Dodaj do ulubionych

Gwóźdż w głowie

14.10.06, 23:19
Chyba wstąpił we mnie duch niesławnego Addicted... drugi wątek dziś
zakładam ;)

Bardzo przykrym paradoksem abstynencji jest fakt, że tak naprawdę uzależnieni
i zniewoleni zaczynamy się czuć wtedy, gdy o tę swoją wolność od nałogu
próbujemy walczyć.

Ponieważ trudno jest się wówczas skupić na czymkolwiek poza powstrzymywaniem
się od zażycia ulubionej substancji, w każdej sekundzie intensywnie
odczuwamy, jak bardzo jesteśmy opętani.

- A lekarstwo na to jest jedno... - podpowiada mózg. - Wystarczy napić się,
łyknąć, zapalić... a będziesz wolny :)! Będziesz cudownie wolnym, żyjącym w
harmonii ze światem człowiekiem i sam przyznasz sobie, że właściwie w ogóle
tej substancji nie potrzebujesz. I że już od jutra...

Ale póki się powstrzymujsz, walczysz, póty cały czas czujesz tego gwoździa w
głowie. To podobno kiedyś przechodzi. Podobno?

Całe AA jest moim zdaniem próbą dorobienia ideologii do tego dojmującego
cierpienia. Takie trochę chrześcijaństwo dla ułomnych.

A my, niewierzący?
Obserwuj wątek
    • annka Re: Gwóźdż w głowie 14.10.06, 23:39
      Mam przyjaciela, ktory rzucil alkohol 3 lata temu. Pil nalogowo, pod koniec
      stracil rodzine, dziecko, prace, wszytsko. Nie pije od 3 lat, wyglada swietnie,
      wszystko/lub wiele nadrobil. Jeste dumny z abstynencji lecz nadal jest w nim to
      napiecie, ten gwozdz - jak to ujelas. On tez nie uczeszczal na spotkania AA.
      Powiedzial, ze wg niego to organizacja, ktora onanizuje sie tym, ze rzucila
      alkohol... Ze skoro juz nie moze pic to przynajmniej bedzieo tym mowic. I mowi
      non stop... Dorabia ideologie. I wten sposob dalej jest uzalezniona. Z tym, ze
      juz nie od samego picia, lecz od mowienia o nim. On chcial zerwc z z tym
      calkowicie - dlatego nie uczeszcza na spotkania AA. (...) Moze to i zgrabnie
      ujete. Moze nawet i blyskotliwe. Tylko, ze sadze, ze meczyl by sie mniej i
      mniej by go ten gwozdz cisnal gdyby roche wypuscil powietrza i dobrobil troszke
      ideologie... Nie rozumiem tego podzialu. Na AA i tych co bez AA. Wg mnie to
      sztuczne. Przeciez chodzi o to zeby pomoglo, prawda?
      • myszabrum Re: Gwóźdż w głowie 14.10.06, 23:54
        Tak się składa, że ja chodziłam na AA (i nadal zdarza mi się pójść ;). Zrobiłam
        te słynne "90 mitingów w 90 dni" etc.

        Problem polega na tym, że filozofia "aowska" jest na ogół dość odległa od
        filozofii człowieka trzeźwiejącego "o własnych siłach". To nie jest sztuczny
        podział.

        Jednym z podstawowych założeń AA jest, iż alkoholik jest BEZSILNY wobec
        alkoholu i tylko SIŁA WYŻSZA (Bóg, wspólnota) mogą zapewnić mu abstynencję.
        Zarazem jednak nie można wycofać się ze wspólnoty, bo wówczas ryzykuje się
        powrót do picia.

        Jak sama rozumiesz, są to "warunki", które można uznać za dość upokarzające.
        Wzbudzające poczucie winy.

        Ja też bym wolała być mniej "błyskotliwa", za to szczęśliwsza ;).
        • kylly Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 09:33
          hehehe :)) pozwolisz że wejdę w polemikę...jestem częstym (choć na dziś już
          zdecydowanie mniej ;) bywalcem mitingów...nigdy nie odczułem
          tych "upokarzających" warunków...myślę że podstawowym warunkiem jest poszukanie
          sobie ludzi z którymi czujesz się dobrze...i tyle...
          • kylly Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 09:37
            :) pozwolę sobie na jeszcze jedną uwagę...miting jest chcesz czy nie "łatką"
            pozwalającą na przeżycie bez alkoholu...ale daje też możliwość poznania i
            ciekawych i mądrych ludzi...(są tam tacy możesz mi wierzyć) tak jak wszędzie...
            • myszabrum Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 11:03
              miting jest chcesz czy nie "łatką"
              > pozwalającą na przeżycie bez alkoholu...

              Ból polega na tym, że ja właśnie chciałam, aby to była moja "łatka" - tylko że
              dla mnie miting taką łatką nie był.
              Widziałam też na własne oczy ludzi, którzy prosto z mitingu szli się napić. I
              sama tak robiłam.
              A do AA trafiłam nie po to, aby poznać "ciekawych i mądrych ludzi", tylko
              właśnie po to, aby przestać pić.
              • aaugustw Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 15:06
                myszabrum napisała:
                > Widziałam też na własne oczy ludzi, którzy prosto z mitingu szli się napić. I
                > sama tak robiłam.
                ______________________________________________________________________________.
                Moglbym sie zalozyc z Toba, ze tym towarzystwem pijacym po mityngu bylas tylko
                TY SAMA! (chyba, ze to byl jakis mityng organizowany w knajpie, wg. mysli
                Tranzyta80. O tym nie piszesz).
                A...

              • kylly Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 08:44
                Ból polega na tym, że ja właśnie chciałam, aby to była moja "łatka" - tylko że
                dla mnie miting taką łatką nie był.
                Widziałam też na własne oczy ludzi, którzy prosto z mitingu szli się napić. I
                sama tak robiłam.
                A do AA trafiłam nie po to, aby poznać "ciekawych i mądrych ludzi", tylko
                właśnie po to, aby przestać pić.

                hmmm poważnie trafiłaś do aa by przestać pić ?? dziwne...wiesz co jest
                dziwne ?? a to że szczególną uwagę poświęciłaś tym którzy prosto z mitingu szli
                do knajpy...i sama jak piszesz to robiłaś...cóż Twoje życie , Twój wybór...aa
                nie daje gwarancji na "przestanie picia" - może pokazać na przykładzie wielu
                ludzi że ta się żyć bez alkoholu...bo to ludzie tworzą aa (różni ludzie - są i
                tacy co prosto z mitingu do knajpy...ale są też inni...) - Ty decydujesz chcesz
                czy nie chcesz...poznać tych drugich, ale założenie że przyszłaś nie po to by
                ich poznać a po to by "przestać pić" jest co najmniej dziwne (chcesz czy nie
                ukazuje myślenie "lepszej alkoholiczki"...hehe a cóż mieli Ci ludzie zrobić -
                "przywiązać Cię do kaloryfera" ??....jeszcze jedna uwaga...forum pomaga...ale
                nie zastąpi żywego człowieka...można filozofować że mitingi złe, terapia zła,
                terapeuci hehe szkodniki...aowcy "pijoki" prosto z mitingu do knajpy...jak ktoś
                lubi może dzielić i włos na czworo...gdzieś wiele lat temu trafiłem na miting
                podobnie jak Ty - sporo ich przeszedłem i widziałem podobnie...prosto z mitingu
                do knajpy i słyszałem podobnie hehe tylko Bóg, Bóg i może jeszcze terapia...ale
                i widziałem i słyszałem to co chciałem...tyle w tym temacie...
                • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 11:25
                  kylly napisał:
                  Ty decydujesz chcesz
                  >
                  > czy nie chcesz...poznać tych drugich, ale założenie że przyszłaś nie po to by
                  > ich poznać a po to by "przestać pić" jest co najmniej dziwne (chcesz czy nie
                  > ukazuje myślenie "lepszej alkoholiczki"...hehe a cóż mieli Ci ludzie zrobić -
                  > "przywiązać Cię do kaloryfera" ??....jeszcze jedna uwaga...forum pomaga...ale
                  > nie zastąpi żywego człowieka...można filozofować że mitingi złe, terapia zła,
                  > terapeuci hehe szkodniki...aowcy "pijoki" prosto z mitingu do knajpy...jak ktoś
                  >
                  > lubi może dzielić i włos na czworo...gdzieś wiele lat temu trafiłem na miting
                  > podobnie jak Ty - sporo ich przeszedłem i widziałem podobnie...prosto z mitingu
                  >
                  > do knajpy i słyszałem podobnie hehe tylko Bóg, Bóg i może jeszcze terapia...ale
                  >
                  > i widziałem i słyszałem to co chciałem...tyle w tym temacie...

                  Widzisz, jak czytam to zgadzam się z Tobą w pełni.
                  Tylko to nie jest tak proste.

                  W Terapii nie ma "Ty decydujsze,, " możesz wybrać", " chcesz lub nie".

                  tylko jest przymus psychologiczny- czyli wszczepianie uczucia lęku i koniec z
                  wyborem.

                  mozna się śmiać, ale tak jest.

                  Gdy na terapii mówią "noe możesz pić" to oznacza "musisz robic cos by nie pic" a
                  to oznacza "muszisz robic to co my mówimy"- bo inaczej zapijesz, a to jakbys juz
                  na starcie chcial pic.
                  i nawet pomijajac moje obawy- ale np. gdy mąż twierdzi, ze nie podoba mu się AA
                  a żona uslyszy od terapeuty " w takim razie on bedzie niebawem pił, nie mozna mu
                  ufac, nie chce sie leczyc, CHCE ZNOWU CHLAC NA UMÓR"
                  to juz nie ma wyboru
                  • kylly Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 11:41
                    hehehee pozwolisz że stwierdzę krótko...wybór masz zawsze, obojętnie co mówi Ci
                    terapeuta, czy inny alkoholik żona, matka córka czy kochanka...wybór jest Twój
                    i tylko Twój :))) - a jak myślisz co może usłyszeć żona ?? będzie dobrze ?? mąż
                    trzeźwieje przy pomocy forum ?? przy pomocy video ?? telewizora ?? kina ?? -
                    jak mniemam wiesz że ilu by tu alkoholików nie pisało jest to ułamek procenta
                    tych którzy nimi są...poważnie spróbuj wejść na oddział detoksykacyjny i
                    poobserwować co robi z ludzi uzależnienie i choćbyć nie wiem jak gdybał, myślał
                    czy dzielił ten przysłowiowy włos to są fakty...zniszczone zdrowie, życie,
                    rodziny, przemoc fizyczna i psychiczna - 99 % tych ludzi nigdy nie korzystało z
                    internetu i zapewne nie skorzysta...spróbuj poopowiadać szczerze o sobie
                    gdy "szacowne" grono słuchaczy generalnie ma w pewnej części ciała to o czym
                    mówisz i co mówisz...ale wiesz jeśli choć jedna osoba posłucha i się zastanowi
                    to już wiem że warto było...
                    pozdawiam
                    ps. poważnie polecam choć jednorazową wizytę na takim mitingu...
                    • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 11:49
                      Ja rozumiem, oczywiscie, ze gdy mężulek obiecywał 100 razy poprawę i łamał
                      obietnice, gdy kłamał i krecił, gdy pił długie lata- to można podejrzliwie
                      patrzec na jego kolejna "przysięgę".
                      Wtedy to, ze taki ktos chodzi na mityngi jest dla żony jakaś namiastką gwarancji
                      (bo tej i tak nie ma, tu lepszy esperal albo Anticol).
                      Ale tu o wolnosci mowy nie ma.
                      w logice jest czarne i biale.

                      chodzi mi o pewna logiczna watpliwosc dotyczaa kroków.

                      Jezeli 1 krok brzmi "przyznalismy, ze jestesmy bezsilni wobec alkoholu i nie
                      kierujemy wlasnym zyciem".
                      to ja rozumiem go tak: nie kieruje- czyli nie odpowiadam, bo zawsze odpowiada
                      ten co decyduje.
                      nie moglem wziac tej odpowiedzialnosci, bo bylem (jestem) bezsilny.
                      Konkluzja naturalna 1 kroku to uznanie, ze to nie ja czynilem zło tylko choroba.
                      2 i 3 to c.d. pierwszego.
                      ale od kroku 4 pojawia się "odwazny obrachunek moralny", "istota NASZYCH
                      błędów", zadośćuczynienie itp.
                      A więc tu już odpowiadamy jak normalni ludzie za swoje czyny.
                      Czyli jezeli odpowiadamy- to znaczy ze kierowalismy zyciem,
                      stad moje porownanie do opóźnionych w rozwoju czy chorych na Alzhaimera.

                      Ja odczytuje to tak, ze co prawda nie jestem odpowiedzialny za zło- bo to
                      choroba- ale zło zostało uczynione ( nie przeze mnie- przez chorobe) ludzie
                      jednak tego nie wiedza wiec mam im wynagrodzic.

                      Tylko po co wtedy
                      wspominajac o przypadkach innych niz 100 razowi obiecywacze.

                      Zauwzaz, ze nawet gdy przyjdzie na leczenie 20 letnia dziewczyna ktora kilka
                      razy sie schlała- to tez rodzina uslyszy to samo.

                      p.s. powiem Ci, ze mi na terapii ani razu zaden z terapeutow ( nie pamietam,
                      obiecuje) nie mowil o tym, zeby czytac, zeby chodzic do kina, uprawiac sport i
                      inne- jedyne recepty to mityng, telefon do alkoholika, terapia kontynuujaca itp.
                      to dla mnie nie jest robienie czlowieka zdrowym tylko dozywotnio chorym.
                      takie moje zdanie.

                      • kylly Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:02
                        pozwolisz że uśmiechnę się raz jeszcze....

                        p.s. powiem Ci, ze mi na terapii ani razu zaden z terapeutow ( nie pamietam,
                        > obiecuje) nie mowil o tym, zeby czytac, zeby chodzic do kina, uprawiac sport i
                        > inne- jedyne recepty to mityng, telefon do alkoholika, terapia kontynuujaca
                        itp
                        > .
                        > to dla mnie nie jest robienie czlowieka zdrowym tylko dozywotnio chorym.
                        > takie moje zdanie.

                        czytając powyższe w pełni zgodzę się z terapeutą...w pierwszym okresie
                        trzeźwienia czy też abstynencji najważniejsze jest zachowanie abstynencji...nie
                        kino, nie sport i nie hobby...a właśnie niepicie....możesz gdybać
                        silny/bezsilny...kierujący/niekierujący - to zachowanie abstynencji jest
                        najważniejsza bo jeśli jej nie ma żadne hobby, kono sport czy teatr nie mają
                        najmniejszego znaczenia ni sensu...dopiero po jakimś czasie kiedy zobaczysz że
                        na trzeźwo wcale nie znaczy nudno, że da się i bawić i żyć bez
                        alkoholu...przychodzi czas na kino sport, hobby czy naukę...hehe podoba mi się
                        określenie "dożywotnio chory" - prawdziwe i fałszywe zarazem bo chory ale czy
                        dożywotnio ?? nie zgodzę się...mogę spokojnie się napić choćby zaraz i co się
                        stanie ?? nic...pytanie co zyskam jeśli to zrobię a co stracę...moje życie na
                        dziś (trzeźwe życie) mi się podoba i tyle - zrozumiałem różnicę między "nie
                        chcę pić" - a "chcę nie pić" - ale na to trzeba czasu...
                        • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:11
                          czytając powyższe w pełni zgodzę się z terapeutą...w pierwszym okresie
                          > trzeźwienia czy też abstynencji najważniejsze jest zachowanie abstynencji...nie
                          >
                          > kino, nie sport i nie hobby...a właśnie niepicie....możesz gdybać
                          > silny/bezsilny...kierujący/niekierujący - to zachowanie abstynencji



                          gdy np. ja szedłem na terapie, nie piłem ani grama alkoholu od prawie 5 miesiecy.
                          ale widac bylem tam przypadkowo, powinienem isc prosto z ciągu to bym pasował.

                        • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:14
                          jeszcze pytanie- ile trwa ten "pierwszy okres"?
                          jak go mozna zmierzyc?
                          kto decyduje o tym, kiedy sie konczy?
                          terapeuta?
                          kiedy mozna zaczac chodzic do kina?

                          p.s. jak moge zobaczyc, ze na trzezwo wcale nie jest nudno i da sie bawic bez
                          alkoholu, skoro nie bawie sie i nic nie robie tylko łażę na mityngi i terapię?
                          to chyba odwrotnie, mogę się zniechęcic i uznac, ze do d... takie zycie.

                          wiesz, powiem Ci tak: kiedsy mój kumpel widzac moje dylematy powiedział "wiesz,
                          baby Ci trzeba"
                          myslę że miał więcej racji niz terapeuta mówiący ze trzeba mi telefonuy do
                          alkoholików i mityngów.
                          ale moze sie myle.
                          • kylly Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:31
                            ależ wszystko możesz...możesz skupić się na dywagacjach po co mi takie
                            życie...mozesz stwierdzić "trzeba mi baby" (hehe w nosie pewnie) - możesz
                            podejść filozoficznie - to nie dla mnie...możesz pić dalej i nikt nie twierdzi
                            że będzie Ci źle...może nawet Twój organizm czy psychika nigdy nie "siądą" -
                            ale to Ty i Twoje życie...Ty zdecydujesz w końcu jak je przeżyjesz...nie
                            terapeuta nie aa nie forum...nie przyjaciele i nie wrogowie...a jeśli Ci się
                            dotychczasowe życie nie podoba cóż szukaj swojej drogi...w końcu jest jeszcze
                            hipnoza z Połykowskim (80 % skuteczności ;)) hehe, jest anicol czy esperal,
                            jest kudzu...masz wybór
                            • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:43
                              kylly napisał:

                              > ależ wszystko możesz...możesz skupić się na dywagacjach po co mi takie
                              > życie...mozesz stwierdzić "trzeba mi baby" (hehe w nosie pewnie) - możesz
                              > podejść filozoficznie - to nie dla mnie...możesz pić dalej i nikt nie twierdzi
                              >
                              > że będzie Ci źle...może nawet Twój organizm czy psychika nigdy nie "siądą" -
                              > ale to Ty i Twoje życie...Ty zdecydujesz w końcu jak je przeżyjesz...nie
                              > terapeuta nie aa nie forum...nie przyjaciele i nie wrogowie...a jeśli Ci się
                              > dotychczasowe życie nie podoba cóż szukaj swojej drogi...w końcu jest jeszcze
                              > hipnoza z Połykowskim (80 % skuteczności ;)) hehe, jest anicol czy esperal,
                              > jest kudzu...masz wybór


                              myslisz, ze te dywagacje to dla mnie az taka przyjemnosc?

                              z tą hipnozą i anticolem to wiesz mało smieszne.
                              ale nie, koncze, bo znowu bede cos udowadnial, po co.




                              • kylly Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:51
                                dlaczego mało śmieszne ?? anticol, esperal, 80 % hipnoza to też jakieś
                                wyjście...w sobotę miałem przyjemność dyskusji z człowiekiem który trafił na
                                detoks w stanie przeddelirycznym a jednocześnie upierał się że
                                jest "początkującym alkoholikiem" - który co prawda bija i żonę i dzieci ale
                                wszyscy od czasu do czasu tak robią, co prawda pija tydzień czy dwa ale "daje
                                na życie", co prawda wywalili go z pracy za picie ale to zdarzyć się może "w
                                najlepszej rodzinie" - a ta....(tu padło niecenzuralne słowo na określające
                                małżonkę) chce go sądownie zmusić do leczenia...i on problemu nie ma ?? zadam
                                Ci głupie pytanie ma ?? czy nie ??
                                • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:59
                                  obiecalem na sasiednim watku ze uciekam z forum ale na to pytanie odpowiem:

                                  ma
                                  poza tym
                                  bicie to przestepstwo, w mysl kodeksu karnego.

                                  tylko to nie ma zwiazku z tym co ja pisalem, bo ja pisze o innych przypadkach-
                                  ---nie o tych co twierdza, ze nie maja problemu- choc widac ze maja-
                                  ---tylko tych co wiedza ze maja problem i chca cos z tym robic,
                                  ale nie spelniaja zyczen terapeuty.

                                  (przyklady z forum- Janu, Eska, AParys, i pare innych osob- gdybym byl
                                  terapeuta i stosowal syetmowe rozwiazania, powinienem zalecic rodzinom tych
                                  osob, pracodawcom i znajomym Twarda milosc i porzucenie ich oraz utrudnianie im
                                  zycia az do czasu, gdy przekonaja sie do AA i grupyu nawrotowej.niestety taka
                                  jest prawda. Nie mowiac o Addicted1, ktory za swoje czyny powinien byc poddany
                                  procesowi zmiany osobowosci jak w Mechanicznej Pomaranczy.

                                  ot i roznica.

                      • wolny32 wkleiło się obce coś 16.10.06, 12:09
                        powinno by tak

                        > Ja rozumiem, oczywiscie, ze gdy mężulek obiecywał 100 razy poprawę i łamał
                        > obietnice, gdy kłamał i krecił, gdy pił długie lata- to można podejrzliwie
                        > patrzec na jego kolejna "przysięgę".
                        > Wtedy to, ze taki ktos chodzi na mityngi jest dla żony jakaś namiastką gwarancj
                        > i
                        > (bo tej i tak nie ma, tu lepszy esperal albo Anticol).
                        > Ale tu o wolnosci mowy nie ma.
                        >
                        > Tylko po co wtedy
                        > wspominajac o przypadkach innych niz 100 razowi obiecywacze.
                        >
                        > Zauwzaz, ze nawet gdy przyjdzie na leczenie 20 letnia dziewczyna ktora kilka
                        > razy sie schlała- to tez rodzina uslyszy to samo.
                        >
                        > p.s. powiem Ci, ze mi na terapii ani razu zaden z terapeutow ( nie pamietam,
                        > obiecuje) nie mowil o tym, zeby czytac, zeby chodzic do kina, uprawiac sport i
                        > inne- jedyne recepty to mityng, telefon do alkoholika, terapia kontynuujaca itp
                        > .
                        > to dla mnie nie jest robienie czlowieka zdrowym tylko dozywotnio chorym.
                        > takie moje zdanie.
                        >


                        a jeszcze dodam to, co pisalem juz 100 razy.

                        leczony alkoholizm to jedyna sfera zycia, gdzie obowiązuje zasada domniemanej winy.
                        poza tym alkoholizm leczony to jedyna chyba sfera zycia, gdzie mozna czlowieka
                        ukarac nie za to co zrobil, ale za to co ewentualnie może zrobić.

                        Zastanow, sie, co terapeutka doradzi żonie kolesia, który nie chce chodzi na
                        mityngi bo mu sie nie podoba?
                        Zaloze sie, ze powie cos takiego " musi Pani zastosowac twarda milosc, postawic
                        mu warunek- albo mityngi albo odchodze".
                        I cichutko zauważę, ze nie potrzeba nawet jednego fałszywego kroku, aby ponieść
                        karę za czyn, którego się jeszcze nie popełniło.
                        A dokłądniej poinstruowana żona odejdzie nawet od bywalca mityngów, któray np.
                        chodzi z koelagmi do knajpy- i nie piuje, ale twarda milosc rządzi.
                        To jest wykoslawienie.
                        Traktowanie tak samo goscia, który wynosi rzeczy z domu i sra na podłogę i
                        goscia, który chce sie zmieniac ale z jakiś względów nie odpowiada mu latanie na
                        mityngi.
                        Paranoja.



                        nie mówię, by przechylać szalę w drugą stronę i ufać kazemu ze nie będzie pił-
                        chodzi o : prawdę, obiektywizm, szacunek.
          • aaugustw Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 15:01
            (Kylly napisał):

            > ...nigdy nie odczułem tych "upokarzających" warunków...myślę że podstawowym
            warunkiem jest poszukanie sobie ludzi z którymi czujesz się dobrze...i tyle...
            ______________________________________________________________________________.

            Tak samo uwazam Kylly!
            Pozdrawiam Cie:
            A... ;-))
        • aaugustw Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 14:59
          (Myszabrum napisała):

          > ...ja chodziłam na AA (i nadal zdarza mi się pójść ;). Zrobiłam te słynne "90
          mitingów w 90 dni" etc.
          > Problem polega na tym, że filozofia "aowska" jest na ogół dość odległa od
          > filozofii człowieka trzeźwiejącego "o własnych siłach".
          __________________________________________________________________.
          To byl stracony Twoj czas, bo Ty dalej nic nie wiesz o sobie i AA !
          Prawdopodobnie nie jestes alkoholiczka...
          Napisze Tobie cos o "filozofii" chorych alkoholikow:
          Na poczatku wydobywania sie z uzaleznienia jest jakas katastrofa.
          Trzezwi alkoholicy, mowiac o niej, uzywaja terminu dno. Obrazowo
          mawiaja, ze sposrod blisko trzech milionow czlonkow ruchu Anonimowych
          Alkoholikow na calym swiecie nie spotkali ani jednego przypadku, by
          ktos zadowolony z zycia i z siebie wstal, ogolil sie nie drzacymi
          rekami, wlozyl dopiero co wyprasowana przez siebie koszule, wypil
          poranna kawe, zamyslil sie i postanowil cos zrobic ze swoim alkoholizmem.
          Alkoholik moze tylko jedna rzecz zrobic sam: Narobic w gacie!
          A...
          • aniolparys Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 17:24
            aaugustw napisał:

            > Alkoholik moze tylko jedna rzecz zrobic sam: Narobic w gacie!
            > A...

            W zasadzie nie karmię troli. Ale tę ordynarną przypowiastkę powtarzasz już drugi
            raz w niezmienionej postaci.
            Alkoholik może rzucić picie. Nikt tego za niego nie zrobi.
            A Ty jesteś głupi buc. Jak dwóch żydów mówi Ci, że jesteś pijany, to idź lepiej
            spać.
            • aaugustw Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 19:45
              aniolparys napisał:

              > ...Jak dwóch żydów mówi Ci, że jesteś pijany, to idź lepiej spać.
              __________________________________________________________________.

              Anioleczku Ty moj kochany!
              Ja jestem juz dojrzalym chlopczykiem i mam swoje (w przeciwienstwie do Ciebie)
              zdanie. O tym co ja mam robic decyduje ja! - Nie alkohol, ani nie aniolki...!
              A...
              • aniolparys Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 20:14
                Kiedyś poprosiłem żonę (poważnie), że jak już będę starym pierdzielem, to żeby
                koniecznie zaprowadziła mnie do weterynarza do uśpienia. Stary pierdziel
                odróżnia się od mężczyzny tym, że zna odpowiedź na każde pytanie. Ma receptę na
                wszystko. A każdy kto ma inne od niego zdanie jest idiotą i wywołuje bezsilną
                złość starego pierdziela.
      • aaugustw Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 14:51
        (Annka napisała):

        > Nie rozumiem tego podzialu. Na AA i tych co bez AA. Wg mnie to
        > sztuczne. Przeciez chodzi o to zeby pomoglo, prawda?
        ______________________________________________________________.
        No wlasnie...!
        Pozdrawiam Cie Annka!
        A...
    • aaugustw Re: Gwóźdż w głowie 15.10.06, 14:49
      (Myszabrum napisała):

      > Chyba wstąpił we mnie duch niesławnego Addicted...
      ____________________________________________________.
      "W strachu wolalem Pana" - (psalmy 118,5)
      Pozdrawiam:
      A... ;-))
    • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:18

      >
      > Bardzo przykrym paradoksem abstynencji jest fakt, że tak naprawdę uzależnieni
      > i zniewoleni zaczynamy się czuć wtedy, gdy o tę swoją wolność od nałogu
      > próbujemy walczyć.

      tu moge sie zgodzic.
      taka walka to strasznie wyczerpujaca rzecz.
      ja akurat z piciem nie walcze, ale
      walcze z wlasnymi wadami i narowami i nie moge i juz zdycham ze zmęczenia.

      walka ze samym soba i brak akceptacji dla siebie prawdziwego to straszne- bo to
      walka wlasciwie z gory przegrana.
      • wolny32 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 12:27
        wolny32 napisał:

        >
        > >
        > > Bardzo przykrym paradoksem abstynencji jest fakt, że tak naprawdę uzależn
        > ieni
        > > i zniewoleni zaczynamy się czuć wtedy, gdy o tę swoją wolność od nałogu
        > > próbujemy walczyć.
        >
        > tu moge sie zgodzic.
        > taka walka to strasznie wyczerpujaca rzecz.
        > ja akurat z piciem nie walcze, ale
        > walcze z wlasnymi wadami i narowami i nie moge i juz zdycham ze zmęczenia.
        >
        > walka ze samym soba i brak akceptacji dla siebie prawdziwego to straszne- bo to
        > walka wlasciwie z gory przegrana.


        znów przekonuję nieprzekonanych, znów mnożę posty, znów analizuję- chociaz tak
        naprawdę nie mam az takiej potrzeby, to jakis chory nawyk.
        na szczescie niebawem zycie samo mi ograniczy te wywody.

        Ale dodam, ze to uzaleznienie od internetu ma dobre strony- nie mysle o
        imprezach i zabaqwach, jak porównam kłótnie na forum i bełkotanie w pubie to to
        pierwsze duzo lepsze.

    • letek17 Re: Gwóźdż w głowie 16.10.06, 13:13
      Przeczytanie tego wątku skłoniło mnie do kilku refleksji - dawno tu nie pisałem
      więc tym bardziej ucieszyłem się z tego, że naszła mnie ochota podzielenia się nimi.
      1. Wolność
      Zaczynając moją walkę a pózniej życie z nałogiem czułem się faktycznie
      zniewolony. Ile razy prosiłem boga, jaki by on nie był, jeśli jest?? by pozwolił
      mi ten 1 dzień nie pić, nie brałem forsy do pracy, wypijałem wieczorem wszystko
      by nie mieć już od rana pokusy - i nic, Wziąłem łapówkę, wprosiłem się na
      kielicha .... nawet dnia nie mogłem - i ta pogarda dla siebie, że nie potrafię.
      Po którymś z rzędu mityngu wracałem koło sklepu "Zabka" i poczułem wolność - nie
      musiałem przechodzić na drugą stronę, nie gadałem do siebie - nie wolno bo....
      po prostu przeszedłem i nie poczułem pokusy - wejść, kupić setkę, wypić w
      bramie,poczuć ulgę, odlot choć na chwilkę, ciepło w żyłach, zjeśc halsa, wrócić
      do domu i jakoś trzeźwieć dalej.
      Poczułem, że te dziwaczne mityngi jakoś działają.
      Wtedy też, jeszcze przed odwykiem już bym się nie zgodził co do tego gwoździa w
      głowie. Miałem go przed i bolał, dziwnie wyglądał, przeszkadzał - teraz też
      jest, boli, wygląda też dziwnie ale ja uwierzyłem, że można z nim coś zrobić.

      2. Mityngi.
      Rozumiem tych ludzi, którzy na myśl o nich jeżą się i pałają emocjami - raczej
      niezbyt przyjemnymi. Reakcje te można nazwać oporem w psychoterapii, agresją
      spowaodowaną lękiem powstałym wskutek uświadomienia sobie konieczności zmiany
      siebie - swojego życia, przekonań, wartości.

      Dla mnie do niedawna "dyrektora świata", który raczej wszystko wiedział, który
      zarządzał ludżmi słowa o pokorze, bezsilności wypowiadane przez faceta z
      czerwonym nosem i ciuchach chyba z PCK były nie do przyjęcia. Ale potem przyszła
      reflekscja, no co z tego, że ten gość tak wygląda ale on już rok nie pije a ty
      Letku ani dnia nie potrafiłeś wytrzymać a teraz choć dwa tygodnie już nie pijesz
      to o niczym innym nie myślisz. Coś nie tak. Trzeba Letek inaczej pomyśleć.

      Pewnej nocy kiedy umierałem w męce zespołu abstynencyjnego zdecydowałem się, że
      wolę umrzeć a nie sięgnąć po resztę flaszki w szafce czy tabletki hemineuryny w
      szufladzie. Dlatego kiedy poszedłem na swój pierwszy mityng i zobaczyłem, że
      naprawdę można - żyć i nie pić, na dodatek żyć biednie, bez pracy i żyć bogato,
      chwalić się z dostania pracy rozklejacza ulotek i tak samo z wyprawy do
      Dominikany, martwić kradzieżą mercedesa i tym, że nie ma się światła - i to na
      trzeźwo - na bok odłożyłem te oceny co do guseł w postaci świeczek, miśków,
      Boga, tekstów - szukałem odpowiedzi na pytanie " jak Oni to robią?? żyją, mają
      problemy i nie piją". Ja też tak chciałem.

      Wybierając jakieś postacie na wzorce - bo naśladowanie to jedna z prostszych
      metod uczenia - obojętne mi było czy mi się ten człowiek podoba czy nie. Ważne
      czy jest skuteczny w swoim życiu na trzeźwo. Potem dobiero przyglądałem się
      bliżej i wiele z moich pierwszych wzorców już dawno nimi nie jest ale wiele
      stosowanych zasad pozostała.
      Pamiętam, jednego - uważałem, że jest nawiedzony ale kiedy użalałem się kiedyś
      tak strasznie on po prostu popatrzył się na mnie i z autentyczną troską zapytał,
      a coś ty dziś Letku zrobił by to zmienić??? No szlag mnie trafił.
      Ile razy nazywałem wielu oszołomami, nieudacznikami co nic im w życiu nie wyszło
      poza tą 15 letnią abstynencją. Z drugiej strony dręczyła mnie myśl, a może
      jednak w czymś mają rację. Przestałem już szufladkować ludzi, etykietowaća
      zacząłem wybierać to co może być w moim zyciu przydatne.

      Dlatego rozumiem tych, dla których AA jest nie do przyjęcia - może nie do końca
      wiedzą po co tam poszli. Ja chodzę tam już piąty roki i będę chodził bo uczę się
      tam wielu rzeczy. Odpowiedzialności, tolerancji, znajduję dystans do moich
      problemów, czuję się też komuś potrzebny.
      A poza tym jak przychodzi nowicjusz i widzę siebie jakim byłem kiedyś pytam się,
      siebie czy jest wyrażna różnica w moim mysleniu? Jest i dobrze.
      Dzięki realizacji programu, bo udział w AA to dla mnie realizacja programu a nie
      bycie na mityngu, mogę powiedzieć, że żyje mi się z moim nałogiem ( gwoździem w
      głowie ) może nie lepiej ale na pewno lżej.

      3. Powstrzymywanie się
      Przestałem się powstrzymywać jakiś czas temu. Już wiem, że ja mogę, w każdej
      chwili mogę napić się drinka, zalać pałę, zapić się na śmierć. Tylo po co?
      Nareszcie od pewnego już czasu mogę wybierać. I dlatego nie czuję się zniewolony.
      Już lepsze słowo upośledzony.Po prostu jeden nie ma ręki, innemu brakuje czegoś
      innego. Ale wszyscy możemy z tym co nam dał los, Bóg, Przeznaczenie, przypadek,
      kismet ( czego nie wybraliśmy sobie sami ) godnie żyć.
      Możemy też z tego tyułu rozpaczać, użalać się i niszczyć wszyskich, którzy tak
      nie mają. Mamy więc wybór.D

      4 My niewierzący.
      Ja nie wierzyłem, bo wiara mnie ograniczała. Ale potem z tą wolnością było tak
      jak z wolną ręką ale w trybach.
      NA modlitwę, siłę wyższą dostawałem gęsiej skórki ale już na odwyku psycholka
      spytała się czy to ja układam sam swoje życie tak do końca. No przyznałem, ze
      nie, że inni oddziaływują też i to szkodliwie.
      Potem jednak pogodziłem się, że jest "przypadek". Psycholce się to nie podobało,
      mi też, doszło "Przeznaczenie",potem jeszcze "Los" - a potem to juz mi było
      potrzebne powiedzieć" nie było mi dane" i tak wymyśliłem sobie, że skoro nie ja
      jestem bogiem to musi istniec Bóg.
      Daleko mi do uznania jakiejś instrukcji obsługi Go w postaci religi. Ale mam
      nadzieję, że życie jakieś przede mną jest i coś do zrobienia w tym zakresie mam.

      Ale się wypisałem, chyba mi tego brakowało. Dzięki za sugestie do refleksji.
      Musiałem chyba tego potrzebować.
      Pogody Ducha. Letek

    • e4ska Re: Gwóźdż w głowie 20.11.06, 12:52
      Myszko, co u Ciebie?
      Trudno uwierzyć, że taka miła, wesoła, inteligentna kobieta nie umie poradzić
      sobie z gwoździami...
      Daj znak, że jesteś... i że podjęłaś decyzję... i że żadne substancje nie
      znieczulają Twojej mądrej główki. Rzeczywistości nie zmienisz, ale gdy poddajesz
      się - boli.
      Odezwij się.
    • drak02 Re: Gwóźdż w głowie 20.11.06, 15:27
      Myszabrum, psycholog z którym spotykalem się w czasie psychoterapii powtarzał
      mi zawsze, że pustkę która pojawia się w naszym życiu po przestaniu picia
      trzeba wypełnić treścią. Im więcej treści tym mniej miejsca na myślenie o
      alkoholu i zajmowaniem się problemem w kategoriach jakiegoś nieszczęścia.
      W codziennym życiu tę "pustkę" zapełniamy spędzaniem czasu z najbliższymi,
      pracą, rozwijaniem zainteresować, przyjemnościami itp.
      Natomiast samotność i nuda sprzyjają takim refleksją jak twoje, z tego
      wnisoskuję że albo czujesz się samotna lub często się nudzisz albo jedno i
      drugie. Po dwoch latach abstynencji , relatywnie rzadki nachodza mnie takie
      refleksje jak te które opisałaś, raczej cięrpie na ciagły niedostatek czasu.
      Pozdrawiam:)
    • kozel5 Re: Gwóźdż w głowie 20.11.06, 17:58
      picie zawsze sobie usprawiedliwiam. albo, ze wystapil problem w pracy, albo, ze
      juz zaraz ide od psychiatry. jasne, ze to nic nie daje. najpierw dol
      calodniowy, potem picie nastepnego dnia na zapas. banal, klasyka. potem chec
      samobojstwa. tchorzostwo mnie od tego powstrzymuje.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka