen moglo spowodowac jedynie ich wzrost.


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 19.06.08, 01:54
    votum separatum. to jest nieprawda!

    Bylo tak:
    Nie bylo pieniedzy w budzecie i panstwo drukowalo pieniadze.
    Wtedy (najpierw) oszalaly ceny i wszystkie produkty przestaly istniec w sklepach
    bo rozpadl sie mechanizm dystrybucji i dopiero potem "uwolniono" ceny.
    Najwiekszy poziom inflacji byl ZANIM uwolniono ceny. Nierownowaga na rynku byla
    dlatego - bo panstwo kazalo sprzedawac po cenach niewspolmiernych do wartosci
    towarow. No i towarow nie bylo w sklepach! Byly za to na bazarze i gieldach.


    Mam wrazenie Damkon, ze byliscie gdzies indziej w tamtym okresie.
  • damkon 19.06.08, 23:50
    > Najwiekszy poziom inflacji byl ZANIM uwolniono ceny.

    To akurat prawda, z jednym tylko zastrzezeniem, tzn. czesc tej
    inflacji ukryto w powszechnych brakach rynkowych. Zostala ona
    ujawniona dopiero w momencie uwolnienia cen, czyli z dosc znacznym
    opoznieniem.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 19.06.08, 01:57
    >>>> To calkowicie nieprawdziwe stwierdzenie, poniewaz ceny w gospodarce PRL-u
    byly sztucznie utrzymywane na zanizonym poziomie, wiec
    uwolnienie cen moglo spowodowac jedynie ich wzrost.<<<

    Jesli to prawda to po co byly drukowane te wszystkie (dodatkowe) zera na
    papierze z napisem Narodowy Bank Polski a nie Polska Rzeczposloplita Ludowa?

    Poza tym jak mozesz byc pewien tych % inflacji? Ze nieby "nowa wladza" nie
    klamie? Poza tym inflacja czego? Wszyscy wiedza ze w latach 1989-1993 stara
    nimenklatura i nowi oportunisci wydawala astonomiczne sumy pieniedzy na
    przejecie kontroli nad polska gospodarka -- czy emisja pieniadza "na
    prywatyzacje" to jest inflacja czy nie?

    Ja w zadna inflacje cenowa nie wierze -- inflacja to "pompowanie" pieniadza.
    Inflacja to zawsze zjawisko monetarne. Ceny to mokry chodnik, to nie deszcz.
    Mokre chodniki nie powoduja deszczu, one sa jego rezultatem.
  • damkon 19.06.08, 23:49
    > Poza tym jak mozesz byc pewien tych % inflacji? Ze nieby "nowa
    > wladza" nie klamie? Poza tym inflacja czego? Wszyscy wiedza ze w
    > latach 1989-1993 stara nimenklatura i nowi oportunisci wydawala
    > astonomiczne sumy pieniedzy na przejecie kontroli nad polska
    > gospodarka -- czy emisja pieniadza "na prywatyzacje" to jest
    > inflacja czy nie?

    Co do tych procentow, to naturalnie nie mozemy miec do nich zadnych
    pewnosci, ale na jakichs danych powinnismy sie oprzec.

    > czy emisja pieniadza "na prywatyzacje" to jest inflacja czy nie?

    Kazde drukowanie pieniadza na ogol ma final w postaci inflacji, ale
    dawna nomenklatura PZPR-u miala zapewne inne, o wiele bardziej
    skuteczne metody uwlaszczenia sie niz "emitowanie pieniadza na
    prywatyzacje".

    > Ja w zadna inflacje cenowa nie wierze -- inflacja to "pompowanie"
    > pieniadza. Inflacja to zawsze zjawisko monetarne. Ceny to mokry
    > chodnik, to nie deszcz. Mokre chodniki nie powoduja deszczu, one
    > sa jego rezultatem.

    Faktem jest, ze inflacja zawsze musi miec poczatkowa przyczyne w
    postaci dodrukowania pieniadza, ale w gospodarce centralnie-
    planowanej, mozna ja bez problemu ukryc, np. za pomoca mechanizmu
    kontroli cen. Tak tez zrobila wladza PRL-u bojac sie dalszych
    podwyzek cen, tzn. wybrala "puste polki w sklepach", czyli ukryla
    inflacje w powszechnych niedoborach rynkowych. W takiej sytuacji
    uwolnienie cen stalo sie warunkiem sine qua non powodzenia calej
    transformacji systemowej, co odbylo sie naturalnie kosztem
    hiperinflacji w gospodarce.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 21.07.08, 00:57
    "Faktem jest, ze inflacja zawsze musi miec poczatkowa przyczyne w
    postaci dodrukowania pieniadza,"

    Co nie wyklucza spadku cen w okresie wzrostu podazy pieniadza.
  • bush_w_wodzie 05.06.08, 00:43
    przycinek.usa napisał:

    > "jaka szkoda ze na fotelu prezesa nbp nie siedzi leszek balcerowicz tylko jakis
    > inzynier od mostow. gdyby tam urzedowal balcerowicz to mozna by od reki
    > wytypowac winnego. a tak?"
    >
    >
    > Jaja sobie robisz, prawda?

    do pewnego stopnia tak

    > Za stopy procentowe odpowiada Rada a na czele rady jest kto?

    pan skrzypek jest


    > Reakcja rynku jest zawsze dlugofalowa, czyli wplyw
    > dzialalnosci poprzedniego prezesa i poprzednich czlonkow
    > rady przeklada sie na sytuacje obecna.


    no wiec tak sie sklada obecna sytuacja jest znakomita. od kilku lat rosnie
    eksport inwestycje i konsumpcja - a spada bezrobocie. przy bardzo malej inflacji
    cen mimo egzogennych szokow podazowych. to co jest ponure to nastepne
    kwartaly... za ktore odpowiadal bedzie kto?


    >
    > Stopy procentowe wplywaja na koszt pozyskania kapitalu i
    > kurs pieniadza. Kurs pieniadza powoduje wzrost lub
    > spadek atrakcyjnosci inwestycyjnej obszaru.


    rozumiem ze chciales napisac ze drozszy zloty to drozsza sila robocza? no ale
    takze wyzsza sila nabywacza...

    jestes szalenie niekonsekwentny. z jednej strony rwiesz wlosy z glowy nad
    polityka deprecjonowania wlasnej waluty ktora doprowadzila usa do obecnej
    mizerii a z drugiej potepiasz konsekwentna i skuteczna polityke nbp (z czasow
    minionych) ktora dala polsce polaczenie wzrostu gospdarki niedrogiego pieniadza
    i stabilnych cen

    > Wysoka
    > stopa procentowa przeklada sie na spadek produkcji, import i mizeryje
    > zatrudnienia i w tym sensie odpowiedzialnosc spada na poprzednia Rade i
    > prezesa.



    bzdury. gdy poprzedni prezed odchodzil zarowno stan biezacy jak i perspektywy
    byly wprost wysmienite. inzynier prezes skrzypek mial 2 lat ultra latwej
    polityki monetarnej przed soba gdy zastepowal balcerowicza. a teraz kwiczy bo
    laba sie skonczyla


    > Dodatkowo umocnienie zlotego powoduje straty na rezerwach.


    znaczy co - ubywa na tych walut?


    > Za inwestycje NBP odpowiada dzial inwestycji. Prezes
    > jedynie wykazuje brak kontrol i
    > i nadzoru. Czyli jest odpowiedzialnosc posrednia
    > poprzedniego prezesa, ktory mial idiotow w dziale inwestycji
    > i to tolerowal.


    czy ty w ogole roumiesz po co sa rezerwy walutowe w bankach centralnych? bo
    chyba nie sadzisz ze po to zeby bank centralny zarabial na papierze na spadku
    kursu wlasnej waluty?


    >
    > Dodatkowo elementarna uczciwosc nakazuje wykazywac rzetelnie stan finansow
    > instytucji publicznej jaka jest NBP niezaleznie od odpowiedzialnosc osob w
    > zarzadzie. Z pewnym zdumieniem czytam, ze obecny prezes ujawnia straty z roznic
    > kursowych. To niespotykane.
    > Za poprzedniego prezesa bylo zamiatanie pod dywan.
    >

    bzdury. nbp ma ustawowy obowiazek skladania przejrzystego sprawozdania
    finansowego. za balerowicza takie sprawozdania byly. tak sie jednak skladalo ze
    w owym czasie zlotowka slabla a rezerwy byly profesjoalnie zarzadzane - i nbp
    notowal zysk. no i nastal nam fachura od betonu sprzezonego - i obraca naszymi
    setkami miliardow zlotych tak ze nbp ma strate

    no ale ma przynajmniej ma odwage sie przyznac do swojej indolencji he he he

    >
    > "trzeba chyba zmienic front i obciazyc rzad odpowiedzialnoscia za silna zlotowk
    > e"
    >
    >
    > Ja dodatkowo dolozylbym PRZYMUS VAT wpisany w stosunki podatkowe
    > w obrebie Unii. Ten VAT powoduje spadek wymiany w obrocie
    > uslugowo- -towarowym, spadaja wplywy podatkowe i wzrasta
    > popyt budzetu na pieniadze. To oznacza podwyzszona emisje
    > obligacji co przy obecnej stopie wtornie wzmacnia PLN i
    > oslabia produkcje.


    hle hle. to chyba dobrze dla usa - ze strefa euro ma ten vat oslabiajacy
    produkcje. bo jakos tak sie sklada ze to ta beznadziejnie ovatowana unia ma
    konkurencyjna produkcje a nie wolne od vatu usa. naturalnie znajdziesz kilka
    szalenie pzekonujacych wyjasnien tego stanu rzeczy... oprocz najprostszego


    > Przez to wszystko ludzie uciekaja za granice i przywoza
    > walizkami pieniadze, co dodatkowo wzmacnia zlotego.
    > Przeciez to jest paranoja!
    >


    przeciwnie. racjonalne ekonomicznie zachowanie polega na tym ze pracuje sie tam
    gdzie lepiej placa. ludzie z biednych krajow zawsze jezdzili za praca do
    bogatszych - co nie przycinku?


    > Polska rzadza dyletanci ekonomiczni na kazdym szczeblu.
    > Wszyscy to wiedza, tylko jakims cudem nikt o tym publicznie nie pisze.
    >


    no - ja juz czytalem u ciebie ze idioci rzadza gospodarka polska europejska
    amerykanska i bankami inwestycyjnymi

    cos pewnie w tym jest. zyjemy w idiotycznym swiecie idiotycznie rzadzonym przez
    idiotow. naprawde szkoda ze wszyscy madrzy siedza na tym forum i prawie niczym
    nie rzadza


    > Czy wy tam naprawde nie rozumiecie co sie moze na tym rynku wydarzyc?
    > To nie jest jakas przypadkowa wymiana zdan na forum, tylko bardzo powazny
    > problem, przez ktory obywatele IV RP moga zostan nagle bez portek!
    >

    nie pierwszy raz i nie ostatni


    > Jezeli zaczna drukowac - to bedzie po prostu kataklizm na rynku.
    > Jak nie zaczna - to tez bedzie kataklizm. A ty sobie jaja robisz z nowego
    > prezesa NBP, ktory ma odwage cywilna mowic publicznie o tych obligacjach i
    > szykowac sie do ich wywalenia. Najwyzszy czas.



    bez jaj:

    1) nbp ma konstytucyjny obowiazek raportowania i nie ma to nic wspolnego z
    rzekoma odwaga niewydarzonego prezesa

    2) strata ksiegowa nbp z powodu aprecjacji zlotowki nie jest zadnym problemem.
    podobniez jak ksiegowy zysk ktory nbp notowal gdy zlotowka slabla

    3) trzeba byc chorym zeby powierzyc zarzadzanie bankiem centralnym politrukowi
    ktory zna sie na betonie sprzezonym i perfumowanej wazelinie

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 05.06.08, 06:04
    > Jaja sobie robisz, prawda?
    do pewnego stopnia tak

    To z przymruzeniem oka odpowiadam:

    "> a na czele rady jest kto?
    pan skrzypek jest"

    Ja uogolnilem, ale najwyrazniej go lubisz skoro tyle o nim piszesz.


    "obecna sytuacja jest znakomita. od kilku lat rosnie
    eksport inwestycje i konsumpcja - a spada bezrobocie. przy bardzo
    malej inflacji cen mimo egzogennych szokow podazowych"


    Rosnie dynamicznie eksport sily roboczej, przez co slysze, ze w
    Angli chca Polakom zrobic dzien hydraulika. Przez to pewnie spada
    bezrobocie. Co do statystyki inflacyjnej, to pewnie jest tak jak u
    nas, ze benzyna na pompie idzie do gory o 1/3 w miesiac a oficjalna
    statystyka mowi, ze energia wzrosla o 0.2% m/m.


    "rozumiem ze chciales napisac ze drozszy zloty to drozsza sila
    robocza?"

    He he he. Myslisz jak przedsiebiorca. Bardzo dobrze.


    "z jednej strony rwiesz wlosy z glowy nad polityka deprecjonowania
    wlasnej waluty ktora doprowadzila usa do obecnej mizerii"


    He he he. Chyle czapke przed takim mistrzostwem w wykrecaniu kota
    ogonem.


    "a z drugiej potepiasz konsekwentna i skuteczna polityke nbp"

    Potepiam polityke bezsensownego tracenia pieniedzy.

    "(z czasow minionych) ktora dala polsce polaczenie wzrostu gospdarki
    niedrogiego pieniadza i stabilnych cen"


    Czy chodzi ci o polityke z czasow rzadu Kaczynskiego?


    Ja napisalem, ze: "Wysoka stopa procentowa przeklada sie na spadek
    produkcji, import i mizeryje zatrudnienia"

    Ty napisales: "bzdury."

    Przemysl to jeszcze, dobrze?


    "gdy poprzedni prezed odchodzil zarowno stan biezacy jak i
    perspektywy byly wprost wysmienite."


    Ja pisalem, ze dolar spadnie. Wiec perspektywy nie byly wysmienite.
    One byly wysmienicie opisane w GW, ale czy perspektywy byly naprawde
    wysmienite, to okazalo sie, kiedy NBP podal ile stracil.
    Z perspektywy wyglada to kiepsko.



    "inzynier prezes skrzypek mial 2 lat ultra latwej polityki
    monetarnej przed soba gdy zastepowal balcerowicza. a teraz kwiczy bo
    laba sie skonczyla"


    Nie wiem co robi inzynier Skrzypek, bo nie obserwuje, ale wierze Ci
    na slowo, ze laba skonczyla, bo tez tak intuicyjnie wyczuwam z tego
    co piszesz. -))


    > Dodatkowo umocnienie zlotego powoduje straty na rezerwach.
    "znaczy co - ubywa na tych walut?"

    He he he. Relatywistyka sledcza, co?
    A korzysci utracone? Mozna bylo miec wiecej niz teraz.
    Zreszta spadek relatywny sily nabywczej jest strata.
    Poddajesz w watpliwosc rzetelnosc raportu NBP?


    "czy ty w ogole roumiesz po co sa rezerwy walutowe w bankach
    centralnych? bo chyba nie sadzisz ze po to zeby bank centralny
    zarabial na papierze na spadku kursu wlasnej waluty?"


    Orzesz-ty-w-gebe!
    mistrzu cietej riposty, a czy ty 'roumiesz' co to jest pieniadz?
    Po co sie to cos gromadzi i wymienia?
    Nie przyszlo ci do glowy, ze wzrost wartosci PLN moze byc bledem?



    "bzdury. (...) za balerowicza takie sprawozdania byly. tak sie
    jednak skladalo ze w owym czasie zlotowka slabla a rezerwy byly
    profesjoalnie zarzadzane"


    Podejrzewam, ze nie dokonywano przeliczenia kursowego a jedynie
    doliczano odsetki. To sie zdarza.


    "no i nastal nam fachura od betonu sprzezonego - i obraca naszymi
    setkami miliardow zlotych tak ze nbp ma strate no ale ma
    przynajmniej ma odwage sie przyznac do swojej indolencji he he he"


    Pomijajac ewidentna milosc do ekspertow budownictwa ladowego - masz
    na to jakies dowody? Moze jakis link, albo co?


    "hle hle. to chyba dobrze dla usa - ze strefa euro ma ten vat
    oslabiajacy produkcje."

    Zgadza sie. Nigdy nie mialem tak dobrych obrotow w eksporcie do unii.

    "bo jakos tak sie sklada ze to ta beznadziejnie ovatowana unia ma
    konkurencyjna produkcje a nie wolne od vatu usa."


    No nie wiem. Produkty Siemensa wypadaja z rynku, Telemecanique to
    samo. Moglbym podac Ci setki innych przykladow, ale nie ma na to
    czasu.


    > Przez to wszystko ludzie uciekaja za granice i przywoza
    > walizkami pieniadze, co dodatkowo wzmacnia zlotego.
    "przeciwnie."

    Tlumacze: Jak Kowalski wyjedzie za granice bez niczego i wraca z
    funtami, to wystepuje presja na PLN kiedy je chce wymienic na PLN.
    Panial? Czyli Kowalski przywozac waluty, naciska NBP do podwyzszania
    rezerw. A jesli uwazasz, ze jest przeciwnie, to sobie jeszcze raz
    przemysl.


    "no - ja juz czytalem u ciebie ze idioci rzadza gospodarka"

    To bylo faktycznie niezbyt madre. To moze zrobmy taki uklad, ze
    wszyscy bedziemy sie od teraz kochac i nie bedzie wiecej takiej
    krytyki. To ja dam od teraz przyklad i wiecej o tym pisac nie bede a
    ty daj przyklad i przestan sie czepiac Skrzypka, ze jest specjalista
    od konstrukcji sprezonych.


    "naprawde szkoda ze wszyscy madrzy siedza na tym forum"


    Mozliwe, ze w Polsce, bo ja nie mam tyle czasu.



    "3) trzeba byc chorym zeby powierzyc zarzadzanie bankiem centralnym
    politrukowi ktory zna sie na betonie sprzezonym i perfumowanej
    wazelinie"


    Perfumowanej wazelinie? Jakies linki? -)
  • bush_w_wodzie 05.06.08, 21:53

    jak pijani drwale nad zepsutym zegarkiem

    to ja moze zaczne od nowa - stawiajac kilka prostych tez:

    1) polska jest w fazie konwergencji gospodarczej z ue. to oznacza rowniez
    stopniowa konwergecje cen i niektorych plac (np budowlanki). i mamy dwa wyjscia:
    znaczaca inflacje cen lub aprecjacje zlotowki. iflacja cen jest niekorzystna bo
    w efekcie prowadzilaby do podrozenia pieniadza


    2) bezrobocie w polsce spada i esport rosnie. zatem mimo aprecjacji zlotowki -
    polska gospodarka pozostaje konkurencyja


    3) o tym ze nbp bedzie mial strate ksiegowa wskutek aprecjacji zlotowki wiadomo
    bylo od dawna. dlatego w poprzednich latach (za balcerowicza) nbp rozwiazywal
    tzw rezerwe rewaluacyjna (pozbywal sie czesci walut obcych) i dzieki temu
    uzyskiwal zysk. no ale bank centralny musi utrzymywac rezerwy walutowe na pewnym
    poziomie wiec te rezerwe rewaluacyjna trzeba bylo odtworzyc. i stad strata ksiegowa


    4) twoj argument na temat vatu zupelnie nie trzyma sie kupy. vat obniza
    konsumpcje a nie produkcje i eksport. dlatego - jesli ci sie dobrze eksportuje
    do ue - to oznacza ze vat jakos nie tlumi konsumpcji - a tym bardziej produkcji.
    pomijam tu `detal' w postaci bazy - tj ogromnego eksportu z ue i zrownowazonego
    bilansu handlowego ue - do porownania z gigantycznym strukturalnym deficytem
    handlowym usa. mozna to interpretowac jako negatywny wplyw vatu na poziom
    konsupcji - ale nie jako negatywny wplyw vatu na produkcje na eksport

    5) skrzypek. tak szczerze: czy trzymalbys pieniadze w funduszu inwestycyjnym
    zarzadzanym przez takiego typa? powierzylbys mu zarzadzanie twoimi aktywami?

    6) wazelina: polecam uwazna lekture zyciorysu pana skrzypka i analize
    merytorycznych przeslanek dla jego kariery

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 07.06.08, 20:33
    "1) polska jest w fazie konwergencji gospodarczej z ue. to oznacza rowniez
    stopniowa konwergecje cen i niektorych plac (np budowlanki)."


    Truizm. Problem w tym, ze ceny juz sie wyrownaly w wiekszosci sektorow.
    Marnujesz czas.


    "i mamy dwa wyjscia: znaczaca inflacje cen lub aprecjacje zlotowki. iflacja cen
    jest niekorzystna bo w efekcie prowadzilaby do podrozenia pieniadza"


    Nie. Zapomniales, ze na rynku otwartym trudno o wzrost cen.
    W Polsce jest drogo. Drozej nie bedzie. Co do kursu zlotego - to nie wiem co sie
    stanie - ale z punktu widzenia ryzyka inwestycyjnego - popyt na zlotego przy
    obecnym poziomie jest ograniczony zbyt duzym ryzykiem kursowym. Nawet konsumenci
    zastanawiaja sie nad sensownoscia wymiany walut na PLN przy obecnym kursie. Ja
    watpie w dalsza aprecjacje PLN. Sama stopa procentowa nie jest jedynym
    czynnikiem wplywajacym na kurs.


    "2) bezrobocie w polsce spada i esport rosnie. zatem mimo aprecjacji zlotowki -
    polska gospodarka pozostaje konkurencyja"


    Gospodarka nigdy nie jest statyczna. Bezrobocie jest tzw. lagging idicator - i
    nie mozna na tej podstawie oceniac przyszlej konkurencyjnosci gospodarki. A o
    inwestycjach decyduja perspektywy w ocenie analitykow i inwestorow. Eksport
    podlega presji kursu wymiany.
    Temu mistrzu manipulacji nie zaprzeczysz.



    "3) o tym ze nbp bedzie mial strate ksiegowa wskutek aprecjacji zlotowki (...)


    Bez komentarza. Szczegoly dot. ksiegowania w NBP w ciagu ostatnich 4 lat mnie
    nie interesuja.


    "4) twoj argument na temat vatu zupelnie nie trzyma sie kupy. vat obniza
    konsumpcje a nie produkcje i eksport."


    Bzdury opowiadasz. Uzyj wyobrazni. VAT ogranicza obrot gospodarczy.
    Spowalnia wymiane towarowo-uslugowa. Powoduje spadek predkosci cyrkulacji
    pieniadza. To ogranicza popyt i produkcje.


    "5) skrzypek. tak szczerze: czy trzymalbys pieniadze w funduszu inwestycyjnym
    zarzadzanym przez takiego typa? powierzylbys mu zarzadzanie twoimi aktywami?"


    Oho, a dopiero zrobiles mi wyklad na temat oceniajacych wypowiedzi publicznych.
    Nie znam casusu Skrzypka i nie wypowiadam sie.
    Wiem z wlasnej praktyki, ze na odpowiedzialnych stanowiskach zatrudniam ludzi do
    ktorych mam osobiste zaufanie. Kwalifikacje sa sprawa osobna, bo od
    specjalizacji, sa podlegajace departamenty specjalistow. Najwazniejszy jest
    nadzor i prawidlowe decyzje. Pytanie - czy Skrzypek potrafi byc odpowiednio
    surowym kontrolerem? Czy potrafi odpowiednio interpretowac informacje? Czy on
    umie to robic? Czy potrafi wyciagac wnioski, zarzadzac ludzmi i eliminowac straty?
    Czy potrafi podejmowac prawidlowe decyzje w oparciu o informacje, ktore do niego
    docieraja od specjalistow? Czy dziala w dobrej wierze?
    Czy dyplom inzyniera budownictwa ladowego mu przeszkadza?

    Ani mnie - ani tobie to oceniac.
    Ja nie mam odpowiednich informacji - a Ty nie masz kwalifikacji.


    "6) wazelina: polecam uwazna lekture zyciorysu pana skrzypka i analize
    merytorycznych przeslanek dla jego kariery"


    Nie mam interesu w tej lekturze.
    Niech sie tym zajmuja dziennikarze w ramach obowiazkow redakcyjnych.
  • bush_w_wodzie 07.06.08, 22:33
    przycinek.usa napisał:

    > "1) polska jest w fazie konwergencji gospodarczej z ue. to
    > oznacza rowniez stopniowa konwergecje cen i niektorych plac
    > (np budowlanki)."
    >
    >
    > Truizm. Problem w tym, ze ceny juz sie wyrownaly w wiekszosci
    > sektorow.

    1) truzim? doprawdy? no to dobrze wiedziec
    2) nieprawda. w sektorze uslug ceny wcale sie jeszcze nie wyrownaly


    > Marnujesz czas.
    >

    w kontekscie twojej odpowiedzi zaczynam w to wierzyc.

    >
    > "i mamy dwa wyjscia: znaczaca inflacje cen lub aprecjacje zlotowki. iflacja cen
    > jest niekorzystna bo w efekcie prowadzilaby do podrozenia pieniadza"
    >
    >
    > Nie. Zapomniales, ze na rynku otwartym trudno o wzrost cen.
    > W Polsce jest drogo. Drozej nie bedzie.

    no to fajnie. bedzie pole do obnizek stop

    > Co do kursu zlotego
    > - to nie wiem co sie stanie - ale z punktu widzenia ryzyka
    > inwestycyjnego - popyt na zlotego przy obecnym poziomie jest
    > ograniczony zbyt duzym ryzykiem kursowym.

    to bardzo dobrze. oznacza to ze dziala mechanizm rynkowy ktory zapobiega dalszej
    aprecjacji zlotowki


    >
    >
    > "2) bezrobocie w polsce spada i esport rosnie. zatem mimo aprecjacji zlotowki -
    > polska gospodarka pozostaje konkurencyja"
    >
    >
    > Gospodarka nigdy nie jest statyczna. Bezrobocie jest tzw.
    > lagging idicator - i nie mozna na tej podstawie oceniac
    > przyszlej konkurencyjnosci gospodarki. A o inwestycjach
    > decyduja perspektywy w ocenie analitykow i inwestorow.
    > Eksport podlega presji kursu wymiany.
    > Temu mistrzu manipulacji nie zaprzeczysz.

    przeceniasz mnie. eksport podlega presji - temu nie zaprzeczam. ale mimo tej
    presji wciaz rosnie. co to wedlug ciebie oznacza wirtuozie jedynie slusznych tez?


    >
    >
    >
    > "3) o tym ze nbp bedzie mial strate ksiegowa wskutek aprecjacji zlotowki (...)
    >
    >
    > Bez komentarza. Szczegoly dot. ksiegowania w NBP w ciagu
    > ostatnich 4 lat mnie nie interesuja.
    >

    jesli cie nie interesuja to oznacza ze w istocie nie interesuje cie kwestia
    zysku / straty nbp i jest zdumiewajace ze poswiecasz swoj cenny czas na
    wypowiedzi na ten nieinteresujacy cie temat


    >
    > "4) twoj argument na temat vatu zupelnie nie trzyma sie kupy. vat obniza
    > konsumpcje a nie produkcje i eksport."
    >
    >
    > Bzdury opowiadasz. Uzyj wyobrazni. VAT ogranicza obrot gospodarczy.
    > Spowalnia wymiane towarowo-uslugowa. Powoduje spadek predkosci cyrkulacji
    > pieniadza. To ogranicza popyt i produkcje.
    >


    popyt i produkcje na rynek wewnetrzny. ale na pewno nie eksport. wrecz
    przeciwnie. w sytuacji nadwyzek capacity vat stymuluje produkcje na eksport


    > "5) skrzypek. tak szczerze: czy trzymalbys pieniadze w funduszu inwestycyjnym
    > zarzadzanym przez takiego typa? powierzylbys mu zarzadzanie twoimi aktywami?"
    >
    >
    > Oho, a dopiero zrobiles mi wyklad na temat oceniajacych wypowiedzi publicznych.
    > Nie znam casusu Skrzypka i nie wypowiadam sie.


    ladna wymijajaca odpowiedz. tylko ze oznacza ze w zasadzie nie powinienes sie
    udzielac w dyskuji na temat skrzypka. bo jesli nic o nim nie wiesz to do takiej
    dysksji nic wniesc nie mozesz

    a ja co nieco o skrzypku wiem i nie wplacilbym ani zlotowki do banku ktorym ktos
    taki zarzadza

    > Najwazniejszy jest nadzor i prawidlowe decyzje.
    > Pytanie - czy Skrzypek potrafi byc odpowiednio
    > surowym kontrolerem?

    kontroler surowy lecz pozbawuony kwalifikacji to idealna osoba do zniszczenia firmy


    > Czy potrafi odpowiednio interpretowac informacje?
    > Czy on umie to robic?

    nie

    > Czy potrafi wyciagac wnioski, zarzadzac ludzmi i eliminowac
    straty?

    nie

    > Czy potrafi podejmowac prawidlowe decyzje w oparciu o informacje,
    > ktore do niego docieraja od specjalistow?


    nie


    > Czy dziala w dobrej wierze?

    nie

    > Czy dyplom inzyniera budownictwa ladowego mu przeszkadza?
    >

    nie. preszkadza mu brak rzetelnego wyksztalcenia ekonomicznego

    > Ani mnie - ani tobie to oceniac.

    ohoho. a niby czemu nie mam oceniac decyzji wladz publicznych ktore nominuja na
    szefa nbp czlowieka pozbawionego potrzebnych na tym stanowisku kwalifikacji -
    ktorego jedyna zaleta jest bezwzgledne posluszenstwo wobec pewnych braci blizniakow?

    > Ja nie mam odpowiednich informacji - a Ty nie masz kwalifikacji.
    >

    gwoli scislosci - to ty nie masz ani informacji ani kwalifikacji. a w dodatku
    ten temat wcale cie nie interesuje - jak byles laskaw oswiadczyc powyzej

    >
    > "6) wazelina: polecam uwazna lekture zyciorysu pana skrzypka i analize
    > merytorycznych przeslanek dla jego kariery"
    >
    >
    > Nie mam interesu w tej lekturze.

    domyslam sie. musialbys sie skonfrontowac z faktami co utrudniloby ci
    argumentacje wink

    > Niech sie tym zajmuja dziennikarze w ramach obowiazkow redakcyjnych.


    toz oni napisali ile mogli przy okazji nominacji. no ale stalo sie. kaczynscy
    wspierani przz leppera i giertycha przeforsowali tego oficera politycznego
    przyuczonego do uzywania zargonu ekonomicznego na jedna z najwazniejszych
    funckji publicznych. no i trudno - jest jak jest. ale doprawdy pisanie bzdur w
    rodzaju tego ze `mial odwage cywilna ujawnic strate nbp' to jednak nie idzie
    spokojnie czytac

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • deluc 09.06.08, 22:08
    z wykształcenia prawnik wstawiona na ten stołek przez Lecha Wałęsę (z
    wykształcenia elektryk). I były to bardzo ciekawe czasy w sektorze bankowym -
    prezesi, dyrektorzy z komunistycznego nomenklaturowego nadania zostawali
    milionerami dzięki pakietom akcji z puli managerskiej. Taki BiG - prezes Kott
    bliski znajomy Kwaśniewskiego (któremu nigdy nie należy zapomnieć ułaskawienia
    mordercy Petera Fogla) - kupił Bank Gdański, tylko że Gdański wcześniej
    zdeponował środki na lokatach BiG-u.
    O taka normalna czysta gra rynkowa. Hania oczywiście nie interweniowała - jako
    liberał.
  • bush_w_wodzie 11.06.08, 22:08
    deluc napisał:

    > z wykształcenia prawnik wstawiona na ten stołek przez Lecha Wałęsę (z
    > wykształcenia elektryk). I były to bardzo ciekawe czasy w sektorze bankowym -
    > prezesi, dyrektorzy z komunistycznego nomenklaturowego nadania zostawali
    > milionerami dzięki pakietom akcji z puli managerskiej.


    1) czyli potwierdzasz ze szefem nbp powienien byc niezalezny profesjonalista?

    2) za balcerowicza nic takiego nie mialo miejsca. czyli kolejny punkt dla niego?

    3) nie bylem i nie jestem entuzjasta hgw. ani wtedy gdy byla szefowa nbp ani
    teraz gdy jest politykiem. tylko jaka byla dla niej alternatywa w ostatnich
    wyborach na prezydenta warszawy? i jaka jest alternatywa wobec partii ktora hgw
    reprezentuje?


    > Taki BiG - prezes Kott
    > bliski znajomy Kwaśniewskiego (któremu nigdy nie należy zapomnieć ułaskawienia
    > mordercy Petera Fogla) - kupił Bank Gdański, tylko że Gdański wcześniej
    > zdeponował środki na lokatach BiG-u.
    > O taka normalna czysta gra rynkowa. Hania oczywiście nie interweniowała - jako
    > liberał.


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • szczurek.polny 10.06.08, 13:31
    Tak naprawdę, to do dyskusji nadaje się tylko punkt 1).

    Owszem, jesteśmy w fazie konwergencji i ma to określone skutki.
    Złotówka prędzej czy później zaniknie zastąpiona przez euro, a więc nie ma się
    co spierać o przyszłość złotego, a jedynie o to, jak do euro dojść i na jakich
    warunkach je przyjąć. Jednak można sobie wyobrazić więcej niż dwa scenariusze
    dojścia do euro, na przykład:
    a) Bez względu na cały świat, utrzymujemy inflację na poziomie 1,5% - 2,5%. Na
    wszystkie szoki reagujemy podnoszeniem stóp, utrzymując inflację na założonym
    poziomie nie patrząc na ceny ropy i wartość dolara. Scenariusz "skrajnych
    monetarystów", przypisywany prof. Balcerowiczowi (chyba wbrew niemu samemu).
    b) Staramy się utrzymać inflację na poziomie zbliżonym do inflacji w strefie
    euro - scenariusz obecnie realizowany.
    c) Dopuszczamy inflację 2-3% wyższą niż w strefie euro, starając się utrzymać
    stały kurs PLN/EUR
    d) Interesuje nas tylko "rozwój w krótkim terminie", a więc jak najniższe stopy
    procentowe. O lokalną walutę nie trzeba dbać, bo i tak zastąpi ją euro - chyba
    Węgrzy próbowali coś takiego przerabiać.

    Moim zdaniem optymalny jest wariant c). Realne stopy procentowe (ponad inflację)
    mogłyby być niskie umożliwiając finansowanie inwestycji kredytem. Być może
    opłacałyby się kredyty w PLN, a nie w CHF, co zmniejszyłoby ekspozycję
    kredytobiorców na ryzyko kursowe. Zarządzający przedsiębiorstwami
    eksportującymi, zwłaszcza z sektora MSP, lepiej by chyba dawali sobie radę z
    rosnącymi kosztami przy mniej więcej stałym kursie, niż ze spadającymi (na
    skutek umocnienia złotówki) przychodami z eksportu - materialnie różnica żadna,
    ale psychologicznie łatwiej. Dług publiczny by się nie zmniejszał na skutek
    różnic kursowych, a więc i ciśnienie na reformę finansów publicznych byłoby
    większe. Tym bardziej, że również oprocentowanie długu w walucie krajowej byłoby
    wyższe.

    Obecnie realizowany wariant b) też nie jest najgorszy. Na pewno aprecjacja
    złotówki pomaga pokazać niższy dług publiczny i zmniejszyć napięcia w budżecie.
    Ceną za to są odrobinę gorsze warunki dla gospodarki, zwłaszcza wspomnianych MSP.

    Warianty a) i d) moim zdaniem dobre nie są.

    Ale ponieważ są pozostałe punkty, to sobie potrolluję:
    2) Gospodarka pozostaje konkurencyjna, ale czy nie byłaby bardziej konkurencyjna
    przy odrobinę niższych stopach, większej inflacji i stałym kursie PLN/EUR?

    3) Wynika z tego, że ani to Skrzypka zasługa, ani Skrzypka wina. Gdyby kto inny
    był prezesem NBP, to przy takich ruchach kursu PLN byłoby to samo. O co więc chodzi?

    5) A Wojciech Misiąg? Czy powierzyłbyś mu zarządzanie swoimi aktywami ? (Dla
    niewtajemniczonych: gość ma bujną, rozwianą czuprynę i błędny wzrok, niczym
    jakiś awangardowy pianista w szczycie artystycznego uniesienia - z wyglądu słabo
    się nadaje do reklamowania funduszy inwestycyjnych, a był kiedyś wiceministrem u
    Balcerowicza.) wink

    6) Chodzi ci na przykład o to:
    biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/slawomir-skrzypek-kontra-leszek-balcerowicz,863322
    ??? Naprawdę chcesz sprowadzić dyskusję do poziomu gadzinówek Gadomskiego?

    A tak w ogóle, to co masz do Skrzypka, poza tym, że jest nie jest z twojej
    bandy, a z mojej bandy (czyli nie nie z PO, a z PiS)? Jakie konkretnie obecne
    działania NBP ci się nie podobają i jak miałyby wyglądać prawidłowe? Stopy są za
    wysokie, czy za niskie? Za dużo dolarów w skarbcu trzyma, czy za mało? Co ty byś
    zrobił obecnie, będąc prezesem NBP? A co by zrobił Balcerowicz? A może w cholerę
    zastąpić prezesa NBP przez proste makro w Excelu - co miesiąc wprowadza się
    inflację, wzrost PKB, M1, M2, M3, aktualne stopy i dostaje stopy na następny
    miesiąc?
  • bush_w_wodzie 11.06.08, 21:25
    szczurek.polny napisał:

    > Tak naprawdę, to do dyskusji nadaje się tylko punkt 1).

    nie zgadzam sie ale oczywiscie masz swobode wyboru tematu dyskusji

    >
    > Owszem, jesteśmy w fazie konwergencji i ma to określone skutki.
    > Złotówka prędzej czy później zaniknie zastąpiona przez euro, a więc nie ma się
    > co spierać o przyszłość złotego, a jedynie o to, jak do euro dojść i na jakich
    > warunkach je przyjąć. Jednak można sobie wyobrazić więcej niż dwa scenariusze
    > dojścia do euro, na przykład:
    > a) Bez względu na cały świat, utrzymujemy inflację na poziomie 1,5% - 2,5%. Na
    > wszystkie szoki reagujemy podnoszeniem stóp, utrzymując inflację na założonym
    > poziomie nie patrząc na ceny ropy i wartość dolara. Scenariusz "skrajnych
    > monetarystów", przypisywany prof. Balcerowiczowi (chyba wbrew niemu samemu).
    > b) Staramy się utrzymać inflację na poziomie zbliżonym do inflacji w strefie
    > euro - scenariusz obecnie realizowany.
    > c) Dopuszczamy inflację 2-3% wyższą niż w strefie euro, starając się utrzymać
    > stały kurs PLN/EUR
    > d) Interesuje nas tylko "rozwój w krótkim terminie", a więc jak najniższe stopy
    > procentowe. O lokalną walutę nie trzeba dbać, bo i tak zastąpi ją euro - chyba
    > Węgrzy próbowali coś takiego przerabiać.
    >
    > Moim zdaniem optymalny jest wariant c).

    nie wiem na jakiej podstawie twierdzisz ze inflacja wyzsza o 2-3% od inflacji w
    strefie euro dawalaby staly kurs wymiany zlotowki na euro. zwazajac na transfery
    z ue i prace polakow za granica - to wysoce watpliwe. prawdopodobnie albo
    inflacja bylaby wyzsza albo mielibysmy aprecjacje tak czy inaczej. nota bene -
    ostatnie dane dotyczace wzrostu plac i wzrostu gospodarczego + wzrost cen i
    szoki podazowe (zywnosc + ropa) pozwalaja sadzic ze inflacja w polsce za rok
    moze byc wlasnie wyzsza o 2-3% w polsce niz w strefie euro

    w sumie cieszy mnie bardzo to ze dyskusja zeszla na poziom kwestii
    tak subtelnych jak +-1% zmiany stopy procentowej banku centralnego. jednoczesnie
    nie sposob nie zauwazyc ze do tak szczegolowej dyskusji mamy troche malo
    szczegolowe dane.

    i wreszcie: nie sposob nie zauwazyc ze ten komfort dyskusji ktory mamy obecnie i
    ten komfort jaki ma obecnie bank centralny w prowadzeniu polityki monetarnej
    jest dzielem nbp i rpp pod wodza leszka balcerowicza

    > Warianty a) i d) moim zdaniem dobre nie są.

    zapewne

    >
    > Ale ponieważ są pozostałe punkty, to sobie potrolluję:

    > 2) Gospodarka pozostaje konkurencyjna, ale czy nie byłaby
    > bardziej konkurencyjna przy odrobinę niższych stopach,
    > większej inflacji i stałym kursie PLN/EUR?
    >

    to zalezy od poziomu inflacji. stalosci kursu pln/eur nie da sie zagwarantowac.
    ogolnie: sadze ze dawanie kredytu na procent nizszy niz nominalne tempo wzrostu
    pkb (c.a. 7-8% w polsce) sprzyja zlym inwestycjom i tworzeniu babli ktore juz w
    sredniej perspektywie okazuja sie szkodliwe


    > 3) Wynika z tego, że ani to Skrzypka zasługa, ani Skrzypka wina.
    > Gdyby kto inny był prezesem NBP, to przy takich ruchach kursu
    > PLN byłoby to samo. O co więc chodzi?
    >

    zgadzam sie ze zaleznosc jakosci pracy duzej i dobrze zorganizowanej instytucji
    publicznej od jej szefa jest ograniczone. niemniej nawet relatywnie niewielkie i
    trudno uchwytne dla laika zmiany w jakosci pracy instytucji tak wplywowej jak
    nbp - moga byc calkiem istotne dla gospodarki

    poniewaz jednak do tej pory czasy byly dosyc spokojne i polityka nbp byla
    stosunkowo oczywista - to nie ma najmniejszych podstaw by sadzic ze reakcje
    prezesa skrzypka w sytuacjach trudnych beda prawidlowe. i tu klania sie kwestia
    profesonalizmu. w tej sprawie jestem dosyc staromodny. np. jesli chce porady
    dotyczacej zdrowia - to chodze do lekarza a nie do znachora. i dlatego jesli
    komus powierza sie powazna instytucje finansowa zarzadzajaca dziesiatkami
    miliardow - to oczekuje ze ten ktos bedzie mial najwyzszej jakosci formalne
    wyksztalcenie ekonomiczne realne dokonania naukowe i/lub zawodowe autorytet w
    kregach finansowych i bedzie niezalezny od politykow.
    w skrocie: kompetencje autorytet niezaleznosc. i bardzo przykro mi odnotowac ze
    pan skrzypek jest zupelnym zaprzeczeniem tych cech i dlatego jego nominacja byla
    wielkim skandalem


    > 5) A Wojciech Misiąg? Czy powierzyłbyś mu zarządzanie
    > swoimi aktywami ?

    a) w.misiag nie jest kandydatem na szefa nbp
    b) wbrew pozorem nie chodzi mi o wyglad pana skrzypka tylko o merytoryke i
    pewnie dlatego...
    c) ...w sumie misiag sprawia na mnie duzo lepsze wrazenie niz skrzypek



    > 6) Chodzi ci na przykład o to:
    >
    biznes.interia.pl/wiadomosci-dnia/news/slawomir-skrzypek-kontra-leszek-balcerowicz,863322
    > ??? Naprawdę chcesz sprowadzić dyskusję do poziomu gadzinówek Gadomskiego?

    no - nawet nie smiem na to liczyc


    >
    > A tak w ogóle, to co masz do Skrzypka, poza tym, że jest
    > nie jest z twojej bandy, a z mojej bandy (czyli nie nie z
    > PO, a z PiS)?

    o ile zgadzam sie z twoja ocena pis to nie moge sie zgodzic z identyczna
    kwalifikacja po. te partie wyraznie sie roznia. zarowno personalnie jak i mentalnie



    > Jakie konkretnie obecne działania NBP ci się nie podobają
    > i jak miałyby wyglądać prawidłowe?


    nie podobaja mi sie brak kompetencji autorytetu i niezaleznosci od polityki
    skrzypka. nie podobaja mi sie jego wypowiedzi z ktorych bije wtornosc i
    powierzchownosc i wyraznie widac brak glebokiej znajomosci tematyki. w sferze
    konkretych dzialan nie podoba mi sie zaangazowania skzypka w kwestie personalne
    - na pograniczu prawa (kwestia wiceprezesow)- to wyraznie jest przedluzenie
    pisowskiej polityki obsadzania instytucji panstwowych miernotami z politycznego
    nadania



    > A co by zrobił Balcerowicz? A może w cholerę
    > zastąpić prezesa NBP przez proste makro w Excelu -
    > co miesiąc wprowadza się inflację, wzrost PKB, M1, M2, M3,
    > aktualne stopy i dostaje stopy na następny miesiąc?


    doprawdy nie wiem jak mam sie odniesc do tej propozycji. w zasadzie jest
    niezwykle tworcza - moze doprowadzic do przelomu w teorii zarzadzania (a scislej
    mowiac retro-zarzadzania - czyli zarzadzania przeszloscia). na razie jednak ta
    teoria jest dla mnie zbyt oryginalna. dlatego ponawiam postulat by szefem nbp
    zostala osoba z rzetelnym wyksztalceniem i realnymi dokonaniami w dziedzinie
    ekonomii / bankowosci / finansow - kompetenta - posiadajaca autoretyt -
    niezalezna od polityki - a nie `manager panstwowy' ktorego cala kariera zawodowa
    opierala sie na jego dyspozycyjnosci i lojalnosci wobec pewnego polityka (no
    moze dwoch)


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • damkon 05.06.08, 01:26
    W Polsce nie ma jeszcze, poki co zadnego zalamania gospodarczego,
    wiec nie ma co az tak lamentowac. Jedyne co mozna obecnie
    zaobserwowac to pewna depresja korygujaca, ktora potrzebna jest
    naszej gospodarce niczym coroczny przeglad naszemu samochodowi.
    Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
    doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa
    depresja moze miec jedynie zbawienny wplyw na strukture naszego
    rynku. Wszystkie te branze, ktore pod wplywem iluzji inflacyjnej
    przeinwestowaly musza teraz poniesc konsekwencje zlej polityki
    poprzednich rzadow. Jednoczesnie bedzie to najlepszy test na
    sprawnosc rzadzenia PO, tzn. czy bedzie probowala interweniowac w
    celu przeciwdzialania depresji czy pozwoli dzialac mechanizmowi
    rynkowemu, ktory powinien doprowadzic do nowej, naturalnej
    rownowagi. Kazda proba interwencji rzadu moze spowodowac jedynie
    odroczenie kolejnej depresji, ktora to bedzie wystepowac z coraz to
    wieksza sila az do calkowitego zalamania nazywanego kolokwialnie
    krachem.


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 21.07.08, 01:30
    "Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
    doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa
    depresja moze miec jedynie zbawienny wplyw na strukture "


    Bzdura. To jest calkowicie nieprawda.
    Jakie masz dowody na taka teze?

    Co to za gadanie - ze depresja bedzie miec zbawienny wplyw na strukture? Co to
    za bzdura?! Kazda praca ma wartosc w gospodarce.
    Nawet malo wydajna. Kazde stanowisko pracy przeklada sie na wzrost PKB, bez
    wzgledu, czy to jest pisanie w gazecie, czy machanie lopata. Zjawisko
    konkurencji jest zas ODWROTNIE proporcjonalne do stop rynkowych. Czyli inaczej
    mowiac im NIZSZE stopy - tym WYZSZA KONKURENCJA.

    Depresja nie dziala nigdy dobrze na zadne "struktury" cokolwiek miales na mysli,
    bo w wyniku depresji ulega ograniczeniu liczba podmiotow na rynku, spada
    zatrudnienie i konkurencja SPADA.
    Spadek konkurencji powoduje wzrost potencjalu inflacyjnego, bo latwiej jest
    podnosic ceny. Czy to jest naprawde tak trudne?

    Do tej pory w gazetach pisali ze wzrost nastapil w wyniku rozwoju produktywnosci
    w oparciu o potezny rynek zbytu jakim jest Europa.
    Dopiero byla seria propagandy gazetowej, jakoby po wejsciu do unii zrobil sie
    ruch w wiekszosci branz w gospodarce.

    Ja stawiam teze, ze rozwoj gospodarczy ostatnich lat jest stlumiony w wyniku
    regulacji i koncesji oraz barier wynikajacych z zakazow prawnych. Opieram swoja
    teza na obserwacji takich rynkow jak Chiny, Azja, Meksyk. Uwazam ze w Polsce nie
    ma warunkow aby zatrudnienie bylo zblizone do pelnego. Polska nie tylko nie jest
    przegrzana - Polska jest nadal przechlodzona.

    moja sugestia - przemysl to sobie ponownie.
  • damkon 22.07.08, 01:22
    > "Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
    > doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa
    > depresja moze miec jedynie zbawienny wplyw na strukture "
    >
    >
    > Bzdura. To jest calkowicie nieprawda.
    > Jakie masz dowody na taka teze?

    Dowodem sa mocno przeinwestowane sektory polskiej gospodarki, takie
    jak np budownictwo, ktore Ty nazywasz bankami, bablami czy innymi
    balonami i ktore to wedlug Ciebie swiadcza o bogactwie danego narodu.

    > Co to za gadanie - ze depresja bedzie miec zbawienny wplyw na
    > strukture? Co to za bzdura?! Kazda praca ma wartosc w gospodarce.
    > Nawet malo wydajna. Kazde stanowisko pracy przeklada sie na wzrost
    > PKB, bez wzgledu, czy to jest pisanie w gazecie, czy machanie
    > lopata. Zjawisko konkurencji jest zas ODWROTNIE proporcjonalne do
    > stop rynkowych. Czyli inaczej mowiac im NIZSZE stopy - tym WYZSZA
    > KONKURENCJA.

    Depresja korygujaca w gospodarce moze prowadzic do naturalnych
    rownowag, ktore powstalyby w niezakloconej przez panstwo gospodarce
    rynkowej. Co zas sie tyczy miejsc pracy w sektorach
    przeinwestowanych, to z punku widzenia efektywnosci gospodarki jako
    calosci sa one w zasadzie bezuzyteczne. Pisac, ze kazda praca
    przeklada sie na wzrost PKB to tak jak twierdzic, ze za czasow PRL-u
    nie bylo bezrobocia. W koncu kazdy mial prace i w pocie czola
    powiekszal PKB Polski Ludowej.

    > Depresja nie dziala nigdy dobrze na zadne "struktury" cokolwiek
    > miales na mysli bo w wyniku depresji ulega ograniczeniu liczba
    > podmiotow na rynku, spada zatrudnienie i konkurencja SPADA.
    > Spadek konkurencji powoduje wzrost potencjalu inflacyjnego, bo
    > latwiej jest podnosic ceny. Czy to jest naprawde tak trudne?

    Depresje gospodarcze sa zawsze konsekwencja zaklocenia dzialania
    mechanizmu rynkowego przez ekspansywna, interwencjonistyczna
    polityke panstwa. Mowiac jeszcze inaczej sa proba powrotu rynku do
    swojej naturalnej rownowagi, czyli takiego jego stanu, ktory
    odpowiadalby rzeczywistemu optimum z punktu widzenia katalaktyki.

    > Ja stawiam teze, ze rozwoj gospodarczy ostatnich lat jest
    > stlumiony w wyniku regulacji i koncesji oraz barier wynikajacych z
    > zakazow prawnych. Opieram swoja teza na obserwacji takich rynkow
    > jak Chiny, Azja, Meksyk.

    Teza ta jest tylko polowicznie prawdziwa, poniewaz obecnie zjawisko
    przegrzania gospodarek mozna zaobserwowac zarowno w panstwach
    zachodnioeuropejskich jak i w Chinach.

    > Polska nie tylko nie jest przegrzana - Polska jest nadal
    > przechlodzona.

    Czyli wniosek plynie z tego taki, ze nalezy ja tylko grzac a ten co
    chcial chlodzic to i tak musial odejsc.

    > moja sugestia - przemysl to sobie ponownie.

    Cennych rad nigdy za wiele, wiec i z tej oczywiscie skorzystam.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 22.07.08, 03:56
    "Dowodem sa mocno przeinwestowane sektory polskiej gospodarki, takie
    jak np budownictwo,"


    To ma byc ten "dowod"? Najpierw piszesz, ze to interwencjonizm powoduje
    przegrzanie a potem dajesz dowod na przegrzanie spowodowane naplywem inwestycji
    z Europy. Pomyliles przyczyny. To nie jest dowod.


    "naturalnych rownowag, ktore powstalyby w niezakloconej przez panstwo gospodarce
    rynkowej."

    Co?!
    Piszesz o jakiejs abstrakcyjnej teoretycznej gospodarce na odizolowanej wyspie,
    czy otwartej gospodarce Polski w Unii Europejskiej?

    Jezeli twoj sasiad daje synowi rekawice bokserskie - to zamiast kupowac swojemu
    synowi rekawice w celu obrony, dasz mu krem na siniaki w ramach dbania o
    naturalna rownowage?

    1.
    Zrozum czlowieku, ze jak sasiednie panstwa maja NISKIE stopy procentowe - to NIE
    WOLNO utrzymywac wysokiej stopy procentowej.

    2.
    Jezeli uwazasz odwrotnie - to wroc do punktu pierwszego.
    Naprawde prosciej nie dalo sie tego przedstawic.
    Doprawdy nie wiem jak mam to dalej tlumaczyc Damkon.

    "> Depresje gospodarcze sa zawsze konsekwencja zaklocenia dzialania
    > mechanizmu rynkowego przez ekspansywna, interwencjonistyczna
    > polityke panstwa."


    Tak jest. Masz absolutnie racje. Wywalilbym slowo zawsze, bo sa wyjatki, ale
    generalnie masz racje. Jest to absolutnie prawda.
    Nie mozna na sile pompowac rynku w gore, ale nie jest to obecnie dominujaca na
    swiecie doktryna. Nie mamy wladzy i taka ideologia nie jest realizowana. Dlatego
    depresja bedzie, co wiecej - wlasnie sie zaczyna.



    > > Ja stawiam teze, ze rozwoj gospodarczy ostatnich lat jest
    > > stlumiony w wyniku regulacji i koncesji oraz barier wynikajacych z
    > > zakazow prawnych. Opieram swoja teza na obserwacji takich rynkow
    > > jak Chiny, Azja, Meksyk.
    >
    > Teza ta jest tylko polowicznie prawdziwa, poniewaz obecnie zjawisko
    > przegrzania gospodarek mozna zaobserwowac zarowno w panstwach
    > zachodnioeuropejskich jak i w Chinach.


    Nie. Poniewaz rozwoj jest tlumiony przez ograniczenia i podsycany przez
    ekspansje kredytu. Gdyby polaczyc rozwoj rynku BEZ ograniczen fiskalnych i
    legislacyjnych i dolozyc do tego kredyt - to rynek rozwijalby sie jeszcze przez
    kilka lat, zanim nastapilaby implozja.

    Powiedzmy, ze skoro stawiasz tezy wysoce teoretyczne - to ja postawie kontrteze
    wysoce teoretyczna. Jakby zlikwidowac regulacje i podatki w Polsce to wystapilby
    nagly wzrost dynamiki PKB przekraczajacy 35% rocznie. Wtedy dopiero doszloby do
    przegrzania gospodarki. Dobra teza? Dobra bo teoretyczna. -))
  • enemefer 22.07.08, 19:05
    wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,5477157.html?as=1&ias=2&startsz=x
    Zabawne. Wlasnie sobie czytam najnowszego The Economista

    www.economist.com/world/na/displaystory.cfm?story_id=11750666&fsrc=RSS
    A two-bedroom apartment, for instance, costs $1,318 a month in New York City and
    $1,592 in San Francisco, contrasting sharply with the national average of $867
    and one Mississippi county’s $498.

    1 318 U.S. dollars = 2 685.42252 Polish zloty

    Wynikaloby z tego ze srednie ceny w Warszawie sa porownywalne z cenami w NYC.
  • damkon 23.07.08, 00:23
    > "Dowodem sa mocno przeinwestowane sektory polskiej gospodarki,
    > takie jak np budownictwo,"
    >
    >
    > To ma byc ten "dowod"? Najpierw piszesz, ze to interwencjonizm
    > powoduje przegrzanie a potem dajesz dowod na przegrzanie
    > spowodowane naplywem inwestycji z Europy. Pomyliles przyczyny. To
    > nie jest dowod.

    Nie pomylilem tutaj ani zadnych skutkow ani tym bardziej zadnych
    przyczyn. Przegrzanie gospodarki polega na jej przeinwestowaniu i to
    bez znaczenia, czy powodem tego jest naplyw kapitalu krajowego czy
    zagranicznego. W gospodarkach otwartych jest to z reguly ich laczny
    wplyw. Jednak nie to stanowi istote problemu. Przegrzanie
    gospodarcze polega na zakloceniu przez panstwo mechanizmu rynkowego
    w wyniku, ktorego nastepuje niewlasciwa alokacja kapitalu w stosunku
    do stanu, ktory powstalby w sytuacji naturalnej rownowagi. Wracajac
    do mojego przykladu, to powtorze raz jeszcze, ze budownictwo w
    Polsce jest doskonalym dowodem na to jak niewlasciwa polityka
    panstwa moze doprowadzic do przeinwestowania calego sektora.

    > Co?!
    > Piszesz o jakiejs abstrakcyjnej teoretycznej gospodarce na
    > odizolowanej wyspie, czy otwartej gospodarce Polski w Unii
    > Europejskiej?

    Pisalem o pewnym mechanizmie, ktory prowadzi w prostej linii do
    zaklocenia w przeplywach kapitalowych.

    > Jezeli twoj sasiad daje synowi rekawice bokserskie - to zamiast
    > kupowac swojemu synowi rekawice w celu obrony, dasz mu krem na
    > siniaki w ramach dbania o naturalna rownowage?

    Ten przyklad doskonale oddaje Twoj sposob postrzegania rynku, tzn.
    jako specyficznej areny walki. Szkoda tylko, ze nie dostrzegasz
    faktu, ze mechanizm rynkowy opiera sie nie na prawach agonistyki
    tylko na prawach katalaktyki.

    > Zrozum czlowieku, ze jak sasiednie panstwa maja NISKIE stopy
    > procentowe - to NIE WOLNO utrzymywac wysokiej stopy procentowej.

    A coz to znowu za teoria? Zreszta w jakim kontekscie to piszesz?
    Przeciez ja wczesniej nic nie mowilem o jakiejkolwiek zaleznosci
    wysokosci stop procentowych od ich poziomu za granica.

    > Jezeli uwazasz odwrotnie - to wroc do punktu pierwszego.
    > Naprawde prosciej nie dalo sie tego przedstawic.
    > Doprawdy nie wiem jak mam to dalej tlumaczyc Damkon.

    Ciesze, sie ze masz do mnie az tak duza cierpliwosc, w tlumaczeniu
    mi swoich przemyslen na temat istoty babli spekulacyjnych czy genezy
    zjawiska zwanego przegrzaniem gospodarczym. Twoj wysilek doceniam
    tym bardziej, poniewaz podjales sie zadania sfalsyfikowania teorii,
    ktore w swietle faktow sa nie do udowodnienia.

    > Powiedzmy, ze skoro stawiasz tezy wysoce teoretyczne - to ja
    > postawie kontrteze wysoce teoretyczna. Jakby zlikwidowac regulacje
    > i podatki w Polsce to wystapilby nagly wzrost dynamiki PKB
    > przekraczajacy 35% rocznie. Wtedy dopiero doszloby do
    > przegrzania gospodarki. Dobra teza? Dobra bo teoretyczna. -))

    Teza ta jest raczej watpliwa, poniewaz opiera sie na falszywej
    teorii. W rzeczywistosci zaleznosc jest taka, ze im mniej regulacji
    w gospodarce, tym mniejsze ryzyko jej przegrzania. Wracajac do
    Twojego przykladu, wzrost PKB, ktory moglby nastapic w wyniku
    zmniejszenia ilosci regulacji panstwowych jak rowniez obciazen
    fiskalnych powinien skutkowac znacznie mniejszym ryzykiem
    przegrzania gospodarczego.




    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 07.08.08, 01:09
    > Nie pomylilem tutaj ani zadnych skutkow ani tym bardziej zadnych
    > przyczyn.


    Nie sadze. Wykazujesz silne przekonanie o wlasnej nieomylnosci.
    Wszyscy jestesmy omylni. To jest punkt pierwszy. Punkt drugi ponizej.



    > budownictwo w Polsce jest doskonalym dowodem na to jak niewlasciwa polityka
    panstwa moze doprowadzic do przeinwestowania calego sektora.


    Budownictwo w Polsce jest dowodem jak niewlasciwa polityka panstwa moze
    doprowadzic do takiego niedoinwestowania, ze szacuje sie braki mieszkaniowe na
    1.5 miliona.


    > Przegrzanie gospodarki polega na jej przeinwestowaniu i to
    > bez znaczenia, czy powodem tego jest naplyw kapitalu krajowego czy
    > zagranicznego.


    Uhy.
    A stopa procentowa RPP wplywa na te inwestycje zagraniczne, czy nie?
    A jaki jest poziom zatrudnienia w Polsce?
    Czy to znaczy, ze Polska jest przeinwestowana?
    Bo skoro gospodarka jest tak rozgrzana jak piszesz, to ja zakladam ze bezrobocie
    jest tak jak w Nowej Zelandii 3 lata temu 3.5%. Tak jest? Czy nie? Bo silna
    presja placowa wystepuje tylke kiedy bezrobocie jest ponizej 5%.

    Dalej czekam na jakis dowod.
  • damkon 08.08.08, 01:25
    > Nie sadze. Wykazujesz silne przekonanie o wlasnej nieomylnosci.

    Wykazuje silne przekonanie co do pewnych prawd oczywistych, ktore
    jak widac nie dla wszystkimi takimi sa.

    > Wszyscy jestesmy omylni. To jest punkt pierwszy. Punkt drugi
    > ponizej.

    To akurat zwykly truizm, ale zgadza sie. Szkoda tylko, ze na tym
    konczy sie nasza zgodnosc.

    > Budownictwo w Polsce jest dowodem jak niewlasciwa polityka panstwa
    > moze doprowadzic do takiego niedoinwestowania, ze szacuje sie
    > braki mieszkaniowe na 1.5 miliona.

    Mam wrazenie, ze masz zapedy na centralnego planiste, poniewaz tylko
    socjalista moze uzywac tego typu retoryki. Co bowiem oznacza,
    ze "szacuje sie braki mieszkaniowe na 1,5 miliona"? Kto szacuje?
    Rynek czy planista? Jak czytam takie wypowiedzi, to przypominaja mi
    sie czasy PRL-u, gdzie takze "szacowalo sie", niedobory mieszkan,
    ziemniakow, cementu, miesa wieprzowego, wegla i wszystkiego innego
    co tylko przyszlo do glowy socjalistycznym biurokratom. Do podobnej
    retoryki powrocili na chwile po wygranych wyborach parlamentarnych
    towarzysze z PiS-u, ktorzy takze dostrzegli problem brakow
    mieszkaniowych w Polsce. Stad pojawilo sie slynne haslo budowy 3
    milionow tanich mieszkan.
    Ale wracajac do tego typu szacunkow, to nalezy pamietac, ze tylko
    rynek jest w stanie oszacowac prawdziwe potrzeby mieszkaniowe a caly
    problem przegrzania poszczegolnych sektorow gospodarki nie sprowadza
    sie do wesolych wyliczen centralnego planisty.
    Caly czas twierdze, ze budownictwo w Polsce nalezy do sektorow
    najbardziej przeinwestowanych. Jezeli jednak ten przyklad nie jest
    dla Ciebie wystarczajaco przekonujacy, to moge wskazac chociazby na
    silnie przeinwestowany sektor transportu samochodowego, ktory byl
    przedmiotem niedawnej rozmowy na naszym forum.

    > A stopa procentowa RPP wplywa na te inwestycje zagraniczne, czy
    > nie?

    Oczywiscie, ze wplywa. Problem jednak w rozmowie z Toba polega na
    czyms zupelnie innym, tzn. zauwazasz tylko te aspekty, ktore wiaza
    sie z oddzialywaniem panstwa na rynek (np wspomniana tu przez Ciebie
    stopa procentowa RPP jest niczym innym jak instrumentem
    interwencjonizmu). Jednoczesnie nie dostrzegasz faktu, ze rynek jest
    samoregulujacym sie mechanizmem, ktory samoistnie dazy do stanu
    rownowagi. Przegrzanie gospodarki polegajace na przeinwestowaniu
    jednych sektorowi czy niedoinwestowaniu innych jest wlasnie
    konsekwencja szkodliwej polityki panstwa. Uwazam, ze w tego typu
    rozmowach zdecydowanie lepiej jest miec orientacje rynkowa, tzn.
    postrzegac gospodarke od strony mechanizmu rynkowego niz poprzez
    pryzmat centralnego planisty, ktory np w danym momencie moze
    dostrzec niedobor mieszkan w gospodarce narodowej na 1,5 miliona.

    > A jaki jest poziom zatrudnienia w Polsce?
    > Czy to znaczy, ze Polska jest przeinwestowana?
    > Bo skoro gospodarka jest tak rozgrzana jak piszesz, to ja zakladam
    > ze bezrobocie jest tak jak w Nowej Zelandii 3 lata temu 3.5%. Tak
    > jest? Czy nie? Bo silna presja placowa wystepuje tylke kiedy
    > bezrobocie jest ponizej 5%.

    Gospodarka moze byc przegrzana przy bardzo roznych poziomach
    bezrobocia. Z punktu widzenia rynku nie da sie wyprowadzic takich
    zaleznosci, o ktorych piszesz. Jednak zdaje sobie sprawe, ze z
    pewnoscia zgola odmienne zdanie od mojego moze miec w tym wzgledzie
    zwolennik centralnego planowania.




    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 08.08.08, 02:28
    ... czy osobiscie sa za czy przeciw. Tak jak wszyscy oddychaja powietrze,
    wszyscy albo sa po uszy socjalistycznym blocie albo sa poddanymi Mad Maxa (albo
    innego bandyty). W naszym "pierwszym swiecie" - centralne banki, socjale,
    deficyty rzadowe na kazdym szczeblu, od osiedla do ONZtu i system monetarny
    calego swiata oparty na nieskonczonym kredycie (ktory nie wszyscy musza
    splacac), tak powykrecaly wszystkie mechanizmy, ze mozna wlasciwie uznac
    liberalny "rynek" za fantazje.

    Przycinek jak wiekszosc z nas wykonuje myslowe przeskoki miedzy liberalnymi
    marzeniami, a socjalistyczna rzeczywistoscia...
  • damkon 09.08.08, 02:49
    > Przycinek jak wiekszosc z nas wykonuje myslowe przeskoki miedzy
    > liberalnymi marzeniami, a socjalistyczna rzeczywistoscia..

    Ja bym raczej powiedzial, ze wykonuje myslowe przeskoki miedzy
    socjalistycznymi marzeniami a socjalistyczna rzeczywistoscia.
    Czyli inaczej mowiac taki skoczek myslowy.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • enemefer 08.08.08, 03:05
    Boze, dankon.

    Fakt wspoldzielenia nazw nie musi oznaczac wspoldzielenia znaczen. Mylisz
    skojrzenie ze znaczeniem.

    Uzycie slowa "niedobor" moze sie kojarzyc z socjalizmem. Ale istnienie
    niedoborow jest faktem. Moze sie zdarzyc sytuacja, w ktorej na rynku bedzie za
    malo mieszkan w stosunku do potrzeb. Nie implikuje to istnienia Centralnego
    Planisty.

    Polityka panstwa to nie tylko Wielkie Plany, ale takze, o czym mowa, ustalanie
    stop procentowych. Pamietam ze raz wklejalem na tym watku papier wykazujacy
    bardzo scisla odwrotna korelacje miedzy wysokoscia stop procentowych oraz
    srednia cena mieszkan.

    Jezeli moze sie zdarzyc sytuacja, gdy doszlo do przeinwestowana, to moze rowniez
    zdarzyc sie sytuacja, gdy doszlo do niedoinwestowania. W istocie, sa to dwie
    strony tej samej monety, czyli blednej polityki - lokalnej lub globalnej -
    monetarnej.

    Samoregulacja rynku jest w duzej mierze mitem. Rynek premiuje wyszukiwanie
    sytuacji arbitrazowych.

    RPP jako jeden z uczestnikow rynku walutowego, moze wygenerowac taka sytuacje
    arbitrazowa - tak jak Jozek moze sprzedawac swoja prace ponizej kosztow -
    ustalajac stopy na za niskim poziomie, lub za wysokim - i rynek bardzo szybko ja
    ukaze, wymuszajac poziom do racjonalnego poziomu.

    Nie zmieni to jednak w niczym szkodliwosci w jej decyzji. Nie zmieni to takze w
    niczym tego, ze decyzja ta mialaby bezposredni skutek na polski rynek wewnetrzny.

    W duzej ogolnosci, w sytuacji gdy istnieje tak bezposredni zwiazek, nie mozna
    rozpatrywac rzeczy w oderwaniu. Oczywiscie, idealnie byloby gdyby istniala pelna
    konkurencja w podmiotach wydajacych pieniadze. Ale, w istocie, ona istnieje.
    Wysoka inflacja powoduje spadek zaufania do waluty i uzywanie innych do
    powazniejszych celow. Jak np. USD w PRL-u.
  • damkon 09.08.08, 03:06
    > Boze, dankon.

    Milo mi, ale az takiego dowartosciowania od Ciebie nie potrzebuje.
    No chyba, ze jest to jakis skrot od pozdrowienia np. szczesc Boze.

    > Fakt wspoldzielenia nazw nie musi oznaczac wspoldzielenia znaczen.
    > Mylisz skojrzenie ze znaczeniem.

    Nie myle zadnych skojarzen ze znaczeniami. Widze, ze dyskusje o
    przegrzaniu gospodarki chcesz sprowadzic do problemow
    metajezykowych. Ale odpowiem Tobie, tzn. aby uswiadomic sobie
    znaczenie czegokolwiek, musisz najpierw dokonac swoistego umyslowego
    skojarzenia pewnych wrazen, wyobrazen, faktow itp. Bez tego procesu
    myslowego nie bylibysmy w stanie zrozumiec znaczenia jakichkolwiek
    pojec.

    > Uzycie slowa "niedobor" moze sie kojarzyc z socjalizmem. Ale
    > istnienie niedoborow jest faktem. Moze sie zdarzyc sytuacja, w
    > ktorej na rynku bedzie za malo mieszkan w stosunku do potrzeb. Nie
    > implikuje to istnienia Centralnego Planisty.

    Niedobory sa immanentna cecha systemow socjalistycznych, poniewaz w
    systemach rynkowych mechanizm rynkowy bardzo szybko redukuje
    wszelkie stany nierownowagi. Chociazby z tego prostego powodu
    gospodarki socjalistyczne nazywano potocznie gospodarkami niedoborow.
    Druga sprawa, juz tak calkiem na marginesie, tzn. "centralny
    planista" nie jest ani zadna nazwa wlasna ani tym bardziej zadna
    nazwa jakiejkolwiek dynastii, wiec mozemy smialo napisac go z malych
    liter. No chyba, ze w ten sposob chcesz wyrazic swoj szczegolny
    stosunek do owej instytucji centralnego planisty.

    > Polityka panstwa to nie tylko Wielkie Plany, ale takze, o czym
    > mowa, ustalanie stop procentowych. Pamietam ze raz wklejalem na
    > tym watku papier wykazujacy bardzo scisla odwrotna korelacje
    > miedzy wysokoscia stop procentowych oraz srednia cena mieszkan.

    Dlugo mozna byloby pisac o tym, czym moze byc polityka panstwa, ale
    najwazniejsze jest to, zeby w jak najmniejszym stopniu prowadzila
    ona do zaklocania mechanizmu rynkowego. Zas na temat tego, co tam
    sobie wklejales na tym forum nie moge sie wypowiedziec, poniewaz
    tego nie widzialem.

    > Jezeli moze sie zdarzyc sytuacja, gdy doszlo do przeinwestowana,
    > to moze rownie z zdarzyc sie sytuacja, gdy doszlo do
    > niedoinwestowania. W istocie, sa to dwie strony tej samej monety,
    > czyli blednej polityki - lokalnej lub globalnej - monetarnej.

    Nie tylko moze sie zdarzyc, lecz zawsze sie zdarza. Mowiac inaczej
    jezeli jedne sektory sa przeinwestowane to drugie musza byc
    niedoinwestowanie. Dzieje sie tak ze wzgledu na manipulowanie przy
    rynku przez panstwo. W kazdym razie taka przynajmniej musi byc
    pierwotna przyczyna nierownowag rynkowych.

    > Samoregulacja rynku jest w duzej mierze mitem. Rynek premiuje
    > wyszukiwanie sytuacji arbitrazowych.

    Mitem to jest wiara w skutecznosc panstwa w rozwiazywaniu problemow
    rynkowych.

    > RPP jako jeden z uczestnikow rynku walutowego, moze wygenerowac
    > taka sytuacje> arbitrazowa - tak jak Jozek moze sprzedawac swoja
    > prace ponizej kosztow - ustalajac stopy na za niskim poziomie, lub
    > za wysokim - i rynek bardzo szybko ja ukaze, wymuszajac poziom do
    > racjonalnego poziomu.
    > Nie zmieni to jednak w niczym szkodliwosci w jej decyzji. Nie
    > zmieni to takze w niczym tego, ze decyzja ta mialaby bezposredni
    > skutek na polski rynek wewnetrzny.

    Co to za porownanie? Czytalem ten fragment, kilka razy i przyznam
    sie, ze nic nie zrozumialem. Porownywac mozna wszystko, nawet kure z
    oslem, ale nie wszystkie porownania maja po prostu sens.

    > Wysoka inflacja powoduje spadek zaufania do waluty i uzywanie
    > innych do powazniejszych celow. Jak np. USD w PRL-u.

    Ciesze sie, ze przynajmniej na koniec powiedziales cos, z czym moge
    sie zgodzic.





    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 08.08.08, 05:26
    odpowiedz numer 1. (Bo bedzie jeszcze czesc druga za jakis czas)

    Damkon, nie bierz tego do siebie, bo ja tylko tak pisze, bez zadnych dodatkowych znaczen czy podtekstow.

    Przeinwestowanie - jest to stan rynku polegajacy na tym, ze popyt w danym segmencie przekracza podaz i powoduje niewspolmierny do potrzeb wzrost produkcji konczacy sie znacznym spadkiem cen.

    OK?

    Przeinwestowanie = nadprodukcja = spadek cen.

    Pytanie brzmi - z jakiego pozimu przeinwestowania w budownictwo mieszkaniowe w Polsce nastapi taki przyrost produkcji, aby wywolac trwaly spadek cen?

    Hmm...

    To jest dopiero problem Damkon.
    Bo mieszkanie to jest taki produkt, ktorego wartosc rynkowa nie powinna przekraczac 3.5 x sredni roczny dochod brutto jednej osoby.

    Przeinwestowanie nastapiloby wtedy, kiedy podaz na rynku doprowadzilaby ceny do spadku poniezj poziomu 3.5 x sredni dochod brutto w Polsce.

    KAZDY poziom cen powyzej tego poziomu oznacza NIEDOINWESTOWANIE RYNKU.

    Na pozostala czesc twojego listu odpowiem w najblizszym czasie.
    Po prostu wychodze z zalozenia, ze jestes powaznym czlowiekiem i na pewno przemyslales sobie to, co napisales o mnie.
  • przycinek.usa 08.08.08, 16:34
    odpowiedz 2.

    Kolejna sprawa to oplacalnosc. Przeinwestowanie uznaje sie za dzialalnosc
    doprowadzajaca do strat. Czyli nadprodukcja obnizajaca ceny ponizej progu
    kosztow. Masowa produkcja, powoduje taki spadek cen, ze koszt wyrobu gotowego
    zbliza sie do kosztu skladnikow surowcowych.

    Wtedy dopiero mozna mowic o prawdziwym przeinwestowaniu.

    Ty natomiast traktujesz te sprawy monetarnie - uwazasz, ze przeinwestowanie - to
    nadmiar kapitalu wynikajacy z polityki bankow.

    To tez jest blad, poniewaz nadmiar inwestycji jest pro-produkcyjny, co z kolei
    obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?

    Tak wiec w makroekonomicznym modelu panstwa polityka niskich stop i wysokiej
    podazy powoduje istotne podwyzszenie produktywnosci i obnizenie kosztow =
    obnizenie dlugoterminowego potencjalu inflacyjnego.

    Teraz powracajac do twojej tezy o "przeinwestowaniu" i "zbyt niskich stoppach RPP".

    Stopa procentowa wplywa na rynek krotko i dlugoterminowo.
    Krotkoterminowa polityka stop jest z makroekonomicznego punktu widzenia srednio
    korzystna. Bo nie da sie nic zaplanowac.

    Dlatego w Polsce nikt nie inwestuje, poniewaz jest EWIDENTNE, ze panstwo nie dba
    o eksport - co oznacza, ze ZADEN PRODUCENT nie podejmie ryzyka otwierania
    produkcji skierowanej na caly region.

    Dlatego straciliscie Mercedesa, poniewaz przewidywane koszty komparatywne w
    Polsce byly wyzsze od Wegierskich. Kurs PLN?

    GDYBY hipotetycznie RPP zaczela bronic kursu PLN - tak jak robia to WSZYSTKIE
    PANSTWA NA SWIECIE, to wtedy byc moze w Polsce przybywaloby inwestycji. Kto wie
    jak zareagowalby taki producent jak Mercedes, ktorego eksport do USA ucierpial w
    wyniku zmian kursowych.
    Wystarczy popatrzec na PLN aby natychmiast zorientowac sie w co sie czlowiek pakuje!

    Twoja wypowiedz Damkon swiadczy o tym, ze jestes dogmatysta, niedopuszczajacym
    do siebie innych koncepcji poza swoimi a zarzucanie mi cech planisty
    socjalistycznego jest doprawdy smieszne.

    Zauwazylem, ze jest spora ilosc takich dogmatystow rynkowych.
    Wspaniala kuracja jest w takim przypadku otwarcie wlasnej firmy. Jest to
    doskonala nauka bo pozwala na wlasne oczy zaobserwowac jak panstwo Polskie
    wpierdala sie do cudzego interesu i jak czesto zmienia warunki gospodarowania.
    Kilka lat prowadzenia wlasnej firmy w Polsce i czlowiek nabiera dystansu do
    dogmatyzmu.

    W Polsce najwiekszym problemem jest olbrzymia ilosc obciazen dla osob
    prowadzacych dzialalnosc gospodarcza. Gdyby te obciazenia zniesc, to rynek
    odzylby niezaleznie od poziomu stopy procentowej.
    Moim prywatnym zdaniem %RPP powinien byc ustalany na podstawie procentu z Europy
    a regulacje podazowe powinny sie odbywac wylacznie na podstawie zmian rezerwy
    obowiazkowej.

    Wtedy o inwestycjach decydowalby rynek a nie politycy.




  • damkon 09.08.08, 02:44
    Nie bierz tej mojej poprzedniej wypowiedzi tak doslownie do siebie.
    Chcialem Ciebie tylko troche sprowokowac.

    Ale do rzeczy.

    > Przeinwestowanie - jest to stan rynku polegajacy na tym, ze popyt
    > w danym segmencie przekracza podaz i powoduje niewspolmierny do
    > potrzeb wzrost produkcji konczacy sie znacznym spadkiem cen.

    Taka Twoja definicja rzeczywiscie zbliza sie do sedna sprawy. Jednak
    nalezaloby rowniez wskazac na konsekwencje takiego stanu rzeczy,
    tzn. spadek rentownosci produkcji, brak mozliwosci splaty
    zaciagnietych kredytow a w ostatecznym rachunku bankructwo firm.

    > To jest dopiero problem Damkon.
    > Bo mieszkanie to jest taki produkt, ktorego wartosc rynkowa nie
    > powinna przekraczac 3.5 x sredni roczny dochod brutto jednej osoby.

    Skad Ty bierzesz takie zaleznosci?

    > KAZDY poziom cen powyzej tego poziomu oznacza NIEDOINWESTOWANIE
    > RYNKU.

    A potem wyciagasz takie wlasnie zaleznosci jak ta powyzej.

    > Kolejna sprawa to oplacalnosc. Przeinwestowanie uznaje sie za
    > dzialalnosc doprowadzajaca do strat. Czyli nadprodukcja obnizajaca
    > ceny ponizej progu kosztow. Masowa produkcja, powoduje taki spadek
    > cen, ze koszt wyrobu gotowego zbliza sie do kosztu skladnikow
    > surowcowych.

    O ile pierwsza czesc wypowiedzi jest prawdziwa, to z druga byl bym
    bardziej ostrozny, poniewaz z wielkoscia produkcji wiaza sie nie
    tylko korzysci ale takze koszty skali.

    > Ty natomiast traktujesz te sprawy monetarnie - uwazasz, ze
    > przeinwestowanie - to nadmiar kapitalu wynikajacy z polityki
    > bankow.

    Nic takiego wczesniej nie napisalem.
    Przeinwestowanie badz niedoinwestowanie to stany nierownowagi na
    rynku kapitalowym powstale ze wzgledu na zaklocenie mechanizmu
    rynkowego przez panstwo.

    > To tez jest blad, poniewaz nadmiar inwestycji jest pro-
    > produkcyjny, co z kolei obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej
    > obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?

    Nie ma takiej zaleznosci o ktorej piszesz. Natomiast jest zaleznosc
    odwrotna, tzn. inflacja prowadzi z reguly do nadmiaru inwestycji w
    niektorych sektorach, ktore jako pierwsze ulegaja iluzji
    inflacyjnej. Dlatego inflacja jest jednym z podstawowych czynnikow,
    ktore w prostej linii prowadza do przeinwestowania poszczegolnych
    sektorow.

    > Tak wiec w makroekonomicznym modelu panstwa polityka niskich stop
    > i wysokiej podazy powoduje istotne podwyzszenie produktywnosci i
    > obnizenie kosztow = obnizenie dlugoterminowego potencjalu
    > inflacyjnego.

    Tutaj najlepiej widac, jak na podstawie wczesniejszych falszywych
    przeslanek doszedles do blednego wniosku, poniewaz w rzeczywistosci
    jest dokladnie na odwrot, tzn. polityka zanizania stop przy innych
    czynnikach niezmienionych moze prowadzic jedynie do wzrostu inflacji.

    > Dlatego w Polsce nikt nie inwestuje, poniewaz jest EWIDENTNE, ze
    > panstwo nie dba o eksport - co oznacza, ze ZADEN PRODUCENT nie
    > podejmie ryzyka otwierania produkcji skierowanej na caly region.

    To nieprawda, poniewaz Polska ostatnimi czasy, byla miejscem
    znacznego naplywu inwestycji kapitalowych, szczegolnie tych
    zagranicznych.

    > Twoja wypowiedz Damkon swiadczy o tym, ze jestes dogmatysta,
    > niedopuszczajacym do siebie innych koncepcji poza swoimi a
    > zarzucanie mi cech planisty socjalistycznego jest doprawdy
    > smieszne.

    Pewnie jest w tym troche prawdy, tzn. ze jest dogmatykiem mechanizmu
    rynkowego.

    > Wspaniala kuracja jest w takim przypadku otwarcie wlasnej firmy.
    > Jest to doskonala nauka bo pozwala na wlasne oczy zaobserwowac jak
    > panstwo Polskie wpierdala sie do cudzego interesu i jak czesto
    > zmienia warunki gospodarowania. Kilka lat prowadzenia wlasnej
    > firmy w Polsce i czlowiek nabiera dystansu do dogmatyzmu.

    A skad wiesz, czym sie zajmuje?

    > W Polsce najwiekszym problemem jest olbrzymia ilosc obciazen dla
    > osob prowadzacych dzialalnosc gospodarcza. Gdyby te obciazenia
    > zniesc, to rynek odzylby niezaleznie od poziomu stopy procentowej.

    Czytajac cos takiego gotow jestem nawet wycofac sie z tego
    centralnego planisty.




    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 10.08.08, 07:16
    CYTAT: "nadmiar inwestycji jest pro-
    > produkcyjny, co z kolei obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej
    > obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?

    Nie ma takiej zaleznosci o ktorej piszesz. Natomiast jest zaleznosc
    odwrotna, tzn. inflacja prowadzi z reguly do nadmiaru inwestycji w
    niektorych sektorach, ktore jako pierwsze ulegaja iluzji
    inflacyjnej. Dlatego inflacja jest jednym z podstawowych czynnikow,
    ktore w prostej linii prowadza do przeinwestowania poszczegolnych
    sektorow." koniec cytatu.

    co Ty Damkon opowiadasz ?!
    "Iluzja inflacyjna"? "zaleznosc odwrotna"?
    Zastanawiam sie, czy ja nie marnuje tutaj swojego czasu.
    Damkon, na rynku pojawia sie pieniadz wskutek niemonetarnych zaleznosci
    wynikajacych chociazby z oszczednosci.
    Ten pieniadz ulega albo modom albo pojawiajacym sie potrzebom.
    W wyniku powyzszych pojawia sie popyt, ktory powoduje wzrost cen.
    Tobie ten wzrost cen z niezrozumialych powodow nie odpowiada.
    I to jest wielki blad tej calej waszej szkoly austriackiej, czyli zbieraniny
    oderwanych od rzeczywistosci dogmatystow.

    Inflacja jest czynnikiem rynkowym.
    Inflacja jest zjawiskiem dlugoterminowym i jest czesto ODWRACALNA.
    Inflacje trzeba analizowac. To jest zjawisko rynkowe. Tego rynku w inflacji jest
    pewnie ze 60% + 30% manipulacji BC + 10% glupoty rzadu.
    Problem w tym, ze wladze monetarne nie pozwalaja na tworzenie mechanizmu
    nadprodukcji w celu walczenia ze wzrostem cen, poniewaz wskutek ingerencji
    monetarnych powoduja ograniczenie popytu i wplywaja na plany inwestycyjne firm,
    ktore nie inwestuja.

    To co tobie sie wydaje nadinwestycja, ktos inny oceni niedoinwestowaniem i w
    efekcie powstaja braki rynkowe, a wysokie ceny sie utrzymuja. To wszystko wynika
    z nieznajomosci praw rynkowych i blednych ocen sytuacji rynkowej. W Polsce masz
    wysoka rownowage cen w sektorach z duza obecnoscia monopoli i mordercza
    konkurencje w innych sektorach, w wyniku czego powstaje szara strefa. W tym caly
    burdelu szaleja nawiedzeni "analitycy", ktorym sie wydaje ze maja zrozumienie
    sytuacja a ponad tym stoi RPP, ktore najwyrazniej bladzi choc dziala, bo mu za
    to placa.

    I ja osobiscie nie przejmuje sie tym zupelnie, nie przykladam wagi do takich
    bledow, poniewaz jezeli RPP skopie gospodarke w Polsce - to mozna wybudowac
    fabryke w Czechach albo w Meksyku. Z mojego prywatnego punktu widzenia nie
    obchodza mnie bledy merytoryczne ani RPP, ani dyskutantow na forum. Nie macie
    racji ale to jest was problem a nie moj.

    Na rynku nie istnieje cos takiego jak zaklocenia, czy zaklocanie rownowag.
    Rownowagi sa zawsze i wynikaja z kompromisow i komplikacji calego rynku. Na
    rynku jest panstwo i sa konsumenci. Nie mozna dokonywac izolowania polityki ani
    planowania, bo gdzies jest jakas hipotetyczna rownowaga, do ktorej trzeba
    uparcie dazyc wbrew rynkowi.


    Moge oczywiscie odpowiadac na twoje czastkowe cytaty, ale to sie wedlug mnie
    zupelnie mija z celem, poniewaz ty jestes tak przekonany o swojej racji, ze
    zdania nie zmienisz, chocby sie swiat przewrocil.
    Odpowiem tylko na czesc:
    CYTAT:
    "> >traktujesz te sprawy monetarnie - uwazasz, ze
    > > przeinwestowanie - to nadmiar kapitalu wynikajacy z polityki
    > > bankow.
    >
    > Nic takiego wczesniej nie napisalem." koniec cytatu.


    Napisales. Cytuje: "mozna obecnie zaobserwowac to pewna depresja korygujaca,
    ktora potrzebna jest naszej gospodarce niczym coroczny przeglad naszemu
    samochodowi. Polityka inflacjonizmu i interwencjonizmu poprzednich ekip
    doprowadzila do zwyklego przegrzania gospodarki, dlatego tez owa depresja moze
    miec jedynie zbawienny wplyw na strukture naszego rynku. Wszystkie te branze,
    ktore pod wplywem iluzji inflacyjnej przeinwestowaly musza teraz poniesc
    konsekwencje zlej polityki poprzednich rzadow." koniec cytatu. I caly powyzszy
    paragraf to sa po prostu bzdury.

    > Przeinwestowanie badz niedoinwestowanie to stany nierownowagi na
    > rynku kapitalowym powstale ze wzgledu na zaklocenie mechanizmu
    > rynkowego przez panstwo.

    Bzdura. Przeinwestowanie lub niedoinwestowanie powstaje na skutek blednych
    ludzkich decyzji i zwykle nastepuje na skutek manii.
    Na przyklad uwaza sie, ze teraz jest czas na duze samochody z silnikami 8
    cylindrowymi i powstaje tyle fabryk, i tyle samochodow, ze ceny spadaja o polowe
    i te fabryki sa teraz zamykane.
    W Polsce natomiast panuje poglad, ze inflacja jest zagrozeniem, podnosi sie
    stopy bez konca wbrew rozsadkowi i perspektywiczni producenci (jak Mercedes)
    omijaja Polske szerokim lukiem.
    To powoduje niedoinwestowanie. I jest ingerencja panstwa w rynek.
    Ostatnie zdanie w twoim cytacie - ekonomiczne prze- lub niedoinwestowanie nie
    jest cecha rynku kapitalowego. To jest okreslenie zarezerwowane dla produkcji.
    To czy ktos kupuje akcje na kredyt, czy za czesc kapitalu - jest sprawa
    trzeciorzedna.

    cytat:
    "> > To tez jest blad, poniewaz nadmiar inwestycji jest pro-
    > > produkcyjny, co z kolei obniza potencjal inflacyjny. Im wiecej
    > > obrotu - tym nizsze koszty produkcji. Proste?
    >
    > Nie ma takiej zaleznosci o ktorej piszesz. Natomiast jest zaleznosc
    > odwrotna, tzn. inflacja prowadzi z reguly do nadmiaru inwestycji w
    > niektorych sektorach, ktore jako pierwsze ulegaja iluzji
    > inflacyjnej. Dlatego inflacja jest jednym z podstawowych czynnikow,
    > ktore w prostej linii prowadza do przeinwestowania poszczegolnych
    > sektorow."


    Ja napisalem, ze "inflacja" czytaj "wzrost cen" prowadzi do wzrostu produkcji -
    a ty napisales, ze nie ma takiej zaleznosci, bo przeciez "inflacja" prowadzi "do
    przeinwestowania". Damkon, jak ida ceny w gore, to sprzedajacy sie ciesza, ze
    jest popyt i kombinuja jakby to zrobic wiecej obrotu i skad wziasc towar. To
    jest zbawienny mechanizm rynkowej samoregulacji cen. Dzieki temu powstaja
    miejsca pracy i nowe biznesy. Ale zanim to nastepuje to RPP podnosi stope i
    zabija popyt bo - "idzie inflacja" i do tego mechanizmu nie dochodzi, bo jak nie
    RPP podniesie stope, to przyjdzie idiota z ministerstwa i wprowadzi podatek od
    depozytow albo oplate akcyzowa - albo nie daj Boze kolejne koncesje a wszystko
    chyba tylko po to, aby produkcja sie rozwinela u sasiadow a w Polsce kwitnela
    emigracja zarobkowa.

    Tymczasem to jest wszystko bardzo proste - wystarczy poslac pare osob do szkol.
    Niestety trzebaby jednak poslac ich do szkol zagranicznych i najdalej od
    zgubnego wplywu autorytetow monetarnych 3 czy 4 RP.

    cytat:
    "> > Tak wiec w makroekonomicznym modelu panstwa polityka niskich stop
    > > i wysokiej podazy powoduje istotne podwyzszenie produktywnosci i
    > > obnizenie kosztow = obnizenie dlugoterminowego potencjalu
    > > inflacyjnego.
    >
    > Tutaj najlepiej widac, jak na podstawie wczesniejszych falszywych
    > przeslanek doszedles do blednego wniosku, poniewaz w rzeczywistosci
    > jest dokladnie na odwrot, tzn. polityka zanizania stop przy innych
    > czynnikach niezmienionych moze prowadzic jedynie do wzrostu inflacji." koniec
    cytatu


    To jest najlepszy dowod na to, ze nic nie zrozumiales Damkon.
    Potencjal inflacyjny to jest ew. mozliwa przyszla inflacja. Przemysl to sobie
    jeszcze raz. Jak masz na rynku 5 firm i potencjal produkcyjny dla 40 milionow
    konsumentow - to prawdopodobienstwo powstania kartelu cenowego jest duzo
    mniejsze od sytuacji, kiedy masz tylko 3 firmy z potencjalem na 30 milionow, bo
    10 milionow konsumentow jest wylaczonych z rynku wskutek biedy i bezrobocia.
    Oczywiscie jest wolnosc wypowiedzi i masz pelne prawo myslec co chcesz i pisac
    co chcesz, ale ja Tobie tu i teraz mowie - ze jak jest niska stopa i duzy
    volumen obrotu pieniadza (przy takiej samej bazie monetarnej, ktorej wzrostu nie
    lubisz) to wtedy jest wiecej firm i potencjal inflacyjny spada. Inflacja w
    przyszlosci jest wtedy mniej prawdopodobna.

    Jeszcze raz powtorze.
    WYSOKIE STOPY PROCENTOWE PODNOSZA potencjal inf
  • przycinek.usa 10.08.08, 07:44
    Jeszcze raz powtorze:
    WYSOKIE STOPY PROCENTOWE PODNOSZA potencjal inflacyjny.
    NISKIE STOPY PROCENTOWE OBNIZAJA potencjal inflacyjny rynku. OK?

    Cytat:
    > Dlatego w Polsce nikt nie inwestuje, poniewaz jest EWIDENTNE, ze
    > panstwo nie dba o eksport - co oznacza, ze ZADEN PRODUCENT nie
    > podejmie ryzyka otwierania produkcji skierowanej na caly region.
    To nieprawda, poniewaz Polska ostatnimi czasy, byla miejscem
    znacznego naplywu inwestycji kapitalowych, szczegolnie tych
    zagranicznych."

    BYLA. W czasie przeszlym. Obecnie Mercedes woli Wegry. Ciekawe dlaczego? Ciekawe
    dlaczego upadla fabryka ozdobek choinkowych, ktore tak lubilem sobie tutaj
    kupowac? Dlaczego Damkon?

    Cytat:
    "Pewnie jest w tym troche prawdy, tzn. ze jest dogmatykiem mechanizmu
    rynkowego."

    Tak. Ten dogmatyzm powoduje dogmatyczne oczekwianie depresyjnych korekt
    rynkowych. Byla taki okres w dziejach, nazywany sredniowieczem, kiedy szalala
    inkwizycja i w imie dogmatow zabijala ludzi. Twoj dogmatyzm moze nikomu nie
    zaszkodzi - ale dogmatyzm niektorych polskich decydentow niewatpliwie tworczy
    nie jest.
    A opinie skas sie przeciez biora. To ja przejade sie po kolejnym twoim cytacie z
    jednego z postow wyzej:

    "Depresja korygujaca w gospodarce moze prowadzic do naturalnych
    rownowag, ktore powstalyby w niezakloconej przez panstwo gospodarce
    rynkowej. Co zas sie tyczy miejsc pracy w sektorach
    przeinwestowanych, to z punku widzenia efektywnosci gospodarki jako
    calosci sa one w zasadzie bezuzyteczne. Pisac, ze kazda praca
    przeklada sie na wzrost PKB to tak jak twierdzic, ze za czasow PRL-u
    nie bylo bezrobocia. W koncu kazdy mial prace i w pocie czola
    powiekszal PKB Polski Ludowej."


    W Polsce dominuje monetaryzm. To jest takie religijne dazenie do utrzymania
    wartosci pieniadza. Za wszelka cene. Zniszczyc rynek w imie jakiejs teoretycznej
    i ulotnej wartosci. Doprowadzic do depresji, bo istnieja jakies hipotetyczne
    naturalne poziomy urojen dogmatykow. Komus w rzadzie sie uroilo, ze PLN powinien
    byc mocny. RPP uparcie realizuje te strategie. Tymczasem pieniadz jest jedynie
    srodkiem wymiany. Pieniadz jest czyms zupelnie nieistotnym z punktu widzenia
    religijnego. Pieniadz powinien byc calkowicie poza obszarami dogmatyzmow i religii.

    Pieniadz to jest umowa pomiedzy stronami. W interesie stron jest, aby volumen
    tego pieniadza pozostawal w obrocie z najwieksza mozliwa szybkoscia bez
    zatykania mozliwosci produkcyjnych rynku.
    Chinczycy to rozumieja, USA to zrozumialo, Japonia itp.
    Nawet Czesi zaczynaja to lapac. A w Polsce jest pustynia.
  • damkon 10.08.08, 15:33
    > co Ty Damkon opowiadasz ?!
    > "Iluzja inflacyjna"? "zaleznosc odwrotna"?
    > Zastanawiam sie, czy ja nie marnuje tutaj swojego czasu.
    > Damkon, na rynku pojawia sie pieniadz wskutek niemonetarnych
    > zaleznosci wynikajacych chociazby z oszczednosci.

    Jezeli uwazasz, ze Twoje racje sa absolutne i bezwzglednie prawdziwe
    a rozmawiajac ze mna, czyli dogmatycznym glupkiem, marnujesz swoj
    czas to oczywiscie nie odpowiadaj na moje posty. Po prostu zignoruj
    to co pisze.

    Ale wracajac do sprawy, pytasz mnie czym jest iluzja inflacyjna?
    Pisalem juz o tym wczesniej, ale powtorze raz jeszcze, jest ona
    niczym innym jak znieksztalcona informacja dotyczacej wartosci
    pieniadza postrzegana przez podmioty rynkowe, ktore wyniku tego
    podejmuja niewlasciwe decyzje gospodarcze. Jednak co trzeba wyraznie
    powiedziec, najwieksza sila owego zaklocenie informacyjnego inflacji
    ma miejsce w okresach jej gwaltownego, nieprzewidywalnego
    przyspieszenia. Mowiac inaczej inflacja przewidywalna przez
    uczestnikow rynkowych nie wywoluje takiego efektu jak inflacja
    bedaca dla nich zaskoczeniem. Kolejna cecha szczegolna inflacji jest
    jej nierownomierny charakter, tzn. fakt, ze rozklada sie ona w
    roznym stopniu na poszczegolne czesci rynku. Jedne produkty drozeja
    szybciej, inne wolniej a jeszcze inne utrzymuja cene przez pewien
    czas na niezmienionym poziomie. Pisze o tym nie bez kozery, poniewaz
    to wlasnie ten mechanizm, prowadzi w prostej linii do nierownowag
    rynkowych a te z kolei do przeinwestowania pewnych sektorow a
    niedoinwestowania innych. Latwo sobie wyobrazic jak dziala to w
    praktyce. Dla przykladu, jezeli w wyniku jakiegos bodzca
    inflacyjnego (np. obnizenia stop procentowych przez NBP) w pierwszej
    kolejnosci zdrozeja produkty budowlane (np cement), to producenci
    cementu beda pierwszymi beneficjentami inflacji. Za swoj produkt
    beda otrzymywali wiecej niz przed inflacja a przy zalozeniu, ze
    wzrost cen nie zdazyl jeszcze dotknac pozostalych produktow beda oni
    tymi, ktorzy w pierwszej kolejnosci skorzystaja na inflacji. W
    poczatkowym okresie dzialania inflacji nasi producenci cegiel
    osiagna nadzwyczajne niespodziewane dochody (tzw. zysk inflacyjny),
    ktore stana sie podstawa do podejmowania niewlasciwych decyzji
    gospodarczych o zwiekszeniu produkcji na przyszlosc. Sektor, ktory
    osiaga zyski przyciaga nowych inwestorow, wiec w naszym przypadku
    bedzie to naplyw nowego kapitalu oraz zwiekszenie mocy produkcyjnych
    przez dotychczasowych producentow. Cale zjawisko bedzie dodatkowo
    wzmagal tani kredyt, ktory zalozylismy, ze stal sie poczatkowym
    bodzcem inflacyjnym. Final bedzie w kazdym razie taki, ze caly
    sektor zostanie przeinwestowany. Jednak iluzja inflacji nie trwa w
    nieskonczonosc. Zaczynaja drozec pozostale produkty a uczestnicy
    rynku powoli dostrzegaja dzialanie mechanizmu inflacyjnego.
    Nadzwyczajne zyski, ktore pojawily sie sie w niektorych sektorach
    gospodarczych spowodowaly bardzo powazne zaklocenia w przeplywach
    kapitalowych, poniewaz inwestycje naplynely tam, gdzie w pierwszej
    kolejnosci zaczela dzialac inflacja. Ale na tym oczywiscie nie
    koniec. Sektor, ktory ulegl iluzji inflacyjnej i zostal
    przeinwestowany zaczyna powoli odczuwac spadek popytu inflacyjnego
    na swoje produkty. Na rynku jest zbyt wiele firm, ktore teraz maja
    problemy ze sprzedaza swoich produktow. Poczatkowe nadzwyczajne
    zyski zamieniaja sie teraz w straty a firmy zaczynaja miec duze
    problemy ze splata kredytow, wzietych w okresie sztucznej prosperity
    inflacyjnej. Konsekwencja takiego stanu jest bankructwo wielu firm i
    powazne problemy tych, ktorym uda sie jakos przetrwac.
    Wlasnie z tego powodu inflacja jest tak niebezpieczna dla
    gospodarki, poniewaz rozklada sie nierownomiernie tworzac bardzo
    duze nierownowagi rynkowe. Jezeli inflacje mialaby charakter
    proporcjonalny w stosunku wszystkich dobor, ich niekorzystny wplyw
    nie bylby az tak szkodliwy, ale tak oczywiście nie jest.

    > Tobie ten wzrost cen z niezrozumialych powodow nie odpowiada.
    > I to jest wielki blad tej calej waszej szkoly austriackiej, czyli
    > zbieraniny oderwanych od rzeczywistosci dogmatystow.

    Opisana przez szkole austriacka analiza cykli koniunkturalnych
    spowodowanych przez nieodpowiedzialne zaklocanie mechanizmu
    rynkowego przez panstwo jest jak na razie najbardziej trafna ze
    wszystkich innych. W swoich pogladach szydzenia z dorobku mysli
    szkoly austriackiej nie jestes zreszta odosobniony. Podobne poglady
    jak Ty maja wszelkiej masci socjalisci, keynesisci czy inni
    zwolennicy centralnego planowania i interwencjonizmu panstwowego.

    > Inflacja jest czynnikiem rynkowym.
    > Inflacja jest zjawiskiem dlugoterminowym i jest czesto ODWRACALNA.
    > Inflacje trzeba analizowac. To jest zjawisko rynkowe. Tego rynku w
    > inflacji jest pewnie ze 60% + 30% manipulacji BC + 10% glupoty
    > rzadu. Problem w tym, ze wladze monetarne nie pozwalaja na
    > tworzenie mechanizmu nadprodukcji w celu walczenia ze wzrostem
    > cen, poniewaz wskutek ingerencji monetarnych powoduja ograniczenie
    > popytu i wplywaja na plany inwestycyjne firm, ktore nie inwestuja.

    Inflacja nie jest czynnikiem rynkowym tylko szkodliwym zjawiskiem,
    ktory psuje dzialanie mechanizmu rynkowego tworzac sztuczne
    nierownowagi.

    > Na rynku nie istnieje cos takiego jak zaklocenia, czy zaklocanie
    > rownowag. Rownowagi sa zawsze i wynikaja z kompromisow i
    > komplikacji calego rynku. Na rynku jest panstwo i sa konsumenci.
    > Nie mozna dokonywac izolowania polityki ani planowania, bo gdzies
    > jest jakas hipotetyczna rownowaga, do ktorej trzeba uparcie dazyc
    > wbrew rynkowi.

    Otoz jestes w calkowitym bledzie. Zaklocenia rynkowe sa jego
    immanentna cecha. Istotne jest tyko kto bedzie niwelowal te
    zaklocenia. Jezeli bedzie to mechanizm rynkowy to bedziemy mieli do
    czynienia z naturalnym procesem dazacym do osiagniecia rownowagi
    rynkowej. Gorzej bedzie wtedy, gdy rola znalezienia rownowagi
    przypadnie urzednikom panstwowym.

    > Napisales. Cytuje: "mozna obecnie zaobserwowac to pewna depresja
    > korygujaca, ktora potrzebna jest naszej gospodarce niczym coroczny
    > przeglad naszemu samochodowi. Polityka inflacjonizmu i
    > interwencjonizmu poprzednich ekip doprowadzila do zwyklego
    > przegrzania gospodarki, dlatego tez owa depresja moze miec jedynie
    > zbawienny wplyw na strukture naszego rynku. Wszystkie te branze,
    > ktore pod wplywem iluzji inflacyjnej przeinwestowaly musza teraz
    > poniesc konsekwencje zlej polityki poprzednich rzadow." koniec
    > cytatu. I caly powyzszy paragraf to sa po prostu bzdury.


    To prawda, tak napisalem i nadal to podtrzymuje. Poniewaz jezeli
    panstwo zdecyduje sie niwelowac taka depresje korygujaca to musi
    uzyc jeszcze silniejszym bodzcow podgrzewajacych gospodarke niz
    przed okresem sztucznego prosperity. Dla przykladu, jezeli przyczyna
    przeinwestowania byla inflacja, to w momencie depresji panstwo musi
    sie zdecydowac na jeszcze wiekszy poziom inflacji niz wczesniej,
    poniewaz ludzie moga przewidziec i wkalkulowac poprzedni poziom
    inflacji w podejmowaniu swoich decyzji gospodarczych. Takie
    dzialanie panstwa, tzn. stosowanie coraz silniejszych bodzcow
    interwencjonizmu w dluzszej perspektywie prowadzi do calkowitego
    zalamania gospodarczego. Dlatego wlasnie napisalem, ze lepiej dac
    rynkowi szanse doprowadzenia do naturalnego poziomu rownowagi niz
    decydowac sie na kolejne sztuczne podgrzewanie gospodarki przez
    panstwo.
  • damkon 10.08.08, 15:39
    > W Polsce natomiast panuje poglad, ze inflacja jest zagrozeniem,
    > podnosi sie stopy bez konca wbrew rozsadkowi i perspektywiczni
    > producenci (jak Mercedes) omijaja Polske szerokim lukiem. To
    > powoduje niedoinwestowanie. I jest ingerencja panstwa w rynek.

    To Twoje ostatnie zdanie jest akurat prawdziwe, poniewaz chlodzenie
    gospodarki jest takze rodzajem interwencji panstwa w mechanizm
    rynkowy. Jedna rzecza, ktora nalezy tutaj jednak podkreslic, to
    fakt, ze chlodzenie gospodarki jest proba naprawy stanu gospodarki,
    ktory wytworzyl sie w wyniku jej przegrzania. Czyli mowiac inaczej
    panstwo stara sie naprawic to co wczesniej zepsulo. Postepuje
    dokladnie tak jak strazak Pawlaka, który najpierw podpala, potem
    gasi a na koniec wypina piers do orderu.

    > Damkon, jak ida ceny w gore, to sprzedajacy sie ciesza, ze jest
    > popyt i kombinuja jakby to zrobic wiecej obrotu i skad wziasc
    > towar. To jest zbawienny mechanizm rynkowej samoregulacji cen.
    > Dzieki temu powstaja miejsca pracy i nowe biznesy.

    To jest prawda, ale pod jednym warunkiem, ze wzrost cen nie jest
    konsekwencja inflacji spowodowanej przez polityke panstwa, poniewaz
    w tym przypadku moze sie on skonczyc tylko przeinwestowaniem calego
    sektora. Jezeli dany sektor przezywa rzeczywisty rozwoj, to bedzie
    dokladnie tak jak napisales, jezeli jednak ozywienie sektora jest
    konsekwencja iluzji inflacyjnej to skonczy sie jedynie jego
    zalamaniem. Inflacja jest bardzo dobrym oszustwem, ale tylko na
    krotka mete.

    > Tak. Ten dogmatyzm powoduje dogmatyczne oczekwianie depresyjnych
    > korekt rynkowych. Byla taki okres w dziejach, nazywany
    > sredniowieczem, kiedy szalala inkwizycja i w imie dogmatow
    > zabijala ludzi. Twoj dogmatyzm moze nikomu nie zaszkodzi - ale
    > dogmatyzm niektorych polskich decydentow niewatpliwie tworczy
    > nie jest.

    Przypuszczam, ze Twoj pomysl powrotu do inkwizycji heretykow i
    dogmatykow (czytaj tych ktorzy mysla inaczej) z pewnoscia bardzo
    spodobalby sie co poniektorym decydentom politycznym.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 10.08.08, 19:13
    "Inflacja jest bardzo dobrym oszustwem, ale tylko na krotka mete."

    Inflacja jest zjawiskiem rynkowym, dotyczacym kazdego rynku i kazdej waluty (w
    tym zlota) i jest nieodlacznie z rynkiem zwiazana i patrzac na nia z
    fundamentalnego punktu widzenia - nie powinno sie z nia walczyc. Inflacja nie
    powinna byc celem monetarnym w otwartej gospodarce.
  • damkon 10.08.08, 22:28
    > Inflacja jest zjawiskiem rynkowym, dotyczacym kazdego rynku i
    > kazdej waluty (w tym zlota) i jest nieodlacznie z rynkiem zwiazana
    > i patrzac na nia z fundamentalnego punktu widzenia - nie powinno
    > sie z nia walczyc. Inflacja nie powinna byc celem monetarnym w
    > otwartej gospodarce.

    Jezeli taki jest ten Twoj fundamentalny punkt widzenia na temat
    inflacji, to parafrazujac nie chcialbym mieszkac w domu, ktory
    mialby tak marne fundamenty.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 10.08.08, 20:40
    >>>PIENIADZ JEST JEDYNIE SRODKIEM WYMIANY.<<<

    Ja ciebie nie bede winil za ta kastracje definicji pieniadza, gdyz prawde mowiac
    do tego wszystkie waluty zaczynaja sie sprowadzac -- dymczasowe kwity wymiany.

    To, ze Polska jest uczulona na temat starej definicj ktora zawiera w sobie
    "srodek zachowywania wartosci" ("Store of Value") - to w koncu nic dziwnego.
    Ludzie pamietaja.

    Wskazywanie na Chiny czy USA, ze sa takie madre, ze rozumieja, ze pieniadze nic
    juz nie maja wspolnego z zachowywaniem wartosci moze byc troche przedwczesne --
    poczekamy i zobaczymy dokad ta madrosc prowadzi.

    W samy sercu tego stwierdzenia jest potworne oszstwo i zniewolenie:

    1) Oszustwo poniewaz wiekszosc ludzi nie zdaja sobie sprawy, ze to co uwazaja za
    pieniadze nie ma juz zadnej (w twoim "amerykanskim" sposobie myslenia) misji
    zachowania wartosci. W stanach np. co roku dostaje sie list od IRS ktory
    pokazuje wysokosc emerytury w dolarach. Ludzie licza na wartosc tych dolarow --
    ze nie zmieni sie za bardzo w ciagu tych lat ktore jeszcze im zostaly do
    emerytury. TO JEST OSZUSTWO!

    "Jedynie srodek wymiany"... "Zadna religia" Czyli w domysle "wiara nie ma tutaj
    nic do rzeczy" -- tez ma swoje podteksty -- Czy chcesz czy nie ogromna wiekszosc
    "WIERZY" i "LICZY NA" to ze pieniadze mozna oszczedzac, odkladac na
    przyszlosc... W Polsce bez tej wiary nikt by zlotowek nie uzywal -- w koncu nie
    tak dawno cale pokolenia sie przejechaly na tych "zlotych" tylko w nazwie. Czyli
    byc moze Polska nie ma takiego luksusu rozwadniania definicji jak USA -- w
    Ameryce wiara w dolara jest nadal bardzo gleboka -- dlatego z taka latwosci
    propaganda zwala wine na chciwych nawtowcow a nie na tych ktorzy zmniejszyli
    wartosc dolara.

    2) Pieniadz bez-wartosciowy (Do dzisjejszej wymiany tylko -- Jutro beda nowe
    bilety) uzaleznia wszystkich od rzadow/bankow. Jezeli nie jestes w stanie
    oszczedzic na starosc czy ewentualnosc choroby -- musisz polegac na
    wszechpoteznym panstwie -- z tad do Homo Sovieticusa tylko pare krokow.
  • przycinek.usa 12.08.08, 18:08
    Intuicyjnie rzecz rozpatrujac serce mowi, ze masz racje.
    Pieniadz powinien byc lokata itp. Ale tak nie jest.

    Podstawowa funkcja pieniadza jest wymiana uslugowo towarowa.
    To jest najwazniejsze. Kwestie oszczednosci sa dodatkiem.

    Dlaczego?
    Dlatego poniewaz bogactwo mozna przechowywac na wiele sposobow.
    Mozna gromadzic nieruchomosci, zloto, antyki. Natomiast praktyczne funkcje
    wymiany ma tylko pieniadz. Obojetne jaki, byle uznany.
    Papierowy, kamienny czy jakikolwiek.

    Oczywiscie zgadzam sie, ze inflacja jest w sumie oszustwem wobec emerytow - ale
    to nie jest oszustwo pieniadza - tylko oszustwo rzadu i ludzi odpowiedzialnych
    za polityke panstwa. Co ci szkodzi napisac do swojego kongresmena aby zmienili
    system indexacji emerytur?
    Moze pismo do kongresu, aby zmienic metodologie CPI? Nie?

    Najgorsze, ze w tym calym konflikcie interesow wszyscy maja racje.
    Racje maja emeryci i troche racji ma Damkon z teza dotyczaca manipulacji i cyklu
    boom/boost.

    Jak pogodzic wszystkie racje?
    Tego nikt naprawde nie wie!

    Zwolennicy zlota (no disrespect please) caly czas gadaja o drukowaniu. Mowia o
    dodruku, drukowaniu itp i caly czas mieszaja pojecia. Gold bugs sa przeciwni
    istnieniu podazy pieniadza i sa przeciwni bankom ogolnie. Najlepiej jakby w
    ogole nie bylo kredytow - bo to przeciez jest drukowanie!
    Zadna ze znanych mi osob sposrod gold bugs nie chce sie wdawac w szczegolowe
    dyskusje.

    Tymczasem mamy taka sytuacje rynkowa, ze wpadanie ze skrajnosci w skrajnosc
    doprowadzi do smierci pacjenta.

    Gdyby obecnie rozpoczac zmiany na rynku i np. wylaczyc FED - to w pierwszej
    kolejnosci doprowadzi to do zalamania calego systemu finansow - a dopiero potem
    beda z tego jakies pozytywy.

    NIKT nie proponuje zadnej alternatywy dotyczacej transformacji.
    Po prostu pod haslem zachowania uczciwosci najlepiej zastrzelic caly system
    bankowy, zlikwidowac inflacje i wywalac wojne za jednym zamachem.

    Caly ten watek pokazuje pelny rozdzwiek pomiedzy nami.
    Ty masz idealistyczne wizje na tematy inflacyjne. (Damkon zreszta tez) A ja
    jestem zwolennikiem malych kroczkow - malych zmian - i polityki zdrowego
    rozsadku. Nie mozna stosowac tego samego worka dla USA, Chin i Polski. Ale
    trzeba absolutnie uczyc sie na doswiadczeniu innych. Ja nie pisze o polskich
    stopach % ze sa sprawiedliwe, czy tez niesprawiedliwe - tylko ze sa za wysokie -
    bo powoduja straty
    gospodarcze. A wy mnie tu wszyscy atakujecie demagogia o oszustwach, zlocie,
    przechowywaniu wartosci i emerytach.

    Przeciez to jest wszystko paranoja - bo emeryci sa finansowani z biezacych
    rabunkowych podatkow i jak wykonczycie gospodarke wysokimi stopami w celu
    zachowywania zlotowych wartosci emerytur - to powstanie takie bezrobocie, ze na
    emerytow nikt nie da grosza w podatkach.

    Apeluje do was - abyscie przestali myslec teoretycznie i przestali gadac o
    sprawiedliwosci spolecznej, inflacyjnej czy oszustwach - tylko skupili sie na
    jednej drobnej i waznej sprawie: stopie RPP.

    Stopa jest za wysoka.

    I zeby mi sie znowu nie sprawdzilo z opoznieniem, bo wlasnie caly czas czytam
    artykuly, ze dolar bedzie po zlotowce, ze jest deficyt, ze dolar jest slaby i ze
    jest kryzys. A za moment pewnie bedzie artykul w gazecie - "o rany ale PLN
    spadla - ale dlaczego??"
    I tak mysle, ze to bedzie za jakies pol roku do roku czasu od dzisiaj. To bedzie
    kolejny szok dla rynku - tyle ze w druga strone.
  • przycinek.usa 12.08.08, 18:25
    uzupelnienie:

    "2) Pieniadz bez-wartosciowy (Do dzisjejszej wymiany tylko -- Jutro beda nowe
    bilety) uzaleznia wszystkich od rzadow/bankow. Jezeli nie jestes w stanie
    oszczedzic na starosc czy ewentualnosc choroby -- musisz polegac na
    wszechpoteznym panstwie -- z tad do Homo Sovieticusa tylko pare krokow."


    To jest pewien problem, ktory pojawia sie niejako wskutek sukcesu rynkowego.
    Postawmy pytanie od konca - dlaczego statystyczny Kowalski nie moze zaoszczedzic
    pieniedzy na starosc?
    Pierwsza i potoczna odpowiedz na to pytanie = inflacja.
    Wlasnie dlatego wszyscy chca walczyc z inflacja.

    A tymczasem to nie inflacja jest winna temu stanowi spraw - tylko efektywnosc
    gospodarki powstalej w wyniku ogromnego cyklu koniunkturalnego.

    Mamy tak dlugotrwaly suskces gospodarczy, ze wzrosla efektywnosc produkcji,
    spadly koszty, bogactwo spowodowalo, ze rynek sie rozrosl do miliardow
    konsumentow i nagle okazalo sie, ze wystepuje rewaluacja dobr.

    Z jednej strony mamy spadek cen - ale powoduje on, ze spadaja marze i dochody
    calych segmentow rynku - co wplywa na reszte rynku - tam gdzie ceny ida w gore z
    powodu wzrostu kosztow. Mamy akumulacje kapitalu nie tam, gdzie tego
    oczekiwalibysmy.

    W tym sensie Damkon ma racje - ze ekspansja kredytowa i nadpodaz pieniedzy
    doprowadzila do wiekszego rozwoju od tego - ktory moglby wystapic, gdyby na
    rynku nie bylo tak niskiej stopy procentowej.
    No - ale co jest lepsze - wielki sukces - czy stagnacja?

    Osobiscie nie wiem - mozliwe - ze lepsza stagnacja - bo zblizajacy sie kryzys
    zwiencza prawdopodobnie konflikty zbrojne na calym swiecie. Ale jak na razie
    konsensus rynkowy jest taki, ze lepszy rozwoj rynku za wszelka cene i cene
    inflacji.

    Jezeli rynek zmieni zdanie - to podejmiemy dyskusje na nowo.
  • damkon 12.08.08, 23:10
    > W tym sensie Damkon ma racje - ze ekspansja kredytowa i nadpodaz
    > pieniedzy doprowadzila do wiekszego rozwoju od tego - ktory moglby
    > wystapic, gdyby na rynku nie bylo tak niskiej stopy procentowej.
    > No - ale co jest lepsze - wielki sukces - czy stagnacja?

    Masz racje piszac, ze najwazniejszy dla gospodarki jest jej rozwoj,
    ale nalezy dokonac tutaj bardzo istotnego rozroznienia. Otoz czym
    innym jest, gdy gospodarka rozwija sie w sposob naturalny, tzn.
    wynikajacy z obiektywnych wielkosci rynkowych (mowiac jeszcze
    inaczej, w sposob zgodny z rzeczywistymi potrzebami uczestnikow
    rynku) od sztucznego rozwoju wywolanego zakloceniem mechanizmu
    rynkowego przez panstwo (np w wyniku polityki inflacyjnej). Caly
    problem z tym drugim polega na tym, ze po pierwsze - ma on bardzo
    nietrwaly charakter, po drugie - nie odpowiada rzeczywistym
    potrzebom rynkowym, po trzecie - prowadzi do bardzo duzych
    nierownowag rynkowych a wreszcie po czwarte i co najwazniejsze to
    fakt ze w dluzszej perspektywie czasowej rozwoj powstaly w wyniku
    sztucznego podgrzewania gospodarki prowadzi do swojego zaprzeczenia,
    czyli do gospodarczego zalamania.





    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 13.08.08, 06:30
    To sie robi meczace Damkon.


    Otoz czym
    > innym jest, gdy gospodarka rozwija sie w sposob naturalny, tzn.
    > wynikajacy z obiektywnych wielkosci rynkowych (mowiac jeszcze
    > inaczej, w sposob zgodny z rzeczywistymi potrzebami uczestnikow
    > rynku)


    Zdefiniuj "polityke inflacyjna".

    Zdefiniuj "rozwoj naturalny". Najlepiej podaj koszt kredytu w takiej gospodarce
    i udowodnij, ze nie bedzie kreacji pieniadza przy tej stopie. To wtedy nie
    bedzie inflacji.

    Zdefiniuj "potrzeby rynkowe".

    Zdefiniuj "nierownowage rynkowa".

    Zdefiniuj "sztuczne podgrzewanie gospodarki"



    Polska walczy z inflacja swiata poprzez polityke wewnetrznej stopy procentowej.
    To znaczy, ze jezeli na zewnatrz jest glupia polityka monetarna - to dzialanie
    RPP wbrew rynkowi doprowadzi do strat a nie doprowadzi do obnizenia inflacji.
    Czyli na przyklad na zachodzie wzrasta ropa a wraz z nia koszty wszystkiego - to
    RPP uparcie utrzymuje stope powyzej ECB przez kilka lat. Przez to spada
    konkurencyjnosc polskiego eksportu i narasta deficyt wymiany handlowej co jest
    dowodem na to - ze zloty jest za silny a polityka RPP jest do dupy. W wyniku
    tego upadaja przedsiebiorstwa i produkcja jest ponizej mozliwego poziomu gdyby
    stopy byly neutralne. No ale ja sie pogodzilem z tym, ze to do ciebie nie dociera.


  • damkon 14.08.08, 00:04
    > To sie robi meczace Damkon.

    Domyslam sie, ze ta rozmowa robi sie dla Ciebie meczaca i
    najchetniej bys sie z niej wycofal, ale w koncu to Ty sam w nia
    zabrnales. Nie zrozum mnie zle, tzn. nie zalezy mi na tym, zebys
    przyznal tutaj komukolwiek racje, ale chcialbym zebys przynajmniej
    potrafil obronic swoje tezy, ktore wedlug mnie sa po prostu
    calkowicie nieprzemyslane.

    > Zdefiniuj "polityke inflacyjna".

    Polityka inflacyjna panstwa polega na sztucznym pobudzaniu
    gospodarki poprzez wzrost popytu wywolanego zwiekszeniem ilosci
    pieniadza w obiegu. Zreszta czym jest polityka inflacyjna powinienes
    sam wiedziec najlepiej, poniewaz wiekszosc z Twoich pomyslow
    sprowadza sie do nakrecania gospodarki wlasnie za jej pomoca.


    > Zdefiniuj "rozwoj naturalny". Najlepiej podaj koszt kredytu w
    > takiej gospodarce i udowodnij, ze nie bedzie kreacji pieniadza
    > przy tej stopie. To wtedy nie bedzie inflacji.

    Naturalny rozwoj gospodarczy to nic innego jak rozwoj bedacy
    wynikiem dzialania niezakloconego mechanizmu rynkowego. Mam tutaj
    nadzieje, ze mechanizmu rynkowego nie bede juz musial Tobie
    definiowac.

    Co zas sie tyczy drugiej czesci Twojego pytania, to odpowiem tylko,
    ze nie mozna dac jednoznacznej odpowiedzi na tak postawione pytanie.
    Jedyne rozwiazanie moze tutaj znalezc wylacznie rynek. Odkrycie
    metod, za pomoca ktorych moglibysmy wyznaczac tego typu wielkosci i
    ktore pozwolilyby na centralne sterowanie gospodarka stanowi
    odwieczne marzenie wszelkiej masci socjalistow i interwencjonistow.
    To wlasnie z tego powodu zazartowalem wczesniej, ze masz sklonnosci
    do bycia centralnym planista.

    > Zdefiniuj "potrzeby rynkowe".
    >
    > Zdefiniuj "nierownowage rynkowa".
    >
    > Zdefiniuj "sztuczne podgrzewanie gospodarki"

    Powyzsze definicje wraz z ich rozwinieciem i przykladami znajdziesz
    w moich poprzednich wypowiedziach.




    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 14.08.08, 00:26
    > Polityka inflacyjna panstwa polega na sztucznym pobudzaniu
    > gospodarki poprzez wzrost popytu wywolanego zwiekszeniem ilosci
    > pieniadza w obiegu.


    Twoje definicje sa dosyc niekonkretne, Damkon.
    Pomiajajac to, ze nie ma czegos takiego jak "sztuczne pobudzanie" - to panstwo
    realizuje swoja polityke poprzez rzad a rzad nie ma nic do zwiekszania podazy
    pieniedzy na rynku. Panstwo w sensie definicji zupelnie nie ma wplywu na wzrost
    popytu - poniewaz wladza nie produkuje tylko konsumuje. Panstwo moze co najwyzej
    ograniczac podaz pieniadza i popyt na rynku poprzez wzrost podatkow.

    Chyba, ze tobie chodzi o to, ze panstwo moze wyemitowac obligacje i wydac
    pieniadze wskutek czego wzrosnie chwilowo popyt. To jednak w dlugim terminie
    likwiduje miejsca pracy i jest ingerencja w rynek.


    > Naturalny rozwoj gospodarczy to nic innego jak rozwoj bedacy
    > wynikiem dzialania niezakloconego mechanizmu rynkowego.


    Czyli chodzi tobie o sytuacje, ktora jest obecnie na calym swiecie, bo chyba nie
    zaprzeczysz, ze mamy niezaklocony mechanizm rynkowy.
    Nie ma watpliwosci, ze rynek dziala.

    Konkludujac nie ma czegos takiego jak "sztuczne pobudzanie" ani "inflacyjna
    polityka panstwa".

    "Potrzeby rynkowe" mozna z powodzeniem zastapic slowem popyt, a "nierownowaga
    rynkowa" jest terminem plynnym i praktycznie mozna powiedziec ze zachodzi wtedy,
    kiedy na rynku wystepuja braki.

    Obecnie na rynku mamy normalna rownowage rynkowa i podaz rownowazy popyt w
    sensie ekonomicznym. W sensie filozoficznym mozna sprawy komplikowac, byle robic
    to z sensem.
  • damkon 14.08.08, 01:29
    > Twoje definicje sa dosyc niekonkretne, Damkon.

    Czy oby na pewno? W takim razie na czym polega ich niekonkretnosc?

    > panstwo realizuje swoja polityke poprzez rzad a rzad nie ma nic do
    > zwiekszania podazy pieniedzy na rynku. Panstwo w sensie definicji
    > zupelnie nie ma wplywu na wzrost popytu - poniewaz wladza nie
    > produkuje tylko konsumuje. Panstwo moze co najwyzej ograniczac
    > podaz pieniadza i popyt na rynku poprzez wzrost podatkow.

    Panstwo to nie tylko rzad, ale takze caly szereg innych instytucji,
    za pomoca ktorych moze realizowac swoja polityke – dla przykladu
    polityka banku centralnego to takze dzialalnosc panstwa.

    > Chyba, ze tobie chodzi o to, ze panstwo moze wyemitowac obligacje
    > i wydac pieniadze wskutek czego wzrosnie chwilowo popyt. To jednak
    > w dlugim terminie likwiduje miejsca pracy i jest ingerencja w
    > rynek.

    Szkoda, ze tak rzadko moge sie z Toba w czyms zgodzic a tak wlasnie
    jest w tym przypadku.

    > Czyli chodzi tobie o sytuacje, ktora jest obecnie na calym
    > swiecie, bo chyba nie zaprzeczysz, ze mamy niezaklocony mechanizm
    > rynkowy. Nie ma watpliwosci, ze rynek dziala.

    Mechanizm rynkowy bedzie dzialal nawet w przypadku jego zaklocenia,
    z tym tylko zalozeniem, ze automatycznie obnizy sie jego skutecznosc.

    > Konkludujac nie ma czegos takiego jak "sztuczne pobudzanie"
    > ani "inflacyjna polityka panstwa".

    Ktos kto twierdzi, ze panstwo nie moze sztucznie pobudzac gospodarki
    ani, ze nie ma czegos takiego jak polityka inflacyjna jest w
    podobnym polozeniu jak ten, kto zaprzecza istnieniu prawa
    grawitacji. Powinien zatem wejsc na wieze i bez obaw skoczyc w dol.





    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • zbychowiec 15.08.08, 21:58
    Podam przyklad dwoch poteznych baniek spekulacyjnych, ktore powstaly dzieki
    interwencji panstwa polskiego w ostatnich latach:
    - banka nieruchomosci - spowodowana w duzej mierze ulga odsetkowa i
    manipulacjami przy VAT - ludzie kupowali w panice (i mieli wlasciwie racje)
    przed zakonczeniem ostatniego roku, w ktorym obowiazywala ulga a takze obnizona
    stawka VAT na uslugi budowlane. Dowod: natychmiast (miesiac, dwa) po zakonczeniu
    obowiazywania obu tych dopalaczy rynek nieruchomosci stanal w miejscu, obecnie
    mamy do czynienia z powolnym obsuwaniem sie w dol.
    - banka biopaliw - o tym moznaby napisac epopeje, w skrocie: na skutek
    planowanych zmian w prawie, majacych zmusic kierowcow w Polsce do stosowania
    paliwa produkowanego z rzepaku w Polsce przeprowadzono inwestycji na jakies 1.5
    mld zlotych. Te inwestycje (instalacje do produkcji biopaliw) mozna teraz
    wyrzucic na smieci. W miedzyczasie powstalo kilka innych baniek (USA zafundowalo
    nam zwyzke cen zywnosci oraz idacych za tym cen ziemi uprawnej - wskutek zdaje
    sie kreacji pieniadza) ktore spuscily powietrze z banki biopaliwowej.
    Chcialem przez to powiedziec ze panstwo, i owszem, ma wplyw na popyt. Jednych
    czyni miliarderami, innym odbiera srodki do zycia - a to wszystko za pieniadze
    podatnika.
  • przycinek.usa 15.08.08, 22:14
    Bardzo dobry przyklad. Doskonaly. Najwyrazniej nie tylko stopy procentowe
    powoduja przegrzanie. Faktycznie dzialanie politykow wplywa na nieruchomosci i
    inwestycje w krotkim terminie. Czyli mamy kolejna trudnosc w uchwyceniu
    "naturalnego poziomu" na rynku. -))

    Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie niekwantyfikowalne.

    A konkretny wniosek z tego jest taki, ze RPP dziala przeciwko rzadowi: Rzad
    podwyzszyl podaz pieniadza poprzez zmuszenie rynku do wydatkow a RPP ogranicza
    poprzez wzrosty stop. Pieknie.
    Po prostu boki zrywac.
  • bush_w_wodzie 15.08.08, 22:36
    przycinek.usa napisał:

    > Bardzo dobry przyklad. Doskonaly. Najwyrazniej nie tylko
    > stopy procentowe powoduja przegrzanie.

    tez mi sie zdawalo ze zbychu sobie strzelil w stopy tymi przykladami. bo to sa
    dzialania niemonetarne...

    nota bene - `ulga odsetkowa' to bylo chyba dzielo sld i kompletny niewypal -
    prawie nikt z tego nie korzystal. z ta niepewnoscia w/m vatu cos bylo na rzeczy
    ale nie pamietam dokladnie kiedy sie skonczylo. zdaje mi sie ze 1,5 roku temu.
    choc moge sie mylic.
    wreszcie - jesli idzie o rynek mieszkan to namieszal takze mocno pis zmieniajac
    zasady opodatkowania z zysku ze sprzedazy mieszkan. przed pisem trzeba bylo
    czekac ze sprzedaz 5 lat - bo inaczej placilo sie 20% od _przychodu_ ze
    sprzedazy. a pis zrobil tak ze mozna bylo sprzedac po roku bez podatku pod
    warunkiem ze sie w mieszkaniu bylo zameldowanym przez (chyba) 6 miesiecy

    takze rzad sporo mieszal w rynku mieszkaniowym. ale jednak glowne przyczyny
    szybkiego wzrostu cen mieszkan to byly tanie kredyty hipoteczne + wzrost
    zatrudnienia (poczucie stabilnosci pracownikow) i wzrost zarobkow (no i
    oczywiscie mala podaz mieszkan)

    przyczyna obecnyc spadkow cen jest czesciowe zaspokojenie potrzeb tych ktorych
    na mieszkania stac + drozszy kredyt + sprzedaz mieszkan kupionych spekulacyjnie
    (pisowska ulga meldunkowa) + znaczny wzrost podazy w odpowiedzi na wzrost cen
    sprzed 2-3 lat (budowa budynkow wielomieszkaniowych w polsce od zakup ziemii do
    oddania budynku - to typowo 2-3 lata)

    tak wiec mamy tu mieszanine elementow czysto rynkowych (czyli sytuacji i
    preferencji przedsiobiorcow i konsumentow) monetarnych (spadek ceny kredytu) i
    wygenerowanych przez regulacje prawne (manipulacje podatkami)

    > Faktycznie dzialanie politykow wplywa na nieruchomosci i
    > inwestycje w krotkim terminie. Czyli mamy kolejna trudnosc w uchwyceniu
    > "naturalnego poziomu" na rynku. -))
    >
    > Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie niekwantyfikowalne.
    >


    sam piszesz o tym ze fed musi sie liczyc ze stopa rynkowa. to podstaw pod
    `naturalny poziom' to co rozumiesz przez poziom rynkowy



    > A konkretny wniosek z tego jest taki, ze RPP dziala przeciwko rzadowi: Rzad
    > podwyzszyl podaz pieniadza poprzez zmuszenie rynku do wydatkow a RPP ogranicza
    > poprzez wzrosty stop. Pieknie.
    > Po prostu boki zrywac.


    to byloby akurat dosyc naturalne w ortodoksyjnym modelu - w ktorym bank cetralny
    patrzy tylko na rynek pieniadza a rzad jest traktowany jak kazdy inny podmiot


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • damkon 16.08.08, 00:36
    > Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie
    > niekwantyfikowalne.

    Wybacz, ale zupelnie nie mialem pojecia, ze tym niewinnym,
    wydawaloby sie slowem jak: naturalny" jestem w stanie doprowadzic
    Ciebie do stanu az takiego rozstrojenia nerwowego. Przeciez jest to
    wyraz o takim ladnym, neutralnym i niebanalnym znaczeniu. Oznacza on
    nie tylko cos wlasciwego naturze, ale takze cos powstalego bez
    udzialu czlowieka; niesztucznego; prawdziwego.
    Istnieje w tym jednak pewna prawidlowosc, dlatego tez nie jestes
    jedynym, ktorego drazni owe slowo. Otoz podobne negatywne
    skojarzenia maja z nim wszyscy socjalisci, keynesisci,
    interwencjonisci czy inni zwolennicy centralnego planowania. Ich
    takze irytuja "naturalne poziomy rynkowe", czyli takie, ktore moga
    powstac bez ingerencji panstwa w rynek. Ale na tym nie koniec, tzn.
    Twoj argument o niekwantyfikowalnosci, czyli niemierzalnosci jest
    takze kluczowym wytlumaczeniem niecheci socjalistow do naturalnych
    poziomow rynkowych. Jaki by bowiem mialo sens centralne planowanie,
    gdyby wielkosci rynkowych nie dalo sie zmierzyc, zaplanowac czy
    wreszcie ustanowic ogolnych metod i wzorow za pomoca ktorych mozna
    byloby realizowac centralne zarzadzanie gospodarka?



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • bush_w_wodzie 16.08.08, 02:10
    damkon napisał:

    > > Te "naturalne poziomy" graja mi na nerwach, bo sa zupelnie
    > > niekwantyfikowalne.
    >
    > Wybacz, ale zupelnie nie mialem pojecia, ze tym niewinnym,
    > wydawaloby sie slowem jak: naturalny" jestem w stanie doprowadzic
    > Ciebie do stanu az takiego rozstrojenia nerwowego. Przeciez jest to
    > wyraz o takim ladnym, neutralnym i niebanalnym znaczeniu. Oznacza on
    > nie tylko cos wlasciwego naturze, ale takze cos powstalego bez
    > udzialu czlowieka; niesztucznego; prawdziwego.


    no ja chyba rozumiem o co przycinkowi chodzi. bo z naturalnymi poziomami to bywa
    tak jak z prawem naturalnym. w zasadzie kazdy rozumie o co chodzi i sie zgadza
    dopoki nie przyjdzie rozstrzygac konkrentnych kwestii. i wtedy okazuje sie ze
    jednak efektywne jest wylacznie prawo `nienaturalne' czyli niejako sztucznie
    skodyfikowane

    rynek fantastycznie reguluje procesy gospodarcze. ale z pieniadzem jest jednak
    pewien klopot. otoz - pieniadz papierowy jest _czysta_konwencja_. umowa
    wszystkich ze wszystkimi definiujaca pewna abstrakacyjna miara wartosci.
    notariuszem tej umowy sa banki centralne a zyrantem - rzady. no i tak sie jakos
    przyjelo ze banki centralne ustalaja oficjalna cene pieniadza (a dokladniej:
    cene kredytu lub depozytu) i zasady jego kreacji (poziom rezerw obowiazkowych).
    w tej sytuacji postulat `naturalnosci' ma wiec dotyczyc czegos co jest czysta
    konwencja... a wiec nie jest prostym skutkiem procesow rynkowych zachodzacych
    `bez udzialu czlowieka'.

    inaczej mowiac - pieniadz jest umowa i zasady jego emisji sa tez umowne. mozna
    sie umowic ze bank centralny tak ustala stopy zeby miec staly kurs waluty w/m
    innej waluty lub koszyka. mozna sie umowic ze bank centralny dazy do osiagniecia
    pewnego poziomu m2 lub m3. mozna sie tez umowic ze bank centralny dazy do
    utrzymania okreslonego poziomu wskaznika wzrostu cen konsumenckich (obliczanego
    przy uzyciu umownego koszyka i umownej metodologii). mozna wreszcie probowac
    przerzucic na bank centralny czesc obowiazkow ktore na ogol sa w gestii rzadu:
    dbalosc o rozwoj gospodaczy lub zrownowazony bilans handlowy. rozmaite warianty
    tej umowy ale zadna nie spelnia postulatu `naturalnosci'. prawdopodobnie dlatego
    ze pieniadz jest czysta abstrakcja i - od poczatku do konca - dzielem rak ludzkich


    i stad postulat przycinka: by bank centralny realizowal raczej polityke stalego
    kursu wymiany niz polityke stalego cpi. to kwestia takiego wyboru miedzy
    konwencjami zeby zoptymalizowac wykorzystanie potencjalu gospodarczego


    w pewien sposob jest to dyskusja akademicka - bo nbp ma konstytucyjnie narzucony
    obowiazek realizacji zadanych wartosci wskaznika cpi - a strategicznym celem nbp
    (zgodnie z wynikami referendum akcesyjnego) jest dazenie do spelnienia kryteriow
    monetarnych strefy euro. przypuszczam ze przycinek moze miec racje w tym ze -
    patrzac z czysto monetarnego punktu widzenia i _zapominajac_ o korzysciach
    plynacych dla polskiej gospodarki z akcesji do ue i z perspektywy przyjecia euro
    - taka polityka monetarna nbp ktorej naczelna zasada bylby staly kurs wymiany -
    prowadzilaby so szybszego wzrostu polskiej gospodarki i wyzszego poziomu
    zatrudnienia w sredniej perspektywie. w dluzszej niekonieczie... but `in the
    long run we are all dead' aren't we?


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 16.08.08, 08:35
    bardzo dobrze to ujales, ale bylbym dosyc ostrozny co do wnioskow.


    "prowadzilaby so szybszego wzrostu polskiej gospodarki i wyzszego poziomu
    zatrudnienia w sredniej perspektywie. w dluzszej niekonieczie..."

    To daje korzysci w dlugiej perspektywie. Stabilnosc produkcji i zatrudnienia w
    dlugim czasie.

    Swoja droga interesujace co sie dzieje z waluta na ktorej jest duzo spekulantow.
    Zwroc uwage co sie dzieje z USD.

    Obecnie na rynku nastepuje dosyc gwaltowny proces redukcji zadluzenia firm
    hegingowych. I wraca kredyt do USA.

    Jest ssanie na dolary. Mozliwe, ze dlatego PLN slabnie.
    Rozwiazuja pozycje dlugie i oddaja kredyty.

    W takim srodowisku PLN moze zobaczyc 2.5 do USD w piatek w przyszlym tygodniu.
    To sie zdziwi syndyk masy upadlosciowej tej firmy od babek choinkowych.
  • damkon 16.08.08, 13:24
    > no ja chyba rozumiem o co przycinkowi chodzi. bo z naturalnymi
    > poziomami to bywa tak jak z prawem naturalnym.

    Ja takze doskonale rozumiem o co chodzi Przycinkowi, poniewaz
    naturalne jest w tym przypadku wrogiem sterowanego, zaplanowanego.
    Jednak do konca postaram sie zostac w tym watku rzecznikiem
    mechanizmu rynkowego i jego naturalnych praw.

    > w zasadzie kazdy rozumie o co chodzi i sie zgadza dopoki nie
    > przyjdzie rozstrzygac konkrentnych kwestii.

    Ten, kto rozumie na czy polega dzialanie mechanizmu rynkowego
    doskonale wie, ze nie jestesmy w stanie rozstrzygnac wlasnie
    tych "konkretnych tresci". Jezeli bylibysmy je w stanie pojac i
    zrozumiec, to wtedy moglibysmy bez zadnego problemu zastapic
    mechanizm rynkowy centralnym planowaniem.

    > i wtedy okazuje sie ze jednak efektywne jest wylacznie prawo
    > `nienaturalne' czyli niejako sztucznie skodyfikowane

    To zalezy od tego czyj punkt widzenia przyjmiemy. Jezeli bedzie to
    panstwo, ktore z definicji musi byc wrogiem naturalnego to
    rzeczywiscie efektywne jest to, co skodyfikowane. Obawiam sie, ze
    punktu widzenia uczestnikow rynku z tym "skodyfikowaniem" jest
    jednak zgola inaczej.

    > rynek fantastycznie reguluje procesy gospodarcze. ale z pieniadzem
    > jest jednak pewien klopot. otoz - pieniadz papierowy jest
    > _czysta_konwencja_. umowa wszystkich ze wszystkimi definiujaca
    > pewna abstrakacyjna miara wartosci. notariuszem tej umowy sa banki
    > centralne a zyrantem - rzady.

    No wlasnie, czy tak jest naprawde, ze pieniadz wspolczesny jest
    umowa wszystkich ze wszystkimi? Czy nie jest jednak tak, ze to
    panstwo przejelo kontrole nad pieniadzem tworzac instytucje banku
    centralnego. Ja bym raczej powiedzial, ze nie ma tu zadnej umowy,
    tylko jednostronny przymus oparty na monopolu i kontroli.

    > no i tak sie jakos przyjelo ze banki centralne ustalaja oficjalna
    > cene pieniadza (a dokladniej: cene kredytu lub depozytu) i zasady
    > jego kreacji (poziom rezerw obowiazkowych). w tej sytuacji
    > postulat `naturalnosci' ma wiec dotyczyc czegos co jest czysta
    > konwencja... a wiec nie jest prostym skutkiem procesow rynkowych
    > zachodzacych `bez udzialu czlowieka'.

    To nieco zle ujete sformulowanie, poniewaz to nie "jakos sie
    przyjelo", tylko panstwo tak ustanowilo, ze za pomoca bankow
    centralnych bedzie realizowac swoja poltyke kontroli nad pieniadzem.
    Jezeli przyjmiemy, ze pierwsze zdanie jest prawdziwe, to dopiero
    wtedy mozemy mowic o pewnych konwencjach realizacji tej kontroli
    przez bank centralny. W takim przypadku, mozemy sie zgodzic rowniez
    z panskim stwierdzeniem, ze "nie jest prostym skutkiem procesow
    rynkowych zachodzacych bez udzialu czlowieka", poniewaz tam
    mechanizm rynkowy juz w zasadzie nie istnieje, wiec pozostaje nam
    tylko konwencja.

    > inaczej mowiac - pieniadz jest umowa i zasady jego emisji sa tez
    > umowne. mozna sie umowic ze bank centralny tak ustala stopy zeby
    > miec staly kurs waluty w/m innej waluty lub koszyka. mozna sie
    > umowic ze bank centralny dazy do osiagniecia pewnego poziomu m2
    > lub m3. mozna sie tez umowic ze bank centralny dazy do utrzymania
    > okreslonego poziomu wskaznika wzrostu cen konsumenckich obliczanego
    > przy uzyciu umownego koszyka i umownej metodologii). mozna
    > wreszcie probowac przerzucic na bank centralny czesc obowiazkow
    > ktore na ogol sa w gestii rzadu: dbalosc o rozwoj gospodaczy lub
    > zrownowazony bilans handlowy. rozmaite warianty tej umowy ale
    > zadna nie spelnia postulatu `naturalnosci'. prawdopodobnie dlatego
    > ze pieniadz jest czysta abstrakcja i - od poczatku do konca -
    > dzielem rak ludzkich

    Obecnie pieniadz nosi tylko pewne znamiona umowy, ale tak naprawde
    jest przymusem. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego musimy sie
    zgodzic z faktem, ze taki stan rzeczy jest wlasciwy i sam proces
    kontroli panstwa nad pieniadzem jest nieodwracalny. Czy ze wzgledu
    na sam fakt jego zastania, czy tez ze wzgledu na pewne
    ogolnoswiatowe tendencje, ktore to ostatnimi czasy mozemy
    obserwowac? Instytucja banku centralnego jest dosc nowym wynalazkiem
    panstwa (najstarszy bodajze jest Bank Szwecji, ktory istnieje od
    1668 roku), Fed istnieje dopiero od 1913 r. (a wlasciwie jego pelna
    kontrola nad pieniadzem zaczela sie w 1971 r., kiedy USA
    wypowiedzialy umowe z Bretton Woods i zrezygnowaly ze standardu
    zlota). Nie przedluzajac tej rozmowy powiem tylko, ze nie ma zadnych
    obiektywnych przeslanek ku temu, aby zgodzic sie z faktem, zeby
    banki centralne stosowaly jakiekolwiek instrumenty polityki
    pienieznej, takie jak ustalanie poziomu stop procentowych, rezerw
    obowiazkowych, operacji otwartego rynku czy innych. Wedlug mnie
    jedynym gwarantem stabilnosci wartosci naszego pieniadza jest
    standard zlota i system wolnej bankowosci. Doprawdy nie widze,
    zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie mialy byc ustalane przez
    rynek a nie jak obecnie przez Rade Polityki Pienieznej.

    > i stad postulat przycinka: by bank centralny realizowal raczej
    > polityke stalego kursu wymiany niz polityke stalego cpi. to
    > kwestia takiego wyboru miedzy konwencjami zeby zoptymalizowac
    > wykorzystanie potencjalu gospodarczego

    Zgadza sie, z jednym tylko zastrzezeniem, tzn. jezeli odrzucimy
    pewne fundamentalne prawa rynku, np. postulat o naturalnosci jego
    procesow, to wtedy mozemy juz przyjac w zasadzie wszystkie racje
    Przycinka, z tym tylko, ze bedziemy musieli jednoczesnie przyznac,
    ze nasza rozmowa bedzie od tej pory dotyczyc centralnego planowania
    a nie mechanizmu rynkowego.

    > w pewien sposob jest to dyskusja akademicka

    Kazda dyskusja na tym forum moze miec charakter jedynie akademicki,
    zreszta trudno sobie nawet wyobrazic, zeby bylo inaczej. Z naszych
    rozmow nie moga wyniknac, zadne praktycznie dzialania, wiec mozemy
    pozostac tylko w sferze teoretycznych rozwazan.




    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 17.08.08, 08:55
    "kto rozumie na czy polega dzialanie mechanizmu rynkowego doskonale wie"

    Suponujesz, ze nie rozumiem mechanizmu rynkowego - tymczasem wyglada na to, ze
    ty masz Damkon problemy z identyfikacja problemow we wspolczesnym mechanizmie
    rynkowym. Posrednio i bez konkretow sugerujesz, ze obecny "mechanizm rynkowy"
    jest ulomny z racji inflacji. Uwazasz, ze problemem jest niejaka "polityka
    inflacyjna". Rownoczesnie nie dostrzegasz, ze "mechanizm rynkowy" ma niejako
    wbudowane cechy inflacyjne. I dlatego w kazdym fragmencie twojej teorii tkwi
    blad merytoryczny. Probujesz rozerwac cos, co jest nierozrywalne. Twoja teoria
    szalenie naturalnie brzmi, ale jest calkowicie naturalna bzdura. Jakby to
    powiedziec dosadnie jest to nothing but the unadulterated bullshit.

    A dlaczego Damkon?
    Ja ci powiem dlaczego. Caly ten "mechanizm rynkowy" jest od tysiacleci zwiazany
    z rownowaga towarowo-pieniezna. To jest proste jak budowa slupa trakcji
    elektrycznej. Bez wzgledu na to jaki pieniadz jest chwilowo w obiegu - o
    inflacji lub deflacji bedzie decydowal stosunek dynamiki przyrostu produkcji do
    masy pieniedzy na rynku! Poziom cen jest wynikiem arbitralnej sumy transakcji i
    wypadkowej popytu i podazy w stosunku do masy pieniadza. I to jest absolutna
    prawda, jak Boga kocham, bez zadnych skretow w lewo, czy w prawo - jest to po
    prostu prawo rynku, jedyne i niepodwazalne, prawdziwe i obiektywne i jak to
    podwazasz - to masz problem.

    Z filozoficznego punktu widzenia najwazniejsza jest produkcja, poniewaz
    wzrastajaca produkcja powoduje zwiekszenie zasobnosci spoleczenstwa w towary.
    Kazdy dzisiaj rozumie, ze trzeba produkowac. Jak najwiecej. Jak najtaniej. I
    potem wymieniac sie towarami. Jak najszybciej.

    Dlatego dla dobra rynku i dla poprawienia plynnosci i podwyzszenia liczby
    transakcji i zwiekszenia mozliwosci oszczednosci dazy sie do rownowagi towarowo
    pienieznej na rynku. Po to wlasnie, aby utrzymac stabilne ceny i zapobiec ich
    wahaniom przy rownoczesnym rozwoju produkcji i wzroscie bogactwa jednostki.

    Mozna tego dokonywac w dobry lub zly sposob. To kwestia dyskusji. Ale
    najwazniejszym jest zrozumienie, ze od tej rownowagi towarowo pienieznej zalezy
    poziom dobrobytu, ktory przeklada sie na statystyczna zasobnosc statystycznego
    czlowieka.

    Jezeli znajdzie sie wladca, ktory dojdzie do wniosku, ze naturalne jest
    monetarne niedowazenie produkcji - to wystapi deflacja, spadek produkcji i
    spoleczenstwo zbiednieje.
    Po czym rynek sie zrownowazy i ceny tez.

    Jezeli wladca dojdzie do wniosku, ze nalezy produkcje monetarnie przewazyc (co
    sie dzieje obecnie) - to dojdzie do inflacji i dlugoterminowego zalamania rynku
    i spoleczenstwo zbiednieje.
    I znowu rynek sie zrownowazy i ceny tez.

    W kazdym przypadku, po pewnym czasie rynek sie zrownowazy.
    Problem w tym, ze za kazdym razem istnieje inna wartosc wymaganej masy pieniedzy
    dla danej sytuacji rynkowej. I za kazdym razem istnieje inna rownowaga cenowa.
    Potem z perspektywy patrzymy i na wykresie powstaje cykl. I pojawia sie
    zdumienie - Istnieje tylko rownowaga towarowo-pieniezna i ona determinuje
    kierunek cen. Kierunek cen decyduje czy jest inflacja, czy deflacja.

    Cala nasza cywilizacja oparta jest o produkcje i tak wyniklo z historycznej
    praktyki, ze przewazyla koncepcja utworzenia administracyjnego ciala (BC)
    nadzorujacego pieniadze w celu zoptymalizowania rynku i produkcji. Wyniklo to po
    prostu z potrzeby procesu rownowazenia masy towarow i pieniedzy na rynku. Dzieki
    temu powstal dobrobyt, ktory dotyczy wszystkich z nas. Faktem jest, ze
    administracyjne decyzje rynkowe sa trudne i obdarzone bledami ale ich wypadkowa
    jest korzystna dla wszystkich. Te decyzje wplywaja tez na predkosc powstawania
    dlugu. Ilosc powstalych zobowiazan jest proporcjonalna do czasu i stopnia
    rozwoju rynku. To wlasnie jest bardzo wazne i trudne do zrozumienia - ale jest
    to podstawowa cecha cyklu. Wraz ze wzrostem cyklu cena pieniedzy spada a w
    momencie skurczu cena rosnie. Jezeli z jakiegos abstrakcyjnego powodu hamujemy
    rynek stopami - to ten rynek dalej sie rozwija, choc wolniej i pieniadze
    tanieja, choc wolniej i potencjal inflacyjny tez maleje, choc wolniej. Tu lezy
    pogrzebany dowod na bezsens tezy o “polityce inflacyjnej”. Jezeli nawet ustalimy
    odgornie jakis abstrakcyjnie wysoki poziom stop % - to po jakims czasie cena
    pieniadza sama spadnie! Rynek bowiem decyduje sam o tym na jakim poziomie ta
    rownowaga nastepuje po czym z tego poziomu pojawia sie kolejny cykl rozwoju. I
    kolejna inflacja. I kolejna deflacja.

    Mowic, ze jest mozliwy jakis dogmatyczny i utopijny rynek bez inflacji z jakims
    naturalnie dogmantycznym poziomem naturalnych stop - jest nieporozumieniem. To
    jest bez sensu! Bo rynek fluktuuje caly czas. Zmiany zachodzace na rynku
    wynikaja z czynnikow poprzedzajacych. Jak ustalimy hipotetyczna “naturalna”
    stope na rynku – to za jakis czas ta stopa nie bedzie juz naturalna, tylko za
    wysoka. I tak dalej. Poziom stopy wlasciwy w roku 1997 bedzie zupelnie zlym
    poziomem w 2005. Jezeli zaczniemy sobie wyobrazac ilosc czynnikow wplywajacych
    na ceny - to okaze sie, ze czynniki monetarne sa w mniejszosci. W dlugim
    terminie stopa procentowa zalezy tylko od rynku. Nie od banku centralnego.
    Inflacja jest w kazdym rynkowym rozwiazaniu, czy to z bankiem centralnym, czy
    bez banku. W gruncie rzeczy inflacja zalezy od momentu czasu w cyklu i od
    poziomu nasycenia towarow na rynku. Ale to jest nieistotne. Jest to dosyc
    ciekawe zagadnienie, ale nie slyszalem, aby to ktokolwiek kiedykolwiek
    rozpatrywal. Mysle, ze to jest po prostu za trudne. I dlatego mamy tyle
    problemow ze stopami. Bo nie ma do tego teorii.

    "Obecnie pieniadz nosi tylko pewne znamiona umowy, ale tak naprawde
    jest przymusem. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego musimy sie
    zgodzic z faktem, ze taki stan rzeczy jest wlasciwy i sam proces
    kontroli panstwa nad pieniadzem jest nieodwracalny."

    Istnienie BC nie jest istotne – byle na rynku nastepowal proces optymalizacji
    ilosci pieniedzy wobec produkcji towarow. Praktyka wykazala, ze BC sa do tego
    najlepsze. Ale faktycznie kwestie przymusu sa niezaprzeczalne.

    "Doprawdy nie widze, zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie mialy byc
    ustalane przez rynek a nie jak obecnie przez Rade Polityki Pienieznej."

    Bo pan nie rozumie dzialania rynku w zakresie zasad ustalania stop.
    BC nie moze ustalic stop na jakims abstrakcyjnym poziomie odbiegajacym od
    poziomow rynkowych. FED bardzo skwapliwie podaza za cena krotkoterminowych (13
    tygodni) papierow skarbowych. Podobnie z RPP. Rynek sam ustala koszt pieniedzy w
    dlugim terminie. Bank Centralny jedynie robi wrazenie, ze kontroluje sytuacje
    pieniezna. W srednim terminie doprowadza to do dosyc powaznych zaklocen
    rownowagi wymiany walutowej i przeplywow pienieznych ale w dlugim terminie nie
    ma to wiekszego znaczenia przy zalozeniu, ze nie dojdzie w miedzy czasie do
    jakiejs wojny, albo katastrofy.
  • damkon 17.08.08, 12:55
    > Suponujesz, ze nie rozumiem mechanizmu rynkowego - tymczasem
    > wyglada na to, ze ty masz Damkon problemy z identyfikacja
    > problemow we wspolczesnym mechanizmie rynkowym.

    Suponowac to znaczy domyslac sie, przypuszczac. Czy oby na pewno
    chodzilo Ci tutaj o to slowo? Byc moze chciales napisac: sugerujesz,
    ale ja tu niczego nie musze ani suponowac ani sugerowac, poniewaz to
    Ty sam udowadniasz swoje niezrozumienie mechanizmu rynkowego.

    > Posrednio i bez konkretow sugerujesz, ze obecny "mechanizm rynkowy"
    > jest ulomny z racji inflacji. Uwazasz, ze problemem jest
    > niejaka "polityka inflacyjna". Rownoczesnie nie dostrzegasz,
    > ze "mechanizm rynkowy" ma niejako wbudowane cechy inflacyjne. I
    > dlatego w kazdym fragmencie twojej teorii tkwi blad merytoryczny.

    Tutaj tkwi pierwszy dosc powazny blad Twojego rozumowania, poniewaz
    nie dostrzegasz roznicy miedzy rynkowymi zmianami cen a swiadoma
    polityka inflacyjna panstwa. Otoz na rynku wszystkie ceny podlegaja
    ciaglym wahaniom na skutek zmian natezenia sil rynkowych (popytu i
    podazy). Poziom cen ma charakter dynamiczny i odzwierciedla dazenie
    calego systemu do rownowagi. Rynek reaguje nie tylko na zmiany
    potrzeb jego uczestnikow, ale takze na takie czynniki zewnetrzne jak
    np nieurodzaj, kleski, spadek lub wzrost wydobycia surowcow, zmiany
    technologiczne i wiele innych. Jednak od takich ruchow cen nalezy
    odroznic zmiany wywolane swiadoma polityka inflacyjna majaca na celu
    doprowadzenie do pozadanej struktury rynku z punktu widzenia
    interesow panstwa. Roznica miedzy takimi zmianami cen ma charakter
    fundamentalny i o ile pierwsze maja aspekt rynkowy i prowadza do
    rownowagi to te drugie maja charakter decyzji administracyjnych i
    prowadza jedynie do zaklocenia mechanizmu rynkowego.
    Mieszajac ze soba oba mechanizmy zmian cen, tzn. mechanizm rynkowy i
    celowe zaklocanie rynkowej struktury cen przez panstwo mozemy dojsc
    tyko do absurdalnych wnioskow, czego Ty jestes najlepszym przykladem.

    > Probujesz rozerwac cos, co jest nierozrywalne.

    A co ja takiego wedlug Ciebie probuje rozerwac? Czy moze masz na
    mysli fakt, ze probuje oddzielic dzialanie mechanizmu rynkowego od
    polityki panstwa?

    > A dlaczego Damkon? Ja ci powiem dlaczego. Caly ten "mechanizm
    > rynkowy" jest od tysiacleci zwiazany z rownowaga towarowo-
    > pieniezna. To jest proste jak budowa slupa trakcji elektrycznej.
    > Bez wzgledu na to jaki pieniadz jest chwilowo w obiegu - o
    > inflacji lub deflacji bedzie decydowal stosunek dynamiki przyrostu
    > produkcji do masy pieniedzy na rynku! Poziom cen jest wynikiem
    > arbitralnej sumy transakcji i wypadkowej popytu i podazy w
    > stosunku do masy pieniadza. I to jest absolutna prawda, jak Boga
    > kocham, bez zadnych skretow w lewo, czy w prawo - jest to po
    > prostu prawo rynku, jedyne i niepodwazalne, prawdziwe i obiektywne
    > i jak to podwazasz - to masz problem.

    Jezeli bysmy z tej wypowiedzi wycieli zdanie o inflacji, (co do
    ktorej nie mam pewnosci czy jej pojecia uzywasz w sposob wlasciwy)
    to mozna powiedziec, ze bardzo trafnie opisales dzialanie mechanizmu
    rynkowego. Jednak czego jestem nauczony doswiadczeniem rozmowami z
    Toba, to tego, ze po jednej bardzo ciekawej i celnej wypowiedzi
    pojawia sie taka, po ktorej calkiem niewiadomo co powiedziec.

    > Z filozoficznego punktu widzenia najwazniejsza jest produkcja,
    > poniewaz wzrastajaca produkcja powoduje zwiekszenie zasobnosci
    > spoleczenstwa w towary. Kazdy dzisiaj rozumie, ze trzeba
    > produkowac. Jak najwiecej. Jak najtaniej. I potem wymieniac sie
    > towarami. Jak najszybciej. Dlatego dla dobra rynku i dla
    > poprawienia plynnosci i podwyzszenia liczby transakcji i
    > zwiekszenia mozliwosci oszczednosci dazy sie do rownowagi towarowo
    > pienieznej na rynku. Po to wlasnie, aby utrzymac stabilne ceny i
    > zapobiec ich wahaniom przy rownoczesnym rozwoju produkcji i
    > wzroscie bogactwa jednostki.
    > Mozna tego dokonywac w dobry lub zly sposob. To kwestia dyskusji.
    > Ale najwazniejszym jest zrozumienie, ze od tej rownowagi towarowo
    > pienieznej zalezy poziom dobrobytu, ktory przeklada sie na
    > statystyczna zasobnosc statystycznego czlowieka.
    >
    > Jezeli znajdzie sie wladca, ktory dojdzie do wniosku, ze naturalne
    > jest monetarne niedowazenie produkcji - to wystapi deflacja,
    > spadek produkcji i spoleczenstwo zbiednieje.
    > Po czym rynek sie zrownowazy i ceny tez.
    >
    > Jezeli wladca dojdzie do wniosku, ze nalezy produkcje monetarnie
    > przewazyc (co sie dzieje obecnie) - to dojdzie do inflacji i
    > dlugoterminowego zalamania rynku i spoleczenstwo zbiednieje.
    > I znowu rynek sie zrownowazy i ceny tez.

    Zacytowalem ta Twoja wypowiedz w calosci, poniewaz jakos nie moge
    uwierzyc, ze to Ty ja napisales! Ale tak wlasnie jest, tzn. na tym
    polega dzialanie mechanizmu rynkowego.

    > Cala nasza cywilizacja oparta jest o produkcje i tak wyniklo z
    > historycznej praktyki, ze przewazyla koncepcja utworzenia
    > administracyjnego ciala (BC) nadzorujacego pieniadze w celu
    > zoptymalizowania rynku i produkcji.

    Taka koncepcja utworzenia banku centralnego przewazyla w glowach
    socjalistow, ktorzy chcieli przejac pelna kontrole nad rynkiem
    pieniadza. Problem jednak tkwi w tym, ze panstwo nie jest w stanie
    zoptymalizowac ani rynku pieniadza ani tym bardziej produkcji. Twoja
    wiara w centralne planowanie jest tak duza, ze nawet nie zakladasz
    tego, ze panstwo zamiast wspomnianej przez Ciebie optymalizacji moze
    doprowadzic jedynie do nierownowagi.

    > Wyniklo to po prostu z potrzeby procesu rownowazenia masy towarow
    > i pieniedzy na rynku. Dzieki temu powstal dobrobyt, ktory dotyczy
    > wszystkich z nas.

    Panstwo ani nie tworzy zadnego bogactwa ani nawet w najmniejszym
    stopniu nie przyczynia sie do jego powstania. To jest wlasnie ten
    rodzaj utopii (a wlasciwie naiwnosci), o ktorej wspomnialem Ci w
    poprzedniej mojej wypowiedzi.

    > Faktem jest, ze administracyjne decyzje rynkowe sa trudne i
    > obdarzone bledami ale ich wypadkowa jest korzystna dla wszystkich.

    Administracyjne decyzje rynkowe – a coz za twor jezykowy?

    Ala tak na powaznie, decyzje administracyjne panstwa sa zawsze
    obdarzone bledami a ich wypadkowa jest korzystna tylko dla tych,
    ktorzy sa jej bezposrednimi beneficjentami (np zwiazkow zawodowych,
    ktore przykladowo w wyniku strajkow wymusily na ustawodawcy
    korzystne dla siebie zmiany w prawie). Jednak cala reszta
    uczestnikow rynkowych bedzie zawsze poszkodowana na skutek decyzji
    administracyjnych, ktore prowadza w prostej linii do zaklocenia
    mechanizmu rynkowego.

    > Te decyzje wplywaja tez na predkosc powstawania dlugu. Ilosc
    > powstalych zobowiazan jest proporcjonalna do czasu i stopnia
    > rozwoju rynku. To wlasnie jest bardzo wazne i trudne do
    > rozumienia - ale jest to podstawowa cecha cyklu. Wraz ze wzrostem
    > cyklu cena pieniedzy spada a w momencie skurczu cena rosnie.
    > Jezeli z jakiegos abstrakcyjnego powodu hamujemy rynek stopami -
    > to ten rynek dalej sie rozwija, choc wolniej i pieniadze tanieja,
    > choc wolniej i potencjal inflacyjny tez maleje, choc wolniej. Tu
    > lezy pogrzebany dowod na bezsens tezy o “polityce inflacyjnej”.

    Jaki dowod? Wybacz, ale jedyny argument, ktory mozna tutaj znalezc
    to dowod nie na bezsens tezy o polityce inflacyjnej, ale bezsens tej
    calej Twojej wypowiedzi.

    > Mowic, ze jest mozliwy jakis dogmatyczny i utopijny rynek bez
    > inflacji z jakims naturalnie dogmantycznym poziomem naturalnych
    > stop - jest nieporozumieniem. To jest bez sensu! Bo rynek
    > fluktuuje caly czas.

    Nieporozumieniem jest twierdzenie, ze jestesmy w stanie zastapic
    rynek i za pomoca jakiejs instytucji panstwowej zwanej bankiem
    c
  • damkon 17.08.08, 13:01
    > Jak ustalimy hipotetyczna “naturalna” stope na rynku – to za jakis
    > czas ta stopa nie bedzie juz naturalna, tylko za wysoka. I tak
    > dalej. Poziom stopy wlasciwy w roku 1997 bedzie zupelnie zlym
    > poziomem w 2005.

    Zrozumiales mnie jak zwykle tylko opatrznie. Naturalna, czyli
    rynkowa stopa procentowa ma charakter dynamiczny i stale ulega
    zmianom jak kazda inna wielkosc na rynku, wiec truizmem jest pisac,
    ze stopa z 1997 roku bedzie na innym poziomie niz w 2005 roku.

    > Istnienie BC nie jest istotne – byle na rynku nastepowal proces
    > optymalizacji ilosci pieniedzy wobec produkcji towarow. Praktyka
    > wykazala, ze BC sa do tego najlepsze.

    Praktyka wykazala, ze najwlasciwszy do optymalizacji ilosci
    pieniedzy jest mechanizm rynkowy a nie dziesieciu medrcow z Rady
    Polityki Pienieznej.

    > "Doprawdy nie widze, zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie
    > mialy byc ustalane przez rynek a nie jak obecnie przez Rade
    > Polityki Pienieznej."

    > Bo pan nie rozumie dzialania rynku w zakresie zasad ustalania stop.

    W takim razie bardzo chetnie poslucham, dlaczego skuteczniejsza w
    ustalaniu stop procentowych jest instytucja banku centralnego od
    mechanizmu rynkowego.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • zbychowiec 17.08.08, 21:32
    > Jezeli nawet ustalimy
    > odgornie jakis abstrakcyjnie wysoki poziom stop % - to po jakims czasie cena
    > pieniadza sama spadnie! Rynek bowiem decyduje sam o tym na jakim poziomie ta
    > rownowaga nastepuje po czym z tego poziomu pojawia sie kolejny cykl rozwoju.

    Czy moge zapytac jak wyobrazasz sobie taki spadek ceny pieniadza mimo wysokich
    stop procentowych i przy zalozonym niezmienionym poziomie rezerw obowiazkowych ?
    Nie pytam zeby sie czepiac, tylko autentycznie chcialbym poznac ten mechanizm.
    Zakladamy dodatkowo ze nie ma instytucji typu SKOKi, ktore moga kreowac pieniadz
    i nie sa objete nadzorem bankowym, rezerwami obowiazkowymi (swoja droga to
    bardzo ciekawe bo to wlasciwie ogromna szara strefa naszej gospodarki i jestem
    ciekaw jak tam naprawde ksztaltuja sie rezerwy) ?

  • przycinek.usa 17.08.08, 22:07
    > Czy moge zapytac jak wyobrazasz sobie taki spadek ceny pieniadza mimo wysokich
    stop procentowych i przy zalozonym niezmienionym poziomie rezerw obowiazkowych?


    Cena pieniedzy na rynku jest ustalana przez rynek w dlugim terminie.
    Ja sobie tego nie wyobrazam, tylko widze na wykresach.


    "Zakladamy dodatkowo ze nie ma instytucji typu SKOKi, ktore moga kreowac
    pieniadz i nie sa objete nadzorem bankowym, rezerwami obowiazkowymi (swoja droga
    to bardzo ciekawe bo to wlasciwie ogromna szara strefa naszej gospodarki i
    jestem ciekaw jak tam naprawde ksztaltuja sie rezerwy)?"




    No wlasnie tego nie mozna zrobic. Bo sedno lezy w tym wlasnie mechanizmie.
    Kreacji nie mozna jedynie ograniczac do bankow.
    Przyrost zobowiazan nastepuje wszedzie. Ale to jest moja prywatna opinia oparta
    na obserwacji i wlasnych pogladach.
  • bush_w_wodzie 30.08.08, 02:07
    damkon napisał:


    > > w zasadzie kazdy rozumie o co chodzi i sie zgadza dopoki nie
    > > przyjdzie rozstrzygac konkrentnych kwestii.
    >
    > Ten, kto rozumie na czy polega dzialanie mechanizmu rynkowego
    > doskonale wie, ze nie jestesmy w stanie rozstrzygnac wlasnie
    > tych "konkretnych tresci". Jezeli bylibysmy je w stanie pojac i
    > zrozumiec, to wtedy moglibysmy bez zadnego problemu zastapic
    > mechanizm rynkowy centralnym planowaniem.
    >


    wyglada na to ze dyskusja nam sie nieco rozszczepila. do tej pory
    wydawalo mi sie ze rozmawiamy o zasadach reguacji emisji pieniadza
    przez bank centralny. okazuje sie jednak ze wlaczyl sie nam bardziej
    fundamentalny temat: pieniadz oparty o zloto czy papierowy? jest dla
    mnie jasne ze jesli caly swiat funkcjonuje uzywajac pienaidza
    paierowowego to polska tez musi. dlatego proponuje w tym watku
    odstapic od radykalnych koncepcji typu baza w zlocie - i skupic sie
    na powrot na zasadach polityki nbp. jako uwage na marginesie
    chcialbym tylko dorzucic ze przyjecie bazy zlota dla pieniadza takze
    jest aktem arbitralnego (a zatem nienaturalnego) wyboru





    > > i wtedy okazuje sie ze jednak efektywne jest wylacznie prawo
    > > `nienaturalne' czyli niejako sztucznie skodyfikowane
    >
    > To zalezy od tego czyj punkt widzenia przyjmiemy. Jezeli bedzie to
    > panstwo, ktore z definicji musi byc wrogiem naturalnego to
    > rzeczywiscie efektywne jest to, co skodyfikowane. Obawiam sie, ze
    > punktu widzenia uczestnikow rynku z tym "skodyfikowaniem" jest
    > jednak zgola inaczej.


    panstwo jest forma organizacji jednostek i mysle ze jest forma tak
    samo naturalna jak duzy koncern. panstwa nie powstaly w wyniku
    decyzji centralnych planistow tylko w wyniku naturalnych procesow
    spolecznych. wiec albo uznamy panstwa za naturalne albo musimy uznac
    ze naturalna droga rozwoju generuje czasem cos anty-naturalnego...

    mnie osobiscie bardziej odpowiada pytanie `jakie panstwo?'. jest
    jakby bardziej pragmatyczne i konstruktywne... to samo dotyczy
    instrumentu jakim jest pieniadz


    >
    > > rynek fantastycznie reguluje procesy gospodarcze. ale z
    pieniadzem
    > > jest jednak pewien klopot. otoz - pieniadz papierowy jest
    > > _czysta_konwencja_. umowa wszystkich ze wszystkimi definiujaca
    > > pewna abstrakacyjna miara wartosci. notariuszem tej umowy sa
    banki
    > > centralne a zyrantem - rzady.
    >
    > No wlasnie, czy tak jest naprawde, ze pieniadz wspolczesny jest
    > umowa wszystkich ze wszystkimi?


    tak jest - w tym sensie ze kazdy przyjmuje pieniedz jako ekwiwalent
    wykonanej pracy lub zbywanych dobr


    > Czy nie jest jednak tak, ze to
    > panstwo przejelo kontrole nad pieniadzem tworzac instytucje banku
    > centralnego. Ja bym raczej powiedzial, ze nie ma tu zadnej umowy,
    > tylko jednostronny przymus oparty na monopolu i kontroli.


    panstwo (lub niepanstwowy bank centralny) reguluje wylacznie ogolne
    zasady emisji oficjalnego pieniadza. oprocz tego podmioty rynkowe
    moga emitowac weksle obligacje akcje itp

    jesli przyjmiemy ze pieniadz jest jedynie instrumentem
    optymalizujacym przeplyw towarow (wartosci) to w jego optymalizujaca
    funkcje jest wpisany monopol. monopol potrzebny po to zeby kazdy
    podmiot rynkowy mogl miec zaufanie co do poziomu wartosci pieniadza
    w przeliczeniu na rozmaite towary. ten monopol to monopol
    wzorcowania wartosci a nie pelnej kontroli nad obrotem

    >
    > > no i tak sie jakos przyjelo ze banki centralne ustalaja oficjalna
    > > cene pieniadza (a dokladniej: cene kredytu lub depozytu) i zasady
    > > jego kreacji (poziom rezerw obowiazkowych). w tej sytuacji
    > > postulat `naturalnosci' ma wiec dotyczyc czegos co jest czysta
    > > konwencja... a wiec nie jest prostym skutkiem procesow rynkowych
    > > zachodzacych `bez udzialu czlowieka'.
    >
    > To nieco zle ujete sformulowanie, poniewaz to nie "jakos sie
    > przyjelo", tylko panstwo tak ustanowilo, ze za pomoca bankow
    > centralnych bedzie realizowac swoja poltyke kontroli nad
    pieniadzem.
    > Jezeli przyjmiemy, ze pierwsze zdanie jest prawdziwe, to dopiero
    > wtedy mozemy mowic o pewnych konwencjach realizacji tej kontroli
    > przez bank centralny. W takim przypadku, mozemy sie zgodzic
    rowniez
    > z panskim stwierdzeniem, ze "nie jest prostym skutkiem procesow
    > rynkowych zachodzacych bez udzialu czlowieka", poniewaz tam
    > mechanizm rynkowy juz w zasadzie nie istnieje, wiec pozostaje nam
    > tylko konwencja.


    zgoda - pantswa sprawuja kontrole nad pieniadzem. napisalem ze `tak
    sie przyjelo' poniewaz uwazam ze obecnie funkcjonujace rozwiazanie
    wyniklo w procesie naturalnej ewolucji spoleczno-gospodarczej. ta
    panstwowa kontrola jest bardzo typowa - na przestrzeni dziejow bicie
    monety zawsze podlegalo scislej kontroli administracyjnej takich czy
    innych wladz publicznych. zazwyczaj kontrole nad kopalniami zlota
    czy srebra sprawowaly wladze polityczne (choc bywaly wyjatki - ktore
    pokazywaly ze kontrola nad kopalniami daje prywatnym podomiotom
    wladze polityczna...)



    > Wedlug mnie
    > jedynym gwarantem stabilnosci wartosci naszego pieniadza jest
    > standard zlota i system wolnej bankowosci. Doprawdy nie widze,
    > zadnego powodu, zeby stopy procentowe nie mialy byc ustalane przez
    > rynek a nie jak obecnie przez Rade Polityki Pienieznej.


    zloto ma powazna wade: w sytuacji wzrostu populacji naszej planety i
    w miare rozwoju gospodarczego - przy zlotym pieniadzu spodziewalbym
    sie permanentnej deflacji cen - ze wszystkimi negatywnymi
    konsekwencjami


    >
    > > i stad postulat przycinka: by bank centralny realizowal raczej
    > > polityke stalego kursu wymiany niz polityke stalego cpi. to
    > > kwestia takiego wyboru miedzy konwencjami zeby zoptymalizowac
    > > wykorzystanie potencjalu gospodarczego
    >
    > Zgadza sie, z jednym tylko zastrzezeniem, tzn. jezeli odrzucimy
    > pewne fundamentalne prawa rynku, np. postulat o naturalnosci jego
    > procesow, to wtedy mozemy juz przyjac w zasadzie wszystkie racje
    > Przycinka, z tym tylko, ze bedziemy musieli jednoczesnie przyznac,
    > ze nasza rozmowa bedzie od tej pory dotyczyc centralnego
    planowania
    > a nie mechanizmu rynkowego.
    >


    operowanie na agregatach monetarnych nie jest centralnym
    planowaniem. centralne planowanie polegal na bezposredniej i
    szczegolowej ingerencji we wszystkie segmety rynku. miedzy polityka
    monetarna bankow centralnych a centralnym planowaniem jest przepasc





    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance.
  • damkon 30.08.08, 16:51
    > wyglada na to ze dyskusja nam sie nieco rozszczepila. do tej pory
    > wydawalo mi sie ze rozmawiamy o zasadach reguacji emisji pieniadza
    > przez bank centralny. okazuje sie jednak ze wlaczyl sie nam
    > bardziej fundamentalny temat: pieniadz oparty o zloto czy
    > papierowy?

    Ta dyskusja w dotychczasowym zakresie przekroczyla juz swoja mase
    krytyczna, wiec uwazalem, ze nalezalo rozszerzyc ja o kwestie
    bardziej fundamentalne. Inaczej ktos moglby nam slusznie zarzucic
    krecenie sie w miejscu. Zreszta nie byla to rozmowa o tym, czy
    pieniadz powinien byc zloty czy papierowy, tylko o to jaka powinna
    byc kontrola panstwa nad pieniadzem.

    > jest dla mnie jasne ze jesli caly swiat funkcjonuje uzywajac
    > pienaidza paierowowego to polska tez musi. dlatego proponuje w tym
    > watku odstapic od radykalnych koncepcji typu baza w zlocie - i
    > skupic sie na powrot na zasadach polityki nbp.

    Czy rzeczywiscie jest to az tak jasne? Keynes dla przykladu napisal
    o zlocie, ze jest ono niemodne, przestarzale a wrecz
    jest "barbarzynskim reliktem". Zamiana zlota na pieniadz papierowy
    przez rzady byla doprawdy prawdziwym majstersztykiem subtelnego
    oszustwa i przejecia kontroli nad pieniadzem. Wrecz niepojete jest
    dla mnie jak np spoleczenstwo amerykanskie tak latwo pogodzilo sie z
    konfiskata swojego zlota w 1933 r. dokonana przez administracje
    Roosevelta.
    Jednak zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada
    wszystkie niezbedne atrybuty pieniadza a poza tym i co najwazniejsze
    moze byc ono przedmiotem regulacji mechanizmu rynkowego.

    > jako uwage na marginesie chcialbym tylko dorzucic ze przyjecie
    > bazy zlota dla pieniadza takze jest aktem arbitralnego (a zatem
    > nienaturalnego) wyboru

    To akurat nie jest prawdziwe stwierdzenie, poniewaz zloto jako
    pieniadz powstalo w wyniku naturalnych procesow rynkowych a nie jako
    efekt arbitralnych decyzji administracyjnych.

    > panstwo jest forma organizacji jednostek i mysle ze jest forma tak
    > samo naturalna jak duzy koncern. panstwa nie powstaly w wyniku
    > decyzji centralnych planistow tylko w wyniku naturalnych procesow
    > spolecznych. wiec albo uznamy panstwa za naturalne albo musimy
    > uznac ze naturalna droga rozwoju generuje czasem cos anty-
    > naturalnego...

    To sluszne stwierdzenie, jednak obecnie caly problem z panstwem
    polega na tym, ze swoim zakresem dzialalnosci zdecydowanie
    przekroczylo granice tego co mozemy umownie okreslic jako poziom
    spolecznie pozadany. Wedlug mnie przykladem tego jest przejecie
    kontroli panstwa nad pieniadzem.

    > mnie osobiscie bardziej odpowiada pytanie `jakie panstwo?'. jest
    > jakby bardziej pragmatyczne i konstruktywne... to samo dotyczy
    > instrumentu jakim jest pieniadz

    Ciekawe pytanie, w takim razie prosze o odpowiedz na nie.

    > tak jest - w tym sensie ze kazdy przyjmuje pieniedz jako
    > ekwiwalent wykonanej pracy lub zbywanych dobr

    Fakt przyjmowania pieniadza jako ekwiwalentu wykonanej pracy lub
    zbywanych dobor o niczym jeszcze nie swiadczy. Dobrowolnosc takiej
    umowy w naszym przykladzie wyklucza przymus poslugiwania sie
    pieniadzem papierowym.

    > panstwo (lub niepanstwowy bank centralny) reguluje wylacznie
    > ogolne zasady emisji oficjalnego pieniadza

    Jednak ta regulacja w polaczeniu z przymusem oznacza przejecie przez
    panstwo calkowitej kontroli nad pieniadzem.

    > jesli przyjmiemy ze pieniadz jest jedynie instrumentem
    > optymalizujacym przeplyw towarow (wartosci) to w jego
    > optymalizujaca funkcje jest wpisany monopol. monopol potrzebny po
    > to zeby kazdy podmiot rynkowy mogl miec zaufanie co do poziomu
    > wartosci pieniadza w przeliczeniu na rozmaite towary. ten monopol
    > to monopol wzorcowania wartosci a nie pelnej kontroli nad obrotem

    Monopol moze stworzyc w tym przypadku tylko panstwo; rynek jest w
    stanie wypracowac jedynie pewne standardy (np standard zlota). Tak
    ma sie rzecz ze wszystkimi rynkami i rynek pieniadza nie stanowi
    tutaj zadnego wyjatku.

    > zloto ma powazna wade: w sytuacji wzrostu populacji naszej planety
    > i w miare rozwoju gospodarczego - przy zlotym pieniadzu
    > spodziewalbym sie permanentnej deflacji cen - ze wszystkimi
    > negatywnymi konsekwencjami

    Jest to dosc czesto powtarzany argument przeciwnikow standardu
    zlota, lecz calkowicie nieprawdziwy, poniewaz jezeli przyjmiemy
    zalozenie, ze tzw. baza monetarna M oznaczajaca podaz pieniadza
    bedzie optymalna przy kazdej wielkosci by wypelniac swoje funkcje
    (gdyz pieniadze sluza tylko jako posredni element wymiany) to musimy
    uznac, ze jej wielkosc nie bedzie miala zadnego znaczenia dla
    realnych procesow gospodarczych. Caly problem pojawia sie w momencie
    gwaltownych zmian wielkosci bazy monetarnej, dlatego ze dochodzi
    wtedy do zaklocania funkcjonowania mechanizmu rynkowego polegajacego
    na nierownomiernym wzroscie badz spadku cen. Procesy powolne i
    dlugotrwale nie maja tutaj praktycznie wiekszego znaczenia. Standard
    zlota ma wlasnie ta przewage nad pieniadzem papierowym, ze
    charakteryzuje sie wzglednie stabilnym poziomem bazy monetarnej w
    przeciwienstwie do polityki bankow centralnych. Deflacja moze byc
    oczywiscie tak samo niebezpieczna dla gospodarki jak inflacja, ale
    tylko pod warunkiem swej nieprzewidywalnosci, skali a takze
    szybkosci nastepowania.

    > operowanie na agregatach monetarnych nie jest centralnym
    > planowaniem. centralne planowanie polegal na bezposredniej i
    > szczegolowej ingerencji we wszystkie segmety rynku. miedzy
    > polityka monetarna bankow centralnych a centralnym planowaniem
    > jest przepasc

    Polityka monetarna bankow centralnych jest elementem szerokopojetego
    centralnego planowania. Im mniej tej ingerencji w rynek pieniadza
    tym oczywiscie mniej centralnego planowania.





    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 30.08.08, 17:42
    "tylko o to jaka powinna byc kontrola panstwa nad pieniadzem."


    Ach, to bardzo proste. Ministerstwo finansow powinno miec konstytucyjny zakaz
    zadluzania sie a bank centralny powinien istniec jako jednostka podlegla
    ministrowi finansow.


    Problem solved.


  • damkon 30.08.08, 19:20
    > "tylko o to jaka powinna byc kontrola panstwa nad pieniadzem."
    >
    >
    > Ach, to bardzo proste. Ministerstwo finansow powinno miec
    > konstytucyjny zakaz zadluzania sie a bank centralny powinien
    > istniec jako jednostka podlegla ministrowi finansow.

    Och, to chyba jednak nie takie proste.
    O ile pierwsza czesc Twojego pomyslu jest godna uwagi, to jednak
    duga, tzn. podporzadkowania banku centralnego rzadowi moglaby sie
    okazac fatalna w skutkach. Po pierwsze, polityka inflacyjna, ktorej
    Ty nie uznajesz stalaby sie dominujaca, zas po drugie oznaczalaby
    jeszcze wieksza centralizacje wladzy i wszystkie negatywne
    konsekwencje, ktore sie z nia wiaza.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 31.08.08, 06:02
    "Po pierwsze, polityka inflacyjna, ktorej Ty nie uznajesz stalaby sie
    dominujaca, zas po drugie oznaczalaby jeszcze wieksza centralizacje wladzy i
    wszystkie negatywne konsekwencje, ktore sie z nia wiaza."


    Damkon, zaprzeczasz sobie i rynkowi.
    Panstwo jest najwiekszym dluznikiem na rynku i w wyniku dzialania panstwa
    dochodzi do najwiekszej "polityki inflacyjnej", poniewaz tworzy kreacje i
    nadmierne obciazenia fiskalne wplywajace na ceny.
    Zakaz zadluzania sie doprowadzi do ograniczenia wydatkow, spadku fiskalizmu,
    spadku cen. Spowodowaloby to rowniez mniejsze wyciskanie kredytowe (wiesz o czym
    mowie?) i doprowadziloby do ustabilizowania sytuacji kredytowej na rynku, w
    wyniku czego mielibysmy rynkowy wzrost kredytu "w sposob naturalny", a nie
    "sztuczny". -))

    Wiem, tobie wydaje sie, ze stopa procentow banku centralnego ma jakis straszny
    wplyw na "polityke inflacyjna". Otoz nie ma Damkon.
    Jest tez masa innych argumentow za podporzadkowaniem BC panstwu (pod warunkiem
    zakazu zadluzania). Ale nie o tym tutaj dyskutujemy.
  • damkon 31.08.08, 11:58
    > Damkon, zaprzeczasz sobie i rynkowi. Panstwo jest najwiekszym
    > dluznikiem na rynku i w wyniku dzialania panstwa dochodzi do
    > najwiekszej "polityki inflacyjnej", poniewaz tworzy kreacje i
    > nadmierne obciazenia fiskalne wplywajace na ceny.
    > Zakaz zadluzania sie doprowadzi do ograniczenia wydatkow, spadku
    > fiskalizmu, spadku cen. Spowodowaloby to rowniez mniejsze
    > wyciskanie kredytowe (wiesz o czym mowie?) i doprowadziloby do
    > ustabilizowania sytuacji kredytowej na rynku, w wyniku czego
    > mielibysmy rynkowy wzrost kredytu "w sposob naturalny", a nie
    > "sztuczny". -))

    Nie zaprzeczam ani sobie ani rynkowi. Faktem jest to, ze panstwo
    wystepuje na rynku jako najwiekszy dluznik, jednak sam konstytucyjny
    zakaz zadluzania sie panstwa nie wystarczy do powstrzymania
    fiskalizmu, poniewaz moze ono rownie dobrze zwiekszac wydatki bez
    jakiegokolwiek zadluzania sie. Wystarczy, ze pokryje swoje dodatkowe
    wydatki polityka inflacyjna np poprzez zmniejszenie stopy
    procentowej. Wydatki budzetowe sa w gestii rzadu, natomiast za
    poziom inflacji odpowiada bank centralny, jezeli wiec ten drugi
    podporzadkujemy ministrowi finansow, wtedy inflacja moze stac sie
    instrumentem rownowazenia budzetu.

    > Jest tez masa innych argumentow za podporzadkowaniem BC panstwu
    > (pod warunkiem zakazu zadluzania). Ale nie o tym tutaj dyskutujemy.

    Jakie to sa argumenty?



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 31.08.08, 17:09
    "poniewaz moze ono rownie dobrze zwiekszac wydatki bez
    jakiegokolwiek zadluzania sie."


    Nie moze, bo stawki podatkow sa takie, ze ich wzrost powoduje spadek wplywow. Na
    tym polega piekno tego rozwiazania. Panstwo nie moze wiec wiecej wydac. Obnizka
    stop nie spowoduje w takim przypadku znaczacego wzrostu dochodow panstwa.
    Powstaje kredyt, ale on powstaje na rynku na tej samej zasadzie co teraz. W
    takim wypadku BC ustalalby stope na zasadzie ktora podalem w innej czesci watku
    i byloby OK. To jest konstrukcja zdecydowanie lepsza od istniejacej, a Ty sie
    niepotrzebnie czepisz.

    Zlota w zycie nie wprowadzimy, bo sie nie da.
    Masz do wyboru jedynie rozwiazania papierowe.
    Dyskutowanie na temat abstrakcji jest bez sensu.
    W UPR dyskutowali na abstrakcyjne tematy i skonczylo sie placzem.
    W ogole nie powinno sie dyskutowac z ludzmi, ktorzy posluguja sie zrgumentacja
    zlota w ramach dyskusji o wspolczesnym banku centralnym.
  • damkon 31.08.08, 22:19
    > Nie moze, bo stawki podatkow sa takie, ze ich wzrost powoduje
    > spadek wplywow. Na tym polega piekno tego rozwiazania. Panstwo nie
    > moze wiec wiecej wydac. Obnizka stop nie spowoduje w takim
    > przypadku znaczacego wzrostu dochodow panstwa. Powstaje kredyt,
    > ale on powstaje na rynku na tej samej zasadzie co teraz. W takim
    > wypadku BC ustalalby stope na zasadzie ktora podalem w innej
    > czesci watku i byloby OK. To jest konstrukcja zdecydowanie lepsza
    > od istniejacej, a Ty sie niepotrzebnie czepisz.

    Co Ty wypisujesz? Najpierw chcesz podporzadkowac rzadowi bank
    centralny, czyli dac mu nieograniczona mozliwosc tworzenia inflacji
    a nastepnie stwierdzasz, ze takie rozwiazanie zahamuje wzrost
    wydatkow panstwa. To tak jakby pijaka zamknac w sklepie monopolowym
    i twierdzic, ze juz odtad stanie sie abstynentem.

    > W ogole nie powinno sie dyskutowac z ludzmi, ktorzy posluguja sie
    > zrgumentacja zlota w ramach dyskusji o wspolczesnym banku
    > centralnym.

    No to po co ze mna dyskutujesz? Jak sie juz pewnie zdazyles
    zorientowac taki ze mnie staromodny typ, co to nie potrafi zrozumiec
    istoty wspolczesnego banku centralnego. Zamiast przyjmowac
    bezdyskusyjnie Twoje nowoczesne teorie na temat pieniadza, to
    wypisuje jakies tam archaiczne glupoty o standardzie zlota.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 31.08.08, 18:50
    >>>Ach, to bardzo proste. Ministerstwo finansow powinno miec konstytucyjny zakaz
    zadluzania sie a bank centralny powinien istniec jako jednostka podlegla
    ministrowi finansow.
    Problem solved.<<<

    Gdyby rzady mialy zakaz wchodzenia w dlugi, nigdy by sie nie zgodzily na
    odejscie od standartu zlota. Zloto regulowalo co panstwo moze a czego nie. Dlugi
    panstwowe jak wszystkie ine byly w ostatecznym rozrachunku splacane w zlocie, a
    nie jak obecnie w nowych dlugach... Dlatego wojny w XIX wieku byly takie male w
    porownaniu z tymi w XX. (Z wyjatkiem wojny domowej, ale tutaj zarowno Polnoc jak
    i Poludnie zlamaly konstytucje i zaczely drukowac zamiast wymuszac pieniadze od
    spoleczenstwa podatkami).

    Jak moze byc rozwiazaniem problemu cos co go stworzylo? Po to sa "legal tender"
    prawa zeby panstwo moglo zaciagac nieograniczone dlugi. Czy ty *NAPRAWDE* tego
    nie rozumiesz?!!!!
  • bush_w_wodzie 31.08.08, 01:16
    damkon napisał:

    > > okazuje sie jednak ze wlaczyl sie nam
    > > bardziej fundamentalny temat: pieniadz oparty o zloto czy
    > > papierowy?
    >
    > Ta dyskusja w dotychczasowym zakresie przekroczyla juz swoja mase
    > krytyczna, wiec uwazalem, ze nalezalo rozszerzyc ja o kwestie
    > bardziej fundamentalne. Inaczej ktos moglby nam slusznie zarzucic
    > krecenie sie w miejscu.

    nie zgadzam sie. watek (jak go do tej pory rozumialem) dotyczyl
    zasad polityki monetarnej (wysokosci stop) w obecnie zadanych przez
    konstytucje polska warunkach. natomiast zloto vs paier to juz
    dyskusja zupelnie inna. oczywiscie ze ciekawa choc demolujaca
    podstawowy temat watku

    > Jednak zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada
    > wszystkie niezbedne atrybuty pieniadza a poza tym i co
    > najwazniejsze moze byc ono przedmiotem regulacji mechanizmu
    > rynkowego.


    papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
    mechanizmu rynkowego


    > > jako uwage na marginesie chcialbym tylko dorzucic ze przyjecie
    > > bazy zlota dla pieniadza takze jest aktem arbitralnego (a zatem
    > > nienaturalnego) wyboru
    >
    > To akurat nie jest prawdziwe stwierdzenie, poniewaz zloto jako
    > pieniadz powstalo w wyniku naturalnych procesow rynkowych a
    > nie jako efekt arbitralnych decyzji administracyjnych.
    >


    zloto ma szereg zalet ktore czynia z niego niezly pieniadz... ale
    jednak w historii instnialy rowniez inne rodzaje pieniadza. srebro
    muszelki miedz... a zlota monete ktos jednak bil (ciekawa sprawa ze
    prawo bicia zlotej monety bylo nierozerwalnie zwiazane z wladza
    polityczna)

    > > panstwo jest forma organizacji jednostek i mysle ze jest forma
    tak
    > > samo naturalna jak duzy koncern.

    >
    > To sluszne stwierdzenie, jednak obecnie caly problem z panstwem
    > polega na tym, ze swoim zakresem dzialalnosci zdecydowanie
    > przekroczylo granice tego co mozemy umownie okreslic jako poziom
    > spolecznie pozadany. Wedlug mnie przykladem tego jest przejecie
    > kontroli panstwa nad pieniadzem

    zgadzam sie co do tego ze kompetencje panstwa sa zbyt duze. upatruje
    problemow jednak w szczegolowych regulacjach deformujacych rozmaite
    sektory rynku i w zbyt wysokich podatkach - a nie w zasadach
    polityki pienieznej

    > > mnie osobiscie bardziej odpowiada pytanie `jakie panstwo?'. jest
    > > jakby bardziej pragmatyczne i konstruktywne... to samo dotyczy
    > > instrumentu jakim jest pieniadz
    >
    > Ciekawe pytanie, w takim razie prosze o odpowiedz na nie.

    jesli odpowiedz ma byc krotka to moge sie ograniczyc do hasel:
    panstwo male i nieingerujace w rynki

    pieniadz: papierowy i spelniajacy role `techniczna' (a nie
    polityczna) ktorego kreacja odbywa sie w sposob przejrzysty i
    uniemozliwiajacy arbitraz

    > > tak jest - w tym sensie ze kazdy przyjmuje pieniedz jako
    > > ekwiwalent wykonanej pracy lub zbywanych dobr
    >
    > Fakt przyjmowania pieniadza jako ekwiwalentu wykonanej pracy lub
    > zbywanych dobor o niczym jeszcze nie swiadczy. Dobrowolnosc takiej
    > umowy w naszym przykladzie wyklucza przymus poslugiwania sie
    > pieniadzem papierowym.


    mnie sie wydaje ze w zwyklym obrocie (a wiec prostych transakcjach)
    bez lokat i kredytow - nie ma znaczenia czy pieniadz jest papierowy
    zloty czy wrecz elektroniczny. po prostu sobie krazy miedzy stronami
    wymiany gospodarczej umozliwijac plybba wymiane towarow i uslug.
    uwazam ze jednak pieniadz jest powszechna umowa - dokladniej chodzi
    o zaufanie co do jego wartosci. inaczej mowiac - przedmiotem umowy
    jest relacja miedzy wartoscia pieniezna a towarami / uslugami


    > > panstwo (lub niepanstwowy bank centralny) reguluje wylacznie
    > > ogolne zasady emisji oficjalnego pieniadza
    >
    > Jednak ta regulacja w polaczeniu z przymusem oznacza przejecie
    > przez panstwo calkowitej kontroli nad pieniadzem.
    >

    niezupelnie. panstwo nie mowi bankom prywatnym komu i na jaki
    procent moga udzielic kredyt ani tez nie mowi osobom i firmom gdzie
    i jakie lokaty maja zalozyc

    > > jesli przyjmiemy ze pieniadz jest jedynie instrumentem
    > > optymalizujacym przeplyw towarow (wartosci) to w jego
    > > optymalizujaca funkcje jest wpisany monopol. monopol potrzebny po
    > > to zeby kazdy podmiot rynkowy mogl miec zaufanie co do poziomu
    > > wartosci pieniadza w przeliczeniu na rozmaite towary. ten monopol
    > > to monopol wzorcowania wartosci a nie pelnej kontroli nad obrotem

    > Monopol moze stworzyc w tym przypadku tylko panstwo; rynek jest w
    > stanie wypracowac jedynie pewne standardy (np standard zlota). Tak
    > ma sie rzecz ze wszystkimi rynkami i rynek pieniadza nie stanowi
    > tutaj zadnego wyjatku.


    a jednak - takze wtedy gdy pieniadz byl zloty monopol na bicie
    monety mialy twory polityczne i wtedy takze pieniadz bywal psuty. w
    szczegolnosci ktos kontrolowal rezerwy zlota i decydowal o
    przeplywach miedzy rezerwami a otwartym rynkiem

    > > zloto ma powazna wade: w sytuacji wzrostu populacji naszej
    planety
    > > i w miare rozwoju gospodarczego - przy zlotym pieniadzu
    > > spodziewalbym sie permanentnej deflacji cen - ze wszystkimi
    > > negatywnymi konsekwencjami
    >
    > Jest to dosc czesto powtarzany argument przeciwnikow standardu
    > zlota, lecz calkowicie nieprawdziwy, poniewaz jezeli przyjmiemy
    > zalozenie, ze tzw. baza monetarna M oznaczajaca podaz pieniadza
    > bedzie optymalna przy kazdej wielkosci by wypelniac swoje funkcje
    > (gdyz pieniadze sluza tylko jako posredni element wymiany) to
    musimy
    > uznac, ze jej wielkosc nie bedzie miala zadnego znaczenia dla
    > realnych procesow gospodarczych.

    musze powiedziec ze nie rozumiem przeslanek dla tego zalozenia.
    prosze o wyjasnienie. w szczegolnosci wydaje mi sie ze permanentna
    strukturalna deflacja nie bylaby obojetna dla gospodarki

    Caly problem pojawia sie w momencie
    > gwaltownych zmian wielkosci bazy monetarnej, dlatego ze dochodzi
    > wtedy do zaklocania funkcjonowania mechanizmu rynkowego
    polegajacego
    > na nierownomiernym wzroscie badz spadku cen. Procesy powolne i
    > dlugotrwale nie maja tutaj praktycznie wiekszego znaczenia.
    Standard
    > zlota ma wlasnie ta przewage nad pieniadzem papierowym, ze
    > charakteryzuje sie wzglednie stabilnym poziomem bazy monetarnej w
    > przeciwienstwie do polityki bankow centralnych. Deflacja moze byc
    > oczywiscie tak samo niebezpieczna dla gospodarki jak inflacja, ale
    > tylko pod warunkiem swej nieprzewidywalnosci, skali a takze
    > szybkosci nastepowania.

    zgadzam sie co do tego ze gwaltowne procesy sa grozne (choc i krach
    jest naturalna rynkowa odpowiedzia na wczesniejsze bledy rynku). nie
    jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie zmiany
    bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze jest
    dokladnie przeciwnie

    > > operowanie na agregatach monetarnych nie jest centralnym
    > > planowaniem. centralne planowanie polegal na bezposredniej i
    > > szczegolowej ingerencji we wszystkie segmety rynku. miedzy
    > > polityka monetarna bankow centralnych a centralnym planowaniem
    > > jest przepasc
    >
    > Polityka monetarna bankow centralnych jest elementem
    szerokopojetego
    > centralnego planowania. Im mniej tej ingerencji w rynek pieniadza
    > tym oczywiscie mniej centralnego planowania.

    oczywiscie ze mozemy wrzucic kazda regulacja i kazdy mechanizm
    garantowany przez panstwo w termin `szeroko pojete centralne
    planowanie'. tym samym jednak wyrwiemy temu terminowi zeby. bo
    zupelnie czym innym jest gdy w warszawie ocenia sie i prognozuje
    zuzycie
  • damkon 31.08.08, 11:48
    > nie zgadzam sie. watek (jak go do tej pory rozumialem) dotyczyl
    > zasad polityki monetarnej (wysokosci stop) w obecnie zadanych
    przez konstytucje polska warunkach. natomiast zloto vs paier to juz
    > dyskusja zupelnie inna. oczywiscie ze ciekawa choc demolujaca
    > podstawowy temat watku

    Podstawowym tematem tego watku byla recesja a nasza biezaca rozmowa
    jest juz kolejnym podwatkiem podwatku.

    > papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
    > mechanizmu rynkowego

    Alez oczywiscie jest to prawda, z tym tylko zalozeniem, ze w
    przeciwienstwie do zlota nie posiada ich w komplecie. Do atrybutow
    pieniadza mozna zaliczyc:

    1) silny popyt – na pieniadz nadaja sie tylko te dobra, na ktore
    istnieje silny popyt i ktore z duzym prawdopodobienstwem moze kazdy
    zaakceptowac jako zaplate,
    2) trwalosc – ze wzgledu na mozliwosc przechowywania wartosci przez
    dlugi okres,
    3) podzielnosc, przy zalozeniu, ze podczas podzialu nie traci on na
    swojej wartosci,
    4) latwosc przenoszenia, ktora w prostej linii wynika z duzej
    wartosci w przeliczeniu na jednostke masy,
    5) rzadkosc wystepowania,
    6) wartosc sama w sobie w odroznieniu od tzw. wartosci fiducjarnej,
    czyli opartej tylko na spolecznym zaufaniu.

    > zloto ma szereg zalet ktore czynia z niego niezly pieniadz... ale
    > jednak w historii instnialy rowniez inne rodzaje pieniadza. srebro
    > muszelki miedz...

    Zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada wszystkie
    atrybuty pieniadza. Dla przykladu srebro, miedz czy muszelki juz
    duzo w mniejszym stopniu nadaja sie na pieniadz.

    > a zlota monete ktos jednak bil (ciekawa sprawa ze prawo bicia
    > zlotej monety bylo nierozerwalnie zwiazane z wladza polityczna)

    Faktem jest, ze proby przejecia kontroli przez panstwo nad
    pieniadzem byly podejmowane juz od dawna. Jednak obecny pieniadz
    papierowy daje panstwu w zasadzie kontrole prawie nieograniczona.

    > mnie sie wydaje ze w zwyklym obrocie (a wiec prostych transakcjach)
    > bez lokat i kredytow - nie ma znaczenia czy pieniadz jest
    > papierowy zloty czy wrecz elektroniczny. po prostu sobie krazy
    > miedzy stronami wymiany gospodarczej umozliwijac plybba wymiane
    > towarow i uslug. uwazam ze jednak pieniadz jest powszechna umowa -
    > dokladniej chodzi o zaufanie co do jego wartosci. inaczej mowiac -
    > przedmiotem umowy jest relacja miedzy wartoscia pieniezna a
    > towarami / uslugami

    Od strony technicznej oczywiscie nie ma to zadnego znaczenia, w
    jakiej postaci pieniadz cyrkuluje, ma jednak ogromne znaczenie z
    punktu widzenia polityki panstwa i jego wplywu na rynek pieniadza.
    Jesli mowimy juz o zaufaniu do pieniadza, to trudno znalezc przyklad
    w historii, kiedy ludzie z jakichs tam przyczyn stracili zaufanie do
    zlota, czego niestety nie mozemy powiedziec o panstwowym pieniadzu
    papierowym.

    > niezupelnie. panstwo nie mowi bankom prywatnym komu i na jaki
    > procent moga udzielic kredyt ani tez nie mowi osobom i firmom
    > gdzie i jakie lokaty maja zalozyc

    Panstwo nie mowi wprost, jednak w sposob posredni ma na to bardzo
    istotny wplyw.

    > a jednak - takze wtedy gdy pieniadz byl zloty monopol na bicie
    > monety mialy twory polityczne i wtedy takze pieniadz bywal psuty.
    > w szczegolnosci ktos kontrolowal rezerwy zlota i decydowal o
    > przeplywach miedzy rezerwami a otwartym rynkiem

    Skala mozliwosci psucia przez panstwo pieniadza zlotego w
    odroznieniu od papierowego jest nieporownywalna. Oszukiwanie na
    wadze monet czy na jakosci kruszca to nic w porownaniu do
    mozliwosci, jakie obecnie daje panstwu pieniadz papierowy.

    > musze powiedziec ze nie rozumiem przeslanek dla tego zalozenia.
    > prosze o wyjasnienie. w szczegolnosci wydaje mi sie ze permanentna
    > strukturalna deflacja nie bylaby obojetna dla gospodarki

    Rzeczywiscie wyrazilem w sposob calkowicie niejasny. Chodzilo mi o
    fakt, ze w przeciwienstwie do innych dobr wielkosc pieniadza bedaca
    w obiegu nie ma dla spoleczenstwa prawie zadnego znaczenia. Czyli
    mowiac inaczej kazda podaz pieniadza jest tak samo wlasciwa dla
    wypelnienia swoich funkcji. Zupelnie inaczej przedstawia sie sprawa
    w przypadku dobr konsumpcyjnych czy produkcyjnych, tzn. im wieksza
    ich ilosc tym lepiej dla spoleczenstwa, poniewaz te pierwsze
    zuzywaja sie w procesie konsumpcji zas drugie w procesie produkcji.
    Jednak pod tym wzgledem pieniadze sa wyjatkowe, gdyz w zasadzie sie
    nie zuzywaja tyko zmieniaja swoich wlascicieli. Z tego to wlasnie
    powodu nie ma znaczenia, na jakim poziome ustanowi sie baze
    monetarna, tzn. czy bedzie to przykladowo poziom 100 mld jednostek
    pienieznych czy 200 mld. Ceny dobr w drugim przypadku beda po prostu
    dwukrotnie wyzsze, czy inaczej sila nabywcza pieniadza bedzie
    dwukrotnie nizsza.

    Dla gospodarki jako calosci nie jest istotny poziom bazy monetarnej,
    lecz jego zmiany a w szczegolnosci te, ktore sa nieprzewidywalne,
    gwaltowne i silne. Powolna zmiana bazy monetarnej jest dla
    gospodarki prawie calkowicie obojetna. Zloto w przeciwienstwie do
    panstwa jest w naszym przypadku gwarantem stabilnosci bazy
    monetarnej. Jezeli nawet przyjmiemy zalozenie, ze na skutek wzrostu
    populacji naszej planety czy rozwoju gospodarczego baza monetarna w
    zlocie skurczy sie w stosunku do masy towarowej, to bedzie to proces
    tak rozlozony w czasie, ze wynikajaca z niego deflacja bedzie miala
    na tyle powolny i przewidywalny przebieg, ze okaze sie w zasadzie
    nieodczuwalna dla gospodarki.

    > nie jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie
    > zmiany bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze
    > jest dokladnie przeciwnie

    Dlaczego? Prosze w takim razie podac przyklady, kiedy moze nastapic
    gwaltowna zmiana bazy monetarnej w zlocie?



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 31.08.08, 17:14
    "Skala mozliwosci psucia przez panstwo pieniadza zlotego w
    odroznieniu od papierowego jest nieporownywalna. Oszukiwanie na
    wadze monet czy na jakosci kruszca to nic w porownaniu do
    mozliwosci, jakie obecnie daje panstwu pieniadz papierowy."


    Jak juz wczesniej mowilem powrot do pieniadza w zlocie jest niemozliwy. Dyskusje
    o zlocie mozemy sobie podarowac.
    Najlepsza waluta wymianialna bylaby energia, rozliczana w postaci ekwiwalentow
    elektronicznych. Do tego prawdopodobnie zmierza cywilizacja. To jest jednak tak
    samo abstrakcyjne rozwazania, jak to o zlocie. Nie ma powrotu do zlota.




  • damkon 31.08.08, 22:14
    > Jak juz wczesniej mowilem powrot do pieniadza w zlocie jest
    > niemozliwy. Dyskusje o zlocie mozemy sobie podarowac.
    > Najlepsza waluta wymianialna bylaby energia, rozliczana w postaci
    > ekwiwalentow elektronicznych. Do tego prawdopodobnie zmierza
    > cywilizacja. To jest jednak tak samo abstrakcyjne rozwazania, jak
    > to o zlocie. Nie ma powrotu do zlota.

    Nie bedzie powrotu do standardu zlota, dopoki stale bedziemy wierzyc
    w propagande rzadu. W obecnej sytuacji podobnie jak i Ty uwazam, ze
    powrot taki z powodu zbyt silnego panstwa nie jest mozliwy (po
    prostu panstwo zrobi wszystko, zeby do niego nie dopuscic) jednak w
    przeciwienstwie do Ciebie twierdze, ze pieniadz zloty jest
    rozwiazaniem zdecydowanie lepszym od pieniadza papierowego.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • polarbeer 01.09.08, 17:24
    >>>
    przycinek.usa napisał:

    Najlepsza waluta wymianialna bylaby energia, rozliczana w postaci ekwiwalentow
    elektronicznych.<<<

    Wiem, wiem wcale tego nie postulujesz ale zeby szybko uciac ten argument w
    zalazku, po to zeby sie nie platal po dyskusjach:

    E=mc²

    Predkosc swiatla to ogromna cyfra -- predkosc swiatla do kwadratu to
    niewyobrazalnie ogromna cyfra... To oznacza ze najmniejsza odrobina czegokolwiek
    mialaby nieslychana wartosc. Albo bylibysmi wszyscy potencjalnie niewybrazalnie
    bogaci, albo mielibysmy w potencjal inflacji podobny do papierowej... Oprocz
    koszmarow administracji czegos takiego (oczywiscie takie odgorne pomysly zawsze
    trzeba wprowadzac w zycie w tradycyjny sposob gdzie lufa dotyka skroni).

    Przestan drukowac, albo zabraniac druukowania innym a dowiesz sie bardzo szybko
    co jest sie pojawi spontanicznie jako sposob zaplaty i wymiany...
  • przycinek.usa 31.08.08, 17:23
    "Zupelnie inaczej przedstawia sie sprawa w przypadku dobr konsumpcyjnych czy
    produkcyjnych, tzn. im wieksza
    ich ilosc tym lepiej dla spoleczenstwa, poniewaz te pierwsze
    zuzywaja sie w procesie konsumpcji zas drugie w procesie produkcji.
    Jednak pod tym wzgledem pieniadze sa wyjatkowe, gdyz w zasadzie sie
    nie zuzywaja tyko zmieniaja swoich wlascicieli."


    Sluszna uwaga. Zgadza sie, ze pieniadze nie zuzywaja sie.
    Wlasnie dlatego caly czas pisze, ze kwestie wartosci pieniedzy sa iluzoryczne i
    drugorzedne. Pieniadze nie powinny sluzyc przechowywaniu wartosci. Pieniadze
    powinny krazyc w postaci papierowej a jezeli ktos chce zgromadzic i przechowac
    zloto - to powinien kupowac i gromadzic zloto. Nikt nikomu niczego nie powinien
    gwarantowac, system emerytalny nie powinien istniec w postaci gwarancji panstwa,
    opieki spolecznej nie powinno byc procz systemu ubezpieczen itp. Zloto nie jest
    nikomu potrzebne do wymiany towarowej.


    "Zloto w przeciwienstwie do panstwa jest w naszym przypadku gwarantem
    stabilnosci bazy monetarnej."


    Jestes Damkon socjalista, bo chcesz na sile zmusic rynek do przechowywania
    wartosci pieniadza, podczas gdy rynek tego nie chce.
    Ja Ciebie nie zmuszam do inwestowania w zloto, a Ty chcesz zmusic mnie do
    inwestowania w zloto wbrew mojej woli.
    Ja protestuje. Inwestycje w zloto powinny byc dobrowolne.
    Nie podoba mi sie to, ze w Polsce jest stado osob, ktore chca mnie zmusic do
    zamiany calkiem dobrych papierowych pieniedzy na nieruchawe i klopotliwe zloto.

    Takie dzialanie jest niedemokratyczne i szkodliwe dla rynku.
    Jak chcesz Damkon zlota, to sobie je kup i po klopocie.

  • polarbeer 31.08.08, 18:32
    >>>Ja Ciebie nie zmuszam do inwestowania w zloto, a Ty chcesz zmusic mnie do
    inwestowania w zloto wbrew mojej woli.
    Ja protestuje. Inwestycje w zloto powinny byc dobrowolne.
    Nie podoba mi sie to, ze w Polsce jest stado osob, ktore chca mnie zmusic do
    zamiany calkiem dobrych papierowych pieniedzy na nieruchawe i klopotliwe zloto.
    <<<

    Hehe... Nawet w Polsce chca uczciwej ksiegowosci, rzeczywiscie skandal! <g>

  • damkon 31.08.08, 22:13
    > Jestes Damkon socjalista, bo chcesz na sile zmusic rynek do
    > przechowywania wartosci pieniadza, podczas gdy rynek tego nie chce.
    > Ja Ciebie nie zmuszam do inwestowania w zloto, a Ty chcesz zmusic
    > mnie do inwestowania w zloto wbrew mojej woli.
    > Ja protestuje. Inwestycje w zloto powinny byc dobrowolne.

    Jak zwykle zrozumiales mnie tylko opatrznie, poniewaz nie pisalem o
    zmuszaniu kogokolwiek do niczego. Mowilem jedynie o zaletach
    standardu zlota w stosunku do panstwowego pieniadza papierowego.

    > Nie podoba mi sie to, ze w Polsce jest stado osob, ktore chca mnie
    > zmusic do zamiany calkiem dobrych papierowych pieniedzy na
    > nieruchawe i klopotliwe zloto.

    Czytam te Twoje przemyslenia troche z niedowierzaniem. Mam tylko
    nadzieje, ze standard zlota nie oznacza dla Ciebie, ze na zakupy
    bedziesz chodzil z sakiewka zlotych monet a do banku z pelnymi
    workami.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • zbychowiec 02.09.08, 11:19
    Nie chce nikogo zmuszac do uzywania zlota. Chce zmusic socjalistyczny rzad do
    ograniczenia swojej ingerencji w gospodarke poprzez:
    - dodruk pieniadza
    - gwarantowanie (posrednie lub bezposrednie - o tym za chwile) podmiotow
    prowadzacych nadmierna akcje kredytowa, bez uwzglednienia odpowiedniego
    (rynkowego) poziomu ryzyka
    - stymulowanie wybranych galezi gospodarki (np. budownictwa przez zwiekszenie
    popytu, od strony podazowej prawie nigdy nic nie zrobiono, czyli bardzo cyniczna
    gra)

    Wszystkie trzy rzeczy ktore wymienilem sa manipulacja pieniadzem i wartoscia:
    - przez dodruk pieniadza powodujemy erozje jego wartosci
    - przez gwarantowanie wyplacalnosci/plynnosci podmiotow bankowych i
    quasibankowych manipulujemy cena ryzyka (cena ryzyka spada, cena pieniadza
    spada) i powodujemy erozje wartosci pieniadza
    - przez stymulowanie strony popytowej w wybranych galeziach gospodarki
    powodujemy chyba najbardziej katastrofalne zjawiska: wzrost inflacji (erozja
    wartosci pieniadza), wadliwa alokacje zasobow (chce zobaczyc te legiony
    plytkarzy w okresie spowolnienia, ktorzy oczywiscie NIE BEDA wtedy na zasilkach
    z moich podatkow), gwaltowne realokacje zasobow po okresach wadliwej i
    niezgodnej z mechanizmem rynkowym alokacji

    Wyjasnienie: Kiedy pisalem o gwarantowaniu instytucji bankowych/pozyczkowych,
    mialem na mysli to, co dzieje sie teraz w USA: ratowanie calych galezi
    gospodarki, ktore w sposob domyslny byly chronione przez panstwo. Nigdzie to
    oczywiscie nie bylo zapisane, ale kazdy inwestor (Fannie, Freddie) wiedzial, ze
    w razie obsuwy panstwo zareaguje. Nie trzeba chyba dodawac, ze panstwo polskie
    jest znacznie bardziej socjalistyczne niz USA. Istnieje tutaj mnostwo instytucji
    pozyczkowych jakims dziwnym (wiadomo: ktos wzial i dalej bierze potezne sumy "w
    lape") trafem nie objetych nadzorem bankowym, ale daje sobie genitalia odciac,
    ze bedace objete "ukryta" gwarancja panstwa (czyt. mojej kieszeni).
    Cena ryzyka ma podstawowe znaczenie dla prawidlowego dzialania gospodarki. Gdyby
    panstwo przestalo gwarantowac depozyty bankowe PRYWATNYM instytucjom (bankom,
    SKOKom) w sposob jawny i ukryty, gdyby przestalo "ratowac" biednych rolnikow
    ktorym zlowroga traba powietrzna zdjela dach itp. (sa to tylko symptomy setki
    innych zjawisk), to np. banki nie moglyby sobie pozwolic na szeroko zakrojona
    akcje kredytowa, to ryzyko byloby w zdrowy (rynkowy) sposob wliczone w cene
    dzialalnosci, rolnicy ubezpieczaliby sie i nauczyliby sie (jestesmy w XXI wieku)
    szacowac ryzyko, ludzie kupujacy mieszkania nie przybiegaliby skamlac z
    wyciagnieta reka do panstwa po zapomogi, gdy ich rata kredytu wzrosnie wchodzac
    na srodki do zycia itp.
    Panstwo byloby zdrowe bez tego wszystkiego. Wystarczy przestac ingerowac.
  • bush_w_wodzie 01.09.08, 00:39
    damkon napisał:

    > Podstawowym tematem tego watku byla recesja a nasza biezaca rozmowa
    > jest juz kolejnym podwatkiem podwatku.
    >

    prosze mnie dobrze zrozumiec: uwazam ze temat tej dyskusji jest wprost
    wysmienity. zaluje tylko ze porzucilismy zupelnie temat skromniejszy: jaka
    wysokosc stop np jest wlasciwa? jak wybalansowac polityke monetarna w czasie
    konwergecji miedzy inflacja a aprecjacja?

    temat skadinand aktualny: ostatnie oslabienie zlotego polaczone ze spadkiem
    bezrobocia wysokim wzrostem pkb i wzrostem inflacji bazowej (mimo wczesniejszej
    aprecjacji zlotego!) jakby wytracaly z reki argumenty zwolennikom nizszych stop


    > > papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
    > > mechanizmu rynkowego
    >
    > Alez oczywiscie jest to prawda, z tym tylko zalozeniem, ze w
    > przeciwienstwie do zlota nie posiada ich w komplecie. Do atrybutow
    > pieniadza mozna zaliczyc:
    >
    > 1) silny popyt – na pieniadz nadaja sie tylko te dobra, na ktore
    > istnieje silny popyt i ktore z duzym prawdopodobienstwem moze kazdy
    > zaakceptowac jako zaplate,


    nie spotkalem sie nigdy z tym zeby ktos nie chcial przyjac zaplaty pieniadzem
    papierowym. wiec tu jest papier jest ok.

    > 2) trwalosc – ze wzgledu na mozliwosc przechowywania wartosci przez
    > dlugi okres,


    mam nadzieje ze przez trwalosc pieniadza papierowego nie rozumiemy trwalosci
    papieru? tak czy inaczej - to jeden z najslabszych punktow papieru. trwalosc
    wartosci jest zalezna od polityki banku centralnego


    > 3) podzielnosc, przy zalozeniu, ze podczas podzialu nie traci on na
    > swojej wartosci,


    ok.

    > 4) latwosc przenoszenia, ktora w prostej linii wynika z duzej
    > wartosci w przeliczeniu na jednostke masy,

    ok.

    > 5) rzadkosc wystepowania,

    ... w naturze. papier jest tu lepszy niz zloto.


    > 6) wartosc sama w sobie w odroznieniu od tzw. wartosci fiducjarnej,
    > czyli opartej tylko na spolecznym zaufaniu.

    obiektywna wartosc uzytkowa zlota jest znikoma (choc ostatnio to sie zmienia za
    sprawa przemyslu)



    > > zloto ma szereg zalet ktore czynia z niego niezly pieniadz... ale
    > > jednak w historii instnialy rowniez inne rodzaje pieniadza. srebro
    > > muszelki miedz...
    >
    > Zloto w odroznieniu od pieniadza papierowego posiada wszystkie
    > atrybuty pieniadza. Dla przykladu srebro, miedz czy muszelki juz
    > duzo w mniejszym stopniu nadaja sie na pieniadz.
    >


    po namysle - zgadzam sie. zloto bylo na przestrzeni wiekow dominujaca podstawa
    pieniadza rezerwowego. takze w poprzek kultur



    > > a zlota monete ktos jednak bil (ciekawa sprawa ze prawo bicia
    > > zlotej monety bylo nierozerwalnie zwiazane z wladza polityczna)
    >
    > Faktem jest, ze proby przejecia kontroli przez panstwo nad
    > pieniadzem byly podejmowane juz od dawna. Jednak obecny pieniadz
    > papierowy daje panstwu w zasadzie kontrole prawie nieograniczona.
    >

    mnie sie zdaje ze to nie byly `proby przejecia kontroli'. przeciwnie - kontrola
    nad pieniadzem byla zawsze jedna z dwu najwazniejszych atrybutow wladzy
    politycznej (obok monopolu na przemoc). rodzi sie pytanie - czy przypadkiem
    takie powiazanie wladzy politycznej i monetarnej nie jest przypadkiem naturalne


    > > mnie sie wydaje ze w zwyklym obrocie (a wiec prostych transakcjach)
    > > bez lokat i kredytow - nie ma znaczenia czy pieniadz jest
    > > papierowy zloty czy wrecz elektroniczny.


    > Od strony technicznej oczywiscie nie ma to zadnego znaczenia, w
    > jakiej postaci pieniadz cyrkuluje, ma jednak ogromne znaczenie z
    > punktu widzenia polityki panstwa i jego wplywu na rynek pieniadza.


    dlaczego? czy rynek nie ogranicza bardzo mocno swobody ruchu panstwa w polityce
    pienieznej za pomoca ruchow cen?



    > Jesli mowimy juz o zaufaniu do pieniadza, to trudno znalezc
    > przyklad w historii, kiedy ludzie z jakichs tam przyczyn
    > stracili zaufanie do zlota, czego niestety nie mozemy powiedziec
    > o panstwowym pieniadzu papierowym.
    >

    zloto tak jak pieniadz papierowy podlega silnym wahaniom wartosci. oczywiscie -
    pelnego bankructwa zlota nie widzielismy. wiec tu zoto jest lepsze. ale:
    podstawowa wada zlota jako pieniadza sa jego deflacyjne (a wiec pro-recesyjne)
    wlasnosci. wada papieru zas jest zagrozenie inflacja




    > > niezupelnie. panstwo nie mowi bankom prywatnym komu i na jaki
    > > procent moga udzielic kredyt ani tez nie mowi osobom i firmom
    > > gdzie i jakie lokaty maja zalozyc
    >
    > Panstwo nie mowi wprost, jednak w sposob posredni ma na to bardzo
    > istotny wplyw.
    >


    tylko ze to nie jest `centralna i pelna kontrola'. to cos znacznie
    subtelniejszego. w dodatku - jesli panstwo wpisze w swoja konstytucje ze bank
    centralny dba o stalosc cen - to tym samym panstwo wiaze sobie mozliwosci
    uzywania pieniadza do celow politycznych



    > Skala mozliwosci psucia przez panstwo pieniadza zlotego w
    > odroznieniu od papierowego jest nieporownywalna. Oszukiwanie na
    > wadze monet czy na jakosci kruszca to nic w porownaniu do
    > mozliwosci, jakie obecnie daje panstwu pieniadz papierowy.
    >

    zgoda. mozliwosci sa nieograniczone. z tym ze panstwo moze samo sobie odebrac
    mozliwosci psucia waluty



    > Rzeczywiscie wyrazilem w sposob calkowicie niejasny. Chodzilo mi o
    > fakt, ze w przeciwienstwie do innych dobr wielkosc pieniadza bedaca
    > w obiegu nie ma dla spoleczenstwa prawie zadnego znaczenia. Czyli
    > mowiac inaczej kazda podaz pieniadza jest tak samo wlasciwa dla
    > wypelnienia swoich funkcji.

    <...>

    > Dla gospodarki jako calosci nie jest istotny poziom bazy
    > monetarnej, lecz jego zmiany a w szczegolnosci te, ktore
    > sa nieprzewidywalne, gwaltowne i silne.

    <...>

    dziekuje za wyjasnienia. z powyzszym sie zgadzam


    Jezeli nawet przyjmiemy zalozenie, ze na skutek wzrostu
    > populacji naszej planety czy rozwoju gospodarczego baza monetarna w
    > zlocie skurczy sie w stosunku do masy towarowej, to bedzie to proces
    > tak rozlozony w czasie, ze wynikajaca z niego deflacja bedzie miala
    > na tyle powolny i przewidywalny przebieg, ze okaze sie w zasadzie
    > nieodczuwalna dla gospodarki.


    a tu sie nie zgadzam. deflacja ma to do siebie ze sama siebie nakreca. to znaczy
    `w trudnych czasach' korzystna strategia jest zaniechanie wydatkow (w zlocie).
    wtedy doprowadza sie do fali bankructw ktore doprowadzaja do gwaltownego kolapsu
    cen i daja posiadaczom zlota fantastyczne stopy zwrotu (w przeliczeniu na dobra
    takie jak nieruchomosci czy praca ludzka). stad zloto moze dzialac deflacyjnie
    rowniez w krotkiej perspektywie (dlugotermiowy bias tylko w tym pomaga). badania
    gospodarek xix wiecznych pokazaly ze ten mechanizm naprawde dziala. widac to
    m.in. w sklonnosciach do depresji i w amplitudzie fluktuacji cen.



    >
    > > nie jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie
    > > zmiany bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze
    > > jest dokladnie przeciwnie
    >
    > Dlaczego? Prosze w takim razie podac przyklady, kiedy moze nastapic
    > gwaltowna zmiana bazy monetarnej w zlocie?
    >

    po pierwsze: prosze zwrocic uwage ze ja pisalem o ilosci pieniadza krotkiego w
    obiegu - a nie przechowywanego w sloikach w ogrodzie. naszkicowalem wczesniej
    mechanizm generacji zachowan deflacyjnych w przypadku zlotego pieniadza ktory
    prowadzi do silnych fluktuacji ilosci zlota w obiegu

    po drugie: wydarzenia takie jak odkrycie zlota w kalifornii generowaly istotne
    zmiany bazy monetarnej (obecnie tego typu szoki moze generowac technologia np.
    zastosowanie zlota w przemysle badz
    otrzymywanie zlota z
  • bush_w_wodzie 01.09.08, 00:54
    bush_w_wodzie napisał:

    > damkon napisał:

    > > > nie jestem przekonany ze standard zlota moze eliminowac szybkie
    > > > zmiany bazy monetarnej funkcjionujacej _w_obiegu_. wydaj mi sie ze
    > > > jest dokladnie przeciwnie
    > >
    > > Dlaczego? Prosze w takim razie podac przyklady, kiedy moze nastapic
    > > gwaltowna zmiana bazy monetarnej w zlocie?
    > >
    >
    po pierwsze: prosze zwrocic uwage ze ja pisalem o ilosci pieniadza krotkiego w
    obiegu - a nie przechowywanego w sloikach w ogrodzie. naszkicowalem wczesniej
    mechanizm generacji zachowan deflacyjnych w przypadku zlotego pieniadza ktory
    prowadzi do silnych fluktuacji ilosci zlota w obiegu

    po drugie: wydarzenia takie jak odkrycie zlota w kaliforni generowaly istotne
    zmiany bazy monetarnej (obecnie tego typu szoki moze generowac technologia np.
    zastosowanie zlota w przemysle badz otrzymywanie zlota z wody morskiej).

    po trzecie: zloto ma to do siebie ze latwo przenosi szoki monetarne z jednego
    kraju do innych. zmiany gospodarcze w jednym kraju moga latwo wydrenowac drugi
    kraj z zasobow zlota doprawadzajac do szybkich i drastycznych zmian krajowej
    bazy monetarnej


    gdybym mial podsumowac - esencja wad zlota jako pieniadza jest dla mnie jego
    deflacyjne dzialanie (przy zalozeniu ze gospodarka szybko rosnie) i mozliwa
    generacja monetarnego wzmocnienie recesji/depresji


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • polarbeer 01.09.08, 15:00
    >>>
    bush_w_wodzie napisał:

    papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
    mechanizmu rynkowego<<<

    To znaczy ja moge sobie wydrukowac i wpusic papier na rynek bez obawy ze pojde
    do wiezienia? W przypadku zlota moge pojsc z patelnia do strumienia i dodac
    pieniedzy do rynku -- wprzypadku papieru moge jedynie wziasc dlug... oddac czesc
    swobody i przyjac lancuchy zobowiazania. Jak rozne sa to mechanizmy! Jeden jest
    "rynkowym" mechanizmem wolnosci a drugi zniewolenia...

    W dodatku (pozyczajac z banku) jest to zniewolenie wobec kogos kto dostal prawo
    zniewalania innych za darmo... jedynie za rozmydlona obietnice ze "powstrzyma
    sie" odrobine i nie bedzie zbyt rozrzutny tworzeniu pieniadza...

    Oczywiscie z wyjatkiem gdy tworzy pieniedzy dla politykow i na potrzeby
    kupowania segmentow spoleczenstwa ktore popra tych politykow -- Czyli
    finansowania roznego rodzaju grup nacisku i ich marzen. A ich marzenia
    najczesciej oznaczaj ograniczenia dla ich konkurencj gospodarczej, filozoficznej
    czy spolecznej.

    Tak w skrocie wyglada mechanizm rynkowy papierowego pieniadza.
  • bush_w_wodzie 01.09.08, 16:25
    polarbeer napisał:

    > >>>
    > bush_w_wodzie napisał:
    >
    > papier tez posiada atrybuty pieniadza i tez podlega dzialaniu
    > mechanizmu rynkowego<<<
    >
    > To znaczy ja moge sobie wydrukowac i wpusic papier na rynek bez obawy ze pojde
    > do wiezienia? W przypadku zlota moge pojsc z patelnia do strumienia i dodac
    > pieniedzy do rynku -- wprzypadku papieru moge jedynie wziasc dlug... oddac czes
    > c
    > swobody i przyjac lancuchy zobowiazania. Jak rozne sa to mechanizmy! Jeden jest
    > "rynkowym" mechanizmem wolnosci a drugi zniewolenia...
    >



    mnie sie zdaje ze z tym strumieniem to akurat niezbyt udana analogia. podaz
    naprawde dobrego pieniadza nie powinna zalezec od tego ze ktos akurat dokona
    szczesliwego odkrycia geologicznego. w kazdym razie gdyby takie szczesliwa
    wolnosciowa eskapada miala wysoki wspolczynnik sukcesu - to zloto jako pieniadz
    nie mialoby sensu. rownie dobrze moznaby wtedy akceptowac w ramach zaplaty
    zwykly kwarcowy piasek

    nawet wiecej powiem - zdaniem prominentnych adwokatow zlota - jego zaleta jest
    wlasnie wolna zmiennosc bazy monetarnej - a nie to ze kazdy sobie moze dolac

    a dobrym `papierowym' analogiem wyprawy do strumienia jest kupno losu na loterii
    a nie wziecie kredytu...




    > W dodatku (pozyczajac z banku) jest to zniewolenie wobec kogos kto dostal prawo
    > zniewalania innych za darmo... jedynie za rozmydlona obietnice ze "powstrzyma
    > sie" odrobine i nie bedzie zbyt rozrzutny tworzeniu pieniadza...
    >


    instytucja kredytu nie jest zwiazana z pieniadzem papierowym. przy zlotym tez
    dzialala na potege



    > Oczywiscie z wyjatkiem gdy tworzy pieniedzy dla politykow i na potrzeby
    > kupowania segmentow spoleczenstwa ktore popra tych politykow -- Czyli
    > finansowania roznego rodzaju grup nacisku i ich marzen. A ich marzenia
    > najczesciej oznaczaj ograniczenia dla ich konkurencj gospodarczej, filozoficzne
    > j
    > czy spolecznej.
    >
    > Tak w skrocie wyglada mechanizm rynkowy papierowego pieniadza


    mechanizm rynkowy o ktorym mowie polega na czyms innym. chodzi w nim o to czy
    firmy konsumenci lub rzad chca brac kredyt czy nie i ile sa sklonni za ten
    kredyt zaplacic. oraz: czy firmy i konsumenci chca oszczedzac czy wydawac i przy
    jakim oprocentowaniu lokat / obligacji sa sklonni wybrac te forme oszczedzania a
    nie biezaca konsumpcje lub inwestycje w zloto akcje nieruchomosci lub obce waluty


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • polarbeer 01.09.08, 17:00
    >>>> mnie sie zdaje ze z tym strumieniem to akurat niezbyt udana analogia. <<<<

    Dlaczego nie jest udana? Przeciez tak byl tworzony "pieniadz" przez cale
    tysiaclecia. Jedni tworzyli pieniadz na mala skale z patelnia, inni na duza
    budujac kopalnie. Obje stony podejmowaly ryzyko, co jest (znowu to slowo
    Damkona) naturalnym mechanizmem rynkowym. Kopalnie zlota nadal istnieja mimo ze
    zloto niby "nie jest nikomu juz potrzebne" -- Ilosc zlota w ludzkich rekach
    rosmie minej wiecej w tym samy tempie co przyrost naturalny -- Czy to zbieg
    okolicznosci czy nie, coz mogloby byc bardziej STABILNYM pieniadzem? A za tym
    stabilna miara wartosci?

    >>>> instytucja kredytu nie jest zwiazana z pieniadzem papierowym. przy zlotym
    tez dzialala na potege<<<

    Alez oczywiscie. Swiat nigdy by sie nie rozwina bez kredytu. Jak rozny jest
    jednak mechanizm: W przypadku zlota kredyt jest likwidowany zaplata w zlocie.
    Wprzypadku papieru rosnie w nieskonczonosc gdyz "zaplata" jest nastepna
    objetnica -- tym razem rzadu, i tym razem bez najmniejszego zamiaru splaty
    niczym innym jak nastepnym kredytem a nie wartoscia ktora byla pozyczona. W
    przypadku zlota kredytodawca daje cos wiecej niz podpis -- daje cos co zostalo
    stworzone wysilkiem. Dlatego nigdy nie jest rozrzutny, nigdy nie finansuje
    glupot politykow, w zwiazku z tym a ci musza naprawde obawiac sie tych ktorych
    rzadza. Oczywiscie politycy dostaja pieniadze od bogatych ludzi -- ale celem
    tych bogatych nie jest jak obecnie zyskiwanie czegos (poniewaz politycy sa zbyt
    biedni na to) ale kupowanie protekcji przed tworzeniem praw korzystnych dla ich
    przceciwnikow. Wszyscy lobbisci w takim systemie zyja w strachu przed soba
    nawzajem, a nie sa po to zeby cos ukrasc "ciemym masom".

    >>> chodzi w nim o to czy firmy konsumenci lub rzad chca brac kredyt czy nie i
    ile sa sklonni za ten kredyt zaplacic. <<<

    Mam nadzieje ze widzisz roznice miedzy rzadem a reszta... Przynajmniej w USA od
    czasu miedzynarodowego bankructwa Nixona (odmowa wymiany dolara na zloto jak
    bylo w umowie) rzad nigdy nie splacil dlugow niczym innym niz nastepnym dlugiem
    -- mam nadzieje ze nie musze szukac wykresow <g>

    Co zas do dawania kredytu osobom ktore nie sa w stanie splacic -- gdzie byles
    przez ostatnie pare lat? Co to za roznica gdy "Dawanie kredytu" _NIC_ nie kosztuje?

  • bush_w_wodzie 02.09.08, 23:25
    polarbeer napisał:

    > >>>> mnie sie zdaje ze z tym strumieniem to akurat niezbyt udan
    > a analogia. <<<<
    >
    > Dlaczego nie jest udana?
    >

    bo odkrycie zlota w strumieniu nie robi nic pozytecznego dla kogokolwiek oprocz
    odkrywcy. coz. slepy traf odkrywcy (lub rabusia) powodujacy tylko lekki spadek
    sily nabywczej innych

    > Przeciez tak byl tworzony "pieniadz" przez cale
    > tysiaclecia.

    przez cale tysiaclecia wiekszosc niemowlat umierala a ludzie zyli po 40 lat. juz
    o (nie)lataniu w powietrzu nie wspomne. i co z tego wynika?

    > Ilosc zlota w ludzkich rekach rosmie minej wiecej w tym samym
    > tempie co przyrost naturalny -- Czy to zbieg
    > okolicznosci czy nie, coz mogloby byc bardziej STABILNYM pieniadzem? A za tym
    stabilna miara wartosci?


    jesli rosnie tak jak ilosc ludzi a nie jak ilosc dobr w obrocie: to jest za wolno

    >
    > >>>> instytucja kredytu nie jest zwiazana z pieniadzem papierow
    > ym. przy zlotym
    > tez dzialala na potege<<<
    >
    > Alez oczywiscie. Swiat nigdy by sie nie rozwina bez kredytu. Jak rozny jest
    > jednak mechanizm: W przypadku zlota kredyt jest likwidowany zaplata w zlocie.
    > Wprzypadku papieru rosnie w nieskonczonosc gdyz "zaplata" jest nastepna
    > objetnica -- tym razem rzadu, i tym razem bez najmniejszego zamiaru splaty
    > niczym innym jak nastepnym kredytem a nie wartoscia ktora byla pozyczona. W
    > przypadku zlota kredytodawca daje cos wiecej niz podpis -- daje cos co zostalo
    > stworzone wysilkiem.


    to obraz wyidealizowany. przy standardzie zlota w obrocie i tak beda rozmaite
    kwity dluzne. przy zlotym pieniadzu rozwija sie tez zazwyczaj system rezerw
    czastkowych - banki nie maja pelnego pokrycia w zlocie na wszystkie lokaty itp itd


    > Dlatego nigdy nie jest rozrzutny, nigdy nie finansuje
    > glupot politykow, w zwiazku z tym a ci musza naprawde obawiac
    > sie tych ktorych rzadza.


    to prawda ze zloty pieniadz tworzy deflacyjny klimat w ktorym dosyc niechetnie
    sie pozycza. nie dotyczy to tylko rzadow - ale wszystkich. no i przez to
    gospodarka rosnie wolniej niz by mogla


    > >>> chodzi w nim o to czy firmy konsumenci lub rzad chca brac kredy
    > t czy nie i
    > ile sa sklonni za ten kredyt zaplacic. <<<
    >
    > Mam nadzieje ze widzisz roznice miedzy rzadem a reszta...
    >

    to zalezy od prawa. w polsce rzad nie drukuje pieniadza ale pozycza go na wolnym
    rynku. bank centralny z kolei ustala zasady emisji pieniadza wg scisle
    technokratycznych kryteriow - tj dba o stalosc cen konsumentow. tak ze nie ma
    roznicy miedzy rzadem a konsumentami


    Przynajmniej w USA od
    > czasu miedzynarodowego bankructwa Nixona (odmowa wymiany dolara na zloto jak
    > bylo w umowie) rzad nigdy nie splacil dlugow niczym innym niz
    > nastepnym dlugiem


    a ja moge odkupic ten dlug - o ile jest (w kolejnym dlugu) wystarczajaco wysoko
    oprocetowany. bo za ten dlug i odsetki moge kupic to co chce w ilosci wiekszej
    niz przed udzieleniem pozyczki
    naprawde nie widze tu problemu


    to co mnie w sumie martwi najbardziej to mozliwosc zupelnego bankructwa fiat
    money. nie dlatego ze ktos kogos `wyzyskuje'. to naturalna wlasnosc naturalnych
    relacji miedzyludzkich. problem mozliwosci bankructwa fiat money moze wynikac z
    tego co podnosisz: braku absolutnej kotwicy. i przeciez ten eksperyment nie trwa
    jeszcze na tyle dlugo by byc pewnym stabilnosci papierowego pieniadza


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 16.08.08, 08:30
    "naturalne poziomy rynkowe", czyli takie, ktore moga
    powstac bez ingerencji panstwa w rynek.


    Damkon, jestes zwolennikiem utopii - przeciez nie ma rynku bez ingerencji
    panstwa. Nie ma czegos takiego jak "poziom naturalny."

    Poziom "natury" w ekonomii oznacza brak pieniedzy. Ale jak tylko wprowdzisz
    jakakolwiek walute, to zaraz pojawi sie kredyt i rozdrobnienie. I "proinflacyjna
    polityka" wynikajaca z funkcji pieniadza. I wtedy twoje modele sa poza
    rzeczywistoscia - bo rzeczywistosc jest nie-naturalna.

    I teraz zaczynam rozumiec dlaczego Ty lubisz depresje.
    Wedlug ciebie cokolwiek zbliza do "natury" to jest dobre dla rynku.
    Czyli skurcz monetarny - jako przeciwny inflacji jest korzystny.

    Ale skoro mamy demokracje - to ja naturyzmu nie zabraniam.
    Powodzenia.
  • damkon 16.08.08, 13:29
    > Damkon, jestes zwolennikiem utopii - przeciez nie ma rynku bez
    > ingerencji panstwa. Nie ma czegos takiego jak "poziom naturalny."

    Utopia jest wiara w skutecznosc panstwa w rozwiazywaniu problemow
    rynkowych, wiec dyskusyjne jest to, kto z nas jest zwolennikiem
    utopii.

    > Poziom "natury" w ekonomii oznacza brak pieniedzy.

    A coz to znowu za teza?

    > Ale jak tylko wprowdzisz jakakolwiek walute, to zaraz pojawi sie
    > kredyt i rozdrobnienie. I "proinflacyjna polityka" wynikajaca z
    > funkcji pieniadza. I wtedy twoje modele sa poza rzeczywistoscia -
    > bo rzeczywistosc jest nie-naturalna.

    Jakie moje modele? Przeciez ja w przeciwienstwie do Ciebie nie
    pisalem o zadnych modelach. Wspomnialem jedynie o tym, ze wszystkie
    proby tworzenia takich modeli przez panstwo sa z gory skazane na
    porazke, poniewaz rynku nie da sie zaprogramowac modelowo.

    > I teraz zaczynam rozumiec dlaczego Ty lubisz depresje. Wedlug
    > ciebie cokolwiek zbliza do "natury" to jest dobre dla rynku.
    > Czyli skurcz monetarny - jako przeciwny inflacji jest korzystny.

    Zle mnie zrozumiales. Nie napisalem, ze lubie depresje, tylko, ze w
    sytuacji przegrzania gospodarki przeczekanie depresji jest
    zdecydowanie lepszym rozwiazaniem niz kolejne jej podgrzewanie.
    Dokladnie napisalem, ze depresje korygujace w takich sytuacjach sa
    po prostu potrzebne w celu doprowadzenia do naturalnej rownowagi
    (czyli rownowagi rynkowej w przeciwienstwie do Twojego, nierynkowego
    postrzegania rownowagi).

    > Ale skoro mamy demokracje - to ja naturyzmu nie zabraniam.

    O prosze, wyszlismy od przegrzania gospodarki a doszedles do
    naturyzmu. Mam jednak nadzieje, ze tego watku nie bedziesz chcial
    juz dalej rozwijac na tym forum.




    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • zbychowiec 11.08.08, 00:08
    Pozwole sobie wtracic kilka zdan.

    1) Niedobory mieszkan w Polsce:
    Czlowiek jest:
    a) ZWIERZECIEM
    b) TERYTORIALNYM
    Oznacza to, ze kazdy (a przynajmniej 99,99% populacji) zajmie zawsze taka
    powierzchnie, jaka tylko da rade zagarnac).
    W Polsce jest niedobor McMansions - szacuje go na jakies 38 milionow sztuk.
    Ponadto kazdy Polak powinien miec co najmniej 150 hektarow powierzchni do
    zamieszkania i prywatny las z ladowiskiem dla helikopterow i wodospadem (ja tak
    chce i przypuszczam ze wiekszosc Polakow tez by chciala).
    Pamietaj, ze kiedys zylo sie przecietnie po 2 osoby w pokoju, rodziny tloczyly
    sie na powierzchni 3 razy mniejszej wzgledem obecnej. Bylo to normalne.
    Japonczycy za normalne uwazaja o wiele mniejsze powierzchnie niz my obecnie (nie
    zawsze tak mieli).
    Czy nie uwazasz ze w Japonii brakuje ZNACZNIE wiecej mieszkan niz w Polsce,
    obojetnie jaka miara by tego nie mierzyc ? Jak odniesiesz to do spadku cen
    nieruchomosci o 80% w przeciagu ostatnich 10 lat ?

    2) W przypadku nadmiaru kredytu na rynku ludzie zaczynaja robic rzeczy
    nieracjonalne. Rynkiem kieruje wtedy nie trzezwa ocena sytuacji, przeliczanie
    fundamentow (kto w Polsce umie ocenic fundamentalna wartosc nieruchomosci ?
    Nawet tzw. eksperci sie na to nie porywaja, analizy wypelniajac stekiem
    komunalow) - lecz plotka uslyszana po sasiedzku, strach wzbudzany przez gazety
    codzienne, ktore pisza farmazony w stylu "taniej juz nie bedzie". Czy mozesz tak
    naprawde obiektywnie przyjrzec sie procesowi podejmowania decyzji inwestycyjnej
    przez statystycznego Kowalskiego w Polsce ? Widziales takich troche ? Ja ich
    widze codziennie, wiem jak mysla, wiem jakich argumentow uzywaja. I nie widze
    absolutnie ZADNEJ roznicy pomiedzy mania na cebulki tulipanow, a MANIA na
    nieruchomosci w Polsce. Ludzie ponadto nie potrafia dostrzec prostych zaleznosci
    przyczynowo skutkowych (jaskrawy przyklad: nieruchomosci sa drogie, bo
    budowlancy chca duzo zarabiac - ludzie tak rozumuja i jest to dla nich
    oczywiste, podczas gdy jest dokladnie na odwrot: budowlancy mogli zawolac sobie
    wiecej gdy zobaczyli ze nieruchosci wzrosly w cenie 70% tylko w roku 2007).
    To, co chcialem tutaj najbardziej zaznaczyc: Polacy "inwestuja" glownie za
    przyczyna strachu (ze nie zabezpiecza sobie czegos, a to cos wzrosnie w cenie i
    inne osobniki to "zabiora"), przy czym strach podsuwa rozwiazania niekoniecznie
    zwiazane z realnymi potrzebami i priorytetami.

    PS. Co do tematu podwatka: zawsze bylem liberalem, ale gdy widze coraz wiecej
    rozpieszczonych, durnych bahorow, dziedziczacych fortuny - zaczynam sie
    zastanawiac...
  • robisc 04.06.08, 17:06
    recesja, to moze za mocne slowo, ale stagnacja niestety tak; to
    tylko kwestia czasu i to niedlugiego (3-4 kwartalow); w skali
    mikroekonomicznej zauwazymy ja juz wynikach czesci firm za 2.
    kwartal, glownie eksporterow;w skali makro pewnie troche pozniej;

    stagnacja moze byc mniej lub bardziej bolesna dla gospodarki, a o
    tym jak dlugo bedzie trwala zdecyduja inwestycje z funduszy UE,
    jezeli w koncu rusza (na razie sa ztym same problemy) i oraz
    inwestycje zwiazane z EURO 2012;

    z poprzedniej stagnacji lat 2001-3 wyciagnal gospodarke na prosta
    eksport, ktory mial wowczas bardzo przyjazne warunki dla rozwoju;
    tym razem szansa sa inwestycje i popyt wewnetrzny; i jedno i drugie
    jest wielka niewiadoma: inwestycje, bo nie wiadomo jak rzad da
    sobie z nimi rade, popyt wewnetrzny, bo nie wiadomo czy firmy nie
    zaczna masowo redukowac zatrudnienia, co zwykle ma miejsce w okresie
    spowolnienia gospodarczego;

    zwykle barometrem koniunktury w gospodarce jest branza budowlana,
    ktora pierwsza dotykaja oznaki kryzysu i ktora pierwsza z niego
    wychodzi; warto obserowac, co sie tu bedzie dzialo w najblizszych
    miesiacach.




    --
    "Every government is run by liars and nothing they say should be
    believed." - I.F. Stone

    Polityka i Gospodarka
  • lastboyscout 05.06.08, 16:50
    Panowie, jakkolwiek byscie nie chcieli to interpretowac, zmiekczac,
    pocieszac sie, TO BEDZIE:

    BUM !


    Nie wspominalem ?! wink



    --
    "Jestem przekonany, że AntyCokolwiek zawsze bierze się z bezsilności
    i braku chęci zrozumienia drugiej strony. Antyamerykanizm również"
    Vice_Versa
  • bush_w_wodzie 05.06.08, 21:36
    lastboyscout napisał(a):

    > Panowie, jakkolwiek byscie nie chcieli to interpretowac, zmiekczac,
    > pocieszac sie, TO BEDZIE:
    >
    > BUM !
    >
    >
    > Nie wspominalem ?! wink
    >


    to kiedy kupujesz te opcje put na zlotowke?

    a moze to chodzi po prostu o to ze `to sie musi kiedy zle skonczyc?'


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • szutnik 12.06.08, 18:08
    Spowolnienie? Jak najbardziej. Ale recesja nie.
    Przede wszystkim dlatego, ze, moim zdaniem rozwój światowej sytuacji
    gospodarczej w obecnej dziesięciolatce "powtarza" rozwój z lat 90-
    tych.
    Oczywiście w szczegółach będą różnice - “Historia się
    nie powtarza, ale często rymuje” jak powiedział Mark Twain.
    Spójrzmy na te podobieństwa:

    Bessa na początku 10-latki (1991 i 2001) połączona z recesją.
    Potem wzrost- tu są pewne różnice, w latach 2000-nych wzrost ruszył
    później, a poprzedzająca go bessa była głębsza, ale ogólny obraz
    pasuje.

    W roku z końcówką na nr 4 w obu przypadkach niezbyt głębokie korekty
    w USA.

    Lata 94-95 i 2004-05 lekkie pogorszenie parametrów gospodarczych w
    USA (wzrost zapasów w firmach, nieco wolniejszy przyrost PKB itp)

    Lata 1995-97 i 2005-07 - najszybszy rozwój gospodarczy Polski.
    Wzrost dobrobytu i optymizmu obywateli.

    W latach z końcówką nr 7 i 8 - globalne problemy finansowe.
    Wtedy w Azji, dziś w sektorze bankowym powiązanym z inwestycjami w
    amerykańskie nieruchomości. Jednocześnie wiele krajów doświadcza
    istotnego spowolnienia (to chyba jeszcze przed nami w roku nr 8) lub
    nawet łagodnej recesji (np Polska - spowolnienie w IV kw. 98 -
    wzrost PKB q/q tylko +1,8%). FED interweniuje, inne banki centralne
    też (te interwencje innych banków w latach 90-tych przypadały na 2
    polowę 1998 i początek 1999).

    Do tego miejsca wszystko by z grubsza pasowało. Co dalej?

    Pokuśmy się o pociągnięcie tej analogii, gdyż może to dać obraz
    najbliższej przyszłości :

    Interwencje FED i innych BC przynoszą pożądany skutek. W 2 połowie
    roku nr 8 zaczyna się kolejna fala hossy na rynkach akcji, a w roku
    z nr 9 gospodarki światowe wracają na wyraźną ścieżkę wzrostową, ale
    już nie tak szybką. Jednocześnie rosną napięcia inflacyjne i FED i
    inne Banki Centralne są zmuszone zacząć cykl podwyżek stóp.

    Cykl podwyżek osiąga kulminację w roku z nr 0 na końcu, stając się
    przyczyną końca hossy na rynkach akcji i hamując gospodarkę - dając
    w końcu paliwo pod bessę i recesję na początku nowej
    dziesięciolatki.

    To wtedy oczekuję recesji w Polsce i USA (Nawiasem mówiąc recesja
    wypadnie nam w max. przygotowań przed Euro 2012 - może być cięzko z
    finansowaniem tej inwestycji).

    Jak więc widzicie, nie zgadzam się z tym, że Armageddon już. smile
    Raczej trochę później (choć już ziarno podeń zasiane i pierwsze
    korzonki wypuszcza) i raczej na raty, niż jednym mocnym, ale krótkim
    ciosem.
    Moim zdaniem przyszła 10-latka bedzie bardzo trudna dla światowej
    gospodarki.


    --
    "Jest to najgłupsza rzecz, jaką zrobiliśmy...Bomba atomowa nigdy nie
    wybuchnie-mówię to jako ekspert od materiałów wybuchowych"
    William Leahy, admirał Marynarki USA
  • bush_w_wodzie 17.07.08, 22:43
    przepraszam za taki lokalny watek... ale nurtuje mnie kilka pytan

    euro 3.20 zl, chf 2 zlote gbp siega 4 zl
    w takich razach zwyklo sie pomstowac na szefa nbp (fraza klucz: balcerowicz musi
    odejsc. fraza bardziej rozwinieta: nbp (a zwlaszcza jej prezes) powodujac
    aprecjacje zlotowki dziala na rzecz zagranicznych spekulanow)

    w dodatku inflacja rosnie

    prosze o opinie w nastepujacych kwestiach:

    czy wzrost cen jest wina / zasluga nbp? rzadu?

    czy aprecjacja zl jest wina /zasluga nbp? rzadu?

    czy recesja w usa i krajach europy zachodniej jest wina nbp? rzadu?

    czy spowolnienie wzrostu gospodarczego w polsce jest wina nbp? rzadu?

    no i wreszcie: kto musi odejsc tym razem?

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 18.07.08, 00:04
    Zycie obdarza nas codziennie nowymi zagadkami i dzieki nim rozwijamy swoje
    zdolnosci przystosowawcze. A czemu wpadasz w zly humor?

  • bush_w_wodzie 18.07.08, 10:21
    przycinek.usa napisał:

    > Zycie obdarza nas codziennie nowymi zagadkami i dzieki
    > nim rozwijamy swoje zdolnosci przystosowawcze.


    no i fajnie - ale ja wciaz nie znam odpowiedzi na najwazniejsza zagadke - kto
    musi odejsc...


    > A czemu wpadasz w zly humor?

    zly? moze faktycznie niezuplenie szampanski. niestety oliwka mi utonela w martini

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 18.07.08, 17:08
    G W Bush?

    > wciaz nie znam odpowiedzi na najwazniejsza zagadke - kto
    > musi odejsc...
  • bush_w_wodzie 18.07.08, 23:47
    cos w tym jest. tako chyba rzecze konstytucja

    jakkolwiek zgadzam sie z teza ze wplyw wladz politycznych i monetarnych usa na
    globalne trendy monetarne i gospodarcze jest spory - to jednak ograniczony...
    procesy ktore obserwujemy przerastaja pod kazdym wzgledem bushow i balcerowiczow
    (o skrzypkach nie wspominajac)

    oczywiscie - jak sie trafi jakis matol na odpowiedzialnym stanowisku - to moze
    trudna sytuacje jeszcze pogorszyc. zgoda - bush jest wysoce niefortunnym
    prezydentem ale ma na tyle oleju w glowie ze pozwala rzadzic swoim nieco lepiej
    zorientowanym doradcom

    no ale tym co mnie sprowokowalo do napisania wczesniejszego postu jest refleksja
    ktora mnie naszla w zwiazku z tym ze usd mozna sprzedac za 2 zlote. w normalnych
    warunkach (tj przy jakims fachowym ekonomiscie na fotelu szefa nbp) mielibysmy
    na forum mala nagonke na bank centralny. no ale ze szef nbp - jako narodowo
    katolicki fachowiec od betonu - jest poza podejrzeniami... wiec ciekaw jestem
    kto jest winien. odpowiedz: gw bush jest interesujaca ale jednak nieco naciagana...



    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 19.07.08, 01:22
    skoro tak bardzo prosisz o diagnoze - to moim zdaniem polityka monetarna w RP do
    ubieglego roku byla OK. Skrzypek jest OK.
    Obecnie stopa jest zbyt wysoka.

    Dzieje sie dokladnie to samo co sie dzialo dawniej, czyli przyjezdzaja waluty
    zza granicy, sa wymieniane na zlotowki, dostaja procent i roznice kursowe. Jest
    to typowy artbitraz na ktory moga pozwalac panstwa bogate - a nie biedne.
    Historia zatoczyla kolo.

    Obecnie wladze monetarne w Polsce wykanczaja eksporterow.
    Wykanczaja tych, ktorzy jeszcze pozostali.
    Za kilka miesiecy te spolki zostana wykonczone i koszt odtworzenia takich
    zakladow przekroczy oplacalnosc inwestycyjna. Dlatego po wakacjach bezrobocie
    zacznie wzrastac. Bezrobocie musi bowiem wzrosnac przy takich dynamicznych
    dysproporcjach kursowych.
    Przy okazji wzrosnie import. A z moich osobistych doswiadczen z Polski wynosze
    pewne zatrwazajace obserwacje. W Polsce obecnie nie hoduje sie krow, na polach
    nie ma zwierzat jakie zwykle spotykalo sie na wsiach. Na wsi nie kupisz mleka,
    tylko musisz isc do sklepu. Nie ma swin, bo sie nie oplaca itp. A rolnicy masowo
    wyjezdzaja za granice do pracy.

    To jak jest panie bushwewodzie, dobrze jest? Czy w twojej opinii to jest dobrze
    dla ekonomiki kraju, ze sila robocza jest realizowana za granica? Moglbym tak
    dalej, ale nie sadze aby moje intencje byly prawidlowo zrozumiane. Poza tym,
    skoro tak chcieliscie do tej unii, to czemu teraz jestescie w takim zlym humorze
    panie kolego?
    Przeciez mialo byc swietnie.
  • bush_w_wodzie 19.07.08, 01:50
    przycinek.usa napisał:

    > skoro tak bardzo prosisz o diagnoze - to moim zdaniem
    > polityka monetarna w RP do
    > ubieglego roku byla OK. Skrzypek jest OK.
    > Obecnie stopa jest zbyt wysoka.
    >

    no - nie mam watpliwosci ze skrzypek jest ok mimo drastycznej aprecjacji
    zlotowki. robi chlopina co moze zeby nie bylo a jest. zupelnie przeciwnie niz
    balcerowicz - ktory robil co mogl zeby bylo i bylo



    > Dzieje sie dokladnie to samo co sie dzialo dawniej, czyli
    > przyjezdzaja walutyz za granicy, sa wymieniane na zlotowki, dostaja procent i
    roznice kursowe. Jest
    > to typowy artbitraz na ktory moga pozwalac panstwa bogate -
    > a nie biedne. Historia zatoczyla kolo.


    chwila moment. jak konkretnie te waluty pzyjezdzaja?

    i czy polska ma nadwyzke hz czy deficyt?
    a bilans obrotow biezacych? dodatni czy ujemny?



    >
    > Obecnie wladze monetarne w Polsce wykanczaja eksporterow.

    znaczy - skrzypek wspolwykancza eksporterow?

    > Wykanczaja tych, ktorzy jeszcze pozostali.

    a mozesz przypomniec jak wygladala dynamika eksportu w czasie tego wykanczania?


    > Za kilka miesiecy te spolki zostana wykonczone i koszt odtworzenia takich
    > zakladow przekroczy oplacalnosc inwestycyjna. Dlatego po wakacjach bezrobocie
    > zacznie wzrastac. Bezrobocie musi bowiem wzrosnac przy takich dynamicznych
    > dysproporcjach kursowych.


    rzeczywiscie - bezrobocie moze wolniej spadac lub nawet wzrosnac. zwlaszcza
    biorac pod uwage ogolne problemy z koniunktura



    > Przy okazji wzrosnie import. A z moich osobistych doswiadczen z Polski wynosze
    > pewne zatrwazajace obserwacje. W Polsce obecnie nie hoduje sie krow, na polach
    > nie ma zwierzat jakie zwykle spotykalo sie na wsiach. Na wsi nie kupisz mleka,
    > tylko musisz isc do sklepu.

    a tymczasem polska eksportuje mleko i ma klopot z przekraczaniem kwot unijnych w
    produkcji mleka. jak to mozliwe - krow nie ma - a mleka nadmiar? czyzby w polsce
    zmienila sie struktura gospodarstw rolnych?


    > Nie ma swin, bo sie nie oplaca itp.

    naprawde - swin sie we wsiach nie spotyka?


    > A rolnicy masowo
    > wyjezdzaja za granice do pracy.
    >


    rolnicy czy tzw `chloporobotnicy'?


    > To jak jest panie bushwewodzie, dobrze jest? Czy w twojej opinii
    > to jest dobrze dla ekonomiki kraju, ze sila robocza jest
    > realizowana za granica?

    a to zalezy. od sily zwiazkow tej sily z krajem i jej planow na przyszlosc. no i
    zalezy tez od punktu widzenia. z punktu widzenia tej sily to moze byc zabawniej
    pracowac przez 40 godzin w tygodniu gdzies w kaliforni (tylko ten slaby
    dolec...) za przyzwoite wynagrodzenie niz swinkom pasze zadawac za psie pieniadze


    > Poza tym, skoro tak chcieliscie do tej unii, to czemu teraz
    > jestescie w takim zlym humorze panie kolego?


    juz przeciez pisalem ze oliwka mi utonela w trunku.
    a potem dodalem ze dostrzegam razacy kontrast reakcji uczestnikow forum na
    aprecjacje zlotowki - w porownaniu z analogiczna sytuacja za czasow balcerowicza
    na fotelu prezesa nbp. dlatego usiluje dojsc faktycznych zrodel tej razacej
    roznicy. czyli powodem napisania moich postow nie jest (wbrew twoim sugestiom)
    niezadowolenie z rozwoju sytuacji gospodarczej w polsce - tylko zrozumienie na
    czym polega roznica miedzy aprecjacja zlotowki za skrzypka i za balcerowicza
    (oprocz tego ze pierwszy jest ok a drugi jest be)

    > Przeciez mialo byc swietnie.

    do tej pory jest swietnie. obawiam sie jednak ze zbyt szybka aprecjacja zlotowki
    moze wywolac spowolnienie gospodarcze. stara historia ze sztywnoscia plac -
    zwlaszcza w sektorze publicznym

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 19.07.08, 06:34
    > no - nie mam watpliwosci ze skrzypek jest ok

    Swietnie.

    > chwila moment. jak konkretnie te waluty pzyjezdzaja?

    Obce waluty



    > i czy polska ma nadwyzke hz czy deficyt?

    Deficyt

    > a bilans obrotow biezacych? dodatni czy ujemny?

    j/w

    > znaczy - skrzypek wspolwykancza eksporterow?

    Zgadza sie.
    he he he.

    > a mozesz przypomniec jak wygladala dynamika eksportu w czasie tego wykanczania?

    A mozesz ty przypomniec?

    > rzeczywiscie - bezrobocie moze wolniej spadac lub nawet wzrosnac. zwlaszcza
    > biorac pod uwage ogolne problemy z koniunktura


    A jaka koniunkture masz na mysli - te europejska?
    Reszta bez komentarza.
  • bush_w_wodzie 20.07.08, 13:07
    przycinek.usa napisał:

    > > no - nie mam watpliwosci ze skrzypek jest ok
    >
    > Swietnie.

    w twoich oczach... bo narodowy i katolicki


    >
    > > chwila moment. jak konkretnie te waluty pzyjezdzaja?
    >
    > Obce waluty
    >

    nie pytam jakie - tylko jak


    >
    >
    > > i czy polska ma nadwyzke hz czy deficyt?
    >
    > Deficyt
    >
    > > a bilans obrotow biezacych? dodatni czy ujemny?
    >
    > j/w
    >


    a jakie z tego plyna wnioski?


    > > znaczy - skrzypek wspolwykancza eksporterow?
    >
    > Zgadza sie.
    > he he he.
    >


    no to czym sie rozni od balcerowicza? retoryka? brakiem
    kwalifikacji? koneksjami politycznymi?


    > > a mozesz przypomniec jak wygladala dynamika eksportu w czasie
    tego wykanc
    > zania?
    >
    > A mozesz ty przypomniec?
    >

    oczywicie. wartosc eksport rosnie przy umacniajacej sie zlotowce



    > > rzeczywiscie - bezrobocie moze wolniej spadac lub nawet
    wzrosnac. zwlaszc
    > za
    > > biorac pod uwage ogolne problemy z koniunktura
    >
    >
    > A jaka koniunkture masz na mysli - te europejska?


    swiatowa - a w konsekwencji - europejska


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 20.07.08, 16:36
    > w twoich oczach... bo narodowy i katolicki

    robisz sie bezczelny


    > nie pytam jakie - tylko jak

    w obrebie rynku, zreszta co ja z toba bede gadac.
    zastanow sie najpierw nad forma wypowiedzi




  • bush_w_wodzie 20.07.08, 22:07
    przycinek.usa napisał:

    > > w twoich oczach... bo narodowy i katolicki
    >
    > robisz sie bezczelny
    >
    >

    zwracam uwage na to ze musiales wiedziec co ja sadze o skrzypku gdy
    udawales ze nie dostrzegasz ironii w moim poscie. z drugiej strony
    nie przypominam sobuie bys przedstawil jakies przekonujace argumenty
    za tym ze skrzypek nadaje sie na prezesa nbp... oprocz ogolnych
    stwierdzen ze moze byc dobrym kontrolerem (czytaj: jest osoba godna
    zaufania ktora reprezentuje szacowna opcja polityczna). w skrocie:
    skrzypek jest ok nie ze wzgledu na kompetnecje sposob zarzadzania
    lub efekty dzialan nbp tylko ze wzgledu na zaplecze polityczne

    zakladajac ze inteligencja dyskutantow jest wystarczajaca mozna to
    napisac krocej co uczynilem wczesniej



    > > nie pytam jakie - tylko jak
    >
    > w obrebie rynku, zreszta co ja z toba bede gadac.
    > zastanow sie najpierw nad forma wypowiedzi
    >

    alez to jest twoj wybor czy bedziesz ze mna gadal czy nie. jezeli
    forma jest az tak dalece wazniejsza od tresci to juz trudno


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 21.07.08, 01:12
    kiedy raz napisalem, ze dyletanci rzadza, to zrobiles wymowke, ze jestem autorem
    jedynie slusznych tez. pisales, zebym wstrzymal sie z taka krytyka

    Teraz jak ty piszesz o matolach na eksponowanych stanowiskach, to mnie ta twoja
    hipokryzja denerwuje

    Bo albo gremialnie piszemy o debilach przy wladzy i wtedy wszystko jest ok, albo
    sam dajesz przyklad szlachectwa i przestajesz krytykowac innych

    ja piepsze takie moderowanie, gdzie ty ode mnie wymagasz kurtuazji, a sam innym
    ladujesz buciory w zyciorys
  • bush_w_wodzie 21.07.08, 17:41
    przycinek.usa napisał:

    > kiedy raz napisalem, ze dyletanci rzadza, to zrobiles wymowke,
    > ze jestem autorem jedynie slusznych tez. pisales, zebym
    > wstrzymal sie z taka krytyka
    >

    o ile pamietam - problem w tym ze ty uznales za dyletantow
    praktycznie in gremio praktycznie wszystkich rzadzacych swiatowa
    gospodarka: bankami centralnymi i komercyjnymi. masz prawo do
    takiego pogladu - ale nic na to nie poradze ze z boku wyglada on
    nieco megalomansko... i pisze to pomimo szczerego uznania dla ciebie
    za trafnosc przewidywan kierunku rozwoju trendow


    w mojej krytyce skrzypka nie usiluje twierdzic ze potrafie
    szczegolowo ocenic prace nbp. masz racje ze do tego brak danych (co
    nb tobie nie przeszkadzalo i nadal nie przeszkadza pomawiac
    balcerowicza o dzialanie na szkode panstwa i instytucji ktora
    zarzadzal) to co jest w przypadku skrzypka wyjatkowo irytujace i
    demoralizujace - to bardzo przejrzyste polityczne motywy stojace za
    ta nominacja - polaczone z bardzo slabymi formalnie potwierdzonymi
    kompetencjami tego pana. jak juz pisalem - on cala swoja kariere w
    tzw finansach oparl na politycznie sterowanych nominacjach w firmach
    zaleznych od rzadu. i nic nie poradze ze mam alergie na ludzi ktorzy
    robia kariery nie dzieki faktycznym twardym kompetencjom tylko
    dzieki ukladom. a jesli w dodatku sprawa dotyczy tak szczegolnego
    stanowiska jak szef nbp - i dostajemy tak razaca slabego prezesa z
    politycznego rozdania - to niestety nie idzie tego przemilczec




    > Teraz jak ty piszesz o matolach na eksponowanych stanowiskach, to
    mnie ta twoja
    > hipokryzja denerwuje


    slowo `matoly' pojawilo sie w analizie ogolnej jako pewna mozliwa
    ewentualnosc. skrzypka nazwalbym nieco inaczej



    >
    > Bo albo gremialnie piszemy o debilach przy wladzy i wtedy wszystko
    jest ok, alb
    > o
    > sam dajesz przyklad szlachectwa i przestajesz krytykowac innych
    >


    juz napisalem kilkakrotnie jako powszechnie znane fakty i
    okolicznosci obciazaja nominacje skrzypka na fotel prezesa nbp. nie
    ma tu domnieman o zaprzedanie spekulantom czy lapownictwo. tu jest
    tylko proste omowienie jego kompetencji formalnych i oczywistych
    przyczyn tej nominacji



    > ja piepsze takie moderowanie, gdzie ty ode mnie wymagasz
    kurtuazji, a sam innym
    > ladujesz buciory w zyciorys


    no nie zartuj. w kwestii wymaganych kwalifikacji prezesa nbp (a wiec
    wymagan co do jego zyciorysu) wypowiada sie wprost konstytucja. w
    dodatku ten facet rzadzi moimi pieniedzmi. jest to wiec stanowisko o
    porownywalnym znaczeniu dla kraju jak premier. pytania o to czy aby
    na pewno jest to osoba wystarczajaca wybitna - w oparciu o zyciorys
    _zawodowy_ sa jak najbardziej na miejscu. i zazanczam ze nie
    interesuje mnie ewnetualny skrzypkowy dziadek w wehrmachcie


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 22.07.08, 03:33
    "problem w tym ze ty uznales za dyletantow praktycznie in gremio praktycznie
    wszystkich rzadzacych swiatowa gospodarka:"

    Choc nie uwazam tego za problem ale powyzszej opinii nie wyrazilem nigdy w
    zacytowany sposob.
  • bush_w_wodzie 25.07.08, 10:45
    no dobrze. pewnie nieco przerysowalem twoj osad. nie zmienia to
    faktu ze jest istotna roznica miedzy np. posadzeniem szefa nbp o zla
    wole / lapownictwo / dzialanie na szkode kraju - a wytknieciem braku
    wlasciwych kompetencji szefa nbp


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 05.08.08, 22:29
    > no dobrze. pewnie nieco przerysowalem twoj osad.

    nie ma sprawy

    "nie zmienia to faktu ze jest istotna roznica miedzy np. posadzeniem szefa nbp o
    zla wole / lapownictwo / dzialanie na szkode kraju - a wytknieciem braku
    wlasciwych kompetencji szefa nbp"


    Zgadza sie. Istotna roznica.
    To wracajac do deficytu handlu zagranicznego i rachunku biezacego.
    Stopa procentowa RPP wplywa na poziom procentu, ktory ludzie placa za kredyt.
    Prawda? Im wyzsza stopa - tym wyzszy koszt kredytu.
    Konsumenci maja jednak wybor - moga isc po tanszy kredyt. Tansze kredyty
    walutowe sa oferowane przez banki. Bierzesz kredyt w CHF albo EURO albo USD i
    masz mniejszy procent. Prawda?

    Jak to wyglada od strony kuchni:
    Bank udzielajac kredytu denominowanego waluta obca tak naprawde udziela kredytu
    zlotowego. PLN jest waluta transakcji a waluta obca jest waluta rozliczeniowa.
    Przykladowo Kowalski chce 100,000 PLN kredytu dewizowego o wartosci 40,000 USD
    po kursie 2.5. Umowna wartosc kredytu wynosi $40,000 USD. Bank bierze swoje
    100,000 PLN i daje Kowalskiemu. Po uplywie roku Kowalski oddaje 80,000 PLN po
    kursie 2.00 co splaca kredyt 40,000 USD. Kto stracil 20,000 PLN?

    BANK.
    Kowalski jest do przodu 20,000 PLN

    Wniosek: w momencie pobrania kredytu denominowanego waluta obca
    beneficjent/kredytobiorca jest krotki w walucie obcej a bank jest dlugi w
    walucie obcej.

    W okresie trwania umowy PLN sie umocnil wzgledem USD co spowodowalo zysk
    Kowalskiego i strate banku.

    Ale bank zarabia na prowizjach i pobiera czesc procentu. Bank nie chce ponosic
    ryzyka kursowego. Dlatego taka umowa kredytowa MUSI byc zabezpieczona.

    Zabezpieczenie jest odwrotnoscia tej transakcji.
    Czyli, jezeli w momencie podpisania umowy bank jest dlugi w walucie [a klient
    krotki w walucie], to bank musi natychmiast dokonac ofsetu ryzyka kursowego i
    zajac krotka pozycje walutowa=dluga pozycje w PLN.

    Odwrotna sytuacja dotyczy klientow kredytobiorcow.
    Klient w momencie zlozenia podpisu na umowie staje sie krotki w walucie i
    POWINIEN natychmisat dokonac ofsetu walutowego polegajacego na zajeciu dlugiej
    pozycji walutowej=krotkiej pozycji w PLN.

    Ale NIKT TEGO NIE ROBI i powstaje sytuacja, kiedy banki MASOWO zajmuja dlugie
    pozycje w PLN a druga strona transakcji sa inne instytucje rynku kapitalowego.
    Przewaga popytu od bankow powoduje umacnianie sie PLN, ktore jest dodatkowo
    wzmocnione transferami pienieznymi, inwestycjami i wplywami z eksportu.

    Jak sie maja stopy RPP do tego?

    Stopa wplywa na to, ktory kredyt jest drozszy.
    Utrzymywanie takiej stopy przez dlugi czas powoduje powstanie niebezpieczenstwa
    wycisniecia rynku z dlugich pozycji.

    Takie sytuacje nie zdarzaja sie czesto - ale koncza sie bardzo gwaltownymi
    zmianami kursu walutowego. Np. 30% w miesiac.
    Wystarczy, ze banki przestana udzielac tych kredytow.

    Co sie moze takiego wydarzyc, ze banki przestana udzielac tych kredytow? No na
    przyklad moze spasc produkcja przemyslowa i spadnie eksport. Moze wystapic
    wzrost bezrobocia, spadek inflacji i spadek popytu na rynku nieruchomosci. W
    efekcie RPP obnizy stope.
    I zloty wtedy oslabnie.

    Jestem przekonany, ze bedac tak uwaznym czytelnikiem tego forum, zapamietales
    jak czesto pisalem, ze polityka stop procentowym nie moze doprowadzac do silnej
    nierownowagi kursowej. Od kilku lat pisalem, ze NBP powinien dbac o to, aby
    kredyty walutowe byly w rownowadze do kredytow PLN. Pisalem o tym i pisalem i
    pisalem az do znudzenia. RPP powinno PRZEWIDYWAC reakcje rynku na swoje
    dzialanie. Obecnie - podnoszenie stop jest niebezpieczne dla calego rynku.
  • enemefer 06.08.08, 17:46
    Ja bym jeszcze wspomnial o carry trade. W sytuacji wysokiej nierownowagi stop
    procentowych oplaca sie pozyczac w jednym kraju (np. Japonia), po to by
    inwestowac np. na lokatach overnight w drugim (np. Islandia do niedawna).
    Efektem jest wzmozony popyt na dana walute. Po przeniesieniu nierownowagi do
    innych sektorow (np. zdlawienia eksportu, zwiekszenia kosztow zycia), zwieksza
    sie ryzyko danej waluty i sytuacja wraca "do normy". Co moze dac efekty takie
    jak 30% spadku wartosci danej waluty (np. jak to sie stalo z ISK w marcu).
  • enemefer 06.08.08, 18:00
    I tak odpowiadajac samemu sobie.

    Problem z opisana sytuacja jest to, ze moze skonczyc sie praktycznie z dnia na
    dzien. Zamkniecie lokaty overnight nie jest zadnym szczegolnym problemem.

    Jezeli chodzi o obecna sytuacja to czy przypadkiem Skrzypek nie jest akurat
    przeciwko podwyzszaniu stop procentowych? Nie dam sobie za to reki uciac, ale
    parokrotnie widzialem jego wypowiedzi przeciwko w TVN24. Kojarze takze wywiad z
    nim w GW jakos sprzed 3-6 miesiecy, w ktorym zauwazal, ze my po prostu
    importujemy inflacje.

    Skadinad, Pawlak dzisiaj dzisiaj "zainterweniowal":

    gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,5559784,Zloty_w_dol_po_slownej_interwencji_Pawlaka.html
  • przycinek.usa 06.08.08, 19:33
    Skrzypek jest przeciwny podwyzkom, o czym nas uprzejmie informowali wielokrotnie
    inni forumowicze. Jednak z dugiej strony podnoszenie stop przez RPP i silny
    zloty w istocie izoluje Polske od importu inflacji.

    Tyle, ze jest to manipulacja walutowa i oszukiwanie rynku.
    Rownowage walutowa powinien ustalac handel zagraniczny.
    Powinniscie miec rownowage handlowa i kursowa i one powinny byc wyznacznikiem
    polskiej polityki monetarnej RPP.
    Tymczasem RPP realizuje polityke ochrony interesu najwiekszego dluznika na
    rynku, czyli rzadu.

    To bardzo niedobrze.
    PKB jest za niskie na tak wysokie wydatki publiczne. Zamiast zwiekszac wydatki
    publiczne - nalezy dazyc za wszelka cene do podnoszenia PKB i produkcji. Nie
    wolno chronic glownego dluznika kosztem rynku. Trzeba robic odwrotnie - czyli
    chronic rynek przed najwiekszym dluznikiem.

    Reakcja RPP na inflacje powinna raczej polegac na podnoszeniu poziomu rezerwy
    obowiazkowej i obnizeniu stop. Jednak, jesli oni to zrobia, to bedzie gwaltowna
    reakcja rynku, bo PLN jest juz niestety zbyt mocny, a ilosc kredytow dewizowych
    jest zbyt duza. Po prostu RPP zbyt dlugo trzymalo zbyt wysokie stopy a rzad
    przez zbyt dlugi czas zaciagal kredyty. I udzielono za duzo walutowych kredytow
    hipotecznych.

    Trzeba jednak pamietac, ze rynek sam zniweluje te dysproporcje.
    To sie zawsze dzieje, choc trwa to dlugo. Czasem latami.
    W ktoryms momencie ludzie przestana brac te kredyty, a pozostali, ktorzy je beda
    splacac, beda wywierac stala i silna presje na oslabienie PLN. Bez wzgledu na to
    co oni zrobia - gospodarka Polska jest mala i rynek skoryguje sie szybciej niz
    sie wszystkim wydaje.
  • przycinek.usa 07.08.08, 17:31
    Czesi obcieli dzisiaj stopy z powodu umacniajacej sie korony.
    Zmieniaja tez nastawienie z przeciw inflacyjnego na proeksportowe.



    Aug. 7 (Bloomberg) -- Czech monetary policy makers cut the European Union's
    lowest key interest rate to 3.5 percent, the first decrease in more than three
    years, to counter the koruna's record appreciation that threatens to crimp
    economic growth.

    The Ceska Narodni Banka slashed the two-week repurchase rate from 3.75 percent,
    responding to the currency's annual 20 percent gain to the euro.

    www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601087&sid=aWjYAx7Flqc4&refer=home
  • piotrn 22.10.08, 10:16
    Dzięki za fajne forum.Dopiero tydzień temu po raz pierwszy tu trafiłem i od tej
    pory zjawiam się regularnie.
    Czy można uzyskać objaśnienie, -takie łopatologiczne,dla przeciętnego
    Kowalskiego, który do tej pory inwestował jedynie w akcje i nie miał do
    czynienia z żadnymi kontraktami czy opcjami na waluty-w jaki sposób i gdzie
    zabezpieczyć kredyt denominowany w frankach przed wzrostem kursu.
    Pozdrawiam
  • piotrn 22.10.08, 11:28
    przycinek.usa napisał:



    > Jak to wyglada od strony kuchni:
    > Bank udzielajac kredytu denominowanego waluta obca tak naprawde udziela kredytu
    > zlotowego. PLN jest waluta transakcji a waluta obca jest waluta rozliczeniowa.
    > Przykladowo Kowalski chce 100,000 PLN kredytu dewizowego o wartosci 40,000 USD
    > po kursie 2.5. Umowna wartosc kredytu wynosi $40,000 USD. Bank bierze swoje
    > 100,000 PLN i daje Kowalskiemu. Po uplywie roku Kowalski oddaje 80,000 PLN po
    > kursie 2.00 co splaca kredyt 40,000 USD. Kto stracil 20,000 PLN?
    >
    > BANK.
    > Kowalski jest do przodu 20,000 PLN
    >
    > Wniosek: w momencie pobrania kredytu denominowanego waluta obca
    > beneficjent/kredytobiorca jest krotki w walucie obcej a bank jest dlugi w
    > walucie obcej.
    >
    > W okresie trwania umowy PLN sie umocnil wzgledem USD co spowodowalo zysk
    > Kowalskiego i strate banku.
    >
    > Ale bank zarabia na prowizjach i pobiera czesc procentu. Bank nie chce ponosic
    > ryzyka kursowego. Dlatego taka umowa kredytowa MUSI byc zabezpieczona.
    >
    > Zabezpieczenie jest odwrotnoscia tej transakcji.
    > Czyli, jezeli w momencie podpisania umowy bank jest dlugi w walucie [a klient
    > krotki w walucie], to bank musi natychmiast dokonac ofsetu ryzyka kursowego i
    > zajac krotka pozycje walutowa=dluga pozycje w PLN.
    >
    > Odwrotna sytuacja dotyczy klientow kredytobiorcow.
    > Klient w momencie zlozenia podpisu na umowie staje sie krotki w walucie i
    > POWINIEN natychmisat dokonac ofsetu walutowego polegajacego na zajeciu dlugiej
    > pozycji walutowej=krotkiej pozycji w PLN.

    Przywitam się jeszcze raz i załączę cytat
    Dzięki za fajne forum.Dopiero tydzień temu po raz pierwszy tu trafiłem i od tej
    pory zjawiam się regularnie.
    Czy można uzyskać objaśnienie, -takie łopatologiczne,dla przeciętnego
    Kowalskiego, który do tej pory inwestował jedynie w akcje i nie miał do
    czynienia z żadnymi kontraktami czy opcjami na waluty-w jaki sposób i gdzie
    zabezpieczyć kredyt denominowany w frankach przed wzrostem kursu.
    Pozdrawiam
  • przycinek.usa 22.10.08, 16:28
    Opcje walutowe Warszawskiej Gieldy Towarowej. Tyle, ze obecnie moze dojsc do
    odbicia. Jezeli spadna obligacje, to RPP wyjdzie i podniesie stopy tak jak na
    Wegrzech. I co wtedy? PLN sie umocni i stracisz pieniadze.
  • damkon 19.07.08, 09:54
    > do tej pory jest swietnie. obawiam sie jednak ze zbyt szybka
    > aprecjacja zlotowki moze wywolac spowolnienie gospodarcze. stara
    > historia ze sztywnoscia plac - zwlaszcza w sektorze publicznym

    Ale co mozna zrobic z ta zbyt szybka aprecjacja zlotego?


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • bush_w_wodzie 20.07.08, 13:05
    damkon napisał:

    > > do tej pory jest swietnie. obawiam sie jednak ze zbyt szybka
    > > aprecjacja zlotowki moze wywolac spowolnienie gospodarcze. stara
    > > historia ze sztywnoscia plac - zwlaszcza w sektorze publicznym
    >
    > Ale co mozna zrobic z ta zbyt szybka aprecjacja zlotego?
    >

    problem z mozliwa aprecjacja wskutek konwergencji polskiej
    gospodarki z gospodarka eu i transferami unijnymi byl mocno
    dyskutowany jakies trzy lata temu. poruszal go np jankowiak.
    chodzilo z gruba o to ze nbp moze pewna czesc transferow z ue
    wymieniac na zlote niejako poza otwartym rynkiem. problem byl dosyc
    techniczny i musze przyznac ze sie w niego nie wglebilem w
    szczegolach. zrozumialem jednak ze nbp ma pewne pole manewru

    z drugiej strony nie jestem pewien czy nbp moze z tego pola manewru
    korzystac - z jednej strony mamy problem inflacji (niska inflacja
    jest wartoscia o ktora warto walczyc) z drugiej mamy wzrost
    gospodarczy i wzrost wydajnosci pracy szybszy niz w ue - wiec pewna
    aprecjacja waluty jest wrecz naturalna i zdrowa. mam jednak wrazenie
    ze ostatnio widoczna kombinacja: wzrost inflacji + szybki wzrost
    plac liczonych w zlotowkach + aprecjacal zl doprowadzi w niedlugim
    czasie do bardzo niemilych zawirowan

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • damkon 20.07.08, 19:24
    Lubie czytac panskie wypowiedzi, poniewaz sa one ciekawe pod
    wzgledem merytorycznym. Ale w tym przypadku, nie widze praktycznie
    zadnej mozliwosci skutecznego oddzialywania NBP na wielkosc
    aprecjacji zlotego bez znacznego zwiekszenia inflacji. Rozwiazanie
    polegajace na tzw. pozarynkowej wymianie zlotego przez NBP w
    przypadku np. transferow unijnych takze musi w dluzszym okresie
    skutkowac aprecjacja naszej waluty. Rynku nie da sie w tak prosty
    sposob oszukac.


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • bush_w_wodzie 20.07.08, 22:48
    damkon napisał:

    > Lubie czytac panskie wypowiedzi, poniewaz sa one ciekawe pod
    > wzgledem merytorycznym.


    bardzo dziekuje - i wzajemnie

    > Ale w tym przypadku, nie widze praktycznie
    > zadnej mozliwosci skutecznego oddzialywania NBP na wielkosc
    > aprecjacji zlotego bez znacznego zwiekszenia inflacji. Rozwiazanie
    > polegajace na tzw. pozarynkowej wymianie zlotego przez NBP w
    > przypadku np. transferow unijnych takze musi w dluzszym okresie
    > skutkowac aprecjacja naszej waluty. Rynku nie da sie w tak prosty
    > sposob oszukac.
    >


    zgadzam sie co do generalnej tezy - ze nbp nie moze jednoczesnie
    kontrolowac (w sensie wymuszac osiagania zalozonych poziomow) tempa
    inflacji i kursu wymiany


    z drugiej strony uwazam ze zalozenie ze rynek jest instrumentem w
    pelni racjonalnym i precyzyjnym - wymaga doprecyzowania. w
    szczegolnsci wyobrazmy sobie sytuacje w ktorej rzad wymienia srodki
    pomocowe z ue za rok 2008 dnia 1 marca a wykupuje wszystkie papiery
    dluzne nominowane w euro 1 wrzesnia 2008. i zalozmy ze te transakcje
    sa dokonywane na otwartym rynku. czy takie postepowanie stwarza
    mozliwosc arbitrazu?

    stad odwieczne pytanie o kurs waluty: ile jest w nim spekulacji a
    ile racjonalnej wyceny? i jakimi instrumentami dysponuje bank
    centralny by zniechecac graczy rynkowych do spekulacyjnej
    manipulacji waluta?

    odpowiedz: bank centralny moze nie robic nic nie jest niestety dobra
    w sytuacji gdy rynek zalezy od duzych graczy i polityki - tak jak to
    ma miejsce w sytuacji gdy prawie co druga zlotowka przeplywa przez
    budzet - w sytuacji w ktorej rzad zaciaga i splaca kredyty w
    walutach obcych - gdy panstwo wplaca skladek do ue i otrzymuje w
    zamian srodki pomocowe i gdy na kurs waluty i poziom inflacji
    narzucone sa warunki konwergencji

    taka sytuacja nie jest sytuacja czysto rynkowa. w szczegolnosci
    mozna zapytac jak na aktualny kurs zlotowki wplywa przyjeta
    strategia konwergencji z euro oraz jej data

    jest tez kwestia regulacji przez nbp i nadzor bankowy zasad
    przyznawania kredytow walutowych

    wreszcie kwestia proporcji zadluzenia publicznego krajowego i
    zagranicznego i harmonogramu splat

    sprawa bynajmniej nie jest wiec banalna - i dlatego oczekiwalbym
    spelnienia kilku postulatow:

    -wypracowania spojnej i dobrze przygotowanej strategii dochodzenia
    do euro - po kursie dobrym dla polskiej gospodarki

    -wspolpracy rzadu i nbp w opracowaniu tej strategii

    -fachowcow zarzadzajacych tak bankiem centralnym jak i kasa
    publiczna zdolnych do wypracowania i realizacji takiego planu

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 21.07.08, 01:50
    jestem przeciwny wprowadzaniu w Polsce Euro.
  • bush_w_wodzie 25.07.08, 10:46
    przycinek.usa napisał:

    > jestem przeciwny wprowadzaniu w Polsce Euro.

    no ale to juz zostalo formalnie obiecane. pozostaje wiec pytanie:
    jak?


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • damkon 22.07.08, 01:30
    > z drugiej strony uwazam ze zalozenie ze rynek jest instrumentem w
    > pelni racjonalnym i precyzyjnym - wymaga doprecyzowania.

    Czlowiek nie jest istota doskonala i wszystko co powstalo w wyniku
    jego dzialania badz z jego udzialem nie nosi znamion doskonalosci.
    Tyczy sie to rowniez mechanizmu rynkowego. Jednak ze wzgledu na jego
    istote, tzn. samorzutny charakter procesow bedacych wypadkowa
    dzialania poszczegolnych jednostek jest mechanizmem regulacji o
    wiele efektywniejszym od wszelakich form centralnego kierowania
    gospodarka.

    > stad odwieczne pytanie o kurs waluty: ile jest w nim spekulacji a
    > ile racjonalnej wyceny? i jakimi instrumentami dysponuje bank
    > centralny by zniechecac graczy rynkowych do spekulacyjnej
    > manipulacji waluta?

    Procesy spekulacyjne sa nieodzowna cecha procesow rynkowych i czesto
    wbrew pewnym obiegowym opiniom przyspieszaja (a nie opozniaja)
    dochodzenie do rownowagi rynkowej. Proba wyeliminowania procesow
    spekulacyjnych moze w bardzo powaznym stopniu oslabic dzialanie
    mechanizmu rynkowego. Oczywiscie czesc spekulacji moze miec
    negatywny wplyw na gospodarke, ale Proba ich eliminacji moze byc
    jeszcze bardziej szkodliwa.

    > odpowiedz: bank centralny moze nie robic nic nie jest niestety
    > dobra w sytuacji gdy rynek zalezy od duzych graczy i polityki -
    > tak jak to ma miejsce w sytuacji gdy prawie co druga zlotowka
    > przeplywa przez budzet - w sytuacji w ktorej rzad zaciaga i splaca
    > kredyty w walutach obcych - gdy panstwo wplaca skladek do ue i
    > otrzymuje w zamian srodki pomocowe i gdy na kurs waluty i poziom
    > inflacji narzucone sa warunki konwergencji

    To sluszna uwaga, poniewaz jak mozna wymagac od NBP powstrzymywania
    sie od interwencji na rynku walutowym, skoro mechanizm rynkowy
    jezeli chodzi o rynek pieniadza jest w tak duzym stopniu
    kontrolowany przez panstwo. Twierdze jednak, ze w naszym przypadku
    bank centralny ma wybor miedzy polityka utrzymania niskiej inflacji
    albo przeciwdzialaniem silnej aprecjacji zlotego. Dwoch tych celow
    nie da sie zrealizowac jednoczesnie, dlatego mozemy jedynie starac
    sie znalezc jakies rozwiazanie posrednie. Jednak uwazam, ze
    niedopuszczenie do inflacji powinno byc dla NBP zadaniem calkowicie
    priorytetowym.
    Z powyzszego naturalnie nie wynika jednak, ze nie dostrzegam
    niekorzystnego wplywu na gospodarke jaka niesie ze soba zbyt duza
    aprecjacja zlotego. Twierdze jedynie, ze NBP nie ma zadnych
    skutecznych instrumentow przeciwdzialania aprecjacji nie wywolujac
    znacznego wzrostu inflacji.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • bush_w_wodzie 31.07.08, 01:27
    damkon napisał:

    > > z drugiej strony uwazam ze zalozenie ze rynek jest instrumentem w
    > > pelni racjonalnym i precyzyjnym - wymaga doprecyzowania.
    >
    > Czlowiek nie jest istota doskonala i wszystko co powstalo w wyniku
    > jego dzialania badz z jego udzialem nie nosi znamion doskonalosci.
    > Tyczy sie to rowniez mechanizmu rynkowego. Jednak ze wzgledu na jego
    > istote, tzn. samorzutny charakter procesow bedacych wypadkowa
    > dzialania poszczegolnych jednostek jest mechanizmem regulacji o
    > wiele efektywniejszym od wszelakich form centralnego kierowania
    > gospodarka.
    >



    oprocz centralnego kierowania jest jeszcze system prawny i polityka prowadzona
    przez duze instytucje publiczne. mozna sie w ramach modeli w teorii gier bawic
    globalnymi parametrami charakteryzujacymi uklad tak by racjonalne wybory
    indywidualnych graczy w danych warunkach sprzyjaly lub nie rozwojowi systemu
    jako calosci

    dodatkowo - rynek jako taki zapewne sie w koncu stabilizuje do jakiegos
    lokalnego optimum wydajnosci - ale czas dochodzenia do takiego optimum wcale nie
    musi byc krotki


    > > stad odwieczne pytanie o kurs waluty: ile jest w nim spekulacji a
    > > ile racjonalnej wyceny? i jakimi instrumentami dysponuje bank
    > > centralny by zniechecac graczy rynkowych do spekulacyjnej
    > > manipulacji waluta?
    >
    > Procesy spekulacyjne sa nieodzowna cecha procesow rynkowych i czesto
    > wbrew pewnym obiegowym opiniom przyspieszaja (a nie opozniaja)
    > dochodzenie do rownowagi rynkowej.

    z tym ze przyspieszaja zmiany (a wiec moga przyspieszac proces osiagania
    rownowagi rynkowej) sie zgadzam. nie jestem jednak przekonany co do dwoch kwestii:

    1) czy w obecnosci spekulacji koszta osiagania rownowagi nie wzrastaja?

    2) finalna `rownowaga rynkowa' nie jest jednoznacznie okreslona. mozna osiagnac
    rozmaite stany rownowagi w zaleznosci od okolicznosci ich osiagania. pytanie:
    czy spekulacja preferuje osiaganie najbardziej pozadanych efektow finalnych?


    > Proba wyeliminowania procesow
    > spekulacyjnych moze w bardzo powaznym stopniu oslabic dzialanie
    > mechanizmu rynkowego. Oczywiscie czesc spekulacji moze miec
    > negatywny wplyw na gospodarke, ale Proba ich eliminacji moze byc
    > jeszcze bardziej szkodliwa.
    >

    tu jest znowu problem mini-maxu. nie chodzi o sztywna eliminacje spekulacji
    tylko o polityke utrudiajaca tandetny arbitraz



    > > odpowiedz: bank centralny moze nie robic nic nie jest niestety
    > > dobra w sytuacji gdy rynek zalezy od duzych graczy i polityki -
    > > tak jak to ma miejsce w sytuacji gdy prawie co druga zlotowka
    > > przeplywa przez budzet - w sytuacji w ktorej rzad zaciaga i splaca
    > > kredyty w walutach obcych - gdy panstwo wplaca skladek do ue i
    > > otrzymuje w zamian srodki pomocowe i gdy na kurs waluty i poziom
    > > inflacji narzucone sa warunki konwergencji
    >
    > To sluszna uwaga, poniewaz jak mozna wymagac od NBP powstrzymywania
    > sie od interwencji na rynku walutowym, skoro mechanizm rynkowy
    > jezeli chodzi o rynek pieniadza jest w tak duzym stopniu
    > kontrolowany przez panstwo. Twierdze jednak, ze w naszym przypadku
    > bank centralny ma wybor miedzy polityka utrzymania niskiej inflacji
    > albo przeciwdzialaniem silnej aprecjacji zlotego. Dwoch tych celow
    > nie da sie zrealizowac jednoczesnie, dlatego mozemy jedynie starac
    > sie znalezc jakies rozwiazanie posrednie. Jednak uwazam, ze
    > niedopuszczenie do inflacji powinno byc dla NBP zadaniem calkowicie
    > priorytetowym.
    > Z powyzszego naturalnie nie wynika jednak, ze nie dostrzegam
    > niekorzystnego wplywu na gospodarke jaka niesie ze soba zbyt duza
    > aprecjacja zlotego. Twierdze jedynie, ze NBP nie ma zadnych
    > skutecznych instrumentow przeciwdzialania aprecjacji nie wywolujac
    > znacznego wzrostu inflacji.
    >

    rozumowanie jest bez zarzutu pod warunkiem ze obecny kurs jest pochodna bazowego
    mechanizmu rynkowego a nie rezultatem nastrojow lub spekulacji

    problem w tym ze ceny wiekszosci towarow w polsce sa juz praktycznie rowne cenom
    w ue (np zeby daleko nie szukac - cenom niemieckim). nie bardzo wiec widac
    miejsce na rozkrecenie sie inflacji przy nierosnacym kursie zlotowki


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 21.07.08, 01:48
    "Ale w tym przypadku, nie widze praktycznie
    zadnej mozliwosci skutecznego oddzialywania NBP na wielkosc
    aprecjacji zlotego bez znacznego zwiekszenia inflacji."


    Prosze takich rzeczy nie pisac. Nie rozumiem pana podejscia. To ze Pan czegos
    nie wie nie oznacza, ze nalezy zakladac, ze cos jest niemozliwe. NBP moze
    wplynac na kurs wymiany i rownoczesnie wydrenowac rynek z pieniedzy i podniesc
    stope O/N.
    Do tego jednak trzeba faktycznie miec cos wiecej jak dyplom inzyniera od
    konstrukcji sprezonych. Trzeba miec wiedze i doswiadczenie. I umiec z tego
    odwaznie korzystac.

    Bo albo spekulanci przewioza caly 38 milionowy narod, albo NBP przewiezie
    spekulantow. Narazie w tym meczu traci NBP i narod.

    pozdrawiam.
  • przycinek.usa 21.07.08, 01:39
    > Ale co mozna zrobic z ta zbyt szybka aprecjacja zlotego?


    PLN idzie w gore zbyt szybko. To jest bezdyskusyjny problem.
    I niewazne, czy jest to wstep do ataku walutowego, czy tylko przypadkowe
    dzialanie rynku, to bank centralny w osobie pana magistra od betonu sprezonego
    powinien wydac oswiadczenie, ze kurs zlotego jest ryzykowny, a jego dalsze
    umocnienie moze spowodowac interwencje walutowa NBP. Dzieki temu rynek
    przestalby tak wariowac.

    Tymczasem wydany byl wrecz odwrotny komunikat i PLN idzie dzielnie w gore dalej.
    Czyli dokladnie tak jak pisalem, w Polsce wszystko jest odwrotnie.

    Mnie interesuje nie to, kto i ile ma dyplomow z zarzadzania betonem, tylko kiedy
    polityka monetarna PRL przeksztalci sie wreszcie w polityke monetarna RP.

    Niestety w Polsce jest olbrzymia, mozliwe, ze nawet przewazajaca grupa wyborcow,
    ktorzy uwazaja, ze silny PLN to dobrze.
  • deluc 19.07.08, 08:48
    bush_w_wodzie napisał:

    > przepraszam za taki lokalny watek... ale nurtuje mnie kilka pytan
    >
    > euro 3.20 zl, chf 2 zlote gbp siega 4 zl
    > w takich razach zwyklo sie pomstowac na szefa nbp (fraza klucz: balcerowicz mus
    > i
    > odejsc. fraza bardziej rozwinieta: nbp (a zwlaszcza jej prezes) powodujac
    > aprecjacje zlotowki dziala na rzecz zagranicznych spekulanow)

    E, ty tu glupa rzniesz. Wiesz przeciez ze sam prezes NBP wplywa na polityke
    pieniezna w ograniczonym stopniu - stopien ograniczenia wyznaczaja glosy
    pozostalych czlonkow RPPwink Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
    "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop" - a tak jest w zasadzie w RP od
    zarania to on se moze... Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
    RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o jakosc pieniadza i
    poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.

    A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum powstalo pisalem
    na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa NBP -
    okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.

    Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac ilosc pieniadza na
    rynku w
    sytuacji nadchodzacej recesji, kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
    zmieniaja sie na pro-oszczedzajace? Slowem - po co tlumic inflacje podnoszac
    stopy kiedy bedzie ona samoczynnie tlumiona przez recesje? Recesje faktyczna a
    nie wskaznikowa - bo ta to wogole chyba w RP nie wystepowala. No wlasnie, czemu
    mam wrazenie ze statystykami/wskaznikami sie w RP manipuluje - sluza do prania
    mozgu czytelnikom GW. Jak pisza ze import wzrosl to od razu ze eksport tez, ale
    jaka jest struktura jednego i drugiego? Jak zmienil sie wskaznik terms of trade?
    Wielkosc inwestycji? Struktura inwestycji? Bo co to jest za inwestycja - 100
    sklepow wielkoobszarowych za 1mld zl? A wystarczy podac w GW tak - "inwestycje
    zagraniczne w wysokosci 1mld zl" I juz piekna nasz Polska cala.

    dL.


  • bush_w_wodzie 20.07.08, 13:15
    deluc napisał:


    > E, ty tu glupa rzniesz. Wiesz przeciez ze sam prezes NBP wplywa na
    polityke
    > pieniezna w ograniczonym stopniu - stopien ograniczenia wyznaczaja
    glosy
    > pozostalych czlonkow RPPwink


    tak ale - to samo dotyczylo balcerowicza



    > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
    > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"


    a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?


    > - a tak jest w zasadzie w RP od zarania to on se moze...


    a najceikawsze jest to ze tak jest od zarania nie tylko w rp...


    > Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
    > RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o
    jakosc pieniadza i
    > poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.
    >

    a co jest zapisane w konstytucji rp - ktora daje mandat urzedowi
    prezesa nbp?


    > A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum
    powstalo pisalem
    > na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa
    NBP -
    > okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.
    >
    > Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac
    > ilosc pieniadza na rynku w sytuacji nadchodzacej recesji,
    > kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
    > zmieniaja sie na pro-oszczedzajace?


    czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
    inflacja?




    > Slowem - po co tlumic inflacje podnoszac
    > stopy kiedy bedzie ona samoczynnie tlumiona przez recesje? Recesje
    faktyczna a
    > nie wskaznikowa - bo ta to wogole chyba w RP nie wystepowala. No
    wlasnie, czemu
    > mam wrazenie ze statystykami/wskaznikami sie w RP manipuluje -
    sluza do prania
    > mozgu czytelnikom GW.


    nie moze byc. cala statystyka panstwowa dziala na rzecz redakcji gw?
    i jest coraz biedniej - a nam sie tylko zdaje ze pensje rosna?


    > Jak pisza ze import wzrosl to od razu ze eksport tez, al
    > e
    > jaka jest struktura jednego i drugiego? Jak zmienil sie wskaznik
    terms of trade
    > ?
    > Wielkosc inwestycji? Struktura inwestycji? Bo co to jest za
    inwestycja - 100
    > sklepow wielkoobszarowych za 1mld zl? A wystarczy podac w GW tak -
    "inwestycje
    > zagraniczne w wysokosci 1mld zl" I juz piekna nasz Polska cala.
    >

    mysle ze dla ludnosci najwazniejsze wskazniki ekonomiczne to pozio9m
    bezrobocia i poziom plac realnych. jak one wygladaly w ostatnich
    latach?



    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • polarbeer 20.07.08, 15:11
    > > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
    > > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"

    >>>a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?

    Nie zeby sie wtracac do watka ktory tak niwiele mnie dotyczy/interesuje, ale
    mala uwaga na temat tlumienia inflacji, (choc musze powedziec ze nie wiem czy
    jest to w funkcja NBP tak jak Fedu) -- Bank Centralny moze zwiekszac albo
    zmniejszac wymagania rezerw podleglych im bankow, albo podwyzszac/obnizac
    wymagania co do jakosci kredytu -- To ma ogromy wplyw na ilosc pieniedzy w
    obrocie... Czyli innym narzedziem tlumienia inflacji jest wymuszanie "wiekszej
    ostroznosci" ze strony bankow...

    Oczywisci podejrzewam ze Polska sytuacja (jak wielu innych krajow) juz nie jest
    pod kontrola polskiego BC. Podejrzewam ze glownym powodem takich ruchow jest
    miedzynarowy nieoficjalny "sektor banowy" w ktorym wszystko jest powiazane z
    wszystkim poprzez rynek derywatywow. To jest pole zabaw hedge funds, sovereign
    funds, najrozniejszych mafi, multinationalsow itd. Banki centralne sa coraz
    bardziej bezradne wobec takiej gory wszelkiego rodzaju walut, kore sa tworzone
    poza ich kontrola.

    Jezeli musimy znalesc jakiegos kozla, to to niech to beda Karaibskie Cenra
    Bankowe... a jezeli juz ktos musi odejsc to niech to beda Rothschildy <g>

  • bush_w_wodzie 20.07.08, 23:06
    polarbeer napisał:

    > > > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
    > > > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"
    >
    > >>>a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?
    >
    > Nie zeby sie wtracac do watka ktory tak niwiele mnie
    dotyczy/interesuje, ale
    > mala uwaga na temat tlumienia inflacji, (choc musze powedziec ze
    nie wiem czy
    > jest to w funkcja NBP tak jak Fedu) -- Bank Centralny moze
    zwiekszac albo
    > zmniejszac wymagania rezerw podleglych im bankow, albo
    podwyzszac/obnizac
    > wymagania co do jakosci kredytu -- To ma ogromy wplyw na ilosc
    pieniedzy w
    > obrocie... Czyli innym narzedziem tlumienia inflacji jest
    wymuszanie "wiekszej
    > ostroznosci" ze strony bankow...
    >


    zgadzam sie. efektem netto bedzie w takim wypadku zwolnienie akcji
    kredytowej i wzrost ceny pieniadza... czy widzisz znaczace roznice w
    skali makro pomiedzy skutkami podwyzek stop procentowych a skutkiem
    zwiekszenia poziomu rezerw obowiazkowych?



    > Oczywisci podejrzewam ze Polska sytuacja (jak wielu innych krajow)
    juz nie jest
    > pod kontrola polskiego BC. Podejrzewam ze glownym powodem takich
    ruchow jest
    > miedzynarowy nieoficjalny "sektor banowy" w ktorym wszystko jest
    powiazane z
    > wszystkim poprzez rynek derywatywow. To jest pole zabaw hedge
    funds, sovereign
    > funds, najrozniejszych mafi, multinationalsow itd. Banki centralne
    sa coraz
    > bardziej bezradne wobec takiej gory wszelkiego rodzaju walut, kore
    sa tworzone
    > poza ich kontrola.
    >
    > Jezeli musimy znalesc jakiegos kozla, to to niech to beda
    Karaibskie Cenra
    > Bankowe... a jezeli juz ktos musi odejsc to niech to beda
    Rothschildy <g
    > 2;
    >

    nie chec szukac kozla. tradycyjnie takim kozlem bywal balcerowicz
    (nb przez jego przeciwnikow wiazany nie tak rzadko z rothschildami)
    i ja (byc moze troche anachronicznie) dyskutuje z tamta praktyka



    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • polarbeer 21.07.08, 04:41
    >>>>czy widzisz znaczace roznice w
    skali makro pomiedzy skutkami podwyzek stop procentowych a skutkiem
    zwiekszenia poziomu rezerw obowiazkowych?<<<

    Hehe... To tak jak gdyby kiedykolwiek zwiekszano poziom obowiazkowych rezerw tam
    gdzie sie to naprawde liczy<g>

    Wyglada na to ze rezerwy sa zawsze coraz mniejsze... Teraz nawet rezerwy sa
    dlugiem w Stanach. Moze z tad ten kryzys -- co robic gdy rezerwy sa negatywne --
    normalnie wyciaga sie wtyczke i robi stype. Z tym ze teraz "pacjenci" sa zbyt
    wazni zeby ich pogrzebac...
  • deluc 20.07.08, 23:12
    bush_w_wodzie napisał:

    > deluc napisał:
    >
    >
    > > E, ty tu glupa rzniesz. Wiesz przeciez ze sam prezes NBP wplywa na
    > polityke
    > > pieniezna w ograniczonym stopniu - stopien ograniczenia wyznaczaja
    > glosy
    > > pozostalych czlonkow RPPwink
    >
    >
    > tak ale - to samo dotyczylo balcerowicza
    >
    >
    >
    > > Faktycznie jesli w RPP maja wiekszosc zwolennicy
    > > "tlumenia inflacji poprzez podnoszenie stop"
    >
    >
    > a znasz jakis inny monetarny sposob tlumienia inflacji?
    >
    >
    > > - a tak jest w zasadzie w RP od zarania to on se moze...
    >
    >
    > a najceikawsze jest to ze tak jest od zarania nie tylko w rp...
    >
    >
    > > Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
    > > RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o
    > jakosc pieniadza i
    > > poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.
    > >
    >
    > a co jest zapisane w konstytucji rp - ktora daje mandat urzedowi
    > prezesa nbp?

    Hym, ciekawe tylko dlaczego? Znam co najmniej pare przykladow krajow gdzie
    instytucje ustalajace stopy procentowe stosuja w praktyce bardziej elastyczne
    podejscie tzn. troske o stan gospodarki


    >
    >
    > > A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum
    > powstalo pisalem
    > > na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa
    > NBP -
    > > okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.
    > >
    > > Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac
    > > ilosc pieniadza na rynku w sytuacji nadchodzacej recesji,
    > > kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
    > > zmieniaja sie na pro-oszczedzajace?
    >
    >
    > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
    > inflacja?

    e jest to zjawisko bardzo rzadkie - smiem twierdzic, ze akurat wtedy nie bylo
    ani krzty przeslanek do jego wystapienia

    >
    >
    >
    >
    > > Slowem - po co tlumic inflacje podnoszac
    > > stopy kiedy bedzie ona samoczynnie tlumiona przez recesje? Recesje
    > faktyczna a
    > > nie wskaznikowa - bo ta to wogole chyba w RP nie wystepowala. No
    > wlasnie, czemu
    > > mam wrazenie ze statystykami/wskaznikami sie w RP manipuluje -
    > sluza do prania
    > > mozgu czytelnikom GW.
    >
    >
    > nie moze byc. cala statystyka panstwowa dziala na rzecz redakcji gw?
    > i jest coraz biedniej - a nam sie tylko zdaje ze pensje rosna?

    Ja teraz mieszkam na glebokiej prowincji i tych podwyzek teraz nie widze -
    owszem byly rok temu np. w budownictwie - teraz presja placowa w tym regionie to
    fikcja.
    A rozumiem ze dla RPP jest to przeslanka do podwyzek stop.

    Aha a jako ciekawostke dla wszystkich czytajacych podam informacje, ktora
    zwalila mnie z nog - jest w 100% pewna - w pewnym fast foodzie w okolicy
    przyjmowali do pracy (styczen/luty) za stawke 1zl za godzine!!! Co gorsze,
    znajdowali sie mlodzi ludzie ktorzy na to (chwilowo) godzili.


    >
    >
    > > Jak pisza ze import wzrosl to od razu ze eksport tez, al
    > > e
    > > jaka jest struktura jednego i drugiego? Jak zmienil sie wskaznik
    > terms of trade
    > > ?
    > > Wielkosc inwestycji? Struktura inwestycji? Bo co to jest za
    > inwestycja - 100
    > > sklepow wielkoobszarowych za 1mld zl? A wystarczy podac w GW tak -
    > "inwestycje
    > > zagraniczne w wysokosci 1mld zl" I juz piekna nasz Polska cala.
    > >
    >
    > mysle ze dla ludnosci najwazniejsze wskazniki ekonomiczne to pozio9m
    > bezrobocia i poziom plac realnych. jak one wygladaly w ostatnich
    > latach?

    Tu skad pisze sa cale ulice gdzie nie mieszka juz zaden mlody czlowiek -
    wyjechali do
    UK, Irlandii - i maja w dupie deklaracje tych czy tamtych, nie wroca nawet gdyby
    1funt = 1zl - bo siebie juz RP nie widza - chyba ze prace straca, albo koszty
    utrzymania beda wyzsze niz placa. Te wyjazdy za chlebem zniszczyly nie jeden
    zwiazek, nie jedno dziecko nie ma normalnej rodziny. Spytam z przekasem - to
    taki byl plan Balcerowicza? Jestesmy tygrysem Europy z 2,5 mln ludzi emigracji
    zarobkowej?

    dL.
  • bush_w_wodzie 31.07.08, 01:39
    deluc napisał:

    > > > Roznica jest taka ze Balcerowicz zawsze ta strategie
    > > > RPP popieral i firmowal twierdzac, ze rola RPP jest dbanie o
    > > jakosc pieniadza i
    > > > poziom inflacji a gospodarke ma gleboko w dupie.
    > > >
    > >
    > > a co jest zapisane w konstytucji rp - ktora daje mandat urzedowi
    > > prezesa nbp?
    >
    > Hym, ciekawe tylko dlaczego? Znam co najmniej pare przykladow
    > krajow gdzie instytucje ustalajace stopy procentowe stosuja
    > w praktyce bardziej elastyczne podejscie tzn. troske o stan
    > gospodarki


    pytanie dlaczego cos jest zapisane w konstytucji nalezy skierowac do jej autorow
    a nie do szefa nbp. na moje wyczucie w tej kwestii konstytucja polska jest
    zgodna z technokratyczna doktryna unijna - wg ktorej pieniedz winien byc
    oddzielony od polityki


    >
    >
    > >
    > >
    > > > A, i tu watek historyczny - dawno temu zanim jeszcze to forum
    > > powstalo pisalem
    > > > na forum gospodarczym GW byly to czasy urzedowania B. jako prezesa
    > > NBP -
    > > > okrzykniete przez nas krytycznych forumowiczow epoka Balcerszpanu.
    > > >
    > > > Ktos wtedy rzucil krotkie i celne pytanie - po co zmniejszac
    > > > ilosc pieniadza na rynku w sytuacji nadchodzacej recesji,
    > > > kiedy zachowania pro-konsumpcyjne naturalnie
    > > > zmieniaja sie na pro-oszczedzajace?
    > >
    > >
    > > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
    > > inflacja?
    >
    > e jest to zjawisko bardzo rzadkie - smiem twierdzic, ze
    > akurat wtedy nie bylo ani krzty przeslanek do jego
    > wystapienia


    dlaczego?


    > > nie moze byc. cala statystyka panstwowa dziala na rzecz redakcji gw?
    > > i jest coraz biedniej - a nam sie tylko zdaje ze pensje rosna?
    >

    > Ja teraz mieszkam na glebokiej prowincji i tych podwyzek teraz
    > nie widze - owszem byly rok temu np. w budownictwie - teraz
    > presja placowa w tym regionie to fikcja.
    > A rozumiem ze dla RPP jest to przeslanka do podwyzek stop.
    >

    nbp pracuje na globalnych agregatach. taki argument ze w miescie x place nie
    rosna - nie ma niestety zadnej mocy



    > Aha a jako ciekawostke dla wszystkich czytajacych podam informacje, ktora
    > zwalila mnie z nog - jest w 100% pewna - w pewnym fast foodzie w okolicy
    > przyjmowali do pracy (styczen/luty) za stawke 1zl za godzine!!! Co gorsze,
    > znajdowali sie mlodzi ludzie ktorzy na to (chwilowo) godzili.
    >

    to jest znowu informacja ze sfery mikro a nie makro

    > Spytam z przekasem - to taki byl plan Balcerowicza?
    > Jestesmy tygrysem Europy z 2,5 mln ludzi emigracji
    > zarobkowej?
    >

    a ja odpowiem tak - pomimo emigracji zarobkowej wartosc dobr i uslug
    wyprodukowanych _w_kraju_ szybko rosnie. dzieki emigracji zarobkowej - wartosc
    dobr i uslug wyprowdukowanych (i skonsumowanych) przez obywateli polskich rosnie
    zas jeszcze szybciej


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 21.07.08, 01:55
    > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
    > inflacja?
    >

    o co tobie wlasciwie chodzi?

    co jest dla ciebie wiekszym priorytetem, czy to, zeby w Polsce wszyscy mieli
    zatrudnienie i mieli co jesc, przy troche wyzszych cenach, czy absolutna wartosc
    pieniadza i bezrobocie takie jak zawsze, czyli najwyzsze w Europie?


    czy tez po prostu tak sobie lubisz pogadac o dupie maryny?


  • bush_w_wodzie 31.07.08, 01:07
    przycinek.usa napisał:

    > > czy ten ktos nie slyszal o stagflacji? czyli recesji polaczonej z
    > > inflacja?
    > >
    >
    > o co tobie wlasciwie chodzi?
    >
    > co jest dla ciebie wiekszym priorytetem, czy to, zeby w
    > Polsce wszyscy mieli
    > zatrudnienie i mieli co jesc, przy troche wyzszych cenach,
    > czy absolutna wartosc pieniadza i bezrobocie takie jak zawsze,
    > czyli najwyzsze w Europie?
    >

    to nie jest rozmowa o celu tylko o srodkach. zbyt tani kredyt z pewnoscia ozywi
    gospodarke na krotka mete - ale dostarczy falszywych informacji o stanie
    koniunktury podmiotom gospodarczym - doprowadzi do zlych inwestycji i
    marnotrawstwa kapitalu - a w konsekwencji do bardzo bolesnej i kosztownej korekty

    kiedy patrze na stan polskiej gospodarki teraz - z jej kapitalem ludzkim i
    technologicznym z jej przeciazona infrastruktura i niezdrowo drogimi
    mieszkaniami na kredyt - to nie widze mozliwosci wygenerowania zdrowego rozwoju
    przy tanszym kredycie. sadze wrecz ze tanszy pieniadz dmuchalby nam jeszcze
    lepsze banki (bable) i doprowadzil do silngo wzrostu importu (na kredyt(


    >
    > czy tez po prostu tak sobie lubisz pogadac o dupie maryny?
    >

    to swoja droga ale nie tym razem



    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • polarbeer 31.07.08, 18:58
    Niedawno gdzies widzialem wykres (niestety zapomnilem gdzie) ktory pokazywal
    wplyw kazdego nowego dolara kredytu na dodatkowy wzrost w przeciagu istatnich
    30-40 lat... Wykres wyraznie pokazywal jak efektywnosc tego kredytu maleje.

    Moze to poszukam i wstawie jesli znajde...
  • bush_w_wodzie 03.08.08, 12:11

    wykres bylby mile widziany.

    wynika z tego ze (jak wiescza juz wszyscy) dochodzimy do konca duzego cyklu
    monetarnego

    jakie wnioski wynikaja stad dla polski i polskiej polityki monetarnej? obnizac
    czy podnosic stopy procentowe? zadluzac sie czy nie? w jakiej walucie?

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • polarbeer 03.08.08, 17:17
    Nadal nie moge znalesc... Tutaj inny artykul na ten temat z bardziej ubogim
    wykresem

    www.tradingacademy.com/lessons/lessons20070416.shtm
    "In the 1960s, real total debt outstanding in the U.S. "bought" $0.64 in
    additional real GDP. In the current decade, a dollar of real additional debt now
    "buys" $0.15 in additional real GDP."
  • zbychowiec 20.07.08, 13:29
    Czytam posty w tym watku i nie moge uwierzyc wlasnym oczom. Ludzie, ktorzy w
    innych watkacn wypowiadaja sie za wprowadzeniem parytetu zlota, za utrzymaniem
    jakosci pieniadza, za przeciwdzialaniem bankom spekulacyjnym itp. rownolegle w
    tym watku prezentuja postawy skrajnie przeciwne. Nie wmowicie mi, ze nie wiecie
    jaka jest zaleznosc pomiedzy stopami procentowymi a powstawaniem baniek aktywow
    (takich jaka powstala miedzy innymi w Polsce na rynku nieruchomosci i powoli
    peka). Jezeli potraficie pogodzic slaba walute i brak inflacji/baniek to
    powiedzcie mi jakimi srodkami dysponuje NBP aby to zrobic.
    Prosilbym w miare mozliwosci o argumenty bardziej zaawansowane niz ten o pchaniu
    sznurka...
    P.S. Mozecie mnie bic i obrzucac kamieniami, ale ja bardzo lubie Balcerowicza za
    to co zrobil. Nie wazne czy mial dobre intencje, kwalifikacje itp. - liczy sie
    tylko to ze zapobiegl bankom spekulacyjnym, ktore w okresie zerowej edukacji
    ekonomicznej spoleczenstwa zakonczylyby sie pewnie podobnie jak South Sea albo
    Missisipi scheme.
    Jesli go kiedys spotkam to padne na ziemie i bede mu bil za to poklony. Serio.
    --
    Wisła dzieli nasz kraj na dwie części, które pod wieloma względami nie są równe.
    Żeby to zmienić trzeba łączyć rzekę wieloma mostami. (J.Kaczynski, Kongres Wsi
    Polskiej, 2007-10-13)
  • przycinek.usa 20.07.08, 17:20
    zanim zaczniesz bic te poklony to zastanow sie logicznie nad tymi bankami
    spekulacyjnymi

    banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilosc wolnego kapitalu.
    To zas jest logiczna konsekwencja obrotu ekonomocznego, handlu i produkcji.
    Struktura rynkow rozwinietych jest taka, ze w srednim terminie czasowym musi
    dochodzic do gromadzenia znacznych kapitalow bo na tym wlasnie polega rozwoj
    rynku, ktorego tak wszyscy praga.

    Logicznym jest wniosek, ze nadmiar kapitalu powodujacy bable spekulacyjne jest
    spowodowany bogactwem. Innymi slowy bogactwo ktore powoduje bable jest bogactwem
    do ktorego wszyscy daza.

    Jezeli w danym kraju nie dochodzi do powstawania babli - to znaczy - ze jest to
    kraj biedny. Madra polityka monetarna objawia sie dopiero wtedy, kiedy te bable
    sie tworza, a nie wtedy, kiedy bogactwa nie ma, bo jest wczesna faza cyklu.

    Kolejna sprawa to sredni termin. Sredni termin to okres okolo kilkunastu lat. W
    tym okresie czasu mozna wiele wybudowac. Przykladem jest Azja. To typowo otwarty
    rynek korzystajacy z dobrodziejstw wolnej konkurencji pod parasolem wladz.
    Owoce tego rozwoju widzimy golym okiem: Chiny.

    Ich polityka monetarna jest dokladnie odwrotna do polityki europejskiej a w
    porownaniu do polityki monetarnej RP to tej drugiej jakby w ogole nie bylo.
  • polarbeer 20.07.08, 17:53
    >>>> banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilosc wolnego
    kapitalu.<<<

    USA nie ma prawie w ogole wolnego kapitalu -- ma potworne dlugi (deficyt).
    Niemcy maja wolny kapital (surplus) a jakos nie dmuchaja takich baniek jak USA...

    Ja bym zamienil slowo "kapital" with "kredyt" w twojej recepcie. Banki sa
    spowodowane nadmiernym kredytem. Tak bylo w latach dwudziestych, tak bylo teraz.
    Tworzenie nadmiernego kredytu (ponad mozliwosci splaty) jest glownym powodem
    baniek...

    (Oprocz papierowego pieniadza oczywiscie, ktory jest kwintesencja tworzenia
    baniek ponzi).
  • bush_w_wodzie 20.07.08, 23:13
    polarbeer napisał:

    > >>>> banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilo
    > sc wolnego
    > kapitalu.<<<
    >
    > USA nie ma prawie w ogole wolnego kapitalu -- ma potworne dlugi
    (deficyt).
    > Niemcy maja wolny kapital (surplus) a jakos nie dmuchaja takich
    baniek jak USA.
    > ..
    >
    > Ja bym zamienil slowo "kapital" with "kredyt" w twojej recepcie.
    Banki sa
    > spowodowane nadmiernym kredytem. Tak bylo w latach dwudziestych,
    tak bylo teraz
    > .
    > Tworzenie nadmiernego kredytu (ponad mozliwosci splaty) jest
    glownym powodem
    > baniek...
    >
    > (Oprocz papierowego pieniadza oczywiscie, ktory jest kwintesencja
    tworzenia
    > baniek ponzi).


    jest jak piszesz. banki powstaja jesli decyzje inwestycyjne
    podejmowane sa niedbale. a dzieje sie tak gdy pieniadz jest zbyt
    tani. dlatego dlugotrwala polityka zbyt taniego kredytu prowadzi do
    blednych decyzji inwestycyjnych - marnotrawstwa srodkow - zwolnienia
    tempa rozwoju aktywnosci ekonomicznej - a w konsekwencji zniszczenia
    oszczednosci wskutek bankructw wynikajacych z niemoznosci splaty
    tanio zaciagnietych kredytow

    usa sa przepieknym przykladem nadmuchania baniek przez skoordynowane
    dzialanie wladz fiskalnych i monetarnych. drugim takim przykladem sa
    chiny w ktorych ponoc dochodzi do razacych bledow inwestycyjnych.
    dlatego jesli znow sie okaze ze klasyczna ekonomia ma racje to
    skutki beda katastrofalne - biorac pod uwage skale gospodarek tych
    dwu krajow o bardzo tanim pieniadzu...



    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 21.07.08, 02:11
    "jest jak piszesz. banki powstaja jesli decyzje inwestycyjne
    podejmowane sa niedbale. a dzieje sie tak gdy pieniadz jest zbyt
    tani. dlatego dlugotrwala polityka zbyt taniego kredytu prowadzi do
    blednych decyzji inwestycyjnych - marnotrawstwa srodkow - zwolnienia
    tempa rozwoju aktywnosci ekonomicznej - a w konsekwencji zniszczenia
    oszczednosci wskutek bankructw wynikajacych z niemoznosci splaty
    tanio zaciagnietych kredytow"

    100% zgody ALE - co ciebie to obchodzi z perspektywy RP?
    Z perspektywy RP obywatel RP powinien umiec te sytuacje wykorzystac tak, jak
    dotad wykorzystywaly ja Chiny. Wyprodukowac jak najwieksza ilosc towaru i
    upchnac do USA dbajac, aby kurs PLN nie umocnil sie zanadto w stosunku do USD.

    W efekcie takiej madrej polityki panstwa w Polsce byloby pelne zatrudnienie a po
    drugiej stronie styku gospodarczego pozostalyby dlugi. I o to chodzi - aby
    przestac sie litowac na idiotami bioracymi kredyty w przededniu wzrostu stop
    rynkowych i zajeciu sie wlasna niezaleznoscia. No ale trzeba najpierw zaczac
    niezaleznie myslec.



    "usa sa przepieknym przykladem nadmuchania baniek przez skoordynowane
    dzialanie wladz fiskalnych i monetarnych. drugim takim przykladem sa
    chiny w ktorych ponoc dochodzi do razacych bledow inwestycyjnych.
    dlatego jesli znow sie okaze ze klasyczna ekonomia ma racje to
    skutki beda katastrofalne - biorac pod uwage skale gospodarek tych
    dwu krajow o bardzo tanim pieniadzu..."


    Zgadza sie i na to zwracam uwage od lat i dopiero teraz wiekszosc ludzi zaczyna
    to dostrzegac. No ale teraz jest juz za pozno na ratunek.
  • zbychowiec 21.07.08, 23:31
    To pewnie smieszne, ale mi sie marzy, zeby czlowiek mogl sie w zyciu dorobic
    uczciwa praca i nauka.
    Natomiast obecna alokacja srodkow (nazwijmy ja sarkastycznie wolnorynkowa) jest
    taka, ze:
    - plytkarz przyuczony do zawodu w czasie miesiaca o IQ porownywalnym z
    rozwielitka zarabia wiecej niz programista z paroletnim doswiadczeniem,
    dodatkowo (HAHAHA) programista oplaca plytkarzowi zasilek dla bezrobotnych i
    wszelkie koszty leczenia (ale to juz inna para kaloszy)
    - Abramowicz (obejrzyjcie sobie jego morde w internecie) kupuje sobie kolejna
    wille na lazurowym wybrzezu za $100 mln i odgraza sie, ze niedlugo wykupi cale
    wybrzeze

    --
    Wisła dzieli nasz kraj na dwie części, które pod wieloma względami nie są równe.
    Żeby to zmienić trzeba łączyć rzekę wieloma mostami. (J.Kaczynski, Kongres Wsi
    Polskiej, 2007-10-13)
  • przycinek.usa 22.07.08, 03:39
    Abramowicz kupil wille za $500 milionow a co do wynagrodzenia w gospodarce
    rynkowej - to od razu potwierdzam, ze wynagrodzenia sa proporcjonalne do
    nieprzyjemnosci wykonywanej pracy. Mysle, ze tak jest na calym swiecie.
    Programistow jest wielu, maja wygodna i przyjemna prace i mozna ich latwo
    zastepowac, bo jest ich setki tysiecy. Natomiast prace wymagajace pewnych
    kwalifikacji, ale rownoczesnie nieprzyjemne i uciazliwe sa wysoko platne.

    Tak jest wszedzie i w wiekszosci systemow. Tak jest w USA, tak bylo w Polsce za
    komuny i jest teraz.


    "o IQ porownywalnym z rozwielitka" - bardzo ladnie ujete. -))
  • bush_w_wodzie 31.07.08, 00:59
    przycinek.usa napisał:

    > "jest jak piszesz. banki powstaja jesli decyzje inwestycyjne
    > podejmowane sa niedbale. a dzieje sie tak gdy pieniadz jest zbyt
    > tani. dlatego dlugotrwala polityka zbyt taniego kredytu prowadzi do
    > blednych decyzji inwestycyjnych - marnotrawstwa srodkow - zwolnienia
    > tempa rozwoju aktywnosci ekonomicznej - a w konsekwencji zniszczenia
    > oszczednosci wskutek bankructw wynikajacych z niemoznosci splaty
    > tanio zaciagnietych kredytow"
    >
    > 100% zgody ALE - co ciebie to obchodzi z perspektywy RP?
    > Z perspektywy RP obywatel RP powinien umiec te sytuacje
    > wykorzystac tak, jak dotad wykorzystywaly ja Chiny.
    > Wyprodukowac jak najwieksza ilosc towaru i upchnac do
    > USA dbajac, aby kurs PLN nie umocnil sie zanadto w
    > stosunku do USD.
    >


    problem w tym ze kiedys (niedawno) podobny eksperyment w polsce doprowadzil do
    deficytu obrotow biezacych przekraczajacego 7%

    chiny maja kilka specjalnych cech:
    -bardzo niska baze
    -bardzo duza sklonnosc chinczykow do oszczedzania
    -rezerwuar bardzo taniej sily roboczej w interiorze
    -scisle kontrolowane przez panstwo przeplywy finansowe
    -rozmiar

    mimo to istnieje ogromne ryzyko ze gdy cos sie tylko troszke zatnie to nastapi
    ogromne i bardzo niemile bum (ze zacytuje klasyka)

    > W efekcie takiej madrej polityki panstwa w Polsce byloby
    > pelne zatrudnienie a po drugiej stronie styku gospodarczego
    > pozostalyby dlugi. I o to chodzi - aby przestac sie litowac
    > nad idiotami bioracymi kredyty w przededniu wzrostu stop
    > rynkowych i zajeciu sie wlasna niezaleznoscia. No ale trzeba
    > najpierw zaczac niezaleznie myslec.
    >

    nie do konca zrozumialem ten paragraf. czy postuluesz by w imie ogolnej
    pomyslnosci nbp podpuszczal ludzi do brania kredytow ktorych nie beda mogli splacic?




    >
    >
    > "usa sa przepieknym przykladem nadmuchania baniek przez skoordynowane
    > dzialanie wladz fiskalnych i monetarnych. drugim takim przykladem sa
    > chiny w ktorych ponoc dochodzi do razacych bledow inwestycyjnych.
    > dlatego jesli znow sie okaze ze klasyczna ekonomia ma racje to
    > skutki beda katastrofalne - biorac pod uwage skale gospodarek tych
    > dwu krajow o bardzo tanim pieniadzu..."
    >
    >
    > Zgadza sie i na to zwracam uwage od lat i dopiero teraz wiekszosc ludzi zaczyna
    > to dostrzegac. No ale teraz jest juz za pozno na ratunek.


    mnie najbardziej zdumiewa twoja niekonsekwencja. mianowicie twoja podstawowa
    (choc niejedyna) recepta na prosperity sa niskie stopy bankow centalnych.
    jednoczesnie twierdzisz ze te niskie stopy dmuchaja balony przed ktorymi zawsze
    ostrzegales. to ja juz nie wiem o co ci chodzi...

    podobnie jest ze stopami procentowymi w polsce. ostrzegasz przed skurczem
    kredytowym i kontrakcja monetarna - a jednoczesnie postulujesz polityke ktora
    sprzyja zadluzaniu sie. tak na chlopski rozum to jesli nadciaga deflacja to im
    mniej dlugu w gospodarce tym lepiej

    oczywiscie jest jeszcze bardzo wazna kwestia waluty w ktorej nominowany jest
    dlug (publiczny i prywatny). to jest w istocie sprawa ktora budzi moje
    najwieksze watpliwosci w ocenie polityki nbp


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 31.07.08, 01:17
    odpowiem hurtem: BC musi zachowac takie stopy, ktore gawarantuja rownowage
    wymiany kursowej z bezposrednim otoczeniem gospodarczym. Jezeli wzrasta ilosc
    kredytow - to drenuje sie rachunki bankowe z nadplynnosci. Mozna to robic na
    wiele sposobow NIE STOPAMI. W ten sposob masz zachowana rownowage w produkcji i
    brak presji popytowej na rynku. Obecnie polityka kursowa doprowadzi do
    bankructwa wiele firm co doprowadzi do wzrostu bezrobocia, spadku aktywnosci
    ekonomicznej i ... obnizek stop. Pozdrawiam.
  • damkon 31.07.08, 01:32
    > odpowiem hurtem: BC musi zachowac takie stopy, ktore gawarantuja
    > rownowage wymiany kursowej z bezposrednim otoczeniem gospodarczym.

    A coz takiego kryje się za tym tajemniczym, hurtowym sformulowaniem?


    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • bush_w_wodzie 03.08.08, 12:08
    damkon napisał:

    > > odpowiem hurtem: BC musi zachowac takie stopy, ktore gawarantuja
    > > rownowage wymiany kursowej z bezposrednim otoczeniem gospodarczym.
    >
    > A coz takiego kryje się za tym tajemniczym, hurtowym sformulowaniem?


    mnie to wyglada na postulat by nbp dbal przede wszystkim o stalosc kursu wymiany
    zlotego na euro a nie o poziom inflacji cen



    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 21.07.08, 02:05
    > Ja bym zamienil slowo "kapital" with "kredyt" w twojej recepcie.


    jak sobie zyczysz. Oczywiscie. Cykl kreacji bogactwa wynika z cyrkulacji
    pieniadza i kreacji dlugu. Im wyzszy wzrost i wyzsza dynamika produkcji - tym
    wyzsze bogactwo i wyzsze kredyty. Kredyty nie powstaja same dla siebie. Nawet
    glupie kredyty powstaja w wyniku popytu na produkcje.

    Mamy wiec jeden wielki globalny rynek, ktory ma wielka globalnie ilosc kredytow
    i plynnosci powodujaca inflacje.

    Teza, ze jakis jeden bank NBP w Polsce swoimi absurdalnymi stopami procentowymi
    zmieni kierunek ruchu cen w Polsce - jest smieszna.
    Polska jest bowiem rynkiem otwartym. Ceny za granicami maja wplyw na ceny w
    Polsce. Jak chleb i jogurty drozeja na swiecie, to jogurty i chleb zdrozeje w
    Polsce bez wzgledu na to, kto piastuje stanowisko prezesa NBP.

    Cale zycie nalezy pamietac o jednej waznej zasadzie - nalezy podazac z ruchem.
    Trend is your friend. Nie wolno walczyc z otoczeniem gospodarczym.

    Podnoszenie kosztow prowadzenia biznesu w Polsce wobec istnienia konkurencji
    zagranicznej majacej luzna polityke monetarna - jest dzialaniem na szkode rynku.
    Podnoszenie stop% w sytuacji niskich stop w otoczeniu rynkowym - jest szkodliwe
    dla rynku i powinno byc karalne.
  • polarbeer 21.07.08, 04:53
    >>>Cykl kreacji bogactwa wynika z cyrkulacji pieniadza i kreacji dlugu.<<<

    No wlasnie. Moze tutaj pies pogrzebany. Moze Polska jest na drugim etapie cyklu
    (w miare niedawny upadek poprzedniej waluty) a Stany (i nawet czesc EU) sa juz
    na trzecim etapie... W zwiazku z tym Polska jest uwazana jako "bezpieczniejsza". <g>

    Cykle wedlug Warren Buffett'a skladaja sie z trzech etapow zaczynajacych sie na
    litere "i":

    1) Inowacja
    2) Imitacja
    3) Idiotyzm
  • damkon 20.07.08, 19:22
    > banka spekulacyjna oznacza ze na danym rynku jest duza ilosc
    > wolnego kapitalu. To zas jest logiczna konsekwencja obrotu
    > ekonomocznego, handlu i produkcji.

    Zjawisko baniek spekulacyjnych to problem przeinwestowanych rynkow,
    ktorych geneza tkwi na ogol w ekspansywnej polityce panstwa a nie w
    nadmiarze kapitalu. Kapital zawsze szuka miejsc, gdzie moze byc
    najlepiej ulokowany lecz nie zawsze trafia tam gdzie trafic
    powinien, czyniac niektore rynki przeinwestowanymi a pozostale
    niedoinwestowanymi. Taka niewlasciwa alokacja kapitalu powstaje np.
    w wyniku polityki inflacyjnej panstwa, czyli na tworzeniu tzw.
    iluzji zwiekszonego popytu w niektorych sektorach gospodarki. Wynika
    to z faktu, ze inflacja w nierownomiernym stopniu rozklada sie na
    poszczegolne rynki. Te z nich, ktore korzystaja na inflacji, czyli
    inaczej mowiac te, ktore w pierwszej kolejnosci ulegaja iluzji
    inflacyjnej, sciagaja wieksza ilosc kapitalu niz w przypadku, gdyby
    tej inflacji nie bylo. W Polsce ostatnimi czasy takie zjawisko mozna
    bylo obserwowac na rynku budowlanym, czy rynku uslug transportowych
    (obecnie nalezacymi do najbardziej przeinwestowanych).

    > Logicznym jest wniosek, ze nadmiar kapitalu powodujacy bable
    > spekulacyjne jest spowodowany bogactwem. Innymi slowy bogactwo
    > ktore powoduje bable jest bogactwem do ktorego wszyscy daza.

    Przeinwestowanie, czy inaczej bable spekulacyjne sa efektem
    niewlasciwej alokacji kapitalu, spowodowanej zla polityka panstwa,
    np. polityka taniego kredytu.

    > Jezeli w danym kraju nie dochodzi do powstawania babli - to
    > znaczy - ze jest to kraj biedny.

    Nie ma takiej zaleznosci. To absurdalne stwierdzenie.

    > Przykladem jest Azja. To typowo otwarty rynek korzystajacy z
    > dobrodziejstw wolnej konkurencji pod parasolem wladz. Owoce tego
    > rozwoju widzimy golym okiem: Chiny.

    Chinska gospodarka, to obecnie jedna z najbardziej przeinwestowanych
    gospodarek na swiecie, ktorej cud moze szybko zamienic sie w swoje
    przeklenstwo.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 21.07.08, 02:30
    "Zjawisko baniek spekulacyjnych to problem przeinwestowanych rynkow,
    ktorych geneza tkwi na ogol w ekspansywnej polityce panstwa a nie w
    nadmiarze kapitalu."


    Rynek przeinwestowany, to faktycznie taki, gdzie jest za duzo kredytow - ALE
    oznacza to rowniez proporcjonalna kreacje, czyli nadmiar kapitalu - czyli cale
    zdanie jest sprzeczne wewnetrznie.

    Popatrzmy na to jeszcze raz.
    W gospodarce sterowanej przez FED celem polityki pienieznej jest utrzymanie bazy
    monetarnej w stabilnosci. Bernanke stwierdzil to nawet otwarcie w kongresie.
    Powiedzial w duzym uproszczeniu, ze interwencjonizm BC jest dopuszczalny,
    poniewaz nie wplywa na baze.

    Tymczasem w wyniku ciaglej kreacji pieniedzy, trawjacej latami, powstaja ogromne
    kapitaly, podwyzszajace M3 i M4 do absurdalnych poziomow. To jest bardzo proste.
    Rynek dziala samosterylizujaco.
    Firmy, poprzez produkcje i inwestycje zdejmuja z rynku nadwyzki pieniedzy. Te
    nadwyzki laduja w funduszach na cale lata i sa wylaczone z obrotu. Dlatego mamy
    wysokie przyrosty dlugich agregatow pienieznych. Dlatego mamy balony cenowe.

    Kapital idzie tam, gdzie jest duza plynnosc, gwarancja zamkniecia pozycji z
    zyskiem i stosunkowo male ryzyko. Myslenie o kapitale, ze gdzies "powinien"
    trafic, jest fundamentalnym bledem. Niewlasciwa alokacja kapitalu jest teza
    marksistowska. Rynek reguluje przeplyw kapitalu. Decyzja polityczna o wysokosci
    stop% powoduje jedynie, ze ten kapital wplywa na konta O/N, za co placi system
    bankowy.

    Im wiecej pieniedzy - tym wieksza szansa na jakis babel cenowy.
    Geneza balonow cenowych lezy nie w polityce monetarnej, tylko w ilosci
    nagromadzonych kapitalow ktora zalezy od dlugosci cyklu wzrostu i ekspansji
    kredytowej. Oczywiscie polityka monetarna moze te kreakcje przyspieszac - jak
    FED - albo opozniac jak NBP.


    W jednym wypadku mamy duza amplitude ruchu cyklu, a w drugim (miejmy nadzieje)
    mniejsza amplitude.
  • damkon 22.07.08, 01:41
    > "Zjawisko baniek spekulacyjnych to problem przeinwestowanych
    > rynkow, ktorych geneza tkwi na ogol w ekspansywnej polityce
    > panstwa a nie w nadmiarze kapitalu."
    >
    >
    > Rynek przeinwestowany, to faktycznie taki, gdzie jest za duzo
    > kredytow - ALE oznacza to rowniez proporcjonalna kreacje, czyli
    > nadmiar kapitalu - czyli cale zdanie jest sprzeczne wewnetrznie.

    Cieszy mnie, ze ktos na tym forum czuwa na poprawnoscia logicznego
    rozumowania jego uczestnikow. Jednak kapital wykreowany przez
    polityke taniego kredytu jest niczym innym jak tylko zakamuflowana
    inflacja. Mowiac inaczej: banka peka, sektor zostaje sztucznie
    przeinwestowany a po takim kapitale o jakim piszesz zostaje na rynku
    tylko inflacja.

    > Popatrzmy na to jeszcze raz. W gospodarce sterowanej przez FED
    > celem polityki pienieznej jest utrzymanie bazy monetarnej w
    > stabilnosci. Bernanke stwierdzil to nawet otwarcie w kongresie.
    > Powiedzial w duzym uproszczeniu, ze interwencjonizm BC jest
    > dopuszczalny, poniewaz nie wplywa na baze.

    Twierdzic, ze interwencjonizm monetarny banku centralnego jest
    dopuszczalny, poniewaz nie ma wplywu na baze monetarna to tak jak
    uwazac, ze palenie tytoniu jest nieszkodliwe dla zdrowia, poniewaz
    nie prowadzi do utraty wzroku.

    > Kapital idzie tam, gdzie jest duza plynnosc, gwarancja zamkniecia
    > pozycji z zyskiem i stosunkowo male ryzyko.

    Jest to chyba jedyne zdanie w Twojej wypowiedzi, z ktorym mozna sie
    chocby czesciowo zgodzic.

    > Myslenie o kapitale, ze gdzies "powinien" trafic, jest
    > fundamentalnym bledem. Niewlasciwa alokacja kapitalu jest teza
    > marksistowska.

    Cieszy mnie Twoja znajomosc tez marksistowskich, jednak smuci
    zarazem, ze nie dopuszczasz do mysli faktu w jak duzym stopniu
    panstwo poprzez swoja polityke ingerencji w gospodarke jest w stanie
    zaklocic przeplywy kapitalowe.

    > Im wiecej pieniedzy - tym wieksza szansa na jakis babel cenowy.
    > Geneza balonow cenowych lezy nie w polityce monetarnej, tylko w
    > ilosci nagromadzonych kapitalow ktora zalezy od dlugosci cyklu
    > wzrostu i ekspansji kredytowej. Oczywiscie polityka monetarna moze
    > te kreakcje przyspieszac - jak FED - albo opozniac jak NBP.

    Geneza baniek, babli czy balonow (jak sobie tam wolisz) lezy zawsze
    po stronie niewlasciwej, ekspansywnej polityki panstwa.



    --
    Pozdrawiam,
    DK
  • przycinek.usa 22.07.08, 03:28
    > Twierdzic, ze interwencjonizm monetarny banku centralnego jest
    > dopuszczalny, poniewaz nie ma wplywu na baze monetarna to tak jak
    > uwazac, ze palenie tytoniu jest nieszkodliwe dla zdrowia, poniewaz
    > nie prowadzi do utraty wzroku.

    To ciesze sie ze sie zgadzamy. Dla mnie takie dzialanie FED jest niedopuszczalne.

    jednak smuci
    > zarazem, ze nie dopuszczasz do mysli faktu w jak duzym stopniu
    > panstwo poprzez swoja polityke ingerencji w gospodarke jest w stanie
    > zaklocic przeplywy kapitalowe.


    OK. Tutaj nie zrozumielismy sie zupelnie. Ja nigdzie nie napisalem, ze jestem
    zwolennikiem takich dzialan BC i panstwa.

  • zbychowiec 24.07.08, 01:04
    > > Myslenie o kapitale, ze gdzies "powinien" trafic, jest
    > > fundamentalnym bledem. Niewlasciwa alokacja kapitalu jest teza
    > > marksistowska.
    >
    > Cieszy mnie Twoja znajomosc tez marksistowskich, jednak smuci
    > zarazem, ze nie dopuszczasz do mysli faktu w jak duzym stopniu
    > panstwo poprzez swoja polityke ingerencji w gospodarke jest w stanie
    > zaklocic przeplywy kapitalowe.

    > > Im wiecej pieniedzy - tym wieksza szansa na jakis babel cenowy.
    > > Geneza balonow cenowych lezy nie w polityce monetarnej, tylko w
    > > ilosci nagromadzonych kapitalow ktora zalezy od dlugosci cyklu
    > > wzrostu i ekspansji kredytowej. Oczywiscie polityka monetarna moze
    > > te kreakcje przyspieszac - jak FED - albo opozniac jak NBP.
    >
    > Geneza baniek, babli czy balonow (jak sobie tam wolisz) lezy zawsze
    > po stronie niewlasciwej, ekspansywnej polityki panstwa.

    Pelna zgoda z wypowiedziami damkon.
    Podam prosty przyklad. Pieniadz ma pewna cene wyrazona aktualnymi stopami
    procentowymi. Kazdy teoretycznie powinien placic ta aktualna RYNKOWA cene za
    pieniadz. Popatrzmy teraz jak bylo w Polsce z kredytami hipotecznymi przez
    ostatnie lata i jak bedzie jeszcze przez lat pewnie 30:
    - wesoly "inwestor" bierze kredyt na mieszkanie za 400 tys.
    - panstwo placi mu co roku odsetki od tego kredytu (i bedzie placic do konca
    splaty kredytu, bo do konca 2007 obowiazywala ulga odsetkowa)
    Kto wiec tak naprawde placi tutaj cene pieniadza "inwestora" ? Panstwo, czyli ja
    i pozostale jelenie, ktore tu jeszcze zostaly.
    Skladam pieniadze w banku i panstwo za to laskawie oddaje mi pare procent z tych
    pieniedzy w formie odsetek (wczesniej zabralo mi je w podatkach), natomiast
    "inwestor" ma swoj kredyt calkowicie za darmo.
    W ten sposob wlasnie odbywa sie zupelnie nieracjonalna sterowana centralnie i
    politycznie alokacja srodkow.





    --
    Wisła dzieli nasz kraj na dwie części, które pod wieloma względami nie są równe.
    Żeby to zmienić trzeba łączyć rzekę wieloma mostami. (J.Kaczynski, Kongres Wsi
    Polskiej, 2007-10-13)
  • bush_w_wodzie 20.07.08, 23:01
    zgadzam sie co do generaliow - ze zbyt tani pieniadz sprzyja
    misalokacji inwestycji i tworzeniu baniek. z drugiej strony zbyt
    drogi pieniadz zabija nawet inwestycje wysokiej jakosci
    patrzac na to od strony przetwarzania informacji gospodarczej - to
    jest kwestia znalezienia zlotego srodka miedzy czystoscia a
    efektywnoscia

    przez czystosc rozumiem odsetek trafnych inwestycji ktore sa
    finansowane w stosunku do wszystkich finansowanych iwestycji

    przez efektywnosc - rozumiem odsetek dobrych iwestycji ktore zdobyly
    finansowanie

    oczywiscie - zadanie maksymalnej czystosci zabije wszystkie bable -
    ale takze dobre inwestycje. zadanie maksymalnej efektywnosci
    doprowadzi niechybnie do poteznego odsetka zlych inwestycji - i w
    konsekwencji do bankructw i skurczu kredytowego

    wydaje sie zatem ze z punbktu widzenia teorii sterowania trzeba sie
    zgodzic na mozliwosc powstawania babli od czasu do czasu - jako ceny
    za uzyskanie przyzwoitej efektywnosci finansowania dobrych
    inwestycji


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are
    strictly observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • deluc 19.07.08, 12:45
    Gospodarka dostaje zadyszki:
    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,5471580,Gospodarka_dostaje_zadyszki.html
    fragment:
    '"(..)Dla gospodarki najgorszym scenariuszem byłoby utrzymanie się wysokiej
    inflacji, gdy wzrost gospodarczy siądzie. Niestety, nie brakuje bodźców
    popychających ceny w górę. Pracownicy wciąż domagają się podwyżek i je
    otrzymują. Wzrost płac w czerwcu utrzymywał się na bliskim rekordowemu poziomie
    12 proc.

    - Po czasie doskonałej koniunktury pozostały wysokie żądania płacowe. Pracownicy
    jeszcze nie zauważyli, że sytuacja firm się pogarsza - tłumaczy Maja Goettig,
    ekonomistka Banku BPH. To stawia firmy w coraz trudniejszej sytuacji - maleją
    zamówienia, a koszty związane z żądaniami płacowymi i drogą energią rosną.(..)"

    Cos mi tu smierdzi.
    Te podwyzki dotycza zapewne: branz zmonopolizowanych, spolek panstwowych, z
    silnymi zwiazkami zawodowymi, spółek miejskich, budzetowki - dla pozostalych
    place stoja. Gdzie producent, ktoremu nagle maleje zyskownosc zgodzi sie na
    podwyzki?


    dL
  • herr7 19.07.08, 14:35
    Nie sądzę żeby miała większe pojęcie o tym co się dzieje "na dole". Mówi to
    czego od niej oczekują.
  • bush_w_wodzie 14.08.08, 01:26
    wyglada na to ze wywiazala sie nam w tym watku klasyczna dyskusja miedzy
    podejsciem popytowym (przycinek) a podazowym (damkon). czy moze raczej miedzy
    szkola keynesa a chicago boys


    keynes twierdzil dokladnie to co przycinek: im tanszy kredyt tym wyzsza
    konsumpcja za ktora pojdzie wyzsza podaz `likwidujac potencjal inflacyny'.
    keynesisci mieli nawet swoja slawetna krzywa philipsa wg ktorej odpowiednio
    wysoka inflacja powinna gwarantowac pelne zatrudnienie (i w domysle - najszybsze
    tempo rozwoju)


    ta teoria dzialala przez pewien czas calkiem niezle ale zalamala sie w latach
    70-tych gdy stymulacja monetarna nie powodowala juz wzrostu kosumpcji czy podazy
    tylko wzrost cen. okazalo sie ze sposobem wyjscie z tej fazy stagflacji byla
    restrykcyjna polityka monetarna polaczona ze zmianami strukturalnymi


    po tych wydarzeniach kanonem dzialania bankow centralnych stala sie polityka
    celu inflacyjnego - rozumianego nie jako zakladana wartosc podazy pieniadza
    tylko jako okreslony poziom inflacji cen. tak z gruba dziala fed ebc i nbp. te
    banki oglaszaja cel inflacyjny (cpi a nie m1,m2 czy m3) i staraja sie dobierac
    stopy procentowe tak zeby ten cel osiagnac


    powodem wybrania takiej metody jest - jak mi sie zdaje - chec stworzenia
    warunkow monetarnych mozliwie przejrzystych i zaufania do wartosci pieniadza.
    dzieki temu podmioty gospodarcze nie musza sie martwic o gwaltowne zmiany cen
    czy tez przystepowac do inflacyjnego wyscigu cen. polityka celu inflacyjnego ma
    wiec na celu wprowadzenie minimalnych zaklocen poprzez manipulacje wartoscia
    pieniadza


    w tym podejsciu przyjmuje sie ze proby stymulacji gospodarki poprzez zbyt tani
    kredyt prowadza do negatywnych konsekwencji gospodarczych w dluzszej
    perspektywie czasowej:


    zbyt tani kredyt generuje nierownowage miedzy oszczedzajacymi a konsumujacymi.
    promowane sa zachowania nadmiernie ekspansywne ktore sprzyjaja zlej alokacji
    kapitalu a w konsekwencji prowadza do przeinwestowania i tworzenia baniek
    spekulacyjnych. w dluzszym okresie czasu taka polityka generuje zle iwestycje i
    zla strukture podazy. wtedy nastepuje czas `stagflacji' podczas ktorej
    stymulacja monetarna tanim kredytem nie pomaga juz podazy (uklon dla
    polarnego...). inne mozliwe konsekwencje to nierownowaga wymiany handlowej i
    rosnace zadluzenie kraju za granica (odzwierciedlajace roznice w podejsciu do
    konsumpcji i oszczednosci czy kwestii popytu i podazy)


    nbp stara sie dzialac wg teorii friedmana: wybierac cel inflacyjny (w sensie cpi
    a nie money supply) i realizowac go tak zeby bank i waluta byly maksymalnie
    wiarygodne. to co jest slaboscia tej strategii w przypadku polski jest
    synchronizacja tego celu infacyjnego z celem ebc - podczas gdy kraje strefy euro
    i polska zasadniczo sie roznia poziomem i tempem rozwoju gospodarki oraz faza
    cyklu monetarnego. taka taktyka powoduje ze stopy procentowe sa w polsce wyzsze
    niz w krajach ue co zacheca do roznych form arbitrazu i prowadzi do aprecjacji
    waluty i spadku konkurencyjnosci gospodarki. wczorajsze dane o deficycie obrotow
    biezacych w polsce siegajacym 5% pkb i szereg innych sygnalow plynacych z firm
    czy rynku kredytow hipotecznych swiadcza o tym ze polska gospodarka odczuwa
    dotkliwie skutki dysparytetu stop i aprecjacji zlotego


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • bush_w_wodzie 14.08.08, 01:46

    zakladajac ze ktos dobrnal do konca poprzedniego postu - musze jeszcze cos
    dodac. otoz dostrzegajac niebezpieczenstwo jakie wywoluja dla polskiej
    gospodarki zbyt wysokie stopy procentowe - trzeba zapytac jakie sa mozliwe
    negatywne konsekwencje nizszych stop


    oczywiscie - po pierwsze - inflacja cen konsumenckich zwiazane z tym rozkrecenie
    roszczen placowych i rozpoczecie `wyscigu inflacyjnego'. nieracjonalne
    zadluzanie sie i tworzenie babli (przeinwestowania) niektorych sektorow
    gospodarki. tendencja do nadmiernej konsumpcji na kredyt. nie mam pewnosci co do
    kierunku ewolucji deficytu handlowego. z jednej strony - tanszy kredyt to wyzsza
    kosumpcja i mniejsza sklonnosc do oszczedzania. z drugiej - nizsze stopy to
    tansza waluta.
    pewna istotna okolicznoscia wskazujaca ze nizsze stopy moga wygenerowac nizszy
    deficyt handlu jest struktura walutowa kredytow hipotecznych. otoz w tej chwili
    - mimo podwyzek stop nbp - popyt na kredyty hipoteczne nie zmalal - tylko
    zmienila sie struktura walutowa tych (tanich!) kredytow prowadzac do aprecjacji
    zlotego i wzrostu ryzyka walutowego dla calej gospodarki. dodatkowo - aprecjacja
    zlotego (ktora bedzie miala swoj kres) deformuje ocene dlugofalowych kosztow
    kredytow walutowych. przy nizszej stopie nbp - mielibysmy prawdopodobnie
    praktycznie ta sama sklonnosc do zadluzania sie - ale w rodzimej i tanszej
    walucie. no ale niestety - nie ma tu pewnosci. pozostaje niemale ryzyko ze nisze
    stopy nbp oznaczalyby rosnaca inflacje cen i powiekszajaca sie jeszcze szybciej
    nierownowage hadlowa. a wtedy nie obeszloby sie bez drastycznego ograniczenia
    popytu i wrostu cen poprzez naprawde wysokie stopy procentowe


    wiec tak: dopoki wzrost pkb jest powyzej 5% rocznie i dopoki bezrobocie spada a
    ceny rosna - nie widac pola dla istotnych obnizek stop nbp

    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 14.08.08, 05:25
    "trzeba zapytac jakie sa mozliwe
    negatywne konsekwencje nizszych stop

    oczywiscie - po pierwsze - inflacja cen konsumenckich zwiazane z tym rozkrecenie
    roszczen placowych i rozpoczecie `wyscigu inflacyjnego'. nieracjonalne
    zadluzanie sie i tworzenie babli (przeinwestowania) niektorych sektorow
    gospodarki. tendencja do nadmiernej konsumpcji na kredyt."


    BZDURA.
    Zostawic stope na tym samym poziomie co ECB i regulowac rezerwe obowiazkowa.

    Ale wy jestescie uparci.
  • bush_w_wodzie 14.08.08, 09:32
    przycinek.usa napisał:

    > "trzeba zapytac jakie sa mozliwe
    > negatywne konsekwencje nizszych stop
    >
    > oczywiscie - po pierwsze - inflacja cen konsumenckich
    > zwiazane z tym rozkrecenie roszczen placowych i rozpoczecie
    >`wyscigu inflacyjnego'. nieracjonalne zadluzanie sie i tworzenie babli
    (przeinwestowania) niektorych sektorow
    > gospodarki. tendencja do nadmiernej konsumpcji na kredyt."
    >
    >
    > BZDURA.
    > Zostawic stope na tym samym poziomie co ECB i regulowac
    > rezerwe obowiazkowa.
    >
    > Ale wy jestescie uparci.


    przycinek: sam napisales ze bank centralny musi brac pod uwage stopy rynkowe.
    jesli gospodarka rosnie w tempie 5-6% na rok a poziom cen w tempie 5% na rok -
    to stopa rynkowa na zlotym jest w sposob naturalny wyzsza od strefy euro ze
    wzrostem rzedu 2% na rok (z tendencja w dol) i inflacja cen okolo 4%. jesli
    banki placa ciulaczom za lokaty zlotowe 6% rocznie - to gdzie jest miejsce na
    nizsze stopy nbp?


    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 14.08.08, 18:25
    To ja tobie zaraz powiem jakie sa problemy z tymi stopami.
    Ale po kolei:

    Jakby do tego podejsc w sposob "naturalny" i "rynkowy" i ustalac stope tak dlugo
    - az kurs PLN przestanie windowac kredyty walutowe - to wtedy metoda prob i
    bledow ustalilibysmy stope na poziomie "neutralnym rynkowo".

    Mowiac jezykiem Damkona - poziom stopy bylby "naturalny" a rynek reagowalby "w
    sposob rynkowy" i nie byloby zadnych "sztucznych" poziomow "proinflacyjnych" bo
    zmniejszylby sie spread pomiedzy kredytami (kredyty PLN stanialyby a walutowe
    podrozalyby) i jest mozliwe, ze akcja kredytowa zmniejszylaby sie bo
    zwiekszyloby sie ryzyko kursowe na kredytach walutowych wobec kosztu kredytu PLN.
    Rozwazajac to logicznie kazda zwyzka stop % w Polsce powodowala dotychczasowo
    OBNIZENIE ryzyka kursowego na kredytach walutowych, co powoduje ich nizsza cene!
    Czyli WYZSZA STOPA = WYZSZA PODAZ PIENIADZA w Polsce! (Ale tylko w Polsce)

    Wiazanie poziomu stop z poziomem wzrostu PKB i inflacji w sytuacji uczestnictwa
    w strefie Euro jest dzialaniem nonsensownym. Bo stopa ma za zadanie ograniczac
    podaz pieniedzy. Tymczasem najwyrazniej nie ogranicza, bo ludzie biora kredyty
    walutowe!

    Jestem przekonany, ze stopy w Polsce nie dzialaja na rynek w sposob, ktory
    dzialaja u nas, czy w Europie. Mozliwe, ze w Polsce jest cos w rodzaju
    wspolczynnika skutecznosci stopy. (Ja teraz sobie swobodnie rozwazam i prosze
    sie nie czepiac.) Powiedzmy ze stopa w Polsce powoduje slabsze skutki rynkowe
    jak na zachodzie. To oznaczaloby, ze aby osiagnac skutek rynkowy rowny temu,
    ktory osiaga ECB, to nalezy zmienic stope powiedzmy o 1.5 razy zmiana stop.
    Czyli jak ECB podnosi o 1% to RPP powinno podniesc o 1.5% albo o 2%. Intuicyjnie
    mozna zalozyc z wysokim prawdopodobienstwem, ze tak jest.

    Chodzi o to, ze w Polsce podejmujecie decyzje monetarne podrecznikowo.
    Automatycznie i z mala iloscia refleksji.

    Wiec jezeli oddzialywanie na rynek jest takie, ze przez 2 lata PLN wykancza
    eksport - to po upadku eksportu - dochodzi do prozni, bo po odwroceniu tendencji
    nikt nie bedzie inwestowal ze strachu, ze za dwa lata RPP znowu nie umocni
    zlotego do absurdu.

    Nie powstana od nowa fabryki babek choinkowych. Niemozliwe.
    To sa zabite firmu i one sa nie do reanimacji. Zabita firma jest jak zabity
    czlowiek. Zabitej firmy nie ozywisz.

    W Polsce polityka monetarna i inwestycyjna NBP jest prowadzona w sposob
    skandaliczny. Przepraszam czytelnikow za te slowa, ale to jest obiektywna
    prawda. Ja jestem tylko poslancem wiadomosci.
  • deluc 14.08.08, 22:54
    przycinek.usa napisał:

    > Wiec jezeli oddzialywanie na rynek jest takie, ze przez 2 lata PLN wykancza
    > eksport - to po upadku eksportu - dochodzi do prozni, bo po odwroceniu tendencj
    > i
    > nikt nie bedzie inwestowal ze strachu, ze za dwa lata RPP znowu nie umocni
    > zlotego do absurdu.
    >
    > Nie powstana od nowa fabryki babek choinkowych. Niemozliwe.
    > To sa zabite firmu i one sa nie do reanimacji. Zabita firma jest jak zabity
    > czlowiek. Zabitej firmy nie ozywisz.
    >
    > W Polsce polityka monetarna i inwestycyjna NBP jest prowadzona w sposob
    > skandaliczny. Przepraszam czytelnikow za te slowa, ale to jest obiektywna
    > prawda. Ja jestem tylko poslancem wiadomosci.

    To jest prawda ktora nie moze sie przebic w polskich mediach bo banki sa
    ogromnymi reklamodawcami, a to ich interesy chronila dotychczasowa polityka RPP.

    Wieszczac recesje - a przynajmniej wzrost bezrobocia i spadek plac w
    przedsiebiorstwach prywatnych mozna tez, zalozyc coraz wieksze problemy czesci
    kredytobiorcow ze splata zadluzenia - co w praktyce moze sie przyczynic do
    wzrostu oprocentowania kredytow (ew. prowizji) i zaostrzenia kryteriow przyznawania.
    Jesli zalozyc znaczna deprecjacje zlotego w srednim okresie.... to wyglada to
    jeszcze gorzej. Ba, a przeciez firmy tez braly kredyty.

    Pare razy slyszalem, opinie ze silna waluta jest odzwieciedleniem sily
    gospodarki - odbieram to jako dowcip - odwierciedleniem sily gospodarki sa silne
    i miedzynarodowo konkurencyjne branze - a tych w Polsce nie uswiadczysz.

    pozdr.
    dL

  • przycinek.usa 15.08.08, 00:08
    "Pare razy slyszalem, opinie ze silna waluta jest odzwieciedleniem sily
    gospodarki - odbieram to jako dowcip - odwierciedleniem sily gospodarki sa silne
    i miedzynarodowo konkurencyjne branze - a tych w Polsce nie uswiadczysz."


    To powiedzenie bierze sie stad, ze silna i konkurencyjna gospodarka generuje
    eksport, ktory umacnia walute. W Polsce natomiast eksport ma niewiele do
    gadania, bo przeplywy wenwetrzne wynikajace z rynku kredytowego przekraczaja
    wplywy z eksportu.

    Sam sie zdziwilem, jak przeczytalem ze jedynie sam rynek hipoteczny generuje
    obrot rzedu 5.5 miliarda na miesiac z czego 60% to sa kredyty walutowe. Po
    takiej informacji nie ma wiecej pytan.

    Szczerze mowiac to interesujace rzeczy sie dzieja w tej Polsce.
    To sa relatywnie spore pieniadze.

  • sirland 17.08.08, 09:33
    Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że gdyby rpp dokonała takiego posunięcia i zbliżyła się stopami do ebc, to kredyty hipoteczne w walutach byłyby znikomym procentem tego co się udziela w Polsce.
    Byłoby tyle wniosków od przedsiębiorstw, consumer finance i lombardówek, że z tą bazą monetarną nikomu by się nie chciało pieprzyć w hipoteki, tylko na kilkuprocentowych prowizjach leciałyby hurtem gotówkowe. Jak sobie spróbowałbym wobrazić, o ile zwiększyłaby się akcja kredytowa w Polsce, to przychodzą mi na myśl mnożniki nie kilka, ale kilkadziesiąt razy większe.

    Więc z tym równaniem stóp to tylko fantazje. Teoria fajna, ale utopijna.
  • przycinek.usa 17.08.08, 21:57
    > Pozwolę sobie zwrócić uwagę, że gdyby rpp dokonała takiego posunięcia i
    zbliżył a się stopami do ebc, to kredyty hipoteczne w walutach byłyby znikomym
    procente m tego co się udziela w Polsce.


    I o to chodzi.


    > Jak sobie spróbowałbym wobrazić, o ile zwiększyłaby się akcja kredytowa w
    Polsce, to przychodzą mi na myśl mnożniki nie kilka, ale kilkadziesiąt razy większe.



    A probowales sobie wyobrazic co staloby sie, gdyby Polska weszla do strefy Euro
    TERAZ? Przeciez wszyscy chcecie wchodzic do tej strefy euro - to jak chcecie sie
    zabezpieczyc przed wykladniczym wzrostem kredytow?


    Czyli wchodzic do Euro teraz TAK, ale obnizyc stope w PLN NIE, bo zwiekszylaby
    sie podaz pieniedzy?

    A podwyzszenie rezerwy obowiazkowej to nie przychodzi nikomu do glowy?

    Cholera, ludzie, co sie z wami dzieje?
    Kalkulatory wam hurtem kupic i poslac do tej Polski tak jak Urban spiwory
    wysylal do Nowego Yorku?









  • sirland 20.08.08, 18:59
    > A probowales sobie wyobrazic co staloby sie, gdyby Polska weszla do strefy Euro
    > TERAZ? Przeciez wszyscy chcecie wchodzic do tej strefy euro - to jak chcecie si
    > e
    > zabezpieczyc przed wykladniczym wzrostem kredytow?
    >
    Polska nie wejdzie do strefy euro ani teraz, ani za rok, ani za trzy lata.
    Nie każdy uważa euroland za sprawne rozwiązanie.


    > Czyli wchodzic do Euro teraz TAK, ale obnizyc stope w PLN NIE, bo zwiekszylaby
    > sie podaz pieniedzy?
    Drastycznie zwiększyłby się wewnętrzny popyt na pieniądz.

    >
    > A podwyzszenie rezerwy obowiazkowej to nie przychodzi nikomu do glowy?
    >
    > Cholera, ludzie, co sie z wami dzieje?
    > Kalkulatory wam hurtem kupic i poslac do tej Polski tak jak Urban spiwory
    > wysylal do Nowego Yorku?

    Nie przychodzi nam to do głowy bo niepotrzebnie urżnęłoby wzrost gospodarczy w sektorze komercyjnym. Zrównanie stóp procentowych z poziomem eurolandu spowodowałoby gwałtowną utratę płynności międzybankowej, załamanie kursu pln i hiperinflację.

  • przycinek.usa 20.08.08, 21:06
    "Zrównanie stóp procentowych z poziomem eurolandu spowodowałoby gwałtowną utratę
    płynności międzybankowej, załamanie kursu pln i hiperinflację."


    Acha. Czyli katastrofa.
    Nie chce sie nadmiernie czepiac, ale nie do konca rozumiem ten wywod.
    Zgodnie z zamieszczona teza obnizenie stop = obnizenie plynnosci miedzybankowej
    = zalamanie kursu PLN? Tak?
    Hmm. Hmm.
    Hmm.


    > Polska nie wejdzie do strefy euro ani teraz, ani za rok, ani za trzy lata.
    > Nie każdy uważa euroland za sprawne rozwiązanie.
    >


    To bardzo dobrze. Tak trzymac.


    > > A podwyzszenie rezerwy obowiazkowej to nie przychodzi nikomu do glowy? (...)
    > Nie przychodzi nam to do głowy bo niepotrzebnie urżnęłoby wzrost gospodarczy w
    > sektorze komercyjnym.

    - ))
    To znaczy twierdzisz, ze OBNIZKA STOP spowodowalaby wzrost kosztu kredytu? Ha!
    Nie do wiary. Co za sprzecznosci.

    Zakladam, ze masz na mysli "sektor komercyjny" - co oznacza w tym przypadku
    sektor poza-bankowy. Ten sektor wezmie sobie wtedy kredyt w banku zagranicznym
    albo ostatecznie wyemituje obligacje.

    Caly wic w tym, aby OBNIZYC koszt pieniadza lokalnego wzgledem zewnetrznego.
    Wtedy ogolna cena kredytu osiagnie wartosc srednia, z przedzialu obecnego
    spreadu pomiedzy ofertami np. CHF a PLN.
    Wtedy kredyt obcy podrozeje, a kredyt lokalny stanieje. I zadnej tragedii nie
    bedzie. To byloby Chinskie panaceum na polskie bolaczki kursowe.


    A co do inflacji - to hyperinflacje widze jedynie w glowie poprzedniej ekipy
    RPP. Hiperinflacja jest w obecnej sytuacji dosyc malo prawdopodobna. Wszyscy
    placza, ze za drogo, ze spada produkcja, spada popyt i perspektywy -))

    Reasumujac, nie sadzisz, ze to co napisales, jest troche sprzeczne wewnetrznie?
  • sirland 21.08.08, 20:47
    > Acha. Czyli katastrofa.
    > Nie chce sie nadmiernie czepiac, ale nie do konca rozumiem ten wywod.
    > Zgodnie z zamieszczona teza obnizenie stop = obnizenie plynnosci miedzybankowej
    > = zalamanie kursu PLN? Tak?
    > Hmm. Hmm.
    > Hmm.
    Twoja teoria=podwyższenie poziomu rezerw obowiązkowych i obniżka stóp.
    Czyli gwałtowny skok popytu wewnętrznego na kredyty w pln, zmniejszenie popytu na pln z zagranicy, brak płynności międzybankowej na wewnętrznym rynku. Teraz bardziej zrozumiałe?

    Swoją drogą uważasz, że przy zwiększeniu rezerwy obowiązkowej i zrównaniu stopy referencyjnej stopy rynkowe by się utrzymały na jej poziomie? hmmm..



    >
    > - ))
    > To znaczy twierdzisz, ze OBNIZKA STOP spowodowalaby wzrost kosztu kredytu? Ha!
    > Nie do wiary. Co za sprzecznosci.
    Nie twierdzę.

    >
    > Zakladam, ze masz na mysli "sektor komercyjny" - co oznacza w tym przypadku
    > sektor poza-bankowy. Ten sektor wezmie sobie wtedy kredyt w banku zagranicznym
    > albo ostatecznie wyemituje obligacje.
    Sektor komercyjny, czyli nie prywatny. Nie weźmie sobie kredytu w banku zagranicznym i może ze 30 firm byłoby w stanie wyemitować obligacje na ratingu który ktoś w europie łyknie.


    >
    > Caly wic w tym, aby OBNIZYC koszt pieniadza lokalnego wzgledem zewnetrznego.
    > Wtedy ogolna cena kredytu osiagnie wartosc srednia, z przedzialu obecnego
    > spreadu pomiedzy ofertami np. CHF a PLN.
    > Wtedy kredyt obcy podrozeje, a kredyt lokalny stanieje. I zadnej tragedii nie
    > bedzie. To byloby Chinskie panaceum na polskie bolaczki kursowe.
    >
    Już to napisałem, przy zrównaniu stóp popyt wewnętrzny na pieniądz tak by wzrósł, że te miliardy w chf stałyby się ułamkiem procenta całej akcji kredytowej.


    >
    > A co do inflacji - to hyperinflacje widze jedynie w glowie poprzedniej ekipy
    > RPP. Hiperinflacja jest w obecnej sytuacji dosyc malo prawdopodobna. Wszyscy
    > placza, ze za drogo, ze spada produkcja, spada popyt i perspektywy -))
    >
    > Reasumujac, nie sadzisz, ze to co napisales, jest troche sprzeczne wewnetrznie?

    Nie sądzę. Hiperinflacja jest obecnie mało prawdopodobna dzięki polityce pieniężnej. Jakbyś miał pln na 4% rzeczywistej stopy procentowej, to byś dopiero zobaczył popyt na pieniądz. i to nie hipoteki byłyby największe, a i one wzrosłyby drastycznie, bo więcej kredytobiorców miałoby zdolność przy zgodności walut, zniknęłaby rekomendacja s, itd. Ale hipoteki to byłby pryszcz.
  • przycinek.usa 21.08.08, 21:19
    > Czyli gwałtowny skok popytu wewnętrznego na kredyty w pln, zmniejszenie popytu
    > na pln z zagranicy, brak płynności międzybankowej na wewnętrznym rynku. Teraz b
    > ardziej zrozumiałe?


    Zupelnie nie. Wiekszosc obecnych kredytow jest w PLN.
    Spadnie popyt na PLN z zagranicy, wzrosnie podaz PLN. Stopy PLN spadna. Plynnosc
    wzrosnie.


    "Sektor komercyjny, czyli nie prywatny."


    Acha.

    Czyli sektor publiczny bedzie mial nizsze koszty obslugi kredytu i dzieki temu
    bedzie mniejszy dlug publiczny? To zle? Naprawde?



    "Już to napisałem, przy zrównaniu stóp popyt wewnętrzny na pieniądz tak by
    wzrósł, że te miliardy w chf stałyby się ułamkiem procenta całej akcji kredytowej."

    Aaaaaa.
    Wedlug ciebie niedoinwestowane panstwo zaczeloby zaciagac wiecej kredytow w
    bankach. Tak? A dlaczego?


    Twoja opinia zawiera w sobie duzo mysli socjalistycznej.
    Uwazasz, ze nie mozna obnizyc stopy rynkowej, bo sa na rynku nieodpowiedzialne
    podmioty (sektor publiczny), ktorych aktywnosc kredytowa doprowadzilaby -
    wlasnie? doprowadzilaby do czego?

    Zwiekszenia zadluzenia?
    Czyli banki dalyby panstwu wiecej pieniedzy?
    A panstwo wzieloby?

    A moze zostawic to po prostu w gestii rynku?
    Skoro na rynku KAZDY moze wziac kredyt denominowany CHF - to dlaczego nagle
    mialoby gwaltownie przybyc wnioskow kredytowych, skoro procent bylby nadal
    wyzszy od obecnych kredytow w CHF?
  • sirland 22.08.08, 22:56
    głupotę napisałem poprzednio, nie nie prywatny tylko komercyjny.
    Miałem na myśli przedsiębiorstwa.Zmęczony byłem.O sektorze publicznym nie miałem zamiaru nic pisać.

    Nie każdy może wziąść kredyt w chf, a już na pewno nikt nie może zaciągnąć w takiej kwocie jak pln. stosowane są inne wskaźniki zabezpieczeń, inne okresy kredytowania i inaczej oceniana jest zdolność przy niezgodności walut.

    Poza tym Polacy nie są tacy durni, np. każdy z moich klientów ma teraz rozterkę, czy brać chf, czy już za duże ryzyko. Część po prostu spłaca już zaciągnięte chf'y.
  • przycinek.usa 24.08.08, 04:23
    Nie przejmuj sie. Co do tych kredytow - to faktycznie ryzyko wzroslo.
    Ja mysle, ze to jak zwykle odbedzie sie po najmniejszej lini oporu.
    RPP nic nie zrobi. Rynek powoli zgasnie, produkcja stanie i oni wtedy obniza
    stopy, wtedy PLN dostanie w leb. Nikt nic nie bedzie przewidywal, prognozowal.
    Nie bedzie zadnych ruchow wyprzedzajacych. Nie bedzie zadnych dyskusji ani
    interwencji. RPP podazy za trendem, ktory sama wywolala.
  • sirland 24.08.08, 13:49
    Nawet więcej. rpp nie ma prawa nic robić, to nie fed. Jej konstytucyjnym obowiązkiem jest strzec celu inflacyjnego i nikt nie ma prawa wywierać nacisków, żeby zajmowała się innymi rzeczami.

    I może reagować, wywoływać tylko jak projekcja idzie niepomyślnie.
  • przycinek.usa 14.08.08, 05:23
    czuje sie dotkniety. Dokonales nadinterpretacji tego co ja pisalem.
    Ja tylko wyraznie stanalem na stanowisku utrzymywania stop na pewnym okreslonym
    poziomie w tym celu, aby zachowac rownowage wymiany z zagranica. Ja sie
    specjalizuje w takich wymianach. To jest moj zawod. Keynsism widzial tylko
    wyrywki rynku. A ja podalem kilka argumentow, ktore moze sa zbiezne z pogladami
    z ksiazek, ale nie znaczy, ze moje poglady sa zbiezne w calosci. Pozatym ja
    nigdzie nie napisalem, ze im tanszy kredyt - tym wyzsza konsumpcja.
    To nieprawda! Gdzie tak napisalem? Gdyby tak bylo to USA mialoby najwyzsze
    wskazniki wzrostu ...teraz. To jest wlasnie jedna z nadinterpretacji.

    "polityka celu inflacyjnego ma wiec na celu wprowadzenie minimalnych zaklocen
    poprzez manipulacje wartoscia pieniadza w tym podejsciu przyjmuje sie ze proby
    stymulacji gospodarki poprzez zbyt tani
    kredyt prowadza do negatywnych konsekwencji gospodarczych w dluzszej
    perspektywie czasowej:"


    To jest ogolnie sluszne stwierdzenie.


    "zbyt tani kredyt generuje nierownowage miedzy oszczedzajacymi a konsumujacymi.
    promowane sa zachowania nadmiernie ekspansywne ktore sprzyjaja zlej alokacji
    kapitalu a w konsekwencji prowadza do przeinwestowania i tworzenia baniek
    spekulacyjnych."


    A z tym sie nie zgadzam. I tlumaczylem to Damkonowi.
    Popelniacie obaj fundamentalny blad. Wam sie wydaje, ze kredyt staje sie tani,
    bo ktos o tym decyduje. To jest nieprawda. Polityka FOMC polega na ustalaniu
    celu FUNDS na poziomie, ktory latwo jest obronic na rynku. To znaczy, ze w
    pewnych okresach taniego pieniadza podwyzszenie stopy procentowej FUNDS nie
    doprowadza do podnoszenia stop procentowych na rynku i odwrotnie. Obnizanie
    stopy FUNDS prowadzi do wzrostu stop rynkowych.

    Ustalenie celu FUNDS - czyli fundamentalna dzialalnosc FOMC musi byc potem
    realizowana w praktyce przez dealing desk FED bank of New York
    Jezeli oni ustala target za nisko - lub za wysoko - to celu nie udaje im sie
    osiagnac.

    Cena kredytu jest w gruncie rzeczy determinowana przez rynek jako calosc. Ma na
    nia wplyw poziom rezerwy i tak dalej - ale nie mozna twierdzic, ze brak BC lub
    brak realizacji "inflacyjnej polityki" - spowoduje brak inflacji. To jest
    kolejna nieprawda. Inflacja jest i bedzie zawsze wtedy, kiedy bedziemy miec
    zrownowazony wzrost rynku (np. 1% rocznie). Nawet bez wzrostu rynku bedzie
    inflacja w dlugim terminie. To wynika z natury wymiany towarowej.
    Dlaczego? Bo w wyniku produkcj powstaja towary - ktore sie psuja.
    Pieniadze zaoszczedzone w wyniku tej produkcji nie maja pokrycia w towarze. To +
    kredyty powoduje inflacje w dlugim terminie.
    Wprowadzenie rownowaznika zlota spowoduje ograniczenie rynku i wymiany handlowej
    i czesc spoleczenstwa bedzie biedne.

    Z ktorej strony nie popatrzysz pojawiaja sie szczegoly, ktore w powazny sposob
    ograniczaja pole manewru w zakresie wymyslania nowych lepszych modeli od tych
    ktore sa. Obecne nie sa doskonale ale funkcjonuja.

    To co ty nazywasz zlymi zjawiskami - jest normalnymi zjawiskami rynkowymi.
    Przeinwestowanie tez jest korzystne. Wszystko co jest rynkowe jest korzystne.
    Jak ktos jest glupi i traci, to z rynkowego punktu widzenia tez jest korzystne.
  • bush_w_wodzie 14.08.08, 09:55
    przycinek.usa napisał:

    > czuje sie dotkniety. Dokonales nadinterpretacji tego co ja pisalem.


    byc moze dokonalem pewnego uproszczenia i klasyfikacji. na pewno nie w zlej
    wierze. i przyznam ze dziwi mnie troche twoja opozycja wobec mojej definicji osi
    waszego (czy raczej naszego dyskursu).
    przeciez ty jestem popytowcem pelna geba!


    > Ja tylko wyraznie stanalem na stanowisku utrzymywania stop
    > na pewnym okreslonym poziomie w tym celu, aby zachowac
    > rownowage wymiany z zagranica. Ja sie specjalizuje w
    > takich wymianach. To jest moj zawod.


    znakomicie. wytlumacz mi zatem prosze co to jest dokladnie `rownowaga wymiany z
    zagranica'. czy chodzi o bilans handlowy lub obrotow biezacych? stalosc kursu
    wymiany waluty?


    > Keynsism widzial tylko wyrywki rynku. A ja podalem kilka
    > argumentow, ktore moze sa zbiezne z pogladami
    > z ksiazek, ale nie znaczy, ze moje poglady sa zbiezne w
    > calosci. Pozatym ja nigdzie nie napisalem, ze im tanszy
    > kredyt - tym wyzsza konsumpcja.
    > To nieprawda! Gdzie tak napisalem? Gdyby tak bylo to USA
    > mialoby najwyzsze wskazniki wzrostu ...teraz. To jest wlasnie
    > jedna z nadinterpretacji.
    >


    doladnie rzecz biora napisales ze niskie stopy zmniejszaja obrot i zmniejszaja
    potencjal inflacyjny. ja bardzo przepraszam ale to jest centralne zalozenie
    szkoly popytowej:

    tani kredyt -> wzrost popytu -> wzrost podazy -> wyzsze capacity -> nizsze ceny


    <...>


    > "zbyt tani kredyt generuje nierownowage miedzy oszczedzajacymi a konsumujacymi.
    > promowane sa zachowania nadmiernie ekspansywne ktore sprzyjaja zlej alokacji
    > kapitalu a w konsekwencji prowadza do przeinwestowania i tworzenia baniek
    > spekulacyjnych."
    >
    >
    > A z tym sie nie zgadzam. I tlumaczylem to Damkonowi.
    > Popelniacie obaj fundamentalny blad. Wam sie wydaje, ze kredyt
    > staje sie tani, bo ktos o tym decyduje. To jest nieprawda.
    > Polityka FOMC polega na ustalaniu
    > celu FUNDS na poziomie, ktory latwo jest obronic na rynku. To znaczy, ze w
    > pewnych okresach taniego pieniadza podwyzszenie stopy procentowej FUNDS nie
    > doprowadza do podnoszenia stop procentowych na rynku i odwrotnie. Obnizanie
    > stopy FUNDS prowadzi do wzrostu stop rynkowych.
    >
    > Ustalenie celu FUNDS - czyli fundamentalna dzialalnosc FOMC musi byc potem
    > realizowana w praktyce przez dealing desk FED bank of New York
    > Jezeli oni ustala target za nisko - lub za wysoko - to celu nie udaje im sie
    > osiagnac.
    >


    zaraz zaraz: naprawde napisales: `obnizanie stopy funds prowadzi do wzrostu stop
    rynkowych'? no ja sie nie podejmuje odniesc do tego paragrafu jesli jakos tego
    zdumiewajacego twierdzenia nie obronisz.



    > Cena kredytu jest w gruncie rzeczy determinowana przez rynek jako calosc. Ma na
    > nia wplyw poziom rezerwy i tak dalej - ale nie mozna twierdzic, ze brak BC lub
    > brak realizacji "inflacyjnej polityki" - spowoduje brak inflacji. To jest
    > kolejna nieprawda. Inflacja jest i bedzie zawsze wtedy, kiedy bedziemy miec
    > zrownowazony wzrost rynku (np. 1% rocznie). Nawet bez wzrostu rynku bedzie
    > inflacja w dlugim terminie. To wynika z natury wymiany towarowej.
    > Dlaczego? Bo w wyniku produkcj powstaja towary - ktore sie psuja.
    > Pieniadze zaoszczedzone w wyniku tej produkcji nie maja pokrycia w towarze. To
    > +
    > kredyty powoduje inflacje w dlugim terminie.
    > Wprowadzenie rownowaznika zlota spowoduje ograniczenie rynku i wymiany handlowe
    > j
    > i czesc spoleczenstwa bedzie biedne.



    sluchaj: w tym watku niemal ciagle przeplataja sie dwie rozne definicje
    inflacji: inflacja monetarna i inflacja cen. ty pisesz o inflacji (ekpansji)
    monetarnej a ja raczej o inflacji cen. przy czym zgadzam sie ze _niewielka_
    inflacja cen jest potrzebna. deflacja cen jest zla poniewaz wiaze sie z brakiem
    plynnosci i tworzeniem warunkow do bankructw w wyniku zatorow platniczych




    >
    > Z ktorej strony nie popatrzysz pojawiaja sie szczegoly, ktore w powazny sposob
    > ograniczaja pole manewru w zakresie wymyslania nowych lepszych modeli od tych
    > ktore sa. Obecne nie sa doskonale ale funkcjonuja.
    >
    > To co ty nazywasz zlymi zjawiskami - jest normalnymi zjawiskami rynkowymi.
    > Przeinwestowanie tez jest korzystne. Wszystko co jest rynkowe jest korzystne.
    > Jak ktos jest glupi i traci, to z rynkowego punktu widzenia tez jest korzystne.



    problem jest taki ze istnieje nie tak rzadko sprzecznosc miedzy korzysciami
    krotko- i dlugoterminowymi. gdyby bank centralny tworzyl warunki w ktorych
    promowalby nadmiernie agresywne postawy przez powiedzmy kilka lat - to skutkiem
    tego bylaby deformacja informacji gospodarczej otrzymywanej przez podmioty
    gospodarcze zla alokacja inwestycji i w efekcie - niska realna stopa zwrotu z
    kapitalu i problemy strukturalne




    --
    "A state is better governed which has few laws, and those laws are strictly
    observed."

    "The mind cannot foresee its own advance."
  • przycinek.usa 14.08.08, 19:14
    "wytlumacz mi zatem prosze co to jest dokladnie `rownowaga wymiany z
    zagranica'. czy chodzi o bilans handlowy lub obrotow biezacych? stalosc kursu
    wymiany waluty?"


    Bilans handlowy. Ale to sa zaleznosci dlugoterminowe i byloby niezwykle trudne
    ustalenie jakiegos konkretnego przedzialu kursowego i stopy %.

    Dlatego (mysle) ze powinno sie zaryzykowac ustalenie rownowagi kredytowej
    poprzez takie % aby cena kredytu w PLN byla tylko troszeczke drozsza od
    walutowego. Roznica raty na hipotece 30 letniej nie powinna byc wyzsza od 200
    zlotych.

    Dopiero w dlugim terminie kurs rynkowy PLN ustaliby sie i mozna byloby ocenic co
    sie w miedzy czasie stalo z bilansem handlu.

    Pamietaj, ze kazda polityka monetarna jest oparta na metodzie prob i bledow. Na
    zachodzie sa do tego dlugoterminowe modele powstale w wyniku praktyki. W Polsce
    nie ma jeszcze dlugoterminowych modeli, bo one dopiero powstaja. I jezeli sa zle
    zjawiska w gospodarce - to zamiast upierac sie przy zlych modelach, nalezy
    odwaznie je modyfikowac.


    "zaraz zaraz: naprawde napisales: `obnizanie stopy funds prowadzi do wzrostu
    stop rynkowych'? no ja sie nie podejmuje odniesc do tego paragrafu jesli jakos
    tego zdumiewajacego twierdzenia nie obronisz."


    To sa ostatnie lata i Bernanke. Gosc obnizyl stope, a cena pieniadza na rynku
    wzrosla i LIBOR tez wzrosl. Gazety nawet o tym obszernie pisaly. To jest
    zjawisko wynikajace z konwersji cyklu koniunturalnego, kiedy zaczyna sie skurcz
    kredytowy i rola banku centralnego sprowadza sie do podmiotowej, bo nic innego
    nie dziala i oni moga sie juz tylko modlic. BC moze tylko ograniczac podaz
    pieniadza w cyklu wzrostu - albo moze drukowac w depresji.
    BC nie chce drukowac, bo niszczy wtedy walute, ktora jest podstawa jego bytu.
    Dlatego w depresji BC bedzie miec zwiazane rece, bo oni wydadza wszystkie swoje
    pieniadze (Pobudzanie Keynsa) i nic to nie pomoze.

    "w tym watku niemal ciagle przeplataja sie dwie rozne definicje
    inflacji: inflacja monetarna i inflacja cen. ty pisesz o inflacji (ekpansji)
    monetarnej a ja raczej o inflacji cen. przy czym zgadzam sie ze _niewielka_
    inflacja cen jest potrzebna. deflacja cen jest zla poniewaz wiaze sie z brakiem
    plynnosci i tworzeniem warunkow do bankructw w wyniku zatorow platniczych"


    Dla mnie inflacja jest jak zywy organizm. Inflacja jest oddechem rynku. Inflacja
    jest upolityczniona nazwa mechanizmu rynkowego, ktorego obecnosc jest niezbedna,
    tak jak niezbedna jest obecnosc
    pieniedzy. Niezbednosc inflacji wynika z niezbednosci dokonywania wycen
    rynkowych i fluktuacji cen. Ceny powinien ustalac rynek.
    Wiec jezeli pozwalamy rynkowi ustalac ceny - to musimy dopuszczac inflacje i
    deflacje.

    Nie ma zlej czy dobrej inflacji. Inflacja po prostu jest i jest stanem, ktory od
    czasu do czasu przeksztalca sie w deflacje co tez jest stanem rynku i jest tylko
    upolityczniona nazwa zjawiska, ktore zachodzi w cyklu.

    Dotychczasowe teorie rynkowe wplatuja inflacje i dokonuja jest opisu na
    podstawie wybranych okresow czasowych, a poniewaz zwykle dostepne sa okresy
    wzrostu - to analizuje sie wzrosty.

    Wszyscy koncentruja sie na tym, jak inflacja jest szkodliwa.
    Ze ceny powinny byc stabilne itp. No niby tak. Ale popatrz ile z tym problemow!
    Caly watek o tym powstal.

    Nie chce obecnie myslec jaka powinna byc prawidlowa i "naturalna" polityka FED w
    USA. Po prostu nie wiem. Do tej pory wyrazalem jedynie swoja opinie w oparciu o
    przeszlosc. Napisalem na przyklad kiedys, ze podnoszenie stopy przez Greenspana
    powyzej 3.5% spowoduje zalamanie rynku. Na tej podstawie Ty oceniasz, ze jestem
    popytowcem.
    A ja nie zgadzam sie z ta ocena. Rynek pedzi sam z siebie, i na podstawie
    sytuacji obecnej mozna najwyzej wyznaczyc kolejna stope%.
    FED jest w potrzasku, poniewaz nie ma mozliwosci ustalania dowolnego %. Roznica
    pomiedzy nami polega na tym, ze wy wierzycie w jakis scisly model. W dlugim
    terminie rynek ustala wszystko a stopy maja male znaczenie. Konczac te wypowiedz
    - w dlugim terminie rynek ustala stope procentowa a nie bank centralny. W dlugim
    terminie bank centralny ma naprawde bardzo niewiele do powiedzenia.

    Dlatego BC moze popelniac bledy ale tylko krotkoterminowo.
    Wtedy powstaja straty. Np. obecnie silna zlotowka skoryguje sie.
    Nawet jak NBP nie obnizy stop - to ta korekta wystapi.
    Cala dyskusja ekonomiczna na temat ustalania stop i polityki inflacyjnej jest o
    tyle bezprzedmiotowa, bo NBP w dlugim terminie nie jest w stanie utrzymywac
    takiego stanu rynku, jak utrzymuje.
    Po pewnym czasie dojdzie od takiej produkcji kredytu, ze RPP nie obroni tych
    stop! Pozdrawiam.



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka