Dodaj do ulubionych

Dziesięć dni w szpitalu? po co?

08.09.14, 10:55
Może zdaje się niektórym, że moje uwagi na temat leczenia kaca (AZA - Akoholowego Zespołu Abstynencyjnego) przez dni dziesięć w szpitalu jest jakimś objawem schizofrenii, a już na pewno głupoty. Otóż nie.
W cytowanej już przez mnie książce - w skrócie podam tylko tytuł "Uzależnienia. Modele kliniczne i techniki terapeutyczne" na stronie 68-69 mówi się o detoksykacji tak szpitalnej, jak i domowej, np. "Nawet w przypadku ciężkiego zespołu odstawiennego, wymagającego tak podania leków, można podawać je w domu, jeśli tylko okoliczności na to pozwalają".

Ja sama przeszłam bardzo ciężki kilkudniowy stan AZA w domu, w dobrych warunkach, bez co prawda lekarza, ale z udziałem zmniejszanych dawek alkoholu (klinowanie pod kontrolą - taka stara tradycja ludowa).

Teraz nowsze publikacje specjalistów... np. artykuł naukowy z 2012 r, zamieszczony w
"Przeglądzie Lekarskim" nr 8, bo chyba nikt nie zakwestionuje, ze jest to artykuł z dziedziny nauk medycznych, opublikowany w fachowym piśmie: Postępowanie w alkoholowych zespołach abstynencyjnych. www.wple.net/plek/numery_2012/numer-8-2012/470-476.pdf, autorzy i czas wydania w linku.

Zainteresowani, choćby nie byli lekarzami, a wyrabiali trepy, mogą się sporo dowiedzieć, na czym polega detoksykacja. Ale najlepsza jest sugestia, ze leczenie szpitalne wcale nie jest konieczne. "W ostatnich czasach doszło do rewizji poglądów na temat miejsca oraz intensywności leczenia AZA. W znaczący sposób ograniczono liczbę hospitalizacji i zastąpiono je różnymi formami leczenia ambulatoryjnego, w którym ograniczono dodatkowo
ilość stosowanych leków, w tym głównie psychotropowych
" (s. 475).

Artykuł jest naprawdę ciekawy i cieszy mnie, że wielu ludzi (jak i pieniędzy) ma szansę uchronić się przed wątpliwą pomocą konowałów spod ciemnej gwiazdy, dla których ideologia i osobiste kompleksy są ważniejsze niż życie, zdrowie czy choćby samopoczucie pacjenta.

Część finansów przeznaczanych teraz na 10 dni szpitalnego ratowania skacowanych warto by było przekazać na formy leczenia w domu.

Więcej szczęścia, mniejsze koszta.


Obserwuj wątek
      • e4ska Re: powodzenia w ludowym klinowaniu AZA 08.09.14, 12:39
        No patrz, fachowiec się odezwał. Tak, panie Jerzy, klinowałam rozsądnie, jako wielu przede mną. Po to, aby nie dostać delirium. Czego nie zatajam od 9 lat pisania na tym forum.

        Zajmij się swoją kostnicą, bo mnie nie przestraszysz. W ogóle straszenie idzie ci okropnie niemrawo. Prorokowałeś tu nie tylko mi, ale i Alkodarkowi, i innym, których w ogóle nie znasz, a najczęsciej nie wiedziałeś, o co chodzi.

        I w ogóle ciąg z kostnicą nadzwyczaj często zdarza się aowcom. Więc zajmij się sobą.
    • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 08.09.14, 12:00
      w linku tkwi [404] File Not Found : Plik nie istnieje
      niesamowicie ciekawa wiedza ;-) wiele się dowiedziałam jako trep.

      Zmiany w leczeniu AZA nie wynikają z odkryć, co do jego wcześniejszej nieskuteczności.
      Ale z braku tylu i tak beznadziejnych przypadków jak to bywało w Polsce Socjalistycznej.
      W tym kraju przestają pić ludzie w wieku od 20-35 lat życia. Przestają pić, a nie szukają alternatyw dla ucywilizowania swojego nałogu.
      Szkody jakie poczynił im alkohol są nieporównywalnie mniejsze niż w przypadku 50 -70 letnich żłopataczy. Wiedza przerabia ludzi, czyni świadomymi. Wiedza powoduje, że potrafią uniknąć tego, czego nie wiedzowcy, nie byli i nie są w stanie.
      • e4ska Jak znaleźć plik :-) 08.09.14, 12:29
        www.wple.net/plek/numery_2012/numer-8-2012/470-476.pdf
        Sprawdzimy.

        Jeśli by się nadal nie otworzył, należy wpisać w Google:
        Bogusław Habrat Postępowanie w alkoholowych zespołach abstynencyjnych.

        albo iść do biblioteki i zamówić "Przegląd Lekarski 2012 / 69 / 8"

        Ciekawe, że główny autor pracuje w przesławnym Zespole Profilaktyki i Leczenia Uzależnień
        Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie... czyli że jednak nowe się przedziera nawet w takich bastionach konserwy. Ku zgrozie rozmaitych deosi.
        • wiedza_to_podstawa Re: Jak znaleźć plik :-) 08.09.14, 12:48
          Jest jeszcze jedna możliwość.. Przedziera się przez bastion twojej iluzji informacja o fachowosci osób odpowiedzialnych za leczenie alkoholizmu !
          Oby! Bo z tym swoim zacietrzewieniem, niedorzeczoscią i jedostronnoscią prezentujesz się jak żałobnik na weselu :D naprawdę! I żałośnie i śmiesznie jednocześnie!
      • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 08.09.14, 12:56
        W tym kraju przestają pić ludzie w wieku od 20-35 lat życia.
        "Ten kraj" to już nie Polska Socjalistyczna (dokładnie: Polska Rzeczpospolita ludowa - PRL), czyli że w naszej obecnej Polsce ludzie kończą picie przed 35 rokiem.

        Niestety, te okropne statystyki...

        Następny przykład, z którym musisz się uporać.

        Artykuł z łódzkiego podwórka, z roku 2011. Transformacja ustrojowa miała miejsce w roku 1990, dwadzieścia lat wcześniej.

        214 pijaków chce zerwać z nałogiem

        lodz.naszemiasto.pl/artykul/214-pijakow-chce-zerwac-z-nalogiem,790936,art,t,id,tm.html
        - Coraz więcej osób uzależnionych od alkoholu zgłasza się do nas na detoksykację - mówi dr Halina Zbłowska, po. kierownika OLAZA przy Miejskim Ośrodku Profilaktyki i Terapii Uzależnień w Łodzi. - W tym roku hospitalizowanych było 103 pacjentów, a 111 skorzystało z tego, odwiedzając nasze ambulatorium. Najmłodszy miał 19 lat, a najstarszy około 80. Najczęściej jednak z naszej pomocy i leczenia korzystają osoby w wieku 40-60 lat.

        Reforma detoksów i przerabianie ich w formę terapii wstępnej miało miejsce już w okresie transformacji ustrojowej i upowszechniania AA. Dlatego przetrzymuje się pacjentów i kieruje na dalszą terapię:

        Pacjenci przebywają na OLAZA 10 dni. W tym czasie podaje im się kroplówki, leki uspokajające i witaminy. Przeprowadzana jest też konsultacja psychiatryczna. Każdy uzależniony od alkoholu uczestniczy w zajęciach terapeutycznych, które mają przygotować do dalszego leczenia na oddziale leczenia uzależnień przy ul. Niciarnianej. Tak było w przypadku 56-letniej emerytki, która w środę zakończyła 10-dniową kurację na oddziale detoksykacji.

        To pierwszy lepszy tekst, który trafił z wyszukiwarki. Czy aby niezmyślony?
        • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 08.09.14, 23:52
          To pierwszy lepszy tekst, który trafił z wyszukiwarki. Czy aby niezmyślony?

          Ale co niby nim udowodniłaś? lub co postawiłaś naprzeciw moim stwierdzeniom?
          Tylko je podparłaś, jak choćby ten, że im dłużej się pije tym gorzej wyjść z nałogu.
          19 latek na detoksie do rzadkość, oni wychodzą z nałogu bez tych dodatkowych efektów.
          40-60 lat, o tym przedziale pisałam, że marnie rokuje.
          Młodzi wybierają abstynencję zanim dorżną organizm.
          Detoks nie ma u nich zastosowania.
          214 pacjentów w ciągu całego roku to nie jest imponująca ilość. Mniej niż jeden na dzień.
          Dla mnie to raczej dowód na unikanie przez alkoholików tego rodzaju atrakcji.
          Jestem przekonana, że tych potrzebujących odtrucia jest znacznie więcej.
          Znacznie więcej jest też tych, którzy idą po ratunek, bez detoksów.

          Łódź w statystach dotyczących spożywania alkoholu zawsze wiodła prym.
          Kryminalistycznych też. Takie środowisko.
          Z całą pewnością nie ma to przełożenia na ilość detoksów.
          Co do zajęć terapeutycznych na detoksie, to kolejny objaw dziennikarskiej ignorancji.
          Motywowanie do zmiany stylu życia, nie jest żadną terapią.
          Co można zrobić w 10 dni? z alkoholikiem który po dniach pięciu orientuje się gdzie jest?
          Zważywszy na to, jak głęboko zapadła ci w pamięć własna wizyta i uczestniczenie w kilku zajęciach terapeutycznych muszę przyznać, że wykonano dobrą robotę.
          No cóż, nie wszystko zależy do terapeutów, ale to co należało do nich wykonali jak trzeba - zapadli ci w pamięć. To nic, że przez lata nabierało to coraz ciekawszych i barwniejszych form, zniekształceń i przekształceń. To tylko dowód na to, że jako osoba uzależniona świetnie wykonujesz to co do takiej należy. Zakłamujesz rzeczywistość, twierdząc, że właśnie ty i tylko ty tu tego nie robisz. Przecież gdybyś wiedziała, że to robisz, przestałabyś.
          • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 08:40
            Aha, tym razem dowiadujemy się, że młody do 35 lat wybierze abstynencję sam. Tu raczej bym się zdziwiła, no i zamiast mniemań może dasz jakieś źródełko wiedzy?

            Dam ci przykład: bohater filmu Bławuta próbował rzucić przed 35 rokiem życia i rzucił, ale życie.

            40-60 lat, o tym przedziale pisałam, że marnie rokuje.
            Powiedz to tutejszym bywalcom. Dość popularne jest nawet twierdzenie, że przed czterdziestką trudno przestać, a po pięćdziesiątce dużo osób rzuca nałóg bez wysiłku.
            No i nie wykluczysz, że ci 40-60 pili pięknie przez 20 lat, a potem dopiero rozwinął się u nich nałóg. Tak było u mnie. Ale mnie bez trudu udało się opanować swoje pijaństwo, bo byłam w wieku, który ty określasz "że marnie rokuje".

            214 pacjentów w ciągu całego roku to nie jest imponująca ilość. Mniej niż jeden
            > na dzień.

            I to by się zgadzało, ale pomnóż sobie 214 razy 10, daje to 2140, czyli 2 tys.140 dni, za które ktoś musi zapłacić.

            A jak narabia się pan doktor na takim oddziale, gdzie mu wpada niespełna jeden pacjent na dzień? Porównaj to z oddziałami, gdzie codziennie przyjmuje się kilku-kilkunastu pacjentów, i wymagają oni intensywnego postępowania medycznego? Właśnie o to chodzi, żeby w celu usprawnienia pracy szpitali przesunąć fundusze tam, gdzie byłyby wykorzystane w pożytkiem dla chorych.

            Gdyby np. detoks trwał 3 dni, wtedy 214 razy 3 da nam 642 dni. Do tego odejdą koszty opłacania terapeutów czy psychologów. Co więcej, gdyby tylko połowa pacjentów była detoksykowana w domu (a o tym mówi m.in. linkowana naukowa praca, której fragmenty warto poznać), te koszty zmniejszyłyby się jeszcze bardziej, ale to już powinien wyliczyć ktoś, kto zna konkretne stawki.

            Gdyby każdy pacjent uległ presji i odbył terapię, np. 6 tyg. razy siedem dni razy 214, to...

            Gdyby pacjent nie poszedł na odwyk czy terapię dzienną (mnie proponowano sześć tyg. zajęć od rana do popołudnia, z pracy trzeba by zrezygnować, czyli iść na zwolnienie), ile mniej środków wyciekłoby z ZUS? Zmusza się do pracy ludzi półślepych i kulawych, no bo ktoś musi zarabiać na tych, co się leczą z alkoholizmu.

            Do tego jeszcze oferuje się - w celu wyssania jeszcze większej kaski - rozmaite grupy nawrotowe, terapie takie czy siakie, DDA, DDD, współuzależnienia i co komu do łba wpadnie, byle to ładnie uzasadnił. Prawo do indywidualnych wizyt. Prawo do kolejnych odwyków i terapii. Państwo ma, państwo da. I funkcjonuje armia darmozjadów...

            Dalej: gdyby zamiast sześciotygodniowego odwyku czy terapii dochodzącej alkoholik brał baclofen po 5 zł za pudełko, to ile zaoszczędziłoby państwo? Ilu ludzi przestałoby pić i nie zmarło czy to z przepicia, czy innych chorób wywołanych piciem?

            Więc jest się o co bić. Zyskaliby alkoholicy (porównaj skuteczność baclofenu z nieskutecznością terapii) i zyskaliby wszyscy chorzy, wymagający konkretnej pomocy.
            • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 11:00
              Że ci się tak chce o niczym pisać ;-)
              musisz się zdecydować:
              czy jest tak jak twierdzisz ty - Wysłuchanie pogadanek i powiedzonek nie jest terapią.
              czy tak jak domniemana doktor detoksu - na detoksie jest terapia.
              Podsuwają ludziom wraz z kroplówką kontrakty do podpisania?

              no i zamiast mniemań może dasz jakieś źródełko wiedzy

              Twoje źródełka wiedzy stanowiące internetowy chaos nijak mają się do rzeczywistości.
              Wystarczyło pojechać na 40 lecie AA w Polsce, aby ujrzeć i wysłuchać tysiące ludzkich historii i spojrzeć na średni wiek uczestników. To jest rzeczywiste źródło wiedzy, a nie jednostronna analiza marnej jakości artykulików w marnej jakości gazetkach internetowych.

              Ale mnie bez trudu udało się opanować swoje pijaństwo, bo byłam w wieku, który ty określasz "że marnie rokuje".

              Kilka incydentów pijaństwa, picia ciągami z ostrym zespołem AZA nie musi świadczyć o alkoholizmie, ale o piciu ryzykownym. W takich przypadkach powrót do picia przy zachowaniu pewnych procedur, nie jest czymś trudnym. Wiele osób tak ma, tylko mało kto lata w środowisko alkoholików udowadniać im, że skoro jego ominęły objawy alkoholizmu, innych też powinny. Tacy ludzie nawet się z tym środowiskiem nie utożsamiają. Twoja aktywność w takich miejsc, jest, tak jak pisałam gdzieś indziej i śmieszna i tragiczna.

              A jak narabia się pan doktor na takim oddziale, gdzie mu wpada niespełna jeden pacjent na dzień?

              Uważasz, że lekarz medycyny studiujący wiele lat z konkretną specjalizacją, ląduje na detoksie i tylko nim się zajmuje? siedzi i czeka na żłopa z Łodzi, odkłada druty, na których dzierga skarpety dla członków rodziny i podłącza jedną na dzień kroplówkę?
              Jeśli tak to wiedz, że tak się nie dziej. To kolejna iluzja do której nie sposób się odnieść.
              Detoks to takie miejsce, jak gabinet zabiegowy na innym oddziale.
              Najczęściej umieszczany przy oddziałach psychiatrycznych, bo specyfika zachowań nałogowca, ociera się o schizofrenię. Pije choć wie, że go to zabija.

              ile mniej środków wyciekłoby z ZUS? Zmusza się do pracy ludzi półślepych i kulawych, no bo ktoś musi zarabiać na tych, co się leczą z alkoholizmu

              Ogląd świata, proponowany przez ciebie jest doprawdy idiotyczny. Zdajesz sobie sprawę?
              Płatnik Zus - u ma prawo do leczenia swoich chorób, bez względu na choroby innego człowieka. To zdaje się prawo konstytucyjne. Sugerowanie, że leczenie jednego obywa się kosztem drugiego brzmi jak spiskowa teoria dziejów. Nie realne.
              Idąc twoją schizofrenią mogłabym napisać - i zmusza się alkoholików to picia alkoholu, aby pieniądze z akcyzy dotowały gminne budżety. Wpisujesz się w tę retorykę.
              Alkoholik już swoje wypił i lepiej, żeby pić przestał, bo dobro jednostki póki co w tym kraju jest priorytetem. Gdy czyta się ciebie, odnosi się zupełnie inne wrażenie. Sprawa wygląda tak:
              Piszesz idiotyzmy w miejscu w którym cię nikt nie szanuje w ilości większej niż inni do ludzi którzy tego nawet nie czytają.
              Po co? udało ci się cokolwiek zmienić? podtrzymać sklepienie niebieskie, wstrzymać księżyc, a ruszyć słońce? jeśli rzeczywiście udało ci się zniechęcić kilka osób do działań na rzecz własnego zdrowia i lepszego komfortu życia, to czemu uważasz to za swój sukces? jesteś pewna, że to dobre działanie? ja takiej pewności nie mam.
            • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 10.09.14, 09:17

              (porównaj skuteczność baclofenu z nieskutecznością terapii)i zyskaliby wszyscy chorzy, wymagający konkretnej pomocy.

              Tak, Ameisen ma pretensje za stosowany szantaż: przestań pić, jeśli mnie kochasz. Fakt, to był szantaż. Rzecz w tym, że człowiek "wyleczony" rozumiałby, że w tak dramatycznej walce, wszystkie chwyty są dozwolone. Doktor obwinia zresztą i przyjaciół za brak wsparcia, i lekarzy za niewiedzę. Krytykuje AA, chociaż trzeba przyznać umiarkowanie... Nikt nie może mu pomóc, poza nim samym. To sensowne z założenia rozumowanie przyjęło karykaturalną formę. Nic nie działało, bo Ameisen zdawał się zaliczać kolejne metody, niemalże dla porządku, by udowodnić z góry założoną tezę...

              Polecam! tu jest dużo na temat "skuteczności" baclofenu i istocie samej terapii!

              Kolejna garść rozsądnej wyważonej analizy faktów!

              • aaugustw Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 11.09.14, 08:50
                nightcrowler2 napisał:
                > dla tego to dranstwo podrożało już do 12 zł!!!.
                _______________________________________.
                Dlaczego; "dranstwo"...!? - Przeciez to twoja wiara...!
                Gdybym ja wierzyl w drazetki mietowe, ze one mi
                ratuja zycie (podobnie, jak i alkohol, ktory kiedys
                traktowalem m.in. jako lekarstwo), to ja bym placil
                za to "dranstwo" nawet 12,50 zł!!!. :-o
                A... ;-)
          • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 08:48
            Twoje odpowiedzi to bajka w stylu terapeutycznym :-)

            Łódź w statystach dotyczących spożywania alkoholu zawsze wiodła prym.
            > Kryminalistycznych też. Takie środowisko.

            Co to ma do rzeczy?
            Poza tym - jakieś konkretne dane: np ilość skazanych na 100 tys. mieszkańców miasta?

            Co do zajęć terapeutycznych na detoksie, to kolejny objaw dziennikarskiej ignorancji.
            > Motywowanie do zmiany stylu życia, nie jest żadną terapią.

            Pani doktor - żadna postać fikcyjna, bo podano jej imię i nazwisko - wyraźnie mówi o terapii. Chcesz zaprzeczyć pani doktor? To idź i powiedz załodze tegoż szlachetnego przybytku, że oni tam żadnej terapii nie prowadzą. Tak im słabo wychodzi skuteczność wyleczenia, bo im Wiedza Niewiedza nie wyjaśniła, na czym terapia polega.

            Co można zrobić w 10 dni? z alkoholikiem który po dniach pięciu orientuje się gdzie jest?
            Ach, no to może trzeba przedłużyć pobyt na detoksie o dalsze 10 dni? Już ja o tym wiem, ze nie tylko ty być chciała. To fakt.

            Ale że pijak przez pięć dni nie odzyskuje zmysłów, to dlaczego? Czyżby zatruwały go podawane mu kroplówki? Jak tego przyczyna, ze on nawet nie wie, gdzie jest? Dobre :-)))
            • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 10.09.14, 10:24

              Ale że pijak przez pięć dni nie odzyskuje zmysłów, to dlaczego? Czyżby zatruwały go podawane mu kroplówki? Jak tego przyczyna, ze on nawet nie wie, gdzie jest? Dobre :-)))

              Hola hola, to ty uważasz się za "specjalistkę" od detoksów.
              To ty założyłaś wątek, mający na celu udowodnienie, że detoks jest zabiegiem zbytecznym.
              I nie wiesz komu, dlaczego i po co się go zaleca? Nie wiesz jaki stan pacjentów tam dominuje?
              To z jakiej racji uważasz, że jest zbędny? zbędny z powodu wrażeń jakie masz na jego temat?
              Kolejny brak spójności wynikający z braku wiedzy.
              Podsumujmy!
              Masz wrażenie, że na detoks trafia KAŻDY alkoholik - nie prawda!
              Na podstawie błędnego wrażenia sugerujesz, że lepiej aby środki przeznaczone na ten rodzaj pomocy szły w inne miejsca. Dostrzegasz ten absurd?
              Bawi cię myśl, że alkoholikowi, któremu detoks ratuje życie, wyprowadza z ciągu ALKOHOLOWEGO w sposób bezzgonowy, szkodzą kroplówki, a nie bolesny, dokuczliwy i nagły brak alkoholu we krwi. Przecież, nie fakty cię bawią, ale twoje wyobrażenia będące pewnym ciągiem myśli kompletnie nie logicznych. Skoro na detoks trafia każdy alkoholik, to też niektórzy idą tam świadomie poleżeć, poczytać książki, odpocząć lub poprawić makijaż. Ale nawet gdyby tak było, to i tak kroplówka nie jest w stanie zrobić takiemu krzywdy. Musisz się zdecydować po raz kolejny - leki, pomagają alkoholikowi w opanowaniu lęków, głodu i wychodzeniu z uzależnienia? (o czym tu śmiało zaświadczasz) czy powodują krzywdę? (o czym jednym ciągiem potrafisz twierdzić) Jedno z dwóch. Przyznasz, że trudno te dwie tezy zamknąć w jedną? Chyba, że uznamy, o co cię jednak nie podejrzewam - że to zależy od konkretnej osoby. Jednym doraźna farmakologia pomoże, innym zaszkodzi (wyłączając witaminową kroplówkę rzecz jasna).

              W twojej paranoi nie chodzi o fakty na temat detoksu, terapii, farmakologii.
              Nie chodzi nawet i same leki, ale o to kto je przepisuje.
              Gdy robi to pracownik detoksu, odwyku, ośrodków terapeutycznych to kiep i złodziej!
              Gdy robi to alkodarek, Olivier i każdy nie uprawniony to wszystko ok :-)
              Zrobisz wszystko aby udowodnić swoje tezy.
              Nawet zaprzeczysz sobie samej w jednym zdaniu :D

              Zważywszy na opis twojego kontaktu z poradnią odwykową, podczas wychodzenia z ciągu można domniemać, że ty do dzisiaj nie wiesz gdzie byłaś ;-)

              • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 02.10.14, 07:39
                wiedza_to_podstawa napisał(a):

                > zbędny z powodu wrażeń jakie masz na
                > jego temat?

                wszystko co napisala opiera sie badz na wrazeniach, badz niesprawdzonych "opowiesciach" biblijno-forumowych, badz plotkach osiedlowych...i moze nieco z osobistego doswiadczenia osoby pomylkowo wyslanej na detox, zamiast na kolegium :-)
                a na powaznie..gdzies tu napisal o kobiecie, ktorej zagrozono odebraniem dzieci , o ile nie pojdzie sie leczyc alkoholowo...no i poszla na detox i zostala relaniomanka :-)
                bujda na resorach...zaden sad rodzinny, nie wzialby pod uwage detoxu jako formy leczenia alkoholizmu. jedyne co sa moglby wziac po uwage, to: leczenie na terapii, uczestnictwo w AA i opienie kuratora przydzielonego....detox jako remedium na prawa rodzicielskie...to kpina z intelignecji sluchaczy takich 'opowiesci"...znaczy sie , pijackie legendy na osiedlowym murku pomiedzy jedna alpaga, a druga...wszystkiemu winien ten dzielnicowy i lekarz pediatra dzielnicowy nakablowal ,ze byalam pijana jak poszlam po dziecko do przedszkola, a pediatra stwierdzil ,ze dziecko jest niedozywione, a przeciez z glodu nie umarlo :-)
                itd etc

                --
                www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                moja milosc :-)
          • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 08:53
            Zważywszy na to, jak głęboko zapadła ci w pamięć własna wizyta i uczestniczenie w kilku zajęciach terapeutycznych muszę przyznać, że wykonano dobrą robotę.

            W żadnych zajęciach terapeutycznych nie uczestniczyłam. Musisz wiedzieć, Niewiedzo, że aby wejść w terapię w ośrodku, należy podpisać kontrakt. Wysłuchanie pogadanek i powiedzonek nie jest terapią. Więcej wesołych historyjek znam z Internetu, ale trudno czytanie nazwać terapią.

            muszę przyznać, że wykonano dobrą robotę.
            Nawet bardzo dobrą. Parę osób uniknęło terapii. Parę osób zrezygnowało z AA. Parę osób dowiedziało się o baclofenie.
            Zdrufki :-)

    • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 08.09.14, 13:10
      Przedziera się przez bastion twojej iluzji informacja o fachowosci osób odpowiedzialnych za leczenie alkoholizmu !
      No, mnie się dawno przedarła informacja o fachowości takich deosiów czy terapeutów uzależnień.

      A co sądzą lekarze o takich deosiowatych fachowcach? Teraz będzie bez linka - i tu można nie uwierzyć, żeby aż tak...
      Kiedy maż mojej koleżanki udał się do lekarza "hieny", zagrożonego więzieniem ze strony fachowych deosiów i augustów "z powodu nielegalnego leczenia alkoholizmu" (że skutecznego, to nieważne, bo bez duchowości to nie jest leczenie), wzmiankowano co nieco na temat 10-dniowego leczenia kaca. Lekarz baclofenista rzucił podobno taki epitet: "zahukany ciołek".

      Na pewno jest to straszliwe kłamstwo, bo inni lekarze bardzo wysoko oceniają fachowość, wiedzę i ducha tak ciężko utrudzonych kolegów. Przecież gdyby nie doceniali, to by kolega wpadł we frustrację i stres, które potem nakazywałyby mu diagnozować schizofrenię u Eski - po prostu tak, zwyczajnie, internetowo.

      Ale istnieje też taka możliwość, że każdy lekarz, który przepisuje baclofen pijakom, i każdy pijak, który poradził sobie bez terapii i AA, to schizofrenicy. A ten, co śmie wspomnieć o skróceniu detoksu szpitalnego czy detoksykacji domowej... hm, stop!!! jam-ci nie psychiatra, wiec schizofrenii zdiagnozować nie potrafię :-(((
      • grazkavita Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 08.09.14, 20:00
        Ano czasy się zmieniaja i dzisiaj można rózne rzeczy robic zamiast w szpitalu w domu...Jednego jakoś nie udało sie pogodzic z domowymi warunkami, chociaż rzecz często odbywa się byle gdzie, myślę o porodach...Dla niektórych pewnie nie potrzeba szpitala, inni pewnie w czasie detoksu powinni być pod czułą opieka lekarza....
        • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 08.09.14, 22:54
          Co do porodów w szpitalu - nie rozumiem, jak można sobie życzyć rodzenie w domu. Choć i w szpitalu kobiety umierają, ale to rzadkość... prawie się nie zdarza.

          W odniesieniu do skacowanych:
          Dla niektórych pewnie nie potrzeba szpitala, inni pewnie w czasie detoksu powinni być pod czułą opieka lekarza....
          Tak, niektórzy powinni znaleźć się na detoksie, szczególnie ludzie bezdomni, wykluczeni, chorzy psychicznie. Ale wmawia się pijakom, że koniecznie muszą na detoks, a do tego jeszcze prawo pozwala na to, żeby zupełnie zdrowe osoby z wyrokiem na przymusowe leczenie wstawiać na detoksy.

          Szpital wyłudza za coś takiego niezłą kasę, obsada szpitalna wyznaje zasadę: Czy się stoi, czy się leży, pensja dobra się należy, a pijak? Gdyby faktycznie był na detoksie trzy dni, to by mu nie szumiało w głowie i nie zapoznawałby się z osobami, które go potem wciągają w prawdziwe picie. Jeden drugiego demoralizuje, zaczynają się romanse i wielkie przyjaźnie, a potem się leży pokotem we własnej kałuży w miejscu publicznym - no bo jak się jeden napije, to zaraz drugi, trzeci i czwarty z detoksykowanych kumpli.

          Tylko - sza! pisać o tym nie wolno :-)))




    • boja55 Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 11:12
      Esko , kiedy przyszedłem na to FU , Ty już byłaś . Lubiłem i lubię czytać Twoje posty , bo były inne , był tam humor , szczypta ironii i dla mnie było to takie normalne . Teraz widzę , że zaczynasz przeginać , już nie jesteś tą Eską z przed dwóch lat . Ale to jest moje odczucie .
      Metody leczenia alkoholików bardzo się zmieniły . Z opowiadań swojego Ojca wiem o "żygankach" , kiedy alkohol starali się obrzydzić . Mój pierwszy odwyk to nie terapia , bo takiej jeszcze tu gdzie byłem , nie było , to anticol i esperal . Pamiętam jak taki "przymusowy" szedł do przychodni dwa razy w tygodniu i tam łykał pod kontrolą pokruszony anticol , jak nie przychodził to zamykali Go na minimum trzy miesiące w szpitalu . Mój pierwszy odwyk zamknięty to miesiąc nudy , karty , tam nauczyłem się pić "czaj" i po miesiącu wszywka . Drugi odwyk zamknięty to już terapia , gdzie musiałem słuchać i pisać rzeczy z którymi się nie zgadzałem , ale wtedy miałem dość już picia , życia i wszystkiego . Była tam wtedy też jakaś forma detoksu , jakieś kroplówki , jak się nie mylę relanium w zastrzykach i pasy . Teraz jest bardziej cywilizowanie , ale ja pamiętam jaki ja sam sobie detoks zrobiłem . Byłem po kilkudziesięciodniowym ciągu , leżałem pięć dni na łóżku , piłem litrami wodę na kaca , papierosy i próbowałem czytać książki aby nie zgłupieć . Wiedziałem , że setka wódki by mi pomogła , ale wiedziałem też , że za tą pierwszą pójdą kolejne . Kiedy zacząłem jakoś kontaktować , powlokłem się do szpitala . Teraz jest bardziej , że tak powiem humanitarnie , a że namawiają na terapie ? . Kto będzie chciał , to z tego skorzysta , kto nie chce to wróci i pójdzie pić . Ma jednak już w głowie zakodowane , że jest miejsce , gdzie można iść po pomoc . Tak było i ze mną . Po pierwszym odwyku piłem jeszcze sześć lat , ale jak miałem już dość , to wiedziałem gdzie się udać .
      • boja55 Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 11:43
        Wiedzo , rozbawiła mnie informacja o leku który się zażywa na godzinę - dwie przed spożyciem . Piszę z własnego doświadczenia , bo jak ja chciałem się napić to nikt i nic nie mogło mnie powstrzymać , ale to ja tak miałem .
        • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 11:57

          Znam człowieka, który calutki tydzień stosuje pewne "czary mary" - odżywia się w konkretny sposób, dba o stan swoich emocji, unika stresu, śpij konkretną ilość godzin, pozytywnie nastraja się do życia, wszystko to zapisuje, analizuje po to tylko, żeby na imprezie biznesowej wypić dwa koniaczki ;-) po co? żeby nie pomyślano, że jest alkoholikiem.
          Jak dla mnie to większy kierat od abstynencji z psychoterapią i detoksem razem wzięte.
          Gra pozorów pod którą jednak ukrywa się rzecz istotna dla niego - ochrona zdrowia, psychiki i minimalizacja skutków ewentualnego pijaństwa. Niestety nie jest tak, że panuje nad tym całkowicie. Raz na dwa miesiące spije okrutnie. Może z czasem wybierze abstynencję?

          Ty patrzysz na to z pozycji osoby, która już dokonała wyboru, bo wie jak to jest.
          Z tego punktu to rzeczywiście jest zabawne.
          • aaugustw Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 09.09.14, 19:55
            wiedza_to_podstawa napisał(a):
            > Znam człowieka, który calutki tydzień stosuje...
            :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
            _______________________________________.
            Czytam te ciekawe wypowiedzi, choc sam ostatnio
            nie mialem czasu, aby wypowiedziec wlasne zdanie...! ;-)
            A...
    • e4ska Głupi Jasio od detoksów 16.09.14, 09:03
      Można zadać pytanie, jaki cel mają aowskie głupie jasie w zaprzeczaniu oczywistych, wręcz rażąco jasnych faktów. W moim przekonaniu wpływ na bez-myślenie mają dwa czynniki:
      -ogłupienie w AA
      -niskie zdolności umysłowe.

      No bo czegóż my się dowiadujemy z opinii kontrujących fakt, że detoks szpitalny nie jest konieczny, bo można spokojnie leczyć się w domu - lekarz poda odpowiednie środki (kroplówki) i nie ma potrzeby zajmować szpitalnego łóżka od 10 do 14 dni. O tym traktuje przytoczony fragment oraz link do artykułu jak najbardziej specjalistycznego i naukowego.

      Długachne detoksy zostały stworzone z myślą o wstępnym etapie tasiemcowej terapii. Oczywiście, głupie jasie twierdzą: Co do zajęć terapeutycznych na detoksie [...]
      Motywowanie do zmiany stylu życia, nie jest żadną terapią.


      Cóż, wystarczy spojrzeć na obsadę stanowisk na oddziałach detoksykacyjnych, gdzie np. pracuje jeden lekarz internista, dwóch psychiatrów, paru psychologów i terapeuta.

      A program terapii? - której nie ma na oddziałach leczenia AZA, prawda, głupi jasiu?
      To sobie zobacz pierwszą lepszą stronę ze szpitalnych detoksów, jak najbardziej aktualną, np. ze szpitala w Andrychowie:

      www.szpital.info.pl/page.php?10
      Oddział leczenia alkoholowych zespołów abstynencyjnych jest oddziałem koedukacyjnym,
      posiada 30 łóżek, zajmuje się leczeniem zespołów abstynencyjnych ( także z drgawkami i majaczeniem ) w przebiegu uzależnienia od alkoholu, leków uspokajających i nasennych oraz substancji psychoaktywnych. Do oddziału są również przyjmowani pacjenci zobowiązani do leczenia przez sądy. Jednym z podstawowych elementów postępowania jest diagnostyka i farmakoterapia współistniejących schorzeń somatycznych. W razie konieczności pacjenci są
      kierowani na badania i konsultacje specjalistyczne. Ponadto w oddziale jest realizowany
      wstępny program terapii uzależnienia od alkoholu.


      Poniżej zamieszczono wykaz konkretnych etapów i ukierunkowań terapeutycznych.

      Jeżeli przyjmie się baclofenową metodę leczenia alkoholizmu, można zrezygnować z kosztownego terapeutyzowania na siłę. Ale cała armia psychologów i terapeutów straci etaty. Podobnie w przypadku detoksykacji w domu pacjenta: potrzebny będzie lekarz z rurkami, a nie psychiatra, psycholog i terapeuta. No i nie będzie potrzeby zaganiania pacjenta na mityng. A to też przeraża głupiego jasia.

      Wcześniej czy później - te wspaniałe, kosztowne i kompletnie nieskuteczne ośrodki będą zreformowane, bo już teraz działają na zasadzie siły inercji.

    • e4ska Gdzieżeś ty bywał? 16.09.14, 09:17
      Bardzo mi się podobają teorie na temat, gdziem to ja była - nie była.

      Zważywszy na opis twojego kontaktu z poradnią odwykową, podczas wychodzenia z ciągu można domniemać, że ty do dzisiaj nie wiesz gdzie byłaś ;-)

      Podczas wychodzenia w z ciągu to ja sobie grzecznie leżałam w łóżeczku, a nad koteczkiem troskliwie pochylali się dobrzy ludzie. Obeszło się bez rurek.
      Ośrodek i terapeuta byli nieciekawi - delikatnie mówiąc. Jakby mi się podobało, to bym zrobiła terapię i latałabym na AA.

      Swoją drogą - nad podziw łatwo lęgną ci się we łbie kłamstewka większe bądź mniejsze. Wymyśliłaś sobie, że na spotkanie w ośrodku poszłam "w ciągu". Łżesz po prostu.
      Z tym, że nie ty jedna. To aowska specjalności. Lubisz AA, bo możesz kłamać do woli. Dlatego ja jestem szczęśliwa, że nigdy "nie poszłam po pomoc" do takich ludzi.
      • wiedza_to_podstawa Re: Gdzieżeś ty bywał? 16.09.14, 21:58
        Swoją drogą - nad podziw łatwo lęgną ci się we łbie kłamstewka większe bądź mniejsze. Wymyśliłaś sobie, że na spotkanie w ośrodku poszłam "w ciągu". Łżesz po prostu.

        Twoje komentarze świadczą o tobie.
        Dennie to wygląda.
        Mam w tyle w czym byłaś, nikt nie mający objawów choroby alkoholowej nie ląduje w Ośrodku odwykowym. Jednym z nich jest picie ciągami. Skoro zdiagnozowano u ciebie alkoholizm, picie ciągami cię nie ominęło. Co ma do tego, czy byłaś w ciągu na dzień, czy na tydzień czy nawet na rok przed pójściem do Ośrodka nie ma żadnego znaczenia. Po raz kolejny pitolisz jak potłuczona, czepiasz się słówek, ripostujesz bezmyślnie i w dodatku zarzucasz kłamstwo.
        A ja ci napiszę, że rozproszone jest twoje ja do bólu.
        Przed południem jesteś alkoholiczką, po południu nią już nie jesteś.
        Obsesja? być może, dla mnie jesteś paranoiczką i nie ja jedyna ci o tym uprzejmie donoszę.
        • wolfbreslau Re: Gdzieżeś ty bywał? 17.09.14, 07:48
          ustalmy moze co to jest ten "ciag"....
          ciag w/g mnie to jakis czas picia non-stop z mniejszym , lub wiekszym upijaniem sie do nieprzytomnosci , lub byciem pijanym .
          ja , na przyklad skonczylem swoj ostatni ciag po miesiecznym okresie 13 grudnia 2010- wczesniej bylem w ciagu od czerwca 2009 do pazdziernika 2010- ciagu i wlasnie po nim wyladowalem na detoxie-syn mnie tam zawiozl. po detoxie nie pilem miesiac i wlasnie po tym miasiacu mialem ostatni ciag miesieczny. mniejsza o detale, ale zaraz potem dowloklem sie do urzedu pracy w wolominie i zarejestrowalem pierwszy / i mam nadzieje ostatni / raz w urzedzie pracy jako bezrobotny ubezpieczony bez prawa do zasilku . to byl warunek by w ogole myslec jakiejkolwiek terapii zamknietej potem wprost z urzedu z blankietem ze mam ubezpieczenie poszedlem do do lekarza pierwszego kontaktu w przychodni moich rodzicow /notabene ten lekarz to hindus :-) / i tak zwyczjanie i wprost z marszu to wszystko zalatwilem. wygladalem jak zombie, telepalo mnie tak ,ze trudno mi bylo utrzymac dlugopis w dloni i takie tam zwyczajnosci pijackie.
          wnioski:
          -wiele osob , ktore poznaem potem, trafialy do osrodka leczenia wprost z ulicy, tuz po ciagu , a raczej w jego trakcie.
          dla mnie to oczywistosc ,ze alkoholik , czy jakikolwiek inny uzalezniony idzie po pomoc wlasnie wtedy , gdy jest tuz po , lub nawet jeszcze w trakcie chlania-cpania...ale ostatkiem sil i mimo bólu , strachu probuje sie ratowac.
          przeciez nawet do dentysty jestesmy raczej sklonni isc wtedy gdy nas zab boli, a nie wtedy gdy jest wszystko git :-)

          --
          siupa dupa ;-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 16.09.14, 19:18
      to wyglada troche jak obsesja....nikt nigdy nie twierdzil i nie twierdzi ,ze detox jest konieczny kazdemu, ze musi byc w szpitalu...zasadniczo powinien byc przeznanoczny, dla ludzi , ktorym nikt inny nie pomoze i zdechna....a ze dochodzi czasem do naduzycia? no coz?...tak juz jest. to tez czesc normalnosci..
      ja dostawalem relanium trzy dni...na wszelki wypadek..i tyle :-)
      ale byl ze mna malolat lat 19-20...mial omamy, slyszal glosy, rozmawial z wytworami wyobrazni itp...a nie pil juz kilka dni zanim trafil na detox wydawal sie poza tym , zupelnie normalny...i sam sie kiedys przyznal ,ze strasznie sie boi tych "glosow" , bo ma swiadomosc, ze ich nie powinno byc, a mimo to je slyszy...to tez jest alkoholowa normalnosc prdedzej czy pozniej
      --
      siupa dupa ;-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 17.09.14, 08:04
      ak mi sie przypomnialo-jak bylem na detoxie; straz miejska przywiozla malzenstwo- na oko 60 lat. ona- przechodzona dama. on -nieslychanie o nia zazdrosny otello z gatunku dzialacz spoleczny. i ten ich jezyk: prosze bardzo, czy moglby mnie pan poczestowac papierosem, usiadz kochanie tutaj, no zesz ku... mac, coz to za okropne miejsce ;-)))
      --
      siupa dupa ;-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 17.09.14, 08:10
      nie wiem jak jest teraz. bo podobno sporo sie zmienilo w osrodku w przasnyszu. ale tam panowala taka metodologia; na detoxie proponowali "pacjentom" , zaraz po odtruciu, przejscie od razu trzy pietra wyzej do osrodka zamknietego. i rzeczywiscie najwiecej bylo na osrodku ludzi zaraz po detoxie: reszta to byli tacy jak ja. czyli z zewnatrz. rzewazali ludzi z okolic przasnysza, mławy, ciachanowa itp...ale byla tez spora grupa ludzi takich jak ja z warszawy...bo na przyklad czekanie w warszawie, by sie dostac do osrodka to czas tak dlugi, ze powrot do chlania i odejscie checi na "leczenie" jest niemal pewna. i tutaj jawi mi sie zdecydowana wyższosc AA nad jakakolwiek forma terapii. w AA na nic sie nie czeka i nie spelnia zadnych wymagan.przychodzi i juz...jestes w AA.
      trzezwy, pijany -nie ma roznicy
      --
      siupa dupa ;-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? -pytanie 18.09.14, 09:43
      temat watku brzmi: 10 dni w szpitalu , po co ?
      no wiec tak:
      u mnie 10 dni rzeczywiscie nie byłoby pewnie konieczne...starczyłoby pewnie 4...i git
      odtruli mnie w akwarium w póltora dnia, dali nieco jeść , nieco sie wyspac w czystej pościeli. odwszawiać mnie nie musieli/ ale kilku innych owszem/..byłem dni 11 z premedytacja poprosiłem o to ordynatorke....nie miałem dokad wyjść przed upływem tych 11 dni. a znów trafić na dworzeć jakos mi nie pasowało mimo to.
      mój 19-letni znajomy-trafił tam samodzilenie, ale po drodze słyszał głosy, które mu poddsuwały koszmarne zakończenia tej detoxowej histori: a to ze skonczy u wariatów, a to ze go w pasach i nieswiadomosci ubezwlasnowolnia itd etc.
      ciekaw jestem Eska..to pytanie bez cienia zlosliwosci i podtextow...z jakiej przyczyny Ty trafilas na detox?....nie wiem co prawda, czy czegos jednak nie pokręcilem z tego co przeczytalem na przestrzeni czasu i czy w ogole na detoxie bylas...od razu zastrzegam ,ze byc moze cos pokręciłem
      hey
      darek
      --
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      moja milosc :-)
    • rauchen Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 21.09.14, 00:18
      dobry apel, pozyteczny, jak tak przemowi wariatom do rozumu zeby nie korzystali z pobytow w szpitalu na detoksach, to tylko ulga dla pacjentow ze nie musza sie meczyc z debilami
      --
      ---------------------
      I 
      My Psychiatrist
      My Psychiatric Hospital
      • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 21.09.14, 09:40
        rauchen napisała:

        > dobry apel, pozyteczny, jak tak przemowi wariatom do rozumu zeby nie korzystali
        > z pobytow w szpitalu na detoksach, to tylko ulga dla pacjentow ze nie musza si
        > e meczyc z debilami

        nie badz taka radykalna Rauchen...niejeden wariat tez bywa alkoholkiem ;-)
        --
        www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
        moja milosc :-)
    • e4ska Bez koniecznosci szpitalnego detoksu! 22.09.14, 11:24
      Pomijając meandry "osobistych doświadczeń" i diagnoz o waryjotach, którzy na detoksie nie byli, a wiedzą, przypominam:

      Dezinformacja forumowa polega na tym, że wmawia się potrzebującym korzystanie z usługi stacjonarnego leczenia szpitalnego w sytuacji, gdy można uniknąć pobytu w szpitalu - bagatela - 10 do 14 dni!

      Jeśli ktoś ma pracę wymagającą starań i dobrej frekwencji, może skorzystać z leczenia ambulatoryjnego i domowego. O tym traktują naukowe prace autentycznych fachowców. Nie mówiąc już o kosztach, na jakie naraża się nie tyle NFZ, ale o marnotrawieniu składek na opiekę zdrowotną wszystkich pracujących.

      Z doświadczenia: mój ostry, wręcz śmiercią pachnący AZA ustąpił po trzech dniach w warunkach domowych - bez żadnych kroplówek czy paskudnych niebezpiecznych psychotropów (np. relanium). Pełnia sił - w szóstym dniu.

      Idiotyczny, kosztowny, zbędny pobyt na szpitalnym detoksie jest promowany i zalecany przez środowiska terapeutów i psychiatrów specjalizujących się w "leczeniu uzależnień" - traktuje się detoks jako przygotowanie, jako wstęp do tasiemcowych terapii, odwyków i itd. Świadczy o tym np. obsada oddziałów detoksykacyjnych w stylu: 1 internista, 2 psychiatrów, 2-3 psychologów, 1 terapeuta.

      Jeśli ktoś myśli o leczeniu baclofenem, powinien poleżeć na oddziale szpitalnym do momentu, kiedy wróci mu siła fizyczna. Max. 3 dni. Osoby poważnie chore i tak odsyła się na odpowiedni oddział chorób wewnętrznych.

      Inna sprawa: gnuśność szpitalnego przymusu leżenia bądź siedzenia na zajęciach terapeutycznych obniża sprawność mięśniową - co w efekcie może podnieść poziom odczuwania głodu alkoholowego. Przebywanie wśród deliryków, wysłuchiwanie majaczeń, wrzasków itp. - kto lubi takie klimaty, temu i 14 dni za mało :-)))

      • wolfbreslau Re: Bez koniecznosci szpitalnego detoksu! 22.09.14, 11:28
        bylas , czy nie bylas na detoxie?
        mnie zwolnienie lekarskie nie bylo potrzebne, bo bylem wyautowany z zycia zawodowego...ale byli tacy co byc moze pracowali. nie pamietam.to detale Eska i banialuki
        bylas, czy nie ?

        bo detox jest wlasnie dla delirykow, waryjotow i tak dalej. i zareczam ci ,ze nawet ci delirycy nie lubia tych klimatow...bo tam nie ma czego lubic.

        --
        www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
        moja milosc :-)
        • rauchen Re: Bez koniecznosci szpitalnego detoksu! 25.09.14, 12:16
          pani z ZOZu nie byla, sasiadka leczyla nalewka z pokrzywy.
          a leczenie ambutaloryjne, zwlaszcza jak sie ma znajomosci z ZOZem, to taka pokraczna sytuacja, bo nuz jakas wscibska kolezanka na nocnej zmianie wezmie sobie dossier i sie posmieje.
          Za polskie ZOZy nie odpowiadam, za swoje leczenie dostaje fakture do zaplacenia - kilka tysiecy euro za miesiac, w zaleznosci jakie badania robia i czym karmia. Jak masz dobre ubezpieczenie to nawet centa nie zaplacisz. Alkoholizm, no tak, pod ubezpieczenie ogolnie nie podlega, ale i tutaj jak sie w porzadku w stosunku do lekarza i persolnelu i do konsultanta od opieki spolecznej - stana na glowie zeby cie raz sprobowac wyciagnac z sytuacji, nawet mieszkanie pomoga zalatwic jesli ostatnie miesiace spedziles na lotnisku.
          No tak, inna bajka jednym slowem.
          Aha, i baclofen przepisza, bo widocznie dopuscili - i to bez interwencji nawiedzonych oszolomow - ktore nota bene gowno pomaga, nawet pani co to tylko jeden rodzaj alkoholu pija - nic nie ruszy poza hiszpanskim szampanem- a i tak sie uzdyngoli ze bez detoksu nie rusz. No coz, widocznie nie byla ingwilowana przez nawiedzonych wszystkowiedzacych. Z google rzecz jasna.

          pzdr


          --
          ---------------------
          I 
          My Psychiatrist
          • e4ska Re: Bez koniecznosci szpitalnego detoksu! 25.09.14, 18:57
            Jak masz dobre ubezpieczenie to nawet centa nie zaplacisz. Alkoholizm, no tak, pod ubezpieczenie ogolnie nie podlega, ale i tutaj jak sie w porzadku w stosunku do lekarza i persolnelu i do konsultanta od opieki spolecznej - stana na glowie zeby cie raz sprobowac wyciagnac z sytuacji, nawet mieszkanie pomoga zalatwic jesli ostatnie miesiace spedziles na lotnisku.

            Moje gratulacje :-)))
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 11:31
      pierwsze slysze, ze jakis terapiowiec ZALECA komukolwiek detox niemal jak obligatoryjne"leczenie"
      DETOX --TO NAJCZESNIEJ OSTATNIA DESKA RATUNKU....
      takie mam doswiadczenie i tego sie bede trzymal. nie spotkalem nigdy terapiowca, coby komukolwiek zalecal detox. jedynie juz post factum, na terapii, terapiowiec mowil komus, ze latwiej by mu bylo kiedys tam, gdyby trafil na detox... i tyle
      --
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      moja milosc :-)
      • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 11:34
        mojego znajomego zona znalazla w niezlym warszawskim hotelu po 2 tygodniach- nie jadl, nie spal, tylko chlal i cpal...co 2-3 dni mial zejscie i znow walil dalej...kelner mu tylko donosil towar. "nasz klient nasz pan". zona go znalazla sama z siebie, bo obsluga hotelowa pewnie by "karmila" klienta, az by im wykorkowal, lub wyskoczyl oknem, lub rozwalil meble....dopiero wtedy.
        trafil na detox...proste jak drut
        --
        www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
        moja milosc :-)
        • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 11:38
          czyli tak:
          na detoxie nie byla
          baclofenu nie uzywa
          z terapii nie korzystala
          w AA nie bywala
          fachowcem jest od wszystkich powyzszych

          oj Eska Eska :-)
          NFZ i tak ma to w dupie....jak nie na detoxie, to zarobia na promowaniu eutanazji :-)

          --
          www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
          moja milosc :-)
          • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 12:16
            Czy ty się tłumaczysz z tego, ze korzystałeś z detoksów? Przecie to twoja rzecz. Powtarzam po raz enty: mój przypadek jest przykładem samodzielnego wyzdrowienia z alkoholizmu. Uważam się za osobę w pełni zdrową pod tym właśnie względem, nie mam potrzeby uczestnictwa w terapiach, grupach wsparcia i dyrdymalskich doskonaleniach. Potrafię pić alkohol w bezpieczny sposób i nie mam zamiaru utrzymywać abstynencji, gdyż nie widzę w niej żadnej wartości - wprost przeciwnie. Małe ilości alkoholu są zdrowe. A że aowce mówią inaczej - co mnie to obchodzi?

            Ja jestem fachowcem, ale od wyszukiwania specjalistycznych tekstów. Tutejsze fujowe (i nie tylko tutejsze) linki odsyłają do bajdurzeń terapeutycznych i aowskich. Należy więc podawać dojścia do naukowych opracowań - np. o baclofenie czy detoksie. Tak też czynię. Być może dzięki temu ktoś podejmie właściwą decyzję.

            Czytałeś artykuł Bogusława Habrata? Zwróć uwagę na bibliografię, jaką podano pod tekstem - możesz dowiedzieć się o światowych trendach w leczeniu AZA - o detoksykacji.

            Ja medycyny nie studiowałam i studiować nie będę, nie mam uprawnień do wbijania igieł czy zakładania wenflonów, jednak uważam, ze zanim skorzysta się z danej usługi medycznej, należy dowiedzieć się, o co w niej chodzi.
            • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 12:27
              e4ska napisała:

              : mój przypadek jest przykładem samodzielnego wyzdrowien
              > ia z alkoholizmu. Uważam się za osobę w pełni zdrową pod tym właśnie względem,
              > nie mam potrzeby uczestnictwa w terapiach, grupach wsparcia i dyrdymalskich dos
              > konaleniach. Potrafię pić alkohol w bezpieczny sposób i nie mam zamiaru utrzymy
              > wać abstynencji, gdyż nie widzę w niej żadnej wartości - wprost przeciwnie.

              teraz to chyba Ty sie tlumaczysz ;-)
              czy ja kwestionuje to co napisalas?
              ja jedynie zapytalem skad u Ciebie taka zawzietosc na detoxy i skadu Ciebie przekonanie ,ze detox jest zalecany jako metoda "lecznicza'...bo ja sie z czyms takim nie spotkalem i tyle

              naduzycia w stosowaniu tak zwanej doboszpitalnej itd etc....to normalka w naszej sluzbie zdrowia i wynika ona z takiego, a nie innego finansowania szpitali przez NFZ ....detoxy sa tu zaledwie pikusiem finansowym w tym molochu :-)


              www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
              moja milosc :-)
              • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 12:42
                Jest we mnie zawziętość na nieskuteczne a kosztowne metody leczenia alkoholizmu. Od dawna. Szkoda mi tych ludzików, którzy - zanim pójdą w młodym wieku do piachu - wpierw upodlą się żebraniną, brudem, wszami...

                No i warto pokazać, że nawet alkoholicy mogą domagać się podmiotowego, a nie przedmiotowego podejścia. Że utrzymanie ogromnej rzeszy terapeutów i instruktorów terapii wysysa kasę, ale jest nieskuteczne.

                Nie ma zgody
                na metody!


                Alkodarek nie jest wyjątkiem. Zaczyna być regułą? Nie wiem.
                Zdrufki :-)
              • zdzislaw50 Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 13:44
                Ja miałem detox na oddziale w zwyczajnym szpitalu po trzech tygodniach chlania, po znalezieniu się na krawędzi życia odtruwali mnie pięć dni zanim zacząłem funkcjonować jako tako, tak że detox , detoxowi nie równy, ale ratuje ludziom życie i chyba po to jest ?, dalej to już była moja chęć do życia, no i żyję. Pozdrawiam.
                • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 16:25
                  Wyobraziłam sobie sytuację w której człowiek po delirium tremes wchodzi na to forum, szuka wpisów jedynej prawdemówiacej Eski, rozważa minusy detoksów i naukowe podejście do baclofenu i podejmuje jedynie słuszną decyzję - z alkoholizmu wyzdrowieje samodzielnie!
                  Dodam, ze rasowy alkoholik pomocy w takim myśleniu z pewnością nie potrzebuje!
                  On calutki, od czubka głowy do poznokci u paluchów jest taką myślą przesiąknięty!


                  • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 17:30
                    Jak już człowiek samodzielnie przeżył delirium tremens, czemuż ma nie podjąć samodzielnej drogi - już mu detoks niepotrzebny... ani plusy, ani minusy tegoż postępowania medycznego nie zajmują już człowieka.

                    Ale - wejdzie na forum i poczyta sobie wpisy kłamliwej półwiedzy - ot, i nagle strzeli mu do głowy, że ani samodzielność, ani baclofen, ani esperal nie są "metodą właściwą" - i pójdzie na koszt podatnika pie-dzieć w prześcieradło odwykowe, i będzie uprawiał orkę na ugorze terapeutycznych bzdetów, i zacznie się doskonalić w AA - a potem ładnie zejdzie ze świata ku radości "wybrańców Boga".

                    Lepiej opowiedz o swoich sukcesach w trzeźwieniu i ortografii, niewiedzo. Czy też kosztowałaś co nieco polskiego podatnika? Pracujesz na swoje zdrowie abstynencyjne czy korzystasz z rentki?

                    Bo ci, co korzystają z rent i zapomóg, to już im Siła Wyższa daje. Wybrańcom Boga należy się. Któż by im chciał zabrać prawo do rentek, detoksików i odwyków???
                    Wstrętne Eski by im chciały zabrać... I nie tylko one :-)
                    • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 18:08
                      [b]. Jak już człowiek samodzielnie przeżył delirium tremens, czemuż ma nie podjąć sa modzielnej drogi - już mu detoks niepotrzebny... ani plusy, ani minusy tegoż postępowania medycznego nie zajmują już człowieka.[ /b]

                      Czemu ma akurat po delirium podejmować samodzielą drogę?
                      On na niej jest od chwili gdy wypił pierwszy kieliszek!
                      Ja nie prowadze tu misji podobnej do twojej!
                      Nie pisze o słusznych wyborach!
                      Ja uznaje wolność wyboru i to w moich spisach może wyczytać ktoś kto je przeczyta!
                      Twoja misja to woda młyn! Nikomu oprócz ciebie nie potrzebna.
                      O tym był mój wpis!
                      Dzielić się z toba swoim życiem nie zamierzam. Z jakiej racji mialabym to robić?
                      Nie interesuje mnie też twoje życie więc daj na luz.
                      Myślę że nikogo też nie interesuje twoja interpretacja detoksowo-terapeutyczno-aaowskiej rzeczywistości. Ale kto ci tego zabroni? Nie wyczytujesz w postach innych totalnego tobą i tematami które poruszasz znudzenia? Biednaś! Jak alkoholik któremu wszyscy mówią - przestano pić! Ja mam przestać? Wy przestańcie! Pozostaje czekać na dno...bo pikowanko mamy niezłe!
                      • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 20:07
                        Sama siebie pytasz :-)))
                        Czemu ma akurat po delirium podejmować samodzielą drogę?

                        Oto mnie odpowiadasz, wiedzo na rentce? Przecież najpierw twoja wyobraźnia - logiczna jak i ty sama - każe ci wyobrażać sobie człowieka, który nie dość, że przebył delirium, to jeszcze potem czyta okropną Eskę i postanawia podjąć samodzielne wyjście z nałogu.
                        Wyobraziłam sobie sytuację w której człowiek po delirium tremes wchodzi na to forum, szuka wpisów jedynej prawdemówiacej Eski, rozważa minusy detoksów i naukowe podejście do baclofenu i podejmuje jedynie słuszną decyzję - z alkoholizmu wyzdrowieje samodzielnie!

                        Otóż ten człowiek jest twój i możesz go sobie dalej wyobrażać na różne sposoby. Ja sobie wyobrażać dalej człowieka nie muszę, boć nie mój ci on. Wymyśliłaś go sobie tak samo jak marzenie, że na detoksach nie ma wstępnej terapii, a Eska pisuje na wielu forach same głupoty.

                        Proszę o linki do moich aktualnych wpisów zamieszczane na "wielu forach" - niechby były z ostatniego roku, bo używasz czasu teraźniejszego. Inaczej wyjdzie, że nie tylko marzysz o nieistniejącym człowieku (mężczyzna, brunet... czy wolisz blondyna?), ale zmyślasz na temat osób jak najbardziej realnych.

                        Myślę że nikogo też nie interesuje twoja interpretacja detoksowo-terapeutyczno-
                        > aaowskiej rzeczywistości. Ale kto ci tego zabroni?


                        Bełkociku miły... jakże cię znam z aowskich ekstaz forumowych... Jaki jest związek, miła niewiedzo, między pierwszym zdaniem a drugim zdaniem twojej wypowiedzi. W 1 zdaniu podmiotem są czytelnicy, a w 2 ja. Jakże MNIE ma kto zabronić tego, że INNI nie czytają moich "interpretacji"???

                        Nie wyczytujesz w postach innych totalnego tobą i tematami które poruszasz znudzenia?
                        Faktycznie, nie wyczytuję totalnego tobą - siebią.

                        Twoja misja to woda młyn!
                        Sorencje wielkie, ale pomyliłaś ciało stałe - młyn - z cieczą zwaną wodą, która ma obowiązek poruszać koło młyńskie. Dziwna ta twoja wyobraźnia - cokolwiek kulawa. Kup jej wózek, coby lepiej jeździła.

                        Jak alkoholik któremu wszyscy mówią - przestano pić!
                        Przed zdaniem podrzędnym przydawkowym stawia się przecinek przed zaimkiem względnym "który". W ogóle to o co chodzi? Że alkoholikowi powiedziano o tym, że koniec imprezy nadszedł nareszcie, bo "przestano pić". A on, biedaczek, nie zauważył tego i myśli, że jeszcze nie przestano? Czy ty aby nie interpretujesz historii z Kaną Galilejską? Teolożką jesteś? Lubelską (nie mylić z wódką pod takąż lubelską ksywką)?

                        Pozostaje czekać na dno...bo pikowanko mamy niezłe!
                        Pikujesz? To se pikuj. Do dna!

                        Cześć, gnam na basen.
                        :-)))

                          • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 00:08
                            Jeny...
                            Aha, to ma być niby anglosaskie westchnienie. Owoż powiedzonko było używane podczas mojego studenckiego życia. Znaczy: masz coś koło 50-60.

                            Niemożliwe, żeby kobieta po jednym piwie miała taką zwałkę intelektualną :-(
                            Ile dziś wypiłaś? I w ogóle... ile pijesz tak.. na jeden wpis? Bo zwałkę to masz cały czas.

                            Niby pytasz retorycznie, ale sugerujesz, że właśnie wypiłam jedno piwo. Otóż - to znów ta twoja wyobraźnia... Ile piw wypiła Eska? A czy nie lepiej, gdyby się tak zastanowić, ile się wypiło... we własnej niewiedzy istocie? Ile dziś wypiłaś? Do tego stopnia, żeby nie kontrolować ani ortografii, ani gramatyki, ani sensowności swoich wpisów?

                            I jak tam wyobraźnia twoja? Wyobraź sobie Eskę na skrzynce piwa... a każde mocniejsze jedno od drugiego. Ale co ja mogę, ty nie możesz...

                            Dobranoc.



                            • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 08:42
                              piszesz Eska ,ze sama sobie poradzilas i picie kontrolowane nie jest Ci obce ani katastrofalne.
                              ok
                              ja w to wierze, bo czemu mialbym nie wierzyc?
                              piszesz ,ze nalezy informowac o innych metodach...ok
                              ale Ty Eska zamiast informowac nieustannie krytykujesz obecny najbardziej znany uklad radzenia sobie z pijanstwem i nic ponad to . nie pokazujesz niczego w zamian. wytykasz wszystkie bledy terapii, poszczegolnych ludzi, wyszydzasz AA...ok to tez moge zrozumiec, bo rozni sie trafiaja po drodze. ale co z tego?
                              gdy alkodarek pisal o sobie w kategoriach doswiadczen to sie dowiedzialem od niego nieco spraw jak sobie radzi, jakich potrzeb nie zaspokoila u niego terapia AA itd.
                              a Ty ?
                              przeciez cos sie musialo stac na tyle waznego , ze postanowilas zmieni swoj wczesnijszy modus oprandi i powiedzialas sobie; dosc, tak dalej nie moze byc !
                              gdzies znalazlas motywacje, sile...itd etc
                              gdzies , lub jakos znalazlas sposb , by pic w sposob kontrolowany i utracialas chce do upadlania sie alkoholem ...opisz to...nie chodzi o szczegoly, detale...pieprze je
                              opisz tak jak potrafisz opisac. mozna wiele powiedziec o sobie i nie wnikac w plotkarskie smaczki...
                              ale czy Ty to zrobisz?
                              wątpie.
                              bedziesz tak tutaj jehac na ostro po terapii, AA....opowiadac o swojej przemianie....tylko zapewne nigdzie nie wskazesz na czym ta przemiana miala polegac ,ze inna jest Eska gdy chlała i inna jest gdy nie chla, tylko popija chlodne Chablee , lub inna Kadarke na gorąco w zimowy wieczór przy kominku
                              hey


                              --
                              www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                              moja milosc :-)
                              • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 09:29
                                przeciez cos sie musialo stac na tyle waznego , ze postanowilas zmieni swoj wczesnijszy modus oprandi i powiedzialas sobie; dosc, tak dalej nie moze byc !
                                > gdzies znalazlas motywacje, sile...itd etc

                                Co się stało? nic się nie stało. Kiedy już tyle razy o tym pisałam, ale powtórzę: doszłam do etapu, kiedy nie chciałam pić, a musiałam. Musiałam wstać w nocy, ubrać się (a ciężko to szło), jako tako ogarnąć, i chyłkiem lecieć po wódkę. Taki ciąg kolejnych ciągów - trwał prawie pół roku. O mało nie umarłam.

                                Żadnej motywacji nie szukałam. Po prostu życie pijackie jest szare, nudne, nie masz sił do pracy ani do zabawy. A ja kocham życie, kocham świat - i chcę z niego korzystać. Pijaństwo uniemożliwiało mi podziwianie tego, co jest.

                                utracialas chęć do upadlania sie alkoholem
                                E tam, zaraz upadlanie. Czemu miałabym się upadlać? To takie... terapeutyczne... Fuj! :=)))

                                Picie nałogowe nie jest upadlaniem. Oczywiście, są ludzie, którzy się "upadlali" - kradli, bili, jeździli po pijanemu samochodem... Picie nałogowe - moje - uważam za ustawiczny trud, trud ponad siły, gonitwę - żeby się napić... o matko! jak tu nie pić, kiedy chce się pić, co zrobić, żeby nie pić, ale trzeba się napić.... ustawiczne staranie się, zmęczenie, lawirowanie... tak to widzę i nikt mnie nie musi prostować. Ciężka harówa. Ale dzięki temu nauczyłam się dzielności, stałam się odważna i uzyskałam wiarę we własne siły. Co mi się teraz bardzo przydaje - i jest fajne.

                                Widzisz, ja mam bardzo dobre zdanie o sobie, a pijaństwo uzmysłowiło mi, jak super jestem istotą. Paradoksalnie dla waszych nauk o pijaństwie - bardzo siebie polubiłam w okresie ciągackim. Stałam się dla siebie bardziej wyrozumiała, miła i opiekuńcza. Doceniam siebie, wybaczam rozmaite słabostki, lubię być ze sobą. Rozumiem się bez słów!

                                Szkoda marnować życia na pijaństwo. Jest zbyt piękne, aby je mącić opilstwem. Chociaż przeżyłam nawet w ciągach wiele miłych chwil - bo ja nie upijałam się na smutno. Taki mam charakter. Ciekawy był sposób postrzegania świata... np. nauczyłam się mowy ptaków - zdaje się, że wiem, o czym ćwierkają, kraczą czy gwiżdżą.

                                Nie żałuję tego, że piłam. Wszelkie szlochy - jak to źle było - to wpływ forumowej społeczności, więzi i poczucia wspólnoty z pijanym towarzystwem. Teraz otrzepałam się z forumowych szlochów - dawno temu zresztą - czemu ma mi być źle, kiedy mi jest dobrze? I jeszcze jeden paradoksalny dla was, terapeutyzowanych, wniosek: dzięki swoim ciągom pijackim i umierania przekonałam się, jak bardzo jestem kochana przez moich bliskich, przez rodzinę, sąsiadów, przyjaciół... A to naprawdę dobre odczucie.

                                Picie dostarczyło mi wielu pozytywnych, wspaniałych wrażeń. Tak więc - warto było... oczywiście, w moim przypadku. Inni mają inaczej :-)))
                  • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 08:59
                    wiedza_to_podstawa napisał(a):

                    > Wyobraziłam sobie sytuację w której człowiek po delirium tremes wchodzi na to f
                    > orum,

                    po delirium tremens to sie mozna zesrac w lozko. lub wyskoczyc oknem...a nie pierdzielic farmazony na forum :-)
                    i podobnie rzecz sie ma w opisanej przez Eske sytuacji kobiety od relanium opiekunce kaleki...mogla isc na leczenie do poradni...nikt jej nie kazal szlajac sie po detoxach....
                    zamiast pisac o tym co omaga, co daje nadzieje....piszecie o patologiach, skrajnych idiotyzmach...jakby swiat wokol skladal sie z pojebanych na cztery spusty i was, jasnie oswieconych :-)
                    oczywiscie kazde z Was jest oswiecone z innej strony...ja sie niekiedy tylko przygladam z boku i se mysle;
                    delirycy i opisywacze pijackiej rzeczywistosci na podstawie opowiesci dziwnej tresci..
                    delirium tremens :-)))
                    niezje jajadalirium to mozna dostac jaksie Was tutaj czyta...zwlaszcza gdy poruszacie sie na poziomie "fachowym"
                    zdaje sie ,ze jedyny fachowiec na tym forum od delirykow to Deo...a jedyny praktyk obsrany - to ja
                    reszta to jakaś piaskownica internetowa :-)))
                    --
                    www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                    moja milosc :-)
                    • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 09:42
                      > i podobnie rzecz sie ma w opisanej przez Eske sytuacji kobiety od relanium opiekunce kaleki...mogla isc na leczenie do poradni...nikt jej nie kazal szlajac sie po detoxach....

                      No, musiała iść na detoks, to jakiś warunek jest. A czemu nie na terapię? No widzisz, jakoś jej nie spasowało. Powiadała, że strasznymi idiotami są terapeuci. Podawała przykłady i muszę wyznać - ku zgrozie - że się uśmiałyśmy.

                      Jeszcze parę razy detoksykowała się w domu (wzywałam jej odpowiednich fachowców z rurkami), aż wreszcie szef nakazał wszycie esperalu (też znalazłam namiary w internecie). I od tej pory - a już kilka lat mija - zaszywa się systematycznie - i bardzo jej esperal odpowiada. Być może teraz korzysta z baclofenu? Nie pytam... nie wypada.

                      To moja sąsiadka. Ale żeby to jaka patologia była i przykład nękający wybrańców... Idiotyzm? Wesoła i pracowita kobietka. Lubimy się - może nawet przyjaźnimy? Czemu nie.
                    • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 10:07
                      o delirium tremens to sie mozna zesrac w lozko. lub wyskoczyc oknem...a nie pierdzielic farmazony na forum :-)

                      dokładnie o tomi chodziło :D
                      sarkazm ;-)
                      To co nastąpiło po nim przerosło moje wyobrażenia, o ludzkich reakcjach w ogóle :D
                      Nadal przerasta ;-)
                      Myślę, że pomocna mogłaby być depilacja nóg! skoro terapia i AA nie wchodzi w rachubę ;-)
                      • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:14
                        wiedza_to_podstawa napisał(a):

                        > dokładnie o tomi chodziło :D
                        > sarkazm ;-)
                        > To co nastąpiło po nim przerosło moje wyobrażenia, o ludzkich reakcjach w ogóle
                        > :D
                        > Nadal przerasta ;-)
                        > Myślę, że pomocna mogłaby być depilacja nóg! skoro terapia i AA nie wchodzi w r
                        > achubę ;-)

                        a konkretnie sliczna panienko , to co Tobie chodzi ?
                        masz jakies doswiadczenia osobiste?
                        to sie wpisz na liste weteranow...i opisz kampanie obronna.
                        inaczej wygladasz jak kolejny krasnal ogrodowy co to kolorowy jest....ino brode ma jak to u krasnala -zbyt duza :-0
                        --
                        www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                        moja milosc :-)
                          • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:41
                            wiedza_to_podstawa napisał(a):

                            > inaczej wygladasz jak kolejny krasnal ogrodowy co to kolorowy jest....ino br
                            > ode ma jak to u krasnala -zbyt duza :-0

                            >
                            > W takim towarzystwie, być krasnalem ogrodowym to bardzo dobra forma istnienia :
                            > D
                            > Odpowiada mi!

                            docenilem to wypowiedz i jesli cos nie tak z mojej strony , to :przepraszam :-)
                            ani to podryw netowy, ani wazelina . ani protekcjonalizm :-)



                            --
                            www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                            moja milosc :-)
            • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 12:37
              e4ska napisała:

              >
              > h. Należy więc podawać dojścia do naukowych opracowań - np. o baclofenie czy
              > detoksie. Tak też czynię. Być może dzięki temu ktoś podejmie właściwą decyzję.


              nie mam takich aspiracji. uwazam ze kazdy sam sobie rzepke skrobie.
              a co sie tyczy dyrdymalskich wypowiedzi o terapiach i AA...szczerze mowiac na tym forum wbrew pozorom jest ich malo. tak jak i to samo forum male. w dodatku kazdy sam ocenia co dla niego jest dyrdymalem , a co apoplektyczno-apokaliptyznym dzieleniem sie doswiadczeniem : ca la vie jak mawiaja francowate zabojady

              --
              www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
              moja milosc :-)
            • aaugustw 10 dni w szpitalu? po co? - No pytam; po co...? 22.09.14, 13:40
              e4ska napisała do plebsu:
              > ... Powtarzam po raz enty: ... Uważam się za osobę w pełni zdrową...
              ... nie mam potrzeby uczestnictwa w terapiach, grupach wsparcia i
              dyrdymalskich doskonaleniach. Potrafię pić alkohol w bezpieczny sposób
              i nie mam zamiaru utrzymywać abstynencji...
              __________________________________________________________.
              Eska, opie.rdziel ich porzadnie...! - Czy oni nie potrafia czytac...!?
              Przeciez ty jestes zdrowa kobieta, ktora potrafi pic kontrolowanie
              a oni ciebie na sile chcy naciagnac na czlonka AA, a przedtem na
              trucie i na terapie...! - Po co - pytam i ja...!?
              Drobnopijoczki naduzywajace (czasami?) alkoholu nie potrzebuja
              takiego cyrku... - To jest dobre tylko dla chorych alkoholikow..! :-l
              A wy, co chcecie zrobic z Eski...?
              A...
        • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 12:34
          Nie wiem, jak długo potrzebne było twojemu znajomemu odtruwanie - czyli kroplówki. Nie wiem też, czy powinien trafić na szpitalny detoks - może wystarczyłoby mu leczenie ambulatoryjne. Nie wiem też, czy przebywał na oddziale szpitalnym 3 dni, 6 dni, czy 10 dni, czy 14 dni, czy przeprowadzano z nim "fachowe rozmowy" psychologiczne i terapeutyczne, i czy po kilkudniowym "zmiękczaniu" tak miłą gadką, jak i psychotropami, pognał na odwyk, czy mityngował, a żona czy na terapię i Al-Anony trafiła?

          No a jeśli zaliczył wszystko po kolei, to czy już nigdy powtórnie na detoks nie trafił - czy został uleczony?

          Wspomniałeś gdzieś o człowieku, który na detoksie szukał wódki pod łóżkiem - znaczy to, że mu nie pomogli, bo przecież nie powinien szukać.

          Widziałam za to, co z człowiekiem robią psychotropy... Po co brałeś relanium? Dlaczego zgodziłeś się na to, aby ci je podawano? Czy tylko jeden psychotrop, czy było ich więcej? Czy nie stały się one wstępem do sięgnięcia po inne środki tego typu - bo po pierwszym leczeniu poszedłeś w prochy!

          Czy można postawić hipotezę, że jedną z przyczyn pojawienia się nowego nałogu (to się bodajże nazywa uzależnieniem krzyżowym) było właśnie szpitalne relanium? Do tego jeszcze idiotyczne teorie o "chorym mózgu", "wszystko siedzi w głowie" i "daj sobie pomoc"...

          Pytałam wcześniej, jak wyjaśniasz fiasko pierwszej terapii? Dlaczego nie wyzwoliła cię z nałogu?

          To jest ciekawe.
          • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 12:44
            e4ska napisała:

            >
            > Wspomniałeś gdzieś o człowieku, który na detoksie szukał wódki pod łóżkiem - zn
            > aczy to, że mu nie pomogli, bo przecież nie powinien szukać.
            >
            > Widziałam za to, co z człowiekiem robią psychotropy... Po co brałeś relanium? D
            > laczego zgodziłeś się na to, aby ci je podawano?

            ja z reguly odpowiadam na pytania. i tak tez zrobie teraz. to banalne.
            jak sie ma delire to nie takich rzeczy sie szuka pod lozkiem...i trwa to czasem 2-3 dni zanim kroplowki zadzialaja jak nalezy .
            relanium sie dostaje obligatoryjnie. bo stan medycyny jest jaki jest i na glowe, zwlaszcza pijana niewiele pomaga...a gdybym odmowil wziecia relanium, tym samym odmowilbym leczenia. a tym samym zostalbym wywalony za drzwi.
            to dosc proste...skoro trafiasz na jakis oddzial gdzie cie chca jakos tam leczyc a jednoczesnie odmawiasz stosowania ich metod...to po co tam jestes?
            wypad za drzwi i fertig.
            reszta Twego wywodu jest niezwykle jak zwykle zręczna ,ale bezprzedmiotowa :-)
            ze sie tak wyraze.
            rozwieje Twoje pytania. ten moj znajomy na terapie trafil bodaj dwa lata po tamtm detoxie a zaliczyl ich jeszcze kilka w miedzyczasie. jego zona o ile wiem nigdzie nie chodzila na terapie bo uznala to za zbedne..i zyja sobie nadal razem.


            --
            www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
            moja milosc :-)
            • aabroniewski Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 14:08
              Eska ma rację - benzodiazepiny są bardzo niebezpieczne.
              Mój kolega uzależnił się od nich na oddziale ortopedycznym, gdzie zoperowano mu kolano.
              Minęło 10 lat,a on łyka te prochy garściami - odstawienie tych środków może doprowadzić nawet do śmierci dlatego odtrucie przeprowadza się pod specjalistyczną kontrolą lekarską.
              • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 22.09.14, 17:38
                No, z artykułu fachowego wynika, że bez tego ani rusz. Mają problem z ustaleniem odpowiedniej dawki. Są oczywiste przeciwwskazania.

                Jednak wpychanie pacjentowi spokojnemu, bez drgawek i majaczeń, jakiegoś relanium - zdarza się, niestety. Wiem o tym nie tylko od dopiero co dodanego wpisu Wolfa, ale od jednej ze znajomych. Musiała iść na detoks, bo inaczej odebrano by jej prawo do opieki nad osobą niepełnosprawną. Warunkiem było rozpoczęcie "leczenia". Kobieta z 0,0 promila przebywała na detoksie 10 dni.

                Obecnie przepada za relanium czy czymś w tym rodzaju. I pije od czasu do czasu - ryzykownie. Jest pod stałą opieką psychiatry.
                • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 09:48
                  Wyjaśnię tutaj, że chodzi o dwie różne pacjentki. Jedna, która opowiedziała mi ową historię o osobie w podobnej jak ona sytuacji - poznały się właśnie w szpitalu. Moja sąsiadka nie poszła na terapię ani do psychiatry, a tamta - od relanium czy jakiegoś innego gie. - poszła.

                  Wiele zależy od charakteru pacjenta. Są osoby podatne na "daj sobie pomoc" czy "wyjdź do ludzi" (znaczy - na mityng), są też osoby niepodatne. Mnie bliżej do niepodatnych na pewne treści.

                  Wiedza o alkoholizmie niejedno ma imię!
                  :-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 09:07
      zrobmy liste osob ktore:
      byly na detoxie
      byly w realu na conajmniej 10 mityngach
      byly w realu na conajmnej 10 spotkaniach terapii/jakiejkolwiek/
      byly w realu w aptece i stosuja baclofen na codzien conajmniej jakis czas/poł roku ? /
      byly na szczycie wlasnego upadku i teraz sa na szczycie wlasnego sukcesu..bez pomocy powyzszych
      ale warunek jeden...gdyby sie kto na to liste wpisal, to niech od razu napisze potem prostego posta: co mu sie jednak udalo a co ci spie...l , ze tak sie eufemistycznie wyraze :-)
      konkret
      i nadzieja :-)
      pierdy słonia to ja wole ogladac w ZOO....bo tam jest na to miejsce. lub w cyrku, tam sie w koncu wychowalem i urodzilem :-)

      --
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      moja milosc :-)
      • e4ska Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 09:52
        Ale po co? Co z tego wynika?
        " niech od razu napisze
        > potem prostego posta: co mu sie jednak udalo a co ci spie...l

        - to są dopiero "pierdy słonia"...

        Na co ci to wiedzieć? Komu to potrzebne? Widzisz, takie właśnie "pierdy słonia" uprawia się na terapiach i mityngach. Puste gadulstwo o niczym.
        • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 10:20
          Puste gadulstwo o niczym.

          Za to, twoje gadulstwo jest o czymś?
          Spiski, niezdolność kojarzenia reakcji innych na "treści" swoich wpisów, domaganie się dowodów na osobiste tezy, nieścisłość, jednostronność, głupota, zawziętość, twory wyobraźni, detektywizm, paranoje, niezdolność do zwyczajnego kulturalnego dialogu, chamstwo, prymitywizm.
          Tylko się cieszyć, że osoby korzystające z terapii, AA, nie są skazane na takiego babsztyla.
          Tylko się cieszyć!
            • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:16
              e4ska napisała:

              > No, dawaj te linki do mojego pisania "na wielu forach" -

              to akurat Eska - Twoja specjalnosc.....zawsze potrafilas katalogowac i nawet niekiedy tym "straszylas"...innych ;-)))
              link do linka i pijana chinka


              --
              www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
              moja milosc :-)
            • aabroniewski Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:33
              Ludzie są różni i takie też jest ich picie.
              Nie każdy jest zdolny do leczenia' na własną rękę' - składa się na to wiele czynników.
              To, że Eska broni się przed infiltracją uważam za zdrowy objaw natomiast ta samonaprawa była jednak poprzedzona uczestnictwem w FU.
              Ja też szukałem pomocy na forum - sam z siebie nie potrafiłem uruchomić procesu naprawy.
              Pewnie, że dzisiaj patrzę na to wszystko z innej pozycji, ale byłoby wielką niesprawiedliwością, gdybym twierdził, że to forum nic mi nie dało.
              Być może potrzeba dojrzeć do tego, by zerwać pępowinę i pójść własną drogą.
              • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:48
                aabroniewski napisał:

                > Pewnie, że dzisiaj patrzę na to wszystko z innej pozycji,


                znalazles milosc nie szukajac jej, czy tlko pieprzysz, aby pieprzyc?
                a masz ty synu milosc w sobie w ogole?...taka pospolita
                o jakiej pisuje ten twoj krisznacos tam ?

                bo wiesz?
                na sztandarze pewnej dywizji byl napis: bog-honor-ojczyna
                na sztandarze drugiej:
                got mit uns
                a august ma wlasny sztandar na przyklad:
                bog z znami , h... z wami.../to jego slowa nie moje :-) /
                a o milosci wlasnej najpiekniej napisal pewien poeta w "stefek burczymucha "
                lub ten ;
                www.youtube.com/watch?v=EdmZYu9Lths
                --
                www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                moja milosc :-)
                • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:53
                  iskram napisała:

                  > Teatrzyk dzieci Hioba , jeden rzucił linke , głupi złapali a ekshibicjonista na
                  > wija.
                  > ;-))))

                  oj Iskram....daleko mi do obnazania sie. jestem w kapielowkach , jak to na basenie, lub plazy
                  chyba ze Ciebie to podnieca...co nie byloby dziwne
                  ch...e, muje, dupska i dzikie weze, to z reguly Twoj repertuar dobranockowy
                  --
                  www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
                  moja milosc :-)
            • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:35

              Skąd pomysł, że mam takie linki?
              Poza tym odpowiadałam już na to idiotyczne pytanie! poczytaj swoje wpisy, tam masz odpowiedzi na każde, najdurniejsze nawet pytanie które zechciałabyś zadać. "Detektywizm" - tworzenie wizji osób z którymi wymieniasz się bełkotem, dotyczące ich wieku, sytuacji materialnej, życiowej, społecznej, intelektualnej bez żadnych danych.
        • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:04
          e4ska napisała:

          >
          > Na co ci to wiedzieć? Komu to potrzebne? Widzisz, takie właśnie "pierdy słonia"
          > uprawia się na terapiach i mityngach. Puste gadulstwo o niczym.

          zatem na czym budujesz swoja krytyke w czambuł wszystkiego co tobie sie nie podoba ?
          pierdy słonia to wlasnie takie cus.....co czytam od pewnego czasu tutaj:

          h... na h...u i po zboju , a terapia dla idiotow
          ci... cipe w alanonie i jechaly 4 slonie
          na mityngu w dzien targowy, brandzlowaly sie trzy krowy
          za to ja...to cud prawdziwy, rower , pompka. inne dziwy


          niczym majakowskibroniewski i inne augusty :-)

          --
          www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
          moja milosc :-)
          • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:06
            bylas Eska na detoxie?
            bo jak nie...to nie gadaj bzdur
            ja tam sie nie szczyce detoxem....bo nie ma czym
            ale doceniam cieplo lozka i brak pchel
            relanium im wybaczam....i tak lądowalo pod językiem, a potem w sedesie :-)
            --
            www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
            moja milosc :-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:10
      widziesz Eska...jest pewna rozbieznosc pomiedzy komunikatami Twoimi;
      pytasz czesto o szczegoly innych
      pytalas swego czasu Boja.....o pewne detale jego wypowiedzi/mniejsza o co/
      a gdy Ciebie zapytac o jakis banal.....budujesz zaraz zapore tyle wielka, co niepotrzebna ...ale ok
      mnie to rybka
      i tak sie na moja liste nie zapiszesz. pewnie nikt sie nie zapisze
      bo to by wymagalo jajec i poczucia humoru
      a tego tutaj akurat jakos mikro :-0
      --
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      moja milosc :-)
      • lena1952 Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 12:14
        Mnie bardzo brakuje na tym forum poczucia humoru. Pięknie jest się pośmiać, szczególnie z siebie.Z humorem można również napisać dużo o sobie, dać sie trochę poznać, a i przekazać co się chce.
        Całe lato mieszkam na głębokiej wsi, wpadam do miasta coś zarobić, zrobić ulubione zakupy i zajrzeć na FU.
        W tych dniach mija 50 lat od śmierci mojego ojca. Dobrze pamiętam mojego ojca. Pachniał słońcem, wiatrem i książkami.Kiedy spóźniał się z pracy, zawsze było wiadomo, że jest w bibliotece. Czytał dużo, zostały mi po nim listy pisane do mojej mamy. Listy cudne, czułe i ciepłe, a mnie w nich rozczulają straszne błędy ortograficzne.
        Przepraszam za te prywatne wspominki.
        U mnie i u moich bliskich na ten moment dobrze.
        Pozdrawiam Wszystkich i życzę nam uśmiechu z samych siebie.L.
        • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 13:33
          lena1952 napisała:


          > Pachniał słońcem, wiatrem i książkami.Kiedy spóźniał się z pracy, zawsze było w
          > iadomo, że jest w bibliotece. Czytał dużo, zostały mi po nim listy pisane do mo
          > jej mamy. Listy cudne, czułe i ciepłe, a mnie w nich rozczulają straszne błędy
          > ortograficzne.

          to poezja Leno w czystej postaci
          i milosc dziecka do ojca ....kimkolwiek i jakimkolwiek on byl
          dziekuje
          --
          www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
          moja milosc :-)
        • aaugustw Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 15:30
          lena1952 napisała:
          > Mnie bardzo brakuje na tym forum poczucia humoru. Pięknie jest się pośmiać, szc
          > zególnie z siebie.Z humorem można również napisać dużo o sobie, dać sie trochę
          > poznać, a i przekazać co się chce...
          Osobiście lecę teraz do dentysty, jak dobrze, że mam jeszcze z czym. L.
          _________________________________________________________________.
          Jedna taka tez leciala szybko do dentysty, bo u ginekologa nie bylo jej majtek...!
          A...
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:20
      byc moze, gdybysmy wprowadzili od teraz opcje "zero"
      bylaby szansa na jakas konstruktywna rozmowe. ale jak sie pozbyc wzajemnych uprzedzen, animozji i domysłów?
      zwlaszcza ,ze to net....

      siedze sobie kiedys w knajpie, zanim sie uchlalem..podchodzi kumpel. znam go i wiem, ze nigdy nie ma papierosow. no wiec mu mowie;
      -wroc tempo i zacznij od nowa.
      a on na to po powrocie:
      -masz szluga ?

      itd
      --
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      moja milosc :-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 11:38
      nigdy o tym nie pisalem :-)
      kiedys-dawno temu, wrocilem z "pracy" po kilku miesiacach i wyladowalem w pewnym szpitalu w Glucholazach na miesiac....taka tam byla swego czasu "terapia" dla powracajacych co maja problemy z asymilacja na polu domowym ....teraz jest juz tam tylko oddzial pulmonologiczny/moze cos pokrecilem w nazwie :-) /do czego zmierzam?
      otoz...poszedlem tam z kumplem po 2 tygodniah spedzonych w domu . z cala premedytacja zwialismy z domu , bo nam sie domach potwornie nudzilo :-)
      pierwsze uniesienie na widok dzieci minelo, pierwsze trzy dni sypialniane z zonami tez.....i co?
      no tosmy se wymyslili ze tam pojedziemy...po tygodniu nudzilo sie nam jak mopsom...zaliczylismy w koncu wszystkie okoliczne knajpy, kobiety spoleczne, wzgórza i doliny...tudziez Czechy pobliskie...no i wrocilismy w nadziei, ze "jakos to bedzie " :-)))

      --
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      moja milosc :-)
    • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 23.09.14, 14:14

      -- to bylo na swoij sposob NAJLEPSZE 1o dni w szpitalu w moim zyciu !!!
      oczywicie chodzi o kontekst pijacki......a nie historia sztuki
      historie sztuki uprawiam do tej pory.....i mimo braku matury, okazuje sie ,ze jestem fachowcem :-)))

      matura to moj wielki kompleks-- i ma racje Majakowski :-)))broniewski
      ale ja widze tylko to :
      www.youtube.com/watch?v=W0nM2NoP3KQ
      s. jesienin
      www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
      ja toze na wsiegda liublu :-(
      moja milosc :-)
      • grazkavita Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 24.09.14, 08:22
        Maturzystów i magistrów jest tak dużo jak psów... Jak to mówił mój tata: kupa idiotów z dyplomami! Nie zazdrość , nie ma czego, a zresztą zawsze możesz zrobić maturę, jeśli chcesz coś studiować, lub dla własnej satysfakcji. Tak na prawdę fajny z Ciebie gość!
          • wiedza_to_podstawa Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 24.09.14, 15:44
            Gdy spojrzeć na kraje wysoko cywilizowane można dostrzec harmonię między wykształceniem, a pracą. Pracownik naukowy jest tak samo ceniony jak stróż nocny. Dyrektor nie jest traktowany lepiej od sprzatajacej w jego Banku osoby. Każdy zawód jest istotny, bo tworzy pewną całość.
            U nas doszło do tego, że z powodu braku pracy, wypełnia się czas edukacją, a potem jedzie do Londynu sprzedawać buły... Charon Stone była zachwycona naszymi statystykami dotyczącymi wykształcenia. Ciekawe co by rzekła gdyby zobaczyła w jakim stylu to wyksztalcenie się realizuje :D
            • wolfbreslau Re: Dziesięć dni w szpitalu? po co? 02.10.14, 07:54
              wiedza_to_podstawa napisał(a):

              > Gdy spojrzeć na kraje wysoko cywilizowane można dostrzec harmonię między wyksz
              > tałceniem, a pracą. Pracownik naukowy jest tak samo ceniony jak stróż nocny. Dy
              > rektor nie jest traktowany lepiej od sprzatajacej w jego Banku osoby. Każdy zaw
              > ód jest istotny, bo tworzy pewną całość.
              > U nas doszło do tego, że z powodu braku pracy, wypełnia się czas edukacją, a po
              > tem jedzie do Londynu sprzedawać buły... Charon Stone była zachwycona naszymi s
              > tatystykami dotyczącymi wykształcenia. Ciekawe co by rzekła gdyby zobaczyła w j
              > akim stylu to wyksztalcenie się realizuje :D

              tak prawdziwe, ze niestety tragiczne. od siebie dodalbym jedno: poziom wyksztalcenia sie zdeprecjonowal, natomiast oczekiwania po jego "osiagnieciu" wzrosly niepomiernie.
              i rzeczywiscie takie cos kilka razy dostrzeglem jak opisalas.
              moj szef mial miejsce parkingowe osobiste, jak to szef ;-) a reszta parkowala gdzie im sie udalo ....ale na szkoleniach dla nas cudzoziemcow od razu nas poinformowano, ze jakakolwiek forma gorszego traktowania osob stojacych nizej w hierarchi firmy , bedzie traktowana surowo i mozna wyleciec za takie os na zbity ryj z firmy.


              --
              www.youtube.com/watch?v=u3nk4bWALDw
              moja milosc :-)
    • e4ska Bardzo ciekawa dyskusja 06.10.14, 21:55
      Obecni wypowiedzieli się w sprawie - czy możliwość detoksykacji w warunkach domowych powinna być dofinansowana przez państwo, które to państwo (społeczeństwo, podatnicy) poniosłoby mniejsze koszty niżprzy detoksykacji szpitalnej? I czy szpitalne oddziały nie powinny zająć się ciężkimi przypadkami (znaczy - ludźmi, którzy autentycznie spadli na dno, żebrzą, marzną, giną od chłodu, brudu, niedożywienia...).

      Jak zwykle - na temat się wypowiedzieli. Problem nr jeden: byłaś ty, Eska, na detoksie?

      Ano... nie dość, że nie byłam, to się tam ani ani nie wybieram. Kto się wybiera, to widać. Jak zwykle. W takich sytuacjach.
      Zdrufki ;-)
      • aabroniewski Re: Bardzo ciekawa dyskusja 07.10.14, 07:37
        " I czy s
        > zpitalne oddziały nie powinny zająć się ciężkimi przypadkami (znaczy - ludźmi,
        > którzy autentycznie spadli na dno, żebrzą, marzną, giną od chłodu, brudu, niedo
        > żywienia...)."

        Tak też czynią.
        Rozmawiałem, kilka miesięcy temu, z pewnym bezdomnym alkoholikiem, który trafił na bardzo dobrą opiekę medyczną - za te wszystkie badania i zabiegi trzeba by, prywatnie, słono zapłacić, ale zapłacił podatnik.
        Odwszawili, umyli, oprali, doprowadzili do porządku sponiewierane wnętrzności, a na koniec wysłali na rehabilitację.
        Co z tego skoro wraca się na ulicę i po dwóch tygodniach osiąga się ten sam rynsztok.

        • zdzislaw50 Re: Bardzo ciekawa dyskusja 07.10.14, 08:13
          aabroniewski napisał

          Co z tego skoro wraca się na ulicę i po dwóch tygodniach osiąga się ten sam ryn
          > sztok.

          To,że tam wraca , to jego wybór, przecież doprowadzony do "stanu używalności " mógłby zacząć inne życie ale... on nie chce, wolno mu , wiec czym się tak zamartwiacie?
          A że nasza opieka zdrowotna jest tak zorganizowana to się takim ludźmi zajmuje, bo to jest jej obowiązek.
          • aabroniewski Re: Bardzo ciekawa dyskusja 07.10.14, 08:32
            Nowe życie pod mostem?
            Dobrze się zastanowiłeś nad tym, co napisałeś? Dla mnie to jest podły tekst.
            W tych ludziach zaszły głębokie zmiany psychiczne i dlatego nawet zastrzyk gotówki na nic się nie zda - są tak połamani, że często potrzeba cudu żeby to naprawić.
            • grazkavita Re: Bardzo ciekawa dyskusja 07.10.14, 08:46
              Człowiek powinien mieć wybór, często myśli , że go nie ma i dlatego odbiera sobie życie i swoim bliskim....To nie ważne , że znowu spada na dno , ważne, żeby wiedział, że jak jest głodny to dostanie jeść, a jak będzie chciał popracowac, to też będzie mógł...A wielu nie wie, albo jest przekonanych, że nie dostanie pracy, nie utrzyma rodziny i że to życie nic nie jest warte prócz...wódki po której robi się ciepło i błogo...