Jak i jakie potrzeby zaspokaja alkohol? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Ponieważ wyedukowani, znaczy "leczeni" alkoholicy nie mogą pojąć, że spożywanie alkoholu nie polega na zaspokajaniu jakichkolwiek chorych potrzeb, na ucieczce od rzeczywistości czy fuszerce neuroprzekaźnikowej w uzależnionym mózgu, warto udać się na miłe, nieagresywne i serdeczne forum gazetowe Alkohole- forum alkoholum

    Np. bardzo pouczający i szczery wątek dotyczy ulubionych trunków. Co ciekawe, nikt tam nie warczy jeden na drugiego, że absolutnie tylko to najlepsze, co jeden bez drugiego wypija.
    forum.gazeta.pl/forum/w,36320,79170509,,Wasz_ulubiony_alkohol_mozna_podac_tylko_jeden_.html?v=2
    Forum czynnych pijaków bardzo mi się podoba, prezentuje wysoką kulturę wpisów, poczucie wspólnoty zainteresowań i pasji, smakoszostwo i koneserstwo.

    Zapewne jestem w nawrocie czy na suchym kacu. Możliwe, ponieważ wczoraj spożyłam lampkę ulubionego wina musującego, zwanego szumnie szampanem. Muszę zamówić po znajomości miejsce na zegrzańskich klinikach, albowiem nie ma picia kontrolowanego... nie uczą przecież takich sposobów na państwowych terapiach i odwykach.
    ;-)

    Jakie potrzeby zaspokajają forumowicze z Forum alkoholum? Czy ktoś zna odpowiedź?
    • "Ponieważ wyedukowani, znaczy "leczeni" alkoholicy nie mogą pojąć, że spożywanie alkoholu nie polega na zaspokajaniu jakichkolwiek chorych potrzeb, na ucieczce od rzeczywistości czy fuszerce neuroprzekaźnikowej..."

      Spożywanie alkoholu polega na wlewaniu go sobie do gęby.
    • e4ska napisała:

      > Jakie potrzeby zaspokajają forumowicze z Forum alkoholum?
      > Czy ktoś zna odpowiedź?

      Ja nie znam odpowiedzi. I nie chcę znać. Nie interesuje mnie. Jako produkt prania mózgu na terapii i w AA staram się nie interesować tym, jak sobie "robić dobrze" alkoholem. Za to staram się pamiętać jak sobie "zrobiłem źle" alkoholem.
      Co z alkoholem robią zdrowi, nie uzależnieni, mnie nie interesuje. To inny świat. Ja jestem z innej bajki ...
      • Cyt:
        Co z alkoholem robią zdrowi, nie uzależnieni, mnie nie interesuje. To inny świat. Ja jestem z innej bajki ...

        Dokładnie eska podpisuje sie pod tyakapitem jak zreszta pod całościa odpowiedzi w tym wątku .

        Nie jesteś uzalezniona to pij co chcesz - jesteś to będziesz biegała razem z wilkiem po łagiewnickim lesie popijając z piersióweczki dla animuszu i zdrowotności !!

        Ano zobaczymy ile tego szmapana wypijesz - ida święta Sylwester i Nowy Rok i i dzień po Nowym Roku i następny dzień itd.
        • Jestem uzależniona, wypiłam lampkę szampana i nie będę biegać z piersióweczką po łagiewnickich kniejach.

          I niestraszny mi kalendarz - ani święta, ani Sylwester. Będę się bawić, odwiedzać i być odwiedzana - jak przez wiele już lat.

          Będą w moim towarzystwie ludzie pijący i niepijący - jak co roku. Starzy znajomi, nowi znajomi. Jak zawsze.

          Jeśli skuszę się na wino czy szampana, na pewno będzie to jedna porcja w lampce niewielkiej się mieszcząca. Tak jak bywało kiedyś, gdy jeszcze się nie uzależniłam.

          Szkoda, że u nas na terapiach pomija się naukę picia kontrolowanego, bo wielu uzależnionych mogłoby funkcjonować w normalnym środowisku. Czy nie lepiej bawić się wtedy, gdy inni ludzie się bawią? Gdy inni są zadowoleni, uśmiechnięci... to i nam jest miło. Wyspać można się w każdy inny dzień, ale ja nie chciałabym przespać sylwestrowej zabawy.

          Sam, Deo, rzucasz się okrutnie, wypominając np. Aaugustowi jego pozostawanie w zamkniętym kręgu alkoholików AA. Ale gdy jakiś alkoholik pisze, że żyje sobie całkiem jak reszta świata, nie ucieka w szeregi terapeutyczne czy wspólnotowe, nie nadużywa terapeutycznych cierpliwości - też ci się nie podoba.

          Alkoholik nie musi uciekać i nawrotować się czym popadnie. Zależy od gatunku jego alkoholizmu, bo ludzie nie są jednakowi. Nawet alkoholicy różnią się od siebie. Ku zgrozie "fachowców" :-)
    • Ponieważ wyedukowani, znaczy "leczeni" alkoholicy nie mogą pojąć,
      Przyznam szczerze, że dawno się tak nie ubawiłam ha ha ha ha :-))))))))))))
      Skoro wyedukowanie polega na staczaniu się w coraz większą ciemnotę, to proponuję pozamykać szkoły od gimnazjum wzwyż. Sztuka pisania,czytania i rachowania powinna społeczeństwom wystarczyć, bo w końcu takim społeczeństwem manipuluje się bez większego wysiłku. Czego nie pojmuje człowiek pojmujący wystarczająco dużo, aby nie marnotrawić już więcej czasu, na takie bzdety? Czego nie pojmuje człowiek, który grubo po 50-tym roku życia marnotrawi go nadal? dopatrując się w bzdetach super zajęcia?

      *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
    • Potrzebuję Twojej pomocy, jak tu bywasz odezwij się :-)
      --
      *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
    • Czasami lubię taką lekkość... ale przypuszczam, że nie widziałaś nigdy umierającego alkoholika. Przejrzyj sobie chociażby to forum, żeby zobaczyć to morze łez, długotrwały lęk, bezgraniczne cierpienie alkoholików i ich dzieci, ich matki zagubione i nieszczęsliwe. Pomyśl o ludziach zabitych i okaleczonych w wypadkach drogowych... Może jakoś dotrze do Ciebie czym jest ta choroba. Otrzeźwiejesz odrobinę.

      Nie miałem zupełnie ochoty pisać w tym wątku głupim, ale potem pomyślałem, że Twój list może przynieść szkody po prostu, kiedy przeczyta go i zrobi sobie nadzieję na kieliszek szampana ktoś, kto jest na początku drogi, jeszcze jest niestabilny, nie ma jeszcze zakorzenionych nowych, abstynenckich zachowań. A sylwestrowa noc jest dla niepijących alkoholików trudna. Wiem po sobie.

      (a)
      • Tutaj pojawia się pytanie bardziej wskazane - czym innym, jak nie tą lampką szampana mogłabym zwrócić na siebie uwagę w takim jak to miejscu? na Forum Alkohole przecież jak już mogła wzbudzić ją odwrotnością swoich odkryć i pisać tam, że picie skraca życie. Ech, gdybym była pustakiem, weszłabym na forum cukrzyków i wklejała przepisy na ciasta, którymi sama uwielbiam się objadać ;-) Grunt to budzić kontrowersje, w ten sposób ma się uczucie bycia w centrum ;-) ale to tylko uczucie...

        --
        *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
      • czlowieek napisał:
        > A sylwestrowa noc jest dla niepijących alkoholików trudna. Wiem po sobie.

        Dla mnie kiedyś też.
        Ale od lat idę sobie w ten weieczór spać o dzisiątej lub jedenastej i budzę się 1.I.XXX wyspany i świeżutki :D
    • Post nie jest prowokacją ani zamachem na cudzą trzeźwość.

      Jest pewnego rodzaju reakcją na notoryczne pouczanie osób nieuzależnionych, że ich picie wynika z jakichś chorych potrzeb emocjonalnych.

      Jeśli ktoś uważa, że wpis jest szkodliwy albo głupi, niech sam zada sobie pytanie, dlaczego tak reaguje?

      Nie każdemu pasuje ucieczka czy uniki. A jeśli ktoś nie potrafi pogodzić się z istnieniem takich for jak Forum alkoholum, z ludźmi, którzy inaczej podchodzą do alkoholu - hm, jest to problem. Stąd postrzeganie świata w kategoriach nieustającego zagrożenia...

      A ja nie umiem się bać :-)
      No bo czego?
      • e4ska napisała:

        > Nie każdemu pasuje ucieczka czy uniki. A jeśli ktoś nie potrafi pogodzić się z
        > istnieniem takich for jak Forum alkoholum, z ludźmi, którzy inaczej podchodzą d
        > o alkoholu - hm, jest to problem. Stąd postrzeganie świata w kategoriach nieus
        > tającego zagrożenia...
        >
        > A ja nie umiem się bać :-)
        > No bo czego?

        Powrotu do pijanego życia - pogardy do siebie, strachu, pogardy innych, nie umijętności życia, zaszczanego łóżka i pawia na ryju ...

        Wolę nie ryzykować dośc przyjemnego obecnego życia żadnymi próbami "kontrolowanego picia" - odstawiłem już zresztą kiedyś wszystko poza piwem - film mi sie urywał i obszczywałem się równie dobrze, jeśli nie lepiej, jak po wódce.

        Więc boję się i nie spróbuję, dziekuję. Moje doświadczenie wskazuje, że ja nie potrafię pić kontrolowanie. Jeśli ktoś potrafi, to Szczęść Boże!

    • e4ska napisała:
      ::::::::::::::::::
      __________________________________________.
      Jezeli chodzi o mnie znam inne sposoby na podniete,
      np. seks... - Ten z Norwegii, (zapomnialem jak mu
      tam bylo), przytoczyl tu kiedys takie haslo: "kaktuz",
      ale musze przyznac, ze na mnie robi to odwrotny skutek...
      A...
      A´propos: Ubawily mnie te wypowiedzi pijakow... - Naprawde...! ;-)
      Bylem takze na tym etapie, w tamtym swiecie - przed smiercia..! :-(
      • Auguście, picie nałogowe nie polega na smakowaniu trunków, choć może na bardzo dawnym etapie i tak bywało. Jednak alkoholicy niektórzy twierdzą, że pili nałogowo, choć alkohol nigdy im nie smakował. Pili, żeby osiągnąć jakiś tam stan pożądany, a nie dla przyjemności kubeczków smakowych. Tak też może być.

        Natomiast - gdy jest się w AA, to obowiązuje nas bezwarunkowa abstynencja, bo w przeciwnym wypadku cały program trzeźwienia leży. Gdybym weszła do wspólnoty, pożegnałabym się z wszelkimi syropami, czekoladkami i lampką. Albo albo. Wszystko albo nic. Kto wie, czy te śmiertelne zapicia nie wynikają z łamania którejś zasady... wyjmuje się jedną cegiełeczkę malutką, a zawala się ogromny gmach trzeźwości.

        Tak to widzę, ale nie muszę mieć racji.
        :-)
        • Ello,

          poczytuje sobie jeszcze forum i szczerze mówiąc nie "łapię" problemu.
          Dla ścisłości, miesiąc abstynencji, przed terapią, na mityngu nigdy nie byłam.

          Niezależnie od tego co usłyszę od fachowców wiem, że kontrolowanie pić nie potrafię.
          Nie jest to wynik "prania mózgu", ale samowiedza wynikła z długoletniej obserwacji.
          I szlag mnie trafia, ale jest jak jest.

          Nie podważam cudzych doświadczeń, po prostu piszę o sobie.

          Pozdro
          Niki

          • Najważniejsza jest twoja samowiedza, Niki. Ty wiesz najlepiej.

            Na jednym prywatnym forum alkoholowym Gazety, całkiem niezłym do czasu, kiedy mu zaczęły rozrabiać pewni forumowicze, pisał bardzo inteligentny, myślący facet - z Anglii bodajże. Pijak ten był też narkomanem i tak podupadł, że cudem go wyrwali z łap kostuszych tamtejsze konowały.

            Był on do tego stopnia uzależniony, że musiał bardzo dokładnie studiować każdą etykietkę jadła i napoju, gdyż wprowadzenie do organizmu minimalnej choćby ilości alkoholu groziło mu śmiertelnym zapiciem. Dlatego postulował, o ile pamiętam, żeby w kościele podawano alkoholikom podczas dwupostaciowej komunii nie wino, ale jakiś sok. Oczywiście, nasze mądrale bardzo się z tego pomysłu naśmiewały, aż wreszcie z powodu nałogowego wyśmiewania właściciel pociął swoje forum, jedno wywietrzył, drugie zamknął, a szkoda, bo angielski Polak dzielił się solidną wiedzą.

            Możesz mieć tak samo - czyli pełne okrągłe zero alkoholu w twoim życiu, Niki. I nie zmieni tego sto terapii... czego chyba nie oczekujesz.
            pozdrawiam i trzymaj się mocno :-)
            • Dzięki E4ska za życzenia.

              przed każdym czynem nawet tym, który polega na jego braku, stoi wybór. Tego nic nie zmieni, odpowiedzialności za własne życie nie da się przehandlować.

              Zazdroszczę Tobie, że nie musisz rezygnować z tego co sprawia Ci przyjemność. Ja muszę dokonać dosyć rewolucyjnych zmian i albo kaplica, albo dziękczynna gromnica ;-).
              Pozdro
              N.
            • Czym jest wędkarstwo?
              To już zależy od samego wędkarza.

              Długotrwałe upajanie się alkoholem, przy stosowaniu dużych dawek, jest kolejnym stopniem wtajemniczenia.
              Stany, które się wtedy osiąga pozostają, w pamięci /niech będzie - biochemicznej/ i właśnie dlatego tzw. kontrola nie istnieje - zawsze będzie niedosyt.
              Opisywanie wewnętrznych przeżyć za pomocą tak skromnego środka jakim są słowa jest po prostu niemożliwe.
              Najlepiej napisał kiedyś August :
              "Trzeba umrzeć by narodzić się na nowo."

              • pierzchnia napisał:
                > Najlepiej napisał kiedyś August :
                > "Trzeba umrzeć by narodzić się na nowo."
                ________________________________________.
                Wzialem to z Goethego:

                Wenn du das nicht hast,
                dieses Stirb und Werde,
                bist du nur ein trüber Gast
                auf dieser dunklen Erde.
                (Goethe)

                (w moim wolnym tlumaczeniu):

                "Jezeli nie masz tego cos,
                zeby umrzec i sie zmienic,
                bedziesz zawsze szary gosc
                na tej czarnej ziemi ."
                (Goethe)
                ---------
                A...
          • niki_de napisała:
            > ... Niezależnie od tego co usłyszę od fachowców wiem, że kontrolowanie pić nie potr
            > afię. Nie jest to wynik "prania mózgu", ale samowiedza wynikła z długoletniej obserwacji.
            > I szlag mnie trafia, ale jest jak jest.
            > Nie podważam cudzych doświadczeń, po prostu piszę o sobie.
            _____________________________.
            ;-) Witaj Niki na wspolnej tratwie...! ;-)
            Ja takze nie potrafie kontrolowanie pic...!
            I bardzo dobrze mi juz z tym...! ;-)
            Pozdrawiam:
            A...
            Ps. Bedzie dobrze w tym porcie do ktorego przybiles...!
            • Ello August,

              mi jeszcze dobrze nie jest, ale nic to czas, czas, czas...
              Postaram się traktować nowy stan jako przygodę ;-).

              Podro
              Niki
              • niki_de napisała:
                > Ello August,
                > mi jeszcze dobrze nie jest, ale nic to czas, czas, czas...
                > Postaram się traktować nowy stan jako przygodę ;-).
                __________________________________________.
                Piekne podejscie do rzeczy...! ;-)
                Poznaj siebie... - To najwspanialsza przygoda zycia...!
                Tobie sie nawet nie snilo, jakie bogactwa kryjesz w sobie,
                zobaczysz to, kiedy te zalane alkoholem skarby zaczna sie
                wynurzac...
                A... ;-)
        • e4ska napisała:
          > Auguście, picie nałogowe nie polega na smakowaniu trunków,
          - - - - - - - - - - - - - - -
          Komu Ty to mowisz...! ;-)
          __________________________________.
          e4ska napisała dalej:
          > ... Jednak alkoholicy niektórzy twierdzą, że pili nałogowo, choć alkohol nigdy im nie smakował. Pili, żeby osiągnąć jakiś tam stan pożądany, a nie dla przyjemności kubeczków smakowych. Tak też może być.
          - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          Do nich i ja naleze... - Z tym, ze ten "stan pozadany", (jak piszesz), z czasem stal
          sie nie do osiagniecia, gdyz wczesniej zrywal sie film...! :-(
          ____________________________.
          e4ska napisała dalej
          > Natomiast - gdy jest się w AA, to obowiązuje nas bezwarunkowa abstynencja, bo w
          > przeciwnym wypadku cały program trzeźwienia leży.
          - - - - - - - - - - - - - - - - -
          Nie, to nie jest prawda... - Warunkiem przynaleznosci do AA jest tylko
          pragnienie zaprzestania picia, a nie bezwarunkowa abstynencja...!
          Sa ludzie, ktorym nie jest dane za pierwszym podejsciem nie pic...
          Stad te zapicia w AA, na wstepie...
          ________________________________.
          e4ska napisała dalej:
          > ... Gdybym weszła do wspólnoty, pożegnałabym się z wszelkimi syropami, czekoladkami i lampką. Albo albo. Wszystko albo nic...
          - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
          Wybor nalezy tylko do Ciebie... - Jedno wiem (z doswiadczenia), gdybys byla alkoholiczka, ktora nie ma innego juz wyjscia, sprobowalabys zasady; "Albo, albo". "Wszystko albo nic".
          ______________________________.
          e4ska napisała dalej:
          > ... Kto wie, czy te śmiertelne zapicia nie wynikają z łamania którejś
          > zasady... wyjmuje się jedną cegiełeczkę malutką, a zawala się ogromny gmach trz
          > eźwości.
          - - - - - - - - - - - - - -
          Cieplo, cieplo...! ;-)
          A...
    • e4ska napisała:
      > "Jak i jakie potrzeby zaspokaja alkohol?"
      _______________________________________________________________.
      Odpowiedz z "Ekstazy", str. 169 (,,...we wszystkich naszych poczynaniach ") - wycinek:
      " ... Kilka lat temu siedziałem w barze w Nowym Jorku i rozmawiałem z dziennikarzem, który właśnie kolejny raz stracił pracę z powodu picia. Interesowała go moja historia w AA. Ale był pobudzony, wściekły i zupełnie nie był ciekaw jakiejkolwiek gadaniny, która miałaby służyć j e g o w ł a s n e j odnowie duchowej, przynajmniej nie tamtego dnia.
      I wtedy coś mi przyszło do głowy. „Posłuchaj no, H... - powiedziałem. - Myślę, że największa frajda picia na całego i do upadłego polega na tym, że czujesz, ze trzymasz się z daleka od wszystkich tych durniów i frajerów. Idziesz inną drogą. Obowiązuje cię inny czas. Słyszysz inną muzykę. Dostajesz p r a w d z i w e g o, egzystencjalnego «kopa».
      Wciąż balansujesz na linie, pomiędzy przyjemnością i bólem, postępem i katastrofą." I tak dalej w tym stylu. Spostrzegłem, że H. wreszcie zaczął mnie uważnie s1uchać. I całkowicie się ze mną zgodził. Rajcowało go właśnie życie „na całego" i „do upadłego", nawet gdyby miało to oznaczać katastrofę. Życie takie jak życie „tych durniów i frajerów" śmiertelnie go nudziło, było ograniczeniem i przekleństwem..."
      --------
      A... ;-)
    • Zauwaz, iz uczestnicy "Forum alkoholum" pisza o drinkach tak samo jak uczestnicy forum "Kuchnia" o zupie lub salatce.

      W momencie, gdy alkohol przestaje byc zwyklym elementem menu lub deserem, a zaczyna spelniac jakies potrzeby, zaczyna sie picie ryzykowne i/lub uzaleznienie.

      • E4ska,

        mnie ciekawi dlaczego piszesz o sobie "alkoholiczka"?. Nie traktuj tego pytania jako zaczepne. Nie stoją za nim złe intencje.

        Pozdro
        Niki.
        • Ja siebie nie traktuję "jako", ja jestem.
          :-)

          Niki, są różne sposoby radzenia sobie z nałogiem. Od wieków, od tysiącleci jedni poddawali się pijaństwu, a inni otrząsali jak kura po deszczu i pijacka przeszłość nie stanowiła dla nich problemu.

          Też mogłam rozpocząć terapię, byłam w ośrodku, ale wstępne ple ple ple fachowca wywołało we mnie ogromne zdumienie i jeszcze większą ochotę do śmiechu.

          Zastanawiałam się, czy fachowiec sam z siebie jest idiotą, czy program jest idiotyczny. To drugie. Oczywiście, jest to mój subiektywny punkt widzenia. Ale zdumienie, że można taki program podsuwać nałogowcom, sprawiło, że zainteresowałam się forami alkoholowymi, a tak naprawdę zainteresował mnie problem marnotrawienia pieniędzy państwowych na tasiemce z marnym skutkiem.

          Jeśli masz pozytywne nastawienie do terapii, jesteś na nią psychicznie przygotowana i gotowa realizować wskazówki w praktyce - możesz być bardzo zadowolona. Przy okazji możesz polubić koleżanki i kolegów oraz bawić się w samopoznanie czy - tutaj właściwsze słowo - samodemaskację przy pomocy życzliwych.

          Najważniejsze, żebyś nie piła.

          Terapie nastawione na nauczanie picia kontrolowanego są dawno stosowane w praktyce. Na pewno nie dla każdego taka metoda.

          Poza tym jeszcze kwestia wyboru: wielu mogłoby pić śladowe ilości alkoholu, ale wybiera abstynencję. Co wcale nie jest złe. Inaczej: ani nie jest dobre, ani złe. Bo to my sami nadajemy wartość naszym swobodnym wyborom.
          :-)
          • Też mogłam rozpocząć terapię, byłam w ośrodku, ale wstępne ple ple ple fachowca wywołało we mnie ogromne zdumienie i jeszcze większą ochotę do śmiechu.
            Zastanawiałam się, czy fachowiec sam z siebie jest idiotą, czy program jest idiotyczny. To drugie. Oczywiście, jest to mój subiektywny punkt widzenia. Ale zdumienie, że można taki program podsuwać nałogowcom, sprawiło, że zainteresowałam się forami alkoholowymi,

            Z upływającym czasem wszystko może się w głowie mieszać, i to wtedy jest inna od alkoholizmu choroba. Zaburzenia pamięci czy cuś takiego. Świadczyć tez o tym mogą tak częste i wyraźne zmiany opinii na temat piszących osób. Ktoś kto pół roku temu był "ciekawym człowiekiem" dyskutującym ciekawe tematy dziś może być ni stąd ni zowąd kimś skrajnie innym. Zjawisko dzieje się też w stronę drugą i naprawdę nie ma nic wspólnego z uczciwością. Ci wszyscy którzy byli "przyjaciółmi" netowymi i wspaniałymi osobowościami do dziś "bekają" z potwornym niesmakiem na samą myśl o tej kobiecie. Lepiej z nią tych lampek szampana nie wypijać, bo te wszystkie deklaracje przyjaźni (realne też) to bardziej pobożne życzenia lub wytwory jakiejś tam wyobraźni. Postać z wszelkich miar "żałosna". Szoka tylko tych, którzy tyle z jej palców ucierpieli. Człowiek trzeźwy i kontaktowy zająłby się przede wszystkim naprawianiem tych "szkód", a nie szukaniem sobie kolejnych ofiar.
            Można by też z zacytowanego tutaj przeze mnie zdania, wywnioskować, że na samym początku było ple ple jakiegoś fachowca, a potem fora alkoholowe, co Ci którzy na forach piszą od lat łatwo mogli by zadać kłam. Najpierw było "dno", bardzo przykre, bunt rodziny, a potem ple ple fachowca i "tchórzostwo" w podjęciu działań służących naprawie swojego popapranego życia. Jak trzeźwieję, nie spotkałam, się z czymś takim, jak mówienie o jakimś "programie" zdrowienia na pierwszej terapeutycznej wizycie. Ta bowiem ZAWSZE służy tylko jednemu celowi DIAGNOZIE. Jak trzeźwieję też nie spotkałam osoby, która diagnozę przyjęłaby bez buntu i długo terminowego nawet wahania, który oczywiście mógłby wyrażać się głębszą kpiną. Jednak w tle pozostaje motywacja, czyli to, po co chcę zmienić swoje życie, a to wymaga KONTAKTU z własną "nędzą" zwłaszcza w relacjach z bliskimi. To, że ktoś jej nie wykazuje wcale nie oznacza, że jest w tych sprawach "Nikim". Tutaj widać mamy taki SUBIEKTYWNY przypadek, któremu nie tyle zależy na piciu tej lampki szampana, choć ona jako taka pomaga trwać w dalszej ułudzie, co na nieustannym braku kontaktu z sobą prawdziwą. Mogę tylko współczuć najbliższym, bo doskonale znam ten klimat, bez względu na wysoki poziom rodzinnej sielanki przedstawianej nam tutaj przez taką osobę. W końcu kto to sprawdzi? Wystarczy poczytać, jak dany osobnik traktuje innych - tutaj userów - przez czas dłuższy, niż ten od ple ple fachowca, aby rozumieć co się wokół kogoś takiego rozgrywa.

            Tak to jest, jak się chce przechytrzyć rzeczywistość, wychodzi się na kompletnego w temacie idiotę, stąd taki właśnie rzeczownik określa fachowca w łepetynie unej.
            Cieszę się z tego wątku, bo mogłam to napisać. Jedak założycielka nie powinna wnosić pretensji, bowiem sama przez lata tułając się po forach, dostając nieustanne bany nie robiła nic innego jak pisała "wprost" swoją jakże subiektywny prawdę, zwłaszcza na swój temat,

            --
            *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
            • 13.12.10, 08:55
              Dodam jeszcze, żeby nie było niedomówień, że pisząc te powyżej słowa zaspokoiłam swoją potrzebę uczciwości wobec siebie. Gdyby padło po raz kolejny tutaj takie idiotyczne pytanie:
              Jak i jaką potrzebę zaspokoiła ela_102 pisząc ten post?
              --
              *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
          • E4ska,

            problem w tym, że mnie śladowe ilości alkoholu nigdy nie satysfakcjonowały. W moim przypadku obowiązuje albo -, albo+, nie ma nic po środku.

            Walory smakowe również doceniam z tym, że dla mnie jeśli chodzi o butelkę, to dno jest najciekawsze.

            Właśnie wróciłam z pierwszego spotkania z terapeutką - poza tym, że jest młodsza ode mnie
            i nie stosuje makijażu, niewiele więcej na razie powiedzieć mogę .
            Co do terapii staram się nie mieć nastawienia - negatywne mnie zablokuje, entuzjastyczne - rozczaruje. W praniu wyjdzie co dalej.
            Tak czy siak wezmę /także i z tego forum/ co na dalszą drogę będzie mi przydatne.

            Pozdro
            Niki




            e4ska napisała:

            > Poza tym jeszcze kwestia wyboru: wielu mogłoby pić śladowe ilości alkoholu, ale
            > wybiera abstynencję. Co wcale nie jest złe. Inaczej: ani nie jest dobre, ani z
            > łe. Bo to my sami nadajemy wartość naszym swobodnym wyborom.
            • Bardzo dobra postawa, Niki.

              Niki! Nie zauważyłam postu Twojego... a teraz dla rozrywki i pouczenia przejrzałam wątek, bo nie chce mi się zbytnio pracować, hm ;-(

              Terapię wybrałaś publiczną czy prywatną? Będziesz chodzić "na grupę" ?
              I jakie pierwsze wrażenia?

              Jak długo nie pijesz i czy bardzo z tegoż powodu cierpisz?
              zdrufki ;-)))
      • Sabino... dla wielu alkohol jest jedną z dostępnych potraw. Czymś przyjemnym w spożyciu. Są osoby, które nie cierpią wina, bo najsłodsze wydaje się im kwaśne... więc i tutaj nie ma reguły.

        W momencie, gdy alkohol przestaje byc zwyklym elementem menu lub deserem, a zac
        > zyna spelniac jakies potrzeby, zaczyna sie picie ryzykowne i/lub uzaleznienie.


        Wiesz co, Sabinko... Są tacy ludzie, którzy nigdy nie pili "dla smaku". Nigdy nie skończyli na szklaneczce wina przez całą noc imprezy. Tacy nie wiedzą, że pije się dla przyjemności takiej samej jak posmakowanie czerwonego barszczyku z uszkami (moje ulubione danie) czy rozkoszowanie się soczystą poziomką ciepłą od słońca.

        Tacy alkoholicy są najbardziej pokrzywdzeni... ale trudno, nawet nie wiedzą, co stracili ;-)))
        • Wychodzi na to, że pijąc dla smaku, również można się uzależnić.
          Mnie ten napój bardzo smakował dlatego nie kończyło się na jednej lampie wina - byłem prawdziwym smakoszem...
          Cedzenie jednej lampki wina przez całą imprezę wydaje mi się dość dziwne - choć całkiem możliwe, że poprzez owe cedzenie bardziej uderza do głowy.
          Jest to jedna z najoszczędniejszych technik prowadząca do uzależnienia...
          Hop naparstek piwa...
          • Wychodzi na to, że pijąc dla smaku, również można się uzależnić.
            Nie sądzę, Pierzchnio. Picie naparstkiem niczym złym nie grozi.

            Mój nałóg wypracowałam sobie pijąc jak szewc - bo prowadziłam bardzo imprezowe życie... to były tygodnie, miesiące codziennych spotkań, rzadko bez alkoholu.
            A do tego... Rano - kawa z koniakiem, herbaty bez rumu nie spożywałam, przed snem szklanka czerwonego wina. Szybko to poszło. I jeszcze uważałam, że żyję niczym grecki filozof o orientacji epikurejskiej, ba, istne wcielenie cyrenaizmu ;-)

            Przyczyną mojego pijaństwa była głupota czy - delikatniej - nieprzezorność. Ale nauka na własnych błędach nie poszła w las. Żadnych szumów alkoholowych słyszeć nie chcę, a inna sprawa - nie mogę.

            I co ciekawe - dzięki rezygnacji z opilstwa wykorzystuję swoje towarzyskie pasje w stanie trzeźwym (będąc nietrzeźwą w sensie aowskim).

            Dlatego niepotrzebne są mi teorie o mechanizmach i duchach alkoholowych. I nadal wolno mi dyskutować o zaletach takich czy innych nalewek tak samo jak o surówce ze śliwką i pieczonych ziemniaczkach :-)
            • e4ska napisała:
              > Był on do tego stopnia uzależniony, że musiał bardzo dokładnie studiować każdą etykietkę jadła i napoju, gdyż wprowadzenie do organizmu minimalnej choćby ilości alkoholu groziło mu śmiertelnym zapiciem.
              - - - - - - - -
              > Nie sądzę, Pierzchnio. Picie naparstkiem niczym złym nie grozi.
              _____________________________________________________.
              Pierwsza Twoja mysl byla trafniejsza... - Jednak grozi to złym...!
              A...
              • Picie naparstkiem i to nawet w ostępach kwartalnych może być zabójcze dla kogoś, kto jest uzależniony.

                Przykład forumowego pisarza z innych sfer gazetowych podałam i często wcześniej odwoływałam się do jego wpisów, ponieważ zdaję sobie sprawę, że są tacy jak on absolutni alkoholicy, ćwierćpijacy, szesnastocalowipijacy i cała gromada bliżej nieokreślonych. Warto by ich jakoś ponazywać... hm ;-)

                Jest to też refleksja wynikająca trochę z zarzutów Deo, że wymyśliłeś sobie niedorzeczną klasyfikację. Nie, ona istnieje naprawdę. Mnie jest wszytko jedno, czy ja będę alkoholiczką prawdziwą, a August ćwiercpijakiem, czy odwrotnie. Na pewno nasze zachowania różnią się tak, jak i motywacja do niepicia.

                Natomiast rezygnacja z kultury picia i powolne wchodzenie w picie szkodliwe grozi uzależnieniem. Mnie wystarczyło dwa-trzy lata nieuwagi, żeby popaść w półroczne szaleństwo alkoholowe.
                I tydzień niecały, żeby z tego szaleństwa wyjść...

                Co sobie bardzo chwalę, bo do dziś dnia cieszę się, kiedy otwieram oczy - że jestem zdrowa, dobrze się czuję i cały piękny dzień przede mną.
                I to - zdaje się - jest nam obojgu wspólne :-)
                • Przyczyną mojego pijaństwa była głupota czy - delikatniej - nieprzezorność. Ale nauka na własnych błędach nie poszła w las.

                  Eska głupota jest przyczyną wszelakich tragedii życiowych i albo dostaniesz szansę na poprawę od Boga albo nie . Ty dostałas a ci ze Smoleńska już nie ...

                  Eska my tu piszemy o nałogach wagi ciężkiej gdzie jeden cios i koniec a nie o piórkonałogach co to mogą okładac się po pyskach 12 rund i ..nic ...
                  • Będziem mądrzy, to nie pomrzem ani nie zginiem.
                    !!!$%#&^!!!

                    my tu piszemy o nałogach wagi ciężkiej gdzie jeden cios i koniec a nie o p
                    > iórkonałogach co to mogą okładac się po pyskach 12 rund i ..nic ...

                    E tam, tutaj piszemy z ludźmi i o ludziach, którzy uwalili się na paru osiemnastkach i studniówce, nakazując im jedyną drogę: terapia, odwyk i 90 mityngów w 90 dni.

                    Przynajmniej tak się pisze na większości for, a największa bulwersacja powstaje wtedy, gdy terapeuta na pierwszej rozmowie odsyła wystraszonego "wagi ciężkiej" we własnym mniemaniu. Wtedy kwestionuje się fachowość fachowca.

                    Kumple forumowe wiedzą lepiej. Szczególnie po pierwszym mocniejszym ;-)
                    • e4ska napisała:

                      >my tu piszemy o nałogach wagi ciężkiej gdzie jeden cios i koniec a nie o p
                      > > iórkonałogach co to mogą okładac się po pyskach 12 rund i ..nic ...

                      > E tam, tutaj piszemy z ludźmi i o ludziach, którzy uwalili się na paru osiemnas
                      > tkach i studniówce, nakazując im jedyną drogę: terapia, odwyk i 90 mityngów w 9
                      > 0 dni.
                      --------------------------------------------------------------------------
                      e4ska,
                      jeśli się z czymś co w tym wątku napisałaś zgadzam, to właśnie w ocenie tej neadekwatności podejścia róznej maści nałogowych forumowych pomagaczy.
                      Traktując każdego nowego jak alkoholika w ostatniej fazie choroby, często wylewają dziecko z kąpielą. To mnie niepokoi czasem.

                      Czy jednak ten wątek pomoże w tej sprawie? Czy wniesie jakieś pozytywne impulsy w myślenie o problematyce alkoholicznej?
                      Nie jestem przekonany.

                      W każdym razie, nie daj się...
                      bo widzę, że wkładając kij w mrowisko - prowokujesz do pewnego fermentu...
                      A owocem fermentu - przecież nie tylko bimber bywa... ;-)

                      W każdym razie, gdybyś potrzebowala pomocy, to krzycz:
                      - honotu buratino!
                      :-))
                • e4ska napisała:
                  > ... zdaję sobie sprawę, że są tacy jak on absolutni alkoholicy, ćwierćpijacy, szesnastocalowipijacy i cała gromada bliżej nieokreślonych. Warto by ich jakoś ponazywać... hm ;-)
                  _______________________________________________.
                  Pierwszym, ktory "posegregowal" alkoholikow byl E.M. Jelinek...
                  (alkoholik tyb Alfa, typ Beta, Gama,Delta i Epsilon).
                  A fazy picia alkoholikow, wg. Jelinka wygladaja tak:

                  - Faza wstępna (prealkoholowa)
                  Stadium zaczyna się od konwencjonalnego picia, nieodbiegającego od społecznie akceptowanego wzorca. Pijący zaczyna jednak doświadczać wielu pozytywnych konsekwencji picia alkoholu. Atrakcyjność picia polega na jego działaniu uspokajającym, rozluźniającym i nasennym. Może być również sposobem ułatwiającym pokonywanie nieśmiałości w kontaktach społecznych.
                  Używanie alkoholu staje się wówczas jedną ze strategii radzenia sobie z nieprzyjemnymi emocjami. Dlatego też fazę prealkoholową określa się mianem: ,,picie jako ucieczka”. W tej fazie obserwuje się narastającą tolerancję na alkohol, związaną z adaptacją organizmu. Dotychczasowe dawki alkoholu stają się niewystarczające, rozpoczyna się picie coraz większych ilości w celu uzyskania takiego samego efektu. Na tym etapie osoba pijająca zazwyczaj nie dostrzega problemu. Faza może trwać kilka miesięcy lub lat.

                  Faza ostrzegawcza (zwiastunowa)
                  W tym stadium picie staje się rodzajem wewnętrznego przymusu, trudnego, lecz możliwego do przezwyciężenia. Osoba znajdująca się w tej fazie aktywnie szuka okazji do spożycia alkoholu. Jest inicjatorem spotkań towarzyskich, suto zakrapianych alkoholem. Pije więcej i częściej niż otoczenie. Często pije w samotności, ukryciu. Może jednak odczuwać wstyd, unikać rozmów na temat alkoholu. Z czasem zaczyna zauważać, że coś zmieniło się w jej sposobie picia, jednak racjonalizuje przyczyny, usiłuje znaleźć dla nich wytłumaczenie.
                  W tej fazie częste jest przeżywanie przykrych objawów ,,ciężkiego kaca”. W fazie zwiastunowej mogą pojawiać się zaburzenia pamięci, określane jako palimpsesty. Polegają na niemożności przypomnienia sobie dokładnego odtworzenia przebiegu wydarzeń w trakcie upojenia alkoholowego, pomimo że nie doszło do utraty przytomności pod wpływem alkoholu. Bywają określane jako ,,urwanie filmu”, ,,przerwa w życiorysie”.

                  Faza krytyczna (ostra)
                  Cechuje ją całkowita utrata kontroli nad piciem alkoholu. Wypicie porcji alkoholu rozpoczyna ciąg alkoholowy. Okresy picia zaczynają dominować nad okresami abstynencji. Picie jest kontynuowane, pomimo wielu negatywnych konsekwencji, co jest związane z odczuwanym silnym głodem alkoholu oraz stosowanymi mechanizmami iluzji i zaprzeczeń: Każdy piłby na moim miejscu, To moja prywatna sprawa, Nikt mnie nie rozumie. Pijący zaczyna wypadać ze wszystkich ról społecznych, zaniedbuje dotychczasowe pasje, zainteresowania, wycofuje się z kontaktów z bliskimi.



                  W tym stadium występuje poranne ,,klinowanie”, aby zapobiec wystąpieniu przykrych objawów odstawiennych. W tym celu pijący stara się gromadzić zapasy alkoholu, aby nie dopuścić do sytuacji, w której ciągłe dostarczanie alkoholu do organizmu zostałoby przerwane. Pijący może podejmować próby zmiany wzorca picia, np. pić tylko w dni wolne od pracy lub zastąpić alkohol mocniejszy – słabszym. Rodzina i przyjaciele osoby uzależnionej w tym stadium często usiłują nakłonić ją do podjęcia terapii, fakt uzależnienia nie przedstawia dla nich żadnych wątpliwości.
                  W tym stadium pojawiają się negatywne konsekwencje picia związane z pracą zawodową. Należą do nich absencje w pracy z powodu ciągów alkoholowych, podejmowanie pracy pod wpływem alkoholu lub zauważalne dla współpracowników objawy abstynencyjne. Często stają się powodem utraty pracy. W fazie krytycznej nierzadko pojawiają się również konflikty prawne.

                  W stadium ostrym mogą występować objawy tzw. patologicznej zazdrości, której adresatem jest współmałżonek. Objawy są związane z zaburzeniami potencji osoby uzależnionej na skutek picia. Nieufność, wrogie nastawienie do otoczenia mogą powodować wybuchy agresji. W fazie krytycznej osoba uzależniona nierzadko wymaga lub sama poszukuje pomocy medycznej.

                  Faza przewlekła (chroniczna)
                  Obecne są wszystkie objawy uzależnienia. Zachowanie jest zdominowane przez wielodniowe ciągi alkoholowe. W tym stadium mogą być spożywane alkohole niekonsumpcyjne. W trakcie rzadkich okresów abstynencji pojawiają się zespoły abstynencyjne, które mogą być powikłane zaburzeniami świadomości i napadami drgawkowymi.

                  W tym stadium występują liczne powikłania psychiczne: zaburzenia pamięci, koncentracji, zaburzenia nastroju, psychozy. Do powikłań somatycznych należą uszkodzenia licznych narządów i układów, jak: zespół móżdżkowy, polineuropatia, kardiomiopatia, nadciśnienie tętnicze, marskość i niewydolność wątroby. Zwiększone jest również ryzyko rozwoju choroby nowotworowej związane z kancerogennym działaniem alkoholu i ogólnym wyniszczeniem organizmu. Nieuchronną konsekwencją nieleczonej fazy przewlekłej jest zgon spowodowany zatruciem lub powikłaniami alkoholizmu.

                  E.M. Jellinek podkreślał, że zatrzymanie postępu choroby jest możliwe na każdym z etapów. Typologia Jellinka określa jedynie pewien zarys, schemat rozwoju choroby alkoholowej. Granice między poszczególnymi stadiami są nieostre, a kolejność występowania objawów w poszczególnych fazach może wykazywać indywidualne różnice.
                  --------
                  A...
                  • ...jestem centralnie w zwiastunowej.
                    Pozdro
                    N.
                  • Znam, Auguście, znam... ale nasza (twoja i moja) klasyfikacja jest lepsza, bliższa prawdzie.

                    To na razie, koniec zabawy na dziś :-)
                  • >aaugustw napisał:
                    >Pierwszym, ktory "posegregowal" alkoholikow byl E.M. Jelinek...
                    >(alkoholik tyb Alfa, typ Beta, Gama,Delta i Epsilon).
                    >A fazy picia alkoholikow, wg. Jelinka wygladaja tak:
                    (...)
                    ______________________________________________
                    Aauguscie,
                    jako ciekawostkę dodam, że jeśli chodzi o Jelinka, to na podstawie jego (nienajnowszych już) badań opracowano dwie oddzielne karty pytań - dla męż dla mężczyzn i dla kobiet, wychodząc ze słosznego (moim zdaniem) założenia, że nadużywanie alkoholu przez mężczyzn i przez kobiety wygląda zwykle inaczej.

                    Na podstawie odpowiedzi na te pytania, człowiek jest w stanie sam ocenić gdzie na drodze swojego alkoholizmu już zawędrował.

                    Wkleję to, bo może komuś się przyda.

                    Objawy i etapy alkoholizmu u mężczyzn

                    Czy zdarzył ci się kiedykolwiek któryś z poniższych objawów:

                    Faza ostrzegawcza (objawów zwiastunowych)
                    1. Wzrost tolerancji (musiałeś wypić więcej aby osiągnąć taki sam skutek)?
                    2. Chwilowa utrata pamięci ("przerwy w życiorysie", okresy w których robiłeś coś, czego nie pamiętasz)?
                    3. Ukradkowe picie kiedy nikt nie patrzył?
                    4. Myślenie o piciu (na przykład podczas pracy itd.)?
                    5. Szybkie picie (w celu szybkiego upicia się)?
                    6. Unikanie rozmów o piciu ponieważ czujesz się wtedy niezręcznie?
                    7. Zaburzenia pamięci (nie możesz sobie przypomnieć co powiedziałeś ani tego co robiłeś)?

                    Faza krytyczna (ostra)
                    8. Utrata kontroli (nie możność przewidzenia jak dużo wypijesz)?
                    9. Usprawiedliwianie (znajdywanie wymówek dla picia)?
                    10. Uwagi ze strony innych osób dotyczące twojego picia?
                    11. Niekontrolowane wydawanie pieniędzy?
                    12. Agresja (słowna lub fizyczna)?
                    13. Wyrzuty sumienia (poczucie winy lub depresja w związku z piciem)?
                    14. Okresy abstynencji (okresy kiedy postanawiasz nie pić)?
                    15. Zmiana sposobu picia (zmiana rodzaju lub marki alkoholu)?
                    16. Utrata przyjaciół lub konflikty z nimi, które można uzasadnić piciem alkoholu?
                    17. Utrata pracy lub problemy w pracy związane z piciem?
                    18. Porzucanie hobby i zainteresowań, spędzanie tego czasu na piciu?
                    19. Próby podjęcia jakiegoś leczenia w związku z piciem?
                    20. Liczne pretensje wobec otoczenia?
                    21. "Ucieczki" (przeprowadzanie się lub zmiana grona przyjaciół, aby "rozpocząć od nowa")?
                    22. Zabezpieczanie dostępu do alkoholu (ukrywanie zapasów)?
                    23. Picie rano (lub przed pójściem do pracy)?

                    Faza przewlekła
                    24. Picie mniej lub bardziej ciągle przez co najmniej 18 godzin ("ciąg")?
                    25. Robienie rzeczy stanowiących pogwałcenie własnych zasad etycznych i moralnych?
                    26. Nieprawidłowe lub splątane myślenie, słyszenie nieistniejących głosów lub brak orientacji w czasie i miejscu
                    27. Spadek tolerancji (czucie się i zachowanie jak po pijanemu po jednym kieliszku)?
                    28. Trudne do sprecyzowania lęki i obawy?
                    29. Tremor (drżenie rąk)?
                    30. Poczucie beznadziejności lub myśli samobójcze?


                    Objawy i etapy alkoholizmu u kobiet

                    Czy zdarzył ci się kiedykolwiek któryś z poniższych objawów :

                    Faza ostrzegawcza (objawów zwiastunowych)
                    1. Wzrost tolerancji (musiałaś wypić więcej aby osiągnąć taki sam skutek)?
                    2. Niechęć do rozmów o piciu?
                    3. Przekonanie, że kobiety, które więcej piją są gorsze od mężczyzn?
                    4. Zmiany osobowości podczas picia?
                    5. Intensywniejsze picie tuż przed miesiączką?
                    6. Poczucie większej inteligencji i bystrości podczas picia?
                    7. Poczucie "nadwrażliwości"?

                    Wczesne stadium
                    8. Okresy abstynencji (okresy kiedy postanawiałaś nie pić)?
                    9. Uwagi ze strony innych osób dotyczące twojego picia?
                    10. Racjonalizacja picia (znajdowanie wymówek)?
                    11. Chwilowe utraty pamięci (przerwy w życiorysie, okresy, których nie pamiętasz) podczas picia?
                    12. Niewyjaśnione stłuczenia i zranienia?
                    13. Picie w perspektywie stanięcia przed nową sytuacją?

                    Stadium środkowe
                    14. Zaniedbywanie jedzenia?
                    15. Zabezpieczenie dostępu do alkoholu (chowanie zapasów)?
                    16. Użalanie się nad sobą (litowanie się nad sobą)?
                    17. Pretensje wobec otoczenia?
                    18. Nadmierny liberalizm lub niedbały stosunek do dzieci wynikający z poczucia winy wywołanego piciem?
                    19. Picie w celu poprawy nastroju, z równoczesnym poczuciem , że nastrój uległ obniżeniu?
                    20. Uwagi ze strony innych, że możesz "nie być alkoholiczką"?
                    21. Picie na zapas -picie przed okazją do picia lub "dopijanie"- picie po okazji do picia?
                    23. Picie mniej lub bardziej ciągłe przez co najmniej 18 godzin?

                    Stadium późne
                    24. Rozpoczynanie dnia od picia alkoholu?
                    25. Tremor (drżenie rąk)?
                    26. Spadek tolerancji na alkohol (uczucie i postępowanie jakby było się pijanym po jednym kieliszku)?
                    27. Picie ukradkiem?
                    28. Picie zachłanne?
                    29. Długotrwałe wyrzuty sumienia?
                    30. Obniżenie wartości osobistych związków?
                    31. Noszenie alkoholu w torebce?
        • e4ska napisała:

          > dla wielu alkohol jest jedną z dostępnych potraw. Czymś przyjemnym w
          > spożyciu.
          > Są tacy ludzie, którzy nigdy nie pili "dla smaku". Nigdy n
          > ie skończyli na szklaneczce wina przez całą noc imprezy.
          > Tacy alkoholicy są najbardziej pokrzywdzeni... ale trudno, nawet nie wiedzą, co
          > stracili ;-)))

          Tyle ze jesli raz w swym zyciu przesadzilas z ta potrawa do tego stopnia, ze potrzebna byla interwencja z zewnatrz (ktora w jednym z postow okreslilas jako "ble-ble-terapeuty"), znaczy, ze jednak nie dla smaku pilas lecz dla czegos innego.
          Niestety oznacza tez, ze dla smaku pic juz nie bedziesz, bo przekroczylas pewna granice i masz juz gdzies w srodku zakodowane, ze alkohol cos Ci zalatwial.
          Odkodowanie tego jest bardzo trudne, sadze ze do konca niemozliwe.

          Czasem wystarczy jeden zly ruch, by cos stracic na zawsze.
          Tak jak anorektyczka czy bulimiczka, ktora raz zle "uzyla" jedzenia, nawet dobrze podleczona na ciele i duszy, bedzie lykac pokarm zeby nie umrzec ale nigdy juz nie zazna przyjemnosci stolu, tak podleczony alkoholik nie bedzie juz w stanie rozkoszowac sie bez podtekstow kieliszkiem szampana.
          Zawsze bedzie tak, ze ow kieliszek babelkow wywola, jesli nawet nie ciag, to jakas niezdrowa euforie i nadmiar pewnosci siebie - a to tykajaca bomba, ktora grozi wybuchem czyli nawrotem nalogu.
          • Bardzo trafne sformułowanie - kod i odkodowanie /ja nazwałem to pamięcią/ ale chodzi dokładnie o to samo.
            Zresztą o to właśnie chodzi - żeby poznawać mechanizm, uczyć się, a nie wymiatać jakimiś chorymi tekstami.
            W tym względzie już nic się nie zmieni, reszta to zwykłe bicie piany.
            Cel jest jeden - nie pić i być zadowolonym ze swojego trzeźwego życia okazuje się jednak, że ludzie powracają do picia po wielu latach abstynencji.
            Nasuwa się zatem pytanie - dlaczego?
            Może przez zwykłą ciekawość, a może świadomie - by osiągnąć upragniony stan...
            Nie wyobrażam sobie człowieka, wcześniej uzależnionego, który żyje samą abstynencją - bez dokonania wewnętrznej przemiany.
            Chyba, że leży, w śpiączce pod kroplówką.
            • pierzchnia napisał:
              > Nie wyobrażam sobie człowieka, wcześniej uzależnionego, który żyje samą abstyne
              > ncją - bez dokonania wewnętrznej przemiany.
              > Chyba, że leży, w śpiączce pod kroplówką.
              ________________________________________________________.
              Chory alkoholik, ktoremu udaje sie przestac pic i zyje w abstynencji,
              nic nie robiac z soba, to taki, ktory dalej liczy na wlasny rozum i gardzi
              kontaktami z trzezwymi juz alkoholikami... - Taki wlasnie przypomina mi
              osobnika "w śpiączce pod kroplówką"... - To tak jakby, np. ktos twierdzil
              ze jest wierzacy a nie chodzil do kosciola, aby podsycac swoja wiare...
              Pewien ksiadz odpowiedzial takiemu "wierzacemu", ze on z kolei jest
              nudysta, ale takze nie praktykujacym...! ;-)
              A...
              • aaugustw napisał:

                > Chory alkoholik, ktoremu udaje sie przestac pic i zyje w abstynencji,
                > nic nie robiac z soba, to taki, ktory dalej liczy na wlasny rozum i gardzi
                > kontaktami z trzezwymi juz alkoholikami... - Taki wlasnie przypomina mi
                > osobnika "w śpiączce pod kroplówką"... - To tak jakby, np. ktos twierdzil
                > ze jest wierzacy a nie chodzil do kosciola, aby podsycac swoja wiare...
                > Pewien ksiadz odpowiedzial takiemu "wierzacemu", ze on z kolei jest
                > nudysta, ale takze nie praktykujacym...! ;-)
                > A...
                -------------------------------------------------------------------
                Jeśli chodzi o wiarę.

                Chrystus powiedział kiedyś: "Beze Mnie nic uczynić nie możecie".

                A św. Paweł powiedział: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia."

                Co sądzisz o tych uzależnionych, którzy nie w trzeźwych alkoholikach, lecz w Bogu wiarę swą pokładają i żałując za swoje grzechy, poprzez sakrament pokuty oraz zbliżenie do Boga chcą naprawić swoje życie?
                • Gdyby wiara dekalog i sakramenty gwarantowały nie popadanie w uzależnienie nie było by alkoholików wśród duchowych. Alkoholizm choć początkuje nieumiejętność przeżywania "uczuć", emocji i życia na trzeźwo, potem rozgrywa się w głowie, która nie robi nic innego jak racjonalizuje picie robiąc wiele, aby nie dostrzec w piciu tego czym ono jest. Zobacz ile Eska energii, nawet jeżdżąc na tym rowerze zużywa, żeby zracjonalizować ową idiotyczną lampkę szampana. Ile przy tym musi podważyć i wykpić sprawdzonych metod leczenia, ludzi je praktykujących, ludzi je tworzących i im oddanym tylko po to, aby w jakimś pijanym towarzystwie ukazać swoje panowanie nad alkoholem. Dla mnie to absurd i skrajny idiotyzm, robić z czegoś tak nie istotnego tak ogromną wartość. No ale przecież każdy człowiek to również istota duchowa , nawet ten, który takiego istnienia nie dopuszcza i musi sobie jakiegoś Boga przed oczy postawić . Jakie wnętrze taki Bóg.

                  Spotkałam kilka lat temu człowieka, alkoholika, który swoją nową fascynację religią nie kultywowaną w zasadzie przedtem w ogóle odczytał jako "uleczenie" z alkoholizmu. Sakramenty i te sprawy jak najbardziej, ale również okazjonalne lampki wina, bo go JEZUS uzdrowił i teraz może. Pomijając fakt, że jego intelekt i sposób kojarzenia, logicznego myślenia spadł poniżej przeciętnej, to w dodatku uruchomiły się wszystkie mechanizmy choroby, którym ona jak każdy rasowy alkoholik zaprzecza. Przy czym o Bogu i swojej wierze, mówi dość spójnie i logicznie. Zaczął od komunii w postaci wina, przeszedł przez przypadkową "niby" lampkę wina na pokazach tańców hiszpańskich, gdzie na silę zaciągnęła go jego żona, nie rozumiejąca spraw alkoholowych, ani współuzależnieniowych, potem szybkim truchtem doszedł do kilku lampek wina na miesiąc już jako osoba zdrowa.

                  Alkoholizm to choroba i leczenie jej religią, brzmi jak pobożne życzenie, lub oczekiwanie na cud. Z pewnością może w wielu sprawach pomóc. Sama należę do osób religijnych, ale nie wyleczyć.
                  --
                  *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
                • b.u.r.a.t.i.n.o napisał:

                  > Co sądzisz o tych uzależnionych, którzy nie w trzeźwych alkoholikach, lecz w Bo
                  > gu wiarę swą pokładają i żałując za swoje grzechy, poprzez sakrament pokuty ora
                  > z zbliżenie do Boga chcą naprawić swoje życie?

                  Jeśli dzięki temu trzeźwieją, to życzę im wszystkiego najlepszeo.
                  b.u.r.a.t.i.n.o - dziękuję za teścik
                • b.u.r.a.t.i.n.o napisał:
                  > Co sądzisz o tych uzależnionych, którzy nie w trzeźwych alkoholikach, lecz w Bo
                  > gu wiarę swą pokładają i żałując za swoje grzechy, poprzez sakrament pokuty ora
                  > z zbliżenie do Boga chcą naprawić swoje życie?
                  ____________________________________________.
                  Moje doswiadczenia sa negatywne w tym temacie...
                  Spotkalem w swoim trzezwym zyciu juz trzy takie osoby,
                  ktore wczesniej pily, a dzisiaj wierza w to, ze ich Jezus
                  bezposrednio uzdrowil... - Niestety ale mam powazne
                  powody twierdzic, ze doznali oni innego rodzaju zaburzenia
                  psychicznego (psychozy), choc wszyscy oni znajduja sie
                  w pelnej abstynencji...!
                  (zona jednego z nich nie jest zadowolona ani z meza, ani
                  z obecnego ich zycia. Innych opinii nie znam - milcza ze
                  swoimi doswiadczeniami...!?).
                  A...
                  • Moje opinie są pozytywne, nawet bardzo pozytywne - mimo iż jestem ateistką.

                    Dawno już temu pisałam na tymże forum o znanym mi przypadku zaprzestania picia przez alkoholika znęcającego się nad rodziną, złodzieja i próżniaka, który został przez rodzinę żony związany, obity rózgami na gołą i pozostawiony sam sobie na czas medytacji. W najbliższą niedzielę ślubował przed obrazem i nie pił do samej śmierci. Wydarzenie miało miejsce około sześćdziesiąt lat temu, a dawny pijak zmarł niedawno - w słusznym wieku.

                    Był wzorowym mężem, ojcem i dziadkiem, a przy tym wesołym i miłym człowiekiem. Bardzo go lubiłam, podobnie jak w ogóle ludzi z mojej rodzinnej wioski, ale trochę bardziej niż niektórych.

                    Takich przypadków medycyna ludowa zna bardzo wiele, tylko trzeba chcieć się o nich dowiedzieć, zainteresować...

                    Od stuleci stosowano jedyny skuteczny lek "ślubowanie przed obrazem" - w literaturze pięknej znalazłam na ten temat informacje pochodzące z pierwszej połowy XVII wieku. Co ciekawsze, tekst dotyczy kobiety-alkoholiczki.

                    Dodam jeszcze, że w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej Obojga Narodów traktowano tę formę zerwania z nałogiem już jako tradycyjną, powszechnie znaną i skuteczną. Ciekawe, kiedy się pojawiła... może już w starożytności?

                    Więcej: ta metoda nie wyrywała alkoholika z jego naturalnego środowiska. Alkoholik nie tylko funkcjonował w dotychczasowej rodzinie (nie rozwodzono się wtedy tak jak teraz), ale był gospodarzem, rolnikiem, sąsiadem, itd. Jeździł w gościnę i gości przyjmował, podczas ślubów licznego potomstwa urządzał huczne wesela (jeśli był szlachcicem, zamożnym mieszczaninem).

                    Dodatkowo wynika z powyższego: do XX stulecia nie było na świecie prawdziwych alkoholików, których wynaleźli Bib i Boll. I chwała im za to ;-)))
                    • e4ska napisała:
                      > Takich przypadków medycyna ludowa zna bardzo wiele, tylko trzeba chcieć się o n
                      > ich dowiedzieć, zainteresować...
                      > Od stuleci stosowano...
                      ____________________________________________________.
                      W Watykanie, o czym dowiedzialem sie niedawno, jest nawet szkola,
                      w ktorej sie naucza jak przepedzac Diabla z czlowieka...
                      Ponoc JPII i obecny BXVI byli i sa zwolennikami tej nauki...(!?).
                      A...
                      • przepedzac Diabla z czlowieka...

                        ha ha ha spod palców mi to wyjąłeś August.
                        --
                        *Moi przyjaciele są Mistrzami Świata*
                        • Wiara katolicka jest niestety w Polsce wbrew pozorom mało fundamentalistyczna i szanse Kościoła na uzdrowienie alko są niezbyt duże z wyjątkiem górali , którzy bojac sie Boga i ksieza potrafia na żadanie tego ostatniego nie pić z miesiąc no max dwa miesiące .

                          Natomiast w Reichu -i tu august mógłbys wiedzieć jest taka fundacja Elim na bazie Kościoła zielonoswiatkowego , która organizuje w Wiśle raz na miesiąc tzw dni skupienia i tam jej członkowie alkoholicy daja świadectwa jak to dzięki woli Pana przestali pic i wyzwolili sie ze szponow nałogu . Jest ich w tej Wiśle nawet setki !!

                          Poziom nawiedzenia jej członków jest rzeczywiście zdecydowanie wiekszy niż aowców stąd pewno i dłuższe abstynencje ...

                          ale jak zwykle róznie z tym bywa .
                          • deoand napisał:
                            > ... Natomiast w Reichu -i tu august mógłbys wiedzieć jest taka fundacja Elim na baz
                            > ie Kościoła zielonoswiatkowego , która organizuje w Wiśle raz na miesiąc tzw d
                            > ni skupienia i tam jej członkowie alkoholicy daja świadectwa jak to dzięki woli
                            > Pana przestali pic i wyzwolili sie ze szponow nałogu . Jest ich w tej Wiśle na
                            > wet setki !!
                            > > Poziom nawiedzenia jej członków jest rzeczywiście zdecydowanie wiekszy niż aowc
                            > ów stąd pewno i dłuższe abstynencje ...
                            > ale jak zwykle róznie z tym bywa .
                            _______________________________________________________________.
                            Musze przyznac: Zaskoczyles mnie, ale kiedy spojrzalem do Google na ten
                            "ewangelicko-wolnozwiazkowy kosciol", i nie znalazlem nic na temat spotkan
                            alkoholikow w Wisle, dalem sobie spokoj... - Mnie nawet Czestochowa nie
                            "rusza", choc jako "aowiec" chetnie bym to towarzystwo, ktore tam wystepuje
                            pod egida AA stamtad przegonil, gdybym potrafil... :-(
                            A...
                      • Szkoła, jak zamienić alkohol też dla ludzi na opium dla ludzi ;-)

                        Cóż, zeświecczenie społeczeństw zmusza do poszukiwania nowych form perswazji, która zmusza do samokontroli. Kiedy ktoś bał się kary piekielnej za złamanie uroczystej przysięgi, to ten strach był skuteczniejszy niż sto esperali w jednym zadku zatkniętych.

                        Ciekawe, jak się wtedy, w czasach staropolskich, dzielono doświadczeniami? Może funkcjonowały podziemne wspólnoty? Partyzanckie grupy wsparcia? Czy były w czymkolwiek podobne do aowskiej wspólnoty?

                        I czy zakładano, że bez przysięgi nie da się zaprzestać picia? Taka "nieważna" abstynencja?

                        Pijaństwo w perspektywie temporalnej to całkiem ciekawa dziedzina badań dla pasjonata - etnologa z Bożej łaski. I jakże przyjemna...

                        Wesołe pozdrowienia - i do jutra :-)
                        • e4ska napisała:
                          > ... Ciekawe, jak się wtedy, w czasach staropolskich, dzielono doświadczeniami? Może
                          > funkcjonowały podziemne wspólnoty? Partyzanckie grupy wsparcia? Czy były w czy
                          > mkolwiek podobne do aowskiej wspólnoty?
                          > I czy zakładano, że bez przysięgi nie da się zaprzestać picia? Taka "nieważna"
                          > abstynencja?
                          ___________________________________________________________.
                          Byly, byly... - Dzielono sie takze doswiadczeniami jeszcze przed powstaniem Wspolnoty AA...!
                          Najstarsze z nich to Zakony Templariuszy, choc w staropolszczyznie zdaje mi sie jeszcze ich nie bylo...(!?).
                          A...
                    • e4ska napisała:

                      > przypadku zaprzestania picia
                      > przez alkoholika (...) ślubował przed obrazem i nie pił do s
                      > amej śmierci. Wydarzenie miało miejsce około sześćdziesiąt lat temu, a dawny pi
                      > jak zmarł niedawno - w słusznym wieku.
                      >
                      > Był wzorowym mężem, ojcem i dziadkiem, (...)
                      > Takich przypadków medycyna ludowa zna bardzo wiele, (...)

                      Medycyna ludowa nie takie zna przypadki, dosc wspomniec wyleczenie tyfusu za pomoca wlozenia Rozalki do pieca.

                      Ale nie w tym rzecz.
                      Zastanawiam sie, czemu tak sie tego przypadku trzymasz i czego niby mialby on dowodzic.
                      Ze mozna przestac pic - ano mozna, zadna nowosc.
                      Ze slubowaniem przed obrazem - tez nie sensacja, jedni przestaja pic jak oberwa, inni slubujac, inni po przeprawie z drobnymi gryzoniami.

                      Co chcesz ta gadka udowodnic i komu?

                      > Więcej: ta metoda nie wyrywała (...) Alkoho
                      > lik nie tylko funkcjonował (...). Jeździł w gościn
                      > ę (...) urządzał huczne wesela

                      Tyle ze, niestety, nie zawsze funkcjonowala - dosc przeczytac fraszke Krasickiego na ten temat, gdzie szlachciura codzien przyrzeka sobie nie tknac trunku, po czym pijac na umor rozprawia o pozytkach trzezwosci.
                      • sabinac-0 napisała:
                        > Medycyna ludowa nie takie zna przypadki, dosc wspomniec wyleczenie tyfusu za po
                        > moca wlozenia Rozalki do pieca.

                        > Zastanawiam sie, czemu tak sie tego przypadku trzymasz i czego niby mialby on d
                        > owodzic. Ze mozna przestac pic - ano mozna, zadna nowosc...
                        _____________________________________________________.
                        Przypomnial mi sie teraz ten pijus - Rasputin... - Od momentu
                        uderzenia go klonica w czerep, facet sie zmienil nie do poznania...
                        Zaczal leczyc innych, a nawet proroczyl, (nie mylic z majakami).
                        A... ;-)
                      • Sabino.
                        "Medycyna ludowa" - żartobliwie, ponieważ alkoholizm nie jest chorobą.

                        Druga sprawa — zanim weźmiesz nadużywany w kręgach terapeutycznych przykład z nowelki Prusa, najpierw ją przeczytaj. Dowiesz się, że nie o tyfus chodziło.

                        Co gdzie zeszło terapeutom na metody skuteczne, ale tradycyjne, pojawia się duch Rozalki. Albo Rozalka, albo Jekyll i Hyde, albo Żółty szalik.

                        Czy terapeuty nic nie czytają z własnej woli, tylko klepią te same oklepane przykłady?

                        Poza tym musisz odróżniać fikcję literacką od faktów. Jakby tak guślarki leczyły pacjentów, to by je dawno społeczność wiejska upiekła. Co i tak zdarzało się babom guślarkom w pewnym okresie historycznym nader często, kiedy to za czary, a już najpewniej za stosowanie ludowej kontroli urodzin, praktykowano stosy.

                        Następny błąd: Krasicki nie pisał fraszek. Wzmiankujesz o lekturowej satyrze "Pijaństwo". Sednem tej satyry jest
                        - po pierwsze: nauczanie, dydaktyka społeczna: tutaj piękna walka z sarmackim pijaństwem;

                        -po drugie: realistycznie zarysowana bezsilność alkoholika, który ma wiedzę, zgadza się, ze pijaństwo jest siłą niszczącą i zrównuje człowieka ze zwierzęciem, a mimo to, po wygłoszeniu tyrady na cześć trzeźwości, powiada: "Idę. Napiję się wódki".
                        Wypisz wymaluj - absolwent odwyku.

                        Zapytaj się Deo, jeśli mi nie wierzysz :-)
                  • aaugustw napisał:

                    > Moje doswiadczenia sa negatywne w tym temacie...
                    > Spotkalem w swoim trzezwym zyciu juz trzy takie osoby,
                    > ktore wczesniej pily, a dzisiaj wierza w to, ze ich Jezus
                    > bezposrednio uzdrowil... - Niestety ale mam powazne
                    > powody twierdzic, ze doznali oni innego rodzaju zaburzenia
                    > psychicznego (psychozy), choc wszyscy oni znajduja sie
                    > w pelnej abstynencji...!
                    > (zona jednego z nich nie jest zadowolona ani z meza, ani
                    > z obecnego ich zycia. Innych opinii nie znam - milcza ze
                    > swoimi doswiadczeniami...!?).
                    > A...
                    -----------------------------------------------

                    To jest program 12 kroków współnoty AA:
                    1. Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.
                    2. Uwierzyliśmy, że siła większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie.
                    3. Postanowiliśmy powierzyć naszą wolę i nasze życie opiece Boga, jakkolwiek Go pojmujemy.
                    4. Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny.
                    5. Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.
                    6. Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.
                    7. Zwróciliśmy się do Niego w pokorze, aby usunął nasze braki.
                    8. Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.
                    9. Zadośćuczyniliśmy osobiście wszystkim, wobec których było to możliwe, z wyjątkiem tych przypadków, gdy zraniłoby to ich lub innych.
                    10. Prowadziliśmy nadal obrachunek moralny, z miejsca przyznając się do popełnianych błędów.
                    11. Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas, oraz o siłę do jej spełnienia.
                    12. Przebudzeni duchowo w rezultacie tych kroków, staraliśmy się nieść posłanie innym alkoholikom i stosować te zasady we wszystkich naszych poczynaniach.

                    W rękopisie książki "Anonimowi Alkoholicy", w roku 1935, Bill użył słowa "Chrystus", a nie "Bóg jakkolwiek go pojmujemy".
                    Ten rękopis konsultował jednak przed wydaniem z grupą kolegów i postanowił posłuchać sugesti, aby nie pisać konkretnie o Chrystusie, aby bardziej zachęcić do programu również niechrześcijan ( w tamtych amerykańskich realiach chodziło głównie o żydów).
                    W roku 2010 wydano w Stanach rękopis Wielkiej Księgi wraz z różnymi uwagami zmianami, zanim ta książka trafiła do druku.
                    Ciekawa lektura.

                    Kiedy ja czytam program 12 kroków to widzę, że to Bóg uzdrawia. To jest tu wyraźnie napisane.

                    Czy Ty inaczej to czytasz?

                    • A Prawosławnym pomaga?
                      -Tak sobie myślę, że jak dobry człowiek to pomoże...
                    • Ja czytam i rozumiem to inaczej.W kroku drugim AA jest napisane"Uwierzyliśmy,że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie"
                      • Kiedy piłem nienawidziałem Boga, w którego nie wierzyłem.
                        Ha, w tamtych czasach bym się cofnął i poprawił pisownię, bo koniecznie z małej!
                        Kiedy zaczynałem trzeźwieć słowo "bóg" było dla mnie nie do przyjęcia (może bym musiał jeszce troche pokopać w dół?) - bo tego nie byłem w stanie przyjąć/zaakceptować/wyobrazić sobie. Ale "siłę większą od nas samych" byłem w stanie sobie wyobrazić.
                        Nawet juz taką jedną dość dobrze - alkohol.
                        Przy tej sile to ja byłem pikuś.
                        I to nawet nie "Pan Pikuś", tylko taki mały, malusieńki zapity pikusik ...
                        To i jakąś kolejną siłę wiekszą odemnie byłem w stanie sobie jakoś mętnie wyobrazić ...
                        Od tego zacząłem - gdyby walono we mnie słówem "Bóg" od samego początku to bym musiał jeszcze pocirepieć zanim bym do AA doszedł ...


                      • boja55 napisał:

                        > Ja czytam i rozumiem to inaczej.W kroku drugim AA jest napisane"Uwierzyliśmy,że
                        > Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie"

                        ------------------------------------------------------------------

                        No i na tym masz zamiar zakończyć realizację programu 12 kroków AA?
                        Nie masz zamiaru powierzyć swojej woli i swojego życia opiece Boga? Nie zamierzasz wyznać Bogu istoty swoich błędów? Nie staniesz się całkowicie gotowy, aby Bóg uwolnił Cię od wszystkich wad charakteru? Nie zwrócisz się do Niego w pokorze, aby usunął twoje braki? Nie będzie dążył poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem?

                        Skoro nie będziesz tego robił, to zgodnie z tym co czytamy w Programie, nie przebudzisz się duchowo, co mogłoby być rezultatem realizacji tych kroków.

                        Co oczywiście nie musi Ci przeszkadzać, by realizować drugą część Kroku 12-go i nieść swoje ułomne "posłanie" innym alkoholikm. Jak to czyni większość aowców – niesienie "posłania" uważając za to co ich najbardziej kręci w całym tym Programie.

                        ;-))
                        • b.u.r.a.t.i.n.o napisał:

                          > No i na tym masz zamiar zakończyć realizację programu 12 kroków AA?
                          > Nie masz zamiaru powierzyć swojej woli i swojego życia opiece Boga? Nie zamierz
                          > asz wyznać Bogu istoty swoich błędów? Nie staniesz się całkowicie gotowy, aby B
                          > óg uwolnił Cię od wszystkich wad charakteru? Nie zwrócisz się do Niego w pokorz
                          > e, aby usunął twoje braki? Nie będzie dążył poprzez modlitwę i medytację do cor
                          > az doskonalszej więzi z Bogiem?
                          >
                          > Skoro nie będziesz tego robił, to zgodnie z tym co czytamy w Programie, nie prz
                          > ebudzisz się duchowo, co mogłoby być rezultatem realizacji tych kroków.
                          >
                          > Co oczywiście nie musi Ci przeszkadzać, by realizować drugą część Kroku 12-go i
                          > nieść swoje ułomne "posłanie" innym alkoholikm. Jak to czyni większość aowców
                          > – niesienie "posłania" uważając za to co ich najbardziej kręci w całym ty
                          > m Programie.
                          >
                          > ;-))
                          Bardzo często się tak zdarza że ktoś czyta tekst i rozumie to tak jak mu jest wygodnie,a nie tak jak jest napisane.W kroku trzecim i jedenastym jest napisane Bóg jakkolwiek Go pojmujemy. Krok drugi mówi "Uwierzyliśmy,że Siła Większa od nas samych może przywrócić nam zdrowie " i nie ma tam nic o Bogu.Kim dla mnie jest mój Bóg nie zamierzam nikomu tłumaczyć,bo to moja prywatna sprawa.Gdybyś był we Wspólnocie AA,realizował program oparty na krokach nie pisałbyś takich rzeczy jak ta "ułomne posłanie niesione innym alkoholikom."
                    • b.u.r.a.t.i.n.o napisał:
                      > ... Ciekawa lektura.
                      > Kiedy ja czytam program 12 kroków to widzę, że to Bóg uzdrawia. To jest tu wyra
                      > źnie napisane.
                      > Czy Ty inaczej to czytasz?
                      _______________________________________.
                      Zanim odpowiem na to pytanie musze sprostowac pare
                      niescislosci, ktore nam tu przytoczyles...
                      Nigdzie na natknalem sie na to aby Bill upieral sie przy uzywaniu
                      pojecia: Chrystus... - Wiem natomiast, ze (cyt.):
                      BÓG, JAKKOLWIEK GO POJMUJEMY
                      Powyzsze sformulowanie, zawarte w Kroku Trzecim, bylo efektem niezwykle
                      dlugich i czesto burzliwych dyskusji, na poczatku istnienia Wspólnoty AA.
                      Jedni chcieli, aby w Krokach widnialo slowo Bóg, inni zas - nie. Jedni
                      chcieli, aby Program AA mial charakter religijny, inni psychologiczno - medyczny lub
                      filozoficzny.
                      Ostatecznie przyjeto formule Boga, j a k k o l w i e k k a z d y G o
                      p o j m u j e, co pozwala uczestniczyc we Wspólnocie AA ludziom wszystkich
                      wyznan oraz bez okreslonego wyznania.

                      Druga sprawa, to rok rozpoczecia pisania Wielkiej Ksiegi, ktora wtedy nie miala jeszcze nazwy.
                      Nie byl to rok 1935, jak piszesz lecz dopiero jesienia 1937 rozpoczeto spisywanie doswiadczen alkoholikow, glownie przez Billa... - Dotad przekazywano ustnie ten Program, ktory skladal sie z 6 Krokow, (wczesniej jeszcze, dzieki religii anglikanskiej, ktorej nasi autorzy byli wyznawcami obowiazywaly trzy "legaty"; milosc, bezwarunkowa uczciwosc i cos tam jeszcze...? - zapomnialem).
                      Dwanascie Krokow AA powstalo w 1938, W maju 1938 roku, kiedy Bill w końcu zaczął pracować nad pierwszym brudnopisem, był już trzeźwy od ponad trzy i pół roku. Dr Bob miał kilka miesięcy trzeźwości mniej a pozostałych ponad 100 pierwszych członków, którzy przysłużyli się w jakiś sposób do napisania książki byli trzeźwi przez okres od kilku lat do kilku miesięcy... - Wydanie WK nastapilo w 1939..
                      Historia Kroków AA:
                      W początkach AA, aby zachować trzeźwość, zasady programu przekazywano
                      sobie za pomocą słowa mówionego. Jednak Wspólnota rozrastała się
                      stopniowo, aż dotarła do odległych zakątków kraju. Pionierzy AA zaczęli
                      się obawiać, że ustna forma przekazu programu może ulec przeinaczeniu.
                      Postanowili zatem spisać w książce, wszystko czego się nauczyli o
                      alkoholiźmie i sposobie radzenia sobie z tą podstępną chorobą.
                      We wprowadzeniu do pierwszego wydania Wielkiej Księgi AA czytamy: "My,
                      Anonimowi Alkoholicy, liczymy ponad 100 mężczyzn i kobiet, którzy zostali
                      uzdrowieni z na pozór beznadziejnego stanu umysłu i ciała. Głównym celem
                      tej książki jest dokładne pokazanie innym alkoholikom, w jaki sposób
                      ozdrowieliśmy." (Anonimowi Alkoholicy str.x)
                      Bill Wilson, współzałożyciel i pomysłodawca AA, wziął na siebie zadanie
                      napisania pierwszej części książki. W rozdziale 5 zdał sobie sprawę, że
                      będzie musiał wyjaśnić, "jak naprawdę działa nasz program zdrowienia z
                      alkoholizmu. Ten fragment, umieszczony właśnie w tym miejscu, miał być
                      osią całej książki" ( Alcoholics Anonymous Comes of Age: A brief History
                      of AA str.159). Oczywiście miał na myśli Kroki.
                      Dotychczas wszystko opierało się na sześciu Krokach:
                      1. Przyznaliśmy, że nas pokonano ? że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu.
                      2. Dokonaliśmy obrachunku moralnego naszych wad lub grzechów.
                      3. Wyspowiadaliśmy sie z naszych braków albo w zaufaniu podzieliliśmy się
                      nimi z drugim człowiekiem.
                      4. Wynagrodziliśmy straty wszystkim tym, których skrzywdziliśmy swoim
                      piciem.
                      5. Staraliśmy się pomagać innym alkoholikom, nie szukając uznania ani
                      korzyści finansowych.
                      6. Modliliśmy się do takiego Boga, w którego istnienie wierzyliśmy, o siłę
                      potrzebną do praktykowania tych nakazów [zasad].
                      Pierwotnie program AA składał się z sześciu Kroków.
                      Bill tak opisuje, jak doszło do powstania nowych Kroków, które znalazły
                      się w rozdziale 5 Wielkiej Księgi:
                      "W końcu zacząłem pisać. Spodziewałem się naszkicować więcej niż sześć
                      Kroków, choć o ile więcej ? nie wiedziałem. Odprężyłem się i pomodliłem o
                      wskazówki. Zważywszy na to, jak bardzo byłem przejęty, wstępny zarys
                      ukończyłem doprawdy błyskawicznie, w jakieś pół godziny. Słowa wciąż jakby
                      same do mnie przychodziły. Gdy poczułem, że praca skończona, ponumerowałem
                      nowe Kroki. Było ich razem dwanaście. Liczba ta zdawała się mieć swoją
                      wymowę." (Alcoholics Anonymous Comes of Age str.161).
                      Wielka Księga AA ukazała się w kwietniu 1939 roku.
                      Rozdział piąty Wielkiej Księgi AA zawiera Dwanaście Kroków.
                      Najbardziej wiarygodna i wyczerpująca interpretacja Kroków znajduje się w
                      Wielkiej Księdze i w "Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji". Ponieważ
                      Bill Wilson (autor pierwszych jedenastu rozdziałów Wielkiej Księgi)
                      napisał zarówno obie te książki, jak i same Kroki, warto więc zaglądać i
                      do innych jego książek...
                      -----
                      a...
    • ...i wisle zawracac...to dopiero osiagniecie, bo wypic kieliszek szampana a moze i flaszke i pochwalic sie na forum uzaleznienia swoim osiagnieciem, to wiesz, debilne troche, biorac pod uwage fakt ze tu troche sie nasiedzialas i znasz opinie wiekszosci, a z drugiej strony zal bierze ze w gronie tych co tego szmpanka wychilas kazdy z politowaniem by popatrzyl gdybys to mowe wyglosila jakiego to ty odkrycia dokonalas bo kolejnego kieliszka wychylilas.
      Zreszta nie wiem czy wiesz jak wyglada alkoholik co to wrescie zlapie po dluzszej abstynencji tego kieliszka i wychylil - taka zalosna ekstaza, pijacka nota bene ekstaza, niezaleznie od tego jak ty to bys nazwala.

      Pewnie wiekszosc tych co sie na piciu przejechali, potem pic przestali bo im mozgi przeprali, a potem ponownie zlapali za tego..................oooooooooooooooooooo.......kieliszka, zeby udowodnic swiatu ze jeden nie szkodzi, wie na co im to bylo i po co. Jak chca probowac kolejny raz - ich prywatna sprawa.

      Kiedy piec lat temu zaczynalam swoja obecna trzezwosc, bylam przygotowana na wszystko - na zapicie po trzech miesiacach na nowo, na chodzenie po scianach bo tak bedzie mi sie chcialo pic, i wiele tym podobnych przezyc. W koncu pod tym wzgledem mozg trzepali.
      Troche jestem rozczarowana, a moze nawet wiecej niz troche bo przez piec lat ani razu nie mialam zadnego ciagu ktory by mnie gnal w kierunku napicia sie i z ktorym musialam walczyc. Ani jednego.Troche sie czuje przez to uboga, bo tak wlasciwie nie jestem w stanie osobie ktora jest na takim powrocie nic doradzic. Zero. Pewnie nawet wyobraznia by mi nie pomogla.
      Oczywiscie, nie jest tak ze o wypiciu nie myslalam, ale to byla bardziej ciekawosc, ktora bardzo szybko przechodzila. Zbyt szybko.
      Jeszcze gorszym doswiadczeniem jest to, ze jak mialam troche psychicznie gorsze okresy, ktore roznie trwaly, od kilku dni do ups, kilku miesiecy w zeszlym roku, kiedy juz przechodzily, i tak sobie je pozniej analizowalam, to najbardziej rozczarowywalo mnie w nich to, ze ja zapomnialam sie napic, naprawde, zapomnialam.
      Z politowaniem powinnam sobie wiec teraz popatrzec na tych co to na uszach niemal staja zeby dzien przetrwac kolejny i sie nie napic. Jasne, ale dopiero teraz, bo przedtem to glownie oni stanowili i nadal stanowia podstawe do tego, w co ja zostalam uzbrojona - w ich wiedze i doswiadczenia - zebym mogla teraz nie potrzebowac szmpanika na nowy rok.

      A tak wlasciwie o czym to swiadczy? Nie wiem.

      Natomiast mimo wszystko, zawsze jest milo, jak czlowiek po latach doswiadczen cos z tych doswiadczen wyciaga, doswiadczenia mile lub mniej, wzgledem siebie lub wzgledem innych.
      A jak nie? No wlasnie, a jak nie to potem wlasnie takie watki otwiera, jak ten wlasnie.

      Dodatkowo, wiekszosc osob ktore na tym watku ci odpowiedzialo, nie odpowiadalo dlatego, ze ci zazdroszcza, bo im tez by sie chcialoby sie napic, tylko dlatego ze takie debilne watki nie szkodza im, a moga szkodzic tym, ktorzy na zbyt silnym gruncie trzezwosci nie stoja.
      Zalosne eska, ze sobie wlasnie takich wybierasz, no ale ja juz twoich ambicji korygowac nie bede.


      • rauchen napisała:
        Ostre w tonie i szczere w prawdzie slowa w kierunku Eski...
        __________________________________________________.
        ;-) Najpierw pozdrawiam Cie Rauchen, zanim napisze... -
        Znowu dluzsza mialas tu przerwe...(!?).
        Milo mi - (trzezwemu juz) alkoholikowi - czytac takie wspaniale slowa...!
        Twoje 5 lat abstynencji, przepraszam; Twoje 5 lat trzezwosci i rozwoju duchowego
        zrobily swoje... - To widac...! ;-)
        Twoje slowa sa po prostu trzezwe...!
        W podobny sposob i ja reaguje na ludzi, ktorzy pisza takie slowa, jak pisze Eska...! -
        Zachodzie wiec pytanie:
        Dlaczego zatem nie reaguje na to co pisze Eska, mowiac o wypiciu kieliszka szampana, tu na tym Forum...!?
        Odpowiedz jest bardzo prosta: Dla mnie Eska nie jest alkoholiczka, skoro potrafi pic kontrolowanie... - Zawsze to podkreslalem zaliczajac ja i jej podobnych do grona "drobnopijaczkow"...
        Sumienie i postepowanie moje jest wiec ok wobec nowicjuszy i poczatkujacych abstynentow...! ;-)
        A "starszym stazem" slowa jej i tak niczym nie sa w stanie juz zaszkodzic...!
        Wesolych jeszcze Swiat:
        A... ;-)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.