• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

ZNOWU PIJĘ. Mam 39 lat i piję regularnie 8 lat.

  • 09.09.06, 23:55
    Zaczęło się "tradycyjnie" od jednego piwa zwykłego. Teraz nie starcza nawet 6
    MOCNYCH, często wspomaganych czymś mocniejszym. Jestem alkoholikiem
    piwnicznym, pijącym w zaciszu swojej kotłowni zawsze wtedy, gdy "najbliżsi"
    śpią. Jak większość alkoholików ukrywam się ze swoją chorobą. Nigdy nie
    wracam do domu po "jednym głębszym"; nigdy nikt nie widział mnie w stanie
    wskazującym... Żyję jednak z ciągłą świadomością zaniedbywanie rodziny, a
    szczególnie moich wspaniałych córek ( 7 i 11 lat). Cały wolny czas poświęcam
    niestety na "kombinowanie" jak wnieść toto do domu, gdzie toto ukryć i kiedy
    toto wypić. Zgłosiłem się kiedyś na numer alarmowy AA w klasztorze w
    Licheniu, to kazali mi dzwonić za przysłowiowe "dwa dni", ponieważ terapeuta
    jest na urlopie. Olałem to więc i dalej robię sobie "dobrze". SOBIE I NIKOMU
    INNEMU. Żona jest w depresji. Sypiamy od wielkiego dzwonu, gdyż prawie
    wszystkie wieczory i noce mam zarezerwowane w kotłowni. Dzieci się odsuwają;
    coraz rzadziej mam dla nich czas. Na szczęście jeszcze jakoś sobie radzę w
    pracy (jestem wysoko wykwalifikowanym specjalistą w firmie międzynarodowej) i
    z powodzeniem przyczyniam się do utrzymania rodziny ale i swojego
    piwnicznego "towarzysza". Nie wiem jednak, jak długo dam radę takiemu stylowi
    życia. Ogólnie źle to wszystko widzę...
    Edytor zaawansowany
    • 10.09.06, 00:48
      A więc wiesz, na czym polega alkoholizm. Czy wiesz, że to się nasila? Jeśli dzis
      nie możesz przestać, czy przestaniesz jutro? Czy wiesz, ze niektorzy tak bardzo
      dostosowują organizm do alkoholu, że zamieniają się w lumpów? No, czasem mają to
      szczęście, że umierają wcześniej.

      Twoja pijacka biografia jest biografią wspólną nam wszystkim, ktorzy musielismy
      przyznać sie do porażki. Najpierw jest wielkie poczucie krzywdy, totalnej
      klęski, rozpaczy. Ale my, tutaj piszący, trzeźwi, potrafilismy odstawić butelkę.
      Pierwszy warunek: przetrzeźwieć. Choćby zęby w ścianę, ale dość. Przeżyć
      najgorszego kaca w życiu - nie ma wyjścia. Godzina. Dwie, Trzy, Doba, Dwa dni.
      Wyjdź z kotłowni. To jedyne wyjście - bo nie ma innego wyjścia.

      Wytrzymałam ja, wytrzymasz i Ty. Kilkanaście lat picia, koncówka... nie ma co
      wyliczać. Ale jestem trzeźwa, spokojna, zadowolona... pełna energii, wiary w
      siebie... Wtedy myślałam, że juz nigdy nie wrócę do normalnego świata. Wróciłam.

      Trzeba zacząć teraz. Idź spać. Obok duzo wody do picia. Wytrzymać bezsenność.
      Rano leżeć. Powiedziec żonie. Że walczysz. Że to moze trwać. Poszukajcie na
      Internecie informacji, także tutaj, na forum. Będziemy Was wspomagać. Idź spać.
      Z tego sie wychodzi. Trudno, z bólem, ale można dac radę. Zobaczysz. Wszystko
      zalezy od Ciebie. Dobrej nocy.
    • 10.09.06, 01:10
      hej. oburzylo mnie, że Cię olali w Licheńskim Centrum Pomocy. Też siedzę czasem
      przy takim tel. zaufania AA (nie w Licheniu) i niewyobrażam sobie by odeslać
      kogoś z kwitkiem.
      "jestem odpowiedzialny, gdy ktokolwiek, gdziekolwiek poterzebuje pomocy
      pragnę aby napotkał pomocną dłoń AA"
      wyślę ci na priv swój nr komórki,dzwoń kiedy chcesz, pogadamy jak alkoholik z
      alkoholikiem.
      • 10.09.06, 01:11
        a zk140t też kiedyś miałem
        • 10.09.06, 08:49
          Czas ucieka. Dziewczynki mają już 7 i 11 lat. Ucieka Ci ich dzieciństwo. To
          strata nie do odrobienia dla nich i dla Ciebie. Żona w depresji (dobry znak, że
          to zauważyłeś) - ile wytrzyma? Jej stan też ma wpływ na dzieci. Nie piszę tego,
          by Cię dołować, lecz by podkreślić, że decyzji o odstawieniu alkoholu nie
          możesz odkładać - musisz zrobić to dziś - masz (macie) zbyt dużo do stracenia.
          Walcz!
          • 10.09.06, 13:53
            wobec gorzaly bezsilny jak niemowlak - tak wiec nie licz na to ze praca bedzie
            stale - bo nawet to picie w ukryciu to zapewne wszyscy o nim wiedza [tak cie
            sie wydaje ze nie wiedza] - udaja ze wszystko jest w porzadku [co - przeciez
            wypite piwo cuchnie jak niewietrzony pub czy browar] - a jedna odmowa z AA nie
            powinna przekreslac Twoich checi udania sie do poradni - co jak cie boli zab to
            sie przeciez nie obrazasz ze lekarz ci wyznaczyl wizyte za dwa dni
    • 10.09.06, 14:14
      zk140t napisał:
      " Zgłosiłem się kiedyś na numer alarmowy AA w klasztorze w
      Licheniu, to kazali mi dzwonić za przysłowiowe "dwa dni", ponieważ terapeuta
      jest na urlopie. Olałem to więc i dalej robię sobie "dobrze". "

      -lubisz olewac,co!!!...Ty frajerze!
      "...moich wspaniałych córek ( 7 i 11 lat)" -"Olałem to..."
      " Dzieci się odsuwają;" -"Olałem to..."
      "...Żona jest w depresji" -" Olałem to..."
      "Sypiamy od wielkiego dzwonu" -" Olałem to..."
      "..AA..." -"Olałem to..."
      "... dalej robię sobie "dobrze".
      "... dalej robię sobie "dobrze".
      "... dalej robię sobie "dobrze".
      "... dalej robię sobie "dobrze".
      "... dalej robię sobie "dobrze".
      "... dalej robię sobie "dobrze".

      "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
      "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
      "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
      "Ogólnie źle to wszystko widzę..."
      "Ogólnie źle to wszystko widzę..."


      -TO PRZESTAN W KONCU FRAJERZE!!!


      • 10.09.06, 16:44
        czlowiek
        frajercw..
        • 10.09.06, 16:45
          jarecki, smutniak, betoniara i smigasz po peronce:):)
          • 10.09.06, 17:56
            addicted1 napisał:

            > ide zaraz na koncert

            -Addi wystarczy!,idz juz...
            tylko sie nie zmecz,tak jak po sambie.
    • 10.09.06, 19:00
      A czego oczekiwałeś po n-rze alarmowym AA?
      Że przyjadą na sygnale i natychmiast Cie uleczą?
      Wiesz, że jestes alkoholikiem, to na co czekasz?
      Na jakie dno?
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=40978680&a=40978680
      Jak już o nie walniesz to poszukaj pomocy tu:
      www.tenjaras.webpark.pl/linkownia.html
      • 10.09.06, 21:02
        ZK140 napisał:
        "Jestem alkoholikiem
        piwnicznym, pijącym w zaciszu swojej kotłowni"
        Też piłem kiedyś w zaciszu swojej kotłowni.Teraz już nie piję. Ale kotłownię zdążyłem przepić.
        Janu
        • 11.09.06, 18:20
          - chyba w jakiejs wypowiedzi pisales o swojem manii grzybowej - ja wrocilem
          wlasnie z lasu i przywiozlem dwa kosze grzybow szmaciakow [znasz je?????] to
          moja psja grzybobranie - jestem od nich uzalezniony - czy jest forum dla
          anonimowych zbieraczy grzybow AZG ?????? - pozdrawiam - takiej masy szmaciakow
          to w zyciu nie widzialem - stad ten zbok z tematu - by sie Wam pochwalic
          • 11.09.06, 21:11
            Ciekawe polaczenie- pije Pan 6 mocnych dziennie i nikt nigdy nie widzial Pana
            pod wplywem.
            Nie chce mi sie wierzyc.
            A zona skad ma depresje?
            W ogole to czy ona taka brzydka, skoro zamiast z nia w lozku to laduje Pan w
            piwinicy z 6 piwami mocnymi?
            Chyba nie.


            Do Jerzy30:
            o grupy wsparcia dla grzybiarzy musisz zpytac w BSK AA, ale wystarczy jeszcze
            jeden i juz we 2jke mozecie mityngi robic.
            "Nazywam sie Jerzy30, jestem grzybiarzem, nie zbieram od 3 lat"

            Przyznalismy, ze jestesmy bezsilni wobec grzybobrania.
            Zasada podstawowa.
            Unikaj zbierania pierwszego grzyba.
            Objawy nawrotu : ciagnie miedzy drzewa, sny o prawdziwkach.

            Unikac kupowania pieczarek, jedzenia pizzy z grzybami i pierogow z grzybami-
            wyzwalacze!
            No i najwazniejsze:

            NIE ZBIERAM TYLKO PRZEZ 24 GODZINY!!!





            • 12.09.06, 00:03
              Addi, dobre,dobre... grzybki. W razie czego mogę dołączyć na mityng... Dzis
              znalazłam w naszym uczęszczanym miejskim lesie kilkanaście borowików...
              ooooch... i tak od tygodni:))) A zajeżdżam po piątej, kiedy nikogo już w lesie
              nie ma, ostatni ślepiec znika z horyzontu. Cicho, mrocznieje powoli... Drażnią
              mnie w dzień biały ślepcy grzybni i szybkościowcy, z hukiem gnający przez
              krzaki. I ci, którzy niszczą grzybnię, nie umieją ani szukać, ani rwać. -Panie,
              zostaw, nawet na plombę do zęba nie starczy... -Eeee, ale jak go człowiek
              zobaczy, to już nie urośnie. A psika trzeba rozdeptać... -Czemu to? - Bo może
              kto jeszcze zjeść.

              A Wojski zbierał muchomory...
          • 11.09.06, 23:43
            Grzyby to moja pasja, konik, hobby, może nawet uzależnienie. Życzę takiego uzależnienia co niektórym przyrosłym siedzeniem do forumowych stołków.
            Jerzy, nie zbierałem nigdy szmaciaków, panienek, twardzioszków, olszówek, siwek i innych blaszkowców. W moich lasach przydziałkowych pojawiły się ostatnio w niebywałej dotąd obfitości podgrzybki, zajączki i maślaki. Tnę ile wlezie.
            Darz bór
            • 12.09.06, 14:19
              janulodz napisał:

              > Grzyby to moja pasja, konik, hobby, może nawet uzależnienie. Życzę takiego
              uzal
              > eżnienia co niektórym przyrosłym siedzeniem do forumowych stołków.


              W czym jest gorsze śledzenie informacji w internecie i uczestnictwo w różńych
              grupach dyskusyjnych od pałętania się po lesie, straszenia zwierząt i
              zadeptywania roślinności?

              oko za oko

    • 11.09.06, 09:35
      To że zdecydowałeś się na napisanie postu na forum uzależnienia jest już dużym
      krokiem naprzód. Zaczynasz zdawać sobie sprawę ze swojego uzależnienia.
      Zobacz ile czasi poświęcasz swojemu nałogowi. Ile czasu tracisz na rozmyślanie
      kiedy i jak będziesz mógł wypić to co przemycasz do swojej kotłowni.
      Jesteś na takim etapie uzależnienia że największę straty które ponosisz to
      bezcenny czas który mógłbys poświęcić rodzinie. Twoje relacje z dziećmi i żoną
      nie są najlpesze a będzie jescze gorzej. Siedzisz w jakieś piwnicy otumaniony
      piwem a twoje córki potrzebują Ciebie trzeźwego. Są w takim wieku że potrzebują
      autorytetu ojca. Twoja nieobecność bedzie miała fatalne skutki dla ich
      przyszłego życia, fundujesz im syndrom DDA wprzyszłości - nie zasłużyły na to.
      Wyobra żam sobie również co przezywa twoja żona. POtrafię wczuć się w sytuację
      twojej rodziny poniewż sam mam 2 córki i w przeszłości miałem podobne problemy.
      Twój alkoholizm będzie się rozwijał(jeżeli nie przestaniesz pić) i straty które
      poniesiesz bedą znacznie dotkliwsze. W najlepszym wypadku stracisz pracę, w
      najgorszym -stracisz pracę i rodzinę.
    • 11.09.06, 17:31
      takim gdakaniem,to jeszcze zadnej kury do kurnika nie zagoniono.
      gosc ma 40-che,pic chce,rodzinke ma na karku,zonusie wrednawa,zbabrane zdrowko,
      korzeniowaty wyglad.i nie dosc,ze mieszka na zadupiu to jeszcze
      uwil sobie gniazdko w kotlowni.taki jak on,to swiatmnieniedocenia,jezeli go
      blizej poznac.i nie ma takiemu co mowic,ze jak sie zatrzasnie z piciem,to
      wszystko mu sie w zyciu wyprostuje.i po roku,jako trzezwy zmywacz garow w
      londynie,wroci na swoje zadupie i bedzie pan.gosc niech pije dalej.dajmy mu
      czas...na odpis1


      • 12.09.06, 10:04
        Problematykę picia znam od podszewki i dzięki temu próbuję jakoś walczyć ze
        swoim nałogiem. Poza tym, że nie mieszkam na zadupiu i nie wybieram się do
        Londynu w celach innych niż turystyczne - reszta się zgadza.
        • 12.09.06, 11:02
          Miło, że się odezwałeś, leniwy pisarzu. I to w biały dzień, a nie przy
          wzmacnianym piwie. Co tam dzisiaj, przyjemniej? Kacyk nie trapi? Sumienie się
          nie stawia na sztorc? No i problematyka alkoholowa za podszewką... ho ho,
          nieźle... tylko pamiętaj, że nie ma żadnej pewnej wiedzy o alkoholizmie oprócz
          danym medycznych, cielesnych jak najbardziej. Reszta to literatura SF i
          rozważania o wartości równej odpowiedziom na pytanie: Dlaczego ufoludki mają
          zielone grapytki??? No... dlaczego pijesz??? no...:)))

          Natomiast do uwag w stylu: "A czego oczekiwałeś po n-rze alarmowym AA?
          Że przyjadą na sygnale i natychmiast Cie uleczą?
          Wiesz, że jestes alkoholikiem, to na co czekasz?" trzeba przywyknąć. Alkoholik
          powinien bowiem pamiętac, że jest niczym. Owszem, usłyszysz, że alkoholizm to
          taka sama choroba jak cukrzyca czy zapalenie pluc, ale co do karetki na
          sygnale... jeszcze w pogotowiu nie zwariowali, żeby brać poważnie zgłoszenie do
          choroby alkoholowej. Nawet łowcy skór nie byliby zainteresowani;)

          Yura zachował się rozsądnie, nie kryjąc zdziwienia: trzeba było do niego
          zadzwonić... bardzo w porządku gość.

          Jeśli zdecydujesz się na pobieranie nauk w poradniach, warto uzbroić się w
          cierpliwość wobec fochów i dąsów terapeuty. Tak, to niesamowite, ale oni są dla
          Ciebie, a nie Ty dla nich. Zamiast znosic zgryźliwe uwagi lepiej poproś o
          konkretne odpowiedzi. Żadnego matactwa i opieprzania się w robocie - państwo
          płaci, Ty wymagasz.

          Co do wsparcia psychologicznego - niektórzy je dostają w nadmiarze, w każdej
          klasie są prymusy, idealne pacjenty. Ty tez mozesz byc idealny albo krnąbrny -
          chcesz sprawdzić, idź na terapię. Słyszałes tez zapewne, że AA to grupy
          samopomocowe, i tam, jak się ma szczęście, można spotkac ludzi o podobnym
          pokroju, takich, z ktorymi sie pogada, czegos dowie, wesprze psychicznie.
          Wsparcie to ważna sprawa, gdyż wyjść z alkoholizmu... sama próbowałam co
          najmniej kilka razy, przerażona, że mi nie idzie. Ale teraz jest OK. Czyli, z
          mojego osobistego doswiadczenia - można, można, ale silna wola, upór wręcz
          wariacki - są niezbędne. I sensowna wizja przyszłości też.

          Czy dzisiaj już bez piwa wieczór? Pogoda prześliczna, wymarzona dla
          trzeźwienia... może spacer z dziewczynkami, o szkole opowiedzą, Ty opowiesz...
          Tylko trzeba to zorganizować w innym układzie niż "tatus-pijak robi łaskę
          dzieciom i raczy pogadać" - córki też mogą mieć inne plany... jak to kobiety;)
          • 12.09.06, 11:58
            "trzasnęliście" mnie po pysku. Rzeczywiście, nikt nie jest w stanie pomóc mi
            bardziej niż ja sam. Walczę z sobą bez wzmacniaczy od niedzieli. Zrobiłem
            rachunek sumienia, poszedłem wczoraj na zebranie rodziców w klasie młodszej
            córki i poczułem się lepiej. Wczoraj starsza córka nawet przytuliła się do mnie
            po dłuższym czasie lekceważenia i obojętności. Przegadaliśmy cały wieczór. Żona
            narazie ukradkiem przygląda się tej sytuacji. Od niepamiętnych czasów zrobiła
            dla nas pyszną kolację.
            Pozdrawiam.
            • 12.09.06, 12:05
              Ja nie pilam, ale sporo czytam - 8 lat dla faceta to niedlugo, jak myslicie?
              (mowie nie pod katem, zeby popil jeszcze z 5 latek, ale ze uzaleznienie bedzie z
              tych slabszych - podobno mezczyzna 'wpada po uszy' po ok. 10 latach, kobieta po
              polowie)
              • 12.09.06, 15:23
                To są mity greckie.
            • 14.09.06, 20:42
              To jest tak: myślę że sobie poradzę i dzisiaj mam ochotę wywracać góry czytaj:(
              dam radę nie będę pił) Jutro zaczyna się i wątpie w to co rozpoczołem. uważaj
              na takie chwile. szybko szukaj wsparcia u osób które mają na Ciebie jakiś
              wpływ. Za wszelką cenę nie daj się złamać i nie wracaj do picia. UPORU I
              SIŁY ...
              • 15.09.06, 19:51
                Jestem jednak wciąż trzeźwy od minionej niedzieli i nadal mi z tym dobrze.
                Wiem, że najgorsze wciąż przede mną. Będę jednak waleczny.
                • 16.09.06, 00:28
                  Zetek, dlaczego? Przeszkadza samozadowolenie? Czyzbyś oczekiwał jakichś męczarni
                  straszliwych? Tak, wielu pijących, którzy zakleszczyli się w wyniszczającym
                  ciągu, nie wyobraża sobie życia bez alkoholu. Jednak odkrycie, że bez piwa i
                  gorzały jest po prostu lepiej, to własciwie skok w trzeźwość. Wystarczy zostać
                  po własciwej stronie, razem z samozachwytem. Tak trzymać.

                  Nie wiem, skąd się biorą opowieści o "najgorszym przed Tobą". Jakie najgorsze,
                  kiedy najlepsze? Na terapiach szerzy sie dziwaczne poglądy, że trzeba okrutnie
                  walczyc o tę trzeźwość, a walki nie wygrasz, jesli sobie "nie dasz pomóc". Nie
                  zgadzam się, bo wiem doskonale, że niektórzy ludzie nigdy nie będą trzeźwi, bo
                  muszą bez przerwy walczyć, ciągle im butelka w uszach dzwoni... Ale jeśli się
                  chce naprawdę, to od początku jest wspaniale. Oczywiście, mogą i najczęściej
                  pojawiają się nieuzasadnione napady i ciągoty, ale one szybko idą za góry, za
                  lasy... Dziś przechodziłam obok urodnej monopolowej wystawy i jak zobaczyłam
                  jedno wino... o, pomyślałam sobie, gdybym je kupiła, to już dzisiaj byłoby po
                  mnie... dobrze, że ja już nie piję:)))

                  Zetek, od kiedy zrozumiałam, że powodem moich nieudanych prób wyjścia z
                  tragicznego wprost stanu było przekonanie, że ja po prostu muszę pić mniej, a
                  nie tyle, żeby się męczyć, w momencie tego olśnienia, że to trzeba "w ogóle",
                  "wcale" - od tej pory, a będzie zaraz półtora roku, nigdy nie było źle, więcej,
                  to jest ustawiczny samozachwyt... nawet w ciężkich chwilach świadomość: ale ja
                  nie piję, i lubię się za to, i szanuję, i pochwalam, i...:))) pomaga mi w
                  zmaganiach, a te wszelkie przeszkody czy smuteczki mają w sobie jakby czyste
                  światło radości.

                  Samozachwycaj się więc, zabaw codziennych nie lekceważ, a organizm wkrótce tak
                  się ustawi, że gdziekolwiek byś nie był, zawsze nosić będziesz pogodę - taką
                  jaka była w ten piękny wrześniowy dzień.

                  • 17.09.06, 23:55
                    po cichu, bez rozgłosu. Wierzę, że moja walka zakończy się sukcesem, ale boję
                    się ciągle "załamania formy". Dziękuję za ciepłe słowa, które już mam w sercu.
                    Teraz walczę z głową i liczę na jakiś wstępny sukces.
                    Pozdrawiam Cię serdecznie.
                    • 18.09.06, 13:17
                      (zk140t napisal):
                      > "Teraz walczę z głową i liczę na jakiś wstępny sukces." <
                      ______________________________________________________________-
                      Dopoki walczylem z moja choroba, nie odnioslem zadnego sukcesu.
                      Jak dlugo mozna walczyc z samym soba ?
                      Dopoki myslalem: z glowa dam rade - zawsze przegrywalem.
                      Dopiero kontakt z drugim alkoholikiem pomogl mi zatrzymac te chorobe.
                      A...

                • 16.09.06, 11:09

                  Nie siedz,nie czekaj jak baran,na sciecie,na zaskoczenie.
                  Czyn przygotowania na "ciezkie momenty".Motywacji naucz sie na pamiec,powtarzaj!
                  Prowokuj samego siebie,stwarzaj sytuacje w ktorych siegales po piwo.
                  Musisz sie uczyc,nauczyc wewnetrznie wyciszac.Rozmawiaj z najblizszymi o sobie!
                  Tydzien to tak,jakbys jeszcze w blokach tkwil,nawet strzalu na "start"
                  do biegu nie bylo.Jezeli jestes alkoholik,to bieg bedzie ciezki,bo to
                  dlugi bieg,maraton,morderczy i wykanczajacy.Im lepiej bedziesz wytrenowany,
                  tym lzej Go pokonasz,nawet gdy bedzie Cie doganial,nie dasz sie wyprzedzic.
                  Pokazesz Jemu i sobie,kto na ciebie czeka na mecie.Ten zk140t,ktorym zawsze
                  chciales byc,ten ktorego kochaja corki i zona.
                  Czekaja Cie plotkioplotki,rowy z woda i inne dranstwa,ale co to dla takiego
                  korzenia jak Ty.
                  Ale wara od srodkow dopingujacych!Bo wpadniesz w jeszcze gorszy kociokwik!

                  "Będę jednak waleczny"
                  -nnnnnO!
        • 12.09.06, 16:31
          Powietrze jesienne pachnie ostrym zapachem lisci,jakby czuly nadchodzacy ich
          koniec.Cisza popoludniowa,przeszywa lekko muskajacym szumem wiatru,daje
          wszystkim czas do przygotowania sie na nowy,inny,twardy i okrutny okres zycia.
          Widac,ze pierwsze zrozumialy to gawrony,co glosno potwierdzaja swoim krakaniem.
          Ale dzisiaj,jeszcze dzisiaj w parku kroluje slonce.Wszyscko patrzy w jego
          strone,czekajac jakby na poglaskanie,na slowa otuchy i zapewnienia,ze wszyscy
          przezyja i doczekaja radosnego spotkania na wiosne.
          Przymruzylem oczy i udaje jakbym ich nie podgladal.Czuje blogi spokoj.Wdycham
          lapczywie jesienne powietrze,jakby mialo go za chwile zabraknac.Jakby ktos
          lub cos,mial mi to uczucie szczescia ukrasc,zburzyc,podeptac.Jakas mysl...?
          zagubione wspomnienie,zapomniany zapach,twarz,ktora zmieniala moj swiat czy
          muzyka..."atomowe serce matki","odwrotna strona ksiezyca",Debussy,John Barry...
          Powoli otwieram oczy.Wiem,ze takie,choc rzadkie chwile,sa moja dzisiejsza
          walka z alkoholem,walka ponad dwuletnia.Na poczatku tez szukalem poglaskania
          i slow otuchy.I znalazlem!Ta droge kazdy musi odnalesc sam i sam musi ja
          przejsc,by dojsc,chocby jak nie na lawke to do swojego auta,trzasnac
          drzwiami,wrzucic dobra CD,przymruzyc oczy na autostradzie,decha do 180/h
          i czuc blogi spokoj...i wdychac lapczywie jesienne powietrze...

          Piszesz,zk140t,ze znasz problematyke picia od podszewki i dzieki temu
          probujesz jakos walczyc.Ty znasz tylko alkoholizm od strony picia,strony ktora
          widac,tej"odwrotnej strony ksiezyca" jeszcze nawet nawet nie musnales...
          Zycze Ci turystycznie nie tylko Londyn,ale na trzezwo z cala rodzina caly
          swiat!!!
          PS.Wszystko w zyciu mozna zmieniac(nawet zone...czy "zadupie")ale nie Czas! i
          Dzieci!Twoje Dzieci to twoja krew!To mnie zabolalo najbardziej.Nie Ty.
          Najlepszego!
          • 12.09.06, 17:50
            czyli pora jak najbardziej odpowiednia.(dziś mam 43lata i 5 m-scy) zacząłem
            terapię bo co sam próbowałem to po max 3 miesiącach wracałem do picia.O forum
            nie miałem pojęcia,że coś takiego jest, bo nie miałem pojęcia o komputerach.
            Obsługi komputera nauczyłem się w punkcie kontaktowym AA po 16 miesiącach
            niepicia.(coś mi to AA dało) Mi akurat terapia i AA były potrzebne, innym
            wystarcza forum (a jakby go nie było????) Z alkoholem nie walczę bo przegram,
            ze swoim nałogiem nie walczę, zaakceptowałem go tak jak akceptuję, że z wiekiem
            mam coraz mniej włosów na głowie.
            problematykę picia poznałem od strony praktycznej, teraz poznaję życie na
            trzeźwo i (chyba) przez te cztery prawie lata zebrałem więcej pozytywnych
            doświadczeń niż przez dziesięć lat picia.
            Sex na nowo odkryłem jako przeżycie nie tylko fizyczne po kilku miesiącach
            (rok??) od zaprzestania picia.
            Dzieci- dopiero teraz poznaję radość bycia ojcem. mam synów 21 i 8 lat i córkę
            23 lata. Skopałem dzieciństwo tych starszych, teraz zbieram tego owoce,
            cierpię w milczeniu kiedy widzę że starszy syn zachowuje się tak jak ja kiedy
            piłem, a czego się miał nauczyć??? wyszedł z wojska i pije piwo, stara się
            żebym nie widział ale widzę.zamyka się w sobie, na próby rozmowy reaguje
            gniewnym tonem, boli takie zachowanie. poczucie winy zostanie pewnie na zawsze
            tym bardziej, że w sytuacjach kiedy jestem z najmlodszym jak np. pokazowa
            lekcja rytmiki w przedszkolu, kiedy widzę jak dziecko cieszy się że może
            zaprezentować swoje umiejętności przed ojcem(jeszczed autorytetem) jak zerka
            czy obserwuję jego popisy ,nagle przychodzi myśl- a gdzie ch..u byłeś gdy Tomek
            miał 6 lat.dołują takie myśli ale i motywują do trwania w trzeźwości. dziś mogę
            tylko powoli odbudowywać to co rozpieprzyłem pijąc. moja droga trzeźwienia jest
            związana z AA i taką metodę metodę polecam, ale szanuję t6eż ludzi, którzy cel
            osiągają innymi sposobami. pozdrawiam
            • 12.09.06, 22:06
              Yura, tekst Twój to reklama trzeźwych alkoholików na małżeńskim rynku. Abstynent
              od urodzenia - nie przejdzie;)

              W jednym trudno mi się z Tobą zgodzić: charaktery naszych dzieci. Gdyby to była
              prawda, że ponosisz winę za postępowanie syna... nie za duzo bierzesz na siebie?
              Nie zawsze DDA wyjaśnia ludzkie zachowania. Dodałabym: jest to bardzo wygodne
              dla niektorych zrzucanie winy na innych po to, aby oddac się egoistycznym
              ciągotom. Ja jestem najprawdziwsze DDD, wiem - od dawna, ale czy mój akoholizm w
              dysfunkcji rodzinnej bierze przyczynę? Powinnam być przy tym nieszczęśliwa
              bardzo, tymczasem mnie źle nie jest. To, kim się stałam, zależało też od wielu
              innych ludzi. Zawsze miałam opiekunów, którzy mi sprzyjali, przyjaciół,
              znajomych... to głupota przypisywac rodzicom tak wielki wpływ na dzieci.
              Jesteśmy zwierzętami stadnymi, gromadnymi, rodzina to ledwie początek, choćby
              nie wiem co wygadywali postfreudyści.

              Kiedy czytam bzdury o zemście podświadomości, śmiech mnie ogarnia. Nieprawda, że
              coś, o czym chcemy zapomnieć, wybuchnie i zniszczy naszą psychikę. Zapomina się
              i dobre rzeczy, i złe. Syn Twój szuka dopiero, co ze sobą zrobić... no i jeszcze
              wojsko. Mimo szacunku dla munduru trzeba powiedzieć, że, inaczej niż kiedyś,
              armia nie uczy już przyszywania guzików i składania koszuli:))) Jakoś zimą tego
              roku jechałam pociągiem, akurat z dwoma wojakami i ich pannami. Dresy okropne.
              Chamstwo. Dziewczyny idiotki. Kibolskie krzyki ni w pięć, ni w dziewięć. Wszyscy
              pouciekali z przedziału, ale ja zostałam (adrenalinka hej), nawet zagadałam słów
              parę... wprost powiedziałam - drzewiej lepiej bywało:))) No więc kto wie, jakie
              ślady na psychice Twojego syna wywarł pobyt w szeregach. Poza tym konflikt
              pokoleń to konflikt mężczyzn, na złość starszemu można zrobić coś wbrew. Potem
              się młody wyciszy. Jak okażesz, że masz z tego powodu doła... biedny los i
              starszego, i młodszego;)))

              Kiedyś panował zwyczaj, że na wywiadówki i szkolne teatrzyki latały głównie
              matki, chłopu jakoś nie wypadało. Opić się - tak, ale wzruszyć wierszykiem
              dziecięcia - absolutnie... Dopiero byś synowi wstydu narobił:)))

              Pozdrowienia dla Ciebie, Yura, no i dla Wątkowicza. Przyjdzie weeekend, to
              dopiero można się będzie trzeźwoscią zachwycić. Najważniejsze: nie opijać
              uciechy:) Poważnie - alkoholikowi bardzo trudno wytrzymać dobre chwile bez
              wspomagacza... na początku trzeba po prostu bardziej uważać. Niby proste, ale w
              realizacji bardzo krzywe:)))
    • 12.09.06, 22:41
      "ciągot". Żona w końcu "przemówiła" głosem sojusznika. Chyba jest po mojej
      stronie. Chcę trwać w tym, co zacząłem w niedzielę, 10.09.2006r. Widzę i wiem,
      że warto. W końcu mam dla kogo wytrzeźwieć.
      • 12.09.06, 23:08
        tylko Ci pozazdroscic!
        powodzenia!
      • 16.09.06, 14:01
        dla siebie i dla bliskich - warto !!!!!!!!!!! - ja to robie od 16 lat
        [skutecznie] - i zycze Ci tego samego - bo wiem jak na poczatku tej drogi jest
        trudno
        • 17.09.06, 22:23
          Od 7-miu dni ciągle jestem trzeźwy. Dzięki najbliższym oraz nieznanym mi osobom
          na tym forum, które zechciały pochylić się nad losem alkoholika. Wytrwam bo
          tego chcę. Wziąłem byka za rogi i już mu nie odpuszczę.
          Dziękuję.
          • 17.09.06, 23:04
            Jesteś w porządku gość: nie wszystkim chce się napisać od siebie, znikają bez
            śladu... To najgorsze, czyli wychodzenie z ciągu, masz za sobą. Teraz warto
            zastanowić sie nad: jaki typ sytuacji, rzeczy, ludzi moze Cię na powrót ściągnąć
            w dół (słynne i smieszne wyzwalacze); jak uodpornisz sie na ewentualne namowy;
            jak sobie poradzisz ze smutkami i radościami bez alkoholu, no i... co będzie,
            kiedy ni stąd, ni zowąd wróci apetyt na procenty. Niektorzy idą w celu zdobycia
            wiedzy na terapię, żeby sie czegos o alkoholizmie i swoim piciu-życiu nauczyć,
            ale skuteczność niewysoka... to strasznie dużo czasu pożera, bo nie tylko
            zajęcia, ale i prace domowe, nie mowiąc o różnych dziwnych zagrywkach
            prowadzących. Samemu nieźle sie wychodzi, ale gdybyś miał problemy, to wiesz,
            gdzie są adresy: www.odwyk.pl., terapeuci bywają też bardzo dobrymi
            wspomożycielami i wielu tutaj piszących zawdzięcza im bardzo wiele dobrego. I
            bywaj na forum, sprawdzaj stare wątki, przebijaj sie przez kopalnie rzeczy
            ważnych i nieważnych, żebyś jak najwięcej dowiedział się, czym jest
            alkoholizm... chociaż czym to jest, nie wie nikt.

            Więc zwyczajowe gratulacje, oby więcej miłych wiadomości... gratuluję pierwszego
            tygodnia, będziemy gratulować z okazji następnych jubileuszy:) A jak tam Twoje
            samopoczucie psychiczne i fizyczne? Doły zasypane? Pozdrowienia serdeczne, eska.
            • 17.09.06, 23:17
              to pamietaj ze jestesmy blisko - po drugiej stronie monitora - na wyciagniecie
              klawisza
            • 17.09.06, 23:34
              być łatwiejszą. Choć to dopiero tydzień, dla mnie jest to AŻ tydzień.


              Fizycznie czuję się znacznie lepiej. Przestałem dygotać wewnętrznie, ręce już
              przestały się trząść. Zaczynam odżywiać się normalnie, co powoduje wzrost wagi.
              Po chyba setnej kąpieli i piętnastu godzinach w saunie w ciągu ostatniego
              tygodnia już się nie pocę jak kiedyś i chyba przestałem śmierdzieć trawionym
              alkoholem. Po wizycie u fryzjera zacząłem przypominać CZŁOWIEKA przez duże C.
              Na powrót wyprasowany i "ogarnięty" odrabiam zaległości życiowe.


              Jeśli zaś idzie o psychikę - powiem, że jest różnie. Wahania nastrojów, głód
              alkoholowy zwalczany przez przemożną chęć niepicia i ciągły rachunek sumienia.
              To jest trudne, ale nieustannie widzę cel wtórnej katorgi, którą sobie wybrałem.
              Dla odegnania "miłych" wspomnień, przemeblowałem piwnicę i kotłownię;
              wysprzątałem tam każdy kąt. Na najbliższy tydzień planuję ponaprawiać wszyskie
              zaniedbane przeze mnie usterki w całym domu (cieknące krany, skrzypiące drzwi,
              niewywiercone otwory w ścianach pod obrazki dzieci, naprawa ich rowerów,
              pompowanie piłek itp.). Oczywiście odrabiam też zaległości w bezpośrednich
              kontaktach z domownikami. Sądzę, że z dziećmi udało mi się nawiązać ponownie
              nić zaufania. Pozostaje jeszcze odzyskanie zaufania wspaniałej małżonki.
              Wierzę, że również u niej uda mi się zyskać zaufanie. Wsparcia już mi
              udzieliła, jeszcze TYLKO to zaufanie...

              Nikt nie obiecywał, że powrót do żywych to fiołki i aniołki.

              Chętnie zaglądam na to forum i ciągle będę to robił.
              Dziękuję i pozdrawiam.
              • 18.09.06, 19:20
                za pewien czas przyjdzie ci ochota na posprzatanie "w sobie" [zacznie ci
                przeszkadzac balagan wewnetrzny] tak jak ci przeszkadzal balagan w piwnicy i
                kotlowni - idz z dziecmi na grzyby [luz tylko z zona - i poszukaj miekkiego
                poszycia mchem slonecznej lesnej polany ;))))))]
              • 18.09.06, 20:17
                >Pozostaje jeszcze odzyskanie zaufania wspaniałej małżonki.
                Wierzę, że również u niej uda mi się zyskać zaufanie. Wsparcia już mi
                udzieliła, jeszcze TYLKO to zaufanie...

                To tylko sprawa czasu. My - żony alkoholików - gorąco marzymy o tym, by móc Wam
                zaufać. Nie mam wątpliwości, że Twoja Żona też tego bardzo chce.
                Ładnie, że nazwałeś Ją "wspaniałą"...
    • 21.09.06, 23:09
      Niby nic, a dla mnie wiele.
      Pozdrawiam.
      • 21.09.06, 23:35
        Czy już wiesz, że to ma być na zawsze, czy tylko sprawdzasz ile dni możesz wytrzymac?
        • 22.09.06, 19:09
          Cokolwiek teraz chyba rzeczywiście podświadomie sprawdzam ile dni wytrzymam,
          ale cel jest jeden. NA ZAWSZE!!!

          Pozdrawiam.
          • 22.09.06, 19:29
            a ja nauczony doświadczeniem wielu prób abstynencji "na zawsze " z których
            najdłuższa trwała 92 dni, obecnie staram się nie używać takich zwrotów jak
            zawsze, nigdy itp. po prostu; DZIŚ NIE PIJĘ i tych dzisiów uzbierało się coś
            koło 1400. pozdrawiam
            • 22.09.06, 19:53
              przeciez nigdy nic nie wiadomo - załóż że "dziś i ewentualnie jutro" przecież
              jutro znowu bedzie "dziś" - jest to latwiejsze - wiem z wlasnych doswiadczen -
              dla mnie koszmarem bylo jak mi jakis "terapeuta" powiedzial ze ja juz nigdy w
              życiu nie bede mógł wypić piwa - to bylo straszne !!!!!!!!!!!!!!!!!! - inny
              powoedzial że mnie tak wyleczy, że za 5 lat bede mógł pić znowu - tak mnie to
              ujeło [ta perstektywa] że nie pije do dzisiaj - po pięciu latach od obietnicy
              tego terapeuty picie nie bylo tak wazne i potrzebne
              • 22.09.06, 20:21
                A tymczasem potrzebne mi są małe kroczki, przy których pomocy realizacja owego
                planu się powiedzie. To jest ciągła walka o każdy dzień trzeźwości. W końcu
                poukładałem sobie "prowizoryczne" pozytywne relacje z domownikami i to jest
                najważniejsze. Szczególnie, że jestem pod ich permanentną "tajną" obserwacją.
                Żona i córki mi pomagają, ale dla odbudowy pełnego ich zaufania potrzebuję
                jeszcze wiele trzeźwych dni. I ta perspektywa jest w tej chwili dla mnie
                najważniejsza.
                • 22.09.06, 21:42
                  nawet nie wiesz jak one [rodzina twoja] cie sledza - detektyw Oko to przy nich
                  pikuś i jak Ci [po cichu] kibicuja - stadion ludzi by lepiej nie kibicowal -
                  tak wiec trzymaj sie - a jak napadnie cie chcica to dziej dzien na godziny
                  • 27.09.06, 18:50
                    Ostatnio mnie "wzięło" i myślałem już, że przepadłem. Ale z wielkim trudem i
                    uporem podzieliłem dzień (kilka dni) na godziny, kwadranse i minuty.
                    Teraz znowu jestem silny i waleczny. Wygrałem z pierwszym kryzysem. I niech tak
                    już będzie.

                    Będę waleczny bo tego chcę!!!
                    • 27.09.06, 23:17
                      Kibicuję z zapałem, jeśli można tak powiedzieć... wiesz, Zetku, chyba masz już
                      malutki jubileusz, bardzo malutki, ale uzbieralo się tych dzionków całkiem
                      sporo. Kiedy czytałam pierwszy Twój wpis, to: "Cały wolny czas poświęcam
                      niestety na "kombinowanie" jak wnieść toto do domu, gdzie toto ukryć i kiedy
                      toto wypić", ze zgrozą przypomniałam sobie, że ja ciągle tak własnie
                      kombinowałam: jak się wyrwać, jak zakręcić, jak wypad zrobić, jak przemycić i
                      gdzie znaleźć miejsce na chocby mały pociąg, i jak przepłukać usta, zeby nie
                      zajeżdżać... no i tak było widać, za to miętą az ponosiło... stało się w końcu
                      nie do wytrzymania.

                      Mnie wyjście nie dało w kość, bo właściwie nigdy nie miałam wolnego czasu.
                      Zetku, głupia pewnie będzie moja uwaga, ale najgorzej jest wtedy, kiedy nie
                      wiesz, co zrobic z wolnym czasem, jak sobie czekasz na przyjemnośc, ktora nie
                      nadchodzi. Sztuką jest dobrze pracować, ale sztuka jest też nic nie robić...
                      trzeźwym być i odpoczywać.

                      A w pracy... jak w pracy, zauważyli, że wyładniałes, pewniejszy siebie jesteś,
                      weselszy??? Niewiele osob o tym mowi na forum, a przeciez ja sama wiem, że moje
                      ..no, jakieś tam sukcesy... to była fala szacunku ze strony ludzi, którzy nie
                      wiedzieli, ze jestem alkoholiczką. I jakos tak wyszłam na prowadzenie.
                      Zapunktowałam i w kręgach pewnych jestem autorytetem... aż mi głupio.

                      Sypiasz spokojnie? I jak długo trwał zajazd ostatni? Wspomogła cie wiedza tutejsza?
                      Wszystkiego dobrego, Zetku, nie łam się... jakis sukces przydałby się i
                      tutaj:))) jakieś święto... po tych wszytkich złych wieściach od tych, którym nie
                      od razu sie udaje:)


      • 22.09.06, 07:22
        nnnnnnnO! :)
        • 29.09.06, 09:31
          I dzisiaj nadal jestem trzeźwy.

          Dobrze mi z tym.
          • 29.09.06, 10:21
            życzę dużo,dużo wytrwałości
          • 29.09.06, 10:21
            Też tak zaczynałem. I każdy dzień bez alkoholu utwierdzał mnie w przekonaniu o trafnie podjętym postanowieniu. A potem odkryłem, że tylko ode mnie zależy, żeby tak było zawsze. Pamiętam lęk mojej żony, czy TO nie wróci. I nie wróciło. Wróciło za to zaufanie. I coś więcej.
            I dobrze mi z tym.
            • 29.09.06, 10:40
              był zdecydowanie inspirowany czytaniem wpisów na tym forum. Otucha i wzajemna
              życzliwość Was, tu piszących utwierdza mnie ciągle w słuszności podjętej
              decyzji.
              Nie piję 19 dni. Niby krótko, ale jednak DŁUGO.

              Dziękuję za wszystkie słowa krytyki i wsparcia.

              Walczę dalej.
              Dobrze mi z tym.
              • 29.09.06, 11:37
                zk140t napisał: "Mój "pomysł" na rzucenie picia był zdecydowanie inspirowany
                czytaniem wpisów na tym forum. Otucha i wzajemna życzliwość Was, tu piszących
                utwierdza mnie ciągle w słuszności podjętej decyzji".


                Zk - mój pomysł też był zdecydowanie inspirowany przez to forum.
                Trochę inspiruje mnie też mój mąż - patologicznie nie uzależniony od niczego.
                Ale z nim nie mogę o swoich problemach porozmawiać, bo to trochę jak rozmowa ze
                ślepym o kolorach, czy raczej z widzącym o ślepocie. On tego nie rozumie.
                I bardzo dobrze.

                A jednak wsparcie jest bardzo potrzebne. I ta pochwała życia bez nałogów.
                Entuzjazm ma to do siebie, że się udziela innym. Mnie się chyba udzielił:)

              • 29.09.06, 11:50
                Szczegolnie te dwa,male dziewczece serca witaja teraz
                z radoscia kazdy dzien.Sam ped szczesliwego zycia szybko
                wymaze z ich pamieci zle wspomnienia.Widzisz,jakie sa szczesliwe!
                Ale"przyszyj" sobie ich zrozpaczone twarzyczki do dloni,
                bys w momentach glupich mysli,mial komu spojrzec w oczy.

                Dwie corki,szczesciarz jestes bo masz dla kogo zyc!
                A wiesz komu Bog daje dobra zone ?
                Temu,kogo bardzo lubi... :)
          • 29.09.06, 10:39
            Ja tak mam trzeci rok. Fajne uczucie :-)) Dbaj o nie.
            • 03.10.06, 18:28
              Wkrótce będę miał pierwszy miesiąc wolności. Podziwiam Cię za te trzy lata.

              Pozdrawiam.
              • 03.10.06, 18:43
                Gratulacje Zetek :)!
                • 03.10.06, 18:59
                  Dziękuję.

                  Pomimo tego, że to dopiero miesiąc, już czuję się znakomicie. Wiele spraw
                  zepsutych w czasie "niebytu" już wtórnie poukładałem. Nad innymi ciągle
                  pracuję. Sądzę, iż teraz może być tylko lepiej. MUSI tak być!

                  Pozdrawiam.
              • 03.10.06, 22:37
                zk140t napisał:

                > Podziwiam Cię za te trzy lata.

                Dziękuję :-) Wierzę w szczerość Twoich intencji, ale nie czas jest najważniejszy.
                Najtrudniejszy jest pierwszy okres, który masz już za sobą. Pokonać objawy
                odstawienia i doprowadzić organizm do jakotakiej równowagi. Ale to potrafi wielu
                pijaków. Słyszałes pewnie o góralach przysięgających przed ołtarzem. O wiele
                więcej alkoholików udowadnia okresami abstynencji przed bliskimi, a co gorsze
                przed samym sobą, że nie ma żadnego problemu.
                I potem wracają do picia. Po miesiącu, dwóch, dwóch latach, dwunastu. Bez różnicy.
                W tej chwili Ty jesteś tak samo trzeźwy jak ja. Co powoduje, że ja jestem
                przekonany o tym, że za rok na zlot forumowców przyjadę do podgrupy pijącej wodę
                mineralną, a Ty nie wiesz jeszcze do której? Czy jest jakaś recepta na
                utrzymanie trzeźwości?
                Nie ma takiej recepty. Kto by taką znalazł opływałby w Noble. Podejrzewam, że co
                dwudziesty akademik szwedzki jest alkoholikiem. Każdy musi wypracować swój
                sposób na trwałe niepicie.

                Ja też kiedyś miałem magnetofon zk i butelkę za piecem w piwnicy. Może Ci
                podpasuje mój sposób?
                Otóż jest to autentyczna radość, frajda z tego, że nie piję. Niepicie jest
                fajne. Postrzegam rzeczywistość przez pryzmat korzyści z niepicia. Doceniam
                wolny czas jaki uzyskałem. Miłość i szacunek dziecka, który powoli odzyskuję.
                Wolność wyboru: jechać teraz samochodem czy raczej nie? I wiele wiele innych uciech.

                Ale najważniejsze, że podjąłeś próbę. Dałeś sobie szansę.
                Powodzenia :-)))
                • 04.10.06, 19:55
                  Zazdroszcząc po trosze "długotrwałym" abstynentom pozwalam sobie ich gonić w
                  niepiciu. Dziękuję za miłe słowa i zapewniam Cię, iż moja walka ciągle trwa i
                  ma szansę na sukces.
                  • 05.10.06, 00:37
                    zk140t napisał:

                    > Zazdroszcząc po trosze "długotrwałym" abstynentom pozwalam sobie ich gonić w
                    > niepiciu.

                    Tylko nie przegoń;-),bo to by znaczylo,że ktoś zapił.Tak to
                    jest-dzień,miesiac,póżniej lata niezłego życia-w moim przypadku.Czego i Tobie
                    życzę...
    • 09.10.06, 20:04
      Coś muszę z tym zrobić. Nie chcę zapić, więc czuję że muszę wziąć urlop i
      pojechać z rodziną na kilka dni nad morze, w góry czy gdziekolwiek indziej! Oby
      wyrwać się z miejsc, które tak bardzo mi przypominają okres niebytu...
      • 09.10.06, 20:05
        to pomaga
        • 09.10.06, 20:12
          jerzy30 napisał:

          > to pomaga
          _______________________________________.
          Tez tak uwazam.
          Pomaga, przynajmniej na okres paru dni!
          A... :-((
        • 09.10.06, 20:26
          Po południu jedziemy do Ustki. Rozsadza mnie niemoc. Czuję, że nadchodzą
          najgorsze dni.
          Zdołowała mnie śmierć Marka Grechuty. Naszło mnie w ciągu kilku sekund. Muszę
          to wszystko przemóc; przemyśleć.
          • 09.10.06, 20:44
            I Chopin nie żyje, i Kopernik, i Curie-Skłodowska...
            Daj spokój.
            • 09.10.06, 20:51
              żeby nie mieć wymówki? Ludzie których wymieniasz, aczkolwiek wielcy dla naszej
              kultury i nauki żyli w innej epoce. Nie miałem siłą rzeczy z nimi silnych
              związków emocjonalnych. W przeciwieństwie do Marka Grechuty. Wiem, że należy
              uinikać wymówek.
              Jednakże "doła" mam od soboty a wiadomość o śmierci MG tylko go spotęgowała.
              Teraz właśnie katuję się dodatkowo słuchaniem trójkowej audycji Marka
              Niedźwieckiego na temat ś.p. Marka Grechuty. Masochizm???
              • 09.10.06, 20:58
                To wyłącz tego Grechutę w cholerę, włącz coś dynamicznego. Inaczej za miesiąc
                guzik Cię będzie obchodził Grechuta, natomiast bardzo będzie Cię obchodził
                fakt, że po tylu tygodniach trzeźwości 10 października zapiłeś.
                • 09.10.06, 21:04
                  Choćbym musiał wyć jak pies na karetkę pogotowia. Nie dam się do cholery.

                  Powalczę, bo mam dla kogo.
                  Powalczę, bo tego chcę.

                  Pozdrawiam.

                  P. S.
                  A piosenek Grechuty będę słuchał zawsze!
              • 09.10.06, 21:21
                (zk140t napisał):

                > Teraz właśnie katuję się dodatkowo słuchaniem trójkowej audycji Marka
                > Niedźwieckiego na temat ś.p. Marka Grechuty. Masochizm???
                _________________________________________________________________________.

                Nie. - To nie masochizm. To male dziecko chcace zwrocic na siebie uwage...
                A...
                • 09.10.06, 21:23
                  dziecku? Może mi tym pomożesz.
                  • 09.10.06, 21:31
                    zk140t napisał:

                    > dziecku? Może mi tym pomożesz.
                    _______________________________________________________________________________.
                    Potrzeba bylo az 80 maili, zebys doszedl do tego heroicznego (ponizej) wniosku ?
                    A...
                    - - - - - - -
                    > "Choćbym musiał wyć jak pies na karetkę pogotowia. Nie dam się do cholery.
                    > Powalczę, bo mam dla kogo.
                    > Powalczę, bo tego chcę.
                    > Pozdrawiam.
                    > P. S.
                    > A piosenek Grechuty będę słuchał zawsze!
                    • 09.10.06, 21:40
                      Jeśli terapia na tym forum musi wyglądać tak jak wyżej, to woję pracować nad
                      sobą sam. W ciszy i bez zbędnych dołów.
                      Szanuję Was, ale wychodzę stąd. Nie daję już rady.
                      Wiem, że mimo to nie zapiję z powodu Grechuty.

                      Pozdrawiam.
                      • 09.10.06, 21:46
                        Zetek nie pękaj, August czasem rzuci coś, co mu się wydaje błyskotliwe, a potem
                        nie wie, jak z tego wybrnąć.

                        Grechuta jak Grechuta - zapić przez Augusta, to dopiero byłby kwas ;)!
                        • 09.10.06, 22:04
                          (myszabrum napisała):

                          > Zetek nie pękaj, August czasem rzuci coś, co mu się wydaje błyskotliwe, a
                          potem nie wie, jak z tego wybrnąć...
                          ___________________________________________________________________________-

                          Myszabrum, widze, ze tez lubisz puste gadanie...
                          Dobranoc:
                          A...
                      • 09.10.06, 21:47
                        (zk140t napisał):
                        > Jeśli terapia na tym forum musi wyglądać tak jak wyżej, to woję pracować nad
                        > sobą sam. W ciszy i bez zbędnych dołów.
                        > Szanuję Was, ale wychodzę stąd. Nie daję już rady.
                        > Wiem, że mimo to nie zapiję z powodu Grechuty.
                        > Pozdrawiam.
                        __________________________________________________.
                        Nie szukaj teraz przypadkiem innych powodow...!
                        Trzymaj sie.
                        A...
                        Dobranoc wszystkim!
          • 09.10.06, 20:51
            Nie wierz sobie samemu.Smierc Grechuty Cie zdolowala?
            To poplacz.Pobiegaj.Posluchaj jego CD.Cokolwiek.Piciem nikomu nie
            pomozesz a sobie zaszkodzisz.Wiem,ze trudno.Ale corki chca miec Ojca,
            a nie pijacego pod Grechute sztajmesa.Pisalem Ci kiedys o przygotowaniach
            do biegu,Twojego biegu...
            • 09.10.06, 20:59
              w szmatławą oprawę. Mimo to jestem Ci wdzięczny i chętnie czytam Twoje (jak
              kubeł zimnej wody) teksty.

              Śmierć Grechuty jest dla mnie "tylko" pogłębieniem "doła".
              Pozdrawiam.
              • 09.10.06, 21:02
                Tranzyt?! W szmatławą?! Toż to sama poezja nasza ;)
                • 09.10.06, 21:03
                  Ale lepiej analizować szmatławość Tranzyta, niż pić :)!
                  • 09.10.06, 21:07
                    Przecież napisałem, że pomimo formy, lubię teksty TRAZYTA za ich treść.
                    Twoje zresztą też.

                    Pozdrawiam.

                    P. S.
                    Tylko nie pisz, że mam nie pozdrawiać w każdym swoim poście. Proszę.
                    • 10.10.06, 19:57
                      Dzisiaj chyba mija miesiąc? :-))))
                      Jak tam żona. Nadal patrzy na Ciebie z nadzieją? A córki?

                      Pozdrawiam
                      • 19.10.06, 19:25
                        Poza tym, że większość wpisów na tym forum to banalne komunały i nic nie
                        wnoszące do dyskusji alkoholików frazesy. Dla większości tu wpisujących forum
                        UZALEŻNIENIA to miejsce, gdzie myśląc o swojej nieopisanej sile słabeuszy mogą
                        wykpić "bezsilnych". Stąd moja rezygnacja z dalszego uczestnictwa w dyskusji z
                        tymi ludźmi.

                        P. S.
                        Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić. Nie chcę jednocześnie
                        uczestniczyć w tym forum za sprawą kilku jego uczestników.
                        • 19.10.06, 19:42
                          zk140t napisał:

                          > Poza tym, że większość wpisów na tym forum to banalne komunały i nic nie
                          > wnoszące do dyskusji alkoholików frazesy. Dla większości tu wpisujących forum
                          > UZALEŻNIENIA to miejsce, gdzie myśląc o swojej nieopisanej sile słabeuszy
                          mogą wykpić "bezsilnych". Stąd moja rezygnacja z dalszego uczestnictwa w
                          dyskusji z tymi ludźmi.
                          > P. S.
                          > Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić. Nie chcę jednocześnie
                          > uczestniczyć w tym forum za sprawą kilku jego uczestników.
                          __________________________________________________________________________.
                          Ciesze sie ZK140t - tak trzymaj ! ;-))
                          Prosba do Ciebie:
                          Nie zrywaj kontaktow z drugimi alkoholikami...!
                          Jezeli chcesz napisz na moj prywatny adres: awyst@t-online.de
                          podam Tobie anonimowo namiary Grup AA i innych grup trzezwosciowych w Twojej
                          miejscowosci!
                          A tych, ktorzy nie pasuja Tobie w zyciu do Twojego schematu, potraktuj jako
                          sprawdzian wlasnego trzezwienia...!
                          Zastanow sie jeszcze.
                          Pozdrawiam i zycze wszystkiego dobrego calej Twojej rodzinie, na Twojej drodze
                          do trzezwosci...!
                          A...

                        • 19.10.06, 20:19
                          zk140t napisał:

                          > Poza tym, że większość wpisów na tym forum to banalne komunały i nic nie
                          > wnoszące do dyskusji alkoholików frazesy. Dla większości tu wpisujących forum
                          > UZALEŻNIENIA to miejsce, gdzie myśląc o swojej nieopisanej sile słabeuszy
                          mogą
                          > wykpić "bezsilnych". Stąd moja rezygnacja z dalszego uczestnictwa w dyskusji
                          z
                          > tymi ludźmi.
                          >
                          > P. S.
                          > Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić. Nie chcę jednocześnie
                          > uczestniczyć w tym forum za sprawą kilku jego uczestników.

                          Zk140, dawno nie czytałam tak niesympatycznego, bufoniastego postu. No cóż,
                          pokora, to cnota wcale nie tak częsta.
                          To ile Ty nie pijesz? Miesiąc i dziesięć dni?
                          To wszystko wyjaśnia...
                          • 19.10.06, 20:28
                            cortona napisała:

                            > Zk140, dawno nie czytałam tak niesympatycznego, bufoniastego postu. No cóż,
                            > pokora, to cnota wcale nie tak częsta.
                            > To ile Ty nie pijesz? Miesiąc i dziesięć dni?
                            > To wszystko wyjaśnia...
                            _________________________________________________.
                            Cortona, na podstawie tego maila Wolny wyliczylby
                            logicznie, (biorac - oczywiscie - pod uwage Twoja
                            pokore i abstynencje, ze w tej wlasnie chwili
                            musialas odstawic kielicha od ust i zaczynasz mowic
                            nam tu o trzewosci...!
                            A... ;-))
                            • 19.10.06, 20:35
                              August, daj spokój:))) Po co Ci te utarczki?
                              • 19.10.06, 20:43
                                cortona napisała:

                                > August, daj spokój:))) Po co Ci te utarczki?
                                __________________________________________________.
                                Nie myslisz chyba, ze dopuszcze do takich zachowan
                                wobec ludzi, ktorzy chca trzezwiec !?
                                Kto na zlo przymyka oczy, dobru szkodzi!
                                Mnie Tradycja 10 AA obowiazuje w AA, ale nie poza AA...
                                A...
                          • 19.10.06, 21:20
                            Wszyscy na tym forum Ci to mówią, a Ty udajesz, że "deszcz pada". Nie zamierzam
                            dalej pisać na tym forum. Nie potrzebuję głupich rad głupiego człowieczka.
                            • 19.10.06, 21:23
                              zk140t napisał:

                              > Wszyscy na tym forum Ci to mówią, a Ty udajesz, że "deszcz pada". Nie
                              zamierzam dalej pisać na tym forum. Nie potrzebuję głupich rad głupiego
                              człowieczka.
                              ________________________________________________________________________.

                              Ja Ciebie tez kocham!
                              A... ;-))

                              • 19.10.06, 21:32
                                Czy oprócz głowy masz jeszcze coś zdefektowane w swoim niecnym ciele?
                        • 20.10.06, 07:49
                          Idź zetek. A zajrzyj tu czasem i daj głos, że żyjesz. Sprawisz tym przyjemność
                          kilku osobom. Tym którym warto. I wróć tu kiedyś. Gdy już będziesz pewien, że
                          cała odpowiedzialność za Twoją trzeźwość spada na Ciebie. Ty i tylko Ty możesz
                          nie pić. A korzyści też będziesz miał Ty. I Twoja rodzina. Ja tu trafiłem po
                          dwóch latach. I cieszy mnie ta cała tutejsza maenażeria.
                          O on. Cóż. Niedługo odejdzie. Jeszcze nie widziałem człowieka z ustami
                          wypełnionymi miłością wzbudzającego tyle niechęci. Myślę, że wynika to z jego
                          pogardy dla wszystkiego co odmienne. Z pogardy dla drugiego człowieka. Czepia
                          się każdego wątku i ryczy "płyniemy!". Nie chce mi się analizować jego motywów.
                          Jestem jedynie przekonany, że jego rozbujałe ego nie znalazło tu tego czego się
                          spodziewał. Ani on nam nie jest potrzebny ani my jemu.
                          Trzym się zetek. Niepicie jest fajne.
                          • 20.10.06, 13:07
                            aniolparys napisał:

                            > Idź zetek. A zajrzyj tu czasem i daj głos, że żyjesz...
                            - -
                            > O on. Cóż. Niedługo odejdzie. Jeszcze nie widziałem człowieka z ustami
                            > wypełnionymi miłością wzbudzającego tyle niechęci...
                            - - - - - - - - - - - - -
                            Aniolparysie!
                            Zastanowiles sie nad tym, ze moze troszke przedwczesnie mnie oceniles!?
                            Wiem, ze Cie zranilem. Przepraszam naprawde mocno, raz jeszcze.
                            Pisalem tutaj, ze we mnie siedzi ten Kain i Abel. Ten Aniol i Bestia, ktora
                            dopuscilem troszke celowo do glosu na tym "Forum". Zapewniam Cie trzymam te
                            Bestie krotko na smyczy. Teraz zobaczysz Augusta takiego, jakim on sam chce
                            cale zycie byc! (i mysle, ze w zyciu prywatnym juz takim jest - od dluzszego
                            czasu!) ;-))
                            Pozdrawiam:
                            A...
                        • 20.10.06, 13:38
                          Zetku, nie wiem, czemu mówisz o "wykpiwaniu". Wykpił ktos Ciebie? Frazesy?
                          alkoholizm jest zawsze taki sam, te same frazesy, szkoda, że za każdym razem w
                          indywidualnym wydaniu.

                          Forum... jak wiele podobnych pświęconym ciężkim chorobom czy nieszczęściom -
                          bardzo autentyczne. Porównaj z psychologią sąsiednią - nic nie ujmując, tam się
                          mieli o niczym często, gadka dla gadki. Tutaj widzisz, jak ludzie sami siebie
                          oszukują, jakie mają nadzieje, jak sobie radzą nie tylko z piciem, jak wychodzą
                          na ludzi albo schodzą na psy.

                          Natomiast - zgodnie z moimi osobistymi obserwacjami forumowymi oraz znajomoscią
                          pewnych zalozeń stosowanych na terapiach - jesteś w fazie wielkiej pewności
                          siebie. Chcesz wyjść stąd, bo masz dosyc frazesów. Dosyć tego całego
                          alkoholizmu. Co to ma z Tobą wspólnego. Ty jesteś wyleczony, denerwuje Cię ta
                          pisanina o gorzale, te życzenia, żebyś wytrzymał. Ty nie jesteś takim
                          alkoholikiem jak ci stąd, Tobie frazesow nie potrzeba. Po co w ogóle tutaj coś
                          napisałem... po co...

                          Zetek, uważaj. Piłeś, jesteś alkoholikiem. Napisałeś, jestem jednym z nas.
                          Uważaj. Skoro stoi w papierach o nadmiernej pewności siebie... cóż, niejeden,
                          ktory zmykał z terapii, nagle nie wiadomo jak... znow na nią wracał. Niejednego
                          nudziły forumowe frazesy... hehe;(

                          A pisanie na forum, jakaś wzmianka o istnieniu, życzenia dla trzeźwych... mnie
                          są potrzebne. Tobie nie. Jakoś... niegrzecznie to wyszło, Zetku, z Twojej
                          strony.
    • 10.10.06, 18:01
      Można by dużo pisac,doradzac,ale to tylko od ciebie zalezy ja uporasz się z tym
      trudnym problemem i swym zyciem.Ja miałam inny problem...Otóż byłam uzależniona
      od narkotyku-amfetaminy.Pewnie w dalszym ciągu ten problem tkwi we mnie,ale
      teraz mam dla kogo życ.Wyszłam cało z tego bagna dzięki mojej córeczce.Gdyby nie
      Ona,to bym dalej tkwiła w tym syfie.Wnosek z tego i rada dla ciebie jest taka,że
      musisz naprawde tego chciec i pomysl o bliskich,którzy cie kochają i liczą na
      ciebie:)Pozdrawiam-Aneczka:)
      • 12.10.06, 15:24
        Ja też jestem fanem Grechuty, lubie jego piosenki i również było mi smutno
        kiedy dowiedziałem się o jego śmierci. Ale jego piosenki przeciez nie
        umierają , zostają z nami.
        Wpadanie w taki nastrój przygnębienia jest bardzo niebezpieczne dla
        alkoholika - może być wstępem do sięgniecia po alkohol. Przypomnij sobie jak to
        bywało wcześniej.
        Jak życie się trochę komplikowało, stres , niepowodzenia , to browarek w garażu
        (czy w piwnicy- wszak to tam łagodziłeś swoje emocje).
        Jestes dorosłym mężczyzną i sam decydujesz o swojej przyszłosci. I gdybyś był
        sobie sam na tym swiecie bez zony i dzieci to wogóle mógłbyś siedzieć w tej
        swojej kanciapie z piwkiem do końca życia. Reasumujac, zamiast się mazgaić jak
        nastolatka, zajmij się swoimi najbliższymi , oni potrzebują trzeźwego i
        odpowiedzialnego męża i ojca.

        • 12.10.06, 15:44
          Czy to nie przesada... z tą rodzinną radoscią, z tymi powinnosciami wobec rodziny...
          "I gdybyś był sobie sam na tym swiecie bez zony i dzieci to wogóle mógłbyś
          siedzieć w tej swojej kanciapie z piwkiem do końca życia".

          Bo - najpierw jest kolejność - że trzeźwiejemy niby dla siebie - to podstawa w
          terapiach, a potem nagle takie uwagi... a jak kto ma gdzies tam, w głębi,
          przykre poczucie, ze to wcale nie tak dobrze z tą rodziną, że niby dobrze,
          ale... i coś mu tam piszczy cieniutko, niby bez sensu, a jednak z sensem...
          zależy, jak na to popatrzeć ... ze wszystko jakoś nie tak... że to nie to... ,
          że obok.

          Zwyczajne niezadowolenie, zmęczenie... No, niechby już Zetka wyjechał na ten
          urlop i rozruszał kosci, bo jak będzie siedział i siedział, to mu się endorfiny
          całkiem zabidzą... i nie ma to jak z rodzinką pogadac na świezym powietrzu, no,
          nie żeby zaraz sie kłócić, co to, to nie:)))
          • 12.10.06, 15:57
            Tak, trzeźwiejemy dla siebie . Ale także dla najbliższych - to wzmacnia
            motywację. Dla mnie jest to szalenie istotne jak jestem spostrzegany przez moje
            dzieci i ile dla nich znaczę.
            Takie myślenie pozwala często przezwycieżyć kryzys psychiczny.
            Reasumujac , warto zyć nie tylko dla siebie ale i dla innych.:)
            • 12.10.06, 17:55
              - Proszę pani, proszę pani - a po co się żyje?
              - Żyje się, Jasiu, dla innych.
              - A po co żyją ci inni?
              • 12.10.06, 20:19
                A najgorsze, że Zetek, zamiast świętować z nami miesięcznicę swej trzeźwości -
                jakoś przycichł...
                Hej ho, jest tam kto?!!!!
                • 12.10.06, 20:47
                  (Myszabrum napisała):

                  > A najgorsze, że Zetek, zamiast świętować z nami miesięcznicę swej trzeźwości -
                  > jakoś przycichł...
                  > Hej ho, jest tam kto?!!!!
                  _______________________________.
                  Skad jestes taka pewna?
                  Moze on swietuje w cichosci(!?).
                  A... ;-))
                  • 12.10.06, 22:03
                    przeciez zapowiadal,ze jedzie w czwartek do Ustki!
                    • 12.10.06, 22:05
                      Racja.
                      • 14.10.06, 00:37
                        Czuję się lepiej. Znowu mogłem obejmować żonę i razem z Nią patrzeć, jak nasze
                        CÓRKI figlują beztrosko na deptaku. Tak jak kiedyś. Myślę nad dłuższym pobytem
                        nad morzem.

                        Dziękuję Wam wszystkim za troskę. Pozdrawiam augusta, który ostatnio sprowadził
                        mnie na ziemię swoimi oschłymi uwagami.

                        P. S.
                        Niedowiarków zapewniam, że mam laptopa z WiFi, a hotel w którym mieszkam daje
                        otwarty dostęp bezprzewodowy do internetu.
                        • 14.10.06, 19:18
                          (zk140t napisał):

                          > Czuję się lepiej. Znowu mogłem obejmować żonę i razem z Nią patrzeć, jak
                          nasze CÓRKI figlują beztrosko na deptaku. Tak jak kiedyś. Myślę nad dłuższym
                          pobytem nad morzem.
                          > Dziękuję Wam wszystkim za troskę. Pozdrawiam augusta, który ostatnio
                          sprowadził mnie na ziemię swoimi oschłymi uwagami." <
                          ___________________________________________________________________________.
                          Ciesze sie, ze dobrze Ci idzie. Kochaj ich mocno...! Kochaj wszystkich ludzi,
                          oni tak szybko odchodza...
                          A...
                          Ps. Udanego i pogodnego weekendu Tobie i calej Twojej rodzince zycze!

                          • 15.10.06, 21:56
                            Przed godziną wróciliśmy do domu. Było super. Za miesiąc znowu chcemy tam
                            pojechać na kilka dni.
    • 26.10.06, 13:51
      Moze znowu
      > Zaczęło się "tradycyjnie" od jednego piwa zwykłego ?
      • 03.11.06, 17:00
        Nie wiem zk, czy jeszcze czytasz to forum.
        Jeśli tak, to czytaj i pisz. Starzy bywalcy Ci pomogą. Masz zbyt wiele do
        stracenia. Właściwie wszystko.
        Nie trać czegoś, czego nie musisz.
        Ja tak na marginesie, bo nigdy Tobie nie odpowiadałam no i 9 dni mnie nie było.

        Mam nadzieję, że się trzymasz.
    • 03.11.06, 22:03
      przyznam szczerze,ciekawy jestem...
    • 11.11.06, 18:35
      rozpędzony samochód zabił jednego z naszych dwóch psów... Tragedia rodzinna
      zakończyła przepyszny spacer... Dzieci i my z żoną wyjemy jak bobry. Dobra
      psina była.
      Nie napiję się jednak z tego powodu, choć bardzo chciałem...
      • 11.11.06, 18:41
        zk140t napisał:

        > rozpędzony samochód zabił jednego z naszych dwóch psów... Tragedia rodzinna
        > zakończyła przepyszny spacer... Dzieci i my z żoną wyjemy jak bobry. Dobra
        > psina była.
        > Nie napiję się jednak z tego powodu, choć bardzo chciałem...
        _____________________________________________________________.

        Nie pij, bo zejdziesz na psy... (to zart - oczywiscie!).
        A... ;-))
        Ps. Nie ma takiego powodu, dla ktorego trzeba by bylo sie napic...!
        (to juz napisalem powazne!)
        • 11.11.06, 19:26
          To smutne zk co napisałeś.Mój pies odszedł do psiego raju już prawie rok temu
          i nie w tak tragicznych okoliczniściach.Tęsknię za moją sunią do dziś
          (zwłaszcza, że jestem osobą samotną).
          Najważniejsze, że w tych smutnych chwilach jesteś z rodziną i, że nie sięgasz
          po to po co nie powinieneś.
          Sama mam problem z sobą samą, ąle cieszy mnie sukces twój i innych nam
          podobnych.
          Sam widzisz, że można nawet płakać wspólnie.Że płaczecie wierzę.
          I mocno życzę , aby był to już ostatni Wasz powód do smutku.
          Pozdrawiam.
      • 11.11.06, 19:16
        zk140t,szkoda psa...wiem,przywiazanie...i w taki tragiczny sposob,chcialo by
        sie zapytac dlaczego..dlaczego spotkalo to akurat mojego psa,dlaczego akurat
        teraz...

        ale to glupie pytania,pytania na ktore nie ma i nie powinno byc odpowiedzi...
        zdarzylo sie,trudno,szkoda wiadomo,ale przezyjesz i ta strate...
        jutro i pojutrze tez sa dni,dni w ktorych musisz byc trzezwy...
        pozostan trzezwy,spojrz w swoje dlonie...tam zobaczysz Twoje dzieci!
        • 11.11.06, 19:27
          Ja też kocham swojego psa. Miałem już w swoim życiu dwa, a ten jest trzeci. Przeżyłem już dwie śmierci moich ukochanych i wiernych zwierząt. Te dwie śmierci opijałem do nieprzytomności. Teraz nie byłoby takiej siły żebym się napił, choć też płakałbym jak bóbr. Współczuję Ci, ale musisz to znieść. Trzymaj się.
      • 12.11.06, 00:24
        Teraz będzie tylko lepiej.
        Odezwij się za miesiąc w weselszych okolicznościach.
        Do mojej wyobraźni przemawia prawda, że alkohol nie załatwi za Ciebie żadnego
        problemu czy też smutku. Gdybyś wypił to potem byłoby jeszcze gorzej. Na pewno.

        --
        aniolparys.republika.pl/Mysli_Augusta.html
        • 15.01.07, 21:21
          Bez chlania i durnoty z tym związanej.
          Jest lepiej, niż sądziłem że może być.
          Żeby "nie stać w miejscu", w noc sylwestrową rzuciłem palenie. Jednak w
          najbliższej przyszłości nie planuję już niczego więcej rzucać.
          • 15.01.07, 21:59
            zk140t napisał:

            > Jest lepiej, niż sądziłem że może być.
            Mam to samo uczucie po 34 miesiącach. A to rzucenie palenia pasuje mi do
            kompletu. Dobrze Ci rokuję :-))))
            --
            aniolparys.republika.pl/Mysli_Augusta.html
          • 15.01.07, 22:26
            Cieszę się, że u Ciebie OK. Twój post był niesamowity, na prawdę.
          • 22.01.07, 09:22
            Wielkie zdrufki, Zetku:)
            Najgorzej to zacząć trzeźwieć, a potem najgorzej w trzeźwości wytrzymać...
            Trzeźwienie z instytucją jakąkolwiek - nie każdemu odpowiada. Pewnie wtedy,
            kiedy ktoś wypadł poza nawias, ma problemy psychiczne - to powinien szukać wsparcia.
            Ale większości jest to zupełnie zbędne.
            No, ale to moje zdanie...
            • 22.01.07, 10:29
              e4ska napisała:
              > Najgorzej to zacząć trzeźwieć, a potem najgorzej w trzeźwości wytrzymać...
              > Trzeźwienie z instytucją jakąkolwiek - nie każdemu odpowiada. Pewnie wtedy,
              > kiedy ktoś wypadł poza nawias, ma problemy psychiczne - to powinien szukać
              wsparcia.
              _______________________________________________________.
              Witamy w klubie...!
              A... ;-))
    • 15.01.07, 22:23
      Wstrząsająco szczere i nieprzegadane opowiadanie o Twoim problemie. Wszystko tu
      jest i nawet odpowiedz i pytań sto. Pijesz bo wolisz to niż tamto.
      Narozrabiałeś i nie wiesz jak to orobic w polu... Zanikła więź - wszystko to
      powoduje poczucie winy. Nawet za depresję żony obwiniasz siebie i alkohol...

      Hmmm... Jestem pijaczką i narkomanką. Jestem też osobą z dwubiegunową depresją.
      Też zaniedbałam dziecko (nie mieszka ze mną). Ale nie obarczam winą tylko
      siebie. Piłam, bo na trzeźwo nie umiałam znieśc poczucia winy. Wpadałam w
      katatonię, kiedy "obrażałam się na świat" (taka jest depresja - ucieczka z
      obrazy na zło)... Piłam bo nie szło wytrzymac. I tyle.

      Winny nie był alkohol, tylko to, że nie widziałam innego sposobu, żeby
      zagłuszyc wyrzuty sumienia. Wydawało mi się, że jestem śmieciem, bo nie umiem
      się zmierzyc z tym wszystkim dookoła... ITD. bleble

      _____________________________________________________

      Teraz jestem z kimś, kto pokazał mi, że jestem warta więcej niż mogłabym sobie
      wyobrazic. Ta osoba sprawiła, że stałam się lepszym człowiekiem i zapragnęłam
      przestac pic i ogólnie zrezygnowac z nietrzeźwości.

      Piję sobie od czasu do czasu, ale nie muszę. Ty jeśli pijesz 8 lat, pewnie
      jesteś uzależniony fizycznie (ja nigdy nie byłam, choc nie wiem tego na pewno0.

      Zk140t,

      Nie wiem jak Ci pomóc. Sam musisz wykminic, co przyniosło by Ci ulgę w
      cierpieniu. Mogę zapalic dziś świeczkę za Ciebie ale chyba wystarczy ciepłe
      pozdrowienie. Trzymaj się. Nie daj się!!!
      • 15.01.07, 22:40
        miesięcy i pięciu dni.
        Dziękuję za wsparcie. Tobie również przesyłam dobre uczucia. Oboje chyba wiemy,
        że normalność jest zdecydowanie bardziej normalna od chlania i prochów. Choć
        niepozorna, codzienna, często szara ALE NORMALNIEJSZA o naszego wyobrażenia o
        normalności.
        Trzymaj się.
    • 16.01.07, 08:22
      wiesz co? czasu ju chyba zaczac leczenie. pozdrawiam.
      • 17.01.07, 20:11
        Jak mnie olano w Licheniu, zrozumiałem że tylko sam mogę sobie pomóc. Tak też
        zrobiłem na chwałę mojej rodziny.
        Nikomu odtąd nie polecam żadnych formalnych ośrodków terapii uzależnień.
        Szczególnie tych, które dostają na swą działalność pieniądze z budżetu (z
        naszych podatków). Musimy radzić sobie sami, bo akurat terapeuci np. w Licheniu
        liczą kasę z ministerstwa na swoją działalność i w związku z tym ich
        działalność nie istnieje w wymiarze innym niż liczenie pieniędzy.
        Przerabiałem to, to wiem.
    • 16.01.07, 08:26
      przepraszam, nie czytalam tu wszystkich wypowiedzi, bo zwyczajnie nie mam na to
      czasu. jak radzi sobie Twqoja zona? pozdrawiam;).
      • 17.01.07, 20:22
        i gon tych co pod przykrywka leczenia gotuja kase [ale dla siebie]
    • 19.01.07, 18:17
      ja oreslilem kiedys sobie trzy piwka i seteczka i dawalem rade ale wygrala u
      mnie (przepraszam wszystkich z aa jestem tu tylko z powodu promocji) chec
      wystrzelenia sie pod wplywem alkocholu i dlatego wole to robic rzadziej bo dzis
      6 piwek a jutro rozleci sie watroba niech zona z toba celebruje i znajomymi raz
      na jakis czas wtedy dasz rade troche wytrzymac a jak wytrzymasz troche....
    • 20.01.07, 18:37
      Witam jestem zona podpijajacego alkoholika i mam jedna rade dla Ciebie.Jestes
      czlowiekiem wyksztalconym,doceniasz wartosc rodziny i to jest duzy plus.Tylko od
      Ciebie zalezy czy uda Ci sie uratowac rodzine.Idz na spotkania AA na tak zwane
      mitibngi jest ich pelno,zrob cos zanim nie stracisz
      najblizszych.Rodzina,zona,dzieci to najwiekszy skarb jaki posiadasz i zrob
      wszystko by to uratowac.pOWODZENIA.mASZ TA PRZEWAGę,ZE DOSTRZEGASZ PROBLEM I
      JESTES NA ETAPIE ZE CHCESZ COS Z TYM ZROBIC.WIEC ZROB POKI JESZCZE NIE
      ZBUDOWALES MURU TAK WIELKIEGO ZE NIE MOZNA GO ZNISZCZYC.ZOBACZYSZ JAKI OGARNIE
      CIE SPOKOJ I RADOSC Z ODZYSKANEJ RODZINY.POWODZENIA.ANITA.
      • 21.01.07, 14:44
        a.chabowska napisała:

        > Witam jestem zona podpijajacego alkoholika i mam jedna rade dla Ciebie.Jestes
        > czlowiekiem wyksztalconym,doceniasz wartosc rodziny i to jest duzy plus.Tylko
        o
        > d
        > Ciebie zalezy czy uda Ci sie uratowac rodzine.Idz na spotkania AA na tak zwane
        > mitibngi jest ich pelno,zrob cos zanim nie stracisz
        > najblizszych.Rodzina,zona,dzieci to najwiekszy skarb jaki posiadasz i zrob
        > wszystko by to uratowac.pOWODZENIA.mASZ TA PRZEWAGę,ZE DOSTRZEGASZ PROBLEM I
        > JESTES NA ETAPIE ZE CHCESZ COS Z TYM ZROBIC.WIEC ZROB POKI JESZCZE NIE
        > ZBUDOWALES MURU TAK WIELKIEGO ZE NIE MOZNA GO ZNISZCZYC.ZOBACZYSZ JAKI OGARNIE
        > CIE SPOKOJ I RADOSC Z ODZYSKANEJ RODZINY.POWODZENIA.ANITA.
        _____________________________________________________________.
        Anita, ja tez swoje szczescie, wolnosc i zycie zawdzieczam AA!
        A... ;-))
        • 06.02.07, 19:33
          Może jest ze mną coś nie tak?
          • 06.02.07, 20:03
            zk140t napisał:
            > Dałem sobie radę bez AA.
            - - - - - - -
            A po co Tobie AA...!?
            A...
            Ps. Zaczales tu 9, albo 10.09.2006 bez opisu swego
            problemu, tylko mala wzmianka, ze nie chcesz pic, (cyt.):
            > "Niby nic, a dla mnie wiele." <

            Potem piszesz (wyrywkowo wyjalem taki oto post), cyt.:
            "Nie piję od 10.09.2006 i nie zamierzam już tego robić.
            Nie chcę jednocześnie uczestniczyć w tym forum za sprawą
            kilku jego uczestników." <
            _________________________________________________________.
            Dla mnie jestes konsekwentno-niekonsekwentnym czlowiekiem!
            (wolno mi miec takie zdanie o Tobie, albo...!?)
            A... ;-))

            • 06.02.07, 20:58
              poglądach. Uparcie preferujesz swój styl i poglądy. Mimo wszystko podziwiam Cię
              za upór. Cytaty z moich wypowiedzi też wybrałeś nieprzypadkowe. Od 10.09.2006
              wiele się zmieniło w moim życiu. Jednego jestem od tamtego czasu pewien.
              Kaganek trzeźwości powinni nieść tacy jak Ty czy ja, ludzie po przejściach
              alkoholowych. Jednak każdy z nas wybiera inny sposób oświecenia innych,
              chorujących na to samo co my. Ty wolisz ganić i bezwzględnie krytykować
              wszystkich wątpiących w AA; ja zaś wolę dawać im przykład, że samemu można
              wrócić do żywych.
    • 21.01.07, 18:50
      Jedyna rade jaka moge ci dac to pokochac cos innego np .rower, wyjscie w
      gory ,do lasu .Trzeba tez sie modlic to bardzo pomaga.Wielu osobom pomogla
      modlitwa do Sw.Antoniego .Picia nie da sie ukryc .To tylko wam sie tak
      wydaje .Bede cie wspierac modlitwa i wierze ze ci sie uda bo skoro sie do tego
      przyznales to chcesz zyc na trzezwo .Zacytuje ci wiersz mojego kolegi
      Leona ,ktory wyszedl z nalogu .Gorzala .Byla sobie raz gorzala. Ciecz
      bezwstydna ,cala gola .Zawsze chodzi rozebrana .rzuca mezczyzn na
      kolana .Niezbyt pachnie, i w tym checa .Czymze ona nas podnieca.Ni postury ,ni
      figury .Tylko wlewa sie do rury .Wplywa szybko nam do brzucha . w glowie
      metlik ,zawierucha .Rece lewe, nogi slabe .Wnet z czlowieka zrobi zabe....
      • 02.02.07, 19:59
        Już we wrześniu pokochałem rower, konie, budowę kolejnego domu.....
        Od pierwszego wpisu ciągle robię nowe rzeczy, rozwijam siebie i pomagam w tym
        moim bliskim. Nie mam już czasu na chlanie. Szkoda krótkiego życia. Wszak
        niebawem się skończy...

        Pozdrawiam.
        • 02.02.07, 20:36
          Najfajniejszą nagrodą za niepicie jaką dostałem od losu jest chyba ta ilość
          czasu, którą mogę dysponować. Dzisiaj to mnie najbardziej cieszy.
          A na rowerze byłem w tym roku już 3 razy ;-) I szykuję mapki okolic na wiosnę.
          Naprawdę ;-)
          Ludzie podobni w życiu trzeźwieją podobnie? Taka luźna myśl: powiązanie sposobu
          rzucania picia z wartościami. Czy ktoś się już tym kiedyś zajmował?

          --
          aniolparys.republika.pl/Mysli_Augusta.html
          • 02.02.07, 22:55
            I ty, Parysie, z rowerem:)))
            ale jazda:)

            Jutro chyba będzie można próbować po moim mieście - pryzmy śniegu zmalały, jest
            gdzie uskoczyć - w razie czego. Prawie miesiąc przerwy - zima.

            Zetku, co ty zrobisz z tymi chałupami??? Uzależniłeś się od budowania czy co?
            Kompulsyjne budownictwo, heh... czego to pijaki nie wymyślą:)

            Powiedz, żałujesz, że tak sobie bez AA i terapii poczynasz? Bo bez tego pijak
            szczęśliwy być nie może - ani konno, ani rowerowo, ani udomowiony, ani
            zadomowiony... Cytat z pamięci: "tajemnica mityngu, kutafonie"--- czyli recepta
            na miłość do świata.

            Fajnie, że się odezwałeś. Ja na razie nie buduję - ale pewnie - będę. Umiem
            pracować na budowie i bardzo lubię wesoły narodek murarski... Dobrze będzie:)))

            • 04.02.07, 11:52
              (tyle w nim błędów, że wszystko chcesz w nim zmienić), drugi dla odreagowania
              pierwszego (za szybko i z kolejnymi błędami), a dopiero trzeci dla siebie i
              swojej rodziny (przemyślany na wskroś i pozbawiony wad tych dwóch pierwszych).
              I właśnie jestem na etapie budowy tego trzeciego. Myślę, że to będzie ostatni.
              Choś kto wie ...
              Pozdrawiam.
              • 04.02.07, 21:41
                Po głębszym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że moje pijaństwo wzięło się
                między innymi z bezczynności budowlanej. Takiej stagnacji w życiu człowieka
                czynu. Przypominam sobie, że zaczynałem popijać po ukończeniu pierwszego domu.
                Ale że było w nim zbyt wiele nieprzemyślanych rozwiązań i zwyczajnych błędów,
                to szybko go sprzedałem ze sporym zyskiem i przystąpiłem do budowy drugiego
                domu. Miał być idealny! Tyle, że pomysł był zbyt pochopny i nieprzemyślany.
                Realizowany zbyt szybko, żeby zatrzeć złe wspomnienia po pierwszym domu. Po
                jego ukończeniu nastąpił czas wypoczynku, a po nim czas stagnacji. Następstwem
                tego był alkoholizm (pisałem o tym na początku tego wątku).
                Na to, że nie może być w moim życiu "przestojów" budowlanych wpadłem niedawno
                robiąc rachunek sumienia alkoholika. Przy aprobacie mojej kochanej żony i
                naszych córek, tydzień temu sprzedaliśmy dom (z zyskiem), kupiliśmy mieszkanie
                w bloku na czas budowy i znowu przystępujemy do budowania naszego wymarzonego
                domu. To jest dla mnie jak żywioł. Chyba dzięki temu nie zatracę się w
                alkoholu. Poza tym to może być sposobem na niezły zarobek.
                Projekt już się robi w pracowni archtektonicznej, działka już się grodzi i w
                marcu startujemy z fundamentami.
                • 04.02.07, 22:03
                  To może otwórz firmę budowlaną. Co będzie jak ten dom ukończysz?
                  Ja co prawda w swoim życiu domu nie wybudowałem, ale remontuję stary i też mnie to rajcuje.
                  • 04.02.07, 22:17
                    Lubię ten ruch na budowie i powstające coś z niczego. Firmy budowlanej raczej
                    nie otworzę, bo lubię być niezależny. Chyba, że Ty masz odpowiednie
                    kwalifikacje i zgodzisz się być jej szefem (wstępna propozycja). Ja mogę objąć
                    udziały i włożyć doświadczenie niepijącego już amatora - budowlańca.
                    • 20.02.07, 23:55
                      Chyba pierwszy raz w życiu czegoś tak bardzo zazdroszczę.Zazdroszczę Twojej żonie Zetku. Jestem u kresu wytrzymałości, od kilku tygodni błakam się po róznych forach, głównie czytam. Czego szukam? Sama nie wiem.. nadzieji, wsparcia, pomocy, świadomości,że nie jestem sama? Tak dobrze znam to uczucie o którym piszesz w jednym ze swoich postów,kiedy postanowiłeś rzucić picie.Byłeś na celowniku, czułeś sie obserwowany na każdym kroku.Czy wiedziałeś dlaczego śledzą Cię oczy Twoich bliskich? Czułeś chłód? Czułeś, że każdego ranka boją się marzyć, że ten dzień będzie inny? Czułeś ich bezsilną złość, ich wściekłość na własną niemoc, na to, że nie wiedzą jak pomóc, nie wiedzą czy wogóle można pomóc komuś, kto tej pomocy nie chce? Mój mąż śpi od kilku godzin. Kiedy zadzwonił z pracy i powiedział, ze wróci dziś wcześniej jak co dzień zatliła się iskierka nadzieji, szybko zgasła. Wrócił szybciej niz zwykle, ale nie do domu tylko do baru, który widać z okien domu.Zazdroszczę Twojej żonie, tego, że jej mąż miał odwagę zobaczyć swoje życie takim, jakie jest życie alkoholika i tego, że miał siłę zmierzyć się z nim i wytrwać (mam nadzieję, że nic się nie zmieniło)Mój jeszcze tego nie widzi, choć trwa to bez mała 14 lat. Czy kiedyś zobaczy? Czy nie będzie zbyt późno?Miłość powoli przygasa.Pozdrowienia
                      • 21.02.07, 00:09
                        przepraszam za "nadzieji", jakiś chochlik -oczywiście nadziei
                      • 21.02.07, 00:12
                        Strasznie smutne jest to co napisałaś, ale jednocześnie tak zwyczajne pospolite i szablonowe. Ta choroba jest szablonowa. Scenariusz jest stale ten sam. Zmienia sie tylko obsada i sceneria. Poczytaj to forum. Cierpliwie. Nie zważaj na niektóre wątki na których się nieraz nie przebierajac w słowach i środkach spieramy o metody. To nic. Najważniejsze jest poznać mechanizmy tej choroby. Ona sama nie przechodzi. Żeby z niej wyjść przede wszystkim musi chcieć chory. Żadne pobożne życzenia jego najbliższych nie pomagają. Pijak poświęci dla flaszki wszystko. Musisz bardzo dużo sie dowiedzieć. Możesz swojemu mężowi pomóc.Teoretycznie jest szansa. Tylko, czy starczy Ci siły?
                        • 21.02.07, 00:21
                          Jeśli on zechce, jeśli zobaczy problem to i sił wystarczy i płomyk pewnie mocniej zabłyśnie.Ale czy to się zdarzy?
                          • 21.02.07, 18:40
                            dogrose napisała:
                            > Jeśli on zechce, jeśli zobaczy problem to i sił wystarczy i płomyk pewnie
                            mocniej zabłyśnie.Ale czy to się zdarzy?
                            ____________________________________________________________________.
                            Jezeli jest on alkoholikiem, to szanse na to, ze "to się zdarzy",(jak
                            sama piszesz), wynosza okolo 4 do 5 na 100.
                            Gdybys jednak skoncentrowala sie nie na nim tylko na sobie to masz
                            szanse prawie ze 100% - Dlaczego nie pojdziesz, w realu, np. do Al-Anonu!?
                            Ty nie jestes mu w stanie pomoc, ale on moze sie zmienic, kiedy Ty
                            to zrobisz ze soba...
                            A...
                            • 21.02.07, 19:04
                              Próbowałam. Na pierwszym spotkaniu terapeutka powiedziała, że pierwszy krok to złożenie pozwu rozwodowego, żeby się wystraszył,zobaczył co może stracić.Uznałam, że to głupia zagrywka. Nie jestem Babą Jagą, a mój mąż nie jest dzieckiem. Wiem,że muszę zacząć od siebie. To, że odważyłam sie napisać to dowód na to, że próbuję.Więc nie truj, tylko powiedz co powinna robić żona cichego alkoholika, który już trochę czuje,że jest niewolnikiem, ale jeszcze mu się wydaje, że taka niewola to świetny sposób na życie.W końcu ma odpowiedzialną pracę w międzynarodowym koncernie, pracę, która go śmiertelnie nudzi, ale też i wyczerpuje. Po pracy musi być wiec czas na relaks.
                              • 21.02.07, 19:25
                                dogrose napisała:
                                > Próbowałam. Na pierwszym spotkaniu terapeutka powiedziała, że pierwszy krok
                                to złożenie pozwu rozwodowego, żeby się wystraszył,zobaczył co może stracić.
                                Uznałam, że to głupia zagrywka. Nie jestem Babą Jagą, a mój mąż nie jest
                                dzieckiem. Wiem,że muszę zacząć od siebie. To, że odważyłam sie napisać to
                                dowód na to, że próbuję.Więc nie truj, tylko powiedz co powinna robić żona
                                cichego alkoholika...
                                ___________________________________________________________________________.
                                No wiec powiem (jako alkoholik):
                                - Pojsc jak najszybciej do Al-Anonu i sluchac bardziej doswiadczonych...!
                                - nie wymadrzac sie i nie uznawac slow zawodowych terapeutow, ze sa glupie!
                                - pokazac wiecej czynu, a nie bazgrac po wszystkich forach...!
                                - nie popisywac sie jego praca, ktora moze byc juz na wylocie...!
                                A...
                                • 21.02.07, 19:43
                                  aaugustw napisał:
                                  > - Pojsc jak najszybciej do Al-Anonu i sluchac bardziej doswiadczonych...!

                                  Pójść możesz, posłuchać możesz - nie zapomnij przy tym myśleć (tak jak to
                                  zrobiłaś na spotkaniu z terapeutką! - poradziła Ci faktycznie idiotycznie - nie
                                  powinnaś niczego robić wbrew sobie, a straszenie rozwodem, którego tak naprawdę
                                  nie chcesz, to dziecinna zagrywka - i nieskuteczna, bo szybko wyjdzie, że
                                  manipulujesz).

                                  > - nie wymadrzac sie i nie uznawac slow zawodowych terapeutow, ze sa glupie!

                                  Jak wynika z tego, co napisałam wyżej, bywa tak, że słowa terapeutów SĄ głupie
                                  (terapeuci to nie bogowie, tylko zwykli ludzie - są głupi, są też bardzo mądrzy
                                  (jak w każdej grupie zawodowej).

                                  > - pokazac wiecej czynu, a nie bazgrac po wszystkich forach...!

                                  Pisz, pisz. To może Ci bardzo pomóc, przynajmniej na początku.

                                  > - nie popisywac sie jego praca, ktora moze byc juz na wylocie...!

                                  Tą "radą" też się nie przejmuj - tu wychodzą kompleksy niedowartościowanego
                                  Augusta.

                                  Pozdrawiam serdecznie. Trzymaj się!
                                  • 21.02.07, 21:47
                                    Dzięki Magtomal, tego właśnie potrzebuję otuchy i zrozumienia.
                                    • 21.02.07, 22:33
                                      dogrose napisała:

                                      > Dzięki Magtomal, tego właśnie potrzebuję otuchy i zrozumienia.

                                      Otuchy będę Ci dodawać ile w mej mocy. Ale i tak wszystko w Twoich rękach. A
                                      zrozumienie masz pełne, bo mam spore doświadczenie w byciu żoną alkoholika -
                                      niestety...
                                • 21.02.07, 21:46
                                  Dlaczego jesteś taki agresywny? Nie napadaj na mnie, jeszcze prawie nic o mnie nie wiesz. Nie powiedziałam, że nie skorzystam z pomocy fachowców. Powiedziałam tylko, że mam niezbyt zachęcające doświadczenia i próbuję na razie szukać pomocy gdzie indziej. Nie bazgrzę po forach, raczej czytam, by zmądrzeć, (przeczytałam też sporo Twoich wypowiedzi).Jeśli chodzi o pracę mojego męża, to źle zrozumiałeś moje intencje. Chodziło mi o to jak on to widzi, o sposób, w jaki tłumaczy sobie i mnie, to że pierwszą rzeczą która potrzebna mu jest po powrocie do domu jest puszka piwa. Nie oceniaj mnie, nie tego potrzebuję; chcę wiedzieć jak postrzegają swoje żony alkoholicy, czy dziś po powrocie do trzeźwości potrafią pomóc KONKRETNĄ radą. Dlaczego wysyłasz mnie od razu do Al.- Anonu; nie możesz poradzić mi nic tak po prostu, od siebie, z własnego doświadczenia?
                                  • 23.02.07, 13:48
                                    Dogrose napisala:
                                    > Dlaczego jesteś taki agresywny? Nie napadaj na mnie, jeszcze prawie nic o
                                    mnie nie wiesz…
                                    - - - - - - - - - - - - -
                                    Wyjasniam:
                                    Po moim pierwszym, lagodnym liscie do Ciebie, odpowiedzialas mi, cyt.:

                                    > "...nie truj, tylko powiedz co powinna robić żona cichego alkoholika..." <

                                    Dalem wiec Tobie krotkie, suche wskazowki, ktore Ty potem uznalas
                                    jako napasc – (przewrotna i delikatna jestes...!) ;-))
                                    ________________________________________________________________.
                                    Dogrose napisala dalej:
                                    > Dlaczego wysyłasz mnie od razu do Al.- Anonu; nie możesz poradzić
                                    mi nic tak po prostu, od siebie, z własnego doświadczenia?
                                    - - - - - - - - - -
                                    Wlasnie to zrobilem i podzielilem sie moim doswiadczeniem... -
                                    A Ty mozesz je przyjac, albo odrzucic...!
                                    Chyba, ze zalezy Tobie tylko na siebie samej i szukasz dla siebie
                                    i swojego EGO tylko wzajemnej adoracji, ale wtedy jestes tu nie
                                    we wlasciwym miejscu...!
                                    Masz wprawdzie juz jedna tutaj reprezentantke "calego" Al-Anonu -
                                    Magtomal, ktora byla na spotkaniu tej Wspolnoty moze z dwa razy i
                                    przemawia, jakby poznala wszystkie juz doswiadczenia Wspolnoty Al-Anon.
                                    (2 przyklady tego co ona potrafi):
                                    > "Wiesz, kiedy zaczęłam Mu najbardziej pomagać? Kiedy przestałam go
                                    sprawdzać, analizować Jego zachowania, zastanawiać się ile (czy) wypił
                                    (lub udawać, że mnie to przestało interesować, bo jednak się zastanawiałam...),
                                    sugerować Mu co powinien zrobić, wymuszać obietnice etc. Uznałam, że to
                                    dorosły facet..." <

                                    A dzien wczesniej Magtomal pisala, cyt.:
                                    > "Dziecko (niegrzeczne) trzeba trzymać krótko. Wyznaczyć wyraźne granice." <
                                    (od siebie dodam: kogo sie krotko chce trzymac, ten pojdzie w dluga...!) ;-))
                                    - - - - - - - - - -
                                    Widzisz Dogrose, gdybys poszla w realu do Al-Anon, wtedy nie zglupiejesz po
                                    takich sprzecznych wypowiedziach wszystkowiedzacej jednej, gdyz ci inni tam
                                    obecni zaraz skoryguja taka zaczynajaca dopiero co trzezwiec...!
                                    _______________________________________________________________.
                                    (Przypomne jeszcze) Do Magtomal napisalas, cyt.:
                                    > Dzięki Magtomal, tego właśnie potrzebuję otuchy i zrozumienia.
                                    - - - - - - - - - - - -
                                    (a ona na to, cyt.):
                                    Otuchy będę Ci dodawać ile w mej mocy...
                                    ...bo mam spore doświadczenie w byciu żoną alkoholika - niestety...
                                    ______________________________________________________.
                                    Dogrose, pozwol, ale to pozostawie juz bez komentarza !
                                    A...
                                    • 23.02.07, 14:40
                                      Jeszcze Cię nie znam, a już Cię nie lubię
                                      • 23.02.07, 17:35
                                        dogrose napisała:
                                        > Jeszcze Cię nie znam, a już Cię nie lubię
                                        ____________________________________________________________.
                                        Dogrose, prawde mowiac, nie wiem po co piszesz do mnie...(!?)
                                        Nie jestem zainteresowany Twoimi uczuciami, (przynajmniej obecnie).
                                        Dla mnie najwazniejsze w tej chwili jest to, ze ja Cie lubie...!
                                        A... ;-))
                                    • 23.02.07, 17:33
                                      aaugustw napisał:
                                      > Masz wprawdzie juz jedna tutaj reprezentantke "calego" Al-Anonu -
                                      > Magtomal, ktora byla na spotkaniu tej Wspolnoty moze z dwa razy i
                                      > przemawia, jakby poznala wszystkie juz doswiadczenia Wspolnoty Al-Anon.

                                      Gdybyś był mnie skoncentowany na sobie samym i uważniej czytał wypowiedzi tych,
                                      których tak zaciekle atakujesz, to wiedziałbyś, że NIGDY nie byłam na spotkaniu
                                      Al-Anon. Skąd więc Twoje złośliwości,że jestem reprezentantką całego Al-Anonu?
                                      Zawsze reprezentuję tylko samą siebie.
                                      A ciąg dalszy - szkoda mówić. To jest właśnie to, o czym pisał Addi - wyrywanie
                                      z kontekstu wypowiedzi i manipulowanie nimi.
                                      • 23.02.07, 17:45
                                        magtomal napisała:
                                        > Gdybyś był mnie skoncentowany na sobie samym i uważniej czytał wypowiedzi
                                        tych, których tak zaciekle atakujesz, to wiedziałbyś, że NIGDY nie byłam na
                                        spotkaniu Al-Anon. Skąd więc Twoje złośliwości,że jestem reprezentantką całego
                                        Al-Anonu?
                                        ______________________________________________________________________________.
                                        Przepraszam, musialem Cie pomylic z kims innym...!
                                        Po tym ciaglym Twoim pouczaniu innych, bylem przekonany, ze masz juz
                                        jakas tam zebrana wiedze praktycza w tym temacie...
                                        (2 Mityngi x 1,5 godz. = 3 godz.)
                                        Wnioskuje zatem, ze Ty nam tu zasuwasz sama, wlasna teorie...! :-((
                                        A...
    • 07.02.07, 00:29
      Wiesz! mam siostrę która pije, i przez to straciła wszystko. Z mężem się
      rozwiodła bo też pił, zabrali im dzieci do domu dziecka i teraz błąka się gdzieś
      po świecie. Nie pozwól aby to samo spotkało ciebie, bo przecież masz dwie
      cudowne córki które na pewno chciałyby żeby wszystko było dobrze. Idź jak
      najszybciej na leczenie. I tak już jesteś na dobrej drodze bo przyznałeś się
      że jesteś alkoholikiem, to pierwszy podstawowy krok do sukcesu.
      • 21.02.07, 19:54
        Dogrose.
        Jak często Twój mąż pije. Czy zdarza mu się pić rano, prowadził kiedyś samochód po wypiciu, albo na kacu, czy "urywa mu się film", czy cierpi na tzw zespół odstawienny , czy ma z tego powodu kłopoty w pracy, czy pije sam i zaprzecza, że wypił - napisz coś więcej.
        • 21.02.07, 21:15
          janulodz napisał:

          > Dogrose.
          > Jak często Twój mąż pije. Czy zdarza mu się pić rano, prowadził kiedyś
          samochód
          > po wypiciu, albo na kacu, czy "urywa mu się film", czy cierpi na tzw zespół
          od
          > stawienny , czy ma z tego powodu kłopoty w pracy, czy pije sam i zaprzecza,
          że
          > wypił - napisz coś więcej.

          Wybacz Janu, ale wydaje mi się, że pytania te są zupełnie niepotrzebne.
          Współuzależnienie polega na wręcz obsesyjnym skupieniu się na piciu innej osoby
          (w tym wypadku męża). Dogrose powinna - tak sądzę - przestać analizować jak,
          ile i kiedy Jej mąż pije, a zacząć myśleć o sobie.
          • 21.02.07, 21:50
            Nie bardzo rozumiem. Współuzależnienie zaczyna się od uzależnienia męża. A może spróbować przy okazji jego z tego wyciagnąć? Żeby to zrobić trzeba poznać na jakim jest etapie. Może już jest blisko podjęcia swojej życiowej decyzji. Przecież pomagasz swojemu mężowi w jego leczeniu.
            • 21.02.07, 22:19
              janulodz napisał:
              Przec
              > ież pomagasz swojemu mężowi w jego leczeniu.

              Wiesz, kiedy zaczęłam Mu najbardziej pomagać? Kiedy przestałam go sprawdzać,
              analizować Jego zachowania, zastanawiać się ile (czy) wypił (lub udawać, że
              mnie to przestało interesować, bo jednak się zastanawiałam...), sugerować Mu co
              powinien zrobić, wymuszać obietnice etc. Uznałam, że to dorosły facet, to Jego
              wybory i ma do niech prawo. I to właśnie najbardziej pomogło mnie i Jemu.
              • 21.02.07, 22:27
                i wiesz, co jeszcze pomogło? Chyba też to, że ja osiągnęłam swoje dno,
                poczułam, że dalej tak żyć nie potrafię i nie chcę. Nie chciałam już reanimować
                trupa, którym powoli stawał się nasz związek. I - mam wrażenie - On to wyczuł.
                Zrozumiał, że już nie straszę, tylko naprawdę gotowa jestem na radykalne kroki.
                I wtedy zechciał zawalczyć - bo nie tylko ja kocham Jego, ale Jemu też zależy
                na mnie.
        • 21.02.07, 21:52
          Dzięki za zainteresowanie. Pije codziennie, w wolne dni czasem od rana Odpowiedź na prawie wszystkie pytania brzmi tak, lub chyba tak ( nie dałabym głowy za to, że zawsze gdy prowadzi auto jest czysty, choćby rano, po umoczonym wieczorze) W pracy z tego ,co wiem kłopotów chyba jeszcze nie ma.
          • 21.02.07, 22:55
            Myślałem, że jest lepiej. W tym przypadku zdaj się na rady doświadczonych współuzależnionych żon. Ja znam sytuację od strony pijącego. Na pewno nie pomogą krzyki, kontrole i "poważne rozmowy". Szczególnie wtedy, gdy wróci do domu z baru. Tak samo zapewnienie mu "komfortu picia". On sam musi uznać, ze jest na przegranej pozycji.
    • 22.02.07, 23:49
      Witam Cię serdecznie.
      Czytając Twój pierwszy post pomyślałem, że napisała go kiedyś moja żona. Ten
      sam styl i te same problemy ze mną - alkoholokiem.
      Moja "radosna przygoda" z chlaniem (wybacz za słowo, ale alkoholizm jest według
      mnie słowem zbyt łagodnym) toczyła się również w cieniu cierpienia najbliższych
      mi osób. To o czym piszesz, czyli śledzące mnie ich oczy, chłód bijący z ich
      spojrzeń, częste (niby przypadkowe) wąchanie mojego oddechu, żeby sprawdzić czy
      już jestem "po" czy jeszcze "przed" itd.
      Na początku żadne przemowy, wylewanie żali, a w końcu płacz i groźby mojej
      wspaniałej żony nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Odpowiadałem jej zwykle,
      że to ona ma problem a nie ja. Twierdziłem, że przecież jedno piwo, potem dwa,
      trzy, cztery ... dziennie to nie żaden problem, wszak tak cywilizowane narody
      jak Czesi czy Niemcy nie mogą się mylić. Okazało się jednak, że to ja się
      myliłem.
      Wpadłem w pułapkę mitów i samouwielbienia. Popołudnia w trakcie tygodnia
      kończyłem zasypiając nad którymś z kolei piwem. Natomiast dni wolne (podobnie
      jak Twój mąż) zaczynałem od piwa i kończyłem tak jak popołudnia w trakcie
      tygodnia. Nie mogłem przeżyć dnia bez alkoholu (choć wmawiałem sobie i innym,
      że tak nie jest). Wszystkie testy na stwierdzenie choroby alkoholowej robione w
      ukryciu w stu procentach dawały wynik pozytywny. Nie raz próbowałem sobie
      udowodnić, że na pytanie "Czy jesteś w stanie nie pić jeden cały dzień?" będę
      mógł odpowiedzieć twierdząco. Jednak każda z prób kończyła się fiaskiem. To był
      dla mnie pierwszy, namacalny powód do niepokoju.
      Drugi i decydujący sygnał miał podłoże emocjonalne (poczucie uciekającego
      czasu) i uczuciowe (miłość do małżonki i miłość do córek). Otóż dotarło w końcu
      do mnie, że moje córki już nie są oseskami i widzą co się dzieje. Że doskonale
      wiedzą o co chodzi, że widzą jak ich ojciec się stacza i widzą jednocześnie jak
      z tego powodu duchowo "starzeje się" i zamyka się w sobie ich młoda mama.
      Zauważyłem w końcu, jak wiele zwykłych, życiowych spraw moich
      dzieci "przesiedziałem" z piwem w mojej kotłowni. Jak dużo nam czasu uciekło
      przeze mnie. Jakie mamy zaległości w kontaktach ojciec - dzieci, mąż - żona
      (łącznie z pożyciem erotycznym - piwo zawsze było na pierwszym miejscu).
      To mnie obudziło do życia! To spowodowało, że pomimo największej na ów czas
      miłości do piwa, postanowiłem z nim zerwać na rzecz tych, które cały czas we
      mnie wierzyły i najbardziej na świecie na to zasługują! To siła mojch dziewczyn
      stała się moją siłą. I skończyłem z piciem! Na zawsze!

      Gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że trzcim czynnikiem, który pomógł mi
      wyrwać się z choroby alkoholowej było to forum. Tu przeczytałem setki
      wypowiedzi ludzi takich jak ja. Ich doświadczenia przyspieszyły moją decyzję.

      Droga Dogrose. Swoim tekstem pokazałaś, że jesteś wielkim i rozsądnym
      człowiekiem. Dobro najbliższej Ci osoby (pewnie pomimo braku wdzięczności) jest
      dla Ciebie dobrem najwyższym. Pochwalam Twój upór w dążeniu do trzeźwości męża.
      Jesteś jedyną osobą, która może i musi mu pomóc. Od Twoich dalszych kroków może
      zależeć powodzenie tego procesu. Pokaż mu to forum i powiedz mu, że my na tym
      forum - ludzie po alkoholowych przejściach trzymamy kciuki za powodzenie w jego
      wychodzeniu z bagna. Niech wie, że powrót do żywych jest możliwy w każdym
      przypadku, na każdym etapie choroby. Niech też wie, że Tobie zależy na tym
      najbardziej.
      • 22.02.07, 23:59
        Zetku, piszesz do Dogrosy, ale... tak się dobrze czyta Twoje słowa... zwykłe
        ludzkie uczucia, najpiękniejsze... bez obłędu mechanizmów, narzędzi, sił
        wyższych i niższych...
        Zwyczajne życie - takie jak moje - którego nie potrzeba niczym tłumaczyć, niczym
        usprawiedliwiać, bez lęku przed jakimiś kompulsjami, bez samoponiżania i
        wmawianej sobie marnej bezsilności.

        budowanie domu - bardzo mi się to podoba:)

        Dogroso - życzę, żebyś znalazła swoja drogę - niech Ci się wiedzie dobrze, z
        mężem trzeźwym - albo nawet bez niego, jeśli wolałby być pijany.
        • 23.02.07, 13:56
          e4ska napisała:
          > Zwyczajne życie - takie jak moje - którego nie potrzeba niczym tłumaczyć,
          niczym usprawiedliwiać, bez lęku przed jakimiś kompulsjami, bez samoponiżania i
          > wmawianej sobie marnej bezsilności.
          > budowanie domu - bardzo mi się to podoba:)
          > Dogroso - życzę, żebyś znalazła swoja drogę - niech Ci się wiedzie dobrze, z
          > mężem trzeźwym - albo nawet bez niego, jeśli wolałby być pijany.
          _________________________________________________________________.
          Tak sie teraz zastanawiam, co ja bym wybral z tego listu dla siebie,
          gdybym byl wspoluzaleznionym...!
          A...
          Ps. Ja bym zaczal chyba budowac dom - taki solidny, duchowy dom.
          Nie te zamki na lodzie, ktorych nikt nie jest w stanie utrzymac.
      • 23.02.07, 14:02
        zk140t napisał:
        > Gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że trzcim czynnikiem, który pomógł mi
        > wyrwać się z choroby alkoholowej było to forum. Tu przeczytałem setki
        > wypowiedzi ludzi takich jak ja. Ich doświadczenia przyspieszyły moją decyzję.
        ______________________________________________________________________________.
        Tak, bez drugiego alkoholika nie mozna zatrzymac tej choroby...!
        A...
        Ps. Mam pytanie: Czy miales w zyciu, tzw. "urwanie sie filmu...?"
      • 23.02.07, 14:44
        Wielkie dzięki za dobre słowo i radę, więcej napiszę nocką
        • 23.02.07, 17:37
          dogrose napisała:

          > Wielkie dzięki za dobre słowo i radę, więcej napiszę nocką
          ___________________________________________________________.

          Radze dobrze sie zastanowic nad tym, co piszesz, co chcesz
          i czego oczekujesz...!
          A... ;-))
          • 23.02.07, 18:03
            Nie daj się zrazić Augustowi, pisz!
        • 24.02.07, 23:20
          Coś się wydarzyło?
          • 24.02.07, 23:25
            Zetku, nawet milion( nie tyko 140) !
            Ty się trzymaj!
            I, no właśnie... co to i...
            Trzymaj się!
            • 26.02.07, 18:30
              Witam wszystkich.
              Szkoda ze tak pozno odnalazlem ten watek. Ale lepiej pozniej niz w cale. Czy
              ty zetek jestes jakim moim nieznanym sobowtorem? Wszystko sie zgadza co do
              joty (praca, rodzina a nawet dom), za wyjatkiem kotlowni, w moim przypadku to
              byl garaz. Nie pije juz od dwoch tygodni. Podobnie jak Ciebie poradnia olala
              mnie z gory. Ale po kilku dniach zdalem sobie sprawe, ze to jest moj problem i
              tylko ja a nikt inny moze sobie pomoc. Ot tak dwa tygodnie temu postanowilem
              rzucic chlanie. Co dalej....... szczerze nie wiem. Na razie wiem ze nie chce
              pic i nie pije. Chyba teraz gdy jestem trzezwy musze pomyslec co dalej. Twoje
              posty zetek sa dla mnie bardzo inspirujace. Gratuluje Ci.
              • 26.02.07, 19:20
                A ja gratuluję Tobie - decyzji i tych dwóch tygodni. Tak trzymaj!
              • 27.02.07, 00:25
                l84tea napisał:
                ty zetek jestes jakim moim nieznanym sobowtorem? Wszystko sie zgadza co do
                > joty
                - Wygląda na to, że jest Was co najmniej trzech.
                > Twoje posty zetek sa dla mnie bardzo inspirujace.
                - No to jest nas już dwoje.
                Życzę powodzenia, gratuluję podjęcia decyzji i trzymam kciuki. Niech Ci się uda!
              • 27.02.07, 19:51
                To, że nasze przypadki są bardzo podobne do siebie świadczy o tym, że pijacy są
                powtarzalni. Każdemu z nas wydawało się, że jesteśmy sprytni i umiemy się
                kamuflować. Na koniec okazało się, że byliśmy bardziej żałośni niż sprytni. Dla
                poprawienia nastroju powiem, że nawet napić się nie umieliśmy z klasą (tylko
                robiliśmy to gdzieś w kazamatach kotłowni czy garażu).
                Miło, że chlanie uznałeś za zbytek niewart zachodu. Po blisko półrocznej
                abstynencji mogę Cię zapewnić, że w odzyskanym czasie wolnym możesz góry
                przewalać. Odzyskany kontakt z dziećmi i małżonką pozwala wrócić do
                podstawowych funkcji społecznych. Odtąd w domu wiemy o sobie wszysko i dzięki
                współpracy znowu stanowimy rodzinę. A jak już "odrobimy" lekcje z dziećmi,
                pojeździmy z nimi na łyżwach i upiększymy bałwna w naszym ogrodzie, możemy
                wrócić do planowania naszego trzeciego domu. Całą Rodziną.
                Życzę Ci wytrwałości w "niechlaniu", a zauważysz że życie jest ciekawsze,
                barwniejsze i przyjemniejsze.
                Pozdrawiam.
            • 01.03.07, 00:16
              Plany budowy są już zapięte na ostatni guzik. Mamy zgromadzone
              wszystkie "ciężke" materiały (BK + BF + więźba + stosy żwiru i piasku.
              Okazuje się, że budowanie nie musi być drogie ...
              • 01.03.07, 00:20
                A już myślałam ,że samiuteńka tu poczytuję różne wątki. Miło, że ktoś jeszcze nie śpi. Nie śpi i w dodatku zadowolony i wiosenny. Pozdrowienia i pomyślnego budowania.
                • 31.03.07, 12:50
                  Na wszelki wypadek, gdyby okazało się że znowu nie jestem zadowolony z nowego
                  domu, zakupiliśmy z żoną kolejną działkę za miastem. To ładnie położony teren,
                  aktualnie porośnięty chwastami i osiką (to też chwasty). Działka ma ponad 1700
                  m2 i leży przy asfaltowej drodze z dostępem do wodociągu, kanalizacji i prądu.
                  Nic tam nie planuję w najbliższym czasie robić. Może ją kiedyś sprzedam? A może
                  dokupię trzy sąsiednie (1800 m2, 1000 m2 i 3500 m2)? Bóg jeden wie.
                  Pozdrawiam wszystkich niepijących. A dla pijących mam radę: przestańcie chlać,
                  a wszystko się ułoży.
                  • 31.03.07, 19:36
                    Cześć Zetku!
                    Miło przeczytać,że wszystko u Ciebie w porządku.Pomyślnego budowania.Pozdrowienia.
                  • 02.04.07, 18:27
                    Jeszcze zapomniałeś napisac że PIN twojej złotej karty kredytowej zaczyna się
                    cyfrą 9,chcesz zaimponować swoim statusem materialnym????, nie to miejsce.
                    Jakbys napisał,że kupiłeś butelkę alkoholu nawet najdroższa marka może być, byś
                    wypił dwa łyki i przez tydzien, miesiąc czy dwa nie myślało tej reszcie z tej
                    butelki, to by był temat do dyskusji.Dobre rady zachowaj dla siebie.
                    • 03.04.07, 22:10
                      gdybym napisał że chodzę w łachmanach i wszystko czego nie przepiłem oddałem
                      bratu Albertowi.
                      Niczym się nie przechwalam! Piszę tylko, że znalazłem siłę i motywację w
                      wychodzeniu z alkoholizmu poprzez budowanie domów. Myślisz, że alkoholizm to
                      choroba tylko ludzi ubogich?
                      Mylisz się bardzo i poniżasz [rzez to nas - alkoholików swoimi poglądami.
                      Pijaństwo - tak jak HIV - nie zna klasy społecznej ani zasobności portfela.
                      Jeśli uważasz, że nie powinienem afiszować się swoimi sukcesami w niepiciu na
                      tym forum, to wskaż mi lepsze do tego miejsce niż to.
          • 27.02.07, 00:17
            Czy coś się wydarzyło? Nie to, na co czekam. Ot proza życia. Grypka zmogła mi rodzinkę. Pomiędzy gotowaniem rosołków, warzeniem miodowych herbatek z malinami, robieniem inhalacji, mierzeniem temperatury i wizytami u lekarza zabrakło czasu na przyjemności. A zaglądanie tu, a szczególnie czytanie Twoich postów to balsam dla mojej duszy. Twoje piwniczne picie i sposoby tłumaczenia się z niego żonie to jak kadry z mojego życia. Udało Ci się a więc i dla nas jest nadzieja. Pozdrowienia
            • 27.02.07, 17:49
              za slowa otuchy i wsparcia. Troche moja krew zagotowal sie wczoraj po wizycie
              w poradni uzaleznien. Napisze o tym pozniej gdy bede mial wiecej czasu.
              Dogrose, zycze szybkiego powrotu do zdrowia. Mam pewna rade jesli chodzi o
              Twojego meza. Napisze do Ciebie pozniej na prywatny e-mail jesli nie masz nic
              przeciwko temu?
              • 27.02.07, 18:10
                l84tea napisał:
                > Mam pewna rade jesli chodzi o Twojego meza. Napisze do Ciebie pozniej...
                _________________________________________________________________________.
                Poradami jest wybrukowana droga do Piekla - ja w to wierze...!
                A...
                • 27.02.07, 21:45
                  Chyba nie warto komentowac Twoich postow Auguscie. A swoja droga zastanawiam
                  sie jak jest cel Twoich zajadliwych komentarzy?
                  • 01.03.07, 17:01
                    l84tea napisał:

                    > Chyba nie warto komentowac Twoich postow Auguscie. A swoja droga zastanawiam
                    > sie jak jest cel Twoich zajadliwych komentarzy?
                    _________________________________________________________________.
                    O czym Ty mowisz...!? - Co znaczy ta Twoja tu niepewnosc; "chyba"?
                    Albo warto, albo nie warto komentowac - zdecyduj sie...!
                    Przypomnialo mi sie teraz, co pewien dentysta odpowiedzial kobiecie,
                    ktora powiedziala mu, ze wolalaby rodzic, anizeli zeba usuwac.
                    On jej na to, zeby sie zdecydowala, bo musi wiedziec jak fotel ulozyc...!
                    A... ;-))
                    Ps. Tylko nie sprobuj komentowac...! ;-))
              • 27.02.07, 18:20
                l84tea napisał:
                Mam pewna rade jesli chodzi o
                > Twojego meza. Napisze do Ciebie pozniej na prywatny e-mail jesli nie masz nic
                > przeciwko temu?

                Jeśli masz dobre rady - pisz na forum. Inne żony też chcą usłyszeć - może
                skorzystają. Proszę...
                • 27.02.07, 18:31
                  magtomal napisała:

                  > Jeśli masz dobre rady - pisz na forum. Inne żony też chcą usłyszeć - może
                  > skorzystają. Proszę...
                  _________________________________________________________.
                  Magtomal, jestes nie do przebicia...!!
                  Ja juz dzisiaj wierze w to, ze Twoj maz bedzie trzezwy...!
                  Z czego - osobiscie - bardzo sie ciesze...! ;-))
                  A...
                  Ps. Naprawde...!!
                • 27.02.07, 21:54
                  niecierpliwie czekam na Twoją radę, tu lub w e-mailu, jesli wolisz
    • 01.03.07, 20:28
      aniolparys - to Twój manifest. Proszę o pozwolenie na jego używanie w życiu
      codziennym. Bardzo podoba mi się ten tekst.
      Pozdrawiam.
      • 01.03.07, 20:41
        Używaj :)) Tutaj też używaj - wyjeżdżam na tydzień i zostawiam to Tobie.
        Nie lubię powtarzania, ale to, że niepicie jest fajne już pisałem i będę pisał
        przy każdej okazji.
        Przez to, że nie piję byłem rok temu sędzią w konkursie nalewek spirytusowych
        własnej roboty i nikt nie zarzucał mi stronniczości :-)))
        • 07.03.07, 14:59
          aniolparys napisał:
          > Przez to, że nie piję byłem rok temu sędzią w konkursie nalewek spirytusowych
          > własnej roboty i nikt nie zarzucał mi stronniczości :-)))
          ____________________________________________________.
          ??? - Czy miales przepaske na oczach...!?
          Czy nie pijacy moze byc sedzia nalewek spirytusowych?
          A... ;-))
    • 05.03.07, 15:18
      Czesc wlasnie przeczytalam kawalek historii twojego zycia.
      nie idz w tym kierunku bo tam nic nie ma i nikogo.ja jestem corka alkoholika
      mam31 lat i od 7 lat walcze o ojca. I nic z tego.......On kocha pic a nas nie.
      To ze chce zeby nie pil dla niego oznacza krzywde ja go krzywde nie pozwalam mu
      pic.Nasze kontakty ojciec corka praktycznie nie istnieja,ja go nawet nie
      kocham....Chociaz chcialabym.Nie pozwol zeby twoje corki ciebie nienawidzily bo
      jest to wyjatkowo podle i przykre uczucie.Pomysl
      • 06.03.07, 23:44
        Dorotka. Przeczytałaś początek bez dalszych części. Przeczytaj wszystko i
        napisz znowu.
      • 07.03.07, 15:12
        dorotka19769 napisała:
        > ...jestem corka alkoholika, mam31 lat i od 7 lat walcze o ojca.
        I nic z tego.......On kocha pic a nas nie.
        ________________________________________________________________.
        Smutne to slowa dla alkoholika, ktory ma dwojke dzieci.
        Ile w tych slowach zmarnowanego czasu i energii... -
        Ile w nich niewiedzy na temat choroby alkoholowej...!
        Siedem (7) lat walki z wiatrakami. Siedem (7) lat
        pozbawiania sie milosci i innych pozytywnych uczuc..!
        A wystarczyloby tylko sie poddac, nie walczyc o nic !
        Pojsc do Al-Anonu, zeby dowiedziec sie, ze ten chory
        ojciec kocha Cie Dorotko, on tylko nie potrafi sam
        poradzic sobie z alkoholem.
        A...
    • 05.04.07, 19:29
      Reszta to pieniactwo, pyskówki i walka bez argumentów.
      To forum przyczyniło się pośrednio (za sprawą owych kilku osób) to mojego
      niepicia. Ostatnio zauważam tu przepychanki i pyskówki. Myślę, że to nie jest
      już to samo miejsce, do którego wstąpiłem we wrześniu' 2006. Szkoda.
      • 06.04.07, 09:54
        Zetku... nigdy nie byłam na mityngu ani nie korzystałam z terapii grupowej czy
        nawet indywidualnej, chociaż zaliczyłam parę spotkań z terapeutą. Ale to, czego
        uniknęłam, przyszło tutaj samo w sobie i obnażyło swoje kształty. Zobacz...
        Przylepiono na górze zeznania człowieka, który chodzi na terapię grupową. Osiem
        tygodni. Wyobrażasz to sobie? - i jeszcze chce to pijak przedłużyć... Ile można
        przez osiem tygodni zdziałać! Przecież to już niwelacja terenu, uzbrojenie,
        fundamenty... to już mury staną pierwszej kondygnacji:)))

        Do tego, Zetku, uczniowie ze szkółki muszą odrabiać prace domowe, chodzić
        obowiązkowo na wzbogacające ducha mityngi, gdzie sie dowiadują tego, co np.
        podaje Jaras... a czego ja nigdy nie mogę przeczytać - choć czytanie to moja
        pasja. Słuchałbyś pouczeń kryminalistów, nierobów i żuli, którzy są wybrańcami
        ichniej siły. Owszem, trafiłbyś też na ludzi fajnych, rozsądnych i miłych, ale
        oni - tak jak i na forum - są zagdakani przez oszołomstwo.

        Wyobrażasz sobie omawianie pisemnych pierdółek przez grupę pod kierunkiem
        jakiegoś uberbelfra, który by ci wlazł na twoją budowę bez kasku i zaczął
        szalunek rąbać... Bo oni jeden rodzaj murów kochają i budują jak opętani: jest
        to mur niewidzialny, ale silniejszy niż beton zbrojony - mur psychicznej
        inności, stawiany miedzy alkoholikem a innymi ludźmi. Nie kochałbyś swoich
        najdroższych naprawdę, ale gadałbyś o tej miłości, nie pracowałabyś, ale
        gadałbyś o pracy... a jakby ci nie spasowałyby nauki, to musiałbyś pić tak
        długo, aż przepiłbyś swoje place budowy, swoje domy... i jak już byś nic nie
        miał, zagnieździłbyś sie w jakiej norze, która byłaby piękna dlatego, że nie
        trzymałbyś w niej kieliszków. I dopiero, w czasie wolnym od mityngów,
        dorabiałbyś do swojej renty pijackiej, malując parkany i klepiąc pod nosem
        modlitwę o pogodę ducha...

        Zetku, twoja metoda prostowania się jest metodą właściwą każdemu, kto -
        uświadomiwszy sobie problem - chce żyć normalnie: wywalić ten alkoholizm na
        śmietnik. Jest to życie czynne - i właściwie każdy z nas, samodzielnych, takie
        pracowite dnie spędza. Jeśli nas zły przypadek nie zwiedzie, to możemy być
        spokojni. Bo jakoś dziwnym trafem - zapicia trafiają się szkolonym i
        mityngowanym... systematycznie bądź dorywczo.

        Oni zakorkowali się w butelce... na wieki wieków. I niech tam zostaną - a my -
        budujmy.
        Pozdrowienia serdeczne, szczęśliwej kielni i dobrej zaprawy:)

        Miło cię czytać, Zetku.

        • 06.04.07, 10:12
          Eska Ty to jesteś..... :))
          Piszesz to co ja myśle, tylko mi tak nie wychodzi, bo mnie oszołomstwo kryminalne cały czas bobkami obs....a.
          Po co mi ten alkoholizm ma być jeszcze do życia potrzebny, jak ja przez niego , ani domu nie pobudowałem, ani nic dobrego mnie nie spotkało. Wywaliłem to ze swego życiorysu i teraz może nie buduję, ale chociaż remontuję i do użyteczności przywracam. Tak jak swoje życie. I głeboko w .... mam ichnie duchowości.
          Pozdrawiam wszyskich od nowa budujących i tych do świetności przywracajacych swoje zrujnowane życie
          Wesołych Swiąt
          Janu
        • 06.04.07, 10:12
          e4ska,
          jestes jak dziecko, ktore samo sie nakreca swoimi wyobrazeniami, ze w szafie
          czai sie potwor. Im bardziej siedzi w swojej glowie i tych wyobrazeniach, tym
          potwor straszniejszy. I choc wszyscy wiedza, ze potwora nie ma, to dla dziecka
          on jest realny i istnieje. Ale ty e4sko jestes dorosla i tobie nie przystoi
          stawiac swoich wyobrazen na rowni z faktami. Bo dorosly, zdrowy czlowiek, ktory
          twierdzi ze w szafie jest potwor - choc nigdy tam nie zajrzal - i zakrzykuje
          tych, ktorzy tam zajrzeli i wiedza ze potwora nie ma, jest zwyczajnie
          irytujacy, jesli nie zalosny.
          • 06.04.07, 11:08
            Zyg, podobnymi bredniami to sie nakręcaj na terapiach albo mityngach. Ja jestem
            poważną osobą i nie mam czasu na pier...ły. I jako kobieta praktyczna, zdolna
            również do autorefleksji, obdarzona wystarczającą empatią, żeby sobie porządnie
            układać relacje z innymi - nie mogę być klientką terapeutów ani przerabiaczką
            kroków. Szafy z dziećmi i potworami - między bajki kładę i pogardzam tymi
            obrazowymi porównaniami świadomości ludzkiej - to jest dobre dla ludzi bez
            własnej wyobraźni, tak prymitywne, że za to powinni wsadzać terapeutów do
            kozy... kury, sokoły, zosie samosie, daj se pomóc... ble ble ble, jak pisuje
            august.

            Na tyle - bo co prawda nie jadę na mityng więzienny do sióstr i braci
            kryminalnych - ale do roboty... tez chce sobie dom zbudować - jak sie uda:)))
            • 06.04.07, 11:12
              a potwor rosnie...
            • 06.04.07, 11:49
              e4ska napisała:
              > Zyg, podobnymi bredniami to sie nakręcaj na terapiach albo mityngach. Ja
              jestem > poważną osobą...
              ______________________________________________________________________.
              Wszyscy jestesmy tu powaznymi osobami!
              Roznimy sie tylko tym, ze Ty nie masz zielonego pojecia o alkoholizmie,
              czego nie chcesz w swojej pijanej wyzszosci przyjac do siebie...
              Lapiesz watki, typu Zetka, bo pasujecie do siebie i piszesz bzdury -
              Dlaczego?
              Bo on tez nie trzezwieje, choc jest abstynentem...
              Nie zahaczalem o jego watek, bo ciesze sie, ze przynajmniej nie pije!
              I o to chodzi...
              Ale gdybys zapytala jego rodzine, lub zone jak wyglada jego zycie
              prywatne, intymne, przed i po piciu... - Ona (oni) rozdziawia tylko
              buzie i powiedza; przedtem go nie mialam, teraz go tez nie mam... -
              Dlaczego?
              Bo on zamienil tylko swoje uzaleznienie z alkoholika (jezeli nim byl
              na workoholika) - A to nie jest trzezwienie, o ktorym my tu mowimy
              piszac o Wspolnocie Anonimowych Alkoholikow - AA i Krokach 2 do 12!
              Wiec prosze Cie nie zabieraj glosu, w tematach, w ktorych jeste
              zupelna noga stolowa...!
              A...
              • 06.04.07, 16:29
                A gdzie podziala sie Eska, zapytam i ja...!? :-(
                - - - - - - - - - - - -
                > e4ska napisała:
                > Ja jestem poważną osobą...
                > ______________________________________________________________________.
                > Wszyscy jestesmy tu powaznymi osobami!
                > Roznimy sie tylko tym, ze Ty nie masz zielonego pojecia o alkoholizmie,
                > czego nie chcesz w swojej pijanej wyzszosci przyjac do siebie...
                > Lapiesz watki, typu Zetka, bo pasujecie do siebie...
                > Dlaczego?
                > Bo on tez nie trzezwieje, choc jest abstynentem...
                > Nie zahaczalem o jego watek, bo ciesze sie, ze przynajmniej nie pije!
                > I o to chodzi...
                > Ale gdybys zapytala jego rodzine, lub zone jak wyglada jego zycie
                > prywatne, intymne, przed i po piciu... - Ona (oni) rozdziawia tylko
                > buzie i powiedza; przedtem go nie mialam, teraz go tez nie mam... -
                > Dlaczego?
                > Bo on zamienil tylko swoje uzaleznienie z alkoholika (jezeli nim byl
                > na workoholika) - A to nie jest trzezwienie...
                > A...
                • 06.04.07, 16:33
                  A ja wszystkim zycze Szczesliwych Swiat.
                  --
                  L84TEA
                  • 06.04.07, 16:51
                    l84tea napisał:
                    > A ja wszystkim zycze Szczesliwych Swiat.
                    _________________________________________.
                    Dziekuje - z wzajemnoscia...!
                    A z ciekawosci zapytam; jak to jest w takie
                    Swieta ze swietowaniem przez wyznawcow innych
                    religii, lub z ateistami...!?
                    Addi, czy do swietowania wszyscy
                    dostatecznie wtedy sa juz pobozni...!? ;-))
                    A...
                    • 06.04.07, 17:00
                      Ja jestem ateistką, a święta obchodzę ze względu na rodzinę. Nie są mi potrzebne.
                      • 06.04.07, 17:06
                        myszabrum napisała:
                        > Ja jestem ateistką, a święta obchodzę ze względu na rodzinę.
                        Nie są mi potrzebne.
                        ____________________________________.
                        Dziekuje za odpowiedz...!
                        Nie masz wlasnej rodziny? Musisz byc
                        zalezna od drugich? Nie mozesz byc soba!? :-((
                        A...
                        • 06.04.07, 17:09
                          Ze względu na rodzinę robi się czasem bardziej uciążliwe rzeczy, niż obchodzenie
                          świąt.
                          A żeby być tak do końca sobą, to trzeba być najpierw kimś ;))
                          • 06.04.07, 17:12
                            myszabrum napisała:
                            > Ze względu na rodzinę robi się czasem bardziej uciążliwe rzeczy, niż
                            obchodzenie świąt.
                            > A żeby być tak do końca sobą, to trzeba być najpierw kimś ;))
                            ___________________________________________________________.
                            Dziekuje - zrozumialem. Wiecej pytan nie mam (na razie). ;-))
                            A...
                            Ps. Jezeli masz Ty jakies pytania do mnie - pytaj...!
                            Tobie zawsze odpowiem...! ;-))
                            • 06.04.07, 17:14
                              aaugustw napisał:

                              > Ps. Jezeli masz Ty jakies pytania do mnie - pytaj...!
                              > Tobie zawsze odpowiem...! ;-))

                              Tylko, Myszko, nie zadawaj pytań zbyt trudnych - na takie August nie
                              odpowiada...
                              • 24.11.07, 15:10
                                A tu wkrótce Święta Bożego Narodzenia.
                    • 06.04.07, 17:02
                      aaugustw napisał:
                      > A z ciekawosci zapytam; jak to jest w takie
                      > Swieto ze swietowaniem jego przez wyznawcow
                      > innych religii, lub z ateistami...!?
                      _______________________________________________.
                      Dla mnie, (alkoholika) to najwieksze Swieto dla
                      chrzescijan - Swieto Wielkiej Nocy ma takze pewne
                      symboliczne znaczenie...

                      Mnie dane bylo z martwych powstac...!
                      A...
              • 06.04.07, 16:47
                aaugustw napisał:

                > Bo on tez nie trzezwieje, choc jest abstynentem...
                > Nie zahaczalem o jego watek, bo ciesze sie, ze przynajmniej nie pije!
                > I o to chodzi...
                > Ale gdybys zapytala jego rodzine, lub zone jak wyglada jego zycie
                > prywatne, intymne, przed i po piciu... - Ona (oni) rozdziawia tylko
                > buzie i powiedza; przedtem go nie mialam, teraz go tez nie mam... -
                > Dlaczego?
                > Bo on zamienil tylko swoje uzaleznienie z alkoholika (jezeli nim byl
                > na workoholika) - A to nie jest trzezwienie, o ktorym my tu mowimy
                > piszac o Wspolnocie Anonimowych Alkoholikow - AA i Krokach 2 do 12!
                > Wiec prosze Cie nie zabieraj glosu, w tematach, w ktorych jeste
                > zupelna noga stolowa...!
                > A...

                Znów wiesz najlepiej co powiedzieliby inni. A akurat ja mogłabym coś o tym
                powiedzieć, jako żona alkoholika. Mój mąż też wg Ciebie nie trzeźwieje, bo nie
                uczestniczy w AA, ani nie przeszedł terapii. On TYLKO (wg mnie AŻ) nie pije. I
                nigdy nie powiedziałabym - jak sugerujesz- że nie mam go teraz tak jak nie
                miałam go gdy pił. Jest z nami, jest cudownie, on jest cudowny.
                I to Ty nie wypowiadaj się o tym, o czy nie masz pojęcia! Daruj przynajmniej
                żonom alkoholików. A może wypowiedziałaby się Twoja żona (w ogóle dopuszczasz
                ją kiedykolwiek do głosu?)
                • 06.04.07, 17:00
                  magtomal napisała:
                  > Znów wiesz najlepiej co powiedzieliby inni...
                  _______________________________________________.
                  A skad Ty mozesz wiedziec, ze jest inaczej...!?.
                  Nie wysilaj sie Magtomal wiecej w moim kierunku,
                  miedzy nami lacznosc zostala przerwana... :-((
                  A... ;-))
                  • 06.04.07, 17:03
                    aaugustw napisał:


                    > A skad Ty mozesz wiedziec, ze jest inaczej...!?.
                    > Nie wysilaj sie Magtomal wiecej w moim kierunku,
                    > miedzy nami lacznosc zostala przerwana... :-((
                    > A... ;-))
                    >

                    To chyba jasne, że wiem - jako kobieta i żona alkoholika - coś o kobietach i
                    żonach alkoholików. Przynajmniej więcej niż Ty.
                    • 06.04.07, 19:05
                      sory ze wtrace swoje cos,ja Cie rozumiem i wiem o co chodzi.Moja zona jest tez
                      zadowalona ze nie pije,niewazne w jaki sposob to osiagam,wazne jest to ze
                      zaczyna miec poczucie bezpieczenstwa i czuje sie kochana.
                      To jest bardzo wazne dla zony alkoholika
                      • 06.04.07, 19:18
                        finlandia07 napisał:

                        > sory ze wtrace swoje cos,ja Cie rozumiem i wiem o co chodzi.Moja zona jest
                        tez
                        > zadowalona ze nie pije,niewazne w jaki sposob to osiagam,wazne jest to ze
                        > zaczyna miec poczucie bezpieczenstwa i czuje sie kochana.
                        > To jest bardzo wazne dla zony alkoholika

                        Miło mi, że się wtrąciłeś :) Oczywiście, że to jest najważniejsze dla każdej
                        żony (nie tylko żony alkoholika): poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że jest
                        się kochaną. A jak mąż osiąga trzeźwość, to naprawdę nie jest ważne. Myślę
                        zresztą, że gdyby mój Mąż wciąż latał na spotkania AA i na terapie, pewnie bym
                        to akceptowała, ale mogłoby to być męczące także dla mnie.
                        • 06.04.07, 19:26
                          tu dotykasz wazna kwestie,mianowicie ze cos moze byc dla drugiej strony
                          meczace,a wazne jest szczescie obu stron.A wiec kompromis,tym bardziej jest cos
                          wart jesli podjety przez alkoholika.
                          To ze trzezwieje tylko dla siebie traktuje jako pusty slogan.
                          Ja robie to przede wszastkim dla NIEJ,i bede podkreslal to zawsze bez wzgledu
                          na to co ktos o mnie pomysli,to jego problem...-))
                          • 06.04.07, 19:31
                            finlandia07 napisał:

                            > Ja robie to przede wszastkim dla NIEJ,i bede podkreslal to zawsze bez wzgledu
                            > na to co ktos o mnie pomysli,to jego problem...-))

                            Jak coś takiego czytam, robi mi się ciepło na sercu. Dlatego tak polubiłam i
                            zapamiętałam opowieść Janu o "widoku z okna". To, że kochacie swoje żony,
                            dodaje Wam wiele uroku, Panowie :)
                            • 06.04.07, 21:09
                              Pozdrowionka Mag.
                              Też się miło czyta, jak żony alkoholików piszą o miłości do swoich "zabłąkanych wędrowców"
                              Kiedyś zachęciłem do przeczytania kilku wątków moją żonę. Zapytała mnie potem, po co my dyskutujemy z tym nawiedzonym facetem. Przecież on się i tak nie zmieni. I stwierdziła, że żal jest jej jego żony.
                              • 07.04.07, 21:02
                                janulodz napisał:
                                > Pozdrowionka Mag. Też się miło czyta, jak żony alkoholików piszą o miłości
                                do swoich "zabłąkanych wędrowców"
                                > Kiedyś zachęciłem do przeczytania kilku wątków moją żonę. Zapytała mnie potem,
                                > po co my dyskutujemy z tym nawiedzonym facetem. Przecież on się i tak nie zmie
                                > ni. I stwierdziła, że żal jest jej jego żony.
                                ______________________________________________.
                                To sie czyta jak jakas tajemnicza pornografie ! ;-))
                                Janu, ale musze stwierdzic, ze w jednym przypadku
                                Twoja zona ma racje... - Taki sposob podniecania
                                sie pozno w nocy, nie jest zdrowy dla Ciebie..! :-((
                                Janu, zwracaj wiecej uwagi na erotyke w malzenstwie!
                                To jedno z glowniejszych obszarow w trzezwieniu dwojga ludzi....!
                                (i nie rob Janu - na milosc Boska tak, zeby zona musiala Tobie
                                mowic jak masz sie zachowywac wobec tego nawiedzonego typa):-/
                                A... ;-))
                                Ps. Nie rozumiem tylko w jednym Twojej zony; dlaczego ona
                                uzala sie nad zona tego nieznanego jej typa...!?
                                "Kto uzala sie nad innymi, ten zali sie nad soba" - (Montesquieu)
                                Albo ona swym zachowanie potwierdza te madrosc; Z jakim przystajesz,... ;-))
                                • 07.04.07, 21:05
                                  Winą tego, że forum umiera obarczam jednoznacznie moderatorów/administratorów
                                  tego forum. Inaczej by ono wyglądało, gdyby nie ich bierna postawa wobec takich
                                  na przykład wypowiedzi.
                                  • 07.04.07, 21:13
                                    aniolparys napisał:
                                    > Winą tego, że forum umiera obarczam jednoznacznie moderatorów/administratorów
                                    > tego forum. Inaczej by ono wyglądało, gdyby nie ich bierna postawa wobec
                                    takich na przykład wypowiedzi.
                                    _____________________________.
                                    Aniolku, moze jak napiszesz do
                                    swego Szefa - pomoze...!? :-()
                                    A...
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.