Dodaj do ulubionych

żona alkoholika

06.09.08, 21:49
jesteśmy razem od 14 lat, od 6 lat małżeństwem, mamy półtorarocznego synka.
Mąż pije, pije od ok 3 lat, od ok roku miewa ciągi, przyznał sie ze ma z tym
problem w styczniu (prędzej nawet ja nie wiedziałam co sie z nim dzieje bo on
nie zalewał sie w trupa). Od stycznia nasze zycie to walka o jego trzeźwośc, a
moze to moje życie nie jego???? w kazdym bądź razie próbowałam wielu metod.
Dwa razy wywalałam z domu, bez efektów tzn krótkotrwałe były. Jak jest trzeźwy
to jest super facet, złego słowa nie moge na niego powiedzieć. Dlatego chce go
ratować. Ponieważ mieszkamy z moimi rodzicami postawnowiłam znaleźć nam
mieszkanko i spróbować tylko my, sami. W czwartek dostaliśmy klucze. Wrócił z
nimi pijany. W piątek obiecywał poprawe i zgadzał sie na leczenie. Dzisiaj
wrócił pijany (maluje ściany w naszym nowym domu). W piątek byłam w ośrodku
dla uzaleznionych, zaczynam terapię. Chciałabym mu pomóc tylko jak, jak
doprowadzić do tego DNA???? zeby on sie opamiętał, szkoda go młody jeszcze jest...
aaa zadzwoniłam dzisiaj do teściowej z pytaniem czy nie obchodzi ja los syna,
na co ona wyskoczyła z pretensjami ze ograniczam jej kontakty z wnukiem!!!!!
nie pozwalam męzowi go do nich przyprowadzać. Przytaknęłam bo to prawda, ale
dodałam ze wraca z dzieckiem pijany. Nie bardzo miałam ochote na pyskówki wiec
mówie jej ze skoro chce dożyć śmierci syna to jej sprawa, powiedziałam
dowidzenia i sie rozłączyłam. Po chwili dostałam sms ze jak mu sie coś stanie
to mi pokaze :/ mysle ze on był u nich i pili razem, cała rodzinka taka jest,
nie ma w niej nikogo kto by mógł nam pomóc :(
--
Prezes
Prezes rośnie
Edytor zaawansowany
  • ela_102 06.09.08, 23:13
    zuzia witaj :-)

    piszesz:
    W piątek byłam w ośrodku dla uzaleznionych, zaczynam terapię.
    Chciałabym mu pomóc tylko jak, jak doprowadzić do tego DNA???? zeby
    on sie opamiętał, szkoda go młody jeszcze jest

    znajdziesz się we właściwym miejscu , wśród właściwych ludzi i tam
    dowiesz się jak postępować aby zwiększyć jego szanse na powrót do
    zdrowia.Nikt nie jest w stanie zagwarantować Ci że on pić przestanie
    ale Ty poczujesz się pewniej, bez zbędnych emocji w kontakcie z nim
    czy jego rodziną.Chroń dziecko przed pijanymi ludżmi(nawet
    najbliższymi) i mów otwarcie dlaczego to robisz , w końcu co jak co
    ale jemu bezpieczeństwo trzeba zagwarantować...pijany czŁowiek jest
    dla dziecka zagrożeniem.Nie daj sobie wmówić że ograniczasz Babci
    kontakty...to jej wersja...Ty dbasz jedynie o swoje maleństwo czyli
    robisz co do Ciebie należy :-)


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 07.09.08, 08:41
    dzięki
    a babci jakby tak zależało na kontaktach z wnukiem to by tu przyszła go
    odwiedzić. Masz racje nikt mi nie daje gwarancji, ze on przestanie pić i tego
    sie najbardziej boję. Zależy mi na nim.
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 07.09.08, 11:41
    zuza:
    Zależy mi na nim.

    więc rób swoje :-)
    Ja też należałam do takiej rodziny..
    Nikt wtedy wokół nas nie potarfił nazywać rzeczy po imieniu.
    Więc w sumie przyszedł czas abyś Ty wykazała się rozsadkiem i
    trzeżwym spojrzeniem...może w ten sposób pomożesz im wszystkim.
    A to jeśli się UDA...zwróci Ci się z nawiązką.

    z tego co piszesz niczego Ci nie brakuje..
    a zwłaszcza rozsądku i siły.
    Konsekwentnie...wytrwale do przodu ruszaj:-)
    powodzonka:-)

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • ela_102 07.09.08, 12:34
    Zuza:-)
    może ten tekst Ci pomoże :-)

    "Gdyby tylko przestał pić, wszystkie problemy by znikły..." -
    myślisz sobie udręczona codzienną walką o jego trzeźwość. "Gdyby
    tylko przestał pić nie byłoby tych awantur, lęku, wstydu, długów,
    dzieci mogłyby spokojnie się uczyć, w domu byłoby wreszcie
    normalnie..."

    Za każdym razem, kiedy o¬n ma przerwę w piciu, w tobie odżywa
    nadzieja, że "może nie będzie już więcej pił" i jak do tej pory
    zawsze przychodzi moment, w którym zostaje o¬na brutalnie
    zburzona. "Powinien się leczyć" - uświadamiasz sobie to tym
    wyraźniej, im bardziej sama jesteś wyczerpana i sfrustrowana jego
    piciem.

    Jak bardzo zmieniło się twoje życie odkąd jesteście razem? Kim
    jesteś po iluś tam latach wspólnego życia z nim? Jakie jest to twoje
    życie, w którym o¬n zajmuje każdą, najmniejszą nawet przestrzeń w
    twoich myślach? Jakie jest to twoje życie, w którym każdy twój nerw
    jest w stanie nieustannej gotowości na niebezpieczne spotkanie z
    nim? Jakie jest to twoje życie, w którym każdy twój ruch obliczony
    jest na obronę lub atak?

    Dzień po dniu walczysz o przetrwanie w tej szalonej, przesiąkniętej
    alkoholem rzeczywistości, w której nic nie jest pewne - ani to, że
    mąż wróci dzisiaj trzeźwy, ani to, że w spokoju zjecie obiad, ani
    to, że obejrzysz film po "Wiadomościach"...

    Żeby przetrwać musisz być jak dowódca na wojnie - cały czas czujna,
    cały czas w pełnej "gotowości bojowej", cały czas napięta. Musisz
    nieustannie kontrolować stan zagrożenia wyznaczony jego upojeniem
    alkoholowym. Dzień po dniu zmagasz się z całą odpowiedzialnością za
    przetrwanie rodziny, za dzieci, za rachunki, za sprawy urzędowe, za
    prowadzenie domu, za myślenie o wszystkim, za ukrywanie waszego
    wstydu, za tworzenie pozorów normalnej rodziny. Dzień po dniu jesteś
    pochłonięta kontrolowaniem jego picia i usuwaniem skutków jego
    picia - sprzątaniem bałaganu, usuwaniem zniszczonych przez niego
    sprzętów, praniem jego brudnych ciuchów. Dzień po dniu dbasz o jego
    trzeźwość, przejmujesz jego obowiązki, dbasz o jego dobre
    samopoczucie i ukrywasz swoją wściekłość w imię świętego spokoju i
    osiągnięcia odrobiny normalności.

    Cały czas jesteś skoncentrowana na nim - o nim myślisz, o nim
    mówisz, nim jesteś zajęta.

    Czy masz jeszcze w sobie siły, żeby myśleć o dzieciach? Być może
    o¬ne również są wciągnięte w tę beznadziejna walkę o trzeźwość ich
    ojca? A może już je gdzieś po drodze "pogubiłaś"? Może o¬ne same
    zajmują się sobą? Kim są? Na jakich ludzi wyrastają? Co lubią? Czego
    się boją? Co o nich wiesz? Jakie uczucia pojawiają się w tobie,
    kiedy o nich myślisz?

    Czy w tym szaleństwie jest jeszcze miejsce dla ciebie?

    Treścią twojego życia stało się reagowanie na męża alkoholika.
    Wszystkie inne wartości przestały się liczyć, bo liczy się tylko to,
    jak przetrwać kolejny dzień. Twoje marzenia, potrzeby, upodobania,
    twoje dążenia, pragnienia i cele musiały ustąpić temu jednemu -
    walce o przetrwanie.

    To kim jesteś, możesz określić jedynie poprzez ból braku miłości i
    samotności, poprzez przenikający cię lęk, brak poczucia
    bezpieczeństwa, niezadowolenie z własnego życia, narastającą
    wściekłość, zmęczenie i poczucie wypalenia.

    To że żyjesz, odczuwasz zwłaszcza wtedy, kiedy zaczynają ci dokuczać
    różne dolegliwości zdrowotne, bóle, depresja, nerwica. Żeby sobie z
    tym wszystkim poradzić być może sama sięgasz po alkohol, może
    objadasz się byle czym, może dużo palisz, albo sięgasz po leki
    uspokajające? To przynosi chwilową ulgę. Dobra i ta krótka chwila...

    Ale co dalej? Dokąd zmierzasz? Kim naprawdę jesteś w tym miejscu
    swojego życia? Umęczona, samotna z poczuciem wstydu...

    To prawda, to o¬n jest alkoholikiem i to o¬n powinien się leczyć.
    Ale niezależnie od tego, co się z nim dzieje i jaką decyzję
    podejmie, spróbuj zobaczyć samą siebie - odartą z poczucia godności,
    przepełnioną wstydem, zmęczoną psychicznie, chorą fizycznie...

    Co jeszcze mogę powiedzieć, żebyś zechciała zrobić coś dla siebie
    samej..., żebyś zechciała poszukać pomocy..., uratować siebie..?


    Renata Andrzejak-Szymańska
    Centrum Psychologiczne Via Vitae ul. Dąbrowskiego 42 Wrocław


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 07.09.08, 14:05
    Ela jesteś wielka!!!!!!!!!!!!!!! popłakałam się!!!!!!!
    zadzwonił trzeźwy, prosi o spotkanie... nie wiem czy iść...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 07.09.08, 14:08

    Niech się bardziej postara ;-)

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 07.09.08, 22:24
    byłam, nie rozmawiałam z nim, dziecko chciało jak najszybciej wyjść, a na
    pytanie czy mi sie kolor ścian podoba stwierdziłam ze "po co ma mi sie podobać
    skoro ja tu mieszkac nie będę, bo ty sie leczyć na pewno nie będziesz". Do domu
    jeszcze nie wrócił, dzwonił trzeźwy ze musi przemyslec to wszystko...
    jutro na 8 mam spotkanie z terapeutką
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 07.09.08, 23:10
    Wszystko się ułoży :-)
    jesteś na dobrej drodze, a to wydaje się w tej sytuacji
    najważniejsze :-)

    wyśpij sie na ile to możliwe ;-)
    jemu też nie jest łatwo...

    dobranoc:-))))))
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 08.09.08, 21:44
    wrócił nad ranem, prosił o pomoc w załatwieniu leczenia zamkniętego, byliśmy w
    osrodku mieli szukać mu miejsca, jutro mam sie dowiedzieć, jutro też miał sie
    stawić na terapie, pewnie sie nie stawi do tej pory sie nawet nie odezwał czyli
    pije, pewnie rano przyjdzie ogolić sie i po świeże ubranie, jak mam się
    zachować????? czy on opija decyzję którą podjął???? zdecydowany był bardzo na to
    leczenie
    Ela Twoje słowa są jak balsam na moje serce. I przyznam sie ze nie pomyśłama o
    tym ze jemu tez jest cięzko, koncetruje sie na sobie i dziecku.
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 08.09.08, 22:44

    zuzia nie wiesz co robi, ale skoro macie omówione sprawy
    najważniejsze to nie snuj przypuszczeń lecz skup się na
    faktach, reaguj odpowiednio do sytuacji i rób swoje.
    Przede wszystkim bądż konsekwentna i czujna.
    Co z Twoją terapią? byłaś?
    Niby koncentrujesz się na sobie ale piszesz o nim...
    tak to właśnie jest we współuzależnieniu...

    trzeba pomału uczyć się nie zależnego emocjonalnego funkcjonowania
    bez niego...i to wcale nie wiąże się z opuszczeniem a wręcz
    przeciwnie dzięki temu można dopiero tworzyć zdrowy związek, czego
    Ci bardzo życzę...

    Trzymaj się i nie daj się:-)))))





    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 08.09.08, 22:56
    ok dzieki masz racje, na terapii byłam w czwartek kolejna
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 09.09.08, 19:02
    był dzisiaj sam w ośrodku, leczenie zamkniete wyznaczone na 14.X
    dzisiaj tez wypił, twierdzi ze musiał bo go telepało
    oberwałam jednak z drugeij strony, jak nie kijem to pałą :(
    moi rodzice twierdzą ze on ma inną i wcale nie jest to butelka, mówią ze chodzi
    tam bardzo czesto, miejsce sie zgadza przyznał sie ze tam pije, co do innej mówi
    ze to nieprawda...
    nie wiem co myślec, czy to moi rodzice chcą sie go pozbyć??? czy to jednak
    prawda???? ale po co zgodziłby sie na zamknięte??? po co poszedł dzisiaj do
    osrodka???? a wiem ze wiele go to kosztowało...
    to wszystko tak boli, ze az tego nie czuje... jestem jakaś odrętwiała, jakby
    nieprzytomna... a może to tylko sen... jutro sie obudze i będzie tak jak kiedyś
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.09.08, 20:26
    zuza;
    jestem jakaś odrętwiała, jakby
    nieprzytomna... a może to tylko sen... jutro sie obudze i będzie tak
    jak kiedyś..

    Zuzka, przecież Twoje samopoczucie jest w pełni uzasadnione.
    Zostajesz "obsypana" informacjami potwornie trudnymi do
    przyjęcia a co dopiero do przeżycia.Kazdy w takie sytuacji
    cierpi i niedowierza. Twoje rozbicie i dylematy sa więc na miejscu.
    Niemniej jednak pamiętaj...prawda zawsze wychodzi na jaw...
    Nie sądzę aby Twoi rodzice chcieli dla Ciebie żle , a alkoholikowi
    czynnemu nie należy ufać... to manipulnat "prima-sort"

    bardzo bym chciała żeby to byl tylko sen z którego obudzisz się
    i ujrzysz piękny swój Świat z kochajacymi cię ludżmi...
    ale to jest jednak życie...Twoje życie...
    możesz uczynić je szczęśliwym nawet jeśli teraz wydaje się to nie
    możliwe...chciej...


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 09.09.08, 21:25
    boje sie tylko ze dla rodziców moje dobro jest bez niego, nienawidzą go za to co
    sie z niego zrobiło, poczekam jeszcze z decyzją
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.09.08, 21:37
    Zuza...
    Nie karm się obawami...pytaj ich poprostu, i nie dziw się im że to
    jemu przypisują złe działania...alkoholik nie robi dobrego wrażenia
    na nikim a już napewno nie na osobach którym krzywdzi ich własne
    dziecko.Przecież oni też emocjonują się tą sytaucja i cierpią.
    Alkoholik wytwarza wokół siebie taka właśnie destrukcję ...
    i wiesz co? nawet o tym nie wie...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 09.09.08, 21:59
    wg nich on nie ma problemów z alkoholem tylko ma inną kobiete, to są ich słowa
    w każdym razie zaczęłam mu pomagać to to dokończe, w końcu to ojciec moejgo
    dziecka, a czy będę z nim dalej zadecyduje później
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.09.08, 22:10

    bardzo słusznie :-)
    ale nie zapomnij też o sobie...pomagaj sobie przede wszystkim.
    To jak interpretujesz teraz rzeczywstość wokół siebie jest
    nasączone wieloma emocjami i trudno o obiektywizm...
    ja staram sie tylko być przy Tobie i może robię to nieumiejętnie,
    dlatego skup się na tym co najważniejsze i poproś aby Ci nie
    przeszkadzano...przecież Ty wiesz najlepiej czego chcesz...i wiesz
    też czego się od kogo spodziewać (rodzice mąż) ja tylko domniemam..

    znam ten stan umysłu kiedy inni starając sie pomóc - robią mi w
    głowie jeszcze większe zamieszanie a w emocjach burzę z huraganami.

    nie daj się :-)

    ja dzis potrafię zdać się na siebie...


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 09.09.08, 22:26
    dzięki :*
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 10.09.08, 00:10
    Piłem jeszcze w przeddzień wyjazdu na odwyk.Żona też nie wierzyła,że
    coś z tego będzie,a jednak udało się.
    Bądź dobrej myśli.
    23.
  • szacki 23.09.08, 14:07
    z alkoholikiem hajtasz sie Ty!
  • berno 28.01.09, 17:23
    Nie łudz się.Nigdy nie będziesz miała normalnego życia.Zawsze od
    wpadki do wpadki i stale na nasłuchu:idzie i jaki bedzie.Droga
    Zuzo,walka o trzeżwosc alkoholika to czysta donkiszoteria.Z tak
    poważnej choroby psychicznej się nie wychodzi bez szwanku.
  • aaugustw 28.01.09, 19:45
    berno napisał:
    > Nie łudz się.Nigdy nie będziesz miała normalnego życia.Zawsze od
    > wpadki do wpadki i stale na nasłuchu:idzie i jaki bedzie.Droga
    > Zuzo,walka o trzeżwosc alkoholika to czysta donkiszoteria.Z tak
    > poważnej choroby psychicznej się nie wychodzi bez szwanku.
    ___________________________________________________________.
    Berno, a Ciebie kto tak skrzywdzil...!? ;-(
    W dodatku sam sobie zaprzeczasz piszac,
    ze jednak z tego sie wychodzi, (ze szwankiem).
    C.d. nie pisze, bo i tak tego nie zrozumiesz...! :-(
    A... ;-))
  • zuzia36 29.01.09, 11:48
    a jakie jest normalne zycie???? czy jeśli sie rozwiodę/odejde od niego będe
    miała normalne zycie????
    --
    Prezes rośnie
  • 1962wolf 30.01.09, 07:41
    o naszej normalnosci decydujemy my sami- poki sie jej nie
    wstydzimy i nie oceniamy , jak ona wypada na tle innych ludzi-
    jest git.
    w pozostalych wypadkach bywa roznie.
    szukanie akceptacji w oczach osob "trzecich" .........to
    czasami pulapka bez wyjscia.
  • aaugustw 30.01.09, 09:55
    1962wolf napisał:
    > ... szukanie akceptacji w oczach osob "trzecich" .........to
    > czasami pulapka bez wyjscia.
    _________________________________________.
    A pouczanie "drugich", to pewne pieklo...!
    A...

  • 1962wolf 30.01.09, 10:08
    czujesz sie pouczany Auguscie?
    czy znow se roisz ,ze sie wywyzszam jak r de niro ponad
    billego crystala?
    jak Zuza uzna sie za pouczana , lub w piekle--------dam mi
    po lapach i tyle.
    kapewu?
    masz problemy jakies ostatnio Guciek?........bo ciagle
    marudzisz , jak baba na bazarze.
  • aaugustw 30.01.09, 10:22
    1962wolf napisał:
    > czujesz sie pouczany Auguscie?
    _______________________________.
    Pytasz wolfie, wiec odpowiadam:
    Tak... - Pouczany twoimi teoriami, bez czynow...!
    Przerwa bylaby wskazana...!
    A...
  • 1962wolf 30.01.09, 10:37
    " Pouczany twoimi teoriami, bez czynow...!."

    uuuuuuuuu.......dowodnij jak na to wpadles
    nie istotne nawet jak, ale udowodnij .
    zreszta?............jak udowodnic cos w necie?
    potrafisz udowodnic swoje czyny?.............nie mowiac juz o
    trzexwosci?....../nawet w znaczeniu doslownym /
    oj Gutek--------czasami tracisz rezon ,o dystansie do samego
    siebie nie wspominajac.
    rob tak jak ja...............najpierw mysl, potem pisz
    a emocje zostaw w realu.
    hej
  • zuzia36 30.01.09, 11:04
    zawsze myślałam, że to kobiety mają "skłonności" do przepychanek słownych ;)
    Pozdrawiam!!!!
    --
    Prezes rośnie
  • aaugustw 30.01.09, 11:15
    zuzia36 napisała:
    > zawsze myślałam, że to kobiety mają "skłonności" do przepychanek
    słownych ;) Pozdrawiam!!!!
    _______________________________________.
    Dobrze myślisz...! ;-))
    Kobiety mają "skłonności" do przepychanek słownych.
    Mezczyzni do stwierdzania faktow, u takich, np. wolfow
    C.b.d.o.
    A... ;-))
  • aaugustw 30.01.09, 11:05
    1962wolf napisał:

    > " Pouczany twoimi teoriami, bez czynow...!."
    - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    > uuuuuuuuu.......dowodnij jak na to wpadles
    > nie istotne nawet jak, ale udowodnij .
    > zreszta?............jak udowodnic cos w necie?
    > potrafisz udowodnic swoje czyny?.............nie mowiac juz o
    > trzexwosci?....../nawet w znaczeniu doslownym /
    > oj Gutek--------czasami tracisz rezon ,o dystansie do samego
    > siebie nie wspominajac. rob tak jak ja...............najpierw
    mysl, potem pisz a emocje zostaw w realu.> hej
    ______________________________________.
    Teoretyzujesz... - To kolejny dowod...!
    A...
  • 1962wolf 30.01.09, 11:13
    podaj jakis czyn, Gucio-ktorego zaniechalem z nadmiaru
    pouczen , lub ktory pominalem.
    tylko nie pisz o trzexwosci-trzexwosc to stan umyslu-nie czyn

    widzisz Zuza---wbrew pozorom-te przepychanki------sa dosc
    wiarygodne
    odzwierciedlaja, jak rozni ludzie staja sie alkoholikami-i
    jak rozne sa drogi , ktorymi pojda potem , gdy pic przestana.
    a Ty masz swoja droge-----Twoj maz ma swoja
    i fajnie, jesli pojdziecie nia razem.
    i tyle .
    powodzenia . trudno mi bylo w domu na poczatku , po
    terapii, nawet jakies pierwsze pol roku--czulem sie nieco
    jak na "ziemi nieznanej".........ale jesli sie nie zacznie
    pic z powrotem /ja poki co nie zaczalem/------mam szanse na
    takie zycie, jakie sobie zaplanowalem.........co prawda bylo to
    cos kolo 27 lat temy, ale lepiej pozno niz wcale
    mam wsparcie taktyczne w postaci rodziny -i mam czasami od
    nich, cos w rodzju regulaminu sluzby wewnetrznej / to taki
    armijny podrecznik trzymania za pysk/ -i tego samego zycze
    Tobie i mezowi
    bo nikomu nie zycze gorzej-----niz samemu sobie.
    chocby te zyczenia spelnialy sie w zupelnie innym ksztalcie
    chodzi o intencje-----nie o detale.
    hej
  • 1308asia 16.10.09, 20:17
    czuje sie strasznie nie potrafię w to wierzyć ale jestem pewna że
    mój mąż jest alkoholikiem,czuję się przegrana i serce pęka mi na pół
    walczyłam o niego a on ma te cholerne ciągi i te ciągi stały się mu
    bliższe niż ja czy wspaniała córka z ktorej jesteśmy dumni, nie
    wraca do domu, nie liczy się z moimi potrzebami, nie liczy się z
    córką która ma 4 latka i czeka az tata się pokaże w domu, a potem
    mnie tylko prosi ale nie krzycz na tatę proszę, a ja jestem
    wykończona i tak bezradna i jest mi przeraźliwie wstyd,że dla niego
    jest ważniejsza flaszka niż my. Jestem kobietą za która szleli
    mężczyźni, wciąż słucham kompementy a ja wybrałam jego bo go
    kochałam, pomóżcie mi poradzcie cokolwiek
  • yuraathor 16.10.09, 20:37
    hej nie ty pierwsza ani ostatnia, z tym można zyć, męza nie jestes w
    stanie zmienic ani za niego przestać pić, ale możesz się nauczyć zyc
    swoim zyciem.poczytaj ten rozbudowany wątek , wyciągnij wnioski.
    i ucz się zyc obok alkoholika, może i on dostrzeże zmiany w twoim
    postępowaniu i przestanie pic
  • aaugustw 17.10.09, 18:10
    1308asia napisał:
    > ... ja jestem wykończona i tak bezradna i jest mi przeraźliwie
    wstyd,że dla niego jest ważniejsza flaszka niż my. Jestem kobietą za
    która szleli mężczyźni, wciąż słucham kompementy a ja wybrałam jego
    bo go kochałam, pomóżcie mi poradzcie cokolwiek
    _______________________________________________.
    Chcialoby sie powiedziec; Milosc czyni slepym
    we wszystkich obszarach swego zycia...!!
    Porady nie dam zadnej, ale zato podpowiem tobie, ze ty to masz
    wielkiego farta... - Zycie obdarowalo cie wielkim przezentem dajac
    ci, jako uzupelnienie do twojego charakteru tak wspanialego,
    pijacego meza...!?
    Wiem, wiem; na razie nic nie rozumiesz z tego co pisze, ale wiedz,
    ze slowa te moga dotrzec do ciebie, jezeli tylko zechcesz poznac
    wartosc dwoch tylko slow: POKORA i PRAWDA, wtedy takze uratujesz
    siebie z tego koszmarnego snu, ktorym sama sobie po czesci
    obdarowujesz...!
    A...
  • zuzia36 11.09.08, 22:11
    decyzja podjęta wyprowadzam sie, to nasza ostatnia szansa, na terapie chodzimy nadal
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 12.09.08, 08:11

    zuzka...powodzonka :-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • ela_102 16.09.08, 07:45
    Mam nadzieję Ze u Ciebie wszystko ok...
    jakby co trzymam kciuki:-)))))
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 23.09.08, 12:08
    więc wyprowadziliśmy się, mieszkamy sami, razem, chodzimy na terapię, mąż
    właśnie pojechał na kolejną, jakiś taki zestresowany jest przed tymi terapiami,
    do tego nerwowy, czepia się o byle co....
    dzisiaj mija dwa tygodnie od kiedy chodzi do ośrodka i nie pije
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • tenjaras 23.09.08, 13:56
    to kawał czasu, gratuluję odwagi i woli podjęcia terapii oraz
    wszystkiego, co się za tym kryje

    moje dwa tygodnie mijały pod znakiem uświadomienia sobie, że ja taki
    właśnie alkoholik, jakim się widziałem, rzeczywiście mogę nie
    pić,nie miałem jeszcze pojęcia jak tego dokonać, postanawiać to se
    mogłem, ale wytrwać nie umiałem

    to, że alkohol mnie zawsze pokona wiedziałem całe lata wcześniej,
    zakłamałem w sobie potrzebę zachowania abstynencji, uznając ją za
    kalectwo, i zakłamałem moją umiejętność dbania o siebie, picie mi to
    ułatwiało - przecież nikt rozsądny tak nie postępuje, zakłamałem to,
    że życie o mnie dba i że są ludzie, którzy będą chcieli mi pomóc,
    robiąc różne większe i mniejsze świnstewka i sabotując swój rozwój

    nie widziałem więc sensu w przyszłości, pech zechciał, że
    wytrzeźwiałem... mimo wszystko

    to naturalne, że ludzie podczas terapii tracą dobry humor, ani to
    przyjemne, ani łatwe przyznać się, że samemu się to sobie robiło i
    przy tym wszystkim zderzać się jeszcze z otaczającą rzeczywistością,
    przed którą zwyczajnie, zazwyczaj się wiało...

    --
    na początku był chaos, chaos był dobry,
    potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło...
  • zuzia36 23.09.08, 14:16
    nie był na terapii... podobno miał bardzo dużo pracy
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 23.09.08, 14:41
    a ta praca polegała na wypiciu piwa :((((
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • tenjaras 23.09.08, 15:14
    moje indywidualna terapka, niemal za każdym razem gdy do niej
    przychodziłem, podtykała mi pod nos listę symptomów nawrotu choroby
    alkoholowej, prosząc, bym zaznaczył plusiki pod tymi, które akurat
    są u mnie na czasie, później miałem napisać w zeszycie, co zrobię,
    by poradzić sobie z danym symptomem - zbyt pilnym uczniem nie byłem,
    ale i tak sporo na tym zyskałem

    wtedy, rzecz jasna, przychodziłem do niej z najistotniejszymi
    problemami, jakie mnie dotykały, a ona mnie wkurzała, jakimiś tam
    symptomami... ratowało mnie wtedy chyba tylko to, że wychowałem się
    w warunkach "wykonaj", bo jakoś tam robiłem, to co mi podpowiadała

    sam nie zapiłem żadnego ważniejszego momentu, podjęcia lub
    odrzucenia jakiejś istotnej decyzji w moim życiu, jakoś potrafiłem
    je unieść, za to obserwowałem innych, zapicie to nie koniec świata,
    ale jest bardzo niebezpieczne, z jednej strony, niektórzy tak muszą
    dochodzić do decyzji o definitywnym zaprzestaniu picia, z drugiej,
    gdy przyczyna nie tkwi jedynie w buncie, przeciwko prawdzie o
    utracie kontroli nad ilością spożywanego alkoholu, sprawa może być
    poważniejsza, ponieważ dotyczy przyznania się do niekierowania swoim
    życiem, a ludziom na pewnym poziomie materialnym i intelektualnym,
    bardzo trudno do tego się przyznać

    a przecież to dopiero pierwszy krok do rzeczywistego uwolnienia się
    z nałogu

    --
    na początku był chaos, chaos był dobry,
    potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło...
  • ela_102 23.09.08, 15:49
    Witaj zuzka, fajnie że się odezwałaś...
    tak to się życie może zmienić z minuty na minutę...
    taki chaos i chwiejność w emocjach serwuje każdy czynny alkoholik.
    Co można zrobić?
    Oduzależnić się od jego wpływu na siebie.
    Czyli zająć się własnym życiem, własnym zdrowym funkcjonowaniem
    pomimo jego zachowan ... warto...(bez konieczności opuszczenia go)
    Warto poczuć taką wolność to tylko wtedy jest się zdolnym do
    rzeczywistego oglądu sytuacji.

    Właśnie dzisiaj prowadziłam rozmowę z osobą której mąż zapił po 9
    miesiącach. Stsują się to wszystkich wytycznych , jest po terapi,
    chodzi dwa razy w tyg.na mityngi ona ratuje się w Al-anon i co
    porażka:-( ale czy porażka? byc może ratunek?
    Nic nie będzie w życiu działać jeśli nie włożymy w to naszego
    zaangażowania, a jeżeli i tego za mało to trzeba znależć jeszcze
    coś...
    Ja nie zapiłam...choć liczyłam się z tym że "zapicie" jest wpisane w
    Alkoholizm na trwałe...może właśnie dlatego, zrobiłam wiele więcej
    niż trzeba aby go nie doświadczyć...

    bo ja "prymuska" jestem...wytrzeżwiałam aby trzeżwo żyć :-)))))))


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 23.09.08, 19:10
    zuzia36 napisała:
    > nie był na terapii... podobno miał bardzo dużo pracy
    ____________________________________.
    To niedobrze, ze nie byl... - Mowia; "Najwazniejsze naprzod",
    bo potem moze sie to okazac poczatkiem konca...!
    A...

  • aaugustw 23.09.08, 19:08
    zuzia36 napisała:
    > więc wyprowadziliśmy się, mieszkamy sami, razem, chodzimy na
    terapię, mąż właśnie pojechał na kolejną, jakiś taki zestresowany
    jest przed tymi terapiami, do tego nerwowy, czepia się o byle co....
    __________________________.
    Gratuluje Zuzia...!
    A...
    Ps. Dlaczego taki nerwowy...!? - Porozmawiaj z nim spokojnie na ten
    temat...
  • zuzia36 25.09.08, 11:48
    rozmawiałam, wymysla bo ktoś tam na niego krzywo spojrzał bo ja miałam nie taką
    minę jak trzeba i takie tam...
    najgorsze ze przestaję go kochać i mam chęć odejść żyć nareszcie w spokoju
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 30.09.08, 08:06
    więc dzisiaj oznajmił mi ze ta terapia nic mu nie daje i że z niej zrezygnuje,
    że będzie walczył z uzależnieniem sam :/
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • yuraathor 30.09.08, 09:38
    nihil novi, jak mawiali starożytni
    przecież on na terapie poszedł pod presją(Twoją?)
    po prostu dalej nie ma zamiaru zmieniać swojego sposobu życia.
    gdzieś tam pisałem - zajmij sie swoim życiem. za niego pic nie
    przestaniesz
  • zuzia36 30.09.08, 10:19
    tylko zeby jego picie nie miało na mnie wpływu musiałabym odejśc od niego, wtedy
    dopiero mogłabym powiedzieć ze żyję własnym życiem
    z tego co czytałam tu na forum wiele osób szło na pierwsze terapie właśnie pod
    presją
    Chodze już prawie miesiąc na terapię, mieli mnie tam właśnie nauczyć jak żyć z
    alkoholikiem, jak reagować, co robić ale do tej pory moje terapie polegały na
    tym ze po prostu gadałam co mi lezy na sercu i tyle. Nie wiem może to ma tak
    wyglądać... więcej wynosze z tego forum niż z terapii
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 30.09.08, 10:36
    zuzia36 napisała:
    > więcej wynosze z tego forum niż z terapii
    :) tak też bywa
    nieważne w jaki sposób, ważne żebyś zmieniała siebie
    a terapie różne są, jak też różni terapeuci, lekarze itd. czasami
    nie trafi się najlepiej

    > tylko zeby jego picie nie miało na mnie wpływu musiałabym odejśc
    od niego, wted
    > y
    > dopiero mogłabym powiedzieć ze żyję własnym życiem
    tu się nie zgodzę z Tobą
    uwierz, można nauczyć się żyć "obok" alkoholika
    usunięcie z pola widzenia "problemu" nie spowoduje jego rozwiązania -
    ten problem jest w Twojej głowie (mam nadzieję, że rozumiesz),
    Twoje zadanie to właśnie zmieniać to, a alkoholik...będzie pił albo
    nie - ale Ty po swojej "zmianie" będziesz silniejsza, świadoma tego
    czego chcesz, co dla Ciebie dobre...
  • zuzia36 30.09.08, 10:46
    > uwierz, można nauczyć się żyć "obok" alkoholika
    szczerze - nie wyobrażam sobie takiego życia, ale spróbuję
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 30.09.08, 10:27
    > zajmij sie swoim życiem. za niego pic nie
    > przestaniesz
    Szczera prawda. Niezależnie od tego, czy on przestanie pić czy nie,
    pracuj nad sobą, dbaj o siebie i o dziecko... Jemu możesz pomóc
    tylko wtedy, gdy on będzie chciał przyjąć tę pomoc. Nie da się na
    siłę pomóc alkoholikowi. A Ty kiedyś będziesz mogła ze spokojem
    sumienia powiedzieć, że zrobiłaś wszystko co mogłaś zrobić.
    Trzymaj się, bądź wytrwała.
  • zuzia36 30.09.08, 10:34
    tylko problem w tym ze mam dość takiego życia, chcę mieć w końcu normalnego
    męża!!!! gdyby próbował się leczyć to inna sprawa...
    wolę być sama niż z nim pijącym, a w jego gadanie ze będzie próbował sam sobie z
    tym poradzić nie bardzo wierzę...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 30.09.08, 10:58
    zuzia36 napisała:
    > tylko problem w tym ze mam dość takiego życia, chcę mieć w końcu
    normalnego
    > męża!!!! gdyby próbował się leczyć to inna sprawa...
    Hmm...napisałaś wyżej kilka postów, że decyzję o tym czy będziesz z
    mężem czy nie podejmiesz później. Bardzo mi się to podobało. Osoba
    współuzależniona jest tak zawikłana we własnych emocjach połączonych
    ściśle z emocjami alkoholika, że nie zawsze potrafi obiektywnie
    ocenić sytuację. Dlatego tego typu decyzje dobrze byłoby podejmować
    w późniejszym czasie, kiedy wraca się do równowagi, kiedy już ta
    pajęczyna współuzależnienia jest na tyle rozerwana, że można
    swobodnie się poruszać. Myślisz, że inne kobiety nie chcą normalnego
    męża?? Tylko jaki to jest normalny? Nie pije? Wierz mi, znam
    dziewczyny związane z niepijącymi (nie uzależnionymi) facetami, a
    mające dokładnie takie same rozterki jak żony alkoholików...Więc nie
    do końca tutaj tkwi problem. Samo zaprzestanie picia nie gwarantuje
    sukcesu dalszego związku. Nie ma uniwersalnej recepty niestety :(
    Ale można robić wszystko co tylko możliwe (dla siebie), czerpać z
    doświadczeń innych i...podejmować własne decyzje. Tobie życzę samych
    właściwych :)
  • zuzia36 30.09.08, 11:14
    masz rację, dzięki, przymyśle to jeszcze i porozmawiam z męzem
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • maria355 01.10.08, 08:10
    Witaj! Ja też jakiś czas temu czerpałam siły i pocieszenie z tego
    forum. Uwierz- udało nam się. Mój mąż jest po terapii zamknietej i
    mija 10ty miesiąc nowego życia. Nowa jakość.
    Jednak zanim wreszcie tam dotarł półtora roku nie mieszkałam z
    dziećmi w domu, byłam bliska rozwodu. Kilkakrotnie ustalane terminy
    pójścia na terapię odkładane w nieskończoność.Chlanie
    Ja byłam jak HEmman, albo Terminator, jak atlas- świetnie sobie
    radziłam, dzieci, wakacje, inne atrakcje, w ciągłym napięciu, w
    ciągłej gotowości.
    Teraz nareszcie oklapłam i daję mu sie zająć nami ..
    Oby to trwało wiecznie
    Nie trać nadziei, staraj sie przekonać go do terapii mimo wszystko
    Pozdrawiam
    magda 37
  • zuzia36 01.10.08, 08:22
    wczoraj nie rozmawialiśmy, ani on ani ja nie mieliśmy na to ochoty
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 01.10.08, 10:38
    Kilkakrotnie przerywałem otwartą terapię informując żonę,że teraz
    dam sobie już radę sam.Zawsze natychmiast wracałem do chlania
    wcześniej jeszcze wyłudzając od niej pieniądze na jakieś mityczne
    terapie,których oczywiście nie było.
    Odwyk zamknięty zmienił wszystko.Jak dotąd nie piję 18miesięcy.
    Przyznam jednak,że żona mnie na niego nie namówiła,zmusiła mnie
    siostra i okoliczności(realna groźba utraty pracy)
    To chyba prawda,że alkoholik musi dotknąć dna,a każdy ma to
    swoje własne,indywidualne dno.
  • zuzia36 01.10.08, 11:20
    dlatego postanowiłam żyć swoim życiem, chcę z nim jedynie porozmawiać i ustalić
    pewne granice
    co do DNA mojego męza to cały czas go szukam, groźba utraty pracy w tym
    przypadku nie pomogła
    pewnie będę tu jeszcze nie raz pisała :)
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 01.10.08, 11:54
    Ty tego dna nie znajdziesz.On sam musi je"osiągnąć"
    23.
  • zuzia36 01.10.08, 13:29
    wiem, chciałabym mu tylko pomóc :)
    a teraz chcę mu jak najbardziej przeszkadzać w piciu
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 01.10.08, 18:23
    Zuzka witaj :-)

    widzę ku radości ogromnej że wiele osób potrafi przekazać sens
    własnych poczynań z okresu uzależnienia...
    Bardzo ważne jest to co napisał orginal jakby z punktu drugiej strony
    czyli Twojego męża...
    Nie pomożesz mu znaleźć jego DNA...
    możesz jednak swoimi poczynaniami jakby mu je przyblizyć...
    ale też nie ma na to gwaracji...
    napewno nic się nie zmieni jeśli Ty czegoś nie zmienisz.
    Martwi mnie,że terapia nie wiele Ci daje...
    może mityngi Al-anon , albo rozmowy z kimś kto przez to przechodził?

    Wiem jakie to "piekło" i nie zazdroszczę...
    ale sama tkwiłabym w nim do dziś gdybym nie uwierzyła ludziom...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 02.10.08, 10:16
    a może terapia mi pomaga ale ja jeszcze o tym nie wiem, w kazdym razie nie
    przerywam jej, do tego mamy chęć iść właśnie do AA - mąz, ja do Al-anon
    coś się jednak zmienia w nas, w mężu też
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 02.10.08, 10:24
    Nie wierz mu!
    Najpierw czyny,potem zaufanie.
    23.
  • zuzia36 02.10.08, 13:28
    chodziło mi o to ze sam stwierdził ze jest nerwowy bo go ciągnie
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 02.10.08, 13:49
    A jak go ciągnie to się napije.Bez leczenia nie ma innej możliwości.
    23.
  • zuzia36 02.10.08, 13:56
    też mu to powiedziałam
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • stasia40 02.10.08, 22:27
    opowiem swoją historie mąż pił bardzo dużo niepomagały nic krzyki
    dobre słowa płacz pił ile wlezie kolegów miał pełno do kieliszka 35
    lat tak zleciało chlał szczał pod siebie dostawał ataki padaczki po
    piciu .teraz jest po udarach kilku mózgu jest jak dziecko pampersy
    lekarze rehabilitacja. miałam dać na rozwód ale zaczeła sie jego
    choroba mimo to zostałam z nim zmarnował mi życie jestem tylko z
    litości z nim bo nikt mi ręki niepodał aby mi pomóc doradzić wszyscy
    mówili że pije przezemnie uwierzyłam że może tak. były okropne
    wyzwiska straszył mnie zawsze bałam sie go okropnie dziś jest
    potulny i mówi że mnie kocha zdaje sobie chyba sprawe że zostanie
    sam jak odejde uważa że powinnam wszystko robić koło niego już
    niedaje rady ani fizycznie ani psychicznie jestem prawie jak wrak
    człowieka zdana tylko na siebie więć jak widzisz że chla oszukóje
    Ciebie spakój żeczy i jak masz gdzie isc to jak najszybciej to zrób
    niepatrz że to ojciec twoich dzieci tak jak ja bo nieżycze nikomu
    aby ktoś przechodził to co ja dziś tą gechenne jeśli spadnie na samo
    dno i niechce podnieść sie sam nic niezrobisz tak mu z tym dobrze bo
    wie że w domku jest ciepły obiadek czysto że zawsze wyłudzi pod
    belejakim pretekstem pieniądze albo krzykiem i awanturą alkocholik
    nieliczy sie z nikim bedzie szedł po trupach by sie nachlać miał
    zaco a przyjdzie taki moment że zacznie wynosić z domu i za pare
    groszy sprzeda na wóde co z tego że dziś niepije bo nieda rady sam
    isc bo jest na wózku inwalidzkim aby wypił jak bym postawiła sam
    mówi że chce wypić dokucza nieraz .teraz pomyśl co może być jak
    nieprzestanie pić niemiałam żadnego sparcia od nikogo wstydziłam sie
    powiedzieć że pije w sobie to dusiłam wstyd było zaprosić kogoś do
    domu bo niewiedziałam w jakim bedzie stanie i w jakim stanie
    zastane mieszkanie żebym miała ten rozóm i cofły się lata do tyłu
    zwiewałabym tak jak stoje od niego dziś jestem jak pies uwiązana do
    niego bo go teraz niezostawie. bo jest skazany na moją łaske .
    prosze jak tylko niechce sie leczyć odejdż od niego nielituj sie
    tak jak ja łudziłam i sama siebie okłamywałam że bedzie lepiej że
    przestanie pić aby niepodzieliła mojedo losu nikomu nieżycze tego
    pozdrawiam nieosądzajcie mnie ale napisałam swoją historie zostałam
    w niej sama
  • to_ja_pytam 03.10.08, 11:04
    stasia40 napisała: (...)

    Bardzo smutny ten Twój post, pełen żalu i goryczy. Rozumiem, jak się
    czujesz i jakim ciężarem jest dla Ciebie mąż.
    Niemniej twierdzę, że w sytuacji męża-alkoholika nie ma jednej
    reguły - zostawić lub nie zostawić. Każdy przypadek jest inny,
    jednym się udaje uratować małżeństwo, innym nie. I to niezależnie od
    tego, czy mąż przestał pić. Zdarza się, że dopiero po leczeniu, po
    zaprzestaniu picia małżonkowie podejmowali decyzję o rozwodzie. Bo
    nie mogli, nie potrafili już razem żyć "po nowemu". Tak, to jest
    duża zmiana, trzeba sobie zdawać sprawę, że życie trzeźwiejącej
    osoby zmienia się diametralnie, dotyczy to więc także i
    najbliższych. Nie każdy potrafi to zaakceptować, nie każdy chętnie
    zgadza się na zmiany. To, o czym każda żona powinna wiedzieć: wiele
    rzeczy nie wróci do stanu "jak dawniej", życie z osobą trzeźwiejącą
    nie zawsze będzie się układać wedle wyobrażeń i życzeń. Ale to nie
    znaczy, że będzie gorsze (choć i tak bywa), na pewno będzie "inne".
    Oczywiście podstawą jest podjęcie leczenie i zaprzestanie picia. To
    jest bardzo trudne dla alkoholika, wymaga czasu. Niewielu po
    pierwszych wizytach w poradni, po odwyku chce trzeźwieć NAPRAWDĘ. Na
    to trzeba czasu i wiele wysiłku. I abstynencji.
    Wracając do tego, co napisała Stasia - oczywiście nie ma sensu bez
    końca tkwić w związku z pijącym alkoholikiem. Z kolei proces
    trzeźwienia to lata, oraz praca nad sobą dla obydwu stron. Więc
    decydując się na jedną lub też drugą opcję, trzeba mieć świadomość
    do prawidłowej oceny sytuacji, oraz stan głowy i ducha pozwalający
    na podjęcie właściwej decyzji. To są trudne decyzje, chyba jedne z
    trudniejszych w życiu...
  • carla.bruni 03.10.08, 00:26
    zastanawia mnie postawa tesciowej. udaje, ze nie wie o co chodzi. nie dopuszcza
    do mysli, ze syn jest alkoholikiem. nie jestem zona alkoholika, ale wiem jak to
    jest zyc z alkoholikiem. mojemu bratu juz raczej nic nie pomoze, ale Ty sie
    trzymaj. pozdrawiam serdecznie.
  • zuzia36 03.10.08, 12:17
    teściowa tez lubi wypić więc jej postawa mnie nie dziwi
    co do naszej sytuacji jeszcze jestem z mężem, jednak jak jego stan będzie się
    pogarszał a on nic z tym nie będzie robił odejdę, teraz widzę ze terapia jednak
    działa
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 03.10.08, 18:39
    Co według Ciebie znaczy,że jego stan będzie się pogarszał?
    Co znaczy,on nie będzie nic z tym robił?
    Za bardzo to płynne i niewyraźne.
    23.
  • zuzia36 06.10.08, 13:42
    na dzień dzisiejszy nie wiem
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela099 03.10.08, 21:02
    cześć mam taki sam problem jak ty , tylko ze ja mam 12 letni staż
    małżeństwa i mam takich samych teśćów " na kolano go wezme" jest
    ciągle pijany i zaczoł mnie pić a to odbija sie na moich
    dzieciach
  • zuzia36 08.10.08, 20:57
    wróciłam do rodziców...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 08.10.08, 22:11
    chyba źle zrobiłam to on powinien wylecieć
    no nic i tak lezy na dechach...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 08.10.08, 23:09
    zuzia36 napisała:
    > chyba źle zrobiłam to on powinien wylecieć
    > no nic i tak lezy na dechach...
    ________________________________.
    Zuzia, masz teraz ciezki okres w swoim zyciu, ale wytrzymaj to.
    Wszystko ma swoj koniec... - Badz, prosze wlasnie teraz szczegolnie
    cierpliwa i dalej konsekwentna...!
    A najwazniejsze to; Nigdy nie zaluj tego, co raz postanowilas
    zrobic, i co zrobilas...!
    Pogody Ducha zycze: A...
  • kajda28 09.10.08, 08:04
    > chyba źle zrobiłam to on powinien wylecieć
    > no nic i tak lezy na dechach...

    nie myśl co on powinien, myśl co ty chcesz i co dla ciebie będzie dobre.
    --
    Wszyscy chcą naszego dobra. Nie dajcie go sobie zabrać.
  • zuzia36 09.10.08, 08:09
    jak myślicie jak go wypuszczą to się pewnie znowu nachleje??????
    kurde na 14 ma termin zamkniętego
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.10.08, 08:53
    zuza...
    Alkoholizm to utrata kontroli nad ilością spożywanego alkoholu jak i
    psychiczne przeświadczenie że się nad wszystkim panuje - zwłaszcza
    nad alkoholem i własnym zyciem...


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 09.10.08, 09:53
    dlatego robie mu w życiu straszny burdel
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.10.08, 09:56
    myślę, że alkoholika nie da się od tego wyręczyć...

    sam sobie to zapewni doskonle...
    mozna mu tylko w tym przeszkadzać, co właśnie czynią osoby
    współuzaleznione...
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 09.10.08, 10:08
    ale tym ze policję wczoraj na niego nasłałam to mu picia nie ułatwiam
    do domu też mam zamiar wrócić, jak on się tam pokaże to go wywalę, jak będzie
    trzeba to przy pomocy policji
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 09.10.08, 10:14
    A ja trzymam kciuki za Ciebie...
  • oryginal23 09.10.08, 10:22
    Ciekawa sprawa.Forum uzależnionych,a wszyscy jesteśmy przeciwko
    alkoholikowi.Pamiętajmy,ze też tacy byliśmy(i znowu możemy być)
    23.
  • to_ja_pytam 09.10.08, 11:19
    oryginal23 napisał:
    > Ciekawa sprawa.Forum uzależnionych,a wszyscy jesteśmy przeciwko
    > alkoholikowi.
    Tak sądzisz? Ja przeciwnie. To jest pomaganie alkoholikowi...
  • aaugustw 09.10.08, 11:33
    to_ja_pytam napisała:

    > oryginal23 napisał:
    > > Ciekawa sprawa.Forum uzależnionych,a wszyscy jesteśmy przeciwko
    > > alkoholikowi.
    - - - - - - - - - - - - - -
    Tak sądzisz? Ja przeciwnie. To jest pomaganie alkoholikowi...
    ____________________________________________________.
    Malo ludzi patrzy w taki oto dojrzaly i trzezwy sposob na
    problematyke tej choroby... - A szkoda...
    Pozdrawiam: A...
  • aaugustw 09.10.08, 10:20
    zuzia36 napisała:
    > ale tym ze policję wczoraj na niego nasłałam to mu picia nie
    ułatwiam do domu też mam zamiar wrócić, jak on się tam pokaże to go
    wywalę, jak będzie trzeba to przy pomocy policji
    ________________________________________________.
    Chcialas napewno powiedziec; "...jak on się tam pokaże pijany"
    Dziendobry Zuzia, tak trzymaj:
    A...
  • zuzia36 09.10.08, 10:32
    wywalę jak sie tylko zjawi, jego poziom promili we krwi mnie nie obchodzi
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 09.10.08, 11:02
    zuzia36 napisała:
    > wywalę jak sie tylko zjawi, jego poziom promili we krwi mnie nie
    obchodzi
    __________________________________.
    Nie dasz mu juz zadnej szansy...!? :-((
    A... ;-))

  • zuzia36 09.10.08, 10:33
    a tak w ogóle to dziękuje ze jesteście!!!!!!!
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 09.10.08, 10:37
    Teraz nie pijemy(oby tak zawsze)i możemy się"mądrzyć"
    Wszystkiego dobrego!
    23.
  • aaugustw 09.10.08, 11:08
    oryginal23 napisał:
    > Teraz nie pijemy(oby tak zawsze)i możemy się"mądrzyć"
    > Wszystkiego dobrego!
    > 23.
    ____________________________________________.
    Tytulujesz siebie przez "WY"... - Kto to sa ci "oni"...!?
    Jezeli ty sie wymadrzasz, to nie wciagaj w to "innych".
    Znalazl sie nastepny podpieracz dodajacy sobie odwagi "innymi"...
    A...
  • aaugustw 09.10.08, 11:04
    zuzia36 napisała:
    > a tak w ogóle to dziękuje ze jesteście!!!!!!!
    _____________________________.
    A ja dziekuje ze Ty jestes...!
    Wspolnie damy sobie rady...!
    A... ;-))

  • zuzia36 09.10.08, 11:52
    co z tego ze robie to co pinnam skoro tescie wszystko psują
    jest teraz u nich, do roboty chyba nie ma zamiaru wracać :( pewnie mu załatwią
    inną i wiele rzeczy załatwią za niego eeeh
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.10.08, 12:22
    Teście niech postępują jak oni uważają...
    Ty rób swoje, w końcu ich lączą inne relacje a Ciebie z mężem też
    inne...
    dlatego tak ważne jest skupienie sie na sobie, zwłaszcza we
    współuzaleznieniu, bo zajmowanie się rola kogoś innego w naszym życiu
    to objaw tego syndromu...

    Rób swoje i nie oczekuj jaki to przyniesie skutek...
    licz się że może być różnie, niemniej jednak Ty ratujesz siebie.
    więc spokojnie...

    ja też sie cieszę, że jestem.
    I że jestem w takim miejscu gotowa pomóc swoim życiem innym ludziom.
    Gotowa wcale nie znaczy, że napewno pomocna - też sie tego cały
    czas uczę...




    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 09.10.08, 12:32
    zuzia36 napisała:
    > co z tego ze robie to co pinnam skoro tescie wszystko psują
    > jest teraz u nich, do roboty chyba nie ma zamiaru wracać :( pewnie
    mu załatwią inną i wiele rzeczy załatwią za niego eeeh
    ____________________________________________________.
    I to jest ten punkt... - Tu jest on w "potrzasku"...!
    Dla dojrzalego czlowieka (takze dla niedojrzalego alkoholika),
    rodzice sa bardzo wazni, ale najwazniejsza dla niego jestes Ty
    Zuzia...! On toczy walke sam ze soba... - A co (i kto) wygra...(!?)
    nie wie nikt... - Dalszej konsekwencji i duzo cierpliwosci zycze:
    A...
    Ps. Postepujac w ten sposob masz szanse...
    (w innym przypadku nie masz ich zadnych)
  • to_ja_pytam 09.10.08, 12:47
    ela_102 napisała:
    > Rób swoje i nie oczekuj jaki to przyniesie skutek...
    > licz się że może być różnie, niemniej jednak Ty ratujesz siebie.

    Otóż to! Powyższe zdanie dobrze zapamiętaj. Zwłaszcza kiedy przyjdą
    chwilę rezygnacji i zwątpienia, czy robisz dobrze - powtarzaj je jak
    mantrę. Musisz ratować siebie...
    Pozdrawiam :)
  • zuzia36 09.10.08, 12:52
    ok
    jeszcze raz dziękuję, wasze rady są bardzo cenne, bardzo cenne
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 10.10.08, 08:25
    Zuzka co u Ciebie?
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 11.10.08, 14:36
    u mnie ok, zyje sobie spokojnie, wczoraj miałam gości, dzisiaj jestem u
    rodziców, na poniedziałek mam zaplanowane załatwianie urzedowych spraw m.in.
    zaczynam procedury o przymusowe leczenie...
    a mąż zniknął, tescie przywiezli go pod nasz dom, miał wejsc sie ze mna dogadac
    i zniknął, nigdzie go nie ma, tesc był u mnie... płakał... szuka go wszedzie...
    nie wiem moze zrobił to czym nas tak długo straszył, bo do tej pory mimo ciągów
    picia dawał znaki zycia, pojawiał sie tu i tam, a teraz go nie ma...
    no nic czekam...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 11.10.08, 15:08
    zuzia36 napisała:
    > u mnie ok, zyje sobie spokojnie, wczoraj miałam gości, dzisiaj
    jestem u rodziców...
    - - - - - - - - -
    Milo czytac takie pogodne teksty...! ;-))
    ___________________________________.
    zuzia36 napisała dalej:
    > ... mąż zniknął, tescie przywiezli go pod nasz dom, miał wejsc sie
    ze mna dogadac i zniknął, nigdzie go nie ma, tesc był u mnie...
    płakał... szuka go wszedzie...
    - - - - - - - - - - - - - - -
    Szkoda mi tego czlowieka (tescia)... - Coz on dba, jak na
    ojca "przystalo" o swoje interesy. Szkoda tylko, ze mialo
    to byc znowu Twoim kosztem...!
    ____________________________.
    zuzia36 napisała dalej:
    > nie wiem moze zrobił to czym nas tak długo straszył, bo do tej
    pory mimo ciągów picia dawał znaki zycia, pojawiał sie tu i tam, a
    teraz go nie ma... no nic czekam...
    - - - - - - - - - - - - - - -
    Wg. mnie: Czlowiek, ktory straszy i szantazuje innych swoja
    smiercia, zasluguje na nia jak najszybciej...!
    A...
    Ps. Nie martw sie, on sie odnajdzie. Nie musisz go szukac...!
  • ela_102 11.10.08, 15:49
    zuza witaj ;-)
    nie wiem moze zrobił to czym nas tak długo straszył, bo do tej pory
    mimo ciągów
    picia dawał znaki zycia, pojawiał sie tu i tam, a teraz go nie ma...

    ale teraz Twoje postępowanie się stanowczo zmieniło, pewne rzeczy
    zostały nazwane, poczyniono pewne uzgodnienia...
    Im Ty bardziej jesteś konsekwenta tym on bardziej czuje się w
    potrzasku...
    Chce abyś myślała, że zrobil to czym straszył...
    ale jakby to zrobił już bys o tym wiedziała...
    złe wiadomości roznosza się lotem błyskawicy...
    tak jakoś się dzieje...



    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 12.10.08, 11:44
    no pewnie ze sie znalazł, tzn znajomi dali miz nać ze sie pokazał tu i tam :)
    ciekawa jestem czy do pracy jutro pójdzie
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 12.10.08, 12:14
    zuzia36 napisała:
    > ciekawa jestem czy do pracy jutro pójdzie
    __________________________________________.
    (z ciekawosci Zuzia)
    Czemu Cie to tak interesuje...!?
    (ma on zobowiazania finansowe wobec Ciebie, dzieci, etc...?)
    A...

  • zuzia36 12.10.08, 12:19
    mamy dziecko, mieszkanie do opłacenia, a teraz po złapaniu przez policje ma
    sporo do zapłaty, tak po prostu ciekawa jestem czy bedzie wstanie sie pojawić w
    robocie
    ja jutro ide do osrodka mają mi pomóc załatwić rozdzielność, ide tez do sadu o
    alimenty wystąpić, a i na przymuswoe leczenie go zgłosze. Musze tez fotelik dla
    dziecka z policyjnego parkingu odzyskać
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 12.10.08, 13:57
    zuzia36 napisała:
    > mamy dziecko, mieszkanie do opłacenia, a teraz po złapaniu przez
    policje ma sporo do zapłaty, tak po prostu ciekawa jestem czy bedzie
    wstanie sie pojawić w robocie...
    ____________________________________.
    Dziekuje za odpowiedz Zuzia... - Rozumiem twoja troske...!
    Ale z tym pojsciem do pracy jest u alkoholikow roznie...
    Zalezy jaki typ alkoholika reprezentuje Twoj (jeszcze) maz.
    Ja nalezalem do tych "periodycznych". Jak zaczalem pic to
    w bardzo duzych ilosciach - do zerwania filmu a na drugi dzien nie
    bylem w stanie pojsc do pracy. Ci z kolei, ktorzy pija caly czas i
    rownomiernie, uzupelniaja tylko swoj poziom alkoholu we krwi i ida
    do pracy. Tacy znowu bez alkoholu nie funkcjonuja...
    Pozdrawiam: A...
  • ela_102 12.10.08, 14:23
    To nie ma żadnego kompletnie znaczenie czy On pójdzie jutro do pracy
    czy nie pójdzie...(ja często dzowniłam , że być mie mogą bo "coś
    tam" i ludziska pracowali za mnie - nikt mnie nie zwolnił)
    wazne tylko i wyłącznie zuza dla ciebie jest, CO TY, krok po kroku
    zamierzasz zrobić...
    Z tego co piszesz wiesz...
    więc wszystko jest ok :-) tak sądzę...brawo!
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 12.10.08, 15:33
    tak szczerze to wolałabym zeby sie nie zjawił to by go wypieprzyli, a to kolejny
    kopniak, mysle jednak ze on sie zjawi, na czwartek i piatek poszzedł do lekarza
    po zwolnienie, urlopu juz nie ma
    jutro juz poniedziałek wiec zobaczymy
    do jutra :)
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 13.10.08, 11:41
    nie przyszedł, ja sie z deka rozsypuje przez te urzedowe sprawy
    byłam na policji ma kupe kasy do zapłaty, a policjantowi mówił ze sie wstydzi
    pokazać mi na oczy, wczoraj jak byłam na spacerze z dzieckiem mijał nas jadąc
    samochodem ze szwagrem odwrócił głowę żeby nas nie widzieć, mieszka u teściów
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 13.10.08, 11:46
    My tu wierzymy w Ciebie :)
    Sory, nie piszę za innych: JA WIERZĘ :))
  • to_ja_pytam 13.10.08, 11:51
    A tak całkiem serio: jeszcze wiele trudnych momentów przed Tobą, nie
    ma łatwo. Ale na pewno dasz radę, na pewno widzisz już, że zmiana
    Twojej postawy, Twojego zachowania wymusza zmiany dookoła...
    Wystarczy więc, żebyś zajmowała się tym co TY masz do zrobienia, a
    reszta sama się ułoży... A kiedy jest bardzo trudno, szukaj
    wsparcia, jest wielu chętnych do pomocy...wbrew pozorom.
    Pozdrawiam :)
  • zuzia36 13.10.08, 12:33
    dzięki, spadam do sądu
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 14.10.08, 10:26
    Zuza :-)

    Ja jestem człowiekim który był kiedyś bardzo uwikłany w "zycie"
    innych ludzi. Kierowalam się ich opiniami, pogladami, przyznawalam
    wyższość ich madrosciom i nawet nie zdawalm sobie sprawy, że właśnie
    tak robię. Od zawsze miałam poczucie "autonomi" ale iluzoryczne...
    Spowodowalo to w moim życiu same klopoty.
    Dziś po zrozumieniu tych w sobie zachowań...zyję rzeczywiscie w
    zgodzie z sobą i dla siebie, robię to co do mnie należy a wszystko
    inne się układa, zasklepia , porządkuje. Im bardziej wiem czego chcę
    i co jest dla mnie dobre tym bardziej moje życie daje mi sarysfakcję.
    Było bardzo źle - chciałam to zmienić - zmieniam - jest bardzo
    dobrze.

    powodzonka :-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 13.10.08, 14:49
    to_ja_pytam napisała:
    > A tak całkiem serio: jeszcze wiele trudnych momentów przed Tobą,
    nie ma łatwo. Ale na pewno dasz radę, na pewno widzisz już, że
    zmiana Twojej postawy, Twojego zachowania wymusza zmiany dookoła...
    > Wystarczy więc, żebyś zajmowała się tym co TY masz do zrobienia, a
    > reszta sama się ułoży... A kiedy jest bardzo trudno, szukaj
    > wsparcia, jest wielu chętnych do pomocy...wbrew pozorom.
    > Pozdrawiam :)
    ______________________________________________.
    W Twoich slowach, To_ja_pytam siedzi zawarta cala prawda...!
    (wiem to po sobie i po nas).
    A...
  • zuzia36 14.10.08, 10:07
    przyszedł wczoraj wieczorem, przyszedł po rzeczy i pożegnać sie z dzieckiem,
    dzisiaj niby jedzie na zamknięte, tylko czy go przyjmą jak jeszcze wczoraj pił
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 14.10.08, 10:26
    zuzia36 napisała:
    > dzisiaj niby jedzie na zamknięte, tylko czy go przyjmą jak jeszcze
    wczoraj pił
    Jeśli dotrze na miejsce i nie będzie pod wpływem to go przyjmą. Nie
    to jest najważniejsze. Ważne jest to, że zaczyna się coś zmieniać,
    on zaczyna dostrzegać jak wygląda rzeczywistość obnażana m.in.
    dzięki Tobie. Nie może już udawać, tworzyć takich iluzji jak dotąd,
    bo okazuje się, że już nie wszyscy chcą w nie wierzyć...To jest
    dopiero początek - ale jaki ważny, najtrudniejszy! Niekoniecznie
    musi się udać za pierwszym razem; każdy ma swoją drogę trzeźwienia,
    jeden dłuższą, kto inny krótszą. Myślę, że dobrze byłoby gdybyś nie
    nastawiała się z góry na jakikolwiek efekt. Nie masz na to wpływu,
    jak będzie przebiegało leczenie męża. Rób swoje (będę to ciągle
    powtarzać ;) i tylko tyle - właściwie to "aż" tyle.. :)
    Pozdrawiam :)
  • zuzia36 14.10.08, 10:31
    wiec on teraz jeździ załatwia wszystko przy wyjazdem do ośrodka, jeżdzi rowerem
    bo prawka nie ma, w pewnej chwili chciałam wziąć urlop i mu pomóc wszystko
    pozałatwiać ale nie koniec sam mnie przystopował
    ciężko mi
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 14.10.08, 12:06
    ja zanim trafiłam na odwyk miałam tydzień na załatwienie palących
    spraw. Nikt mi nie pomagał. Im trudniej tym lepiej...
    Zdalam sobie wtedy sprawę jak delce byłam "niepoczytalna" i
    uzmysłowienie tego nie spowodowało chęci napicia się lecz
    zaowocowało potrzebą zmian...(to bylo niezwykle) wydobyłam się z
    tego "zaklętego koła obłędu"
    Mawiałam potem często, że w ciagu tego tygodnia zrozumiałam wiecej
    niż w ciagu całego życia...

    Oby i w jego przypadku też tak było...
    trzymam kciuki...za Ciebie i za niego..

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 14.10.08, 12:26
    ma ponad dwa promile :( jazda tam nie ma sensu :(
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 14.10.08, 12:34
    zuzia36 napisała:
    > ma ponad dwa promile :( jazda tam nie ma sensu :(
    ________________________________________.
    (a na pewno wyglada na trzezwego... - to taka moja mysl)
    Jezeli nie ma tam opieki medycznej, to faktycznie nie ma sensu,
    bo moze byc tak, ze po takim ostrym piciu, jakie mial i raptownym
    teraz spadku poziomu alkoholu we krwi moze dostac delirki...(!?).
    Nie zajmuj sie tym, bo to tylko Ciebie obciaza...
    A...

  • zuzia36 14.10.08, 12:39
    nie wyglada na trzeźwego, wygląda dokładnie tak jaki jest jego stan
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 14.10.08, 12:55
    zuzia36 napisała:
    > nie wyglada na trzeźwego, wygląda dokładnie tak jaki jest jego stan
    ____________________________________________.
    Napisalem tak, bo ja kiedy miale 2 promile we krwi wygladalem
    dopiero jak; "prawie" czlowiek.
    Skad Ty wiesz ile on ma promili - co...?
    (moze on ma juz 4...! jezeli tak slabo wyglada)
    A...

  • zuzia36 14.10.08, 13:09
    badał sie alkomatem
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 14.10.08, 13:50
    zuzia36 napisała:
    > badał sie alkomatem
    _____________________.
    Czy nie bylo by rozsadniej, aby wpierw "zaliczyl" on
    odtrucie (detoks)...(!?).
    Nie bede jednak w tej sprawie zabieral glosu, poniewaz ja swoje
    odtrucie alkoholowe i pozniejsza terapie zaliczylem poza Polska.
    A...
  • ela_102 14.10.08, 14:00
    Ja swojego czasu bylam częstym gosciem na detoksie jako osoba
    odwiedzająca...przyjmowali pijanych...
    bo czesto tylko wtedy mozna bylo ich "złapać" na chęć zmian..


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 14.10.08, 18:00
    ela_102 napisała:
    > Ja swojego czasu bylam częstym gosciem na detoksie jako osoba
    > odwiedzająca...przyjmowali pijanych...
    > bo czesto tylko wtedy mozna bylo ich "złapać" na chęć zmian..
    ______________________________________________________.
    Do "Domu dla bezdomnych", (gdzie przychodzi duzo polskojezycznych),
    chodzimy tylko do poludnia...! ;-))
    A...
  • kajda28 14.10.08, 19:33
    u mnie w rejonie wystarczy że zgłaszający się doda że chce się zabić, i go
    muszą przyjąć, jeżeli jest po alkoholu to najpierw przyjmują go na oddział
    zamknięty psychiatryczny, widziałam tam chłopaczka lat ok. 20 , ładny chłopak,
    przywiązany do łóżka, chciał abym podała mu nóż bo szli do niego:(
    i dopiero jak pacjent może funkcjonować bez żadnych leków , ok 3-4 tyg.(bo
    oczywiście na początek ma jakieś zapisane) to przenoszą go na odwyk (o ile
    oczywiście chce).
    a i trzeba pamiętać o skierowaniu, najlepiej od lekarza rodzinnego, a późnych
    porach wieczornych wystarczy pojechać na pogotowie.
    --
    Ludzie byli dawniej bliżsi sobie. Musieli. Broń nie niosła daleko.
  • zuzia36 15.10.08, 08:02
    mąz wydzwania do nich i prosi zeby go dzisiaj przyjęli
    trzymajcie za niego kciuki
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 15.10.08, 08:11
    ja trzymam za niego i za Ciebie;-)
    ten wątek to jest bardzo dobry wątek, od poczatku do końca...
    zupełnie jakby róża wyrosła na polu ostów;-)
    więc musi być dobrze dla ciebie dla niego i dla innych ;-)

    pozdrowki:-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 15.10.08, 09:07
    ma przyjechać, przyjmą go
    dzisiaj są jego 29 urodziny...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 15.10.08, 10:27
    zuzia36 napisała:
    > ma przyjechać, przyjmą go
    > dzisiaj są jego 29 urodziny...
    To będzie niezapomniany prezent :D
  • aaugustw 15.10.08, 10:36
    zuzia36 napisała:
    > ma przyjechać, przyjmą go dzisiaj są jego 29 urodziny...
    _________________________________________________.
    Pomoz mu tam dojechac, aby nie bylo zadnej "niespodzianki
    urodzinowej". Zloz mu zyczenia ode mnie - nie pijacego alkoholika.
    A... ;-))
    Ps. Ladna data do rozpoczecia abstynencji...!
  • zuzia36 15.10.08, 10:46
    zawiezie go tam kuzyn, który jest dla niego jak brat
    ze mną nie chciał sie nawet pożegnać, powiedział ze zostawi dla mnie kartkę na
    stole i prosił tylko zebym zadbała zeby dziecko o nim nie zapomniało
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 15.10.08, 11:22
    zuzia36 napisała:
    > zawiezie go tam kuzyn, który jest dla niego jak brat
    > ze mną nie chciał sie nawet pożegnać, powiedział ze zostawi dla
    mnie kartkę na stole i prosił tylko zebym zadbała zeby dziecko o nim
    nie zapomniało
    ___________________________________.
    Nie dziw mu sie, on jest oslabiony nie tylko fizycznie...
    Wstyd mu byloby, gdyby przed Toba zaczal plakac, jak
    "nie-mezczyzna". ;-)) (tacy juz jestesmy, w wiekszosci...!) :-((
    Ja jednak nie po to sie teraz odezwalem, ja chcialbym juz teraz
    uczulic Ciebie na jedna b. wazna sprawe... - na nadchodzaca teraz
    euforie, zarowno u Ciebie, jak i Twojego meza... - Teraz zacznie sie
    okres wychodzenia z tego dolu i jazda w gore... - Nie zapominaj
    nigdy o hamulcach...! - (to jest moje i nasze doswiadczenie AA),
    bo aby nastapil nawrot (choroby), nie potrzeba nic robic...
    A...
  • ela_102 15.10.08, 11:35
    dla mnie to niezwykłe i symboliczne...
    jakby doatał ponowną szansę na właściwe życie:-)
    i skorzystał z niej...
    W połowie cyklu terapeutycznego zapraszają rodzinę na tzw."sesję"
    na której pod kontrolą terapeuty można alkoholikowi powiedzieć
    wszystko to co bolało, boli...
    Jest duża szansa, że to usłyszy , skonfrontuje się z tym na trzeźwo
    i nie pojdzie chlać...
    Mnie terapia przestawiła "klepkę" i to byl dopiero poczatek zmian...
    Prawda, tylko prawda bez zawiści i chęci zemsty...powodowana troską
    i miłoscią, może przestawić mu w głowie jego "chore" myslenie i
    spostrzeganie w zasadzie wszystkiego...


    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 15.10.08, 12:11
    na 100% będę uczestniczyć w każdej sesji terapeutycznej na jaką mnie zaproszą
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 15.10.08, 12:09
    bo aby nastapil nawrot (choroby), nie potrzeba nic robic...
    jak mam to rozumieć????? wiem ze samo zakończenie 2 miesięcy leczenia nie
    gwarantuje sukcesu, że leczenie trzeba kontynuowac, ale masz rację cieszę sie
    już z samego faktu ze tam jedzie i mam wielką nadzieję że wróci stamtąd mój
    prawdziwy mąż
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 15.10.08, 12:13
    Bo to jest powód do radości...
    co innego kwestia oczekiwań na potem, bo bedzie i strach i euforia i
    wszystko...ale teraz to radość bo coś się może zmienić na lepsze...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 15.10.08, 12:26
    zuzia36 napisała:
    > bo aby nastapil nawrot (choroby), nie potrzeba nic robic...
    > jak mam to rozumieć?????
    __________________________________.
    Jadac pod gorke, jezeli wylaczysz biegi i hamulce auta,
    stoczysz sie z tym autem sama na dol... ;-))
    A inaczej mowiac: Jezeli Twoj maz (i Ty) nie bedziecie nic robic
    przeciwko tej chorobie, to znaczy, ze sie obaj nic nie zmienicie, a
    jezeli sie nie zmienicie, to znaczy bedzie dalej po staremu, czyli
    on bedzie dalej pil, a Ty bedziesz go pilnowala co robi... ;-))
    A...
  • to_ja_pytam 15.10.08, 13:05
    aaugustw napisał:
    > jezeli sie nie zmienicie, to znaczy bedzie dalej po staremu, czyli
    > on bedzie dalej pil, a Ty bedziesz go pilnowala co robi... ;-))
    Dokładnie tak. To jest Zuziu dopiero początek zmian, trzeba się
    pilnować i dbać o to, aby one dalej zachodziły i przynosiły efekty.
    Mąż po powrocie musi zmienić całe swoje życie, to będzie przewrót,
    który odnosi się do całej rodziny. Da się to przeżyć, nie martw
    się :) Ale jest to jeszcze długa praca dla Was obojga. Ciężka to
    praca, ale jej owoce bardzo smakują :)))
  • zuzia36 15.10.08, 13:07
    mam nadzieję że terapeuci przygotują nas na ten powrót do normalnego zycia
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 15.10.08, 13:16
    zuzia36 napisała:
    > mam nadzieję że terapeuci przygotują nas na ten powrót do
    normalnego zycia
    Oczywiście dadzą wskazówki, uczulą na pewne sprawy, ale to w WAS
    musi być gotowość do zmian. Do akceptacji - badź co bądź - nowej
    rzeczywistości i to WY sami musicie odwalić czarną robotę ;)
    Ale stare przysłowie pszczół mówi: CHCIEĆ TO MÓC. :)))
    Powodzenia i wytrwałości Wam życzę :)
  • aaugustw 15.10.08, 13:52
    to_ja_pytam napisała:

    > zuzia36 napisała:
    > > mam nadzieję że terapeuci przygotują nas na ten powrót do
    > normalnego zycia
    - - - - - - - - - - -
    > Oczywiście dadzą wskazówki, uczulą na pewne sprawy, ale to w WAS
    > musi być gotowość do zmian. Do akceptacji - badź co bądź - nowej
    > rzeczywistości i to WY sami musicie odwalić czarną robotę ;)
    > Ale stare przysłowie pszczół mówi: CHCIEĆ TO MÓC. :)))
    > Powodzenia i wytrwałości Wam życzę :)
    ___________________________________.
    Jestem pozytywnie oczarowany "Toj-pytajko";-)) Twoimi
    wypowiedziami...! - Respekt...!
    A...
    Ps. Zuzia, zeby moc dogadac sie z wlasna zona bez klotni, to na
    poczatku (po terapii) mielismy budzik podczas dyskusji. Kazdy mial
    max. 2 min. na wypowiedz a ten drugi mimo skretu kiszek musial
    cierpliwie i cicho czekac na koniec wypowiedzi... -
    Funkcjonowalo...! ;-))
    Dzis nawet bez budzika to wychodzi, bo ja juz siedze cicho... ;-(
  • to_ja_pytam 15.10.08, 14:14
    aaugustw napisał:
    > Jestem pozytywnie oczarowany "Toj-pytajko";-)) Twoimi
    > wypowiedziami...!
    Dziękuję, to miłe co napisałeś. Wszystko co piszę, wynika z mojego
    własnego życia, przeżyć, doświadczeń, przemyśleń... trochę tego
    było. Myślę, że zrozumienie własnej sytuacji, odkłamanie siebie i
    zaakceptowanie tego jakimi jesteśmy naprawdę (z całym
    tym "dobrodziejstwem inwentarza") pozwala na zmianę myślenia i co za
    tym idzie - do podjęcia działań zmierzających w odpowiednim
    kierunku. Zawsze podkreślam, że ciężka to praca, bo taka jest
    prawda. Ale warto. Ja mam jeszcze dużo do zrobienia. Staram się,
    czasami to bardzo trudne i choć nie zawsze mi wychodzi, jest jedno z
    czego się cieszę: to, że mam tego świadomość. Bo teraz wiem co mogę
    zmienić i zrobić, ba - wiem że MOGĘ :)) A kiedyś było inaczej...
    Pozdrawiam.
  • ela_102 15.10.08, 13:44
    Zuza:

    mam nadzieję że terapeuci przygotują nas na ten powrót do normalnego
    zycia

    bardzo to budujące, że piszesz NAS....szczęściarz ten Twój mąż..
    A skoro znalazł taką madrą kobietę to sam musi być niczego sobie;-)
    Dwa lata temu uczestniczyłam w pogrzebie trzeźwego alkoholika
    zmarłego na zawał, któremu zona przez 8 lat codziennie przypominała
    jakim był "łajdakiem" gdy pił...
    Nie zdążyła zauwazyć, że chłop jest trzeźwy, fajny, bardzo lubiany,
    spokojny...a On umarł...
    Syn, też alkoholik, do samej śmierci obwiniał go również za własne
    pijaństwo i nieudane próby powrotu do trzeźwości...
    A on znosił to jak "Jezus Chrystus" chłosty w imię "pokuty"

    pogodny miał wyraz twarzy, spokojny, szczęśliwy a ONi...zostali
    zapłakani bo okazało się, że na wszystko jest już za późno...

    taka refleksja...
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 15.10.08, 14:17
    powiem szczerze ze dzięki temu forum, czyli dzięki Wam zrozumiałam tą chorobę i
    już mu dawno wybaczyłam, dzięki Wam wiem ze można z tego wyjść, że jest o co
    walczyć...
    muszę tylko teraz nauczyć sie kochać męża niepijącego alkoholika
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 15.10.08, 14:20
    zuzia36 napisała:
    > powiem szczerze ze dzięki temu forum, czyli dzięki Wam zrozumiałam
    tą chorobę
    :))) To działa, mnie kiedyś też pomogło pewne forum, pierwsze kroki
    stawiałam dzięki dobrym ludziom, którzy podzielili się ze mną swoim
    doświadczeniem. I tak sobie dalej kroczę powolutku i bez
    pośpiechu... :)
  • aaugustw 15.10.08, 14:39
    zuzia36 napisała:
    > muszę tylko teraz nauczyć sie kochać męża niepijącego alkoholika
    ___________________________________________________.
    Ktos powiedzial, ze z miloscia jest podobnie jak z ta
    chatka samotna, spotkana przez zglodnialego wedrowca
    gdzies tam wysoko na szlaku gorskim...
    W chatce takiej znajdziesz tyle dla siebie ciepla i
    jedzenia, ile sama do niej wpierw tam wniesiesz...
    A...
    Ps. U nas w domu, na poczatku byly dosc ostre i czeste klotnie...
    Ktoregos dnia zwrocilismy uwage na cos ciekawego i wesolego:
    klotnie te nie byly zwiazane juz z piciem alkoholu...! ;-))
    - - -
    Milosc zawsze - bez wyjatku - zaczyna sie od dawania...!
  • zuzia36 16.10.08, 16:13
    pojechał i wrócił, nie przyjeli go bo juz nie było lekarza
    postawiłam sie dzisiaj ostro ze jak nie pojedzie to nie ma rodziny i pojechał,
    prosił tylko zebym z nim tam pojechała
    Boże zeby on wytrzymał tam te dwa miesiące!
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 16.10.08, 16:18
    Zuza skoro wzywasz Boga do pomocy...pomoże...ufaj, poprostu...
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 17.10.08, 08:16
    ufam Bodu, ale co wieczór będziemy sie z synkiem modlić za tatę aby Bóg dał mu
    siłę, wierzę też ze Bóg postawił mnie na jego drodze żebym mu pomogła, on
    zasługuje wreszcie na normalne życie
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • aaugustw 17.10.08, 11:07
    zuzia36 napisała:
    > ufam Bogu, ale co wieczór będziemy sie z synkiem modlić za tatę
    aby Bóg dał mu siłę, wierzę też ze Bóg postawił mnie na jego drodze
    żebym mu pomogła, on zasługuje wreszcie na normalne życie
    ____________________________________________________.
    Zuzia, ta choroba to "ulica jednokierumkowa", na niej nie ma
    odwrotu, aby nie spowodowac kolejnej katastrofy... - Wy oboje
    poruszacie sie juz we wlasciwym kierunku, jezeli tak bedzie dalej
    to chce ci powiedziec, ze jestes w czepku urodzona... - Bedziecie
    jeszcze bardzo szczesliwi...! Bardziej, anizeli ci, ktorzy nie byli
    w tym piekle.
    Pozdrawiam i zycze Tobie jeszcze duuzo cierpliwosci:
    A... ;-))
    Ps. Ja nie potrafie sie modlic, ale moja tez to robila...
  • ela_102 17.10.08, 12:56
    Zuzka ;-)

    Postawił wam siebie nawzajem. Ty też dzieki temu przeżyjesz pewne
    znaczące przemiany. Obserwuję ludzi od lat...
    wierzącym w Boga dużo latwiej przyjąć i zrozumieć to co ich spotyka.
    U mnie AKURAT okres calkowitego niezrozumienia i odwrócenia się od
    BOGA (obrazona byłam okrutnie) przypadł na czas uzaleznienia...
    Im bardziej się na Boga wkurzałam tym bardziej upadałam.
    Dziś mamy fojowe układy - ale okazało się , że po pogrzebie mojego
    ojca , jedna z ciotek - wyjatkowo wierząca - bo w mojej rodzinie to
    ewenement wykupila za mnie Msze.sw w Pieniężnie. tak dalece nie
    widział jej się moj wizerunek na tym pogrzebie.(nota bene byłam z
    podbitym okiem)...
    jak stanęłam jakimś cudem na nogi - zaczęłam niesiona
    niepochamowaną potrzebą,jezdzić do Pienięzna na dni.skupienia dla
    alkoholików, Dwa razy do roku...i czulam się tam jak w domu...
    Porobilam tam nieżle porządki z sobą...

    Ale czemu mnie tak tam ciagnęlo odpowiedzialo mi się rok temu, kiedy
    spotklam w Olsztynie ciotkę...
    Modlitwa jesli szczera ma WIELKA MOC...
    dziś sama modlę sie za wielu w rózny sposob...bardzo rózny ;-)
    ale widzę ...owocny:-))))))

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • ela_102 16.10.08, 17:02
    Niespodziewana wizyta mojego brata...alkoholika trwale nie pijącego
    ponad 8 lat. jego pijaństwo w czasie gdy byłam nastolatka było dla
    mnie czymś tak nie pojętym, że jedyne co potarfiłam robić to
    izolować się od niego, chronić ciekawymi miejscami (kino, chóry,
    zespoly muzyczne,kółka teatralne) Potem jak byłam już mężatka zawsze
    robił mi taki wstyd, że dlugo nie mogłam ochłonąć po jego wizycie.
    Ale zadziałać nie miałam ani siły, ani ochoty...
    Więzi miedzy nami to twór tak wykrzywiony, nawet teraz kiedy oboje
    jestesmy alkoholikami unikamy mówienie o tym co jest miedzy nami po
    to by zajmować się rozmową o innych...
    Ogolnie wizyta wesoła, oboje mamy radość z tego że nie pijemy ale...
    teraz odzywa się we mnie "niezalatwiona" siostra alkoholika...
    odzcuwam przykrość z domieszką odrzucenia....
    przypomina mi się strach o niego i strach przed nim...

    Wiedza o alkoholizmie nie przekłada się na życie
    emocjonalne...niestety...
    Jedyne co jest inne teraz w tych moich emocjach to dawanie im prawa
    do istnienia...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 16.10.08, 17:17
    ela_102 napisała:
    > Wiedza o alkoholizmie nie przekłada się na życie
    > emocjonalne...niestety...
    ________________________________________.
    Dzieki temu wynaleziono Tradycje AA i sluzby...
    (same Kroki AA to za malo).
    A... ;-))
  • tenjaras 16.10.08, 17:36
    myślę, że ważna jest celowość zaprzestania picia, jasna odpowiedź
    sobie - przestaje pić i co?

    i bardzo ważne jest się nie pomylić...

    --
    na początku był chaos, chaos był dobry,
    potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło...
  • aaugustw 16.10.08, 17:47
    tenjaras napisał:
    > myślę, że ważna jest celowość zaprzestania picia, jasna odpowiedź
    > sobie - przestaje pić i co?
    > i bardzo ważne jest się nie pomylić...
    _______________________________________.
    I w tym jest ten sęk... - Jak to zrobic, zeby sie znowu nie
    pomylic...!??
    Ja zawsze uwazalem siebie za najmadrzejszego i takego, ktory sam
    poradzi sobie z alkoholem, a w efekcie koncowym rozum moj zawsze
    wymyslal butelke...! :-((
    Dopiero kiedy (prawie zmuszony) zaczalem spotykac drugich
    alkoholikow, ktorzy sobie z tym poradzili, zaczalem trzezwiec, bo to
    oni (krok, po kroczku), przy wspolnym stole swym dzieleniem sie
    swoimi doswiadczeniami, rozpoczeli prostowanie mojej chorej
    swiadomosci, ktorej wypaczenia alkohol wogole nie byl winien, On to
    tylko potegowal...!
    A...
  • tenjaras 16.10.08, 17:54
    > Dopiero kiedy (prawie zmuszony) zaczalem spotykac drugich
    > alkoholikow, ktorzy sobie z tym poradzili, zaczalem trzezwiec...

    to działa na pewno, nie muszę na to dawać słowa i potwierdzać,
    jestem chodzącym, puszczającym bąki, ziewającym, cieszącym się na
    dobrą michę i seks, żywym świadectwem

    ale niektórzy wybierają drogę na skróty i półśrodki, dziwiąc się
    ciągle, dlaczego nic się nie układa lub psuje po jakimś czasie...

    --
    na początku był chaos, chaos był dobry,
    potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło...
  • aaugustw 16.10.08, 17:59
    tenjaras napisał:
    > ale niektórzy wybierają drogę na skróty i półśrodki, dziwiąc się
    > ciągle, dlaczego nic się nie układa lub psuje po jakimś czasie...
    __________________________________________________.
    Takich mi zal, bo cierpia niepotrzebnie na tym (wedlug
    nich) lez padole, a mogliby byc takze szczesliwi za zycia...
    Cholera, czy jest mi ich naprawde zal...?
    Mysle, ze chyba wiecej ich rodzin (matek, ojcow, zon, dzieci,
    etc...!).
    A...

  • ela_102 16.10.08, 17:57
    Mój brat 19 lat przestaje pić i podczas naszego przedostatniego
    kilkugodziennego spotkania stwierdził, że ja zrobiłam więcej do
    niego w znacznie któtszym czasie...
    pomim, że potarfi do dostrzec do AA czy na terapię nie wybiera się.
    Przy tym nie widzi sensu swojego życia dalszego (dzieci pójdą w
    Swiat a jego swiat się skończy) depresje, bezsens - a uśmiech na
    twarzy jakby wygrał milion w Totka...
    samozaklamanie, chaos...zupelnie jak w czynnym alkoholizmie...
    czasami bierze leki, które markują dzialanie alkoholu, bo przepisuje
    mu je lekarz...ech a może jednak da się coś zrobić...z czasem
    Mam wrażenie, że ta wizyta to była "kontrola" czy aby ela mówi
    prawdę...niedowiaryzm rodzinny ;-)

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 16.10.08, 18:02
    ela_102 napisała:
    > Mój brat 19 lat przestaje pić i podczas naszego przedostatniego
    > kilkugodziennego spotkania stwierdził, że ja zrobiłam więcej do
    > niego w znacznie któtszym czasie...
    > pomim, że potarfi do dostrzec do AA czy na terapię nie wybiera się.
    > Przy tym nie widzi sensu swojego życia dalszego (dzieci pójdą w
    > Swiat a jego swiat się skończy) depresje, bezsens - a uśmiech na
    > twarzy jakby wygrał milion w Totka...
    > samozaklamanie, chaos...zupelnie jak w czynnym alkoholizmie...
    > czasami bierze leki, które markują dzialanie alkoholu, bo
    przepisuje mu je lekarz...ech a może jednak da się coś zrobić...z
    czasem Mam wrażenie, że ta wizyta to była "kontrola" czy aby ela
    mówi prawdę...niedowiaryzm rodzinny ;-)
    ___________________________________.
    Z tego wszystkiego co opisalas, pozostal mi ten "niedowiaryzm"
    do ludzi, a raczej mozna to nazwac; "Zasada ograniczonego zaufania
    do drugiego czlowieka".
    A...
  • ela_102 16.10.08, 19:21
    August:

    a raczej mozna to nazwac; "Zasada ograniczonego zaufania
    do drugiego czlowieka".


    to musiałam w sobie wypracować, zanim to nastapiło, ludzie mogli mi
    wmówic dosłownie wszystko i wykorzystać do bólu. Nie żebym miała
    pretensje. bo w końcu, dzieki tamtym doswiadczeniom wiem co jest
    grane, gdy zaczyna się dziać ;-) i trzemam się od takich z daleka...

    Niedowiaryzm to slowo wymyslone przeze mnie na potrzeby swojego
    samopoczucia...to cos takiego "wiem, że to cudne - i takie proste -
    jak mogłam tego wczesniej niechcieć" NIEDOWIARYZM...czyli
    niedowiary...takie wytrzeszczenie oczu w zachwycie;-)

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 16.10.08, 17:13
    zuzia36 napisała:
    > ... postawiłam sie dzisiaj ostro ze jak nie pojedzie to nie ma
    rodziny i pojechał, prosił tylko zebym z nim tam pojechała
    > Boże zeby on wytrzymał tam te dwa miesiące!
    _______________________________________.
    Czyli pojechalas z nim i pomoglas mu...?
    A...
    Ps. "W strachu wolalem Pana" - (Psalm 118,5)
  • aaugustw 15.10.08, 10:32
    zuzia36 napisała:
    > mąz wydzwania do nich i prosi zeby go dzisiaj przyjęli
    > trzymajcie za niego kciuki
    _________________.
    To juz jest cos..!
    A... ;-))

  • ela_102 15.10.08, 10:51
    Ja na odwyk trafiłam dzień przed 1 czerwca...
    Zrozumialam też, że lepszego prezentu na DZIEŃ DZIECKA wówczas nie
    byłabym w stanie wymyśleć :-)

    cieszę się z takiego obrotu spraw :-))))))))

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 13.10.08, 14:44
    zuzia36 napisała:
    > nie przyszedł, ja sie z deka rozsypuje przez te urzedowe sprawy
    > byłam na policji ma kupe kasy do zapłaty, a policjantowi mówił ze
    sie wstydzi pokazać mi na oczy, wczoraj jak byłam na spacerze z
    dzieckiem mijał nas jadąc samochodem ze szwagrem odwrócił głowę żeby
    nas nie widzieć, mieszka u teściów
    __________________________________.
    Z tego widze, ze on prawie juz dojrzal do rozpoczecia
    abstynencji...! ;-))
    Zuzia bylem podobnym wrakiem mezczyzny... - Ta choroba doprowadzila
    mnie do tego, ze ja juz nawet nie moglem porzadnie zapic, aby byc
    pijanym i nie pamietac o niczym... Takze bylem w tej fazie
    wystraszony, wstydliwy, tchorzliwy, nie mogacy zniesc otaczajacych
    mnie realii tego swiata... - Potem sam poprosilem zone o pomoc..
    Dla mnie bylo to wtedy najwieksze upokorzenie. Dzisiaj wiem, ze byla
    to pierwsza oznaka mojej pokory, ktora niezbedna jest do trzewienia.
    Zona udzielila mi pomocy, ale nie ustapila ani o milimetr tam, gdzie
    chodzilo o alkohol i nasze zycie rodzinne...!
    Pozdrawiam: A... ;-))
    Ps. Przypominasz mi moja "terrorystke", wiec powinnas i Ty (razem z
    nim) dac sobie tez rady z ta choroba...(!?)
  • zuzia36 19.10.08, 10:38
    dzwonił wczoraj do mnie, pytał sie czy wszystko ok u nas i mówił ze nie wie czy
    wytrzyma do końca :(
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 19.10.08, 12:12
    Mówił prawdę, zgodnie z tym co myśli.
    A co mu odpowiedziałaś?
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 19.10.08, 13:02
    ze da radę
    rozmawialiśmy bardzo krótko bo 50 sekund, pytał sie głownie o mnie i dziecko
    wg mnie poczatki zawsze są trudne, póxniej bedzie sie obawiał wyjścia...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 19.10.08, 13:21
    Zuza :-)
    Zderzył się z zupełnie czymś nowym, nie pije, ma zespoly odstawienne
    widzi podobnych do siebie, oczywiscie wydaje mu się, że do nich
    jeszcze nie pasuje...dzieje się w nim OGROM rzeczy ktore ciężko
    unieść a już napewno zrozumieć.Ważne, że ma fachowców wokół siebie,
    ale jak zechce wyjść a oni poczują że nie ma w nim zbyt silnej
    motywacji do nie picia to nikt go nie zatrzyma...
    w czasie mojego pobytu ma odwyku...zrezygnowalo w ten sposob dwu
    chlopaków...w sobotę się spakowali i wyszli, dlatego w sobotę bo
    tylko jeden dyżurny terapeuta i luźniejszy czas...
    Pamietam, ze staralam się do nich przemówić, aby jednak zostali. ale
    mialam wrażenie, że mówię do ściany lub do osoby w jakimś letargu...

    Myslę, że dobrze bylo mu powiedzieć, że jeśli tego nie wytrzyma, to
    nie ma po co wracać do domu...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 19.10.08, 13:47
    on to wie, wie ze jesli mu na mnie i dziecku zależy musi zakończyć to leczenie
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 19.10.08, 14:03
    Co wcale nie oznacza, że NAGLE przestanie czynić próby
    charakterystycznego dla alkoholika manipulowania innymi...
    to nie odchodzi ot tak sobie, to trzeba zrozumieć samemu...
    A do Ciebie nalezy zaledwie nie dawanie mu prawa do tegoz...
    a co On zrobi? jak zawsze niewiadoma, szkoda nawet czasu na
    wymyślanie tego co może sie stać...bo stać sie może dosłownie
    wszystko...wytzreźwienie ma w tym swój procent...
    tego mu przecież tylko zyczymy...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 19.10.08, 14:48
    chyba sie powtarzam :) masz rację! musze być twarda i nie dac sie zmanipulować!
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 19.10.08, 15:11
    Otóz to!
    U Ciebie trwale zmiany zachowań to też proces...
    skup sie na nich w sposób szczególny, poprostu nie powielaj Niczego
    co do tej pory Ci szkodziło...
    Kieruj się rozsadkiem i wiedza o alkoholizmie a nie swoimi
    życzeniami czy oczekiwaniami...
    Nie daj sobie w mówić, że tam jest STRASZNIE...(na odwyku)
    Bo ta STRASZNOŚĆ ma miejsce tylko w nim i on to sobie Tam
    uświadamia...dlatego mysli że nie da rady...
    Nie dlatego ze kolega chrapie w nocy i nie daje mu spać;-)



    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • ela_102 19.10.08, 20:42
    uważam, że jak ktos zechce sobie znależć link do tego co go
    interesuje to soebie znajdzie...jadnak trafiłam na fajną rzecz...
    może warto poczytać zuzka:

    www.eioba.pl/a82699/wspoluzaleznienie_kobiet
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 20.10.08, 08:04
    w wolnej chwili napewno przeczytam, dzięki
    a my mam nadzieję, że jednak będziemy razem
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 20.10.08, 08:40
    przeczytałam. Mąz pochodzi wręcz z rodziny patologicznej co widać po nim i jego
    siostrach. Natomiast ja - niby normalna rodzina, ale ... no właśnie ale...
    dopiero po przeczytaniu tego artykułu uświadomiłam sobie, że rodzice, zwłaszcza
    mama, bardzo mnie od siebie uzaleznili. Niby moja samoocena jest ok, ale cały
    czas wątpię w swoje możliwości, cały czas wybieram to co jest dla mnie mniej
    trudne, a zwłaszcza to co mi wskazują rodzice. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam
    nie po ich myśli była wyprowadzka od nich i walka o męża. Dzisiejszą noc
    spędziłam też u rodziców i to był błąd. I ja i dziecko źle spaliśmy. Czas
    przerwać tą pępowinę...
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 20.10.08, 09:35
    Zuza :-)
    Mądra z Ciebie i świadoma kobieta, otwarta na "nowe", czujna i
    analizująca.To OGROMNE zalety! wykorzystaj je w jak najlepszym
    sensie dla siebie. On jest tam i tam robi z sobą porządki, Ty jesteś
    tutaj i korzystaj jak najwiecej...
    Ludzie i ich doświadczenia to najmądrzejasza książką o tym , jak w
    życiu nie postępować i czego unikać aby mieć jak najmniej kłopotów,
    a przy tym udane, szczęśliwe zycie. Wszak jedno je mamy.
    Skoro Los umiejscowił nas wsród takich a nie innych ludzi - warto
    ich zrozumieć, aby nie zapętlać sie w niepotrzobne emocje - skoro
    chce się z nimi żyć. Zrozumieć alkoholizm to zrozumieć zachowanie
    tego czlowieka i nabrać umiejętności własciwego z nim postepowania.
    Tylko wtedy można fajnie zyć pomimo tej choroby.

    pozdrówki poniedziałkowe.
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 20.10.08, 10:06
    na wiele rzeczy to forum a głownie Ty Elu otworzyłaś mi oczy, myslimy podobnie :)
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 20.10.08, 12:55
    Jest przeczytać takie słowa, a i budują na przyszłość :-))))
    dzięki wielkie :-)
    Tutaj zaledwie potwierdza się teoria "swój do swego po swoje" ;-)
    jak i ukrywa sie odpowiedź dlaczego ludzie mogą się kompletnie nie
    rozumieć...
    ale to zawsze idzie zmieniać...optykmizm mam wrodzony, nie sobie go
    zawdzięczam, a jedynie z niego korzystam:-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 19.10.08, 20:38
    zuzia36 napisała:
    > ze da radę
    > rozmawialiśmy bardzo krótko bo 50 sekund, pytał sie głownie o mnie
    i dziecko wg mnie poczatki zawsze są trudne, póxniej bedzie sie
    obawiał wyjścia...
    _____________________________________________.
    Zuzia, slowa Twoje przypominaja mi poczatki mojej terapii...
    Moje poczucie winy i chec odrobienia wtedy wszystkiego od razu,
    (najlepiej za jednym zamachem), powodowaly to, ze koncentrowalem sie
    tylko na zonie i dzieciach. A robilem to jak jaki "bohater
    narodowy" - dla nich...! Przypominam sobie, ze nie tylko ja. Inni
    takze patrzyli z pogarda na terapeutow, ktorych nie rozumielismy do
    konca, a ktorzy mowili cos w tym sensie, ze nasze zony byly, (lub
    sa) wspoluzaleznione od alkoholikow i ponosza takze swego rodzaju
    odpowiedzialnosc za picie meza...! - To byl bunt... (statystyki
    wyraznie mowia, ze krotko po terapii nastepuje najwiecej
    rozwodow...!?).
    A...
  • aaugustw 19.10.08, 12:47
    zuzia36 napisała:
    > dzwonił wczoraj do mnie, pytał sie czy wszystko ok u nas i mówił
    ze nie wie czy wytrzyma do końca :(
    __________________________________.
    Biorac wg. sobie, mysle ze chce on podkerslic jak tam ciezko i jaki
    to z niego dzielny chlopczyk, ze on to wszystko wytrzymuje...
    Zlekcewaz to i powiedz mu, ze wierzysz w niego. Mnie by to wtedy
    wystarczylo...! ;-))
    A...
  • zuzia36 21.10.08, 10:13
    wczoraj odwiedził mnie teśc, na dokładke podpity (trzeźwy nawet by nie
    zadzwonił) koniecznie chciał sie dowiedzieć gdzie jest mąz, teściowa podobno
    siedzi w domu, ryczy i je tablety. Jaka kochana rodzinka!!!!!!! tak tylko
    chciałam sie wyżalić :)
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 23.10.08, 17:13
    Zuza :-)
    Moja rodzina do dziś nie może się otrząsnąć się ze zmian jakie
    zaszly w moim życiu i wcale nie z RADOŚCI, zupełnie jakby była
    trybikiem który wypadł z łańcucha, przez co trochę się zacina...
    No najbardziej brakuje im mojego "poniżania się" "służalczości"
    i "kajania" się w ciągłym poczuciu winy...
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 23.10.08, 21:39
    tylko mąz ma jakies dziwne silne więzi z rodzicami, zwłaszcza z matką i boje sie
    ze oni go pogrążą
    a przy okazji dzwonił znowu ale jakby inny człowiek, wesoły, mówił ze nie ma na
    nic czasu, ze roboty dużo i ze jeść mało dają :) to mu dzisiaj z okazji imienin
    wysłałam paczką 1,5 kg jego ulubionej kiełbasy hihihi
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 24.10.08, 09:31
    Zaburzone relacje z rodzicami to kwestia na potem...
    dobrze, że czuje sie lepiej...
    trzymaj sie :-)))))
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • ela_102 27.10.08, 14:55
    jak się macie?
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 27.10.08, 15:33
    u nas bez zmian
    mąż nadal w ośrodku, a ja i dziecko staramy sie żyć normalnie :) tęskno nam
    tylko trochę za tatą :)
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • oryginal23 27.10.08, 17:45
    Kiepską masz pamięć skoro już tęsknisz,albo nie było tak źle jak
    pisałaś.
    23.
  • janulodz 27.10.08, 17:55
    U mnie było bardzo źle, a żona ze mną została, kiedy zacząłem się leczyć.
    (jakkolwiek można to rozumieć) I była mi podporą i przyjacielem.
    --
    "Wytrzeźwiałem, żeby żyć", a nie - "żyję dla trzeźwienia"
  • zuzia36 28.10.08, 09:01
    staram się pamiętać dobre chwile. Jak był pijany sprawił mi wiele przykrości,
    ale mam nadzieję że to już przeszłość i czekam z utęsknieniem na nowego męża
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • ela_102 28.10.08, 09:18
    A robisz coś z wizerukiem siebie jako "nowej" zony?
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 28.10.08, 10:53
    ela_102 napisała:
    > A robisz coś z wizerukiem siebie jako "nowej" zony?
    ____________________________________________________.
    Hmm... - Tak sobie pomyslalem, czy Zuzia zrozumie pelnie i sens
    tego pytania, bo jak na razie srodek ciezkosci, (ten wektor)
    swoich oczekiwan ma przesuniety w inna strone, a to moze, (choc
    nie musi) okazac sie mocno zawodne... :-(
    A...
  • zuzia36 28.10.08, 11:05
    tzn w którą???? mam jeszcze 6 tygodni na zmiany, mam też nadzieję ze wezwą mnie
    na terapię do ośrodka, w którym jest mąż
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • zuzia36 28.10.08, 10:54
    jeszcze nie :) musiałam troszkę poukładać sobie życie jako samotna matka, w
    następnym tygodniu pójdę do tutejszego ośrodka
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 28.10.08, 11:30
    zuzia36 napisała:
    > w następnym tygodniu pójdę do tutejszego ośrodka

    I to jest właściwa decyzja! :)
    Pozdrawiam
  • zuzia36 28.10.08, 11:54
  • aaugustw 28.10.08, 11:59
    to_ja_pytam napisała:

    > zuzia36 napisała:
    > > w następnym tygodniu pójdę do tutejszego ośrodka
    - - - - - - - - - - - - - - -
    > I to jest właściwa decyzja! :)
    ____________________________.
    Ale niewlasciwe postepowanie! ;-)
    A...
    Ps. Juz trzy tygodnie minely od zalozenia tego watku...!
    (a zmian duchowych nie da sie dokonac w 6 tygodni...!) :-(
  • to_ja_pytam 28.10.08, 12:15
    aaugustw napisał:
    > Ale niewlasciwe postepowanie! ;-)
    > A...
    > Ps. Juz trzy tygodnie minely od zalozenia tego watku...!
    > (a zmian duchowych nie da sie dokonac w 6 tygodni...!) :-(
    Oczywiście, że na zmiany trzeba długiego, bardzo długiego czasu. Ale
    to nie zmienia faktu, że zuza jest otwarta na te zmiany i CHCE - a
    to już jest bardzo dużo. Wcale nie tak często kobiety (żony) mają
    takie podejście do tego problemu...
    Poozdrawiam
  • ela_102 28.10.08, 20:41
    to_ja_pytam:
    Wcale nie tak często kobiety (żony) mają
    takie podejście do tego problemu...

    a nawet bardzo rzadko...
    dlatego jestem zachwycona świadomością zuzy.
    Choc mam wrażenie, że trochę przykucnęła...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 29.10.08, 09:12
    no przykucnełam ale chciałam chwilkę odsapnąć, nie chciałam też się umawiac na
    terapie wiedząc ze będę po godzinach w robocie zostawać
    z drugiej strony miło, że mnie tak poganiacie do roboty, czasem taki kopniaczek
    jest potrzebny :)
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 29.10.08, 10:36
    Zuzka, żeby ludzie tak jak Ty przyjmowali chęc pomocy, na świecie
    nie byloby wojen;-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 29.10.08, 11:31
    eeeeeeeee byłby za spokojnie :D
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 29.10.08, 12:30
    zuzia36 napisała:
    > eeeeeeeee byłby za spokojnie :D
    _____________________________.
    Czy wszystkie osoby wspoluzaleznione lubia miec podwyzszone wartosci
    adrenaliny...!? :-(
    A... ;-)

  • aaugustw 29.10.08, 12:27
    zuzia36 napisała:
    > ... z drugiej strony miło, że mnie tak poganiacie do roboty,
    czasem taki kopniaczek jest potrzebny :)
    ____________________________________.
    Taki kopniaczek nigdy nie jest potrzebny, jezeli sie wdraza do zycia
    to, czego sie juz dowiedzialo od tych, ktorzy to maja za soba...!
    A, jezeli sie go tu dostalo, to tylko dlatego, zebys uniknela o
    wiele wiekszego kopa od zycia...!
    Pozdrawiam: A...
  • zuzia36 29.10.08, 13:58
    dobra dobra nie krzycz już na mnie ;)
    i bardzo lubie spokojne życie
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 29.10.08, 14:04
    zuzia36 napisała:
    > dobra dobra nie krzycz już na mnie ;)
    > i bardzo lubie spokojne życie
    ______________________________.
    Ale z adrenalina...!? ;-))
    A...
    Ps. Nigdy do Ciebie nie krzyczalem, to wszystko
    byly tylko zwykle slowa plynace z glebi mego
    serca, wypowiedziane w trosce o Ciebie i Twoje dziecko...!
  • zuzia36 29.10.08, 14:10
    adrenaliny mam dośc przy akrobacjach synka :]
    dzięki za troskę :*
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 29.10.08, 14:30
    zuzia36 napisała:
    > adrenaliny mam dośc przy akrobacjach synka :]
    > dzięki za troskę :*
    __________________________________________________.
    Slodkie to co zobaczylem, ale takze i smutne... - Jednak pelne
    nadzieji i milosci...! On jest tym kluczem do Waszego szczescia...!
    A... ;-))
    Ps. Zaraz ide po wnuczka do przedszkola. Zrobilem to dzisiaj
    dobrowolnie po wczorajszej wizycie u corki i ziecia... - Kiedy tam
    przyszedlem on szalal z radosci, nie wiedzac co ma mi jeszcze
    pokazac. Tanczylismy z radosci, a kiedy odchodzilem rozplakal sie
    tak, ze jeszcze na dworze go slyszalem... - Obiecalem sobie wiecej
    poswiecac czasu ludziom w realu i dawac im taka milosc, na jaka mnie
    tylko stac... - Dlatego ide po niego i bedzie on ze mna cale dwie
    godziny...! ;-))
  • zuzia36 30.10.08, 08:55
    mój synek uwielbia spędzać czas z dziadkiem, mają swoje zwyczaje, miejsca i nic
    dla dziadka w tym momencie nie jest wazniejsze
    mam nadzieję, że mój mąz będzie dobrym ojcem, a później dziadkiem...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 30.10.08, 10:08
    zuzia36 napisała:
    > mój synek uwielbia spędzać czas z dziadkiem, mają swoje zwyczaje,
    miejsca i nic dla dziadka w tym momencie nie jest wazniejsze
    > mam nadzieję, że mój mąz będzie dobrym ojcem, a później
    dziadkiem...
    ____________.
    Bedzie...! ;-))
    A...
    Ps. Nie bylbym soba, gdybym nie dodal, ze warunkiem tu jest takze
    to, ze Ty bedziesz dobra (dla Twego "dziadka") zona... - A to
    znaczy; zero wyrozumialosci w chorobie alkoholowej i "twarda
    milosc", ale zgrzyty i tak Was czekaja. Tego nikt jeszcze nie
    uniknal w tym nowodopasowywaniu sie...! - Ja jednak zycze Tobie
    zadowolenia w kazdej pozycji...;-))

  • ela_102 30.10.08, 11:21
    zuza:
    mam nadzieję, że mój mąz będzie dobrym ojcem, a później dziadkiem...

    Witaj zuzka w deszczowy, prawie listopadowy już dzień. Tak sobie tu
    piszeszmy od września i uważam ten watek za najlepszy na tym "nowym"
    Forum...zamyśliłam się nad tym Twoim zdaniem...pomyślałam po co ta
    dziewczyna wybiega w tak odległą przyszłość, ale zaraz uznałam to za
    bardzo dobry objaw. Zdałam sobie kiedyś sprawę, że nadzieja to była
    ta "mamusia" która nie opuściła mnie NIGDY. Towarzyszyła mi przez
    wszystkie lata mojego życia a najbardziej w czasach pijaństwa.
    Często siedząc w staniu upojenia i opuszczenia uważałam, że to co
    się aktulanie dzieje w moim zyciu to jakaś KOSZMARNA pomyłka,
    myślałam wtedy, że moje PRWADZIWE życie odbywa się zupełnie gdzie
    indziej, że ja utkwiłam w jakimś śnie i nie mogę się z niego wydobyc
    i pójść tam gdzie moje własciwe miejsce...
    Dziś wiem, że to była moja NADZIEJA...
    a teraz wszystko wyglada tak, że uczucie zagubienia mnie opusciło na
    stałe, jestem obecna w swoim życiu, wróciłam do domu...

    Zyczę Ci abyś Ty też zaznała takiego własnie uczucia - że wszystko
    to co się bedzie działo jest TYLKO dla CIEBIE i tylko Twoje...

    dobrego dnia, kap kap kap;-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 28.10.08, 12:40
    to co wg Ciebie powinnam robić???????
    z tego co pamiętam wątek założyłam na poczatku września
    Co do zmian - męża leczenie też nie zakończy się za te 6 tyg, myśle że czeka nas
    oboje jeszcze dużo pracy
    --
    Prezes
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 30.10.08, 11:38
    zuzia36 napisała:
    > Co do zmian - męża leczenie też nie zakończy się za te 6 tyg,
    > myśle że czeka nas
    > oboje jeszcze dużo pracy
    No właśnie. Pisałam chyba o tym gdzieś dużo wyżej. Masz tego
    świadomość, a to dużo. Często zdarza się nastawienie, że po leczeniu
    już wszystko załatwione. I wszystko będzie bardz ok. Niekoniecznie,
    bo nie zawsze jest ok, na początku może być trudno. To zależy od
    wielu czynników, jak wkładu pracy, oczekiwań, charakterów itp. itd.
    Ja życzę Ci (Wam) jak nalepiej, cieszy mnie Twoja postawa i chęć
    zmierzenia się z tym co przed Wami.
    Pozdrawiam :)
  • aaugustw 30.10.08, 14:25
    to_ja_pytam napisała:
    > Ja życzę Ci (Wam) jak nalepiej, cieszy mnie Twoja postawa i chęć
    > zmierzenia się z tym co przed Wami.
    ____________________________________.
    Bo to wspaniala jest przygoda zycia...! ;-))
    A...

  • ela_102 27.10.08, 20:30
    Tęsknota dobrze wróży ;-)

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 01.11.08, 22:20
    jestem zła strasznie zła... dzwonił, powiedział ze ma doła i ze wróci wcześniej,
    manipuluje mną nadal, nawet na odległość, nawet przez telefon :(
    mi też jest ciężko, też mam doła, zwłaszcza weekendy są trudne...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • oryginal23 01.11.08, 22:23
    Wraca wcześniej?
    Czyli wraca nie do Ciebie,wraca do picia.
    23.
  • aaugustw 01.11.08, 23:31
    oryginal23 napisał:
    > Wraca wcześniej? Czyli wraca nie do Ciebie,wraca do picia.
    > 23.
    _____________________________________________________.
    Co z toba agencie jot-23...? - Miales pisac madrze, a ty co
    robisz...!? - Ludzi straszysz jak na cmentarzu w dzien zadusznych...!
    Skad wiesz, ze wroci wczesniej, ze wroci do picia...?
    Czy tak ma wygladac madre pisanie, czy tak wyglada wymadrzanie sie!?
    On dostaje tam popalic, wiec chce zrezygnowac... - Ja takze chcialem
    zrezygnowac z terapii. Duzo zalezy teraz od jego zony, ktora na
    razie malo (albo nic) nie robi w tym kierunku, ale moze za 5 min.
    dwunasta dowie sie od innych, jak postepowac z takim niegrzecznym
    chlopczykiem...!
    A...
  • zuzia36 02.11.08, 11:16
    a co ja moge teraz dla niego robić??? nie mam z nim kontaktu, to on dzwoni do
    mnie, wczoraj zaraz po cześc powiedział ze ma doła i ze nie zostaje tu do końca,
    kiedy wraca tez nie powiedział, nasze rozmowy trwają minutę - dwie
    co do mnie - napisałam tu wczoraj bo mi było cięzko, do kogo sie miałam
    zwrócić??? do terapuety, który o tej porze śpi albo jest gdzieś u rodziny???? i
    jeszcze jedno - nie jest łatwo pracujacej kobiecie z małym dzieckiem w dodatku
    obecnie samotnej latać co chwila na terapię na drugi koniec miasta, tym bardziej
    ze nie mam pod tym względem wsparcia w rodzicach, dlatego też staram sie jak
    najwięcej korzystać z waszych rad
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 02.11.08, 12:49
    zuzia36 napisała:
    > a co ja moge teraz dla niego robić??? nie mam z nim kontaktu, to
    on dzwoni...
    > ...napisałam tu wczoraj bo mi było cięzko, do kogo sie miałam
    > zwrócić???
    _________________________________________________.
    Zuzia, przepraszam Cie...! - Oczywiscie masz racje...!
    Ja bylem wczoraj juz zmeczony, dlatego tak napisalem,
    aby spowodowac to, zebys poszla do Al-Anonu, ktory pomaga.
    Ale nie zawsze warunki domowe na to pozwalaja... - Pisz prosze tutaj
    dalej i nie pozwalaj na to, aby jakis alkoholik (jak ja) zbaczal Cie
    z drogi...!
    Pozdrawiam: A... ;-))
  • zuzia36 02.11.08, 13:12
    nie masz za co przepraszać :) pisałam to juz wcześniej, że mi bardzo pomagacie,
    to dzieki temu forum poszłam pierwszy raz do ośrodka dla uzelznionych, co
    okazało sie bardzo dobrym krokiem
    mam nadzieje, ze to co wczoraj mówił mój mąż to był tylko chwilowy kryzys i ze
    wytrwa tam dla naszej rodziny
    ja rowniez pozdrawiam!!!!
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 02.11.08, 14:51
    Zuza witaj :-)

    Wiesz wyobraziłam sobie stan jego umyslu...
    na terapi dostaje się niezle po tylku i to nie od terapeutów w
    sumie, oni raczej naprowadzają, łagodzą konflikty wewnetrzne jak i
    zewnetrzne (choc im wolimy przypisać całą tą "masakrę") lecz od
    innych alkoholików. Myslę, że chciał zrzucić na Ciebie swoje zle
    samopoczucie bo tam nikt tego od niego nie przyjmie...
    Wolne dni na terapi zamknietej to czas ktory alkoholicy wypelniaja
    sobie niestety w "stary" znajomy sposob...kłótniami,
    złosliwosciami,ansami...nie potrfia jeszcze inaczej...

    Wiem , bo byłam w takim OSrodku przeciez...
    wiec spokojnie...zuza, bedzie ok:-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 02.11.08, 15:07
    doszłam do tego samego wniosku, tym bardziej ze właśnie mineły 2 tyg a on na
    "wolności" miał cykle dwutygodniowe właśnie
    zanim tam wszedł tez krzyczał ze on tam nie wytrzyma, a leci juz 3 tydzień i
    gdyby chaciał wyjśc to już by to zrobił, po co czekać kolejne tygodnie...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • krowibobek 02.11.08, 15:24
    zuzia36 napisała:


    > mam nadzieje, ze to co wczoraj mówił mój mąż to był tylko chwilowy kryzys i ze
    > wytrwa tam dla naszej rodziny
    > ja rowniez pozdrawiam!!!!

    Witaj Zuzia może to trochę będzie dla ciebie dziwne ale ja wytrwałem dla siebie.
    Myślę sobie ze trzeźwienie dla innych nie byłoby w moim przypadku trwałe. Aby
    zmienić swoje życie trzeba zacząć od siebie a dopiero potem można oddać to
    bliskim. Gdy dowlokłem się do szpitala zostałem sam jak palec ,żona w ogóle się
    ze mną nie kontaktowała. I wiesz co w moim wypadku to odniosło skutek bo nie
    miałem już kim manipulować . Miałem tak pozamiatane w życiu że nie wiedziałem co
    będzie po wyjściu. Zrozumiałem że chcę coś zrobić z sobą . Dzięki terapii
    zaskoczyłem i zrozumiałem że chcę trzeźwieć dla siebie. Miałem takie zajawki
    jak się mnie terapeutka pytała czemu nie chcę pic odpowiadałem ,żeby mnie dzieci
    zapamiętały trzeźwym i podobne górnolotne bzdety , No to chce pan zachować
    wizerunek a co z panem ?
    --
    Uważaj co do siebie mówisz bo możesz się słuchać
  • aaugustw 02.11.08, 17:05
    zuzia36 napisała:
    > nie masz za co przepraszać :) pisałam to juz wcześniej, że mi
    bardzo pomagacie...
    - - - - - - - - - -
    Ciesze sie...! ;-))
    _____________________________.
    zuzia36 napisała dalej:
    > mam nadzieje, ze to co wczoraj mówił mój mąż to był tylko chwilowy
    kryzys i ze wytrwa tam dla naszej rodziny...
    - - - - - - - - - - - - - -
    Zuzia, nie mow tak, "czy on wytrwa..." - On musi wytrwac, jezeli
    chce z Wami zyc i wogole, jezeli chce zyc...
    Mowi sie, ze nic czlowiek nie "musi"... - Zebys Ty wiedziala, ile
    razy uzywa sie we Wspolnocie AA slowa; "MUSZE"...
    Nie dawaj mu powodow do ponownego picia(czyt. samobojstwa na raty).
    A...
  • zuzia36 02.11.08, 20:34
    byłam na spotkaniu al-anon, rodzicom powiedziałam ze ide sie przewietrzyc, we
    wtorek pójde na terapie
    a on znowu dzwonił i stwierdził ze juz nie bedzie do mnie dzwonił bo nie ma to
    sensu dla niego i on chyba głównie po to dzwoni do mnie zeby mna manipulowac
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 02.11.08, 23:20
    zuzia36 napisała:
    > byłam na spotkaniu al-anon, rodzicom powiedziałam ze ide sie
    przewietrzyc, we wtorek pójde na terapie a on znowu dzwonił i
    stwierdził ze juz nie bedzie do mnie dzwonił bo nie ma to sensu dla
    niego i on chyba głównie po to dzwoni do mnie zeby mna manipulowac
    ______________________________________________________.
    Widze, ze nie bardzo jestes zachwycona tym spotkaniem...(!?)
    Czasami tak jest, kiedy dana grupa sama jeszcze kuleje...
    (albo sama malo jeszcze z tego Mityngu potrafilas wyniesc...!?).
    Jezeli chodzi o meza... - Ja uwazam, (dla mnie to pewnik), ze on nie
    robi tego z premedytacja... - To jest pewne, ze on Wami swiadomie i
    z rozumem nie manipuluje...! - Dlaczego, wiec to robi...?
    Moglibysmy sie teraz zastanawiac, dlaczego on to robi... - Ale po
    co...? - Ty koncentruj sie na sobie i na tym, jak Ty chcesz zyc i
    jak wyobrazasz sobie przyszle z nim zycie... - Badz w tym
    postanowieniu konsekwentna i nie ustepuj ani na milimetr - dla dobra
    calej rodziny...
    On, na pewno znalazl sie w potrzasku... - Dla niego rozpoczal sie
    cholernie ciezki okres w zyciu... Do niego teraz dopiero zaczyna
    docierac bez znieczulenia to cale zycie i to co do tej pory
    narobil... - Widzi, ze jego "madrosci" i koncepcja zycia nie zdaje w
    pelni egzaminu... - Moze nawet wspoluczestnicy terapii bombarduja
    jego kretactwa, do jakich kazdy alkoholik jest przyzwyczajony, a on
    nie moze tego zniesc, a przy tym sam nie wie dlaczego tak sie
    dzieje, ze go atakuja... - Najlepiej wrocilby do starych, "dobrych",
    cieplych" ukladow domowych, ale to znaczyloby znowu picie... - On
    MUSI sie zmienic... Swoja swiadomosc zmienic...
    Wtedy nie bedzie MUSIAL juz pic alkoholu, o ktorym wogole do tej
    pory nie musielismy wspominac...
    (pisze o sobie, o wlasnym doswiadczeniu z mojej terapii...!).
    A...
  • zuzia36 03.11.08, 13:41
    sz rację, wiecej wynosiłam z terapii, co nie znaczy że więcej tam nie pójdę
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 03.11.08, 13:57
    zuzia36 napisała:
    > sz rację, wiecej wynosiłam z terapii, co nie znaczy że więcej tam
    nie pójdę
    ______________________________________________.
    Cieszy mnie Zuzia Twoje postanowienie i zdecydowanie... -
    Ja bede sie dzielil z Toba moim doswiadczeniem, jezeli tylko tego
    zechcesz...!
    Od jutra nie bede mial juz tyle czasu, (zona wraca z sanatorium),
    ale dla kogos w potrzebie zawsze znajde czas, bo Ty wlasnie teraz,
    (paradoksalnie, jak cala ta choroba) masz ciezki okres w zyciu... -
    Niby mialo byc wszystko teraz dobrze, kiedy maz zaprzestal picia i
    znalazl sie na terapii, a tu zaczyna byc wszystko jeszcze "gorzej"!
    Sytuacje zyciowe, ktore do tej pory byly poukladane zaczynaja sie
    teraz rozsypywac ;-))
    Dlatego pisz tutaj i chodz tam gdzie wiemy juz, ze to pomaga i
    pomoglo milionom innym...!
    Wytrwalosci zycze: A...
  • zuzia36 03.11.08, 20:34
    kurde i znowu masz rację, ciężko mi jak skur... po nocach snią mi się chwile w
    których zachowanie męża tak bolało, on wydzwania do mnie, nie odebrałam raz,
    drugi nie dałam rady odebrałam, powiedziałam mu ze musi tam wytrzymać, on co
    chwilę gada coś innego, mąci mi w głowie, jutro musze koniecznie iść na terapie,
    bo sie rozpadne
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 03.11.08, 21:08
    zuzia36 napisała:
    > ... powiedziałam mu ze musi tam wytrzymać, on co chwilę gada coś
    innego, mąci mi w głowie...
    _____________________________________________________________.
    To nie on maci, to Ty sama sobie macisz w glowie, bo choc wiesz juz
    wiecej, nie zrozumialas jeszcze wszystkiego co Tobie tu napisano...!
    On probuje gadac z roznych kupek i (nieswiadomie) mowi Tobie te
    bajki jak maly chlopczyk, ktory sie skarzy mamie w nadzieji, ze ona
    go przytuli i powie, zeby zostal juz w domu i nie bawil sie z tymi
    lobuziakami, a potem ta mama zezwoli mu na ulubiona kremowke, zato
    ze tak meznie cierpial i dawal sobie rady...! ;-))
    Zuzia, wycisz sie i uspokoj... - Wroc do swiata realnego...
    Zadaj sobie pytanie: Co ja chce? - Dlaczego raptem czuje sie
    taka "zmącona"...!? (w wodzie, w ktorej sie mąci nie mozna sie
    przegladac).
    Nie zmieniaj swego trzezwego kursu... - Ty jestes (na razie)
    kapitanem tego statku znajdujacego sie na burzliwych wodach...!
    Badz dzielna:
    A...
  • zuzia36 03.11.08, 22:33
    znowu dzwonił!!!!!! nie odebrałam
    staram sie z całych sił wykorzystywać to co mi piszecie, ale nie jest to łatwe,
    zwłaszcza jak on gra mi na emocjach, w tej chwili naprawde nie wiem co mam
    myśleć, jutro musze musze dostać sie na terapie!
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 03.11.08, 22:54
    zuzia36 napisała:
    > znowu dzwonił!!!!!! nie odebrałam
    - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    Osobiscie nie jestem zwolennikiem chowania glowy w piasek...
    ___________________________________________________________.
    zuzia36 napisała dalej:
    > staram sie z całych sił wykorzystywać to co mi piszecie, ale nie
    jest to łatwe, zwłaszcza jak on gra mi na emocjach...
    - - - - - - - - - - - - - - - - -
    Wiem, ze to nie jest latwe, ale tego postepowania wedlug wskazowek
    serca (nie glowy, ktora doprowadzila Was oboje do stanu obecnego),
    mozna sie nauczyc i wycwiczyc...
    __________________________________.
    zuzia36 napisała dalej:
    > ... w tej chwili naprawde nie wiem co mam
    > myśleć, jutro musze musze dostać sie na terapie!
    - - - - - - - - - - - -
    Wylacz glowe i skoncentruj sie na tym co mowi Twoje serce...!?
    A potem odpocznij juz dzisiaj, wyluzuj sie a jutro znowu bedzie nowe
    dzisiaj, w ktorym - jak piszesz - musisz, (bo chcesz) pojsc na
    terapie i zrobisz kolejny krok do przodu, a on zeby za Toba nadazyc,
    takze musi (jak zechce) to samo zrobic...!
    A... ;-))

  • zuzia36 04.11.08, 22:20
    moja praca domowa od dzisiaj nie myślec o nim przez godzinę
    a on dzwonił i przepraszał, przyznał sie do glodu i tesknoty
    od następnej środy zaczynam intensywną terapie grupową dla współuzaleznionych
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 04.11.08, 22:26
    Brawo!!!!!!!!
    i dobranoc :-))))))))
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 05.11.08, 17:54
    zuzia36 napisała:
    > moja praca domowa od dzisiaj nie myślec o nim przez godzinę
    > a on dzwonił i przepraszał, przyznał sie do glodu i tesknoty
    > od następnej środy zaczynam intensywną terapie grupową dla
    współuzaleznionych
    ______________________________________.
    Zuzia, Ty wiesz czego chcesz... - Tak trzymaj...!
    (to przyniesie swoje owoce...!)
    A... ;-))
  • aaugustw 02.11.08, 00:17
    zuzia36 napisała:
    > jestem zła strasznie zła... dzwonił, powiedział ze ma doła i ze
    wróci wcześniej, manipuluje mną nadal, nawet na odległość, nawet
    przez telefon :(
    > mi też jest ciężko, też mam doła, zwłaszcza weekendy są trudne...
    _____________________________________________.
    Badz dalej wytrwala i konsekwentna... - Nie zalamuj sie i pamietaj,
    ze wszystko ma swoj koniec.
    Zapytaj go, (ale nie przez telefon), czy on chce sprobowac od nowa
    jeszcze raz rozpoczac z Toba nowe zycie, (to stare oznacza picie i
    pieklo). Powiedz mu, co ty chcesz i co od niego oczekujesz...
    Jezeli jedno z Was nie zechce, nie ma wiecej sprawy...
    Reszty dowiesz sie na spotkaniu Al-Anon, bo mnie alkoholikowi nie
    chce sie juz wiecej pisac do wspoluzaleznionej, ktora sama powinna
    juz dawno to wiedziec, jak postepowac z alkoholikiem...!
    Dobranoc:
    A...
  • beacinalor 09.11.08, 13:06
    witaj
    jestem tu pierwszy raz i nie wiem od czego zaczac...
    Jestem rok i miesiąc mężatka ... to jakiś koszmar, jakbym się
    obudziłą z jakiegoś złego snu....
    nie wiem po co tutaj weszłam - wiem, że to bez sensu..wszystko co
    czytam jakoś tam pasuje do mojego małżeństwa..
    nie rozumiem tylko jak prawie dwa lata ktoś może nei pić a teraz od
    roku może było kilka tygodni kiedy był trzeżwy????

    Czy jest sens żyć - odebrał mi już wszystko- sprzedałam swój dom bo
    był na współwłasność z moją siostrą a się nie polubili w wyniku
    czego wyparła się mnie cała rodzina, garstka moich znajomych o
    niczym nie wie dal nich jest czarujący, nie pracuje od lutego br. a
    to co mielismy ze sprzedaży wpłąciliśmyt na nowy dom i niestety nie
    mamy zdolności kredytowej aby dpokończyć transakcję, płacę
    wynajmowane mieszkania i od trzech m-cy za lewe zaświadczenia i
    zastanawiam się czy jest sens??? Jak długo tak dam radę????
    Zostało mi tylko to życie u jego boku, albo śmierć o której co raz
    częściej myślę jednak jeszcze nei bardzo mam odwage.
    Mam dość i jestem już zmęczona. Chcę zasnać i już nie myśleć, nie
    czuć, nie płakać, przestać się wstydzić....
  • aaugustw 09.11.08, 15:30
    beacinalor napisała:
    > Czy jest sens żyć...
    > ...sprzedałam swój dom... a to co mielismy ze sprzedaży
    wpłąciliśmyt na nowy dom i niestety...
    _____________________________________.
    A czy jest sens umierac, tylko dlatego,
    ze zle pokierowalas swoim zyciem...(!?
    Ze oczekiwania Twoje byly wieksze od mozliwosci
    ich zrealizowania...!?
    A...
  • aaugustw 09.11.08, 15:55
    Zuzia o co u Ciebie nowego...!?
    A... ;-))
  • zuzia36 09.11.08, 21:04
    w sumie to nic, poza tym ze tesciowa do mnie zadzwoniła wczoraj - umówiła sie na
    dzisiaj, po czym dzisiaj odwołała spotkanie :/ ale to jej problem...
    maż ok tylko boi sie tych wolnych dni
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 09.11.08, 21:12
    zuzia36 napisała:
    > w sumie to nic, poza tym ze tesciowa do mnie zadzwoniła wczoraj -
    umówiła sie na dzisiaj, po czym dzisiaj odwołała spotkanie :/ ale to
    jej problem... maż ok tylko boi sie tych wolnych dni
    __________________________________________________.
    Dziekuje Zuzia za odpowiedz i reakcje...!
    Czyli optymista powiedzialby: "U Ciebie wszystko OK!" ;-))
    A pesymista powiedzialby: "Czyli cisza przed burza!" ;-((
    W tym momencie zapytalem siebie:
    A ty kim jestes i co bys powiedzial Zuzi...!?
    Przyznam sie, ze znalazlem sie w klopotliwej sytuacji: Nie wiem co
    powiedziec...!? Moze dlatego, ze jestem dzis zmeczony...!? :-\
    Ale glos sumienia mi wlasnie podpowiada, ze Ty dasz sobie rade...!
    Tak trzymaj...!
    Duuuzo Pogody Ducha, zycze:
    Spokojnej nocy. Dobranoc:
    A... ;-))
  • zuzia36 09.11.08, 21:34
    dzięki
    również spokojnej nocy
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 09.11.08, 23:12
    Pomyślałam ,że jak Twoj mąż zaczyna mówić o strachu przed wolnymi
    dniami, a nie o chęci uciekania stamtąd...to zaczyna kontaktować się
    z sobą i z swoimi emocjami, a to wiadomo, w alkoholiźmie bardzo
    dobrze wróży:-)

    DOBRANOC dla ciebie i Twojego PREZESA;-)
    teściową sobie darujemy ;-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • ela_102 09.11.08, 23:15
    nie rozumiem tylko jak prawie dwa lata ktoś może nei pić a teraz od
    roku może było kilka tygodni kiedy był trzeżwy????

    to normalne dla alkoholzmu, że można wrocić do picia...
    Nie uzalezniaj jednak swojego zycia od jego pijaństwa...
    ratuj siebie...
    i tak WARTO zyć.

    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 10.11.08, 11:41
    ela_102 napisała:
    > ... Nie uzalezniaj jednak swojego zycia od jego pijaństwa...
    > ratuj siebie... i tak WARTO zyć.
    _________________________________________________.
    Wlasnie mialem telefon od kobiety, ktora martwi sie
    o meza i chce mu pomoc a sama nie potrafila (przez
    swoj placz) wydobyc z siebie glosu. Zony mojej nie
    bylo, wiec ja udzielilem jej wskazowek, jak trafic
    na najblizsze Mityngi AA i Al-Anon...
    (nie wytrzymalem i takze podpowiedzialem jej - mowiac
    o sobie - pare slow skierowanych przeciwko jej mezow,
    czyli takiemu alkoholikowi, jakim ja jestem...!) -
    Podziekowala mi za zdobyte nowe doswiadczenia, sile
    i nadzieje...! ;-))
    A...
  • zuzia36 10.11.08, 11:54
    dla nasz zon alkoholików, Wy niepijący alkoholicy jesteście wielką nadzieją,
    dzięki Wam wierzę, że to wszystko ma sens, że warto...
    na spotkanego na ulicy pijanego człowieka patrzę teraz całkiem inaczej, tego co
    wtedy czuję nie jestem jeszcze wstanie nazwać, wiem że chciałabym mu pomóc...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 10.11.08, 12:00
    zuzia36 napisała:
    > ...na spotkanego na ulicy pijanego człowieka patrzę teraz całkiem
    inaczej, tego co wtedy czuję nie jestem jeszcze wstanie nazwać, wiem
    że chciałabym mu pomóc...
    ___________________________________________.
    Podobnie i moja zona mowi o takich ludziach,
    ktorych widzi i spotyka na ulicy.
    A... ;-))
  • aaugustw 10.11.08, 12:02
    Przez nieuwage napisalem te slowa w innym watku...
    Powtarzam je raz jeszcze tam, gdzie one naleza:
    Zuzia, mam prosbe do Ciebie, (jezeli nie sprawi Ci ona wiekszego
    klopotu), napisz od czasu, do czasu jak sobie radzisz i jak wyglada
    dalszy przebieg terapii u Twojego meza...(!?) - To ma posluzyc mi do
    wzbogacenia moich zyciowych doswiadczen i pozniejszej, (ew.) pomocy
    innym chorym... - Dziekuje Ci z gory.
    (ale nie pogniewam sie, jezeli nie masz czasu na to, lub ochoty...!).
    A... ;-))
  • zuzia36 10.11.08, 12:23
    ochota jest a czas też się znajdzie :)
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 10.11.08, 13:00
    zuzia36 napisała:
    > ochota jest a czas też się znajdzie :)
    _______________________________________.
    Bardzo lubie kobiety, ktore wiedza czego
    chca, a przy tym daja jeszcze nadzieje !
    A... ;-))
  • zuzia36 10.11.08, 13:54
    :)
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 10.11.08, 14:15
    Ten wątek, to prawdziwa "perełka"
    Szkoda, że na innych Forach pijackich nie jest wklejany jako "wzór"
    na czym polega Sapomopoc.
    Nigdzie dotąd nie spotkałam tak czytelnie pozytywnej histori.

    :-)))))))))))))
    a to buduje :-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 10.11.08, 14:45
    mam nadzieję, że skończy się Happy End -em
    pisanie tu to teraz mój obowiązek. Pomogliście mi jak byłam w potrzebie. Sama
    też przeszukałam internet w poszukiwaniu podobnej historii. Do kilku kobiet
    napisałam maila. Odpisały raz, dwa i cisza. A ja potrzebowałam wsparcia.
    Wiedziałam ze mam szukać pomocy lecz nie wiedziałam gdzie. Bywam na tym forum
    bardzo czesto. Czytam prawie każdy wątek. Często nie bardzo rozumiem o czym
    piszecie, ale myśle ze to kwestia czasu i terapii :) zauważyłam tylko ze mój mąz
    zaczyna mówić podobnie.
    Dzisiaj mam kolejny problem do rozgryzienia. Babcia męża jest chora i mam
    dylemat czy ją odwiedzić, a przy okazji narazić się na spotkanie z rodziną męża.
    Mam ogromną ochotę udać że nic nie wiem o tej chorobie. Ale jeśli są to jej
    ostatnie dni...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 10.11.08, 16:22
    zuzia36 napisała:
    > ...Dzisiaj mam kolejny problem do rozgryzienia. Babcia męża jest
    chora i mam dylemat czy ją odwiedzić, a przy okazji narazić się na
    spotkanie z rodziną męża.
    > Mam ogromną ochotę udać że nic nie wiem o tej chorobie. Ale jeśli
    są to jej ostatnie dni...
    ____________________________________________.
    Nie moglem szybciej odpisac. Mam takze swoje obowiazki (mile) ;-))
    Otoz, my zdrowiejacy (i ich wspoluzaleznieni), bedziemy znajdowac
    sie do konca zycia w procesie odnowy duchowej, czyli tego rozwoju
    duchowego (moralnego...) - Juz w Biblii stoi, zeby odwiedzac
    chorych, a wiec ja na Twoim miejscu poszedlbym do niej.
    Postepowalbym i zachowywalbym sie tak, jak przystalo na czlonka
    rodziny do ktorej sie nalezy, ale (oczywiscie) z pelna konsekwencja,
    jezeli chodzi o chorobe meza, tzn. zero tolerancji dla alkoholu i
    kazdego kto w to jest wplatany... - OPROCZ (i tu sa wyjatki) tych
    ludzi, ktorych moglaby ta prawda mocno dotknac (czyt. zranic). Do
    tych osob nalezy na pewno babcia meza. Takie osoby trzeba
    oszczedzic, gdyz one i tak nie sa juz w stanie ani pomoc, ani
    zaszkodzic Tobie... - Wszystko inne jak dotychczas...!
    A... ;-))
  • queen_b 10.11.08, 16:32
    Droga Zuziu.
    Ja z perspektywy osoby, która stoi obok i przygląda się całej Twojej (jak też
    innych) sytuacji powiem tak. Dla każdego człowieka podczas sytuacji mniej
    komfortowych chowanie głowy w piasek jest wyjściem idealnym (w tym względzie,
    gdybyś nie poszła do chorej babci męża). Powiem szczerze, że poszłabym ją
    odwiedzić bez żadnego ale. Jeżeli są to 'jej ostatnie dni' jak sama mniemasz to
    tym bardziej. Ona nie jest winna temu, że Twój mąż ma takie problemy z
    alkoholem. Tym bardziej, że jest to jego babcia która pewnie i tak nie wie o
    całej sytuacji która się u Was w domu dzieję..
    To, że spotkasz rodzinę męża to nieuniknione, ale musisz stawić im czoła.
    Prędzej czy później i tak by Ciebie to spotkało.. Możesz im odmawiać odpowiedzi
    na ich pytania, bo nie przyszłaś do nich tylko do osoby, która jest ciężko chora
    i potrzebuje wsparcia.
    Wiem, że może moje słowa nie trzymają się formy, ale mam nadzieję że wskażą
    lepszą drogę.
    Pozdrawiam
    B
  • zuzia36 12.11.08, 09:04
    eeeh żebym nie miała za lekko to się rozchorowałam :( a do tego jeszcze teście
    nękali mnie wczoraj telefonami (byli pijani). Nie odbierałabym ale okazało sie
    że oni jakieś listy do męża odbierali, w listach jest coś do zapłaty ale oni je
    zgubili i nie wiedzą nawet skąd te listy!!!!!!!
    już mi ręce opadają z niemocy....
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • queen_b 12.11.08, 16:50
    zuzia36 napisała:

    > eeeh żebym nie miała za lekko to się rozchorowałam :( a do tego jeszcze teście
    > nękali mnie wczoraj telefonami (byli pijani). Nie odbierałabym ale okazało sie
    > że oni jakieś listy do męża odbierali, w listach jest coś do zapłaty ale oni je
    > zgubili i nie wiedzą nawet skąd te listy!!!!!!!
    > już mi ręce opadają z niemocy....


    Trzymaj się! W takich sytuacjach miło jest mieć w kimś oparcie (przyjaciele,
    rodzina, nawet rodzeństwo 'jeżeli się je ma..').
    Współczuję sytuacji z teściami, najgorsze że oni zamiast wspierać to 'dobijają'.
    Najważniejsze abyś wyzdrowiała, trzymała się mocno.
    Pozdrawiam i przesyłam mnóstwo pozytywnej i leczniczej energii ;)
    B.
  • ela_102 12.11.08, 17:24
    Zuza ;-)
    A co Ci do tych listów?
    A co Ci do ich płacenia? a co Ci do ich zagubienia i teściów nie
    pamiętania?
    to w ogole nie Twoja sprawa...
    kupujesz od nich strachy aby sie źle czuć...

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 12.11.08, 20:31
    zuzia36 napisała:
    > eeeh żebym nie miała za lekko to się rozchorowałam :(
    - - - - - - - - - - - - -
    Znasz to: "na pochyle drzewo, ...!" :-((
    ___________________________.
    zuzia36 napisała dalej:
    > ... a do tego jeszcze teście nękali mnie wczoraj telefonami (byli
    pijani). Nie odbierałabym ale okazało sie że oni jakieś listy do
    męża odbierali, w listach jest coś do zapłaty ale oni je zgubili i
    nie wiedzą nawet skąd te listy!!!!!!! już mi ręce opadają z
    niemocy....
    - - - - - - - - - - - - - - - -
    Sprobuj skoncentrowac sie na sobie i nie zawracaj sobie glowy tymi
    rachunkami... - Zmieniaj tylko to co mozesz zmienic...!
    Szybkiego powrotu do zdrowia Ci zycze...!
    A... ;-))
    Ps. Mysl pozytywnie i pamietaj, ze my jestesmy z Toba...! ;-))
  • zuzia36 12.11.08, 22:24
    mam doła i to strasznego!!!!!!!
    sprawę teściów olałam, chyba chcieli ode mnie kasę wyłudzić
    byłam dzisiaj na terapii, bardzo mi sie podobało i co z tego jak zaraz po
    zadzwonił mąż i znowu mi oznajmił ze wraca za tydzień, to jest akurat
    najmniejszy problem (choć skłamałabym gdybym powiedziała ze mnie nie wkurzył)
    jak tylko wszełam do domu to dostałam opieprz od matki ze czemu tak długo!!!!
    wiedziała gdzie jestem, nie dzwoniła do mnie i pytałam sie wczoraj czy posiedzi
    mi z dzieckiem. Koniecznie chciała wiedzieć co ja tam na terapii robie, po czym
    ze złością zebrała sie i poszła. I co to koniec mojej terapii???? nie mam z kim
    dziecka zostawić. Dam go do cioci ona będzie jeszcze bardziej zła. Chwilami
    czuje sie jakby to ona mną manipulowała nie mąż alkoholik. Mam chęc zerwać z nią
    wszelkie kontakty ale nie mam z kim dziecka zostawić. Zobaczę moze żłobek mi sie
    uda załatwić, albo ciocie poprosze zeby z nią porozmawiała. Nie wyrabiam
    naprawdę. Jak nie kijem to pałą. W samochodzie mi chyba hamulce wysiadły. Mam
    dość!!!!!!!
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 08:03
    zuzia36 napisała:
    > ... Nie wyrabiam naprawdę. Jak nie kijem to pałą. W samochodzie mi
    chyba hamulce wysiadły. Mam dość!!!!!!!
    ______________________________________.
    Zuzia, jeszcze nigdy tak nie bylo, zeby jakos nie bylo...! ;-))
    A takie rozwiazywanie problemow przed spaniem, (wiem z wlasnego
    doswiadczenia) do niczego nie prowadzi, oprocz bezsennej nocy...
    Zobaczysz, ze dzisiaj "samo" sie duzo rzeczy wyjasni...!
    A Ty staraj sie te swoje pozostale sprawy, (zwane problemami), ktore
    masz do zalatwienia, zalatwiac wedlug ich waznosci - najwazniejsze
    naprzod i po kolei. Nie staraj sie te kluski polknac od razu... ;-))
    Na pewno choroba Twoja takze nie sprzyja dobremu samopoczuciu, ale
    ode mnie mimo wszystko masz zyczenia Pogody Ducha...! ;-))
    A...
  • ela_102 13.11.08, 08:12
    Zuzka witaj :-)

    Oczywiscie, że mozna mieć DOŚĆ!
    ale i to mija a potem się z tego śmiejemy...
    Ja byłam samotną mamą z niepelnosprawna córką, piecami i masą
    kłopotów...na terapię poglebioną musiłam jeździć do innego miasta.
    zawsze wtedy mówiłam sobie, że DAM RADE i ze NAPEWNO sie ułoży,
    trochę jak "scarlet" z przeminęło z wiatrem i rzeczywscie tak bylo.
    Wszystko idzie sobie poukladac...
    tylko spokojnie przemysleć - nepewno znjadzie sie ktoś kto zajmie
    sie dzieckiem raz w tygdoniu...

    nie dawaj sie, glowa do gory i dzialac ;-))))))
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 13.11.08, 08:33
    dzięki za odzew
    pogadam dzisiaj z koleżanką z pracy może ona się zgodzi na siedzenie z małym, z
    terapii nie zrezygnuje napewno!!!!! samochód dzisiaj mama tata mi pozyczył więc
    mogę wyskoczyć do lekaża
    jednak po tym wszystkim widzę, że nie mogę liczyć na mamę (tata jest ok ale jest
    pod pantoflem)niby ona mówi ze mogę, niby ja tak myśle ale wcale tak nie jest.
    Nie umiem z nią kompletnie rozmawiać! mam chęc zrobić jka mój brat - wyjechać
    gdzieś dalej i bywać w domu raz na jakiś czas.
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 13.11.08, 08:56
    zuza:

    Nie umiem z nią kompletnie rozmawiać! mam chęc zrobić jka mój brat -
    wyjechać
    gdzieś dalej i bywać w domu raz na jakiś czas.

    To co się dzieje miedzy Tobą a mamą ma swoje korzenie zancznie
    wczesniej i jest "skutkiem" nie przyczyną...
    uciekanie NIC nie rozwiąże...
    ja i moi bracia uciekalismy tak przez 20 lat i wierz mi NIc to nie
    dalo. Ja osobiscie zmierzylam się z ta relacja dopiero na terapi
    pogłebionej i dopiero od niewda moge napisac że moje realcje z mamą
    sa "własciwe" do sytuacji, choc z pewnością delekie od "idealu"

    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • zuzia36 13.11.08, 09:43
    właśnie dopiero to do mnie dotarło, że jednak mimo brak chociażby alkoholu źle
    działo sie w moim domu. Jestem strasznie uzależniona od mamy. Ona cały czas
    rządzi mną, manipuluje i niby to wszystko dla mojego dobra. Chwilami czuję, że
    dziecko też powinnam jej oddać bo ona lepiej wie jak go wychować. Czuję sie
    potrzebna tylko do obsługi małego np. w nocy albo jak mama chce odpocząć. Cały
    czas myślałam, że lepiej dla dziecka jak jest u babci, ale chyba tak nie jest.
    Coś tu jest nie tak. Męża alkoholika nie ma a jest nadal źle. Musze to sobie
    wszystko poukładac...
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 10:02
    Tak, Zuzia... - Zycie to jeden wielki deal...! - Cos za cos...!
    Im wiecej bedziesz potrzebowala mamy, (np. z wygodnictwa)tym
    bardziej bedziesz od niej zalezna, a ona wtedy bedzie stawiac swoje
    warunki...
    To cale zycie zaczyna sie od dawania i brania... - Im wiecej dasz,
    (a ten drugi wezmie), tym wieksze ma on poczucie zobowiazania wobec
    Ciebie...
    Albo inaczej: Jezeli pozyczysz komus pieniadze, chcesz wiedziec co
    on z nimi chce zrobic i kiedy Ci je odda...!? - Czy to jest
    mieszanie sie w jego sprawy...(!?).
    Moral z tej bajeczki taki, ze to nie mama, a Ty sama dopuscilas do
    takiej sytuacji, wiec prosze nie marudzic...- (to ma byc zart) ;-)
    Pociesze i napisze, ze Twojej "winy" jest tylko 50%, ale my wiemy,
    ze winy tu nie ma.
    W zyciu tak to juz jest, ze rodzice daja, a dzieci biora...
    Nauczyciele nauczaja, a uczniowie sie ucza...
    A kiedy dojrzeja, przekazuja to dalej...
    A...
  • zuzia36 13.11.08, 10:10
    żebym jeszcze umiała z nią rozmawiać... z nikim poza rodzicami nie mam problemu,
    jestem otwartą osobą a w domu jest problem
    Koleżanka się zgodziła, więc wtorek mam załatwiony. A jak sytuacja w domu
    zobaczę dzisiaj.
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • to_ja_pytam 13.11.08, 10:21
    Po kolei pozałatwiasz wszystkie bolące sprawy, na pewno. Tak jak
    wcześniej augustw napisał, kolejność wedłuch ich ważności :) Skoro
    już zaczęłaś tę "pracę" - wszystko wokół Ciebie zacznie się
    zmieniać, zobaczysz. Nie każdemu się to spodoba, ale to już nie twój
    problem :)
    Pozdrawiam :)
  • zuzia36 13.11.08, 10:51
    właśnie rozmawiałam z terapeutką męża, radzi sobie tam dobrze, nic nie mówi o
    wyjściu, troszkę sobie pogadałyśmy i już mi lepiej :)
    jeszcze raz dzięki za wsparcie
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 13:06
    zuzia36 napisała:
    > właśnie rozmawiałam z terapeutką męża, radzi sobie tam dobrze, nic
    nie mówi o wyjściu, troszkę sobie pogadałyśmy i już mi lepiej :)
    > jeszcze raz dzięki za wsparcie
    ____________________________________________.
    ;-)) Ha, ha, ha... - zazdrosc go zzera, boi sie
    ze jestes sama i mozesz kogos poznac, dlatego
    tak postepuje, (- z wlasnego doswiadczenia...!) :-(
    A... ;-))
    Ps. Czyz nie uklada sie wszystko samo, kiedy sie dziala...!?
    Trzeba tylko dzialac...! ;-))
  • zuzia36 13.11.08, 13:13
    o kurczaki w życiu bym tak na to nie spojrzała!!!!! masz rację!!! rozmawialiśmy
    zaraz po mojej terapii i mówiłam mu ze jestem zadowolona, ze poznałam nowych
    ludzi i że było bardzo fajnie. A to zazdrośnik jeden!!!!!!!
    dostałam własnie dodatkowe pieniądze w pracy więc idę sobie sprawić przyjemnośc,
    sobie i dziecku oczywiście :)
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 13:21
    zuzia36 napisała:
    > dostałam własnie dodatkowe pieniądze w pracy więc idę sobie
    sprawić przyjemnośc sobie i dziecku
    _________________________________________________.
    Czy musi byc zaraz dziecko, jezeli chce sie sobie
    sprawic troche przyjemnosci...!? :-(
    A... ;-))
  • zuzia36 13.11.08, 13:33
    ale ja uwielbiam patrzeć jak on się cieszy z zabawek!!!!
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 13:39
    zuzia36 napisała:
    > ale ja uwielbiam patrzeć jak on się cieszy z zabawek!!!!
    _____________.
    Ladny unik...! :-((
    A... ;-))
    Ps. Nie dodalem w poprzednim poscie, ze to mial byc taki zart
    na odprezenie, kiedy pisalem o tym zrobieniu sobie przyjemnosci i...
    (ew.) dziecku ;-))
  • to_ja_pytam 13.11.08, 13:50
    aaugustw napisał:
    > Ladny unik...! :-((
    Hi, hi, fakt. Ale co by nie mówić, tak szybko minie ten czas kiedy
    może tego doświadczać... niech więc korzysta :))
  • zuzia36 13.11.08, 14:03
    dzięki za błogosławieństwo ;)
    a sobie kupię karnet na solarium zeby nie gadali zem bladzioch ;)
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 14:22
    zuzia36 napisała:
    > a sobie kupię karnet na solarium zeby nie gadali zem bladzioch ;)
    _________________________________.
    To az tylu ich gada, ze Ty bladzioch...!? :-((
    Gdzie Ty jeszcze, oprocz solarium sie rozbierasz...!? :-o
    A... ;-))
    Ps. (a powaznie): Pograj swemu "staremu" troche na nerwach,
    to bedzie procentowac - pozniej...!
    (i nie koniecznie w dzieciach...!) ;-))
  • zuzia36 13.11.08, 14:30
    a w dzieciach tez może ;)
    a że blada jestem ludzie stwierdzają po paszczy :] mnie tam to nie przeszkadza,
    ten typ tak ma ale nie zaszkodzi podsmażyć trochę tyłka
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 14:35
    zuzia36 napisała:
    > ...ten typ tak ma ale nie zaszkodzi podsmażyć trochę tyłka
    __________________________________________.
    Najlepiej sie smazy na oleju naturalnym...!
    A... ;-))
    Ps. Tu juz sam nie wiem, czy to zart, czy glod...!? :-((

  • zuzia36 13.11.08, 14:47
    na oleju to frytki są pyszne!
    Ps. tez jestem głodna
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 13.11.08, 18:30
    zuzia36 napisała:
    > Ps. tez jestem głodna
    ________________________________________.
    Głod zaspokoilem, ale apetyt pozostal...! ;-))
    (smiejmy sie, dopoki nie ma nowych trosk...!).
    A...
    Ps. Jak tam zakupy i przyjemnosci...!?
  • zuzia36 13.11.08, 21:08
    nie miałam czasu na zakupy - gnałam do domu zeby znowu mamuśka sie na mnie nie
    darła. Najgorsze ze auto zepsute a potrzebne mi na dojazdy do ośrodka. Prześpie
    sie z tym a rano pomyśle, który tu kolega zna się na autach. Dobrze, ze nic mi
    sie nie stało (jechałam bez płynu hamulcowego!!)
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • aaugustw 14.11.08, 10:36
    zuzia36 napisała:
    > Dobrze, ze nic mi sie nie stało (jechałam bez płynu hamulcowego!!)
    ___________________________________.
    Faktycznie, moglo to sie skonczyc nieciekawie...! :-((
    Zobacz na ile prob zyciowych jestes teraz wystawiona...!
    Jaka cierpliwoscia musisz sie teraz wykazac, aby za zaistniala
    sytuacje nie zwalac winy na meza, ktory gdyby nie pil... ble, ble,
    ble... ;-))
    Trzymaj sie dzielnie, bo problemiki dopiero przed Wami...!
    A... ;-))
  • zuzia36 14.11.08, 11:50
    eeeh niestety :( jak to mówią: umiesz liczyć - licz na siebie!
    Nie wiem tylko czy dobrze robie nie mówiąc mu np. o całej sytuacji z listami i
    jego rodzicami.
    --
    [url=http://www.suwaczek.pl/][img]http://www.suwaczek.pl/cache/22a0da2892.png[/img][/url]
    Prezes rośnie
  • ela_102 14.11.08, 12:00
    Zuza, bardzo dobrze robisz moim zdaniem.
    Ona tam tak jak i Ty tutaj zamga się z bardzo trudnymi sprawami,
    dokładanie mu czegokolwiek na co i tam nie ma tam wpływu nie ma
    sensu.Pamiętam jak zadzownił na odwyk mój syn informujac mnie, że
    moja Mama miala "operację" jakiś czas temu, i że wszystko już jest
    ok.Strasznie sie tym zamartwialam a wyjść przecież i tak nie mogłam.
    Terapeutka musila poswiecic mi dodatkowe kilka godzin aby przywrócić
    we mnie spokoj...
    Corka jak dzwonila to tylko OBIE PLAKALYSMY do sluchawki nie mogąc
    wydobyć z siebie ani slowa...przerzucilysmy sie więc świadomie na
    listy...bardzo mila pamiatka ...

    na zmaganie się z problami przyjdzie czas, ale trzeba miec do tego
    odpowiedni zasob sil i wiary we wlasne mozliwosci...
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 14.11.08, 12:09
    Tu roznimy sie diametralnie, bo moja szkola "gloszenia prawdy",
    bierze sie stad, ze w domu tesciow, w ktorym kiedys mieszkalem
    zawsze ta prawda (zwlaszcza o chorobach innych) zatajana byla przed
    chora na serce tesciowa... - A ona zawsze dowiadywala sie potem o
    tym, i bylo jeszcze gorzej... - Dlatego ja jestem zwolennikiem
    nagiej prawdy, obojetne jaka ona mi sie objawi... - Najwazniejsze
    znac prawde...!
    A...
  • ela_102 14.11.08, 12:20
    Oczywiscie, że prawda nas wyzwoli więc z pewnoscią nie róznimy się w
    tej kwestii a juz napewno nie diametralnie...
    Ja pisałam tylko o pewnej delikatnośći rozważeniu co na dany moment
    zuzi mąż z ta prawdą może zrobić?
    Ja dopiero jak wróciłam z odwyku, choć wiedziałam o tym przecież
    duzo wcześniej , powiedziałam mojej córce na co przyszlo mi
    zachorować i gdzie tak naprawdę byłam, bo miałam mozliwośc utulenia
    jej przy tej wiadomości, uspokojenia...
    jej alkoholizm wcześniej wydawał się chrobą doprowadzajacą z
    pewnoscią do smierci...a Ona przecież wszystkiego, ale mojej śmierci
    by sobie nie życzyła..
    Była u nas jakiś czas temu ciotka, zachorowalo jej się i otoczylismy
    ją odpowiednią opieką - nie dzownilismy do tego z którym mieszka aby
    go tam nie niepokoić, przecież to mial byc jego czas wytchnienia...
    jak przyjechal to sie dowiedzial i dziekowal, że go nie
    niepokoilismy...

    o czyms takim piszę a nie o ukrywaniu "prawdy" August;-)
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 14.11.08, 12:51
    Przez to jedno moje zdanie wyszlo tak, jakbym Twoja "szkole"
    negatywnie ocenil, a ja chcialem tylko zwrocic uwage na moja
    "bezpardonowosc" tam, gdzie chodzi o prawde, choc wiem, ze taka
    "jawnosc" moze ranic i moze byc gorsza od zatajenia niektorych
    rzeczy)... - Coz, ja nie zawsze mam wyczucie w "koniuszkach palcow",
    ze wzgledu na uszkodzone tam nerwy przez alkohol...! ;-))
    A...
  • zuzia36 14.11.08, 13:15
    pamiętam jak sama podczas ciązy leżałam wielokrotnie w szpitalu i pamiętam ta
    niemoc (musiałam leżeć) dlatego doszłam do wniosku, że te dwa miesiące są czasem
    dla męża, że powinien je wykorzystac na pracę nad sobą. A cała ta sytuacja z
    teściami wg mnie jest w tej chwili mało ważna.
  • aaugustw 14.11.08, 13:45
    zuzia36 napisał(a):
    > ... te dwa miesiące są czasem dla męża, że powinien je wykorzystac
    na pracę nad sobą...
    ______________________________________________.
    Nie zapomnij owinac go w wate, zeby bron Boze nie nabil sobie guza
    przez kolegow...! ;-))
    Ja dalej twierdze, ze on tam ma nauczyc sie zycia i osadow
    wszelkiego rodzaju, a to bylby temat do kregu terapeutycznego...!
    (jego oczka otwarlyby sie troche na stan faktyczny tego swiata...!).
    Ale to Twoj maz, aja z nim zyc nie bede...!
    A... ;-))
  • ela_102 14.11.08, 13:29
    tak...ha ha ha przez alkohol! a już;-)
    poprostu faceci mają inaczej niż kobity...
    to wynika z płci a nie z braku czy nadmiaru alkoholu, taka
    delikatność ;-)
    ha ha ha ha
    --
    ***Szczęście to produkt uboczny właściwego postępowania***
  • aaugustw 14.11.08, 12:03
    zuzia36 napisała:
    > eeeh niestety :( jak to mówią: umiesz liczyć - licz na siebie!
    > Nie wiem tylko czy dobrze robie nie mówiąc mu np. o całej sytuacji
    z listami i jego rodzicami.
    _________________________________________________________.
    Dopoki jestescie jednoscia, powinien wszystko wiedziec...!
    Tylko prawda nas wyzwoli... - (glosna prawda - dodaje ja)!
    A... ;-))
  • aaugustw 13.11.08, 14:17
    to_ja_pytam napisała:
    > Hi, hi, fakt. Ale co by nie mówić, tak szybko minie ten czas kiedy
    > może tego doświadczać... niech więc korzysta :))
    _________________________________________________________.
    No wlasnie: Ten czas tak szybko mija, a ja tak daleko...!? :-(
    (to tez niby zart...!) ;-))
    A...
  • to_ja_pytam 13.11.08, 14:22
    aaugustw napisał:
    > No wlasnie: Ten czas tak szybko mija, a ja tak daleko...!? :-(
    > (to tez niby zart...!) ;-))

    Aaugustw - powoli lecz pewnie :)
    (to całkiem poważnie :)))