Dodaj do ulubionych

Życie bez alkoholu ... jest?

31.03.11, 08:28

Zobacz jakie pokolenie idzie za nami.
I napisz co o tym myślisz?

Jak widzisz to z punktu alkoholika, alkoholiczki?
W swojej młodości widziałam sporo niepijących dorosłych.
Z czasem jednak uważałam ich za kompletnych nudziarzy i wcale nie dlatego, że ich poznałam, ale dlatego, że tak było mi wygodniej. Moi rodzice i bliska rodzina zyskiwała w moich oczach, bo byli to ludzie z fantazją, humorem z jajem, dlatego, że pili.
Moi rówieśnicy podobnie do tej forumowej młodzieży o alkoholu mieli identyczne pojęcie.
Spotkaliśmy się niedawno po latach. Niektórych nie widziałam 30 lat. 4 z nas nie pije z powodu alkoholizmu, jak się wspólnie z pijącymi nadal śmieliśmy, zdiagnozowanego.
Pijący dodawali - nigdy nie wiadomo, czy za rok, dwa do was nie dołączymy, ale póki co gratulujemy, a nawet zazdrościmy.

Edytor zaawansowany
  • wolfigen 31.03.11, 09:18
    nie ogladalem linka Elka ,ale sie domyslam idei zawartej w Twojej wypowiedzi :-))) /albo i nie /
    mnie sie wydaje, ze w niczym zbytnio sie nie odrozniaja nasze pokolenia. moje chlalo na potege wodke i alpagi, czasami coś tam jaralo, wkluwalo kompot , lub inna makiware. mlodsi od nas maja teraz po prostu wiekszy wachlarz mozliwości i tyle. moja babcia mi opowiadala wiele lat temu, jak ksiądz z ambony w latach '20 wyklinal tango jako coś ohydnego, bezboznego i szatanskoniemoralnego . a tak sobie teraz skojarzylem. w latach mojej mlodości widok pijanego w sztok faceta na ulicy, nawet takie w gatunku " urzednik na delegacji", nie byl niczym dziwnym. teraz widuje na ulicach polski znacznie mniej pijanych niż kiedyś. czy mniej ludzi pije?.....chyba nie. tylko obyczaj troche sie zmienil i telewizje mamy kablową 100-kanalową
    hey
  • aaugustw 31.03.11, 10:00
    wolfigen napisał:
    > nie ogladalem linka Elka ,ale sie domyslam ...
    ________________________________________________.
    Typowa reakcja nietrzezwego... - Zanim padnie pytanie on
    juz wie o co chodzi, a nawet potrafi skorygowac wypowiadajacego ...!
    A... ;-)
  • wolfigen 31.03.11, 11:30
    aaugustw napisał:

    >.. - Zanim padnie pytanie on
    > juz wie o co chodzi, a nawet potrafi skorygowac wypowiadajacego ...!
    > A... ;-)

    nie przypominam sobie, bym Elke korygowal w czymkolwiek Miszczu. od jasnowidzen Ty masz tu monopol :-))), co akurat jest zrozumiale w przypadku gościa , co zamienil monopol spirytusowy na monopol 12krokowy. monopol to monopol i dobrze jakiś mieć po ręką :-)...jedny sie upijają jeszcze gorzałą , drudzy samymi sobą, mnie to rypka. nigdy pijanych nie lubiłem , poza samym sobą hey
  • aaugustw 31.03.11, 11:36
    wolfigen napisał:
    > ...jedny sie upijają jeszcze gorzałą , drudzy samymi sobą, mnie to rypka. nigdy pijanych nie lubiłem , poza samym sobą hey
    ______________________________.
    To widac... - Ty dalej siebie lubisz...! ;-)
    A...
  • wolfigen 31.03.11, 11:49
    aaugustw napisał:


    . - Ty dalej siebie lubisz...! ;-)

    nie mam powodu , by było teraz inaczej , choć był Miszczu taki okres , że znienawidziłem samego siebie. a czym więcej piłem , tym bardziej. i tak aż do obłędu. to koszmarny okres mojego życia....ale teraz lubie siebie, to fakt. i dobrze mi z tym ..czego i innym życze
  • aaugustw 31.03.11, 13:50
    wolfigen napisał:
    > ... znienawidziłem samego siebie. a czym więcej piłem , tym bardziej.
    _________________________________________.
    Dziwne, bo w poprzednim poscie napisales, (cyt.):
    nigdy pijanych nie lubiłem , poza samym sobą hey
    A´propos: Do trzezwosci naleza takze; szczerosc i prawda...!
    A... ;-)
  • wolfigen 31.03.11, 14:12
    aaugustw napisał:

    >: Do trzezwosci naleza takze; szczerosc i prawda...!

    a do bycia Miszczem nalezy bycie choćby nieco inteliggentniejszym od ślimaka, co to wystawia rogi gdy mu dać z kapustą pierogi. otoz MISZCZU: lubilem tak bardzo siebie jako pijaka/alkoholika---aż znienawidzilem siebie jako czlowieka-ojca,męża,pracownika,kumpla kogoś tam itd etc....i nie przynudzaj już Miszczu. bo jak widze cala Twoja uwaga od kilku dni skupila się tylko na moim pojawieniu się, odkąd wróciłem ...pisujesz do mnie i o mnie, nawet gdy mnie na forum nie ma......hey Miszczu
  • aaugustw 31.03.11, 16:37
    wolfigen napisał:

    > aaugustw napisał:
    > >: Do trzezwosci naleza takze; szczerosc i prawda...!
    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    > a do bycia Miszczem nalezy bycie choćby nieco inteliggentniejszym od ślimaka,
    > co to wystawia rogi gdy mu dać z kapustą pierogi. otoz MISZCZU: lubilem ta
    > k bardzo siebie jako pijaka/alkoholika---aż znienawidzilem siebie jako c
    > zlowieka-ojca,męża,pracownika,kumpla kogoś tam itd etc....
    ___________________________________________________.
    To wymaga dluzszego tekstu, pomimo ze mam malo czasu...!
    No nareszcie wolfik przyznaje, ze to nie alkohol jest mu wrogiem,
    tylko jego nadete EGO przyjacielem... - Generalnie braki w moralnosci,
    duchowosci, uczuciach wyzszych, itd...
    A jeszcze niedawno, bo w tym watku pisal, cyt:
    "... ...gdy piłem też mnie nie interesowalo czy inni piją, sam siebie traktowalem jako odpowiedzialnego za swoje czyny , nawet gdy ich nie pamiętalem po pijanemu.
    … co akurat jest zrozumiale w przypadku gościa , co zamienil monopol spirytusowy na monopol 12krokowy. monopol to monopol i dobrze jakiś mieć po ręką :-)...jedny sie upijają jeszcze gorzałą , drudzy samymi sobą, mnie to rypka. nigdy pijanych nie lubiłem , poza samym sobą hey"
    A... ;-)
  • ela_102 31.03.11, 10:21
    a tak sobie teraz skojarzylem. w latach mojej mlodości widok pijanego w sztok faceta na ulicy, nawet takie w gatunku " urzednik na delegacji", nie byl niczym dziwnym. teraz widuje na ulicach polski znacznie mniej pijanych niż kiedyś. czy mniej ludzi pije?.....chyba nie. tylko obyczaj troche sie zmienil

    Oczywiście możemy sobie pozwolić na głębsze obserwacje ;-)
    Pewnie faceci z ulic powsiadali do aut i spokojnie zmierzają do domów.
    A może profilaktyka i nagłaśnianie sprawy dociera tylko do tych, którzy pragną ucywilizować swoje picie z lęku przed ewentualnym nałogiem? Bo do tych młodych z podanego przeze mnie linku z pewnością nie ;-)
  • aaugustw 31.03.11, 09:58
    ela_102 napisała:
    > Zobacz jakie pokolenie idzie za nami...
    _______________________________________________.
    Ciekawe to... - Widac z tego, ze kazdy musi (i chce) uczyc
    sie na wlasnych bledach...
    Jedyny "plus" z tego taki, ze i w przyszlosci nie zabraknie
    nam Powiernikow AA...! ;-)
    A...
  • ela_102 31.03.11, 10:25
    Jedyny "plus" z tego taki, ze i w przyszlosci nie zabraknie
    nam Powiernikow AA...! ;


    Dobre(!) August.
    Dużym problemem społecznym jest też długowieczność.
    Przy takim stylu życia, problem rozwiązuje się "samobójczo" ;-)
    Tylko nieliczni zmienia swoje życie, przecież.
  • aaugustw 31.03.11, 10:40
    ela_102 napisała:
    > Przy takim stylu życia, problem rozwiązuje się "samobójczo" ;-)
    > Tylko nieliczni zmienia swoje życie, przecież.
    _____________________________________________________________.
    To fakt, ale ja czasami patrze na ten swiat, jakby wszyscy byli juz trzezwi...! ;-)
    Patrzac glebiej, naturalnie, ze ten czas przeszly (PRL-u) pozostawil swoje
    tradycje i skutki po dzien dzisiejszy, ktore nie tak szybko beda wyeliminowane
    ze spoleczenstwa...
    A...
  • ela_102 31.03.11, 10:54

    ale ja czasami patrze na ten swiat, jakby wszyscy byli juz trzezwi...!
    > ;-)


    Dokładnie na tym samy się łapię, choć nie mieszkam wśród rozsądnych Niemców ;-)
    Czyli jest to kwestia wyboru, lub efekt wyborów.

  • aaugustw 31.03.11, 11:05
    ela_102 napisała:
    > Czyli jest to kwestia wyboru, lub efekt wyborów.
    _________________________________________.
    Jestem przekonany, ze to efekt wyborow...!
    (w moim przypadku Program AA i nierozerwalnosc
    tych trzech legatow AA; jednosc, sluzba, zdrowienie...!).
    A...
  • wolfigen 31.03.11, 11:22
    ela_102 napisała:

    >
    > ale ja czasami patrze na ten swiat, jakby wszyscy byli juz trzezwi...!
    > > ;-)


    ja tylko tak patrze na moje otoczenie. i wymagam tego od wszystkich wokol, by byli jak trzeźwi, a czy oni trzeźwi są czy nie, zupełnie mnie nie obchodzi. zresztą...gdy piłem też mnie nie interesowalo czy inni piją, sam siebie traktowalem jako odpowiedzialnego za swoje czyny , nawet gdy ich nie pamiętalem po pijanemu.
    piłem--moja sprawa
    nie pije-też tylko moja sprawa
  • ela_102 31.03.11, 13:14
    Wilku pełna zgoda co do tego zdania:
    piłem--moja sprawa
    nie pije-też tylko moja sprawa


    Dlatego niezwykle zabawne jest gdy, ktoś próbuje rozliczać Cię z czegoś z czego nie śmie nawet najbliższa rodzina czy przyjaciele na podstawie tego tylko jak rozumie Twoje wpisy ;-)
    Bawi mnie też niezwykle, gdy mowa o powrocie alkoholika do społeczeństwa, kiedy on nigdy go nie opuszczał, co najwyżej współtworzył. Bardzo często wręcz budował i wyznaczał nowe trendy nie tylko myślowe, osiągając naprawdę spektakularne sukcesy.
  • wolfigen 31.03.11, 13:22
    ela_102 napisała:

    > Wilku pełna zgoda co do tego zdania:
    > piłem--moja sprawa
    > nie pije-też tylko moja sprawa

    >
    > Dlatego niezwykle zabawne jest gdy, ktoś próbuje rozliczać Cię z czegoś z czego
    > nie śmie nawet najbliższa rodzina czy przyjaciele na podstawie tego tylko jak
    > rozumie Twoje wpisy ;-)

    moja była żona wypunktowała mnie za 28 lat małżeństwa w kilku kategoriach, nim dała papiery rozwodowe. jednym z punktów było moje pijaństwo / lub alkoholizm jak kto woli / ale Ona to przeżyła ze mną realnie, a nie wirtualnie. gdybym z nią był małżeństwem wirtualnym, pewnie uznałaby , że owszem grzmotnięty jestem, ale uroczy ze mnie chłopiec.../lub odwrotnie--chamidło i prostak /.itd etc.
    powiem tak: życie bez alkoholu jest. a o to jakie jest, każdy dba sam.
  • ela_102 31.03.11, 13:33
    powiem tak: życie bez alkoholu jest. a o to jakie jest, każdy dba sam.

    O swoje tylko i wyłącznie :-) bo tylko on wie jakie ono jest.
    Jeżeli czyimś pomysłem na własne życie bez alkoholu, jest zajmowanie się wrażeniami jakie odnosi na temat życia innych alkoholików, to tylko kontynuuje swoje smutny, twierdząc, że jest super zabawny ;-) pewnie większość z nas i taki okres przechodzi. Gorzej jak on nie przechodzi ;-)
  • 2-lena 31.03.11, 18:28
    Wolf:
    piłem--moja sprawa

    W takim razie różnimy się nieco w poglądach, bo ja uważam, że jak paliłam (gdybym piła to tym bardziej, i to po 100-kroć bardziej) to nie była tylko moja sprawa w momencie, kiedy wychowywałam małe dziecko, za które byłam odpowiedzialna.
    Gdybym piła, moje dziecko jak najbardziej miałoby prawo mnie punktować kiedyś za każde moje zaniedbanie i każdą doznaną krzywdę, za każdy przeżyty z mojego powodu wstyd.
    W sprawie palenia potrząsnęła mną skutecznie córka: „mamo, dlaczego Ty palisz, skoro tu jest napisane, że palenie zabija?”.
    Ponieważ było mi ciężko jej wytłumaczyć bez zaprzeczania samej sobie i zdrowemu rozsądkowi, postanowiłam rzucić. Tak prościej się okazało :)

    Ela_102 napisała:
    rozliczać Cię z czegoś z czego nie śmie nawet najbliższa rodzina czy przyjaciele

    Niepokoi mnie słowo „nie śmie” rozliczać rodzina. Dlaczego nie śmie? Ze strachu? Przez szacunek? Respet? Z miłości?
    W takim razie bądź pewna, że rodzina jednak rozlicza "TO" gdzie indziej: na terapii, dzieci na terapii DDA, żony na al.-anon, bo rozliczyć „TO” niestety muszą.
    Moim zdaniem prościej i bardziej skutecznie wprost z zainteresowanym, instytucja „żalu za grzechy” i „wybaczenia” jest pomocna, ale każdy ma swoją drogę i swoje "TO". Jeden większe, drugi mniejsze.





  • ela_102 31.03.11, 20:38

    Jednak zanim Twoje dziecko dorosło na tyle, aby coś przeczytać i jeszcze odpowiednio zrozumieć Ty jarałaś prawda? Szkoda swoją drogą, że nie potrafiło tego zrobić zaraz po urodzeniu.
    Wypunktowało Cię za to? jak nie to zrobi to później gdy jeszcze więcej zrozumie. Nie wiem w jakim jest wieku. Nigdy nie jest tak, że tylko palisz i nic innego nie robisz. W międzyczasie starasz się pachnieć nawet i kamuflować smrody, których nie da się zakamuflować, to wiem dziś kiedy nie palę 7 lat. Tak samo jest z piciem, nie pije się wtedy, kiedy nie zorganizuje się odpowiedniego zaplecza.
    Nie mów mi co robi rodzina alkoholika.
    Sama jestem dzieckiem alkoholików, i osobą współzależną.
    Punktowanie kogokolowiek z nich, aby było uczciwe, a nie na bazie - jaka ja jestem biedna i skrzywdzona wymaga prawdziwej odwagi, bo trzeba też wypunktować swoje wobec nich zaniechania, niesprawiedliwości i ignorancję, aby mieć rzeczywisty obraz sytuacji.
    W mojej rodzinie to sprawy załatwione definitywnie.
    Każdy rozumie swój udział i nikt nikogo z tego powodu nie nęka.
    Ale nikt też niczego już nie ukrywa.

  • lena1952 31.03.11, 21:34
    Wolf napisał
    "piłem-moja sprawa"
    Ja dodam-- i tragiczna sprawa Twoich bliskich.
    Sprawa,którą Ty im "zafundowałeś"

    2-Leno--Pozdrawiam Cię.L.
  • ela_102 01.04.11, 07:33

    Ja jednak jestem za tym zdecydowanie, żeby to co zafundowało się rodzinom, zostawić rodzinom.
    Żeby samo picie alkoholu wyrządzało krzywdę, nie byłoby ludzi nieskrzywdzonych.
    Do wyrządzania krzywdy, potrzebne są konkretne zachowania i wielu ludzi wyrządza ją bez nałogowego popijania. Ja mogę śmiało napisać, że mój Tata mnie nie krzywdził, choć pił.
    Nikt w moim domu rodzinnym mnie nie uderzył.
    W końcu żona wilka jest z nim nadal i to jej sprawa.
    Moi rodzice też się nie rozstali i jestem pewna, że się kochali do samego końca.

  • lena1952 01.04.11, 09:19
    To dobrze Elu,że w Twojej rodzinie tak to się skończyło--zamknięty temat.
    Należy tylko innym życzyć tego.
    Ale sama chyba wiesz,że w wielu rodzinach,życie z alkoholem w tle,sielanką nie jest.

    Lena1952
  • ela_102 01.04.11, 09:33
    Lena sama dobrze wiesz, że nie tylko alkohol jest tego przyczyną.
    W mojej rodzinie się ułożyło, bo to rodzina na poziomie i komuś na tym zależało ;-)
    Samo nie dzieje się nic. Skoro się ma jakiś problem, to zawsze lepiej go rozwiązać, niż zostawić.
    Moje myślenie w tej sprawie bardzo zmienił jednorazowy dialog z pewną współzależną, którego męża poznałam w AA. Facet 30 lat nieprzytomny był. Jego picie to naprawdę horror dla rodziny, który on oczywiście uznał. Podeszłam do niej i powiedziałam, że należy jej się pomnik, że dla mnie jest święta, skoro przy nim wytrzymała. Żachnęła się i rzekła - Elu, nie mów tak, ja też nie jestem bez winy (!) zdębiałam. Przecież sama miałam tendencje do obwiniania pijącej rodziny za wszystkie niepowodzenia życiowe, ale czy słuszne?
    O tym, że bardzo na wyrost przekonałam się trochę później, ale jej reakcja, była przełomowa w sprawie. Facet dziś nie pije już 20 lat. Są razem w dodatku szczęśliwi ze sobą.

    Jak czytam teksty, smarowane przez współzależne, zwłaszcza te którym nie udało się utrzymać małżeństwa, o ich dozgonnej krzywdzie, to wiem, że guzik ze sobą zrobiły.
  • lena1952 01.04.11, 10:07
    Ela napisała "Lena sama dobrze wiesz, że nie tylko alkohol jest tego przyczyną"
    Tak Elu-wiem.
    Sporo już na tym świecie żyję i dużo widziałam ludzkich krzywd z różnych powodów.
    I dużo radości też.
    Elu to takie moje przemyślenie,o którym już kiedyś tu pisałam.Powiem tak-każdy człowiek
    na łożu śmierci--umiera trochę pokrzywdzony i trochę winny.I ten bliski,który jest przy nim
    i Go żegna, też zostaje trochę pokrzywdzony i trochę winny.
    Tak to się w życiu kręci.
    Jak będę miała więcej czasu, to napiszę Ci, jak ja czuję moje współuzależnienie jako matka.

    Pozdrawiam Cię. Lena1952
  • ela_102 01.04.11, 10:41
    Leno z chęcią bym poczytała , bo to tutaj najbardziej istotne to świadomość procesu.
    Dziś nie jest takie samo jak jutro, gdy się a taki proces wejdzie.
    Nie będę wklejać skrajnie różnych opinii Eski na temat jej rodziców, bo ona zawsze bardziej zajęta rozważaniem sytuacji innych, niż własnej. Tak czy siak, jest to sprawa zmienna.
    Ty świetnie w swoim poście oddałaś naturę człowieka jako takiego.
    Dobrze, że choć przed śmiercią pojmie, że tak samo wyrządza krzywdę, jak jest krzywdzony.
    Jednak krzywdy nie nazwane, zarówno te zadane jak i odebrane gdy są nieuświadomione, owocuję dziwacznymi co najmniej zachowaniami. Warto tego dotykać, ale nie mieląc cudze życie lecz własne.

    Zastanawiałam się co bym zrobiła gdyby mój syn zaczął pić nałogowo?
    Jestem i na taką ewentualność przygotowana.

    p.s Eska to co wyczytałam w Twoich postach z 2008 roku o Twoim dzieciństwie, w zupełności mi wystarczy, aby, do tego nie wracać. I nie napiszę, żeś kameleon bo teraz kochasz swoich rodziców, wierzę, że ich kochasz, tak samo jak wierzę, że kiedyś ich nienawidziłaś.
  • e4ska 01.04.11, 10:07
    Leno 1952, jedną z cech alkoholika łatwo poddającego się presji wspólnoty (np. grupy terapeutycznej, mityngowej) jest silna postawa konformistyczna, popęd gromadny.

    Takie kameleony łatwo dają się formować, ale jakby w sferze życzeń, w teorii. Ewentualne niepicie jest u nich zależne od sprawowanej kontroli - z zewnątrz. Kontrolowany kameleon nie będzie pił, będzie myślał i postępował tak, jak mu każą.

    Przykład:
    Jeśli temat kręci się wokół nieszczęść, jakie pijący rodzice wyrządzili dzieciom - wtedy jest się nieszczęśliwym skrzywdzonym dzieckiem.
    Jeśli temat kręci się wokół rodzin szczęśliwych, wtedy jest się dzieckiem szczęśliwym, a pijaństwo rodziców tym razem nikogo nie krzywdzi.

    Całkiem niedawno pojawił się taki tekst:
    Co na taką rodzinkę zsyła Bóg, w którego jej członkowie nie wierzą?
    Daje im dziecko, światłe i wierzące z łaski, które większość swojego dzieciństwa i całego życia spędza na wymadlaniu dla takich "przebudzenia", żeby chociaż pić przestali.
    Boi się prosić o więcej, i potem długo żałuje, że nie było w swej wierze bardziej "rozkręcone", bo Mamusia co prawda pić przestała, ale filozofia niebytu, a co za tym idzie braku odpowiedzialności za własne uczynki ją drąży nadal.
    Z czasem zapomina nawet, że piła.
    Dzieciak czuje zawód, niesmak, bo pamięta przecież jak było.
    Nie może znieść, że to co wymodlił, Mamusia przypisuje swojej mądrości.

    forum.gazeta.pl/forum/w,176,121381151,121587993,Re_Maja_oczy_a_nie_widza_.html
    Albo się pamięta, albo się nie pamięta... ;-)

    Jeśli szukasz jakiejś pomocy dla siebie (i dla syna też), warto zastanowić się, jaki charakter masz i ty, i twoje uzależnione dziecko. Jeśli w bardzo szybki sposób dostosowujecie się do cudzych opinii, zachowań, ba - nastroju chwili, wtedy jest nadzieja, że nałóg można zwalczyć, przyhamować z pomocą treserów-terapeutów. Tresura jest dość bezmyślnym procesem, schematycznym, ale ktoś, kto łatwo się poddaje, nie ma z "leczeniem" problemów.

    Jeśli ktoś ma naturę samodzielną, poszukującą, nie poddaje się łatwo pseudoautorytetom, wtedy "leczenie" może skutkować jeszcze większym pogrążaniem się w nałogu. Nie obrazi się chyba Wolf, bo sam przecie wspominał przed chwilą, że jego leczenie długotrwałe, prawie dwudziestoletnie, nie pomagało w jego przypadku. W przetrwaniu pomogły mu: silny fizycznie organizm i ogromna, wprost niesamowita witalność emocjonalna. To jest - oczywiście - moja opinia, a nie stwierdzenie faktów.

    No i chyba ma nową kobietę, o ile zrozumiałam. Bo o żonie pisze "była żona" :-)))

    Co wskazywałoby na to, że nawet nieleczony czy nieuleczalny alkoholik zawsze znajdzie swoje wiosenne szczęście, jeśli tylko zechce...
    :-)
  • lena1952 04.04.11, 10:24



    Pe4ska,napisała
    "Jeśli szukasz jakiejś pomocy dla siebie[i syna też],warto zastanowić się,jaki,
    jaki charakter masz ty i twoje uzależnione dziecko''.
    No i tu się Esko zaczyna-powiem o sobie.Mam właśnie naturę samodzielną,poszukiwawczą,
    ciężko mi przytaknąć,jak się nie zgadzam,czy jak mi się nie podoba.Co nie znaczy,że nie słucham
    innych,ale segreguję-za i przeciw.I teraz jestem w takim momencie mojego życia,że jest mi
    z tym trudno.Taki jestem trochę ''potwór''
    Z terapiami stoję na ''bakier''.Polega to na tym,że mnie jest chyba potrzebna terapia,
    otwierająca mnie na terapię.Ciężko jest zmienić kogoś kto ma prawie 60 lat.
    A o synu,cóż Esko, -jeżeli stanie się''coś''co pozwoli mojemu synowi,zatrzymać się,
    zmienić, będzie dla mnie,to''Coś''czy ''Ktoś''wartością bezcenną.Pozdrowienia.L.
  • wolfigen 04.04.11, 11:06
    nadużywanie alkoholu długotrwałe, w końcu uzależnienie, zmieniły mój charakter w dość dużym stopniu . pewne moje cechy urosły nadmiernie, inne zdechły, jeszcze inne pojawiły się właśnie w wyniku itd etc. moje oddziaływanie na bliskich, otoczenie też wpłynęło o na mnie samego. jak wejdziesz międy wrony , kraczesz jak i ony. nie wiem co się musi stać, zadziać , by chciec coś zmienić w swoim życiu. i nie dotyczy to tylko uzależnienia. wiele rzeczy się w moim zyciu działo, złych, dobrych, jedne spływały jak po kaczce inne zostały na trwałe. wydaje mi się, a nawet jestem pewny jednego-póki cokolwiek jeszcze mi się cchce, mam siłę, ciekawość- wtedy mam zawsze szanse na zmiany i dobre ich efekty. dobrze wtedy mieć obok kogoś pomocnego, kto rozumie. ale nie z gatunku "oświeconych", tylko z gatunku życzliwych i wymagających jednocześnie.
  • lena1952 04.04.11, 11:37
    Dziękuję Wolfigen.
    Ostro się zwróciłam ostatnio do Ciebie personalnie--bo mi się ''podłożyłeś'' tym,
    ''piłem-moja sprawa''
    W ostatniej rozmowie mojej z synem,powiedział mi,''mamo nie martw się,to moja sprawa''.
    Na w tym wypadku ''moja sprawa''trzeba mnie trzymać.
    Odpowiedziałam ''jak Twoja sprawa, to proszę z nią na bezludną wyspę''.
    I teraz z gatunku ''życzliwych i wymagających''od miesiąca jestem współuzależniony wróg.
    Pozdrawiam Cię,Lena1952
  • wolfigen 04.04.11, 11:42
    lena1952 napisała:

    >
    > I teraz z gatunku ''życzliwych i wymagających''od miesiąca jestem współuzależni
    > ony wróg.
    > Pozdrawiam Cię,Lena1952

    wyjaśniłem drugiej Lenie nieco wcześniej , co rozumiem pod pojęciem "moja sprawa" w tym konkretnym przypadku rozmowy. sam kiedyś, też wrogo się nastawiłem do byłej żony i syna, za ich twarde warunki na "moją sprawę ". takie jest życie. trzeba przez to przejść. mieć nadzieję i szczęście.....nie znam innego sposobu na samego siebie i moich bliskich.
  • wolfigen 04.04.11, 12:06
    e4ska napisała:

    >. Nie obrazi się chyba Wolf, bo sam przecie wspominał przed chwilą, że jego
    > leczenie długotrwałe, prawie dwudziestoletnie, nie pomagało w jego przypadku. W
    > przetrwaniu pomogły mu: silny fizycznie organizm i ogromna, wprost niesamowita
    > witalność emocjonalna. To jest - oczywiście - moja opinia, a nie stwierdzenie
    > faktów.
    >
    > No i chyba ma nową kobietę, o ile zrozumiałam. Bo o żonie pisze "była żona" :-)

    wolf sie nie obrazi.
    ale ten ostatni akapit jest nie po wolfa myśli :-)....mieć to ja mogę nową parę butów -po 1
    po 2- żona była nadal żoną pozostanie , ino , że byłą.
    po 3 - wiosna to dobry okres na sadzenie rozmarynu pod oknem
    -;_:-))
  • 2-lena 01.04.11, 10:56
    Pozdrawiam Cię Leno również. :-)
    Wycięto mój post w innym temacie, gdzie pisałam (powtórzę więc tu), że pisywałam na różnych forach alkoholowych, ale nigdzie nie spotkałam drugiej Leny. Tym bardziej mi miło i … jakoś raźniej :-)

    ela_102 napisała:

    > >
    > Nie mów mi co robi rodzina alkoholika.
    > Sama jestem dzieckiem alkoholików, i osobą współzależną.
    > Punktowanie kogokolowiek z nich, aby było uczciwe, a nie na bazie - jaka ja jes
    > tem biedna i skrzywdzona wymaga prawdziwej odwagi, bo trzeba też wypunktować sw
    > oje wobec nich zaniechania, niesprawiedliwości i ignorancję, aby mieć rzeczywis
    > ty obraz sytuacji
    .


    To raczej nie dotyczy przypadku małych, nieletnich dzieci.
    One nie mają wobec rodzica żadnych obowiązków, które mogłyby zignorować, zaniechać itd. Nieprawdaż?

    A poza tym oczywiście przyznaję Ci rację. To właśnie m.in. dlatego ja nie poszłam na Al.-anon i nie bardzo mogłam odnaleźć się w grupie kobiet, w której na przykład rej wodziła współuzależniona, która o swoim mężu pisała nie inaczej niż „dewiant”. A to, że wyszła za dewianta i żyła z nim tyle lat (co w jakiś sposób o niej świadczy, mnie też nikt nie kazał wychodzić za mąż, sama jestem odpowiedzialna za swoją decyzję i nie mam co płakać całemu światu, jaka ja jestem biedna z tego powodu) – to tylko jej dysfunkcja, żadna wina, czy odpowiedzialność.
    To dlatego nie poszłam na Al.-anon, bo ja na odwrót niż one: w mężu zauważałam wiele dobrych cech, a w sobie wiele błędów i złego postępowania. Rozpisywałam się o tym kiedyś bardzo rozwlekle na starym SOSie.
    Pamiętam, że jedna z dziewcząt napisała mi wtedy, że to jest „wyższa szkoła jazdy we współuzależnieniu”. Czyli, że ja jestem jakby bardziej zaburzona niż one, skoro tak myślę o sobie i piszę.
    Dlatego ja zawsze postulowałam o dialog między alkoholikam i współuzależnionymi na forach, tak samo myślę, że jeśli terapia, to powinna być wspólna także w takich wypadkach dla obojga małżonków, że wtedy szybciej rodzina wróciłaby do zdrowia. Ale było to źle widziane, na jednym forum kazano mi się nie wtrącać i nie mądrzyć w tematach alkoholików, bo co ja wiem...

    A wszystko weryfikuje chyba sytuacja matki kogoś współuzależnionego, jak przypadek mojej imienniczki. Bo swoje dziecko się kocha bezwarunkowo i rozwodu z nim wziąć nie można….




  • 2-lena 01.04.11, 11:56
    pomyłka:
    *A wszystko weryfikuje chyba sytuacja matki kogoś uzależnionego, jak przypadek mojej imienniczki. Bo swoje dziecko się kocha bezwarunkowo i rozwodu z nim wziąć nie można….


  • ela_102 01.04.11, 12:26
    One nie mają wobec rodzica żadnych obowiązków, które mogłyby zignorować, zaniechać itd. Nieprawdaż?

    Ciekawy temat.
    Może jako dziecko nie miałam obowiązków wobec rodziców, typu, utrzymywanie ich, dbanie o nich, ale z tytułu życia w rodzinie jednak pewne obowiązki miałam. Był taki czas kiedy miałam do siebie pretensje, że nie zrobiłam nic aby im pomóc, gdy pili. Nie chodzi o jakieś prawne wymogi, ale o Twór jakim jest rodzina. Niedawno był reportaż o 9 letnim chłopcu, który przy niewielkiej pomocy starszych opiekuje się dwojgiem niepełnosprawnych rodziców i nie wyobraża sobie, że może być inaczej. Gdy ludzie mu pomogą jakoś to pójdzie, gdy włączy się do tego Państwo, dziecko wyląduje w domu dziecka, a rodzice w Ośrodku Opiekuńczym.
    Dla pracownika socjalnego to ciężar ponad jego siły.
    Dla ludzi z boku niezwykła, niespotykana postawa.

    I w jednym i w drugim jest racja. Jednak dziecko nie wyobraża sobie, aby mogło być inaczej niż jest.
  • ela_102 01.04.11, 17:46
    to dlatego nie poszłam na Al.-anon, bo ja na odwrót niż one: w mężu zauważałam wiele dobrych cech, a w sobie wiele błędów i złego postępowania. Rozpisywałam się o tym kiedyś bardzo rozwlekle na starym SOSie.
    Pamiętam, że jedna z dziewcząt napisała mi wtedy, że to jest „wyższa szkoła jazdy we współuzależnieniu”. Czyli, że ja jestem jakby bardziej zaburzona niż one, skoro tak myślę o sobie i piszę.


    Kobieta o której pisałam, a dziś znam takich wiele, jest z Al-anon.
    Być może dziewczyna pisząca do Ciebie o Wyższej Szkole Jazdy we współuzależnieniu, nie miała na myśli, że jesteś bardziej zaburzona, ale, że takie podejście jak Twoje jest trudne do wypracowania i wymaga czasu. Dla wielu kobiet jest wręcz nieosiągalne. Przynajmniej ja tak odczytałam to zdanie i jest ono zgodne z moją wiedzą.

    Terapia rodzinna jest prawie niemożliwa na początku z bardzo prostego powodu, nie ma praktycznie takich przypadków, gdy cała rodzina, jednego dnia o tej samej godzinie postanawia coś z tym zrobić. W praktyce jest to tak, że ktoś jeden ma swoje "dno". Czasami jest to alkoholik, czasami współuzależniona, a czasami Dorosłe Dziecko, i podejmuje walkę o siebie. Potem bardzo często ktoś inny załapuje i rodzina z czasem się uzdrawia współpracując ze sobą. Drugie tyle często, rozpada się, bo tylko jednej osobie zależy na zmianach.
  • 2-lena 04.04.11, 12:28

    Ela_102 napiała:
    Być może dziewczyna pisząca do Ciebie o Wyższej Szkole Jazdy we współuzależnieniu, nie miała na myśli, że jesteś bardziej zaburzona, ale, że takie podejście jak Twoje jest trudne do wypracowania i wymaga czasu. Dla wielu kobiet jest wręcz nieosiągalne. Przynajmniej ja tak odczytałam to zdanie i jest ono zgodne z moją wiedzą.

    O nie, nie, nie :-)
    Absolutnie nie.
    Chodziło o to, że jak mąż ma do mnie pretensje o coś, to jest manipulowanie alkoholika i skoro ja biorę to do siebie co on mówi, słucham w ogóle i się przejmuję, to jestem bardzo silnie współuzależniona i daję sobą manipulować.
    Sęk w tym, że on czasem naprawdę miał rację, kiedy mnie za coś krytykował. I ja rzeczywiście to potem zmieniałam. A sama czepiałam się go niesłusznie nie raz, nie dwa.
    Natomiast na forum w dziale współuzależnienie panowało przekonanie (ja tak odbierałam), że mąż alkoholik – manipuluje i słuchać go nie trzeba. Jeśli on podnosi głos, czy się kłóci – to agresja, manipulacja alkoholika, a jak ja – to umiejętność szczerego wyrażania emocji i uczuć, do którego mam prawo ;)

    Mnie się to po prostu wydawało niesprawiedliwe, bo czynny też nie zawsze był pijany i plótł bzdury.

  • wolfigen 04.04.11, 12:41
    2-lena napisała:


    > Mnie się to po prostu wydawało niesprawiedliwe, bo czynny też nie zawsze był pi
    > jany i plótł bzdury.
    >
    i to jest prawdziwy problem......trudno się pogodzić niekiedy z tym, że i czynny miewa rację. a gdyby nie daj boże okazało się, że i po pijanemu rację miewał.....to cała konstrukcja współuzależnienia wali się jak system emerytalny OFE w polszcze
  • wolfigen 04.04.11, 12:48
    tak mi się przypomniał dawny, dawny "s.o.s."....z forum, podforum , przedforum itd.... był najciekawszy w temacie : " alkoholizm i co z tego nie wynika "...
    pozdrawiam :-))
  • 2-lena 04.04.11, 13:45
    wolfigen napisał:

    > tak mi się przypomniał dawny, dawny "s.o.s."....z forum, podforum , pr
    > zedforum itd.... był najciekawszy w temacie : " alkoholizm i co z tego n
    > ie wynika "...
    > pozdrawiam :-))

    Prastary SOS, jak mawia Eska :-)
    Tego tematu akurat nie pamiętam, szkoda, że wszystko wyleciało w powietrze i się rozprysło na wiele kawałków, jak to lustro Królowej Śniegu :-)
    Z drugiej strony może i dobrze zważywszy, co się wypisywało czasem. :/




  • wolfigen 04.04.11, 14:50
    2-lena napisała:

    >
    > Z drugiej strony może i dobrze zważywszy, co się wypisywało czasem. :/


    moim zdaniem nie ....ja Twoim "wielbicielem "na jakimś dupowłazikowym /zdaje się / forum , raczej nie byłem. ale to nie zmieni faktu, że dziś popisać możemy. co się kiedyś naważyło, wypić trzeba i żyć z czkawką dalej. czkawka w końcu przechodzi
  • 2-lena 04.04.11, 16:05
    wolfigen napisał:

    > 2-lena napisała:
    > > Z drugiej strony może i dobrze zważywszy, co się wypisywało czasem. :/

    > moim zdaniem nie ....ja Twoim "wielbicielem "na jakimś [u]dupowłazikowym[/
    > u] /zdaje się / forum , raczej nie byłem. ale to nie zmieni faktu, że
    > dziś popisać możemy. co się kiedyś naważyło, wypić trzeba i żyć z cz
    > kawką dalej. czkawka w końcu przechodzi

    Czyli że lepiej, żeby nie znikało?
    Nawet jeśli coś znika z netu nie znaczy, że automatycznie znika z pamięci ludzi, którzy to czytali. Ja swoje naważone piłam i piję cały czas i uważam, że żadna choroba nie usprawiedliwia, co najwyżej wyjaśnia pewne zachowania. I przeprosić trzeba było, jak się narozrabiało. Mam nadzieję, że już nikt więcej nie czeka na moje przeprosiny, przynajmniej nic o tym nie wiem.
    W każdym razie wniosek jest jeden: święta nie jestem (no i dobrze!:-)

    ja Twoim "wielbicielem "… , raczej nie byłem
    A ja czasem bywałam Twoją wielbicielką, tzn. z ciekawością czytałam Twoje pisanie na różnych forach, a czasem wprost nie mogłam uwierzyć, jak możesz wypisywać takie ordynarne wulgaryzmy. I aż mi było szkoda, że Ty tak piszesz. Sama nie wiem kogo i czego (szkoda). Ogólnie jakoś smutno i żal.

    ale to nie zmieni faktu, że dziś popisać możemy

    I to jest OK. :-)

    Pozdrawiam




  • ela_102 04.04.11, 16:13
    czytam, że spodziewasz się dziecka :-)
    Życzę, aby czas ciąży przebiegł prawidłowo i wszystko potem ułożyło się jak należy.
  • ela_102 04.04.11, 15:55

    No cóż pisząca do Ciebie wówczas dziewczyna takie miała pojęcie :-)
    Dziś może być w zupełnie innym miejscu. Czasami widzę sens w przeginaniu w drugą stronę, zwłaszcza u osób, które np. przez wiele lat były ofiarami. Dla nich uwolnienie się z tej skóry, to swoisty szok, który może owocować opisaną przez Ciebie potrzebą zbyt niesprawiedliwej afirmacji - teraz ja i tylko ja i tylko moje. Takiej osobie trudno zauważyć w swoim "kacie" dobre aspekty. Jednak ten wyskok w drugą stronę z czasem się uspokoi i wyląduje w sprawiedliwym środeczku, zwłaszcza jak się zauważy, swoje przyzwolenie ( nie ważne czym podyktowane) na takie traktowanie.
    Możesz mi wierzyć, że to i tak lepsze, niż odpłacać pięknym za nadobne, nie rzadko komuś zupełnie przypadkowemu. Komuś kto się pod rękę nawinął.

    Nie wystarczy mieć w rodzinie alkoholika, aby mówić o współuzależnieniu.
    Nie wystarczy picie alkoholu, żeby kogoś określić alkoholikiem.
    Trzeba spełnić jeszcze kilka warunków, aby móc się tak czy siak nazywać.
    Na jedno i drugie trzeba popracować konkretnymi zachowaniami jak i utrwaleniem ich w swoim życiu. Moja bratowa np. nigdy nie stała się osobą współzależną dlatego pewnie mój brat przestał pić, już po 1,5 roku trwania ich małżeństwa.
  • 2-lena 04.04.11, 16:29

    Ela_102 napisała:
    Możesz mi wierzyć, że to i tak lepsze, niż odpłacać pięknym za nadobne, nie rzadko komuś zupełnie przypadkowemu. Komuś kto się pod rękę nawinął.

    Pięknym za nadobne komuś przypadkowemu to akurat wcale nie takie nie w porządku, gorzej tzw. Bogu ducha winnemu przypadkowemu.

    Nie wystarczy mieć w rodzinie alkoholika, aby mówić o współuzależnieniu.
    Nie wystarczy picie alkoholu, żeby kogoś określić alkoholikiem.


    A to całkiem ciekawe tezy, można by je rozwinąć tak jak twierdzą niektórzy, że
    Raz: współuzależnienie to po prostu głupota! :-)
    Twoja bratowa to może mądra i rozsądna kobieta, dlatego „nie popadła”.

    A dwa, że nie wystarczy picie alkoholu, żeby kogoś określić alkoholikiem… samo picie alkoholu to tylko uzależnienie, nałóg, a „cała reszta” mechanizmów to właśnie to coś innego -podły charakter? albo jak nazywają niektórzy skur****stwo? głupota? A WHO nazwało to chorobą i jeszcze niezawinioną :-(

    Całkiem to, co napisałaś jest bliskie mojemu myśleniu ;-)

    Ela_102:
    Czasami widzę sens w przeginaniu w drugą stronę, zwłaszcza u osób, które np. przez wiele lat były ofiarami. Dla nich uwolnienie się z tej skóry, to swoisty szok, który może owocować opisaną przez Ciebie potrzebą zbyt niesprawiedliwej afirmacji - teraz ja i tylko ja i tylko moje. Takiej osobie trudno zauważyć w swoim "kacie" dobre aspekty. Jednak ten wyskok w drugą stronę z czasem się uspokoi i wyląduje w sprawiedliwym środeczku, zwłaszcza jak się zauważy, swoje przyzwolenie ( nie ważne czym podyktowane) na takie traktowanie.
    Możesz mi wierzyć, że to i tak lepsze, niż odpłacać pięknym za nadobne, nie rzadko komuś zupełnie przypadkowemu. Komuś kto się pod rękę nawinął.



    No ale kiedy to „przeginanie w drugą stronę” to nic innego, jak odpłacanie swojemu „katu” pięknym za nadobne.
    Nie wiem, czy jest w tym sens, to właśnie często jest przyczyną okropnych wojen, rozwodów w obrzydliwej atmosferze ze szkodą dla dzieci, zanim „się uspokoi i wyląduje w sprawiedliwym środeczku”.
    No nie wiem…


  • ela_102 04.04.11, 16:45
    No ale kiedy to „przeginanie w drugą stronę” to nic innego, jak odpłacanie swojemu „katu” pięknym za nadobne.

    nie nie nie, nie o tym piszę.
    W pisaniu swoim założyłam choć nie nadmieniłam, że "ofiara" zrzucająca tę skórę, opuszcza też kata, to dla mnie oczywiste. Uwalnia się nie tylko w sensie fizycznym, ale też emocjonalnym. Zaczyna żyć inaczej w każdym sensie.
    Pisząc, że samo picie alkoholu to za mało, aby kogoś nazwać alkoholikiem, nie miałam na myśli cech osobowych alkoholika, tylko fakt, że istnieje przecież też tzw . normalne picie.
    Jednak podobnie do wilka uważam, że nie każdy alkoholik jest bydlakiem, i nie każdy bydlak jest alkoholikiem.
  • ela_102 04.04.11, 17:24
    Jeszcze dodam, że pisząc o przeginaniu w drugą stronę, w ogóle nie miałam na myśli tego, że teraz ofiara "tłucze" swojego kata. Miałam na myśli zaledwie sposób myślenia o sobie, takiej osoby. Żadnych zachowań interaktywnych ;-) wyskok w drugą opcję, to nic innego, jak skrajna zmiana myślenia o sobie. Z bycia " nikim" staje się "kimś", aby z czasem stać się sobą.
    Nie ma to nic wspólnego z mszczeniem się na kimkolwiek.

    cały czas zaskakują mnie Twoje interpretacje ;-)
  • aaugustw 04.04.11, 17:42
    ela_102 napisała (do 2-Leny):
    > cały czas zaskakują mnie Twoje interpretacje ;-)
    _______________________________________.
    Jej Duma nie pozwala pokazac swojego dna...!
    Pomimo, ze wie o prawdzie, ktora wyzwala...!
    A...
  • wolfigen 04.04.11, 18:31
    aaugustw napisał:


    > Jej Duma nie pozwala pokazac swojego dna...!

    a co Ty taki zainteresowany cudzym dnem?. :-)) ...opisz swoje i informacje o tym odkryciu wyślij do wydawnictw szkolnych. może wydrukują w formie uzupełnienia papieru toaletowego dla szkół niepełnośrednich
  • wolfigen 04.04.11, 10:05
    2-lena napisała:

    > Wolf:
    > piłem--moja sprawa
    >
    > W takim razie różnimy się nieco w poglądach, bo ja uważam, że jak paliłam (gdyb
    > ym piła to tym bardziej, i to po 100-kroć bardziej) to nie była tylko moja spra
    > wa w momencie,
    > Moim zdaniem prościej i bardziej skutecznie wprost z zainteresowanym, instytucj
    > a „żalu za grzechy” i „wybaczenia” jest pomocna, ale k
    > ażdy ma swoją drogę i swoje "TO". Jeden większe, drugi mniejsze.
    >
    > itd itd

    to oczywiste. nie żyjemy w próżni społecznej. moja wypowiedź była osadzona w konkretnym kontekście do innej wypowiedzi itd. moje picie jest o tyle moją tylko sprawą, że zawdzięczam je tylko i wyłącznie sobie i własnym wyborom i podnietom. to nie jest tak ,że alkoholik jak tylko zostaje alkoholikiem przestaje dokonywac wyborów, kiedy pije i jak pije . ten sam uzależniony alkoholik potrafi doskonale ukrywac swoje picie, wyczekac odpowiedni moment , żeby napić się bez ponoszenia konsekwencji-przykładowo : nie dam się przyłapac na chlaniu w pracy, bo mnie wywalą na zbity ryj, więc będę popijał delikatnie, po kryjomu a napiję się po fajrancie....i w tym rozumienie moje picie - to moja sprawa....pomijam sytuacje, gdy stan uzależnienia jest już tak duży, że wypadłbym zupełnie z społecznego obiegu, ale nawet ćmiki z dworca i kanału ciepłowniczego mają swój cwancyk i rozum.....o ile jeszcze cokolwiek w mózgu mają. nie darmo mówi się, że czynny alkoholik to mistrz kłamstwa i manipulacji itd etc.
    a, moja sprawa - gdy nie piję ma się analogicznie do czasu gdy piłem. jest się zawsze odpowiedzialnym samemu za swoje czyny i zaniechania.....żadna "choroba alkoholowa niczego nie niweluje. bydlakiem się jest zarówno po pijanemu jak i na trzeźwo

    pozdrawiam Leno
  • 2-lena 04.04.11, 12:34
    wolfigen napisał:

    >> a, moja sprawa - gdy nie piję ma się analogicznie do czasu gdy
    > piłem. jest się zawsze odpowiedzialnym samemu za swoje czyny i zaniecha
    > nia.....żadna "choroba alkoholowa niczego nie niweluje. bydlakiem się jest
    > zarówno po pijanemu jak i na trzeźwo
    >
    > pozdrawiam Leno

    A więc jednak się zgadzamy :-)
    Otóż to! Otóż to!
    Właśnie tak, ja też tak myślę, a "choroba" i jej mechanizmy nie są usprawiedliwieniem.

    Pozdrawiam również

    PS. Naprawdę zostaniesz ojcem? :-)
    To wspaniale! :-)
    (niedawno szczęśliwym tatą został nasz forumowy kolega - Niepoprawny Zdzisio vel Volter)


  • wolfigen 04.04.11, 12:38
    pozdrowienia dla Voltera, niech mu smoczek i pieluchy wskażą dobry kierunek. do piaskownicy co prawda ,to zawsze z Volterem trafialiśmy obaj bez pudła.
  • hornick 31.03.11, 22:02
    Strach się bać czytając te krótkie, ale bardzo treściwe wypowiedzi.
    To pokazuje, jak niska jest świadomość społeczna zagrożeń, jakie niesie za sobą alkohol.
    Przyznać jednak muszę, że i ja kiedyś tak reagowałem.
    Szkoda, że ludzie tak bardzo chcą uczyć się na własnych błędach.
    --
    Dziś nie piję i ten dzień jest dla mnie najważniejszy,
    gdyż na nim polega moje życie.
  • ela_102 01.04.11, 07:24
    Hornik :-)
    Dzięki za rozsądny głos w sprawie :-)
    Mnie przed alkoholizmem nie ustrzegł nawet widok alkoholizmu, zresztą długo trwało zanim uznałam, że to on panoszy się wśród moich bliskich. Natomiast jego obserwacja, zwłaszcza w przypadku mojej Mamy, uzmysłowiła mi w znaczącym momencie dokąd zmierzam.
    Zawsze sądzisz, że Ciebie to nie dotknie, że jesteś poza ;-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka