Dodaj do ulubionych

Byłam w poradni

29.08.06, 00:24
Niedawno tutaj zajrzałam i skorzystałam z czyjejś rady. Poszłam do poradni.
Miałam doła. Trudno tam trafić, nie ma kogo zapytać. "Gdzie jest poradnia
leczenia uzależnień" już wszyscy wiedzą kim jesteś. Spytałam portiera, ale
właściwie po gębach ludzi oczekujących pod budynkiem można było poznać, że to
tu. Ale to dopiero połowa drogi. To był oddział detoksykacji. Tam
znalazłam "właściwą" panią, która miała się mną zająć. Przyjęła mnie w
korytarzu. "W czym mogę pomóc?" spytała. Ja jej mówię: Chciałabym porozmawiać
Ona:Słucham. Pytam ją: Tutaj będziemy rozmawiać? A ona, że tu wszyscy są z
tym samym problemem i że nie ma się czego wstydzić. Wypytała mnie skąd jestem
i z czym mam problem. Nie wiem dlaczego dałam się w to wciągnąć. Ostatecznie
umówiłam się z nią na popołudnie, bo wtedy będzie miała więcej czasu. Kiedy
przyszłam okazało się, że ma właśnie "grupę", ale może im włączyć kasetę.
Słyszałam jak im mówiła, że za dwadzieścia minut wróci.
Ja tu z życiowym problemem przychodzę, a ona mi daje 20 minut. Nie była
uprzejma zamknąć drzwi.
Opowiedziałam jej o sobie, że żyję z alkoholikiem i szukam pomocy dla siebie,
dzieci, rodziny. Chciałabym wskazówek jak postępować, by pomóc mężowi
zrozumieć, że warto się leczyć, albo jak przeciąć to wszystko, zostawić za
sobą. Że potrzebuję skądś zaczerpnąć siłi takie tam..
Pani miała dla mnie dwie rady:
1) Pomóc sobie-za trzy tygodnie rusza grupa wsparcia dla żon alkoholików
(teraz sezon urlopowy)
2) Pomóc mężowi-a mianowicie: założyć sprawę w sądzie o przymusowe leczenie.
Jeszcze nie słyszałam żeby ktoś wyleczył się z alkoholizmu pod wpływem nakazu
sądowego. Poza tym w ostatniej Polityce czytałam, że nie zdarza się żeby sądy
mogły kogoś zmusić do leczenia. Zresztą tym bardziej człowieka, który
prowadzi normalne życie, który nie krzywdzi (przynajmniej fizycznie) rodziny,
którego nikt poza nami nie widzi pijanego, który nawet się nie zatacza itd.
Ta rada pani z poradni najbardziej mnie poruszyła, zwłaszcza że była tak
nachalna, wielokrotnie powtarzana i jedyna. Jak ja ją odpierałam, to ona mnie
szantarzowała: "Skoro nie chce pani pomóc mężowi... A mogłaby pani". Kto w
tych poradniach pracuje?! To jak kogoś nie stać na prywatne porady, to już
musimy zdawać się na takią kretyńską pomoc?!
Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • letek17 Re: Byłam w poradni 29.08.06, 09:06
      Moja pierwsza wizyta w poradni z moim własnym problemem też była trochę inna niż
      sobie wyobrażałem, ale takie chyba są początki.
      Osoba pomagająca czasem jest w stanie nadawać na tej samej fali - ale to rzadkość.
      Szokujące jest porównanie naszego problemu z potraktowaniem go przez osoby
      pomagające - może to potrzebne???? Z kolosem nie wiemy co zrobić a na "normalny"
      problem s a w końcu jakieś procedury.
      Zrobiłaś początek, chyba nie liczyłaś, że po tej wizycie będziesz już miała
      rozwiązane problemy, ale jeżeli załapiesz się na tą grupę to posiądziesz z
      mniejszym lub większym bólem wiedzę o nałogu i współuzależnieniu. I dopiero
      wtedy będziesz w stanie skutecznie zacząć radzić sobie ze swoimi problemami.
      Nie chcę być prorokiem ale myślę, że udział w tej grupie pomoże Ci i w innych
      Twoich problemach ( relacje z ludźmi, samoocena, wytyczenie granic swojej osoby
      .......
      Dawno powiedziano, że najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku, zrobiłaś
      go i dobrze.
      Życzę dużo pogody ducha. Letek
        • deoand Re: na razie to zadbaj o siebie a maz to niech sa 29.08.06, 11:03
          HEJ

          Ogólnie to masz rację ....

          ... ale takie są prawa alkoholizmu ....

          Tylko na forum alkoholicy są piekni i elokwetni niczym James Bond
          a w realu / detoks / prawie kazdy ma wyglad moczymordy .....
          normalne ....

          Terapeutka podała ci w skrócie dwa kanony leczenia współuzależnienia ...

          takie sa zarówno państwowe i jak i prywatne ....

          twoja szansa jest owa grupa wsparcia ...
          a co ty myslisz ty czekaszz problemem i zyjesz z alko 10albo i
          więcej lat a tu nagle nikt przez ciebie nie moze pójśc na urlop bo
          ma czekac na panią X co to chce nagle uzdrowić męza ....

          Żartujesz sobie nieco ............

          wdepnełas w g............
          i nie myśl sobie , że tak szybko sie go pozbędziesz hahahahah
          a twojasprawą będzie czy ci uda zrobić to /o ile w ogóle /
          za wiekszakasę czyli prywatnie czy za mniejsza a własciwie zerowa
          państwowo .....

          ano mysl i działaj ....
    • addicted1 Re: Byłam w poradni 29.08.06, 15:47
      Ja tu z życiowym problemem przychodzę, a ona mi daje 20 minut. Nie była
      > uprzejma zamknąć drzwi.

      nie ma potrzeby pytac ludzi o ich uczucia, przeciez terapeuta juz wie.
      Kiedy siadasz na fotelu pytania sa pro forma. Diagnoza i plan terapii sa juz
      wczesniej na kartce.



      Ta rada pani z poradni najbardziej mnie poruszyła, zwłaszcza że była tak
      > nachalna, wielokrotnie powtarzana i jedyna. Jak ja ją odpierałam, to ona mnie
      > szantarzowała: "Skoro nie chce pani pomóc mężowi... A mogłaby pani"

      Nachalnosc i powtarzalnosc, szantaze emocjonalne, zastraszanie, granie na
      uczuciach strachu i wstydu...taka konwencja...
      • drak02 Re: Byłam w poradni 29.08.06, 16:02
        addicted1 napisał:

        > Ja tu z życiowym problemem przychodzę, a ona mi daje 20 minut. Nie była
        > > uprzejma zamknąć drzwi.
        >
        > nie ma potrzeby pytac ludzi o ich uczucia, przeciez terapeuta juz wie.
        > Kiedy siadasz na fotelu pytania sa pro forma. Diagnoza i plan terapii sa juz
        > wczesniej na kartce.
        >
        >
        >
        > Ta rada pani z poradni najbardziej mnie poruszyła, zwłaszcza że była tak
        > > nachalna, wielokrotnie powtarzana i jedyna. Jak ja ją odpierałam, to ona
        > mnie
        > > szantarzowała: "Skoro nie chce pani pomóc mężowi... A mogłaby pani"
        >
        > Nachalnosc i powtarzalnosc, szantaze emocjonalne, zastraszanie, granie na
        > uczuciach strachu i wstydu...taka konwencja...

        Skuteczną formą pomocy może byc np.studiowanie filozoficznych postów Addiego.
        • addicted1 Re: Byłam w poradni 29.08.06, 16:08
          drak02 napisał:
          Skuteczną formą pomocy może byc np.studiowanie filozoficznych postów Addiego.


          Ja z kolei proponuje zrobic przekerowanie ze strony "forum/uzaleznienia" prosto
          na strone www.aa.org albo na www.parpa.pl

          po cholere ktos ma jeszcze przedzierac sie przez linki, odpowiedzi jakiegos
          Addiego czy innego



        • addicted1 moge o sobie? 29.08.06, 16:15
          1 wizyta w poradni.
          mowie terapeucie "diagnozujacemu"- mam problem z drzacymi rekami.
          ona nawet nie czeka na rozwiniecie "eee. typowe, to zespol odstawienny,
          przestaniesz pic i przejdzie".
          ja mowie, ze to raczej nie to, a ona ze to jest moje samozaklamanie.
          w 2 osrodku identycznie- zero wysluchania, zero zrozumienia.

          Od razu nastawienie" alkoholik kretacz, ja juz Cie bratku przejrze".

          uwazam wiec, ze mam prawo wskazywac na ten aspekt pracy terapeutow. mam takie
          doswiadcznie, to jest foum, pisze w swoim imieniu i swoja opinie.
          nie mowie, ze wszedzie, pod kazda szerokoscia jest tak samo.

    • drak02 Re: Byłam w poradni 29.08.06, 15:59
      Pierwsza wizyta w poradni jest dosyć bolesna psychicznie.
      Przy czym psychoterapeuci reprezentują różny sposób profesjonalizmu , można
      trafić na zarówno na bardzo kompetentną osobę jak i na kogos kto nie sprawia
      wrażenia osoby zainteresowanej pomocą.
      ZAwsze mozna zmienic poradnię i psychologa.
      Zgadzam się z tezą że powinnaś zacząć od siebie, od uporządkowania własnego
      życia i zrozumienia czym jest alkoholizm. Inaczej spojrzysz na swoje życie i
      uzaleznienie swojego męża gdy spotkasz się z takimi samymi kobietami jak ty i
      bedziesz mogła skonfrontowac swoje doswiadczenie z doswiadzceniem innych osób.
      Nie zrażałbym się ta pierwszą wizytą. To że spotkałas tam zapite mordy powinno
      raczej być dla ciebie przestrogą i dac wyobrażenie jak moze wygladac twój mąż
      za kilka lat. W poradni spotyka się alkoholików bedąćych na róznym etapie
      uzaleznienia. Są tacy którym zależy i podchodzą poważnie do problemu , sa i
      tacy którzy detoks traktuja jako chwilowa przerwę (odtrutkę) w swoim piciu-
      niereformowalni i zdeterminowani aby umrzeć z czerwoną i opuchniętą gębą.
    • strzelecona Re: Byłam w poradni 29.08.06, 16:28
      Witaj.
      Kiedys kilka lat temu ja rowniez trafiłam do poradni,nie mogłam sobie samej dac
      radę,pojechałam do klubu Aa,w pokoju siedzaiło 3 panów i 1 pani.Opowiedziałam
      im o sobie.2panów to alkoholicy niepijacy Pani i PAn małzenstwo(ona alkoholik
      On współuzależniony)Stworzylismy sami grupe wsparrcia,sami dla siebie bylismy
      terapeutamiDołączyło do nas jeszcze kilka osób współuzależnionych.W takiej
      grupie udało nam sie byc pół roku, dopóki nie weszli "fachowcy od terapii".
      Wtedy Grupa nasza się rozleciała. Ale mimo iz tak krótko działała, pozwoliła
      abym stała sie innym człowiekiem, abym przestała kręcic sie wokól
      alkoholika,wokół alkoholu,abym przestała myslec i robic za niego. Moge
      powiedziec iz mi sie udało,udało naprawic moja psychike...Pozdrawiam
    • e4ska Re: Byłam w poradni 29.08.06, 21:43
      Szczęście w nieszczęściu, że pani ta nie pracuje w instytucji szalety miejskie i
      nie ratuje życia jako babcia klozetowa.
      Że drzwi żadnych nie ma? Tu wszyscy są z tym samym problemem i nie ma się czego
      wstydzić. Do wyboru jest grupa parcia albo grupa wyparcia. Papier zależnie...
      czy zatwardzenie, czy biegunka. Proszę się zastanowic, jeśli chce sobie pani
      ulżyć, lepiej się zawstydzić niż w majtki z...ć.


      • kylly Re: Byłam w poradni 29.08.06, 22:18
        Szczęście w nieszczęściu, że pani ta nie pracuje w instytucji szalety miejskie
        > i
        > nie ratuje życia jako babcia klozetowa.
        > Że drzwi żadnych nie ma? Tu wszyscy są z tym samym problemem i nie ma się
        czego
        > wstydzić. Do wyboru jest grupa parcia albo grupa wyparcia. Papier zależnie...
        > czy zatwardzenie, czy biegunka. Proszę się zastanowic, jeśli chce sobie pani
        > ulżyć, lepiej się zawstydzić niż w majtki z...ć.


        hmmmm no ciekawe ciekawe....pytanie jak to powinno wyglądać...zaproszenie do
        pokoju...skórzane meble...pokój "dźwiękoszczelny" oczywiście bo a nuż ktoś
        usłyszy....dalej :) kawa ?? herbata ?? może krakersa ?? dalej z czym to Pani
        przychodzi ?? katarek ?? koleczka ?? bieguneczka ??

        tak już poważnie - z czym przychodzą osoby do poradni leczenia uzależnień ??
        wstyd ?? im szybciej się go pozbedą tym lepiej...terapeuta ?? zna z was ktoś
        jakiegoś pracującego na etacie ?? pytam czy zna nie czy był...raz rozmmawiał i
        się obaraził na zasadzie "jak można było MNIE potraktować - MNIE POLAKA"
        ktoś się zapyta ile zarabia taki terapeuta ?? hehe no w zasadzie przecież
        podjął się leczenia więc powinien żyć powietrzem czyż nie ?? w jakich warunkach
        pracuje i ile nieszcześć musi dziennie wysłuchać ?? oczywiście każdy ma w sobie
        wiarę że jego sytuacja jest "szczególna" a zwykle nie jest...zwykle po
        tej "szczegolnej" jest kolejna i kolejna i kolejna...

        ja wiem że każdy by chciał mieć i być TYM SZCZEGÓLNYM przypadkiem ale nie
        będzie...nie tu i nie teraz...kto chce ten pomoże i sobie i mężowi/żonie/ nie
        obrażając się na radę "podaj go do sądu" (no jak podac do sądu "dobrego
        człowieka"
        ok pozdrawiam i skończę na tym
        • e4ska Re: Byłam w poradni 29.08.06, 23:16
          Nie, Kylly, bez przesady, fotel i wyciszenie zbędne. Jednak rozmowa na korytarzu
          - szok. Dla swieżego przybysza i dla bywalca. Wziąć do pokoju, gdzieś na stronę,
          żeby sie umówić: przepraszam, czy to jest luksus? Który lekarz w przychodni pyta
          pacjentów na korytarzu, co pacjentowi dolega... tak się nigdzie nie robi, nie
          wolno tak, to nieelegancko, to po chamsku, to niegrzecznie... Mnie peszy, męczy,
          kiedy jestem niechcący świadkiem cudzej rozmowy, smutków czy radości nie dla
          mnie przeznaczonych. Opuszczam wzrok, staram się nie słuchać. Dyskrecja,
          poszanowanie cudzej intymności to wielka sprawa. Jestem bardzo delikatna w
          stosunkach z innymi i chcę, aby i mnie taką delikatnośc okazywano. Osoba, ktora
          takich prawideł nie szanuje, sama jest gruboskórna... i chyba o to w tym poście
          chodzi. Jak zaufać, otworzyć się przed terapeutą, ktory nie rozumie podstawowych
          potrzeb człowieka? Dlaczego żona pijaka ma jeszcze dodatkowo znosić upokorzenia?

          Jak pracuje osoba, ktora umawia się z klientką na popołudnie tego samego dnia,
          mimo że w wyznaczonym czasie prowadzi grupę? Kac albo co? Czy można zostawić
          grupę na dwadzieścia minut, zapychając "dziurę" kasetą video... podobne praktyki
          znane są w szkołach, jak się nauczycielowi nie chce uczyć... i tak nagle akurat
          w tym czasie kaseta? to jak są prowadzone te zajęcia? przeciez one musza
          przebiegać wedle planu z góry przyjętego... no, ładne rzeczy: skuteczna terapia
          grupowa, kiedy osoba prowadząca wychodzi sobie, bo akurat chce. To może osoba
          nie jest potrzebna w ogóle?

          A terapia to przecie rozmowa... Czy uważasz za normalne, że "fachowiec", który
          liznął podstawy psychologii, na pierwszym spotkaniu może wymagać od klienta,
          zeby ten podjął życiową decyzję? Kylly, ja rozumiem, że współuzależnione kobiety
          wzbudzają śmiech i rozpacz, ale są, skoro im się pomoc oferuje, to konsekwencja
          też musi być.

          Chirurg wycina przepuklinę jedną po drugiej, górnik wydobywa raz po raz, kasjer
          rabuje nabywców raz po raz, a terapeuta wysłuchuje nieszczęść - taka jego rola.
          To znaczy: udaje, że słucha, bo często nie ma na to najmniejszej ochoty, co
          zresztą widać. Nie wiem, ile wychodzi terapeutom na rekę, ale wiem, że osiem
          godzin to tam się nie pracuje... około pięć i pół, do sześciu... że się odbiera
          prywatne telefony w pracy... absolutnie nie dotrzymuje terminów... po godzinie
          spóźnienia następne pół godziny marnuje na głupie gadki z innymi
          zatrudnionymi... nie udawajmy, ze tak byc powinno, bo mało płacą. To żaden
          argument.
    • tranzyt80 Re: Byłam w poradni 29.08.06, 23:42
      pijak.pokazto.pl/
      anetka1111 napisała:

      1anetka: "Poszłam do poradni.
      > Miałam doła. Trudno tam trafić,"

      2anetka:"> właściwie po gębach ludzi oczekujących pod budynkiem można było
      > poznac,ze to tu." "> Miałam doła"

      1anetka:" nie ma kogo zapytać. "Gdzie jest poradnia
      > leczenia uzależnień" "> Miałam doła."
      2anetka:" Spytałam portiera" "> Miałam doła."

      1anetka:"To był oddział detoksykacji" "> Miałam doła."
      2anetka:">...właściwie po gębach ludzi...mozna bylo poznac..." "> Miałam
      doła."
      -
      -
      -

      1anetka:.............................."> Miałam doła."
      2anetka:.............................."> Miałam doła. "
      -
      -
      -
      1anetka: "żyję z alkoholikiem i szukam pomocy dla siebie,
      > dzieci, rodziny. Chciałabym wskazówek jak postępować, by pomóc mężowi
      > zrozumieć, że warto się leczyć, albo jak przeciąć to wszystko,zostawić
      > za sobą"

      2anetka:"... człowieka, który
      > prowadzi normalne życie, który nie krzywdzi (przynajmniej fizycznie) rodziny,
      > którego nikt poza nami nie widzi pijanego, który nawet się nie zatacza itd."

      anetka1111 napisała: "ona mi daje 20 minut"

      -zapomnialas podziekowac jej za te 20 drogocennych minut.Zostawila dla Ciebie
      przeciez cala Grupe!!!

      anetka1111 napisała:" > Pani miała dla mnie dwie rady"

      -a wiec otrzymalas profesionalna porade!Po to przyszlas!Calusy i placze to
      nie ten adres!

      anetka1111 napisała:"ona mnie
      > szantarzowała: "Skoro nie chce pani pomóc mężowi... A mogłaby pani".

      -anetka,wiesz co to szantaz ? Np."Nie pomagasz mezusiowi,oglaszam to
      w niedziele z ambony koscielnej,rano! i wieszorem!,przez miesiac!"
      To jeszcze slaby szantaz!

      anetka1111 napisała:"Kto w
      > tych poradniach pracuje?!

      -To wiemy dzieki Tobie-Profi!Wiemy tez dzieki tobie kto tam przychodzi
      i jaki jest wdzieczny...
      Ale wszystko rozumiemy i wybaczamy Tobie i zapominamy!
      "> Miałam doła."-no wlasnie!
      Najwyzszy czas podjac dalsze kroki,abys nie wpadla jeszcze glebiej w ten swoj
      dol.Tam rzeczywistosc dostrzezesz jeszcze mniej wyrazniej...
      Zycze najlepszego!



      • e4ska Re: Byłam w poradni 30.08.06, 11:41
        Cokolwiek by nie mówić, Tranzyt, role nosa i tabakiery zostały w tym przypadku
        ustawione odgórnie. Co np. ja myślę o odgorności i ustawieniach - inna sprawa:)))

        Ale: autorka wątku była chyba nie do końca szczera. Bo jaki detoks? w poradni
        dla współuzależnionych? przecież detoks to jest oddział szpitalny... to jak w
        końcu, co to za lokal był? i jeszcze na detoks czekali jacyś z mordami nie
        teges... oj, ciężko byłoby niejednemu "przed detoksem" siedzieć, kiedy uleżeć
        nawet się nie da... co to za jedni? Może na żony swoje, w grupie edukowane,
        czekali? żeby przepić zasiłek na dzieci, co kobitki wyrwały sobie z jakiego mopsa???

        Dobrze byłoby, gdyby Anetka więcej wyjaśniła, bo tak - jakos niewiarygodnie to
        wygląda, a jesli prawda, to lepiej nie doradzać innym kobietom, aby zdały się na
        fachową pomoc, po co ciemnotę wciskać. Żeby albo alkoholika won do sądu, albo
        nie zwracac na niego uwagi (jak to zrobić w konkretnych warukach???), wielkie mi
        odkrycia i pomoc psychologiczna... to po co w ogole do poradni chodzić... a ze
        swoimi uczuciami każdy powinien radzic sobie we własnym zakresie, nie liczyć na
        terapeutów, a jak ktoś liczy, to głupi i naiwny - tak pościk rozumiem i z
        wnioskiem absolutnie się zgadzam.
        • addicted1 Re: Byłam w poradni 30.08.06, 12:39
          Warszawa, Kolska, pod jednym dachem Detox, poradnia, mityngi i jeszcze Izba
          wytrzezwien.

          Oglnie zgadzam sie z wypwoiedziami, ktore krytykuja taka postawe roszczeniowa,
          jaka do niedawna sam prezentowalem (ze terapeuta mnie nie uratowal, ze nie byl
          kochany itp).
          Ale.
          Jak zawsze ale
          Jest tez druga skrajnosc, ktora obserwuje- zakladanie z gory, ze terapeuta
          zawsze mial racje, zawsze byl ok.

          Poza tym jedna rzecz szczegolna- interakcja.
          Jezeli w sklepie ktos mnie traktuje "hurtowo", to raczej nie wymaga bym ja
          modlil sie do niego za to, jest to czysty uklad- on mnie probuje kiwac, ja wiem,
          on wie ze ja wiem itp.
          Natomiast w relacjach z terapeuta spotykam sie z takim oczekiwaniem? zadaniem?
          bezkrytycznej, spolegliwej i dziekczynnej postawy pacjenta.

        • anetka1111 Re: Byłam w poradni 30.08.06, 23:18
          Odpowiadam. Trafiłam na oddział detoksykacyjny, bo pani zamiast siedzieć w
          poradni (jak wynikało z godzin przyjęć) tam właśnie przebywała, prowadząc
          rozmowy z kolegami po fachu.
          Mordy nie teges to osoby oczekujące przed oddziałem, być może odwiedzający,nie
          wiem..
          • anetka1111 Re: Byłam w poradni 30.08.06, 23:36
            Chcę powiedzieć, że nie oczekuję skórzanych foteli, kawy, całowania rączek,
            wycierania nosa (choć na to pani akutat była przygotowana), czy czegoś
            nadzwyczajnego. Po terapeucie oczekiwałabym wsparcia, intymności, poczucia, że
            mnie nie szufladkuje. Profesjonalizmu. Rozumiem, że taka kobieta jak ja wydaje
            się Wam śmieszna. Żyć z alkoholikiem 12 lat i czekać. Głupia, naiwna baba. Na
            co czekała, czego się spodziewała. Przecież wszystko tu jest jasne. Zawsze jest
            tak samo. I ona jeszcze teraz czegoś oczekuje od innych? Od kobiety, która jest
            zmęczona problemami innych i na dodatek za mało zarabia. Taka roszczeniowa
            jędza. Czułam tu głosy zakompleksionych, przepracowanych terapeutów. BYć może
            terapeutów jakości owej pani, których tknąć nie można, bo się czują obrażeni.
            Że to się ich nie docenia.. Docenić można profesjonalizm. A w tym wypadku
            profesjonalizmem byłoby wzbudzenie we mnie poczucia, że chce się coś dla mnie
            zrobić, że warto tutaj wrócić, że nie podpowiada się rozwiązań, które są z góry
            skazane na niepowodzenie. Pani wykazała się tutaj nieznajomością prawa i życia.
            Żaden sąd nie skazałby mojego męża na przymusowe leczenie. TAkiego leczenia
            zresztą nie ma!
            Pozdrawiam.
            • gooch Re: Byłam w poradni 31.08.06, 00:12
              Masz prawo czuć się źle potraktowana. Niezależnie od tego, ile zarabia terapeuta
              i czy jest zmęczony, obowiązują go pewne standardy. W końcu może poszukać innej
              pracy, jeśli ta go wykańcza.

              rozwiązań, które są z góry
              >
              > skazane na niepowodzenie. Pani wykazała się tutaj nieznajomością prawa i
              życia. Żaden sąd nie skazałby mojego męża na przymusowe leczenie. TAkiego leczenia
              > zresztą nie ma!

              Istnieje coś takiego jak sądowe zobowiązanie do leczenia.
              Być może nie masz wszystkich informacji.

              Ale rozumiem, że nie wróciłabyś po nie do tej pani. Ja też nie.
              • anetka1111 Re: Byłam w poradni 31.08.06, 00:28
                Istnieje coś takiego jak sądowe zobowiązanie do leczenia.
                Być może nie masz wszystkich informacji.

                Sądowe zobowiązanie do leczenia nie zobowiązuje. Zresztą wymierza się go tylko
                osobą, które w sposób rażący naruszają zasady współżycia społecznego. Skazani
                poddają się takim zobowiązaniom, bo często łagodzi to inny wyrok. Mój mąż się
                do czegoś takiego nie kwalifikuje. Prawie nikt (nawet najbliższa rodzina) nie
                zdaje sobie sprawy z problemu. Jego picia nie zauważają inni domownicy, którzy
                przecież się z nim spotykają.
                • kylly Re: Byłam w poradni 31.08.06, 09:29
                  Zresztą tym bardziej człowieka, który
                  prowadzi normalne życie, który nie krzywdzi (przynajmniej fizycznie) rodziny,
                  którego nikt poza nami nie widzi pijanego, który nawet się nie zatacza itd.

                  odchodząc od tematu dobry/zły terapeuta - mam wrażenie że sama wkładasz sporo
                  pracy by Twój mąż prowadził jak piszesz "normalne życie" - z Twoich postów
                  wynika że to "dobry człowiek" który ma niewielki "problemik" - więc zdaj sobie
                  sprawę że alkoholizm to choroba postępująca i to że dziś Cię nie krzywdzi nie
                  znaczy że nie zrobi tego jutro, pojutrze czy za rok...- to jedna strona
                  medalu...druga to to że właśnie żony "pomagają" pić takim alkoholikom...wiem bo
                  mi też żona POMAGAŁA...Ty też pomagasz...szukasz recepty na bezbolesne
                  rozwiązanie problemu...cóż szukaj...trafisz jeszcze na hipnozę, kudzu,
                  komputerowe "wymazywanie" alkoholizmu może nawet esperal Ci się gdzieś
                  pojawi...ale problem pozostanie...
            • addicted1 Re: Byłam w poradni 31.08.06, 15:51
              anetka1111 napisała:
              Po terapeucie oczekiwałabym (...) poczucia, że
              > mnie nie szufladkuje.


              Ha, ha ha ha ha hah aahahahaha


              dawno sie tak nie usmialem.

              Kobieto, glowna rola terapeuty i glowna idea tego calego systemu jest Cie
              zaszufladkowac!
              Im skutczniej dasz sie zaszufladkowac, tym wiecej ten system Ci pomoze.
              To na tym polega, by "zrozumiec", ze jestes jak ten przyslowiowy pies Pawlowa,
              ze jezeli myslisz ze masz wyjatkowe problemy to jest to iluzja.
              A na tym fundamencie dopiero mozna wszystkim zaordynowac leczenie- dla kazdego
              takie same ( no bo skoro nie ma roznic w diagnozie).
              • gooch Re: Byłam w poradni 31.08.06, 20:55
                Addi, chyba się zapędzasz. Czytam w twoich postach jak bardzo jesteś
                rozgoryczony i niezadowolony z tego, jak wyglądała twoja terapia i szkoda mi, że
                nie trafiłeś na coś/kogoś, kto potrafiłby Ci pomóc. Dopóki trzymasz sie swoich
                doświadczeń - nie powiem złego słowa. Ale kiedy generalizujesz swoje
                doświadczenia i twierdzisz, że wiesz jak będzie wyglądać doświadczenie innych
                osób z terapii, to oszukujesz siebie albo ich. Z tego, że ty czujesz sie
                zaszufladkowany nie wynika, że terapeci szufladkują. Pamiętaj o własnym udziale
                w tym co myślisz i czujesz.
                • addicted1 Re: Byłam w poradni 31.08.06, 21:12
                  OK
                  przesadzilem
                  A wiec zaznaczam:
                  to moje doswiadczenia i moja indywidualna opinia.
                  dziekuje

                  p.s. gorycz i rozzalenie od pewnego czasu mijaja, zstepuje je czasem ironia
                  czasem znudzenie czasem zlosliwosc.
                  trafilem na kogos, kto mi pomogl. wlasnie terapeuta moj.
                  Uswiadomil mi, zebym troche sie wzial za sieie, zrobil to troche niechcacy
                  troche zamierzenie.
                  ja wyciagnalem wnioski.
        • tranzyt80 Re: Byłam w poradni 31.08.06, 09:58
          e4ska napisała:

          > Cokolwiek by nie mówić, Tranzyt, role nosa i tabakiery zostały w tym przypadku
          > ustawione odgórnie. Co np. ja myślę o odgorności i ustawieniach - inna
          sprawa:)

          -Ja nic nie mysle,reaguje spontanicznie.Jedni pisza mniej,inni bardziej
          klujaco,jak dobrze powacham to,az sie w nosie kreci i to bez tabakiery!
          Uwazalem,ze Aneta kierowalo poczucie bezbronnosci,jakby przerastalo ja to
          zadanie.Czula to i dlatego tak dlugo zwlekala.

          Dla fascynujacej kobiety

          zraniona ociekajaca bolem
          biegla do miejsca bez numeru
          spotkac ratunek
          dotknac dloni leczacych bol
          poczuc nadzieje wstrzykiwana w twarz

          rzucajace strachem bramy
          twarze bez zaufania
          twarze wklejone w mor
          poprzecinala przerazeniem

          sunie korytarzem uzaleznien wstecz
          przekreslona chlodem
          oczu nie tylko pod zastaw
          by sprzedawac przeszlosc nie tylko wlasna

          dlonie zdzierajace wstyd
          twarz bolu wystawiana znow
          gesty katujace zna
          zamroczenie alkoholem tez
          i te slowa tnace falsz

          targ o szczescie byl
          szczescie dajace placz
          rozdac darmo zamrozonych
          meskich ramion krzyk
          nie podnosil wczoraj nikt

          zraniona ociekajaca bolem
          biegnie do miejsca bez numeru
          wykupczyc pogarde i godnosc tam
          dla meskich ramion dzis

    • drak02 Re: Byłam w poradni 31.08.06, 09:51
      Byłoby niedobrze gdybyś po pierwszych nieorzyjemnych doświadczeniach z poradnią
      kompletnie odrzuciła pomysł szukania profesjonalneh pomocy. Tak jak już
      wcześniej napisałem , istnieje mozliwosc zmiany poradni i zmiany psychologa.
      Ciągle uważam że powinas w pierwszej kolejności zając się leczeniem własnego
      współuzaleznienia. Powinnas zdobyc wiedze na temat alkoholizmu, dowiedzieć się
      jak powinnas postępowac ze swoim mężem. Nie spodziewaj się jednak , że to
      będzie łatwy i bezbolesny proces. Nie ma jakieś jednej szybkiej recepty na
      problem kóry rozwijał się w twoim małżeństwie przez ostatnie 12 lat.
      • kwakwa33 Re: Byłam w poradni 31.08.06, 21:37
        Ani przez moment nie uważałam że będzie łatwo. Gdybym tak sądziła dawno
        poszłabym po pomoc żeby ktoś za mnie rozwiązał moje problemy. Tak długo
        zwlekałam, bo się bałam. Bo wstydziłam się przyznać przed sobą i przed ludźmi
        (jesteśmy dość rozpoznawalni) w niedużej miejscowości.
        Ja stawiam na siebie, nie na ratowanie męża. Teraz raczej w jego nawrócenie nie
        wierzę. Zresztą teraz dopiero upadł o kolejny stopień-wykrada mi pieniądze z
        portfela (ja gospodaruję groszem, choć sama niestety nie zarabiam) żeby miał za
        co kupić piwko jak mnie nie będzie.
        To pani nalegała, bym go ratowała sądownie.
        Ja wcale nie uważam (jak niektórzy mi to zarzucają) że on nas nie krzywdzi. Ja
        wiem tylko jak działają sądy. Sędzia zapyta: bije panią, znęca się nad dziećmi?
        Proszę przedłożyć obdukcje. Nie ma? To z czym pani przychodzi?
        Zresztą nie wyobrażam sobie wyleczyć alkoholika wbrew jego woli.. Nie chce mi
        się nawet tym zajmować.
        Problemem jest raczej dla mnie za co będziemy żyć kiedy się rozstaniemy...
        Alimenty? I co dalej..
        • e4ska Re: Byłam w poradni 31.08.06, 23:38
          Tranzyt:)Też w pewien sposób tak pomyślałam... metamorfoza polityczna - oby
          stała sie dobrą wróżbą dla Anety, bo sytuacja trudna, nie da sie ukryć...

          Żeby to było tylko tyle: "wstydziłam się przyznać przed sobą i przed ludźmi", to
          faktycznie pomoc psychologiczna, jaka by tam ona nie była, mogłaby dodac siły.
          Jednak tutaj, Anetko, piszesz, że: "za co będziemy żyć kiedy się rozstaniemy..."

          Z cynizmem, ktory wynika z pewnej powtarzalności zdarzeń właściwych dla
          alkoholizmu można przewidywać, że jeśli natychmiast nie założysz sprawy o
          rozwód, to jemu nawet na alimenty nie starczy. Bo pomyśl, alkoholizm sie
          rozwija. Jesli facet może, a może - dzieki Twojemu wstydowi przed cudzym
          gadaniem - ciągle pić, to w którymś momencie nie będzie miał siły na nic, na
          zadną pracę, na żadne zawodowe obowiazki. Poczytaj, co ludzie uzależnieni piszą,
          jakie katastrofy finasowe mają za sobą... Alkoholik przepiłby bagdadzkie pałace,
          rurociąg i kawał pustyni, a nie przepije tego, co macie? a jak go zacznie
          suszyć, to co, to nie wyniesie Twojej ślubnej obrączki czy młynka do kawy?
          Czytałas Politykę: pijak sprzeda każdy drobiazg. Niedawno zaczepił mnie jeden i
          chciał sprzedać "zabytkową" trzepaczkę do dywanów za dwa złote:)

          Zamiast chodzić na terapie, tracic czas... terapeuta, o ile się nie mylę, nie ma
          absolutnie prawa udzielać konkretnych rad ani czegokolwiek sugerować... jak Ci
          ta Twoja nie podpowiedziała, dokąd masz iśc, to trudno... lepiej do sądu,
          spytać, ile kosztuje załozenie sprawy, jak z adwokatem w Twojej sytuacji, gdzie
          jaka pomoc finansowa... prawników pytaj, dziewczyno, a nie wesołej facetki z
          poradni... tam tez powinien byc prawnik, w niektorych poradniach bywają
          pracownicy socjalni np., choć to nie to samo.

          Jak zaczniesz działac, to Twój gagatek może się opamięta i przestanie pić. No i
          czasem mu nie mów: idź się leczyć, tylko konkretnie: przestań pić! mozna
          przyhamowac picie bez terapii, skuteczniej nieraz niz z terapią. Sama widzisz,
          jak leczenie wygląda, a człowiekowi ambitnemu ciężko takie coś przetrwać. Więc
          niech na głowie staje, ale niech nie pije. Natychmiast. Jak to zrobi, jego
          głowa, nie Twoja.

          No ale Ty na karku pijakowi wisisz... czemu jestes od niego zależna? czemu nie
          masz pracy? swoich pieniedzy? Trzeba zarabiac, inaczej sie z doła nie wybrnie.

          Energii, siły i dobrych pomysłów życzę, trzymaj się, walcz, będzie dobrze:)
          • kwakwa33 Re: Byłam w poradni 02.09.06, 00:06
            Rzeczywiście, zdradziłam się. To właśnie jest mój wstyd przed ujawnieniem, ale
            skoro już się stało, to nie ma co brnąć dalej.
            Gdyby coś było tylko czarne, lub białe nie miałabym rozterek.
            Wy, oczywiście wszyscy doświadczeni alkoholicy wiecie, że każdy alkoholik musi
            przepić ostatni grosz, musi się stoczyć, sprzedać żonę, czy choćby jej
            obrączkę. Tymczasem mój problem jest inny. Znam zresztą wielu takich
            alkoholików jak mój mąż, którzy nigdy nie padają na pysk, którzy przeżyawają
            życie na lekkim rauszu (ale niemal stałym), którzy otoszeniu (dalszemu)
            krzywdy swoim pijaństwem nie robią..
            Jestem przekonana, że i mój mąż nigdy tak całkiem nie upadnie (może gdyby
            upadł, to łatwiej byłoby mu się opamiętać). On kiedyś się upijał i rozrabiał
            (nigdy z rękoczynami), ale od wielu już lat pije na tym samym poziomie
            (ostatnio nawet mniej). Ale nie w tym rzecz.
            Mi przeszkadza to co jest. Kiedyś mi nie przeszkadzało, lub w niewielkim
            stopniu. Ale teraz mi uwiera. Nie chce mi się z nim o tym nawet rozmawiać,
            wymuszać. Chciałabym, żeby sam się domyślił (zabawne, nie?) Ale on pewnie tego
            nie zrobi i nasze życie będzie albo smutne, albo będziemy musieli się rozstać.
            Aha, i odniosłam swój maleńki pierwszy sukcesik. Wczoraj wróciłam do domu
            niespodziewanie wcześniej. Znalazłam napoczęte piwko. I je wylałam. Nie
            rozmawialiśmy o tym, ale je wylałam :)
            Nie jest to pewnie żaden krok w kierunku jego abstynencji, ale to pierwszy mój
            czyn, nie słowa.
            Różnie się w życiu układa, mi tak się złożyło, że na razie jestem na urlopie
            wychowawczym, a do poprzedniej pracy już nie rócę. Pewnie ciężko będzie mi
            znaleźć coś po długiej przerwie.. Na razie pracuję dorywczo (to zresztą są
            chwile, kiedy mój mąż może sobie bezkarnie popijać)


            • magtomal Re: Byłam w poradni 02.09.06, 09:04
              Wylewanie alkoholu to krok do tyłu nie do przodu - to robią wszystkie
              współuzależnione żony i jest to zachowanie irracjonalne: nic nie zmienia w
              zachowaniu pijącego, a żonie daje złudne poczucie, że COŚ robi. Dodam, że ja
              też latami wylewałam alkohol :(
            • kylly Re: Byłam w poradni 02.09.06, 10:48
              hmmmm no tak...poczytaj raz jeszcze co napisałaś...gdyby stworzono model osoby
              współuzależnionej mogłabyś służyć jako wzór...opisałaś człowieka który niewiele
              pije, któremu picie nie przeszkadza (zresztą ani jemu ani nikomu z jego
              otoczenia....prócz Ciebie), który ostatnio nawet MNIEJ pije, który nic nigdy
              przez picie nie zawalił...normalnie ideał - a Tobie to jego picie
              nie "pasuje"...więc albo żyjesz w iluzji (o czym zresztą jestem przekonany...)
              albo masz "fobię" na punkcie "normalnego" picia...co jest mało prawdopodobne...
              poza tym alkoholizm to choroba postępująca (powtarzam się wiem...)
              pozdrawiam
              ps. we wszystkich Twoich postach można się doczytać wszytkiego tylko nie tego
              jak naprawdę wygląda picie męża...temat ten delikatnie pomijasz pisząc...mało
              coraz MNIEJ, nie upija, nie rozrabia, a powiem szczerze ciekawi mnie jak
              wygląda "normalne" picie "normalnego" człowieka...z perspektywy żony która
              szuka pomocy w poradni...moja żona też to robiła tyle że zaczęła
              delikatnie....hipnoza, komputerowe "wymazywanie" choroby (hehe), potem lekarz
              psychiatra i esperal (oczywiście prywatnie bo "co ludzie powiedzą") a dopiero
              na końcu poradnia...większość z żon (a znam parę...osób współuzależnionych)
              szła dokładnie tą samą drogą...Ty zaczęłaś od poradni...pytanie dlaczego ??
              • addicted1 Re: Byłam w poradni 02.09.06, 20:04
                ps. we wszystkich Twoich postach można się doczytać wszytkiego tylko nie tego
                > jak naprawdę wygląda picie męża...temat ten delikatnie pomijasz pisząc...mało
                > coraz MNIEJ, nie upija, nie rozrabia, a powiem szczerze ciekawi mnie jak
                > wygląda "normalne" picie "normalnego" człowieka

                wydaje mi sie tak:
                wyjmuje szklanke, wyciaga butelke. nalewa. potem jeszcze wiele razy. pada na
                twarz/ na ziemie. spi. wstaje i znowu.
                czasem belkocze, czasem sie smieje, czasem narzeka.
                koniec.


                a, przepraszam, nie, faktycznie, zapomnialem, ze musi bic, krasc i demolowac.
                no tak, ja tez przeciez bilem zone.
                zaraz, ja nie mam zony....
                a moze i nie bilem?
                • addicted1 Re: Byłam w poradni 02.09.06, 20:08
                  no napisala, ze zaczal krasc.

                  Do Anety111:
                  wedlug mnie dobrze Ci radza- zajmij sie swoim komfortem zycia.
                  dbaj o siebie.
                  i przede wzstkim o tym wyraznie, dobitnie i glosno powiedz- mezowi- trzezwemu.
                  • kylly Re: Byłam w poradni 03.09.06, 10:12
                    hehehe wyraźnie, głośno i dobitnie...to ksiądz mówi na ambonie...ewentualnie
                    profesor podczas wykładu...
                    na dziś trwa "walka" o "dobrego" człowieka...i szukanie odpowiedzi "jak mu
                    pomóc"...
                • kylly Re: Byłam w poradni 03.09.06, 10:14
                  no i śmieszcze i straszne jest to Twoje pisanie...jesteś lepszy ??
                  ładniejszy ?? mądrzejszy ?? może "inny" ?? taki alkoholizm dla inteligencji...
                  ale tak naprawdę nie chce mi się wnikać :)) bo ani mnie to ziębi ani grzeje...
                  • addicted1 Re: Byłam w poradni 04.09.06, 13:23
                    kylly napisał:

                    > no i śmieszcze i straszne jest to Twoje pisanie...jesteś lepszy ??
                    > ładniejszy ?? mądrzejszy ?? może "inny" ?? taki alkoholizm dla inteligencji...
                    > ale tak naprawdę nie chce mi się wnikać :)) bo ani mnie to ziębi ani


                    Nie lepszy ani nie gorszy.
                    Po prostu nie lubie "odpowiedzialnosci zbiorowej"- skoro 3 alkoholikow kradlo
                    to czwarty sie z nimi "utozsamia" i solidarnie tez uznaje, ze kradl i bil.

                    Ja robilem np. rzeczy bardzo glupie po pijanemu- wysylalem bardzo glupie smsy
                    do kolezanek,np. oferty seksu oralnego.

                    I nie wymagam, by jakis koles z 20 latami wiezienia w c.v. przyznawal sie
                    do "moich" glupot- przeciez dla niego prosba o seks oralny to skrajna obraza
                    (jako dla osoby uznajacej wiezienny czy pdworkowy kodeks moralny).

                    Niech kazdy mowi o sobie a nie wszyscy rozpuszczaja sie w jednym tyglu i jeden
                    od drugiego sie nie rozni.
                    • aaugustw Re: Byłam w poradni 04.09.06, 17:26
                      (Addi napisal):
                      > "Niech kazdy mowi o sobie a nie wszyscy rozpuszczaja sie w jednym tyglu i
                      jeden od drugiego sie nie rozni." <
                      _______________________________________________________________.
                      Addi, Ty mowisz jak prawdziwy Aowiec! ;-))
                      Twoje mysli to nic innego jak sugestie zawartem w Programie AA!
                      Tam rowniez sugeruje sie, aby kazdy mowil tylko o sobie!
                      A co do naszej roznorodnosci; to co napisales, zawiera rowniez
                      Program AA ;-))
                      Tam, w tej Wspolnocie jeden rozni sie od drugiego (wyznaniem, kolorem skory,
                      religia...itd...), ale jedno nas laczy: CHOROBA ALKOHOLOWA!
                      A...


                      • addicted1 Re: Byłam w poradni 04.09.06, 19:12
                        Addi, Ty mowisz jak prawdziwy Aowiec! ;-))
                        > Twoje mysli to nic innego jak sugestie zawartem w Programie AA!
                        > Tam rowniez sugeruje sie, aby kazdy mowil tylko o sobie!
                        > A co do naszej roznorodnosci; to co napisales, zawiera rowniez
                        > Program AA ;-))
                        > Tam, w tej Wspolnocie jeden rozni sie od drugiego (wyznaniem, kolorem skory,
                        > religia...itd...), ale jedno nas laczy: CHOROBA ALKOHOLOWA!
                        > A...
                        >
                        >
                        No i mas babo placek!

                        Teraz eska bedzie przy kazdej okazji przypominac, ze mam mózg wyprany w terapii
                        bardziej niz mi sie zdaje:(

                        :)

                        A chodzilo mi o to, ze jest taka tendencja "utozsamiania sie"- ze wszyscy czuja
                        to samo, mysla tak samo (pokrętnie), maja te same obawy, marzenia i pragnienia.

                        Oczywiscie, bylbym chyba nienormalny, gdybym twierdzil, ze z kolesiem ( lub
                        kolesiowna) na mityngu gaworzącym nic mnie nie łączy.
                        Nie lubie tylko, gdy ten fakt wykorzystuje sie ( by mnie "wbic" w ziemie, cos
                        mi dowodnic).
              • kwakwa33 Re: Byłam w poradni 03.09.06, 22:43
                Oczywiście, Ty wiesz lepiej.
                Twierdzę, że mój mąż jest alkoholikiem w pełnym znaczeniu tego słowa. Ale może
                wiesz, że różnie ludzie piją i to że są alkoholicy pijący stosunkowo mało. Ja
                nie chcę tu wybielać mojego męża, bo czuję że mnie krzywdzi. Ale fakt jest
                taki, że nie pada na pysk, nie pije na umór, nie wymiotuje itp. I nie zmienisz
                tego, choćbyś mi wmawiał.
                • kylly Re: Byłam w poradni 04.09.06, 09:18
                  hehe :)) oczywiście że wiem lepiej...powiem więcej i wiadomości na temat
                  choroby mam większe...alkoholik to alkoholik i tyle...a wmawiać Ci nic nie mam
                  zamiaru bo po co ?? czy to że małżonek zawali pracę (bo zawali), rozpadnie mu
                  się rodzina (bo rozpadnie) zmieni coś w moim życiu ?? nie sądzę...
                  i jeszcze jedna uwaga...piszesz pojedziemy się leczyć...nie ma formy
                  leczenia "razem" możecie to robić jednocześnie ale nie "razem" - druga
                  uwaga...żadna poradnia (chyba że prywatnie za spore pieniądze...) nie dostosuje
                  się do godzin możliwości alkoholika czy osoby współuzależnionej...to jest
                  choroba którą się leczy...jak każda inna...dostaje się zwolnienie i tyle...a
                  nie chcesz to się nie leczysz...nikt nie zmusza...(no czasem sąd ale to inna
                  historia)
                  • kwakwa33 Re: Byłam w poradni 04.09.06, 21:59
                    Mówiąc my miałam na myśli osoby do mnie podobne, pojawiła się maria.., która
                    teżś miała poradniowe doświadczenia.
                    Ciekawa jestem co Ciebie zmotywowało do leczenia z alkoholizmu. Jakie było
                    Twoje dno..?
                    • kylly Re: Byłam w poradni 05.09.06, 08:14
                      hmmm kiedyś gdzieś pisałem :))) to było dość głęboko....powiem tylko że całymi
                      latami piłem "normalnie" (co smutne tak wydawało się nie tylko mi ale i mojej
                      rodzinie....mimo alkohol był obecny od dzieciństwa...ojciec "zapił się na
                      śmierć" w wieku 53 lat....) - było podobnie jak jest teraz u Ciebie...całe lata
                      piłem wieczorem...nie krzywdziłem (iluzja) nikogo...ale w pewnym momencie
                      którego nie dostrzegłem nawet codzienny rytuał 3 piw zmienił się w rystuał piw
                      4...dalej było już bardzo stroomo z górki...ostatni ciąg trwał prawie rok -
                      przerywany detoksami...ineczej nie dałem rady przestać...rodzina ?? przestała
                      istnieć (żona zraziła się do poradni tak jak TY...) ale wcześniej
                      przerabialiśmy anticol, esperal, hipnozę, jakieś kompurowe fiu bzdziu...i
                      pewnego dnia przyszła i po prostu oznajmiła że się wyprowadza...co w sumie było
                      mi na rękę...wtedy zaczął się ten najdłuższy ciąg w moim życiu...leki
                      wymieszane z alkoholem dały efekt w postaci padaczki alkoholowej...z pracy mnie
                      wywalili...zostałem sam...jeśli interesuje Cię co stało się dalej napiszę
                      później...praca :)))
                      pozdrawiam
            • addicted1 Re: Byłam w poradni 02.09.06, 20:02
              Wy, oczywiście wszyscy doświadczeni alkoholicy wiecie, że każdy alkoholik musi
              > przepić ostatni grosz, musi się stoczyć, sprzedać żonę, czy choćby jej
              > obrączkę.

              nie zgadzam sie.
              • maria515 Re: Byłam w poradni 03.09.06, 18:07
                Tez blam w poradni. Milo nie bylo, terapeutka po tym jak uslyszala, ze nie
                jestem w stanie spelnic warunkow terapii, tzn uczestniczyc w spotkaniach
                indywidualnych, grupie i wykladach, bo w zaden sposob nie da sie tego pogodzic
                z moja praca i opieka nad dzieckiem, przyznala mi racje, ze w tej sytuacji to
                jest nierealne. I po pierwsze nie rozumiem dlaczego nie moga odstapic od tej
                zasady skoro same widza, ze to nie jest moja fanaberia, po drugie cala soba
                dawala mi do zrozumienia, ze w tej sytuacji moje problemy to nie jest cos na co
                poswieci chocby minimalna ilosc czaasu. Jutro probuje w innej poradni, moze tam
                bedzie lepiej?
                • wojtech451 Re: Byłam w poradni 03.09.06, 19:03
                  Miałem podobne rozterki.
                  Przecież nie pogodzę leczenia z pracą, obowiązkami, rodziną, itd.
                  rwało to dość długo aż w końcu zrozumiałem. Albo - albo.
                  Jeżeli nie terapia to szlag trafi pracę (i trafił!), rodzina się mnie wyrzeknie
                  a obowiązki i tak już zawalam.
                  Zostawiłem wszystko i wyjechałem na 6 tygodni z nastawieniem - TERAZ albo nigdy!
                  Pomogło.
                  Dzisiaj patrząc z perspektywy 4 lat wiem, że była to jedynie słuszna decyzja.
                  Inaczej trwałbym w nałogu do dzisiaj, okłamując siebie i bliskich że jestem
                  niezastąpiony.
                  Mówili mi o tym terapeuci ale nie mogłem zrozumieć - rzucić wszystko i sie
                  leczyć?
                  TAK i jeszcze raz TAK !!!

                  PS.
                  W leczeniu alkoholizmu nie można stosować półśrodków bo nie przyniesie takie
                  działanie spodziewanych efektów!
                  --
                  Jutro to dziś
                  tyle że jutro...
                  • maria515 Re: Byłam w poradni 03.09.06, 20:31
                    Nie wiem czy to ma znaczenie, ale ja jestem wspoluzalezniona. I jesli sie
                    samotnie wychowuje malutkie dziecko to oczekiwaniom tej poradni nie sposob
                    sprostac. I nie podoba mi sie to, ze nie sa elastyczni, skoro sami sie ze mna
                    zgadzaja, ze to czego oczekuja jest w mojej sytuacji nierealne
                    • kwakwa33 Re: Byłam w poradni 03.09.06, 22:53
                      Maria515 Współczuję Ci, że Twoje dziecko nie bardzo mogło poznać ojca.. Jedną z
                      moich rozterek jest to, że po naszym rozstaniu dzieci mogą stracić całkowicie
                      kontakt z ojcem. Ale zdrugiej strony to może nad sobą powinnam się
                      rozczulać :), bo Ty masz już dość jasną sytuację-dziecko go słabo interesuje, a
                      mój mąż ma dobry kontakt z dziećmi i czy mam prawo go psuc? Nie wiem, zresztą
                      czy stać mnie będzie kiedyś na taki krok.. MYślę sobie teraz, że może gdyby
                      było bardzo źle byłoby mi łatwiej. A tak, kiedy sytuacja jest od lat taka sama
                      i tyle czasu w tym trwam, to może tak ma być...?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka