Dodaj do ulubionych

Action lub Faza adaptacji i rozwiązań

16.01.19, 08:22
Dziękuję za wypowiedzi w wątku Faza muru i słowa otuchy.
Idąc za ciosem poddaję do dyskusji kolejny temat:

Jak sobie radziliście lub radzicie w fazie adaptacji i rozwiązań (poza chodzeniem na mitingi AA)?

Pytam dlatego, że wtedy następuje narodzenie się jakby od nowa w postaci przed alkoholowej tzn. ze wszystkimi cechami, uczuciami, myślami, otoczeniem, które w jakimś sensie przyczyniły się do tego, że zachorowałem.

Myślę, że doświadczenie cierpienia z powodu choroby jest wystarczające aby podjąć trud przemiany wewnętrznej w tej fazie ale tez przemiany otoczenia wokół siebie... być może zmiany partnera, pracy, miejsca zamieszkania, zainteresowań, zawodu.

Bardzo mnie ciekawią opinie doświadczonych kolegów i koleżanek w tym zakresie a konkretnie co takiego zrobili lub co się wydarzyło takiego w ich życiu, że zmienili się na "lepsze". (poza chodzeniem na mityngi AA i kontakty ze Sponsorem)

Dziękuję

--
Mława jest OK
Edytor zaawansowany
  • afq 25.01.19, 12:27
    w moim przypadku mniej jest mitingów AA
    a więcej terapii indywidualnej i grupowej

    nie wiem w której fazie co nastąpiło
    ale gdybym miał wskazać istotną zmianę we mnie...
    dorosłem, przestałem być dzieckiem.. szukającym akceptacji, pochwał, poklepywania i głaskania
    przestałem żyć cudzymi ocenami
    nie chodzi o to że mam w nosie opinie, ale przestałem potrzebować cudzej pozytywnej opinii
    sam wiem kim jestem, ze wszystkimi mam nadzieje wadami zaletami
    tym samym dałem zgodę na wszelką krytykę, która przestała być ciężkim personalnym atakiem i obrazą

    to chyba najważniejsza rzecz która się zmieniła, oczywiście nie jedyna
    nie zmieniłem domu, żony, pracy..
    zmienił się mój stosunek do domu, żony, pracy :-)
    a nawet psa :-)

    tym samym coś innego zaczęło do mnie wracać
  • mariuszg2 29.01.19, 10:19
    Czyli jednak rozsądek, terapia a nie jakieś nawiedzone pranie mózgów AA. Pocieszające. :) Dzięki

    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • zdzislaw50 29.01.19, 18:11
    mariuszg2 29.01.19, 10:19 napisał
    "Czyli jednak rozsądek, terapia a nie jakieś nawiedzone pranie mózgów AA. Pocieszające. :) Dzięki"
    Brawo, Ty wiesz wszystko, to po co pytasz nawiedzonych świrów z AA?. Teraz życzę Ci przejścia przez wszystkie fazy trzeźwienia i żyj sobie długo i szczęśliwie :D
  • mariuszg2 29.01.19, 21:35
    nie gniewaj się. nikogo nie nazwałem świrem. choć trzeba przyznać, że jakikolwiek komunikat do zacnego grona kończy się odzewem jak z automatycznej sekretarki... jak byście żyli w innym realu... czysta ciekawość...
    zauważyłęm, że ostatnio otoczenie ma mnie dość łącznie z wami... głód mnie ciśnie i targa mną... łamie kolejne bariery przyzwoitości...a pomyślec że byłem taki grzeczny i spokojny...

    --
    Mława jest OK
  • solwer 29.01.19, 23:28
    mariuszg2 29.01.19, 21:35 napisał m.in. zauważyłem, że ostatnio otoczenie ma mnie dość łącznie z wami... głód mnie ciśnie i targa mną... ... łamie kolejne bariery przyzwoitości...a pomyśleć, że byłem taki grzeczny i spokojny.
    ..Hmmm! Stanowisz książkowy model początkującego abstynenta:). Nie zamartwiaj się tym. Sam fakt, że już zauważasz to łamanie barier świadczy ,że praca z terapeutą daje jakieś efekty. [empatia tak nieśmiało wychodzi z ukrycia:)] . Rób swoje. Zapisuj (koniecznie odręcznie) w dzienniczku emocji swoje odczucia i koniecznie wyciągaj z nich wnioski.Mnie takie przemyślenia z tego okresu mocno uodporniły na wszelkie pokusy zapicia, które mogą się zdarzyć każdemu, niezależnie od etapu trzeźwienia i sytuacji.
    .. Jedną z takich pokus opisuję poniżej.
    Jest czerwiec 2014 roku. Wracam z żoną po dwutygodniowym pobycie w dolinie Rodanu * (Miejscowość X stanowiła bazę wypadową do zwiedzenia znacznej części Szwajcarii i wycieczki na Mont Blanc) Wszystko co dobre jednak się kończy i czas wracać. Wczesnym rankiem wsiadamy do samochodu.Do Norymbergi, gdzie czeka zamówiony nocleg jest kilkaset km. Początkowa droga to przyjemny chłodek, lecz już od 11 zaczyna mocno przypiekać. Włączam klimatyzację .Jest chwilowo lepiej lecz o 12 już nic nie pomaga. Wyłączam**.Otwieram okna. Hałas nie do zniesienia .Od granicy niemieckiej dalsza podróż, to jedna wielka gehenna. Postoje odpoczynkowe nie dają wytchnienia, gdyż parkingi są usytuowane w pełnym słońcu. Podróż się wydłuża. Kończy się jedzenie i co najważniejsze woda. Około pierwszej przed oczami staje mi beczułeczka zimnego piwa. Taka metalowa ociekającą rosą. O! Myślę. Groźnie! Moja abstynencja zagrożona! Jakieś mantry powtarzam w duchu. Zaklęcia, typu zgiń przepadnij maro nieczysta !Aa tu nic! Beczułeczka coraz wyraźniejsza, powoli przesłania całe pole widzenia. Myślę, że jak tak dalej pójdzie to jakiś wypadek spowoduję. Siła wyższa. Postanowiłem po przyjeździe zamiast zwiedzać Norymbergę udam się do najbliższego marketu i kupię sobie taką beczułkę! To zaledwie 5 litrów, lecz wcale całej nie muszę wypić! Poza tym te niemieckie piwa takie jakieś niskoprocentowe ,nic mi nie będzie !Usprawiedliwiam się sam przed sobą! Nieopatrznie powiedziałem o tym żonie .Com się nasłuchał to moje!!Po tym postanowieniu, beczułka jakoś zniknęła i w miarę spokojnie dojechałem do hotelu. Gdy mnie recepcjonista zobaczył,, to zaraz kazał usiąść i gratis jakiś napój zaproponował. Szybko do pokoju i pod prysznic .Chociaż trochę się nawodnić. Przy recepcji mały tłumek, jak się okazało Marokańczyków, czekających na załatwienia jakiś formalności i raczących się miętą z takich specjalnych imbryków. Szybki prysznic! Żona pije, herbatę. Ja biorę torbę. Idę po beczułkę i wodę dla żony i dla mnie na jutro. Przy recepcji zatrzymuje mnie z uśmiechem jeden z Marokańczyków i podaje świeżo nalaną do czarki herbatę z mięty i mówi; mister please. Co miałem robić .Odmówię i czort wie na co się narażę. Wypiłem prawie duszkiem. Nalał następną, też duszkiem. Kolejna już wolniej. Jeszcze jedna .Patrzą na mnie jak na zjawę. Coś tam mówimy, wracam się do pokoju po laptop .Zona zaskoczona .Wystukałem po polsku w tłumaczu Google Dobry człowieku życie mi tą miętą uratowałeś! Bardzo dziękuję i przetłumaczyłem na arabski .Podtykam do przeczytania temu co mi nalał miętę i daję podróżny pakiecik Prince Polo, jako podziękowanie. Na szczęście goole przetłumaczył to w sposób nieobraźliwy i skończyło się na ukłonach i obejmowaniu. Poszedłem do marketu. Mimo musowego przejścia przez stoisko z piwem nie zauważyłem po drodze żadnego piwa, ani alkoholu. Kupiłem tylko wodę, znacznie ponad potrzeby. Do hotelu wróciłem bez beczułki*** . Żona do torby i agresywnie pyta gdzie ją schowałem? Ja ze stoickim spokojem. Ani się podroczyć nie można?... Norymbergi już nie zwiedziliśmy.... .Rano spokojnie wyjechaliśmy do Polski. Było deszczowo, tak że klimatyzacji nie włączałem. Domyślam się że beczułeczkę zobaczyłem jako reakcję mózgu na odwodnienie i zmęczenie, lecz dlaczego zniknęła, gdy tylko pomyślałem o jej kupnie? Kiedyś koledze, który się żalił, że na stare lata, nie będzie mógł usiąść sobie z lampką koniaku na tarasie swego domu i delektować się trunkiem, to go taka żałość bierze ,że chyba zapije. Poradziłem, by sobie zaparzył miętę w takim buncloku i się nią delektował, zamiast alkoholem. Wyrósł z takich ciągot .Może i tobie mięta pomoże......
    * Koszt pobytu w tej sakramencko drogiej Szwajcarii, dzięki twz wakacyjnym mieszkaniom do wynajęcia, tańszy niż pobyt w sezonie w Zakopanem. Benzyna też nie za droga (jak na Europę zachodnią) a z żywnością?.... To wiesz Polak potrafi.Jak chce i wie jak!:)
    ** Po przyjeździe do Polski okazało się, że miałem 1/3 płynu chłodzącego.
    *** Już od pierwszych dni bez alkoholu wyrobiłem w sobie nawyk niezauważania alkoholu. To tak jak otwierasz lodówkę i nie widzisz masła, lub nie rejestrujesz reklam w czasie oglądania filmu w TV
  • mariuszg2 30.01.19, 08:11
    O widzisz i o takie konkrety mi chodzi.
    Ja zawsze mam ze sobą dwa batoniki prince pole na wszelki wypadek.
    Cały czas w napięciu....rzuciłem się w wir pracy i szaleję po prostu... Wczoraj opierdzieliłem moją szefową...Na początku wyczułem ostre napięcie z jej strony a potem O dziwo! zaczęła się śmiać... a zdarzyło mi się to po raz pierwszy, Nie waham się słać łaciną jak popadnie...kiedyś to było nie do pomyślenia... wiceszefa dosłownie wygoniłem od jego własnej asystentki bo musiałem coś od niej pilnie wydrukować...
    zapomniełem telefonu i słałem smsy z bramki.... od rana wnerwił jeden kolo, któremu nie omieszkam brzydko odpisac.. i tak codziennie.... czego się nie robi dla zdrowienia...w dzienniczku uczuć są tylko złość, nerwowość, niepokój, napięcie, zero dobrych uczuć...totalny wkurw...jak żyć?!


    --
    Mława jest OK
  • solwer 07.02.19, 16:28
    mariuszg2 30.01.19, 08:11 napisałam.in ...w dzienniczku uczuć są tylko złość, nerwowość, niepokój, napięcie, zero dobrych uczuć...totalny wkurw...jak żyć?!
    To może zabrzmi jak ironia, lecz zacznij ćwiczyć chodzenie do tyłu. By zacząć trzeba mieć ok 10m kw wolnej powierzchni w postaci koła. Chodzimy tyłem z rozmysłem stawiając następne kroki. Kolejnym etapem jest schodzenie(wchodzenie) tyłem po schodach. Oczywiście trzymając się poręczy. Jako taka sprawność, kwalifikuje nas do przebieżki tyłem.
    Dobrze też w przypadku emocjonalnego napięcia liczyć do tyłu np 100.99.98 itd
    Te pozornie głupie sposoby, wymuszają wyłączenie naszego umysłu. A on jest źródłem, w tym wypadku szkodliwych emocji.
    Dzienniczek uczuć, emocji ma wtedy sens gdy oprócz zapisywania w nim odczuć, zaczniesz je analizować. Np dlaczego się wku.... czy mogłeś tego stanu uniknąć, jeśli tak to dlaczego ich nie uniknąłeś.Czy zdenerwowanie skończyło się i kiedy,czy przyniosło pozytywny efekt. Wnioski z takich analiz pomagają opanować nerwy w przyszłości,przez ustalenie sztywnych ram postępowania.Żyjemy w większości w powtarzalnych wariantach. Wsparcia w takiej analizie udzielą, koledzy z grupy terapeutycznej.
  • mariuszg2 10.02.19, 13:56
    tak … masz rację.... paradoksalnie "schodzenie na manowce" z utartej drogi nałogu może przywrócić do życia tak samo jak chodzenie z drogi prawości, prawa i sprawiedliwości...

    --
    Mława jest OK
  • krzyzowy 07.02.19, 21:55
    Kolego, aktywność fizyczna.
  • mariuszg2 08.02.19, 19:56
    Właśnie jestem po tygodniu na nartach. Wciąż w abstynencji :🙂

    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • solwer 08.02.19, 20:32
    mariuszg2 08.02.19, 19:56 napisał Właśnie jestem po tygodniu na nartach. Wciąż w abstynencji :🙂
    To w Mławie jeżdżą na nartach? Bez pywka po nartach?Moje uznanie
  • mariuszg2 10.02.19, 13:59
    na narty jeżdżę w Beskydy… to był mój pierwszy wyjazd bez alko... i dziwne uczucie... pogardy wobec taplających się w herbatach z prądem, grzańcach, szotach, grzanym piwie itp... Opary mnie nie złamały...

    niepokoi mnie ta pogarda i politowanie...trochę w tym zgubnej pychy...nie sądzisz?

    --
    Jak chcesz zobaczyć raj musisz pójść ze mną do piekła
  • solwer 10.02.19, 21:34
    mariuszg2 10.02.19, 13:59 napisał :na narty jeżdżę w Beskidy... Co ty nie powiesz?Na stokach Skrzycznego i Stożka gdzie ostatnio jeździłem, nie widziałem żadnego transparentu typu Mława jeździ na trzeźwo -:)
    cytat niepokoi mnie ta pogarda i politowanie, nic to potraktuj to jako twórczą pychę.,a ta jest dozwolona:)
  • mariuszg2 10.02.19, 22:50
    myślisz, że transparent by zrobił jakieś wrażenie na zapijaczonym stoku? Poza tym nie mam nic wspólnego z Mławą... pojawiła się kiedyś w kultowej komedii Barei i tak zostało.

    Twórcza pycha? Nie dobrze! bardzo nie dobrze! coraz częściej jednoznaczne pojęcia relatywizują się. Od księdza usłyszałem niedawno o świętym gniewie...

    Pycha i gniew to grzechy główne a tu proszę... okazuje się, że to coś dobrego... nie pozostaje zatem nic innego jak dodać, że trzeźwość jest nałogowa - zwłaszcza ta w wydaniu AA.

    --
    Cygańską duszę mam
  • solwer 01.03.19, 11:48
    mariuszg2 16.01.19, 08:22 napisał m.in.:Dziękuję za wypowiedzi w wątku Faza muru i słowa otuchy.

    Właśnie :)
    Mariuszowi udzielono w wątku Faza muru :podpowiedzi, porad ,reprymend,słów wsparcia .W sumie tego co najlepsze(wg nas) i najgorsze wg Mariusza:( Dalsze ciągniecie wątku, chyba nie ma sensu, gdyż staje się on nieczytelny i w zasadzie potrzebny już tylko historykom i archeologom. Jeżeli ktoś chce i może coś dodać,z tego co zapamiętał z własnej Fazy adaptacji i rozwiązań (jeśli ją przechodził, jak w książkach piszą) to może zamieści je w bieżącym wątku.Wszyscy na tym skorzystamy.
    Mariusz ty sie ino niy nerwuj.A jak cie nerwa sieknie, to gowa pod kokotek z zimnom wodom:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.