Jak pomóc synowi uzależnionemu od alkoholu? Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Doradzono mi, żebym napisała na tym forum, więc pisze.

    Piszę tu, bo już nie wiem, jak pomóc swojemu 21-letniemu synowi.
    Napiszę krótko: wiem, że syn ma poważne problemy z alkoholem. Dobrze wiem o tym.
    Tyle że dopiero jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że to już nie jest niewinne picie, ale zaczyna być problem.
    Zaczęło się to już kilka ładnych miesięcy temu. Przez to wyleciał ze studiów. Ale i tak nie to jest najgorsze. W ogóle przestał dbać o siebie. Wiem, że pożycza od innych ludzi kasę na alko. Wcześniej ja mu dawałam (wiem, głupota), ale od jakiegoś czasu nie daję już ani grosza (chociaż prosi). Długów nie oddaje.
    Obiecał mi, że się ogarnie, że pójdzie na terapię, cokolwiek.
    Ale na tym się skończyło. Raz był umówiony w ośrodku, ale zrezygnował i nie poszedł.
    Żadne rozmowy z nim nic nie dają, bo to na zasadzie jak grochem o ścianę.
    Nie wiem, co mam robić. Martwię się o niego, chciałabym mu pomóc, ale nie wiem, jak.
    Najgorsze jest to, że to pogłebia się coraz bardziej, że wynikają z tego inne problemy.
    I zwyczajnie martwię się o niego samego. Że coś mu się stanie, że jak się nie ogarnie, to całkiem się stoczy.
    Co mam robić? Dalej prosić, rozmawiać?
    • agata.w150, rozumiem, że się martwisz o swego syna, ale on jest już dorosłym człowiekiem. Wiem, że to może być dla Ciebie trudne, ale najlepszą pomocą dla Twojego syna byłoby pozostawienie go samemu sobie (w znaczeniu: niech ponosi wszystkie kosekwencje swojego picia).
      Natomiast na pewno dla Ciebie byłaby wskazana rozmowa z psychologiem - specjalistą w zakresie terapii uzależnień (przy ośrodkach terapii uzależnień można znaleźć poradnie dla współuzależnionych).
      --
      Literatura uzależnień Współuzależnienie DDA Poradniki dla osób uzależnionych i ich bliskich
    • agata.w150 napisał(a):
      > Doradzono mi, żebym napisała na tym forum, więc pisze.
      > ... W ogóle przestał dbać o siebie. Wiem, że pożycza od innych ludzi kasę na alko. Wcześniej ja mu dawałam (wiem, głupota), ale od jakiegoś czasu nie daję już ani
      grosza (chociaż prosi)....
      > Obiecał mi, że...
      > Ale na tym się skończyło...
      __________________________________________________________.
      Uwazam, ze tytul tego watku powinien brzmiec;
      "Jak pomoc sobie, aby pomoc uzaleznionemu synowi..."
      Temat: "matka - syn", (procz DDA) naleza dla mnie do najciezszych... :-(
      Poniewaz w tych sprawach zona moze zmienic sobie meza i na odwrot,
      ale matka nie moze tego zrobic ze swoim dzieckiem...
      Mimo to postanowilem sie odezwac, aby podzielic sie swoim
      doswiadczeniem zdobytym na Mityngach AA...
      Jest u nas mlody mlody mezczyzna, ktory zawsze podkresla swoja
      wdziecznosc do rodzicow, ze gdyby oni nie wywaliliby go z domu
      pozbawiajac go wszelkiej pomocy (nie tylko finansowej, ale takze
      wiktu i opierunku), wtedy on chyba nigdy by sie nie opamietal, ze
      tak zle juz z nim jest... - Dzisiaj obchodzi on juz swoja 16 rocznice
      trzezwosci...
      A...
      Ps. Dla osob wspoluzaleznionych od Alkoholika sugeruje spotkania,
      zwane Mityngami Al-Anon...
      • Tyle tylko, czy ,,wywalenie'' z domu rzeczywiście pomoże?

        Raz kazałam mu się wynosić z domu. Nie było go tydzień. Wrócił w takim stanie, że później tego żałowałam.
        Pewnie ktoś zaraz napisze, że jestem za dobra i się lituję, chociaż nie powinnam.
        Może tak jest.
        Tylko ze gdzie on pójdzie? Pod most?
        Gdzie był wtedy przez ten tydzień - też nie wiem, nie dowiedziałam się.
        Poza tym jak jest w domu, mam nad nim pewną kontrolę - gdyby coś się działo, będę w stanie wezwać pomoc, cokolwiek zrobić.
        Jeżeli go wyrzucę, i coś mu się stanie - kto mu pomoże?
        Boję się, że prędzej stracę go właśnie wtedy, jak każe mu się wynieść.
    • Zgłoś problem w Miejskiej Komisji Rozwiązywania problemów Alkoholowych.
      Poczytaj tu:
      www.parpa.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=9&Itemid=26
      Wybierz się na spotkanie AL Anon.
      Tam dziewczyny, które to co Ty przeżywasz maja już za sobą
      powiedzą Ci co robić:
      Poczytaj w podanych tu linkach:
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,139943480,139945236,Al_Anon_grupy_wsparcia.html
    • Też jestem synem.
      Powiem tak.
      Gdybym wcześniej dostał porządnego kopa,może nie zaliczyłbym 30 lat picia.
      Wszyscy mnie chronili, ukrywali, pomagali .
      Pomagając przedłużasz tylko agonię.

      Jest dorosły. Wie gdzie monopolowy, to niech się dowie gdzie ośrodek dla uzależnionych, chociaż chodzenie na siłę ,nie ma sensu.

    • Agato, pierwsze pytanie do dalszych rozważań: Czy Twój syn jest świadom swojej choroby , czy ma świadomość swojego uzależnienia?
      • Niestety, ale chyba właśnie to jest największy problem: że syn nie widzi w tym niczego złego, i nie traktuje tego jako uzależnienia.
        • I jego obietnice, że się ogarnie i zrobi coś z tym, to bardziej tylko dlatego, żeby mnie uspokoić, niż ze szczerej chęci zmiany.
          • agata.w150 napisał(a):
            > I jego obietnice, że się ogarnie i zrobi coś z tym, to bardziej tylko dlatego,
            > żeby mnie uspokoić, niż ze szczerej chęci zmiany.
            ________________________________________________.
            Wiec jak chcesz mu pomoc, skoro on sam tego nie chce...!?
            Pomyslalas o tym; jak pomoc samej sobie...!?
            A...
            • Nie wiem sama.
              Ale z drugiej strony mam czekać, aż się całkiem stoczy?
              Mam świadomosć, że na siłę i tak się nic nie wskóra, ale nie jest niczym przyjemnym patrzeć na dziecko, które samo się niszczy.
              • agata.w150 napisał(a):
                > Nie wiem sama.
                > Ale z drugiej strony mam czekać, aż się całkiem stoczy?
                > Mam świadomosć, że na siłę i tak się nic nie wskóra, ale nie jest niczym przyje
                > mnym patrzeć na dziecko, które samo się niszczy.
                ________________________________________________________.
                Tak, to nie jest "przyjemne", ale zyc nadzieja ze bedzie lepiej, albo ze
                przynajmniej nie bedzie gorzej jest w takim przypadku "beznadziejna glupota"
                i samooszukiwaniem sie...
                Jezeli Twoj syn naprawde dotkniety jest choroba alkoholowa, nie licz na to,
                ze jakos to bedzie... - Zadnego uzaleznienia nie mozna utrzymac na jakims
                tam poziomie... - To konczy sie ZAWSZE zle, jezeli nie nastapi jakis gwaltowny
                zwrot (wstrzas) w oswieceniu jego chorej swiadomosci...
                Na razie to on ma gore nad Toba, bo nie bylas na tyle konsekwenta, aby on
                cos zrobil z soba...!
                A...
                • aaugustw napisał (do agata.w150):
                  > ... Na razie to on ma gore nad Toba, bo nie bylas na tyle konsekwenta, aby on
                  > cos zrobil z soba...!
                  _________________________________________________.
                  A to powyzsze wcale nie oznacza, ze jestes czemukolwiek winna... -
                  Tu nie ma winnych, tu jest "tylko" choroba (smiertelna)...!
                  A...
                  Ps. Kiedy wybierasz sie na Al-Anon...!?
                  • U mnie w mieście nawet nie ma spotkań takiej grupy
                    • agata.w150 napisał(a):
                      > U mnie w mieście nawet nie ma spotkań takiej grupy
                      ____________________________________________.
                      Podaj mi nazwe tego miasta... - Moze bede mogl pomoc...
                      A...
                      • Rymanów
                        • agata.w150 napisał(a):
                          > Rymanów
                          ___________________________________________.
                          Wybacz to spoznienie, ale jestem przed Mityngiem AA,
                          wiec musialem sie przygotowac...
                          No faktycznie, najblizszy Mityng Al-Anonu masz w Gorlicach (61 km),
                          ale to nie jest koniec swiata... - Do nas (na AA) przyjezdzaja ludzie z
                          odl. ponad 100 km).
                          Do jutra...
                          A...
                          • jest trudna w realizacji, wiem to jak nikt inny, bo jestem matka syna, który popija, dużo pali, a ja jeszcze mu podaje rano śniadanie aby zdążył do pracy....Jest po rozwodzie, załamał się kompletnie, śmieje się do siebie, zrobił się odludkiem...Powiedziałam bardzo spokojnie , żeby zaczął mi dawać na życie i posprzątał...inaczej ma sie wyprowadzić (tzn on wydedukował, że nie stać go żeby mi miesięcznie dawać 600 zł, więc będzie musiał to zrobić) nie zaoponowałam, posprzątał ciutek, rzeczy nie poprał, ale przywiózł na długi wekend synka i babcia zmiękła i nie skacze mu do oczu z tym praniem i porządkami, proszę go jedynie o trochę pieniędzy...Cóż kiedy mu powiem , że w tym domu się nie pije i nie pali, wyprowadzi sie...Ja to wiem i Ty też to wiesz Agato, ale jak oni się wyprowadzą to prędzej czy później wrócą (nie trzeba tylko na nich krzyczeć tylko spokojnie powiedzieć , że w tym domu nie ma miejsca dla człowieka nadużywającego alkohol. Oni sami to zrobią i sami dojrzeją do tego co to znaczy dobry syn , tata i w ogóle porządny człowiek...Pozdrawiam
                            • już pisałam w innych tematach, że jestem siostrą osób uzależnionych. Mój brat zmarł w wieku 33 lat w sumie na sepse ponieważ miał odmrożenia nóg i trzeba było robić operacje której nie przeżył bo narządy nie funkcjonowały jak trzeba (wiadomo alkohol robi swoje). przed śmiercią ostatnia widziała go moja siostra (było nas czworo). spotkała go na PKS w lublinie kiedy jechała do domu z warszawy. Taka na prawde wiedzielismy ze juz jakis czas jest w lublinie, jest żebrakiem poprostu:( Kiedy miała przesiadkę przyszło jej na mysl ze się przejdzie i może go jakoś znajdzie. Siedział z innymi żulami spuchnięty chociaż akurat trzezwy... siostra nie mogla go nawet poznac, poznała po bliznie na policzku którą miał od dziecka. Kiedy rozmawiał z nią mówił zobacz co ja ze sobą zrobiłem, jak jak wyglądam! wiedział, chyba że to już końcówka, a mimo ze wiedział kontynuował swoje żebrackie życie jeszcze niecały rok aż umarł. W trumnie go nie poznałam, miałam 18 lat. Zostawił syna który również go nie interesował, wczesniej także bił swoją byłą żonę. Wracając do tematu konsekwencji. Nie dziwię się że przyjęła go Pani spowrotem. Moja matka robiła tak kilkanaście lat aż w końcu postanowiła że nie chce go znać. Mój ojciec, nie brata wyrzucił go na kopach i od tamtej pory go nie było, czyli sobie to zapamiętał, a może własnie za pózno... Moja siostra z odwyku po prawie 3 miesiącach przyszła do mnie bo nie miała gdzie pójsc. już drugiego dnia zaczela pic. tłumaczylam sobie ze to tak jak kiedys ze wypije piwko, dwa i spokój, a się okazało ze jest coraz gorzej. w innym temacie opisywałam ze wyszła z domu, ze ją spakowałam i nie wiem co dalej. Przyjęłam, tak jak Pani no bo jak? co z nią będzie? bedzie się tułać? okazało się ze to był ogromny błąd bo jeszcze tego samego wieczora napiła sie i zrobiła mi awanture. To był ostatni krok jaki mogłam zrobić - wyrzuciłam ją za drzwi za bety, zamknęłam drzwi i kazałam podejsc pod balkon bo będą leciały jej rzeczy. Mieszkam na parterze, przez balkon wyrzuciłam jej wszystko!!! Miałam zahamowania ale wiedziałam ze jesli tego nie zrobie bedzie wiedziala ze to tylko grozby. zniknela, pila 2 dni. byly takie okolicznosci ze wrocila do mnie do domu i nie pije juz 4 dni. Może juz ale mimo to AŻ! bo ona była juz w takim stanie ze nic ją nie interesowało byle sie napić. Mówi o lekach, lekarzach, planach. Przyznaje ze sie męczy, nie próbuje kłamać kiedy się pytam jak się czuje. Po wielu godzinach wypominania całego jej w tym momencie beznadziejnego życia odwracała się na pięcie dupą i szła po piwo. Byrzucenie jej i pozwolenie na życie w tułaczce może na chwilę ale mam nadzieję że na dłużej dało jej do myślenia. Współczuję ci, wiem co było z mamą kiedy robert żył... umarł... a teraz znów to samo:(
                              --
                              Karolek 30.11.2010r moj najwiekszy skarb!!
                              filipeknowakowski.pamietajmy.com.pl/index.php
                              • no nie napisałam jeszcze o jednym. Ona nie zmienia sie dla mnie. kiedy wyrzucałam ją był u mnie jej facet ktory ma swoje mieszkanie i również miał/ma dosyć. ona go bardzo kocha, on ją zresztą też i kiedy przyszła do niego na nastpną noc odepchnął ją i powiedział ze nie jest kobietą jego życia i nie chce dalej jej pomagac bo to nie ma sensu i nie będzie poswiecał dla niej swojego życia skoro ona nie potrafi sie dla niego zmienic. My sie tak umówilismy, żeby własnie w dupe dostała i moze sie opamięta. przyszła do niego 2 dni pózniej trzezwiutka i była u mnie tez pozniej z nim 2 noce i kladla sie spac bo on jej kazał;) własnie wydaje mi sie ze to blad przyjmowac spowrotem, nalezy sie takiej osobie i tez jej mowilam jak prosila czy moze wrocic ze jest dorosla wie co robi i musi poniesc konsekwencje swojego zachowania i ze nie chce jej znac
                                --
                                Karolek 30.11.2010r moj najwiekszy skarb!!
                                filipeknowakowski.pamietajmy.com.pl/index.php
                                • Co robić , nie wszystko się udaje, ale na pewno gdybym spotkała brata lub siostrę w charakterze żebraka na krawędzi życia wzięłabym go do domu....Nie uważam tez żebym mogła powiedzieć komukolwiek z rodziny, że nie chce go znać...Na początku rodzina powiedziała mi, że jestem nie w porządku, bo nie można wyrzucać z domu własnego dziecka, ale to dziecko mnie nie słucha, ma pieniądze na papierosy i benzynę do samochodu, a mnie nie daje na...chleb.Owszem mogę z synem rano wypić kawę i zrobić mu śniadanie, ale sprzątać za niego nie będę , tak samo jak nie będę płacić za jego prąd. On sam się wyprowadzi, bo jak długo można mieszkać w chłodzie i w ciemności? Znajoma mi dzisiaj opowiedziała historię pewnego młodego człowieka , który bez ślubu pobudował dom dziewczynie, zadłużył się, a ona go z niego wyrzuciła. Dom został pobudowany na ziemi jej rodziców i facet wyszedł z tego jak "Zabłocki na mydle', a jego rodzice go do siebie nie przyjęli, bo mówili mu żeby się nie zadłużał w bankach i w ogóle w to nie wchodził.. Na początku spał w swoim samochodzie , potem wyjechał z miasta i znalazł prace...Teraz nie ma już kłopotów finansowych...
                                  • grazkavita napisała:
                                    > Co robić , nie wszystko się udaje, ale na pewno gdybym spotkała brata lub siost
                                    > rę w charakterze żebraka na krawędzi życia wzięłabym go do domu....
                                    ____________________________________________________________.
                                    Ja zrobilbym to samo, pod warunkiem; Zero ("0") alkoholu - od juz...! ;-)
                                    Inaczej wyladowalby (z milosci) jeszcze szybciej tam, skad go zabralem...! :-(
                                    A...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.