Dodaj do ulubionych

Co daje terapia?

01.08.06, 19:56
Łamię się czy nie pójść do specjalisty. Za dużo myślę o alkoholu, za często
czytam to forum, za bardzo tęsknię za czasmi kiedy alkohol mógł dla mnie nie
istnieć. Chyba sama nie dam rady. Nie mogę co parę dni bić się z myślami czy
otworzyć barek, czy nie.
Przeraża mnie myśl, że już do końca życia alkohol będzie w bardzo ważnym
miejscu moich zainteresowań. Przecież tak niedawno tak nie było.
Obserwuj wątek
        • kylly Re: Co daje terapia? 01.08.06, 21:36
          Zahir, tego właśnie nie chcę. Jakiejś schematyzacji uczuć, rubryk, tabelek.
          > Ja nie mam problemów w brakiem akceptacji. Mam w nosie czyjąś akceptację

          hehe pozwolisz że się uśmiechnę...nie masz problemów z czyjąś akceptacją...ok
          ale popatrz tak głęboko w siebie i odpowiedz na pytanie...na ile akceptujesz
          siebie sama - z wadami i zaletami jakie masz...
        • 7zahir Re: Co daje terapia? 02.08.06, 08:33
          Do cortony!
          To była tylko informacja. zeby sobie uzmysłowić
          na ile wazny jest problem właściwego przeżywania uczuć w naszej chorobie.
          Bo to własnie z tego powodu siegamy po znieczulacz.

          Pomyslalam sobie, żeby przenieść rozmowę o uczuciach w bardziej kameralne
          warunki, poza rozważania terapeutyczne na tej stronie.
          Nie chcemy, albo nie umiemy mówic o uczuciach, bo sie wstydzimy,
          bo uciekamy od mysli o nich, bo nie zdajemy sobie sprawy jakie to wazne, albo,
          ze wogóle je mamy.
          Najczęściej jednak dlatego, że to tak strasznie boli, że boimy się w tym bólu
          grzebać i znieczulamy go róznymi specyfikami, tak jak dokuczający od dawna ząb.
          Proponuję rozmowę na ten temat w kameralnym kąciku , która pozwoli na anonimowe
          podzielenie się swoim bólem co na pewno przyniesie ulgę
          i pozwoli innym zrozumieć tez siebie.

    • letek17 Re: Co daje terapia? 01.08.06, 22:06
      Nie łam się szkoda czasu. Zrobisz ze swoim życiem co tylo chcesz, bo to Twoje
      ale z anginą też chyba idziesz do lekarza, choć tak w zasadzie to wiesz co Ci
      jest i co Ci zaordynuje.
      Śmiem twierdzić, że alkohol i tak już jest ważnym podmiotem Twoich myśli.
      Ja dziś mało myślę o alkoholu, więcej o życiu. I nie narzekam. Obiecuję Ci, że
      jak się postarasz to poza tym, że masz w nosie akceptację przez innych ( czy aby
      tak napewno jest w tej chwili?)będziesz siebia akceptować sama, pomimo że....
      Nie bój się tych wizyt, może pozwolisz sobie pomóc, może już jesteś do tego gotowa.
      O pogodzie ducha podyskutujemy za miesiąc. Po wakacjach.
      Teraz odpowiem Ci tylko co mi dała terapia:
      - wiedzę teoretyczną i praktyczną o mechanizmach uzależnienia funkcjonujących we
      mnie
      - pozwoliła obalić moje durne przekonania, np. że powinienem być taki... i
      taki... i muszę....., a to ... jest dla mnie dobre. Przewartościowanie - to
      dobre określenie na to co mi się tam przytrafiło.
      - mogłem przeżyć inaczej niz zwykle - bez alkoholu- wiele trudnych sytuacji,
      - dostarczyła mi inne wzorce zachowań.
      Na warsztatach mogłem dotrzeć do istotnych moich problemów, kompleksów,
      zachamowań - zobaczyć je i część usunąc. Zobaczyłem swoje granice - psychiczne
      i fizyczne. Nauczyłem się słuchać i mówić o trudnych, osobistych sprawach ze
      szczerością jakiej nie znałem.
      Co mi to dało.
      Kiedyś by żyć, funkcjonować wypijałem kilka razy dziennie pół szklanki wódki.
      bo żona... poltycy.... szef....życie... praca. Potem to już i po to by
      zlikwidować objawy abstynencyjne. Teraz świat niewiele się zmienił, ta sama
      żona, kraj, inne życie, praca - też stresujące a ja nie potzrebuję już wódki.

      Już niejednokrotnie opisywałem scenę jak kolega namawiał mnie do wyjazdu bez
      pożegnania. Powiedziałem, że tu jest wszystko idiotyczne, brak radia, komórek,
      telewizji, telefonów, gazet, regulamin, porządki, ............ ale ja już nic
      nie wiem, ja im wierzę, tam na tablicy jest napisane, że co 4 po terapii nie
      pije rok - chcę być tym co 4, bo ja sam nie potrafię ani dnia. TY jak chcesz to
      jedź - ja zostaję.
      Wizyta na pewno Ci nie zaszkodzi. Może w końcu sama zdecydujesz na czym tak
      naprawdę polaga Twój problem. A co da? To już Twój problem.
      Pozdrawiam. Letek
      • drak02 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 09:57
        Mogę się podzielić swoim doświadczeniem i napisać co mi dała terapia.
        - Wiedzę na temat mechanizmów uzaleznienia. Zrozumiałem czym tak naprawdę jest
        alkoholizm. Dowiedziałem się czym jest uzaleznienie psychiczne i fizyczne.
        jak zmienia się nasza psychika, emocje i życie duchowe pod wplywem
        wieloletniego picia.
        - Pozwoliła spojrzeć na siebie , na swoje dotychczasowe życie bardzo dogłebnie.
        Dowiedziałem się ,ze inni alkoholicy mają dokładnie takie same problemy i ich
        życie było również podporzadkowane tym samym mechanizmom uzależnienia. W zyciu
        i problemach innch przejrzałem się trochę tak jak w lustrze.
        - Uświadomiłemsobie ile zła wyrządził w moim zyciu alkohol, wczesniej mimo że
        było to takie oczywiste nie dostrzegałem tego tak wyraźnie.
        - dzieki terapii , myśli o alkoholu nie są już takie same jak kiedyś. Alkohol
        jest gdzieś obok mnie i nie poświęcam zbytnio wiele czasu na rozmyślania i
        zajmowanie się alkoholem jako takim. Generalnie alkohol wywołuje negatywne
        skojarzenia i nie tęsknie za tym aby się napić.
        - Nabrałem większego dystansu do siebie i do życia wogóle. Inaczej przezywam
        sytuacje stresowe , potrafie rozpoznawac swoje emocje i uczucia i wyrażam je w
        sposób dużo bardziej konstruktywny.
        - Znalazlem czas na rozwijanie swoich zainteresowań. NIe odczuwam wstydu i
        poczucia winy tak jak kiedyś. Przynajmnie nie w takim samym stopniu.
        - POtrafię być zadowolony , i zrelaksowany bez znieczulania się alkoholem.

        Ale aby ta wypowiedź nie wydała ci się zbytnio sielankowa, nie wszystko jest
        idealne. Miewam okresy głodu alkoholowego. Nie zawsze radzę sobie z emocjami.
        Miewm również dosyć czeęsto poczucie że jestem kims gorszym - porównując do
        osób nieuzaleznionych.
        Terapia nie rozwiązuje wszystkich problemów. Dostarcza wiedzy i narzędzi.
        Natomiast istotą jest praca nad samym sobą i wewnętrzna motywacja. Przekonanie
        że to ma sens i bardzo tego chcemy. Ja zgłosiłem się do poradni ze 100%
        przekonaniem że potrzebuję pomocy innych i chcę się leczyć. Nie skupiałem się
        na minusach leczenia (wiele rzeczy w czasie terapi powoduje że zaczynamy się
        buntować, nie zgadzamy się ze wszystkim itp). Ja poddałem się procesowi,
        przyjłałem a priori że tak ma być , świadomie poddałem się procesowi "prania
        mózgu" przyjmując że tak ma być dla mojego dobra. Taka przyjłałem strategię i
        sądzę, że póki co działa.
        Powodzenie terapii zależy od własnego nastawienia , motywacji, szczerej pracy
        na sobą, przełamania oporu przed otwarciem się i uczestniczeniem w spotkaniacg
        grupowych. W okresie gdy piłem wogóle nie przyjmowalem do świadomosci że
        mógłbym kiedykolwiek w grupie osób opowiadac o swoich problemach, potem to się
        oczywiscie zmieniło. Psychoterapia grupowa jest konieczna aby rozmontowac
        mechanizmy uzaleznienia , jeżeli nie przełamie się tej psychicznej barziery to
        szkoda czasu na jakiekolwiek terapie.
        • drak02 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 10:54
          Chciaøbym jeszcze dodać ,że w moim przypadku bardzo ważnym elementem było
          pozytywne nastawienie do leczenia. Zacząłem pić w wieku 17 lat, w wieku 25 lat
          byłem już uzależniony. W sumie piłem przez 25 lat , i w tamtym czasie byłem
          przekonany że wszystko jet w normie, potrafie kontrolowac swoje picie,
          nie potrzebuję żadnej pomocy, sam wiem najlpeiej jak sobie radzić w życiu.
          Byłem przekonany że mam silną wolę i wogóle jestem niezaleznym, samodzielnym
          mocnym facetem który od czasu do czasu coś tam wypije (czasem przedobrzy) ale
          generalnie sam wiem najlepiej jak sobie radzić i innym wara od tego.
          Obrazowo można to porównac do pływania pod prąd rzeki. Przez 25 lat tak
          płynąłem pod prąd , walczac i udawadniając sobie że wszyttkim pokażę jaki to
          jestem mocny i dumny (chodzi oczywiście o picie i problem alkoholowy).
          W pewnym momencie wpadłem w takie " zawirowania" że właściwie zacząłem się
          topić. W podjecou decyzji o leczeniu pomogło mi swoiste przewartościowanie
          swojego myślenia (po bolesnym i długotrwałym ciągu alkoholowym). ZAmiast płynąc
          pod prąd , postanowiłem położyć się na plecach i płynąć z nurtem rzeki,
          pomyślałem że mam już dosć tej syzyfowej walki , poddaję się i tyle.
    • addicted1 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 14:43
      Jezeli jak napisał Drak02 jestes gotowa na duze zmiany
      i jezeli jestes w stanie zdac sie w pełni na intuicje i wiedze terapeutów-
      mozesz duzo skorzystac.
      W pelni- to kluczowe słowo.
      Ten system jest skonstruowany jak religia- dziala tylko w komplecie, wszystkie
      tryby musza chodzic w koordynacji.

      Ja nie bylem i nie jestem gotow na takie zmiany- i dlatego terapia mi i pomogla
      i zaszkodzila.

      Wg. to polega na zmianie calej filozofii zyciowej- czyli odrzuceniu niemal
      wszystkiego z "poprzedniego" zycia.
      Nie bylem nigdy zonaty ale mysle ze ta zmiana jest o wiele wieksza niz slub.



    • klancyk669 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 14:49
      Ja kiedy piłem myślałem, że picie alkoholu to mój jedyny i podstawowy problem.
      Teraz kiedy nie piję już czas jakiś, widzę że nie jestem idealny i ciągle
      poznaje siebie, swoje słabości i atuty... Uważam, że terapia uzaleznienia
      pozwoliła mi popatrzeć i dostrzec pewne "rzeczy" u siebie... Jak to powiedział
      pewien alkoholik "Trzeźwienie to nie stacja na której wysiadasz ale pociąg,
      którym podróżujesz". Pozdrawiam i życzę widzenie :-)
      • cortona Re: Co daje terapia? 02.08.06, 15:37
        Czytam co piszecie i dziękuję. Chyba trzeba iść żeby się przekonać. Jak mi się
        nie będzie pobobało, to przecież nie muszę leczyć się na siłę.
        W każdym razie mam już serdecznie dość problemu.
      • addicted1 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 15:54
        Teraz kiedy nie piję już czas jakiś, widzę że nie jestem idealny i ciągle
        > poznaje siebie, swoje słabości i atuty...

        Oby za daleko sie nie zapędzic w tym poznawaniu slabosci.
        Jak sięgam pamięcia chyba nigdy na terapii nie poszukiwałem swoich atutów.
        Wyłącznie słabości.
        Maniera mityngowa jest również taka- ponarzekać, dokopać sobie, pomówić o swoich
        wadach i niegodziwosciach.

        Mi brakuje optymizmu.
        • drak02 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 16:16
          addicted1 napisał:

          > Teraz kiedy nie piję już czas jakiś, widzę że nie jestem idealny i ciągle
          > > poznaje siebie, swoje słabości i atuty...
          >
          > Oby za daleko sie nie zapędzic w tym poznawaniu slabosci.
          > Jak sięgam pamięcia chyba nigdy na terapii nie poszukiwałem swoich atutów.
          > Wyłącznie słabości.
          > Maniera mityngowa jest również taka- ponarzekać, dokopać sobie, pomówić o
          swoic
          > h
          > wadach i niegodziwosciach.
          >
          > Mi brakuje optymizmu.

          Nie wim jak długo uczęszczałeś w terapii. W początkowym okresie (ok 6-10
          miesięcy) terapia w dużej mierze koncentruje się na konfrontacji.
          Pamietaj o tym ze na leczenie trafiają osoby które kompletnie nie akceptują
          swojego uzalezniena i sa przekonane że alkoholizm ich nie dotyczy. Dlatego
          pierwszy okres to takie przysłowiowe pranie mózgu.
          Zupełni inaczej wygada dalszy przebieg leczenia, wtedy bardzo dużo czasu i
          uwagi poświeca się budowaniu optymizmu i budowaniu własnej wartości. Zmienia
          się też stosunek terapeutów do pacjentów.
          Ja po prostu przyjąłem do wiadomosci że taka jest metodologia i mimo że
          podobnie jak ty miałem buntownicze myśli, dla dobra sprawy poddałem się
          procesowi i uważam że to była słuszna strategia. W końcu nie trafiłem tam aby
          prowadzić filozoficzne dysputy .Trafiłem tam aby korzystac z pomocy innych i
          wyjsć z nałogu. Nie miałem nic do stracenia a mogłem bardzo dużo zyskać i
          zyskałem .
          • addicted1 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 20:31
            z tym "nie miałem nic do stracenia" to bym dyskutował:)

            A powazniej- roznie sie mierzy czas terapii (czy stacjonarna czy ambulatoryjna,
            jak intensywna).

            Trochę zazdoszczę Ci tego chłodnego i zarazem afirmującvego podejscia.
            Ja tak nie umiem.
    • frania01 Re: Co daje terapia? 02.08.06, 15:50
      Cześć
      Co mi daje terapia? Kiedy słucham innych, jak oni sobie radzą w życiu, jak
      przełamują swoje problemy, łapią pogodę ducha - mobilizuję się do działania.
      Przez pewien czas nie potrafiłam czynić istotnych postępów, poza samym
      niepiciem. Przychodziłam na spotkania i ciągle opowiadałam to samo, tkwiłam w
      miejscu. Było mi głupio, tkwiłam w miejscu. Powoli przełamuję się, nabieram
      odwagi do zmian. Uczę się dystansu do innych i siebie. Uczę się mówić.
      Korzystam ze wskazówek terapeutki, zresztą bardzo profesjonalnej osoby. Warto.
      Nic się nie ryzykuje, a skorzystać można. Człowiek potrzebuje poczucia pewnej
      przynależności do grupy i wzorców. Można brać indywidualnie dostosowując
      wskazówki do swojej sytuacji życiowej. Czasem wystarczy jedno zdanie...
      A więc w moim przypadku to przede wszystkim mobilizacja do zmian.
      Pozdrawiam :)
      • sarkoid do cortony 02.08.06, 19:43
        **************bardzo ważna uwaga!***
        terapia nie ma na celu Cie wyleczyć z alkoholizmu, również nie ma na celu
        zaleczyć/podleczyć itp.
        alkoholizm to nieuleczalna choroba!! musisz o tym wiedzieć! -ja też w to nie
        wierzyłem, ale taka jest prawda!
        Pamiętaj, że nikt Cie z tego nie "wyleczy". Celem Twojego podejścia do tej
        choroby jest zrozumieć jak ją zatrzymać. Im wcześniej to zrobisz, tym szybciej
        zauważysz zmianę w swym życiu. Nikt nie pisał wcześniej (troszkę się dziwie)
        ale jest to wielki trud. Olbrzymie wyzwanie.
        Nagrodą w tym działaniu jest satysfakcja jaką się posiada będąc trzeźwiejącym
        alkohlikiem.
        Ps. i nie myśl sobie, że jak poznasz mechanizmy choroby to po jakimś czasie
        powiesz: "aha, teraz wiem jak to działa więc spoko dam radę i siu
        po "kieliszek" moze ze dwa razy na poczatku bedzie to tylko 1 kieliszek ale na
        100% powrocisz do picia jakie było wcześniej- z tym, że ze zwiększona siłą

        • addicted1 Re: do cortony 02.08.06, 20:32
          teraz wiem jak to działa więc spoko dam radę i siu
          po "kieliszek" moze ze dwa razy na poczatku bedzie to tylko 1 kieliszek ale na
          100% powrocisz do picia jakie było wcześniej- z tym, że ze zwiększona siłą


          Ta "zwiększona siła" jest chyba tez efektem terapii?
          Nie wiem, czy to jednoznacznie pozytywne.

          • sarkoid no nie... 02.08.06, 21:02
            nie można zwalac na terapie tego, ze sie siegneło po kieliszek i to (jak
            najczęściej bywa), ze zwiększona siłą-szukasz usprawiedliwienia?
            jesli miałeś styczność z terapią to pewnie słyszałeś jak ktoś sie zaszył albo
            brał np: "anticol" i co później było?-przestał brać albo skończył się czas
            wszywki więc jestesm kuźwa zdrowy i heja..ładuję w siebie ile się da aby
            nadrobić "stracony" czas-
            sens takiego zachowania leży w naturze alkoholika-i nie ma o zwalac na terapię
            tylko na siebie samego!
            jeśli ktoś odkrył u siebie problem z alkoholem to .....brutalne..ale nie można
            do niego powrócić-
            ja za nim nie tęsknie bo z nim nie wygram....
          • paulsixtus Re: do cortony 03.08.06, 04:44
            Wracalem ze zdwojona sila , kiedy "leczylem sie" sam.
            Teraz, po terapii , od ponad 2 lat nie wracam, a co najwazniejsze - jakosc moich
            emocji, odczuc, widzenia swiata - czyli zycia ogolnie, stala sie wiele lepsza.
            Na tyle zdrowa, ze odkrywam w sobie ta radosc, ktora mialem kiedys, zanim
            siegnalem po pierwsze znieczulenie..
            Addicted, nie manipuluj kolego, zacznij od siebie, z krytyka i poradami sie
            wstrzymaj, bo od rzeczowych argumentow uciekasz i wymyslasz teorie tak pokrętne,
            ze nie powinienes miec watpliwosci jak sie Twoja przypadlosc nazywa.
            pozdrawiam
            PaulSixtus
            • addicted1 Re: do cortony 03.08.06, 16:43
              Addicted, nie manipuluj kolego, zacznij od siebie, z krytyka i poradami sie
              > wstrzymaj.

              I to ma byc pokora?

              O Boze, wg. Ciebie to chyba nie jest forum tylko goraca linia interwencyjna?

              Ja lubię te świete oburzenie, gdy cokolwiek napisze na terapię czy terapeutów
              złego- mimo że wielokrotnie pisałem i o wadach i o zaletach, to zawsze reakcja
              jest ta sama- brak dyskusji z argumentem i wycieczki personalne
              ( szczegolnie twierdzenie, ze nie mam praqwa sie wypowiadac, bo jestem
              alkoholikiem nie akceptujacym 100% tego, co np. Paulsixtus).


              Przyznaje się, mało wiem o praktyce alkoholizmu, nie zaszywalem esperalu ani
              nikt z moich znajomych, wiec nie wiem jak sie "wraca" po esperalu.

              Po prostu po terapii czowiek nabywa innego stosunku do alkoholu i potem jak
              wypije to moze (ale nie musi) ostro pojechac.
              Nie mowie czy to dobrze czy zle, mowie ze tak jest.
              Tak slyszalem na terapi i mityngach.


              • paulsixtus Re: do cortony 03.08.06, 23:52
                > Przyznaje się, mało wiem o praktyce alkoholizmu,

                O praktyce alkoholizmu wiesz wiele, tylko teorii Ci brakuje.

                > I to ma byc pokora?

                A może z najwyzsza atencja i powagą powinienem zastanawiac sie 20 minut nad
                kazdym zdaniem, ktore jest ksiazkowym obrazem pijanego myslenia? Naprawde, nie
                jestes wcale wyjatkowy, probujesz przykryc problem na sile intelektualizujac
                wszystkie kwestie. A to wszystko, co nie prowadzi Cie do trzezwosci (a
                manipulowanie z pewnoscia CI to utrudnia), jest g...o warte. Po prostu. Bełkot.
                Skoro wszelka wiedza i doswiadczenie tych, ktorzy NIE PIJĄ jest CI niepotrzebna,
                po co jestes na tym forum?

                PaulSixtus

                • addicted1 Re: do cortony 04.08.06, 15:16
                  paulsixtus napisał:

                  > > Przyznaje się, mało wiem o praktyce alkoholizmu,
                  >
                  > O praktyce alkoholizmu wiesz wiele, tylko teorii Ci brakuje.
                  >

                  Jakos Duzo o mnie wiesz.
                  Akurat teorii znam sporo, czego nie widac po moich wpisach glownie dlatego, ze
                  1. rzeczy oczywistych, takich jak to ze uchlewanie sie na przyjeciu jest objawem
                  problemu raczej nie pisze, 2. nie akceptuje wszystkiego, a piszę o tym, czego
                  nie akceptuje.

                  A może z najwyzsza atencja i powagą powinienem zastanawiac sie 20 minut nad
                  > kazdym zdaniem, ktore jest ksiazkowym obrazem pijanego myslenia?

                  Jeżeli jestem "książkowym przykładem pijanego myślenia" to sam tworzyszy dowód
                  na to, że terapia nie zawsze jest skuteczna, bo ja akurat ja odbylem od A do Z.



                  Rozumiem, że moje intelektualizowanie może być drażniące, ale taka mam po prostu
                  postawe. Takze wobec ekonomii, polityki, muzyki.

                  Zakładasz, że ja manipuluję, a ja pisze to co myślę, nie udaję.
                  Może czasem wychodzi jaka manipulacja.
                  Ale kazdy czlowiek manipuluje. To akurat nie jest dowód na alkoholizm.

                  Skoro wszelka wiedza i doswiadczenie tych, ktorzy NIE PIJĄ jest CI niepotrzebna
                  > ,
                  > po co jestes na tym forum?

                  Przydaje mi sie.
                  Przyszedlem na forum, bo uwazalem ze mam problem z alkoholem i zaczalem szukac w
                  necie.
                  Potem zaczalem uczestniczyc i moje wypowiedzi budzily liczne kontrowersje i
                  sprzeciwy. I to pobudzilo we mnie nature polemisty.
                  Jestem tu, by dyskutowac, by analizowac rozne punkty widzenia.

                  W przeciwienstwie do terapautów nie uwazam, ze kazdy alkoholik czy pijak przed
                  terapia lub bez niej nie ma prawa do własnego zdania.

                  Nie wierze w nadawanie uprawnien do myslenia przez terapeutow.



                  • addicted1 Porównanie 04.08.06, 15:36
                    Ostatnio spotkałem znajomego niewidzianego od lat- kulturyste.
                    Przypomnialy mi sie obrazki sprzed lat i ... oswieciło mnie.
                    Jak?
                    W jakis sposób zauwazylem, o co wlasciwie mi chodzi w tym buncie wobec
                    "trzezwienia", wiecznego terapeutyzowania itp.
                    Pisalem o roznych okolicznosciach, rozne argumenty i chyba w tym wszystkim to,
                    co mnie uwiera to obawa o popadniecie w przesade i utrate kontaktu z
                    rzeczywistoscia.

                    W czym rzecz?

                    Dzieki temu znajomemu mialem okazje przebywac kilka razy w gronie "pakerów".
                    Zauwazylem, jak "wchodzenie" w kulturystyke zmienia percepcje rzeczywistosci.
                    Na ulicy ludzie dziwia sie, jak mozna sie tak napakowac. A od wewnatrz to
                    wyglada inaczej. Jest sie wiecznie za chudym, zawsze chciałoby się więcej w
                    bicepsie.
                    Gdy w bicepsie jest 50- normalny czlowiek uznaje to za patologie- a paker nie,
                    on chce 52. Gdy ma 52 to chce 58.
                    Dla pakera "normalny" czlowiek to czlowiek bez szyi.
                    Oni juz nie zdaja sobie sprawy, ze robia cos dziwnego.
                    Oni mysla, ze sa normalni, a reszta ludzi jakos dziwnie chuda sie zrobila.

                    Pomyslalem dalej:

                    Podobny schemat wystepuje gdy sie robi tatuaże.
                    WIelu mowilo, ze im sa bardziej podziargani, tym wydaje im sie, ze jeszcze
                    wiecej trzeba dziargac.


                    Az doszedlem: Taki schemat wystepuje tez w ostro pijacym towarzystwie.
                    Nieadekwatnosc norm- spolecznych czy "spozywczych".

                    Wedlug moich spostrzezen i doswiadczen ten mechanizm nie omija rowniez
                    niektorych trzezwiejacych, ktorzy im dluzej nie pija tym bardziej potrzebuja
                    dalszej terapii, tym więcej wyszukują wad i tym bardziej potrzebują "zgłębiać"
                    problem.

                    Po prostu, we wszystkim mozna sie ZATRACIC, i duza grupa sie zatraca.
                    A takie zatracenie obiektywnie rzadko jest pozytywne.

                    Moze to jest intelektualizowanie.
                    Niewazne.
                    Takie mam mysli.
            • addicted1 Re: do cortony 03.08.06, 16:48
              Paulsixtus mam pytanie.
              Z ręką na sercu.
              Dlaczego "leczyłeś się sam"?
              Czyzby na ziemi przed Toba nie bylo alkoholikow?
              Dlaczego od razu jak sie uzalezniles nie przestales pic?
              Dlaczego od razu nie poszedles na terapie?
              Dlaczego musiales wiele razy sprobowac, nie mogles od razu posluchac innych?

              Nie musisz odpowiadac.
              • paulsixtus Re: do cortony 03.08.06, 23:46
                > Nie musisz odpowiadac.

                Alez, bardzo chetnie Ci odpowiem:

                "leczyłem się" sam, kiedy zylem w swiecie iluzji, ze samemu sobie poradze.
                Teoretycznie na temat choroby wiedzialem juz sporo (internet, serwisy dla alko,
                czaty, itp).
                "Leczyłem się" sam, bo wstydziłem się swoich zachowan zwiazanych z piciem. Nie
                akceptowalem faktu,ze moge byc alkoholikiem.
                Na terapie poszedlem dlatego, bo osiagnalem swoje dno, a nie dlatego, ze nagle
                mnie oswiecilo i poszedlem sie leczyc. Do odpowiednich wnioskow doszedlem dzieki
                terapii. Leczenie okazało się pomocne dopiero wtedy, kiedy wszystkimi komorkami
                swojego istnienia zaakceptowalem, ze jestem alkoholikiem.
                Wiedząc to wszystko, nie mam złudzeń co do Ciebie. Ty czekasz na swoje dno.
                Zycze Ci tylko,zeby było dla Ciebie nauką.Zycze Ci trzezwosci.
                pozdrawiam
                PaulSixtus


                  • drak02 Re: do cortony 04.08.06, 12:03
                    janulodz napisał:

                    > Po prostu schemat.
                    > Nic dodać. Nic ująć.
                    > Terapia jest lekiem na całe zło.
                    > Idź na terapię.
                    > Ofelio - do klasztoru

                    Janu, dzielimy się swoim doświadczeniem, tym co w moim przypadku i w przypadku
                    wielu innych alkoholików okazało się bardzo skuteczne.
                    Znam również przypadki gdzie terapia nie przyniosła żadnego skutku.
                    Jak już wspomniałem , bardzo istotną role odgrywa nastawienie, wewnetrzna
                    motywacja i ciężka praca na sobą. Osoby które trafiły na terapie nie z własnej
                    woli bądź ich nastawienie było bardzo negatywne, nie wyniosły z leczenia nic
                    lub prawie nic.
                    Rozumiem ,że należysz do tych osób które nie potrzebowały leczenia i dałeś
                    sobie radę sam - gratulacje. Dobrze wiesz że praktycznie każdy alkoholik
                    zaczyna od prób samodzielnego radzenia sobie z uzaleznieniem i w zdecydowanej
                    masie ponoszą porażkę.
                    Może zamiast sarkastycznych i kompletnie bezużytecznych komentarzy przedstawisz
                    nam swoją metodę wychodzenia z nałogu.
                    Może napiszesz krok po kroku co należy zrobic aby uporać sie z nałogiem, myślę
                    że dla osób szukających porady i wsparcia na tym forum byłoby to cenną
                    wskazówką.
                    • janulodz Do Draka 04.08.06, 15:13
                      Przyjacielu W Nałogu
                      Od dwóch lat piszę na tym forum, jak radziłem sobie ze swoim uzależnieniem
                      To najstarszy wątek, jaki udało mi sie znaleźć:

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=176&w=31299067&v=2&s=0
                      Jeżeli drak62 to ta sama osoba, co drak02 to czytałeś.
                      Wiesz doskonale, że nie ma gotowej recepty na leczenie uzależnienia. Nie mają jej też najbardziej wykształceni terapeuci.
                      Każdy z nas stanowi odrębny przypadek i nie można wszystkich wrzucać do jednego wora.
                      Prawdopodobnie moje upodlenie, męka, ból, strach, wstyd, wyrzuty sumienia, moje "dno" tak silnie zapadło w mojej świadomości (albo raczej w podświadomosci), że było wystarczającym bodźcem do przebudowania mojego "ja". Tak, jakbym się nagle obudził.
                      Potem było poznawanie mechanizmów, powrót do normalnego życia, poszukiwanie pracy, zdobywanie nowych doświadczeń, działka, komputer, wreszcie wnuk, scalanie rodziny i powrót do normalności.
                      Przez całe swoje pijane życie straciłem pracę, przepiłem majątek, mieszkanie
                      i nieomalże swoich najbliższych.
                      To BYŁA moja TERAPIA.
                      Teraz od trzech i pół roku odbudowuję swoje życie. Mam już dużo mniej czasu od Rauchen, Addiego, czy innej "młodzieży".
                      Dlatego wiem, że już nie moge tego spieprzyć.
                      I to JEST moja TERAPIA


                • addicted1 Re: do cortony 04.08.06, 14:58
                  paulsixtus napisał:

                  > > Nie musisz odpowiadac.
                  >
                  > Alez, bardzo chetnie Ci odpowie

                  Swoim pytaniem chcialem Ci pokazac, ze potępiasz mnie za owo "pijane myslenie",
                  choc sam jakis czas w nim tkwiles.
                  Juz to pisalem, nie rozumiem takiej postawy- sam zeby nie miec watpliwosci
                  musiales sie wiele razy sprawdzac, a ode mnie oczekujesz wiary na słowo.
                  Gdyby moj bunt wobec tej "wiary na słowo" byl jaki wyjatkowy, a regula ta wiara,
                  to problem alkoholizmu zaniklby kilka pokolen po tym, jak sie pojawil.
    • jerzy30 tez mnie to przerazalo - ale poszedlem na terapie 04.08.06, 13:05
      16 lat temu - teraz nie zaluje tych trzezwych 16-tu lat - mam inne wartosci i
      inne zainteresowania - a wypic to ZAWSZE moge - nawet za chwile [wystarczy
      pojsc do sklepu] - ale wybieram niepicie - nie jest mi potrzebne do zycia -
      pomimo 16-tu lat tez o gorze\ale mysle - to normalne - tego sie nie da
      wykasowac - glowa to nie dysk komputera i wspomniej oraz mysli wyresetowac sie
      nie da
    • cortona Re: Co daje terapia? 05.08.06, 13:08
      Chyba rozczaruję większość z Was, może trochę i samą siebie, ale pisanie kłamstw
      wogóle nie miałoby sensu.
      Nie byłam u żadnego lekarza ani psychologa.
      Po prostu znowu jestem w stanie całkiem normalnym, to znaczy nie czuję się
      alkoholiczką ( wczoraj, dzisiaj ), nie ciągnie mnie do alkoholu ( wczoraj,
      dzisiaj )i myślę sobie, że jeśli nawet jestem w jakiejś tam fazie ostrzegawczej,
      to dobrze, że sama o tym wiem, pilnuję tego.
      W każdym razie zrobiłam pierwszy krok: ustaliłam do jakiego lekarza ewentualnie
      mogłabym pójść w sytuacji awaryjnej. Mam telefon, adres, ale nie mam
      determinacji, skoro na razie nie piję i nie dzieje się nic złego.
      Piszecie o osiąganiu dna. Dla mnie początkiem dna jest to, że coś uwiera mnie
      w moim zachowaniu, że robię coś czego nie akceptuję. Picie alkoholu w nadmiarze
      uważam za rzecz obrzydliwą, a jednak mi się zdarza. I potem boli głowa. Ale
      przecież nie piję tak, żeby wymiotować, nie pamiętać co robiłam, obrazić kogoś,
      nie piję codziennie.
      Po prostu czasem przeholuję mimo, że nie chcę. Tylko czy ja jedna mam taki
      problem? Może to jakiś kryzys wieku średniego?
      Czasami nudzi mnie codzienność, codziennie te same obowiązki. Może w głowie mi
      się poprzewracało, bo zamiast cieszyć się życiem, a mam ku temu powody, to ja
      wymyślam sobie na siłę problemy, w tym może i alkoholizm.
      Wczoraj czytałam Gustawa Herlinga Grudzińskiego "Najkrótszy przewodnik po samym
      sobie". On też miał epizod alkoholowy. I poradził sobie bez większych trudności.
      Po prostu problem obsechł i odpadł. Ja też mam taką nadzieję.
      Staram się trzymać jednej zasady. Nie pić. I nie myśleć o tym.
      Gdyby jednak działo się coś złego, to pójdę do specjalisty, chociaż nie
      wyobrażam sobie siebie na mitingach. Taka wizja i przeraża mnie i rozśmiesza.
    • 7zahir Re: Co daje terapia? 05.08.06, 13:16

      To Twoje życie cortono.
      Zacytuję Ci tylko wypowiedź, która dziś znalazłam:

      Autor: kylly

      hmmm nie ten czas nie ta pora...kiedyś usłyszałem te słowa "masz jeszcze co
      tracić" - miałem...potem słyszałem je jeszcze co najmnie trzy razy na
      przestrzeni 9 lat z ust tego samego człowieka...a potem już nie miałem czego
      tracić...więc powiem tylko "masz jeszcze co tracić"

      • cortona Re: Co daje terapia? 05.08.06, 13:21
        Zahir, wiem, że alkoholizm grozi potwornościami. Czytam, żeby się dowiedzieć i
        już wyczytałam tyle, że chyba to wiem.
        Czy ty byłaś świadoma kiedy osiągałaś swoje dno? To nie jest złośliwe pytanie.
        • 7zahir Re: Co daje terapia? 05.08.06, 13:34
          Tak i zaczęlam tak jak Ty,
          szukać najwygodniejszego rozwiązania
          bez wychodzenia z domu - przed PC.
          Oszukiwałam się tak jeszcze rok.
          Teraz szkoda mi tego czasu - ale kazdy
          ma swoja drogę Cortono.
          Trochę mi zal ścisnął serce kiedy
          przeczytałam Twój dzisiajszy wpis,
          bo Cię polubiłam:-)
          • cortona Re: Co daje terapia? 05.08.06, 13:39
            Zahir, dzisiaj, to nie masz mnie co żałować, bo ze mną wszystko OK.
            Trzeba stosować buddyjską zasadę, że nie ma wczoraj ani jutra. Najważniejszy
            jest dzień dzisiejszy. Tak przecież nauczają na terapiach, na których nie byłam:)
              • janulodz Re: Co daje terapia? 05.08.06, 16:10
                Z całym szacunkiem, bo Cie polubiłem, tak sobie myślę Cortono, czy sobie aby z nas nie zakpiłaś. Piszesz, że masz problem z alkoholem, że pijesz sama, że alkohol zaprząta Twój umysł i że chciałabyś aby to się zmieniło. Potem to odwołujesz i twierdzisz, że już nie masz problemu. Mogę Ci powiedziec że
                według mnie masz początki choroby alkoholowej. Jesteś na równi pochyłej i na pewno nie na jej początku. Te wahania nastroju, odkładanie decyzji, potem niemal euforia, że juz jest dobrze. Jak ja to znam. Potem już bedzie z górki. A właściwie na dno.
                Nie odkładaj decyzji i idź do tego lekarza. Życzę Ci żebym sie mylił.:)))
                Pozdrawiam Janu
                • addicted1 Re: Co daje terapia? 05.08.06, 21:04
                  Zgadzam sie z Janulodzem.
                  Ja mialem tak samo jak Ty.
                  Moim problemem nie bylo to, ze sie zarzekalem ze nie wypije a potem nagle
                  pilem, tylko takie odwolywanie.
                  To bylo moje szczere uczucie- odwolywalem, bo zupelnie zapominalem o problemach
                  i naprawde smialem sie z siebie "cierpiącgo", a potem znow cierpialem.
                • cortona Re: Co daje terapia? 05.08.06, 22:56
                  Janu, ty mi radzisz żebym szła do lekarza? Przecież to Ty jesteś przeciwnikiem
                  terapii. Twierdzisz, że każdy może sam dać sobie radę. Wystarczy wiedzieć i
                  chieć. Ja wiem, że jakiś problem mam, boję się, bo z natury jestem jestem
                  tchórzliwa i może z tchórzostwa czytam i piszę na tym forum.
                  Nie wykluczam pójścia do lekarza. Jestem coraz bliżej tej decyzji. Ale jeszcze
                  nie teraz.
                  • janulodz Re: Co daje terapia? 05.08.06, 23:11
                    Oczywiscie, że masz iść do lekarza. Lekarza od uzależnień. Niech to będzie lekarz z przychodni, albo polecony w Twoim mieście przez doświadczonych alkoholików. Ja też zacząłem od lekarza. Terapia zaczyna sie dopiero potem. Wybór bedzie zależał od Ciebie. Nie igraj z ogniem. Leczenie nie boli. Choroba tak.
                  • cortona Re: Co daje terapia? 05.08.06, 23:13
                    Jeszcze jedno: nigdy z nikogo nie kpię. Na pewno pisanie na tym forum nie jest
                    dla mnie jakąś tam zabawą. Szanuję Was, jestem wdzięczna, że dzielicie się
                    swoimi doświadczeniami. Powoli zobaczę co będzie dalej. Mam materiał do
                    przemyśleń. Pozdrawiam:)))
                    • janulodz Re: Co daje terapia? 06.08.06, 11:33
                      "Powoli zobaczę","mam materiał do przemyśleń", "mam już adres lekarza" = MANIPULACJA
                      To że ja sam wyszedłem ze swojego uzależnienia wcale nie znaczy, że Tobie też się uda.
                      Skończ myśleć i zacznij działać. Janu
    • magdusia17 Re: Co daje terapia? 05.08.06, 21:29
      Jeszcze jedno - Cortono - teraz kiedy czuję swoje uzależnienie od alkoholu to
      przypominam sobie, ze kiedyś to samo mówiłam co ty teraz. To uzależnienie rodzi
      sie latami.
    • e4ska Re: Co daje terapia? 08.08.06, 15:31
      Spokojnie, Cortona, koń na biegunach jesteś czy co, żeby takie galopy
      wyczyniać... Zwyczajnie, wróciłaś z wczasów wychudzona, sadełka miłego brak, co
      grube to lube, w dodatku głodzik Cię schwytał, bo piłaś lampkami winko czerwone
      w towarzystwie... mam nadzieję, że młodych i zachwyconych... a tak to już
      alkoholik ma, że jak sobie trochę przedwczoraj wypije, to go dzisiaj, po
      powrocie w nudy domowe, przed barkiem na baczność stawia. Musisz się do tego
      przyzwyczaić, nie Ty jedna... co, na terapii uwolnią Cię od głodu alkoholowego?
      Prędzej upasiesz się na zajęciach, bo tam trzeba siedzieć, efekt jo-jo i w
      powrót mamuta triller wszech czasów;(

      Adresy lepiej jakieś bardziej do rzeczy zbierać, lekarzy od powiększania, od
      zmniejszania, od wygładzania, spowiednika dziarskiego... Cortono, reszta potem,
      zdrufki:)
    • e4ska Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 18.08.06, 22:26
      Corti, wszystko ładnie pięknie cud, terapia daje i daje, ale zabrać też umie.

      Szanowni przedmówcy zapomnieli jakoś, że leczenie odwykowe notuje się w
      papierach... I czyta się potem na różnych forumach posty od entuzjastów terapii,
      kierowane najczęsciej do współuzależnionych kobitek, że najlepiej będzie, jeśli
      w sądzie wylezą papiery z leczenia. Masz alkoholika w garści... sąd nie lubi
      pijaków, zabierze mu dzieci, zabierze samochód, mieszkanko zabierze, no bo kto
      ci uwierzy, że ty nie pijesz, jak jesteś zdiagnozowany?

      Weźmy na to: planuję np. rozstanie i wiem, że w tej chwili mogę pożegnać się ze
      sprawiedliwym podziałem majątku. No bo pijaczka... nie zarabiała, wynosiła, w
      papierach stoi, jeśli sąd zażąda, potwierdzenie musi być. Mój mąż wiedział, co
      robi, kiedy podprowadził mnie do państwowej przychodni. A jeśli w grę wchodzą,
      co się zdarza, utarczki z dziećmi, z braćmi, z rodzicami, z teściami -
      potwierdzone "leczenie" będzie pozytywnym argumentem na korzyść "leczonego"???

      Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co przyniesie mu dzień jutrzejszy. Cortono,
      skąd wiesz, że kiedyś Twój mąż nie wykorzysta terapii przeciw niepokornej żonie?
      A córka? Zawsze będzie małą słodką córeczką? Czy ktoś kiedyś nie wykrzyczy Ci w
      twarz "Ty alkoholiczko!" Nieważne, że Ty tak profilaktycznie jakby, że to epizod
      nic nie znaczący... Ludzie, kiedy walczą, naprawdę potrafią dobrze grać, kąsać,
      drapać i kopać. Szlachetne spory...:)))

      Ba, bądź sobie alkoholiku alkoholikiem, ale się z tym nie obnoś, bo otoczenie to
      coś innego niż mityng aowski... pijakom się nie wierzy, pijakami się gardzi w
      wielkim świecie, no i pijakom się nie daje, tylko zabiera, taki zwyczaj...

      Dlatego: pijaku, jeśli pijesz, a chcesz wytrzeźwieć, to nie pij, spróbuj, stawaj
      na głowie, śpiewaj godzinki, uprawiaj bawełnę, ale wyłaź z ciągu i nie czekaj,
      aż cię uleczą, bo terapia może się nie udać, a rodzina już dawno ma dość i tylko
      czeka na lepszą okazję.

      Osobiście, C, napiszę bezpośrednio.
          • cortona Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 18.08.06, 23:06
            Eska, przeraziłaś mnie. Siedzę dzisiaj w domu sama i to jest ten dzień, kiedy
            mogłabym pójść wreszcie do lekarza. Oczywiście nie poszłam, bo jestem niby mocna
            i to w dużej mierze dzięki Tobie.
            Coś złego dzieje się w Twoim życiu? Pisz do mnie. Mam jakąs tam pocztę w
            gazecie, zaraz ja otworzę. Jeśli będę mogła Ci w czymś pomóc, to możesz zawsze
            na mnie liczyć.
            • e4ska Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 18.08.06, 23:50
              Co jest przerażającego w moim poście? Przecież to prawda... wielu alkoholikow
              powędrowało na parkową ławeczkę nie tylko dlatego, że dużo pili, ale dlatego, że
              krewni byli sprytni:))) a o tym, żeby na alkoholika zbierać papierty rozmaite,
              dokumentować, no..., jesli sie nie da policji ściagnąć, bo spokojny, to choćby
              dowód na alkoholizm - własnie terapia - czytałam, takie porady są - na forach
              uzależnieniowych, a w realu też oglądałam. Dlatego ludzie wolą często prywatne
              gabinety, choć podobno mniej skuteczne. Jeszcze nie oszalałam, żeby sobie
              wymyślać. Oczywiście, nieszczęściom winny jest alkoholizm, to pierwsza sprawa,
              ale ta pierwsza pociaga za sobą szereg rozmaitych inych spraw i warto o tym
              pamiętać - tu chodzi o życie.

              Ja siedzę sobie całkiem przytomnie, czyli trzeźwo, w domu własnym, i mam zamiar
              jeszcze nie iść spać, chociaż myślę o jutrzejszym grzybobraniu - moze tak wstac
              o piątej rano, co, eska? Nic mi sie złego nie dzieje, humor mam dobry, zdrówko
              ok, a co do przyszłości - przepełnia mnie energia, chciałabym jeszcze swoje
              życie zmieniać, może jeszcze raz do biznesu wrócic, ale wtedy muszę mieć
              rozdzielność majątkową, a z tym nie pójdzie tak łatwo... gdyby nie alkoholiczne
              dowody, miałabym pewniejszy grunt... ot, cała moja przewrotność:)

              Ale o tym aspekcie terapii dawno miałam wspomnieć - i wciąż uważam, że głupotą
              jest czekanie na terapeutyczne cuda, jęki: nie dam rady... a wszystko po to,
              żeby jeszcze dzisiaj się napić, bo miejsca akurat nie ma, jutro, jutro, byle nie
              dziś. No, ale chyba dzisiaj nie pijemy, co? I dzisiaj to na lekarza stanowczo za
              późno:)))
                • cortona Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 19.08.06, 08:48
                  Wstałam dzisiaj rześka, wypoczęta i wcześniej niż o 10:))
                  Nie byłam wprawdzie u lekarza, ale załatwiłam ważniejszą rzecz. Jestem sama ze
                  sobą i nie piję. Bałam się trochę wczorajszego dnia, ale przetrwałam.
                  Dzisiejszego już się nie boję.
                  Mam wielką potrzebę kopnąć tę Cortonę w tyłek i wreszcie się od niej odczepić.

              • addicted1 Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 19.08.06, 11:49
                Musze sie zgodzic z tym "ubocznym" efektem terapii w postaci zabarwionych na
                żółto papierów.
                Niewazne, dlaczego poszedles, ale juz masz przechlapane- sprobuj isc do wojska,
                policji, CBA, CBS.

                System terapi stosuje taki dosyc perfidny szantaz, taki niebywaly: stosuje
                zasade domniemanej winy.
                Tzn. po Terapii musisz stosowac sie zalecen terapeutow, jezeli nie to jakbys
                juz popelnil przestepstwo.
                Niby masz wybor ale go nie masz.

                No bo "nie stosuje sie do zalecen terapeutow" oznacza w domysle "nie ufaj mu,
                nie zatrudniaj go, nie bierz go za meza/ zone, ma mniej racji w sadzie".
                Taka jest prawda.
                terapeuta wlasciwie moze w takim systemie zalecic Ci co zeche, nawet najwieksza
                glupiote, bo skoro alkoholizm to choroba "ciala duszy i umyslu" to tych
                wszystkich aspektow dotyczy leczenie.
                Kardiolog moze powieziec "nie powinien Pan jesc tlustych rzecz".
                I tyle
                A terapeuta?
                moze wszystko.


                • addicted1 Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 19.08.06, 11:52
                  > No bo "nie stosuje sie do zalecen terapeutow" oznacza w domysle "nie ufaj mu,
                  > nie zatrudniaj go, nie bierz go za meza/ zone, ma mniej racji w sadzie".
                  >

                  Chodzilo o to, ze moze nie pic, byc bardzo grzeczy, rzetelny, ciezko tyrac i
                  oddawac pieniadze, ale i tak jest na przegranej pozycji, bo "nie stosowal sie".

                  tu jest latwe wyjscie, ale nie bede o nim pisal.
                  • addicted1 jest tylko pytane 19.08.06, 12:00
                    co w takim razie robic?

                    Ja pisalem juz wiele razy- oceniac czyny a nie zamiary.

                    moj wpis wzial sie sad, ze
                    czesto na forach internetowych czytam porade, ze jak sie wiazesz z kims, kto
                    mial problemy z aloholem, to tylko wtedy gdy chodzi systematycznie na terapie i
                    mityngi.
                    Niewazne czy pije, czy jaki jest- ale musi chodzic.
                    oczywiscie takie rady maja swje zrodlo w krętactwie pijakow alkoholikow, ktorzy
                    mydla oczy obietnicami ktorych nie chca/ nie moga spelnic.

                    ale nie moge zgodzic sie z ocenianiem ludzi po wysilkach na rzecz, a nie po
                    efektach.
                    to tak jakby liczyly sie glownie pozory.

                    jest tez druga strona medalu- alkoholik "po terapii"- czyli zdianozowany- moze
                    prowadzic pijany samochod z mniejsza konsekwencja, albo moze pijany zabic i KK
                    go bardziej chroni niz zwykla osobe.
                    tego tez nie rozumiem.
                        • addicted1 Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 20.08.06, 21:05
                          Ha, na jedno wychodzi.
                          Na to, ze ja lepiej wiem co co masz robic niz Ty.
                          Jest to sprzeczne z zasada poszanowania wolnosci wyboru.
                          Czlowiek jako istota wolna moze robic co chce, rowniez co jest dla niego zle i
                          niekorzystne, o ile jest to zgodne z prawem i nie narusza wolnosci innych.
                          A szantaze, manipulacje "dla dobra" itp i tak nie sa dobrym rozwiazaniem
                          jezeli ktos je dostrzeze.
                          efekt odwrotny od zamierzonego
                          • aaugustw Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 20.08.06, 21:12
                            Uwazam, ze lepiej brac z doswiadczen innych..
                            Jezeli chce zjesc bulke, nie bede uczyl sie zawodu piekarza...
                            Jezeli chce cos wiedziec ide do nauczyciela... itd...
                            Gdyby cala ludzkosc myslala, wg. Twojego motta:
                            > Ha, na jedno wychodzi.
                            > Na to, ze ja lepiej wiem co co masz robic niz Ty.
                            > Jest to sprzeczne z zasada poszanowania wolnosci wyboru.
                            Bylibysmy dzis dalej na drzewach...
                            (powiesz; ale za to trzezwi!) ;-))
                            A...
                            • addicted1 Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 20.08.06, 21:25
                              Nie, ja nie mowie, ze lakarz/ terapeuta ma nie informowac.
                              Wlasnie- ma informowac.Ew, sugerowac.
                              A nie nakazywac, manipulowac, szantazowac.
                              Mocne slowa, wiem.
                              Ale jak nazwac inaczej niz manipulacja to, ze na terapii mowia mi ze ludzie
                              dziela sie na niemal niepijacych albo alkoholikow a potem widze co innego.
                              A szantazem jest to, ze jak nie bedziesz chodzil na terapie tak dlugo jak Ci
                              kaza to oni np. rodzinie "przedstawia odpowiednie informacje".
                              • aaugustw Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 20.08.06, 21:36
                                Widzisz Addi, w ten temat nie wejde, bo nie znam polskich terapii.
                                Znam tylko ze slyszenia. Na pewno sa tam dobrzy i slabi terapeuci,
                                jak wszedzie!
                                Ja mialem to szczescie, ze mialem 4 miesiace wycisk od terapeutow,
                                alkoholikow (on i ona). Z tymi nie moglem sobie pozwolic na przekrety, choc
                                wcale nie chcialem ich wtedy oszukiwac - ja bylem wtedy sam w sobie zaklamany.
                                Klamstwo bylo moja druga natura... Oni prostowali mnie na kazdym kroku.
                                Dostalem wycisk...
                                Dzisiaj nie potrzebuje juz zadnych terapii...
                                Dzisiaj potrzebuje powiekszac nie moj rozum, lecz moja swiadomosc! - Na
                                prawdzie, oczywiscie... Na mojej prawdzie!
                                A...
                                • addicted1 Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 21.08.06, 20:16
                                  Ja bylem an terapii wzorowanej na Modelu Minesota, USA.

                                  W terapeutycznym podejsciu do pacjenta przeraza mnie takie podejscie rodem z
                                  totalitarnych systemow: delikwent jest winny ZANIM popelni prztepstwo.
                                  Oskarzony= osadzony= wieziony.
                                  Bez apelacji i bez sadu.
                                  Jak u Orwella.

                                  A dlaczego?
                                  Przez sprytny system skrotow.
                                  Jesli nie chodzisz na terapie- to bediez lamal zasady
                                  jesli bedziesz je lamal- na pewno kiedys zapijesz.
                                  Jesli zapijesz- to na pewno sie upijesz
                                  Jesli sie upijes- to na pwno pojdziesz w ciag
                                  jesli pojdiesz w ciag- to na pewno wrocisz do stalego picia
                                  jesli wrocisz do stalego picia- to na pewno sie stoczysz i bedziesz kradl

                                  zaklada sie, ze jesli powiesz A to powiesz i B- wszystko jest zaokrąglane w
                                  góre do 100%.
                                  I takim sposobem jesli przestajesz chodzic na terapie to znaczy doladnie tyle
                                  co jakbys sie stoczyl i kradl.

                                  jestes w punkcie 1 a nalezy Ci sie taka ilosc zaufania i takie traktowanie jak
                                  w punkcie ostatnim.
                                  To dzieki tym znakom rownosci.
                                  A gdyby uznac, ze wszedzie zamiast 100 postawimy 90% wyszloby, ze
                                  prawdopodobienstwo dojscia do punktu ostatniego po zlamaniu 1 wynosi mniej niz
                                  50 %.
                                  A tak to matematyka staje w sluzbie Terapi.


                                  p.s. nie jestem zdenerwowany, nie zmieniam swiata, nie probuje nikogo przekona-
                                  tak tylko sobie kombinuje bo lubie dtektywisyczne zagadki.
                                  • aaugustw Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 21.08.06, 20:33
                                    (Addi napisal):
                                    > "To dzieki tym znakom rownosci. A gdyby uznac, ze wszedzie zamiast 100
                                    postawimy 90% wyszloby, ze prawdopodobienstwo dojscia do punktu ostatniego po
                                    zlamaniu 1 wynosi mniej niz 50 %. A tak to matematyka staje w sluzbie Terapi." <
                                    __________________________________________________________________________-
                                    To po takiej terapii wychodzi alkoholik - procentowy matematyk.
                                    A...

                                    • addicted1 Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 21.08.06, 20:43
                                      To po takiej terapii wychodzi alkoholik - procentowy matematyk.
                                      > A...

                                      Nie, po takiej terapii wychodzi ktos swiadom i niezmanipulowan.
                                      Nie uwazam jak PIS lub PZPR, ze jest dobra manipulacja i zla manipulacja.
                                      Dla mnie kazda jest zla.
                                      No nie, nie kazda.
                                      Gdy dziewczyna mna manipuluje i goli nogi to niech tak zostanie.
                                      Niech nie bedzie 100% szczera i prawdziwa i niech nie chodzi z obrosnietymi:)

                                      • aaugustw Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 21.08.06, 21:14
                                        > "Dla mnie kazda jest zla.
                                        No nie, nie kazda. " < (chodzi o manipulacje - moj przyp.)
                                        __________________________-
                                        Jak mam ja Ciebie zrozumiec?
                                        Ty zaprzeczasz sam sobie! :-((
                                        To w koncu jaka ona jest?
                                        Nie zapominaj, ze rozmawiamy caly czas w kontekscie naszej choroby alkoholowej,
                                        wtedy ja (np.) uwazam, ze kazda manipulacja jest dobra, ktora uratowala mi
                                        zycie.
                                        A...
                                        • janulodz Re: Co daje terapia? Twoim przeciwnikom... 21.08.06, 22:38
                                          Addi napisał
                                          "p.s. nie jestem zdenerwowany, nie zmieniam swiata, nie probuje nikogo przekona-
                                          tak tylko sobie kombinuje bo lubie dtektywisyczne zagadki".

                                          Addi zaczynam z zaciekawieniem czytać Twoje posty. Jakieś poglądy, jakieś zmiany, jakaś rogacizna, a co mi tam. Mogę odwołać, tym bardziej, że widzę jak się rozwijasz.
                                          Kombinuj dalej.
                                          P.S.
                                          Z tymi nogami mam to samo. Też lubię być tak manipulowany.
                                          Ale nie przyjmuję bezkrytycznie każdej. Szczególnie takiej o jakiej pisze August.
                                          Bo ta manipulacja przypomina mi raczej lobotomię.
                                          Pozdr. Janu
    • e4ska Zawód w zawodzie - szanse w karierze 22.08.06, 00:16
      Było już o tym, warto przypomnieć: czasami lepiej, żeby ani pracodawca, ani
      klient nie wiedział, że jesteś alkoholikiem.

      Argument za terapią, wyględzany każdorazowo przy tej okazji, brzmi: tak ci się
      tylko wydaje, że nikt nie wie, ale się mylisz, wszyscy wiedzą!!! nie pójdziesz
      na terapię, to się szybciej dowiedzą... tak, rzecz wyjdzie na jaw, jeśli nie
      skończysz z piciem, ale jesli skończysz, a mimo to wybierzesz terapię, dowiedzą
      się na pewno.

      Jednoczesnie ci, ktorzy powtarzają slogan: "i tak wszyscy wiedzą", w innym
      miejscu z radosną odpowiedzialnością za słowo tłumaczą, że oni pili np. pięć lat
      nałogowo, a nie wiedzieli o tym najbliżsi, żona, mąż, rodzice, sąsiedzi...
      alkoholik umie się maskować. Jak już walnie wszystko, czyli wylatujesz z roboty,
      kolejnej posady, rodzina skacze ci do gardła, bank nie podwyższa debetu, policja
      zabiera na oczach radosnej gawiedzi - tak, wtedy nie ma co ukrywać, chociaz
      zawsze można udawac, że jest się zwykłym pijakiem, a nie żadnym alkoholikiem,
      ktory musi na grupę.

      Masz ugruntowaną pozycję zawodową - dobrze. Jesteś cenionym fachowcem - jeszcze
      lepiej. Biuro, warsztat - te same - dobrze. Ale jeśli w pracy gryziesz sie z
      innymi, walczysz o prztrwanie, jesli klient moze wybrac ciebie lub konkurencję -
      to już nie jest tak różowo. My, alkoholicy, wiemy, że jestesmy lepszymi
      pracownikami niz inni, my w ogóle nie pijemy, nadrabiamy, jestesmy ambitni...
      ale czy tak myśli reszta świata? Przeciwnie.

      Dyskrecja... tak, ale w grupie może byc twój wróg. Żona klienta. Twój wyborca.
      Twoja koleżanka, ktora by cię w łyżce wody...

      Dlatego, wybierając metodę trzeźwienia, wielu alkoholików musi polegać na sobie.
      Argument: bo łatwiej, bo lżej (???) w grupie, z terapeutami - tak, to jest
      argument, ale czasem musimy wybrać trudniejszą drogę, czasami nasza rodzina z
      powyższych przyczyn także wolałaby samodzielność.

      Nie dziwmy się więc, że wiele osób walczy samotnie, nie wmawiajmy im, że gorzej
      wytrzeźwieją. Nałóg jest straszny, ale przeciez tylu z niego wychodzi zwycięsko,
      trzeba po prostu próbowac, walczyć z głodem, szukać sposobów na opanowanie
      ciągu, godzina po godzinie, dzień po dniu, nie zapominając, że - jak nie dam
      rady - to idę na stronę www.odwyk.pl, umawiam się na wizytę... zdrowie jest
      ważniejsze niż sukces finasowy, ale od razu siebie nie przekreslać... wybierać
      mądrze, spokojnie... a co trzeba natychmiast? jedno - nie pić.
      • aaugustw Re: Zawód w zawodzie - szanse w karierze 22.08.06, 11:14
        (Eska napisala):
        > „Nie dziwmy się więc, że wiele osób walczy samotnie, nie
        wmawiajmy im, że gorzej wytrzeźwieją. Nałóg jest straszny…“ <
        ________________________________________________________________-
        Eska, ale dlaczego oni maja cierpiec i miec to „pieklo na ziemi“?,
        skoro wszyscy dookola wiedza i sa zgodni co do tego, ze indywidualnie
        (samotnie, jak piszesz) nie mozna sobie poradzic w chorobie
        alkoholowej, chyba ze opisujesz ludzi naduzywajacych alkohol, tzw.
        pijakow, ktorzy mogli by ograniczyc swoje picie, gdyby chcieli… (!?)
        A...
        • janulodz Re: Zawód w zawodzie - szanse w karierze 22.08.06, 13:34
          Augustowi z ust wyjęte:
          skoro wszyscy dookola wiedza i sa zgodni co do tego, ze indywidualnie
          > (samotnie, jak piszesz) nie mozna sobie poradzic w chorobie
          > alkoholowej, chyba ze opisujesz ludzi naduzywajacych alkohol, tzw.
          > pijakow, ktorzy mogli by ograniczyc swoje picie, gdyby chcieli… (!?)

          Mówiąc delikatnie Auguscie chyba przesadziłeś. WSZYSCY wiemy i jesteśmy ZGODNI, że z chorobą alkoholową mozna sobie poradzić na wiele różnych sposobów i nie jest warunkiem koniecznym i bezwzglednie jedynie słusznym, uczestnictwo w natchnionych i przepełnionych uduchowionymi medytacjami spotkaniach AA
          Wiemy, że chciałbyś się z nami podzielić swoją radością z trzeźwości, ale nie Tobie nam coś narzucać, oceniać stan zaawansowania i wmawiać, bo jesteś na to za malutki. Trzeźwiej Bracie w Nałogu i daj trzeźwieć innym nie ingerując w ich życie. 0,00% manipulacji.
          Janu 100% alkoholik
          • aaugustw Re: Zawód w zawodzie - szanse w karierze 22.08.06, 14:48
            (Janu napisal):
            Mówiąc delikatnie Auguscie chyba przesadziłeś.
            WSZYSCY wiemy i jesteśmy ZGODNI, że z chorobą alkoholową mozna sobie poradzić
            na wiele różnych sposobów i nie jest warunkiem koniecznym i bezwzglednie
            jedynie słusznym, uczestnictwo w natchnionych i przepełnionych uduchowionymi
            medytacjami spotkaniach AA.
            Wiemy, że chciałbyś się z nami podzielić swoją radością z trzeźwości, ale nie
            Tobie nam coś narzucać, oceniać stan zaawansowania
            i wmawiać, bo jesteś na to za malutki. Trzeźwiej Bracie w Nałogu i daj
            trzeźwieć innym nie ingerując w ich życie. 0,00% manipulacji.
            Janu 100% alkoholik " <
            _______________________________________________________-----
            Janu; przepraszam, oczywiscie ze przesadzilem!
            Nie wszyscy rozumieja to, ze indywidualnie (samotnie) nie mozna sobie
            poradzic w chorobie alkoholowej. Tu masz racje; tego nie rozumieja niektorzy
            ludzie, sa to ci, ktorzy nie maja problemu z alkoholem i… prawie wszyscy
            pijacy, ktorzy mogliby ograniczyc swoje picie, gdyby tylko chcieli…
            Piszac WSZYSCY mialem na mysli ludzi nauki, a nie nas, ani tych przedstawicieli
            z w.w. grup ludzi. --> (1-nie dotknieci choroba i 2-drobne pijoczki)!
            Tu mam pytanie do Ciebie: dlaczego denerwuje Ciebie slowo „pijoczek“.
            Chorego alkoholika, nie wyprowadzi ono z rownowagi…! ;-))

            Co do Twoich zarzutow w moja strone, ze probuje WAM cos narzucac !? (zawsze
            podpierasz sie innymi? Nie przejales jeszcze odpowiedzialnosci za siebie?),
            powiem tylko tyle, ze niedawno sprawe te juz wyjasnialem tutaj…!
            Gdybys sie tak nie cietrzewil, zrozumial bys to moje wczesniejsze pisanie, w
            ktorym podkreslalem, ze nikt nikogo nie jest w stanie, zmienic, czegos mu
            narzucic, ani pomoc, jezeli ten ktos sam tego nie chce…!
            (skojarzylem sobie teraz Ciebie z gluszcem na drzewie. On przy trzecim toku
            zachowuje sie podobnie, traci sluch i wzrok). ;-))
            Janu – to co ja opisuje, to jest moja droga, nie Twoja.
            Nie denerwuj sie wiec Janu. Obiecuje Ci, ze nie bede Tobie kazal nazywac sie
            August ! ;-))
            (gdybys na to pozwolil, wygladalbys wtedy na tym drzewie troche inaczej,
            anizeli ten gluszec?) ;-))
            Pozdrawiam:
            A…
            Ps. 1.- Czy slyszal, ze pokora bardo pomaga w chorobie alkoholowej.
            (moze dotra do Ciebie slowa z Biblii; “ci malutcy beda duzymi” ;-))
            Ps. 2.- Daj znak a zaczniemy wiecej rozmawiac na temat, np. filozofii i jej
            pomocy w zatrzymaniu choroby alkoholowej (!?) - czekam na start!
            • janulodz Teraz, ..... Ja 22.08.06, 20:21
              Auguście.
              Przepraszam za My, teraz będę Ja.
              JA osobiście uważam, że można samemu wyjść z ciężkiego nałogu zwanego alkoholizmem.
              Zrobiłem to bez podpierania się Biblią, naukami filozoficznymi, psychoterapią i grupami wsparcia.
              Zrobiłem to jak ten głuszec(dzięki za porównanie), który w trakcie tokowania traci słuch.
              ON TO ROBI Z MIŁOŚCI !!!
              JA to zrobiłem też z miłości. Własnej i do mojej Żony. W takiej właśnie kolejności. Po prostu wziąłem sprawy w swoje ręce.
              Żal mi Ciebie i Twojego odwoływania się do siły wyższej, chodzenia utartymi ściezkami, prowadzenia za rączkę i pozwoleniu na manipulowanie sobą. Chodzisz na grupy bo tego potrzebujesz, ja nie chodzę. Nie muszę. Mnie nie potrzebna jest ideologia. Partia Zielonych, Związek Filatelistów, Kółko Różańcowe, AA. Niech sobie będą . Nie przeszkadzają mi. Ale ich nie potrzebuję. Poza tym lubię siebie od jakiegoś czasu i myślę, że mi tak zostanie.
              A w sobotę jadę na grzyby.
              Może spotkam w lesie głuszca?
              :)))




              • addicted1 Re: Teraz, ..... Ja 22.08.06, 20:31
                Kazdy ma woja droge trzezwienia, jezeli jest skuteczna to po co zmieniac?
                Mozna dyskutowac do upadlego, mozna sie przekonywac- ale z rownych pozycji.
                Nietety, wielu aowcow ( akurat August Ty nie) podpiera sie argumentem
                popularnosci AA i w ten sposob traktuja rozmowce "z gory".
                Nie mowiac o terapeutach.

                Bo skoro nasze bardziej popularne to lepsze.
                A figa.
                Madonna jest bardziej znana od The Clash, ale wg mnie lepsze jest to drugie.



                czesto taki uczestnik AA lub terapeuta- tak jak czlowiek skrajnie religijny, np
                Jehowy- nie moze przebolec, ze TYLKO ON trzezwieje w ten sposob. On musi
                przekonac do tego wszystkich dookola.
                I to jest tak samo przekonujace jak swiadek Jehowy nagabujacy u drzwi.
                  • aaugustw Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 08:30
                    (Janu do Addi):
                    "Trafiłeś w sedno Addi. AA musi przekonać do tego
                    wszystkich dookoła. Taka misja. Przesyłam Ci znak pokoju."
                    _________________________________________________________.
                    A jezeli Addi sie myli, to i Ty...! ;-))
                    A...
                    Ps. Zapomniales dodac: "I trzymaj mnie za raczke"! ;-))

                • aaugustw Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 08:26
                  (Addi napisal):
                  "Nietety, wielu aowcow ( akurat August Ty nie) podpiera sie argumentem
                  popularnosci AA i w ten sposob traktuja rozmowce "z gory".
                  Nie mowiac o terapeutach."
                  _______________________________________________________________________-
                  Czytam z Twoich slow; zal po stracie i nieznajomosc problematyki choroby
                  alkoholowej.
                  A...
                  Ps. Ile razy mam pisac, ze ja to ja, a Ty to Ty.
                  Aowcy sie nie wywyzszaja, wrecz przeciwnie... Pokora ich ratuje (m.in.)
                  Jezeli w ten sposob odbierasz moje slowa, to dlatego, ze ja odkrywam pruderie
                  ludzka! - NIE CIERPIE ZAKLAMANIA I PRUDERII
                  • aaugustw Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 11:41
                    Addi !!!
                    Przepraszam !!!
                    Wrocilem, przed chwila do domu i widze jaka ja gafe popelnilem. Odczytalem
                    Twoje slowa, w pospiechu - na opak! :-((
                    (Addi napisal):
                    > ""Nietety, wielu aowcow ( akurat August Ty nie)..." <
                    - - - - - - -
                    Nie doczytalem do "nie" ! :-(
                    Wycofuje to, co napisalem - przepraszam!
                    (za innych nie bede sie wypowiadal!)
                    A...
              • aaugustw Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 08:20
                (Janu napisal):
                „JA to zrobiłem też z miłości. Własnej i do mojej Żony. W takiej właśnie
                kolejności.
                Po prostu wziąłem sprawy w swoje ręce.
                Żal mi Ciebie i Twojego odwoływania się do siły wyższej, chodzenia utartymi
                ściezkami,
                prowadzenia za rączkę i pozwoleniu na manipulowanie sobą. Chodzisz na grupy bo
                tego potrzebujesz, ja nie chodzę. Nie muszę. Mnie nie potrzebna“.
                ____________________________________________________________________-
                Wierze Tobie w kazde Twoje napisane tu slowo !
                Mam szwagra (73), ktory potrafil wypic wiecej ode mnie i jeszcze pije, ale on w
                przeciwienstwie do mnie potrafi w kazdej! Sytuacji powiedziec STOP – wiecej nie
                pije. To nas od siebie rozni. Pare razy tu, na tym forum podkreslilem roznice
                miedzy pijakiem a chorym alkoholikiem…
                Ty masz to szczescie (albo tego pecha), ze jestes tylko pijakiem.
                ALKOHOLIK NIE POTRAFI SAM SOBIE PORADZIC !!!
                A…
                Ps. Ale teraz widze, ze jednak klamiesz. Ty sam o tym nie wiesz!
                Uzalasz sie nade mna. Piszesz o swojej mocy charakteru, niezaleznosci wobec
                innych grup i ludzi, a co Ty tutaj robisz !?
                Piszesz jeszcze, ze jedziesz do lasu.
                Jezeli po grzyby – rozumiem.
                Zeby spotkac gluszca nie musisz go szukac w lesie.
                Kiedys szukalem tej Sily Wyzszej, czy Boga jakkolwiek Go kto pojmuje…
                Szukalem Jej (Go?) w ksiazkach, a On caly czas byl we mnie, (tyle ze zalany
                alkoholem).
                Aha, milosc - skad Ty ja wziales. Jak okreslisz milosc?
                • janulodz Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 11:12
                  August napisał:
                  Ty masz to szczescie (albo tego pecha), ze jestes tylko pijakiem.
                  > ALKOHOLIK NIE POTRAFI SAM SOBIE PORADZIC !!!

                  Auguście!
                  Rozumiem, że bierzesz pełną odpowiedzialność za swoją diagnozę i jesteś całkowicie przekonany o swojej nieomylności.
                  Dziekuję Ci zatem i w najbliższym czasie podejmę próbę sprawdzenia na własnej skórze prawdziwości Twojej tezy.
                  Szkoda tylko, że przez cztery lata się męczyłem bez alkoholu.Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam.
                  Janu Pijak
                  • aaugustw Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 11:46
                    (Janu P.... napisal):
                    Auguście!
                    Rozumiem, że bierzesz pełną odpowiedzialność za swoją diagnozę i jesteś
                    całkowicie przekonany o swojej nieomylności. Dziekuję Ci zatem i w najbliższym
                    czasie podejmę próbę sprawdzenia na własnej skórze prawdziwości Twojej tezy.
                    Szkoda tylko, że przez cztery lata się męczyłem bez alkoholu.Jeszcze raz
                    dziękuję i pozdrawiam.
                    Janu Pijak
                    __________________________________________________________________________-
                    Po pierwsze; to nie jest moja diagnoza, alec sprawdzilem ja na sobie (raz!).
                    Po drugie; jestem przekonany o jej nieomylnosci! (j.w.)
                    Po trzecie: po czterech latach mojego trzezwienia bylem juz najszczesliwszym
                    czlowiekiem na swiecie...! (a w slad za tym moja cala rodzina...!) ;-))
                    A...
                    Ps. Twoje eksperymenty pijackie mnie nie interesuja!


                    • janulodz Re: Teraz, ..... August 23.08.06, 13:05
                      August napisał najpierw:
                      "Ty masz to szczescie (albo tego pecha), ze jestes tylko pijakiem.
                      ALKOHOLIK NIE POTRAFI SAM SOBIE PORADZIC !!!"

                      a godzinę potem:
                      "Po pierwsze; to nie jest moja diagnoza, alec sprawdzilem ja na sobie (raz!).
                      Po drugie; jestem przekonany o jej nieomylnosci! (j.w.)"

                      a w poście z innego wątku cytując szlachetne cele AA:
                      "Nie wystawia diagnoz lub prognoz lekarskich albo psychologicznych."

                      Godna podziwu konsekwencja Auguście.

                      • aaugustw Re: Teraz, ..... August 23.08.06, 14:51
                        (Janu napisal):
                        August napisał najpierw:
                        "Ty masz to szczescie (albo tego pecha), ze jestes tylko pijakiem.
                        a godzinę potem:
                        "Po pierwsze; to nie jest moja diagnoza, alec sprawdzilem ja na sobie (raz!).
                        Po drugie; jestem przekonany o jej nieomylnosci! (j.w.)"ALKOHOLIK NIE POTRAFI
                        SAM SOBIE PORADZIC !!!"

                        a w poście z innego wątku cytując szlachetne cele AA:
                        "Nie wystawia diagnoz lub prognoz lekarskich albo psychologicznych."
                        Godna podziwu konsekwencja Auguście.
                        ________________________________________________________________.
                        I znowu musze to samo powtorzyc, moze za ktorym tam razem dotrze!
                        Tym razem napisze w rozwinieciu! - Stale zapominam, ze osoba, ktora tylko
                        naduzywala kiedys alkoholu, nie jest w stanie zrozumiec chorego allkoholika):
                        1.- ALKOHOLIK NIE POTRAFI SAM SOBIE PORADZIC !!!"
                        2.- Po mojej pierwszej terapii, bylem b. dumny i mocny! ;-)) Wierzylem tylko w
                        nauki terapeutyczne, ktore stamtad wynioslem. Nie wierzylem w "jakichs tam
                        pijokow" z grup trzezwosciowych. Co oni mogli tam wiedziec! Po ponad pieciu
                        (5,5) latach mojej abstynencji, ktora wiecej byla dla rodziny, anizeli dla
                        siebie oraz ze wzgledu na nie uczeszczanie do zadnych klubow trzezwosciowych,
                        ani Wspolnoty AA, doszedlem a raczej dochodzilem do wniosku, ze bede mogl juz
                        na emeryturze dalej kontrolowanie pic (w tym czasie byl to juz dawno nawrot -
                        na razie w glowie). Czas plynal zbyt pomalu, wiec postanowilem wyprobowac
                        to "kontrlowane picie" wczesniej. Jak to sie zakonczylo nie musze dalej pisac...
                        3.- Jestem przekonany o tym, ze ALKOHOLIK NIE POTRAFI SAM SOBIE PORADZIC
                        (nazwalem to "diagnoza" po Janu), choc dla mnie jest to FAKT POTWIERDZONY W
                        PRAKTYCE ! (Nie teoria lecz praktyka czyni mistrzem).
                        4.- Oczywiscie, ze AA "Nie wystawia diagnoz lub prognoz lekarskich albo
                        psychologicznych".
                        Jak moze jeden alkoholik wystawic drugiemu alkoholikowi cos takiego!? - nie
                        osmieszaj sie Janu i nie udawaj glupszego, anizeli jestes! Przeciez czytales w
                        moim zalaczniku, na ktorego sie tu powolujesz kim sa ci ludzie w tej
                        Wspolnocie. Wiesz tez, ze nie cierpie pruderii i zaklamania !
                        A...

                        • janulodz Ja alkoholik 23.08.06, 17:36
                          Do Augusta
                          Pozwolę sobie Auguscie podsumować naszą sympatyczną dysputę.
                          Otóż:
                          1. ALKOHOLIK AUGUST NIE POTRAFIŁ SAM SOBIE PORADZIĆ !!!
                          2. ALKOHOLIK JANU POTRAFIŁ SAM SOBIE PORADZIĆ !!!
                          i dla mnie jest to FAKT POTWIERDZONY W PRAKTYCE !!!
                          Zgadzam sie z Tobą także ,że praktyka czyni mistrza. Moja trwa od prawie czterech lat z tą róznicą, że ja nie eksperymentowałem z kontrolowanym piciem i o to doświadczenie jesteś ode mnie bogatszy. Uwierzę Ci na słowo i nie podejmę tej próby. Po co ryzykować.
                          Fajnie się gadało. Pozdrowienia. Janu


                    • addicted1 Re: Teraz, ..... Ja 23.08.06, 13:15
                      Argument, ze AA jest dobre dla wszystkich bo sie sprawdzilo u wielu przypomina
                      mi argument z innej dziedziny zycia- ekonomii.

                      Wielu ekonomistow przekonuje, ze duze nierownoci majatkowe wplywaja na wyzszy
                      rozwoj gospodarczy, podajac za przyklad USA.
                      Uznaja wiec, ze skoro sprawdzilo sie tam to w jednym kraju to jest to uniwersalne.
                      Ale duze nierownosci np. w Brazylii zamiast do wzrostu doporowadzly do upadku
                      gospodarki, zadluzenia i uzaleznienia kraju od MFW.

                      Nie wzieto pod uwage: mentalnosci narodowej, zazlosci historycznych, sily
                      ekonomicznej itp.

                      Dodam jeszcze, ze argumentacja niektorych terapetow i Aowcow jest identyczna jak
                      ekonomistow- wyznawcow jedynie slusznej teorii: ja wiem lepiej, a jak sie ze mna
                      nie zgadzasz to jestes niedouczony i zaprzeczasz oczywistym faktom.

                      A przeciez- wracajac do ekonomii- Na podstawie w.w. dwoch przypadkow nie da sie
                      powiedziec, czy nierownosci zwiekszaja czy zmniejszaja wzrost. Mozna powieziec-
                      to zalezy.

                      p.s 1. Jak to mawiaja- nie kazdemu psu Burek na imie czy jakos tak:)
                      ostatnio zaczynaja mi sie podobac takie stare, proste powiedzonka:)

                      p.s.2 Spotkalem na mityngach AA wielu ciekawych ludzi, wielu przecietnych i
                      wielu idiotow ( w mojej subiektywnej doraznej ocenie). Jak wszedzie. Jakby ktos
                      mial watpliwosci co do mojego stosunku do ruchu.

                      • addicted1 ZMiana kolejnosci= bardziej czytelne 23.08.06, 13:17
                        Argument, ze AA jest dobre dla wszystkich bo sie sprawdzilo u wielu przypomina
                        mi argument z innej dziedziny zycia- ekonomii.

                        Wielu ekonomistow przekonuje, ze duze nierownoci majatkowe wplywaja na wyzszy
                        rozwoj gospodarczy, podajac za przyklad USA.
                        Uznaja wiec, ze skoro sprawdzilo sie tam to w jednym kraju to jest to uniwersalne.
                        Ale duze nierownosci np. w Brazylii zamiast do wzrostu doporowadzly do upadku
                        gospodarki, zadluzenia i uzaleznienia kraju od MFW.

                        Nie wzieto pod uwage: mentalnosci narodowej, zazlosci historycznych, sily
                        ekonomicznej itp.

                        A przeciez- wracajac do ekonomii- Na podstawie w.w. dwoch przypadkow nie da sie
                        powiedziec, czy nierownosci zwiekszaja czy zmniejszaja wzrost. Mozna powieziec-
                        to zalezy.

                        Dodam jeszcze, ze argumentacja niektorych terapetow i Aowcow jest identyczna jak
                        ekonomistow- wyznawcow jedynie slusznej teorii: ja wiem lepiej, a jak sie ze mna
                        nie zgadzasz to jestes niedouczony i zaprzeczasz oczywistym faktom.
    • e4ska Re: Co daje terapia? 26.08.06, 22:50
      A co dzisiaj słychać... jeszcze bez terapii. Cisza. Ach, te pijaki... Jak nie
      piszą, od razu podejrzani. W dodatku sobota i wieczór też w dodatku...
      Skrzywienia zawodowego nabyłam przez to forum... a niech to...:(((
    • amigosson Re: Co daje terapia? 27.08.06, 01:53
      Wiesz są różne formy terapii, a chodzenie na odwyki nie zawsze jest najlepszym
      rozwiązaniem. Stara prawda mówi, że nikt nie pomoże Tobie jak Ty sama. Może
      wypróbuj nowoczesna forme wyrzucenia zlych mysli przez blog.. glupie? moze i
      tak, ale to pomaga, uwierz mi:) dla przykladu zerknij na www.kompot.org, moze
      sie przekonasz.
    • e4ska Daje, ale twojemu prokuratorowi... 30.08.06, 09:12
      twoje prawko... Niezły pomysł, żeby zabierać prawo jazdy alkoholikom "leczącym
      się" w poradniach. Jak sie leczy, to chory przecież jest, czyli pijak. Wyśle
      pani współuzalezniona małżonka na terapię i zdrowo zasuwa piechotą, bo prawko u
      nas to rzecz męska w rodzinie patologicznej. Nie chce pijak zapłacić za szkodę i
      woli sobie przeczekac na terapii - a czym teraz będzie pietruszkę na bazar
      dowozić? Najbardziej chyba ruszyło prokuraturę utyskiwanie jednej warszawskiej
      terapeutki, ktora narzekała przed Politycznym pismactwem, że nie ma gdzie
      zaparkować, bo pijaki, kolejny raz pobierający leczenie, podjeżdżają na zajęcia
      samochodami.

      Zaraz też przypomnieli sobie niziutko opłacani terapeuci o prawach człowieka,
      których to praw, jak wiemy, bardzo przestrzegają w swoim zawodowstwie ratowania
      życia, mienia i zbawienia alkoholików. Świadczy to również o tym, że potrafią
      przy okazji ratować też swoje marniutkie posady. Przyzwyczaili się do
      poświęcania, a tutaj prokuratorskie zagrywki mogą przyhamować napływ kandydatów
      do uratowania...

      Linków nie podaję, kto chce, znajdzie.
      • addicted1 Re: Daje, ale twojemu prokuratorowi... 30.08.06, 12:47
        twoje prawko... Niezły pomysł, żeby zabierać prawo jazdy alkoholikom "leczącym
        > się" w poradniach. Jak sie leczy, to chory przecież jest, czyli pijak. Wyśle
        > pani współuzalezniona małżonka na terapię i zdrowo zasuwa piechotą, bo prawko
        > u
        > nas to rzecz męska w rodzinie patologicznej. Nie chce pijak zapłacić za szkodę
        > i
        > woli sobie przeczekac na terapii - a czym teraz będzie pietruszkę na bazar
        > dowozić?


        Pomysl poroniony, bo zaklada to, z czym walcze od lat:)- karanie przed wina.
        Jak u Orwella.


        Najbardziej chyba ruszyło prokuraturę utyskiwanie jednej warszawskiej
        > terapeutki, ktora narzekała przed Politycznym pismactwem, że nie ma gdzie
        > zaparkować, bo pijaki, kolejny raz pobierający leczenie, podjeżdżają na zajęcia
        > samochodami.
        >

        Natomiast Twoja ironia Esko co do p. Woydyllo jest naniuplacja- ona tam
        stwierdzila prosta rzecz, ze "leczacy sie" alkoholicy lataja po kilka razy po
        terapiach i marnuja panstwowe pieniadze a jednoczesnie stac ich na samochody.
        Ja spotkalem wiele takich osob, ktore "terapeutyzowanie" uznaly za swoj styl zycia.

        Taki schemat: terapia, kilka miesiecy/ lat abstynencji, potem ciag a po nim
        detoks i znowu terapia.
        To chore. Jak ktos byl raz na terapii to powinien miec zakaz dozywotni. Chyba za
        zaplaci.

        A propo- owa utyskujaca terapeutka ma za meza niepijacego alkoholika (jednego ze
        slynniejszych w PL), wiec mysle, ze jej stosunek do branzy nie jest
        techniczno-terapeutyczny.



        • e4ska Re: Daje, ale twojemu prokuratorowi... 30.08.06, 21:18
          No, co do parkujących, to był z mojej strony żart, ale kto wie, czy np. dla
          prokurator taki artykuł i uwagi o samochodach nie były pewnego rodzaju
          wyzwalaczem:)))

          A o alkoholikach powiedziane zostało przez małżonkę dziś niepijącego tak:
          "...metody jak z tresurą psa - raz zbite zwierzę nie weźmie jedzenia ze stołu".
          To jest ta słynna twarda miłość. I wszystko jasne:)))
          • addicted1 Re: Daje, ale twojemu prokuratorowi... 31.08.06, 15:38
            A o alkoholikach powiedziane zostało przez małżonkę dziś niepijącego tak:
            > "...metody jak z tresurą psa - raz zbite zwierzę nie weźmie jedzenia ze
            stołu".
            > To jest ta słynna twarda miłość. I wszystko jasne:)))


            Tak...
            Jesli zona jest otyla i obiecala sobie nie jesc a zobaczysz ja z ciastkiem w
            reku- torby za drzwi i rozwod. Twarda milosc.
            5 letnie dziecko nie chce sie uczyc- glodowka- twarda milosc...

            Porownanie z psem to zadne odkrycie Ameryki, nie tyczy tylko alkoholikow,
            wielka sztuka motywowania i karania w firmach to to samo.
            Fakt, ze brzmi dosyc pogardliwie, ale to jest tylko objaw sosunu do alkoholikow-
            nie tyle do pijacych, tylo w ogole do ludzi "z branzy".
            I co najciekawsze, odpowiadaja za to sami alkoholicy z dluzszm stazem, ktorzy
            na lewo i prao opowiadaja jakie to z nich byly kiedys sk....

            A w ogole ten pomysl z odbieraniem praw jazdy alkoholikom to debilizm.
            Ja np. przywolam swoj dialog z terapeuta i powiem przed sadem- nie jestem
            alkoholikiem. A jak jestem- prosze dowody.
            Nie ma na mnie nic.
            i co mi zrobia?
      • cortona Re: Daje, ale twojemu prokuratorowi... 30.08.06, 14:18
        Ale niezła była okładka tego numeru "Polityki", prawda?
        Mnie odechciało się zupełnie czytać.
        Nie wierzę w odbieranie prawa jazdy tylko dlatego, że ktoś rozpoczął terapię.
        To jakaś głupota.
        Ale wszystkim jeżdżącym po pijanemu odbierałabym dożywotnio prawo jazdy.




          • e4ska Obstawiamy? 31.08.06, 22:30
            Addi, każdy z tej bandy czworga był niegdyś wartościowym człowiekiem o wysokiej
            pozycji. Społecznej.Tako rzeką na terapiach... pono, i na AA. Zanim dominującycm
            trunkiem stał się płyn techniczny, panowie wozili koniaki na przednim siedzeniu,
            jak zwykł czynić to Mel z Ameryki. On też tak będzie wyglądał, jak nie
            przestanie... Dokładnie... Logiczne, prawda?

            Kim byli panowie dwa lata temu, kiedy odmowili podjęcia terapii grupowej?

            No więc zaczynamy od tego uduchowionego z lewej:
            J. G., biskup suwstragan, dwadzieścia pięć lat pracy na rzecz wiernych;
            A. K., przedsiębiorca pogrzebowy, dwa krematoria, składy trumienne i karawan;
            L. M., profesor filozofii nowożytnej na UJ, członek PAN, honorowy dawca krwi;
            L. B., pierwszy sekretarz wojewódzkiego komitetu, działacz opzycyjny, poseł na
            sejm dwóch kadencji z partii liberałów.

            Teraz można już kontemplować dydaktycznie...

            A tak naprawdę to jest mi ich strasznie żal;((( Są tacy smutni...
            • cortona Re: Obstawiamy? 01.09.06, 15:25
              Eska, nie mogę wczuć się w Twoje opisy i obstawiać na inny sposób, bo ten numer
              "Polityki" wylądował w pojemniku na makulaturę, zanim zdążyłam go przeczytać.
              Każdy na w sobie trochę menela. Chyba.

              A Addi boi się, jak nie wiem co. I bardzo mnie to bawi, bo teraz łatwo go
              nastraszyć. Wystarczy powiedzieć:"Addi - okładka", a on od razu tak śmiesznie
              panikuje: "nigdy, przenigdy, okropne, straszne, obrzydliwe"

              • addicted1 Re: Obstawiamy? 01.09.06, 21:21
                1. nie boje sie tylko brzydze.
                2 i nie tego, ze sa alkoholikami, tylko tego ze sa brudni.
                jak ktos jest brudny, zapuszczony, smierdzi to
                mnie nie obchodzi czy on pije czy nie, po prostu ne brzydzi.
                wyobrazam sobie smrod jego stop, ilosc grzybic, pchel, wesz, parchow, liszajow,
                wrzodow.....

                chodzi o smrod a nie alkoholizm
                czy to takie trudne do zrozumienia?

                z alkoholizmem i ze mna laczy sie to tylko o tyle, ze nie wiem w jakim celu
                niektorzy [przekonuja mnie do jakiegos duchowego pkrewienstwa z nimi.
                a jezeli ktorys z nich jest krotkowidzem i ja tez to co, okulista tez o tym
                napomknie?

            • addicted1 Re: Obstawiamy? 01.09.06, 21:24
              Kim byli panowie dwa lata temu, kiedy odmowili podjęcia terapii grupowej?
              >
              > No więc zaczynamy od tego uduchowionego z lewej:
              > J. G., biskup suwstragan, dwadzieścia pięć lat pracy na rzecz wiernych;
              > A. K., przedsiębiorca pogrzebowy, dwa krematoria, składy trumienne i karawan;
              > L. M., profesor filozofii nowożytnej na UJ, członek PAN, honorowy dawca krwi;
              > L. B., pierwszy sekretarz wojewódzkiego komitetu, działacz opzycyjny, poseł na
              > sejm dwóch kadencji z partii liberałów.
              >
              > Teraz można już kontemplować dydaktycznie...
              >
              > A tak naprawdę to jest mi ich strasznie żal;((( Są tacy smutni...



              Bez watpienia, widac na 1 rzut oka:)
          • jerzy30 dziekuj Bogu ze nie siedzisz na tej lawce 01.09.06, 18:34
            i ze trafiles [na terapie] bo taka lawka to jest przeznaczona kazdemu ktonie
            chce sie leczyc - a tak na marginesie to ja nie widze roznicy - i ja jestem
            alkoholikiem i kazdy z tej lawki - oni tylko nie skorzystali z pomocy [nie
            chcieli, nie umieli, nie odczuwali potzreby] - trzeba im wylaszcznie wspolczuc
            i miec nadzieje ze z tej lawki kiedys zejda i zaloza np. garnitury
            • addicted1 Re: dziekuj Bogu ze nie siedzisz na tej lawce 01.09.06, 21:23
              ze trafiles [na terapie] bo taka lawka to jest przeznaczona kazdemu ktonie
              > chce sie leczyc - a tak na marginesie to ja nie widze roznicy ja jestem
              > alkoholikiem i kazdy z tej lawki -

              nie widze z roznicy miedzy mna a doktorem Mengele, Rudolfem Hessem, Adamem
              Humerem- ja reaguje na cyjanek smiercia i kazdy z tej listy

                • addicted1 Re: dziekuj Bogu ze nie siedzisz na tej lawce 02.09.06, 19:43
                  jerzy30 napisał:

                  > jak nie widzisz roznicy miedzy tymi "panami" a soba to zle z Toba
                  > Alkohol nie jest cyjankiem - to zle porownanie [nie rozumiesz o co chodzi -
                  oni
                  >
                  > z tej lawki wybrali picie [byc moze nie dostali pomocy]


                  Wiesz, to byla ironia do kwadratu.
                  Ja widze roznice miedzy mna a Rudolfem Hessem jak i widze podobienstwa.
                  Tak samo widze podobienstwa i roznice miedzy mna a facetami z lawki.

                  Nie rozumiem tylko, dlaczego z 10000 cech i 100 wad ludzkich w mojej
                  identyfikacji z innymi ludzmi mam sie kierowac przede wszystkim (albo tylko)
                  sklonnoscia do alkoholu?

                  Jak ktos chce- prosze bardzo.
                  To nie oznacza, ze ja chce unikac znajomosci z alkoholikami- ale akurat to nie
                  jest dla mnie filtr.

                  Porownan moge dac wiecej.
                  Zbigniew
                  Religa i doktor Mengele - obaj lekarze.
                  Papiez i ksiadz Jankowski- obaj ksieza
                  Tony Blair i Fidel Castro- obydwaj przywodcy lewicowi.

                  I mimo, ze bycie lekarzem, przywodca i ksiedzem to o wiele
                  wieksze "pokrewienstwo" niz bycie alkoholikiem- to ja miedzy w.w. widze jednak
                  wiecej roznic niz podobienstw.
                  Ale to juz kwestia subiektywna.


                  • magtomal Re: dziekuj Bogu ze nie siedzisz na tej lawce 02.09.06, 20:09
                    Ludzi pijani wyglądają tak samo - zarzygani, przewracający się etc - bez
                    wzgledu na wykształcenie, poziom majątkowy, przekonania polityczne itd; alkohol
                    stawia między ludzmi znak równości. Takiego znaku równości nie stawia
                    wykonywany zawód, poglądy...
                    Czemu zmuszasz nas do pisania rzeczy tak oczywistych?!
                    • addicted1 Re: dziekuj Bogu ze nie siedzisz na tej lawce 02.09.06, 20:22
                      chwila
                      nie mowimy tu o podobienstwie ludzi w stanie upojenia alkoholowego
                      pijany to podobny jest do pijanego nawet gdy porownamy 16 letnia licealistke na
                      1 balu w zyciu i 40 letniego zawodowca(aczkolwiek to podobienstwo tylko
                      teoretycznie jest az tak wielkie).

                      my tu mowimy o podobienstwie ludzi, ktorzy sa alkoholikami.
                      w takim sensie, ze podobny jest trzezwy od 30 lat naukowiec i lezacy na lawce
                      menel.
                      to Ty piszesz rzeczy oczywiste i jeszcze mnie obrazasz wmawiajac mi, ze kloce
                      sie o roznice w zachowaniu nastukanych przedstawieieli roznych profesji.
                    • jerzy30 ci czterej z lawki mieli moc odwagi by sie pokazac 02.09.06, 20:58
                      w takim stanie jak teraz sa - dzieki ich odwadze pokazania swojego nieszczescia
                      spowodowanego gorzala - byc moze - jakas osoba [na razie w garniturze i
                      schludnie ubrana, czysta i nie zazygana i pijaca drogie koniaki] ALE pijaca w
                      nadmiarze - zastanowi sie ze tak naprawde od tej osoby z lawki to ja dzieli byc
                      moze jeden jedyny kieliszek [ja tez moglem byc na tej lawce - ale skorzystalem
                      z pomocy bo mi ja dano]- wodka niszczy bardzo szybko - i nie ma tu znaczeniae
                      wiek, rasa, kolor skory, wyksztalcenie, plec - alkoholizm nie wybiera - dla
                      niego wszyscy sa rowni - i ci w garniturach, ci pijacy samotnie, i ci na lawce -
                      WSZYSCY sa dla alkoholu rowni - dlatego ja tym z lawki - po pierwsze
                      wspolczuje, po drugie mam dla nich uznanie ze sie odwazyli pokazac - pokazac w
                      naszym zaklamanym spoleczenstwie dla ktorego nurek z drorca z butelka
                      denaturatu to smiec ostatni, po trzecie [jako alkoholik] sa dla mnie bracmi w
                      tym nieszczesciu
                      • cortona Re: ci czterej z lawki mieli moc odwagi by sie po 03.09.06, 13:52
                        Addi, Ty byś chciał alkoholizm wynieść do rangi problemu filozoficznego, a to
                        zwykły lumpiarski problem. Lumpiarstwo, to nie smród i grzybica, tylko kwestia
                        mentalności. I jeśli alkoholikiem jest noblista, to w jakimś sensie jest takim
                        samym lumpem, jak ci z ławeczki. Ty sobie nie pochlebiaj, że przynależysz do
                        jakiejś elity, którą sam wymyśliłeś. Jak się przyznasz przed sobą, że jesteś
                        lumpem, to będzie ci lepiej. Ja właśnie się przyznałam.
                        • addicted1 Re: ci czterej z lawki mieli moc odwagi by sie po 04.09.06, 13:33
                          cortona napisała:

                          > Addi, Ty byś chciał alkoholizm wynieść do rangi problemu filozoficznego, a to
                          > zwykły lumpiarski problem. Lumpiarstwo, to nie smród i grzybica, tylko kwestia
                          > mentalności. I jeśli alkoholikiem jest noblista, to w jakimś sensie jest
                          takim
                          > samym lumpem, jak ci z ławeczki. Ty sobie nie pochlebiaj, że przynależysz do
                          > jakiejś elity, którą sam wymyśliłeś. Jak się przyznasz przed sobą, że jesteś
                          > lumpem, to będzie ci lepiej. Ja właśnie się przyznałam.


                          Okej, jesli lumpiarstwo to nie smrod, brud, zlodziejstwo i przemoc- to moge byc
                          lumpem.
                          to mi nawet pochlebia- nie byc takim szarym zjadaczem kielbasy, takim szczurem
                          dorobkiewiczem, konformista w niebieskiej lub bialej koszuli, zawistnym
                          bezmyslnym mieszczuchem- to wole lumpiarstwo.
                          Ale to, ze nie chce biegac do wielkiej korporacji by lizac dupe szefa nie
                          znaczy, ze marze o tym, by lazic bezkarnie w niepranych smierdzacych gacich.

                          Ja jestem antyelitarny na maksa, nie jestem i nie chce byc zadna elita- ja nie
                          wymyslam sobie elit, wymyslam sobie siebie samego. Ja chce byc 1 jedyny w sojej
                          szufladzie, a nie w towarzystwie kogokolwiek z Kolskiej ani kogokolwiek z
                          Wiejskiej.
                      • addicted1 Re: ci czterej z lawki mieli moc odwagi by sie po 04.09.06, 13:47
                        jerzy30 napisał:

                        > w takim stanie jak teraz sa - dzieki ich odwadze pokazania swojego
                        nieszczescia
                        >
                        > spowodowanego gorzala - byc moze - jakas osoba [na razie w garniturze i
                        > schludnie ubrana, czysta i nie zazygana i pijaca drogie koniaki] ALE pijaca w
                        > nadmiarze - zastanowi sie ze tak naprawde od tej osoby z lawki to ja dzieli
                        byc
                        >
                        > moze jeden jedyny kieliszek [ja tez moglem byc na tej lawce - ale
                        skorzystalem
                        > z pomocy bo mi ja dano]- wodka niszczy bardzo szybko - i nie ma tu znaczeniae
                        > wiek, rasa, kolor skory, wyksztalcenie, plec - alkoholizm nie wybiera - dla
                        > niego wszyscy sa rowni - i ci w garniturach, ci pijacy samotnie, i ci na
                        lawce
                        > -
                        > WSZYSCY sa dla alkoholu rowni - dlatego ja tym z lawki - po pierwsze
                        > wspolczuje, po drugie mam dla nich uznanie ze sie odwazyli pokazac - pokazac
                        w
                        > naszym zaklamanym spoleczenstwie dla ktorego nurek z drorca z butelka
                        > denaturatu to smiec ostatni, po trzecie [jako alkoholik] sa dla mnie bracmi w
                        > tym nieszczesciu


                        Ciekawe.
                        To sie nazywa dorobic ideologie.
                        Przypisac przypadkowej grupce ledwo przetrzezwialych pacjntow izby wytzezwien
                        szczytne zamiary walki z hipokryzja i stereotypami. Solidarnosc walczaca.
                        Wierzysz w to, co piszesz?
                        Ze to jakas demonstracja?
                        A nie ze po prostu za pare zlotych/ dla draki lub bez zastanawiania sie
                        zapozowali do zdjcia?
                        Moze masz racje. Moze to szpica ruchu walki z obluda?

                        ja im w pewnym sensie tez wspolczuje- w penym sensie, bo to ich wybor i ich
                        wola jak zyja.
                        nie uwazam, z to jacys podludzie, jakies smieci.
                        Ale nei bede z nich robil bohaterow ani sie z nimi utozsamial bo nie mam z nimi
                        nic wspolnego poza "problemami" z alkoholem.
                        Jest taka roznica, ze ja sie i innych katuje na forum GW, a oni maja to w
                        dupie, pozuja do zdjec w izbie wytrzezien (gwiazdy) i jeszcze taki Jerzy30 ich
                        broni a mnie gani.
                        Moze sie ze mna zamienia?
                        M
                        • addicted1 Re: ci czterej z lawki mieli moc odwagi by sie po 04.09.06, 13:52
                          Aha, i dodam jeszcze,z e wg. mnie
                          zakladajac, ze mieli intencje "pokazania, ze menel to moze byc kazdy z nas"
                          to kula w plot, bo kto spojrzy na to zdjeci pomysli raczej "to jacys
                          degeneraci"
                          a dodatkowo utwierdzi sie w przekonaniu, ze alkoholik to WLASNIE KTOS TAKI
                          czyli tym bardziej mi obcy/ gorszy ode mnie/ inny.

                          Oni nieswiadomie powielaja wiec zly stereotyp alkoholika, powodujac tym samym
                          opor u "nowych" uzaleznionych osob do "przyznania sie", wiec wiecej tu szkody
                          niz pozytku.
                          Oczywsice to nie ich ina tylko fotografa/ dziennikarza.
                          I Jerzego30:):)

                          • cortona Re: ci czterej z lawki mieli moc odwagi by sie po 04.09.06, 14:51
                            Addi, kiedy zaczynałam pisać na tym forum, to miałam iście hamletowski problem:
                            "Dlaczego ja nadużywam, to wielkie pytanie".
                            I tak szczerze mówiąc, upatrywałam źródla problemu w swoim przepracowaniu,
                            w nadmiernej wrażliwości, pochlebiałam sobie, że ten problem mają różni zacni,
                            a czasami nawet wybitni ludzie. To jest właśnie to zaciemnianie problemu, tak
                            właściwe dla pijaków.
                            O tym, że moje picie może mieć związek ze zwykłym lumpiarstwem nawet nie
                            chciałam myśleć.
                            Nie chcę się bawić w ekshibicjonizm, ale w pewnym momencie zaczęłam nawet
                            źle myśleć o innych uczestnikach tego forum, ale ciągle nie o sobie.
                            Aż w końcu oświeciło mnie, że to ja jestem menelem, lumpem, takim samym jak
                            wszyscy nałogowcy, że pijąc pławię się w gó..e, że z tego wynika moje
                            podobieństwo do zapuchniętych, oberwanych pijaczek.
                            Od tej pory nie piję. Mam obrzydzenie do alkoholu i wreszcie wiem dlaczego nie
                            chcę pić. Mam nadzieję, że tak mi zostanie.
                            Jeśli napisałam o elicie, to miałam na myśli jakąś wyimaginowaną pijacką elitę,
                            do której we wasnej głupocie siebie zaliczałam.

                            Napisałam Ci kiedyś, że cierpisz na megalomanię. Addi, cierpisz na nią
                            rzeczywiście. Ciągle podkreślasz w swoich postach jaki jesteś wyjątkowy, jaki
                            inny niż wszyscy. Masz do tego oczywiście prawo i bądź sobie wyjątkowy, tylko
                            po co potrzebne jest Ci to poczucie własnej wyjątkowości? Do czego Ci ono?
                            Żeby dalej popijać w przeświadczeniu, że taki wyjątkowy człowiek to musi się
                            czasem ogłupić, bo od tej swojej mądrości w końcu by zwariował?

                            Addi, mnie przeszło, mam nadzieję, że na zawsze. Wychodzę z tego forum
                            mądrzejsza. Chciałam znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego ludzie piją alkohol
                            i uważam, nieskromnie, że ją znalazłam. Cieszę się, że wreszcie dotarło do mnie
                            to co piszą Janu, Kylly, Drak, Jerzy i inni.
                            Eska trochę po kobiecemu za bardzo mi ufała, za bardzo mnie niekiedy głaskała,
                            ale w dużej mierze dzięki temu, że swoim stylem ubarwia to forum, trwałam na nim
                            dalej.

                            Pozdrawiam Cię wyjątkowy Addi.










                            • janulodz Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 16:05
                              Cortono.
                              Wprawdzie obecność nie jest obowiazkowa, ale na pewno wskazana. Chyba nam tego nie zrobisz i nie będziesz trzeźwiała w samotności. Jesteśmy tu po to, by się dzielić swoimi sukcesami i porażkami, a Ty chcesz się sama cieszyć, a nam nic nie zostawić? Egoistka. No chyba, że coś pokręciłem.
                                • janulodz Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 18:06
                                  Słyszałem, że nawiedzonych zwolenników kółek różańcowych ( czytaj: wyznawców Billa i Boba)cechuje tolerancja i miłośc bliźniego, że celem ich działania jest nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze cierpi, że oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie na reklamowaniu, pamiętając zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi ambicjami.
                                  A ty August jesteś tego ewidentnym zaprzeczeniem.
                                  Reklamujesz swój towarek, chwalisz się, że zakładasz swoje kółeczka, gdzie sie tylko da, agitujesz, zwalczasz tych, którzy maja inne poglady, a jak ci nie wychodzi mówisz,że nie mówiłeś. I nie możesz się powstrzymać od doszczekiwania.
                                  Poniewaz lubisz ornitologiczne porównania ja ci sypnę coś z insektów, a mianowicie nazwałbym Cię turkuciem podjadkiem.
                                  Pozdrawiam:
                                  Janu...;-)))
                                    • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:01
                                      (Addi napisal):
                                      > Nie moge zapomniec do dzis tekstu Augusta:
                                      "Ja tu nie reklamuje wspolnoty, ona sie sama reklamuje":):):)
                                      Rozbawilo mie to na dlugie wieczory.<
                                      ______________________________________________________________-
                                      Piszesz tylko o ciemnosciach...
                                      Co z dniami? - Czyzby swiatlo nie dotarlo jeszcze do Ciebie...!
                                      A... ;-))

                                      • addicted1 Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:12
                                        aaugustw napisał:

                                        > (Addi napisal):
                                        > > Nie moge zapomniec do dzis tekstu Augusta:
                                        > "Ja tu nie reklamuje wspolnoty, ona sie sama reklamuje":):):)
                                        > Rozbawilo mie to na dlugie wieczory.<
                                        > ______________________________________________________________-
                                        > Piszesz tylko o ciemnosciach...
                                        > Co z dniami? - Czyzby swiatlo nie dotarlo jeszcze do Ciebie...!
                                        > A... ;-))


                                        Dorba.
                                        Rozbawilo mnie to na dluuugie ranki:)

                                        Ze swiatlem mam problem, bo mi napiecie w sieci podskakuje.
                                        Duze wahania.
                                        takze boje sie wlaczac.
                                          • addicted1 Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:24
                                            aaugustw napisał:

                                            > (Addi napisal):
                                            > > "Ze swiatlem mam problem, bo mi napiecie w sieci podskakuje.
                                            > Duze wahania. takze boje sie wlaczac." <
                                            > ______________________________________________________________.
                                            > To daje sie odczuc podczas czytania Twoich tekstow! ;-))
                                            > A...
                                            >


                                            u Ciebie Augusciku za to w ogole nie ma napiecia, piszesz przy swieczce ( no
                                            moze lampie naftowej),
                                            co widac, slychac i czuc!

                                            • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:34
                                              (Addi napisal):
                                              > "u Ciebie Augusciku za to w ogole nie ma napiecia, piszesz przy swieczce ( no
                                              moze lampie naftowej), co widac, slychac i czuc!" <
                                              _______________________________________________________________________________-
                                              Oj, przepraszam Cie Addi, nie chcialem Ciebie urazic...
                                              Zycze harmonii wewnetrznej i aowskiej Pogody Ducha:
                                              A... ;-))
                                              • addicted1 Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:39
                                                aaugustw napisał:

                                                > (Addi napisal):
                                                > > "u Ciebie Augusciku za to w ogole nie ma napiecia, piszesz przy swieczce
                                                > ( no
                                                > moze lampie naftowej), co widac, slychac i czuc!" <
                                                >
                                                _______________________________________________________________________________
                                                > -
                                                > Oj, przepraszam Cie Addi, nie chcialem Ciebie urazic...
                                                > Zycze harmonii wewnetrznej i aowskiej Pogody Ducha:
                                                > A... ;-))
                                                >
                                                no bo Ty, az tak latwo sie nie obrazam.
                                                bardziej chcialem zablysnac dowciapem.
                                    • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:06
                                      (Addi napisal):
                                      > "celem ich działania jest nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż jeszcze
                                      cierpi
                                      a czy mozna niesc poslanie alkoholikowi, ktory nie cierpi?" <
                                      ______________________________________________________________________________-
                                      Trafne pytanie Addi - juz tlumacze:
                                      Nie. Nie mozna, bo ten ktory nie cierpi to zwyczajny pijoczek - podpiwek...!
                                      Tacy nie trafiaja do AA, co najwyzej na terapie! Oni chca pic!
                                      A... ;-))

                                  • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 19:57
                                    (Janu napisal):
                                    > "Słyszałem, że nawiedzonych zwolenników kółek różańcowych ( czytaj: wyznawców
                                    Billa i Boba)cechuje tolerancja i miłośc bliźniego..." <
                                    - - - - - - - - - - - - - - -
                                    To zle slyszales Janu, choc musze przyznac, ze w polskim AA (nie mylic z
                                    polskojezycznym) jest to okreslenie szeroko rozpowszechnione, ktorego nie
                                    spotyka sie juz poza granicami Polski! To ma jednak swoja historie...
                                    AA w Polsce zaczelo powstawac w czasach komunistycznych i bylo tepione jako
                                    imperialistyczne i wrogie panstwu radzieckiemu (o przepraszam; polskiemu).
                                    Przytulek swoj znalezli w Kosciele z racji swojej milosiernej dzialalnosci i
                                    malych kosztow wynajmu salek mityngowych...
                                    Musze tu jednak dodac, ze powiedzenie to powstalo "dzieki" tym gorliwcom
                                    religijnym, ktorzy szybko zapomnieli gdzie faktycznie zdobyli swoja trzezwosc.
                                    ____________________________________________________________________________-
                                    (Janu napisal):
                                    > "..., że celem ich działania jest nieść posłanie alkoholikowi, który wciąż
                                    jeszcze cierpi, że oddziaływanie na zewnątrz opiera się na przyciąganiu, a nie
                                    na reklamowaniu, pamiętając zawsze o pierwszeństwie zasad przed osobistymi
                                    ambicjami. A ty August jesteś tego ewidentnym zaprzeczeniem.
                                    Reklamujesz swój towarek, chwalisz się, że zakładasz swoje kółeczka, gdzie sie
                                    tylko da, agitujesz, zwalczasz tych, którzy maja
                                    inne poglady, a jak ci nie wychodzi mówisz,że nie mówiłeś. I nie możesz się
                                    powstrzymać od doszczekiwania.
                                    Poniewaz lubisz ornitologiczne porównania ja ci sypnę coś z insektów, a
                                    mianowicie nazwałbym Cię turkuciem podjadkiem." <
                                    - - - - - - - - - - - - - - -
                                    I tu takze Janu cos sie Tobie popierdzielilo...!
                                    (czy Ty przypadkiem nie narabales sie od tego narabania!?) ;-)
                                    Tlumacze znowu:
                                    - po pierwsze to jest forum nie Mityng AA...!
                                    - Po drugie w zyciu prywatnym aowiec nie jest osoba 2-kategorii. Kiedy slyszy
                                    czyjes pijane balakanie, wrecz do jego obowiazkow nalezy zwrocic takiemu
                                    uwage. (Kto na zlo przymyka oczy - dobru szkodzi!).
                                    - po trzecie turkucie nie szczekaja...
                                    - po czwarte widze, ze owady i ptaki to Twoja specjalnosc. Ciagle masz je w
                                    glowie...(!?)
                                    Pozdrawiam:
                                    A... ;-)))

                                      • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:32
                                        (Janu napisal):
                                        >"Chyba Ci nie wyszedł ten post. To bełkot faceta, który poza chęcią odwetu
                                        utracił resztki rozsądku. Byłeś już bardziej błyskotliwy. Może jakiś aktywny
                                        wypoczynek?" <
                                        ___________________________________________________________________________-
                                        Popatrz Addi nigdy bym nie pomyslal, ze Janu cos takiego moze Tobie napisac,
                                        swojemu sprzymierzencowi w walce z imperialistycznym najezdzca!
                                        A... ;-))
                                        • addicted1 Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:38

                                          to nie najeźdzca, to skrytobójca:)
                                          z przodu poklepuje a z tylu noz w plecy.

                                          A terapeuci to jak Agenci UB
                                          Rozmawia z Toba taki i nagle wyciaga kwity "patrz, podpisales, mamy papiery,
                                          na pewno nie chcesz, by zona Cie zostawila, na pewno, jestem przekonany, ze
                                          chetnie bedziesz wpsolpracowal".:)

                                          • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:49
                                            (Addi napisal):
                                            > "to nie najeźdzca, to skrytobójca:)
                                            z przodu poklepuje a z tylu noz w plecy." <
                                            - - - - - - - - - - -
                                            Rozumiem, ze piszesz o alkoholu !
                                            _________________________________________-
                                            (Addi napisal):
                                            > "A terapeuci to jak Agenci UB
                                            Rozmawia z Toba taki i nagle wyciaga kwity "patrz, podpisales, mamy papiery,
                                            na pewno nie chcesz, by zona Cie zostawila, na pewno, jestem przekonany, ze
                                            chetnie bedziesz wpsolpracowal".:)" <
                                            ________________________________________________________________________-
                                            Nie zdazylem juz poznac Agentow UB, widze jednak z opisu, ze stosuja oni
                                            szantaz i zastraszenie...!
                                            Zapominaja przy tym, ze wieksze oczy od strachu ma sie przy zatwardzeniu!
                                            A...



                                            • addicted1 Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 20:51
                                              aaugustw napisał:

                                              > (Addi napisal):
                                              > > "to nie najeźdzca, to skrytobójca:)
                                              > z przodu poklepuje a z tylu noz w plecy." <
                                              > - - - - - - - - - - -
                                              > Rozumiem, ze piszesz o alkoholu !

                                              Rowniez, rowniez...
                                              > _________________________________________-
                                              > (Addi napisal):
                                              > > "A terapeuci to jak Agenci UB
                                              > Rozmawia z Toba taki i nagle wyciaga kwity "patrz, podpisales, mamy papiery,
                                              > na pewno nie chcesz, by zona Cie zostawila, na pewno, jestem przekonany, ze
                                              > chetnie bedziesz wpsolpracowal".:)" <
                                              > ________________________________________________________________________-
                                              > Nie zdazylem juz poznac Agentow UB, widze jednak z opisu, ze stosuja oni
                                              > szantaz i zastraszenie...!
                                              > Zapominaja przy tym, ze wieksze oczy od strachu ma sie przy zatwardzeniu!
                                              > A...
                                              >


                                              szantaz i zastraszenie?
                                              a fe, jak brzydko mowisz.
                                              przciez to dla dobra przesluchiwanego.
                                              Czy agent UB chce zle?
                                              • aaugustw Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 21:07
                                                (Addi napisal):
                                                >"Czy agent UB chce zle?" <
                                                _______________________________________________________________.
                                                Na pewno nie chca oni zle - dla siebie...!
                                                Przypomnialo mi sie teraz to slynne kastrowanie za pomoca dwoch
                                                ceglowek.
                                                Ktos zapytal; czy to nie boli?
                                                Tak, brzmiala odpowiedz, dlatego wpadlismy na pomysl, zeby cegly
                                                trzymac na kant, wtedy nie mozna uderzyc sie w palce!
                                                A... ;-))
                              • e4ska Re: Co to znaczy - wychodzę z tego frorum? 04.09.06, 16:39
                                Święte słowa, Janu, powinny zadziałać na kobiety obdarzone chłopskim uporem:)
                                Byłoby miło, gdyby pojawił się czy raczej pojawiła ekspert od samodzielnego
                                wytrzeźwienia, domowyrosły wróg alkoholu. Tak więc... nie zadzieraj nosa, nie
                                rób głupiej miny... co się napisało, to zastanie. W wieku słusznym można się
                                będzie pochwalić moherowym koleżankom, na pewno - szlak je trafi z zazdrości -
                                takie ładne posty, takie ładne posty, lala lala laaa:)))