Dodaj do ulubionych

ZNOWU PIJĘ. Mam 39 lat i piję regularnie 8 lat.

09.09.06, 23:55
Zaczęło się "tradycyjnie" od jednego piwa zwykłego. Teraz nie starcza nawet 6
MOCNYCH, często wspomaganych czymś mocniejszym. Jestem alkoholikiem
piwnicznym, pijącym w zaciszu swojej kotłowni zawsze wtedy, gdy "najbliżsi"
śpią. Jak większość alkoholików ukrywam się ze swoją chorobą. Nigdy nie
wracam do domu po "jednym głębszym"; nigdy nikt nie widział mnie w stanie
wskazującym... Żyję jednak z ciągłą świadomością zaniedbywanie rodziny, a
szczególnie moich wspaniałych córek ( 7 i 11 lat). Cały wolny czas poświęcam
niestety na "kombinowanie" jak wnieść toto do domu, gdzie toto ukryć i kiedy
toto wypić. Zgłosiłem się kiedyś na numer alarmowy AA w klasztorze w
Licheniu, to kazali mi dzwonić za przysłowiowe "dwa dni", ponieważ terapeuta
jest na urlopie. Olałem to więc i dalej robię sobie "dobrze". SOBIE I NIKOMU
INNEMU. Żona jest w depresji. Sypiamy od wielkiego dzwonu, gdyż prawie
wszystkie wieczory i noce mam zarezerwowane w kotłowni. Dzieci się odsuwają;
coraz rzadziej mam dla nich czas. Na szczęście jeszcze jakoś sobie radzę w
pracy (jestem wysoko wykwalifikowanym specjalistą w firmie międzynarodowej) i
z powodzeniem przyczyniam się do utrzymania rodziny ale i swojego
piwnicznego "towarzysza". Nie wiem jednak, jak długo dam radę takiemu stylowi
życia. Ogólnie źle to wszystko widzę...
Edytor zaawansowany
  • 10.09.06, 00:48
    A więc wiesz, na czym polega alkoholizm. Czy wiesz, że to się nasila? Jeśli dzis
    nie możesz przestać, czy przestaniesz jutro? Czy wiesz, ze niektorzy tak bardzo
    dostosowują organizm do alkoholu, że zamieniają się w lumpów? No, czasem mają to
    szczęście, że umierają wcześniej.

    Twoja pijacka biografia jest biografią wspólną nam wszystkim, ktorzy musielismy
    przyznać sie do porażki. Najpierw jest wielkie poczucie krzywdy, totalnej
    klęski, rozpaczy. Ale my, tutaj piszący, trzeźwi, potrafilismy odstawić butelkę.
    Pierwszy warunek: przetrzeźwieć. Choćby zęby w ścianę, ale dość. Przeżyć
    najgorszego kaca w życiu - nie ma wyjścia. Godzina. Dwie, Trzy, Doba, Dwa dni.
    Wyjdź z kotłowni. To jedyne wyjście - bo nie ma innego wyjścia.

    Wytrzymałam ja, wytrzymasz i Ty. Kilkanaście lat picia, koncówka... nie ma co
    wyliczać. Ale jestem trzeźwa, spokojna, zadowolona... pełna energii, wiary w
    siebie... Wtedy myślałam, że juz nigdy nie wrócę do normalnego świata. Wróciłam.

    Trzeba zacząć teraz. Idź spać. Obok duzo wody do picia. Wytrzymać bezsenność.
    Rano leżeć. Powiedziec żonie. Że walczysz. Że to moze trwać. Poszukajcie na
    Internecie informacji, także tutaj, na forum. Będziemy Was wspomagać. Idź spać.
    Z tego sie wychodzi. Trudno, z bólem, ale można dac radę. Zobaczysz. Wszystko
    zalezy od Ciebie. Dobrej nocy.
  • 10.09.06, 01:10
    hej. oburzylo mnie, że Cię olali w Licheńskim Centrum Pomocy. Też siedzę czasem
    przy takim tel. zaufania AA (nie w Licheniu) i niewyobrażam sobie by odeslać
    kogoś z kwitkiem.
    "jestem odpowiedzialny, gdy ktokolwiek, gdziekolwiek poterzebuje pomocy
    pragnę aby napotkał pomocną dłoń AA"
    wyślę ci na priv swój nr komórki,dzwoń kiedy chcesz, pogadamy jak alkoholik z
    alkoholikiem.
  • 10.09.06, 01:11
    a zk140t też kiedyś miałem
  • 10.09.06, 08:49
    Czas ucieka. Dziewczynki mają już 7 i 11 lat. Ucieka Ci ich dzieciństwo. To
    strata nie do odrobienia dla nich i dla Ciebie. Żona w depresji (dobry znak, że
    to zauważyłeś) - ile wytrzyma? Jej stan też ma wpływ na dzieci. Nie piszę tego,
    by Cię dołować, lecz by podkreślić, że decyzji o odstawieniu alkoholu nie
    możesz odkładać - musisz zrobić to dziś - masz (macie) zbyt dużo do stracenia.
    Walcz!
  • 10.09.06, 13:53
    wobec gorzaly bezsilny jak niemowlak - tak wiec nie licz na to ze praca bedzie
    stale - bo nawet to picie w ukryciu to zapewne wszyscy o nim wiedza [tak cie
    sie wydaje ze nie wiedza] - udaja ze wszystko jest w porzadku [co - przeciez
    wypite piwo cuchnie jak niewietrzony pub czy browar] - a jedna odmowa z AA nie
    powinna przekreslac Twoich checi udania sie do poradni - co jak cie boli zab to
    sie przeciez nie obrazasz ze lekarz ci wyznaczyl wizyte za dwa dni
  • 10.09.06, 14:14
    zk140t napisał:
    " Zgłosiłem się kiedyś na numer alarmowy AA w klasztorze w
    Licheniu, to kazali mi dzwonić za przysłowiowe "dwa dni", ponieważ terapeuta
    jest na urlopie. Olałem to więc i dalej robię sobie "dobrze". "

    -lubisz olewac,co!!!...Ty frajerze!
    "...moich wspaniałych córek ( 7 i 11 lat)" -"Olałem to..."
    " Dzieci się odsuwają;" -"Olałem to..."
    "...Żona jest w depresji" -" Olałem to..."
    "Sypiamy od wielkiego dzwonu" -" Olałem to..."
    "..AA..." -"Olałem to..."
    "... dalej robię sobie "dobrze".
    "... dalej robię sobie "dobrze".
    "... dalej robię sobie "dobrze".
    "... dalej robię sobie "dobrze".
    "... dalej robię sobie "dobrze".
    "... dalej robię sobie "dobrze".

    "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
    "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
    "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
    "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
    "Ogólnie źle to wszystko widzę..."


    -TO PRZESTAN W KONCU FRAJERZE!!!


  • 10.09.06, 16:44
    czlowiek
    frajercw..
  • 10.09.06, 16:45
    jarecki, smutniak, betoniara i smigasz po peronce:):)
  • 10.09.06, 17:56
    addicted1 napisał:

    > ide zaraz na koncert

    -Addi wystarczy!,idz juz...
    tylko sie nie zmecz,tak jak po sambie.
  • 10.09.06, 21:02
    ZK140 napisał:
    "Jestem alkoholikiem
    piwnicznym, pijącym w zaciszu swojej kotłowni"
    Też piłem kiedyś w zaciszu swojej kotłowni.Teraz już nie piję. Ale kotłownię zdążyłem przepić.
    Janu
  • 11.09.06, 18:20
    - chyba w jakiejs wypowiedzi pisales o swojem manii grzybowej - ja wrocilem
    wlasnie z lasu i przywiozlem dwa kosze grzybow szmaciakow [znasz je?????] to
    moja psja grzybobranie - jestem od nich uzalezniony - czy jest forum dla
    anonimowych zbieraczy grzybow AZG ?????? - pozdrawiam - takiej masy szmaciakow
    to w zyciu nie widzialem - stad ten zbok z tematu - by sie Wam pochwalic
  • 11.09.06, 21:11
    Ciekawe polaczenie- pije Pan 6 mocnych dziennie i nikt nigdy nie widzial Pana
    pod wplywem.
    Nie chce mi sie wierzyc.
    A zona skad ma depresje?
    W ogole to czy ona taka brzydka, skoro zamiast z nia w lozku to laduje Pan w
    piwinicy z 6 piwami mocnymi?
    Chyba nie.


    Do Jerzy30:
    o grupy wsparcia dla grzybiarzy musisz zpytac w BSK AA, ale wystarczy jeszcze
    jeden i juz we 2jke mozecie mityngi robic.
    "Nazywam sie Jerzy30, jestem grzybiarzem, nie zbieram od 3 lat"

    Przyznalismy, ze jestesmy bezsilni wobec grzybobrania.
    Zasada podstawowa.
    Unikaj zbierania pierwszego grzyba.
    Objawy nawrotu : ciagnie miedzy drzewa, sny o prawdziwkach.

    Unikac kupowania pieczarek, jedzenia pizzy z grzybami i pierogow z grzybami-
    wyzwalacze!
    No i najwazniejsze:

    NIE ZBIERAM TYLKO PRZEZ 24 GODZINY!!!





  • 12.09.06, 00:03
    Addi, dobre,dobre... grzybki. W razie czego mogę dołączyć na mityng... Dzis
    znalazłam w naszym uczęszczanym miejskim lesie kilkanaście borowików...
    ooooch... i tak od tygodni:))) A zajeżdżam po piątej, kiedy nikogo już w lesie
    nie ma, ostatni ślepiec znika z horyzontu. Cicho, mrocznieje powoli... Drażnią
    mnie w dzień biały ślepcy grzybni i szybkościowcy, z hukiem gnający przez
    krzaki. I ci, którzy niszczą grzybnię, nie umieją ani szukać, ani rwać. -Panie,
    zostaw, nawet na plombę do zęba nie starczy... -Eeee, ale jak go człowiek
    zobaczy, to już nie urośnie. A psika trzeba rozdeptać... -Czemu to? - Bo może
    kto jeszcze zjeść.

    A Wojski zbierał muchomory...
  • 11.09.06, 23:43
    Grzyby to moja pasja, konik, hobby, może nawet uzależnienie. Życzę takiego uzależnienia co niektórym przyrosłym siedzeniem do forumowych stołków.
    Jerzy, nie zbierałem nigdy szmaciaków, panienek, twardzioszków, olszówek, siwek i innych blaszkowców. W moich lasach przydziałkowych pojawiły się ostatnio w niebywałej dotąd obfitości podgrzybki, zajączki i maślaki. Tnę ile wlezie.
    Darz bór
  • 12.09.06, 14:19
    janulodz napisał:

    > Grzyby to moja pasja, konik, hobby, może nawet uzależnienie. Życzę takiego
    uzal
    > eżnienia co niektórym przyrosłym siedzeniem do forumowych stołków.


    W czym jest gorsze śledzenie informacji w internecie i uczestnictwo w różńych
    grupach dyskusyjnych od pałętania się po lesie, straszenia zwierząt i
    zadeptywania roślinności?

    oko za oko

  • 11.09.06, 09:35
    To że zdecydowałeś się na napisanie postu na forum uzależnienia jest już dużym
    krokiem naprzód. Zaczynasz zdawać sobie sprawę ze swojego uzależnienia.
    Zobacz ile czasi poświęcasz swojemu nałogowi. Ile czasu tracisz na rozmyślanie
    kiedy i jak będziesz mógł wypić to co przemycasz do swojej kotłowni.
    Jesteś na takim etapie uzależnienia że największę straty które ponosisz to
    bezcenny czas który mógłbys poświęcić rodzinie. Twoje relacje z dziećmi i żoną
    nie są najlpesze a będzie jescze gorzej. Siedzisz w jakieś piwnicy otumaniony
    piwem a twoje córki potrzebują Ciebie trzeźwego. Są w takim wieku że potrzebują
    autorytetu ojca. Twoja nieobecność bedzie miała fatalne skutki dla ich
    przyszłego życia, fundujesz im syndrom DDA wprzyszłości - nie zasłużyły na to.
    Wyobra żam sobie również co przezywa twoja żona. POtrafię wczuć się w sytuację
    twojej rodziny poniewż sam mam 2 córki i w przeszłości miałem podobne problemy.
    Twój alkoholizm będzie się rozwijał(jeżeli nie przestaniesz pić) i straty które
    poniesiesz bedą znacznie dotkliwsze. W najlepszym wypadku stracisz pracę, w
    najgorszym -stracisz pracę i rodzinę.
  • 11.09.06, 17:31
    takim gdakaniem,to jeszcze zadnej kury do kurnika nie zagoniono.
    gosc ma 40-che,pic chce,rodzinke ma na karku,zonusie wrednawa,zbabrane zdrowko,
    korzeniowaty wyglad.i nie dosc,ze mieszka na zadupiu to jeszcze
    uwil sobie gniazdko w kotlowni.taki jak on,to swiatmnieniedocenia,jezeli go
    blizej poznac.i nie ma takiemu co mowic,ze jak sie zatrzasnie z piciem,to
    wszystko mu sie w zyciu wyprostuje.i po roku,jako trzezwy zmywacz garow w
    londynie,wroci na swoje zadupie i bedzie pan.gosc niech pije dalej.dajmy mu
    czas...na odpis1


  • 12.09.06, 10:04
    Problematykę picia znam od podszewki i dzięki temu próbuję jakoś walczyć ze
    swoim nałogiem. Poza tym, że nie mieszkam na zadupiu i nie wybieram się do
    Londynu w celach innych niż turystyczne - reszta się zgadza.
  • 12.09.06, 11:02
    Miło, że się odezwałeś, leniwy pisarzu. I to w biały dzień, a nie przy
    wzmacnianym piwie. Co tam dzisiaj, przyjemniej? Kacyk nie trapi? Sumienie się
    nie stawia na sztorc? No i problematyka alkoholowa za podszewką... ho ho,
    nieźle... tylko pamiętaj, że nie ma żadnej pewnej wiedzy o alkoholizmie oprócz
    danym medycznych, cielesnych jak najbardziej. Reszta to literatura SF i
    rozważania o wartości równej odpowiedziom na pytanie: Dlaczego ufoludki mają
    zielone grapytki??? No... dlaczego pijesz??? no...:)))

    Natomiast do uwag w stylu: "A czego oczekiwałeś po n-rze alarmowym AA?
    Że przyjadą na sygnale i natychmiast Cie uleczą?
    Wiesz, że jestes alkoholikiem, to na co czekasz?" trzeba przywyknąć. Alkoholik
    powinien bowiem pamiętac, że jest niczym. Owszem, usłyszysz, że alkoholizm to
    taka sama choroba jak cukrzyca czy zapalenie pluc, ale co do karetki na
    sygnale... jeszcze w pogotowiu nie zwariowali, żeby brać poważnie zgłoszenie do
    choroby alkoholowej. Nawet łowcy skór nie byliby zainteresowani;)

    Yura zachował się rozsądnie, nie kryjąc zdziwienia: trzeba było do niego
    zadzwonić... bardzo w porządku gość.

    Jeśli zdecydujesz się na pobieranie nauk w poradniach, warto uzbroić się w
    cierpliwość wobec fochów i dąsów terapeuty. Tak, to niesamowite, ale oni są dla
    Ciebie, a nie Ty dla nich. Zamiast znosic zgryźliwe uwagi lepiej poproś o
    konkretne odpowiedzi. Żadnego matactwa i opieprzania się w robocie - państwo
    płaci, Ty wymagasz.

    Co do wsparcia psychologicznego - niektórzy je dostają w nadmiarze, w każdej
    klasie są prymusy, idealne pacjenty. Ty tez mozesz byc idealny albo krnąbrny -
    chcesz sprawdzić, idź na terapię. Słyszałes tez zapewne, że AA to grupy
    samopomocowe, i tam, jak się ma szczęście, można spotkac ludzi o podobnym
    pokroju, takich, z ktorymi sie pogada, czegos dowie, wesprze psychicznie.
    Wsparcie to ważna sprawa, gdyż wyjść z alkoholizmu... sama próbowałam co
    najmniej kilka razy, przerażona, że mi nie idzie. Ale teraz jest OK. Czyli, z
    mojego osobistego doswiadczenia - można, można, ale silna wola, upór wręcz
    wariacki - są niezbędne. I sensowna wizja przyszłości też.

    Czy dzisiaj już bez piwa wieczór? Pogoda prześliczna, wymarzona dla
    trzeźwienia... może spacer z dziewczynkami, o szkole opowiedzą, Ty opowiesz...
    Tylko trzeba to zorganizować w innym układzie niż "tatus-pijak robi łaskę
    dzieciom i raczy pogadać" - córki też mogą mieć inne plany... jak to kobiety;)
  • 12.09.06, 11:58
    "trzasnęliście" mnie po pysku. Rzeczywiście, nikt nie jest w stanie pomóc mi
    bardziej niż ja sam. Walczę z sobą bez wzmacniaczy od niedzieli. Zrobiłem
    rachunek sumienia, poszedłem wczoraj na zebranie rodziców w klasie młodszej
    córki i poczułem się lepiej. Wczoraj starsza córka nawet przytuliła się do mnie
    po dłuższym czasie lekceważenia i obojętności. Przegadaliśmy cały wieczór. Żona
    narazie ukradkiem przygląda się tej sytuacji. Od niepamiętnych czasów zrobiła
    dla nas pyszną kolację.
    Pozdrawiam.
  • 12.09.06, 12:05
    Ja nie pilam, ale sporo czytam - 8 lat dla faceta to niedlugo, jak myslicie?
    (mowie nie pod katem, zeby popil jeszcze z 5 latek, ale ze uzaleznienie bedzie z
    tych slabszych - podobno mezczyzna 'wpada po uszy' po ok. 10 latach, kobieta po
    polowie)
  • 12.09.06, 15:23
    To są mity greckie.
  • 14.09.06, 20:42
    To jest tak: myślę że sobie poradzę i dzisiaj mam ochotę wywracać góry czytaj:(
    dam radę nie będę pił) Jutro zaczyna się i wątpie w to co rozpoczołem. uważaj
    na takie chwile. szybko szukaj wsparcia u osób które mają na Ciebie jakiś
    wpływ. Za wszelką cenę nie daj się złamać i nie wracaj do picia. UPORU I
    SIŁY ...
  • 15.09.06, 19:51
    Jestem jednak wciąż trzeźwy od minionej niedzieli i nadal mi z tym dobrze.
    Wiem, że najgorsze wciąż przede mną. Będę jednak waleczny.
  • 16.09.06, 00:28
    Zetek, dlaczego? Przeszkadza samozadowolenie? Czyzbyś oczekiwał jakichś męczarni
    straszliwych? Tak, wielu pijących, którzy zakleszczyli się w wyniszczającym
    ciągu, nie wyobraża sobie życia bez alkoholu. Jednak odkrycie, że bez piwa i
    gorzały jest po prostu lepiej, to własciwie skok w trzeźwość. Wystarczy zostać
    po własciwej stronie, razem z samozachwytem. Tak trzymać.

    Nie wiem, skąd się biorą opowieści o "najgorszym przed Tobą". Jakie najgorsze,
    kiedy najlepsze? Na terapiach szerzy sie dziwaczne poglądy, że trzeba okrutnie
    walczyc o tę trzeźwość, a walki nie wygrasz, jesli sobie "nie dasz pomóc". Nie
    zgadzam się, bo wiem doskonale, że niektórzy ludzie nigdy nie będą trzeźwi, bo
    muszą bez przerwy walczyć, ciągle im butelka w uszach dzwoni... Ale jeśli się
    chce naprawdę, to od początku jest wspaniale. Oczywiście, mogą i najczęściej
    pojawiają się nieuzasadnione napady i ciągoty, ale one szybko idą za góry, za
    lasy... Dziś przechodziłam obok urodnej monopolowej wystawy i jak zobaczyłam
    jedno wino... o, pomyślałam sobie, gdybym je kupiła, to już dzisiaj byłoby po
    mnie... dobrze, że ja już nie piję:)))

    Zetek, od kiedy zrozumiałam, że powodem moich nieudanych prób wyjścia z
    tragicznego wprost stanu było przekonanie, że ja po prostu muszę pić mniej, a
    nie tyle, żeby się męczyć, w momencie tego olśnienia, że to trzeba "w ogóle",
    "wcale" - od tej pory, a będzie zaraz półtora roku, nigdy nie było źle, więcej,
    to jest ustawiczny samozachwyt... nawet w ciężkich chwilach świadomość: ale ja
    nie piję, i lubię się za to, i szanuję, i pochwalam, i...:))) pomaga mi w
    zmaganiach, a te wszelkie przeszkody czy smuteczki mają w sobie jakby czyste
    światło radości.

    Samozachwycaj się więc, zabaw codziennych nie lekceważ, a organizm wkrótce tak
    się ustawi, że gdziekolwiek byś nie był, zawsze nosić będziesz pogodę - taką
    jaka była w ten piękny wrześniowy dzień.

  • 17.09.06, 23:55
    po cichu, bez rozgłosu. Wierzę, że moja walka zakończy się sukcesem, ale boję
    się ciągle "załamania formy". Dziękuję za ciepłe słowa, które już mam w sercu.
    Teraz walczę z głową i liczę na jakiś wstępny sukces.
    Pozdrawiam Cię serdecznie.
  • 18.09.06, 13:17
    (zk140t napisal):
    > "Teraz walczę z głową i liczę na jakiś wstępny sukces." <
    ______________________________________________________________-
    Dopoki walczylem z moja choroba, nie odnioslem zadnego sukcesu.
    Jak dlugo mozna walczyc z samym soba ?
    Dopoki myslalem: z glowa dam rade - zawsze przegrywalem.
    Dopiero kontakt z drugim alkoholikiem pomogl mi zatrzymac te chorobe.
    A...

  • 16.09.06, 11:09

    Nie siedz,nie czekaj jak baran,na sciecie,na zaskoczenie.
    Czyn przygotowania na "ciezkie momenty".Motywacji naucz sie na pamiec,powtarzaj!
    Prowokuj samego siebie,stwarzaj sytuacje w ktorych siegales po piwo.
    Musisz sie uczyc,nauczyc wewnetrznie wyciszac.Rozmawiaj z najblizszymi o sobie!
    Tydzien to tak,jakbys jeszcze w blokach tkwil,nawet strzalu na "start"
    do biegu nie bylo.Jezeli jestes alkoholik,to bieg bedzie ciezki,bo to
    dlugi bieg,maraton,morderczy i wykanczajacy.Im lepiej bedziesz wytrenowany,
    tym lzej Go pokonasz,nawet gdy bedzie Cie doganial,nie dasz sie wyprzedzic.
    Pokazesz Jemu i sobie,kto na ciebie czeka na mecie.Ten zk140t,ktorym zawsze
    chciales byc,ten ktorego kochaja corki i zona.
    Czekaja Cie plotkioplotki,rowy z woda i inne dranstwa,ale co to dla takiego
    korzenia jak Ty.
    Ale wara od srodkow dopingujacych!Bo wpadniesz w jeszcze gorszy kociokwik!

    "Będę jednak waleczny"
    -nnnnnO!
  • 12.09.06, 16:31
    Powietrze jesienne pachnie ostrym zapachem lisci,jakby czuly nadchodzacy ich
    koniec.Cisza popoludniowa,przeszywa lekko muskajacym szumem wiatru,daje
    wszystkim czas do przygotowania sie na nowy,inny,twardy i okrutny okres zycia.
    Widac,ze pierwsze zrozumialy to gawrony,co glosno potwierdzaja swoim krakaniem.
    Ale dzisiaj,jeszcze dzisiaj w parku kroluje slonce.Wszyscko patrzy w jego
    strone,czekajac jakby na poglaskanie,na slowa otuchy i zapewnienia,ze wszyscy
    przezyja i doczekaja radosnego spotkania na wiosne.
    Przymruzylem oczy i udaje jakbym ich nie podgladal.Czuje blogi spokoj.Wdycham
    lapczywie jesienne powietrze,jakby mialo go za chwile zabraknac.Jakby ktos
    lub cos,mial mi to uczucie szczescia ukrasc,zburzyc,podeptac.Jakas mysl...?
    zagubione wspomnienie,zapomniany zapach,twarz,ktora zmieniala moj swiat czy
    muzyka..."atomowe serce matki","odwrotna strona ksiezyca",Debussy,John Barry...
    Powoli otwieram oczy.Wiem,ze takie,choc rzadkie chwile,sa moja dzisiejsza
    walka z alkoholem,walka ponad dwuletnia.Na poczatku tez szukalem poglaskania
    i slow otuchy.I znalazlem!Ta droge kazdy musi odnalesc sam i sam musi ja
    przejsc,by dojsc,chocby jak nie na lawke to do swojego auta,trzasnac
    drzwiami,wrzucic dobra CD,przymruzyc oczy na autostradzie,decha do 180/h
    i czuc blogi spokoj...i wdychac lapczywie jesienne powietrze...

    Piszesz,zk140t,ze znasz problematyke picia od podszewki i dzieki temu
    probujesz jakos walczyc.Ty znasz tylko alkoholizm od strony picia,strony ktora
    widac,tej"odwrotnej strony ksiezyca" jeszcze nawet nawet nie musnales...
    Zycze Ci turystycznie nie tylko Londyn,ale na trzezwo z cala rodzina caly
    swiat!!!
    PS.Wszystko w zyciu mozna zmieniac(nawet zone...czy "zadupie")ale nie Czas! i
    Dzieci!Twoje Dzieci to twoja krew!To mnie zabolalo najbardziej.Nie Ty.
    Najlepszego!
  • 12.09.06, 17:50
    czyli pora jak najbardziej odpowiednia.(dziś mam 43lata i 5 m-scy) zacząłem
    terapię bo co sam próbowałem to po max 3 miesiącach wracałem do picia.O forum
    nie miałem pojęcia,że coś takiego jest, bo nie miałem pojęcia o komputerach.
    Obsługi komputera nauczyłem się w punkcie kontaktowym AA po 16 miesiącach
    niepicia.(coś mi to AA dało) Mi akurat terapia i AA były potrzebne, innym
    wystarcza forum (a jakby go nie było????) Z alkoholem nie walczę bo przegram,
    ze swoim nałogiem nie walczę, zaakceptowałem go tak jak akceptuję, że z wiekiem
    mam coraz mniej włosów na głowie.
    problematykę picia poznałem od strony praktycznej, teraz poznaję życie na
    trzeźwo i (chyba) przez te cztery prawie lata zebrałem więcej pozytywnych
    doświadczeń niż przez dziesięć lat picia.
    Sex na nowo odkryłem jako przeżycie nie tylko fizyczne po kilku miesiącach
    (rok??) od zaprzestania picia.
    Dzieci- dopiero teraz poznaję radość bycia ojcem. mam synów 21 i 8 lat i córkę
    23 lata. Skopałem dzieciństwo tych starszych, teraz zbieram tego owoce,
    cierpię w milczeniu kiedy widzę że starszy syn zachowuje się tak jak ja kiedy
    piłem, a czego się miał nauczyć??? wyszedł z wojska i pije piwo, stara się
    żebym nie widział ale widzę.zamyka się w sobie, na próby rozmowy reaguje
    gniewnym tonem, boli takie zachowanie. poczucie winy zostanie pewnie na zawsze
    tym bardziej, że w sytuacjach kiedy jestem z najmlodszym jak np. pokazowa
    lekcja rytmiki w przedszkolu, kiedy widzę jak dziecko cieszy się że może
    zaprezentować swoje umiejętności przed ojcem(jeszczed autorytetem) jak zerka
    czy obserwuję jego popisy ,nagle przychodzi myśl- a gdzie ch..u byłeś gdy Tomek
    miał 6 lat.dołują takie myśli ale i motywują do trwania w trzeźwości. dziś mogę
    tylko powoli odbudowywać to co rozpieprzyłem pijąc. moja droga trzeźwienia jest
    związana z AA i taką metodę metodę polecam, ale szanuję t6eż ludzi, którzy cel
    osiągają innymi sposobami. pozdrawiam
  • 12.09.06, 22:06
    Yura, tekst Twój to reklama trzeźwych alkoholików na małżeńskim rynku. Abstynent
    od urodzenia - nie przejdzie;)

    W jednym trudno mi się z Tobą zgodzić: charaktery naszych dzieci. Gdyby to była
    prawda, że ponosisz winę za postępowanie syna... nie za duzo bierzesz na siebie?
    Nie zawsze DDA wyjaśnia ludzkie zachowania. Dodałabym: jest to bardzo wygodne
    dla niektorych zrzucanie winy na innych po to, aby oddac się egoistycznym
    ciągotom. Ja jestem najprawdziwsze DDD, wiem - od dawna, ale czy mój akoholizm w
    dysfunkcji rodzinnej bierze przyczynę? Powinnam być przy tym nieszczęśliwa
    bardzo, tymczasem mnie źle nie jest. To, kim się stałam, zależało też od wielu
    innych ludzi. Zawsze miałam opiekunów, którzy mi sprzyjali, przyjaciół,
    znajomych... to głupota przypisywac rodzicom tak wielki wpływ na dzieci.
    Jesteśmy zwierzętami stadnymi, gromadnymi, rodzina to ledwie początek, choćby
    nie wiem co wygadywali postfreudyści.

    Kiedy czytam bzdury o zemście podświadomości, śmiech mnie ogarnia. Nieprawda, że
    coś, o czym chcemy zapomnieć, wybuchnie i zniszczy naszą psychikę. Zapomina się
    i dobre rzeczy, i złe. Syn Twój szuka dopiero, co ze sobą zrobić... no i jeszcze
    wojsko. Mimo szacunku dla munduru trzeba powiedzieć, że, inaczej niż kiedyś,
    armia nie uczy już przyszywania guzików i składania koszuli:))) Jakoś zimą tego
    roku jechałam pociągiem, akurat z dwoma wojakami i ich pannami. Dresy okropne.
    Chamstwo. Dziewczyny idiotki. Kibolskie krzyki ni w pięć, ni w dziewięć. Wszyscy
    pouciekali z przedziału, ale ja zostałam (adrenalinka hej), nawet zagadałam słów
    parę... wprost powiedziałam - drzewiej lepiej bywało:))) No więc kto wie, jakie
    ślady na psychice Twojego syna wywarł pobyt w szeregach. Poza tym konflikt
    pokoleń to konflikt mężczyzn, na złość starszemu można zrobić coś wbrew. Potem
    się młody wyciszy. Jak okażesz, że masz z tego powodu doła... biedny los i
    starszego, i młodszego;)))

    Kiedyś panował zwyczaj, że na wywiadówki i szkolne teatrzyki latały głównie
    matki, chłopu jakoś nie wypadało. Opić się - tak, ale wzruszyć wierszykiem
    dziecięcia - absolutnie... Dopiero byś synowi wstydu narobił:)))

    Pozdrowienia dla Ciebie, Yura, no i dla Wątkowicza. Przyjdzie weeekend, to
    dopiero można się będzie trzeźwoscią zachwycić. Najważniejsze: nie opijać
    uciechy:) Poważnie - alkoholikowi bardzo trudno wytrzymać dobre chwile bez
    wspomagacza... na początku trzeba po prostu bardziej uważać. Niby proste, ale w
    realizacji bardzo krzywe:)))
  • 12.09.06, 22:41
    "ciągot". Żona w końcu "przemówiła" głosem sojusznika. Chyba jest po mojej
    stronie. Chcę trwać w tym, co zacząłem w niedzielę, 10.09.2006r. Widzę i wiem,
    że warto. W końcu mam dla kogo wytrzeźwieć.
  • 12.09.06, 23:08
    tylko Ci pozazdroscic!
    powodzenia!
  • 16.09.06, 14:01
    dla siebie i dla bliskich - warto !!!!!!!!!!! - ja to robie od 16 lat
    [skutecznie] - i zycze Ci tego samego - bo wiem jak na poczatku tej drogi jest
    trudno
  • 17.09.06, 22:23
    Od 7-miu dni ciągle jestem trzeźwy. Dzięki najbliższym oraz nieznanym mi osobom
    na tym forum, które zechciały pochylić się nad losem alkoholika. Wytrwam bo
    tego chcę. Wziąłem byka za rogi i już mu nie odpuszczę.
    Dziękuję.
  • 17.09.06, 23:04
    Jesteś w porządku gość: nie wszystkim chce się napisać od siebie, znikają bez
    śladu... To najgorsze, czyli wychodzenie z ciągu, masz za sobą. Teraz warto
    zastanowić sie nad: jaki typ sytuacji, rzeczy, ludzi moze Cię na powrót ściągnąć
    w dół (słynne i smieszne wyzwalacze); jak uodpornisz sie na ewentualne namowy;
    jak sobie poradzisz ze smutkami i radościami bez alkoholu, no i... co będzie,
    kiedy ni stąd, ni zowąd wróci apetyt na procenty. Niektorzy idą w celu zdobycia
    wiedzy na terapię, żeby sie czegos o alkoholizmie i swoim piciu-życiu nauczyć,
    ale skuteczność niewysoka... to strasznie dużo czasu pożera, bo nie tylko
    zajęcia, ale i prace domowe, nie mowiąc o różnych dziwnych zagrywkach
    prowadzących. Samemu nieźle sie wychodzi, ale gdybyś miał problemy, to wiesz,
    gdzie są adresy: www.odwyk.pl., terapeuci bywają też bardzo dobrymi
    wspomożycielami i wielu tutaj piszących zawdzięcza im bardzo wiele dobrego. I
    bywaj na forum, sprawdzaj stare wątki, przebijaj sie przez kopalnie rzeczy
    ważnych i nieważnych, żebyś jak najwięcej dowiedział się, czym jest
    alkoholizm... chociaż czym to jest, nie wie nikt.

    Więc zwyczajowe gratulacje, oby więcej miłych wiadomości... gratuluję pierwszego
    tygodnia, będziemy gratulować z okazji następnych jubileuszy:) A jak tam Twoje
    samopoczucie psychiczne i fizyczne? Doły zasypane? Pozdrowienia serdeczne, eska.
  • 17.09.06, 23:17
    to pamietaj ze jestesmy blisko - po drugiej stronie monitora - na wyciagniecie
    klawisza
  • 17.09.06, 23:34
    być łatwiejszą. Choć to dopiero tydzień, dla mnie jest to AŻ tydzień.


    Fizycznie czuję się znacznie lepiej. Przestałem dygotać wewnętrznie, ręce już
    przestały się trząść. Zaczynam odżywiać się normalnie, co powoduje wzrost wagi.
    Po chyba setnej kąpieli i piętnastu godzinach w saunie w ciągu ostatniego
    tygodnia już się nie pocę jak kiedyś i chyba przestałem śmierdzieć trawionym
    alkoholem. Po wizycie u fryzjera zacząłem przypominać CZŁOWIEKA przez duże C.
    Na powrót wyprasowany i "ogarnięty" odrabiam zaległości życiowe.


    Jeśli zaś idzie o psychikę - powiem, że jest różnie. Wahania nastrojów, głód
    alkoholowy zwalczany przez przemożną chęć niepicia i ciągły rachunek sumienia.
    To jest trudne, ale nieustannie widzę cel wtórnej katorgi, którą sobie wybrałem.
    Dla odegnania "miłych" wspomnień, przemeblowałem piwnicę i kotłownię;
    wysprzątałem tam każdy kąt. Na najbliższy tydzień planuję ponaprawiać wszyskie
    zaniedbane przeze mnie usterki w całym domu (cieknące krany, skrzypiące drzwi,
    niewywiercone otwory w ścianach pod obrazki dzieci, naprawa ich rowerów,
    pompowanie piłek itp.). Oczywiście odrabiam też zaległości w bezpośrednich
    kontaktach z domownikami. Sądzę, że z dziećmi udało mi się nawiązać ponownie
    nić zaufania. Pozostaje jeszcze odzyskanie zaufania wspaniałej małżonki.
    Wierzę, że również u niej uda mi się zyskać zaufanie. Wsparcia już mi
    udzieliła, jeszcze TYLKO to zaufanie...

    Nikt nie obiecywał, że powrót do żywych to fiołki i aniołki.

    Chętnie zaglądam na to forum i ciągle będę to robił.
    Dziękuję i pozdrawiam.
  • 18.09.06, 19:20
    za pewien czas przyjdzie ci ochota na posprzatanie "w sobie" [zacznie ci
    przeszkadzac balagan wewnetrzny] tak jak ci przeszkadzal balagan w piwnicy i
    kotlowni - idz z dziecmi na grzyby [luz tylko z zona - i poszukaj miekkiego
    poszycia mchem slonecznej lesnej polany ;))))))]
  • 18.09.06, 20:17
    >Pozostaje jeszcze odzyskanie zaufania wspaniałej małżonki.
    Wierzę, że również u niej uda mi się zyskać zaufanie. Wsparcia już mi
    udzieliła, jeszcze TYLKO to zaufanie...

    To tylko sprawa czasu. My - żony alkoholików - gorąco marzymy o tym, by móc Wam
    zaufać. Nie mam wątpliwości, że Twoja Żona też tego bardzo chce.
    Ładnie, że nazwałeś Ją "wspaniałą"...
  • 21.09.06, 23:09
    Niby nic, a dla mnie wiele.
    Pozdrawiam.
  • 21.09.06, 23:35
    Czy już wiesz, że to ma być na zawsze, czy tylko sprawdzasz ile dni możesz wytrzymac?
  • 22.09.06, 19:09
    Cokolwiek teraz chyba rzeczywiście podświadomie sprawdzam ile dni wytrzymam,
    ale cel jest jeden. NA ZAWSZE!!!

    Pozdrawiam.
  • 22.09.06, 19:29
    a ja nauczony doświadczeniem wielu prób abstynencji "na zawsze " z których
    najdłuższa trwała 92 dni, obecnie staram się nie używać takich zwrotów jak
    zawsze, nigdy itp. po prostu; DZIŚ NIE PIJĘ i tych dzisiów uzbierało się coś
    koło 1400. pozdrawiam
  • 22.09.06, 19:53
    przeciez nigdy nic nie wiadomo - załóż że "dziś i ewentualnie jutro" przecież
    jutro znowu bedzie "dziś" - jest to latwiejsze - wiem z wlasnych doswiadczen -
    dla mnie koszmarem bylo jak mi jakis "terapeuta" powiedzial ze ja juz nigdy w
    życiu nie bede mógł wypić piwa - to bylo straszne !!!!!!!!!!!!!!!!!! - inny
    powoedzial że mnie tak wyleczy, że za 5 lat bede mógł pić znowu - tak mnie to
    ujeło [ta perstektywa] że nie pije do dzisiaj - po pięciu latach od obietnicy
    tego terapeuty picie nie bylo tak wazne i potrzebne
  • 22.09.06, 20:21
    A tymczasem potrzebne mi są małe kroczki, przy których pomocy realizacja owego
    planu się powiedzie. To jest ciągła walka o każdy dzień trzeźwości. W końcu
    poukładałem sobie "prowizoryczne" pozytywne relacje z domownikami i to jest
    najważniejsze. Szczególnie, że jestem pod ich permanentną "tajną" obserwacją.
    Żona i córki mi pomagają, ale dla odbudowy pełnego ich zaufania potrzebuję
    jeszcze wiele trzeźwych dni. I ta perspektywa jest w tej chwili dla mnie
    najważniejsza.
  • 22.09.06, 21:42
    nawet nie wiesz jak one [rodzina twoja] cie sledza - detektyw Oko to przy nich
    pikuś i jak Ci [po cichu] kibicuja - stadion ludzi by lepiej nie kibicowal -
    tak wiec trzymaj sie - a jak napadnie cie chcica to dziej dzien na godziny
  • 27.09.06, 18:50
    Ostatnio mnie "wzięło" i myślałem już, że przepadłem. Ale z wielkim trudem i
    uporem podzieliłem dzień (kilka dni) na godziny, kwadranse i minuty.
    Teraz znowu jestem silny i waleczny. Wygrałem z pierwszym kryzysem. I niech tak
    już będzie.

    Będę waleczny bo tego chcę!!!
  • 27.09.06, 23:17
    Kibicuję z zapałem, jeśli można tak powiedzieć... wiesz, Zetku, chyba masz już
    malutki jubileusz, bardzo malutki, ale uzbieralo się tych dzionków całkiem
    sporo. Kiedy czytałam pierwszy Twój wpis, to: "Cały wolny czas poświęcam
    niestety na "kombinowanie" jak wnieść toto do domu, gdzie toto ukryć i kiedy
    toto wypić", ze zgrozą przypomniałam sobie, że ja ciągle tak własnie
    kombinowałam: jak się wyrwać, jak zakręcić, jak wypad zrobić, jak przemycić i
    gdzie znaleźć miejsce na chocby mały pociąg, i jak przepłukać usta, zeby nie
    zajeżdżać... no i tak było widać, za to miętą az ponosiło... stało się w końcu
    nie do wytrzymania.

    Mnie wyjście nie dało w kość, bo właściwie nigdy nie miałam wolnego czasu.
    Zetku, głupia pewnie będzie moja uwaga, ale najgorzej jest wtedy, kiedy nie
    wiesz, co zrobic z wolnym czasem, jak sobie czekasz na przyjemnośc, ktora nie
    nadchodzi. Sztuką jest dobrze pracować, ale sztuka jest też nic nie robić...
    trzeźwym być i odpoczywać.

    A w pracy... jak w pracy, zauważyli, że wyładniałes, pewniejszy siebie jesteś,
    weselszy??? Niewiele osob o tym mowi na forum, a przeciez ja sama wiem, że moje
    ..no, jakieś tam sukcesy... to była fala szacunku ze strony ludzi, którzy nie
    wiedzieli, ze jestem alkoholiczką. I jakos tak wyszłam na prowadzenie.
    Zapunktowałam i w kręgach pewnych jestem autorytetem... aż mi głupio.

    Sypiasz spokojnie? I jak długo trwał zajazd ostatni? Wspomogła cie wiedza tutejsza?
    Wszystkiego dobrego, Zetku, nie łam się... jakis sukces przydałby się i
    tutaj:))) jakieś święto... po tych wszytkich złych wieściach od tych, którym nie
    od razu sie udaje:)


  • 22.09.06, 07:22
    nnnnnnnO! :)
  • 29.09.06, 09:31
    I dzisiaj nadal jestem trzeźwy.

    Dobrze mi z tym.
  • 29.09.06, 10:21
    życzę dużo,dużo wytrwałości
  • 29.09.06, 10:21
    Też tak zaczynałem. I każdy dzień bez alkoholu utwierdzał mnie w przekonaniu o trafnie podjętym postanowieniu. A potem odkryłem, że tylko ode mnie zależy, żeby tak było zawsze. Pamiętam lęk mojej żony, czy TO nie wróci. I nie wróciło. Wróciło za to zaufanie. I coś więcej.
    I dobrze mi z tym.
  • 29.09.06, 10:40
    był zdecydowanie inspirowany czytaniem wpisów na tym forum. Otucha i wzajemna
    życzliwość Was, tu piszących utwierdza mnie ciągle w słuszności podjętej
    decyzji.
    Nie piję 19 dni. Niby krótko, ale jednak DŁUGO.

    Dziękuję za wszystkie słowa krytyki i wsparcia.

    Walczę dalej.
    Dobrze mi z tym.
  • 29.09.06, 11:37
    zk140t napisał: "Mój "pomysł" na rzucenie picia był zdecydowanie inspirowany
    czytaniem wpisów na tym forum. Otucha i wzajemna życzliwość Was, tu piszących
    utwierdza mnie ciągle w słuszności podjętej decyzji".


    Zk - mój pomysł też był zdecydowanie inspirowany przez to forum.
    Trochę inspiruje mnie też mój mąż - patologicznie nie uzależniony od niczego.
    Ale z nim nie mogę o swoich problemach porozmawiać, bo to trochę jak rozmowa ze
    ślepym o kolorach, czy raczej z widzącym o ślepocie. On tego nie rozumie.
    I bardzo dobrze.

    A jednak wsparcie jest bardzo potrzebne. I ta pochwała życia bez nałogów.
    Entuzjazm ma to do siebie, że się udziela innym. Mnie się chyba udzielił:)

  • 29.09.06, 11:50
    Szczegolnie te dwa,male dziewczece serca witaja teraz
    z radoscia kazdy dzien.Sam ped szczesliwego zycia szybko
    wymaze z ich pamieci zle wspomnienia.Widzisz,jakie sa szczesliwe!
    Ale"przyszyj" sobie ich zrozpaczone twarzyczki do dloni,
    bys w momentach glupich mysli,mial komu spojrzec w oczy.

    Dwie corki,szczesciarz jestes bo masz dla kogo zyc!
    A wiesz komu Bog daje dobra zone ?
    Temu,kogo bardzo lubi... :)
  • 29.09.06, 10:39
    Ja tak mam trzeci rok. Fajne uczucie :-)) Dbaj o nie.
  • 03.10.06, 18:28
    Wkrótce będę miał pierwszy miesiąc wolności. Podziwiam Cię za te trzy lata.

    Pozdrawiam.
  • 03.10.06, 18:43
    Gratulacje Zetek :)!
  • 03.10.06, 18:59
    Dziękuję.

    Pomimo tego, że to dopiero miesiąc, już czuję się znakomicie. Wiele spraw
    zepsutych w czasie "niebytu" już wtórnie poukładałem. Nad innymi ciągle
    pracuję. Sądzę, iż teraz może być tylko lepiej. MUSI tak być!

    Pozdrawiam.
  • 03.10.06, 22:37
    zk140t napisał:

    > Podziwiam Cię za te trzy lata.

    Dziękuję :-) Wierzę w szczerość Twoich intencji, ale nie czas jest najważniejszy.
    Najtrudniejszy jest pierwszy okres, który masz już za sobą. Pokonać objawy
    odstawienia i doprowadzić organizm do jakotakiej równowagi. Ale to potrafi wielu
    pijaków. Słyszałes pewnie o góralach przysięgających przed ołtarzem. O wiele
    więcej alkoholików udowadnia okresami abstynencji przed bliskimi, a co gorsze
    przed samym sobą, że nie ma żadnego problemu.
    I potem wracają do picia. Po miesiącu, dwóch, dwóch latach, dwunastu. Bez różnicy.
    W tej chwili Ty jesteś tak samo trzeźwy jak ja. Co powoduje, że ja jestem
    przekonany o tym, że za rok na zlot forumowców przyjadę do podgrupy pijącej wodę
    mineralną, a Ty nie wiesz jeszcze do której? Czy jest jakaś recepta na
    utrzymanie trzeźwości?
    Nie ma takiej recepty. Kto by taką znalazł opływałby w Noble. Podejrzewam, że co
    dwudziesty akademik szwedzki jest alkoholikiem. Każdy musi wypracować swój
    sposób na trwałe niepicie.

    Ja też kiedyś miałem magnetofon zk i butelkę za piecem w piwnicy. Może Ci
    podpasuje mój sposób?
    Otóż jest to autentyczna radość, frajda z tego, że nie piję. Niepicie jest
    fajne. Postrzegam rzeczywistość przez pryzmat korzyści z niepicia. Doceniam
    wolny czas jaki uzyskałem. Miłość i szacunek dziecka, który powoli odzyskuję.
    Wolność wyboru: jechać teraz samochodem czy raczej nie? I wiele wiele innych uciech.

    Ale najważniejsze, że podjąłeś próbę. Dałeś sobie szansę.
    Powodzenia :-)))
  • 04.10.06, 19:55
    Zazdroszcząc po trosze "długotrwałym" abstynentom pozwalam sobie ich gonić w
    niepiciu. Dziękuję za miłe słowa i zapewniam Cię, iż moja walka ciągle trwa i
    ma szansę na sukces.
  • 05.10.06, 00:37
    zk140t napisał:

    > Zazdroszcząc po trosze "długotrwałym" abstynentom pozwalam sobie ich gonić w
    > niepiciu.

    Tylko nie przegoń;-),bo to by znaczylo,że ktoś zapił.Tak to
    jest-dzień,miesiac,póżniej lata niezłego życia-w moim przypadku.Czego i Tobie
    życzę...
  • 09.10.06, 20:04
    Coś muszę z tym zrobić. Nie chcę zapić, więc czuję że muszę wziąć urlop i
    pojechać z rodziną na kilka dni nad morze, w góry czy gdziekolwiek indziej! Oby
    wyrwać się z miejsc, które tak bardzo mi przypominają okres niebytu...
  • 09.10.06, 20:05
    to pomaga
  • 09.10.06, 20:12
    jerzy30 napisał:

    > to pomaga
    _______________________________________.
    Tez tak uwazam.
    Pomaga, przynajmniej na okres paru dni!
    A... :-((
  • 09.10.06, 20:26
    Po południu jedziemy do Ustki. Rozsadza mnie niemoc. Czuję, że nadchodzą
    najgorsze dni.
    Zdołowała mnie śmierć Marka Grechuty. Naszło mnie w ciągu kilku sekund. Muszę
    to wszystko przemóc; przemyśleć.
  • 09.10.06, 20:44
    I Chopin nie żyje, i Kopernik, i Curie-Skłodowska...
    Daj spokój.
  • 09.10.06, 20:51
    żeby nie mieć wymówki? Ludzie których wymieniasz, aczkolwiek wielcy dla naszej
    kultury i nauki żyli w innej epoce. Nie miałem siłą rzeczy z nimi silnych
    związków emocjonalnych. W przeciwieństwie do Marka Grechuty. Wiem, że należy
    uinikać wymówek.
    Jednakże "doła" mam od soboty a wiadomość o śmierci MG tylko go spotęgowała.
    Teraz właśnie katuję się dodatkowo słuchaniem trójkowej audycji Marka
    Niedźwieckiego na temat ś.p. Marka Grechuty. Masochizm???
  • 09.10.06, 20:58
    To wyłącz tego Grechutę w cholerę, włącz coś dynamicznego. Inaczej za miesiąc
    guzik Cię będzie obchodził Grechuta, natomiast bardzo będzie Cię obchodził
    fakt, że po tylu tygodniach trzeźwości 10 października zapiłeś.
  • 09.10.06, 21:04
    Choćbym musiał wyć jak pies na karetkę pogotowia. Nie dam się do cholery.

    Powalczę, bo mam dla kogo.
    Powalczę, bo tego chcę.

    Pozdrawiam.

    P. S.
    A piosenek Grechuty będę słuchał zawsze!
  • 09.10.06, 21:21
    (zk140t napisał):

    > Teraz właśnie katuję się dodatkowo słuchaniem trójkowej audycji Marka
    > Niedźwieckiego na temat ś.p. Marka Grechuty. Masochizm???
    _________________________________________________________________________.

    Nie. - To nie masochizm. To male dziecko chcace zwrocic na siebie uwage...
    A...
  • 09.10.06, 21:23
    dziecku? Może mi tym pomożesz.
  • 09.10.06, 21:31
    zk140t napisał:

    > dziecku? Może mi tym pomożesz.
    _______________________________________________________________________________.
    Potrzeba bylo az 80 maili, zebys doszedl do tego heroicznego (ponizej) wniosku ?
    A...
    - - - - - - -
    > "Choćbym musiał wyć jak pies na karetkę pogotowia. Nie dam się do cholery.
    > Powalczę, bo mam dla kogo.
    > Powalczę, bo tego chcę.
    > Pozdrawiam.
    > P. S.
    > A piosenek Grechuty będę słuchał zawsze!
  • 09.10.06, 21:40
    Jeśli terapia na tym forum musi wyglądać tak jak wyżej, to woję pracować nad
    sobą sam. W ciszy i bez zbędnych dołów.
    Szanuję Was, ale wychodzę stąd. Nie daję już rady.
    Wiem, że mimo to nie zapiję z powodu Grechuty.

    Pozdrawiam.
  • 09.10.06, 21:46
    Zetek nie pękaj, August czasem rzuci coś, co mu się wydaje błyskotliwe, a potem
    nie wie, jak z tego wybrnąć.

    Grechuta jak Grechuta - zapić przez Augusta, to dopiero byłby kwas ;)!
  • 09.10.06, 22:04
    (myszabrum napisała):

    > Zetek nie pękaj, August czasem rzuci coś, co mu się wydaje błyskotliwe, a
    potem nie wie, jak z tego wybrnąć...
    ___________________________________________________________________________-

    Myszabrum, widze, ze tez lubisz puste gadanie...
    Dobranoc:
    A...
  • 09.10.06, 21:47
    (zk140t napisał):
    > Jeśli terapia na tym forum musi wyglądać tak jak wyżej, to woję pracować nad
    > sobą sam. W ciszy i bez zbędnych dołów.
    > Szanuję Was, ale wychodzę stąd. Nie daję już rady.
    > Wiem, że mimo to nie zapiję z powodu Grechuty.
    > Pozdrawiam.
    __________________________________________________.
    Nie szukaj teraz przypadkiem innych powodow...!
    Trzymaj sie.
    A...
    Dobranoc wszystkim!
  • 09.10.06, 20:51
    Nie wierz sobie samemu.Smierc Grechuty Cie zdolowala?
    To poplacz.Pobiegaj.Posluchaj jego CD.Cokolwiek.Piciem nikomu nie
    pomozesz a sobie zaszkodzisz.Wiem,ze trudno.Ale corki chca miec Ojca,
    a nie pijacego pod Grechute sztajmesa.Pisalem Ci kiedys o przygotowaniach
    do biegu,Twojego biegu...
  • 09.10.06, 20:59
    w szmatławą oprawę. Mimo to jestem Ci wdzięczny i chętnie czytam Twoje (jak
    kubeł zimnej wody) teksty.

    Śmierć Grechuty jest dla mnie "tylko" pogłębieniem "doła".
    Pozdrawiam.
  • 09.10.06, 21:02
    Tranzyt?! W szmatławą?! Toż to sama poezja nasza ;)
  • 09.10.06, 21:03
    Ale lepiej analizować szmatławość Tranzyta, niż pić :)!
  • 09.10.06, 21:07
    Przecież napisałem, że pomimo formy, lubię teksty TRAZYTA za ich treść.
    Twoje zresztą też.

    Pozdrawiam.

    P. S.
    Tylko nie pisz, że mam nie pozdrawiać w każdym swoim poście. Proszę.
  • 10.10.06, 19:57
    Dzisiaj chyba mija miesiąc? :-))))
    Jak tam żona. Nadal patrzy na Ciebie z nadzieją? A córki?

    Pozdrawiam
  • 19.10.06, 19:25
    Poza tym, że większość wpisów na tym forum to banalne komunały i nic nie
    wnoszące do dyskusji alkoholików frazesy. Dla większości tu wpisujących forum
    UZALEŻNIENIA to miejsce, gdzie myśląc o swojej nieopisanej sile słabeuszy mogą
    wykpić "bezsilnych". Stąd moja rezygnacja z dalszego uczestnictwa w dyskusji z
    tymi ludźmi.

    P. S.
    Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić. Nie chcę jednocześnie
    uczestniczyć w tym forum za sprawą kilku jego uczestników.
  • 19.10.06, 19:42
    zk140t napisał:

    > Poza tym, że większość wpisów na tym forum to banalne komunały i nic nie
    > wnoszące do dyskusji alkoholików frazesy. Dla większości tu wpisujących forum
    > UZALEŻNIENIA to miejsce, gdzie myśląc o swojej nieopisanej sile słabeuszy
    mogą wykpić "bezsilnych". Stąd moja rezygnacja z dalszego uczestnictwa w
    dyskusji z tymi ludźmi.
    > P. S.
    > Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić. Nie chcę jednocześnie
    > uczestniczyć w tym forum za sprawą kilku jego uczestników.
    __________________________________________________________________________.
    Ciesze sie ZK140t - tak trzymaj ! ;-))
    Prosba do Ciebie:
    Nie zrywaj kontaktow z drugimi alkoholikami...!
    Jezeli chcesz napisz na moj prywatny adres: awyst@t-online.de
    podam Tobie anonimowo namiary Grup AA i innych grup trzezwosciowych w Twojej
    miejscowosci!
    A tych, ktorzy nie pasuja Tobie w zyciu do Twojego schematu, potraktuj jako
    sprawdzian wlasnego trzezwienia...!
    Zastanow sie jeszcze.
    Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego calej Twojej rodzinie, na Twojej drodze
    do trzezwosci...!
    A...

  • 19.10.06, 20:19
    zk140t napisał:

    > Poza tym, że większość wpisów na tym forum to banalne komunały i nic nie
    > wnoszące do dyskusji alkoholików frazesy. Dla większości tu wpisujących forum
    > UZALEŻNIENIA to miejsce, gdzie myśląc o swojej nieopisanej sile słabeuszy
    mogą
    > wykpić "bezsilnych". Stąd moja rezygnacja z dalszego uczestnictwa w dyskusji
    z
    > tymi ludźmi.
    >
    > P. S.
    > Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić. Nie chcę jednocześnie
    > uczestniczyć w tym forum za sprawą kilku jego uczestników.

    Zk140, dawno nie czytałam tak niesympatycznego, bufoniastego postu. No cóż,
    pokora, to cnota wcale nie tak częsta.
    To ile Ty nie pijesz? Miesiąc i dziesięć dni?
    To wszystko wyjaśnia...
  • 19.10.06, 20:28
    cortona napisała:

    > Zk140, dawno nie czytałam tak niesympatycznego, bufoniastego postu. No cóż,
    > pokora, to cnota wcale nie tak częsta.
    > To ile Ty nie pijesz? Miesiąc i dziesięć dni?
    > To wszystko wyjaśnia...
    _________________________________________________.
    Cortona, na podstawie tego maila Wolny wyliczylby
    logicznie, (biorac - oczywiscie - pod uwage Twoja
    pokore i abstynencje, ze w tej wlasnie chwili
    musialas odstawic kielicha od ust i zaczynasz mowic
    nam tu o trzewosci...!
    A... ;-))
  • 19.10.06, 20:35
    August, daj spokój:))) Po co Ci te utarczki?
  • 19.10.06, 20:43
    cortona napisała:

    > August, daj spokój:))) Po co Ci te utarczki?
    __________________________________________________.
    Nie myslisz chyba, ze dopuszcze do takich zachowan
    wobec ludzi, ktorzy chca trzezwiec !?
    Kto na zlo przymyka oczy, dobru szkodzi!
    Mnie Tradycja 10 AA obowiazuje w AA, ale nie poza AA...
    A...
  • 19.10.06, 21:20
    Wszyscy na tym forum Ci to mówią, a Ty udajesz, że "deszcz pada". Nie zamierzam
    dalej pisać na tym forum. Nie potrzebuję głupich rad głupiego człowieczka.
  • 19.10.06, 21:23
    zk140t napisał:

    > Wszyscy na tym forum Ci to mówią, a Ty udajesz, że "deszcz pada". Nie
    zamierzam dalej pisać na tym forum. Nie potrzebuję głupich rad głupiego
    człowieczka.
    ________________________________________________________________________.

    Ja Ciebie tez kocham!
    A... ;-))

  • 19.10.06, 21:32
    Czy oprócz głowy masz jeszcze coś zdefektowane w swoim niecnym ciele?
  • 20.10.06, 07:49
    Idź zetek. A zajrzyj tu czasem i daj głos, że żyjesz. Sprawisz tym przyjemność
    kilku osobom. Tym którym warto. I wróć tu kiedyś. Gdy już będziesz pewien, że
    cała odpowiedzialność za Twoją trzeźwość spada na Ciebie. Ty i tylko Ty możesz
    nie pić. A korzyści też będziesz miał Ty. I Twoja rodzina. Ja tu trafiłem po
    dwóch latach. I cieszy mnie ta cała tutejsza maenażeria.
    O on. Cóż. Niedługo odejdzie. Jeszcze nie widziałem człowieka z ustami
    wypełnionymi miłością wzbudzającego tyle niechęci. Myślę, że wynika to z jego
    pogardy dla wszystkiego co odmienne. Z pogardy dla drugiego człowieka. Czepia
    się każdego wątku i ryczy "płyniemy!". Nie chce mi się analizować jego motywów.
    Jestem jedynie przekonany, że jego rozbujałe ego nie znalazło tu tego czego się
    spodziewał. Ani on nam nie jest potrzebny ani my jemu.
    Trzym się zetek. Niepicie jest fajne.
  • 20.10.06, 13:07
    aniolparys napisał:

    > Idź zetek. A zajrzyj tu czasem i daj głos, że żyjesz...
    - -
    > O on. Cóż. Niedługo odejdzie. Jeszcze nie widziałem człowieka z ustami
    > wypełnionymi miłością wzbudzającego tyle niechęci...
    - - - - - - - - - - - - -
    Aniolparysie!
    Zastanowiles sie nad tym, ze moze troszke przedwczesnie mnie oceniles!?
    Wiem, ze Cie zranilem. Przepraszam naprawde mocno, raz jeszcze.
    Pisalem tutaj, ze we mnie siedzi ten Kain i Abel. Ten Aniol i Bestia, ktora
    dopuscilem troszke celowo do glosu na tym "Forum". Zapewniam Cie trzymam te
    Bestie krotko na smyczy. Teraz zobaczysz Augusta takiego, jakim on sam chce
    cale zycie byc! (i mysle, ze w zyciu prywatnym juz takim jest - od dluzszego
    czasu!) ;-))
    Pozdrawiam:
    A...
  • 20.10.06, 13:38
    Zetku, nie wiem, czemu mówisz o "wykpiwaniu". Wykpił ktos Ciebie? Frazesy?
    alkoholizm jest zawsze taki sam, te same frazesy, szkoda, że za każdym razem w
    indywidualnym wydaniu.

    Forum... jak wiele podobnych pświęconym ciężkim chorobom czy nieszczęściom -
    bardzo autentyczne. Porównaj z psychologią sąsiednią - nic nie ujmując, tam się
    mieli o niczym często, gadka dla gadki. Tutaj widzisz, jak ludzie sami siebie
    oszukują, jakie mają nadzieje, jak sobie radzą nie tylko z piciem, jak wychodzą
    na ludzi albo schodzą na psy.

    Natomiast - zgodnie z moimi osobistymi obserwacjami forumowymi oraz znajomoscią
    pewnych zalozeń stosowanych na terapiach - jesteś w fazie wielkiej pewności
    siebie. Chcesz wyjść stąd, bo masz dosyc frazesów. Dosyć tego całego
    alkoholizmu. Co to ma z Tobą wspólnego. Ty jesteś wyleczony, denerwuje Cię ta
    pisanina o gorzale, te życzenia, żebyś wytrzymał. Ty nie jesteś takim
    alkoholikiem jak ci stąd, Tobie frazesow nie potrzeba. Po co w ogóle tutaj coś
    napisałem... po co...

    Zetek, uważaj. Piłeś, jesteś alkoholikiem. Napisałeś, jestem jednym z nas.
    Uważaj. Skoro stoi w papierach o nadmiernej pewności siebie... cóż, niejeden,
    ktory zmykał z terapii, nagle nie wiadomo jak... znow na nią wracał. Niejednego
    nudziły forumowe frazesy... hehe;(

    A pisanie na forum, jakaś wzmianka o istnieniu, życzenia dla trzeźwych... mnie
    są potrzebne. Tobie nie. Jakoś... niegrzecznie to wyszło, Zetku, z Twojej
    strony.
  • 10.10.06, 18:01
    Można by dużo pisac,doradzac,ale to tylko od ciebie zalezy ja uporasz się z tym
    trudnym problemem i swym zyciem.Ja miałam inny problem...Otóż byłam uzależniona
    od narkotyku-amfetaminy.Pewnie w dalszym ciągu ten problem tkwi we mnie,ale
    teraz mam dla kogo życ.Wyszłam cało z tego bagna dzięki mojej córeczce.Gdyby nie
    Ona,to bym dalej tkwiła w tym syfie.Wnosek z tego i rada dla ciebie jest taka,że
    musisz naprawde tego chciec i pomysl o bliskich,którzy cie kochają i liczą na
    ciebie:)Pozdrawiam-Aneczka:)
  • 12.10.06, 15:24
    Ja też jestem fanem Grechuty, lubie jego piosenki i również było mi smutno
    kiedy dowiedziałem się o jego śmierci. Ale jego piosenki przeciez nie
    umierają , zostają z nami.
    Wpadanie w taki nastrój przygnębienia jest bardzo niebezpieczne dla
    alkoholika - może być wstępem do sięgniecia po alkohol. Przypomnij sobie jak to
    bywało wcześniej.
    Jak życie się trochę komplikowało, stres , niepowodzenia , to browarek w garażu
    (czy w piwnicy- wszak to tam łagodziłeś swoje emocje).
    Jestes dorosłym mężczyzną i sam decydujesz o swojej przyszłosci. I gdybyś był
    sobie sam na tym swiecie bez zony i dzieci to wogóle mógłbyś siedzieć w tej
    swojej kanciapie z piwkiem do końca życia. Reasumujac, zamiast się mazgaić jak
    nastolatka, zajmij się swoimi najbliższymi , oni potrzebują trzeźwego i
    odpowiedzialnego męża i ojca.

  • 12.10.06, 15:44
    Czy to nie przesada... z tą rodzinną radoscią, z tymi powinnosciami wobec rodziny...
    "I gdybyś był sobie sam na tym swiecie bez zony i dzieci to wogóle mógłbyś
    siedzieć w tej swojej kanciapie z piwkiem do końca życia".

    Bo - najpierw jest kolejność - że trzeźwiejemy niby dla siebie - to podstawa w
    terapiach, a potem nagle takie uwagi... a jak kto ma gdzies tam, w głębi,
    przykre poczucie, ze to wcale nie tak dobrze z tą rodziną, że niby dobrze,
    ale... i coś mu tam piszczy cieniutko, niby bez sensu, a jednak z sensem...
    zależy, jak na to popatrzeć ... ze wszystko jakoś nie tak... że to nie to... ,
    że obok.

    Zwyczajne niezadowolenie, zmęczenie... No, niechby już Zetka wyjechał na ten
    urlop i rozruszał kosci, bo jak będzie siedział i siedział, to mu się endorfiny
    całkiem zabidzą... i nie ma to jak z rodzinką pogadac na świezym powietrzu, no,
    nie żeby zaraz sie kłócić, co to, to nie:)))
  • 12.10.06, 15:57
    Tak, trzeźwiejemy dla siebie . Ale także dla najbliższych - to wzmacnia
    motywację. Dla mnie jest to szalenie istotne jak jestem spostrzegany przez moje
    dzieci i ile dla nich znaczę.
    Takie myślenie pozwala często przezwycieżyć kryzys psychiczny.
    Reasumujac , warto zyć nie tylko dla siebie ale i dla innych.:)
  • 12.10.06, 17:55
    - Proszę pani, proszę pani - a po co się żyje?
    - Żyje się, Jasiu, dla innych.
    - A po co żyją ci inni?
  • 12.10.06, 20:19
    A najgorsze, że Zetek, zamiast świętować z nami miesięcznicę swej trzeźwości -
    jakoś przycichł...
    Hej ho, jest tam kto?!!!!
  • 12.10.06, 20:47
    (Myszabrum napisała):

    > A najgorsze, że Zetek, zamiast świętować z nami miesięcznicę swej trzeźwości -
    > jakoś przycichł...
    > Hej ho, jest tam kto?!!!!
    _______________________________.
    Skad jestes taka pewna?
    Moze on swietuje w cichosci(!?).
    A... ;-))
  • 12.10.06, 22:03
    przeciez zapowiadal,ze jedzie w czwartek do Ustki!
  • 12.10.06, 22:05
    Racja.
  • 14.10.06, 00:37
    Czuję się lepiej. Znowu mogłem obejmować żonę i razem z Nią patrzeć, jak nasze
    CÓRKI figlują beztrosko na deptaku. Tak jak kiedyś. Myślę nad dłuższym pobytem
    nad morzem.

    Dziękuję Wam wszystkim za troskę. Pozdrawiam augusta, który ostatnio sprowadził
    mnie na ziemię swoimi oschłymi uwagami.

    P. S.
    Niedowiarków zapewniam, że mam laptopa z WiFi, a hotel w którym mieszkam daje
    otwarty dostęp bezprzewodowy do internetu.
  • 14.10.06, 19:18
    (zk140t napisał):

    > Czuję się lepiej. Znowu mogłem obejmować żonę i razem z Nią patrzeć, jak
    nasze CÓRKI figlują beztrosko na deptaku. Tak jak kiedyś. Myślę nad dłuższym
    pobytem nad morzem.
    > Dziękuję Wam wszystkim za troskę. Pozdrawiam augusta, który ostatnio
    sprowadził mnie na ziemię swoimi oschłymi uwagami." <
    ___________________________________________________________________________.
    Ciesze sie, ze dobrze Ci idzie. Kochaj ich mocno...! Kochaj wszystkich ludzi,
    oni tak szybko odchodza...
    A...
    Ps. Udanego i pogodnego weekendu Tobie i calej Twojej rodzince zycze!

  • 15.10.06, 21:56
    Przed godziną wróciliśmy do domu. Było super. Za miesiąc znowu chcemy tam
    pojechać na kilka dni.
  • 26.10.06, 13:51
    Moze znowu
    > Zaczęło się "tradycyjnie" od jednego piwa zwykłego ?
  • 03.11.06, 17:00
    Nie wiem zk, czy jeszcze czytasz to forum.
    Jeśli tak, to czytaj i pisz. Starzy bywalcy Ci pomogą. Masz zbyt wiele do
    stracenia. Właściwie wszystko.
    Nie trać czegoś, czego nie musisz.
    Ja tak na marginesie, bo nigdy Tobie nie odpowiadałam no i 9 dni mnie nie było.

    Mam nadzieję, że się trzymasz.
  • 03.11.06, 22:03
    przyznam szczerze,ciekawy jestem...
  • 11.11.06, 18:35
    rozpędzony samochód zabił jednego z naszych dwóch psów... Tragedia rodzinna
    zakończyła przepyszny spacer... Dzieci i my z żoną wyjemy jak bobry. Dobra
    psina była.
    Nie napiję się jednak z tego powodu, choć bardzo chciałem...
  • 11.11.06, 18:41
    zk140t napisał:

    > rozpędzony samochód zabił jednego z naszych dwóch psów... Tragedia rodzinna
    > zakończyła przepyszny spacer... Dzieci i my z żoną wyjemy jak bobry. Dobra
    > psina była.
    > Nie napiję się jednak z tego powodu, choć bardzo chciałem...
    _____________________________________________________________.

    Nie pij, bo zejdziesz na psy... (to zart - oczywiscie!).
    A... ;-))
    Ps. Nie ma takiego powodu, dla ktorego trzeba by bylo sie napic...!
    (to juz napisalem powazne!)
  • 11.11.06, 19:26
    To smutne zk co napisałeś.Mój pies odszedł do psiego raju już prawie rok temu
    i nie w tak tragicznych okoliczniściach.Tęsknię za moją sunią do dziś
    (zwłaszcza, że jestem osobą samotną).
    Najważniejsze, że w tych smutnych chwilach jesteś z rodziną i, że nie sięgasz
    po to po co nie powinieneś.
    Sama mam problem z sobą samą, ąle cieszy mnie sukces twój i innych nam
    podobnych.
    Sam widzisz, że można nawet płakać wspólnie.Że płaczecie wierzę.
    I mocno życzę , aby był to już ostatni Wasz powód do smutku.
    Pozdrawiam.
  • 11.11.06, 19:16
    zk140t,szkoda psa...wiem,przywiazanie...i w taki tragiczny sposob,chcialo by
    sie zapytac dlaczego..dlaczego spotkalo to akurat mojego psa,dlaczego akurat
    teraz...

    ale to glupie pytania,pytania na ktore nie ma i nie powinno byc odpowiedzi...
    zdarzylo sie,trudno,szkoda wiadomo,ale przezyjesz i ta strate...
    jutro i pojutrze tez sa dni,dni w ktorych musisz byc trzezwy...
    pozostan trzezwy,spojrz w swoje dlonie...tam zobaczysz Twoje dzieci!
  • 11.11.06, 19:27
    Ja też kocham swojego psa. Miałem już w swoim życiu dwa, a ten jest trzeci. Przeżyłem już dwie śmierci moich ukochanych i wiernych zwierząt. Te dwie śmierci opijałem do nieprzytomności. Teraz nie byłoby takiej siły żebym się napił, choć też płakałbym jak bóbr. Współczuję Ci, ale musisz to znieść. Trzymaj się.
  • 12.11.06, 00:24
    Teraz będzie tylko lepiej.
    Odezwij się za miesiąc w weselszych okolicznościach.
    Do mojej wyobraźni przemawia prawda, że alkohol nie załatwi za Ciebie żadnego
    problemu czy też smutku. Gdybyś wypił to potem byłoby jeszcze gorzej. Na pewno.

    --
    aniolparys.republika.pl/Mysli_Augusta.html
  • 15.01.07, 21:21
    Bez chlania i durnoty z tym związanej.
    Jest lepiej, niż sądziłem że może być.
    Żeby "nie stać w miejscu", w noc sylwestrową rzuciłem palenie. Jednak w
    najbliższej przyszłości nie planuję już niczego więcej rzucać.
  • 15.01.07, 21:59
    zk140t napisał:

    > Jest lepiej, niż sądziłem że może być.
    Mam to samo uczucie po 34 miesiącach. A to rzucenie palenia pasuje mi do
    kompletu. Dobrze Ci rokuję :-))))
    --
    aniolparys.republika.pl/Mysli_Augusta.html
  • 15.01.07, 22:26
    Cieszę się, że u Ciebie OK. Twój post był niesamowity, na prawdę.
  • 22.01.07, 09:22
    Wielkie zdrufki, Zetku:)
    Najgorzej to zacząć trzeźwieć, a potem najgorzej w trzeźwości wytrzymać...
    Trzeźwienie z instytucją jakąkolwiek - nie każdemu odpowiada. Pewnie wtedy,
    kiedy ktoś wypadł poza nawias, ma problemy psychiczne - to powinien szukać wsparcia.
    Ale większości jest to zupełnie zbędne.
    No, ale to moje zdanie...
  • 22.01.07, 10:29
    e4ska napisała:
    > Najgorzej to zacząć trzeźwieć, a potem najgorzej w trzeźwości wytrzymać...
    > Trzeźwienie z instytucją jakąkolwiek - nie każdemu odpowiada. Pewnie wtedy,
    > kiedy ktoś wypadł poza nawias, ma problemy psychiczne - to powinien szukać
    wsparcia.
    _______________________________________________________.
    Witamy w klubie...!
    A... ;-))
  • 15.01.07, 22:23
    Wstrząsająco szczere i nieprzegadane opowiadanie o Twoim problemie. Wszystko tu
    jest i nawet odpowiedz i pytań sto. Pijesz bo wolisz to niż tamto.
    Narozrabiałeś i nie wiesz jak to orobic w polu... Zanikła więź - wszystko to
    powoduje poczucie winy. Nawet za depresję żony obwiniasz siebie i alkohol...

    Hmmm... Jestem pijaczką i narkomanką. Jestem też osobą z dwubiegunową depresją.
    Też zaniedbałam dziecko (nie mieszka ze mną). Ale nie obarczam winą tylko
    siebie. Piłam, bo na trzeźwo nie umiałam znieśc poczucia winy. Wpadałam w
    katatonię, kiedy "obrażałam się na świat" (taka jest depresja - ucieczka z
    obrazy na zło)... Piłam bo nie szło wytrzymac. I tyle.

    Winny nie był alkohol, tylko to, że nie widziałam innego sposobu, żeby
    zagłuszyc wyrzuty sumienia. Wydawało mi się, że jestem śmieciem, bo nie umiem
    się zmierzyc z tym wszystkim dookoła... ITD. bleble

    _____________________________________________________

    Teraz jestem z kimś, kto pokazał mi, że jestem warta więcej niż mogłabym sobie
    wyobrazic. Ta osoba sprawiła, że stałam się lepszym człowiekiem i zapragnęłam
    przestac pic i ogólnie zrezygnowac z nietrzeźwości.

    Piję sobie od czasu do czasu, ale nie muszę. Ty jeśli pijesz 8 lat, pewnie
    jesteś uzależniony fizycznie (ja nigdy nie byłam, choc nie wiem tego na pewno0.

    Zk140t,

    Nie wiem jak Ci pomóc. Sam musisz wykminic, co przyniosło by Ci ulgę w
    cierpieniu. Mogę zapalic dziś świeczkę za Ciebie ale chyba wystarczy ciepłe
    pozdrowienie. Trzymaj się. Nie daj się!!!
  • 15.01.07, 22:40
    miesięcy i pięciu dni.
    Dziękuję za wsparcie. Tobie również przesyłam dobre uczucia. Oboje chyba wiemy,
    że normalność jest zdecydowanie bardziej normalna od chlania i prochów. Choć
    niepozorna, codzienna, często szara ALE NORMALNIEJSZA o naszego wyobrażenia o
    normalności.
    Trzymaj się.
  • 16.01.07, 08:22
    wiesz co? czasu ju chyba zaczac leczenie. pozdrawiam.
  • 17.01.07, 20:11
    Jak mnie olano w Licheniu, zrozumiałem że tylko sam mogę sobie pomóc. Tak też
    zrobiłem na chwałę mojej rodziny.
    Nikomu odtąd nie polecam żadnych formalnych ośrodków terapii uzależnień.
    Szczególnie tych, które dostają na swą działalność pieniądze z budżetu (z
    naszych podatków). Musimy radzić sobie sami, bo akurat terapeuci np. w Licheniu
    liczą kasę z ministerstwa na swoją działalność i w związku z tym ich
    działalność nie istnieje w wymiarze innym niż liczenie pieniędzy.
    Przerabiałem to, to wiem.
  • 16.01.07, 08:26
    przepraszam, nie czytalam tu wszystkich wypowiedzi, bo zwyczajnie nie mam na to
    czasu. jak radzi sobie Twqoja zona? pozdrawiam;).
  • 17.01.07, 20:22
    i gon tych co pod przykrywka leczenia gotuja kase [ale dla siebie]
  • 19.01.07, 18:17
    ja oreslilem kiedys sobie trzy piwka i seteczka i dawalem rade ale wygrala u
    mnie (przepraszam wszystkich z aa jestem tu tylko z powodu promocji) chec
    wystrzelenia sie pod wplywem alkocholu i dlatego wole to robic rzadziej bo dzis
    6 piwek a jutro rozleci sie watroba niech zona z toba celebruje i znajomymi raz
    na jakis czas wtedy dasz rade troche wytrzymac a jak wytrzymasz troche....
  • 20.01.07, 18:37
    Witam jestem zona podpijajacego alkoholika i mam jedna rade dla Ciebie.Jestes
    czlowiekiem wyksztalconym,doceniasz wartosc rodziny i to jest duzy plus.Tylko od
    Ciebie zalezy czy uda Ci sie uratowac rodzine.Idz na spotkania AA na tak zwane
    mitibngi jest ich pelno,zrob cos zanim nie stracisz
    najblizszych.Rodzina,zona,dzieci to najwiekszy skarb jaki posiadasz i zrob
    wszystko by to uratowac.pOWODZENIA.mASZ TA PRZEWAGę,ZE DOSTRZEGASZ PROBLEM I
    JESTES NA ETAPIE ZE CHCESZ COS Z TYM ZROBIC.WIEC ZROB POKI JESZCZE NIE
    ZBUDOWALES MURU TAK WIELKIEGO ZE NIE MOZNA GO ZNISZCZYC.ZOBACZYSZ JAKI OGARNIE
    CIE SPOKOJ I RADOSC Z ODZYSKANEJ RODZINY.POWODZENIA.ANITA.
  • 21.01.07, 14:44
    a.chabowska napisała:

    > Witam jestem zona podpijajacego alkoholika i mam jedna rade dla Ciebie.Jestes
    > czlowiekiem wyksztalconym,doceniasz wartosc rodziny i to jest duzy plus.Tylko
    o
    > d
    > Ciebie zalezy czy uda Ci sie uratowac rodzine.Idz na spotkania AA na tak zwane
    > mitibngi jest ich pelno,zrob cos zanim nie stracisz
    > najblizszych.Rodzina,zona,dzieci to najwiekszy skarb jaki posiadasz i zrob
    > wszystko by to uratowac.pOWODZENIA.mASZ TA PRZEWAGę,ZE DOSTRZEGASZ PROBLEM I
    > JESTES NA ETAPIE ZE CHCESZ COS Z TYM ZROBIC.WIEC ZROB POKI JESZCZE NIE
    > ZBUDOWALES MURU TAK WIELKIEGO ZE NIE MOZNA GO ZNISZCZYC.ZOBACZYSZ JAKI OGARNIE
    > CIE SPOKOJ I RADOSC Z ODZYSKANEJ RODZINY.POWODZENIA.ANITA.
    _____________________________________________________________.
    Anita, ja tez swoje szczescie, wolnosc i zycie zawdzieczam AA!
    A... ;-))
  • 06.02.07, 19:33
    Może jest ze mną coś nie tak?
  • 06.02.07, 20:03
    zk140t napisał:
    > Dałem sobie radę bez AA.
    - - - - - - -
    A po co Tobie AA...!?
    A...
    Ps. Zaczales tu 9, albo 10.09.2006 bez opisu swego
    problemu, tylko mala wzmianka, ze nie chcesz pic, (cyt.):
    > "Niby nic, a dla mnie wiele." <

    Potem piszesz (wyrywkowo wyjalem taki oto post), cyt.:
    "Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić.
    Nie chcę jednocześnie uczestniczyć w tym forum za sprawą
    kilku jego uczestników." <
    _________________________________________________________.
    Dla mnie jestes konsekwentno-niekonsekwentnym czlowiekiem!
    (wolno mi miec takie zdanie o Tobie, albo...!?)
    A... ;-))

  • 06.02.07, 20:58
    poglądach. Uparcie preferujesz swój styl i poglądy. Mimo wszystko podziwiam Cię
    za upór. Cytaty z moich wypowiedzi też wybrałeś nieprzypadkowe. Od 10.09.2006
    wiele się zmieniło w moim życiu. Jednego jestem od tamtego czasu pewien.
    Kaganek trzeźwości powinni nieść tacy jak Ty czy ja, ludzie po przejściach
    alkoholowych. Jednak każdy z nas wybiera inny sposób oświecenia innych,
    chorujących na to samo co my. Ty wolisz ganić i bezwzględnie krytykować
    wszystkich wątpiących w AA; ja zaś wolę dawać im przykład, że samemu można
    wrócić do żywych.
  • 21.01.07, 18:50
    Jedyna rade jaka moge ci dac to pokochac cos innego np .rower, wyjscie w
    gory ,do lasu .Trzeba tez sie modlic to bardzo pomaga.Wielu osobom pomogla
    modlitwa do Sw.Antoniego .Picia nie da sie ukryc .To tylko wam sie tak
    wydaje .Bede cie wspierac modlitwa i wierze ze ci sie uda bo skoro sie do tego
    przyznales to chcesz zyc na trzezwo .Zacytuje ci wiersz mojego kolegi
    Leona ,ktory wyszedl z nalogu .Gorzala .Byla sobie raz gorzala. Ciecz
    bezwstydna ,cala gola .Zawsze chodzi rozebrana .rzuca mezczyzn na
    kolana .Niezbyt pachnie, i w tym checa .Czymze ona nas podnieca.Ni postury ,ni
    figury .Tylko wlewa sie do rury .Wplywa szybko nam do brzucha . w glowie
    metlik ,zawierucha .Rece lewe, nogi slabe .Wnet z czlowieka zrobi zabe....
  • 02.02.07, 19:59
    Już we wrześniu pokochałem rower, konie, budowę kolejnego domu.....
    Od pierwszego wpisu ciągle robię nowe rzeczy, rozwijam siebie i pomagam w tym
    moim bliskim. Nie mam już czasu na chlanie. Szkoda krótkiego życia. Wszak
    niebawem się skończy...

    Pozdrawiam.
  • 02.02.07, 20:36
    Najfajniejszą nagrodą za niepicie jaką dostałem od losu jest chyba ta ilość
    czasu, którą mogę dysponować. Dzisiaj to mnie najbardziej cieszy.
    A na rowerze byłem w tym roku już 3 razy ;-) I szykuję mapki okolic na wiosnę.
    Naprawdę ;-)
    Ludzie podobni w życiu trzeźwieją podobnie? Taka luźna myśl: powiązanie sposobu
    rzucania picia z wartościami. Czy ktoś się już tym kiedyś zajmował?

    --
    aniolparys.republika.pl/Mysli_Augusta.html
  • 02.02.07, 22:55
    I ty, Parysie, z rowerem:)))
    ale jazda:)

    Jutro chyba będzie można próbować po moim mieście - pryzmy śniegu zmalały, jest
    gdzie uskoczyć - w razie czego. Prawie miesiąc przerwy - zima.

    Zetku, co ty zrobisz z tymi chałupami??? Uzależniłeś się od budowania czy co?
    Kompulsyjne budownictwo, heh... czego to pijaki nie wymyślą:)

    Powiedz, żałujesz, że tak sobie bez AA i terapii poczynasz? Bo bez tego pijak
    szczęśliwy być nie może - ani konno, ani rowerowo, ani udomowiony, ani
    zadomowiony... Cytat z pamięci: "tajemnica mityngu, kutafonie"--- czyli recepta
    na miłość do świata.

    Fajnie, że się odezwałeś. Ja na razie nie buduję - ale pewnie - będę. Umiem
    pracować na budowie i bardzo lubię wesoły narodek murarski... Dobrze będzie:)))

  • 04.02.07, 11:52
    (tyle w nim błędów, że wszystko chcesz w nim zmienić), drugi dla odreagowania
    pierwszego (za szybko i z kolejnymi błędami), a dopiero trzeci dla siebie i
    swojej rodziny (przemyślany na wskroś i pozbawiony wad tych dwóch pierwszych).
    I właśnie jestem na etapie budowy tego trzeciego. Myślę, że to będzie ostatni.
    Choś kto wie ...
    Pozdrawiam.
  • 04.02.07, 21:41
    Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że moje pijaństwo wzięło się
    między innymi z bezczynności budowlanej. Takiej stagnacji w życiu człowieka
    czynu. Przypominam sobie, że zaczynałem popijać po ukończeniu pierwszego domu.
    Ale że było w nim zbyt wiele nieprzemyślanych rozwiązań i zwyczajnych błędów,
    to szybko go sprzedałem ze sporym zyskiem i przystąpiłem do budowy drugiego
    domu. Miał być idealny! Tyle, że pomysł był zbyt pochopny i nieprzemyślany.
    Realizowany zbyt szybko, żeby zatrzeć złe wspomnienia po pierwszym domu. Po
    jego ukończeniu nastąpił czas wypoczynku, a po nim czas stagnacji. Następstwem
    tego był alkoholizm (pisałem o tym na początku tego wątku).
    Na to, że nie może być w moim życiu "przestojów" budowlanych wpadłem niedawno
    robiąc rachunek sumienia alkoholika. Przy aprobacie mojej kochanej żony i
    naszych córek, tydzień temu sprzedaliśmy dom (z zyskiem), kupiliśmy mieszkanie
    w bloku na czas budowy i znowu przystępujemy do budowania naszego wymarzonego
    domu. To jest dla mnie jak żywioł. Chyba dzięki temu nie zatracę się w
    alkoholu. Poza tym to może być sposobem na niezły zarobek.
    Projekt już się robi w pracowni archtektonicznej, działka już się grodzi i w
    marcu startujemy z fundamentami.
  • 04.02.07, 22:03
    To może otwórz firmę budowlaną. Co będzie jak ten dom ukończysz?
    Ja co prawda w swoim życiu domu nie wybudowałem, ale remontuję stary i też mnie to rajcuje.
  • 04.02.07, 22:17
    Lubię ten ruch na budowie i powstające coś z niczego. Firmy budowlanej raczej
    nie otworzę, bo lubię być niezależny. Chyba, że Ty masz odpowiednie
    kwalifikacje i zgodzisz się być jej szefem (wstępna propozycja). Ja mogę objąć
    udziały i włożyć doświadczenie niepijącego już amatora - budowlańca.
  • 20.02.07, 23:55
    Chyba pierwszy raz w życiu czegoś tak bardzo zazdroszczę.Zazdroszczę Twojej żonie Zetku. Jestem u kresu wytrzymałości, od kilku tygodni błakam się po róznych forach, głównie czytam. Czego szukam? Sama nie wiem.. nadzieji, wsparcia, pomocy, świadomości,że nie jestem sama? Tak dobrze znam to uczucie o którym piszesz w jednym ze swoich postów,kiedy postanowiłeś rzucić picie.Byłeś na celowniku, czułeś sie obserwowany na każdym kroku.Czy wiedziałeś dlaczego śledzą Cię oczy Twoich bliskich? Czułeś chłód? Czułeś, że każdego ranka boją się marzyć, że ten dzień będzie inny? Czułeś ich bezsilną złość, ich wściekłość na własną niemoc, na to, że nie wiedzą jak pomóc, nie wiedzą czy wogóle można pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce? Mój mąż śpi od kilku godzin. Kiedy zadzwonił z pracy i powiedział, ze wróci dziś wcześniej jak co dzień zatliła się iskierka nadzieji, szybko zgasła. Wrócił szybciej niz zwykle, ale nie do domu tylko do baru, który widać z okien domu.Zazdroszczę Twojej żonie, tego, że jej mąż miał odwagę zobaczyć swoje życie takim, jakie jest życie alkoholika i tego, że miał siłę zmierzyć się z nim i wytrwać (mam nadzieję, że nic się nie zmieniło)Mój jeszcze tego nie widzi, choć trwa to bez mała 14 lat. Czy kiedyś zobaczy? Czy nie będzie zbyt późno?Miłość powoli przygasa.Pozdrowienia
  • 21.02.07, 00:09
    przepraszam za "nadzieji", jakiś chochlik -oczywiście nadziei
  • 21.02.07, 00:12
    Strasznie smutne jest to co napisałaś, ale jednocześnie tak zwyczajne pospolite i szablonowe. Ta choroba jest szablonowa. Scenariusz jest stale ten sam. Zmienia sie tylko obsada i sceneria. Poczytaj to forum. Cierpliwie. Nie zważaj na niektóre wątki na których się nieraz nie przebierajac w słowach i środkach spieramy o metody. To nic. Najważniejsze jest poznać mechanizmy tej choroby. Ona sama nie przechodzi. Żeby z niej wyjść przede wszystkim musi chcieć chory. Żadne pobożne życzenia jego najbliższych nie pomagają. Pijak poświęci dla flaszki wszystko. Musisz bardzo dużo sie dowiedzieć. Możesz swojemu mężowi pomóc.Teoretycznie jest szansa. Tylko, czy starczy Ci siły?
  • 21.02.07, 00:21
    Jeśli on zechce, jeśli zobaczy problem to i sił wystarczy i płomyk pewnie mocniej zabłyśnie.Ale czy to się zdarzy?
  • 21.02.07, 18:40
    dogrose napisała:
    > Jeśli on zechce, jeśli zobaczy problem to i sił wystarczy i płomyk pewnie
    mocniej zabłyśnie.Ale czy to się zdarzy?
    ____________________________________________________________________.
    Jezeli jest on alkoholikiem, to szanse na to, ze "to się zdarzy",(jak
    sama piszesz), wynosza okolo 4 do 5 na 100.
    Gdybys jednak skoncentrowala sie nie na nim tylko na sobie to masz
    szanse prawie ze 100% - Dlaczego nie pojdziesz, w realu, np. do Al-Anonu!?
    Ty nie jestes mu w stanie pomoc, ale on moze sie zmienic, kiedy Ty
    to zrobisz ze soba...
    A...
  • 21.02.07, 19:04
    Próbowałam. Na pierwszym spotkaniu terapeutka powiedziała, że pierwszy krok to złożenie pozwu rozwodowego, żeby się wystraszył,zobaczył co może stracić.Uznałam, że to głupia zagrywka. Nie jestem Babą Jagą, a mój mąż nie jest dzieckiem. Wiem,że muszę zacząć od siebie. To, że odważyłam sie napisać to dowód na to, że próbuję.Więc nie truj, tylko powiedz co powinna robić żona cichego alkoholika, który już trochę czuje,że jest niewolnikiem, ale jeszcze mu się wydaje, że taka niewola to świetny sposób na życie.W końcu ma odpowiedzialną pracę w międzynarodowym koncernie, pracę, która go śmiertelnie nudzi, ale też i wyczerpuje. Po pracy musi być wiec czas na relaks.
  • 21.02.07, 19:25
    dogrose napisała:
    > Próbowałam. Na pierwszym spotkaniu terapeutka powiedziała, że pierwszy krok
    to złożenie pozwu rozwodowego, żeby się wystraszył,zobaczył co może stracić.
    Uznałam, że to głupia zagrywka. Nie jestem Babą Jagą, a mój mąż nie jest
    dzieckiem. Wiem,że muszę zacząć od siebie. To, że odważyłam sie napisać to
    dowód na to, że próbuję.Więc nie truj, tylko powiedz co powinna robić żona
    cichego alkoholika...
    ___________________________________________________________________________.
    No wiec powiem (jako alkoholik):
    - Pojsc jak najszybciej do Al-Anonu i sluchac bardziej doswiadczonych...!
    - nie wymadrzac sie i nie uznawac slow zawodowych terapeutow, ze sa glupie!
    - pokazac wiecej czynu, a nie bazgrac po wszystkich forach...!
    - nie popisywac sie jego praca, ktora moze byc juz na wylocie...!
    A...
  • 21.02.07, 19:43
    aaugustw napisał:
    > - Pojsc jak najszybciej do Al-Anonu i sluchac bardziej doswiadczonych...!

    Pójść możesz, posłuchać możesz - nie zapomnij przy tym myśleć (tak jak to
    zrobiłaś na spotkaniu z terapeutką! - poradziła Ci faktycznie idiotycznie - nie
    powinnaś niczego robić wbrew sobie, a straszenie rozwodem, którego tak naprawdę
    nie chcesz, to dziecinna zagrywka - i nieskuteczna, bo szybko wyjdzie, że
    manipulujesz).

    > - nie wymadrzac sie i nie uznawac slow zawodowych terapeutow, ze sa glupie!

    Jak wynika z tego, co napisałam wyżej, bywa tak, że słowa terapeutów SĄ głupie
    (terapeuci to nie bogowie, tylko zwykli ludzie - są głupi, są też bardzo mądrzy
    (jak w każdej grupie zawodowej).

    > - pokazac wiecej czynu, a nie bazgrac po wszystkich forach...!

    Pisz, pisz. To może Ci bardzo pomóc, przynajmniej na początku.

    > - nie popisywac sie jego praca, ktora moze byc juz na wylocie...!

    Tą "radą" też się nie przejmuj - tu wychodzą kompleksy niedowartościowanego
    Augusta.

    Pozdrawiam serdecznie. Trzymaj się!
  • 21.02.07, 21:47
    Dzięki Magtomal, tego właśnie potrzebuję otuchy i zrozumienia.
  • 21.02.07, 22:33
    dogrose napisała:

    > Dzięki Magtomal, tego właśnie potrzebuję otuchy i zrozumienia.

    Otuchy będę Ci dodawać ile w mej mocy. Ale i tak wszystko w Twoich rękach. A
    zrozumienie masz pełne, bo mam spore doświadczenie w byciu żoną alkoholika -
    niestety...
  • 21.02.07, 21:46
    Dlaczego jesteś taki agresywny? Nie napadaj na mnie, jeszcze prawie nic o mnie nie wiesz. Nie powiedziałam, że nie skorzystam z pomocy fachowców. Powiedziałam tylko, że mam niezbyt zachęcające doświadczenia i próbuję na razie szukać pomocy gdzie indziej. Nie bazgrzę po forach, raczej czytam, by zmądrzeć, (przeczytałam też sporo Twoich wypowiedzi).Jeśli chodzi o pracę mojego męża, to źle zrozumiałeś moje intencje. Chodziło mi o to jak on to widzi, o sposób, w jaki tłumaczy sobie i mnie, to że pierwszą rzeczą która potrzebna mu jest po powrocie do domu jest puszka piwa. Nie oceniaj mnie, nie tego potrzebuję; chcę wiedzieć jak postrzegają swoje żony alkoholicy, czy dziś po powrocie do trzeźwości potrafią pomóc KONKRETNĄ radą. Dlaczego wysyłasz mnie od razu do Al.- Anonu; nie możesz poradzić mi nic tak po prostu, od siebie, z własnego doświadczenia?
  • 23.02.07, 13:48
    Dogrose napisala:
    > Dlaczego jesteś taki agresywny? Nie napadaj na mnie, jeszcze prawie nic o
    mnie nie wiesz…
    - - - - - - - - - - - - -
    Wyjasniam:
    Po moim pierwszym, lagodnym liscie do Ciebie, odpowiedzialas mi, cyt.:

    > "...nie truj, tylko powiedz co powinna robić żona cichego alkoholika..." <

    Dalem wiec Tobie krotkie, suche wskazowki, ktore Ty potem uznalas
    jako napasc – (przewrotna i delikatna jestes...!) ;-))
    ________________________________________________________________.
    Dogrose napisala dalej:
    > Dlaczego wysyłasz mnie od razu do Al.- Anonu; nie możesz poradzić
    mi nic tak po prostu, od siebie, z własnego doświadczenia?
    - - - - - - - - - -
    Wlasnie to zrobilem i podzielilem sie moim doswiadczeniem... -
    A Ty mozesz je przyjac, albo odrzucic...!
    Chyba, ze zalezy Tobie tylko na siebie samej i szukasz dla siebie
    i swojego EGO tylko wzajemnej adoracji, ale wtedy jestes tu nie
    we wlasciwym miejscu...!
    Masz wprawdzie juz jedna tutaj reprezentantke "calego" Al-Anonu -
    Magtomal, ktora byla na spotkaniu tej Wspolnoty moze z dwa razy i
    przemawia, jakby poznala wszystkie juz doswiadczenia Wspolnoty Al-Anon.
    (2 przyklady tego co ona potrafi):
    > "Wiesz, kiedy zaczęłam Mu najbardziej pomagać? Kiedy przestałam go
    sprawdzać, analizować Jego zachowania, zastanawiać się ile (czy) wypił
    (lub udawać, że mnie to przestało interesować, bo jednak się zastanawiałam...),
    sugerować Mu co powinien zrobić, wymuszać obietnice etc. Uznałam, że to
    dorosły facet..." <

    A dzien wczesniej Magtomal pisala, cyt.:
    > "Dziecko (niegrzeczne) trzeba trzymać krótko. Wyznaczyć wyraźne granice." <
    (od siebie dodam: kogo sie krotko chce trzymac, ten pojdzie w dluga...!) ;-))
    - - - - - - - - - -
    Widzisz Dogrose, gdybys poszla w realu do Al-Anon, wtedy nie zglupiejesz po
    takich sprzecznych wypowiedziach wszystkowiedzacej jednej, gdyz ci inni tam
    obecni zaraz skoryguja taka zaczynajaca dopiero co trzezwiec...!
    _______________________________________________________________.
    (Przypomne jeszcze) Do Magtomal napisalas, cyt.:
    > Dzięki Magtomal, tego właśnie potrzebuję otuchy i zrozumienia.
    - - - - - - - - - - - -
    (a ona na to, cyt.):
    Otuchy będę Ci dodawać ile w mej mocy...
    ...bo mam spore doświadczenie w byciu żoną alkoholika - niestety...
    ______________________________________________________.
    Dogrose, pozwol, ale to pozostawie juz bez komentarza !
    A...
  • 23.02.07, 14:40
    Jeszcze Cię nie znam, a już Cię nie lubię
  • 23.02.07, 17:35
    dogrose napisała:
    > Jeszcze Cię nie znam, a już Cię nie lubię
    ____________________________________________________________.
    Dogrose, prawde mowiac, nie wiem po co piszesz do mnie...(!?)
    Nie jestem zainteresowany Twoimi uczuciami, (przynajmniej obecnie).
    Dla mnie najwazniejsze w tej chwili jest to, ze ja Cie lubie...!
    A... ;-))
  • 23.02.07, 17:33
    aaugustw napisał:
    > Masz wprawdzie juz jedna tutaj reprezentantke "calego" Al-Anonu -
    > Magtomal, ktora byla na spotkaniu tej Wspolnoty moze z dwa razy i
    > przemawia, jakby poznala wszystkie juz doswiadczenia Wspolnoty Al-Anon.

    Gdybyś był mnie skoncentowany na sobie samym i uważniej czytał wypowiedzi tych,
    których tak zaciekle atakujesz, to wiedziałbyś, że NIGDY nie byłam na spotkaniu
    Al-Anon. Skąd więc Twoje złośliwości,że jestem reprezentantką całego Al-Anonu?
    Zawsze reprezentuję tylko samą siebie.
    A ciąg dalszy - szkoda mówić. To jest właśnie to, o czym pisał Addi - wyrywanie
    z kontekstu wypowiedzi i manipulowanie nimi.
  • 23.02.07, 17:45
    magtomal napisała:
    > Gdybyś był mnie skoncentowany na sobie samym i uważniej czytał wypowiedzi
    tych, których tak zaciekle atakujesz, to wiedziałbyś, że NIGDY nie byłam na
    spotkaniu Al-Anon. Skąd więc Twoje złośliwości,że jestem reprezentantką całego
    Al-Anonu?
    ______________________________________________________________________________.
    Przepraszam, musialem Cie pomylic z kims innym...!
    Po tym ciaglym Twoim pouczaniu innych, bylem przekonany, ze masz juz
    jakas tam zebrana wiedze praktycza w tym temacie...
    (2 Mityngi x 1,5 godz. = 3 godz.)
    Wnioskuje zatem, ze Ty nam tu zasuwasz sama, wlasna teorie...! :-((
    A...
  • 07.02.07, 00:29
    Wiesz! mam siostrę która pije, i przez to straciła wszystko. Z mężem się
    rozwiodła bo też pił, zabrali im dzieci do domu dziecka i teraz błąka się gdzieś
    po świecie. Nie pozwól aby to samo spotkało ciebie, bo przecież masz dwie
    cudowne córki które na pewno chciałyby żeby wszystko było dobrze. Idź jak
    najszybciej na leczenie. I tak już jesteś na dobrej drodze bo przyznałeś się
    że jesteś alkoholikiem, to pierwszy podstawowy krok do sukcesu.
  • 21.02.07, 19:54
    Dogrose.
    Jak często Twój mąż pije. Czy zdarza mu się pić rano, prowadził kiedyś samochód po wypiciu, albo na kacu, czy "urywa mu się film", czy cierpi na tzw zespół odstawienny , czy ma z tego powodu kłopoty w pracy, czy pije sam i zaprzecza, że wypił - napisz coś więcej.
  • 21.02.07, 21:15
    janulodz napisał:

    > Dogrose.
    > Jak często Twój mąż pije. Czy zdarza mu się pić rano, prowadził kiedyś
    samochód
    > po wypiciu, albo na kacu, czy "urywa mu się film", czy cierpi na tzw zespół
    od
    > stawienny , czy ma z tego powodu kłopoty w pracy, czy pije sam i zaprzecza,
    że
    > wypił - napisz coś więcej.

    Wybacz Janu, ale wydaje mi się, że pytania te są zupełnie niepotrzebne.
    Współuzależnienie polega na wręcz obsesyjnym skupieniu się na piciu innej osoby
    (w tym wypadku męża). Dogrose powinna - tak sądzę - przestać analizować jak,
    ile i kiedy Jej mąż pije, a zacząć myśleć o sobie.
  • 21.02.07, 21:50
    Nie bardzo rozumiem. Współuzależnienie zaczyna się od uzależnienia męża. A może spróbować przy okazji jego z tego wyciagnąć? Żeby to zrobić trzeba poznać na jakim jest etapie. Może już jest blisko podjęcia swojej życiowej decyzji. Przecież pomagasz swojemu mężowi w jego leczeniu.
  • 21.02.07, 22:19
    janulodz napisał:
    Przec
    > ież pomagasz swojemu mężowi w jego leczeniu.

    Wiesz, kiedy zaczęłam Mu najbardziej pomagać? Kiedy przestałam go sprawdzać,
    analizować Jego zachowania, zastanawiać się ile (czy) wypił (lub udawać, że
    mnie to przestało interesować, bo jednak się zastanawiałam...), sugerować Mu co
    powinien zrobić, wymuszać obietnice etc. Uznałam, że to dorosły facet, to Jego
    wybory i ma do niech prawo. I to właśnie najbardziej pomogło mnie i Jemu.
  • 21.02.07, 22:27
    i wiesz, co jeszcze pomogło? Chyba też to, że ja osiągnęłam swoje dno,
    poczułam, że dalej tak żyć nie potrafię i nie chcę. Nie chciałam już reanimować
    trupa, którym powoli stawał się nasz związek. I - mam wrażenie - On to wyczuł.
    Zrozumiał, że już nie straszę, tylko naprawdę gotowa jestem na radykalne kroki.
    I wtedy zechciał zawalczyć - bo nie tylko ja kocham Jego, ale Jemu też zależy
    na mnie.
  • 21.02.07, 21:52
    Dzięki za zainteresowanie. Pije codziennie, w wolne dni czasem od rana Odpowiedź na prawie wszystkie pytania brzmi tak, lub chyba tak ( nie dałabym głowy za to, że zawsze gdy prowadzi auto jest czysty, choćby rano, po umoczonym wieczorze) W pracy z tego ,co wiem kłopotów chyba jeszcze nie ma.
  • 21.02.07, 22:55
    Myślałem, że jest lepiej. W tym przypadku zdaj się na rady doświadczonych współuzależnionych żon. Ja znam sytuację od strony pijącego. Na pewno nie pomogą krzyki, kontrole i "poważne rozmowy". Szczególnie wtedy, gdy wróci do domu z baru. Tak samo zapewnienie mu "komfortu picia". On sam musi uznać, ze jest na przegranej pozycji.
  • 22.02.07, 23:49
    Witam Cię serdecznie.
    Czytając Twój pierwszy post pomyślałem, że napisała go kiedyś moja żona. Ten
    sam styl i te same problemy ze mną - alkoholokiem.
    Moja "radosna przygoda" z chlaniem (wybacz za słowo, ale alkoholizm jest według
    mnie słowem zbyt łagodnym) toczyła się również w cieniu cierpienia najbliższych
    mi osób. To o czym piszesz, czyli śledzące mnie ich oczy, chłód bijący z ich
    spojrzeń, częste (niby przypadkowe) wąchanie mojego oddechu, żeby sprawdzić czy
    już jestem "po" czy jeszcze "przed" itd.
    Na początku żadne przemowy, wylewanie żali, a w końcu płacz i groźby mojej
    wspaniałej żony nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Odpowiadałem jej zwykle,
    że to ona ma problem a nie ja. Twierdziłem, że przecież jedno piwo, potem dwa,
    trzy, cztery ... dziennie to nie żaden problem, wszak tak cywilizowane narody
    jak Czesi czy Niemcy nie mogą się mylić. Okazało się jednak, że to ja się
    myliłem.
    Wpadłem w pułapkę mitów i samouwielbienia. Popołudnia w trakcie tygodnia
    kończyłem zasypiając nad którymś z kolei piwem. Natomiast dni wolne (podobnie
    jak Twój mąż) zaczynałem od piwa i kończyłem tak jak popołudnia w trakcie
    tygodnia. Nie mogłem przeżyć dnia bez alkoholu (choć wmawiałem sobie i innym,
    że tak nie jest). Wszystkie testy na stwierdzenie choroby alkoholowej robione w
    ukryciu w stu procentach dawały wynik pozytywny. Nie raz próbowałem sobie
    udowodnić, że na pytanie "Czy jesteś w stanie nie pić jeden cały dzień?" będę
    mógł odpowiedzieć twierdząco. Jednak każda z prób kończyła się fiaskiem. To był
    dla mnie pierwszy, namacalny powód do niepokoju.
    Drugi i decydujący sygnał miał podłoże emocjonalne (poczucie uciekającego
    czasu) i uczuciowe (miłość do małżonki i miłość do córek). Otóż dotarło w końcu
    do mnie, że moje córki już nie są oseskami i widzą co się dzieje. Że doskonale
    wiedzą o co chodzi, że widzą jak ich ojciec się stacza i widzą jednocześnie jak
    z tego powodu duchowo "starzeje się" i zamyka się w sobie ich młoda mama.
    Zauważyłem w końcu, jak wiele zwykłych, życiowych spraw moich
    dzieci "przesiedziałem" z piwem w mojej kotłowni. Jak dużo nam czasu uciekło
    przeze mnie. Jakie mamy zaległości w kontaktach ojciec - dzieci, mąż - żona
    (łącznie z pożyciem erotycznym - piwo zawsze było na pierwszym miejscu).
    To mnie obudziło do życia! To spowodowało, że pomimo największej na ów czas
    miłości do piwa, postanowiłem z nim zerwać na rzecz tych, które cały czas we
    mnie wierzyły i najbardziej na świecie na to zasługują! To siła mojch dziewczyn
    stała się moją siłą. I skończyłem z piciem! Na zawsze!

    Gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że trzcim czynnikiem, który pomógł mi
    wyrwać się z choroby alkoholowej było to forum. Tu przeczytałem setki
    wypowiedzi ludzi takich jak ja. Ich doświadczenia przyspieszyły moją decyzję.

    Droga Dogrose. Swoim tekstem pokazałaś, że jesteś wielkim i rozsądnym
    człowiekiem. Dobro najbliższej Ci osoby (pewnie pomimo braku wdzięczności) jest
    dla Ciebie dobrem najwyższym. Pochwalam Twój upór w dążeniu do trzeźwości męża.
    Jesteś jedyną osobą, która może i musi mu pomóc. Od Twoich dalszych kroków może
    zależeć powodzenie tego procesu. Pokaż mu to forum i powiedz mu, że my na tym
    forum - ludzie po alkoholowych przejściach trzymamy kciuki za powodzenie w jego
    wychodzeniu z bagna. Niech wie, że powrót do żywych jest możliwy w każdym
    przypadku, na każdym etapie choroby. Niech też wie, że Tobie zależy na tym
    najbardziej.
  • 22.02.07, 23:59
    Zetku, piszesz do Dogrosy, ale... tak się dobrze czyta Twoje słowa... zwykłe
    ludzkie uczucia, najpiękniejsze... bez obłędu mechanizmów, narzędzi, sił
    wyższych i niższych...
    Zwyczajne życie - takie jak moje - którego nie potrzeba niczym tłumaczyć, niczym
    usprawiedliwiać, bez lęku przed jakimiś kompulsjami, bez samoponiżania i
    wmawianej sobie marnej bezsilności.

    budowanie domu - bardzo mi się to podoba:)

    Dogroso - życzę, żebyś znalazła swoja drogę - niech Ci się wiedzie dobrze, z
    mężem trzeźwym - albo nawet bez niego, jeśli wolałby być pijany.
  • 23.02.07, 13:56
    e4ska napisała:
    > Zwyczajne życie - takie jak moje - którego nie potrzeba niczym tłumaczyć,
    niczym usprawiedliwiać, bez lęku przed jakimiś kompulsjami, bez samoponiżania i
    > wmawianej sobie marnej bezsilności.
    > budowanie domu - bardzo mi się to podoba:)
    > Dogroso - życzę, żebyś znalazła swoja drogę - niech Ci się wiedzie dobrze, z
    > mężem trzeźwym - albo nawet bez niego, jeśli wolałby być pijany.
    _________________________________________________________________.
    Tak sie teraz zastanawiam, co ja bym wybral z tego listu dla siebie,
    gdybym byl wspoluzaleznionym...!
    A...
    Ps. Ja bym zaczal chyba budowac dom - taki solidny, duchowy dom.
    Nie te zamki na lodzie, ktorych nikt nie jest w stanie utrzymac.
  • 23.02.07, 14:02
    zk140t napisał:
    > Gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że trzcim czynnikiem, który pomógł mi
    > wyrwać się z choroby alkoholowej było to forum. Tu przeczytałem setki
    > wypowiedzi ludzi takich jak ja. Ich doświadczenia przyspieszyły moją decyzję.
    ______________________________________________________________________________.
    Tak, bez drugiego alkoholika nie mozna zatrzymac tej choroby...!
    A...
    Ps. Mam pytanie: Czy miales w zyciu, tzw. "urwanie sie filmu...?"
  • 23.02.07, 14:44
    Wielkie dzięki za dobre słowo i radę, więcej napiszę nocką
  • 23.02.07, 17:37
    dogrose napisała:

    > Wielkie dzięki za dobre słowo i radę, więcej napiszę nocką
    ___________________________________________________________.

    Radze dobrze sie zastanowic nad tym, co piszesz, co chcesz
    i czego oczekujesz...!
    A... ;-))
  • 23.02.07, 18:03
    Nie daj się zrazić Augustowi, pisz!
  • 24.02.07, 23:20
    Coś się wydarzyło?
  • 24.02.07, 23:25
    Zetku, nawet milion( nie tyko 140) !
    Ty się trzymaj!
    I, no właśnie... co to i...
    Trzymaj się!
  • 26.02.07, 18:30
    Witam wszystkich.
    Szkoda ze tak pozno odnalazlem ten watek. Ale lepiej pozniej niz w cale. Czy
    ty zetek jestes jakim moim nieznanym sobowtorem? Wszystko sie zgadza co do
    joty (praca, rodzina a nawet dom), za wyjatkiem kotlowni, w moim przypadku to
    byl garaz. Nie pije juz od dwoch tygodni. Podobnie jak Ciebie poradnia olala
    mnie z gory. Ale po kilku dniach zdalem sobie sprawe, ze to jest moj problem i
    tylko ja a nikt inny moze sobie pomoc. Ot tak dwa tygodnie temu postanowilem
    rzucic chlanie. Co dalej....... szczerze nie wiem. Na razie wiem ze nie chce
    pic i nie pije. Chyba teraz gdy jestem trzezwy musze pomyslec co dalej. Twoje
    posty zetek sa dla mnie bardzo inspirujace. Gratuluje Ci.
  • 26.02.07, 19:20
    A ja gratuluję Tobie - decyzji i tych dwóch tygodni. Tak trzymaj!
  • 27.02.07, 00:25
    l84tea napisał:
    ty zetek jestes jakim moim nieznanym sobowtorem? Wszystko sie zgadza co do
    > joty
    - Wygląda na to, że jest Was co najmniej trzech.
    > Twoje posty zetek sa dla mnie bardzo inspirujace.
    - No to jest nas już dwoje.
    Życzę powodzenia, gratuluję podjęcia decyzji i trzymam kciuki. Niech Ci się uda!
  • 27.02.07, 19:51
    To, że nasze przypadki są bardzo podobne do siebie świadczy o tym, że pijacy są
    powtarzalni. Każdemu z nas wydawało się, że jesteśmy sprytni i umiemy się
    kamuflować. Na koniec okazało się, że byliśmy bardziej żałośni niż sprytni. Dla
    poprawienia nastroju powiem, że nawet napić się nie umieliśmy z klasą (tylko
    robiliśmy to gdzieś w kazamatach kotłowni czy garażu).
    Miło, że chlanie uznałeś za zbytek niewart zachodu. Po blisko półrocznej
    abstynencji mogę Cię zapewnić, że w odzyskanym czasie wolnym możesz góry
    przewalać. Odzyskany kontakt z dziećmi i małżonką pozwala wrócić do
    podstawowych funkcji społecznych. Odtąd w domu wiemy o sobie wszysko i dzięki
    współpracy znowu stanowimy rodzinę. A jak już "odrobimy" lekcje z dziećmi,
    pojeździmy z nimi na łyżwach i upiększymy bałwna w naszym ogrodzie, możemy
    wrócić do planowania naszego trzeciego domu. Całą Rodziną.
    Życzę Ci wytrwałości w "niechlaniu", a zauważysz że życie jest ciekawsze,
    barwniejsze i przyjemniejsze.
    Pozdrawiam.
  • 01.03.07, 00:16
    Plany budowy są już zapięte na ostatni guzik. Mamy zgromadzone
    wszystkie "ciężke" materiały (BK + BF + więźba + stosy żwiru i piasku.
    Okazuje się, że budowanie nie musi być drogie ...
  • 01.03.07, 00:20
    A już myślałam ,że samiuteńka tu poczytuję różne wątki. Miło, że ktoś jeszcze nie śpi. Nie śpi i w dodatku zadowolony i wiosenny. Pozdrowienia i pomyślnego budowania.
  • 31.03.07, 12:50
    Na wszelki wypadek, gdyby okazało się że znowu nie jestem zadowolony z nowego
    domu, zakupiliśmy z żoną kolejną działkę za miastem. To ładnie położony teren,
    aktualnie porośnięty chwastami i osiką (to też chwasty). Działka ma ponad 1700
    m2 i leży przy asfaltowej drodze z dostępem do wodociągu, kanalizacji i prądu.
    Nic tam nie planuję w najbliższym czasie robić. Może ją kiedyś sprzedam? A może
    dokupię trzy sąsiednie (1800 m2, 1000 m2 i 3500 m2)? Bóg jeden wie.
    Pozdrawiam wszystkich niepijących. A dla pijących mam radę: przestańcie chlać,
    a wszystko się ułoży.
  • 31.03.07, 19:36
    Cześć Zetku!
    Miło przeczytać,że wszystko u Ciebie w porządku.Pomyślnego budowania.Pozdrowienia.
  • 02.04.07, 18:27
    Jeszcze zapomniałeś napisac że PIN twojej złotej karty kredytowej zaczyna się
    cyfrą 9,chcesz zaimponować swoim statusem materialnym????, nie to miejsce.
    Jakbys napisał,że kupiłeś butelkę alkoholu nawet najdroższa marka może być, byś
    wypił dwa łyki i przez tydzien, miesiąc czy dwa nie myślało tej reszcie z tej
    butelki, to by był temat do dyskusji.Dobre rady zachowaj dla siebie.
  • 03.04.07, 22:10
    gdybym napisał że chodzę w łachmanach i wszystko czego nie przepiłem oddałem
    bratu Albertowi.
    Niczym się nie przechwalam! Piszę tylko, że znalazłem siłę i motywację w
    wychodzeniu z alkoholizmu poprzez budowanie domów. Myślisz, że alkoholizm to
    choroba tylko ludzi ubogich?
    Mylisz się bardzo i poniżasz [rzez to nas - alkoholików swoimi poglądami.
    Pijaństwo - tak jak HIV - nie zna klasy społecznej ani zasobności portfela.
    Jeśli uważasz, że nie powinienem afiszować się swoimi sukcesami w niepiciu na
    tym forum, to wskaż mi lepsze do tego miejsce niż to.
  • 27.02.07, 00:17
    Czy coś się wydarzyło? Nie to, na co czekam. Ot proza życia. Grypka zmogła mi rodzinkę. Pomiędzy gotowaniem rosołków, warzeniem miodowych herbatek z malinami, robieniem inhalacji, mierzeniem temperatury i wizytami u lekarza zabrakło czasu na przyjemności. A zaglądanie tu, a szczególnie czytanie Twoich postów to balsam dla mojej duszy. Twoje piwniczne picie i sposoby tłumaczenia się z niego żonie to jak kadry z mojego życia. Udało Ci się a więc i dla nas jest nadzieja. Pozdrowienia
  • 27.02.07, 17:49
    za slowa otuchy i wsparcia. Troche moja krew zagotowal sie wczoraj po wizycie
    w poradni uzaleznien. Napisze o tym pozniej gdy bede mial wiecej czasu.
    Dogrose, zycze szybkiego powrotu do zdrowia. Mam pewna rade jesli chodzi o
    Twojego meza. Napisze do Ciebie pozniej na prywatny e-mail jesli nie masz nic
    przeciwko temu?
  • 27.02.07, 18:10
    l84tea napisał:
    > Mam pewna rade jesli chodzi o Twojego meza. Napisze do Ciebie pozniej...
    _________________________________________________________________________.
    Poradami jest wybrukowana droga do Piekla - ja w to wierze...!
    A...
  • 27.02.07, 21:45
    Chyba nie warto komentowac Twoich postow Auguscie. A swoja droga zastanawiam
    sie jak jest cel Twoich zajadliwych komentarzy?
  • 01.03.07, 17:01
    l84tea napisał:

    > Chyba nie warto komentowac Twoich postow Auguscie. A swoja droga zastanawiam
    > sie jak jest cel Twoich zajadliwych komentarzy?
    _________________________________________________________________.
    O czym Ty mowisz...!? - Co znaczy ta Twoja tu niepewnosc; "chyba"?
    Albo warto, albo nie warto komentowac - zdecyduj sie...!
    Przypomnialo mi sie teraz, co pewien dentysta odpowiedzial kobiecie,
    ktora powiedziala mu, ze wolalaby rodzic, anizeli zeba usuwac.
    On jej na to, zeby sie zdecydowala, bo musi wiedziec jak fotel ulozyc...!
    A... ;-))
    Ps. Tylko nie sprobuj komentowac...! ;-))
  • 27.02.07, 18:20
    l84tea napisał:
    Mam pewna rade jesli chodzi o
    > Twojego meza. Napisze do Ciebie pozniej na prywatny e-mail jesli nie masz nic
    > przeciwko temu?

    Jeśli masz dobre rady - pisz na forum. Inne żony też chcą usłyszeć - może
    skorzystają. Proszę...
  • 27.02.07, 18:31
    magtomal napisała:

    > Jeśli masz dobre rady - pisz na forum. Inne żony też chcą usłyszeć - może
    > skorzystają. Proszę...
    _________________________________________________________.
    Magtomal, jestes nie do przebicia...!!
    Ja juz dzisiaj wierze w to, ze Twoj maz bedzie trzezwy...!
    Z czego - osobiscie - bardzo sie ciesze...! ;-))
    A...
    Ps. Naprawde...!!
  • 27.02.07, 21:54
    niecierpliwie czekam na Twoją radę, tu lub w e-mailu, jesli wolisz
  • 01.03.07, 20:28
    aniolparys - to Twój manifest. Proszę o pozwolenie na jego używanie w życiu
    codziennym. Bardzo podoba mi się ten tekst.
    Pozdrawiam.
  • 01.03.07, 20:41
    Używaj :)) Tutaj też używaj - wyjeżdżam na tydzień i zostawiam to Tobie.
    Nie lubię powtarzania, ale to, że niepicie jest fajne już pisałem i będę pisał
    przy każdej okazji.
    Przez to, że nie piję byłem rok temu sędzią w konkursie nalewek spirytusowych
    własnej roboty i nikt nie zarzucał mi stronniczości :-)))
  • 07.03.07, 14:59
    aniolparys napisał:
    > Przez to, że nie piję byłem rok temu sędzią w konkursie nalewek spirytusowych
    > własnej roboty i nikt nie zarzucał mi stronniczości :-)))
    ____________________________________________________.
    ??? - Czy miales przepaske na oczach...!?
    Czy nie pijacy moze byc sedzia nalewek spirytusowych?
    A... ;-))
  • 05.03.07, 15:18
    Czesc wlasnie przeczytalam kawalek historii twojego zycia.
    nie idz w tym kierunku bo tam nic nie ma i nikogo.ja jestem corka alkoholika
    mam31 lat i od 7 lat walcze o ojca. I nic z tego.......On kocha pic a nas nie.
    To ze chce zeby nie pil dla niego oznacza krzywde ja go krzywde nie pozwalam mu
    pic.Nasze kontakty ojciec corka praktycznie nie istnieja,ja go nawet nie
    kocham....Chociaz chcialabym.Nie pozwol zeby twoje corki ciebie nienawidzily bo
    jest to wyjatkowo podle i przykre uczucie.Pomysl
  • 06.03.07, 23:44
    Dorotka. Przeczytałaś początek bez dalszych części. Przeczytaj wszystko i
    napisz znowu.
  • 07.03.07, 15:12
    dorotka19769 napisała:
    > ...jestem corka alkoholika, mam31 lat i od 7 lat walcze o ojca.
    I nic z tego.......On kocha pic a nas nie.
    ________________________________________________________________.
    Smutne to slowa dla alkoholika, ktory ma dwojke dzieci.
    Ile w tych slowach zmarnowanego czasu i energii... -
    Ile w nich niewiedzy na temat choroby alkoholowej...!
    Siedem (7) lat walki z wiatrakami. Siedem (7) lat
    pozbawiania sie milosci i innych pozytywnych uczuc..!
    A wystarczyloby tylko sie poddac, nie walczyc o nic !
    Pojsc do Al-Anonu, zeby dowiedziec sie, ze ten chory
    ojciec kocha Cie Dorotko, on tylko nie potrafi sam
    poradzic sobie z alkoholem.
    A...
  • 05.04.07, 19:29
    Reszta to pieniactwo, pyskówki i walka bez argumentów.
    To forum przyczyniło się pośrednio (za sprawą owych kilku osób) to mojego
    niepicia. Ostatnio zauważam tu przepychanki i pyskówki. Myślę, że to nie jest
    już to samo miejsce, do którego wstąpiłem we wrześniu' 2006. Szkoda.
  • 06.04.07, 09:54
    Zetku... nigdy nie byłam na mityngu ani nie korzystałam z terapii grupowej czy
    nawet indywidualnej, chociaż zaliczyłam parę spotkań z terapeutą. Ale to, czego
    uniknęłam, przyszło tutaj samo w sobie i obnażyło swoje kształty. Zobacz...
    Przylepiono na górze zeznania człowieka, który chodzi na terapię grupową. Osiem
    tygodni. Wyobrażasz to sobie? - i jeszcze chce to pijak przedłużyć... Ile można
    przez osiem tygodni zdziałać! Przecież to już niwelacja terenu, uzbrojenie,
    fundamenty... to już mury staną pierwszej kondygnacji:)))

    Do tego, Zetku, uczniowie ze szkółki muszą odrabiać prace domowe, chodzić
    obowiązkowo na wzbogacające ducha mityngi, gdzie sie dowiadują tego, co np.
    podaje Jaras... a czego ja nigdy nie mogę przeczytać - choć czytanie to moja
    pasja. Słuchałbyś pouczeń kryminalistów, nierobów i żuli, którzy są wybrańcami
    ichniej siły. Owszem, trafiłbyś też na ludzi fajnych, rozsądnych i miłych, ale
    oni - tak jak i na forum - są zagdakani przez oszołomstwo.

    Wyobrażasz sobie omawianie pisemnych pierdółek przez grupę pod kierunkiem
    jakiegoś uberbelfra, który by ci wlazł na twoją budowę bez kasku i zaczął
    szalunek rąbać... Bo oni jeden rodzaj murów kochają i budują jak opętani: jest
    to mur niewidzialny, ale silniejszy niż beton zbrojony - mur psychicznej
    inności, stawiany miedzy alkoholikem a innymi ludźmi. Nie kochałbyś swoich
    najdroższych naprawdę, ale gadałbyś o tej miłości, nie pracowałabyś, ale
    gadałbyś o pracy... a jakby ci nie spasowałyby nauki, to musiałbyś pić tak
    długo, aż przepiłbyś swoje place budowy, swoje domy... i jak już byś nic nie
    miał, zagnieździłbyś sie w jakiej norze, która byłaby piękna dlatego, że nie
    trzymałbyś w niej kieliszków. I dopiero, w czasie wolnym od mityngów,
    dorabiałbyś do swojej renty pijackiej, malując parkany i klepiąc pod nosem
    modlitwę o pogodę ducha...

    Zetku, twoja metoda prostowania się jest metodą właściwą każdemu, kto -
    uświadomiwszy sobie problem - chce żyć normalnie: wywalić ten alkoholizm na
    śmietnik. Jest to życie czynne - i właściwie każdy z nas, samodzielnych, takie
    pracowite dnie spędza. Jeśli nas zły przypadek nie zwiedzie, to możemy być
    spokojni. Bo jakoś dziwnym trafem - zapicia trafiają się szkolonym i
    mityngowanym... systematycznie bądź dorywczo.

    Oni zakorkowali się w butelce... na wieki wieków. I niech tam zostaną - a my -
    budujmy.
    Pozdrowienia serdeczne, szczęśliwej kielni i dobrej zaprawy:)

    Miło cię czytać, Zetku.

  • 06.04.07, 10:12
    Eska Ty to jesteś..... :))
    Piszesz to co ja myśle, tylko mi tak nie wychodzi, bo mnie oszołomstwo kryminalne cały czas bobkami obs....a.
    Po co mi ten alkoholizm ma być jeszcze do życia potrzebny, jak ja przez niego , ani domu nie pobudowałem, ani nic dobrego mnie nie spotkało. Wywaliłem to ze swego życiorysu i teraz może nie buduję, ale chociaż remontuję i do użyteczności przywracam. Tak jak swoje życie. I głeboko w .... mam ichnie duchowości.
    Pozdrawiam wszyskich od nowa budujących i tych do świetności przywracajacych swoje zrujnowane życie
    Wesołych Swiąt
    Janu
  • 06.04.07, 10:12
    e4ska,
    jestes jak dziecko, ktore samo sie nakreca swoimi wyobrazeniami, ze w szafie
    czai sie potwor. Im bardziej siedzi w swojej glowie i tych wyobrazeniach, tym
    potwor straszniejszy. I choc wszyscy wiedza, ze potwora nie ma, to dla dziecka
    on jest realny i istnieje. Ale ty e4sko jestes dorosla i tobie nie przystoi
    stawiac swoich wyobrazen na rowni z faktami. Bo dorosly, zdrowy czlowiek, ktory
    twierdzi ze w szafie jest potwor - choc nigdy tam nie zajrzal - i zakrzykuje
    tych, ktorzy tam zajrzeli i wiedza ze potwora nie ma, jest zwyczajnie
    irytujacy, jesli nie zalosny.
  • 06.04.07, 11:08
    Zyg, podobnymi bredniami to sie nakręcaj na terapiach albo mityngach. Ja jestem
    poważną osobą i nie mam czasu na pier...ły. I jako kobieta praktyczna, zdolna
    również do autorefleksji, obdarzona wystarczającą empatią, żeby sobie porządnie
    układać relacje z innymi - nie mogę być klientką terapeutów ani przerabiaczką
    kroków. Szafy z dziećmi i potworami - między bajki kładę i pogardzam tymi
    obrazowymi porównaniami świadomości ludzkiej - to jest dobre dla ludzi bez
    własnej wyobraźni, tak prymitywne, że za to powinni wsadzać terapeutów do
    kozy... kury, sokoły, zosie samosie, daj se pomóc... ble ble ble, jak pisuje
    august.

    Na tyle - bo co prawda nie jadę na mityng więzienny do sióstr i braci
    kryminalnych - ale do roboty... tez chce sobie dom zbudować - jak sie uda:)))
  • 06.04.07, 11:12
    a potwor rosnie...
  • 06.04.07, 11:49
    e4ska napisała:
    > Zyg, podobnymi bredniami to sie nakręcaj na terapiach albo mityngach. Ja
    jestem > poważną osobą...
    ______________________________________________________________________.
    Wszyscy jestesmy tu powaznymi osobami!
    Roznimy sie tylko tym, ze Ty nie masz zielonego pojecia o alkoholizmie,
    czego nie chcesz w swojej pijanej wyzszosci przyjac do siebie...
    Lapiesz watki, typu Zetka, bo pasujecie do siebie i piszesz bzdury -
    Dlaczego?
    Bo on tez nie trzezwieje, choc jest abstynentem...
    Nie zahaczalem o jego watek, bo ciesze sie, ze przynajmniej nie pije!
    I o to chodzi...
    Ale gdybys zapytala jego rodzine, lub zone jak wyglada jego zycie
    prywatne, intymne, przed i po piciu... - Ona (oni) rozdziawia tylko
    buzie i powiedza; przedtem go nie mialam, teraz go tez nie mam... -
    Dlaczego?
    Bo on zamienil tylko swoje uzaleznienie z alkoholika (jezeli nim byl
    na workoholika) - A to nie jest trzezwienie, o ktorym my tu mowimy
    piszac o Wspolnocie Anonimowych Alkoholikow - AA i Krokach 2 do 12!
    Wiec prosze Cie nie zabieraj glosu, w tematach, w ktorych jeste
    zupelna noga stolowa...!
    A...
  • 06.04.07, 16:29
    A gdzie podziala sie Eska, zapytam i ja...!? :-(
    - - - - - - - - - - - -
    > e4ska napisała:
    > Ja jestem poważną osobą...
    > ______________________________________________________________________.
    > Wszyscy jestesmy tu powaznymi osobami!
    > Roznimy sie tylko tym, ze Ty nie masz zielonego pojecia o alkoholizmie,
    > czego nie chcesz w swojej pijanej wyzszosci przyjac do siebie...
    > Lapiesz watki, typu Zetka, bo pasujecie do siebie...
    > Dlaczego?
    > Bo on tez nie trzezwieje, choc jest abstynentem...
    > Nie zahaczalem o jego watek, bo ciesze sie, ze przynajmniej nie pije!
    > I o to chodzi...
    > Ale gdybys zapytala jego rodzine, lub zone jak wyglada jego zycie
    > prywatne, intymne, przed i po piciu... - Ona (oni) rozdziawia tylko
    > buzie i powiedza; przedtem go nie mialam, teraz go tez nie mam... -
    > Dlaczego?
    > Bo on zamienil tylko swoje uzaleznienie z alkoholika (jezeli nim byl
    > na workoholika) - A to nie jest trzezwienie...
    > A...
  • 06.04.07, 16:33
    A ja wszystkim zycze Szczesliwych Swiat.
    --
    L84TEA
  • 06.04.07, 16:51
    l84tea napisał:
    > A ja wszystkim zycze Szczesliwych Swiat.
    _________________________________________.
    Dziekuje - z wzajemnoscia...!
    A z ciekawosci zapytam; jak to jest w takie
    Swieta ze swietowaniem przez wyznawcow innych
    religii, lub z ateistami...!?
    Addi, czy do swietowania wszyscy
    dostatecznie wtedy sa juz pobozni...!? ;-))
    A...
  • 06.04.07, 17:00
    Ja jestem ateistką, a święta obchodzę ze względu na rodzinę. Nie są mi potrzebne.
  • 06.04.07, 17:06
    myszabrum napisała:
    > Ja jestem ateistką, a święta obchodzę ze względu na rodzinę.
    Nie są mi potrzebne.
    ____________________________________.
    Dziekuje za odpowiedz...!
    Nie masz wlasnej rodziny? Musisz byc
    zalezna od drugich? Nie mozesz byc soba!? :-((
    A...
  • 06.04.07, 17:09
    Ze względu na rodzinę robi się czasem bardziej uciążliwe rzeczy, niż obchodzenie
    świąt.
    A żeby być tak do końca sobą, to trzeba być najpierw kimś ;))
  • 06.04.07, 17:12
    myszabrum napisała:
    > Ze względu na rodzinę robi się czasem bardziej uciążliwe rzeczy, niż
    obchodzenie świąt.
    > A żeby być tak do końca sobą, to trzeba być najpierw kimś ;))
    ___________________________________________________________.
    Dziekuje - zrozumialem. Wiecej pytan nie mam (na razie). ;-))
    A...
    Ps. Jezeli masz Ty jakies pytania do mnie - pytaj...!
    Tobie zawsze odpowiem...! ;-))
  • 06.04.07, 17:14
    aaugustw napisał:

    > Ps. Jezeli masz Ty jakies pytania do mnie - pytaj...!
    > Tobie zawsze odpowiem...! ;-))

    Tylko, Myszko, nie zadawaj pytań zbyt trudnych - na takie August nie
    odpowiada...
  • 24.11.07, 15:10
    A tu wkrótce Święta Bożego Narodzenia.
  • 06.04.07, 17:02
    aaugustw napisał:
    > A z ciekawosci zapytam; jak to jest w takie
    > Swieto ze swietowaniem jego przez wyznawcow
    > innych religii, lub z ateistami...!?
    _______________________________________________.
    Dla mnie, (alkoholika) to najwieksze Swieto dla
    chrzescijan - Swieto Wielkiej Nocy ma takze pewne
    symboliczne znaczenie...

    Mnie dane bylo z martwych powstac...!
    A...
  • 06.04.07, 16:47
    aaugustw napisał:

    > Bo on tez nie trzezwieje, choc jest abstynentem...
    > Nie zahaczalem o jego watek, bo ciesze sie, ze przynajmniej nie pije!
    > I o to chodzi...
    > Ale gdybys zapytala jego rodzine, lub zone jak wyglada jego zycie
    > prywatne, intymne, przed i po piciu... - Ona (oni) rozdziawia tylko
    > buzie i powiedza; przedtem go nie mialam, teraz go tez nie mam... -
    > Dlaczego?
    > Bo on zamienil tylko swoje uzaleznienie z alkoholika (jezeli nim byl
    > na workoholika) - A to nie jest trzezwienie, o ktorym my tu mowimy
    > piszac o Wspolnocie Anonimowych Alkoholikow - AA i Krokach 2 do 12!
    > Wiec prosze Cie nie zabieraj glosu, w tematach, w ktorych jeste
    > zupelna noga stolowa...!
    > A...

    Znów wiesz najlepiej co powiedzieliby inni. A akurat ja mogłabym coś o tym
    powiedzieć, jako żona alkoholika. Mój mąż też wg Ciebie nie trzeźwieje, bo nie
    uczestniczy w AA, ani nie przeszedł terapii. On TYLKO (wg mnie AŻ) nie pije. I
    nigdy nie powiedziałabym - jak sugerujesz- że nie mam go teraz tak jak nie
    miałam go gdy pił. Jest z nami, jest cudownie, on jest cudowny.
    I to Ty nie wypowiadaj się o tym, o czy nie masz pojęcia! Daruj przynajmniej
    żonom alkoholików. A może wypowiedziałaby się Twoja żona (w ogóle dopuszczasz
    ją kiedykolwiek do głosu?)
  • 06.04.07, 17:00
    magtomal napisała:
    > Znów wiesz najlepiej co powiedzieliby inni...
    _______________________________________________.
    A skad Ty mozesz wiedziec, ze jest inaczej...!?.
    Nie wysilaj sie Magtomal wiecej w moim kierunku,
    miedzy nami lacznosc zostala przerwana... :-((
    A... ;-))
  • 06.04.07, 17:03
    aaugustw napisał:


    > A skad Ty mozesz wiedziec, ze jest inaczej...!?.
    > Nie wysilaj sie Magtomal wiecej w moim kierunku,
    > miedzy nami lacznosc zostala przerwana... :-((
    > A... ;-))
    >

    To chyba jasne, że wiem - jako kobieta i żona alkoholika - coś o kobietach i
    żonach alkoholików. Przynajmniej więcej niż Ty.
  • 06.04.07, 19:05
    sory ze wtrace swoje cos,ja Cie rozumiem i wiem o co chodzi.Moja zona jest tez
    zadowalona ze nie pije,niewazne w jaki sposob to osiagam,wazne jest to ze
    zaczyna miec poczucie bezpieczenstwa i czuje sie kochana.
    To jest bardzo wazne dla zony alkoholika
  • 06.04.07, 19:18
    finlandia07 napisał:

    > sory ze wtrace swoje cos,ja Cie rozumiem i wiem o co chodzi.Moja zona jest
    tez
    > zadowalona ze nie pije,niewazne w jaki sposob to osiagam,wazne jest to ze
    > zaczyna miec poczucie bezpieczenstwa i czuje sie kochana.
    > To jest bardzo wazne dla zony alkoholika

    Miło mi, że się wtrąciłeś :) Oczywiście, że to jest najważniejsze dla każdej
    żony (nie tylko żony alkoholika): poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest
    się kochaną. A jak mąż osiąga trzeźwość, to naprawdę nie jest ważne. Myślę
    zresztą, że gdyby mój Mąż wciąż latał na spotkania AA i na terapie, pewnie bym
    to akceptowała, ale mogłoby to być męczące także dla mnie.
  • 06.04.07, 19:26
    tu dotykasz wazna kwestie,mianowicie ze cos moze byc dla drugiej strony
    meczace,a wazne jest szczescie obu stron.A wiec kompromis,tym bardziej jest cos
    wart jesli podjety przez alkoholika.
    To ze trzezwieje tylko dla siebie traktuje jako pusty slogan.
    Ja robie to przede wszastkim dla NIEJ,i bede podkreslal to zawsze bez wzgledu
    na to co ktos o mnie pomysli,to jego problem...-))
  • 06.04.07, 19:31
    finlandia07 napisał:

    > Ja robie to przede wszastkim dla NIEJ,i bede podkreslal to zawsze bez wzgledu
    > na to co ktos o mnie pomysli,to jego problem...-))

    Jak coś takiego czytam, robi mi się ciepło na sercu. Dlatego tak polubiłam i
    zapamiętałam opowieść Janu o "widoku z okna". To, że kochacie swoje żony,
    dodaje Wam wiele uroku, Panowie :)
  • 06.04.07, 21:09
    Pozdrowionka Mag.
    Też się miło czyta, jak żony alkoholików piszą o miłości do swoich "zabłąkanych wędrowców"
    Kiedyś zachęciłem do przeczytania kilku wątków moją żonę. Zapytała mnie potem, po co my dyskutujemy z tym nawiedzonym facetem. Przecież on się i tak nie zmieni. I stwierdziła, że żal jest jej jego żony.
  • 07.04.07, 21:02
    janulodz napisał:
    > Pozdrowionka Mag. Też się miło czyta, jak żony alkoholików piszą o miłości
    do swoich "zabłąkanych wędrowców"
    > Kiedyś zachęciłem do przeczytania kilku wątków moją żonę. Zapytała mnie potem,
    > po co my dyskutujemy z tym nawiedzonym facetem. Przecież on się i tak nie zmie
    > ni. I stwierdziła, że żal jest jej jego żony.
    ______________________________________________.
    To sie czyta jak jakas tajemnicza pornografie ! ;-))
    Janu, ale musze stwierdzic, ze w jednym przypadku
    Twoja zona ma racje... - Taki sposob podniecania
    sie pozno w nocy, nie jest zdrowy dla Ciebie..! :-((
    Janu, zwracaj wiecej uwagi na erotyke w malzenstwie!
    To jedno z glowniejszych obszarow w trzezwieniu dwojga ludzi....!
    (i nie rob Janu - na milosc Boska tak, zeby zona musiala Tobie
    mowic jak masz sie zachowywac wobec tego nawiedzonego typa):-/
    A... ;-))
    Ps. Nie rozumiem tylko w jednym Twojej zony; dlaczego ona
    uzala sie nad zona tego nieznanego jej typa...!?
    "Kto uzala sie nad innymi, ten zali sie nad soba" - (Montesquieu)
    Albo ona swym zachowanie potwierdza te madrosc; Z jakim przystajesz,... ;-))
  • 07.04.07, 21:05
    Winą tego, że forum umiera obarczam jednoznacznie moderatorów/administratorów
    tego forum. Inaczej by ono wyglądało, gdyby nie ich bierna postawa wobec takich
    na przykład wypowiedzi.
  • 07.04.07, 21:13
    aniolparys napisał:
    > Winą tego, że forum umiera obarczam jednoznacznie moderatorów/administratorów
    > tego forum. Inaczej by ono wyglądało, gdyby nie ich bierna postawa wobec
    takich na przykład wypowiedzi.
    _____________________________.
    Aniolku, moze jak napiszesz do
    swego Szefa - pomoze...!? :-()
    A...

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.