Dodaj do ulubionych

Marblad - wszystko ok?

09.12.06, 00:27
Obserwuj wątek
    • marblad Zle, ale po malu 09.12.06, 08:19
      Czesc! Nie jest dobrze, ale poprawa widoczna. Oczywiscie, alkohol odstawiony.

      Wiem jedno, nigdy na kacu, po ciagu, NIE JESC w nadmiarze weglowodanow (tylko glukoza w
      preparatach i laktoza). Jak najmniej. Miod tez niedobry. Rosol, maslo, jajaj, troche miesa wolowego,
      jakies rozgotowane chrzastki... to stawia mnie na nogi. Wtedy moja zanikajaca watroba sie regeneruje.
      Po zjedzeniu chleba lub innych macznych, od razu gniecenie, wiec noc mialem ciezka, bo jakies
      kanapki byly.

      Wczoraj snilo mi sie, ze ktos obcina mi palce rak sekatorem - OKROPIENSTWO. Dzisiaj znowu jakies psy
      chcialy mnie rozszarpac, ale stalem nieruchomo i tylko warczaly. Nie wierze w sny, ale potraktujmy to
      wyjatkowo symbolicznie - ze ktos, aniol jakis, duch panski, nieznana sila, pilnuje mnie. Boje sie tych
      psow, wiec to jest jakis sposob na przetrzymanie.

      Dzisiaj 3 dzien.
        • marblad Re: Zle, ale po malu 09.12.06, 14:25
          aaugustw napisał:
          > Tak 3maj...! ;-))
          > A...
          > Ps. Wg. Freuda, sny maja podloze seksualne...! (zdrowy jestes!) ;-))

          Moze jestem zoofilem? Bo lubie zwierzeta.

          Ciekawe, co znaczy wg. Freuda, jak komus sie snia robaczki, owady... a na powaznie, to juz nie te same
          KOSZMARY, ktore nekaly mnie dawniej.
      • myszabrum Re: Zle, ale po malu 09.12.06, 11:03
        Kiedy "nadużywałam" śniło mi się, że jestem piętnastoletnią prostytutką (!) z
        obciętymi dłońmi. To pewnie symbolizowało dziecinność, "sprzedawanie" swojego
        życia i bezradność wobec uzależnienia.

        Gdy piłam/ćpałam, często też śniły mi się psy, zwykle je głaskałam (no bo
        przecież dalej hołubiłam swoje nałogi).

        Podczas jednej z nieudanych prób wyjścia z ciągu przyśnił mi się natomiast
        pl.wikipedia.org/wiki/Waran_z_Komodo który mnie tylko ostrzegawczo
        dziabnął w kolano, jakby mówił: "daj spokój, nie uciekniesz".

        No i wreszcie, gdy moje boje z alkoholem miały się ku końcowi, przyśniło mi
        się, że włamałam się do domu, którego bronił pies i połamałam zwierzakowi
        łapy :-0.

        Na koniec pragnę zaznaczyć, że w realu bardzo lubię wszelaką zwierzynę i
        krzywdy jej nie czynię :)
        • aaugustw Re: Zle, ale po malu 09.12.06, 12:30
          myszabrum napisała:

          > Kiedy "nadużywałam" śniło mi się, że jestem...(!)
          _________________________________________________.

          A czy dzisiaj tez jeszcze snisz...!? ;-))
          A...
        • wolny32 Re: Zle, ale po malu 09.12.06, 16:13
          Tez miewalem dziwne sny, niestety miewam je nadal.


          Np ostatnio mialem taki- przypadkowo uruchomilem w jakims miescie wielka
          lokomotywe, ktora jadac przez miasto rozwalala wszystko na swej drodze i
          spowodowala mnostwo strat i smierci.
          poptem bylem pokazywany w tv jako poszukiwany sprawca szkod i balem sie chodzic
          po miescie, bo balem sie ze ktos mnie widzial w tv i podpierniczy na policje:)
            • aaugustw Re: Zle, ale po malu 09.12.06, 20:05
              marblad napisał:

              > To nie jest jeszcze tak zle. Robilem w snach gorsze rzeczy...
              ______________________________________________________________.

              Nie chce sie z nikim licytowac, ale najgorsze rzeczy w zyciu
              zrobilem nie we snie, ale po pijaku...! :-((
              A...
                • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 10:45
                  mulka3 napisała:

                  > Ciesze sie bardzo ze sie trzymasz... wraca mi wiara w ludzi i w ich siłe.

                  Jesli to o mnie, to dzieki! Trzymam sie nadal. Jest ciezko, ale sa chwile lepsze, potem znowu wraca
                  zniechecenie i lek, ale dzisiaj mialem "normalny" sen - tylko jakies poscigi, troche sensacji, ale takie
                  rzeczy to mialem zawsze, nawet wtedy, kiedy nie pilem.

                  Zjadlem jajecznice na masle, sledzia tlustego... i tyle!

                  Powoli zmniejszam dawke tranxene. Mam nadzieje, ze kolejny dzien bedzie OK. Zobaczymy. Bo
                  ostatnim razem "nawalilem". Szkoda mi wtedy tej fatalnej dezycji...
                  • aaugustw Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 13:03
                    marblad napisał:
                    > Trzymam sie nadal. Jest ciezko, ale sa chwile lepsze, potem znowu wraca
                    > zniechecenie i lek, ale dzisiaj mialem "normalny" sen...
                    - - - - - - - - - - - - - - -
                    Po tym wstepnym "jajczeniu", na okraglo trudno zeby sie obylo bez jajecznicy...!
                    (Marblad, to mial byc zart...!) ;-))
                    ________________________________________________________________________.
                    marblad napisał dalej:
                    > Zjadlem jajecznice na masle, sledzia tlustego...
                    > Powoli zmniejszam dawke tranxene. Mam nadzieje, ze kolejny dzien bedzie OK.
                    - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                    Troska o fizyczna strone widac leci w pelnym galopie...!
                    Ja potrzebowalem zawsze ok. 5 - 10 dni, aby dojsc fizycznie do siebie i...
                    moglem dalej pic!
                    Wtedy bylem jeszcze oddalony od wartosci duchowych "lata swietlne"...!
                    A...
                    • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 17:18
                      Oj, zebys wiedzial, Aaugustw, ze jest poprawa w porownaniu z 1 2 dniem. Dzisiaj 4. dzien, a ja czuje,
                      ze moge sie za chwile rozleciec. Pojechalem na rozmowe z zona, musialem, bylem w jej nowym lokum,
                      a wracajac czulem takie przygnebienie, jak cholera. Jak zbity pies sie czuje teraz. Bylem w sklepie,
                      kupilem dwa piwa - nie dla mnie!!! Ale gdyby nie "rozsadek", to bym je wypil na stojaco przed sklepem
                      albo w samochodzie albo pod domem albo u sasiadki. Poczulem sie jak zywy trup, ktorego tylko piwo
                      moze uratowac. Ale se mysle, skoro trup zyje, to znaczy, ze nie umarl. Ile to k.... mozna ciagnac? Tak
                      wiec juz wrocilem do domu i nie moge sie za nic zabrac - pranie, posprzatanie, zascielenie mego wyrka
                      itd. Nie moge patrzec na roboty domowe. Coz... czeka mnie, za kilka dni, ostra praca zawodowa, orka.
                      Przynajmniej bede probowal cos zaczac robic.

                      Ja tez bede dochodzil kilka ladnych dni.

                      I dziekuje Wam, ze moge z Wami pogadac, bo w pewnym sensie zawdzieczam Wam to male
                      "zwyciestwo" w tej alkoholowej bitewce.

                      UWAGA: sam jechalem dzisiaj samochodem. Bardzo ostroznie, bo zazwyczaj jezdze szybko.
                      • aaugustw Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 18:11
                        marblad napisał:

                        > Dzisiaj 4. dzien, a ja czuje, ze moge sie za chwile rozleciec....
                        (a na samym koncu maila marblad pisze, cyt.):
                        > UWAGA: sam jechalem dzisiaj samochodem....
                        - - - - - - - - - - - -
                        Nie moze wiec byc az tak zle z Toba...!
                        Lubisz sie litowac nad soba, czy bardziej wolisz aby Cie podziwiano...?
                        ______________________________________________________________________.
                        marblad napisał dalej:
                        > I dziekuje Wam, ze moge z Wami pogadac, bo w pewnym sensie
                        zawdzieczam Wam to male "zwyciestwo" w tej alkoholowej bitewce.
                        - - - - - - - - - - - - - - - -
                        Zaprzestanie strzelania nazywasz zwyciestwem...!?
                        Tak na dobre to nie wiem, czy z Twojego ciala wyparowal juz alkohol...!?
                        Kiedy pomyslisz o trzezwieniu...!?
                        A...
                        • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 18:28
                          Jest bardziej zle niz dobrze... ale musialem sie podniesc, dupsko ruszyc. Moze lubie i litosc i podziw?
                          Dzisiaj nie wiem, co lubie... jak na razie nic pozytecznego nie robie, czuje sie jak pasozyt, spoleczna
                          menda. Mam chwile, ze rosnie we mnie optymizm, chwilowo, ale zaraz sie konczy i przychodzi
                          przygnebienie.

                          Masz racje, ze nie wygralem, tam byl cudzyslow; w sensie, ze dzisiaj nie pilem. Z pewnoscia jeszcze
                          "paruje" i mam zamiar trzezwiec.
                          • aaugustw Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 18:42
                            marblad napisał:

                            > ...czuje sie jak pasozyt, spoleczna menda. Mam chwile, ze rosnie we mnie
                            optymizm, chwilowo, ale zaraz sie konczy i przychodzi przygnebienie...
                            - - - - - - - - - - - - - - - - - -
                            Optymizm w tym stadium abstynencji jest glupota...!
                            Jak mozna myslec, ze jest dobrze, kiedy wszystko jest zle...(!?)
                            ________________________________________________________________.
                            marblad napisał dalej:
                            > Z pewnoscia jeszcze "paruje" i mam zamiar trzezwiec.
                            - - - - - - - - - - - - - -
                            Zdradz nam - prosze - te tajemnice, jak (i kiedy)...?
                            A...
                            • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 19:11
                              Otoz moj chwilowy "optymizm" to zludzenie, uczucie ulgi, na kilka sekund, nadzieja, ze bedzie kiedys
                              trzezwosc; w tym krotkim momencie czuje sie fizycznie ciut lepiej. Tylko tyle. To zludzenie zabija
                              szybko przygnebienie i slabosc ciala. Jakby butelka piwa wciaz tkwila w mojej trzesacej sie dloni, choc
                              jej nie ma.

                              To ze moge przetrzymac sam jutro, pojutrze, a nawet dwa lata - to jedno (teoretycznie); to drugie (tez
                              teoria) - to poszukanie terapeuty, bo bez tego sie nie obejdzie. Tylko caly czas sledze watki, jakie
                              metody terapii sa dla mnie najlepsze. Nigdy dotad nie bylem tak blisko tej mysli. Dopiero za kilka dni
                              okaze sie, czy zrobilem konkretny ruch. Teraz, faktycznie, bajdurze.

                              Jednakze w pierwszych dniach wychodzenia z ciagu warto chyba miec jakies zalozenia?
                              • magtomal Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:03
                                marblad napisał:

                                Jednakze w pierwszych dniach wychodzenia z ciagu warto chyba miec jakies zaloze
                                > nia?

                                Oczywiście, że warto.
                                I będę twierdzić, że każdy kolejny trzeźwy dzień jest Twoim zwycięstwem - może
                                nie wojny, ale kolejnej bitwy na pewno. Jutro też wygraj!
                                • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:25
                                  magtomal napisała:

                                  > Oczywiście, że warto.
                                  > I będę twierdzić, że każdy kolejny trzeźwy dzień jest Twoim zwycięstwem - może
                                  > nie wojny, ale kolejnej bitwy na pewno. Jutro też wygraj!

                                  Bo na dzis tylko to sie liczy.
                              • aaugustw Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:15
                                marblad napisał:

                                > ...sledze watki, jakie metody terapii sa dla mnie najlepsze.
                                - - - - - - - - -
                                Takie, w ktore Ty sam wierzysz...!
                                __________________________________________.
                                marblad napisał dalej:
                                > Jednakze w pierwszych dniach wychodzenia
                                z ciagu warto chyba miec jakies zalozenia?
                                - - - - - - - - - - - -
                                Jak najbardziej, ale one nie powinny byc Twoje!
                                Popatrz do czego doprowadzily Cie Twoje mysli.
                                Krok Pierwszy AA zbudowany jest z dwoch czesci:
                                "Przyznalismy, że jestesmy bezsilni wobec alkoholu,
                                że przestalismy kierować własnym życiem."
                                A...
                                • magtomal Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:30
                                  aaugustw napisał:

                                  Jak najbardziej, ale one nie powinny byc Twoje!
                                  > Popatrz do czego doprowadzily Cie Twoje mysli.

                                  Oczywiście, wg Augusta idał AAowca to istota bez jakiejkolwiek własnej myśli,
                                  ślepo powtarzająca objawienia Augusta i jemu podobnych.
                                  Moja prośba do Ciebie Marblat: uznaj swoją bezsilność wobec alkoholu, ale MYŚL!
                                  • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:35
                                    magtomal napisała:

                                    > Oczywiście, wg Augusta idał AAowca to istota bez jakiejkolwiek własnej myśli,
                                    > ślepo powtarzająca objawienia Augusta i jemu podobnych.
                                    > Moja prośba do Ciebie Marblat: uznaj swoją bezsilność wobec alkoholu, ale MYŚL!

                                    Uznalem. Uznalem, Magtomal. I wlasnie nie zamierzam przestac o tym myslec. Dlaczego mialbym
                                    przestac, prawda?
                                  • aaugustw Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:36
                                    magtomal napisała:
                                    > Oczywiście, wg Augusta idał AAowca to istota bez jakiejkolwiek własnej myśli,
                                    > ślepo powtarzająca objawienia Augusta i jemu podobnych.
                                    > Moja prośba do Ciebie Marblat: uznaj swoją bezsilność wobec alkoholu, ale
                                    MYŚL!
                                    ___________________________________________________________________________.
                                    Slyszysz, co do Ciebie mowi magtomal: MYSL marblad !
                                    ONA wie lepiej, anizeli doswiadczenia 71 lat tych paru milionow bezmyslnych
                                    alkoholikow...
                                    A... ;-))
                                • marblad Re: Zle, ale po malu 10.12.06, 20:32
                                  OK, ale zalozenie nie-picia w pierwszych dniach wychodzenia z ciagu moze byc nawet marsjanskie.

                                  Tutaj, na forum pisze sie, ze najpierw odstaw butelke. I ja to zrobilem.

                                  A Krok Pierwszy AA juz do mnie dotarl, bo wiem, ze jestem "bezsilny" itd., nawet jesli nie bede pil sam z
                                  siebie przez rok, dwa, trzy...

                                  Wierze, ze znajde odpowiednia dla mnie terapie. Na razie to wiara trzesacego sie pijaka.
    • marblad Ide spac 10.12.06, 22:44
      Klade sie do wyrka. I na zakonczenie dodam, ze gdyby teraz stalo obok mnie zimne piwo, to bym je wypil.
      Ostatnie, wieczorne maile z zona i napiecie jakie miedzy nami powstalo nie sprzyjaja wychodzeniu z
      ciagu. Ale mysle sobie, ze jak mi sie przysnia potwory, to rano po przebudzeniu bede szczesliwy, ze
      jestem na tej beznadziejnej jawie. Dobranoc.
      • aaugustw Re: Ide spac 11.12.06, 11:39
        marblad napisał:
        > I na zakonczenie dodam, ze gdyby teraz stalo obok mnie zimne piwo, to bym je
        wypil. Ostatnie, wieczorne maile z zona i napiecie jakie miedzy nami powstalo
        nie sprzyjaja wychodzeniu z ciagu.
        _____________________________________________________________________________.
        Pociesze Cie Marblad i powiem Tobie, ze to zycie przynosilo mi czasami bardziej
        bolesne rzeczy, anizeli krzywe spojrzenie zony, czy czyjas wirtualna klotnia...
        Ja musialem sie uodpornic wiecej na te realne rzeczy. Tego nauczylem sie w
        realu, na Mityngach AA. Gdyby nie one, pilbym dzis dalej, a raczej dawno mnie
        by juz wsrod zywych nie bylo...!
        A... ;-))
    • marblad Raport z dnia 5 11.12.06, 11:12
      Nie chce zawracac glowy swoja osoba, ale moze niektorym nowym forumowiczom przydadza sie te moje
      wynurzenia i reporterskie belkoty. Noc z 4/5 dnia calkiem dobra, w sensie snu. Marna sensacja, jakies
      samochody dziwne, ale zadnych 5-metrowych ludzi, czy jamnikow z ogonami jak krokodyle.

      Wstaje slaby - to te prochy. Dzisiaj odstawiam je na dzien. Wezme tylko jeszcze raz na noc. Przymulenie i
      brak apetytu. Psychika fatalna, wciaz musze zajmowac sie nie soba, a sprawami malzenskimi, komplikacje
      sie mnoza, koszty notarialne, niepewnosc, po prostu wrak. Slaby dzien sie zapowiada.
      • aaugustw Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 11:50
        marblad napisał:
        > Nie chce zawracac glowy swoja osoba, ale moze niektorym nowym forumowiczom
        przydadza sie te moje wynurzenia i reporterskie belkoty. Noc z 4/5 dnia calkiem
        dobra, w sensie snu. Marna sensacja, jakies samochody dziwne, ale zadnych 5-
        metrowych ludzi, czy jamnikow z ogonami jak krokodyle.
        > Wstaje slaby - to te prochy. Dzisiaj odstawiam je na dzien. Wezme tylko
        jeszcze raz na noc. Przymulenie i brak apetytu. Psychika fatalna, wciaz musze
        zajmowac sie nie soba, a sprawami malzenskimi, komplikacje sie mnoza, koszty
        notarialne, niepewnosc, po prostu wrak. Slaby dzien sie zapowiada.
        _________________________________________________________________.
        Uwazam, ze postepujesz super, trzymajac kontakt z nami...!
        Pisz wszystko, co akurat zaprzata Ci mysli...!
        U mnie byl to najgorszy etap mojej abstynencji... - Teraz dopiero
        wszystko zaczelo do mnie docierac bez narkozy alkoholowej, na "trzezwo".
        Dusza moja wyla...! Bylem bez rodziny (zona z dwojka dzieci odeszla),
        bylem bez pracy, bez prawa jazdy, bez przyjaciol i bez zdrowia, ale jeszcze
        nie zdechlem... Pic tez juz nie umialem... W pozycji pionowej trzymaly mnie
        spodnie nie prane od niepamietnych czasow...
        To byl okres, ze tylko wyjsc na balkon i wyc na caly swiat...!
        Z jednej strony strach i tchorzostwo, zeby zrobic sobie cos zlego...
        Z drugiej strony jakas energia kazala mi pokazac swiatu, ze jestem czlowiekiem!
        Ze potrafie byc ojcem, mezem, obywatelem tego swiata, nie zadnym pasozytem...!
        Wtedy chcialem wszystko odrobic na raz. Najlepiej w przeciagu paru godzin...
        A...
        • tranzyt80 Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 12:22
          > To byl okres, ze tylko wyjsc na balkon i wyc na caly swiat...!

          - pamietam u mnie bylo tak samo

          > Z jednej strony strach i tchorzostwo, zeby zrobic sobie cos zlego...

          -to nie strach i tchorzostwo,to ta ogromna sila,energia i chec do zycia ktora
          byla i jest w nas,to ona nas powstrzymala...to my sami nia jestesmy...

        • marblad Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 13:39
          No staram sie pisac na forum, nie bede klamal, ale to mnie trzyma przy zyciu w tych "pierwszych"
          dniach.

          Twoj opis przerazajacy, te "spodnie" to fajna metafora, do wykorzystania literackiego, jak juz jest sie
          "poza" tym. Nie powiem, ja mam lepsza sytuacje w sensie, ze bez dzieci, mam kilku przyjaciol, a raczej
          kolegow, no i rodzina mi zostala. Niemniej jednak jednemu wystarczy, ze mucha przeleci i juz sie
          chowa do szafy, a drugi przetrzyma atak szaranczy. Niewesolo miales. Masz w sobie, czlowieku, sile.

          Tak. tak... to pragnienie w pierwszych dniach, zeby w kilka godzin zalatwic wszystkie sprawy swiata. To
          wykancza, to obsesja.

          Kolejny raport: telefon do kancelarii, jazda samochodem do sklepu po rumianek (piwo tylko widzialem
          w chlodziarkach), pare maili z zona i inne pierdoly. Nie moge sluchac muzyki. Nie moge obejrzec
          filmow, ktorych mam w domu mnostwo... nawet tych ulubionych. Zadna fajna rzecz, ktora kiedys
          kupilem mnie nie cieszy. Po prostu, stracilem kontakt z rzeczywistoscia. Albo jestem jeszcze pijany
          albo te prochy tak mnie otumaniaja? Mowa juz lepsza, ale jeszcze belkot sie pojawia. Oczka kaprawe,
          zakrapiam wiec kroplami. Kupilem tez oliwe i smalec. Ide w tluszcz, czyli paliwo "wodorowe". Musze
          tylko kupic gdzies glukoze. Na serio mowie, watroba mi sie poprawia po tym "niezdrowym" pokarmie.
          Jak tylko zjem chleb, ryz, kartofle, to zaczyna mnie gniesc. To moze byc ciekawy, osobny, temat na
          jakis watek dietetyczny.

          Powiedz mi, czy piles kawe w tych dniach? Bo ja pije. Ona pobudza, ale mi jakby sluzy. Czy paliles w
          tamtych dniach wychodzenia z ciagu?
      • tranzyt80 Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 12:00
        marblad napisał:

        > Nie chce zawracac glowy swoja osoba...

        -pisz! nawoluje i zachecam do pisania!
        przyda sie tez i z pewnoscia Tobie

        > brak apetytu. Psychika fatalna, wciaz musze zajmowac sie nie soba, a sprawami
        m
        > alzenskimi, komplikacje
        > sie mnoza, koszty notarialne, niepewnosc, po prostu wrak. Slaby dzien sie
        zapow
        > iada.

        -przyznam szczerze,ze to dochodzenie do trzezwosci wypadlo Ci w
        niesprzyjajacych okolicznosciach,ale nie ogladaj sie na nic,tu idzie o Ciebie!
        • marblad Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 13:43
          Tak, to sa zle dni, ale jak zauwazylem, to wiekszosc z Was miala problemy w okresie wychodzenia z
          ciagu. Kiedys mnie zonka przytulila, rumianku zaparzyla, posciel zmienila, dala papu, ucalowala,
          wykapala nawet i juz. Bylo, ze nawet piwo mi kupowala w ilosciach nieprzyzwoitych, liczas, ze sie dopije i
          bedzie OK. Co za iluzja!!!

          Czyli, ze ona byla, jak to nazywacie, "wspoluzalezniona". I nawet o tym nie wiedziala.
            • marblad Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 14:16
              Hm... hm... hm... wiesz, chcialem jej o tym wczoraj powiedziec, ale to by nic nie dalo, albowiem ona ma
              sama problemy emocjonalne, za bardzo soba sie teraz zajmuje. Decyzje o odejsciu podjela ze wzgledu na
              siebie, wiec moj stan nie ma tu nic do rzeczy. Nawarstwily sie problemy ostatnich lat, posypalo sie. Tylko
              moglaby mi wspolczuc, poglaskac po glowce jak pieska, a co mi teraz po wspolczuciu?
          • marzenabo Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 14:37
            Jezeli Ci podchodzi takie tluste, niezdrowe jedzonko to poszperaj w necie na
            temat diety wg. dr. Kwaśniewskiego. Wszystko to co piszesz, ze sluzy Twojej
            watrobie, jest wlasnie zalecane w jego diecie. Sa ksiazki na ten temat, ksiazki
            z przepisami. Znam osoby, ktore funkcjonuja na tej diecie kilka lat i sobie
            bardzo chwala...Ponoc nawet Wałęsa stosuje;)Dietka ponoc ma zbawienny wplyw na
            nasz organizm:) Dla jasnosci...ja na niej nie jestem;)
            pozdrawiam
            • marblad Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 15:35
              Byla tez dieta Atkinsa. Zeta Jones ja stosuje. Slyszalem.

              Moj kolega musial to zrobic, bo by umarl. Dzieki jakims tam plackom z jajek i smalcu stanal na nogi i
              nie choruje od 10 lat nawet na grype. Nogi mu chcieli uciac i jelito grube wyciac i dzieki temu tlustemu
              zarciu - przezyl. Moze troche za chudy jest.

              I jak mnie kiedys po kacach watroba bolala i jadlem te rozne kaszki, ryze, co to zalecaja w glupich
              podrecznikach, to myslalem, ze sobie watrobe sam nozem wykroje. No i kiedys kupilem kaczke i
              zrobilem rosol tlusty, dodalem masla, i pomoglo. Naprawde.

              Generalnie jem wszystko, nie wyobrazam sobie zycia bez warzyw, ale owoce mnie nie kreca. Ale jak nie
              zjem jajecznicy na masle, to gleba.

              Dzisiaj pije oliwe z oliwek. Tylko glukoze czysta musze gdzies kupic.
              • janulodz Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 15:58
                Mnie też kręciło takie jedzenie jak Ciebie. Szaszłyki i kurczaki z rożna, rosoły, gotowana na warzywach golonka, a jeszcze lepiej taka wielka parująca gicz cielęca z chrząstakmi. I jeszcze cholera słodycze np sernik wiedeński polany bitą śmietana ,albo lody bakaliowe. Do tego kawa,choć z nią musiałem ostrożnie bo nieleczone nadciśnoienie dawało się we znaki.
                Teraz już mam ustabilizowane, smażonego staram się unikać, ale ten sernik i lody......., a ta golonka :))))
                • marblad Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 16:46
                  Ja teraz sledzia zjadlem w oleju, zurek wypilem, pasztet przegryzlem. I pije herbate. I znow mnie cholera
                  bierze. Dzien sie konczy, nic nie zrobione, oprocz nie-picia. Niecierpliwosc, strach, przygnebienie...
                  • tranzyt80 Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 17:36
                    tylko nie zapomnij komu to wszystko zawdzieczasz :)))

                    niech tylko ktos sie oglosi,ze wynalazl tabletki na Kaca
                    lub na stala regeneracje organizmu przy piciu alkocholu,uniemozliwiajaca Kaca
                    i niech sie to okaze prawda...

                    widzielibysmy jak w mig wszyscy by ozdrowieli,
                    tak jak po upadku komuny okazalo sie ,ze nikt tak na prawde,kto jeszcze zyl nie
                    byl nigdy prawdziwym komunista :)
                      • aaugustw Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 18:11
                        tranzyt80 napisał:

                        > alkohol-do dzisiaj nie wiem jak sie pisze ;)
                        ____________________________________________.
                        Z duzej litery...!
                        A... ;-))
                        Ps. Niektorzy pisza go wzorem chemicznym...!
                        (to tak na wszelki wypadek).
                        - Szef do swojej sekretarki:
                        "Niech pani napisze, ze spotkanie odbedzie sie we wtorek".
                        A ona na to: "Szefie, jak sie to pisze, przez "f", czy "w""?.
                        - "Niech pani napisze w srode".
              • aaugustw Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 18:04
                marblad napisał:

                > ...nie wyobrazam sobie zycia bez warzyw, ale owoce mnie nie kreca.
                ___________________________________________________________________.
                (dla relaksu mam pytanie):
                Przy tak zdecydowanej odpowiedzi, powinienes rowniez wiedziec jaka
                jest roznica pomiedzy; owocem a warzywem...!?
                A... ;-))
                Ps. moga wszyscy odpowiadac...!
                • aaugustw Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 19:38
                  aaugustw napisał:
                  > ... jaka jest roznica pomiedzy; owocem a warzywem...!?
                  > A... ;-))
                  > Ps. moga wszyscy odpowiadac...!
                  ________________________________.
                  Pytam powaznie...!
                  A...
                  Ps. Czy to prawda, ze warzywa sa
                  jednoroczne, a owoce wielo...!?

                  • myszabrum Re: Raport z dnia 5 11.12.06, 20:01
                    A ja myślałam, że to dowcip i czekałam na puentę :)

                    Technicznie rzecz biorąc, warzywa to wszystkie rośliny zielne w całości lub
                    częściowo jadalne. Mogą być jedno-, dwu- albo kilkuletnie. I mogą mieć np.
                    jadalne korzenie - jak burak czy marchewka, liście - jak sałata, albo - no
                    właśnie, jadalne owoce - jak pomidor :). Jednak owoce niesłodkie - jak właśnie
                    pomidor czy ogórek - potocznie również nazywamy warzywami.

                    Owoc jest to po prostu organ rośliny powstający z kwiatu i zawierający nasiona.
                    Owoc może rosnąć sobie na warzywie (roślinie zielnej) albo na krzaku, drzewie -
                    i w tym drugim przypadku już jest wszystko jasne :).
    • mulka3 Re: Marblad - wszystko ok? 11.12.06, 23:49
      Sprawiasz mi radość Marblad i budzisz mój szacunek, ta swoja zacietością....Mam
      nadzieje ze kryzys fizyczny ma sie juz ku koncowi i ze zaczniesz sie cieszyć
      pierwszymi oznakami zdrowienia fizycznego . Wykorzystaj ten czas dla siebie i
      porozpieszczaj sie troche dobrym i zdrowym jedzeniem ,może basen ,odrobina
      ćwiczeń i to wszystko po czym zaczniesz czuć swoja powracajaca siłe
      fizyczną. To wazne , by byc zadowolonym z siebie ,zdawac sobie sprawe z własnej
      mocy i ... wtedy ruszaj naprawiac własne błedy .Pomalutku.
    • marblad Kolejny raport 15.12.06, 22:09
      Witam. Obiecalem napisac o sobie, jak juz zauwaze, ze wokol mnie nie ma ani jednej puszeczki piwa.

      Drugi dzien, kolejnej proby odstawienia alkoholu. Detox domowy - ostry. Straszna ilosc plynow,
      magnez, witaminy B, potas, raczej tlusciejsze jedzenie, i dobrze, bo watroba sie uspokoila. Nerwy
      jeszcze biora, czuje te "sinusoide", jak wpadne w dol, to chce sie czasem zawyc...

      Rano - robota, tylko pol godziny, noszenie klepki z garazu do piwnicy. Spocilem sie okropnie. Rece mi
      sie trzesly z godzine. Prysznic. Jedzenie. Kilka odpowiedzi na posty (bo codziennie zagladam na
      forum). Rumianek. Calkowity zakaz TV i muzyki. 3 h szukania w Internecie porad w sprawie rozwodu,
      napisanie wniosku, wydrukowanie go, potem popoludniowe spotkanie z zona, negocjacje i udalo sie
      zlozyc podpisy dobrowolnie (notabene: obok kilku klientow pilo piwko). Powrot do domu w strasznym
      korku. Krotka wizyta w markecie, tlok, ale juz strach spowodowany napierajacym tlokiem mniejszy.
      Potem jeszcze w sklepie miejscowym jakies drobne zakupy. Powrot. I teraz znowu laptop.

      Ogarnia mnie jeszcze ogromny smutek z powodu spapranego malzenstwa, i wielu niepowodzen, jakie
      mnie spotkaly w ostatnich tygodniach, ale co zrobic? Trzeba sie podniesc. I dalej cierpiec.
      • janulodz Re: Kolejny raport 15.12.06, 23:07
        No, no, a już myślałem że jeszcze nie nadszedł Twój czas. Może rzeczywiście idź do lekarza. Zrób sobie tunning. Będzie Ci lżej przejść przez ten początek.
        Trzymymaj ten kurs.
        Pozdrawiam Janu
        • marblad Re: Kolejny raport 15.12.06, 23:32
          Trzymam, trzymam kurs, raczki na sterze drza, i mialem wiele powodow, zeby opuscic poklad i zejsc
          do mesy po piwo. A wokol pelno raf. Ale sie zawzialem. Twoje "okno" bylo inne, ale ja przez okno
          kuchenne ujrzalem chorymi oczami zwykly, szary, beznadziejny dzien, no lichy zupelnie, ktory wydal
          mi sie rajem w porownaniu z tym lajnem, ktore zakleilo mi tkanke mozgowa. Jakbym to juz nie byl ja. I
          dlatego zaczalem pisac o sobie: Marblad to, Marblad tamto... jakby mnie dwoch albo trzech bylo.

          No, dobra... nic tu po obietnicach, ale jutro mam plany. Zwykle. Porzadki w dokumentach - kolejny raz.
          Sprzatanie. Wyszukanie w domu wszystkich kryjowek, w ktorych moga sie jeszcze chowac puste puszki,
          zeby je wywalic do smietnika. Jak znam zycie, znajde kilka w dziwnych miejscach. Potem wizyta w
          "ulubionej" kawiarni, kawka z mlekiem, zeby sie pokazac, przelamac, usmiechnac sie do milej
          barmanki. Kupic gazete, jak pieniedzy starczy... normalny, cholerny emeryt w wieku 41 lat.

          Troche lektura postow o psychologach zniechecila mnie do nich. Natomiast, dowiedzialem sie juz,
          gdzie uczeszczaja ludzie z okolicy na mityngi AA - zeby tam nie trafic, bron Boze. To cenna informacja.
          Kosztowala mnie pol godzinna rozmowe.
          • marblad Re: Kolejny raport 16.12.06, 16:25
            Kolejny dzien bez picia. Rano calkiem dobry nastroj, potem, gdzies tak od godziny, spadek nastroju,
            zwatpienie. No, ale wrocilem z bardzo krotkiej rozmowy z zona. Dogadac sie nie mozna, ona - realizuje
            swoje, ja - swoje. Konflikt interesow, inne swiaty, no ale to w koncu separacja. Kazde z nas walczy o
            swoje. Postanawiam spotykac sie jak najmniej, choc czeka mnie jeszcze duzo formalnosci.

            Dzisiaj podwiozlem nieoczekiwanie kumpla do domu, ktory zapil cala noc, od rana pracowal w swojej
            prywatnej firmie, i ja sie napatoczylem. U niego w domu wypilem herbate, on walnal sobie na kaca
            piwo. Nie ruszyl mnie ten widok, ale widac, organizm juz reaguje wstretem na alkohol. Nawet mu
            wspolczulem.

            Nadal niechec do TV (np. filmow), radia i muzyki. Czy ktos tez mial takie "objawy" przy wychodzeniu z
            ciagu? Czy raczej zagluszal sie TV lub muzyka?
            • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 08:36
              Nastepny dzien/noc przetrzymana. Calkiem normalny sen w sensie scenariusza, a jednak ciut za plytki,
              czeste budzenie sie. Odczuwam jeszcze jakies wewnetrze drzenie, niepewnosc, aparat mowy
              sprawniejszy, no i pojawia sie drazliwosc. I tak bedzie az do swiat. Fizycznie coraz lepiej, z nerwami
              gorzej.

              Z praca, nazwijmy ja "koncepcyjna", daje spokoj na kilka dni.
              • aaugustw Re: Kolejny raport 17.12.06, 10:23
                marblad napisał:

                > Nastepny dzien/noc przetrzymana. Calkiem normalny sen w sensie
                scenariusza, a jednak ciut za plytki, czeste budzenie sie... niepewnosc...
                ___________________________________________________________________________.
                W porownaniu z takim, np. Brezniewem jest to postep, jak "ksiazka pisze"...!
                On robil siku juz o piatej nad ranem. O godz. szostej kupke, a o godz. osmej
                budzili go ze snu...
                A...
                Ps. Zupka smakuje. Paznokcie rosna...!? ;-))
                  • aaugustw Re: Kolejny raport 17.12.06, 13:42
                    marblad napisał:

                    > No, wlasnie, August, zgoda! Tym bardziej, ze Brezniew juz nie zyje i
                    paznokcie mu nie rosna.
                    _____________________________________________________________________.
                    Zgoda z tym, co napisalem, czy zgoda ze mna... - nie zrozumialem (!?).
                    Jezeli ze mna, to wiedz, ze ja od dawna juz na nikogo sie nie gniewam!
                    Ja tylko nie dziele sie swoim doswiadczeniem z tymi, ktorzy gryza mnie
                    w te dajaca reke...
                    A pobalakac od czasu, do czasu tez lubie z pijanym, (jak mam na to ochote),
                    byle nie za dlugo...!
                    A...

                    • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 18:03
                      Zgoda, Auguscie, ze w porownaniu z Brezniewem moja sytuacja jest zdziebko lepsza. O to mi chodzilo!
                      A nawet zdecydowanie lepsza, bo nie sikam do lozka i nie robie w pieluchy.

                      Wyobraz sobie jeszcze, ze jest kilka osob na forum, co lubia posluchac pijanego (konkretnie: mnie), jak
                      mu tam idzie z nie-piciem. Tak wiec, wybacz, drogi Auguscie, ale tym razem kolejny raport zloze z
                      kolejnego dnia nie-picia, czyli pobalakam sobie, jak to Wy mowicie.

                      Otoz, dol mam dzisiaj wielki. Nie w sensie, ze polecialbym po piwo. Psychika siadla i juz. Jem, mocz
                      oddaje tam gdzie porzadni ludzie zwykli to robic, a paznokcie obcialem na wszelki wypadek. Umylem
                      sie. Zreszta zawsze sie myje (w ciagu alkoholowym nie bralem prysznica, kilka razy, jak musialem
                      szybko po piwo poleciec z rana).

                      Odwiedzilem dzis zone - prysly wszelkie zludzenia. Ostatnio tak wlasnie mam. Pozbywam sie nie tylko
                      aldehydu z organizmu, ale i zludzen. Potem zaliczylem kawe w zatloczonym markecie i patrzylem na
                      ludzi, jak moglbym wygladac, gdyby nie c2h5oh. Szczegolna uwage zwracalem na ladne panie, bo mam
                      te wade, ze lubie na nie patrzec, czy to bedac pod wplywem alkoholu, kawy, czy tlenu. Nie, nie, nie!
                      Zaden podryw. Po prostu obserwowalem, a dusza lkala sobie.

                      I tyle na dzis.
                      • magtomal Re: Kolejny raport 17.12.06, 20:01
                        marblad napisał:

                        >czyli pobalakam sobie, jak to Wy mowicie.

                        Nie my tylko August.

                        Niemal codziennie spotykasz się z żona. Załatwiasz sprawy rozwodowe. Nie wiem
                        czy nie lepiej byłoby, gdybyście przez pewien czas się nie widywali. Dajcie
                        sobie czas. Oboje jesteście poranieni, Ty w nie najlepszej formie psychicznej i
                        fizycznej - to nie jest dobry czas na poważne rozmowy, na godzenie się czy
                        ostateczne rozstawane. Wyciszcie się oboje, uspokójcie się i wtedy...
                        Zobaczycie - może zatęsknicie za sobą (a coś mi się zdaje, że Ty już za nią
                        tęsknisz...), może zechcecie wszystko naprawiać. Może nie - wtedy będziecie
                        kończyć wszystko w spokojniejszych nastrojach.
                        • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 21:49
                          magtomal napisała:
                          > Wyciszcie się oboje, uspokójcie się i wtedy...

                          Uwierz mi, ze chcialbym od dnia "1" znalezc sie w jakims spokojnym miejscu, 7 dni izolacji od swiata i
                          spraw rodzinnych... ale nie dalo sie. Musialem to zalatwiac w tym cholernym stanie. Nerwy, nerwy,
                          nerwy...

                          Czy tesknie za nia? W pewnym sensie - tak. Nie wszystko bylo zle w naszym zwiazku. Sama to
                          powtarza. Niestety, jutro jade do sadu z dokumentem, na ktorym widnieja nasze podpisy. Czekam tez
                          na jej dluzszy mail, zobaczymy, co napisze? W kazdym razie, obiecalismy sie rozstac pokojowo.
                          • magtomal Re: Kolejny raport 17.12.06, 22:18
                            marblad napisał:
                            Czy tesknie za nia? W pewnym sensie - tak. Nie wszystko bylo zle w naszym zwiaz
                            > ku. Sama to
                            > powtarza. Niestety, jutro jade do sadu z dokumentem, na ktorym widnieja nasze
                            p
                            > odpisy. Czekam tez
                            > na jej dluzszy mail, zobaczymy, co napisze? W kazdym razie, obiecalismy sie
                            roz
                            > stac pokojowo.

                            Nadal będę się upierać, że lepiej byłoby z ostatecznymi decyzjami poczekać
                            miesiąc-dwa. I ze względu na Twoje trzeźwienie i ze względu na Was.
                            • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 22:51
                              Zgadzam sie, ale pewne ustalenia juz nastapily. Jakbym sie pogodzil z tym. Zrezygnowal. Ta rezygnacja w
                              pewien sposob pomogla mi wyjsc z ciagu. Juz nie bylo co opijac? Poza tym, doprowadzilem sie do
                              okropnego stanu. W tych dniach towarzyszyla mi rozpacz, czarna jak najczarniejsza noc. Tak alkohol
                              zatrul mi szara substancje.

                              Z tym, ze to separacja, wiec moze za jakis czas znowu zaczniemy rozmawiac? Who knows?
                              • e4ska Re: Kolejny raport 17.12.06, 23:25
                                Mag to jest jedna z najczulszych forumowych duszyczek... gdzie się takie kobiety
                                hodują??? chyba z tych bajań o aniołach przychodzą - szczere to, naiwne nieco..
                                i taki dobry człowiek. Może, Maro, otrzymujesz jakby zapowiedź... dobry znak, co?

                                Skrzekot i zgrzytanie zawodowca... ale też wsparcie dobrej, miłej dziewczyny.

                                Szkoda, że ja nie jestem miła, ale trudno - mogło być gorzej:)

                                Mar, ja tam wolałabym wszystko pozałatwiać, zatrzasnąć przeszłość... raz kozie
                                śmierć. W związku nie warto wyjść na mazgaja czy niezdecydowanego. Żona nie
                                kocha? Trudno, ale niech szanuje. Niech szanuje i myśli, co straciła. Jedyny
                                pewny bilet powrotu. bo i ty sie zmienisz. Bez alkoholu.

                                Na smutki swoje - to ja uprawiam biegi czy rowerowe jazdy. Ruch mnie wypogadza.
                                Nie bezmyślna siłownia - nie. Kiedy w dzieciństwie domowi wskakiwali mi na
                                głowę, dokuczyli do obłędu, uciekałam w pola i do lasu. Biegłam, tłumiąc łzy, i
                                obiecywałam sobie, że jak dolecę do mostku, to się wypłaczę... a jak już tam
                                byłam, to mi płakanie mijało... nagle rzeczy nabierały właściwych proporcji...
                                Podobnie z tobą może być, kiedy sił nabierzesz tyle, żeby sobie pobiegać...
                                spróbuj:) Różne dobre myśli wtedy do głowy przychodzą - naukowe - też:)

                                • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 23:50
                                  Ja juz sam nie wiem, czy kocha, czy co? Czy zdradzila, czy blefowala? Teraz mi pisze, ze kocha, ale musi
                                  cos-tam, ze tak na razie lepiej, no wiec ja chce byc zdecydowany i do sadu jutro jade, bo "raz kozie
                                  smierc". A wiesz, ze myslalem o bieganiu, bo silowni nie lubie. Sztywno, statytycznie... musze sie wziac z
                                  powrotem za prawdziwy sport. Naprawde o tym myslalem przed ciagiem... ale zdarzylo sie.

                                  Coz, jutro urzedowo, potem dalej bedziemy orac. Dzieki.
                      • aaugustw Re: Kolejny raport 17.12.06, 20:04
                        marblad napisał:

                        > Wyobraz sobie jeszcze, ze jest kilka osob na forum, co lubia posluchac
                        pijanego (konkretnie: mnie), jak mu tam idzie z nie-piciem....
                        - - - - - - - - - -
                        Ja Ciebie tez lubie posluchac...! - Nie jestes juz pijany, wiec nie
                        powinienes sie dolowac. Warknalem raz na Ciebie, ale to moja wina, ze
                        "zadawalem" sie z pijanym...! Nie mam nic do Ciebie. Podziwiam Cie za
                        to wszystko, ze pomimo tak trudnej sytuacji zyciowwej potrafiles zatrzymac
                        swoja chorobe. Zycze Tobie aby to bylo juz na zawsze, co od Ciebie tak
                        do konca to nie zalezy. Uwazaj na siebie i pozwol sobie pomagac...!
                        __________________________________________________________________________.
                        marblad napisał dalej:
                        > Tak wiec, wybacz, drogi Auguscie, ale tym razem kolejny raport zloze z
                        > kolejnego dnia nie-picia, czyli pobalakam sobie, jak to Wy mowicie.
                        - - - - - - - - - - -
                        Moja sugestia dla Ciebie:
                        Ani nie kpij sobie z nikogo, ani sie przed nikim nie tlumacz...! -
                        Rob to na co masz ochote, jezeli to pomaga Ci w utrzymaniu abstynencji.
                        ______________________________________________________________________.
                        marblad napisał dalej:
                        > Szczegolna uwage zwracalem na ladne panie, bo mam te wade, ze lubie
                        na nie patrzec, czy to bedac pod wplywem alkoholu, kawy, czy tlenu....
                        - - - - - - - -
                        Ta przypadlosc tez mnie nie opuszcza...! ;-))
                        A czy to jest wada? - Mysle, ze tylko wtedy, jak zona mnie na tym
                        nakrywa...!:-((
                        A... ;-))
                        • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 21:58
                          OK, August, tak naprawde, to sie nie gniewalem, ale nerwy ponosza i czlowiek zlosliwy sie staje. Masz
                          cholerne doswiadczenie, logicznie myslisz, "uderzasz" celnie tam, gdzie trzeba i to jest bardzo wazne.
                          Ja wiele skorzystalem z Twoich "ciosow", naprawde, jesli moge uzyc tego bokserskiego terminu.

                          Troche przypominam teraz - wewnetrznie - takiego psa basseta. A jak na te panie patrzylem, to z
                          wyrazna nostalgia, ze niejeden basset by mi pozazdroscil. No i chcialem do ludzi wyjsc, a nie siedziec w
                          swojej norze, w ktorej wypilem kilka wiader piwa.

                          Walka wciaz trwa.
                            • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 22:16
                              Zdziwisz sie, Tranzyt, ale ja w Sylwestra nie bawie sie. Od wiele wielu lat nie wypilem nawet kropli
                              szampana w ten dzien. Od wielu lat, w Nowy Rok, bylem jednym z najtrzezwiejszych w okolicy. Godzina
                              10:00, a ja samochodem na przejazdzke.

                              Za to "dolowalem" sie czesto wlasnie w listopadzie i przy roznych zawirowaniach zyciowych w innych
                              miesiacach. Mowa o ostatnich 10 latach. Bo w mlodosci, duzo wczesniej, tankowalem, jak tylko byla
                              okazja, o czym juz troche pisalem.
                                • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 22:46
                                  No troche dziwny "korkociag" ze mnie jest... to fakt. Kiedy inni chleja, bawia sie, ze tak powiem
                                  "oficjalnie", to ja cichutko, w domu, herbatke popijam. I raz na jakis czas, jak mnie najdzie cholera, to
                                  nabieram rozpedu. Zawsze sie dziwili zjaomi, ze ja pije w "nieodpowiednim" czasie. To, oczywiscie,
                                  niedotyczy okresu lat 80-ych, w ktorych to bylem super pijakiem. Wtedy nie bylo takiego forum, bo juz
                                  wtedy moglbym zwachac, ze to choroba.

                                  W Sylwestra ludzi rozwoze, rodzine. Od lat odmawialem starym przyjaciolom balang sylwestrowych.
                                  Obrazali sie. W ostatni Nowy Rok, pustki na ulicach, snieg, wzialem ojca samochod, bo lepsze opony
                                  mial i se pojechalem tak bez celu nacieszyc sie dniem. Sadysta jestem, wiedzialem, ze 95% rodakow
                                  zdycha, a ja luzaczek. Gdzies kolo marketu jedzilem po pustym, odsniezonym placu... i tyle!
                                  • tranzyt80 Re: Kolejny raport 17.12.06, 23:48
                                    Przyznaje,ze troche sie popisuje z tym korkociagiem :)
                                    Czesto na Sylwestra tez nie moglem patrzyc
                                    na alkohol,a grudzien to w sumie wesoly miesiac i zdarzalo mi sie
                                    miec te kilka dni picia w srodku miesiaca,potem nie moglem nawet patrzyc i
                                    myslec o alkoholu tak dawala mi sie we znaki kacowka :)))

                                    Od ponad dwoch lat jestem totalny abstynent,jak Ty wczesniej.Czy mam chec sie
                                    napic ?Czy mam jakies ciagotki ?Pytam siebie samego.Mowie szczerze,ze nie.
                                    Nie mam zadnych ciagot,dreczacych mysli,stanow napiecia nerwowego.
                                    Tylko te niektore sytuacje towarzyskie,jak i Sylwester przypominaja mi,
                                    ze powinienem miec ta mozliwosc od czasu do czasu wypic.Moze sprobowac...?

                                    Widze,ze Ty raczej jak pijesz to siedzisz spokojnie w domu.Ja nalezalem
                                    raczej do tych rozrywkowych,ktorzy uwielbiali towarzystwo w lokalach.
                                    W domu nie moglem usiedziec godziny.Przerazaja mnie tylko te poranki na
                                    kacach :( Tego nie znosilem i tych nastepnych kacowych dni,tych psychicznach
                                    rozmyslan dlaczego nie przestalem imprezowac tak jak ci normalni,dlaczego ja
                                    musze zawsze do rana i to z takimi drogimi wyskokami...

                                    I nie tylko Ty po pustym placu...
                                    • marblad Re: Kolejny raport 17.12.06, 23:53
                                      Tranzytem po pustym placu!

                                      Ja w domu, tak, owszem, ale i wypady. Powrot do domu, rano, kac, kilka godzin w domu, wypad do baru,
                                      powrot, sklep itd. tak to wygladalo. Kiedys mnie nosilo. A w Sylwestra nie chce mi sie pic najbardziej ze
                                      wszystkich dni w roku. Takie dziwactwo. I w Swieta tez.
                                        • marblad Re: Kolejny raport 18.12.06, 00:28
                                          Ten ostatni "ciag" traktuje jako wymowny znak. Jakby ostatnie ostrzezenie.

                                          Ale czy jest ktos na forum, kto moze w 100% napisac, ze nigdy nie chlapnie? Wiem, ze musze cos z tym
                                          zrobic, codziennie nad tym pracuje, naprawde. Nie chce sie jednak przechwalac, dlatego sukcesywnie
                                          bede raportowal, co ze mna (nie w sensie zupki i jajecznicy), co zrobie konkretnie z tym problemem.
                                          • tranzyt80 Re: Kolejny raport 18.12.06, 00:44
                                            chodzi tu o takie przysiegniecie tylko sobie samemu,na spokojnie ,na trzezwo
                                            i bardzo powaznie...
                                            do pewnego czasu udaje sie nam i koncza sie te wszystkie wyskoki mniej czy
                                            wiecej jakos szczesliwie...
                                            ale czujemy,ze nasz bardzo dlugi kredyt sie sonczyl i nadchodzi inny czas,czas tej
                                            decyzji...
                                            w przeciwnym razie posypie sie w naszym zyciu wszystko jak pionowo ustawione
                                            klocki od domina...
                                            • marblad Re: Kolejny raport 18.12.06, 09:29
                                              Kiedys, dawno temu pilo sie dla samego picia, bo fajnie jest, wszyscy pija, nie bede mlodym dziwakiem,
                                              a watrobe mialem wspaniale rozwinieta. Potem zapijalo sie niepowodzenia, brak satysfakcji z pracy,
                                              takie przewlekle piwkowanie, ktore nie przeszkadzalo w pracy (wiadomo, ze przeszkadzalo w lepszym
                                              mysleniu). Ostatnie lata to dlugie okresy abstynencji, a po alkohol siegalem w momentach wielkich
                                              wzburzen, wstrzasow. I te wlasnie momenty sa moja zmora. Isc po piwo, czy nie isc? - oto jest pytanie.
                                              Cos mi wtedy, moze maly aniolek, podszeptuje - nie idz. I kreci w srodku jak przed randka z piekna
                                              dziewczyna. Juz tylko o tym myslalem - isc czy nie isc. Niestety, to sie rzadko udaje, zeby nie wstapic
                                              do sklepu. A potem, gdy czlowiek roztrzesiony, to juz nic nie moze go powstrzymac. Bo sie udupia do
                                              kwadratu i dalszej potegi, kazdego dnia po tej rowni pochylej.

                                              I teraz jest wielka, niepowtarzalna okazje skonczyc raz na zawsze z tym podstepnym dranstwem. Z
                                              klockami domina to, rzeczywiscie, niezla metafora. Tak to mniej wiecej wyglada.

                                              • tranzyt80 Re: Kolejny raport 18.12.06, 10:18
                                                z ciekawoscia Cie czytam,nie piles przeciez tez ze dwa lata i byles juz
                                                w tym punkcie gdzie ja jestem obecnie,
                                                po twoich postach dotarlo do mnie,ze gdybym siegnal dzisiaj po butelke piwa
                                                nic by sie wielkiego na swiecie nie wydarzylo :)
                                                oprocz kilku moich telefonow i
                                                usmiechu na twarzach starych znajomych ,ze "wrocil syn marnotrawny"...;)
                                                wszystko przebieglo by starym sprawdzonym trybem,wlacznie z kacem

                                                ale gdybym kiedys sprobowal ;)... to nacisk klade na zakonczenie picia piwa po
                                                drugiej butelce,dla udowodnienia sobie,ze nie jestem takim rasowym
                                                pijakiem...chyba ze pomylil bym sie w liczeniu ;)

                                                a dlaczego ty tego nie wyprobowales ?


                                                • marblad Re: Kolejny raport 18.12.06, 10:42
                                                  Hm... w ostatnich 5 latach, czyli w okresie najdluzej trwajacej w abstynencji zdarzylo mi sie zamoczyc
                                                  usta w dobrym winie, raz na spotkaniu waznym zawodowo wypilem malo, a rano mialem lekkiego kaca,
                                                  lecz zaprzestalem momentalnie, zdarzalo sie, ze wypijalem wieczorem kieliszek dobrego wina...
                                                  sporadycznie... dla smaku wina... ale to byl jednak kontroling. Piwo - nie. Momentalnie mnie wciaga.
                                                  Aha, probowalem tez nalewek. Kieliszek na sen. Tego nie licze, bo nie bylo ciagow, czyli jednak mozna.
                                                  Ale... ale w momentach "wstrzasow" rodzinnych, zawodowych, innnych juz ide na calosc. Jakbym szukal
                                                  pretekstu do upicia sie. Teraz juz moge!!!

                                                  Dlatego juz wiem, ze nie bede sobie niczego udowadnial. Byc moze ten jeden kieliszek wina dziala jak
                                                  bomba z opoznionym zaplonem. Za slaby jestem na podobne testy. Tym bardziej, ze gdy nie pije
                                                  dlugo, odrzuca mnie od alkoholu, iec niby wszystko OK. I nie przeszkadza mi, ze inni pija. Ja ciagle
                                                  obracam sie w kregu zawodowcow pijacych. Maja pretensje, ale juz sie przyzwyczaili. Mowie, ze swoje
                                                  juz wypilem, ze jestem na jakiejs tam diecie itd.

                                                  Ale ja pojde w "tany", to zadziwiam znajomych rekordami dlugosci.

                                                  Pamietasz ten fim z Samuelem Jacksonem i Affleckiem, jak Samuel idzie do baru, bo wszystko mu sie
                                                  wali i prosi o whisky z cytryna, a nalezy do AA? Juz ma pic, meczy sie... ale nie!!! Wlasnie chcialbym tak
                                                  wlasnie to pokonac... odstawic w chwilach najgorszych.
                                                  • marblad 2 lata 18.12.06, 10:52
                                                    Przed chwila pisalem o ostatnich 5 latach.

                                                    Jesli idzie o te 2 ostatnie lata, to tez mialem sporadyczne degustacje, minimalna ilosc wina... i nic.
                                                    Poczulem sie "wyleczony". Samson. Ale przychodzi przelom w zyciu, stres, nawalnica problemow,
                                                    niezadowolenie z zycia, osiagniec... i traaaach!!!!
                                                  • tranzyt80 Re: 2 lata 18.12.06, 11:25
                                                    Ale dlaczego przychodzi u ciebie to...

                                                    "> niezadowolenie z zycia, osiagniec... i traaaach!!!!",

                                                    moze to nie prawda,moze to tylko pretekst do tzw. przeplukania sie...


                                                    jako dwudziestolatek uczestniczylem w wypadku samochodowym,szesc osob w aucie
                                                    i czolowka przy 140km z drzewem,ja wyszedlem bez opresji,zreszta jak zwykle ;),
                                                    tylko jakos po tym zdarzeniu od czasu do czasu zaczalem siegac po
                                                    alkohol,szczegolnie
                                                    gdy wpadalem w jakies tam przerozne pulapki zyciowe...

                                                    nigdy nie pilem na drugi dzien,czulem wstret do alkoholu...trzeba bylo
                                                    z 10 lat,a moze i dluzej zanim siegnalem z rana nastepnego dnia po piwo...

                                                    szczegolnie ten moment powinien byc ALARMEM dla kazdego,moment przeciagania
                                                    picia na drugi dzien tzw. leczenia swojego kaca alkoholem,to znane powiedzonko:
                                                    "lecz sie tym czym sie zatrules " jest pukaniem do drzwi alkoholizmu...

                                                  • aaugustw Re: 2 lata 18.12.06, 14:45
                                                    marblad napisał:

                                                    > Po wypiciu wiekszej ilosci alkoholu, nie potrafie nie wypic na drugi dzien...
                                                    gdyby tylko jedno piwo. Nic z tego!
                                                    __________________________________.

                                                    Witaj w klubie...! ;-))
                                                    A...
                                                    Ps. A wiesz co ja teraz zrobie dla mego trzezwienia...(!?)
                                                    Ide do sauny poleniwic troche i na basen poplywac...!
                                                    (zeby ta moja dusza mogla we mnie jeszcze egzystowac,
                                                    musze takze od czasu, do czasu zadbac o jej ubranie!).

                                                  • marblad Re: 2 lata 18.12.06, 14:49
                                                    Zazdroszcze!

                                                    A ja dzisiaj grzebie sie w papierach, dokumentach. Do sadu nie pojechalem z przyczyn "technicznych" (nie
                                                    ma to nic wspolnego z intencjami). Jutro sie wybieram. I tak to wszystko bedzie sie ciagnelo az do Swiat.
                                                  • aaugustw Re: 2 lata 18.12.06, 21:20
                                                    marblad napisał:
                                                    > A ja dzisiaj grzebie sie w papierach, dokumentach. Do sadu nie pojechalem z
                                                    przyczyn "technicznych" (nie ma to nic wspolnego z intencjami). Jutro sie
                                                    wybieram. I tak to wszystko bedzie sie ciagnelo az do Swiat.
                                                    _______________________________________________________________.
                                                    Myslalem w saunie o tych slowach, ktore napisala Magtomal, cyt.:
                                                    "Nadal będę się upierać, że lepiej byłoby z ostatecznymi decyzjami poczekać
                                                    miesiąc-dwa. I ze względu na Twoje trzeźwienie i ze względu na Was."
                                                    I tez stoje za tymi slowami...! (taki juz jestem).
                                                    A...
                                                  • marblad Re: 2 lata 18.12.06, 22:35
                                                    Tak, August, ale musielibyscie znac realia. Dzisiaj zona zaczela mnie robic w Karola, gierki, milczenie i
                                                    rozne takie. To juz jest nie-do-uratowania. Normalnie, tak, powinnismy przeczekac, a nie uprawiac gierki.
                                                    A ona sie odizolowala sie, wyprowadzila sie przeciez, ma kompa i uprawia rozne gadu-gadu niewiadomo
                                                    z kim. To jest wymowne.
                                                  • janulodz Re: 2 lata 18.12.06, 23:29
                                                    Rzeczywiście nie znamy realiów, tylko Twoje odczucia, a jak zwykle tam gdzie jest dwoje tam są dwie racje.
                                                    Gdzieś niedawno usłyszałem takie zdanie, że gdy dwoje ludzi nie może się dogadać to dobrze jest założyć sprawę rozwodową, bo pierwsza rozprawa ma zwykle charakter pojednawczy i wtedy strony mogą się wreszcie wysłuchać, bo w sądzie się nie krzyczy i nie trzaska drzwiami.
                                                  • marblad Re: 2 lata 19.12.06, 11:17
                                                    Zgoda, kazda ze stron ma racje i jakos nie moglismy razem osiagnac kompromisu. Watpie, zeby sad
                                                    nam pomogl w tej sytuacji. Dzisiaj odwiedzilem kafkowski gmach sadu i zlozylem wniosek o separacje.
                                                    Sama przeprawa przez zapchane miasto, atmosfera sadu niezbyt dobrze wplynela na moje nerwy, ale
                                                    jestem dziwnie zadowolony. Z samego wykonania "zadania", nie wnikajac w jego merytoryczna wartosc.
                                                    Bo co tak naprawde dzisiaj osiagnalem? Nic. Ta wyprawa miala raczej charakter "terapeutyczny".

                                                    W koncu separacja nie oznacza konca malzenstwa. Ale cos mi mowi, ze to juz koniec. Juz nigdy wiecej
                                                    malzenstwa... co za ulga.
                                                  • aaugustw Re: 2 lata 19.12.06, 11:25
                                                    marblad napisał:

                                                    > Bo co tak naprawde dzisiaj osiagnalem? Nic.
                                                    ____________________________________________.

                                                    Osiagnales kolejny dzien bez alkoholu...!
                                                    A...
                                                    Ps. Dla mnie (alkoholika), to jest najwazniejsze
                                                    i temu podporzadkowalem wszystko inne! -
                                                    Jezeli tu zawiode, wszystko inne runie!
                                                  • marblad Re: 2 lata 19.12.06, 12:45
                                                    To wlasnie wczesniej pisalem o tym "zadowoleniu", w sensie, ze czlowiek przestal chlac i cos robi.
                                                    Tylko w sprawach rodzinnych stoje nadal w miejscu, bo czekam na orzeczenie sadu, ktore rowna sie
                                                    zniesieniu wspolnoty majatkowej. No, ale jakis krok wykonalem.
                                                  • marblad Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 11:20
                                                    Przyznam sie, ze w pewnym momencie ostatniego ciagu, myslalem, ze juz nie wyjde. Ogarnela mnie jakas
                                                    psychoza. Diabelska sila ciagnela mnie w dol, w dol, w dol...

                                                    Znam takich, ktorzy chlapna piwko, obetra rekawem usta z pianki i ida dalej. Niestety, nie naleze do
                                                    takich twardzieli.
                                                  • aaugustw Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 11:30
                                                    marblad napisał:

                                                    > Znam takich, ktorzy chlapna piwko, obetra rekawem usta z pianki i ida dalej.
                                                    Niestety, nie naleze do takich twardzieli.
                                                    _____________________________________________________________________________.

                                                    Wierz mi. To nie ma nic z "twardzielostwem" do czynienia. Taki "twardziel",
                                                    po prostu nie jest dotkniety choroba alkoholowa. Dla niego pojecie; "obsesja
                                                    picia" - to pojecie obce...
                                                    A...
                                                    Ps. Ja zwyciezylem alkohol w tym momencie, kiedy przestalem z nim walczyc.
                                                    Kiedy zrozumialem swoja bezsilnosc wobec niego...!
                                                  • marblad Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 12:56
                                                    Czyli pokonac przeciwnika, okazujac swoja bezsilnosc wobec niego. Lecz walka wciaz trwa...

                                                    Troche raportu dla zainteresowanych. Dzisiaj przeszedlem na ziolowe uspokajajace. Calkiem niezle
                                                    dzialaja. Inna sprawa, ze wciaz mam wzloty i upadki nastroju (te drugie bardziej znaczace). Jakby cos
                                                    ssalo w zoladku - wrzody? Nigdy nie mialem i to nie od oleju lub masla, bo jadlem zawsze "niezdrowo"
                                                    i nie mialem wrzodow, nawet zgagi. Mysle, ze to z nerwow. Nerwy teraz, to moj najslabszy punkt. A tu
                                                    rozgrywki malzenskie wciaz trwaja... a to mail, a to telefonik... tajemnice... odmowilem pomocy z
                                                    przewozka rzeczy, zeby nie wyjsc na durnia, bo mam przeslanki sadzic, ze robi mnie w Karola.
                                                    Normalnie, bym pomogl, ale nie w tej sytuacji. Odzywa sie, jak potrzebuje czegos. No to nie moge
                                                    chyba byc chlopcem na posylki?!

                                                    Myslenie "koncepcyjne" w zaniku, brak koncentracji, nie moge objac calosci zagadnienia. Po prostu,
                                                    mam wyprany mozg. Daje sobie spokoj.
                                                  • aaugustw Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 13:03
                                                    marblad napisał:

                                                    > Czyli pokonac przeciwnika, okazujac swoja bezsilnosc wobec niego. Lecz walka
                                                    wciaz trwa...
                                                    ______________________________________________________________________________.

                                                    Ja nie musze juz toczyc zadnej walki... - przeciwnik zneutralizowany...! ;-))
                                                    Nie biore zadnych ziol, ani lekarstw na uspokojenie. Spie dobrze
                                                    i spokojnie...!
                                                    A...

                                                  • tranzyt80 Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 13:47
                                                    wiesz co mnie osobiscie w tym wszystkim najbardziej dziwi,zeby nie powiedziec
                                                    dosadniej przeraza,ze taki rasowy alkoholik musi miec chyba w sobie
                                                    niewyobrazalnych rozmiarow strach i zarazem chec wypicia...

                                                    wieczna i nie konczaca sie nigdy wewnetrzna walka,24 godz. na dobe,365 dni w
                                                    roku,myslenie,rozmawianie,znajomi,mittingi,spotkana AA,itp.w sumie wszystko,
                                                    miejsca w ktorych bywam,ludzie z ktorymi obcuje,obrazy,ksiazki ktore kupuje,
                                                    to musi byc straszne...a alkohol leje sie przeciez wszedzie i zawsze

                                                    i to wlasnie,czy ja moglbym kiedys np. po przyszlych kolejnych wpadkach,latach
                                                    uzywania alkoholu osiagnac taki stan,to przeraza mnie najbardziej i
                                                    za wszelka cene nie chcial bym tak skonczyc,

                                                  • aaugustw Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 14:59
                                                    marblad napisał:

                                                    > Czy masz 100% pewnosc, ze juz nie wezmiesz alkoholu do ust?
                                                    Bo skoro, jestes alkoholikiem, tzn. ze nie ma tej 100% pewnosci.
                                                    _________________________________________________________________.

                                                    A czy Ty masz 100% pewnosc, ze jutro jeszcze bedziesz zyl...!?
                                                    Jak widzisz odpowiedz na to pytanie, nie zalezy tylko od samego
                                                    czlowieka... - Tak samo nie zalezy od samego alkoholika to, czy
                                                    on wezmie alkohol do ust, czy nie...!
                                                    Jest jeszcze COS ponad nami... - Cos, czym my nie jestesmy...!
                                                    A...
                                                  • magtomal Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 13:29
                                                    marblad napisał:
                                                    A tu
                                                    > rozgrywki malzenskie wciaz trwaja... a to mail, a to telefonik...
                                                    tajemnice...
                                                    > odmowilem pomocy z
                                                    > przewozka rzeczy, zeby nie wyjsc na durnia, bo mam przeslanki sadzic, ze robi
                                                    m
                                                    > nie w Karola.
                                                    > Normalnie, bym pomogl, ale nie w tej sytuacji. Odzywa sie, jak potrzebuje
                                                    czego
                                                    > s. No to nie moge
                                                    > chyba byc chlopcem na posylki?!

                                                    Pogrywacie ze sobą oboje. Ile razy piszesz o żonie, widzę tam spore
                                                    zaangażowanie. Z jej strony chyba też (sam napisałeś, że powiedziała, że nadal
                                                    kocha; widzi, że jesteś zazdrosny -bo jesteś!- to tę zazdrość prowokuje).
                                                    Chcecie być ze sobą, ale żadne nie powie tego wprost. Oczywiście, mogę się
                                                    mylić. Wciąż szkoda mi tylko, że dzieje się to w tak niefortunnym czasie.
                                                    Proszę, pamiętaj o jednym: jeśli mąż pije, żona przeżywa wszystko naprawdę
                                                    skrajnie; doświadcza uczuć naprawdę złych, trudnych (zawód, samotność,
                                                    odrzucenie, bezradność, wściekłość- oj, długo mogłabym wymieniać), przez to
                                                    zachowuje się czasami zupełnie irracjonalnie. Nie chcę w Tobie wywoływać
                                                    poczucia winy - proszę tylko, byś myśląc o żonie, pamiętał, że ona jest też
                                                    poraniona...A jeszcze zaufać na nowo Ci nie może - jest zbyt wcześnie.
                                                  • aaugustw Re: Nie dobija sie koni... 19.12.06, 15:10
                                                    Jezeli nie potraficie pomoc Marblatowi tak, jak to robi Magtomal,
                                                    ktora nic zlego nie sugeruje, oprocz zachowania trzezwosci emocjonalnej
                                                    i predysponowania uczuc; milosci, przebaczenia, wyrozumialosci, itd...
                                                    To znaczy uczuc, ktore powinny cechowac kazde trzezwe malzenstwo - to nie
                                                    dobijajcie go (Marblata). On ma dostatecznie duzo teraz nagromadzonych,
                                                    poalkoholowych spraw na swym rozkojarzonym lbie, ktore konia moglyby
                                                    przewrocic...!
                                                    A...
                                                  • e4ska Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 13:39
                                                    Mar, rozmowy z forumową pozytywką - widzisz: są różne przyczyny, dla których
                                                    lepiej zmagać się ze swoją słabością sam na sam. Pozytywką być - nie jest to
                                                    przykład pozytywny, raczej zniechęcający;)
                                                    Co to za organizacja, która wyrabia z człowiekiem takie hopki. No, nie ze
                                                    wszystkimi, Mar... całe szczęście.

                                                    Mnie się bardzo podoba, że rozwiązujesz problem teraz, natychmiast - nie wolno
                                                    czekać. Jak mógłbyś trzeźwieć - gdyby to było przed tobą. Zamęczyłbyś się.

                                                    Co do próśb i zgód na bycie podnóżkiem dla jasnych stópek z ostrogami... Wiele
                                                    osób żyjących z alkoholikami wspomina o pewnym fenomenie - że po zaprzestaniu
                                                    picia rozpadają się związki albo zmieniają tak, że towarzysz pijaka wcale nie
                                                    jest zadowolony. Tłumaczy się to większą samodzielnością pijaka, jego siłą... a
                                                    więc i dążeniem do zaspokajania swoich potrzeb. I tak jest chyba w twoim
                                                    przypadku. Jak byłeś pijany czy na kacu, to robiłeś wszytko, czego od ciebie
                                                    zażądano, dla świętego spokoju, ze strachu, że znowu coś... bo pijący jest
                                                    słabiutki jak dziecko ze żłobka...

                                                    Ale człowiek trzeźwy, choćby od paru dni, to już nie wystraszony niewolnik... i
                                                    teraz masz możliwość przyjrzenia się, w jaki sposób byłeś traktowany. bo: nie
                                                    wiem, jakie są układy, ale ja - gdybym zrywała związek - do głowy by mi nie
                                                    przyszło, żeby prosić męża o pomoc. Cóż za brak delikatności... w ogóle - co za
                                                    chamstwo duchowe... to twoje uczucia, twoje smutki, twoje rozterki, twoje
                                                    nastroje sa niczym? ty jesteś wobec tego - nic?...

                                                    Rozdzielenie - jak najbardziej, Mar... zobaczysz ty jeszcze dużo, kiedy
                                                    wytrzeźwiejesz na całego - wtedy wszak pytamy: gdzie ja miałem oczy? Czy ja
                                                    byłem ślepcem... dlaczego ja sobie sam, sam sobie, zrobiłem tyle krzywdy. Bo i
                                                    wódka nie wzięła się z powietrza.

                                                    Pierwsze święta - wolne od podejrzeń, od urazów i razów - pochodzić można, na
                                                    ludzi popatrzeć, nacieszyć trzeźwością. Wolność, wolność!!! I zobaczyć trzeźwym
                                                    okiem, czym nas jeszcze świat zaskoczy. Bo my, pijaki, wcale nie wiemy, jaka
                                                    jest ta rzeczywistość... zresztą - chyba nikt nie wie, ale my - nie wiemy - do
                                                    kwadratu:)))
                                                  • janulodz Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 14:10
                                                    Teraz Marblad uważaj.
                                                    Jak lałeś swoją babę po pijaku i nagle otrzeźwiałeś, to jej sie w głowie może poprzewracać od tego, że nagle przestałeś, no bo jak to tak. Pewnie już nie kocha, bo nie bije.
                                                    Jeżeli natomiast to ona Ci cały czas jeździła po głowie i wykorzystywała, że po pijaku jesteś bezwolne cielę, które dla świętego spokoju zrobi wszystko, co żonka rozkaże to też masz przerypane, bo nagle przestałeś się dawać.
                                                    I tak żle i tak niedobrze.
                                                    Mogło być jeszcze tak, że ona przez Twoje pijaństwo była nieszczęśliwa, ale to przecież drobiazg.
                                                  • tranzyt80 Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 14:40
                                                    a moze chciala tylko jeszcze raz popatrzyc na to,
                                                    co odciela i odplywa z falami
                                                    i pomachac na pozegnanie...

                                                    PS.
                                                    na razie nie dostrzegam najmniejszych oznak u marblada,
                                                    zeby chcial cos na zawsze zrobic ze swoim alkoholizmem...

                                                    Janu,wiesz dobrze ze istnieja zawsze najmniej dwie wersje wspolzycia dwojga :)
                                                  • magtomal Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 14:46
                                                    e4ska napisała:
                                                    >Mar, rozmowy z forumową pozytywką - widzisz: są różne przyczyny, dla których
                                                    >>przykład pozytywny, raczej zniechęcający;)

                                                    Może i zachowuję się jak pozytywka, ale ten element historii Marblata uderza
                                                    mnie najbardziej.

                                                    Mnie się bardzo podoba, że rozwiązujesz problem teraz, natychmiast - nie wolno
                                                    czekać. Jak mógłbyś trzeźwieć - gdyby to było przed tobą. Zamęczyłbyś się.

                                                    Esko, czy naprawdę uważasz, że człowiek, który zaczyna walczyć o swoją
                                                    trzeźwość, robi to dzielnie (i brawa mu za to!) powinien podejmować decyzje
                                                    ważące na całym jego życiu? Że umie spokojnie osądzić bliskich, których przez
                                                    ostatni czas oglądał przez opary alkoholu?

                                                    Zresztą, my mozemy mieć skrajnie różne zdanie, Mar może (a właściwie musi)
                                                    postąpić, jak sam uzna za stosowne.

                                                    >bo pijący jest
                                                    słabiutki jak dziecko ze żłobka...

                                                    Pewnie tak pijący się czuje. Pewnie tak jest. Ale z mojego punktu widzenia
                                                    pijący jest tez niezwykle silny; znieczulony alkoholem, silny brakiem innych
                                                    uczuć poza chęcią zaspokojenia alkoholowego głodu, obojętny na to, co wokół :(


                                                    Rozdzielenie - jak najbardziej, Mar... zobaczysz ty jeszcze dużo, kiedy
                                                    wytrzeźwiejesz na całego - wtedy wszak pytamy: gdzie ja miałem oczy? Czy ja
                                                    byłem ślepcem... dlaczego ja sobie sam, sam sobie, zrobiłem tyle krzywdy. Bo i
                                                    wódka nie wzięła się z powietrza.

                                                    Tu Cię nie rozumiem. Jeszcze trochę a napiszesz, że Mar pił przez złą żonę (?!)-
                                                    co zresztą on sam już wcześniej sugerował...

                                                  • e4ska Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 15:03
                                                    Magda, zamiast kompa wygasić, muszę jeszcze napisać... Ty jesteś pozytywką? No
                                                    kurczę... opad szczęki. Jesteś jedną z najbardziej samodzielnie myślących osób.
                                                    Aż mi się nie chce wierzyć, abyś była "zwykłą współuzależnioną"...

                                                    nie, wyjaśniam: pozytywka włącza się zawsze przy każdym temacie i wątku, i gra
                                                    te samą melodyjkę o swoim wielkim szczęściu, czy to pasuje komu, czy nie - tutaj
                                                    facet ledwie ledwie sobie próbuje układać, a dowiaduje się o sztuce mocnego
                                                    sypiania. Jaki to ma sens?

                                                    I mnie męczy ta pozytywka... i innych też.
                                                    Heh:))))
                                                  • aaugustw Re: podwyzszona tolerancja i łaknienie gorzały 19.12.06, 15:22
                                                    e4ska napisała:

                                                    > > I mnie męczy ta pozytywka... i innych też.
                                                    > Heh:))))
                                                    _____________________________________________.

                                                    Eska, zaczynam Cie podejrzewac o masochizm...!
                                                    No bo, jezeli te meczarnie wywoluja na koncu smiech,
                                                    na Twojej twarzy, to jak to wytlumaczyc inaczej...!? ;-))
                                                    Nie moge tylko zrozumiec, jak to sie dzieje,
                                                    ze Ty wiesz co sie dzieje w innych glowach... -
                                                    Ty przeciez piszesz w imieniu innych...(!?).
                                                    Albo:
                                                    Podpierasz sie podswiadomie innymi bo czujesz, ze argumenty sa cienkie...?
                                                    Albo uwazasz sie juz za Boginie na tym forum i wiesz lepiej od innych...?
                                                    A... ;-))
                                                  • marblad Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 15:13
                                                    Zabiore glos, odpowiadajac na kilka poprzednich postow. Otoz, zona odeszla ode mnie, opuscila dom z
                                                    duza torba, kiedy bylem w trakcie 2-letniego nie-picia. Jako czlowiek w pewien sposob przyzwoity,
                                                    zawiozlem jej torbe do pracy, i momentalnie udalem sie do pobliskiego sklepu po gorzale (sztuk: 2).
                                                    Wypilem to z kolega, a nastepnie kupilismy trzecia. I tak zaczal sie ten moj ostatni ciag, trwajacy 12
                                                    dni. Po 5 dniach, o ile pamiec mnie nie myli, znowu zaczalem chlanie, gdy zona powiedziala, ze mnie
                                                    kiedys zdradzila. W cztery oczy to zrobila. Okazalo sie to - podobno - blefem. W tym stanie, w stanie
                                                    wychodzenia, calkowitej dennosci umyslowej i fizycznej, nie dalem rady. To byla zemsta za moje pewne
                                                    klamstwo, ktore z kolei bylo odpowiedzia na jej dawne klamstwa zw. z innym tematem. Typowe
                                                    rozgryweczki. Jak bylo naprawde, nie wiem. Jestesmy w separacjil, bo zaczelo sie zle ukladac miedzy
                                                    nami. Problemy sa zlozone i nie o wszystkim wypada mi mowic.

                                                    Ona nawet nie wiedziala, ze jestem w ciagu, tylko sie domyslala, ze cos tam musialem popic, jak to
                                                    zwyklem czynic w sytuacjach kryzysowych.

                                                    Wychodzac z tego ostatniego picia, widzac swoj zblizajacy sie upadek - m.in. poprzez rozpad
                                                    malzenstwa i zaniedbanie zlecen zawodowych - musialem zrobic COS. Nie dla samego zrobienia. W
                                                    koncu z nia rozmawialem, ale ona ciagnie w swoja strone, a ja w swoja, i tego nie mozna nijak
                                                    pogodzic, bo to tak jakby polaczyc materie z antymateria. Uznalem, w stanie wychodzenia, a wiec
                                                    jeszcze niesprawnosci umyslowej, ze jednak musze podjac walke, bo w tym rozdygotaniu, to bym tylko
                                                    do niej wydzwanial, narzucal sie jak jakis chlopczyk. To jest okropny stan. Moze niektore kobiety lubia
                                                    takich, bo wywoluja u nich macierzynskie odruchy. Jednak moja Pani z uporem dazy do samodzielnosci,
                                                    co nazywa ladnie - poznawaniem siebie. Jako ze glupiec totalny nie jestem i ufam ludowym
                                                    porzekadlom, no wiec cos na rzeczy musi byc. Jakos niezbyt chetnie ze mna koresponduje, a
                                                    zauwazylem w jej mieszkanku, ze jak odezwie sie mail lub gada-gadu, to biegnie jak szalona. Komp to
                                                    teraz jej okno na swiat. Jak sie chwilowo cos zawiesilo, to plakala, proszac bym przyjechal.

                                                    Odzywaja we mnie wspomnienia ladnych kilku lat, bo nie wszystko bylo zle. Byly wspaniale chwile, byly
                                                    okropne, kiedy dostawalem pie..a (bo jestem z natury wybuchowy, drazliwy). Zreszta ona tez
                                                    przyznaje sie do wielu bledow. Zdarzalo sie, ze kiedys po pijaku dochodzilo do przepychanek, ostatnie
                                                    lata, to juz wzgledny spokoj, ale okazalo sie w tle cos narasta, cos bardziej groznego.

                                                    Gdybym byl trzezwy, to mysle, ze szybciej i drastyczniej zaczalbym dzialac. Moje picie, ktore trwalo w
                                                    sumie miesiac (nie liczmy przerw) spowodowalo chwilowe zawieszenie, takie przeciaganie sprawy, nic-
                                                    nie-dzianie-sie, bo ja znieczulony tylko glupie maile slalem lub sms-y, a ona juz sobie gniazdko
                                                    wlasne organizowala. A ja nie bede pomagal jej teraz uwijac gniazdka, wiedzac ze ktos tam w koncu
                                                    zamieszka... bo czlowiek bez seksu nie wytrzyma dlugo.
                                                  • tranzyt80 Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 16:16
                                                    wiem,ze teraz bede wscibski,ze nie mam hamulcow,ze sa publiczne sfery i
                                                    prywatne sferki...
                                                    ale ile lat ma szanowna(jeszcze)malzonka i dlaczego (ups!;)nie macie dzieci ?

                                                    PS.zamienilem sie z tym wpisem w 100% plotkare :)))
                                                  • aaugustw Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 16:45
                                                    marblad napisał:

                                                    > nie mozna nijak pogodzic, bo to tak jakby polaczyc materie z antymateria.
                                                    > Jakos niezbyt chetnie ze mna koresponduje, a zauwazylem, ze jak odezwie sie
                                                    mail lub gada-gadu, to biegnie jak szalona. Komp to teraz jej okno na swiat.
                                                    Jak sie chwilowo cos zawiesilo, to plakala, proszac bym przyjechal.
                                                    ___________________________________________________________________.
                                                    I ta choroba nie trwa dlugo! - Swiat wirtualny nie umie byc realnym.
                                                    A potem w zyciu czesto bywa tak, ze to drugie znowu chce, ale to
                                                    pierwsze nie ma juz ochoty... :-((
                                                    A...
                                                  • marblad Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 16:59
                                                    Ja mysle, ze ona czekala na "dogodny" moment do ewakuacji. I wystarczyla porzadna awantura, zeby
                                                    sie spakowac. Potrzebny byl pretekst. To siedzialo w jej glowie od dluzszego czasu. To pewne.
                                                    Komputer odgrywa istotna role w tej sprawie. Ciagle siedziala, cos dlubala na jakichs forach, z
                                                    psychologiem swoim wymieniala dane, podobno... Moze kogos fajnego poznala przez Internet? Cholera
                                                    ja wie.

                                                    A ja teraz siedze w kafejce i obserwuje sobie kobiety... czyli jestem na podwojnym odwyku,
                                                    alkoholowym i malzenskim.

                                                    To sa trudne chwile. Szczegolnie wieczory sa upadlajace i dolujace. Jak tylko odmowilem jej transportu,
                                                    od razu urwal sie kontakt. W Swieta bede siedzial jak ten smutas. Sylwestrem sie nie przejmuje, bo juz
                                                    od dawna potrafilem pojsc spac o 22:00 i dopiero petardy i fajerwerki mnie budzily.

                                                    No, ale to nie forum rodzinne, wiec juz koncze ten watek malzenski.
                                                  • konwalia1234 Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 17:28
                                                    Marblad :) Jestes w dolku i nie ma sie czemu dziwic... I nieciekawe beda z
                                                    pewnoscia te Twoje swieta - pelne zalu, zastanawiania sie ''dlaczego?'', ''co
                                                    moglem inaczej zrobic?'' i wielu innych pytan. I to wszystko z wszechobecna
                                                    wokol nachalna propaganda rodzinnego ciepla.... Trudno ci bedzie, z cala
                                                    pewnoscia tak...
                                                    Ale - pomysl, jest nas tu kilka osob, ktore beda na forum zagladac. Jest z
                                                    pewnoscia kilka osob /tak jak np. ja/, ktore tez te swieta spedza w pojedynke.
                                                    I ktore tez sie takich ''pojedynczych' swiat boja. Wirtual to rzecz jasna nie
                                                    real, ale w takiej sytuacji i w takim towarzystwie moze byc niezla namiastka
                                                    rzeczywistosci :)
                                                    Jesli masz messengera lub chcesz go zainstalowac, a jesli przede wszystkim masz
                                                    ochote - mozemy pogadac :) A wydajesz mi sie madra osoba, ktora potrafi takze
                                                    rozmawiac na wiele tematow. Wiec jesli chcesz - daj znac na mojego gazetowego
                                                    emaila :)
                                                    Pozdrawiam
                                                    Konwalia
                                                  • marblad Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 19:03
                                                    No, ladnie pachnie Twoj post. Konwaliami. Powiem Ci, ze paradoksalnie, w tym roku, moglbym spedzic
                                                    Swieta sam. No... moze w waskim gronie najblizszej rodziny. Z pewnoscia bede poddenerwowany owa
                                                    "nachalna" koniecznoscia swietowania. Inni beda sie smiac, moze polewac wodeczke (to akurat mnie nie
                                                    ruszy), rozmawiac na tematy, ktore mnie najmniej interesuja. Bo tak naprawde o moich problemach nikt
                                                    nie wie, oprocz jednej ciotki. I masz racje, ze jakos przezyjemy najblizsze dni dzieki temu forum.
                                                    Niestety, nie uzywam peceta, wiec swiat messengerow nie jest mi znany. Moim zdaniem, wystarczy
                                                    nasze forum... Ewentualnie podaj swoj adres mailowy. Moze zalozymy tez jakis swiateczny watek, zeby
                                                    inni sie mogli do nas przylaczyc. W Wigilie. Ja bede czesciowo dostepny 24-ego (wyjazd), 1. dzien swiat
                                                    - w domu, 2. dzien - wyjazd (ale na kilka godzin).

                                                    Na szczescie, dostalem kilka fajnych maili i telefonow od ludzi zwiazanych z branza, nawet z zagranicy.
                                                    To tez pomaga.

                                                    Ale masz racje, ze ciagle zadaje sobie setki pytan, wracaja obrazy z przeszlosci i niedawnych wizyt,
                                                    metlik, zagubienie. Tu znalazlem jakies wspolne zdjecie na polce, tam przedmiot ze wspolnych wakacji,
                                                    kamien.

                                                    Chcialbym, zeby te Swieta odbyly sie, powiedzmy, za miesiac. Mam nadzieje, ze je przezyjemy, bo w
                                                    koncu wojna nie wybucha. Tak sobie mysle czasami, co to by bylo, jakby nagle zaczela sie jakas
                                                    wojenna pozoga... ucieczka, bombardowanie... z pewnoscia kilku alkoholikow by w try-miga
                                                    wytrzezwialo. Sorry, ponury zart.

                                                    Dzieki za slowa wsparcia. I bedziemy w kontakcie. Moze sie okazac, ze to nie bedzie az tak zly okres.
                                                  • konwalia1234 Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 19:30
                                                    Tez lubie zapach konwalii :) A jeszcze bardziej ich wyglad - takie delikatnie
                                                    dzwoneczki na lagodnie wygietym luku...
                                                    Swiat messengera to prawie to samo co swiat gadu-gadu :) Opiera sie na podobnej
                                                    zasadzie, tyle, ze gadu-gadu to produkt made in PL, a msn to kolejny wytwor
                                                    szalonego bralu wyobrazni Billy Gates'a ;),bo sam pomysl ''sciagnal'' z
                                                    legendarnego juz ICQ /chociaz gadu-gadu tez jest w zasadzie takim klonem ;).
                                                    To tylko taka mala dygresja zreszta....

                                                    A wracajac do meritum: pomysl z watkiem dla swietujacych w pojedynke wydaje mi
                                                    sie znakomity :) I rzeczywiscie, moze i lepiej, tutaj na forum, zeby i ew.
                                                    inni ''pojedynczy'' mogli sie dolaczyc :)
                                                    Moj adres emailowy to konwalia1234@gazeta.pl.

                                                    Swieta przezyjemy z pewnoscia :) Nawet bez armagedonu czy innych
                                                    ragnarokow /to z mitologii wikingskiej/. Ale ''czkawka emocjonalna'' bedzie Cie
                                                    z pewnoscia meczyc nie raz i nie dwa - taka jest natura rozstan i nic nie
                                                    poradzisz :)
                                                    Notabene ja po rozstaniach, a bylo ich sporo w moim zyciu, niektore szalenie
                                                    dramatyczne... - pozbywalam sie w pierwszym rzedzie pamiatek, wlasnie
                                                    fotografii, listow, waznych prezentow itd. Jezeli nawet nie wedrowaly
                                                    natychmiast do smieci, to przynamniej gdzies daleko z zasiegu moich oczu - po
                                                    to, by byc moze potem do nich powrocic w chwialch lagodnej nostalgii, ale
                                                    wlasnie, by nie ''wlazily'' mi w oczy w tym najbardziej rozdygotanym okresie...

                                                    Ja w same swieta nie wybieram sie nigdy, na Nowy Rok tez nie. A mam przerwe w
                                                    pracy juz od jutra :) /hurrrra! wreszcie nie bede chciala zdewastowac mojego
                                                    budzika! ,)/ do tuz po Nowy, Roku. Trafil mi sie natomiast niespodziewanie
                                                    parogodzinny dyzur w pracy /niespodziewane zastepstwo/, tuz po swietach, czyli
                                                    27. i 28. Nie zmuszano mnie :), bo ew. byly inne chetne osoby. Sama sie
                                                    zdecydowalam, nie dlatego, ze taki ze mnie pracus ;, ale znam siebie i wiem, ze
                                                    po tych dwoch samotnych dniach swiat bede spragniona widoku ludzi :) No i
                                                    nadgodziny sobie uzbieram :)

                                                    Czyli, Marblad: zaciskamy zeby, a swieta przezyjemy :)
                                                    Pozdrawiam
                                                    Konwalia
                                                    PS. I patrz, fajnie, ze sie Twoi ''branzowcy'' odezwali :) Zobaczysz, nie
                                                    bedzie zle :)
                                                  • marblad Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 19:41
                                                    Nie wiem, czemu wole elektroniczna forme pisana - maile, posty. Gadanie jakos mi nie lezy.

                                                    Zalozymy watek "swiateczny" i juz. I "sylwestrowy".

                                                    A jesli idzie o te pamiatki, rzeczy, to juz czesc wywiozlem, zdjecia sa pochowane, ale gdzies cos ciagle
                                                    znajduje. To jeszcze potrwa, wiadomo.

                                                    Moze i dobrze, ze masz te dyzury?
                                                  • konwalia1234 Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 19:51
                                                    Z tym gadaniem ja mam podobnie :) Ale i gadu-gadu i msn to wlasciwie tez forma
                                                    pisana, tyle, ze bardziej prywatnie, czyli miedzy dwoma osobami, a nie np. na
                                                    forum. Tzn. w podstawowej formie tych komunikatorow, bo teraz to mozna sobie
                                                    bajery rozne dolaczyc i ''gadac'' naprawde. A ja nawet glosnikow nie mam w
                                                    swoim kompie, taka malo nowoczesna jestem ;)

                                                    Super, czyli zakladamy 2 watki! A jeszcze do glowy mi przyszlo cos w
                                                    stylu ''Przygotowania do pojedynczych swiat'' ;), ale to juz moze troche za
                                                    duzo tego dobrego? ;)

                                                    Oj, tak, takie roznie pamiatki ''lubia'' sie zlosliwie pochowac tu i tam, tylko
                                                    po to, by w najmniej spodziewanym momencie znow o sobie przypomniec - tak jakby
                                                    nie bylo dosc tego chaosu wspomnien, ktory sie ma we wlasnej glowie...

                                                    Z dyzurow sie ciesze :), sama zreszta sie zgodzilam, bo znam siebie /lub moze w
                                                    koncu pozwalam sobie samej na poznawanie siebie?/
                                                  • aaugustw Re: Odpowiadam na kilka postow 19.12.06, 19:54
                                                    konwalia1234 napisała:

                                                    > > Super, czyli zakladamy 2 watki!
                                                    __________________________________.

                                                    Ja bym tam wolal jednak 2 oddzielne
                                                    grupy:
                                                    1.- chorych alkoholikow
                                                    2.- tych drugich tam (tych innych)...!
                                                    A...
                                                  • aaugustw Re: Odpowiadam na kilka postow- August 19.12.06, 20:20
                                                    konwalia1234 napisała:

                                                    > Wiesz August, nie nadazam dzis za Twoimi myslami...
                                                    > A swoja droga, przeciez sam mozesz watki tez zalozyc, nieprawdaz?
                                                    ______________________________________________________.

                                                    Nie nadazasz...!? - To widac po Twojej wypowiedzi...! ;-))
                                                    Wiec jeszcze raz pomalutku...! ;-))
                                                    Mnie nie chodzilo o watki, ktore faktycznie moge sobie
                                                    dowolnie sam zakladac, lecz o dwie rozne grupy, (alkoholicy,
                                                    ktorzy wymieniaja sie swoimi doswiadczeniami i ci inni, tzw.
                                                    "normalni", ktorzy uwazaja, ze juz wyzdrowieli, albo i wogole
                                                    nie maja problemow alkoholowych...!
                                                    Teraz to jest juz czytelne - nieprawdaz?
                                                    A... ;-))
                                                  • konwalia1234 Re: Odpowiadam na kilka postow- August 19.12.06, 20:30
                                                    A-ha! /i stala sie jasnosc ;)/
                                                    Jesli w ten sposob, to juz bardziej chyba subfora, a nie watki. Ale...
                                                    Tu mamy powazny problem z kryteriami: a gdzie moga pisac trzezwi alkoholicy?
                                                    No, bo w koncu sa wciaz ''chorzy'', tyle, ze w okresie remisji ;)
                                                    Albo czynni alkoholicy, ktorzy akurat maja ochote porozmawiac z osoba bez
                                                    wlasnego problemu alkoholowego, lecz majaca kogos takiego np. w swoim zyciu
                                                    osobistym?

                                                    To tylko taka luzna uwaga, nie mam ochoty drazyc tematu, ktory w *tym* watku
                                                    dotyczy konkretnego problemu konkretnej osoby, czyli Marblada.
                                                    Proponuje Ci przekazac ten pomysl adminowi forum, niech on decyduje.
                                                  • aaugustw Re: Odpowiadam na kilka postow- August 19.12.06, 20:38
                                                    konwalia1234 napisała:
                                                    > A-ha! /i stala sie jasnosc ;)/
                                                    .....
                                                    > ...nie mam ochoty drazyc tematu, ktory w *tym* watku
                                                    > dotyczy konkretnego problemu konkretnej osoby, czyli Marblada.
                                                    _______________________________________________________________.
                                                    Wlasnie dlatego, urocza Konwalio1234...! ;-))
                                                    A...
                                                  • marblad Re: Odpowiadam na kilka postow- August 19.12.06, 21:02
                                                    Dzieki!

                                                    Z tym, ze nie sposob oddzielic sytuacji zyciowych od alkoholizmu. Alkoholizm to szczegolna sytuacja.

                                                    Pytaja - to odpowiadam. Jesli siedze w kafejce i obserwuje 2-3 godziny ludzi plci pieknej, to jest to wynik
                                                    wychodzenia z ciagu. Troche to nienormalne. Bo normalnie, to podziwiam te istoty, tyle ile trwa wypicie
                                                    kawy. A nawet w ogole nie patrze na nie, bo czytam gazete.