moje indywidualna terapka, niemal za każdym razem gdy do niej
przychodziłem, podtykała mi pod nos listę symptomów nawrotu choroby
alkoholowej, prosząc, bym zaznaczył plusiki pod tymi, które akurat
są u mnie na czasie, później miałem napisać w zeszycie, co zrobię,
by poradzić sobie z danym symptomem - zbyt pilnym uczniem nie byłem,
ale i tak sporo na tym zyskałem
wtedy, rzecz jasna, przychodziłem do niej z najistotniejszymi
problemami, jakie mnie dotykały, a ona mnie wkurzała, jakimiś tam
symptomami... ratowało mnie wtedy chyba tylko to, że wychowałem się
w warunkach "wykonaj", bo jakoś tam robiłem, to co mi podpowiadała
sam nie zapiłem żadnego ważniejszego momentu, podjęcia lub
odrzucenia jakiejś istotnej decyzji w moim życiu, jakoś potrafiłem
je unieść, za to obserwowałem innych, zapicie to nie koniec świata,
ale jest bardzo niebezpieczne, z jednej strony, niektórzy tak muszą
dochodzić do decyzji o definitywnym zaprzestaniu picia, z drugiej,
gdy przyczyna nie tkwi jedynie w buncie, przeciwko prawdzie o
utracie kontroli nad ilością spożywanego alkoholu, sprawa może być
poważniejsza, ponieważ dotyczy przyznania się do niekierowania swoim
życiem, a ludziom na pewnym poziomie materialnym i intelektualnym,
bardzo trudno do tego się przyznać
a przecież to dopiero pierwszy krok do rzeczywistego uwolnienia się
z nałogu
--
na początku był chaos, chaos był dobry,
potem rozdzieliłem światłość od ciemności - i to mnie zgubiło...