Dodaj do ulubionych

Duchowosc...

23.11.19, 15:30
Podziele sie z Wami fragmentami przytoczonymi przez Jana Lewandowskiego (Poradnia Uzaleznien w Kolobrzegu) w Biuletynie Okolicznosciowym - "Mityng pod gwiazdami" z 29-30 lipca 2006

Duchowosc to otwartosc na dary, ktore niesie nam zycie i gotowosc do ich przyjecia. To zgoda na zycie!
"Zostaw to - oddaj to Bogu" albo "Powierz to sile wyzszej", to hasla z madrosci Anonimowych Alkoholikow, ktore zachecaja do poszukiwan duchowych…
… Osoby uzaleznione bawia sie "w sedziow swiata", "martwia sie za Pana Boga", "nie chca ustapic z Centrum swiata". Golym okiem widac, ze usilujac grac wymienione role, tak naprawde sa w roli "jego wysokosci dzidziusia".
Poszukiwania duchowosci porzadkowaly nastepujace historie: w pierwszych wiekach chrzescijanstwa rozmyslajacy w ciszy na pustyni nad glebokoscia sadow Bozych sw. Antoni Wielki zapytal: Panie, dlaczego to jedni umieraja we wczesnej mlodosci, a inni dozywaja poznej starosci? Dlaczego jedni sa w nedzy, a inni sie bogaca? Dlaczego bogaca sie zli, a dobrzy sa w nedzy? I uslyszal glos mowiacy: Antoni, pilnuj samego siebie, bo tamto wszystko to sady Boze i zrozumienie ich nie wyszloby ci na dobre.
Wieki pozniej w zaciszu swojego gabinetu Carl Jung powiedzial do Ronalda H. - Alkoholika: "Nie moja wiedza, ale przezycie duchowe moze pana uzdrowic".
Znana polska psychoterapeutka Wanda Sznajder ujmuje to w ten sposob: Oba pojecia - duchowosc i rozwoj duchowy - pojawily sie dobitnie w obszarze problemow alkoholowych wraz z ruchem Anonimowych Alkoholikow. Zbieglo sie to z poczatkiem nowego podejscia do leczenia alkoholizmu - problemu uwazanego dotad za nierozwiazalny na gruncie tradycyjnych metod leczniczych i psychoterapeutycznych. To nowe podejscie okazalo sie coraz bardziej skuteczne….
Najogolniej biorac duchowosc odnosi sie do sposobo zamieszkania we wszechswiecie…
… J. Bradshaw, mowiac o duchowosci, proponuje: Kazdy, kto wyszedl z mroku powinien niesc kaganek innym. Wystrzegaj sie prawienia moralow, dawaj dobry przyklad. Wcielaj w zycie prawdy, ktore glosisz. Nie ma tu zadnych guru, sa tylko ci, ktorzy odeszli troche dalej niz inni. Trzeba wiele odwagi, by byc czlowiekiem, poniewaz byc czlowiekiem to znaczy byc istota niedoskonala, potrzebujaca pomocy.
Idealista Kant ujmowal to tak: "Sa dwie rzeczy, ktore napelniaja dusze podziwem i czcia: niebo gwiazdziste nade mna i prawo moralne we mnie. Sa to dla mnie dowody, ze jest Bog nade mna i Bog we mnie.
Prof. Wiktor Osiatynski(+) pisze o tym dosadnie: Wielcy pisarze zawsze podejrzewali, ze alkoholizm jest choroba duszy. Pustka duchowa wewnatrz czlowieka jest sila powodujaca duzo silniejsze "ssanie" niz kac, delirium czy inne choroby ciala. Alkoholik, najczesciej opetany potrzeba kontroli wobec swiata, nietolerancyjny, drazliwy, jest dla siebie bogiem. A kiedy swiat nie chce sluchac jego rozkazow, ucieka pod opieke "szklanego boga".
----
A...
Obserwuj wątek
    • aaugustw Re: Duchowosc... 23.11.19, 15:55
      KORESPONDENCJA BILLA W. Z DOKTOREM JUNGIEM

      (NIEZNANE DOKUMENTY Z ZARANIA RUCHU AA)

      Profesor D. C. Jung
      Ksnacht - Zrich, Seestrasse 228
      Szwajcaria
      23 stycznia 1961 r.
      Drogi Doktorze Jung !

      Ważny ten list powinien być już dawno napisany. Chcę się najpierw przedstawić. Nazywam się Bill W. i jestem współzałożycielem Wspólnoty AA. Choć już z pewnością słyszał Pan o nas – wątpię, czy wie Pan o tym że pewna rozmowa jaką miał Pan we wczesnych latach trzydziestych ze swym pacjentem, Rolandem H. odegrała istotną rolę w założeniu naszej wspólnoty. I choć Roland H. zmarł dawno temu pamięć o tym, co wydarzyło mu się podczas kuracji u Pana stała się częścią historii AA. Roland H. tak mówił o tym, co się wówczas wydarzyło:
      Po wyczerpaniu wszystkich możliwości wyleczenia się z alkoholizmu Roland H. w 1931 roku został Pańskim pacjentem. Przypuszczam że opiekował się Pan nim przez rok. Jego podziw dla Pana nie miał granic i rozstawał się z Panem z uczuciem wielkiego zaufania. Ku swojej rozpaczy wkrótce zaczął ponownie pić nałogowo. Był przekonany że Pan jest jego ostatnią deską ratunku i dlatego poprosił Pana ponownie o zaopiekowanie się nim. Potem nastąpiła rozmowa między nim a Panem i stała się ona pierwszym ogniwem zdarzeń które doprowadziły do powstania Wspólnoty Anonimowych Alkoholików.
      Oto co zapamiętałem z jego relacji na temat tej rozmowy: Mówił Pan najpierw o beznadziejności jego przypadku – jeśli chodzi o dalsze leczenie medyczne i psychiatryczne. To Pańskie trafne i skromne stwierdzenie stało się bez wątpienia kamieniem węgielnym, na którym od tej pory opiera się nasza Wspólnota. Ponieważ stwierdzenie to wyszło od Pana, od człowieka, którego Roland podziwiał i któremu zaufał – miało ono olbrzymią siłę oddziaływania.
      Kiedy wówczas Roland spytał Pana, czy istnieje jeszcze jakaś nadzieja – odpowiedział Pan że byłoby to możliwe pod warunkiem przebudzenia duchowego, krótko mówiąc – prawdziwego nawrócenia, oddanie swego losu w ręce Siły Większej od nas samych. Wyjaśnił mu Pan, że gdyby doświadczył takiego przebudzenia – zyskałby nowe siły do walki z chorobą, nawet wtedy, gdyby wszystko inne zawiodło. Ale uczynił to Pan z należytą ostrożnością. Stwierdził Pan, że choć takie przebudzenie przyniosłoby wyzdrowienie niektórym alkoholikom – byłoby ono stosunkowo rzadkie. Zalecił mu Pan oddanie swego losu Sile Wyższej i pokorne oczekiwanie na zmianę na lepsze.. jak sądzę, była to najbardziej istotna rada, jakiej udzielił Pan Rolandowi.
      Wkrótce po tej rozmowie Roland przyłączył się do Grupy Oxfordzkiej. Był to ruch ewangelicki znajdujący się wówczas w Europie u szczytu popularności. Z pewnością się Pan z nim zapoznał. Zapewne przypomina Pan sobie, że przykładał on dużą wagę do samopoznania, do zadośćuczynienia krzywd wyrządzonych innym i do osobistego oddania się w służbę dla innych. Ruch ten kładł duży nacisk na medytację i modlitwę. W tym środowisku Roland przeżył nawrócenie się, które uwolniło go od przymusu picia.
      Po powrocie do Nowego Jorku Roland był bardzo aktywny w tutejszej Grupie Oxfordzkiej prowadzonej przez biskupa dr. Samuela Shoemakera. Dr. Shoemaker był jednym ze współzałożycieli ruchu i był jednocześnie wielką osobowością wyposażoną w takie cech – jak osobista uczciwość i wielki dar przekonywania. W tym czasie (1932-34) grupy oxfordzkie doprowadziły do trzeźwości cały szereg alkoholików i Roland czuł, że może się szczególnie mocno identyfikować z tymi nieszczęśnikami. Poświęcił się udzielaniu pomocy innym alkoholikom. Jednym z nich przypadkowo był mój kolega szkolny. Nazywał się Edwin T. („Ebby” – Ed). Groziło mu więzienie, ale Roland i inny alkoholik z grupy oxfordzkiej załatwili mu warunkowe zawieszenie wykonania kary i pomogli mu w wytrzeźwieniu.
      W tym samym czasie przechodziłem wszystkie etapy alkoholizmu i sam byłem zagrożony skierowaniem do zakładu odwykowego. Na całe szczęście znalazłem się pod opieką lekarza, dr Wiliama Silkwortha, który posiadał cudowną zdolność rozumienia alkoholika. Ale on zupełnie tak samo jak Pan machnął z rezygnacją ręką na Rolanda – postąpił ze mną.
      Dr Silkworth był autorem teorii, że na alkoholizm składają się dwa czynniki: przymus w sferze wyobraźni, który zmusza alkoholika do picia wbrew jego woli i własnemu interesowi oraz zaburzeń w sferze przemiany materii, które określił mianem alergii. Działający na alkoholika przymus powoduje, że pije on dalej, a alergia zapewnia mu to, że pogarsza się jego stan fizyczny, że będzie chory umysłowo lub umrze.
      Chociaż byłem jednym z tych nielicznych o których sądził, że można im jeszcze pomóc, to jednak w końcu zmuszony był powiedzieć mi o beznadziejności mojego położenia. Również i ja miałem pójść do zakładu zamkniętego. Dla mnie był to druzgocący cios. I podobnie jak Pan przygotował Rolanda do jego nawrócenia się, tak samo mnie przygotował do tego mój wspaniały przyjaciel, dr Silkworth.
      Mój przyjaciel, Edwin T. odwiedził mnie, kiedy dowiedział się o mojej niewesołej sytuacji. W tym czasie piłem. Mogło to być w listopadzie 1934 roku. I ja w tym czasie uważałem przypadek mojego przyjaciela Edwina T. za beznadziejny. A jednak był on w stanie widocznego „wyzwolenia”, którego nie można było wyjaśnić w żaden sposób li tylko związaniem się od niedawna z grupami oxfordzkimi.
      A jednak ten stan wyzwolenia się z nałogu był widoczny i tak różniący się od zwykłej depresji, że był przez to niesłychanie przekonywujący. Ponieważ cierpiał tak samo i na to samo co ja, mogłem bez trudu się z nim porozumieć. Wiedziałem natychmiast, że muszę przeżyć coś podobnego jak on, gdyż w przeciwnym razie umrę.
      I znowu wróciłem pod opiekuńcze skrzydła dr Silkwortha. Tutaj jeszcze raz doprowadzono mnie do trzeźwości i wtedy uzyskałem jasny pogląd na sprawę uwolnienia się od nałogu mojego przyjaciela oraz na zbliżenie się do niego Rolanda H. Będąc jeszcze raz fizycznie uwolniony od alkoholu czułem się strasznie zdeprymowany. Wydało mi się, że jest to spowodowane moją niezdolnością do najlżejszej choćby oznaki wiary.
      Edwin odwiedził mnie znowu i powtórzył proste zasady grupy oxfordzkiej. Kiedy odszedł poczułem się jeszcze bardziej zdeprymowany. W stanie najgłębszego zwątpienia wykrzyknąłem: „Jeśli jest Bóg, niech mi się pokaże !”. Nagle olśniło mnie i zjawisko to miało niesłychaną moc bezgranicznego oddziaływania. Od tej pory próbuję opisać to w książce „Anonimowi Alkoholicy” i „AA dojrzewa”. Załączam podstawowe teksty i przesyłam je Panu.
      Moje wyzwolenie od przymusu picia było natychmiastowe. Natychmiast wiedziałem, że jestem wolnym człowiekiem. Krótko po moim przeżyciu do kliniki przyszedł mój przyjaciel Edwin i przyniósł mi książkę Williama Jamesa „Różnorodność przeżyć religijnych”. Z książki tej dowiedziałem się, że najczęściej nawrócenia, obojętnie jakiego rodzaju, mają wspólny mianownik, którym jest głębokie załamanie się ego. Pojedyncza istota postawiona jest przed nierozwiązywalnym dylematem. Z jednej strony dylemat spowodowany jest w moim przypadku przymusem picia, a głębokie uczucie beznadziejności pogłębione jest jeszcze z drugiej strony przez mojego lekarza. Zostało ono jeszcze bardziej pogłębione przez przyjaciela alkoholika, który zapoznał mnie z Pańskim sądem na temat beznadziejności położenia Rolanda H.
      W ślad za moim duchowym przeżyciem nastąpiła wizja społeczności alkoholików, w której każdy identyfikuje się z tym przeżyciem i przekazuje je następnemu. Coś w rodzaju łańcucha. Jeśli każdy cierpiący na alkoholizm przekaże każdemu nowemu wiadomości o beznadziejności leczenia alkoholizmu z medycznego punktu widzenia, to sam będzie zdolny do udostępnienia nowemu duchowego przeżycia, które tego nowego całkowicie odmieni. Pogląd ten okazał się słuszny i stał się podstawą sukcesów osiąganych od tego czasu przez AA.
      Umożliwiło to nawrócenia na szeroką skalę, nawrócenia prawie każdego rodzaju, jak pisze o tym James. Nasze trwałe wyzdrowienie w ciągu ostatnich 25 lat można liczyć na 300.000 przypadków.
      Zawdzięczamy to Panu, dr Shoemakerowi z grupy oxfordzkiej i mojemu własnemu lekarzowi dr Silkworthowi.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka