Dyplomacja sowiecka lat międzywojennych –od kuchni Dodaj do ulubionych


Przebrnąłem właśnie przez "Les hommes d’influence. Les ambassadeurs de Staline en Europe, 1930-39” autorstwa Sabine Dullin, dość ważną książkę, moim przynajmniej zdaniem, bo prezentuje meandry polityki sowieckiej z tego okresu, obficie udokumentowane źródłami, przede wszystkim sowieckimi. Jest to kolejna publikacja autorki na tematy sowieckie tego okresu. Sądzę, że bez znajomości tych danych niewiele sensownego można powiedzieć o polityce Sowietów. Główną postacią jest, z natury rzeczy, Maksym Litwinow, w tym czasie ludowy komisarz spraw zagranicznych, bo taka wtedy obowiązywała nomenklatura. Był to dziwny człowiek, niewątpliwie bystry i inteligentny, najbardziej „zachodni” w kierownictwie sowieckim, jeszcze przed I W. Św. wiele lat spędził w W. Brytanii, skąd zresztą przywiózł sobie żonę, Ivy Low vel Law. W dyplomacji sowieckiej od samego początku, tj. od 1917 r. W 1921 r. zastępca ludowego komisarza, pod koniec lat 20-ych faktycznie kierował resortem wobec długotrwałej choroby Cziczerina, od 1930 r. ludowy komisarz. W Europie uchodził za rzecznika systemu kolektywnego bezpieczeństwa wobec niemieckich dążeń do rewizji traktatu wersalskiego. Być może sam w to wierzył, ale po lekturze pozycji jw. dochodzę do przekonania, że był po prostu harcownikiem Stalina, potrzebnym na pewnym etapie do robienia dobrego wrażenia. Pamiętajmy, że lata 30-te to był okres wielkiego głodu na Ukrainie, a potem wielkich czystek. Równocześnie pozycja samego Litwinowa w kierownictwie sowieckim była bardzo słaba.
Najpierw jednak dygresja. Sowieci, wielki przegrany I W. Św., znaleźli się w politycznej izolacji i wcale niełatwo było im wejść „na salony”. Wiele ważnych, i mniej ważnych, krajów świata w ogóle nie utrzymywało z nimi nawet stosunków dyplomatycznych, jak przykładowo Szwajcaria (rodziło to potem pewne komplikacje, gdy Sowieci przystąpili do Ligi Narodów). Inne, jak W. Brytania i USA, stosunki nawiązywało i zrywało kilkakrotnie, z różnych powodów. Z sąsiednią Rumunią nie mogli dojść do porozumienia z powodu Besarabii. Nie było nawet połączeń pocztowych czy kolejowych między ZSRR i Rumunią. Na stosunkach z Francją ciążyła kwestia ogromnych długów carskiej Rosji, których Sowieci nie uznawali. W tej sytuacji najważniejszą z punktu widzenia Moskwy była ambasada w Berlinie, skąd rozchodziły się macki po całej Europie. Po nadejściu Hitlera ów punkt centralny przeniósł się do Paryża. To zbiegło się w czasie z dojściem do władzy francuskich radykałów (Daladier i s-ka), a potem tzw. frontu ludowego.
Brak porządnych stosunków dyplomatycznych i handlowych powodował to, że Sowieci nie mogli dostawać żadnych kredytów, za wszystko musieli płacić żywą gotówką albo na zasadzie barterowej. A tymczasem resort handlu zagranicznego, z którym Litwinow stale miał na pieńku, miał zupełnie inne priorytety w związku z forsowną industrializacją.
Nie muszę dodawać, że oprócz działań, hm, oficjalnych realizowanych przez poszczególne placówki sowieckie krecią robotę prowadził Komintern (partie lewicowe i związki zawodowe) oraz NKWD i GRU (nie muszę wyjaśniać, czym się zajmowały). Na jeden aspekt działalności ambasady paryskiej Sowietów chciałem zwrócić uwagę. Mianowicie książka zawiera całkiem pokaźną "listę płac”, tj. beneficjentów sowieckich subwencji, a mówiąc dosadnie - łapówek za pisanie w sposób przychylny o "Kraju Powszechnej Szczęśliwości". Jest na tej liście na przykład pół-oficjalna agencja prasowa Havas, „Le Temps”, dziennik zbliżony do Quai d’Orsay (siedziba francuskiego MSZ), czy wreszcie poszczególni luminarze prasy francuskiej, jak Généviève Tabouis czy Pertinax (André Géraud) – proszę sobie poszukać. „Na garnuszku" sowieckim było wielu ludzi ze sfer artystycznych, jak Romain Rolland czy znany aktor Michel Simon.
Długo by pisać na ten temat, dlatego skupię się tylko na jednym wątku: kiedy zapadła decyzja o zmianie kursu, co zaowocowało paktem Ribbentrop-Mołotow? Gdy się zestawi ze sobą wszystkie strzępy informacji, to w moim przekonaniu decyzja zapadła wiosną 1937 r. (!). [Nie muszę dodawać, że przez cały czas urzędowania Litwinowa nie ustawały wysiłki różnych osobników, by wysadzić go z siodła]. Wiosną 1937 r. zaczęła się tzw. „wielka czystka”, nie ominęła ona również resortu spraw zagranicznych. Odwoływani byli nie tylko ambasadorowie, konsule, radcy, charge d’affaires itd. Był moment, gdy w ambasadzie sowieckiej w Atenach nie było żywego ducha. Przez całe miesiące, a nawet dłużej, placówki były nieobsadzone, np. w Warszawie, gdzie amb. Szaronow przybył dopiero w czerwcu 1939 r., po dwóch latach od odwołania poprzednika. Litwinow pisał skargi do biura politycznego i samego Stalina, że z Londynu nie otrzymuje niczego, bo nie ma nawet … maszynistek. Nie muszę dodawać, że ci, którzy jeszcze pozostali na stanowiskach, bali się robić cokolwiek. Sowiecka dyplomacja była sparaliżowana przez prawie dwa lata, w tym w czasie kryzysu monachijskiego. Nie należy zatem dziwić się, że Sowieci nie zdołali odczytać brytyjskiej zmiany kursu wobec Niemiec, jaka nastąpiła w związku z tym kryzysem.
Wreszcie 3. maja 1939 przyszedł czas na samego szefa resortu, jego funkcję przejął Wiaczesław Mołotow będący już szefem rządu. Ta data to tylko pozorna cezura czasowa, sens polityki sowieckiej wcale się nie zmienił, zmieniła się tylko jej zewnętrzna forma. O ile Litwinow i jego ludzie „trzymali poziom”, starając się eliminować to, co mogło grozić skandalem dyplomatycznym, np. ocenzurowanie niezwykle brutalnych i napastliwych wypowiedzi Żdanowa, teraz już nie było żadnych hamulców. Retoryka "nowej fali" wybrańców Mołotowa stała się wręcz prymitywna, brutalna a nawet bezczelna. Sygnałem ostrzegawczym powinna być sesja Ligi Narodów już 14. maja 1939, gdzie po raz kolejny, z wniosku Szwecji i Finlandii, „wałkowana" była kwestia zmiany statusu Wysp Alandzkich. Sowieci zablokowali to nie przebierając w środkach.
Ale niech nikogo nie zmyli zastąpienie „angielskiego dżentelmena” Litwinowa przez chama i prostaka Mołotowa. To nie kto inny niż Litwinow kilkakrotnie na indagacje o tranzyt przez Polskę lub Rumunię w celu pomocy dla Czechosłowacji odpowiadał: „O zgodę nie będziemy pytać, wymusimy ją siłą”.

--
Każda wielka organizacja ma swój deputat kretynów,

Kim Philby.
Przeczytaj całą dyskusję
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Okazje.info.pl

Bestsellery

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.