• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Dyplomacja sowiecka lat międzywojennych –od kuchni Dodaj do ulubionych

  • 28.09.13, 21:44
    Przebrnąłem właśnie przez "Les hommes d’influence. Les ambassadeurs de Staline en Europe, 1930-39” autorstwa Sabine Dullin, dość ważną książkę, moim przynajmniej zdaniem, bo prezentuje meandry polityki sowieckiej z tego okresu, obficie udokumentowane źródłami, przede wszystkim sowieckimi. Jest to kolejna publikacja autorki na tematy sowieckie tego okresu. Sądzę, że bez znajomości tych danych niewiele sensownego można powiedzieć o polityce Sowietów. Główną postacią jest, z natury rzeczy, Maksym Litwinow, w tym czasie ludowy komisarz spraw zagranicznych, bo taka wtedy obowiązywała nomenklatura. Był to dziwny człowiek, niewątpliwie bystry i inteligentny, najbardziej „zachodni” w kierownictwie sowieckim, jeszcze przed I W. Św. wiele lat spędził w W. Brytanii, skąd zresztą przywiózł sobie żonę, Ivy Low vel Law. W dyplomacji sowieckiej od samego początku, tj. od 1917 r. W 1921 r. zastępca ludowego komisarza, pod koniec lat 20-ych faktycznie kierował resortem wobec długotrwałej choroby Cziczerina, od 1930 r. ludowy komisarz. W Europie uchodził za rzecznika systemu kolektywnego bezpieczeństwa wobec niemieckich dążeń do rewizji traktatu wersalskiego. Być może sam w to wierzył, ale po lekturze pozycji jw. dochodzę do przekonania, że był po prostu harcownikiem Stalina, potrzebnym na pewnym etapie do robienia dobrego wrażenia. Pamiętajmy, że lata 30-te to był okres wielkiego głodu na Ukrainie, a potem wielkich czystek. Równocześnie pozycja samego Litwinowa w kierownictwie sowieckim była bardzo słaba.
    Najpierw jednak dygresja. Sowieci, wielki przegrany I W. Św., znaleźli się w politycznej izolacji i wcale niełatwo było im wejść „na salony”. Wiele ważnych, i mniej ważnych, krajów świata w ogóle nie utrzymywało z nimi nawet stosunków dyplomatycznych, jak przykładowo Szwajcaria (rodziło to potem pewne komplikacje, gdy Sowieci przystąpili do Ligi Narodów). Inne, jak W. Brytania i USA, stosunki nawiązywało i zrywało kilkakrotnie, z różnych powodów. Z sąsiednią Rumunią nie mogli dojść do porozumienia z powodu Besarabii. Nie było nawet połączeń pocztowych czy kolejowych między ZSRR i Rumunią. Na stosunkach z Francją ciążyła kwestia ogromnych długów carskiej Rosji, których Sowieci nie uznawali. W tej sytuacji najważniejszą z punktu widzenia Moskwy była ambasada w Berlinie, skąd rozchodziły się macki po całej Europie. Po nadejściu Hitlera ów punkt centralny przeniósł się do Paryża. To zbiegło się w czasie z dojściem do władzy francuskich radykałów (Daladier i s-ka), a potem tzw. frontu ludowego.
    Brak porządnych stosunków dyplomatycznych i handlowych powodował to, że Sowieci nie mogli dostawać żadnych kredytów, za wszystko musieli płacić żywą gotówką albo na zasadzie barterowej. A tymczasem resort handlu zagranicznego, z którym Litwinow stale miał na pieńku, miał zupełnie inne priorytety w związku z forsowną industrializacją.
    Nie muszę dodawać, że oprócz działań, hm, oficjalnych realizowanych przez poszczególne placówki sowieckie krecią robotę prowadził Komintern (partie lewicowe i związki zawodowe) oraz NKWD i GRU (nie muszę wyjaśniać, czym się zajmowały). Na jeden aspekt działalności ambasady paryskiej Sowietów chciałem zwrócić uwagę. Mianowicie książka zawiera całkiem pokaźną "listę płac”, tj. beneficjentów sowieckich subwencji, a mówiąc dosadnie - łapówek za pisanie w sposób przychylny o "Kraju Powszechnej Szczęśliwości". Jest na tej liście na przykład pół-oficjalna agencja prasowa Havas, „Le Temps”, dziennik zbliżony do Quai d’Orsay (siedziba francuskiego MSZ), czy wreszcie poszczególni luminarze prasy francuskiej, jak Généviève Tabouis czy Pertinax (André Géraud) – proszę sobie poszukać. „Na garnuszku" sowieckim było wielu ludzi ze sfer artystycznych, jak Romain Rolland czy znany aktor Michel Simon.
    Długo by pisać na ten temat, dlatego skupię się tylko na jednym wątku: kiedy zapadła decyzja o zmianie kursu, co zaowocowało paktem Ribbentrop-Mołotow? Gdy się zestawi ze sobą wszystkie strzępy informacji, to w moim przekonaniu decyzja zapadła wiosną 1937 r. (!). [Nie muszę dodawać, że przez cały czas urzędowania Litwinowa nie ustawały wysiłki różnych osobników, by wysadzić go z siodła]. Wiosną 1937 r. zaczęła się tzw. „wielka czystka”, nie ominęła ona również resortu spraw zagranicznych. Odwoływani byli nie tylko ambasadorowie, konsule, radcy, charge d’affaires itd. Był moment, gdy w ambasadzie sowieckiej w Atenach nie było żywego ducha. Przez całe miesiące, a nawet dłużej, placówki były nieobsadzone, np. w Warszawie, gdzie amb. Szaronow przybył dopiero w czerwcu 1939 r., po dwóch latach od odwołania poprzednika. Litwinow pisał skargi do biura politycznego i samego Stalina, że z Londynu nie otrzymuje niczego, bo nie ma nawet … maszynistek. Nie muszę dodawać, że ci, którzy jeszcze pozostali na stanowiskach, bali się robić cokolwiek. Sowiecka dyplomacja była sparaliżowana przez prawie dwa lata, w tym w czasie kryzysu monachijskiego. Nie należy zatem dziwić się, że Sowieci nie zdołali odczytać brytyjskiej zmiany kursu wobec Niemiec, jaka nastąpiła w związku z tym kryzysem.
    Wreszcie 3. maja 1939 przyszedł czas na samego szefa resortu, jego funkcję przejął Wiaczesław Mołotow będący już szefem rządu. Ta data to tylko pozorna cezura czasowa, sens polityki sowieckiej wcale się nie zmienił, zmieniła się tylko jej zewnętrzna forma. O ile Litwinow i jego ludzie „trzymali poziom”, starając się eliminować to, co mogło grozić skandalem dyplomatycznym, np. ocenzurowanie niezwykle brutalnych i napastliwych wypowiedzi Żdanowa, teraz już nie było żadnych hamulców. Retoryka "nowej fali" wybrańców Mołotowa stała się wręcz prymitywna, brutalna a nawet bezczelna. Sygnałem ostrzegawczym powinna być sesja Ligi Narodów już 14. maja 1939, gdzie po raz kolejny, z wniosku Szwecji i Finlandii, „wałkowana" była kwestia zmiany statusu Wysp Alandzkich. Sowieci zablokowali to nie przebierając w środkach.
    Ale niech nikogo nie zmyli zastąpienie „angielskiego dżentelmena” Litwinowa przez chama i prostaka Mołotowa. To nie kto inny niż Litwinow kilkakrotnie na indagacje o tranzyt przez Polskę lub Rumunię w celu pomocy dla Czechosłowacji odpowiadał: „O zgodę nie będziemy pytać, wymusimy ją siłą”.

    --
    Każda wielka organizacja ma swój deputat kretynów,

    Kim Philby.
    Zaawansowany formularz
    • 29.09.13, 01:40
      Długo by pisać na ten temat, dlatego skupię się tylko na jednym wątku: kiedy zapadła decyzja o zmianie kursu, co zaowocowało paktem Ribbentrop-Mołotow? Gdy się zestawi ze sobą wszystkie strzępy informacji, to w moim przekonaniu decyzja zapadła wiosną 1937 r. (!).
      --------------------------------
      albo i wcześniej :-)
      Wygląda na to, że Abakumow - osobisty człowiek Stalina od specjalnych poruczeń na styku nkwd i gru - rozpoczął rozmowy z Heydrichem na przełomie 35 i 36
      Wtedy zaczął tez rosnąć "gestapo" Miller - agent sowietów od końca lat dwudziestych.
      Polecana przez mnie pozycja Pierra de Vilemaresta - szczegółowo opisuje też dziwną = ponowną karierę pułkownika Nikolai - niejako na uboczu SD
      Tymczasem Stalin już w styczniu 1935 do Berlina wysłał dwóch wysłanników Eugena Gnedina i Aleksandra Erdberga - realizowali myśl Karola Radka - artykuł z Izwiesti 1934 "Dlaczego faszystowskie Niemcy i stalinowska Rosja nie mogłyby stac sie partnerami?"
      Tuż przed przysłaniem wymienionych wyżej dwóch panów Nikolai przesunął swoich dwóch najlepszych agentów (jeszcze z czasów wojny co jak zobaczymy jest nie bez znaczenia) do Gdańska - do którego dziwnym trafem przyjechał Radek i spotkał się z ludźmi Nikolai aby "znów wrócić do dawnej współpracy"
      Przypomnę niezorientowanym Forumowiczom, że Nikolay - szef wojskowego wywiadu Cesarskich Niemiec - finansował bolszewików i zorganizował w Petersburgu zamach stanu zwany błędnie rewolucją... :-)
      Heydrich i Mueller nie tylko wiedzieli o tych rozmowach ale brali w nich udział...
      Jeszcze uzupełnię, że Erberg był specjalistą od spraw niemieckich, brał udział w pozyskiwaniu ludzi z RSHA do K5 (poprzednik Stasi zanim powstało NRD)
      a Gnedin był asystentem Abakumowa (krótko, bo w 37 biedaczek sie rozchorował)

      jeep



      --
      YCDSOYA
      • 29.09.13, 13:49
        Jeżeli piszę, że decyzja Moskwy o zmianie kursu zapadła w 1937 r., to nie w tym sensie, że rzeczywiście wtedy zapadła (a nie wiosną 1939), lecz w tym, że materiał poszlakowy pozwala przesunąć tę datę o 2 lata wcześniej. Jednakże na upartego można powiedzieć, że bolszewicy/Sowieci ją realizowali od 1918 roku z tym, że nastanie Hitlera spowodowało ruch parę kroków wstecz. Sądzę, że ma rację Suworow w tym punkcie, że Stalin wyciągnął wnioski z rosyjskich niepowodzeń w I W. Św. i uznał, że Sowieci do nowej wojny przystąpią na końcu. Ale w tym celu najpierw należało do tej wojny doprowadzić; pytanie: wojna kogo z kim?
        Rok 1937, wiosna, jest cezurą czasową w tym sensie, że był to początek wielkiej czystki w Sowietach. Pytanie, po co? Otóż cytowana przeze mnie książka ilustruje chyba istotę rzeczy. Dyplomacja sowiecka, składająca się dotąd w dużej mierze z nie-Rosjan, została przetrzepana bardzo gruntownie (niekoniecznie kończyło się plutonem egzekucyjnym, mogło oznaczać przesunięcie do gazety czy zarządu kołchozami). Zamiast fachowości na pierwszym miejscu stała się lojalność. Niby oczywiste, ale w specyficznych warunkach sowieckich nabiera szczególnego smaczku. Nie liczyła się znajomość języków obcych, obycie na salonach politycznych, znajomość zagadnień, ba, nawet umiejętność noszenia fraka czy krawatu, lecz lojalność. [To właśnie wtedy, wiosną 1939 r., do dyplomacji wszedł taki Andriej Gromyko, pod koniec wojny ambasador w USA, potem przedstawiciel w ONZ, w ostatnich miesiącach życia Stalina wiceminister, wreszcie już za Chruszczowa minister spraw zagranicznych aż do połowy lat 80-ych]. Dokładnie to samo działo się w armii. Widocznie Stalin szykował coś, co było niepopularne w tych kręgach, a nawet w społeczeństwie, stąd lojalność na pierwszym miejscu.
        Co do Waltera Nikolai... To bardzo tajemnicza postać. Wedle niektórych źródeł miał polskie korzenie. Mianowany szefem wywiadu wojskowego w Niemczech tuż przed wybuchem wojny, czy też na samym początku (musiałbym sprawdzić) jeszcze na parę lat przed wojną nawiązał kontakty z rosyjskimi dysydentami i anarchistami. Pamiętamy sprawę uwięzienia Lenina przez Austriaków na samym początku wojny. Oficjalna wersja głosi, że został uwolniony w wyniku interwencji intelektualistów, m.in. Kasprowicza i Orkana. Moim zdaniem stał za tym kto inny
        W czasie wojny Nikolai wymyślił niezwykle perfidną metodę szpiegostwa przeciwko Rosji, angażując nastoletnie dzieci, które wałęsały się po Rosji jako żebracy itd.
        Sprawę zaplombowanego wagonu ze Szwajcarii znamy, nie będę się powtarzać. Po wojnie Nikolai zniknął, choć niezupełnie. Przez jakiś czas działał w Turcji, pomagając tworzyć tamtejsze służby. Dziwnym trafem w tym samym czasie z ramienia Razwiedupru działał tam jego twórca, Arałow.
        Wiem, że adm. Canaris nie chciał Nikolai'a w abwehrze. Pułkownik prawdopodobnie "przytulił się" w innej organizacji wywiadowczej; każdy dygnitarz Rzeszy miał taką: Ribbentrop, Rosenberg, Goering, Hess (o tej ostatniej niewiele wiadomo, a prawdopodobnie miała ogromne wpływy).
        Nie są znane dalsze losy Nikolaia; według jednych źródeł został "zniknięty" przez samych Niemców pod koniec lat 30-ych, według innych przeżył wojnę i trafił do ZSRR (w jakim charakterze, nie wiadomo).
        Co do Heinricha Müllera, obergruppenführera SS, zwanego gestapo-Müller (był w SS inny osobnik o tym samym imieniu i nazwisku oraz stopniu), z pewnością skumał się z Bormannem. To dzięki jego poparciu został przyjęty do NSDAP, bardzo późno, bo w 1938-9 r. Naziści nie mogli mu zapomnieć tego, że jako szef monachijskiej policji jednakowo pacyfikował wiece komunistów i nazistów.
        Jednakże początek jego kariery wiązałbym z innym wydarzeniem. Mianowicie, jako szef monachijskiej policji prowadził na samym początku lat 30-ych dochodzenie w sprawie tajemniczego samobójstwa siostrzenicy Hitlera, to znaczy zdarzenie zostało uznane za samobójstwo, do czego Müller się przyczynił "zamiatając" śledztwo.
        Ponieważ książkę de Villemarest czytałem parę lat temu, musiałbym sobie odświeżyć, szczegółów nie pamiętam. Polecam przy okazji inną książkę Hugo Manfred Beer "Moskaus As im Kampf der Geheimdienste". Tu autor usiłuje m.in. dociec, od kiedy Bormann pracował dla Sowietów i jakie ci mieli na niego "haki". Otóż w oficjalnym życiorysie wymaganym od kandydatów do NSDAP Bormann pominął pewne fakty; mówiąc krótko, miał dwie dziury w życiorysie: 1. pobyt w niewoli bolszewickiej od stycznia 1919 do września 1920 oraz 2. roczna odsiadka, 1924-5, za współudział w zabójstwie pewnego komunisty. Najprawdopodobniej po 22. czerwca 1941 Sowieci przypomnieli Bormannowi, co podpisał będąc w niewoli (zazwyczaj ochotnicy z Freikorpsu, którzy dostali się do niewoli bolszewickiej, byli rozstrzeliwani). A przypomnę, że po 10. maja 1941, czyli "tajemniczym" locie Hessa, Bormann przejął jego funkcję. Ale nie jest wykluczone, że wcale nie musieli go zmuszać.
        --
        Każda wielka organizacja ma swój deputat kretynów,

        Kim Philby.
        • 29.09.13, 17:09
          Vilemarest twierdzi, że Borman sam się zgłosił i stało się to po bitwie pod Moskwą. Przepuszcza, że wiedział, że to koniec Bloietzkriegu i III Rzesza przegra wojnę.
          Ale nie był klasycznym szpiegiem - nie chciał kasy (miał dostęp do miliardów) ani tym bardziej nie chciał życia spędzać w Moskwie (w najlepszym wypadku)
          Rozpoczął grę z Moskwą w celu UZYSKANIA swobody ruchów po zajęciu Berlina. I Moskwa na to poszła. To pozwoliło mu wywieźć z Niemiec kolosalne sumy (miliardy ÓWCZESNYCH dolarów - czyli dziesiątki miliardów dzisiejszych) - wikłając w to kilkanascie banków z Portugalii, Szwajcarii, Turcji.
          Było tego tyle, że kupił sobie dwa kraje - w sensie dosłownym. Argentynę i Urugwaj.
          Ale... chciał spokoju dla swoich ludzi, firm, planów. Obiecał Moskwie, że nie będzie podejmował działań im przeszkadzających.
          A Miller? On był zwykłym agentem - potem lata działał w sowieckiej strefie, uciekł, a w 1950 porwali go z powrotem Czesi :-)
          Zabawne - na wszystko są kwity - Instytut Gaucka zajął kilometry akt K5 i Stasi. Są oryginały dokumentów z obserwacji Bormana w latach 1945 i 1946. Sam Vilemarest DWA razy spotkał Bormana (!!!)
          osobiście!
          jeep
          --
          YCDSOYA
          • 29.09.13, 18:40
            jeepwdyzlu napisał:

            > Vilemarest twierdzi, że Borman sam się zgłosił i stało się to po bitwie pod Mos
            > kwą. Przepuszcza, że wiedział, że to koniec Bloietzkriegu i III Rzesza przegra
            > wojnę.
            To nie kłóci się z wersją Beera, który nic nie pisał, od kiedy Bormann współpracował z Sowietami, natomiast wymienił dwie luki w życiorysie, które mogły być przez nich wykorzystane.
            Gehlen z kolei wspomniał swoją rozmowę z Canarisem gdzieś z końca 1942, w której obaj doszli do konkluzji, że Bormann pracuje dla Sowietów. Jednakże nie mieli na to dowodów wystarczająco dobrych jak na skalę afery, by z nią pójść wyżej.

            > Ale nie był klasycznym szpiegiem - nie chciał kasy (miał dostęp do miliardów) a
            > ni tym bardziej nie chciał życia spędzać w Moskwie (w najlepszym wypadku)
            No to dość oczywiste. Zwracam tu przy okazji uwagę na "Funkspiel", czyli "grę radiową" w trakcie akcji "Czerwona Orkiestra".
            > Rozpoczął grę z Moskwą w celu UZYSKANIA swobody ruchów po zajęciu Berlina. I Mo
            > skwa na to poszła. To pozwoliło mu wywieźć z Niemiec kolosalne sumy (miliardy Ó
            > WCZESNYCH dolarów - czyli dziesiątki miliardów dzisiejszych) - wikłając w to ki
            > lkanascie banków z Portugalii, Szwajcarii, Turcji.
            > Było tego tyle, że kupił sobie dwa kraje - w sensie dosłownym. Argentynę i Urug
            > waj.
            > Ale... chciał spokoju dla swoich ludzi, firm, planów. Obiecał Moskwie, że nie b
            > ędzie podejmował działań im przeszkadzających.
            O tym wiem.

            > A Miller? On był zwykłym agentem - potem lata działał w sowieckiej strefie, uci
            > ekł, a w 1950 porwali go z powrotem Czesi :-)
            To też wiem. "Wymiksował się" przy tym z "Endlösung" zwalając wszystko na Eichmanna, który ostatecznie zapłacił za to głową.

            > Zabawne - na wszystko są kwity - Instytut Gaucka zajął kilometry akt K5 i Stasi
            > . Są oryginały dokumentów z obserwacji Bormana w latach 1945 i 1946.
            Tego nie wiedziałem.
            Sam Vilema
            > rest DWA razy spotkał Bormana (!!!)
            > osobiście!
            To też wiem, przynajmniej de Villemarest tak twierdził.
            > jeep


            --
            Każda wielka organizacja ma swój deputat kretynów,

            Kim Philby.
        • 01.10.13, 11:11
          Wiem, że adm. Canaris nie chciał Nikolai'a w abwehrze. Pułkownik prawdopodobnie "przytulił się" w innej organizacji wywiadowczej; każdy dygnitarz Rzeszy miał taką: Ribbentrop, Rosenberg, Goering, Hess (o tej ostatniej niewiele wiadomo, a prawdopodobnie miała ogromne wpływy).
          Nie są znane dalsze losy Nikolaia; według jednych źródeł został "zniknięty" przez samych Niemców pod koniec lat 30-ych, według innych przeżył wojnę i trafił do ZSRR (w jakim charakterze, nie wiadomo).
          -----------------------
          Canaris nie chciał Nikolaia w Abwehrze, bo wiedział o jego bardzo ścisłych relacjach z Sowietami z okresu Rapallo i późniejszych lat. Po 1922 Sowieci założyli w Niemczech ok 80 firm - shippingowych, transportowych, handlowych - jak przykrywki do kradzieży i drenażu technologii, wygodny kamuflaż do nielegalnych operacji i zasłonę dymną do transferu pieniędzy. Admirał von Hintze. pułkownik Nikolai i generał pułkownik Max Bauer latami i dość otwarcie współpracowali z sowietami snując marzenia o "narodowym bolszewiźmie"
          Z tą grupą współpracowała tajemnicza loża niemieckich przemysłowców, m innymi Hrabia Ernst zu Reventlow, szef prosowieckiego pisma Der Reichswart. Bywał na kawkach tam szef komunistów (!) Ernst Niekisch. W tym czasie GRU instaluje w Niemczech 10 000 (!!!) agentów, głównie w wojsku, nsdap i partiach katolickich a takze w kościele...
          W 1934 Nikolai zotaje prawą ręką Haydricha i szefem biura do spraw żydowskich - notabene NIGDY się tymi sprawami nie zajmowali. Dostaje ludzi, budżet, budynek (!) przy Victoriastrasse 7
          Jest podporą działań SD aż do czerwca 1941 - cały czas utrzymując kontakt z GRU.
          Na 100% odbył szereg konferencji z Hessem, prawdopodobnie organizował mu spotkania w Madrycie...
          W 1942 roku Heydrich ginie (zaznaczam - w dziwnych okolicznościach), ale Nikolai jest widziany w Stambule i Bułgarii (o tyle ważna jest Sofia, że pod koniec 41 i w 1942 Stalin próbuje za pomącą Bułgarów uzyskać zawieszenie broni)
          Od 1942 do 1944 roku co najmniej 5 krotnie widywał się z Bormanem (!)
          I teraz najciekawsze. W wieku 72 lat w 1945 Nikolai oddaje się w ręce Rosjan, a nie Amerykanów...
          Umiera w 1951 roku w Rostocku...
          Podwójny agent?
          Agent Moskwy?
          Człowiek Bormana?
          Paradoksalnie na każde pytanie można odpowiedzieć i tak i nie. Może naprawdę widział dla NSDAP i Niemiec wyjście w sojuszu z bolszewikami?
          jeep


          --
          YCDSOYA
          • 01.10.13, 14:45
            Sprawa Nikolai'a (Nicolai'a) wymagałaby głębszego zbadania. Swego czasu szukałem informacji na jego temat w internecie; interesował mnie z innego powodu, ale natrafiłem jedynie na strzępy, m.in. epizod turecki (może byłoby więcej danych, ale tureckiego nie znam). To znaczy chodzi o jego udział w szkoleniu/organizacji służb tureckich. Nie wiem, czy przypadkiem ich nie "wyszkolił" wziąwszy pod uwagę jego, hm, ciągoty pro-sowieckie. Ślady tego są zresztą zawarte, wiesz, gdzie.
            Natomiast w źródłach poza-internetowych można czasem trafić na jakiś ślad. Przeglądałem właśnie swój egzemplarz "Untouchable. Who protected Bormann..." Pierre'a de Villemarest. Jest tam trochę danych, trzeba by to przejrzeć i posklejać. Wedle pana P. de V., wygląda mi na to, że "przykleił" się do niemieckiego MSZ. Dziwnym trafem zahacza o sprawę Sorgego.
            Swoją drogą informacje różnych autorów są często sprzeczne, np. o jego losach po 1934 r.
            --
            Każda wielka organizacja ma swój deputat kretynów,

            Kim Philby.
            • 01.10.13, 15:42
              Jedno mnie zaciekawia..
              Jakie mieli cele?
              Bo współpracowali z Moskwą chyba naprawdę z powodów patriotycznych.
              W ogóle zauważam, że istniał w SD nurt prący do zacieśnienia relacji Moskwa Berlin - mam wrażenie nie w celu ogrania się wzajemnie - ale prawdziwej wzajemnej fascynacji. Nurt mający na celu zsprzęgnięcie tych totalitaryzmów.
              Nurt w jakiejś mierze podskórny - to znaczy mam wrażenie, że niewiele wiedział o tym Hitler.

              Całe szczęście, że się nie udał, jak wyglądałby świat, gdyby Stalin i Hitler nie rzucili się sobie do gardeł...
              Małą ciekawostka: Heydrich jeździł po Pradze autem z rejestracją SS3
              To wiele mówi o jego ambicjach.
              A po jego śmierci Miller w ogóle O NICZYM nie informował swojego szefa - Kaltenbrunnera. Ten się wściekał ale BAŁ się zwrócić mu uwagę.
              A jak wiadomo - Miller latał wtedy do Bormanna 3 razy dziennie. Juz tak byli bezczelni, że radio do Funkspiel mieli w pokojach obok gabinetu Bormanna :-))
              W ogóle od 43 a na pewno od połowy 44 Bormann wyrósł na najważniejszą osobę w państwie. Zastanawia mnie jaką grę grał Himmler. Chyba był izolowany, szantażowany , odsunięty i przeznaczony do odstrzału...
              Na to nakładają się jeszcze kwestie transferu technologii - może i ważniejsze od transferu miliardów dolarów.
              W każdym razie odnoszę wrażenie, że Hitler i Himmler pod koniec wojny nie tylko nie pociągali za sznurki, ale nawet nie wiedzieli, że takowe istnieją...
              jeep

              --
              YCDSOYA
              • 01.10.13, 16:49
                Zacznijmy może od tego, że żaden reżim, zwłaszcza totalitarny, nie jest - wbrew pozorom - monolitem, wewnątrz niego, podskórnie toczy się bezpardonowa walka o wpływy. (To samo pisze Sabine Dullin w książce, od której zacząłem wątek, na temat sporów, animozji, różnicy interesów między sowieckim MSZ i resortem handlu zagranicznego, wreszcie między MSZ i NKWD). Podobnie było w III Rzeszy, Goering i Goebbels byli gigantami (w hierarchii) przed wojną, potem ich pozycja słabła. To samo, a nawet jeszcze bardziej, dotyczy Ribbentropa, do czegoż był potrzebny w czasie wojny? Potem, z natury rzeczy, rosła pozycja Himmlera. Nie zapominajmy też o Hessie, o którym pisałem w innym wątku. Do maja 1941 on był w istocie Nr 2 wśród nazistów. Jego nieobecność spowodowała osamotnienie i degradację np. Rosenberga.
                Pozycja Bormanna stała się silna przede wszystkim dlatego, że inni konkurenci mieli różne wpadki, a najważniejsze jest to, że przy współudziale dr Morela zdołał owinąć sobie Hitlera wokół palca i zmonopolizować dostęp do niego, zwłaszcza (plus-minus) od zamachu 20. lipca '44.
                Stalin był o tyle przebieglejszy od Hitlera, że nie pozwalał swoim pretorianom urosnąć na tyle, by zaczęli zagrażać jemu samemu. Stąd "wymiana zderzaków", choćby w resorcie bezpieczeństwa: Dzierżyński-Mienżynski-Jagoda-Jeżow-Beria. Tego ostatniego, chyba najbardziej przebiegłego z wymienionych, dodatkowo neutralizował już pod koniec wojny Abakumowem. Zastanawiające są okoliczności jego upadku: czy to podejrzliwość Stalina, czy subtelna intryga kliki: Beria-Mołotow-Malenkow-Chruszczow-Kaganowicz? Swego czasu Abdurrachman Awtorchanow pisał, że pod koniec życia Stalin szykował kolejną, wielką czystkę, ale... się tym razem przeliczył, bo nie miał już do czynienia z ideologicznymi naiwniakami lat 20-ych i 30-ych, lecz z aparatczykami kutymi na cztery nogi. Z drugiej strony, może miał rację Suworow pisząc, że zupełnie przecenia się znaczenie XX Zjazdu KPZR z marca 1956, a nie docenia XIX Zjazdu z listopada 1952, ostatniego za życia Stalina, na którym został właściwie odsunięty od władzy i zamknięty w "złotej klatce".
                Dalej, nie lekceważyłbym Himmlera, nawet w 1945 r., jakkolwiek różnica między nim i Bormannem polegała, moim zdaniem, na tym, że ten pierwszy żył jeszcze sprawami bieżącymi, zaś ten drugi od dawna zajmował się przyszłością, tj. transferem kapitałów, patentów, technologii itd.; kto wie, czy nie na tym polegała tajemnica niemieckiego "cudu gospodarczego" lat 50-ych?
                Generalna moja konkluzja jest taka, że wprawdzie w "ludowym rozumieniu" demokracja jest nieruchawa, pełna sporów, kłótni itd., a dyktatura - bardziej sprawna, tymczasem, przy bardziej dogłębnym oglądzie, okazuje się, że to są tylko pozory, że dyktatura tylko pozornie jest monolitem. I jeszcze jedno: problem sukcesji władzy. W demokracji są na to po prostu procedury, w dyktaturze sukcesja oznacza wstrząs. Mamy multum przykładów na to z historii.
                --
                Każda wielka organizacja ma swój deputat kretynów,

                Kim Philby.
                • 01.10.13, 18:51
                  kto wie, czy nie na tym polegała tajemnica niemieckiego "cudu gospodarczego" lat 50-ych?
                  -----------------
                  Oczywiście masz rację w 100%
                  Wkrótce o tym napiszę.
                  Podobnie jak pomysł Unii Europesjkiej :-)
                  jeep
                  --
                  YCDSOYA
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.