Dodaj do ulubionych

nie chce mi sie pic

19.07.06, 12:07
czy to normalne? Mam niesamowitego pietra ze ta bomba sie czai, ze za chcwile
zacznie mnnie skrecac na mysl o piwie. To dopiero tydzien, nawet nie, czy
zadziala mechanizm powtarzalnosci sytuacji, ze zawsze na przyklad od szostej,
ze co drugi dzien, ze rowno za tydzien bede musiala sie znowu napic. I ze
jutro bede musiala wypic przed praca i w pracy i zdychac? czy to normalne ze
po prostu nie chce mi sie pic bo cos sie we mnie zlamalo i bede mogla nie
pic? Czy ja moge byc trzezwa, czy moja chora, zmeczona psychika zniesie
bycie zdrowa, szczesliwa i poukladana? Czy ja musze jeszcze zapic?
Edytor zaawansowany
  • 19.07.06, 13:00
    mialem w poniedziałek i wczoraj ten sam problem, wczoraj myslalem, ze juz
    poddam sie, ale udalo sie, moze nie mow sobie, ze juz nigdy w zyciu nie
    napijesz sie, tylko mow, ze nie pije dzis, jutro tez powiedz "dzis nie pije",
    itd, moze bedzie ci tak latwiej
  • 19.07.06, 13:02
    Nie musisz.
    Nie katuj się lękiem, tylko ucz sie co robić,
    żeby nie zapić.
    Przestrzegaj programu HALT i zaleceń dla trzeźwiejących
    alkoholików. To są podstawy, które pomogły mi w tym
    pierwszym okresie radzić sobie z nawrptami głodu alkoholu.
    Chodź na mitymgi AA, terapię.
    A jak Ci będzie cięzko pomiędzy nimi czytaj Desideratę.
    Ten tekst miał na mnie wręcz magiczny wpływ.
    Pozdrawiam:-)
  • 19.07.06, 13:05
    jak slucham Dezyderaty, to przechodza mnie ciarki, fakt ten tekst tez mi
    pomaga, "bądź sobą, nie podchodź cynicznie do miłości, ona jest wieczna, żyj w
    zgodzie z samym sobą!!"
  • 19.07.06, 13:51
    :-) w moim przypadku chodzi po prostu o tekst utworu śpiewanego przez Piwnicę
    pod Baranami "Dezyderata", jest prawdziwy, prosty i lakoniczny, sprobuj go
    znaleźc, posluchac, pomyslec o nim i o sobie w kontekscie słów "Dezyderaty"
  • 19.07.06, 13:47
    co to jest dezyderata? Mam za soba tylko 2 mityngi, i to w Anglii, czy moglabym
    znalezc to na poch, polskich stronach internetowych? Gdzie? Bylam na kilku
    stronach dla uzaleznionych czy cos waznego przeoczylam?
  • 19.07.06, 13:52
    byłaś na www.alkoholizm.akcjasos.pl ?
  • 19.07.06, 14:17
    bylam. Nie widzialam. gdzie dokladnie to znajde? Dzieki za pomoc.
  • 19.07.06, 14:34
    jezeli chcesz, moge ci polecic znajomego terapeute, sadze, ze jest dobry, wielu
    osobom juz pomogl, organizuje on grupy wyjazdowe. Musisz tylko byc wewnetrznie
    przekonana, ze jestes chora, ze jestes alkoholiczka juz, Jezeli juz o tym
    wiesz, to nie czekaj dalej!
  • 19.07.06, 15:58
    dziekuje ci Robercie. Ja jestem przekonana, i juz nie czekam, jak napisalam
    wtez wczesniej, mam za soba juz (dopiero?) 2 spotkania aa. Ja to "wolalam"
    terapeute, ale nie wiedzialam jak w tym kraju sie to wszystko odbywa (od 5 lat
    jestem w Lonynie), zadzwonilam wiec do AA, pijana i sponiewierana, tego samego
    dnia mila pani oddzwonila, nastepnego dnia inna mila pani czekala na mnie i
    zaprowadzila na AA. Oprocz tego jednak chce dowiedziec sie jak najwiecej o
    uzaleznieniu, w pracy mam dostep do internetu i dosc sporo luzu, dlatego tez
    pytam o jak najwiecej adresow, stron itp. Sama dyskusja na forum tez mi wiele
    daje. A propos - znalazlam wreszcie Dezyderate. Ja i kilka innych tekstow z
    Duchowosci chce nosic przy sobie.
  • 19.07.06, 16:16
    aktualnie jestes w Polsce czy w UK?
    jezeli chcesz moge przeslac na twoja skrzynke w "Gazecie" wiecej infomacji, no
    i przede wszystkim kontakt do tego terapeuty i grupy. Trzymaj sie bardzo mocno!
    Powinno udac Ci sie to przetrwac, skoro juz z tym walczysz i wiesz z czym
    walczysz!
  • 19.07.06, 17:03
    Ja mam ostatnio odwrotnie - chce mi sie pic.Zaczely sie upaly (UK) a tu co krok
    piwko.
    Robie co moge - wierze w siebie,ale nie jest latwo - o nie!Dobrze ze pracy
    duzo,ale weekend nad mozem cholera:-(
    --
    1945 – Hiroshima; 1990 – Windows; 2005 – Kaczyński...
  • 19.07.06, 17:10
    Ja z uporem maniaka będe twierdzil, ze koncentracja na chęci picia gdy jej nie
    ma to przerypana sprawa, ja tak mialem dlugi czas i mam nadal- nie pozwala
    skupic sie na otoczeniu i codziennosci.
    Ale rady Ci nie dam, bo sam sobie z tym nie radze.
  • 19.07.06, 22:30
    Addi chłopie.Ty jesteś strasznie rozpaprany . Przypominasz dziecko, które ugryzł komar i wszyscy mu mówią, że nie wolno, a ono sie cały czas drapie, bo je swędzi. Jebnij w cholerę to swoje rozmamłanie i oprzytomnij. Weź się za robotę. Zmęcz się i padnij. Albo ...ty wiesz co. Siedzisz przy tym kompie, stukasz w klawirę i same głupoty Ci wychodzą. Zamęczysz sie tym i ześwirujesz.
    Z banalnym pozdrowieniem Janu
  • 19.07.06, 23:28
    Przepraszam. Przegiąłem
  • 19.07.06, 23:56
    Liczą się ciepłe intencje:) Janu, wszyscy próbujemy to powiedzieć. Że zycie to
    nie terapia, żeby nie przenosić, nie porównywać, nie stosować tych dziwacznych i
    sprzecznych dogmatów. Chciałabym, aby udało się Addiemu pozbierać i wyjść na
    prostą... już bez wspomagaczy i ich feralnych gabinetow.
  • 20.07.06, 01:02
    >wszyscy próbujemy to powiedzieć. Że zycie to
    > nie terapia, żeby nie przenosić, nie porównywać, nie stosować tych dziwacznych
    > i
    > sprzecznych dogmatów.

    Esko! Nie wiem, czy celowo, ale wyszla Ci zreczna manipulacja.
    Wszyscy - i , bycmoze - wszyscy w dobrej wierze, probujemy powiedziec, ze
    wyjsciem najlepszym jest trzezwosc.
    Jednak fajnie wypowiadac sie w wylacznie swoim imieniu i co najwazniejsze -
    zgodnie z prawda.
    Moja trzezwosc to terapia , na ktorej zadnych dogmatow nie zauwazylem. Ty
    non-stop uzywasz tego sformułowania, a przykladu takiego dogmatu nie podalas ANI
    JEDNEGO. Poza tym, na kazda prosbe o rzeczowe argumenty, zapada z Twojej strony,
    glucha cisza.
    Ja na pewno staram sie mowic Addiemu cos dokladnie odwrotnego - ze terapia jest
    ogromna szansa. Wiem o tym doskonale,bo sam taka szanse dostalem.

    >Chciałabym, aby udało się Addiemu pozbierać i wyjść na
    > prostą... już bez wspomagaczy i ich feralnych gabinetow.

    Z uporem pijaka godnym, przedstawiasz w wylacznie zlym swietle terapie i
    terapeutow. To,ze sama nie rozumiesz metodycznych dzialan i nie przemawia do
    Ciebie ich skutecznosc, nie upowaznia Cie do wydawania takich sądów na ten
    temat. Krzywdzisz wielu ludzi, ktorzy sa doskonalymi terapeutami, a takze
    takich, ktorzy dzieki wspanialym fachowcom, mogli wytrzezwiec.
    Wymagasz zrozumienia i szacunku wobec "tych, co sami", a jednoczesnie, bez
    mrugniecia okiem, wyszydzasz inne drogi.Czy tak postepuje czlowiek, ktory chce
    dla drugiego jak najlepiej?
    pozdrawiam
    PaulSixtus

  • 20.07.06, 07:06
    Nie czytam już postów Eski, bo mi szkoda nerwów.
    Nie wiem czy pamiętasz taką pielęgniarkę z czeskiego
    filmu "Szpital na peryferiach" - identyczna
    i też mogłaby fruwać jak gołębica.
    Jak masz ochotę - poczytaj:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=43647015
  • 21.07.06, 00:26
    Och, PS, terapeuta to nie człowiek:)))
    Zresztą pijak też nie człowiek. Kobieta nie ludź. Jest tak gorąco, a jutro ma
    byc okropnie, i tym się martwię, a nie smutkami terapeuty. Widzę dobre strony
    terapii i widzę złe strony... tych złych jest więcej, z mojej strony patrząc.
    Taki drobiazg: "Jednak fajnie wypowiadac sie w wylacznie swoim imieniu" - to
    terapeutyczny nakaz... a ja się wypowiadam w imieniu pewnej wspólnoty, zgodnie z
    prawdą. Atomizowanie gromadki - proszę bardzo, ale na zajęciach.

    "Krzywdzisz wielu ludzi, ktorzy sa doskonalymi terapeutami, a takze
    > takich, ktorzy dzieki wspanialym fachowcom, mogli wytrzezwiec". Doskonały,
    wspaniały, fachowiec - znaczące nagromadzenie. PS, cenię sobie doskonałych
    piekarzy, wspaniałych szewców, kocham wynalazców pralki automatycznej,
    mikrofalówki, nawilżacza, ekspresu do kawy, terapeutów nie kocham, bo nie mam za
    co. Ty kochasz, to kochaj, jesli dzięki nim wytrzeźwiałes, a nie dzięki sobie,
    trudno. Ja i tak będę uważać, że Twój udział w Twoim niepiciu jest
    najważniejszy, ale cóż...

    Cenię sobie trzeźwość każdego człowieka, czy z cudzą pomocą, czy bez pomocy
    udało się komus wyrwac z nałogu - takiego nie lekceważę. Oczywiscie, reszta
    swiata może wyśmiewać się z naszych trudów i walk, ale dla mnie trzeźwość to
    wielka rzecz, Twoja, moja, wszystkich nas i możemy być z niej dumni.

    O terapii porozmawiamy... co się odwlecze...:) A zapytam jeszcze: piłeś podczas
    terapii czy od razu rzuciłeś? Głody miałeś jeszcze czy los oszczędził? Biegasz
    do AA?
    Pozdrawiam, następnych stu lat trzeźwosci życząc;)
  • 21.07.06, 00:52
    "Jednak fajnie wypowiadac sie w wylacznie swoim imieniu" - to
    > terapeutyczny nakaz...

    Nie terapeutyczny nakaz, a dobre maniery. Jesli Tobie podobaja sie hasla w stylu
    "Katowice z Mandaryna! Pokazcie, ile nas jest" - gratuluje.

    >a ja się wypowiadam w imieniu pewnej wspólnoty, zgodnie
    > z
    > prawdą. Atomizowanie gromadki - proszę bardzo, ale na zajęciach.
    >

    Tak wiec ja, zwolennik terapii, nie mam prawa wypowiadac sie w imieniu zadnej
    grupy, Ty natomiast, jestes do tego upowazniona...
    Ja przedstawicieli "mojej" grupy moge wymienic z imienia, znam ich osobiscie. A
    Ty? Skoro tak uciekasz od grupowosci, po co jestes tutaj?

    >terapeutów nie kocham, bo nie mam z
    > a
    > co. Ty kochasz, to kochaj,

    Twoj brak szacunku do merytorycznie wypowiadajacego sie rozmowcy, jest dosc
    przykry w odbiorze.
    Nigdzie nie napisalem, ze darze terapeutow jakimkolwiek uczuciem. Nie
    wypowiadalem sie na ich temat emocjonalnie. Jedynie ocenialem fachowosc wielu z
    nich.

    >Jesli dzięki nim wytrzeźwiałes, a nie dzięki sobie,
    > trudno. Ja i tak będę uważać, że Twój udział w Twoim niepiciu jest
    > najważniejszy, ale cóż...

    Tutaj widac, ze walczysz z wiatrakami, ktore zaprojektowalas sobie wylacznie w
    swojej zablokowanej glowie.
    Otoz, ja rowniez uwazam, ze w mojej trzezwosci najwazniejszy jestem ja, terapia
    to nie sekta, to nie zloty srodek, kamien filozoficzny - to zbior wiedzy o
    chorobie i metod radzenia sobie z nia, na podstawie DOSWIADCZEN ALKOHOLIKOW,
    zebranych przez dziesiatki lat.
    To ostatnie zdanie przeczytaj sobie 10 razy, zanim zechcesz odpisac.
    pozdrawiam
    PaulSixtus

  • 21.07.06, 00:58
    acha! jeszcze jeden wątek...

    "zapytam jeszcze: piłeś podczas
    terapii czy od razu rzuciłeś?

    Jaki bylby sens uczestnictwa w terapii, gdybym nie podszedl do niej uczciwie?
    Poza tym, niczego nie rzucilem, alkoholizmu sie nie rzuca. Alkoholikiem jestem
    dalej, tyle, ze nie pije.


    >Głody miałeś jeszcze czy los oszczędził?

    Gdybym nie mial glodow, nie bylbym alkoholikiem. Bylo wszystko, glod, sny
    alkoholowe - staram sie zawsze sobie z tym radzic. Jak dotad, udaje sie calkiem
    dobrze, oby tak dalej.


    >Biegasz
    do AA?"

    Nie biegam, szanuje, korzystam z doswiadczen.

    pozdrawiam, goraco (upalnie wrecz), trzezwych 24 i nastepnych:)
    PaulSixtus


  • 20.07.06, 17:49
    Janu to ja cos Ci powiem

    Nie jestem taki 24 godziny na dobe. Jestem taki glownie na forum.
    Zbieram wszystkie swoje pytania, zale, frustracje i wtedy tu pisze.
    Po to chyba to jest?
    "Same głupoty Ci wychodza"
    To bylo dla mnie obrazliwe.

    OK>
    Moja aktywnosc na tym forum wygasa.
    Myslalem, ze jest ono po to, by przedstawiac rozne opinie.

    I tak dodam- zawsze mialem i mam bardzo wielu znajomych, wiekszosc to ci sami
    od 10 lat. Nie uciekli jakos ode mnie do tej pory.
    Nie jestem widac taki straszny.
    Mialem na studiach stypendium naukowe przez wzystkie semestry. Nie jestem widac
    taki glupi.

    Jezeli moje wypowiedzi sie nie podobaja, to widocznie trafilem w zle
    towarzystwo.
    Dziekuje
  • 20.07.06, 20:15
    "Zbieram wszystkie swoje pytania, zale, frustracje i wtedy tu pisze.
    Po to chyba to jest?"

    - To Twoje słowa Addi - wychodzi na to, że przychodzisz tutaj żeby się wyrzygać

    "Nie jestem taki 24 godziny na dobe"

    - a skąd my to mamy wiedzieć, jak na forum robisz tylko j.w.

    "To bylo dla mnie obrazliwe."

    - chciałem żeby zabolało i żebyś zareagował. Przepraszam

    "Jezeli moje wypowiedzi sie nie podobaja, to widocznie trafilem w zle
    towarzystwo.

    - widocznie

    "Dziekuje"

    - Prosze bardzo
  • 20.07.06, 23:04
    Zakladajac, ze jestem alkoholikiem, ktory ma problem z ta identyfikacja.
    czyli, ze nie chce sie "przyznac".
    Zadam kilka pytan. Raczej retorycznych. Choc nie wiem, gdy czytam niektor e
    wypowiedzi wszechwiedzacych.

    Czy na tym forum są tylko 100% zdeklarowani alkoholicy?
    Jeżeli tak- to czy od początku byli oni tak zdeklarowani?
    Jezeli nie- to czy dlatego nie byli, nikt nie mówił, nie wiedzieli i nie mieli
    dostępu do ksiazek, czy tez moze mieli watpliwosci?
    Jeżeli tak, to dlaczego moje watpliwosci sa traktowane z lekcewazeniem?
    Jezeli nie, to jestem w niebie.

    Zastanawia mnie taka postawa.
    Ktos pił x lat, wiedzial na pewno ze nie umie kontrolowac picia, a mimo to pil.
    A dzis nie pije pare miesiecy czy lat i wysmiewa sie ze mnie.
    Moze rzeczywiscie lepiej jest byc alkoholikiem zaawansowanym i bez watpliwosci
    niz zatrzymac sie wczesniej i je miec?
    100 razy "sprawdzic sie" 10 razy zaszyc esperal i wtedy dopiero "przekonac" sie
    i mądrzyc sie i wysmiewac takich jak ja, ktorzy postapili inaczej- nie
    sprawdzali 100 razy i nie zaszywali sie i maja jakies watpliwosci?
    Tak, samemu to trzeba bylo "sprawdzic", ale komus to sie kaze wierzyc
    blyskawicznie i bez sprzeciwu na slowo.

    To, co napisalem, nie jest adresowane do nikogo konkretnego, jest troche
    cyniczne i zlosliwe, ale odpowiadam tak samo ostro jak zostalem potraktowany.
    Nie żale sie, po prostu uzasadniam swoj sarkazm.

    Nie trzeba odpowiadac.


    Napisze jeszcze jedno o moich bardzo zabawnych, uahaha, wybitnie smiesznych i
    wyfilozofowanych powodach rezerwy wobec uznania sie za alkoholika.

    Smutna prawda jest taka, ze alkoholizm jest postrzegany zle. Co z tego, ze
    Aowcy czy terapeuci wiedza, ze to choroba czy ze nie musi oznaczac smietnika-
    przcitny czlowiek tak to kojarzy.
    Alkoholizm drodzy panstwo, szczegolnie w wersji po terapii i niepijacej, to
    skaza, wada w oczach wielu.
    Tak jak homosexualizm czy ateizm.
    Nie popieram tego, nie rozumiem- ale wiekszosc ma inna opinie.
    A zyjemy w takim swiecie jakim zyjemy.
    Jak kogos to smieszy to niech sobie powie szczerze, ile razy zatail swoj
    alkoholizm.
    Nie ze nie krzyczal na ulicy- ale zatail.
    Cukrzycy nikt nie tai.
    Wiec chyba cos jest na rzeczy.
    Jest wyjscie jedno- zamknac sie w getcie AA i zdac sie na przewodnictwo
    terapeutow.
    Wiec nie widze nic smieznego w tym, ze ktos ma opory przed uznaniem sie za
    alkoholika i deklarowaniem tego.

    Uznalem, ze skoro mam watpliwosci czy jestem alkoholikiem oraz ze mam te opory
    o kotrych wyzej pisze, moge sprobowac po prostu nie pic.
    Mozna powiedziec- jestes alkoholiiem i tego nie zmienisz.
    Ale dla mnie wybor jest prosty- jesli jestem/ bede alkoholikiem i jezeli bede
    chodzil na mityngi AA to nie bede łaził tam kanałami i udawał głupiego, ze ten
    znajomy spotkany na ulicy to z dawnej pracy a nie z mityngu. Czyli zakladam
    jawnosc. A do tego nie jestem absolutnie gotow.
    Albo trzezwieje po swojemu i kropka.

    To co napisalem to po to, zeby troche konkretniej bylo. Jak kogos znowu
    rozsmieszylo niech odtad nie czyta moich wpisow.
  • 20.07.06, 23:05
    janulodz napisał:

    > "Zbieram wszystkie swoje pytania, zale, frustracje i wtedy tu pisze.
    > Po to chyba to jest?"
    >
    > - To Twoje słowa Addi - wychodzi na to, że przychodzisz tutaj żeby się
    wyrzyga
    > ć
    >

    Nie i tak.
  • 20.07.06, 00:12
    Fakciku drogi, a cóż to za wiadomości nadajesz z Wysp Brytyjskich:(((

    Słuchaj, wiesz chyba o tym, że każdego może chwycić głód alkoholowy. Mnie złapał
    pierwszy i targał mną obrzydliwie jakieś dziesięć tygodni po odstawieniu. Ja
    cała w błękitach, anielska i słodka, a tu... muszę i natychmiast. Ledwo dałam
    sobie radę. A ten terapeuta, co niby miał mnie do terapii zachęcić, nie
    wspomniał nic o czymś takim, więc nie wiedziałam, co się dzieje... ale przeszło.
    Potem jeszcze ze trzy razy - w ciągu całych szesnastu miesiecy cztery razy -
    dawał o sobie znać mój alkoholizm. To trzeba przeczekać, trochę zawalczyć,
    wytrzymać... nie jedź nad morze, miasto pozwiedzaj w samotności, trochę
    refleksji i ciszy przyda Ci się na pewno. No i na mityng idź, jeśli przerwałeś
    spotkania, to niedobrze.

    No i miejże dla siebie litość, przecież wspominałeś, że niełatwe czekają Cię
    sprawy osobiste. Nie zawalaj swojego życia piwem. Przecież my, alkoholicy, jak
    wypijemy pierwsze, wypijemy i drugie. Tylko po co?

    Wyprostuj się, nie łam, dasz radę. Trudne zwycięstwo lepiej smakuje:)
  • 21.07.06, 07:47
    Paulsixtus napisał:

    "Otoz, ja rowniez uwazam, ze w mojej trzezwosci najwazniejszy jestem ja, terapia
    to nie sekta, to nie zloty srodek, kamien filozoficzny - to zbior wiedzy o
    chorobie i metod radzenia sobie z nia, na podstawie DOSWIADCZEN ALKOHOLIKOW,
    zebranych przez dziesiatki lat."

    Jaka jest różnica pomiędzy osobą, która do swojej trzeźwosci doszła nie uczestnicząc osobiście w korzystaniu z tej wiedzy, a osobą biorącą czynny w niej udział?
    Ja, trzeźwiejąc sięgałem do różnych żródeł. Biblioteka, internet, własne obserwacje i przemyślenia.
    Na prawdziwej terapii nie byłem nigdy.
    Prześladował mnie głód alkoholowy, miałem koszmarne sny, chwile zwątpienia i słabości i wtedy sięgałem do książek, szukałem informacji o swojej chorobie i przede wszystkim przypominłem sobie, jakie spustoszenie w moim życiu uczynił alkohol. Jaką krzywdę wyrządziłem sobie i najbliższej mi osobie. To była moja siła. Moja "siła wyższa", mój "bóg", mój wewnętrzny imperatyw , czy jakby to jeszcze nazwać.
    Nie neguję doświadczeń dziesiątek lat naukowych badań i porządkowania wiedzy o alkoholizmie. Tak samo poświęcenia i fachowości terapeutów. Ja przecież z tego też korzystałem, tylko w innej formie.

    Wiedza jest dla wszystkich. Sposób korzystania z niej też.

    Przerażające jest coś innego.Alkoholizm zatacza coraz szersze kregi i staje sie wszechobecny. Ludzie piją, bez wzgledu na swoje pochodzenie,wykształcenie, wiek i płeć.
    Dostępność alkoholu, jego działanie, jego wszechobecność, społeczne przyzwolenie i tolerancja dla pijaków sprawia, że piją właściwie wszyscy.
    Niepijący jest dziwolagiem i osobą podejrzaną. Jest chorym, ale nie dla siebie, tylko dla otoczenia.
    To stanowi, że ci najsłabsi po prostu piją, bo taki jest społeczny nakaz.
    Spotkania integracyjne, przyjęcia rodzinne, interesy, praca.
    Pije się wszędzie i przy każdej okazji.
    Co ma zrobić np uzależniony alkoholik na wsi, gdzie pije się rano i w południe i wieczorem, bo żniwa, sasiad studnie kopie, dziecko sie komus urodziło, podatki podniesli, krowa sie cieli, a sąsiedzi stawiają i jak się nie napijesz to jesteś wróg, albo jaki donosiciel. I pije taki chory i nieszczęśliwy.
    A terapeutów nie ma, internetu i innych bajerów też.
    Nie wszyscy też studia pokończyli.
    No to idzie do stodoły sznur na belkę przywiesza i konczy ze sobą, bo inaczej nie może.

    I tu jest problem, a nie w sporach o wyższosci jednej metody nad drugą i polemikach niekończących.

    Miłego dnia i końca upałów życzę. Janu
  • 21.07.06, 10:33
    ..."lagodny powiew radosci i spokoju",
    takie mialam odczucie gdy przeczytalam "To była moja siła.
    > Moja "siła wyższa", mój "bóg", mój wewnętrzny imperatyw , czy jakby to
    jeszcze
    > nazwać."

    ostatnio tak sobie mysle duzo na temat cytatu z Wielkiej ksiegi AA:
    "...w kazdym mezczyznie, kobiecie czy dziecku, jest pierwotnie obecne pojecie
    Boga.
    Ono moze byc ukryte za nieszczesciem, bogactwem, czczeniem innych rzeczy, ale w
    jakis sposob to pojecie istnieje.
    Bo wiara to jest moc, silniejsza niz my sami i to cudowne dzialanie tej mocy w
    zyciu ludzi jest tak stare, jak czlowieczenstwo."

    Mi latwiej bylo odkryc pojecie Boga, ze to jest ta sila, ktora dzies tam zawsze
    byla pomimo, bo ten Bog kiedys tam we mnie juz byl, potem obrazona na Kosciol,
    zostawilam Boga w Kosciele, nie zdajac sobie sprawy ze Boga tak sobie zostawic
    nie moglam, bo to nie ja decyduje o pozostawieniu sobie ot tak sily, ktora
    dziala we mnie. Sily wiekszej niz ja sama. A odkrycie, ze ona zawsze obecna
    jednak byla, przynioslo ulge, odsunelo samotnosc, dalo swiadomosc dzialania tej
    sily, jesli tylko nie ukrywam, ze to co dziala we wnie dziala dla mnie,
    a krzywdy wyrzadzane sobie, wyrzadzam ja sama, swoim wlasnym dzialaniem.
    I mimo ze wiele w tym zdaniu sobie z tego sprawy zawdzieczam AA, to jednak dla
    mnie czytanie literatury AA, jest tak jakby czytanie tego co chcialam
    przeczytac o sobie, po to zeby zyskac przekonanie, ze ja tak chce, bo to jest
    zgodne z tym czego potrzebuje.

    A to co napisales o tym powszechnym piciu, i przyzwoleniu na nie.
    I znow przychodzi mi WK AA: przestajemy walczyc, z czymkolwiek i kimkolwiek.
    Ale to nie znaczy ze przestajemy dzilac. "Wiara bez pracy jest martwa".
    Gdzies Eska opisala jak przy ognisku wsrod pijacych przyjaciol czy znajomych,
    zrobila wyklad na temat swojego niepicia. I moze tu wlasnie jest to co mozna w
    takiej sytuacji robic: opowiadac o sobie. Nastepnie dawac wsparcie. Na pewno
    wsrod tych osob pijacych, zaraz obok znajdziesz ich bliskich. Ci ludzie, jesli
    problem juz kwalifikuje sie jako alkoholizm, zazwyczaj sa zamknieci w
    problemie, odsuwaja sie, boja sie o nim mowic. Sam alkoholik tez boi sie tym
    mowic. Temat tabu, sytuacja bez wyjscia, sytuacja w ktorej chyba najlepiej
    zostac, bo przeciez nie ma na swiecie nikogo kto to zrozumie.
    Ale my alkoholicy jak nikt inny na swiecie doskonale wiemy ze to nie jest
    sytuacja bez wyjscia, bo sami w takiej sytuacji bylismy. I znalezlismy wyjscie.
    A teraz patrzac na tych, ktorzy znajduja sie w takiej sytuacji, w jakiej my
    kiedys bylismy, znajdujemy wiele niezrozumienia, ze przeciez udaje sie
    wychodzic, ludzie bierzcie sie za sibie i wychodzcie, szukajcie pomocy.
    Tylko dopoki pomysl siedzi tylko w naszej glowie, nic z niego nie zbudujemy.
    Budowac mozna za pomoca dzilania, mowienia, dawania przykladu samym soba.
    Wg WK AA jest to zupelnie naturalne ze alkoholik ktory sam wyszedl z aktywnego
    alkoholizmu, ma w sobie chec niesienia pomocy innym, wciaz cierpiacym. My,
    alkoholicy, w wiekszosci pijac bylismy takimi idealistami, nie umiejac sie z
    zmierzyc z naszymi idealami, pilismy, i dalej pozostawalismy pijacymi
    idealistami. Przestajemy pic, a idealistami pozostajemy, tyle ze zaczynamy czuc
    trwardszy grunt pod nogami, i odnajdujemy sie w tym, ze nagle mozemy nasze
    idealy spelniac. A jednym z tym, jest wlasnie pomoc innym.
    Pamietam jak pisalam rok temu list do mojego brata i odkrywalam prawdy dla
    samej siebie, napisalam mu zeby nie spodziewal sie ze nagle po pojsciu do
    sklepu, w ktorym zawsze kupowal flaszke, pani z rozpedu nie wyciagnie flaszki z
    przyzwyczajenia, bo to on postanowil nagle ze on przestal pic. Bo on sam to
    stworzyl. I ze nagle wszyscy ci, dla ktorych stal sie dzieki swojemu dzialaniu
    obrazem pijaka, beda mu gratulowac. Bo takich zmian nie osiaga sie w jedna noc.
    Ale na pewno spotka na swojej drodze takich, ktorzy beda sie z tego cieszyli,
    jesli okaze sie byc trzezwym, tylko ze tego nie powiedza, bo beda dalej bali
    sie tego pijacego czlowieka, na obraz ktorego pracowal latami. Ale sam moze
    zaczac rozmawiac, zaczynajac od pogody, pietruszce, az w koncu gdzies przejsciu
    na temat picia.
    I ja np mysle sobie ze to samo dotyczy mnie, nas, juz trzezwych. Moze
    znajdziemy wsrod nas osoby z otoczenia alkoholika, ktorym bedziemy mogli pomoc
    zaczynajac rozmowe samemu, od pietruszki dochodzac do flaszki. Oni rzadko sie
    do nas zwroca o pomoc, bo zazwyczaj to tez sa osoby chore, wspoluzaleznione,
    zamkniete w swoim swiatku, bojace sie. I z pijacymi alkoholikami podobnie.
    Moze nie dzis, moze nie jutro, trafi sie ten dzien ze dostaniemy natychmiastowa
    odpowiedz zwrotna, ze osoba chce zeby jej pomoc. Ale nie zamykajac takiej
    rozmowy, zostawiajac otwarte dzrzwi, dajemy szanse ze kiedys wrocimy na ten
    temat, a wtedy damy z siebie to co chcemy i co mozemy.
    Zawsze jednak pamietaj janu, ze nie pomozesz wszystkim, bo mozesz sie zagubic
    sam w sobie. Dlatego zawsze najlepiej jednak pamietac o AA i osrodkach terapii,
    czesci osob ktore spotkasz, moze wlasnie to bedzie konieczne. A ty sam dzieki
    temu bedziesz mial czas dla siebie, zeby jednak posiedziec pod jablonia.
    Wszystkim i tak nie pomozesz. Nasze ludzkie mozliwosci jednostki ludzkiej sa
    ograniczone. Ale mamy wsolnikow naszej niedoli, trzezwych alkoholikow, ktorzy
    tez chetnie pomoga tym, ktorzy tej pomocy zapragna.
  • 21.07.06, 10:05
    Taaak, zboczył się nieco Twój wątek, a i we właściwym, jak mi się wydaje,
    otrzymałaś odpowiedzi takie, jakbyś chciała pić, a nie, że Ci się nie chce, a to
    wielka różnica, kolosalnie różna we wszytkich odcieniach inności:)))

    Tak, to normalne i najpiękniejsze w całym procesie powrotu do trzeźwosci: że
    nagle swierdza się - ale ja wcale nie chcę pić i jestem z tego zadowolona...
    Zdziwienie... trudno uwierzyć... to takie łatwe? Spodziewaliśmy się
    niewysłowionych mąk i boleści, a tu już? Tylko tyle? Trochę łez, jak w Twoim
    przypadku, i ulga?

    Że sie obawiasz powrotu... ależ każdy musi sie z tym liczyć, nawet jeśli
    dwadzieścia lat nie pije. Musi pamiętać, że istnieje zagrożenie. Ale nikt nie
    powie, żaden "fachowiec", co może zadziałać niekorzystnie w Twoim przypadku, ani
    kiedy to sie może stać - dziś, jutro, trzydzieści lat później... tylko że
    wiedzieć o zagrożeniu nie znaczy martwić się nim.

    Podobno niektorym trzeźwieje się około dwóch, trzech miesięcy na full, a potem
    łamią się i wracają. Nazywa się toto fazą muru, powiedzą Ci na AA, jak zapytasz,
    znana teoria. Ale można i bez tego, a jak się zdarzy, to się czeka, aż
    przejdzie, normalne... przyzwyczailismy się do picia, a przyzwyczajenie to druga
    natura człowieka:) Nie warto też oczekiwać cudów, nie spodziewać się nagród,
    wystarczy tylko, że się nie mordujesz z kacem, że jesteś fizycznie sprawna, że
    nie tracisz pieniędzy na alkohol, dobrze śpisz, nie oszukujesz, nie grasz
    trzeźwej, kiedy jestes pijana... czyli możesz decydować o sobie. Co do terapii -
    po co ona, jak masz AA, nie pijesz, cieszysz się z tego. Ja po rzuceniu picia
    byłam na paru wstępnych wizytach i żałuję czasu, swojego i terapeuty, nie mówiąc
    o państwowych pieniądzach.

    Jednak gdyby Cię naszła jednak, tfu na psa urok:))) chęć powrotu do butelki, to
    lataj na mityngi dzień w dzien i szukaj terapii... po co teraz lekarstwo? Na
    radość? I w radości potrzebujesz podpory? Nie rozumiem:)))... teraz pozdrawiam i
    ciesz się, bo jest czym, naprawdę:)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.