Dodaj do ulubionych

od kiedy sie zaczyna? (alkoholizm u meza)

16.01.06, 09:47
Witam!
Jestem nowa na tym forum, ale bardzo mnie nurtuje sytuacja u mnie w domu i
chetnie zasiegnelabym rady kogos, kto wiecej wie o problemie.

Moj maz (superinteligentny, ze stopniem naukowym) od jakiegos czasu
codziennie (lub niemal codziennie) obala sam butelke czerwonego wina (czasem
pol butelki). Nie pije nic innego, bo tylko czerwone wytrawne wino jest dla
niego odpowiednio wyszukanym trunkiem (czyta o tym ksiazki itp.).

Dawniej bylo to od czasu do czasu, ale ostatnio zdarza sie niemal codziennie
i maz dba, aby zawsze byla w kuchni jakas butelka w zapasie.

Juz dwa razy (moze "tylko" dwa?) zdarzylo sie, ze pozno wieczorem specjalnie
wyszedl do sklepu kupic sobie wino.

Od paru miesiecy bardzo chetnie sam robi zakupy domowe w supermarketach
(mysle, ze to dlatego, ze zawsze moze swobodnie zadecydowac, ze kupi rowniez
wino).

Zauwazylam tez, ze ostatnio stal sie znacznie bardziej drazliwy, latwiej
mozna go rozzloscic z byle powodu. Ponadto zmienila mu sie cera - czesto ma
rumience (albo cala twarz zaczerwieniona).

Nie widac, zeby go ciagnelo do innego alkoholu, wiec nie mam pewnosci, co o
tym myslec.

Na moje uwagi odpowiada, ze wino pomaga mu sie zrelaksowac i ze po prostu je
lubi. Po winie ma tez wieksza ochote na seks.

Dodam jeszcze, ze leczyl sie kiedys na depresje.

Jak probuje z nim rozmawiac, to mowi, ze pije, bo lubi i ze potem ma lepszy
humor.

Czy ktos moglby mi poradzic, na co jeszcze zwrocic uwage i czy nalezy juz sie
obawiac, ze to poczatek nalogu, czy moze wyolbrzymiam problem?

z gory dziekuje.

(niedoswiadczona) zona
Edytor zaawansowany
  • alta22 16.01.06, 10:35
    Z przykrością muszę Ci powiedzieć "Witaj w klubie".
    Scenariusz jest zawsze ten sam. Zmieniają sie tylko aktorzy i scenografia.
    Spróbuj na początek tak zorganizować, żeby tej butelki nie było. Nie wylewaj jej i nie chowaj. Jak się skończy zrób wszystko, żeby odwrócić jego uwagę od kupna następnej. Nie awanturuj się i nie rozmawiaj z nim o tym. Użyj całego swojego czaru, aby o tym zapomniał. Jeżeli Ci sie uda to będzie oznaczało, ze to fałszywy alarm. Chociaż cały czas musisz być czujna. Jeżeli zaś będzie mimo wszystko kombinował i sytuacja się powtórzy to niestety cdn.
  • wiesia53 16.01.06, 12:47
    jestem alkoholiczką - mi też kiedyś bardzo smakował alkohol /nigdy nie piłam
    wynalazków/, moja kochana - alkoholik to nie tylko ten,który pije denaturat i
    lezy pod mostem..twój mąż bezwątpienia również nim jest..nie wiem jak go
    przekonasz,że tak jest...może on sam też to już wie..tylko tobie się nie chce
    przyznać..zapytaj..
  • parolka 16.01.06, 14:23
    > moja kochana - alkoholik to nie tylko ten,który pije denaturat i
    > lezy pod mostem..

    Nie mam takiego obrazu, bo wiem, ze nalog dopada niezaleznie od pozycji
    spolecznej czy inteligencji. miedzy innymi dlatego napisalam ten post.

    > twój mąż bezwątpienia również nim jest..

    dlaczego "bez watpienia"? ja wciaz mam watpliwosci "czy to juz"...

    > może on sam też to już wie..tylko tobie się nie chce
    > przyznać..zapytaj..

    Pytalam, ale uslyszalam klasyczna odpowiedz "pije, bo lubie i pomaga mi to
    lepiej sie poczuc / lepiej spac". Raz sie odwazylam poprosic go, zeby nie pil
    danego wieczora, ale nie posluchal (tyle, ze w innych sprawach tez nie slucha
    prosb, nie cierpi, jak mu sie cos narzuca i nawet grzeczne prosby o drobiazgi
    odbiera jako narzucanie).

    Sama juz nie wiem...
  • wiesia53 16.01.06, 14:38
    kochana,nie pozostaje mi nic innego jak polecic ci strony w inernecie o
    alkoholizmie,jego objawach,skutkach,trzezwieniu- wystarczy,że w googlach rzucisz
    hasło alkoholizm,jest tego bardzo dużo,poczytaj sobie-chciałam ci powiedzieć,że
    ja tez długo sie broniłam przed przyznaniem sie do bezsilności wobec alkoholu
    /trwało to ładnych parę lat../.Nie pisze tego po to aby cie przestraszyć, w
    przypadku twojego męza jest to typowy objaw zaprzeczania...
    On ma juz fizyczne objawy alkoholizmu,pije codziennie,zaczerwienienia na
    twarzy...potem dojdą dreszcze,zimne poty..w chwilach abstynencji...skąd ja to
    znam...
  • parolka 16.01.06, 14:42
    > Z przykrością muszę Ci powiedzieć "Witaj w klubie".

    Bardzo, ale to bardzo bym chciala jednak nie nalezec do "klubu"...

    > Spróbuj na początek tak zorganizować, żeby tej butelki nie było. Nie wylewaj
    je
    > j i nie chowaj.

    Obmyslam sposoby. Wylanie zapasu z szafki to byl moj pierwszy pomysl. Na razie
    nie zrealizowany, bo boje sie jego reakcji. Wlasciwie dlaczego nie wylewac?

    Czy dlatego, zeby nie zwracac jego uwagi, ze cos zauwazylam? Czy zeby tym samym
    nie zachecac go do ukrywania sie? (na razie sie nie kryje z piciem, codziennie
    lub co drugi dzien nowa butelka laduje w domowym koszu).


    >Jak się skończy zrób wszystko, żeby odwrócić jego uwagę od kupna
    > następnej. Nie awanturuj się i nie rozmawiaj z nim o tym.

    Problem w tym, ze on sam sobie kupuje, jedyne co moge zrobic, to przejac na
    siebie cale zakupy spozywcze, ale ze wzgledow technicznych bedzie to trudne...

    Zastanawiam sie, co jeszcze moge zrobic?
    -p.
  • paulsixtus 16.01.06, 14:39
    Hmm...Z reguly, kiedy pytamy "czy to juz?" - to juz.
    Wydaje mi sie,ze moze to juz byc problemem, jesli nie byloby powodu do
    niepokoju, pewnie bys tu nawet nie zajrzala...
    pozdrawiam
    PaulSixtus
  • parolka 16.01.06, 14:47
    > Hmm...Z reguly, kiedy pytamy "czy to juz?" - to juz.
    > Wydaje mi sie,ze moze to juz byc problemem, jesli nie byloby powodu do
    > niepokoju, pewnie bys tu nawet nie zajrzala...
    > pozdrawiam
    > PaulSixtus

    Potwierdzasz moje najglebiej skrywane przeczucia, co stwierdzam ze zgroza...

    Poczytalam troche w Internecie, ale o wstepnych fazach znalazlam bardzo malo,
    wiekszosc materialow dotyczy bardziej zaawansowanych stadiow choroby na "a".

    Poza tym jak odroznic zaprzeczanie osoby wpadajacej w nalog od zaprzeczania
    osoby, ktora w nalogu nie jest? Nie bardzo widze te granice...

    -p.
  • e4ska 16.01.06, 15:15
    Znając nawyki własne i paru jeszcze osób muszę podpowiedzieć, że osoby nawet
    najbliższe nie wiedzą, ile naprawdę wlewamy w siebie alkoholu. Wydaje mi się, że
    pół butelki wina codziennie nie byłoby dawało skutkow w postaci niezdrowej
    obrzmiałości ani nie wyganiało Twojego męża wieczorem do sklepu. Prawdopodobnie
    spożywa o wiele więcej, a winko to stary pijacki chwyt, to pretekst. Ja też
    miałam dyżurny koniaczek w barku, lampka nie zaszkodzi, bo lepsze ciśnienie,
    trawienie, itp., a oprócz tego pół litra w bezpiecznym miejscu.
    Rewizji nie ma co robić. Zacznie pić na ulicy, w pracy, w kinie, gdziekolwiek.

    To, co prawdopodobnie będziesz musiała zrobić, jest ciężkie do zniesienia, ale
    nie takie znów trudne. Rzecz zwyczajna. Głowa do góry.

    Masz jeszcze kobiecy sposób wypróbowania, co ważniejsze dla Twego małżonka: seks
    czy alkohol. Powiedz mu, że Ci przeszkadza zapach alkoholu i w sytuacjach
    intymnych wymagasz trzeźwości. Jeśli wybierze abstynencję seksualną, to nie
    będzie znaczyło, że Cię nie kocha, taka to choroba i tyle:)
  • parolka 16.01.06, 15:32
    > Znając nawyki własne i paru jeszcze osób muszę podpowiedzieć, że osoby nawet
    > najbliższe nie wiedzą, ile naprawdę wlewamy w siebie alkoholu. Wydaje mi się,
    > że pół butelki wina codziennie nie byłoby dawało skutkow w postaci niezdrowej
    > obrzmiałości ani nie wyganiało Twojego męża wieczorem do sklepu.

    Jestem niemal pewna, ze nie pije nic innego (do pracy jezdzi samochodem, chyba
    nie mialby odwagi), choc zycie niestety potrafi okrutnie zazkakiwac...

    > Prawdopodobnie
    > spożywa o wiele więcej, a winko to stary pijacki chwyt, to pretekst.

    Czy to mozliwe? To nie jest jakies tam winko, tylko koniecznie czerwone
    wytrawne. Choc musze przyznac, ze dawniej zglebial tajemnice wina (rodzaje
    winorosli, obszary uprawy na swiecie, roczniki, nazwy itp.), a ostatnio wydaje
    sie, ze mu to troche zobojetnialo. Albo juz wszystko wie, albo znaczenie
    zaczela miec sama zawartosc butelki, a nie jej pochodzenie...

    > Masz jeszcze kobiecy sposób wypróbowania, co ważniejsze dla Twego małżonka:
    > seks czy alkohol. Powiedz mu, że Ci przeszkadza zapach alkoholu i w sytuacjach
    > intymnych wymagasz trzeźwości. Jeśli wybierze abstynencję seksualną, to nie
    > będzie znaczyło, że Cię nie kocha, taka to choroba i tyle:)

    Sprawa nie jest taka prosta, bo to on raczej odmawia mi seksu, niz ja jemu...

    Mam tylko do Was pytanie? Co robic, kiedy on mnie prosi, zeby mu kupic wino?
    Zdarzylo sie to pare razy. Zawsze kupowalam, ale bylam na siebie zla.

    Aha, ja w ogole nie pije i on czasem ma do mnie zal, ze mu nie towarzysze przy
    lampce wina. Czy to tez jakis objaw?
    -p.
  • rauchen 16.01.06, 15:51
    nic mu nie kupuj.
    alkoholik ma rece i nogi, jak bedzie chcial to sam sobie pojdzie.
    Tak samo jak nie rob za niego nic, co on sam moze zrobic i nalezy do jego
    obowiazkow, a nie robi bo pije i "nie ma czasu", lub "chory".
    Nie usprawiedliwiaj przed nikimi - prosta sprawa, pije. Wstyd przed ludzmi???
    w dalszym etapie choroby alkoholowej wiecej przychodzi takich momentow ze
    wstydzic sie przyjdzie i pewnie z powazniejszych spraw. Jak pojdzie
    nabzdyngolony do sklepu sam po wino, i zaliczy kilka kaluz, to moze na drugi
    raz zastanowi sie czy warto.
    Wszystko co zrobisz za niego moze tylko opoznic moment, kiedy sam dostrzeze ze
    ma problem.

    i jeszcze co do etapu choroby, ze pije codziennie, to nie znaczy ze jest w
    ostatnim etapie, bo wtedy zazwyczaj bedzie staral sie "udowadniac" ze nie ma
    problemu z piciem, nie pijac nawet kilka miesiecy.

    Nawet dzis w Gazecie byl podany link do reportazu, jak alkoholicy robia
    przysiegi niepicia na kilka miesiecy w kosciele. To sie alkoholikowi czesto
    udaje. Ale to nie znaczy ze w ten sposob przestaje byc alkoholikiem, czy tez
    wychodzi z choroby.
  • e4ska 16.01.06, 16:24
    Aha, ja w ogole nie pije i on czasem ma do mnie zal, ze mu nie towarzysze przy
    > lampce wina. Czy to tez jakis objaw?

    Tak, to jest objaw bardzo dla Ciebie niebezpieczny. Bardzo dużo kobiet tak
    zaczynało. Chyba i w moim przypadku, w pradawnych czasach mojego wówczas
    szczęśliwego małżeństwa, była ta serdeczna więź małżeńska przy kieliszku, lampce
    wina, herbacie z rumem. Tylko że dla mnie skończyło się totalną katastrofą.

    Pretekst z winem polega na tym, że, jak ja sobie wnioskuję z mojego przypadku,
    bo z terapią mi nie po drodze, sama chciałam sobie wmówić, że piję "elegancko",
    dobra brandy, w pięknym złoconym kielichu zachowanym z XIX wieku, albo wiskacz
    , albo wino za stówkę. I dlatego, co przypomina mi siebie w zachowaniach męża:
    wielka uwaga przykładana do marki alkoholu, traktowanie picia jako mądrego i
    kulturalnego zwyczaju. Ileż ja się nadoszukiwałam zalet w winie i koniaczkach,
    ech, szkoda mówić.

    No i wyjscia do sklepu. Bardzo dziwne, żeby normalny człowiek tak polubił wino,
    że nie potrafi porozmawiać z żoną. I ze dopiero po winie ma jakąś ochotę na coś
    więcej.

    Wiesz, nie musi w Twoim przypadku dojść do rodzinnego dramatu. Mój mąż pił i
    pije bardzo dużo, ale całkiem dobrze sobie radzi. Musisz sobie na wszelki
    wypadek obmyślić strategię: co będzie, jeżeli to jednak alkoholizm, co ja wtedy
    zrobię? Czy to alkoholizm, czy koniec małżeńskiej więzi, powrót depresji,
    zniechęcenie sobą, Tobą, życiem? Czy może czeka Cię samotność we dwoje czy w
    pojedynkę. Co wtedy zrobisz?

    Przewidując zło unikniesz gromu z jasnego nieba i jakoś szybciej sie pozbierasz.
    Pesymistyczny optymizm...

    To wszystko, czym mogę się z Tobą podzielić.

    I życzę Ci wszystkiego dobrego, trzymaj się dzielnie:)
  • rauchen 16.01.06, 16:59
    eska, eska
    znow proponujesz strategie wywazania otwartych drzwi.
    Najlepsza strategia jest udanie sie do poradni leczenia uzaleznien,
    tam wiedza co to za strategia.
    A biorac pod uwage fakt,
    ze majac za partnera alkoholika,
    samemu staje sie po pewnym czasie osoba wspoluzalezniona,
    to faktycznie taka osoba wspoluzalezniona tez zazwyczaj ma jakas tam swoja
    strategie zycia z alkoholikiem.
    To jest pewnie ten pesymistyczny optymizm, ze bedzie dobrze, choc zaczyna sie
    robic coraz gorzej.
    Przytocze z ksiazki, za psychiatra:
    "Z obserwacji wynika ze u alkoholika jest mozliwy proces ozdrowienia w ciagu
    dwoch lat (leczenia), natomiast osoba wwspoluzalezniona, by dojsc do tego
    samego potrzebuje okolo pieciu, szesciu lat".
    Wiec prawde mowiac nie wiem kto jest w takim zwiazku bardziej poszkodowany,
    alkoholik czy wspoluzalezniony, jesli chodzi o dochodzenie pozniej do siebie,
    czyli zburzenia owej samodzielnie wymyslonej strategii.
    A poniewaz moze autorka postu nie jest w sytuacji takiej, ze jej
    wspoluzaleznienie jest daleko posuniete, wiec lepiej niech sama jak najszybciej
    zglosi sie tam, gdzie udziela jej pomocy dla niej samej,
    anizeli sama buduje strategie.
  • paulsixtus 17.01.06, 00:58
    > Poza tym jak odroznic zaprzeczanie osoby wpadajacej w nalog od zaprzeczania
    > osoby, ktora w nalogu nie jest? Nie bardzo widze te granice...

    To raczej nietrudne - osoba pijaca nienalogowo nie bedzie zaprzeczala, bo...nie
    uslyszy zadnych pretensji/uwag/zarzutow, wobec ktorych musialaby sie
    zarzekac... :)
    Poza tym, jesli z kims dzielimy sie niepokojem na temat jego picia - osoba
    nieuzalezniona na pewno nie zareaguje nerwowo. Raczej bedzie dociekac, dlaczego
    uwazasz,ze cos jest nie tak i RACJONALNIE podejdzie do problemu.
    Alkoholik reaguje nerwami, szantażem emocjonalnym "no,tak...nawet wina
    spokojnie po pracy DLA ROZLUZNIENIA wypic nie mozna...":), a nawet grozbami
    samobojstwa (to pozniej).
    pozdrawiam
    PaulSixtus
  • hepik1 17.01.06, 06:36
    parolka napisała:

    >i czy nalezy juz sie
    > obawiac, ze to poczatek nalogu, czy moze wyolbrzymiam problem?

    Ewa Woydyłło,jedna z najbardziej znanych terapeutek w Polsce,pracująca z uzależnionymi od lat kilkudziesięciu,twierdzi,że nie spotkała alkoholika,który by zaczął pic po 22 roku życia(w odróżnieniu od kobiet,które sięgają po alkohol często dopiero w wieku dojrzałym)
    Osobiście ,choc liczba alko ,których ja spotkałem jest o wiele mniejsza,też z takim sie nie zetknąłem.
    Nie będę oryginalny,zgadzając się z przedmówcami,że to czerwone ,wytrawne wino ,jest zapewne działaniem kamuflująco-maskującym.
    Najbliżsi,paradoksalnie ostatni problem zauważają a jeśli juz im to przeszkadza na tyle ,by szukać odpowiedzi czy to początek,po uzyskaniu podstawowych wiadomości o alkoholiźmie,dochodzą do wniosku,że to juz zawansowana faza uzależnienia.
    Polecam przeczytanie tekstu o Zaczarowanym Kole Zaprzeczeń:
    www.forum.akcjasos.pl/viewtopic.php?t=3668
  • wiesia53 16.01.06, 15:00
    wiesz co,mam jednak lepszy pomysł,udaj sie do najblizszej Poradnii Leczenia
    Uzaleznień i opowiedz tam psychologowi o Twoich wątpliwościach...gwarantuje,ze
    otrzymasz odpowiedz na wszystkie nurtujace cię pytania....
    oby moja prognoza,ze twój mąż jest alkoholikiem,sie nie sprawdziła..ale mam
    dziwne przeczucie,a nawet więce..pewność,ze tak jest...
    tam powiedzą ci co masz zrobić..
  • wiesia53 16.01.06, 15:10
    jeszcze jedno..kiedy ktos pije codziennie,to to juz nie jest jakaś faza
    wstępna..po mojemu to jest faza chroniczna,czyli ostatnia...on pije
    sam...tyle,ze jest na tyle arogancki w stosunku do Ciebie,ze robi to na Twoich
    oczach.Każdy alkoholik w fazie chronicznej pije sam, tyle,ze większość sie z tym
    ukrywa...
  • alina66 16.01.06, 15:15
    dlaczego nie wylewać?

    Bo to nic nie da- kupi następną i jeszcze następną ... Na Ciebie będzie zły, że
    go kontrolujesz, że przesadzasz, że traktujesz go jak dziecko. Może zacznie
    chować, a może będzie wył na Ciebie, że robisz problem z niczego.
    Zawsze znajdzie sposób, żeby pić.
    Superinteligentny to znaczy niestety, że trudno będzie go przekonać do tego,
    że ma problem i że musi go leczyć.
    Mój inteligentny eks (może nie super ale inteligentny) mial i ma nadal całą
    filozofię, dlaczego pije, dlaczego AA jest nie dla niego (taką ciemnotę to
    można prostakom wciskać, a nie jemu). No i pije sobie dalej.
    Cóż, wszystko co można napisać na ten temat, zostało już na tym forum napisane -
    poszperaj w archiwum i - przede wszystkim szukaj tematu współuzależnienia
    (AlAnon), bo na jego picie nie masz wpływu, masz wpływ na swoje życie.

    Pozdrawiam
  • jerzy30 16.01.06, 17:14
    Myśle ze jest tak:
    czerwone wytrawne to tylko pretekst i tuszowanie prawdziwego motywu [no bo on
    1. tylko winko i tylko czerwone i tylko wytrawne i tylko jedna flaszka ALE ZA
    TO CODZIENNIE - i to nie jst normalne
    2. z czasem beda dwie flaszki potem moze trzy [tolerancja na alkohol zwieksza
    sie i trzeba go wypic wiecej [moze juz pic w ukryciu - w drodze do domu -
    chociazby na schodach czy w parku - z gwinta]
    3. potem moze byc gorzala no bo ile trzeba wypic tego wina by sie zamroczyc
    4. nie pije bo prowadzi [ale gorzala nie zna hasla "piles - nie jedź"] tak wiec
    moze zaczać i pić i jeździc
    5. Wina nie wylewaj bi sie bedzie wsciekal - sproboj to zobaczysz jak sie
    wscieknie
    6. Zaprzeczac bedzie bo to normalne
    7. Jest prawdopodobnie na dobrej drodze do uzaleznienia
    8. To nic strasznego [uzaleznienie] - on nie pierwszy i nie ostatni
    Pewno za jakis czas zalapie ze cos nie wporzadku
    9. Podobni do niego - ale juz na koncu drogi alkoholizmu buszuja po smietnikach
    i pija denaturat [to tez alkohol - jak wino czerwone - znaczy sie podobnie
    dziala]
    Jerzy - pozdrawiam
    U mnie bylo podobnie - ale bez punktu 9 bo w punkcie 8 trafilem na terapie
  • jerzy30 16.01.06, 17:16
    jeszcze na dodatek - w AA jastem od 18 lat a 15 nie pije - po terapii i w AA [
    a 6 lat trwalo znaleznienie drogi i bramy do AA [chociaz wiele osob mi ja
    wskazywalo]
  • parolka 16.01.06, 17:52
    Bardzo Wam wszystkim dziekuje za posty. Obawialam sie, ze mam problem...

    > Myśle ze jest tak:
    > czerwone wytrawne to tylko pretekst i tuszowanie prawdziwego motywu [no bo on
    > 1. tylko winko i tylko czerwone i tylko wytrawne i tylko jedna flaszka ALE ZA
    > TO CODZIENNIE - i to nie jst normalne

    Jerzy, otworzyles mi tym komentarzem oczy. Rzeczywiscie tak jest. Chyba
    rzeczywiscie nalezy patrzec na czestotliwosc, a nie rodzaj trunku.

    Niby czlowiek patrzy, ale nie dostrzega...

    > 5. Wina nie wylewaj bi sie bedzie wsciekal - sproboj to zobaczysz jak sie
    > wscieknie

    A moze to bedzie dobry test? Tylko ze ja sie boje... Czy ktos z Was wylal
    zapasy swojego meza/zony/partnera/partnerki i co potem bylo?

    > 8. To nic strasznego [uzaleznienie] - on nie pierwszy i nie ostatni
    > Pewno za jakis czas zalapie ze cos nie wporzadku

    Masz na mysli, ze to nic niezwyklego, prawda? No bo jednak straszne to to
    jest...

    Przyszly mi do glowy jeszcze dwie "pograzajace" rzeczy:
    - jego siostra miala problem z alkoholem (nie wiem, jak teraz, bo mieszka
    daleko)

    - on mi stawia warunki i mowi, ze najpierw ja cos powinnam byc lepsza zona
    (chodzi o pare konkretnych rzeczy, ktore mialabym robic, mniejsza o szczegoly),
    a wtedy on bedzie sie lepiej czul i nie bedzie musial poprawiac sobie nastroju
    winem.

    zaczynam sobie uswiadamiac, ze chyba jest powaznie... dretwieje na sama mysl...

    -p.
  • paulsixtus 17.01.06, 00:53
    > Jerzy, otworzyles mi tym komentarzem oczy. Rzeczywiscie tak jest. Chyba
    > rzeczywiscie nalezy patrzec na czestotliwosc, a nie rodzaj trunku.

    Masz zupelna racje. Ja jestem alkoholikiem, choc napojow wysokoprocentowych
    (wodka, koniaki, itp) wypilem zdecydowanie! mniej, niz piwa. Jest taki mit, ze
    im wiecej procentow, tym wieksze uzaleznienie - to bajka. Dobrze Ci radzą
    jerzy, rauchen - Osrodek Terapii Uzaleznien.
    pozdrawiam
    PaulSixtus
  • janulodz 16.01.06, 17:27
    Ta butelka to może być dla zmylenia uwagi. Może mieć drugą w garażu, w samochodzie, w piwnicy, gdziekolwiek. Może macie psa i on z nim wychodzi. Napić można się wszędzie. Inteligentny alkoholik potrafi być bardzo przebiegły w zapewnieniu sobie komfortu picia, a super inteligentny to już z tej przebiegłości własnoręcznie się może zabić, a przy tym zniszczyć wszystkich dookoła siebie. Chyba nie ma co już sprawdzać czy wybierze Ciebie, czy butelkę i wystawiać go na próby tak jak Ci proponowała Alta22. Fakty są bezsporne. On jest uzależniony. To w pierwszym momencie poraża, ale musisz przełamac wstyd i zgłosić się do przychodni dla uzależnionych. (oczywiście jako współuzależniona). Rozmowa z psychologiem powinna pomóc w podjęciu przez Ciebie decyzji, co dalej. Trzymaj się. Janu- trzeźwiejący alkoholik
  • katarzynaperek 09.01.19, 10:57
    Witaj, przeczytałam Twoją wypowiedź i zastanawiam się czy próbować układać sobie życie dalej bez męża, który nie dopuszcza za bardzo mysli , że ma problem. Rozmawialiśmy już wielokrotnie i spokojnie i w nerwach, przez to piwkowanie zawalił wiele tematów w życiu choć on nie widzi związku. Zawsze tylko obiecuje , że będzie robił to czy tamto, ale zawsze weekend zaczyna od zakupów pieczywa i przy okazji piwa, po czym słyszę w sypialni dobiegające z salonu znajome pssst..to zawsze jest pierwsze, przed sniadaniem...nie mam odwagi zdecydować tym bardziej, że wciąż mówi , że robi albo zrobi coś ale musi mieć dla kogo, zawsze robi coś dla mnie, nigdy dla siebie...mam wyrzuty sumienia , że jeśli odejdę skrzywdzę go, on nazywa to "...łatwo sie odwrócić plecami, co? potrzebuję twojego wsparcia..." K.
  • mariuszg2 09.01.19, 12:06
    Masz wybór:
    1. zaakceptujesz - czeka Cię leczenie. Twoje dzieci będą DDA, wnuki itd
    2. Nie zaakceptujesz - macie szansę. Odejście od męża to ostateczność ale nie wykluczona.


    --
    Life's like a box of chocolates. U never know what u'r gonna get.
  • aaugustw 09.01.19, 13:00
    Katarzyno, tam gdzie ten Problem powstal, nie umie byc rozwiazany…
    Potrzebujecie oboje wsparcia, ale z zewnatrz.
    Uzalezniony od alkoholu (piwo ma ten sam wzor chemiczny, co i np. spirytus)
    zawsze bedzie usluzny, aby miec tylko spokoj i akceptacje do dalszego picia,
    ktorego zaden jeszcze z uzaleznionych nie utrzymal na jednakowym poziomie.
    Bedzie tylko gorzej… :-(
    A...

    --
    --
    spirytum contra spiritus
  • solwer 10.01.19, 19:06
    katarzynaperek 09.01.19, 10:57 opisała swoją sytuację...
    Może w podjęciu decyzji pomoże przeczytanie wątków kobiet będących w podobnej sytuacji.Forumowicze podawali sposoby wyjścia z sytuacji.Może coś dopasujesz do siebie. Z wyrazami współczucia. Solwer.
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,166828878,166828878,Alkoholizm_czy_nie_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,166406999,166406999,alkoholik_czy_nie_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,113858412,113858412,codzienne_picie.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,93287088,93287088,Jak_pomoc_mezowi_alkoholikowi_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,165794575,165794575,Chce_sie_zapic_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,165799021,165799021,czy_da_sie_uratowac_rodzine_.html
    forum.gazeta.pl/forum/w,176,165085172,165085172,alkohol_zniszczyl_moj_zwiazek.html
  • magdacan 17.01.06, 06:32
    Moja integligentna przyjaciolka zaczynala od bialego wina. Teraz pije wszystko.
    O! przepraszam piwo tylko w ostatecznosci jak nic innego nie ma. I tez pije
    tylko po to, zeby sie zrelaksowac. Na terapie nie pojdzie bo uwaza, ze jej
    inteligencja duzo powyzej przecietnej i w tym miescie (duze miasto w Kanadzie)
    nie ma terapeuty, ktory dorownywalby jej inteligencja a nie bedzie sie znizac
    do rozmowy z debilem. A ja bylam do bani przyjaciolka bo nie chcialam z nia pic
    (oczywiscie tylko po to, zeby sie zrelaksowac).
    --
    Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
  • jerzy30 17.01.06, 08:57
    "on mi stawia warunki i mowi, ze najpierw ja cos powinnam byc lepsza zona
    (chodzi o pare konkretnych rzeczy, ktore mialabym robic, mniejsza o szczegoly),
    a wtedy on bedzie sie lepiej czul i nie bedzie musial poprawiac sobie nastroju
    winem". TO KLASYCZNE PRZEWALANIE WINY - NIE DAWAJ SIE NA TO NABRAC
    alkoholizm jest straszny jak jest nieleczony i jak postepuje. Leczony niczym
    nie gorzi i jest mniej straszny od grypy [ale do tego doszedlem po 5-ciu, 6-ciu
    latach terapii
    Co do przyjaciółki z kanady i jej bardzo wysokiej inteligencji a "terapeuci to
    debile" to tak twierdzi KAZDY alkoholik - to forma odrzucania pomocy. ja tez
    tak robilem przez bez mala 5 lat.
    Moge tylko powiedziec ze taraz leczenie jest o wiele dostepniejsze i
    latwiejsze. jak ja zaczynalem 17 lat temu [juz tak na prawie powaznie] to bylo
    w Warszawie cos chyba 5 osrodkow leczenia uzaleznienia - teraz jest chyba ze 20
    a grup AA to jest chyba 150-200. Ponadto wiedza na temat tej choroby bardzo
    spowszedniala i nie jest to juz prawie wstydliwy problem.
    Pozdrawiam - uszy do gory - masz tu wsparcie w nas uzaleznionych i
    wspoluzaleznionych - korzystaj z nasej wiedzy nabytej przez wieloletnie picie,
    nastepnie leczenie itp.
  • elllos 17.01.06, 09:50
    Dlaczego nikt z własnego doświadczenia nie chce napisać jak postępować z
    alkoholikiem tylko odsyłają nas do AA, przecież już ktoś korzystał, był tam i
    dostał tam wskazówki . Cytuję " zacznij od siebie" chciałabym , tylko trzeba
    mieć na to czas po pierwsze a w mojej miejscowości nie ma takich grup wsparcia,
    po drugie jesli już ktoś wie to niech podzieli się z nami na forum tymi radami.
    Dziękuję z góry.
  • rauchen 17.01.06, 12:50
    wydaje mi sie, ze dlatego ze "moje" doswiadczenie wcale nie musi byc podobne
    do "twoich" doswiadczen,
    i co gorsza czasem zamiast pomoc moze pogorszyc sprawe.(ja akurat jestem
    alkoholiczka, DDA)
    Kolejna sprawa jest taka, ze zazwyczaj osoba ktora pyta, jak postepowac z
    alkoholikiem, ma wytworzony jakis stosunek emocjonalny z alkoholikiem,
    i w tym momencie naprawde trudno jest pomoc alkoholikowi nie krzywdzac samej
    siebie. Dlatego chodzi tu raczej jak osoba wspoluzalezniona ma pomoc samej
    sobie, w pierwszej kolejnosci. Czesto jest to pierwszy krok do pomocy osobie
    uzaleznionej.
    Ale to nie jest jedna prosta rada - bo dobrymi radami to wiadomo co jest
    wybrukowane - chodzi o proces, i co wazne jest zazwyczaj - wlasnie kontakt z
    inna osoba ktora ma podobny problem, tyle ze twarz w twarz.
    Widzisz, alkoholik czesto wie, ze zeby nie byc pijanym, wystarczy nie ruszac
    pierwszego kieliszka, i czesto dzieki temu udaje mu sie utrzymac miesiace, ba,
    lata trzezwosci, a potem znow ucieka w picie.
    Tym ktorym udaje sie nie pic latami, trzezwym alkoholikom, zazwyczaj potrzebny
    byl proces zmian, dzien po dniu wprowadzania zmian w swoim zyciu, zeby
    trzezwosc nie byla pustym powstrzymaniem sie od picia, ale pijane zycie ktore
    staje sie trzezwym, bylo zapelniane czyms nowym, pustke ktora powstaje po
    zaprzestaniu picia trzeba wypelnic. Alkoholik pije latami - nie da sie w jeden
    dzien odwrocic wszysstko o 180 stopni.
    I podobnie jest z osoba wspoluzalezniona - dniami byc wspoltowarzyszem picia,
    wiec nie da sie tego zmienic w jeden dzien, i jedna rada.
    Oczywisciec jest stworzona taka podstawowa lista, ale to nie wszystko.

    A ta lista to:
    Jak się zachowywać, jak postępować albo co robić, żeby nie pomagać w piciu.

    * nie należy zapominać, że alkoholizm jest chorobą przewlekłą i aby pomóc w
    wyzdrowieniu trzeba koniecznie zaakceptować ten fakt i przestać się wstydzić;
    * nie należy również traktować alkoholizmu tak jakby był hańbą dla rodziny;
    jest to bowiem jedna z chorób a powrót do zdrowia jest możliwy, podobnie jak w
    większości innych;
    * nie należy traktować alkoholika tak jak niegrzeczne dziecko, bo przecież
    nie postępuje się tak kiedy ktoś cierpi na jakąkolwiek inną chorobę;
    * wątpliwy sens ma robienie wyrzutów i wdawanie się w kłótnie, szczególnie
    wówczas, kiedy alkoholik znajduje się pod działaniem alkoholu;
    * wygłaszanie kazań i robienie wykładów nie ma również większego sensu,
    ponieważ alkoholik prawdopodobnie wie już to wszystko o czym chcemy mu
    powiedzieć, można natomiast sprowokować go do dalszych kłamstw i wymusić
    obietnice, których nie będzie w stanie dotrzymać;
    * nie należy przyjmować obietnic, o których wiadomo, że nie będą możliwe w
    tym momencie do spełnienia;
    * dając okłamywać się i udając, że się wierzy można doprowadzić do tego, że
    alkoholik dojdzie do przekonania, że potrafi przechytrzyć;
    * używanie szantażu w formie "gdybyś mnie naprawdę kochał to byś przestał
    pić..." niczego nie zmienia, a jedynie zwiększa poczucie winy, nie mówi się
    przecież "gdybyś mnie kochał, nie przeziębiłbyś się";
    * wypowiadanie gróźb, których nie jest się w stanie spełnić pozwala
    alkoholikowi sądzić, że nie traktuje się poważnie swoich słów;
    * nie warto sprawdzać ile alkoholik pije, bowiem i tak nie ma szans na to,
    aby wiedzieć o wszystkim;
    * szukanie schowanego alkoholu, zmusza alkoholika do ciągłego wymyślania
    nowych kryjówek;
    * chowanie i wylewanie alkoholu jedynie skłania alkoholika do bardziej
    desperackich prób zdobycia go i ukrycia, a przecież wiadomo, że w końcu i tak
    znajdzie sposób żeby się napić;
    * wspólne picie alkoholu nie spowoduje wcale, że alkoholik wypije w sumie
    mniej, natomiast odwlecze to niewątpliwie moment, w którym zdecyduje się on
    poprosić o pomoc;
    * nie należy robić za alkoholika niczego, co mógłby zrobić sam, natomiast
    usuwanie problemów, chronienie przed ponoszeniem konsekwencji swoich własnych,
    nieodpowiedzialnych, zachowań (np. nieobecności w pracy, zaciąganie długów i
    inne skutki picia) odbierają szansę na to, aby alkoholik zauważył do czego
    doprowadziło go picie i aby zechciał zmienić swoje dotychczasowe postępowanie;
    * nie należy oczekiwać natychmiastowego wyleczenia, bowiem tak jak w każdej
    przewlekłej chorobie okres leczenia i rekonwalescencji jest długi, a nawroty
    choroby są możliwe;
    * bardzo potrzebne jest alkoholikowi otrzymywanie miłości, wsparcia i
    zrozumienia podczas podejmowanych prób zaprzestania picia i utrzymywania się w
    trzeźwości.



  • jerzy30 17.01.06, 14:11
    elllos - ja tez latami gryzlem reke co mi wskazywala kierunek do AA -
    probowalem leczyc sie sam - takie rozne terapie-pseudo - odsylanie do AA ma to
    dobre ze jest to skarbnica wiedzy o tej chorobie darmowa i bezplatna i
    powszechnie dostepna - obecnie AA jest niemal w kazdej dziurze w Polsce - nawet
    najmniejszej - cos okolo 1800 grup - dlaczego nie skorzystac z ich pomocy -
    skutzecznej i bezpobesnej - no ale ja to jestem teraz mądry - wszak do tego
    wniosku [jak juz mowilem] dochodzilem 6 lat. Dlatego teraz z uporem maniaka
    powtarzam - AA - AA - AA - bo szkoda czasu na drogi okrezne, samoleczenie, itp.
    ja nie wiem jak postepowac z alkoholikiem - bo kazdy wymaga nieco innego
    postepowania
  • parolka 17.01.06, 19:29
    Bradzo Wam wszystkim dziekuje za reakcje, nie macie pojecia (pewnie jednak
    macie), jak bardzo pomaga spojrzenie z zewnatrz.

    Za zacheta paru obecnych tu osob postanowilam pojsc za ciosem - jutro mam
    pierwsza wizyte konsultacyjna w poradni uzaleznien Troche sie boje tego, co
    uslysze, ale nie chce chowac glowy w piasek.

    I jeszcze kilka kwestii:
    paulsixtus:
    >taki mit, ze im wiecej procentow, tym wieksze uzaleznienie - to bajka.

    Do tej pory wydawalo mi sie, ze pijac wino trudniej wpasc w uzaleznienie,
    zwlaszcza z cala ta otoczka typu "l'appellation d'origine controlee" i innymi
    rzeczami dla koneserow. Pewnie jednak bylam w bledzie.

    >Alkoholik reaguje nerwami, szantażem emocjonalnym

    niestety, wlasnie tak jest, kompletnie nie chce ze mna o tym rozmawiac i
    kieruje rozmowe na moje niedoskonalosci jako zony (nie przecze, ze pare by sie
    znalazlo, ale rozsadnie rzecz biorac na pewno nie odbiegam od sredniej, a juz
    na pewno jesli chodzi o zajmowanie sie dzieckiem - moj maz robi to niezmiernie
    rzadko i tylko wtedy, gdy sam ma ochote).

    > grozbami samobojstwa (to pozniej).

    ja to juz przechodzilam zanim zaczal pic, choc chyba w 'miekkim ' wariancie

    magdacan:
    > Na terapie nie pojdzie bo uwaza, ze jej inteligencja duzo powyzej przecietnej
    > i w tym miescie (duze miasto w Kanadzie) nie ma terapeuty, ktory dorownywalby
    > jej inteligencja a nie bedzie sie znizac do rozmowy z debilem.

    Rany, jakbym slyszala wlasne mysli (tyle ze w stosunku do mojego meza).
    Jaki jest w takim razie sposob na alkoholika, ktory jest intelektualista i
    uwaza, ze jest najmadrzejszy ze wszystkich znanych mu ludzi (a juz na pewno z
    rodziny)? namawialam go kiedys na terapie malzenska, ale byl tylko raz i z
    poblazaniem wypowiadal sie o intelekcie terapeuty. wiecej nie dal sie namowic.

    hepik1:
    >Ewa Woydyłło,jedna z najbardziej znanych terapeutek w Polsce,pracująca z
    > uzależnionymi od lat kilkudziesięciu,twierdzi,że nie spotkała
    > alkoholika,który by zaczął pic po 22 roku życia(w odróżnieniu od kobiet,

    Obawiam sie, ze jednak bywaja takie przypadki, bo moj maz zaczal w ogole pic
    blizej trzydziestki. Czy sklonnosci depresyjne cos tu wyjasniaja?

    jerzy30:
    > "on mi stawia warunki i mowi, ze najpierw ja cos powinnam byc lepsza zona
    >(chodzi o pare konkretnych rzeczy, ktore mialabym robic, mniejsza o
    > szczegoly), a wtedy on bedzie sie lepiej czul i nie bedzie musial poprawiac
    > sobie nastroju winem".
    >TO KLASYCZNE PRZEWALANIE WINY - NIE DAWAJ SIE NA TO NABRAC

    Latwo powiedziec, ale jesli ja naprawde nie jestem idealna zona, tylko taka
    zwyczajna (czasem cos obiecam i nie zrobie, czasem zostawie balagan itp. itp.).
    Jak mam wtedy argumentowac?
    On mowi: ty nie jestes idealna bo X, Y, Z. wiec ja nie jestem idealny i sobie
    pije wino.
    Co na to odpowiadac???

    z gory dziekuje Wam za wsparcie,
    -p.
  • jerzy30 18.01.06, 08:50
    parolka - nie wiem jak Ci odpowiedzieć.
    No ale spróbuję.
    Nie ma na świecie ludzi idealnych - to utopia.
    Każdy ma swoje mniejsze lub większe wady.
    A pozatym co to znaczy "idealny" - ten co nie bałagani czy ten co zawsze
    wszystko robi co obiecuje. Wystarczy że talerz na stole zostanie postawiony
    trzy centymetry w lewo i już jest pretekst do zarzutu bałaganu. Wystarczy
    obiecać "jutro zrobię zupę pomidorową" a tu jutro nie było pomidorów i zupa
    jest ale kapuśniak - już jest pretest do zarzutu "obiecywałaś!!!!!!!!!!"
    Nawet jak Ty nie jesteś idealna [co Ci zarzuca Twój współmałżonek] to Ty
    przecież nie pijesz z tego powodu winka. I to jest odpowiedź. "Nie jestem
    idealna tak jak ty ale ja sie nie upijam codziennie." Picie nie żadnego związku
    z tym czy ktoś jest idealny czy nie. Możesz też powiedzieć że jest Ci bardzo
    przykro iż z powodu iż Ty nie jesteś idealna on sie upija ale nie masz na to
    żadnego wpływu [i nie chcesz mieć - bo to jego picie i wymówki] bo jesteś taka
    jaka jesteś i że sie nie zmienisz w ideał tylko dlatego by przestał pić. Nic to
    nie da ponadto bo jak Ty sie zmienisz w ideał to on bedzie pił z rozpaczy iż on
    nie jest idealny. Każdy pretest jest dobry do picia.
  • parolka 18.01.06, 15:37
    jerzy30, duze dzieki za odpowiedz.

    > A pozatym co to znaczy "idealny" - ten co nie bałagani czy ten co zawsze
    > wszystko robi co obiecuje. Wystarczy że talerz na stole zostanie postawiony
    > trzy centymetry w lewo i już jest pretekst do zarzutu bałaganu. Wystarczy
    > obiecać "jutro zrobię zupę pomidorową" a tu jutro nie było pomidorów i zupa
    > jest ale kapuśniak - już jest pretest do zarzutu "obiecywałaś!!!!!!!!!!"

    Niestety, tak to wyglada. Jestem czesto oskarzana o rozne rzeczy tak drobne, ze
    az absurdalne. A czasem faktycznie czegos zapomne, ale nie tylko w stosunku do
    jego prosb. Niemniej jednak jest to dobry pretekst, zeby oskarzyc prawda?

    Tylko co mam robic, kiedy on mowi "zmien sie (badz lepsza zona...), to wtedy
    nie bede tyle pic". Czy podejmowanie sie roznych zmian (czasem bardzo daleko
    idacych) cos pomoze? Czy ktos moze sie podzielic takim doswiadczeniem?

    Mam skryta obawe, ze nawet jak "obiecam ze sie poprawie", to i tak znajdzie sie
    pretekst to powiedzenia "jestes zla zona, nie dbasz o moje potrzeby". A moze
    tylko tak mi sie wydaje?

    -p.
  • marianna_m1 21.01.06, 22:27

    > Tylko co mam robic, kiedy on mowi "zmien sie (badz lepsza zona...), to wtedy
    > nie bede tyle pic". Czy podejmowanie sie roznych zmian (czasem bardzo daleko
    > idacych) cos pomoze? Czy ktos moze sie podzielic takim doswiadczeniem?


    BOZE!!!!!!!!
    co ten facet z Toba robi????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    NIE ROB NIC, ON PIJE PRZEZ SIEBIE, NIE PRZEZ CIEBIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    i w tym momencie krzycze.
  • hepik1 18.01.06, 12:59
    > Jaki jest w takim razie sposob na alkoholika, ktory jest intelektualista i
    > uwaza, ze jest najmadrzejszy ze wszystkich znanych mu ludzi (a juz na pewno z
    > rodziny)?

    www.recenzje.pl/98rehab.html
    Na niektórych intelektualistów działa:)
  • parolka 18.01.06, 15:11
    hepik1 napisał:


    > www.recenzje.pl/98rehab.html
    > Na niektórych intelektualistów działa:)

    Dzieki! czy mam sama przeczytac, czy od razu podsunac mezowi-intelektualiscie
    pod nos?
    Czy to dziala tylko na etapie zaawansowanym? A co z etapem "wstepnym", kiedy
    jest sie w fazie zaprzeczania i nie sadzi sie, ze w ogole ma sie problem?

    Czy ta (albo podobna) ksiazka ma szanse pomoc bez terapii itp.? Intelektualista
    ma poczucie, ze wszystko moze zrobic sam i ze 'sam wie lepiej". a z drugiej
    strony tyle czytalam o tym, ze z alkoholizmu nie mozna sie "wyleczyc samemu",
    wiec pytanie...

    Przepraszam, jesli to naiwne pytanie, ale tylu rzeczy jeszcze nie wiem na
    temat -a-.

    -p.
  • rauchen 18.01.06, 17:20
    ksiazka nie wyleczy,
    ale jakies tam wejrzenie na same leczenie da, i to chyba od dobrej strony.
    Czytalam, i polecam, chociaz ja juz bylam w stadium gdy wiedzialam ze mam
    problem, i chcialam wyjsc.
    Jest jeszcze druga ksiazka tego autora, "Alkoholizm, grzech czy choroba",
    traktuje bardziej o ruchu AA i w formie raczej reportazu.
    Czy zadziala na intelektualiste?
    Autor jest intelektualista, raczej znana osoba, wiec to jakby samo przez sie
    wskazuje ze problem alkoholizmu moze dotyczyc rowniez tych ktorzy sa "ponad
    poziomy" intelektualne.
    Czy przeczyta i w jakim stadium?
    Trudno powiedziec, sa alkoholicy w ostatnim zaawansowanym stadium i nadal
    potrafia na samo slowo alkoholizm reagowac jak diabel na wode swiecona.
    Ksiazke najlepiej kup, przeczytaj jak chcesz, daj mu do przeczytania, a jak nie
    bedzie chcial, to nie wiem, zadbaj o to zeby zawsze byla w zasiegu wzroku.

    pzdr
  • magtomal 19.01.06, 11:57
    Jakbym czytała o sobie...Mąż-intelektualista z wysokim stopniem naukowym,
    alkoholik odrzucający pomoc terapeutów, który zaczął pić ok trzydziestki. Tylko
    jestem trochę dalej w drodze życia z alkoholikiem... Od ponad pół roku chodzę
    do Poradni, leczę się ze współuzależnienia. Pomaga mi to, ale czasami boli jak
    dawniej. Choroba męża pogłębia się, wciąż czekam na przełom, który nie chce
    nastąpić.
  • parolka 20.01.06, 01:37
    magtomal napisała:

    > Jakbym czytała o sobie...Mąż-intelektualista z wysokim stopniem naukowym,
    > alkoholik odrzucający pomoc terapeutów, który zaczął pić ok trzydziestki.
    Tylko
    >
    > jestem trochę dalej w drodze życia z alkoholikiem... Od ponad pół roku chodzę
    > do Poradni, leczę się ze współuzależnienia. Pomaga mi to, ale czasami boli
    jak
    > dawniej. Choroba męża pogłębia się, wciąż czekam na przełom, który nie chce
    > nastąpić.

    Witaj, wyglada na to, ze nasza sytuacja jest bardzo podobna (tylko nieco inny
    etap). Cyz moglabym Cie poprosic o kontakt na priv? login jak w postach, na
    @gazeta.pl

    -p.
  • drak62 19.01.06, 17:55
    Parolka, wypowiedzi osób które mają duże doświadczenie są bardzo cenne i
    pomagaja zrozumiec problem. Natomiast nie zastąpią profesjonalnej pomocy która
    możesz uzyskac w poradni. Chciałbym się jedynie odnieś do zdania które
    napisałaś wczesniej - maż mówi ze przestanie pic jak się zmienisz.
    I myśle że paradoksalnie ma rację. Powinnas przstać zjmowac się jego piciem i
    przede wszystkim skupić się na sobie. Uczestniczac w terapii dla osób
    współuzależnionych z całą pewnością zmienisz się (aczkolwiek niezupelnie
    zgodnie z oczekiwaniami męża). I własnie ta zmiana skłoni go do większej
    refleksji.
  • parolka 20.01.06, 01:33
    drak62 napisał:

    > Parolka, wypowiedzi osób które mają duże doświadczenie są bardzo cenne i
    > pomagaja zrozumiec problem. Natomiast nie zastąpią profesjonalnej pomocy
    która
    > możesz uzyskac w poradni.

    Zgadzam sie z Toba, ze profesjonalna pomoc jest kluczowa, choc z drugiej strony
    wsparcie osob majacych doswiadczenia w tej materii sa bezcenne, bo pozwalaja
    spojrzec na sprawe inaczej.

    ++++++
    JESTEM PO PIERWSZEJ WIZYCIE W PORADNI.
    Jeszcze nie wiem, co o tym sadzic, bo na razie przez godzine opowiadalam o
    problemie i umowilam sie na nastepna wizyte.
    Co mnie natomiast zaskoczylo to to, ze do spotkania wyznaczono bardzo mloda
    pania psycholog, na pewno nie wiecej niz 2-3 lata po studiach. Uwaznie mnie
    sluchala, ale wciaz mialam wrazenie, ze tak mloda osoba (w dodatku niezamezna)
    moze nie do konca rozumiec problemy malzensko-alkoholowe.

    Czy niepotrzebnie sie uprzedzam co do mlodego wieku?
    A moze jednak poprosic o spotkanie z kims bardziej doswiadczonym/starszym?
    (zaliczam sie do trzydziestoparolatek)

    Jak sadzicie?

    > Uczestniczac w terapii dla osób
    > współuzależnionych z całą pewnością zmienisz się (aczkolwiek niezupelnie
    > zgodnie z oczekiwaniami męża). I własnie ta zmiana skłoni go do większej
    > refleksji.

    Trudno mi to sobie wyobrazic, ze moge byc wspoluzalezniona, skoro nawet nie mam
    do konca pewnosci, czy u mojego meza to juz alkoholizm (p.moj pierwszy post w
    tym watku). Moze druga wizyta w poradni mi cos wyjasni?

    -p.
  • yuraathor 20.01.06, 08:23
    hej, bardzo pięknie się rozwija ten wątek, a i z Tobą parolka coś się dziac
    zaczyna, myślę że mimo wątpliwości jakie Tobą targają problem istnieje, jest do
    rozwiązania, trzeba tylko chcieć . fajnie że jesteś , terapeutę można zmienić
    na żądanie przynajmniej u nas w szczecinie. pozdrawiam yuraa
  • drak62 20.01.06, 09:01
    MOæna poprosic o zmiane pschologa. Mlody wiek jednaze jescze niczego nie
    przesadza.
  • jerzy30 20.01.06, 09:03
    parolka - a gdzie chodzisz - znam srodowisko terapeutow
  • parolka 20.01.06, 10:42
    jerzy30 napisał:

    > parolka - a gdzie chodzisz - znam srodowisko terapeutow

    witaj, dzieki za to pytanie. Ogolnie jest to Warszawa. Napisz prosze do mnie na
    priv (login=nick @ gazeta.pl), bo jakos nieswojo mi na razie ujawniac adres, a
    poza tym nie chce z gory przesadzac na forum publicznym, ze dana terapeutka
    jest kiepska bo zbyt mloda.

    No i w ogole bardzo duze dzieki Wszystkim za wsparcie.

    Nadal chetnie poslucham Waszych uwag na temat mlodych terapeutow...
    -p.
  • jerzy30 20.01.06, 13:06
    psychoterapia to ciężki kawalek chleba - i wymaga doswaidczonych terapeutow -
    szczegolnie dla DDa - czyzbys trafila na ul. Belgijską - w Warszawie znam
    prawie wszystkich terapeutow - tyl wieloletnich - doswiadczonych i wszystkie
    warszawskie poradnie - na adres napisze - mam w rodzinie psychoterapeutke to
    wiem jak to jest trudne do leczenia
  • magtomal 20.01.06, 19:50
    Nie bałaym się młodych terapeutów. Przecież terapeuci pomagając nam, nie
    opierają się na własnych doświadczeniach. Piszesz "nawet nie mężatka" - mężatka
    ze zdrowego zwiążku też nie zrozumie wsółuzależnionej. Terapeuci odwoLują się
    do swojej wiedzy, a wiedza osoby zaraz po studiach powinna być solidna. A brak
    doświadczenia młodzi terapeuci równoważą zaangażowaniem. Starszy terapeuta może
    być z kolei "wypalony", zobojętniały. To w ogóle - wydaje mi się - sprawa
    indywidualna; może być fantastyczny terapeuta i młody i starszy - tu osobowość
    decyduje, nie wiek (tak jak i w innych zawodach...)
  • paulsixtus 21.01.06, 23:41
    >Co mnie natomiast zaskoczylo to to, ze do spotkania wyznaczono bardzo mloda
    > pania psycholog, na pewno nie wiecej niz 2-3 lata po studiach. Uwaznie mnie
    > sluchala, ale wciaz mialam wrazenie, ze tak mloda osoba (w dodatku
    niezamezna)
    > moze nie do konca rozumiec problemy malzensko-alkoholowe.

    To zrozumiale i calkiem normalne,ze masz takie watpliwosci - jako osoba
    wspoluzalezniona, szukasz solidarnosci od osob, ktorym opowiadasz o swoim
    problemie. Terapeuta jednak, to nie kolega,czy kolezanka, a fachowiec, ktory
    powinien prawidlowo okreslic orientacje pacjenta wzgledem choroby, w ktorej
    jest specjalista.
    Nie jest przeciez tak, ze mniej ufamy laryngologowi 35 letniemu, niz
    70letniemu, prawda?
    pozdrawiam
    PaulSixtus
  • parolka 23.01.06, 00:16
    paulsixtus napisał:

    > > sluchala, ale wciaz mialam wrazenie, ze tak mloda osoba (w dodatku
    > niezamezna)
    > > moze nie do konca rozumiec problemy malzensko-alkoholowe.
    >
    > To zrozumiale i calkiem normalne,ze masz takie watpliwosci - jako osoba
    > wspoluzalezniona, szukasz solidarnosci od osob, ktorym opowiadasz o swoim
    > problemie.

    Moze nie tyle solidarnosci, co empatii wspartej doswiadczeniem (jesli nie
    wlasnym, to wynikajacym z pracy z podobnymi pacjentami).
    Z drugiej strony rozumiem, ze mlody wiek niekoniecznie musi byc przeszkoda w
    profesjonalnym wykonywaniu zadan.

    Jestem umowiona na drugie spotkanie z ta sama mloda terapeutka - zobaczymy, jak
    bedzie.

    > Nie jest przeciez tak, ze mniej ufamy laryngologowi 35 letniemu, niz
    > 70letniemu, prawda?

    Niezupelnie zgodze sie z tym porownaniem. W pracy laryngologa empatia odgrywa
    mniejsza role w zrozumieniu i rozpoznaniu choroby, a w pracy terapeuty - i
    owszem. Latwiej nauczyc sie z ksiazek o chorobach gardla, nosa itp. niz o
    dynamice zwiazkow miedzyludzkich.

    Tak czy inaczej na razie spotkam sie z ta sama osoba ponownie. Ponadto
    dowiedzialam sie, ze terapia tego rodzaju jest (czseto/czasem?) prowadzona
    przez zespol osob, wiec prawdopodobnie spotkam tez inne osoby.

    dzieki za wszystkie uwagi.
    pozdrawiam,
    -p.
  • jerzy30 23.01.06, 10:58
    tak sie sklada ze wterapii potrzebne jest doswiadczenie - na studiach tego nie
    ucza absolutnie - w książkach tego nie da sie wyczytać - tu jest potrzebny
    psychoterapeuta a nie psycholog - tak wiec im bardziej doswiadczony tym lepiej -
    zobaczysz sama po drugiej wizycie - ja Ci na prova wysle adresy inne - w
    psychoterapii nie ma rejonizacji - mozna skorzystac z pomocy osrodka PETRA [w
    Alejach jerozolimskich - przy hotelu Polonia] lub z Belgijskiej 4 - poradnia na
    Zamiany 14 poprzednio byla na ul. Meander -
  • parolka 24.01.06, 16:03
    Witajcie,

    Jestem juz po drugiej wizycie w poradni, troche mi pomoglo spojrzec z boku na
    sprawe. Zaproponowano mi udzial w grupie dla wspoluzaleznionych. Nie do konca
    wiem, czy ja sie tam nadaje.

    Boje sie, ze beda tam osoby majace ostro pijacych partnerow, a ja ze swoimi
    obawami i brakiem jakichs dramatycznych doswiadczen nie bede tam pasowac.

    Co o tym myslicie? Ma sens zaczac chodzic na takie spotkania czy nie? Jak juz
    sie zdecyduje, to trzeba podpisac zobowiazanie, ze bedzie sie chodzic na caly
    cykl (do wakacji), wiec chcialabym te decyzje podjac swiadomie.

    Brdzo czekam na opinie i rady. moze ktos z Was sam na taka grupe chodzil?

    -parolka
  • yuraathor 24.01.06, 16:39
    hej, każdy uzależniony i współuzależniony myśli "ja jestem inny , czy będę tam
    pasować" ,spotkasz tam ludzi, którzy tak jak Ty będą mieć takie
    wątpliwości.spróbuj myślę że warto, znam kogoś kto dawno rozstał się z pijącym
    partnerem , buduje nowy związek i nadal uczęszcza na spotkania Al-anon.
  • drak62 25.01.06, 08:47
    Terapia dla wspóøuzaleænionych jest dla ciebie a nie dla twojego męża.
    To na jakim etaie uzależnienia jest twój mąż nie ma znaczenia.
    mam wrażenie że ciągle traktujesz swojego męża w jakiś wyjątkowy sposob. Tak
    jakby był lepszym alkoholokiem od innych. A to między innymi świadczy o twoim
    współuzależnieniu i jest dowodem na to jak poddajesz się manipulacji twojego
    meża.
  • rauchen 25.01.06, 12:09
    parolka, chcesz poczekac na terapie dla wspoluzaleznionych az nabedziesz
    dramatycznych przezyc?:)Ja wiem, to nie jest smieszne.

    Zawsze beda lepsi i gorsi od ciebie.
    Pomysl o tym co mozesz dac innym, i co inny moga dac tobie w takiej terapii.

    pzdr
  • katarzyna341 25.01.06, 12:17
    Witam wszystkich,jestem zona alkoholika(on sie do tego nie przyznaje),pije od poniedzialku do piatku codzienniee po pracy , przychodzi zalany w trupa,kilka razy byl mocno agresywny,jest niemily, okropny,nie umiem tego zniesc a nie mam dokad sie wyniesc z dziecmi (17 i 16 lat),gdzie w Czestochowie mozna szukac jakiejs pomocy,rady,moze ktos tutaj wie?
  • parolka 25.01.06, 13:21
    rauchen napisała:

    > parolka, chcesz poczekac na terapie dla wspoluzaleznionych az nabedziesz
    > dramatycznych przezyc?:)Ja wiem, to nie jest smieszne.

    Wiem, ze to nie smieszne, ale ja sie wciaz lapie na takiej mysli. Tzn. skoro
    mnie nie pobil, a jest "zwyczajnie" niemily i nie chce ze mna rozmawiac ani sie
    do mnie zblizac, to znaczy ze nie jest zle. Co innego, gdyby mnie popchnal,
    uderzyl, zdemolowal cos w domu itp.

    Glupie, no nie?
    Ale nie wiem, czy nie bede glupio sie czuc przy zonach, ktorym maz alkoholik
    naprawde dal w kosc. Nic na to nie poradze, ale takie mysli kraza mi po glowie.

    Moze i moj udzial da cos innym, ale to raczej chyba ja skorzystam bardziej
    (dowiem sie roznych rzeczy, o ktorych byc moze wolalabym nie wiedziec).

    Co do traktowania meza wyjatkowo (bylo tu juz pare takich komentarzy), to niby
    jak go mam traktowac, skoro jest moim pierwszym i jedynym mezem, a tym samym
    moim jedynym punktem odniesienia w kontaktach z partnerem-alkoholikiem. A poza
    tym jest naprawde bardzo ceniony w swoim srodowisku jako super mozg i swietny
    specjalista...

    Nie moge tak po prostu zaczac o nim myslec 'ot, zwykly alkoholik'...

    p.
  • drak62 25.01.06, 15:31
    Proponuję ci oddzielić chorobę męża od jego zalet intelektualnych.
    Podświadomie (lub) świadomie, ciągle uważasz ze alkoholicy to głównie swołocze
    maltretujący swoje żony i ograniczone intelektualnie menele.
    Być moze cie rozczaruję ale są i tacy od których nawet twój mąż mógłby się
    wiele nauczyć.
    Myslę ze zarowno tobie jak i twojemu mężowi przydałoby się troche pokory. Jest
    niezbędna do tego aby leczyć uzależnienie i współuzależnienie.
  • kylly 25.01.06, 17:15
    hmmmm pokora...pokora i jeszcze raz pokora....powiem tak - Ty musisz zacząć
    mysleć w kategoriach "zwykły alkoholik" bo Twój mąż to najzwyklejszy w świecie
    alkoholik...tyle że upijający się (jeszcze...ale do czasu....) "lepszymi
    trunkami"...ceniony...(jeszcze)....super mózg...(jeszcze)....świetny
    specjalista...i jeszcze raz jeszcze....wbrew pozorom znajdziesz wielu takich
    alkoholików którzy kiedyś byli cenieni...mieli poważanie...stanowisko i
    zdrowie...a potem - poszło...i to w ciągu paru dni tygodni czy też miesięcy...
    wbij sobie do głowy że alkoholizm to choroba postępująca...którą można
    zatrzymać tylko zaprzestając picia...na zdrowienie przychodzi czas później...
    pozdrawiam
  • rauchen 25.01.06, 19:02
    tak jak napisalam: zawsze beda lepsi i gorsi od ciebie, nie porownuj sie z nimi.
    nikomu nie bedziesz przeciez udawadniac ze nie jestes wielbladem, bo nie
    dostalas nigdy od meza. Poza tym to nie jest terapia dla zon maltretowanych
    przez mezow alkoholikow tylko dla wspoluzaleznionych.
    Myslisz ze czulabys sie lepiej gdyby twoj naprawde szanowany maz pral cie ile
    wlezie a ty potem musialabys jeszcze sie z tego spowiadac przed grupa?
    Zawsze beda jakies obawy, pojdziesz i zobaczysz co i jak.
    Zreszta sama widzisz: tu pani psycholog za mloda - moze ma za male
    doswiadczenie, tu znowu ty za male masz doswiadczenie zeby sie plasowac w
    grupie innych osob wspoluzaleznionych.
    A twoj maz, no coz, jeszcze czlowiek a juz alkoholik. A z alkoholizmem jest jak
    z kobieta w ciazy: nie mozna byc troche w ciazy, tak samo jak nie mozna byc
    troche alkoholikiem. Nim sie albo jest albo nie jest.
  • jerzy30 26.01.06, 09:21
    parolka - pochodzisz sobie na te zajęcia to rozpoznasz w sobie mechanizmy tobą
    kierujące - czy jesteś Alanon a może DDA - w każdym razie będzie Ci łatwiej.
    Natomiast czy twój mąż jest alkoholikiem to on sam musi do tego dojść [uznać że
    nim jest - lub nie], wystawianie mu diagnozy [bez rozpoznania tej choroby] nie
    powinno mieć miejsca - to tak na marginesie - można tylko przypuszczać że nim
    jest
  • parolka 26.01.06, 23:41
    Witajcie,

    Duze dzieki za wszystkie odpowiedzi.

    Przyznam sie, ze bylam w jeszcze jednym miejscu (i wybieram sie w kolejne, ale
    chyba juz ostatnie), rozmawialam z uznanym specjalista od uzaleznien, ktory tez
    zaproponowal mi udzial w grupie dla wspoluzaleznionych, ale sam powiedzial, ze
    w takiej grupie sa przede wszystkim osoby, ktorym zycie z alkoholikiem dalo w
    kosc.

    Tym samym zasugerowal, ze ja bede jednak nieco "nietypowa" (moj maz wykazuje
    niepokojace objawy, ale nie jest zdiagnozowany i jego choroba nie jest
    oczywista).

    Troche sie czuje zdezorientowana mimo, iz z postow na tym watku wnioskuje, ze
    Waszym zdaniem lepiej jednak chodzic.

    jerzy30 napisał:
    > parolka - pochodzisz sobie na te zajęcia to rozpoznasz w sobie mechanizmy
    tobą
    > kierujące - czy jesteś Alanon a może DDA - w każdym razie będzie Ci łatwiej.

    To by byla moja glowna motywacja w tym momencie...

    > Natomiast czy twój mąż jest alkoholikiem to on sam musi do tego dojść [uznać
    że
    >
    > nim jest - lub nie], wystawianie mu diagnozy [bez rozpoznania tej choroby]
    nie
    > powinno mieć miejsca - to tak na marginesie - można tylko przypuszczać że nim
    > jest

    Nie staram sie wystawiac mu diagnozy. Po prostu obserwuje niepokojace objawy,
    ale nie mam tu zadnego zdania na "tak" ani na "nie".

    Nawiasem mowiac, moj maz JUZ TRZECI WIECZOR nie pije. Rozmawialismy wlasnie 3
    dni temu na powaznie - wydaje sie, ze sie przejal, ze to co robi moze wygladac
    na poczatki choroby "a".

    Ciesze sie, ze to juz trzeci dzien z rzedu. Czyzby jednak opamietanie? Czy w
    tej sytuacji ma sens isc na taka grupe dla wspoluzaleznionych?

    (przepraszam, ze tak pytam i pytam, ale kompletnie mnie ta sytuacja rozwala,
    czuje sie jak dziecko we mgle).

    -p.
  • paulsixtus 27.01.06, 04:26
    > zaproponowal mi udzial w grupie dla wspoluzaleznionych, ale sam powiedzial,
    ze
    > w takiej grupie sa przede wszystkim osoby, ktorym zycie z alkoholikiem dalo w
    > kosc.
    >
    Tu mozna sie zastanawiac, co to jest "dostac w kosc". Dla jednego to moze
    oznaczac na przyklad umieranie zwiazku, ozieblosc i oschlosc, a dla drugiego i
    zaszczane lozko i bijatyki bedzie za malo. Rozny jest prog wrazliwosci u
    ludzi...
    A to,ze najwiecej leczacych sie jest po traumatycznych przezyciach, jest
    zwiazane z bardzo mala jeszcze, swiadomoscia choroby i wiedzy na jej temat.
    Ty bardzo odpowiedzialnie podchodzisz do tematu, starasz sie zdobywac wiedze.
    Wiedze, ktora ma Ci pomoc ocenic problem, bycmoze we wczesnej fazie.

    > Nie staram sie wystawiac mu diagnozy. Po prostu obserwuje niepokojace objawy,
    > ale nie mam tu zadnego zdania na "tak" ani na "nie".
    Najlepszym miernikiem,czy jest problem,czy nie ma - jest wlasnie niepokoj.
    Jesli sie pojawia, cos jest nie tak. Twoje obserwacje nie wydaja mi sie
    podyktowane zlymi emocjami, a rzetelna ocena. Masz rozeznanie.

    > Nawiasem mowiac, moj maz JUZ TRZECI WIECZOR nie pije. Rozmawialismy wlasnie 3
    > dni temu na powaznie - wydaje sie, ze sie przejal, ze to co robi moze
    wygladac
    > na poczatki choroby "a".

    Ja pilem weekendowo, reszte tygodnia przykladnie, jak trzeba, na trzezwo - z ta
    tylko roznica, ze cala energia koncentrowala mi sie tylko na tych weekendach:)
    3 dni to ja moglem wytrzymac, a kiedy przychodzil "moralniak" to i nawet
    miesiac. Obserwuj jego nastroj - jesli bedzie przybity, niezadowolony, czy
    nienaturalny - wtedy moze to byc oznaka alkoholizmu. Oczywiscie, zakladajac -ze
    nie bedzie pil po kryjomu...

    >Czy w
    > tej sytuacji ma sens isc na taka grupe dla wspoluzaleznionych?

    Nic nie stracisz, jesli to falszywy alarm. Jesli jednak bedzie problem,
    pierwszy krok bedziesz miala za soba...Nikt tam nie gryzie, zawsze mozesz
    zamknac drzwi z drugiej strony, pozegnac sie slowami "To nie dla mnie".

    > (przepraszam, ze tak pytam i pytam, ale kompletnie mnie ta sytuacja rozwala,
    > czuje sie jak dziecko we mgle).

    Jestes odpowiedzialna, troskliwa i kochajaca zona. Ponadto, dzialasz bardzo
    racjonalnie, mimo zrozumialego lęku. Z takim podejsciem, mam wrazenie,ze
    bedziesz potrafila sobie pomoc, a jesli bedzie trzeba - mezowi tez. Choc
    oczywiscie Twoje dzialania nie zmienia rzeczywistosci. Z nia przychodzi nam sie
    oswajac.
    Zycze optymizmu, mimo wszystko:)
    PaulSixtus




  • wielkopolanka3 27.01.06, 10:41
    Parolka! Uważnie przeczytałam Twój wątek i postanowiłam wtrącić kilka słów.
    Jestem osoba współuzależnioną, (chociaż wiem o tym od trzech miesięcy). U mnie
    w domu też niby nie było drastycznych sytuacji. Mój alkoholik nigdy nie
    podniósł na mnie ręki, (pił wieczorami – piwko dla „odprężenia”). Niestety
    sytuacja w ciągu ostatnich miesięcy stawała się nie do wytrzymania. Coraz
    więcej alkoholu, coraz częściej czułam się jak w klatce. Posądzałam się o
    depresję, o to, że wszystko to moja wina. W końcu wpadłam w takie dołki i
    apatię, że już nic mnie nie interesowało. Zaczęłam izolować się od znajomych i
    rodziny. Kiedy do mnie dotarło, że to ja mam problem – zaczęłam uczęszczać na
    Al-anon, a w końcu i udałam się do poradni na spotkanie.

    „w takiej grupie sa przede wszystkim osoby, ktorym zycie z alkoholikiem dalo
    wkosc.”

    miałam podobne podejście, dopiero w trakcie terapii uświadomiłam sobie, jak
    wielkie spustoszenie w moich emocjach, zachowaniach, własnym poczuciu wartości
    nastąpiło we mnie w trakcie wieloletniego związku z alkoholikiem i jego
    chorobą. Ale powoli, powolutku odbudowuję sobie mój światJ Nie trzeba mieć
    poprzetrącanych kości, są rzeczy, które „bolą” od środka, mimo, że staramy się
    tego nie zauważać (ja przynajmniej całkowicie zamroziłam własne uczucia)

    „moj maz JUZ TRZECI WIECZOR nie pije (...) wydaje się, ze sie przejal, ze to co
    robi moze wygladac na poczatki choroby "a".

    Jeżeli rzeczywiście ma problem alkoholowy (nie chcę w tym miejscu stawiać
    diagnozy – od tego są specjaliści) – to może cię czekać kilka lat takich prób
    podejmowania nawet wielotygodniowej abstynencji przez niego. Mój partner przez
    długi czas uważał, że ja się czepiam, bo przecież on nie pije wcale tak dużo
    (tylko, że z dwóch piw dziennie, robiło się cztery, sześć, osiem...). W końcu,
    że może przestać, kilka dni, tydzień, a potem to była okazja, urodziny,
    imieniny, aż w końcu uświadomiłam sobie, że nie pamiętam dnia, kiedy był
    całkowicie trzeźwy. Potem były obietnice, że on już wie, ale żebym dała spokój,
    tak, tak, chyba mam problem, coś muszę z tym zrobić, ale jeszcze nie dziś, nie
    jutro... I tak minęło kilka latL
    Jeśli mogę Ci coś doradzić, - to, że jesteś zaniepokojona jego piciem,
    zastanawiasz się nad kontrolowaniem ilości wypijanego alkoholu (chęć wylania
    butelki do zlewu, itp.) może świadczyć o Twoim współuzależnieniu. Idź na grupę,
    tam dowiesz się, na czym faktycznie polega choroba alkoholowa, czy sama masz
    problem, czy nie. Sama na początku dużo czytałam (np. Anny Dodziuk "Trudna
    nadzieja", Wasilewskiej i Wesołowskiej "@buty mojego męża.pl" i Melody
    Beattie "Koniec współuzależnienia" ). Jednak sama lektura nie zastąpi
    faktycznej pracy nad sobą, możliwości posłuchania doświadczeń na żywo innych
    osób, przejrzenia się w zwierciadle grupy. Po jakimś czasie sama zauważysz,
    czy to faktycznie dla Ciebie, czy też nie, ale przynajmniej zyskasz dobre
    podstawy wiedzy (o alkoholizmie i współuzależnieniu). A jeśli faktycznie twój
    mąż ma problem alkoholowy to będziesz wiedziała, jak sobie z nim (a przede
    wszystkim ze sobą) radzić.

    IM WCZEŚNIEJ podejmiesz jakiekolwiek działania (wobec siebie), tym wcześniej
    sama uporasz się ze sobą. (A może i z mężem – mój partner leczy się od 2
    miesięcy i nie pije – przynajmniej na razie). Jeśli chcesz możesz napisac do
    mnie na priv. Pozdrawiam cieplutko.
  • majo-m2 15.03.06, 23:18
    Parasolka.Mąż musi znależc sobie pretekst do picia.najlepszy to zona.I nie jest
    ważne że ciebie nie uderzył.mój też mnie nigdy nie uderzył,ale zniszczył mnie
    psychicznie.Dzisiaj mam silną depresję.jestem po próbie samobójczej i nie mam
    już marzen.A co ty masz w sobie zmieniać?Nie ma ludzi idealnych.Przecież taką
    nieidealną ciebie pokochał - z wadami i zaletami.Nie szukaj w sobie powodu dla
    którego on pije.Alkoholikowi najłatwiej powiedzieć że pije przez żonę /męża/.
    To są tylko preteksty.I zwalanie winy na innych za swoją chorobę.
  • brednia 27.01.06, 01:55
    Hej,
    Odpowiedzi sa tendencyjne:).
    Jak bys napisala ten list np na forum depresja to wszyscy z niego zrobili by
    chorego na debresje a nie na alkocholika.
    Ze pije nie od razu muis byc alkocholikiem.
    Moze przyczyna jest depresja tylko teraz w innej postaci. Moze pije bo ma
    jakies problemy a tak jest o wiele latwiej zyc.
    Mozna by sie rozwodzic czy to juz jest alkocholizm czy nie. Mylse jednak ze w
    tym przypadku bardziej wazne jest czemu pije (ze wzgledu na depresej o ktorej
    tylko wspomnialas a ktora lubi sie nawracac)a nie samo picie.
    Taka jest moja diagnoza!
    Pozdrawiam Wojtek.
  • paulsixtus 27.01.06, 04:08
    >Mylse jednak ze w
    > tym przypadku bardziej wazne jest czemu pije (ze wzgledu na depresej o ktorej
    > tylko wspomnialas a ktora lubi sie nawracac)a nie samo picie.

    Wojtku,
    zaden alkoholik, chocby nie wiem jak "oddany" chorobie, nie pije dla samego
    picia (nie to wywoluje uzaleznienie).
    Jesli chodzi o depresje - kiedy pilem, leczylem sie na depresje.Rozne leki,
    ktore oczywiscie zapijalem. Odkad przestalem pic - depresje minely, jak reka
    odjal...
    Bardzo latwo sie zaplatac...Najpierw pic, bo uwiera depresja, a potem miec
    depresje, bo sie pije.Tak to zwykle dziala.
    pozdrawiam
    PaulSixtus
  • e4ska 27.01.06, 09:38
    Zgadzam się. Jest jeszcze inny problem: ten przykład wskazuje, że ludzie
    kompletnie sobie nie radzą ze swoimi osobistymi, w tym rodzinnymi problemami.
    Ochota, z jaką gotowi są zanosić najróżniejsze kłopoty i zmartwienia do
    psychologow i terapeutów, uczestniczyć w rozmaitych grupach wsparcia itd.
    świadczy, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem cywilizacyjnym. To przecież
    doskonały, modelowy wręcz przykład śmierci indywidualizmu, upadku wiary we
    własne możliwości, niezdolności do autoanalizy. Na tym chyba m.in. polega kryzys
    współczesnej rodziny, że partnerzy nie mogą przyjąć do wiadomości tak
    podstawowych rzeczy, jak choćby koniec uczucia, wypalenie namiętności,
    niezdolność do wzajemnego rozumienia - rzeczy najzupełniej normalne i stare jak
    świat.

    Problem Parolki. Czego się naprawdę boi? Czy jest niezależna finansowo,
    intelektualnie, uczuciowo od męża? Czy w ogóle jest zdolna do samodzielnego
    życia? Z tego, co pisze, bije w oczy życiowa niezaradność.

    Nie gniewaj sie, Parolko, że tak Cię odbieram, ale jeśli się nie mylę, to
    istotnie ratunkiem dla Ciebie jest szukanie pomocy w grupie terapeutycznej.
    Wiele się jeszcze musisz nauczyć, a im szybciej, tym lepiej. Winko mężapana jest
    tu bez znaczenia.

    Takie są moje refleksje, bez obrazy.
    Pozdrawiam.
  • parolka 27.01.06, 10:06
    Witaj e4ska. Wywolalas mnie do odpowiedzi, wiec jestem.
    Napisalas m.in.:

    > Zgadzam się. Jest jeszcze inny problem: ten przykład wskazuje, że ludzie
    > kompletnie sobie nie radzą ze swoimi osobistymi, w tym rodzinnymi problemami.
    > Ochota, z jaką gotowi są zanosić najróżniejsze kłopoty i zmartwienia do
    > psychologow i terapeutów, uczestniczyć w rozmaitych grupach wsparcia itd.
    > świadczy, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem cywilizacyjnym.

    To sa wnioski wyciagane pochopnie. Z tej dyskusji nie mozesz wiedziec, ile lat
    ktos jest w zwiazku (ja akurat troche ponad 10) i czy cos juz robil wczesniej
    zanim zwrocil sie po pomoc do terapeuty (ja akurat duzo).

    > To przecież
    > doskonały, modelowy wręcz przykład śmierci indywidualizmu, upadku wiary we
    > własne możliwości, niezdolności do autoanalizy.

    Nie rozumiem, jak sie do tego ma indywidualizm. Wiara we wlasne mozliwosci
    konczy sie czasem, szczegolnie w obliczu powaznej choroby (a taka jest "a") i
    to dobrze, ze szuka sie czyjejs pomocy, Czlowiek nie da rady sam rozwiazac
    _wszystkiego_, co mu sie w zyciu przytrafia, prawda?
    Co do autoanalizy, to tez pozwole sobie nie zgodzic sie, bo swiadome
    poszukiwanie pomocy chyba swiadczy o tym, ze sie jej potrafi dokonywac.

    > podstawowych rzeczy, jak choćby koniec uczucia, wypalenie namiętności,
    > niezdolność do wzajemnego rozumienia - rzeczy najzupełniej normalne i stare
    > jak świat.

    Koniec uczucia i wypalenie namietnosci zdarzaja sie czesto, ale nie oznacza to
    rozpadu zwiazku, jesli jest wzajemne zrozumienie i DOBRA WOLA bycia razem. Nie
    od dzis wiadomo, ze milosc to nie tylko goraca namietnosc, prawda?

    Tylko nie rozumiem, dlaczego podnosisz to jako zarzut?

    > Problem Parolki. Czego się naprawdę boi? Czy jest niezależna finansowo,
    > intelektualnie, uczuciowo od męża? Czy w ogóle jest zdolna do samodzielnego
    > życia? Z tego, co pisze, bije w oczy życiowa niezaradność.

    BEZRADNOSC wobec nowego, groznego problemu - tak (dlatego szukam pomocy).

    NIEZARADNOSC nie ma z tym nic wspolnego. Poniewaz wywolalas mnie do odpowiedzi,
    to napisze, ze mam dyplomy, zarabiam 3x wiecej od swojego meza i niemal sama
    zajmuje sie wszystkimi sprawami domowymi z opieka nad dzieckiem wlacznie.
    Gdybym rozstala sie z mezem, to on by mial trudniej, a nie ja.

    Czy to, ze ktos mi jest bliski, nie chce sie z nim rozstac i martwie sie, zeby
    nie popadl w alkoholizm - czy to jest Twoim zdaniem objaw niezaradnosci??

    > Nie gniewaj sie, Parolko, że tak Cię odbieram, ale jeśli się nie mylę, to
    > istotnie ratunkiem dla Ciebie jest szukanie pomocy w grupie terapeutycznej.
    > Wiele się jeszcze musisz nauczyć, a im szybciej, tym lepiej. Winko mężapana
    > jest tu bez znaczenia.

    Rozumiem, ze powyzsza rada wynika z Twojego przekonania o mojej niezaradnosci -
    nie znamy sie, wiec latwo dawac rady tego typu. Na uczenie sie jestem zawsze
    otwarta, szczegolnie jesli dotyczy problemow zyciowych, ktorych nie da sie
    studiowac teoretycznie. Dlatego tak cenne sa dla mnie doswiadczenia osob, ktore
    dziela sie tu swoimi przemysleniami.

    > Takie są moje refleksje, bez obrazy.

    Obrazy nie ma - z pewnoscia masz dobre intencje. Moze sama znasz blizej
    problem "a" - chetnie poslucham.

    pozdrawiam,
    -p.
  • e4ska 27.01.06, 12:25
    Pisałam wcześniej, że jestem alkoholiczką. Gdyby nie moja praca i moje
    macierzyńskie obowiązki, piłabym już po tamtej stronie.

    "mam dyplomy, zarabiam 3x wiecej od swojego meza i niemal sama
    zajmuje sie wszystkimi sprawami domowymi z opieka nad dzieckiem wlacznie.
    Gdybym rozstala sie z mezem, to on by mial trudniej, a nie ja".

    Oj, Parolko, czy to "SAMA ZAJMUJE SIE" to powód do dumy?
    Czym zajmuje się w domu genialny-pan-winko-co-wieczór?
    Jeśli Ty bierzesz za duzo, jeśli wyręczasz, to znaczy: jesteś niezaradna. Z
    małym "niemal".

    "Czlowiek nie da rady sam rozwiazac
    > _wszystkiego_, co mu sie w zyciu przytrafia, prawda?"
    Bo ja wiem? Są takie problemy, ktorych nie rozwiąże się nawet w gromadzie
    specjalistów terapii uzależnień. Gdyby ktoś umiał rozwiązać nasze problemy,
    alkoholizm nie byłby chorobą śmiertelną.

    W ogóle nie byłoby zadnych psychiatryków, recydywy itd, :o

    "Koniec uczucia i wypalenie namietnosci zdarzaja sie czesto, ale nie oznacza to
    > rozpadu zwiazku, jesli jest wzajemne zrozumienie i DOBRA WOLA bycia razem. Nie
    > od dzis wiadomo, ze milosc to nie tylko goraca namietnosc, prawda?"
    Ale pierwszy post świadczy, że jednak namiętność to jest to...
    Wzajemne zrozumienie. Czyzby sie pojawiło w Twoim zwiazku?
    DOBRA WOLA. Do czego? Nie wierzę w dobrą wolę. Wierzę w konieczność. W przymus i
    mus. W "musowo" jesteśmy razem.

    Czemu się więc miotasz, zastanawiasz nad alanon, powinnas dobrze wiedzieć, co
    Twoja dobra wola podpowiada.

    Znam pewne stare dobre małżeństwo, ktorego treść istnienia opiera się na
    wspólnej walce z alkoholizmem mężowskim, on, oczywiście, bardzo dobry i
    wartościowy człowiek, ona, oczywiscie, anioł dobroci, dbająca o niego, pomaga mu
    wytrwać w trzeźwości.

    To zostało z dawnego uczucia, namiętnych achówochów, z pazernych na emeryckie
    grosze dzieci. Nie tylko zostało. Zastąpiło.

    Ale czasem budzi się w człowieku jakaś niepospolita tęsknota za szczęściem, za
    czymś bardziej autentycznym.
    Moze TO się zdarzyło Tobie?
  • wielkopolanka3 27.01.06, 11:15
    e4ska napisała:

    > Zgadzam się. Jest jeszcze inny problem: ten przykład wskazuje, że ludzie
    > kompletnie sobie nie radzą ze swoimi osobistymi, w tym rodzinnymi problemami.
    > Ochota, z jaką gotowi są zanosić najróżniejsze kłopoty i zmartwienia do
    > psychologow i terapeutów, uczestniczyć w rozmaitych grupach wsparcia itd.
    > świadczy, że mamy do czynienia z poważnym kryzysem cywilizacyjnym.
    Droga esko, problem alkoholizmu jest stary, jak świat, a przynajmniej niektórzy
    ludzie zapadają na chorobą alkoholową od czasu, gdy zaczęli używać takiej
    substancji jak alkohol. Już na przykłąd św. Augustyn pisał o chorobie
    alkoholizmu we swoich wyznaniach (ten problem miała jego matka).

    >bije w oczy życiowa niezaradność.

    U Parolki? To, że szuka pomocy, odpowiedzi na pytania? To raczej zaradność. I
    dobrze, że tak wcześnie, a nie kiedy choroba alkoholowa trwałaby 30-40 lat.

    > Winko mężapana jest tu bez znaczenia.

    Obawiam sie, ze nie jest.
    Pozdrawiam
  • e4ska 27.01.06, 12:40
    Wielkopolanko, cieszę się, że zwróciłaś uwagę na problem szanownej mamusi, która
    bardzo lubiła chadzać do piwniczki.

    Zastanawiałam się kiedyś, czy noce mediolańskie nie zdarzają się wyłącznie DDA
    czy innym dysfunktom z domu:)

    Jak blisko od alkoholizmu do dewocji widać nie tylko z lektury rozmaitych
    Confessiones;)
  • wielkopolanka3 27.01.06, 13:04

    > Jak blisko od alkoholizmu do dewocji widać nie tylko z lektury rozmaitych
    > Confessiones;)

    Cóż osobiście mnie nie drażni, czy ktoś trzeżwieje, wpadając w dewocję przy
    okazji tego trzeżwienia - to nie moja sprawa, jednak daję każdemu prawo do
    trzeżwienia w jego sposób. Jeżeli ktoś potrzebuje oparcia w Bogu (a wielu jak
    zauważyłam tego szuka) - to jest ich wyłącznie sprawa - nie mnie oceniać.
    Ważne, że trzeżwieje.
    P.S. Osobiście uważam, że określenie "dysfunkt" może być potraktowane
    obrażliwie. e4ska, czy Ty masz dzieci?

  • e4ska 27.01.06, 13:32
    Ja jestem dysfunktem. DDD. Mnie takie określenie nie obraża. Jest śmiesznie
    pomyśleć o Augustynie "dysfunkt".

    Zastępowanie alkoholizmu dewocją drażni mnie. Dewocja, podobnie jak alkoholizm,
    usprawiedliwia rozmaite świństwa i świństewka, takie jak np. zmuszanie syna, aby
    porzucił kobietę i własne dziecko.
    Fanatyzm w rodzinie jest dysfunkcją. Szkoda mi dzieci wychowywanych w takich
    warunkach. Uważam, że czasami mają gorzej niż DDA, bo trudniej z leczeniem, a
    poza tym większość społeczenstwa nie widzi problemu, gdy ktoś jest wychowywany
    przez fanatyków.
    Mam syna. Zdążyłam go wychować, zanim wpadłam w uzależnienie. Rozmawiałam i
    rozmawiam z nim na temat predyspozycji do uzależnień. Syn pije symbolicznie. Nie
    widziałam go pijanego, nawet podchmielonego. Nie pali. Takie środowisko. Ale
    może mieć inne problemy, zwłaszcza gdy miała problemy jego matka i ojciec. Zdaję
    sobie z tego sprawę. On też musi być "dysfunktem" - takie są prawa dziedziczenia
    i wychowania.
    Pozdrawiam
  • wielkopolanka3 27.01.06, 14:12
    e4ska napisała:

    > Ja jestem dysfunktem. DDD. Mnie takie określenie nie obraża.

    Ok. Zwracam honor. - ja też DDD - obecnie współuzalezniona. Z kwestią fanatyzmu
    w rodzinie niestety też mam problem, chociaż od niedawna. Ojciec despota (na
    całe szczęście dla mnie) fanatykiem stał sie dopiero od niedawna, po kilku
    swoich chorobach i długotrwałym pobycie w szpitalu, a ja już dawno z nim nie
    mieszkam, ale mogę zrozumieć Twoje rozdrażnienie. Jednak wychodzenie ze
    współuzależnienia też pozwala na odpowiednie ustawienia "własnych" granic,
    których nie pozwolę przekroczyć. Jeżeliby mój trzeżwiejący alko miałby popaść w
    dewocję (a raczej nie spodziewam się - nie jest katolikiem), to wiem, że moje
    jest moje, jego jest jego.

    A trochę off topic: Eros był DDA (tak przynajmniej wynika z Uczty Platona,też
    dysfunkt;)


    > Zastępowanie alkoholizmu dewocją drażni mnie. Dewocja, podobnie jak
    alkoholizm,
    > usprawiedliwia rozmaite świństwa i świństewka, takie jak np. zmuszanie syna,
    ab
    > y
    > porzucił kobietę i własne dziecko.
    > Fanatyzm w rodzinie jest dysfunkcją. Szkoda mi dzieci wychowywanych w takich
    > warunkach. Uważam, że czasami mają gorzej niż DDA, bo trudniej z leczeniem, a
    > poza tym większość społeczenstwa nie widzi problemu, gdy ktoś jest wychowywany
    > przez fanatyków.
    > Mam syna. Zdążyłam go wychować, zanim wpadłam w uzależnienie. Rozmawiałam i
    > rozmawiam z nim na temat predyspozycji do uzależnień. Syn pije symbolicznie.
    Ni
    > e
    > widziałam go pijanego, nawet podchmielonego. Nie pali. Takie środowisko. Ale
    > może mieć inne problemy, zwłaszcza gdy miała problemy jego matka i ojciec.
    Zdaj
    > ę
    > sobie z tego sprawę. On też musi być "dysfunktem" - takie są prawa
    dziedziczeni
    > a
    > i wychowania.
    > Pozdrawiam
  • wielkopolanka3 27.01.06, 14:14
    sorki, troche mi sie więcej zacytowało. Pozdrawiam
  • e4ska 27.01.06, 14:58
    i w temacie:
    Myślałam sobie kiedyś, czy Sokrates, oczywiście, oczywiście, nie lubił pijaków,
    sam pił w sposób kontrolowany:) czy on jednak z ta swoją inteligencją nie był
    trochę... nie tak?
    Wobec tego Ksantypa była współuzależniona. To wiele tłumaczy, tę złość rzekomą i
    brak małżeńskiego porozumienia. Kilkaset lat wcześniej przed Augustynem.
    Pozdrawiam.

  • rauchen 27.01.06, 17:39
    czy ty eska czasem nie zaczynasz odchodzic od zmyslow?
  • janulodz 27.01.06, 19:16
    Ten przedmiot jeżeli dobrze pamiętam nazywał się "Propedeutyka filozofii".
    A tak nawiązując do tej dyskusji odnoszę wrażenie, że chodzi o udowodnienie, że moja racja jest "mojsza" od "twojszej"
  • parolka 27.01.06, 19:27
    taka mam niesmiala prosbe - moze wrocmy do glownego tematu tego watku, bo chyba
    nie wyczerpalismy jeszcze tematu?

    -parolka
  • jerzy30 27.01.06, 19:58
    parolka - idź na grupę i nie pękaj [jak ci radzi terapeuta] - oni nie szkodza -
    jak Ci ten nie pasuje to zmien [jak czujesz potrzebe zmiany] - jak Twój mąż nie
    pije 3 dzien to być może załapał ze coś jest nie tak [ i być może wszystko jest
    porzadku - ale dla pewnosci chodz do poradni - lepiej to rozwiazac w zarodku -
    a ponadto terapia pomaga na inne rzeczy i sytuacje absolutnie nie zwiazane z
    alkoholem. Alkoholicy i osoby współuależnione mają o tyle komfortową sutuacje
    [jak sie lecza] że mogą dzieki terapii rozwijac swoje zycie, doskonalic i to
    praktycznie za darmo. Malo kto ma takie mozliwosci. Mnie terapia [poza
    rozwiazaniem problemow z alkoholem dala setki innych rzeczy - racjonalne
    myslenie, odwage w rozwiazywaniu spraw trudnych, dystansowanie sie od
    nieprzyjemnych sytuacji, odwage do podrozy po swiecie, spokojne rozwiazywanie
    trudnych problemow. Ale to wynik 15lat.
    Pozdrawiam. Nie pękaj.
  • e4ska 27.01.06, 21:39
    Hej, Janu, to się nazywa czytanie:) Na pewno nie propedeutyka. Chyba że
    propedeutyka wiedzy o alkoholizmie oraz innych uzależnieniach.

    Czy można siebie zrozumieć, patrząc z jednej tylko perspektywy, tu i teraz? Czy
    w związkach alkoholika o wszystkim decyduje "pić albo nie pić"? Czy alkohol
    ostruguje czlowieka z wszelkich innych kłopotów?

    Parolko, wybacz, ale jeśli umieszczasz swój problem na forum,a ja mam akurat
    czas i jestem zainteresowana, to musisz się liczyć, że napiszę coś nie po Twojej
    myśli. Nie jesteś do końca pewna, czy Twój mąż ma problem z alkoholem. Nie
    wiesz, czy powinnaś korzystać z terapii oraz uczestniczyć w spotkaniach jakiejś
    grupy. Ja widzę Twoje rozterki w nieco inny sposób niż osoby, które
    zaakceptowały terapię. "Chciałabym, a boję się..." - masz przecież konkretne
    podpowiedzi zachęcające do jedynej skutecznej metody, która czyni cuda.

    Tak mi się jednak zdaje, że w grupie prędzej usłyszysz słowa dezaprobaty wobec
    Twej postawy uległości wobec intelektualisty z winem niż zachwyty nad jego
    wyjatkowością, ale nie chcę być złą proroczką:) Ale to sama musisz sprawdzić.

    Gorzej jeszcze, że mi się nie podobają słowa "za darmo". Kiedy bywałam na
    terapeutycznych pogawędkach, bardzo mi dokuczała świadomość, że ludzie za to
    płacą. Owszem, należało mi się, bo z samej akcyzy państwo miało przez długie
    lata niezłe obrywki. Mimo to jakoś mi było z tym ciężko i źle. Za to grupy
    Al-Anon chyba nie obciążają budżetu państwa i wolno je polecać z czystym sumieniem.

    Życzę, Parolko, żeby się wszystko unormowało i żeby żadna pomoc nie była
    potrzebna ani Tobie, ani Twojemu mężowi, ale póki co, sama zdecyduj, co dla
    ciebie najlepsze.
  • rauchen 27.01.06, 22:08
    czy nie lepiej bedzie esko,
    opisac proces, tak od poczatku
    jakim cudem tobie i twojemu mezowi
    udalo sie stac alkoholikami,
    niz teraz pouczac kogos innego,
    nie wiem z jakich pobudek - zwyklego zalu ze bylo sie slepym gdy wszystko sie
    zaczynalo? Moze wniesie to wiecej do tego czego moze paolka sie obawiac w swoim
    przypadku, niz twoje przerosniete wynurzenia?
    parolka odwala kawal swietnej roboty - ladnie to opisal paulus gdzies wyzej -
    bo zaczela robic to, co ogromnej ilosci innym partnerom alkoholikow przez cale
    ich zycie przez glowe nie przejdzie zeby zrobic.
    Czy to tak trudno twojemu przerosnietemu JA zrozumiec?
    Tak wiele tu napisalas o Dewocji, ale czy nie pomyslalas o tym ze taka sama
    dewocja, o ile nie gorsza zaczelas chyba byc ogranieta ty, tyle ze w stosunku
    do siebie samej?
    To Twoje Ja, z ktorym rozmawiasz wieczorami chyba cie oszukuje, bo jakim cudem
    najpierw udalo mu sie doprowadzic ciebie do akoholizmu, zeby teraz tak
    wspanialomyslnie cie uleczyc???????
  • e4ska 27.01.06, 23:08
    Nie pouczam, Rauchen, rozmawiam, a właściwie zastanawiam się, inaczej - szukam.
    Poszukujący alkoholik, który próbuje odnaleźć się w cudzej, tj. Parolki skórze,
    wielki zaiste skandal i obraza. Wynaturzone ego na własny rachunek sumienia z
    dala od sił wyższych i niższych.
    W mojej najbliższej rodzinie nie ma alkoholików, toteż czuję się wybranką losu.
    Tak, Rauchen, wyobraź sobie, że to moje JA kochało impresssski, moje JA kochało
    słodki stan upojenia, wreszcie moje JA przejrzało na oczy i moje JA wybrało
    trzeźwość, za co je lubię i szanuję, chociaż mu nie ufam zanadto, bo to zaledwie
    dziewięć miesięcy, jak się moje JA ustatkowało.

    Tego, że zostałam alkoholiczką, nie zawdzięczam żadnej allessile, dorobiłam się
    choroby "tymi ręcami", więc interesuję się tematem i chciałabym wiedzieć, czy
    istnieją jakieś ogólne prawa dla tego zjawiska poza terrorautycznym podejściem i
    pokorą, która w moich oczach jest tylko inną nazwą dla manii wielkości.
  • rauchen 28.01.06, 00:01
    specjalnie dla ciebie zalozylam odrebny watek,
    bo faktycznie troche odbiegasz od tematu,
    jesli twoim zalozeniem jest znalezienie alternatywnego wyjscia
    a nie odpowiedz na pytanie w jaki sposob pomoc osobie wspoluzaleznionej.

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=35772397
  • jerzy30 28.01.06, 16:21
    jestem alkoholikiem i jestem zatem wybrańce losu. Siła Wyższa potrafiła do mnie
    dotrzeć i dać mi wsparcie, dzieki czempu przestałem chlać. Tak jestem
    alkoholikiem i będe nim do końca życia i nawet bdyby powstało cudowne lekarstwo
    wyleczające całkowicie z alkoholizmu to bym z niego nie skorzystał. Alkoholizm
    to choroba co pozwala wygodnie żyć, nie wymaga operacji, tabletek, przeszczepów
    itp. są choroby groźniejsze i śmiertelne jak chociażby rak czy AIDS. W
    alkoholiźmie [też śmiertelnym] wystarczy nie pić i chodzić na mityngi AA i od
    czasu do czasu skorzystać z jakiejś terapii. Panu Bogu i "moim recom" dziekuje
    że nim zostałem i wcale nie jestem tym przerażony bo dzięki AA i terapeutom i
    grupom wsparcia odmieniam swoje życie. Ale to potrafi zrozumieć jedynie ten co
    tej Sile Wyższej zawierzył swoje życie i co uczęszcza na spotkania - i wcale
    nie jest to dewotyzm [grupy AA - chociaż jest tam 12 kroków i Modlitwa o Pogodę
    Ducha] - bo dewotyzmem jest jedynie przesiadywanie w kościelnej kruchcie i
    nieustające modły. Dla wielu ludzi alkoholik to takie padło, potwór i śmieć nie
    warty nawet kopnięcia. A to przecież człowiek jak każdy inny.
  • parolka 28.01.06, 22:05
    Witam wszystkich i dziekuje za uwagi.

    e4ska napisała:
    > Parolko, wybacz, ale jeśli umieszczasz swój problem na forum,a ja mam akurat
    > czas i jestem zainteresowana, to musisz się liczyć, że napiszę coś nie po
    > Twojej myśli.

    Alez ja nie oczekuje niczego po mojej czy nie po mojej mysli, chcilabym tylko lepiej poznac problem i rozne jego aspekty, bo niedawno zaczelam sprawe badac, a juz widze, ze jest niezwykle skomplikowana. Dlatego kazdy post 'na temat' przybliza mnie (i innych zapewne tez) do zglebienia problemu, a posty 'obok tematu' po prostu nie pelnia tej roli. To wszystko.

    > Nie jesteś do końca pewna, czy Twój mąż ma problem z alkoholem. Nie
    > wiesz, czy powinnaś korzystać z terapii oraz uczestniczyć w spotkaniach
    > jakiejś grupy. Ja widzę Twoje rozterki w nieco inny sposób niż osoby, które
    > zaakceptowały terapię. "Chciałabym, a boję się..." - masz przecież konkretne
    > podpowiedzi zachęcające do jedynej skutecznej metody, która czyni cuda.

    Trafnie odbierasz moje rozterki, ale czy z ironii ukrytej miedzy wierszami mam rozumiec, ze terapia nie jest - Twoim zdaniem - dobra droga do celu?

    > Tak mi się jednak zdaje, że w grupie prędzej usłyszysz słowa dezaprobaty wobec
    > Twej postawy uległości wobec intelektualisty z winem niż zachwyty nad jego
    > wyjatkowością, ale nie chcę być złą proroczką:) Ale to sama musisz sprawdzić.

    Sprawdze - zaczynam grupe juz za tydzien z malym kawalkiem. Slowa dezaprobaty bywaja potrzebne, jesli w slusznej sprawie - na takie jestem otwarta. Sama sie podejrzewam o zbytnia uleglosc, wiec jestem ciekawa, co powiedza inni (a raczej INNE - na grupach wsparcia sa chyba same kobiety??)

    > Życzę, Parolko, żeby się wszystko unormowało i żeby żadna pomoc nie była
    > potrzebna ani Tobie, ani Twojemu mężowi, ale póki co, sama zdecyduj, co dla
    > ciebie najlepsze.

    Dziekuje, bardzo bym chciala. Niestety, po 3 dniach moj maz znowu samotnie wypil cala butelke (dla relaksupo ciezkim tygodniu), a co bedzie dzis - jeszcze nie wiem.

    Na razie ze mna nie rozmawia i zabronil mi zaczynac rozmow na "nieprzyjemne tematy". Odczekuje wiec i probuje rozmawiac o przyjemnych albo neutralnych sprawach, ale nie bardzo w ogole chce rozmawiac. Chyba boi sie, ze "zaraz zaczne"...

    dzieki Wszystkim za zyczliwosc.

    (Czekam tez na Wasze opinie, jak czesto wspoluzaleznionymi, lecz niepijacymi bywaja faceci - czy to sie w ogole zdarza?)

    -p.
  • jerzy30 28.01.06, 23:15
    tak parolko - sa faceci współuzależnieni - ale to bardzo rzadkie przypadki
    [facet jak mu zona, kobita pije za ostro to odchodzi albo pic zaczyna] - przez
    15 lat kontaktow z AA i terapia poznalem byc moze trzech wspóluzależnionych -
    jeden z nich mój kolega [zamiast odejść od pijacej nadmiernie zony] sam zaczal
    pić i terach sa uzaleznieni razem. Współuzależnieni faceci to przypadki bardzo
    trudne - tak twierdzi moa żona - podobno uzależnieniowe picie żony "obcina"
    facetowi jaja [tak to sie okresla[
    Pozdrawiam wieczorową porą.
    A że Twój mąż zaczął pic to Ty jednak chodź na te terapie. Wiem że to łatwo
    powiedzieć "chodź" trudniej zrobić. Mówię to bo ja sam stracilem 6 lat
    zamim "poszedłem" i teraz jak neofita i nawiedzony powtarzam to innym "Idź" [a
    w nawiasie bo szkoda Twojego czasu, zdrowia, życia]
  • wielkopolanka3 29.01.06, 00:23
    parolka napisała:

    > - zaczynam grupe juz za tydzien z malym kawalkiem.

    gratuluję - to kroczek do przodu


    > na grupach wsparcia sa chyba same kobiety??)

    u mnie jest 2 panów:)


    > Na razie ze mna nie rozmawia i zabronil mi zaczynac rozmow na "nieprzyjemne
    tem
    > aty".

    traci komfort picia

    > jak czesto wspoluzaleznionymi, lecz niepijacymi by
    > waja faceci - czy to sie w ogole zdarza?)

    jak widzisz zdarza się, chociaż faktycznie częściej mężczyźni odchodzą od
    swoich pijących partnerek, no chyba, że też piją:( Osobiście na razie spotkałam
    już 4 panów, którzy robią coś w tej sprawie tzn., swojego współuzależnienienia.
    Cenię ich wypowiedzi, gdyż często są bardziej "trzeźwe" niż współuzależnionych
    kobiet. Po prostu jako kobiety chyba jeszcze mocniej wpadamy w
    pułapkę "zakręcenia się" wokół butelki naszego partnera.
    Pozdrawiam ciepło
  • magdacan 29.01.06, 05:51
    Czy bywaja wspoluzaleznieni faceci? Oczywiscie! Maz mojej przyjaciolki do
    takich nalezy. Zyje z alkoholiczka jakies 12 lat i do tej pory nie ma pojecia
    czym jest choroba alkoholowa. Nie wyrzucil jej z domu ani nie zaczal pic razem
    z nia. Pracuje, dobrze zarabia i utrzymuje caly dom bo u niej z praca roznie.
    Pije jak wszyscy niealkoholicy czasami na imprezie. Gdybym mu powiedziala, ze
    jest wspoluzalezniony to by chyba umarl z oburzenia. Jak ona zapije to sie
    zlosci, tnie jej karty kredytowe, zabiera klucze do samochodu, chowa
    alkohol.Ale jak go kiedys spytalam czy pila w niedziele (wiedzialam, ze tak) to
    sklamal, ze nie. Jak przestanie wszystko wraca do normy, milosc kwitnie. I tak
    w kolko. A moja super inteligentna przyjaciolka, parolko tez nie chce wiedziac
    co robila po alkoholu ani jak zapije nie chce na ten temat rozmawiac. Zatyka
    uszy i koniec. Malo tego jak kiedys chcialam z nia o tym porozmawiac to zaczela
    plakac i mi powiedziala, ze sie nad nia znecam.
    --
    Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
  • e4ska 30.01.06, 23:17
    Zapytałaś, Parolko: "czy z ironii ukrytej miedzy wierszami mam rozumiec, ze
    terapia nie jest - Twoim zdaniem - dobra droga do celu?"
    Czy nie wolałabyś dojść do celu bez terapii? Ja bym wolała, ale podobno jest to
    niemożliwe...(?)
    Natomiast idea alanon to zupełnie inna sprawa. Widzisz, przypomniały mi się
    zasłyszane w dzieciństwie rozmowy starych ludzi. O małżeństwach. Największa
    zaleta męża: "Żeby nie pił". Nie tam, żeby urodny albo robotny, po prostu "żeby
    nie pił", bo "jak pije, to bije". Picie i bicie mężowskie traktowano jak cechę
    charakteru, atrybut nieusuwalny danego człowieka. Znosić je trzeba było i koniec.
    Jeszcze moj ojciec dziwował się żoninym grymasom, bo on przecież ani nie pił,
    ani nie palił. Z tego powodu matka moja powinna być szczęśliwa. Do tego jeszcze
    ojciec mój był wykształcony. Na stanowisku. Ponieważ nie pił i nie palił, jego
    ojcowstwo również powinno być idealne, czyż nie? Niepijący psychopata stawiał
    się ponad alkoholiczną hołotę, która, żeby bić, musi się napić. On nie musiał.

    Alanon nie toleruje przemocy. Pijanej, ale chyba też wszelkiej. Dlatego, jeśli
    czujesz się zagubiona, szukaj wsparcia. Nie wiem, Parolko, jaki masz charakter i
    czy jest ktoś bliski, kto mógłby Co pomóc, podtrzymać na duchu. Lepiej wejść w
    grupę niż zostać sam na sam z problemem.

    Następne wino to bardzo zły znak, bo przecież rozmawiałaś. Ciekawe, kiedy
    wytrawne zamieni się na słodkie, bo w słodkim jest więcej procentów... I można
    bezkarniej dolać jakąś setkę, jako że zapach mocniejszy. A swoją depresją też
    mógłby Cię nie zamęczać. Nie jesteś błaznem ani zabawką.

    Ciekawe, jak sobie ułożysz swoją historię, Parolko, chciałabym, aby biegła tak,
    jak tego pragniesz.
    Pozdrawiam

  • rauchen 31.01.06, 09:08
    Moze i alanoni nie toleruja przemocy, ale z drugiej strony nie kazdy alkoholik
    jest od razu agresywny. Co wiecej, czesto zdarza sie ze agresorem w takim
    zwiazku nie jest sam alkoholik, tylko wspoluzalezniony partner.

    Co wiecej, sa teorie ze alkoholizm jest "dziedziczny", ale w ten sam sposob
    alanon jest dziedziczny. Najprostszy schemat dziedziczenia tej patologii jest
    taki, ze jesli ojciec byl czynnym alkoholikiem, to dzieci sa alanon, i w ich
    rodzinie nie bedzie alkoholu, co wcale nie znaczy ze nie przeniosa swojego
    wspoluzaleznienia na swoje dzieci, ktore z kolei nie znajac alkoholizmu w
    swojej rodzinie (dziadek, babcia moga byc gdzies w oddali), sami stana sie
    alkoholikami-wspoluzaleznionymi, i dalej przeniosa wspoluzaleznienie na dzieci,
    ktore moga zostac alkoholikami. I tak dalej, i tak dalej.
    Dlatego istotne jest zeby to swoje wspoluzaleznienie(alkoholizm) w pewnym
    momencie przerwac, bo bedzie sie je przenosilo dalej.
    I o ile w alkoholizmie widoczne sa golym okiem patologiczne picie, to
    wspoluzaleznienia nie widac tak dobrze.Bo skoro ktos nie pije, to znaczy ze
    wszystko z nim gra, i dopiero przygladajac sie bardzo uwaznie na sytuacje w
    owej osoby rodzinie daje sie zauwazyc, ze jednak cos nie gra, bo nie jest to
    zadna zdrowa rodzina.
    Na wlasnym przykladzie widze, ze czasami niestety wspoluzaleznienie moze byc
    gorsze niz sam alkoholizm. Moj ojciec jest alkoholikiem, ale kiedy ja sie
    urodzilam, jego naprawde czynny alkoholizm gdzies minal, nadal byl
    alkoholikiem, pil, ale po prostu juz mu nie wchodzil alkohol tak bardzo jak
    ponoc wczesniej, matka dzieki temu wspoluzalezniona, z przerosnietym Ja, z tymi
    jej dziwnymi zasadami opierajacymi sie na 4 tylko i wylacznie funkcjach
    zyciowych czlowieka: jesc, spac, praca/szkola i kosciol. To wszystko.
    A potem nie wiadomo czemu powracajaca nienawisc nie do ojca alkoholika, tylko
    do matki i pytanie dlaczego do niej, a nie do tworcy patologii czyli ojca
    alkoholika????
    A to wydaje sie byc zupelnie proste: alkoholizm ojca byl widoczny i mial imie,
    (choc ja naprawde jego bardzo czynnego alkoholizmu juz nie doswiadczylam),
    wspoluzaleznienie matki bylo niewidoczne i tym bardziej krzywdzilo, bo nawet
    nie mialo nazwy.
    Zreszta potwierdza sie to co gdzies przytaczalam na temat terapii, co twierdza
    psychiatrzy z obserwacji, ze do "ozdrowienia" wspoluzaleznionemu potrzeba
    dobrze dwukrotnie tyle czasu ile alkoholikowi.


  • renebenay 30.01.06, 10:17
    Czerwone wino, od 30 lat pijemy oboje z zona i wcale nie jestesmy
    alkoholikami.Ja wypijam okolo 0,5 l do obiadu a zona 1-2 lampki a w lato pijemy
    rowniez i piwo.Czesto mi sie zdarza ze,przy obiedzie sam wypije cala flaszke
    (0,75) bo trudno nie pic przy bardzo dobrym jedzeniu.Ostrych alkoholi nie
    ruszam bo np.wodke nie lubie bo mnie odrzuca.Inna rzecz ze,u nas duzo uzywamy
    bialego wina do gotowania np.do ryb czy drobiu.Wg.francuskich lekarzy 0,5 l
    wina dla mezszczyzny i 0,30l dla kobiety na dzien jest w normie rozsadku i jest
    dobre dla zdrowia ale z kolei przestrzegaja przed tyciem.Skosztuj je od czasu
    do czasu z Twoim mezem a zobaczysz ze,diabel nie jest taki grozny.
  • rauchen 30.01.06, 11:52
    czy zauwazyles ze to jest forum Uzaleznienia?
    Alkoholizm jest choroba, pewna forma alergii na alkohol, z fizyczna tego
    reakcja na alkohol.
    Czy w ten sam sposob na forum Alergie rekalmowalbys jajka, jakie sa zdrowe i
    ile zawieraja cennych skladnikow, gdyby ktos zadal pytanie, ze obserwuje
    niepokojace objawy po ich spozyciu?
    Nie wiem jacy francuscy lekarze polecaja taka ilosc wina jaka ty podajesz,
    ale obawiam sie ze znajda sie tez "francuscy lekarze", ktorzy nawet picie
    jednego piwa dziennie, tyle ze codziennie potrafia zakwalifikowac pod
    alkoholizm, choc pewnie niejeden alkoholik sceptycznie na to spojrzy.
    Alkoholizm jest choroba dla wybrancow, to nie jest tak ze kazdy kto pije
    alkohol stanie sie alkoholikiem, tyle ze zeby stac alkoholikiem trzeba pic
    alkohol.

  • jerzy30 30.01.06, 15:33
    dzieki "francuskim lekarzom" polecajacym obalanie flaszki wina dziennie o
    stezeniu kwasu ok 30 % i zawartosci alkoholu ok 3 % polowa Francuzow ma
    marskość wątroby. A picie można usprawiedliwiać w wiele sposobów - najlepszy
    jest ten "na lekarza"
  • parolka 30.01.06, 22:46
    A propos zdrowotnosci, bo widze, ze ten temat sie rozwinal:

    moj maz tez wciaz mowi o tym, jaki dobry wplyw czerwone wino ma na serce
    (polifenole, zdaje sie sa tym dobroczynnym elementem). Mowi tak juz od kilku
    lat, ale ostatnio pije naprawde wiecej.

    Mam wrazenie, ze granica miedzy piciem "zdrowotnym" a rozpoczeciem sie choroby
    jest bardzo cienka i moze w ogole zostac niezauwazona. Bo przeciez wino
    pite "dla zdrowia" moze sie po prostu spodobac z innych wzgledow. I potem moze
    byc juz bardzo niebezpiecznie....

    -parolka
  • magdacan 31.01.06, 05:59
    moja przyjaciolka zaczela pic bo chciala sie odchudzic (ma na tym punkcie
    fiola) a stwierdzila, ze jak napije sie wina po powrocie z pracy to nie chce
    jej sie jesc.teraz pije bo jak twierdzi nie potrafi sie odprezyc bez alkoholu a
    kazdy raz na jakis czas musi troche wyluzowac. Kiedys z kolei twierdzila, ze
    lekarz jej powiedzial (!), ze ona musi pic bo jej konstrukcja psychiczna jest
    tak krucha, ze nie wytrzymalaby w rzeczywistym swiecie.
    --
    Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
  • kylly 30.01.06, 18:41
    hmmmm ja bym powiedział że "dla zdrowotności" też jest niezłe :)))
  • jerzy30 30.01.06, 22:00
    kylly :))))))))))))))))))))))
    Kto pije i pali to nie ma robali!!!!!!!!!!!!!!!!
  • mika9930 05.02.06, 19:28
    jerzy30 napisał:

    > kylly :))))))))))))))))))))))
    > Kto pije i pali to nie ma robali!!!!!!!!!!!!!!!!
    Pij wódkę ,jedz śledzie a gó.. ci bedzie!
  • renebenay 31.01.06, 10:22
    Faktycznie sa lekarze we Francji ktorzy sa za abstynencja ale z pobudek czysto
    idealistycznych i dobrze jest ze,sa i tacy.Przy piciu wina nie ma regul,jeden
    pije wieczorem aby sie rozluznic,drugi do smacznego obiadu czy innego posilku a
    znowu inny pije kilka flaszek aby zapomniec klopoty czy rzeczywistosc.Mnie sie
    wydaje ze,troche przesadzasz z tym poczatkujacym alkoholizmem i nie wierze
    ze,mu grozi to.Jezeli jest rozsadnym amatorem i smakoszem win to wie doskonale
    gdzie jest granica ktorej nie wolno przekroczyc.Kiedys w telewizji francuskiej
    byl ten temat omawiany i mianowicie alkoholicy kupoja tanie alkochole aby miec
    pieniadze na nastepna flaszke a ja sobie nie wyobrazam aby Twoj maz to robil bo
    wg. Twoich slow wybiera on jakosc.Piszesz ze,maz stal sie drazliwy i zlosliwy,a
    moze to wlasnie czeste upominanie i przypominanie stwarza ten stan i jeszcze
    bardziej Ciebie przekonuje ze,masz racje.Oczywiscie wino i jak kazdy alkohol
    moze spowodowac marskosc watroby ale z drugiej strony tez nie wolno przesadzac
    bo wina i rozne koktajle mocnych alkoholi sa w duzym stopniu wynikiem panujacej
    mody.W moim przypadku mam przerwe w piciu wina bo chce sie pozbyc 8 kg nadwagi
    i pije aktualnie przy obiedzie tylko wode.U nas na stole mamy zawsze karafke z
    woda i kilka czerwonych jablek a dlatego ze,w przeszlosci mialem wiele razy
    ochote na wino i widzac wode, to sie wlasnie ja napilem.Podobnie jest z
    jablkami i szczerze mowiac zjem ich 3-4 dziennie i to trwa juz od lat.
  • drak62 31.01.06, 10:45
    To czy mąż jest uzależniony może stwiedzić oczywiscie psycholog w poradni
    odwykowej. Osobiście nie znam zadnego alkoholika który zaczynał swoje picie z
    myślą tym ze w przyszłosci zamierza własnie zostać alkoholikiem i degustować
    tanie wina a od czasu do czasu spirytus salicylowy i denaturat.
    Znam natomiast sporo alkoholików którzy nazywali siebie smakoszami i
    degustatorami wytwornych trunków (w tym również wina czerwonego).
  • rauchen 31.01.06, 11:22
    czy mowiac o tym programie w telewizji francuskiej, miales program ktory byl
    cos calkiem niedawno????
    bo slyszalam o czyms taki: w wiekszosci byli tam ponoc producenci win.
    Zapewne nie TANICH win...

    pzdr
  • parolka 31.01.06, 11:30
    Witaj, renebenay. Dzieki za Twoj glos - jest w innym tonie, niz wiekszosc
    wypowiedzi, wiec tym bardziej daje mi do myslenia.

    > Mnie sie
    > wydaje ze,troche przesadzasz z tym poczatkujacym alkoholizmem i nie wierze
    > ze,mu grozi to.

    Nie napisalam, ze "juz wiem", ze moj maz popadl w nalog, ale ze mam obawy i
    watpliwosci. Byc moze przesadzam, ale czasem lepiej byc zbyt ostroznym niz
    potem zalowac, prawda?

    > Jezeli jest rozsadnym amatorem i smakoszem win to wie doskonale
    > gdzie jest granica ktorej nie wolno przekroczyc.

    Czy mozna byc tego pewnym? Jesli sie jest smakoszem, ale do tego ma sie okresy
    depresyjne i stresujaca prace, to czy ta granica nie zaczyna sie przesuwac? Nie
    podwazam, po prostu sie zastanawiam...

    > a ja sobie nie wyobrazam aby Twoj maz to robil bo
    > wg. Twoich slow wybiera on jakosc.

    Owszem, bylo tak, ale ostatnio przeszedl z win kosztujacych 60-80 PLN za
    butelke na takie, ktore kosztuja 25-30 PLN, i nie pije ich bynajmniej do
    eleganckich posilkow, ale do zwyklej kolacji. I to juz jest cos, co mnie
    niepokoi...


    > Piszesz ze,maz stal sie drazliwy i zlosliwy, a
    > moze to wlasnie czeste upominanie i przypominanie stwarza ten stan i jeszcze
    > bardziej Ciebie przekonuje ze,masz racje.

    Wiem, takie cos moze prowadzic do zapetlenia sie. Jesli komus sie cos wmawia,
    to moze sie w koncu zirytowac. Rzecz w tym, ze ja bardzo dlugo w ogole nie
    poruszalam tematu, wspomnialam cos raz, potem odczekalam jakies 2 miesiace,
    potem znowu cos wpomnialam. Raczej na zasadzie "niepokoje sie, zauwazylam, ze
    ostatnio pijesz codziennie". Nie robie awantur ani wyrzutow (nie chce i nie
    umiem). Tu wiec chyba nie ma takiego zapetlenia...

    > w przeszlosci mialem wiele razy
    > ochote na wino i widzac wode, to sie wlasnie ja napilem.

    Skoro jestes w stanie zdecydowac sie na wode w sytuacji takiego wyboru, to
    swietnie. Bardzo bym chciala, zeby moj maz tez tak umial (na razie np. jak
    jestesmy u kogos z wizyta, to zawsze on pije wino, a ja robie za kierowce, moze
    najwyzej raz zrezygnowal z tej mozliwosci).

    Tak wiec watpliwosci nadal pozostaja...

    -parolka
  • mari116 31.01.06, 12:40
    Może to nie jest odpowieź, raczej pytanie, piszecie o symbolach DDD i nie
    pamiętam a....., co to znaczy w prostym języku.
    Pozdrawiam
  • alta22 31.01.06, 13:56
    Skrót DDD oznacza - dezynsekcja,deratyzacja, dezynfekcja.
    Na tym forum oznacza to Dorosłe Dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, natomiast DDA to dorosłe dzieci alkoholików
  • mari116 31.01.06, 14:24
    No dobrze, prosiłam prosto, ale jednak nie rozumiem, może jakiś przykład ?
    Dorosłe dzieci alkoholików (lub jednego) rozumiem, ale co znaczy rodzina
    dysfunkcyjna ?
  • parolka 31.01.06, 15:39
    mari116 napisała:

    > No dobrze, prosiłam prosto, ale jednak nie rozumiem, może jakiś przykład ?
    > Dorosłe dzieci alkoholików (lub jednego) rozumiem, ale co znaczy rodzina
    > dysfunkcyjna ?

    Witaj, dyskusja na tym watku zainspirowala mnie do poszukiwan i znalazlam takie
    dwa linki wyjasniajace, co to jest DDD.

    tutaj (na samym dole strony, trzeba przewinac);

    meet.free.ngo.pl/Alko01.htm
    i jeszcze tutaj:

    psychotekst.com/strona.php?nr=381
    pozdrawiam,
    -parolka
  • mikaszka 31.01.06, 17:27
    renebay
    napisalas

    "Jezeli jest rozsadnym amatorem i smakoszem win to wie doskonale
    gdzie jest granica ktorej nie wolno przekroczyc." - to ILUZJA. Nikt nie wie,
    gdzie jest dla niego ta granica, poki jej nie przekroczy. I nawet po
    przekroczeniu dlugi czas nie ma sie pojecia, ze ta granice sie juz
    przekroczylo. Ryzyko pojawia sie znacznie wczesniej - jesli ktos decyduje sie
    na codzienne popijanie alkoholu, to jest juz wlasnie ten moment, gdy powinno
    zapalic sie czerwone swiatelko - takie dzialanie MOZE prowadzic do
    uzaleznienia. A poniewaz ludzie sa rozni i rozna maja podatnosc na nalogi -
    dlatego jedni uzalezniaja sie w rok, inni w 5 lat, a sa tacy co nigdy. Sek w
    tym, ze tego nie da sie przewidziec.
  • jerzy30 31.01.06, 17:44
    jak ktos wali nawet tylko pół flaszki winka ale codziennie to jest
    najprawdopodbniej juz na tej drodze - tylko o tym nie wie lub wiedziec nie
    chchce - wino to nie woda ani nie tlen [niezbedny do zycia]
  • rauchen 31.01.06, 18:16
    o 0,5l to on zmiejszyl :))))))))
  • renebenay 31.01.06, 19:32
    Faktycznie mialem problemy z nadcisnieniem i zmniejszajac konsumpcje soli,wina
    a takze wiecej ruchu pozbylem sie tego klopotu.Mniej wiecej po 1,5 miesiaca
    cisnienie mi sie ustabilizowalo i zaczalem szukac ,dlaczego je mialem.Najpierw
    pilem wiecej wina i sie okazalo ze, cisnienie tetnicze praktycznie nie uleglo
    zmianie,--wniosek--pozostala sol i brak ruchu.U mnie startuje cisnienie jak
    wypije suche biale wino lub np.wodke a tak to nie mam zadnych problemow.
  • rauchen 31.01.06, 19:42
    ale przeciez napisales wyzej, ze ostrych alkoholi nie ruszasz, a wodka cie
    odrzuca, wiec skad wiesz ze po wodce podnosi ci sie cisnienie?
  • jerzy30 31.01.06, 20:54
    renebenay - jak masz niestabilne cisnienie - to procz odstawienia soli
    [nadmiaru] faktycznie ono wraca na poziom stabilny - sprawdx natomiast czy nie
    masz przypadkiem niedoboru magnezu - to powszechna wada - magnez trzeba
    uzupelniac w tabletkach - objawy niedoboru to trudnosci w zasypianiu, latajace
    wlasnie cisnienie, rozdraznienie, laknienie czekolady [niektorzy ja jedza w
    nadmiarze], magnez jest w winogronach - nie zartuje - sprawdzilem to w dluzszym
    okresie czasu - uzupelniam magnez tabletkami i jedam duzo czekolady
  • renebenay 31.01.06, 21:14
    jerzy30-dziekuje za porade i informacje. Faktycznie mam od czasu do czasu silna
    potrzebe zjedzenia czekolady i wtedy cala tabliczka jest zjedzona.Przed 2 laty
    mialem problemy z kregoslupem i musialem brac morfine a moim glownym posilkiem
    byla czekolada--cos wtym musi byc,a ze w winogronach jest magnez to nie
    wiedzialem.
  • renebenay 31.01.06, 20:57
    Bylem pod koniec listopada w Polsce i " musialem" z moimi dwoma bracmi wypic
    wodke,nie duzo 2-3 kieliszki i potem mialem wysokie cisnienie.Tak glupio sie
    stalo ze,z najstarszym juz pilem ostatni raz bo zmarl 3 tygodnie temu.
  • jerzy30 31.01.06, 21:06
    alkohol podnosi ciśnienie - bo wysyca wode z organizmu a zatem podnosi sie
    stezenie soli we krwi - stad wzrost cisnienia [1 gram alkoholu wysyca 50 gramow
    wody]
    Głupio sie nie stało - zdążyliście sie zobaczyć i pozegnać - współczuję Ci -
    każdy kiedyć przejdzie na drugą stronę.
  • rauchen 31.01.06, 22:36
    przykro mi z powodu twojego brata, no coz...

    co do wodki i cisnienia ktore wzrasta, to napisales w oddzielnym wpisie na
    temat kultury picia we francji, ktora jest inna niz w polsce. To prawda.
    I wodki raczej nie pije tak jak wina, lyczkami, smakujac je, tylko wlewa sie w
    siebie caly kieliszek, ktory odpowiada mniej wiecej 4-rem takich samych
    obietosci wina jesli chodzi o zawartosc samego alkoholu, ktorego raczej
    duszkiem juz nie wypijesz, wiec wydaje mi sie to naturalne ze nawet od razu
    czujesz ze ci skacze cisnienie po wodce. Tyle ze w jednym i w drugim wypadku
    chodzi o ten sam alkohol.

    Dalej, co do innej kultury picia we Francji, to to nie jest jeszcze dowod na to
    ze we Francji nie ma alkoholikow, z tym ze przynajmniej polowa to alkoholicy
    pijacy wlasnie wino. I tu nie widze rozroznienia na picie taniego wina i
    drogiego wina i jego wplyw na alkoholizm,bo alkoholizm nie wybiera ze wzgledu
    na objetosc portfela, tylko ze wzgledu na indywidualne predyspozycje. Lekarze
    tez sa alkoholikami, rowniez i we Francji zapewne.

    Dalej, co do zalecen wzgledem ilosci alkoholu ile mozna wypic dziennie, z tego
    co sprawdzilam, we Francji sa dwa takie zalecenia: jedno jest z ministerstwa
    zdrowia i zaleca nie wiecej anizeli 2 jednostki dziennie dla mezczyzn (czyli ok
    250ml wina), no i drugi jest Narodowej Akademi Medycznej ktora daje faktycznie
    ok 0,6 l wina - tu masz link jesli chcesz sprawdz na samym koncu jest tabelka:

    www.icap.org/portals/0/download/all_pdfs/Polish_content_pdf/ICAP_Reports_Polish/ICAP_Report14_Pol.pdf

    tyle ze to jest gorna granica dzienna, wiec to nie znaczy ze ty mozesz pic
    powyzej, bo to tylko troszeczke powyzej, zwlaszcza ze powowujesz sie na
    zdrowotne wlasciwosci alkoholu (czy tez wina) ze wzgledu na lekarzy.
    Z drugiej strony niejako spojrzalabym na problem z punktu widzenia polaka, bo
    tak czy siak narod narodowi nie rowny.

    I jeszcze co do wyniko badan, w sensie nadcisnienia i gamma w watrobie.
    To tez jest sprawa indywidualna, kiedy i po jakiej ilosci wypitego alkoholu w
    sensie dlugoterminowym zacznie szwankowac watroba i czy straszliwie wzrosnie
    cisnienie.
    Otoz ja robilam kiedys badania po dwutygodniowym ciagu alkoholowym, w ciagu
    ktorego nie patrzy sie na zalecenia lekarzy :)))co do zalecanych dawek, dwa dni
    po odstawieniu alkoholu, wiec organizm i cisnienie lata jak galareta.
    Cisnienie bylo w porzadku - ale to tylko dlatego ze ja normalnie mam
    niedocisnienie, wiec alkohol cisnienie mi podniosl na wlasciwe miejsce.
    Watroba - niewielka odchylka gamma- wskazujaca ze albo bralam kilka dni
    wczesniej jakies leki lub przechodzilam kiedys zoltaczke - przechodzilam w
    dziecinnstwie zoltaczke i to odchylenie to juz moja uroda.
    Pozostale badanie krwi wrecz rewelacyjne.
    Widzisz wiec: ja jestem alkoholiczka i nie wyrzadzilam sobie praktycznie w
    ogranizmie powaznych szkod jako tako. Za krotko widocznie pilam, i mialam to
    szczescie ze dostrzeglam moj problem.
    Ale ja jestem alkoholiczka i bez tego,
    bo moj organizm nie umie poprzestac na jednym piwie czy kieliszku wina,
    dla mnie nie istnieja zalecenia picia alkoholu w granicach "zdrowotnych",
    nawet jesli alkohol podnosi mi cisnienie do normy...
    Dla mnie jedno piwo to za duzo, bo zaraz potem to i beczka to za malo...choc
    nie planowalam zostac alkoholiczka, a wieku 20 lat nie dalam rady pol piwa
    nawet wypic....

    Voila, c'est la vie...

    pzdr





  • renebenay 01.02.06, 00:57
    W kazda sobote ogladam na TV Antenne 2 z Francji program o zdrowiu i kiedys
    wlasnie mowili o alkoholizmie.Wlasnie w tym programie lekarze okreslili
    rozsadna granice konsumpcji wina dla kobiet i mezszczyzn a pozatym twierdzili
    ze, poczatkujacy alkoholicy kupoja jakosciowo drogie wina i pozniej pomalu
    zaczynaja pic tansze aby kupic wiecej.Alkoholicy tez potrafia myslec i liczyc a
    znalem ich wielu w moim zyciu ,np we Francji znalem kilku ktorzy nie doczekali
    sie do emerytury bo zmarli, jak rowniez i lekarza a pozatym w Polsce znalem
    jednego architekta ktory musial wypic kilka piw aby mu rece przestaly
    drzec.Osobiscie mialem tez dziure w zyciorysie pracujac kiedys w jednym GSie bo
    tam sie pilo wodke jak wode,jednego dnia sam stwierdzilem ze,tak dalej nie moze
    byc bo to nie jest zadne zycie.Zmienilem prace i kilka lat pozniej udalo mi sie
    wyjechac do Francji a aktualnie mieszkam w Niemczech.Dwa lata temu mialem
    problemy z kregoslupem i musialem brac przez kilka miesiecy morfine i inne
    jeszcze lekarstwa.Nie wiem czy to byla morfina ale nazywalo sie to Tramadol i
    nalezy do rodziny opiatow,najgorsze ze,zdolalem sie uzaleznic.Jednego dnia
    czujac ze,bole zaczynaja ustepowac przestalem pobierac tramadol i na drugi
    dzien mialem duze klopoty bo jak usypialem w lozku to widzialem parokrotnie
    duzego pajaka jak mi wyrywa serce z piersi i tym samym z wielkim krzykiem sie
    budzilem.Zmadrzalem i dalej bralem tramadol ale juz stopniowo zmniejszajac
    ilosc kropli.Nasze dzieci tj.dwoch synow i corka nie pala papierosow ani nie
    pija alkoholu,czasem w lato idziemy razem na piwo i to jeszcze uciete
    lemoniada.Synowie studioja a corka konczy gimnazjum i najwazniejsze ze ,chca
    sie uczyc a dla nas jest to duza radosc.Rozumiem Cie doskonale we wszystkim i
    wiem ze,nie jest latwo ale mimo wszystko trzeba zyc.We Francji mowi sie ze,Bog
    zrobil tylko 4 dobre rzeczy-1 stworzyl kobiete,-2 chleb,-3 ser,i -4 wino,i jak
    tu nie zgrzeszyc?Pozdrowienia,renebenay.
  • rauchen 01.02.06, 17:05
    wiesz, z ta gorna granica rozsadkowa, jest pewnie tak samo jak z twierdzeniem
    ze jak jedziesz po autostradzie na ktorej jest dozwolona predkosc 130 km/h na
    pewno nie spowodujesz wypadku i sie nie zabijesz, jak bedziesz jechal tymi 130
    km/h, a ze ty jestes doswiadczony kierowca to tobie nawet mozna jechac 150, bo
    to tylko troche wiecej. Tylko czy to na pewno tak jest???
    Alkoholicy to jakies 2-3% procent spoleczenstwa, nieprawdaz ze to niewiele?
    W Polsce jakis milion tylko. Pewnie nikt sie nie pokusi o to, zeby specjalnie
    dla nich zmieniac pewne zasady. Ot, mozna cos od czasu wspomniec o naduzywaniu
    alkoholu, tyle ze nie kazdy kto spowodowal wypadek po pijanemu jest
    alkoholikiem, a nie kazdy alkoholik spowodowal po pijanemu wypadek.
    Francja jest ogromnym producentem wina, a wiadomo ze kazda sroka swoj ogon
    chwali. I nadal nie widze tutaj zwiazku pomiedzy tanim winem, a drogim winem,
    bo ani jedno ani drugie nie spowoduja ze u osoby ktora nie jest podatna na
    alkoholizm, ze nagle stanie sie alkoholikiem.
    Zreszta co do tych tanich win, to powinienes troche lepiej wiedzec na temat tej
    afery we francji z wylewaniem win bodajze argentynskich na ulice, bo to byly
    tanie wina, ktore psuly rynek producentom francuskim.
    Poza tym jeszcze pytanie, jakie wino uwazasz za drogie wino, i czy naprawde
    kazdego obywatela francji stac na to zeby pic codziennie pol litra wina po 20
    euro za butelke, bo lekarze zalecaja dla zdrowia???
    Zreszta czy to nie jest tak, ze we francji sprzedaje sie wino tak, ze piec
    placisz szoste gratis?? Oczwiscie, to nie jest drogie wino, ale srednie wino,
    tyle ze pewnie wiekszosc spoleczenstwa jesli juz pije codziennie, to takie do
    10 euro za butelke, nie wiecej pewnie - bo to daje okolo 300 euro miesiecznie,
    a to troche dziwne zeby 1/4 pensji przecietny francuz wydawal na wino.
    Poza tym z alkoholikami nie jest tak ze jak uzaleznil sie od wina za 10 euro,
    to nagle zacznie kupowac po 2 euro, zeby miec piec win, bo tolerancja na
    alkohol u alkoholika w pewnym momecie maleje, i potrzebuje mniejszej ilosc
    zeby byc juz pijanym, ale nagle nie bedzie potrzebowal tych butelek 5 na
    wieczor, bo zwyczajnie nie da rady.
    I alkoholik poza tym nie kombinuje tylko jesli chodzi o cene alkoholu, zeby mu
    wyszlo wiecej, kombinuje w rozmaity, nawet nie wiesz jak rozmaity sposob zeby
    ten alkohol zdobyc. Zdrowemu czlowiekowi nawet do glowy nie przyjda takie
    akrobacje alpejskie jakie potrafi wymyslic alkoholik zeby alkohol zdobyc.
    I z alkoholizmem nie jest tak, ze ktoregos dnia w sobote wieczorem o godzinie
    22.46, siedzacemu przed telewizorem czlowiekowi, ktory jeszcze pije jako
    niealkoholik, zapala mu sie nagle czerwona zarowka nad glowa ostrzegajaca ze
    wlasnie zblizylismy sie do granicy i za chwile powitaja nas fanfary witajace
    nas w klubie alkoholikow, i od dzis bedzie trzeba kupowac tanie wina, bo trzeba
    cos kombinowac zeby bylo na wiecej. I jeden potrzebuje dziesiatek lat picia,
    zeby przekroczyc granice bezpiecznego picia, innemu wystarczy rok....

    Dlatego trudno podzielic twoj entuzjazm z pierwszego wpisu, ze jak zaczely sie
    u kogos niepokojace objawy, ze to na pewno tylko smakosz wina.
    I co wiecej namawiac do wspolnego smakowania.
    Tak jak napisalam na poczatku - to jest forum Uzaleznienia, dotyczy niepokojow
    zwiazanych z uzaleznieniem, z samym uzaleznieniem.
    Nadal mnie ciekawi powod, dla ktorego sie tu znalazles, choc moze to zwykla
    ciekawosc. Natomiast nie mozesz sie dziwic temu, ze wiele osob bedzie mialo
    sceptyczny stosunek do twojego entuzjazmu.
    Widzisz, inaczej wyglada gdy jeden alkoholik wejdzie do grupy osob ktore nie sa
    alkoholikami, inaczej gdy jeden niealkoholik wejdzie do grupy alkoholikow.
    Zapewne gdybym ja napisala na jakims ogolnym forum, ze mam problem bo wydaje mi
    sie ze chyba jestem uzalezniona bo nie moge przestac pic codziennie tej butelki
    wina, to dostalabym wiele slow pocieszenia ze to jeszcze nie taki problem skoro
    jeszcze nie mieszkam pod mostem i udaje mi sie pracowac,
    inaczej zareaguja alkoholicy jesli ty napiszesz ze pijesz butelke wina i nie
    widzisz w tym problemu, bo kazdy alkoholik kiedys zaczynal, nawet od miejszych
    ilosci, i tez nie widzial w tym problemu, a nawet kiedy juz sie problemy
    zaczely, nie dostrzegal jeszcze czesto dlugo tych problemow....






  • renebenay 01.02.06, 21:56
    Na tym forum jestem dosc przypadkowo bo nasza corka z kolezanka z gimnazium
    przygotowoja razem prace kontrolna na temat nalogow w Europie.Chodzi glownie o
    narkotyki,alkohol i papierosy,i tutaj chcialem Tobie podziekowac za link ktory
    musze przetlumaczyc na francuski bo ta praca wlasnie ma byc w tym jezyku
    napisana,oczywiscie moje tlumaczenie doszliwoja na swoj sposob.Wracajac do
    Francji,przyznaje ze,nie wszyscy ludzie pija wino czy alkohol a takze ze, sa
    rozne ceny win zaleznie od jakosci.Bardzo czesto ludzie kupoja barylki po
    10,20,50 litrow wina na wlasne potrzeby dlatego ze,te same wino w butelkach
    byloby za drogie.Oczywiscie drogie wina kupoje sie na specjalne okazje ale do
    codziennej konsumpcji mozna kupic juz w granicach 3-6 euro za flaszke,moi
    sasiedzi we Francji kupowali jak najtaniej i pili wino z woda, pol na pol.To
    wszystko zalezy od dochodow i kazdy sam okresla swoja granice mozliwosci.Kiedys
    pilem Cotes du Rhone z francuskich win a tu w Niemczech wolimy wina wloskie bo
    maja lepszy smak i wiecej slonca,natomiast gdy jestesmy jak co roku kolo Cannes
    to pijemy do obiadow tylko rose.Zdaje sobie sprawe ze ,nie wszyscy zaakceptoja
    jak zreszta slusznie oceniasz moj entuzjazm bo wiem ze, nikt nie jest podobny
    do innego czlowieka a tylko chcialem wyrazic moja opinie bazowana na moich
    doswiadczeniach.
  • parolka 05.02.06, 02:05
    Witam Wszystkich!
    dlugo sie nie odzywalam, ale sledzilam dyskusje na tym watku, ktora - nota
    bene - weszla w obszary zupelnie mi nieznane (badania medyczne itp.).

    Musze jednak doniesc, ze sytuacja (opisywana w pierwszym poscie) radykalnie sie
    zmienila. Moj maz sie zorientowal (nietrudno chyba), ze obawiam sie, ze popada
    w alkoholizm i ze rozmawialam o tym z kims z rodziny. Kupilam tez ksiazke o
    uzaleznieniach (zeby pomoc sobie) i zostawilam (niecelowo zreszta) na widocznym
    miejscu.

    Wyobrazcie sobie, ze moj maz uniosl sie honorem (jak to, ktos taki jak on
    posadzony o alkoholizm?!) i przestal pic. Zapowiedzial mi nawet, ze nie zobacze
    go w najblizszych miesiacach z alkoholem i faktycznie nie pije.

    Wydaje sie, ze zlakl sie (lub wkurzyl), ze jego picie moglabym wykorzystac w
    sprawie o ew. rozwod (mamy kryzys malzenski, ale nie mialam akurat takiego
    zamiaru). Zaczal tez wiecej robic w domu itp. Tylko dla mnie jest caly czas
    niemily, prawie w ogole ze mna nie rozmawia, zamyka sie w pokoju, odrzuca
    propozycje, prezenty itp.

    Nieodzywanie sie jakos wytrzymam (nie pierwszy raz), ale mysle, ze w tej
    sytuacji mysle, ze moje chodzenie na grupe dla wspoluzaleznionych (grupa rusza
    pojutrze) troche przestalo miec sens.

    Co o tym sadzicie?

    -parolka
  • magtomal 05.02.06, 19:14
    Oczywiście, że powinnaś chodzić! Przede wszystkim dlatego, że nie wiesz, jak
    wszystko się rozwinie, lepiej, jak będziesz przygotowana na różne możliwości.
    Poza tym nie wiesz czy "humory" Pana Męża to nie jest objaw głodu alkoholowego.
    A z współuzależnienia leczą się też kobiety, których mężowie nie piją już od
    dłuższego czasu, albo wręcz rozwiedzione, które zostały bez pijącego męża, za
    to z spojrzeniem na świat współuzależnionych.
  • kylly 05.02.06, 19:52
    hmmm co radykalnie się zmieniło ?? to że małżonek parę dni nie pije ?? powiem
    tak...znam przypadek osoby która po ataku padaczkowym nie piła 10 (dziesięć)
    lat....właśnie na zasadzie obaw i uniesienia się honorem...tyle że to co
    stworzył rodzinie można nazwać "koszmarem" (sam tak dziś mówi) po dziesięciu
    latach wrócił do picia...ktoś kto pił wie z jaką intensywnością się wraca po
    takim okresie...na dziś nie pije dwa lata...i sa to tym razem jego trzeźwe
    lata....
    pozdrawiam
    ps. by być pijanym nie trzeba alkoholu...trochę przestaje mieć sens to co
    piszesz...o braku sensu
  • parolka 05.02.06, 20:11
    kylly napisał:

    > hmmm co radykalnie się zmieniło ?? to że małżonek parę dni nie pije ??

    Faktycznie, nie jest to dlugo, bo od 4 dni, ale jest to najdluzej od paru
    (parunastu?) miesiecy.
    Wiem, ze to krotko, ale najwieksza zmiana jest taka, ze on sie naprawde uniosl
    honorem i pozstanowil udowodnic, ze nie jest alkoholikiem. Jesli nie jest, to
    mu sie uda (trzymam kciuki, bo nie chce miec meza alkoholika, rzecz jasna).
    A jesli jest... wtedy juz nie wiem...

    > powiem
    > tak...znam przypadek osoby która po ataku padaczkowym nie piła 10 (dziesięć)
    > lat....właśnie na zasadzie obaw i uniesienia się honorem...tyle że to co
    > stworzył rodzinie można nazwać "koszmarem" (sam tak dziś mówi)

    Na czym polegal ten koszmar 10 lat bez picia? Mozesz przyblizyc?

    > ps. by być pijanym nie trzeba alkoholu...trochę przestaje mieć sens to co
    > piszesz...o braku sensu

    By byc pijanym nie trzeba alkoholu? Nie bardzo rozumiem.
    Na pewno nie trzeba alkoholu, by byc toksycznym partnerem, manipulatorem
    emocjonalnym albo po prostu osoba zimna emocjonalnie. Tylko caly czas nie wiem,
    co alkohol ma do tego?

    Jesli pojdziemy tym tropem to o wszystkie nieprzyjemne zachowania mozna
    oskarzyc alkohol, to jakis absurd...

    -p.
  • magdacan 05.02.06, 20:22
    Parolko jest takie okreslenie "suchy alkoholik". To jest osoba, ktora jest
    alkoholikiem ale w pewnym okresie z roznych powodow nie pije. Moj szwagier nie
    pije juz dwa lata (esperal) ale nie poszedl na terapie bo stwierdzil, ze on nie
    bedzie sie zadawal z motlochem (sic!). Jego zachowanie jest podobne do
    zachowania Twojego meza. On sie nie cieszy zyciem tylko mysli jak dowalic mojej
    siostrze (namowila go na wszywke na terapie juz nie dalo rady) mimo, ze jak
    twierdzi bardzo ja kocha. Zastanow sie czy zachowanie Twojego meza nie
    potwierdza wlasnie tego, ze jest alkoholikim - suchym od 4 dni i czy Wasz
    kryzys malzenski tez z tego nie wynika. Zreszta mozesz chyba ten temat poruszyc
    na swojej terapii?
    --
    Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
  • kylly 05.02.06, 20:30
    hmmm no to tak - poczytaj co pisze magda...to raz...
    sam potrafiłem nie pić 6 miesięcy żeby udowodnić żonie że problem to ma ona, a
    nie ja...to dwa...w jaki sposób alkoholik ma Ci udowodnić że nim nie jest ???
    hmmmm no co ma mu się udać ?? niepicie ?? przez ile ?? miesiąc dwa ?? dziesięc
    lat ??
    pozdr...
    ps. powiem Ci tylko że alkoholik który nie pije na zasadzie zaciśniętej du....w
    swoim zachowaniu i stosunku do najbliższych jest dużo gorszy od alkoholika
    pijącego...
  • parolka 05.02.06, 22:51
    magdacan napisał(a):
    >Parolko jest takie okreslenie "suchy alkoholik". To jest osoba, ktora jest
    >alkoholikiem ale w pewnym okresie z roznych powodow nie pije.

    Nie znalam tego pojecia (wciaz sie czegos nowego dowiaduje).
    Ale w takim razie: czym rozni sie SUCHY ALKOHOLIK od TRZEZWIEJACEGO
    alkoholika???
    Jeden i drugi nie pije, jednemu i drugiemu jest ciezko, wiec czasem wyzywa sie
    na najblizszych itp. Jaka jest ROZNICA? Nie pojmuje...


    > Moj szwagier nie pije juz dwa lata (esperal) ale nie poszedl na terapie bo
    > stwierdzil, ze on nie bedzie sie zadawal z motlochem (sic!). Jego zachowanie
    > jest podobne do zachowania Twojego meza. On sie nie cieszy zyciem tylko mysli
    > jak dowalic mojej siostrze (namowila go na wszywke na terapie juz nie dalo
    > rady) mimo, ze jak twierdzi bardzo ja kocha. Zastanow sie czy zachowanie
    > Twojego meza nie potwierdza wlasnie tego, ze jest alkoholikim - suchym od 4
    > dni i czy Wasz kryzys malzenski tez z tego nie wynika. Zreszta mozesz chyba
    > ten temat poruszyc na swojej terapii?

    Na pewno porusze temat, bo to cos zupelnie nowego. Kryzy malzenski mielismy juz
    wczesniej (raz silniejszy, raz slabszy), teraz akurat jest dalszy ciag pod
    tytulem "nie jestem alkoholikiem, oskarzasz mnie nieslusznie" (a ja nie
    oskarzam, tylko grzecznie mowie, ze sie obawiam, ze cos zlego sie zaczyna).

    Problem w tym, ze moj maz tak mnie traktowal, gdy byl na mnie za cos obrazony
    nawet dluuugo dluuugo przedtem, zanim zaczal czesto pic wino. Nie moge dostrzec
    roznicy - nie wydaje sie, ze alkohol tu cos zmienil. Stal sie po prostu jeszcze
    jednym dobrym powodem, zeby sie do mnie nie odzywac i oskarzac mnie o
    rujnowanie naszego zwiazku.

    kylly napisał(a):
    > sam potrafiłem nie pić 6 miesięcy żeby udowodnić żonie że problem to ma ona,
    > a nie ja...

    A moze to ja rzeczywiscie mam problem? Moze cos wyolbrzymiam?

    > ps. powiem Ci tylko że alkoholik który nie pije na zasadzie zaciśniętej
    > du....w swoim zachowaniu i stosunku do najbliższych jest dużo gorszy od
    > alkoholika pijącego...

    Czy moglbys przyblizyc te obrazowa, acz niejasna metafore?
    ;-)
    Czy chodzi Ci o osobe, ktora nie pije, bo chce komus cos udowodnic, a "w glebi
    duszy" jest alkoholikiem???

    > w jaki sposób alkoholik ma Ci udowodnić że nim nie jest ???
    > hmmmm no co ma mu się udać ?? niepicie ?? przez ile ?? miesiąc dwa ??
    > dziesięc lat ??

    No wlasnie, to jakies bledne kolo. Jak mam poznac, czy moj maz stal sie
    alkoholikiem, czy nie? Zalozmy, ze nie bedzie juz pil. Czy mam zawsze juz do
    konca zycia myslec, ze jest alkoholikiem, tylko suchym?
    Czy podejrzewanie kogos o rozwijajacy sie alkoholizm oznacza, ze juz zawsze mam
    myslec, ze ta osoba jest alkoholikiem, tylko sie z tym kryje?
    Nic z tego nie rozumiem, to jakas paranoja.

    Pomozcie mi sie rozeznac, prosze. Okropnie sie czuje zdezorientowana, a decyzje
    o rozpoczeciu grupy dla wspoluzaleznionych musze podjac najpozniej we wtorek...

    -p.
  • rauchen 05.02.06, 23:33
    To czy jest alkoholikiem, mozna sprawdzic jeszcze w inny sposob, a mianowicie
    czy jest w stanie wypic jeden kieliszek i czy potrafi na nim poprzestac nie
    siegajac po nastepny.
    Jest taka prawda o alkoholikach, ktora mowi ze alkoholik potrafi obiecac ze
    nie bedzie pil przez rok, i dotrzyma tej obietnicy, ale nigdy nie bedzie w
    stanie obiecac ze wypije tylko jeden kieliszek i na tym poprzestac. I to nie
    chodzi tylko o to ze faktycznie tego dnia wypije tylko jeden i na nim
    poprzestanie, ale chodzi tez o nastepne dni, nawet tygodnie, czy nie bedzie go
    meczyla chec napicia sie tyle, ile zwykl byc pic. Tyle ze to daje dodatkowo
    jeszcze jedno chore zludzenie, tak dla alkoholika jak i dla otoczenia, ze
    faktycznie ta kontrole ma.

    Nie wiem czy bylas na tej stronie, tam z lewej strony sa krotkie artykuly na
    temat alkoholizmu w dosc przystepnej wersji:

    alkoholizm.akcjasos.pl/151.php
  • parolka 05.02.06, 23:45
    rauchen napisała:

    > To czy jest alkoholikiem, mozna sprawdzic jeszcze w inny sposob, a mianowicie
    > czy jest w stanie wypic jeden kieliszek i czy potrafi na nim poprzestac nie
    > siegajac po nastepny.

    Ale jak ja mam to sprawdzic? Obserwowac? Wymuszac na nim obietnice, ze wypije tylko jeden kieliszek? (bedzie, ze sie czepiam i ze podejrzewam)

    > I to nie
    > chodzi tylko o to ze faktycznie tego dnia wypije tylko jeden i na nim
    > poprzestanie, ale chodzi tez o nastepne dni, nawet tygodnie, czy nie bedzie go
    > meczyla chec napicia sie tyle, ile zwykl byc pic.

    Caly czas nie rozumiem - jak ja, jako zona, do ktorej uniesiony honorem maz sie nie odzywa - mam poznac, czy go "meczy chec napicia sie"? Wydaje mi sie, ze nigdy nie bede miala dostepu do takiej informacji.

    Mam go jakos inwigilowac? A przeciez tyle sie mowi przy okazji wspoluzaleznienia, ze nie nalezy alkoholika kontrolowac...

    Rany, jakie to wszystko skomplikowane...

    > Nie wiem czy bylas na tej stronie, tam z lewej strony sa krotkie artykuly na
    > temat alkoholizmu w dosc przystepnej wersji:
    >
    > alkoholizm.akcjasos.pl/151.php

    Tak, dziekuje, czesc lektury (i mnostwo zwiazanych z tym odkryc) mam za soba, ale na pewno jeszcze tam poszperam.

    -p.
  • magdacan 06.02.06, 00:10
    parolka, spokojnie daj sobie a przede wszystkim jemu czas. Troche cierpliwosci
    a wszystko bedziesz wiedziala.
    --
    Szczescie to jedyna wartosc, ktora sie mnozy kiedy sie ja dzieli.
  • jerzy30 06.02.06, 09:00
    parolka - na grupe to ty chodz chociazby z tego wzgledu ze twoj malzonek
    przestal pic i uniosl sie honorem a do tego nie pije 4 dni az cztery
    dni !!!!!! - TO KLASYCZNA MANIPULACJA NA KTRĄ NABIERA SIĘ WIELE KOBIET - to dla
    niego koszmar i kleska ze musi ci udowadniac ze on bez alkoholu to sie moze
    obyc [g..no prawda - jego musi ssac do tej gorzaly jak do tlenu] - jego plan
    jest zapewne taki ze ty sie przeprosisz z jego piciem, przestaniesz nawijac mu
    na uszy i truc mu ze on pije i ze sie z tym pogodzisz a na dodatek przestaniesz
    chodzic na terapie - on sobie wtedy spokojnie wroci do swojego chlania - kazdy
    alkoholik tak robi - polega to na odwroceniu uwagi, obrazeniu sie - osoba druga
    tego dramatu ma wtedy poczucie winy i odpuszcza wszelkie winy pijacego -
    sytuacja wraca do poczatku czyli do chlania - i tak w kolko macieju - chlanie -
    niechlanie - milosc - nienawisc - ciche dni w domu i obrazanie sie - awantury -
    z tym ze to za kazdy razem sie poglebia - i po pewnym czasie dochodzi z
    awantury do rekoczynow - z picia jednego wina do picia calej flaszki gorzaly
  • parolka 06.02.06, 09:44
    jerzy30 napisał:

    > parolka - na grupe to ty chodz chociazby z tego wzgledu ze twoj malzonek
    > przestal pic i uniosl sie honorem a do tego nie pije 4 dni az cztery
    > dni !!!!!! - TO KLASYCZNA MANIPULACJA NA KTRĄ NABIERA SIĘ WIELE KOBIET - to
    dla
    >
    > niego koszmar i kleska ze musi ci udowadniac ze on bez alkoholu to sie moze
    > obyc

    Jerzy, rozumiem, ze tak dziala wielu alkoholikow, ale czy w ogole przyjmujesz
    zalozenie, ze moj maz wcale nie jest alkoholikiem??
    To, ze napisalam cos na tym forum, przeciez nie jest oznaka jego alkoholizmu.

    Oczywiscie, ze jestem pelna znakow zapytania, ale moze dac mu szanse? Gdyby nie
    wytrzymal i zaczal pic, to wtedy jasna sprawa, ale jesli faktycznie nie bedzie
    juz pil? Mam go do konca zycia uwazac za alkoholika??

    > jego plan
    > jest zapewne taki ze ty sie przeprosisz z jego piciem, przestaniesz nawijac
    > mu na uszy i truc mu ze on pije i ze sie z tym pogodzisz a na dodatek
    > przestaniesz chodzic na terapie -

    nawet jeszcze nie zaczelam ;-)

    > on sobie wtedy spokojnie wroci do swojego chlania - kazdy
    > alkoholik tak robi - polega to na odwroceniu uwagi, obrazeniu sie - osoba
    > druga tego dramatu ma wtedy poczucie winy i odpuszcza wszelkie winy pijacego
    > sytuacja wraca do poczatku czyli do chlania -

    To co robi moj maz naprawde trudno nazwac chlaniem - to slowo sugeruje jakies
    zdegenerowanie, a tego nie ma...

    > milosc - nienawisc - ciche dni w domu i obrazanie sie -
    > awantury z tym ze to za kazdy razem sie poglebia

    u nas tak jest od lat (tzn. obrazanie sie i ciche dni), ale do tej pory bylo
    zupelnie bez alkoholu, wiec naprawde nie widze, zeby alkohol cos tu zmienil.

    jestem wielkim znakiem zapytania (a terapia zaczyna sie juz jutro - nadal nie
    wiem, czy ma dla mnie sens? a umowe na 5 miesiecy podpisac trzeba).

    -p.
  • jerzy30 06.02.06, 15:31
    to co opisalem to mechanizm - stosowany i powtarzany w rodzinach z problemem
    alkoholowym.
    W alkoholizmie nie ma opamietania - alkohol zawsze wygra - na alkohol osoba
    uzalezniona nie ma zadnego wplywu - moze nie pis "w zaparte" bez terapii - ale
    czesto jest to gorsze niz osoba pijaca. Alkohol u osoby uzaleznionej to taki
    usypacz stresow i zlosci 0 zalewa je. jak nie ma alkoholu to gdzies te stresy
    musza sie wyladowac.
    Przepraszam za slowo :chlanie: - moglo cie urazic - ja je stosuje w opisach bo
    to slowo dziala - niech w Twoim przypadku bedzie to chociazby popijanie;
    Przyjmuje ze nie jest alkoholikiem bo to tylko moze zdiagnozowac etrapeuta -
    Ale dlaczego powiedzial ze w ogole nie bedzie pil [to jest bardzo nienormalne]
    bo osoba nieuzalezniona tak nigdy nie powie.
    Jestem ciekaw skad te awantury i ciche dni - to tak na marginesie.
    Na koniec - jak nie pojdziesz na terapie to sie nie dowiesz - i to jest
    najbardziej niebezpieczne ze zaczynasz juz watpic w sens terapii - wystarczylo
    ze nie pije 4 dni i powiedzial ze nie bedzie pil - mozesz nie isc Twoja sprawa
    i ja Cie nie namawiam - ale pojutrze moze byc za pozno.
    Na ogol tak jest ze osoby z problemiami wracaja po pewnym czasie do poczatku
    tej drogi - jedne na nia wchodza - inne do konca kreca sie bezradnie w kolko.
    Widzialem takich osob setki.
    Wszyscy na tym forum dajemy Ci sygnaly i zwroty z naszego zycia i zycia naszych
    znajomych - nie poczytasz tego nigdzie indziej wiecej ani tez nikt
    spoza "branzy" AA i Alanon nie udzieli Ci takich informacji. To sa
    doswiadczenia setek osob uzaleznionych [jak nie tysiecy]. Ruch AA ma juz 60 lat.
    To kopalnia wiedzy.
    Tak wiec uszy do gory - nie obawiaj sie
  • e4ska 06.02.06, 20:59
    Droga Parolko, ja znowu "nieprawomyślnie", ale tak napiszę, ja ja to widzę, z
    punktu widzenia nieleczonego alkoholika, który nie pije i nie cierpi z powodu,
    że nie pije:)

    Za Twoją terapię ktoś zapłaci. Podatnik. Czy powinnaś z niej korzystać, jeśli
    nie masz jakichś złych doświadczeń z konkretnego powodu, z powodu alkoholizmu
    męża? Chyba że to jest całkiem darmowe i spontaniczne, acha, to wtedy zmienia
    postać rzeczy.

    Czy będziesz odczuwała konieczną, moim zdaniem, więź z pozostałymi uczestnikami
    grupy, jeśli tak niewiele przecierpiałaś z powodu alkoholizmu? Na czym zbudujesz
    swoją z nimi wspólnotę ducha? Kogo i przed czym będziesz chciała ratować? Co TY
    w ogóle masz zamiar ratować w swoim domu?

    Znajdziesz czas i energię na kontynuację czegoś, do czego nie jesteś przekonana?
    To jest długich pięć miesięcy.

    Czy nie powinnaś poczekać paru tygodni i dopiero wtedy, gdy tę pewnośc (tfu, na
    psa urok:))uzyskasz, podpisać umowę?

    Natomiast, co chyba i dla Ciebie nie jest tajemnicą, nierówno Was w Waszym
    związku obdzielono, Ty potrzebujesz miłości i troski, a otrzymujesz razy - w
    przenośni, ale one też bolą. Zrzuć różowe okulary i przestań patrzeć na swego
    pana jak na bożka, bo jeśli będziesz ulegać, nic się dobrego nie wydarzy.
    Podobno na tych grupowych szkoleniach nauczają jakiejś twardej miłości, której
    arkana przydają się nie tylko żonom alkoholików. Jeśli taki cel Tobie
    przyświeca, idź na terapię. Koniecznie.

    Pozdrawiam serdecznie.
  • fiokla 07.02.06, 07:32
    e4ska napisała:
    > Natomiast, co chyba i dla Ciebie nie jest tajemnicą, nierówno Was w Waszym
    > związku obdzielono, Ty potrzebujesz miłości i troski, a otrzymujesz razy - w
    > przenośni, ale one też bolą
    ______________
    Tak tez to widze. Przemoc w malzenstwie. Emocjonalna, psychiczna i moralna.
    I to jest istota problemu parolki. Tak jak napisal jerzy. 90% blizn na duszy
    wynosimy z dziecinstwa. Dlatego wiazemy sie z takimi a nie innymi partnerami.
    Terapia pomoze ci zrzucic owe rozowe okulary, pomoze ci dostrzec siebie jako
    ofiare manipulacji. Pomoze zrozumiec. A tak, jak powiedzial Antoni de Mello: "W
    ostatecznym rozrachunku rozwiazanie problemow nie lezy ani w dzialaniu, ani w
    braku dzialania, lecz w zrozumieniu. Bo gdzie jest prawdziwe zrozumienie, tam
    nie ma problemu."
  • parolka 07.02.06, 21:31
    Drodzy Wszyscy!

    Bardzo Wam dziekuje za wszystkie dotychczasowe uwagi i cieple slowa. Nawet nie
    wiecie, jak bardzo to pomaga.

    Mimo, ze mam watpliwosci, czy powinnam to robic na koszt podatnika (e4ska...),
    zdecydowalam sie jednak na terapie - zaczynam od jutra. Nie jest to jednak
    grupa dla wspoluzaleznionych partnerow osob pijacych, lecz specjalna grupa dla
    kobiet majacych specyficzny rodzaj problemow w zwiazkach. Problemy
    te "wyplynely" w trakcie terapii indywidualnej (bylam na kilku spotkaniach sam
    na sam z terapeuta). Wynikaja one w duzej mierze z bycia DDD, a okazalo sie
    wlasnie dzieki temu watkowi, ze to jest zrodlo wielu moich klopotow, w tym
    takze powod tkwienia w takim a nie innym zwiazku.

    Grupa dla wspoluzaleznionych stoi otworem - powiedziano mi, ze moge do takiej
    grupy rowniez sie zapisac, gdybym potrzebowala (och, jak bardzo mam nadzieje,
    ze jednak moj maz nie bedzie juz pic). Na razie jednak nie widze dla siebie
    miejsca w takiej grupie, zwlaszcza na koszt podatnika (moze to dziwne, ale mam
    rakie opory, ktore e4ska ujela bardzo trafnie)

    fiokla napisała:
    > Tak tez to widze. Przemoc w malzenstwie. Emocjonalna, psychiczna i moralna.
    > I to jest istota problemu parolki. Tak jak napisal jerzy. 90% blizn na duszy
    > wynosimy z dziecinstwa. Dlatego wiazemy sie z takimi a nie innymi partnerami.
    > Terapia pomoze ci zrzucic owe rozowe okulary, pomoze ci dostrzec siebie jako
    > ofiare manipulacji. Pomoze zrozumiec.

    Wydawalo mi sie, ze z moich postow nie jest to takie jasne, ale czytacie miedzy
    wierszami ;-)

    Jerzy, masz absolutna racje co do dziecinstwa - zdalam sobie sprawe, ze zwiazek
    moich rodzicow wygladal przez lata strasznie toksycznie (manipulacja,
    oskarzenia, grozenie, strach, czasem rekoczyny albo niszczenie przedmiotow w
    wybuchu zlosci), choc moj ojciec jest W OGOLE niepijacy. A tak mi sie zawsze
    stereotypowo wydawalo, ze niepicie to juz swiadczy o "nienajgorszym" domu
    rodzinnym... Naiwnosc...

    drak02, zagdzam sie, ze cos jest na rzeczy - nie wiem jeszcze, na ile chodzi o
    alkohol, a na ile po prostu alkohol uwypuklil inne problemy i w nowym swietle
    pokazal stare sprawy...

    Wielkopolanko, dzieki za link - sprawdzilam sobie, ze niestety mam cechy osoby
    wspoluzaleznionej od partnera (choc nie alkoholika), uzalezniajacej akceptacje
    samej siebie od akceptacji przez partnera...

    Uff, rozpisalam sie. Trzymajcie prosze kciuki - jutro ide na pierwsze spotkanie
    grupowe.

    -parolka
  • e4ska 07.02.06, 23:16
    Droga Parolko, bardzo się cieszę, że spostrzegłaś to, co jest widoczne gołym
    okiem i nie potrzeba tutaj talentu do "czytania między wierszami". Jeśli na
    forum, gdzie kontakt jest przecież ograniczony, można wymieniać się pomocnymi
    uwagami, to zapewne grupa dostarczy Ci o wiele więcej informacji, a pewnie też
    wesprze psychicznie, bo masz wybitnie pod górkę.

    Źle np. świadczy o Twoim mężu fakt, że "wynagrodził" Ci zainteresowanie jego
    niemal nałogowym piciem (bo ono nie jest podyktowane obyczajem, Polska to nie
    Francja czy Włochy, u nas się nie pije codziennie wina do obiadu, a tym bardziej
    samotnie wieczorem) "cichymi dniami". Powinien nie tylko Cię przeprosić, ale
    podziękować, okazać wdzięczność za troskę, porozmawiać, wyjasnić, powiedzieć o
    swoich kłopotach.

    Ciekawi mnie, czy powiedziałaś mu o swoich terapeutycznych planach? Ja bym nie
    powiedziała, ale w swoim bardzo długim związku, teraz tylko formalnym, od dawna
    nic nie mówię. Na pewno usłyszałabym, że wynoszę brudy poza dom, że upokarzam,
    że chcę poniżyć i zniszczyć, dołuje bezczelnie, bo jestem... itd.
    Gdybyś nie potraktowała poważnie wszelkich dziwnych oznak, skrzywdziłabyś swoje
    dziecko. Byłaby sobie na świecie wierna kopia dobrej, pracowitej Parolki, która
    nie ma szczęścia w życiu.

    Co do moich uprzedzeń wobec terapii, to one odnoszą się do mojej konkretnej
    sytuacji, moich doświadczeń i dość szczególnego, mimo wszystko, charakteru, a
    może od charakteru pracy, jaką wykonuję. W Twoim przypadku bardzo popieram
    udział w grupie, choćby dlatego, żeby jak najmniej chamów w stylu tego gościa,
    który wypowiada się w sąsiednim wątku, pasożytowało na zaszczutych, zniewolonych
    kobietach.

    Wybacz za dziwną nieco uwagę, ale przecież to wielka szkoda społeczna dla
    wszystkich, kiedy człowiek nie daje z siebie nic innym. Kobieta zajęta
    poskramianiem swego dręczyciela, choćby miała sto dyplomów, marnuje energię na
    utrzymanie w ryzach jakiegoś antyspołecznego typa. Więc gdyby nawet państwo
    opłacało Ci terapię, to i tak korzyści odniesiesz nie tylko Ty, dziecko i jednak
    małżonek, ale również inni ludzie.

    Trzymam za Ciebie kciuki i zazdroszczę, że kiedy ja musiałam błądzić po ciemku,
    Ty przynajmniej wiesz, dokąd zmierzasz.
    Pozdrawiam serdecznie
    Eska
  • parolka 07.02.06, 23:55
    e4ska napisała:

    > Droga Parolko, bardzo się cieszę, że spostrzegłaś to, co jest widoczne gołym
    > okiem i nie potrzeba tutaj talentu do "czytania między wierszami".

    Witaj, te spostrzezenia towarzysza mi od jakiegos czasu, ale zupelnie inaczej widzi sie sytuacje "od srodka" - wciaz zadaje sobie pytanie, czy nie przesadzam, czy nie lituje sie nad soba, inni maja przeciez naprawde powazne problemy itp. Dlatego spojrzenie z boku (takie jak Twoje) jest tak bardzo cenne i potrzebne.

    > wesprze psychicznie, bo masz wybitnie pod górkę.

    Nie wiem czy wybitnie, ale na pewno pod gorke. Do tej pory myslalam, ze tylko mi sie tak wydaje, ale dwoje terapeutow i psychiatra w osrodku sami to stwierdzili...


    > Źle np. świadczy o Twoim mężu fakt, że "wynagrodził" Ci zainteresowanie jego
    > niemal nałogowym piciem [...] "cichymi dniami". Powinien nie tylko Cię
    > przeprosić, ale podziękować, okazać wdzięczność za troskę, porozmawiać,
    > wyjasnić, powiedzieć o swoich kłopotach.

    Usmiecham sie gorzko, gdy to czytam, bo to nie tylko ciche dni, ale rowniez oskarzenia, ze "robie z niego alkoholika" i odrzucanie wyciagnietej reki (kupilam mu pojednawczy kwiatek - nie przyjal, chcialam sie przytulic - odsuwa sie itp.) Wdziecznosc i przeprosiny to pojecia zupelnie nieznane. To przeciez ja powinnam go przeprosic za "oskarzenia i podejrzenia", prawda? :-)

    > Ciekawi mnie, czy powiedziałaś mu o swoich terapeutycznych planach? Ja bym nie
    > powiedziała, ale w swoim bardzo długim związku, teraz tylko formalnym, od
    > dawna nic nie mówię. Na pewno usłyszałabym, że wynoszę brudy poza dom, że
    > upokarzam, że chcę poniżyć i zniszczyć, dołuje bezczelnie, bo jestem... itd.

    Niesamowite, jak podobna jest Twoja sytuacja! Wspomnialam cos polgebkiem, ale niekonkretnie. Ale i tak sie dowiedzialam, jak bardzo zle robie, ze komukolwiek wspominam o swoich obawach.

    > Co do moich uprzedzeń wobec terapii, to one odnoszą się do mojej konkretnej
    > sytuacji, moich doświadczeń i dość szczególnego, mimo wszystko, charakteru, a
    > może od charakteru pracy, jaką wykonuję.

    Moglabys cos wiecej powiedziec? jak sie ma do tego charakter pracy? Masz za duzo ludzi wokol siebie czy nie wierzysz, ze inni moga pomoc?

    > W Twoim przypadku bardzo popieram
    > udział w grupie,

    Zobaczymy, troche sie boje, czy nie bedzie "paplania o niczym", ale moze to wynika z braku doswiadczen z takimi grupami...

    > Wybacz za dziwną nieco uwagę, ale przecież to wielka szkoda społeczna dla
    > wszystkich, kiedy człowiek nie daje z siebie nic innym. Kobieta zajęta
    > poskramianiem swego dręczyciela, choćby miała sto dyplomów, marnuje energię na
    > utrzymanie w ryzach jakiegoś antyspołecznego typa.

    ;-) na szczescie cos tam staram sie dawac, choc z pewnoscia nie tyle, ile bym chciala. na pewno zycie towarzyskie mam ograniczone, bo kiedy moj maz jest nie w humorze, odwoluje wszystkie spotkania ze znajomymi albo musze chodzic sama (z dzieckiem), wiec czasem rezygnuje.

    > Trzymam za Ciebie kciuki i zazdroszczę, że kiedy ja musiałam błądzić po
    > ciemku, Ty przynajmniej wiesz, dokąd zmierzasz.

    Dzieki! raczej "chcialabym wiedziec" niz "wiem", ale bardzo chce wszystko zmienic.

    rowniez serdecznie pozdrawiam,

    -parolka
  • jerzy30 08.02.06, 08:43
    kazda osoba uzalezniona [no 99,9 %] bedzie swoim bliskim osobom - zonom,
    matkom, siostrom, ojcom - mowic ze BARDZO ŹLE CZYNIĄ wypruwajac "te brudy" na
    zewnatrz i majac zastrzezenia, obrazas sie, odtracac np. reke z kwiatkiem. Bo
    kazdy z uzależnionych dobrze wie ze jest to bardzo czesto "poczatek konca" i ze
    juz nie da sie oszukiwac ze "ja pije okazjonalnie", tylko raz na tydzien i
    tylko dwie flaszki - to koniec - juz nie da sie zony czy matki oszukiwac.
    Poradzisz sobie
  • e4ska 12.02.06, 00:08
    Jak tam na terapii? Byłaś?
    Eska
  • parolka 12.02.06, 12:29
    e4ska napisała:
    > Jak tam na terapii? Byłaś?

    Witaj, och jak to milo, ze pytasz, naprawde ;-)

    Bylam, bylam - zostalam skierowana na grupe kobiet doswiadczajacych roznorakiej
    przemocy. Doswiadczenie pierwszego spotkania bylo powalajace - dlatego wciaz
    nie moglam sie zebrac, zeby cos napisac. Przeplakalam chyba z 1/3 spotkania.

    Jako nowa osoba zostalam wzieta "w obroty" i sprowokowana do wyrzucenia z
    siebie zlosci. Wedlug relacji okazalam sie jedyna w tej grupie osoba, ktora
    okazala raczej rozpacz niz zlosc. Ale moze to dlatego, ze "moja historia" jest
    znacznie mniej drastyczna niz to, co slyszalam od wspolgrupowiczek. Ale kiedy
    mowily, wiele razy czulam, jakby opisywaly moje wlasne zycie, moje wlasne
    mysli. To doswiadczenie naprawde niezwykle (wsrod swoich przyjaciol i znajomych
    nie natrafilam na osoby z podobnymi doswiadczeniami).

    W ramach "wziecia w obroty" z elementem psychodramy zrozumialam bardzo
    dobitnie, ze nie moge zmienic meza, ze tylko on to moze zrobic. I ze ja moge
    tylko i wylacznie zmienic sama siebie, co wlasnie zamierzam i zaczelam juz
    wcielac w zycie. W ciagu 4 dnich, jakie minely od spotkania wciaz wracam mysla
    do spotkania - daje mi oparcie. Niecierpliwie czekam na kolejne.

    Okazalo sie jednak, ze wszyscy namawiaja mnie na rownolegle chodzenie na grupe
    dla wspoluzaleznionych - zastanawiam sie, czy to ma sens i czy dam rade
    czasowo. Moze wystarczy mi jedna grupa wsparcia i terapia indywidualna? W
    przeciwnym razie moje zycie zacznie skladac sie w przewazajacej mierze z
    roznych terapii, a potem bede musiala chodzic na terapie uwalniajaca od
    terapii...
    :-))

    Moj maz nadal nie pije i caly czas jest zimny i nieprzystepny - nie pozwala mi
    sie nawet dotknac. Ledwie zdaze otworzyc usta, a on juz sle w moja strone
    negatywna interpretacje tego, czego nie zdazylam nawet powiedziec...

    Caly czas dzwiecza mi tylko w glowie jego slowa, ktore powiedzial w naszej
    rozmowie o tym, ze niby robie z niego alkoholika. Powiedzial "NIE ZOBACZYSZ
    MNIE PIJACEGO", a nie powiedzial "nie bede pic".

    Zastanawiam sie, czy przywiazywac do tego wage, skoro faktycznie nie pije, a
    jest duzo w domu - wydaje sie, ze nie bardzo ma okazje gdzie indziej (no bo
    chyba nie w pracy, do ktorej zreszta jezdzi samochodem). Nie bede go szpiegowac
    (zgodnie z zaleceniami dla wspoluzaleznionych), choc czasem mam ochote.

    Co o tym myslicie?

    -parolka
  • e4ska 14.02.06, 00:13
    Właśnie jestem w ciągu czy, jak kto woli, cugu. Pracy. Jednak ze względu na
    pewne podobieństwa moich doświadczeń życiowych i Twojego, Parolko, zmartwienia,
    jestem zainteresowana cdn. Zastanawiam się, czy terapia uczyni Cię na tyle
    silniejszą, byś nie zrywała Waszego związku, bo tego absolutnie nikomu nie
    życzę, a szczególnie Tobie, ale żebyś potrafiła zmienić całą sytuację, a nie
    tylko uodpornić siebie - jeśli w ogóle możliwe jest "uodpornienie siebie"? Bo
    niby mówi się: zmienić można tylko siebie, a nie drugą osobę, ale mnie się
    wydaje, że my kształtujemy też innych ludzi, że nasi kochani są w paski, bo my
    jesteśmy w kropki, że my te ich paski malujemy z uporem, świadomie albo
    nieświadomie.

    Dzisiaj wieczorem byłam u jednego z klientów, pobiegałam trochę z wielką
    radoscią pustymi ulicami, a w domu już na korytarzu poczułam zapach gorzały. To
    mój pan małżonek uregulował sobie nastrój, wczoraj była mowa o ostatecznym
    rozstaniu. I wiesz co, pierwsza moja myśl była taka: co on nieszczęsny musi
    przeżywać, jak on sobie da radę? Tak dalece tkwi we mnie chora cząstka mojego
    ja, że na przekór wszystkiemu, wbrew faktom jeszcze mam wyrzuty sumienia, bo
    jakże tak zostawić, jak on w takiej pustce wytrwa? A że facet ma sadystyczne
    skłonności, że nic mu się nie chce, że pasożytował bezczelnie długie lata, że
    jest obrzydliwym pijakiem, leniem i oszustem, o, te rzeczy muszę sobie
    przypominać na siłę. Ustawiczna złość, nadąsana morda, pretensje o wszystko,
    pogarda i cwaniactwo - to wszystko moja wina, bo za mało uwagi poświęcam, za
    mało zarabiam (dużo więcej od niego), źle i nie tak. Tak mnie wychowano w domu,
    że wszystko spadało na moją głowę. Wreszcie nie wytrzymałam i zaczęłam pić.
    Dlatego ostrzegałam Cię, żebyś się nie dała skusić na to czerwone wino, bo ani
    się obejrzysz i po Tobie.

    "okazalam sie jedyna w tej grupie osoba, ktora
    okazala raczej rozpacz niz zlosc".
    One chyba miały większą świadomość klęski, ale kto wie, czy najpierw jest
    rozpacz, a potem gniew, czy odwrotnie? Czy Ty powinnas zmierzać do złości?
    Ciekawe, prawda? Do spokoju to wiadomo, że tak.

    "Caly czas dzwiecza mi tylko w glowie jego slowa, ktore powiedzial w naszej
    > rozmowie o tym, ze niby robie z niego alkoholika. Powiedzial "NIE ZOBACZYSZ
    > MNIE PIJACEGO", a nie powiedzial "nie bede pic".
    On dobrze wie, że prowadzi z toba wyniszczającą - Ciebie, nie jego - grę. Może w
    głębi ducha ma niezły ubaw patrząc, jak się miotasz. Ptaszek na uwięzi. Śliczna
    papużka w klatce? - czy Twój pseudonim ma coś wspólnego z tym ptakiem?

    Jeśli namawiają Cię na terapię dla współuzależnionych, to pewnie z dwóch
    powodów: po pierwsze jesteś istotnie uzależniona od kaprysów człowieka, który
    łudząco przypomina w zachowaniach alkoholika, a po drugie nie wiadomo, czy to
    jednak nie było picie chorobliwe, które może się powtórzyć.

    Ja nie przepadam za terapiami, ale przyznam, że gdybym miała tę wiedzę, jaką mam
    dzisiaj, z piętnaście lat wcześniej, inaczej bym się ustawiła, chociaż... i tak
    prowadziłam dziwny tryb życia. Mam ciekawą pracę, rozmaite zajęcia, bardzo dobre
    kontakty z ludźmi, wręcz przyjacielskie, serdeczne. Wybierając pracę zamiast
    terapii wiedziałam, co mi da większą satysfakcję, a poza tym po prostu
    potrzebuję kasy, bo moj nałóg, choc nie taki długi, jednak odebrał mi materialny
    komfort.

    Wielu piszących na uzależnieniowych forumach czy forach podkreśla, że alkohol
    okazał się pożyteczny, bo zmienił coś na lepsze, otworzył nową perspektywę. Na
    Mnie pozwolił spojrzeć na wszelkie problemy z dystansem i uśmiechem, dał mi -
    paradoksalnie - spokój, nieodzowny warunek szczęścia, a zapewne i Ty, w
    przyszłosci niedługiej, sama będziesz dziwić się starym smutkom. Oby jak
    najszybciej:)
    Pozdrawiam
    Eska
  • fiokla 14.02.06, 09:02
    ale kto wie, czy najpierw jest
    rozpacz, a potem gniew, czy odwrotnie?
    ______________________
    Bingo, esko...
    Najpierw rozpacz. Tak straszna, kiedy sie otworza oczy. Dobrze, ze parolka nie
    jest sama. Ja sobie tez wtedy znalazlam oparcie, nie bylam sama. Na szczescie.
    Teraz jest gniew,. Tak bardzo niszczacy przede wszystkim mnie sama. Dlatego, ze
    to JA pozwolilam tak sie krzywdzic. To jest symbioza. Kat wybiera ofiare.
    Ofiara wybiera kata. Sama wchodzi w ten niszczacy ja uklad. Stad ten gniew.
    Nie wiem, kogo bardziej nienawidze. Rodzicow czy siebie. Bo do swojego kata mam
    tak jak ty, raczej wspolczucie i zal.
    Bo tez jest ofiara.
    Jade na terapie w niedziele. Bo to, co moglam zrobic sama, zrobilam.
    Zrozumialam. Teraz potrzebuje fachowca.
    Moje rzucenie palenia (16 bedzie miesiac) tez jest zdrowieniem. Nalóg tez jest
    autoagresja. A ja juz nie bede siebie krzywdzic. I nie pozwole tego czynic
    nikomu.
    Pozdrawiam
  • jerzy30 14.02.06, 09:14
    parolka - uszy do góry - będzie [tylko] coraz lepiej.
    A te Alanonki to są najwspanialsze istoty na Ziemi. Zawsze powiedza Ci prawde i
    nie oszukają. Zobaczysz To tylko jedno spotkanie w tygodniu - to nic w
    porownaniu z wiecznością.
  • e4ska 17.02.06, 00:08
    16 miesięcy. Fiokla! To chyba bardzo dużo. Jestem niepaląca, ale widziałam, że
    niektórym pozbywającym się tego wesołego nałogu udawało się wytrwać jakieś tam
    góra dwa, trzy miesiące.

    Nałogu palenia nie załapałam, bo czcigodny tato mój lubił udzielać mi pogadanek
    o szkodliwości palenia. Gwoździem jego pedagogicznych orgii była wizja mojego
    osobistego dziadka, który, wysiedlony pod Hanower, zamieniał kromkę chleba na
    papierosy, jako że wolał głodować niż się nie zaciągnąć dymem. Pretensję
    czcigodny ojciec miał oczywiście do mnie, jakbym to ja przepaliła kromkę
    dziadkową i jego własną, więc czułam niesłychaną wdzięczność, że tato nie
    rewanżuje mi się tym samym, czyli nie przepala moich śniadań ni obiadów.

    Dziadek tak się sprawiedliwie uwędził, że dożył 96 lat. Dwa lata przed śmiercią
    rzucił palenie i myślę, że dlatego umarł:) Gdy jako dorosła osoba wygłosiłam tę
    odkrywczą myśl przy obiedzie, rodzina odegrała scenę ze skamieniałym w zgrozie
    rodzicem, szlochającą histerycznie rodzicielką i rozbawioną resztą biesiadników.
    To było strasznie niewychowawcze, bo moi bratankowie, którzy popalali bodajże
    już w przedszkolu, zostali przez występną ciotkę eskę zakonserwowani w
    tytoniowym nałogu, każdy przecież chciałby sobie osiągnąć te 96 z hakiem.

    Dlatego Tobie, Fiokla, nie powiem, że lepiej żyć krócej bez papierosa niż
    dłużej z papierosem.

    A poważnie: trzymaj się w tytoniowej abstynencji, zaś stare rodzinne smutki
    obśmiej w głębi serca, bo najpierw rozpacz, potem gniew, a na końcu śmiech :))
    Eska
  • fiokla 17.02.06, 07:45
    Usmialam sie do lez!
    Dzieki! Ta historia o dziadku i rodzinnym obiedzie, toz to perelka, na forum
    humorum tez by zrobila furore:)
    (16-go lutego byl miesiac odkad nie pale, ale zapewne napisze kiedys, ze to juz
    16 miesiecy!)

    > bo najpierw rozpacz, potem gniew, a na końcu śmiech :))
    _________
    Jestem w tej drugiej fazie, ale wierze ci, ze kiedys bede na tyle silna, ze sie
    bede z tego smiala...
  • e4ska 17.02.06, 09:54
    Eeeech, dzielna Fioklo, historyjka nie jest wesoła:( Jest za to prawdziwa.

    Etap, na którym się znajduję, to gorzka podróż w głąb mojego czasu, oczywiście
    bez terapeutycznego wsparcia, więc żegluję sobie swobodnie całkiem po swojemu.

    Widzisz, nałóg mojego dziadka był szczytem upodlenia. Nie tylko alkoholik, ale
    też palacz wyrządza krzywdę i sobie, i dzieciom, i wnukom, mam nadzieję, że nie
    prawnukom.(?)

    Pod koniec wojny w III Rzeszy nawet Niemcy cierpieli niedostatek, a co dopiero
    przymusowi robotnicy. Otaczany szacunkiem do końca swego długiego żywota dziadek
    sprzedawał chleb, który babcia gdzieś tam cudem zdobyła, za papierosy. Oddawał
    nie tylko swoją porcję, ale też kromkę syna, młodego chłopca, który nawet nie
    dostał papierosa tłumiącego głód (ojciec nigdy nie palił). Nie przyszła chłopcu
    do głowy nienawiść do ojca, a tę nienawiść nazywaną miłością będąc dorosłym
    przelał potem na córkę wedle prawideł swojej kalekiej duszy.

    Rozterki biesiadne, Fioklo droga, są dla mnie bolesnym dowodem na moje
    permanentene odgrywanie roli kozła ofiarnego, która tak mi przypadła do gustu,
    że ją z zapałem ćwiczyłam we wszelkich innych dziedzinach.Trzeba było przy stole
    rozładować frustrację z powodu nałogowego palenia wnuków, którzy umacniali się w
    bolesnym dla ojca uzależnieniu - rzekomo w efekcie moich antypedagogicznych
    żarcików - no to się odfrustrowano moim kosztem.

    Inna sprawa, że bratnie potomstwo funta kłaków nie jest warte, z czego, o
    zgrozo, wyciągam teraz trochę satysfakcji na zasadzie: a dobrze wam, cholery
    jedne wy! Uczucia niższe nie są mi więc całkiem obce, i bardzo dobrze, bo jednak
    przyjemnie wierzyć, że istnieje jakaś mściwa logika zdarzeń, niezależna od
    chorego oglądu rzeczywistości moich kochanych prześladowców. Fakt pozostaje faktem.

    Cieszę się, Fioklo, że nie palisz, przynajmniej nie krzywdzisz ani siebie, ani
    tych, których nie ma może jeszcze na świecie.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Eska.
  • parolka 16.02.06, 12:00
    Witajcie,
    jak zwykle dzieki za wszystkie podtrzymujace slowa. Wiele dla mnie znacza.

    Bylam po raz drugi na grupie wsparcia dla kobiet - z moimi lekkimi przejsciami
    czuje sie troche niedopasowana, niemal winna, ze mnie maz jeszcze nie pobil i
    nie wyniosl niczego z domu... No, ale moze to jest ten przywilej, kiedy
    wczesnie reaguje sie na objawy rozpoczynajacego sie nalogu.

    Grupa niemal zmusila mnie do powiedzenia, ze jestem zona alkoholika. Nie czuje
    sie tak i nadal mam duzy znak zapytania, wiec nie powiedzialam tego w ten
    sposob. Mysle intensywnie na ten temat.

    Podobnie jak u Eski, moja ucieczka przed domowymi patologiami jest praca.
    Uciekam w nia do zatracenia. Podjelam juz terapie indywidualna "w tym temacie",
    ale wczoraj zaczeto mi mowic, ze taka terapia nic nie da, jesli nie przejde
    jednak przez grupe dla wspoluzaleznionych. I ze podobno problem
    pracoholizmu "sam sie rozwiaze". Cos mi sie nie chce w to wierzyc, bo ja juz
    tak pracowalam, kiedy moj maz jeszcze nie pil (choc juz wtedy bywal
    emocjonalnie toksyczny: musztrowal mnie, ustawial wg swojego widzimisie,
    odmawial czulosci i krytykowal za bzdety itp.).

    Czy sadzicie, ze warto rzucic indywidualna terapie, ktora jest ukierunkowana na
    moj problem (pracoholizm) i pojsc na terapie grupowa dla wspoluzaleznionych,
    ktora jest ukierunkowana ogolnie? i to w dodatku w sytuacji, gdy moj maz nadal
    nie pije? juz chyba 1,5 tygodnia...

    bardzo bede wdzieczna za rady, bo wciaz czuje sie jak dziecko we mgle.

    pozdrowienia,
    -parolka

  • wielkopolanka3 16.02.06, 16:30
    Witaj Parolko,
    z moimi lekkimi przejsciami
    > czuje sie troche niedopasowana, niemal winna, ze mnie maz jeszcze nie pobil i
    > nie wyniosl niczego z domu...
    To poczucie czasem towarzyszy i mnie na grupie dla współuzależnionych. Mój
    alko też mnie jeszcze nie pobił ani nie wynosił z domu, a na naszej grupie też
    pojawiają się osoby ze znacznie gorszymi przejściami niż ja. Ale obserwując
    zmiany, jakie alkohol wywołał w naszym życiu, wcale nie jestem taka pewna, że
    za rok... za dwa... może za pięć..., a ja i tak żałuję, że wcześniej nie
    zgłosiłam się do poradni, kiedy jeszcze nie było ze mną tak źle.

    Podobnie jak u Eski, moja ucieczka przed domowymi patologiami jest praca.
    > Uciekam w nia do zatracenia
    Też tak miałam, pracowałam do utraty sił, kilkanaście godzin, czasem nie spałam
    jedna, dwie noce. Och jaka byłam dzielna:( Im więcej pracowałam, tym bardziej
    odsuwałam problemy na inne tory, dalsze. Jeszcze niedawno nawet przypisywałam
    moje złe samopoczucie przemęczeniu, a nie sytuacji w domu. Teraz wiem, że
    oprócz pracy trzeba zadbać także i o inne sfery: własne zdrowie, przyjaciół,
    duchowość, dpbre samopoczucie psychiczne... Teraz wiem, że nie jestem
    pracoholiczką - to był tylko sposób na ucieczke od rzeczywistych problemów.
    Lubię pracować, ale poleniuchowanie też bywa miłe:)

    bo ja juz
    > tak pracowalam, kiedy moj maz jeszcze nie pil
    U mnie też tak było, chyba nie przez przypadek wpada się we współuzależnienie.
    Bo nie tylko alkoholizm był przyczyną moich problemów. Być może jest tak, że
    ludzie łaczą się w pary. Jedna połówką jest alkoholik (lub z innymi
    problemami), drugą ktoś, kto ze względu na swoje osobowościowe zawirowania,
    staje się idealną, dopasowaną połówką, która "pozwoli" chorobie alkoholowej
    rozhasać się na dobre. U mnie tak było. Jestem DDD, poszukiwałam miłości,
    czułości, a mój alko potrafił być tak miły, czarujący. Przez te lata związku
    pozwalałam na obecność alkoholu w naszym życiu, zapewniałam "komfort picia":(

    Grupa niemal zmusila mnie do powiedzenia, ze jestem zona alkoholika. Nie czuje
    > sie tak i nadal mam duzy znak zapytania

    Na pierwszych spotkaniach terapii dowiesz się wiele na temat alkoholizmu,
    objawów, etapów, itp. Ja na przykład dopiero się dowiedziałam, że mój partner
    jest już w fazie chronicznej:( A myślałam, że jeśli nie ma delirium, padaczek
    alkoholowych, to jeszcze nie jest tak źle:( Też nie do konca przyznawałam się
    do ciężaru problemu, z którym musimy się zmagać. w ciągu pierwszych spotkań
    powinnaś się dowiedzieć, czy rzeczywiście Twój mąż ma problem alkoholowy, czy
    też nie, a to pewnie rozwieje Twoje wątpliwości. Szukaj wpierw rozwiania
    wątpliwości, jakie podpowiedziała Tobie Twoja intuicja, w końcu zaczęłaś pisać
    na forum, poświęconym uzależnieniom. Jeśli nie znajdziesz rozwiązania na
    terapii dla współuzaleznionych, to wówczas szukaj dalej.

    gdy moj maz nadal
    > nie pije? juz chyba 1,5 tygodnia...
    Mój nie pije ponad 3 miesiące. Co prawda uznał, że jest alkoholikiem i chodzi
    na terapię. Wcześniej też potrafił robic przerwy w piciu.

    myślę, że warto, żebyś jednak zajrzała na grupę dla współuzaleznionych, jest
    szansa, że rozwiążesz swój podstawowy problem na dziś: jest czy nie jest
    alkoholikiem. A potem zajmiesz się sobą, a nie nim.
    > bardzo bede wdzieczna za rady, bo wciaz czuje sie jak dziecko we mgle.
    Wiesz co robić, żeby wyjść z tej mgły. Ja w końcu z tej mgły wyszłam i bardzo
    sie z tego cieszę.

    Pozdrawiam
    P. S. Odebrałaś PW ode mnie?




  • jerzy30 16.02.06, 18:35
    parolko - czy on jest czy nie jest uzaleznionym to on sam sobie musi
    odpowiedziec - to nie jest twój problem - ty rozwiazuj swoje problemy - a tamte
    zostaw swojemu męzowi - niech i on cos z soba zrobi - nie rob za niego - Twoj
    problem pracoholizmu tez jest bardzo niebezpieczny - pracoholizm akceptowany
    przez naszych szefow - bo takie pracusie jak ja czy ty to pracuja za trzech a
    nawet za pieciu - tak wiec szefowie lubia takich ludzi - gorzej to jest dla
    naszego organizmu ktory nie zawsze wytrzymuje narzucone tempo - ja trafilem do
    szpitala na intensywna terapie z podejrzeniem zawalu - po prostu padlem jak
    pies pluto - od tego czasu ograniczam maksymalnie prace - nie pracuje za trzech
    a tylko za siebie - pracoholizm jest rownie niebezpieczny jak alkoholizm - tez
    potrafi zabic - zadbaj o siebie - daj sobie luzu - daj sobie szanse na luksus
    lenistwa i nicnierobienia czasami. A grupa to dobry pomysl
  • jerzy30 06.02.06, 09:05
    a to czy on jest alkoholikiem czy nie i jak to sprawdzic to ty to sobie odpusc -
    nie zajmuj sie nim i tego nie sprawdzaj - tego sie nie da sprawdzic - bo
    alkoholik to taka cwana bestia ze tak cie zamota i okreci ze uwierzysz w to co
    on zechce bys to chciala uwierzyc - do tego tak to ustawi i tak ci zasieje
    watpliwosci ze kompletnie zostaniesz zdezorientowana - to tez jest manipujacja -
    wzak 4 dni nie pije i pic nie musi - to wiertna bzdura
  • wielkopolanka3 06.02.06, 17:01
    parolko, zgadzam sie z jerzym30 napisał:

    > a to czy on jest alkoholikiem czy nie i jak to sprawdzic to ty to sobie
    odpusc
    > -
    > nie zajmuj sie nim i tego nie sprawdzaj - tego sie nie da sprawdzic - bo
    > alkoholik to taka cwana bestia ze tak cie zamota i okreci ze uwierzysz w to
    co
    > on zechce bys to chciala uwierzyc

    nie chcę w tym miejscu podawać diagnozy, czy twój mąż jest alkoholikiem, czy
    też nie, w której jest fazie choroby - to może ocenić jesdynie specjalista i to
    po rozmowie z nim, a nie z Tobą, Pomyśl jednak, że od kilkunastu dni Toje życie
    kręci się wokół niego, jego picia, nie picia, gdzie w tym wszystkim jesteś Ty,
    że swoimi pragnieniami, dążeniami, smutkami, rozterkami? Czy dotyczą one tylko
    Twojego męża, Waszego związku? A Ty? Pójście na spotkania dla
    współuzależnionych z pewnością nie zaszkodzą. Sama, jako parnerka alkoholika,
    zaczynam się cieszyć (tak!), że mam szansę popracować nad sobą, własnymi
    uczuciami, emocjami, tym, co chcę, a czego nie chcę w życiu osiągnąć. Owszem
    obok jest świat mojego trzeźwiejącego parnera, ale on już coraz bardziej jest
    obok, a nie we mnie, wypełniając cały mój świat, ja odzyskuję siebie, i coraz
    więcej miejsca pomiędzy nami na NASZ wspólny świat.
    Zajrzyj może jeszcze na stronę:
    www.odwyk.webpark.pl/ws.html
    Tam są cechy osoby współuzależnionej. Czy zauważasz tam coś z siebie? (Niektóre
    z tych cech dopiero zauważyłam podczas terapii, kiedy zaczęłam zauważać , jak
    ze mgły wyłaniam się Ja jako ja, a nie tylko partnerka alkoholika. Mądrych
    wyborów życzę i pozdrawiam - współuzależniona
  • drak02 06.02.06, 17:19
    Zauważ że ten wątek ma już ponad 130 postów - czyli coś jest na rzeczy , nie
    traciłabyś czasu gdyby nie bylo problemu.
    A jezeli uważasz ze problem alkoholizmu nie dotyczy twojego meża to moze warto
    zmienić forum - "smakosze win wytrawnych" lub cos w tym stylu.
  • jerzy30 06.02.06, 20:53
    parolko - nikt Cie tu nie chce skrzywdzic ani obrazic ani urazic - to forum
    ludzi dotknietych uzaleznieniem. To rodzaj mityngu AA i Alanon + DDA + DDD.
    taki miszmasz.
    A ta terapia - co sie jej obawiasz - to jest dla Ciebie i prawdopodobnie co
    wyraznie powiedziala wielkopolanka pozwoji Ci zobaczyc Twoje wartosci i dobre
    wspaniale cechy i zalety ukryte gleboko, gleboko a o ktorych sama zapewne nie
    wiesz. Terapia i spotkania AA czy Alanon - to nie tylko dysputa o piciu,
    niepiciu. Poruszanych problemow jest bez liku. Powiem Ci ze nie ma tak w
    przyrodzie by Twoje problemy [i wiele innych spraw o ktorych mozesz sie
    dowiedziec na terapii] nie mialy przyczyn i zrodla w Twoim zapewne
    dziecinstwie. Moze za bardzo wykraczam z przypuszczeniem - ale z moich
    obserwacji i dyskusji z zona i wieloma ludzmi z mojej"branzy" AA - wiem ze
    nasze dziecinstwo ma tu 90 % wplywu. Np. dlaczego sie zwiazalas z tym a nie
    innym czlowiekiem, dlaczego w twoim domu jest alkohol i dlaczego jest on tak
    widoczny i "wazny" ze az znalazlas czas na wejscie w to forum i ze masz czas i
    chec odpowiadac na nasze pytania i komentowac wypowiedzi. To sie nie bieze z
    niczego - to ma jakies zapewne podloze - ale co ja Ci bede trul - na terapii [a
    mysle ze tam pojdziesz - bo za bardzo "uczepilas" sie tego forum] wszystko Ci
    powiedza. A to co ci nie powiedza to sama dojdziesz. Ja zyskalem bardzo duzo i
    z uporem maniaka i niemal neofity terapie polecam.
  • renebenay 31.01.06, 20:51
    Witaj parolko!Doskonale rozumie Twoje watpliwosci i obawy bo kobieca intuicja
    jest bardzo czesto niezawodna.Mieszkalem kiedys kupe lat we Francji a aktualnie
    w Niemczech--mam bardzo blisko do francuskiego Strasbourga i zreszta pod koniec
    przyszlego roku wracam na emeryture do Francji.Znajac dobrze te kraje plus
    Polske moge powiedziec jak bardzo sie te kraje roznia w kulturze picia i
    jedzenia.Osobiscie jestem za modelem francuskim bo tam ludzie pija alkohol z
    umiarem a dodatkowo zywnosc jest bardzo szanowana.Np. przed obiadem normalnie
    pije sie aperitif (anyzowka z woda),potem do dania glownego wino(0.25-0.5l)
    +deser+kawa albo lody.Oczywiscie w tygodniu jedni jedza u siebie a inni w
    restauracjach i oczywiscie podczas 1.5 godzinnej przerwy obiadowej(12-13.00).Ta
    przerwa jest dosc dluga aby pracujacy ludzie mogli wypoczac i pozbyc sie
    stresu,moze to dziwne ale to funkcjonuje bo ludzie sa tak samo wydajni jak z
    rana.Wszedzie czy to bedzie restauracja albo w domu znajduje sie zawsze na
    stole karafka z woda i 2-3 szklanki jak rowniez owoce np.jablka,banany czy
    pomarancze.Ta karafka i te owoce sa pewnym zmyleniem oczu aby je wziasc do ust
    zamiast piwa czy wina jak rowniez gdy spragnione dziecko wpadnie do domu to ma
    wode do dyspozycji.To wszystko mi wyjasnil przed laty jeden specjalista
    kulinarny ktory kiedys pracowal dla radia RTL.Wracajac do Twego meza,byc moze
    jest on przemeczony albo moze cos nie jest tak jak potrzeba w pracy.Jak wroci z
    pracy to postaraj sie go wyciagnac na spacer a latem mozna tez pojezdzic
    rowerami albo cos innego wymyslic.Jezeli chcesz spowodowac np.maly szok u meza
    to poprosic dyskretnie lekarza aby zrobil badanie krwi z uwzglednieniem watroby-
    tutaj chodzi o"gama".Normalnie ma byc okolo 30 a jak jest wyzej to lekarz mu
    wybije alkohol z glowy.Wiem o tym bo przed 2 laty pobieralem morfine i lekarze
    mi mowili ze,rowniez alkohol podobnie niszczy watrobe .Pozdrowienia,renebenay.
  • referee 19.02.06, 19:18
    Witam.Nie sadzisz, ze niepokojacym jest fakt, iz lansujesz picie alkoholu.Co to
    znaczy "kultura" picia?
    Nie ma kultury picia, gdyz alkohol jest niezdrowy.To znaczy sie jak wypijesz
    nawet 50 gram, longa, albo lampke wina to dajesz juz "trucizne" do organizmu.
    Twoja percepcja jest inna.Alkohol nawet w malych ilosciach jest szkodliwy, jak
    nie dla organizmu, to napewno dla psychiki.

    pozdrawiam

    Hi Parolka,
    Twoj facet to jakis "francuski piesek".Chyba nie potrafi spojrzec prawdzie w
    oczy.
    Ja kiedys takze tak mialem.Dopiero jak mnie Moja zostawila, to przestalem
    polykac,gdyz mi na niej zalezalo i musialem o nia walczyc.
    Zycze Tobie wiary, optymizmu, sily.Bedzie wszystko OK.
  • parolka 27.02.06, 06:05
    Witajcie!

    Dlugo sie nie odzywalam, bo pochianiala mnie wlasna terapia, robienie czegos
    dla siebie (wyjechalam sama na pare dni rozwijac zainteresowania), ale niestey
    rowniez coraz bardziej poglebiajacy sie kryzys malzenski.

    Odbylismy juz "superpowazna rozmowe" (ktora to juz? nie zlicze) i spisalismy
    sobie szereg roznych wzajemnych oczekiwan i postulatow pod tytulem "co mamy
    zrobic, zeby bylo lepiej".

    Wszystko szlo dobrze i bylam naprawde dobrej mysli az do chwili, kiedy
    doszlismy do tematu alkoholu. Nie poruszalam go ja, lecz moj maz. Zapytal,
    jakie mam oczekiwania. Oczywiscie, najbardziej wolalabym widziec oznaki, ze nie
    ma hcoroby alkoholowej, ale nie chcialam narzucac jakichs konkretnych oczekiwan.

    On zaczal wtedy mowic, ze nie wyobraza sobie, zeby do konca zycia mial nie pic
    wina. Potem przeszedl w strone prob ograniczania, pytal mnie, czy pol butelki
    jest OK.
    Ja na to, ze 2 lampki wina jeszcze nikomu nie zaszkodzily pod warunkiem, ze nie
    jest to picie dzien w dzien.
    On na to (nadal chyba badajac moje granice tolerancji), ze jak sie ludzie
    spotykaja na sesje degustowania wina, to czesto wypijaja nawet i po butelce na
    glowe.
    Ja na to, ze owszem, ale takie sesje nie zdarzaja sie codziennie.

    Tu rozmowa utknela na martwym punkcie. On przestal chciec ze mna rozmawiac na
    ten temat, poniewaz twierdzi, ze ja mu wmawiam chorobe alkoholowa, zeby
    odciagnac uwage od swojego pracoholizmu (ktoremu nie zaprzeczam, ale teraz sie
    z niego lecze terapia).

    A ja mam DYLEMAT:

    - czy probowac ustalac jakies limity (ew. godzic sie na jego propozycje)?

    - czy moze w ogole sie nie przejmowac zgodnie z rada dla wspoluzaleznionych, ze
    nie nalezy kontrolowac picia drugiej osoby? tylko co wtedy? pozwolic, zeby
    sobie pil, ile bedzie chcial?

    Napiszcie prosze co o tym sadzicie. Rady i komentarze w tym watku wiele mi juz
    daly, ale wciaz 'widze ciemnosc', kiedy przychodzi do konkretnych zyciowych
    sytuacji....

    z gory dziekuje.
    -parolka

    PS Wielkopolanko, nic od Ciebie nie dostalam ;-(
  • parolka 27.02.06, 06:27
    I jeszcze mam do Was jedno pytanie:

    Czy chorobe alkoholowa mozna zdiagnozowac medycznie, a nie tylko
    psychologicznie? U psychologa wiele zalezy od szczerosci i tego, co sie powie,
    a co sie zatai.

    A jak to jest u lekarza? Slyszalam o probach watrobowych (lub czyms takim) -
    czy one "dzialaja" takze wtedy, kiedy sie np. od miesiaca nie pije? (moj maz
    wlasnie nie tyka alhoklu mniej wiecej od miesiaca)?

    z gory dzieki!
    -p.
  • drak02 27.02.06, 09:15
    Alkoholik na pewnym etapie picia ma problemy z wątrobą (skrajny przypadek to
    marskość wątroby). Przy czym tego typu problemy występują w fazie chronicznej.
    Moze upłynąć sporo czasu zanim twój mąż odczuwje jakies dolegliwośći.
    Alkoholozm to również choroba psychiczna i dlatego główny nacisk kładzie sie na
    leczenie uzależnienia psychicznego. Próby kontrolowania picia to jeden z objawów
    uzależnienia. ZAstanawiam się co bym zrobił bedąc na twoim miejscu. Przede
    wszsytkim skupiłbym się na własnej terapii. Twój mąż nie podejmie żadnych
    konkretnych kroków do czasu aż szkody zwiazane z piciem przewyższą korzyści.
    Wyglada na to że twój mąż nie widzi żadnych złych stron swojego picia. Dla
    niego picie to głównie korzysci smakowe, dobry nastrój, rozluźnienie itp.
    Obawiam się że twój maż jesczez nie "dojrzał" . Bardzo trudno bedzie ci przebić
    jego " mechanizmy obronne" i obawiam sie że to moze trwac jesze dosyć długo.
    Do czasu aż mąż nieodczuje na własnej skórze skutków swojego picia.
    Każdy pijacy ma swoje specyficzne "dno" , jakieś nieprzyjemne przeżycie
    zwiazane z piciem które jest na tyle silne i nieporzyjemne , że skłania do
    głębokiej refleksji.
  • jerzy30 27.02.06, 13:42
    a - nie ustalaj żadnych limitów - flaszka, pół flaszki, kieliszek, beczka,
    butelka, puszka. To nie twoje picie. Niech pije - szybciej dojży do decyzji że
    cos z nim nie jest tak. Jak go gnębi że do kooooooooooooooońca życia nie będzie
    mógł wypić kropli gorzałki to jest to wskazowka, że coś z nim nie jest tak.
  • e4ska 28.02.06, 00:08
    Miło, że się odezwałaś, Parolko. Ciekawa jestem, jak tam Twoje samopoczucie
    poterapeutyczne? Pisałaś dwa tygodnie (chyba) temu, że jesteś zadowolona ze
    spotkań, i że mają one coś wspólnego z psychodramą. Myślałam, że chodzi przede
    wszystkim o Twój problem "związkowy", ale wspominasz teraz o terapii
    pracoholizmu. Czyżby było aż tak źle? Mąż ci nawet wyrzuca Twój pracoholizm, ho
    ho. Dziwne, bo nasi partnerzy od wieków przyzwyczaili się do babskiego
    pracoholizmu i mają wciąż swoje rozbrajające: "Nie wiem, jak ona to robi, ale
    można na niej polegać", bo przesypia jeden z drugim nocne harówki i podejrzewa,
    że ich kocmołuch jest prawdziwą cudotwórczynią.

    Ale można się i do tego przyzwyczaić:)


    Jak się leczy taki pracoholizm i na czym on właściwie polega? Bo u mnie to na
    niezdolności do wypoczynku przez siedem dni w tygodniu. Kiedy spotykam się z
    kimś miłym, nie potrafię zapomieć, że przecież tracę czas, a tam robota czeka...
    Nie umiem wypoczywać, bo cały czas mam wyrzuty sumienia, że zanieddbuję coś tam.
    Nie dosypiam i mam pretensje do siebie, że źle zorganizowałam czas, bo za mało,
    za mało zrobiłam, dzień mi się nie chce dodtatecznie rozciągnąć i tak w kółko.

    Ale można się i do tego przyzwyczaić:)

    Co do rzekomego alkoholizmu Twojego męża, to jest on chyba kandydatem do tego
    zaszczytu albo wyjątkowa z niego bestia, podstępna i bezwzględna, twarda sztuka
    i co się tam jeszcze mówi w takich przypadkach.

    Parolko, strawisz całe lata na dociekaniu "co on miał na myśli, kiedy
    powiedział...", ale czy warto? Im bardziej on będzie nie myślał, tym bardziej Ty
    będziesz myśleć, więc statystycznie wyjdzie Wam po równo. Tyle że jemu wyjdzie
    na plus, a Tobie na minus:(

    Ale można się i do tego przyzwyczaić:)

    Pozdrawiam, eska.
  • parolka 10.03.06, 19:21
    Witam Wszystkich, odzywam sie znowu po przerwie.

    U mnie stagnacja - poniekad. Sprawa naszego 'kontraktu malzenskiego' na razie
    utknela na martwym punkcie. Moj maz sie nadal do mnie nie odzywa, ale i nie
    pije.
    Ja z kolei wpadlam w szal pracy (spie po 2-4 godziny, odsypiam tylko 1x w
    tygodniu), a w dodatku zaczelam 'zajadac' stres. Nigdy w zyciu nie mialam
    takiego niezdrowego apetytu, jak przez ostatnie 2-3 tygodnie.

    Czy czlowiek juz tak ma, ze musi od nalogu do nalogu? jak nie
    wspoluzaleznienie, to pracoholizm, albo objadanie sie na potege...

    Na innym watku bylo cos o braku zrozumienia dla osob majacyh problem z
    nalogiem. Ja - choc nie pije - calkiem niezle rozumiem...

    A, no i na razie nie chodze na terapie - troche mi jej brak, ale troche mnie
    draznily takie neofickie wypowiedzi w stylu "tylko to Ci pomoze, tu jest
    wspaniale, koniecznie musisz it. ..." Choc nikt nie mail takich intencji,
    czulam sie troche, jakby mi robiono pranie mozgu...

    ===
    e4ska napisała:
    > Myślałam, że chodzi przede
    > wszystkim o Twój problem "związkowy", ale wspominasz teraz o terapii
    > pracoholizmu. Czyżby było aż tak źle?

    Chodze/chodzilam rownolegle na 2 terapie, ale w tym tygodniu nie poszlam za
    zadna, bo jestem "w ciagu" pracowym (ha, niezle to brzmi...)

    > Jak się leczy taki pracoholizm i na czym on właściwie polega? Bo u mnie to na
    > niezdolności do wypoczynku przez siedem dni w tygodniu. Kiedy spotykam się z
    > kimś miłym, nie potrafię zapomieć, że przecież tracę czas, a tam robota
    > czeka..

    Jak bede cos wiecej wiedziala, to dam Ci znac. U mnie jest to nie tyle
    uzaleznienie od pracy, co ucieczka w prace (choc moze to to samo?)

    > Nie umiem wypoczywać, bo cały czas mam wyrzuty sumienia, że zanieddbuję coś
    > tam. Nie dosypiam i mam pretensje do siebie, że źle zorganizowałam czas, bo
    > za mało, za mało zrobiłam, dzień mi się nie chce dodtatecznie rozciągnąć i
    > tak w kółko.

    To chyba faktycznie blisko jakiegos -izmu. U mnie z kolei jest tak, ze ja sobie
    w ogole nie daje czasu na odpoczynek, bo prostu gonie az padne (moj zawod
    akurat temu sprzyja, bo sama jestem swoim szefem, moge brac roboty tyle, az
    padne i nie wstane...)

    > Co do rzekomego alkoholizmu Twojego męża, to jest on chyba kandydatem do tego
    > zaszczytu albo wyjątkowa z niego bestia, podstępna i bezwzględna, twarda
    > sztuka i co się tam jeszcze mówi w takich przypadkach.

    Nie wiem, co sie jeszcze mowi, ale bestia to raczej nie ;-) Twarda sztuka i
    silna wola - owszem. Dlatego tak dlugo sie trzyma. Moze sie juz prawie wyleczyl?

    :-))

    Pozdrawiam Wszystkich,

    -parolka
  • rauchen 11.03.06, 14:04
    A tak sie tylko zapytam:
    gdzies tam w tekscie padlo slowo "dziecko",
    czy to kolejny kandydat na DDD?
  • parolka 11.03.06, 15:06
    rauchen napisała:

    > A tak sie tylko zapytam:
    > gdzies tam w tekscie padlo slowo "dziecko",
    > czy to kolejny kandydat na DDD?

    Witaj,
    niestety, wywolujesz mnie do odpowiedzi w temacie, o ktorym najchetniej bym nie
    myslala, bo drze na sama mysl. Sama jestem DDD (co odkrylam m.in. dzieki
    obecnosci na tym forum) i nie zycze nikomu, a juz najbardziej wlasnemu dziecku.

    Do pewnego stopnia da sie dziecko chronic, ale w miare jak rosnie i coraz
    lepiej poznaje swiat naokolo robi sie coraz trudniej. Moje dziecko jest na
    poczatku podstawowki i juz zaczyna widziec i rozumiec rozne roznosci... Czasem
    podejrzewam, ze czuje wiecej, niz umie pokazac... Niedlugo bede musiala
    szykowac $$ na terapie :-(

    Na razie zbieram wsrod znajomych opinie na temat: czy lepiej, zeby dziecko
    wychowywalo sie z jednym kochajacym rodzicem, czy lepiej jednak w tzw. pelnej
    rodzinie, ale pelnej napiec... Nie mam jeszcze wyrobionego pogladu.

    Moze ktos z Was podzieli sie swoim?

    -p.
  • rauchen 11.03.06, 15:58
    moze zamiast pytac znajomych,
    zapytaj dziecko.
    Skoro syndrom DDD, DDA to jakoby odwrocenie rol,
    czyli najpierw dorosly w skorze dziecka,
    a pozniej wlasnie dziecko w skorze doroslego,
    moze sie okazac ze to dziecko jest w tym momencie jedynym doroslym w twojej
    rodzinie, skoro cos dzieje sie nie tak, i kto wie czy nie spojrzy na problem w
    najbardziej dorosly sposob.

    pozdrawiam
  • majo-m2 17.03.06, 19:37
    Witaj parolko.Chciałam Tobie powiedzieć co móje dzieci mówią o moim i swoim
    życiu z alkoholikiem -ojcem i mężem.Dzieci są już dorosłe .Jedno dziecko ma 30
    lat a drugie 28.Jakieś 15 lat temu próbowałam odejść odmęża ,ale zabrakło mi
    sił.Niedawno córka mnie spytała jak mogłąm wytrzymać i jak wytrzymuję takie
    życie.Czy nie widzę ,że je sobie niszczę.Zauważyłam u córki takie same reakcje
    na alkohol jak umnie i to mnie przeraża.Jej mąż nie jest uzależniony.Alkohol
    sporzywa tylko w umiarkowanych ilościach i tylko okazjonalnie.Acórka reaguje
    tak jak ja.Trudno to nawet opisać.Ale ja widzę w takich sytuacjach siebie.
    Syn niedawno mi powiedział jak mogłam zafundować im takie piekło.Zaznaczam,że
    mąż mnie nigdy nie uderzył .Za to wyzwiska były na porządku dziennym.To był
    taki terror psychiczny. Dzieci nie obwiniają tak męża jak mnie za swoje
    dzieciństwo.Nie potrafiłam im zapewnić spokoju i chyba tak bardzo
    skoncentrowałąm się na piciu męża,że nie dałam im też tyle miłości ile bym
    mogła.Widzisz.Dzisiaj z pespektywy lat wiem i dzieci mi o tym mówią,że powinnam
    dawno odejśc z nimi od niego.Dzieci mają problemy emocjonalne.Są typowe
    DDa.Zresztą ja też jestem DDA.Od dzieci i sama też wiem,że błędem było
    utrzymywanie małżeństa dlą dzieci .Błedem też było,że przerwałam terapię.Też
    dużo rzeczy mi się na niej nie podobało.Ale jednocześnie czułam,że terapia daje
    mi siłe,m.in dlatego że nie jestem już sama z tym problemem.
    Podobnie tak jak Ty uciekałam w pracę.Dobrze,że już zdajesz sobie sprawę,że
    Twój pracoholizm to właśnie ucieczka.Ale od tego nie da się uciec.
    Ucieczka jaka by nie była nie rozwiąże żadnego problemu.Tego też nie.
    Zyczę CI dużo siły i wytrwałości w tej walce o siebie i swoje szczęscie.
    Serdecznie pozdrawiam
  • eleona 27.02.06, 23:31
    Witam Was wszystkich.Spędziłam kilka godzin czytając bardzo uwaznie zarówno
    Wasze wypowiedzi, jak i informacje ukryte pod linkami.Wychodzi mi jedno
    stwierdzenie:jestem alkoholiczką,współuzależnioną,DDD i DDA.Czytałam pełna
    przerażenia,czasem nadziei,że może jednak mnie nie dotyczy ten problem.Jednak
    dotyczy.Parolko,jesteś dzielna i bardzo odpowiedzialna,chciałabym mieć obok
    siebie kogos takiego,jak Ty.Ale nie mam,mój syn,8-letni,też nie ma.Cieszę
    się,że przeczytałam ten wątek.Życzę Ci powodzenia i siły.Sobie też.
  • jerzy30 28.02.06, 08:43
    to nałóg stokroć trudniejszy do wyleczenia jak alkoholizm - sam jestem tego
    przypadkiem - jak sobie chlalem gorzalke to po prostu upijalem sie, czsami
    spalem w rowie, zataczalem, cuchnelo mi z pyska, oczy czerwone, nos opuchniety -
    trwalo tak kilka dni a potem byla przrwa na kilka miesiecy [bo organizm nie
    wytzrymywal.
    Natomiast pracoholizm to taka choroba co jest akceptowana przez szefow,
    kierownikow, kolegow, - za....lasz jak osiol siedem dni w tygodniu, robote
    bierzesz do domu, ciagle ci malo i malo - rodzina sie niby cieszy ze nie
    pijesz - a ty sie po prostu wykanczasz jak w tym japonskim karoshi [zaharowanie
    na smierc] - u mnie to sie skonczylo pobytem w szpitalu na intensywnej terapii
    z powodu prawdopodobnie lekkiego zawalu - tak mnie to wystraszylo [ze gorzala
    mnie nie zabila] a zabija mnie praca ze powiedzialem stop - poruszylem ten
    temat na mityngach - pomoglo - chociaz z trudem - CHORY bylem z powodu tego ze
    nie mam co robic - petalem sie z kata w kat jak niedopity - na dzisiaj nie
    pracuje w dni wolne i bardzo rzadko po 16-tej - po prostu zorganizowalem prace
    w godzinach 8 do 16 tak by sie wyrobic - a pozatym uzywal hasla "robota nie
    zajac - nie ucieknie"
  • e4ska 28.02.06, 14:23
    Jerzy, niewiele mam informacji o pracoholizmie i pewnie, jak większość spraw,
    będę musiała rozważyć rzecz podczas moich nocnych spacerów - wtedy najlepiej myślę.

    Do tej pory ustaliłam:
    nałogowiec zawsze znajdzie jakiś nałóg,

    pierwszym moim nałogiem było czytanie,

    ale czy było nałogiem, czy tylko rodzice zabraniali mi czytać, bo gnali mnie do
    roboty, wysługiwali się mną od wczesnego dzieciństwa,

    czytanie na pewno było już wtedy ucieczką przed okrucieństwem realnego świata,
    zastepowało normalny świat, a więc było nałogiem,

    podobnie ucieczką od realności była wódka, teraz praca,

    na pozór nie mam przed czym uciekać, ale kto wie? itd:)

    Ciekawe, czy byłeś ofiarą mobbingu, czy tak sam z siebie dążyłeś do perfekcji?
    W każdym razie masz rację z podstępnością tego nałogu, jest on aprobowany przez
    otoczenie i mylony z cnotą, "módl się i pracuj", ładnie, jednak to jest
    niebezpieczne, zaniedbuje się czy naraża swoje zdrowie, zrywa kontakty z ludźmi
    i... nie ma się czasu na terapię ani ochoty na AA:)

    Mnie jeszcze chodzi o jakość życia, o to, że ta robota szalenie mi wszystko
    spłaszcza. Coś z tym muszę zrobić, wydaje mi się, że przeorganizować czas,
    ograniczyć czynności zbędne, mniej wydawać, i co tam jeszcze inni robią. Albo
    założyć klub anonimowych pracoholików. KAP - jaki to miły dźwięk dla wyznawcy
    "do ostatniej kropelki":)
    Pozdrawiam
  • mikaszka 02.03.06, 13:15
    Parolka
    Po co ci te negocjacje? Jesli ustalicie, ze pol butelki wina jest ok - to
    bedziesz pozniej sprawdzac, czy to faktycznie bylo pol butelki? A jak wypije
    wiecej - awantura gotowa. A jak bedzie ukrywal, ze wypil wiecej - ty bedziesz
    usilowala mu udowodnic, ze nie ma racji? A jak wypije mniej albo wcale - pewnie
    bedzie domagal sie uznania i pokajania z twojej strony, ze w niego nie
    wierzylas. Itd. itp.
    Zastanow sie, jakie sa twoje oczekiwania. Przedstaw je swojemu mezowi. I na tym
    KONIEC. Reszta niech on sam sie martwi. Ile wypic, kiedy i czy w ogole wypic.

    A na marginesie.. gdyby on nie mial problemu z alkoholem, to nie bylby dla was
    temat tak drazliwy, wciaz powracajacy i bedacy powodem konfliktow. Wiedzac, ze
    ty sie niepokoisz i ze dla ciebie to jest wazne - po prostu ograniczylby picie
    albo i zarzucil calkowicie - co to za problem dla osoby nieuzaleznionej? ZADEN.
  • jerzy30 02.03.06, 15:55
    są chyba grupy AP - Anonimowych Pracocholików - zresztą z tym uzależnieniem
    można się podpiąć w grupie AA chociażby.
    Mialem dokladnie jak Ty [mól książkowy] A jeśli chodzi o mobbingowanie to je
    przeżylem - teraz jest lepiej - po prostu postawilem granice i sobie i
    mobberowi [kolegom i szefowi]. Dzięki poruszeniu tematu na grupie.
    Jesteśmy mobbingowani jak dajemy na to przyzwolenie - chociażby swoją pracą 48
    godzin na dobę - po pewnym czasie każdy szef uznaje że to normalne i jest
    bardzo zdziwiony jak wychodzisz z pracy o godzinie 18-tej.
  • lukasgld 03.03.06, 21:04
    kobieto taki mężczyzna to skarb troche sobie popije ale w domu i ma większą
    ochote na seks i w ogóle.Na jego miejscu wychodził bym na miasto sobie wypić z
    kolegemi chyba że nie ma kolegów.Poza tym chyba pracy ani obowiązków nie
    zaniedbujje wię c czym tu sie martwić gorzej jakby nic nie pił wtedy dopiero
    byłby zrzędliwy.Wiem po sobie.Półinteligent
  • parolka 03.03.06, 22:19
    lukasgld napisał:

    > kobieto taki mężczyzna to skarb troche sobie popije ale w domu i ma większą
    > ochote na seks i w ogóle.

    To juz niestety przeszlosc ;-(

    > Na jego miejscu wychodził bym na miasto sobie wypić z
    > kolegemi chyba że nie ma kolegów.

    Nie ma kolegow. Taki typ samotnika.

    > Poza tym chyba pracy ani obowiązków nie
    > zaniedbujje wię c czym tu sie martwić gorzej jakby nic nie pił wtedy dopiero
    > byłby zrzędliwy.Wiem po sobie.Półinteligent

    Zrzedliwosc posunieta do ogromnego stopnia nie zalezy u niego akurat od tego,
    czy sie napil, czy nie. Przez lata cale nie pil nic, albo degustowal jakies
    wino raz na tydzien, a zrzedliwosc i przyczepianie sie do dupereli pozostaja
    niezmienne.

    A tak w ogole to chciales napisac "wesoly" post, rozumiem, tylko ze moj problem
    jest chyba mniej wesoly niz sie wydaje na pierwszy rzut oka. Probuje sie od
    tego dystansowac psychicznie, jak tylko moge, ale to bardzo trudne.

    pozdrawiam,
    -parolka
  • majo-m2 15.03.06, 23:00
    Witaj.Tak czytam twój opis męża i zaraz myślę o swoim zyciu.Jestem żoną
    alkoholika.Przerabiałam już różne etapy /sposoby/ jego picia.Było picie
    wódki,drinków,wina.Kilka lat temu mąż zachorował na nowotwór.Myślałam,że
    przestanie pić.Ale nie-teraz pije prawie wyłącznie piwo.Wystarczy,że wypije 3
    piwa i jest pijany.Wiem,że próbuje oszukać mnie i siebie,że nie jest
    uzależniony.Siebie może oszukiwać mnie nie oszuka.Nieważne co pije,ważne że
    musi pić.Ratuj siebie,bo tylko wten sposób możesz uratować też męża.Nie ma co
    udawac,że to tylko wino i tylko czerwone.Alkohol to alkohol.
    Nejlepsze jest to że mąż pije a ja się leczę.Poczytaj trochę o chorobie
    alkoholowej i o tym jak się zaprzecza,że ona istnieje.I nie chodzi mi tylko ,że
    zaprzecza alkoholik.Ja też zaprzeczałam,aż było zapóżno.Przezyłam z moim mężem
    30 lat i chyba mam jakieś doświadczenie.Szkoda tylko że nie słuchałam
    wczesniejinnych jak próbowali mi otworzyć oczy na ten problem.
    Alkoholik nie musi być człowiekiem z marginesu.Mąż jest człowiekiem na
    stanowisku.W domu nie pije bo nie pozwalam na to.Pije w garażu lub w
    piwnicy.Oczywiście nigdy nie powie ,że idzie sie napić.Zawsze ma tam cos do
    zrobienia,chociażby przypilnować piec.Przez te lat zniszczył mnie psychicznie a
    ja mimo że tyle wiedziałam/chodziłam na terapię dla żon alkoholików ale ją
    przrwałam/ pozwoliłam na to.Czułam się winna i niechciana.pamiętaj-to nic nie
    da że będziesz wylewać mu wini,czy robić awantury o picie.Zrób wszystko,aby mąż
    jak najszybciej usiadomił sobie,że jest uzalezniony.Skontaktuj się z AL-anonem
    i z poradnia trzeżwości.Tam znajdziesz pomoc i nauczysz się jak sobie radzić z
    tym problemem.
    I jeszcze jedno.Mój mąż też próbował namówic mnie abym mu towarzyszyła w
    piciu.Był okres,że równo z nim piłam na imprezach ale dosyć szybko
    zorientowałam się ,że może to doprowadzić do mojego uzależnienia.
    Taki przykład uzależnienia mam w rodzinie mojego męza.Szwagierka też tylko
    towarzyszyła swojemu mężowi i wypijała tylko drinka lub wino.Dzisija nie
    żyje.Zabiła się spadając pijana ze schodów.
  • renebenay 16.03.06, 18:21
    Od czasu do czasu wchodze na te forum i czytam ,i naprawde nie potrafie
    zrozumiec ludzi o ktorych sie mowi ze,sa uzaleznieni od alkoholu.Tak jak pisalem
    wczesniej,tez nigdy nie bylem swietym bo palilem papierosy i rowniez tez pilem
    alkohol w formie wina ale mimo wszystko nie pozwolilem aby wino czy nikotyna
    mogla zdominowac moje zycie.Wiem czym jest morfina bo kiedys musialem ja brac z
    powodu choroby a najgorsze ze,faktycznie bylem uzalezniony i zmniejszajac
    stopniowo dawki pozbylem sie klopotu.Rozumiem narkomanow bo tutaj jest
    specyficzna tragedia jak rowniez partnerki alkoholikow ale niestety samych
    alkoholikow nie potrafie kapnac.Przeciez istnieje w kazdym czlowieku wola czy
    rozsadek i jakas granica ktora okresla ze,jest sie czlowiekiem i wstyd przed
    samym soba bo tak dalej nie mozna.Pozdrowienia dla wszystkich.
  • szarotka40 16.03.06, 19:30
    renebenay napisał:

    > Przeciez istnieje w kazdym czlowieku wola czy
    > rozsadek i jakas granica ktora okresla ze,jest sie czlowiekiem i wstyd przed
    > samym soba bo tak dalej nie mozna.Pozdrowienia dla wszystkich.

    istnieje wola ? jaka wola ? niektórzy nie chca zyc bo nie maja dla kogo , nie
    widzą sensu życia . Jaki wstyd? juz są ze wstydu obdarci - wyzuci. Ma gdzie
    spac - bo jeszce ma , jakies pieniadze tez ma. Niby chce rzucic - ale jak to
    zrobic ? to naprawde trudny problem -powinni u nas na siłę leczyc , bo oni juz
    nie kumaja , że są uciążliwi, że przeszkadzaja, że nie widzą sensu życia. W
    Boga tez nie wszyscy wierzą. I co wtedy ? prawda naparwde trudno ich zrozumiec-
    ale dlaczego nie można im pomóc , dlaczego takie mechanizmy naszego prawa nie
    są włączone by pomoc ! ale my tego nie zmienimy - pozdrawaim
  • kylly 16.03.06, 20:11
    renebenay napisał:

    > Rozumiem narkomanow bo tutaj jest
    > specyficzna tragedia jak rowniez partnerki alkoholikow ale niestety samych
    > alkoholikow nie potrafie kapnac.

    powiem tyle jeśli piszesz takie słowa naprawdę niewiele rozumiesz...po rpostu
    wydaje Ci się że rozumiesz...
    pozdrawiam
  • jerzy30 16.03.06, 20:34
    chemicznych reakcji w organizmie dzialaja identycznie - narkotyk szybciej
    dziala bo dziala od razu - a alkohol musi sie w ten narkotyk [endorfiny]
    zamienic
  • rauchen 16.03.06, 21:15
    cos o wstydzie

    "Maly ksiaze spotkal Pijaka:
    -Co ty robisz?
    -Pije.
    -Dlaczego pijesz?
    -Aby zapomniec.
    -O czym zapomniec?
    -Aby zapomniec, ze sie wstydze.
    -Czego sie wstydzisz?
    -Wstydze sie, ze pije. "

    Antonine de Saint-Exupery "Maly Ksiaze"
  • jerzy30 17.03.06, 19:48
    tez tak pilem - znaczy sie z tego powodu
  • ammianus 07.04.06, 11:55
    1/3_ 1/2_ a moze 3/4 butelki wytrawniaka do obiadu ? A moze wcale ? Jedni
    uczeni zalecają inni nie zalecaja i z różnych względów to wynika. Wypada mieć
    jednak świadomość,ze na tym świecie istnieje tez coś takiego jak "prostytucja
    naukowa". Istnieje i ma sie całkiem dobrze, na innych polach przybiera czasem
    tak kuriozalne oblicze ze zal nie powiem co ściska ... czy jest tak również w
    odniesiniu do rynku niektórych alkoholi, których to prominentni producecni
    wzamian za ostrożne i kulturalne reklamowanie wynagradzaja tych , którzy niby
    nie robia im reklamy a jednak .... tego nie wiem ? Ale biore to pod uwage.
  • e4ska 07.04.06, 12:31
    A co powiedzieć, kiedy się czyta o leczniczych właściwościach śliwowicy, którą
    można oficjalnie pędzić, bo taka tradycja miejscowa?

    W rozkwicie mojego nałogu bardzo mi się podobało "leczenie" koniaczkiem,
    bimbereczkiem, ziołóweczką, wisniówką, miodówką, nawet czosnkówką, byle procent był.
    Każdy alkohol to tylko alkohol i jako taki szkodzi, dlatego nie wolno
    przedawkować nawet głupiego syropu.

    Też uważam, że reklamujący uzdrowiciele są na usługach. Dobrze chociaż, że
    zrobiono porządek z tytoniem, inaczej mielibyśmy papierosa jako największego
    sprzymierzeńca światowego pokoju, bo kto pali, ten się nie denerwuje:))))

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka