Dodaj do ulubionych

Przekłuwanie nadętego balona polskiej pychy

10.03.18, 22:29
Narażę się łysym pałom, oszołomom, „prawdziwkom” i „historykom” od siedmiu boleści, ale mam to głęboko…
Na początek teza:
W związku z II W. Św. Polacy nie mają czym się chwalić, kanalii, łotrów, bandytów, złodziei i donosicieli plus-minus tyle samo, co w innych krajach, wystraszonych przeciętniaków też, tak samo bohaterów – jak na lekarstwo.
1. Tzw. polski wkład w zwycięstwo II W. Św.
(Chciałoby się zapytać, tak na marginesie: zwycięstwo? Ale czyje? Wygrany był tylko jeden: USA, wszyscy pozostali wojnę przegrali).
Na początek, idąc tropem WIELU autorów, również PRZEDWOJENNYCH, zauważmy, że Polska poszła na konfrontację z Niemcami, która potem przekształciła się w konflikt światowy, z własnej głupoty. Winę za to ponoszą sfery kierownicze II RP, które nie dojrzały do sprawowania rządów, w dodatku sprzeniewierzyły się przestrogom Marszałka („Wy na wojnę nie idźcie, wy ją beze mnie przegracie” i „Jeśli Polska ma znaleźć się w wojnie, to nie na własnym terytorium i nie od początku”). Nie zastosowała się sanacja również do przestróg Władysława Studnickiego, ba, nie kto inny, jak gen. Ludomir Rayski pisał: „dobrze jest mieć własny przemysł zbrojeniowy (COP), ale znacznie ważniejsze mieć go czym obronić”. Z czym Polska poszła na wojnę? Wiemy! (Przy okazji: ciekawe, ilu polskich generałów i oficerów raczyło przeczytać Guderiana „Achtung, Panzer!”, świeżo wydane? Pięciu, a może siedmiu? Jakie wnioski z tego wyciągnęli?).
Szkoda też, że polscy wojskowi i czołowi politycy nie znali opinii, jaką mieli o wojsku polskim niemieccy sztabowcy i – ogólnie – oficerowie i generalicja. Nie będę powtarzać, aby się nie czerwienić ze wstydu. Krótko: za dużo było tromtadracji, niczym ze Szwejka, lekkoduchów oraz „kogucików”, za mało ludzi rozważnych, przewidujących, a przede wszystkim nieszafujących krwią podległych mu żołnierzy. (A po 1939 roku było jeszcze gorzej).
W tej sytuacji uporczywe sabotowanie polsko-niemieckiego approchement przez ministra Becka zakrawa na zdradę stanu, tyle że opacznie pojęte przez gawiedź słynne wystąpienie sejmowe w maju 1939, będące w istocie pijackim bełkotem, w mimowolnie ujawniło prawdziwą przyczynę niepojętych działań tego osobnika: alkohol! Gadka-szmatka o honorze, a w tle szafowanie krwią i cierpieniami narodu, wystawia mu jak najgorsze świadectwo. Nie jemu jednemu – dodajmy. Było takich więcej: Berling pod Lenino, Świerczewski pod Dreznem i Budziszynem, Anders pod Monte Cassino, „Bór” Komorowski-Chruściel-Tatar-Okulicki w związku z Powstaniem Warszawskim itd.
Żeby nie było wątpliwości: ówczesna opozycja antysanacyjna wcale nie była lepsza. Jak się poczyta wypociny Sikorskiego, Kota, Stańczyka, czy Popiela, to pojawia się jednoznaczne skojarzenie z programem gospodarczym Leppera i Samoobrony: „Balcerowicz musi odejść”. (Zamiast Balcerowicza wstawić sanację, reszta bez zmiany). Stać ją było na to, by gdy w pamiętnym wrześniu Polacy walczyli, uknuć spisek i z poparciem Francji oraz rumuńskim współsprawstwie obalić sanację. Dalszy ciąg znamy.
Krótko mówiąc, Polacy dawali d…y, gdzie się tylko dało. Że co? Że Dywizjon 303? Ludzie, przecież tzw. bitwa o Anglię to był pic z elektromontażem, jego cele były dwa: mistyfikacja wobec Roosevelta i utrzymanie się Churchilla u władzy. Każda niemiecka bomba spadająca na Anglię usuwała jedną cegłę spod nóg opozycji anty-churchillowskiej, a umacniała jego własną. Tak, nie mylicie się: jego własną, bo to było prywatne przedsięwzięcie Churchilla. Dlatego znaczenie RAF, a w nim cudzoziemskich lotników było ŻADNE.
Edytor zaawansowany
  • gandalph 10.03.18, 22:29
    Słyszę „Enigma”… Polacy dali d…y na całej linii. Polskie odkrycia na tym odcinku dokonane przed 1939 miały znacznie tylko o tyle, że pokazały, iż rozpracowanie maszyny szyfrującej jest w ogóle możliwe. Problem w tym, że po wybuchu wojny, a nawet jeszcze wcześniej, zaczęły się schody. Zmiana ustawień łącznicy wtykowej co 24 h oraz zmiana ustawień początkowych walców szyfrujących, a także zwiększanie liczby tych walców, spowodowało, że polskimi, chałupniczymi metodami nijak nie można było się posługiwać z braku środków. Żeby było śmieszniej: gdy ekipa B.Sz. ewakuowała się z Rumunii do Francji, Anglicy chcieli ich od razu przerzucić za Kanał. Sikorski powiedział NIE. W jego oczach B.Sz. było uosobieniem sanacji. Gdyby nie Bertrand, który zwietrzył swoją szansę, to Rejewski, Różycki, Zygalski itd., do końca „grzaliby ławę”. A potem w Anglii już nie byli do niczego potrzebni. Ośrodek w Uzes na południu Francji okazał się ślepą uliczką.
    Żeby było zabawniej: o łamaniu szyfrów sowieckich i niemieckich w naszych sztabach, owszem, myślano, gorzej, że nie zadbano o szyfry własne. Tymczasem więcej niż połowa stacji nasłuchowych SS była nastawiona na przechwytywanie łączności kraju z Londynem. Stąd:
    2. Co wiedzieli Niemcy?
    Na podstawie wielu dostępnych źródeł wiadomo obecnie, że Niemcy wiedzieli o wiele więcej, np. na temat tzw. polskiej konspiracji, niż mogłoby się komuś wydawać. Na przykład, gdy w 1938 r. Czechosłowacja dwukrotnie, w maju i we wrześniu, ogłaszała powszechną mobilizację, Niemcy wiedzieli o tym w ciągu 15 minut. W 1939 r. w Wojsku Polskim nie było żadnych tajemnic wobec Niemców. Jedną z pierwszych czynności Luftwaffe (i niemieckich sabotażystów) było zrywanie linii telegraficznych i telefonicznych, co zmuszało władze polskie do posługiwania się radiem. Radia zaś słuchali wszyscy, również Niemcy. Przez kilka dziesięcioleci historycy nie ustawali w poszukiwaniach niemieckiej agentury rozpracowującej polskie jednostki, tymczasem było to dziełem paru stacji nasłuchowych plus rozpoznanie z powietrza, jak np. przez eskadrę Rowehla. Dopiero w trakcie bitwy pod El-Alamein, gdy pewna niemiecka kompania łączności znalazłszy się przypadkowo w pobliżu linii frontu, została rozbita, Anglicy z przerażeniem dowiedzieli się, co Niemcy potrafili odkrywać (np. jednostki brytyjskie już w fazie formowania na poligonach w Kanadzie. Wszystko przez nasłuch radiowy).
    Historycy nagminnie lekceważą relację mec. Roweckiego, który występując jako pełnomocnik RGO, musiał kontaktować się z Niemcami. W jednym z gabinetów na ścianie zastał planszę z rozrysowanym schematem organizacyjnym AK, adresami, pseudonimami itd. Dlaczego nie zrobili z tego użytku? A po co? Stara zasada kontrwywiadu mówi, że zidentyfikowany obcy agent nie jest groźny, a wręcz przeciwnie – użyteczny. Dlaczego o tym mówię? Ano po to, aby pewien aspekt sprawy ustawić na właściwym tle; chodzi o to, że niejednokrotnie ten czy ów autor zastanawiał się, jak to możliwe, że taka wspaniała konspiracja akowska pod okupacją niemiecką była kompletnie bezradna wobec okupanta sowieckiego. Wyjaśnienie jest arcy-proste i nie ma tu żadnej magii ani wiedzy tajemnej. Sowieci, mając już wcześniej, przed wojną rozpracowane środowiska polskie, w szczególności na Kresach, które zamierzali anektować, zgarniali wszystkich, jak leci, a byli (i są) przy tym mistrzami inspiracji, mistyfikacji i „matrioszek”. Tymczasem Niemcy… Pomijając nadgorliwców, sadystów, pijaków, łamignatów, złodziei itp., którzy miast zakładanych najlepszych specjalistów od roboty policyjnej zwalili się na GG, po prostu ze stoickim spokojem rozpracowywali środowiska polskie, nie gardząc przy tym donosami różnych „gorliwych”, zawistników, szantażystów itd. itp. Ale to byli zawodowcy, dobrze wiedzieli, że wyłapanie nawet całej siatki konspiracyjnej spowoduje konieczność całej roboty od nowa. No to lepiej taką siatkę kontrolować, chyba że… a) trzeba zachować pozory wobec przełożonych, b) wobec donosicieli; bywały sytuacje, gdy musieli jakoś zareagować. Można też podejrzewać, że w niektórych przypadkach służby takie, jak Abwehra czy SD po prostu przymykały oko na to, że podziemie rozwaliło tego czy innego durnia w niemieckich szeregach. Kto wie, czy taki Kutschera nie został „wystawiony” Armii Krajowej przez swoich. Zawsze to wygodniej i łatwiej niż aresztować, a potem zawracać sobie głowę sądzeniem jakiegoś idioty.
    Krótko: zmierzam do stwierdzenia, że rozmiar aresztowań i represji niemieckich był w rzeczywistości znacznie zaniżony w porównaniu ze stanem rozpoznania polskich środowisk. Z kolei znaczną część represji niemieckich należy zapisać na konto albo polskiej głupoty, albo działania polskich konfidentów. W „Bezimiennych. Z dziejów wywiadu Armii Krajowej” autor pisze, naśmiewając się jakby z nieudolności służb niemieckich, że na ogół niczego nie znajdowały, chyba że był donos albo przypadek, na przykład karygodne lekceważenie zasad konspiracji polegające choćby na tym, że kurierzy AK oprócz wiadomości przewozili kontrabandę i na tym wpadali, a potem, przy bliższym badaniu… A więc byli Niemcy nieudolni, czy nie chcieli widzieć, chyba że musieli?
    I jeszcze jedna okoliczność, a propos represji niemieckich, chodzi o zderzenie cywilizacji. Nic tak nie wkurza Niemca, jak łamanie przepisów. Skoro jest zakaz posiadania odbiornika radiowego, to jego złamanie W WARUNKACH WOJNY grozi czapą. Skoro obowiązują kartki na żywność, to za kontrabandę grozi czapa. Skoro szkoły są pozamykane, to nieoficjalne nauczanie jest ścigane. Tymczasem Polacy nie tylko nie przestrzegali przepisów okupanta, lecz również przedwojennych przepisów polskich władz (powojennych też). Niemcy, wprowadzając tzw. kenkarty, po prostu realizowali martwy dekret prezydenta RP bodaj z 1932 r.
    Fakt, obaj okupanci nie gardzili stosowaniem odpowiedzialności zbiorowej, ale zbrodnia w Wawrze i Aninie, w odwecie za zaciukanie dwóch żandarmów przez „chłopców z ferajny”, gdy nikt nie zdecydował się na złożenie donosu, wygląda w trochę innym świetle niż się to przedstawia. Aha, ówczesne konwencje partyzantów nie obejmowały. Cywili złapanych na gorącym uczynku strzelania do żołnierzy niemieckich mieli pełne prawo rozstrzelać.
  • rabbi.rozencwajg 11.03.18, 14:08
    Nie przesadzaj tu z sowieckimi sukcesami (radio)wywiadowczymi!
    Podstawą systemu sowieckiego(żydowskiego) było donosicielstwo. Do roku 1989 włącznie.
    Polskie podziemie nie mogło się funkcjonować na Kresach bo było niszczone donosami ukraińskimi i żydowskimi.

    --
    Naród,który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.
    Im dalej społeczeństwo dryfuje od prawdy, tym bardziej nienawidzi tych, co ją głoszą. Prawda jest mową nienawiści. Mówienie prawdy w epoce zakłamania, jest rewolucyjnym czynem. George Orwell
  • gandalph 11.03.18, 15:03
    Naucz się głąbie czytać ze zrozumieniem

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.