Dodaj do ulubionych

kilka słów

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 23:01
cos wam opowiem....mam 36 lat i wiem, że moim problemem jest alkohol...nie
potrafię przestać pić...mysle, że kwalifikuję się na miano
alkoholiczki...myślę, że tak jest...ale nie potrafię przestać...w poprzednim
tygodniu posiedziałam tutaj na forum...poczytałam i udało mi się nie pić trzy
dni...ktos tam napisał, że jedzie taką drogą do domu... na której stara nie
znaleźć sklepu z alkoholem....znam to...to tak jakby coś wymuszało
zakup...nie myslę czy moge kupic...tylko wchodze do sklepu i kupuję...juz
starałam się nie nosic przy sobie pieniędzy ale to nic nie dało....i tak
kupowałam..poszłam na uczelnię...tylko po to żeby mieć jakiś powód do
dłuższego niepicia....ale i tak nic z tego...teraz robię prawo jazdy...łudzę
się, że nie wsiądę za kółko pijąc cokowiek...może i tak będzie.....nie
potrafię przestać pić i nie wiem już co robić...kupuję kolejne wino czy wódkę
i mówię sobie...to juz ostatni raz...a poźniej coś się wydarzy i albo na
pocieszenie albo dla dobrego humorku....dalej piję...nie wiem jak
przestać...po prostu nie wiem
Edytor zaawansowany
  • hepik1 24.09.03, 04:56
    A ja myślę,że Ty myślisz bardzo prawidłowo i na to miano alkoholiczki
    zasługujesz jak najbardziej.Trochę dziwi mnie Twoje pytanie- Co robić dalej? w
    kontekście tego,że jesteś na tym forum od jakiegoś czasu ,czytając zamieszczone
    tu posty.Być może jeszcze nie doczytałaś wszystkiego,może trzeba sięgnąć na
    dalsze strony do starszych wątków.Tam odpowiedzi na to pytanie na pewno
    znajdziesz.Powiem więcej,że prawdopodobnie nawet wiesz co robić dalej,tylko tą
    akurat myśl boisz się wyartykułować,by nie stała się ciałem.Nikt nie wyszedł
    jeszcze z aktywnego alkoholizmu chodząc na studia czy kurs prawa jazdy.Ale
    podjęcie leczenia,terapia ma z studiami czy kursem wiele wspólnego.Trzeba tylko
    ten mały już kroczek do przodu zrobić.Czego Tobie życzę.Pozdr i zapraszam do
    dalszej,aktywnej obecności na forum.
  • semi_x 24.09.03, 11:40
    Wstydzę się pójść do poradni AA. Nie wiem na czym polega terapia prowadzona
    przez takie ośrodki ale wiem, że ja jestem upartą i zamkniętą w sobie osobą.
    Nie wyobrażam sobie abym mogła spokojnie opowiadać o swoim piciu w jakimś kręgu
    osób. Dlatego piszę tutaj. Myślę, że nawet moja rodzina nie ma pojęcia jak
    bardzo jestem uzależniona. Staram się żeby nie widzieli co robię. Zawsze ze
    wszystkim sobie radziłam, raz lepiej raz gorzej i teraz też muszę sama. Ale nie
    twierdzę, żeby mnie to pocieszało, raczej odwrotnie.
    Pozdrawiam
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 13:13
    Witaj !!!
    Tylko jedno - nie znam ani jednej osoby (a trochę ich znam) ktora poradziłaby
    sobie z choroba alkoholową sama lub przy pomocy forum internetowego - nie
    jesteś wyjątkiem wierz mi znam paru alkoholików którzy tak skutecznie ukrywali
    nałóg że dopiero ataki padaczki alkoholowej uśwadomily ich bliskim z czym
    boryka się dana osoba...
    pozdrawiam
  • quba 04.08.04, 07:31
    semi_x napisała:

    > Wstydzę się pójść do poradni AA.
    moze wobec tego idż PRYWATNIE do lekarza psychiatry, leczącego alkoholizm i
    inne uzaleznienia.
    Nikt nie będzie wiedział, prócz Ciebie i lekarza że się leczysz, pieniądze,
    które wydajesz na alkohol wydasz na wizyty w gabinecie, bedzies mogla otworzyc
    sie przed lekarzem i powiedziec mu wszystko, dostaniesz wsparcie psychiczne i
    na pewno leki na wyciszenie nerwów, ktore puszczają, kiedy przestajesz pić.
    Zyczę Ci powodzenia i wytrwania!
    Trzymaj się !



    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • semi_x 05.08.04, 23:17
    witaj :-), teoretycznie masz rację, można pójśc prywatnie, ale przecież lekarz,
    musi mieć moje rzeczywiste dane, na pewno wypisze jakieś leki, czyli wtedy
    zostanę już zidentyfikowana jako alkoholik. Może za kilka lat będę żałować
    swojej decyzji, ale teraz nie zdecyduję się na wizytę nawet w prywatnym
    gabinecie.

    pozdrawiam ciepło i dziękuję/semi
  • quba 06.08.04, 07:32
    semi_x napisała:

    > witaj :-), teoretycznie masz rację, można pójśc prywatnie, ale przecież
    lekarz,
    >
    > musi mieć moje rzeczywiste dane, na pewno wypisze jakieś leki, czyli wtedy
    > zostanę już zidentyfikowana jako alkoholik. Może za kilka lat będę żałować
    > swojej decyzji, ale teraz nie zdecyduję się na wizytę nawet w prywatnym
    > gabinecie.
    >
    > pozdrawiam ciepło i dziękuję/semi

    sądzisz, ze lekarz, który będzie miał Twoje dane zrobi z nich jakiś uzytek ?
    będzie komentował wśrod swoich znajomych Twój przypadek po nazwisku ?

    ...no więc w ten sposob sama sobie odbierasz szanse - przepraszam ze to powiem,
    ale wobec powyzszej Twojej postawy - nie widze dla Ciebie ratunku, widocznie
    CHCESZ sięgnąć swego dna, aby się od niego dopiero odbic, ale to Cie moze drogo
    kosztować, skoro sama zdajesz sobie sprawę co Cie niszczy a także i z tego,że
    sama nie podolasz temu problemowi - gubisz samą siebie
    no cóż, wspólczuje Ci, ale nie widzę wobec tego sensu w tym, że zaptyaląs co
    robić, a gdy inni Ci mówią co robić - Ty odpowiadasz "nie, bo nie"
    masz małe szanse zby sie uratować
    uważasz że WSTYD SIE LECZYĆ?
    a nie uważasz, że wiekszym wstydem jest PIĆ? widocznie jednak WOLISZ pić ...
    no cóż, Twój wybór,
    pozdrawiam serdecznie


    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • semi_x 06.08.04, 10:01
    Źle mnie zrozumiałeś, a może to ja nie napisałam wystarczająco jasno, nie jest
    większym wstydem leczenie, najgorsze jest przyznanie się otoczeniu, że za dużo
    piję. Myślę, że pośród moich bliskich nikt nie zdaje sobie sprawy, jak źle jest
    ze mną. I nie usłyszę słowa wsparcia tylko dezaprobatę i awantury. Inaczej jest
    kiedy za dużo pije kobieta a inaczej, jeżeli robi to mężczyzna. Wiem, że tak
    będzie, bo próbowałam już powiedzieć, że coś ze mną nie tak. Efekt był taki, że
    mama nie rozmawiała ze mną albo bardzo służbowo przez długi okres czasu. Słów i
    zachowania męża cytować nie będę. Muszę sobie poradzić sama. Zaczynając tutaj
    pisać liczyłam, że znajdzie się ktoś, z kim będę mogła pogadać, ktoś kto
    doradzi z własnego doświadczenia jak poradzić sobie, albo zwyczajnie sprawi, że
    człowiek będzie uśmiechnięty. Wiem, że za dużo chciałabym ale popatrz na post
    tequili, jej brakuje tego samego. Zdaję sobie sprawę, że trudno znależć taką
    osobę. Mało kto chciałby się zaangażować w częste kontakty z alkoholikiem i
    wysłuchiwać co mu na wątrobie leży. I ja w takim postępowaniu widziałam drugie
    wyjście. Nie upieram się, że dobrze myślę. Wiem, że niektóre z bywających tu
    osób, mają duże doświadczenie i na pewno patrząc ze swojego punktu widzenia
    dobrze mi radzą.

    pozdrawiam i miłego dnia życzę/semi
  • quba 06.08.04, 10:39
    semi_x napisała:

    > Źle mnie zrozumiałeś, a może to ja nie napisałam wystarczająco jasno, nie
    jest
    > większym wstydem leczenie, najgorsze jest przyznanie się otoczeniu, że za
    dużo
    > piję. Myślę, że pośród moich bliskich nikt nie zdaje sobie sprawy, jak źle
    jest
    >
    > ze mną. I nie usłyszę słowa wsparcia tylko dezaprobatę i awantury. Inaczej
    jest
    >
    > kiedy za dużo pije kobieta a inaczej, jeżeli robi to mężczyzna. Wiem, że tak
    > będzie, bo próbowałam już powiedzieć, że coś ze mną nie tak. Efekt był taki,
    że
    >
    > mama nie rozmawiała ze mną albo bardzo służbowo przez długi okres czasu. Słów
    i
    >
    > zachowania męża cytować nie będę. Muszę sobie poradzić sama. Zaczynając tutaj
    > pisać liczyłam, że znajdzie się ktoś, z kim będę mogła pogadać, ktoś kto
    > doradzi z własnego doświadczenia jak poradzić sobie, albo zwyczajnie sprawi,
    że
    >
    > człowiek będzie uśmiechnięty. Wiem, że za dużo chciałabym ale popatrz na post
    > tequili, jej brakuje tego samego. Zdaję sobie sprawę, że trudno znależć taką
    > osobę. Mało kto chciałby się zaangażować w częste kontakty z alkoholikiem i
    > wysłuchiwać co mu na wątrobie leży. I ja w takim postępowaniu widziałam
    drugie
    > wyjście. Nie upieram się, że dobrze myślę. Wiem, że niektóre z bywających tu
    > osób, mają duże doświadczenie i na pewno patrząc ze swojego punktu widzenia
    > dobrze mi radzą.
    >
    > pozdrawiam i miłego dnia życzę/semi


    ale nie musisz przyznawac sie do niczego otoczeniu jesli nie chcesz
    wystarczy poszykac LEKARZA i pojsc do niego prywatnie
    i na pewno on Ci pomoze - ale zrób to wreszcie !!!
    koniecznie !
    pozdrawiam

    --
    Wszyscy mamy jakieś swoje przywary i niekoniecznie to znaczy, że trzeba
    pielęgnować w sercu dawne urazy i odświeżać je bez końca.
  • hepik1 08.08.04, 22:41
    "Alkoholik już we wcześniejszych fazach uzależnienia pragnał niejednokrotnie
    zmiany.Ale zmieniał sposób picia,rodzaj trunków bądź miejsce zamieszkania,czasem
    rodzinę ,prace ,towarzystwo.Wiadomo jednak ,że zmiany te nie mogły odnieść
    skutku i wkrótce było tak jak wcześniej a raczej -stopniowo coraz gorzej i
    trudniej niz przedtem.
    W pewnym momencie alkoholik zaczyna szukac pomocy na zewnątrz.(uznając w pewnym
    sensie bezsilnośc wobec alkoholu)Najchętniej jednak nadal by ukrywał przyczyne
    swej desperacji.-Wstyd mi,nie chcę się do tego przyznać,że sam sobie nie
    radzę.Pomóżcie mi ,ale tak by nikt sie niczego nie domyślił-tak zabrzmiałyby
    słowa ,gdyby pragnienie alkoholika ,zwracającego sie o pomoc ,zostało głośno
    wypowiedziane.
    Czyż więc nie byłoby lepiej leczyć alkoholika pojedyńczo,terapeutyzując każdego
    indywidualnie,po cichu,przy szczelnie zasłoniętych storach,szeptem ,wprost do ucha?
    Brzmi to kusząco i pokusie tej ulega wiele osób z problemem
    uzależnienia.Przeważnie się to nie udaje,nie udało się to nawet Carolowi
    Jungowi,który próbował pół wieku temu psychoterapii alkoholików.Dzięki swym
    porażkom Jung dał za wygraną ,uznając ,że sam na sam w gabinecie z alkoholikiem
    ,psychoterapeuta -nawet najlepszy- przegrywa z chorobą"
    To fragmenty wykładu Ewy Woydyłły zawartej w książce "Zgoda na siebie"
  • semi_x 12.11.04, 23:56
    Dzisiaj kupiłam Campral. Nie wiem w jaki sposób podziała na mnie ten specyfik,
    ale mam nadzieję, że pozwoli zapomnieć o lampce martinii. Od czasu mojego
    pierwszego wpisu, miałam różne dni, ale nigdy nie były to np. dwa - trzy
    miesiące całkowitego niepicia. Bo przecież, jeżeli wypiłam tylko raz na
    miesiąc...to i tak było o ten jeden raz za dużo, prawda ? Podziwiam wszystkie
    kobietki z forum, które albo szukają pomocy u właściwych osób, albo same
    zapanowały już nad swoimi emocjami.
    Dobre duszki :-), pomyślcie czasem i o mnie.

    Pozdrawiam wszystkich ciepło/semi
  • hepik1 13.11.04, 08:41
    Oj,semi,semi.Campral tak ,ale w połaczeniu z terapią,wtedy to ma ewentualnie
    sens.Tabletek cudownych na tę chorobe nie ma.Przy dużej obsesji napicia może
    pomóc a raczej wspomóc ale sam z siebie nie leczy i nie wyleczy:(
  • letek17 13.11.04, 14:42
    Cieszy mnie, że znów się odezwałaś, martwi, że znów wiesz lepiej co będziedob
    re aleto w koińcu Twoje życie, Twój problem i Twój wybór. Pewnie, że pamiętam,
    a na pewno jak widzę taki firmowy samochód z napisem SEMI. Może częściej tu
    wpadniesz podyskutować?. Pogody Ducha. Letek
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 24.09.03, 10:05
    ..mam to samo.., ale już podjęłam decyzję i staram się wytrwać. Nie piję już
    od miesiąca, po prostu NIE PIJĘ. Oczywiście jestem jak chmura gradowa,
    awanturuję się o byle głupstwo, krzyczę, obrażam się, wszystko mnie denerwuje,
    uraża, potem wpadam w apatie do nikogo się nie odzywam, trudno jest mi
    wywiązywać się z najprostszych obowiązków. Ale trwam w postanowieniu. Jak jest
    bardzo źle to mówię sobie: Wytrwaj ten dzień do końca a jutro zobaczymy.. No i
    wiem, że alkoholizm można tylko ujarzmić, niestety nie można go wyleczyć, więc
    trzeba z nim żyć, trzeba codzinnie toczyć walkę. Pocieszające, że z każdym
    dniem jest ciut łatwiej, co nie znaczy łatwo.
  • semi_x 24.09.03, 11:23
    ...miesiąc...to dużo czasu, mnie udawało się co najwyżej tydzień a później
    wszystko od nowa. Kiedyś wymyśliłam sobie, że te pieniądze które wydaję na
    alkohol będę składać a później kupię z nich coś wyłącznie dla siebie.
    Poskutkowało tylko na chwilę. Nie wiem już co wymyślać. Jestem wściekła na
    siebie kiedy pomimo mocnego postanowienia...nie piję dzisiaj...i tak kupię
    butelkę. Piję jakieś herbatki ziołowe byle tylko coś pić ale żeby to nie był
    alkohol. Jest mi ogromnie trudno przezwyciężyć samą siebie/pozdr.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 24.09.03, 11:56
    napisałam, że wiem co czujesz.. ale chyba gdzieś w kosmos..więc powtórzę, wiem
    co czujesz bo sama mam za sobą wiele nieudanych prób wyjścia z nałogu.
    Przychodzi jednak taki moment, że przepełnia się kielich goryczy. Wysiada
    zdrowie, wypadają włosy, tracisz kontakt z otoczeniem. I ten
    wzszechogarniający WSTYD. Wstyd że pijesz, wstyd że pijesz sama, wstyd że bez
    umiaru, wstyd że nic nie pamiętasz. W pewnym momencie stwierdzasz, że może
    jeszcze coś z siebie wykrzesasz, że może jeszcze nie jest za późno, że może
    jeszcze..
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 13:09
    Gość portalu: to_ja napisał(a):

    > napisałam, że wiem co czujesz.. ale chyba gdzieś w kosmos..więc powtórzę,
    wiem
    > co czujesz bo sama mam za sobą wiele nieudanych prób wyjścia z nałogu.
    > Przychodzi jednak taki moment, że przepełnia się kielich goryczy. Wysiada
    > zdrowie, wypadają włosy, tracisz kontakt z otoczeniem. I ten
    > wzszechogarniający WSTYD. Wstyd że pijesz, wstyd że pijesz sama, wstyd że
    bez
    > umiaru, wstyd że nic nie pamiętasz. W pewnym momencie stwierdzasz, że może
    > jeszcze coś z siebie wykrzesasz, że może jeszcze nie jest za późno, że może
    > jeszcze..



    nie jest za poźno... pytanie na co ? na picie kontrolowanie - to jednak za
    poźno, na leczenie - dopuki żyjesz możesz zacząć , wstyd - tracisz zdrowie ,
    wypadają wlosy , budzisz się rano patrzysz w lustro i widzisz w jakim stanie
    trzeba iść do pracy - wstyd ( ale przechodzi możecie mi wierzyć), czy trudno
    mówić o sobie - trudno nawet bardzo trudno, tyle że alkoholizm to nie katar
    czy przeziębienie tylko cięzka choroba na którą się umiera i niestety silna
    wola, postanowienia przysięgi czy środki chemiczne tu nie pomogą - trzeba
    wybrać umieram jako człowiek o silnej woli(ale się nie wstydzę - pytanie czego
    na mitingach można spotkać znajomych i owszem ale żaden z nich nie przychodzi
    tam tylko na plotki i kawę) albo pożyję jeszcze trochę nawet czasem się
    wstydząc
    wybór pozostawiam zainteresowanym
  • Gość: hepik1 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 14:31
    Gdyby nie to,że z treści wynika to,że semi i to-ja są dwiema różnymi osobami
    to spokojnie można by przyjąć,że ich świadomość swojej choroby i etap na którym
    się znajdują jest na bardzo zbliżonym poziomie i równie dobrze mogłyby by być w
    jednej osobie.I to już powinno dać Wam wiele do myślenia.Przed Wami a i w tej
    chwili są tysiące osób,które "tak"mają i ,którym się wydaje,że są zupełnie
    inne,że ich przypadek jest zupełnie wyjątkowy i zupełnie same sobie
    poradzą,Można szukać innych zajęć,można pić wodę czy soki,można czekać wieczoru
    i modlić się-byle jeszcze godzinkę i będzie lepiej.Nie będzie.Czy po tygodniu
    czy po miesiącu i jednym dniu sięgniecie znowu po piwo,wódkę czy cokolwiek
    innego co zawiera alkohol.Na tym polega ta choroba.Te sposoby pozwolą na
    rzucenie palenia.Nikotyna uzależnia,palenie jest nałogiem ale rzucenie palenia
    od nie picia to już dwie kosmicznie różne rzeczy.Powtarzanie tego dla mnie jest
    już banałem,to na tym forum a również innych gdzie piszą treźwiejący alkoholicy
    było napisane setki razy.To,że sytuacja jest dramatyczna,że semi szuka tej
    pomocy i nie ogranicza się do jednego postu powoduje,że jeszcze raz te
    oczywiste rzeczy powtarzam a nie ograniczam się do odsyłania do innych
    wątków.Być może gdy coś kierujemy do konkretnej osoby jest odbierane w inny
    sposób.Piszesz,że jesteś osobą skrytą i nie wyobrażasz sobie by powiedzieć o
    swoim piciu komuś zwłaszcza obcemu.Ale właśnie na tym polega leczenie.Na terapi
    z zdziwieniem spostrzeżesz ,że inne tam osoby mają identyczy problem.Gdy oni
    będą opowiadać o sobie ,Tobie będzie wydawać się,że opowiadają dokładnie o
    Tobie ,jak by byli Twoim cieniem i to przez całe życie.Leczenie alkoholizmu
    polega właśnie na pozbyciu się tego wstydu.Bo to wstyd m.in powoduje ,że
    sięgasz znowu po alkohol,by nie pamiętać tego co zrobiłaś poprzednim razem
    będąc pijana.Na dalszym etapie dojdzie również strach-nie wiem jak się
    skończyła impreza poprzedniego wieczoru.Co ja tam wyrabiałam.Jak spojrzeć w
    oczy tym ludziom ,którzy tam byli i napewno pamiętają wszystko?I wtedy sięga
    się po alkohol już rano.Bo klin nie pomaga tylko fizycznie,pomaga przede
    wszystkim na pokonanie wstydu i strachu.I kółko zaczyna się domykać.Bo po
    pierwszym kielichu te przykre uczucia nie znikają od razu.Stają się mniej
    przykre po drugim, trzecim a po następnym dochodzisz do wniosku,że nie ma się
    co przejmować,impreza była udana a ty wcale nie latałaś goła i nie zarzygałaś
    stołu.Piszesz,że rodzina nie zdaje sobie sprawy z Twojego problemu.Zapytaj
    ich.Czy rzeczywiście tak jest,czy tylko Tobie się tak wydaje.
    To_ja pisze,że już ma za sobą kilkakrotne,nieudane próby rzucania nie picia.I
    co?Żadnych wniosków nie można z tego wyciągnąć?Chwalić się,że teraz już
    wytrzymała cały miesiąc?Że chodzi jak gradowa burza itp i itd.A ja mogę
    postawić wszystkie pieniądze ,że skończy się jak poprzednio,choć być może w
    następnym poście się będzie oburzać jak tak można-kiedy ona walczy?Cały szkopuł
    w tym,że tą walkę zawsze się przegrywa.To już sławna historia o ringu i
    Tysonie.Ilekroć wejdzieśz z nim na ring zawsze dostaniesz po gębie.Sztuka
    polega na nie wchodzeniu na ring.Trzeba uznać swą bezsilność wobec alkoholu.I
    na razie praktycznie jedynym znanym na świecie sposobem wychodzenia z
    alkoholizmu jest poddanie się terapii,gdzie otrzymasz wiedzę o tym na czym
    polega sama choroba i jak sobie z nią radzić.A potem,czy raczej już w trakcie
    mitingi AA czy innych grup samo pomocowych.Decyzja udania się tam jest
    trudna.Myślę ,że dla kobiety jeszcze trudniejsza.Tylko ,że i tak prędzej czy
    później tam wylądujesz.O własnych siłach lub ktoś zaniesie cię na oddział gdzie
    odtruwają.Bo ta choroba jest postępująca.A może nie będzie tak źle?Może
    wcześniej wpadniesz pod samochód?I nikt się nie dowie ,że byłaś alkoholiczką?
    Choć wydaje mi się ,że lepiej wcześniej niż później.Może będzie łatwiej.Jeśli
    pewne sprawy przerysowałem,to przepraszam.Być może takie już przerysowane nie
    będą się wydawać za rok czy pięć?Ale przypomnij sobie wtedy o tym ,że ktoś to
    już wcześniej mówił.Pozdr.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 24.09.03, 14:36
    Nie jest za późno na życie!
    Jestem teraz na etapie testowania swojej woli. Wiem, że alkoholizm to
    śmiertelna choroba, w dodatku nieuleczalna. Ja mam tylko swoją wolę. Nic
    więcej. Okaże się czy to wystarczy. Każdy alkoholik powie, że nie. A ja myślę,
    że tak. MOJA WOLA wystarczy. Wystarczy do podjęcia niezbędnych kroków aby żyć,
    na razie do niepicia, później być może do leczenia. Myślę, że jednak wszystko
    zaczyna się od WOLI.
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 14:46
    poczytaj długi ale jak prawdziwy post hepika i zastanów się
    wola - mógłbym sporo opowiedzieć o całych latach straconych na
    trenowaniu "silnej woli" , jeszcze raz - WOLA nawet najsilniejsza nie
    powstrzyma Cię od picia, jeszcze nigdy i nikogo nie powstrzymała...
    prędzej czy później zaczniesz eksperymentować prawdopodobnie (przynajmniej ja
    tak zrobiłem) z lekami - by wspomóc wolę (jak ładnie brzmi - ja przecież nie
    piję, biorę leki...ale najgorsze jest to ze w pewnym momencie (tego naprawdę
    nie widać po przychodzi niezauważalnie) przestanie się w Twoim życiu liczyć
    wszystko czy wtedy wymówką będzie "słaba wola "
    pozdr.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 24.09.03, 15:00
    Ja wiem, że Hepik ma rację. Czytam wasze posty już czas jakiś. Ale czy
    leczenie z alkoholizmu właśnie na tym nie polega, że się ćwiczy swoją wolę.
    Codziennie w każdej sekundzie, żeby się nie zapomnieć i nie napić. Ćwiczy się
    wolę, konfrontując się, każdego dnia, ze swoją śmiertelną chorobą i z innymi,
    którzy mają ten sam problem? Powiedzcie mi proszę na czym polega zasadnicza
    różnica w leczeniu zorganizowanym i w trzeźwieniu samemu.
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 18:14
    Gość portalu: to_ja napisał(a):

    > Ja wiem, że Hepik ma rację. Czytam wasze posty już czas jakiś. Ale czy
    > leczenie z alkoholizmu właśnie na tym nie polega, że się ćwiczy swoją wolę.
    > Codziennie w każdej sekundzie, żeby się nie zapomnieć i nie napić. Ćwiczy
    się
    > wolę, konfrontując się, każdego dnia, ze swoją śmiertelną chorobą i z
    innymi,
    > którzy mają ten sam problem? Powiedzcie mi proszę na czym polega zasadnicza
    > różnica w leczeniu zorganizowanym i w trzeźwieniu samemu.

    wlaśnie tzw silna wola chyba najbardziej przeszkadza w tym by przestać pić -
    po prostu aby skutecznie walczyć z chorobą musisz zaakceptować to że jesteś
    chora, a silna wola właśnie w tym Ci najbardziej będzie przeszkadzać, co do
    leczenia - organizacja dotyczy tylko i wyłącznie terapii, a AA to już nie
    żadne leczenie zorganizowane, a bardziej grupa życzliwych Ci ludzi z których
    każdy ma taki sam problem (nie znam w aa nikogo kto nie wstydziłby się
    bardziej czy mniej tego co zrobił w czasie picia), podobne często większe
    doświadczenie jak sobie poradzić z tzw. codziennym życiem już na trzeźwo...
    i jeszcze jedno na dziś, może to dziwne ale tak naprawdę wiem że nigdy
    wcześniej nie miałem przyjaciół(znajomych tak ale nie przyjaciół) i chyba tam
    ich dopiero znalazłem...
    pozdrawiam
    pozdrawiam
  • hepik1 24.09.03, 19:51
    Pewnie ,że nie jest za późno na życie.36 lat to w sam raz by przeżyć drugie
    tyle tylko trochę lepij.Jest to wiek w ,którym wielu dochodzi do wniosku,że z
    ich piciem coś nie tak.I statystycznie ,tak mi się wydaje,że w okolicach
    czterdziestki podejmujących próbę trzeźwego życia jest najwięcej.Choć
    oczywiście są również dużo starsi,akurat do mojej grupy wczoraj przywędrował 65
    latek i są ludzie bardzo młodzi,20-letni.Tu na początku dziwiłem się jak można
    być uzależnionym w tak wcześnie.Okazuje się ,że można i już wtedy straty
    poniesione prze picie są ogromne.Mnie tylko zastanawia,Twój ogromny opór by
    ktoś mógł Ci pomóc.Już przecież w przedszkolu dzieci poznają wierszyk o Zosi
    samosi,która najlepiej na tym nie wyszła.Prawda?Musisz uwierzyć innym
    alkoholikom-Kubkowi,mnie na słowo.Pomyśl,czy my mamy jakiś profit mówiąc to co
    mówimy?Przecież nie mamy udziałów w ruchu AA czy poradnie nie są naszą
    własnością.Widzę ,że chcesz tej pomocy.Ale to oczywiście wymaga czasu.Nie
    oczekuję ,że jutro z samego rana udasz się do poradni.Myślę ,że masz o czym
    myśleć.Spróbuj z tą silną wolą.Jeśli się nie uda preczytaj jeszcze raz ten i
    inne wątki.Pozdr.
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 24.09.03, 19:58
    Witaj !!!
    No nie jest tak źle - słyszałem że za prowadzenie mitingów w szpitalu to
    przycinam sporo kasy (alkoholicy mają bardzo bujną wyobraźnię)
    papa
  • hepik1 24.09.03, 20:46
    No to widzę,że masz jednak interes:))w tym by ktoś trafił do Ciebie.Płacą od
    łebka czy godziny?
    Przepraszam,głupio żartuję ale już tyle dzisiaj było na poważnie,że jak godają
    u nos-Styknie.Wyłączam to pudło.Pozdr.
  • semi_x 24.09.03, 23:40
    Czytam co piszecie ale muszę to wszystko jakoś sobie poukładać

    Kubek...dlaczego myślisz, że tutaj na forum może być zbyt małe wsparcie dla
    takiej osoby jak ja?. Przecież realne spotkania też nie rozwiążą moich
    problemów. Nikt za mnie nic nie zrobi. Nie piszę tego w negatywnym sensie.
    Wskazanie przez kogoś, powodów mojego picia nic nie zmieni. Bo nikt nie zmieni
    mi np. miejsca pracy czy układów w domu. Co z tego, że powiem komuś ...jest mi
    źle....To, co dla mnie jest powodem zmartwienia, dla kogoś będzie nieistotnym
    punktem w życiorysie. Dlatego jestem tak bardzo mocno przekonana, że dużo
    zależy od samej siebie. Chociaż skoro tutaj piszę to coś to przekonanie moje
    chyba słabnie.
    To_ja...chyba w pewnym sensie zazdroszczę Ci Twojej silnej woli. Może obie
    jakoś sobie poradzimy skoro mamy podobny moment w życiu. Jak ja nie lubię tego
    słówka...jakoś...to znaczy jak :-(((((( Jesteś osobą bardziej konsekwentną ode
    mnie. Ja chyba jednak postawię na małe kroczki. Jutro pić nie będę......Nie
    chcę tu robić licytacji każdego następnego dnia. Nie zakładam...ani kropelki do
    końca życia...nie widzę możliwości żeby tak miało być... znowu nie wiem ile w
    tym mojego błędnego wyobrażenia. Napisz proszę od czasu do czasu...ile tych dni
    trzeźwych u Ciebie jest. Dobrze?
    Hepik, w wielu swoich opiniach masz rację. Czuję opór przed proszeniem o pomoc.
    Może dlatego, że nie wiem jak ona może wyglądać. Nie wiem. Znam siebie i wiem,
    że nie oczekuję od innych zaangażowania w swoje kłopoty. Może to błędne
    podejście. Zdaję sobie sprawę, ze inaczej będą podchodzić do mnie ludzie
    borykający się z tym samym problemem co i ja, niźli ci dla których temat
    nadmiernego picia nie istnieje. Ale żeby tak było musiałabym rozmawiać z
    nimi....Staram się uwierzyć na słowo wam wszystkim. Wiem, że nie chcecie źle.
    Wiem, ze chcecie pomóc. Ja to wiem, ale najchętniej to położyłabym się do
    spania i obudziła za kilka miesięcy.
    ....opowiesz mi jak wyglądają takie spotkania?, proszę...

    Pozdrawiam wszystkich cieplutko:-)


  • kubek341 25.09.03, 08:59
    Witaj !!!
    Dlaczego myślę że forum nie zda egzaminu - z obseracji, nie znam ani jednego
    akloholika który poradziłby sobie z chorobą nie przyznając się do niej, a
    pisząc na forum pozostajesz tak czy inaczej osobą anonimową, kilkoma literami
    zlepionymi w słowa, zdania, wypowiedzi i tak w zasadzie prawdopodobnie dalej
    jesteś przekonana że różnisz się czymś odemnie, hepika czy innych alkoholików,
    że może to jednak nie jest tak źle (tak było ze mną - jedno tylko daje do
    myślenia że piszesz tutaj czyli sama zauważasz że jednak to picie nie jest
    takie jak u innych). Twoich problemów nie rozwiążą ani normalne spotkania ani
    pisanie na forum, AA także ich nie rozwiąże bo i jak ? Powiem Ci jak wyglądało
    moje pierwsze wyjście na miting - klub mieści się w centrum miasta więc przez
    prawie godzinę czekałem na to kiedy ulica będzie pusta bo a nie daj Boże ktoś
    zauważy, spotkałem sie natomiat z ciepłym przyjeciem, pamiętam to dokładnie bo
    z ust jednego z kolegów po opisaniu mojej sytuacji padły jakże prorocze
    słowa "masz jeszcze co tracić" faktycznie miałem i faktycznie dalsze losy
    pokazały że przestałem pić dopiero kiedy to straciłem(coż pijacka duma i pycha
    mnie wtedy rozpierała - jestem lepszy, i w zasadzie przez porównania
    dochodziłem do wniosku że piję za dużo ale żeby zaraz alkoholizm...
    pozdr...
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 25.09.03, 09:52
    Semi_x,
    Bardzo mnie ucieszył Twój wątek. Po pierwsze bo jesteś kobietą, moją
    równolatką. Po drugie przechodzisz podobne ‘perypetie’. Do tej pory
    uczestniczyłam w tym forum tylko biernie. Jakoś nie mogłam się zebrać i
    napisać. Bo co tu jeszcze można powiedzieć mądrego o alkoholizmie „koń jaki
    jest, każdy widzi”. Głupio jakoś pisać o sprawach, które są ‘kropka w kropke
    takie same jak u innych i zostały już milion razy opisane z każdej strony. Ale
    Twój post był taki jaki ja bym napisała, gdybym napisała (zresztą zauważył to
    Hepik). Wiec, jeszcze raz – fajnie, że jesteś.

    A teraz z innej beczki..
    Moja silna wola nie wynika z jakiś nadprzyrodzonych zdolności a tylko z
    rozsądku (podobno kobiety są rozsądne, hi, hi). A może ze strachu? Nie wiem.
    Ale tak naprawdę ważne jest aby uświadomić sobie, że jeśli już jesteś chora to
    niestety musisz się w tym odnaleźć. Trzeba zaakceptować pewne reguły, chociaż
    bardzo nas one ograniczają. Niestety tak jak w każdej innej chorobie, nawet
    dużo mniej niebezpiecznej niż alkoholizm, trzeba się zastosować i wtedy można
    w miarę normalnie żyć. A te reguły nie są znowu aż takie skomplikowane,
    wystarczy nie pić. W innych chorobach poza przyjmowaniem tony lekarstw
    dochodzi dieta, rehabilitacja itd. Trzeba mieć świadomość. Ja oprócz
    alkoholizmu borykam się również z migreną, która prawdę mówiąc jest równie, a
    może nawet bardziej, ‘upierdliwa’. Nigdy nie wiem kiedy dopadnie mnie atak i
    nie zależy tu nic ode mnie. Mogę się stosować do wszystkich reguł: odpowiednio
    się odżywiać, nie stresować itp. a i tak mnie dopadnie i nie jestem w stanie
    zrobić nic, muszę się położyć, choćbym nie wiem gdzie była i nie wiem co
    fajnego czy ważnego robiła, muszę zasłonić okna i leżeć. Alkoholizm,
    przynajmniej we wczesnym etapie – daje Ci możliwość wyboru – wystarczy nie
    pić. Ten wybór zależy od ciebie. I im prędzej się zorientujesz tym będzie
    łatwiejszy. Oczywiście alkoholizm jest okrutny i podstępny i szybciutko
    powoduje, że ten wybór staje się prawie niemożliwy. Wiec ratuj się, póki
    jesteś w stanie myśleć rozsądnie.
  • hepik1 25.09.03, 13:25
    Opowiem i zapewne będzie trochę przydługawa ta opowieść, co spotyka się
    czasami z niezadowoleniem forumowiczow,choć nie wiem dlaczego posty na forum
    powinne być krótkie.Może mi to ktoś jeszcze objaśni.
    Jeszcze tylko krótko do to_ji.Piszesz,że o alkoholiźmie wiesz wszystko,że
    napisano już tomy i każdy widzi jak koń wygląda.I w każdym Twoim zdaniu,w
    każdym poście udawadniasz wręcz zupełnie coś innego.Że zielonego nawet pojęcia
    nie masz na ten temat.Mało tego-to wygląda tak jak byś wzięła najmądrzejszą
    książkę na świecie o alkoholiźmie(nie wiem czy taka istnieje,ale załóżmy,że tak)
    i jeśli tam piszą ,że coś jest białe,to ty twierdzisz,że czarne.I najgorsze
    jest to,że Ty tak naprawdę myślisz i próbujesz tą swoją prawdę przekazywać
    dalej.Ja wiem,że zabrzmi to brutalnie ale te głupoty,które wypisujesz są
    porażające.I jeszcze myślę,że nawet semi ,która przyznaje,że wie na ten temat
    niewiele,jest w stanie Twoje rewelacje zweryfikować.Sama zresztą piszesz,że
    masz za sobą wiele nieudanych prób niepicia a obecna "już "trwa miesiąc i na
    tej podstawie wyciągasz wniosek jedyny i prawdziwy-wystarczy NIE PIĆ a do
    tego,wystarczy silna wola,która wynika z rozsądku,który mają kobiety.
    Mam,nadzieję że Bozia wybaczy mi myśli,jakie cisną się do głowy na temat
    Twoich rewelacji.Podobne myśli mam tylko wtedy,gdy słucham p.Błochowiak podczas
    prac komisji śledczej ale ona to robi w imię czegoś.(to już tak na zupełnym
    marginesie bo nie chciałbym być uznany za seksistę.I naprawdę jest mi przykro
    ale musiałem to wszystko co powyżej napisać.Przepraszam.Siła wyższa.Amen(T)
    Jak to jest,gdy trafia się do poradni?Opowiem jak to się odbyło w moim
    przypadku.Styczeń.Córka wyjeżdża na ferie.To ona stanowiła jakąś tam
    barierę,nie mówię,że nie przekraczalną,która ograniczała moje picie.Mam wiele
    czasu i upijam się kilka dni z rzędu.To wszystko oczywiście poprzedzone jest
    dwudziestoma paroma latami mniejlub bardziej intensywnego używania i
    nadużywania alkoholu i zwiazanymi z tym problemami i stratami.Ja sam
    zauważam,już od pewnego czasu ,że przestaję nad tym panować.Rozmowa z
    żoną.Któraś z powtarzających się co jakiś czas.Moje skargi,że sam już tak nie
    mogę.Pada propozycja,że poszuka,zadzwoni do poradni.A ja "wspaniałomyślnie" się
    godzę.Jestem umówiony na rozmowę tam na poniedziałek.Teraz tylko wystarczy to
    zrobić.I oczywiście jest strach.Są myśli-może to wszystko zbagatelizować,coś
    wymyśleć,cokolwiek,nie pić a raczej nie upijać się jakiś czas ,tydzień czy dwa
    i w domu wszystko wróci do normy.Tylko,że teraz i ja mam dosyć tego
    wszystkiego.Czuję,że sprawy posunęły się już za daleko a dalej może być już
    tylko gorzej.Pojechałem."Imię ,nazwisko.Proszę poczekać na terapeutę."Jeszcze
    można wyjść-raz kozie śmierć-przecież mogę pogadać-najwyżej nie przyjdę już
    nigdy więcej a tego faceta nie zobaczę na oczy nigdy w życiu.Rozmowa.Miły,młody
    facet,miły ,spokojny głos.Pytania ile,co i jak piję.I jeszcze parę
    pytań ,wydaje się luźno związanych z tematem.Diagnoza.Wg niego powinienem
    podjąć leczenie.Formy w zasadzie są trzy-tak zwana terapia grupowa dzienna od 6
    do 8 tygodni od poniedziałku do piątku po ok 5 godzin dziennie,co jemu dla mnie
    wydaje się formą najodpowiedniejszą.(Piłem codziennie upijając się co jakiś
    czas),jest też terapia dwa razy a może trzy(niepamiętam już teraz)w tygodniu po
    południuprzez parę miesięcy,którą zaleca się m.in pijącym ciągami i mającymi
    dłuższe przerwy abstynencyjne,jest jeszcze terapia w ośrodkach
    zamiejscowych,półzamkniętych(?)dla tych ,którzy takiej formy
    potrzebują.Decyduję się na pierwszą a ma się zacząć od następnego dnia.W domu
    żona nie za bardzo dowierza ale fakt jest faktem.Wtorek.Jeszcze jeden krok a
    właściwie kroczek.Przecież tam będzie ileś osób,coś zapewne trzeba będzie
    powiedzieć co ja tam robię,jakieś strzępy filmów w głowie,przedstawianie :Mam
    na imię Hepik,jestem alkoholikiem.Czy mnie to naprawdę jest potrzebne? I tu mam
    taki swoje porównanie do stania nad brzegiem basenu.Upał,powiedzmy 30 stopni a
    woda w basenie 19.Zimna jak cholera-subiektywnie.Boimy się skoczyć,wiemy ,że
    nie będzie to przyjemne.I w końcu jest decyzja.Skok,szok ale za chwilę robi się
    wspaniale.Mam na imię hepik,jestem alkoholikiem.(nawiasem nie jest to konieczne
    na grupach terpeutycznych ale odgrywa swoją rolę)Jest grupa ludzi,jest nawet
    kobieta.Żadnych głupich uśmieszków,każdy z nich ma ten sam problem.Opowiadanie
    podczas tak zwanej rundki wstępnej jak minęło wczorajsze popołudnie,temat
    dzisiejszego dnia,coś na temat choroby alkoholowej opowiada terapeuta
    alkoholicy opowiadają jak dana sprawa wygląda u nich.Jedni są bardziej inni
    mniej szczerzy.Niektórzy pękają dopiero pod sam koniec terapi,otwierają się do
    końca.Inni odpadają w trakcie.Głod alkoholu jest silniejszy.Dochodzą nowi.I
    wytwarza się więź między nami.Jednych lubimy bardziej ,innych mniej jak w
    życiu.Ale jest troska-co się może z nim dziać? O ,tylko się spóźnił.Fajnie ,że
    jesteś.I tak przelatuje te parę tygodni.Otrzymujemy informacje czym jest
    choroba alkoholowa,jak mamy sobie radzić z objawami głodu alk.,jakie sygnały
    świadczą ,że ten głod się pojawia,co powinniśmy a czego nie robić,jeśli
    trzeźwość ma być trwałym elementem naszego życia.Nie zawsze jest oczywiście tak
    idylicznie ,czasami tematy są trudne,bolesne.I trzeba się z nimi
    zmierzyć,napisać.Trzeba wyrazić i głośno powiedzieć o swoich uczuciach a to
    wbrew pozorom wcale dla alkoholika nie jest proste.Czasami od innych w postaci
    tzw informacji zwrotnej usłyszymy o sobie prawdę,którą chcieliśmy ukryć,coś co
    myśleliśmy,że dla innych nie jest widoczne a okazuje się ,że jest i to
    doskonale.A potem ten parasol ochronny w postaci terapeuty i wspomagającej nas
    grupy zostaje zwinięty.Wracamy do zwykłego ,codziennego życia.Dopadają nas
    większe czy mniejsze problemy.I albo sobie z nimi radzimy wykorzystując wiedzę
    z terapi albo sięgamy po kieliszek.I wszystko zaczyna się od nowa.Tutaj zaczyna
    się rola mitingów AA,( całkiem precyzyjnie-to należy na nie chodzić już w
    trakcie terapii,tego wymaga kontrakt,podpisywany w poradni)ale to już inna
    bajka.Są również tacy ,którzy opierają się tylko na ruchu AA,uczestniczą w
    mitingach i to im pomaga w trzeźwym życiu.Moje zdanie jest tu dosyć sceptyczne
    ale myślę tu tylko o sobie.Nie przeczę,że to jest skuteczna metoda -zaczynać od
    AA.Dodam,że jak w wszystkim wżyciu odrobina szczęścia jest też potrzebna-trafić
    na mądrychterapeutów,na dobrą grupę ludzi ,którzy chćą trzeźwieć dla siebie
    anie dla np papierka do sądu,trafić na miting,gdzie poczujemy się dobrze itd.
    I to by było tak w skrócie i w pewnym uproszczeniu.Być może inni coś
    dodadzą,ja opisałem jak to wyglądało u mnie,bo tak jest chyba najwiarygodniej i
    unika się zarzutów,że coś nie tak,że to całkiem inaczej wygląda.I już naprawdę
    na koniec,bo aż boję się jak ta epistoła będzie wyglądała na stronie forum-
    alkoholik ,który nie chce wrócić do nałogu autentycznie nie może wypić "trochę"
    a nawet kropli alkoholu do końca życia.I to jest jedna z najbardziej
    wstrząsających informacji dla alkoholika na terapi.To właśnie to co Tobie
    trudno sobie wyobrazić.Nie istnieje pojęcie picia kontrolowanego a co
    niektórzy na forach poświęconych alkoholizmowi próbują udowadniać.Nie
    spodziewam się oczywiście,że już jutro pobiegniesz do poradni,niewykluczone ,że
    Twój czas jeszcze nie nadszedł.Ale ten pierwszy kroczek masz już za
    sobą.Napisałaś na forum,że masz problem i towarzyszyły temu jakieś
    emocje,prawda?To co było na razie tylko w Twojej głowie zostało nazwane i
    wypowiedziane przed jakąś grupą.Tak naprawdę to jeszcze zupełnie anonimowo i na
    piśmie,o czym wspomina Kubek ,ale jakąś ulgę poczułaś? Podobne uczucia
    towarzyszą,gdy mówisz prawdziwie na głos przed realnymi ludźmi.To jeszcze przed
    Tobą.Bo myślę ,że wcale nie jedynym dyskomfortem dla Ciebie jest tylko fakt
    przymusu kupna butelki wódki czy wina.Je
  • semi_x 27.09.03, 14:12
    ...dziękuję...
  • semi_x 28.09.03, 21:46
    Może i co poniektórzy czytać nie lubią, ja lubię. Masz wspaniałą żonę hepik. Ja
    często słyszę jakąż to jestem wspaniałą kobietą, kochaną, podobno beze mnie
    życie nie miałoby sensu i co z tego?, to są tylko słowa. Rozumiesz, puste
    słowa. Twoja żona przy Tobie była, przy mnie nie będzie nikogo. Tak naprawdę to
    tylko moje dzieci a szczególnie córka stara się żebym żyła w jakiejś
    równowadze. Chociaż robi to nieświadomie, mnie to pomaga. To dla nich coś muszę
    zrobić ze sobą .Boję się, że gdy zostaną same dostaną od życia dużo złego. Ale
    na leczenie jeszcze nie decyduję się. Kilka tygodni po 5 godzin, zero szans jak
    dla mnie. Do domu wychodzę o 18-ej, 19-ej. Szef z macierzyńskiego każe wracać
    po miesiącu a co dopiero gdybym ja wymyśliła sobie ...leczenie. Nie mogę się
    nikomu przyznać, że coś ze mną jest nie tak. To ja utrzymuję dom, więc i ze
    strony męża nie mam co liczyć na wyrozumienie, gdybym nagle musiała się
    zwolnić. Zresztą, sama wiem, że musze być dyspozycyjna i pracować. Tego nie
    zmienię. Pije podobnie jak i TY piłeś. Codziennie albo prawie codziennie, po
    troszku a niekiedy o tą troszkę za dużo. Czytam co napisałeś, wracam po
    kilkanaście razy do każdego zdania. I zawsze nasuwa mi się myśl. Ja po takiej
    decyzji zostanę sama. Mam przyjaciela. Nie kochanka ale przyjaciela. Po
    ostatnim moim poście nabrałam trochę odwagi i bardzo ogólnie starałam mu się
    powiedzieć jaki mam problem. Zachowywał się tak jakbym była czymś gorszym i
    jakbym czytała jakiś przypadek opisany z gazety. Tak samo reaguje mój mąż i
    moja mama. Każde z nich uważa, że wystarczą moje chęci żeby wszystko było
    normalnie. Powiedz mi, dlaczego czujesz się mocny, dlaczego myślisz, że sposób
    jaki obrała to_ja nie wystarczy, chociaż ja widzę w nim dużo wewnętrznej
    determinacji. Jaką wiedzę dostałeś, że czujesz się tak silny...hepik..jaką???
    Powiedz mi, proszę......przeczytałam to wszystko jeszcze raz i prawie ładu ni
    składu w tym co piszę nie widzę...ale niech już tak na dzisiaj zostanie...
    Pozdrawiam
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 25.09.03, 10:52
    Ja tylko chaciałam powiedzieć, że WOLA jest warunkiem koniecznym a nie
    wystarczającym. Każdy obiera swoją własna droge - najlepiej, najszybciej i
    najskuteczniej w grupie zorganizowanej- ale najpierw jest wola przestania
    picia. Oczywiście, że niezbedne just rowniez przyznanie sie przed samym soba,
    oczywisacie, do bycia alkoholikiem . Co nie jest proste, wiem. O tym, że
    jestem alkoholiczką wie każdy z mojego otoczenia, bo to po prostu widać i
    tylko alkoholikom wydaje się, że nie. Z tego też trzeba sobie zdawac, czy zdac
    sprawe. Ja nie uzalam sie nad soba, stwierdzam tylko fakt. Tak samo jak widac
    prawie kazda inna ciezka chorobe. Najbardziej z Twojego postu zastanowilo mnie
    to, ze w grupie nie jestes samotny , masz PRZYJACIOL. Tak to chyba jest
    przyczyna skutecznosci dzialania leczenia zorganizowanego. Zgodzisz sie?
  • hepik1 25.09.03, 13:30
    Ten post trochę zmienia postać rzeczy,ale tylko trochę i nie do końca.Bo widzę
    ciągle wiele sprzeczności.Kobieta istotą pełną sprzeczności?To_ja czy jesteś
    pełną sprzeczności kobietą?Pozdr.
  • Gość: to_ja IP: *.szel-sat.com.pl 27.09.03, 09:21
    Bezsprzecznie.
    Wiem, że alkoholizm właśnie na tym polega, że człowiek jest
    ubezwłasnowolniony. Ale ja jestem alkoholiczką a mimo to czuję, że mam jeszcze
    jakiś wpływ na swoje życie. Czy to jest ta sprzeczność?
  • malgorzatass 27.09.03, 15:13
    ja przyznalam się najpierw do utraty kontroli nad swoim życiem, a do tego, ze
    to alkohol rządził nim - jeszcze nie. Chyba to stad wynika, ze jestem
    jednoczesnie wspoluzalezniona. Wiem doskonale, ze przez moje picie dzialo sie
    bardzo duzo zlych rzeczy w moim zyciu i ze gdybym zyla z kims innym, juz dawno
    stwierdzilabym, ze z moim piciem jest cos nie tak. Ale zylam z takim facetem i
    w takim otoczeniu, ze mialam komfort picia i porownujac sie z nimi czulam, ze
    wszystko jest ok. Nie pamietam zadnego klinowania, choc pilam za duzo. Gdzieś
    mi po glowie chodzi, ze mam jeszcze czas, ze moge to picie jeszcze
    kontrolowac. Boje sie tych mysli, bo ine prowadza prosto do baru. Wiem , ze
    proby kontrolowania oznaczaja, ze nie ma juz zadnej kontroli i predzej czy
    pozniej wtopie. Dla mnie moze to oznaczac kolejny koszmar. Nie chce. Nie pije
    od 9 miesiecy, jestem po terapii, chodze na mityngi...Nic nie chroni przed
    checia napicia sie, ale w grupie i w drugim czlowieku jest sila, ktorel mi
    potrzeba, zeby nie kupic flaszki.
  • hepik1 28.09.03, 07:17
    W Twoim ostatnim zdaniu akarat tej sprzeczności nie ma wcale.Tylko wiedza o
    byciu alkoholikiem niewiele zmienia.Ja też,jako średnio inteligentny
    człowiek,czytałem,słuchałem,oglądałem i wyciągałem wnioski.Dawno temu doszedłem
    do wniosku,że alkoholikiem jestem.Tylko ,że mi to w niczym nie
    przeszkadzało,łączyło się z wszystkim co miłe w życiu:wesołe towarzystwo,grono
    rozumiejących się kolegów,wspólne wyjazdy na grzyby,mecze itp.itd.Do tego jest
    za co a rodzina wspaniała.Zdrowie nie dokucza a i kace są mało
    bolesne.Żyć,pić,nie umierać.Tylko nic nie trwa wiecznie.O tym już wiemy,prawda?
    I tu następuje to co nazywamy identyfikacją z chorobą a czego u Ciebie nie
    ma.To jest to o czym pisze Małgorzata powyżej i co być może jest
    najtrudniejszym krokiem w kierunku trzeźwości,trudnym i do zrozumienia i do
    realizacji.Uznajemy,że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu i przyznajemy,że nie my
    kierujemy swoim życiem.O ile jesteśmy gotowi zaakceptować naszą bezsilność(bo o
    tym się namacalnie już nie raz przekonaliśmy) to druga część jest właśnie
    niezrozumiała.Od urodzenia wkładają nam do głowy-jak sobie pościelesz...,to ty
    jesteś kowalem...,bierz sprawy w swoje ręce...itp.I to działa w życiu
    niealkoholików.A u alkoholików przestaje działać.Dziwne ,nie? I ilekroć
    zaczynamy kierować,bo już jakiś czas nie piliśmy i wydaje się nam,że teraz z
    górki ,droga prosta,szeroka i można dać PO gazie kończymy na drzewie,które nie
    wiadomo dlaczego, wyrosło na środku drogi a nie, jak inne, na poboczu.
    I stąd m.in te Twoje próby jak piszesz nieudane i kolejne,które też się
    skończą tym drzewkiem na środku drogi.
    Nie jestem nawiedzonym AA-owcem a są tacy,którzy o swojej misji potrafią 24
    godz na dobę,są tacy ,którzy 12 kroków przerabiają w dwa tygodnie.Ja jestem na
    etapie tego kroku pierwszego i to podobnie jak Małgorzata z pewnymi
    wątpliwościami.O pozostałych nawet nie myślę,choć wcielenie ich w życie byłoby
    wspaniałe,bo praktycznie człowiek może stać się aniołem.Na wszystko przyjdzie
    czas.Tyle,że bez tego pierwszego kroku- nie uda się na pewno.Pozdr.
    PS Małgosiu!Tak trzymaj.I odezwij się czasem.
  • Gość: stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.03, 09:27
    Hepik w tym momencie chcę zaprotestować...
    Zdanie napisane przez Ciebie właśnie świadczy o tym, że to, o czym mówisz, że
    masz średnio, to jednak masz ponad przeciętną. Właśnie tak zachowuje się
    człowiek...I na tym skończę, bo staniesz się zarozumiały-nie daj Boże. Celowo
    to skomplikowałem żeby nie było za łatwo.
    Jeszcze do Małgosi. Brawo, brawo.
  • Gość: to_ja IP: *.szel-sat.com.pl 28.09.03, 13:53
    .. miód się leje szeroką rzeką..
  • Gość: stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.09.03, 16:07
    Czy to jest zarzut?
  • hepik1 28.09.03, 16:32
    To brzmi jak zarzut.Ale po chwili była refleksja,która zaowocowała
    następnym ,wnoszącym coś do dyskusji coś nowego.Myślę,że w pewnych punktach
    musimy pozostać przy swoim i jakiś czas odczekać.Ale to w sumie bardzo
    pozytywny kontakt.Jestem pełen podziwu dla toji,że na dosyć nieprzyjemne w
    formie posty nie reaguje agresją a próbą rozmowy.W poglądach zawsze można się
    różnić.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 30.09.03, 08:32
    Tak, próbowałam rozmawiać ale poza JEDYNIE SŁUSZNĄ ideologią AA-oską oraz
    paroma obelgami nie usłyszłam nic "inteligentnego". Szkoda.
  • semi_x 30.09.03, 08:58
    to_ja, czy jesteś uchwytna na jakimś komunikatorze?

    ps. miło Ciebie zobaczyć :-)
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 30.09.03, 09:20
    niestety, zostaje nam tylko forum.
    A co u Ciebie, jak sobie radzisz?
  • semi_x 30.09.03, 09:45
    Przjęłam Twoją metodę..nie piję i już:-)... i zobaczymy co dalej. Ale dzisiaj
    dopiero drugi dzień. Jednak trudno jest mi poradzić sobie z
    napadami "alkoholowego" głodu. Zastanawiałam się nad braniem jakiś tabletek.
    Wyczytałam tutaj na forum, że takowe są. Ale może jeszcze poczekam. Boję się
    kolejnego uzależnienia.

    Pozdrawiam serdecznie
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 30.09.03, 11:07
    Myślę Semi, że żeby móc ocenić obiektywnie siebie, potrzeba trochę więcej
    czasu niż parę dni niepicia. Wytrwaj ten czas bo warto. Nie potrafię
    powiedzieć jaki to czas, to akurat zależy od człowieka. U mnie to trwało parę
    tygodni. Ale wtedy trochę jaśniej zobaczysz co jest Ci tak naprawdę potrzebne
    do tego żeby nie pić.. Spojrzysz na wszystko inaczej, być może „trzeźwiej”.
    Trzymam kciuki.
  • Gość: semi_x IP: *.strikte.net 01.10.03, 09:32
    witaj:-), dziękuję za otuchę,

    pozdrawiam
  • Gość: to_ja IP: *.szel-sat.com.pl 28.09.03, 09:32
    Mnie natomiast alkoholizm bardzo przeszkadza w życiu. Nigdy nie miałam i nie
    mam tzw. komfortu picia. W moim otoczeniu nie ma przyzwolenia na „upijanie
    się”. Może dlatego, że problem alkoholizmu nie jest abstrakcyjnym wymysłem,
    nie umiejących się dobrze zabawić nudziarzy. Symptomy tej choroby są zauważane
    bardzo szybko. Zauważane i nie pomijane milczeniem. Nie musiałam, „tańczyć
    goła na stole”, żeby się zorientować, że nie umiem i nie mogę pić. Te próby
    niepicia, nieudane, o których pisałam, podejmowałam, nie będąc jeszcze do
    końca przekonaną, że jestem alkoholiczką. To, że były one nieudane,
    uświadomiły mi, że nie ma żartów, że dla mnie KAŻDY wypity kieliszek jest
    BEZPOŚREDNIM zagrożeniem życia. I to nie na miesiąc czy rok, na całe życie.
    Nigdy nie było moją intencją, chociaż najwyraźniej zostało to tak odebrane,
    negować zasadność terapii. Nie mam po prostu w tym względzie doświadczenia.
    Mówię tylko o tym co znam z autopsji. Mówię o zauważeniu problemu. Mówię o
    WOLI niepicia, bo wydaje mi się, że to nie jest takie oczywiste. Czasami
    przyznajemy, że coś jest nie tak ale próbujemy się przed sobą usprawiedliwiać
    i, nawet podświadomie, spychać ten problem gdzieś na bok: „ach jakoś to
    będzie”, „nie ja jedna się upiłam”, „mam teraz ciężki okres” i tego typu
    bzdury. Ze mną tak było.
  • semi_x 28.09.03, 21:54
    Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie, że odpuszczam sobie....w piątek byłam
    pełna niezłomnej woli, "poszalałam" robiąc sobie dzień trzeźwości ale dzisiaj
    mam już dosyć...
    Pozdrawiam

  • hepik1 29.09.03, 05:58
    Byłem właściwie pewny,że tak się skończy.Ja się produkuję ,wielkopomne dzieła
    piszę a klientka skoczyła na stację benzynową(może do sklepu nocnego)po
    flaszeczkę aby lepiej się czytało.Przy następnej poczytaj jeszcze wątek "Małysz
    nie żyje",tam też taki jeden długi tekst mój opublikowno.A poza tym:
    Nic się nie stało,Semi,nic się nie stało(to taka kibicowska przyśpiewka)-wódka
    jest dla ludzi.
  • semi_x 29.09.03, 08:01
    widocznie potrzebuję więcej takich postów:-), chyba nie sądziłeś, że uda Ci się
    już po jednym razie przełamać zatwardziałą część mojego "rozumu". NIe trzeba
    być prorokiem żeby być pewnym jak to wszystko się jeszcze poukłada. Ja wiem
    jedno...mam dosyć...Jest słoneczny poranek, czarny zaczyna przechodzić w
    różowy, mam dzisiaj zajęcia aż do późnego wieczora więc jestem cały czas z
    ludźmi. Zobaczymy na jak długo starczy mi moja wola. A Ty nie przekreślaj mnie
    tylko może coś podpowiedz... Wiesz już, że na spotkanie AA nie zdecyduję się.
    Ale skoro Ty tam chodzisz to podpowiedz coś, co mogłoby pomóc. Myślę, że
    taka "opieka" przyda się i innym.

    Pozdrawiam cieplutko i życzę wszystkim tu zaglądającym miłego dnia :-)
  • kurczak1 28.07.04, 17:04
    malgorzatass z tego forum to ja. Rzadko mam dostęp do internetu, a bardzo chcę
    się z wami skontaktować. Mam niestety nowe doświadczenia. Pozdrawiam
  • Gość: maliana IP: *.chello.pl 11.01.04, 09:26
    skąd to przekonanie o woli?? sama to wymyslilas??? proponuje opatentowanie i
    branie kasy. Alkoholicy na ogół mają bardzo silną wolę. Bardzo. Jak im na
    czyms zalezy będą do tego dążyć. Zrozum jednakowoż że mowa o UZALEZNIENIU.
    Sprobuj nie oddychac- masz przeciez silna WOLE - zacznij zyc bez powietrza-
    szczescia zycze. Poza tym trzezwienie to nie tylko niepicie, to - zaraz w
    nastepnej kolejnosci - praca nad emocjami. Skladowa, immanentna czescia
    choroby alkoholowej jest poczucie izolacji i wyjatkowosci wlasnego przypadku -
    grupy samopomocowe i mitingi po to sa aby alkoholik przestal czuc wlasna
    wyjatkowosc, odrebnosc i osamotnienie w problemie. Kropka. Inna droga nie
    istnieje. Pozdrawiam.
  • Gość: Miki IP: *.duda.pl / 10.32.65.* 01.10.03, 13:39
    Cześć.
    Jestem na tym forum od jakiegoś czasu jako czytacz, tym razem chciałbym coś
    powiedzieć. Na pytanie jak jest na terapii Hepik już odpowiedział, ale może ja
    powiem jak ja to przeżyłem.
    Mam 36lat, piję od 17
    Zdecydowałem się na terapię po tym jak dotarła do mnie świadomość , że nie mogę
    przestać pić (ciąg ok. 14 dni). Bałem się tego, ale umówiłem się poprzez
    znajomego z terapeutą. Po rozmowie zacząłem chodzić na terapię ambulatoryjną (2
    razy w tygodniu po 2,5-3 godz.). Z perspektywy niedługiego jeszcze czasu mogę
    powiedzieć, że to nic strasznego, a wręcz przeciwnie. Polubiłem terapię. Co
    dała mi terapia? Poznałem jak działa ta choroba, zobaczyłem jak wpływała na
    moje zachowanie, uczucia i myślenie. Można powiedzieć, że przejrzałem na oczy.
    Dopiero po terapii FAKTYCZNIE zdałem sobie sprawę z tego, że ja pić już nie
    mogę (bo że ciągle chcę fizycznie, to już inna sprawa). Nie piję już 5
    miesięcy, pamiętam jak liczyłem każdą godzinę trzeźwości, pierwsze 100 było
    straszne, potem przyszły myśli, że już się dobrze w miarę czuję więc chyba mogę
    piwko. Na szczęście nie posłuchałem ich, mimo, że to AŻ BOLAŁO.
    Dzisiaj jestem WOLNY, nie wiem co będzie jutro, ale wiem jak dostrzec
    niebezpieczeństwo i jak mu przeciwdziałać. To wszystko dzięki terapii. Nie
    wspominałem nic o mitingach, ale powiem tylko tyle, że dodają sił nawet takiemu
    sceptykowi jak ja.
    Jestem trzeźwy – czyż to nie cudowne uczucie...
    Pozdrawiam.
    Ps
    Tą chorobę trzeba poznać, żeby z nią walczyć i jej nie ulec. Musisz znać
    swojego WROGA.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 02.10.03, 08:57
    Rzeczywiście, ja też uważam, że podstawowa sprawa to poznać tę chorobę. Przez
    ostatnie pół roku „przemiatałam” Internet w poszukiwaniu wszelkich materiałów
    o alkoholizmie i trochę znalazłam. Są strony z opisami wpływu alkoholu na
    organizm człowieka od strony fizycznej i psychicznej, opisy faz choroby
    alkoholowej a nawet testy na stopień jej zaawansowania. Ale czy to wystarczy?
    To pytanie do tych, którzy byli na terapii i mają porównanie. Czy to jest ta
    sama wiedza, którą można zdobyć na leczeniu zorganizowanym? Czy
    jest „okrojona” i w jakim stopniu? A może to jest taka różnica jak między
    czytaniem książek podróżniczych a samym podróżowaniem?
  • semi_x 02.10.03, 09:18
    Witaj To_ja:-), ja chyba jestem jeszcze w powijakach, jeżeli chodzi o znajomość
    tego zagadnienia. Szczerze mówiąc, to miałam nadzieję, że osoby które tutaj
    zaglądają, a które doświadczyły problemów z własnym piciem, podzielą się swoją
    wiedzą. Każdy z nas czytając to samo, rozumie inaczej; słuchając tego samego,
    słyszy co innego. Już w tym są różnice a co dopiero, gdy porównujemy wewnętrzne
    odczucia.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 02.10.03, 09:29
    Ja też jestem pełna obaw czy wiedza, którą mam jest rzetelna. Dlatego, między
    innymi, występuję na tym forum. Ponieważ jestem 'samoukiem', mam wątpliwości
    czy idę w dobrym kierunku. Z postów Hepika można wyciągnąć wniosek, że raczej
    nie. Ale dlaczego nie, tego już nie odkryłam. Więc dalej zadaję pytania,
    które, mam nadzieję, pomogą mi rozwikłać te wątpliwości. Pozdrawiam.
  • semi_x 02.10.03, 09:01
    Witaj,
    myslisz, że cała siła w rzuceniu picia tkwi w sile spotkań na mitingach czy
    rozmów z terapeutą?. Sama czuję, że masz w tym dużo racji. Ale jak już
    wspomniałam gdzieś na początku mojego postu, dla mnie ogromną barierę stanowi
    przełamanie własnego wstydu. Pomimo, że "dojrzewam" do tej myśli od jakiegoś
    czasu, to jednak nie potrafię się przełamać.

    Pozdrawiam serdecznie
  • natasza33 03.10.03, 14:40
    jestem alkoholiczka
    pilam od 15 roku zycia
    raz mniej raz wiecej
    przez ostatnie 4 lata pilam codziennie
    nieduzo a czasem bardzo duzo
    zreszta, mam wrazenie ze wiecie dokladnie jak to wygladalo
    zmarnowalam kompletnie dwa lata swojego zycia
    od 4 miesiecy nie pije
    w podjeciu ostatecznej decyzji
    i wytrwaniu w postanowieniu
    pomoglo mi to forum
    i ty hepiku, dziekuje
    ale powiedz, bo wciaz nie rozumiem
    dlaczego niby mialoby mi sie nie udac bez AA?
    to-ja, semi...
    ja uwazam ze niektorzy moga ta walke stoczyc samemu
    moze jest trudniej
    ale nie ma wstydu /juz dosyc go bylo/
    cos za cos
    pozdrawiam, natasza
    i powiem wam jeszcze na koniec ze uroki niepicia sa tak duze ze szybko
    zaczynaja gorowac nad watpliwymi a jednak "urokami" picia
    powodzenia, trzymajcie sie


  • pivobela 03.10.03, 23:21
    Kochani
    Czytam Was(semi_x, to_ja,a zwłaszcza :hepika, kubka, stachu....)Wcześniejsze
    posty-też czytałam....innych również!
    To ja pivobela...jestem z Wami bo mam ten sam problem.Jedni z Was radzą ,inni
    tłumaczą(bo przeszli).Łączy nas to samo, alkohol.Fajnie jak coś ludzi łączy,
    prawda?Szkoda,że to...
    Mnie ten alk. łączy bardziej z tymi pierwszymi(paniami).Mam 30 lat.8 lat
    małżeństwa.Picia ...hmmm gdzieś od liceum(rok 90-ty).Łał 13 lat odchudzania
    się i wmawiania sobie(również),że nie piję ..jak inni, czyż to nie jest typowe?
    Jest i już, o tym wiem od kilku lat.!!!Ale po co gadać jak wszyscy znajomi
    piją?
    Tylko ciężko mi się przyznać przed innymi(mężem-bo sam ma ten problem, mamą -
    bo ne chcę jej się przedstawić w tym świetle)...I czytam te wasze posty od
    jakiegoś czasu i wiem, że AA czeka na mnie - bo sama nie dam rady...
    ...hopik 1 i kubek...przeczytałam chyba wszystko co pisaliście i już wiem ,
    że "tam" udać się muszę!Chciałam pomóc sobie sama...już nie umiem.
    Ostatnio nie piłam 3,5 miesiąca i było doskonale!!!I to ostatni raz, że sama
    sobie coś wytłumaczyłam...przyznaję, że już nie mam żadnej motywacji do nie -
    picia...I to mnie przeraża, jako osobę wykształconą!-Wszyscy(ups-prawie) tak
    się tu chwalą tym wykształceniem -jakby to zmieniało kwalifikacje choroby-ha
    ha ha!A to i ja!! A tu guzik!!!Wyleczyło kogoś wykształcenie? Nie !!!
    Truizmy.Wiem, ale piszę tak -bo czytam, że ktoś gdzieś studiuje albo coś
    skończył i to poprawia jego "image ".Mój nie poprawił i nie zrobił tego.Jestem
    alkoholiczką i to się liczy!!
    Aż głowa mnie od tego boli i pić się nie chce(ha ha ha-jakby tak było :-))) )
    ...to bym nie piła,a tak muszę :-))))
    Żarty.Piję bo muszę....okazało się , że już nie chcę...dziwne? Wiecie,że nie...
    Sami to znacie....
    Hepik, Kubek-znacie to, prawda?
    ,,Ja już nie szukam okazji, po co? Sama wypijam pivko w domu, otwieram
    komputerek i jestem szczęśliwa.....
    Zapominam o znajomych, a po co mam wymienić pościel dzisiaj? Jutro to zrobię,
    mąż i tak nie czuje ,że śpi 3 miesiące w tej samej,,a ja? Nie mam czasu!!!
    wymienić, przecież!!!Tak ciężko pracuję(to jedyna prawda)
    Tylko szkoda,że tak capi.... :-)))))..A On nie czuje i nie wie ,że ja mam
    problem!!!! Tylko ja wiem...Czemu On tego nie widzi?
    Bo mi tak wygodnie!!!??? Bo i On ma taki problem . ale mniejszy?
    ...........Nie! Bo ukrywałam jego(mój) problem przez kilka lat ...a potem
    okazało się , że to ja mam większy,,,też przez niego- ale sama to hodowałam i
    mam :-)))Ale nie powinnam zganiać na niego....Zgadzałam się na to ..no i mam...


    pozdrawiam Was wszystkich-nie szukam (jeszcze) wsparcia.Sama muszę dojść do
    AA. A dojdę tam -szybko -bo sama nie dam rady...Może za dzień, może za
    tydzień, może za dwa-kiedy znowu zasnę przy stole w knajpie i będzie mi wstyd..
    ....Znacie to przecież.
    całuję i życzę powodzenia Tym, którzy już zrozumieli

    ja jeszcze czekam
    ...Wiem,że tam muszę iść....wiem sama...Bo chcę mieć dzieci...a przecież nie
    chcę być taką matką jak , czasami z telewizora...ale jak jemu
    powiedzieć: "przecież Ty masz taki sam problem jak ja" ??Co zrobisz?- Wyśmieje
    mnie....
  • pivobela 03.10.03, 23:43
    I tak mi szkoda,że nie ma Was w tych godzinach kiedy ja wchodzę...Trudno...
    Ale wiecie, że to co pisałam, poprzednio, to nie jako trzeźwa jeszcze....
    niestety-chociaż świadoma i pamiętać będę!
    ...No tak bywa,,,Inaczej bym się nie ośmieliła...
    Chęć zrozumienia po Waszej stronie -forumowicze!!


  • 4friday 04.10.03, 19:29
    Zrozumienia... Na pewno masz je u mnie. Mam tak samo. Tez TO juz wiem. I ja tez
    pojde do AA. Zwlekam, jakos nadal czuje wiekszy wstyd przed takim spotkaniem,
    niz przed kolejnym porannym spojrzeniem w lustro... Nic to chwalebnego. Ale juz
    wiem, musze sie przelamac, dla siebie. Pozdrawiam.
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 05.10.03, 11:19
    Witajcie !!!
    Pierwszy kontakt z aa - 1996 rok , wstyd jak cholera,(specjalnie wybrałem
    grupę na drugim końcu miasta, a praktycznie poza miastem - bo nie daj Boże
    ktoś znajomy mnie zobaczy) tyle tylko że przedemną było jeszcze prawie 5 lat
    picia, w sumie trzy terapie i coraz większa degradacja - pierwsze słowa na
    pierwszym mitingu - spostrzeżenie znajomego "masz jeszcze co tracić" - jak
    najbardziej ja miałem jeszcze sporo do stracenia. Jedno co stało się wtedy to
    to że straciłem komfort picia - wiedziałem coraz więcej, widziałem coraz
    więcej, a jednak problem tak jakby dotyczył wszystkich innych , bo ja ja byłem
    lepszy - dobra praca , kochająca rodzina, dom , samochód tak miałem sporo i
    przez te lata to wszystko rozsypało się jak domek z kart... rodzina,
    dom ,praca wszystko poszło się ....(zdrowie - któś kto miał lub widział napady
    padaczki alkoholowej wie o czym mówię). Staram się nikomu nic nie doradzać -
    każdy wie i tak kim jest , a oszukać samego siebie się nie da...Co do AA ,
    różni ludzie różne poglądy różne charaktery i różne życiorysy - jak wszędzie
    ja wiem jedno na dziś nie piję i sporo aa zawdzięczam - choćby to że (kiedyś
    juz o tym pisałem) pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć że znalazłem paru
    prawdziwych przyjacół...
    pozdrawiam ;))
  • pivobela 05.10.03, 19:52
    napisz do mnie. proszę!
  • pivobela 05.10.03, 20:10
    napisz na mój adres.



    4friday napisała:

    > Zrozumienia... Na pewno masz je u mnie. Mam tak samo. Tez TO juz wiem. I ja
    tez
    >
    > pojde do AA. Zwlekam, jakos nadal czuje wiekszy wstyd przed takim
    spotkaniem,
    > niz przed kolejnym porannym spojrzeniem w lustro... Nic to chwalebnego. Ale
    juz
    >
    > wiem, musze sie przelamac, dla siebie. Pozdrawiam.
  • semi_x 05.10.03, 22:58
    Witaj :-) , miło, że tutaj zaglądnęłaś. Może to troszkę zbyt obcesowe ale
    pozwolisz, że zrobię sprostowanie co do swojej osoby. Nie napisałam o swojej
    uczelni po to by całemu światu to obwieścić, ale żeby pokazać wagę mojego
    problemu. Zajęcia na uczelni, jakiś tam kurs, teraz dodatkowa praca czyli pełna
    dyspozycyjność. Dodaj do tego odrabianie lekcji z dwójką dzieciaków ( tu staram
    się być trzeźwą) ..pomimo tego..mam czas na picie....na picie, na picie o wiele
    za dużo...o wiele.....Piszesz, ze brak Ci dalszej motywacji...a ja czytam, że
    masz problem z nadwagą. Ja też go mam, ale wiem, ze kilkanascie dni nie picia
    skutkuje kilkoma kg mniej. Tylko jak to zrobić, żeby nie pić? :-((((((. A może
    obie spróbujemy jakąś dietkę?. ..co Ty na to?. Osobiście lubię wyglądać...jako
    tako :-))))). I nie pisz, że to ostatni raz kiedy doszłaś do ładu sama ze
    sobą. Ja w zasadzie od tygodnia mam „mocne postanowienie poprawy”. Ale i tak
    skusiłam się dwa razy na lampkę wytrawnego wina i nie mam zamiaru z tego powodu
    popadać w depresję. Wiem tylko......, że dzisiaj zastanawiałam się co dla
    siebie kupić ..cos z alkoholi....i nie miałam na to ochoty. Po prostu na nic
    nie miałam smaku. Może jutro będzie inaczej. Może wypiję „wiaderko wódki”,
    nieważne. Ważne jest dzisiaj. Ja nie mam komfortu picia w domu. Mój maz prawie
    nie pije albo pije niewiele. Nie wiem, czy upija się raz do roku. Na jakiś
    imprezach pije kieliszek czy dwa. Ale jest jeszcze coś. Jest sex. I wtedy to on
    pozwala mi na..za wiele. Wtedy to ja kuszę.... a może jakieś wino, a może piwo
    Wymyślam cokolwiek...byle był powód do oficjalnego zakupu. Bo i tak ja wypijam
    większość. On wie, że wiele zdziałać nie może...więc lepiej jak ja jestem na
    tzw. humorku. Wtedy mniej boli bezsilność. Mnie mniej boli. A może to jego.
    Nieważne. Czytałam wiele postów zamieszczonych tutaj na forum. Widzę, że wiele
    osób sugeruje terapię w AA, ale ja na to jestem zbyt słaba. Wiem, że nie pójdę
    i wiem, że nie opowiem nikomu o swoim problemie. Podziwiam kubka, stachu czy
    hepika za ich silną wolę życia. Pokonali własny „środek”, mnie to tego brakuje
    odwagi ale ...musi być dobrze :-)))))).

    Pozdrawiam serdecznie
  • semi_x 08.10.03, 08:07
    ja tylko chcę podpisać listę...trzeźwych osóbek :-))))))
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 08.10.03, 08:53
    ..przyłączam się..
  • pivobela 08.10.03, 17:27
    semi_x Witaj ))))
    ten mój liścik to był trochę przesadzony i bardzo pod wpływem(5 browarków
    i..), jeżeli uraziłam, wybacz...W niedzielę ostatni raz piłam.Dosyć.Trzymam
    się ..4friday..-to też dzięki Tobie ))))
    Staram się motywować i wytrzymać, jak coś mnie zacznie ściągać do sklepu to
    zaraz dzwonię do mojej koleżanki terapeutki, zdążę, zdążę)))
    Rzuciłam też palenie-bo u mnie 1-dno przyciągało 2-gie.
    Co do tej nadwagi...to jest,ale nie taka straszna.Jak schudnę 3 kilo to będzie
    ok, ale ja chcę więcej,żeby ponosić jeszcze spodnie z liceum ;-))) i żeby mąż
    się cieszył,że znowu ma szkieletora w domu .
    Prawdą jest ,że te kilogramy to od alkoholu.
    Polecam Ci dietę Montigniaca(może znasz jak czytasz forum i np.fitness)

    To tyle.Pozdrawiam serdecznie.
    4friday-w skrzynce masz list :-))))
  • hepik1 13.10.03, 13:09
    Hej,co tam u Was słychać dziewczyny?Pięć dni od ostatnich postów,weekend minął-
    wypadało by coś klepnąć po klawiaturze.Czy są jakieś nowe doświadczenia albo
    wnioski na przyszłość,co się udało a co nie z postanowień wcześniejszych.Przez
    jakiś czas powstrzymywałem się od pisania tutaj,co zresztą bardzo temu wątkowi
    dobrze zrobiło-tak bym zagadał i zalał swymi mądrościami a przez mój umiar :)
    parę mądrych rzeczy tu napisano.W tym czasie poawanturowałem się gdzie indziej
    i trochę mi ulżyło.Przypadkiem też trafiłem na kartkę,którą kiedyś otrzymałem
    podczas terapii pt."Lista sygnałów ostrzegawczych NAWROTU"I co tam
    piszą:1.Coraz większa liczba konfliktów z innymi ludźmi 2.Nieuzasadnione
    pretensje do wszystkich. 3.Irytowanie się na członków rodziny i przyjaciół bez
    powodu.4.Wzrost kontaktów z ludźmi,którzy nie wiedzą,że jesteś alkoholikiem i
    że się leczysz. 5.Odrzucanie pomocy innych"poradzę sobie sam"6.Zajmowanie się
    innymi a nie sobą.7.Uporczywe próby narzucania trzeźwości innym,złość na
    ludzi,którzy piją alkohol.I jeszcze parę innych.
    Oprócz tego,że parę rzeczy mi się przypomniało to jest to też jakiś przykład
    co daje albo co może dać terapia a może i jakaś odpowiedź na pytania postawione
    wyżej. Liczę oczywiście na reakcję z Waszej strony..Pozdr.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 13.10.03, 14:37
    Miło Cię widzieć Hepiku. Bez twoich kamyczków wrzucanych do ogródków - naszych
    i nie tylko - to już nie to...

    Mam, i owszem, nowe doświadczenia. Przez zasłonę mojej determinacji przebija
    podstępna myśl, że już panuję nad nałogiem, że może z tym alkoholizmem to mi
    się śniło?... A to prowadzi do.. wszyscy wiemy. WALCZĘ, oczywiście. Boże,
    człowiek to jednak skomplikowana maszyna.. Tylko nam się zdaje, że rozumiemy
    siebie, że wiemy, mniej więcej, na co nas stać. A potem jeden kroczek i równia
    pochyła.. Mam nadzieję, że jednak nie zapomnę się, chociaż to właśnie staje
    się powoli mój problem nr1, żeby się nie zapomnieć, żeby za bardzo nie
    uwierzyć w swoją trzeźwość, nie ulec ułudzie normalności. Nie wiem czy to co
    piszę ma dla was jakiś sens, nie bardzo nawet wiem jak to wyrazić ale to chyba
    etap złudnego zadowolenia z siebie. Czy może ktoś jest w podobnej fazie? Albo
    to już przerabiał?
  • hepik1 13.10.03, 20:22
    Forum prywatne-Alkoholizm mój i wasz los-wątek -"nie piję prawie miesiąc"coś w
    tym sensie.Tam przepisałem dalszą część tej kartki-i tam jest też jakaś
    odpowiedź na postawione pytania wyżej.Zbieg okoliczności?
  • hepik1 13.10.03, 20:28
    Nie do końca precyzyjny byłem Fora prywatne-Zdrowie-Uzależnienia -Alkoholizm-
    mój i Wasz los i dopiero wątek straceńcaPozdr.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 14.10.03, 11:17
    Właściwie nie wiem skąd się bierze we mnie ta buta? Po lekturze kilku wątków z
    forum Hepika, a lektura była naprawdę zajmująca i pouczająca, powinnam
    przestać się okłamywać i ruszyć dziarskim krokiem do pobliskiej poradni. I to
    szybko. Właściwie nie wiem czemu tego nie robię? Czy jestem na straconej
    pozycji? Zaczynam wątpić..
  • pivobela 13.10.03, 23:31
    cześć
    od zeszłego poniedziałku nie piję, a od wtorku nie palę-to już tydzień.
    w euforię nie popadam , ale jak to miło nie bełkotać i nie podpalać jednego
    papierosa od drugiego.
    wreszcie wróciła mi energia.

    Ale dzisiaj zasnę myśląc o tej liście objawów, którą napisał hepik...hmmm
    dobranoc
  • Gość: hepik1 IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 14.10.03, 05:33
    Lista obecności jak by niepełna.Ale trochę poczekamy.Może komuś autobus uciekł?
    W szkole średniej mój kolega,gdy się spóźniał zawsze się tłumaczył,że to wina
    sąsiadki,która go nie obudziła na czas.Do dzisiaj ma ksywkę Sąsiadka.
  • semi_x 15.10.03, 00:25
    Nie wiem dlaczego ...ale czuję w Tobie ... hepiku „dobrego duszka”; możecie
    mnie zbesztać, ale to pierwsze skojarzenie jakie nasunęło mi się po
    przeczytaniu ostatnich postów. I tak zaglądam tutaj kilka razy na
    dzień ...dzisiaj jednak wróciłam od początku. Pivobela zaczęła wszystko „od
    nowa”, to_ja wzbudza( we mnie ) podziw swą konsekwencją....a ja?...cóż.....ja
    żyję..ot i tyle na temat. Daleka jestem od jakiejkolwiek
    euforii....pozdrawiam /semi
  • hepik1 15.10.03, 10:55
    Wydaje się,że z tym "dobrym duszkiem"to trochę przesadziłaś ale nie powiem,mile
    łechce to moją próżność.Wogóle ten wątek jakiś podejrzany,same miłe rzeczy o
    mnie,do mnie i wogóle.Natasza pisze,że dzięki mnie cztery miesiące nie pije(też
    podejrzewam gruba przesada)w toji sieję wątpliwości,o semi już wspomniałem.Ale
    dzięki Bogu na tym i nie tylko na tym forum,jak i w całej przyrodzie istnieje
    równowaga i inni dbają bym nie uleciał gdzieś w obłoki.I bardzo dobrze zresztą.
    W sumie uważam,że nie moją rolą jest namawianie do "higienicznego "trybu
    życia,wiele rzeczy piszę dla siebie.To Wy jesteście dla dla mnie.A alkoholik
    musi też być egoistą.Trochę innym albo zupełnie innym niż w okresie gdy piłem
    ale jednak egoistą.I służy to temu by nie pić.A jeśli coś z tego wynika dobrego
    dla innych-to czego więcej chcieć?Przykład ostatni-z tą kartką z
    terapi.Przypadek sprawił,że porządkowałem papiery ale gdyby nie to forum czy
    ściślej ten wątek i pytania zadane,zapewne przełożyłbym ją tylko do innej
    szuflady.A tak przeczytałem,przepisałem, przypomniałem i pewne wnioski również
    dla siebie wyciągnąłem.A co najważniejsze podjąłem kroki by nawrót choroby się
    nie pogłębiał.Im dalej brnie się w trzeźwość zapominamy o podstawach,o rzeczach
    najbardziej prostych,które wydają się tak oczywiste,że same ulatują z pamięci.I
    taką rolę spełniają Wasze posty.Banalne pytania,podstawowe wątpliwości-na które
    Ja już dawno poznałem odpowiedzi.A tu się okazuje,że to wcale nie tak.
    To,że napisałyście o swoim problemie,że wiecie ,że coś nie tak, sprawia,że
    nigdy już nie będzie tak jak przedtem.Napewno droga ,choćby tylko na
    terapię ,jest zapewne jeszcze daleka.Mało kto a może nawet nikt nie robi tego
    za wcześnie.Do dentysty też niektórzy idą dopiero wtedy,gdy już bardzo
    boli.Najczęściej myślimy albo łudzimy się,że przejdzie samo(nie wiem ,czy to
    jest najlepszy przykład?-raczej taki męski)Tyle,że samo nie przejdzie,dziura
    może być tylko większa.A przy alkoholiźmie nie chodzi przecież tylko o
    ból,dochodzi wstyd,strach,niezrozumienie środowiska a nawet
    najbliższych,etc.Nie jest prawdą,że takimi"prawdziwymi" alkoholikami stajemy
    się z chwilą podjęcia leczenia choć tak postrzega to z 90 parę %
    społeczeństwa.Sąsiad leży przed swoją klatką schodową-,ludziska mówią,musiał
    mieć jakiś problem w pracy i musiał się napić,trochę przecholował ale przecież
    to nie alkoholik,dzieci ma czysto ubrane,zawsze się kłania-biedny taki.Inny
    zlał po pijaku żonę-ludziska mówią-musiał mieć jakiś powód,za darmo by jej
    przecież nie przyłożył.Ale gdy ludziska dowiedzą się,że facet się leczy,na
    jakieś mitingi chodzi z alkoholikami-no tak,ten to już jest "prawdziwy"
    alkoholik.Ciekawe co on musiał nawyrabiać,że go aż tak przycisnęło.I tak to
    wygląda.A panie mają jeszcze gorzej.I w swoim środowisku.I na leczeniu,bo tam
    większość facetów.A jedno z drugim się wiąże.Ciężko i trudno.Chyba raczej
    dzisiaj nie podbudowałem psychicznie.Ale to taka szala-waga.Po jednej i drugiej
    stronie trzeba ustawić odważniki.Na którąś stronę się w końcu przechyli. No to
    trochę sobie dziś pofilozofowałem.A i objętościowo nieźle.Tak jakoś naszło mnie
    dzisiaj.Pozdr.
  • semi_x 17.10.03, 08:51
    Nie przesadziłam :-), coś w tym jest, bo każdym czytaniu Twoich postów
    wytrzymuję przez jakiś czas nie myśląc o piciu. Mam dosyć silną osobowość i z
    trudem poddaję się na sugestie innych pomimo, iż mają całkowitą rację...znaczy
    się jestem "uparta jak osioł" :-)))a jednak dociera do mnie sens pisanych tutaj
    słow...Ale dzisiaj mam daleko mi dobrego humoru....problem w tym...że znowu za
    mną chodzi wizja wieczoru z lampką wina w ręce :-((, a jest dopiero 9-ta rano.
    Powinnam skupić się na pracy...i co tu wymyślić?
    Pozdrawiam /semi
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 17.10.03, 09:00
    Witaj!!!
    w zasadzie wiadomo co wymyślisz....
    pozdr
  • semi_x 17.10.03, 10:48
    Witaj :-)
    zarzut?..czy stwierdzenie faktu?...bo i jedno i drugie nie ma podstawy do
    stawiania takiego wniosku. Czyżby milej tu było widziane pisanie ...jaka to
    jestem mocna osóbka i jakże twardo stoję przy swoim postanowieniu?

    pozdrawiam/semi
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 18.10.03, 10:45
    semi_x napisała:

    > Witaj :-)
    > zarzut?..czy stwierdzenie faktu?...bo i jedno i drugie nie ma podstawy do
    > stawiania takiego wniosku. Czyżby milej tu było widziane pisanie ...jaka to
    > jestem mocna osóbka i jakże twardo stoję przy swoim postanowieniu?
    >
    > pozdrawiam/semi

    Witaj !!!
    Nie nie zarzut po prostu doświadczenie :)) - jak Twoje postanowienie...
    pozdr...

  • semi_x 19.10.03, 23:29
    witaj :-)
    hmm...jest niedziela, 23.30, czyli jak to mawiają.. "już po bólu", nie wiem
    dlaczego ale te dwa wolne dni są najgorsze. Na razie się trzymam, ale jest :-
    (((. Żeby było mi "łatwiej", to mąż kupił alkohol do domu, tak na wszelki
    wypadek jakby ktoś przyszedł. Nie powiem, żeby świadomość stojących butelek w
    barku działała uspakajająco :-(((. Niestety to ja wiem, że nie powinno być w
    domu ani grama czegokolwiek. Humor w skali 1-10...jeden...
    Pozdrawiam/semi
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 20.10.03, 08:16
    semi_x napisała:

    > witaj :-)
    > hmm...jest niedziela, 23.30, czyli jak to mawiają.. "już po bólu", nie wiem
    > dlaczego ale te dwa wolne dni są najgorsze. Na razie się trzymam, ale jest :-
    > (((. Żeby było mi "łatwiej", to mąż kupił alkohol do domu, tak na wszelki
    > wypadek jakby ktoś przyszedł. Nie powiem, żeby świadomość stojących butelek
    w
    > barku działała uspakajająco :-(((. Niestety to ja wiem, że nie powinno być w
    > domu ani grama czegokolwiek. Humor w skali 1-10...jeden...
    > Pozdrawiam/semi

    Witaj !!!
    No cóż kupowanie alkoholu "na wszelki wypadek" to chyba nasz polska tradycja...
    Wiem jednak po sobie że i bez niego da się wytrzymać, chyba że "przyjaciele"
    odwiedzają nas tylko z tego powodu - ale od takich "przyjaciół" uchowaj nas...
    pozdr.

  • semi_x 20.10.03, 10:29
    Witaj:-)
    a czy kultywowanie tej "tradycji", nie mogłoby sie obyć bez mojego udziału. I
    gdzie ten stereotyp ogólnego myslenia, skoro to facet kupuje alkohol by sobie
    odleżał swoje, a kobieta chodzi i myśli..wziąć..nie wziąć..

    pozdrawiam/semi
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 20.10.03, 10:51
    semi_x napisała:

    > Witaj:-)
    > a czy kultywowanie tej "tradycji", nie mogłoby sie obyć bez mojego udziału.
    I
    > gdzie ten stereotyp ogólnego myslenia, skoro to facet kupuje alkohol by
    sobie
    > odleżał swoje, a kobieta chodzi i myśli..wziąć..nie wziąć..
    >
    > pozdrawiam/semi



    A czym sie różni uzależniona kobieta(o ile wie że ma taki problem) od
    uzależnionego faceta(więcej mu ujdzie - czyżby ?)....., a na kultywowanie
    tradycji i Ty chyba też masz jakiś wpływ :)
    pozdr.
  • hepik1 20.10.03, 20:10
    Czyli mamy winnego tego całego problemu?Być może on nie ma pojęcia,że tak to na
    Ciebie działa?
  • semi_x 21.10.03, 12:30
    Żeby można było tak ująć, jest winny czyli on za mnie odpowiada, ojj..hepiku :-
    ), nie "wypuszczaj" mnie. I ja wiem, i Ty wiesz, że tylko sami za siebie
    odpowiadamy. Ale faktem jest, że niestety mąz nie widzi jak bardzo jest źle i
    może w tym tkwi jego "wina". Ktoś tu na forum, w jednym z wątków napisał, że
    też popija tylko wieczorami, a cały dzień bez w zasadzie nie myśli o alkoholu.
    I wobec tego jemu daleko do uzależnienia. Ja też piję..ups...piłam :-), w
    zasadzie tylko wieczorami. Może dlatego moja rodzina nie widzi problemu, bo
    mało kiedy widziała mnie "wesolutką". A może mężczyźnie trudno jest pogodzić
    się z faktem nadmiernego picia przez własną żonę i woli jakoś to sobie
    wytłumaczyć. Sama nie wiem co o tym myśleć.
    Kubek napisał..."A czym sie różni uzależniona kobieta(o ile wie że ma taki
    problem) od uzależnionego faceta(więcej mu ujdzie - czyżby ?)"... więcej jej
    nie ujdzie, ale chyba przynosi to jej większy wstyd niz meżczyźnie. Facet
    słaniający się na nogach wzbudza co najwyżej politowanie, a o kobiecie mysli
    się z niesmakiem i zażenowaniem.

    pozdrawiam/semi
  • pivobela 20.10.03, 21:48
    Witajcie
    Dalej nie piję i jak dobrze się czuję to chyba wiem tylko ja i Bozia(o ile na
    mnie spogląda jeszcze)hi,hi
    U mnie w domu alkohol spoczywa grzecznie w butelkach, nie ciągnie mnie.Hmm..
    nawet nie mogę patrzeć na niego.Wystarczy jak sobie przypomnę co było po jego
    spożyciu.
    Staram się też wychodzić na 'imprezki' ze znajomymi, którzy spożywają.Nie piję
    z nimi, ale nie przeżywam katuszy z tego powodu.Jest mi dobrze.Mogę normalnie
    (wreszcie) funkcjonować.Nie chodzę rozdrażniona i nie wściekam się na wszystko.
    Dzięki temu,że nie piję to w sumie zaczęłam wychodzić do ludzi,spotykać
    się.Mąż jakiś taki lepszy się wydaje...
    Wcześniej siedziałam sama w domu i piłam ze sobą .
    Od jutra na siłownię.W końcu mam czas.ha ha.Bo normalnie to byłam bardzo
    zajęta (gdzieś od 17) obalaniem pivek...
    Nie poszłam jeszcze do AA,jak długo dam radę sama się motywować?Nie wiem.
    Telefon do terapeuty mam zawsze przy sobie...bo liczę się z tym,że może
    nadejść taka chwila, 'aaa ten jeden raz mi nie zaszkodzi'.
    A ja nie mogę już dać szansy alkowi.
    pozdrawiam
  • 4friday 20.10.03, 21:57
    Prawda, ze czlowiek ma duzo czasu, kiedy nie pije? A jaka to przyjemnosc budzic
    sie bez kaca, co? Bardzo sie ciesze, ze nie pijesz, tak trzymaj!. Pozdrawiam!
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 21.10.03, 09:21
    Witaj !!!
    Kilka słów - uważasz że jesteś ns tyle mocna że alkohol trzymasz w zasięgu
    ręki - może, wychodzisz na imprezy w jakich uczestniczyłaś wcześniej i to na
    Ciebie nie działa - może :)) z tym że ja w to nie wierzę i predzej czy później
    nawet telefon do terapeuty nie pomoże...
    ps. w sumie to moja i tylko moja opinia z tym ze poparta doswiadczeniem :((
  • pivobela 21.10.03, 19:37
    Kubek..wylałeś na mnie kubeł zimnej wody,dziękuję:-)
    Nie pisałam ,że jestem 'mocna',nie mniej, cieszę się,że pierwszy raz
    coś sobie uświadomiłam i trzymam się mocnego postanowienia.
    Wcale nie jestem pewna wygranej,tryumfować nie będę-bo jeszcze nie mam nad
    czym.Jak minie pół roku to napiszę,że mam mały sukces... nad którym muszę
    pracować.
    AA- nie odrzucam.Dojrzewam,żeby zadzwonić.Mam nadzieję, że nie będzie za późno.
    W różnym stopniu dosięga nas ta choroba, różne mamy doświadczenia i oby Twoje
    złe proroctwo:'nawet telefon do terapeuty nie pomoże...'- nie sprawdziło się..
    Ja tylko się cieszę,że trochę mi wychodzi i dzielę się z Wami.
    Ale jestem Ci wdzięczna za ten zimny prysznic...Może szybciej niż sama myślę-
    zadzwonię tam :-))) Dzięki
  • hepik1 21.10.03, 20:36
    Przed chwilą przeczytałem,że słoń to zwierzę naturalne i ma pełną kontrol przy
    spożyciu (żłopaniu piwa)bo pije tylko do czasu aż mu się ugną kolana,potem
    przestaje.Dlatego już dzisiaj żadnego postu nie mogę traktować poważnie.Bo
    teraz nawet nie wiem,czy pivobela pisze na poważnie i kiedy to robi.I cóż to za
    terapeuta dał nr telefonu naszej koleżance?
  • pivobela 21.10.03, 21:51
    Traktuj posty jak chcesz.Poważnie,lub nie :-))))
    Terapeuta jest moim znajomym.

    Jakie to ładne o tym słoniu, a może coś o małpce?
    ))))))))))))))))))))))))))))

  • pivobela 21.10.03, 23:26
    Żartowałam z tą małpką.
    Ale czemu jak ktoś tu się cieszy,że nie pije, a jeszcze nie poszedł do AA
    to mu się 'wklepuje do łba', że to się na pewno nie uda!!!
    Czy na spotkaniach AA też panuje takie czarnowidztwo?
    Ja wiem,że weterani w walce z alkoholem, niejedno przeżyli, widzieli i czytali,
    i są już znużeni 'odkryciami'kolejnych tu przychodzących alkoholików,aktualnie
    nie-pijących.
    Czy optymizm(nie euforia),chęć wiary w siebie,że się uda-to brzmi tak mało
    poważnie???Wręcz nieprawdopodobnie?
    Nie można nikomu odbierać nadziei(choć matką głupich).
    Oczywiście,że wiem-"że nie wiem"-do końca- jakie pułapki mogą być przede
    mną.Dla tego ważne są dla mnie uwagi tych,którzy tu są długo i radzą.Po to tu
    piszę o sobie i moim problemie.
    Ale można radzić,przedstawiać zagrożenia, a tchnąć,jednocześnie, w tego kogoś
    trochę ..dobrą energią?
    Chyba,że już się nie chce,a może na tym forum nie można się niczym cieszyć- bo
    jego radość zostanie zironizowana przez weteranów.
    Tu tylko nowicjusze się najbardziej wspierają.

    Może się mylę..ludzka to rzecz.Przecież ja raptem nie piję 2 tygodnie i
    potrzebuję wsparcia jak każdy(nie chodzi mi o przyklaskiwanie i pisanie -
    bravo,ślicznie pivobelu,że nie pijesz-grzeczna dziewczynka).
    Co dzień tu zaglądam i czytam co piszą inni o swoich problemach, a jak inni
    ich wspierają.

    I tak, zasnę sobie w poczuciu mojego nie?powodzenia w walce z alkoholem i ,że
    moje posty poważne- nie są.

    Pozdrawiam serdecznie
  • hepik1 22.10.03, 05:15
    Specjalnie dla pivobeli wyciągnąłem stary wątek,którego przez pewien czas się
    wstydziłem,okazuje się ,że nie do końca słusznie.Mam nadzieję,że zrozumiesz o
    co mi chodziło i chodzi teraz.Jest on też ciekawy z tego względu,że pisał tam
    nawrócony:),który jest na tym forum do dzisiaj,pod trochę innym nickiem:)
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 22.10.03, 07:47
    Witaj !!!
    Coż gorzkie słowa, ale masz poniekąd rację (przynajmniej co do mojej skromnej
    osoby), tyle że nie "napewno Ci się nie uda" lecz prawdopodobieństwo że nie
    będziesz piła jest nikłe...
    Co do przeżyć i obserwacji to prawda, niejedno widziałem (i dalej widzę)
    i niejedno przeżyłem, dlatego kiedy robisz to samo co ja przed paroma laty, po
    sobie wiem że szanse na to byś tak naprawdę przestała pić są prawie żadne (w
    szczególności dotyczy to imprez,gdzie jak piszesz czujesz się dobrze przy
    alkoholu i z ludzmi którzy piją, w sumie rozumiem że to Twoi znajomi tyle że w
    te dobre samopoczucie nie wierzę i nigdy nie uwierzę.
    Sam przeszedłem aż trzy różne terapie z których dwie spowodawały tylko tyle że
    moje picie stawało się coraz bardziej destrukcyjne, nie wiem czy się
    orientujesz na czym polega naprawdę dobra terapia prowadzona przez osobe ktora
    zna problem(dwie pierwsze które przeszedłem były prowadzone przez
    przypadkowych osobników o czym dziś doskonale wiem), ale o jednym mogę Cie
    zapewnić nie na głaskaniu i dodawaniu wiary w to że teraz Ci się uda. Ironia -
    daleko mi do niej tak kiedyś jak i teraz. Na wspieranie oparte na tekstach w
    rodzaju jak fajnie ze trzymasz w barku alkohol i nie pijesz , ale masz silną
    wolę raczej bym nie liczył od osób które są alkoholikami i o tym wiedzą (wola
    silna czy słaba nie ma nic wspolnego z alkoholizmem)
    pozdr..
    ps. to ze nie pijesz cieszy tak mnie jak zapewne jeszcze parę osob z tego
    forum (możesz mi wierzyć), tyle ze robisz to na dziś za zasadzie
    zaciskania .... i dopuki nie zaczniesz poważnie brać się za siebie i za swój
    problem nie uwierzę że masz już dość picia

  • semi_x 21.10.03, 12:36
    gratuluję:-), chyba to ja jestem jakaś "nienormalna" skoro patrzę zgłodniałymi
    oczami na butelki :-))). A moze po prostu siedzę głębiej w tym błocie. Napisz
    jeszcze jak będą Ci mijac kolejne dni.

    pozdrawiam/semi
  • Gość: pchelek IP: 195.187.99.* 21.10.03, 14:31
    czytam i czytam i sobie przypominam swoją wyboistą drogę do trzeźwego życia.
    W sumie to ok. 20 lat [wypróbowane wszelkie metody leczenia, silne wole,
    akupresury, hipnozy i tym podobne bzdety]. A od 14 lat terapia - dopiero AA w
    połączeniu z terapią dały efekty.
    A kto ma wątpliwości to niech wie, że w roku 2000 był w USA kongres AA [i ja
    tam byłem] gdzie na stadionie zebrało się 80.000 takich jak ja. Z całego świata.
    Dla tej jednej wizyty na stadionie warto było iść do AA. Ja też ich uważałem za
    sektę, wariatów, nawiedzonych.
  • Gość: jaga IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.10.03, 19:13
    Chciałabym przypomnieć tezę, którą - jeśli się nie mylę - Panowie też
    popieracie, że ważny jest każdy dzień bez alkoholu. W końcu od czegoś trzeba
    zacząć aby móc liczyć tygodnie, miesiące i lata przeżyte w trzeźwości.
    Piszę to po to, aby woda w kuble choć raz nie była aż tak zimna.
    W pełni zgadzam się z treściami zawartymi w wypowiedziach Panów lecz z jednym
    wyjątkiem - nie podnosiłabym tutaj kwestii w odniesieniu do roli męża Semi.
    Być może nigdy nie miał styczności z problemem alkoholu, jest mu obcy i nie
    potrafi jeszcze dojrzeć zagrożenia. Przecież tak też bywa.
    Mogę tak mówić na podstawie własnych obserwacji, przeżyć, doświadczeń. Gdyby
    tak zebrać to co w pierwszych postach pisały Semii, To_ja a później Piwobella,
    to jest dokładnie to co słyszałam przed wieloma laty z ust męża. Myślenie
    alkoholowe przebiega tak samo zarówno u kobiet jak i u mężczyzn i tak naprawdę
    płeć nie ma tu nic do rzeczy /co też potwierdza się na forum/.
    Mąż, alkoholik, pijący ciągami, aktualnie zaszyty /to jego decyzja - moim
    zdaniem bez sensu i ja na to wpływu nie miałam o czym zresztą już była mowa na
    forum/, nie pije ponad miesiąc. Obecnie jest w fazie ożywienia, rozbudzenia
    uczuć - tak oceniam a Panowie wiedzą o czym mówię /wrażliwość, uczuciowość,
    chęć przytulenia całego świata do serca.../. Co będzie dalej, czy podejmie
    terapię tak jak deklarował - nie wiem, ma jeszcze co tracić. W każdym bądź
    razie, od długiego już czasu nie słyszałam "nie zakładam, że już ani kropelki
    do końca życia" /ktoś tutaj też wypowiedział te słowa/, chyba oswaja się z
    myślą, że jednak do końca życia już nic. A w dawnych latach ileż to było mowy
    o silnej woli, o poradzeniu sobie bez jakiejkolwiek pomocy, o tym, że
    przebywanie na imprezach wśród pijących nie przeszkadza, że widok butelki nie
    robi wrażenia itd itp - znacie to. Były też mowy o niemożności obnażenia się
    wobec innych, obcych - przecież to okrutny ekshibicjonizm. Słyszałam też o
    braku możliwości i czasu na terapię, że nic wielkiego się nie dzieje, że pije
    za swoje, było wyznaczanie sobie ilości a także terminów itd. Tak, Miłe Panie,
    mogę otwarcie powiedzieć, że to co piszecie znam, to wszystko się powtarza,
    schematy są te same. I tak naprawdę jesteście jeszcze na początku drogi, tyle
    tylko, że może ona gwałtownie, w każdej chwili zacząć stromo opadać w dół.
    Uwierzcie wszystkim, którzy naprawdę dobrze Wam życzą, że im szybciej
    podejmiecie terapię /o różnych jej formach też już była mowa/ tym będzie Wam
    łatwiej wyjść na prostą. Nie róbcie swoim bliskim, którzy Was kochają,
    większej krzywdy. Pozwólcie sobie pomóc.
    Pozdrawiam.
  • pivobela 23.10.03, 00:27
    Jeszcze raz...bardzo poważnie.
    Jestem alkoholiczką.Piłam tak samo jak pijaczki pod sklepem tylko w lepszych
    warunkach.Oni rozbijali sobie nosy na płytach chodnikowych, a ja głowę na
    płytkach łazienkowych.Ich widzieli wszyscy-mnie nikt.Różnica między ich
    piciem ,a moim to tylko-komfort jaki ja miałam...
    Nie piję 2 tygodnie i 1 dzień.Będę liczyć każdy dzień.I każdym będę się
    cieszyć , jakby to był pierwszy dzień mojego życia.
    Wierzę,że mi się uda-bo nie chcę pić, mam dosyć, przede mną wiele rzeczy,które
    muszę zrobić(chcę), a alkohol mi w realizacji ich przeszkadza-uniemożliwia.
    Wiele już straciłam(zdrowie,przyjaciół,czas).
    Każda rada,pomoc-jak najbardziej mile widziana.Także ta,która jest dla mnie
    zimnym prysznicem...
    Tylko na Boga!Radą nie są słowa' wątpię,że Ci się uda'....(powtarzam się,
    sorry Kubek), gdzieś mnie to ubodło, jak i to czy piszę poważnie(Hepik).
    Ja zawsze wierzę w drugiego człowieka.Każdemu powinno się dać szansę,choćby
    błądził na początku.Inaczej już bym się dawno rozwiodła)))Jakoś trzeba
    zacząć 'nową drogę'.
    Niektórzy mają 'początki'za sobą od kilku lat i teraz są mądrzy(to nie
    złośliwość,podziwiam i gratuluję)
    Dlatego tu jestem i chcę dać sobie pomóc(Jago).
    Pisałam już,nie odrzucam AA...Ale czy weterani nie dojrzewali do decyzji
    pójścia tam?Czy Was czasami nie kierowały tam :mamy,żony,znajomi?
    Ja,że powinnam iść do AA doszłam sama,zanim mi to tu napisano(tylko jeszcze
    nie umiem-chcę trochę się oswoić). A weterani piszą,że nie zdążę zadzwonić do
    terapeuty ...pocieszające,może znacie mnie lepiej,ale nie sądzę.

    Nie jest to taka prosta decyzja dla psychiki alkoholika.

    Mój mąż się ze mnie śmieje, "jaki Ty masz problem z alkoholem, pij po prostu
    mniej.2 piva i koniec.To twoje lenistwo nad ćwiczeniem silnej woli,przecież ty
    nie pijesz tygodniami,musisz tylko sobie powiedzieć 2 i koniec, jakie
    AA,żabko, ty??? On tego nie rozumie, ja zrozumiałam.
    A co do tych ,nieszczęsnych imprez,Kubku...Wierz czy nie-nie męczę się na
    nich,ale też nie napisałam,że są dla mnie super przyjemne.Jak się towarzystwo
    popiło i koniec z normalnym artukułowaniem wyrazów-dobranoc,kluczyki,samochód
    i do domciu.Ale ja nie mogę zamykać się w domu i nie wychodzić nigdzie z mężem-
    bo On i znajomi piją, i są 'be',a ja nie. Raptem nie wymienię pijących
    znajomych na niepijących-to nie park maszynowy.To moja walka o lepsze życie...
    Wina mężowi też nie wyleję bo jakim prawem- i uwierz mi-ja tego wina nie
    widzę, nie ma go dla mnie. Mam nadzieję,że mylisz się z tym zaciskaniem...
    Może ja naprawdę nie chcę pić i mam tak dosyć...

    Aaa,wiecie czego się boję w AA,że jak mi się tam nie uda,coś będzie nie tak,to
    będę żyła ze świadomością, że tyko sama mogę sobie już pomóc.A tak ,jeszcze
    jest na odwrót :)))

    \jak słowo 'weterani' brzmi źle -to przepraszam.. /
  • hepik1 23.10.03, 05:29
    Czuję się wywołany do tablicy.Nie wiem czy w końcu zapoznałaś się z specjalnie
    dla Ciebie wyciągniętym wątkiem"Nie jestem alkoholikiem" Ten mój tekst jest tak
    absurdalny-przecież każdy powie,no jak facet może mówić ,że nie jest jak jest
    alkoholikiem.Ale już z innych postów wynika,że tacy ludzie są-którzy tak
    mówią i tak myślą.I teraz jak taki tekst potraktować ?Poważnie czy nie poważnie?
    A jak potraktować Twoje posty?Raz jest dramatycznie i prawdziwie-choć albo
    dlatego,że pod wpływem,potem euforycznie a nawet z pretensjami,że nikt Cię nie
    chwali.A teraz piszesz,że wiesz,że nie wiesz wszystkiego,
    To nie jest tak,że stary doświadczony alkoholik chce Cię za uszy wyciągnąć z
    nałogu.Nie jest też tak,że stary ,doświadczony alkoholik chce Cię jak
    najszybciej pogrążyć w nałogu.I to musisz zrozumieć.To jest tylko Twój
    problem.A jeśli tu piszesz to znaczy,że oczekujesz reakcji z strony innych?I co
    my starzy,doświadczeni mamy Ci napisać abyś nie odebrała tego jako atak?
    Dlaczego ja nie mogę mieć wątpliwości,czy to jest na poważnie-jeśli piszesz,że
    masz kolegę terapeutę,z którym rozmawiałaś i który dał Ci nr tel.na wszelki
    wypadek?Chyba ,że on jest fizjoterapeuta.Abecadło ,elementarz Falskiego-Ola ma
    kota:
    zwłaszcza na początku abstynencji,w pierwszym okresie ważne będzie dla Ciebie:
    1.Unikał miejsc,w których kiedyś pijałeś
    2.Nie chodził do restauracji,lokali itp. w których podaje się alkohol
    3.Nie brał udziału w spotkaniach towarzyskich,o których wiesz,że podaje się alk.
    4Nie uczestniczył w spotkaniach rodzinnych,w czasie których podawany jest alk.
    (np.chrzciny,wesela,imieniny)
    5.Nie trzymał alkoholu"pod ręką"
    I w tym miejscu zawsze robi się wrzawa na terapiach.No jak to można nie iść na
    urodziny matki?Ale to już zupełnie inny temat.
    I tylko tyle.To starał się przekazać Kubek,ja ,inni.
    Jeśli widzisz 3 letniego malca,biegnącego z stromej górki na ,której są ostre
    kamienie-co można pomyśleć-wywali się jak amen w pacierzu,tak?Jeśli to będzie
    Twoje dziecko,to będziesz wrzeszczeć Stój,zatrzymaj się,bo zaraz się wywalisz i
    skaleczysz.A chłopczyk pomyśli: Dlaczego ja bym się miał wywalić,jeśli potrafię
    biegać i wcale się nie chcę wywalić?A jak już się w końcu wyłoży myśli
    Ciekawe,skąd ona to mogła wiedzieć?Reasumując-nie masz 3 lat ,my nie jesteśmy
    ani mamą ani tatą,pytałaś ,odpowiadaliśmy.I nie ma tu żadnych ukrytych złych
    intencji.pozdr
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 23.10.03, 09:22
    hepik1 napisał:

    > Czuję się wywołany do tablicy.Nie wiem czy w końcu zapoznałaś się z
    specjalnie
    > dla Ciebie wyciągniętym wątkiem"Nie jestem alkoholikiem" Ten mój tekst jest
    tak
    >
    > absurdalny-przecież każdy powie,no jak facet może mówić ,że nie jest jak
    jest
    > alkoholikiem.Ale już z innych postów wynika,że tacy ludzie są-którzy tak
    > mówią i tak myślą.I teraz jak taki tekst potraktować ?Poważnie czy nie
    poważnie
    > ?
    > A jak potraktować Twoje posty?Raz jest dramatycznie i prawdziwie-choć albo
    > dlatego,że pod wpływem,potem euforycznie a nawet z pretensjami,że nikt Cię
    nie
    > chwali.A teraz piszesz,że wiesz,że nie wiesz wszystkiego,
    > To nie jest tak,że stary doświadczony alkoholik chce Cię za uszy wyciągnąć z
    > nałogu.Nie jest też tak,że stary ,doświadczony alkoholik chce Cię jak
    > najszybciej pogrążyć w nałogu.I to musisz zrozumieć.To jest tylko Twój
    > problem.A jeśli tu piszesz to znaczy,że oczekujesz reakcji z strony innych?I
    co
    >
    > my starzy,doświadczeni mamy Ci napisać abyś nie odebrała tego jako atak?
    > Dlaczego ja nie mogę mieć wątpliwości,czy to jest na poważnie-jeśli
    piszesz,że
    > masz kolegę terapeutę,z którym rozmawiałaś i który dał Ci nr tel.na wszelki
    > wypadek?Chyba ,że on jest fizjoterapeuta.Abecadło ,elementarz Falskiego-Ola
    ma
    > kota:
    > zwłaszcza na początku abstynencji,w pierwszym okresie ważne będzie dla
    Ciebie:
    > 1.Unikał miejsc,w których kiedyś pijałeś
    > 2.Nie chodził do restauracji,lokali itp. w których podaje się alkohol
    > 3.Nie brał udziału w spotkaniach towarzyskich,o których wiesz,że podaje się
    alk
    > .
    > 4Nie uczestniczył w spotkaniach rodzinnych,w czasie których podawany jest
    alk.
    > (np.chrzciny,wesela,imieniny)
    > 5.Nie trzymał alkoholu"pod ręką"
    > I w tym miejscu zawsze robi się wrzawa na terapiach.No jak to można nie iść
    na
    > urodziny matki?Ale to już zupełnie inny temat.
    > I tylko tyle.To starał się przekazać Kubek,ja ,inni.
    > Jeśli widzisz 3 letniego malca,biegnącego z stromej górki na ,której są
    ostre
    > kamienie-co można pomyśleć-wywali się jak amen w pacierzu,tak?Jeśli to
    będzie
    > Twoje dziecko,to będziesz wrzeszczeć Stój,zatrzymaj się,bo zaraz się
    wywalisz i
    >
    > skaleczysz.A chłopczyk pomyśli: Dlaczego ja bym się miał wywalić,jeśli
    potrafię
    >
    > biegać i wcale się nie chcę wywalić?A jak już się w końcu wyłoży myśli
    > Ciekawe,skąd ona to mogła wiedzieć?Reasumując-nie masz 3 lat ,my nie
    jesteśmy
    > ani mamą ani tatą,pytałaś ,odpowiadaliśmy.I nie ma tu żadnych ukrytych złych
    > intencji.pozdr

    Witaj !!!
    W sumie masz tu wszystko jak na tacy - i jeszcze jedno moje wątpię dotyczyło
    nie tego czy Ci się uda przestać pić - problem widzisz sama i wiem że
    wcześniej czy później pić przestaniesz - ile tego że nie skończysz z piciem
    robiąc to co dziś
    ps. najbardziej, co podkreślił już hepik drażliwy temat - jak to a znajomi,
    rodzina, przyjaciele i wszystko to mam odłożyć na jakoś czas na półkę...i to
    już Twoja decyzja co zrobisz i jak zrobisz tyle że uwierz na słowo
    uczestnicząc w tego typu przyjeciach imprezach czy jak to zwać na początku tej
    drogi w zasadzie pozbawiasz się szans na to by nie pić
    pozdr....
  • Gość: pivobela IP: 217.153.168.* 23.10.03, 09:57
    Hepiku...
    Twój tekst czytałam zanim cokolwiek na tym forum napisałam.Wielokrotnie.Bardzo
    obrazowe i"wchodzi do łba".
    ----------------------------------
    Nie sugeruj ,że piszę posty pod wpływem.
    Potwierdza się moja obawa,że tu cieszyć się nie można -bo tylko post
    dramatyczny jest dla Ciebie prawdziwy.
    Nie są euforyczne tylko optymistyczne-zawsze byłam osobą pogodną i żartuję
    kiedy się da...
    Nie odbieraj niczego z mojej strony jako pretensje-lepiej jako uwagi.Może tak
    odbierasz-bo mnie nie znasz,net zawsze skrzywia)))W którym momencie mam
    pretensje,że mnie nie chwalą? Uwaga dotyczyła nie skazywania z góry na
    niepowodzenie.
    Nie śpiesz się i poczytaj dokładnie co napisałam(jak chcesz).Chyba,że nie
    masz czasu-to nie odpisuj Hepiku wcale, przepraszam.Mam wrażenie ,że piszesz
    to samo ...za często i każdy przypadek jest dla Ciebie podobny i nie ma co się
    wysilać.(bez urazy, a może popadłeś trochę w rutynę, co?)

    Nie napisałam,że rozmawiałam z kolegą -terapeutą i dał mi telefon na wszelki
    wypadek-nie zgaduj.Znam tą osobę kilka lat i tel.mam. Głupio mi jeszcze
    zadzwonić-bo to znajomy...

    To źle,że się przyznaję'wiem,że nie wiem wszystkiego'? Znasz takich co wiedzą?

    Widzisz,to co w tych punktach wymieniłeś to dla mnie ciekawe.Myślałam,że jak
    się jest twardym i chodzi na imprezy to dobrze.Źle mi tam nie było..ale
    postaram się je odpuścić.
    ----------------------------------
    Muszę lecieć do pracy.Hepiku-ja jestem wdzięczna za wszystko co piszecie
    (zanim pójdę do AA),nie obrażaj się za rutynę,a pomyśl o tym.

    pozdrawiam serdecznie
    euforyczna pivobela , hi hi :))))
  • pivobela 23.10.03, 00:39
    Semi,przepraszam.To Twój wątek,a ja go wykorzystuję.
    pozdrawiam i trzymam za nas kciuki
  • hepik1 23.10.03, 10:31
    23.10.2003"...nie sugeruj,że piszę posty pod wpływem..."
    3.10.2003"...Ale wiecie,że to co pisałam,poprzednio,to nie jako trzeźwa
    jeszcze...niestety-chociaż świadoma i pamiętać będę..."
    8.10.2003"...ten mój liścik to był trochę przesadzony i bardzo pod wpływem(5
    browarków i... jeżeli uraziłam,wybacz.W niedzielę ostatni raz piłam..."
    Mam nadzieję,że po powrocie z pracy odpiszesz.Ja nie jestem ani urażony ani
    obrażony.Ja rozumiem.Tylko czasami mam wątpliwości czy coś jest na poważnie czy
    nie na poważnie.
  • Gość: pivobela IP: *.szczecin.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.03, 11:44
    Hepiku

    Czy Ty bierzesz 'na poważnie' moje słowa,że już nie piję 2 tygodnie i 2 dni?
    Przytaczasz te pościki-gdzie się przyznaje,że piłam pisząc je.I czego one,
    według Ciebie dowodzą,że napewno kłamię z tym,że już nie piję?

    Hepiku, Ty nie czytasz moich postów ,Ty je oglądasz))))
    Wystarczy prosty rachunek matematyczny i wiara w chęci drugiego człowieka.
    Nie piszę tutaj 'pod wpływem 'od 16 dni.Nie zauważyłeś? Cały czas moje słowa
    brzmią pijanie?Hmmm. Myślisz,że przyszłam tu z nudów i robić sobie jaja?

    Hepiku?A właściwie ...co Ty tam dzisiaj sączysz? )))))))



  • Gość: AA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 11:49
    Wyluzuj, hepik jest na etapie fachowca-doktora od alkoholizmu: wszystkim
    udziela rad, jego rady sa najmądrzejsze, najlepsze i tylko jego - nie robi tego
    specjalnie czy złośliwie, ma dobre intencje.

    Ja juz to przechodziłem, a nawet bardziej "ciekawie", bo byłem w tym temacie
    strasznie zarozumiały :)

    pozdrawiam
  • Gość: hepik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.03, 12:24
    To nie są Moje rady.To jest z materiałów wręczonych pacjentom na
    terapii.Załącznik nr 2 "Zalecenia dla zdrowiejących alkoholików."kochany AA
  • Gość: AA IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.03, 10:48
    zycie to nie książka :)
  • Gość: hepik-archeolog IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 23.10.03, 12:18
    Teraz już całkiem zgłupiałem.Piszesz,że JA SUGERUJĘ,że ty piszesz pod wpływem.
    Przecież to są cytaty Z Twoich postów,gdy piszesz ,bo przed chwilą wypiłaś.Nie,
    to nie ma sensu.Moze ja fakycznie głupi jestem i może świstak ma rację w
    następnym poście.
  • hepik1 23.10.03, 18:18
    Zdajsie,że doszło do nieporozumienia.Ja nie zrozumiałem Ciebie a pivobela
    mnie.Ale niech tak na razie zostanie.
  • Gość: pivobela IP: 217.153.168.* 23.10.03, 18:19
    Nie zrozumieliśmy się Hepiku.Może ,mało czytelnie napisałam poprzednio.
    Nie będę się już czepiać szczegółów,chyba jestem zbyt drobiazgowa jak każda
    kobieta.
    1)posty pisane przed 8.10 były pod wpływem i do tego się przyznałam
    2)od 8.10-ani grama alkoholu i od tej pory wszystkie moje wpisy są już tu na
    trzeźwo i poważnie.I wydawało mi się,że piszemy tu o moich (już)trzeźwych
    postach, gdzie cieszę się,że nie piję.tyle.
    pozdrawiam i nie zawracam Ci już głowy.dzięki za rady.pić nie będę.jak czegoś
    nie będę wiedziała to poproszę Ciebie o pomoc,mogę?
  • hepik1 23.10.03, 19:09
    No więc właśnie,tutaj chyba cały pies pogrzebany.Pośpiech dobry przy łapaniu
    pcheł.Pisząc o powadze-miałem tamten post z innego forum w pamięci(słoń to
    zwierzę naturalne)a potem już poleciało.Przepraszam,wybaczam i proszę o
    wybaczenie:)Za cytat biskupów też przepraszam,bo może godzić w czyjeś uczucia
    religijne(?)Pozdr.
  • hepik1 23.10.03, 19:12
    Ale poszło,stówka(nie seta) w 1 miesiąc.Chyba rekord.
  • pivobela 23.10.03, 19:24
    Uff,coś nam się udało wyjaśnić.Dzięki.
    To zapytam 'poważnie';)
    Kubek pytał się mnie w którymś wpisie,czy wiem jak rozpoznać dobrego terapeutę
    (mniej więcej).
    Nie wiem i tego się też boję.Wpaść w ramiona kogoś średnio przygotowanego.
    Do mojego znajomego(raczej-ona)..głupio mi iść.Lepiej chyba u obcego.
    I jak takiego dobrego rozpoznać?
  • Gość: kubek34 IP: *.ld.euro-net.pl 23.10.03, 19:25
    Gość portalu: pivobela napisał(a):

    > Nie zrozumieliśmy się Hepiku.Może ,mało czytelnie napisałam poprzednio.
    > Nie będę się już czepiać szczegółów,chyba jestem zbyt drobiazgowa jak każda
    > kobieta.
    > 1)posty pisane przed 8.10 były pod wpływem i do tego się przyznałam
    > 2)od 8.10-ani grama alkoholu i od tej pory wszystkie moje wpisy są już tu na
    > trzeźwo i poważnie.I wydawało mi się,że piszemy tu o moich (już)trzeźwych
    > postach, gdzie cieszę się,że nie piję.tyle.
    > pozdrawiam i nie zawracam Ci już głowy.dzięki za rady.pić nie będę.jak
    czegoś
    > nie będę wiedziała to poproszę Ciebie o pomoc,mogę?

    Witaj !!!
    Tak poważnie - nie ważne jest co robiłaś wtedy, dużo ważniejsze jest to co i
    jak robisz teraz - w zasadzie od tego jak bedziesz postępować dzisiaj bedzie
    zależeć to jak się będziesz czuć jutro...
    ps. jeżeli terapeuta jest Twoim znajomym to nie polecałbym robienia terapii u
    niego, a tą postaraj sie zrobic w miarę szybko...

    pozdr....
    ps. w moim przypadku juz pierwsza terapia spowodowała to że straciłem komfort
    picia, co nie znaczy ze przestałem pić
  • semi_x 24.10.03, 10:33
    witaj:-), chodzi mi po głowie..."...wszyscy ......(wstaw dowolne słowo) to
    wielka rodzina..."..., czyli miło, że ktoś tu zagląda. Przecież bez Was
    wszystkich nie byłoby tego wątku. Tu ukłon w stronę To_ji, która
    zamilkła...puk? puk? :-), jesteś tam gdzieś w czeluściach Net-u??. Jako, że
    weekend już za kilka godzin, pozwalam sobie i Wam :-)))), na małe odprężenie.
    Hepik, miałam ochotę na mały mały plagiat. Kiedyś przeglądając Twój post,
    natrafiłam na ...don't worry, be happy :-))))))) czego Wam i sobie życzę.

    pozdrawiam/semi
  • pivobela 23.10.03, 19:32
    He,he..Kubek.
    Odpowiadasz na moje pytanie jak je jeszcze piszę)))
  • hepik1 24.10.03, 05:56
    Widzę ,że na dwa fronty jedziemy,tzn.dyskusja na ten sam temat na dwu
    forach.Moje ostatnie wypracowanie umieściłem właśnie tam.
    A terapuci różni,czy ktoś dobry czy zły trudno oceniać?Komuś do twarzy w
    zielonym ,innemu w czarnym.Upraszczając.Mnie najbardziej odpowiadał psycholog z
    wykształcenia,alkoholik z doświadczenia mający kilkanaście lat picia i osiem
    trzeźwości.A i wtedy był jeszcze wolontariuszem.Pozdr.
  • letek17 24.10.03, 10:25
    Przeczytałem ten watek z wielkim zainteresowaniem, czułem wiele ciepła,
    serdeczności, współczucia, optymizmu, poczułem też niepokój. Tym się podzielę.
    - brakuje od jakiegoś czasu semi i to_ja,
    - zobaczyłem próbę rozbicia skorupy systemu iluzji i zaprzeczeń przy pomocy
    internetowego forum,
    -dostrzegłem walkę z wiatrakami, o powrót do picia kontrolowanego, nie
    przynoszącego strat, a może o walkę o nie picie ale i o pozostawienie siebie i
    świata takimi jakie są obecnie. Niepokój - bo mnie i wielu moim przyjacielom
    się nie udało,
    -zobaczyłem to pyszne " ja sama " . Juz wierzę, że alkoholik sam wymyśli tylko
    flaszkę. Nie znam nikogo kto sam przestał pić i zmienił siebie. Zawsze do tego
    potrzebne były terapie, grupy AA lub wspólnoty wyznaniowe, czy inne.
    Mam też nadzieję, że w nastepnych 100 postach pojawią się takie pytania:
    -jak powiedzieliście bliskim o swoim problemie, jak spedziliście sylwestra, co
    z urodzinami, weselami,
    -jak przetrawiliście takie pie..... pojęcia jak bezsilność, pokora, itd,itp.
    Dlaczego to piszę. Nie piję przeszło rok, robię obrachunek moralny i wypuściłem
    demony dnia wczorajszego. Trzeci dzień mam koszmary, sny alkoholowe itp. Bardzo
    pomaga mi czytanie postów, odnajduję w nich swoje stare myśli. Działa to na
    mnie jak memento. Dzięki wam wiem, że idę w dobrą stronę.Pogody Ducha na te
    zimne dni i trudne przemyślenia. Hepiku - cieszę się, że mogłem Ciebie poczytać.
    Letek17
  • Gość: to_ja IP: *.gdynia.mm.pl 25.10.03, 07:41
    Z bezsilnością i pokorą jest najtrudniej. Nie potrafię zaakceptować tego, że
    jestem bezwolna. Może dlatego, że znam człowieka, któremu się udało. Tu na
    forum weterani zgodnym chórem twierdzą, że dopiero terapia pozwala wyzdrowieć,
    że abstynencja to dopiero początek drogi, że bez fachowej pomocy nie dam sobie
    rady itd. Doceniam doświadczenie, umiem wyciągać wnioski i wiem, że wszystkie
    posty (lub prawie) są szczere. Być może jednak muszę sobie poparzyć palce żeby
    się nauczyć...Bo na razie wydaje mi się, że odpowiadam za swoje życie. Wiem,
    tu można powiedzieć, że ‘alkoholik sam wymyśli tylko flaszkę’ a ja wiem że są
    wyjątki. Wiem to na 100%.
  • Gość: jaga IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 25.10.03, 09:29
    No cóż, zdarzają się wyjątki /ja też znam takie/ lecz b.b.nieliczne.
    Szczerze życzę Tobie abyś znalazła się w b.b.znikomej mniejszości tych, którym
    się właśnie tak udało. Życzę też, abyś, mimo wszystko, zapamiętała te
    wiadomości, które brzmiały w zgodnym chórze. I kolejne życzenia, aby
    poparzenia były jak najmniej bolesne. Pozdrawiam.
  • Gość: hepik IP: *.elsat.net.pl / *.elsat.net.pl 25.10.03, 10:58
    Ja nie znam.Bez podtekstów,bo zapewne są co oznacza ,że nadal są wyjątkamiDo
    życzeń się przyłączam.Może byś coś napisała na ten temat
  • semi_x 25.10.03, 11:39
    Witam :-)
    jak dobrze zobaczyć słoneczko i móc wystawić do niego buźkę :-). Coś to zbyt
    radośnie zabrzmiało ale ....rzeczywiście, jak to hepik już zauważył, minął
    miesiąc od pierwszego mojego postu a ja większości tych dni byłam trzeźwa, ba
    ostatnie dwa tygodnie to chyba nic nie piłam (podkreślam chyba...tak na wszelki
    wypadek); aż mi samej wydaje się to nieprawdopodobne. Jakoś nikt nie wierzy
    terapii przy pomocy forum a ja jednak pozostanę przy, jak to ładnie letek
    określił :-)))...ja sama. Fakt, też nie znam żadnego alkoholika, który sam
    przestał pić, niemniej jednak skoro..."Zawsze do tego potrzebne były terapie,
    grupy AA lub wspólnoty wyznaniowe, czy inne"... to, czy pod hasłem "inne" nie
    może być...forum/uzależnienia... Dzisiaj, zanim zaczełam tu pisać, mignęła mi
    myśl...szkoda, że tak daleko wszyscy od siebie mieszkamy bo dobrze byłoby się
    razem spotkać i porozmawiać. Dla mnie dobrze. Chyba pisząc tutaj w pewnym
    sensie przełamałam swój opór przed kontaktem z obcymi ludźmi. Tylko nie
    piszcie, że w takim razie czas na AA. Jeszcze nie czas. W tym tygodniu mieliśmy
    z mężem małą rocznicę i od razu pytanie z jego strony co kupić na wieczór. I
    tu musze się pochwalić, że pomimo ogromnej chęci na lapkę marinii nie dałam
    się skusić, a i butelka w barku jak sobie stała ...tak stoi :-). Widzisz kubku:-
    ), przynajmniej raz udało mi się nie kultywować tradycji. Nawet wielkie rzeki
    mają swój początek w maleńkich kroplach deszczu.

    Pozdrawiam i życzę miłego dnia/semi

  • pivobela 26.10.03, 01:39
    Witaj Semi !!
    Idziemy po mału do przodu))Przed nami jeszcze baaardzo długa droga,ale
    jak 'sama'(to chyba będzie ulubione słowo)napisałaś:'wielkie rzeki mają swój
    początek w maleńkich kroplach deszczu'.
    Początek mojej rzeki ma tylko 19 kropelek deszczu(dni),ale staram się ,żeby
    nie zaschły i czekam,aż pojawi się malutka kałuża )))
    Widzę,że robienie sobie terapii na forum to nie tylko mój pomysł.
    Gorzej jak nasi 'internetowi terapeuci' przestaną nas wspierać,albo co
    gorsza -ochrzaniać,że 'same' nie damy rady..hmmm
    Trzeba będzie założyć LKN-ligę kobiet niepijących ))))I ze spotkaniami 'na
    żywo' nie będzie problemu.
    Ale wiesz..ja tak po mału dojrzewam,że 'sama' się przejdę do psychologa,który
    zajmuje się takimi ciekawymi przypadkami od kielicha.Zrobiłam mały wywiad w
    moim mieście i mam jednego doctora na oku )))Trochę na mnie poczeka, ale niech
    już się boi .Ja się z nim ,jeszcze,oswajam.
    Tylko,żeby się nie zestarzał przez ten czas))))

    Wczoraj nawiązałam ponowny kontakt z moją przyjaciółką!....po 5 miesiącach...
    nie wiedziałam,że tak długo mnie "nie było".To tak na marginesie.

    Pozdrawiam Ciebie i wszystkich co wpadają na Kilka Słów
    pivobela

  • semi_x 26.10.03, 17:19
    Witaj :-))
    od czegoś musimy zacząć, czyż nie?, ale widzę, że nasi internetowi "guru"
    zamilkli, bynajmniej nie pod wrażeniem. Mam nadzieję, że w duszy nie myślą...a
    nie mówiłem (łam)...to nie może się udać. Popatrz, chcemy zrobić ewenement w
    skali światowej...klub AA w wirtualnej rzeczywistości a jakoś więcej jest
    przeciw niż za. Ktoś tu kiedyś przytoczył cechy dobrego terapeuty. Jedną z nich
    było.....",alkoholik z doświadczenia mający kilkanaście lat picia i osiem
    trzeźwości"....czyż niektóre osoby tu piszące nie mają właśnie tej cechy. Zaraz
    usłyszę, nie jestem psychologiem z wykształcenia...a czymże jest własna
    praktyka?, przecież poczucie na samym sobie skutków jakiegoś działania daje
    najwększe prawdopodobieństwo właściwego poprowadzenia innej osoby. Ot:-))))))
    wiem, wiem, troszkę spłyciłam ale to celowo, niemniej jednak liczę na wsparcie.


    pozdrawiam cieplutko/semi

    ps. coś to wszystko zbyt optymistycznie wygląda :-(
  • Gość: to_ja IP: *.gdynia.mm.pl 25.10.03, 16:23
    Historia jest w sumie banalna.
    Był sobie alkoholik. Miał rodzinę, co mu nie przeszkadzało pić. Dzieci były
    małe, więc bezkrytyczne, niewiele jeszcze rozumiały. Całe odjum spadało na
    żonę, która kryła, naprawiała, kochała.. Te niekończące się wieczory brydżowe
    i meczowe, suto zakrapiane w doborowym towarzystwie, gdzie ktoś z mocną głową
    to bohater. Imprezy rodzinne i świąteczne. Zawsze wesoły, dowcipny,
    przystojny, no po prostu ‘dusza towarzystwa’. Tylko po powrocie do domu nie
    było już tak przyjemnie. Rozbite wazony, zamknięte drzwi, krzyki, awantury i
    ciche dni na zmianę... no standard.
    A potem dzieci podrosły i zaczęły rozumieć i wtedy nagle, z dnia na dzień
    koniec. Bez żadnych obietnic, bez przyrzeczeń, bez zapewnień...po prostu
    koniec z piciem. Niedokończona butelka, niedopalona paczka papierosów.. są
    chyba do dziś.
    Pamiętam w tych pierwszych miesiącach abstynencji bardzo się udzielał
    towarzysko, rodzinnie, społecznie. Zaczął uprawiać sport. Chodził na salę
    (wtedy nie było jeszcze siłowni), na basen, na lodowisko. Korzystali na tym
    wszyscy a najbardziej jego rodzina. Może to właśnie sport był jego terapią, bo
    w innej nie uczestniczył. Skończyły się zakrapiane kolacyjki a zaczęły imprezy
    na świeżym powietrzu. Na uroczystościach rodzinnych było grzeczne acz
    stanowcze ‘nie, dziękuję’. Oczywiście niektórzy ziomkowie się poobrażali ‘jak
    to ze mną nie wypijesz’, koledzy też jakby się wykruszyli. Ale nic nie
    zrażało. A nawet dodawało sił. Wybrał, i wytrwał w tym wyborze. Jakim kosztem,
    tego nie wiem. W każdym razie jest zdrowy psychiczne i fizycznie.
    Nie wiem czy przestał pić w skutek konkretnego zdarzenia, czy po prostu miarka
    się przebrała. Potem już żadnych prób kontrolowanego picia, żadnych wpadek.
    Czysta, piękna, abstynencja.
  • letek17 25.10.03, 21:05
    W tej historii jest może błędne założenie - powinno być był sobie człowiek.
    Miałem teścia jak z tej historii, pił, przepijał wypłaty, chodził boso po
    mieście, rodzina płakała, mijały lata, zobaczył swoją śmierć i nagle na wiele
    lat przestał. Po latach może dwa trzy razy popił z zięciem i znowu przestał,
    umarł majac 70 lat, na zawał. Myslałem , że ja też tak potrafię, przecież z
    dnia na dzień rzuciłem palenie. Między nami była różnica - ja na wypisie
    szpitalnym oprócz innych chorób mam F 10.2 a on nie miał. Jeden Bóg wie jak
    było, może zrobił cud a może nie musiał. Ja o decyzji podjecia terapii
    powiedziałem żonie przed wyjściem do poradni. Ona i synowie uwierzyli, że
    jestem alkoholikiem gdy zacząłem sie trząść, trafiłem do szpitala. gdybym
    popijał lub brał leki jeszcze dalej mógłbym się kryć, może zdążyłbym umrzeć.
    W tą historie terapeuci nie chcieli wierzyć, podobnie jak w to, że po pijaku
    moje łamanie prawa dotyczyło przekraczania prędkości i wyprzedzania na zakazie
    traktorów rowerem. Z pracy odchodziłem jako nieszczęśnik, któremu wysiadło
    zdrowie - mam rentę a nie jako alkoholik. Te fakty i inne nie świadczą, że
    jestem innym alkoholikiem. Ja wiem, że jestem i nie licze na cud. Byłem na
    odwyku, chodze na mityngi, biorę udział w warsztatach terapeutycznych,
    odwiedzam różne strony a przede wszystkim zyje z pogodą ducha. Mam dom,
    dorosłych synów, szacunek bliskich, sąsiadów, nowych i części starych znajomych.
    Mam też trudne dni, gdy coś mi nie wychodzi, gdy choroby dają znać o sobie. Mam
    przede wszystkim zgodę na siebie takiego jakim jestem ze swoimi ułomnościami.
    Jestem bezsilny wobec alkoholu, nie kierują swoim zyciem - to zostawiłem mojej
    Sile Wyższej, ja nim jedynie zarządzam i dlatego mam wolę.
    Wazne dla mnie jest to że moja Siła Wyższa pozwoliła mi chcieć. Uwierzyć
    lekarzowi, że mam problem i sam nie poradzę sobie z nim, kolezance by iść na
    mityng AA bo jej to pomaga. Mogła to byc inna wspólnota, ale ludzi, z którymi
    mozna zrobić "miśka". Uwierzyć terapeutom, że mogę być szczęśliwy jeśli tak
    postanowię i "sam" nie będę chciał pić. To jednak musiało troche potrwać i
    boleć.
    Przepraszam, że tak długo ale te moje wypuszczone demony jeszcze parę dni będą
    wokół mnie krązyć. Do poczytania. Letek
  • semi_x 26.10.03, 00:04
    ...dobrze Ciebie tutaj zobaczyć/semi
  • hepik1 26.10.03, 05:06
    Parę "zaklęć "na uwolnione demony przecież znasz ?Użyj ich.A takie pisanie też
    chyba może być jednym z nich?Z pożytkiem dla nas wszystkich.Pozdr.:)
  • semi_x 26.10.03, 17:32
    znacie utwór Erica Claptona "Promises" na pewno znacie:-), a "My father day"?
    też ładne, to tak zupełnie z "innej beczki":-))). Marzy mi się wieczór przy
    kominku...tu głębokie westchnięcie, bo to tylko marzenia :-))))))))lubię
    ogień...często siedząc przy komputerze zapalam świeczki byle tylko widzieć
    migający płomyk...pozdrawiam /semi
  • letek17 26.10.03, 23:05
    Pozwolę sobie na trochę złośliwości. Ostatni raz zimą przy kominku siedziałem w
    Skoczowie na odwyku. Nie było Claptona, ale koleżanka grała na gitarze i
    śpiewała tak wspaniale "Lunatyków", "Ho" i wiele innych utworów. Był klimat -
    do dziś się wzruszam. Na świeczkę patrzyłem dziś dwa razy - rano na mityngu i
    wieczorem z żoną, gdy z zaprzyjaźnioną parą trzeźwiejących nałogów staraliśmy
    się znaleźć receptę na jak najmniej bolesne bycie razem. Warto trzeźwieć dla
    tych i innych chwil. Letek
  • hepik1 27.10.03, 03:24
    Gdzie Ty byłeś Letek przez cały czas.Bo coś,gdzieś ..już nick widziałem.Tekst
    ostatniego,choć nie tylko postu wspaniały.Dla mnie -zaznaczam.Pozdr.
  • letek17 27.10.03, 14:12
    Żyłem, piłem, staram się trzeźwieć. Zacząłem pisać jak mam już pewne
    doświadczenia, a może poczułem teraz taką potrzebę. Cieszę się, że znalazłem to
    forum bo na nim się wiele dzieje. Piszę też na forum akcjasos.alkoholizm. Może
    tam spotkałeś Letka. Miłego popołudnia dla wszystkich. Letek.
  • semi_x 27.10.03, 20:17
    nie czuję w tym poście ani krzty złośliwości :-)...masz rację, warto...


    pozdrawiam/semi
  • pivobela 27.10.03, 22:00
    Ja świeczek nie zapalam już...niestety.Kojarzą mi się z moimi samotnymi
    wieczorami z pivkiem i robieniem sobie nastroju ((( Raczej zapalam wszystkie
    światła,żeby było inaczej i chyba jeszcze przemebluję mieszkanie..a wszystko
    po to,żeby sobie pomóc,oczywiście )))

    Hepiku,czy to Ty pisałeś o snach alkoholowych? Dzisiaj mnie taki dopadł,brr.
    Byłam w Rzymie, zwiedzając spotkałam kuzynkę.Strasznie namawiała mnie na
    imprezę z jej znajomymi i pysznym włoskim winem...Tłumaczyłam,że nie piję,nie
    przyjdę itp.Chyba mnie jednak namówiła.Bo wróciłam do kraju po pieniądze na tą
    zabawę (???)I już do niej jechałam... zbudził mnie dzwonek do drzwi.
    A jakby nie zadzwonił? ))))
    Chodziłam dzisiaj i gadałam do siebie, jak to dobrze,że to tylko sen))))
    Uf, uff i jeszcze raz uff.
  • Gość: hepik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.03, 07:57
    Najczęściej bardzo kolorowe,bardzo realistyczne,występują w okresie abstynencji
    i świadczą o dużym głodzie alkoholowym.Podobno mają je tylko alkoholicy.Pozdr.
  • semi_x 28.10.03, 08:23
    w takim razie czeka mnie niezła perspektywa :-(

    pozdrawiam/semi
  • 4friday 27.10.03, 22:11
    Nie, ja nigdy nie mam, nie mialam snow alkoholowych. Mnie za to wczoraj naszla
    mysl, niezbyt natretna jak sie okazalo, o szklanicy zimnego piwa z kija, jak to
    podaja w pubach. Hmm, zamiast tego poszlam poczytac i spac. Tylko tak mnie
    zastanawia, dlaczego akurat taka mialam zachcianke? Moje popijanie mialo zawsze
    charakter samotno-domowy, nigdy publiczny, a piwa nie pilam ze 2 miesiace. Czy
    to sa te demony alkoholowe? No, to byly dla mnie lagodne. I bardzo dobrze mi
    sie teraz zyje, zwlaszcza cenie sobie rzeskie poranki...
  • letek17 28.10.03, 08:37
    Demony, o których pisałem to zmieniony nastrój, przykre wspomnienia, sny
    alkoholowe, natrętne myśli. Do ich okresowego pojawiania się już się
    przyzwyczaiłem, znam zaklęcia - mam nadziej, że skuteczne. Zaobserwowałem, że
    sny najczęściej pojawiają sie po przeżyciu uczuć, które zapijałem kiedyś,
    bezradności, smutku, niemocy, złości. Ja je zapisuję, kontroluję się co czułem,
    co się ze mną dzieje. I stara prawda im mniej mam pretensji do siebie i świata
    tym mam ich mniej. Najstraszniejszy sen dla mnie był sen, w którym się
    obudziłem się po pijaństwie w nie swoim pokoju, obok ktoś nieznany spał, czułem
    się strasznie, budzę się, szczypię to nie moje mieszkanie, strach coraz większy
    a potem olśnienie - to nie moje mieszkanie tylko pokój na odwyku. Brrr. Miłego
    dnia.
  • Gość: pivobela IP: 217.153.168.* 28.10.03, 22:36
    Kochani
    Jak mój demon ma postać nocnej mary -to dam radę))) Oby nie za często,
    oczywiście.
    Sny mają to do siebie,że są przedłużeniem dnia i dochodzi w nich do analizy
    sytuacji,które się zdarzyły,albo się boimy,że nastąpią. To wszystko tkwi
    gdzieś w nas głęboko, a w nocy ożywa.
    Jak sięgnę pamięcią to już nie raz,ani dwa,śnił mi się alkohol.Ale pierwszy
    raz jak nie piję od...dopiero i aż 21 dni.A juści,że liczę)))
    A czuję się bardzo dobrze i wszystkim tego życzę.
    pozdrawiam/pivobela
  • Gość: stachu34 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.10.03, 23:00
    Hmmm, zastanawiam się nad tym...Mnie się śni urocza blondynka z pogranicza
    Merlyn M. I Pameli A. I w świetle tego cyt. „Sny mają to do siebie że są
    przedłużeniem dnia i dochodzi w nich do analizy sytuacji,które się
    zdarzyły,albo się boimy,że nastąpią.” Zastanawiam się jak by to było, gdyby to
    miało miejsce w rzeczywistości. Pewno przestraszyłbym się jej urody i
    uciekłbym.
    A tak na poważnie to sen alkoholowy, wedle wiedzy terapeutycznej, jest
    sygnałem, że dzieje się coś niedobrego. Twoje 21 dni bez alkoholu jest
    oczywiście godne pełnego szacunku. To naprawdę dużo. Na tyle dużo, aby
    niepijący wszedł w tak zwany „okres miodowy”. To też jest niebezpieczne,
    ponieważ mimo tego, że nie chcemy pić, może się tak zdarzyć, że się napijemy.
    Czego absolutnie Ci nie życzę...Pozdrawiam.
    ps.Wyszło na to, że same niebezpieczeństwa wiążą się z niepiciem.Tak wogóle to
    fajnie jest móc nic nie pić.To wspaniała rzecz.Ale aby tego doświadczyć to
    najpierw trzeba mieć nadmiar alkoholu i to znaczny.
  • Gość: pivobela IP: 217.153.168.* 28.10.03, 23:22
    Teraz ja się zastanawiam,ale bynajmniej nie nad Pamelą,nie w moim typie)))
    Wolę wysokich brunetów....
    Może coś się dzieje niedobrego,nie wiem, nie czuję nic takiego.
    Sygnał był.Mógł też wynikać z rozmowy ,przeprowadzonej z tą kuzynką ze snu.
    Przed wyjazdem do Rzymu dzwoniła,że po powrocie mnie odwiedzi i pójdziemy na
    pivko.Tego ostatniego z góry odmówiłam...Ale we śnie obudził się we mnie
    spragniony demon i pojechał się napić do Rzymu.Na szczęscie nie udało się.
    Mam nadzieję,że się na mnie nie wkurzył i tej nocy -znowu nie wyruszymy)))

    Nadmiar alkoholu i to znaczny-czy mam ,to wiem tylko ja.
  • pivobela 30.10.03, 21:10
    Halo?
    Pustawo coś,nie zaglądacie,hmmm.
    Czyżbyście koleżanki uzależniły się od forum i teraz nastąpiło leczenie przez
    nie zaglądanie tu???
    pozdrawiam/pivobela
  • Gość: hepik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 31.10.03, 05:01
    Skryty apel nie do mnie ale co mi tam.Kiedyś,ktoś(calineczka?)na pytanie czy
    wszystko można definiować jako uzależnienie napisała,że nie można się uzależnić
    od rzeczy dobrych-albo inaczej-wtedy takie uzależnienie jest wskazane..Czy tak
    jakoś,pamiętam,że bardzo mi się to wtedy spodobało.Pozdr.
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 31.10.03, 08:55
    Witaj ...
    I jak Ci idzie ?
    Coż mi się jakoś humor poprawil i więcej obgadywać za plecami nie będę ;), na
    ostatnim mitingu zjawiło się pięciu kolegów sprzed paru lat (w tym dwu
    niestety jako pacienci po raz kolejny, lecz trzech dalej radzi sobie całkiem
    nieźle) i w sumie znowu doszedłem do wniosku że jednak warto...
    pozdrawiam i miłego dnia :))
  • Gość: jaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.03, 09:38
    Witaj Kubku!
    Jak to miło przeczytać z rana coś optymistycznego. Cieszę się, że już się
    poprawiło - przecież każdy ma lepsze i gorsze dni. Życzę Tobie aby tych
    gorszych było tak tylko tycio, tycio i utwierdzaj się /ja też to popieram/,
    że naprawdę warto. Trzymaj tak! Również miłego dnia!
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 31.10.03, 09:40
    hej hej :))
    dzięki i wzajemnie pozdrawiam i miłego dnia :)
  • pivobela 31.10.03, 18:56
    Cześć
    No, Kubku-wróciłeś.Bardzo się cieszę,że u Ciebie ok. )))))))
    Już się martwiłam.
    Ja daję sobie radę.Jest dobrze.
    Wino w domu jak stało tak stoi, nie kusi.Chyba nawet je wyleję
    mężowi ,widzę,że się mu psuje, hi hi hi.Bo to takie kupione od chorwackiego
    chłopa i długo nie poleży.A odkąd ja nie piję(24 dni),to mąż za często,też nie
    zagląda-bo wie ,że mu nie wypiję ;)
    I tak po mału do przodu.
    Bardzo serdecznie pozdrawiam- wszystkich))))
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 31.10.03, 19:07
    Witaj !!!
    I oby tak dalej - ale co z Twoją terapią ?

    pozdawiam
  • pivobela 31.10.03, 19:20
    Jeszcze nie poszłam...Wiesz,ta druga pivobela,czuje się ciągle mocna i mi nie
    pozwala...
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 31.10.03, 19:25
    Jeszcze raz witaj...
    No tak na wszystko trzeba czasu...

    pozdrawiam
  • pivobela 31.10.03, 19:52
    Mam nadzieję, że nie przechodzę "miodowego okresu" jak to napisał Stachu...
    Nie znam tych etapów w jakich się znajdują alkoholicy.Dowiaduję się od Was.
    Hmmm.Zastanawiam się.Ile kobiet, np.na Twoich spotkaniach,od początku jak
    prowadzisz, przyszło na mitingi.Można je policzyć na obu dłoniach,czy jest ich
    znacznie więcej?
    Czemu pytam?Później napiszę ,jak mi odpowiesz.A może się domyślasz:)))
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 31.10.03, 20:22
    No ile tych kobiet było - powiem tyle dużo, z tym że grupa jest specyficzna bo
    na odziale odwykowym więc sporo jest pacjętek szpitala...Na mitingu jest
    średnio 9 - 10 kobiet w róznym wieku (najmłodsza adeptka 18 lat - z tym że
    niedawno ja spotkałem i niestety pije dalej :(() najstarsza nawet nie wiem...
    na dziś dwie dziewczyny są na grupie dłużej niż 3 miesiące, czyli już prawie
    dwa miesiące po terapii, z obserwacji kobietom jednak jest trudniej tak jak
    przyznać się do problemu tak i zabrać głos...Na innych mitingach gdzie bywam
    prawie zawsze są kobiety , niewiele co prawda ale są :)
    pozdrawiam
  • pivobela 31.10.03, 20:58
    Oj,przysnęłam na 20 minut,zdarza mi się po całym dniu pracy...

    To trochę ich jednak przychodzi.Pytałam ,bo wydaje mi się,że wiele kobiet
    walczy z tym nałogiem w pojedynkę ,jednak.Tak ,jak z innymi trudami w naszym
    życiu...Ciekawe ile takich jest i czy im się udało samym...
    Co myślisz,Kubku?
  • pivobela 31.10.03, 21:42
    Nie myśl,że ja zaczynam 'od początku', wałkować temat samoleczenia.
    Nie, nie.
  • Gość: hepik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.03, 05:31
    Przechodzisz,przechodzisz,wszyscy przechodzą(miesiąc miodowy)To może brzmi
    niepoważnie ale to jest naukowo opisane.Potem są następne fazy.Spytaj Stacha-
    może Ci je opisze.
  • pivobela 01.11.03, 13:59
    'Miesiąc miodowy'-bardzo ładna nazwa.Za parę dni ,minie osiem lat ,jak
    przechodziłam ten prawdziwy miesiąc miodowy,he he

    Hepiku,Stachu,Kubku-napiszcie proszę,jak wyglądają następne etapy.Bardzo mnie
    to ciekawi.
    pozdrawiam
  • hepik1 01.11.03, 19:19
    W każdym bądź razie miesiąc sie zawsze kiedyś kończy.Potem jest faza muru-też
    fajna nazwa, nie?A dalej to już nie ma co się na razie
    wgłebiać.Pażywiom,pasmatrim-jak mówił starszina Czernołusow
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 01.11.03, 19:45
    Witaj...
    Miesiąc miodowy... no akurat tego nie pamiętam bo tak dawno go miałem :))
    ale poważnie ostatnie moje picie, a te pamiętam dobrze trwało dokładnie rok ,
    dzień po dniu i skończyło się w szpitalu (jak myślę wszyscy wiedzą jakim) i to
    konkretnym bo prawie 6 miesiecznym pobytem, z tego co pamiętam wcześniej
    zawsze po jakim takim ustabilizowaniu różnych aspektów życia pojawia się myśl -
    a może jednak ja nie jestem alkoholikiem, przecież nie piję już i tu okres -
    miesiąc, dwa, pół roku i zaczynamy od początku :((
    pozdrawiam
    ps. przynajmniej ja tam miałem do czasu...
  • Gość: pivobela IP: 217.153.168.* 01.11.03, 19:50
    I oby, miesiąc miodowy, trwał jak najdłużej.
    Głową muru nie brzebiję))))
    pozdrawiam
  • Gość: kubek IP: *.ld.euro-net.pl 01.11.03, 19:52
    Witaj...
    I tu masz rację tyle że czas najwyższy zacząć coś ze sobą robić !!!
    pozdr....
  • Gość: klamerka IP: *.zgora.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.03, 15:10
    Przykłady, ok...
    ale
    jak byście GO OKRESLILI

    CZYM ROZNI SIE OD MEZSKIEGO?
    JAK MYSLICIE?!
  • 4friday 04.11.03, 16:20
    Nieladnie jest odpowiadac pytaniem na pytanie, wiem. Ale jednak to zrobie -
    - dlaczego o TO wszedzie pytasz? Prowadzisz badania, piszesz prace, czy masz
    cos do czynienia z tym nalogiem?
  • Gość: hepik IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.03, 20:22
    Tuż przed przeczytaniem Twojego postu też to pytanie mi się nasunęło.Może się
    doczekamy jakiejś odpowiedzi.Mam nadzieję ,że to nie drugie wcielenie ..no ,nie
    wymienię nicka.
  • 4friday 04.11.03, 22:51
    Nie, Hepiku, to jednak chyba nie "drugie wcielenie...". Zadalam sobie odrobine
    trudu i przeczesalam watki wszelakie. Kklamerka jest w wielu miejscach, lacznie
    z malarstwem. Czyli - to Ktos Inny Poszukujacy. A i fala nadawania jest nieco
    inna.
    Na szczescie.
    pozdr.
    /Przepraszam, Semi, ze wykorzystuje Twoj watek dla prywaty./.
  • semi_x 04.11.03, 22:54
    drobnostka :-)))/pozdr.
  • hepik1 05.11.03, 05:27
    Nie chodziło o zmianę nicku- tylko podobną" badawczość"
  • hepik1 24.11.03, 11:06
    I odpowiedzi nie było.Ament.
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • semi_x 04.11.03, 22:29
    Witaj, gdzieś w tym poście (wybacz, ale daty juz nie pamiętam)napisałam jak
    według mojej opinii (subiektywnej) ...postrzega się (czytaj: jak czuje się)
    pijąca kobieta. Myślę, że jezeli interesuje Ciebie to zagadnienie, to na pewno
    sama wysnujesz odpowiednie wnioski.

    pozdrawiam/semi
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 04.11.03, 18:37
    O!Jak gwarno się zrobiło na K2 )))Aż miło.
    Dobrze,że wpada tu - zadziorny Hepik,bo inaczej byśmy się tu
    zasłodziły ,koleżanki )))

    /4friday-prześlę inny adres do korespondencji,może Twój komputer,również nie
    przepada za nickiem pivobela/
    pozdrawiam
    bella
  • semi_x 04.11.03, 22:32
    Witaj :-), ...K2??, Bello, czyżby coś umknęło mej uwadze?


    pozdrawiam/semi

    ps. osobiście też wolę Twój obecny nick
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 04.11.03, 22:40
    Witaj Semi
    K2 to Klub2 dla stałych....itd.
    Czytałam posty ,tam i tu, i chyba się pogubiłam gdzie odpisuję.
    Jakaś jestem rozkojarzona dzisiaj.To chyba przez te korzonki, bo mi wysiadły,
    i nie dają zapomnieć o sobie((((
    Dawno Ciebie nie widziałam tutaj,dobrze,że jesteś.
    Może wstąpisz do K2,posiedzieć,pogadać?
    pozdrawiam
  • semi_x 04.11.03, 22:49
    Witaj:-), właśnie przeglądałam Wasze zapiski w Klubie i zauważyłam wyjaśnienie.
    Dziękuję za zaproszenie ale obawiam się, że K2 jest dla osób, które w sieci
    spędziły razem juz jakiś czas.

    pozdrawiam/semi
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 04.11.03, 22:56
    No Semi,co Ty?Dłużej znasz niektóre osoby, niż ja,i chyba lepiej.
    W grupie raźniej.
    Proszę zrobić makijaż i wychodzimy)))Czekam.Uprzedzam,że będę się wspierać na
    ramieniu,bo ból ciągnie mnie do ziemi)))hi hi
  • semi_x 04.11.03, 23:02
    :-))), ba :-), przy moim wzroście mogę robić za średnio przystojnego
    faceta...skoro tylko ramię potrzebne do wykorzystania :-))))
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 04.11.03, 23:10
    Hmmm,przez drogę -tylko ramię:-)))
  • 4friday 04.11.03, 22:59
    No, to nakrzycz na mnie, ale Ty w sieci chyba tez spedzilas "jakis czas", co?
    Semi, moja rowiesniczko, K2 niekoniecznie ma byc konfesjonalem
    dla "odprysnietych" od zycia. A moze przeciwnie wrecz - moze byc stolem, przy
    ktorym czasem mozemy sie spotkac. /Ale sie rozpedzilam, egzaltowana widac
    bywam.../.
    Ja takze pozdrawiam.
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 04.11.03, 23:05
    I potańczyć też można...A spowiadać się będziemy na kilka słów-jak zajdzie
    potrzeba,oczywiście.
    Tam zaraz 'odpryśniętych'..4friday ))))hi hi
  • semi_x 04.11.03, 23:10
    Witaj:-), fakt, w sieci jestem już "jakiś czas" ale tutaj na forum niedługo.
    HMM...może coś na uspokojenie podeślę dla Ciebie?? :-)))))/pozdrawiam
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 04.11.03, 23:23
    A tak,na poważnie.Jak u Ciebie Semi,dajesz radę,sama?
    Ja jeszcze tak,choć nie wiem co kryje się za tym'murem',następnym etapem po
    miesiącu miodowym,w którym tkwię i jest mi dobrze...
    pozdr.
  • semi_x 04.11.03, 23:34
    Czytałam opisane tutaj przez kogoś etapy, przez jakie przechodzi osoba pijąca
    za dużo. Nie wiem w jakim ja jestem stadium. Jak na razie nie piję ale wcale
    nie popadam w euforię z tego powodu czyli nie przechodze tzw. miesiąca
    miodowego o ile dobrze zrozumiałam. Raczej czuję się przygnębiona niż pełna
    radości. Nadal mam ochotę na picie chociaż zdaża się to troszkę rzadziej niż na
    początku. Ale widzę, że Tobie humorek dopisuje i chyba wszystko jest po Twojej
    mysli, prawda??
    pozdrawiam/ semi
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 05.11.03, 00:05
    Hmm,ja w euforię też nie popadłam,ale fakt,jest mi dobrze.
    Stanu przygnębienia nie chcę dopuścić do siebie,mogłabym,bo czasem mam spadki
    nastroju.Ale z tym u kobiet -nietrudno.Jak mi tylko robi się ,choć trochę,źle
    to zaraz coś sobie wymyślam do pracy,albo pakuję się i jadę do kina,na
    siłownię.Pewnie,łatwo pisać mi o wychodzeniu,bo nie mam dzieci i obowiązków
    wieczorem.Ale też,wieczory są najgorsze..i dlatego wpadam na K2-pogadać,jak
    ktoś jest...
    A po drugie ja się urodziłam z humorem i jakimś optymizmem,który mi bardzo
    pomaga w życiu.
    Jakby wszystko było po mojej myśli,to już bym siedziała w jakimś ciepłym kraju
    i opalała się godzinami))))Ale wszystko powoli)))
    Hmmm,Semi-a jak u Ciebie z myślą o terapii?Bo sama z tym przygnębieniem to
    się zamęczysz.
    Ja się ,ciągle ,oswajam.Ale jak przyjdzie przygnębienie,które postanowi mnie
    nie opuścić to idę i nie będę się oglądać.
    pozdrawiam
  • Gość: jaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.11.03, 00:13
    A siooooooo !!! do K.2. :-))))
  • hepik1 05.11.03, 05:30
    Święte słowa.
  • semi_x 05.11.03, 08:24
    Witaj :-)
    cóż...ja pozostaję przy pysznym :-).."ja sama"

    pozdrawiam i życzę wszystkim miłego dnia/semi
  • hepik1 06.11.03, 06:42
    Przy tym wszystkim gdzieś nam to_ja zaginęła.Pozdr.
  • Gość: to_ja IP: 217.153.12.* 06.11.03, 15:28
    Jestem, jestem... i nie piję.... wbrew pozorom.
    Mam ostatnio pracowity okres, więc mało mnie w Internecie. Ale miło mi, że
    ktoś jeszcze pamięta.
    Pozdrawiam wszystkich.
  • letek17 14.11.03, 10:11
    Mam nadzieję semi, że jesteś w zgodzie ze sobą samą. Już od tygodnia nie
    dostrzegłem śladów Twojej aktywności na tym forum.
    Widzisz, już nie tak łatwo zostać samą.
    Miłego dnia, niech Pogoda Ducha będzie z Tobą i wszystkimi z tego wątku. Letek
  • semi_x 14.11.03, 20:20
    Witaj:-))
    miło, że pamietasz o semi. Niby kilka słów a na cały wieczór poprawiły mi
    humor. Tym bardziej są cenne, że niestety nadal piątki i weekeny są dla mnie
    najgorszymi dniami i każdy powód do poprawy nastroju jest na wagę złota. Jak to
    mawiają "ciężko jest lekko żyć" :-)).
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dla wszystkich miłego wieczoru /semi
  • letek17 15.11.03, 20:53
    Cieszę się, z Twojego postu. Wiedziałem, że tak będzie. Twoje obecne stany sa
    po prostu moją przeszłością. Wolne dni skazują na dłuższy pobyt ze swoimi
    myślami- przed tym kiedyś uciekałem. Kiedy odnosiłem sukcesy, wszyscy
    zazdrościli mi jak ja potrafię to i tamto - ja ciągle chciałem więcej chwały -
    bo nie ceniłem sam siebie i rozrywki bo chciałem nie być sam ze sobą, choć moi
    bliscy chcieli i byli koło mnie. Dziś zamiast ...., ...., ...... jestem
    rencistą, gosposiem domowym i cieszę się gdy żona i dorosłe prawie dzieciątka
    przyjdą do domu na obiad. Nie boję się być sam, mam swoją rodzine, przyjaciół
    ze wspólnoty AA i nie tylko i coraz więcej satysfakcji, gdy ktoś mi powie "
    dobrze, że jesteś". Ja juz nie chcę poprawiać sobie nastroju, bo jak mogę się
    cieszyć z dobrego gdy za wszelką cene nie godzę się na przeżywanie złego.
    Pogody Ducha i do poczytania, mam nadzieję, ze wątek nie zamrze.
  • Gość: Bella IP: 217.153.168.* 16.11.03, 01:09
    Witajcie
    Wątek nie zamrze,nie dopuścimy do tego,a tu ,specjalny ukłon w stronę Letka))
    Semi,pierwszy raz chciałabym kogoś czymś 'zarazić',ale pozytywnie i myślę tu o
    Tobie.Bo chciałabym Ci ,z całego serca, oddać połowę tego samopoczucia,które
    jest ze mną.Przepraszam,że nie całe(((
    Dzisiaj 40 dzień jak nie piję i staram się nie myśleć 'ciągle' o tym,żeby ta
    moja walka nie przyćmiła mi normalnego życia.
    Semi,jak tu zaglądniesz to dotknij lewą ręką-lewy,górny róg ekranu.Tam
    będzie czekała na Ciebie moja samopoczuciowa przesyłka)))))

    Pozdrawiam wszystkich,a Semi bardzo ,bardzo serdecznie.
    śpiochy
  • semi_x 17.11.03, 23:43
    i jak ja mogłam nawet pomyśleć o pisaniu do admina z prośbą o skasowaniu tego
    wątku :-( ale on i tak zamilknie jak wiele innych na tym forum. Mało kto
    zaglądając tutaj ma ochotę na czytanie ciągłego użalania się i wątpliwości
    autorki....ot :-))).
    pozdrawiam/semi

    ps. Letku, miło przeczyać, że potrafiłeś poradzić sobie i teraz możesz czuć
    wewnętrzny spokój.
  • hepik1 17.11.03, 23:50
    Naprawdę to zrobiłaś?Dlaczego?Nie szkoda Ci?
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • semi_x 18.11.03, 00:15
    nie napisałam... poprosiłam o to, tylko... że myślę o takiej ewentualności.
    Chyba w Matrixie jest głoszona taka mądra kwestia; wszystko co ma początek ma
    też i koniec. Żal byłoby tak postąpic tylko ze względu na wpisy zaglądających
    tu osób. Bo myślę, że oprócz mnie czytają też inni, będący przed uzmysłowieniem
    prawdy o sobie i każda rada, każdy zdanie napisane w którymkolwiek z postów
    pomoże to przyspieszyć i pokazać jaśniejszą stronę wyrzeczeń. Bo niewątpliwie
    takowym jest zmiana swych "dobrych" przyzwyczajeń. A jakoś inaczej do tego
    podchodzi się , wiedząc...temu udało się..i temu...i jeszcze tamtej...więc i
    mnie udać się musi.
    pozdrawiam/semi
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 06:39
    Tak, w ferworze źle zinterpretowałem pierwsze słowa.Ja myślę tak:by wątek się
    rozwijał potrzeba przynajmniej dwie osoby a akurat w tym było (jest)dużo więcej
    i co najważniejsze mających coś mądrego do powiedzenia i wiele życzliwości.A i
    to prawda,że wiele osób czyta nie ujawniając się.Prawdę mówiąc do mnie dotarło
    stosunkowo niedawno.A często bywa że założyciel wątku gdzieś tam ginie a wątek
    sobie żyje dalej.Oczywiście nic nie jest wieczne ale "kilka słów" ma swój
    klimat.Pozdr.
  • letek17 18.11.03, 10:55
    Cieszę się, że wątek nie zamarł. Życzę czytającym Pogody Ducha w te słotne dni,
    pogoda jest ważnym czynnikiem stanowiącym o moim nastroju. Rozumiem dlaczego
    murzynom chce się w zasadzie tańczyć, bębnić i radować. Mają ciepło i słońce.
    Wracajac do wątku. Semi - nie musi się udać, może się udać.
    Z tym wewnętrznym spokojem to też nie tak cudownie. Ostatnio w sposób nie taki,
    jak bym chciał by do mnie się zwracano ( zamiennik słowa asertywnie, które
    omijam ) wykrzyczałem swoją bezsilność, frustracje i poczucie niezrozumienia w
    związku z zachowaniami mojej żony i dzieciątek. Gdy skończyłem ogarnęło mnie
    przerażenie - to ja taki guru od psyche drę się jak byle jaki narwaniec. I
    poczułem jednak za chwilę straszną ulgę. Te uczucia już nie siedziały we mnie,
    poszły sobie, a ja je tak zamiatałem pod swój dywan a ich przyczyny
    tłumaczyłem, usprawiedliwiałem itp. Ważne, że jest dalej zgoda, nikt sie nie
    obraził a ja mam znów pogodę ducha. Przy innej okazji opowiem co weszło na ich
    miejsce.
    Nałogowa dusza nie opuści mnie aż do śmierci, zgoda, niech sobie siedzi jak
    najdłużej. By to napisać musiałem przestać pić. Letek
  • hepik1 18.11.03, 13:03
    Pytanie do letka-kiedy byłeś w Skoczowie?To była ta ostatnia i ostateczna
    terapia,która zaowocowała tym,że nie pijesz dzisiaj?Mam paru znajomych,którzy
    byli dawniej ale i w tym roku na Podbeskidziu.
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • letek17 18.11.03, 22:46
    Ze Skoczowa wyszedłem w Mikołaja ubiegłego roku. Stacjonarna do dziś ostateczna
    i ostatnia. Po Skoczowie już na miejscu dalsze terapie w poradni, warsztaty,
    grupy AA, "samokształcenie". Przed odwykiem AA i pierwszy miesiąc abstynencji,
    wcześniej - jak nasze znajome "ja sam dam radę", "ja muszę sobie z tym
    poradzić" z tym, że leżąc po szpitalach miałem sporo czasu na przyzwyczajenie
    się do tego, że mam na imię Letek i jestem alkoholikiem. Pierwszy raz
    powiedziałem tak sam do siebie w 1999 roku. Do Skoczowa wybieram się w I
    niedzielę grudnia na zjazd "absolwentów" a w styczniu na warsztaty. Miłej nocy
    i poranka w sieci.
  • Gość: kubek IP: 195.177.196.* 18.11.03, 22:59
    letek17 napisał:

    > Ze Skoczowa wyszedłem w Mikołaja ubiegłego roku. Stacjonarna do dziś
    ostateczna i ostatnia. Po Skoczowie już na miejscu dalsze terapie w poradni,
    warsztaty, grupy AA, "samokształcenie". Przed odwykiem AA i pierwszy miesiąc
    abstynencji, wcześniej - jak nasze znajome "ja sam dam radę", "ja muszę sobie
    z tym poradzić" z tym, że leżąc po szpitalach miałem sporo czasu na
    przyzwyczajenie się do tego, że mam na imię Letek i jestem alkoholikiem.
    Pierwszy raz powiedziałem tak sam do siebie w 1999 roku. Do Skoczowa wybieram
    się w I niedzielę grudnia na zjazd "absolwentów" a w styczniu na warsztaty.
    Miłej nocy i poranka w sieci.


    hej !!!
    jakże podobnie to wygladało u mnie....z tym że to że jestem alkoholikiem
    powiedziałem sobie w 1997 roku po skończeniu pierwszej terapii, bezowocnej
    zresztą, a efekty dała dopiero ta trzecia stacjonarna trwajaca w moim
    przypadku ponad pół roku (co nie znaczy że tak trudno mi szło a raczej
    swiadczy o stanie wjakim znalazłem się w szpitalu, tyle że wtedy już nie o sam
    alkohol chodziło a i konsekwencje zdrowotne były poważne - przerobiłem całą
    znaną nam strzałkę w dół - prócz chorób psychicznych i somatycznych) cóz to
    okazało się moim dnem :(, wcześniej (skąd ja to znam) stały tekst wy tu
    możecie sobie gadać a ja wiem że radę sobie sam dam i już
    pozdr...

  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 05:31
    Zauważyłem wśród "absolwentów"skoczowskich duży sentyment do tego miejsca.W
    grudniu mają być tam organizowane tygodniowe warsztaty ,zrozumiałem,że dla
    uczestniczących w terapiach pogłębionych.Szokuje też odpłatność za nie: 5zł za
    wyżywienie,noclegi darmowe.A mówią,że nie dba się o alkoholików:)Będę się
    zastanawiał nad tym.Teraz Letek dokształcasz się na Korczaka czy innej poradni?
    Pozdr.
  • natasza33 19.11.03, 20:26
    ja tylko tak sobie tu przycupne na chwilke
    lada dzien minie pol roku
    odkad "ja sama"
    chociaz tak naprawde nie sama bo z tym forum, z wami
    dziekuje wam wszystkim
    i tym ktorzy nt wiedza juz wszystko
    i pomogli mi zdac sobie sprawe z wagi problemu
    /trafilam na to forum bo chcialam rzucic palenie ale nigdy wczesniej nie
    pomyslalam ze to nie jest moj najwiekszy problem, tak skutecznie chyba dzialal
    u mnie system zaprzeczen/
    i tym ktorzy tak jak ja... sami probuja i wierza ze obejdzie sie bez AA
    ja nadal w to wierze
    chociaz nie codziennie jest latwo
    tak jak mi dzisiaj, taki jakis nudny wieczor,troche problemow
    a tam w kuchni w lodowce...
    i w szafce obok kuchenki...
    i w barku roznosci
    duzo sie tego nazbieralo przez pol roku
    ale niech sobie stoi
    poczytalam to i owo
    bardzo skuteczne te meetingi tutaj
    i w dodatku naprawde anonimowe
    moze ktos napisze szerzej o tych miodowych i murach
    zawsze to lepiej wiedziec czego sie spodziewac
    moze ten moj dzisiejszy nastroj to zapowiedz czegos niedobrego
    ciekawe co by mi powiedzieli gdybym teraz stawila sie w jakims niewirtualnym AA?


  • 4friday 19.11.03, 21:11
    Nataszo, jesli mozna - nie mysl tak. Ten nastroj. Ten nastroj moze wynikac z
    tysiaca roznych drobiazgow, moze to sie Tobie nawarstwialo w czasie,
    niezauwazalnie. A moze to ta pora roku, pogoda. Ty "sama", ja tez "sama". Nie
    udaje przed soba, ze nie bylo problemu, ale staram sie, bardzo sie staram, nie
    myslec o tym. Izoluje sie od takich "nastrojowych" mysli. Bo jestem pewna, ze
    TEN robak - gdzies-tam sobie drzemie i czeka. Wlasnie na taki moment - "jestem
    zmeczona", "mam dosc" lub po prostu "smutno mi". Nie zycze sobie, zeby mi
    kiedykolwiek wylazl. wiem, taka postawa moze jest dziecinna. Ale mysle, ze na
    tyle nie bylam daleko w tej mojej/naszej "podrozy donikad", ze nie bede musiala
    bac sie robala do konca dni swoich. Czego i Tobie zycze! Odetchnij troche,
    usmiechnij sie, pozdrawiam cieplo.
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 21:29
    Na niewirtualnym mitingu napewno by się ucieszyli.Cieszę się również teraz ja
    że sobie jako tako radzisz.Te zawartości lodówek,barku to jednak straszny
    błąd,wbrew wszelkim zasadom-igranie z ogniem.To tak jakby golonko przed psią
    budą leżało.A wydaje się to jedną z najprostszych rzeczy do zrobienia-nie
    trzymać alkoholu w domu.Bo zdarzyć się może taka chwila,taki dołek,że
    poczujesz,że musisz się napić.I im dalej ta butelka będzie tym więcej minut
    będzie na zastanowienie,na poradzenie sobie z głodem.A ubranie się,wyjście z
    domu,przejście kilkuset metrów na stację benzynową-już daje tą szansę.Głód
    alkoholowy najsilniejszy jest w pierwszych minutach,przetrzymamy je
    zelżeje.Trzymaj się.
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.03, 22:23
    To jeszcze raz ja-sięgnąlem do swojej czarnej teczki,która tak na wszelki
    wypadek lezy zawsze w pobliżu ,znalazłem taką kartkę z planem awaryjnym,ktory
    każdy alkoholik powinien miec opracowany .Zacytuję,jeśli pozwolisz;
    1Natychmiast usuń z otoczenia cały alkohol lub ty się usuń jak najdalej
    2Nie wahaj się-zrób to JUŻ
    3Zrób dla siebie coś dobrego
    4Znajdź się jak najszybciej między trzeźwymi ludźmi
    5Opowiedz lub opiszto,co czujesz
    6Zwróć się do kogoś(poproś o pomoc,zapytaj co robić)
    Parę tych punktów jakby zrealizowałaś.
  • semi_x 19.11.03, 23:03
    Witaj:-); hmm...myslę, że te nasze niezdrowe "ciągotki" to jednak wina pogody.
    Letek ma rację, kiedy słońce świeci radośniej patrzymy na świat. Mnie też od
    kilku dni bardzo kusi wypicie czegokolwiek. Wiem, że to bez sensu ale dzisiaj
    to w zasadzie już od południa myślałam żeby coś kupić. Nie kupiłam ale w dużej
    mierze jest to zasługa mojego fatalnego samopoczucia. Ja też wierzę, że musi mi
    się udać; podkreślam musi:-) tu ukłon w stronę Letka :-) ale jak zapanować nad
    myślami ?, nad wyobrażeniem smaku? nad zaglądaniem do lodówki i myślami...wypić
    nie wypić. Przeczytałam punkty jakie podesłał hepik, przy okazji wielkie dzięki
    dla Ciebie hepiku:-). Ale co mam powiedzieć mężowi, który kupił sobie puszkę
    piwa bodajże w piątek a ona dalej stoi. Dzisiaj specjalnie zrobiłam pizze, aby
    tylko go namówić na wypicie. Niestety nic z tego a wszystkie rozmowy kończą się
    zdaniem; przecież nie jesteś alkoholiczką więc nie trzeba chować przed tobą
    butelek. Natasza.....skoro ja jakoś wytrzymałam to i Ty musisz, ot chociażby z
    czystej solidarności kobiecej :-)))) pozdrawiam cieplutko i życzę wszystkim
    miłego wieczoru/semi
  • hepik1 20.11.03, 05:49
    Ja bym męża zrozumiał.Gdyby przyznał,że Ty "jesteś"to samo by musiał zrobić w
    stosunku do siebie a przynajmniej,że taki problem istnieje..A tego unikać
    będzie jak diabeł święconej wody.I jeśli nie przeszkadza mu Twoje nadużywanie
    to trudno,żeby przeszkadzało mu jego.A puszka piwa może jest taką małą
    prowokacją aby wszystko wróciło do starych wygodnych dobrych czasów?Sytuacja
    może trochę inna ale tak mi się nasunęło-ja też,najpierw proponowałem żonie
    piwo,kupowałem powiedzmy 10,z tego ona wypijała połowę butelki a ja pozostałe
    dziewięć i pół.Ale byłem usprawiedliwiony-to przecież ona miała ochotę.
    A nawroty choroby będą zawsze-czy to w wyniku pogody,stresu,kłopotów w życiu-
    wraz z ubiegiem czasu napewno rzadsze ale zdarzają się i wieloletnim
    abstynentom.Ważne jest by ten stan rozpoznać i rozładować w taki sposób ,by nie
    sięgnąć po ten pierwszy kieliszek.
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • hepik1 20.11.03, 07:17
    "Boże,użycz mi pogody ducha,
    abym godził z tym,czego nie mogę zmienić,
    odwagi,abym zmieniał to,co mogę zmienić,
    i mądrości,abym odróżnił jedno od drugiego"
    to dla jasności by zrozumieć częste życzenia letka.
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • letek17 20.11.03, 13:22
    Nataszo, najprawdopodobniej ktoś by Cię przytulił i powiedział „ Jak dobrze, że
    jesteś”. Ja mogę Ci to tylko napisać. Na początku zapytaliby może się czy
    alkohol stanowi problem w Twoim życiu i czy chcesz przestać pić. W przerwie
    ktoś dałby Ci adresy innych grup i tekst modlitwy o Pogodę Ducha. Może zapytał
    czy masz jakieś pytania. A – na grupach AA na które chodzę dostałabyś z okazji
    6 m.-cy abstynencji książeczkę z pięknymi tekstami i podpisami wszystkich
    obecnych na mityngu.
    Ucieszył mnie Twój post i te następne także. Mam chwile czasu w swoich
    obowiązkach gosposia domowego wiec podzielę się myślami.
    Zastanawiam się skąd się bierze ta obawa przed AA. Może w takich głęboko
    schowanych myślach,: może nie jestem alkoholikiem, może będę potrafił/a pić
    kontrolowanie i czerpać z alkoholu moc i nie ponieść tego kosztów.
    Jestem daleki od stawiania diagnoz, ale cieszy mnie to, że autorzy i autorki
    ich jednak coś robią, nie same tylko przynajmniej z nami. Nasze forum też
    czasem przypomina mi mityng a bardziej taką grupę terapeutyczna. Dzielimy się
    radościami, smutkami, doświadczeniami. Może częściej tu padają rady i oceny.
    Moja ukochana i nie uzależniona żona bardzo lubi chodzić na mityngi otwarte, a
    zwłaszcza rocznicowe. Mówi, że czerpie tam moc, ja ją nazywam Pogodą Ducha.
    Dzięki hepiku za nadrobienie mojego niedbalstwa. Operuję pojęciami z gatunku „
    nie ogólnodostępnych” i dobrze, że przytoczyłeś tekst modlitwy. Masz rację, że
    coś niewidzialnego mnie łączy z odwykiem w Skoczowie, tam dostałem szansę na
    wolność. Ja mogę pić, ja mogę się zapić ale ja nie chcę. Mam wybór, jestem
    wolnym człowiekiem jak długo – nie wiem, robię wszystko by być nim jak
    najdłużej. Na Korczaka też byłem, tam też się dzieją cuda – nałogi zdrowieją –
    ale dla mnie to trochę za daleko.
    Zastanawia mnie koncentracja postów wokół problemu jak nie pić - ja tępić
    myśli, odganiać chęci – jak walczyć. A może czas na zadanie sobie pytań – nie
    piję i co dalej, jak żyć bez „wspomagaczy”, do czego mi był lub jest potrzebny
    alkohol ??????????. Na te pytania trzeba zacząć „sobie s a m e m u” odpowiadać
    bo inaczej przestanie picia jest bez sensu.
    Przerąbałem już te „kilka słów” więc czym dla mnie jest Pogoda Ducha napiszę
    później , teraz niech tymszasem zostanie ona z Wami. Letek
  • hepik1 22.11.03, 08:19
    Natasza-przeszedł kryzys?Lepiej?
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • hepik1 24.11.03, 11:04
    Rodacy w pracy-dla mnie sezon martwy raczej.To sobie przeczytałem wątek,od
    dechy do dechy.Byłem wczoraj na mitingu,jak zresztą w każdą niedzielę.A,że
    dramatycznie było-młoda dziewczyna po wielu przeżyciach,po sporym okresie
    abstynencji,ale i zaniedbywaniu uczestnictwa w AA jeszcze raz próbowała
    sprawdzić czy już może jest zdrowa.Utkwiły mi słowa"Zanim sięgnęłam po
    kieliszek ,myślałam że będzie pięknie i wspaniale.Ale nie było.Ani pięknie ,ani
    wspaniale"Optymistyczne było jednak w tym to,że już następnego dnia po zapiciu
    trafiła z powrotem na miting.Na tym to polega-że ma się gdzie wrócić nawet po
    wpadce.I jeszcze taki cytat,bo i do literatury sięgnąłem:"Większość z nas nie
    chce się przyznać do alkoholizmu.Nikt nie lubi myśleć,że fizycznie i umysłowo
    różni się od innych.Nic dziwnego zatem,że nasze pijackie kariery charakteryzują
    się niezliczonymi próbami dowiedzenia tego,że potrafimy pić jak
    inni.Towarzysząca nam uparta myśl,że jakoś,kiedyś będziemy w stanie jednak
    kontrolować picie alkoholu jest czymś w rodzaju manii każdego alkoholika.Upór,z
    jakim podtrzymujemy w sobie tę myśl jest zadziwiający."
    --
    " Najtrudniej nauczyć się tego,że nawet głupcy mają czasami rację "
  • letek17 26.11.03, 17:36
    Przestraszyłem się ostatnio samego siebie - cieszę się jak zobaczę na mityngach
    nowe osoby, "jeszcze cierpiące" lub tych, którzy mysleli, ze jednak można drogę
    do uzależnienia jeszcze raz zaczynać od początku. To dla mnie dowód, że tak
    niewiele mnie dzieli od jego zmartwień - jeden kieliszek i bodziec by wierzyć a
    nie wiedzieć, że nie ma powrotu do picia kontrolowanego. Ja jestem przekonany,
    że istnieje coś takiego jak nałogowa dusza. Wiem, ż ją mam i dlatego jestem
    stałym bywalcem internetowych stron dot. alkoholizmu, mityngów i terapii by o
    tym nie zapomnieć. I tylko gdzieś tak nieśmiało skrada sie po zakamarkach
    umysłu taka myśl, a czy to nie aby nowe uzależnienie ( od terapii,
    trzeżwiejacych nałogów, forów ) brrrryyyyy.
    Chciało by się wezwać do raporu nieobecnych - juz tydzień minął od ostatnich
    postów - ale czy to znów nie manipulacja w czym kiedyś byłem dobry?
    Hej. NiechPogoda Ducha będzie z Wami. Letek
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.11.03, 20:40
    Tak ,jesteśmy ciekawi.Pytanie tylko po co?I co nam to da,gdy się dowiemy.Na tak
    lub na nie.Życzmy im najlepiej.Tylko co dla nich jest tym "najlepiej"?
  • semi_x 29.11.03, 08:40
    ..."Tak ,jesteśmy ciekawi.Pytanie tylko po co?I co nam to da,gdy się dowiemy.Na
    tak lub na nie"...pozwoliłam sobie na cytat hepiku, ale tylko dlatego, żeby
    pokazać ...jak bardzo obchodzą nas problemy innych. Czytałam wczoraj na onecie
    artykuł dotyczący samobójstw wśród dzieci i nastolatków. Szczególnie utkwiły mi
    w pamięci słowa jednej z matek, skierowane do przyjaciółki swojej córki..."jak
    mogłaś ją samą zostawić...jak mogłaś..."...Dziewczyna nie żyje a może udałoby
    sie jej pomóc.
    Pozdrawiam i życzę miłych następnych dni/semi


  • letek17 29.11.03, 14:04
    Dobrze, że jesteś tu. Ja czytałem w "Charakterach" - papierowych artykół o
    wdzięczności, tam z kolei był postawiony problem odbioru pomocy innych. U osób,
    którym staramy sie czasem pomóc wywołuje to nieraz reakcje nie takie jakich
    oczekujemy. Złośc, gniew, poczucie "tłamszenia". Wiele razy spotkałem się z e
    stwierdzeniem "to nie twoja sprawa". Wiem po sobie, ze troska mojego lekarza
    wywoływała we mnie poczucie wstydu, czułem się urażony, że nie wierzy w to, że
    ja mogę, najlepiej się czułem z łbem w piasku lub różowym obłoku, on mi to
    burzył. Dziś wiem, że piszę to bo On kiedyś stanął nojej drodze - albo moja
    Siła Wyższa Go tam postawiła. Mogłoby już mnie nie być. Dlatego mam bardzo
    często świadomość, że choćbym wyszedł i stanął obok siebie to jak nie wzbudzę w
    drugim człowieku rezonansu to i tak mu nie pomogę, ale i mam świadomość, ze
    moze trzeba zmienić trochę częstotliwość a nuz sie trafi. Dlatego raz na
    tydzień starałem się pilnować by wątek nie spadł. Dzięki za pozdrowienia i
    zyczenia, najgorsze, że mam świadomość że będę się czuł szczęśliwy na ile
    postanowię. A z tym to sama wiesz jak jest trudno. Dobrze, że jest ten wątek i
    inne, mam zawsze świadomość, że nie jestem sam.
  • semi_x 29.11.03, 15:07
    mądry z Ciebie mężczyzna Letku... dziękuję :-)))

    pewnie to nikogo nie obchodzi ale nie piję..hmm..poza kieliszkiem koniaku na
    imieninach mojego taty i nie jest to bynajmniej powrót to tzw. "kontrlowanego
    picia"; zbyt kiepsko się czuję żeby znowu ryzykować. Letek, czy jesteś mi w
    stanie napisać jakie robiłeś badania żeby określić stan spustoszenia
    swego "środka" :-) po alkoholu. Tylko proszę, nie pisz ..powinnaś iść do
    lekarza, dobrze? :-))


    Pozdrawiam serdecznie/semi


    ps. Jeżeli uznasz, że nie jest to odpowiedź na forum, to...znasz mój adres
    e'maila
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.11.03, 18:54
    Nie wiem czy ja żle zostałem zrozumiany albo to ja nierozumiem.Jest to możliwe-
    bo trochę za dużo czasu przy pudle spędziłem.Cel jednak jagby
    osiągnięty.Przynajmniej w 50%Pozdr.
  • letek17 29.11.03, 23:09
    O ile połapałem sie w tej technice to masz wiadomość. Jak nie to opiszę
    historię choroby na forum, ale to nie wszystkich moze interesować.
    Dzięki za dobre slowo na początku. Może jest w tym coś bo jestem tu i teraz.
    Przy okazji Andrzejek zyczę wszystkim pomyślnych i wspaniałych wróżb oraz tego
    by się spełniły. Letek
  • semi_x 01.12.03, 10:51
    Dziękuję za wiadomość, technika w tym przypadku okazała się przyjazną:-))).
    Muszę jednak w domu na spokojnie wszystko przeczytać, godziny pracy nie są
    najlepszym miejscem na zastanawianie się, tym bardziej, że nie są to błahe
    problemy.

    Pozdrawiam cieplutko i życzę miłego dnia :-)/semi
  • hepik1 28.12.03, 22:21
    Przez całe życie ,od urodzenia wpajają nam,że mamy być
    silni,niezależni,powiniśmy kontrolować wszystko co wokól nas się
    dzieje.Uczono,że zaletą jest posiadanie silnej woli.Nie wolno nam ujawniać
    swoich uczuć,mamy mieć nad nimi pełną kontrolę.Nie wolno nam też pokazać swoich
    słabości.mamy się kierować rozumem.Powinniśmy mieć cel zewnętrzny,żyć dla
    kogoś,dla jakiegoś celu.Powinniśmy planować,przewidywać,troszczyć się o
    przyszłość.
    I takie postępowanie "zaowocowało" moim alkoholizmem.
    Wyjście z nałogu wymaga postępowania dokładnie odwrotnego.Władza i dążenie do
    kontroli to tylko budzenie złych emocji.Silna wola jest wadą,okazywanie
    uczuć,przeżywanie ,odsłanianie słabości,kierowanie się nie rozumem ale głosem
    sumienia i intuicji pozwala osiągnąć spokój.Rozum może oszukać,sumienie
    nigdy.Powiniśmy żyć dla siebie bo warto.Mamy życ tylko dniem dzisiejszym,nie
    zamartwiać się przyszłością.Ważne by nie zapić dzisiaj,bo gdy tak się stanie
    dalsze plany i tak legną w gruzach.I tego można nauczyć korzystając z terapii.
    -Alkoholizm to wirus,bardzo odporny wirus,który pasożytuje na naszych emocjach
    i naszej nieuczciwości.
    Pogodzenie się z faktem,że wobec alkoholu jesteśmy bezsilni i nie jesteśmy w
    stanie kierować swoim życiem tylko na początku wydaje sie bezsensowne.Jeśli nie
    potrafimy tego zrozumiec ,przyjmijmy jako dogmat.Bo bez tego nie da sie
    rozpocząć trzeżwego życia,procesu zdrowienia.Wyleczyć alkoholizmu się nie da
    ale wyzdrowieć można.Bez tego zawsze będziemy ponawiac próby picia
    kontrolowanego,którego umiejętność alkoholik już nigdy nie osiągnie.
    Raz lepiej,raz gorzej mnie się udaje od 11 miesięcy.
    -
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • Gość: jaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 06:41
    Podbijam wątek - zasługuje on na to.
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 20:14
    Może machnąć ręka na parę złotych wydanych na zabawę Sylwestrową?Zostać w domu?
    Nie napić się?Nie upić?Będzie dobrze?Godzinę albo i sześć?A jutro? A potem?
  • Gość: jaga IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 21:10
    Będzie dobrze nie tylko godzinę, sześć ale i jutro a potem? - będzie lepiej
    i jeszcze lepiej byle tylko nie napić się, nie upić... Nowy Rok, nowe szanse,
    nowe nadzieje... Dosiego Roku 2004 !!!
  • semi_x 01.01.04, 12:28
    przetrwałam :-), lampka szampana i hektolitry wody mineralnej tyle zaliczyłam,
    jest to zasługa dobrej muzyki, która nie pozwalała siedzieć przy stole i
    słów..."uważaj na siebie", może jednak nie będzie tak źle?,ale na ten rok
    żadnych postanowień tylko prośba do dobrych duszków o opiekę.

    pozdrawiam wszystkich cieplutko i dużo dobrego w Nowym Roku życzę/semi
  • hepik1 01.01.04, 12:35
    Tys piyknie.A same postanowienia o kant...rozbić. Na duszki raczej też za
    bardzo bym nie liczył,nie w ich mocy takie sprawy.Ale cały rok przed nami
    semi_x.
    --
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • letek17 01.01.04, 15:03
    Dziś usłyszałem stwierdzenie, że rozpoczynający się rok można porównać do
    rozpoczęcia wyprawy - jedni z niej nie wrócą, inni znajdą bogactwa, inni
    zakończą ja nie tam gdzie planowali, ale nie mamy innego wyjścia - musimy
    wyruszyć. Dlatego jest dobrze znależć zaufanych przewodników,a najważniejsze
    zaufać swojej Sile Wyższej. Bez jej zgody na nic plany. Co do duszków Ona
    czasem przemawia za pomocą duszków, ludzi, znaków. Trzeba chcieć czasem
    posłuchać. Dziś wszyscy zaczynamy nową wyprawę, mam nadzieję że będzie nam dane
    zacząć jeszcze następne. Powodzenia i Pogody Ducha na cały ten rok. Letek
  • hepik1 03.01.04, 10:32
    Szczera i głęboka chęć niepicia niczego niestety nie gwarantuje.Przez
    dwadzieścia parę lat na wszystkie stresy ,uczucie
    złości,nudę,depresję,samotność ,na to,że inni mnie nie rozumieją było jedno
    skuteczne lekarstwo-alkohol.Każdy przykre moje emocje ale i również te
    pozytywne były zapijane.Trzeba coś oblać albo na smutki najlepszy kieliszek
    wódki.Po zaprzestaniu picia nasze emocje przecież się nie zmieniają.Nie stajemy
    się całkowicie kimś innym tylko dlatego,że rano nie wypijamy piwa a wciągu
    dnia z dwie setki wódki.Świat ciągle ten sam- a dyskomfort i napięcie staje się
    nie do wytrzymania-sięgamy wtedy po to co nam zawsze pomagało-alkohol.
    Aby zastąpić jedyne znane nam lekarstwo innym-konieczna się wydaje terapia i
    mitingi AA.Mnie to pomogło.
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • Gość: ptyś IP: *.chello.pl 04.01.04, 21:55
    Witaj Letek 17,

    Pieknie to ująłeś. Bardzo mi się podoba. Postaram się zapamiętać.

    Z Bogiem

    ptyś
  • semi_x 10.01.04, 22:49
    chyba to tydzień przemyśleń...
    wydawało mi się, że nikt nie cierpi na moim piciu...
    w szkole jest teraz okres wystawiania ocen na semestr zimowy, rozmawiam z
    moim synem jakie to oceny mieć będzie, przekonana że niżej niż 4-5 nie dostał
    a jednak z matmy 3, z ang. 3, pytam dlaczego? i słysżę - mamo, w szkole pani za
    szybko tłumaczy a ty wieczorami byłaś "zmęczona" i nie miał kto mi pomóc;
    czyli jednak komuś zrobiłam krzywdę......

    gdzieś tam w Polsce na parkingu przy dworcu kolejowym zobaczyłam mężczyznę ot,
    młody przystojny chłopak wysiadł? z samochodu, niby nic nadzwyczajnego ale ten
    człowiek poruszał się na wózku, nogi miał spięte pasami , a jednak miał na tyle
    silnej woli, że w takim stanie nauczył się prowadzić samochod, ile wysiłku
    musiało kosztować go przemieszczenie się z wózka do samochodu a później
    wciągniecie całego sprzętu do środku, tak pomyslałam...czy nie prościej by mu
    było pić i użalać się nad sobą, nie wychodzić z domu, liczyc na pomoc
    innych...dlaczego mnie brakuje takiej siły?

    pozdrawiam wszystkich/semi


  • 4friday 10.01.04, 23:17
    Kilka moich slow to niewiele. I nie tak, na forum otwartym. Dobrze?
    Nie moge sie dostac na Twoj numer GG, ale - to juz wszyscy wiedza, ze nie mam
    latwego "dojscia" do netu... Semi, jesli dzis mi sie nie uda dojsc do GG, /bo
    mam takie techniczne "miny anty-czolgowe"/, to napisze Tobie do krzynki GW,
    jutro rankiem, dobrze? /Dobrze, i "dobrze"..!! Alez nudziara ze mnie!/.
  • semi_x 10.01.04, 23:49
    Witaj :-)
    dzisiaj rzeczywiście NET chodza swoją własną drogą, ja też chyba już trzeci raz
    loguję się i usiłuję cos poczytać, posiedzę jeszcze chwilkę na dostępnym więc
    jeżeli jesteś to podeslij kopertkę lub na pocztę Twój nr GG.

    pozdrawiam serdecznie/semi

  • letek17 10.01.04, 23:59
    dobrze, że tu jesteś, sama widzisz, że nie wszystko jest tak jak Ci się wydaje,
    to dobrze, a skąd wziąść siły ?. Chyba już to tu było napisane. Mogę Ci jeszcze
    raz powtórzyć. Ten chłopak zaakceptował swój stan, przestał wierzyć, że jak sie
    weźmie za siebie i dołoży starań, i....... to odrosną mu nogi. Łatwiej przyjąć
    do wiadomości fakt, że się nie ma nóg niż to, że się jest bezsilnym wobec
    alkoholu i nie kieruje swoim życiem. Pogody Ducha, tego najbardziej
    potrzebujesz. Letek.
  • Gość: hepik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.04, 12:56
    "...Podobnie jak uczestnicy,którzy mieli "podwyższone dno",również kobiety
    twierdziły,że są "inne" Kloszard z rynsztoka twierdził,że jest "inny" Za
    "innych" uważali się artyści i naukowcy,wszyscy, zarówno bogaci jak i
    biedni,pobożni i bezbożni,Indianie i Eskimosi,weterani wojenni i więźniowie.Dziś
    jednak wszyscy oni-trzeźwo mówią o tym,jak bardzo my,alkoholicy,stajemy się do
    siebie podobni,gdy wreszcie przyznajemy,że picie wystarczająco już dało nam się
    w znaki..."
  • semi_x 13.01.04, 00:13
    nie piszę...jestem "inna" od Was wszystkich, ja tylko nie daję sobie sama rady
    z tym wszystkim co wokół dzieje się
  • hepik1 13.01.04, 06:23
    "Dla tak zwanego"typowego alkoholika" cechą charakterystyczną jest
    narcystyczna,egocentryczna struktura osobowości zdominowna pzez poczucie
    wszechmocy oraz chęć utrzymania swej wewnętrznej integralności za każdą
    cenę.Alkoholik nie może ścierpieć podporządkowania innemu człowiekowi lub
    Bogu.On sam ,alkoholik,jest i musi pozostać panem swego przeznaczenia.Będzie
    zaciekle,do upadłego,walczyć aby ten stan zachować" AA
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 13.01.04, 06:32
    "...Alkoholik nie wyobraża sobie życia bez alkoholu.Pewnego dnia nie będzie
    umiał wyobrazić sobie życia ani z alkoholem,ani bez niego.Wtedy dopiero jak mało
    kto,pozna co to jest samotność.Wówczas uświadomi sobie,że znalazł się na skraju
    przepaści ..."
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • semi_x 13.01.04, 08:19
    hmm..a ja byłam pewna, że wszytkie te odczucia dzieją się za sprawą mej lwiej
    natury:-))), a tu masz!! wszystkiemu winne te procenty.


    pozdrawiam cieplutko i życzę wszystkim miłego dnia/semi
  • hepik1 13.01.04, 09:32
    "..Kłopot z nami ,alkoholikami,polegał na tym,że domagaliśmy się od świata,aby
    na zawołanie obdarzył nas szczęściem i spokojem,wtedy i dokładnie w takiej
    kolejności,w jakiej sobie tego życzyliśmy-i alkohol miał nam to zapewnić.Ale nie
    powiodło się nam."
    "Faktem jest,że większość alkoholików-z przyczyn dotąd nie poznanych-straciła
    możliwość wyboru w odniesieniu do alkoholu.Nasz tzw.siła woli przestała istnieć..."
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • letek17 13.01.04, 11:16
    Dobrze,że znowu jesteś i czytasz. Gdybym mógł Ci coś poradzić to radziłbym
    przeczytać ten wątek 3 razy dziennie. Do tego zdobyć gdzieś 5 kg wątpliości i
    watpić w swoje przekonania 9 razy dziennie. Takich leków dla duszy jak pokora,
    wiara i ufność raczej trudno samemu znaleźć. Są dawane prezez Siłę Wyższą. I
    można Ci zadać jeszcze jedno pytanie: co dziś zrobiłaś w kierunku swojego
    trzeźwienia? Letek
  • semi_x 13.01.04, 22:44
    trudno mi odpowiedzieć co akurat dzisiaj zrobiłam ...ale ostatnio staram się
    minimalizować skutki złych zdarzeń, myślę, że w jakimś stopniu w ostatnich
    kilkunastu dniach odzyskałam swój usmiechnięty "środek" :-))...aaa.....i
    wprowadzam nawyk sporządzania planu spraw do wykonania w następnym dniu,
    przynajmniej widzę, ze stare zaległe ubywają. Idąc za Twoją rada Letku
    przeczytałam wątek od deski do deski a i też "czytadełka" :-)) zostały wzięte
    pod uwagę...i muszę przyznać, iż obecnie pewne sugestie obecnie zupełnie
    inaczej odbieram. Chyba teraz jestem w stanie bardziej niż przedtem zastanowić
    się "na zimno" nad wszelkimi za i przeciw. Tak sobie myślę, że od momentu
    założenia przeze mnie wątku, kiedy to byłam w dosyć kiepskim stanie, to dopiero
    w czasie świąteczno-sylwestrowym dopadło mnie ponowne zwątpienie, które na
    szczęście od kilku dni zniknęło. Chyba pomógł mi mój ostatni wyjazd i
    przemyślenie problemów. Nie jest tego wszystkiego zbyt wiele ale proszę aby
    dobre duszki dalej podsyłały swoją energię:-).

    Pozdrawiam cieplutko wszystkich czytających/semi
  • hepik1 14.01.04, 02:42
    "Ludziom samowystarczalnym intelektualnie wielu Anonimowych Alkoholików może
    powiedzieć"Nie różnilimy się od was niczym.Też byliśmy o wiele za mądrzy ,niż
    potrzeba dla własnego dobra...w głebi duszy wierzyliśmy ,że dzięki wybitnej
    inteligencji górujemy nad szarą masą"
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 14.01.04, 02:49
    "Kto z nas pragnie być absolutnie szczery i absolutnie tolerancyjny?Kto zechce
    wyznać swoje wady i zadośuczynić krzywdy wyrządzone innym?Kto zechce zawracać
    sobie głowę Silą Wyższą,a tym bardziej pamiętać o potrzebie medytacji i
    modlitwy?Kto będzie chciał poświęcać czas i energie na niesienie posłania AA?Nie
    łudźmy się,żadny przeciętny alkoholik,bezgranicznie zapatrzony w siebie nie
    podda się takim rygorom dopóki nie uzna,że musi się im poddać,by ratować własne
    życie"
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 14.01.04, 03:15
    "Czytadełka" semi może są na "zaś"Czyli po toby gdy wrócisz do tego wątku za
    czas jakiś,będziesz mogła powiedzieć,że pewne sugestie w nich zawarte zostały
    wzięte pod uwagę i są zupełnie inaczej odbierane.
    Jednym z zaleceń terapeutów jest czytanie literatury Aa owskiej.Ja dopiero
    praktycznie pod koniec pierwszego roku zacząłem do niej sięgać.Wcześniej
    uważałem ją za za bardzo nawiedzoną,a język za za bardzo archaiczny,co
    przeszkadzało mi osobiście.Przeszkadzało mi też słowo Bóg bardzo często się tam
    przewijające.I dopiero od pewnego czasu przestaje mnie to razić.Czyli sprawdza
    się moja teoria -nic na siłę,na wszystko przyjdzie czas.I to pisanie, tak jak
    kiedyś nie posiłkując się gotową literatura,choć kierowane do konkretnych osób
    było pisaniem dla siebie samego,tak i teraz jest to przede wszystkim dla
    mnie.Jeśli i Ty się zmusisz do przeczytania jakiegoś fragmentu wtedy zysk mamy
    podwójny.
    Ja myślę ,Semi,że jeśli możesz wracać do samych początków wątku,czytać to co
    sama napisałaś,nie wstydząc się i mówiąc ale ja byłam głupia,kiedy to pisałam to
    dobrze.To naprawdę dobrze rokuje na przyszłość.Już kiedyś napisałem,że ten wątek
    jest jednym z najlepszych.I sam go już kilkakrotnie czytałem.Bo i ja się tam z
    swymi wątpliwościami,myśleniem sprzed iluś tam miesięcy czy lat odnajduję.
    I jest ciekawy jeszcze z innego punktu-trzech kobiet,które przyznały ,że mają
    problem z alkoholem-i to co się stało albo nie stało a się dzieje teraz.Jesteś
    Ty,jest Bella i gdzieś jest tam to_ja.Sam jestem ciekaw ja k jej się udało
    metodą "Ja sama" Może kiedyś sama o tym napisze,podzieli się swoim
    sukcesem?Pozdrawiam.

    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • letek17 14.01.04, 12:27
    Hepik tak pieknie dobiera wycinki z literatury AA, też bym tak chciał. Mój brak
    pokory albo lenistwo każą radzić, oceniać, informować wprost. Czuję zadowolenie
    z ostatniego postu, jednocześnie czuję obawę i niedosyt. Gdyby oceniś nakład
    kosztu włożonego przez paru nałogów i nie tylko w uzyskanie tak niewielkiego
    wyłomu w Twojej skorupie systemu iluzji i zaprzeczeń nikt by nas nie zatrudnił
    w charakterze terapeutów a może nawet robotników budowlanych. Ale dobrze, że
    ten wyłom jakiś poowstał, teraz może będzie łatwiej - stąd zadowolenie.
    Trzeźwienie jest porównywane do wchodzenia po ruchomych schodach jadących w
    dół. Staniesz na chwile i już jesteś znacznie , znacznie niżej. Czy masz tego
    pełną świadomość - nie wiem. Miło mi, że cieszysz się z duszków, tylko one też
    będą cię straszyć - " Semi_x, co dziś zrobiłaś w zakresie trzeźwienia?????".
    Taka ich uroda. Trzeźwienie to proces nie odnowy, a przebudowy swoich wartości,
    ocen, celów. Pięknie, że czujesz już tego potrzebe. To niezwykle ważne. Do
    tego potrzebujesz koncepcji, planu i narzędzi. Przebudowa może trwać długo,
    kosztuje dużo i wymaga nadzoru. Zadanie do przemyślenia na dziś ( i chyba nie
    tylko ) - czy dysponujesz tymi elementami? Mam nadzieję, że zechcesz się nimi
    podzielić.
    Swoją drogą poczttałem też ten wątek - może nie od deski do deski i zapisałem
    by został w szufldzie. Coś tu się podziało. A to opowieść z innego wątku, która
    mnie skłania do reflekcji od wczoraj.
    Pewien mezczyzna wyszedl na brzeg oceanu i zobaczyl, ze przyplyw wyrzucil na
    piasek tysiace meduz,ktore teraz schna w promieniach slonca i gina. W oddali
    dostrzegl starego czlowieka, ktory szedl plaza, schylal sie, podnosil meduzy i
    wrzucal je do wody. Podszedl do niego i zapytal:
    -"Po co marnujesz czas? Jest ich tak wiele,ze nawet jesli uratujesz kilka, twoj
    wysilek nie ma zadnego znaczenia"
    Stary czlowiek wzial trzy meduzy i wrzucil je, jedna po drugiej ,z powrotem do
    morza. -" No coz - powiedzial- te trzy dzisiaj nie umra.Dla nich to ma
    znaczenie". Pogody ducha . Letek
  • bella15 19.01.04, 02:32
    Może moja bezsenność nie jest taka bezsensowna i ma czemuś służyć?
    Np.nocnemu,spokojnemu poczytaniu co też ja pisałam te 3 miesiące
    temu,zastanowieniu się i zweryfikowaniu jak mi idzie'samej'?
    Bo 'jakos' mi idzie,ale ciężko psychicznie,ostatnio.
    To idę na początek lektury.
    pozdrawiam
  • letek17 19.01.04, 08:55
    Nic co dobre, piękne, trwałe łatwo nie przychodzi. Żeby się cieszyć z dobrych
    dni muszę przeżywać złe. Może zgoda na te złe stany emocjonalne pozwala mieć
    więcej dobtych? Warto czytać ten wątek, a jeszcze jedno - zobaczysz, że nie
    byłaś sama. Przypomniała mi się pewne zdanie, którym przedsatawialo się wiele
    koleżanek z terapii " mam na imię ..... jestem alkoholiczką i s a m a
    odpowiadam za swoje trzeźwienie. Tyle mioich impresji, życzę Wszystkim miłego
    dnia, u mnie słońce świeci i Pogody Ducha. Letek
  • semi_x 19.01.04, 17:08
    Bellu, Letek ma całkowitą rację; nie byłaś ale i teraz nie jesteś sama; i to
    jest najważniejsze. Popatrz na mnie. Gdybym wtedy nie napisała pierwszego
    postu, gdyby nikt nie zainteresował się co też jakaś semi pisze, gdyby przez te
    wszystkie ostatnie miesiące "dobre duszki" nie myślały o mnie i w pewnym
    sensie nie zmuszały do myślenia, to pewnie do dnia dzisiejszego nie
    zastanawiałbym się aż tyle nad sobą, a w konsekwencji pewnie nie próbowałabym
    niczego zmienić. Bo przecież jakoś funkcjonowałam, a że raz lepiej a raz
    gorzej...Mnie też dopadają złe myśli, ostatnio prawie co noc mam sny, w których
    pojawia się alkohol, jeszcze kilkanaście dni temu nie widziałam żadnego sensu w
    szarpaniu się ze wszystkimi kłopotami...wszystko było na "nie" ...ale przecież
    musi być dobrze, prawda?

    Pozdrawiam Ciebie serdecznie i podsyłam całą miarkę optymizmu :-)/semi
  • bella15 19.01.04, 18:43
    Semi, wiem,że nie jestem sama i nie byłam i za to jestem wdzięczna wszystkim)))
    Świadomość wspólnego wspierania się tutaj i bycia razem w dobrych i złych
    dniach tym bardziej trzyma mnie w przekonaniu,że warto iść obraną drogą.
    Cóż,że ciężko,widocznie tak musi czasami być.To dobry moment,żeby przystanąć i
    przypomnieć sobie,jak jest-jak jest dobrze))) i co zrobić,żeby znowu tak było.
    Ewentualnie popracować nad sobą,żeby zminimalizować kolejne niedobre
    dni,które jeszcze nie raz przyjdą, a nie dać się im pochłonąć w poczuciu
    beznadziei.
    Cieszę się,że trochę już mi się udało zmienić w życiu,ale wiem(?) ile jeszcze
    przede mną....oj..dużo pracy,dużo..I jeżeli mogę powiedzieć,że wiem ile,to
    tylko dzięki tym"duszkom". Duszki wiedzą))))
    A jaka moja refleksja po przeczytaniu 'kilku słów'?Więcej pokory belka.
    Pozdrawiam ))))) I dziękuję.
  • hepik1 19.01.04, 19:38
    "...w samotnych rozmyślaniach możemy ulec tendencji do samousprawiedliwiania się
    i poboznych życzeń.Rozmowa z drugim człowiekiem ma tą zaletę,że możemy usłyszeć
    bezposrednio od niego uwagi na temat naszej sytuacji..."
    Dwanaście kroków i dwanaście tradycji
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 19.01.04, 19:43
    "Dopóki...nie usiądziemy do rozmowy i nie usłyszymy własnego głosu mówiącego
    głośno i wyraźnie o sprawach dlugo ukrywanych,nasza gotowość do oczyszczenia
    własnego podwórka pozostanie teorią"
    --
    " Nie wolno tracić nadzieji dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 28.01.04, 05:37
    "Tylko bardzo nielicznym udało się odeprzeć tyrana ,którym jest alkohol, w
    samotnej walce.Statystyki dowodzą,że alkoholicy prawie nigdy nie wracają do
    zdrowia o własnych siłach"
    Dwanaście na dwanaście
    --
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
    alco
  • semi_x 28.01.04, 11:04
    Zacytuję Ciebie Hepiku, pozwolisz?? ..."Statystyki dowodzą,że alkoholicy
    PRAWIE !!! nigdy nie wracają do zdrowia o własnych siłach"... Chyba pocieszenia
    szukam dla siebie, bo pogoda ducha znowu poszła na nieplanowany urlop.


    miłego dnia życzę/semi
  • hepik1 28.01.04, 13:11
    W Totka też średnio raz w tygodniu ktoś trafia szóstkę.Wyślij kupon -może się uda.
    --
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
    alco
  • semi_x 28.01.04, 13:27
    ...
  • hepik1 28.01.04, 21:21
    "W naszym przekonaniu jakikolwiek program leczenia z alkoholizmu,który opiera
    się na izolowaniu alkoholika od pokusy z góry skazany jest na
    niepowodzenie.Fizyczna ucieczka od alkoholu może udać się na krótki czas,ale z
    reguły kończy się na fatalnym ciągiem picia.Próbowaliśmy i tej
    metody.Stwierdzamy,że próby dokonania czegoś co niewykonalne zawsze kończy się
    klęską.Wyzwolenie od alkoholu ,a nie ucieczka przed nim są naszą odpowiedzią"
    AA
    --
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
    alco
  • hepik1 29.01.04, 05:01
    Większość ludzi usiłuje żyć na własny rachunek,bez niczyjej pomocy. Chcemy być
    aktorem,reżyserem,oświetleniowcem i scenografem ale i resztą artystów.Gdyby
    tylko te wysiłki chciałyby zaowocować..Gdyby inni chcieli postępować według
    moich życzeń,widowisko byłoby wspaniałe.
    Cóż sie jednak dzieje?Przedstawienie nie toczy się dobrze.Przyznając,że być może
    jest w tym trochę mojej winy,nadal uważamy,że głowna wina leży po stronie
    innych.Kolejno rozwija się poczucie gniewu,potem złości i powstaje współczucie
    dla siebie samego.
    Czy nie jesteśmy ofiarą złudzeń,że moglibyśmy osiągnąć zadowolenie i
    szczęście,gdybyśmy tylko potrafili pokierować swoim otoczeniem?


    --
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
    alco
  • hepik1 03.02.04, 06:29
    "Nie można kogoś zmusić do picia wody,jeśli ten ktoś jeszcze woli piwo albo jest
    tak,że sam nie wie czego chce...
    Jeśli człowiek naprawdę chce się upić,to-o ile mi wiadomo-nie da się go od tego
    powstrzymać.Toteż zostawcie ich w spokoju i pozwólcie mu się upić>Ale zarazem
    nie odcinajcie mu dostępu do wody."
    --
    " Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"

  • hepik1 14.02.04, 18:54
    jesteśmy z tej samej bajki.Najpierw jedno, potem dwa ,potem 5, 6 dziennie w
    porywach osiem. I tak przez dwa lata , bez jednej przerwy. Najpierw w domu
    wieczorami. Potem jedno w pracy. A potem od rana do wieczora- przeciez ta ilość
    musi się jakoś rozłożyć w czasie. Od 2-ej w nocy bezsenność, ale jeszcze nie
    trzęsionka. O 6 rano "Boże, pomóż mi nie pić, bo umrę". Tylko jeszcze to jedno ,
    bo nie zmuszę się do tego, żeby iść do pracy, nie iść , a jechać - byłam tak
    słaba, że chyba bym nie doszła. Potem dwa i dwa papierosy, dopiero potem kawa.
    Największe nieszczęście - gdy nie mam nic schowanego "na rano." Największe
    szczęście - ja i puszka-sama!!! Po co mi inni?Wszędzie pochowane puszki, wynoszę
    hurtowo.Kołowrót, nakręcająca się maszyna.Dajcie mi wszyscy spokój, przecież nic
    złego nie robię. Ciężko pracuję, utrzymuję rodzinę, w domu porządek, gotuję
    obiady ( tylko sama ich nie jem- wystarczy mi piwo). . Powoli na daleki plan
    schodzi rodzina, dom ,jeszcze staram się pracować ale bez piwa już nie
    funkcjonuję. Żebyżyć,działąć muszę pić - inaczej umrę.Zmieniam sklep za sklepem,
    bo wstyd. Muszę z tym skończyć . Dwie stłuczki samochodem. Płacze corki, matki,
    codzienne awantury - znowu piłaś!!! Już nikt nie wierzy w jakieś urodziny,
    imieniny, zmyślone historie. Detox. Na oddziale ludzie z odwyku. Przecież w
    końcu po coś tam są , myślę sobie.Ostatnie wahania. Dwa miesiące zamkniętego
    odwyku - co z pracą.Przecież od pięciu lat nie miałam normalnego urlopu. Moja
    matka - jeżeli nic z tym nie zrobisz i tak w końcu ją stracisz.Lewe zwolnienie i
    Kolska.A najlepsze jest to, że poszłam na odwyk, żeby nauczyć się pić
    kontrolowanie - tak to sobie wyobrażałam- dobre, co? Nie piję od roku. Warto. To
    nieprawda, że nie krzywdzisz. Ja to zobaczyłam dopiero na Kolskiej.Moja córka
    powiedziała ostatnio, że przyśnił jej się horror- pijana mama. Życzę ci odwagi
    --
    "Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 16.02.04, 10:55
    "Niech Twoje zapicie zbytnio cię nie zniechęca.My,pijusy ,właściwie zawsze
    uczymy się na własnych błędach i cierpieniu.
    Twój pomysł by przenieśc się gdzie indziej,może jest dobry,a może
    nie.Niewykluczone,że utknąłeś w jakiejś trudnej sytuacji emocjonalnej lub
    ekonomicznej.Ale niewykluczone też ,że robisz po prostu to,co swego czasu
    robiliśmy my wszyscy-czyli uciekasz."

    Jak to widzi Bill
    --
    "Nie wolno tracić nadziei dopóki człowiek żyje z człowiekiem"
  • hepik1 17.02.04, 05:44
    "...Postanowił stać się uczciwy i zerwać z krętactwem.W tym celu będzie musiał
    się nauczyć mówić "nie".Przestać też ględzić,manipulować,zacierać granice między
    żartem a powagą.Będzie musiał popracować nad własnym poczuciem wartości,co moe
    pozwoli mu na nie odgrywanie ciągle pierwszych skrzypiec.A także zrobić coś z
    lękiem przed odrzuceniem i potrzebą akceptacji;to mu pomoże przezwyciężyć
    strach.W ogóle chciałby umieć otworzyć się uczuciowo,nauczyć się mówić co
    czuje,także gdy czuje złość.W ten sposób mógłby uniknąć wielu kłotni i
    gromadzonych w sobie urazów.Na koniec postanowił poradzić sobie z
    samotnością,pomyślał,że na początek moga wystarczyć nowi znajomi w AA..."

    Rehab W.Osiatyński
  • hepik1 18.02.04, 04:59
    "Czasem znajdujemy się w sytuacji,kiedy po serii odniesionych sukcesów czujemy
    sie tak nimi upojeni,że grozi nam pokusa zaborczości wobec nowicjuszy.Niekiedy
    próbujemy dawać im rady w sprawach,w których nie jesteśmy kompetetni albo do
    których w ogóle nie powinnismy sie wtrącać.Dziwi nas wtedy i boli zlekceważenie
    tych rad,albo komplikacje,do jakich doprowadziło ich przyjecię"

    Dwanaście na dwanaście

    "Należy postawić obok takiego człowieka wiadro wody,opowiedzieć mu o jej
    cudownym smaku i dobroczynnym działaniu,a nastepnie zostawić go w spokoju.
    ...Toteż zostawcie ich w spokoju i pozwólcie im się upić.Ale zarazem nie
    odcinajcie im też dostępu do wody"

    Jak to widzi Bill
  • jklepacz 18.02.04, 08:08
    naprawde warto poczytać...
    pozdr,
    --
    jareq
  • semi_x 19.02.04, 00:10
    Właściwy cytat, we właściwym czasie. Podziwiam hepiku Twoje wyczucie :-).

    Pozdrawiam wszystkich/semi
  • Gość: asmen IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.04, 00:23
    hepik chyba się doktoryzujesz w historii AA
    ale fajnie ze piszesz duzo tekstów ,to jest dobra lektura POLECAM innym do druku
  • hepik1 22.02.04, 09:03
    "Jako czynni alkoholicy utraciliśmy zdolność wyboru co do tego ,czy sie napijemy
    ,czy nie.Byliśmy ofiarami przymusu,który zdawał się nas skazywać na samozniszczenie.
    A jednak w końcu zdobyliśmy sie jednak na takie wybory,które pozwalaja nam
    zdrowieć.Uwierzyliśmy,że zdani tylko na siebie -jesteśmy bezsilni wobec
    alkoholu.Bo ta wiara to był nasz wybór,nasza decyzja i to niesłychanie trudna.
    Wybraliśmy "zdobycie się na gotowość" i nigdy w życiu nie dokonaliśmy lepszego
    wyboru."

    Jak to widzi Bill
  • hepik1 22.02.04, 09:08
    "Nie pozwólmy ,by zaślepiło nas jałowe przekonanie,zgodnie z którym jesteśmy
    jedynie nieszczęsnymi ofiarami naszego dziedzictwa,naszych doświadczeń
    życiowych,naszego otoczenia-tak,iż rzekomo tylko te siły powodują nami i
    decyduja za nas.Nie tędy wiedzie droga do wolności.Musimy uwierzyć,że naprawdę
    mamy wybór"

    Jak ta widzi Bill
  • hepik1 01.03.04, 10:00
    "Sądzę,że gdy ulegaliśmy nałogowi,to pilismy najczęściej po to aby nie odczuwać
    takiego lub innego bólu-fizycznego,emocjonalnego,psychicznego.Oczywiście każdy
    ma swój próg odporności i myslę,że ty właśnie go osiągnąleś-stąd pomysł by
    jeszcze raz poszukać ratunku w alkoholu.
    Na twoim miejscu,nie zadręczałbym sie z tego powodu druzgocącym poczuciem winy:z
    drugiej jednak strony doświadczenie to powinno umocnić cię w przekonaniu,że
    alkohol nie jest w stanie uleczyć twojego bólu-moze go tylko chwilowo uśmierzyć"

    Jak to widzi Bill
  • renatal64 21.03.04, 21:58
    wpisuje się, zeby post nie spadł na następną stronę..
    semi odezwij się.:-))
  • semi_x 23.03.04, 00:10
    Witaj :-), miło Ciebie tutaj zobaczyć:-). Jak wnioskuję z Twoich postów
    zamieszczonych w wątku Beli, masz podobny problem jak i ja, a i też w podobny
    do mnie sposób chcesz go rozwiązać. Nie wiem czy to dobry kierunek, wierzę, że
    w grupie łatwiej i zapewne opinie hepika, letka czy teraz i Beli:-), zawierają
    w sobie wiele prawdy. Ale ja tak sobie myslę, że dojście do etapu, kiedy chcemy
    być trzeźwi dla samych siebie, niekoniecznie wymaga dyskusji na forum AA. Ja
    osobiście mam ogromną wewnętrzną blokadę przed opowiadaniem komuś co myślę i
    czuję. Fakt, że pisząc tutaj po raz pierwszy, w skrytości liczyłam na pomoc w
    pewnym stopniu przypominającą spotkania AA....chociaż jak mogłam coś takiego
    wymyslić, skoro na takim spotkaniu nie byłam:-))), hmm:-))). Myślę, że skoro
    przeczytałaś "kilka słów", to posiadasz już jakieś wyobrażenie o semi.
    Niestety, nie mogę pochwalić się wielkimi osiągnięciami terapii "ja sama":-))).
    Hepik miał rację pisząc...semi jakoś żyje...żyję, bez alkoholu ale przygaszona,
    a poczytaj Belę wyraźnie odżyła:-))).

    pozdrawiam i dużo dobrego życzę/semi
  • renatal64 23.03.04, 07:37
    Semi :-)))))))) dobrze,że jesteś!!
    Teraz nie mam czasu, ale skrobnę coś wieczorkiem.
    Miłego dnia, nie wiem jak u Ciebie ale u mnie słońce wali po oczach i to nie
    daje mi przygasnac....Pozdrowionka :-))))
  • semi_x 23.03.04, 08:01
    Witaj rematal64:-))), u mnie, niestety, jeszcze chowa się za chmurami :-(((

    pozdrawiam i miłego dnia wszystkim życzę/semi
  • letek17 23.03.04, 09:51
    Jak dobrze, że jesteś. 80 km. od Ciebie świeci. Pogody Ducha. Letek
  • renatal64 23.03.04, 22:49
    Witaj semi:-))
    ja sie odpukać jakoś trzymam na razie,choc czasami bywa ciężko. No ale cóż jak
    to mawiał mój kumpel "wszystko trzeba przyjąc od Boga i wczorajsze picie i
    dzisiejszego kaca"- to oczywiście na prawach czarnego humoru.
    w euforie nie popadam bo i jeszcze powodów nie mam ku temu. A i nie martwi mnie
    to bo każda drobna porażka w chilach euforycznych powoduje u mnie doła i
    zniechecenie, a to mi w tej chwili najmniej potrzebne.
    Zastanawiam się, być może to błędne wnioski, ale z obserwacji na forum i w
    realu wynika że facetom jest jakby łatwiej podjąć decyzje o terapii grupowej.
    Może sie mylę? a może cos w tym jest , może wynika to z odmiennej konstrukcji
    psychicznej?
    Piszesz,że jestes przygaszona..ale trzeźwa i tego sie trzymaj, a przygaszenie
    tak po mojemu musi kiedys przeciez minąć ( chyba,że jesteś smętkiem z
    urodzenia ;-)),ale na mi nie wygląda) Nie pijesz od września? chyba dobrze
    pamiętam ? Może naprzeciw wieczności to niewiele, ale dla alkoholika to kawał
    czasu :-)
    Pozdrawiam i życzę na jutro słoneczka :-)) a jak nie będzie słoneczka to też
    będzie fajny dzień.
    Renata
  • letek17 22.04.04, 12:06
    Miesiąc mija - wieści brak. Myślę, że za dużo tu było napisane, by tak
    spokojnie, po cichutku wątek przeszedł do historii. Pozdrawiam wszystkich
    uczestników wątku i założycielkę, życzę Pogody Ducha. Letek.
  • renatal64 22.04.04, 20:11
    Popieram Cię w całej rozciągłości Letku :-)))
    Może w końcu ktoś "pęknie" ;-)
    Pozdówka.
  • semi_x 24.04.04, 22:01
    fortuna kołem się toczy...

    pozdrawiam wszystkich cieplutko/semi

  • hepik1 25.04.04, 03:55
    Ooo! Semi...-zdziwił się hepik.
  • letek17 25.04.04, 09:15
    ooooooooooo Hepik - zdziwił się rankiem Letek
  • hepik1 28.06.04, 19:43
    Z przepastnej otchłani netu dźwigam ten watek znowu do góry,tym razem wskutek
    pewnego listu ale myślę,że on zawsze aktualny, ważny i może sie przydać jeszcze
    komuś.
    Pozdrawiam pewną mieszkankę stolicy:))
  • hepik1 28.06.04, 23:23
    Aha,proszę czytac od początku:))
    --
    Zapraszam na forum
  • letek17 30.06.04, 17:56
    A ja też chciałem wszystkim, którzy tu pisali życzyć by Pogoda Ducha była z Wami
    A co do mieszkanek stolicy to i ja też chciałem szczególnie pozdrowić
    mieszkankę tej pierwszej stolicy. Letek.
  • semi_x 06.07.04, 08:06
    Hepiku....może i przydałby się komuś jeszcze, gdyby "epizod" z życia pewniej
    kobiety znalazł szczęśliwe zakończenie.

    Pozdrawiam wszystkich ciepło/semi

    ps. uff:-))), dziękuję Letku :-))), a ja już myślałam, że o dawnej stolicy już
    zapomniano ;-)
  • hepik1 06.07.04, 09:04
    A jak najbardziej:))Nawet więcej niż jednej ,jeszcze bardziej by mnie
    cieszył.Nic tylko dopisywać epilogi:))
    PS. A ja myślałem,że Letek jakąs dziewczynę w Gnieźnie zapoznał,bo zdajsie tam
    pierwsza stolica się gnieździła;),no ,ewentualnie w Lublinie ,ale ten to sie
    właściwie nie liczy...
  • semi_x 25.07.04, 23:49
    HMMM...coś Letka ostatnio nie widać na forum, ja ładnie proszę zaprzyjaźnione z
    nim duszki o mały raporcik :-)).

    pozdrawiam wszystkich i dużo dobrego życzę/semi