Dodaj do ulubionych

szanse na terapię alkoholika - prośba o sugestie

23.05.11, 12:53
cześć.

mój partner odmawia przyjęcia do wiadomości, że jego alkoholizm niszczy jemu i jego bliskim życie. na pewno wszyscy to znacie: nawet, jeśli przyznaje, że dzieje się z nim źle, zawsze istnieje 10 innych powodów niż alkohol. bywa skruszony wychodząc z ciągu, wtedy deklaruje, że "pomyśli, co z tym zrobić", ale już po dwóch dniach temat jest nieaktualny. nie pójdzie na spotkanie AA, bo "to nie dla niego". być może, ewentualnie, teoretycznie rozważyłby teriapię indywidualną, a i to raczej pod hasłem innych niż alkohol problemów.

myślicie, że to ma sens? czy spotkania z terapeutą, jeśli pacjent sam nie podnosi sprawy picia, mogą "same z siebie" doprowadzić go do konkluzji związanych z alkoholizmem?

a może podejmowanie prób leczenia w ogóle nie ma sensu, zanim nie osiągnie swojego własnego dna?
Obserwuj wątek
    • yuraathor Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 14:08
      > mój partner odmawia przyjęcia do wiadomości, że jego alkoholizm niszczy jemu i
      > jego bliskim życie.

      pewnie ma niezłych :

      POMAGIERZY

      Zanim alkoholik straci wszystko otacza się ludźmi, którzy gotowi są mu pomagać. Towarzyszą mu przez lata. Osoby te ochraniają go jak potrafią, załatwiają za niego co mogą, zawsze są w pogotowiu, licząc, ze przyjdzie moment, gdy do pijącego „coś dotrze".

      Całymi latami rozmawiają, proszą, grożą, odchodzą i wracają, próbują podstępem... Pożyczają pieniądze, kryją wpadki, usprawiedliwiają nieobecności w pracy, łagodzą konflikty, utrzymują finansowo, sprzątają po awanturach, chowają alkohol lub przeciwnie starają się, by był zawsze w domu, by pijący nie chodził do kolegów...

      Wybaczają zdrady, niesłowność, kłamstwa, brak odpowiedzialności.

      Cierpią, czują się pokrzywdzone, nie mogą się pogodzić ze zmarnowanym życiem, nie mogą liczyć na żadną pomoc, wstydzą się, że są bite i poniżane, ale... płaca kaucje za wyciągniecie z wiezienia, opłacają adwokatów, by pijacy odzyskał prawo jazdy i boją się kolejnego dnia...

      Wożą go do pracy, w której zawsze znajduje się ktoś życzliwy, podwożący go do baru, z którego... lepiej już by nie wracał.

      Czasem się buntują – dla pokazania, postraszenia... Występują o rozwód, po czym wycofują pozew, zgłaszają na policji pobicie, po czym wycofują oskarżenie, pomimo narosłego długu nie egzekwują prawnie swoich racji, bo i tak nie wierzą, że go odzyskają.

      Same wychowują dzieci i nie domagają się alimentów. Widzą znikające z domu przedmioty i są przekonane, że nic nie mogą zrobić.

      Unikają rozmów o piciu i udają, ze niczego się nie domyślają. Wiedza, ze pijący rujnuje swoja rodzinę, ale starają się, by miał poczucie, ze jest przez nich nadal „normalnie" traktowany. Gdy dostrzegają luki pamięciowe, zmieniają temat. Widza trzęsące się ręce i stawiają piwo. Dobrze wiedza, że pijący przepija właśnie swoja tygodniówkę, mając na utrzymaniu dziecko i żonę w ciąży, ale udają, ze wierzą gdy mówi, iż są to „ekstra" zarobione pieniądze.

      Gdy dziecko dotknie rozgrzanego żelazka, oparzy się. Powstanie zaczerwienienie, które boli. Oparzenie jest skutkiem nieostrożnego zachowania, a ból tego konsekwencją. Gdy uderzy kolegę w przedszkolu, zostanie ukarane. Gdy nie odrobi lekcji, dostanie najgorsza ocenę. Uczy się, że każdy skutek ma swoją przyczynę, a odpowiedzialność polega na ponoszeniu konsekwencji za swoje czyny i decyzje. Wyobraźmy sobie jednak dziecko, które może nie ponosić konsekwencji swoich zachowań, bo np. nauczyciele w szkole patrzą przez palce na jego niedouczenie, nikt nie reaguje, gdy bije inne dzieci, a rodzice udają, że nie zauważają jego kłamstw. Jednocześnie jednak wszyscy wymagają, by to dziecko było dobrym uczniem, dobrym kolega i uczciwym człowiekiem. Oczywiście, to jest absurd.

      Ale taka właśnie jest sytuacja alkoholika otoczonego swoimi życiowymi pomagierami.

      To pomagierzy chronią alkoholika przed konsekwencjami jego picia, ułatwiając mu unikanie odpowiedzialności. Alkoholik skrzętnie to wykorzystuje, a nawet osiąga duża skuteczność w utrzymywaniu pomagierów w ciągłej gotowości do pomagania mu.

      Robi to przez manipulowanie poczuciem winy, wstydu, utrzymywaniem najbliższych w przekonaniu, że bez niego „zginą" lub że on bez nich „zginie" i będą go mieli na sumieniu; a także obietnicami, szantażami, graniem na poczuciu solidarności, wdzięczności za jakieś stare sprawy, wspólne dzieciństwo itd.

      Pomagierzy są w gruncie rzeczy bardzo podobni do alkoholika, w tym sensie, ze uzależniają się w sposób patologiczny od pomagania mu, tak samo jak on uzależnia się od ich pomocy. Jest to obopólne wiązanie. Chore wiązanie.

      Problem pomagierów polega na tym, że nie dostrzegają manipulacji alkoholika, ponieważ pomaganie mu jest im samym potrzebne. Są to bowiem często osoby o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, zależne emocjonalnie od zewnętrznych opinii, niepewne siebie, dla których „dobroć, pomaganie i cierpienie" jest sposobem budowania własnej samooceny. Osoby te doświadczały w swoim życiu odrzucenia i braku miłości, a negatywne uczucia są teraz „lepsze" od ich braku.

      Podobnie jest w przypadku osób regularnie walczących z alkoholikiem. Agresja i nienawiść są sposobem wiązania emocjonalnego. Nie ma bowiem znaczenia czy pomagierstwo odbywa się przy akompaniamencie łez, czy agresji i pretensji. Ważne jest trwanie przy alkoholiku i ponoszenie za niego konsekwencji jego picia.

      Są tez oczywiście tacy, którzy pamiętają alkoholika z jego najlepszego okresu i nie chce im się pomieścić w głowie, ze sam mógł się do „tego" doprowadzić. Ci chętnie kupują opowieści o złej żonie, pechu w interesach, lub o czymkolwiek. Spostrzegają alkoholika jak ofiarę jakichś zewnętrznych okoliczności, współczują i solidaryzują się z nim, wysłuchując nie kończących się wynurzeń i żalów. Wierzą, że pije, bo ma powody. Pomagają wiec, bo w biedzie trzeba pomoc...

      Czy zatem nie należy pomagać alkoholikowi? Jeśli pomoc sprowadza się do tego, że pomaganie pozwala pijącemu nie ponosić odpowiedzialności za skutki picia, to nigdy nie należy mu pomagać. Nawet jeśli maja to być konsekwencje bardzo poważne, czy bardzo błahe. To nie ma znaczenia. Pomoc w wyciągnięciu go z wiezienia, lub aresztu, tak samo mu szkodzi jak posprzątanie rozbitej w alkoholowej złości szklanki czy pożyczenie pieniędzy, choćby na papierosy.

      Taka bowiem pomoc utrzymuje alkoholika w poczuciu, ze nie jest tak najgorzej, skoro pije i „jakoś" zawsze wychodzi cało z opresji. Ta pewność jest zależna od natężenia pomagierstwa.

      Z czasem powstaje przekonanie, ze tak właśnie być powinno, ze normalne jest, iż inni są w pogotowiu i zawsze pomogą. Rzeczywisty związek miedzy przyczyna i skutkiem zostaje zniekształcony, a z czasem zanika. Konsekwencje picia zaczynają nie dotyczyć pijącego. Stają się dla niego jakąś abstrakcja, co nasila się jeszcze intensywniej z powodu nietrzeźwości. Podobnie jak w przypadku dziecka, które odciążone od konsekwencji np. nie odrabianych lekcji nie doświadcza związku miedzy nie uczeniem się, a złymi ocenami.

      Tak samo pijacy nie może doświadczyć skutków swojej alkoholowej działalności w domu, bo zanim wytrzeźwieje, żona zdąży wszystko posprzątać, ogarnąć. Jak ma serio traktować problem braku pieniędzy, gdy „jakoś" zawsze „się" one znajdują i nie tylko dzieci głodne nie chodzą, ale i on ma wikt i opierunek? Dlaczego ma się przejmować odebranym prawem jazdy, gdy rodzina stanie na głowie, by je odzyskał. Załatwią adwokata, zapłacą... To nie on odczuje skutki związane z całą skomplikowaną procedurą odzyskania prawa jazdy, tylko rodzina.

      Powie ktoś: no tak, ale w ten sposób, bez pomocy i wsparcia, alkoholik stoczyłby się na samo dno – byłby już na ulicy, w wiezieniu, straciłby wszystko. Nie można na to pozwolić. I to jest racja.

      Ale prawda jest tez to, ze w patologicznej symbiozie z pomagierami stacza się również, tylko wolniej i nie swoim kosztem, pociągając za sobą wiele niewinnych osób.

      Gdyby od samego początku alkoholowej kariery otoczenie odcięło się zupełnie od ponoszenia odpowiedzialności za skutki jego picia, stoczyłby się również, ale znacznie wcześniej, wtedy gdy jeszcze choroba nie była tak rozwinięta, gdy po prostu miał większe szanse, a dno nie było jeszcze tak głębokie. A to oznacza, ze szybciej tez odbiłby się od tego dna.

      Nie istnieje inna droga pomocy alkoholikowi. Można mu tylko pomoc w tym, by jak najprędzej doświadczył dna, wstydu, upokorzenia, kompletnego braku pieniędzy, choćby wiezienia, konieczności spania w samochodzie lub na ulicy... itd. By doświadczył na własnej skórze wszystkich konsekwencji picia i by obok nie było nikogo, kto w akcie litości zdejmie z niego choćby odrobinę tego ciężaru.

      Musi nastąpić taki moment, gdy tylko od alkoholika decyzji zależeć będzie jego życie. Wtedy tylko ma szanse podjąć odpowiedzialność za to życie, dokonać w nim zmian i odbić się od d
    • aaugustw Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 14:35
      el_capricho napisała:
      > cześć.
      - - - - - - - - - - - - - -
      Czesc...!
      _______________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > mój partner odmawia przyjęcia do wiadomości, że jego alkoholizm niszczy jemu i
      > jego bliskim życie....
      - - - - - - - - - - - - - - -
      Wolno mu...!
      _______________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > ... nawet, jeśli przyznaje, że dzieje się z nim źle, zawsze istnieje 10 innych powodów niż alkohol. bywa skruszony wychodząc z ciągu, wtedy deklaruje, że "pomyśli, co z tym zrobić"...
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      Klamie, aby zamknac temat rozmowy oraz miec "swiety" spokoj...!
      ________________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > ... ale już po dwóch dniach temat jest nieaktualny...
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      temat jest nieaktualny, w momencie skonczenia przez niego przemowy...!
      ________________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > ... nie pójdzie na spotkanie AA, bo "to nie dla niego"...
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      Skad on o tym moze wiedziec, skoro tam nigdy jeszcze nie byl...(!?).
      Ta odzywka to standart... - Poniewaz jego nadete EGO kaze mu tak
      mowic, bo uwaza sie za lepszego ludzia, od tych tam "spod mostu"...!
      (tacy jak on juz po pierwszym Mityngu AA traca swoj komfort picia
      i widza, jacy maluccy sa w porownaniu z kazdym siedzacym tam
      trzezwym alkoholikiem.. - Siedza oni cicho i mysla... - Czesc z nich
      przychodzi znowu... - Wieksza czesc znowu zapija...).
      ________________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > ... być może, ewentualnie, teoretycznie rozważyłby teriapię indywidualną,
      > a i to raczej pod hasłem innych niż alkohol problemów.
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      j.w.
      ;-) Oczywiscie, ze nie alkohol jest nam wrogiem, tylko nasze EGO przyjacielem...!
      Alkohol sluzy tylko do podpierania swoich wad charakteru i istoty swoich bledow...!
      ______________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > myślicie, że to ma sens? czy spotkania z terapeutą, jeśli pacjent sam nie podno
      > si sprawy picia, mogą "same z siebie" doprowadzić go do konkluzji związanych z
      > alkoholizmem?
      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      (wg. mnie): To nie ma zadnego sensu... - On przeciez eliminuje swoj problem alkoholowy...!
      ______________________.
      el_capricho napisała dalej:
      > a może podejmowanie prób leczenia w ogóle nie ma sensu, zanim nie osiągnie swoj
      > ego własnego dna?
      - - - - - - - - - - - - - - - - - -
      Kazda proba ma sens... - On wcale nie musi zahaczyc o swoje dno, ale wpierw
      on "musi" uznac swoja bezsilnosc wobec alkoholu... - Inaczej szkoda czasu...!
      Powinien byc otoczony "twarda miloscia" i wyrozumieniem... - No i zero alkoholu...!
      A...
      Ps. (pol zartem, pol serio):
      Jezeli upiera sie przy tym, ze potrafi pic kontrolowanie, niech wypija przez (np.)
      jeden tydzien codziennie tylko jedna setke alkoholu...! ;-)
    • upsididit1 Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 14:41
      el_capricho napisała:

      > myślicie, że to ma sens? czy spotkania z terapeutą, jeśli pacjent sam nie podno
      > si sprawy picia, mogą "same z siebie" doprowadzić go do konkluzji związanych z
      > alkoholizmem?

      Cześć, artykuł który przytoczył yurathor jest pełen wielu, wielu racji jednak nie uważam aby trzeba było w każdym przypadku "przyśpieszać" nadejście dna totalnego (utrata godności, upodlenie, utrata wolności itd.), bo można uczynić więcej szkody niż pożytku. Moim zdaniem bardzo istotne jest jaka jest geneza rozpicia się Twojego partnera i na jakim etapie jest to picie. Nie wykluczone, że usunięcie pierwotnej przyczyny (o której Ty możesz wcale nie wiedzieć, a partner- krąży myślami "zaraz, tuż obok" ale nie w sednie jeszcze lub oboje możecie sobie ją nie w tym kierunku wyobrażać) usunie i skutek- jakim jest alkohol. Nie jestem fachowcem, piszę wyłącznie o własnych doświadczeniach. Jeśli trafi na dobrego terapeutę, przede wszystkim zaś- dobrego człowieka, który zdobędzie jego zaufanie na tyle aby całkiem się przed nim otworzył- a przyczyna pierwotna była zewnętrzna- szanse na powodzenie widzę. Na nic to jednak, jeśli Twojego partnera rozchlały "sny o potędze" itp. przypadłości...
      Jak zachowuje się po alkoholu? Jakiej muzyki wtedy słucha- o ile słucha? Czy dominuje w nim agresja, melancholia czy jeszcze coś innego? Poobserwuj go...

      > a może podejmowanie prób leczenia w ogóle nie ma sensu, zanim nie osiągnie swoj
      > ego własnego dna?

      Moim zadaniem ma sens. Jeśli nawet nie odniesie skutku- to trochę wiedzy złapie, która mu zaprocentuje, kiedy już będzie się zbliżał do tego swojego dna.
      pozdrawiam
      U.
      • el_capricho Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 15:10
        droga upsididit1, dzięki za odzew. nie myślałam o "przyspieszaniu", tylko o zostawieniu spraw swojemu biegowi (co jednak, niestety, byłoby równoznaczne z rozstaniem).

        rzeczywiście nie znamy tej pierwotnej przyczyny. nadużywa alkoholu przez całe swoje dorosłe życie, nie wiem od jak dawna można mówić o uzależnieniu sensu stricto, ale myślę, że to co najmniej 8-10 lat. był też silnie uzależniony od innych substancji (amfetamina, heroina) ale szczęśliwie to już przeszłość.

        jego zachowanie - w sensie emocjonalnym - w zasadzie nie zmienia się po alkoholu w sposób widoczny, tzn nie staje się sentymentalny, agresywny, płaczliwy ani nic takiego, raczej mam wrażenie, że wyłącza mu się całkowicie intelekt, pamięć i koordynacja: powtarza w kółko to samo jak zdarta płyta, bełkocze, nie wie, gdzie jest WC a gdzie kuchnia etc.

        pije codziennie relatywnie niewielkie ilości alkoholu (2 do 4 piw), ale raz na 3-4 tygodnie upija się dosłownie do nieprzytomości, co stanowi początek kilkudniowego ciągu. dopiero drugiego - trzeciego dnia ciągu jego emocjonalny stan wyraźnie się zmienia, staje się drażliwy, niespokojny, napastliwy, szukający pretekstu do sprzeczki.

        dzięki za radę - poszukam dla niego terapeuty, bez względu na to, czy z nim zostanę czy nie. BTW jeśli Ktoś zna mądrego specjalistę w Warszawie, będę wdzięczna za kontakt (przeczytałam od deski do deski wątek o poradniach, ale nie chodzi mi o listę ośrodków, tylko o osobę wypróbowaną w boju)

        pozdrawiam!
        • upsididit1 Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 15:43
          el_capricho napisała:

          > droga upsididit1, dzięki za odzew. nie myślałam o "przyspieszaniu", tylko o zos
          > tawieniu spraw swojemu biegowi (co jednak, niestety, byłoby równoznaczne z rozs
          > taniem).
          >
          > rzeczywiście nie znamy tej pierwotnej przyczyny. nadużywa alkoholu przez całe s
          > woje dorosłe życie, nie wiem od jak dawna można mówić o uzależnieniu sensu stri
          > cto, ale myślę, że to co najmniej 8-10 lat. był też silnie uzależniony od innyc
          > h substancji (amfetamina, heroina) ale szczęśliwie to już przeszłość.
          ----------------------------------------------------------------------------------
          Jeśli poradził sobie z heroiną- to ma ogromne szanse na wydostanie się i z alkoholu!

          > jego zachowanie - w sensie emocjonalnym - w zasadzie nie zmienia się po alkohol
          > u w sposób widoczny, tzn nie staje się sentymentalny, agresywny, płaczliwy ani
          > nic takiego, raczej mam wrażenie, że wyłącza mu się całkowicie intelekt, pamięć
          > i koordynacja: powtarza w kółko to samo jak zdarta płyta, bełkocze, nie wie, g
          > dzie jest WC a gdzie kuchnia etc.
          ---------------------------------------------------------------------------------------
          Czyli stępia się alkoholem, nie pobudza. Gra tą samą płytę, żeby nie grać innej, "z szuflady".

          > pije codziennie relatywnie niewielkie ilości alkoholu (2 do 4 piw), ale raz na
          > 3-4 tygodnie upija się dosłownie do nieprzytomości, co stanowi początek kilkudn
          > iowego ciągu. dopiero drugiego - trzeciego dnia ciągu jego emocjonalny stan wyr
          > aźnie się zmienia, staje się drażliwy, niespokojny, napastliwy, szukający prete
          > kstu do sprzeczki.
          -----------------------------------------------------------------
          to co piszesz utwierdza mnie w przekonaniu o przyczynie pierwotnej, ale mogę się mylić, nie jestem fachowcem, pamiętaj proszę :)!

          > dzięki za radę - poszukam dla niego terapeuty, bez względu na to, czy z nim zos
          > tanę czy nie. BTW jeśli Ktoś zna mądrego specjalistę w Warszawie, będę wdzięczn
          > a za kontakt (przeczytałam od deski do deski wątek o poradniach, ale nie chodzi
          > mi o listę ośrodków, tylko o osobę wypróbowaną w boju)
          ---------------------------------------------------------------------
          Ja na mądrego fachowca nie trafiłam, więc NIKOGO niestety nie mogę Ci polecić, mogłabym podać listę miejsc, których nie polecam, ale tego pewno regulamin forum zabrania. Jednak pozaglądaj na to forum, na pewno ktoś do Ciebie o tym napisze. Nie ma za co, trzymaj się i nie wysyłaj chłopa na Kolską :)!* Nie trzeba od razu wyrywać szczęki, kiedy dwa-trzy zęby popsute ;)...
          U.
          *tego nie obawiam się napisać, w innych krajach UE to BARBARZYŃSTWO jest już dawno zabronione.
            • upsididit1 Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 16:43
              el_capricho napisała:

              > >nie wysyłaj chłopa na Kolską :)!* Nie trzeba od razu wyrywać szczęki, kied
              > y dwa-trzy zęby popsute ;)...
              > > U.
              > > *tego nie obawiam się napisać, w innych krajach UE to BARBARZYŃSTWO jest
              > już da
              > > wno zabronione.
              >
              >
              > bez obaw, w tej materii od zawsze miałam to samo zdanie co Ty :-)

              dzięki Bogu :)! jeszcze raz pozdrawiam i życzę Ci siły:)!
        • aaugustw Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 16:07
          el_capricho napisała:
          > ... rzeczywiście nie znamy tej pierwotnej przyczyny. nadużywa alkoholu przez całe s
          > woje dorosłe życie, nie wiem od jak dawna można mówić o uzależnieniu sensu stri
          > cto, ale myślę, że to co najmniej 8-10 lat. był też silnie uzależniony od innyc
          > h substancji (amfetamina, heroina) ale szczęśliwie to już przeszłość.
          > ... mam wrażenie, że wyłącza mu się całkowicie intelekt, pamięć
          > i koordynacja: powtarza w kółko to samo jak zdarta płyta, bełkocze, nie wie, g
          > dzie jest WC a gdzie kuchnia etc.
          __________________________________________________________.
          To jest czas terazniejszy... - On zamienil tylko kijek podpierajacy...!
          (moze nawet dlatego, aby ukryc swoje cpanie od nowa...!?).
          W samym upiciu sie alkoholowym nie ma sie takich objawow...!
          A...
          • upsididit1 Re: szanse na terapię alkoholika - prośba o suges 23.05.11, 16:49
            aaugustw napisał:

            > el_capricho napisała:
            > > ... rzeczywiście nie znamy tej pierwotnej przyczyny. nadużywa alkoholu pr
            > zez całe s
            > > woje dorosłe życie, nie wiem od jak dawna można mówić o uzależnieniu sens
            > u stricto, ale myślę, że to co najmniej 8-10 lat. był też silnie uzależniony od innych substancji (amfetamina, heroina) ale szczęśliwie to już przeszłość.
            ... mam wrażenie, że wyłącza mu się całkowicie intelekt, pamięć i koordynacja: powtarza w kółko to samo jak zdarta płyta, bełkocze, nie
            wie, gdzie jest WC a gdzie kuchnia etc.
            > __________________________________________________________.
            To jest czas terazniejszy... - On zamienil tylko kijek podpierajacy...!
            (moze nawet dlatego, aby ukryc swoje cpanie od nowa...!?).
            W samym upiciu sie alkoholowym nie ma sie takich objawow...!
            > A...

            Nie ma takich objawów???????????? Od kiedy, chyba od 2 dni z pojutrzem ;).
        • 7zahir Terapii w Waeszawie poszukaj tu 23.05.11, 20:53
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,45870627,0,_Leczenie_uzaleznien_.html
          Ma ona sens tylko wtedy, gdy alkoholik chce sie leczyć,
          jeżeli nie - to szkoda Twojego zachodu.

          A Ty pomyśl o sobie .
          Poczytaj Tu:
          forum.gazeta.pl/forum/w,176,84335888,,zona_alkoholika.html?s=0
          --
          Rzeczy dla których warto żyć
          nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
          • el_capricho Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 23.05.11, 21:33
            > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,176,45870627,0,_Leczenie_uzaleznien_.html
            > Ma ona sens tylko wtedy, gdy alkoholik chce sie leczyć,
            > jeżeli nie - to szkoda Twojego zachodu.
            >

            wiem, że on musi chcieć. dlatego zapytałam, czy Waszym zdaniem może zacząć chcieć pod wpływem kontaktu z terapeutą (np. na inny temat niż alk).

            napisałam też, że przeczytałam ten wątek bardzo uważnie, ale nie chodziło mi o taką listę, jak można mieć z google tylko o osobę, z którą KTOŚ ŻYWY I TRZEŹWY miał z sukcesem do czynienia. utytułowanych idiotów w specjalistycznych ośrodkach niestety sama widziałam już wielu :(



            > A Ty pomyśl o sobie .
            > Poczytaj Tu:
            > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,176,84335888,,zona_alkoholika.html?s=0

            akurat ten wątek wyjątkowo przygnębiający. wynikałoby z niego, że generalnie szkoda czasu i energii. no cóż, być może... biorę pod uwagę i taką przykrą prawdę.

            tak czy owak, dzięki. pozdrawiam.
            • aaugustw Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 23.05.11, 21:55
              el_capricho napisała:
              > napisałam też, że przeczytałam ten wątek bardzo uważnie, ale nie chodziło mi o
              > taką listę, jak można mieć z google tylko o osobę, z którą KTOŚ ŻYWY I TRZEŹWY
              > miał z sukcesem do czynienia. utytułowanych idiotów w specjalistycznych ośrodka
              > ch niestety sama widziałam już wielu :(
              _____________________________________________________________.
              Widze, ze tworzysz doskonala parke z tym swoim partnerem...! ;-)
              A´propos: Znam takiego, ktory mial sukcesy, ale On juz nie zyje:
              Jezus mial na imie...!
              Dzisiaj trzeba samemu chciec brac no i uwazac, bo ci "utytułowani idioci" w
              specjalistycznych ośrodkach moga okazac sie "mundrzejsi" od was obydwoch...!
              A...
              Ps. Osobiscie nie gwarantuje ani tobie, ani twemu lubemu powodzenia, ze wzgledu
              na wasze utopijne wymogi (w bialych rekawiczkach) i zbyt nadete EGA...! :-(
              • upsididit1 Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 23.05.11, 23:02
                aaugustw napisał:
                > Widze, ze tworzysz doskonala parke z tym swoim partnerem...! ;-)
                > A´propos: Znam takiego, ktory mial sukcesy, ale On juz nie zyje:
                > Jezus mial na imie...!
                > Dzisiaj trzeba samemu chciec brac no i uwazac, bo ci "utytułowani idioci" w
                > specjalistycznych ośrodkach moga okazac sie "mundrzejsi" od was obydwoch...!
                > A...
                > Ps. Osobiscie nie gwarantuje ani tobie, ani twemu lubemu powodzenia, ze wzgledu
                > na wasze utopijne wymogi (w bialych rekawiczkach) i zbyt nadete EGA...! :-(

                Jedyne zbyt nadęte EGGS to ja widzę u Ciebie Auguście :(, unoszą Cię nad tą twoją wodą z innego wątku.
                Przypominam też po raz kolejny, iż Osoby Jezusa nie powinieneś mieszać w swoje aroganckie posty. Czy nawet tego nie umiesz pojąć?
                • aaugustw Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 23.05.11, 23:06
                  upsididit1 napisała:
                  > Przypominam też po raz kolejny, iż Osoby Jezusa nie powinieneś mieszać w
                  > swoje aroganckie posty. Czy nawet tego nie umiesz pojąć?
                  _________________________________________________.
                  Dobranoc...
                  A...
                  Ps. Jestes w armii beretow...? - Jakiego koloru on jest...?
                  (Jezus to moj Mistrz - kochana...! ale twoja pruderia ci to zaciemnia
                  i nie pozwala sie rozwinac...! :-(
                  • upsididit1 Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 23.05.11, 23:40
                    aaugustw napisał:

                    > upsididit1 napisała:
                    > > Przypominam też po raz kolejny, iż Osoby Jezusa nie powinieneś mie
                    > szać w
                    > > swoje aroganckie posty. Czy nawet tego nie umiesz pojąć?
                    > _________________________________________________.
                    > Dobranoc...
                    > A...
                    > Ps. Jestes w armii beretow...? - Jakiego koloru on jest...?
                    > (Jezus to moj Mistrz - kochana...! ale twoja pruderia ci to zaciemnia
                    > i nie pozwala sie rozwinac...! :-(

                    August, ja już byłam w twoich postach "przygodnie poznaną złą kobietą", której chciałeś demonstrować swoją "trzecią nogę" i uczyć "pozycji", teraz jestem "pruderyjnym moherowym beretem", trąci to schizofrenią mój drogi. Obrazić mnie nie obraziłeś, siebie jednak ostatecznie skompromitowałeś. I bardzo mi Ciebie żal, że aby tylko zaistnieć nie cofniesz się przed żadną formą wylansowania swojej osoby. Jola Rutowicz z Koniem i Chomikiem będą źli, bo niedługo zajmiesz ich miejsce na "Pudelku".... masz u mnie różowe czułki, na dalszą drogę twojego "rozwoju"...
                      • upsididit1 Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 24.05.11, 09:05
                        el_capricho napisała:

                        > aaugustw to Wasz miejscowy troll? to może go po prostu nie karmić...?
                        >
                        > pozdrawiam. i miłego dnia :-)


                        Wiem, że to najrozsądniejsze :), ale tak się łasi, tak prosi ;), że jak siedzę w domu nudząc się, to z samej nudy troszkę strawy mu uwarzę ;)...
                        miłego dzionka :)
                            • aaugustw Do upsi...! 24.05.11, 15:40
                              upsididit1 napisała (do czlowieka):
                              > Przepraszam. O tym nie pomyślałam :(.
                              - - - - - - - - - -
                              oraz do (A...):
                              > August, ja już byłam w twoich postach "przygodnie poznaną złą kobietą", której
                              > chciałeś demonstrować swoją "trzecią nogę"...
                              - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                              Ty mi tu nie nawijaj i nie obracaj kijkiem Wisly tylko pokaz mi ten post,
                              w ktorym ja uzylem tych slow...!
                              Przypominam sobie tylko, ze to ty chcialas abym ja tobie przyslal zdjecimoich nog,
                              (oczywiscie odmowilem...).
                              A...
                        • aaugustw Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 24.05.11, 10:40
                          upsididit1 napisała (do caprychy):
                          > Wiem, że to najrozsądniejsze :), ale tak się łasi, tak prosi ;), że jak siedzę
                          > w domu nudząc się, to z samej nudy troszkę strawy mu uwarzę ;)...
                          > miłego dzionka :)
                          ______________________________________________________.
                          Czemu sie jej tlumaczysz, przeciez ty beze mnie zyc nie mozesz...! ;-)
                          (zamiast tu sie wymadrzac i stawiac wyzej od terapeutow po studiach,
                          niech sie bierze lepiej za siebie...!).
                          A...
                      • aaugustw Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 24.05.11, 10:37
                        el_capricho napisała:
                        > aaugustw to Wasz miejscowy troll? to może go po prostu nie karmić...?
                        > pozdrawiam. i miłego dnia :-)
                        _________________________________________.
                        Nie, nie miejscowy... - Zagraniczny, eksportowy...! ;-)
                        A...
                        Ps. Ty bedziesz tu pierwsza, ktora mnie nakarmi...! ;-)
                    • aaugustw Re: Terapii w Waeszawie poszukaj tu 24.05.11, 10:32
                      upsididit1 napisała:
                      > August, ja już byłam w twoich postach "przygodnie poznaną złą kobietą", której
                      > chciałeś demonstrować swoją "trzecią nogę"...
                      - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                      Pokaz mi ten post, w ktorym ja uzylem tych slow...!
                      Jezeli o moje nogi chodzi, to ty chcialas aby ci je przyslal na zdjeciu,
                      oczywiscie odmowilem...
                      _______________________.
                      upsididit1 napisała dalej:
                      > ... teraz jestem "pruderyjnym moherowym beretem", trąci to schizofrenią mój drogi. Obrazić mnie nie obraziłeś, siebie jednak ostatecznie skompromitowałeś. I bardzo mi Ciebie żal...
                      - - - - - - - - - - - - - - - - --
                      Az mi lzy pociekly...! :-(
                      Dziekuje za wyrazy wspolczucia...
                      Zrob mi takze jakis berecik na glowke...! ;-)
                      (i uwazaj na swoje nerwy...!).
                      PD: A...
            • 7zahir Sukces leczenia nie zalezy o Ośrodka... 24.05.11, 20:34
              tylko od chorego - jeżeli naprawde będzie chciał,
              rozpocznie nowe zycie bez znieczulenia i będzie trzeźwiał tzn zmieniał sposób myslenia z uzaleznionego na coraz zdrowszy, ale musi chciec robic to dla siebie.

              Sama rozmowa z terapeutą nie zmieni jego niechęci do leczenia.

              Poczytaj o dnie w watku HALT.

              Wybierz sie na mityng Al Anon , pomysl o sobie.
              Nie musisz tonac razem z nim.


              Rzeczy dla których warto żyć
              nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)
    • 7zahir Co robić 23.05.11, 20:48
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,89595702,0,Dla_nati2009_Gdy_ktos_bliski_pije.html
      --
      Rzeczy dla których warto żyć
      nie sposób wymyśleć - trzeba je czuć :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka