a może „dwa w jednym”?
Na Wschodzie okupowanej Polski co najmniej trzy duże partyzanckie bataliony AK były przez Niemców zaopatrywane w broń, żywność i medykamenty.
Oczywiście nie bez wzajemnych koncesji.
W grudniu 1943 roku sukcesywnie nawiązali kontakt z Niemcami dowódcy zgrupowań stołpeckiego i nadniemeńskiego (lidzkiego) Armii Krajowej - Adolf Pilch ("Góra") i Józef Świda ("Lech"), a takżei Czesław Zajączkowski ("Ragner"/”Ragnar”). Nieco później kontakt z Abwehrą nawiązał również komendant Okręgu Wileńskiego AK Aleksander Krzyżanowski ("Wilk"). Porozumienie przewidywało zachowanie wzajemnej neutralności oraz zaopatrywanie AK w niemiecką broń. Już w marcu 1944 roku na naradzie w Mińsku generał Gottberg, który zastąpił zabitego w grudniu Gauleitera Okręgu Generalnego "Białoruś" Wilhelma Kube, nie kryjąc satysfakcji, obwieścił, że "
na naszą stronę przeszły trzy polskie bandy i walczą z czerwonymi" - generał miał na uwadze wspomniane zgrupowania Adolfa Pilcha i Józefa Świdy oraz brygadę Czesława Zajączkowskiego („Ragnara”) z Okręgu Nowogródzkiego AK. Pośrednio w broń zaopatrywani byli przez Niemców także żołnierze brygady porucznika Gracjana Froga ("Szczerbca") i porucznika Zygmunta Szendzielorza ("Łupaszkę").
O kolaboracji podziemia polskiego na Wschodzie pisze Jerzy Turonek w swojej pracy "Białoruś pod okupacją niemiecką".
Na str.203 pracy Turonka czytamy:
”W końcu 1943 r. władze niemieckie okupujące Białoruś postanowiły wysunąć wobec AK ofertę współpracy. Z początku flirtowano z lokalnymi dowódcami AK.
9.12.1943 r. dowódca Zgrupowania Stołpeckiego w nowogródzkim okręgu AK, kapitan Adolf Pilch >>Góra<< [w tamtym czasie jeszcze p.porucznik – eres], zawarł z Niemcami układ i był przez nich zaopatrywany w broń i amunicję dostarczaną z Mińska.
Później podobny pakt zawarł w Lidzie dowódca Zgrupowania Nadniemeńskiego porucznik Józef Świda >>Lech<<, który w ciągu stycznia, lutego i marca 1944 r. otrzymał pięć transportów broni. Obaj dowódcy twierdzili później, iż ich postępowanie odbywało się za zgodą dowództwa nowogródzkiego okręgu AK, przy czym porozumienie Świdy z komendantem tego okręgu, podpułkownikiem Januszem Prawdzicem-Szlaskim, przewidywało, iż dostarczona przez Niemców broń i amunicja będzie w całości do dyspozycji komendanta okręgu.
To postępowanie zostało potępione przez Komendę Główną AK w Warszawie i Naczelnego Wodza w Londynie, który rozkazał przerwać współpracę z Niemcami i wyciągnąć konsekwencje wobec jej uczestników. W rezultacie w marcu 1944 r. Świda został wydalony z Nowogródczyzny, jednak Pilch zignorował ten rozkaz i współpracy nie przerwał.
Następnym krokiem Niemców było spotkanie z komendantem okręgu wileńskiego AK pułkownikiem Aleksandrem Krzyżanowskim >>Wilkiem<<. Spotkał się z nim 19.01.1944 r. funkcjonariusz mińskiego SD [Sicherheitsdienst - eres] Seidler. Niebawem Krzyżanowski otrzymał propozycję współpracy ze strony dowództwa Wehrmachtu na Litwie. Zerwawszy kontakt z SD >>Wilk<< przystąpił do rozmów z szefem wileńskiej Abwehry majorem Christiansenem.”
eres: Ze strony Niemców kontakty z dowódcami polskich oddziałów AK i skuteczne porozumienia zawierał major Abwehry dr Julius Christiansen (do marca 1943 r. kapitan), rezydent abwery (w okresie od listopada 1942 r. do kwietnia 1944 r.) - abwera-kontrwywiad IIIF będący delegaturą Abwehrkommando 304 z siedzibą w Wilnie. Sztab miał oficjalną nazwę "OKW - Verbindungsstab" i mieścił się w Wilnie, w willi przy ulicy Culionis 16 (zdjęcie tej willi niżej).
www.forum-der-wehrmacht.de/attachment.php?attachmentid=36224
”Polska strona odmówiła zawierania jawnych porozumień, więc Niemcy zaproponowali „cichy pakt dozbrojeniowy". Niemcy mieli rozrzucić w terenie wiele magazynów z zaopatrzeniem dla AK, magazyny miały być słabo strzeżone i oddziały akowskie miały za zgodą Niemców na owe magazyny napadać.
Wiosną 1944 r. oddziały AK dokonały szeregu napadów na wojskowe magazyny niemieckie, prócz tego Niemcy w różny sposób podrzucali zaopatrzenie do rejonów działania oddziałów AK. W ten drugi sposób zaopatrywani byli m.in. żołnierze brygady porucznika Gracjana Froga ("Szczerbca") i porucznika Zygmunta Szendzielorza ("Łupaszkę").”
Tak o tych praktykach pisał Józef Mackiewicz w swojej pracy: "Nie trzeba głośno mówić":
Str. 252
"Po drugie wydany został poufny niemiecki rozkaz do policji litewskiej na prowincji, aby >>unikała konfliktu z partyzantką polską<< i pod żadnym pretekstem nie wdawała się z nią w walkę. Miałem ten tajny okólnik w ręku i czytałem osobiście. Nie jest dziś żadną tajemnicą, skoro wie o nim każdy litewski komendant posterunku na prowincji w randze przodownika policji. - Kto był podpisany pod tym okólnikiem? - zapytał ostro >>Pułkownik<<. - Gebietskommisar Wilna-Land, Wulff."
Str. 327
[Tu autor zacytował zapewne relacje żołnierza AK - eres]
"Na razie jest układ. Niemcy dają nam broń po cichu, nazywa się że my ją zdobywamy, i nie ruszają. W zamian chcą, żebyśmy przepędzili partyzantkę sowiecką. Jak spotyka się nasz oddział z żandarmami na drodze, to jedni patrzą w jedną stronę, drudzy w drugą i mijają jak te lale. Ale ostatnio lidzki gebietskomisarz oddał właściwie cały swój >>Gebiet<< w nasze ręce, w zamian za oczyszczenie powiatu z bolszewików. I my >>oczyszczamy<<, jak się da. Czasem naprawdę, jak bolszewicy naszych zaczynają strzelać, jak to było w Derewnie, Rubieżewiczach itd., a czasem dla pucu, lub przez cichy kontakt z tamtymi. Koronkowa robota. Chociaż doszło już do tego, że nasz komendant, w pełnym mundurze, trzy gwiazdki na rogatywce, >>Mauser<< u pasa, żołnierz polski w polówce na koźle, zajeżdża w biały dzień przed komendanturę niemiecką w mieście. Wychodzi komendant niemiecki, salutuje, odsalutowuje. Idą na naradę. Wychodzą, salutują, nasz siada, odjeżdża do lasu. Ot, jak się robi. Szpitale nasze w lesie pobudowane i czerwony krzyż nad barakiem... Ale główna baza tej gry, to jest jednak generalny komisariat Kubego, białoruski. I stąd transporty broni dla nas. A broń jest najważniejsza."